Kategoria: Kanał

Kanał sprzedaży IT to centrum informacji dla VAR-ów, MSP, integratorów i dystrybutorów działających w ekosystemach największych vendorów.

  • Integrator w sieci partnerskiej – nowy standard konkurencyjności w IT

    Integrator w sieci partnerskiej – nowy standard konkurencyjności w IT

    Scenariusz, który jeszcze dekadę temu mógłby być uznany za oznakę słabości, dziś staje się standardem rynkowym. Średniej wielkości integrator IT staje przed szansą na realizację lukratywnego kontraktu, który przekracza jego wewnętrzne zasoby kompetencyjne. Zamiast rezygnować, firma zwraca się do partnerów w ramach formalnej sieci współpracy. Efekt? Projekt zostaje zdobyty, a klient otrzymuje rozwiązanie, którego nie mógłby dostarczyć pojedynczy podmiot. To znak czasów na rynku, którego wartość rośnie w zawrotnym tempie.

    Rola integratora systemów IT uległa fundamentalnej transformacji. Klienci korporacyjni nie poszukują już tylko dostawców sprzętu i oprogramowania. Oczekują partnerów strategicznych, którzy nie tylko wesprą, ale aktywnie pokierują ich procesem cyfryzacji. Ten trend, zidentyfikowany m.in. w badaniach firmy analitycznej Lünendonk, napędza popyt na zaawansowane i kompleksowe usługi IT.

    Potwierdzają to twarde dane. Analitycy z Gartnera prognozują, że globalne wydatki na usługi IT w 2025 roku osiągną wartość blisko 1,7 biliona dolarów, kontynuując dynamiczny wzrost w kolejnych latach. To ogromny i atrakcyjny rynek, jednak wejście na niego z pełną ofertą staje się coraz trudniejsze, szczególnie dla małych i średnich firm, które nie mogą pozwolić sobie na budowanie wewnątrz organizacji wszystkich niszowych specjalizacji.

    W tej nowej rzeczywistości tradycyjna, ostra konkurencja, szczególnie między firmami o podobnym profilu, zaczyna ustępować miejsca modelom kooperacyjnym. Rozwiązaniem stają się zrzeszenia i sieci integratorów, które z luźnych grup interesu ewoluują w strategiczne sojusze. Ich celem jest nie tylko przetrwanie, ale przede wszystkim skuteczna walka o największe kontrakty.

    Główną korzyścią płynącą z takiej współpracy jest synergia. Firmy zyskują dostęp do szerszego rynku, unikalnych kompetencji innych partnerów, a także do preferencyjnych warunków u dostawców i dystrybutorów. Połączenie zasobów pozwala na realizację skomplikowanych, wieloetapowych projektów, a transfer wiedzy i doświadczeń wewnątrz sieci podnosi konkurencyjność każdego z jej członków. Wsparcie w kwestiach technicznych, prawnych czy marketingowych to dodatkowa wartość, która pozwala skupić się na kluczowej działalności biznesowej.

    Kluczem do sukcesu takich platform jest kultura oparta na zaufaniu i eliminacji wewnętrznej presji konkurencyjnej. Członkowie sieci, zamiast rywalizować, działają jako jeden organizm, wymieniając się wiedzą i doświadczeniem na równych zasadach. Nieformalna komunikacja i partnerskie relacje budują środowisko, w którym łatwiej o innowacje i nieszablonowe rozwiązania. Co istotne, najlepsze sieci dbają o zachowanie niezależności swoich członków, unikając tworzenia scentralizowanych struktur, np. wspólnych działów zakupów. Zamiast tego, negocjują korzystne umowy ramowe, z których każdy może skorzystać na własnych warunkach.

    Przynależność do elitarnej sieci nie jest jednak dana każdemu. To model oparty na zasadzie wzajemności – „dajesz i bierzesz”. Organizacje te stawiają przed kandydatami konkretne wymagania, oczekując nie tylko gotowości do kompromisu, ale przede wszystkim aktywnego wkładu w rozwój społeczności. Kryteria często obejmują udokumentowaną stabilność finansową oraz określony minimalny wolumen obrotów w branży IT, sięgający na przykład 2,5 miliona euro rocznie. To mechanizm selekcji, który ma zapewnić, że do sieci trafiają wyłącznie wiarygodni i zaangażowani partnerzy.

    Model „samotnego wilka”, który samodzielnie buduje wszystkie kompetencje, w obliczu rosnącej złożoności technologicznej i presji rynkowej staje się reliktem przeszłości. Przyszłość należy do ekosystemów, w których siła pojedynczej firmy jest mierzona nie tylko jej wewnętrznym potencjałem, ale przede wszystkim jakością jej sieci partnerskiej. To strategiczna zmiana, która na nowo definiuje zasady gry na polskim i globalnym rynku IT.

  • JD.com przejmuje MediaMarkt i Saturn. Jest zgoda niemieckiego urzędu

    JD.com przejmuje MediaMarkt i Saturn. Jest zgoda niemieckiego urzędu

    Chiński gigant e-commerce, JD.com, otrzymał zielone światło od niemieckiego urzędu antymonopolowego na przejęcie większościowego pakietu udziałów w Ceconomy AG, spółce-matce sieci MediaMarkt i Saturn.

    Decyzja Bundeskartellamt to kluczowy, choć jeszcze nie ostatni, krok w transakcji, która może fundamentalnie zmienić krajobraz europejskiego rynku elektroniki użytkowej.

    Dla JD.com, jednego z największych graczy na chińskim rynku handlu internetowego, przejęcie Ceconomy jest strategicznym wejściem na dojrzały rynek europejski. Dotychczasowa obecność firmy w Niemczech była marginalna, ograniczona głównie do platformy online Joybuy.

    Przejęcie kontroli nad Ceconomy daje chińskiej grupie natychmiastowy dostęp do rozległej sieci ponad 1000 sklepów stacjonarnych w 11 krajach i ugruntowanej pozycji lidera sprzedaży detalicznej elektroniki w Europie.

    Synergia ma być obustronna – JD.com wniesie swoje zaawansowane know-how w zakresie e-commerce, technologii i logistyki, aby wzmocnić cyfrową transformację europejskiej sieci, która generuje online blisko jedną czwartą swoich przychodów, wynoszących 22,4 mld euro.

    Mimo zgody regulatora, transakcja nie jest jeszcze przesądzona. Ostateczna decyzja należy do niemieckiego Ministerstwa Gospodarki, które może ją zablokować, powołując się na ochronę strategicznych interesów państwa.

    Andreas Mundt, prezes Bundeskartellamt, uznał, że fuzja nie stwarza bezpośredniego zagrożenia dla konkurencji. Jednak w Europie narastają obawy dotyczące rosnących wpływów chińskiego kapitału w kluczowych sektorach gospodarki.

    Decyzja niemieckiego rządu będzie uważnie obserwowana w całej Unii Europejskiej. Zgoda na przejęcie może być postrzegana jako otwarcie drzwi dla dalszych chińskich inwestycji, podczas gdy jej zablokowanie byłoby sygnałem rosnącego protekcjonizmu i dążenia do ochrony strategicznej autonomii kontynentu.

    Niezależnie od finału, ruch JD.com jest wyraźnym sygnałem, że rywalizacja na europejskim rynku handlu detalicznego wkracza w nową, globalną fazę.

  • Jacek Łukaszewski nowym prezesem w Elektromontaż Rzeszów S.A.

    Jacek Łukaszewski nowym prezesem w Elektromontaż Rzeszów S.A.

    Jacek Łukaszewski, menedżer z blisko 30-letnim doświadczeniem w międzynarodowych korporacjach z branży elektrotechnicznej, 1 października 2025 roku obejmie stanowisko Prezesa Zarządu Elektromontażu Rzeszów S.A.

    To strategiczna zmiana dla jednej z największych firm produkcyjno-montażowych w polskim sektorze elektrycznym, sygnalizująca potencjalne przyspieszenie w obszarze innowacji i transformacji.

    Łukaszewski dołączył do rzeszowskiej spółki w lipcu tego roku, obejmując stanowisko Członka Zarządu. Jego transfer do Elektromontażu nastąpił po długiej karierze w Schneider Electric, globalnym gigancie w dziedzinie zarządzania energią i automatyki. Do końca 2024 roku pełnił tam funkcję Prezydenta Klastra MEE, zarządzając operacjami w Polsce, Czechach, Słowacji i na Ukrainie.

    Wcześniej, przez 13 lat, kierował polskim oddziałem firmy jako Prezes Zarządu. Jego kariera obejmuje również stanowiska zarządcze w firmach TAC i Honeywell, zarówno w Polsce, jak i w USA, co daje mu unikalną, międzynarodową perspektywę na rynek automatyki budynkowej i systemów zasilania.

    Przejście tak doświadczonego menedżera z globalnej struktury do krajowego lidera jest sygnałem, że Elektromontaż Rzeszów S.A. może intensyfikować swoje działania w kierunku nowoczesnych rozwiązań technologicznych. D

    oświadczenie Łukaszewskiego w zarządzaniu złożonymi organizacjami i wprowadzaniu na rynek zaawansowanych systemów sterowania i zabezpieczeń może okazać się kluczowe w obliczu wyzwań związanych z transformacją energetyczną i rosnącymi wymaganiami rynku w zakresie efektywności energetycznej i automatyzacji.

    Absolwent Politechniki Gdańskiej oraz programu MBA Uniwersytetu Warszawskiego i University of Illinois, Łukaszewski wnosi do spółki nie tylko wiedzę techniczną, ale i solidne podstawy w zakresie zarządzania strategicznego.

    Jego nominacja może zwiastować nowy rozdział w historii rzeszowskiej firmy, ukierunkowany na wzmocnienie pozycji rynkowej poprzez implementację innowacji i skuteczne konkurowanie w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu technologicznym.

  • Import IT do Polski a kursy walut – Jak USD/PLN kształtuje rynek technologii

    Import IT do Polski a kursy walut – Jak USD/PLN kształtuje rynek technologii

    Wyobraźmy sobie dyrektora IT dużej polskiej firmy, który finalizuje budżet na modernizację centrum danych. W tym samym czasie, po drugiej stronie miasta, programista freelancer konfiguruje w sklepie internetowym swój wymarzony, potężny laptop do pracy.

    Choć ich cele i skala zakupów diametralnie się różnią, łączy ich jedno: obaj nie zdają sobie sprawy, że ostateczna kwota na fakturze, którą przyjdzie im zapłacić, jest w dużej mierze kształtowana nie w Warszawie czy Wrocławiu, ale tysiące kilometrów dalej – przez decyzje traderów walutowych w Nowym Jorku, analityków w Londynie i menedżerów fabryk w Shenzhen.

    Dynamiczna cyfryzacja Polski i jej głęboka integracja z globalną gospodarką uczyniły z naszego kraju znaczącego konsumenta nowoczesnych technologii. Ten apetyt na innowacje ma jednak swoją cenę.

    Uzależnienie od importowanego sprzętu – od serwerów i macierzy dyskowych, przez komputery i podzespoły, aż po smartfony – stawia cały polski sektor IT na łasce globalnych rynków walutowych. Każde wahnięcie kursu dolara amerykańskiego czy euro ma bezpośrednie przełożenie na koszty operacyjne firm, budżety inwestycyjne i, co najważniejsze, na ceny, które wszyscy płacimy za technologię napędzającą naszą gospodarkę.

    Anatomia polskiego importu IT: Skąd płynie strumień technologii?

    Aby zrozumieć specyfikę importu sprzętu IT, należy najpierw osadzić go w ogólnym krajobrazie polskiego handlu zagranicznego. Dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) malują obraz gospodarki głęboko zintegrowanej z rynkami międzynarodowymi.

    W ostatnich latach obserwujemy dynamiczne zmiany wartości zarówno eksportu, jak i importu, z saldem handlowym oscylującym między dodatnimi a ujemnymi wartościami, co świadczy o dużej wrażliwości na globalną koniunkturę.   

    Kluczowym elementem tej układanki jest struktura geograficzna. Największy udział w polskim handlu, zarówno po stronie eksportu, jak i importu, mają kraje rozwinięte, a w szczególności Unia Europejska.

    W imporcie ogółem udział krajów rozwiniętych wynosi około 65%, z czego ponad 52% przypada na partnerów z UE. Ta dominacja jest fundamentem, na którym opiera się wiele analiz, ale w przypadku sektora IT może być myląca, maskując prawdziwe źródła pochodzenia technologii.

    Analiza importu sprzętu IT napotyka na pewne wyzwanie metodologiczne. Publicznie dostępne dane GUS nie wyodrębniają precyzyjnej kategorii obejmującej wyłącznie „komputery, serwery i komponenty”.

    Możemy jednak z dużą dozą pewności posłużyć się kategorią zastępczą, która w dużej mierze oddaje skalę i trendy tego zjawiska. Jest to sekcja SITC 7: „maszyny, urządzenia i sprzęt transportowy”. Uzasadnienie jest dwojakie.

    Po pierwsze, jest to największa pojedyncza kategoria w strukturze polskiego importu, stanowiąca regularnie ponad 35% jego całkowitej wartości. Tak wysoki udział świadczy o tym, że polska gospodarka w swoim rozwoju i modernizacji jest silnie uzależniona od importu dóbr kapitałowych i zaawansowanych technologii, w których sprzęt IT odgrywa kluczową rolę.

    Po drugie, to właśnie w tej szerokiej kategorii klasyfikowana jest zdecydowana większość sprowadzanego do Polski sprzętu komputerowego, telekomunikacyjnego i serwerowego.

    Dane GUS jednoznacznie wskazują na trzech głównych partnerów Polski w dziedzinie importu. Na podium niezmiennie znajdują się Niemcy, Chiny i Stany Zjednoczone. Zrozumienie roli każdego z tych państw jest kluczowe dla analizy wpływu kursów walut.

    • Niemcy: Nasz zachodni sąsiad jest numerem jeden, odpowiadając za około 19,3% całego polskiego importu. Jednak w kontekście IT, rola Niemiec to przede wszystkim rola gigantycznego centrum logistycznego i dystrybucyjnego dla całej Europy. Znaczna część sprzętu, który formalnie importujemy z Niemiec, nie została tam wyprodukowana. Są to towary pochodzące z fabryk w Azji lub zaprojektowane w USA, które trafiają do Polski przez niemieckie porty i magazyny.
    • Chiny: Z udziałem na poziomie około 14,4%, Chiny pełnią funkcję „fabryki świata”. To stamtąd pochodzi lwia część gotowych produktów konsumenckich (laptopy, smartfony, monitory) oraz kluczowych podzespołów.
    • Stany Zjednoczone: Udział USA w polskim imporcie wynosi około 5,0%. Rola tego kraju jest jednak znacznie większa, niż sugeruje ta liczba. USA to źródło własności intelektualnej, projektów, zaawansowanego oprogramowania oraz kluczowych, wysokomarżowych komponentów, takich jak procesory czy specjalistyczne układy scalone. Co istotne, Polska notuje w handlu z USA znaczący deficyt, co oznacza, że wartość importu z tego kierunku znacznie przewyższa wartość eksportu.

    Warto również wspomnieć o innych istotnych graczach z Azji, takich jak Korea Południowa (ok. 2,9% importu), która jest potęgą w produkcji pamięci i wyświetlaczy, a także Wietnam i Tajwan, kluczowe ogniwa w globalnym łańcuchu dostaw półprzewodników.   

    Pamięci, wyświetlacze, komponenty USD

    Z tej prostej tabeli wyłania się fundamentalny wniosek: choć sprzęt IT dociera do Polski z różnych kierunków geograficznych, a transakcje z europejskimi pośrednikami odbywają się w euro, u samych podstaw finansowych tego handlu leży dolar amerykański.

    Rola Niemiec jako „bramy do Polski” dla towarów technologicznych zaciemnia obraz. Koszt bazowy serwera, który polski dystrybutor kupuje od niemieckiego pośrednika, został skalkulowany na podstawie ceny, jaką ten pośrednik zapłacił chińskiej fabryce – a ta cena była wyrażona w dolarach. Transakcja w euro jest więc tylko ostatnim etapem łańcucha, którego początek był denominowany w USD.

    Dolar królem, euro księciem: Walutowy duopol w świecie technologii

    Aby zrozumieć, dlaczego kurs USD/PLN jest tak istotny dla cen sprzętu IT w Polsce, trzeba pojąć globalną rolę amerykańskiej waluty. Dolar jest domyślną walutą światowego handlu technologiami z powodów historycznych i strukturalnych.

    Kluczowe komponenty, stanowiące serce każdego nowoczesnego urządzenia – półprzewodniki, procesory, kości pamięci – są wyceniane i sprzedawane w dolarach, niezależnie od tego, czy fabryka znajduje się na Tajwanie, w Korei Południowej, czy w Malezji.

    Dolar jest globalnym językiem handlu w branży IT. Wszystkie najważniejsze prognozy dotyczące globalnych wydatków na IT, analizy wartości rynku i wyceny kontraktów są uniwersalnie podawane w dolarach amerykańskich.

    Euro odgrywa inną, choć również istotną rolę. Jest to przede wszystkim waluta transakcyjna wewnątrz jednolitego rynku Unii Europejskiej. Polski importer, kupując sprzęt od dystrybutora w Niemczech, Holandii czy Francji, najprawdopodobniej otrzyma fakturę i dokona płatności w euro.

    Kurs EUR/PLN ma więc bezpośredni wpływ na ostateczny koszt takiej transakcji. Należy jednak nieustannie pamiętać, że cena w euro, ustalona przez europejskiego pośrednika, jest już pochodną ceny, którą on sam zapłacił za towar – a ta, jak ustaliliśmy, była niemal na pewno wyrażona w dolarach.

    Zrozumienie skali problemu wymaga spojrzenia na historyczne notowania walut. Dane Narodowego Banku Polskiego, dostępne publicznie w przystępnych formatach, pozwalają na śledzenie tych zmian.

    Wykresy kursów USD/PLN i EUR/PLN z ostatnich lat pokazują okresy gwałtownej zmienności, często skorelowane z globalnymi wydarzeniami, takimi jak pandemia, kryzysy geopolityczne czy zmiany w polityce monetarnej największych banków centralnych. Każdy szczyt na wykresie USD/PLN to bezpośredni cios w rentowność importerów i potencjalny wzrost cen dla końcowych odbiorców.

    Ta dominacja dolara tworzy bezpośrednie i często niedoceniane powiązanie między amerykańską polityką monetarną a budżetami polskich firm. Decyzje podejmowane przez Rezerwę Federalną USA (Fed) w Waszyngtonie w sprawie stóp procentowych mają często większy i szybszy wpływ na ceny sprzętu w Polsce niż decyzje Europejskiego Banku Centralnego czy nawet Narodowego Banku Polskiego.

    Kiedy Fed podnosi stopy procentowe, zazwyczaj prowadzi to do umocnienia dolara na rynkach światowych. W rezultacie kurs USD/PLN rośnie, co oznacza, że za tego samego dolara trzeba zapłacić więcej złotych. W efekcie, bazowy koszt importu całego sprzętu IT rośnie niemal natychmiast.

    Od fabryki do biurka: Jak wahania kursów przekładają się na cenę na półce?

    Prześledźmy, jak zmiana kursu walutowego przekłada się na cenę laptopa, który ostatecznie trafia na biurko pracownika w Polsce.

    • Faktura od producenta (w USD): Chiński zakład montujący laptopy wystawia fakturę polskiemu importerowi na kwotę, powiedzmy, 1 mln USD za kontener sprzętu.
    • Koszt zakupu dla importera (w PLN): W momencie składania zamówienia kurs USD/PLN wynosi 3,90. Teoretyczny koszt zakupu to 3,9 mln PLN. Jednak płatność jest odroczona o 60 dni. W tym czasie, na skutek zawirowań na rynkach, kurs rośnie do 4,20. Rzeczywisty koszt, jaki importer musi ponieść, aby kupić dolary i zapłacić fakturę, wzrasta do 4,2 mln PLN. Różnica 300 000 PLN to czysty koszt wynikający ze zmiany kursu walutowego.
    • Marża dystrybutora: Importer do swojego bazowego kosztu zakupu (4,2 mln PLN) dolicza koszty transportu, ubezpieczenia, cła oraz swoją marżę.
    • Cena detaliczna (w PLN z VAT): Sprzęt trafia do sklepu, który do ceny zakupu od dystrybutora dolicza swoją marżę oraz 23% podatku VAT. W ten sposób pierwotny wzrost kosztu jest nie tylko przenoszony, ale i potęgowany na każdym kolejnym etapie dystrybucji.

    Mechanizm ten nie działa jednak jak prosty automat. Istnieje kilka czynników, które wprowadzają opóźnienia. Dystrybutorzy i detaliści sprzedają towar, który fizycznie znajduje się w ich magazynach, zakupiony tygodnie, a nawet miesiące wcześniej, po zupełnie innym kursie.

    Ten bufor działa jak amortyzator. Dodatkowo, polski rynek elektroniki jest bardzo konkurencyjny. W sytuacji niekorzystnej zmiany kursu, firmy mogą stanąć przed dylematem: podnieść ceny i ryzykować utratę klientów, czy też wziąć część podwyżki na siebie, akceptując tymczasowe obniżenie własnej marży.

    Błędem byłoby przypisywanie wszystkich zmian cen wyłącznie wahaniom kursów walut. W ostatnich latach byliśmy świadkami „idealnej burzy” czynników, które nałożyły się na siebie:

    • Zakłócenia w łańcuchach dostaw: Pandemia i kryzysy geopolityczne spowodowały chaos w globalnej logistyce, podnosząc koszty frachtu.
    • Niedobory komponentów: Globalny kryzys na rynku półprzewodników bezpośrednio wpływał na koszt produkcji urządzeń.
    • Inflacja i koszty produkcji: Rosnące ceny energii, surowców i koszty pracy w azjatyckich centrach produkcyjnych podnoszą bazową, dolarową cenę sprzętu.
    • Postęp technologiczny: Każda nowa generacja sprzętu jest na początku droższa w produkcji.

    Wnikliwa obserwacja rynku pozwala zauważyć pewną prawidłowość: ceny detaliczne mają tendencję do wzrostu stosunkowo szybko, gdy złoty się osłabia, ale spadają znacznie wolniej, gdy złoty się umacnia.

    Zjawisko to, znane jako „lepkość cen”, ma swoje biznesowe uzasadnienie. Gdy kurs jest niekorzystny, importerzy muszą chronić swoje marże. Gdy jednak złoty się umacnia, w magazynach wciąż zalega towar kupiony po wyższym kursie, a firmy mają pokusę utrzymania wyższych cen i cieszenia się większą rentownością.

    Za kulisami importu: Cicha wojna z ryzykiem walutowym

    Żaden poważny importer nie pozostawia losu swojej firmy na pastwę codziennych notowań walutowych. Prowadzenie biznesu w tak niestabilnym otoczeniu wymaga aktywnego zarządzania ryzykiem kursowym. Importerzy dysponują całym arsenałem instrumentów finansowych, które pozwalają im zabezpieczyć się przed niekorzystnymi zmianami.

    • Kontrakty terminowe (Forward): To najpopularniejsze narzędzie. Importer umawia się z bankiem, że za trzy miesiące kupi 1 mln USD po z góry ustalonym kursie, niezależnie od tego, jaki będzie wtedy kurs rynkowy. Taka transakcja eliminuje niepewność i pozwala precyzyjnie skalkulować ceny sprzedaży.
    • Opcje walutowe: To bardziej elastyczne, ale i droższe rozwiązanie, które można porównać do „ubezpieczenia”. Importer kupuje prawo, ale nie obowiązek, do zakupu waluty po określonym kursie. Chroni to przed stratą, jednocześnie pozwalając czerpać korzyści z pomyślnych zmian.
    • Internetowe platformy wymiany walut: Dla mniejszych transakcji, wyspecjalizowane platformy oferują znacznie korzystniejsze kursy i niższe koszty transakcyjne niż tradycyjne banki.

    Te strategie, choć niewidoczne dla końcowego klienta, mają na niego bezpośredni wpływ. Dzięki hedgingowi importerzy wprowadzają stabilność cenową. To właśnie dlatego cena laptopa w sklepie nie zmienia się codziennie wraz z tabelą kursów NBP.

    Działania te wygładzają rynkową zmienność. Należy jednak pamiętać, że ta pewność ma swoją cenę. Hedging nie jest darmowy. Banki pobierają opłaty za swoje usługi, a ten „koszt ubezpieczenia” jest wliczony w finalną cenę produktu. Konsumenci, w sposób niebezpośredni, płacą więc niewielką premię za stabilność cen.   

    Horyzont zdarzeń: Prognozy i strategie dla świata polskiego IT

    Analiza jednoznacznie pokazuje, że polski rynek IT jest strukturalnie uzależniony od importu, a jego koszty są nierozerwalnie związane z globalnymi rynkami walutowymi. Patrząc w przyszłość, trajektoria cen sprzętu IT w Polsce będzie zależeć od kilku kluczowych zmiennych.

    Prognozy makroekonomiczne dotyczące polityki monetarnej amerykańskiej Rezerwy Federalnej, stabilności geopolitycznej oraz ogólnej kondycji polskiej gospodarki i siły złotego będą odgrywać pierwszoplanową rolę. Okresy umacniania się złotego mogą przynieść ulgę w kosztach importu, potencjalnie stymulując inwestycje i obniżając ceny dla konsumentów.

    W świecie, w którym gospodarki są ze sobą nierozerwalnie połączone, zrozumienie przepływu walut staje się dla branży technologicznej równie kluczowe, jak zrozumienie przepływu danych. Aby polska cyfrowa gospodarka mogła się rozwijać w sposób zrównoważony, jej liderzy, profesjonaliści i świadomi konsumenci muszą płynnie poruszać się w obu tych rzeczywistościach.

  • Zmiana warty w Oracle. Gigant stawia wszystko na chmurę i AI

    Zmiana warty w Oracle. Gigant stawia wszystko na chmurę i AI

    Zmiana na szczycie Oracle sygnalizuje zdwojenie wysiłków w kluczowych dla firmy obszarach chmury i sztucznej inteligencji. Stanowisko współzarządzającego, opuszczone przez Safrę Catz, obejmą Clay Magouyrk i Mike Sicilia – architekci dotychczasowej, skutecznej strategii cloudowej giganta z Austin.

    Catz, która przez 11 lat kierowała transformacją firmy w chmurową potęgę, pozostanie w zarządzie jako wiceprzewodnicząca wykonawcza, co zapewnia ciągłość wizji.

    Nominacje te nie są przypadkowe. Analitycy rynkowi postrzegają je jako formalne umocnienie chmury w roli głównego motoru wzrostu Oracle. Clay Magouyrk, który wcześniej pracował w Amazon Web Services, odpowiada za kluczową infrastrukturę Oracle Cloud Infrastructure (OCI).

    Z kolei Mike Sicilia nadzoruje portfolio aplikacji chmurowych i produktów AI działających na tej platformie. Ich wspólne przywództwo ma zapewnić spójność i przyspieszenie rozwoju oferty, która w ostatnim czasie przynosi firmie bezprecedensowe sukcesy.

    Decyzja ta jest naturalną konsekwencją znakomitych wyników. W ostatnim roku akcje Oracle wzrosły o około 85%, wyprzedzając pod tym względem konkurentów takich jak Microsoft czy Alphabet.

    Ten rajd napędzany jest głośnymi kontraktami w sektorze AI, które uwiarygodniły pozycję firmy jako czołowego dostawcy infrastruktury dla najbardziej wymagających zadań obliczeniowych. Oracle stało się fundamentem dla amerykańskiej działalności TikToka oraz, według nieoficjalnych doniesień, zdobyło ogromne zamówienie od twórców ChatGPT, firmy OpenAI.

    Przekazanie sterów odbywa się w sposób ewolucyjny. Współzałożyciel Larry Ellison pozostaje na stanowisku dyrektora ds. technologii, a obecność Safry Catz w zarządzie gwarantuje ciągłość strategiczną.

    Dla rynku jest to czytelny sygnał: Oracle nie zmienia kursu, lecz z pełnym przekonaniem przyspiesza, powierzając stery menedżerom swojego najbardziej perspektywicznego i dynamicznego biznesu. To strategiczne zagranie ma na celu dalsze umocnienie pozycji firmy w erze sztucznej inteligencji.

  • Dwa oblicza polskiego IT – Fale bankructw i era gigantów

    Dwa oblicza polskiego IT – Fale bankructw i era gigantów

    Polski sektor IT od lat jest przedstawiany jako perła w koronie krajowej gospodarki. To motor napędowy innowacji, kluczowy eksporter usług i symbol udanej transformacji. Dane zdają się potwierdzać ten optymistyczny obraz: branża odpowiada za znaczącą część PKB, a prognozy przewidują dalszy dynamiczny wzrost wartości rynku.

    Jednak pod lśniącą powierzchnią sukcesu narasta groźna fala, która uderza w fundamenty tego ekosystemu. Tysiące mniejszych firm i jednoosobowych działalności gospodarczych zmaga się z bezprecedensową presją finansową, a ich zadłużenie rośnie w zastraszającym tempie, sięgając setek milionów złotych.

    Rodzi to fundamentalne pytanie, które definiuje obecny moment na rynku: jak to możliwe, że sektor będący narodowym czempionem jednocześnie staje się cmentarzyskiem dla małych przedsiębiorstw? Odpowiedź na ten paradoks jest złożona i wielowymiarowa.

    Obserwujemy koniec ery „Eldorado”, która nastała po pandemii – okresu, w którym niemal każdy podmiot, niezależnie od skali i efektywności, mógł liczyć na zlecenia. Dziś wchodzimy w nową, bardziej brutalną fazę rynkowej dojrzałości, charakteryzującą się bezwzględną selekcją naturalną.

    Krajobraz po eldorado: Dekoniunktura i zadłużenie

    Obraz polskiego sektora IT, malowany przez nagłówki i ogólne wskaźniki gospodarcze, często pomija mroczną rzeczywistość, z którą mierzy się jego najbardziej rozdrobniona część.

    Analiza danych z rejestrów publicznych i biur informacji gospodarczej ujawnia niepokojący trend rosnącej presji finansowej, która prowadzi do fali zamknięć działalności, upadłości i lawinowo rosnącego zadłużenia. To twarde dowody na to, że dla wielu graczy złote czasy dobiegły końca.

    Choć ogólna liczba aktywnych podmiotów gospodarczych w Polsce utrzymuje się na wysokim poziomie , dane z Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) pokazują drugą, mniej optymistyczną stronę medalu.

    W ostatnich latach obserwujemy wyraźny wzrost liczby wniosków o zamknięcie i zawieszenie jednoosobowej działalności gospodarczej . Te liczby są sygnałem ostrzegawczym, świadczącym o pogarszających się warunkach dla najmniejszych przedsiębiorców, którzy stanowią trzon sektora IT.

    Obok wyrejestrowań z CEIDG, które często są cichym znikaniem z rynku, rośnie również liczba formalnych postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych, widocznych w Krajowym Rejestrze Sądowym (KRS).

    Dane z ostatnich lat pokazują stały wzrost liczby firm zmuszonych do ogłoszenia bankructwa. Choć dane te dotyczą całej gospodarki, branża IT jest w nich nadreprezentowana. Według analiz, sektor technologiczny plasuje się w czołówce pod względem liczby upadłości i restrukturyzacji w kraju.

    Nie jest to więc obraz apokalipsy, ale raczej dowód na bolesną korektę rynkową, w której podmioty o słabszych fundamentach biznesowych są eliminowane po okresie sztucznie napędzanego popytu.   

    Najbardziej wymownym wskaźnikiem kryzysu jest jednak eksplozja zadłużenia w branży. Dane z Krajowego Rejestru Długów (KRD) są alarmujące. W ostatnich dwóch latach łączne zadłużenie firm z sektora IT znacząco wzrosło, osiągając poziom setek milionów złotych . W tym czasie liczba zadłużonych podmiotów IT również wzrosła, podobnie jak średnie zadłużenie na firmę.   

    Kluczowe dla zrozumienia natury tego kryzysu jest rozbicie długu na formy prawne działalności. To właśnie tutaj ujawnia się wyjątkowa wrażliwość najmniejszych graczy. Z danych wynika, że jednoosobowe działalności gospodarcze odpowiadają za znaczną część całego zadłużenia branży.

    Ta dysproporcja świadczy o kruchości modelu biznesowego opartego na samozatrudnieniu, który w okresie dekoniunktury staje się pułapką finansową .   

    Problem pogłębia efekt domina, wywołany przez zatory płatnicze. Branża IT jest nie tylko dłużnikiem, ale i znaczącym wierzycielem. Firmy informatyczne czekają na spłatę setek milionów złotych od swoich kontrahentów.

    Głównymi dłużnikami sektora IT są firmy z branży handlowej, budowlanej i transportowej. Ten mechanizm tworzy błędne koło: duży klient opóźnia płatność, co pozbawia płynności mały software house, który w konsekwencji nie jest w stanie regulować własnych zobowiązań. Małe firmy, pozbawione poduszki finansowej, którą dysponują duzi integratorzy, stają się pierwszymi ofiarami tej spirali zadłużenia .   

    Czas gigantów: Konsolidacja i finansowa dominacja

    Podczas gdy tysiące małych firm walczy o przetrwanie, na drugim biegunie rynku rozgrywa się zupełnie inny spektakl. Najwięksi gracze – potężni integratorzy systemów i dystrybutorzy – nie tylko nie odczuwają kryzysu, ale wręcz umacniają swoją dominację.

    Ich siła finansowa, strategiczne akwizycje i zdywersyfikowane portfolio pozwalają im prosperować w warunkach, które dla mniejszych podmiotów są zabójcze. To era gigantów, którzy aktywnie kształtują nowy, skonsolidowany krajobraz polskiego IT.

    Czołówkę polskiego rynku IT tworzy relatywnie wąska grupa firm, których skala działalności stawia je w zupełnie innej kategorii niż resztę branży. Mowa tu o takich podmiotach jak Grupa Asseco Poland, Grupa Comarch, dystrybutorzy AB i ALSO, czy integratorzy tacy jak Integrated Solutions .

    Ich potęga najlepiej widoczna jest w danych finansowych. Przychody największych firm IT w Polsce przekraczają szacowaną wartość całego rynku IT w kraju, co jednoznacznie pokazuje, że jest on zdominowany przez kilkadziesiąt podmiotów, które kontrolują jego lwią część, tworząc wyraźną finansową hierarchię.   

    Kluczowym elementem strategii wzrostu tych gigantów jest konsolidacja rynku poprzez fuzje i przejęcia (M&A). Raporty analityczne jednoznacznie wskazują, że sektor TMT (Technologie, Media, Telekomunikacja) jest najaktywniejszym polem bitwy na polskim rynku M&A . P

    ionierem i modelowym przykładem takiej strategii jest Asseco Poland. Firma od lat konsekwentnie budowała swoją potęgę, przejmując kluczowych graczy na rynku . Te historyczne fuzje pozwoliły Asseco nie tylko na skokowy wzrost skali, ale także na dywersyfikację kompetencji i wejście do nowych segmentów rynku.

    Niedawne wydarzenia sygnalizują nową, bardziej dojrzałą fazę konsolidacji. Przejęcie Comarchu, drugiego po Asseco giganta polskiego oprogramowania, przez globalny fundusz private equity we współpracy z rodziną założyciela, to transakcja przełomowa.

    To już nie jest tylko konsolidacja wewnątrzpolskiego rynku. Wejście tak potężnego gracza finansowego świadczy o tym, że polski sektor IT osiągnął dojrzałość i atrakcyjność, która przyciąga największy międzynarodowy kapitał. Ta transakcja zwiastuje przyspieszenie procesów konsolidacyjnych i jeszcze większą presję na mniejszych, mniej efektywnych konkurentów.

    W przeciwieństwie do małych firm, balansujących na krawędzi płynności, wielcy integratorzy to twierdze finansowej stabilności. Analiza ich sprawozdań finansowych pokazuje nie tylko odporność na dekoniunkturę, ale często również poprawę rentowności.

    Siłę tych firm potwierdza również zaufanie inwestorów. Regularne i hojne dywidendy świadczą o stabilnej kondycji finansowej i przekonaniu zarządów o pozytywnych perspektywach na przyszłość.

    Strukturalna przewaga gigantów wynika także z ich ewolucji. Poprzez lata akwizycji i rozwoju organicznego, firmy te przekształciły się w zdywersyfikowane konglomeraty technologiczne . Ta dywersyfikacja jest potężną tarczą ochronną.

    Spowolnienie w jednym obszarze może być z łatwością zrekompensowane przez stabilne, powtarzalne przychody z kontraktów w innym sektorze. Tego rodzaju odporności na cykle koniunkturalne niemal nigdy nie jest w stanie osiągnąć mała, wyspecjalizowana firma.

    Anatomia przetrwania: Dlaczego mali upadają, a duzi rosną?

    Obserwowane zjawiska – fala upadłości małych firm i jednoczesny wzrost potęgi integratorów – nie są dziełem przypadku. To logiczna konsekwencja fundamentalnych sił ekonomicznych, które w okresie rynkowej korekty działają z podwojoną mocą.

    Dla mniejszych graczy obecne otoczenie rynkowe stało się polem walki o przetrwanie. Okres popandemicznego boomu dobiegł końca, a rynek powrócił do bardziej zrównoważonego poziomu popytu.

    W rezultacie więcej podmiotów konkuruje o mniejszą liczbę zleceń, co nieuchronnie prowadzi do zaostrzenia walki cenowej . Jednocześnie małe firmy są szczególnie wrażliwe na rosnące koszty operacyjne.

    Presja płacowa, która zdominowała rynek w poprzednich latach, pozostawiła trwały ślad w postaci wysokich oczekiwań finansowych specjalistów . Małe software house’y mają trudności z konkurowaniem o talenty z gigantami.

    Co więcej, strukturalna słabość małych firm leży w ich braku rezerw kapitałowych. Zależność od kilku kluczowych klientów i wrażliwość na zatory płatnicze sprawiają, że nawet niewielkie opóźnienie w zapłacie faktury może zachwiać płynnością finansową.

    Wreszcie, najbardziej lukratywne i stabilne źródła przychodów – wieloletnie, wielomilionowe kontrakty z sektora publicznego i dużych korporacji – pozostają poza ich zasięgiem z powodu barier formalnych i kapitałowych.

    W tym samym czasie duzi gracze wykorzystują te same warunki rynkowe na swoją korzyść. Ich fundamentalną przewagą jest ekonomia skali. Duży integrator, kupując setki licencji oprogramowania lub serwerów, uzyskuje od producentów znacznie lepsze warunki cenowe.

    Zdywersyfikowane portfolio usług i klientów działa jak polisa ubezpieczeniowa, równoważąc ryzyko . Stabilne wyniki finansowe otwierają gigantom dostęp do taniego finansowania, co umożliwia nie tylko inwestycje w rozwój, ale także strategiczne przejęcia osłabionych konkurentów.

    Jednocześnie są w stanie przyciągnąć i utrzymać najlepszych specjalistów, co dodatkowo wzmacnia ich przewagę konkurencyjną.

    W efekcie tych procesów jesteśmy świadkami głębokiej transformacji rynku. Nie jest to już jednolity ekosystem, ale raczej dwa równoległe światy. Pierwszy to rynek integratorów, charakteryzujący się wielkoskalowymi projektami i strategiami M&A.

    Drugi to rozdrobniony i niezwykle konkurencyjny rynek niszowy, na którym tysiące małych firm i freelancerów walczy o mniejsze zlecenia. To nie jest kryzys całej branży, lecz bolesny, acz klasyczny etap ekonomicznej dojrzałości.

    Konsekwencje i perspektywy: Jaka przyszłość czeka polskie IT?

    Procesy polaryzacji i konsolidacji, które obecnie obserwujemy, nie są jedynie przejściową anomalią. To fundamentalne siły, które na nowo kształtują cały ekosystem polskiego IT, niosąc za sobą długofalowe konsekwencje.

    Na rynku pracy równowaga sił ulega przesunięciu. W środowisku, gdzie dominuje cięcie kosztów, firmy mają mniejszą motywację, by inwestować w szkolenie początkujących pracowników, co tworzy barierę wejścia dla juniorów.

    Chociaż wynagrodzenia w IT wciąż pozostają na wysokim poziomie, ich gwałtowny wzrost wyhamował, a pracodawcy stają się bardziej wymagający. Prawdziwą wartość i najwyższe wynagrodzenia oferują teraz wysoce wyspecjalizowane dziedziny, w które intensywnie inwestują najwięksi gracze: sztuczna inteligencja, cyberbezpieczeństwo, analityka danych i chmura obliczeniowa.   

    Wpływ rosnącej koncentracji rynku na innowacyjność jest niejednoznaczny. Z jednej strony, wielkie korporacje dysponują zasobami na badania i rozwój, co może przyspieszyć komercjalizację innowacji.

    Z drugiej strony, historia technologii uczy, że rewolucyjne pomysły często rodzą się w małych, zwinnych startupach. Nadmierna koncentracja rynku grozi powstaniem oligopoli, które mogą hamować postęp . Wyzwaniem dla Polski będzie utrzymanie równowagi między tymi dwiema siłami.

    W nowej, spolaryzowanej rzeczywistości, strategie przetrwania i rozwoju muszą zostać zredefiniowane. Dla małych firm jedyną realną ścieżką rozwoju staje się hiper-specjalizacja w wąskiej niszy rynkowej. Dla dużych integratorów głównym wyzwaniem będzie utrzymanie zdolności do innowacji i zwinności.

    Patrząc w przyszłość, polski rynek IT nie kurczy się, lecz ewoluuje w kierunku bardziej dojrzałego i zintegrowanego z globalną gospodarką sektora. Przyszłość będzie zdeterminowana przez megatrendy takie jak sztuczna inteligencja, wszechobecna cyfryzacja i rosnące znaczenie cyberbezpieczeństwa.

    Sukces będzie zależał nie tyle od płynięcia z prądem ogólnego wzrostu, co od precyzyjnego pozycjonowania strategicznego i doskonałości operacyjnej.

    Analiza trendów rynkowych ukazuje polski sektor IT w momencie przełomowej transformacji. Pozorny paradoks jednoczesnych fal bankructw i rosnącej dominacji gigantów okazuje się być dwiema stronami tego samego medalu: bolesnego, lecz nieuniknionego procesu dojrzewania rynku. Złota era popandemicznego boomu bezpowrotnie minęła, ustępując miejsca bardziej wymagającej rzeczywistości.

    Dla tysięcy małych firm oznacza to walkę o przetrwanie. Jednocześnie, najwięksi integratorzy wykorzystują te warunki do umacniania swojej pozycji, aktywnie przyspieszając konsolidację rynku poprzez strategiczne fuzje i przejęcia .

    W konsekwencji polski sektor IT ewoluuje w bardziej ustrukturyzowaną i zintegrowaną z globalnym kapitałem branżę. Ta transformacja, choć bolesna dla wielu, w długoterminowej perspektywie może prowadzić do powstania silniejszego i bardziej konkurencyjnego na arenie międzynarodowej sektora.

    Będzie on jednak zdominowany przez kilku potężnych graczy, z pozostawioną przestrzenią dla wysoce wyspecjalizowanych, zwinnych firm niszowych.

    Przetrwanie i sukces w tej nowej rzeczywistości będą wymagały od wszystkich uczestników rynku redefinicji dotychczasowych strategii i adaptacji do bezwzględnych praw dojrzałej gospodarki.

  • Arrow Electronics liderem dystrybucji IT: 4 nagrody od CONTEXT

    Arrow Electronics liderem dystrybucji IT: 4 nagrody od CONTEXT

    Arrow Electronics, globalny dostawca rozwiązań IT, ogłosił zdobycie czterech prestiżowych nagród w konkursie CONTEXT ChannelWatch Distributor of the Year Awards 2025, potwierdzających jego pozycję lidera w branży dystrybucji IT.

    W tegorocznej edycji firma została uhonorowana tytułami:

    • Najlepszy Dystrybutor z Wartością Dodaną (VAD)
    • Najlepszy Dystrybutor Chmurowy (Cloud)
    • Dystrybutor z Najlepszą Obsługą Klienta (nagroda po raz pierwszy),
    • Najbardziej Innowacyjny Dystrybutor (nagroda po raz pierwszy).

    Te wyróżnienia podkreślają konsekwentne zaangażowanie Arrow w dostarczanie innowacyjnych, wartościowych i skoncentrowanych na kliencie rozwiązań dla partnerów w całej Europie.

    Transformacja cyfrowa i rola Arrow

    Sukces Arrow w 2025 roku wpisuje się w dynamiczny rozwój rynku IT, kształtowanego przez transformację cyfrową, rosnącą rolę sztucznej inteligencji w biznesie oraz zwiększone zapotrzebowanie na rozwiązania chmurowe, cyberbezpieczeństwo i nowoczesną infrastrukturę IT.

    „Jesteśmy niezwykle dumni z tego wyróżnienia, które odzwierciedla ciężką pracę, innowacyjność i zaangażowanie całego zespołu Arrow” – powiedział Nick Bannister, President of Arrow’s Enterprise Computing Solutions Business in EMEA (na zdjęciu). – „To także dowód zaufania naszych partnerów, którym stale dostarczamy nowoczesne technologie, najwyższej jakości obsługę oraz strategie ukierunkowane na przyszłość. Te nagrody motywują nas do dalszego rozwijania wartości, innowacji i długofalowych relacji w całej Europie.”

    Doceniona innowacyjność i obsługa klienta

    Arrow po raz pierwszy zdobył nagrody w kategoriach Najlepsza Obsługa Klienta i Najbardziej Innowacyjny Dystrybutor, co podkreśla jego dążenie do przewidywania potrzeb klientów oraz wprowadzania inicjatyw, które redefiniują krajobraz kanału IT.

    Jest to również drugi rok z rzędu, gdy Arrow został wyróżniony jako Najlepszy Dystrybutor z Wartością Dodaną i Najlepszy Dystrybutor Chmurowy, co odzwierciedla jego konsekwentną doskonałość w zakresie doradztwa strategicznego, wiedzy technicznej i transformacyjnych rozwiązań chmurowych.

    „Przyznanie Arrow czterech nagród CONTEXT ChannelWatch – Najlepszego Dystrybutora z Wartością Dodaną, Najlepszego Dystrybutora Chmurowego, Dystrybutora z Najlepszą Obsługą Klienta oraz Najbardziej Innowacyjnego Dystrybutora – podkreśla wyjątkową zdolność Arrow do dostarczania wartości, napędzania innowacji i wspierania resellerów w osiąganiu sukcesu. Od wspierania transformacji cyfrowej dzięki bezpiecznym i skalowalnym rozwiązaniom chmurowym, po wyznaczanie nowych standardów w obsłudze klienta i pionierskie wykorzystanie sztucznej inteligencji, Arrow udowodniło, że jest wizjonerskim liderem i zaufanym partnerem w kanale IT. Te nagrody są wyrazem uznania dla jego dążenia do doskonałości i kluczowej roli w kształtowaniu przyszłości branży” – powiedział Howard Davies, CEO i współzałożyciel CONTEXT. 

    O badaniu ChannelWatch

    Raport CONTEXT ChannelWatch to największe na świecie internetowe badanie resellerów. Co roku bierze w nim udział ponad 7 000 firm, dostarczając cennych informacji na temat decyzji zakupowych, planów biznesowych oraz trendów rynkowych. Nagrody są potwierdzeniem pozycji Arrow jako wiodącego integratora rozwiązań chmurowych i AI oraz partnera pierwszego wyboru w kanale IT.

  • Awaria IT – strata znacznie większa niż pieniądze

    Awaria IT – strata znacznie większa niż pieniądze

    Każdy świadomy menedżer i dyrektor IT zna swoją liczbę. To koszt jednej minuty przestoju, bolesny wskaźnik, który przekłada stracony czas na utracone przychody. Jednak skupianie się na tej jednej metryce jest jak patrzenie na wierzchołek góry lodowej.

    Owszem, jest ostry, widoczny i mrozi krew w żyłach, ale prawdziwe zagrożenie – to, które może zatopić cały statek – czai się niewidoczne pod powierzchnią.

    W lipcu 2024 roku świat biznesu i technologii dostał brutalną lekcję na ten temat. Wadliwa aktualizacja oprogramowania CrowdStrike sparaliżowała ponad 8 milionów komputerów, uziemiając samoloty, zatrzymując transakcje finansowe i wstrzymując operacje w firmach z listy Fortune 500.

    Straty liczone w miliardach dolarów były zaledwie pierwszą, najbardziej oczywistą falą uderzeniową. Ale czy to cała historia? Bynajmniej. Prawdziwy koszt tej i każdej innej poważnej awarii rozlewa się daleko poza dział finansów, uruchamiając niszczycielski efekt domina.

    Pierwsze domino: Giełda nie ma litości

    Pierwszą kostką, która upada po publicznej awarii, jest zaufanie inwestorów. Rynek finansowy traktuje dziś stabilność technologiczną jako papierek lakmusowy sprawności operacyjnej całej firmy. Poważny przestój nie jest postrzegany jako pechowy wypadek przy pracy, ale jako fundamentalna słabość w zarządzaniu i strategii. Reakcja jest natychmiastowa i bezlitosna.

    Badania nie pozostawiają złudzeń – statystycznie, poważna awaria IT prowadzi do średniego spadku cen akcji o 2,5%. To może nie brzmieć dramatycznie, dopóki nie uświadomimy sobie, że okres odrabiania tych strat wynosi średnio aż 79 dni.

    To niemal cały kwartał finansowy pod presją, z obniżoną wartością rynkową i sceptycyzmem analityków. Każdy prezes wie, że odzyskanie zaufania inwestorów jest znacznie trudniejsze i bardziej kosztowne niż odrobienie kilku punktów procentowych na wykresie. To długotrwała walka o reputację, która zaczyna się w sekundę po tym, jak systemy przestają odpowiadać.

    Drugie domino: Regulatorzy wystawiają rachunek

    Gdy niemal każda kluczowa usługa publiczna – od bankowości, przez transport, po opiekę zdrowotną – jest w pełni scyfryzowana, stabilność systemów IT przestała być wewnętrzną sprawą firmy. Stała się kwestią interesu publicznego, a urzędy regulacyjne coraz chętniej wchodzą do gry, gdy ten interes jest zagrożony.

    Trzecie domino: Pęknięcie zaufania klientów

    To ostatnia i najcięższa kostka domina. Jej upadku nie da się zmierzyć w Excelu, ale jej skutki są najbardziej toksyczne i długofalowe. Pieniądze można zarobić na nowo. Zaufania, raz utraconego, nie da się łatwo odbudować.

    Każdy z nas był kiedyś po drugiej stronie: pasażerem patrzącym na tablicę odwołanych lotów, klientem, którego płatność kartą została odrzucona, czy użytkownikiem odciętym od swoich kluczowych danych. To frustracja, która błyskawicznie przeradza się w utratę lojalności.

    W dobie mediów społecznościowych jedna duża awaria to gotowy materiał na kryzys wizerunkowy. Skargi na Twitterze, negatywne recenzje w Google i prześmiewcze memy na Facebooku żyją własnym życiem, niszcząc reputację budowaną latami w ciągu zaledwie kilku godzin.

    To marketingowa katastrofa, której kosztów nie da się wpisać w żaden arkusz. To cichy odpływ klientów do konkurencji, która akurat tego dnia działała bez zarzutu.

    Inwestycja w odporność to nie koszt, to polisa na przetrwanie

    Nadszedł czas, by przestać patrzeć na przestoje przez wąski pryzmat utraconych przychodów na minutę. Prawdziwy koszt awarii to złożone równanie, w którym trzeba uwzględnić reakcję giełdy, kary od regulatorów i bezcenną wartość zaufania klientów.

    Dlatego zmieńmy perspektywę. Wydatki na nowoczesne platformy do obserwacji systemów (observability), automatyzację procesów i proaktywne zarządzanie ryzykiem to nie jest kolejne centrum kosztowe w dziale IT.

    To strategiczna polisa ubezpieczeniowa, która chroni całą wartość firmy, jej reputację i przyszłość. To inwestycja w najważniejszy zasób ery cyfrowej: ciągłość działania.

  • Awans bez przygotowania. Co się dzieje, gdy świetny specjalista zostaje słabym liderem

    Awans bez przygotowania. Co się dzieje, gdy świetny specjalista zostaje słabym liderem

    W firmach technologicznych jest to scenariusz znany i częsty: zdolny inżynier, architekt lub konsultant, po kilku latach dobrej pracy, zostaje awansowany na lidera zespołu.

    Z pozoru wszystko się zgadza – ma wiedzę, doświadczenie i autorytet wśród współpracowników. A jednak po kilku miesiącach coś zaczyna się psuć.

    Efektywność zespołu spada. W komunikacji pojawia się napięcie. Inicjatywa słabnie. I nikt nie potrafi jednoznacznie wskazać przyczyny. Tylko że ona już się wydarzyła – w dniu awansu.

    Gdy ekspert zostaje menedżerem

    W firmach IT awans często bywa nagrodą za skuteczność operacyjną. Osoba, która dowozi, zna produkt na wylot, potrafi „gasić pożary” i ma wysoką wiarygodność techniczną, automatycznie trafia na ścieżkę menedżerską. Zmiana roli wydaje się logiczna – do czasu, aż zderzy się z rzeczywistością.

    Problem zaczyna się wtedy, gdy nowy lider próbuje dalej działać jak ekspert. Nadal podejmuje najwięcej decyzji. Nadal samodzielnie rozwiązuje problemy. Nadal najlepiej zna narzędzia i technologie.

    To wszystko sprawia, że zaczyna być wąskim gardłem. Zespół, zamiast rosnąć, zaczyna się kręcić wokół niego.

    Do tego dochodzi naturalna trudność w przejściu z trybu „robię sam” do trybu „wspieram innych”. Zarządzanie wymaga zupełnie innego zestawu kompetencji: rozmów, delegowania, budowania autonomii, zarządzania emocjami, czasem także wycofania się z bycia ekspertem numer jeden. To zmiana nie tylko funkcjonalna, ale też mentalna. A do tej roli niewielu zostaje przygotowanych.

    Zespół czuje to pierwszy

    Efekty nieudanego awansu lidera najczęściej najszybciej odczuwa zespół. Pracownicy tracą poczucie wpływu, bo decyzje zapadają nad ich głowami lub są „poprawiane” przez szefa. Feedback traci na znaczeniu, bo i tak wiadomo, że ostatnie słowo należy do jednej osoby. Spotkania stają się jednostronne, a inicjatywa stopniowo wygasa.

    Co więcej, sam lider również często nie czuje się komfortowo w nowej roli. Ma więcej obowiązków, mniej czasu na to, co lubi, więcej odpowiedzialności i mniej jasnych kryteriów sukcesu.

    W dodatku nie ma do kogo pójść po wsparcie, bo nikt wcześniej nie zdefiniował, czym w tej firmie właściwie jest rola lidera.

    W efekcie pojawia się frustracja po obu stronach – tyle że nikt nie mówi o niej głośno. A przecież problem nie wynika z braku kompetencji technicznych. Wręcz przeciwnie – to właśnie ich nadmiar w niewłaściwym miejscu staje się kłopotem.

    Nie każdy musi zarządzać, żeby się rozwijać

    Wiele firm partnerskich nie ma alternatywnej ścieżki rozwoju dla ekspertów, którzy nie chcą lub nie powinni zarządzać ludźmi. Gdy „lider” jest jedyną opcją rozwoju, organizacja nieświadomie wypycha specjalistów z ról, w których są najlepsi, do ról, które ich wypalają – i kosztują zespół znacznie więcej niż się wydaje.

    Rozwiązaniem nie jest rezygnacja z awansów. Jest nim świadome wprowadzenie równoległej ścieżki eksperckiej – takiej, która daje prestiż, realny wpływ na decyzje techniczne, dostęp do strategicznych projektów, a jednocześnie nie zmusza do bycia przełożonym.

    Taka ścieżka już funkcjonuje w większych organizacjach (np. Principal Engineer, Staff Architect), ale coraz częściej implementują ją także dynamiczne firmy MSP i integratorzy.

    Dzięki temu osoby techniczne mogą rozwijać się w tym, co robią najlepiej – a organizacja nie traci kluczowych kompetencji operacyjnych.

    Gdy awans ma sens – jak się do niego przygotować

    Oczywiście są sytuacje, w których przejście eksperta do roli lidera ma sens. Ale kluczowe jest przygotowanie. Zanim ktoś zostanie formalnie menedżerem, warto dać mu szansę przetestować się w mniejszej roli: jako lider projektu, mentor młodszych pracowników, osoba prowadząca retrospektywę lub spotkania zespołu.

    To pozwala sprawdzić nie tylko umiejętności, ale i motywację. Czy dana osoba rzeczywiście chce zarządzać? Czy czerpie satysfakcję z pracy z ludźmi, a nie z rozwiązywania problemów technicznych? Czy potrafi słuchać, przyjmować feedback, delegować zadania?

    Warto też jasno zakomunikować, że awans to nie nagroda za zasługi. To zmiana funkcji – i nowy zestaw oczekiwań. Bez tego każda zmiana roli staje się loterią, w której stawką jest motywacja całego zespołu.

    Lider to nie kolejny poziom trudności – to inna gra

    W firmach technologicznych wciąż zbyt często zakłada się, że rozwój oznacza przejście do zarządzania. Tymczasem skuteczna organizacja potrzebuje zarówno świetnych specjalistów, jak i świadomych liderów – ale niekoniecznie w jednej osobie.

    Zespół z nieprzygotowanym menedżerem może jeszcze chwilę „jechać na silniku” dobrej atmosfery i dawnych sukcesów. Ale z czasem zacznie się kręcić w miejscu, unikać ryzyka, tracić tempo.

    Dlatego zanim ktoś zostanie awansowany, warto zadać jedno proste pytanie: czy on chce prowadzić ludzi – czy tylko nikt nie pokazał mu innej drogi?


  • Jak AI cicho zmienia działy zakupów

    Jak AI cicho zmienia działy zakupów

    Sztuczna inteligencja w działach zakupów to już nie tylko hasło kojarzone z prostą automatyzacją powtarzalnych zadań. Nowoczesne systemy AI przekształcają ten obszar w strategiczne centrum nerwowe firmy, które w czasie rzeczywistym wpływa na marżowość i konkurencyjność. Zamiast jedynie odciążać pracowników, AI staje się analitycznym partnerem, który optymalizuje kluczowe procesy – od prognozowania popytu po dynamiczne zarządzanie ceną.

    Od analityki predykcyjnej do optymalizacji zapasów

    Podstawową przewagą AI jest zdolność do rozpoznawania złożonych wzorców w ogromnych zbiorach danych. Systemy te nie opierają się już tylko na historycznych danych sprzedaży.

    Analizują również plany marketingowe, sezonowość, a nawet czynniki zewnętrzne, takie jak pogoda czy ruchy cenowe konkurencji. Efektem jest analityka predykcyjna, która pozwala z dużą dokładnością prognozować przyszły popyt.

    Taka zdolność pozwala firmom rozwiązać dwa fundamentalne problemy logistyczne. Pierwszym z nich jest unikanie braków magazynowych, które prowadzą prosto do utraty sprzedaży, opóźnień w produkcji i frustracji klientów. Przewidując skoki popytu, AI pozwala z wyprzedzeniem uzupełnić zapasy.

    Równie istotne jest rozwiązanie drugiego problemu, czyli redukcji nadwyżek magazynowych. Mrożenie kapitału w towarach, które zalegają na półkach, jest skrajnie nieefektywne, a dzięki precyzyjnym prognozom firmy mogą zamawiać dokładnie tyle, ile potrzebują.

    W rezultacie działy zakupów przechodzą od modelu reaktywnego do proaktywnego, gdzie decyzje opierają się na twardych danych i przewidywaniach.

    Inteligentne zarządzanie ceną i marżą w czasie rzeczywistym

    Jednym z najbardziej zaawansowanych zastosowań AI w tym obszarze jest inteligentna kontrola cen. To znacznie więcej niż proste śledzenie ofert konkurencji. Nowoczesne algorytmy łączą dane rynkowe z wewnętrznymi informacjami o pełnych kosztach produktu, dzięki czemu system zna dokładną marżę na każdej pozycji asortymentu.

    Taka wiedza pozwala na dynamiczne i zautomatyzowane podejmowanie decyzji. Przykładowo, jeśli konkurent drastycznie obniży cenę procesora, zagrażając rentowności sprzedaży, system AI może automatycznie wstrzymać kampanie marketingowe promujące ten konkretny produkt.

    W ten sposób firma unika sprzedaży z ujemną marżą, a budżet jest oszczędzany. Jednocześnie, gdy zapas popularnej płyty głównej zaczyna się wyczerpywać, ten sam system może autonomicznie podnieść jej cenę, maksymalizując zysk z ostatnich dostępnych sztuk.

    Kontrola cen staje się więc dynamiczną grą, w której system nieustannie balansuje między cenami rynkowymi, kosztami wewnętrznymi, budżetem marketingowym a stanem magazynowym.

    Dobór narzędzi: droga do dojrzałości technologicznej

    Wdrożenie AI w dziale zakupów nie jest procesem uniwersalnym, a wybór odpowiedniego rozwiązania zależy od dojrzałości technologicznej i skali działalności firmy. Na początku tej drogi często znajdują się narzędzia do automatyzacji przepływów pracy, które pozwalają na szybkie tworzenie prostych powiązań między systemami.

    Są one elastyczne, ale rzadko sprawdzają się w dużej skali. Bardziej standardowym rozwiązaniem są gotowe platformy SaaS do monitorowania cen, które oferują łatwe wejście w świat analityki, jednak ich ograniczeniem bywa brak integracji z kluczowymi systemami wewnętrznymi, np. z księgowością.

    Na szczycie tej ewolucji technologicznej znajdują się budowane na zamówienie, wieloagentowe systemy w chmurze. Choć jest to droga najbardziej zasobochłonna, to dzięki nowoczesnym narzędziom deweloperskim i platformom low-code, w długiej perspektywie zapewnia maksymalną elastyczność i dopasowanie do unikalnych potrzeb biznesowych najbardziej dojrzałych organizacji.

    Sztuczna inteligencja nie zastępuje więc strategów w działach zakupów, ale daje im narzędzia o niespotykanej dotąd mocy analitycznej. Zmienia ich rolę z operatorów w analityków, którzy zarządzają skomplikowanym ekosystemem danych, aby każda decyzja zakupowa bezpośrednio przekładała się na zysk firmy.

  • HP i strategia na erę AI PC: Kluczowe wnioski z forum dla partnerów CEE

    HP i strategia na erę AI PC: Kluczowe wnioski z forum dla partnerów CEE

    W Berlinie, w cieniu targów IFA, HP zgromadziło ponad 100 kluczowych partnerów z blisko 65 firm z 20 krajów regionu CEE na dorocznym Retail Forum.

    Celem spotkania było nie tylko zaprezentowanie nowości produktowych na kluczowy, czwarty kwartał, ale przede wszystkim przedstawienie strategii firmy w obliczu nadchodzącej ery „AI PC”.

    Ruch HP jest odpowiedzią na wyraźne trendy rynkowe. Po okresie postpandemicznej stagnacji, branża PC liczy na ożywienie napędzane przez komputery nowej generacji, wyposażone w dedykowane układy NPU (Neural Processing Unit).

    HP CEE Retail forum
    źródło: HP

    Umożliwiają one lokalne, szybsze i bezpieczniejsze przetwarzanie zadań związanych ze sztuczną inteligencją – od zaawansowanej edycji multimediów po inteligentnych asystentów – bez konieczności stałego połączenia z chmurą. To fundamentalna zmiana, którą producenci sprzętu chcą przekuć w nowy cykl wymiany urządzeń.

    Podczas berlińskiego forum firma podkreślała, że jej strategia opiera się na głębokiej integracji rozwiązań AI bezpośrednio w portfolio komputerów i drukarek. Ma to wprost przełożyć się na zwiększenie produktywności i usprawnienie pracy w modelach hybrydowych.

    Kluczową rolę w tym procesie odgrywają partnerzy handlowi. HP pozycjonuje ich nie tylko jako dystrybutorów, ale jako strategiczne źródło informacji zwrotnej z rynku. To ich bezpośrednie doświadczenia z klientami końcowymi mają pomóc w szybkim dostosowywaniu i udoskonalaniu oferty produktów ery AI.

    Spotkanie było więc jasnym sygnałem, że HP zamierza aktywnie kształtować nową kategorię produktową w Europie Środkowo-Wschodniej.

    Zamiast jednostronnej komunikacji, firma stawia na ścisłą współpracę z kanałem sprzedaży, uznając go za niezbędny element w procesie wdrażania innowacji i zdobywania przewagi konkurencyjnej.

  • Zbigniew Mądry będzie nowym prezesem AB?

    Zbigniew Mądry będzie nowym prezesem AB?

    Założyciele jednego z największych dystrybutorów IT w regionie CEE, Iwona i Andrzej Przybyło, zakończyli swoje zaangażowanie kapitałowe w AB S.A. Zmiana w AB dotyczy także stanowiska prezesa, na które Andrzej Przybyło zarekomendował dotychczasowego wiceprezesa – Zbigniewa Mądrego.

    W procesie przyspieszonej budowy księgi popytu (ABB) sprzedali cały posiadany pakiet 18,9% akcji inwestorom instytucjonalnym. Równocześnie obecny prezes i współtwórca sukcesu firmy, Andrzej Przybyło, zapowiedział swoje odejście ze stanowiska po zakończeniu bieżącej kadencji i zarekomendował na następcę wieloletniego wiceprezesa, Zbigniewa Mądrego.

    Transakcja, przeprowadzona przez Ipopema Securities, oznacza symboliczną zmianę warty w spółce po 35 latach jej budowania przez założycieli.

    Choć Andrzej Przybyło jako powód wskazuje chęć skupienia się na sprawach osobistych, jego planowane przejście do rady nadzorczej nowej kadencji ma być gwarantem zachowania strategicznej ciągłości.

    Kluczem do płynnego przekazania sterów ma być starannie przygotowana sukcesja. Kandydatura Zbigniewa Mądrego, związanego z firmą od 33 lat i odpowiedzialnego za jej działalność operacyjną, została pozytywnie zaopiniowana przez radę nadzorczą.

    Uzupełnieniem zarządu w nowej kadencji mają pozostać Grzegorz Ochędzan i Krzysztof Kucharski, również menedżerowie z wieloletnim stażem w AB. Taka konfiguracja ma zapewnić stabilność i kontynuację dotychczasowej strategii rozwoju.

    Zmiany personalne na szczycie AB zbiegają się z pozytywnymi perspektywami dla całej branży IT. Firma komunikuje, że jest gotowa, aby w pełni wykorzystać nadchodzące ożywienie popytu oraz inwestycje w sprzęt elektroniczny napędzane nowymi technologiami.

    Przekazanie przywództwa w ręce doświadczonego menedżera z wewnątrz ma pozwolić Grupie AB na płynne przejście przez ten proces i skoncentrowanie się na maksymalizacji korzyści rynkowych. Formalne zakończenie obecnej kadencji zarządu nastąpi do końca marca 2026 roku.

    „Po 35 latach pełnego zaangażowania w budowanie wartości Grupy AB postanowiłem skupić się na kwestiach osobistych. Zarząd i Spółka funkcjonują stabilnie, bez zmian, a najbliższe kilka miesięcy to czas na sukcesywne przygotowanie do przekazania sterów. Moja rekomendacja co do nowego CEO to obecny Wiceprezes Zbigniew Mądry, który od 33 lat jest kluczową osobą w AB, do tego znaną i szanowaną w branży w Polsce i na świecie. Zbyszek odpowiada za całokształt działalności operacyjnej i w ogromnym stopniu przyczynił się do długoterminowego sukcesu Grupy AB. Bardzo pozytywnie oceniam również wkład w rozwój Grupy Grzegorza Ochędzana (w firmie od 2008 roku) i Krzysztofa Kucharskiego (w firmie od 1995 roku), rekomendując ich także do Zarządu nowej kadencji. Taki skład Zarządu byłby gwarantem bezpieczeństwa i ciągłości strategii rozwoju AB” – mówi Andrzej Przybyło, Prezes Zarządu AB S.A.
     
    „Po zapoznaniu się z propozycją Prezesa Zarządu w zakresie przyszłego składu Zarządu Grupy AB S.A., Rada Nadzorcza Spółki pozytywnie ją opiniuje i deklaruje pełne wsparcie dla dalszych działań mających na celu dynamiczny rozwój Grupy AB S.A” – mówi Jan Woźniak, Przewodniczący Rady Nadzorczej AB S.A.

  • Przewodnik integratora po rynku AI w Europie: liderzy, pretendenci i „zielone pola”

    Przewodnik integratora po rynku AI w Europie: liderzy, pretendenci i „zielone pola”

    Rok 2023 zapisał się w historii jako moment, w którym generatywna sztuczna inteligencja (GenAI) przebojem wdarła się do masowej świadomości. Jednak dla integratorów systemów i dyrektorów IT, po opadnięciu pierwszego kurzu, pojawia się fundamentalne pytanie: gdzie ten szum przekłada się na realne budżety i wymierną wartość biznesową?

    Analiza najnowszych danych rynkowych pokazuje, że kluczem do sukcesu nie jest uniwersalne podejście, ale zniuansowana strategia, która dopasowuje ofertę do specyficznego poziomu dojrzałości cyfrowej każdego sektora gospodarki.

    Prognozy analityków z International Data Corporation (IDC) wskazują, że europejskie wydatki na AI osiągną 144,6 miliarda dolarów do 2028 roku, rosnąc w tempie ponad 30% rocznie. Jednocześnie dane Eurostatu na rok 2024 pokazują, że ogólna adopcja AI w przedsiębiorstwach, choć rośnie, wciąż wynosi zaledwie 13,5%.

    Ta pozorna sprzeczność jest w rzeczywistości najważniejszym sygnałem rynkowym: ogromna przepaść między przyszłymi zamiarami a obecnym stanem wdrożeń oznacza, że na rynku tworzy się potężny portfel zamówień. Liderzy to zaledwie pierwsza fala; główna część rynku dopiero teraz zaczyna mobilizować swoje budżety.

    Dla integratorów wniosek jest jasny: rynek nie jest nasycony, on dopiero się rozpoczyna.   

    Wielki podział: giganci kontra MŚP, północ kontra południe

    Najważniejszą linią podziału, która definiuje strategie wejścia na rynek, jest przepaść między dużymi przedsiębiorstwami a sektorem MŚP. Aż 41,2% dużych firm korzysta z AI, w porównaniu do zaledwie 11,2% małych firm.

    To dwa fundamentalnie odmienne rynki. Duże korporacje wdrażają złożone, transformacyjne projekty, podczas gdy MŚP poszukują rozwiązań o niższym progu wejścia i szybkim zwrocie z inwestycji.   

    Mapa adopcji AI w Europie również nie jest jednolita. Na czele peletonu znajdują się cyfrowo dojrzałe kraje skandynawskie, jak Dania (27,6%) i Szwecja (25,1%).

    W środku stawki plasują się największe gospodarki, jak Niemcy (14,2%), a na drugim końcu spektrum znajdują się duże, ale wciąż nadrabiające zaległości rynki, takie jak Polska (5,9%) i Rumunia (3,1%). Stanowią one ogromne „zielone pole” dla usług podstawowych, związanych z przygotowaniem danych i wdrożeniami Business Intelligence.   

    Awangarda danych: sektory monetyzujące na dużą skalę

    Na czele rewolucji AI stoją sektory, które z natury są intensywne pod względem danych. Dla integratorów są to rynki docelowe dla najbardziej zaawansowanych i wysokomarżowych projektów.

    Sektor Informacji i Komunikacji (ICT) jest niekwestionowanym liderem, gdzie aż 48,7% firm aktywnie korzysta z AI. Co kluczowe, dla 43,5% z nich głównym celem jest działalność badawczo-rozwojowa (R&D).

    Firmy te nie optymalizują procesów, ale tworzą nowe produkty i modele biznesowe napędzane przez AI. Szanse dla integratorów leżą tu w wysokospecjalistycznym doradztwie, tworzeniu niestandardowych modeli uczenia maszynowego i wdrażaniu platform MLOps.   

    Usługi Finansowe i Profesjonalne stanowią drugi filar awangardy. Prognozy IDC wskazują, że finanse będą największym pojedynczym sektorem pod względem wydatków na AI. Tę grupę definiuje bezwzględne skupienie na mierzalnym zwrocie z inwestycji (ROI).

    Konkretne przypadki użycia obejmują zaawansowaną analitykę do wykrywania oszustw, gdzie europejskie banki podwajają wskaźnik wykrywalności skompromitowanych kart , a neobank bunq przyspieszył trenowanie swoich modeli 100-krotnie.

    Inne zastosowania to hiperpersonalizacja produktów i automatyzacja procesów zgodności z regulacjami. Klienci z tego sektora oczekują solidnych, bezpiecznych i zgodnych z regulacjami rozwiązań.   

    Wschodzący pretendenci: gdzie skala spotyka się z możliwościami

    Pomiędzy awangardą a rynkami wschodzącymi znajduje się grupa sektorów o ogromnym znaczeniu gospodarczym, które dopiero teraz zaczynają na dużą skalę inwestować w dane.

    Handel i E-commerce to trzecia co do wielkości branża pod względem wydatków na AI w Europie. Cel jest klarowny: 52,9% detalistów wdraża AI w obszarze marketingu i sprzedaży. Bitwa o klienta jest wygrywana na polu personalizacji.

    Przykład europejskiej sieci handlowej, która zwiększyła sprzedaż online o 11% w ciągu sześciu miesięcy dzięki wdrożeniu zaawansowanej analityki, potwierdza skuteczność tej strategii.

    Dla integratorów sektor ten oferuje podwójną szansę: zaawansowani gracze e-commerce poszukują skomplikowanych silników rekomendacyjnych, podczas gdy bardziej tradycyjni detaliści potrzebują fundamentalnych projektów, takich jak wdrożenie nowoczesnego systemu CRM czy budowa platformy danych klienta (CDP).   

    Produkcja to prawdziwy gigant europejskiej gospodarki. Choć ogólny wskaźnik adopcji AI pozostaje poniżej 16%, to właśnie ten sektor odpowiada za największą część wartości dodanej w UE (24,1%). Co więcej, ponad połowa (51%) europejskich producentów już wdraża rozwiązania AI.

    Kluczem do odblokowania tego rynku jest konserwacja predykcyjna (predictive maintenance). Firmy takie jak Siemens czy Coca-Cola European Partners już teraz wykorzystują AI do analizy danych z czujników, aby przewidywać awarie maszyn i minimalizować nieplanowane przestoje.

    „Zielone pola”: niewykorzystane rynki dla fundamentalnego wzrostu

    Na drugim biegunie dojrzałości cyfrowej znajdują się sektory, które stanowią największy, niewykorzystany rynek dla integratorów potrafiących zaoferować fundamentalne usługi.

    Transport i Logistyka charakteryzuje się niskim wskaźnikiem adopcji AI (poniżej 16%), a jednocześnie generuje niewyobrażalne ilości danych. Głównym wyzwaniem jest tu fragmentacja i niska jakość danych.

    Studium przypadku europejskiej firmy logistycznej ujawniło, że dane operacyjne były rozproszone w ponad 15 plikach Excel, co uniemożliwiało jakąkolwiek analizę rentowności. Dla integratorów jest to wymarzony rynek na usługi z kategorii „data readiness”.

    Pierwszym krokiem nie jest sprzedaż złożonego modelu AI, ale wdrożenie centralnej hurtowni danych i narzędzi BI, które rozwiązują palące problemy, takie jak brak widoczności i kontroli.   

    Budownictwo wykazuje jeden z najniższych wskaźników adopcji technologii cyfrowych (6,1%). Zanim AI znajdzie tu szerokie zastosowanie, sektor ten potrzebuje podstawowej cyfryzacji, takiej jak wdrożenie systemów ERP czy CRM.

    Przekaz sprzedażowy nie powinien koncentrować się na „sztucznej inteligencji”, ale na „widoczności”, „kontroli” i „efektywności” w zarządzaniu projektami.   

    Ochrona Zdrowia to unikalne „zielone pole”. Choć ogólne dane dotyczące adopcji są niskie, jest to jeden z najszybciej rosnących sektorów pod względem inwestycji w AI , z prognozowanym globalnym wzrostem na poziomie 44% CAGR.

    Potencjał jest rewolucyjny: diagnostyka obrazowa wspomagana przez AI, odkrywanie nowych leków i chirurgia wspomagana robotycznie. Postęp jest jednak hamowany przez ekstremalne wymogi dotyczące prywatności danych i skomplikowane regulacje.

    Jest to rynek dla specjalistów, którzy mogą wykazać się głęboką wiedzą domenową w zakresie regulacji medycznych i bezpieczeństwa danych.   

    Kompas dla integratora: jak dopasować strategię do rynku?

    Rynek AI i Big Data w UE nie jest monolitem, ale mozaiką sektorów o różnym stopniu dojrzałości. Sukces zależy od dopasowania strategii do każdego z nich:

    • Angażowanie Awangardy (ICT, Finanse): Podejście powinno być konsultacyjne i oparte na partnerstwie. Należy skupić się na współtworzeniu innowacji, niestandardowym rozwoju i doradztwie strategicznym. Kluczowe usługi to MLOps, rozwój specjalistycznych modeli AI i doradztwo w zakresie data governance.
    • Zdobywanie Pretendentów (Handel, Produkcja): Kluczowe jest podejście zorientowane na rozwiązania. Rozmowy należy prowadzić w oparciu o specyficzne dla branży przypadki użycia z udowodnionym zwrotem z inwestycji (np. konserwacja predykcyjna, personalizacja). Oferta powinna być hybrydowa, łącząc zaawansowaną analitykę z pracami fundamentalnymi.
    • Kultywowanie Zielonych Pól (Logistyka, Budownictwo, Ochrona Zdrowia): Strategia opiera się na edukacji. Rozmowy należy zaczynać od strategii danych, a nie od AI. Należy skupić się na sprzedaży usług podstawowych (migracja do chmury, hurtownie danych, wdrożenia BI), które budują fundament pod przyszłe, bardziej zaawansowane projekty.

    Ostatecznie, rynek AI i Big Data w Europie oferuje ogromne możliwości, ale nagradza tych, którzy podchodzą do niego ze strategią i zrozumieniem. Zamiast próbować sprzedać jedną technologię wszystkim, najskuteczniejsi integratorzy będą działać jak tłumacze – przekładając potencjał technologii na konkretne rozwiązania problemów biznesowych, dopasowane do unikalnego kontekstu i poziomu dojrzałości każdego klienta.

  • Andrzej Przybyło nie będzie już prezesem AB

    Andrzej Przybyło nie będzie już prezesem AB

    Andrzej i Iwona Przybyło, główni akcjonariusze i założyciele Grupy AB, jednego z największych dystrybutorów IT w Europie Środkowo-Wschodniej, rozpoczęli proces sprzedaży do 18,94% akcji spółki.

    Transakcja, realizowana w formule przyspieszonej budowy księgi popytu (ABB), zbiega się z zapowiedzią zmiany na stanowisku prezesa. Andrzej Przybyło, który kierował firmą od jej początków, nie będzie ubiegał się o reelekcję do zarządu i zamierza przejść do rady nadzorczej.

    Oferta obejmuje łącznie do 3 065 252 akcji. Andrzej Przybyło planuje sprzedać do 1 316 200 akcji (8,13% kapitału), a Iwona Przybyło do 1 749 052 akcji (10,8% kapitału).

    Procesem zarządza Ipopema Securities. Ostateczna cena i liczba sprzedanych akcji zostaną ustalone po zamknięciu księgi popytu.

    Ruch ten sygnalizuje istotny etap w historii wrocławskiej spółki. Rezygnacja Andrzeja Przybyło z funkcji prezesa po zakończeniu obecnej kadencji to kluczowa zmiana pokoleniowa i strategiczna.

    Jego planowane dołączenie do rady nadzorczej ma zapewnić ciągłość i wykorzystanie jego wieloletniego doświadczenia w nowej roli, koncentrującej się na nadzorze i strategii, a nie na bieżącym zarządzaniu.

    Decyzja o sprzedaży akcji przez kluczowych akcjonariuszy, przy jednoczesnej deklaracji o dalszym zaangażowaniu w strategiczny rozwój firmy, może być interpretowana jako próba upłynnienia części majątku przy zachowaniu wpływu na jej przyszłość.

    Inwestorzy będą uważnie obserwować, kto obejmie nowe akcje i jak rynek oceni perspektywy spółki pod nowym kierownictwem.

    Grupa AB, notowana na GPW od 2006 roku i wchodząca w skład indeksu mWIG40, jest liderem dystrybucji IT i elektroniki użytkowej w Polsce, Czechach i Słowacji. W ostatnim roku obrotowym (2023/2024) firma wygenerowała 14,66 mld zł skonsolidowanych przychodów, co potwierdza jej silną pozycję rynkową.

    Nadchodzące zmiany personalne i właścicielskie otwierają nowy rozdział dla technologicznego giganta.

  • Intel zmienia kierownictwo w drodze do restrukturyzacji

    Intel zmienia kierownictwo w drodze do restrukturyzacji

    Intel ogłosił znaczące zmiany w swoim najwyższym kierownictwie, co jest kolejnym krokiem w strategii restrukturyzacyjnej, którą intensyfikuje CEO, Lip-Bu Tan.

    Kluczową informacją jest odejście Michelle Johnston Holthaus, weteranki z ponad trzydziestoletnim stażem w firmie, która pełniła ostatnio funkcję szefowej ds. produktów.

    Holthaus, która w przeszłości zajmowała wiele kluczowych stanowisk, w tym tymczasowo współzarządzała firmą po odejściu Pata Gelsingera, przez najbliższe miesiące pozostanie w roli strategicznego doradcy.

    Jej odejście wpisuje się w szersze działania Tana zmierzające do uproszczenia struktury zarządczej i bezpośredniego nadzoru nad kluczowymi działami.

    Do Intela dołącza Kevork Kechichian, który obejmie stanowisko wiceprezesa wykonawczego i dyrektora generalnego grupy centrów danych.

    Kechichian to doświadczony menedżer z branży półprzewodników, przechodzący z firmy Arm, a wcześniej związany z NXP Semiconductors i Qualcomm.

    Firma tworzy również nową, centralną grupę inżynieryjną, na czele której stanie starszy wiceprezes Srinivasan Iyengar.

    Jego zadaniem będzie zbudowanie od podstaw nowego biznesu w obszarze niestandardowych układów krzemowych, skierowanego do szerokiego grona klientów zewnętrznych.

    Zmiany dotykają także innych menedżerów. Naga Chandrasekaran, wiceprezes wykonawczy i dyrektor ds. technologii i operacji w Intel Foundry, rozszerzy swoje obowiązki o usługi odlewnicze.

    Z kolei Jim Johnson został mianowany nowym dyrektorem generalnym grupy odpowiedzialnej za obliczenia klienckie (client computing group).

    Te przetasowania personalne sygnalizują determinację Intela do usprawnienia operacji i wzmocnienia kluczowych obszarów biznesowych, takich jak centra danych i usługi odlewnicze, w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu rynkowym.

  • Zmiana warty w finansach Della. CFO Yvonne McGill odchodzi po 30 latach

    Zmiana warty w finansach Della. CFO Yvonne McGill odchodzi po 30 latach

    Po prawie trzech dekadach w Dell Technologies, dyrektor finansowa Yvonne McGill ustąpi ze stanowiska 9 września. Jej obowiązki tymczasowo przejmie David Kennedy, weteran z 27-letnim stażem w firmie, obecnie pełniący funkcję starszego wiceprezesa ds. globalnych operacji biznesowych i finansów.

    McGill pozostanie w roli doradcy do końca października, aby zapewnić płynne przekazanie obowiązków.

    Nagłe odejście tak kluczowej postaci mogłoby zaniepokoić inwestorów, jednak Dell szybko podjął działania w celu uspokojenia rynku.

    W oficjalnym komunikacie firma podkreśliła, że rezygnacja McGill nie jest wynikiem jakichkolwiek sporów dotyczących sprawozdawczości finansowej, kontroli wewnętrznej czy polityki operacyjnej.

    Co więcej, Dell potwierdził swoje prognozy finansowe na trzeci kwartał i cały rok, co sygnalizuje stabilność i brak zakłóceń w bieżącej działalności.

    Mimo tych zapewnień, akcje firmy odnotowały niewielki spadek o 1,8% tuż po ogłoszeniu zmiany. Rynek będzie teraz uważnie obserwował proces poszukiwania stałego następcy McGill.

    Kandydatura Kennedy’ego na tymczasowego CFO, ze względu na jego dogłębną znajomość operacji finansowych Della, wydaje się być naturalnym i bezpiecznym wyborem na okres przejściowy.

    Ta zmiana, choć istotna, na razie nie zapowiada strategicznego wstrząsu w finansach technologicznego giganta.

  • Cyfrowy wyścig zbrojeń w Europie: gdzie polski integrator może szukać zleceń w sektorze publicznym?

    Cyfrowy wyścig zbrojeń w Europie: gdzie polski integrator może szukać zleceń w sektorze publicznym?

    Europejski sektor publiczny przeżywa transformację na bezprecedensową skalę. Pandemia, działając jak globalny test warunków skrajnych, obnażyła dekady zaniedbań i stała się potężnym katalizatorem zmian. Dziś, napędzana strumieniem finansowania z unijnych programów, cyfryzacja przestała być opcją, a stała się strategicznym imperatywem.

    Dla polskich firm z sektora IT otwiera to historyczną szansę na ekspansję i realizację lukratywnych kontraktów. To nie jest kolejna fala modernizacji – to prawdziwy, finansowany centralnie cyfrowy wyścig zbrojeń.

    Kompasem wyznaczającym kierunek tych zmian jest program „Cyfrowa Dekada 2030”. Komisja Europejska określiła w nim ambitne cele: do końca dekady 100% kluczowych usług publicznych ma być dostępnych online, a każdy obywatel UE powinien mieć dostęp do cyfrowej tożsamości (e-ID).

    Silnikiem napędowym tych inwestycji jest Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF). W skali całej Unii mówimy o dziesiątkach miliardów euro przeznaczonych bezpośrednio na projekty cyfryzacyjne w administracji, e-zdrowiu czy e-sprawiedliwości.   

    W tym dynamicznym krajobrazie intuicyjnym kierunkiem wydawałyby się rynki cyfrowych liderów, jak Estonia czy Malta. Jednak największy potencjał na nowe, wielkoskalowe projekty leży gdzie indziej – w krajach, które można określić mianem „ambitnych pretendentów”.

    Są to państwa, które, startując z niższego pułapu, dzięki determinacji politycznej i funduszom z RRF, dynamicznie nadrabiają zaległości. To właśnie tam polski integrator ma szansę stać się nie tylko dostawcą, ale strategicznym partnerem w narodowej transformacji cyfrowej.

    Mapa cyfrowej Europy: liderzy, maruderzy i wschodzące gwiazdy

    Aby precyzyjnie zidentyfikować najbardziej obiecujące rynki, konieczne jest zrozumienie, jak mierzy się cyfrową dojrzałość administracji. Kluczowym narzędziem jest coroczny raport eGovernment Benchmark, który ocenia usługi publiczne w 35 krajach Europy z perspektywy „zdarzeń życiowych”, takich jak założenie firmy czy utrata pracy. Analizuje on usługi pod kątem ich orientacji na użytkownika, przejrzystości, wykorzystania kluczowych technologii (jak e-ID) oraz dostępności transgranicznej.   

    Najnowszy raport z 2024 roku rysuje fascynujący obraz. Średni wynik dla krajów UE27 wynosi 76 na 100 punktów, co świadczy o stałym postępie. Jednak analiza pozwala podzielić rynki na trzy segmenty:   

    • Cyfrowi Liderzy (Malta, Estonia, Luksemburg): Rynki niezwykle dojrzałe i nasycone. Konkurencja jest tu ogromna, a szanse leżą w wysoce specjalistycznych, niszowych rozwiązaniach, np. z wykorzystaniem AI czy blockchain.
    • Solidni Gracze (Finlandia, Dania, Litwa): Kraje o wysokim poziomie cyfryzacji, ale wciąż z przestrzenią do optymalizacji. Przetargi mogą tu dotyczyć modernizacji istniejących platform czy poprawy usług transgranicznych.
    • Ambitni Pretendenci (Grecja, Polska, Cypr): To najciekawsza grupa z perspektywy poszukiwania nowych, dużych kontraktów. Notują największą dynamikę wzrostu, a fundusze unijne napędzają tam wielkoskalowe projekty transformacyjne.

    Analiza danych prowadzi do fundamentalnego wniosku: istnieje wyraźna korelacja między wysokim wynikiem w kategorii „Kluczowe technologie” (Key Enablers) a ogólną dojrzałością cyfrową. Kraje na szczycie rankingu, jak Malta czy Estonia, posiadają zaawansowane i powszechnie stosowane systemy tożsamości cyfrowej.

    Bez bezpiecznego i wygodnego e-ID, administracja może oferować jedynie proste usługi informacyjne. Dlatego kraje z ambicjami cyfryzacyjnymi, ale z niskim wynikiem w tej kategorii, będą musiały w pierwszej kolejności zainwestować w budowę lub modernizację swoich systemów tożsamości.

    Dla polskiego integratora jest to jasny sygnał, że przetargi na systemy e-ID, e-podpisu i e-doręczeń będą absolutnym priorytetem na rynkach „pretendentów”.   

    Poza rankingiem – identyfikacja rynków o największym potencjale wzrostu

    Statyczny ranking nie opowiada całej historii. Prawdziwa wartość leży w analizie dynamiki zmian. To nie liderzy generują największy popyt, ale kraje, które w ostatnich latach dokonały największego skoku w rankingach.

    Grecja: Absolutny lider dynamiki. W ciągu zaledwie czterech lat Grecja poprawiła swój wynik w rankingu o 16 punktów – to największy skok w całej Europie. Kraj, który jeszcze niedawno był postrzegany jako cyfrowy maruder, realizuje obecnie ambitny program transformacji, napędzany znacznymi środkami z RRF.

    Polska: Z wzrostem o 14 punktów, Polska jest wiceliderem dynamiki w UE. To dowód na to, że również nasz krajowy rynek jest w fazie intensywnych inwestycji i stanowi niezwykle atrakcyjne pole do działania.

    Cypr: Z imponującym wzrostem o 10 punktów, Cypr jest kolejnym rynkiem, który warto obserwować. Podobnie jak Grecja, startując z niższej bazy, Cypr inwestuje w fundamentalne elementy cyfrowego państwa.

    Skąd bierze się ta niezwykła dynamika? To efekt synergii woli politycznej i potężnego zastrzyku finansowego z unijnego Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF). Co ważniejsze, inwestycje tych krajów nie dotyczą niszowych usprawnień, ale fundamentalnych, wielkoskalowych systemów, takich jak budowa centralnych rejestrów, wdrożenie krajowych platform e-usług czy stworzenie systemów tożsamości cyfrowej.

    Dla dużych integratorów IT są to idealne okazje do zdobycia flagowych kontraktów.   

    Polska na tle Europy – krajowy rynek jako trampolina do sukcesu

    Imponujący wzrost Polski w rankingu eGovernment Benchmark dowodzi, że ogromne szanse leżą tuż za progiem. Doświadczenia zdobyte na rodzimym gruncie mogą stać się najcenniejszym kapitałem w ekspansji międzynarodowej.   

    Polska cyfrowa administracja to obraz kontrastów. Z jednej strony, w pewnych obszarach jesteśmy europejskim liderem, np. pod względem dostępu online do danych medycznych. Z drugiej strony, wciąż istnieje duża luka między administracją centralną a samorządową, a usługi transgraniczne wymagają poprawy. Te słabości to jednocześnie ogromne nisze rynkowe.   

    Kluczowym czynnikiem napędzającym transformację w Polsce jest Krajowy Plan Odbudowy (KPO). Z całkowitej puli 59,8 mld EUR, aż 21,3% (około 12,7 mld EUR) przeznaczono na cele cyfrowe. To gigantyczny strumień pieniędzy, który zostanie zainwestowany w cyberbezpieczeństwo (532 mln EUR), cyfryzację administracji (100 mln EUR) czy cyfrową edukację (1,2 mld EUR).   

    Polskie firmy IT powinny wykorzystać krajowy rynek jako poligon doświadczalny. Każdy udany projekt zrealizowany w Polsce w ramach KPO staje się potężnym „biletem eksportowym”. Polska firma, która z sukcesem zrealizuje projekt finansowany z KPO, zdobywa bezcenne know-how.

    Może następnie zaoferować to samo, sprawdzone rozwiązanie greckiemu ministerstwu czy cypryjskiej agencji rządowej, argumentując, że doskonale rozumie specyfikę projektów finansowanych z RRF. To potężna przewaga konkurencyjna.

    Od analizy do kontraktu

    Teoretyczna analiza materializuje się w postaci konkretnych zamówień publicznych, które można znaleźć na portalu Tenders Electronic Daily (TED) – oficjalnej platformie UE z darmowym dostępem do tysięcy ogłoszeń. Systematyczne monitorowanie portalu to nie tylko sposób na znalezienie zleceń, ale także forma wywiadu rynkowego.

    Oto przykłady, które potwierdzają te tezy:

    • Grecja – Innowacje oparte na AI: Greckie Ministerstwo Cyfryzacji ogłosiło przetarg o wartości szacunkowej 19,1 miliona EUR na wdrożenie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji w administracji publicznej. To idealny dowód na „technologiczny skok” – kraj nadrabiający zaległości od razu sięga po najbardziej zaawansowane technologie.
    • Cypr – Budowa Fundamentów Danych: Organizacja Ubezpieczeń Zdrowotnych na Cyprze poszukuje wykonawcy do stworzenia, wdrożenia i utrzymania hurtowni danych. To przykład fundamentalnego projektu, który pokazuje ogromny popyt na budowę kluczowych elementów infrastruktury danych.  
    • Polska – Cyberbezpieczeństwo na Poziomie Lokalnym: Przetarg ogłoszony przez Gminę Łagiewniki na podniesienie poziomu cyberbezpieczeństwa ilustruje niszę rynkową na poziomie samorządowym. Setki podobnych, mniejszych przetargów tworzą ogromny, rozproszony rynek, idealny dla średnich firm IT.   

    Polskie firmy technologiczne, uzbrojone w doświadczenie i wysokiej klasy specjalistów, mają dziś historyczną szansę, by stać się nie tylko wykonawcami, ale kluczowymi architektami tej zmiany, budując swoją pozycję na arenie międzynarodowej na lata.

  • Branża IT nie potrzebuje więcej leadów. Potrzebuje lepszych

    Branża IT nie potrzebuje więcej leadów. Potrzebuje lepszych

    Przez lata lead sprzedażowy uchodził w branży IT za cenny zasób – bez względu na jakość, etap zakupowy klienta czy kontekst. Więcej kontaktów oznaczało większy potencjał sprzedażowy, a partnerzy kanałowi liczyli, że przy odpowiedniej skali część z nich uda się przekuć w kontrakty.

    Dziś ten model się wypala. Coraz więcej firm z kanału zaczyna głośno kwestionować sensowność masowej akwizycji leadów, wskazując na niską konwersję i rosnące koszty obsługi „ślepych” kontaktów.

    Zamiast liczby, coraz ważniejsza staje się jakość. Nie chodzi już o to, ilu potencjalnych klientów trafi do systemu partnera, ale o to, jak są zweryfikowani, dopasowani i przygotowani do rozmowy handlowej.

    Taka zmiana podejścia nie dzieje się z dnia na dzień, ale wyraźnie zarysowuje się jako nowy standard w dojrzałych relacjach partnerskich.

    Od leadów do kosztów

    Wielu integratorów i VAR-ów sygnalizuje dziś, że nawet 80–90% leadów otrzymywanych od producentów nie przekłada się na realne szanse sprzedażowe.

    Do tego dochodzi kwestia powtarzalności i braku dopasowania. Jeden partner obsługujący sektor publiczny otrzymuje kontakt z klienta detalicznego, inny – wyspecjalizowany w chmurze – dostaje lead na rozwiązanie on-premise.

    W efekcie kontakt nie tylko nie prowadzi do sprzedaży, ale pochłania czas zespołów handlowych i technicznych, które próbują zorientować się, czy temat w ogóle rokuje. Presales staje się nieopłacalny, a zaufanie do leadów z centrali – mocno nadwyrężone.

    Jakie leady mają sens?

    W odpowiedzi na te wyzwania partnerzy zaczynają formułować własne oczekiwania co do jakości leadów. W praktyce oznacza to większą selektywność – nie każdy kontakt zostaje zaakceptowany, a wielu partnerów wprowadza wewnętrzne systemy kwalifikacji, które filtrują leady zanim trafią do handlowca.

    W cenie są przede wszystkim informacje kontekstowe: co zainteresowało klienta, w jakim jest etapie decyzyjnym, czy wcześniej rozmawiał już z innym partnerem lub vendorem.

    Znaczenie mają także takie elementy jak dopasowanie branżowe i technologiczne, potencjał budżetowy oraz realna gotowość klienta do rozmowy. Tego typu leady nie muszą być liczne – dla doświadczonych firm partnerskich liczy się ich przewidywalność, a nie skala.

    Ciekawym zjawiskiem jest też zmiana retoryki. Coraz rzadziej mówi się o „leadach do przekazania”, a częściej – o „szansach sprzedażowych do współpracy”. To przesunięcie akcentów dobrze oddaje oczekiwanie, że vendorzy zaangażują się nie tylko w generowanie kontaktów, ale też w ich kwalifikację, planowanie działań i wsparcie w prowadzeniu procesu sprzedaży.

    Jak reagują producenci?

    Z perspektywy producentów przejście od masowego lead generation do precyzyjnego wspierania sprzedaży kanałowej oznacza konieczność rewizji dotychczasowych praktyk.

    W firmach, które inwestują w kanał, coraz częściej pojawiają się zespoły specjalizujące się w lead scoringu, analityce intencji zakupowych i kampaniach typu account-based marketing.

    Chodzi nie tylko o to, by znaleźć klienta, ale by dostarczyć partnerowi kontakt, który realnie wpisuje się w jego profil i kompetencje.

    Niektórzy vendorzy idą o krok dalej – tworząc wspólne z partnerami profile „idealnego klienta” (ICP), ustalając reguły przekazywania leadów lub oferując możliwość wspólnego prowadzenia działań marketingowych, których celem nie jest ilość kliknięć, ale zamknięcie konkretnego projektu.

    Przykłady działań obejmują także wykorzystanie danych z CRM i narzędzi predykcyjnych, które analizują wcześniejsze kampanie, mierzą aktywność kontaktów i podpowiadają, które leady mają największy potencjał.

    Dzięki temu proces staje się bardziej transparentny, a partnerzy nie mają wrażenia, że muszą „przekopywać się” przez przypadkowe listy kontaktowe.

    Jakość jako wspólne ryzyko – i wspólny zysk

    Zmiana podejścia do leadów to nie tylko kwestia wygody partnerów. To także sposób na zwiększenie efektywności całego kanału – od kosztów pozyskania klienta, przez czas trwania cyklu sprzedaży, po poziom retencji.

    Mniej leadów, ale lepszej jakości oznacza mniejszy wysiłek operacyjny, większe zadowolenie klienta końcowego i większą przewidywalność przychodów.

    W tym kontekście widać wyraźnie, że rola vendora zmienia się – z nadawcy leadów na współtwórcę pipeline’u. To przesunięcie może okazać się kluczowe dla przyszłości kanału.

    W czasach, gdy klienci B2B podejmują decyzje zakupowe coraz bardziej samodzielnie, partnerzy potrzebują nie tyle „kontaktów z rynku”, ile pełnych obrazów kontekstu, w którym klient funkcjonuje.

  • TD SYNNEX Datech nowym dystrybutorem Newforma w Polsce

    TD SYNNEX Datech nowym dystrybutorem Newforma w Polsce

    Globalny dystrybutor rozwiązań IT, TD SYNNEX, poprzez swoją wyspecjalizowaną jednostkę Datech, rozszerza portfolio o oprogramowanie firmy Newforma. Umowa dystrybucyjna, obejmująca Polskę, ma na celu przyspieszenie transformacji cyfrowej w sektorze architektonicznym, inżynieryjnym i budowlanym (AECO).

    To strategiczne posunięcie wpisuje się w rosnący trend digitalizacji jednej z najwolniej adaptujących nowe technologie gałęzi gospodarki.

    Dla TD SYNNEX Datech, znanego dotychczas głównie z dystrybucji oprogramowania dla projektantów, jak produkty Autodesku, jest to krok w stronę dywersyfikacji. Wejście we współpracę z Newforma pozwala zaoferować partnerom biznesowym komplementarne narzędzia, skierowane do szerokiej grupy firm budowlanych i zarządców nieruchomości.

    Dystrybutor zamierza wykorzystać swój rozbudowany ekosystem partnerski do wprowadzenia na rynek platformy Newforma Konekt, wspierając resellerów szkoleniami, pomocą techniczną i planowaniem strategii rynkowych.

    Sercem oferty jest chmurowa platforma Newforma Konekt, służąca do kompleksowego zarządzania informacją w projektach (PIM). System centralizuje w jednym miejscu wszystkie kluczowe dane – od rysunków i modeli BIM, po oficjalną komunikację, zapytania (RFI) i zmiany kontraktowe.

    Celem jest stworzenie „jednego źródła prawdy” dla wszystkich uczestników projektu, co minimalizuje ryzyko błędów wynikających z pracy na nieaktualnych danych i ogranicza potrzebę kosztownych poprawek. Nowy moduł Info Track dodatkowo integruje rozproszone informacje, ułatwiając współpracę zdalnym zespołom.

    Posunięcie TD SYNNEX jest odpowiedzią na wyraźne potrzeby rynku. Branża AECO, pod presją rosnącej złożoności projektów i konieczności optymalizacji kosztów, coraz intensywniej poszukuje sprawdzonych rozwiązań cyfrowych.

    Partnerstwo z Newforma daje dystrybutorowi dostęp do dojrzałego produktu, który może stać się kluczowym elementem oferty dla firm przechodzących cyfrową transformację. Za rozwój oferty w Polsce będzie odpowiadać Małgorzata Bajgrowicz z Datech Eastern Europe.

  • Kultura organizacyjna w firmie IT – co robią liderzy, a nie HR

    Kultura organizacyjna w firmie IT – co robią liderzy, a nie HR

    Zaufanie, odpowiedzialność, otwartość – to słowa, które odmieniane są w firmach technologicznych przez wszystkie przypadki. Pojawiają się na slajdach onboardingowych, w komunikacji wewnętrznej, w prezentacjach dla vendorów i w ogłoszeniach o pracę. Ale jeśli zapytać pracowników, czy rzeczywiście je widzą na co dzień, odpowiedź bywa inna.

    W wielu organizacjach partnerskich kultura organizacyjna pozostaje deklaracją. Tymczasem w praktyce liczy się coś zupełnie innego: decyzje, które podejmuje lider. I to nie te zapisane w strategii, ale te codzienne, często niezauważalne. Właśnie one budują zaufanie lub podważają je bez słowa.

    Czym kultura nie jest – i dlaczego to widać właśnie w kanałach IT

    W firmach z kanału partnerskiego – integratorach, MSP, VAR-ach czy dystrybucjach – tempo działania jest wysokie, złożoność projektów duża, a zespoły często rozproszone. To środowisko, w którym kultura organizacyjna nie może być czymś deklaratywnym.

    Ona musi działać operacyjnie. Gdy tego brakuje, pojawia się chaos decyzyjny, niespójność komunikacji i zjawisko „formalnych zasad i nieformalnych praktyk”, które zaczyna rozkładać zespół od środka.

    Liderzy często wierzą, że kultura to coś, co trzeba opisać i zakomunikować – najlepiej raz, porządnie, na wspólnym spotkaniu. Ale organizacja nie zapamiętuje prezentacji.

    Organizacja obserwuje codzienność. Jeśli wartości ogłoszone w poniedziałek rozmijają się z decyzjami podejmowanymi w środę, zespół błyskawicznie wyciąga wnioski. Często inne, niż te oczekiwane.

    Jak naprawdę kształtuje się kultura – w praktyce decyzyjnej lidera

    W rzeczywistości kultura nie tworzy się odgórnie. Kształtuje się oddolnie – przez powtarzalność. Gdy pracownik widzi, że inicjatywa kończy się reprymendą, więcej nie wychodzi z propozycją. Gdy obserwuje, że błędy są ukrywane lub karane, przestaje przyznawać się do porażek. A jeśli widzi, że awans zależy nie od kompetencji, tylko od lojalności, zaczyna dostosowywać swoje zachowania nie do oczekiwań, ale do polityki.

    Zaufanie i odpowiedzialność – te najczęściej powtarzane hasła w kulturze firm IT – nie są efektem szkoleń. One wynikają z codziennego doświadczenia pracy w danym środowisku. Gdy lider mówi, że zależy mu na samodzielności zespołu, ale na każdym etapie projektu zatwierdza decyzje, zespół uczy się, że samodzielność jest fikcją.

    Gdy mówi o transparentności, a później kluczowe zmiany są ogłaszane z zaskoczenia, trudno oczekiwać otwartości w drugą stronę.

    Zaufanie nie jest emocją. Jest efektem spójności

    W organizacjach partnerskich zaufanie ma nie tylko znaczenie relacyjne, ale także bardzo praktyczne. Zespoły sprzedażowe muszą ufać marketingowi i presalesowi, a delivery – zespołom projektowym i klientowi. Jeśli to nie działa, wszystko się rozjeżdża.

    Komunikacja staje się defensywna, pojawia się przekazywanie odpowiedzialności, a decyzje są opóźniane z obawy przed błędem.

    Zaufanie nie powstaje dlatego, że ktoś je ogłosił. Powstaje, kiedy ludzie widzą, że organizacja działa według przewidywalnych zasad. Że błędy można zgłosić bez obawy o konsekwencje. Że decyzje są podejmowane na podstawie faktów, nie emocji. Że lider trzyma się tego, co deklaruje – nawet wtedy, gdy jest to trudne.

    W firmach, w których zaufanie jest wysokie, zespoły działają szybciej i podejmują więcej inicjatywy. Tam, gdzie go brakuje, wszystko wymaga doprecyzowania, konsultacji, akceptacji i – często – mailowego potwierdzenia „na wszelki wypadek”.

    Kultura buduje się przez decyzje, nie narrację

    Niektóre organizacje partnerskie budują spójną kulturę nie przez wielkie programy, ale przez bardzo konkretne działania. Firma MSP, która po każdym większym incydencie organizuje wspólne spotkanie z analizą problemu, pokazuje, że porażka jest elementem procesu, a nie powodem do unikania odpowiedzialności.

    Integrator, który pozwala młodszym pracownikom samodzielnie poprowadzić projekt pilotażowy, nie tylko buduje zaangażowanie, ale też uczy zaufania do własnych decyzji.

    Dystrybutor, którego zarząd publicznie prosi o feedback na temat wprowadzonych zmian, nie tylko słucha, ale modeluje zachowanie, które potem widoczne jest w zespołach handlowych.

    To nie są kampanie employer brandingowe. To nie są certyfikaty z kultury organizacyjnej. To są działania, które pokazują ludziom, że wartości nie są tylko słowem na ścianie, ale czymś, co realnie wpływa na ich codzienną pracę.

    Lider jako właściciel mikrodecyzji kulturowych

    Kultura organizacyjna nie tworzy się w warstwie komunikacyjnej. Tworzy się w warstwie operacyjnej – tam, gdzie zapadają decyzje o awansach, reakcjach na błędy, rozdziale odpowiedzialności czy sposobie prowadzenia spotkań.

    To lider – niezależnie od poziomu w strukturze – jest właścicielem tej codzienności. Może spójnie ją kształtować lub przypadkowo ją rozproszyć. Może zbudować klimat, w którym ludzie wiedzą, czego się spodziewać, albo środowisko, w którym każdy działa „na czuja”.

  • Play zacieśnia współpracę z Ericsson. W tle budowa 5G i rynkowa dywersyfikacja

    Play zacieśnia współpracę z Ericsson. W tle budowa 5G i rynkowa dywersyfikacja

    Play, jeden z liderów polskiego rynku telekomunikacyjnego, zacieśnia strategiczną współpracę z Ericsson. Obie firmy podpisały memorandum, które umacnia pozycję szwedzkiego dostawcy jako kluczowego partnera technologicznego dla fioletowego operatora w dalszej rozbudowie sieci 5G w Polsce.

    Porozumienie wykracza poza zwykłe dostawy sprzętu, obejmując także wspólne działania badawczo-rozwojowe.

    Dla Play to kontynuacja strategii obranej w 2018 roku. Już teraz niemal połowa infrastruktury radiowej operatora, czyli blisko 6 tysięcy stacji bazowych, opiera się na rozwiązaniach Ericsson. Nowe porozumienie sygnalizuje zamiar dalszego, konsekwentnego inwestowania w tę platformę.

    Celem jest nie tylko zwiększenie zasięgu i przepustowości sieci w odpowiedzi na rosnący transfer danych, ale również sprostanie wymogom w obszarze cyberbezpieczeństwa i efektywności energetycznej.

    Decyzja wpisuje się w szerszy, europejski trend dywersyfikacji dostawców sprzętu sieciowego. W kontekście niedawno zakończonej aukcji na częstotliwości z pasma C, kluczowego dla rozwoju „prawdziwego 5G”, polscy operatorzy stają przed koniecznością znaczących inwestycji.

    Wybór zaufanych, europejskich partnerów technologicznych jest postrzegany jako element mitygacji ryzyka i zapewnienia długoterminowej stabilności łańcucha dostaw.

    W ramach współpracy Play i Ericsson planują również rozwijać innowacyjne zastosowania technologii 5G. Firmy prowadzą już w Białymstoku testy sieci w architekturze Standalone (5G SA), która w przyszłości umożliwi oferowanie zaawansowanych usług dla biznesu i samorządów, takich jak prywatne sieci kampusowe czy rozwiązania dla inteligentnych miast.

    Działania badawczo-rozwojowe, prowadzone m.in. w centrach Ericsson w Łodzi i Krakowie, mają koncentrować się na efektywności wykorzystania pasma oraz dalszej redukcji zużycia energii przez infrastrukturę sieciową.

    Zacieśnienie sojuszu z Ericssonem zabezpiecza technologiczną przyszłość Play, jednocześnie umacniając pozycję szwedzkiego dostawcy na jednym z największych rynków telekomunikacyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej.