Tag: Blue Origin

  • Nie Starlink, a TeraWave. Blue Origin celuje w rządy, nie w konsumentów

    Nie Starlink, a TeraWave. Blue Origin celuje w rządy, nie w konsumentów

    Jeff Bezos nie chce już tylko ścigać się z Elonem Muskiem o indywidualnego klienta; jego ambicje sięgają infrastruktury krytycznej cyfrowej gospodarki. Ogłoszony przez Blue Origin projekt TeraWave to próba przejęcia najbardziej lukratywnego i najtrudniejszego technicznie segmentu rynku kosmicznego: obsługi centrów danych, rządów i wielkoskalowych systemów sztucznej inteligencji. Podczas gdy Starlink zdominował rynek konsumencki, Bezos celuje w „światłowód na orbicie”.

    Nowa konstelacja ma składać się z 5408 satelitów rozmieszczonych na niskiej i średniej orbicie okołoziemskiej. Kluczowym wyróżnikiem nie jest tu jednak skala, lecz wydajność. Dzięki wykorzystaniu komunikacji optycznej (laserowej) między satelitami, sieć ma oferować prędkości transferu do 6 Tbps w dowolnym miejscu na Ziemi. To parametry nieosiągalne dla standardowych usług satelitarnych, dedykowane specyficznej grupie odbiorców. Dave Limp, dyrektor generalny Blue Origin, podkreśla, że TeraWave zaprojektowano od podstaw dla klientów korporacyjnych, a nie dla gospodarstw domowych. Firma szacuje, że sieć obsłuży maksymalnie około 100 000 podmiotów, co stanowi radykalne odejście od modelu Starlinka, walczącego o miliony abonentów.

    Decyzja o budowie TeraWave idealnie wpisuje się w „gorączkę złota” ery AI. Trenowanie i obsługa dużych modeli językowych wymaga ogromnych mocy obliczeniowych i błyskawicznego transferu danych, co na Ziemi wiąże się z gigantycznym zużyciem energii. Przeniesienie części tej infrastruktury w kosmos lub zapewnienie jej ultra-szybkiej łączności orbitalnej to gra, w której Bezos chce rozdać karty. Jest to także strategiczne uzupełnienie dla innej konstelacji powiązanej z miliarderem – sieci Amazon Leo (dawniej Project Kuiper), która wciąż walczy o rynek masowy.

    Realizacja tych ambitnych planów obarczona jest jednak znacznym ryzykiem wykonawczym. Rozpoczęcie rozmieszczania satelitów zaplanowano na ostatni kwartał 2027 roku, co wymaga bezbłędnej pracy rakiety New Glenn. System nośny wielokrotnego użytku Blue Origin musi osiągnąć tempo startów zbliżone do Falcona 9 SpaceX, aby wyniesienie tysięcy jednostek było ekonomicznie uzasadnione. W tle pozostaje również konkurencja geopolityczna – Chiny dynamicznie rozwijają własne rakiety i konstelacje, co sprawia, że walka o dominację na orbicie staje się wyścigiem nie tylko technologicznym, ale i politycznym.

  • Kosmiczne napięcia: ULA i Blue Origin kwestionują plany SpaceX

    Kosmiczne napięcia: ULA i Blue Origin kwestionują plany SpaceX

    United Launch Alliance (ULA) oraz Blue Origin wyraziły swoje zaniepokojenie planami SpaceX, które dotyczą regularnych startów ogromnej rakiety Starship z Florydy. W dokumentach przedłożonych w zeszłym miesiącu do Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA), obie firmy podkreśliły, że operacje SpaceX mogą mieć negatywny wpływ na ich własne działania w tym miejscu.

    Blue Origin, firma kosmiczna założona przez Jeffa Bezosa, zaapelowała do rządu federalnego USA o ograniczenie liczby startów i lądowań Starship, testów oraz innych operacji SpaceX. Elon Musk, założyciel i dyrektor generalny SpaceX, odpowiedział na to zgłoszenie, nazywając je „oczywiście nieszczerą odpowiedzią” oraz zarzucając Blue Origin próbę utrudnienia postępu SpaceX przy pomocy reguł prawnych. 

    FAA i SpaceX przygotowują obecnie oświadczenie o wpływie na środowisko dla startów i lądowań rakiety Super Heavy Booster i Starship z Launch Complex 39A w NASA Kennedy Space Center (KSC). Równocześnie US Space Force współpracują z SpaceX nad podobnym przeglądem środowiskowym dla lotów Starship z Space Launch Complex 37 na pobliskiej stacji Cape Canaveral Space Force Station (CCSFS). Te recenzje prawdopodobnie nie zostaną ukończone przed końcem 2025 roku, co oznacza, że SpaceX nie będzie mogło wystrzeliwać Starship z Florydy wcześniej niż po tej dacie. Dodatkowo, SpaceX musi zbudować odpowiednią infrastrukturę startową w obu lokalizacjach, co może zająć kilka lat.

    ULA i Blue Origin podkreślają, że FAA powinna wziąć pod uwagę, jak regularne loty wielokrotnego użytku Starship wpłyną na innych dostawców startów działających na Cape Canaveral. Według TechCrunch, SpaceX planuje nawet 120 startów rocznie, co znacząco wpłynęłoby na dostępność przestrzeni powietrznej i zasobów na Florydzie.

    Blue Origin wskazało, że starty i lądowania Starship-Super Heavy będą miały większy wpływ na środowisko niż jakikolwiek inny system startowy obecnie działający w KSC lub CCSFS. W obecnej konfiguracji, Starship jest najpotężniejszą rakietą w historii, a SpaceX opracowuje jeszcze większy wariant, który będzie wystrzeliwany z Cape Canaveral.

    Tory Bruno, dyrektor generalny ULA, podkreślił, że ilość paliwa potrzebna dla tej rakiety wymaga strefy ewakuacyjnej za każdym razem, gdy jest zasilana, co obejmuje obiekty innych firm. Starty SpaceX mogą wymagać, aby sąsiednie platformy startowe były ewakuowane podczas operacji Starship, co może uniemożliwić ULA wystrzelenie krytycznych satelitów bezpieczeństwa narodowego dla armii USA.

    To nie pierwszy raz, kiedy Blue Origin i ULA próbują zablokować SpaceX przed utworzeniem nowego miejsca startu. W 2013 roku obie firmy walczyły o prawa do dzierżawy LC-39A od NASA. SpaceX wygrało tę batalię i rozpoczęło wystrzeliwanie rakiet Falcon 9 z tej wyrzutni w 2017 roku.

    Blue Origin wielokrotnie sprzeciwiało się decyzjom faworyzującym SpaceX, w tym przyznaniu kontraktu NASA na załogowy lądownik księżycowy w 2021 roku. Pomimo tych sprzeciwów, SpaceX kontynuuje swoje prace nad rozwojem technologii rakietowych i lądowników.

    W zeszłym roku z wybrzeża Florydy wystrzelono 72 rakiety klasy orbitalnej. NASA planuje zwiększenie tej liczby do 225 startów rocznie do 2030 roku. Istnieją jednak fizyczne ograniczenia dotyczące rosnącej zdolności startowej na Cape Canaveral.

    Blue Origin apeluje o inwestycje rządowe w dodatkową infrastrukturę startową, aby udostępnić więcej platform startowych i zmniejszyć konflikty między operacjami różnych firm. ULA sugeruje, że organy regulacyjne powinny rozważyć zatrzymanie jakichkolwiek startów Starship z wybrzeża Florydy, co jest jednak mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę zainteresowanie NASA i wojska w programie Starship.

    Debata wokół startów SpaceX z Florydy podkreśla rosnące napięcia w branży kosmicznej. ULA i Blue Origin starają się chronić swoje operacje i kontrakty, podczas gdy SpaceX dąży do realizacji ambitnych planów eksploracji kosmosu. Ostateczna decyzja w tej sprawie będzie miała kluczowe znaczenie dla przyszłości startów rakietowych na Florydzie.

  • Jeff Bezos i jego brat Mark dołączą do zwycięzcy aukcji o pierwszy lot załogowy rakiety New Shepard

    Jeff Bezos i jego brat Mark dołączą do zwycięzcy aukcji o pierwszy lot załogowy rakiety New Shepard

    Kwota licytacji już osiągnęła poziom 2,8 mln $ i uczestniczy w niej niemal 6 000 osób z 143 krajów świata.

    Oferty składane są na stronie BlueOrigin.com, a cała procedura zakończona zostanie internetową aukcją na żywo, która odbędzie się 12 czerwca. Osoby zainteresowane uczestnictwem w aukcji na żywo muszą zarejestrować się do 10 czerwca. Informacje dotyczące rejestracji znajdują się na stronie BlueOrigin.com.

    Zwycięzca aukcji poleci w przestrzeń kosmiczną jako uczestnik pierwszego załogowego lotu systemu nośnego New Shepard.

    Poniżej znajduje się link do postu Jeffa Bezosa na Instagramie dotyczącego ogłoszenia.

    https://www.instagram.com/p/CP0MSOqnYEo/

    Kwota zwycięskiej oferty zostanie przekazana na fundację Blue Origin, Club for the Future, której misją jest inspirowanie przyszłych pokoleń do wiązania swojej kariery zawodowej z naukami ścisłymi, technologią, inżynierią i matematyką oraz wsparcie dla kształtowania przyszłości życia w kosmosie.

  • Satelitarny internet zmorą telekomów – kiedy wszyscy będziemy z niego korzystać?

    Satelitarny internet zmorą telekomów – kiedy wszyscy będziemy z niego korzystać?

    Niebo pełne jest gwiazd, ciemnej materii i… satelitów! Według The Union of Concerned Scientists, w kosmosie znajduje się ich aktualnie ok. 2200, jednak lada chwila Ziemia zostanie otoczona konstelacją dziesiątek tysięcy kolejnych. O dominację na orbicie ścigają się Jeff Bezos, Elon Musk i Mark Zuckerberg. W efekcie internet ma stać się dostępny na całej kuli ziemskiej, niwelując problem cyfrowego wykluczenia.

    Takich dwóch jak ich trzech to nie ma ani jednego. Jeff Bezos, Mark Zuckerberg i Elon Musk posiadają jedne z najdroższych i najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie. Ich łączny majątek wyceniany jest na ponad 200 mld USD. Tak Jeff Bezos (wycena na styczeń 2020: 115 mld USD), Mark Zuckerberg (68 mld USD), jak i Elon Musk (30 mld USD) to ekscentryczni miliarderzy, którzy cieszą się taką sławą jak gwiazdy rocka i bez trudu uzyskali status ikon popkultury. Ich droga do gwiazd stała się możliwa, ponieważ angażują się w realizację najodważniejszych projektów. Do niedawna podobne zapędy mieli wyłącznie szaleni naukowcy z komiksów.

    Kosmiczne projekty tej nieświętej trójcy to nowa liga w rankingu nietypowych inicjatyw. Słynne słowa jako w niebie tak i na Ziemi na ustach niestrudzonych miliarderów nabierają nowego znaczenia. Dominacja w przestrzeni kosmicznej ma im zapewnić trwałą hegemonię na światowych rynkach.

    Gwiezdne wojny miliarderów

    Jak twierdzi The Union of Concerned Scientists, organizacja założona przeszło pół wieku temu przez studentów i profesorów słynnej amerykańskiej uczelni MIT, na ziemskiej orbicie znajduje się ponad dwa tysiące satelit. Tymczasem liczba ta już niebawem przestanie być aktualna.

    Jak wskazują ostatnie doniesienia, Amazon planuje wystrzelić ponad 3 tys. satelitów na niską orbitę ziemską, co pozwoli dostarczyć szybki internet do regionów, które dotychczas mogły tylko o nim pomarzyć. Ma to znacząco przyczynić się do likwidacji zjawiska wykluczenia informatycznego i informacyjnego, otwierając przed platformą handlową Jeffa Bezosa nowe rynki zbytu – mówi Sascha Stockem z firmy Nethansa, specjalizującej się we wsparciu i automatyzacji sprzedaży na Amazonie. 

    Project Kuiper, bo taką nazwę nosi inicjatywa, zyskał rozgłos, gdy serwis GeekWire zidentyfikował trzy  zestawy zgłoszeń do ITU, międzynarodowej organizacji odpowiedzialnej za koordynację orbit satelitarnych. Pod dokumentami podpisała się firma Kuiper Systems LLC. Dopiero wówczas Amazon potwierdził jej istnienie, informując, że projekt rozmieszczenia satelit na orbicie okołoziemskiej jest w trakcie realizacji. Amerykański gigant e-commerce jeszcze nie zdecydował, czy podejmie się budowy własnych satelitów, czy też kupi je od strony trzeciej. To twardy orzech do zgryzienia, gdyż jak podaje OneWeb, wyprodukowanie jednego urządzenia to koszt około miliona USD. Amazon zapowiedział, że w kosmos planuje wystrzelić ich ponad 3 tys. Nie ma również pewności co do tego, w jaki sposób gigant e-handlu wypuści je na orbitę. Jeśli wierzyć zapewnieniom rzecznika Amazona, korporacja przyjrzy się wszystkim możliwym opcjom. Można jednak domniemać, że Jeff Bezos skorzysta w tym celu z usług zajmującej się lotami kosmicznymi firmy Blue Origin, która nota bene również znajduje się w jego posiadaniu.

    Tymczasem SpaceX Elona Muska planuje wystrzelić aż 12 tys. satelitów, z których każdy waży niewiele więcej niż 400 kg (najlżejsze jak dotychczas konstrukcje). W ten sposób nad Ziemią ma zawisnąć konstelacja Starlink. Niektóre źródła podają nawet zawrotną liczbę 40 tys. urządzeń, które w niedalekiej przyszłości twórca Tesli miałby zawiesić na nieboskłonie.

    OneWeb taķże planuje wzbogacić firmament o pokaźną liczbę satelitów. Na oficjalnej stronie internetowej firmy czytamy, że ma ich być aż 900. Do tego wszystkiego swoje trzy grosze planuje dorzucić Mark Zuckerberg, umieszczając na orbicie nieznaną jeszcze liczbę urządzeń.

    Pliki z nieba

    Według danych zebranych przez portal Statista, w 2019 r. blisko 4,5 mld ludzi na świecie było aktywnymi użytkownikami internetu, co obejmuje 58% światowej populacji. Oznacza to jednocześnie, że ponad 40% ludzkości nie posiada dostępu do globalnej sieci. Powodów może być wiele – położenie geograficzne, brak odpowiedniej infrastruktury, kwestie polityczne, ekonomiczne czy kulturowe. To właśnie głównie z myślą o takich regionach Elon Musk i Jeff Bezos planują odpalić kosmiczny internet. Nie ma co się łudzić, że w tych dążeniach kierują nimi wyłącznie pobudki natury altruistycznej, a nie zwyczajna chęć zysku.

    Stabilny, szybki i wszechobecny dostęp do internetu to wielowymiarowa inwestycja. Po pierwsze to globalny rozgłos, jednak tym Jeff Bezos zdążył się już nasycić. Posiadanie takiej infrastruktury oznacza dostęp do olbrzymiej ilości danych. Jest to również krok w kierunku dywersyfikacji. Stając się dostawcą internetu, Amazon bezpardonowo wkracza na nowy, mocno zabetonowany rynek, zyskując odrębne źródło dochodów – wymienia Sascha Stockem, ekspert w dziedzinie Amazona. Jego zdaniem, w perspektywie długoterminowej zarówno Facebook jak i Amazon zabezpieczają swoje podstawowe źródła dochodu. – W końcu najważniejsza dla Jeffa Bezosa jest jego platforma handlowa. Satelitarny internet dostępny z każdego miejsca na ziemi będzie jak zastrzyk ze sterydami dla rynku e-commerce. Handel w internecie czeka prawdziwy rozkwit – dodaje Stockem.

    Kosmiczne ceny

    Dostawcy gwiezdnego internetu mogą liczyć na spore zyski również ze sprzedaży abonamentu. Jak wskazują wewnętrzne dokumenty SpaceX, do 2025 r. firma ma nadzieję wypracować nawet 22 mld USD rocznego zysku operacyjnego – w większości ze sprzedaży satelitarnego serwisu internetowego. Ile taka usług będzie kosztować zwykłego Smitha, Schmidta lub Kowalskiego?

    Jak na razie, żaden z gigantów nie wypowiedział się na temat ceny abonamentu, jednak prezydent SpaceX Gwynne Shotwell wspomniała w październiku 2019 r., że wielu konsumentów płaci 80 USD za „kiepskiej jakości serwis”. Możemy więc wnioskować, że taka suma nie padła bez powodu, jednak jeśli celem ma być dostarczenie internetu do miejsc, które z różnych przyczyn znajdują się poza jego zasięgiem, to kwota ponad 300 zł za dostęp do usługi jest totalnie odrealniona. Trudno sobie wyobrazić, żeby mieszkańcy wysp filipińskich lub Madagaskaru mogli pozwolić sobie na taki wydatek – zwraca uwagę Sascha Stockem.

    W 2015 r. w Seattle Musk sugerował, że taka usługa mogłaby być oferowana bezpłatnie, pod warunkiem zakupu kompatybilnego urządzenia w kwocie od 100 do 300 USD. Ile więc trzeba będzie zapłacić za dostęp do satelitarnego internetu? To pytanie wciąż pozostaje bez odpowiedzi.

    Niewykluczone natomiast, że ceną za korzystanie z satelitarnego internetu będą nie dolary, lecz reklamy wyświetlane jego użytkownikom. W najlepszym wypadku mogą się one pojawiać przy logowaniu, w najgorszym – wyskakiwać podczas surfowania w internecie. Zarówno dla Amazona, jak i Facebooka, obranie takiego kierunku ma mocne uzasadnienie biznesowe. Obie firmy zarabiają na sprzedaży powierzchni reklamowej. To, czy zdecydują się na taką ingerencję, w dużej mierze zależeć będzie od tego, czy wejdą we współpracę z lokalnymi telekomami. Realizacja takiego scenariusza dla dostawców satelitarnego internetu wiąże się z wieloma ograniczeniami. Przy samodzielnej dystrybucji sky is the limit.

    Prędkość nie z tej ziemi

    Należy również pamiętać, że o sukcesie tych przełomowych przedsięwzięć zadecyduje nie tyle cena abonamentów, co jakość świadczonych usług i ich konkurencyjność w stosunku do oferty firm telekomunikacyjnych. Jak podaje serwis Speedtest, biorąc pod uwagę wyłącznie osiągi mobilnych sieci, do jakich mają dostęp nasze smartfony w ramach technologii GSM, średnia prędkość pobierania danych wynosi 32 Mbps. Jak na tym tle wypada internet satelitarny?

    Zgłoszenie, jakie złożyła firma Elona Muska w amerykańskim urzędzie certyfikacyjnym w 2016 r., opisywało usługę internetową, która zapewni transfer danych na poziomie do jednego gigabita na sekundę i opóźnienia między 25 a 35 milisekund. Od niedawna SpaceX współpracuje również z siłami powietrznymi USA, testując pilotażowy program dostępu do internetu za pośrednictwem sieci satelitów. Testy rozpoczęto na początku 2018 r., wykorzystując zaledwie dwie satelity. Pozwoliło to na osiągnięcie prędkości sięgającej nawet 610 megabitów na sekundę. Podobne prędkości od niedawna zaczęli oferować operatorzy korzystający z technologii naziemnego przesyłu danych, których infrastruktura zbudowana jest w oparciu o światłowody.

    A kiedy w końcu doczekamy się takiej usługi? Jak wskazuje serwis SpaceNews, konstelacja mikrosatelit Starlink, które należą do firmy SpaceX, zacznie oferować własną satelitarną usługę internetową już w tym roku. Nie wiadomo natomiast, kiedy swoją ofertę zaprezentują konsumentom pozostali operatorzy. Jedno jest pewne – jeśli opisane powyżej plany zagospodarowania okołoziemskiej orbity dojdą do skutku, to w ciągu zaledwie dekady garstka firm umieści na niej więcej satelitów niż wszystkie mocarstwa razem wzięte, począwszy od pierwszego satelity, Sputnika 1 z 1957 r.