Kategoria: Kanał

Kanał sprzedaży IT to centrum informacji dla VAR-ów, MSP, integratorów i dystrybutorów działających w ekosystemach największych vendorów.

  • Klient unika kontaktu. Dlaczego w 2026 roku AI w sprzedaży B2B to ratunek przed porażką

    Klient unika kontaktu. Dlaczego w 2026 roku AI w sprzedaży B2B to ratunek przed porażką

    Tradycyjny model „relacyjny” w branży IT trzęsie się w posadach. Współcześni kupujący są uzbrojeni w wiedzę, sceptyczni i… coraz częściej wolą w ogóle nie rozmawiać z przedstawicielem dostawcy. Robert Blaisdell z Gartnera ostrzega: w perspektywie roku 2026 strategie oparte na „ilości kontaktów” przestaną działać. Pytanie brzmi: jak dyrektorzy sprzedaży (CSO) mogą wykorzystać AI, by ich zespoły przestały być postrzegane jako natręci, a stały się zaufanymi doradcami?

    Jeszcze dekadę temu w kanale partnerskim i sprzedaży B2B obowiązywała prosta zasada: im więcej wykonasz telefonów i wyślesz maili, tym więcej domkniesz transakcji. Dziś ta statystyka przestaje się bronić. W obliczu dynamicznej ewolucji rynku sprzedaży, liderzy (CSO – Chief Sales Officers) stają przed bezprecedensowym wyzwaniem. Presja na produktywność rośnie, koszty trzeba ciąć, a klienci stają się coraz bardziej nieuchwytni.

    Eksperci z Gartner Sales Practice wskazują jasno: droga do sukcesu w 2026 roku nie wiedzie przez „więcej tego samego”. Wymaga ona fundamentalnego przemodelowania strategii Go-to-Market (GTM) i zrozumienia, że sztuczna inteligencja w rękach handlowca nie ma służyć do generowania spamu, lecz do budowania precyzji.

    Paradoks „Rep-Free Experience”

    Najważniejszym trendem, który spędza sen z powiek dyrektorom sprzedaży, jest zmiana preferencji kupujących. Klient biznesowy, zwłaszcza w sektorze technologicznym, dąży do tzw. doświadczenia bez udziału przedstawiciela handlowego (rep-free experience).

    Dlaczego tak się dzieje? Blaisdell zwraca uwagę na ciekawy paradoks. Kupujący mają dziś dostęp do niemal nieograniczonych zasobów informacji w sieci. Teoretycznie są świetnie wyedukowani przed pierwszą rozmową. W praktyce jednak – informacje te są często fragmentaryczne, sprzeczne lub niewiarygodne. To rodzi głęboki sceptycyzm. Klient unika kontaktu z handlowcem nie dlatego, że nie potrzebuje pomocy, ale dlatego, że nie wierzy, iż handlowiec wniesie wartość dodaną ponad to, co sam już „wygooglował”.

    W tym miejscu otwiera się luka kompetencyjna i szansa dla nowoczesnych organizacji sprzedaży.

    Koniec z „spamowaniem”, czas na precyzję

    Wielu liderów IT wpada w pułapkę traktowania AI jako narzędzia do zwiększania wolumenu. Skoro AI potrafi napisać 100 maili w minutę, dlaczego ich nie wysłać? To błąd. Klienci są wyczuleni na generyczne komunikaty i masową komunikację.

    Według prognoz Gartnera na rok 2026, kluczem do sukcesu będzie odwrót od działań opartych na wolumenie na rzecz trafności (relevance). Strategia AI skoncentrowana na sprzedaży musi służyć hiper-personalizacji.

    Zamiast wdrażać sztuczną inteligencję jako „technologiczną nowinkę” (lub, jak to bywa określane, „technologiczną bzdurę” bez pokrycia w wynikach), CSO muszą zdefiniować jasne cele biznesowe. AI powinna pełnić rolę analitycznego partnera, który podpowiada handlowcowi:

    Kiedy dokładnie klient szuka rozwiązania?

    • Jaki konkretny problem próbuje rozwiązać?
    • Jaka informacja (content) uwiarygodni nas w jego oczach?
    • Budowanie zaufania w erze algorytmów

    Aby przebić się przez mur sceptycyzmu, organizacje muszą przebudować swoje działania GTM. Skoro klienci unikają kontaktu, dopóki nie są pewni decyzji, rolą sprzedawcy – wspieranego przez AI – jest dostarczenie im „amunicji” do podjęcia tej decyzji.

    Chodzi o dostarczanie wiarygodnych, celowanych informacji, które adresują konkretne obawy kupującego. To wymaga ścisłej współpracy na linii Sprzedaż – Marketing – IT. Dyrektorzy sprzedaży muszą usiąść do stołu z liderami technologicznymi i stworzyć mapę drogową, w której AI realnie zwiększa produktywność, a nie tylko dokłada kolejne narzędzie do logowania się.

    Menedżer sprzedaży: Zapomniane ogniwo

    Wdrażając te zmiany, nie można zapomnieć o czynniku ludzkim. Blaisdell podkreśla, że często pomijanym elementem układanki są **menedżerowie sprzedaży**. W świecie wspomaganym przez AI ich rola musi ewoluować z „nadzorcy wyników” w stronę „wzmacniacza efektywności”.

    Firmy inwestują krocie w narzędzia dla szeregowych handlowców, zaniedbując kadrę średniego szczebla. Tymczasem to właśnie menedżerowie potrzebują wsparcia, jasności ról i narzędzi, by móc coachować swoje zespoły w oparciu o dane z systemów AI. Bez silnego, kompetentnego cyfrowo menedżera, nawet najlepszy algorytm nie przełoży się na wzrost przychodów.

    3 kroki dla Dyrektora Sprzedaży (CSO) na 2026 rok

    Opierając się na wnioskach Gartnera, liderzy sprzedaży w branży IT powinni skupić się na trzech filarach:

    1.  AI skoncentrowane na sprzedaży: Wdrażaj technologie tylko wtedy, gdy mają jasne przełożenie na wynik komercyjny i realną produktywność, a nie dla samego faktu innowacji.

    2.  Dostosowanie do klienta „Rep-Free”: Zmień taktykę z masowego ataku na precyzyjne, oparte na danych budowanie zaufania. Bądź tam, gdzie klient szuka wiedzy, zanim on sam zgłosi się po ofertę.

    3.  Wsparcie Menedżerów: Zainwestuj w rozwój kadry zarządzającej, aby potrafiła wykorzystać potencjał AI do coachingu i podnoszenia efektywności całego zespołu.

    Rok 2026 nie będzie rokiem walki człowieka z maszyną. Wygrają te zespoły, w których maszyna wykona brudną robotę analityczną, pozwalając człowiekowi na to, co wciąż robi najlepiej – budowanie zaufania w świecie pełnym cyfrowego szumu.

  • Koniec ery „sprzedaj i zapomnij”. Jak ekonomia subskrypcji po cichu redefiniuje kanał IT

    Koniec ery „sprzedaj i zapomnij”. Jak ekonomia subskrypcji po cichu redefiniuje kanał IT

    Wzrost przychodów nominalnych w branży IT przestał być jedynym wyznacznikiem sukcesu. W latach 2023–2025 obserwujemy w Polsce i Europie fundamentalną zmianę: pieniądz w kanale dystrybucyjnym i partnerskim zmienia swoją naturę. Zamiast jednorazowych strzałów gotówkowych (transakcje), rynek przesuwa się w stronę strumieni (subskrypcje). Dla dystrybutorów to wyzwanie księgowe, dla resellerów – bolesna przeprawa przez „dolinę śmierci” w cash flow, ale dla tych, którzy przetrwają, nagrodą są wyceny firm wyższe nawet trzykrotnie.

    Transformacja z modelu CapEx (wydatki inwestycyjne) na OpEx (koszty operacyjne) nie jest już tylko domeną startupów SaaS, ale twardą rzeczywistością dla tradycyjnego kanału sprzedaży – od gigantów dystrybucji po lokalnych integratorów MSP (Managed Service Providers).

    Niewidzialny obrót: lekcja od globalnych gigantów

    Aby zrozumieć, co dzieje się w Polsce, trzeba spojrzeć na wyniki globalnych liderów, którzy wyznaczają trendy. Tradycyjna linijka „Przychody” (Revenue) w sprawozdaniach finansowych stała się myląca w erze chmury. Dlaczego? Ponieważ sprzedaż subskrypcji (np. Microsoft 365, AWS, Cyber-as-a-Service) jest często księgowana w modelu agencyjnym „netto” – dystrybutor wykazuje tylko swoją marżę, a nie pełną wartość faktury.

    Doskonale widać to w wynikach TD SYNNEX za III kwartał roku fiskalnego 2025. Przychody raportowane wyniosły 15,7 mld USD (+6,6% r/r), ale tzw. Gross Billings (fakturowanie brutto, czyli realna wartość sprzedanych technologii) osiągnęły aż 22,7 mld USD, rosnąc o 12,1%.   

    Ta różnica – wynosząca w jednym kwartale 7 miliardów dolarów – to „niewidzialna” w standardowym rachunku zysków i strat masa obrotu pochodząca z usług chmurowych i subskrypcji. Dla polskiego rynku płynie stąd jasny wniosek: jeśli Twoje przychody stoją w miejscu, ale rośnie liczba obsługiwanych licencji i kontraktów serwisowych, to Twoja firma w rzeczywistości rośnie szybciej niż pokazuje to prosty rachunek P&L.

    Polska specyfika: Infrastruktura gotowa, ludzie – nie

    Dynamika wzrostu modelu as-a-Service w Polsce ma unikalny, lokalny napęd. Jest nim rozdźwięk między infrastrukturą a kompetencjami. Z jednej strony Polska posiada infrastrukturę światłowodową powyżej średniej unijnej, co jest technologiczną autostradą dla usług chmurowych. Z drugiej strony, wskaźnik podstawowych umiejętności cyfrowych w Polsce wynosi zaledwie 44,3% (wobec średniej UE 55,6%).   

    Dla kanału partnerskiego (Resellerzy/MSP) jest to idealna koniunktura. Polskie MŚP mają łącza, by korzystać z chmury, ale nie mają ludzi, by nią zarządzać. To wymusza outsourcing. Według prognoz PMR rynek chmury w Polsce miał wzrosnąć w 2024 roku o 24%, osiągając wartość 4,8 mld PLN. Co ważne, polskie firmy wciąż są na etapie „Cloud 1.0” (poczta, storage), podczas gdy adopcja zaawansowanych usług (AI, analityka) wynosi zaledwie 3,7% wobec 8% w UE. To pokazuje gigantyczny potencjał do upsellingu w nadchodzących latach.   

    AB S.A. i ucieczka do przodu

    Na polskim podwórku transformację tę doskonale ilustruje Grupa AB S.A. W roku finansowym 2023/2024 przychody grupy wyniosły 14,7 mld PLN (lekki spadek raportowany przez różnice kursowe), ale kluczowa jest rentowność. Marża zysku ze sprzedaży osiągnęła rekordowy poziom 4,1%.   

    Jest to dowód na zmianę miksu produktowego. AB S.A. przesuwa ciężar biznesu z prostego „przesuwania pudełek” na VAD (Value Added Distribution) – zaawansowane rozwiązania serwerowe, cyberbezpieczeństwo i chmurę. Spółka zredukowała zadłużenie finansowe netto o trzy czwarte, budując potężną poduszkę finansową. W modelu subskrypcyjnym, gdzie płatności są rozłożone w czasie, to właśnie silny bilans i tanie finansowanie stają się główną przewagą konkurencyjną dystrybutora nad mniejszymi graczami.

    RokPrzychody Jednorazowe (Hardware/Licencje wieczyste)Przychody Powtarzalne (Subskrypcje/MSP/Cloud)Komentarz trendu
    202180%20%Dominacja modelu transakcyjnego (tradycyjny reseller).
    202365%35%Przyspieszenie po-pandemiczne, wzrost chmury (dane PMR).
    202455%45%Efekt „Gross Billings” – wzrost usług zarządzanych i security.
    2025 (Prognoza)45%55%Punkt przecięcia (AI, DaaS, NIS2).

    Święty Graal: własne IP i powtarzalność

    Na drugim biegunie rynku znajdują się firmy, które już zakończyły transformację. Asseco Poland w 2024 roku zaraportowało, że aż 79% przychodów (ok. 13,5 mld PLN) pochodzi z własnego oprogramowania i usług.1 Taka struktura przychodów, oparta na licencjach, utrzymaniu i subskrypcjach, jest celem, do którego dąży nowoczesny kanał IT. Zapewnia ona przewidywalność i odporność na wahania koniunktury, co widać po stabilnym wzroście zysku netto Asseco (+8% r/r).

    MSP i „Dolina Śmierci”: dlaczego warto cierpieć?

    Dla mniejszych firm IT (integratorów, resellerów) przejście na model subskrypcyjny wiąże się z ryzykiem tzw. „Doliny Śmierci” w przepływach pieniężnych (Cash Flow J-Curve). Zamiast jednorazowej faktury na 50 tys. zł za wdrożenie, firma otrzymuje np. 2 tys. zł miesięcznie. W pierwszym roku oznacza to drastyczny spadek wpływów gotówkowych, mimo że w perspektywie 3 lat wartość klienta (LTV) jest wyższa.

    Dlaczego więc firmy decydują się na ten krok? Odpowiedź tkwi w wycenie biznesu.

    • Tradycyjna firma IT (model break-fix/sprzedaż jednorazowa) wyceniana jest rynkowo na poziomie 2.6x – 4.8x EBITDA.
    • Dojrzały MSP z wysokim udziałem przychodów powtarzalnych (Recurring Revenue) osiąga mnożniki rzędu 8x – 10x EBITDA, a w przypadku platform o dużej skali nawet więcej.   

    Inwestorzy płacą „premię za spokój” – przewidywalny strumień przychodów jest wart znacznie więcej niż jednorazowe, nawet wysokie, strzały sprzedażowe.

    Prognoza: Co napędzi rynek w 2025?

    Dane wskazują na trzy katalizatory wzrostu udziału usług w 2025 roku:

    1. AI PC i koniec Windows 10: Wymiana floty komputerów (prognozowana przez AB S.A. i IDC) to okazja do sprzedaży sprzętu w modelu DaaS (Device-as-a-Service) wraz z usługami zarządzania AI.
    2. Cyberbezpieczeństwo (NIS2): Dyrektywa unijna wymusi na tysiącach firm w Polsce profesjonalizację bezpieczeństwa. MŚP nie stać na własny SOC (Security Operations Center), więc kupią bezpieczeństwo jako usługę abonamentową od MSP.
    3. Platformizacja dystrybucji: Narzędzia takie jak Ingram Micro Xvantage czy platformy chmurowe AB S.A. automatyzują proces odnawiania subskrypcji, czyniąc przychód bardziej „lepkim” i tańszym w obsłudze.   

    Polska branża IT znajduje się w punkcie zwrotnym. Choć wolumenowo sprzedaż sprzętu wciąż stanowi dużą część obrotu (co widać po wynikach dystrybutorów), to marża i wartość przedsiębiorstwa migrują w stronę usług powtarzalnych. Analiza danych pokazuje jednoznacznie: kto w 2025 roku nie będzie posiadał znaczącego udziału przychodów recurring w swoim bilansie, ten będzie tracił na znaczeniu i wartości rynkowej, niezależnie od tego, jak wysokie obroty nominalne wygeneruje.

  • Brudna gra w IT? TP-Link oskarża Netgear o czarny PR i lobbing w USA

    Brudna gra w IT? TP-Link oskarża Netgear o czarny PR i lobbing w USA

    Rynek urządzeń sieciowych, zazwyczaj kojarzony z technicznymi specyfikacjami, stał się właśnie areną brutalnej walki korporacyjnej o podłożu geopolitycznym. TP-Link, globalny gigant w produkcji routerów, złożył pozew przeciwko swojemu amerykańskiemu konkurentowi, firmie Netgear. Chiński producent twierdzi, że rywal wykorzystuje napiętą atmosferę polityczną w Waszyngtonie, prowadząc zakulisową kampanię dezinformacyjną. Gra toczy się o najwyższą stawkę – być albo nie być TP-Link na kluczowym rynku amerykańskim.

    W pozwie, do którego dotarły media biznesowe, TP-Link oskarża Netgear o systematyczne lobbowanie wśród ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa i dziennikarzy. Celem tych działań miało być zrujnowanie reputacji chińskiego producenta poprzez rozpowszechnianie fałszywych informacji o lukach w zabezpieczeniach jego produktów. TP-Link szacuje poniesione szkody na co najmniej miliard dolarów i dąży do rewizji zakończonego wcześniej sporu patentowego, który kosztował firmę 135 milionów dolarów na rzecz Netgear.

    Ta korporacyjna ofensywa jest jednak tylko wierzchołkiem góry lodowej. Pod koniec 2024 roku TP-Link znalazł się pod lupą amerykańskich organów regulacyjnych. Choć nie ma bezpośrednich dowodów na celową współpracę firmy z chińskim wywiadem, jej urządzenia były w przeszłości wykorzystywane jako wektory w zmasowanych cyberatakach grup powiązanych z Pekinem. W obecnym klimacie politycznym, przy administracji Donalda Trumpa znanej z bezkompromisowego podejścia do chińskich technologii, sam fakt pochodzenia kapitału może wystarczyć do nałożenia dotkliwych sankcji.

    W obliczu potencjalnego wykluczenia z rynku USA, TP-Link podejmuje desperackie kroki restrukturyzacyjne. Firma próbuje odciąć się od swoich korzeni, ustanawiając nową, formalnie niezależną centralę w kalifornijskim Irvine, która ma funkcjonować jako podmiot odrębny od siedziby w Shenzhen. Historia pokazuje jednak, że takie manewry bywają nieskuteczne. Przykład producenta chipów Nexperia dowodzi, że formalny podział struktur nie zawsze wystarcza, by uspokoić obawy regulatorów dotyczące bezpieczeństwa narodowego. Dla TP-Link najbliższe miesiące będą decydującym sprawdzianem, czy strategia prawna i organizacyjna wystarczy, by przetrwać na amerykańskim rynku.

  • Mit taniego archiwum. Dlaczego ukryte koszty Tieringu drenują budżety IT?

    Mit taniego archiwum. Dlaczego ukryte koszty Tieringu drenują budżety IT?

    Od niemal dwóch dekad architektura chmurowa opiera się na jednym, pozornie nienaruszalnym dogmacie: dane rzadko używane należy „zamrażać”. Model Cloud Object Storage, ukształtowany w połowie lat 2000. przez Amazona (S3), zdefiniował standard myślenia o kosztach infrastruktury. Jednak w 2025 roku, w dobie analityki czasu rzeczywistego, AI i rygorystycznego compliance, ta logika zaczyna pękać. To, co w Excelu wygląda na oszczędność, w praktyce operacyjnej staje się nieprzewidywalną pułapką kosztową.

    Jeszcze dekadę temu podział danych na klasy (Hot, Warm, Cold/Glacier) był nie tylko logiczny, ale wręcz konieczny. Nośniki pamięci były drogie, a przepustowość łączy ograniczona. Outsourcing rzadko dotykanych danych na tańsze, wolniejsze poziomy magazynowania (Tiering) obiecywał dyrektorom finansowym i CIO wyraźne oszczędności. Zasada była prosta: płacisz dużo za to, czego używasz teraz, i grosze za to, co „leży i się kurzy”.

    Na papierze to podejście wciąż wydaje się racjonalne. Jednak rzeczywistość nowoczesnego IT brutalnie weryfikuje ten model. Zespoły infrastrukturalne coraz częściej zmagają się ze złożonymi politykami cyklu życia, opóźnieniami w operacjach i – co najważniejsze – kosztami, których nie da się zaplanować w budżecie rocznym. Czy zatem era Tieringu dobiega końca?

    Logika z lat 2000. kontra rzeczywistość cyfrowa

    Poziomowanie danych miało silny mandat ekonomiczny w czasach, gdy dane były statyczne. Archiwum służyło do tego, by o nim zapomnieć. Dziś jednak dane stały się paliwem. Wzrost znaczenia uczenia maszynowego, analityki Big Data oraz konieczność raportowania w czasie rzeczywistym sprawiły, że pojęcie „danych rzadko używanych” stało się płynne.

    Plik, który nie był otwierany przez 180 dni, może z minuty na minutę stać się krytyczny dla algorytmu predykcyjnego, procesu audytowego lub nagłego zgłoszenia w ramach RODO. W klasycznym modelu S3 systemy IT zderzają się ze ścianą. Dane zostały „wypchnięte” do taniej klasy zgodnie z polityką Lifecycle Management, a ich natychmiastowe przywrócenie jest niemożliwe lub ekstremalnie kosztowne.

    Ogromny spadek cen samej pamięci masowej w ostatnich latach sprawił, że różnica w cenie za 1 TB między warstwą gorącą a zimną przestała być jedynym wyznacznikiem opłacalności. W nowym rachunku ekonomicznym kluczowe stają się koszty dostępu, a nie koszty spoczynku.

    Matematyka, która boli – ukryte koszty „zimnych” danych

    Wielu menedżerów IT wpada w pułapkę patrzenia wyłącznie na cenę przechowywania (storage at rest). To jednak tylko wierzchołek góry lodowej TCO (Total Cost of Ownership). Tradycyjny Tiering obarczony jest szeregiem opłat, które w cennikach dostawców chmurowych zapisane są drobnym drukiem, a które uderzają w firmy w najmniej oczekiwanym momencie.

    Głównym problemem jest brak przejrzystości. Firmy często pomijają w kalkulacjach:

    • Opłaty za wywołanie (Retrieval Fees): Koszt „wyjęcia” danych z archiwum może wielokrotnie przewyższyć roczny koszt ich przechowywania.
    • Minimalny okres retencji: Wiele „tanich” klas pamięci wymusza przechowywanie obiektu np. przez 90 lub 180 dni. Usunięcie lub przeniesienie go wcześniej wiąże się z karą finansową.
    • Koszty wyjścia (Egress Fees): Transfer danych poza chmurę dostawcy.

    Scenariusz jest powtarzalny: firma przenosi terabajty danych starszych klientów do „zimnej” klasy, by zaoszczędzić budżet. Miesiące później dział prawny zarządza audyt lub przegląd historyczny. Dział IT musi „odmrozić” te zasoby. Nagle okazuje się, że proces ten generuje fakturę, która „zjada” wszystkie wypracowane wcześniej oszczędności, a dodatkowo blokuje budżet na nowe inwestycje. Nieprzewidywalność kosztów staje się wrogiem numer jeden dla stabilności biznesowej.

    Czas to pieniądz – paraliż operacyjny

    Aspekt finansowy to jedno, ale Tiering wprowadza również ryzyko operacyjne. W przypadku archiwów głębokich (typu Deep Archive), czas przywrócenia dostępu do danych liczy się w godzinach, a czasem dniach.

    Dla nowoczesnych aplikacji, które oczekują odpowiedzi w milisekundach, jest to niedopuszczalne. Gdy narzędzie analityczne lub system raportowy natrafia na zarchiwizowane dane, dochodzi do przerwania przepływu pracy. Pojawiają się *time-outy*, komunikaty o błędach, a procesy biznesowe stają w miejscu. W środowiskach krytycznych czasowo – jak bankowość, e-commerce czy produkcja – takie opóźnienie może oznaczać realne straty wizerunkowe i finansowe.

    Dodatkowo, zarządzanie cyklem życia danych (Lifecycle Policies) staje się coraz bardziej skomplikowane. Reguła „przenieś do archiwum po 30 dniach bez dostępu” brzmi rozsądnie, ale w praktyce jest tępym narzędziem. Zespoły IT tracą setki godzin na konfigurowanie wyjątków, monitorowanie reguł i ręczne przywracanie danych na żądanie biznesu. Zamiast zajmować się innowacjami, administratorzy stają się kustoszami cyfrowego archiwum, walczącymi z systemem, który miał im ułatwiać pracę.

    Trend „Always-Hot” – przewidywalność zamiast hazardu

    W odpowiedzi na te wyzwania, na rynku storage’owym krystalizuje się nowy trend: odchodzenie od logiki klasowej na rzecz architektur typu Always-Hot.

    Coraz więcej decydentów IT kwestionuje sensowność Tieringu. Zamiast żonglować danymi między różnymi warstwami, firmy decydują się na modele, w których wszystkie obiekty – niezależnie od wieku i częstotliwości użycia – są utrzymywane w trybie natychmiastowego dostępu.

    Zalety tego podejścia wykraczają poza prostą wygodę:

    1.  Przewidywalność finansowa: W modelu Always-Hot znikają zmienne koszty odzyskiwania danych. Firma płaci za pojemność i transfer, ale nie jest karana za to, że chce skorzystać z własnych informacji. Budżetowanie staje się proste i precyzyjne.

    2.  Wydajność: Brak procesów „odmrażania” oznacza, że każda aplikacja, skrypt czy analityk ma dostęp do pełnego spektrum danych w tym samym czasie.

    3.  Uproszczenie architektury: Eliminacja skomplikowanych reguł retencji i przenoszenia danych uwalnia zasoby ludzkie.

    Bezpieczeństwo i Compliance w płaskiej strukturze

    Magazyn danych, który udostępnia wszystko w trybie natychmiastowym, wymaga jednak innej filozofii bezpieczeństwa. Klasyczne mechanizmy S3, takie jak ACL (Access Control Lists) czy polityki na poziomie poszczególnych bucketów, w dużej skali stają się niezarządzalne i mylące.

    Nowoczesne systemy Object Storage stawiają na IAM (Identity and Access Management). Skoro dane są zawsze dostępne („gorące”), kontrola dostępu musi być chirurgiczna. Prawa są przypisywane do tożsamości użytkownika lub aplikacji, a nie „przyklejane” do folderów. Pozwala to na precyzyjne określenie, kto może czytać, zapisywać lub usuwać obiekty, co jest kluczowe w środowiskach multi-tenancy.

    Równie istotny jest aspekt prawny. Zgodność z RODO, europejska suwerenność danych czy ochrona przed regulacjami eksterytorialnymi (jak US CLOUD Act) to dziś priorytety. Firmy muszą wiedzieć, gdzie są ich dane i mieć pewność, że mogą je trwale usunąć lub wyeksportować na żądanie regulatora. W modelu wielowarstwowym, gdzie dane są rozproszone po różnych klasach archiwizacji, realizacja „prawa do bycia zapomnianym” może być technicznie trudna i czasochłonna. Architektura płaska (bez warstw) drastycznie upraszcza audytowalność i zarządzanie zgodnością.

    Odporność przez dostępność

    Patrząc w przyszłość, widać wyraźnie, że wolumen danych będzie rósł wykładniczo, ale tolerancja na opóźnienia w dostępie do nich będzie maleć. Firmy nie mogą sobie pozwolić na to, by ich cyfrowe zasoby były zakładnikami skomplikowanych cenników i wolnych dysków archiwalnych.

    Podejście Always-Hot wpisuje się w szerszą strategię odporności biznesowej (Resilience). To model, który przedkłada ciągłość działania i szybkość reakcji nad teoretyczne oszczędności na nośnikach. Klasyczny model Tiering, choć zasłużony dla rozwoju chmury, w wielu scenariuszach osiągnął już swoje granice. Jego złożoność i ukryte koszty sprawiają, że staje się on reliktem poprzedniej epoki IT.

    Dla CIO i architektów systemowych wniosek jest jasny: wybór pamięci masowej to dziś decyzja strategiczna, a nie tylko zakupowa. Ci, którzy postawią na bezpośrednią dostępność i przejrzystość kosztów, budują fundament pod IT, które jest gotowe na nieprzewidywalne wyzwania przyszłości – od nagłych audytów po rewolucję AI.

  • Trzęsienie ziemi w zwolnionym tempie. Koniec dominacji VMware, a rewolucja potrwa latami

    Trzęsienie ziemi w zwolnionym tempie. Koniec dominacji VMware, a rewolucja potrwa latami

    „Największe zakłócenie od dziesięcioleci” – tak analitycy Gartnera określają sytuację na rynku wirtualizacji. To mocne słowa, które idealnie oddają nastroje panujące w działach IT na całym świecie. Po przejęciu VMware przez Broadcom branżą wstrząsnęły doniesienia o drastycznych, nierzadko 300- lub 400-procentowych, podwyżkach cen licencji, mniejszej przejrzystości w rozwoju produktów i obawach o jakość wsparcia. Zaufanie, budowane latami, zostało poważnie nadszarpnięte.

    Jednak wbrew pozorom, nie jesteśmy świadkami gwałtownego krachu czy panicznej ucieczki z tonącego okrętu. Obserwujemy raczej początek powolnego, tektonicznego przesunięcia. Dominacja VMware jest zbyt głęboka, by zniknąć z dnia na dzień. Rewolucja nadejdzie, ale w zwolnionym tempie. To daje firmom czas na reakcję – pod warunkiem, że zaczną działać natychmiast.

    Siła inercji, czyli dlaczego rynek nie porzuci VMware z dnia na dzień

    Dlaczego więc, mimo chaosu i uzasadnionego niepokoju, nie obserwujemy masowego exodusu klientów? Odpowiedź kryje się w sile rynkowej inercji. VMware to nie jest zwykły dostawca. Z udziałem w przychodach na poziomie 96 procent w 2024 roku, firma stała się synonimem wirtualizacji; standardem branżowym, na którym opiera się krytyczna infrastruktura tysięcy globalnych przedsiębiorstw.

    Migracja z tak dominującej platformy to gigantyczne wyzwanie operacyjne i biznesowe. Nie chodzi tu tylko o koszt nowych licencji u alternatywnego dostawcy. Chodzi o lata budowanych kompetencji, zintegrowane procesy, niezliczone skrypty automatyzacyjne oraz całe zespoły inżynierów przeszkolonych do perfekcji w obsłudze jednego, konkretnego ekosystemu.

    Do tego dochodzi fundamentalne ryzyko operacyjne. Przeniesienie „serca” firmowej infrastruktury IT na nowy fundament zawsze wiąże się z groźbą przestojów, problemów z kompatybilnością i nieprzewidzianych trudności. Dlatego pierwszą reakcją wielu menedżerów IT nie jest paniczna ucieczka, ale próba renegocjacji, konsolidacji posiadanych licencji i, w gruncie rzeczy, „przeczekanie” problemu.

    Obiecujące alternatywy, które (jeszcze) nie są gotowe

    Broadcom, zmieniając zasady gry, szeroko otworzył drzwi dla konkurencji. Problem w tym, że po drugiej stronie nie czeka jeden, oczywisty następca gotowy przejąć pałeczkę. Rynek alternatyw jest rozdrobniony – Gartner wspomina o ponad 30 platformach. Ta różnorodność, choć zdrowa dla innowacji, dla decydentów oznacza przede wszystkim paraliż decyzyjny i brak bezpiecznego, oczywistego wyboru.

    Co więcej, analitycy brutalnie szczerze przyznają, że większość tych rozwiązań jest „niekompletna lub wciąż w fazie rozwoju”. Brakuje im kluczowych funkcji klasy enterprise, dojrzałego ekosystemu partnerów technologicznych czy globalnego wsparcia technicznego, do którego przez lata przyzwyczaił VMware.

    Istnieje też problem mentalny. Firmy instynktownie szukają rozwiązania, które zastąpi VMware w skali 1:1, oferując ten sam zestaw funkcji i ten sam komfort użytkowania. Takie rozwiązanie nie istnieje. Przejście na platformy oparte na KVM, jak Proxmox, czy na rozwiązania hiperkonwergentne w rodzaju Nutanix, wymaga fundamentalnej zmiany myślenia, architektury i procesów, a nie tylko prostej podmiany hipernadzorcy. Rynek potrzebuje czasu, aby te alternatywy dojrzały i udowodniły swoją wartość w dużych, produkcyjnych wdrożeniach. Popyt właśnie się pojawił, ale podaż musi nadrobić zaległości.

    Realny horyzont zmian: Czego spodziewać się między 2026 a 2027 rokiem

    To nie jest wyścig na 100 metrów, ale maraton. Kluczowe będą najbliższe 2-3 lata. Gartner szacuje, że prawdziwy, znaczący ruch migracyjny rozpocznie się dopiero od 2026 roku, a szeroka adopcja nowych platform nastąpi od roku 2027.

    Skąd tak odległy termin? Po pierwsze, wiele firm wciąż jest związanych wieloletnimi umowami licencyjnymi (EA), które wygasną właśnie w tej perspektywie. Po drugie, rzetelne przetestowanie i walidacja nowej platformy (proces Proof of Concept) to zadanie na kwartały, a nie tygodnie. Po trzecie, firmy muszą zbudować wewnętrzne kompetencje do obsługi nowych rozwiązań. Wreszcie, same platformy alternatywne potrzebują tych dwóch lat, by dojrzeć i stać się realnym zagrożeniem dla hegemona.

    To daje firmom kluczowe okno czasowe. To nie jest „dużo czasu”, ale „wystarczająco czasu” na strategiczne i przemyślane działanie, zamiast podejmowania panicznych, kosztownych decyzji.

    Strategia na „okres przejściowy”. Bierność jest najgorszą opcją

    Mimo że rewolucja będzie powolna, firmy, które prześpią najbliższe dwa lata, obudzą się w 2027 roku w bardzo trudnej sytuacji. Zmuszone do akceptacji dyktatu cenowego Broadcom, nie będą miały gotowego Planu B.

    Najgorszą strategią jest bierność. Co zatem robić w tym „okresie przejściowym”? Przede wszystkim należy wykorzystać ten czas na fundamentalny audyt i zadanie sobie pytania: „Jakich funkcji VMware *naprawdę* potrzebujemy?”. Być może okaże się, że 80% naszych obciążeń roboczych wymaga tylko 20% możliwości platformy, za którą przepłacamy. To podstawa do szukania tańszej, być może prostszej alternatywy.

    Równolegle należy rozpocząć testy. Zamiast czekać, warto wybrać dwie lub trzy obiecujące platformy i uruchomić na nich projekty pilotażowe. Przeniesienie mniej krytycznych obciążeń, czyli scenariusze „szybkiej wygranej”, to najlepszy sposób na naukę, budowanie zaufania do nowego rozwiązania i przygotowanie zespołów na zmianę.

    Na koniec, warto potraktować ten kryzys jako pretekst do szerszej modernizacji i spłaty długu technologicznego. Może zamiast szukać nowego hipernadzorcy dla starych maszyn wirtualnych, warto przenieść część aplikacji do kontenerów? A może dla innych idealnym miejscem będzie chmura publiczna?

    Broadcom, wstrząsając rynkiem, niechcący zmusił całą branżę do ewolucji. Firmy, które potraktują nadchodzące 2-3 lata jako czas strategicznego przygotowania, a nie biernego czekania na wygaśnięcie kontraktu, przekują największe zakłócenie od dekad w swoją największą szansę na modernizację.

  • Rekordowe dyski 30TB od Seagate już w ACTION S.A. Poznaj Exos M i IronWolf Pro oparte o technologie MOZAIC 3+

    Rekordowe dyski 30TB od Seagate już w ACTION S.A. Poznaj Exos M i IronWolf Pro oparte o technologie MOZAIC 3+

    Seagate Technology, światowy lider w dziedzinie rozwiązań pamięci masowej, wprowadził na rynek dwa dyski o pojemności 30 TB: IronWolf® Pro oraz Seagate Exos M. Oba modele, dostępne w Dziale Action Enterprise w ACTION S.A., bazują na innowacyjnych technologiach i zostały opracowane z myślą o innych obszarach zastosowań – od systemów NAS w firmach po duże centra danych i środowiska chmurowe.

    Exos M 30TB – niezawodność w dużej skali

    Dysk Seagate Exos M 30TB oferuje przełomową gęstość zapisu na poziomie 3 TB na talerz, co przekłada się na wyjątkową pojemność i efektywność energetyczną. Stworzony został specjalnie dla środowisk chmurowych i korporacyjnych, gdzie wykorzystuje się sztuczną inteligencję i aplikacje o dużej intensywności danych.

    „Exos M 30TB został zaprojektowany z myślą o wdrożeniach na dużą skalę. Dzięki licznym udoskonaleniom konstrukcyjnym, w tym zastosowaniu czujników drgań, jest w stanie pracować niezawodnie nawet w zróżnicowanych warunkach otoczenia. To idealne rozwiązanie dla centrów danych i organizacji, które wymagają maksymalnej wydajności oraz bezpieczeństwa infrastruktury pamięci masowej” – mówi Wojciech Walkowiak, Product Manager w Business Enterprise Solution Team w ACTION S.A.

    Exos M 30 TB Seagate
    źródło: Seagate Technology

    IronWolf® Pro 30TB – idealny do systemów NAS

    Z kolei IronWolf® Pro 30TB jest zoptymalizowany do pracy w systemach NAS, zarówno w małych firmach, jak i w większych środowiskach wieloużytkownikowych. Dzięki technologii HAMR (zapis magnetyczny wspomagany ciepłem), nowy model oferuje ogromną pojemność bez kompromisów w zakresie wydajności.

    „IronWolf Pro 30TB to rozwiązanie dedykowane systemom NAS, które coraz częściej stają się kluczowym elementem infrastruktury przedsiębiorstw. Dysk został zaprojektowany tak, aby sprostać wymaganiom nowoczesnych obciążeń roboczych – od wielozatokowych konfiguracji po całodobową pracę. Dzięki integracji z IronWolf Health Management oraz 3-letnim usługom Rescue Data Recovery, użytkownicy otrzymują pełne bezpieczeństwo danych” – podkreśla Wojciech Walkowiak, Product Manager w Business Enterprise Solution Team w ACTION S.A.

    IronWolf 30 TB, Seagate
    źródło: Seagate Technology

    Dwa różne rozwiązania – jedno podejście: maksymalna niezawodność

    Choć oba dyski oferują tę samą pojemność 30 TB, zostały opracowane z myślą o różnych scenariuszach użytkowania. Exos M odpowiada na potrzeby dużych środowisk chmurowych i aplikacji AI, natomiast IronWolf® Pro zapewnia najwyższy poziom bezpieczeństwa i wydajności w systemach NAS.


    O Seagate Technology
    Seagate jest światowym liderem w dziedzinie rozwiązań pamięci masowej. Od ponad 40 lat dostarcza innowacyjne technologie, które wspierają firmy i użytkowników indywidualnych w zarządzaniu rosnącymi zasobami danych.

    O Action Enterprise w ACTION S.A.
    Action Enterprise to wyspecjalizowany dział w ACTION S.A. zajmujący się dystrybucją produktów i usług technologicznych dla biznesu, działający w ramach zespołu BEST – Business Enterprise Solution Team. Od lat wspiera firmy w realizacji projektów enterprisowych, oferując synergię pomiędzy vendorami, dystrybutorem, resellerami i klientami końcowymi.

    Skontaktuj się z nami: best@action.pl – i przekonaj się, jak wspólnie możemy rozwijać Twój biznes.

  • Jak kurs dolara i euro wpływa na ceny serwerów, laptopów i komponentów

    Jak kurs dolara i euro wpływa na ceny serwerów, laptopów i komponentów

    Dla każdego dyrektora IT i właściciela małego lub średniego przedsiębiorstwa w Polsce, planowanie budżetu na sprzęt technologiczny przypomina grę na dwóch frontach. Jednym okiem monitorują postęp technologiczny i potrzeby firmy, a drugim – z rosnącym niepokojem – śledzą wykresy kursów walut. To nie przypadek. Wahania na rynkach Forex, zwłaszcza kursu dolara amerykańskiego (USD/PLN), mają bezpośredni i często brutalny wpływ na finalne ceny serwerów, laptopów i komponentów.

    Gdy jesienią 2022 roku złoty był rekordowo słaby, a kurs dolara sięgał 5 złotych, polscy konsumenci i firmy przeżyli szok. Wprowadzenie nowych produktów przez Apple wiązało się z podwyżkami cen sięgającymi 30%. Ten skrajny przykład obnażył fundamentalną prawdę o polskim rynku IT: jesteśmy importerem technologii, a globalny łańcuch dostaw wyceniony jest w twardej walucie.

    Jednak sprowadzanie tej zależności wyłącznie do prostego przelicznika USD/PLN to błąd, który może kosztować firmy dziesiątki tysięcy złotych. Analiza rynku z ostatnich lat pokazuje, że cena na fakturze jest wypadkową co najmniej czterech sił: kursu dolara, stabilizującej roli euro, globalnej podaży półprzewodników oraz wojen cenowych między gigantami technologicznymi.

    Dla polskich MŚP zrozumienie tej złożonej mechaniki i aktywne zarządzanie ryzykiem przestaje być opcją, a staje się strategiczną koniecznością.

    Anatomia ceny: dlaczego serwer mówi po dolarowemu, a laptop po europejsku

    Aby skutecznie zarządzać kosztami, trzeba zrozumieć, dlaczego różne kategorie sprzętu inaczej reagują na wahania kursowe.

    Większość globalnego handlu technologią, od płytek krzemowych na Tajwanie po gotowe mikroprocesory Intela czy AMD, rozliczana jest w dolarach amerykańskich (USD). Polski dystrybutor lub integrator, kupując komponenty lub serwery, płaci za nie w USD. Oznacza to, że każdy wzrost kursu USD/PLN niemal natychmiastowo podnosi koszt zakupu. Dystrybutorzy, chcąc chronić marże, muszą przenieść ten koszt na klienta końcowego.

    Rynek serwerów jest tu najbardziej wrażliwy. Konfiguracje „na zamówienie” (CTO), zamawiane u producentów takich jak Dell czy HPE, są często wyceniane bezpośrednio w USD, co sprawia, że polska firma ponosi niemal stuprocentowe ryzyko kursowe.

    Inaczej wygląda sytuacja w segmencie laptopów. Znaczna ich część trafia do Polski przez europejskie centra dystrybucyjne, zlokalizowane w strefie euro (np. w Niemczech czy Holandii). Polski dystrybutor rozlicza się ze swoim europejskim dostawcą w euro (EUR). Kurs EUR/PLN staje się w tym modelu „filtrem” lub „amortyzatorem” dla gwałtownych skoków dolara. Ceny laptopów są przez to stabilniejsze, ale należy pamiętać, że w cenie euro „zaszyty” jest już wcześniejszy przelicznik USD/EUR, ustalony przez europejską centralę.

    Istnieje też zjawisko „opóźnienia cenowego” (price lag). Dystrybutorzy utrzymują stany magazynowe, które kupili po starym, niższym kursie. Dlatego zmiany nie zawsze przenoszą się na ceny 1:1. Doskonale pokazał to początek 2021 roku: między grudniem 2020 a marcem 2021 kurs USD/PLN wzrósł o ponad 9%, jednak średnie ceny smartfonów i tabletów podniosły się w tym czasie „tylko” o 4%. Rynek tymczasowo wchłonął część uderzenia, co dało firmom krótkie „okno” na zakupy, zanim dotarła nowa, droższa dostawa.

    Pułapka rynku serwerów 2024/2025: utracona okazja MŚP

    Analiza rynku serwerów ujawnia kluczowy i ryzykowny paradoks, w który wpadło wiele polskich firm. Rok 2024, paradoksalnie, był teoretycznie najlepszym od lat momentem na modernizację infrastruktury. Złożyły się na to dwa kluczowe czynniki:

    • Silny złoty: W 2024 roku notowano „słabszy kurs dolara”, co znacząco obniżało koszt importu sprzętu wycenianego w USD.
    • Globalna wojna cenowa: Jednocześnie na rynku trwała brutalna walka o udziały między Intelem a AMD. Doprowadziło to do gigantycznych obniżek cen kluczowych procesorów serwerowych (Xeon i EPYC), sięgających na rynku amerykańskim nawet 35-50% poniżej cen katalogowych.

    Mocna waluta i tanie komponenty bazowe – podręcznikowe „okno zakupowe”. Mimo to, dane rynkowe pokazują, że polski rynek sprzętu IT spadł w 2024 roku (wartość w USD spadła z 10.03 mld do 9.39 mld). Firmy, prawdopodobnie z powodu ogólnej sytuacji makroekonomicznej i wysokich stóp procentowych, wstrzymały inwestycje. 

    Teraz firmy te mogą wpaść w pułapkę. Firmy, które przeczekały 2024 rok w nadziei na dalsze spadki, w 2025 roku staną przed znacznie gorszą sytuacją. Prognozy na początek 2025 wskazują na 18-procentowy wzrost średnich cen chipów oraz ponowne wydłużenie terminów realizacji zamówień do ponad 4 miesięcy. Próba „przeczekania” okazała się strategicznym błędem – firmy te będą zmuszone kupić sprzęt drożej i z dłuższym czasem oczekiwania.

    Hałas w danych: kiedy kurs walut Schodzi na drugi plan

    Analiza cen IT wyłącznie przez pryzmat walut jest niepełna. Istnieją czynniki, które okresowo stają się ważniejsze.

    Pierwszym jest dostępność półprzewodników. Kryzys lat 2021-2022 pokazał, że cena staje się drugorzędna wobec samej możliwości zakupu. Co więcej, kryzys ten wygenerował potężne, ukryte ryzyko walutowe. Jeśli średni czas oczekiwania na serwer wynosi ponad 4 miesiące, polska firma składająca zamówienie w styczniu (przy kursie 4.00 PLN) z terminem płatności w maju, może być zmuszona zapłacić o 10% więcej, jeśli kurs w międzyczasie wzrośnie do 4.40 PLN.

    Drugim czynnikiem jest geopolityka. Decyzje o cłach, jak te nakładane przez USA na import z Chin, wymuszają na producentach (Dell, HP, Lenovo) kosztowne przenoszenie fabryk, np. do Wietnamu. Koszty tej globalnej reorganizacji łańcucha dostaw są wliczane w bazową cenę produktu, podnosząc ją dla wszystkich, niezależnie od lokalnych kursów walut.

    Jak MŚP mogą się zabezpieczyć?

    Dla polskich przedsiębiorstw bierność wobec ryzyka walutowego to hazard. Zamiast próbować przewidzieć idealny „dołek” (co, jak pokazał 2024 rok, jest niemal niemożliwe), firmy muszą wdrożyć świadome strategie zarządzania ryzykiem.

    1. Planowanie zakupów w oparciu o cykle, nie „timing”: Zamiast zgadywać, działy IT i finansowe powinny monitorować oba kluczowe wskaźniki: lokalny kurs USD/PLN oraz globalne trendy cenowe komponentów (np. wojny cenowe CPU). Budżet powinien być na tyle elastyczny, by przyspieszyć kluczowe zakupy, gdy oba te wskaźniki są korzystne.

    2. Aktywne zarządzanie ryzykiem walutowym (Hedging): Instrumenty zabezpieczające, dotychczas postrzegane jako domena wielkich korporacji, są dziś dostępne także dla MŚP.

    • Kontrakty terminowe (Forward): To najprostsze narzędzie. Jeśli firma wie, że za 3 miesiące musi kupić sprzęt za 50 000 USD, może „zamrozić” dzisiejszy kurs w kontrakcie z bankiem. Eliminuje to ryzyko, choć jednocześnie pozbawia korzyści, jeśli kurs spadnie.
    • Opcje walutowe: Działają jak „polisa ubezpieczeniowa”. Firma płaci niewielką premię za prawo (ale nie obowiązek) zakupu waluty po ustalonym kursie. Jeśli kurs rynkowy jest lepszy – korzysta z rynku. Jeśli gorszy – wykonuje opcję, chroniąc się przed stratą.
    • Hedging naturalny: Najprostsza metoda dla firm, które mają przychody w USD lub EUR (np. z eksportu usług IT). Polega na płaceniu za importowany sprzęt walutą, którą się zarobiło, omijając w ten sposób całkowicie koszty przewalutowania.

    3. Budowanie odporności łańcucha dostaw: Zagrożenia na 2025 rok (droższe chipy, dłuższe dostawy ) pokazują, że MŚP muszą myśleć nie tylko o swoim ryzyku, ale i o ryzyku swoich dostawców. Warto aktywnie rozmawiać z lokalnymi integratorami IT. Kluczowe pytanie brzmi: czy dostawca ma zdywersyfikowane źródła?

    Najlepszą strategią dla MŚP może być podpisanie z dostawcą umowy ramowej na cykliczne dostawy sprzętu (np. 50 laptopów kwartalnie) w stałej cenie PLN przez 12 miesięcy. W ten sposób to dostawca, który jest znacznie lepiej przygotowany do profesjonalnego hedgingu, bierze na siebie ryzyko walutowe (USD/PLN) i ryzyko cenowe komponentów (prognozowany wzrost o 18% ). Taka umowa zapewnia bezcenną przewidywalność kosztów operacyjnych.

    W niestabilnym otoczeniu gospodarczym, zarządzanie ryzykiem walutowym w IT przestaje być zadaniem działu finansowego. Staje się kluczowym elementem strategii technologicznej firmy.

  • OVHcloud wzmacnia sprzedaż w regionie. Grzegorz Soczewka obejmuje rolę VP Sales CEE

    OVHcloud wzmacnia sprzedaż w regionie. Grzegorz Soczewka obejmuje rolę VP Sales CEE

    OVHcloud wzmacnia swoją obecność w Europie Wschodniej. Od początku listopada 2025 r. za rozwój sprzedaży w regionie odpowiada Grzegorz Soczewka, nowy VP Sales na Europę Wschodnią. To ruch, który można odczytać szerzej: największy europejski dostawca chmury nie chce już tylko być alternatywą dla hiperskali. Chce grać w lidze tych, którzy definiują zasady, zwłaszcza w obszarach, gdzie suwerenność danych staje się nie mniej istotna niż cena usług.

    Zmiana przychodzi w ciekawym momencie. Według danych Eurostatu, europejski rynek chmury rośnie szybciej niż globalny średni przebieg, bo w administracji publicznej i sektorach regulowanych tempo wdrażania chmury dopiero się rozpędza. Jednocześnie widać, że instytucje rządowe, sektor finansowy czy operatorzy przemysłowi wchodząc w AI nie chcą robić tego na ślepo. W 2025 r. największe projekty AI w Europie – zarówno te prywatne, jak i wspierane publicznie – mają w briefach słowa “sovereign”, “control”, “auditability”. Ta semantyka działa na korzyść OVHcloud.

    Nowa strategia Go-To-Market, Be Ahead ma być odpowiedzią na ten trend i ma przenieść Europę Wschodnią z roli secondary region do roli rynku, który generuje popyt z własnej logiki lokalnej, a nie tylko korzysta z globalnego portfolio. Soczewka deklaruje budowę ekosystemu, który połączy partnerów i klientów w bardziej przewidywalną maszynę komercjalizacyjną. W Polsce i regionie ma to sens. Partnerzy nie potrzebują kolejnego katalogu usług. Potrzebują centrów decyzyjnych, które rozumieją ich kontekst: od regulacji AML w fintechach po specyfikę sprzedaży AI do przemysłu, gdzie wdrożenie LLM czy MLOps jest tylko etapem, a ROI rozliczane jest z efektywności procesu end-to-end.

    W sektorach takich jak public, finansowy, nowa generacja AI ma już inny charakter niż w latach 2022–2023. Nie chodzi o modele jak największe” tylko o modele kwalifikowane, kontrolowalne, z danymi, które można dowieźć regulatorowi. Europejski cloud ma w tej układance naturalny moment — ale musi dowieźć wartość biznesową szybciej niż AWS, Azure i Google.

    W tym kontekście doświadczenie Soczewki z projektami AI może okazać się pragmatycznym atutem. W poprzednich rolach pracował zarówno ze środowiskami globalnych vendorów, jak i z polskimi firmami, które budowały własne modele sprzedażowe wokół AI i automatyzacji procesów. To jest doświadczenie, którego rynek dzisiaj nie przecenia: partnerzy chcą mieć ludzi, którzy widzieli AI go to market w praktyce i wiedzą, gdzie ta narracja może się wyłożyć.

    Jeśli OVHcloud chce wschodniej Europie urosnąć realnie, nie tylko w PR-owych benchmarkach, to warunkiem będzie właśnie operacjonalizacja suwerenności. Nie jako hasło polityczne, ale jako zestaw produktów i kontraktów, które faktycznie przenoszą dane i AI bliżej klienta, a nie dalej do globalnego governance. Nowy lider sprzedaży ma w tym scenariuszu rolę operacyjną: musi dostarczyć partnerom narzędzia, by suwerenność danych przełożyła się na pipeline i marżę, a nie tylko slajdy. Jeśli się uda — region może wyjść z roli peryferii i stać się realnym generatorem wzrostu.

  • Sprzedaż wartości w IT: skuteczna komunikacja w modelu usług zarządzanych

    Sprzedaż wartości w IT: skuteczna komunikacja w modelu usług zarządzanych

    Czasy informatycznego „strażaka”, wzywanego jedynie do gaszenia technologicznych pożarów, nieuchronnie dobiegają końca. Model biznesowy break-fix, w którym firma IT zarabia na awariach i problemach klienta, jest nie tylko przestarzały – stał się strategiczną pułapką. W dzisiejszej gospodarce, gdzie każda minuta przestoju generuje wymierne straty, a cyberzagrożenia ewoluują z dnia na dzień, bycie reaktywnym dostawcą to prosta droga do marginalizacji.

    Przyszłość należy do tych, którzy potrafią przekształcić się z techników w zaufanych doradców biznesowych, oferując proaktywne partnerstwo w ramach usług zarządzanych (Managed Services).

    Fundamentalna zmiana, która musi nastąpić, nie dotyczy cennika, lecz mentalności. W modelu reaktywnym interesy dostawcy i klienta są w konflikcie: im więcej problemów po stronie klienta, tym wyższe przychody dla firmy IT. Usługi zarządzane odwracają tę dynamikę o 180 stopni.

    W modelu abonamentowym każda awaria to koszt dla dostawcy, pomniejszający jego marżę. Nagle obie strony mają wspólny cel: maksymalną stabilność, wydajność i bezpieczeństwo infrastruktury. Ta zbieżność interesów jest najpotężniejszym argumentem sprzedażowym, a jego zrozumienie to pierwszy krok do skutecznej transformacji.

    Kluczem do sukcesu jest zaprzestanie sprzedaży technologii, a rozpoczęcie sprzedaży korzyści biznesowych. Klienci nie kupują „monitoringu 24/7” czy „zarządzania backupem”. Kupują spokój ducha, gwarancję ciągłości działania i ubezpieczenie od ryzyka finansowego.

    Zamiast rozpoczynać rozmowę od listy funkcji, skuteczny sprzedawca staje się konsultantem, który zadaje pytania o biznes klienta. Interesują go największe bolączki operacyjne, koszty przestojów i strategiczne cele firmy. Dopiero po dogłębnym zrozumieniu tych wyzwań, prezentuje usługi zarządzane nie jako produkt, ale jako most prowadzący od problematycznego stanu obecnego do pożądanego stanu w przyszłości.

    Narracja musi przejść z języka cech na język korzyści: nie „wdrażamy oprogramowanie EDR”, lecz „chronimy Państwa firmę przed atakiem ransomware, który mógłby sparaliżować jej działalność na wiele dni”.

    Aby uprościć ten proces i ułatwić klientowi podjęcie decyzji, niezbędne jest inteligentne pakietowanie oferty. Zamiast przedstawiać skomplikowany cennik pojedynczych usług, profesjonalni dostawcy grupują je w logiczne, warstwowe pakiety, często określane jako „Bronze, Silver, Gold”.

    Taka struktura pełni kluczową funkcję psychologiczną i edukacyjną. Pakiet podstawowy (Bronze) zaspokaja fundamentalne potrzeby, takie jak monitoring i podstawowe bezpieczeństwo. Pakiet standardowy (Silver) stanowi rozsądny wybór dla większości firm, dodając proaktywną konserwację i zarządzanie kopiami zapasowymi.

    Najwyższy pakiet (Gold) to oferta partnerstwa strategicznego, obejmująca zaawansowane bezpieczeństwo, planowanie ciągłości działania i usługi wirtualnego dyrektora IT (vCIO). Taka gradacja pozwala klientowi dokonać autodiagnozy swoich potrzeb i apetytu na ryzyko, a jednocześnie podnosi postrzeganą wartość całej oferty.

    Ostatecznym argumentem w rozmowie z decydentami, zwłaszcza z działem finansowym, są twarde dane. To tutaj do gry wchodzą analizy Całkowitego Kosztu Posiadania (TCO) i Zwrotu z Inwestycji (ROI).

    Analiza TCO jest potężnym narzędziem, które demaskuje ukryte koszty modelu reaktywnego. Sumując nie tylko faktury za naprawy, ale przede wszystkim koszty przestojów, utraconej produktywności pracowników i ryzyka związanego z cyberbezpieczeństwem, można udowodnić, że stały, przewidywalny abonament jest w perspektywie czasu znacznie tańszy.

    ROI z kolei pokazuje, jak inwestycja w usługi zarządzane przekłada się na konkretne zyski – poprzez zwiększenie wydajności, umożliwienie zespołowi skupienia się na strategicznych projektach czy uniknięcie katastrofalnych w skutkach awarii.

    Przedstawienie klientowi rzetelnej analizy finansowej, która pokazuje czarno na białym, że proaktywna opieka to nie koszt, lecz inwestycja, jest najskuteczniejszym sposobem na zamknięcie sprzedaży.

    Transformacja w dostawcę usług zarządzanych to proces wymagający, który dotyka każdego aspektu działalności – od kompetencji zespołu, przez wykorzystywane narzędzia, po strategię marketingową. Jednak nagrodą jest zbudowanie stabilnego, skalowalnego i wysoce rentownego biznesu, opartego na długoterminowych relacjach z lojalnymi klientami.

    W dzisiejszym krajobrazie technologicznym firmy nie szukają już tylko kogoś, kto naprawi im komputer. Szukają partnera, który weźmie na siebie odpowiedzialność za ich cyfrową stabilność i pomoże im rosnąć. Czas porzucić hełm strażaka i założyć garnitur stratega. Innej drogi po prostu nie ma.

  • ASBIS z rekordowym wrześniem 2025 – przychody wzrosły o 25% rok do roku

    ASBIS z rekordowym wrześniem 2025 – przychody wzrosły o 25% rok do roku

    Grupa ASBISc Enterprises PLCd – specjalizujący się w dystrybucji z wartością dodaną, rozwoju oraz świadczeniu usług ICT i IoT na rynkach EMEA – opublikowała wstępne dane za wrzesień 2025 roku. Przychody skonsolidowane wyniosły około 332 mln USD, co oznacza wzrost o około 25% w porównaniu z wrześniem 2024 r. (267 mln USD).

    Prezes Serhei Kostevitch podkreślił, że był to najlepszy wrzesień w historii grupy. Kluczowymi rynkami okazały się Słowacja, Ukraina i Kazachstan, zaś w Polsce – także dwucyfrowa dynamika sprzedaży – firma znalazła się w ścisłej czołówce. Największym popytem cieszyły się smartfony, serwery i komponenty serwerowe oraz procesory.

    Taki wynik wpisuje się w szerszy trend wzrostowy – w pierwszym kwartale 2025 r. ASBIS wygenerował 736,4 mln USD przychodu, co stanowiło nowy rekord za ten okres. W II kw. przychody wzrosły o 47% do 949,3 mln USD, a zysk netto podwoił się do 12,1 mln USD.

    W świecie kanałów IT i rozwiązań serwerowych warto zwrócić uwagę na kilka obserwacji. Po pierwsze – silna dynamika sprzedaży w takich segmentach jak serwery, komponenty czy procesory wskazuje, że ASBIS skutecznie wchodzi w fazy inwestycji związanych z infrastrukturą danych i AI. Po drugie – geograficzne zróżnicowanie rynków: mimo trudności (np. wojna na Ukrainie, nielegalny import w Kazachstanie) grupa zwiększa udziały m.in. w CEE i regionie Bliskiego Wschodu i Afryki.

    Nie mniej istotne jest jednak podejście ostrożne: choć przychody rosną, marże w poprzednich okresach były pod presją, co analitycy wskazują jako potencjalne ryzyko. W tym kontekście rezultat września prezentuje się pozytywnie, zwłaszcza jeśli utrzymany zostanie silny popyt i unormowana zostanie sytuacja geopolityczna.

    Dla branży IT oznacza to, że dystrybutorzy z wysoką elastycznością produktową – potrafiący wychwycić wzrostowy segment ­infrastruktury IT – mogą liczyć na przyspieszenie. ASBIS, dzięki szerokiej geograficznej obecności i portfolio produktów (smartfony, serwery, komponenty), wydaje się dobrze ustawiony – choć nadal musiał będzie przeciwdziałać czynnikom zewnętrznym.

  • Sprzedaż chmury: Od cech technicznych do korzyści biznesowych

    Sprzedaż chmury: Od cech technicznych do korzyści biznesowych

    Polska branża IT jest w epicentrum rewolucji. Chmura obliczeniowa przestała być technologiczną nowinką, a stała się fundamentem nowoczesnego biznesu. Polski rynek cloud computingu, którego wartość w 2023 roku sięgnęła 3,9 mld zł, ma według prognoz zbliżyć się do 13 mld zł do roku 2029. To nie jest już trend – to nowa rzeczywistość. Dla handlowców B2B oznacza to jedno: zasady gry uległy zmianie. Sukces nie zależy już od sprzedaży technologii, ale od strategicznego doradztwa.

    Komunikacja językiem korzyści, a nie technologii

    Kluczem do skutecznej sprzedaży jest zrozumienie, że decyzja o migracji do chmury rzadko jest czysto techniczna. To ruch biznesowy, napędzany konkretnymi potrzebami i równie konkretnymi obawami. Firmy decydują się na chmurę, ponieważ troszczą się o bezpieczeństwo danych, chcą zapewnić elastyczność pracy zdalnej czy zamienić jednorazowe, ogromne inwestycje w sprzęt (CAPEX) na przewidywalne koszty operacyjne (OPEX).

    Jednocześnie decydenci boją się utraty kontroli nad kosztami i braku wewnętrznych kompetencji do zarządzania nowym środowiskiem. To właśnie ten paradoks – silna potrzeba zmiany przy jednoczesnym lęku przed nią – definiuje rolę nowoczesnego handlowca. Jego zadaniem nie jest sprzedaż produktu, ale rozwianie obaw. Staje się on agentem de-ryzyka, który prowadzi klienta przez proces transformacji, zapewniając mu spokój i poczucie bezpieczeństwa.

    Sprzedaż rozwiązań, a nie funkcji

    Największym błędem w sprzedaży IT jest recytowanie specyfikacji technicznej. Klient biznesowy nie kupuje „elastycznej skalowalności” czy „georedundantnego disaster recovery”. On kupuje konkretne rezultaty. Zamiast mówić o technicznych cechach, w głowie klienta warto malować obrazy korzyści biznesowych.

    Sprzedaż nie polega na oferowaniu skalowalności, ale na gwarancji, że sklep internetowy klienta nigdy nie zawiedzie podczas szczytu sprzedaży w Black Friday, maksymalizując jego zyski. Zamiast oferować odzyskiwanie po awarii, skuteczniejsze jest przedstawienie tego jako polisy ubezpieczeniowej dla biznesu, która zapewni ciągłość działania nawet w przypadku pożaru w biurze. Zamiast tłumaczyć model OPEX, warto pokazać, że klient może przestać zamrażać setki tysięcy złotych w serwerach, a zaoszczędzone środki przeznaczyć na marketing lub rozwój produktu, płacąc za IT jak za prąd. To właśnie ten przekład z języka technologii na język wartości buduje zaufanie i zamyka sprzedaż.

    Zamiana obiekcji w argumenty

    Nawet najlepsza rozmowa napotka na obiekcje. To nie porażka, lecz zaproszenie do głębszej dyskusji. Najczęstsza z nich – „to za drogo” – rzadko kiedy oznacza faktyczny brak budżetu. To sygnał, że klient nie dostrzegł jeszcze wystarczającej wartości. Zamiast obrony ceny, rozmowę można przenieść na inny tor. Warto zapytać, ile kosztuje go każda godzina przestoju kluczowego systemu w szczycie sezonu. Kluczowe jest uświadomienie klientowi kosztu braku działania. W ten sposób cena przestaje być wydatkiem, a staje się inwestycją w stabilność i przychody.

    Podobnie jest z obawami o bezpieczeństwo. Zamiast zasypywania klienta listą certyfikatów, skuteczne jest wyjaśnienie koncepcji „wspólnej odpowiedzialności”. Przedstawienie tego jako partnerstwa, w którym dostawca buduje fortecę z najnowocześniejszymi systemami ochrony, a klient zarządza tym, kto ma klucze do poszczególnych komnat, daje poczucie kontroli i buduje zaufanie znacznie skuteczniej niż techniczny żargon.   

    Gra o lojalność w świecie subskrypcji

    W tradycyjnej sprzedaży podpisanie umowy kończyło proces. W modelu subskrypcyjnym, który dominuje w chmurze, jest to dopiero początek. Sukces finansowy dostawcy jest nierozerwalnie związany z sukcesem biznesowym klienta. Dlatego sprzedaż ewoluuje w kierunku filozofii Customer Success, czyli proaktywnego dbania o to, by klient osiągał swoje cele za pomocą danego rozwiązania.

    Jak wskazują eksperci, w tym modelu up-selling i cross-selling przestają być agresywnymi technikami, a stają się naturalnym elementem partnerskiej relacji. Kiedy widać, że klient odnosi sukcesy, to idealny moment, by zaproponować mu kolejny krok. Jeśli z sukcesem przeniósł swoje aplikacje na maszyny wirtualne, być może jest gotów na konteneryzację, która jeszcze bardziej przyspieszy jego procesy deweloperskie.

  • Maciej Bocian nowym dyrektorem działu danych i pamięci masowych w HPE Polska

    Maciej Bocian nowym dyrektorem działu danych i pamięci masowych w HPE Polska

    Hewlett Packard Enterprise stawia na rozwój usług związanych z danymi i infrastrukturą pamięci masowych, powierzając kierownictwo tego obszaru Maciejowi Bocianowi – menedżerowi z ponad 20-letnim doświadczeniem w branży centrów danych i transformacji cyfrowej. Jego dołączenie do polskiego biura HPE sygnalizuje nie tylko wzmocnienie lokalnej strategii, ale też rosnącą wagę danych w ofercie koncernu.

    Bocian przez lata budował kompetencje w firmach takich jak VAST Data, Pure Storage, NetApp czy Bull, a wcześniej w Cisco i IBM, gdzie zajmował się architekturą IT i sprzedażą korporacyjną. Zarządzał zespołami na rynku polskim oraz w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, koncentrując się na skalowaniu biznesu i wprowadzaniu nowych modeli usług opartych na danych.

    Co ciekawe, jego kariera zatacza symboliczne koło – jak podkreśla sam zainteresowany, niemal 30 lat temu rozpoczynał ją jako stażysta w ówczesnym Hewlett-Packard. Powrót do HPE następuje w momencie, gdy rynek infrastruktury przechodzi przyspieszoną zmianę napędzaną sztuczną inteligencją i rosnącą potrzebą przetwarzania danych w czasie rzeczywistym.

    Dla HPE to także krok w kierunku umocnienia pozycji w segmencie usług danych – obszaru, który coraz częściej definiowany jest nie przez „pojemność”, lecz przez zdolność do wspierania AI, automatyzacji i odporności operacyjnej. Globalnie firma inwestuje w platformę HPE GreenLake i rozwiązania all-flash, mierząc w klientów modernizujących centra danych i budujących własne modele AI.

  • Grzegorz Latosiński awansuje w Palo Alto Networks – obejmuje rolę Country Director CEE

    Grzegorz Latosiński awansuje w Palo Alto Networks – obejmuje rolę Country Director CEE

    Grzegorz Latosiński, dotychczasowy Country General Manager Palo Alto Networks w Polsce, obejmuje nowe stanowisko – Country Director CEE, Poland. To awans, który sygnalizuje umocnienie regionalnych ambicji firmy w Europie Środkowo-Wschodniej.

    Kariera Latosińskiego to podręcznikowy przykład budowania kompetencji na przecięciu telekomunikacji, IT i sektora publicznego. Zaczynał w Orange Polska i Polkomtelu, gdzie odpowiadał za sprzedaż w obszarze nowych technologii. Następnie przeszedł przez Cisco, Dell EMC i Oracle – zawsze blisko największych klientów instytucjonalnych i administracji publicznej. W Asseco Systems i Asseco Poland rozwijał sprzedaż infrastruktury dla energetyki i przemysłu, a doświadczenie w sektorze krytycznym miało później znaczenie w jego podejściu do cyberbezpieczeństwa. W 2019 roku dołączył po raz pierwszy do Palo Alto Networks.

    W 2021 roku trafił do Google Cloud, gdzie odpowiadał za rozwój biznesu w sektorze publicznym w Polsce – czasie, gdy chmura zaczęła na serio wchodzić do administracji. Zaledwie rok później wrócił do Palo Alto Networks, globalnego lidera w obszarze network security, XDR i rozwiązań Zero Trust. W Polsce odpowiadał za budowę pozycji firmy w sektorze publicznym i rozwój partnerstw z integratorami.

    Awans na Country Director CEE to: po pierwsze – Palo Alto Networks wzmacnia region, w którym popyt na zaawansowane rozwiązania bezpieczeństwa rośnie szybciej niż dojrzałość organizacji. Po drugie – przed firmą stoją wyzwania transformacji modeli sprzedaży, które coraz częściej wymagają modelu subskrypcyjnego i ściślejszej współpracy z lokalnymi partnerami.

    W swoim wpisie na LinkedIn Latosiński podkreślił rolę polskiego zespołu i zapowiedział, że „idą po więcej”. ” Z wielką przyjemnością udostępniam informację, że zaczynam pracę na nowym stanowisku Country Director CEE, Poland! Wielkie podziękowania dla Wojciecha Gołębiowskiego za wiarę, nieocenioną pomoc i wsparcie mojego rozwoju, dziękuję także całemu “Polskiemu Zespołowi Palo Alto Networks” za wspaniałe wyniki w ostatnich latach, to także dzięki Wam cały czas się rozwijam. I obiecuję – idziemy po więcej!!” – napisał Latosiński. 

  • Exclusive Networks sprzedaje segment AV&UC i gaming w Polsce — rynek reaguje

    Exclusive Networks sprzedaje segment AV&UC i gaming w Polsce — rynek reaguje

    Exclusive Networks ogłosił decyzję o sprzedaży działalności związanej z systemami audiowizualnymi i komunikacją zunifikowaną (AV&UC) oraz gamingu w Polsce na rzecz globalnego dystrybutora TD SYNNEX. Transakcja — choć uzależniona od zgód regulacyjnych — ma kilka istotnych konsekwencji dla lokalnego rynku dystrybucji IT.

    Po pierwsze, ruch ten pozwala Exclusive Networks skupić się na strategicznych obszarach, jak cyberbezpieczeństwo i usługi chmurowe, co wpisuje się w globalną restrukturyzację, uwzględniającą m.in. przejście firmy do własności prywatnej za pośrednictwem funduszy CD&R i Permira.

    Po drugie, dla TD SYNNEX przejęcie to stanowi okazję do szybkiej ekspansji na obszar AV/UC w Polsce. Firma już działa na rodzimym rynku jako kluczowy dystrybutor sprzętu i rozwiązań (w tym IBM) i może skorzystać na uzupełnieniu oferty sprzętu peryferyjnego, kamer, soundbarów czy headsetów — produktów coraz częściej kupowanych mimo przesunięcia wielu funkcji komunikacyjnych do platform wideo.

    Po trzecie, segment AV/UC przechodzi transformację: dedykowane systemy wideokonferencyjne tracą na znaczeniu na rzecz uniwersalnych platform (Teams, Zoom). W tym kontekście wartością dodaną stają się integracja sprzętu z rozwiązaniami chmurowymi i odpowiednia architektura. Exclusive Networks – sterując tymi segmentami – przekazuje zespoły, kompetencje i relacje z producentami (Samsung, LG, Logitech, Razer, Corsair i inni), co może pozwolić TD SYNNEX na skok rynkowy.

    Z punktu widzenia partnerów i klientów kluczowe będzie minimalizowanie zakłóceń w bieżącej współpracy — deklarowanym priorytetem stron jest „płynne przejście” i zachowanie ciągłości operacyjnej. W praktyce jednak integracje takich zakresów często oznaczają konieczność dostosowań w logistyce, warunkach handlowych i portfolio dostawców.

    Ostateczny kształt zmiany zależy od zgody regulatorów oraz procesu integracji. Ale już dziś można stwierdzić, że segment AV/UC w Polsce czeka konsolidacja — i że TD SYNNEX stawia na ekspansję poprzez przejmowanie kompetencji, a nie budowanie ich od zera.

  • Hitachi Vantara i Red Hat łączą siły: nowa droga od VMware do chmury hybrydowej

    Hitachi Vantara i Red Hat łączą siły: nowa droga od VMware do chmury hybrydowej

    W środowisku enterprise coraz silniej rysuje się trend odchodzenia od klasycznych platform wirtualizacji na rzecz bardziej elastycznych rozwiązań Kubernetes-native. Hitachi Vantara i Red Hat wychodzą naprzeciw tym oczekiwaniom, przedstawiając zintegrowane rozwiązanie łączące funkcjonalność Red Hat OpenShift Virtualization z platformą Hitachi Vantara VSP One. Celem: uproszczenie migracji istniejących maszyn wirtualnych i konsolidacja infrastruktury w jednym, hybrydowym środowisku. 

    Co faktycznie oferuje integracja?

    Nowy stack umożliwia uruchamianie maszyn wirtualnych (VM) i kontenerów obok siebie, co pozwala uniknąć dublowania infrastruktury i redukuje koszt licencji dla obu warstw. W centrum leży integracja komponentów:

    • Hitachi VSP One pełni rolę warstwy pamięci masowej (blokowej, plikowej i obiektowej), obsługując zarówno operacje VM (przez CSI) jak i kontenerowe.
    • Global Active Device (GAD) umożliwia aktywny dostęp do danych w wielu lokalizacjach, co sprzyja odporności rozproszonej.
    • Wspólnie opracowana referencyjna architektura wspiera wysoką dostępność – w klastrach rozciągniętych, z opcjonalnym kworum trzeciej lokalizacji, w tym z masterem OpenShift w chmurze publicznej lub odizolowanej lokalizacji.
    • Hitachi dostarcza wtyczkę dla kontenerów (HSPC / CSI driver), która obsługuje m.in. model dostępu ReadWriteMany, snapshoty, klonowanie oraz dynamiczne przydziały przestrzeni.
    • Dodatkowo oferowane jest odciążanie pamięci masowej podczas migracji „na zimno”, czyli przenoszenie zadań kopiowania danych z sieci/serwera na macierz, co redukuje przestoje. 

    Ta konfiguracja pozwala firmom łatwiej wychodzić z ekosystemów VMware (lub innych klasycznych hypervisorów) i budować platformę chmurową opartą o Kubernetes i OpenShift. W praktyce Hitachi kieruje tę ofertę w stronę organizacji „od VMware migratorów”.

    Dlaczego teraz?

    Kilka trendów wspiera tempo przyjęcia tego typu rozwiązań:

    1. Narastające koszty licencji — według komunikatu, 73 % przedsiębiorstw przeszło audyt licencyjny, a ponad 1/3 wskazuje zgodność licencyjna jako główny problem. 

    2. Rosnące wymagania w zakresie mobilności obciążeń — przedsiębiorstwa chcą przenosić komponenty między lokalizacjami i chmurą z minimalnym przestojem.

    3. Presja konsolidacji infrastruktury — zamiast utrzymywać dwa stosy (VM + kontenery), pożądane jest jednorodne, spójne środowisko.

    4. Rośnie rynek rozwiązań open source wirtualizacji w Kubernetes, m.in. dzięki KubeVirt jako silnikowi OpenShift Virtualization.

    Przypadek wdrożenia: Alior Bank

    Alior Bank, działający w Polsce, został wskazany jako wczesny adopter integracji. Bank zdecydował się na migrację do platformy Red Hat OpenShift Virtualization z wykorzystaniem VSP One, w odpowiedzi na wzrost kosztów licencji i ograniczenia elastyczności dotychczasowego środowiska. W jego kontekście kluczową motywacją była chęć stworzenia infrastruktury „gotowej na przyszłość”, odpornej i skalowalnej.

    Nowe rozwiązanie niesie istotne korzyści: możliwość konsolidacji VM i kontenerów, redukcja kosztów licencyjnych, uproszczenie migracji i wzrost odporności w środowiskach rozproszonych. Jednak pozostają wyzwania:

    • Migracja dużych środowisk — nawet z opcją offloadu — wymaga przemyślanego planowania i testów; nie każdy VM jest natychmiast konwertowalny.
    • Złożoność referencyjnej architektury – rozbudowane klastry rozciągnięte wymagają zaawansowanego zarządzania siecią i zgodności operacyjnej.
    • Ryzyko lock-in w warstwie storage i CSI — choć rozwiązanie wychodzi naprzeciw unikaniu zależności od hypervisorów, klient wciąż korzysta z połączenia Red Hat + Hitachi.
    • Dojrzałość ekosystemu – adoptowanie nowego stacka od OpenShift Virtualization + VSP One wymaga, by integracje i obsługa operacyjna były dojrzałe w środowisku klienta.
  • Halina Frańczak nową Market Leader w DXC Technology Polska

    Halina Frańczak nową Market Leader w DXC Technology Polska

    DXC Technology, globalny dostawca usług IT, wzmacnia swoją obecność w Polsce, powołując Halinę Frańczak na stanowisko Market Leadera i Managing Directora. To kolejny krok w strategii firmy, która coraz mocniej stawia na rozwój w Europie Środkowo-Wschodniej, a szczególnie w Polsce – rynku uznawanym za jedno z najdynamiczniej rosnących centrów technologicznych w regionie.

    Nowa liderka odpowiadać będzie za budowę i wdrożenie strategii rozwoju DXC w Polsce, współpracując z Maciejem Tomczykiem, który koncentruje się na bieżącej realizacji projektów. Frańczak wnosi doświadczenie zdobyte w Deloitte i Accenture, gdzie kierowała inicjatywami marketingowymi i komunikacyjnymi, a także pełniła funkcję Chief Sustainability Officer w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Jej profil pokazuje, że DXC stawia nie tylko na rozwój operacyjny, ale także na wzmocnienie wizerunku i obecności strategicznej w kluczowych sektorach gospodarki.

    Decyzja o powołaniu Frańczak wpisuje się w szerszy plan inwestycji DXC w Polsce. Niedawno firma otworzyła Globalne Centrum Kompetencji AI w Warszawie, skupiające blisko 500 ekspertów od sztucznej inteligencji. To część globalnej strategii budowania hubów technologicznych w regionach o wysokim potencjale talentów i relatywnie niższych kosztach operacyjnych w porównaniu z Europą Zachodnią.

    Polska jest szczególnie atrakcyjna na tle regionu. Według danych IDC, wartość krajowego rynku ICT w 2024 roku wyniosła 25,73 mld USD, a prognozy wskazują na dalszy wzrost napędzany transformacją cyfrową, migracją do chmury i rozwojem usług opartych na AI. Polska ma także jeden z najwyższych wskaźników liczby inżynierów oprogramowania w Europie i należy do czołówki w outsourcingu IT. Te dane sprawiają, że globalni gracze – od Accenture po Capgemini – rozwijają tu swoje centra kompetencyjne. DXC, zatrudniając już ponad 4 tys. osób w Polsce, nie chce pozostać w tyle.

    Ruch kadrowy można odczytywać jako sygnał przyspieszenia działań w Polsce i próbę lepszego wykorzystania lokalnego potencjału. Wyzwanie polega jednak na rosnącej konkurencji o specjalistów, którzy są kluczowym zasobem w kontekście rozwoju AI i usług chmurowych. Coraz więcej firm otwiera centra R&D w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu, co podnosi koszty pracy i wymusza na pracodawcach nowe strategie retencyjne.

    DXC ma już mocną pozycję – obsługuje z Polski globalnych klientów i rozwija centra usługowe w Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu i Krakowie. Powołanie Frańczak sugeruje jednak, że firma chce wyjść poza rolę dostawcy usług i mocniej zakorzenić się w lokalnym ekosystemie innowacji, stając się partnerem dla biznesu i instytucji.

  • Arrow rozszerza ofertę chmurową o rozwiązania Check Point

    Arrow rozszerza ofertę chmurową o rozwiązania Check Point

    Arrow Electronics ogłosił integrację kluczowych narzędzi Check Point z platformą ArrowSphere Cloud, udostępniając je partnerom kanałowym w 17 krajach regionu EMEA. Dzięki temu dostawcy usług MSSP otrzymują środowisko ze zautomatyzowanym provisioningiem i skonsolidowanymi rozliczeniami, eliminując wiele tradycyjnych barier operacyjnych.

    Integracja obejmuje szeroki portfel rozwiązań Check Point: od CloudGuard Network Security Virtual Gateway, przez MDR, po pakiety Harmony (Email & Collaboration, SASE, Mobile, Browse i Endpoint). Wszystkie komponenty komunikują się przez API, co pozwala partnerom Arrow na automatyczne wdrożenia i zarządzanie z poziomu platformy ArrowSphere.

    Dla partnerów w ramach programu MSSP oznacza to znaczące uproszczenie – między innymi skonsolidowany panel rozliczeń i metryki użycia, dostęp do szkoleń i wsparcia, a także elastyczne modele cenowe zaprojektowane pod podejście usługowe.

    Dzięki temu MSSP mogą szybciej konfigurować, wyceniać i oferować klientom rozwiązania bezpieczeństwa, obsługując całość z centralnego pulpitu.

    Wybór krajów, w których integracja startuje (m.in. Polska, Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Szwecja, UK) pozwala Arrow dotrzeć do kluczowych rynków europejskich i skoordynować ofertę MSSP w tych obszarach.

    Z technicznego punktu widzenia integracja przypomina trend konsolidacji platform chmurowych i usług zabezpieczeń – dostawcy coraz częściej potrzebują mechanizmów, które pozwalają im działać z większą skalą i minimalnym nakładem operacyjnym. Włączenie harmonogramów, API i danych operacyjnych w jednej warstwie to ruch, który – jeśli dobrze zarządzony – może stać się przewagą rynkową.

    Kluczowym wyzwaniem pozostaje spójność doświadczenia użytkownika i integracja ze środowiskami klientów (heterogeniczne architektury, różne wymagania regulacyjne). Sukces tej inicjatywy będzie zależał od tego, na ile udaje się zapewnić bezproblemową interoperacyjność i przejrzystość w rozliczeniach — szczególnie w modelach opartych o „consumption”.

  • Dlaczego reputacja jest nową walutą biznesu – i dlaczego firmy nią źle zarządzają

    Dlaczego reputacja jest nową walutą biznesu – i dlaczego firmy nią źle zarządzają

    Technologia zmienia się szybciej niż cykle budżetowe, a opinia publiczna potrafi w kilka godzin pogrążyć markę. W takich warunkach, reputacja stała się jednym z najcenniejszych zasobów firm. Nie chodzi już wyłącznie o dobre wyniki finansowe czy jakość produktów – to, w jaki sposób przedsiębiorstwo jest postrzegane przez klientów, regulatorów i pracowników, coraz częściej decyduje o jego wartości rynkowej.

    Problem w tym, że choć zarządy deklarują, iż reputacja ma znaczenie strategiczne, to realne nakłady na jej budowanie i ochronę pozostają zaskakująco niskie. Najnowszy raport „Approaching the Future 2025” pokazuje, że firmy wciąż nie potrafią przełożyć świadomości znaczenia aktywów niematerialnych na spójne działania i mierzalne efekty.

    Reputacja jako aktywo XXI wieku

    Przez dekady wartość przedsiębiorstwa opierała się na aktywach materialnych – fabrykach, maszynach czy infrastrukturze. W cyfrowej gospodarce proporcje się odwróciły. Według danych, aż 61% specjalistów ds. zarządzania uznaje reputację za najważniejsze aktywo niematerialne. To ona decyduje o zdolności firmy do przyciągania talentów, zdobywania inwestorów i utrzymywania lojalności klientów.

    Coraz częściej reputacja jest traktowana jako element przewagi konkurencyjnej równie istotny jak innowacyjność czy dostęp do kapitału. Paradoksalnie jednak, im więcej mówi się o jej znaczeniu, tym trudniej znaleźć organizacje, które naprawdę potrafią nią zarządzać w sposób systemowy.

    Luka między priorytetem a praktyką

    Deklaracje nie idą w parze z działaniem. Zaledwie 48% firm przeznacza wystarczające środki na zarządzanie reputacją. W praktyce oznacza to, że wciąż dominuje podejście reaktywne – firmy zajmują się reputacją, gdy dochodzi do kryzysu, zamiast budować trwałe mechanizmy monitorowania i ochrony.

    Największym wyzwaniem pozostaje brak spójnych wskaźników. Tylko co czwarta organizacja włącza reputację do strategicznej karty wyników, traktując ją jako KPI obok wyników sprzedaży czy EBITDA. W efekcie reputacja pozostaje czymś abstrakcyjnym, często utożsamianym wyłącznie z działaniami PR.

    Dlaczego reputacja jest tak trudna do zmierzenia?

    Jednym z powodów jest brak uniwersalnych metodologii. Część firm opiera się na badaniach opinii klientów, inne na analizie mediów czy indeksach zaufania. Problem w tym, że wyniki często nie są porównywalne i trudno je włączyć do standardowych procesów raportowania.

    Drugą barierą jest fragmentacja odpowiedzialności. PR, HR, ESG i compliance działają zwykle w oddzielnych silosach, a reputacja przeplata wszystkie te obszary. Bez zintegrowanego podejścia trudno o pełen obraz

    Wreszcie, nowe źródła ryzyka dodatkowo komplikują sytuację. Dezinformacja, oskarżenia o greenwashing czy kwestie przejrzystości danych mogą w ciągu kilku godzin zmienić narrację wokół firmy. Zarządzanie reputacją w epoce mediów społecznościowych i natychmiastowej reakcji opinii publicznej jest dużo bardziej złożone niż dekadę temu.

    Cyfrowy katalizator: reputacja w epoce AI i social mediów

    Cyfrowa gospodarka nadaje reputacji nowe tempo. Media społecznościowe mogą błyskawicznie wzmocnić pozytywny przekaz, ale równie szybko zamienić pojedyncze zdarzenie w kryzys globalny. Przykłady firm, które w ciągu jednego weekendu straciły miliardy dolarów kapitalizacji giełdowej po wizerunkowej wpadce, stają się coraz częstsze.

    Sztuczna inteligencja stwarza tu jednocześnie szansę i zagrożenie. Z jednej strony rozwijane są narzędzia AI do monitorowania nastrojów w sieci i przewidywania kryzysów reputacyjnych. Z drugiej – to właśnie AI przyspiesza pojawianie się nowych ryzyk, jak deepfake’i czy generatywne kampanie dezinformacyjne.

    Paradoksalnie, raport wskazuje, że choć AI jest dla zarządów priorytetem, niewiele firm inwestuje w kompetencje i etyczne ramy jej użycia. Reputacja staje się więc zakładnikiem technologii, której potencjał nie jest w pełni kontrolowany.

    Reputacja jako element zarządzania ryzykiem i wartości rynkowej

    W ostatnich latach inwestorzy i regulatorzy zaczęli patrzeć na reputację nie tylko jako miękki wskaźnik, ale jako czynnik realnie wpływający na ryzyko biznesowe. Coraz częściej powiązana jest z obszarem ESG, gdzie brak wiarygodności może skutkować nie tylko krytyką mediów, ale też konsekwencjami finansowymi czy prawnymi.

    Dla firm technologicznych stawka jest szczególnie wysoka. Zaufanie użytkowników decyduje o skali adopcji produktów cyfrowych, a ryzyko reputacyjne może bezpośrednio wpłynąć na wartość giełdową czy koszt kapitału. Reputacja staje się też krytycznym czynnikiem w walce o talenty – szczególnie wśród młodszych pokoleń, które coraz bardziej zwracają uwagę na wiarygodność i wartości pracodawców.

    Co dalej? Kierunki dla firm technologicznych

    Raport jasno wskazuje, że reputacja wymaga wyjścia poza ramy PR i integracji z procesami strategicznymi. Oznacza to kilka kroków:

    • Włączenie reputacji do kart wyników – traktowanie jej jako KPI obok wskaźników finansowych i operacyjnych.
    • Budowa zespołów cross-funkcyjnych – łączenie kompetencji komunikacyjnych, ESG, compliance i cyberbezpieczeństwa.
    • Inwestycje w narzędzia pomiarowe – od monitoringu mediów społecznościowych po analitykę AI w zakresie nastrojów.
    • Podejście proaktywne – zarządzanie reputacją nie tylko w kryzysie, ale jako stały proces budowania zaufania.

    Firmy, które potraktują reputację jako realny kapitał, zyskają odporność na wstrząsy rynkowe i przewagę konkurencyjną trudną do skopiowania.

    Reputacja w cyfrowej gospodarce jest walutą, którą firmy mogą pomnażać lub tracić z dnia na dzień. Problem w tym, że wciąż traktują ją jak miękką wartość – coś, o czym się mówi, ale nie rozlicza. Tymczasem jej znaczenie dla inwestorów, regulatorów i pracowników rośnie szybciej niż tempo inwestycji w narzędzia zarządzania.

    Przyszłość należy do organizacji, które nauczą się traktować reputację jak cyberbezpieczeństwo czy innowacje – nie jako koszt, lecz jako inwestycję strategiczną. Bo w gospodarce opartej na zaufaniu to właśnie reputacja jest walutą, której nie można dodrukować.

  • Przemysław Kuna pokieruje UKE. Przed nim wyzwania 5G i cyfrowych regulacji

    Przemysław Kuna pokieruje UKE. Przed nim wyzwania 5G i cyfrowych regulacji

    Przemysław Kuna, doświadczony menedżer i urzędnik z bogatą przeszłością w sektorze telekomunikacyjnym i projektach państwowych, został nowym prezesem Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

    Jego nominacja sygnalizuje zwrot w kierunku technokratycznego zarządzania i stawia przed nim wyzwania związane z rynkiem 5G, regulacją cyfrowych gigantów oraz cyberbezpieczeństwem.

    Zmiana na kluczowym stanowisku regulatora rynku telekomunikacyjnego, wartego miliardy złotych, następuje w kluczowym momencie. Kuna, absolwent Politechniki Lubelskiej i Warszawskiej z doktoratem z SGH, przejmuje stery po Jacku Oko. Jego kariera to solidne połączenie doświadczenia z prywatnego sektora i administracji publicznej.

    Przez ponad dwie dekady Kuna zajmował stanowiska menedżerskie w kluczowych firmach, takich jak Exatel i Telekomunikacja Polska.

    Zarządzał również mniejszymi operatorami (MNI Telekom, Pro Futuro) i zasiadał w zarządzie TK Telekom, co daje mu dogłębne zrozumienie zarówno perspektywy dużych graczy, jak i ich konkurencji.

    Jednak to jego doświadczenie w administracji państwowej może okazać się kluczowe. Jako ekspert w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych koordynował wdrożenie strategicznego Systemu Rejestrów Państwowych. Później, jako wiceminister, nadzorował kluczowe projekty informatyczne.

    Ostatnio, jako wicedyrektor NASK, odpowiadał za strategiczny projekt Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej (OSE), co przybliżyło go do problematyki cyberbezpieczeństwa i edukacji cyfrowej.

    Nowy prezes UKE staje przed szeregiem wyzwań. Priorytetem będzie dalszy rozwój sieci 5G i zapewnienie efektywnego wykorzystania częstotliwości. Równie istotne będą kwestie związane z wdrażaniem europejskich aktów prawnych, takich jak Akt o Usługach Cyfrowych (DSA), które nakładają nowe obowiązki na platformy internetowe.

    W tle pozostaje także stała presja na ochronę praw konsumentów i zapewnienie konkurencyjności na rynku. Jego nominacja, zatwierdzona przez Sejm 26 września, jest postrzegana jako próba postawienia na czele urzędu sprawnego menedżera, który rozumie zarówno technologię, jak i mechanizmy państwowe.

  • Cła na chipy uderzą w laptopy i szczoteczki do zębów

    Cła na chipy uderzą w laptopy i szczoteczki do zębów

    Nowy, niekonwencjonalny pomysł dojrzewa w Waszyngtonie. Administracja Donalda Trumpa rozważa uzależnienie wysokości ceł na importowaną elektronikę od wartości zawartych w niej półprzewodników.

    To radykalny krok, który ma zmusić firmy do przeniesienia produkcji do USA, ale jego skutkiem ubocznym może być wzrost cen niemal wszystkiego – od zaawansowanych laptopów po proste szczoteczki do zębów.

    Celem Białego Domu jest uniezależnienie Stanów Zjednoczonych od zagranicznych dostaw chipów, które uznawane są za kluczowe dla bezpieczeństwa narodowego i gospodarczego. Plan ten wpisuje się w szerszą strategię „reshoringu”, czyli powrotu produkcji na teren USA, wspieraną dotychczas cłami, ulgami podatkowymi i deregulacją.

    Nowe cło miałoby być kolejnym, bardziej precyzyjnym narzędziem nacisku.

    Pomysł budzi jednak poważne obawy ekonomistów. Nowe opłaty mogłyby objąć niezwykle szeroką gamę produktów, podnosząc ich ceny w momencie, gdy inflacja już teraz przekracza cel Rezerwy Federalnej.

    Co więcej, analitycy wskazują, że droższa stałaby się również elektronika produkowana w USA, ponieważ jej wytwórcy często korzystają z importowanych komponentów. Zagrożenie wzrostem cen jest więc realne i może dotknąć konsumentów bezpośrednio.

    Diabeł tkwi w szczegółach, a tych na razie jest niewiele. Z nieoficjalnych informacji wynika, że Departament Handlu analizuje stawkę podstawową na poziomie 25% wartości chipów w danym urządzeniu. Import z Unii Europejskiej i Japonii mógłby zostać objęty łagodniejszym, 15% cłem.

    Pojawiają się również koncepcje zwolnień dla firm, które zdecydują się przenieść znaczną część swojej produkcji do Stanów Zjednoczonych, choć mechanizm ten pozostaje niejasny. Jednocześnie Biały Dom sceptycznie podchodzi do pomysłu wyłączenia z ceł maszyn do produkcji półprzewodników, co mogłoby paradoksalnie podnieść koszty budowy fabryk w USA i podważyć nadrzędny cel całej operacji.

    Projekt jest wciąż na wczesnym etapie, ale już teraz pokazuje determinację administracji w dążeniu do przebudowy globalnych łańcuchów dostaw w branży technologicznej.

  • Przemysł 4.0 w Polsce: 3 kluczowe szanse dla integratorów systemów IT/OT

    Przemysł 4.0 w Polsce: 3 kluczowe szanse dla integratorów systemów IT/OT

    Krajobraz cyfrowej transformacji polskiego przemysłu przedstawia obraz pełen sprzeczności. Z jednej strony, odsetek firm produkcyjnych wykorzystujących sztuczną inteligencję (AI) wzrósł w ciągu ostatniego roku o 36% – to najszybsza dynamika w całej Unii Europejskiej.  Z drugiej strony, ogólny poziom adopcji Internetu Rzeczy (IoT) pozostaje w tyle za średnią unijną, a w kluczowym sektorze produkcyjnym zaledwie 3% firm korzysta z tej technologii. Ten paradoks sygnalizuje, że polski rynek Przemysłowego Internetu Rzeczy (IIoT) wchodzi w fazę dojrzałości. Czas entuzjazmu i projektów pilotażowych dobiega końca, a klienci przemysłowi oczekują teraz mierzalnych wyników biznesowych: redukcji kosztów, wzrostu efektywności i minimalizacji przestojów. Dla dostawców IT oznacza to fundamentalną zmianę – największe zyski nie leżą już w sprzedaży sprzętu, lecz w przyjęciu roli „Architekta Transformacji”, który potrafi przeprowadzić klienta przez złożony proces konwergencji technologii informacyjnej (IT) i operacyjnej (OT).

    Szanse: Gdzie leżą prawdziwe zyski

    W nowej, pragmatycznej rzeczywistości rynkowej, dostawcy IT muszą przenieść punkt ciężkości swojej oferty na kompleksowe usługi o wysokiej wartości dodanej. Prawdziwe marże i długoterminowe relacje z klientami buduje się w trzech kluczowych obszarach.

    1. Imperatyw integracji IT/OT: Historycznie, świat IT (dane, systemy biurowe) i świat OT (maszyny, procesy produkcyjne) funkcjonowały jako dwa odizolowane ekosystemy.Przemysł 4.0 wymusza ich połączenie, co jest warunkiem każdej zaawansowanej implementacji IIoT. Ta konwergencja jest jednak niezwykle złożona, wymaga bowiem integracji nowoczesnych platform ze starszymi, zamkniętymi systemami przemysłowymi, które często komunikują się za pomocą specyficznych protokołów, jak Modbus. Ta złożoność stanowi dla wykwalifikowanych integratorów systemów szansę na generowanie wysokich marż. Dostawcy, którzy potrafią pełnić rolę tłumacza i architekta pomostu między tymi dwoma światami, zyskują status strategicznego partnera.

    2. Od danych do decyzji: Aż 75% firm w Polsce wykorzystuje IoT do podstawowego monitoringu, a zaledwie 25% sięga po zaawansowane narzędzia analityczne i AI. Ta dysproporcja jest w istocie największą szansą na rozwój. Prawdziwa wartość IIoT nie leży w samym zbieraniu danych, ale w ich inteligentnej analizie, która prowadzi do optymalizacji procesów. Otwiera to drzwi do oferowania usług o wysokiej wartości, takich jak budowa platform danych w chmurze, integracja AI na potrzeby konserwacji predykcyjnej czy tworzenie dedykowanych aplikacji i pulpitów nawigacyjnych, które przekształcają surowe dane w użyteczne informacje biznesowe.

    3. Cyberbezpieczeństwo jako usługa premium: Połączenie IT i OT drastycznie zwiększa powierzchnię ataku cybernetycznego. Systemy przemysłowe, często działające na przestarzałych systemach operacyjnych, stają się łatwym celem. Obawy o bezpieczeństwo są jedną z głównych barier hamujących adopcję IIoT. Ten strach można jednak przekuć w propozycję wartości. Dostawcy, którzy oferują wyspecjalizowane usługi cyberbezpieczeństwa dla środowisk OT – takie jak segmentacja sieci, monitoring dostosowany do protokołów przemysłowych czy wsparcie w zakresie zgodności z normami ISA/IEC 62443 – sprzedają nie tylko technologię, ale przede wszystkim ciągłość działania i minimalizację ryzyka.

    Zagrożenia: Niewidoczne bariery hamujące wzrost

    Pomimo obiecujących perspektyw, droga do sukcesu na polskim rynku IIoT jest najeżona poważnymi wyzwaniami, które wymagają strategicznego podejścia.

    1. Strukturalna luka kompetencyjna: Największym pojedynczym ograniczeniem jest dotkliwy niedobór wykwalifikowanych specjalistów IT. Szacuje się, że w Polsce brakuje od 25 000 do nawet 147 000 ekspertów. Ta luka uderza zarówno w dostawców, podnosząc koszty operacyjne i ograniczając zdolność do skalowania działalności, jak i w klientów. Wiele małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP) nawet nie próbuje rekrutować specjalistów IT, co prowadzi do niechęci do inwestowania w złożone technologie, których nie będą w stanie samodzielnie utrzymać.

    2. Dylematy klienta: Koszty i brak strategii: Wysokie koszty początkowe wdrożenia stanowią dla wielu firm, zwłaszcza z sektora MŚP, barierę nie do pokonania. Dodatkowym problemem jest trudność w precyzyjnym obliczeniu zwrotu z inwestycji (ROI), ponieważ korzyści z IoT są często rozproszone i wieloaspektowe. Wiele polskich firm cierpi również na brak spójnej, odgórnej strategii transformacji cyfrowej, co prowadzi do zjawiska „czyśćca pilotaży”, gdzie obiecujące projekty testowe nigdy nie są skalowane na całą organizację.

    3. Zmieniająca się arena konkurencyjna: Krajobraz konkurencyjny również ewoluuje. Rośnie zainteresowanie polskim rynkiem ze strony dostawców z Chin i Tajwanu, którzy oferują komponenty sprzętowe po znacznie niższych cenach, co stwarza presję na marże. Jednocześnie szybki rozwój technologii, takich jak nowe standardy komunikacyjne czy edge computing, wymaga od dostawców nieustannych inwestycji w wiedzę i rozwój, aby pozostać konkurencyjnymi.

    Nowa rola dostawcy IT

    Polski rynek IIoT znajduje się w kluczowym punkcie zwrotnym. Era łatwego wzrostu dobiegła końca, a zastąpiło ją bardziej wymagające środowisko, w którym liczy się udowodniona wartość biznesowa. Aby odnieść sukces, dostawcy IT muszą dokonać fundamentalnej zmiany w swoim modelu biznesowym – od transakcyjnej sprzedaży technologii do oferowania kompleksowych usług transformacyjnych. Kluczem staje się specjalizacja w konkretnej niszy, opanowanie umiejętności budowania przekonującego uzasadnienia biznesowego dla klienta oraz tworzenie ekosystemów partnerskich. Przede wszystkim jednak, w obliczu dotkliwej luki kompetencyjnej, strategiczna inwestycja w szkolenie i rozwój własnych kadr staje się warunkiem przetrwania. Przyszłość kanału IT w polskim przemyśle nie należy do firm z najszerszym katalogiem produktów, ale do tych, które potrafią stać się dla swoich klientów niezastąpionymi architektami cyfrowej transformacji.