Tag: Donald Trump

  • Wybory ryzykiem dla rynków?

    Wybory ryzykiem dla rynków?

    Na rynkach panowało przekonanie, że listopadowe wybory w USA są niemal gwarancją hossy. Zakładano, że D. Trupowi będzie bardzo zależeć na utrzymaniu koniunktury, co zwiększyłoby jego szanse na reelekcję. Może jednak okazać się, że będzie całkiem inaczej.

    Na rynkach panowało przekonanie, że listopadowe wybory w USA są niemal gwarancją hossy. Zakładano, że D. Trupowi będzie bardzo zależeć na utrzymaniu koniunktury, co zwiększyłoby jego szanse na reelekcję. Może jednak okazać się, że będzie całkiem inaczej.

    Najważniejsze indeksy giełdowe znalazły się na poziomach najniższych od końca lipca. Nadal są to dość wysokie poziomy w kontekście dołków z marca, ale mamy już największą korektę całej hossy. Dodatkowo obserwujemy wyraźne umocnienie dolara amerykańskiego. Do tego dochodzą pogarszające się statystyki pandemii i ryzyko nowych restrykcji, a także tracące nieco impet dane makroekonomiczne.

    Wątek wyborczy jednak nie był jak dotychczas mocno rozgrywany przez rynki. Panowało założenie, że D.Trump zrobi wszystko, aby atmosfera do tego czasu była dobra i potwierdziło się to po części w braku konkretnych działań wymierzonych w Chiny.

    Jednak inwestorów może martwić co innego – chaos, który może zapanować po 3 listopada. Donald Trump ponownie zasygnalizował, że może nie oddać władzy, ponieważ jego zdaniem głosowanie listowne oznacza ryzyko nadużyć. Głosowanie listowne nie jest w USA niczym nowym, ale w tym roku ze względu na pandemię Demokraci namawiają wyborców do tej formy, a to może mieć wpływ na wynik. Sondaże dają przewagę Joe Bidenowi, ale nie jest ona wielka i jeśli Trump przegrałby nieznacznie, mógłby kontestować wynik, a sprawa skończyłaby się w Sądzie Najwyższym. Dla rynków to chyba najgorszy scenariusz.

    – Wśród inwestorów emocje będą bardzo duże, ale dopiero podczas nocy wyborczejmówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.Jednak nie powinny być większe w porównaniu do sytuacji sprzed czterech lat, bo wtedy rynki bały się D.Trumpa, a faworytką wyborów była kandydatka Demokratów. Może to jednak się zmienić, bo istnieją inne niż wówczas czynniki ryzyka.

    Sytuacja rynkowa już robi się napięta. Tracą nie tylko akcje, ale także złoto oraz (szczególnie) srebro. Wynika to z faktu, iż wcześniej większość kapitału spekulacyjnego grała w ten sam sposób – krótkie pozycje w dolarze, długie w akcjach (szczególnie spółek technologicznych) oraz metalach szlachetnych. Na ten moment wygląda to jak techniczna korekta wywołana redukcją tego skrajnego pozycjonowania. Nie wydaje się, aby mogło dojść do powtórki sytuacji z marca, kiedy były problemy z dostępnością finansowania w USD. Nie musi być to jednak koniec problemów – jesień dopiero się zaczyna, a wraz z nią ryzyko pogorszenia sytuacji pandemicznej i wytracenie tempa ożywienia przez gospodarki.

    – Choć czynników ryzyka jest wiele, a przed nami wybory w USA, to jednak dla inwestorów krótkoterminowo najważniejsza jest polityka Fedkomentuje ekspert XTB.

  • Polska na razie nie wyklucza chińskich dostawców z budowy infrastruktury 5G

    Polska na razie nie wyklucza chińskich dostawców z budowy infrastruktury 5G

    Wdrożenie standardu telekomunikacyjnego 5G będzie mieć rewolucyjny wpływ na globalną i polską gospodarkę. Bezpieczeństwo nowej technologii jest obecnie odmieniane przez wszystkie przypadki i wciąż trwają spekulacje dotyczące komponentów 5G dostarczanych przez producentów z Chin. Jednak do tej pory Polska, podobnie jak Niemcy, nie zdecydowała się na wykluczenie żadnego dostawcy, w tym spoza Europy. Nie powinna wpłynąć na to również zaplanowana na 15 sierpnia w Warszawie wizyta sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo. Eksperci podkreślają, że przy wdrażaniu nowego standardu telekomunikacyjnego należy oceniać warunki techniczne urządzeń, a nie miejsce ich pochodzenia.

    – Obecnie obowiązujące dokumenty nie wykluczają dostawców spoza Europy. Chociażby przyjęte 29 czerwca rozporządzenie w sprawie minimalnych środków technicznych i organizacyjnych oraz metod, jakie przedsiębiorcy telekomunikacyjni są obowiązani stosować w celu zapewnienia bezpieczeństwa i integralności sieci lub usług, jasno wskazuje, że z każdym producentem można budować sieci 5G – podkreśla Piotr Mieczkowski, dyrektor zarządzający Fundacji Digital Poland.

    We wrześniu zeszłego roku premier Mateusz Morawiecki i wiceprezydent USA Mike Pence podpisali deklarację dotyczącą wzmocnienia współpracy w zakresie bezpieczeństwa przy budowie sieci 5G, która – jak ocenia ekspert Digital Poland – mogła sugerować takie wykluczenie. Do tej pory nie miała ona jednak przełożenia na wdrażanie nowej technologii w Polsce. Jak ocenia Mieczkowski, nie wpłynie na to też zaplanowana na 15 sierpnia wizyta w Warszawie sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo.

    – Jego wizyta w Czechach wiele nie zmieniła, więc i tutaj spodziewam się podobnego skutku – mówi Mieczkowski. Trzeba też pamiętać, że 3 listopada są w USA wybory prezydenckie, a obecne sondaże dają dużą przewagę kontrkandydatowi Donalda Trumpa. Może więc nastąpić zmiana podejścia amerykańskiej administracji do wojny handlowej z Chinami, szczególnie że pierwsza umowa nie jest dotrzymywana.

    Czesi odmówili podpisania dokumentu dotyczącego sieci 5G, powołując się na wspólne stanowisko UE, które nie wyklucza żadnego z dostawców infrastruktury.

    Bezpieczeństwo sieci 5G jest obecnie odmieniane przez wszystkie przypadki. Na świecie wciąż trwają spekulacje dotyczące bezpieczeństwa informatycznego komponentów dostarczanych przez koncern technologiczny Huawei. Ekspert ocenia jednak, że są one jedynie efektem wojny handlowej i napiętych relacji pomiędzy Chinami i USA. Stany Zjednoczone w ubiegłym tygodniu przedstawiły program „Clean Network”, który ma na celu m.in. wyeliminowanie z rynku ICT produktów dostarczanych przez producentów wywodzących się z Chin.

    – Bezpieczeństwo sieci komórkowych LTE było zawsze na wysokim poziomie. Nieznane są przypadki masowej inwigilacji czy podsłuchów dokonywanych przez producentów sprzętu z użyciem sieci komórkowych. Obiekcje na świecie pojawiły się wyłącznie w wyniku wojny handlowej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Ponieważ Chiny stały się znaczącym graczem na arenie międzynarodowej, oferując światu zaawansowane technologie, USA postanowiły ten porządek zmienić – wskazuje ekspert.

    Eksperci podkreślają na ogół, że przy wdrażaniu nowego standardu telekomunikacyjnego należy oceniać warunki techniczne urządzeń, a nie wyłącznie miejsce pochodzenia. Do tej pory także Niemcy nie zdecydowały się na wyłączenie dostawców spoza Europy z budowy infrastruktury dla sieci 5G. Nie przewiduje tego opublikowany w tym tygodniu rządowy katalog bezpieczeństwa sieci 5G, który powstał w wyniku działań Unii Europejskiej zmierzających do spójnego podejścia w zakresie bezpieczeństwa nowej technologii.

    – Katalog bezpieczeństwa oraz projekt funkcji krytycznych sieci 5G jasno wskazuje, że elementy radiowe nie są krytyczne, a dostawcy spoza Europy nie będą wykluczeni z sieci telekomunikacyjnych w Niemczech. Z racji dużej pozycji Niemiec w UE, w tym czołowej pozycji w przemyśle 4.0, należy spodziewać się, że podobne rozwiązania będą przyjmować inne kraje. Takie podejście jest pragmatyczne, bo eksperci z Niemiec doskonale wiedzą, że bezpieczeństwo sieci jest najważniejsze w warstwie sterowania w szkielecie sieci, a nie w części radiowej 5G. To powinno zachęcić inne państwa do przyjęcia podobnych regulacji – mówi Piotr Mieczkowski.

    Zgodnie z wymogami Komisji Europejskiej do końca tego roku kraje członkowskie UE muszą uruchomić 5G w co najmniej jednym dużym mieście. Natomiast do 2025 roku są zobowiązane zapewnić szerokie pokrycie tą siecią na głównych szlakach transportowych i obszarach miejskich (Europejska Agenda Cyfrowa). Według szacunków przytaczanych przez KE w 2025 roku w skali globalnej ta technologia będzie generować przychody rzędu 225 mld euro, co będzie mieć kluczowe przełożenie także na rozwój polskiej gospodarki.

    Polski rynek telekomunikacyjny czeka teraz na ogłoszenie przez UKE aukcji częstotliwości dla 5G (3.4-3.8GHz), co zgodnie z zapowiedziami m.in. ministra Zagórskiego ma nastąpić w tym roku. Przy okazji pojawią się też dodatkowe wymagania dotyczące bezpieczeństwa nowego standardu.

    – W projekcie decyzji rezerwacyjnej prezes UKE będzie musiał określić wymogi w zakresie bezpieczeństwa i integralności sieci telekomunikacyjnej, a następnie ten dokument będzie opiniowany przez Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa. W mojej ocenie to podejście jest błędne, ponieważ zaburza neutralność sieci, a anteny 5G będą przecież obsługiwać i inne pasma. Nie sposób więc łatwo i mądrze wdrożyć takie wymagania – mówi dyrektor zarządzający Fundacji Digital Poland.

    Komercyjne wdrożenie nowego standardu zbliża się w Polsce dużymi krokami. Jak dotąd operatorzy wprowadzili technologię 5G bazując na częstotliwościach, które wykorzystywali dotychczas na potrzeby sieci poprzedniej generacji. Jednak zdaniem ekspertów to, co dziś operatorzy w Polsce oferują jako sieć 5G, stanowi zaledwie namiastkę prawdziwej sieci piątej generacji.

  • Dolar w dół, a euro i złoty będą mocniejsze?

    Dolar w dół, a euro i złoty będą mocniejsze?

    Lokalnie nie ma czynników, które mogłyby nadać złotemu wyraźny kierunek. Niezłe dane bilansują się z ekspansywną polityką NBP. Najwięcej zależy od danych o gospodarce USA.

    Wyprzedaż dolara zaczęła się na początku sierpnia. Amerykańska waluta próbowała łapać oddech, ale uderzyły w nią kiepskie dane, podczas gdy mocniejsze dane z Europy ciągnęły w górę notowania euro.

    Dla kursu dolara istotne są dane dotyczą amerykańskiego rynku pracy. Po okresie powrotu czasowo zwolnionych pracowników w maju i czerwcu, dane za lipiec miały przynieść nieco wolniejszą, ale jednak kontynuację tej tendencji. Oczekiwania podgrzewał sam prezydent Donald Trump. Jednak opublikowany raport ADP, który jest próbą szacunku rządowych danych dla sektora prywatnego, pokazał wzrost zatrudnienia jedynie o 167 tys. W normalnych okolicznościach nie byłby to zły raport, jednak jak podkreśliłem, gospodarki cały czas są na etapie wychodzenia z kryzysu wywołanego ograniczeniami i poziom zatrudnienia w USA jest dużo niższy niż na początku roku. Dlatego oczekiwano wzrostu zatrudnienia o 1,2-1,5 mln osób.

    – Dolar wchodził w ten rok na wysokich poziomach, w marcu kosztował nawet w okolicach 4,30 zł. Dolar był bardzo drogi, bardzo go brakowało na rynku, bo inwestorzy byli w panice pod wpływem pandemii   mówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.Gdy banki centralne zalały rynki płynnością rekordy zaczęły bić indeksy giełdowe. Ponieważ pieniędzy na rynku jest już bardzo dużo, to nikt już nie obawia się, że zabraknie dolarów.

    Jednocześnie dane z Europy zaskakują na plus. Dane z niemieckiego przemysłu pokazały wzrost zamówień w czerwcu aż o 27,9% m/m. Zamówienia nadal były niższe niż przed rokiem, choć już tylko o 6,1%. Po części jest to efekt odroczonego popytu sektora motoryzacyjnego, który zgłosił wzrost zamówień o 66,5% m/m, jednak mimo wszystko dane okazały się bardzo pozytywnym zaskoczeniem.

    Ponieważ już wcześniej sentyment wobec dolara nie był dobry, dane dodatkowo przyczyniły się do jego osłabienia i para EURUSD ponownie zawitała w okolicach 1,19. Taki kurs może poważnie utrudnić ożywienie w Europie, ale krótkoterminowo może to mieć ograniczone znaczenie. Szczególnie, że obserwujemy samonakręcającą się spiralę taniejącego dolara i drożejącego złota i srebra.

    – Dolar jest jednak nadal drogą walutą, ponieważ kosztuje powyżej poziomu 3,70 zł, ale jest jedynie mocno wyprzedany komentuje ekspert XTB.Jednocześnie kurs dolara nie uwzględnia koronawirusa, z takim efektem moglibyśmy mieć do czynienia z walutami krajów rynków wschodzących, tak właśnie było ostatnio z randem południowoafrykańskim, co jednak należy traktować przede wszystkim jako ciekawostkę.

    Dolar był najtańszy od 22 miesięcy, ale to się zmienia. Według głównego ekonomisty XTB w tym roku będzie się osłabiał, ale już nie w takim tempie, jak w ostatnich tygodniach.

  • Dolar najtańszy od 22 miesięcy

    Dolar najtańszy od 22 miesięcy

    olar amerykański dzisiaj rano osiągnął 3,70 zł i jest to jeden z najniższych poziomów od października 2018 roku! USD to ostatnimi czasy najciekawsza z głównych walut. Jeszcze kilka miesięcy temu wydawać by się mogło, że nadchodzący wielkimi krokami Brexit przyzna to miano funtowi brytyjskiemu. Okazuje się jednak, że Amerykanie są w stanie niemal sami stworzyć problemy, które spowodują 10-procentową przecenę względem euro. Czy niski dolar im rzeczywiście przeszkadza?

    Co się wydarzyło w USA?

    O tym, że mamy na świecie pandemię koronawirusa nie trzeba nikogo informować. Warto natomiast zwrócić uwagę na różnicę, w tym kontekście, pomiędzy USA a Europą. Po pierwsze wirus dotarł za ocean później niż do Europy. To spowodowało, że negatywny wpływ był przesunięty w czasie. Po drugie, i ważniejsze, system ekonomiczny, a przede wszystkim rynek pracy, działają tam inaczej. W USA jest on znacznie bardziej elastyczny, co dało o sobie znać w pierwszych tygodniach pandemii. W poprzednim kryzysie z 2008 roku to Stany Zjednoczone radziły sobie lepiej niż Europa, m. in. z tego powodu, w początkowej fazie obecnej pandemii to dolar zyskiwał. Później jednak okazało się, że początkowe założenia się nie sprawdzają. Podczas gdy bezrobocie w Europie rosło o ułamki procenta, w USA mieliśmy momentalnie wystrzał w górę, od razu z 4,4% na 14,7%. Początkowo wierzono, że gospodarka USA tak samo szybko jak złapie zadyszkę, tak samo szybko z niej wyjdzie. Tak się jednak nie stało. W rezultacie inwestorzy zaczęli dostrzegać, że trzymanie swoich środków w USA może nie być najlepszym pomysłem. W rezultacie od maja rozpoczął się ruch, który przesunął cenę jednego euro z dolara i 8 centów na dolara i 19 centów.

    Od czego jeszcze zależy kurs dolara?

    Amerykanie pod koniec pierwszego kwartału obniżyli stopy procentowe o 1,5% do przedziału 0-0,25%. W tym samym czasie stopy procentowe w Unii Europejskiej pozostały na niezmienionym poziomie. Nie miało to odbicia w kursach walut od razu, ale rynki znacznie chętniej patrzą na walutę, która proporcjonalnie zyskuje na oprocentowaniu w takiej sytuacji. Nie jest to jednak jedyny ważny element wpływający na kurs dolara. Amerykanie pod koniec roku będą wybierać prezydenta. Często zdarzało się, że reelekcja prezydenta jest niemal formalnością, tym razem jednak tak nie będzie. Amerykanie przeważnie wybierają prezydenta na drugą kadencję jeśli gospodarka ma się dobrze, a bezrobocie jest niskie. Ta sytuacja jednak nie ma obecnie miejsca. Również sondaże wskazują na coraz mniejsze szanse Donalda Trumpa na reelekcję. W rezultacie rozpoczął się proces podejmowania dość odważnych decyzji, mających na celu odwrócić obecną tendencję w sondażach. Powrócił konflikt z Chinami – dodatkowo osłabiając dolara. Inwestorzy nie lubią niepewności, a mało przewidywalny prezydent walczący o reelekcję nie daje im poczucia bezpieczeństwa.

    Słaby dolar sprzyja USA

    Warto zwrócić uwagę, że w trudnych czasach słabsza waluta wcale nie jest dużym problemem, szczególnie dla państw, takich jak USA, które nie zadłużają się zbytnio w obcych walutach. Odpada wówczas zwiększony koszt obsługi długu zagranicznego. Z drugiej strony, państwo w trudnych czasach mocno zyskuje na słabszej walucie. Eksport staje się bardziej konkurencyjny cenowo za granicą. Przy tej samej ilości dolarów, które otrzyma amerykański producent, ktoś zapłaci mniej swojej waluty. Odwrotna sytuacja ma miejsce w przypadku importu. Towary przy tej samej cenie za granicą są droższe w USA. W rezultacie produkcja krajowa staje się bardziej opłacalna. Oba te zjawiska powodują, że generalnie w perspektywie wychodzenia ze spowolnienia gospodarczego, w jakim niewątpliwie się obecnie kraj znajduje, słaby dolar może być ważnym wsparciem. Z tego powodu wiele osób zwraca uwagę, że Amerykanie mogą celowo podejmować działania powodujące, że dolar traci na wartości. Ostatni kryzys Amerykanie przeszli dokładnie tą samą metodą. Słaby dolar może być zatem ważnym elementem układanki.

    Co może czekać nas w przyszłości?

    W ciągu kilku miesięcy wyjaśni się kwestia wyborów prezydenckich. Ostatnie sondaże dały znów nadzieje ekipie Donalda Trumpa na wygraną, chociaż przewaga demokratów jest wyraźna. Jest to z pewnością istotny czynnik jeżeli mówimy o stabilizacji. To wcale nie znaczy, że zwycięstwo oponenta jest lepsze dla dolara. Rynki zdecydowanie wolą nawet potencjalnie mniej korzystnego kandydata niż niepewność. W rezultacie możemy być ponownie świadkami sytuacji, w której kolejne tygodnie dolar będzie się osłabiał, po czym pomimo realizacji dominującego scenariusza nagle się odbije. Warto również zwrócić uwagę na kwestie pandemii. Liczba zachorowań jest wciąż bardzo wysoka, a patrząc na publiczne wystąpienia administracji prezydenckiej mało prawdopodobne są dodatkowe ograniczenia. W rezultacie, gdyby nadchodziła druga fala zachorowań, o której dość często się mówi, wątpliwe jest to, by USA zareagowało na wczesnym etapie. W końcowym rozrachunku może spowodować to, że efekty będą większe niż w przypadku wcześniejszej reakcji. To również nie powinno wpływać korzystnie na dolara.

    Skoro wszystko ma osłabiać dolara to czy warto inwestować przeciwko amerykańskiej walucie? Być może tak, ale należy pamiętać, że słabszy dolar to tańsze inwestycje w USA, które dodatkowo zyskają jeżeli waluta odzyska wartość. Może się zatem okazać, że słaby dolar spowoduje, że wielu inwestorów będzie chciało go kupić i powstrzyma obecny trend, o ile go wręcz nie odwróci.

  • Pandemia SARS-CoV-2 przyspieszy zmianę globalnego układu sił

    Pandemia SARS-CoV-2 przyspieszy zmianę globalnego układu sił

    – Pandemia koronawirusa przyspieszy zmianę układu sił na politycznej i gospodarczej mapie świata – ocenia politolog, prof. UW, dr hab. Bogdan Góralczyk. Stany Zjednoczone i Chiny jeszcze przed rozprzestrzenianiem się SARS-CoV-2 toczyły wojnę handlową, która teraz została chwilowo zamrożona. Nowy wirus stał się kolejną kością niezgody i przyczyną eskalacji napięć we wzajemnych stosunkach. USA są w tej chwili krajem najbardziej dotkniętym przez pandemię, podczas gdy chińska gospodarka po kryzysie z początku roku praktycznie odzyskała już prawie pełny potencjał.

    – Jeszcze przed pandemią mieliśmy do czynienia z wojną handlową na linii Stany Zjednoczone – Chiny. W trakcie lockdownu jesteśmy odizolowani, zamknięci w domach, ale jednocześnie świat aż drży w posadach i mamy nową odsłonę pojedynku między tymi państwami. To już nie tyko wojna handlowa, która w tym momencie jest przecież tylko zawieszona, ale także nowy wymiar wojny propagandowo-medialnej. Niektórzy mówią wręcz, że to już jest otwarta zimna wojna albo ku temu zmierza – ku wojnie ideologicznej na systemy wartości mówi politolog, sinolog i dyplomata dr hab. Bogdan Góralczyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, dyrektor Centrum Europejskiego UW.

    Proces zmian układu sił na politycznej i gospodarczej mapie świata rozpoczął się ponad dekadę temu, podczas poprzedniego kryzysu gospodarczego z 2008 roku. Od tego czasu Chiny systematycznie doganiają Stany Zjednoczone i umacniają swoje wpływy na całym świecie.

    – Na Wschód przenosi się już nie tylko gospodarcze i handlowe, ale w dużej mierze również technologiczne centrum – mówi ekspert.

    Obecny kryzys epidemiologiczny związany z rozprzestrzenianiem się SARS-CoV-2 przyspieszy zmianę. O ile Azja dość dobrze poradziła sobie z pierwszą falą pandemii, o tyle Zachód na czele ze Stanami Zjednoczonymi wciąż ma duże problemy z jej przezwyciężeniem i zażegnaniem kryzysu.

    Pandemia koronawirusa stała się w ostatnich miesiącach przyczyną napięć między Pekinem i Waszyngtonem. Prezydent Donald Trump i sekretarz stanu Mike Pompeo zarzucali, że nowy wirus powstał w laboratorium w Wuhanie, a Chiny przez długi czas tuszowały prawdziwą skalę zagrożenia. Pekin odpowiada, że administracja Trumpa chce w ten sposób jedynie przykryć swoją nieudolność w walce z pandemią. Stany Zjednoczone są w tej chwili krajem najbardziej dotkniętym przez koronawirusa i wciąż zmagają się z ograniczeniami w funkcjonowaniu gospodarki. Tymczasem gospodarka Państwa Środka odzyskała już prawie pełny potencjał.

    – W I kwartale Chiny po raz pierwszy od pół wieku zanotowały recesję i to prawie siedmioprocentową. Według Pekinu cały ten rok zakończy się minimalnym wzrostem na poziomie 1–2 proc., ale to zależy od dalszego przebiegu pandemii – mówi dr hab. Bogdan Góralczyk. 

    Światowa Organizacja Zdrowia przestrzega, że jesienią już niemal na pewno dojdzie do ponownego wzrostu liczby zakażeń i drugiej fali pandemii SARS-CoV-2, która może być jeszcze groźniejsza od obecnej. Na świecie – nawet w Chinach czy we Włoszech, gdzie przyrost nowych zakażeń został opanowany – wciąż pojawiają się nowe ogniska choroby, które wymuszają utrzymanie obostrzeń społecznych i gospodarczych.

    – Niedawno w Pekinie, na targu w stolicy państwa znowu wybuchło ognisko nowych zakażeń i trzeba było testować dziesiątki tysięcy ludzi – mówi dyrektor Centrum Europejskiego UW.

    Władze zadecydowały o zamknięciu obiektów sportowych i kulturalnych, zawieszono też część transportu publicznego i zakazano opuszczania miasta osobom z grupy wysokiego ryzyka. Jednak ryzyko powrotu pandemii to niejedyne zagrożenie, z jakim musi mierzyć się Państwo Środka.

    – Chiny mają szeroko zakrojony, ambitny program przebudowy swojego modelu gospodarczego i rozwojowego. Jednak zagrażają tym same sobie, bo wzięły na siebie tak wiele bardzo ambitnych programów, że to wszystko może się wywrócić. Zagrażają sobie same również tym, że coraz bardziej zamykają się wewnętrznie. Xí Jìnpíng, przywódca Chin, mówi o globalizacji i otwartych rynkach, ale wewnętrznie mówi się o twardej ręce i silnym uścisku we władzy nad społeczeństwem. W Chinach pojawia się jedynowładztwo, co nie jest dobrym rozwiązaniem na przyszłość – podkreśla sinolog z UW.

    Zgodnie ze statystykami WHO na całym świecie zakażonych koronawirusem zostało już ponad 10 mln osób, a prawie 510 tys. zmarło (dane na 1.07). Wyzdrowiało ponad 5,5 mln chorych. Największymi ogniskami choroby są w tej chwili obie Ameryki, głównie Stany Zjednoczone (na które przypada 1/4 wszystkich zakażeń) i Brazylia. Za nimi plasują się Rosja i Indie, a w Europie największymi ogniskami są Hiszpania, Włochy, Wielka Brytania i Francja.

  • Średnie firmy chcą inwestować, mikro wolą nie ryzykować

    Średnie firmy chcą inwestować, mikro wolą nie ryzykować

    „Czasami twoja najlepsza inwestycja to ta, do której nie doszło” – tą biznesową maksymą Donalda Trumpa kierują się dzisiaj polscy przedsiębiorcy. Ostrożność w finansach wykazuje 77,6% firm z sektora MŚP. A im mniejsza firma – tym bardziej powściągliwa w wydatkach. Firmy w epidemii są skłonne trzymać pieniądze na czarną godzinę, a niechętnie planują inwestycje, gdy przyszłość jest niepewna. To wnioski, jakie płyną z I edycji badania firm „KoronaBilans MŚP” na zlecenie Krajowego Rejestru Długów.

    Przedsiębiorcy z reguły podejmują decyzje inwestycyjne w oparciu o trzy czynniki: przychody, koszty i stan zaufania do gospodarki. Przewidywana recesja wyraźnie wstrzymuje ich przed inwestowaniem. Na pytanie „Czy Pana/i firma planuje inwestycje w najbliższych trzech miesiącach?” 77,6% firm z sektora MŚP odpowiedziało, że nie planuje. Po przeciwnej stronie są przedsiębiorcy, którzy planują inwestycje. Odpowiedzi twierdzącej udzieliło 12,3% firm. Co dziesiąty przedsiębiorca jeszcze się waha.

    Kto wybiera rozwój, kto usiłuje przetrwać

    Badanie „KoronaBilans MŚP” przynosi kolejną istotną obserwację. Im większa firma, tym odważniej planuje przyszłe nakłady finansowe, co może mieć związek z lepszą oceną własnej sytuacji ekonomicznej, a także większym zaufaniem do gospodarki. Natomiast im mniejsza firma, tym bardziej stara się przetrwać ekonomiczną zawieruchę. Inwestycje to dla niej sprawa drugorzędna.

    – Różnica jest ogromna, można powiedzieć, że to przepaść. Podczas gdy w grupie firm średnich aż 40 proc. planuje inwestycje w najbliższych trzech miesiącach, to w przypadku mikrofirm jest to zaledwie ułamek: 6,9 proc. Bez wątpienia ogromne znaczenie ma tutaj także dostęp do kapitału. Żeby inwestować, trzeba mieć pieniądze. Tymczasem, jak pokazuje inne badanie NFG z ubiegłego roku, mikrofirmy na inwestycje przeznaczają wyłącznie wypracowane zyski. Jeśli zyski są niewielkie, nie ma co przeznaczać. Średnie firmy natomiast chętniej sięgają po dodatkowe finansowanie, by móc przeznaczyć je na inwestycje i tym samym rozwijać swą działalność. W inwestycjach upatrują przyszły zysk, podczas gdy mikrofirmy traktują je jako wydatek, chcą przede wszystkim przetrwać, więc siłą rzeczy wolą nie ryzykować – komentuje Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG.

    Najpierw przetrwanie, potem rozwój – to zrozumiałe. Warto jednak wiedzieć, że nowoczesne instrumenty finansowe, takie jak chociażby faktoring online, zapewniają dzisiaj firmom i jedno, i drugie. Dlatego mikroprzedsiębiorstwa, które korzystają z eFaktoringu, mogą przeznaczyć uwolnione z faktur środki zarówno na bieżące wydatki, jak i na inwestycje. Dodatkowo mają zapewnioną płynność finansową i wsparcie silniejszego partnera.

    Informatyczny wyścig zbrojeń

    Epidemia zmieniła priorytety firm, także te inwestycyjne. Co drugi przedsiębiorca planujący inwestycje w ciągu najbliższych trzech miesięcy (54,5%) chce przeznaczyć środki na zakup nowych sprzętów, a blisko co trzeci (31,8%) chce zainwestować w systemy IT (strony, aplikacje, sklepy on-line).

    – Epidemia nie zostawiła nam wyboru. Wymusiła wręcz na firmach transformację cyfrową i automatyzację wielu procesów. Jeśli więc ktoś do tej pory decyzje technologiczne odkładał na ostatnią chwilę, dziś musi je podjąć w ekspresowym tempie, ponosząc przy tym znacznie wyższe koszty. Przyspieszony kurs cyfryzacji stał się ważniejszy niż budowa i remont powierzchni biurowych, czy nawet zakup niektórych komponentów i materiałów potrzebnych do produkcji. Od niego bowiem teraz zależy nie tylko ciągłość działania przedsiębiorstwa, ale i przewaga konkurencyjna na rynku – ocenia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

    Kierunek: sieć

    Już teraz widać, że wiele firm przeniosło środek ciężkości w stronę Internetu. Wyniki badania KRD pokazują, że najliczniejszą grupą, która zdecydowała się na taki krok lub zamierza w najbliższych miesiącach przenieść się do sieci, są mali przedsiębiorcy (62,5%). Na działania online zdecydowała się także połowa średnich firm i 40% mikrodziałalności.

    Zmiana modelu pracy na tryb zdalny stawia przed firmami pewne wyzwania, ale przynosi też spore oszczędności. Nowe technologie czy rozwiązania w zakresie telekomunikacji i informatyki obniżają koszty prowadzenia działalności. Pieniądze zaoszczędzone na utrzymaniu firmowej floty, delegacjach, administracji czy wynajmie powierzchni biurowych – firmy będą mogły przeznaczyć na dowolne inwestycje. Czy to zrobią, czas pokaże.

    Ogólnopolskie Badanie „KoronaBilans MŚP”, zostało przeprowadzone przez IMAS International pod koniec kwietnia 2020 r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Obejmuje grupę 357 firm z sektora MŚP, w tym: mikro (zatrudniające 3-9 osób), małe (10-49) i średnie przedsiębiorstwa (50-249). Technika badawcza: CATI/CAWI.

  • Pandemia przewartościuje układ sił w globalnej gospodarce

    Pandemia przewartościuje układ sił w globalnej gospodarce

    Światowy PKB spadnie w 2020 roku o 3 proc. – przewidywał w połowie kwietnia Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Mocniej ucierpią kraje rozwinięte, a spośród rynków rozwijających się te europejskie i południowoamerykańskie stracą bardziej niż azjatyckie. Nakładająca się na to wojna handlowa oraz poszukiwanie nowych relacji biznesowych spowodują, że świat może nie wrócić już do kształtu sprzed pandemii koronawirusa. Zdaniem Radosława Pyffela z Akademii Leona Koźmińskiego Polska będzie musiała odnaleźć się w tym nowym świecie nie tylko w aspekcie gospodarczym, ale też społecznym i psychologicznym.

    – Już obserwujemy duże zmiany, natomiast nie jesteśmy w stanie oszacować siły ich wpływu. Za kilka czy kilkanaście miesięcy, kiedy zostanie wynaleziony lek albo szczepionka, albo być może wirus zmutuje i przestanie być niebezpieczny, wyjdziemy w zupełnie innej kondycji i prawdopodobnie na nowo ułożą się relacje między poszczególnymi gospodarkami, instytucjami i organizacjami – mówi Radosław Pyffel, kierownik studiów biznes chiński w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. – Stosunkowo dobrze gospodarczo radzą sobie z tym Chiny, bo Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że zanotują wzrost gospodarczy PKB między 0 a 5 proc.

    Zdaniem MFW najbardziej prawdopodobny jest wzrost chińskiej gospodarki w 2020 roku o 1,2 proc. i imponujące odbicie w 2021 roku – o 9,1 proc. Także Indie zwiększą PKB w obydwu latach, odpowiednio o 1,9 proc. oraz 7,4 proc. Dzięki temu rynki rozwijające się zanotują w tym roku tylko 1-proc. spadek, podczas gdy dojrzałe ekonomie stracą 6,1 proc. Dla strefy euro fundusz przewiduje spadek 7,5-proc., dla Stanów Zjednoczonych niemal 6-proc., przy czym są to prognozy opublikowane w połowie kwietnia. Według eksperta mogą być nawet głębsze.

    – Bardzo dużo stracą Stany Zjednoczone i Europa Zachodnia. To będą spadki powyżej 10 proc. PKB. Polska wyjdzie całkiem nieźle, bo między 5 a 10 proc., czyli też z dużym spadkiem, ale mniejszym niż kraje Europy Zachodniej czy USA. Nieźle wyglądają niektóre kraje afrykańskie, Indie, Azja Centralna czy niektóre kraje Azji Południowo-Wschodniej – szacuje. – Ale przed nami jeszcze kilka miesięcy, tu mogą być zwroty akcji, dopiero wtedy będziemy mogli podliczyć straty i zobaczyć, kto w jakiej kondycji z tego wychodzi. Wtedy zacznie się najciekawsze, bo prawdopodobnie na nowo będą się układać relacje gospodarcze pomiędzy poszczególnymi krajami.

    Podkreśla, że znaczenie Chin jako globalnej fabryki świata spadnie. Kraj ten od kilku lat przekształca swoją gospodarkę z modelu produkcyjnego na konsumpcyjny. Przyczynami są też uniezależnianie się Stanów Zjednoczonych od chińskiego importu, czyli wojna handlowa, wzmocniona jeszcze kampanią prezydencką w USA, czy ograniczenie dostaw do Europy. Będą też kraje, które przejmą od Chin część zleceń, jak np. Wietnam. Ponadto Chińczycy sami przenoszą produkcję do innych krajów Azji, głównie południowo-wschodniej, czy do Afryki i tam inwestują. Jeśli państwa te zyskają na przewartościowaniu sił, zarobią też Chińczycy wbrew intencjom polityki Donalda Trumpa.

    – To jest pierwszy paradoks, jaki widzę, a drugi jest taki, że Chiny przechodzą na gospodarkę bardziej zaawansowaną. Mamy chińskie 5G, które jest powszechnie stosowane, także przez wiele krajów zachodnioeuropejskich, które nie posłuchały ultimatum Stanów Zjednoczonych w tej sprawie. Chiny chcą być liderem nowych technologii z elektrycznymi samochodami, sztuczną inteligencją, 5G, więc wynoszenie tej taniej produkcji może być im na rękę – tłumaczy ekspert z Akademii Leona Koźmińskiego. – To jest czas dla wizjonerów gospodarczych, ludzi odważnych, z wyobraźnią, którzy w tym chaosie odnajdą jakiś porządek i zaproponują, w jaki sposób na nowo te łańcuchy układać. Pomyślność poszczególnych krajów będzie zależeć od tego, jak się odnajdą w  rzeczywistości, która dopiero się wyłoni, a której jeszcze dzisiaj nie znamy.

    Powstaje pytanie, jak w tym nowym otoczeniu odnajdzie się Polska. Według MFW nasza gospodarka skurczy się w tym roku o 4,6 proc., zaś w 2021 roku wzrośnie o 4,2 proc. Mocniej ucierpią np. Czechy czy Słowacja (-6,0 proc. i -5,1 proc.), które zaliczane są już przez MFW do krajów rozwiniętych. Silnie odczują skutki pandemii kraje południa Europy, nie tylko Włochy, Grecja czy Hiszpania, ale też np. Chorwacja czy Czarnogóra, dla których istotną częścią gospodarki jest przemysł turystyczny. Kryzys uderzy też w małe gospodarki, takie jak np. estońska, które jednak jeszcze szybciej odbiją w przyszłym roku.

    – Kryzys najbardziej uderzy w Europę Zachodnią, szczególnie Niemcy. My osłabniemy jako poddostawca i to jest jedno wyzwanie. Drugie ma charakter społeczny, bo Polska od 28 lat nieprzerwanie notowała wzrost gospodarczy, teraz wygląda na to, że nie uda się tej passy utrzymać. Uważaliśmy to za coś oczywistego, teraz tak nie będzie i trudno przewidywać, jakie to spowoduje skutki – komentuje Radosław Pyffel. – Trzecie wyzwanie jest takie, że Polska w ostatnich trzech dekadach obstawiała koniec historii – integracja europejska i przystąpienie do NATO właściwie miały załatwić sprawę. Wygląda na to, że historia się dopiero zaczyna, wyłania się zupełnie nowy świat i przed Polską stoi wielkie wyzwanie, żeby zrozumieć procesy, które teraz zachodzą, i wyjść z nich z trafnymi diagnozami i z dobrymi odpowiedziami. Świat, jaki znamy sprzed 2016 roku, a już na pewno sprzed 2020 roku, się bowiem skończył.

  • Powstanie raport oceniający globalną reakcję na wybuch pandemii

    Podczas Światowego Zgromadzenia Zdrowia szef WHO zapowiedział przygotowanie raportu z oceną globalnej reakcji na wybuch pandemii SARS-CoV-2. W ostatnich tygodniach coraz częściej słychać głosy krytyki wobec działań samej organizacji w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa, ale także reakcji Chin na początku epidemii w Wuhanie. Chińczycy są szczególnie ostro krytykowani przez Amerykanów, o czym mogą świadczyć choćby pozwy o wielomiliardowe odszkodowania pod adresem ich państwa. – Chiny praktycznie uporały się z koronawirusem, co budzi złość w innych krajach – mówi Radosław Pyffel, ekspert Akademii Leona Koźmińskiego. Prezydent Państwa Środka zapowiedział, że popiera przygotowanie takiego raportu, ale dopiero po opanowaniu pandemii.

    – W kwestii pozwów, które są kierowane ze Stanów Zjednoczonych pod adresem Chin, to mamy tutaj dwie kwestie. Jedna to próba ustalenia winnego, a druga – kwestia wyegzekwowania ewentualnych odszkodowań, jeżeli uda się przedstawić jakieś niezbite dowody w tej sprawie. Nawet jeśli się tego nie uda i nie będzie próby bezpośredniego wyegzekwowania roszczeń z tych pozwów, to przygotowują one grunt pod pewne działania dyplomatyczne, ekonomiczne, być może nawet militarne ze strony Amerykanów. Przekonamy się o tym w najbliższych tygodniach czy miesiącach – mówi Radosław Pyffel, socjolog i kierownik studiów podyplomowych biznes chiński w Akademii Leona Koźmińskiego.

    W pozwach, które od końca kwietnia są składane przez Amerykanów, Chiny oskarżane są m.in. o ukrywanie wybuchu epidemii i nieinformowanie innych krajów o niebezpieczeństwie oraz są wzywane do wypłaty wysokich reparacji. Krytyka płynie również ze szczytów władzy. Prezydent USA Donald Trump podkreśla, że wirus powstał w chińskim laboratorium, oskarża też Państwo Środka o cyberataki i wykradanie danych z badań nad koronawirusem.

    – Chiny są obarczane winą przez Stany Zjednoczone, które wyjątkowo słabo sobie radzą z pandemią. Jednak bardzo istotne jest to, jak zachowa się społeczność międzynarodowa, WHO czy inne organizacje międzynarodowe, kraje Europy Zachodniej. Część państw wyraźnie się deklaruje po stronie Stanów Zjednoczonych, ale bardzo dużo krajów, zwłaszcza zachodnioeuropejskich, nie dokonuje takiego wyboru – mówi Radosław Pyffel.

    Część państw opowiada się za zbadaniem roli Chin w rozprzestrzenianiu się koronawirusa, wiele mówi ogólnie o przeanalizowaniu działań WHO i poszczególnych krajów w reakcji na wybuch pandemii. Podczas trwającego w dniach 18–19 maja Światowego Zgromadzenia Zdrowia, czyli corocznego spotkania przedstawicieli członków WHO, szef organizacji zapowiedział przygotowanie raportu na ten temat. Prezydent Chin Xi Jinping poparł taki pomysł, jednak podkreślił, że powinno się to wydarzyć po opanowaniu pandemii. W wojnie informacyjnej z USA Państwo Środka stanowczo odpiera zarzuty Amerykanów. Podczas przemówienia na Światowym Zgromadzeniu Zdrowia Jinping podkreślił, że Chiny od początku działały odpowiedzialnie i transparentnie, informując o wszystkim resztę świata.

    – Chiny nie będą proponowały reparacji, ponieważ w ostatnich miesiącach nie wzmacniały tezy, jakoby wirus był wynikiem działania człowieka oraz że to one mogą być winne światowej pandemii. Podpierały się ekspertyzami Światowej Organizacji Zdrowia, która ostrzegała przed pandemią już w styczniu. Władze Chin nie będą skłonne płacić miliardowych czy bilionowych reparacji – przynajmniej jeśli przeanalizujemy sytuację w ostatnich tygodniach i miesiącach, nic na to nie wskazuje – mówi socjolog z Akademii Leona Koźmińskiego.

    Jak podkreśla, nie są znane szczegóły związane z początkiem epidemii w Chinach, a jedynie spekulacje i teorie, które trudno zweryfikować.

    – Chiny jako kraj przesadnie dbają o reputację. Przynajmniej tak twierdzą Amerykanie czy Europejczycy, bo w cywilizacji Zachodu nie jest to tak istotne. W Państwie Środka zawsze problemem jest przyznanie się do winy. Pamiętajmy jednak, że Chiny praktycznie uporały się z epidemią koronawirusa. Dzisiaj mają sytuację pod kontrolą, czego nie można powiedzieć o innych krajach. To budzi wściekłość i emocje, które obserwujemy w globalnej polityce – zaznacza Radosław Pyffel. 

    Jego zdaniem, jeśli ktokolwiek mógłby wyjaśnić kwestie związane z pojawieniem się i rozprzestrzenianiem koronawirusa, to jedynie Światowa Organizacja Zdrowia. Jednak Stany Zjednoczone krytykują tę organizację, a Donald Trump chce nawet wycofać jej finansowanie, bo Amerykanie nie są zadowoleni z jej werdyktów.

    – Światowa Organizacja Zdrowia była i jest wstrzemięźliwa z wyrażaniem krytyki pod adresem Chin. Na tym opiera się linia obrony chińskich władz. Ponadto Chiny poradziły sobie z koronawirusem, pomagają innym krajom, sprzedają im sprzęt medyczny. Chińska agencja celna ujawniła, że eksport wzrósł i wyniósł w ostatnich dwóch miesiącach ponad 12 mld dol. To pozwoliło osłabić szok spowodowany globalną pandemią – tłumaczy socjolog z Akademii Leona Koźmińskiego.

  • WHO: wirus pozostanie z nami na długi czas

    WHO: wirus pozostanie z nami na długi czas

    Szef Światowej Organizację Zdrowia (WHO) Tedros Adhanom Ghebreyesus oświadczył w środę, że wiele krajów w Afryce i Ameryce Łacińskiej jest dopiero na „wstępnym etapie epidemii”. „Nie łudźmy się, czeka nas długa droga. Wirus pozostanie z nami na długi czas” – dodał.

    „Większość krajów jest na wczesnym etapie epidemii, a te spośród nich, w których zaczęła się ona wcześnie, obserwują ponowny wzrost przypadków (zakażeń)” – oznajmił Tedros.

    Dyrektor WHO ds. sytuacji nadzwyczajnych dr Mike Ryan ostrzegł przed przedwczesnym znoszeniem ograniczeń dotyczących podróży, co może spowodować dalszy rozwój epidemii i zaapelował o „ostrożne zarządzanie ryzykiem”.

    Szef WHO odniósł się też do oskarżeń USA o niewłaściwe postępowanie jego organizacji na początku epidemii. „Ogłosiliśmy stan międzynarodowego zagrożenia we właściwym momencie i reszta świata miała wystraczająco dużo czasu na reakcję; (w tym czasie) były tylko 82 przypadki (zakażeń) poza Chinami” – podkreślił.

    USA ocenią, czy WHO jest zarządzana we właściwy sposób – powiedział w środę tymczasowy dyrektor amerykańskiej agencji ds. rozwoju międzynarodowego USAID John Barsa.

    W połowie kwietnia prezydent USA Donald Trump polecił swej administracji wstrzymać wpłacanie składek na WHO do czasu wyjaśnienia, jaką rolę organizacja ta odegrała w „niewłaściwym zarządzaniu i ukrywaniu rozprzestrzeniania się koronawirusa”. Zarzucił też WHO, która jest agendą ONZ, że „jej liczne błędy przyczyniły się do tak wielu przypadków śmierci”.

    W obronie WHO wypowiedzieli się m.in. kanclerz Niemiec Angela Merkel, prezydent Francji Emmanuel Macron i premier Kanady Justin Trudeau. Spór o ocenę tej organizacji był prawdopodobnie powodem dla którego po niedawnej wideokonferencji przywódców państw G7 nie wydano wspólnego oświadczenia, a komunikat Białego Domu nie pokrywał się z oświadczeniami Pałacu Elizejskiego czy rzecznika Merkel.

    Tedros odpowiedział na krytykę Waszyngtonu, podkreślając, że koronawirus wykorzystywany jest do celów politycznych.

    Stany Zjednoczone są największym płatnikiem, jeśli chodzi o finansowanie WHO przez poszczególne kraje. W tym roku USA mają przekazać na Światową Organizacje Zdrowia blisko 116 mln dolarów. (PAP)

  • USA: Senat przegłosował kolejny pakiet pomocowy m.in. dla małego biznesu

    USA: Senat przegłosował kolejny pakiet pomocowy m.in. dla małego biznesu

    Amerykański Senat przegłosował we wtorek kolejny, wart ok. pół biliona USD, pakiet pomocowy dla gospodarki. Z tej sumy 322 miliardy USD przeznaczone zostaną na uzupełnienie programu pożyczek dla poszkodowanego przez epidemię małego biznesu.

    Wynegocjowany przez kierownictwo Kongresu i przedstawicieli Białego Domu pakiet przewiduje również m.in. 75 miliardów dolarów dodatkowego wsparcia dla szpitali i ok. 25 miliardów USD na testy na obecność SARS-CoV-2.

    Kontrolujący Senat Republikanie wymogli, by pakiet nie obejmował dodatkowych funduszy dla władz stanowych i lokalnych, o które zabiegali mający większość w Izbie Reprezentantów Demokraci i wielu gubernatorów – pisze portal radia NPR. Kwestia ta ma być ujęta w następnym pakiecie – po przeprowadzeniu kolejnej rundy negocjacji.

    Rozmowy dotyczące kolejnych kroków wspierających gospodarkę trwały od przegłosowania przez amerykański parlament w marcu b.r. pakietu stymulującego o rekordowej sumie przewyższającej 2 biliony dolarów. Przewidziany w nim budżet 349 miliardów USD na program kredytów dla małych firm wyczerpał się w dwa tygodnie.

    Z powodu ograniczeń nałożonych na życie społeczne w USA właściciele małych firm w USA zostali mocno dotknięci gospodarczymi skutkami epidemii. Wielu z nich w mediach społecznościowych oraz w protestach ulicznych wyrażało swą frustrację, domagając się bezzwłocznego otwarcia gospodarki. Przedsiębiorcy ci argumentowali, że nie mają tak łatwego dostępu do kapitału jak większe firmy.

    Prezydent USA Donald Trump wezwał amerykański parlament do szybkiego głosowania nad nowym pakietem. W kolejnym pakiecie – jak ocenił – powinny być uwzględnione m.in. środki na rozbudowę infrastruktury.

    Po Senacie, nad zwiększeniem środków pomocowych powinna jeszcze głosować Izba Reprezentantów. Dojdzie do tego w czwartek. Z uwagi na porozumienie, jakie udało się osiągnąć kierownictwu Senatu, Izby Reprezentantów i przedstawicielom Białego Domu, głosowanie to traktuje się w USA jak formalność.

    Wliczając w to najnowszym pakiet, łączna przegłosowana przez parlament suma wsparcia dla amerykańskiej gospodarki w czasach epidemii wynosić będzie blisko 3 biliony USD – zauważa Reuters. To ok. 14 proc. PKB USA z 2019 roku.

    Epidemia koronawirusa w Stanach Zjednoczonych spowodowała bezprecedensowy krach na rynku pracy. Od początku epidemii po zasiłek dla bezrobotnych zgłosiło się już ok. 21,7 mln Amerykanów. W Wielkim Tygodniu w USA przybyło 5,2 mln ludzi bez pracy.

    Według analityków banku Goldman Sachs pod koniec maja w USA może być nawet 37 mln bezrobotnych. Po recesji – jak wskazuje większość ekspertów – gospodarka Stanów Zjednoczonych ma się odbić.

    Liczba wniosków o zasiłek znacznie przewyższa jednak prognozy analityków. Niektóre stany zdecydowały się w tym tygodniu na rozpoczęcie stopniowego otwierania swoich gospodarek.

    W USA zmarło już ponad 42 tys. osób zakażonych koronawirusem. Wykryto ponad 815 tys. przypadków zakażenia SARS-CoV-2.

    Z Waszyngtonu Mateusz Obremski (PAP)

  • Szef WHO o pandemii koronawirusa: najgorsze jeszcze przed nami

    Szef WHO o pandemii koronawirusa: najgorsze jeszcze przed nami

    Dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Tedros Adhanom Ghebreyesus ostrzegł w poniedziałek, że najtrudniejszy etap pandemii koronawirusa jeszcze nie nastąpił. „Najgorsze jeszcze przed nami” – oświadczył w Genewie.

    Tedros w ten sposób odniósł się do zapowiedzi wielu krajów o stopniowym znoszeniu ograniczeń gospodarczych i społecznych. Nie wyjaśnił jednak dokładnie, co miał na myśli, mówiąc o najgorszym, które dopiero nadejdzie. Eksperci uważają, że ma na myśli Afrykę, gdzie pandemia dopiero się rozprzestrzenia, a opieka zdrowotna na tym kontynencie jest na bardzo niskim poziomie.

    Szef WHO po raz kolejny porównał pandemię koronawirusa do grypy „hiszpanki”, która w 1918 roku zabiła dziesiątki milionów ludzi. „Ten wirus ma bardzo niebezpieczną kombinację i działa tak … jak grypa z 1918 r., która zabiła nawet 100 mln ludzi” – wyjaśnił.

    „Teraz mamy jednak technologię, możemy zapobiec katastrofie, możemy zapobiec tego rodzaju kryzysowi. Zaufajcie nam. Najgorsze jeszcze przed nami. Uniknijmy tragedii. Jest to wirus, którego wielu ludzi wciąż nie rozumie” – oznajmił.

    Tedros bronił się także przed zarzutami Stanów Zjednoczonych, które kilka dni temu oskarżyły WHO o prochińską postawę i o liczne błędy, które jakoby przyczyniły się do wielu przypadków śmierci. „Ostrzegaliśmy od pierwszego dnia, nie robiliśmy żadnych tajemnic i nic nie ukrywaliśmy przed Stanami Zjednoczonymi” – zapewnił Tedros.

    Zdaniem prezydenta USA Donalda Trumpa niewłaściwe działania WHO i jej wiara w dane przekazywane przez władze Chin sprawiły, że koronawirus rozprzestrzenił się na cały świat. Waszyngton wstrzymał płacenie składek na Organizację. (PAP)

  • Chiny: MSZ odrzuca sugestie USA, że Pekin świadomie przyczynił się do pandemii

    Chiny: MSZ odrzuca sugestie USA, że Pekin świadomie przyczynił się do pandemii

    Rzecznik chińskiego MSZ Geng Shuang odrzucił w poniedziałek sugestie prezydenta USA Donalda Trumpa, że Chiny mogły świadomie przyczynić się do pandemii koronawirusa. ChRL również jest ofiarą patogenu, a USA powinny zaprzestać tych ataków – powiedział.

    Według CNN Trump oświadczył w sobotę, że chciałby, aby Chiny odwiedzili amerykańscy śledczy, by przeprowadzić dochodzenie w sprawie epidemii koronawirusa. Dodał, że trwają w tej sprawie rozmowy z chińskimi władzami.

    „Jeśli to był błąd, błąd to błąd. Ale jeśli są za to świadomie odpowiedzialni, wówczas powinny być konsekwencje” – powiedział Trump, cytowany przez agencję Bloomberga. Inni przedstawiciele amerykańskiej administracji zarzucali Chinom, że nie informowały przejrzyście o przebiegu epidemii.

    Pytany o te wypowiedzi na rutynowym briefingu prasowym w Pekinie, rzecznik chińskiego MSZ oświadczył, że Chiny podjęły „najbardziej wszechstronne, rygorystyczne i dogłębne środki” na rzecz opanowania epidemii „w duchu otwartości, przejrzystości i odpowiedzialności”.

    „Ten wirus jest wspólnym wrogiem ludzkości i może uderzyć w każdym momencie i miejscu. Tak jak inne kraje, Chiny również są ofiarą, a nie sprawcą ani współsprawcą Covid-19” – powiedział, apelując o międzynarodową współpracę.

    Geng podkreślił przy tym, że nikt nie prosił USA o odszkodowania za epidemię grypy H1N1 w 2009 roku, wirusa HIV, który spowodował „niewypowiedziane cierpienia niezliczonych ofiar”, ani kryzys finansowy z 2008 roku.

    „USA muszą zrozumieć, że ich wrogiem jest wirus, a nie Chiny (…) Atakowanie i dyskredytowanie innych krajów nie uratują czasu ani straconych żyć” – powiedział chiński rzecznik.

    Z Kantonu Andrzej Borowiak (PAP)

  • Biały Dom: Trump podziękował Dudzie za zobowiązanie się do wysłania polskich lekarzy do Chicago

    Biały Dom: Trump podziękował Dudzie za zobowiązanie się do wysłania polskich lekarzy do Chicago

    Prezydent USA Donald Trump omówił przez telefon z polskim prezydentem Andrzejem Dudą wspólne wysiłki w walce z epidemią Covid-19 i podziękował mu za „silne działanie dotyczące bezpieczeństwa 5G” – poinformował w oświadczeniu Biały Dom.

    W dokumencie przekazano, że przywódcy omawiali w sobotę „wysiłki dotyczące zwalczania pandemii koronawirusa”. „Prezydent Trump podziękował prezydentowi Dudzie za zobowiązanie się do wysłania zaopatrzenia i polskich lekarzy do Chicago, by wspomóc USA zwalczać koronawirusa. Prezydent Duda podziękował prezydentowi Trumpowi za obecność amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Polsce” – czytamy w oświadczeniu.

    Przywódcy państw zgodzili się na „bliską współpracę, w tym z UE, by pokonać wirusa i stymulować światową gospodarkę”. Rozmawiali też o „kluczowych sprawach dwustronnych oraz regionalnych”, a Trump podziękował polskiemu prezydentowi za „jego silne działanie dotyczące bezpieczeństwa 5G”.

    Jak przekazał w sobotę PAP szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski, Duda rozmawiał w sobotę telefonicznie z Trumpem o współpracy polsko-amerykańskiej w dobie epidemii, zaangażowaniu NATO w walce z koronawirusem i współpracy gospodarczej.

    Jeśli chodzi o współpracę dwustronną – mówił Szczerski – poruszono trzy tematy. Pierwszym z nich jest współpraca instytutów badawczych Polski i USA w badaniach nad szczepionką i lekiem na koronawirusa. „Tutaj jest deklaracja otwartości strony amerykańskiej na współpracę z polskimi ekspertami i wspólnych badań nad szczepionką i lekiem na tę chorobę” – podkreślił minister.

    „Po drugie, kwestia nowoczesnych, szybkich testów na koronawirusa, które Polska chce pozyskać z USA. Tu jest otwartość strony amerykańskiej na taką współpracę w dostarczeniu do Polski tych nowoczesnych testów” – przekazał Szczerski.

    Trzecia kwestia odnosząca się do współpracy dwustronnej – poinformował Szczerski – dotyczy wysłania polskiej misji medycznej do Chicago w stanie Illinois. Jak mówił, polscy medycy mają wesprzeć tamtejszą służbę zdrowia, a także odbyć praktykę w leczeniu pacjentów zakażonych koronawirusem.

    Z Waszyngtonu Mateusz Obremski (PAP)

  • Burmistrz Nowego Jorku krytykuje Trumpa za zwłokę w przekazywaniu pomocy

    Burmistrz Nowego Jorku krytykuje Trumpa za zwłokę w przekazywaniu pomocy

    Burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio skrytykował w niedzielę prezydenta USA Donalda Trumpa i kierownictwo Kongresu za opóźnienie kolejnej partii pomocy federalnej. Według ostatnich danych w mieście odnotowano 126 368 potwierdzonych przypadków zakażeń koronawirusem. 8448 osób zmarło na Covid-19.

    Podczas konferencji prasowej de Blasio zarzucił Trumpowi m.in., że zawiódł rodzinne miasto i nie nakłonił Kongresu do zatwierdzenia kolejnego pakietu pomocy.

    „Moje pytanie do pana Trumpa: czy zamierza pan uratować miasto, czy powiedzieć, żeby padło martwe” – mówił de Blasio. Burmistrz nawiązał w ten sposób do wypowiedzi z października 1975 roku ówczesnego prezydenta USA Geralda Forda, który przyrzekał, że zawetuje każdą ustawę chroniącą Nowy Jork przed bankructwem. De Blasio cytował nagłówek z dziennika „Daily News” z tamtych lat, który brzmiał: „Ford do miasta: padnij martwe”.

    Burmistrz przypomniał, że rozmawiał z Trumpem „osiem lub 10 razy w ciągu ostatniego miesiąca”, ale prezydent nie przekazał żadnych informacji, kiedy będzie dostępna kolejna partia pomocy federalnej. Ostrzegł, że musi to być jak najszybciej sfinalizowane, by doprowadzić do sprawnego ożywienia gospodarki.

    Według de Blasio w ponad 40 szpitalach i 40 domach opieki dla osób starszych w Nowym Jorku zostało rozmieszczonych ponad 1400 wolontariuszy. Oszacował zapotrzebowanie na co najmniej 600 pracowników służby zdrowia dla 11 prywatnych szpitali. W pierwszej kolejności, jak dodał, skorzysta z ochotników Korpusu Rezerwy Medycznej.

    Miejski system zdrowia, w tym szpitale, wspomaga ponad 530 wojskowych pielęgniarek, terapeutów, asystentów lekarzy i farmaceutów.

    Burmistrz powiadomił, że osocze przekazane przez pacjentów z Covid-19, którzy wyzdrowieli może skutecznie pomóc tym, co wciąż są chorzy. Apele w tej sprawie ponawiają Nowojorskie Centrum Krwiodawstwa, szpitale oraz służba zdrowia.

    Miejski Departament Zdrowia podał, że zgodnie ze stanem na sobotę po południu odnotowano 126 368 potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem, w tym 8448 zgonów na Covid-19. „Nie lekceważcie naszego wroga. To okropna choroba, a jeśli wpuścimy ją z powrotem tylnymi drzwiami, sama się umocni” – argumentował de Blasio.

    W związku z przewidywanym ociepleniem zwrócił się do nowojorczyków o zachowanie ostrożności i przestrzeganie zasady odstępu między ludźmi – ok. 1,85 m. Przyznał, że w takim mieście jak Nowy Jork jest to szczególnie trudne.

    Jak podkreślił, ponieważ nie ma jeszcze szczepionki na Covid-19, ani lekarstwa na koronawirusa, to nie wiedza medyczna, lecz rozsądek, dyscyplina i nieustępliwość nowojorczyków przyczyniła się do osiągniętych postępów. De Blasio wyraził uznanie pracownikom służby zdrowia, w tym ratownikom pierwszego kontaktu, za ich bohaterstwo.

    Burmistrz obiecał większą obecność funkcjonariuszy i urzędników miejskich w parkach i na terenach zielonych. Mają ostrzegać naruszających przepisy, a w razie potrzeby, karać grzywnami w wysokości do 1000 dolarów.

    Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

  • Chiny: bilans zmarłych na Covid-19 w Wuhanie podniesiono o 50 proc.

    Chiny: bilans zmarłych na Covid-19 w Wuhanie podniesiono o 50 proc.

    Chińskie władze podniosły oficjalny bilans zmarłych na Covid-19 w mieście Wuhan o 1290 do 3869, czyli o ok. 50 procent – przekazały w piątek państwowe media. Korektę uzasadniono m.in. problemami z rejestracją zachorowań w warunkach przeciążenia służby zdrowia.

    W Wuhanie, w środkowych Chinach, pod koniec 2019 roku wykryto pierwotne ognisko pandemii koronawirusa, którym na całym świecie zaraziło się już ponad 2 mln osób, a ponad 130 tys. z nich zmarło.

    W piątkowym komunikacie organu nadzorującego walkę z epidemią w Wuhanie napisano, że po weryfikacji danych łączny bilans zakażeń wzrósł o 325 do 50 333, a łączny bilans zgonów o 1290 – do 3869. Komunikat opublikowała państwowa agencja prasowa Xinhua.

    Wśród przyczyn rozbieżności danych wymieniono fakt, że w początkowej fazie epidemii liczba zakażeń rosła lawinowo, znacznie przekraczając możliwości służby zdrowia. Część chorych nie trafiła do szpitala i zmarła w domach – napisano.

    W szczytowym okresie epidemii szpitale były przeciążone, a ich pracownicy poświęcali się leczeniu chorych, dlatego zdarzały się przypadki opóźnionego, niepełnego lub błędnego raportowania. Ponadto niewielka część placówek medycznych nie była w stanie na czas przekazywać danych do sieci epidemicznej – dodano.

    W komunikacie przekazano również kondolencje rodzinom zmarłych, w tym pracowników szpitali. „Każde życie stracone w epidemii to cierpienie rodziny i ból w sercu miasta” – napisano.

    Komentatorzy na świecie, szczególnie w USA, wyrażali wątpliwości co do prawdziwości oficjalnych danych na temat epidemii, publikowanych przez chińskie władze. Według piątkowego komunikatu państwowej komisji zdrowia w Chinach kontynentalnych odnotowano łącznie 82 367 potwierdzonych przypadków koronawirusa i 3342 zgony na Covid-19.

    Komunikat komisji wydano przed informacją o korekcie danych z Wuhanu. Po korekcie łączny bilans zgonów w kraju rośnie do 4632.

    Do oficjalnego bilansu „potwierdzonych przypadków” nie zalicza się w Chinach osób z dodatnim wynikiem testu na koronawirusa, ale bez objawów choroby. Nie ujawniono łącznej liczby przypadków bezobjawowych wykrytych od początku epidemii. Według piątkowego komunikatu komisji obecnie w Chinach kontynentalnych jest ich 1038.

    Na początku kwietnia agencja Bloomberg poinformowała o tajnym raporcie wywiadu USA, z którego wynika, że władze Chin ukrywały prawdziwy zasięg epidemii, zaniżając dane o przypadkach koronawirusa oraz zgonach na Covid-19. Prezydent USA Donald Trump kilkakrotnie oskarżył władze Chin o zbyt powolne informowanie świata o koronawirusie w początkowej fazie jego rozprzestrzeniania się.

    Z Kantonu Andrzej Borowiak (PAP)

  • WHO: nie wszyscy wyleczeni z Covid-19 mają przeciwciała i są odporni na kolejne infekcje

    WHO: nie wszyscy wyleczeni z Covid-19 mają przeciwciała i są odporni na kolejne infekcje

    Nie wszyscy wyleczeni z Covid-19 mają przeciwciała i są odporni na kolejne infekcje – oświadczyli w poniedziałek eksperci Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Ci, którzy mają wykrywalny poziom przeciwciał, powinni być chronieni, ale nie wiadomo, przez jaki czas.

    „Jeśli chodzi o wyleczenie, a następnie ponowne zakażenie, uważam, że nie mamy na to odpowiedzi” – powiedział ekspert ds. sytuacji nadzwyczajnych WHO, dr Mike Ryan, na konferencji prasowej w siedzibie głównej organizacji w Genewie. Ryan dodał, że naukowcy mogą dokonywać szacunków na podstawie odporności na inne koronawirusy, ale nawet te dane są dość ograniczone.

    Wstępne badanie pacjentów w Szanghaju wykazało, że niektórzy nie mieli „wykrywalnych przeciwciał”, podczas gdy inni mieli ich bardzo wysoki poziom – podkreśliła epidemiolog WHO, dr Maria Van Kerkhove. Dodała, że to, czy pacjenci z wysokim poziomem przeciwciał są odporni na drugą infekcję, stanowi „osobne zagadnienie”.

    Ponad 300 tys. osób z 1,87 mln potwierdzonych zakażonych na całym świecie wyzdrowiało – zauważyli przedstawiciele WHO, dodając, że potrzebują więcej danych, by zrozumieć odpowiedź immunologiczną wyleczonych i to, czy daje ona odporność i na jak długo.

    Dyrektor generalny WHO, Tedros Adhanom Ghebreyesus, przestrzegł również w poniedziałek przed zniesieniem ograniczeń w przemieszczaniu się ludności i ponownym otwarciem firm, pomimo że prezydent USA Donald Trump czy gubernator Nowego Jorku Andrew Cuomo wyrazili nadzieję na ponowne otwarcie firm, gdy tylko będzie to możliwe.

    „Chociaż Covid-19 przyspiesza bardzo szybko, to spowalnia znacznie wolniej” – podkreślił Tedros. „Oznacza to, że środki kontrolne należy znosić powoli i pod nadzorem” – dodał. Tedros zaapelował również o to, by decyzje dotyczące znoszenia ograniczeń były oparte przede wszystkim na trosce o ochronę życia ludzkiego.

    Szef WHO wyraził przekonanie, że Stany Zjednoczone będą nadal finansować tę agendę ONZ, pomimo krytyki ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa.

    „Wiem, że Trump wspiera (WHO – PAP) i mam nadzieję, że finansowanie WHO będzie kontynuowane” – powiedział Tedros. „Nasze relacje są bardzo dobre i mam nadzieję, że będzie tak dalej” – dodał.

    Trump we wtorek oskarżył WHO o nadmierne zbliżenie z Chinami i wydawanie złych rekomendacji podczas początkowej fazy pandemii, szczególnie dotyczących niezamykania granic. Amerykański przywódca miał też grozić wycofaniem się swojego kraju z dalszego finansowania WHO.(PAP)

  • USA: Senat przegłosował pakiet stymulacyjny warty ponad 2 bln USD

    USA: Senat przegłosował pakiet stymulacyjny warty ponad 2 bln USD

    Po kilku dniach negocjacji Republikanów i Demokratów Senat USA jednomyślnie przegłosował pakiet stymulacyjny na czas epidemii koronawirusa. To największa pomoc finansowa dla gospodarki w historii USA; media nazywają warty ponad 2 biliony USD pakiet „mamucim”.

    2 bln USD to zgodnie z danymi Banku Światowego kwota przewyższająca PKB takich państw jak Kanada, Rosja czy Brazylia. Media w USA uznają ustawę o bodźcach ekonomicznych w celu złagodzenia skutków epidemii koronawirusa za „historyczną i bezprecedensową”.

    „Nasz kraj przechodzi przez kryzys, który w naszej pamięci jest całkowicie bezprecedensowy” – mówił przed głosowaniem w środę wieczorem czasu miejscowego lider republikańskiej większości w Senacie Mitch McConnell. Zgadzał się z nim lider demokratycznej mniejszości Chuck Schumer, który uznał, że celem ustawy jest „zmierzenie się z historycznym kryzysem”.

    Liczący 883 strony dokument po kilkudniowych nerwowych i intensywnych negocjacjach Senat przyjął bez głosu sprzeciwu. Rozmowy odbywały się pod presją czasu i wśród wzajemnych oskarżeń.

    Końcowa wersja pakietu przewiduje m.in. fundusz o wartości 500 mld USD na pomoc dla branż znajdujących się w trudnej sytuacji. Ponadto przeznacza 350 mld USD na pożyczki dla małych firm, 250 mld USD na zwiększoną pomoc dla bezrobotnych i 100 mld USD dla szpitali. „To Plan Marshalla dla szpitali” – mówił o ostatniej z tych kwot Schumer.

    W ustawie zapisano też jednorazowe bezpośrednie transfery pieniężne w wysokości 1200 USD dla każdego Amerykanina zarabiającego mniej niż 75 tys. USD rocznie. Dodatkowe 500 USD przysługuje za dziecko. 4 mld USD przeznaczono na pomoc dla bezdomnych.

    Z pożyczek przewidzianych przez ustawę nie mogą korzystać wysocy rangą przedstawiciele administracji, w tym m.in. prezydent, wiceprezydent i kongresmeni. Zakaz dotyczy także członków ich rodzin.

    W negocjacjach różnice między Demokratami i Republikanami dotyczyły głównie szczegółów pomocy dla bezrobotnych i kwot wsparcia dla gubernatorów, szpitali oraz amerykańskiego przemysłu.

    Część Demokratów obawiała się, że pod płaszczykiem pomocy federalnej Republikanie chcą kosztem pracowników pomóc wielkiemu kapitałowi. Wskazywali przy tym, że propozycja nie zapewnia Amerykanom odpowiedniej opieki zdrowotnej i żądali większych środków na bony żywnościowe. Na Twitterze w USA popularnością cieszył się hashtag #NotDying4WallStreet (nie umrę za Wall Street).

    Republikanie odpowiadali, że z uwagi na tempo rozprzestrzeniania się koronawirusa konieczne jest przede wszystkim szybkie uspokojenie chwiejnych rynków finansowych.

    We wtorek na samą wieść o postępach w rozmowach na nowojorskiej giełdzie doszło do dużych wzrostów. Najważniejszy indeks Dow Jones zyskał w pewnym momencie 11,3 proc. i był to największy taki skok od 1933 roku.

    „Z każdym dniem, każdą godziną opóźnienia Kongresu w sprawie udzielenia wsparcia igramy z ludzkim życiem” – wzywał w trakcie negocjacji McConnell. O szybkie zawarcie porozumienia apelował również prezydent Donald Trump. „Czym dłużej to trwa, tym ciężej będzie rozpocząć otwieranie naszej gospodarki” – pisał na Twitterze.

    Rekordowy pakiet ma na celu złagodzenie ekonomicznych skutków pandemii koronawirusa, w wyniku której w Stanach Zjednoczonych zmarło ponad 900 osób, a zakażonych jest ponad 63 tys. W USA zamknięto tysiące firm, zagrożone są miliony miejsc pracy, a ponad połowie populacji USA nakazano pozostać w domach.

    By pakiet wszedł w życie, konieczne jest poparcie go przez Izbę Reprezentantów oraz podpis prezydenta. Niższa izba amerykańskiego parlamentu głosować będzie nad ustawą w piątek. Swój szybki podpis pod nią zapowiedział już Trump.

    Z powodu epidemii w wielu sklepach w USA występują niedobory produktów, a sprzedaż chleba jest reglamentowana; zamknięte są szkoły. Spowolnienie gospodarcze zmusza firmy do zawieszania działalności. Według ekspertów bezrobocie w Stanach Zjednoczonych już niedługo może osiągnąć dwucyfrowy poziom. W czwartek opublikowany zostanie pierwszy od wybuchu epidemii raport o liczbie wniosków o status bezrobotnego.

    Sytuacja porównywana jest do Wielkiego Kryzysu z lat 1929-1933 lub II wojny światowej.

    Kongres w ubiegłym tygodniu przyjął już, a Trump podpisał, znaczący pakiet pomocowy na czas epidemii koronawirusa. Przewiduje on m.in. darmowe testy na Covid-19 i płatny 10-dniowy urlop chorobowy dla niektórych zakażonych pracowników.

    Z Waszyngtonu Mateusz Obremski (PAP)

  • Lawinowo wzrosła liczba domen ze słowami covid i virus

    Lawinowo wzrosła liczba domen ze słowami covid i virus

    Liczba rejestracji adresów internetowych w domenach .net i .com, które wykorzystują słowo „covid” i „virus”, wzrosła w ciągu ostatnich 90 dni od kliku na miesiąc do nawet kilkuset dziennie w marcu. Przeważająca cześć tych adresów jest zakładana przez różnego rodzaju organizacje walczące z koronawirusem, ale także nie brakuje wśród nich takich, które chcą wykorzystać zamieszanie związane z epidemią do własnych niecnych celów – wynika z informacji serwisu Domeny.pl.

    Według danych Domeny.pl jeszcze w styczniu zarejestrowano zaledwie kilka domen ze słowem „covid”. Od około 10 lutego do końca miesiąca liczba adresów wykorzystujących to słowo zaczęła szybko rosnąć – średnio dziennie rejestrowano w tym czasie kilkanaście takich adresów. Prawdziwa eksplozja zainteresowania słowem „covid” wybuchła w marcu, kiedy to liczba rejestracji sięgnęła kilkadziesiąt każdego dnia, a 16 marca było takich rejestracji już 219.

    Jeszcze szybciej rosło zainteresowanie domenami ze słowem „virus”. W styczniu było to kilka adresów dziennie, w lutym – kilkadziesiąt, a marcu – kilkaset. Najwięcej adresów ze słowem „virus” zarejestrowano 13 marca, bo aż 1083, ale np. 3 dni później było ich niewiele mniej, bo 1074.

    Virus to popularne słowo w adresach stron na temat zabezpieczeń komputerowych, ale tak nagły wzrost rejestracji w ostatnim czasie wynika przede wszystkim z coraz większej liczby zakażeń koronawirusem na świecie w ostatnich tygodniach. Potwierdza to liczba rejestracji adresów z wykorzystaniem słowa ‘coronavirus’, która tylko nieznacznie odbiega do wszystkich adresów wykorzystujących ‘virus’ – mówi Ela Kornaś, Brand Manager serwisu Domeny.pl.

    Serwis Domeny.pl swoje zestawienie przygotował na podstawie danych od Verisign, organizacji zarządzającej globalnie domenami .com i .net.

    Uważajcie na fake newsy i phishing związany z koronawirusem

    Do ciekawych wniosków można także dojść po głębszym przeanalizowaniu adresów wykorzystujących wszystkie wspomniane słowa. Nie brakuje bowiem wśród nich takich, które już na pierwszy rzut oka sprawią wrażenie stworzonych do nie do końca uczciwych celów.

    Są np. strony zachęcające do zakupu lekarstwa na Covid-19, a jak wiadomo jeszcze takiego nie wynaleziono. Wiele z adresów służy też ewidentnie do dezinformacji,  np. sugerując, że prezydent Trump ma koronawirusa. Bez wątpienia znaczna cześć nowych stron służy także realizacji kampanii phishingowych związanych z koronawirusem, których w ostatnim czasie przybywa niemal tak szybko, jak liczby zakażonych – mówi Ela Kornaś.

    Jak wyjaśnia przedstawicielka Domeny.pl, najskuteczniejsze akcje phishingowe projektuje się w taki sposób, aby wywołać u odbiorcy pewne emocje. Koronawirus, powszechnie wzbudzający strach, z punktu widzenia cyberprzestępców świetnie się nadaje się do tego celu. Różnego rodzaju maile odwołujące się do koronawirusa mają nas zachęcić do odwiedzenia określonego miejsca w sieci, gdzie może dojść do próby zainfekowania naszego komputera, a także wyłudzenia danych osobowych i numeru karty kredytowej.

    Przykładem wykorzystania obecnej sytuacji była strona, która tylko z pozoru miała przedstawiać postęp rozprzestrzeniania się koronawirusa, a w rzeczywistości była złośliwym oprogramowaniem (trojanem), mającym na celu instalowanie złośliwych programów, a następnie przejęcie kontroli nad komputerem, co w konsekwencji prowadziło do utraty poufnych danych, jak dane do logowania czy poczty e-mail.

    Po otrzymaniu podejrzanej wiadomości nie należy klikać w zawarte w niej linki ani załączniki. Jeśli jednak już to zrobimy i znajdziemy się na podejrzanej stronie, to poświęćmy kilka sekund na ocenę jej wyglądu. Sprawdźmy czy strona posługuje się certyfikatem SSL i na kogo został on wystawiony. Podejdźmy krytycznie do treści zawartych na stronie. Generalnie – uważajmy, żeby do jednej tragedii, jaką jest epidemia, nie dołożyć innej, jaką może być strata pieniędzy wyłudzonych przez oszustów – ostrzega przedstawicielka Domeny.pl.

  • Koronawirus uderza w polską walutę. 5 zł za dolara, euro i franka?

    Koronawirus uderza w polską walutę. 5 zł za dolara, euro i franka?

    Dwucyfrowe spadki na parkietach giełdowych i zyskujący ponownie na wartości dolar negatywnie odbijają się na złotym. Dalsze osłabienie polskiej waluty jest możliwe, jeżeli wpływ wirusa na gospodarkę okaże się istotny. Czy za euro, franka i dolara będziemy wkrótce płacić więcej niż 5 zł?

    Silny wzrost awersji do ryzyka przyczynia się do silnych spadków na rynkach finansowych. Główne indeksy giełdowe traciły zarówno w USA, jak i w Europie ponad 10 proc. Przecena nie dotknęła nawet drogocennych kruszców – złota czy srebra.

    Bank ogłasza program zaradczy

    W czwartek wydarzeniem dnia był komunikat i konferencja prasowa Europejskiego Banku Centralnego (ECB), na której ogłoszono pakiet stymulacji systemu finansowego, by ograniczyć negatywny wpływ koronawirusa.

    Główna stopa referencyjna pozostała na poziomie minus 0,5 proc., choć przed publikacją decyzji spekulowano o możliwym cięciu. ECB zmniejszył za to warunki dla programu TLTRO III od czerwca 2020 do czerwca 2021 r., a także dodał 120 mld euro skupu aktywów. Pakiet stymulacyjny wykracza poza oczekiwania, zapewniając więcej płynności na rynku i zmniejszając restrykcję dla banków. Jednak bezpośrednia reakcja nie była pozytywna. Z jednej strony na rynku dominują obawy o wpływ koronawirusa na gospodarki i wyniki spółek, a z drugiej strony „piłka” jest obecnie po stronie polityki fiskalnej.

    Pozytywny sygnał skoordynowanej polityki fiskalnej i monetarnej widzieliśmy przed trzema dniami w Wielkiej Brytanii. Jednak w 19 państwach strefy euro jest to o wiele trudniejsze do przeprowadzenia. A to właśnie polityka fiskalna w przypadku pandemii koronawirusa może mieć potencjalnie dużo większy wpływ na ograniczenie negatywnych jego skutków i pomoc gospodarkom w wyjściu ze spowolnienia, kiedy zagrożenie zacznie ustępować. Krokiem w dobrą stronę wydaje się informacja, że kanclerz Niemiec Angela Merkel jest gotowa porzucić zbilansowany budżet, by walczyć z wirusem – coś, co zasugerowała na konferencji prasowej przed kilkoma dniami.

    Świat boi się ryzyka, dolar w cenie

    Działania banków centralnych nie wywierają obecnie wielkiego wrażenia na rynku finansowym. Silną awersję do ryzyka w ostatnich dniach dodatkowo podkręca gwałtownie zyskujący dolar. Indeks amerykańskiej waluty wg Bloomberga wzrósł wczoraj po południu do ok. 1224 pkt, czyli do najwyższego poziomu od listopada 2017 r. Główna para walutowa EUR/USD spadła z kolei z nieco ponad 1,13 (wczoraj przed południem) do 1,11 podczas konferencji prasowej szefowej ECB.

    Zwiększona awersja do ryzyka i istotny wzrost popytu na dolara wywierały dużą presję na waluty krajów wschodzących, w tym także na złotego. Notowania USD/PLN wzrosły do blisko 3,97, EUR/PLN powyżej 4,39 – pierwszy raz od września 2019 r., a kurs CHF/PLN przekraczał 4,16, osiągając najwyższy poziom od stycznia 2017 r. To może jednak nie być koniec spadków polskiej waluty.

    Czy padną rekordy słabości złotego?

    Szczyt pandemii koronawirusa najprawdopodobniej jeszcze przed nami, a twarde dane makroekonomiczne, które zaczną napływać w kolejnych tygodniach i miesiącach, mogą jeszcze zwiększyć presję na polską walutę.

    Aktualne wydarzenia na rynku przybliżają nieco scenariusz przekroczenia ostatnich rekordów słabości złotego względem głównych walut, tj. ok. 4,93 zł za euro (luty 2009 r., kryzys finansowy), 4,28 zł za dolara (grudzień 2016 r., triumf Donalda Trumpa w wyborach) i prawie 5 zł za franka (styczeń 2015 r., uwolnienie wartości franka od euro przez SNB).

    Zważywszy na obecny szok zarówno podażowy (zaburzone łańcuchy dostaw), jak i popytowy (strach przed wirusem) nie można wykluczyć, że w najbliższych miesiącach za dolara, euro i franka będziemy płacić ponad 5 zł. Może się tak stać w przypadku realizacji negatywnego scenariusza – istotnego wpływu koronawirusa na gospodarkę Polski i Europy (recesji lub technicznej recesji w br.).

    źródło: Cinkciarz.pl

  • Cyberbezpieczeństwo priorytetem dla największych – relacja z CYBERSEC 2019

    Cyberbezpieczeństwo priorytetem dla największych – relacja z CYBERSEC 2019

    Choć za oknem coraz chłodniej, dni są krótsze, a motywacja do pracy jakby nieco spada, branża IT nie zwalnia tempa. W ostatnim tygodniu października, w katowickim Międzynarodowym Centrum Kongresowym odbył się CYBERSEC – V Europejskie Forum Cyberbezpieczeństwa, czyli jedna z największych imprez podnoszących tematy cyberbezpieczeństwa. Tegoroczny motyw przewodni imprezy to “Zabezpieczenie cyfrowego DNA świata”, a wśród prelegentów znalazło się ponad 150 specjalistów z całego świata.

    Hasło przewodnie nie jest przypadkowe, bowiem stoi za nim apel organizatorów do członków branży, mówiący o tym, jak ważne jest kształtowanie branży digital w sposób odpowiedzialny – z poszanowaniem prywatności użytkowników i zgodnie z zasadami cyberbezpieczeństwa.

    Forum rozpoczęto od uroczystego otwarcia, podczas którego zostały odczytane listy kolejno, prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego. Przemówił także Minister Cyfryzacji, Marek Zagórski.

    W swoim liście prezydent podkreślił, że bezpieczeństwo rynku cyfrowego jest jednym z priorytetów polskiego rządu, jednocześnie także jednym z największych wyzwań. Zwrócił też uwagę na istotność sieci 5G:

    Z uwagi na prawdopodobny istotny wpływ sieci 5G na rozwój polskiej gospodarki przy jej wdrażaniu, priorytetem powinno być zapewnienie cyberbezpieczeństwa, przy równoczesnej gwarancji zapewnienia odpowiedniego poziomu technologicznego – napisał prezydent.

    Głos zabrał także premier Morawiecki, w swoim liście podnosząc temat nowo przyjętej strategii cyberbezpieczeństwa naszego kraju. Strategia Cyberbezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej na lata 2019-2024 to dokument, który określa strategiczne cele rządu polskiego w zakresie cyberbezpieczeństwa, uwzględniając nowe wyzwania, związane z rozwojem technologicznym. Premier Morawiecki tak wypowiedział się o dokumencie:

    Bezpieczeństwo rynku cyfrowego stanowi jeden z priorytetów polskiego rządu. Jego znaczenie dla bezpieczeństwa państwa, rozwoju społecznego i gospodarczego jest niepodważalne. Stąd tak istotne było ustawowe uregulowanie kwestii budowy krajowego systemu cyberbezpieczeństwa. Rada Ministrów przyjęła niedawno Strategię Cyberbezpieczeństwa RP, która wytycza główne kierunki działania w ciągu najbliższych pięciu latach. Kolejnym krokiem będzie opracowanie planu wdrożenia Strategii.

    Z kolei Minister Cyfryzacji Marek Zagórski podkreślił w swojej przemowie jak istotne jest organizowanie takich wydarzeń jak Cybersec, wobec rosnących wymagań bezpieczeństwa cyfrowego:

    Kluczowa jest tu edukacja, współpraca międzynarodowa i wymiana informacji. Bez tego we współczesnym świecie żadne państwo nie jest w stanie osiągnąć samo bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni i ochronić się przed zagrożeniami, jakie płyną z sieci.

    European CYBERSEC Award rozdane

    Pierwszego dnia Forum miało miejsce rozdanie nagród CYBERSEC Award. European CYBERSEC Award to nagroda za zasługi dla rozwoju cyberbezpieczeństwa, jako części bezpieczeństwa narodowego, społecznego i gospodarczego. W tym roku nagrodzona została Estonia, “za pracę, jaką wykonała na rzecz budowy zaufania w cyberprzestrzeni i zabezpieczenia cyfrowego DNA świata, a także wsparcie projektu „3 Seas Digital Highway” – inicjatywy budowy infrastruktury cyfrowej wzdłuż zaplanowanych dróg transportowych i linii energetycznych.” Nagrodę w imieniu prezydenta Estonii odebrał Ambasador Martin Roger, natomiast podziękowania pani prezydent zostały wyemitowane podczas nagrania:

    Państwa nie są w stanie zagwarantować bezpieczeństwa systemów internetowych w pojedynkę. Aby móc myśleć o zastosowaniu prawa analogowego do cyberprzestrzeni, musimy wypracować wspólne porozumienie na arenie międzynarodowej – powiedziała Prezydent Kersti Kaljulaid.

    Sektor publiczny i prywatny, a cyberbezpieczeństwo

    W agendzie nie mogło zabraknąć, paneli dyskusyjnych, podzielonych na cztery ścieżki: Państwo, Obrona, Przyszłość i Biznes. Dyskusję rozpoczęły rozważania dotyczące cyberbezpieczeństwa w sektorze prywatnym i publicznym. Na szczególną uwagę zasłużyło wystąpienie Roberta Muggaha, dyrektora SecDev Group oraz współzałożyciela Igarapé Institute, który zauważył, że miasta przyszłości będą bezpieczne tylko wtedy, jeśli decydenci na poziomie samorządowym zapewnią odpowiednią ochronę przed atakami w cyberprzestrzeni.

    Ścieżkę Biznes otworzył Nigel Ng, szef RSA, organizacji, która  jest organizatorem największej konferencji poświęconej cyberbezpieczeństwu. Podczas swojego wystąpienia Nigel Ng mówił m.in. o tym jak zarządzać biznesem, by chronić się przed zagrożeniami cyfrowymi.

    5G w Europie – porozumienie na rzecz cyberbezpieczeństwa

    W ciągu ostatnich miesięcy w Polsce wiele zainteresowania wzbudza sieć 5G, która umożliwia bardzo szybki transfer danych – według niektórych źródeł ma to być nawet do 10 gigabitów na sekundę. W sprawie budowy sieci 5G w ostatnich miesiącach podpisano szereg porozumień – między innymi pomiędzy USA a Polską i Rumunią. Podczas Forum CYBERSEC miało miejsce podpisanie deklaracji ws. budowy sieci 5G przez Estonię, oraz, co ważne, firmy Ericsson, Cisco i Nokia, podpisały z Ministerstwem Cyfryzacji porozumienie na rzecz cyberbezpieczeństwa.

    Przyszłość sieci 5G w Europie to temat szeroko dyskutowany podczas konferencji – w trakcie panelu dyskusyjnego przedstawiciele Polski, USA i Unii Europejskiej wspólnie rozważali szanse i zagrożenia dotyczące budowy sieci 5G. Choć oczywistym jest, że wprowadzenie do użytku sieci 5G wpłynie bardzo pozytywnie na rozwój technologii oraz kluczowych sektorów gospodarki, takich jak energetyka, bankowość, zdrowie czy ubezpieczenia, warto podejść do tego rodzaju transformacji z należytą ostrożnością. Jeden z problemów na który wskazywali prelegenci to różnice poziomów infrastruktury i stanu prawnego krajów, które zdecydowały się na wdrożenie sieci 5G, co prowadzi do konieczności wprowadzenia standardów i ujednolicenia rynków cyfrowych.

    Transformacja cyfrowa a biznes

    W panelu o nazwie “Biznes”, nie mogło zabraknąć przedstawicieli sektora finansowego i ubezpieczeniowego. Paweł Surówka, prezes Zarządu PZU SA, zwrócił uwagę na fakt, że to właśnie wyżej wymienione branże odgrywają kluczową rolę w procesie transformacji cyfrowej, ze względu na wysoki poziom regulacji oraz doświadczenie w zarządzaniu ryzykiem. Przemysław Kania, Dyrektor Zarządzający Cisco, zwrócił natomiast uwagę na konieczność ujednolicenia systemów bezpieczeństwa w procesie rozwoju Przemysłowego Internetu Rzeczy. Choć, jak sam mówi, Internet Rzeczy otwiera nowe, ogromne możliwości rozwoju, należy pamiętać, że jednocześnie może stać się piętą achillesową połączonych ze sobą systemów informatycznych. Po raz kolejny podniesiony został apel o współpracę sektora prywatnego i publicznego, co pozwoli na wyrównanie szans w pojedynku z czyhającymi na okazję cyberprzestępcami i oszustami.

    Obrona cybernetyczna priorytetem NATO

    Drugi dzień konferencji otworzył Generał Robert Spalding, były doradca prezydenta Donalda Trumpa ws. Chin. W swoim przemówieniu zwrócił uwagę na problem ochrony danych osobowych. Według Spaldinga brak wiedzy o tym, kto i jak wykorzystuje nasze dane, jest zagrożeniem dla naszej wolności. Generał podjął także temat stosunków politycznych USA z Chinami, ze szczególnym naciskiem na kwestię rozwoju sieci 5G w Państwie Środka.

    Ciekawa okazała się także dyskusja w ramach panelu “Obrona”, która upłynęła pod hasłem “Bezpieczeństwo w ramach Sojuszu – wspólne wysiłki na rzecz zwiększenia cyfrowych możliwości obrony”. Pod tym nieco przydługim tytułem kryje się potrzeba opracowania standardów, zintensyfikowania działań oraz reakcji na cyberzagrożenia w ramach struktur NATO. Paneliści zauważyli, że oprócz teoretycznych założeń, kluczowe jest stworzenie możliwości operacyjnych w zakresie wzmacniania cyberobrony, gdyż standardy są bezużyteczne, w sytuacji, gdy nie ma praktycznej możliwości ich wdrożenia.

    Podczas panelu dyskutowano także o potrzebie edukowania obywateli i organizacji, w ramach zwiększania świadomości dotyczącej nowych zagrożeń. O swoistej odpowiedzialności w tym aspekcie opowiedział John Frank, Wiceprezes Microsoft ds. Relacji Rządowych dla Europy:

    To my przedstawiamy światu technologię. Dlatego musimy upewnić się, że nasze produkty są używane w sposób bezpieczny. – słusznie spuentował. 

    Cyfrowa zimna wojna

    Panel dyskusyjny pt “Przyszłość” skupiał się na rozwoju technologicznym i jego implikacjach względem rywalizacji państw na arenie międzynarodowej. Problem celnie podsumował Jacek Bartosiak, założyciel i prezes Strategy & Future, autor bestsellerowych książek dotyczących geopolityki i działań wojennych:

    Wkraczamy w nową, nieznaną rzeczywistość, w której Internet zmienił sposób komunikacji. Zaczynamy sobie zdawać sprawę z niebezpieczeństw, polaryzacji świata, a także pojawiających się nowych płaszczyzn konkurencji. Jeśli Europa nie zdecyduje się na konsolidację, co do tej pory nigdy się nie udało, znajdzie się w krytycznym momencie, a jej przyszłość zależeć będzie od wyniku rywalizacji między Chinami a USA.

    Tę niezbyt optymistyczną wizję wzmocniła dyskusja o potencjalnych skutkach cyfrowego wyścigu zbrojeń i walki o władzę na cyfrowej arenie. Wniosek jaki wypłynął z wypowiedzi ekspertów, mówi o negatywnym wpływie cyfrowej zimnej wojny na demokrację i suwerenność państw, jakim jest zaprzestanie współpracy w wyniku rywalizacji oraz zamiana szacunku i wolności w walkę o hegemonię w cyfrowym świecie.

     CYBERSEC Expo – targi technologii

    Jedną ze składowych Forum było CYBERSEC Expo, czyli targi produktów i usług z branży cyberbezpieczeństwa. Wśród ponad 50 wystawców swoje stoiska miały takie technologiczne tuzy jak Microsoft, Cisco, Google czy Samsung.  Wśród gości dużym zainteresowaniem cieszył się robot rozpoznawczy firmy Cybersec Mil. Pełni on rolę “zwiadowcy” – służy on do sprawdzania pomieszczeń, czy terenów, co zwiększa poziom bezpieczeństwa żołnierzy podczas akcji.  Firma Samsung z kolei, pochwaliła się fotelem Pulsar, który za sprawą technologii VR imituje lot samolotem. Pulsar, wraz z rozwiązaniem Nokii – wizualizacją meczu tenisowego cieszyło się chyba największym zainteresowaniem odwiedzających. Warto też wspomnieć o naszych rodzimych stoiskach – Urząd Miasta Katowice zaprezentował jeden z największych joysticków, wykorzystywany do gry w popularną grę Pac-Man, a Muzeum Historii Komputerów i Informatyki przygotowało wystawę starych komputerów, na których można było zagrać w kultową już grę Prince of Persia.

    Podsumowanie

    Całą relację najlepiej konkludują słowa Przemysława Kucharzewskiego, wiceprezesa Cypherdog:

    Forum CYBERSEC to rzadkie połączenie technologii i biznesu. W każdym przemówieniu, każdej debacie i prelekcji czuć było chęć współpracy i zmiany na rzecz rozwoju cyberbezpieczeństwa w Polsce i na świecie. Międzynarodowy charakter imprezy sprawia, że poziom dyskusji i merytoryki jest wyjątkowo wysoki, a profesjonalizmem organizatorów warto się inspirować przy planowaniu podobnych wydarzeń branżowych. Świetnym pomysłem okazało się stworzenie czterech ścieżek tematycznych –  dzięki temu uczestnicy spojrzeli na kwestię cyberbezpieczeństwa z różnych, z pozoru sprzecznych, perspektyw. CYBERSEC pokazuje, że dialog dotyczący cyberbezpieczeństwa trwa i z chwili na chwilę ma się coraz lepiej. Zarówno wielcy świata technologii, jak i władze stojące na czele państw UE i NATO wykazują prawdziwą chęć opracowania i rozwoju standardów cyberbezpieczeństwa, a to napawa głębokim optymizmem takie firmy jak Cypherdog ponieważ pokazuje, że nie jesteśmy osamotnieni w walce o bezpieczeństwo cyfrowej przestrzeni.

    Autor: Natalia Dutkiewicz

  • Cybersec 2019: Obrona cybernetyczna priorytetem NATO na kolejne lata

    Cybersec 2019: Obrona cybernetyczna priorytetem NATO na kolejne lata

    Włączenie obrony cyberprzestrzeni do głównych zadań NATO oraz konieczność podjęcia walki z zagrożeniami hybrydowymi przez rządy i biznes to najważniejsze wnioski płynące z wystąpień i dyskusji, które odbyły się podczas drugiego dnia jubileuszowej edycji Europejskiego Forum Cyberbezpieczeństwa – CYBERSEC 2019 w Katowicach. Ścieżka poświęcona obronności zrealizowana została ze wsparciem merytorycznym Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO.

    Drugi dzień CYBERSEC Forum rozpoczął się od spotkania z Generałem Robertem Spaldingiem, byłym doradcą Prezydenta Donalda Trumpa ds. Chin. Ekspert podzielił się swoją wiedzą na temat stosunków politycznych, gospodarczych oraz społecznych USA z Chinami, którą przedstawił w niedawno wydanej książce zatytułowanej „Stealth War: How China Took Over While Americas’ Elite Slept”. Szczególną uwagę poświęcił kwestiom związanym z rozwojem sieci 5G w Państwie Środka. Zwrócił uwagę również na problem ochrony danych osobowych.

    „Brak wiedzy o tym, kto wykorzystuje Twoje dane, stwarza zagrożenie dla wolności” – podkreślił podczas swojego wystąpienia Robert Spalding.

    Ścieżkę „Obrona” otworzył międzynarodowy autorytet ds. bezpieczeństwa, Generał Keith B. Alexander, były Dyrektor NSA, Założyciel i Prezes IronNet Cybersecurity, który m.in. odpowiadał za bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej w administracji Prezydenta Baracka Obamy. Generał nadzorował zarówno ofensywne, jak i defensywne operacje kraju w cyberprzestrzeni oraz zajmował się tematem wojny cyfrowej. Obecnie jest jednym z najlepszych ekspertów na świecie, którzy posiadają tak pełne spojrzenie na szeroką naturę ewoluujących zagrożeń cyfrowych. W trakcie swojego wystąpienia Generał podkreślił konieczność współpracy międzynarodowej na rzecz zapewnienia bezpiecznej cyberprzestrzeni.

    „Cyberbezpieczeństwo to nasza wspólna odpowiedzialność. Razem możemy wykrywać zagrożenia, reagować na nie i chronić społeczeństwo przed ich konsekwencjami” – podkreślił gen Keith B. Alexander.

    Obrona cybernetyczna priorytetem NATO

    Zapewnienie gwarancji wolności i bezpieczeństwa członków Sojuszu stoi obecnie przed rosnącą liczbą zagrożeń. W miarę rozwoju metod, poziomu szkodliwości i powszechności ataków, NATO włączyło obronę cybernetyczną do priorytetowych działań. Dlatego w trakcie odbywającej się na ten temat dyskusji panelowej pod hasłem „Bezpieczeństwo w ramach Sojuszu – wspólne wysiłki na rzecz zwiększenia cyfrowych możliwości obrony”, biorący w niej udział eksperci zwracali uwagę na konieczność zwiększenia aktywności w ramach NATO, a także kompleksowego podejścia do kwestii opracowania odpowiednich standardów, rozwoju i wzmacniania reakcji na cyberzagrożenia.

    Głównym wnioskiem wynikającym z panelu moderowanego przez płk. Roberta Balę, byłego Dyrektora Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO, jest konieczność rozwoju i wzmacniania cyberobrony oraz zdolności operacyjnej w tym zakresie zarówno przez Sojusz, jaki i poszczególne państwa członkowskie.

    „NATO nie planuje rozwoju własnych zdolności cybernetycznych, wszystko będzie oparte na wkładach krajowych” – powiedział Antonio Missiroli, Asystent Sekretarza Generalnego NATO ds. pojawiających się wyzwań w zakresie bezpieczeństwa.

    Zwalczanie zagrożeń w cyberprzestrzeni

    Kolejna debata poświęcona zagrożeniom hybrydowym i ich roli w zmieniającym się cyfrowym świecie przyniosła pytania o związane z nimi konsekwencje zarówno dla obywateli, jak i sektora obronnego. Paneliści podkreślali konieczność podnoszenia świadomości na temat nowych rodzajów zagrożeń oraz wskazali kluczową rolę skutecznej współpracy między organizacjami krajowymi i międzynarodowymi, a także między biznesem i sektorem publicznym. Zaproszeni goście podzielili się swoimi przemyśleniami na temat tego, jak powinno wyglądać podejście strategiczne oraz wykorzystanie dostępnych narzędzi na tym polu.

    O szczególnej odpowiedzialności sektora prywatnego wynikającej z rozwoju sektora nowych technologii opowiedział John Frank, Wiceprezes Microsoft ds. Relacji Rządowych dla Europy.

    „To my przedstawiamy światu technologię. Dlatego musimy upewnić się, że nasze produkty są używane w sposób bezpieczny” – powiedział John Frank.

    Potencjał białego wywiadu

    Blok poświęcony tematom związanym z obronnością zamknęła debata dotycząca rosnącej roli białego wywiadu, czyli gromadzenia informacji z ogólnodostępnych źródeł (ang. Open Source Intelligence – OSINT). Prelegenci podkreślili, że dostęp do publicznych danych ma szansę wnieść dużą wartość dodaną w różnych sektorach, począwszy od rekonstrukcji spraw karnych, przez zwiększanie świadomości dotyczącej zagrożeń, aż po poszerzanie wiedzy wywiadowczej.

    Tegoroczna jubileuszowa edycja V Europejskiego Forum Cyberbezpieczeństwa – CYBERSEC 2019 odbywa się pod hasłem „Securing the World’s Digital DNA”, nawołującym do kształtowania fundamentów cyfrowego świata w sposób, który zapewni jego bezpieczeństwo oraz warunki sprzyjające do dalszego rozwoju technologicznego i gospodarczego. Cyfrowe DNA odnosi się do sposobu tworzenia i wdrażania nowych rozwiązań oraz infrastruktury cyfrowej, a także produktów i usług, mając na uwadze cyberbezpieczeństwo i poszanowanie prywatności użytkowników w całym cyklu ich życia. Jest to jednocześnie długotrwałe zobowiązanie do promowania odpowiedzialnych i świadomych zachowań opartych na zasadzie „security and privacy by design”.