Tag: Regulacje

  • Tesla rzuca wyzwanie europejskim i chińskim regulacjom

    Tesla rzuca wyzwanie europejskim i chińskim regulacjom

    Elon Musk, podczas swojego debiutu na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, nakreślił ambitny harmonogram dla oprogramowania Full Self-Driving (FSD). Według dyrektora generalnego, Tesla może uzyskać aprobatę dla nadzorowanej wersji swojego systemu autonomicznej jazdy w Europie i Chinach już w przyszłym miesiącu. Ta deklaracja pojawia się w krytycznym momencie, gdy producent zmaga się ze spowolnieniem sprzedaży pojazdów i rosnącą presją na zwiększenie rentowności poprzez wysokomarżowe usługi cyfrowe.

    Strategiczny zwrot w stronę oprogramowania

    Dla inwestorów z Doliny Krzemowej i analityków z Wall Street, FSD nie jest tylko dodatkiem do samochodu, ale kluczowym elementem wyceny Tesli, która wciąż znacząco przewyższa tradycyjne koncerny motoryzacyjne. W obliczu spadku udziałów w rynku – w tym o ponad 11% w kluczowej dla firmy Kalifornii – oraz utraty pozycji lidera sprzedaży EV na rzecz chińskiego BYD, monetyzacja sztucznej inteligencji staje się dla spółki kwestią egzystencjalną.

    W Europie proces ten nabiera tempa dzięki działaniom holenderskiego organu RDW. Decyzja spodziewana w lutym może stać się „cyfrowym paszportem” dla Tesli; uzyskanie zwolnienia w Holandii teoretycznie otwiera drzwi do wdrożenia systemu w innych krajach Unii Europejskiej jeszcze przed formalną, ogólnowspólnotową homologacją. Z kolei w Chinach Tesla musi odzyskać zaufanie klientów, którzy po zainwestowaniu znacznych kwot w FSD, spotkali się z restrykcjami operacyjnymi narzuconymi przez lokalnych regulatorów.

    Od Robotaxi do Optimusa

    Równolegle z ekspansją terytorialną, Tesla intensyfikuje testy usług typu robotaxi. Uruchomienie przejazdów w Austin bez fizycznego nadzoru kierowcy bezpieczeństwa wywołało entuzjazm na giełdzie, choć skala operacji pozostaje skromna w stosunku do wcześniejszych zapowiedzi. Musk konsekwentnie buduje narrację, w której technologia wizyjna napędzająca samochody jest fundamentem dla humanoidalnego robota Optimus.

    Mimo optymizmu Muska co do komercyjnej sprzedaży robotów do końca przyszłego roku, eksperci pozostają sceptyczni. Wyzwania techniczne, takie jak brak ustrukturyzowanych danych do szkolenia modeli fizycznej interakcji, są znacznie trudniejsze do przeskoczenia niż nawigacja po drogach. Jak zauważają akcjonariusze, rynek zamiast obietnic potrzebuje teraz twardych dowodów na skalowalność produkcji i ekonomiczną zasadność projektu. Najbliższe miesiące pokażą, czy ofensywa regulacyjna w Europie i Chinach wystarczy, by Tesla utrzymała status lidera innowacji AI w oczach sceptycznego rynku.

  • Europa, USA czy Chiny? Dlaczego regulacje mogą stać się naszym „killer feature” w wyścigu AI

    Europa, USA czy Chiny? Dlaczego regulacje mogą stać się naszym „killer feature” w wyścigu AI

    Ostatnie lata to czas bezprecedensowej demokratyzacji technologii. Sztuczna inteligencja, napędzana spadającymi kosztami mocy obliczeniowej i wzrostem wydajności, wyszła z laboratoriów prosto na nasze biurka. Patrząc na tempo wdrażania innowacji za oceanem czy skalę działań w Chinach, łatwo ulec wrażeniu, że Stary Kontynent zostaje w tyle. Panuje przekonanie, że Europa, ze swoim zamiłowaniem do legislacji, sama zakłada sobie technologiczną blokadę. A co, jeśli jest dokładnie odwrotnie? W świecie, gdzie algorytmy zaczynają decydować o ludzkim zdrowiu i finansach, „zaufanie” staje się walutą cenniejszą niż sama prędkość obliczeń.

    Sztuczna inteligencja przechodzi obecnie fazę wykładniczego rozwoju. Nie jest to już tylko nowinka dla entuzjastów, ale potężna siła transformująca naukę i przemysł. Widzimy wyraźną konwergencję AI z innymi wschodzącymi dziedzinami, takimi jak biotechnologia czy neuronauka. Jednak ten pęd ku przyszłości rodzi fundamentalne pytanie: czy potrafimy nad nim zapanować?

    Trzecia droga cyfrowego rozwoju

    Geopolityczna mapa rozwoju sztucznej inteligencji jest wyraźnie podzielona. Stany Zjednoczone stawiają na szybkość i dominację rynkową dużych graczy (Big Tech). Chiny koncentrują się na masowym wdrażaniu i ścisłej integracji technologii z aparatem państwowym. W tym kontekście Europa wydaje się obierać „trzecią drogę”.

    Zamiast ślepego wyścigu na parametry, Unia Europejska stawia na jakość, etykę i bezpieczeństwo. W dokumentach strategicznych i debatach branżowych coraz częściej pojawia się pojęcie Trustworthy AI (godna zaufania sztuczna inteligencja). To podejście zakłada, że maksymalizacja potencjału technologicznego musi iść w parze z poszanowaniem praw podstawowych i zrównoważonym rozwojem.

    Dla wielu managerów IT i szefów software house’ów brzmi to jak korporacyjna nowomowa lub, co gorsza, kolejna przeszkoda biurokratyczna. Warto jednak spojrzeć na to z perspektywy biznesowej. W sektorach krytycznych – takich jak energetyka, bankowość, cyberbezpieczeństwo czy ochrona zdrowia – klienci coraz ostrożniej podchodzą do „czarnych skrzynek”. Europejskie ramy prawne mogą stać się gwarancją jakości, której brakuje rozwiązaniom z „cyfrowego Dzikiego Zachodu”.

    Innowacja w gorsecie zasad – czy to się opłaca?

    Aby zrozumieć, dlaczego regulacja może być katalizatorem innowacji, wystarczy spojrzeć na sektor medyczny. To tutaj narzędzia oparte na AI zmieniają paradygmat badań. Zaawansowane modele głębokiego uczenia (Deep Learning) już dziś wspomagają lekarzy w analizie obrazów medycznych, wykrywając anomalie szybciej i precyzyjniej niż ludzkie oko.

    Prawdziwą rewolucją, o której wspomina się w branżowych analizach, jest jednak możliwość prowadzenia „wirtualnych” badań klinicznych. Dzięki symulacjom na cyfrowych modelach można walidować potencjalne terapie bez konieczności angażowania prawdziwych pacjentów na wczesnym etapie. To drastycznie przyspiesza odkrywanie leków i obniża koszty R&D.

    Jednak wdrożenie takich systemów wymaga absolutnej pewności co do ich niezawodności. Szpital nie kupi algorytmu, który „halucynuje” lub podejmuje decyzje na podstawie uprzedzeń (bias) zaszytych w danych treningowych. W tym miejscu europejskie podejście staje się przewagą. Wymóg rygorystycznej walidacji, przejrzystości i etycznego projektowania sprawia, że systemy powstające w tym reżimie prawnym są bezpieczniejsze. Dla inwestora w MedTech czy BioTech, zgodność z normami UE to nie tylko „checkbox” w dokumentacji, ale polisa ubezpieczeniowa minimalizująca ryzyko wdrożeniowe.

    Ciemna strona algorytmów i odpowiedź regulatora

    Projekty badawczo-rozwojowe coraz częściej traktują AI jako narzędzie przekrojowe – od automatyzacji żmudnych zadań po masową analizę danych. Jednak wraz ze wzrostem złożoności systemów, rosną też wyzwania. Brak przejrzystości (problem „black box”), podatność na ataki typu adversarial attacks oraz kwestie prywatności danych to realne problemy, z którymi mierzą się działy IT.

    Odpowiedzią na te wyzwania są inicjatywy takie jak AI Act (Ustawa o sztucznej inteligencji) czy znane wszystkim RODO. Choć często krytykowane za skomplikowanie, w rzeczywistości ustanawiają one ramy, które porządkują rynek. Kluczowe stają się trzy filary:

    1.  Przejrzystość – użytkownik musi wiedzieć, że wchodzi w interakcję z maszyną.

    2.  Wytłumaczalność (XAI) – decyzje algorytmu muszą być możliwe do zrozumienia i audytu przez człowieka.

    3.  Nadzór ludzki – ostateczna odpowiedzialność zawsze spoczywa na człowieku, co jest kluczowe dla zachowania autonomii.

    W środowiskach badawczych, gdzie integralność danych jest fundamentem, bezpieczeństwo systemów AI jest priorytetem. System musi być odporny nie tylko na błędy, ale i na celowe manipulacje. Europejskie regulacje wymuszają podejście Security by Design, co w dłuższej perspektywie buduje znacznie stabilniejszy ekosystem innowacji.

    Co to oznacza dla branży IT?

    Dla firm technologicznych działających w Europie płynie z tego jasny wniosek: era „wdrażania czegokolwiek, byle szybko” dobiega końca. Nadchodzi czas inżynierii odpowiedzialnej.

    Europejskie software house’y i integratorzy systemów mają szansę wykreować unikalną wartość rynkową. Zamiast konkurować z gigantami z USA czy Chin wyłącznie mocą obliczeniową czy ceną, mogą oferować produkty „Enterprise Grade AI” – systemy audytowalne, bezpieczne prawnie i etycznie, gotowe do implementacji w najbardziej wymagających sektorach gospodarki.

    Wyzwanie jest dwojakie: z jednej strony musimy maksymalizować potencjał AI, aby nie wypaść z globalnego łańcucha innowacji, a z drugiej – zapewnić, że technologia ta szanuje prywatność i prawa jednostki. Sukces w tym obszarze wymaga ścisłej współpracy sektora publicznego i prywatnego. Zaufanie publiczne do algorytmów nie powstanie samoistnie; musi zostać zbudowane na fundamencie solidnego prawa i transparentnej technologii.

    Przyszłość sztucznej inteligencji w Europie jest pełna zawiłości, ale i ogromnego potencjału. Wiele wskazuje na to, że w nadchodzących latach to nie „surowa moc” modeli, ale ich przewidywalność i bezpieczeństwo będą decydować o sukcesie rynkowym. Europa, narzucając wysokie standardy etyczne i regulacyjne, może paradoksalnie wyjść na prowadzenie, oferując światu technologię, której można bezpiecznie używać – a nie tylko się nią zachwycać.

  • Sztuczna inteligencja, cyberbezpieczeństwo i regulacje unijne – Co czeka branżę cyfrową w 2025 roku?

    Sztuczna inteligencja, cyberbezpieczeństwo i regulacje unijne – Co czeka branżę cyfrową w 2025 roku?

    Czego może się spodziewać branża nowych technologii w 2025 roku? Jak oceniają eksperci Związku Cyfrowa Polska, głównym hasłem najbliższych miesięcy będzie cyfrowe bezpieczeństwo. W ślad za nim podążą inne tematy, a wśród nich sztuczna inteligencja i kompetencje cyfrowe. Istotnych zmian możemy spodziewać się w przepisach regulujących rynek cyfrowy. Sektor technologiczny spore nadzieje wiąże również z polską prezydencją w Radzie Unii Europejskiej.

    „Główne cyfrowe wyzwania 2025 roku nie powinny być dla nikogo wielkim zaskoczeniem. To kontynuacja trendów, które obserwujemy od dłuższego czasu. Zmienią się jednak warunki zewnętrzne, w tym przede wszystkim prawo, co wpływa na tempo transformacji cyfrowej w naszym kraju.”

    ocenia Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski, organizacji zrzeszającej najważniejszych graczy w branży nowych technologii. 

    Eksperci Cyfrowej Polski przeanalizowali najnowsze trendy i określili pięć najważniejszych wyzwań, przed którymi stanie branża cyfrowa w 2025 roku.

    Wyzwanie 1: Unijne regulacje cyfrowe

    W ocenie organizacji branżowej kluczowa dla sektora będzie pierwsza połowa 2025 roku ze względu na przewodnictwo Polski w Radzie Unii Europejskiej. Eksperci upatrują w niej szansę na zmianę kierunku podejścia unijnych urzędników do kwestii regulacji na rynku cyfrowym. Dziś na przedsiębiorców z tego sektora nakładane są coraz to nowe obciążenia i obowiązki, co często wiąże się także z wysokimi kosztami, które mogą być nie do udźwignięcia przez małe i średnie firmy. Brakuje też instrumentów, które pozwoliłyby przewidywać i oszacowywać skutki decyzji unijnych urzędników i ich wpływ na gospodarkę cyfrową UE.

    „Polska ma niepowtarzalną okazję, by wprowadzić mądre i efektywne podejście do kwestii wdrażania kolejnych przepisów na unijnym rynku cyfrowym. Działania podejmowane przez Brukselę powinny silniej wspierać rozwój i wdrażanie nowych technologii w Europie, a nie stawiać bariery w tym procesie.”

    zaznacza Michał Kanownik.

    Wyzwanie 2: Cyberbezpieczeństwo

    Zagrożenia związane z wojną hybrydową i wojną za wschodnią granicą przybierają na sile. Choć borykamy się z nimi od dłuższego czasu, to w minionym roku mieliśmy do czynienia z ich wzmożonymi falami. Rosła liczba cyberataków; coraz większym problemem stawała się także dezinformacja. W opinii ekspertów Cyfrowej Polski, przypadek wyborów prezydenckich w Rumunii, uznanych za nieważne ze względu na domniemany udział rosyjskich farm trolli na TikToku, pokazuje, jak istotnym wyzwaniem z punktu widzenia stabilności państwa i biznesu jest dzisiaj bardzo szeroko rozumiane cyberbezpieczeństwo. Temat ten silniej będzie w najbliższych miesiącach skupiał uwagę sektora i służb państwowych, także dlatego, że jesteśmy w przededniu polskich wyborów prezydenckich.

    Dobre wiadomości? Eksperci branży cyfrowej spodziewają się, że w 2025 roku nadal będzie wzrastał poziom świadomości w zakresie cyberbezpieczeństwa. To z kolei pociągnie za sobą zwiększone inwestycje w administracji publicznej i biznesie na narzędzia oraz rozwiązania z zakresu cyberbezpieczeństwa. Stabilność i impuls do dalszych inwestycji przyniesie także planowane przyjęcie w 2025 roku ustawy o krajowym systemie certyfikacji cyberbezpieczeństwa, która ma za zadanie podnieść poziom bezpieczeństwa produktów, usług oraz procesów ICT na rynku.

    Jednym z kamieni milowych będzie przyjęcie nowelizacji Krajowego Systemu Cyberbezpieczeństwa, na którą branża cyfrowa czeka od dawna. Obecne przepisy mają już ponad sześć lat, co w realiach dynamicznie zmieniających się realiów technologicznych oznacza, że nie jesteśmy dobrze chronieni przed aktualnymi zagrożeniami. Ustawa wprowadzi nowe elementy podnoszące poziom cyfrowego bezpieczeństwa w kraju, w tym przede wszystkim infrastruktury krytycznej, np. określi i wykluczy z rynku tzw. Dostawców Wysokiego Ryzyka oraz wdroży wytyczne unijnej dyrektywy NIS2. Dzięki nowelizacji KSC wzrośnie także rola audytów cyberbezpieczeństwa.

    Wyzwanie 3: Sztuczna inteligencja 

    Sztuczna inteligencja jest obecnie wiodącą technologią na świecie i jednym z najszybciej rozwijających się sektorów globalnej gospodarki. To właśnie AI będzie odgrywać kluczową rolę w kształtowaniu przyszłości naszej branży w nadchodzących latach, wpływając zarówno na rozwój produktów, jak i usług cyfrowych. W związku z tym – w opinii ekspertów Cyfrowej Polski – będziemy obserwować wzrost inwestycji w zaawansowane narzędzia oparte na AI, które mają potencjał, by zrewolucjonizować nasze codzienne życie, edukację oraz sposób pracy.

    Również w obszarze cyberbezpieczeństwa sztuczna inteligencja oferuje ogromne możliwości. Dzięki zdolności do analizy dużych zbiorów danych z różnych źródeł, AI może identyfikować charakterystyczne wzorce zachowań w organizacji. Pozwala to lepiej rozpoznawać nietypowe działania i potencjalne zagrożenia, które wymagają uwagi. Innymi słowy, choć ludzie nadal będą kluczowym elementem walki z cyberprzestępczością, sztuczna inteligencja może znacznie zwiększyć ich efektywność, umożliwiając szybszą i dokładniejszą analizę oraz identyfikację zagrożeń.

    „W zakresie regulacji prawnych możemy spodziewać się wielu zmian, takich jak wdrożenie nowej polskiej strategii dotyczącej sztucznej inteligencji,  a także implementacji do krajowego prawa zapisów unijnego AI Act. Impulsem dla rozwoju tej nowej technologii w Polsce może okazać się uruchomienie zapowiadanego przez wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego specjalnego funduszu AI.”

    przewiduje Michał Kanownik.

    Eksperci Cyfrowej Polski przekonują jednocześnie, że wraz ze zmianą prawa konieczne będzie zwiększenie działań uświadamiających małe i średnie przedsiębiorstwa, jak mogą efektywnie wykorzystywać narzędzia sztucznej inteligencji w swojej działalności. – Wyzwaniem na 2025 rok i kolejne lata  będzie także przygotowanie rynku pracy na AI oraz wdrożenie tej nowej technologii w takich dziedzinach jak medycyna, edukacja czy energetyka – mówi Michał Kanownk.

    Wyzwanie 4: Kompetencje cyfrowe 

    Od trzech lat branża cyfrowa przy wsparciu resortów cyfryzacji, edukacji, a także rozwoju i technologii przeprowadza w polskich szkołach sprawdzian umiejętności cyfrowych. Ostatnia edycja IT Fitness Test, choć rekordowa pod względem frekwencji, ujawniła jednak smutną prawdę: polska młodzież coraz gorzej radzi sobie w cyberświecie.

    „Choć sprawdzian jest zbalansowany pod względem trudności, to co roku zauważamy coraz niższe wyniki, nawet w pytaniach z takich dziedzin jak media społecznościowe. Rosną co prawda średnie wyniki w zadaniach związanych z podstawami programowania, ale to nikłe pocieszenie w sytuacji, gdy polscy uczniowie niezbyt dobrze radzą sobie z cyberbezpieczeństwem i nie umieją obsługiwać programów biurowych, które już za kilka lat będą dla nich codziennością w pracy.”

    podkreśla prezes Cyfrowej Polski.

    Dlatego, zdaniem organizacji, absolutną koniecznością jest coraz szersze nagłaśnianie tematu niedoborów kompetencji cyfrowych, nie tylko wśród młodzieży, ale i w całym społeczeństwie. Tym bardziej, że, według europejskiego indeksu DESI, Polska zajmuje 25 miejsce wśród 27 krajów Unii Europejskiej pod względem umiejętności cyfrowych obywateli. Posiadaniem przynajmniej przeciętnych zdolności cyfrowych w 2023 roku mogło się pochwalić tylko 44 proc. Polek i Polaków. Od lidera, Holandii, dzieli nas przepaść aż 39 proc.

    W ocenie organizacji, krokiem ku poprawy tej sytuacji, może być między innymi wdrożenie celów i zadań zapisanych w tym zakresie w projektowanej przez Ministerstwo Cyfryzacji Strategii Cyfryzacji Państwa do 2035 roku. Budowa kompetencji cyfrowych to jeden z fundamentów tego strategicznego dokumentu rządowego,

    Wyzwanie 5: Chmura

    Doświadczenia państw bardziej zaawansowanych we wdrażaniu technologii cyfrowych jasno pokazują, że przyszłością administracji państwowej są technologie chmurowe. Także nad Wisłą mówi się o tym coraz więcej. 

    W ocenie ekspertów Cyfrowej Polski, trendy wskazują, że rosnąć znaczenie będzie znaczenie e-usług, szczególnie w relacji państwo-obywatel. Narzędzia chmurowe pomagać będą administracji publicznej w budowaniu e-państwa.

    Zdaniem organizacji reprezentującej sektor cyfrowy, w upowszechnieniu chmury pomoże wdrożenie tak zwanej polityki Cloud-First, która zachęci lub wręcz nakaże agencjom rządowym i samorządowym korzystanie z usług w chmurze jako głównego rozwiązania IT. To nie jest zupełna nowość w polskich realiach: rząd przyjął już uchwałę w sprawie Wspólnej Infrastruktury Informacyjnej Państwa, której celem jest upowszechnienie rozwiązań chmurowych w administracji. Wyzwaniem wciąż w tym zakresie pozostają organy samorządowe, gdzie „uchmurowienie” jest na niskim poziomie. Branża cyfrowa liczy na przełom w tej sprawie w 2025 roku.


    źródło: Związek Cyfrowa Polska

  • Amerykańskie ograniczenia eksportu to farsa? Chip TSMC odnaleziony w produkcie Huawei

    Amerykańskie ograniczenia eksportu to farsa? Chip TSMC odnaleziony w produkcie Huawei

    Tajwańska firma produkująca półprzewodniki, Taiwan Semiconductor Manufacturing Company (TSMC), może być zamieszana w potencjalne naruszenie amerykańskich ograniczeń eksportowych, po tym jak w jednym z produktów chińskiej firmy Huawei znaleziono chip wyprodukowany przez TSMC – podaje Reuters. Sprawa została ujawniona po analizie technologicznej przeprowadzonej przez firmę badawczą TechInsights.

    Zgodnie z informacjami, TechInsights rozebrało produkt Ascend 910B, który jest jednym z najbardziej zaawansowanych chipów sztucznej inteligencji produkowanych przez Huawei. W trakcie analizy odkryto, że wewnątrz urządzenia znajduje się chip wyprodukowany przez TSMC. Firma badawcza poinformowała TSMC o swoich ustaleniach jeszcze przed publikacją raportu, co skłoniło tajwańskiego giganta do natychmiastowego powiadomienia amerykańskiego Departamentu Handlu.

    Tło sprawy i znaczenie eksportowych ograniczeń

    W 2019 roku Huawei trafiło na amerykańską listę ograniczeń handlowych z powodów związanych z bezpieczeństwem narodowym, co ograniczyło dostęp chińskiej firmy do technologii i produktów pochodzących od amerykańskich oraz międzynarodowych dostawców, takich jak TSMC. Na mocy tych przepisów, od września 2020 roku TSMC oficjalnie zaprzestało dostaw swoich chipów do Huawei, a firma wielokrotnie podkreślała, że przestrzega obowiązujących regulacji.

    Pomimo tego, odkrycie chipu wyprodukowanego przez TSMC w produkcie Huawei rodzi pytania o możliwość obchodzenia ograniczeń eksportowych i wyzwań, jakie te regulacje stawiają zarówno przed firmami, jak i organami nadzorującymi ich przestrzeganie.

    Reakcje stron i dalsze kroki

    TSMC w wydanym oświadczeniu zapewniło, że od momentu wprowadzenia amerykańskich ograniczeń nie dostarczało żadnych produktów do Huawei. Firma podkreśliła również, że proaktywnie zgłosiła sprawę Departamentowi Handlu USA i obecnie nie jest świadoma, aby prowadzone było jakiekolwiek śledztwo w tej sprawie.

    Rząd Tajwanu, który odgrywa kluczową rolę w nadzorze nad przestrzeganiem zarówno własnych, jak i amerykańskich przepisów eksportowych, również zadeklarował pełną współpracę w celu wyjaśnienia sytuacji. Minister gospodarki Tajwanu, Kuo Jyh-huei, zaznaczył, że władze będą w pełnej komunikacji z TSMC, aby zapewnić zgodność tajwańskich firm technologicznych z obowiązującymi regulacjami.

    Huawei natomiast wydało oświadczenie, w którym zapewniło, że od momentu wprowadzenia amerykańskich zasad w 2020 roku nie zamówiło ani nie wyprodukowało żadnych chipów za pośrednictwem TSMC.

    Wyjątkowo trudne egzekwowanie przepisów

    Sprawa TSMC i Huawei pokazuje, jak trudne może być pełne egzekwowanie kontroli eksportu w kontekście zaawansowanych technologii. Choć chipy TSMC miały przestać trafiać do Huawei w wyniku wprowadzenia ograniczeń, nadal istnieją różne kanały, przez które mogły one zostać dostarczone do chińskiego giganta technologicznego. Przykład ten wskazuje na ciągłe zapotrzebowanie Huawei na najbardziej zaawansowane rozwiązania technologiczne, pomimo presji wywieranej przez amerykańskie przepisy.

    Co dalej?

    Departament Handlu USA, który jest świadomy potencjalnego naruszenia kontroli eksportowej, nie komentuje publicznie, czy jakiekolwiek dochodzenie jest obecnie w toku. Sprawa pozostaje jednak w centrum uwagi, zarówno ze względu na jej implikacje dla relacji handlowych między USA a Chinami, jak i wpływ, jaki może mieć na przyszłość współpracy TSMC z międzynarodowymi klientami.

    Niejasne pozostaje również, jak dokładnie chip TSMC znalazł się w produkcie Huawei. Rozwój sytuacji będzie bacznie obserwowany, ponieważ może on mieć istotne konsekwencje dla globalnych łańcuchów dostaw i dalszych relacji handlowych między kluczowymi graczami na rynku półprzewodników.

    Sprawa Huawei i TSMC przypomina, jak skomplikowane są międzynarodowe przepisy handlowe dotyczące zaawansowanych technologii. Mimo że obie strony deklarują przestrzeganie zasad, ujawnienie obecności chipu tajwańskiej firmy w produktach chińskiego koncernu budzi wiele pytań o skuteczność i egzekwowanie tych regulacji.

  • Regulacje AI: Ochrona czy zagrożenie dla postępu?

    Regulacje AI: Ochrona czy zagrożenie dla postępu?

    Coraz częściej pojawiają się apele o regulację tej technologii. Decydenci, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Unii Europejskiej, intensywnie pracują nad prawnymi ramami, które miałyby chronić społeczeństwo przed potencjalnymi nadużyciami ze strony systemów AI. Jednak według naukowców z wiodących uniwersytetów, takich jak Princeton, wprowadzenie zbyt restrykcyjnych regulacji może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego.

    Regulacje mogą hamować postęp

    Badacze, w tym Arvind Narayanan, profesor na Uniwersytecie Princeton, oraz jego doktorant Sayash Kapoor, zwracają uwagę na to, że nadmierne ograniczenia dostępu do sztucznej inteligencji mogą utrudniać prace inżynierom, co w efekcie hamowałoby postęp technologiczny. W opinii tych ekspertów, zamiast ograniczać rozwój AI poprzez regulacje, lepiej byłoby skupić się na wzmacnianiu obrony użytkowników przed możliwymi zagrożeniami.

    Jednym z przykładów, który przytaczają badacze, jest problem oszustw typu phishing, gdzie AI może zostać wykorzystana do tworzenia realistycznie brzmiących wiadomości e-mail, mających na celu wyłudzenie danych. Zamiast ograniczać dostęp do systemów AI, efektywniejszym rozwiązaniem byłoby według nich zwiększenie świadomości użytkowników i rozwój narzędzi obronnych, które skutecznie neutralizowałyby takie zagrożenia.

    Otwarte i zamknięte modele AI

    Jednym z kluczowych aspektów debaty nad regulacją AI jest różnica między modelami otwartymi a zamkniętymi. Modele otwarte są dostępne publicznie, co pozwala społeczności badawczej na wgląd w ich działanie i modyfikacje. Z kolei modele zamknięte pozostają w pełni kontrolowane przez ich twórców. Istnieje również trzecia kategoria – hybrydowe modele, które łączą elementy otwartości i zamknięcia.

    Różnica między tymi modelami ma istotne znaczenie w kontekście regulacji. Modele otwarte mogą, zdaniem niektórych, stanowić większe ryzyko, gdyż dostęp do nich może prowadzić do ich nadużywania w celach złośliwych, takich jak tworzenie fałszywych informacji czy manipulowanie danymi. Jednak według Narayanana i Kapooora, nie ma jednoznacznych dowodów na to, że otwarte modele są bardziej niebezpieczne niż zamknięte. Co więcej, nawet zamknięte systemy mogą być narażone na przenikanie przez osoby trzecie.

    Zamiast ograniczeń – odpowiedzialność twórców

    Eksperci podkreślają, że zamiast wprowadzać sztywne regulacje blokujące dostęp do sztucznej inteligencji, bardziej efektywne może okazać się wprowadzenie mechanizmów odpowiedzialności twórców. Jeśli modele AI zostaną wykorzystane do nadużyć, ich twórcy mogliby ponosić współodpowiedzialność za szkody. W ten sposób można by wprowadzić dodatkową warstwę zabezpieczeń, nie ograniczając jednocześnie dostępu do innowacyjnych narzędzi.

    Narayanan i Kapoor sugerują, że skupienie się na środkach obronnych, a nie ograniczeniach, pozwoliłoby na zrównoważony rozwój technologii, jednocześnie chroniąc użytkowników przed potencjalnymi zagrożeniami. Rozwój AI jest dynamiczny i zróżnicowany, a odpowiedzialność za jego prawidłowe wykorzystanie nie powinna spoczywać jedynie na regulacjach, lecz także na etycznym podejściu twórców i użytkowników technologii.

  • Użytkownicy kontra Google: Sąd Apelacyjny przywraca sprawę o naruszenie prywatności w Chrome

    Użytkownicy kontra Google: Sąd Apelacyjny przywraca sprawę o naruszenie prywatności w Chrome

    Amerykański Sąd Apelacyjny nakazał firmie Google stawić czoła pozwowi użytkowników przeglądarki Google Chrome, którzy oskarżają giganta technologicznego o zbieranie ich danych osobowych bez odpowiedniej zgody. Sprawa dotyczy użytkowników, którzy zdecydowali się nie synchronizować swoich przeglądarek z kontami Google, co według nich miało zapewnić wyższy poziom prywatności.

    Do ponownego rozpatrzenia

    Decyzja 9. Okręgowego Sądu Apelacyjnego w San Francisco, wydana jednogłośnie, odnosi się do wcześniejszego wyroku sądu niższej instancji, który oddalił proponowany pozew zbiorowy. Sąd Apelacyjny uznał, że sędzia niższej instancji powinien był ocenić, czy przeciętny użytkownik Chrome rzeczywiście zrozumiał, że Google może zbierać jego dane podczas przeglądania Internetu, nawet jeśli nie wyraził zgody na synchronizację przeglądarki z kontem Google.

    Sprawa ta nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście zeszłorocznej ugody, w której Google zgodził się na zniszczenie miliardów rekordów danych w celu rozstrzygnięcia innego pozwu. W tamtym przypadku użytkownicy zarzucali firmie, że śledziła ich aktywność, mimo że korzystali z trybu „Incognito” w przeglądarce Chrome, sądząc, że przeglądają Internet w pełni prywatnie.

    Rozbieżności

    Decyzja Sądu Apelacyjnego jest postrzegana jako krok w stronę większej transparentności i ochrony prywatności użytkowników internetu. Sędzia Milan Smith, który prowadził sprawę, podkreślił, że Google promowało Chrome jako narzędzie, które nie przesyła określonych informacji do firmy, chyba że użytkownik aktywnie włączy funkcję synchronizacji. Smith zaznaczył, że przeciętny użytkownik niekoniecznie zrozumiałby, że zgadza się na gromadzenie danych, korzystając z przeglądarki bez synchronizacji.

    Reakcja Google

    Google w odpowiedzi na orzeczenie wyraziło swoje niezadowolenie, podkreślając, że ich polityka prywatności jest jasna i oferuje użytkownikom wyraźne mechanizmy kontroli nad gromadzonymi danymi. Firma pozostaje pewna, że dalsze postępowanie sądowe wykaże słuszność jej działań.

    Pozew zbiorowy obejmuje użytkowników Google Chrome od 27 lipca 2016 roku, którzy nie zdecydowali się na synchronizację przeglądarki z kontem Google. Powodowie twierdzą, że Google powinno było respektować politykę prywatności przeglądarki, która jasno wskazuje, że użytkownicy nie muszą podawać żadnych danych osobowych, aby korzystać z Chrome.

    Decyzja Sądu Apelacyjnego oznacza, że sprawa wróci do sądu niższej instancji w Oakland w Kalifornii, gdzie zostanie ponownie rozpatrzona. W międzyczasie, użytkownicy mający zastrzeżenia do działań Google mogą nadal indywidualnie dochodzić swoich praw w sądach.

    Cała sprawa jest kolejnym przykładem rosnącej liczby sporów prawnych związanych z ochroną prywatności w internecie, co podkreśla potrzebę jasnych i zrozumiałych zasad dotyczących gromadzenia i przetwarzania danych użytkowników przez firmy technologiczne.

  • Sztuczna inteligencja – dlaczego USA i UE inaczej traktują AI?

    Sztuczna inteligencja – dlaczego USA i UE inaczej traktują AI?

    Regulacje, z którymi wiąże się sztuczna inteligencja (AI) od dłuższego czasu są przedmiotem gorących dyskusji na obu stronach Atlantyku. Różnice w podejściu Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej do regulacji AI nie są nowością, ale ostatnie ostrzeżenie USA wobec UE rzuca światło na głębsze rozbieżności wizji i podejścia do tej przełomowej technologii.

    Zgodnie z wcześniej nieujawnionymi dokumentami, Stany Zjednoczone wyraziły zaniepokojenie, że proponowane przez Unię Europejską prawo regulujące AI faworyzuje duże korporacje kosztem mniejszych graczy na rynku. Te obawy mają swoje odzwierciedlenie w analizie USA, która krytycznie ocenia zasady dotyczące generatywnej AI zawarte w wersji parlamentarnej ustawy o AI, wskazując na ich nieprecyzyjność i potencjalne negatywne konsekwencje.

    Regulacje dla regulacji

    USA podkreśla, że europejskie regulacje mogą hamować innowacyjność, spowalniać wzrost wydajności, a nawet prowadzić do przenoszenia miejsc pracy i inwestycji poza granice Unii. W zasadzie, Waszyngton opowiada się za podejściem bardziej skupionym na ryzyku związanym z użyciem modeli AI, niż na samym procesie ich opracowywania.

    To, co uderza w tej debacie, to jasny kontrast między amerykańską a europejską filozofią regulacyjną. Stany Zjednoczone, z ich liberalnym podejściem do rynku i skłonnością do pozostawienia większej swobody przedsiębiorstwom, zdają się być bardziej zaniepokojone nadmiernymi regulacjami, które mogłyby stłumić innowacje i konkurencyjność. Tymczasem UE, ze swoją tradycją silniejszej ochrony konsumentów i większego sceptycyzmu wobec technologii, wydaje się kierować bardziej na przejrzystość i odpowiedzialność w rozwoju AI.

    To podejście UE do AI odzwierciedla głębsze wartości społeczne i polityczne, które często akcentują ostrożność i chęć zapewnienia, że nowe technologie działają na korzyść ogółu, nie tylko gospodarczą elity. Wymóg większej przejrzystości w zakresie materiałów źródłowych wykorzystywanych do szkolenia dużych modeli językowych, jest przykładem tego typu podejścia, które może mieć zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki.

    Sztuczna inteligencja to tylko kropla w morzu regulacyjnych zapędów UE

    Nie można jednak ignorować ostrzeżenia płynącego z analizy USA, która podkreśla potencjalne zagrożenia dla innowacyjności i konkurencyjności. Przykłady z historii pokazują, że rygorystyczne regulacje często prowadziły do zahamowania postępu w niektórych branżach.

    Jednakże, zarówno USA, jak i UE zdają się zgadzać co do jednego – potrzeby dialogu i współpracy. Jak zauważył Aaron Cooper z BSA The Software Alliance, kluczowe jest, aby obie strony angażowały się w konstruktywną rozmowę na temat celów polityki dotyczącej AI.

    W przyszłości, zarówno USA, jak i UE będą musiały znaleźć wspólny grunt, aby skutecznie kształtować rozwój sztucznej inteligencji w sposób, który chroni mniejsze przedsiębiorstwa, promuje innowacje i równocześnie zapewnia ochronę i przejrzystość, jakiej oczekują obywatele. Wszakże wyważenie korzyści i ryzyk związanych z AI będzie kluczowe dla utrzymania zaufania społecznego i stabilności gospodarczej.

    Przyszłość w rękach współpracy

    To dynamiczne napięcie między innowacją a regulacją wymaga więc nie tylko zbalansowanego podejścia w ramach jednej jurysdykcji, ale również międzynarodowej harmonizacji. Zważywszy, że technologia AI nie zna granic, jej wpływ jest globalny – co implikuje, że regulacje wprowadzone w jednym regionie mogą mieć dalekosiężne skutki na całym świecie.

    Dlatego też komunikacja i współpraca transatlantycka stanowią o sile przyszłych regulacji. Komentarze Departamentu Stanu USA, zaoferowane europejskim odpowiednikom, mogą być krokiem w stronę takiej współpracy, choć pozostaje pytanie, czy i jak UE weźmie pod uwagę te uwagi.

    Kluczowe jest zrozumienie, że AI nie jest jednorodną technologią, a złożonym zbiorem narzędzi z różnymi zastosowaniami i różnym poziomem ryzyka. To wymaga od regulatorów zarówno w USA, jak i w UE, bycia na bieżąco z najnowszymi postępami w tej dziedzinie oraz adaptacji regulacji, które są na tyle elastyczne, by wspierać innowacje, jednocześnie chroniąc przed niepożądanymi skutkami.

    Czas pokaże, czy rozbieżności w regulacji AI między USA a UE mogą prowadzić do technologicznej fragmentacji, czy też te dwa potęgi znajdą sposób na koordynację i współpracę, która pozwoli na bezpieczny i sprawiedliwy rozwój sztucznej inteligencji. Jedno jest pewne – w miarę jak AI staje się coraz bardziej integralną częścią naszego życia, potrzeba globalnego konsensusu w tej dziedzinie staje się coraz bardziej paląca.

  • Dyskryminujące środki w EUCS: Czy UE ryzykuje utratę zaawansowanych technologii chmurowych?

    Dyskryminujące środki w EUCS: Czy UE ryzykuje utratę zaawansowanych technologii chmurowych?

    Projekt programu certyfikacji cyberbezpieczeństwa usług chmurowych w Unii Europejskiej został przygotowany przez Komisję Europejską oraz Europejską Agencję Cyberbezpieczeństwa (ENISA). W jego powstaniu uczestniczyły także państwa członkowskie UE. To inaczej – program dobrowolnej certyfikacji, w ramach, którego zostały zdefiniowane wymagania bezpieczeństwa dla aplikacji oraz infrastruktury chmurowej. Obecnie Komisja Europejska pracuje nad jego ostatecznym tekstem.

    – To kluczowy akt, który ujednolici standardy i praktyki w zakresie cyberbezpieczeństwa rozwiązań chmurowych w całej Unii Europejskiej. Obecne rozdrobnienie i różne podejście w ramach Wspólnoty uniemożliwia budowanie odporności i skutecznego zwalczania rosnących zagrożeń stwarzanych przez cyberataki. Istnieje zatem ściślejsza współpraca w tym zakresiemówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. Organizacja reprezentująca polską branżą cyfrową zgadza się z ideą, która przyświeca aktowi. Jednocześnie zauważa, że proponowane zapisy zawierają wiele potencjalnych pułapek, które mogą zaszkodzić rozwojowi technologii chmurowych na terenie Unii Europejskiej. Swoje zastrzeżenia Związek przesłał do przedstawicieli Parlamentu Europejskiego i państw członkowskich.

    Kraje UE mogą zostać pozbawione zaawansowanych technologii

    Eksperci Cyfrowej Polski zwracają uwagę przede wszystkim na proponowany w projekcie wymóg, aby dostawcy usług w chmurze mieli siedzibę w Unii Europejskiej. W ocenie organizacji, może to oznaczać, że wielu światowej klasy i zaufanych dostawców tego typu technologii może zostać pozbawianych możliwości funkcjonowania na europejskim rynku. „Zaostrzając wpływ tych dyskryminujących środków, najnowszy projekt EUCS wydaje się przewidywać znacznie szerszy zakres tych przepisów dotyczących suwerenności niż deklarowany zamiar ograniczenia ich wyłącznie do zbiorów danych dotyczących bezpieczeństwa narodowego. Ten szeroki zakres poziomu wysokiego obejmuje obecnie ryzyko uwzględnienia danych gospodarczych i danych dotyczących zdrowia, a także innych otwartych kategorii, co może spowodować, że duża część europejskiego przemysłu i usług publicznych będzie pozbawiona dostępu do zaawansowanych technologii przetwarzania w chmurze” – czytamy w liście ekspertów Związku Cyfrowa Polska.

    W ocenie organizacji takie podejście wpłynie na jakość bezpieczeństwa i odporności systemów chmurowych, a także spowoduje nieproporcjonalny wzrost kosztów dla sektora publicznego i prywatnego. Związek zwraca przy tym uwagę na to, że obecnie niektórym państwom członkowskim brakuje odpowiedniej infrastruktury do przechowywania znacznych ilości danych i będą one miały problem ze spełnieniem unijnych wymagań.

    Kluczowa współpraca transatlantycka i otwarta debata

    Cyfrowa Polska proponuje, aby Unia Europejska postawiła na współpracę z krajami spoza UE o podobnych poglądach w celu opracowania wspólnego podejścia do ochrony chmury. Jako przykład podaje istniejące już ramy ochrony danych między UE–USA. „Przepływy danych między Europą a Stanami Zjednoczonymi są największe na świecie, a wspólne ramy pomogły w ustaleniu jasnych zasad dla nich. Podobnie w tym przypadku, aby zapewnić ochronę danych obywateli UE, także gdy są one zlokalizowane poza EOG, należy ustanowić wspólny zbiór przepisów. W ten sposób UE zapewniłaby bezpieczeństwo danych obywateli i zgodność z prawem unijnym, rozwijając jednocześnie system, który jest skuteczny i umożliwia przekazywanie danych do innych liberalnych demokracji” – podkreśla Cyfrowa Polska.

    Ekspertów niepokoi też fakt, że w dyskusji o przepisach dot. certyfikacji chmury pominięto wiele uwag ze strony państw członkowskich. W ocenie przedstawicieli polskiej branży cyfrowej brakuje szerszej kontroli nad tym procesem i szerokiej debaty, co stwarza ryzyko wprowadzenia radykalnych zmian w europejskich standardach cyberbezpieczeństwa bez odpowiedniego nadzoru. „Decydenci muszą zabrać głos i zadbać o to, aby EUCS zawierało rozsądne rozwiązania zwiększające europejskie cyberbezpieczeństwo, a nie wybierać przestarzałe przepisy, które mogłyby utrudniać korzystanie z najbardziej niezawodnych technologii i narażać obywateli Europy na ryzyko” – podsumowują eksperci Cyfrowej Polski.

  • Jak powinny wyglądać unijne regulacje AI? Branża cyfrowa zabiera głos

    Jak powinny wyglądać unijne regulacje AI? Branża cyfrowa zabiera głos

    Organizacja skierowała do Ministerstwa Cyfryzacji swoje stanowisko w związku z trwającymi w UE pracami nad projektem rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady UE ws. sztucznej inteligencji (Artificial Intelligence Act). Będzie to pierwsze w skali świata prawo regulujące w sposób kompleksowy kwestie związane ze sztuczną inteligencją. Obecnie trwają trójstronne negocjacje dot. brzmienia przepisów pomiędzy instytucjami UE.

    Unijne regulacje AI – Słuszne cele, niepewne środki

    W opinii Związku Cyfrowa Polska, projekt ma słuszne cele. Jednak rodzi ryzyko ograniczenia innowacyjności i konkurencyjności gospodarek państw Unii Europejskiej. Dlatego przedstawiciele polskiej branży cyfrowej przedstawili swoje rekomendacje zmian w projektowanych przepisach.

    W stanowisku skierowanym do Ministerstwa Cyfryzacji Związek Cyfrowa Polska ocenił, że należy przede wszystkim zagwarantować, że prawo będzie oparte o analizę ryzyka, a także że rozporządzenie nie będzie nakładać ogólnych, szeroko zakrojonych zakazów wobec stosowania sztucznej inteligencji. Branża obawia się tego, że projektowany akt będzie stał w sprzeczności z innymi unijnymi przepisami, lub będzie regulował te same zagadnienia, co doprowadzi do niepewności prawnej.

    Cyfrowa Polska sugeruje, by ograniczenia nakładane były na konkretne aplikacje i zastosowania sztucznej inteligencji zamiast wprowadzania ogólnych zakazów o szerokim zakresie. „Inaczej może to znacznie ograniczyć naszą zdolność do wykorzystania SI. Na przykład ogólny zakaz nałożony na identyfikację biometryczną z udziałem SI utrudniałaby np. identyfikowanie szkodliwych treści online lub wdrażanie funkcji poprawiających dostępność usług cyfrowych dla osób z niepełnosprawnościami niepełnosprawnych. Wątpliwe jest również nałożenie ogólnego zakazu na narzędzia wizualnego rozpoznawania emocji i samopoczucia. Wykluczyłoby to np. wdrożenie rozwiązań związanych z bezpieczeństwem ruchu drogowego” twierdzą eksperci w stanowisku.

    Branża cyfrowa: Jak nie przegapić szansy?

    Jak podkreśla Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski, Europa, w tym Polska, musi już dziś myśleć o odpowiednim wykorzystaniu potencjału sztucznej inteligencji. Jego zdaniem nowa technologia pomoże w rozwiązaniu niektórych z największych problemów dzisiejszego społeczeństwa, m.in. związanych ze zmianami klimatycznymi i bezpieczeństwem energetycznym.

    Dlatego pierwszy na świecie kompleksowy akt prawny regulujący kwestie sztucznej inteligencji, przygotowywany przez instytucje UE, będzie miał ogromne znaczenieprzyznaje Michał Kanownik. Opowiadamy się za przepisami neutralnymi technologicznie. Pozwolą one regulować sposoby wykorzystania technologii, a nie tę technologię samą w sobie. Zapewnienie obywatelom i przemysłowi UE możliwości czerpania korzyści społeczno-gospodarczych ze sztucznej inteligencji może przynieść wiele korzyści i jednocześnie chronić naszych obywateli, Takie ramy są niezbędne, aby zapewnić Europie pozycję lidera w badaniach i rozwoju sztucznej inteligencji oraz możliwość wykorzystania potencjału tej rewolucyjnej technologiidodaje Michał Kanownik.

  • Za dużo regulacji hamuje rozwój innowacyjności – grzmiali eksperci na CEE Digital Summit. I trudno się z nimi nie zgodzić

    Za dużo regulacji hamuje rozwój innowacyjności – grzmiali eksperci na CEE Digital Summit. I trudno się z nimi nie zgodzić

    Europa Środkowo-Wschodnia musi mieć większy wpływ na unijną politykę cyfryzacji

    Przyspieszenie transformacji cyfrowej gospodarki i społeczeństwa w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – to główny cel CEE Digital Coalition, zrzeszającej branżę cyfrowej z krajów Trójmorza. Od 2020 roku koalicję buduje 18 organizacji z 11 krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Podczas ostatniego szczytu do koalicji dołączyła także pierwsza organizacja z Ukrainy. – Kiedy wojna się skończy, Ukraina będzie musiała się odbudować w wielu obszarach. Dziś każdy sektor gospodarki zawiera w sobie komponent nowych technologii. Cyfryzacja bez wątpienia będzie siłą napędową odbudowy kraju – mówiła Tetiana Ilieva, reprezentantka IT Ukraine Association.

    Oprócz organizacji z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, na warszawskim szczycie pojawili się też przedstawiciele polskiego, ukraińskiego i rumuńskiego rządu, a także ambasad Czech, Estonii oraz Rumunii.

    O przyjaźni i walorach pozabiznesowych wiele rozmawiano przy okazji wręczenia nagrody CEE Digital Trident, której tegorocznym laureatem został Mark Boris Andrijanič, Członek Rady Zarządzającej EIT – Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii, były Minister Cyfryzacji Słowenii. Jak napisano w laudacji – „promotor transformacji cyfrowej w duchu przedsiębiorczości i poszanowania praw człowieka”.

    Michał Kanownik, CEE Digital Summit
    Michał Kanownik, CEE Digital Summit

    Wyzwania regulacyjne i niewystarczające inwestycje barierami rozwoju

    Rola Europy Środkowo-Wschodniej w poprawie konkurencyjności i osiąganiu wzrostu gospodarczego była jednym z tematów poruszonych w trakcie Cyfrowego Szczytu Trójmorza. – Jednym z głównych wyzwań dla Europy dziś jest współpraca w obszarze polityk cyfrowych. Era cyfrowa musi poprawić warunki życia społeczeństwa. Ustanowienie tych samych zasad i celów pozwoli nam uniknąć problemu transformacji kilku prędkościmówił Marius–Viorel Posa, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Badań, Innowacji i Cyfryzacji Rumunii, podkreślając wagę współpracy w regionie.

    Rumuński minister zwrócił też uwagę na potrzebę jasnych regulacji w obszarze cyfryzacji. – Przejrzyste regulacje są kluczowe. Musimy usiąść wspólnie do stołu, dzielić się doświadczeniami, wypracowywać najlepsze rozwiązania i dzielić się nimi – to najlepsza droga, by iść naprzód wskazywał.

    Paweł Lewandowski, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Cyfryzacji również mówił o problemach związanych z regulacjami. – W Unii Europejskiej dostrzegamy problem przeregulowania. To co jest największą przeszkodą w rozwoju, to regulowanie tych samych obszarów, które traktują daną kwestię w rozmaity sposób, co stanowi ogromy problem. To sprawia, że potrzebne są wyjaśnienia, co przedłuża proces stanowienia prawamówił przedstawiciel polskiego rządu.

    Fredrik Erixon z European Centre for International Political Economy zwrócił z kolei uwagę na problem inwestycji w obszarze sztucznej inteligencji w Unii Europejskiej. – Jeśli tylko spojrzymy na poziom inwestycji w sztuczną inteligencję w skali globalnej to Stany Zjednoczone dziś odpowiadają za około 40 proc. z nich, Chiny również około 40 proc., a Europa jedynie 7 proc. Jeżeli zaś spojrzymy na osiągnięcia naukowe i kapitał ludzki to Europa wypada dobrze. Musimy być ostrożni przy tworzeniu nowych regulacji, aby zachęcać inwestorów, a nie ich odstraszaćmówił ekspert.

    – Potrzebujemy dać przedsiębiorstwom dostęp do funduszy, zwłaszcza na wczesnym etapie działalności. Mamy świetnych specjalistów, dostarczających doskonałe produkty i usługi. Niestety nie są to europejskie marki. Potrzebujemy umieć rozwinąć i sprzedawać nasze unijne produktypodkreślał z kolei Marcin Nowacki, Prezes European Enterprise Alliance.

    Gościem dyskusji była również Valeriya Ionan, wiceminister transformacji cyfrowej Ukrainy. Jej zdaniem europejskie rządy powinny zacząć działać tak jak przedsiębiorstwa cyfrowe, a nie jak administracja państwowa. Wskazała, że w obszarze legislacji państwa Europy Środkowo-Wschodniej powinny skupić się na zidentyfikowaniu problemu i znalezieniu rozwiązania. Dodała też, że od początku wojny Ukraina zmaga się z wyzwaniami cyfrowymi, które musiały być rozwiązane z dnia na dzień. Dziś z rządowych usług cyfrowych w Ukrainie korzysta ponad 50 proc. obywateli.

    Edukacja cyfrowa i niedobór kadr jednymi z głównych problemów Europy Środkowo-Wschodniej

    Europa Środkowo-Wschodnia musi postawić na edukację cyfrową oraz inwestować w kształcenie kadr w obszarze ICT – ocenili przedstawiciele branży cyfrowej. Ich zdaniem kraje naszego regionu szybciej i łatwiej zmierzą się z tym wyzwaniem, jeśli w tym obszarze będą współpracowały razem.

    Corina Vasile, dyrektor wykonawcza w rumuńskim ANIS mówiła o konieczności współpracy w obszarze polityk cyfrowych w Europie Środkowo-Wschodniej. – Pozytywną kwestią jest to, że jako region mamy doświadczenie transatlantyckie, ponieważ mamy u nas technologiczne inwestycje amerykańskie i z innych kluczowych krajów Zachodu. Wiemy zatem, jak współpracować w tym obszarze. W sprawach cyfrowych powinniśmy ściślej współpracować w ramach regionu Europy Środkowo-Wschodniej i wspólnie zaprezentować światu produkty i usługi pochodzącego z krajów Inicjatywy Trójmorzamówiła Corina Vasile.

    Do współpracy namawiał również Jacek Stryczyński, Dyrektor ds. projektów innowacyjnych w PKO Banku Polskim. Wskazywał, że biznes nie może czekać na ramowe regulacje i musi podjąć działania. – Powinniśmy przy tym uwzględnić specyfikę regionu i przyjrzeć się postępowi, który już osiągnęliśmy. Tempo cyfryzacji w różnych krajach jest bardzo różne. Sektor bankowy jest przykładem sektora, w którym jesteśmy kilka kroków przed Europą Zachodnią i Stanami Zjednoczonymiwskazywał dyrektor Stryczyński.

    – Dostrzegamy kwestię migracji talentów i współpracujemy z biznesem i instytucjami edukacyjnymi. Musimy również zacząć uczestniczyć jako partnerzy i znaleźć sposoby na wykorzystywanie talentów. Jeśli nie poradzimy sobie z tymi wyzwaniami, będziemy nadal wysyłać zyski za granicę, zamiast zatrzymywać je tam, gdzie powstają mówił Andrey Bacharov z Digital National Alliance w Bułgarii, podkreślając wagę zarządzania talentami.  Jak podkreślał z kolei Balazs Vinnai, prezes organizacji reprezentującej branżę ICT na Węgrzech (IVSZ) niskie koszty pracy były atutem regionu do pewnego czasu. – To już się skończyło. Potrzebujemy znaleźć sposoby na zwiększenie wartości dodanej. Potrzebujemy się jednoczyć i lepiej współpracowaćmówił Balazs Vinnai.

    Zydrune Vitaite z litewskiego Women Go Tech podniosła problem udziału kobiet w sektorze technologii. – Najlepsze państwa mają udział kobiet w sektorze ICT na poziomie 25 proc., co oznacza, że nie osiągamy połowy potencjału. Wpływ edukacji będzie jednak widoczny za dziesięciolecia, a my potrzebujemy widzieć efekty teraz, żeby pozostać konkurencyjnymi i rozbudowywać gospodarkę cyfrową. 

    Jaromir Hanzal, dyrektor czeskiego AAVIT mówił z kolei o konieczności dzielenia się w ramach regionu dobrymi praktykami, zarówno w kwestiach biznesowych, jak i regulacyjnych. Wskazał też, że „nie powinniśmy skupiać się na rozwoju zawodów jakie są one teraz, ale skupić się na tym, jakie będą za kilka lat”.

    Przeregulowanie zagrożeniem dla rozwoju branży cyfrowej w Europie Środkowo-Wschodniej

    O rozwoju technologii cyfrowych i wyzwaniach legislacyjnych wynikających z szybkiego postępu dyskutowano podczas konferencji, będącej częścią cyfrowej Inicjatywy Trójmorza w Warszawie. Liderzy branży rozmawiali o tym, jak zapewnić, aby organy regulacyjne, edukatorzy i całe społeczeństwo nadążało za szybko nadchodzącymi technologicznymi zmianami.

    Wstęp do panelu wygłosiła Cecilia Bonefeld-Dahl, dyrektor generalna Digital Europe. Według niej ograniczenie regulacji o 25 proc, a także zwiększenie handlu transgranicznego w UE mogą być kluczowymi czynnikami, które powinny zwiększyć konkurencyjność UE. Jak jednak tego dokonać?

    CEE Digital Summit - eksperci
    CEE Digital Summit – eksperci

    Milly Doolan z HUP, chorwackiej organizacji reprezentującej m.in. sektor cyfrowy, zaproponowała, aby stworzyć jeden zbiór regulacji, zamiast 27 oraz, że aby poszukać właściwej równowagi między innowacjami a regulacjami. Jednak, aby tak się stało, jak wskazywał Michal Ciz, dyrektor programowy SAPI ze Słowacji, konieczna w kwestiach cyfrowych jest współpracy między biznesem i prawodawcami.  – Legislacja nie powinna być tworzona w sposób, gdzie prezentuje się ją biznesowi i po prostu oczekuje, że będzie działał zgodnie ze stworzonymi przepisamizaznaczał Michal Ciz.

    Jako kluczową kwestię, która będzie wymagała odpowiedniego uregulowania na poziomie unijnym i krajowym wskazywano na sztuczną inteligencję. –  AI to obszar zbyt ważny, by go nie regulować, a jednocześnie zbyt istotny, by regulować go niewłaściwe. Potrzebujemy regulacji opartych na ryzykach i skupiających się na zastosowaniachmówił Levente Juhasz, Government Affairs & Public Policy Manager CEE w Google. Dodał też, że 16 innowatorów rozważa przeniesienie swoich badań poza UE z obaw przed przeregulowaniem.

    Gheorghe Sarbu, Doradca Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Rządu Rumunii oraz Ministra Rozwoju, Innowacji i Cyfryzacji wskazywał na fakt, że dziś wiele innowacji powstaje w start-upach. – To z czym mamy czasem do czynienia to rząd informujący, że konkretne rozwiązanie zaproponowane przez start-up nigdy nie będzie mogło zostać zastosowane albo projekt będzie musiał zostać omówiony przez grupę prawników, co zabija taką młodą firmę. 

    Vlaho Hrdalo, Partner w Hrdalo & Krnic w Chorwacji dodał, że w jego opinii niezbędne jest również zaangażowanie większej liczby młodych osób, które rozumieją technologię w proces ustawodawczy.

    Konferencja CEE Digital Summit w Warszawie została zorganizowana przez CEE Digital Coalition, koalicję organizacji branży cyfrowej z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. W Polsce należy do niej Związek Cyfrowa Polska. Partnerami wydarzenia były firmy Google, Samsung oraz Meta.

  • Firmy muszą przygotować się na falę unijnych regulacji technologicznych

    Firmy muszą przygotować się na falę unijnych regulacji technologicznych

    Prace toczące się w Unii Europejskiej nad nowymi regulacjami technologicznymi powinny skłonić firmy do podejmowania działań, które zawczasu przystosują je do funkcjonowania w coraz bardziej wymagającym środowisku prawnym, uważają prawnicy DLA Piper. Już dziś w działaniach wyprzedzających duża część firmy widzi szansę na zbudowanie zaufania klientów i umocnienie pozycji rynkowej.

    Wspierając digitalizację europejskich gospodarek Unia Europejska jednocześnie stara uregulować wykorzystywanie takich technologii, jak sztuczna inteligencja czy uczenie maszynowe, aby były one bezpieczne dla obywateli, chroniły ich prywatność oraz zapobiegały dyskryminacji i dezinformacji. Pod koniec 2022 roku Rada Unii Europejskiej przyjęła wspólne stanowisko w sprawie rozporządzenia o sztucznej inteligencji (AI). W grudniu została też przyjęta nowa dyrektywa o cyberbezpieczeństwie NIS 2, którą państwa członkowskie mają wcielić w życie do października 2024.

    Choć dostosowanie się do tworzącego się reżimu prawnego oznacza dodatkowe koszty, a ostateczny kształt regulacji nie jest jeszcze znany, jak to ma miejsce w przypadku przepisów dotyczących sztucznej inteligencji, firmy powinny uważnie obserwować dialog toczący się w Brukseli. Część z nich już to robi i proaktywnie wprowadza rozwiązania, jakich może wkrótce wymagać Komisja Europejska i inni regulatorzy. Jak wskazuje Ewa Kurowska-Tober, szefowa praktyki IPT w DLA Piper w Warszawie współkierująca Globalnym Zespołem Ochrony Danych Osobowych, Prywatności i Cyberbezpieczeństwa, taka taktyka może mieć pozytywne skutki. 

    „Obserwujemy, że już dziś część firm dobrowolnie opracowuje polityki dotyczące m. in. wykorzystania sztucznej inteligencji uwzględniając w nich wytyczne i rekomendacje unijne. W ten sposób firmy pokazują klientom, że są świadome zagrożeń, jakie niosą nowe technologie i poważnie podchodzą do kwestii bezpieczeństwa. To też sposób na budowanie zaufania i wyróżnienie się na tle konkurentów.”

    Ewa Kurowska-Tober

    Przykładem takich działań może być kodeks etyczny brytyjsko-szwedzkiego koncernu farmaceutycznego AstraZeneca, który informuje o wartościach i zasadach, jakimi kieruje się firma przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji oraz o wymaganiach stawianych dostawcom usług technologicznych. 

    Drugim powodem, dla którego przedsiębiorstwa powinny już dziś myśleć o działaniach dostosowawczych, jest fakt, że nie mogą pozwolić sobie na odkładanie digitalizacji do czasu aż będzie znany ostateczny kształt regulacji. Dlatego pomimo dekoniunktury gospodarczej nadal inwestują w nowe technologie i starają się minimalizować ryzyko regulacyjne związane z ich wykorzystaniem.

    „Proces tworzenia nowych rozwiązań, np. aplikacji, czasami zabiera nawet około dwóch lat. Jeśli w trakcie nie uwzględni się przyszłych wymagań regulacyjnych, może to oznaczać, że funkcjonalność takiego rozwiązania będzie mocno ograniczona, opóźni się wprowadzanie go na rynek, a także wzrosną koszty projektu. Aby zapobiec takiej sytuacji, wiele firm stara się od samego początku angażować prawników w prace nad projektem.”

    Ewa Kurowska-Tober

    Jednocześnie, inaczej niż jeszcze kilka lat temu, firmy mają świadomość, że będą potrafiły dostosować się do nowych regulacji.

    „Gdy w 2018 roku wchodziło w życie unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO), było to prawdziwe tsunami. Kompletnie nowa filozofia i olbrzymie wyzwanie dla firm. Jednak olbrzymi wysiłek, jaki firmy musiały podjąć, aby dostosować się do nowego prawa sprawił, że regulacje przygotowywane dziś przez Brukselę, nie budzą już takich obaw.”

    Ewa Kurowska-Tober
  • Metawersum to nowe cyberzagrożenia, na które nie ma jeszcze rozwiązań

    Metawersum to nowe cyberzagrożenia, na które nie ma jeszcze rozwiązań

    Wraz z rozwojem projektu metawersum, czyli budowy alternatywnego, cyfrowego wymiaru, do którego będziemy przenosić różnego rodzaju życiowe aktywności, może się rozwijać zjawisko „metaprzestępczości”. – Ten termin dziś nie funkcjonuje, ale możliwe, że pojawi się nowa klasa zagrożeń, których dzisiaj nie potrafimy sobie nawet wyobrazić – mówi Mirosław Maj z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń. To z kolei oznacza szereg wyzwań związanych z regulacją tego obszaru i nadzorem nad nim oraz rodzi szereg pytań o bezpieczeństwo użytkowników, szczególnie tych najmłodszych.

    Koncepcja metawersum nie jest wcale nowa. Już w 2003 roku wystartował Second Life, przełomowy projekt Linden Lab. Dawał graczom możliwość wejścia do wirtualnego świata, w którym w formie zabawy mogli odnaleźć pracę, nawiązać znajomości, kupować mieszkania czy zawierać małżeństwa. W Second Life funkcjonuje waluta zwana lindenami, która jest w tym metawersum środkiem płatniczym.

    – Dzisiaj rozmawiamy o metawersum z punktu widzenia popularności i dużej rozpoznawalności tego projektu, dlatego że mamy okres pandemii i pewne zjawiska, które w metawersum można by było realizować, takie jak np. praca zdalna, napędzają zainteresowanie tą platformą. Natomiast czy to będzie rzeczywiście projekt udany z punktu widzenia tych, którzy nad nim pracują, i ich ambicji – tego jeszcze nie wiemy, a myślę, że to nie jest takie oczywiste – zauważa Mirosław Maj.

    Pod koniec 2021 roku Facebook zmienił nazwę na Meta, a właściciel medium Mark Zuckerberg zapowiedział rozwój projektu metaverse. Ma on umożliwić ludziom przenoszenie znacznej części swojej życiowej aktywności do alternatywnego, cyfrowego wymiaru, aby czuli się w nim jak w świecie realnym. Współtworzenie metawersum to zresztą projekt, którym zainteresowanych jest coraz więcej podmiotów. Połączenie cech trzech rzeczywistości: prawdziwej, wirtualnej (VR) oraz rozszerzonej (AR) w jednolity, cyfrowy świat nazwano metawersum już jakiś czas temu. To nowa wizja internetu, w którym dzięki wykorzystaniu technologii pojawia się o wiele więcej sposobów na interakcje z użytkownikami, czy to w formule indywidualnej, w tym sprzedaży online, czy zespołowo.

    To również o wiele więcej możliwości dla cyberprzestępców, którzy mogą stworzyć zupełnie nowe formy ataku. Ostrzegają przed tym eksperci od cyberbezpieczeństwa, przyglądając się nowemu projektowi Marka Zuckerberga. Niektórzy ostrzegają, że może być kolejnym krokiem do kolonizacji naszego życia, uzależniając nas od technologicznych rozwiązań gigantów takich jak Facebook, Google czy Amazon, niszcząc życie społeczne i narażając na nowe niebezpieczeństwa i przestępstwa.

    – Zagrożenia, które mogą nas spotkać w metawersum i powinniśmy je rozważać w jego kontekście, to z jednej strony takie, które już znamy z cyberprzestrzeni – podkreśla ekspert z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń. – W metawersum one mogą być skatalizowane. W większym stopniu mogą wystąpić zagrożenia związane z prywatnością. Jeżeli w metawersum za coś płacimy kryptowalutami, to te zagrożenia, które znamy dzisiaj ze świata kryptowalut, również przenoszą się do metawersum. Jeżeli w metawersum kupujemy coś wirtualnego i to stanowi jakąś wartość: działka, dzieło sztuki, cokolwiek, to może się okazać, że zdigitalizowana postać tego zasobu za chwilę przestanie należeć do nas, że stracimy nad nią cyfrową kontrolę.

    Z drugiej strony w metawersum mogą się pojawić zagrożenia kompletnie nowe.

    – To, czym będzie metawersum z punktu widzenia cyberprzestępczości albo metaprzestępczości, bo być może taki nowy termin się pojawi,  tego do końca nie wiemy. Pewną zagadką jest to, czy konkretne zjawiska, które wystąpią tylko i wyłącznie w metawersum, nie stworzą pewnej nowej klasy zagrożeń, których dzisiaj nie potrafimy jeszcze ocenić czy nawet sobie wyobrazić – mówi Mirosław Maj.

    W jego ocenie metawersum stworzy szereg zagrożeń dla najmłodszych użytkowników. Wirtualizacja prawie każdego aspektu życia może się bowiem przyczynić do zintensyfikowania negatywnych zjawisk, które znamy z „tradycyjnego” internetu.

    – Od wielu lat mamy różne projekty, żeby zagrożenia związane z funkcjonowaniem młodych ludzi w internecie w jakiś sposób zneutralizować. W metawersum będzie to jeszcze trudniejsze, a kontrola będzie jeszcze bardziej skomplikowana. To efekt tzw. odhamowania internetu, polegający na tym, że pewne cechy, które nam towarzyszą w życiu, w jakiś sposób są katalizowane w świecie wirtualnym – wyjaśnia ekspert.

    Jako przykład podaje zjawisko cyberbullyingu, czyli przemocy wykorzystującej telefony komórkowe i internet. Chodzi m.in. o hejt w mediach społecznościowych, rozsyłanie ośmieszających filmów czy zdjęć, groźby i nękanie. Ten problem w ostatnich latach zyskuje na znaczeniu. Jak wynika z raportu NASK „Nastolatki 3.0”, ponad połowa badanych młodych ludzi spotkała się z jakimś rodzajem cyberprzemocy.

    Najczęściej wskazywane akty przemocy to wyzywanie (29,7 proc.), ośmieszanie (22,8 proc.), poniżanie (22 proc.), straszenie (13,4 proc.) czy szantaż (10,5 proc.). 11 proc. nastolatków twierdzi, że ktoś próbował się pod nich podszywać w wirtualnym świecie, a blisko co 10. doświadczył rozpowszechniania kompromitujących materiałów na swój temat. Badanie wskazuje także na duże rozbieżności między tym, co deklarują młodzi ludzie, a tym, co na ten temat wiedzą ich rodzice i opiekunowie. W metawersum taka rodzicielska kontrola będzie jeszcze trudniejsza.

    – Pytanie, czy taka kontrola miałaby się odbywać bezpośrednio w samym metawersum. Wtedy jednak musielibyśmy przekonać rodziców do tego, żeby też weszli do tego świata, żeby założyli wirtualny kask na głowę albo uruchomili swój telefon w jakiejś specjalnej funkcji. To może być pierwsza z barier, bo im starsze pokolenie, tym mniejsza skłonność do tego, żeby w metawersum funkcjonować – tłumaczy ekspert z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń. – Na szczęście kontrola może się na razie odbywać poza metawersum w odniesieniu do niego poprzez narzędzia, które znamy. Tylko jest jedna zasadnicza sprawa: tak jak musimy zrozumieć zagrożenia w normalnym internecie, tak samo musimy zrozumieć zagrożenia w metawersum.

    W opinii Mirosława Maja jest to ważne zadanie dla ludzi budujących samo metawersum, którzy muszą poważnie myśleć o tym, jakie regulacje dotyczące bezpieczeństwa technicznego i społecznościowego powinny towarzyszyć rozwojowi tych projektów. Problem w tym, że już dziś prawodawstwo nie nadąża za technologią, a w metawersum zmiany będą jeszcze bardziej dynamiczne, więc reagowanie na nie będzie dużym wyzwaniem.

    – Dzisiaj proces legislacyjny często trwa dłużej niż rok, więc trudno sobie wyobrazić, że będziemy aktywnie potrafili to uregulować. Wydaje mi się, że będziemy musieli narzucić metody regulacji w taki sposób, że one będą musiały tę dynamikę uwzględniać po to, żeby były skuteczne. Być może jest to kwestia regulowania tego, jakie mogą być efekty działania metawersum, na co pozwalamy metawersum. Będziemy też potrzebować dobrych narzędzi, w postaci być może wyspecjalizowanych instytucji, do tego, żeby potrafiły dynamicznie oceniać, czy tutaj prawo nie jest łamane – mówi Mirosław Maj.

  • Analiza EY: Wyzwania cyberbezpieczeństwa dla firm w 2022 roku

    Analiza EY: Wyzwania cyberbezpieczeństwa dla firm w 2022 roku

    W wyniku pandemii zmiany technologiczne, planowane w perspektywie lat, urzeczywistniły się w przeciągu miesięcy. Poza niewątpliwymi korzyściami, przeniesienie interakcji i znaczącej części pracy do domeny cyfrowej zwiększyło również ryzyko ataków hakerskich. W efekcie cyberbezpieczeństwo stało się jednym z największych współczesnych wyzwań. W opinii ekspertów EY w 2022 roku największe sprawdziany dla firm będą związane z nowymi strategiami cyberprzestępców, europejskimi dyrektywami Digital Operational Resiliance Act (DORA) oraz NIS2, zarządzaniem rozwojem sztucznej inteligencji oraz działaniami w chmurze w branżach szczególnie wrażliwych. Przykładowo DORA na poziomie unijnym ujednolica przepisy w zakresie cyfrowej odporności przedsiębiorstw działających w sektorze finansowym.

    Dynamiczne przejście do modelu cyfrowego dotyczy wielu sektorów gospodarki. Widoczne jest nie tylko w handlu i usługach, ale także w transporcie lub przemyśle. Kolejnym etapem, już mocno widocznym, jest automatyzacja oraz masowe przetwarzanie dużej ilości danych. Ten proces sprzyja zwiększaniu ryzyka nadużyć ze strony cyberprzestępców. Jeszcze dwadzieścia lat temu przestój całego przedsiębiorstwa mogła wywołać praktycznie wyłącznie klęska żywiołowa. Dziś „wystarczy” atak hakerski. 

    Najpopularniejsze obecnie działania cyberprzestępców polegają na wymuszeniu okupu za  odszyfrowanie danych. Na tzw. atak ransomware mogą być narażone firmy z niemal każdego sektora. Zarówno metody działania, jak i narzędzia są uniwersalne. Nie wymagają żadnych specyficznych uprawnień ani działań po stronie atakowanego – wystarczy zwykła, dobrze znana socjotechnika. Przyczyn podatności można szukać w samej naturze ludzkiej, ale bardzo mocno przyczyniają się do niej niedostatki założeń oraz realizacji polityki bezpieczeństwa w firmach, a także problemy budżetowe i brak nacisku na szkolenie pracowników. Czynnikiem ryzyka w tym przypadku jest także nadmiernie przyspieszona cyfryzacja wymuszona przez pandemię, często realizowana bez wymaganego przygotowania. Z kolei ograniczenia budżetowe sprawiają, że wiele firm nie dysponuje narzędziami, które mogłyby zmniejszyć prawdopodobieństwo i znacząco zredukować skutki ataku.

    Sytuacja jest tym poważniejsza, że wiele firm pozostaje niezwykle podatne na działania ze strony cyberprzestępców. Stanowi to „efekt uboczny” pandemii, w trakcie której przedsiębiorstwa z niemal każdej gałęzi gospodarki musiały znacząco przyspieszyć proces przechodzenia do świata wirtualnego. Dotyczy to nie tylko działań skierowanych bezpośrednio do klientów, ale również procesów wewnętrznych. Działo się to często kosztem zabezpieczenia swojej cyfrowej infrastruktury. Równocześnie rozwój tzw. kryptowalut znaczącą ułatwił hakerom ukrywanie dochodów z podejmowanych przez nich nielegalnych działań. 

    – Sukces cyfryzacji został natychmiast wykorzystany przez cyberprzestępców, którzy szybko dostosowali się do zmieniającej się rzeczywistości. Im więcej pośpiechu I aktywności w sieci, tym większe ryzyko ataku. Jeżeli dodamy do tego możliwości kryptowalut, takie jak np. zaawansowana anonimowość lub stosunkowa łatwość prania brudnych pieniędzy w transakcjach transgranicznych, to otrzymujemy w ten sposób idealny koktajl dla cyberprzestępców. Mają co atakować i z nielegalnego procederu potrafią czerpać korzyści mówi Marcin Marciniak, Manager, Cyber Security Implementation, EY. 

    DORA, czyli operacyjna cyfrowa odporność 

    Digital Operational Resiliance Act (DORA) to dyrektywa Unii Europejskiej, która ma na celu ujednolicenie przepisów w zakresie cyfrowej odporności w krajach Wspólnoty. Regulacje, których finalna wersja powinna zostać opublikowana w pierwszym kwartale 2022 r., dotyczą sektora finansowego, ale jest on rozumiany bardzo szeroko. Obejmuje m.in. banki, ubezpieczycieli, przedsiębiorstwa inwestycyjne, ale także podmioty, z którymi ta gałąź gospodarki silnie współpracuje, takie jak firmy audytowe lub dostawcy rozwiązań informatycznych. 

    – Cyfrowa odporność operacyjna ma na celu zagwarantowanie ciągłości i utrzymanie jakości świadczonych usług w obliczu zakłóceń wpływających na technologie informacyjne i telekomunikacyjne firm. W uzasadnieniu rozporządzenia dotyczącego DORA stwierdzono, że dotychczasowe ramy regulacyjne na poziomie europejskim w obszarze zarządzania ryzykiem były fragmentaryczne lub wewnętrznie sprzeczne. Dobrym przykładem jest obowiązek notyfikacji incydentów cybernetycznych. Zgłaszanie ich przez podmioty finansowe często jest regulowane przez różne przepisy – np. NIS, PSD2, RODO – przez co sam proces bywa niejasny, wydłużony lub nieefektywny. Obecne rozproszenie przepisów nakłada więcej obowiązków na podmioty finansowe, wymaga od nich angażowania szerszych zasobów i skupiania się na regulacyjnej zgodności zamiast na bezpiecznym odzyskaniu kontroli oraz ochronie swojej działalności. DORA ma na celu harmonizację przepisów, zapewnienie łatwiejszej adaptacji do oczekiwanych wymagań i kontrolę nad ich wykonywaniemmówi Jakub Walarus, Lider Zespołu Ryzyka Technologicznego w EY Polska.

    Część organizacji może być przekonana, że założenia nowego rozporządzenia już sprawnie u nich funkcjonują. Jednak może to być złudne. DORA rzeczywiście dubluje niektóre obowiązki, ale nawet wtedy są one doprecyzowane np. w obszarze informowania o incydentach wynikających z KSC czy RODO. DORA ma to ujednolicić, usystematyzować i sprawić, by rozproszone obowiązki zaczęły obejmować cały sektor finansowy w spójnej formie. Zatem ich realizacja wymagać będzie zupełnie nowego spojrzenia.

    Najważniejsza różnica dotyczy poszerzenia listy podmiotów. Do tej pory obowiązki związane z zapewnieniem cyberbezpieczeństwa w sektorze finansowym dotyczyły niemal wyłącznie banków. Zgodnie z dyrektywą, lista podmiotów ulegnie poszerzeniu np. o ubezpieczycieli. Wprowadzona zostanie również kontrola zewnętrznych dostawców, na których bardzo mocno polega cały sektor finansowy. W rezultacie szczególnego znaczenia nabiera kontrola z jakich rozwiązań instytucja finansowa korzysta i komu dane firmy oraz jej klientów są powierzane.

    NIS2 – czyli dwa lata przed rewolucją

    W grudniu 2020 roku Komisja Europejska przedstawiła nowy pakiet rozwiązań, którego częścią jest dyrektywa w sprawie środków na rzecz poprawy wspólnego poziomu cyberbezpieczeństwa, nazywana NIS2. 

    Propozycja KE wprowadza szereg zmian. Dyrektywą objęte zostaną zupełnie nowe branże takie jak, podmioty prowadzące działalność badawczo-rozwojową w zakresie produktów leczniczych, apteki, administracja publiczna, usługi pocztowe i kurierskie, gospodarowanie odpadami, a także produkcja i przetwarzanie żywności. Wiele z tych sektorów wcześniej nie miało obowiązków w zakresie cyberbezpieczeństwa i dlatego nie podejmowało działań w tym zakresie lub  realizowało je w ograniczony sposób. 

    NIS2 wprowadzi także dodatkowe obowiązki dla podmiotów, m.in. konieczność zapewnienia ciągłości działania i zarządzania kryzysowego, zapewnienie bezpieczeństwa łańcucha dostaw, obowiązek testowania procedur i audytów, a także konieczność wykorzystywania kryptografii i szyfrowania danych. Niewypełnienie obowiązków będzie skutkować bardzo wysokimi karami finansowymi — co najmniej 10 mln euro lub 2% całkowitego rocznego światowego obrotu przedsiębiorstwa.

    Razem z wprowadzonymi wymaganiami, wzrasta również zakres uprawnień organów kontrolnych i nadzorczych (organów właściwych ds. cyberbezpieczeństwa). Będą one miały możliwość podejmowania działań w zakresie m.in. kontroli na miejscu i nadzór zewnętrzny (również wyrywkowy), występowanie z wnioskiem o udzielenie informacji uważanych za niezbędne do oceny środków bezpieczeństwa lub wyznaczenie inspektora, który przez jakiś czas będzie monitorował ich realizację. 

    – Obowiązki wprowadzane przez NIS 2 będą dużym wyzwaniem dla większości sektorów i dlatego warto rozpocząć przygotowania już teraz. Obowiązki związane z raportowaniem nie tylko incydentów, ale także zagrożeń oraz o wiele wyższe kary finansowe i osobowa odpowiedzialność członków zarządów za niewypełnienie zapisów to duże zmiany. NIS 2 wprowadzi nie tylko wyższy poziom bezpieczeństwa teleinformatycznego, ale także o wiele silniejszy nadzór państwa. Szacujemy, że przepisy wejdą w życie na przestrzeni kolejnych dwóch lat, jednak skala planowanych zmian jest tak znacząca że przygotowania należy rozpocząć jak najszybciejkomentuje dr Magdalena Wrzosek, Senior Consultant, Cyber Security & Technology, EY Polska.

    Sztuczna inteligencja – zagrożenia związane ze zmianami regulacyjnymi
    Popularność rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji zwiększa się błyskawicznie. Z jednej strony technologia ta stwarza ogromne korzyści i możliwości, z drugiej – wiążą się z nią ryzyka, którym należy zapobiegać poprzez wdrożenie odpowiednich mechanizmów kontrolnych. W zakresie zgodności z prawem należy mieć na uwadze podejście regulacyjne, w szczególności przygotowywane obecnie przepisy w Unii Europejskiej.

    W kwietniu 2021 roku opublikowano projekt rozporządzenia  – tzw. Akt o Sztucznej Inteligencji. W projekcie pojawia się pierwsza prawna definicja sztucznej inteligencji, wyznaczająca ramy do jakich systemów będą miały zastosowanie przepisy. Przedstawiony jest także katalog zakazanych praktyk. Definicję i zakres stosowania będą mogły być aktualizowane przez Komisję Europejską o nowe technologie i praktyki w miarę rozwoju technologicznego. Rozporządzenie to będzie pierwszym tego typu unijnym, kompleksowym aktem prawnym regulującym sztuczną inteligencję.

    Podejście regulacyjne UE sprowadza się do określenia minimalnych wymogów niezbędnych do zapobiegania ryzykom i problemom związanym ze sztuczną inteligencją bez nadmiernego ograniczenia i utrudniania rozwoju technologii, a także bez kreowania nieuzasadnionych kosztów po stronie dostawców i użytkowników systemu. Ogólna zasada zakłada stopniowanie restrykcji zależnie od ryzyka – im większe ryzyko tym bardziej rygorystyczne wymagania. Systemy wysokiego ryzyka objęte będą dodatkowymi obostrzeniami takimi jak: obowiązek sporządzenia szczegółowej dokumentacji, konieczność stosowania odpowiednich praktyk związanych z zarządzaniem danymi, obowiązek dokonywania oceny ryzyka, wymóg rejestrowania zdarzeń czy zapewnienia nadzoru człowieka. 

    Projekt rozporządzenia określa także środki nadzorcze, które odpowiednie organy będą mogły wykorzystywać do oceny, czy systemy są zgodne z rozporządzeniem oraz kary, które organy te będą nakładać na podmioty za stosowanie praktyk niezgodnych z przepisami rozporządzenia. Środki te będą dotkliwe – organy nadzorcze będą mogły żądać pełnego dostępu do danych (w tym kodu źródłowego)  oraz pełnej dokumentacji. Dozwolona będzie również ocena systemu sztucznej inteligencji, a także nakładanie obowiązku podjęcia działań naprawczych.  Organy nadzorcze będą mogły nawet zakazać lub ograniczyć stosowanie systemu stwarzającego ryzyko, który nie spełnia wymogów określonych w rozporządzeniu. Kary finansowe będą sięgać nawet 30 milionów euro lub 6 % rocznego, światowego obrotu.

    – Sztuczna inteligencja może przyczynić się do globalnego skoku cywilizacyjnego na miarę czwartej rewolucji przemysłowej. Z drugiej strony z tą technologią związane są nowe ryzyka np. skłonność do podejmowania decyzji dyskryminacyjnych. Dostrzegając te zagrożenia oraz mając na celu rozwój etycznej sztucznej inteligencji w Europie, Komisja Europejska przygotowała projekt rozporządzenia unijnego, które ma uregulować stosowanie systemów stwarzających najwyższe i wysokie ryzyko. Rozporządzenie to będzie pierwszym unijnym aktem prawnym regulującym sztuczną inteligencję, przy czym akt ten będzie miał wpływ nie tylko na dostawców i użytkowników z Unii Europejskiej, ale również na dostawców i użytkowników z państw trzecich  – mówi Maciej Bisch Adwokat, Kancelaria EY Law.

    Czy compliance-by-design = compliance-by-default?

    Usługi chmurowe umożliwiają dynamiczny rozwój organizacji w ważnych sektorach gospodarki. W polskich realiach najbardziej zaawansowany jest sektor usług finansowych. Opublikowany w styczniu 2020 roku komunikat Chmurowy Komisji Nadzoru Finansowego wskazuje w jaki sposób wdrożyć chmurę w tej branży od strony regulacyjnej, aby zapewnić bezpieczeństwo podczas korzystania z tej technologii. 

    Komunikat Chmurowy jest neutralny technologicznie, czyli nie wskazuje wprost, jakie rozwiązania technologiczne mają być przyjęte, a także – poza wyjątkami – nie określa standardów bezpieczeństwa. Przenosi obowiązek podejmowania decyzji dotyczących bezpieczeństwa na podmiot regulowany, ale decyzje te muszą być oparte na wynikach analizy ryzyka. Pierwszym krokiem przy wdrażaniu rozwiązań opartych na usługach chmurowych jest przeprowadzenie analizy luki, czyli sprawdzenie w jakim stopniu organizacja działa w zgodzie z regulacjami. Następnym działaniem jest sporządzenie strategii chmurowej. Ten zaawansowany dokument stwarza ramy koncepcyjne dla całego procesu. Utworzona w ten sposób swoista „mapa drogowa dla projektu” ma brać pod uwagę strategię biznesową, IT oraz bezpieczeństwa. Dodatkowo Komunikat Chmurowy wprowadził obowiązek ciągłego monitorowania i testowania wykorzystywanej usługi.

    Inne gałęzie gospodarki otwierają się na tego rodzaju rozwiązania, co widać zwłaszcza w obszarze energetycznym. Tę potrzebę dostrzegł także prawodawca. W efekcie, we wrześniu 2021 roku, Ministerstwo Klimatu i Środowiska opublikowało rekomendacje w zakresie cyberbezpieczeństwa w sektorze energetycznym. 

    Strategię bezpieczeństwa rozwiązań chmurowych można opracować z użyciem podejścia top-down, które oznacza stworzenie ram wymagań bezpieczeństwa o generalnym charakterze, niezwiązanych z konkretną technologią. Opracowane ramy będą odzwierciedlać wymagania bezpieczeństwa przypisane do właściwych informacji. Na tej podstawie tworzy się następnie założenia bezpieczeństwa — zestaw minimalnych wymagań, które dana technologia musi spełnić. Są one opracowywane dla kolejnych usług lub całych rozwiązań chmurowych.

    Założenia bezpieczeństwa zależą od modelu, w którym są świadczone usługi chmurowe. Wyróżniamy trzy podstawowe modele: IaaS (Infrastructure as a Service), PaaS (Platform as a Service) oraz SaaS (Software as a Service). Różnią się one sposobem wykorzystywania, a zatem także podziałem odpowiedzialności między dostawcę usług chmurowych a klienta, który na podstawie umowy będzie z tych usług korzystać. Bardzo ważnym obszarem związanym z bezpieczeństwem chmury, jest również ochrona kryptograficzna, obejmująca szyfrowanie informacji, procedury zarządzania kluczami szyfrującymi, ustalenie poziomów dostępów, zarządzanie cyklem życia algorytmów szyfrujących. 

    Wdrożenie chmurowe jest interdyscyplinarnym procesem, w którym można wskazać dwa różne podejścia. Pierwszym jest Compliance-by-design, kiedy o zgodności z regulacjami myśli się od samego początku procesu wdrożenia, już na etapie planowania. Drugim jest Compliance-by-default, czyli założenie, że działania będą zgodne z regulacjami – bez wyłączeń – przez cały czas wdrożenia i eksploatacji.

    – Tradycyjne podejście do bezpieczeństwa nie jest wystarczająco skuteczne w przypadku środowisk chmurowych, w tym szczególnie hybrydowych. Dzieje się tak dlatego, że nie ma tu jasno określonej granicy sieci, którą należy chronić. Obsługiwane ręcznie narzędzia do zarządzania bezpieczeństwem stały się zbyt mało efektywne w stosunku do rosnącego zakresu działania organizacji, a do tego brak centralizacji ogranicza poziom widoczności zasobów chmurowych potrzebny organizacjom do monitorowania, co dzieje się w ich sieciachpodsumowuje Michał Jasiorkowski, Manager, Cyber Security Compliance, EY Polska.

  • Debata Związku Cyfrowa Polska: cyfrowy atak na urząd to atak na całą lokalną społeczność

    Debata Związku Cyfrowa Polska: cyfrowy atak na urząd to atak na całą lokalną społeczność

    Świadomość zagrożeń i otwartość samorządów na inwestycje w cyberbezpieczeństwo rośnie wraz z nagłaśnianiem przypadków ataków cyfrowych i wycieków danych w jednostkach samorządu terytorialnego. Rozwój wiedzy i kompetencji w obszarze bezpieczeństwa cyfrowego jest istotnym, lecz nie jedynym wyzwaniem na drodze do cyberbezpiecznej przyszłości polskiej administracji – mówił prezes Związku Polska Michał Kanownik na konferencji z serii #CyfryzujemyPolskę.

    Nad stanem cyberbezpieczeństwa w jednostkach administracji publicznej i wyzwaniami stojącymi w rozpoczętym roku przed aparatem państwowym w związku z rosnącą skalą zagrożeń cyfrowych debatowali uczestnicy panelu dyskusyjnego w trakcie konferencji pt. „Cyberzagrożenia w 2021 r. i wyzwania na 2022 r.”. Spotkanie zorganizował reprezentujący polską branżę cyfrową i nowych technologii Związek Cyfrowa Polska.

    Postęp cyfryzacji, rozwój zagrożeń

    Eksperci biorący udział w dyskusji odnosząc się do trwającej transformacji cyfrowej, która przyspieszyła w czasie pandemii, a w centralnej i lokalnej administracji publicznej objawia się udostępnianiem obywatelom nowych e-usług, byli zgodni co do faktu, że zjawisko to zbiega się ze wzrostem liczby incydentów bezpieczeństwa w urzędach. Te coraz częściej stanowią cel ataków cyfrowych. Proces cyfryzacji dotyczy m.in. Urzędu Zamówień Publicznych, a jego kierownictwo dostrzega znaczenie przygotowania się cyberzagrożenia. – Rok 2021 był dla UZP wyjątkowy. Uczyniliśmy w tym czasie proces postępowań zamówieniowych w pełni elektronicznym, a na nadchodzące lata planujemy cyfryzację kolejnych procesów. Prowadząc transformację cyfrową zdajemy sobie jednak sprawę, że istotny jest nie tylko komfort podmiotów korzystających z nowych, cyfrowych narzędzi, lecz również bezpieczeństwo ich danychprzekonywał Hubert Nowak, prezes UZP.

    O bezpieczeństwie użytkowników usług e-administracji mówił również Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska, wskazując również na inne niż urzędy obszary, którym sektor publiczny winien się bacznie przyglądać. – Oczywiście incydent cyberbezpieczeństwa na poziomie samorządu dotyczy nie tylko urzędu, ale przede wszystkim obywateli tworzących lokalną społeczność, których dane są zagrożone, a potencjalnie również kolejnych organów państwowych, z którymi połączona jest zaatakowana jednostka. Najistotniejszy cel cyberataków stanowi prawdopodobnie infrastruktura krytyczna. Nie jesteśmy w stanie zapobiec każdemu incydentowi i dlatego kluczowy jest nasz czas reakcji na przypadki ataków, szczególnie na wrażliwe cele wskazał gospodarz konferencji.

    Potrzebne wytyczne i fundusze

    Jan Maciej Czajkowski, reprezentujący Związek Miast Polskich wskazywał, że w kontekście cyberbezpieczeństwa samorządy nie są pod względem swoich możliwości i przygotowania na zagrożenia jednorodną grupą. – Jednostki samorządowe nie są jednolite w swoich kompetencjach i możliwościach. Każda z nich widzi kwestie cyberbezpieczeństwa nieco inaczej i przed każdą stoją nieco inne wyzwania ze względu na typ i liczebność świadczonych usług i przetwarzanych danych. Na czoło biegu ku cyberbezpieczeństwu wśród krajowych JST wysuwają się moim zdaniem duże miasta na prawach powiatumówił przedstawiciel Związku Miast Polskich. Gość dodał, że dla poprawy sytuacji lokalnej administracji istotny będzie nie tylko rozwój świadomości i kompetencji i zapewnienie dedykowanych środków finansowych, ale również udzielenie klarownych wytycznych, a następnie prowadzenie audytów w celu potwierdzenia ich wdrażania. – Większość małych i średnich JST, które potrzebują wsparcia w tym obszarze polega na ich własnych kompetencjach, które często nie są dostateczne. Należy zapewnić im oczywiście środki finansowe na ten cel, ale również prowadzić audyty po wcześniejszym ustaleniu oczekiwań wobec urzędówwymieniał Jan Maciej Czajkowski.

    Prezes Urzędu Zamówień Publicznych podkreślał, że we wdrażaniu rozwiązań cyberbezpieczeństwa pomocne mogłyby okazać się dedykowane regulacje.  – Jako organy publiczne przywykliśmy do działania w ramach ścisłych i często sztywnych schematów prawnych. Cyberzagrożenia wymykają się nam w tej sferze, a podmioty administracji publicznej potrzebują jasnych ram i wskazówek dotyczących bezpieczeństwa cyfrowegomówił Hubert Nowak.Póki administracja publiczna nie dysponuje odpowiednio przejrzystymi wytycznymi prawnymi dla wdrażania cyberbezpieczeństwa, musi dzielić się między sobą doświadczeniami i kompetencjami dodał.

    Wspólna praca, bezpieczną przyszłość

    O potencjale i potrzebie współpracy podczas debaty mówił również Przemysław Kania, Dyrektor Generalny Cisco Polska. – Branża cyberbezpieczeństwa również jest w pewien sposób zdefragmentowana. Podmioty ją tworzące są silnie wyspecjalizowane, a jednym z zadań naszych organizacji jest pomoc w tworzeniu spójnych, kompletnych cyberbezpiecznych ekosystemów. Ważne jest też, by samorządy miały odwagę nawiązywać dialog z dostawcami, ponieważ nasza branża jest otwarta na współpracę z administracją publiczną i pomoc nie tylko przez oferowanie rozwiązań, ale też budowanie świadomości urzędników zapewniał Przemysław Kania.

    Choć nadchodzący rok zdaniem ekspertów przyniesie wiele wyzwań dla rozwoju cyberbezpieczeństwa administracji publicznej w Polsce, to zdaniem organizatora konferencji należy zachować optymizm. – Rozwijajmy świadomość zagrożeń i budujmy kompetencje urzędników. Zabiegajmy o zapewnienie środków dedykowanych na inwestycje w cyberbezpieczeństwo dla samorządów oraz jasnych wytycznych, które wskażą im kierunek przemian. Jestem przekonany, że jeśli podejmiemy pracę w tych obszarach Polska administracja publiczna będzie gotowa, by radzić sobie z zagrożeniami ery cyfrowejpowiedział, podsumowując debatę Prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik.

    Konferencja z cyklu #CyfryzujemyPolskę została zorganizowana 13 stycznia pod Patronatem Honorowym Sekretarz Stanu w KPRM, Pełnomocnika Rządu do Spraw Cyberbezpieczeństwa Janusza Cieszyńskiego oraz Urzędu Zamówień Publicznych. Partnerami wydarzenia były firmy Cisco oraz Samsung. Patronat medialny sprawowali portal Cyberdefence24.pl oraz agencja ISBtech.

  • Czwarta rewolucja nie uda się bez chmury

    Czwarta rewolucja nie uda się bez chmury

    Raporty i prognozy wskazują jednoznacznie – wartość rynku cloud computing w Polsce w roku 2022 ma wynieść 3 mld zł! To, że dynamika rynku cloud computing w naszym kraju jest większa niż obecna dynamika rynku światowego, jakoś bardzo nas w GFT nie dziwi. Rodzime firmy, widząc korzyści płynące z wykorzystania chmury przez firmy zagraniczne, chętniej eksperymentują i inwestują właśnie w ten obszar. Widać to choćby na przykładzie banków, które coraz częściej zaczynają zastanawiać się nad migracją lub budową od nowa w chmurze rozwiązań core bankingowych.

    Chmura to jednak rozwiązanie nie tylko dla bankowości. Co ciekawe, w Polsce w rozwiązania SaaS (Software as a Service) inwestują dziś najwięcej nie banki, a przedsiębiorstwa produkcyjne. Tak wynika z danych IDG. Co to oznacza dla przemysłu? Firmy działające w tym sektorze powinny dziś przemyśleć swoją strategię i sprawdzić, czy mogą zyskać przewagę biznesową dzięki chmurze. Jeśli tego nie zrobią, mogą przegrać z konkurencją, która już wdrożyła technologię cloud i dzięki temu ponosi na co dzień mniejsze ryzyko inwestycyjne, ma dużo większą zwinność biznesową i może konkurować z najbardziej innowacyjnymi firmami z całego świata.

    W każdym razie decyzja o transformacji do chmury nie jest dziś już tylko decyzją technologiczną, ale przede wszystkim biznesową. Dlaczego? Czwarta rewolucja przemysłowa, z którą mierzą się przedsiębiorstwa, pokazuje bardzo wyraźnie, jak do tych nieuchronnych zmian jesteśmy przygotowani. Czy infrastruktura IT jest gotowa na procesy transformacyjne, które wymagają zaawansowanych obliczeń matematycznych na dużej ilości danych? Czy da się ją łatwo skalować i czy jest bezpieczna na tyle, żeby spełniać wymogi branż i sektorów gospodarki ograniczanych często przez lokalne regulacje?

    Czas reakcji i możliwość lepszej adaptacji do zmian w tym aspekcie ma kluczowe znaczenie. Dobrze dopasowana do potrzeb konkretnego przedsiębiorstwa chmura umożliwia szybkie działanie bez ograniczeń związanych z przeszkodami inwestycyjnymi lub granicami technologicznymi.

    Można przywołać tutaj aktualną nadal sentencję Darwina. Twierdził on, że gatunkiem, który przetrwa, nie jest ani ten najsilniejszy, ani najinteligentniejszy, a tylko ten, który potrafi się zmieniać. Fundamentem do działań w zmiennych warunkach biznesowych jest właśnie chmura. To ona i jej dostawcy, którzy koncentrując się na cloud computingu, wykorzystują konwergencję wielu innych cyfrowych technologii, pozwalają firmom dojść do takiego momentu, w którym na szeroką skalę stosują algorytmy uczące się do poprawy efektywności procesów.

    Podsumowując, czwarta rewolucja i chmura wymagają nowego sposobu myślenia. Firmy muszą odłożyć na bok stare struktury, zapomnieć o tym, jak działały w przeszłości, przyjąć nowe technologie i dostosować swoją kulturę do stale zmieniających się warunków biznesowych napędzanych przez innowacje. Co stale podkreślamy – nie należy się tego obawiać! Podróż do chmury jest nie tylko dużo prostsza, niż mogłoby się to wydawać, ale przynosi także wymierne korzyści już na samym początku.


    Tomasz Smoleński, GFT
    Tomasz Smoleński, GFT

    Tomasz Smoleński to lider rozwoju biznesu z dwudziestoletnim doświadczeniem zawodowym w budowaniu relacji z klientami. Jego wiedza z zakresu transformacji cyfrowej przedsiębiorstw i intuicja biznesowa pozwalają budować nowoczesnym bankom, instytucjom i organizacjom dodatkową wartość. Ukończył Politechnikę Warszawską. Swoją karierę zaczynał w Procter&Gamble, później przez ponad trzynaście lat rozwijał swoje umiejętności w takich międzynarodowych korporacjach, jak HP, HPE i DXC.

    W firmie GFT, zajmującej się usługami IT i inżynierią oprogramowania, która od ponad trzech dekad wspiera rozwój wiodących firm i największych banków na całym świecie, pracuje od dwóch lat. Od września kieruje w Polsce zespołem GFT Poland Growth.

  • Farmaceutyczny rachunek sumienia – aptekarskie podsumowanie roku

    To był przełomowy rok dla branży farmaceutycznej w Polsce – po niemal 30 latach przyjęto ustawę o zawodzie farmaceuty, która daje szansę umocnienia pozycji magistrów farmacji i aptek w systemie ochrony zdrowia. Choć wciąż brakuje aktów wykonawczych do ustawy, to jej wprowadzenie jest jednym z największych sukcesów środowiska farmaceutycznego od lat! Czy jedynym? W 2021 r. wydarzyło się wiele zmian, które znacząco wpłynęły na pracę aptek, niemniej jednak wciąż borykają się one z licznymi problemami.

    Farmaceuci w 2021 r. mieli wiele powodów do zadowolenia – przyjęto ustawę o zawodzie farmaceuty, magistrom farmacji umożliwiono wykonywanie szczepień przeciw COVID-19, coraz bliższe wprowadzeniu stały się programy pilotażowe w zakresie opieki farmaceutycznej. Co więcej, rozwija się proces digitalizacji, a wprowadzenie e-recept znacznie poprawiło jakość pracy magistrów farmacji. Zyskali oni również szersze możliwości wystawiania recept dla siebie i członków swojej rodziny. To kroki milowe, które sprawiają, że praca farmaceutów nabiera nowego wymiaru. Branża wciąż jednak stoi przed szeregiem nowych wyzwań i problemów, z którymi konsekwentnie walczy – o czym mowa?

    Wyczekiwana ustawa

    16 kwietnia 2021 r. weszła w życie ustawa o zawodzie farmaceuty, która  znacząco rozszerzyła uprawnienia magistrów farmacji, a aptekom przypisała nową pozycję w systemie ochrony zdrowia. To ustawa, na którą farmaceuci czekali szczególnie, co potwierdza badanie przeprowadzone przez Aflofarm Farmacja Polska w listopadzie 2021. W bezpośrednim badaniu ankietowym (PAPI), zapytano 1740 farmaceutów o aspekty, które w perspektywie ostatniego roku pozytywnie i negatywnie wpłynęły na jakość ich pracy i całą branżę. Ponad 30% ankietowanych wskazało, że ustawa o zawodzie farmaceuty miała największe znaczenie dla branży farmaceutycznej w minionym roku, a ponad 27% badanych wciąż czeka na odpowiednie akty wykonawcze.

    – Ustawa o zawodzie farmaceuty umożliwia wprowadzenie opieki farmaceutycznej i dodatkowych usług na rzecz pacjentów. Regulacja obliguje także do poszerzania kompetencji i samodoskonalenia zawodowego. Farmaceuci doceniają tę możliwość i już teraz chętnie angażują się w nowe aktywności na rzecz pacjentów. To zdecydowanie pozytywny trend, który z pewnością będzie się rozwijał i przyniesie wiele korzyści dla systemu. Środowisko czeka na zmiany, których podstawy określa ustawa o zawodzie farmaceuty. Wprowadzenie w najbliższym czasie m.in. „recepty kontynuowanej”, jest dobrym kierunkiem, dlatego Ministerstwo Zdrowia powinno szybko opracować odpowiednie akty wykonawcze regulujące zasady ich wystawiania przez farmaceutów. W najbliższym czasie ruszy także pilotaż przeglądów lekowych, to zdecydowanie wyczekiwany przez nas projektmówi Elżbieta Piotrowska-Rutkowska, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

    Na ważne aspekty zwraca uwagę także kancelaria prawnicza DZP, która wskazuje, że od początku ustawa budziła pewne kontrowersje związane między innymi z kwestią samodzielności pracy aptekarza – rozgraniczenia charakteru działalności farmaceutów od funkcji apteki jako przedsiębiorstwa, czy też z nieścisłościami dotyczącymi ustawicznego rozwoju zawodowego farmaceutów oraz przysługujących im z tego tytułu uprawnień do dodatkowego, 6 – dniowego urlopu szkoleniowego.

    – Jednak najbardziej widocznym, praktycznym problemem związanym z wejściem UoZF w życie jest brak rozporządzeń wykonawczych. Wątpliwości pojawiają się w szczególności w odniesieniu do opieki farmaceutycznejdodaje Julia Nowosielska z Kancelarii DZP.

    Co ważne, w kwestii opieki farmaceutycznej, rozporządzenie Ministra Zdrowia z 2 grudnia 2021 r. w sprawie programu pilotażowego przeglądów lekowych zostało opublikowane w Dz.U. 17 grudnia 2021 r. Jak wskazuje Kancelaria DZP te rozporządzenia za cel stawiają sobie weryfikację słuszności objęcia wskazywanych w nich usług finansowaniem ze środków publicznych.

    Warto jednak podkreślić, że umacnianie się roli farmaceutów w systemie ochrony zdrowia jest bardzo pożądane. Zwłaszcza w czasie pandemii uwypuklił się problem dostępu do lekarza, co wynika z badania Fundacji Aflofarm „Polacy rok po wybuchu pandemii SARS-CoV-2”, gdzie aż 51% badanych Polaków negatywnie oceniło dostęp do lekarza pierwszego kontaktu, czy 50,8% w przypadku lekarza specjalisty. To właśnie farmaceuci mogą być wsparciem dla lekarzy, tym samym zapewniając pacjentom szybszy dostęp do niezbędnych leków w przypadku farmakoterapii wielu chorób. W 2021 r. wprowadzono zmiany dotyczące wystawiania recepty farmaceutycznej. Ten przepis ucieszył 36% ankietowanych magistrów farmacji[1].

    Cyfryzacja numerem jeden według farmaceutów

    Aflofarm oddał głos farmaceutom w kwestii podsumowania zmian, które nastąpiły w 2021. Magistrzy farmacji najchętniej wskazywali (49%), że najważniejszym czynnikiem podnoszącym komfort ich pracy jest wdrożenie i powszechne stosowanie e-recept i e-zleceń na wyroby medyczne. Choć cyfrowa wersja recepty została wprowadzona w 2020 r., to skutki tej zmiany są na tyle znaczące z perspektywy aptek, że nawet po niespełna dwóch latach są tak mocno doceniane przez farmaceutów.

    Inną kwestią, która pozytywnie wpłynęła na pracę farmaceutów w 2021 r., było skrócenie okresu zwrotu refundacji z NFZ – na tę zmianę wskazało 39% ankietowanych. To także efekt postępującej digitalizacji systemu i przyspieszenia cyfrowego spotęgowanego wystąpieniem pandemii COVID-19. W wyniku pandemii dla upłynnienia wielu procesów, apteki otrzymują szybszy zwrot refundacji, a za sprawą Portalu Świadczeniodawcy i opcji e-zestawień została uproszczona kwestia kontaktu na linii NFZ-apteka.

    – Kierunek związany z intensywnym rozwojem digitalizacji sektora ochrony zdrowia okazał się słuszny i pozytywnie wpłynął na pracę farmaceutów, którzy, jak wynika z badania przeprowadzonego przez firmę Aflofarm, doceniają funkcjonalność e-recept czy elektronicznych zestawień refundacyjnych. Jako samorząd zawodowy o tego rodzaju rozwiązania zabiegaliśmy od dawna. Liczne szkolenia z udziałem również naszych ekspertów z pewnością umożliwiły łatwiejsze wdrożenie ich w aptekach. Zmniejszenie biurokratyzacji i szybszy dostęp do informacji, to przecież jedne z głównych założeń zmianpodsumowuje Elżbieta Piotrowska-Rutkowska, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

    Farmaceuta szczepi

    Od 27 grudnia 2020 r. w Polsce rozpoczęto szczepienia przeciw COVID-19. Na przestrzeni 2021 r. zapotrzebowanie na szczepienia Polaków było na tyle duże, że również farmaceutom umożliwiono wykonywanie kwalifikacji i szczepień przeciw COVID-19. W maju zmieniono przepisy ustawy – Prawo farmaceutyczne i wprowadzono regulacje uprawniające apteki do przeprowadzania szczepień ochronnych, a od czerwca obowiązują rozporządzenia, na mocy których szczepienia przeciw COVID-19 mogą odbywać się również w aptekach.

    – Dzięki zaangażowaniu środowiska farmaceutycznego regulacje przybrały kształt umożliwiający wykonywanie szczepień w aptekach (…). Mapa punktów szczepień aptecznych rosła z dnia na dzień, jednak tutaj nie brakowało nieścisłości. (…) Duże obawy do tej pory budzą możliwości informowania pacjentów o usłudze szczepień z uwagi na rygorystyczną interpretację zakazu reklamy aptek. Bezpieczne na ten moment rozwiązanie stanowi posługiwanie się materiałami informacyjnymi zgodnymi z wytycznymi organizacji Punktów Szczepień Powszechnychmówi Julia Nowosielska.

    Największe wyzwania branży

    Z badania przeprowadzonego przez Aflofarm Farmacja Polska wyłonił się także obraz największych bolączek i wzywań branży aptecznej w 2021 r. Najważniejszym problemem wskazanym przez farmaceutów (49% ankietowanych) jest deficyt kadrowy. Badanie także ujawniło potencjalne, aczkolwiek zaskakujące rozwiązanie tej sytuacji – gdyż ankietowani magistrzy farmacji w 56% przyznali, że czekają na umożliwienie technikom farmacji z odpowiednim stażem pracy i właściwymi kompetencjami sprzedaży określonych grup leków bez konieczności obecności farmaceuty. Wpływ na taką sytuację mają zapewne m.in. spadek rentowności aptek (o czym mówi 37% ankietowanych), inflacja, która potęguje niezadowolenie farmaceutów ze stagnacji pensji (na co wskazuje 41% pytanych). Naczelna Rada Aptekarska nie ukrywa zaskoczenia takimi wynikami i wskazuje, że większość środowiska jest za utrzymaniem obecnych przepisów, które wymagają obecności magistra farmacji w godzinach otwarcia apteki i prowadzenia nadzoru nad pracą techników farmaceutycznych. Co więcej, 30 listopada 2021 r. do Prezesa Rady Ministrów wpłynęła petycja żądająca wprowadzenia mechanizmów skuteczniejszej kontroli obecności w aptece w godzinach jej czynności, uprawnionego magistra farmacji. Taka sytuacja jasno wskazuje, że mimo braków kadrowych, z którymi boryka się farmacja, pozycja farmaceuty jest silna i jasno określona pozycja techników farmacji nie może zostać naruszona.

    To jednak nie jedyne powody do niezadowolenia farmaceutów. Jak wskazuje Kancelaria DZP – W połowie roku zmianie uległo rozporządzenie w sprawie recept [2] – doprecyzowano sporne definicje, a także wprowadzono mechanizmy umożliwiające realizację recept z niepoprawnie lub niejednoznacznie wypisanymi informacjami. Mimo to, w badaniu Aflofarmu aż 40% magistrów farmacji twierdzi, że negatywnie na ich pracę wpływa brak ujednoliconych zasad realizacji recept, czy też brak jasnych wytycznych dot. interpretacji przepisów.

    Mimo tak intensywnego roku dla branży aptecznej, zmiany umożliwiające wystawianie refundowanych recept dla pacjentów kontynuujących leczenie, zgodnie z przepisami, powinny wejść w życie w styczniu 2022 r. Prace nad tym rozwiązaniem prowadzi resort zdrowa. Obecnie na tę zmianę czeka aż 52% farmaceutów według badania przeprowadzonego przez Aflofarm. Jednak pocieszające dla magistrów farmacji były zmiany w zakresie wystawiania recepty pro auctore i pro familiae (29% ankietowanych).

    – W ogólnym rozrachunku 2021 r. był ważnym czasem zmian dla farmaceutów, czasem umocnienia pozycji apteki i magistra farmacji w systemie ochrony zdrowia. Większość wprowadzonych zmian miała charakter pozytywny, ich zadaniem było zwiększenie możliwości pełniejszej obsługi pacjentów. Co więcej, wiele zmian także miało za zadanie usprawnić pracę apteki i lepiej osadzić ją w zdigitalizowanej przestrzeni przepływu dokumentacji. Jak wykazały przeprowadzone przez nas badania wciąż wiele zmian jeszcze przed farmaceutami, oni sami wskazują wiele obszarów, w których konieczne są zmiany lub dopełnienia obowiązujących przepisów, jednak wszystko wskazuje, że wreszcie zostali usłyszani, a ich głos staje się coraz bardziej istotnypodsumowuje Tomasz Furman, prezes Fundacji Aflofarm.


    [1] Badanie przeprowadzone przez Aflofarm Farmacja Polska w listopadzie 2021 r. na grupie 1740 magistrów farmacji pracujących w aptekach w całej Polsce.
    [2]   Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 23 grudnia 2020 r. w sprawie recept (Dz.U. z 2020 r., poz. 2424 z późn. zm.)

  • Sztuczna inteligencja – możliwości są duże, ale czy można jej zaufać?

    Sztuczna inteligencja – możliwości są duże, ale czy można jej zaufać?

    Sztuczna inteligencja mocno zmieni świat i z pewnością może uczynić go lepszym dla każdego z nas. Jednak, aby w pełni wykorzystać potencjał tej nowej technologii, musimy dołożyć wszelkich starań, aby zarówno każdy z nas oraz firmy miały do AI pełne zaufanie.

    Pojawienie się sztucznej inteligencji było prawdziwym przełomem. Tak jak napędy parowe i elektryczność zapoczątkowały erę przemysłową, tak AI jest wiodącą technologią nowej ery cyfrowej. AI może pomóc firmom w lepszym i bardziej zrównoważonym rozwoju, ale jak to bywa w przypadku każdej nowej technologii, pojawiają się pytania i obawy. Zarówno eksperci, jak i opinia publiczna nie mają pewności, w jaki sposób sztuczna inteligencja podejmuje decyzje, jakie informacje wykorzystuje, na ile jest obiektywna i sprawiedliwa? Zatem w jaki sposób mierzyć i porównywać prace różnych systemów sztucznej inteligencji w tych kwestiach i jak regulować tę technologię?

    W ciągu ostatnich lat firmy polegają na coraz większej liczbie decyzji podejmowanych przez AI. Na przykład w ramach wyboru talentów, przetwarzania roszczeń ubezpieczeniowych, obsługi klienta oraz innych ważnych procesów biznesowych. Jednak dla wielu firm sztuczna inteligencja to wciąż duża niewiadoma. Brakuje narzędzi oraz umiejętności, aby odpowiedzialnie nią zarządzać. Jednocześnie zarówno klienci, jak i firmy chcą móc obdarzyć tę nową technologię pełnym zaufaniem. Według badania IBM Global AI Adoption Index, 91 procent firm korzystających obecnie ze sztucznej inteligencji uważa, że podejmowanie decyzji z możliwością wyjaśnienia jest istotną cechą rozwiązań AI. W innej ankiecie czterech na pięciu respondentów stwierdziło, że etyka AI powinna być kwestią poruszaną na poziomie zarządów firm.

    Ustalanie zasad

    Dbałość o przejrzystość działania sztucznej inteligencji jest obowiązkiem producentów i użytkowników systemów AI oraz organów publicznych, odpowiedzialnych za tworzenie prawa. I rzeczywiście, Unia Europejska oraz wiele krajów na świecie już opracowuje strategie i zasady dotyczące AI. Na przykład IBM, współpracuje z przedstawicielami rządów i instytucji publicznych, a jednocześnie opracowuje praktyczne podejście do etycznych aspektów AI. Eksperci IBM zdefiniowali pięć kluczowych cech niezbędnych do stworzenia zaufanej sztucznej inteligencji. To dający się zrozumieć, uczciwy, solidny, przejrzysty i prywatny system. Takie cechy są nie tylko stosowane w firmowych rozwiązaniach AI, ale mogą również posłużyć jako reguły obowiązujące w całej branży.

    Przykładem praktycznego zastosowania tych zasad jest AI FactSheet – koncepcja, którą IBM wprowadził kilka lat temu. Podobnie jak w przypadku etykiet żywieniowych dla produktów spożywczych, taki arkusz informacyjny mógłby zawierać wygenerowane informacje o działaniu AI, dane szkoleniowe, podstawowe algorytmy, konfigurację i wyniki testów, wzorce wydajności, kontrole uczciwości i odporności, jego przeznaczenie, a także informacje o pracach serwisowych i ponownych treningach AI. Tego rodzaju narzędzia będą bardzo potrzebne, ponieważ powinien istnieć łatwy sposób systematycznego i zrozumiałego pomiaru, jak również informowania o poziomach funkcjonowania danego systemu AI.

    Wspólne działania

    Rozwój na dużą skalę sztucznej inteligencji, której można zaufać, jako wyzwanie wykracza poza możliwości całej branży, nie wspominając o poszczególnych firmach. Dlatego, poza inicjatywami branżowymi, również decydenci na całym świecie opracowują strategie i polityki dotyczące AI. Na przykład Watykan w 2020 roku ogłosił „Wezwanie Rzymu do etyki w AI”, którego IBM był jednym z pierwszych sygnatariuszy. Niedawno Unia Europejska przedstawiła swoje kompleksowe regulacje dotyczące AI, które mają na celu ograniczenie potencjalnych zagrożeń związanych z tą technologią. Ważne jest jednak, aby polityka rządowa i regulacje zostały zaprojektowane w taki sposób, aby wzmocnić zaufanie do systemów AI bez tłumienia innowacji lub ograniczania potencjału tej technologii do uczynienia świata lepszym. Można by określić ramy oparte na ryzyku, takie jak propozycja IBM dotycząca Precyzyjnej Regulacji AI, w ramach, których branża i rządy współpracowałyby wokół systemu współregulacji, dostosowanego do przypadków użycia i poziomu ryzyka.

    Aby sztuczna inteligencja przyniosła korzyści wszystkim, zarówno biznesowi i każdemu z nas, wartości takie jak różnorodność, inkluzja społeczna i wspólna odpowiedzialność muszą zawsze być podstawą jej tworzenia i zaufanego działania. Teraz, gdy znajdujemy się w kluczowym momencie na drodze postępu, wypracowanie najlepszego sposobu wykorzystania sztucznej inteligencji w naszym codziennym życiu, wymaga zaangażowania wszystkich możliwych stron.

    Autor: Piotr Beńke, dyrektor ds. technologii, IBM Polska i Kraje Bałtyckie

    Piotr Beńke, dyrektor ds. technologii, IBM Polska i Kraje Bałtyckie
    Piotr Beńke, dyrektor ds. technologii, IBM Polska i Kraje Bałtyckie

  • Dane MF: W III kw. urzędy przeprowadziły ponad 26 tys. więcej czynności sprawdzających niż rok wcześniej

    Według danych Ministerstwa Finansów, w III kwartale br. liczba przeprowadzonych kontroli celno-skarbowych wzrosła o niespełna 3% w relacji rocznej. W przypadku kontroli podatkowych nastąpił spadek o blisko 30%. Natomiast czynności sprawdzających przybyło o przeszło 4%. Najwięcej ww. działań było w woj. mazowieckim. Eksperci komentujący te wyniki są podzieleni co do tego, jak te statystyki będą wyglądać w przyszłości.

    Jak wynika z danych udostępnionych przez Ministerstwo Finansów, w III kwartale br. przeprowadzono 680 kontroli celno-skarbowych. To nieznacznie więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 661. Spadła za to liczba kontroli podatkowych, od lipca do września tego roku odnotowano ich 4 067, natomiast rok wcześniej – 5 781. Ponadto przeprowadzono więcej czynności sprawdzających. Ostatnio było ich 667 995, a w analogicznym okresie 2020 roku – 641 518.

    – W mojej ocenie, w przyszłości powinniśmy już mieć tendencję spadkową, ponieważ kontrole nie są prowadzone na chybił trafił. Urzędy dysponują różnymi analitycznymi narzędziami, które ułatwiają wykrywanie nieprawidłowości. Jeżeli w tym roku widzimy tendencję wzrostową, to można ją wytłumaczyć np. pandemią. Przez pewien okres 2020 roku urzędy pracowały zdalnie, były niedostępne dla podatników, a przez zawieszenie terminów procesowych organy podatkowe nie pozostawały w bezczynności. Gdyby było więc inne uzasadnienie wzrostów spraw niż kwestie związane z Covidem i tzw. lockdownem, to na pewno byłoby to dość niepokojące komentuje dr Jacek Matarewicz, partner w Kancelarii Ożóg Tomczykowski, ekspert BCC.

    Jak stwierdza Anita Wielanek, rzecznik prasowy Szefa Krajowej Administracji Skarbowej, liczbę kontroli podatkowych należy oceniać łącznie z ilością wykonanych czynności sprawdzających, które aktualnie w dużej mierze zastępują te pierwsze. Ekspert dodaje, że takie działania wszczynane są na podstawie analizy ryzyka. To ich wynik decyduje o tym, czy w konkretnym przypadku nastąpi weryfikacja rozliczeń podatkowych, tzn. czy zostaną podjęte czynności sprawdzające lub kontrolne.

    – Tam, gdzie są największe nieprawidłowości i zachodzi podejrzenie generowania dużych strat dla budżetu państwa, wszczynane są kontrole celno-skarbowe. Natomiast w przypadku, gdy nieprawidłowości są mniejsze, uruchamiane są kontrole podatkowe albo czynności sprawdzające, które można prowadzić bez udziału podatnika. Najwięcej kontroli dotyczy nieprawidłowości w deklarowanych kwotach zobowiązań podatkowych. Natomiast czynności sprawdzające najczęściej dotyczą weryfikacji poprawności danych zawartych w Jednolitych Plikach Kontrolnychwyjaśnia Justyna Pasieczyńska, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Warszawie.

    Z udostępnionych danych również wynika, że w trzecim kwartale br. najwięcej kontroli celno-skarbowych przeprowadził Mazowiecki UCS w Warszawie – 101 (w analogicznym okresie ub.r. – 65). Dalej znajduje się Lubelski UCS w Białej Podlaskiej – 84, co oznacza spory wzrost rok do roku – z 25. Następny jest Kujawsko-Pomorski UCS w Toruniu – 67 (116). Natomiast najmniej takich działań przeprowadził Świętokrzyski UCS w Kielcach – 13 (poprzednio 28).

    – Wzrost liczby kontroli celno-skarbowych zakończonych w Lubelskim UCS w Białej Podlaskiej w III kw. 2021 roku w stosunku do analogicznego okresu ub.r. wynika z ciągłego udoskonalania narzędzi analitycznych. One pozwalają na coraz bardziej precyzyjne zidentyfikowanie zagrożeń podatkowych. Wygenerowane dane zapewniają niemal 100% skuteczność pozytywnych wyników kontroli i znacznie ograniczają czas ich prowadzenia – informuje Michał Deruś, Rzecznik prasowy lubelskiej KAS, Izba Administracji Skarbowej w Lublinie.

    Natomiast najwięcej kontroli podatkowych w trzecim kwartale br. przeprowadziła Izba Administracji Skarbowej w Warszawie – 689 (w analogicznym okresie 2020 roku – 1 017). Następne w zestawieniu są IAS we Wrocławiu – 666 (784) oraz IAS w Krakowie – 438 (384). Ta ostatnia jest jedną z dwóch izb, które rok do roku odnotowały wzrost liczby takich działań. Natomiast na końcu zestawienia znajduje się IAS w Białymstoku – 81 (199).

    – Dane przekazane przez Ministerstwo Finansów nie dotyczą wyłącznie kontroli wszczętych i zakończonych w III kwartale, lecz obejmują kontrole zakończone w III kw. 2021 roku, niezależnie od czasu, kiedy zostały wszczęte. Według IAS w Warszawie, liczba kontroli w woj. mazowieckim w 2021 roku jest większa niż w roku ubiegłym, podobnie jak ilość czynności sprawdzających. Na spadek liczby kontroli w 2020 roku, wpływ miała przede wszystkim panująca w kraju sytuacja epidemiczna i związane z nią obostrzeniamówi Justyna Pasieczyńska.

    Z kolei najwięcej czynności sprawdzających w trzecim kwartale br. zostało przeprowadzonych przez IAS w Warszawie – 139 244 (w analogicznym okresie ub.r. –  127 915). Kolejna w zestawieniu jest IAS w Poznaniu – 68 324 (68 932), a następna – IAS we Wrocławiu – 57 377 (62 589). Najmniej takich działań odnotowała IAS w Olsztynie – 13 703 (16 901).

    – Ogólne zwiększenie się liczby czynności sprawdzających nie jest czymś niepokojącym, wręcz przeciwnie. W ramach czynności sprawdzających organy dają bowiem podatnikowi szansę szybkiego naprawienia ewentualnych nieprawidłowości. W takich sytuacjach z reguły nie musi on korzystać z kosztownych porad prawników, ani dokonywać znaczącej weryfikacji prowadzonej dokumentacji. Najczęściej obywa się również bez konieczności karania podatnika. Trend ten zatem należy uznać za dobre zjawisko, a wręcz pożądanestwierdza Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI.

    Jak prognozuje dr Matarewicz, w najbliższej przyszłości liczba kontroli i czynności sprawdzających będzie na podobnym poziomie jak ostatnio. Jednak tendencja powinna być raczej spadkowa. Wprowadzono bowiem regulacje, które powinny sprawić, że liczba tego typu działań będzie mniejsza, a urzędnicy skupią się na dużych i „pewnych” sprawach. Kwotowo powinno to wyglądać bardziej spektakularnie z perspektywy urzędu, gdyż stworzono narzędzia umożliwiające sprawniejsze działanie administracji skarbowej.

    – W kolejnych miesiącach i latach należy spodziewać się istotnych zmian legislacyjnych, zmierzających do usprawnienia wykrywania nieprawidłowości w czasie jak najbardziej rzeczywistym. Te zmiany to np. faktury online czy więcej struktur JPK. Do organów będzie trzeba przesyłać coraz więcej danych przedsiębiorstwa. To się może przekładać na więcej czynności sprawdzających, chociażby w początkowym okresie obowiązywania nowych przepisów, kiedy zarówno organy, jak i podatnicy będą się uczyć stosowania tych regulacji podsumowuje  Aldona Międlar, prawnik z Kancelarii Ars AEQUI.

  • Eksperci: MŚP mogą stracić na nowych unijnych regulacjach cyfrowych

    Proponowane w obecnym kształcie regulacje – Akt o Rynkach Cyfrowych (DMA) oraz Akt o Usługach Cyfrowych (DSA) – będą miały fundamentalny i niekorzystny wpływ na działalność małych i średnich przedsiębiorstw w UE. Choć w debacie publicznej mówi się o obu Aktach w kontekście gigantów technologicznych, to proponowane zmiany wpłyną tak naprawdę na najmniejsze podmioty na rynku – ostrzega Michał Kanownik, Prezes Związku Cyfrowa Polska. W czasie spotkania z członkami Parlamentu Europejskiego zaprezentowano najważniejsze zastrzeżenia sektora MŚP wobec unijnych regulacji.

    W czasie zorganizowanego w piątek przez Związek Cyfrowa Polska oraz INFOBALT, partnerską organizację branży cyfrowej i nowoczesnych technologii z Litwy spotkania przedstawicieli biznesu i eurodeputowanych, które poświęcono problematyce wpływu procedowanych w UE regulacji: Aktów o Rynkach Cyfrowych oraz o Usługach Cyfrowych na małe i średnie przedsiębiorstwa, omówiono kluczowe obawy sektora MŚP. Mniejsze podmioty na rynku UE alarmują, że odebrane zostaną im nowoczesne narzędzia komunikacji z klientami oraz że staną się niewidoczne dla potencjalnych odbiorców swoich usług.

    Mity i fakty

    Gospodarze spotkania zwracali uwagę, że regulacje (DMA i DSA) są często błędnie przedstawiane w debacie publicznej jako dotyczące wyłącznie największych platform online i gigantów technologicznych. Zdaniem prezesa Związku Cyfrowa Polska choć projektowane są one z myślą o ochronie praw konsumentów i wyrównaniu szans podmiotów rynku innych niż najwięksi gracze, to wiele ich elementów stoi w sprzeczności z tymi założeniami. – Restrykcje dotyczące reklam online, czy łączenia danych pomiędzy usługami dostawców usług online będą miały fatalne konsekwencje dla najmniejszych graczy na rynku, którzy polegają na ich możliwościach. Klient szukający w wyszukiwarce online np. kwiaciarni nie zobaczy mapki ze wskazaniem adresów, czy godzin otwarcia okolicznych przedsiębiorstw. Zamiast tego zobaczy listę linków. Pamiętajmy, że stronę online ma zaledwie 30% europejskich MŚP. Małe firmy utracą potężny kanał interakcji z klientamiobjaśniał konsekwencje regulacji Michał Kanownik.

    Ogromny uszczerbek mają odnieść małe i średnie przedsiębiorstwa w związku z planami zakazania usług z zakresu celowanych reklam (targeted advertisement). Mindaugas Ubartas, CEO INFOBALT objaśniał, że to kuriozalna sytuacja, w której przegranymi będą zarówno MŚP, tracąc dostęp do nowoczesnego, wydajnego i przystępnego cenowo narzędzia marketingowego – Małej firmy nie stać na reklamę w telewizji, czy gazetach. Czy chcemy cofać rynek do poprzedniej ery? Małej firmie na nic zda się dotarcie do klientów oddalonych o setki, czy tysiące kilometrów od miejsca działalności biznesu. Na restrykcjach nałożonych na mechanizm reklam ucierpią małe firmy i konsumenci. To obustronna porażka. Trzeba również ponownie wyjaśnić, że reklama nigdy nie jest skierowana do indywidualnego użytkownika. Celowanie oznacza, że ogłoszenie widzi grupa użytkowników, bez wpływu na bezpieczeństwo, czy prywatność danych jednostek – tłumaczył Mindaugas Ubartas.

    Uczestnicy spotkania zwracali uwagę, że interes sektora MŚP był często ignorowany w czasie prac nad omawianymi regulacjami. – MŚP i ich interes nie były brane pod uwagę w wystarczającym stopniu w czasie procesu legislacyjnego, a wpływ DSA i DMA na ich codzienną działalność nie został dotychczas wystarczająco zakomunikowanystwierdził Brandon Mitchener, reprezentujący Connected Commerce Council w Europie oraz mały przedsiębiorca zajmujący się sprzedażą wina online.

    Brak świadomości wśród eurodeputowanych

    W czasie spotkania poruszano problem niedostatecznej świadomości wśród parlamentarzystów na temat skutków projektowanych przepisów. W odpowiedzi na pytanie litewskiego europarlamentarzysty Andriusa Kubiliusa o odezwę struktur unijnych na prezentowane w czasie konsultacji i prac legislacyjnych nad Aktami stanowiska i odezwy branży cyfrowej oraz środowisk małych i średnich przedsiębiorstw, organizatorzy spotkania wyjaśniali, że reakcja widziana w treści legislacji była dostrzegalna, lecz niekompletna i wciąż borykają się z problemem braku świadomości członków PE. – Część naszych postulatów została uwzględniona w projektach regulacji, za co jesteśmy wdzięczni. Niestety, nie są one wciąż idealne. Liczymy, że przedstawione dziś obawy zostaną rozważone przez Parlament Europejski. Wciąż borykamy się z niedostateczną świadomością wśród Europosłów na temat konsekwencji Aktów dla mniejszych graczy na rynkupowiedział Prezes Związku Cyfrowa Polska.

    Do udziału w spotkaniu zaproszono przedstawicieli Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów Parlamentu Europejskiego (IMCO) oraz polskich i litewskich eurodeputowanych. W spotkaniu udział wzięli przedstawiciele Parlamentu Europejskiego oraz stowarzyszeń i organizacji przedsiębiorców i pracodawców, m.in. ZPP, czy włoskiego InnovUp, a także przedstawiciele mediów krajowych. W czasie grudniowego posiedzenia Parlamentu Europejskiego Akt o Usługach Cyfrowych procedowany będzie w europarlamentarnej komisji IMCO, a Akt o Rynkach Cyfrowych poddany będzie pod głosowanie plenarne.

    Nagranie przebiegu spotkania dotyczącego wpływu obu Aktów na sektor małych i średnich przedsiębiorstw w języku angielskim

  • Raport Ericsson: samochód w erze 5G będzie platformą sprzętową

    Raport Ericsson: samochód w erze 5G będzie platformą sprzętową

    W połowie lat 30. XXI wieku blisko co drugi samochód na europejskich drogach może być pojazdem autonomicznym. Najnowszy raport firmy Ericsson „Connected Cars” analizuje konsekwencje czekających nas zmian, w tym rozwój infrastruktury drogowej opartej na Internecie Rzeczy, niezawodną łączność oraz stałą komunikację między pojazdami i w ramach ekosystemu drogowego.

    Oczekuje się, że samochody połączone (Connected Cars) będą znacznie bezpieczniejsze od dzisiejszych pojazdów. Według prognoz opublikowanych na platformie Statista, auta z dostępem do Internetu pomogą ograniczyć liczbę śmiertelnych wypadków w ciągu roku o zdumiewające 94%. Z kolei według badania Deloitte z 2020 roku, gdyby wprowadzić odpowiednie regulacje prawne, do 2035 roku, 43% pojazdów w Europie mogłoby być częściowo lub w pełni autonomicznych. Najnowszy raport „Connected Cars“, przygotowany przez ekspertów Ericsson IndustryLab, wyjaśnia jakie zmiany są niezbędne z perspektywy technologii i biznesu, aby ta wizja stała się rzeczywistością. Kluczem jest niezawodna łączność i wykorzystanie danych, które tworzą zupełnie nowe modele biznesowe.

    Chociaż do upowszechnienia prawdziwie zrobotyzowanych pojazdów jest jeszcze długa droga, rynek samochodów połączonych sukcesywnie rośnie. Prognozy Statista przewidują, że do 2025 r. wielkość tego rynku wyniesie 166 mld dolarów, a inne źródła wskazują na ponad 200 mld dolarów. Jednak samochody połączone są jedynie ewolucyjnym krokiem w kierunku wysoce zautomatyzowanych i w pełni autonomicznych pojazdów, które podważą tradycyjną koncepcję auta osobowego. W nowej rzeczywistości marki pojazdów staną się mniej ważne od oprogramowania czy usług cyfrowych, a samochód w przyszłości zostanie sprowadzony do roli platformy sprzętowej dla zintegrowanych rozwiązań ruchu drogowego.

    Według analityków Kearney, dzisiaj 90% wartości przeciętnego samochodu stanowi sprzęt, a 10% oprogramowanie. Za około 15 lat udział sprzętu w cenie pojazdu spadnie do 40%, a w konsekwencji na wartości zyskają oprogramowanie (40%) oraz treści (20%). W 2030 roku, według ankiety przeprowadzonej na zlecenie IBM wśród przedstawicieli kadry kierowniczej z branży motoryzacyjnej, przychody producentów samochodów z usług mobilnych podwoją się do poziomu 10 procent, podczas gdy udział sprzedaży samochodów w całkowitych przychodach spadnie do około trzech czwartych. Więcej danych udostępnianych innym uczestnikom ruchu drogowego lub korzystanie przez podróżujących z aplikacji informacyjno-rozrywkowych wykładniczo zwiększą transfer danych pojazdów połączonych.

    Szacuje się, że w przypadku samochodów autonomicznych transfer danych wynosi od 383 GB do 5,17 TB na godzinę. Użytkownicy takich pojazdów będą oczekiwać wydajnej i bezproblemowej łączności, niezależnie od tego, czy będą podróżować w ruchu miejskim, poruszać się po mało zaludnionych obszarach czy przekraczać granice obcych państw. Jak ważna stanie się łączność, jest widoczne już dzisiaj. Ponad 25% nabywców samochodów ankietowanych przez Thales Group w 2020 r. wskazało, że przedkłada łączność nad inne cechy pojazdu, takie jak moc silnika czy paliwooszczędność. Łączność nie tylko umożliwi wprowadzenie zaawansowanych rozwiązań informacyjno-rozrywkowych z możliwością uczenia się i personalizacji preferencji pasażerów, czyniąc z pojazdów najbardziej wyrafinowane, inteligentne urządzenia.

    Co ważniejsze, łączność w wyraźny sposób będzie wpływać na bezpieczeństwo podróży. W celu zaoszczędzenia mocy obliczeniowej każdego z pojazdów i współdzielenia bodźców sensorycznych między uczestnikami ruchu, pojazdy w dużej mierze autonomiczne będą działać w zwartym ekosystemie, jakiego nie znamy dzisiaj. Zarówno czujniki zamontowane w pojeździe oraz infrastrukturze drogowej będą stale rejestrować i wymieniać pozycję oraz inne zmienne. Dla przykładu, samochód nie będzie musiał ustalać koloru sygnalizacji świetlnej lub lokalizacji innych pojazdów za pomocą własnych czujników, ponieważ wszystkie istotne informacje przekaże z wyprzedzeniem samo skrzyżowanie. Dzięki temu transport autonomiczny będzie płynniejszy i bezpieczniejszy.

    samochód, auto, Ericsson, 5g

    Jednak do zrealizowania wizji autonomicznej przyszłości droga jest jeszcze długa. Samochody wyposażone w asystenta parkowania, adaptacyjny tempomat czy asystenta pasa ruchu lub pojazdy pierwszego poziomu jazdy autonomicznej są dostępne od lat. Obecne samochody z automatyzacją na poziomie 2 są zdolne do sterowania tempomatem i automatycznego kierowania pojazdem z uwzględnieniem ruchu, podczas gdy w automatyzacji poziomu 3 układ napędowy samochodu wykonuje wszystkie zadania związane z jazdą dynamiczną, oczekując, że kierowca zareaguje na prośbę o interwencję. Poziomy 4 i 5 będą wymagały czegoś więcej, niż tylko ulepszenia technologii. Po pierwsze, będą musiały podlegać ścisłym regulacjom, a proces poszukiwania odpowiednich ram prawnych będzie powolny i złożony. Wystarczy poddać dyskusji kwestię odpowiedzialności ubezpieczeniowej w razie wypadku.

    „Korzyści z połączonego i zautomatyzowanego transportu można odblokować tylko dzięki odpowiedniemu wykorzystaniu sieci i infrastruktury. Podstawowym warunkiem wprowadzenia na szeroką skalę pojazdów autonomicznych jest wydajna łączność mobilna 5G. Technologia piątej generacji oferuje dwustukrotnie mniejsze opóźnienie lub czas oczekiwania między wysyłaniem i odbieraniem danych w porównaniu z siecią 4G, co daje czas reakcji na poziomie około jednej milisekundy. Co więcej, sieć 5G daje możliwość pracy 100 urządzeń połączonych z internetem na metr kwadratowy, co pozwoli na współpracę dużej liczby sprzętów z kategorii Internetu Rzeczy (IoT), od samochodów po czujniki i instalacje. Inne kluczowe technologie dla przyszłego ruchu drogowego to m.in. rozwiązania chmurowe i edge computing, pozwalające na efektywniejsze rozłożenie mocy obliczeniowej ekosystemu”podkreśla Magnus Gunnarsson z firmy Ericsson, odpowiedzialny za wprowadzanie na rynek nowych usług dla pojazdów połączonych nowej generacji, członek Grupy Roboczej Światowego Forum Ekonomicznego ds. Mobilności Miejskiej i Autonomicznej.

    „Chociaż wprowadzenie pojazdów autonomicznych na drogi publiczne to wciąż bardzo odległa wizja, najbliższe lata przybliżą nas do rewolucji. Wszystko za sprawą upowszechnienia sieci 5G, których zasięg w pierwszej kolejności obejmie obszary najbardziej zurbanizowane, ale również główną sieć dróg. Polska wnosi duży wkład w rozwój sieci radiowych dzięki pracy inżynierów z centrów R&D firmy Ericsson w Krakowie i Łodzi. Tworzone przez nich rozwiązania będą w przyszłości wspierać działanie pojazdów autonomicznych i inteligentnej infrastruktury drogowej”podkreśla Martin Mellor, szef firmy Ericsson w Polsce. „Dzięki produkcji urządzeń 5G w Tczewie, sieci piątej generacji w Europie mogą być budowane na bazie komponentów i rozwiązań Made in Poland”dodaje.

  • Stachlewski: AWS uruchomi strefy lokalne m.in. w Polsce w przyszłym roku

    Stachlewski: AWS uruchomi strefy lokalne m.in. w Polsce w przyszłym roku

    Na początku grudnia Amazon Web Services (AWS) ogłosił powstanie tzw. strefy lokalnej (Local Zone) w Polsce. Łącznie ogłoszono ponad 30 nowych stref, m.in. w Czechach i Grecji. Są to pierwsze strefy lokalne powstałe poza terytorium USA.

    Strefy lokalne AWS to rodzaj wdrożenia infrastruktury AWS, który umieszcza obliczenia, pamięć masową, bazę danych i inne wybrane usługi AWS bliżej dużej populacji, przemysłu i centrów IT, w których obecnie nie istnieje żaden region AWS. Można używać stref lokalnych AWS do uruchamiania aplikacji, które wymagają jednocyfrowych milisekund opóźnienia w przypadkach użycia, takich jak gry w czasie rzeczywistym, migracje hybrydowe, tworzenie treści multimedialnych i rozrywkowych, przesyłanie strumieniowe wideo na żywo, symulacje inżynierskie, AR/VR i wnioskowanie o uczeniu maszynowym na krawędzi.

    Na konferencji AWS re:Invent, AWS ogłosił, że uruchomi ponad 30 nowych stref lokalnych AWS w największych miastach na całym świecie. Nowe strefy lokalne AWS będą dostępne od 2022 roku w ponad 21 krajach, w tym w Argentynie, Australii, Austrii, Belgii, Brazylii, Kanadzie, Chile, Kolumbii, Czechach, Danii, Finlandii, Niemczech, Grecji, Indiach, Kenii, Holandii, Norwegii, Filipinach, Polsce, Portugalii i Republikce Południowej Afryki wraz z 16 strefami lokalnymi w Stanach Zjednoczonych, umożliwiając klientom obsługę użytkowników końcowych na całym świecie z jeszcze mniejszym opóźnieniem.

    Te lokalizacje składają się z regionów AWS, stref dostępności i stref lokalnych. Każdy region AWS to osobny obszar geograficzny, który ma wiele odizolowanych lokalizacji, znanych jako strefy dostępności (Availability Zones). Chmura AWS obejmuje obecnie 81 stref dostępności w 25 regionach geograficznych (Regions) na całym świecie.

    Każda lokalizacja strefy lokalnej AWS jest rozszerzeniem regionu AWS, w którym można uruchamiać aplikacje wrażliwe na opóźnienia przy użyciu usług AWS, takich jak Amazon Elastic Compute Cloud, Amazon Virtual Private Cloud, Amazon Elastic Block Store, Amazon File Storage i Amazon Elastic Load Balancing w bliskość geograficzna użytkowników końcowych. Strefy lokalne AWS zapewniają bezpieczne połączenie o dużej przepustowości między lokalnymi obciążeniami a tymi działającymi w regionie AWS, umożliwiając bezproblemowe łączenie się z pełnym zakresem usług lokalnych za pośrednictwem tych samych interfejsów API i zestawów narzędzi.

    Na wczorajszym spotkaniu z dziennikarzami Tomasz Stachlewski, CEE Senior Solutions Architecture Manager, AWS poinformował, że strefy lokalne zostaną uruchomione w 2022 roku, nie podając jednak konkretów dotyczących skali inwestycji, dat i lokalizacji.

    W ramach polskiej strefy lokalnej, AWS planuje w pierwszej kolejności udostępniać usługi związane m.in. z mocą obliczeniową, bazami danych i kontenerami. Według informacji podanych przez Stachlewskiego podczas spotkania, AWS przewiduje, że nadal największą popularnością wśród klientów będą cieszyć się usługi świadczone w ramach regionów AWS, natomiast strefy lokalne to odpowiedź na potrzeby klientów, którzy wymagają niższych czasów opóźnień lub którzy muszą przetwarzać dane w kraju ze względu na regulacje prawne.