Tag: Donald Trump

  • Anthropic negocjuje z rządem Trumpa w sprawie modelu Mythos

    Anthropic negocjuje z rządem Trumpa w sprawie modelu Mythos

    Granica między bezpieczeństwem narodowym a komercyjną autonomią staje się coraz cieńsza. Najlepszym przykładem tego napięcia jest Anthropic, który mimo niedawnego wpisania na czarną listę Pentagonu, intensywnie zabiega o względy administracji Trumpa. Kością niezgody stał się Mythos – najnowszy i najpotężniejszy model AI firmy, który zamiast stać się fundamentem cyfrowej obrony USA, trafił w sam środek prawnego i politycznego klinczu.

    Spór, który doprowadził do odcięcia Anthropic od kontraktów z Departamentem Obrony i jego podwykonawcami, nie dotyczy samej technologii, lecz „barier ochronnych”. Pentagon domaga się swobody w implementacji narzędzi AI w operacjach wojskowych, na co startup – budujący swój wizerunek na fundamencie bezpieczeństwa i etyki – nie chciał przystać. Efekt? Urzędnicy uznali firmę za ryzyko dla łańcucha dostaw, co jest ruchem drastycznym dla podmiotu aspirującego do roli kluczowego partnera państwa.

    Jack Clark, współzałożyciel Anthropic, stara się jednak tonować nastroje. Podczas niedawnego wydarzenia Semafor World Economy w Waszyngtonie podkreślił, że konflikt kontraktowy nie powinien przesłaniać nadrzędnego celu, jakim jest bezpieczeństwo kraju. Według Clarka, dialog z rządem na temat modelu Mythos trwa, a firma traktuje go jako element „obowiązku informacyjnego” wobec państwa. 

    Stawka jest ogromna, ponieważ Mythos to nie tylko kolejna iteracja chatbota. To model zorientowany na zadania agentowe i zaawansowane kodowanie, posiadający bezprecedensową zdolność do wykrywania luk w zabezpieczeniach cybernetycznych. W rękach wojska może być potężnym narzędziem ofensywnym lub defensywnym, co tłumaczy determinację Pentagonu, by przejąć nad nim pełną kontrolę operacyjną.

    Obecnie Anthropic znajduje się w trudnym położeniu strategicznym. Federalny sąd apelacyjny odmówił niedawno wstrzymania sankcji nałożonych przez Pentagon, co daje administracji Trumpa silną kartę przetargową w dalszych negocjacjach. Dla liderów biznesu i inwestorów sytuacja ta jest jasnym sygnałem: w erze modeli granicznych (frontier models), sukces rynkowy zależy już nie tylko od parametrów technicznych, ale od umiejętności nawigowania w coraz bardziej restrykcyjnej polityce bezpieczeństwa państwa. Walka Anthropic o powrót do łask Waszyngtonu zdefiniuje standardy współpracy na linii Dolina Krzemowa – Pentagon na nadchodzące lata.

  • Trump powołuje gigantów tech do rady AI: Brin, Su i Huang w PCAST

    Trump powołuje gigantów tech do rady AI: Brin, Su i Huang w PCAST

    Decyzja prezydenta Donalda Trumpa o powołaniu Marka Zuckerberga, Jensena Huanga i Larry’ego Ellisona do Prezydenckiej Rady Doradców ds. Nauki i Technologii (PCAST) to sygnał, że administracja rezygnuje z roli surowego arbitra na rzecz partnera biznesowego, a Waszyngton oficjalnie uznaje AI za najważniejsze pole bitwy w strategicznej rywalizacji z Chinami.

    Skład rady przypomina listę gości najbardziej ekskluzywnej konferencji technologicznej świata. Obok liderów Mety, Nvidii i Oracle, w grupie znaleźli się Sergey Brin z Alphabetu oraz Lisa Su z AMD. Obecność tych nazwisk przy jednym stole z Davidem Sacksem, pełniącym funkcję „cara” ds. AI i krypto, sugeruje nową erę pragmatyzmu. Zamiast budować bariery regulacyjne, Biały Dom chce je demontować, co Trump zasygnalizował już w pierwszych dniach urzędowania, zlecając przygotowanie planu przyspieszenia innowacji.

    Wybór Boba Mumgaarda z Commonwealth Fusion Systems do tego grona wskazuje dodatkowo, że administracja dostrzega nierozerwalny związek między rozwojem sztucznej inteligencji a koniecznością zapewnienia gigantycznych zasobów czystej energii, niezbędnych do zasilania centrów danych przyszłości.

    To partnerstwo niesie jednak ze sobą istotne pytania o przejrzystość i wpływ wielkich korporacji na politykę państwa. Podczas gdy Zuckerberg i Huang publicznie deklarują chęć wzmacniania pozycji USA, inni, jak Oracle czy Alphabet, zachowują na razie powściągliwość. Niemniej, powołanie rady kończy okres niepewności co do kierunku, w którym podąży amerykańska legislacja w obszarze tech.

    Kierunek jest jasny: deregulacja, dominacja rynkowa i ścisła symbioza między Doliną Krzemową a Pensylvania Avenue. W wyścigu o prymat w dziedzinie AI, Stany Zjednoczone właśnie postawiły na swoich najsilniejszych graczy, licząc, że ich prywatny interes okaże się tożsamy z interesem narodowym.

  • Chipy AI za inwestycje w USA. Administracja Trumpa zmienia zasady

    Chipy AI za inwestycje w USA. Administracja Trumpa zmienia zasady

    Waszyngton przygotowuje się do fundamentalnego przedefiniowania zasad globalnego wyścigu zbrojeń w dziedzinie sztucznej inteligencji. Jak wynika z dokumentów, administracja Donalda Trumpa rozważa wprowadzenie nowych, restrykcyjnych ram eksportowych dla najbardziej zaawansowanych układów AI. Zamiast dotychczasowej polityki opartej głównie na bezpieczeństwie narodowym, nowy model przesuwa środek ciężkości w stronę twardych negocjacji biznesowych i wymogu bezpośrednich inwestycji na terenie Stanów Zjednoczonych.

    Proponowane przepisy zakładają, że dostęp do dużych partii procesorów – przekraczających 200 tysięcy sztuk – będzie warunkowany nie tylko gwarancjami bezpieczeństwa, ale przede wszystkim zaangażowaniem kapitałowym w amerykańską infrastrukturę. To radykalne odejście od podejścia poprzedniej administracji, która premiowała bliskich sojuszników szerokimi zwolnieniami z kontroli eksportu. Obecna wizja jest bardziej transakcyjna: chcesz budować potęgę AI u siebie, musisz najpierw pomóc budować ją w Ameryce.

    Mechanizm kontroli ma być wielopoziomowy i niezwykle precyzyjny. Dokumenty sugerują, że nawet relatywnie małe instalacje, liczące poniżej tysiąca chipów, mogą wymagać specjalnych licencji. Co istotne, ciężar nadzoru ma spocząć bezpośrednio na producentach takich jak Nvidia czy AMD. Firmy te byłyby zobowiązane do monitorowania sposobu wykorzystania sprzętu, a odbiorcy musieliby wdrażać oprogramowanie uniemożliwiające łączenie procesorów w potężne klastry obliczeniowe bez wyraźnej zgody Waszyngtonu.

    Wzorcem dla nowych regulacji mają być umowy zawarte niedawno z Arabią Saudyjską i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Departament Handlu, odcinając się od – jak to określił – „uciążliwych” zasad poprzedników, stawia na model, w którym transfer technologii jest nagrodą za lojalność gospodarczą. Dla globalnych graczy technologicznych oznacza to konieczność rewizji strategii lokalizacji centrów danych.

    Choć nowe zasady nie uderzają bezpośrednio w kraje objęte całkowitym embargiem, jak Rosja, to rzucają cień na relacje z dotychczasowymi partnerami w Europie i Azji. Waszyngton zyskuje potężną dźwignię: chipy AI stają się najważniejszą walutą w dyplomacji gospodarczej. Firmy, które liczą na utrzymanie tempa rozwoju, muszą teraz wkalkulować w koszty inwestycje w USA, które staną się swoistym „biletem wstępu” do najnowocześniejszej architektury krzemowej świata.

  • Koniec taniego prądu dla AI? Trump uderza w gigantów technologicznych

    Koniec taniego prądu dla AI? Trump uderza w gigantów technologicznych

    Administracja Trumpa rzuciła rękawicę gigantom technologicznym, stawiając ich przed dylematem, który może przedefiniować ekonomię centrów danych w USA. Podczas przemówienia o stanie Unii prezydent zapowiedział, że największe firmy technologiczne będą zmuszone do budowy własnych źródeł zasilania, aby odciążyć krajową sieć elektroenergetyczną. Choć retoryka skupia się na ochronie portfeli konsumentów przed rosnącymi rachunkami, dla sektora AI i cloud computing oznacza to przejście od modelu czystej konsumpcji do roli deweloperów infrastruktury krytycznej.

    Ruch ten jest bezpośrednią odpowiedzią na napięcia w stanach takich jak Wirginia czy Ohio, gdzie gwałtowny rozwój klastrów sztucznej inteligencji doprowadził do przeciążenia lokalnych sieci. PJM Interconnection, kluczowy operator na Wschodnim Wybrzeżu, już wcześniej sugerował, że nowi, wielkoskalowi odbiorcy energii muszą wnosić własne moce produkcyjne do systemu. Teraz te sugestie stają się fundamentem twardej polityki federalnej.

    Dla liderów takich jak Microsoft, Google czy Amazon, zapowiadane marcowe spotkanie w Białym Domu nie będzie tylko kurtuazyjną wizytą. Firmy te od lat inwestują w odnawialne źródła energii, jednak nowa doktryna Trumpa sugeruje coś znacznie bardziej wymagającego: fizyczną separację od publicznej sieci lub bezpośrednie finansowanie nowej generacji energii (tzw. *behind-the-meter*). To wymusza kapitałochłonne inwestycje, prawdopodobnie w kierunku małych reaktorów modułowych (SMR) lub zaawansowanych systemów magazynowania energii, które są obecnie w fazie wczesnego wdrażania.

    Z biznesowego punktu widzenia, Trump próbuje upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony, administracja chce utrzymać przewagę nad Chinami w wyścigu zbrojeń AI, co wymaga gigantycznej mocy obliczeniowej. Z drugiej strony, rosnące ceny energii stały się politycznym obciążeniem przed nadchodzącymi wyborami śródokresowymi. Przerzucając koszt rozbudowy infrastruktury na Big Tech, Biały Dom zdejmuje ten ciężar z barków wyborców, jednocześnie zmuszając firmy do przyspieszenia innowacji w sektorze energetycznym.

  • Nowa eskalacja USA–Chiny. Trump grozi blokadą „kluczowego oprogramowania”

    Nowa eskalacja USA–Chiny. Trump grozi blokadą „kluczowego oprogramowania”

    Decyzja Donalda Trumpa o nałożeniu 100-procentowych ceł na chińskie towary i wprowadzeniu kontroli eksportu „wszelkiego kluczowego oprogramowania” od 1 listopada to nie tylko kolejny ruch w wojnie handlowej. To sygnał, że ewentualny powrót Trumpa do Białego Domu może oznaczać gwałtowne przyspieszenie procesów decouplingu – rozdzielenia technologicznego USA i Chin, które już dziś kosztuje globalne rynki miliardy dolarów.

    Rzadko zdarza się, aby decyzja polityczna wstrząsnęła Wall Street w ciągu godzin. Tym razem wystarczyła zapowiedź, by indeks S&P 500 zanurkował o 2,7%, a Nasdaq 100 stracił 3,5%. Inwestorzy odczytali ten ruch jako zapowiedź nowej ery – takiej, w której globalny handel nie opiera się już na konkurencji cenowej, lecz na kontroli strategicznych zasobów, od oprogramowania po metale ziem rzadkich.

    Trump uzasadnił decyzję tym, że Chiny „przyjęły niezwykle agresywne stanowisko”, zapowiadając szerokie ograniczenia eksportu praktycznie wszystkiego, co produkują – zwłaszcza surowców krytycznych. To szczególnie istotne, bo Pekin od miesięcy sygnalizuje możliwość ograniczeń w eksporcie metali takich jak gal, german czy grafit – kluczowych dla produkcji chipów, baterii i technologii wojskowych.

    Technologiczna żelazna kurtyna

    Najbardziej niepokojący element ogłoszenia Trumpa dotyczy kontroli eksportu „wszelkiego kluczowego oprogramowania”. W praktyce mogłoby to oznaczać restrykcje w sprzedaży systemów operacyjnych, narzędzi AI, oprogramowania przemysłowego czy infrastruktury chmurowej – nie tylko do Chin, ale także do firm z nimi współpracujących.

    Dla globalnych łańcuchów dostaw oznaczałoby to coś w rodzaju cyfrowej żelaznej kurtyny. Korporacje technologiczne musiałyby na nowo przeprojektować modele dystrybucji i licencjonowania. W branży krążą już scenariusze „podwójnych wersji” produktów – jednej na rynki zachodnie, drugiej na Chiny, z osobnymi aktualizacjami i repozytoriami.

    Rynek szuka nowej równowagi

    Choć Trump zasugerował, że może się wycofać, jeśli Pekin porzuci groźby ograniczeń eksportowych, rynki nie wierzą w szybkie porozumienie. Rolnictwo już liczy straty – notowania soi w Chicago spadły o 1,9%, sygnalizując obawy o kontrataki handlowe Chin, które w przeszłości uderzały w farmerów z kluczowych stanów USA.

    W tle pozostaje pytanie strategiczne: czy ten konflikt zmierza ku stałej przebudowie porządku handlowego? Zarówno USA, jak i Chiny zwiększają subsydia dla własnych sektorów technologicznych. UE przygotowuje własne mechanizmy kontroli eksportu i „de-riskingu”. Coraz więcej ekonomistów wskazuje, że globalizacja w dotychczasowej formie dobiegła końca – zastępowana przez blokowe sojusze gospodarcze i technologiczne.

    Xi czy rynki? Trump stawia termin

    „Wyznaczyłem termin na 1 listopada. Zobaczymy, co się stanie” – powiedział Trump. Termin ten to deadline nie tylko dla Pekinu, lecz także dla globalnych korporacji, które będą musiały wybrać: albo pełna zgodność z amerykańskimi regułami eksportu, albo ryzyko utraty dostępu do największego rynku technologicznego świata.

    Wojna handlowa, która zaczęła się od ceł na stal i soję, przenosi się ostatecznie do najwrażliwszego obszaru – oprogramowania i technologii krytycznych. I tym razem to nie konflikt o handel. To walka o architekturę przyszłego internetu, standardy AI i kontrolę geopolitycznej infrastruktury XXI wieku.

  • Nvidia bierze na siebie opłaty za wizy H-1B po decyzji Trumpa

    Nvidia bierze na siebie opłaty za wizy H-1B po decyzji Trumpa

    W odpowiedzi na kontrowersyjną decyzję prezydenta Donalda Trumpa o nałożeniu opłaty w wysokości 100 000 USD na każdą nową aplikację H-1B — która zaczęła obowiązywać od 21 września 2025 r. — CEO Nvidia Jensena Huanga wystosował wewnętrzny komunikat, w którym zapewnia, że firma będzie kontynuować sponsorskie procedury wizowe i pokrywać wszystkie koszty związane z tym procesem.

    To posunięcie ma za zadanie stłumić narastającą niepewność wśród pracowników technologicznych, w szczególności tych na wizach H-1B — wielu z nich pochodzi z Indii i Chin. Huang podkreśla, że imigracja stanowi fundament innowacji w firmie: „Cuda Nvidii… nie byłoby tego bez imigracji” — napisał w liście do zatrudnionych.

    Sceptycy zwracają uwagę, że choć giganci technologiczni (jak Nvidia) mogą wchłonąć ogromne opłaty, decyzja administracji Trumpa uderza przede wszystkim w mniejsze przedsiębiorstwa i startupy pozbawione zaplecza finansowego. Wśród krytyków znalazły się organizacje branżowe i stowarzyszenia tech, które apelują do administracji o rewizję regulacji, ostrzegając przed odpływem talenty i osłabieniem przewagi konkurencyjnej USA.

    Jednak należy zaznaczyć, że nowe obciążenie finansowe nie dotyczy obecnych posiadaczy wiz H-1B ani tych, którzy złożyli wnioski przed 21 września. Równocześnie istnieje klauzula umożliwiająca zwolnienie z tej opłaty, jeżeli zatrudnienie danej osoby lub całej grupy H-1B będzie uznane za „w interesie narodowym” USA. 

    W praktyce zapowiedź Nvidii wskazuje, że w branży chipowej i technologicznej czołowe podmioty będą mogły izolować się od presji regulacyjnej — lecz dylemat pozostaje nierówny: czy polityka wizowa stanie się narzędziem selekcji firm, które stać na opłacenie „członkostwa w grze”?

  • Trump publicznie wzywa Microsoft do zwolnienia jednej z czołowych managerek

    Trump publicznie wzywa Microsoft do zwolnienia jednej z czołowych managerek

    Prezydent Donald Trump publicznie wezwał Microsoft do zwolnienia Lisy Monaco, nowej szefowej global affairs, stawiając technologicznego giganta w niezwykle trudnej sytuacji. Atak na byłą urzędniczkę administracji Demokratów jest kolejnym przykładem rosnącej presji Białego Domu na amerykańskie korporacje i wpisuje się w szerszy trend uderzania w osoby postrzegane jako polityczni przeciwnicy.

    Monaco, która dołączyła do Microsoftu w lipcu, ma kierować relacjami firmy z rządami na całym świecie. Jej bogate doświadczenie w Departamencie Sprawiedliwości, gdzie w administracji Baracka Obamy pełniła funkcję doradcy ds. bezpieczeństwa wewnętrznego, a za kadencji Joe Bidena była zastępcą prokuratora generalnego, miało być dla firmy atutem. Jednak to właśnie ta przeszłość stała się źródłem konfliktu.

    Prezydent Trump określił Monaco jako „zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego”, wskazując na kluczowe kontrakty, jakie Microsoft realizuje dla amerykańskiego rządu. Wcześniej, w lutym, jej poświadczenia bezpieczeństwa zostały cofnięte, a sama Monaco otrzymała zakaz wstępu do budynków federalnych.

    Warto przypomnieć, że odegrała ona rolę w koordynowaniu reakcji Departamentu Sprawiedliwości na wydarzenia z 6 stycznia 2021 roku. Wezwanie do jej zwolnienia pojawiło się zaledwie dzień po postawieniu zarzutów byłemu dyrektorowi FBI, Jamesowi Comeyowi.

    Dla Microsoftu sytuacja jest bezprecedensowym wyzwaniem. Firma od miesięcy starała się ocieplić swoje relacje z drugą administracją Trumpa. CEO Satya Nadella brał niedawno udział w kolacji z prezydentem w Białym Domu, a branża technologiczna, oskarżana wcześniej przez Republikanów o stronniczość, aktywnie szukała płaszczyzny do dialogu.

    Teraz zarząd w Redmond stoi przed trudnym wyborem. Ugięcie się pod presją i zwolnienie Monaco stworzyłoby niebezpieczny precedens i mogłoby zostać odebrane jako kapitulacja przed politycznym naciskiem. Zignorowanie żądania prezydenta grozi jednak eskalacją konfliktu, co mogłoby zagrozić wartym miliardy dolarów kontraktom rządowym i narazić firmę na dalsze ataki.

    Przypadek Microsoftu to najnowszy przykład szerszej strategii administracji Trumpa, która bezprecedensowo ingeruje w sprawy korporacyjnej Ameryki. Wcześniej presji poddawany był m.in. Intel, którego prezes musiał ustąpić, oraz Disney, którego stacja ABC na kilka dni zawiesiła program Jimmy’ego Kimmela.

    Najnowszy ruch Białego Domu jest sygnałem ostrzegawczym dla całej branży technologicznej – w obecnym klimacie politycznym każda decyzja personalna może stać się polem bitwy o wysoką stawkę. Microsoft, na razie, odmówił komentarza.

  • Trump powierza TikToka sojusznikom. Murdoch, Ellison i Dell w grze o platformę

    Trump powierza TikToka sojusznikom. Murdoch, Ellison i Dell w grze o platformę

    Prezydent Donald Trump wskazał na Lachlana Murdocha, Larry’ego Ellisona i Michaela Della jako kluczowych amerykańskich inwestorów w nowej strukturze, która ma zapewnić dalsze funkcjonowanie TikToka w Stanach Zjednoczonych.

    Wybór ten sygnalizuje próbę rozwiązania impasu regulacyjnego poprzez zaangażowanie osobistości ze świata mediów i technologii, które są blisko związane z Partią Republikańską.

    Zgodnie z proponowanym rozwiązaniem, amerykańskie aktywa TikToka zostaną wydzielone z chińskiej spółki-matki, ByteDance, i przeniesione do nowego podmiotu. Większościowy pakiet udziałów w tej nowej firmie obejmą amerykańscy inwestorzy.

    Udział ByteDance ma zostać ograniczony do mniej niż 20%. Nadzór nad operacjami sprawowałby zarząd z amerykańskimi certyfikatami bezpieczeństwa narodowego i cyberbezpieczeństwa.

    Struktura ta ma na celu rozwiązanie obaw dotyczących bezpieczeństwa danych 170 milionów amerykańskich użytkowników aplikacji. Jednocześnie pozwala ona utrzymać ciągłość działania platformy, którą sam Trump uznał za pomocną w budowaniu jego poparcia wśród młodych wyborców przed wyborami w 2024 roku.

    W gronie potencjalnych inwestorów znaleźli się Lachlan Murdoch, prezes Fox Corp, Larry Ellison, współzałożyciel Oracle i znaczący darczyńca Partii Republikańskiej, oraz Michael Dell, założyciel Dell Technologies.

    Zaangażowanie Murdocha miałoby nastąpić poprzez Fox Corp, a nie jako inwestycja prywatna. Rodzina Murdochów, kontrolująca imperium medialne o konserwatywnym profilu, zyskałaby w ten sposób wpływ na jedną z najważniejszych platform społecznościowych kształtujących dyskurs publiczny.

    Ellison już wcześniej był łączony z próbami przejęcia TikToka, co czyni jego obecność w tym gronie naturalną kontynuacją wcześniejszych starań.

    Decyzja o stworzeniu nowej struktury właścicielskiej to zwrot w dotychczasowej polityce. Administracja Trumpa zrezygnowała z egzekwowania ustawy z 2024 roku, uchwalonej za czasów administracji Bidena, która nakazywała ByteDance sprzedaż TikToka do stycznia 2025 roku.

    Zamiast tego, Trump włączył negocjacje w sprawie aplikacji do szerszych rozmów gospodarczych z Chinami.

    Podejście to wpisuje się w szerszy trend interwencji rządu w działalność korporacji, jak przejęcie udziałów w Intelu czy nałożenie na Nvidię obowiązku dzielenia się przychodami ze sprzedaży chipów do Chin.

    Krytycy, w tym niektórzy liderzy biznesu, postrzegają te działania jako odejście od zasad amerykańskiego kapitalizmu, które może negatywnie wpłynąć na konkurencyjność gospodarki. Dla administracji jest to jednak sposób na realizację strategicznych interesów państwa.

  • Nowa opłata za wizy H-1B uderza w Big Tech. Administracja Trumpa wprowadza opłatę w wysokości 100 000 USD

    Nowa opłata za wizy H-1B uderza w Big Tech. Administracja Trumpa wprowadza opłatę w wysokości 100 000 USD

    Administracja prezydenta Trumpa ogłosiła wprowadzenie nowej, jednorazowej opłaty w wysokości 100 000 USD za petycje o wizy pracownicze H-1B. Decyzja ta wywołała natychmiastową i nerwową reakcję w sektorze technologicznym, który w dużej mierze opiera się na zagranicznych specjalistach, głównie z Indii i Chin.

    Początkowe doniesienia, sugerujące, że opłata będzie roczna, spowodowały falę niepewności. W odpowiedzi, technologiczni giganci tacy jak Microsoft, Amazon, a także banki inwestycyjne, w tym JPMorgan i Goldman Sachs, natychmiastowo zaleciły swoim pracownikom posiadającym wizy H-1B, aby powstrzymali się od międzynarodowych podróży lub jak najszybciej wrócili do Stanów Zjednoczonych.

    Biały Dom ostatecznie sprecyzował, że opłata będzie jednorazowa i dotyczyć będzie wyłącznie nowych petycji wizowych, a nie obecnych posiadaczy wiz czy wniosków o ich przedłużenie. Mimo to, zamieszanie wywołało obawy wśród tysięcy pracowników i pokazało, jak wrażliwy jest sektor na zmiany w polityce imigracyjnej.

    Administracja argumentuje, że drastyczna podwyżka opłat ma na celu zrównanie szans amerykańskich pracowników i zniechęcenie firm do zastępowania ich tańszą siłą roboczą z zagranicy. Celem jest skłonienie korporacji do inwestowania w szkolenie absolwentów amerykańskich uczelni, zamiast importowania talentów.

    Ruch ten wpisuje się w szerszą politykę imigracyjną administracji, która od początku kadencji dąży do ograniczenia legalnej imigracji. Nowe regulacje mają również priorytetyzować wysoko wykwalifikowanych i wysoko opłacanych specjalistów w ramach programu H-1B.

    Sektor technologiczny i analitycy rynkowi ostrzegają przed długofalowymi konsekwencjami. Nowe koszty mogą szczególnie mocno uderzyć w mniejsze firmy i startupy, dla których zatrudnienie kluczowego specjalisty z zagranicy stanie się finansowo nieosiągalne. Istnieje ryzyko, że firmy, zamiast zatrudniać w USA, zaczną przenosić zaawansowane projekty i miejsca pracy za granicę.

    Krytycy wskazują, że taka polityka może osłabić innowacyjność amerykańskiej gospodarki i jej pozycję w globalnym wyścigu technologicznym, zwłaszcza w kluczowej dziedzinie sztucznej inteligencji. W krótkim terminie Waszyngton może zyskać dodatkowe wpływy do budżetu, jednak w dłuższej perspektywie ryzykuje utratę przewagi konkurencyjnej budowanej przez lata dzięki przyciąganiu najlepszych talentów z całego świata.

    Reakcja giełdy była natychmiastowa – akcje firm z sektora usług IT, które w dużym stopniu bazują na pracownikach z wizami H-1B, odnotowały spadki. Sytuacja pozostaje napięta, a branża technologiczna z niepokojem oczekuje na dalsze szczegóły i wytyczne dotyczące implementacji nowych przepisów.

  • USA: Będą cła na firmy z branży chipów nieprodukujące w kraju

    USA: Będą cła na firmy z branży chipów nieprodukujące w kraju

    Administracja Donalda Trumpa zamierza nałożyć cła na importowane półprzewodniki, co jest bezpośrednim sygnałem dla globalnych gigantów technologicznych, by przenieśli produkcję do Stanów Zjednoczonych. To kolejny element presji, która ma na celu wzmocnienie krajowego łańcucha dostaw w strategicznym sektorze.

    Mechanizm przedstawiony przez prezydenta jest prosty: firmy, które zainwestują w amerykańskie fabryki lub już to robią, unikną opłat. Pozostałe koncerny, eksportujące chipy na rynek amerykański, czeka „bardzo znacząca” taryfa. Chociaż dokładna stawka i termin wprowadzenia ceł pozostają nieokreślone, wcześniejsze wypowiedzi sugerowały nawet 100% wartości importu. Taka niepewność może wpłynąć na globalne rynki i plany inwestycyjne firm.

    Decyzja uderzyłaby przede wszystkim w azjatyckich liderów rynku, takich jak tajwański TSMC oraz południowokoreański Samsung i SK Hynix. Warto jednak zauważyć, że firmy te już realizują wielomiliardowe inwestycje w USA, częściowo w odpowiedzi na dotacje z programu CHIPS Act.

    Nowe cła stanowiłyby więc dodatkowy, bardziej siłowy instrument nacisku, obok istniejących zachęt finansowych. W tle pozostają amerykańscy giganci, tacy jak Apple, którzy są uzależnieni od zagranicznych dostaw, ale jednocześnie zwiększają swoje krajowe zobowiązania inwestycyjne.

    Zapowiedź wpisuje się w szerszą strategię gospodarczą Trumpa, opartą na wykorzystaniu ceł jako narzędzia do renegocjacji umów handlowych i zabezpieczania krajowej produkcji. Jednocześnie legalność tak szerokiego stosowania taryf jest kwestionowana – administracja oczekuje na rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego USA w sprawie, która może wpłynąć na ostateczny kształt tej polityki.

  • Rząd USA wchodzi do gry w Intelu. Ruch Białego Domu poruszył branżę i inwestorów

    Rząd USA wchodzi do gry w Intelu. Ruch Białego Domu poruszył branżę i inwestorów

    Waszyngton zdecydował się na bezprecedensowy ruch, zamieniając dotacje z funduszu CHIPS Act o wartości 11,1 miliarda dolarów na 9,9% udziałów w Intelu. Choć Biały Dom przedstawia to jako strategiczną inwestycję w kluczową dla bezpieczeństwa narodowego branżę, na rynku rośnie niepokój.

    Inwestorzy zastanawiają się, czy to jednorazowa interwencja, czy początek ery państwowego kapitalizmu w amerykańskim sektorze technologicznym.

    Decyzja o objęciu przez rząd udziałów kapitałowych w jednym z filarów Doliny Krzemowej wywołała falę pytań. Transakcja, choć formalnie zatwierdzona przez zarząd Intela, budzi obawy o ustanowienie groźnego precedensu.

    W środowisku inwestorskim pojawiają się głosy, że taka ingerencja zaciera granice między sektorem prywatnym a państwowym. Główne ryzyka to potencjalne konflikty interesów przy podejmowaniu kluczowych decyzji – od lokalizacji nowych fabryk, przez politykę kadrową, po ekspansję na rynkach zagranicznych.

    Czy zarząd będzie kierował się dobrem firmy, czy interesem narodowym?

    Co więcej, umowa osłabia pozycję dotychczasowych akcjonariuszy, zmniejszając ich siłę głosu. Zgłoszenia do organów regulacyjnych wskazują, że Departament Handlu nie otrzyma miejsca w zarządzie, ale będzie mógł głosować według własnego uznania w wielu sprawach.

    Taka sytuacja stwarza ryzyko handlu informacjami poufnymi i podważa zaufanie do rynku. Agencja Fitch Ratings w swojej nocie zaznaczyła, że transakcja, choć poprawia płynność Intela, nie rozwiązuje fundamentalnych problemów firmy związanych z popytem na jej chipy i nie wpływa na jej rating kredytowy.

    Zwolennicy tej strategii wskazują, że nie jest to nic nowego w globalnej gospodarce. Rządy państw europejskich i azjatyckich od dekad posiadają udziały w strategicznych przedsiębiorstwach, jak choćby niemiecki land Dolnej Saksonii w Volkswagenie czy azjatyckie państwa wspierające swoich czempionów w branży półprzewodników.

    Nawet w USA podczas kryzysu finansowego w latach 2008-2009 państwo obejmowało udziały w kluczowych firmach, choć były to działania tymczasowe, ratujące podmioty przed upadkiem.

    Teraz sytuacja jest inna – rząd wchodzi kapitałowo do zdrowej, choć przeżywającej trudności firmy.

    Rynek uważnie obserwuje, czy jest to jednorazowy ruch mający na celu ochronę strategicznego sektora, czy też zwiastun nowego, interwencjonistycznego podejścia, które na stałe zmieni relacje między Waszyngtonem a Doliną Krzemową.

  • USA grożą UE sankcjami za ustawę DSA. Spór o cenzurę i Big Tech

    USA grożą UE sankcjami za ustawę DSA. Spór o cenzurę i Big Tech

    Transatlantyckie napięcia wkraczają w nową fazę. Administracja Donalda Trumpa rozważa bezprecedensowy krok – nałożenie sankcji, prawdopodobnie w formie ograniczeń wizowych, na urzędników Unii Europejskiej odpowiedzialnych za wdrażanie przełomowej Ustawy o Usługach Cyfrowych (DSA).

    Ten ruch stanowiłby eskalację w sporze, który Waszyngton postrzega jako próbę cenzurowania amerykańskich konserwatywnych głosów i nieuczciwe obciążanie finansowe firm technologicznych z USA.

    Stany Zjednoczone argumentują, że unijne prawo, mające na celu zwalczanie nielegalnych treści, mowy nienawiści i dezinformacji, nakłada nieuzasadnione ograniczenia na wolność słowa.

    Amerykańska dyplomacja została poinstruowana, aby aktywnie lobbować przeciwko DSA w stolicach państw członkowskich, dążąc do zmiany lub uchylenia przepisów. Biały Dom postrzega regulację jako część szerszego trendu, w którym europejscy sojusznicy próbują tłumić prawicowe poglądy.

    Groźby nie ograniczają się do sankcji personalnych; prezydent Trump zapowiedział również możliwość nałożenia dodatkowych ceł na kraje, które utrzymują w mocy podatki cyfrowe, uderzające w amerykańskich gigantów technologicznych.

    Bruksela stanowczo odpiera te zarzuty, nazywając oskarżenia o cenzurę „całkowicie bezpodstawnymi”. Przedstawiciele Komisji Europejskiej podkreślają, że wolność wypowiedzi jest fundamentalnym prawem leżącym u podstaw DSA.

    Celem ustawy jest stworzenie bezpieczniejszego środowiska online poprzez zmuszenie największych platform do skuteczniejszego radzenia sobie z nielegalnymi treściami, takimi jak materiały przedstawiające wykorzystywanie seksualne dzieci.

    Unia Europejska zaznacza, że jej przepisy są neutralne i dotyczą wszystkich firm działających na jej terytorium, a nie są wymierzone konkretnie w podmioty amerykańskie.

    Spór wokół DSA to kolejny punkt zapalny w i tak już napiętych relacjach między Waszyngtonem a Brukselą. Sankcjonowanie urzędników sojuszniczego bloku z powodu różnic w podejściu do regulacji rynku cyfrowego byłoby działaniem niezwykle rzadkim.

    Dalsza eskalacja konfliktu może mieć poważne konsekwencje nie tylko dla globalnego sektora technologicznego, ale również dla stabilności relacji geopolitycznych.

  • Intel wymienia dotacje na udziały. Rządowa interwencja ma swoją cenę

    Intel wymienia dotacje na udziały. Rządowa interwencja ma swoją cenę

    Administracja Donalda Trumpa ogłosiła, że Stany Zjednoczone przejmą blisko 10% udziałów w Intelu. Nie jest to jednak klasyczna inwestycja, a zamiana przyznanych wcześniej dotacji na pakiet akcji. Ta bezprecedensowa transakcja ma zapewnić gigantowi z Santa Clara finansowanie, ale jednocześnie rodzi pytania o fundamentalne problemy technologiczne firmy, których sam kapitał nie rozwiąże.

    Zgodnie z umową, rząd USA obejmie 9,9% akcji Intela za 8,9 miliarda dolarów. Cena za akcję została ustalona na 20,47 USD, co stanowi znaczącą, bo około 17,5-procentową, zniżkę w stosunku do piątkowego kursu zamknięcia. Co kluczowe, transakcja nie wiąże się z nowym zastrzykiem gotówki dla amerykańskiego budżetu. Środki na zakup pochodzą z funduszy, które Intel i tak miał otrzymać w ramach dotacji z ustawy CHIPS (5,7 mld USD) oraz programu Secure Enclave (3,2 mld USD), obu zainicjowanych jeszcze za czasów administracji Joe Bidena.

    Rząd ma być udziałowcem pasywnym, bez miejsca w zarządzie. Zobowiązał się do głosowania zgodnie z jego rekomendacjami, choć z pewnymi nieokreślonymi „ograniczonymi wyjątkami”. Umowa zawiera również istotny warunek: pięcioletni warrant na zakup kolejnych 5% akcji po cenie 20 USD, jeśli Intel straci kontrolę nad swoją działalnością odlewniczą (foundry). To wyraźny sygnał, że Waszyngton chce zabezpieczyć strategiczną dla kraju produkcję chipów.

    Przejęcie udziałów w Intelu to kolejny przykład rosnącej interwencji Białego Domu w kluczowe sektory gospodarki. Wpisuje się to w strategię wzmacniania krajowej produkcji i uniezależniania łańcuchów dostaw. Podobne działania objęły wcześniej m.in. giganta AI, firmę Nvidia, w kontekście jej sprzedaży do Chin, czy MP Materials, producenta metali ziem rzadkich. Takie posunięcia, choć motywowane bezpieczeństwem narodowym, niepokoją część analityków, którzy wskazują na tworzenie nowego rodzaju ryzyka korporacyjnego związanego z politycznym wpływem na biznes.

    Mimo że transakcja zabezpiecza blisko 9 miliardów dolarów finansowania, analitycy są zgodni – to nie rozwiązuje głównych problemów Intela. Firma od lat zmaga się z opóźnieniami technologicznymi, tracąc pozycję lidera w produkcji na rzecz tajwańskiego TSMC. Jednocześnie oddała pole Nvidii w lukratywnym segmencie chipów AI oraz AMD na rynku procesorów. W 2024 roku Intel odnotował pierwszą roczną stratę od 1986 roku, co obrazuje skalę kryzysu.

    Największym wyzwaniem pozostaje rentowność i konkurencyjność działu foundry, czyli kontraktowej produkcji chipów dla firm zewnętrznych. Nowy CEO, Lip-Bu Tan, postawił sprawę jasno: bez pozyskania dużych klientów na zaawansowane procesy produkcyjne, takie jak 18A i 14A, dalsze inwestycje w ten segment mogą stanąć pod znakiem zapytania. Tymczasem według doniesień medialnych, proces 18A wciąż boryka się z problemami z uzyskiem, czyli kluczowym wskaźnikiem efektywności produkcji.

    Dla wielu obserwatorów rynku umowa z rządem jest dla Intela rozwiązaniem słabszym niż pierwotnie obiecane dotacje. Zamiast bezzwrotnego wsparcia firma otrzymuje kapitał, ale w zamian oddaje część własności. Jest to więc forma ratunku, która ma swoją cenę. Zapewnia oddech finansowy na rozbudowę fabryk, ale nie gwarantuje najważniejszego – odzyskania zaufania klientów i technologicznej przewagi. Prawdziwy test dla Intela rozegra się nie w gabinetach polityków, a w jego własnych laboratoriach i fabrykach.

  • Przyszłość TikToka w USA wciąż niepewna. Trump ponownie przesuwa termin

    Przyszłość TikToka w USA wciąż niepewna. Trump ponownie przesuwa termin

    Prezydent Donald Trump po raz kolejny przedłużył termin dla chińskiej firmy ByteDance na sprzedaż amerykańskich aktywów TikToka, tym razem do 17 września. Mimo że w kolejce czekają już amerykańscy nabywcy, decyzja o odsunięciu w czasie egzekucji ustawy z 2024 roku budzi kontrowersje i pogłębia niepewność co do przyszłości popularnej aplikacji w Stanach Zjednoczonych.

    Sprawa sprzedaży TikToka ciągnie się od miesięcy. Uchwalone w ubiegłym roku prawo miało zmusić ByteDance do zbycia amerykańskiej części biznesu do 19 stycznia 2025 roku, powołując się na względy bezpieczeństwa narodowego i obawy o dostęp chińskiego rządu do danych obywateli USA. Jednak administracja Trumpa już kilkukrotnie przesuwała ostateczny termin, dając firmie więcej czasu na znalezienie odpowiedniego kupca.

    Sam prezydent wydaje się bagatelizować zagrożenia, które stały u podstaw ustawy. Stwierdził, że obawy dotyczące bezpieczeństwa są „bardzo przereklamowane” i zadeklarował, że jest „fanem TikToka”. Postawa ta stoi w sprzeczności z dwupartyjnym konsensusem w Kongresie, gdzie wielu ustawodawców krytykuje opóźnienia, zarzucając administracji lekceważenie prawa i ignorowanie realnych ryzyk.

    Co ciekawe, zaledwie kilka dni przed ogłoszeniem kolejnego przedłużenia, Biały Dom oficjalnie dołączył do platformy. Ten ruch, w połączeniu z deklaracjami Trumpa, sugeruje bardziej złożoną grę polityczną i biznesową, niż mogłoby się wydawać. Chociaż prezydent wspomniał o „bardzo znaczących amerykańskich nabywcach”, nie ujawnił żadnych konkretnych nazwisk ani firm.

    W tle pozostaje napięcie na linii Waszyngton-Pekin. Trump zaznaczył, że nie rozmawiał jeszcze na ten temat z prezydentem Chin Xi Jinpingiem, ale zamierza to zrobić „w odpowiednim czasie”. Tymczasem niepewność co do losów TikToka w USA rośnie. Odroczenie terminu daje ByteDance więcej pola do manewru, ale jednocześnie pozostawia miliony amerykańskich użytkowników i twórców w zawieszeniu, a całą branżę technologiczną w oczekiwaniu na ostateczne rozstrzygnięcie.

  • Plan AI Donalda Trumpa – deregulacja i dominacja w imię wyścigu z Chinami

    Plan AI Donalda Trumpa – deregulacja i dominacja w imię wyścigu z Chinami

    Waszyngton stawia na radykalne przyspieszenie rozwoju sztucznej inteligencji poprzez szeroko zakrojoną deregulację, wzmocnienie infrastruktury i strategiczny eksport technologii. Nowy „Plan Działania AI” to mapa drogowa, która ma zapewnić Stanom Zjednoczonym globalną hegemonię w kluczowej technologii przyszłości, ale budzi też poważne pytania o koszty takiego podejścia.

    Administracja Donalda Trumpa zaprezentowała 20-stronicowy dokument, który wyznacza nowy, agresywny kurs dla Stanów Zjednoczonych w dziedzinie sztucznej inteligencji. Plan, będący polityczną deklaracją intencji, koncentruje się na trzech fundamentalnych celach: maksymalnym przyspieszeniu innowacji, rozbudowie krajowej infrastruktury AI oraz promowaniu amerykańskich technologii wśród sojuszników w celu ustanowienia globalnych standardów. Głównym motorem napędowym strategii jest rywalizacja z Chinami, a jej kluczowym narzędziem – radykalna deregulacja.

    Trzy filary strategii Waszyngtonu

    Nowa polityka Białego Domu opiera się na spójnej wizji, w której dominacja technologiczna jest tożsama z bezpieczeństwem narodowym i globalnym wpływem.

    • Przyspieszenie innowacji przez deregulację: Rdzeniem planu jest identyfikacja i eliminacja wszelkich barier biurokratycznych i prawnych, które mogą spowalniać rozwój lub wdrażanie AI. To podejście zakłada, że regulacje są z natury hamulcem dla postępu.
    • Wzmocnienie infrastruktury AI: Plan zakłada strategiczne inwestycje i ułatwienia w budowie kluczowych elementów ekosystemu AI: centrów danych, fabryk półprzewodników oraz, co kluczowe, infrastruktury energetycznej zdolnej zaspokoić rosnący apetyt tej technologii na energię.
    • Eksport technologii i budowa sojuszy: Trzeci filar to ofensywa na rynkach międzynarodowych. Celem jest, aby sojusznicy i kraje partnerskie opierali swoje systemy AI na amerykańskich rozwiązaniach, co ma w naturalny sposób uczynić z nich globalny standard i uzależnić resztę świata od technologii z USA.

    Ogień regulacyjny: serce planu działania

    Najbardziej doniosłym elementem strategii jest bezprecedensowe dążenie do usunięcia przeszkód regulacyjnych. Biuro Zarządzania i Budżetu (OMB) otrzymało zadanie dokonania przeglądu i potencjalnego uchylenia wszelkich przepisów, standardów czy wytycznych, które „niepotrzebnie utrudniają” rozwój AI. W praktyce oznacza to systemowe polowanie na regulacje.

    Co więcej, plan zakłada wywieranie presji na poszczególne stany. Fundusze federalne na badania i rozwój AI miałyby być kierowane z dala od stanów, których lokalne przepisy zostaną uznane za zbyt restrykcyjne. Federalna Komisja Łączności (FCC) oraz Federalna Komisja Handlu (FTC) mają z kolei badać, czy stanowe regulacje nie kolidują z celami federalnymi, co otwiera drogę do ich podważania. Analitycy branżowi wskazują, że takie podejście daje firmom technologicznym dokładnie to, o co od dawna zabiegały: wolną rękę w działaniu.

    Zmiana ram ideologicznych i kwestia praw autorskich

    Plan Trumpa wykracza poza czystą technologię i wkracza w sferę ideologiczną. Dokument wprost wzywa do usunięcia odniesień do takich koncepcji jak „różnorodność, równość i integracja” (DEI) z ram zarządzania ryzykiem AI, opracowanych przez Narodowy Instytut Standardów i Technologii (NIST).

    Rząd federalny ma również faworyzować we współpracy tych deweloperów dużych modeli językowych (LLM), których systemy zostaną uznane za „obiektywne” i wolne od „ideologicznych uprzedzeń”. To posunięcie może doprowadzić do sporów prawnych i dalszej polaryzacji w debacie na temat neutralności algorytmów.

    Kolejnym kontrowersyjnym punktem jest kwestia praw autorskich. Administracja sugeruje, że wymóg uzyskiwania licencji i płacenia za materiały chronione prawem autorskim, używane do trenowania modeli AI, jest barierą dla innowacji. Takie stanowisko stanowi bezpośrednie uderzenie w interesy branży kreatywnej, wydawców i artystów, którzy domagają się rekompensat za wykorzystanie ich twórczości.

    Infrastruktura dla przemysłu przyszłości

    Świadoma ogromnego zapotrzebowania AI na moc obliczeniową i energię, administracja planuje znaczne ułatwienia w procesach inwestycyjnych. Przepisy spowalniające budowę centrów danych i fabryk chipów mają zostać ograniczone. Plan przewiduje również rozbudowę sieci energetycznej, aby sprostać rosnącemu popytowi. W tym kontekście inicjatywy związane z ochroną klimatu, które mogłyby kolidować z rozwojem energochłonnego przemysłu AI, mają być marginalizowane.

    Globalna szachownica

    Wszystkie te działania mają jeden, jasno określony cel nadrzędny: wygranie wyścigu technologicznego z Chinami. Dokument przedstawia rozwój AI jako grę o sumie zerowej, w której są tylko dwie strony: Stany Zjednoczone i ich sojusznicy oraz reszta świata. Strategia eksportu technologii ma na celu zacieśnienie więzi z partnerami i jednoczesne wzmocnienie kontroli eksportu na kluczowe komponenty, aby utrudnić rozwój konkurentom.

    Perspektywy i ryzyka

    „Plan Działania AI” jest na razie mapą drogową, a nie obowiązującym prawem. Jednak zapowiada serię rozporządzeń wykonawczych i stanowi jasny sygnał dla wszystkich agencji rządowych i dla rynku. To wizja świata, w którym pęd ku innowacji w sztucznej inteligencji usprawiedliwia odłożenie na bok wielu dotychczasowych priorytetów: od regulacji chroniących prawa obywatelskie, przez politykę klimatyczną, po ugruntowane zasady prawa autorskiego.

    Stany Zjednoczone stawiają na szali niemal wszystko, wierząc, że nagrodą jest technologiczna i geopolityczna supremacja na dekady. Pytanie, które pozostaje otwarte, brzmi, czy potencjalne korzyści zdominowania ery AI są warte ryzyka związanego z demontażem dotychczasowych ram regulacyjnych i etycznych.

  • Komisja Europejska odkłada działania wobec X. Polityka wygrywa z cyfrowym egzekwowaniem prawa

    Komisja Europejska odkłada działania wobec X. Polityka wygrywa z cyfrowym egzekwowaniem prawa

    Komisja Europejska tymczasowo wstrzymuje postępowanie przeciwko platformie X (dawniej Twitter) w sprawie naruszeń Digital Services Act (DSA). Powodem nie jest brak podstaw prawnych, lecz geopolityczna kalkulacja — chodzi o utrzymanie dobrych relacji handlowych z administracją Donalda Trumpa, który powraca na scenę polityczną z groźbą ceł na europejskie towary.

    Śledztwo przeciwko X dotyczyło m.in. braku przejrzystości reklam i braku współpracy z zewnętrznymi badaczami. W normalnych warunkach mogłoby to skutkować sankcjami finansowymi, podobnymi do tych, jakie KE nałożyła na Apple i Metę w ramach innego aktu — Digital Markets Act (DMA). Jednak w przypadku DSA Komisja ma większą swobodę interpretacyjną i może przeciągać procedury, nie tracąc formalnie kontroli nad procesem.

    Tymczasowe odpuszczenie X ma pomóc w utrzymaniu dialogu z Waszyngtonem w sprawie ceł importowych, których stawki mogą — według ostatnich sygnałów ze sztabu Trumpa — sięgnąć nawet 30%. Komisja nie chce dostarczać argumentów o „antybiznesowym nastawieniu” Europy wobec amerykańskich firm tuż przed szczytami handlowymi.

    To jednak gra o wysoką stawkę. X już kwestionuje legalność postępowania KE, a równolegle pojawiają się kolejne problemy — m.in. możliwe naruszenia RODO oraz afera z chatbotem Grok należącym do x.AI, który według doniesień promował antysemickie treści. W tle rośnie presja polityczna, również ze strony krajów członkowskich, takich jak Polska.

    Bruksela balansuje więc między cyfrową suwerennością a dyplomatycznym pragmatyzmem — i to na bardzo cienkiej linie.

  • USA stawia na AI: Trump odblokowuje inwestycje w energię i centra danych

    USA stawia na AI: Trump odblokowuje inwestycje w energię i centra danych

    Administracja Donalda Trumpa przygotowuje szeroko zakrojony pakiet działań mających wesprzeć rozwój sztucznej inteligencji w USA poprzez radykalne zwiększenie dostępności energii i ułatwienie budowy centrów danych. W obliczu rosnącego zapotrzebowania branży AI na moce obliczeniowe – i tym samym na energię – Biały Dom szykuje rozporządzenia wykonawcze, które mają odblokować inwestycje infrastrukturalne oraz skrócić czas realizacji projektów energetycznych.

    Stany Zjednoczone toczą dziś z Chinami wyścig technologiczny, który ma nie tylko wymiar ekonomiczny, ale i strategiczny. Rozwój AI – od generatywnych modeli po zastosowania w przemyśle i obronności – staje się kluczowym polem konkurencji. Tymczasem dane są jednoznaczne: infrastruktura energetyczna USA nie nadąża za tempem cyfrowej rewolucji.

    Według Grid Strategies, amerykański popyt na energię do 2029 roku wzrośnie pięciokrotnie szybciej niż przewidywano jeszcze w 2022 roku. Jeszcze bardziej alarmujące są szacunki Deloitte – do 2035 roku zapotrzebowanie na energię ze strony centrów danych AI ma wzrosnąć ponad trzydziestokrotnie.

    Trump, który uczynił AI jednym z priorytetów swojej drugiej kadencji, chce przeciwdziałać tej presji. Administracja planuje m.in. przyspieszenie podłączania gotowych projektów energetycznych do sieci, udostępnienie federalnych terenów pod budowę centrów danych, a także uproszczenie procedur środowiskowych – np. poprzez stworzenie jednolitego, ogólnokrajowego pozwolenia w ramach Clean Water Act.

    Kolejnym elementem ofensywy ma być udostępnienie gruntów zarządzanych przez Departament Obrony lub Spraw Wewnętrznych – co pozwoli ominąć długie procedury lokalne i protesty społeczne. Dla branży oznacza to możliwość szybszego realizowania wielkoskalowych inwestycji, takich jak np. Stargate Project – wspólne przedsięwzięcie OpenAI, Oracle i SoftBanku, które ma stworzyć 100 tys. nowych miejsc pracy i zbudować nową generację infrastruktury AI w USA.

    Z punktu widzenia rynku IT i dostawców rozwiązań infrastrukturalnych, działania Białego Domu to zapowiedź przyspieszenia inwestycji w centrach danych, energetyce (zwłaszcza gazowej i jądrowej) oraz technologiach chłodzenia, zasilania i optymalizacji zużycia energii.

    Nieprzypadkowo Amazon zapowiedział niedawno inwestycję 20 mld USD w centra danych w Pensylwanii – stanie, w którym 15 lipca Trump ma wystąpić na wydarzeniu poświęconym AI i energetyce. 23 lipca ma z kolei zostać ogłoszony nowy plan działania dla AI, a Biały Dom rozważa ogłoszenie tego dnia „Dniem Akcji AI”.

    Choć szczegóły legislacyjne wciąż są opracowywane, kierunek jest jasny: USA chce wygrać wyścig o globalne przywództwo w AI, eliminując energetyczne i regulacyjne wąskie gardła. Dla sektora technologii oznacza to nową falę impulsów inwestycyjnych – a dla partnerów kanału IT w USA i poza nim, nadchodzącą zmianę krajobrazu popytu.

  • Kto kupi TikToka? Trump twierdzi, że ma kupca

    Kto kupi TikToka? Trump twierdzi, że ma kupca

    Być może najgorętszy geopolityczny serial technologiczny ostatnich lat właśnie wkracza w kolejny akt. Prezydent USA, Donald Trump, ogłosił, że znalazł nabywcę dla amerykańskiego TikToka. To kontynuacja wieloletniej batalii o kontrolę nad jedną z najpotężniejszych platform wpływu wśród młodych użytkowników.

    Trump, który po raz trzeci przedłużył termin sprzedaży TikToka, poinformował w niedzielnym wywiadzie telewizyjnym, że w grze jest grupa „bardzo bogatych ludzi”, a nazwiska ujawni w ciągu dwóch tygodni. W międzyczasie sprawa utknęła między polityczną niepewnością a międzynarodowymi regulacjami, ponieważ – jak sam przyznał – transakcja będzie prawdopodobnie wymagała aprobaty Pekinu.

    Przymusowy deal czy polityczny spektakl?

    Prawo przyjęte w USA w 2024 roku wymagało od chińskiego właściciela TikToka – firmy ByteDance – sprzedaży amerykańskich aktywów lub zamknięcia działalności w USA do 19 stycznia 2025 roku. Od tego czasu deadline był już kilkukrotnie przesuwany. Ostateczna data to obecnie 17 września – miesiąc przed wyborami prezydenckimi.

    TikTok, z ponad 170 milionami użytkowników w USA, od dawna wzbudza kontrowersje jako narzędzie potencjalnego wpływu Pekinu na amerykańską opinię publiczną. Choć firma zapewnia, że dane użytkowników przechowywane są na serwerach Oracle i nie trafiają do Chin, dla administracji USA to za mało. Presja polityczna, obawy o bezpieczeństwo narodowe i trwająca wojna technologiczna między USA a Chinami sprawiają, że temat TikToka nie schodzi z agendy.

    Czy transakcja ma szansę dojść do skutku?

    Choć Trump twierdzi, że ma kupca, wiele wskazuje na to, że droga do sfinalizowania transakcji będzie wyboista. Poprzednia próba przejęcia TikToka przez konsorcjum Oracle i Walmart w 2020 roku została zablokowana, gdy Chiny wprowadziły nowe regulacje eksportowe, które obejmowały algorytmy rekomendacji – kluczową technologię TikToka.

    Dziś sytuacja wygląda podobnie. Bez zielonego światła z Pekinu transakcja nie ma szans ruszyć z miejsca. Co więcej, ewentualny podział TikToka na amerykańską i chińską wersję może znacznie obniżyć wartość i spójność produktu.

    TikTok jako narzędzie kampanii

    Trump nie ukrywa, że TikTok odegrał istotną rolę w dotarciu do młodych wyborców w 2024 roku – to ironiczny zwrot akcji, biorąc pod uwagę jego wcześniejsze próby zablokowania platformy. Teraz gra jednak toczy się nie tylko o bezpieczeństwo danych, ale też o wpływ polityczny i kampanijny kapitał.

    Jeśli transakcja zostanie sfinalizowana przed wyborami, może zostać wykorzystana jako przykład twardego stanowiska wobec Chin i skutecznego działania w obszarze bezpieczeństwa technologicznego. Ale równie dobrze może skończyć się kolejnym politycznym impasem.

    W praktyce – nawet jeśli TikTok trafi w ręce amerykańskich inwestorów – nie zmieni to faktu, że globalne napięcia wokół platform cyfrowych dopiero się zaostrzają. TikTok pozostaje symbolem nowej ery cyfrowej polityki – tej, w której kod źródłowy jest równie strategiczny jak surowce czy infrastruktura.

  • Kanada reaguje na groźby Trumpa: podatek cyfrowy odwołany

    Kanada reaguje na groźby Trumpa: podatek cyfrowy odwołany

    W ostatniej chwili, zaledwie kilka godzin przed planowanym wejściem w życie, Kanada wycofała się z kontrowersyjnego podatku od usług cyfrowych, który miał uderzyć w największe amerykańskie firmy technologiczne. Posunięcie to odczytywane jest jako próba deeskalacji napięć i ratowania relacji handlowych z USA – najważniejszym partnerem gospodarczym Kanady.

    Planowany 3-procentowy podatek miał obejmować przychody z usług cyfrowych uzyskiwanych od kanadyjskich użytkowników, przekraczające 20 mln CAD rocznie, z mocą wsteczną sięgającą 2022 roku. Bezpośrednim celem były globalne platformy – Amazon, Meta, Alphabet (Google) i Apple – które od lat generują przychody w Kanadzie przy stosunkowo niskich obciążeniach podatkowych w tym kraju.

    Wycofanie się z podatku oznacza, że Kanada postawiła pragmatyzm nad symbolikę fiskalnej suwerenności. Groźba 50-procentowych ceł na kanadyjski eksport stali i aluminium oraz możliwe represalia wobec innych branż – w tym rolnictwa czy motoryzacji – stanowiły realne ryzyko dla stabilności wymiany handlowej. Stany Zjednoczone to największy odbiorca kanadyjskiego eksportu (412,7 mld USD w 2024 roku) i drugi co do wielkości dostawca importu (349,4 mld USD). Eskalacja mogła oznaczać miliardowe straty po obu stronach granicy.

    Dla Waszyngtonu podatek cyfrowy stanowił nie tylko zagrożenie finansowe dla amerykańskich firm, ale też precedens uderzający w jednolitość systemu międzynarodowego opodatkowania usług cyfrowych, który miał być uregulowany na forum OECD. Już w 2024 roku administracja Bidena podjęła działania formalne przeciwko Kanadzie w ramach procedur rozstrzygania sporów handlowych na gruncie umowy USMCA.

    Z kolei dla Ottawy podatek DST (Digital Services Tax) był próbą wyrównania szans krajowych podmiotów wobec międzynarodowych gigantów i odpowiedzią na spowolnienie prac nad globalnym porozumieniem w ramach OECD. Kanada utrzymywała, że jej preferencją zawsze było rozwiązanie wielostronne – ale brak postępów skłonił rząd do własnej inicjatywy legislacyjnej, która teraz zostanie uchylona.

    Wycofanie się z DST przyniosło ulgę rynkom – kontrakty na amerykańskie indeksy poszły w górę, a bycze nastroje przeniosły się na Azję. Decyzja może też otworzyć drogę do wznowienia negocjacji handlowych między premierem Markiem Carneyem a Donaldem Trumpem, które mają zostać zakończone do 21 lipca.

    Kanadyjski zwrot to także sygnał dla innych państw, które rozważają jednostronne podatki cyfrowe. W dobie narastającego protekcjonizmu i niestabilnych sojuszy, lokalne inicjatywy fiskalne – choć politycznie atrakcyjne – mogą okazać się zbyt kosztowne w szerszym ujęciu geopolitycznym.

  • I straszno, i śmieszno. Kłótnia Elona Muska z Donaldem Trumpem pokazuje, że Internet wyprzedza dyplomację

    I straszno, i śmieszno. Kłótnia Elona Muska z Donaldem Trumpem pokazuje, że Internet wyprzedza dyplomację

     Publiczna kłótnia Elona MuskaDonaldem Trumpem to nie tylko medialny spektakl, ale też sygnał, jak bardzo media społecznościowe zmieniły reguły gry w polityce i gospodarce. Gdy jeden tweet potrafi wywołać rynkową panikę, realną władzę coraz częściej mają ci, którzy potrafią ją skondensować do 280 znaków.

    Ostatni konflikt na linii Trump–Musk nie jest więc tylko osobistą potyczką dwóch wpływowych mężczyzn. To znak czasów – i przestroga. Gdy emocjonalne reakcje wąskiej grupy opiniotwórczych osób są amplifikowane przez media społecznościowe, konsekwencje dla rynków i geopolityki mogą być natychmiastowe, a często trudne do odwrócenia.

    Polityka w czasach X

    Social media nie tylko przyspieszyły obieg informacji – one całkowicie przedefiniowały relacje między polityką, mediami a społeczeństwem. To, co kiedyś było wewnętrzną rozgrywką elit, dziś jest przedmiotem publicznej debaty, memów, sond i viralowych komentarzy. Elon Musk – właściciel platformy X i jednocześnie kluczowy gracz sektora kosmicznego, motoryzacyjnego i energetycznego – posiada dziś zasięg porównywalny do największych mediów, a przy tym nie podlega ich regułom.

    To, że jego jedno zdanie potrafi obniżyć wycenę Tesli o 14%, mówi wiele nie tylko o sile jego marki osobistej, ale też o kruchości współczesnych rynków. Jeszcze ważniejsze: pokazuje, jak łatwo emocje i osobiste urazy mogą dziś wpływać na decyzje gospodarcze i polityczne.

    Gdy emocje rządzą rynkiem

    Przypadek Muska i Trumpa to także przypomnienie, że – jak mówi stare porzekadło – jeśli nie wiadomo o co chodzi, to zwykle chodzi o pieniądze. Krytyka „wielkiej, pięknej ustawy” budżetowej przez Muska mogła mieć źródło w realnych obawach o finanse państwa, ale równolegle godziła w interesy Tesli, która traci preferencje podatkowe. Odpowiedź Trumpa była równie polityczna, co osobista – bo jak wiadomo, każdy, kto podważa jego decyzje, staje się automatycznie zagrożeniem.

    Obie strony mają tu wiele do stracenia. Muskowi zależy na utrzymaniu kontraktów federalnych dla SpaceX i dalszym wpływie na politykę technologiczną USA. Trumpowi zależy na budowie wizerunku lidera, który panuje nad wszystkim – nawet nad byłymi sojusznikami. Z tej gry nie zniknie ani ideologia, ani ekonomia – ale nie sposób nie zauważyć, że to właśnie pieniądze stanowią tu wspólny mianownik.

    Polityk to też człowiek (i nie zawsze najlepszy szef HR)

    Cała sytuacja ujawnia jeszcze jedną, mniej oczywistą prawdę: politycy – niezależnie od skali wpływów – nie są nieomylni w dobieraniu współpracowników. Musk był niegdyś bliskim doradcą w administracji Trumpa, odpowiadał za cięcie wydatków i reformę agend rządowych. Dziś, zaledwie kilka tygodni po odejściu, publicznie podważa sens reform, które współtworzył.

    To stawia pytania nie tylko o lojalność czy motywacje, ale też o kompetencje w zakresie przywództwa i zarządzania relacjami. Społeczeństwo – coraz bardziej świadome, coraz lepiej poinformowane – ma prawo oczekiwać, że liderzy będą nie tylko skuteczni, ale też odporni emocjonalnie i odpowiedzialni. I że będą otaczać się ludźmi, którzy w trudnych chwilach nie będą działać impulsywnie.

    Nowy porządek ilnformacji

    Nie wszystko w tej historii jest negatywne. Era mediów społecznościowych niesie też istotną korzyść: trudniej dziś coś ukryć, zmanipulować lub zamieść pod dywan. Nawet jeśli Elon Musk nie zawsze formułuje swoje wypowiedzi w sposób wyważony, to jego działania i słowa stają się natychmiastowym przedmiotem debaty publicznej. To z kolei wymusza większą przejrzystość – zarówno po stronie biznesu, jak i polityki.

    Jednak z drugiej strony, świat reagujący na emocjonalne wpisy miliarderów w czasie rzeczywistym to świat nieprzewidywalny. Ustawy o miliardowych skutkach gospodarczych, kontrakty kosmiczne czy stosunki międzynarodowe nie powinny zależeć od impulsu, z jakim ktoś naciska „Opublikuj”. I choć Musk wycofał się z groźby uziemienia kapsuły Dragon, a Trump próbował załagodzić spór, rysa na zaufaniu – i wartościach rynkowych – pozostała.?

    Potrzebujemy nowego języka i nowej dojrzałości w komunikacji publicznej. Bo choć media społecznościowe otworzyły obywatelom dostęp do informacji i skróciły dystans do władzy, to równocześnie zatarły granicę między decyzją państwową a osobistą urazą. A to niebezpieczne.

  • UE nie odpuszcza Big Techowi. Nadchodzą pierwsze decyzje w sprawie Apple i Meta

    UE nie odpuszcza Big Techowi. Nadchodzą pierwsze decyzje w sprawie Apple i Meta

    W ostatnich tygodniach Unia Europejska zintensyfikowała działania mające na celu egzekwowanie przepisów ustawy o rynkach cyfrowych (DMA), kierując je przeciwko gigantom technologicznym takim jak Apple, Meta, X (dawniej Twitter) i TikTok. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen podkreśliła, że egzekwowanie tych przepisów będzie odbywać się niezależnie od pochodzenia firm czy ich kierownictwa.

    Egzekwowanie DMA: Apple i Meta pod lupą

    Apple i Meta są obecnie przedmiotem dochodzeń w związku z potencjalnymi naruszeniami przepisów DMA. Oczekuje się, że decyzje w tych sprawach zostaną ogłoszone w nadchodzących tygodniach, a obie firmy mogą zostać ukarane grzywnami. ​Reuters

    W przypadku Apple, Komisja Europejska badała praktyki związane z przeglądarkami na iPhone’ach. Po wprowadzeniu przez firmę zmian mających na celu zgodność z przepisami, dochodzenie w tej sprawie zostało zamknięte. ​

    Reakcja USA: Oskarżenia o niesprawiedliwe traktowanie

    Administracja prezydenta Donalda Trumpa wyraziła zaniepokojenie działaniami UE, twierdząc, że przepisy DMA i DSA niesprawiedliwie obciążają amerykańskie firmy technologiczne. W lutym 2025 roku Trump podpisał memorandum, w którym zapowiedział analizę tych regulacji oraz możliwość wprowadzenia taryf odwetowych. ​

    Przedstawiciele administracji USA określili działania UE jako formę „zagranicznego wymuszenia” i ostrzegli przed potencjalnymi konsekwencjami dla amerykańskich innowatorów. ​

    Działania UE w zakresie egzekwowania przepisów DMA wskazują na determinację w regulowaniu działalności dużych platform cyfrowych. Jednakże napięcia transatlantyckie, wynikające z różnic w podejściu do regulacji technologicznych, mogą prowadzić do dalszych sporów handlowych.​

    Dla firm technologicznych oznacza to konieczność dostosowania się do zróżnicowanych wymogów regulacyjnych w różnych jurysdykcjach. Z kolei dla konsumentów i mniejszych podmiotów może to przynieść korzyści w postaci większej konkurencji i wyboru na rynku cyfrowym.​