Tag: NASA

  • Łączność satelitarna i AI: AMD współpracuje z NEC i NASA nad nowymi technologiami

    Łączność satelitarna i AI: AMD współpracuje z NEC i NASA nad nowymi technologiami

    W miarę jak NASA przesuwa punkt ciężkości z krótkich misji badawczych w stronę trwałej obecności na Księżycu, front walki o technologiczną dominację przenosi się w miejsce, gdzie opóźnienia w transmisji danych stają się krytycznym wąskim gardłem. W nowej rzeczywistości, w której odległość od ziemskich serwerowni uniemożliwia bieżącą analizę danych, kluczem do sukcesu staje się „inteligentna krawędź” (edge computing) – i to właśnie tutaj AMD upatruje swojej szansy na zdefiniowanie standardów nowej ery kosmicznej.

    Strategia giganta z Santa Clara opiera się na prostym założeniu: aby Ameryka mogła przewodzić w kosmosie, musi posiadać przewagę w produkcji zaawansowanych układów scalonych zdolnych do pracy w ekstremalnych warunkach. Tradycyjne podejście, polegające na przesyłaniu surowych danych na Ziemię, przestaje być wydajne przy projektach takich jak misja NISAR czy program Artemis. Rozwiązaniem są adaptacyjne układy SoC z serii Versal, które łączą w sobie programowalną logikę z silnikami AI, pozwalając na przetwarzanie informacji bezpośrednio na pokładzie statku kosmicznego.

    Dla partnerów komercyjnych, takich jak Blue Origin, wybór technologii AMD to nie tylko kwestia wydajności, ale przede wszystkim elastyczności. Komputery lotnicze zasilające testowy pojazd lądownika Mark 2 muszą być gotowe na aktualizację algorytmów AI już po starcie, co w przypadku sztywnych architektur sprzętowych było dotychczas niemożliwe. Zdolność do rekonfiguracji systemów na orbicie pozwala optymalizować misję w odpowiedzi na nieprzewidziane wyzwania, co radykalnie zwiększa zwrot z inwestycji w wieloletnie programy kosmiczne.

    Zastosowanie tych technologii wykracza poza ambicje NASA. Japoński koncern NEC wykorzystuje adaptacyjne układy AMD do budowy konstelacji satelitów komunikacji optycznej, co ma zrewolucjonizować routing danych w przestrzeni pozaziemskiej. To pokazuje, że rywalizacja o krzem w kosmosie to nie tylko kwestia prestiżu narodowego, ale realny rynek usług infrastrukturalnych. 

    Sukces AMD na Marsie, gdzie układy FPGA wspierały nawigację łazika Perseverance, stanowi solidny fundament zaufania. Jednak prawdziwym testem dla spółki będzie nadchodząca dekada, w której autonomiczne systemy będą musiały radzić sobie z promieniowaniem i ekstremalnymi temperaturami bez wsparcia z bazy. W tym wysokomarżowym sektorze, gdzie niezawodność jest cenniejsza niż surowa moc obliczeniowa, AMD pozycjonuje się jako niezbędny architekt nowej, orbitalnej gospodarki opartej na danych.

  • Nowe prawo kosmiczne w Polsce otwiera nowy rozdział dla VC i deep tech

    Nowe prawo kosmiczne w Polsce otwiera nowy rozdział dla VC i deep tech

    Przez lata polski sektor kosmiczny funkcjonował w swoistej próżni regulacyjnej. Choć rodzime firmy z powodzeniem dostarczały instrumenty dla misji ESA czy NASA, brakowało krajowych ram prawnych, które definiowałyby zasady gry na orbicie. Przyjęta 13 lutego przez Sejm ustawa o działalności kosmicznej zmienia ten stan rzeczy, przekształcając Polskę z ambitnego obserwatora w pełnoprawnego gracza na mapie globalnej gospodarki pozaziemskiej.

    Dla inwestorów i przedsiębiorców najważniejszym sygnałem płynącym z Warszawy jest przewidywalność. Ustawa wprowadza jasną definicję działalności kosmicznej, obejmującą wynoszenie, eksploatację oraz – co kluczowe w dobie narastającego problemu śmieci kosmicznych – deorbitację obiektów. Takie podejście zamyka cykl życia misji w ramy prawne, co jest niezbędne dla uzyskania finansowania dłużnego czy ubezpieczeń komercyjnych.

    W przeciwieństwie do wielu europejskich odpowiedników, polska regulacja stawia na elastyczność. Rezygnacja ze sztywnych progów kapitałowych na rzecz oceny ryzyka konkretnej misji to ukłon w stronę sektora NewSpace. Zamiast blokować wejście na rynek młodym spółkom typu spin-off zaporowymi wymogami finansowymi, Prezes Polskiej Agencji Kosmicznej (POLSA) będzie oceniał realne zdolności operacyjne podmiotu.

    Równie istotna jest kwestia odpowiedzialności cywilnej. Ustawa limituje maksymalną sumę gwarancyjną ubezpieczenia do 60 mln euro, co w skali globalnego przemysłu kosmicznego jest kwotą racjonalną. Chroni to mniejsze podmioty przed kosztami, które mogłyby zdusić innowację na etapie prototypowania. Dodatkowo, ograniczenie odpowiedzialności podwykonawców wyłącznie do winy umyślnej buduje bezpieczny ekosystem dla szerokiego łańcucha dostaw – od producentów sensorów po dostawców oprogramowania.

    Kluczowym narzędziem nadzorczym staje się Krajowy Rejestr Obiektów Kosmicznych (KROK). Rejestracja obiektu pod polską banderą oznacza objęcie go jurysdykcją RP, co z perspektywy międzynarodowej porządkuje kwestie własnościowe i odpowiedzialność państwa. Jednocześnie POLSA wyrasta na centralnego administratora danych satelitarnych, co ma stymulować rynek aplikacji downstream – wykorzystujących dane z orbity w rolnictwie, logistyce czy ubezpieczeniach.

    Polska ustawa to nie tylko formalność, ale strategiczny fundament. Tworząc stabilne otoczenie prawne, Warszawa wysyła jasny komunikat do funduszy VC: polski deep tech jest gotowy na skalowanie poza atmosferę, a ryzyko prawne przestało być barierą wejścia.

  • Boeing Starliner – długa droga do certyfikacji po awarii

    Boeing Starliner – długa droga do certyfikacji po awarii

    NASA celuje w certyfikację kapsuły CST-100 Starliner firmy Boeing dla lotów załogowych pod koniec 2025 roku lub na początku 2026 roku, pomimo problematycznego debiutu, który rzucił cień na program. Agencja kosmiczna i Boeing intensyfikują współpracę, aby rozwiązać uporczywe problemy z systemem napędowym statku kosmicznego, które doprowadziły do dramatycznego wydłużenia pierwszej załogowej misji.

    Przypomnijmy, że inauguracyjna misja Starlinera z astronautami NASA, Butchem Wilmore’em i Suni Williams, miała trwać osiem dni. Jednak awaria systemu napędowego spowodowała, że pobyt załogi na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) przeciągnął się do dziewięciu miesięcy. Ostatecznie, Williams i Wilmore powrócili na Ziemię w kapsule Dragon firmy SpaceX, co stanowiło wyraźny kontrast dla opóźnień i problemów Starlinera

    Obecnie, wspólne zespoły NASA i Boeinga skupiają się na finalizacji zakresu i harmonogramu intensywnych kampanii testowych i analiz systemu napędowego. Według Steve’a Sticha, kierownika programu komercyjnych załóg NASA, te działania mają być realizowane wiosną i latem, przygotowując grunt pod potencjalny lot certyfikacyjny Starlinera.

    Problemy z systemem napędowym Starlinera stanowią poważne wyzwanie dla Boeinga, który zainwestował w rozwój statku kosmicznego ponad 2 miliardy dolarów. Opóźnienia i awarie nie tylko nadszarpnęły reputację firmy, ale również podważyły jej pozycję w wyścigu komercyjnych lotów kosmicznych, w którym SpaceX zyskał znaczącą przewagę.

  • Problemy techniczne na ISS: toksyczny zapach w rosyjskim module

    Problemy techniczne na ISS: toksyczny zapach w rosyjskim module

    W sobotę, po dokowaniu rosyjskiego statku zaopatrzeniowego Progress do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), kosmonauci zgłosili nieoczekiwany problem: nieprzyjemny, toksyczny zapach. Incydent skłonił załogę do zamknięcia włazu i zastosowania środków ochronnych.

    Statek Progress dostarczył na orbitujące laboratorium około trzech ton żywności, paliwa i zapasów. Po otwarciu włazu zauważono zapach oraz niewielkie kropelki nieokreślonej substancji, co wymusiło zamknięcie przejścia między statkiem a rosyjskim modułem Poisk. Atmosfera na stacji była na bieżąco monitorowana przez czujniki zanieczyszczeń i płuczniki powietrza, a kontrolerzy NASA w Houston potwierdzili, że jakość powietrza pozostaje bezpieczna.

    Mimo to, według niezależnych źródeł, zapach był toksyczny i wymagał od kosmonautów zastosowania sprzętu ochronnego oraz aktywacji dodatkowych systemów oczyszczania powietrza. Incydent wywołał obawy dotyczące potencjalnych wycieków w systemach statku Progress. W przeszłości podobne problemy były odnotowywane – w lutym 2023 roku jeden ze statków utracił ciśnienie w układzie chłodzenia.

    Problemy te wpisują się w trudności, z jakimi zmaga się rosyjski program kosmiczny, obciążony presją finansową i techniczną. Wydarzenia te pokazują wyzwania związane z eksploatacją technologii w ekstremalnych warunkach kosmosu, szczególnie w kontekście napiętej sytuacji geopolitycznej. NASA zapewnia jednak, że sytuacja na ISS jest pod kontrolą, a załoga kontynuuje swoją pracę.

  • NASA redukuje etaty

    NASA redukuje etaty

    Laboratorium Napędu Odrzutowego NASA (JPL) zmniejszy swoją siłę roboczą o 325 pracowników, co stanowi około 5% całkowitej liczby zatrudnionych w placówce z siedzibą w Pasadenie, Kalifornia. To kolejna redukcja zatrudnienia w tym roku, po zwolnieniu 530 osób w lutym. Powodem tych trudnych decyzji są wyzwania finansowe związane z budżetem NASA i niepewnością co do przyszłych misji kosmicznych.

    Zgodnie z notatką dyrektor JPL, Laurie Leshin, cięcia te są wynikiem kontynuujących się trudności w zapewnieniu stabilnego finansowania dla kluczowych projektów, takich jak Mars Sample Return. NASA, rozważając dalsze priorytety związane z eksploracją kosmosu, dostrzega zmiany w strukturze swojej działalności, a JPL musi dostosować się do nowych warunków.

    Wyzwania finansowe NASA

    W ostatnich miesiącach JPL zmaga się z rosnącą presją finansową, której efektem jest konieczność ponownego dostosowania rozmiaru załogi. Redukcja personelu obejmuje różne obszary działalności laboratorium, w tym zespoły techniczne, projektowe, biznesowe i wsparcia. Choć trudności w finansowaniu misji są dobrze znane, Leshin zaznacza, że redukcje są także wynikiem konieczności optymalizacji struktury organizacyjnej w obliczu zmniejszających się budżetów.

    Po zakończeniu najnowszej rundy zwolnień JPL będzie zatrudniać około 5,500 pracowników. Chociaż obecnie nie ma pełnej pewności co do przyszłego finansowania, Leshin zapewnia, że laboratorium przygotowuje się na nadchodzące wyzwania i liczy na kontynuację swojej działalności, jak miało to miejsce w przeszłości, mimo burzliwych okresów w niemal 90-letniej historii JPL.

    Kontekst zmian w misjach kosmicznych

    Redukcje w JPL mają związek z decyzjami NASA dotyczącymi misji Mars Sample Return, która miała na celu zebranie próbek z powierzchni Marsa i ich powrotny transport na Ziemię. Koszt realizacji tej misji był szacowany na 8-11 miliardów dolarów, jednak po przeglądzie przeprowadzonym przez zewnętrznych ekspertów, projekt uznano za niewykonalny w zaplanowanej formie. Ponadto, budżet przeznaczony na Mars Sample Return zmniejszył się z niemal miliarda dolarów do zaledwie 300 milionów dolarów w obecnym roku.

    Chociaż JPL nie zarządza obecnie żadną dużą misją kosmiczną, jak to miało miejsce w przypadku misji Europa Clipper o wartości 5 miliardów dolarów, laboratorium nieustannie angażuje się w mniejsze projekty, a także przygotowuje się do nadchodzących przedsięwzięć, takich jak misja radarowa NASA-ISRO, która wystartuje w 2025 roku.

    Zmieniający się krajobraz eksploracji kosmosu

    Cięcia w JPL są również odzwierciedleniem rosnącej konkurencji w sektorze badań kosmicznych. Prywatne firmy, takie jak SpaceX czy Rocket Lab, a także inne ośrodki badawcze, takie jak Johns Hopkins Applied Physics Laboratory, przejmują część projektów, które niegdyś były domeną NASA. Rywalizacja o finansowanie i zasoby w tej dynamicznie rozwijającej się branży zmienia sposób, w jaki NASA i jej laboratoria dostosowują swoje strategie.

    Mimo trudnych chwil, Leshin wyraziła nadzieję, że JPL pozostanie silnym ośrodkiem innowacji w przyszłości. Podkreśliła, że bogata historia i osiągnięcia laboratorium, w tym zarządzanie misjami sond Voyager, Cassini czy Mars Science Laboratory, zapewniają solidną podstawę dla dalszej działalności, nawet w obliczu rosnącej konkurencji i zmian w strukturze sektora kosmicznego.

    Cięcia w JPL, choć bolesne, mają na celu długoterminowe przygotowanie laboratorium na przyszłość, zapewniając jego pozycję w nadchodzącej erze eksploracji kosmosu.

  • Starliner bez załogi – co dalej z kosmicznymi ambicjami Boeinga?

    Starliner bez załogi – co dalej z kosmicznymi ambicjami Boeinga?

    Około dwa miesiące temu, statek kosmiczny Boeing Starliner bezpiecznie wylądował pusty na pustyni w Nowym Meksyku. Tym samym zakończył się jego dziewiczy, historyczny lot, podczas którego miał przetransportować astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS). Astronauci Butch Wilmore i Suni Williams, którzy podróżowali Starlinerem na orbitę, wciąż przebywają na ISS i oczekują powrotu na Ziemię, lecz tym razem w kapsule SpaceX Crew Dragon.

    Boeing wstrzymuje się z oficjalnymi oświadczeniami

    Po bezpiecznym lądowaniu Starlinera, spodziewano się konferencji prasowej, podczas której Boeing miał przedstawić szczegóły dotyczące przyszłych planów. Niemniej jednak, kilka minut przed konferencją, przedstawiciele Boeinga odwołali swoje uczestnictwo, pozostawiając opinię publiczną bez odpowiedzi. Ostatecznie firma wydała jedynie krótkie oświadczenie, w którym Mark Nappi, wiceprezes i kierownik programu komercyjnego załogi Boeinga, zapowiedział analizę danych z lotu, która ma pomóc w określeniu kolejnych kroków.

    Jednak od tamtego czasu firma zachowuje ciszę na temat Starlinera, co budzi spekulacje na temat dalszych losów projektu. W międzyczasie pojawiły się informacje o rozważaniach Boeinga dotyczących sprzedaży Starlinera i innych jednostek kosmicznych. Zasugerował to między innymi dziennik The Wall Street Journal, powołując się na wewnętrzne źródła. Gdyby Boeing był w stanie odzyskać część inwestycji poprzez sprzedaż, firma mogłaby być skłonna przystać na taką opcję. Starliner przyniósł już firmie straty sięgające 1,85 miliarda dolarów, co skłoniło Boeinga do ogłoszenia, że nie będzie już ubiegał się o kontrakty kosmiczne o stałej cenie.

    Co dalej z programem Starliner?

    Obecnie Boeing, jak twierdzą źródła, prowadzi rutynową analizę danych z misji Starlinera i bierze udział w spotkaniach z NASA, by omówić potencjalne działania naprawcze. Proces ten jednak nie przesądza o przyszłości projektu. Istotną rolę w decyzji o dalszym losie Starlinera odegra także NASA, która nie tylko musi rozważyć swoje potrzeby transportowe, ale także fakt, że program kosmiczny firmy SpaceX Crew Dragon już teraz skutecznie obsługuje załogowe misje na ISS.

    Chociaż NASA obecnie nie potrzebuje dodatkowego transportu towarowego na ISS, pojawiła się opcja opłacenia Boeingowi misji towarowej, która mogłaby posłużyć jako kolejny test Starlinera. Władze agencji poszukują możliwych terminów, w których Starliner mógłby odbyć lot na orbitę jako jednostka transportowa, co pozwoliłoby na przeprowadzenie testów i napraw systemu napędowego oraz elementów zwiększania ciśnienia helu.

    Alternatywna rola Starlinera w przyszłości NASA

    NASA wyraża zainteresowanie kontynuacją współpracy z Boeingiem, mając na uwadze strategiczne znaczenie posiadania drugiego dostawcy załogowego transportu kosmicznego. Pomimo, że w najbliższych latach Crew Dragon obsługuje potrzeby NASA, agencja ma w planach wspieranie komercyjnych stacji kosmicznych na niskiej orbicie okołoziemskiej po roku 2030. Różnorodność dostawców w dłuższej perspektywie może wpłynąć pozytywnie na rozwój prywatnych stacji kosmicznych i uniezależnienie się od monopolizacji usług kosmicznych przez jedną firmę.

    Wyzwania dla Boeinga

    Nowy dyrektor generalny Boeinga, Kelly Ortberg, w trakcie ostatniej kwartalnej rozmowy na temat wyników finansowych podkreślił, że firma rozważa, które obszary działalności strategicznej kontynuować, a które zaniechać. Choć nie podjęto jeszcze żadnych decyzji, Ortberg sugerował, że Boeing może zrezygnować z części projektów, które nie przynoszą zysków lub nie wspierają głównych celów firmy.

    Jeśli Boeing rzeczywiście zdecyduje się na sprzedaż lub wycofanie się z programu Starliner, może to oznaczać koniec jednego z najambitniejszych programów w historii firmy. Byłoby to również sygnałem, że współczesna branża kosmiczna, choć otwarta na współpracę z sektorem prywatnym, nadal wymaga od partnerów komercyjnych ogromnych inwestycji i cierpliwości.

    Starliner: symbol sukcesów i wyzwań Boeinga

    Program Starliner miał być symbolem sukcesu komercyjnych lotów załogowych, lecz dla Boeinga stał się także przypomnieniem o ogromnych kosztach, ryzyku i wyzwaniach, jakie wiążą się z działalnością w sektorze kosmicznym. Przyszłość Starlinera zależy teraz nie tylko od decyzji Boeinga, ale i od strategii NASA.

    Czytaj więcej o dziewiczym locie Starlinera:

  • SpaceX Crew Dragon dotarła na Międzynarodową Stację Kosmiczną, by pomóc w sprowadzeniu astronautów na Ziemię

    SpaceX Crew Dragon dotarła na Międzynarodową Stację Kosmiczną, by pomóc w sprowadzeniu astronautów na Ziemię

    W minioną niedzielę kapsuła kosmiczna SpaceX Crew Dragon zacumowała na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), co stanowi kluczowy element misji ratunkowej dla dwóch astronautów: Butcha Wilmore’a oraz Suni Williams, którzy od czerwca tego roku pozostają uwięzieni na stacji kosmicznej. Jak poinformowały NASA i SpaceX, kapsuła dotarła na ISS o godzinie 19:30 czasu polskiego.

    Zaraz po dokowaniu, NASA poinformowała na platformie X (dawniej Twitter), że astronauta Nick Hague z NASA oraz kosmonauta Aleksandr Gorbunov z Roscosmosu przeszli na pokład ISS, co oznacza udane zakończenie pierwszego etapu misji. To jednak dopiero początek działań mających na celu sprowadzenie Wilmore’a i Williams na Ziemię.

    Awaria kapsuły Boeing Starliner

    Sytuacja astronautów jest wynikiem awarii kapsuły Boeing Starliner, którą Wilmore i Williams dotarli na ISS w czerwcu tego roku. Kapsuła miała początkowo być środkiem transportu powrotnego dla astronautów, jednak problemy techniczne – m.in. awaria steru oraz wycieki helu – uniemożliwiły bezpieczny powrót na Ziemię. NASA, biorąc pod uwagę powagę sytuacji, uznała Starlinera za niezdatnego do lotu z załogą i postanowiła odesłać go na Ziemię bez pasażerów na początku tego miesiąca. W wyniku tego dwoje astronautów, oboje byli piloci testowi, zostało zmuszonych do pozostania na stacji kosmicznej.

    Misja Crew Dragon jako alternatywa

    Misja SpaceX Crew-9, której celem było pierwotnie przetransportowanie czterech astronautów na pokład ISS, musiała zostać dostosowana do nowej sytuacji. Dwa miejsca w kapsule zostały zarezerwowane dla Wilmore’a i Williams, którzy mają wrócić na Ziemię wraz z pozostałą dwójką astronautów – Hague’em i Gorbunovem – w lutym przyszłego roku. To, co początkowo miało być 8-dniową misją, przekształciło się w trwającą już 8 miesięcy próbę wytrwałości dla astronautów.

    Kapsuła Crew Dragon, która odgrywa teraz kluczową rolę w tej misji ratunkowej, jest efektem współpracy NASA z prywatnymi firmami kosmicznymi, w tym SpaceX, mającymi na celu zrewolucjonizowanie transportu kosmicznego. Crew Dragon już wcześniej udowodniła swoją niezawodność w misjach załogowych, stanowiąc bezpieczną alternatywę dla problematycznego Starlinera.

    Co dalej?

    Powrót Wilmore’a i Williams planowany jest na luty 2024 roku, co zakończy ich przedłużoną misję na ISS. Do tego czasu astronauci będą kontynuować prace naukowe i techniczne na stacji, czekając na bezpieczny powrót na Ziemię. NASA, SpaceX oraz inne zaangażowane podmioty będą kontynuować analizę sytuacji oraz przygotowania do kolejnych kroków misji ratunkowej.

    Misja Crew Dragon ponownie podkreśla znaczenie współpracy międzynarodowej i prywatnych firm w eksploracji kosmosu, ale także przypomina o wyzwaniach technicznych, z jakimi wciąż musi się zmierzyć ludzkość w dążeniu do bezpiecznego podróżowania i przebywania w przestrzeni kosmicznej.

  • NASA rozważa opóźnienie misji księżycowej – Artemis II

    NASA rozważa opóźnienie misji księżycowej – Artemis II

    NASA stoi przed kolejnym wyzwaniem związanym z programem załogowych lotów kosmicznych, tym razem dotyczącym osłony termicznej statku kosmicznego Orion, kluczowego elementu misji Artemis II. Misja ta ma być przełomowa, ponieważ będzie to pierwszy załogowy przelot na Księżyc od ponad pięćdziesięciu lat. Czterech astronautów znajdzie się na pokładzie, a miliony ludzi na całym świecie będą śledzić to historyczne wydarzenie.

    Podczas bezzałogowej misji Artemis I w 2022 roku, która miała na celu przetestowanie statku kosmicznego Orion w ekstremalnych warunkach, wystąpiły problemy z osłoną termiczną. Fragmenty zwęglonego materiału odpadały od osłony podczas ponownego wejścia w atmosferę Ziemi. Choć kapsuła z powodzeniem powróciła na Ziemię, inżynierowie NASA odkryli ponad 100 miejsc, w których doszło do uszkodzeń. Z tego powodu agencja poświęciła ostatni rok na dokładną analizę problemu, zwołując niezależny zespół recenzentów, który miał przeprowadzić szczegółową ocenę.

    Obecnie NASA stoi przed dwoma głównymi opcjami: może kontynuować misję Artemis II z podobną osłoną termiczną, jaką wykorzystano podczas Artemis I, lub opracować nowy projekt osłony, co mogłoby znacząco opóźnić misję, początkowo planowaną na wrzesień 2025 roku. Obie decyzje wiążą się z ryzykiem i konsekwencjami. Z jednej strony, dalsze opóźnienia w harmonogramie mogłyby wpłynąć na program kosmiczny, z drugiej zaś – bezpieczeństwo astronautów pozostaje priorytetem.

    Inżynierowie NASA sugerują, że jednym ze sposobów na zminimalizowanie ryzyka uszkodzeń osłony termicznej może być zmiana trajektorii powrotnej Oriona podczas misji Artemis II. Zamiast stosować „pominięty” profil wejścia w atmosferę, który pozwala na kontrolę nad miejscem lądowania, NASA może rozważyć bardziej stromą trajektorię. Taki manewr zmniejszyłby czas ekspozycji osłony na ekstremalne warunki atmosferyczne, co mogłoby ograniczyć uszkodzenia.

    Jednak decyzja nie jest prosta. Przeprojektowanie osłony termicznej lub przeprowadzenie dodatkowych testów może prowadzić do dalszych opóźnień, które byłyby trudne do zaakceptowania zarówno politycznie, jak i finansowo. NASA boryka się z ograniczeniami budżetowymi, a Kongres nie jest skłonny do zwiększania finansowania agencji.

    Ostateczna decyzja NASA dotycząca osłony termicznej Oriona może mieć ogromne znaczenie dla przyszłości załogowych misji kosmicznych. Wybór, przed którym stoi agencja, dotyczy nie tylko technologii, ale także politycznych i finansowych realiów, które mogą zaważyć na dalszym rozwoju programu Artemis.

  • Astronauci jak na kolejce górskiej: NASA testuje nowy system ewakuacji

    Astronauci jak na kolejce górskiej: NASA testuje nowy system ewakuacji

    NASA przygotowuje się do kolejnej wielkiej przygody w kosmosie, tym razem w ramach programu Artemis, który ma na celu powrót ludzi na Księżyc. Wytrzymała rakieta Space Launch System (SLS), mająca 98 metrów wysokości, będzie odgrywać kluczową rolę w tych misjach. Na jej czele znajdzie się kapsuła kosmiczna Orion, która umożliwi astronautom bezpieczne podróże w przestrzeń kosmiczną. Jednak bezpieczeństwo załogi podczas tych misji to priorytet, dlatego NASA opracowała nowatorski system ratunkowy, który w razie potrzeby umożliwi szybkie opuszczenie statku.

    System ratunkowy inspirowany kolejkami górskimi

    W nagłym wypadku astronauci będą mogli opuścić kapsułę Orion za pomocą specjalnie zaprojektowanych „koszy siatki kolejki górskiej”. System ten, składający się z czterech koszy przymocowanych do lin, umożliwia błyskawiczne dotarcie do bezpiecznego podłoża. Kluczowym elementem tego systemu są hamulce wirowoprądowe, które kontrolują prędkość zjazdu koszy, niezależnie od warunków wagowych i środowiskowych.

    Artemis, Nasa
    źródło: NASA.gov

    Jak działają hamulce wirowoprądowe?

    Hamulce wirowoprądowe to zaawansowane technologicznie urządzenia, które wykorzystują właściwości pola magnetycznego. Gdy metalowa część, taka jak kosz ratunkowy, przemieszcza się przez pole magnetyczne, generowane są prądy wirowe. Te z kolei tworzą własne pole magnetyczne, które przeciwdziała ruchowi kosza, spowalniając go. Dzięki temu astronauci mogą bezpiecznie zjechać na ziemię, nawet w sytuacjach awaryjnych.

    Współpraca z ekspertami z Orlando

    System ratunkowy NASA powstał przy współpracy z ekspertami z Warner Electric, firmy z Orlando specjalizującej się w magnetycznych systemach hamulcowych. Jesse Berdis, zastępca kierownika projektu Exploration Ground System, odpowiedzialny za przygotowania do misji Artemis, podkreśla, że system ten jest zaprojektowany wyłącznie do użytku w sytuacjach awaryjnych. Nie jest to system codziennego użytku, jak w przypadku kolejek górskich, ale specjalistyczne rozwiązanie, które będzie testowane i utrzymywane w gotowości do działania.

    Przyszłość programu Artemis

    Choć system ratunkowy nie został jeszcze przetestowany z ludzkimi załogami, próby z użyciem zbiorników na wodę symulujących masę astronautów dały obiecujące wyniki. NASA planuje przeprowadzić pierwsze lądowanie ludzi na Księżycu w ramach misji Artemis 3, zaplanowanej na 2026 rok. Wraz z postępami w programie Artemis, NASA kontynuuje prace nad zapewnieniem maksymalnego bezpieczeństwa dla swoich astronautów, co stanowi priorytet w każdej misji kosmicznej.

    System ratunkowy inspirowany kolejkami górskimi to przykład innowacyjnego podejścia NASA do wyzwań związanych z eksploracją kosmosu. Dzięki współpracy z najlepszymi ekspertami i zastosowaniu nowoczesnych technologii, agencja kosmiczna jest na dobrej drodze do bezpiecznego i skutecznego powrotu ludzi na Księżyc.

  • NASA: Astronauci powrócą na Ziemię z pomocą SpaceX, a nie Boeinga

    NASA: Astronauci powrócą na Ziemię z pomocą SpaceX, a nie Boeinga

    Po tygodniach spekulacji NASA oficjalnie potwierdziła, że dwóch astronautów, Butch Wilmore i Suni Williams, którzy w czerwcu dotarli na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS) na pokładzie statku kosmicznego Starliner firmy Boeing, nie wróci na Ziemię tym samym pojazdem. Zamiast tego agencja poprosiła SpaceX o wykorzystanie statku Crew Dragon do ich powrotu na Ziemię.

    Decyzja ta, ogłoszona przez administratora NASA, Billa Nelsona, na konferencji prasowej w Johnson Space Center, zapadła podczas sobotniego spotkania Flight Readiness Review. Uczestnicy spotkania, w tym Nelson oraz zastępca administratora NASA Pam Melroy, jednogłośnie zdecydowali o wykorzystaniu Crew Dragon do powrotu astronautów. Rekomendacja Programu Załogi Komercyjnej NASA była zgodna z tą decyzją.

    Starliner Boeinga ma odłączyć się od stacji kosmicznej na początku września i spróbować autonomicznego powrotu na Ziemię, z lądowaniem planowanym na pustyni w południowo-zachodnich Stanach Zjednoczonych. Tymczasem, nie wcześniej niż 24 września, statek kosmiczny Crew Dragon wystartuje z dwoma astronautami na pokładzie, zostawiając dwa puste miejsca dla Wilmore’a i Williamsa, którzy dołączą do załogi Crew-9 na sześciomiesięczną misję.

    Decyzja ta ma duże konsekwencje dla Boeinga, który był kluczowym graczem w Programie Załóg Komercyjnych NASA od ponad dekady. Problem z silnikami układu sterowania reakcją Starlinera, które zawiodły podczas podróży na ISS, stał się powodem do niepokoju. Pięć z 28 silników nie działało poprawnie, co wywołało obawy dotyczące bezpieczeństwa powrotu astronautów na Ziemię.

    Testy przeprowadzone przez inżynierów Boeinga i NASA w lipcu wykazały, że problemem było zjawisko związane z teflonem, który pęczniał i blokował przepływ utleniacza do silników, co prowadziło do degradacji pchnięcia. Po analizie sytuacji NASA uznała, że nie ma pewności co do możliwości zidentyfikowania i rozwiązania problemu w odpowiednim czasie.

    W wyniku tej niepewności NASA postanowiła zwrócić się do SpaceX, by zapewnić bezpieczny powrót astronautów na Ziemię. To kolejny przypadek, gdy SpaceX pomaga konkurencyjnej firmie, podobnie jak to miało miejsce wcześniej, gdy SpaceX wspierało OneWeb, europejski program Galileo oraz Northrop Grumman.

  • NASA rozważa opóźnienie misji Artemis II z powodu problemów technicznych

    NASA rozważa opóźnienie misji Artemis II z powodu problemów technicznych

    NASA zbliża się do kluczowego etapu przygotowań do misji Artemis II, która ma być pierwszym załogowym lotem wokół Księżyca od czasów programu Apollo. Pomimo planowanego na wrzesień 2025 roku startu, agencja kosmiczna boryka się z problemami technicznymi, które mogą wpłynąć na harmonogram misji. Największym wyzwaniem pozostaje kwestia osłony termicznej statku kosmicznego Orion, której niezawodność jest obecnie przedmiotem intensywnych badań.

    Wyzwania związane z osłoną termiczną

    Podczas poprzedniej misji Artemis I, która odbyła się pod koniec 2022 roku, bezzałogowy statek Orion bezpiecznie wrócił na Ziemię, ale badania po locie ujawniły istotne problemy z osłoną termiczną. Części materiału, który miał ulegać kontrolowanemu spaleniu podczas ponownego wejścia w atmosferę, odpadły w sposób nieprzewidziany, pozostawiając znaczne ubytki na powierzchni kapsuły.

    Osłona termiczna Orionu jest kluczowym elementem, który ma chronić astronautów przed ekstremalnymi temperaturami, jakie powstają podczas wejścia w atmosferę ziemską. Inżynierowie NASA obecnie analizują, czy konieczne będą zmiany w konstrukcji osłony lub w trajektorii powrotu kapsuły, aby zminimalizować ryzyko dla załogi misji Artemis II.

    Możliwe opóźnienia i dalsze działania

    Prace nad rakietą Space Launch System (SLS) i statkiem Orion są w toku, ale decyzja dotycząca ewentualnych zmian w osłonie termicznej może wpłynąć na harmonogram misji. Rozważane są różne scenariusze, od niewprowadzania żadnych zmian, przez dostosowanie trajektorii powrotu, aż po konieczność demontażu i modyfikacji osłony termicznej. Ostatnia opcja mogłaby opóźnić start misji nawet do 2027 roku.

    Dodatkowo, NASA stoi przed dylematem dotyczącym montażu rakiety SLS. Połączenia pomiędzy segmentami rakiety mają ograniczony czas ważności, a przedłużenie terminu ich użytkowania stanowiłoby dodatkowe ryzyko. NASA prawdopodobnie zdecyduje się na rozpoczęcie montażu rakiety dopiero po podjęciu decyzji w sprawie osłony termicznej.

    Priorytetem jest bezpieczeństwo

    Catherine Koerner, zastępca administratora NASA ds. rozwoju systemów poszukiwawczych, podkreśla, że bezpieczeństwo załogi jest najwyższym priorytetem agencji. NASA prowadzi zarówno wewnętrzne, jak i niezależne śledztwa, aby zrozumieć przyczyny problemów z osłoną termiczną i podjąć najbardziej odpowiedzialne decyzje dotyczące dalszych działań.

    Misja Artemis II jest kluczowa dla przyszłych wypraw na Księżyc, w tym planowanego lądowania na południowym biegunie naszego satelity. Choć przygotowania idą naprzód, to ich zakończenie będzie zależało od wyników trwających badań i ostatecznej oceny ryzyka związanego z osłoną termiczną statku Orion. NASA nie chce podejmować pochopnych decyzji, które mogłyby zagrozić powodzeniu misji i bezpieczeństwu astronautów.

  • Moment prawdy dla NASA – od tej decyzji zależy życie dwojga astronautów

    Moment prawdy dla NASA – od tej decyzji zależy życie dwojga astronautów

    NASA stoi przed jedną z najważniejszych decyzji dotyczących bezpieczeństwa lotów kosmicznych załogowych od ponad dwóch dekad. Astronauci Butch Wilmore i Suni Williams od blisko 10 tygodni przebywają na pokładzie statku kosmicznego Starliner firmy Boeing. Podróż miała pierwotnie trwać zaledwie nieco ponad tydzień. Teraz, po serii niepokojących problemów technicznych, NASA musi podjąć decyzję, czy statek Starliner jest wystarczająco bezpieczny, aby sprowadzić astronautów z powrotem na Ziemię, czy też powinni oni wrócić na pokładzie innego pojazdu, SpaceX Dragon.

    Decyzja ta jest szczególnie trudna, ponieważ w centrum tego procesu znajdują się menedżerowie z doświadczeniem z przeszłych katastrof kosmicznych NASA. Ken Bowersox, Steve Stich z NASA oraz LeRoy Cain z Boeinga pełnili kluczowe role podczas katastrofy promu kosmicznego Columbia w 2003 roku. Wówczas niewłaściwa ocena ryzyka doprowadziła do śmierci siedmiu astronautów, co mocno wpłynęło na kulturę bezpieczeństwa w NASA.

    Starliner, mimo że jest nowoczesnym pojazdem, napotkał na problemy techniczne, które budzą poważne obawy. Pięć silników sterowych przegrzało się podczas zbliżania do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, a mimo napraw, inżynierowie nie mają pełnej pewności, że problem nie powtórzy się podczas powrotu na Ziemię. Testy przeprowadzone w White Sands wykazały dodatkowe komplikacje, które nie zostały jeszcze w pełni zrozumiane.

    W obliczu tych wyzwań, NASA rozważa alternatywny plan, aby sprowadzić astronautów z powrotem na Ziemię na pokładzie SpaceX Dragon. Decyzja ta byłaby bezprecedensowa, ale mogłaby okazać się konieczna, aby zapewnić maksymalne bezpieczeństwo załogi. Wybór ten miałby jednak poważne konsekwencje dla przyszłości programu Starliner Boeinga, który może zostać zmuszony do przeprowadzenia kolejnego lotu testowego przed zatwierdzeniem do regularnych misji.

    Test odpowiedzialności NASA

    Decyzja, przed którą stoi NASA w związku z lotem testowym statku kosmicznego Starliner, jest nie tylko kwestią techniczną, ale także moralnym wyzwaniem dla agencji. W obliczu problemów, które pojawiły się podczas tej misji, agencja musi zadać sobie fundamentalne pytanie: co jest ważniejsze – wierność harmonogramowi i ambicjom programu kosmicznego czy bezpieczeństwo astronautów?

    W przeszłości NASA już dwukrotnie znalazła się w sytuacji, gdzie zignorowanie sygnałów ostrzegawczych doprowadziło do tragedii. Katastrofy promów Challenger i Columbia były wynikiem nieodpowiednich decyzji, które kosztowały życie siedmiorga astronautów w każdym z tych wypadków. Wówczas agencja zlekceważyła ryzyka, które dziś wydają się być zbyt oczywiste. Czy teraz NASA nauczyła się na tych błędach?

    Argumenty za sprowadzeniem astronautów na Ziemię za pomocą SpaceX Dragon są silne i oparte na doświadczeniach z przeszłości. Ryzyko związane z niepewnością działania silników Starliner jest realne, a życie astronautów powinno być absolutnym priorytetem. Programy kosmiczne są ambitne, ale ich sukces nie może być budowany na ludzkim ryzyku i nadmiernej pewności siebie. NASA, mając na uwadze swoją misję i odpowiedzialność, musi wybrać bezpieczniejszą opcję, nawet jeśli oznacza to opóźnienia i konieczność przeprowadzenia kolejnego lotu testowego.

    Z drugiej strony, Starliner to kluczowy projekt, który ma zapewnić Stanom Zjednoczonym niezależność w załogowych lotach kosmicznych. Każda decyzja opóźniająca jego operacyjność ma dalekosiężne konsekwencje, nie tylko dla NASA, ale także dla Boeinga, który zmaga się z własnymi problemami reputacyjnymi i finansowymi. Jednak bezpieczeństwo astronautów nie powinno być postrzegane jako przeszkoda w rozwoju technologii, lecz jako fundament, na którym opiera się cała działalność kosmiczna.

    Ostatecznie, to jest moment prawdy dla NASA. Decyzja, którą podejmą urzędnicy, będzie świadectwem tego, czy agencja rzeczywiście wyciągnęła wnioski z tragicznych wydarzeń sprzed lat, czy też po raz kolejny zignoruje ostrzeżenia, narażając życie ludzi. Wybór ten będzie miał wpływ nie tylko na przyszłość Starliner, ale na cały kierunek, w którym podąża amerykański program kosmiczny.

    NASA musi pokazać, że jest organizacją, która traktuje bezpieczeństwo jako swój najwyższy priorytet. Wycofanie się z lotu Starliner z załogą na pokładzie w obecnej sytuacji byłoby aktem odpowiedzialności i dowodem na to, że agencja nauczyła się na własnych błędach. Jakakolwiek inna decyzja mogłaby być zbyt kosztowna – nie tylko dla programu kosmicznego, ale dla życia tych, którzy w nim uczestniczą.

  • Utknęli na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Na powrót mogą czekać nawet do 2025 roku

    Utknęli na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Na powrót mogą czekać nawet do 2025 roku

    NASA zdecydowała o przesunięciu zaplanowanej na sierpień misji załogowej Crew-9 na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS). Powodem tej decyzji są problemy z kapsułą Starliner, która miała służyć do powrotu astronautów na Ziemię. Starliner, stworzony przez firmę Boeing, boryka się z poważnymi awariami, które uniemożliwiają bezpieczny powrót załogi z ISS. W związku z tym NASA rozważa sprowadzenie astronautów przy użyciu kapsuły Dragon od SpaceX, co może nastąpić dopiero w lutym 2025 roku.

    Pierwotnie misja Crew-9 miała wystartować 18 sierpnia, jednak z powodu przedłużającego się pobytu załogi testowej Starlinera na ISS, data ta została przesunięta na 24 września. NASA argumentuje, że dodatkowy czas jest niezbędny, aby opracować najbezpieczniejsze rozwiązanie dla powrotu astronautów. Największym problemem pozostają uszkodzone silniki manewrujące kapsuły, które muszą spełnić rygorystyczne wymogi bezpieczeństwa podczas fazy powrotnej na Ziemię. Ostatnie testy naziemne nie dały wystarczających gwarancji bezpieczeństwa, co skłoniło NASA do rozważenia alternatywnych scenariuszy, w tym użycia kapsuły Dragon.

    W związku z problemami technicznymi Starlinera, NASA rozważa także zmniejszenie liczby astronautów biorących udział w misji Crew-9. Dwoje z nich mogłoby pozostać na ISS do lutego 2025 roku i powrócić na Ziemię razem z załogą Starlinera. Ostateczna decyzja w tej sprawie ma zapaść w ciągu najbliższych tygodni, jednak na chwilę obecną NASA nie ujawnia, którzy członkowie załogi Crew-9 mogą zostać przeniesieni do późniejszych misji. Skład Crew-9 obejmuje Zena Cardman (dowódca), Nicka Hague’a (pilot) oraz Stephanie Wilson i Aleksandra Gorbunowa, który reprezentuje rosyjską agencję kosmiczną Roskosmos.

    Amerykańsko-rosyjska współpraca na ISS, mimo napięć geopolitycznych, pozostaje kluczowa dla zapewnienia ciągłości badań naukowych prowadzonych na stacji. Obecność zarówno astronautów NASA, jak i kosmonautów Roskosmosu, jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania poszczególnych modułów ISS.

    W międzyczasie załoga Crew-8 przygotowuje się do powrotu na Ziemię po sześciomiesięcznej misji. Ze względu na brak dostępnego miejsca do dokowania na ISS, Crew-9 będzie musiała poczekać na swoją misję. Zmiana harmonogramu lotów spowoduje także przeniesienie startu misji Crew-9 z Kennedy Space Center na Przylądek Canaveral, gdzie planowany jest start rakiety Falcon Heavy.

    Problemy z kapsułą Starliner wpływają również na harmonogram komercyjnych lotów astronautów na ISS. Misja Ax-4, w której weźmie udział dr Sławosz Uznański, polski astronauta Europejskiej Agencji Kosmicznej, została przesunięta na wiosnę 2025 roku, jednak dalsze opóźnienia są możliwe.

    Sytuacja wokół kapsuły Starliner pokazuje, jak skomplikowane i pełne wyzwań są operacje kosmiczne, a także jak istotna jest współpraca międzynarodowa i elastyczność w obliczu niespodziewanych problemów technicznych. NASA kontynuuje intensywne prace nad rozwiązaniem obecnych trudności, aby zapewnić bezpieczeństwo swoim astronautom oraz sukces przyszłych misji.

  • Kosmiczne napięcia: ULA i Blue Origin kwestionują plany SpaceX

    Kosmiczne napięcia: ULA i Blue Origin kwestionują plany SpaceX

    United Launch Alliance (ULA) oraz Blue Origin wyraziły swoje zaniepokojenie planami SpaceX, które dotyczą regularnych startów ogromnej rakiety Starship z Florydy. W dokumentach przedłożonych w zeszłym miesiącu do Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA), obie firmy podkreśliły, że operacje SpaceX mogą mieć negatywny wpływ na ich własne działania w tym miejscu.

    Blue Origin, firma kosmiczna założona przez Jeffa Bezosa, zaapelowała do rządu federalnego USA o ograniczenie liczby startów i lądowań Starship, testów oraz innych operacji SpaceX. Elon Musk, założyciel i dyrektor generalny SpaceX, odpowiedział na to zgłoszenie, nazywając je „oczywiście nieszczerą odpowiedzią” oraz zarzucając Blue Origin próbę utrudnienia postępu SpaceX przy pomocy reguł prawnych. 

    FAA i SpaceX przygotowują obecnie oświadczenie o wpływie na środowisko dla startów i lądowań rakiety Super Heavy Booster i Starship z Launch Complex 39A w NASA Kennedy Space Center (KSC). Równocześnie US Space Force współpracują z SpaceX nad podobnym przeglądem środowiskowym dla lotów Starship z Space Launch Complex 37 na pobliskiej stacji Cape Canaveral Space Force Station (CCSFS). Te recenzje prawdopodobnie nie zostaną ukończone przed końcem 2025 roku, co oznacza, że SpaceX nie będzie mogło wystrzeliwać Starship z Florydy wcześniej niż po tej dacie. Dodatkowo, SpaceX musi zbudować odpowiednią infrastrukturę startową w obu lokalizacjach, co może zająć kilka lat.

    ULA i Blue Origin podkreślają, że FAA powinna wziąć pod uwagę, jak regularne loty wielokrotnego użytku Starship wpłyną na innych dostawców startów działających na Cape Canaveral. Według TechCrunch, SpaceX planuje nawet 120 startów rocznie, co znacząco wpłynęłoby na dostępność przestrzeni powietrznej i zasobów na Florydzie.

    Blue Origin wskazało, że starty i lądowania Starship-Super Heavy będą miały większy wpływ na środowisko niż jakikolwiek inny system startowy obecnie działający w KSC lub CCSFS. W obecnej konfiguracji, Starship jest najpotężniejszą rakietą w historii, a SpaceX opracowuje jeszcze większy wariant, który będzie wystrzeliwany z Cape Canaveral.

    Tory Bruno, dyrektor generalny ULA, podkreślił, że ilość paliwa potrzebna dla tej rakiety wymaga strefy ewakuacyjnej za każdym razem, gdy jest zasilana, co obejmuje obiekty innych firm. Starty SpaceX mogą wymagać, aby sąsiednie platformy startowe były ewakuowane podczas operacji Starship, co może uniemożliwić ULA wystrzelenie krytycznych satelitów bezpieczeństwa narodowego dla armii USA.

    To nie pierwszy raz, kiedy Blue Origin i ULA próbują zablokować SpaceX przed utworzeniem nowego miejsca startu. W 2013 roku obie firmy walczyły o prawa do dzierżawy LC-39A od NASA. SpaceX wygrało tę batalię i rozpoczęło wystrzeliwanie rakiet Falcon 9 z tej wyrzutni w 2017 roku.

    Blue Origin wielokrotnie sprzeciwiało się decyzjom faworyzującym SpaceX, w tym przyznaniu kontraktu NASA na załogowy lądownik księżycowy w 2021 roku. Pomimo tych sprzeciwów, SpaceX kontynuuje swoje prace nad rozwojem technologii rakietowych i lądowników.

    W zeszłym roku z wybrzeża Florydy wystrzelono 72 rakiety klasy orbitalnej. NASA planuje zwiększenie tej liczby do 225 startów rocznie do 2030 roku. Istnieją jednak fizyczne ograniczenia dotyczące rosnącej zdolności startowej na Cape Canaveral.

    Blue Origin apeluje o inwestycje rządowe w dodatkową infrastrukturę startową, aby udostępnić więcej platform startowych i zmniejszyć konflikty między operacjami różnych firm. ULA sugeruje, że organy regulacyjne powinny rozważyć zatrzymanie jakichkolwiek startów Starship z wybrzeża Florydy, co jest jednak mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę zainteresowanie NASA i wojska w programie Starship.

    Debata wokół startów SpaceX z Florydy podkreśla rosnące napięcia w branży kosmicznej. ULA i Blue Origin starają się chronić swoje operacje i kontrakty, podczas gdy SpaceX dąży do realizacji ambitnych planów eksploracji kosmosu. Ostateczna decyzja w tej sprawie będzie miała kluczowe znaczenie dla przyszłości startów rakietowych na Florydzie.

  • NASA podpisała kontrakt z firmą Elon Muska. Chodzi o zakończenie misji ISS

    NASA podpisała kontrakt z firmą Elon Muska. Chodzi o zakończenie misji ISS

    NASA podpisała kontrakt z SpaceX, firmą kontrolowaną przez Elona Muska, na kwotę 843 milionów dolarów. Kontrakt dotyczy budowy pojazdu, który wyprowadzi Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS) z jej orbity po zakończeniu jej żywotności w ciągu kilku najbliższych lat.

    SpaceX, prywatna firma z siedzibą w Hawthorne w Kalifornii, będzie odpowiedzialna za stworzenie pojazdu, który przeprowadzi tę skomplikowaną operację. NASA jednak będzie nadal nadzorować ostateczną misję, aby zapewnić jej bezpieczne i skuteczne przeprowadzenie.

    ISS została wystrzelona w 1998 roku i od 2000 roku jest zamieszkana przez załogi astronautów. Stacja jest wynikiem współpracy międzynarodowej między agencjami kosmicznymi USA, Europy, Japonii, Kanady i Rosji. Wszystkie te kraje i regiony zobowiązały się do wspierania funkcjonowania stacji do 2030 roku, z wyjątkiem Rosji, która zadeklarowała swój udział jedynie do 2028 roku.

    Ten kontrakt jest kolejnym dowodem na zaufanie, jakie NASA pokłada w technologiczną sprawność SpaceX. Firma, założona w 2002 roku przez Muska, stała się liderem w dziedzinie eksploracji kosmosu. Elon Musk jest również siłą napędową Tesli, producenta samochodów elektrycznych, co stanowi główne źródło jego majątku szacowanego na 220 miliardów dolarów.

    Decyzja NASA o wyborze SpaceX do tego ambitnego projektu jest znaczącym krokiem w przyszłość międzynarodowej współpracy kosmicznej oraz dalszego rozwoju technologii umożliwiających bezpieczne eksplorowanie przestrzeni kosmicznej.

  • Robotyka kosmiczna na progu rewolucji – od Sci-Fi do rzeczywistości

    Robotyka kosmiczna na progu rewolucji – od Sci-Fi do rzeczywistości

    Pięć lat temu, na orbicie okołoziemskiej, NASA zrealizowała projekt rodem z powieści science fiction. Wprowadzenie na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) systemu Astrobees – zrobotyzowanych pomocników, miało na celu wsparcie astronautów w naprawach i konserwacji. Dziś, po pięciu latach, robotyka kosmiczna przeszła z rewolucji w ewolucję, stając się jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się sektorów technologii.

    Nowa era w robotyce kosmicznej

    W ciągu ostatnich trzech lat, sektor robotyki kosmicznej przyciągnął ponad 200 milionów dolarów kapitału podwyższonego ryzyka, a ponad 40 firm z pionierskimi pomysłami dołączyło do tego wyścigu technologicznego. Platforma Technology Foresights firmy GlobalData podkreśla, że robotyka kosmiczna jest na fali wznoszącej, a firmy takie jak Aerospace New Long March EV Technology z Chin, Gitai z Japonii i Astrobotics ze Stanów Zjednoczonych, prowadzą w innowacyjnych zastosowaniach tej technologii.

    Od inspekcji po serwisowanie – szerokie zastosowania

    Robotyka kosmiczna skupia się na projektowaniu i produkcji maszyn zdolnych do pracy w ekstremalnych warunkach przestrzeni kosmicznej. Od dokładnej inspekcji statków kosmicznych, poprzez serwisowanie satelitów, montaż komponentów, po zbieranie śmieci kosmicznych – te zautomatyzowane systemy odgrywają kluczowe role w misjach eksploracyjnych.

    W ostatnich latach, technologie takie jak precyzyjne tankowanie statków kosmicznych i budowa infrastruktury na powierzchniach Księżyca i Marsa przeszły od pomysłu do rzeczywistości. Według danych GlobalData, robotyka kosmiczna wykazuje jeden z najwyższych wskaźników wzrostu aktywności innowacyjnej, a Chiny dominują z 58% wszystkich zgłoszeń patentowych w tej dziedzinie.

    Międzynarodowa stacja kosmiczna, HPE, Superkomputer
    Międzynarodowa Stacja Kosmiczna / źródło: NASA

    Przełomowe misje i nowe technologie

    NASA od ponad dekady prowadzi prace nad robotami astronautami, rozwijając zrobotyzowane egzoszkielety i systemy wsparcia dla astronautów. Jednak to nie tylko amerykańska agencja kosmiczna wprowadza innowacje. Japońska agencja kosmiczna JAXA, w styczniu 2024 roku, w ramach misji „Moon Sniper”, skutecznie umieściła na powierzchni Księżyca robota SORA-Q, osiągając tym samym znaczący kamień milowy w robotyce kosmicznej.

    Jednym z najbardziej ambitnych projektów NASA jest planowanie autonomicznych robotów do budowy schronów i instalacji paneli słonecznych na Księżycu i Marsie. Te roboty, działając bez potrzeby stałego nadzoru ludzkiego, mogą otworzyć nowe możliwości w eksploracji kosmicznej i przygotowaniach do przyszłych misji załogowych.

    Wzrost nowych graczy i inwestycji

    Wzrost liczby firm angażujących się w rozwój robotyki kosmicznej jest pozytywną wiadomością dla całego sektora. Japoński startup Aeroscale, specjalizujący się w usuwaniu śmieci kosmicznych, zadebiutował na Tokijskiej Giełdzie Papierów Wartościowych w czerwcu 2024 roku, a jego akcje wzrosły o 51% w ciągu pierwszego tygodnia. To świadczy o rosnącym zaufaniu inwestorów do przyszłości tej technologii.

    Ku przyszłości – transformacja Sci-Fi w rzeczywistość

    Robotyka kosmiczna, kiedyś domena wyobraźni i scenariuszy filmów sci-fi, dzisiaj staje się rzeczywistością, wkraczając w erę pełną możliwości. Innowacje w tej dziedzinie obiecują nie tylko dalszy rozwój technologii kosmicznych, ale także fundamentalną zmianę w sposobie, w jaki eksplorujemy i wykorzystujemy przestrzeń kosmiczną. Przyszłość, w której roboty budują nasze bazy na Księżycu czy Marsie, wydaje się być coraz bliżej, przekształcając wizje science fiction w codzienność.

  • Starliner wreszcie wzniósł się w powietrze. Nie obyło się bez problemów

    Starliner wreszcie wzniósł się w powietrze. Nie obyło się bez problemów

    Po latach przygotowań, statek kosmiczny Boeinga Starliner w końcu wzniósł się na orbitę z Florydy, otwierając nowy rozdział w historii eksploracji kosmicznej. W środę rano, z platformy startowej w Cape Canaveral, dwaj weterani astronauci NASA – Butch Wilmore i Suni Williams – rozpoczęli swoją misję na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS).

    Pierwotnie, Starliner miał wystartować 1 czerwca, jednak lot został odwołany w ostatniej chwili – czytaj tutaj.

    Starliner wystartował dokładnie o 10:52 czasu EDT, wykorzystując rakietę United Launch Alliance Atlas V. Po zaledwie piętnastu minutach od startu, po zrzuceniu dopalaczy i z głównym silnikiem RD-180 na pokładzie, drugi stopień rakiety Centaur umieścił Starlinera na odpowiedniej orbicie, rozpoczynając tym samym prawie 26-godzinne pościg za ISS. Planowane dokowanie nastąpić ma o 12:15 EDT w czwartek.

    Administrator NASA, Bill Nelson, krótko po starcie, z entuzjazmem podkreślił, że Wilmore i Williams, obaj byli piloci US Navy, „przetestują ten statek od A do Z”, aby upewnić się, że Starliner jest gotowy na operacyjne, sześciomiesięczne misje rotacji załogi na ISS. Ten lot testowy ma kluczowe znaczenie nie tylko dla NASA, ale także dla Boeinga, który stara się odbudować zaufanie po serii problemów technicznych i bezpieczeństwa.

    Projekt Starliner, który pierwotnie został ogłoszony w 2010 roku, miał wielokrotnie zmagać się z przeciwnościami. Od kwestii finansowania przez Kongres, przez wycieki paliwa, aż po problemy z zaworami i spadochronami. Niektóre z tych problemów doprowadziły do opóźnień i dodatkowych kosztów, które wyniosły Boeinga prawie 1,5 miliarda dolarów. Pomimo tych przeciwności, ostatni lot testowy w 2022 roku zakończył się sukcesem, przybliżając Starlinera do gotowości na przewożenie załóg.

    Tymczasem SpaceX, główny konkurent Boeinga w komercyjnym programie załogowym NASA, już od 2020 roku z powodzeniem realizuje misje załogowe. To stawia dodatkową presję na Boeinga, aby udowodnił swoją wartość i niezawodność w tej nowej erze kosmicznych podróży.

    Przez cały lot Wilmore i Williams przeprowadzali szereg testów i manewrów, aby sprawdzić możliwości manualnego sterowania Starlinerem. Te próby wykazały, że systemy statku działają z precyzją, nawet przewyższającą symulatory.

    Pomimo początkowych sukcesów, ekipa napotkała nowe wyzwania w postaci niewielkich wycieków helu w module serwisowym, które zostały odkryte kilka godzin po starcie. Inżynierowie Boeinga i NASA kontynuują monitorowanie i zarządzanie tymi problemami, co jest typowe dla skomplikowanych systemów wysokiego ciśnienia w przestrzeni kosmicznej.

    Niemniej jednak, jeśli misja zakończy się sukcesem, będzie to nie tylko triumf dla załogi i zespołów inżynieryjnych, ale również dla Boeinga, który dąży do ostatecznego potwierdzenia, że Starliner jest gotowy do regularnych misji na ISS, umacniając pozycję USA w erze nowych kosmicznych odkryć.

  • Pełen problemów Starliner poleci wraz z załogą na orbitę już 1 czerwca

    Pełen problemów Starliner poleci wraz z załogą na orbitę już 1 czerwca

    Kapsuła Starliner, dzieło współpracy Boeinga z NASA, ma zaplanowany swoj pierwszy załogowy lot testowy na 1 czerwca. Po serii misji demonstracyjnych oraz miesiącach rozwiązywania problemów technicznych, w tym wycieku helu i istotnych luk w projektowaniu układu napędowego, menedżerowie z obu organizacji zapewniają, że statek kosmiczny jest teraz gotowy do zadania.

    Zespół inżynierów przeprowadził szeroko zakrojone przeglądy, które, jak mówią, doprowadziły do ustalenia prawdopodobnych przyczyn niedoskonałości, a także zapewnienia, że nawet potencjalne pogorszenie sytuacji nie wprowadzi dodatkowych ryzyk dla nadchodzącego lotu. Chociaż droga do tego momentu była wyboista, z opóźnieniami wywołanymi przez techniczne i projektowe wyzwania, zarówno NASA, jak i Boeing wyrażają przekonanie, że nadchodzące starty będą krokiem milowym w długotrwałym dążeniu do zapewnienia regularnych misji załogowych na Międzynarodową Stację Kosmiczną.

    Przegląd problemów i ich rozwiązania

    Kiedy zespół Starlinera stanął w obliczu poważnych wyzwań technicznych, takich jak wyciek helu i znalezienie luk w projektowaniu układu napędowego, odpowiedź inżynierów była natychmiastowa i zdecydowana. Przez ostatnie tygodnie przeprowadzono dogłębne analizy, które miały na celu nie tylko zrozumienie przyczyn wystąpienia tych problemów, ale również zapewnienie, że nie stanowią one większego zagrożenia dla załogowego lotu testowego.

    Problem z wyciekiem helu zidentyfikowano jako wadliwą uszczelkę w jednym z napędowych modułów serwisowych. Hel, będący gazem obojętnym, pełni kluczową rolę w układzie napędowym, pomagając przepychać paliwo do silników. Wadliwa uszczelka, choć drobna, mogła mieć poważne konsekwencje. „To nie jest tylko mały wyciek. To kwestia, która mogłaby wpłynąć na całą misję, gdyby została niezauważona,” wyjaśnia Steve Stich, kierownik komercyjnego programu załogi NASA.

    Po rozpoznaniu problemu, zespół Boeinga zdecydował się na dokładniejsze badanie i analizę sytuacji, zamiast przechodzić do natychmiastowej naprawy. „To była decyzja oparta na analizie ryzyka. Chcieliśmy zrozumieć głębiej naturę wycieku, zanim podejmiemy dalsze kroki,” mówi Mark Nappi, wiceprezes Boeinga i kierownik programu dla Starliner. W efekcie przeprowadzono trzydniową kontrolę zaniku ciśnienia w układzie, która nie wykazała dalszych wycieków.

    Luka w projektowaniu układu napędowego stanowiła dodatkowe wyzwanie. Odkryto, że w bardzo rzadkich przypadkach, specyficzna kombinacja awarii technicznych mogłaby uniemożliwić przeprowadzenie manewru deorbitacji, kluczowego dla bezpiecznego powrotu kapsuły na Ziemię. To odkrycie skłoniło inżynierów do przemyślenia i modyfikacji projektu. „Zaprojektowaliśmy nową metodę spalania deorbitacyjnego, która będzie wymagała mniejszej liczby silników, ale zapewni większą redundancję,” tłumaczy Nappi.

    Historia i wyzwania programu Starliner

    Program Starliner, będący jednym z filarów współczesnego załogowego programu kosmicznego NASA, miał od początku ambicje zmieniania zasad gry w przestrzeni kosmicznej. Jednak droga do realizacji tych ambitnych celów nie była pozbawiona przeszkód. Od pierwszego zleconego projektu w 2014 roku, gdy NASA przyznała Boeingowi kontrakt o wartości 4,2 miliarda dolarów, Starliner napotkał serię wyzwań technicznych, które opóźniły jego postępy.

    Problemy techniczne i opóźnienia

    Od oprogramowania po skorodowane zawory, Starliner borykał się z różnorodnymi problemami technicznymi. Pierwszy lot testowy w 2019 roku został przerwany z powodu błędów w oprogramowaniu, które uniemożliwiły zadokowanie statku kosmicznego na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Wymagało to od Boeinga przeprowadzenia drugiego, nieplanowanego lotu testowego, co stanowiło kolejne opóźnienie.

    Kwestie bezpieczeństwa

    Bezpieczeństwo zawsze było na pierwszym miejscu, ale odkrycia takie jak łatwopalna taśma w kokpicie oraz problemy z projektem spadochronów dodatkowo komplikowały sytuację. Te problemy, ujawnione zaledwie kilka miesięcy przed planowanym lotem testowym załogi w 2020 roku, zmusiły inżynierów do przemyślenia i przetestowania ponownie niektórych aspektów projektu.

    Wyzwania projektowe i przeglądy

    Jak mówi Mark Nappi, który objął kierownictwo programu Starliner w 2022 roku, nie wszystkie problemy zostały zauważone w odpowiednim czasie. „Przeoczyliśmy kilka rzeczy, które okazały się krytyczne, mimo intensywnych przeglądów,” przyznaje Nappi. To doprowadziło do dalszego przesunięcia testów i przeglądów systemu przez NASA i Boeing.

    Mimo tych wyzwań, zespół Starliner wciąż jest zdecydowany pokonać te przeszkody i osiągnąć sukces. Każde doświadczenie, każda niepowodzenie, jak twierdzi Nappi, wnosi cenne lekcje, które są niezbędne do doskonalenia projektu i procedur. Z perspektywy długoterminowej, te trudności mogą nawet przyczynić się do większego zaufania i bezpieczeństwa misji kosmicznych.

    Przygotowania do nadchodzącego lotu

    W obliczu nadchodzącego pierwszego załogowego lotu testowego Starlinera, planowanego na 1 czerwca, zarówno NASA, jak i Boeing intensyfikują przygotowania, aby zapewnić, że wszystko przebiegnie zgodnie z planem. Członkowie załogi, Dowódca NASA Butch Wilmore oraz pilot Suni Williams, już przeszli szereg treningów i symulacji, które mają ich przygotować na wyzwania związane z tym historycznym lotem.

    Finalne przygotowania i procedury startowe

    • Kwarantanna załogi: Wilmore i Williams znajdują się w ścisłej kwarantannie medycznej, aby uniknąć jakiegokolwiek ryzyka zdrowotnego przed lotem. To standardowa procedura mająca na celu ochronę zdrowia astronautów przed infekcjami, które mogłyby wpłynąć na przebieg misji.
    • Przegląd gotowości: Przed planowanym startem, NASA przeprowadzi dokładny przegląd gotowości lotu, który ma na celu ostatnie sprawdzenie wszystkich systemów Starlinera oraz infrastruktury startowej. Ten przegląd jest kluczowym etapem w finalnych przygotowaniach do startu.
    • Powrót na platformę startową: Po zakończeniu wszelkich poprawek i testów, rakieta Atlas V wraz ze statkiem kosmicznym Starliner zostanie przetransportowana z powrotem na platformę startową. Jest to ostatni etap przed rozpoczęciem odliczania do startu.

    Testy i symulacje

    • Testy systemów: Wszystkie kluczowe systemy statku kosmicznego, w tym układ napędowy, systemy życia i komunikacja, zostały gruntownie przetestowane w warunkach naziemnych. To ma na celu wyeliminowanie wszelkich potencjalnych problemów przed wejściem w przestrzeń kosmiczną.
    • Symulacje lotu: Wilmore i Williams przeprowadzili liczne symulacje lotu, w tym testy nowego trybu spalania deorbitacyjnego, który został opracowany po odkryciu luki w projektowaniu. Symulacje te pomagają załodze zrozumieć, jak reagować na różne scenariusze awaryjne, które mogą wystąpić podczas misji.

    Komunikacja i wsparcie

    • Wsparcie techniczne i logistyczne: Zespoły techniczne i logistyczne na Ziemi są w pełnej gotowości, aby wspierać misję zarówno przed startem, jak i podczas trwania lotu. Komunikacja między statkiem kosmicznym a centrum kontroli misji będzie nieustannie monitorowana, aby zapewnić natychmiastową reakcję na jakiekolwiek problemy.
    • Zapewnienie bezpieczeństwa: Bezpieczeństwo załogi jest najwyższym priorytetem. Wszystkie procedury i systemy bezpieczeństwa zostały przetestowane i zatwierdzone, zapewniając, że załoga ma maksymalne szanse na bezpieczny lot i powrót.

    Perspektywy i implikacje długoterminowe

    Nadchodzący załogowy lot testowy statku kosmicznego Starliner nie tylko stanowi ważny krok w kierunku regularnych misji załogowych na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS), ale również otwiera nowe możliwości dla przyszłych eksploracji kosmicznych. Przy sukcesie tego lotu, NASA i Boeing mają nadzieję na sformalizowanie Starlinera jako kluczowego elementu w sześciomiesięcznych rotacyjnych lotach załogowych do stacji w przyszłym roku.

    Wzmocnienie współpracy publiczno-prywatnej

    • Partnerstwo NASA-Boeing: Ten test jest wyrazem silnej współpracy publiczno-prywatnej, która ma na celu rozwijanie nowoczesnych technologii kosmicznych. Sukces w takich projektach może przyciągnąć dalsze inwestycje w sektorze kosmicznym oraz zwiększyć zaufanie do komercyjnych przedsięwzięć kosmicznych.
    • Alternatywa dla innych pojazdów: Starliner, obok kapsuły Crew Dragon firmy SpaceX, ma być jednym z dwóch głównych pojazdów transportujących astronautów do ISS, co daje NASA większą elastyczność i niezależność w dostępie do kosmosu.

    Długoterminowe wyzwania i rozwiązania

    • Naprawa błędów projektowych: Problemy z układem napędowym i inne wyzwania techniczne, które opóźniły program, są nadal przedmiotem analiz. NASA i Boeing kontynuują prace nad trwałymi rozwiązaniami, które mogłyby usunąć odkryte luki projektowe i zapobiec podobnym problemom w przyszłości.
    • Bezpieczeństwo i niezawodność: Każdy lot testowy przynosi nowe dane, które są kluczowe dla dalszego rozwijania i udoskonalania technologii. Te informacje są niezbędne do zapewnienia, że przyszłe misje będą jeszcze bezpieczniejsze i bardziej niezawodne.

    Przyszłe perspektywy eksploracji kosmicznej

    • Dalsze misje: Po zakończeniu testów, Starliner ma stać się regularnym środkiem transportu astronautów, co może otworzyć drzwi do bardziej zaawansowanych misji, takich jak dłuższe pobyty na ISS czy nawet misje do Księżyca w ramach programu Artemis.
    • Międzynarodowa współpraca: Sukces Starlinera może również przyczynić się do zacieśnienia międzynarodowej współpracy w przestrzeni kosmicznej, przyciągając nowe kraje do wspólnych projektów i misji.

    Sukces nadchodzącego lotu testowego ma zatem znaczenie nie tylko dla bezpośrednich celów misji, ale także dla całej przyszłości załogowych lotów kosmicznych. W miarę jak Starliner przybliża się do swojego pierwszego załogowego testu, oczekiwania są wysokie, a wyniki będą miały dalekosiężne skutki dla całego sektora kosmicznego.

    Nowe horyzonty dla Starlinera i eksploracji kosmicznej

    W momencie zbliżania się do pierwszego załogowego testu lotu Starlinera, zarówno NASA, jak i Boeing stoją na progu ważnego rozdziału w historii załogowych lotów kosmicznych. Ten lot testowy nie jest tylko próbą technologii; to kamień milowy, który ma potwierdzić gotowość Starlinera do regularnych misji na Międzynarodową Stację Kosmiczną oraz zwiększyć zaufanie do komercyjnych lotów kosmicznych.

  • Autonomiczne łodzie przyspieszą eksplorację mórz i oceanów

    Autonomiczne łodzie przyspieszą eksplorację mórz i oceanów

    Choć ludzkość lata już na Księżyc i wysyła sondy na Marsa, a wkrótce na Jowisza, to dno morskie wciąż pozostaje największą niewiadomą. Dotąd jedynie 20 proc. dna zostało zbadane. Wykorzystanie zaawansowanych systemów nawigacji satelitarnej do konstrukcji statków badawczych umożliwi zdalne kontrolowanie bezzałogowych łodzi wykorzystywanych do badania dna morskiego. Firmie SEA-KIT udało się z powodzeniem ukończyć pierwszą misję tego typu. Statek Maxlimer podczas eksperymentalnej misji zmapował przeszło 1000 kilometrów kwadratowych oceanicznych głębin.

    Mapowanie dna morskiego jest procesem znacznie żmudniejszym i trudniejszym niż obrazowanie powierzchni ciał niebieskich Układu Słonecznego. Choć zespołowi naukowców z amerykańskiej agencji kosmicznej NASA i Lunar and Planetary Institute udało się stworzyć w 2020 roku kompleksową mapę powierzchni Księżyca, dotychczas ludzkość zmapowała niespełna 20 proc. powierzchni ziemskiego dna oceanicznego.

    W przyspieszeniu procesu tworzenia map mórz i oceanów pomogą bezzałogowe statki.

    – Podczas swojej 22-dniowej misji statek Maxlimer wykorzystał satelity na niebie, aby pokazać nam, co możemy zrobić pod powierzchnią morza. Zrobotyzowane łodzie mogą radykalnie zmienić sposób, w jaki pracujemy na morzu, a ten projekt, wspierany przez Brytyjską Agencję Kosmiczną, dał nam wyjątkowy wgląd w przyszły potencjał operacji morskich z wykorzystaniem satelity ​– przekonuje Graham Turnock, szef Brytyjskiej Agencji Kosmicznej.

    Maxlimer, który opracowano w ramach konkursu Shell Ocean Discovery XPRIZE, to łódź naukowa zbudowana przez inżynierów z SEA-KIT. Nie tylko udało się pomyślnie zobrazować przeszło 1000 kilometrów kwadratowych dna oceanicznego, statek okazał się także niezwykle ekonomiczny. Zespół odpowiedzialny za projekt zakładał, że dzięki wykorzystaniu silnika hybrydowego po zakończeniu misji w zbiornikach Maxlimera pozostanie jeszcze 300-400 litrów paliwa. Tymczasem statek dobił do portu z 1300-litrowym zapasem.

    – To, co zaczęło się jako naukowe wyzwanie podjęte przez utalentowanych członków zespołu absolwentów fundacji GEBCO-Nippon, stało się wielokrotnie nagradzaną technologią, która teraz przekształciła się w rentowną firmę handlową. Dokładnie taki innowacyjny ekosystem starały się stworzyć GEBCO i The Nippon Foundation, uruchamiając Seabed 2030 ​– wskazuje Jamie McMichael-Phillips, dyrektor programu Seabed 2030.

    Ramowy plan projektu Seabed 2030 zakłada wykorzystanie nowoczesnych technologii do pełnego zobrazowania dna oceanicznego, aby ułatwić proces nawigacji morskiej oraz poprawić narzędzia naukowe do modelowania zmian klimatycznych, cyrkulacji oceanów czy przewidywania tsunami. Od momentu powołania programu poczyniono zauważalne postępy na drodze mapowania oceanów – w 2017 roku naukowcy zobrazowali jedynie 6 proc. powierzchni oceanów, do 2020 roku udało się zwiększyć ten odsetek do 19 proc.

    W przyszłości takie pojazdy jak Maxlimer będą mogły funkcjonować w pełni autonomicznie, a rola operatorów ograniczy się jedynie do kontrolowania przebiegu misji. Twórcy łodzi liczą także na to, że podobne bezzałogowe pojazdy mogłyby zostać wykorzystane również w przemyśle m.in. do rozciągania kabli komunikacyjnych między kontynentami.

    SEA-KIT nie jest jedyną firmą, która wykorzystuje zaawansowane technologie autonomiczne w procesie mapowania dna oceanicznego. W maju 2020 roku rosyjski bezzałogowy aparat podwodny Witjaz’-D zszedł na dno Rowu Mariańskiego na głębokość 10028 metrów. Pojazd zobrazował powierzchnię, wykonał szereg zdjęć oraz nagrań filmowych. Jest to pierwszy w pełni autonomiczny aparat podwodny, któremu udało się zejść tak głęboko pod powierzchnię oceanu.

    ​– Dane zebrane podczas podróży po Atlantyku będą cennym dodatkiem do globalnych badań dna morskiego ​– wskazuje Jamie McMichael-Phillips, dyrektor programu Seabed 2030. ​– Co ważniejsze, jest to kolejny kamień milowy na drodze do rozwoju tego rodzaju skalowalnej i przyjaznej dla środowiska technologii, której będziemy potrzebować, aby osiągnąć nasz cel, jakim jest mapowanie całego dna oceanów na świecie do końca dekady.

    Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku autonomicznych statków w 2018 roku wyniosła 6,1 mld dol. Przewiduje się, że do 2030 roku wzrośnie do 13,8 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 7 proc.

  • Pandemia dotknęła branżę kosmiczną, zwłaszcza start-upy i mniejsze firmy

    Pandemia dotknęła branżę kosmiczną, zwłaszcza start-upy i mniejsze firmy

    Pandemia dotknęła branżę kosmiczną w taki sam sposób jak większość innych branż. Wiele mniejszych firm i start-upów upadła lub została wykupiona przez większe podmioty. Kosmiczni giganci właśnie w czasach pandemii notują jednak rekordy popularności, a to za sprawą korzystnego okna startowego. W lipcu swoje misje na Marsa wysłały Chiny, ZEA i USA. Coraz głośniej mówi się o planach kolonizacyjnych Czerwonej Planety. Przed budową pierwszego marsjańskiego miasta ważne jest jednak, aby zrozumieć warunki atmosferyczne i geologiczne, jakie na niej panują. Badania kosmiczne mają też wpływ na życie każdego z nas. Przyspieszą odkrycia, które będziemy mogli stosować w życiu codziennym.

    – Pandemia wpłynęła na badania kosmiczne oraz całą branżę kosmiczną w taki sam sposób jak na każdą inną branżę. Start-upy oraz mniejsze firmy, które funkcjonują w tym segmencie, niestety upadły, zbankrutowały bądź zostały wykupione. Giganci tacy jak SpaceX czy rosyjski Roskosmos trzymają się jednakże w ograniczony sposób ze względu na trochę inny budżet i inne podejście do tematuwskazuje Bartosz Bałdyga, kierownik działu astronomicznego w Olsztyńskim Planetarium i Obserwatorium Astronomicznym.

    Chociaż pandemia koronawirusa ma wpływ niemal na każdą branżę, to nie zatrzymała planów podboju kosmosu. W lipcu Agencja Kosmiczna Zjednoczonych Emiratów Arabskich wystrzeliła misję Hope na orbitę Marsa. Sonda dołączy do sześciu innych orbitujących wokół Czerwonej Planety. Głównym celem misji jest badanie rzadkiej atmosfery i dynamiki klimatu Marsa – sposobu, w jaki traci wodór i tlen ze swojej atmosfery. Najbardziej ambitnym celem jest stworzenie globalnej mapy jego atmosfery. Kilka dni później swoją marsjańską misję rozpoczęli także Chińczycy. Misja dziewiczego łazika na Marsa z Chin obejmuje sondę, łazik i lądownik. Głównym celem łazika jest wykrywanie podziemnych złóż wody i lodu za pomocą wbudowanego systemu radarowego.

    Badania wielokrotnie wykazały, że jeśli w Układzie Słonecznym jest jakaś planeta, na której może istnieć życie poza Ziemią, jest nią Mars. Analizując możliwość przetrwania ludzi na Czerwonej Planecie, badacze przekonują, że do jej skolonizowania potrzeba zaledwie 110 osób. Ale przed kolonizacją ważne jest, aby zrozumieć warunki atmosferyczne i geologiczne na Marsie. W ciągu ostatnich lat odbyło się kilka misji badawczych, jednak pod tym względem 2020 rok jest rekordowy.

    – Na szczęście pandemia SARS-CoV-2 aż tak bardzo nie pomieszała nam szyków. Trochę z wyścigu odpadła Rosja, było dosyć dużo przypadków zakażeń w Roskosmosie. Jednakże przyszłe lata przyniosą tylko zwyżkęprzekonuje Bartosz Bałdyga.Amerykanie również nie próżnują, wysłali na Marsa swojego kolejnego robota – Perseverance (Wytrzymałość – przyp. red.). Łazik będzie wyposażony, co jest novum, w helikopter, który ma się unosić w rzadkiej atmosferze marsjańskiej i również ją badać.

    NASA poprzez swoją misję planuje rozpocząć przygotowania do przyszłych eksploracji Marsa przez ludzi. Łazik Perseverance został specjalnie zaprojektowany do poszukiwania śladów życia drobnoustrojów w przeszłości, będzie również wiercił marsjańską glebę i pobierze próbki skał do dalszych badań naukowych.

    Badania atmosfery Marsa mogą pomóc naukowcom w badaniach nad ziemską atmosferą. Zaplanowane misje mogą przybliżyć nas też do kolonizacji Marsa – Elon Musk jasno wskazywał, że jego marzeniem jest zbudowanie miasta na Czerwonej Planecie. Mogą też w znaczący sposób wpłynąć na nasze życie na Ziemi.

    – Z perspektywy przeciętnego człowieka misje i badania kosmiczne w pewnym sensie mogą być nieodczuwalne, ale jest to pozorne. Każdy z nas ma w domu patelnię teflonową, a teflon powstał właśnie w wyniku badań, jak zabezpieczyć powierzchnię statków kosmicznych, które wracają przez ziemską atmosferę. W dalszej perspektywie pojawią się odkrycia i wynalazki, które będziemy mogli stosować w życiu codziennym, nawet nie podejrzewając, że wzięły się one z kosmosu –przekonuje ekspert.

  • Najnowsze ładowarki naładują smartfona w 20 minut. W przyszłości może wystarczyć zaledwie minuta

    Najnowsze ładowarki naładują smartfona w 20 minut. W przyszłości może wystarczyć zaledwie minuta

    Ładowanie baterii telefonu w mniej niż minutę będzie w przyszłości możliwe dzięki technologii dziś wykorzystywanej w branży kosmicznej – twierdzi NASA. Producenci wciąż pracują także nad rewolucyjnymi akumulatorami, których czas ładowania do pełna zamknie się w kwadransie. Ich premiera może nastąpić jeszcze w tym roku. Obecnie najbardziej zaawansowane ładowarki mogą naładować baterię smartfona w 20 minut, czyli trzykrotnie szybciej niż sprzedawane do tej pory.

    – Przyspieszone wprowadzenie technologii 5G na całym świecie, a także rosnąca dywersyfikacja aplikacji zużywających dużo energii, w tym gier i aplikacji do oglądania filmów, stanowią nowe wyzwania dla żywotności baterii telefonów komórkowych i ładowania użytkowników – podkreśla Jeff Zhang, główny naukowiec ds. technologii ładowania w OPPO.

    OPPO wprowadziło właśnie na rynek najnowsze ładowarki z technologią ładowania 125 W, które są w stanie naładować do pełna baterię o pojemności 4000 mAh w zaledwie 20 minut. Już po 5 minutach bateria naładowana jest do 41 proc. Dla porównania superszybka ładowarka od Huawei dysponuje mocą 22,5 W i baterię o pojemności 3800 mAh naładuje do pełna w nieco ponad godzinę. Po 30 minutach sprawna bateria jest zaś naładowana w 60 proc.

    Ładowarka OPPO wyposażona jest ponadto w trzy oddzielne pompy ładowania i szereg czujników, które mają zapobiegać powstawaniu przeciążeń mogących uszkodzić ładowany sprzęt. Oprócz ładowarki przewodowej o mocy 125 W OPPO produkuje też ładowarki bezprzewodowe AirVOOC o mocy 65 W. Czas ładowania baterii 4000 mAh wynosi w tym przypadku 30 minut. Ładowarka ta jest wyposażona w szklaną obudowę służącą do redystrybuowania ciepła, a także półprzewodnikową chłodnicę, dzięki której ładowany telefon nie nagrzewa się zbyt mocno.

    – W 2014 roku wprowadziliśmy technologię szybkiego ładowania VOOC Flash Charge. Teraz jesteśmy zobowiązani do dalszego rozwijania naszej wiedzy i zalet w dziedzinie technologii bezprzewodowego, szybkiego ładowania o dużej mocy i kompaktowych rozmiarach, aby zapewniały użytkownikom bezpieczne, wydajne i wygodne ultraszybkie ładowanie – wskazuje Jeff Zhang.

    Przyszłością ładowania urządzeń mobilnych są też zmiany w technologii produkcji ich akumulatorów. Jak wskazuje NASA, baterie w smartfonach przyszłości będą się ładowały w mniej niż minutę. Na razie największe nadzieje pokładane są w wykorzystaniu ogniw zbudowanych z grafenu. Taka bateria mogłaby zmagazynować nawet o 60 proc. energii więcej niż litowo-jonowa. Grafen znacznie wolniej się nagrzewa, więc bateria mogłaby być ładowana dużo większą mocą. W praktyce oznaczałoby to możliwość naładowania jej od zera w nie więcej niż kilkanaście minut. Nad taką właśnie baterią pracuje obecnie Samsung. Według wstępnych zapowiedzi smartfon wyposażony w nią może zostać wypuszczony na rynek jeszcze w tym roku.

    Według analityków Transparency Market Research światowy rynek ładowarek do smartfonów osiągnie do 2027 roku wycenę na poziomie 53 mld dol. Dla porównania w 2019 roku było to 30 mld dol.