Tag: Kosmos

Przyszłość eksploracji wszechświata. Śledzimy innowacje w przemyśle kosmicznym, rozwój technologii satelitarnych i wpływ IT na badania kosmosu.

  • Sektor kosmiczny w CEE. Polska i sąsiedzi tworzą CEE Space

    Sektor kosmiczny w CEE. Polska i sąsiedzi tworzą CEE Space

    Gdy globalna uwaga sektora kosmicznego często skupia się na gigantach z Doliny Krzemowej lub państwowych potęgach z Europy Zachodniej, region CEE (Europy Środkowo-Wschodniej) zaczął właśnie wdrażać strategię, która ma zmienić dotychczasowy układ sił. Podpisane 23 kwietnia w Bratysławie porozumienie CEE Space to próba skonsolidowania rozproszonego rynku i stworzenia jednolitego frontu w walce o kapitał oraz kontrakty technologiczne.

    Inicjatywa, w której skład weszły organizacje z Polski, Słowacji, Chorwacji i Węgier, ma na celu rozwiązanie największego problemu regionu: fragmentacji. Choć lokalne ekosystemy dysponują wykwalifikowaną kadrą inżynierską i innowacyjnymi startupami, dotychczas brakowało im skali niezbędnej do konkurowania o największe projekty Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) czy fundusze z programów transatlantyckich. Łukasz Wilczyński, prezes Europejskiej Fundacji Kosmicznej, wskazuje, że nowa struktura ma służyć jako wspólny akcelerator dla innowacji i talentów, który wreszcie uczyni region widocznym na globalnej mapie inwestycyjnej.

    Z perspektywy biznesowej najważniejszym elementem CEE Space jest budowa spójnego kanału dotarcia do kapitału venture. Partnerzy zadeklarowali mobilizację funduszy na rozwój ekosystemu, co w praktyce oznacza łatwiejszy dostęp do inwestorów dla firm z sektora New Space działających w tych czterech krajach. Zamiast budować relacje z czterema osobnymi rynkami, zagraniczne podmioty i decydenci zyskują jeden, zintegrowany punkt styku.

    Harmonogram działań sugeruje, że sygnatariusze stawiają na budowanie rozpoznawalności marki poprzez duże wydarzenia branżowe. Pierwszym sprawdzianem będzie cykliczna konferencja, która zadebiutuje wiosną 2027 roku w Budapeszcie. Jest to jednak zaledwie wstęp do szerszej gry. Kluczowym punktem na horyzoncie pozostaje Międzynarodowy Kongres Astronautyczny (IAC) 2027 w Poznaniu. Polska, pełniąca tu rolę regionalnego lidera, planuje wykorzystać to wydarzenie do ostatecznego potwierdzenia pozycji CEE jako dojrzałego partnera w globalnym wyścigu technologicznym. 

    Jeśli zapowiadana integracja pipeline’ów innowacji przebiegnie sprawnie, region może przestać być jedynie dostawcą komponentów, a stać się hubem, który samodzielnie kreuje i finansuje zaawansowane projekty orbitalne. Europa Środkowo-Wschodnia przestaje grać defensywnie i zaczyna budować własną architekturę biznesową w kosmosie.

  • Wycena SpaceX może sięgnąć 1,75 bln dolarów. Rekordowe IPO na horyzoncie

    Wycena SpaceX może sięgnąć 1,75 bln dolarów. Rekordowe IPO na horyzoncie

    Kiedy SpaceX złożyło poufny prospekt emisyjny, rynek spodziewał się liczb wykraczających poza ziemską atmosferę. Jednak najnowsze szczegóły operacji, do których dotarły media, sugerują, że Elon Musk nie planuje jedynie debiutu giełdowego, lecz budowę najbardziej scentralizowanego i ambitnego konglomeratu technologicznego w historii. Z wyceną celującą w 1,75 biliona dolarów, SpaceX przestaje być postrzegane wyłącznie jako firma transportowa, stając się fundamentem pod infrastrukturę sztucznej inteligencji nowej generacji.

    Fundamentem tej transformacji jest zacieśnienie kontroli przez założyciela. W ubiegłym roku Musk wykupił od obecnych i byłych pracowników akcje o wartości 1,4 miliarda dolarów, co było sygnałem pewności siebie wysłanym do wewnętrznych interesariuszy tuż przed publicznym otwarciem. Model ładu korporacyjnego przewidziany po IPO nie pozostawia złudzeń co do tego, kto będzie trzymał stery. Dzięki dwuklasowej strukturze kapitałowej, akcje klasy B przyznają Muskowi i wąskiej grupie powierników dziesięciokrotnie większą siłę głosu niż standardowe udziały oferowane inwestorom publicznym. Takie rozwiązanie, choć znane z Doliny Krzemowej, w tym przypadku cementuje władzę Muska jako CEO, dyrektora technicznego i przewodniczącego rady nadzorczej w sposób niemal absolutny.

    Finanse firmy ujawniają jednak pewne napięcie między rentownym biznesem satelitarnym a ogromnymi apetytami inwestycyjnymi. Starlink, generujący 4,42 miliarda dolarów zysku operacyjnego, stał się „dojną krową”, która finansuje integrację z xAI – firmą Muska zajmującą się sztuczną inteligencją. Mimo że SpaceX odnotowało skonsolidowaną stratę w wysokości blisko 5 miliardów dolarów w 2025 roku, wynika ona głównie z agresywnego pivotu w stronę AI. Wydatki kapitałowe wzrosły pięciokrotnie w ciągu dwóch lat, osiągając poziom 20,7 miliarda dolarów, z czego ponad połowa została przeznaczona na infrastrukturę obliczeniową.

    To właśnie w tym miejscu pojawia się najbardziej futurystyczny element strategii: budowa centrów danych w kosmosie. Plan ten nie jest jedynie technologiczną ciekawostką, ale warunkiem aktywacji gigantycznego pakietu motywacyjnego dla Muska. Miliarder może otrzymać dodatkowe 60 milionów akcji, jeśli kapitalizacja firmy wzrośnie do niewyobrażalnych 6,6 biliona dolarów, a projekt kosmicznych serwerów dla programistów AI zostanie zrealizowany.

    Dla inwestorów z Wall Street, którzy wkrótce spotkają się z kadrą zarządzającą w Teksasie, SpaceX staje się więc unikalną hybrydą. Z jednej strony oferuje stabilne przychody z dominacji na rynku wynoszenia ładunków i internetu satelitarnego, z drugiej zaś – jest ogromnym lewarem na rozwój AI. Musk najwyraźniej zakłada, że skoro udało mu się zmonopolizować dostęp do orbity, to kolejnym krokiem musi być przeniesienie tam mózgu globalnej gospodarki cyfrowej. Choć struktura IPO ogranicza wpływ akcjonariuszy na strategię, skala potencjalnych zysków sprawia, że kolejka chętnych po akcje klasy A prawdopodobnie pobije wszelkie rekordy.

  • Łączność satelitarna i AI: AMD współpracuje z NEC i NASA nad nowymi technologiami

    Łączność satelitarna i AI: AMD współpracuje z NEC i NASA nad nowymi technologiami

    W miarę jak NASA przesuwa punkt ciężkości z krótkich misji badawczych w stronę trwałej obecności na Księżycu, front walki o technologiczną dominację przenosi się w miejsce, gdzie opóźnienia w transmisji danych stają się krytycznym wąskim gardłem. W nowej rzeczywistości, w której odległość od ziemskich serwerowni uniemożliwia bieżącą analizę danych, kluczem do sukcesu staje się „inteligentna krawędź” (edge computing) – i to właśnie tutaj AMD upatruje swojej szansy na zdefiniowanie standardów nowej ery kosmicznej.

    Strategia giganta z Santa Clara opiera się na prostym założeniu: aby Ameryka mogła przewodzić w kosmosie, musi posiadać przewagę w produkcji zaawansowanych układów scalonych zdolnych do pracy w ekstremalnych warunkach. Tradycyjne podejście, polegające na przesyłaniu surowych danych na Ziemię, przestaje być wydajne przy projektach takich jak misja NISAR czy program Artemis. Rozwiązaniem są adaptacyjne układy SoC z serii Versal, które łączą w sobie programowalną logikę z silnikami AI, pozwalając na przetwarzanie informacji bezpośrednio na pokładzie statku kosmicznego.

    Dla partnerów komercyjnych, takich jak Blue Origin, wybór technologii AMD to nie tylko kwestia wydajności, ale przede wszystkim elastyczności. Komputery lotnicze zasilające testowy pojazd lądownika Mark 2 muszą być gotowe na aktualizację algorytmów AI już po starcie, co w przypadku sztywnych architektur sprzętowych było dotychczas niemożliwe. Zdolność do rekonfiguracji systemów na orbicie pozwala optymalizować misję w odpowiedzi na nieprzewidziane wyzwania, co radykalnie zwiększa zwrot z inwestycji w wieloletnie programy kosmiczne.

    Zastosowanie tych technologii wykracza poza ambicje NASA. Japoński koncern NEC wykorzystuje adaptacyjne układy AMD do budowy konstelacji satelitów komunikacji optycznej, co ma zrewolucjonizować routing danych w przestrzeni pozaziemskiej. To pokazuje, że rywalizacja o krzem w kosmosie to nie tylko kwestia prestiżu narodowego, ale realny rynek usług infrastrukturalnych. 

    Sukces AMD na Marsie, gdzie układy FPGA wspierały nawigację łazika Perseverance, stanowi solidny fundament zaufania. Jednak prawdziwym testem dla spółki będzie nadchodząca dekada, w której autonomiczne systemy będą musiały radzić sobie z promieniowaniem i ekstremalnymi temperaturami bez wsparcia z bazy. W tym wysokomarżowym sektorze, gdzie niezawodność jest cenniejsza niż surowa moc obliczeniowa, AMD pozycjonuje się jako niezbędny architekt nowej, orbitalnej gospodarki opartej na danych.

  • Amazon kupuje Globalstar za 11,6 mld USD. Chce dogonić Starlink Elona Muska

    Amazon kupuje Globalstar za 11,6 mld USD. Chce dogonić Starlink Elona Muska

    Przejęcie Globalstar przez Amazon za kwotę 11,6 miliarda dolarów to trategiczne uderzenie w rynek usług Direct-to-Device (D2D). Transakcja ta ma szansę zmienić układ sił na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO), choć przed gigantem z Seattle wciąż stoi fundamentalne wyzwanie logistyczne.

    Strategiczna luka i widmo D2D

    Głównym motywem zakupu Globalstar jest chęć szybkiego wdrożenia usług umożliwiających bezpośrednie połączenie smartfonów z satelitami, z pominięciem tradycyjnych wież komórkowych. Podczas gdy Starlink koncentruje się na szerokopasmowym internecie dla terminali domowych i biznesowych, Globalstar dysponuje kluczowymi zasobami widma radiowego idealnego do transmisji danych o niskiej przepustowości, niezbędnych w usługach ratunkowych czy komunikacji w martwych strefach.

    Dla Amazona, którego projekt Kuiper jest wciąż w powijakach, to skok technologiczny. Integracja dwudziestu czterech satelitów Globalstar z budowaną siecią pozwoli firmie zaoferować funkcje D2D już w 2028 roku. Jest to o tyle istotne, że Starlink operuje już siecią liczącą 10 tysięcy jednostek, obsługując miliony użytkowników i budując sojusze z operatorami naziemnymi.

    Sojusz z rywalem pod okiem Apple

    Transakcja ma intrygujący podtekst w relacjach z Apple. Globalstar jest od lat filarem funkcji ratunkowych w iPhone’ach, a samo Apple zainwestowało w tę spółkę miliardy dolarów, posiadając w niej mniejszościowe udziały. Amazon, przejmując kontrolę nad Globalstar, staje się de facto partnerem infrastrukturalnym swojego wielkiego konkurenta z Cupertino. Deklaracja o utrzymaniu współpracy z Apple sugeruje, że Amazon zamierza czerpać zyski z obsługi ekosystemu iPhone’a, jednocześnie budując własną alternatywę dla Starlink.

    Bariera startowa pozostaje nienaruszona

    Mimo potężnej inwestycji finansowej, Amazon nie rozwiązał swojego największego problemu: braku wydajnych rakiet nośnych. Podczas gdy SpaceX korzysta z własnej floty Falconów, Amazon jest uzależniony od zewnętrznych dostawców i wciąż czeka na pełną operacyjność New Glenn od Blue Origin.

    Liczby są nieubłagane – Amazon rozmieścił dotąd ułamek z planowanej konstelacji 3200 satelitów. Jeśli tempo startów nie wzrośnie drastycznie, przewaga SpaceX może stać się niemożliwa do zniwelowania. Zakup Globalstar daje Amazonowi cenne pasma radiowe i technologię, ale nie rozwiązuje problemu fizycznego umieszczenia sprzętu na orbicie. To właśnie ta „strukturalna luka” w logistyce kosmicznej pozostaje najsłabszym punktem w strategii Bezosa.

  • ICEYE wysyła 6 nowych satelitów. Przełom w suwerenności kosmicznej

    ICEYE wysyła 6 nowych satelitów. Przełom w suwerenności kosmicznej

    W sektorze technologii kosmicznych przez dekady obowiązywała jedna zasada: bezpieczeństwo narodowe opiera się na pojedynczych, wartych miliardy dolarów i budowanych latami satelitach. Jednak najnowsza misja polsko-fińskiego ICEYE, który właśnie umieścił na orbicie sześć kolejnych satelitów SAR, dowodzi, że branża przechodzi fundamentalną zmianę w stronę zwinnych, software’owych konstelacji.

    Wystrzelone 30 marca 2026 roku jednostki o rozdzielczości 25 cm nie są jedynie kolejnym krokiem w rozwoju komercyjnej floty. To element szerszej strategii dostarczania „suwerennej inteligencji” na żądanie. Wśród nowych satelitów znalazły się m.in. urządzenia dedykowane dla Wojska Polskiego w ramach programu MikroSAR oraz dla portugalskiej inicjatywy Atlantic Constellation. 

    Podejście ICEYE, kierowanego przez Rafała Modrzewskiego, trafia w najczulszy punkt współczesnej geopolityki. Narody nie chcą już polegać wyłącznie na danych kupowanych od zewnętrznych dostawców; chcą pełnej kontroli operacyjnej nad własnymi zasobami kosmicznymi. Kluczem do sukcesu firmy jest drastyczne skrócenie cyklu wdrożeniowego. Podczas gdy tradycyjne programy rządowe trwają latami, ICEYE dostarcza kompletny, gotowy do pracy system w ciągu zaledwie 12 miesięcy od podpisania kontraktu.

    Model biznesowy spółki ewoluuje w stronę „software-defined satellites”. Zamiast kosztownych wymian sprzętu, nowe funkcjonalności są wdrażane poprzez aktualizacje oprogramowania z ziemi. To pozwala na utrzymanie przewagi technologicznej bez konieczności ciągłej produkcji nowych platform. Jednocześnie ICEYE skaluje moce przerobowe, dążąc do produkcji jednego satelity tygodniowo. To tempo, które jeszcze dekadę temu wydawało się nieosiągalne w segmencie satelitów radarowych (SAR), zdolnych do obrazowania Ziemi bez względu na zachmurzenie czy porę dnia.

    Z perspektywy rynkowej, ICEYE przesuwa środek ciężkości z wywiadu strategicznego na taktyczny. Jak zauważa Modrzewski, w nowoczesnej obronności liczą się odpowiedzi udzielane w minutach, a nie w dniach. Przyszłość rynku SpaceTech należy do firm, które potrafią połączyć przemysłową skalę produkcji z elastycznością oprogramowania, oferując rządom to, czego te potrzebują najbardziej – odporność i niezależność informacyjną w niepewnych czasach. Od 2018 roku firma wysłała na orbitę już 70 satelitów, cementując swoją pozycję lidera, który nie tylko buduje urządzenia, ale redefiniuje architekturę globalnego bezpieczeństwa.

  • Rosja buduje “rywala” dla Starlink. Pierwszy start Bureau 1440

    Rosja buduje “rywala” dla Starlink. Pierwszy start Bureau 1440

    Rosyjski sektor kosmiczny, od lat zmagający się z cieniem dawnej świetności Związku Radzieckiego, wykonuje ryzykowny krok w stronę nowoczesności. We wtorek firma Bureau 1440 ogłosiła wyniesienie na niską orbitę okołoziemską (LEO) pierwszej partii szesnastu satelitów operacyjnych.

    Choć w skali kosmicznej to skromny debiut, dla Kremla stanowi on symboliczne przejście od fazy eksperymentalnej do budowy realnej infrastruktury komunikacyjnej, która ma stać się suwerenną odpowiedzią na potęgę Starlinka.

    Różnica skali pozostaje jednak drastyczna. Podczas gdy Bureau 1440 świętuje start kilkunastu jednostek, sieć Elona Muska operuje już flotą przekraczającą 10 000 satelitów, kontrolując lwią część globalnego rynku szerokopasmowego przesyłu danych.

    Dla rosyjskich inżynierów wyzwanie ma charakter nie tylko technologiczny, ale i historyczny. Rosja, która kiedyś wyznaczała standardy dzięki Sputnikowi i Jurijowi Gagarinowi, po 1991 roku wpadła w spiralę niedofinansowania i korupcji.

    Z biznesowego punktu widzenia, projekt ten to próba odzyskania znaczenia w sektorze, z którego Rosję skutecznie wypchnął właśnie SpaceX. Ironią losu pozostaje fakt, że na początku stulecia to rosyjscy urzędnicy zlekceważyli Muska, uznając go za niewiarygodnego partnera.

    Dziś to Moskwa musi grać rolę goniącego, próbując udowodnić, że potrafi stworzyć usługę zdolną do rywalizacji w nowej, komercyjnej erze kosmicznej. Sukces Bureau 1440 będzie zależał od tego, czy młode kadry inżynierskie zdołają przełamać dekady biurokratycznego zastoju i zbudować system, który przetrwa w warunkach izolacji technologicznej.

  • Polska inwestuje 2,4 mld zł w sektor kosmiczny. Nowy program Sieci Łukasiewicz

    Polska inwestuje 2,4 mld zł w sektor kosmiczny. Nowy program Sieci Łukasiewicz

    Warszawa oficjalnie rzuca wyzwanie europejskim liderom sektora Space. Inauguracja Programu Badań Kosmicznych Sieci Badawczej Łukasiewicz to przede wszystkim twarda deklaracja biznesowa. Z budżetem szacowanym na 2,4 mld zł w ciągu najbliższej dekady, projekt ma przekształcić rozproszone kompetencje 22 instytutów w skonsolidowaną potęgę technologiczną pod wodzą Instytutu Lotnictwa (Łukasiewicz – ILOT).

    Z perspektywy rynkowej kluczowym słowem jest „autonomia”. Polska przestaje aspirować jedynie do roli dostawcy komponentów dla gigantów takich jak Airbus czy Thales Alenia Space, a zaczyna budować własny łańcuch wartości. Strategia opiera się na trzech filarach: platformach satelitarnych, systemach wynoszenia oraz tzw. ładunkach użytecznych. To podejście typu end-to-end, które ma zapewnić polskim przedsiębiorstwom realny udział w globalnym torcie wartym setki miliardów dolarów.

    Program jest skrojony pod wymagania współczesnej geopolityki, co widać w nacisku na technologię dual-use. Rozwiązania rozwijane w celach cywilnych, jak zaawansowane obrazowanie Ziemi czy ekologiczne napędy, znajdą bezpośrednie zastosowanie w systemach obronnych. Finansowanie projektu, łączące środki własne, fundusze na obronność oraz kapitał prywatny, sugeruje, że państwo szuka modelu partnerstwa publiczno-prywatnego, który zminimalizuje ryzyko inwestycyjne dla biznesu.

    Dr inż. Adam Okniński, koordynator programu, słusznie zauważa, że kosmos to dziś „paliwo” dla AI, Big Data i technologii kwantowych. To właśnie tu polski sektor IT może znaleźć nową przestrzeń do ekspansji. Szczególnie obiecująco wygląda niszowy rynek serwisowania satelitów na orbicie – obszar o ogromnym potencjale komercyjnym, w którym bariery wejścia są wciąż wysokie, a konkurencja mniejsza niż w przypadku produkcji samych satelitów.

    Pierwszym sprawdzianem wiarygodności nowej strategii będzie misja satelity SPARK, planowana na najbliższe dwa lata. Jeśli Łukasiewicz udowodni, że potrafi zarządzać tak złożonym projektem wewnątrz własnych struktur, Polska może na stałe wejść do pierwszej ligi europejskiego przemysłu kosmicznego. To szansa, by z „obiecującego rynku wschodzącego” stać się hubem technologicznym, który nie tylko wysyła ludzi w kosmos, ale przede wszystkim na nim zarabia.

  • Kosmiczne wsparcie dla służb: Startuje Civil Security Hub Poland

    Kosmiczne wsparcie dla służb: Startuje Civil Security Hub Poland

    W świecie technologii kosmicznych największym wyzwaniem rzadko jest sam brak danych – jest nim ich użyteczność. Podczas gdy orbita okołoziemska gęstnieje od satelitów obserwacyjnych, służby ratunkowe na dole często wciąż operują w informacyjnej próżni. Tę lukę ma zamknąć uruchomiony właśnie w Warszawie Civil Security Hub Poland (CS Hub PL), pierwsza tego typu inicjatywa w Europie w ramach sieci Space Resilience Nodes Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA).

    Projekt nie jest jedynie kolejnym ośrodkiem badawczym, lecz strategicznym operatorem łączącym sektor technologii kosmicznych z administracją publiczną. W dobie pięciokrotnego wzrostu liczby katastrof naturalnych w ciągu ostatniego półwiecza, Hub staje się niezbędnym filtrem. Surowe dane z konstelacji takich jak ICEYE – dysponującej radarami SAR zdolnymi „widzieć” przez chmury i w nocy – są tu przekuwane w konkretne mapy operacyjne dla straży pożarnej czy wojewodów.

    Model biznesowy i operacyjny Hubu opiera się na unikalnym konsorcjum. CloudFerro dostarcza infrastrukturę chmurową do bezpiecznego przetwarzania petabajtów danych, Politechnika Warszawska automatyzuje monitoring zagrożeń ekologicznych, a Centrum Informacji Kryzysowej CBK PAN pełni rolę koordynatora i weryfikatora jakości. Takie podejście rozwiązuje kluczowy problem „ostatniej mili” w tech-biznesie: dostarczenie skomplikowanego produktu w formie, którą użytkownik końcowy może realnie wykorzystać w stresie, pod presją czasu.

    Doświadczenia z powodzi w 2024 roku, gdzie monitoring satelitarny dostarczył ponad sto precyzyjnych map m.in. z Kłodzka czy Stronia Śląskiego, udowodniły, że świadomość sytuacyjna oparta na orbicie bezpośrednio przekłada się na mniejsze straty materialne i wyższe bezpieczeństwo obywateli. CS Hub PL oferuje dostawcom technologii „szybką ścieżkę” testowania rozwiązań, co dla prywatnych firm z sektora NewSpace oznacza krótszy cykl wdrożeniowy i produkt lepiej dopasowany do rygorystycznych wymogów sektora publicznego.

    Inicjatywa ta pozycjonuje Polskę jako lidera w praktycznym wykorzystaniu zasobów kosmicznych dla bezpieczeństwa cywilnego w regionie. Technologie satelitarne wychodzą z fazy eksperymentalnej i stają się standardowym narzędziem zarządzania kryzysowego, na równi z radiostacją czy wozem strażackim.

    Infografika CS Hub PL

  • Nowe prawo kosmiczne w Polsce otwiera nowy rozdział dla VC i deep tech

    Nowe prawo kosmiczne w Polsce otwiera nowy rozdział dla VC i deep tech

    Przez lata polski sektor kosmiczny funkcjonował w swoistej próżni regulacyjnej. Choć rodzime firmy z powodzeniem dostarczały instrumenty dla misji ESA czy NASA, brakowało krajowych ram prawnych, które definiowałyby zasady gry na orbicie. Przyjęta 13 lutego przez Sejm ustawa o działalności kosmicznej zmienia ten stan rzeczy, przekształcając Polskę z ambitnego obserwatora w pełnoprawnego gracza na mapie globalnej gospodarki pozaziemskiej.

    Dla inwestorów i przedsiębiorców najważniejszym sygnałem płynącym z Warszawy jest przewidywalność. Ustawa wprowadza jasną definicję działalności kosmicznej, obejmującą wynoszenie, eksploatację oraz – co kluczowe w dobie narastającego problemu śmieci kosmicznych – deorbitację obiektów. Takie podejście zamyka cykl życia misji w ramy prawne, co jest niezbędne dla uzyskania finansowania dłużnego czy ubezpieczeń komercyjnych.

    W przeciwieństwie do wielu europejskich odpowiedników, polska regulacja stawia na elastyczność. Rezygnacja ze sztywnych progów kapitałowych na rzecz oceny ryzyka konkretnej misji to ukłon w stronę sektora NewSpace. Zamiast blokować wejście na rynek młodym spółkom typu spin-off zaporowymi wymogami finansowymi, Prezes Polskiej Agencji Kosmicznej (POLSA) będzie oceniał realne zdolności operacyjne podmiotu.

    Równie istotna jest kwestia odpowiedzialności cywilnej. Ustawa limituje maksymalną sumę gwarancyjną ubezpieczenia do 60 mln euro, co w skali globalnego przemysłu kosmicznego jest kwotą racjonalną. Chroni to mniejsze podmioty przed kosztami, które mogłyby zdusić innowację na etapie prototypowania. Dodatkowo, ograniczenie odpowiedzialności podwykonawców wyłącznie do winy umyślnej buduje bezpieczny ekosystem dla szerokiego łańcucha dostaw – od producentów sensorów po dostawców oprogramowania.

    Kluczowym narzędziem nadzorczym staje się Krajowy Rejestr Obiektów Kosmicznych (KROK). Rejestracja obiektu pod polską banderą oznacza objęcie go jurysdykcją RP, co z perspektywy międzynarodowej porządkuje kwestie własnościowe i odpowiedzialność państwa. Jednocześnie POLSA wyrasta na centralnego administratora danych satelitarnych, co ma stymulować rynek aplikacji downstream – wykorzystujących dane z orbity w rolnictwie, logistyce czy ubezpieczeniach.

    Polska ustawa to nie tylko formalność, ale strategiczny fundament. Tworząc stabilne otoczenie prawne, Warszawa wysyła jasny komunikat do funduszy VC: polski deep tech jest gotowy na skalowanie poza atmosferę, a ryzyko prawne przestało być barierą wejścia.

  • Creotech i ESA uderzają w zagłuszanie sygnału GNSS nową misją SAFIR-PNT

    Creotech i ESA uderzają w zagłuszanie sygnału GNSS nową misją SAFIR-PNT

    W świecie zdominowanym przez gospodarkę cyfrową, niewidzialna infrastruktura sygnałów satelitarnych stała się kręgosłupem wszystkiego – od logistyki po transakcje finansowe. Jednak ta fundamentowa technologia, znana jako GNSS, jest coraz częściej atakowana. Odpowiedzią na narastający chaos w eterze ma być nowa misja polskiej spółki Creotech Instruments, która we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA) oraz niemieckim gigantem OHB System AG, rozpoczyna prace nad projektem HyperSat SAFIR-PNT.

    Zjawiska jamminu (zagłuszania) i spoofingu (podszywania się pod sygnał) przestały być domeną teoretycznych rozważań akademickich, a stały się realnym ryzykiem operacyjnym dla sektorów transportu i obronności. Misja SAFIR-PNT ma na celu nie tylko pasywne przyglądanie się tym incydentom, ale przede wszystkim precyzyjną geolokalizację ich źródeł z poziomu orbity. To podejście typu SIGINT (rozpoznanie elektromagnetyczne), które do niedawna było zarezerwowane dla największych mocarstw, teraz schodzi na poziom komercyjnych mikrosatelitów.

    Dla inwestorów i obserwatorów rynku kluczowy jest model „dual-use”. Creotech nie buduje narzędzia wyłącznie dla wojska; buduje system ochrony dla infrastruktury krytycznej, której paraliż może kosztować nowoczesne gospodarki miliardy euro dziennie. Wykorzystanie autorskiej platformy HyperSat jako bazy dla trzech mikrosatelitów demonstracyjnych sugeruje, że spółka celuje w skalowalny produkt, który może stać się standardem w europejskim arsenale bezpieczeństwa technologicznego.

    Strategiczne znaczenie projektu wykracza poza samą technologię. W dobie narastających napięć geopolitycznych, Europa desperacko dąży do autonomii w obszarze PNT (Pozycjonowanie, Nawigacja i Czas). Współpraca Creotech z OHB System przy studium wykonalności faz 0/A to sygnał, że polska myśl technologiczna zostaje włączona w najwęższy krąg europejskiego łańcucha dostaw sektora „Space”.

    Jeśli misja SAFIR-PNT okaże się sukcesem, Creotech może przesunąć się z pozycji dostawcy komponentów do roli architekta systemów bezpieczeństwa orbitalnego. W branży, gdzie zaufanie jest najtwardszą walutą, kontrakt z ESA na wykrywanie zakłóceń to nie tylko zlecenie inżynieryjne, ale przede wszystkim mandat do budowy jednego z najbardziej kluczowych systemów wczesnego ostrzegania dla nowoczesnej gospodarki.

  • Nie Starlink, a TeraWave. Blue Origin celuje w rządy, nie w konsumentów

    Nie Starlink, a TeraWave. Blue Origin celuje w rządy, nie w konsumentów

    Jeff Bezos nie chce już tylko ścigać się z Elonem Muskiem o indywidualnego klienta; jego ambicje sięgają infrastruktury krytycznej cyfrowej gospodarki. Ogłoszony przez Blue Origin projekt TeraWave to próba przejęcia najbardziej lukratywnego i najtrudniejszego technicznie segmentu rynku kosmicznego: obsługi centrów danych, rządów i wielkoskalowych systemów sztucznej inteligencji. Podczas gdy Starlink zdominował rynek konsumencki, Bezos celuje w „światłowód na orbicie”.

    Nowa konstelacja ma składać się z 5408 satelitów rozmieszczonych na niskiej i średniej orbicie okołoziemskiej. Kluczowym wyróżnikiem nie jest tu jednak skala, lecz wydajność. Dzięki wykorzystaniu komunikacji optycznej (laserowej) między satelitami, sieć ma oferować prędkości transferu do 6 Tbps w dowolnym miejscu na Ziemi. To parametry nieosiągalne dla standardowych usług satelitarnych, dedykowane specyficznej grupie odbiorców. Dave Limp, dyrektor generalny Blue Origin, podkreśla, że TeraWave zaprojektowano od podstaw dla klientów korporacyjnych, a nie dla gospodarstw domowych. Firma szacuje, że sieć obsłuży maksymalnie około 100 000 podmiotów, co stanowi radykalne odejście od modelu Starlinka, walczącego o miliony abonentów.

    Decyzja o budowie TeraWave idealnie wpisuje się w „gorączkę złota” ery AI. Trenowanie i obsługa dużych modeli językowych wymaga ogromnych mocy obliczeniowych i błyskawicznego transferu danych, co na Ziemi wiąże się z gigantycznym zużyciem energii. Przeniesienie części tej infrastruktury w kosmos lub zapewnienie jej ultra-szybkiej łączności orbitalnej to gra, w której Bezos chce rozdać karty. Jest to także strategiczne uzupełnienie dla innej konstelacji powiązanej z miliarderem – sieci Amazon Leo (dawniej Project Kuiper), która wciąż walczy o rynek masowy.

    Realizacja tych ambitnych planów obarczona jest jednak znacznym ryzykiem wykonawczym. Rozpoczęcie rozmieszczania satelitów zaplanowano na ostatni kwartał 2027 roku, co wymaga bezbłędnej pracy rakiety New Glenn. System nośny wielokrotnego użytku Blue Origin musi osiągnąć tempo startów zbliżone do Falcona 9 SpaceX, aby wyniesienie tysięcy jednostek było ekonomicznie uzasadnione. W tle pozostaje również konkurencja geopolityczna – Chiny dynamicznie rozwijają własne rakiety i konstelacje, co sprawia, że walka o dominację na orbicie staje się wyścigiem nie tylko technologicznym, ale i politycznym.

  • Creotech Instruments z kolejnym sukcesem. Platforma satelitarna gotowa do komercjalizacji

    Creotech Instruments z kolejnym sukcesem. Platforma satelitarna gotowa do komercjalizacji

    Creotech Instruments, największy polski gracz w sektorze technologii kosmicznych, poinformował o pomyślnym zakończeniu fazy uruchamiania (commissioning) satelity PIAST-S1. To wydarzenie ma znacznie szerszy kontekst niż tylko sukces pojedynczej misji. Dla inwestorów i partnerów biznesowych jest to przede wszystkim twardy dowód na sprawność operacyjną autorskiej platformy HyperSat, na której spółka opiera swoją strategię komercjalizacji na rynkach międzynarodowych.

    Zakończona właśnie faza commissioning to krytyczny moment w cyklu życia każdego obiektu orbitalnego. Następuje ona po etapie wyniesienia i wstępnej stabilizacji (LEOP), stanowiąc ostateczny sprawdzian systemów pokładowych w warunkach rzeczywistych. Spółka potwierdziła, że wszystkie elementy platformy PIAST-S1 zachowują się zgodnie z symulacjami i są w pełni funkcjonalne. Biorąc pod uwagę, że zaledwie kilkanaście dni wcześniej, 12 stycznia, Creotech ogłosił analogiczny sukces dla satelity PIAST-M, firma posiada obecnie dwie w pełni operacyjne jednostki wchodzące w skład trójelementowej konstelacji PIAST (Polish ImAging SaTellites).

    Z perspektywy biznesowej, powodzenie tych testów drastycznie obniża ryzyko technologiczne związane z produktami Creotechu. W branży kosmicznej walutą o najwyższej wartości jest tzw. flight heritage – udowodniona historia lotów. Pomyślne wdrożenie satelitów opartych na standardzie HyperSat sygnalizuje rynkowi, że polska technologia wyszła z fazy prototypowania i jest gotowa do seryjnej produkcji oraz obsługi wymagających klientów, w tym sektora obronnego.

    Obecnie uwaga inżynierów skupia się na trzecim satelicie, PIAST-S2, który wciąż znajduje się w fazie uruchamiania. Jego pomyślne wdrożenie zamknie proces operacjonalizacji całej konstelacji, co umocni pozycję Creotech Instruments jako podmiotu zdolnego do dostarczania kompleksowych systemów satelitarnych, a nie tylko pojedynczych komponentów. Dla spółki notowanej na głównym parkiecie GPW od 2022 roku, sukces projektu PIAST jest kluczowym aktywem w rozmowach o kolejnych kontraktach, zarówno w segmencie mikrosatelitów, jak i w rozwijanych równolegle technologiach kwantowych.

  • 12,4 mld dolarów w kosmosie. Zbrojenia i AI ożywiają sektor kosmiczny

    12,4 mld dolarów w kosmosie. Zbrojenia i AI ożywiają sektor kosmiczny

    Po okresie bolesnej korekty wycen i „zimy” w finansowaniu venture capital w 2022 roku, globalny sektor kosmiczny nie tylko odrobił straty, ale w 2025 roku wszedł na historycznie wysokie obroty. Jak wynika z najnowszych danych firmy inwestycyjnej Seraphim Space, rynek ten, w przeciwieństwie do szerszego ekosystemu startupowego, zanotował w ubiegłym roku skok prywatnych inwestycji o 48 procent, osiągając wartość 12,4 miliarda dolarów. Analitycy nie mają wątpliwości, że rok 2026 przyniesie kontynuację tego trendu, choć zmieniły się fundamentalne motory wzrostu.

    Kluczowym czynnikiem napędzającym przepływ kapitału przestały być futurystyczne wizje turystyki orbitalnej, a stało się twarde bezpieczeństwo narodowe. Infrastruktura kosmiczna zyskała status krytycznego aktywa strategicznego. Widać to wyraźnie w strukturze geograficznej finansowania – Stany Zjednoczone zdominowały rynek, przyciągając 7,3 miliarda dolarów, co stanowiło około 60 procent globalnej puli. Jest to bezpośrednim skutkiem zacieśniania współpracy między Doliną Krzemową a Pentagonem. Programy takie jak inicjatywa „Golden Dome” czy podpisane w grudniu przez prezydenta Donalda Trumpa rozporządzenie wykonawcze, uznające przestrzeń kosmiczną za priorytet bezpieczeństwa gospodarczego, dają inwestorom jasny sygnał, że rządowe kontrakty będą stabilizować przychody prywatnych spółek.

    Podczas gdy Europa notuje jedynie umiarkowane wzrosty, na wschodzie trwa wyścig z czasem. Chiny, pompując w sektor około 2 miliardy dolarów, agresywnie rozbudowują własne zdolności startowe i produkcję satelitów, co tylko podsyca rywalizację o dominację geopolityczną i stymuluje dalsze wydatki na Zachodzie.

    Równolegle do wyścigu zbrojeń, wyobraźnię inwestorów rozpala perspektywa debiutu giełdowego SpaceX. Lucas Bishop z Seraphim Space wskazuje, że potencjalne IPO spółki Elona Muska zadziałałoby jak potężny katalizator dla całej branży. Udane upublicznienie SpaceX ostatecznie potwierdziłoby SpaceTech jako dojrzałą klasę aktywów głównego nurtu, otwierając drogę do wyjścia dla rosnącej kohorty firm na późnym etapie rozwoju. W połączeniu z postępującą integracją sztucznej inteligencji z analityką danych satelitarnych, tworzy to fundamenty pod długoterminową hossę, która w 2026 roku ma szansę jeszcze przyspieszyć.

  • Wielka migracja Starlinków. SpaceX obniża orbitę 4400 satelitów

    Wielka migracja Starlinków. SpaceX obniża orbitę 4400 satelitów

    W odpowiedzi na gwałtownie rosnące ryzyko operacyjne na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO), SpaceX podjęło decyzję o znaczącej rekonfiguracji swojej infrastruktury. Firma Elona Muska zapowiedziała masowe przesunięcie części swojej konstelacji na niższy pułap, co ma stanowić odpowiedź na problem kosmicznych śmieci i zagęszczenie ruchu orbitalnego. Operacja zaplanowana na 2026 rok obejmie około 4400 satelitów Starlink.

    Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Michaela Nichollsa, dyrektora ds. inżynierii w SpaceX, jednostki krążące obecnie na wysokości 550 kilometrów zostaną sprowadzone na orbitę 480 kilometrów. Choć różnica 70 kilometrów może wydawać się niewielka, w skali mechaniki orbitalnej ma ona kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa. Nicholls argumentuje, że niższa orbita drastycznie, bo aż o ponad 80 procent, skraca czas naturalnej deorbitacji nieaktywnych satelitów. Oznacza to, że w przypadku awarii urządzenia znacznie szybciej spłoną w atmosferze, zwalniając cenną przestrzeń.

    Decyzja ta jest bezpośrednim skutkiem pogarszającej się sytuacji w przestrzeni okołoziemskiej. Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) szacuje, że poniżej pułapu 2000 kilometrów krąży obecnie około 40 tysięcy śledzonych obiektów. Zaledwie 11 tysięcy z nich to funkcjonujące satelity, przy czym dominacja SpaceX jest w tym sektorze bezdyskusyjna. Według danych astronoma Jonathana McDowella, do firmy należy ponad 9300 aktywnych urządzeń, co czyni ją największym operatorem na orbicie.

    Przeniesienie satelitów poniżej granicy 500 kilometrów to także taktyczna ucieczka przed kolizjami. Obszar ten jest obecnie mniej zatłoczony, co minimalizuje ryzyko zderzeń z nieskoordynowanymi manewrami innych operatorów oraz drobnymi odłamkami. ESA ostrzega o istnieniu ponad 1,2 miliona obiektów większych niż centymetr, które mogą spowodować katastrofalne uszkodzenia infrastruktury. Ruch SpaceX może zostać odebrany przez rynek nie tylko jako dbałość o własne zasoby, ale także jako próba narzucenia nowych standardów zarządzania ryzykiem w sektorze NewSpace, gdzie „zrównoważony rozwój” zaczyna dotyczyć także przestrzeni pozaziemskiej.

  • TFI PZU wchodzi do gry: 15 mln zł dla Scanway przy wycenie potwierdzającej aspiracje space-techu

    TFI PZU wchodzi do gry: 15 mln zł dla Scanway przy wycenie potwierdzającej aspiracje space-techu

    Polski sektor technologii kosmicznych otrzymał silny sygnał zaufania ze strony kapitału instytucjonalnego. TFI PZU, jeden z największych graczy na rynku, nabył pakiet akcji wrocławskiego Scanway, inwestując w spółkę 15,3 mln zł. Transakcja ta nie tylko zabezpiecza finansowanie nowej strategii rozwoju na lata 2026–2028, ale również wyznacza nową bazę wyceny dla firmy, która przygotowuje się do przejścia na główny parkiet GPW.

    Kluczowym aspektem transakcji jest cena nabycia walorów. TFI PZU objęło 100 tysięcy akcji, stanowiących 6,45% kapitału zakładowego, płacąc 153,00 zł za sztukę. Kwota ta stanowi wprawdzie 9-procentowe dyskonto względem średniej rynkowej z ostatniego miesiąca, jest jednak ponad dwukrotnie wyższa niż wycena z rundy finansowania przeprowadzonej zaledwie w czerwcu tego roku. Taki wzrost w krótkim czasie odzwierciedla dynamiczne zmiany w fundamentach spółki, która w ostatnich kwartałach skokowo zwiększyła skalę działalności.

    Operacja została przeprowadzona przy współudziale głównego akcjonariusza – Fundacji Rodzinnej Jędrzeja Kowalewskiego. Mechanizm polegał na sprzedaży istniejących akcji funduszowi, a następnie objęciu przez Fundację nowej emisji serii H po tej samej cenie. Dzięki temu kapitał trafi bezpośrednio do spółki, a inwestor instytucjonalny mógł natychmiast wejść w posiadanie płynnych walorów. Zarówno prezes Kowalewski, jak i TFI PZU, zgodzili się na lock-up do końca 2025 roku, co stabilizuje akcjonariat w kluczowym okresie wzrostu.

    Zastrzyk gotówki ma konkretny cel strategiczny: przekształcenie Scanway w jednego z czołowych europejskich integratorów ładunków optycznych. Środki te pozwolą spółce na realizację planu przeniesienia notowań z NewConnect na Główny Rynek GPW bez konieczności przeprowadzania kolejnej emisji akcji, co jest dobrą wiadomością dla obecnych akcjonariuszy obawiających się rozwodnienia kapitału.

    Decyzja TFI PZU o przekroczeniu progu 5% w akcjonariacie spółki technologicznej wpisuje się w szerszy trend poszukiwania wartości w innowacyjnych sektorach, zwłaszcza w kontekście rosnących nakładów na europejskie systemy bezpieczeństwa i obserwacji Ziemi. Podstawy do optymizmu daje portfel zamówień (backlog), który na połowę listopada wynosił 58,3 mln zł, rosnąc o 254% r/r. Składają się na niego m.in. rekordowy kontrakt o wartości 9 mln euro dla klienta z Azji oraz udział w projekcie polskiej konstelacji satelitarnej CAMILA. Przy przychodach rzędu 16 mln zł po trzech kwartałach 2025 roku i dodatniej EBITDA, Scanway udowadnia, że deep tech może być rentowny jeszcze na etapie dynamicznego skalowania.

  • Bezos wie, jak obniżyć rachunki za prąd w data center. Wystarczy rakieta i parę miliardów dolarów

    Bezos wie, jak obniżyć rachunki za prąd w data center. Wystarczy rakieta i parę miliardów dolarów

    Jeff Bezos, założyciel Amazon, kreśli wizję przyszłości, w której gigawatowe centra danych zasilające rozwój sztucznej inteligencji opuszczają Ziemię i przenoszą się na orbitę. Jego zdaniem, stanie się to w perspektywie najbliższych 10-20 lat. Główny argument jest prosty: stały i nieograniczony dostęp do energii słonecznej w kosmosie ostatecznie sprawi, że takie rozwiązanie będzie bardziej efektywne niż naziemna infrastruktura.

    Prognoza, przedstawiona podczas Włoskiego Tygodnia Technologii w Turynie, jest odpowiedzią na jeden z największych problemów branży technologicznej. Ziemskie centra danych, zwłaszcza te wykorzystywane do trenowania zaawansowanych modeli AI, zużywają ogromne ilości energii elektrycznej i wody do chłodzenia. Przeniesienie ich na orbitę, gdzie energia słoneczna jest dostępna 24/7 bez zakłóceń pogodowych, wydaje się logicznym krokiem w ewolucji infrastruktury.

    Bezos postrzega to jako kontynuację trendu, który rozpoczął się od satelitów pogodowych i komunikacyjnych – wykorzystywania przestrzeni kosmicznej do optymalizacji życia na Ziemi. Kolejnym etapem, po centrach danych, miałaby być produkcja przemysłowa.

    Jednak wizja ta napotyka na fundamentalne bariery technologiczne i fizyczne. Największym wyzwaniem jest latencja. Nawet przy prędkości światła, przesyłanie danych z Ziemi na orbitę i z powrotem generuje opóźnienia, które są nieakceptowalne dla wielu zastosowań wymagających natychmiastowej odpowiedzi. Kolejną przeszkodą jest konserwacja i modernizacja sprzętu. Wymiana uszkodzonego serwera czy aktualizacja komponentów w warunkach kosmicznych byłaby operacją niezwykle skomplikowaną i kosztowną, o ile w ogóle możliwą na dużą skalę.

    Do listy problemów należy dodać wysokie koszty i ryzyko związane z wynoszeniem ładunków na orbitę, zagrożenie ze strony kosmicznych śmieci oraz konieczność opracowania skutecznych systemów rozpraszania ciepła w próżni.

    Bezos porównał obecny boom na AI do bańki internetowej z początku wieku, sugerując, że nawet jeśli dojdzie do rynkowej korekty, fundamentalne korzyści płynące z tej technologii pozostaną. Podobnie może być z jego kosmiczną wizją – choć dziś wydaje się ona odległa, rozwiązuje realny, narastający problem energetyczny, z którym branża IT będzie musiała się zmierzyć.

  • Creotech i ESA rozwijają projekt CAMILA – cztery satelity do 2029 roku

    Creotech i ESA rozwijają projekt CAMILA – cztery satelity do 2029 roku

    Creotech Instruments ogłosił istotne rozszerzenie współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA) w ramach projektu CAMILA — nowy aneks podnosi wartość kontraktu do ponad 59 mln euro, z czego 29,1 mln euro przypadnie samemu Creotechowi. To wzrost o około 7,1 mln euro, czyli więcej niż 3,5 mln euro względem wcześniejszych ustaleń.

    Kluczowym elementem uaktualnienia jest dostarczenie, wyniesienie i uruchomienie czwartego satelity obserwacyjnego — platformy HyperSat Eagle 2.0. Konstrukcja o masie ok. 100 kg została wyposażona w nowy system sterowania orientacją, większe panele słoneczne i baterie, otwartą architekturę z wymienną płytą pod ładunki oraz interfejs umożliwiający przetwarzanie danych na orbicie z użyciem sztucznej inteligencji. Dzięki temu Eagle 2.0 ma stać się w pełni wielomisyjną platformą — tożsamy rdzeń satelitarny obsługuje już dziś równolegle różne misje z odmiennymi ładunkami.

    Drugi filar aneksu to integracja usług komercyjnej sieci stacji naziemnych zapewniających globalną łączność, usprawniając zarządzanie misją oraz transmisję danych. W konsekwencji kontrakt przewiduje aktualizację harmonogramu i nowe kamienie milowe. Realizacja zobowiązań Creotechu w CAMILA ma zakończyć się najpóźniej w listopadzie 2029 r., choć spółka nie wyklucza dalszych rozszerzeń.

    CAMILA (Country Awareness Mission in Land Analysis) to program obejmujący cztery satelity obserwacyjne oraz segment naziemny do kontroli i przetwarzania danych — z maksymalnym udziałem polskich technologii. Creotech funkcjonuje tu jako główny wykonawca. Projekt wpisuje się w szerszą strategię kraju i ESA dotyczącą budowy europejskich łańcuchów technologicznych w sektorze kosmicznym. Wcześniejsza umowa z kwietnia 2025 r. miała wartość blisko 52 mln euro — z trzema satelitami i infrastrukturą naziemną.

    Poszerzenie kontraktu stanowi sygnał rosnącego znaczenia Polski w europejskim sektorze kosmicznym — jednocześnie testując dojrzałość technologii HyperSat i zdolność Creotechu do realizacji wielkoskalowych, złożonych misji na poziomie integratora pierwszego stopnia.

  • Polski fundusz stawia na kosmos. Vinci inwestuje w satelitarnego lidera ICEYE

    Polski fundusz stawia na kosmos. Vinci inwestuje w satelitarnego lidera ICEYE

    Fundusz Vinci, należący do grupy Banku Gospodarstwa Krajowego, zainwestował ponad 40 milionów złotych w ICEYE, polsko-fińską spółkę będącą globalnym liderem w dziedzinie radarowej obserwacji Ziemi.

    Inwestycja ta wprowadza Polskę na dynamicznie rosnący, wart miliardy dolarów rynek danych satelitarnych, otwierając nowy rozdział w zaangażowaniu kraju w sektorze New Space.

    ICEYE, działające od 2015 roku, jest operatorem największej na świecie konstelacji mikrosatelitów wyposażonych w radar z syntetyczną aperturą (SAR). Ta zaawansowana technologia umożliwia pozyskiwanie zobrazowań powierzchni Ziemi w wysokiej rozdzielczości o każdej porze doby i niezależnie od warunków pogodowych, co stanowi przewagę nad tradycyjnymi satelitami optycznymi.

    Od 2018 roku firma umieściła na orbicie 54 satelity, budując system zdolny do monitorowania wybranego obszaru nawet co 90 minut.

    Rynek obserwacji Ziemi rośnie w tempie około 2 miliardów dolarów rocznie, napędzany przez zamówienia z sektora publicznego i prywatnego. Technologia ICEYE ma charakter *dual-use*, co oznacza, że znajduje zastosowanie zarówno w obszarze obronności i wywiadu, jak i w sektorze komercyjnym.

    Z jej danych korzystają już rządy takich państw jak USA, Japonia czy Brazylia, a także siły zbrojne Ukrainy. W ostatnim czasie do grona klientów dołączyły Polska, Holandia i Portugalia.

    Rozwiązania firmy są również kluczowe dla branży ubezpieczeniowej przy ocenie skutków katastrof naturalnych, takich jak powodzie, pożary czy trzęsienia ziemi.

    Inwestycja Vinci wpisuje się w strategię BGK wspierania polskich innowacyjnych technologii o znaczeniu strategicznym. Umacnia ona również pozycję Polski w strukturach ICEYE – w Warszawie mieści się Centrum Operacji Satelitarnych firmy oraz kluczowe zaplecze badawczo-rozwojowe.

    Transakcja zbiega się w czasie z realizacją kontraktu dla polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej, które zamówiło trzy satelity z opcją na kolejne.

    Pierwsze z urządzeń ma trafić na orbitę jeszcze w tym roku, a ICEYE planuje dalsze zwiększanie mocy produkcyjnych, aby sprostać globalnemu popytowi.

    „Nasza inwestycje w ICEYE oznacza, że Polska na wczesnym etapie wkracza w zupełnie nowych segment branży satelitarnej. Wysokiej jakości dane satelitarne mają zastosowanie zarówno w działaniach obronnych i wywiadowczych, jak i w zapobieganiu oraz usuwaniu skutków katastrof naturalnych. Rynek monitoringu Ziemi z kosmosu rośnie w tempie 2 mld dolarów rocznie, na które składają się zamówienia ze strony państw oraz sektora prywatnego” – informuje Bartosz Drabikowski, prezes Vinci, funduszu z grupy BGK, wspierającego rozwój innowacyjnych technologii. – „Wchodzimy na ten perspektywiczny rynek z dużym apetytem, widząc w nim szansę rozwoju dla Polski, ale też okazję do pomnożenia posiadanego przez Vinci kapitału. Tuż po drugim w historii locie Polaka w kosmos, ogłaszamy naszą pierwszą inwestycję w technologie kosmiczne” – dodaje.  

  • Creotech Instruments z pierwszym kontraktem na kamerę. Polska technologia ma chronić satelity

    Creotech Instruments z pierwszym kontraktem na kamerę. Polska technologia ma chronić satelity

    Notowany na giełdzie Creotech Instruments, największy polski producent technologii satelitarnych, rozpoczyna komercjalizację nowej linii produktowej.

    Firma podpisała swój pierwszy zagraniczny kontrakt na sprzedaż zaawansowanej kamery CreoSky 6000. Urządzenie o wartości 196 tys. euro trafi do czeskiego obserwatorium i będzie wykorzystywane do monitorowania obiektów na orbicie Ziemi.

    Kontrakt z Obserwatorium i Planetarium w Teplicach to dla polskiej spółki ważny krok w kierunku dywersyfikacji przychodów.

    Do tej pory Creotech był kojarzony głównie z produkcją satelitów i ich komponentów. Teraz firma wchodzi na rynek zaawansowanej aparatury naziemnej, odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie w Europie.

    Kamera CreoSky 6000 została zaprojektowana do rozwiązania konkretnego problemu – monitorowania i śledzenia obiektów na niskiej orbicie okołoziemskiej.

    Jest to kluczowe w kontekście rosnącej liczby tzw. kosmicznych śmieci. Szacuje się, że wokół Ziemi krąży ponad 900 tysięcy fragmentów o wielkości od 1 do 10 cm. Mimo niewielkich rozmiarów, poruszają się one z ogromną prędkością i stanowią śmiertelne zagrożenie dla działających satelitów i infrastruktury kosmicznej.

    Inicjatywy takie jak europejski program EU SST (Space Surveillance and Tracking) mają na celu stworzenie systemu wczesnego ostrzegania przed tego typu zagrożeniami.

    Produkt Creotech Instruments wpisuje się w te działania, oferując jedno z niewielu tak zaawansowanych urządzeń produkowanych w Unii Europejskiej.

    Sercem kamery jest sensor sCMOS o rozdzielczości 37 megapikseli i bardzo niskim poziomie szumów, co pozwala na wykrywanie bardzo słabo świecących obiektów.

    Duża prędkość odczytu (do 22 klatek na sekundę) umożliwia precyzyjne śledzenie szybko poruszających się fragmentów. Co istotne, urządzenie działa autonomicznie dzięki wbudowanemu procesorowi, który przetwarza dane w czasie rzeczywistym.

    Sprzedaż kamery do Czech to pierwszy etap w strategii komercjalizacji nowej linii produktowej.

    Creotech Instruments planuje dalszą ekspansję na rynki zagraniczne, w tym w Europie i Stanach Zjednoczonych. Umacnia to pozycję firmy jako dostawcy kompleksowych rozwiązań dla sektora kosmicznego, zarówno w segmencie orbitalnym, jak i naziemnym.

  • Europa buduje własne porty kosmiczne. Esrange i Andøya chcą uniezależnić się od SpaceX

    Europa buduje własne porty kosmiczne. Esrange i Andøya chcą uniezależnić się od SpaceX

    Europa kontynentalna stawia pierwsze kroki ku niezależności w kosmosie. Dwa niewielkie porty kosmiczne na północy Szwecji i Norwegii – Esrange i Andøya – przygotowują się do wystrzelenia pierwszych satelitów orbitalnych z terytorium UE. Celem jest jedno: uniezależnienie się od amerykańskich gigantów, zdominowanych przez SpaceX Elona Muska.

    Polityka „America First” i trwająca wojna w Ukrainie unaoczniły europejskim decydentom skalę ryzyka związanego z brakiem własnych zdolności startowych. Uzależnienie od amerykańskich systemów – zarówno technologicznie, jak i strategicznie – stało się problemem, którego nie da się dłużej ignorować.

    Na razie Europa pozostaje w tyle. W 2024 roku USA przeprowadziły aż 154 starty rakietowe, Europa – tylko trzy. Z kolei udział UE w globalnych inwestycjach rządowych w sektor kosmiczny wyniósł zaledwie 10% z 143 mld dolarów.

    Mimo tych dysproporcji Esrange i Andøya próbują przełamać impas. Esrange, zarządzane przez Szwedzką Korporację Kosmiczną, ma unikalną przewagę – rozległy, bezludny obszar powyżej koła podbiegunowego, idealny do startów i odzyskiwania części rakiet. Infrastruktura, jak linie kolejowe i lotnisko w pobliskiej Kirunie, zapewnia dobrą logistykę.

    Z kolei Andøya w Norwegii współpracuje z niemieckim startupem ISAR Aerospace i ma już licencję na 30 startów rocznie. Choć pierwszy test zakończył się awaryjnym lądowaniem w morzu, został uznany za sukces i katalizator dalszych inwestycji – zwłaszcza z sektora obronnego.

    Oba ośrodki celują w segment LEO (Low Earth Orbit), gdzie do 2030 roku może trafić aż 70 tys. nowych satelitów. Problemem są jednak ograniczenia technologiczne: brak systemów wielokrotnego użytku, wysokie koszty i ograniczone moce przerobowe nowej rakiety Ariane 6, która – mimo sukcesu debiutu – nie wystarczy, by zabezpieczyć europejskie potrzeby.

    Czas działa na niekorzyść Europy, ale stawka jest wysoka. Jeśli Esrange i Andøya zdołają przeprowadzić pierwsze komercyjne loty w ciągu najbliższych 12–18 miesięcy, mogą stać się fundamentem przyszłej suwerenności technologicznej Unii w kosmosie.

  • Creotech Instruments rośnie w siłę. Dwa kontrakty zmieniają układ sił na polskim rynku kosmicznym

    Creotech Instruments rośnie w siłę. Dwa kontrakty zmieniają układ sił na polskim rynku kosmicznym

    Creotech Instruments, największy polski producent technologii kosmicznych, wchodzi w nową fazę rozwoju – bardziej samowystarczalną i opartą na dużych, marżowych projektach. Kluczowe znaczenie mają dwa kontrakty: Camila (z ESA, wart 51,9 mln euro, z czego połowa przypada na Creotech) oraz Mikroglob (z Agencją Uzbrojenia, 556,7 mln zł).

    Wartość i długość obu projektów oznaczają nie tylko stabilny portfel zamówień na kilka lat, ale też strategiczną zmianę pozycji rynkowej spółki. Creotech nie musi dziś zabiegać o zewnętrzne finansowanie, co w sektorze hardware’owym i R&D jest rzadkością.

    Dzięki temu firma może skoncentrować się na dowiezieniu projektów, które – choć obarczone ryzykiem technologicznym – mają z założenia generować wysokie marże. Dla inwestorów to czytelny sygnał: spółka zaczyna zarabiać na know-how, a nie wyłącznie na grantach i prototypach.

    Zatrudnienie rośnie (do końca roku ma przekroczyć 300 osób), a Creotech coraz bardziej przypomina europejskiego integratora kosmicznego z własnym IP, nie tylko podwykonawcę. Jeśli projekty Camila i Mikroglob zostaną zrealizowane zgodnie z harmonogramem, spółka może ugruntować pozycję lidera nowej generacji technologii kosmicznych w Europie Środkowo-Wschodniej.