Tag: Donald Trump

  • Symantec sprzedaje część firmy

    Symantec sprzedaje część firmy

    Symantec, jedna z największych firm w dziedzinie bezpieczeństwa cybernetycznego, sprzedała nazwę firmy i część przedsiębiorstwa (enterprise) firmie Broadcom za 10,7 miliarda dolarów.

    Symantec w nowej formie będzie się koncentrować na bezpieczeństwie cybernetycznym konsumentów i małych firm dzięki produktom firmy Norton do ochrony przed wirusami i zagrożeniami tożsamości LifeLock.

    Reszta działalności firmy Symantec w zakresie bezpieczeństwa korporacyjnego łączy się z Broadcom, dostawcą półprzewodników, przełączników ethernetowych i technologii centrów danych. W zeszłym roku firma próbowała kupić Qualcomm, ale później została odrzucona przez administrację prezydenta Trumpa.

    Oferta firmy obejmuje produkty do zabezpieczania serwerów w chmurze, komputerów i firmowej poczty elektronicznej przed włamaniami hakerów.

    Tego samego dnia firma ogłosiła plan redukcji zatrudnienia, który zakłada zwolnienie 7 procent pracowników i zamknięcie niektórych obiektów. W oświadczeniu dyrektor generalny Symantec, Rick Hill, powiedział, że w drugim kwartale bieżącego roku 90% przychodów operacyjnych firmy pochodziło z działalności konsumenckiej.

    Jeśli chodzi o Broadcom, firma planuje wykorzystać przejętą działalność w zakresie bezpieczeństwa, która ma wesprzeć wygenerowanie dodatkowych 2 miliardów dolarów przychodów.

    Działalność firmy Symantec w zakresie bezpieczeństwa korporacyjnego jest uznawana za uznanego lidera w rosnącej przestrzeni bezpieczeństwa korporacyjnego i opracowała jedne z najpotężniejszych na świecie rozwiązań obronnych – powiedział prezes firmy Broadcom Hock Tan w swoim oświadczeniu. – Z niecierpliwością czekamy na poszerzenie naszego zakresu działań w obszarze oprogramowania infrastruktury krytycznej w ramach naszej podstawowej bazy klientów Global 2000.

    Oczekuje się, że przejęcie zostanie zakończone przed końcem roku. Na razie firma czeka na zatwierdzenie transakcji przez organy nadzoru. Nie wiadomo jeszcze, jak Symantec będzie się nazywał.

  • Jakie dane wystarczą, aby zidentyfikować nas w sieci?

    Jakie dane wystarczą, aby zidentyfikować nas w sieci?

    Wykonywanie anonimowych działań w sieci nie daje nam gwarancji bezpieczeństwa. Eksperci są zgodni co do tego, że zebranych w różnych bazach zanonimizowanych danych nie da zabezpieczyć się przed ponownym przypisaniem ich do konkretnych osób. Specjaliści Xopero Software, producenta do zabezpieczenia i przywracania danych, ostrzegają, jakie zagrożenia niesie zbyt częste podawanie informacji w sieci.

    A to głównie dlatego, że informacje pozostawione za nami w Internecie nie znikają. Większość jest mało istotna, jak informacje o zakupie nowych butów. Niestety, zdarza się też, że podajemy te bardziej osobiste – wyniki badań czy numery identyfikacji podatkowej.

    Teoretycznie firmy zbierające te dane starają się je chronić. Najczęściej robią to poprzez anonimizację – pozbawienie danych oczywistych informacji osobowych, takich jak imię i nazwisko, adres czy numer telefonu. Dodatkowo usuwa się kolumny w arkuszach kalkulacyjnych, a do plików wprowadza się “szumy”. Jednakże, identyfikacja jest możliwa nawet na podstawie szczątkowych informacji o użytkowniku, takich jak miejsce zamieszkania i płeć. Przykładowo, używając jedynie kodu pocztowego, płci i daty urodzenia mamy aż 81% szans na poprawne wytypowanie konkretnej osoby. Mając do dyspozycji już 15 parametrów demograficznych, prawdopodobieństwo to wynosi aż 99,98%.

    Skąd wzięły się te liczby? Odpowiedzi szukać należy na uniwersytecie w Leuven i Imperial College London. Tamtejsi badacze stworzyli narzędzie do identyfikacji anonimowych danych. Za pomocą zaledwie kilku zbiorów pozornie ogólnych informacji pozwolili maszynie uczyć się je rozróżniać. System wyodrębnia rzadziej powtarzające się powiązania i określa szansę prawidłowej identyfikacji.

    W obecnej formie narzędzie ma w bazie danych 210 różnych zestawów z 5 źródeł, wliczając spis ludności Stanów Zjednoczonych. Kody pocztowe, którymi dysponuje program, obejmują USA, Anglię i Walię.

    Kolejne pytanie nasuwa się samo – skąd nasze dane się tam wzięły? Najprostszą i zarazem prawidłową odpowiedzią jest ta, że “sami je podaliśmy”. Mało kto przy rejestracji na różne witryny czyta warunki przetwarzania danych – z reguły zaznaczamy jedynie wymagane pola godząc się na nie w ciemno. Co ostrożniejszy użytkownik znajdzie tam jednak zapis, głoszący że “serwis może odsprzedawać anonimowe dane podmiotom trzecim”. Informacje pozbawione personaliów, mogą więc krążyć po sieci – za naszą zgodą.

    Musimy uważać na to, jakie dane podajemy w sieci oraz każdorazowo i skrupulatnie sprawdzać kto i w jaki sposób je wykorzystuje. Anonimowość nie zapewnia bezpieczeństwa – twierdzi Bartosz Jurga, dyrektor sprzedaży w Xopero Software – Im więcej informacji są w stanie połączyć systemy, tym łatwiej będzie nas zidentyfikować i zagrozić naszemu bezpieczeństwu. Pamiętajmy, aby ograniczać podawanie ich w sieci. Nawet, jeżeli zdaje nam się, że to zaledwie szczątkowe informacje. Okazuje się, że połączenie tych z pozoru anonimowych danych w pełny obraz naszej osoby i całkowita identyfikacja jest prostsza niż kiedykolwiek.

    Informacje zdobyte przez technologię łączenia danych mogą pozwolić na łatwą kradzież tożsamości, wymuszenia czy działania inwigilacyjne. Zwłaszcza, gdy  pozostawienie kilku ocen dla filmów na Netflixie daje niemal tę samą możliwość identyfikacji co numer polisy ubezpieczeniowej. O możliwościach tej metody przekonał się chociażby Donald Trump. To właśnie ona posłużyła dziennikarzom The New York Times do ujawnienia absurdalnych sum w zwrocie podatkowym obecnego prezydenta USA w pierwszej połowie lat `90.

  • Instytut Kościuszki: Europa musi wzmocnić 5G

    Instytut Kościuszki: Europa musi wzmocnić 5G

    Europa stanęła dziś przed strategicznym geopolitycznym wyborem orientacji technologicznej. Pierwszym wielkim krokiem w tym zakresie będzie budowa sieci 5G – piszą ekspertki Instytutu Kościuszki w najnowszym briefie programowym, pt. „Przyszłość 5G czyli Quo Vadis, Europo?”. Kierunek, w którym podąży Unia Europejska jest tym bardziej istotny, gdyż rozwój sieci 5G ma zdefiniować jej pozycję gospodarczą w świecie na kolejne lata.

    Budowa sieci 5G rozgrzewa emocje niemalże na całym świecie. Od kilku miesięcy obserwujemy konflikt na linii Chiny – USA, którego konsekwencje już dziś odczuwane są także w Europie. Celem Stanów Zjednoczonych jest zapobieżenie dalszej ekspansji technologicznej Chin oraz niedopuszczenie firmy Huawei do osiągnięcia pozycji dominującej w kwestii budowy sieci piątej generacji. USA „naciskają” więc swoich sojuszników do poparcia polityki prowadzonej przez prezydenta Donalda Trumpa, a co za tym idzie, zamknięcia swoich rynków na produkty chińskiego producenta. Według Stanów Zjednoczonych, budowa sieci 5G przez chińskich partnerów to zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego i kluczowych obszarów funkcjonowania państwa, a także funkcjonowania amerykańskich sojuszy międzynarodowych. Argumentem wysuwanym przez Amerykanów ma być potencjalne szpiegostwo na rzecz Chińskiej Republiki Ludowej. Firmy z Państwa Środka natomiast odpierają zarzuty i deklarują chęć transparentnej współpracy.

    5G a strategiczna autonomia

    W kontekście 5G, ale także innych przełomowych technologii cyfrowych, celem UE powinno być rozwinięcie strategicznej autonomii, czyli możliwości realizowania swoich celów, głównie w oparciu o własne siły. Bowiem, jak argumentują ekspertki, stawką w tej w rozgrywce jest zachowanie podmiotowości w globalnej grze. Koncepcja strategicznej autonomii została zdefiniowana m.in. przez Paula Timmersa, pracownika naukowego Uniwersytetu Oksfordzkiego jako zdolność i możliwość do decydowania i działania w odniesieniu do istotnych aspektów dotyczących długoterminowej przyszłości gospodarki, społeczeństwa i instytucji. Aby zapewnić odpowiedni rozwój technologiczny, wysoką pozycję Europy w globalnym łańcuchu dostaw, a także bezpieczeństwo narodowe, państwa europejskie powinny postawić na własne zasoby technologiczne, a także nie kreować i nie pogłębiać zależności, które wystawią sieć 5G na zagrożenia bezpieczeństwa ze strony krajów trzecich. Europa musi wzmacniać swój potencjał tam, gdzie to możliwe oraz współpracę z krajami sojuszu transatlantyckiego oraz tymi zaliczanymi do grupy „podobnie myślących” w tym m.in. Japonią czy Koreą Południową. Dodatkowo, w kontekście korzystania z rozwiązań zewnętrznych dostawców, państwa powinny mieć zdolności do tego, aby weryfikować i kontrolować te rozwiązania.

    5G narzędziem soft i hard power

    Autorki dokumentu – Izabela Albrycht, Prezes Instytutu Kościuszki oraz dr Joanna Świątkowska, Dyrektor Programowa CYBERSEC zauważają, że zaawansowane technologie, w tym sieć 5G, zaczynają odgrywać kluczową rolę w projekcji soft i hard power. To właśnie wokół 5G jako miękkiej siły toczy się obecna medialna odsłona sporu na linii USA – Chiny. Jednakże, w rzeczywistości chodzi również o to, że sieć 5G ma potencjał stania się w przyszłości narzędziem hard power z uwagi na swoje potencjalne militarne zastosowanie. Polegać będzie na niej strategiczna łączność i komunikacja, świadomość sytuacyjna na polu bitwy, a także autonomiczny sprzęt wojskowy (np. drony), nowoczesna infrastruktura wojskowa (np. inteligentne bazy i posterunki), czy też inteligentne urządzenia, w które wyposażeni są żołnierze. W związku z tym, możliwe będzie również wykorzystanie urządzeń cywilnych podłączonych do sieci 5G do celów militarnych. Biorąc pod uwagę fakt, że wojsko jest użytkownikiem infrastruktury cywilnej, ważne jest zabezpieczenie tych aktywów przed atakami zewnętrznymi i zakłóceniami wewnętrznymi. Natomiast w przypadku potencjalnego konfliktu, istnieje prawdopodobieństwo oraz techniczna możliwość poważnego zakłócenia funkcjonowania sieci 5G.

    Jaki wybór ma Europa?

    Pomimo, że debata wokół budowy 5G koncertuje się na dylemacie czy podążać w tym kontekście za Waszyngtonem czy za Pekinem, to w Europie musimy przede wszystkim pamiętać o tym, że istnieją rodzimi dostawcy technologii 5G. Jest wiele przykładów globalnego zasięgu i udanych pilotażowych wdrożeń technologii 5G realizowanych przez europejskie firmy, które podobnie jak chińska, rozwinęły kompleksowe rozwiązania w ramach rozwoju sieci 5G (end-to-end solutions). Europa może zbudować markę 5G Made by EU, a dodatkową przewagą konkurencyjną europejskich firm wydają się być rezultaty oceny jakości produktów oferowanych przez wiodących dostawców ze starego kontynentu. Zatem wbrew panującemu powszechnie przekonaniu, sytuacja Europy w wyścigu o 5G nie jest zła, wymaga dalszych działań, ale nie skazuje nas od razu na pozycję „przegranego”.

    Jednocześnie na świecie toczy się dyskusja na temat modelu budowy sieci piątej generacji. Jedną z koncepcji rozważanej w Polsce jest stworzenie wspólnej infrastruktury przez podmiot publiczno-prywatny w formie spółki celowej, do której zaproszeni byliby wszyscy komercyjni operatorzy mobilni w kraju. Taki model niesie za sobą wiele korzyści, takich jak większy poziom bezpieczeństwa, pokrycie białych plam telekomunikacyjnych, znaczącą redukcję kosztów budowy oraz utrzymania sieci, zmniejszenie promieniowania elektromagnetycznego czy zapewnienie państwu ogólnokrajowego Bezprzewodowego Systemu Łączności Specjalnej dla służb mundurowych, ratunkowych oraz infrastruktury krytycznej.

    Alternatywą wybór „europejski”

    Obecnie do Komisji Europejskiej spływają analizy państw członkowskich dotyczące bezpieczeństwa sieci telekomunikacyjnych. Następnym krokiem będzie próba wypracowania wspólnego stanowiska Europy w temacie przyszłego wdrożenia sieci 5G, co również będzie omawiane podczas V Europejskiego Forum Cyberbezpieczeństwa CYBERSEC, które odbędzie się w dniach 29-30 października br. w Katowicach.

    Biorąc pod uwagę powyższe aspekty, Instytut Kościuszki w najnowszym briefie programowym zaleca państwom europejskim kierowanie się celami strategicznej autonomii przy podejmowaniu dalszych decyzji dot. sieci 5G. Niezbędne jest również stworzenie warunków do jak najszybszego nadrobienia zaległości w zakresie budowy europejskiej autonomii w ramach rozwoju sieci 5G.

    Europa powinna zawalczyć w telekomunikacyjnym wyścigu piątej generacji z wielu powodów. Przede wszystkim po to, aby samodzielnie zadecydować o budowie swojego bezpiecznego fundamentu cyfrowego, oraz po to, aby w przyszłości stać się równorzędnym partnerem dla USA i ChRL, w ramach coraz bardziej zaawansowanego rozwoju technologicznego – czytamy w dokumencie programowym Instytutu Kościuszki. W przeciwnym razie może zostać jedynie biernym odbiorcą innowacji tworzonych przez innych (syndrom spóźnionego przybysza) albo z infrastrukturą przemysłową i cyfrową podatną na ingerencję ze strony krajów, które postrzegane są jako te nieprzestrzegające zasad odpowiedzialnego zachowania w cyberprzestrzeni – konkludują autorki dokumentu.

  • Korekta GIP60 w maju, czyli solidny spadek wypracowanego wzrostu

    Korekta GIP60 w maju, czyli solidny spadek wypracowanego wzrostu

    W maju 2019 roku GIP60 zanotował znaczną korektę, która obniżyła jego wartość do poziomu 854.29 punktów, czyli 9.30 proc. niżej, niż na początku miesiąca. Oznacza to także, że GIP60 spadł poniżej swojej wartości z początku roku (936.73), niwelując tym samym cały wzrost, jakiego doświadczył w pierwszych czterech miesiącach tego roku.

    Był to jeden z najsłabszych miesięcy w historii Giełdowego Indeksu Produkcji, który monitoruje 60 największych polskich przedsiębiorstw produkcyjnych. Tylko 16 spółek zwiększyło swoją wartość, w tym jedynie INTROL osiągnął stopę zwrotu powyżej 10 proc. Za to aż 42 spółki straciły w tym czasie na wartości rynkowej, a 13 spółkom maj przyniósł redukcję wartości o ponad 10 proc. – podaje dr Maciej Zaręba z DSR – analityk i współtwórca GIP

    Największy spadek wartości dotknął spółki: STALPRODUKT (-29.28 proc. m/m) i CCC (-24.45 proc. m/m). Niewiele lepiej wypadły takie ikony polskiego rynku akcji, jak: WIELTON (-15.58 proc. m/m), czy LPP (-14.36 proc. m/m). W przypadku CCC i LPP, spadków nie można tłumaczyć obecnymi wynikami finansowymi spółek, gdyż obie tradycyjnie zwiększyły swoje przychody, choć przy nieco mniejszej dynamice, niż w poprzednich okresach. Głównym źródłem paniki wśród inwestorów spółek zajmujących się handlem detalicznym jest widmo podatku handlowego, które pojawiło się po unieważnieniu decyzji Komisji Europejskiej przez Sąd Unii Europejskiej.

    Akcjom spółki WIELTON, podobnie jak spółkom handlowym, również nie pomógł wzrost przychodów (33.32 proc. r/r) zanotowany w pierwszym kwartale tego roku. Także symboliczny wzrost zysku netto o 3.3 proc. r/r nie został odebrany optymistycznie przez polski parkiet. Wydaje się, że bardziej na wyobraźnię inwestorów zadziałał spadek udziału tej spółki w rynku nowych przyczep i naczep w okresie styczeń-kwiecień, który w 2019 roku wyniósł 14.27 proc. wobec 14.92 proc. w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wzrost zadłużenia, w tym przede wszystkim wzrost zadłużenia krótkoterminowego, widoczny w sprawozdaniach spółki również mógł wzbudzić zainteresowanie akcjonariuszy spółki.

    Jednak w najgorszej sytuacji w maju znalazła się spółka STALPRODUKT. Po ponad półrocznym okresie konsolidacji ceny akcji spółki w okolicach 320 zł, i  późniejszym jej wzroście do 350 zł w kwietniu, na początku maja nastąpiła gwałtowna redukcja ceny akcji o niemal połowę. Roczny raport spółki wykazał co prawda skonsolidowany wzrost przychodów spółki o 13.01 proc., jednak w I kwartale 2019 roku, dynamika sprzedaży spadła do poziomu 2.66 proc. r/r, przy jednoczesnym spadku zysku netto o 58,95 proc. r/r. Akcjom spółki zagroziły dodatkowo problemy na rynku stali, związane ze spadkiem produkcji krajowej tego surowca.

    W przekroju branżowym najniższą średnią stopę zwrotu osiągnęły akcje spółek określanych przez nas mianem „projektantów”, a więc takie, które skupiają się na projektowaniu swoich produktów (przeważnie odzieży) i ich dystrybucji. Straciły one w maju średnio 14.09 proc. m/m, głównie z powodu wspomnianego wcześniej ryzyka wprowadzania w Polsce podatku handlowego. Równie źle maj odczuły spółki z branży chemicznej (-7.79 proc. m/m), przemysłu lekkiego (-7.07 proc. m/m), motoryzacyjnej   (-6.39 proc. m/m) i producenci z branży spożywczej (-5.25 proc. m/m). Dodatnią średnią stopę zwrotu wypracowały w maju jedynie spółki z branży tworzyw sztucznych (0.54 proc. m/m) i drzewnej (3.15 proc. m/m).

    Najodporniejsi

    Majowy ranking GIP60 po raz pierwszy w jego historii wygrała spółka INTROL, za osiągnięcie miesięcznej stopy zwrotu na poziomie 10.56 proc. Niestety, była to jedyna spółka z całej grupy, której udało się pokonać barierę 10 proc. Drugie miejsce i zwrot na poziomie 9.78 proc. m/m dla spółki FEERUM. Stopień niżej, ale za niewiele gorszy wynik, dla spółki PRIMETECH, której wartość rynkowa wzrosła w maju o 9.76 proc.

    INTROL to spółka działająca od początku lat dziewięćdziesiątych w branży automatyki przemysłowej, instalacji technologicznych, w energetyce i budownictwie przemysłowym. Ostatnie trzy lata były dla akcji spółki okresem nieustannej redukcji wartości i nie inaczej wyglądały pierwsze miesiące tego roku. Stosunkowo dobre wyniki za pierwszy kwartał, w tym zauważalny wzrost inwestycji, spowodowały odwrócenie trendu spadkowego w maju. Należy jednak dodać, że wzrost ceny akcji tej katowickiej spółki nastąpił przy niewielkim poziomie obrotów.

    FEERUM gościł na podium GIP60 dwa razy pod koniec zeszłego roku, w listopadzie i w grudniu, czyli chwilę po podpisaniu dużego kontraktu na dostawę silosów na Ukrainę. Pierwsze miesiące tego roku nie rozpieszczały akcjonariuszy spółki z Chojnowa, ale opublikowany pod koniec kwietnia raport roczny ujawnił ponad dwukrotny wzrost zysku netto, w porównaniu z rokiem 2017, dzięki czemu powrócił sentyment inwestorów do tej spółki.

    PRIMETECH, czyli do niedawna KOPEX, to znany polski producent sprzętu górniczego. W ostatnim czasie inwestorów najbardziej rozgrzewała informacja o umowie zakupu przez JSW akcji Przedsiębiorstwa Budowy Szybów (PBSz), które należy do PRIMETECH. Nie pierwszy raz właśnie ten kontrakt spowodował, że kurs akcji spółki powędrował w górę, dzięki czemu spółka lądowała na podium rankingu GIP60. Nie inaczej było w pierwszej połowie maja, kiedy obie spółki ogłosiły termin wykonania umowy na 20 maja 2019 roku, a kurs akcji poszybował w górne pułapy. Entuzjazm inwestorów trwał stosunkowo krótko i w drugiej połowie miesiąca kurs zredukował majową stopę zwrotu poniżej 10 proc.

    Efekt Trumpa

    Wzrost produkcji przemysłowej w kwietniu zaobserwowany przez GUS, jak również kolejne rewizje w górę szacowanego na ten rok PKB, nie przełożyły się na wzrost zainteresowania polskim rynkiem akcji. Niestety, po raz kolejny ważniejsze okazały się czynniki zewnętrzne, wpływające na globalne pływy kapitału. Nowe otwarcie w konfrontacji handlowej między dwoma największymi gospodarkami świata, zaproponowane przez Prezydenta Trumpa, przyniosło za sobą wzrost ryzyka i niepewności na wszystkich rynkach kapitałowych świata (S&P 500 w maju stracił prawie 5%), co niestety dało się odczuć również na naszym rodzimym parkiecie. Również postępujące osłabienie przemysłu europejskiego nie sprzyja i nie będzie nam sprzyjać w najbliższym czasie, a kontynuacja spadków nastrojów w przemyśle niestety nie wróży odwrócenia tego negatywnego trendu – przewiduje Zaręba. PMI przemysłowe, obliczone w maju, znajduje się poniżej granicznej wartości 50 punktów lub w jej okolicach w przypadku większości gospodarek świata, co przełożyło się na spadek PMI liczonego dla globalnego przemysłu do poziomu 49.8 punktów.  Nie należy jednak zapominać o dotychczasowej wyjątkowej odporności naszej gospodarki i jej przemysłu, która – w zestawieniu z napływem świeżego kapitału z programu PPK – prędzej czy później spowoduje powrót kapitału na warszawską GPW – czytamy w podsumowaniu.

  • Na 5-proc. wzrost PKB nie ma co liczyć

    Na 5-proc. wzrost PKB nie ma co liczyć

    Wojna handlowa między Stanami Zjednoczonymi a Chinami wywiera negatywny wpływ na globalne gospodarki. Spadają zamówienia w przemyśle, przez co pogarszają się nastroje zarówno przedsiębiorców, jak i inwestorów. Zdaniem Rafała Sadocha z DM mBanku także polska gospodarka, która zanotowała szybki rozwój w 2018 roku, odczuje skutki tego procesu. Jak duże, zależeć będzie od wyniku negocjacji między dwoma mocarstwami.

    – Wskaźnik Sentix kolejny miesiąc z rzędu spada i osiąga coraz niższe poziomy, w styczniu obniżył się po raz piąty. Minimum optymizmu jest w tym, że ten spadek okazał się mniejszy od oczekiwań rynkowych – mówi Rafał Sadoch, analityk Domu Maklerskiego mBanku. – Rynek obawiał się, że zamieszanie związane z wojną handlową jeszcze bardziej pogorszy nastroje przedstawicieli sektora finansowego. Oni dość szybko mogą zmieniać swoje nastawienie i z tego powodu ten wskaźnik jest może nieco mniej wiarygodny niż dane dotyczące koniunktury wśród sektora przedsiębiorstw.

    Indeksy Sentix to grupa wskaźników obrazujących oczekiwania inwestorów finansowych, publikowanych przez niemiecką grupę badawczą Sentix. Prowadzone są wśród inwestorów – osobno indywidualnych i instytucjonalnych – dwunastu różnych rynków akcji, obligacji i surowcowych. W styczniu wskaźnik ten dla strefy euro spadł do -1,5 pkt z -0,3 pkt w grudniu 2018 roku. Rynek spodziewał się jeszcze większego spadku – do 2,8 pkt.

    – Co ważne, dane dotyczące koniunktury wśród sektora przedsiębiorstw wcześniej wskazywały na to, że w 2019 rok europejska gospodarka wchodzi z najwolniejszym tempem wzrostu od dwóch lat i to jest niepokojące – zastrzega Rafał Sadoch. – To z pewnością będzie rzutowało na cały rok i wskazuje na to, że to, co najlepsze w koniunkturze gospodarczej, mamy już za sobą. To też będzie rodziło implikacje dla wzrostu gospodarczego w Polsce.

    Na początku stycznia IHS Markit opublikował dane na temat indeksu PMI dla strefy euro, który oddaje nastroje menadżerów logistyki w firmach przemysłowych i usługowych. Odczyt okazał się najsłabszy od ponad czterech lat, choć wciąż jeszcze przekracza poziom 50 pkt, co wskazuje na rozwój sektora. Jest on jednak coraz wolniejszy: za listopad odczyt dla przemysłu wyniósł 51,8 pkt, a w grudniu 51,4. Natomiast w sektorze usług spadek był jeszcze większy – z 53,4 pkt w listopadzie do 51,2 w grudniu. To o 0,2 pkt mniej niż spodziewali się ekonomiści. Głównym powodem osłabienia koniunktury był spadek liczby zamówień w przemyśle.

     Jeśli wojna handlowa będzie eskalowana, jeśli Donald Trump nie dogada się z Chinami, to spowolnienie gospodarcze będzie jeszcze głębsze. Rynki nie wiedzą na dobrą sprawę, jak silna będzie ta wojna handlowa i jak bardzo negatywne będą jej skutki dla aktywności gospodarczej. Ta niepewność w jeszcze większym stopniu może napędzać spowolnienie – przewiduje Rafał Sadoch. – Ale jeśli nastąpi zbliżenie stanowisk, na co liczą rynki, bowiem sygnały, jakie płyną ze strony amerykańskiej administracji, wskazują na chęć uzyskania porozumienia, to spowolnienie gospodarcze może mieć relatywnie płytki przebieg.

    Polska gospodarka jest mocno uzależniona od wymiany handlowej z Unią Europejską, zwłaszcza od eksportu. Od stycznia do listopada 2018 roku polski eksport wzrósł łącznie o 7,1 proc. (licząc w euro), zaś import o 9,7 proc. Same Niemcy odpowiadały w tym czasie za 28,1 proc. polskiego eksportu oraz 22,4 proc. importu. Strefa euro odbiera 57,7 proc. polskich towarów, a cała Unia 80,4 proc. Wszystkie trzy wskaźniki eksportu są wyższe niż w analogicznym okresie 2017 roku. Maleją natomiast udziały tych obszarów w imporcie; w wypadku strefy euro jest to 46,7 proc., zaś całej Wspólnoty 58,4 proc. Spadek zamówień musi się odbić na polskim PKB.

    Z ankiety Narodowego Banku Polskiego, przeprowadzonej między 17 grudnia 2018 roku a 3 stycznia 2019 roku wśród 18 ekspertów reprezentujących instytucje finansowe, ośrodki analityczno-badawcze, związek zawodowy oraz organizację przedsiębiorców wynika, że o ile za 2018 rok można spodziewać się wzrostu PKB o 5 proc., to w 2019 roku będzie to tempo zbliżone do 3,8 proc., a w przyszłym roku spadnie ono do 3,4 proc. Dla porównania w III kwartale 2018 roku polska gospodarka wzrosła o 5,1 proc. rok do roku, unijna o 1,8 proc., a strefy euro o 1,6 proc. Stany Zjednoczone odnotowały w tym czasie wzrost o 3,0 proc.

    – Zapewne już nie zobaczymy wzrostu gospodarczego w okolicy 5 proc., pewnie będzie to bliżej 4 proc. Polska gospodarka nie pozostaje w odosobnieniu, globalna i europejska gospodarka to system naczyń połączonych. Spowolnienie gospodarcze obserwujemy w strefie euro, Niemczech, USA i to wszystko automatycznie przekłada się również na sytuację w kraju – wyjaśnia analityk Domu Maklerskiego mBanku. – Popyt krajowy będzie już nie tak mocny jak w 2018 roku. Największa poprawa na rynku pracy jest już za nami, również inwestycje nie powinny wyglądać tak dobrze, jak wyglądały w 2018 roku. Pewnie będziemy obserwowali nieznaczne wyhamowanie dynamiki wzrostu, ale w dalszym ciągu na tle innych krajów będą to satysfakcjonujące poziomy.

  • Cyberbezpieczeństwo – kluczowy aspekt strategii biznesowej

    Cyberbezpieczeństwo – kluczowy aspekt strategii biznesowej

    Ilość cyberataków rośnie z roku na rok. Coraz bardziej istotne staje się uświadamianie osób decyzyjnych, na temat bezpieczeństwa i skutków kradzieży danych. Problem jest na tyle poważny, że zajęła się nim administracja Trumpa, pracując nad rozporządzeniami jasno określającymi obowiązki dyrektorów jednostek administracji publicznej w zakresie ochrony przed cyberzagrożeniami.

     Dyrektorzy jednostek administracji publicznej nie mają odpowiedniej wiedzy i kontroli nad wydatkami IT swoich agencji, co prowadzi do marnotrawstwa i niepoprawnego świadczenia usług – czytamy w rozporządzeniu wykonawczym. – Zwiększenie odpowiedzialności dyrektorów jednostek administracji publicznej wpłynie na lepsze zabezpieczenia systemów informatycznych i efektywniejsze prace modernizacyjne, co pozwoli zaoszczędzić pieniądze podatników, zmniejszyć ryzyko cyberbezpieczeństwa i lepiej służyć społeczeństwu amerykańskiemu.

    Prawidłowe zabezpieczanie systemów w których przechowywane są wrażliwe dane obywateli powinny stanowić podstawę społecznej odpowiedzialności biznesowej. Ostatnie badania przeprowadzane przez grupę użytkowników SAP w Ameryce wskazują że cyberbezpieczeństwo nadal nie stanowi priorytetu wśród kadry zarządzającej, zwłaszcza tych niezwiązanych z technologią informacyjną.

    Częstotliwość cyberataków prawdopodobnie wzrośnie w nadchodzących latach, dlatego ważne jest, aby kierownictwo wyższego szczebla miało pełne zrozumienie nieodłącznych zagrożeń i konsekwencji – wyjaśnia Cyrus Mewawalla, szef działu badań tematycznych w GlobalData. – Przegranymi będą te firmy, których kierownictwo niepoważnie podchodzi do cyberbezpieczeństwa, ponieważ są oni bardziej narażeni na ataki hakerów.

    O ile menedżerowie nie postawią sprawy cyberbezpieczeństwa jako priorytetu i nie zaczną inwestować w te obszary, takie jak uczenie maszynowe do aktywnego wykrywania zagrożeń, naruszenia danych mogą przyczynić się do poważnej katastrofy dla klientów jak i organizacji. Narażona jest reputacja i działania biznesowe firmy, które mogą znacznie ucierpieć. Kierownictwo przedsiębiorstw jest szczególnie narażone, gdyż w przypadku uchybień to oni poniosą największe konsekwencje.

    Mając to na uwadze, nie szokuje informacja, że po masowym ataku bezpieczeństwa, szefowie Equifax natychmiast opuścili firmę, oraz zaczeli niszczyć dowody wskazujące na ich brak kompetencji. Według NBC News, były kierownik działu bezpieczeństwa Equifax był w rzeczywistości absolwentem szkoły muzycznej, bez wykształcenia w dziedzinie bezpieczeństwa. Equifax jest jednym z przykładów wycieku danych, które długo będzie służyć jako studium przypadku w branży i zostanie zapamiętany  jako firma która poniosła ogromne straty wynikające z braku odpowiedniej strategii związanej z bezpieczeństwem.

    Niezwykle ważne jest stałe uświadamianie kadry zarządzającej na temat cyberbezpieczeństwa i sposobów ochrony przed zagrożeniami z wykorzystaniem dostępnych technologii. Wykrywanie zagrożeń po sygnaturach plików nie wystarczy. Na rynku dostępne są zaawansowane technologie wykrywania zagrożeń, zanim zostaną oficjalnie zidentyfikowane,  w oparciu o przetwarzanie w chmurze i uczenie maszynowe (sztuczna inteligencja) – komentuje Mariusz Politowicz, inżynier techniczny Bitdefender w firmie Marken.

    Jedną z przeszkód we wdrażaniu odpowiedniej strategii jest częste nieporozumienie pomiędzy kierownictwem wyższego szczebla i specjalistami IT. Wyżej wspomniana ankieta wykazała, że ​​chociaż 80 procent ekspertów ds. Bezpieczeństwa obawiało się o cyberbezpieczeństwo, tylko 25 procent menedżerów podzielało tę samą obawę. Na pytanie o strategię bezpieczeństwa cybernetycznego 12 procent nie miało żadnego pomysłu na strategię, a 23 procent nie wiedziało nic na ten temat. Aż 82 procent uznało, że ich aplikacje SAP stanowią „niewielką lukę” w infrastrukturze swojej firmy.

    W dzisiejszej gospodarce słaba strategia bezpieczeństwa będzie bezpośrednio wpływać na dane klientów, patenty i informacje poufne. Jeśli zostaną naruszone, organizacja może nigdy nie odzyskać utraconej pozycji: wystarczy przytoczyć sytuację Equifax z ubiegłego roku.