Tag: Handel

  • Nowe zasady handlu cyfrowego: 66 państw omija blokadę WTO

    Nowe zasady handlu cyfrowego: 66 państw omija blokadę WTO

    Przez lata Światowa Organizacja Handlu (WTO) przypominała giganta z wiązanymi nogami, gdzie jeden głos sprzeciwu potrafił zamrozić globalne cyfrowe ambicje. Sobotnie porozumienie 66 krajów w Kamerunie to krok ku dużej zmianie. Zamiast czekać na pełny, niemożliwy do osiągnięcia konsensus, grupa reprezentująca 70% światowego handlu postanowiła wdrożyć pierwszą w historii linię bazową dla cyfrowych zasad handlu na własną rękę.

    Decyzja o aktywacji umowy w modelu plurilateralnym to czytelny sygnał dla państw blokujących, takich jak Indie: mechanizm weta przestaje być skutecznym narzędziem hamowania gospodarki. Dla sektora technologicznego i korporacji operujących w chmurze to obietnica końca cyfrowego „Dzikiego Zachodu”.

    Nowa umowa ma na celu ujednolicenie przepisów, które do tej pory stanowiły barierę wejścia na nowe rynki. Mowa o cyfrowym uwierzytelnianiu, podpisach elektronicznych oraz ochronie konsumenta w sieci. Brytyjski sekretarz ds. biznesu i handlu, Peter Kyle, słusznie zauważa, że standaryzacja tych procesów realnie obniży koszty operacyjne firm. Gdy procedury celne i dokumentacja handlowa stają się w pełni cyfrowe i wzajemnie uznawane, czas dostawy produktów i usług skraca się drastycznie.

    Jednak sukces tej inicjatywy ma swój słaby punkt – brak podpisu Stanów Zjednoczonych. Choć administracja w Waszyngtonie analizuje treść porozumienia, jej dystans rzuca cień na transatlantycki spokój w kwestii zarządzania danymi. USA balansują obecnie między wspieraniem otwartego handlu a ochroną własnych gigantów technologicznych przed zagraniczną regulacją.

    Postawa Indii, które konsekwentnie blokują wielostronne umowy w obawie o utratę siły negocjacyjnej, doprowadziła do paradoksu. Starając się chronić swój rynek wewnętrzny, Delhi ryzykuje znalezienie się poza nawiasem cyfrowego ekosystemu, który właśnie się formuje. Wysocy rangą dyplomaci unijni nie kryją, że „bypass” zastosowany w Kamerunie jest formą politycznej presji.

    Globalny handel cyfrowy przestaje czekać na maruderów. Firmy operujące w krajach sygnatariuszach zyskają przewagę dzięki bezpieczniejszym i tańszym ramom prawnym, podczas gdy rynki pozostające przy tradycyjnym modelu konsensusu mogą stać się operacyjnie zbyt drogie.

  • Pragmatyzm zamiast optymizmu. Jak polski handel ucieka przed kosztami w AI

    Pragmatyzm zamiast optymizmu. Jak polski handel ucieka przed kosztami w AI

    Polski handel detaliczny wchodzi w 2026 rok bez złudzeń, ale z precyzyjnie nakreślonym planem przetrwania w trudnym otoczeniu makroekonomicznym. Choć minione dwanaście miesięcy upłynęło pod znakiem stabilizacji, nastroje wśród liderów branży pozostają chłodne. Najnowszy „Barometr Retail” przygotowany przez Future Mind rysuje obraz sektora, który przestał gonić za nowinkami, a zaczął traktować technologię jako tarczę przed rosnącymi kosztami operacyjnymi.

    Dane są jednoznaczne: trzech na czterech ekspertów ocenia obecną sytuację branży jako słabą lub co najwyżej przeciętną. Nikt z badanych nie zdecydował się na określenie kondycji rynku jako „bardzo dobrej”. Ta powściągliwość wynika z twardej presji kosztowej, którą jako główne wyzwanie wskazuje aż 67% menedżerów, oraz coraz bardziej restrykcyjnych regulacji prawnych. W tym krajobrazie priorytety uległy gwałtownemu przesunięciu. Problemy kadrowe czy postulaty zrównoważonego rozwoju, jeszcze niedawno dominujące w agendzie, dziś interesują zaledwie 5% respondentów.

    Zamiast jednak chować głowę w piasek, retailerzy szykują ofensywę technologiczną. Niemal 40% firm planuje zwiększenie nakładów na infrastrukturę IT, co stanowi istotny skok w porównaniu do ubiegłorocznych 24%. Co ciekawe, kapitał ten nie będzie rozproszony. Branża stawia na konkretne narzędzia optymalizacyjne: sztuczną inteligencję, analitykę danych oraz technologie chmurowe. Jak zauważa Tomasz Koperski, CEO Future Mind, technologia przestała być w handlu gadżetem marketingowym. Stała się fundamentem transformacji procesów, które mają przynieść realne oszczędności i pozwolić na lepsze zrozumienie klienta w coraz bardziej sfragmentaryzowanym cyfrowym świecie.

    Dla polskich graczy kluczem do wzrostu ma być wyjście poza nasycony rynek lokalny. Niemal połowa decydentów wskazuje ekspansję zagraniczną jako największą szansę rozwojową. Wsparciem w tym procesie mają być zaawansowane platformy e-commerce i personalizacja oparta o AI, które pozwalają na szybkie skalowanie biznesu bez konieczności ponoszenia ogromnych kosztów stałych za granicą.

    W 2026 roku wygranymi nie zostaną firmy z największymi budżetami na innowacje, lecz te, które najskuteczniej wdrożą automatyzację w logistyce i codziennej komunikacji z klientem. Branża retail w Polsce dojrzewa – porzuca optymizm na rzecz pragmatyzmu, wiedząc, że w dobie niepewności geopolitycznej jedyną stałą jest konieczność ciągłej optymalizacji.

  • Zachód patrzy na Wschód: Czy CEE staje się nowym hubem logistycznym IT Europy?

    Zachód patrzy na Wschód: Czy CEE staje się nowym hubem logistycznym IT Europy?

    Wstrząsy w globalnych łańcuchach dostaw z lat 2020-2024 wymusiły na gigantach technologicznych redefinicję strategii. W tym nowym rozdaniu Europa Środkowo-Wschodnia (CEE) przestała być jedynie „tańszą alternatywą” dla Niemiec. Dzięki kombinacji zaawansowanej infrastruktury magazynowej, rosnących kompetencji produkcyjnych i strategicznego położenia, region ten wyrasta na kluczowy węzeł (hub) dystrybucyjny dla sektora IT i elektroniki. Co to oznacza dla polskiej branży IT ?

    Koniec ery „Just-in-Time”, początek ery „Just-in-Case”

    Jeszcze dekadę temu model był prosty: elektronika produkowana w Azji płynęła kontenerowcami do portów w Rotterdamie czy Hamburgu, a stamtąd trafiała do centrów dystrybucyjnych w Europie Zachodniej. Region CEE pełnił rolę peryferyjną. Dziś ten model odchodzi do lamusa. Pandemia, blokady Kanału Sueskiego i wojna w Ukrainie obnażyły kruchość długich łańcuchów dostaw. Odpowiedzią korporacji jest nearshoring – przenoszenie produkcji i logistyki bliżej rynków zbytu.

    Dane są jednoznaczne: około połowa firm działających w Europie rozpoczęła proces decentralizacji łańcucha dostaw, a CEE jest głównym beneficjentem tego trendu. Nie chodzi już tylko o tania siłę roboczą. Chodzi o odporność (resilience). Dla dystrybutora IT, brak towaru na półce w „szczycie sezonu” (Q4) oznacza wymierne straty. Magazynowanie towaru w Polsce czy Czechach, skąd dojazd do Berlina zajmuje kilka godzin, stało się bezpiecznikiem dla zachodnioeuropejskiego biznesu.   

    Twarde dane: Polska magazynem Europy

    Polska wyrosła na niekwestionowanego lidera logistyki w regionie, a liczby z 2024 roku potwierdzają dominację nad wieloma rynkami zachodnimi. W pierwszej połowie 2024 roku Polska zanotowała najwyższy wolumen wynajmu powierzchni magazynowej w Europie, wyprzedzając nawet rynek niemiecki.

    Kluczowym czynnikiem dla branży IT, operującej na niskich marżach dystrybucyjnych, pozostaje arbitraż kosztowy. Analiza stawek czynszów bazowych (prime rents) w III kwartale 2024 roku pokazuje przepaść między CEE a Zachodem:

    • Monachium: ok. 10,80 EUR/m²
    • Warszawa (okolice): ok. 5,25 EUR/m²
    • Bukareszt: ok. 4,70 EUR/m².
    Czynsze 2

    Dla firmy z sektora MŚP lub dużego dystrybutora elektroniki (jak TD Synnex czy Ingram Micro), utrzymanie centrum dystrybucyjnego pod Wrocławiem czy Poznaniem jest blisko o połowę tańsze niż w Niemczech, przy zachowaniu standardu klasy A. Co więcej, nowoczesne magazyny w CEE są często młodsze i lepiej przystosowane do automatyzacji oraz wymogów ESG (certyfikaty BREEAM/LEED) niż starsze obiekty na Zachodzie.

    Nie tylko magazyn, ale i fabryka

    Mit o CEE jako wyłącznie „montowni” upada w zderzeniu z danymi o eksporcie high-tech. Węgry, Czechy i Polska przekształciły się z importerów technologii w eksporterów netto.

    • Węgry stały się regionalną potęgą w produkcji elektroniki – eksport sprzętu elektrycznego i elektronicznego stanowi tam ponad 23% całego eksportu.  
    • Lenovo na Węgrzech: Fabryka w Üllő to przykład, jak nearshoring wygląda w praktyce. Zakład ten wyprodukował już ponad 1,5 miliona serwerów i stacji roboczych, obsługując rynki EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka). Skrócenie czasu dostawy do klientów w Europie z kilku tygodni (transport morski z Chin) do kilku dni to przewaga konkurencyjna, której nie da się zignorować.   

    W przypadku Polski, eksport produktów wysokich technologii zbliżył się do poziomu 30 mld USD. Polska pełni kluczową rolę w tzw. fulfillment dla e-commerce. Giganci tacy jak Amazon czy Zalando ulokowali u nas swoje centra nie tylko ze względu na koszty, ale na możliwość obsługi stąd całego rynku niemieckiego i skandynawskiego. Ponad 34% popytu na magazyny w Polsce w 2024 roku generował sektor e-commerce i retail, co jest bezpośrednio skorelowane ze sprzedażą elektroniki.   

    Ryzyka: Lekcja z Intela i wyzwania rynku pracy

    Obraz regionu jako „Ziemi Obiecanej” ma jednak swoje rysy. Najgłośniejszym echem w branży odbiło się wstrzymanie (a de facto anulowanie w obecnym kształcie) inwestycji Intela pod Wrocławiem w Zakład Integracji i Testowania Półprzewodników. Decyzja ta, wynikająca z globalnych problemów finansowych koncernu, pokazuje, że opieranie strategii rozwoju na jednym, gigantycznym inwestorze bywa ryzykowne. Mimo to, sektor logistyczny „wchłonął” tę informację bez załamania. Grunt przygotowany pod inwestycję Intela pozostaje atrakcyjnym aktywem, a popyt ze strony innych graczy nie słabnie.   

    Dla polskich firm MŚP z branży IT wyzwaniem staje się rynek pracy. Choć koszty pracy w Polsce są wciąż 2-3 razy niższe niż w Niemczech , to dostępność wykwalifikowanych pracowników maleje. Odpowiedzią jest automatyzacja. Wdrażanie systemów takich jak AutoStore czy roboty AMR w magazynach (co robi np. Zalando czy Ingram Micro) staje się koniecznością, a nie gadżetem. To szansa dla polskich integratorów systemów IT, którzy mogą oferować te rozwiązania logistyce.   

    Polskie MŚP z branży IT nie muszą budować własnych magazynów. Region CEE oferuje najnowocześniejszą infrastrukturę fulfillment w Europie. Korzystanie z usług operatorów logistycznych (3PL) w Polsce pozwala konkurować czasem dostawy z firmami zachodnimi, przy niższej bazie kosztowej.

    • Dywersyfikacja dostawców: Bliskość fabryk na Węgrzech (Lenovo, Samsung) czy w Czechach (Foxconn) oznacza, że polscy dystrybutorzy i resellerzy mogą polegać na krótszych łańcuchach dostaw. Warto rewidować kontrakty i szukać partnerów produkcyjnych wewnątrz regionu CEE, zamiast polegać wyłącznie na imporcie z Azji.
    • Inwestycja w technologie: Skoro logistyka w CEE zmierza w stronę automatyzacji, firmy IT powinny skupić się na dostarczaniu rozwiązań wspierających ten trend: od systemów WMS (Warehouse Management Systems), przez IoT do monitoringu przesyłek, po cyberbezpieczeństwo infrastruktury przemysłowej.

    Czy CEE jest nowym hubem logistycznym IT dla Europy? Odpowiedź brzmi: Tak, ale w nowej formule. Nie zastąpimy Rotterdamu jako portu wejścia, ale staliśmy się „magazynem buforowym i fabryką ostatniej mili” dla Europy. Polska (dystrybucja), Węgry (produkcja) i Czechy (high-tech) tworzą komplementarny ekosystem. Dla branży IT oznacza to stabilniejsze dostawy i niższe koszty operacyjne. Wygrają ci, którzy zrozumieją, że logistyka w 2025 roku to nie tylko transport palet, ale zarządzanie danymi i czasem – a w tym region CEE zaczyna wygrywać z zachodnią konkurencją.

  • Import IT do Polski a kursy walut – Jak USD/PLN kształtuje rynek technologii

    Import IT do Polski a kursy walut – Jak USD/PLN kształtuje rynek technologii

    Wyobraźmy sobie dyrektora IT dużej polskiej firmy, który finalizuje budżet na modernizację centrum danych. W tym samym czasie, po drugiej stronie miasta, programista freelancer konfiguruje w sklepie internetowym swój wymarzony, potężny laptop do pracy.

    Choć ich cele i skala zakupów diametralnie się różnią, łączy ich jedno: obaj nie zdają sobie sprawy, że ostateczna kwota na fakturze, którą przyjdzie im zapłacić, jest w dużej mierze kształtowana nie w Warszawie czy Wrocławiu, ale tysiące kilometrów dalej – przez decyzje traderów walutowych w Nowym Jorku, analityków w Londynie i menedżerów fabryk w Shenzhen.

    Dynamiczna cyfryzacja Polski i jej głęboka integracja z globalną gospodarką uczyniły z naszego kraju znaczącego konsumenta nowoczesnych technologii. Ten apetyt na innowacje ma jednak swoją cenę.

    Uzależnienie od importowanego sprzętu – od serwerów i macierzy dyskowych, przez komputery i podzespoły, aż po smartfony – stawia cały polski sektor IT na łasce globalnych rynków walutowych. Każde wahnięcie kursu dolara amerykańskiego czy euro ma bezpośrednie przełożenie na koszty operacyjne firm, budżety inwestycyjne i, co najważniejsze, na ceny, które wszyscy płacimy za technologię napędzającą naszą gospodarkę.

    Anatomia polskiego importu IT: Skąd płynie strumień technologii?

    Aby zrozumieć specyfikę importu sprzętu IT, należy najpierw osadzić go w ogólnym krajobrazie polskiego handlu zagranicznego. Dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) malują obraz gospodarki głęboko zintegrowanej z rynkami międzynarodowymi.

    W ostatnich latach obserwujemy dynamiczne zmiany wartości zarówno eksportu, jak i importu, z saldem handlowym oscylującym między dodatnimi a ujemnymi wartościami, co świadczy o dużej wrażliwości na globalną koniunkturę.   

    Kluczowym elementem tej układanki jest struktura geograficzna. Największy udział w polskim handlu, zarówno po stronie eksportu, jak i importu, mają kraje rozwinięte, a w szczególności Unia Europejska.

    W imporcie ogółem udział krajów rozwiniętych wynosi około 65%, z czego ponad 52% przypada na partnerów z UE. Ta dominacja jest fundamentem, na którym opiera się wiele analiz, ale w przypadku sektora IT może być myląca, maskując prawdziwe źródła pochodzenia technologii.

    Analiza importu sprzętu IT napotyka na pewne wyzwanie metodologiczne. Publicznie dostępne dane GUS nie wyodrębniają precyzyjnej kategorii obejmującej wyłącznie „komputery, serwery i komponenty”.

    Możemy jednak z dużą dozą pewności posłużyć się kategorią zastępczą, która w dużej mierze oddaje skalę i trendy tego zjawiska. Jest to sekcja SITC 7: „maszyny, urządzenia i sprzęt transportowy”. Uzasadnienie jest dwojakie.

    Po pierwsze, jest to największa pojedyncza kategoria w strukturze polskiego importu, stanowiąca regularnie ponad 35% jego całkowitej wartości. Tak wysoki udział świadczy o tym, że polska gospodarka w swoim rozwoju i modernizacji jest silnie uzależniona od importu dóbr kapitałowych i zaawansowanych technologii, w których sprzęt IT odgrywa kluczową rolę.

    Po drugie, to właśnie w tej szerokiej kategorii klasyfikowana jest zdecydowana większość sprowadzanego do Polski sprzętu komputerowego, telekomunikacyjnego i serwerowego.

    Dane GUS jednoznacznie wskazują na trzech głównych partnerów Polski w dziedzinie importu. Na podium niezmiennie znajdują się Niemcy, Chiny i Stany Zjednoczone. Zrozumienie roli każdego z tych państw jest kluczowe dla analizy wpływu kursów walut.

    • Niemcy: Nasz zachodni sąsiad jest numerem jeden, odpowiadając za około 19,3% całego polskiego importu. Jednak w kontekście IT, rola Niemiec to przede wszystkim rola gigantycznego centrum logistycznego i dystrybucyjnego dla całej Europy. Znaczna część sprzętu, który formalnie importujemy z Niemiec, nie została tam wyprodukowana. Są to towary pochodzące z fabryk w Azji lub zaprojektowane w USA, które trafiają do Polski przez niemieckie porty i magazyny.
    • Chiny: Z udziałem na poziomie około 14,4%, Chiny pełnią funkcję „fabryki świata”. To stamtąd pochodzi lwia część gotowych produktów konsumenckich (laptopy, smartfony, monitory) oraz kluczowych podzespołów.
    • Stany Zjednoczone: Udział USA w polskim imporcie wynosi około 5,0%. Rola tego kraju jest jednak znacznie większa, niż sugeruje ta liczba. USA to źródło własności intelektualnej, projektów, zaawansowanego oprogramowania oraz kluczowych, wysokomarżowych komponentów, takich jak procesory czy specjalistyczne układy scalone. Co istotne, Polska notuje w handlu z USA znaczący deficyt, co oznacza, że wartość importu z tego kierunku znacznie przewyższa wartość eksportu.

    Warto również wspomnieć o innych istotnych graczach z Azji, takich jak Korea Południowa (ok. 2,9% importu), która jest potęgą w produkcji pamięci i wyświetlaczy, a także Wietnam i Tajwan, kluczowe ogniwa w globalnym łańcuchu dostaw półprzewodników.   

    Pamięci, wyświetlacze, komponenty USD

    Z tej prostej tabeli wyłania się fundamentalny wniosek: choć sprzęt IT dociera do Polski z różnych kierunków geograficznych, a transakcje z europejskimi pośrednikami odbywają się w euro, u samych podstaw finansowych tego handlu leży dolar amerykański.

    Rola Niemiec jako „bramy do Polski” dla towarów technologicznych zaciemnia obraz. Koszt bazowy serwera, który polski dystrybutor kupuje od niemieckiego pośrednika, został skalkulowany na podstawie ceny, jaką ten pośrednik zapłacił chińskiej fabryce – a ta cena była wyrażona w dolarach. Transakcja w euro jest więc tylko ostatnim etapem łańcucha, którego początek był denominowany w USD.

    Dolar królem, euro księciem: Walutowy duopol w świecie technologii

    Aby zrozumieć, dlaczego kurs USD/PLN jest tak istotny dla cen sprzętu IT w Polsce, trzeba pojąć globalną rolę amerykańskiej waluty. Dolar jest domyślną walutą światowego handlu technologiami z powodów historycznych i strukturalnych.

    Kluczowe komponenty, stanowiące serce każdego nowoczesnego urządzenia – półprzewodniki, procesory, kości pamięci – są wyceniane i sprzedawane w dolarach, niezależnie od tego, czy fabryka znajduje się na Tajwanie, w Korei Południowej, czy w Malezji.

    Dolar jest globalnym językiem handlu w branży IT. Wszystkie najważniejsze prognozy dotyczące globalnych wydatków na IT, analizy wartości rynku i wyceny kontraktów są uniwersalnie podawane w dolarach amerykańskich.

    Euro odgrywa inną, choć również istotną rolę. Jest to przede wszystkim waluta transakcyjna wewnątrz jednolitego rynku Unii Europejskiej. Polski importer, kupując sprzęt od dystrybutora w Niemczech, Holandii czy Francji, najprawdopodobniej otrzyma fakturę i dokona płatności w euro.

    Kurs EUR/PLN ma więc bezpośredni wpływ na ostateczny koszt takiej transakcji. Należy jednak nieustannie pamiętać, że cena w euro, ustalona przez europejskiego pośrednika, jest już pochodną ceny, którą on sam zapłacił za towar – a ta, jak ustaliliśmy, była niemal na pewno wyrażona w dolarach.

    Zrozumienie skali problemu wymaga spojrzenia na historyczne notowania walut. Dane Narodowego Banku Polskiego, dostępne publicznie w przystępnych formatach, pozwalają na śledzenie tych zmian.

    Wykresy kursów USD/PLN i EUR/PLN z ostatnich lat pokazują okresy gwałtownej zmienności, często skorelowane z globalnymi wydarzeniami, takimi jak pandemia, kryzysy geopolityczne czy zmiany w polityce monetarnej największych banków centralnych. Każdy szczyt na wykresie USD/PLN to bezpośredni cios w rentowność importerów i potencjalny wzrost cen dla końcowych odbiorców.

    Ta dominacja dolara tworzy bezpośrednie i często niedoceniane powiązanie między amerykańską polityką monetarną a budżetami polskich firm. Decyzje podejmowane przez Rezerwę Federalną USA (Fed) w Waszyngtonie w sprawie stóp procentowych mają często większy i szybszy wpływ na ceny sprzętu w Polsce niż decyzje Europejskiego Banku Centralnego czy nawet Narodowego Banku Polskiego.

    Kiedy Fed podnosi stopy procentowe, zazwyczaj prowadzi to do umocnienia dolara na rynkach światowych. W rezultacie kurs USD/PLN rośnie, co oznacza, że za tego samego dolara trzeba zapłacić więcej złotych. W efekcie, bazowy koszt importu całego sprzętu IT rośnie niemal natychmiast.

    Od fabryki do biurka: Jak wahania kursów przekładają się na cenę na półce?

    Prześledźmy, jak zmiana kursu walutowego przekłada się na cenę laptopa, który ostatecznie trafia na biurko pracownika w Polsce.

    • Faktura od producenta (w USD): Chiński zakład montujący laptopy wystawia fakturę polskiemu importerowi na kwotę, powiedzmy, 1 mln USD za kontener sprzętu.
    • Koszt zakupu dla importera (w PLN): W momencie składania zamówienia kurs USD/PLN wynosi 3,90. Teoretyczny koszt zakupu to 3,9 mln PLN. Jednak płatność jest odroczona o 60 dni. W tym czasie, na skutek zawirowań na rynkach, kurs rośnie do 4,20. Rzeczywisty koszt, jaki importer musi ponieść, aby kupić dolary i zapłacić fakturę, wzrasta do 4,2 mln PLN. Różnica 300 000 PLN to czysty koszt wynikający ze zmiany kursu walutowego.
    • Marża dystrybutora: Importer do swojego bazowego kosztu zakupu (4,2 mln PLN) dolicza koszty transportu, ubezpieczenia, cła oraz swoją marżę.
    • Cena detaliczna (w PLN z VAT): Sprzęt trafia do sklepu, który do ceny zakupu od dystrybutora dolicza swoją marżę oraz 23% podatku VAT. W ten sposób pierwotny wzrost kosztu jest nie tylko przenoszony, ale i potęgowany na każdym kolejnym etapie dystrybucji.

    Mechanizm ten nie działa jednak jak prosty automat. Istnieje kilka czynników, które wprowadzają opóźnienia. Dystrybutorzy i detaliści sprzedają towar, który fizycznie znajduje się w ich magazynach, zakupiony tygodnie, a nawet miesiące wcześniej, po zupełnie innym kursie.

    Ten bufor działa jak amortyzator. Dodatkowo, polski rynek elektroniki jest bardzo konkurencyjny. W sytuacji niekorzystnej zmiany kursu, firmy mogą stanąć przed dylematem: podnieść ceny i ryzykować utratę klientów, czy też wziąć część podwyżki na siebie, akceptując tymczasowe obniżenie własnej marży.

    Błędem byłoby przypisywanie wszystkich zmian cen wyłącznie wahaniom kursów walut. W ostatnich latach byliśmy świadkami „idealnej burzy” czynników, które nałożyły się na siebie:

    • Zakłócenia w łańcuchach dostaw: Pandemia i kryzysy geopolityczne spowodowały chaos w globalnej logistyce, podnosząc koszty frachtu.
    • Niedobory komponentów: Globalny kryzys na rynku półprzewodników bezpośrednio wpływał na koszt produkcji urządzeń.
    • Inflacja i koszty produkcji: Rosnące ceny energii, surowców i koszty pracy w azjatyckich centrach produkcyjnych podnoszą bazową, dolarową cenę sprzętu.
    • Postęp technologiczny: Każda nowa generacja sprzętu jest na początku droższa w produkcji.

    Wnikliwa obserwacja rynku pozwala zauważyć pewną prawidłowość: ceny detaliczne mają tendencję do wzrostu stosunkowo szybko, gdy złoty się osłabia, ale spadają znacznie wolniej, gdy złoty się umacnia.

    Zjawisko to, znane jako „lepkość cen”, ma swoje biznesowe uzasadnienie. Gdy kurs jest niekorzystny, importerzy muszą chronić swoje marże. Gdy jednak złoty się umacnia, w magazynach wciąż zalega towar kupiony po wyższym kursie, a firmy mają pokusę utrzymania wyższych cen i cieszenia się większą rentownością.

    Za kulisami importu: Cicha wojna z ryzykiem walutowym

    Żaden poważny importer nie pozostawia losu swojej firmy na pastwę codziennych notowań walutowych. Prowadzenie biznesu w tak niestabilnym otoczeniu wymaga aktywnego zarządzania ryzykiem kursowym. Importerzy dysponują całym arsenałem instrumentów finansowych, które pozwalają im zabezpieczyć się przed niekorzystnymi zmianami.

    • Kontrakty terminowe (Forward): To najpopularniejsze narzędzie. Importer umawia się z bankiem, że za trzy miesiące kupi 1 mln USD po z góry ustalonym kursie, niezależnie od tego, jaki będzie wtedy kurs rynkowy. Taka transakcja eliminuje niepewność i pozwala precyzyjnie skalkulować ceny sprzedaży.
    • Opcje walutowe: To bardziej elastyczne, ale i droższe rozwiązanie, które można porównać do „ubezpieczenia”. Importer kupuje prawo, ale nie obowiązek, do zakupu waluty po określonym kursie. Chroni to przed stratą, jednocześnie pozwalając czerpać korzyści z pomyślnych zmian.
    • Internetowe platformy wymiany walut: Dla mniejszych transakcji, wyspecjalizowane platformy oferują znacznie korzystniejsze kursy i niższe koszty transakcyjne niż tradycyjne banki.

    Te strategie, choć niewidoczne dla końcowego klienta, mają na niego bezpośredni wpływ. Dzięki hedgingowi importerzy wprowadzają stabilność cenową. To właśnie dlatego cena laptopa w sklepie nie zmienia się codziennie wraz z tabelą kursów NBP.

    Działania te wygładzają rynkową zmienność. Należy jednak pamiętać, że ta pewność ma swoją cenę. Hedging nie jest darmowy. Banki pobierają opłaty za swoje usługi, a ten „koszt ubezpieczenia” jest wliczony w finalną cenę produktu. Konsumenci, w sposób niebezpośredni, płacą więc niewielką premię za stabilność cen.   

    Horyzont zdarzeń: Prognozy i strategie dla świata polskiego IT

    Analiza jednoznacznie pokazuje, że polski rynek IT jest strukturalnie uzależniony od importu, a jego koszty są nierozerwalnie związane z globalnymi rynkami walutowymi. Patrząc w przyszłość, trajektoria cen sprzętu IT w Polsce będzie zależeć od kilku kluczowych zmiennych.

    Prognozy makroekonomiczne dotyczące polityki monetarnej amerykańskiej Rezerwy Federalnej, stabilności geopolitycznej oraz ogólnej kondycji polskiej gospodarki i siły złotego będą odgrywać pierwszoplanową rolę. Okresy umacniania się złotego mogą przynieść ulgę w kosztach importu, potencjalnie stymulując inwestycje i obniżając ceny dla konsumentów.

    W świecie, w którym gospodarki są ze sobą nierozerwalnie połączone, zrozumienie przepływu walut staje się dla branży technologicznej równie kluczowe, jak zrozumienie przepływu danych. Aby polska cyfrowa gospodarka mogła się rozwijać w sposób zrównoważony, jej liderzy, profesjonaliści i świadomi konsumenci muszą płynnie poruszać się w obu tych rzeczywistościach.

  • Koniec złotej gorączki: nowa era w polskim e-commerce. Analiza i trendy 2025

    Koniec złotej gorączki: nowa era w polskim e-commerce. Analiza i trendy 2025

    Koniec złotej gorączki, która napędzała polski e-commerce w czasach pandemii, jest już faktem. Wchodzimy w nową, znacznie bardziej wymagającą erę – erę strategów.

    Prognozy wskazujące, że wartość rynku osiągnie 192 mld zł do 2028 roku, nie są już obietnicą łatwych zysków dla każdego, a raczej pulą nagród dla najsprawniejszych graczy. Rozpoczyna się strategiczna gra o rentowność, lojalność i technologiczną przewagę.

    Wymagający i niecierpliwy: nowy portret polskiego e-konsumenta

    Siłą napędową i ostatecznym sędzią na rynku jest sam konsument. Jego ewolucja dyktuje warunki gry. Zakupy online stały się w Polsce zjawiskiem masowym – regularnie robi je blisko 80% internautów, co sygnalizuje nasycenie rynku.

    Zdobycie zupełnie nowego klienta jest dziś trudniejsze i droższe niż kiedykolwiek. Dlatego wojna przenosi się z frontu akwizycji na pole bitwy o utrzymanie i zwiększenie wartości koszyka istniejących nabywców.

    W wirtualnych koszykach Polaków wciąż królują moda, elektronika oraz produkty z kategorii zdrowie i uroda. Jednak prawdziwą miarą dojrzałości rynku jest dynamiczny wzrost segmentu e-grocery.

    Coraz chętniej powierzamy platformom online realizację codziennych zakupów spożywczych, co świadczy o rosnącym zaufaniu i postrzeganiu e-commerce jako fundamentalnej użyteczności.

    Polski konsument jest nie tylko doświadczony, ale i niecierpliwy. Oczekuje procesu zakupowego, który jest płynny, natychmiastowy i wygodny. Ta potrzeba wygody ukształtowała dwa filary polskiego e-commerce, które stały się absolutnym standardem branżowym: płatności BLIK i dostawy do automatów paczkowych.

    BLIK, z którego korzysta ok. 70% kupujących online, oraz automaty paczkowe, wybierane przez blisko 85% nabywców, to dziś rynkowy „must-have”. Każdy gracz, który nie oferuje tych opcji, już na starcie stawia się na przegranej pozycji.

    Ta „infrastruktura wygody” w pewnym sensie wyrównuje szanse, zmuszając gigantów do konkurowania nie tylko logistyką, ale przede wszystkim ceną, jakością obsługi i doświadczeniem użytkownika.

    Arena tytanów: twierdza Allegro kontra globalna ofensywa

    Polska scena e-commerce to pole bitwy, na którym dominuje ufortyfikowany, krajowy hegemon – Allegro. Z udziałem w rynku szacowanym na ok. 35%, firma nie jest już tylko platformą handlową, ale kompleksowym ekosystemem, zaprojektowanym, by zatrzymać przy sobie zarówno kupujących, jak i sprzedających.

    Filarami tej strategii obronnej są program lojalnościowy Allegro Smart!, oferujący darmowe dostawy, oraz system odroczonych płatności Allegro Pay. Dla sprzedawców Allegro buduje coraz szerszą ofertę usług fulfillmentu, tworząc środowisko, z którego trudno i nieopłacalnie jest zrezygnować.

    Jednak twierdza Allegro jest pod stałym naporem globalnych pretendentów, z których każdy stosuje inną strategię. Amazon realizuje w Polsce strategię „powolnego gotowania żaby”.

    Jego debiut nie wywołał trzęsienia ziemi, ale amerykański gigant cierpliwie buduje swoją pozycję wokół ekosystemu Prime, łącząc darmowe dostawy z dostępem do usług streamingowych. Jego siłą jest globalna skala i niemal nieskończony asortyment.

    Z zupełnie innej strony atakują platformy takie jak Temu i Shein. Nie próbują one stać się „lepszym Allegro”. Reprezentują siłę dysrupcyjną, opartą na modelu social commerce i ultra-niskich cenach. Tworzą nowy rynek dla tanich, impulsywnych zakupów, gdzie sam proces przeglądania ofert staje się formą rozrywki.

    Wojna o polski e-commerce nie toczy się więc na jednym froncie. Obserwujemy fragmentację rynku według „misji zakupowej” klienta. Na Allegro wchodzi on po konkretny, zaplanowany produkt, oczekując zaufania i szybkości. Na Amazona – w poszukiwaniu niszowego towaru.

    Na Temu – dla rozrywki i złapania okazji. Największym zagrożeniem dla lidera nie jest więc jeden potężny rywal, ale rozproszenie uwagi i budżetów konsumentów pomiędzy wielu wyspecjalizowanych graczy. W tym scenariuszu własny, spersonalizowany sklep na WordPress staje się dla niezależnych marek strategicznym przyczółkiem, pozwalającym na ucieczkę od prowizyjnej polityki marketplace’ów i budowanie bezpośredniej relacji z klientem.

    Technologiczny wyścig zbrojeń: AI i automatyzacja

    W środowisku, gdzie ceny i asortyment można łatwo skopiować, ostatecznym polem bitwy staje się technologia. Inwestycje w sztuczną inteligencję (AI) i automatyzację przestały być opcją – stały się imperatywem przetrwania.

    AI rewolucjonizuje sposób interakcji z klientem, umożliwiając hiperpersonalizację na niespotykaną dotąd skalę. Mowa tu o dynamicznie generowanych stronach głównych, które każdemu użytkownikowi pokazują inne produkty, czy o marketingu predykcyjnym, oferującym klientowi produkt, zanim on sam zacznie go szukać.

    Równie istotną rolę odgrywają inteligentne czatboty, zdolne do rozwiązywania złożonych problemów i oferowania wsparcia 24/7.

    Jednocześnie, oczekiwania konsumentów dotyczące dostawy tego samego lub następnego dnia sprawiają, że logistyka staje się kręgosłupem e-commerce. Sprawność operacyjna jest niemożliwa bez głębokiej automatyzacji.

    W nowoczesnych centrach logistycznych floty autonomicznych robotów sortują i przygotowują towary do wysyłki, a zaawansowane algorytmy w czasie rzeczywistym optymalizują trasy kurierów.

    Wspólnym mianownikiem tych technologii są dane – nowa waluta e-commerce. Zdolność do gromadzenia, integracji i analizy informacji z dziesiątek różnych źródeł daje gigantom, takim jak Allegro czy Amazon, ogromną przewagę. Tworzy to głęboką przepaść technologiczną, która będzie napędzać dalszą konsolidację rynku.

    Kto wygra wojnę o polskiego klienta?

    Wkroczyliśmy w erę, w której zwycięstwo nie będzie należało do firmy największej czy najtańszej, ale tej najinteligentniejszej. Przyszłość polskiego e-commerce zależy od mistrzowskiego opanowania trzech kluczowych obszarów:

    • Głębokiego zrozumienia klienta: Przejścia od segmentacji do indywidualizacji i rozumienia kontekstu każdej „misji zakupowej”.
    • Doskonałości operacyjnej: Zdolności do realizacji obietnicy natychmiastowej dostawy w sposób rentowny.
    • Inteligentnej integracji technologii: Wykorzystania danych i AI jako centralnego układu nerwowego całej organizacji.

    Rynek dojrzał, a zasady gry stały się bezlitośnie jasne. Rozpoczyna się partia szachów o najwyższą stawkę, w której przetrwają tylko najlepsi stratedzy.

  • Headless commerce – dlaczego szybkość staje się nową walutą w e-commerce

    Headless commerce – dlaczego szybkość staje się nową walutą w e-commerce

    Klienci online nigdy nie byli tak niecierpliwi jak dziś. W świecie, w którym mediana czasu spędzonego w sklepie internetowym nie przekracza trzech minut, nawet sekunda zwłoki może oznaczać utratę sprzedaży. Użytkownicy przeskakują między aplikacjami, porównywarkami i mediami społecznościowymi, a każdy dodatkowy krok – od wolniejszego ładowania strony po skomplikowane logowanie – zwiększa ryzyko porzucenia koszyka.

    Szybkość staje się więc nową walutą w cyfrowym handlu. To ona decyduje o tym, kto wygrywa w wyścigu o uwagę konsumenta. Tradycyjne systemy e-commerce, zaprojektowane w czasach mniejszej presji na wielokanałowość i krótsze cykle zakupowe, coraz częściej okazują się niewystarczające. I właśnie tutaj wkracza headless commerce – podejście, które oddziela warstwę doświadczenia klienta od silnika handlowego, pozwalając na znacznie większą elastyczność i tempo działania.

    Trzy minuty cierpliwości

    Średni czas wizyty klienta w sklepie internetowym wynosi mniej niż trzy minuty – a prognozy pokazują, że ten wskaźnik będzie się jeszcze skracał. To efekt rosnącej mobilności i wielokanałowości: konsumenci błyskawicznie porównują oferty i płynnie przechodzą między urządzeniami.

    W takiej rzeczywistości każda sekunda nabiera znaczenia. Skrócenie czasu ładowania do dwóch sekund potrafi podnieść współczynnik konwersji o 15%. Na zatłoczonym rynku, gdzie dwie trzecie użytkowników przegląda równolegle wiele sklepów, ten procentowy wzrost może oznaczać przewagę trudną do nadrobienia konkurencji.

    Dane te pokazują, że szybkość przestaje być tylko kwestią technologii – staje się strategicznym czynnikiem biznesowym.

    Dlaczego tradycyjne systemy nie wystarczają

    Wielu sprzedawców online ma świadomość zmieniających się zachowań konsumentów, ale ogranicza ich sama technologia. Monolityczne systemy e-commerce wymagają kosztownych i czasochłonnych modyfikacji, gdy firma chce wdrożyć nową funkcję, zintegrować inną metodę płatności czy rozszerzyć obsługę o kolejny kanał. Zmiana jednego elementu zwykle pociąga za sobą konieczność modyfikacji całego środowiska.

    Efekt? Brak zwinności i spowolnione wdrażanie innowacji. W dynamicznym świecie e-commerce oznacza to realne straty, zarówno w kontekście doświadczenia klienta, jak i wyników finansowych.

    Headless commerce: nowy fundament cyfrowego handlu

    Rozwiązaniem jest headless commerce – architektura, w której warstwa prezentacyjna (front-end) zostaje oddzielona od logiki biznesowej i operacyjnej (back-end). Kluczowym elementem są interfejsy API, które spajają oba światy, umożliwiając swobodną wymianę danych i integrację nowych kanałów.

    Dzięki temu sprzedawcy mogą szybko wdrażać nowoczesne doświadczenia zakupowe: od asystentów głosowych, przez aplikacje mobilne, po zakupy w mediach społecznościowych. Co istotne, wszystko odbywa się bez potrzeby przebudowy całego systemu.

    To właśnie ta elastyczność czyni headless commerce atrakcyjnym nie tylko dla gigantów rynkowych, ale również dla firm średniej wielkości, które chcą reagować na trendy z podobną szybkością.

    IAM – niewidoczny, ale krytyczny element układanki

    Oddzielenie front-endu od back-endu rozwiązuje wiele problemów, ale tworzy nowe wyzwania. Najważniejszym z nich jest zarządzanie tożsamością i dostępem użytkowników (IAM).

    W środowisku wielokanałowym klient oczekuje, że jego dane logowania, preferencje i historia zakupów będą spójne niezależnie od urządzenia czy aplikacji. Tu nie ma miejsca na błędy – każde potknięcie podważa zaufanie i zniechęca do powrotu.

    Dlatego nowoczesne systemy IAM, wspierane przez API, stają się kluczowym elementem headless commerce. Umożliwiają logowanie jednokrotne (SSO), wieloskładnikowe uwierzytelnianie (MFA) czy kontrolę dostępu opartą na rolach – a wszystko to w sposób, który nie obniża komfortu użytkownika. Co więcej, podejście to zbliża biznes do wdrożenia modelu Zero Trust, czyli bezpieczeństwa opartego na założeniu, że żaden użytkownik nie jest z góry godny pełnego zaufania.

    Ukryci mistrzowie headless commerce

    Korzyści z headless commerce nie kończą się na lepszym doświadczeniu klienta. Architektura API upraszcza też zarządzanie przepływami danych i ułatwia współpracę między działami – od IT po marketing i obsługę klienta.

    Firmy zyskują większą przejrzystość i kontrolę nad całym procesem, co przekłada się na łatwiejsze rozwiązywanie problemów i krótszy czas reakcji w sytuacjach kryzysowych. A ponieważ coraz więcej elementów przenosi się do chmury lub modelu SaaS, koszty skalowania stają się bardziej przewidywalne.

    Obawy dotyczące bezpieczeństwa i początkowych inwestycji są zrozumiałe, ale długoterminowe korzyści – mniejsze ryzyko naruszeń, niższe koszty operacyjne, szybsze wdrożenia – często przewyższają bariery wejścia.

    Przyszłość: od headless do composable commerce

    Headless commerce to dopiero początek. Coraz częściej mówi się o podejściu composable commerce, w którym cały ekosystem e-commerce staje się modułowy – od marketingu i płatności, po zarządzanie zapasami. Firmy mogą wybierać „najlepsze w swojej klasie” rozwiązania dla każdego obszaru i łączyć je w jeden spójny system.

    To kierunek, który dodatkowo wzmacnia znaczenie API oraz integracji zewnętrznych usług. Dla sprzedawców oznacza to jeszcze większą elastyczność i możliwość dostosowywania biznesu do zmian rynkowych w czasie rzeczywistym.

    Szybkość staje się nie tylko przewagą konkurencyjną, ale warunkiem przetrwania w e-commerce. Firmy, które nie zainwestują w headless commerce i nowoczesne IAM, ryzykują utratę klientów na rzecz bardziej elastycznych konkurentów.

    Dla branży IT oznacza to rosnące zapotrzebowanie na rozwiązania oparte na API, narzędzia low-code i zintegrowane moduły bezpieczeństwa. Co ważne, nie tylko globalni gracze, ale także MŚP mogą korzystać z tego trendu, ponieważ koszty wejścia maleją, a oferta usług chmurowych stale rośnie.

  • Większe zadowolenie klientów i wyższe przychody dzięki precyzyjnym, szczegółowym cenom sprzedaży opartym na AI

    Większe zadowolenie klientów i wyższe przychody dzięki precyzyjnym, szczegółowym cenom sprzedaży opartym na AI

    Wyprzedaże w sklepach detalicznych to sezonowy temat, który przyciąga uwagę. Klienci szukają wówczas najlepszych okazji, sprzedawcy zaś chcą wiedzieć, co robią ich konkurenci oraz jak kształtuje się sprzedaż w całej branży – począwszy od żywności, przez modę, elektronikę, a kończąc na kosmetykach. 

    Obniżki cen, rabaty i promocje to znane sposoby na sprzedaż towarów, które nie cieszyły się dużym zainteresowaniem, których ceny były zbyt wysokie, albo zamówiono ich zbyt wiele hurtowo. To nie jest idealna sytuacja – sprzedawcy ryzykują utratą przychodów, a nikt nie chce, aby ubrania marnowały się i trafiały na wysypiska.

    Tradycyjne podejście opiera się na wysokopoziomowych prognozach popytu, zazwyczaj tworzonych dla całych kategorii produktów lub regionów. Wiadomo jednak, że tego rodzaju modele cechują się niską precyzją i nie uwzględniają zróżnicowania popytu w poszczególnych sklepach czy na lokalnych rynkach.

    Aby zmaksymalizować rentowność i efektywność, system wyceny oparty na AI musi wykraczać poza statyczne harmonogramy obniżek oraz podstawowe prognozy popytu. Należy szukać rozwiązań oferujących szczegółowe prognozowanie popytu dziennego na poziomie SKU i sklepu, zaawansowane modelowanie elastyczności cenowej oraz dynamiczną optymalizację obniżek.

    Takie rozwiązanie powinno również bezproblemowo zintegrować się z systemami ERP oraz planowania, ponieważ AI jest tak inteligentna i przydatna, jak informacje, do których ma dostęp. AI potrzebuje swobodnego dostępu do czystych, dokładnych danych. Dlaczego to takie ważne?

    Rozwiązania cenowe wspierane przez AI prognozują dzienny popyt na poziomie SKU i sklepu, co pozwala sprzedawcom dostosować ceny do rzeczywistych trendów sprzedaży, lokalnych wzorców popytu oraz poziomów zapasów w każdym sklepie – a decyzje są podejmowane automatycznie i inteligentnie dzięki lepszej widoczności danych.

    Na przykład sprzedawca detaliczny z branży modowej wykorzystał AI do wykrycia trendów popytu na buty damskie na poziomie poszczególnych sklepów. Sklepy miejskie szybko wyprzedawały towar, podczas gdy sklepy na przedmieściach miały nadmiar zapasów. Dlatego też zamiast wprowadzać jednolite obniżki, firma dostosowała strategię cenową, zachowując regularne stawki w lokalizacjach o wysokim popycie i stosując celowane rabaty w miejscach o niższej sprzedaży. Efekt: 18% wzrost wskaźnika sprzedaży i 9% wzrost marży.

    W przypadku modeli cenowych sprzedawcy często opierają się na prostych wzorach elastyczności cenowej, które nie odzwierciedlają w pełni wpływu zmian cen na różne segmenty klientów, kategorie produktów i warunki rynkowe. Natomiast AI dynamicznie mierzy prawdziwą elastyczność cenową, uwzględniając dane historyczne sprzedaży i promocji, dane zewnętrzne (ceny konkurencji, trendy gospodarcze, sezonowość), brak towarów oraz anomalie.

    Jedna z luksusowych marek torebek zredukowała niepotrzebne obniżki cen dzięki modelowaniu elastyczności cenowej opartemu na sztucznej inteligencji. Zamiast standardowej obniżki o 30% na koniec sezonu, AI wykazała, że obniżka o 15% dla bestsellerów i 40% dla wolno rotujących produktów przyniesie maksymalne przychody. Efekt: 12% redukcji strat marży i szybsze wyczyszczenie zapasów.

    W przypadku domu towarowego z branży modowej o przychodach 3 miliardów dolarów, gdzie niemal 30% sprzedaży pochodziło z wyprzedaży, zmiany w cyklach popytu i mało elastyczny łańcuch dostaw doprowadziły do nadmiaru zapasów w jednych lokalizacjach i niedoboru w innych.
Ogólne obniżki cen wprawdzie obniżyły poziom zapasów, ale nie rozwiązały problemu nieodpowiedniego asortymentu – a więc oprócz strat marż wynikających z nieoptymalnych obniżek, spadła też sprzedaż, ponieważ klienci nie znajdowali poszukiwanych produktów.

    Po wdrożeniu harmonogramu obniżek wspieranego przez prognozy AI, zalecenia dotyczące obniżek lepiej odzwierciedlały rzeczywisty popyt na produkty sezonowe – z podziałem na produkt i lokalizację. W ciągu sześciu miesięcy marże wzrosły o 4 punkty, a wskaźnik sprzedaży o ponad 10 punktów.

    Sprzedawcy detaliczni często też korzystają ze sztywnych harmonogramów, według których ceny są redukowane w określonych odstępach czasu – np. o 20% po czterech tygodniach i o 40% po ośmiu – niezależnie od rzeczywistego popytu czy stanu zapasów.

    Tymczasem AI dynamicznie dostosowuje obniżki cen w oparciu o poziomy zapasów, tempo sprzedaży i zewnętrzne sygnały popytu w czasie rzeczywistym. Przykład: sprzedawca detaliczny z branży modowej wprowadził kolekcję świąteczną, spodziewając się dużego zainteresowania. Jednak analiza oparta na sztucznej inteligencji ujawniła, że sprzedaż niektórych modeli była niższa od oczekiwanej. Zamiast zastosowania wszędzie głębokich obniżek, AI zaleciła 10% zniżki online i 25% zniżki w sklepach, gdzie towar się słabiej sprzedawał. Dzięki temu rozwiązaniu detalista poprawił marżę o 15% i zwiększył wskaźnik sprzedaży o 30%.

    Jeśli sprzedawcy detaliczni nie korzystają z AI w strategii cenowej, zostawiają na stole pieniądze i marżę – co pokazują powyższe przykłady, a także wiele innych przypadków firm, które wykorzystały szybkie możliwości modelowania sztucznej inteligencji do zwiększenia przychodów oraz poprawy rentowności.

    Warto też pamiętać, że nie wszystkie narzędzia do wyceny oparte na AI wymagają całkowitej wymiany już zastosowanych rozwiązań. Istnieją moduły, które można zintegrować z aktualnymi systemami ERP i planowania. Wszystkie powyższe przykłady to detaliści, którzy wzbogacili już istniejące rozwiązania o sztuczną inteligencję, zamiast je całkowicie wymieniać.

    Dowiedz się więcej o tym, co może zrobić AI dla bardziej dynamicznego ustalania cen sprzedaży – tutaj.


    Autor: James Nawrocki, Konsultant ds. Rozwiązań Programowych dla Handlu Detalicznego, Zebra Technologies

  • Wojna handlowa uderza w polskie firmy mocniej niż w Zachód

    Wojna handlowa uderza w polskie firmy mocniej niż w Zachód

    Polskie firmy eksportujące znalazły się w trudniejszej pozycji niż większość ich zachodnioeuropejskich konkurentów. Jak pokazuje najnowsze badanie Allianz Trade, aż 58% polskich przedsiębiorstw obawia się negatywnego wpływu globalnych napięć handlowych, a 51% spodziewa się spadku obrotów eksportowych. To najwyższy odsetek spośród analizowanych gospodarek europejskich.

    Obawy te nie są bezpodstawne. W odróżnieniu od firm z bardziej rozwiniętych rynków, wiele polskich eksporterów działa w modelu B2B jako dostawcy komponentów, a nie właściciele silnych marek końcowych. Ich produkty łatwiej zastąpić, a pozycja negocjacyjna w łańcuchach dostaw jest przez to słabsza. W dodatku eksport do USA – choć bezpośrednio stanowi tylko ok. 3-4% – po uwzględnieniu reeksportu i usług sięga już ponad 8% według NBP, co zwiększa realne ryzyko wpływu ceł na działalność.

    W odpowiedzi na zagrożenia, polskie firmy niekoniecznie sięgają po najprostsze rozwiązanie, jakim byłaby podwyżka cen. Aż 64% deklaruje utrzymanie dotychczasowych stawek, a tylko 25% zakłada wzrosty – to mniej niż średnia dla Europy. Zamiast tego skupiają się na optymalizacji: 45% firm poszukuje tańszych dostawców, a 30% eksploruje nowe rynki eksportowe – co znów znacząco przewyższa średnią (odpowiednio 31% i 24%).

    To wyraźny sygnał, że polski biznes nie tylko dostrzega strukturalne zagrożenia, ale także zaczyna poważnie traktować potrzebę długofalowej dywersyfikacji – zarówno geograficznej, jak i operacyjnej. Polskie firmy coraz częściej rozumieją, że konkurencyjność nie może opierać się wyłącznie na cenie. Potrzebna będzie inwestycja w rozpoznawalność marek, cyfryzację i kontrolę nad większą częścią łańcucha wartości.

    Wojna handlowa przyspiesza globalne zmiany – z 80% do 40% spadł udział firm spodziewających się wzrostu eksportu, a Allianz Trade prognozuje globalne straty eksportowe sięgające 305 mld USD w 2025 r. To, co dziś wygląda jak presja, może być impulsem do przemyślanego resetu strategii eksportowych. W tym sensie Polska – bardziej zdeterminowana niż inne kraje – może zyskać przewagę w nowej, postglobalistycznej układance.

  • AI w Polsce – czy biznes przespał rewolucję? Raport EFL ujawnia przepaść

    AI w Polsce – czy biznes przespał rewolucję? Raport EFL ujawnia przepaść

    Sztuczna inteligencja, po dekadach teoretycznych rozważań, wreszcie zaczyna realnie wpływać na polski krajobraz biznesowy. Nowy raport EFL, zatytułowany „AI w codziennym biznesie”, rzuca światło na rosnące, choć wciąż ostrożne, zainteresowanie tą technologią wśród polskich firm. Dane wskazują na wyraźny wzrost adopcji, ale jednocześnie ujawniają istotne bariery i zróżnicowane podejście poszczególnych sektorów.

    Wzrost adopcji, ale powolny

    Raport EFL pokazuje, że odsetek firm w Polsce wykorzystujących AI wzrósł z 3,7% w 2023 roku do 5,9% w 2024 roku. Choć to wzrost, to nadal relatywnie niski poziom, co sugeruje, że polski biznes podchodzi do AI z pewną dozą ostrożności. Co ciekawe, duże firmy wykazują większą skłonność do wdrażania AI – korzysta z niej już co dziesiąta. To sugeruje, że zasoby finansowe i dostęp do specjalistycznej wiedzy odgrywają kluczową rolę w adopcji tej technologii.

    EFL wprowadził również „Barometr AI”, narzędzie mające na celu monitorowanie nastrojów i perspektyw związanych z AI. Pierwszy odczyt Barometru wskazuje na optymizm wśród MŚP co do potencjału projektów AI w pierwszej połowie 2025 roku. Pozostaje jednak pytanie, czy ten optymizm przełoży się na konkretne wdrożenia.

    Potencjał i bariery: dwa oblicza AI

    Potencjał AI w optymalizacji procesów biznesowych jest niezaprzeczalny. Raport EFL wymienia konkretne obszary, w których AI znajduje zastosowanie:

    • Obsługa klienta: Chatboty usprawniają komunikację i skracają czas reakcji.
    • Wsparcie pracowników: AI automatyzuje rutynowe zadania, pozwalając pracownikom skupić się na bardziej strategicznych działaniach.
    • HR: AI pomaga w rekrutacji i zarządzaniu kadrami, np. poprzez analizę CV i przewidywanie rotacji pracowników.
    • Finanse: AI wspiera analizę dokumentów, wykrywanie błędów i prognozowanie przepływów pieniężnych.

    Jednak wdrożenie AI wiąże się również z istotnymi wyzwaniami:

    • Obawy etyczne i prawne: Kwestie praw autorskich, bezpieczeństwa danych i ryzyko generowania błędnych informacji budzą uzasadnione wątpliwości.
    • Bariery wdrożeniowe: Brak zasobów ludzkich i wiedzy, wysokie koszty implementacji oraz problemy z kompatybilnością systemów to poważne przeszkody, szczególnie dla MŚP.

    Adam Mioduszewski z EFL podkreśla konieczność strategicznego podejścia do wdrażania AI, zwłaszcza w sektorach regulowanych, gdzie innowacje muszą być zgodne z normami prawnymi i korporacyjnymi.

    Raport EFL „AI w codziennym biznesie” dostarcza cennych informacji na temat adopcji AI w Polsce. Wzrost zainteresowania jest wyraźny, ale tempo wdrażania pozostaje umiarkowane. Kluczowe dla dalszego rozwoju będą:

    • Edukacja i budowanie świadomości: Zmniejszenie obaw związanych z AI poprzez edukację i prezentację konkretnych korzyści.
    • Wsparcie dla MŚP: Ułatwienie dostępu do zasobów i wiedzy, aby mniejsze firmy mogły skutecznie wdrażać AI.
    • Rozwój regulacji: Stworzenie jasnych i spójnych regulacji prawnych, które zapewnią bezpieczeństwo i etyczne wykorzystanie AI.

    Przyszłość AI w polskim biznesie zależy od tego, jak skutecznie uda się pokonać bariery i wykorzystać potencjał tej technologii. Ostrożny optymizm wydaje się być na miejscu, ale kluczowe będzie proaktywne działanie ze strony firm, rządu i instytucji wspierających rozwój gospodarki.

  • AI w sprzedaży – badanie Panasonic ujawnia starcie IT z HR

    AI w sprzedaży – badanie Panasonic ujawnia starcie IT z HR

    Generatywna sztuczna inteligencja rewolucjonizuje świat sprzedaży, a nowe badanie przeprowadzone przez Panasonic Connect Europe rzuca światło na skalę tej transformacji i związane z nią wyzwania. Raport „The Ultimate Sales Professional: Integrating Generative AI into Sales” ujawnia, że GenAI staje się nieodzownym narzędziem dla specjalistów ds. sprzedaży, a jego wpływ na wyniki finansowe jest znaczący.

    GenAI napędza wzrost sprzedaży

    Badanie pokazuje, że GenAI nie jest już przyszłością sprzedaży, ale jej teraźniejszością. Aż 91% specjalistów ds. sprzedaży wykorzystuje tę technologię, aby uzyskać przewagę konkurencyjną. Co więcej, respondenci przewidują, że wdrożenie GenAI do procesów biznesowych przyniesie im średni wzrost sprzedaży o 38% w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Ten imponujący wzrost ma być napędzany przez kluczowe korzyści, takie jak:

    • Zwiększona dokładność analizy danych: GenAI pozwala na szybsze i dokładniejsze przetwarzanie dużych zbiorów danych, co umożliwia lepsze zrozumienie potrzeb klientów i identyfikację szans sprzedażowych.
    • Bardziej spersonalizowana interakcja z klientem: GenAI umożliwia tworzenie spersonalizowanych ofert i komunikacji, co zwiększa zaangażowanie klientów i poprawia skuteczność sprzedaży.
    • Szybszy czas reakcji: GenAI automatyzuje wiele zadań sprzedażowych, co pozwala na szybsze reagowanie na zapytania klientów i skrócenie cyklu sprzedaży.

    Wyzwania związane z wdrożeniem GenAI

    Mimo obiecujących perspektyw, wdrożenie GenAI w sprzedaży wiąże się z pewnymi wyzwaniami. Badanie Panasonic Connect Europe wskazuje na następujące bariery:

    • Integracja GenAI z istniejącymi procesami: Aż 92% respondentów przewiduje trudności w integracji GenAI z obecnymi systemami i procesami sprzedażowymi.
    • Brak odpowiednich szkoleń: 68% respondentów wskazuje na brak odpowiednich szkoleń jako przeszkodę w efektywnym wykorzystaniu GenAI.
    • Obawy dotyczące bezpieczeństwa i zgodności z przepisami: 63% respondentów ma obawy dotyczące bezpieczeństwa danych, a 61% martwi się o zgodność wdrożonych rozwiązań z obowiązującymi przepisami.

    Rola działu IT i różnice pokoleniowe

    Badanie zwraca również uwagę na potencjalne napięcia między działem IT a HR w kontekście wsparcia wdrożenia GenAI. 68% respondentów uważa, że wsparcie to powinno pochodzić z działu IT, jednak organizacje powinny rozważyć szerszy zakres opcji wsparcia.

    Ponadto, badanie ujawnia różnice pokoleniowe w podejściu do GenAI. Starsi specjaliści ds. sprzedaży zgłaszają wyższe wykorzystanie tej technologii, podczas gdy młodsi respondenci są mniej optymistyczni co do korzyści płynących z oszczędności czasu.

    Badanie Panasonic Connect Europe potwierdza, że GenAI ma ogromny potencjał do zrewolucjonizowania sprzedaży. Organizacje, które chcą wykorzystać ten potencjał, muszą jednak przezwyciężyć wyzwania związane z wdrożeniem, takie jak integracja, szkolenia i bezpieczeństwo. Inwestycja w odpowiednie wsparcie i szkolenia jest kluczowa dla zapewnienia trwałego wpływu GenAI na wyniki sprzedaży i uzyskania przewagi konkurencyjnej.

  • AI w polskich firmach: 30% produkcji już wdrożyło, 90% handlu odczuwa korzyści

    AI w polskich firmach: 30% produkcji już wdrożyło, 90% handlu odczuwa korzyści

    Najnowsza edycja badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – wskazuje podobieństwa i różnice w podejściu przedsiębiorstw z różnych gałęzi gospodarki do implementacji sztucznej inteligencji. Już prawie 1/3 (30%) firm z branży produkcyjnej zakończyła proces pierwszych implementacji rozwiązań opartych na AI, ale to przedstawiciele sektora handlowego najczęściej (90%) wskazują, że ta technologia przyniosła im zamierzone korzyści. Zauważyć też można wyraźną redukcję barier. Coraz mniej rodzimych organizacji – w przypadku produkcji odnotowano spadek aż o 23 pkt. proc. – wskazuje kwestię wysokich kosztów jako wyzwanie we wprowadzenia rozwiązań AI.

    Branża produkcyjna może pochwalić się najwyższym odsetkiem zakończonych wdrożeń rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Już 30% ankietowanych firm z tego sektora ma za sobą przynajmniej pierwsze procesy implementacyjne – to więcej niż w przypadku usług (24%) i handlu (10%). Produkcja jest też obszarem, w którym priorytet dla rozwiązań AI jest najwyższy. Aż 65% firm z tej gałęzi gospodarki zaznaczyło go jako „wysoki” bądź „bardzo wysoki” – to znacznie lepszy wynik niż w przypadku handlu i usług (oba po 53%). Sektor produkcji wyraża też największą gotowość na efektywną implementację narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji. Twierdząco na to pytanie odpowiedziało aż 94% respondentów (usługi – 88%, handel – 84%).

    Nie może więc dziwić, że to właśnie wśród firm produkcyjnych nastąpił największy wzrost, jeżeli chodzi o wprowadzanie opartych na AI zmian w modelu operacyjnym, strukturze organizacji oraz procesach biznesowych. W przeciągu roku odsetek pozytywnych odpowiedzi zwiększył się aż o 17 punktów procentowych (z 31% do 48%). Wskazuje to, że firmy z tego sektora w coraz wyższym stopniu identyfikują kluczowe obszary, w których narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji przynoszą najwięcej korzyści. 

    – Przewaga sektora produkcji w przypadku liczby wdrożeń, gotowości i chęci implementacji AI nie dziwi. W tej branży mamy do czynienia z wieloma złożonymi procesami operacyjnymi jak automatyzacja linii produkcyjnych czy monitorowanie jakości, a działania optymalizacyjne bezpośrednio przekładają się na oszczędności i wzrost wydajności. Wpływa to również na plany inwestycyjne, które w tym sektorze są najwyższe, gdyż aż 35% firm chce znacząco zwiększyć wydatki na AI na przestrzeni następnych 18 miesięcy. To o 8 pkt. proc. więcej  niż w przypadku handlu  i 10 pkt. proc. więcej od usług. Wyraźna przewaga tej gałęzi gospodarki w podejściu do AI może się więc jedynie zwiększać mówi Radosław Frańczak, Partner EY i Lider Zespołu Technology Consulting.

    Wdrożenie i co dalej? Kto osiągnął największe korzyści z implementacji?

    Dla wszystkich branż kluczowym czynnikiem przy wdrażaniu AI jest działanie wynikające ze strategii firmy dla poszczególnych funkcji biznesowych. Priorytetowe obszary organizacji różnią się jednak w zależności od gałęzi gospodarki. Handel najczęściej wdraża AI w dziale marketingu i analityki (60%), sprzedaży (51%) i obsługi klienta (46%). Dla produkcji najistotniejsze jest IT (41%), marketing i analiza rynku (37%) oraz sprzedaż (36%). Usługi natomiast najmocniej implementują AI w obsłudze klienta (48%), marketingu (39%) i finansach (34%).

    Jeżeli chodzi o rezultaty to najwyższy – przekraczający 60% – wzrost efektywności po wprowadzeniu AI odnotowały przedsiębiorstwa handlowe (13% wskazań w tym zakresie) oraz produkcyjne (12%), a w znacząco mniejszym stopniu usługowe (4%). To właśnie handel jest też branżą, która najczęściej zaznaczyła, że osiągnęła korzyści z AI – tak twierdzi 89% przedsiębiorstw. Nieco dalej za nim jest produkcja – 79% i usługi – 74%. Wśród wymienianych pozytywnych zmian sektor handlowy najczęściej wskazywał zmniejszenie kosztów (47%), a także zwiększenie skali działania i poprawę jakości usług (36%). W przypadku produkcji obserwowane rezultaty najczęściej obejmowały poprawę jakości usług (40%), rozszerzenie skali działania (37%) i wzrosty przychodów (35%). Przedstawiciele usług natomiast zwracali uwagę na poprawę jakości oferty (46%), zwiększenie skali działania (34%) i zmniejszenie jej kosztów (31%).

    – Dynamika adopcji AI w branży handlowej w porównaniu rok do roku nieco spowolniła, ale wysoki poziom wzrostu efektywności i osiąganych korzyści wskazuje na dużą konsekwencję w działaniu i dobrze przemyślany wybór obszarów wdrożenia. Handel jest też sektorem, który z roku na rok coraz mocniej zauważa benefity płynące z implementacji AI. W 2023 r. korzyści widziało 80% firm z branży, a rok później – już prawie 90%. Dane pokazują także, że dzięki AI był on także w stanie zmniejszyć koszty działania bardziej niż inni. Na taka odpowiedź wskazało 47% przedsiębiorstw z sektora handlowego, względem 31% w usługach i 27% w produkcji. Ten fakt nie dziwi, ponieważ modele AI w tej najnowsze generatywnej odsłonie doskonale sprawdzają się w automatyzacji procesów sprzedaży i obsługi klienta, natomiast klasyczne modele Machine Learning  bardzo dobrze radzą sobie w zadaniach  optymalizacji łańcuchów dostaw czy prognozowania popytu – mówi Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, Lider zespołu AI Technology.

    Przeszkody w implementacji AI coraz mniejsze

    Część przedsiębiorstw, nawet jeżeli ma w planach wdrożenie AI, napotyka na bariery przy realizacji tego procesu. Wartym odnotowania jest jednak fakt, że w większości przypadków odsetek wskazań jest niższy, niż w poprzednim roku. W branży produkcyjnej największymi wyzwaniami są trudności procesowe i organizacyjne (26%, delikatny wzrost z 25%), a także technologiczne (16%, znaczący spadek z 31%) i obawa o bezpieczeństwo danych (16%, spadek z 20%). Sektor handlu zdecydowanie najmocniej obawia się o bezpieczeństwo danych (26%, spadek z 31%), zbyt wysokie koszty (21%, spadek z 45%) i trudności procesowe (19%, spadek z 28%). W przypadku usług, główną barierą są koszty (29%, spadek z 39%), trudności technologiczne (19%, spadek z 31%) i niepewność regulacyjna (17%, spadek z 19%).

    – Porównując dane rok do roku, widzimy znaczną redukcję, jeżeli chodzi o liczbę firm wskazujących wśród barier adopcji wysokie koszty wdrożenia. W przypadku produkcji spadek z 33% do 10% wskazań mówi sam za siebie. To naturalna konsekwencja upowszechnienia się narzędzi AI oraz świadomości korzyści, jakie taka inwestycja może przynieść. Zauważalny spadek widzimy także w przypadku trudności technologicznych, gdzie w branży handlowej odsetek wskazań wyniósł 2% przy 31% rok wcześniej, co również jest pozytywnym prognostykiem dla tempa  wdrożeń w kolejnych latach – mówi Ewa Nowakowska, Partnerka EY Polska, Liderka Zespołu AI Data Science.

  • Kody QR zastąpią klasyczne kody kreskowe? Rewolucja w handlu detalicznym do 2026 roku

    Kody QR zastąpią klasyczne kody kreskowe? Rewolucja w handlu detalicznym do 2026 roku

    Organizacja GS1, odpowiedzialna za globalną standaryzację kodów kreskowych, ogłosiła ambitny plan zastąpienia klasycznych kodów kreskowych kodami QR w ciągu najbliższych kilku lat. Zmiana ta, określana jako rewolucja technologiczna w handlu detalicznym, ma na celu zwiększenie efektywności zarządzania towarami i dostarczenie konsumentom bardziej szczegółowych informacji o produktach.

    Więcej danych w jednym kodzie

    Nowoczesne kody QR, w przeciwieństwie do tradycyjnych kodów kreskowych, mogą przechowywać znacznie więcej danych, takich jak składniki, informacje o alergenach, daty ważności czy instrukcje użytkowania. Ta większa pojemność danych pozwala na bardziej precyzyjne zarządzanie produktami. Na przykład australijska sieć supermarketów Woolworths już odnotowała zmniejszenie marnowania żywności nawet o 40% dzięki wykorzystaniu dynamicznych strategii cenowych opartych na nowych kodach.

    Korzyści i wyzwania

    Jedną z głównych zalet kodów QR jest ich odporność na uszkodzenia – pozostają czytelne nawet przy częściowym zniszczeniu. Nowa technologia może również przynieść oszczędności dzięki lepszemu zarządzaniu zapasami i redukcji strat towarowych.

    Jednak przejście na kody QR wiąże się z wyzwaniami technicznymi. Przetwarzanie większej ilości danych wymaga inwestycji w infrastrukturę informatyczną, co może zwiększyć zużycie energii i wpłynąć na ślad węglowy sektora handlowego.

    Globalne wdrożenie

    GS1 planuje, że do końca 2027 roku wszyscy sprzedawcy detaliczni będą zdolni do obsługi nowej generacji kodów. Jeśli proces przebiegnie zgodnie z planem, tradycyjne kody kreskowe, używane od 1974 roku, mogą odejść do historii, ustępując miejsca technologii bardziej dopasowanej do potrzeb współczesnego handlu i konsumentów.

  • Przejęcie Neonetu przez x-kom: strategiczny ruch na rynku elektroniki

    Przejęcie Neonetu przez x-kom: strategiczny ruch na rynku elektroniki

    9 października 2024 roku spółki x-kom sp. z o.o. oraz Neonet S.A. ogłosiły podpisanie umowy inwestycyjnej, która stanowi istotny krok w realizacji strategii obu firm. Na mocy tej umowy x-kom planuje przejęcie Neonetu, jednej z największych polskich sieci sklepów z branży RTV, AGD oraz multimediów. Transakcja, której finalizacja zależy od zgód antymonopolowych oraz zatwierdzenia przez wierzycieli Neonetu, ma wzmocnić pozycję obu podmiotów na rynku.

    Synergia rozwoju i restrukturyzacji

    Współpraca obu firm, jak podkreślono w komunikacie, otwiera nowe możliwości dla rozwoju zarówno w sferze stacjonarnej, jak i internetowej. Neonet, będący w trakcie procesu restrukturyzacji, zyska inwestora strategicznego, który nie tylko wesprze finansowo firmę, ale również pomoże w zrealizowaniu jej celów długoterminowych. W komunikacie zaznaczono, że umowa przyniesie korzyści nie tylko dla Neonetu, ale także dla jego wierzycieli, dostawców oraz klientów.

    Michał Świerczewski, prezes x-kom, wyraził przekonanie, że przejęcie Neonetu zakończy proces restrukturyzacji tej spółki, co przyniesie wymierne korzyści zarówno dla jej pracowników, jak i klientów. Podobnego zdania jest Marek Majewski, prezes zarządu Neonetu, który widzi w tym połączeniu szansę na wzmocnienie sieci sprzedaży oraz poszerzenie oferty produktowej.

    Silniejszy gracz na rynku elektroniki

    x-kom, działający na rynku od 22 lat, rozwija swoją sieć stacjonarną w dużych miastach, a jego platforma e-commerce – x-kom.pl – jest jedną z najważniejszych w Polsce. Neonet, z kolei, z ponad 200 sklepami zlokalizowanymi w mniejszych i średnich miastach, odgrywa kluczową rolę w dostarczaniu sprzętu RTV, AGD i multimediów na terenie całego kraju. Połączenie obu firm ma na celu stworzenie silnego gracza, który operując w modelu omnichannel, będzie mógł oferować klientom zarówno bogatą ofertę stacjonarną, jak i internetową.

    Przedstawiciele x-komu wskazują, że integracja Neonetu pozwoli zwiększyć zasięg salonów stacjonarnych x-kom, co przełoży się na lepszą dostępność oferty dla klientów w całym kraju. Dodatkowo, komplementarne oferty obu firm umożliwią rozszerzenie zakresu produktów dostępnych zarówno online, jak i offline, co z kolei może przyczynić się do zwiększenia udziału w polskim rynku sprzedaży detalicznej elektroniki.

    Kluczowe wyzwania przed finalizacją

    Choć podpisanie umowy to istotny krok w procesie przejęcia, przed x-kom i Neonetem stoją jeszcze wyzwania formalne. Transakcja musi uzyskać zgodę Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), co jest standardową procedurą przy tego typu przejęciach. Ważnym elementem pozostaje także zatwierdzenie układu z wierzycielami Neonetu, co jest kluczowe dla pełnego zamknięcia procesu restrukturyzacji.

    Mariusz Szałaj, wiceprezes zarządu x-kom odpowiedzialny za proces przejęcia, podkreśla, że jednym z priorytetów będzie wypracowanie docelowego modelu współpracy po finalizacji transakcji. Szałaj wyraził przekonanie, że połączenie potencjału obu firm przyniesie pozytywne zmiany na rynku elektroniki użytkowej oraz sprzętu RTV i AGD w Polsce, wzmacniając pozycję x-komu oraz Neonetu na tle konkurencji.

    Nowe perspektywy na rynku

    Podpisana umowa inwestycyjna może istotnie wpłynąć na polski rynek elektroniki użytkowej. Dzięki synergii operacyjnej, finansowej i produktowej, połączone siły x-kom i Neonet mają szansę zaoferować klientom nowoczesne rozwiązania oraz lepszą dostępność produktów na terenie całego kraju. Wraz z rosnącym znaczeniem e-commerce, transakcja może okazać się istotnym krokiem w kierunku zwiększenia udziału rynkowego obu firm.

    Jednocześnie przejęcie Neonetu przez x-kom, przy spełnieniu wszystkich warunków, może przyczynić się do stabilizacji sytuacji finansowej Neonetu oraz wzmocnienia jego obecności na rynku. W obliczu dynamicznie rozwijającego się sektora elektroniki użytkowej, współpraca obu firm zapowiada istotne zmiany, które mogą w dłuższej perspektywie wpłynąć na konkurencyjność całej branży.

  • Amazon idzie na wojnę z podróbkami. Firma usuwa miliony fałszywych produktów

    Amazon idzie na wojnę z podróbkami. Firma usuwa miliony fałszywych produktów

    Amazon, gigant e-commerce, zrobił znaczne postępy w walce z podrabianiem produktów, jak wynika z ich ostatniego raportu opublikowanego we wtorek w Seattle. W ciągu ostatniego roku, Amazon zidentyfikował, skonfiskował i właściwie zutylizował ponad 7 milionów podrobionych produktów na całym świecie, demonstrując swoje zaangażowanie w ochronę zarówno marek, jak i konsumentów przed szkodliwymi działaniami fałszerzy.

    Od czasu powstania w 2020 roku, Jednostka ds. Przestępstw Fałszywych Amazona wykazała się wyjątkową efektywnością, pociągając do odpowiedzialności ponad 21 000 aktorów o złych intencjach. Ta liczba obejmuje zarówno postępowania sądowe, jak i raporty przekazane organom ścigania, co podkreśla rosnącą siłę i skuteczność inicjatyw Amazona w eliminowaniu fałszerstw.

    Amazon nie ogranicza się jedynie do roli sprzedawcy, ale również funkcjonuje jako platforma dla innych sprzedawców detalicznych. To otwiera furtkę dla fałszerzy, którzy próbują wykorzystać platformę Amazona do dystrybucji swoich nielegalnych produktów. W odpowiedzi na to wyzwanie, Amazon wzmocnił kontrole bezpieczeństwa, wprowadzając między innymi ulepszone procedury weryfikacji przy zakładaniu kont sprzedawców. Sztuczna inteligencja odgrywa kluczową rolę w identyfikowaniu podejrzanych działań, co umożliwia szybką interwencję.

    W zeszłym roku, dzięki innowacyjnym metodologiom, Amazon zdołał udaremnić ponad 700 000 prób założenia nowych kont sprzedawców przez aktorów o złych intencjach. Dharmesh Mehta, dyrektor Amazona, podkreślił, że jest to znaczny spadek w porównaniu do sześciu milionów prób podejmowanych w 2020 roku. Te wyniki świadczą o rosnącej efektywności mechanizmów ochronnych wdrożonych przez Amazon.

    Oprócz bezpośrednich działań na platformie, Amazon aktywnie uczestniczy w działaniach prawnych przeciwko fałszerzom. Wspólnie z Grupą BWW, Amazon osiągnął sukces w europejskim sądzie, skazując czterech mieszkańców Hiszpanii za próbę sprzedaży podrobionych części i akcesoriów BMW. To działanie nie tylko podkreśla międzynarodowy zasięg działań Amazona, ale również pokazuje, że współpraca z markami i organami prawnymi może przynieść konkretny efekt w eliminowaniu nielegalnego handlu.

    Wnioski z działań Amazona są jasne: poprzez kombinację zaawansowanych technologii, współpracy międzynarodowej i zdecydowanych działań prawnych, można skutecznie walczyć z podrabianiem produktów. Te działania nie tylko chronią konsumentów i marki, ale również podnoszą standardy bezpieczeństwa i wiarygodności w branży e-commerce. Jako lider rynku, Amazon ustanawia nowe normy w tej walce, inspirując inne platformy do podobnych działań.

  • Temu podnosi standardy bezpieczeństwa – platforma dołącza do konsorcjum APWG

    Temu podnosi standardy bezpieczeństwa – platforma dołącza do konsorcjum APWG

    Temu, platforma e-commerce, ogłosiła swoje członkostwo w Grupie Roboczej ds. Przeciwdziałania Phishingowi (Anti-Phishing Working Group – APWG). Ten ruch stawia Temu obok takich gigantów technologicznych jak Microsoft i Meta, podkreślając zaangażowanie w zwalczanie kradzieży tożsamości i oszustw internetowych. Założona w 2003 roku, APWG jest globalnym konsorcjum poświęconym eradykacji phishingu i cyberprzestępczości, skupiającym wiodące firmy technologiczne, instytucje finansowe takie jak PayPal, firmy zajmujące się bezpieczeństwem internetowym, np. Symantec i McAfee, oraz różne agencje rządowe skoncentrowane na zapobieganiu cyberprzestępczości.

    Znaczenie tej współpracy jest nie do przecenienia, szczególnie w świetle alarmujących statystyk przedstawionych przez APWG za rok 2023. Organizacja ta odnotowała niemal pięć milionów ataków phishingowych na całym świecie, rekordową liczbę, która podkreśla eskalację zagrożenia cyberprzestępczością. Jako część APWG, Temu wnosi swoje doświadczenie i uzyskuje dostęp do bogactwa informacji na temat globalnych trendów zagrożeń internetowych, taktyk phishingowych i złośliwych domen, co zwiększa jego zdolność do ochrony danych klientów.

    Współpraca ta umożliwia również Temu korzystanie z zróżnicowanego członkostwa APWG, obejmującego wiele branż i sektorów, co sprzyja rozwijaniu i wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań skutecznie przeciwdziałających phishingowi i cyberprzestępczości. 

    Decyzja Temu o dołączeniu do APWG jest częścią ciągłych wysiłków firmy mających na celu zapewnienie swoim klientom bezpiecznego środowiska zakupowego. Temu ma trudny orzech do zgryzienia, wchodząc na rynki europejskie. W Polsce konsumenci ostrożnie podchodzą do świeżej platformy, uznając ceny produktów na platformie za zbyt niskie, co rodzi obawy o prawdziwość ofert i bezpieczeństwo korzystania z platformy. Agresywna polityka cenowa Temu, charakterystyczna dla ekspansji zagranicznych chińskich przedsiębiorstw, wynika ze strategii, której celem jest zdobycie jak największej ilości klientów w jak najkrótszym czasie, co jednak niekoniecznie sprawdzi się w przypadku europejskich konsumentów, coraz bardziej wyczulonych na oszustwa internetowe. Dlatego dołączenie do grona APWG jest z tej perspektywy bardzo rozsądnym ruchem. Takie podejście zdaje się przyświecać firmie już od dłuższego czasu. W lutym 2024 roku platforma otrzymała certyfikat Oceny Bezpieczeństwa Aplikacji Mobilnych (MASA) od DEKRA. Ponadto, w listopadzie Temu uruchomiło program nagród za znalezienie błędów we współpracy z firmą HackerOne z siedziby w San Francisco, zachęcając etycznych hakerów do identyfikacji i zgłaszania luk w zabezpieczeniach.

  • Sztuczna inteligencja w handlu – między potencjałem a praktyką

    Sztuczna inteligencja w handlu – między potencjałem a praktyką

    Prawie połowa retailerów w Polsce używa sztucznej inteligencji do ochrony przed oszustwami, duża część wprowadza kasy samoobsługowe, a inni inwestują w chatboty. Mimo kontynuowania rozmów, aspekt wdrażania AI na rzecz dalszego rozwoju w handlu często zatrzymuje się na etapie koncepcyjnym, w którym główne pytanie to „co”, a nie „jak”.

    Niemal połowa firm z branży retail określa rozwiązania oparte na AI jako mające znaczący wpływ na całą branżę w perspektywie trzech-pięciu lat. By skorzystać z ich potęgi, systemy muszą być jednak zasilone wewnętrznymi danymi ze sprzedaży, a to właśnie na tym etapie pojawia się na rynku spora blokada. Zaledwie ¼ przedsiębiorców badanych w Adyen Retail Report przyznaje, że jest w stanie połączyć i analizować dane ze swoich kanałów. Na drodze do rozwoju zasilanego SI pojawia się więc wąskie gardło.

    Klienci mniej wyjątkowi niż im się wydaje?

    Według McKinsey, ponad dwie trzecie sprzedawców detalicznych twierdzi, że ich „największym wyzwaniem związanym z personalizacją jest gromadzenie, integracja i synteza danych o klientach”. Badanie Retail Report podkreśla z kolei, że ponad połowa przedsiębiorstw w Polsce ma problem z kategoryzowaniem klientów według zachowań i potrzeb, ponieważ każda osoba oczekuje doświadczenia skrojonego na miarę. 

    – Przedsiębiorcy powinni regularnie analizować dane o swoich klientach, by móc tworzyć wzorce ich zachowań, identyfikować popularne produkty, zarządzać planogramami i ekspozycją, czy lepiej profilować strategie marketingowe. Polska jest jednak na wczesnym poziomie wykorzystywania tej praktyki, a to krok niezbędny do rozwoju biznesu, niezależnie od poziomu jego dojrzałościkomentuje Jakub Czerwiński, VP CEE w Adyen.

    Modele predykcyjne zasilić można danymi z każdego kanału sprzedaży. To m.in. informacje o płatnościach, ruchu, zachowaniu na stronie i powodach porzucenia koszyka. Klienci w trakcie swoich indywidualnych podróży zakupowych mogą płynnie przechodzić między dostępnymi kanałami i wchodzić w interakcje z marką na wiele sposobów. Dlatego handlowcy muszą nauczyć się śledzić i przetwarzać cyfrowe ślady tych podróży, zanim pomyślą o bardziej zaawansowanych możliwościach wykorzystania tych informacji za pomocą sztucznej inteligencji.

    Dane poszukiwane

    Aby zwiększyć wygodę klientów, sprzedawcy funkcjonują dziś wielokanałowo. Strategię dyktują im warunki modelu multichannel (kilka niepołączonych ze sobą kanałów), omnichannel (płynne przechodzenie między tymi kanałami) lub unified commerce, który idzie o krok dalej. Koncepcja zakłada holistyczne podejście do handlu, integrujące wszystkie kanały sprzedaży, systemy i punkty kontaktu pomiędzy sprzedawcą a klientem, w ramach jednego systemu. Łączy informacje na temat m.in. tego co poszczególni klienci wybierają w danych kanałach, jakie metody płatności preferują, jakie mają zwyczaje zakupowe oraz np. jaką wartość mają ich koszyki zakupowe.

    – Przedsiębiorstwom daje to dużo lepszy ogląd na temat tego, kim są klienci, czego oczekują i w jaki sposób należy się z nimi komunikować, żeby dotrzeć do nich z najlepszą ofertą. Badania wskazują, że wprowadzenie strategii unifikującej handel wpłynęłoby na wzrost wartości polskiego sektora detalicznego o niemal 40 mld złotychdodaje ekspert.

    Dane pozyskiwane i przetwarzane w takim ecommercowym systemie połączonych naczyń pomagają w tworzeniu „widoku 360”, stając się punktem wyjścia do działań wzmacniających pozycję marki. Co więcej, mogą posłużyć do trenowania rozwiązań sztucznej inteligencji na rzecz dalszej poprawy podróży zakupowej klienta, zaawansowanej analityki, kontroli kosztów, monitorowania stanów magazynowych i zarządzania łańcuchem dostaw.

    Obszar unified commerce wciąż skrywa wiele niewykorzystanego potencjału. Badanie Retail Report pokazało, że już co drugi retailer w Polsce inwestuje w takie rozwiązanie, a kolejne 36 proc. sprzedawców planuje ruszyć w tym kierunku w najbliższym czasie. Najbardziej innowacyjne przedsiębiorstwa na świecie zaczęły dlatego postrzegać płatności jako strategiczny czynnik wpływający na poprawę doświadczeń konsumentów i z dużym powodzeniem wprowadziły nowe, zwiększające przychody rozwiązania.


    źródło: Adyen

  • Black Friday pod lupą Dyrektywy Omnibus – nowa era przejrzystości cenowej

    Black Friday pod lupą Dyrektywy Omnibus – nowa era przejrzystości cenowej

    Choć Dyrektywa Omnibus obowiązuje w Polsce od początku tego roku, to jednak wciąż wzbudza wiele wątpliwości wśród sprzedawców. Przed nimi ważna próba w postaci wyczekiwanego przez wielu klientów Black Friday. Jak właściwie przygotować sklep do tego wydarzenia? Na co powinni zwrócić uwagę świadomi konsumenci? Podpowiadają eksperci Exorigo-Upos. 

    Black Friday, największe święto wyprzedaży, w tym roku przypada na 24 listopada. Tegoroczna edycja będzie wyjątkowa, a to za sprawą wprowadzonej 1 stycznia dyrektywy Omnibus. Nowe przepisy nakładają na sprzedawców obowiązek przejrzystego informowania klientów o cenach, jeśli oferują produkty objęte promocją. To działanie ma chronić konsumentów przed nieuczciwymi praktykami, eliminować fałszywe obniżki, ujednolicać praktyki stosowane przez handlowców, a także umożliwić kupującym świadomą ocenę atrakcyjności promocji.

    – Black Friday dotychczas bywał momentem wykorzystywanym przez nieuczciwych sprzedawców. Dzięki nowym regulacjom, klienci zyskują możliwość dokonywania świadomych wyborów podczas wyczekiwanego wydarzenia zakupowego, a uczciwi przedsiębiorcy będą mogli zyskać w ich oczach, budując przywiązanie. Tymczasem, dla sprzedawców pragnących kontynuować nieuczciwe praktyki, dyrektywa stawia barierę w postaci kary od prezesa UOKiK, która może wynieść nawet do 10 proc. rocznego obrotu firmy i do 2 mln zł na osobę zarządzającąmówi Anna Schabikowska, Doradca Zarządu Exorigo-Upos. 

    Black Friday – jak przeceniać?

    Dyrektywa nakłada na handlowców, którzy promują swój przeceniony towar, obowiązek przedstawiania trzech cen – aktualnej, regularnej, a także najniższej ceny usługi lub produktu z 30 dni przed obniżką. Mogą oni poinformować o promocji poprzez komunikat słowny (pisemny lub mówiony), graficzny, a także poprzez sformułowania mówiące o niższej cenie, np. promocja, wyprzedaż. Jeśli sprzedawca chce oznaczyć zniżkę w sposób procentowy, musi pamiętać o obliczeniu rabatu poprzez uwzględnienie najniższej ceny z 30 dni przed obniżką jako początkowej.

    Warto zwrócić uwagę, że przedsiębiorcy nie mają obowiązku informowania o najniższej cenie z 30 dni przy każdym rabacie. Dotyczy to przykładowo promocji „druga rzecz taniej”, kiedy obniżka jest naliczana dopiero w koszyku. Tak samo w sytuacji, gdy rabat zwiększa się w momencie dodania do koszyka większej liczby towarów lub kiedy promocja naliczana jest na podstawie kodu rabatowego, czy automatycznie w koszyku. Wtedy, to poniekąd po stronie klienta pozostaje decyzja o tym, który towar jest objęty rabatem.

    Podobna, choć nieco bardziej złożona, jest sytuacja z kodami rabatowymi, które będą obowiązywać np. przy kolejnym zamówieniu lub dotyczą dowolnego produktu. W tym przypadku podanie najniższej ceny z 30 dni przed obniżką nie jest wymagane, jednak nadmierne korzystanie z promocji w takim kształcie jest ryzykowne – w razie jej nadużywania, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów może uznać, że jest to nieuczciwą praktyka rynkową, której celem jest obejście obowiązujących przepisów.

    Uwagę należy zwrócić także na sytuację, w której kod rabatowy obejmuje wszystkie oferowane produkty. Wtedy z kolei konieczne jest podanie najniższej ceny z 30 dni przed obniżką. Jest to spowodowane koniecznością informowania o obniżeniu cen w ramach całej grupy produktów, w tym przypadku wszystkich dostępnych w danym sklepie internetowym.

    Nie tylko promocje

    Przedsiębiorcy powinni pamiętać, że dyrektywa Omnibus nie dotyczy tylko oznaczania promocji, ale również opinii w sklepie internetowym. Do ich obowiązków należy weryfikacja i publikowanie ocen o produktach jedynie od konsumentów, którzy rzeczywiście używają recenzowanego produktu. Jeżeli sprzedawca nie wprowadził systemu weryfikacji na stronie sklepu internetowego, powinien jak najszybciej zadbać o ich autentyczność, zwłaszcza w obliczu gorączki zakupów. Co istotne – spełnieniem obowiązku prawnego jest już sama informacja o braku weryfikacji opinii, która może wpływać na ich odbiór i decyzję zakupową konsumenta.

    – Prawdopodobnie tegoroczny Black Friday nie przyniesie jeszcze pełnego przełomu. Na pewno jednak podda próbie uczciwość sprzedawców, którzy ryzykują nie tylko kary od UOKiK, ale też, a może przede wszystkim, utratę zaufania ze strony świadomych klientów. Niektóre firmy wciąż mogły pokusić się o sztuczną podwyżkę cen, to trzeba przede wszystkim pamiętać, że w tym roku spodziewamy się znacznie mniejszych obrotów. Black Week 2023 jest jednak wciąż świetną okazją do tego, aby przedstawić klientom swoją ofertę i zacząć budowanie długotrwałej relacjidodaje Przemysław Łukaszewski, Szef Zespołu E-commerce Exorigo-Upos. 

    Dane z 2022 pokazują, że pomimo niepewnej sytuacji gospodarczej i geopolitycznej, ruch w handlu elektronicznym w rejonie Europy Środkowej zwiększył się o 8 proc. Spadła za to średnia wartość zamówienia, które wyniosło 49 USD (-3,7 proc. rok do roku). Dla porównania, globalna średnia wartość zamówienia była ponad dwukrotnie wyższa i wyniosła 104 USD. W Niemczech było to 105 USD, w Wielkiej Brytanii 78 USD, a w USA aż 118 USD. Oszczędności w Europie Środkowej były widoczne także za sprawą liczby kupowanych produktów. Średnio, na jedno zamówienie przypadło 3,3 produktu, czyli o 5 proc. mniej, niż rok wcześniej. Średnia wartość rabatu wyniosła 34 proc.

  • Rozkwit e-commerce – demokratyzacja czy monopolizacja?

    Rozkwit e-commerce – demokratyzacja czy monopolizacja?

    Rynek e-commerce, który niegdyś był obszarem zarezerwowanym głównie dla gigantów handlu internetowego, teraz przechodzi przez niezwykłą transformację, która przynosi ze sobą rewolucję w handlu online. Demokratyzacja tego sektora jest napędzana przez dwie kluczowe siły: firmy usługowe, takie jak Shopify, oraz potęgi rynkowe, Amazon i Alibaba. Wraz z ulepszoną technologią, nowymi usługami dostawy i coraz szerszym przyjęciem Internetu na całym świecie, przewiduje się, że globalna wartość transakcji e-commerce osiągnie oszałamiające 9,3 biliona dolarów do 2027 roku.

    Przez lata rynek e-commerce był areną, w której wielcy gracze dominowali, pozostawiając niewiele miejsca dla mniejszych sprzedawców. Jednakże ostatnie lata przyniosły nie tylko ogromny wzrost wolumenu transakcji online, ale także rewolucję w sposobie prowadzenia handlu. To jest era, w której każdy, od małych przedsiębiorstw po indywidualnych przedsiębiorców, ma szansę zdobyć swoje miejsce w tym dynamicznym świecie handlu elektronicznego.

    Wzrost e-commerce w ostatnich latach

    Ostatnie lata przyniosły niezwykły wzrost e-commerce, który można określić jako prawdziwą rewolucję w sposobie, w jaki ludzie dokonują zakupów. W analizie danych dostarczonych przez GlobalData widzimy, że globalne transakcje e-commerce wzrosły z poziomu 2,5 biliona dolarów w 2016 roku do oszałamiających 5,9 biliona dolarów w zaledwie sześć lat później, w 2022 roku. To złożona roczna stopa wzrostu (CAGR) wynosząca imponujące 15%.

    Niezwykle ważnym czynnikiem przyspieszającym ten wzrost był oczywiście wybuch pandemii COVID-19. Blokady i obostrzenia spowodowane pandemią zmusiły ludzi do zmiany swoich nawyków zakupowych i zwrócenia się w stronę zakupów online. To był moment, w którym e-commerce stało się nie tylko wygodniejszą opcją, ale także jedyną możliwą dla wielu konsumentów. Sklepy stacjonarne były zamykane, a dostępność produktów online była kluczowym czynnikiem w zachowaniu normalności w życiu codziennym.

    To przyspieszenie przemiany w handlu online nie tylko odzwierciedlało zmianę nawyków konsumentów, ale także napędzało rozwój samej infrastruktury e-commerce. Firmy musiały dostosować się do tego nagłego wzrostu, inwestując w technologię i infrastrukturę, aby sprostać rosnącym potrzebom klientów. Nowoczesne platformy e-commerce, usprawnione systemy płatności online i usługi dostawy stały się kluczowymi czynnikami, które umożliwiły to ogromne zwiększenie handlu elektronicznego.

    Warto również zauważyć, że ten wzrost był globalny, obejmując różne regiony świata. To nie tylko zjawisko zachodnie, ale także coraz bardziej rosnący rynek w krajach rozwijających się, takich jak Indie i Brazylia. Te kraje doświadczyły szybkiego wzrostu wydatków na e-commerce, podobnie jak reszta świata, co dowodzi uniwersalności tej rewolucji w handlu.

    Warto również podkreślić, że ten dynamiczny wzrost nie jest jedynie efektem pandemii. Pandemia przyspieszyła zmiany, które były już w toku, ale stanowiła również katalizator dla nowych innowacji i modeli biznesowych w e-commerce. Teraz, gdy ludzie przyzwyczaili się do wygody zakupów online, handel internetowy stał się integralną częścią ich życia, a to oznacza, że ​​trend wzrostu prawdopodobnie utrzyma się w przyszłości.

    Kluczowe dysproporcje geograficzne

    W dynamice rynku e-commerce można dostrzec wyraźne dysproporcje geograficzne, które odgrywają istotną rolę w kształtowaniu globalnej mapy handlu elektronicznego. Stany Zjednoczone i Chiny są obecnie dwiema potęgami, które dominują na tym polu i pozostają na czele tego globalnego ruchu. Prognozy wskazują, że w 2027 roku te dwie gospodarki będą stanowiły ponad połowę wartości całego rynku e-commerce.

    Stany Zjednoczone od dawna były liderem w e-commerce. To tutaj powstały niektóre z największych platform handlowych, takie jak Amazon, który stał się symbolem globalnej sprzedaży online. Również rosnąca liczba innowacyjnych start-upów w obszarze e-commerce, zwłaszcza w Dolinie Krzemowej, nadal wzmacnia pozycję Stanów Zjednoczonych jako centrum innowacji w tej dziedzinie.

    Z drugiej strony, Chiny, z ogromną populacją i dynamicznie rozwijającym się sektorem technologicznym, stały się drugim najważniejszym rynkiem e-commerce na świecie. Giganci tak jak Alibaba i JD.com dominują w kraju, oferując platformy handlowe, które obsługują setki milionów chińskich konsumentów. W miarę jak Chiny stawiają na rozwijanie swoich technologii i zwiększanie siły nabywczej swoich obywateli, ich wpływ na światowy rynek e-commerce wzrasta.

    Jednak kluczowym aspektem jest to, że rynek e-commerce to nie tylko walka między dwoma olbrzymami. Rynki wschodzące również zyskują na znaczeniu i nie można ich pomijać. Indie są doskonałym przykładem wschodzącego rynku, który rozwija się z niezwykłą szybkością. Według GlobalData, wydatki na e-commerce w Indiach mają wzrosnąć o imponujące 23% w latach 2022-2027.

    Czym można tłumaczyć ten dynamiczny wzrost e-commerce w Indiach? Po pierwsze, ogromna populacja tego kraju stwarza ogromny rynek docelowy. Jednak to nie jedyny czynnik. Wzrost dostępu do Internetu i smartfonów w Indiach sprawia, że ​​coraz więcej osób ma dostęp do sklepów online. Ponadto, rosnąca siła nabywcza konsumentów przekłada się na większą gotowość do wydawania pieniędzy na zakupy online. Indyjscy konsumenci są bardziej skłonni do eksploracji e-commerce i korzystania z jego potencjału, co stanowi obiecujący sygnał dla przyszłości tego rynku.

    Dlatego choć Stany Zjednoczone i Chiny obecnie dominują na rynku e-commerce i będą nadal odgrywać kluczową rolę, to rynki wschodzące, takie jak Indie, mają szansę stawić czoła tej dominacji i być czołowymi graczami na międzynarodowej scenie e-commerce w przyszłości.

    Rywalizacja na rynku e-commerce

    Rynek e-commerce jest miejscem, w którym rywalizacja jest na porządku dziennym. To niezwykle dynamiczny sektor, w którym każdy chce zdobyć swoje miejsce i zbudować swoją markę. Jednak warto zrozumieć, że choć rynek jest ogromny, to nie jest jednolity obszar, ale raczej skomplikowany ekosystem, w którym każdy sektor ma swoich głównych graczy.

    W wielu sektorach e-commerce zazwyczaj dominuje jeden lub dwóch głównych graczy, którzy wyznaczają ton i trend. Przykładem może być Amazon w sektorze handlu detalicznego online lub Alibaba w obszarze handlu międzynarodowego. To te firmy definiują standardy i kształtują oczekiwania konsumentów.

    Jednak rynek e-commerce to nie tylko wielcy gracze. To także niezliczone małe i średnie przedsiębiorstwa oraz indywidualni przedsiębiorcy, którzy próbują swoich sił w handlu online. Mogą to być sklepy internetowe, które oferują unikalne produkty lub niszowe usługi. To właśnie ta różnorodność dostawców i sprzedawców czyni rynek e-commerce tak interesującym i dynamicznym.

    Warto zauważyć, że mega-gracze, czyli ci obecni w ekosystemie e-commerce od dłuższego czasu, często rzucają sobie nawzajem wyzwanie, starając się zdobyć przewagę w jak największej liczbie niszowych segmentów rynku. W wyniku tego konkurencja w e-commerce jest intensywna, a klienci mogą korzystać z szerokiego wyboru produktów i usług, co z kolei zwiększa jakość i konkurencyjność rynku.

    Jednak nie można zapominać o aspekcie regulacyjnym. W ostatnich latach organy regulacyjne na całym świecie zaczęły wykazywać coraz większe zainteresowanie kontrolą ryzyka antykonkurencyjnego i ochroną prywatności danych w e-commerce. Przykładem jest próba zatrzymania transakcji M&A, takie jak przejęcie Activision Blizzard przez Microsoft, która wywołała obawy dotyczące monopolizacji rynku.

    Ten aspekt regulacyjny może prowadzić do nowych wyzwań i zmian w strukturze rynku e-commerce w przyszłości. Istnieje ryzyko, że mega-gracze mogą napotkać na coraz większe ograniczenia w swoich planach ekspansji, a organy regulacyjne mogą promować konkurencję i ochronę danych na pierwszym miejscu. To z kolei może otworzyć drzwi dla nowych graczy, którzy są gotowi wykorzystać luki w rynku i konkurować z zasiedziałymi liderami.

    Demokratyzacja e-commerce

    Demokratyzacja e-commerce to koncepcja, która odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu obecnej i przyszłej postaci handlu online. Jest to proces, który otwiera drzwi handlowcom o różnym rozmiarze i z różnym doświadczeniem, pozwalając im konkurować na globalnym rynku e-commerce.

    Jednym z kluczowych elementów demokratyzacji e-commerce są firmy usługowe, takie jak Shopify i Squarespace. Te platformy umożliwiają sprzedawcom każdej wielkości budowanie własnych sklepów internetowych za niskie opłaty, bez potrzeby posiadania zaawansowanego doświadczenia w kodowaniu czy projektowaniu stron internetowych. To rewolucja, która pozwala nawet najmniejszym przedsiębiorcom stworzyć profesjonalne i responsywne witryny e-commerce, co jest kluczowe w konkurencyjnym świecie online.

    Dzięki tym platformom sprzedawcy mogą dostosować wygląd swoich sklepów, zarządzać zapasami, monitorować zamówienia i śledzić analizy danych, co pomaga w doskonaleniu ich oferty i dostosowywaniu się do zmieniających się potrzeb klientów. To również upraszcza obsługę klienta, co jest kluczowym czynnikiem w budowaniu lojalności klientów.

    Również wielcy gracze, tak jak Amazon i Alibaba, odgrywają kluczową rolę w demokratyzacji e-commerce. Dostarczają infrastrukturę, która umożliwia sprzedawcom dostęp do ogromnej bazy klientów na całym świecie. Programy partnerskie, takie jak Fulfillment by Amazon, ułatwiają przechowywanie, pakowanie i dostawę produktów, co eliminuje część tradycyjnych problemów związanych z obsługą logistyczną.

    Ogromna liczba klientów na platformach takich jak Amazon i Alibaba stwarza możliwość dotarcia do globalnej publiczności bez konieczności znacznego wysiłku marketingowego. To jest szczególnie cenne dla małych i średnich przedsiębiorstw, które mogą trafić na rynek światowy, oferując swoje produkty poprzez te platformy.

    Jednakże, jak w przypadku każdej rewolucji, pojawiają się także wyzwania. Rosnąca konkurencja na platformach e-commerce oznacza, że ​​sprzedawcy muszą starać się o uwagę klientów bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Różnorodność produktów i dostawców może sprawić, że znalezienie odpowiedniej oferty staje się wyzwaniem, zarówno dla klientów, jak i sprzedawców.

    Ponadto, rosnący nacisk na konkurencję i ochronę danych oznacza, że firmy muszą być ostrożne, aby nie naruszyć przepisów i dbać o prywatność swoich klientów. Organizacje regulacyjne na całym świecie coraz bardziej przyglądają się działalności firm e-commerce i starają się zapewnić, że konkurencja pozostaje zdrowa, a dane klientów są bezpieczne.

    Przyszłość e-commerce

    Podsumowując, rynek e-commerce jest obecnie na fali niezwykłego wzrostu i transformacji. Demokratyzacja tego sektora, napędzana przez firmy usługowe, takie jak Shopify, oraz potęgi rynkowe, Amazon i Alibaba, pozwala każdemu, od małych przedsiębiorstw po indywidualnych przedsiębiorców, spróbować swoich sił w handlu online. Przewiduje się, że globalna wartość transakcji e-commerce osiągnie 9,3 biliona dolarów do 2027 roku, co stanowi spektakularny wzrost w porównaniu do lat poprzednich.

    Najnowsze dane udostępnione przez GlobalData pokazują, że rynek e-commerce już teraz jest ogromny, z globalnymi transakcjami osiągającymi 5,9 biliona dolarów w 2022 roku. Pandemia COVID-19 była kluczowym czynnikiem przyspieszającym ten wzrost, ponieważ blokady pandemii zachęciły konsumentów do przeniesienia swoich zakupów online.

    Należy jednak zrozumieć, że rynek e-commerce to nie tylko ogromni gracze. Chociaż Stany Zjednoczone i Chiny dominują obecnie na tym rynku, to rynki wschodzące, takie jak Indie, stają się coraz ważniejszymi graczami. Prognozuje się, że wydatki na e-commerce w Indiach wzrosną o 23% w latach 2022-2027, co podkreśla znaczenie tych rozwijających się gospodarek.

    Rynek e-commerce jest również miejscem intensywnej konkurencji. Mega-gracze, tak jak Amazon czy Alibaba, rywalizują o przewagę w różnych niszowych segmentach rynku. Jednak organy regulacyjne, obawy dotyczące konkurencji i ochrony danych mogą stanowić wyzwanie dla ich ekspansji. Rozważając potencjalne ograniczenia, możemy się spodziewać pojawienia się nowych graczy, którzy będą stawiać czoła zasiedziałym liderom.

    Demokratyzacja e-commerce to kluczowy czynnik kształtujący rynek. Firmy usługowe, takie jak Shopify i Squarespace, umożliwiają każdemu budowanie sklepów internetowych bez względu na rozmiar czy doświadczenie. Również platformy takie jak Amazon i Alibaba ułatwiają dostęp do infrastruktury e-commerce i klientów. To przekształca sposób, w jaki ludzie dokonują zakupów i budują swoje biznesy online.

    Jednak przyszłość e-commerce nie jest bez wyzwań. Rozwój regulacji i konkurencji będzie wpływać na sposób funkcjonowania tego rynku. Istnieje również konieczność dostosowywania się do zmieniających się oczekiwań klientów, rozwijania nowych technologii i zwiększania bezpieczeństwa transakcji online.

    Warto również zwrócić uwagę, że e-commerce to nie tylko miejsce sprzedaży produktów, ale także platforma dla innowacji i tworzenia nowych modeli biznesowych. W miarę jak rynek rośnie, możemy spodziewać się pojawienia się nowych pomysłów i rozwiązań, które będą kształtować przyszłość tego sektora.

  • Zabraknie pracy dla handlowców? „Sztuczna inteligencja będzie członkiem zespołu”

    Zabraknie pracy dla handlowców? „Sztuczna inteligencja będzie członkiem zespołu”

    Sztuczna inteligencja od dawna nie jest już jedynie domeną science fiction czy eksperymentów laboratoryjnych. Obecnie to technologia, która stopniowo wkracza do różnych obszarów naszego życia, w tym również w dziedzinę handlu i sprzedaży. Według raportu firmy Gartner, Inc., do 2028 roku aż 60% pracy sprzedawców B2B będzie wykonywane za pośrednictwem konwersacyjnych interfejsów użytkownika i technologii sprzedaży generatywnej sztucznej inteligencji. To rewolucyjne przewidywania, szczególnie w porównaniu z obecną sytuacją, gdzie tylko niewiele ponad 5% sprzedaży opiera się na tej technologii.

    Sztuczna inteligencja i transformacja procesów sprzedaży

    Wprowadzenie generatywnej sztucznej inteligencji do świata sprzedaży oznacza, że liderzy sprzedaży i ich zespoły technologiczne muszą być gotowi na znaczące zmiany. To nie tylko kwestia wprowadzenia nowych narzędzi czy technologii, ale przede wszystkim zmiany strategii i sposobu myślenia o procesach sprzedaży. Gartner przewiduje, że w ciągu najbliższych lat generatywna sztuczna inteligencja stanie się nieodłącznym elementem strategii sprzedażowych wielu organizacji.

    Jednym z najważniejszych aspektów, których generatywna sztuczna inteligencja może dostarczyć, jest możliwość efektywnego pozyskiwania wiedzy o klientach. Zanim ta technologia stała się powszechna, sprzedawcy musieli manualnie analizować różne źródła danych, aby określić najlepszą taktykę i przekaz. Dzięki generatywnej sztucznej inteligencji ten proces może być znacznie bardziej efektywny, oszczędzając cenny czas sprzedawcy. Łącząc zewnętrzne i wewnętrzne źródła danych oraz automatyzując skomplikowane procesy, generatywna sztuczna inteligencja pozwoli na lepsze zrozumienie potrzeb i zachowań klientów, co zaowocuje bardziej efektywnymi strategiami sprzedażowymi.

    Połączenie automatyzacji sprzedaży z generatywną sztuczną inteligencją

    Kolejnym aspektem, który warto podkreślić, jest połączenie automatyzacji sprzedaży z generatywną sztuczną inteligencją. To połączenie umożliwia tworzenie nowych, bardziej zaawansowanych strategii sprzedaży. Dzięki analizie danych i kreatywności generowanej przez AI, można tworzyć treści wysokiej jakości, dostosowane do potrzeb konkretnych klientów. Gartner przewiduje, że w ciągu najbliższych dwóch lat aż 30% wiadomości wychodzących z dużych organizacji będzie generowane przez sztuczną inteligencję.

    Warto również zwrócić uwagę na to, że sztuczna inteligencja nie tylko automatyzuje procesy, ale także może być wykorzystywana do skutecznej komunikacji z klientami poprzez urządzenia mobilne, komputery stacjonarne i boty. Konwersacje generowane przez AI mogą odpowiadać za planowanie sprzedaży, przygotowania do spotkań z klientami czy negocjacje transakcji. To kolejny sposób, w jaki technologia ta wpływa na transformację dziedziny sprzedaży.

    Gotowość organizacji na wdrożenie

    Wszystkie te zmiany mają na celu zwiększenie efektywności procesów sprzedaży oraz lepsze zrozumienie i obsługę klientów. Jednak aby to osiągnąć, organizacje muszą być gotowe na przyjęcie generatywnej sztucznej inteligencji. Inwestowanie w gotowość do AI i dojrzałość danych staje się kluczowym aspektem sukcesu w nowej rzeczywistości handlu i sprzedaży.

  • Innowacje, które wyznaczają nowe kierunki w handlu detalicznym

    Innowacje, które wyznaczają nowe kierunki w handlu detalicznym

    Generatywna sztuczna inteligencja (genAI) jest na czele innowacji w handlu detalicznym, przekształcając ten sektor od produkcji aż po obsługę klienta. Według GlobalData, firmy te coraz częściej wykorzystują genAI do tworzenia hiperpersonalizowanych treści, zwiększając jej znaczenie w strategiach marketingowych i komunikacyjnych.

    Czy podchodzimy do ery, w której produkt jest zastąpiony przez doświadczenie? W świecie handlu detalicznego, w którym zasady gry się zmieniają, AI ma potencjał umożliwić tworzenie porywających, spersonalizowanych doświadczeń, integrujących wirtualne i fizyczne przestrzenie handlowe. To pozwala na stworzenie ofert, które zaspokoją oczekiwania współczesnych konsumentów.

    W erze, w której uniwersalne zaangażowanie ustępuje miejsca indywidualnemu doświadczeniu, AI ma potencjał, aby skutecznie wykorzystać kluczowe dane z historii zakupów i preferencji klientów. Dzięki temu firmy mogą skonstruować bardziej spersonalizowane doświadczenia zakupowe i strategie marketingowe. To prowadzi do dostarczania usług wyższej jakości przy niższych kosztach, co z kolei zwiększa satysfakcję klientów.

    Możliwości AI w obszarze handlu detalicznego są ogromne. Od planowania zapasów, przez rekomendacje produktów, aż po obsługę klienta – generatywna sztuczna inteligencja ma potencjał całkowicie zmienić te operacje. Interesujące zastosowania obejmują tworzenie nowych projektów produktów na podstawie zdefiniowanych kryteriów i analizę nastrojów, co umożliwia przewidywanie trendów klientów.

    Gracze rynkowi tacy jak Carrefour, IKEA, Amazon, Shopify i Instacart już wykorzystują AI, aby usprawnić operacje i poprawić obsługę klienta. Z kolei takie firmy technologiczne jak Google i Salesforce oferują rozwiązania genAI, które pomagają optymalizować zaangażowanie klientów zarówno w handlu detalicznym, jak i e-commerce.

    Wdrożenie AI niewątpliwie stanowi wyzwanie, zwłaszcza w sektorach zorientowanych na konsumenta, takich jak handel detaliczny. Kwestie takie jak jakość treści i prywatność wymagają silnego zarządzania. Jednak mimo tych przeszkód, potencjał dla znaczącego postępu jest niezaprzeczalny. Mali i średni detaliści mogą korzystać ze strategicznych partnerstw, aby przezwyciężyć bariery wejścia i zbudować niezbędną technologię, infrastrukturę i personel do wdrożenia AI. Zdecydowanie, AI to przyszłość handlu detalicznego, a firmy, które skorzystają z jej możliwości, mogą zyskać znaczącą przewagę konkurencyjną.

  • Automatyzacja procesów w handlu detalicznym: Jak technologia pomaga radzić sobie z kryzysem gospodarczym?

    Automatyzacja procesów w handlu detalicznym: Jak technologia pomaga radzić sobie z kryzysem gospodarczym?

    W obliczu problemów gospodarczych, detaliści muszą rewidować i dostosowywać swoje strategie do dynamicznie zmieniających się warunków. Z raportu branżowego opracowanego przez serwis Retail TouchPoints, „Strategie i priorytety w handlu detalicznym 2023”, wynika, że znaczna część przedstawicieli handlu detalicznego zauważa trudności. Aż 70% respondentów z USA oraz 76% z Europy przewiduje, że obecne spowolnienie gospodarcze utrzyma się co najmniej przez kolejne 1,5 roku. W związku z tym, planują oni przeprowadzić korekty swoich strategii.

    Detaliści koncentrują się dziś przede wszystkim na kupujących. Jako priorytetowe wśród swoich działań wskazywali pozyskiwanie nowych klientów (72 proc.) i zwiększanie sprzedaży wśród obecnych (63 proc.). Poza tym co trzeci (34 proc.) respondent planuje dywersyfikację swoich kanałów marketingowych i reklamowych.

    Ponadto ankietowani chcą skupić się na zwiększeniu średniej wartości zamówienia (tę odpowiedź wskazało 38 proc.) oraz wielkości koszyka (20 proc.). Pojawia się tutaj istotne pytanie: W jaki sposób marki mogą skłonić konsumentów, aby kupowali i wydawali więcej? – Detaliści, by stworzyć odpowiednie, angażujące warunki zakupów dla klientów, powinni postawić na wykorzystywanie danych. Wyciąganie informacji z wielkości sprzedaży, zmiany jej wysokości oraz tego, co dzieje się w rynkowym otoczeniu, daje wiedzę chociażby na temat preferencji konsumentów. Dzięki temu firmy mogą podejmować odpowiednie działania, aby optymalizować swoje wyniki – tłumaczy Grzegorz Dembicki, Business Development Director z Sagra Technology, firmy specjalizującej się w systemach IT dla sektora handlu. 

    Największe wyzwania

    Jeszcze rok temu wśród zewnętrznych problemów detaliści jako największy wskazywali zakłócenia łańcuchów dostaw. Dziś jako najpoważniejsze wyzwania wymieniają zmieniające się nawyki zakupowe konsumentów (49 proc.), inflację (41 proc.) oraz wyróżnienie się na tle konkurencji (40 proc.). Łańcuchy dostaw znalazły się dopiero na czwartej pozycji. 

    – Systemy typu CRM czy SFA, które zapewniają pracownikom działów finansów, marketingu, obsługi klienta czy operacji dostęp do danych w czasie rzeczywistym, skutecznie usprawniają procesy przebiegające w organizacji. Dzięki nim pracownicy mogą nie tylko lepiej ocenić aktualną sytuację, ale także szybciej reagować i podejmować decyzje na podstawie aktualnych danych. To bardzo ważne, szczególnie, jeśli firmie zależy na sprawnym reagowaniu na zmiany, np. w zakresie preferencji konsumentów w obliczu inflacji. Cyfrowe dane, jakie mogą w swoich systemach gromadzić i analizować, mogą im pomóc w lepszym zrozumieniu swoich klientów i zapewnieniu im lepszych doświadczeń – wyjaśnia Grzegorz Dembicki.

    Ankietowani przez Retail TouchPoints detaliści wymieniają także swoje wewnętrzne problemy: zarządzanie podażą w kontekście zmian popytu (57 proc.), zarządzanie zapasami (41 proc.) oraz rosnące koszty pracy (37 proc.). Aby mogli kontynuować rozwój, muszą zadbać o infrastrukturę operacyjną. Oznacza to nic innego, jak inwestowanie w bardziej zaawansowane rozwiązania wspomagające zarządzanie, które mogą obejmować przetwarzanie zamówień, zarządzanie łańcuchami dostaw czy operacje magazynowe. 

    Automatyzacja

    Firmy dążące do rozwoju nie mogą polegać tylko na ręcznym zarządzaniu. Zwłaszcza w handlu, gdzie takie metody powodują marnowanie czasu i błędy. W miarę rozwijania się organizacji, rosnącej liczby punktów sprzedaży, zwiększania portfolio produktów, dodawania kolejnych SKU i wzrostu skomplikowania wewnętrznej infrastruktury, może się to dziś wydawać właściwie niemożliwe. Tym bardziej zaskakuje fakt, że spora grupa ankietowanych detalistów nie posiada narzędzi potrzebnych do zarządzania złożonymi procesami sprzedaży. Co czwarty ankietowany (23 proc.) zadeklarował automatyzację wszystkich swoich procesów biznesowych, 29 proc. przyznało się do automatyzacji tylko niektórych z nich. Aż 23 proc. twierdzi, że nadal w dużej mierze korzysta z procesów manualnych. Tymczasem automatyzacja procesów biznesowych może pomóc firmom wykorzystywać dane w czasie rzeczywistym do wspomagania procesów decyzyjnych, m.in. dotyczących zarządzania przepływami pieniężnymi i wydatkami.

    – Jeśli detalista dysponuje w systemie danymi na temat podaży i popytu, może zautomatyzować np. proces zamówień. Dane dotyczące sprzedaży i topniejących zapasów danego produktu mogą dać impuls do wygenerowania alertu w systemie czy wręcz automatycznego zamówienia na kolejną partię. Taki mechanizm pozwoli uniknąć braków produktowych oraz przepełnionych magazynów – mówi Grzegorz Dembicki i podkreśla: – Automatyzacja pozwala także optymalizować zasoby i nakłady pracy, dzięki czemu pozytywnie wpływa na efektywność i przychody, niezależnie od kanału sprzedaży.

    Według analityków z Allied Market Research, globalny rynek automatyzacji w handlu detalicznym będzie rósł w ciągu najbliższych 3 lat o 9,6 proc. rocznie. Tak dynamiczny wzrost zapotrzebowania na automatyzację wynikać będzie z potrzeby optymalizacji procesów biznesowych, globalizacji handlu online oraz wzrostu gospodarczego w regionach rozwijających się. Dotychczas największe inwestycje dotyczyły automatyzacji procesów w magazynach, natomiast najbliższe lata mają przynieść znaczące wydatki na usprawnienie sprzedaży w sklepach, tutaj wydatki będą rosły rocznie do 2026 roku o 10,5 proc. Ten segment inwestycji wynikać będzie z rosnącej potrzeby świadczenia wysokiej jakości usług w celu budowania silnej marki i przyciągnięcia klientów.