Tag: Donald Trump

  • Trump wycofa cła wobec Chin? Ostra polityka celna najwyraźniej nie przynosi oczekiwanych efektów

    Trump wycofa cła wobec Chin? Ostra polityka celna najwyraźniej nie przynosi oczekiwanych efektów

    W czwartek prezydent Donald Trump zasygnalizował możliwe zahamowanie eskalacji wojny handlowej między USA a Chinami, otwierając tym samym nowy rozdział w trwającym od lat napięciu gospodarczym. Wypowiedzi prezydenta sugerują, że dalsze podnoszenie ceł – które w ostatnich tygodniach wywołało panikę na światowych giełdach – może zostać wstrzymane lub nawet częściowo wycofane.

    Cła nałożone przez administrację Trumpa sięgnęły już 145% na niektóre chińskie towary, po tym jak Pekin odpowiedział własnymi środkami zaradczymi. Teraz jednak prezydent USA sugeruje, że kolejne podwyżki mogą zaszkodzić amerykańskim konsumentom i gospodarce – co zdaje się być sygnałem, że polityka „maksymalnej presji” ma swoje granice.

    Rynki reagują, ale nie ufają

    Reakcja rynków na te deklaracje była mieszana. Z jednej strony zmniejszenie napięć handlowych zmniejsza ryzyko recesji, które od miesięcy wisi nad globalną gospodarką. Z drugiej jednak strony, brak konkretów co do kształtu ewentualnego porozumienia oraz doświadczenie z poprzednich rund negocjacji – często kończących się fiaskiem – powodują, że inwestorzy pozostają ostrożni.

    Szczególnie niepokojące jest to, że Trump nie ujawnił żadnych szczegółów dotyczących rozmów z Chinami, ani tego, czy bezpośrednio rozmawiał z prezydentem Xi Jinpingiem. To rodzi pytania o realne postępy w negocjacjach i sugeruje, że na spektakularne zwroty akcji trzeba być nadal przygotowanym.

    TikTok jako karta przetargowa

    W tle rozgrywki handlowej pozostaje wątek TikToka. Amerykańska administracja już od miesięcy próbuje zmusić chińską firmę ByteDance do sprzedaży amerykańskich aktywów popularnej aplikacji. Jednak teraz Trump otwarcie przyznaje, że decyzja w sprawie TikToka zostanie odłożona do czasu rozwiązania szerszego sporu handlowego.

    To stawia TikToka w sytuacji niepewności, ale także pokazuje, jak bardzo technologia stała się częścią globalnej gry geopolitycznej. Dla ByteDance przedłużenie procesu może być korzystne – firma zyskuje czas na wypracowanie lepszego układu lub przeczekanie politycznych napięć. Jednak dla inwestorów i użytkowników 170 milionów Amerykanów korzystających z aplikacji, przedłużająca się niepewność może okazać się ryzykowna.

    Technologia na pierwszej linii frontu

    Widać wyraźnie, że granica między polityką gospodarczą a technologiczną coraz bardziej się zaciera. TikTok, podobnie jak wcześniej Huawei, staje się symbolem tego, jak platformy technologiczne przekształcają się w narzędzia rywalizacji między państwami. W świecie, gdzie dane są równie strategicznym zasobem jak ropa naftowa, decyzje polityczne dotyczące technologii będą coraz częściej kształtowały układ sił globalnej gospodarki.

    Trump, znany z nieprzewidywalności, zostawił sobie szerokie pole manewru. Możliwe są scenariusze zarówno szybkiego złagodzenia konfliktu, jak i jego ponownej eskalacji w odpowiedzi na wewnętrzne potrzeby polityczne.

  • Nowa wojna celna Trumpa – smartfony z ulgą, półprzewodniki pod lupą

    Nowa wojna celna Trumpa – smartfony z ulgą, półprzewodniki pod lupą

    Donald Trump wrócił do swojej ulubionej broni w polityce zagranicznej: ceł. W niedzielę były prezydent USA zapowiedział dochodzenie w sprawie bezpieczeństwa narodowego związanego z łańcuchem dostaw elektroniki — i choć chwilowo smartfony i komputery zostały wyłączone z ostatniej rundy wzajemnych taryf na Chiny, to według słów samego Trumpa to tylko „przeniesienie do innego wiaderka”. Sygnał jest jasny: nadchodzi nowa fala ceł, tym razem celująca w półprzewodniki.

    To zła wiadomość dla Apple, Intela i setek mniejszych firm, które dziś wciąż polegają na azjatyckich dostawcach — od testowania chipów po montaż końcowy laptopów i smartfonów. Ale z perspektywy Trumpa, to właśnie ten ból ma wymusić przeniesienie produkcji do USA. Pytanie brzmi: czy ten ból nie będzie zbyt kosztowny?

    Krótkotrwała ulga, długofalowe konsekwencje

    Decyzja o wyłączeniu urządzeń konsumenckich z ostatnich taryf przyniosła w piątek ulgę takim firmom jak Apple, które od miesięcy lobbuje w Waszyngtonie przeciwko kolejnym barierom handlowym. Ale ulga była krótkotrwała. Sekretarz handlu Howard Lutnick otwarcie zapowiedział, że te same produkty mogą zostać objęte „oddzielnymi nowymi obowiązkami” już za miesiąc lub dwa.

    W efekcie branża technologiczna znów trafia w stan zawieszenia. „Zmienia się to każdego dnia” — skwitował strateg rynkowy Sven Henrich. Inwestorzy mają coraz większy problem z oceną ryzyka regulacyjnego. A to przekłada się na spadki wycen i zamrożone decyzje inwestycyjne.

    Od Apple do AMD: kto może ucierpieć?

    Wbrew pozorom, cła na półprzewodniki to nie tylko problem producentów chipów. To zagrożenie dla całego ekosystemu — od projektantów po integratorów końcowych. Apple, mimo że projektuje swoje układy samodzielnie, nadal produkuje je w Azji. AMD i NVIDIA zlecają produkcję firmom takim jak TSMC. Intel próbuje skrócić dystans inwestując w nowe fabryki w USA i Europie, ale to strategia na lata, nie na kwartały.

    Nowe cła mogą też uderzyć w firmy z tzw. drugiego szeregu — te, które montują, testują i pakują komponenty. Dla nich nagła zmiana struktury kosztów może oznaczać konieczność relokacji lub redukcję marż do zera. A z tym wiąże się potencjalny wzrost cen detalicznych dla konsumentów — coś, co w środku walki z inflacją brzmi jak polityczne samobójstwo.

    Geopolityka, fentanyl i… półprzewodniki

    Zamieszanie celne ma też drugie dno. Jak zauważył doradca handlowy Peter Navarro, cytowany przez Reuters, Waszyngton stara się wywierać presję na Pekin również w innych obszarach — m.in. w sprawie łańcuchów dostaw fentanylu. Półprzewodniki stają się narzędziem nacisku, nawet jeśli nie mają bezpośredniego związku z polityką antynarkotykową.

    Trumpowski ostry styl uprawiania polityki wprowadza nie tylko chaos na rynkach, ale i niepokój wśród partnerów handlowych. Chiny zareagowały lustrzanie, podnosząc cła do 125%. W Waszyngtonie coraz częściej słychać głosy krytyki. 

    Dla branży technologicznej najważniejsze będzie jedno: czas reakcji. Firmy, które już dziś inwestują w lokalne łańcuchy dostaw (jak Intel w Arizonie czy TSMC w Nevadzie), mogą wygrać. Ci, którzy liczą na kolejne wyjątki i „tymczasowe” ulgi, mogą się przeliczyć.

  • O co chodzi prezydentowi Trumpowi z SentinelOne?

    O co chodzi prezydentowi Trumpowi z SentinelOne?

    W ostatnich dniach prezydent Donald Trump wydał rozporządzenie wykonawcze, które cofnęło poświadczenia bezpieczeństwa Christopherowi Krebsowi, byłemu dyrektorowi Agencji Cyberbezpieczeństwa i Bezpieczeństwa Infrastruktury (CISA), oraz pracownikom firmy SentinelOne, gdzie Krebs obecnie pełni funkcję dyrektora ds. wywiadu i polityki publicznej. Decyzja ta jest postrzegana jako element szerszej kampanii prezydenta mającej na celu ukaranie swoich krytyków politycznych.​

    Krebs został zwolniony przez Trumpa w 2020 roku po tym, jak publicznie zaprzeczył fałszywym twierdzeniom prezydenta o oszustwach wyborczych. Obecnie, poprzez działania wobec SentinelOne, Trump zdaje się kontynuować swoją politykę odwetu wobec byłych urzędników, którzy sprzeciwili się jego narracji.​

    biały dom, waszyngton, usa, stany, cyberbezpieczeństwo

    Branża cyberbezpieczeństwa zareagowała na te wydarzenia z ostrożnością. Większość firm unika publicznych komentarzy, obawiając się potencjalnych represji. Jedynie Cyber Threat Alliance otwarcie skrytykowała działania administracji, nazywając je nadużyciem władzy federalnej.​

    Odpowiedź SentineOne

    SentinelOne, w oficjalnym oświadczeniu, zapewniła o swojej gotowości do współpracy z rządem i podkreśliła, że nie spodziewa się, aby decyzja prezydenta miała istotny wpływ na działalność firmy. Jednakże, warto zauważyć, że akcje SentinelOne spadły o 7% po ogłoszeniu decyzji, co może wskazywać na niepokój inwestorów.​

    Analizując sytuację, można zauważyć, że działania prezydenta Trumpa wobec SentinelOne i Christophera Krebsa są częścią szerszej strategii politycznej, mającej na celu zastraszenie i uciszenie krytyków. Dla branży cyberbezpieczeństwa stanowi to niepokojący precedens, który może wpłynąć na przyszłe relacje między firmami technologicznymi a administracją rządową.​

    Trudna relacja

    Współpraca między sektorem prywatnym a rządem jest kluczowa. Działania, które podważają zaufanie i niezależność specjalistów ds. bezpieczeństwa, mogą osłabić zdolność kraju do skutecznej obrony przed cyberatakami.​

    Warto obserwować, jak sytuacja będzie się rozwijać i jakie będą jej długoterminowe konsekwencje dla branży oraz dla relacji między sektorem prywatnym a administracją publiczną.​

  • UE nie wróci do status quo. Von der Leyen zapowiada twardy kurs wobec USA

    UE nie wróci do status quo. Von der Leyen zapowiada twardy kurs wobec USA

    Wobec eskalującego konfliktu handlowego między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską, Ursula Von der Leyen sygnalizuje gotowość do zastosowania nowych środków odwetowych. Prezydent USA Donald Trump wprowadził 20-procentowe cła na towary z UE, co spotkało się z ostrą reakcją Brukseli. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała możliwość nałożenia podatku od przychodów z reklam cyfrowych na amerykańskie giganty technologiczne, takie jak Meta i Google, jeśli negocjacje nie przyniosą satysfakcjonujących rezultatów.

    Strategia „cyfrowego odwetu”

    Podatek cyfrowy, rozważany przez UE, miałby objąć przychody z reklam generowanych przez amerykańskie firmy technologiczne na rynku europejskim. Choć wcześniej takie propozycje spotykały się z oporem, obecna sytuacja może przyspieszyć ich wdrożenie. Von der Leyen podkreśliła, że UE dąży do „całkowicie zrównoważonego” porozumienia z USA, ale jest gotowa rozszerzyć spór handlowy na sektor usług cyfrowych, jeśli rozmowy zakończą się fiaskiem. ​

    90-dniowe zawieszenie i perspektywy negocjacji

    W odpowiedzi na decyzję Trumpa o zawieszeniu podwyższonych ceł na 90 dni, UE również zdecydowała się na wstrzymanie planowanych środków odwetowych w tym samym okresie. Von der Leyen zaznaczyła jednak, że jeśli negocjacje nie przyniosą oczekiwanych rezultatów, UE wprowadzi przygotowane wcześniej cła. ​

    Stany zjednoczone, USA

    Implikacje dla sektora technologicznego

    Nałożenie podatku cyfrowego przez UE mogłoby znacząco wpłynąć na działalność amerykańskich firm technologicznych w Europie. Meta i Google, które generują znaczne przychody z reklam na rynku europejskim, mogłyby stanąć w obliczu zwiększonych kosztów operacyjnych. Taki ruch mógłby również zainicjować szerszą debatę na temat opodatkowania działalności cyfrowej na poziomie międzynarodowym.​Wnioski

    Obecna sytuacja wskazuje na rosnące napięcia w relacjach handlowych między UE a USA. Choć obie strony deklarują chęć negocjacji, brak porozumienia może prowadzić do eskalacji konfliktu, obejmującej nie tylko handel towarami, ale również sektor usług cyfrowych. Dla firm technologicznych oznacza to konieczność przygotowania się na potencjalne zmiany w otoczeniu regulacyjnym i podatkowym w Europie.​

  • Logitech wycofuje prognozę na 2026 rok. Cła Trumpa wprowadzają branżę w stan czuwania

    Logitech wycofuje prognozę na 2026 rok. Cła Trumpa wprowadzają branżę w stan czuwania

    Szwajcarsko-amerykański producent sprzętu komputerowego, Logitech, niespodziewanie wycofał swoją prognozę finansową na rok fiskalny 2026. Powodem – narastająca niepewność handlowa związana z decyzjami administracji Donalda Trumpa, w tym nowymi cłami na import ze Szwajcarii. Ruch ten obniżył wartość akcji firmy do najniższego poziomu od 17 miesięcy i wywołał pytania o długofalową odporność firmy na zmienność geopolityczną.

    Do tej pory Logitech szacował, że w roku fiskalnym 2026 osiągnie przychody między 4,53 a 4,71 miliarda dolarów. To ambitny, ale realistyczny cel dla firmy, która od lat konsekwentnie poszerza swoją obecność w sektorach peryferiów komputerowych, streamingu i pracy hybrydowej. Jednak decyzja Trumpa o nałożeniu 31% ceł na towary ze Szwajcarii – w porównaniu z 20% na produkty z Unii Europejskiej – diametralnie zmieniła ryzyko operacyjne dla producenta.

    Logitech i lekcja realpolitik

    Decyzja o wycofaniu prognozy nie jest wyłącznie reakcją na podwyżki celne. To sygnał, że nawet globalne firmy technologiczne z solidnym portfolio muszą coraz częściej uwzględniać czynniki polityczne w planowaniu strategicznym. Dla Logitech, którego operacje rozciągają się na rynki w USA, Europie i Azji, równoważenie interesów geograficznych może oznaczać konieczność redefinicji łańcucha dostaw, lokalizacji produkcji, a nawet relokacji centrów decyzyjnych.

    pieniądze, dolary, SaaS

    Zaskakujące złagodzenie ceł przez Trumpa dzień po ich ogłoszeniu tylko uwypukla nieprzewidywalność, z jaką muszą mierzyć się zarządy. Tym bardziej, że celem retoryki Trumpa staje się coraz częściej nie tylko Chiny, ale również tradycyjni sojusznicy Stanów Zjednoczonych – jak Szwajcaria.

    Czy Logitech wyjdzie z tego silniejszy?

    Logitech to nie debiutant na polu walki z globalnymi zawirowaniami. Firma przeszła przez pandemię, boom na urządzenia do pracy zdalnej i cyfrową transformację kanałów sprzedaży. Obecna sytuacja może stać się impulsem do kolejnej fali transformacji – być może z naciskiem na relokację produkcji do krajów o niższym ryzyku geopolitycznym lub zwiększenie udziału sprzedaży cyfrowej (software, subskrypcje) w ogólnym przychodzie.

    Jedno jest pewne: rezygnacja z prognozy nie oznacza, że Logitech nie ma planu. Wręcz przeciwnie – to często akt odwagi, który pozwala elastycznie reagować, zamiast kurczowo trzymać się założeń, które mogą w ciągu tygodnia stać się nieaktualne.

  • Chip Nvidia H20 zostaje w grze. Administracja Trumpa wycofuje się z ograniczeń

    Chip Nvidia H20 zostaje w grze. Administracja Trumpa wycofuje się z ograniczeń

    Administracja Donalda Trumpa wstrzymała planowane ograniczenia eksportu chipów sztucznej inteligencji H20 do Chin – zaledwie na kilka dni przed ich ogłoszeniem. Decyzja zapadła tuż po kolacji w Mar-a-Lago, w której uczestniczył CEO Nvidii, Jensen Huang. W kuluarach mówi się, że to właśnie ta rozmowa zmieniła bieg wydarzeń – a konkretnie obietnica nowych inwestycji Nvidii w amerykańskie centra danych AI.

    Z pozoru – standardowa korekta kursu. Ale kontekst geopolityczny i gospodarczy każe się zatrzymać na dłużej.

    Chińska gorączka H20

    Chip H20, zaprojektowany z myślą o rynku chińskim, to efekt wcześniejszych restrykcji eksportowych wprowadzonych jeszcze za kadencji Joe Bidena. Nie spełnia najbardziej rygorystycznych progów wydajności, przez co może być legalnie dostarczany do Państwa Środka. A jednak – jak się okazało – wystarcza w zupełności, by napędzać rozwój lokalnych modeli AI, takich jak DeepSeek-V2, odpowiedź na GPT-4 od chińskiego startupu wspieranego przez Tencent i Alibabę.

    Od początku roku chińskie firmy zamówiły chipy H20 za co najmniej 16 miliardów dolarów. I choć Nvidia nie może sprzedawać w Chinach topowych układów typu H100, to popyt na H20 wypełnia lukę z nawiązką. Zwłaszcza że Pekin wyraźnie przyspiesza w obszarze taniej, efektywnej sztucznej inteligencji.

    Strategia czy pragmatyzm?

    Odwrót administracji Trumpa od zaostrzenia eksportu to sygnał dwuznaczny. Z jednej strony, amerykańska klasa polityczna – zarówno republikanie, jak i demokraci – pozostaje zgodna co do potrzeby ograniczenia chińskiego dostępu do najnowszych technologii AI. Z drugiej – Nvidia pozostaje narodowym czempionem w czasach, gdy przewaga w AI staje się kwestią strategiczną.

    Ustępstwo dla Huang’a można zatem odczytać jako pragmatyzm: zamiast blokować sprzedaż do Chin, lepiej zagwarantować, że pieniądze z Azji pomogą finansować rozwój infrastruktury AI w USA. Zwłaszcza teraz, gdy rośnie presja, by uniezależnić się od azjatyckiego łańcucha dostaw, a rynek centrów danych eksploduje.

  • Trump grozi TSMC 100 proc. podatkiem. Cel? Powrót produkcji chipów do USA

    Trump grozi TSMC 100 proc. podatkiem. Cel? Powrót produkcji chipów do USA

    Retoryka polityczna wokół chipów nabiera nowego wymiaru. Najnowsze wypowiedzi Donalda Trumpa, który zagroził TSMC 100-procentowym podatkiem celnym, jeśli firma nie zbuduje fabryk w USA, wpisują się w coraz ostrzejszą narrację dotyczącą narodowego bezpieczeństwa i suwerenności technologicznej.

    Tajwański gigant, który produkuje ponad 60% globalnych chipów na zamówienie, już wcześniej ogłosił budowę zakładu w Phoenix oraz ambitne plany zainwestowania kolejnych 100 miliardów dolarów w pięć nowych fabryk na terenie USA. Z jednej strony, to dowód na długoterminowe zaangażowanie TSMC w amerykański rynek. Z drugiej – krok ten ma równie wiele wspólnego z kalkulacją polityczną, co z ekonomiczną.

    Retoryka kontra rzeczywistość

    Trump, w swoim wystąpieniu podczas wydarzenia Republikańskiego Komitetu Kongresowego, uderzył w decyzję administracji Bidena o przyznaniu 6,6 miliarda dolarów dotacji dla TSMC Arizona, twierdząc, że „firmy półprzewodnikowe nie potrzebują pieniędzy”. To typowa dla Trumpa narracja – twardy biznes zamiast rządowych dotacji. Ale kontekst jest szerszy.

    USA wciąż są w tyle, jeśli chodzi o zaawansowaną produkcję chipów. Nawet zakład w Phoenix – choć postrzegany jako symbol amerykańskiej niezależności technologicznej – będzie produkował układy starszej generacji (4 i 5 nm), podczas gdy najnowsze litografie pozostaną na Tajwanie.

    TSMC
    źródło: TSMC

    Ryzyka regulacyjne i rysa na wizerunku

    TSMC stoi dziś także przed potencjalnie poważnym kryzysem wizerunkowym. Reuters ujawnił, że firma może zapłacić miliardową karę za chip, który – wbrew ograniczeniom eksportowym – trafił do procesora Huawei. Jeśli zarzuty się potwierdzą, uderzy to nie tylko w reputację TSMC, ale i w jej relacje z Departamentem Handlu USA. A to z kolei może wpłynąć na tempo wydawania licencji eksportowych i zatwierdzanie kolejnych projektów.

    Z perspektywy kanału IT warto zadać pytanie: co ta wojna o chipy oznacza dla dystrybutorów, integratorów i producentów OEM? Po pierwsze – większą nieprzewidywalność cen i dostępności komponentów. Po drugie – rosnącą presję na lokalizację łańcuchów dostaw. Po trzecie – potrzebę dostosowania ofert i strategii do coraz bardziej zróżnicowanych wymagań regulacyjnych.

    Nie chodzi już tylko o konkurencyjność technologii, ale o to, gdzie i przez kogo są one produkowane. Decyzje inwestycyjne TSMC będą mieć realny wpływ na harmonogramy dostaw, relacje z partnerami i dostępność produktów na rynkach lokalnych.

    Dekada deglobalizacji?

    Wypowiedzi Trumpa – niezależnie od tego, czy wróci do Białego Domu – wpisują się w szerszy trend: redefinicję globalizacji w świecie high-tech. TSMC, jako symbol efektywności globalnych łańcuchów dostaw, stoi dziś na rozdrożu. Musi pogodzić interesy klientów, rządów i własnych akcjonariuszy. Dla kanału IT to sygnał, że warto uważnie śledzić nie tylko premiery nowych układów, ale i polityczne komunikaty zza oceanu. Bo przyszłość chipów coraz częściej rysowana jest nie w laboratoriach, lecz na mównicach polityków.

  • Czy Big Tech zapłaci za politykę Trumpa? UE rozważa odwet

    Czy Big Tech zapłaci za politykę Trumpa? UE rozważa odwet

    Austriacki minister gospodarki, Wolfgang Hattmannsdorfer, zasugerował, że odpowiedź UE na uniwersalne cła nałożone przez prezydenta Donalda Trumpa powinna koncentrować się na stanach rządzonych przez Republikanów oraz na amerykańskich firmach technologicznych, aby skłonić administrację USA do powrotu do stołu negocjacyjnego .​

    Francuski prezydent Emmanuel Macron poszedł o krok dalej, sugerując, że Europa powinna rozważyć zawieszenie inwestycji w Stanach Zjednoczonych oraz nałożenie nowych podatków na usługi cyfrowe świadczone przez amerykańskie firmy technologiczne. Macron określił działania administracji Trumpa jako „brutalne i bezpodstawne”, podkreślając potrzebę solidarności wśród państw członkowskich UE .​

    Komisja Europejska, pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen, przygotowuje kompleksowy plan działań odwetowych, który może obejmować zawieszenie niektórych praw własności intelektualnej oraz ograniczenie dostępu amerykańskich firm do zamówień publicznych w Europie .​

    Niemniej jednak, niektóre państwa członkowskie, takie jak Niemcy i Włochy, opowiadają się za rozwiązaniami dyplomatycznymi, obawiając się negatywnych skutków gospodarczych wynikających z eskalacji konfliktu handlowego .​

    Analizując te wydarzenia z perspektywy branży IT, ewentualne nałożenie ceł lub podatków na amerykańskie firmy technologiczne może mieć daleko idące konsekwencje. Firmy takie jak Google, Apple czy Amazon odgrywają kluczową rolę w europejskim ekosystemie technologicznym, dostarczając zarówno usługi, jak i infrastrukturę dla wielu europejskich przedsiębiorstw. Obłożenie ich dodatkowymi opłatami może prowadzić do wzrostu kosztów usług cyfrowych w Europie, co z kolei może wpłynąć na konkurencyjność europejskich firm na globalnym rynku.​

    Z drugiej strony, takie działania mogą również otworzyć drzwi dla europejskich firm technologicznych, które mogłyby zyskać na znaczeniu w przypadku ograniczenia dominacji amerykańskich gigantów technologicznych. Jednakże, aby tak się stało, konieczne byłoby zwiększenie inwestycji w europejski sektor technologiczny oraz stworzenie sprzyjających warunków dla innowacji i rozwoju.​

    W kontekście politycznym, ukierunkowanie działań odwetowych na stany rządzone przez Republikanów może być próbą wywarcia presji na administrację Trumpa poprzez oddziaływanie na jego polityczne zaplecze. Jednakże, takie podejście niesie ze sobą ryzyko dalszej eskalacji konfliktu i może prowadzić do zaostrzenia relacji transatlantyckich.​

  • USA: Trump szykuje plan dla AI – OpenAI liczy na przełom w prawach autorskich

    USA: Trump szykuje plan dla AI – OpenAI liczy na przełom w prawach autorskich

     Administracja Donalda Trumpa przygotowuje plan działania na rzecz sztucznej inteligencji, który może rozstrzygnąć kluczowe kwestie prawne związane z wykorzystaniem danych do szkolenia modeli AI. OpenAI liczy na jasne uregulowanie „dozwolonego użytku”, co umożliwiłoby amerykańskim firmom konkurowanie z Chinami w wyścigu technologicznym. Jednocześnie twórcy i artyści ostrzegają, że niekontrolowane wykorzystanie ich prac przez AI zagraża ludzkiej kreatywności i prawom autorskim.

    Plan Działania na rzecz sztucznej inteligencji

    W ramach tego rozporządzenia, administracja zobowiązała się do opracowania w ciągu 180 dni kompleksowego planu działania na rzecz AI. Plan ten ma na celu zdefiniowanie priorytetowych działań politycznych, które wzmocnią pozycję Ameryki jako lidera w dziedzinie AI, jednocześnie eliminując zbędne obciążenia regulacyjne, mogące hamować innowacje sektora prywatnego . 

    Projekt Stargate: inwestycja w infrastrukturę AI

    Równolegle, prezydent Trump ogłosił utworzenie projektu Stargate – wspólnego przedsięwzięcia firm OpenAI, Oracle i SoftBank, mającego na celu rozwój infrastruktury AI w USA. Projekt ten zakłada inwestycje rzędu 500 miliardów dolarów w ciągu najbliższych czterech lat, co ma przyczynić się do stworzenia około 100 tysięcy miejsc pracy . Pierwsze centrum danych w ramach tego projektu jest już w budowie w Teksasie .

    Kontrowersje wokół praw autorskich i szkolenia AI

    Jednak dynamiczny rozwój AI niesie ze sobą wyzwania związane z prawami autorskimi. Systemy AI, takie jak te rozwijane przez OpenAI, uczą się na podstawie ogromnych zbiorów danych, często zawierających materiały chronione prawem autorskim . To rodzi pytania o legalność takiego wykorzystania treści bez zgody ich twórców.

    W odpowiedzi na te obawy, OpenAI apeluje do rządu USA o wprowadzenie jasnych regulacji dotyczących „dozwolonego użytku” (fair use) w kontekście szkolenia modeli AI. Firma argumentuje, że takie podejście jest niezbędne, aby amerykańskie modele AI mogły konkurować na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w obliczu mniej restrykcyjnych regulacji w krajach takich jak Chiny .

    Perspektywy na przyszłość

    Oczekuje się, że plan działania na rzecz AI, który ma zostać przedstawiony w lipcu 2025 roku, przyniesie klarowność w kwestiach prawnych związanych ze szkoleniem modeli AI. Jasne i precyzyjne regulacje mogą nie tylko chronić prawa twórców, ale także wspierać innowacje i rozwój technologiczny, umożliwiając firmom takim jak OpenAI dalsze doskonalenie swoich modeli w sposób zgodny z prawem.

    W miarę jak Stany Zjednoczone dążą do utrzymania swojej pozycji lidera w dziedzinie sztucznej inteligencji, kluczowe będzie znalezienie równowagi między ochroną praw autorskich a promowaniem innowacji. Nadchodzące miesiące pokażą, jak administracja prezydenta Trumpa sprosta tym wyzwaniom i jakie kroki zostaną podjęte, aby zapewnić harmonijny rozwój technologii AI w zgodzie z obowiązującymi normami prawnymi.

  • Cyfrowy Fort Knox? Trump tworzy strategiczną rezerwę bitcoinów

    Cyfrowy Fort Knox? Trump tworzy strategiczną rezerwę bitcoinów

    ​W czwartek prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, podpisał rozporządzenie wykonawcze ustanawiające strategiczną rezerwę bitcoinów. Decyzja ta stanowi istotny krok w kierunku integracji kryptowalut z głównym nurtem finansowym. Rezerwa ma być zasilana bitcoinami skonfiskowanymi przez rząd federalny w wyniku postępowań karnych i cywilnych. 

    David Sacks, mianowany przez Trumpa na stanowisko „cara kryptowalut” Białego Domu, porównał nową rezerwę do „cyfrowego Fort Knox”, podkreślając, że zgromadzone bitcoiny będą przechowywane jako magazyn wartości i nie będą sprzedawane. ​

    Rozporządzenie nakazuje również Departamentom Skarbu i Handlu opracowanie strategii pozyskiwania dodatkowych bitcoinów w sposób neutralny dla budżetu, bez dodatkowych kosztów dla podatników. Dodatkowo, utworzony zostanie „U.S. Digital Asset Stockpile”, obejmujący inne kryptowaluty skonfiskowane przez rząd.

    W piątek w Białym Domu odbędzie się szczyt kryptowalutowy z udziałem kluczowych postaci z branży cyfrowych aktywów. Spotkanie to ma na celu omówienie przyszłości regulacji i integracji kryptowalut w amerykańskim systemie finansowym. 

    Warto zauważyć, że w przeszłości prezydent Trump wyrażał sceptycyzm wobec bitcoina, nazywając go „oszustwem”.Jednak obecne działania wskazują na zmianę podejścia administracji do kryptowalut, co może mieć znaczący wpływ na przyszłość tej branży w USA. ​

    Obecnie kurs bitcoina wynosi około 88 139 USD, co stanowi spadek o 1,8% w porównaniu z poprzednim dniem. Inne kryptowaluty, takie jak ether, XRP, solana i cardano, również odnotowały niewielkie spadki w ostatnich 24 godzinach.​

    Decyzja o utworzeniu strategicznej rezerwy bitcoinów może wpłynąć na stabilizację rynku kryptowalut oraz zwiększyć zaufanie inwestorów do cyfrowych aktywów jako realnej klasy aktywów w amerykańskiej gospodarce.​

  • Na czym polega projekt Stargate, ogłoszony przez Trumpa?

    Na czym polega projekt Stargate, ogłoszony przez Trumpa?

    Prezentacja nowego projektu o nazwie Stargate, ogłoszona przez prezydenta Donalda Trumpa, zapowiada przełomowe zmiany w branży sztucznej inteligencji. Wspólne przedsięwzięcie z udziałem OpenAI, Softbanku oraz Oracle ma na celu przygotowanie infrastruktury niezbędnej do rozwoju tzw. superinteligencji AGI (Artificial Global Intelligence). Inwestycje, których skala nie miała dotąd precedensu, zapowiadają ogromny wpływ na rynek oraz gospodarkę USA.

    Ogromne inwestycje na start

    Projekt Stargate rozpocznie się od imponującej inwestycji w wysokości 100 miliardów dolarów, a w kolejnych latach planowane są wydatki na poziomie 500 miliardów dolarów. Główne cele przedsięwzięcia to budowa fizycznej i wirtualnej infrastruktury, która stworzy fundamenty dla superinteligencji. Projekt zakłada m.in. stworzenie nowoczesnych centrów danych w różnych częściach Stanów Zjednoczonych. Pierwsza faza inwestycji rozpoczęła się w Teksasie, gdzie powstaje centrum o powierzchni niemal 93 tys. metrów kwadratowych.

    Korzyści dla gospodarki i rynku pracy

    Stargate ma nie tylko przyspieszyć rozwój sztucznej inteligencji, ale również wpłynąć pozytywnie na gospodarkę USA. Szacuje się, że projekt wygeneruje około 100 tysięcy nowych miejsc pracy, co będzie miało kluczowe znaczenie dla amerykańskiego rynku pracy. Odpowiedzialność finansową za projekt przejął japoński Softbank, który również dostanie stanowisko prezesa nowej firmy. Współpraca z OpenAI, odpowiedzialnym za aspekty techniczne, oraz Oracle, posiadającym duże doświadczenie w zarządzaniu centrami danych, daje dużą szansę na sukces przedsięwzięcia.

    Globalne ambicje i międzynarodowe wsparcie

    Projekt Stargate ma nie tylko umocnić pozycję USA jako lidera w dziedzinie sztucznej inteligencji, ale także zwiększyć przewagę technologiczną nad konkurencyjnymi krajami, zwłaszcza Chinami. Oprócz firm amerykańskich, do współpracy zaproszona została firma inwestycyjna MGX ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, która także wesprze projekt finansowo.

  • Cła na horyzoncie – CES 2025 pod znakiem polityki handlowej

    Cła na horyzoncie – CES 2025 pod znakiem polityki handlowej

    W dniach 7-10 stycznia w Las Vegas odbędą się targi CES 2025, będące jednym z najważniejszych wydarzeń w świecie technologii i innowacji. Jednak w tym roku obok spektakularnych premier technologicznych na pierwszy plan wysuwają się obawy o potencjalne cła na import, które mogą wstrząsnąć globalnym łańcuchem dostaw i podnieść koszty produkcji.

    Zapowiedzi prezydenta elekta Donalda Trumpa o nałożeniu ceł na towary importowane z kluczowych partnerów handlowych, w tym z Kanady, Meksyku i Chin, budzą niepokój zarówno wśród producentów, jak i analityków. Branża motoryzacyjna, która od lat korzysta z globalnych łańcuchów dostaw, stoi przed wyzwaniem konieczności przemyślenia strategii produkcji.

    Firmy takie jak Honda czy Toyota mogą zmierzyć się z koniecznością przeniesienia części produkcji do USA, co wiąże się z ogromnymi kosztami i długim czasem realizacji. Wg szacunków S&P Global, europejscy i amerykańscy producenci samochodów mogą stracić nawet 17% rocznych zysków, jeśli cła zostaną wprowadzone.

    Jednocześnie CES pozostaje platformą do prezentacji innowacji, w tym postępów w sztucznej inteligencji i technologii autonomicznych pojazdów. Jensen Huang, CEO Nvidii, ma wygłosić jedno z kluczowych przemówień, a wśród prelegentów znajdą się także liderzy takich firm jak Volvo, Panasonic czy X Corp.

    Obserwatorzy spodziewają się, że dyskusje na targach będą zdominowane przez pytania o strategie dostosowania się do nowych realiów handlowych i kosztowych. Branża technologiczna staje więc przed podwójnym wyzwaniem: z jednej strony rozwój innowacji, z drugiej — konieczność elastycznego reagowania na zmiany geopolityczne.

    CES 2025 zapowiada się jako wydarzenie, które połączy świat technologii z nieuchronnymi wyzwaniami polityki handlowej.

  • Cła Trumpa podniosą ceny komputerów PC – rynek przed wyzwaniem

    Cła Trumpa podniosą ceny komputerów PC – rynek przed wyzwaniem

    Ogłoszone przez Donalda Trumpa plany wprowadzenia wysokich ceł importowych na towary z Chin mogą znacząco wpłynąć na ceny komputerów PC, stawiając pod znakiem zapytania prognozy wzrostu rynku w 2025 roku. Po udanym 2024 roku, w którym przemysł PC zanotował globalny wzrost o 7%, branża może stanąć przed poważnymi wyzwaniami.

    Cła i ich wpływ na produkcję

    Planowane przez administrację Trumpa cła importowe, sięgające nawet 60% na produkty z Chin, uderzą w producentów komputerów, którzy w dużej mierze polegają na chińskich dostawcach komponentów. Choć niektórzy producenci rozpoczęli proces przenoszenia produkcji do innych krajów, takie zmiany wymagają czasu. Co więcej, cła w wysokości do 20% mogą objąć także produkty z innych państw, co dodatkowo podniesie koszty.

    Strategia ma na celu stymulację krajowej produkcji, jednak w krótkim okresie skutkiem może być wzrost cen dla końcowych odbiorców.

    Konsekwencje dla konsumentów i firm

    Consumer Technology Association przewiduje, że ceny komputerów PC mogą wzrosnąć nawet o 46% w 2025 roku. Smartfony również mogą zdrożeć o 25%. Tak gwałtowny wzrost kosztów zmusi zarówno firmy, jak i indywidualnych konsumentów do bardziej przemyślanych decyzji zakupowych, co może zahamować popyt na nowe urządzenia.

    Okazja dla „komputerów AI”?

    Paradoksalnie, rok 2025 mógłby być dla rynku PC jednym z najlepszych, napędzanym przez nowości technologiczne, takie jak „komputery AI”, oraz zbliżające się zakończenie wsparcia dla systemu Windows 10. Wielu użytkowników będzie zmuszonych do wymiany sprzętu, co może częściowo zrekompensować spadek popytu wynikający z wyższych cen.

    Pozostaje jednak pytanie, czy polityka celna Stanów Zjednoczonych nie zniweczy pozytywnych perspektyw dla rynku PC, stawiając go przed trudnym wyzwaniem adaptacji w nowej rzeczywistości ekonomicznej.

  • Bitcoin osiąga rekordowy poziom po zapowiedzi rezerwy kryptowalutowej w USA

    Bitcoin osiąga rekordowy poziom po zapowiedzi rezerwy kryptowalutowej w USA

    Bitcoin osiągnął w poniedziałek rekordowy poziom 106 533 USD. Impulsem do wzrostu była zapowiedź prezydenta-elekta Donalda Trumpa dotycząca potencjalnego stworzenia w USA strategicznej rezerwy bitcoinów, co przypominałoby istniejącą rezerwę ropy naftowej. Informacja ta znacząco podniosła optymizm na rynku kryptowalut.

    Wzrosty nie ograniczyły się jedynie do bitcoina. Druga największa kryptowaluta, Ethereum, również zanotowała zwyżkę o 1,5%, osiągając 3965 USD. W skali rocznej bitcoin odnotował imponujący wzrost o 192%, a wartość całego rynku kryptowalut wzrosła do rekordowych 3,8 biliona dolarów, co podkreśla skalę rosnącego zainteresowania cyfrowymi aktywami.

    Nowe perspektywy regulacyjne i inwestycyjne

    Rynek kryptowalut zyskał na znaczeniu w kontekście oczekiwań na bardziej przyjazne podejście regulacyjne ze strony administracji Trumpa. Trump mianował już doświadczonego w branży technologicznej Davida Sacksa carem ds. sztucznej inteligencji i kryptowalut, a Paul Atkins, znany z pro-kryptowalutowego nastawienia, ma objąć przewodnictwo w Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC).

    Włączenie MicroStrategy, jednej z czołowych firm inwestujących w bitcoina, do indeksu Nasdaq-100 może także przyczynić się do dalszego wzrostu zainteresowania kryptowalutami. Firma, będąca największym korporacyjnym posiadaczem bitcoina, zyskała w tym roku sześciokrotnie na wartości, co wzmacnia jej pozycję na rynku.

    Wyścig o dominację w kryptowalutach

    Zapowiedzi administracji USA, by uczynić z kraju światowe centrum kryptowalut, wywołały globalną reakcję. Niektóre państwa, takie jak Chiny, Rosja czy Salwador, już wcześniej zaczęły budować swoje rezerwy kryptowalut, a udział rządów w globalnej podaży bitcoinów wynosi obecnie 2,2%.

    Analitycy ostrzegają jednak przed nadmiernym optymizmem. Zdaniem ekspertów wdrożenie strategicznej rezerwy kryptowalut będzie procesem czasochłonnym, a jego konsekwencje wymagają dokładnej analizy.

  • Przewrażliwiona giełda – 34% spadek akcji Samsunga ze względu na potencjalne cła Trumpa

    Przewrażliwiona giełda – 34% spadek akcji Samsunga ze względu na potencjalne cła Trumpa

    Akcje Samsung Electronics spadły w środę do najniższego poziomu od ponad czterech lat, osiągając wartość 51 700 wonów, co oznacza spadek o 2,5%. Jest to część długoterminowego trendu spadkowego, który trwa już czwartą sesję z rzędu, a spadek od początku roku wynosi 34%. Firma, będąca globalnym liderem w produkcji chipów pamięci, zmaga się z wieloma wyzwaniami, w tym potencjalnymi cłami nałożonymi przez administrację Donalda Trumpa na chiński import, które mogą negatywnie wpłynąć na jej wyniki.

    Zarówno analitycy, jak i obserwatorzy rynku wskazują, że zagrożenie wysokimi cłami stwarza dodatkowe trudności dla Samsunga, który ma większą zależność od chińskich klientów niż jego główny rywal, SK Hynix. Obawy dotyczące możliwego wprowadzenia ceł mogą zmniejszyć popyt na produkty elektroniczne, w tym te wykorzystujące układy pamięci, a także sprawić, że chińscy producenci będą obniżać ceny, co mogłoby zaszkodzić koreańskim firmom.

    Dodatkowo, Samsung nie nadąża za rosnącym popytem na chipy związane ze sztuczną inteligencją, w czym wyprzedzają go tacy konkurenci jak amerykański Nvidia i tajwański TSMC. W porównaniu do Samsunga, akcje SK Hynix wzrosły o 32% w tym roku, a Nvidia odnotowała wzrost o 199%.

    Warto zauważyć, że spadek wartości akcji Samsunga może być także związany z prognozami słabszych wyników finansowych, co może być największym problemem firmy od ponad dwóch dekad. W obliczu takich trudności, akcje Samsunga pozostają najsłabszym ogniwem wśród największych producentów chipów, co nie wróży dobrze na przyszłość, biorąc pod uwagę rosnącą konkurencję na rynku.

  • Trump powraca na fotel prezydencki: co to oznacza dla branży technologicznej?

    Trump powraca na fotel prezydencki: co to oznacza dla branży technologicznej?

    Donald Trump powraca do Białego Domu, a jego ponowna kadencja rodzi pytania o przyszłość branży technologicznej. Wybór ten budzi szczególne emocje w Dolinie Krzemowej, gdzie nastroje względem prezydenta Republikanów są mieszane. Dla wielu gigantów technologicznych nowa administracja może oznaczać zmiany, które będą zależeć od indywidualnych relacji z prezydentem.

    Chłodniejsze nastroje w Dolinie Krzemowej

    W przeciwieństwie do wyborów z 2016 roku, gdy wielu liderów technologicznych stanowczo sprzeciwiało się Trumpowi, tym razem reakcje były bardziej powściągliwe. Elon Musk otwarcie wspierał Trumpa, pojawiając się na jego wiecach i wspierając jego kampanię finansowo. Musk liczy, że przyjazne relacje z nową administracją przyniosą korzyści jego firmom, szczególnie w obszarze regulacji.

    Jednakże wielu szefów innych firm technologicznych wydaje się bardziej zdystansowanych. Wiedzą oni, że konflikt z Trumpem może nieść dla nich negatywne konsekwencje – wspomnienie decyzji z 2019 roku, gdy Amazon stracił rządowy kontrakt JEDI, który przypadł Microsoftowi, nadal jest żywe. To tylko jedno z wydarzeń przypominających, że przywiązania i osobiste animozje prezydenta mogą mieć duży wpływ na branżę technologiczną.

    Przyszłość ustawy CHIPS

    Prawdopodobnie jednym z pierwszych obszarów legislacyjnych, które nowa administracja może wziąć pod lupę, jest ustawa CHIPS. Program stworzony przez administrację Bidena, mający na celu przyciągnięcie inwestycji w sektorze produkcji półprzewodników, dzięki znacznym dotacjom zmotywował m.in. Samsung i TSMC do rozbudowy fabryk w USA. Trump otwarcie krytykował program, uważając, że amerykański przemysł powinien rozwijać się bez dodatkowych ulg. Sugerował, że wysokie cła importowe mogłyby być bardziej efektywnym sposobem na pobudzenie lokalnej produkcji. Decyzja o likwidacji ustawy mogłaby zmusić firmy do zmiany strategii inwestycyjnych i stanowić dla Europy szansę na przyciągnięcie nowych inwestycji.

    Regulacje dotyczące sztucznej inteligencji

    Równie niepewna jest przyszłość przepisów dotyczących sztucznej inteligencji. W 2023 roku administracja Bidena wprowadziła regulacje, których celem było zapewnienie bezpieczeństwa i zaufania wobec technologii AI. Trump, mimo że wcześniej wyrażał obawy co do potencjalnych zagrożeń związanych z AI, może obrać inny kierunek. Współpracownik Trumpa, JD Vance, postrzega sztuczną inteligencję jako kluczowy element przewagi nad Chinami. Wizja ta prawdopodobnie sprzyjać będzie liberalniejszemu podejściu, co może ucieszyć firmy z Doliny Krzemowej, liczące na mniejsze ograniczenia i szybszy rozwój sektora.

    Przyszłość polityki antymonopolowej

    Jednakże łagodniejsze regulacje w AI nie oznaczają, że firmy technologiczne mogą spodziewać się całkowitej swobody. Trump otwarcie krytykował wielkie korporacje technologiczne za monopolizację rynku, a sprawa przeciwko Google, oskarżonej o nieuczciwe praktyki monopolistyczne, jest jedną z największych w historii tego sektora. Google może zmierzyć się z perspektywą podziału, co szczególnie zadowala konserwatywną część republikańskiego zaplecza politycznego, oskarżającą firmę o uprzedzenia wobec konserwatywnych wartości.

    Los TikToka

    Ciekawą zmianą może być nowe podejście wobec TikToka. Trump w przeszłości chciał zakazać tej aplikacji w Stanach Zjednoczonych, powołując się na obawy dotyczące bezpieczeństwa narodowego i chińskiej kontroli nad danymi użytkowników. Obecnie Trump sugeruje możliwość złagodzenia stanowiska, co kontrastuje z podejściem Kanady, która zdecydowała się na zakaz TikToka. Otwartość na przywrócenie TikToka w USA mogłaby stanowić istotny zwrot w relacjach z ByteDance, chińską firmą macierzystą aplikacji.

    Rosnąca rola Elona Muska

    Jasne wsparcie, jakie Elon Musk udzielił Trumpowi, stawia go w wyjątkowej pozycji w branży technologicznej. Współpraca i bliskie kontakty z Białym Domem mogą pozwolić Muskowi na bezprecedensowy wpływ na decyzje regulacyjne dotyczące m.in. sztucznej inteligencji, sektora kosmicznego i samochodów elektrycznych, gdzie obecność jego firm jest znacząca. Wygląda na to, że Musk liczy na bardziej sprzyjające warunki rozwoju technologii i innowacji w swoich sektorach działalności.

    Przyszłość branży technologicznej

    Nie jest jeszcze jasne, które z tych zmian się urzeczywistnią, jednak nadchodzące lata mogą być pełne dynamicznych zwrotów akcji. Trump to prezydent, który niejednokrotnie podejmował decyzje niespodziewane i trudne do przewidzenia, dlatego wiele firm technologicznych prawdopodobnie zachowa ostrożność i postara się budować z prezydentem relacje sprzyjające ich rozwojowi. Pozostaje pytanie, jak Trump pokieruje branżą technologiczną, stojąc przed trudnymi wyzwaniami w zakresie regulacji, innowacji i konkurencyjności w skali globalnej.

  • Cyberprzestępcy wykorzystują zamach na Trumpa. Jak nie dać się zwieść?

    Cyberprzestępcy wykorzystują zamach na Trumpa. Jak nie dać się zwieść?

    Od połowy lipca eksperci z Bitdefender Labs zauważają niepokojący trend związany z kampaniami deepfake wideo, które mają na celu szerzenie fałszywych informacji i manipulację opinią publiczną. Przestępcy przejmują konta popularnych streamerów na YouTube, umieszczając filmy z wizerunkiem Elona Muska, który rzekomo ogłasza swoje pełne poparcie dla Donalda Trumpa oraz gotowość przekazania darowizny na jego rzecz.

    Przejęte kanały i fałszywe tożsamości

    Oszuści przemianowują przejęte konta na nazwy takie jak „Donald Trump Jr.” czy „Tesla”, aby wzmocnić autentyczność swojego przekazu. Jeden z najbardziej dotkniętych kanałów ma aż 1,26 miliona subskrybentów, co pokazuje skalę zagrożenia i potencjalny zasięg fałszywych informacji.

    Podstępne oszustwa z kodami QR

    Oprócz manipulacji deepfake, kampania przestępcza wykorzystuje kody QR wyświetlane w filmach. Te kody prowadzą do oszukańczych stron internetowych, gdzie ofiary są zwabiane ofertą wymiany bitcoinów. Złudnie atrakcyjna propozycja polega na obietnicy zwrotu dwóch bitcoinów w zamian za jeden dostarczony przez ofiarę. Tego rodzaju oszustwa finansowe bazują na zaufaniu i emocjach widzów, co może prowadzić do poważnych strat finansowych.

    Nowy mechanizm ataku: Streamjacking

    Bitdefender Labs ostrzega również przed nowym mechanizmem ataku, znanym jako streamjacking. Przestępcy przejmują transmisje na żywo, aby manipulować treściami w czasie rzeczywistym. Tego rodzaju ataki są szczególnie niebezpieczne ze względu na trudność ich wykrycia i szybkie rozprzestrzenianie się dezinformacji.

    Jak się chronić?

    Eksperci z Bitdefender Labs podkreślają znaczenie wykrywania fałszywych wiadomości oraz zachowanie ostrożności wobec nadmiernie atrakcyjnych ofert pomocy, zwłaszcza gdy dotyczą bieżących wydarzeń politycznych. Kluczowe jest również zabezpieczanie swoich kont i regularne monitorowanie aktywności, aby zapobiec przejęciom.

    Pełny raport Bitdefender Labs jest dostępny na ich stronie internetowej, gdzie można znaleźć szczegółowe informacje na temat tej nowej fali cyberprzestępczości oraz porady dotyczące ochrony przed podobnymi atakami.

  • Trump chce, aby Tajwan płacił USA za ochronę. Wypowiedź wpłynęła na cenę akcji TSMC

    Trump chce, aby Tajwan płacił USA za ochronę. Wypowiedź wpłynęła na cenę akcji TSMC

    Donald Trump, republikański kandydat na prezydenta USA, w wywiadzie dla Bloomberg Businessweek, wywołał spore zamieszanie komentarzami na temat obrony Tajwanu przez Stany Zjednoczone. W wywiadzie z 25 czerwca, opublikowanym 16 lipca, Trump stwierdził, że Tajwan powinien płacić USA za swoją obronę, co wpłynęło na spadek akcji tajwańskiego giganta technologicznego TSMC. W obliczu gigantycznych zysków generowanych przez tajwańskie firmy oraz kondycję gospodarczą wyspy, wsparcie militarne z zewnątrz bez sprawiedliwej partycypacji w kosztach, wydaje się nie mieć sensu. Zwłaszcza, że USA nie obowiązuje żadna formalna umowa w tym zakresie. Z perspektywy innych sojuszników USA, sytuacja ta jest nie tylko niesprawiedliwa, ale także ma wpływ na realizację innych umów sojuszniczych, skonstruowanych w partnerski sposób. 

    Donald Trump zwrócił uwagę, że obecny układ przypomina działalność firmy ubezpieczeniowej, gdzie jedna strona korzysta z ochrony, nie wnosząc adekwatnych opłat. Biorąc pod uwagę, że gospodarka Tajwanu to światowa potęga pod względem przychodów z lukratywnego rynku półprzewodników, logiczne wydaje się, że część tych środków powinna być przeznaczona na cele obronne, zwłaszcza w tak napiętej sytuacji, jaka ma miejsce na linii Tajpej – Pekin. To mogłoby nie tylko wzmocnić pozycję Tajwanu, ale także zademonstrować jego gotowość do współpracy z międzynarodową społecznością w duchu odpowiedzialności i wzajemnego wsparcia. 

    Komentarze Trumpa wywołały szybką reakcję rynku – tajwańska firma TSMC odnotowała spadek wartości akcji o 2,4% w środę. Na wypowiedź republikańskiego kandydata odpowiedział także tajwański rząd. Premier Tajwanu Cho Jung-tai podkreślił, że Tajwan i USA mają dobre stosunki pomimo braku formalnych umów obronnych, a wyspa stale wzmacnia swój budżet obronny. 

    Krytycy mogą twierdzić, że podejście Trumpa jest zbyt twarde i może zaszkodzić delikatnym stosunkom międzynarodowym, a także wprowadzić zamieszanie na niezwykle dochodowym rynku półprzewodników. Niemniej jednak, w świecie, gdzie zasoby są ograniczone, a zagrożenia stale rosną, konieczne jest, aby wszyscy partnerzy dzielili się kosztami związanymi z obroną i bezpieczeństwem. Tajwan, z jego rozwiniętą gospodarką i strategicznym znaczeniem, nie jest tu wyjątkiem.

    Dodatkowo, argument Trumpa o tym, że Tajwan „nic nie daje” USA, ma swoje podstawy w kontekście historycznym. Od 1979 roku, kiedy USA i Chiny uznały się nawzajem i nawiązały stosunki dyplomatyczne, relacje wojskowe z Tajpej stały się mniej formalne, co zwiększyło obciążenie finansowe dla Stanów Zjednoczonych. Wzmocnienie współpracy obronnej poprzez większy wkład finansowy ze strony Tajwanu mogłoby przywrócić równowagę w tych relacjach i zademonstrować, że Tajwan jest gotów wziąć na siebie większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo.

    Warto zaznaczyć, że choć wypowiedź prezydenta Trumpa odnosi się do sytuacji politycznej, ewentualne ograniczenie wsparcia ze strony USA mogłoby wpłynąć na rynki IT. Jeśli retoryka za oceanem się przyjmie, Tajwan będzie musiał wziąć większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo, aby ratować swoje rynki. Decyzja ta z pewnością będzie kosztowna, ale jeśli rząd na wyspie nie podejmie żadnych działań, narazi swoje bezpieczeństwo na szwank, w konsekwencji generując niepewność gospodarczą i odpływ inwestycji za granicę, docelowo tracąc nie tylko pieniądze, ale także narażając się utratę zaufania firm i dotychczasowego stopnia niezależności od Pekinu.

    Na arenie międzynarodowej, relacje między Waszyngtonem a Tajpej pozostają skomplikowane, zwłaszcza w obliczu rosnących napięć z Pekinem, który nie wyklucza użycia siły w celu przejęcia kontroli nad Tajwanem. Tajwan, pod przewodnictwem prezydenta Lai Ching-te, stara się utrzymać stabilność i bezpieczeństwo wyspy, jednocześnie oferując dialog, który Pekin jednak konsekwentnie odrzuca.

  • Wirtualny świat za prawdziwe pieniądze. Dlaczego cyfrowy rynek NFT jest wart miliardy?

    Wirtualny świat za prawdziwe pieniądze. Dlaczego cyfrowy rynek NFT jest wart miliardy?

    Okazuje się, że można kupić coś, co nie istnieje lub inaczej ujmując, znajduje się wyłącznie w świecie wirtualnym. W marcu br. cyfrowy obrazek JPEG został sprzedany za blisko 70 mln dol., a aukcje w Christie’s obserwowało w sieci 20 mln ludzi. Ten nowy sektor dóbr cyfrowych stale rośnie. Jak obliczył JP Morgan rynek NFT jest już wart ponad 7 mld dol. Dla przykładu, niewymienialny token, czyli NFT, pozwala kupować m.in.: wirtualne nieruchomości, obrazy, przedmioty w grach, nazwy domen czy nawet cyber zwierzaki. A to wszystko jest dopiero początkiem możliwości jego stosowania. Z pewnością barwnym przypadkiem użycia NFT są CryptoKittiesi. To stworzona w 2017 r. gra oparta o technologię blockchain. „Kryptokotki” to cyfrowe reprezentacje kotów z unikalnymi identyfikatorami na platformie Ethereum. Gra oferuje swoim użytkownikom hodowanie kotków, które można następnie łączyć w pary i rozmnażać, każdy jest wyjątkowy i ma swoją cenę. Rozmnażają się między sobą i wydają nowe potomstwo, które ma inne cechy i wartości w porównaniu z rodzicami. W ciągu kilku krótkich tygodni od uruchomienia, „kryptokotki” zgromadziły fanów, którzy wydali 20 mln dol. na ich zakup, karmienie i pielęgnowanie. Niektórzy entuzjaści wydali na to nawet 100 tys. dol. W grudniu 2017 r. po premierze gry pierwszy wirtualny kotek został sprzedany za ponad 110 tys. dol. W rok po premierze w rozwój projektu zainwestowali giganci, jak Samsung czy Google oraz mniejsi inwestorzy prywatni, a CryptoKitties osiągnęło kamień milowy wyhodowując 1 milion kotów, a zarazem przekroczyło ponad 3 miliony transakcji na swoich smart kontraktach. Wkrótce projekt znalazł wielu naśladowców, dla przykładu Crypt-oink to powstała w 2018 roku, pierwsza japońska gra symulacyjna opierająca się na technologii blockchain. Pozwala ona użytkownikom na zakup przypominających świnki postaci o nazwie “Crypton”, które można trenować, ulepszać, a także wystawiać w wyścigach. Świnki można także łączyć w pary i tym sposobem tworzyć ich unikalne potomstwo. Jednak to CryptoPunkom powszechnie przypisuje się początek szaleństwa NFT w 2021 roku, wraz z innymi wczesnymi projektami, w tym CryptoKitties, Bored Ape Yacht Club i słynną rekordową ceną z cyfrowy obraz Beeple – Everydays: The First 5000 Days. Projekt został uruchomiony w 2017 r.  przez studio Larva Labs, czyli dwuosobowy zespół składający się z kanadyjskich programistów Matta Halla i Johna Watkinsona. Istnieje 10 tys. unikalnych CryptoPunków (6039 mężczyzn i 3840 kobiet), z których wszystkie są cyfrowo ograniczone dzięki wykorzystaniu technologii blockchain. Każda z nich została wygenerowana algorytmicznie za pomocą kodu komputerowego, a zatem nie ma dwóch identycznych postaci, a niektóre cechy są rzadsze niż inne. Zostały pierwotnie wydane za darmo i każdy, kto ma portfel Ethereum, może je odebrać. Jedynym kosztem uzyskania CryptoPunk podczas ich początkowego wydania były opłaty Ethereum (ETH), które w tamtym czasie były znikome ze względu na niewielkie wykorzystanie zarówno łańcucha bloków Ethereum, jak i niewielką wiedzę na temat projektu. 10 marca 2017 r. CryptoPunk #7804 został sprzedany za 7,6 mln dol., a dzień później CryptoPunk #3100 znalazł kolejnego nabywcę za 7,67 mln dol, zaś  w czerwcu b.r. CryptoPunk #7523 został sprzedany na aukcji w Sotheby’s za 11,7 mln dol. Natomiast w maju b.r. dom aukcyjny Christie’s w Nowym Jorku, sprzedał kolekcje dziewięciu CryptoPunków za kwotę 16,9 mln dol. Obecnie, ze względu na swoją rzadkość i ekskluzywność, są często używane jako symbol statusu w społecznościach kryptowalut, a także przynoszą wyższe ceny na otwartym rynku i trafiają do domów aukcyjnych. Jak obliczono, w tym roku kapitalizacja rynkowa wszystkich kryptowalut wyniosła 3 bilionów dol. NFT, cyfrowy rynek, rynek nft Inny przykład to kolekcja Rare Pepe, która jest rodzajem sztuki krypto tworzonej przez różnych artystów na całym świecie w latach 2016 – 2018, na podstawie komiksu Matta Furie pt. Boy’s Club z 2005 r. i sprzedawane jako NFT. Pepe the Frog to rysunkowa zielona żaba. W 2015 r. podzbiór memów Pepe zaczął być określany jako „rzadki Pepes”, co ogólnie oznacza, że ​​​​artysta wcześniej nie pokazał mema publicznie. W kwietniu tego samego roku kolekcja rzadkich obrazów Pepe została wystawiona na eBayu, gdzie osiągnęła cenę 99 166 USD, zanim została usunięta z serwisu. „Rare Pepe Wallet” to internetowy, zaszyfrowany portfel opracowany, aby umożliwić użytkownikom kupowanie, sprzedawanie i przechowywanie rzadkich Pepe za pomocą środka wymiany o nazwie PepeCash. Zamknięty w 2018 r. „Rare Pepe Directory” był katalogiem stworzonym do zapisywania wszystkich znanych rzadkich Pepe, ze szczegółowymi wytycznymi dotyczącymi przesyłania zdjęć. 26 października 2021 r. rzadki Pepe PEPENOPOULOS został sprzedany na aukcji Sotheby’s za 3,6 mln dol. Natomiast w grudniu 2017 r. opublikowano wykorzystując grafikę pobraną od clipartów EtherRocks. To różnokolorowe skały i jest ich łącznie sto. Na przełomie sierpnia i września b.r. sprzedano trzy z nich kolejno za 2,268;  2,607 i 2,872 mln dol.  Kolejny czwarty Etherrock został sprzedany za 1,9 mln dol., a najwyższa do tej pory cena za wirtualną skałę wyniosła prawie 3,8 mln dol. i została osiągnięta w październiku 2021 r. Nawet Tweety nie oparły się trendowi monetyzacji zasobów cyfrowych. Pierwszy tweet założyciela Twittera, Jacka Dorseya, został sprzedany za 2,9 mln dol. biznesmenowi z Malezji. Elon Musk stworzył tweeta, tzw. „piosenkę o NFT “, którego chciał sprzedać na dedykowanej do tego platformie v.cent w marcu b.r.  Biznesmen otrzymał oferty sięgające 1,1 mln dol., zanim zdecydował się anulować sprzedaż. Takie przykłady można mnożyć. NFT, cyfrowy rynek, rynek nft

    Pierwszy milion

    Wirtualny świat stale rośnie, to co jeszcze kilka lat temu wydawało się nierealna przyszłością z filmów science fiction wchodzi do powszechnego użytku. Cyfrowa rzeczywistość od lat jest wymienialna na prawdziwą walutę. Choćby w grach i aplikacjach, gdzie można nabywać funkcjonalności czy dobra wirtualne. Pamiętnym prekursorem tego zjawiska była strona internetowa stworzona w 2005 r. przez Alexa Tewa, studenta w Wiltshire, w Anglii – The Million Dollar Homepage. To jedna strona główna, która zawiera milion pikseli podzielonych na obszary po 10 × 10 pikseli. Powierzchnia była sprzedawana jako miejsce reklamy kupującego w formie prostego obrazka. Koszt takiego obszaru to sto dol. za blok wielkości 10 × 10 pikseli. Na wykupionej powierzchni wyświetla się malutki obrazek, który jest zarazem URL do wybranej strony, a po najechaniu na niego kursorem myszy pokazuje się slogan reklamowy, zdefiniowany przez kupującego. W ten sposób cała przestrzeń na stronie została sprzedana, przynosząc milion dolarów przychodu dla twórcy. Rok po starcie, ostatnie 1000 pikseli zostało wystawione na eBay. Aukcja zakończyła się w styczniu 2006 r. ze zwycięską ofertą w wysokości 38,1 tys. dol. Łączny zysk Tewa wyniósł 1 mil 37,1 tys. dol. Strona była inspiracją dla wielu podobnych serwisów reklamowych. Żaden jednak nie powtórzył jego sukcesu. Aż prosi się o współczesną kontynuację tej koncepcji, która w oparciu o NFT pozwala na sprzedanie cyfrowego dzieła sztuki w kawałkach, np. podzielonych pikseli, co daje możliwość zebrania kapitału od wielu odbiorców i potem ciągłego obrotu wartości jego części, jak giełdowymi akcjami. Prawa autorskie mogą pozostać własnością artysty. W ten sposób można dokonywać też performance, gdzie fizyczne działo ulegnie dematerializacja fizycznej z przejściem do świata wirtualnego.

    Polski debiut w wielkim stylu

    W świetle jupiterów i tłumnie obserwowane przez media NFT zawitało również do naszego kraju. Pod koniec października b.r. na 18. Warszawskich Targach Sztuki ogłoszono wyniki pierwszej trwającej trzy dni aukcji internetowej w Polsce tokenu NFT. Złożono w niej 79 ofert, a rzeźba znanego polskiego artysty Tomasza Górnickiego została sprzedana z opłatą aukcyjną za 312 tys. 700 zł. Artysta często instaluje swoje dzieła w przestrzeni miejskiej w celu wywołania spontanicznych reakcji przechodniów. Licytowany cyfrowy model 3D stworzony na podstawie oryginalnej rzeźby „Fortune” uzyskał aż 62-krotne przebicie ceny wywoławczej. Cyfrowy obiekt jest kompatybilny z Metaverse. To rodzaj domyślnej pętli Internetu, obsługującej trwałe wirtualne środowiska online 3D za pomocą komputerów osobistych, a także zestawów do rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej. Tym samym, nabywca tokenu będzie mógł w pełni korzystać z cyfrowej prezentacji jego obiektu w wirtualnych galeriach, grach i szeroko pojętym środowisku Metaverse. Szacuje się, że wartość fizycznej rzeźby, czyli odlewu z brązu o wysokości 70 cm, który można było zobaczyć na stoisku Artinfo.pl w czasie targów to 35 tys. zł. Sama rzeźba z brązu zostanie przekazana na stałe do zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach. Tym samym przestanie funkcjonować na komercyjnym rynku dzieł sztuki. Pozostanie na nim wyłącznie token NFT. Tomasz Górnicki to 35 letni artysta, w roku 2010 uzyskał dyplom z wyróżnieniem w pracowni profesora Janusza Antoniego Pastwy na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Jest współzałożycielem artystycznego kolektywu Iron Oxide. Jego twórczość artystyczna obejmuje głównie rzeźby i instalacje z brązu, stali, kamienia oraz betonu. Prace Górnickiego były wystawiane w Polsce, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Belgii oraz na Islandii. Natomiast na początku grudnia b.r. odbyła się inicjalna aukcja digital-u w Desa Unicum, który stał się pierwszym domem aukcyjnym w Europie środkowo-wschodniej oferującym cyfrowe dzieła z tokenami. Łącznie „Op-art i Abstrakcja Geometryczna” oraz „Pop-art, Popkultura, Postmodernizm” przyniosły obrót wynoszący 17,6 mln zł. W ich ramach, po raz pierwszy w Polsce podczas aukcji na żywo sprzedane zostało dzieło NFT – była to praca  Pawła Kowalewskiego „Dlaczego jest raczej coś niż nic” sprzedana łącznie z opłatami za 552 tys. zł. Obraz został namalowany w 1986 r., jednak jedenaście lat później dzieło uległo zniszczeniu podczas powodzi. Nawet warszawska Giełda Papierów Wartościowych chce tokenizować sztukę. W październiku b.r. GPW oraz Artinfo.pl podpisały memorandum o partnerstwie, w ramach którego powstaną ramy biznesowe umożliwiające tokenizację dzieł sztuki, a w szczególności obrazów. Poznaliśmy też inny projekt GPW, w ramach którego inwestorzy mają otrzymać możliwość kupowania tokenów na srebro. Partnerem tego przedsięwzięcia jest KGHM, jeden z największych producentów tego metalu szlachetnego na świecie. Zaangażowanie GPW świadczy o rosnącym zainteresowaniu sektorem NFT wśród największych instytucji finansowych w Polsce.

    Nowe możliwości

    NFT to zupełnie nowa klasa aktywów wzbudzająca odmienne emocje do ekscytacji, po głęboki sceptycyzm. Wiele osób zastanawia się, jak tokeny w Internecie mogą być w ogóle warte pieniędzy — zwłaszcza, gdy wiele z nich reprezentuje po prostu „własność” obrazu lub animacji online, których kopię można w zasadzie pobrać za darmo. W przeciwieństwie do kryptowalut, takich jak Bitcoin czy Ethereum tokeny NFT nie są wzajemnie wymienne. Wprowadzenie technologii blockchain, na której zbudowano sukces kryptowalut, eliminuje pośredników z procesu zakupu i pozwala łatwo sfinalizować transakcje oraz rozliczyć prowizję. Daje także powszechny i prosty dostęp masowym inwestorom z całego świata. Zapewnia ona otwartą księgę rejestrującą transakcje, przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa oraz weryfikowalności i doskonale nadaje się do różnych innych zastosowań niż tylko kryptowalut. Dla przykładu, niewymienialny token NFT jest unikalnym, jedynym w swoim rodzaju przedmiotem cyfrowym. Są one przechowywane w publicznych cyfrowych księgach zwanych “łańcuchami bloków”, co oznacza, że ​​można w dowolnym momencie udowodnić kto jest właścicielem danego NFT i prześledzić historię wcześniejszego posiadania. Mogą one mieć tylko jednego oficjalnego właściciela na raz i są zabezpieczone przez blockchain Ethereum – nikt nie może modyfikować rejestru własności ani kopiować/wklejać nowego NFT. Pozwalają nam tokenizować takie rzeczy jak sztuka, kolekcje, a nawet istniejące w online nieruchomości. Pierwsze wzmianki na ich temat pojawiły się już w 2012 r., ale tokeny NFT zyskały na popularności cztery lata temu za sprawą opisanej gry CryptoKitties. Jednak prawdziwe szaleństwo ich popularności ruszyło się wraz z początkiem 2021 r/, kiedy artyści, celebryci, influencerzy czy sportowcy zaczęli wydawać swoje prace połączone z ich wirtualnymi odpowiednikami, a kupujący dostrzegają w nich wyjątkowy produkt, który ma dla nich wartość kolekcjonerską i wraz z upływem lat będzie miał coraz większą wartość. NFT zasadniczo zmieniły rynek aktywów cyfrowych. Historycznie nie było możliwości oddzielenia „właściciela” grafiki cyfrowej od kogoś, kto właśnie zapisał kopię na swoim pulpicie. Rynki nie mogą działać bez wyraźnych praw własności: zanim ktoś będzie mógł kupić towar, musi być jasne, kto ma prawo go sprzedać, a gdy ktoś już kupi, musisz mieć możliwość przeniesienia własności ze sprzedającego na kupującego. NFT rozwiązują ten problem, dając stronom coś, co mogą uzgodnić, że reprezentuje własność. W ten sposób umożliwiają budowanie rynków wokół nowych rodzajów transakcji — kupowanie i sprzedawanie produktów, których nigdy wcześniej nie można było sprzedać lub umożliwianie przeprowadzania transakcji w innowacyjny sposób, który jest bardziej wydajny i wartościowy.

    Miliony za zdjęcie w Internecie

    W marcu br. elektroniczny zapis „Everydays: the First 5000 Days” („Codziennie: pierwsze 5000 dni”) został sprzedany w domu aukcyjnym Christie’s jako non-fungible token za 69,4 mln dol. Kupił go singapurski programista Vignesha Sundaresana, znany też pod pseudonimem MetaKovan. Ten inwestor kryptowalutowowy i założyciel projektu Metapurse NFT, za dzieło zapłacił oczywiście używając kryptowaluty, czyli 42 329 Ether. Sundaresan otrzymał prawa do wyświetlania grafiki, ale bez przekazania mu praw autorskich. Niektóre z 5 tys. obrazów składających się na pracę stworzoną przez Mike’a Winkelmanna, znanego jako Beeple ujawniają różne rasowe, mizoginistyczne i homofobiczne stereotypy. NFT, cyfrowy rynek, rynek nft Ten barwny kolaż składający się z dużej liczby obrazów cyfrowych, które wydają się abstrakcyjne, o ile nie są wystarczająco powiększone, aby zobaczyć poszczególne obrazy. Niektóre z nich przedstawiają postacie z popkultury, w tym Jeffa Bezosa i Donalda Trumpa i są ułożone chronologicznie, a niektóre z wcześniejszych były rysowane ręcznie, a nie produkowane komputerowo. Jego dzieło jest najdroższym NFT i jednym z najdroższych dzieł sztuki żyjącego artysty. Od tego czasu NFT zaczęły przenikać popkulturę na różne sposoby. Beeple, czyli Michael Joseph Winkelmann jest 40 letnim, amerykańskim artystą cyfrowym, grafikiem i animatorem. Znany jest z wykorzystywania różnych mediów w tworzeniu komicznych, fantasmagorycznych dzieł, które komentują wydarzenia polityczne i społeczne, wykorzystując jako odniesienia postaci z popkultury. Brytyjski dom aukcyjny Christie’s nazwał go „wizjonerskim artystą cyfrowym na czele NFT”. Everydays: the First 5000 Days, to kolaż obrazów z serii „Everydays” i czyni autora czwartym najdroższym dziełem żyjącego artysty. Jest to też pierwszy “czysto” niewymienialny token sprzedawany przez Christie’s. W 2020 r. ten sam dom aukcyjny sprzedał jego inna pracę “Block 21”, NFT z towarzyszącym fizycznym malowaniem za około 130 tys. dol. Później, w 2021 roku, Beeple stworzył kinetyczną rzeźbę wideo z odpowiednim dynamicznym NFT i nazwał ją Human One. 9 listopada 2021 r. został sprzedany na aukcji w Christie`s za prawnie 29 mln dol.

    To wszystko jest dopiero początkiem…

    Tak jak w przypadku każdej nowej klasy aktywów, nie wprowadzono jeszcze najcenniejszych zastosowań dla NFT. Najpierw czeka nas ustanowienie ram prawnych i czytelnych regulacji w tym obszarze. NFT to swoista nowa koncepcja własności, dająca wspólny i powszechny dostęp we wszystkich praktycznych zastosowaniach, a jednocześnie satysfakcję i dochód twórcy oraz bezpieczeństwo dla posiadacza oryginału. Rosnące zapotrzebowanie NFT idzie w parze z alternatywnymi przypadkami użycia. Non-fungible tokens (NFT), które odnotowały jedynie w sierpniu b.r. wolumen transakcji na Ethereum o wartości 3,4 mld USD. Ta zdecentralizowana platforma o otwartym oprogramowaniu, zbudowana na technologii blockchain, dysponuje również kryptowalutą o nazwie Ether (ETH), umożliwiającą przeprowadzanie transakcji między użytkownikami bądź aplikacjami i uiszczania powiązanych z nimi opłat. Najwięksi gracze technologiczni badają już, w jaki sposób można wykorzystać NFT do tworzenia oraz rejestrowania tożsamości i reputacji ludzi w Internecie. W ich największym interesie leży przenoszenie jak największych obszarów życia do sieci. A w międzyczasie wiele pojawiających się aplikacji NFT stara się wyraźniej łączyć posiadanie online z zastosowaniem użycia offline. Na przykład, już kilka restauracji zaczęło korzystać z nich do rezerwacji, a branża biletowa dostrzega w nich wielką szansę dla swoich projektów. Obiekty mogą zapewnić kupującym różnorodne korzyści, tworząc większą zachętę do zakupu, a także zapewniając możliwość pobierania opłat licencyjnych od sprzedaży wtórnej. Choć do tej pory NFT były głównie używane jako certyfikat autentyczności, szczególnie w przypadku grafiki cyfrowej, to ich możliwości i zastosowania szybko ewoluują. Dla przykładu, restauracja Red Rooster znanego szefa kuchni Marcusa Samuelssona z Nowego Jorku stworzyła NFT, który można wymienić na prywatną kolację dla czterech osób, wraz z dziełem sztuki, które twórczo przedstawia smażonego kurczaka szefa kuchni. Natomiast Gary Vaynerchuk jest amerykańskim przedsiębiorcą, autorem czterech bestsellerów, mówcą i osobowością internetową. Obecnie buduje restaurację, która zostanie otwarta w 2022 r. NFT umożliwi klientom kulinarny dostęp do jego restauracji, która będzie oferować salon koktajlowy wraz z prywatnymi doznaniami kulinarnymi. Pierwszym na świecie wirtualnym domem, który był przedmiotem transakcji w realnym świecie była marsjańska posiadłość zaprojektowana przez Kristy Kim. Dom, który nigdy nie powstanie w rzeczywistości kosztował ponad 500 tys. dolarów. Transakcja została przeprowadzona w kwietniu b.r. i odbyła się za pośrednictwem kryptowaluty Ether. Natomiast w październiku b.r. za 2,4 mln dol. platforma tokens.com zakupiła obecnie najdroższą wirtualna nieruchomość na świecie, by organizować w niej wirtualne pokazy mody dla awatarów, czyli przedstawień dla osób korzystających z wirtualnej rzeczywistości. Posiadłość istnieje jedynie w wirtualnej rzeczywistości Decentraland. Poza wirtualnymi nieruchomościami, za pośrednictwem NFT kształtują się nowe możliwości związane z nieruchomościami w realu, które pozwalają na nowe metody identyfikacji ich własności. W tradycyjnych nieruchomościach przeniesienie własności jest pracochłonne, kosztowne i wymaga praw do reprezentacji. Połączenie z NFT pozwala na proste użytkowanie i łatwe zabezpieczenie potencjalnych transakcji. Europejski start-up Propy oferuje już nawet platformę transakcyjną, dzięki której każdy NFT ma dostęp do przeniesionych dokumentów własności. Pierwsza aukcja NFT hostowana przez firmę Propy sprzedała mieszkanie za 36 ETH, czyli 93 tys. dol. Wiele firm zajmujących się badaniami genetycznymi DNA widzi wielkie zastosowania dla blockchainu, gdzie NFT może kodować cyfrową lokalizację pełnych danych klientów. Takie wdrożenie zrobiła już na platformie Ethereum firma zajmująca się genomiką – Nebula Genomics z siedzibą w San Francisco. Sportowe przedmioty kolekcjonerskie to naturalne zastosowanie NFT. Publicznie dostępny 10 sek klip wideo LeBrona Jamesa z NBA został sprzedany 208 tys. dol. Startup Autograph wspierany przez amerykańskiego futbolista Toma Brady’ego, jest rozwijającą się platformą NFT, która nawiązała już współpracę z wielkimi nazwiskami, takimi jak Tiger Woods, Naomi Osaka i Simone Biles. Marta „Martirenti” Rentel jest internetową celebrytką i gwiazdą social mediów, którą śledzą miliony użytkowników i na Instagramie i na TikToku. Od pewnego czasu Marta jest również związana z organizacją FAME MMA. Oczywiście, jak można się domyślić, mieszkająca w Warszawie 26 letnia Marta Rentel wykorzystuje swoją popularność do podróżowania i zawierania współpracy ze znanymi markami. W lipcu b.r. doszło do rekordowej transakcji, Influencerka sprzedała wirtualną miłość – token NFT ktoś w internecie kupił za prawie milion zł. Bored Ape Yacht Club składa się z serii zdjęć małp NFT potwierdzających członkostwo w społeczności internetowej. Projekt rozpoczął się od serii prywatnych czatów i tablicy graffiti, a rozrósł się do ekskluzywnych towarów, wydarzeń towarzyskich, a nawet prawdziwej imprezy na jachcie. W ten sposób posiadanie NFT skutecznie czyni Cię jednocześnie inwestorem, członkiem klubu, udziałowcem marki i uczestnikiem programu lojalnościowego. Opierając się na tym zjawisku, kilka znanych marek wprowadziło niedawno serię NFT, która służy do identyfikacji, wzmocnienia i rozszerzenia istniejących społeczności entuzjastów marki. Na przykład, popularna marka streetwearowa The Hundreds zbudowała projekt NFT wokół swojej maskotki „Adam Bomb” i bezpośrednio nagradza społeczność posiadaczy NFT lepszym dostępem do swojej marki poprzez kontakt z założycielami i pierwszeństwo w ofertach nowych produktów. Kupowanie przedmiotów do gry online nie jest nowym pomysłem/ Wiele gier ma w swoim interfejsie przedmioty, które można kupić lub sprzedać za prawdziwe pieniądze. Nowy model gier reklamowany przez entuzjastów kryptowalut to „graj, aby zarabiać”. Gracze grają w gry, aby zdobywać przedmioty NFT, które można sprzedać na targowiskach po wyższych cenach. Przedmioty te często można wykorzystać do osiągnięcia wyższej wydajności w grze. Jednocześnie programowalność NFT wspiera nowe modele biznesowe i dochodowe — na przykład NFT wprowadziły nowy rodzaj umowy licencyjnej, w ramach której za każdym razem, gdy dzieło jest odsprzedawane, część transakcji wraca do pierwotnego twórcy. A to wszystko dopiero początek nowego rozdziału cyber historii ludzkości zastosowania rozwiązań w oparciu o te technologie…


    Autor ©: Adam Białas pseud. Crypto Pixelmen jest od lat ekspertem rynku nowych technologii oraz nieruchomości, dyr. BIALAS Consulting & Solutions i dziennikarzem biznesowym. NFT, cyfrowy rynek, rynek nft

  • Czy zbliża się koniec rynkowej potęgi „bandy czworga”

    Czy zbliża się koniec rynkowej potęgi „bandy czworga”

    Spółki Big Tech stały się ulubieńcami inwestorów. Ich rynkowa potęga wzbudza jednak coraz większe obawy związane z niszczeniem wolnego rynku. W najbliższych miesiącach przekonamy się co dalej z Facebookiem czy Google.

    Już za prezydentury D.Trumpa potęgę firm Big Tech uznawano za tak wielką, że coraz częstsze stały się postępowania antymonopolowe. Przykładem był  Google. Przewidywania są takie, że J.Biden jeszcze tę politykę zaostrzy, wprowadzi zmiany w opodatkowaniu. Amerykańska Komisja do Spraw Handlu wytoczyła proces przeciwko Facebookowi, iż stosował monopolistyczne praktyki w celu wyeliminowaniu swojej konkurencji i powinien pozbyć się takich cennych nabytków jak WhatsApp czy Instagram.

    Czy to początek końca Big Techów? Co zrobić z „bandą czworga”, jak to określają złośliwie ich przeciwnicy, czyli czterema spółkami BIG Tech: Facebook, Google, Amazon i Apple (do tej grupy bywa zaliczany też Microsoft)?

    Przewidywania są takie, że nadciąga wielka fala regulacyjna. To wynika z październikowego raportu podkomisji senackiej w USA, która prowadziła przesłuchania prezesów spółek zaliczanych do grupy Big Tech. Raport ma 439 stron. Jego sednem jest to, aby obecna sytuacja nie przerodziła się w stan powszechnego zagrożenia dla konkurencji wolnorynkowej. W tym raporcie pojawiają się postulaty, aby te firmy po prostu podzielić.

    – Trwa dyskusja czy firmy te nie uzyskały zbyt daleko idącej monopolistycznej pozycji ze szkoda dla wszystkich innych i moim zdaniem odpowiedź na to pytanie jest oczywistamówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.Dużo trudniejsze jest jednak znalezienie odpowiedzi na pytanie o to, co można z tym zrobić. To w najbliższych miesiącach przekonamy się czy w USA wystarczy woli politycznej, aby kontynuować dochodzenia przeciw Big Techom.

    Istnienie Big Techów przyniosło światowej gospodarce ogromne długofalowe korzyści i pchnęła rozwojów na szybszy – nomen omen – tor. Ale jednocześnie spowodowało ogromne podziały w społeczeństwie pomiędzy zagarniającymi dla siebie rynek wielkimi firmami i masami robotniczymi, funkcjonującymi na pograniczu niewolnictwa.

    „Techom” zarzuca się właśnie wykorzystywanie pozycji rynkowej do miażdżenia konkurencji ze szkodą dla użytkowników, unikanie płacenia podatków, a także zbieranie i przetwarzanie danych użytkowników do przechwycenia kontroli nad ich zachowaniem, co w konsekwencji może dać im większą władzę niż tę, którą mają demokratycznie wybrane rządy (lub inaczej, poprzez tę kontrolę, będą mogły „same” wybierać władze z pozornym zachowaniem zasad demokracji).

    W USA zarzuty im stawiane dotyczą jak na razie wykorzystywania pozycji monopolistycznej. W czasie prezydentury D.Trumpa Republikanie zarzucali mediom społecznościowym blokowanie treści prawicowych, można byłoby więc uznać, że obecny pozew jest „łabędzim śpiewem” odchodzącej administracji. Jednak pozew nie wygląda na polityczny – został niezależnie skierowany przez 46 stanów, co pokazuje, jak silne jest przekonanie co do tej sprawy po obydwu stronach barykady politycznej w USA.

    Nawołująca od dawna do podziału Big Techów Elizabeth Warren nie została co prawda wiceprezydentem (ani nawet nie znalazła się w administracji Bidena), ale nie musi to oznaczać, że Biden będzie ich obrońcom, szczególnie, że sam na pewnym etapie kampanii proponował dla nich specjalny podatek.

    Taki podatek chce wprowadzić Unia (nawet do 6% rocznych przychodów), a Francja właśnie nałożyła 100 mln euro kary na Google. Administracja Trumpa takie próby opodatkowywania techów poza granicami USA bardzo tępiła, zobaczymy czy Biden (szukający kompromisu z UE) będzie tu tak samo zdeteminowany, czy też uzna, że korporacje powinny po prostu wszędzie płacić wyższe podatki.

    – Sama Unia Europejska będzie tutaj bezsilna, za prezydentury D.Trumpa interwencje amerykańskiej dyplomacji, aby Big Techy zostawić w spokoju okazywały się skutecznekomentuje ekspert XTB.Nowe regulacje są jednak bardzo potrzebne, bo za kilka lat może okazać się, że bardzo nieliczna grupa osób rządzi światem dzięki olbrzymiemu dostępowi do danych o nas samych.

    Reakcja rynku na podejmowane próby jest zauważalna, ale do paniki daleko. Do tej pory inwestorzy indywidualni traktowali każdą przecenę jako okazję.

  • Iran zastrasza amerykańskich wyborców

    Iran zastrasza amerykańskich wyborców

    W ciągu ostatnich dwóch dni zwolennicy demokratów z Alaski oraz Florydy otrzymali e-maile zawierające groźby. Amerykański rząd uważa, że akcja jest inspirowana przez rząd w Teheranie.

    Wyborcy demokratów z Alaski oraz Florydy odebrali e-maile zatytułowane „Głosuj na Trumpa”. Autorzy listu podszywają się pod skrajnie prawicową grupę Proud Boys i grożą, że jeśli odbiorcy nie spełnią ich żądania, poniosą konsekwencje.

    –        „Wiemy o tobie wszystko, posiadamy twój e-mail, adres zamieszkania, numer telefonu. Obecnie jesteś zarejestrowany jako wyborca demokratów. Wiemy o tym, ponieważ włamaliśmy się do bazy danych amerykańskich wyborców. Będziesz za Trumpem w dniu wyborów lub przyjdziemy po ciebie. Zmień przynależność partyjną i dołącz do republikanów. W ten sposób dasz nam znać, że otrzymałeś wiadomość i spełnisz żądanie. Na twoim miejscu poważnie potraktowalibyśmy to ostrzeżenie.” czytamy w e-mailu.

    Niektóre z wysłanych wiadomości zawierają imię, nazwisko i adres zamieszkania odbiorcy, co sugeruje, że informacje zostały pozyskane ze zhakowanych witryn rejestrujących wyborców. ProofPoint, firma zajmująca się cyberbezpieczeństwem, znalazła wiadomość e-mail z odsyłaczem do filmu przedstawiającym hakera włamujące się do baz danych wyborców, modyfikującego zapisy i wrzucającego fałszywe karty do głosowania.

    John Ratcliffe, dyrektor agencji wywiadu USA, poinformował na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, że Rosja oraz Iran uzyskały informacje o listach rejestracji wyborców. Jego zdaniem dane te mogą być wykorzystywane przez podmioty zagraniczne do podejmowania prób przekazania zarejestrowanym wyborcom fałszywych informacji powodujących zamieszanie i podważających zaufanie do amerykańskiej demokracji.

    – Iran wysyła sfałszowane e-maile mające na celu zastraszenie wyborców, wzniecanie niepokojów społecznych i szkodzenie prezydentowi Trumpowi”stwierdził John Ratcliffe.

    Nie udało się ustalić czy Iran i Rosja uzyskały informacje rejestracyjne wyborców, włamując się do systemów wyborczych czy kupując dane na czarnym rynku.

    – Trudno powiedzieć na ile akcja, za którą rzekomo stoi rząd w Teheranie, zaszkodzi Donaldowi Trumpowi. Jednak na pewno nie pomoże osobom odpowiedzialnym za organizację wyborów w USA, a zwłaszcza administratorom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo danych. Na uwagę zasługuje też chaos informacyjny. Wprawdzie John Ratcliffe twierdzi, że filmy ilustrujące włamania do systemu są nieprawdziwe, ale z drugiej strony The Washington Post donosi, iż jeden z urzędników Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego przyznał, że istnieją luki w zabezpieczeniach internetowych systemów wyborczych i należy je usunąć.tłumaczy Mariusz Politowicz z firmy Marken, dystrybutora rozwiązań Bitdefender w Polsce.