Tag: Unia Europejska

  • DORA pół roku po wdrożeniu: 96% firm finansowych wciąż niegotowych

    DORA pół roku po wdrożeniu: 96% firm finansowych wciąż niegotowych

    Pół roku po wejściu w życie unijnej ustawy o odporności operacyjnej cyfrowej (DORA), instytucje finansowe wciąż mierzą się z wyzwaniami, które ta regulacja ze sobą niesie. Choć ramy prawne obowiązują od stycznia 2025 r., aż 96% organizacji z sektora finansowego w regionie EMEA wciąż uznaje, że musi poprawić swoją odporność, by spełnić wymogi nowego prawa.

    Wyniki badania zrealizowanego na zlecenie Veeam Software wskazują, że mimo wysokiej świadomości regulacyjnej, tempo wdrażania przepisów pozostaje nierówne. Co prawda 94% firm traktuje DORA z większą powagą niż przed jej wejściem w życie, ale tylko połowa w pełni włączyła jej wymagania do strategii odporności. Dla 39% organizacji DORA pozostaje kluczowym punktem zainteresowania, jednak niekoniecznie oznacza to pełną gotowość operacyjną.

    Największym wyzwaniem okazuje się nie tylko skala przepisów, ale i ich złożoność. Przepis na zgodność? Nie tak prosty, jak mogłoby się wydawać. Przykładowo: co czwarta firma nie wdrożyła jeszcze procedur testowania ciągłości działania ani mechanizmów raportowania incydentów. Równie wysoki odsetek nie wyznaczył nawet jednostki odpowiedzialnej za zgodność z DORA.

    Problemem nie jest wyłącznie organizacyjne zapóźnienie. 41% firm wskazuje na rosnącą presję i przeciążenie zespołów IT oraz cyberbezpieczeństwa. Dodatkowym obciążeniem są wyższe koszty, przenoszone przez dostawców IT (37%) oraz niedobór budżetu na działania związane z regulacjami (20%). Uderza to nie tylko w płynność wdrożeń, ale i w innowacyjność – co piąta firma uważa, że obecna struktura przepisów ogranicza zdolność do konkurowania.

    Szczególnie trudnym aspektem pozostaje monitorowanie ryzyka zewnętrznego – choć 34% firm uważa ten element za najtrudniejszy, jedynie 20% oficjalnie go jeszcze nie wdrożyło. Trudność ta wynika m.in. z braku przejrzystości w działaniach partnerów oraz rozproszenia ekosystemów IT.

    W odpowiedzi na te potrzeby, na rynku pojawiły się pierwsze narzędzia wspierające systematyczną ocenę odporności. Jednym z nich jest opracowany przez Veeam i McKinsey model dojrzałości odporności danych (DRMM). Pozwala on organizacjom na wielowymiarową analizę gotowości operacyjnej i integrację obszarów IT, bezpieczeństwa i zgodności w ramach jednej strategii. Co ważne – model oparty został na doświadczeniach ponad 500 liderów z sektora.

    Zgodność z DORA to dla wielu firm nie cel sam w sobie, lecz element szerszej transformacji. Regulacja ta zmusza organizacje do krytycznego spojrzenia na odporność cyfrową – nie jako projekt IT, ale jako fundament biznesowej ciągłości. Problem w tym, że fundament ten wciąż jest w budowie. I choć kierunek został wyznaczony, droga do odporności operacyjnej może okazać się dłuższa niż zakładano.

  • Meta nie zmieni modelu zgody – Komisja Europejska szykuje kary

    Meta nie zmieni modelu zgody – Komisja Europejska szykuje kary

    Meta znów znalazła się na celowniku Komisji Europejskiej. Tym razem chodzi o niedostateczne dostosowanie się do unijnej ustawy o rynkach cyfrowych (DMA), która ma ograniczać dominację największych firm technologicznych. Wszystko wskazuje na to, że właściciel Facebooka nie zamierza dalej zmieniać swojego modelu zgody na przetwarzanie danych, co może skutkować kolejnymi karami — tym razem w formie dziennych grzywien.

    Spór dotyczy wprowadzonego przez Meta modelu „płać albo zgódź się”, czyli opcji wyboru pomiędzy darmowym dostępem do usług z personalizowanymi reklamami a płatną wersją bez targetowania. Choć Meta wprowadziła pewne korekty w listopadzie 2024 r., ograniczając zakres przetwarzanych danych, dla Brukseli to za mało. Komisja już w czerwcu sygnalizowała, że obecne zmiany nie wystarczą do pełnej zgodności z DMA.

    Meta została już ukarana grzywną 200 mln euro za wcześniejsze naruszenia, a według źródeł Reutersa nowe kary mogą być znacznie dotkliwsze — włącznie z dziennymi sankcjami sięgającymi 5% globalnego dziennego obrotu firmy. Potencjalne grzywny mogą więc liczyć się w setkach milionów dolarów miesięcznie.

    Dla Meta rynek europejski to nie tylko źródło przychodów z reklam, ale także test polityki prywatności, która może wyznaczać standardy na innych kontynentach. Firma argumentuje, że jej obecne rozwiązania dają użytkownikom więcej opcji niż wymaga DMA, i nie zamierza wprowadzać dalszych zmian bez nowych wytycznych prawnych.

    Jednak impas z Brukselą rodzi pytania nie tylko o przyszłość modelu reklamowego Meta, lecz także o to, jak agresywnie Komisja będzie egzekwować DMA wobec innych „gatekeeperów” technologicznych. To także sygnał dla mniejszych graczy rynkowych — unijne regulacje nie są tylko deklaracją, ale realnym narzędziem ograniczania wpływów Big Techu.

    Na razie inwestorzy reagują nerwowo — akcje Meta spadły o blisko 2% po publikacji informacji. W najbliższych tygodniach okaże się, czy Komisja zdecyduje się na maksymalną karę, czy też poszuka kompromisu. Pewne jest jedno: DMA przestaje być teorią, a staje się narzędziem realnego nacisku.

  • Europa dławi własne innowacje? Siemens i SAP krytykują unijne regulacje AI

    Europa dławi własne innowacje? Siemens i SAP krytykują unijne regulacje AI

    Wspólny głos dwóch niemieckich gigantów technologicznych – SAP i Siemensa – to sygnał, że Europa stoi na rozdrożu, jeśli chodzi o przyszłość rozwoju sztucznej inteligencji. Ich prezesi wezwali Unię Europejską do rewizji przepisów regulujących AI, argumentując, że obecne ramy prawne nie tylko nie wspierają innowacji, ale wręcz je tłumią.

    Chodzi o unijną ustawę o sztucznej inteligencji, która weszła w życie w 2024 roku. Zakłada ona klasyfikację systemów AI według poziomu ryzyka oraz wymusza spełnianie szczegółowych wymogów w zakresie bezpieczeństwa, przejrzystości i etyki. Bruksela chce w ten sposób zapobiegać nadużyciom, ale – jak podkreślają Christian Klein z SAP i Roland Busch z Siemensa – efektem ubocznym jest spowolnienie europejskiego tempa innowacji.

    Ich zastrzeżenia nie dotyczą wyłącznie przepisów o AI. Krytykują również unijną ustawę o danych, która określa sposób wykorzystania danych konsumenckich i korporacyjnych. Busch określił ją wręcz jako „toksyczną” dla rozwoju cyfrowych modeli biznesowych. Zdaniem obu liderów, zanim Europa zainwestuje miliardy euro w centra danych, powinna najpierw zmienić zasady gry – i odblokować dostęp do już istniejących zasobów danych.

    To głos krytyczny, ale nieodosobniony. W ostatnich miesiącach Alphabet, Meta i inni gracze technologiczni wzywali UE do opóźnienia wdrażania przepisów, obawiając się ich wpływu na konkurencyjność. Paradoksalnie jednak, to właśnie sztywne regulacje mogą być jednym z powodów, dla których Europa nie może nadążyć za USA i Chinami w wyścigu o dominację w AI.

    Z drugiej strony, Bruksela chce uniknąć powtórki z epoki mediów społecznościowych, kiedy regulacje nie nadążały za technologią. W tym kontekście obecne prawo jest próbą prewencji, a nie reakcji. Problem w tym, że może ona przyjść zbyt wcześnie i zbyt restrykcyjnie, blokując lokalnych innowatorów zanim zdążą rozwinąć skrzydła.

    Europa stoi dziś przed wyborem: albo zaryzykuje więcej swobody dla rozwoju AI, albo pogodzi się z byciem konsumentem technologii rozwijanych gdzie indziej. Głos SAP i Siemensa to przypomnienie, że czas na decyzję właśnie się kończy.

  • Meta kontra Włochy: TSUE rozstrzyga spór o opłaty dla wydawców

    Meta kontra Włochy: TSUE rozstrzyga spór o opłaty dla wydawców

    Unijny spór o prawa wydawców i obowiązki platform internetowych właśnie wkroczył w decydującą fazę. Rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE zasugerował, że państwa członkowskie mogą samodzielnie wzmacniać pozycję mediów wobec globalnych gigantów technologicznych – o ile nie naruszają podstawowych zasad rynku, jak swoboda zawierania umów.

    Chodzi o sprawę toczącą się między Meta, właścicielem Facebooka, a włoskim regulatorem rynku komunikacji AGCOM. Spór dotyczy zasad wynagradzania wydawców za wykorzystywanie przez platformę fragmentów ich treści – zjawiska powszechnego w wynikach wyszukiwania, feedach i agregatorach newsów.

    Włoski model implementacji unijnej dyrektywy o prawie autorskim przewiduje, że AGCOM może nie tylko monitorować obowiązki informacyjne, ale też ustalać kryteria wynagrodzenia i rozstrzygać spory między platformami a wydawcami. Meta uważa to za niezgodne z zasadą jednolitego rynku i harmonizacji przepisów.

    Rzecznik TSUE, Maciej Szpunar, stwierdził jednak, że unijna dyrektywa z 2019 r. rzeczywiście daje państwom członkowskim pole do manewru. Celem przepisów nie było tylko formalne przyznanie praw autorskich, ale stworzenie ram, które umożliwią prasie uzyskiwanie udziału w przychodach generowanych przez platformy.

    To stanowisko nie przesądza jeszcze o wyniku sporu – ostateczny wyrok TSUE zapadnie w ciągu kilku miesięcy – ale wyznacza kierunek, który może zaważyć na relacjach big techów z europejskim rynkiem medialnym. Trybunał często podąża za opinią rzecznika generalnego.

    Meta, jak i inne platformy, już wcześniej krytykowały krajowe implementacje dyrektywy, m.in. we Francji, Hiszpanii i Niemczech, twierdząc, że fragmentacja przepisów utrudnia prowadzenie działalności w Europie. Argumentują, że potrzebne jest jednolite podejście, które z jednej strony zabezpieczy interesy wydawców, a z drugiej nie będzie hamować innowacji.

    Z perspektywy rynku medialnego stawka jest wysoka. Z danych Reuters Institute wynika, że tylko niewielka część użytkowników wchodzi dziś na strony mediów bezpośrednio – większość trafia na treści przez wyszukiwarki, media społecznościowe lub agregatory. Jeśli te platformy czerpią z tego przychody reklamowe, a media nie uczestniczą w podziale zysków, pogłębia się ich zależność i słabnie ich pozycja negocjacyjna.

    Włochy próbują ten mechanizm zbalansować, formalizując proces wyceny treści i roli regulatora. Jeśli TSUE uzna, że to zgodne z unijnym prawem, inne państwa członkowskie mogą pójść tą samą drogą.

    Dla branży IT, dostawców technologii dla mediów i samych platform to potencjalny sygnał zmian w modelach współpracy i monetyzacji treści. W grze są nie tylko przepisy, ale cały ekosystem dystrybucji informacji w Europie.

  • EDPB upraszcza RODO – nowe narzędzia i wsparcie dla firm

    EDPB upraszcza RODO – nowe narzędzia i wsparcie dla firm

    Europejska Rada Ochrony Danych (EDPB), odpowiedzialna za koordynację przestrzegania RODO w UE, ogłosiła szereg inicjatyw mających na celu ułatwienie zgodności z przepisami, zwłaszcza dla mikro, małych i średnich firm. Chociaż ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych obowiązuje od 2018 roku, wiele organizacji nadal boryka się z jego praktyczną interpretacją – szczególnie w sytuacjach kryzysowych, takich jak naruszenie danych.

    Podczas niedawnego szczytu w Helsinkach, EDPB zainicjowała prace nad gotowymi szablonami powiadomień o naruszeniach danych, które mają ułatwić zgłaszanie incydentów do krajowych organów nadzorczych. W planach są również listy kontrolne, podręczniki oraz sekcje FAQ – narzędzia mające na celu skrócenie dystansu między złożonością przepisów a codziennymi realiami operacyjnymi firm.

    Szczególnie ważne może się to okazać dla sektora MŚP, który często nie dysponuje własnym zespołem ds. compliance czy prawnikiem specjalizującym się w ochronie danych. W praktyce oznacza to, że organizacje wciąż zbyt często reagują na incydenty w sposób chaotyczny – nie wiedząc, co, komu i kiedy powinny zgłosić.

    Równolegle EDPB zapowiada działania na rzecz większej spójności w egzekwowaniu przepisów pomiędzy krajami UE. Choć RODO jako akt prawny obowiązuje w całej Unii, jego interpretacja i egzekwowanie bywają rozbieżne. Wspólne wytyczne, udział krajowych regulatorów w pracach EDPB oraz dzielenie się doświadczeniami z postępowań mają zbliżyć do siebie podejścia poszczególnych krajów.

    Z perspektywy biznesu oznacza to szansę na bardziej przewidywalne otoczenie regulacyjne – zwłaszcza w kontekście rosnącej liczby transgranicznych usług cyfrowych. EDPB chce, by państwa członkowskie szybciej uzgadniały wspólne stanowiska w sprawach o znaczeniu strategicznym, a publikowane orzeczenia i interpretacje miały bardziej praktyczny wymiar dla firm.

    Wdrożenie tych rozwiązań może zająć miesiące, ale kierunek zmian jest klarowny: mniej formalizmu, więcej praktyki i lepsza współpraca między regulatorami. W erze powszechnej cyfryzacji, to ruch w dobrą stronę.

  • Nowe wytyczne EDPB: jak łatwiej spełniać wymagania RODO w 2025 roku

    Nowe wytyczne EDPB: jak łatwiej spełniać wymagania RODO w 2025 roku

    Od wejścia w życie RODO minęło już ponad sześć lat, a mimo to dla wielu organizacji – zwłaszcza mikro, małych i średnich – przepisy o ochronie danych wciąż pozostają barierą trudną do pokonania. Europejska Rada Ochrony Danych (EDPB) chce to zmienić. Podczas niedawnego spotkania w Helsinkach zapowiedziano nowe, praktyczne narzędzia, które mają pomóc firmom nie tylko zrozumieć RODO, ale i stosować je w codziennej działalności.

    Mniej chaosu po naruszeniach danych

    Jednym z głównych punktów inicjatywy EDPB są gotowe szablony zgłoszeń naruszeń danych do krajowych organów nadzorczych. Dotychczas firmy często działały w panice, nie wiedząc, jakie informacje przekazać i w jakim terminie. Teraz mają otrzymać zestandaryzowane formularze, checklisty i podręczniki, które uporządkują ten proces.

    To szczególnie ważne dla mniejszych podmiotów, które nie dysponują własnym działem prawnym czy zespołem ds. compliance. Ułatwienia te mogą okazać się kluczowe również dla partnerów IT i MSP, którzy wspierają klientów w obszarze bezpieczeństwa danych – uproszczony proces to mniejsze ryzyko i mniej błędów.

    Wspólne standardy w całej UE

    Drugim filarem nowej strategii EDPB jest wzmocnienie współpracy transgranicznej między organami nadzorczymi w Unii Europejskiej. Dotąd różnice interpretacyjne między państwami potrafiły budzić niepewność prawną, szczególnie w przypadku firm działających na wielu rynkach jednocześnie.

    Plan zakłada opracowywanie wspólnych wytycznych i tworzenie forum wymiany doświadczeń między regulatorami. Ma to przełożyć się na większą spójność orzecznictwa i bardziej przewidywalne decyzje nadzorcze. Efektem ma być nie tylko większa jasność dla biznesu, ale też szybsze i bardziej jednolite reakcje w sprawach strategicznych i transgranicznych.

    Nowe otwarcie na edukację

    EDPB chce również zmienić sposób, w jaki firmy są informowane o swoich obowiązkach. Oprócz materiałów edukacyjnych, organy krajowe będą publikować zbiory stanowisk i decyzji, które mają pełnić rolę przewodników po praktyce stosowania RODO. Tego typu działania mogą skutecznie ograniczyć niepewność związaną z interpretacją przepisów – zwłaszcza w dynamicznym otoczeniu technologii i cyberzagrożeń.

    Działania EDPB wpisują się w szerszy trend „demokratyzacji compliance” – czyli udostępniania narzędzi i wiedzy wszystkim, nie tylko największym graczom. To krok we właściwym kierunku, zwłaszcza w kontekście wzrostu liczby incydentów bezpieczeństwa i coraz większych oczekiwań wobec firm w zakresie ochrony danych. Technologia coraz szybciej się rozwija – regulacje też muszą nadążać. Ale tym razem, przynajmniej w teorii, mają nadążać w sposób bardziej przyjazny dla biznesu.

  • Apple pozywa Komisję Europejską. Chodzi o 500 mln euro i przepisy DMA

    Apple pozywa Komisję Europejską. Chodzi o 500 mln euro i przepisy DMA

    Apple zdecydowało się zaskarżyć do unijnego sądu decyzję Komisji Europejskiej, która w marcu nałożyła na firmę 500 mln euro kary za łamanie przepisów Aktu o rynkach cyfrowych (DMA). W oczach Brukseli, ograniczanie przez Apple dostępu do zewnętrznych ofert poza App Store to nie tylko nieuczciwa praktyka, ale też naruszenie nowych unijnych regulacji mających ograniczyć dominację Big Techów.

    Choć sam akt prawny – DMA – wszedł w życie zaledwie w marcu 2024 roku, jego skutki już przestawiają rynkową geografię. Apple, Google, Meta i Amazon – wszystkie firmy zostały objęte obowiązkiem otwarcia swoich platform i ograniczenia barier dla konkurencji. W przypadku Apple chodzi o tzw. „anti-steering”, czyli zakaz przekierowywania użytkowników z aplikacji na zewnętrzne strony, gdzie ceny bywają niższe niż w App Store.

    W reakcji na decyzję Komisji, Apple w czerwcu ogłosiło rewizję zasad App Store, dopuszczając m.in. alternatywne metody płatności i informowanie użytkowników o zewnętrznych ofertach. To jednak nie zamknęło sprawy. Komisja Europejska wciąż konsultuje zmiany z deweloperami, a Apple – zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią – zdecydowało się na drogę sądową.

    Dlaczego to ważne? Po pierwsze, to pierwsza tego typu grzywna w ramach DMA – unijnego narzędzia, które ma realnie wpłynąć na układ sił w gospodarce cyfrowej. Po drugie, sprawa Apple stanie się precedensem – nie tylko dla interpretacji samego prawa, ale i dla praktycznego modelu jego egzekwowania. Dla Komisji Europejskiej to test wiarygodności, a dla Apple – walka o utrzymanie kontroli nad ekosystemem, który generuje miliardy dolarów rocznie.

    Dla branży technologicznej to sygnał: era samoregulacji Big Tech się kończy. Przez lata Apple broniło swojego zamkniętego modelu jako bezpieczniejszego i bardziej spójnego. Teraz musi udowodnić, że ten model da się pogodzić z nowym porządkiem regulacyjnym.

    Wyrok unijnego Trybunału Sprawiedliwości może pojawić się dopiero za kilkanaście miesięcy. Do tego czasu Apple pozostaje w stanie zawieszenia – formalnie wdraża przepisy, nieformalnie jednak rzuca Komisji rękawicę.

  • Wydawcy kontra Google. AI Overviews zagrożeniem dla niezależnych mediów?

    Wydawcy kontra Google. AI Overviews zagrożeniem dla niezależnych mediów?

    Google po raz kolejny znalazł się na radarze unijnych regulatorów. Tym razem chodzi o funkcję AI Overviews – generowane przez sztuczną inteligencję podsumowania, które zajmują najwyższe pozycje w wynikach wyszukiwania. W opinii grupy niezależnych wydawców, to narzędzie – choć innowacyjne – uderza bezpośrednio w ich działalność, ograniczając ruch na stronach i wpływając na przychody. W związku z tym do Komisji Europejskiej trafiła oficjalna skarga antymonopolowa.

    Wydawcy zarzucają Google, że wykorzystuje ich treści bez zgody do tworzenia własnych streszczeń, które eliminują potrzebę kliknięcia w link źródłowy. Co więcej – twierdzą – nie mogą oni zrezygnować z udziału w tym mechanizmie bez całkowitej rezygnacji z widoczności w wyszukiwarce, co praktycznie oznacza cyfrowe zniknięcie. Taki układ ma charakter przymusowy i – jak podnoszą skarżący – podważa zasady uczciwej konkurencji.

    Działanie AI Overviews obejmuje obecnie ponad 100 rynków, a od maja Google testuje również dodawanie do nich reklam. To wyraźny sygnał, że firma traktuje integrację AI z wyszukiwarką jako strategiczny kierunek rozwoju. Jednak to, co z perspektywy technologicznej wygląda jak ewolucja wyszukiwania, z punktu widzenia wydawców może oznaczać ograniczenie wpływów z reklam i płatnych subskrypcji.

    Skarga trafiła nie tylko do Brukseli, ale także do brytyjskiego Urzędu ds. Konkurencji i Rynków. Wspierają ją m.in. Foxglove Legal oraz Ruch na rzecz Otwartej Sieci. Domagają się oni nie tylko interwencji, ale też środka tymczasowego – zawieszenia działania funkcji AI w wynikach wyszukiwania, zanim szkody staną się nieodwracalne.

    Google, zgodnie ze swoją linią obrony, przekonuje, że AI Overviews zwiększają możliwości odkrywania treści i generują miliardy kliknięć dla wydawców. Twierdzi również, że spadki ruchu mogą wynikać z wielu czynników, jak zmiany algorytmiczne czy sezonowość.

    Dyskusja dotyka szerszego problemu: jak pogodzić rozwój narzędzi AI z modelem finansowania niezależnych mediów. Dla Google to kwestia innowacji. Dla wydawców – walki o przetrwanie.

  • Apple rozluźnia zasady App Store w Europie, ale wciąż nie rezygnuje z opłat

    Apple rozluźnia zasady App Store w Europie, ale wciąż nie rezygnuje z opłat

    Apple wprowadza nowe zasady dla deweloperów w App Store na terenie Unii Europejskiej. Zmiany mają być odpowiedzią na wymogi unijnej ustawy o rynkach cyfrowych (DMA), ale w praktyce są raczej taktycznym manewrem niż pełnym otwarciem platformy.

    Od teraz twórcy aplikacji będą mogli przekierowywać użytkowników do zewnętrznych systemów płatności bez ograniczeń w liczbie linków. Deweloperzy, którzy zdecydują się na ten model, zapłacą jednak Apple opłatę w wysokości od 5% do 15%. W przypadku zakupów dokonanych wewnątrz App Store, firma nadal pobierze prowizję – standardowo 20%, a w przypadku małych firm nawet 13%.

    Formalnie zmiany te mają służyć dostosowaniu się do DMA i uniknięciu dotkliwych kar – nawet 50 mln euro dziennie. W rzeczywistości Apple próbuje zminimalizować wpływ regulacji na swój model biznesowy, nie rezygnując z opłat, a jedynie różnicując ich strukturę.

    To posunięcie, choć zgodne z literą prawa, może nie zadowolić europejskich regulatorów. Komisja Europejska zapowiedziała, że dokładnie oceni, czy nowe warunki spełniają wymagania ustawy i zachęca do zgłaszania opinii przez rynek. Apple już wcześniej zapłaciło 500 mln euro grzywny za działania uznane za antykonkurencyjne.

    Ruch Apple pokazuje, jak trudna jest dla giganta transformacja modelu App Store. Choć regulacje mają na celu zwiększenie konkurencji i obniżenie kosztów dla użytkowników oraz twórców aplikacji, Apple nie zamierza oddać kontroli bez walki. Nowa polityka to próba pogodzenia obowiązku otwartości z utrzymaniem przychodów – App Store w 2023 roku wygenerował ponad 85 mld dolarów, z czego znaczna część pochodziła właśnie z prowizji od płatności.

    Europejski rynek staje się laboratorium zmian, które mogą rozlać się na inne regiony – choć na razie Apple stawia na rozwiązania minimalne i obarczone kosztami. To test nie tylko dla giganta z Cupertino, ale i dla skuteczności europejskich przepisów w realnym kształtowaniu cyfrowej konkurencji.

  • Meta kontra UE: spór o model „zapłać albo zgódź się” nabiera tempa

    Meta kontra UE: spór o model „zapłać albo zgódź się” nabiera tempa

    Meta znów na celowniku unijnych regulatorów. Komisja Europejska bada zgodność modelu „pay-or-consent” – w którym użytkownicy muszą wybrać między opłatą a zgodą na przetwarzanie danych – z przepisami o ochronie prywatności. Meta odpiera zarzuty, twierdząc, że nie tylko przestrzega regulacji, ale oferuje użytkownikom większą przejrzystość niż wymagają przepisy.

    Problem w tym, że Bruksela traktuje to rozwiązanie jako obchodzenie RODO. Według krytyków użytkownicy są zmuszani do wyboru między prywatnością a dostępem do usług, co w praktyce narusza zasadę dobrowolności zgody. Meta w odpowiedzi dokonała szeregu modyfikacji – m.in. uprościła interfejsy wyboru i wprowadziła miesięczną subskrypcję bez reklam (ok. 10 euro).

    W tle sporu widać szerszy konflikt między europejską interpretacją prywatności a amerykańskim podejściem do monetyzacji danych. To nie tylko sprawa Mety – podobny model testują już inne platformy. Decyzja Komisji może więc ukształtować rynek reklamy cyfrowej w całej UE – lub zmusić Big Tech do gruntownej zmiany strategii w Europie.

  • Google modyfikuje wyniki wyszukiwania w UE, by uniknąć kary z DMA

    Google modyfikuje wyniki wyszukiwania w UE, by uniknąć kary z DMA

    Google zaproponował kolejne zmiany w sposobie prezentowania wyników wyszukiwania w Europie. Celem jest zaadresowanie zarzutów Komisji Europejskiej o faworyzowanie własnych usług i uniknięcie potencjalnych kar w ramach nowego rozporządzenia o rynkach cyfrowych (DMA). W tle – rosnące napięcie między Big Tech a unijnymi regulatorami, którzy dążą do wyrównania szans dla mniejszych graczy.

    Nowa propozycja zakłada, że specjalistyczne wyszukiwarki – tzw. vertical search services (VSS), np. w obszarach rezerwacji hoteli czy przelotów – miałyby otrzymać własne, wyraźnie oznaczone „pudełko” na górze strony wyników. Wizualnie byłoby ono zbliżone do istniejących rozwiązań Google, z trzema linkami prowadzącymi bezpośrednio do ofert rywala. Inne tego typu serwisy miałyby pojawiać się niżej – chyba że użytkownik wskaże konkretną usługę.

    To już kolejna korekta podejścia Google od marca, gdy Komisja Europejska zarzuciła firmie systemowe faworyzowanie własnych produktów (m.in. Google Shopping, Hotels i Flights), co narusza zasady DMA. Przepisy te mają ograniczyć dominację platform-gatekeeperów i otworzyć rynek cyfrowy na konkurencję.

    Propozycja Mountain View to klasyczna gra na dwa fronty: z jednej strony Google formalnie „nie zgadza się” z zarzutami Komisji, z drugiej – deklaruje wolę „znalezienia wykonalnego rozwiązania”. Termin jest nieprzypadkowy – 8 lipca Komisja organizuje spotkanie z konkurentami Google, by zebrać opinie na temat propozycji. Z przecieków wynika jednak, że wielu z nich uważa zmiany za niewystarczające i głównie kosmetyczne.

    Dla Google stawka jest wysoka. Unijne przepisy przewidują grzywny sięgające nawet 10% globalnych przychodów firmy – a to oznacza miliardy dolarów. Dodatkowo, presja ze strony Komisji może wpłynąć na globalne standardy funkcjonowania wyszukiwarek i modeli reklamowych.

    W skrócie: Google próbuje zyskać czas i przekonać Brukselę, że nie musi płacić za „grzechy przeszłości”. Ale to nie Komisja, tylko rynek zdecyduje, czy nowy układ faktycznie daje mniejszym graczom równe szanse.

  • Amazon pozywa UE. Chce wyjść spod przepisów dla VLOP w ramach DSA

    Amazon pozywa UE. Chce wyjść spod przepisów dla VLOP w ramach DSA

    Amazon walczy przed Trybunałem Sprawiedliwości UE o usunięcie go z listy tzw. VLOP – Very Large Online Platforms – utworzonej na mocy unijnej ustawy o usługach cyfrowych (DSA). Stawką są nie tylko koszty wdrożenia nowych obowiązków, ale także kierunek regulacji rynku e-commerce w Europie.

    DSA to unijna odpowiedź na rosnące znaczenie gigantów cyfrowych w życiu społecznym i politycznym. Nakłada na największe platformy obowiązki przejrzystości, nadzoru nad algorytmami, zarządzania ryzykiem i współpracy z regulatorami. W gronie objętych tymi regulacjami firm znalazły się m.in. Meta, TikTok i właśnie Amazon.

    Amazon twierdzi jednak, że został potraktowany niesprawiedliwie. Argumentuje, że DSA powinna skupiać się na platformach kształtujących debatę publiczną i rozpowszechniających treści – jak media społecznościowe – a nie na internetowych marketplace’ach. Zdaniem firmy, prowadzenie handlu elektronicznego nie generuje „systemowego ryzyka”, które miałoby uzasadniać zastosowanie bardziej rygorystycznych przepisów.

    Spór nie jest wyłącznie semantyczny. Status VLOP to konkretne obowiązki: przeprowadzanie audytów algorytmów rekomendacji, publikowanie raportów o moderacji treści czy tworzenie specjalnych mechanizmów zgłaszania nadużyć. Dla Amazonu to koszty operacyjne i prawne, które mogą istotnie wpłynąć na jego model działania w Europie.

    Problem w tym, że granica między marketplace’em a platformą wpływu coraz bardziej się zaciera. Amazon nie tylko ułatwia sprzedaż, ale też wpływa na widoczność ofert poprzez własne algorytmy, umożliwia recenzje, a także integruje usługi reklamowe. W oczach regulatora to wystarczy, by uznać go za uczestnika obiegu informacji i ryzyk systemowych.

    Podobne zarzuty do DSA zgłaszały też inne firmy, w tym Zalando, co sugeruje, że unijna definicja „bardzo dużej platformy” może być zbyt szeroka. Ostateczne rozstrzygnięcie należy teraz do Trybunału w Luksemburgu. Orzeczenie w sprawie Amazonu (T-367/23) może wyznaczyć granice przyszłych regulacji cyfrowych – nie tylko w Europie.

  • UE inwestuje 145 mln euro w cyberbezpieczeństwo MŚP i sektora zdrowia

    UE inwestuje 145 mln euro w cyberbezpieczeństwo MŚP i sektora zdrowia

    Komisja Europejska uruchomiła dwa nowe nabory finansowane z programu Cyfrowa Europa, których celem jest wzmocnienie bezpieczeństwa cyfrowego w dwóch szczególnie wrażliwych obszarach: małych i średnich przedsiębiorstwach oraz sektorze ochrony zdrowia. Do rozdysponowania jest 145,5 mln euro – kwota, która ma wesprzeć zarówno szpitale w walce z ransomware, jak i przyspieszyć rozwój narzędzi AI w cyberbezpieczeństwie.

    Na pierwszy rzut oka liczby robią wrażenie. 30 mln euro trafi bezpośrednio do instytucji medycznych, które od lat zmagają się z rosnącą liczbą cyberataków. Przykład Belgii pokazuje skalę problemu – średnio 2652 ataki tygodniowo na jedną placówkę ochrony zdrowia, ponad dwukrotnie więcej niż w innych branżach. To sektor niedofinansowany technologicznie, oparty na przestarzałych systemach IT i niedoborze specjalistów ds. bezpieczeństwa. Nawet najlepsze intencje Komisji mogą więc zderzyć się z rzeczywistością – brakiem kompetencji, integracji i czasu.

    Drugie wezwanie, z budżetem 90 mln euro, ma pobudzić rozwój generatywnej AI i technologii postkwantowych w służbie cyberbezpieczeństwa. To ambitny cel, który wymaga nie tylko pieniędzy, ale także infrastruktury i ekosystemu gotowego na wdrażanie takich rozwiązań. Europa, choć aktywna regulacyjnie, wciąż pozostaje w tyle za USA i Izraelem w zakresie innowacji w tym obszarze.

    O powodzeniu tej inicjatywy zadecyduje nie tylko wielkość środków, ale ich alokacja. Bez precyzyjnego dopasowania do realnych potrzeb – zarówno technicznych, jak i organizacyjnych – istnieje ryzyko rozproszenia budżetu na projekty niskiej skuteczności. Kluczowe będzie ukierunkowanie wsparcia tam, gdzie faktycznie może ono zredukować ryzyko – w tym we współpracy między dostawcami rozwiązań a instytucjami publicznymi oraz we wdrażaniu technologii, które pomagają niwelować niedobory kompetencji.

    Unia stawia pierwszy, potrzebny krok. Pytanie, czy zrobi też drugi – równie przemyślany.

  • Suwerenność w wersji AWS. Europa dostaje własną chmurę

    Suwerenność w wersji AWS. Europa dostaje własną chmurę

    Amazon Web Services zapowiedział uruchomienie AWS European Sovereign Cloud — infrastruktury chmurowej, która ma działać wyłącznie w granicach Unii Europejskiej, być zarządzana przez obywateli UE i podlegać europejskim przepisom. Start zaplanowano na koniec 2025 roku. To nie tylko kolejny region danych — to architektonicznie i operacyjnie odseparowana jednostka, która ma odpowiedzieć na rosnące obawy o suwerenność cyfrową.

    Dla klientów oznacza to m.in. lokalne zarządzanie, brak transferu danych poza UE oraz infrastrukturę sieciową pozwalającą na bezpośrednie połączenia z chmurą za pomocą AWS Direct Connect. Elementem nowej oferty będzie też europejskie centrum bezpieczeństwa (SOC), zaprojektowane zgodnie z wymaganiami takich instytucji jak niemieckie BSI.

    Dlaczego teraz? Rosnąca presja regulacyjna (np. DGA, NIS2, czy projekt European Cybersecurity Scheme), napięcia geopolityczne i ambicje UE w zakresie „cyfrowej autonomii” sprawiają, że amerykańscy dostawcy muszą iść na ustępstwa. Dla AWS to też pragmatyczny krok w stronę dużych klientów z sektora publicznego, finansowego i energetycznego, którzy nie mogą sobie pozwolić na niepewność związaną z ekstraterytorialnością prawa USA.

    Chmura suwerenna nie jest już niszą — staje się jednym z kluczowych kryteriów wyboru dostawcy. Dla europejskich konkurentów AWS, takich jak OVHcloud czy T-Systems, to wyzwanie, ale i dowód na to, że ich narracja zyskała realną wagę.

    Pytanie pozostaje jedno: czy suwerenność w wykonaniu AWS będzie wystarczająco przekonująca dla regulatorów i klientów z UE?

  • Nokia wchodzi w sektor obronności z projektem dronów do ochrony infrastruktury krytycznej Europy

    Nokia wchodzi w sektor obronności z projektem dronów do ochrony infrastruktury krytycznej Europy

    Fińska Nokia przewodzi nowemu europejskiemu konsorcjum, które pracować będzie nad stworzeniem autonomicznych dronów służących do ochrony infrastruktury krytycznej — od elektrowni po sieci kolejowe. Projekt, realizowany w ramach unijnego programu Chips JU i współfinansowany przez państwa członkowskie oraz firmy prywatne (w tym Nvidię, Leonardo, Safran czy Saaba), ma połączyć zaawansowane sensory z platformami dronowymi, także tymi wojskowymi.

    Inicjatywa to odpowiedź na lukę bezpieczeństwa, którą wyraźnie obnażyła wojna w Ukrainie. Drony stały się tam narzędziem nie tylko ofensywnym, ale i strategicznym — ich brak po stronie europejskiej infrastruktury cywilnej stawia ją w roli łatwego celu. Konsorcjum chce to zmienić, stawiając na robotykę powietrzną, naziemną i podwodną.

    W dłuższej perspektywie projekt ma wygenerować 90 mln euro przychodów, ale jego znaczenie wykracza poza liczby. To sygnał zmiany kierunku Nokii, która – po latach skupienia na infrastrukturze telekomunikacyjnej – zaczyna inwestować w segmenty obronne i AI. To również przykład, jak sektor cywilny i wojskowy mogą się przenikać w obszarze technologii podwójnego zastosowania.

    Jeśli projekt okaże się sukcesem, może otworzyć nowy rynek dla europejskich firm – w szczególności tych z branży deep tech – w którym Europa do tej pory ustępowała USA i Izraelowi. Warto obserwować, czy za tą inicjatywą pójdą dalsze inwestycje w drony ochronne, zwłaszcza w kontekście rosnącego ryzyka cyberataków i sabotażu fizycznego.

  • Apple vs. Bruksela – bitwa o zamknięty ekosystem

    Apple vs. Bruksela – bitwa o zamknięty ekosystem

    Apple zdecydowało się zakwestionować przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej jeden z kluczowych filarów nowego unijnego prawa – Digital Markets Act (DMA). Firma odwołała się od nakazu Komisji Europejskiej, która w marcu szczegółowo określiła, w jaki sposób Apple ma otworzyć swój system operacyjny i technologie na konkurencję. Choć formalnie skarga dotyczy procedur i zakresu wymogów, gra toczy się o coś znacznie większego: przyszłość zamkniętego ekosystemu Apple.

    W świetle DMA Apple ma umożliwić producentom urządzeń, jak Google, Meta, Spotify czy Garmin, integrację z iPhone’ami, iPadami i AirPodsami. Chodzi m.in. o dostęp do technologii Bluetooth, NFC i systemu iOS, a także bardziej przejrzyste procesy obsługi wniosków o interoperacyjność.

    Apple twierdzi, że narzucone zasady są nieproporcjonalne, kosztowne i ryzykowne z punktu widzenia prywatności użytkowników. Firma zarzuca też Komisji, że stosuje prawo wybiórczo – kierując je głównie w stronę Apple, a nie w równym stopniu wobec innych big techów.

    W tle tego sporu widać fundamentalny konflikt między europejskim podejściem do regulacji dominujących platform a amerykańskim modelem zamkniętej innowacyjności. UE chce wymusić interoperacyjność, wierząc, że wzmocni to konkurencję. Apple broni się, argumentując, że regulacje mogą obniżyć jakość doświadczenia użytkownika i narażać dane na wycieki.

    Niezależnie od finału sprawy, jedno jest pewne – DMA już dziś wymusza zmiany na największych graczach. A fakt, że Apple idzie na sądową konfrontację, pokazuje, jak poważne i potencjalnie kosztowne są dla firmy konsekwencje dostosowania się do unijnych reguł.

  • TikTok na celowniku UE. Grozi mu miliardowa kara za złamanie DSA

    TikTok na celowniku UE. Grozi mu miliardowa kara za złamanie DSA

    Unijna presja na TikToka rośnie. Komisja Europejska ogłosiła w czwartek wstępne wyniki śledztwa ws. naruszeń ustawy Digital Services Act (DSA) przez chińską platformę. Chodzi o brak przejrzystości w reklamach – TikTok miał nie wywiązać się z obowiązku publikowania danych o reklamodawcach i targetowaniu treści. Za złamanie przepisów grozi kara w wysokości do 6% globalnych przychodów właściciela, ByteDance.

    Dla kontekstu – w 2023 roku ByteDance wygenerował przychody przekraczające 110 miliardów dolarów. Potencjalna grzywna może sięgnąć nawet 6–7 miliardów. To sygnał, że DSA nie jest pustym zapisem, ale realnym narzędziem regulacyjnym – i zapowiedzią nowej fazy relacji UE z globalnymi platformami.

    TikTok twierdzi, że współpracuje z regulatorami, ale kwestionuje interpretację przepisów przez Komisję. To standardowa linia obrony, którą wcześniej stosował m.in. Meta. Faktem jest jednak, że DSA stawia przed platformami precyzyjne wymagania – a ich nieprzestrzeganie to już nie ryzyko wizerunkowe, ale konkretne sankcje finansowe i potencjalne ograniczenia działalności.

    Z punktu widzenia rynku to także test skuteczności nowych europejskich ram regulacyjnych. Jeśli TikTok zostanie ukarany, będzie to precedensowy przypadek – i jasny sygnał dla reszty branży, że UE zamierza egzekwować DSA literalnie.

    W praktyce oznacza to konieczność pilnego dostosowania się przez platformy do wymogów przejrzystości, szczególnie w zakresie reklamy cyfrowej. W tle pozostaje pytanie: czy technologicznym gigantom uda się obronić swoje modele biznesowe w starciu z coraz śmielszą Europą?


    Aktualizacja: 19.05.2025

    W odpowiedzi na ten artykuł, nasza redakcja otrzymała oficjalne stanowisko TikToka w tej sprawie, które cytujemy poniżej:
    „Analizujemy wstępne ustalenia Komisji dotyczące naszego repozytorium reklam i pozostajemy zaangażowani w realizację zobowiązań wynikających z Aktu o usługach cyfrowych (DSA). Choć popieramy cele regulacji i stale udoskonalamy nasze narzędzia zapewniające przejrzystość reklam, nie zgadzamy się z niektórymi interpretacjami Komisji. Zwracamy też uwagę, że wytyczne są przekazywane w formie wstępnych ustaleń, a nie jako jasne i publicznie dostępne regulacje. Równe zasady gry i konsekwentne egzekwowanie przepisów są kluczowe. Będziemy nadal współpracować z Komisją, tak jak robimy to od początku tego procesu.”mówi rzecznik TikToka.

  • Unia Europejska ściga Intela za praktyki z lat 2000. Sprawa wraca na wokandę

    Unia Europejska ściga Intela za praktyki z lat 2000. Sprawa wraca na wokandę

    Intel znów wchodzi na ścieżkę sądową z Komisją Europejską, tym razem kwestionując 376 mln euro grzywny za praktyki sprzed niemal dwóch dekad. Spór dotyczy tzw. „nagich ograniczeń” – płatności dla HP, Acera i Lenovo w latach 2002–2006, mających opóźniać lub powstrzymywać wprowadzenie produktów konkurencji, głównie AMD.

    Choć pierwotnie, w 2009 roku, Unia nałożyła na Intela rekordową grzywnę 1,06 mld euro, to sąd unieważnił ją w 2022 r., uznając część argumentów koncernu. Jednak Komisja, bazując na jednej z utrzymanych wtedy konkluzji, postanowiła nałożyć nową, pomniejszoną sankcję. Intel uważa ją za nieproporcjonalną i opartą na zbyt wąskich przesłankach.

    Sprawa pokazuje, jak zmienił się krajobraz regulacyjny Big Techu – w 2009 r. batalia antymonopolowa była czymś wyjątkowym, dziś to już standardowa oś napięć między Doliną Krzemową a Brukselą. Dla Intela to jednak więcej niż prawniczy epizod – to gra o reputację i przewidywalność regulacyjną, szczególnie gdy koncern próbuje odrodzić się na rynku półprzewodników, inwestując miliardy w fabryki w Niemczech, Irlandii i USA.

    Z perspektywy branży technicznej spór może mieć szersze konsekwencje. Jeśli sąd ponownie przyzna rację Intelowi, może to osłabić siłę Komisji w egzekwowaniu przepisów wobec globalnych graczy. Jeśli nie – Unia zyska kolejne narzędzie do kształtowania konkurencyjnego ładu na rynku, który coraz bardziej przypomina geopolityczne pole bitwy.

  • Microsoft rozdziela Teams i Office. Gra o europejski spokój i globalny precedens

    Microsoft rozdziela Teams i Office. Gra o europejski spokój i globalny precedens

    Microsoft zaproponował Komisji Europejskiej, że zaoferuje pakiety Office 365 i Microsoft 365 bez aplikacji Teams w niższej cenie. Ruch ten ma rozbroić trwające od 2020 roku postępowanie antymonopolowe wszczęte po skardze Slacka, należącego dziś do Salesforce. Jeśli oferta zostanie przyjęta, Microsoft uniknie potencjalnie miliardowej grzywny i ustabilizuje swoją pozycję w Unii Europejskiej – regionie, który w ostatnich latach nałożył na firmę już ponad 2,2 mld euro kar.

    Różnica w cenie między wersją z Teams a bez Teams ma wynosić maksymalnie 8 euro. Poza tym propozycja zakłada większą interoperacyjność – rywale będą mogli integrować swoje produkty z Wordem, Excelem czy PowerPointem oraz osadzać aplikacje Office w swoich rozwiązaniach. Klienci dostaną też możliwość eksportu danych z Teams do konkurencyjnych platform.

    Choć to europejska sprawa, skutki mogą być globalne. Microsoft zadeklarował, że jeśli Bruksela zatwierdzi ofertę, podobne zmiany wprowadzi na całym świecie. To nie tylko prewencja wobec kolejnych regulatorów, ale także strategiczna korekta podejścia – mniej konfrontacji, więcej kompromisów.

    Z perspektywy rynku oznacza to nowy etap w relacjach między Big Tech a regulatorami: mniej „fait accompli”, więcej dialogu. Jeśli model „Teams à la carte” się przyjmie, inne firmy – jak Google czy Amazon – mogą zostać zmuszone do podobnej przejrzystości.

  • Bruksela uderza w zakupy z Chin. UE zaostrza zasady VAT dla e-commerce

    Bruksela uderza w zakupy z Chin. UE zaostrza zasady VAT dla e-commerce

    Unia Europejska finalizuje regulacje, które mogą diametralnie zmienić sposób działania platform e-commerce importujących towary spoza Wspólnoty. Ministrowie finansów państw członkowskich osiągnęli porozumienie w sprawie rozszerzenia poboru VAT na transakcje realizowane za pośrednictwem takich serwisów.

    To kolejny krok w kierunku uszczelnienia systemu podatkowego i odpowiedź na rosnącą skalę zakupów na platformach typu AliExpress, Temu czy Shein. Obecne przepisy umożliwiały import drobnych przesyłek o wartości poniżej 150 euro bez naliczania VAT – luka ta była wykorzystywana do omijania opodatkowania.

    Nowe regulacje mają przede wszystkim wyrównać szanse europejskich sprzedawców detalicznych, którzy dotąd konkurowali z graczami z Azji bez obowiązku podatkowego. Ułatwienia mają również objąć konsumentów – uproszczony proces rozliczania podatku przy zakupach online to mniej ukrytych opłat i większa przejrzystość.

    Dla globalnych marketplace’ów to potencjalne wyzwanie operacyjne i logistyczne – będą musiały przejąć odpowiedzialność za rozliczanie VAT w imieniu sprzedawców.

    Unia wyraźnie sygnalizuje, że era „wolnej amerykanki” w e-handlu dobiega końca. W perspektywie długoterminowej może to doprowadzić do reorientacji strategii azjatyckich platform – być może nawet do lokalizacji części operacji w UE.

  • Presja Unii Europejskiej na Microsoft: firma obiecuje przestrzegać zasad, mimo zastrzeżeń

    Presja Unii Europejskiej na Microsoft: firma obiecuje przestrzegać zasad, mimo zastrzeżeń

    Microsoft, pomimo zastrzeżeń do niektórych przepisów, zadeklarował pełne podporządkowanie się unijnym regulacjom, obiecując przestrzegać europejskich zasad. To stanowisko zostało docenione przez Komisję Europejską, która wskazała na wartość transparentności i chęci dostosowania się do norm, nawet jeśli nie wszystkie z nich są w pełni akceptowane przez amerykańskiego giganta.

    Ruch ten pojawia się w kontekście ostatnich działań Microsoftu, które mają na celu uniknięcie kar antymonopolowych. Przykładem jest rozdzielenie aplikacji Microsoft Teams od pakietu Office w Europie, co stanowi odpowiedź na zarzuty konkurencyjnego Slacka i obawy Komisji o nieuczciwą koncentrację władzy na rynku narzędzi komunikacyjnych. Warto zauważyć, że zmiany te zostały już wdrożone globalnie, a Microsoft zgodził się na ich pełne wdrożenie także poza Europą.

    Ten krok firmy wpisuje się w szerszy obraz presji regulacyjnej, z jaką muszą mierzyć się globalne korporacje działające na rynku europejskim. Jednak decyzja o rozdzieleniu produktów może być także sygnałem, że Microsoft dostrzega zmiany w dynamice konkurencyjnej. Z jednej strony, jest to odpowiedź na realne zagrożenia karami, z drugiej – krok w stronę większej transparentności i być może wyważonego podejścia do współpracy z regulatorami.

    Microsoft
    źródło: Unsplash

    Choć dla Microsoftu może to oznaczać dalsze wyzwania związane z przestrzeganiem przepisów, europejska gospodarka może zyskać na większej konkurencyjności i równowadze rynkowej. Jednocześnie warto śledzić, jak podobne ruchy będą odbierane przez inne amerykańskie firmy technologiczne, które mogą stanąć przed podobnym wyborem.