Tag: EFL

  • AI w Polsce – czy biznes przespał rewolucję? Raport EFL ujawnia przepaść

    AI w Polsce – czy biznes przespał rewolucję? Raport EFL ujawnia przepaść

    Sztuczna inteligencja, po dekadach teoretycznych rozważań, wreszcie zaczyna realnie wpływać na polski krajobraz biznesowy. Nowy raport EFL, zatytułowany „AI w codziennym biznesie”, rzuca światło na rosnące, choć wciąż ostrożne, zainteresowanie tą technologią wśród polskich firm. Dane wskazują na wyraźny wzrost adopcji, ale jednocześnie ujawniają istotne bariery i zróżnicowane podejście poszczególnych sektorów.

    Wzrost adopcji, ale powolny

    Raport EFL pokazuje, że odsetek firm w Polsce wykorzystujących AI wzrósł z 3,7% w 2023 roku do 5,9% w 2024 roku. Choć to wzrost, to nadal relatywnie niski poziom, co sugeruje, że polski biznes podchodzi do AI z pewną dozą ostrożności. Co ciekawe, duże firmy wykazują większą skłonność do wdrażania AI – korzysta z niej już co dziesiąta. To sugeruje, że zasoby finansowe i dostęp do specjalistycznej wiedzy odgrywają kluczową rolę w adopcji tej technologii.

    EFL wprowadził również „Barometr AI”, narzędzie mające na celu monitorowanie nastrojów i perspektyw związanych z AI. Pierwszy odczyt Barometru wskazuje na optymizm wśród MŚP co do potencjału projektów AI w pierwszej połowie 2025 roku. Pozostaje jednak pytanie, czy ten optymizm przełoży się na konkretne wdrożenia.

    Potencjał i bariery: dwa oblicza AI

    Potencjał AI w optymalizacji procesów biznesowych jest niezaprzeczalny. Raport EFL wymienia konkretne obszary, w których AI znajduje zastosowanie:

    • Obsługa klienta: Chatboty usprawniają komunikację i skracają czas reakcji.
    • Wsparcie pracowników: AI automatyzuje rutynowe zadania, pozwalając pracownikom skupić się na bardziej strategicznych działaniach.
    • HR: AI pomaga w rekrutacji i zarządzaniu kadrami, np. poprzez analizę CV i przewidywanie rotacji pracowników.
    • Finanse: AI wspiera analizę dokumentów, wykrywanie błędów i prognozowanie przepływów pieniężnych.

    Jednak wdrożenie AI wiąże się również z istotnymi wyzwaniami:

    • Obawy etyczne i prawne: Kwestie praw autorskich, bezpieczeństwa danych i ryzyko generowania błędnych informacji budzą uzasadnione wątpliwości.
    • Bariery wdrożeniowe: Brak zasobów ludzkich i wiedzy, wysokie koszty implementacji oraz problemy z kompatybilnością systemów to poważne przeszkody, szczególnie dla MŚP.

    Adam Mioduszewski z EFL podkreśla konieczność strategicznego podejścia do wdrażania AI, zwłaszcza w sektorach regulowanych, gdzie innowacje muszą być zgodne z normami prawnymi i korporacyjnymi.

    Raport EFL „AI w codziennym biznesie” dostarcza cennych informacji na temat adopcji AI w Polsce. Wzrost zainteresowania jest wyraźny, ale tempo wdrażania pozostaje umiarkowane. Kluczowe dla dalszego rozwoju będą:

    • Edukacja i budowanie świadomości: Zmniejszenie obaw związanych z AI poprzez edukację i prezentację konkretnych korzyści.
    • Wsparcie dla MŚP: Ułatwienie dostępu do zasobów i wiedzy, aby mniejsze firmy mogły skutecznie wdrażać AI.
    • Rozwój regulacji: Stworzenie jasnych i spójnych regulacji prawnych, które zapewnią bezpieczeństwo i etyczne wykorzystanie AI.

    Przyszłość AI w polskim biznesie zależy od tego, jak skutecznie uda się pokonać bariery i wykorzystać potencjał tej technologii. Ostrożny optymizm wydaje się być na miejscu, ale kluczowe będzie proaktywne działanie ze strony firm, rządu i instytucji wspierających rozwój gospodarki.

  • Kobiety w biznesie – skuteczne, ale przemęczone

    Kobiety w biznesie – skuteczne, ale przemęczone

    Najnowszy raport EFL „Jak odpoczywają polskie przedsiębiorczynie. Pod lupą” rzuca światło na różnice w podejściu do pracy i wypoczynku między kobietami a mężczyznami zarządzającymi mikro, małymi i średnimi przedsiębiorstwami w Polsce. Wyniki badania ukazują nie tylko odmienne nawyki związane z czasem pracy, ale także wskazują na wyzwania, z jakimi borykają się kobiety w świecie biznesu.​

    Czas pracy: kobiety kontra mężczyźni

    Choć więcej mężczyzn (24%) niż kobiet (17%) pracuje dokładnie 8 godzin dziennie, to średni dzienny czas pracy przedsiębiorczyń wynosi 9 godzin i 1 minutę, podczas gdy przedsiębiorców – 9 godzin i 22 minuty. Co trzeci mężczyzna (50%) spędza w pracy 10-11 godzin dziennie, podczas gdy wśród kobiet odsetek ten wynosi 34%. Warto zauważyć, że niemal nikt nie pracuje mniej niż ustawowe 8 godzin, co świadczy o dużym zaangażowaniu właścicieli firm w prowadzenie biznesu. 

    Wyzwania w łączeniu ról zawodowych i rodzinnych

    Aż 80% respondentów uważa, że kobietom trudniej jest prowadzić własny biznes niż mężczyznom. To przekonanie jest silniejsze wśród kobiet (87%) niż mężczyzn (77%). Jednym z głównych powodów takiego stanu rzeczy jest konieczność łączenia roli przedsiębiorczyni z obowiązkami rodzinnymi. Aż 91% kobiet i 77% mężczyzn wskazuje, że połączenie ról właścicielki firmy i rodzica jest trudniejsze dla kobiet. W efekcie 62% liderek narzeka na brak wolnego czasu, podczas gdy wśród liderów odsetek ten wynosi 53%.

    Sposoby na relaks i dbanie o dobrostan

    Mimo licznych obowiązków, przedsiębiorczynie znajdują czas na relaks i dbanie o siebie. Najpopularniejsze metody to:​

    • Okresowe zwalnianie tempa pracy – 35%​
    • Urlopy i podróże – 30%​efl.pl
    • Aktywność fizyczna – 30%​
    • Rozwijanie pasji – 23%​
    • Dbanie o dietę – 22%​

    Tylko 2% badanych przyznało, że nie podejmuje żadnych działań mających na celu dbanie o swój dobrostan. W kontekście planowania urlopów, 37% kobiet planuje dłuższe odpoczynki z dużym wyprzedzeniem, podczas gdy wśród mężczyzn odsetek ten wynosi 25%. ​

  • 47% cyberataków jest wymierzonych w przedsiębiorstwa średniej wielkości – jak polskie firmy radzą sobie z cyberochroną?

    47% cyberataków jest wymierzonych w przedsiębiorstwa średniej wielkości – jak polskie firmy radzą sobie z cyberochroną?

    Cyberataki mogą dotykać różnych firm. Jednak szczególnie w sektorze MŚP nie zawsze zwraca się należytą uwagę na ochronę urządzeń, dbanie o bezpieczeństwo danych oraz edukację w tym zakresie. Nowy raport specjalny EFL pokazuje, jak polskie firmy dbają o cyberodporność oraz na jakie zagrożenia muszą uważać.

    Przedsiębiorstwa wobec cyberataków

    Nawet co trzeci pracownik klika w nieznany link lub wiadomość e-mail albo niewłaściwie reaguje na podejrzane powiadomienie, czym stwarza realne ryzyko dla organizacji – wynika z badania „Phishing by Industry”. W dodatku aż jedna trzecia firm działających w naszym kraju odnotowała wzrost intensywności cyberataków na swoje systemy. Liczba zgłoszonych incydentów w 2022 r. wyniosła prawie 40 tysięcy – to wzrost o około 10 tysięcy w porównaniu do roku poprzedniego. 

    – Wraz z rozwojem technologii i postępującym procesem digitalizacji przedsiębiorstw i usług pojawiły się nowe ryzyka z tym związane. Cyberbezpieczeństwo odmieniane jest w ostatnich latach przez wszystkie przypadki, a szeroka gama zagrożeń, takich jak phishing, ransomware czy ataki typu DDoS mają negatywny wpływ na działalność biznesu, możliwość świadczenia usług, a także procesy produkcyjnekomentuje Bartosz Lewszuk, kierownik Zespołu Bezpieczeństwa Informacji w EFL.

    Kto i kogo powinien się obawiać?

    Potencjalne zagrożenie dotyczy wszystkich przedsiębiorstw, bez względu na ich wielkość czy sektor gospodarki. Okazuje się jednak, że aż 47% cyberataków jest wymierzonych w firmy średniej wielkości. W dodatku trzy czwarte wszystkich incydentów dotyczy tylko czterech branż: mediów, handlu hurtowego i detalicznego, poczty i usług kurierskich oraz energetyki – wynika z danych Pracodawców RP.

    Zdaniem przedsiębiorców największe zagrożenie stanowią zorganizowane grupy cyberprzestępcze, hakerzy oraz cyberterroryści. Na skutek wojny w Ukrainie zwiększyły się również obawy przed grupami wspieranymi przez obce państwa, w tym rosyjski i białoruski rząd. W ciągu ostatnich dwóch lat znacznie zmniejszył się z kolei odsetek przedsiębiorców, którzy zagrożenie widzą wewnątrz firmy, a konkretnie w niezadowolonych pracownikach – wynika z danych KPMG.

    Skuteczna ochrona wyzwaniem dla mniejszych firm

    W 2022 roku ponad 70% przedsiębiorców korzystało z dostępu mobilnego w swoim telefonie komórkowym, a 44% na laptopie lub innym urządzeniu przenośnym. Jak podkreślają autorzy raportu EFL, ich skuteczna ochrona powinna uwzględniać m.in. używanie systemów antywirusowych, managerów haseł i uwierzytelniania dwu- lub wielkoskładnikowego, tworzenie kopii zapasowych czy szyfrowanie dysków firmowych. Kluczowe jest również zwiększanie świadomości cyberbezpieczeństwa w swojej organizacji.

    Niestety w praktyce nie zawsze tak to wygląda. Największe przeszkody w poprawie poziomu bezpieczeństwa w firmach stanowią koszty oraz trudności w zatrudnieniu i utrzymaniu wykwalifikowanych specjalistów. Problemy te dotyczą zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorstw, które często ze względu na ograniczony budżet nie mają odpowiednich systemów zabezpieczeń lub są one niedostosowanie do rosnącej liczby zagrożeń.

    Zagrożenia dla biznesu są poważne

    Utrata danych, problem z ciągłością działania firmy, ujawnienie poufnych informacji, straty finansowe i wizerunkowe – to tylko niektóre z możliwych skutków ataków wymierzonych w firmową infrastrukturę. Ponadto autorzy raportu EFL podkreślają, że przedsiębiorcy w najbliższych latach powinni przygotować się na coraz bardziej zróżnicowane i trudne do przewidzenia ataki. Eksperci jako przykłady wymieniają m.in. kampanie dezinformacyjne, ataki na łańcuchy dostaw czy manipulowanie algorytmami sztucznej inteligencji.

    Pomimo dużego ryzyka nie wszystkie przedsiębiorstwa, które w przeszłości doświadczyły cyberataku, zmieniły swoje podejście do cyberbezpieczeństwa. Pomóc mają w tym unijne przepisy, w tym dyrektywy DORA i NIS2, które wejdą w życie w latach 2024-2025.

    – Nowe regulacje nakładają na przedsiębiorstwa szereg zobowiązań w zakresie cyberbezpieczeństwa i cyfrowej odporności, pomagając tym samym w spójny sposób wdrożyć niezbędne środki bezpieczeństwamówi Bartosz Lewszuk z EFL.

    Więcej szczegółów można znaleźć w raporcie EFL „Cyberbezpieczeństwo w firmie. Jak o nie zadbać?”. Pełna wersja publikacji dostępna jest na stronie: https://efl.pl/pl/biznes-i-ty/raporty/raport-efl-cyberbezpieczenstwo-w-firmie-jak-o-nie-zadbac

  • Sztuczna inteligencja i ChatGPT rewolucjonizuje transport i motoryzację – raport EFL

    Sztuczna inteligencja i ChatGPT rewolucjonizuje transport i motoryzację – raport EFL

    W ostatnich miesiącach sztuczna inteligencja jest na ustach wszystkich, głównie za sprawą ChatGPT oraz premier kolejnych innowacyjnych maszyn i robotów humanoidalnych. Rozwiązania oparte o sztuczną inteligencję znane są jednak od lat – i to w różnych dziedzinach życia i gałęziach gospodarki. Jak udowadnia najnowszy raport specjalny EFL, podobnie jest z transportem i motoryzacją, a znaczenie SI ciągle rośnie.

    ChatGPT na fali popularności

    Chat GPT w ostatnich miesiącach stał się najpopularniejszym narzędziem opartym na sztucznej inteligencji. Tylko w kwietniu skorzystało z niego prawie 3 mln Polaków. Chatboty udzielające natychmiastowych odpowiedzi są coraz powszechniejsze także w branży transportowej. Mogą sprawdzić się np. podczas wyznaczania szacowanego czasu przejazdów, oceny warunków atmosferycznych i drogowych, śledzenia przesyłek i generowania dokumentów transportowych.

    W odpowiedzi na ten trend, Polski Instytut Transportu Drogowego stworzył raport „Czy chat GPT zmieni transport?”. Jego autorzy szacują, że do 2035 r. dzięki wdrożeniu SI wydajność gospodarki wzrośnie o 11-37%.

    Sztuczna inteligencja w transporcie: bezpieczeństwo, oszczędność i ekologia

    Zastosowanie sztucznej inteligencji w transporcie przynosi wiele korzyści: optymalizuje procesy logistyczne, zmniejsza liczbę powtarzalnych czynności, kompleksowo zbiera i przetwarza dane (np. dotyczące kosztów i terminów dostaw) oraz pomaga zarządzać ryzykiem. Z raportu firmy Precedence Research wynika, że do 2030 r. globalna wartość SI w sektorze transportu osiągnie blisko 14,8 mld dolarów.

    SI wykorzystywana jest między innymi w systemach zarządzania flotą. Pozwala w czasie rzeczywistym analizować dane z setek pojazdów, które służą np. do optymalizowania stylu jazdy. Informacje te dotyczą np. lokalizacji, warunków panujących na drodze, zużycia paliwa, stanu technicznego pojazdu czy samopoczucia kierowcy. Transport oparty na sztucznej inteligencji prowadzi zatem do zmniejszenia liczby wypadków drogowych oraz ograniczenia emisji gazów cieplarnianych.

    Sztuczna inteligencja w motoryzacji warta miliardy dolarów – raport EFL

    Sztuczna inteligencja ma coraz większe znaczenie także w motoryzacji. Jak podaje Grand View Research, w 2022 r. na całym świecie wartość technologii opartych na SI tylko w branży moto wyniosła 40 mld dolarów. Technologie wykorzystywane w tym sektorze to przede wszystkim: uczenie maszynowe, przetwarzanie języka naturalnego, rozpoznawanie obrazu i przetwarzanie kontekstowe.

    W motoryzacji obecność sztucznej inteligencji obserwujemy od lat. Inaczej niemożliwe byłoby przeprowadzanie tysięcy testów w wirtualnej rzeczywistości, zanim pojazd trafi do sprzedaży. Byłoby to bardzo kosztowne w tradycyjnych warunkach, a czasami wręcz niemożliweuważa Adam Mioduszewski, senior innovation designer w EFL.

    Pojazdy coraz bardziej inteligentne i autonomiczne

    W nowoczesnych samochodach wirtualni asystenci zwiększają komfort i bezpieczeństwo podróżowania, a komendy głosowe ułatwiają wiele czynności. Analiza danych pozwala dostosować ustawienia samochodu do indywidualnych potrzeb kierowcy. W dodatku czujniki sterowane przez SI wykrywają zmęczenie kierowcy i ostrzegają go przed niebezpiecznymi sytuacjami. Przypominają również o konieczności zapięcia pasów, informują o nadchodzących zmianach w pogodzie czy zachęcają do odpoczynku od jazdy.

    Szerokie wykorzystanie SI sprzyja szybkiemu i efektywnemu projektowaniu systemów, które poprawiają nasze bezpieczeństwo, komfort jazdy czy estetykę nowych modeli pojazdów. Sztuczna inteligencja obecna jest w coraz większej ilości obszarów branży automotive i również coraz częściej będzie dostrzegalna przez ostatecznego użytkownika samochodukomentuje Aneta Nowak, market product manager w EFL.

    Pełna wersja raportu EFL „Sztuczna inteligencja w transporcie i motoryzacji”

  • Jak firmy zamierzają radzić sobie z wysoką inflacją? 

    Jak firmy zamierzają radzić sobie z wysoką inflacją? 

    Dalszego wzrostu inflacji i kosztów prowadzenia działalności – tego obawia się odpowiednio 91% i 72% mikro, małych i średnich firm w Polsce. A jak zamierzają sobie z tym radzić? Z Barometru EFL wynika, że w pierwszej kolejności przedsiębiorcy planują rezygnować z premii i podwyżek dla pracowników (44%) lub pozyskać finansowanie zewnętrzne (44%). Co trzecia firma rozważa inwestycje mające na celu ograniczenie zużycia energii, a 17% badanych niestety zmniejszy zatrudnienie.

    „Z najnowszych danych GUS wynika, że inflacja w kwietniu wyniosła 14,7%, co oznacza niewielki spadek w porównaniu do marca, kiedy wynosiła 16,1%. Prognozy jednak nie są optymistyczne – najpewniej w tym roku nie pożegnamy się z dwucyfrowym wzrostem cen towarów i usług konsumpcyjnych, a w związku z tym także koszty prowadzenia bieżącej działalności gospodarczej będą wciąż bardzo wysokie. Przedsiębiorcy w swoich strategiach kosztowych muszą to uwzględniać i wdrażać w życie rozwiązania, które pozwolą im w miarę normalnie prowadzić biznes czy wręcz go utrzymać. Jak wynika z naszego badania, najwięcej stracą na tym pracownicy, ale są też pozytywne reakcje. Mam tutaj na myśli inwestycje sprzyjające redukcji zużycia energii. Bo jak w każdym trudnym momencie – można narzekać i zmniejszać biznes lub wykorzystać moment i zainwestować w coś, co długoterminowo przyniesie wymierne efekty.”

    Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL

    Po pierwsze, koniec premii i podwyżek

    Z Barometru EFL wynika, że rozwiązaniem preferowanym przez największą część przedsiębiorców jest rezygnacja z premii i podwyżek. Tak z wysokimi kosztami działalności zamierza radzić sobie 44% zapytanych. Skłonność do tego kroku jest tym większa, im mniejsza jest firma. Mówi tak 47% mikro firm, 45% małych firm i 36% średnich firm.

    Po drugie, więcej kredytów

    Taka sama część firm jak w przypadku podwyżek planuje wesprzeć się zewnętrznym finansowaniem w postaci kredytu, pożyczki czy dotacji (44%). Najczęściej z zewnętrznego wsparcia planują korzystać przedstawiciele takich branż jak HoReCa (50%), budownictwo (47%) oraz usługi (46%).

    Po trzecie, mniej energii

    Wzrost kosztów energii elektrycznej był jednym z najwyższych w ostatnich miesiącach, stąd i w tym obszarze planują działania przedsiębiorcy. 36% planuje dokonać inwestycji ograniczających zużycie energii. W szczególności ten krok planują średnie firmy (42% wskazań), rzadziej małe (33%). Patrząc na branże, ponownie to HoReCa będzie najczęściej inwestować w obniżki cen energii (58%).

    Po czwarte, będą zwolnienia

    17% mikro, małych i średnich firm rozważa zmniejszenie zatrudnienia. Skłonność do tego kroku jest tym większa, im większa jest firma. Mówi tak 9% mikro firm, 18% małych firm i 29% średnich firm. W ujęciu branżowym to przemysł najczęściej myśli o redukcji zatrudnienia (28%).

    Po piąte, koniec działalności

    Najczarniejszy scenariusz, czyli zawieszenie działalności gospodarczej, rozważa 11% zapytanych przedsiębiorców. Im mniejsza firma tym częściej. Mówi tak 17% mikro firm, 10% małych firm i 4% średnich firm. W ujęciu branżowym to handel najczęściej myśli o zawieszeniu biznesu (18%).

    Po szóste, niższe wynagrodzenia

    Tylko 3% rozważa zmniejszenie płac swoim pracownikom. Wśród branż najczęściej o takim kroku myślą firmy transportowe (6%) oraz produkcyjne (4%).

    Po siódme, przebranżowimy się

    Co ciekawe, niewielka część szefów firm zastanawia się, czy w związku z tak trudną sytuacją, przebranżowić się (2%). Najczęściej dotyczy to firm najmniejszych zatrudniających do 9 pracowników (4%).

    Po ósme, szukamy inwestora

    Niecałe 0,5% firm myśli o poszukaniu inwestora, który wsparłby ich biznes zarówno finansowo jak i poprzez swój know-how. W szczególności o takim kroku myślą firmy produkcyjne (3%).

    Co czwarta firma jeszcze nie wie

    Aż 25% przedsiębiorców, choć ma świadomość wysokich kosztów prowadzenia działalności gospodarczej, nie ma jeszcze pomysłu, jak sobie z nimi poradzić. Najczęściej planu B nie mają najwięksi uczestnicy sektora MŚP – 33% firm średnich. Patrząc na branże to firmy budowlane i transportowe jeszcze nie wiedzą, co zrobią, żeby odpowiedzieć na rosnące koszty (odpowiednio 42% i 40%).

  • Czym jest leasing konsumencki i kiedy warto z niego skorzystać?

    Czym jest leasing konsumencki i kiedy warto z niego skorzystać?

    Leasing należy do najpopularniejszych źródeł finansowania inwestycji przez przedsiębiorców. Mogą jednak korzystać z niego również osoby fizyczne, które nie prowadzą działalności gospodarczej.

    Dowiedz się, czym jest leasing konsumencki, kto może z niego skorzystać i pod jakimi warunkami. Sprawdź także, jakie rzeczy mogą być przedmiotem umowy.

    Na czym polega leasing konsumencki?

    Leasing konsumencki lub prywatny to zewnętrzne źródło finansowania przeznaczone dla osób fizycznych. Pozwala korzystać z wybranego przedmiotu na zasadach zawartych w umowie. Przez cały okres leasingu właścicielem danej rzeczy pozostaje firma leasingowa, a leasingobiorca po zapłaceniu ostatniej raty może zdecydować się na korzystny wykup.

    Konsument korzystający z leasingu opłaca każdego miesiąca ratę leasingową i w ten sposób spłaca rynkową wartość przedmiotu. W przypadku zalegania z płatnościami leasingodawca może mu odebrać przedmiot i rozpocząć proces windykacyjny. Każda rata jest powiększona o naliczony podatek VAT.

    Kto może skorzystać z tej metody finansowania?

    Z leasingu konsumenckiego może skorzystać każda pełnoletnia osoba fizyczna, nawet jeśli nie prowadzi działalności gospodarczej. Jest on dostępny również dla konsumentów bez wysokiej zdolności kredytowej – np. osób, które osiągają dochody z innych źródeł niż umowa o pracę. Leasing pozwala im uniknąć potrzeby przeznaczania sporej kwoty gotówki na zakup przedmiotu.

    Co może być przedmiotem umowy?

    Za pomocą leasingu konsumenckiego można sfinansować różne przedmioty. Najpopularniejszy, podobnie jak w przypadku przedsiębiorców, jest leasing samochodowy. Często rata obejmuje dodatkowe usługi, w tym serwis, pojazd zastępczy, wymianę płynów i wycieraczek czy cykliczne przeglądy. Dzięki temu klient nie ponosi dodatkowych kosztów w razie awarii, stłuczki, wypadku czy zużycia części eksploatacyjnych.

    W leasing konsumencki można również wziąć inne przedmioty, w tym:

    • motocykl,
    • rower,
    • hulajnogę elektryczną,
    • smartfona,
    • komputer,
    • panele fotowoltaiczne,
    • telewizor,
    • pralkę,
    • meble.

    Leasing komputera może obejmować nie tylko sprzęt, lecz także oprogramowanie, np. biurowe, antywirusowe, do obróbki graficznej czy tworzenia projektów architektonicznych.

    Leasing konsumencki – warunki zawarcia umowy

    Leasing konsumencki to łatwo dostępne źródło finansowania dla osób fizycznych. Wymaga zawarcia pisemnej umowy cywilnoprawnej z firmą leasingową. Wybrany przedmiot można otrzymać bez czasochłonnych formalności.

    Najczęściej – jeśli zostanie zastosowana procedura uproszczona – wystarczy przedstawić zaświadczenie o zarobkach oraz kserokopię dowodu tożsamości. Zazwyczaj leasingodawca będzie wtedy wymagał niedużego wkładu własnego. W przypadku standardowego trybu weryfikacji może również poprosić o wyciąg z konta bankowego oraz o dodatkowe zabezpieczenie umowy, np. w formie poręczenia, blokady na lokacie czy zastawu pod hipotekę.

    Dlaczego warto skorzystać z leasingu konsumenckiego?

    Leasing konsumencki to korzystne rozwiązanie dla osób fizycznych, które nie dysponują odpowiednio wysoką kwotą gotówki na zakup przedmiotu i wolą opłacać go w wygodnych ratach. Leasing jest łatwo dostępną formą finansowania, której warunki mogą zostać elastycznie dostosowane do potrzeb oraz możliwości finansowych klienta. Wybraną wziąć w leasing bez wysokiej zdolności kredytowej i dużego wkładu własnego.

    Sporą zaletą leasingu konsumenckiego jest możliwość korzystnego wykupu po zakończeniu umowy, dzięki której osoba fizyczna nadal będzie korzystać ze sprawdzonego przedmiotu. Może także zwrócić go firmie leasingowej, aby następnie wymienić na nowy model – będzie to wymagać zawarcia kolejnej umowy.

  • Branża transportowa stawia na technologie. Z jakich najchętniej korzystają firmy?

    Branża transportowa stawia na technologie. Z jakich najchętniej korzystają firmy?

    Bezpośredni udział sektora transportu i magazynowania w polskim PKB wynosi 6%, jednak jego znaczenie dla gospodarki jest zdecydowanie wyższe. Obecnie coraz więcej firm stawia na cyfryzację transportu, na ulice kolejnych miast wyjeżdżają niskoemisyjne autobusy, a mieszkańcy częściej korzystają z usług car-sharingu. Zjawiskom tym przyjrzał się EFL w swoim najnowszym raporcie specjalnym. 

    Przedsiębiorcy stawiają na nowoczesny transport

    Około ⅔ badanych wykorzystuje lub chciałoby korzystać z technologii do zarządzania transportem – głównie monitoringu GPS, ale też platform logistycznych i dokumentów elektronicznych. Pożądane są również systemy do automatyzacji procesów i obsługi zleceń transportowych oraz narzędzia analityczne do doskonalenia stylu jazdy kierowców (eco-driving).

    Kolejnym trendem w transporcie, spedycji i logistyce jest dekarbonizacja. Coraz większy udział w polskim rynku mają pojazdy nisko- i zeroemisyjne. W 2022 r. swoich właścicieli znalazło 1456 elektrycznych samochodów ciężarowych i dostawczych, co stanowi wzrost aż o 140% względem roku poprzedniego.

    „Rewolucja technologiczna w dziedzinie alternatywnych napędów dosięgnęła już transportu ciężkiego. Wraz z pojawieniem się alternatywnych paliw (gaz, wodór) producenci pojazdów do transportu towarów i osób coraz częściej wychodzą z ofertą samochodów napędzanych silnikami elektrycznymi.”  

    Marcin Stasiak, Business Development Manager w EFL

    Ekologiczna transformacja 

    W celu osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. państwa UE będą inwestować w zakup pojazdów bezemisyjnych i rozwój sieci stacji ładowania, a także wdrażać proekologiczne regulacje prawne i promować czystą energię. Według badań ponad 32% firm ogranicza zużycie węgla, ropy i gazu, a prawie co czwarte przedsiębiorstwo stawia na OZE. 

    Transport staje przed wyzwaniem zwiększenia efektywności przejazdów z jednoczesną redukcją oddziaływania na środowisko. Stąd coraz większą rolę w usługach transportu odgrywają technologie wspierające efektywne zarządzanie flotami pojazdów, które wykonują tysiące kilometrów miesięcznie. Dzięki temu możliwe jest optymalizowanie tras pojazdów, automatyzacja i przyspieszenie procesów logistycznych.”

    Marcin Stasiak, Business Development Manager w EFL

    Ze względów ekologicznych rośnie znaczenie transportu publicznego, a Polska znajduje się w europejskiej czołówce pod względem rejestracji autobusów elektrycznych. Przykładowo w stolicy liczba e-busów w 2022 r. wyniosła 160, co stanowi prawie 11% całej floty MZA Warszawa. W zeszłym roku na warszawskie ulice wyjechał też pierwszy autobus wodorowy.

    Ekonomia dzielenia się przynosi korzyści 

    Coraz więcej osób dostrzega zalety korzystania z przedmiotów bez konieczności ich posiadania na własność. Na znaczeniu zyskuje forma finansowania środków trwałych w postaci wynajmu. Gotowość wynajęcia pojazdów lub maszyn w najbliższym czasie deklarują m.in. przedsiębiorcy z branż: produkcyjnej, budowlanej, transportowej i handlowej oraz właściciele gospodarstw rolnych. 

    „Nowoczesne technologie zmieniają także obraz mobilności mieszkańców w dużych aglomeracjach – dzięki nim stajemy się świadkami nowych trendów i nowego spojrzenia na korzystanie z aut. Mobilność „na żądanie”, czyli popularny car-sharing to efekt rosnącej potrzeby na coraz efektywniejsze i bardziej ekonomiczne wykorzystanie samochodów.”

    Marcin Stasiak z EFL

    Upowszechnienie się car-sharingu na całym świecie pozwoliłoby zmniejszyć liczbę samochodów poruszających się po drogach o ⅓. IPSOS wyliczył, że samochody stoją nieużywane na parkingach aż przez 96% czasu. Tymczasem 1 współdzielony pojazd może zastąpić 11 aut prywatnych, tym samym uwalniając aż 150 m2 przestrzeni.

    W ślad za powyższymi zmianami idzie ewolucja usług finansowych – wynajem zamiast zakupu, skracanie trwania kontraktów czy model subskrypcyjny to główne trendy dla rynku samochodowego na najbliższe lata – dodaje ekspert. 

    Pełna wersja raportu EFL „Transport i car-sharing w Polsce” dostępna jest na stronie.

  • Polscy przedsiębiorcy boją się o swoją przyszłość. Co dalej z polskimi firmami?

    Polscy przedsiębiorcy boją się o swoją przyszłość. Co dalej z polskimi firmami?

    Im dłużej trwa wojna w Ukrainie, a inflacja się nie zatrzymuje, tym bardziej przedsiębiorcy obawiają się o swoją przyszłość. Z Barometru EFL na IV kwartał br. wynika, że już ponad połowa przedsiębiorców (54%) spodziewa się pogorszenia sytuacji w najbliższych 6 miesiącach. Kwartał wcześniej pesymizm wyraziło 46% zapytanych, a po wybuchu konfliktu 31%. Niemal nikt nie spodziewa się powrotu koniunktury w przyszłym roku, 65% liczy, że nastąpi to w latach 2024-2025, a co czwarty zapytany w ogóle nie wierzy w optymistyczny scenariusz w najbliższych latach. Eksperci EFL zwracają uwagę, że wśród trzech największych czynników kryzysowych takich jak pandemia, wojna i inflacja, z pierwszym polscy przedsiębiorcy już na dobre się oswoili. Ponad 70% MŚP nie odczuwa wpływu COVID-19 na działalność biznesową.

    W badaniu EFL przedsiębiorcy z segmentu MŚP zostali zapytani o wpływ sytuacji społeczno-polityczno-gospodarczej na kondycję branży w perspektywie 6 miesięcy. Wyniki nie są optymistyczne. Choć 36% zapytanych nie spodziewa się zmian, to aż 54% spodziewa się pogorszenia kondycji branży. Grupa pesymistów rośnie z pomiaru na pomiar. W III kwartale liczyła 46% przedsiębiorców, a w II kwartale br., czyli po wybuchu wojny – 31%.

    Biorąc pod uwagę wielkość firmy, największy pesymizm ponownie notuje się wśród firm mikro. 56,5% z nich wskazuje na pogorszenie kondycji branży. W przypadku firm małych 53% spodziewa się pogorszenia sytuacji. W przypadku firm średnich 52% obawia się gorszego scenariusza.

    Z wyników Barometru EFL wynika, że na pogarszające się nastroje wpływa coraz bardziej konflikt toczący się za naszą wschodnią granicą, a coraz mniej pandemia COVID-19.

    Koronawirus już niegroźny…

    Negatywna moc sprawcza koronawirusa z pomiaru na pomiar jest coraz słabsza. Z Barometru EFL na IV kwartał, który został zrealizowany na przełomie września i października br. wynika, że 28% firm wskazuje na negatywny wpływ pandemii na ich działalność (5,3% ocenia, że ma ona wpływ zdecydowanie niekorzystny, a kolejne 23% – raczej niekorzystny). W opinii aż 71% MŚP COVID-19 jest neutralny biznesowo. To bardziej optymistyczne wskaźniki niż w poprzednim pomiarze. W III kwartale br. 31% wskazało na negatywny wpływ koronawirusa na prowadzoną działalność, a 67% na naturalny.

    – Od wybuchu pandemii COVID-19 minęło już  dwa i pół roku. Ten czas nasi przedsiębiorcy wykorzystali bardzo efektywnie. Z jednej strony stosując się do rządowych wytycznych, przystosowali swoje organizacje i pracowników do pracy w trudnych i wyjątkowych warunkach. Z drugiej zaś, rozwijali te części biznesu, które pomagały im prowadzić działalność – nie tracić przychodów, a wręcz czasami je zwiększać. Mam tutaj na myśli przede wszystkim cyfryzację procesów. Wprowadzenie sprzedaży online, obsługa klienta online czy praca zdalna. Kiedyś na takie kroki firmy potrzebowałyby kilku czy kilkunastu lat. W dobie pandemii wystarczyły tygodnie i miesiące. I kiedy wydawało się, że powoli wracamy do „normy” za naszą wschodnią granicą wybuchła wojna. I ona ponownie budzi wśród przedsiębiorców niepokójpowiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

    …ale wojna coraz bardziej tak

    59% firm wskazuje na negatywny wpływ wojny na ich działalność – 22,5% ocenia, że ma wpływ zdecydowanie niekorzystny, a kolejne 36,8% – raczej niekorzystny. 39,2% MŚP liczy, że to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą w ogóle nie wpłynie na ich biznesy. Kwartał wcześniej grupa pesymistów była bardzo podobna.

  • Polscy przedsiębiorcy coraz mniej boją się koronawirusa, a coraz bardziej wojny

    Polscy przedsiębiorcy coraz mniej boją się koronawirusa, a coraz bardziej wojny

    Z Barometru EFL na III kwartał br. wynika, że każdy kolejny dzień wojny w Ukrainie potęguje pesymizm polskich przedsiębiorców. Niemal połowa przedstawicieli sektora MŚP (46%) spodziewa się pogorszenia kondycji ich branży w najbliższych 6 miesiącach w kontekście obecnej sytuacji polityczno-społeczno-gospodarczej. Kwartał wcześniej pesymizm wyrażał co trzeci zapytany (31%). Na działalność 63% MŚP wojna w Ukrainie ma niekorzystny wpływ, w przypadku 35% – neutralny. Co ciekawe, przedsiębiorcy coraz mniej boją się pandemii COVID-19. Obecnie 31% firm wskazuje na negatywny wpływ koronawirusa na ich działalność, kwartał wcześniej było to 54%.

    – Im dłużej trwa wojna, jaką Rosja wypowiedziała Ukrainie, tym większa niepewność wśród polskich przedsiębiorców. Nie wiemy, co wydarzy się w najbliższych miesiącach, kiedy ten straszny konflikt się skończy i jakie „żniwo” jeszcze przyniesie. Do tego mamy wewnętrzne problemy jak bardzo wysoka inflacja, podwyżki stóp procentowych, rosnące ceny paliw, które w ogromnym stopniu kształtują sytuację polskich firm i ich plany na przyszłość. Także z innych krajów Unii Europejskiej płyną sygnały, że sytuacja gospodarcza powoli się pogarsza. Brak przysłowiowego światełka w tunelu powoduje, że trudno jest komukolwiek dawać optymistyczne prognozypowiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

    Koronawirus już nie taki straszny…

    Z Barometru EFL na III kwartał, który został zrealizowany na przełomie czerwca i lipca br. wynika, że negatywna moc sprawcza koronawirusa jest coraz słabsza. 31% firm wskazuje na negatywny wpływ pandemii na ich działalność (6,3% ocenia, że ma ona wpływ zdecydowanie niekorzystny, a kolejne 24,2% – raczej niekorzystny). W opinii aż 67% MŚP COVID-19 jest neutralny biznesowo. To zdecydowania bardziej optymistyczne wskaźniki niż w poprzednim pomiarze. W II kwartale br. 54% wskazało na negatywny wpływ koronawirusa na prowadzoną działalność (18,3% ocenia, że ma ona wpływ zdecydowanie niekorzystny, a kolejne 35,5% – raczej niekorzystny), a 43% na neutralny.

    … ale wojna już tak

    63% firm wskazuje na negatywny wpływ wojny na ich działalność – 21% ocenia, że ma wpływ zdecydowanie niekorzystny, a kolejne 42% – raczej niekorzystny. 35% MŚP liczy, że to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą w ogóle nie wpłynie na ich biznesy. Kwartał wcześniej grupa pesymistów była mniej liczna (59%), podobniej mniej było przedsiębiorców, którzy wskazali na neutralność konfliktu za wschodnią granicą (38%).

    EFL po raz kolejny zapytał także przedsiębiorców z sektora MŚP, czy w kontekście obecnej sytuacji społeczno-polityczno-gospodarczej, sytuacja w ich branży w ciągu najbliższych 6 miesięcy poprawi się, pogorszy czy pozostanie bez zmian. W porównaniu z pierwszym i drugim tegorocznym pomiarem (realizowanym w styczniu i kwietniu 2022 roku) w III kwartale br. widoczny jest dużo większy pesymizm. Tylko 6% przedsiębiorców ocenia, że sytuacja się poprawi, 33%, że pozostanie bez zmian, a 46% zapytanych jest zdania, że się pogorszy. W kwietniu br. 8% firm liczyło na poprawę sytuacji, 45% na brak zmian, a 31% zapytanych obawiało się jej pogorszenia.

    Biorąc pod uwagę wielkość firmy, największy pesymizm notuje się wśród firm mikro. 55% z nich wskazuje na pogorszenie kondycji branży – w poprzednim pomiarze było to 38%, podczas gdy na poprawę wskazuje jedynie 6%. W przypadku firm małych 45% spodziewa się pogorszenia sytuacji, zaś co trzeci z przedsiębiorców nie spodziewa się zmiany. W przypadku firm średnich dominuje odsetek tych, którzy nie spodziewają się zmian (49%), a 35% obawia się gorszego scenariusza.

  • Ponad połowa firm MŚP odczuwa negatywne skutki wojny. Co czwarta pomaga Ukraińcom

    Ponad połowa firm MŚP odczuwa negatywne skutki wojny. Co czwarta pomaga Ukraińcom

    Wojna w Ukrainie przywróciła bardzo pesymistyczne nastroje w sektorze MŚP. Jak wynika z Barometru EFL przedsiębiorcy nie widzą szans na poprawę swojej sytuacji w ujęciu krótkoterminowym. W II kwartale br. tylko 8% mikro, małych i średnich firm ocenia, że w kontekście obecnej sytuacji społeczno-polityczno-gospodarczej w ciągu najbliższych 6 miesięcy kondycja w ich branży poprawi się. Kwartał wcześniej, czyli przed wybuchem konfliktu zbrojnego za naszą wschodnią granicą, optymizm wyrażało cztery razy więcej firm (33%). Na działalność ponad połowy przedstawicieli MŚP wojna w Ukrainie ma niekorzystny wpływ, w przypadku 39% – neutralny. Co ciekawe, 73% przedsiębiorców odpowiedziało, że ich firmy w ogólnie nie angażują się w pomoc Ukraińcom.

    – Dwa lata z koronawirusem wiele nauczyły polskich przedsiębiorców. W obszarze codziennego prowadzenia firmy między innymi umożliwili swoim pracownikom przejście na pracę zdalną lub hybrydową, a procesy, które dotąd odbywały się tylko w tradycyjny sposób jak wystawianie papierowych faktur, spotkania zespołowe, zostały scyfryzowane. W obszarze inwestycji natomiast pandemia zmusiła do większej ostrożności i ich rozkładania w czasie. I kiedy już wydawało się, że większość z nas nauczyła się funkcjonować i planować kolejne tygodnie i miesiące z koronawirusem, za wschodnią granicą wybuchła wojna. Oczywiście nie pozostała bez wpływu na działalność polskiego sektora MŚP. Jednak doświadczenia pandemiczne sprawiły, że zaskoczenie nieprzewidywalnymi zdarzeniami nie jest już tak duże, że firmy są lepiej przygotowane i stąd nieco mniej przedsiębiorców odczuwa negatywne skutki wojny w Ukrainie niż kryzysu wywołanego koronawirusem. Ale każdy kolejny dzień konfliktu z pewnością będzie potęgował pesymizm Polakówpowiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

    Wojna nie tak straszna jak pandemia?

    Ponad połowa firm wskazuje na negatywny wpływ wojny na ich działalność –  21% ocenia, że ma ona wpływ zdecydowanie niekorzystny, a kolejne 37,5% – raczej niekorzystny. 39% MŚP liczy, że to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą w ogóle nie wpłynie na ich biznesy.

    Porównując wpływ wojny i pandemii COVID-19 na działalność polskich przedsiębiorstw, drugie zdarzenie wydawało się zdecydowanie groźniejszym czynnikiem. W pierwszym pomiarze Barometr EFL po wybuchu pandemii w marcu 2020 roku, aż 90% badanych wskazało, że wpływ ten będzie niekorzystny (w tym 62% że będzie zdecydowanie niekorzystny). Tylko 9% liczyło na neutralność biznesową wirusa.

    Przedstawiciele sektora MŚP odpowiedzieli, czy, a jeśli tak to w jaki sposób, ich firmy angażują się w pomoc Ukraińcom. 3 na 4 zapytanych (73%) wskazało, że nie angażuje się w pomoc. Wśród pozostałych dominują zbiórki finansowe i rzeczowe na rzecz Ukraińców (19%) oraz przekazanie środków finansowych na rzecz organizacji pomocowej (7%). 2% zatrudnia Ukraińców, którzy chcą zostać w Polsce i tutaj organizować swoje życie na nowo.

    A było już… lepiej

    EFL w badaniu Barometr EFL już po raz kolejny zapytał przedsiębiorców z sektora MŚP, czy w kontekście obecnej sytuacji społeczno-polityczno-gospodarczej, sytuacja w ich branży w ciągu najbliższych 6 miesięcy poprawi się, pogorszy czy pozostanie bez zmian. W porównaniu z pierwszym tegorocznym pomiarem (realizowanym w styczniu 2022 roku) w II kwartale br. widoczny jest dużo większy pesymizm. Tylko 8% przedsiębiorców ocenia, że sytuacja się poprawi, 45 proc., że pozostanie bez zmian, a 31% zapytanych jest zdania, że się pogorszy. Przed wypowiedzeniem wojny przez Rosję Ukrainie, która z pewnością miała znaczący wpływ na opinie przedsiębiorców, grupa optymistów była zdecydowanie większa. Co trzecia firma liczyła na lepszą kondycję, natomiast co piąta martwiła się, że będzie gorzej.

    Biorąc pod uwagę wielkość firmy, wśród najmniejszych zatrudniających do 9 pracowników jest najwyższy odsetek optymistów (10%) jak i pesymistów (38%). W małych odsetki te wynoszą odpowiednio 9% i 26%, a w średnich 5% i 31%. Natomiast im większa firma tym więcej osób, które wskazują na brak zmian (mikro – 38%, małe – 46%, średnie – 52%).

  • Barometr EFL: z inwestycjami polskich firm jeszcze nigdy nie było tak źle

    Barometr EFL: z inwestycjami polskich firm jeszcze nigdy nie było tak źle

    Główny indeks Barometru EFL na II kwartał br. wyniósł 48,7 pkt. i jest tylko o 0,2 pkt. niższy niż kwartał wcześniej. Jest to drugi odczyt w tym roku „pod kreską”, czyli poniżej progu 50 pkt., co wskazuje, że słabe nastroje polskich przedsiębiorców utrzymują się. Jednak eksperci zwracają uwagę, że pierwszy pomiar od wybuchu wojny w Ukrainie jest dużo wyższy niż ten po rozpoczęciu pandemii, który w II kwartale 2020 roku wyniósł 32,5 pkt. Polscy przedsiębiorcy nauczyli się prowadzić działalność z kryzysem w tle. Ale o inwestycjach nie ma mowy.

    Próg OR to poziom ograniczonego rozwoju firm z sektora MŚP, który wynosi co najmniej 50 pkt. w Barometrze EFL. Stanowi algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców dotyczących 4 sfer: poziomu sprzedaży, planowanych inwestycji w środki trwałe, płynności finansowej i zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. Przyjmuje wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Wartość wskaźnika na poziomie 48,7 pkt. po raz drugi w tym roku nie przekroczyła progu OR, co oznacza, że mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa widzą niewielkie szanse na rozwój w najbliższych miesiącach.

    Z inwestycjami tak źle jeszcze nie było

    Od roku utrzymuje się stagnacja w inwestycjach. Odsetek firm planujących ich wzrost czwarty kwartał z rzędu utrzymuje się poniżej 10 proc., przy czym najnowszy wynik jest najgorszym z dotychczasowych. I najgorszym w historii całego pomiaru, czyli od stycznia 2015 roku. W II kwartale 2022 roku żaden przedsiębiorca nie planuje więcej inwestować, podczas gdy większość (90 proc.) nie przewiduje żadnych „ruchów” w tym obszarze.

    – Tak negatywnych opinii polskich przedsiębiorców dotyczących inwestycji nie mieliśmy od początku realizacji naszego badania, czyli od ponad siedmiu lat. Dziś nikt nie wskazuje na większe nakłady inwestycyjne, od roku takich „optymistów” mamy co kwartał garstkę. A tak naprawdę o optymizmie inwestycyjnym nie możemy mówić od rozpoczęcia pandemii, bo tylko raz – w połowie ubiegłego roku – zdecydowanie liczniejsza grupa firm, 25 proc., wskazała na wzrost inwestycji. I kiedy już większość z nas nauczyła już się funkcjonować i planować nowe z koronawirusem, za wschodnią granicą wybuchła wojna. Oczywiście musiało to zaważyć na tak pesymistycznych wskazaniach polskich przedsiębiorcówpowiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

    Podobnie jak w poprzednim pomiarze, opinie dotyczące inwestycji nie pokrywają się z tymi dotyczącymi zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne. W najnowszym pomiarze odsetek firm przewidujących wzrost zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne wzrósł z 17 proc. w I kwartale 2022 roku do 29 proc. w II kwartale tego roku. Jest to trend, z którym mamy do czynienia właściwie od początku pandemii. Przedmiotem finansowania zewnętrznego nie są bowiem planowane inwestycje, ale potrzeby związane z prowadzeniem bieżącej działalności. A te w wybranych branżach zwiększały się wraz z perspektywą dalszego trwania restrykcji związanych z pandemią, a obecnie w związku z wybuchem wojny w Ukrainie lub pogarszającą się sytuacją społeczno-gospodarczą w efekcie rosnącej inflacji i kolejnych podwyżek stóp procentowych.

    W przypadku dwóch pozostałych wskaźników w bieżącym pomiarze odnotowano spadek liczby optymistów. 24 proc. przedsiębiorców liczy na więcej zamówień (o 5,4 pkt. proc. mniej niż w I kwartale 2022), a 17 proc. spodziewa się lepszej płynności finansowej (o 8,4 pkt. proc. mniej niż w I kwartale 2022).

    Życzenie, nie prognozowanie

    – Spadek wartości głównego odczytu w II kwartale br. jest wbrew przypuszczeniom, gdyż w poprzednich latach pomiędzy I a II kwartałem obserwowana była poprawa nastrojów. Oczywiście poza rokiem 2020, w którym wybuchła pandemia. Ponadto wyłączając tamten historycznie najniższy wynik Barometru (32,5 pkt), należy zauważyć, że obecnie notowane są najniższe wartości wskaźnika dla drugiego kwartału w całej historii pomiarów. Dlatego prognozowanie odczytu na III kwartał, który poznamy w lipcu br., jest bardzo trudne. Wręcz jest jak wróżenie z magicznej kuli. Publikując wyniki pierwszego pomiaru w tym roku nikt nie spodziewał się tego, że 24 lutego Rosja wkroczy do niepodległej Ukrainy. Nie wiemy, co wydarzy się w najbliższych miesiącach, kiedy ten straszny konflikt się skończy i jak bardzo wpłynie na polskich przedsiębiorców. Do tego mamy wewnętrzne problemy jak rosnąca inflacja, podwyżki stóp procentowych, rosnące ceny paliw, które w ogromnym stopniu kształtują sytuację polskich firm i ich plany na przyszłośćmówi prezes EFL.


    Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się od 28 marca do 14 kwietnia 2022 roku.

    OR, czyli próg ograniczonego rozwoju, to algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Zatem poziom 50 pkt. stanowi próg OR, czyli poziom ograniczonego rozwoju.

  • 5 pytań do… Marcina Mandryka, Iron Mountain

    5 pytań do… Marcina Mandryka, Iron Mountain

    Marcin Mandryk, Sales Operations Executive CEE & Product Manager w firmie Iron Mountain, odpowiedział na 5 pytań dotyczących cyfryzacji i zarządzania danymi w firmach, wskazując, że „w ciągu ostatnich dwóch lat organizacje doszły do wniosku, że efektywne funkcjonowanie bez wsparcia technologii nie jest w dzisiejszych realiach biznesowych możliwe.”

    1. Dlaczego obecnie wskazuje się dane jako kolejny czynnik produkcji, obok kapitału, ziemi i pracy?

    Nie od dziś wiemy, że dane stanowią najważniejszy zasób każdej organizacji, bez względu na to, jaką branżę reprezentuje. Odgrywają one niezwykle istotną rolę, ponieważ umożliwiają podejmowanie racjonalnych decyzji biznesowych. Dlatego też rozwijanie obszaru analityki danych w firmie ma krytyczne znaczenie. Tylko w 2021 r. wyprodukowaliśmy blisko 74 Zettabajty danych, a według szacunków w ciągu najbliższych 2 lat liczba ta zwiększy się dwukrotnie. Odpowiednia gospodarka danymi stanowi zatem jedno z kluczowych wyzwań dla współczesnego biznesu.

    2. Jakie są najczęstsze błędy popełniane przez firmy w związku z zarządzaniem i gromadzeniem danych?

    Dane mają istotną wartość tylko wtedy, gdy możemy szybko do nich wrócić i bez trudu wyciągnąć informacje, których potrzebujemy. Dlatego też uważam, że największym błędem jest wykorzystywanie firmowych zasobów, aby gromadzić i analizować dane bezrefleksyjnie. W mojej opinii kluczowe jest wyciąganie na ich podstawie wartościowych wniosków, które mają wpływ na bieżącą działalność, w czym pomagają m.in. algorytmy sztucznej inteligencji czy uczenia maszynowego. Według ekspertów Ernst & Young, firmy wykorzystują jedynie 5-10% zgromadzonych danych. W natłoku nieustrukturyzowanych informacji właściwie nie zdają sobie sprawy, jakimi zasobami dysponują. Ponadto przechowywanie zbędnych oraz niewykorzystywanych danych generuje nakłady finansowe i zwiększa podatność na cyberzagrożenia.

    3. Firmy na całym świecie zwracają coraz większą uwagę na problem zanieczyszczenia środowiska i stawiają sobie za cel generowanie jak najniższego śladu węglowego. Czy nieefektywne zarządzanie danymi ma negatywny wpływ na kwestie środowiskowe?

    Bagatelizowanie zagadnienia zarządzania danymi sprawia, że firmy nie są szczególnie łaskawe dla środowiska. W pierwszej kolejności na myśl przychodzą stosy papierowej dokumentacji, którą bardzo często generujemy i archiwizujemy bez istotnej potrzeby. Postęp technologiczny czy też zmiany legislacyjne sprawiają, że organizacje coraz częściej korzystają z zasobów w formie cyfrowej, minimalizując liczbę gromadzonych kartek papieru. Dzięki temu biznes jest bardziej ekologiczny, jednak cyfryzacja nie rozwiązuje wszystkich problemów środowiskowych. Choć utrzymanie zdigitalizowanych danych jest niewspółmiernie mniej kosztowne od wszystkich zasobów niezbędnych do wyprodukowania tradycyjnych dokumentów, nie należy powiększać elektronicznego śmietniska bardziej niż to konieczne. Realizacja celów zrównoważonego rozwoju poprzez nowoczesne technologie wymaga zatem przede wszystkim strategicznej zmiany podejścia do tematu zarządzania informacją. Powinniśmy odejść od idei gromadzenia danych, bez względu na ich postać, na rzecz optymalizacji procesów i wykorzystania pełnego potencjału zasobów, które już posiadamy.

    4. Jakie argumenty najczęściej przekonują firmy do zainwestowania w zarządzanie danymi na wysokim poziomie?

    Zdajemy sobie sprawę, że w większości przypadków organizacje oczekują od innowacji przede wszystkim redukcji kosztów bieżącej działalności, zwiększenia efektywności oraz optymalizacji procesów, a tym samym szybkiego zwrotu z inwestycji. Przy każdej okazji sygnalizujemy jednak, że cyfrowa transformacja powinna być realizowana w ramach konsekwentnej strategii, a nie działań ad hoc. Według badania Iron Mountain, aż 86% respondentów deklaruje, że nowe rozwiązania technologiczne pomogły ich firmom osiągnąć przewagę konkurencyjną. Z czasem jednak digitalizacja stała się biznesową koniecznością, co udowodnił nam okres pandemii. Wiele firm, mimo wzrostu rynkowej świadomości dotyczącej potencjału nowoczesnych technologii, zainicjowało cyfrową transformację dopiero wtedy, gdy wymagały tego okoliczności. W ciągu ostatnich dwóch lat organizacje doszły do wniosku, że efektywne funkcjonowanie bez wsparcia technologii nie jest w dzisiejszych realiach biznesowych możliwe.

    5. Jakie branże obecnie najchętniej decydują się na korzystanie z usług zarządzania danymi? Jak Pan/Pani sądzi, dlaczego?

    Digitalizacja biznesu w Polsce postępuje, a nasz rodzimy rynek charakteryzuje się dużą dynamiką implementacji nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Dziś w cyfrowej transformacji biorą udział organizacje ze wszystkich gałęzi gospodarki, jednak od wielu lat niekwestionowanym liderem w tym obszarze pozostaje sektor finansowy obejmujący blisko 60% wszystkich wdrożeń. W pozostałych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, wśród których Polska plasuje się na wysokiej, drugiej pozycji w zakresie digitalizacji, obserwujemy podobną tendencję. Dojrzałość technologiczna sektorów finansowego i ubezpieczeniowego wynika ze specyfiki działalności firm, które od zawsze zmagają się z ogromną ilością dokumentacji. Otwartość na innowacje umożliwia im obecnie kształtowanie portfolio produktowego w odpowiedzi na rynkowe oczekiwania, personalizację doświadczeń konsumentów, a także obsługę klientów w czasie rzeczywistym przez całą dobę, 7 dni w tygodniu.


    Marcin Mandryk – Zajmuje stanowisko Sales Operations Executive CEE & Product Manager w firmie Iron Mountain. Posiada międzynarodowe certyfikaty w obszarach Product Managementu, Product Marketingu oraz zarządzania procesami i projektami. Wcześniej związany m.in. z firmami Nordea Bank, Expander Advisiors, czy Polbank EFG. Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie na Wydziale Ekonomii i Stosunków Międzynarodowych.

  • Popyt na usługi kolokacyjne będzie rósł o ponad 13% rocznie

    Popyt na usługi kolokacyjne będzie rósł o ponad 13% rocznie

    13,3% – o tyle procent ma rosnąć rok do roku popyt na usługi kolokacyjne w najbliższych latach.  Zdaniem analityków, jednym z powodów jest przenoszenie obciążeń z chmury publicznej, by zabezpieczyć ciągłość działania i coraz większa popularność hybrydowego modelu zarządzania infrastrukturą IT.

    Firma Grand View Research ustaliła, że globalny rynek kolokacji w 2021 roku będzie wart 49,2 mld dolarów – przy 44,4 mld w zeszłym roku. Analitycy szacują, że będzie on rósł w tempie 13.3% do 2028 roku. Powodów rosnącej popularności kolokacji jest kilka.
    Firmy idą na własne

    Po pierwsze, rozwój technologii: 5G, Internetu Rzeczy, chmury obliczeniowej, zaawansowanej robotyki i szybki wzrost liczby danych wymaga mniejszych opóźnień i szybszej łączności sieciowej. To wymaga zazwyczaj posiłkowania się usługami dostarczanymi przez zewnętrzne centra danych.  

    Po drugie, firmy coraz częściej przenoszą obciążenia z chmury publicznej do własnych środowisk. Zwraca na to uwagę ponad połowa respondentów (58%) badania State of the Data Center 2021. Rosnący poziom złożoności środowisk IT i migracja firm do chmury zmusiły menedżerów do weryfikacji dotychczasowych strategii i dokładnej analizy wydatków. Szczególnie że pandemia zmieniła punkt widzenia na wiele spraw.

    Tomasz_Doligalski, 3S, grupa 3s
    Tomasz Doligalski

    – Chmura ma bardzo wiele zalet, jednak by wykorzystać pełne spektrum jej możliwości, konieczne jest posiadanie odpowiednich kompetencji. Entuzjazm wielu firm, które zmigrowały swoje systemy do chmury publicznej, nieco ostygł i skłonił do refleksji nad tym, jak rozwijać infrastrukturę IT: które obciążenia najlepiej przetwarzać w chmurze, a które u siebie, a jeśli u siebie, to czy jest sens inwestować we własne centrum danym, czy jednak korzystniej jest kolokować serwery w zewnętrznym centrum danych. Te refleksje nad właściwym scenariuszem rozwoju są bardzo potrzebne i dobre dla wszystkich uczestników rynkuzwraca uwagę Tomasz Doligalski, członek zarządu, dyrektor Usług IT z Grupy 3S.

    Gartner prognozuje, że do 2025 roku już 85% firm będzie realizowało hybrydowy scenariusz rozwoju IT i łączyć rozwiązania on premise, kolokację, chmurę i przetwarzanie na brzegu sieci. To znacząca zmiana. Przypomnijmy, że w 2020 r., taki punkt widzenia podzielało zaledwie 20% firm.  

    Nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka

    Sens biznesowy hybrydowej architektury IT dostrzeżono zwłaszcza po ubiegłorocznym kryzysie. Pokazał on, że poleganie na jednym dostawcy lub wyłącznie własnej infrastrukturze znacznie zwiększa ryzyko. Co więcej, z tegorocznego badania przeprowadzonego przez IDG wynika, że kolokacja pomaga obniżyć całkowity koszt posiadania (TCO) IT. Zwróciło na to uwagę aż 35% badanych.

    Nie ma w tym jednak nic dziwnego. Grand View Research szacuje koszty posiadania lub budowy centrum danych na poziomie około 3300 USD za metr kwadratowy. Po uwzględnieniu inwestycji w infrastrukturę światłowodową i kosztów zatrudnienia specjalistów okazuje się, że te wydatki są nie tylko zaporowe, ale też nieracjonalne dla znacznej części firm. Szczególnie dla firm z sektora MŚP kolokacja jest bardzo atrakcyjną alternatywą wynajmu powierzchni centrum danych.

    Jednym z głównych motywatorów do przenoszenia obciążeń do kolokacji jest też poprawa stabilności i czasu pracy infrastruktury. Na tę korzyść wskazało 52% respondentów badania IDG.

    – Każdy przestój IT to utracony zysk. Z danych ITIC wynika, że od 2016 roku średni koszt 1 godziny przestoju wzrósł o 30%. Firmy mierzą się z coraz większą liczbą cyberzagrożeń, rośnie też złożoność IT. W takiej sytuacji wzrasta i znaczenie środowisk zapasowych, i budowa odpowiedniej polityki bezpieczeństwa a te, zarówno kosztowo, jak i organizacyjnie najlepiej zbudować w modelu outsourcingowym. Tym bardziej że do kolokacji w centrum danych można dobudowywać kolejne usługi podsumowuje Tomasz Doligalski z Grupy 3S.

    Organizacje coraz częściej decydują się na usługi w chmurze, ponieważ oferują one skalowalne niskie opłaty, eliminują konieczność zatrudniania personelu IT i mają mniejsze koszty ogólne. Centra kolokacji oferują korzyści finansowe w długofalowej perspektywie oraz elastyczność w zakresie całkowitej kontroli nad serwerami.

  • Pandemia i Polski Ład napędzają GIGekonomię w Polsce

    Pandemia i Polski Ład napędzają GIGekonomię w Polsce

    W 2025 roku GIGerzy stanowić będą 15 proc. pracowników w skali całego globu i 20 proc. w Polsce. Są jednak i takie kraje, w których już wkrótce GIGerem stanie się niemalże co drugi pracownik. Kim są GIGerzy? Czego oczekują? I… jak wpłynie na nich Polski Ład? Na te pytania odpowiada najnowszy raport EY & GIGLIKE: GIG on. Nowy Ład na rynku pracy.

    GIG – trzy litery, za którymi kryje się zmiana

    GIGekonomia to system pracy, który wyróżniają elastyczne formy zatrudnienia, ale też elastyczność w zakresie sposobu jej wykonywania. GIGerami są więc z jednej strony osoby pracujące tymczasowo, z drugiej – osoby posiadające specjalistyczne umiejętności, np. konsultanci, specjaliści, profesjonaliści, samozatrudnieni i niezależni kontraktorzy.
    EY, światowy lider rynku usług profesjonalnych obejmujących usługi audytorskie, consulting, doradztwo podatkowe i transakcyjne oraz GIGLIKE, platforma biznesowa wspierająca firmy w efektywnej współpracy z niezależnymi talentami (w modelu B2B)  zapewniająca dopasowaną ofertę benefitów, narzędzi i usług biznesowych dla GIGerów, przyjrzały się nowemu zjawisku. Efektem wspólnych działań jest raport: „GIG on. Nowy Ład na rynku pracy” opisujący wzrost znaczenia GIGekonomii.

    – Jeśli spojrzeć na wskaźniki demograficzne i dane z rynku pracy jedno jest pewne – nie jest to przejściowa moda. Ponieważ niedobór i niedopasowanie talentów osiągnęły już znaczną skalę w wielu branżach, wyzwaniem dla pracodawców będzie budowanie modeli biznesowych i modeli pracy umożliwiających elastyczne i mniej tradycyjne formy zatrudniania dla niezależnych ekspertów. Potwierdza to badanie EY 2021 Work Reimagined. W ankiecie wśród pracowników, na którą odpowiedziało ponad 16 000 respondentów, 9 na 10 osób chce elastyczności miejsca i czasu pracy, a 54% pracowników prawdopodobnie odejdzie jeśli nie zaoferuje się im elastyczności, jakiej oczekująmówi Artur Miernik, Partner EY Polska, Lider Praktyki Workforce Advisory w ramach People Advisory Services.

    – Możliwość pracy zdalnej czy upowszechnienie pracy projektowej sprawiły, że pojawiły się nowe możliwości. Jedną z nich jest GIGekonomia. GIGerzy obecni są na rynku niemalże od zawsze, nigdy nie byli jednak aż tak widoczni. Warto dodać, że to właśnie nowoczesne technologie ułatwiają zatrudnianie GIGerów i współpracę ze specjalistami, którzy oczekują coraz większej elastyczności ze strony pracodawcypodkreśla Tomasz Miłosz, Founder & CEO GIGLIKE.

    Portret GIGera

    W oczach Millenialsów i wchodzącej na rynek pracy generacji Z, poczucie niezależności, decyzyjności oraz potrzeba szybkiego zdobywania różnorodnych doświadczeń to jedne z najbardziej istotnych czynników w czasie szukania pracy.

    Aż 42% obecnych pracowników z pokolenia Y to freelancerzy, a więc potencjalni GIGerzy. Z kolei przedstawiciele pokolenia Z, którzy w 2030 roku będą stanowić aż 1/5 rynku pracy, będą chcieli działać w sposób jeszcze bardziej niezależny, w myśl zasady connect, communicate, change (dołącz, wymieniaj informacje, zmień). Obie wyżej wymienione grupy stanowią bazę GIGekonomii.

    – Również w Polsce społeczność GIGerów tworzą przede wszystkim Millenialsi. Nie zniechęca ich ilość i złożoność obowiązków nakładana na podmioty prowadzące działalność gospodarczą, ani brak jasnych uregulowań prawnych dotyczących GIGekonomii w przepisach prawa. Osobną grupą są natomiast osoby w wieku 40 plus, doświadczeni eksperci szukający nowych i bardziej opłacalnych form współpracy. Spodziewamy się, że w ciągu pięciu najbliższych lat podwoi się liczba GIGersów na polskim rynku pracy z obecnego 10% do 20%mówi Eliza Skotnicka, Senior Manager w Zespole People Advisory Services w Dziale Doradztwa Podatkowego EY Polska.

    Wśród GIGerów znajdziemy najczęściej pracowników branży kreatywnej: grafików, montażystów, fotografów, copywriterów czy tłumaczy, ale też specjalistów IT i marketingu. Przedstawiciele tych zawodów od zawsze preferowali elastyczne formy zatrudnienia, zmiany które dokonały się ostatnim czasie ułatwiają i upowszechniają to zjawisko.

    – Znakomita większość przedsiębiorców przygląda się z zainteresowaniem zmianom na rynku pracy i stopniowo zmienia własne modele biznesowe, uwalniając przestrzeń dla GIGerów. Przedsiębiorcy nie podchodzą do GIG-zjawisk bezkrytycznie czy bezrefleksyjnie, więcej, starają się zrozumieć bariery zmian i ich ewentualne negatywne implikacje. Szefowie kadr, prezesi i właściciele, dobrze rozumiejąc potencjał GIGekonomii, starają się racjonalizować ten trend i wprowadzać go u siebie w życie stopniowo. Sięgają oni do GIGerów, jako remedium na rosnącą rotację pracowniczą i niedobór siły roboczej do wykonywania bieżących działań. Sięgając po ten model funkcjonowania, przedsiębiorcy i menedżerowie chcą mieć pewność bezpieczeństwa i zgodności z prawem z wielu dziedzin: pracy, ubezpieczeń społecznych, podatków czy ochrony własności intelektualnej mówi Marek Jarocki, Partner EY Polska, Lider zespołu People Advisory Services. 

    Rzut oka na perspektywę zza Oceanu

    Już teraz GIGerzy stanowią ponad 35% pracowników w Stanach Zjednoczonych. Jak wynika z raportu Morgan Stanley, do 2027 roku odsetek ten zwiększy się aż o 15 punktów procentowych. W efekcie co drugi amerykański pracownik będzie GIGerem.

    Eksperci zwracają jednak uwagę, że GIGekonomia przynosi korzyści wyłącznie wtedy, gdy jest wynikiem dobrowolnej decyzji pracownika. Kolejnym problemem mogą się okazać przepisy – a raczej ich brak – co pokazuje choćby sytuacja w Stanach Zjednoczonych. W USA trwają jednak prace nad tym, aby GIGer, tak jak każdy inny pracownik, mógł mieć zagwarantowany dostęp na przykład do opieki zdrowotnej czy świadczeń społecznych.

    – Życzyłbym sobie i przede wszystkim GIGerom, żeby wybór tej ścieżki zawodowej był świadomy i dobrowolny. Niestety, nie zawsze tak jest. Wystarczy spojrzeć na przykład z rodzimego podwórka. „Jednoosobowe firmy” ratowników medycznych, którzy właśnie rozpoczęli swój protest, to doskonały przykład patologii, nad którymi zbyt łatwo przechodzimy do porządku dziennego. Mam nadzieję, że dyskusja wokół GIGekonomii i GIGerów pomoże nam w tym, aby chronić wszystkie potencjalnie narażone grupy pracownikówdodaje Piotr Palikowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami.

    GIGekonomię już dziś wspierają trendy, takie jak ekonomia współdzielenia czy platformizacja z nastawieniem na modele subskrypcyjne – co potwierdzają globalne sukcesy firm, takich jak Uber czy Netflix.

    – Powstają nowe platformy, które proponują specyficzne rozwiązania dla GIGekonomii i uczestników tego procesu. Mowa o platformach biznesowych pozwalających mitygować ryzyko prawno-podatkowe związane ze współpracą z GIGerami i oferujące modele subskrypcyjne odpowiadające na potrzeby GIGerów. Dzięki takim rozwiązaniom możliwe jest zaoferowanie w jednym miejscu wszelkich benefitów oraz narzędzi i usług biznesowych – wskazuje Tomasz Miłosz.

    Kiedy to się opłaca?

    Trend GIGekonomii zyskuje na popularności także w Polsce. Działający na tzw. „samozatrudnieniu” GIGer może dziś skorzystać z szeregu korzyści, jakie oferuje jednoosobowa działalność gospodarcza, w tym m.in. liniowego podatku PIT czy preferencyjnych składek ZUS w początkowym okresie działalności.

    – Pandemia COVID-19 przyspieszyła proces transformacji rynku pracy o około 5-10 lat. Jednym z najbardziej widocznych efektów jest upowszechnienie elastycznego modelu pracy. Menedżerowie w firmach zorientowali się, że mogą mieć zdecydowanie większy dostęp do talentów bez ograniczeń lokalizacyjnych, co zwiększa ich możliwości zatrudniania ekspertów w danej dziedzinie. Nowoczesne technologie ułatwiają zatrudnianie GIGerów i współpracę ze specjalistami, którzy oczekują coraz większej elastyczności ze strony pracodawcymówi Eliza Skotnicka.

    Istotnym czynnikiem, który wpłynie na popularyzację GIGekonomii może okazać się… Polski Ład. Według szacunków może on bowiem spowodować wzrost rocznego obciążenia spółek zatrudniających specjalistów średnio o 4-10%, za sprawą większych kosztów zatrudnienia spowodowanych presją płacową.

    – Spodziewam się, że efektem nowych rozwiązań będzie upowszechnienie usług opartych o elastyczny model zatrudnienia i rozwój GIGekonomiidodaje ekspertka.

    Na korzyść nowego systemu pracy przemawiać będą zmiany w przepisach podatkowych dla jednoosobowych działalności gospodarczych, takie jak niższy ryczałt PIT (podatek od przychodu) dla branży IT na poziomie 12% lub 14% dla osób wykonujących zawody medyczne, podmiotów świadczących usługi architektoniczne i inżynierskie, usługi badań i analiz technicznych oraz w zakresie specjalistycznego projektowania.

    Z obniżeniem dochodu netto dla większości będzie się jednak wiązać likwidacja zryczałtowanej składki zdrowotnej oraz możliwości jej odliczenia od PIT. W zależności od dochodu straty z tego tytułu mogą wynieść od kilkudziesięciu do nawet kilkunastu tysięcy złotych.

    Trend rozwoju GIGekonomii przyczyni się natomiast do coraz mniejszego strachu przed odejściem z zatrudnienia na podstawie tradycyjnej umowy o pracę, zaś ryzyko niestabilnego dochodu w dużym stopniu kompensowane będzie możliwością współpracy z wieloma podmiotami jednocześnie.

    – Uczniowie szkół średnich powinni zastanowić się, w jaki sposób powinni rozwijać swoje umiejętności zawodowe, tak aby byli przygotowani na ten zmieniający się model zatrudnienia. Następne pokolenie musi zrozumieć, że nadchodzi automatyzacja. Musisz stale zadawać sobie pytania: co robisz, czego nie da się zautomatyzować lub czego ktoś inny nie zrobi lepiej od Ciebie? Zastanów się, co naprawdę lubisz, a także, w czym jesteś naprawdę dobry doradza Jowita Michalska, CEO Digital University.

    GIG is on

    Do GIGekonomii przekonuje się coraz więcej firm w skali świata. Już jedna na trzy organizacje zrezygnowała z pracowników etatowych na rzecz niezależnych talentów. Ten nowoczesny model współpracy jest coraz szybciej i szerzej adaptowany przede wszystkim w firmach technologicznych i obejmuje coraz większą część społeczeństwa, stanowiąc o przyszłości rynku pracy.

  • Grupa EFL i Asseco tworzą cyfrowe rozwiązania dla MŚP

    Grupa EFL i Asseco tworzą cyfrowe rozwiązania dla MŚP

    Europejski Fundusz Leasingowy (EFL) przy wsparciu Asseco Data Systems wprowadza kompleksowe rozwiązania umożliwiające zdalne załatwianie formalności dzięki nowoczesnej platformie do wykorzystania usług zaufania. Umożliwi to klientom Grupy EFL, a także pracownikom spółki podpisywanie umów oraz dokumentów za pomocą kwalifikowanego podpisu elektronicznego. Pozwoli również na zabezpieczanie korespondencji elektronicznej czy potwierdzanie autentyczności dokumentów.

    E-podpis uprości procesy, a także umożliwi ich zdalne wykonywanie

    Europejski Fundusz Leasingowy to jedna z pierwszych firm leasingowych w Polsce. Strategia spółki zakłada dążenie do tworzenia najlepszych rozwiązań dla klientów, w szczególności cyfrowych i mobilnych. Dlatego też firma zdecydowała się na wdrożenie różnorodnych usług zaufania tj. podpis elektroniczny, czy kwalifikowana pieczęć elektroniczna. Celem projektu jest m.in. stworzenie zdalnego procesu podpisywania umowy leasingu zgodnie z ideą paperless, regulacjami unijnymi eIDAS oraz najwyższymi standardami user experience.

    Trwająca pandemia zmieniła postrzeganie usług zaufania. Możliwość załatwiania spraw zdalnie okazała się nieoceniona w czasie trwania społecznej izolacji. Wzrosło zaufanie społeczne do digitalizacji, dlatego też wiele firm jest gotowych stosować tego typu usługi w codziennym prowadzeniu biznesu. Jak pokazują wyniki badania opublikowanego w raporcie EFL pt. „Cyfrowa rewolucja na rynku leasingu. Pod lupą” już co piąty przedsiębiorca korzysta z e-podpisu.

    Asseco
    Artur Miękina, Dyrektor Sprzedaży Projektów Kluczowych w Asseco Data Systems

    „Razem z Grupą EFL tworzymy platformę usług zaufania, wśród których znalazł się podpis elektroniczny, a w zakresie zabezpieczenia autentyczności i integralności będzie on realizowany w oparciu o kwalifikowaną pieczęć elektroniczną. Dzięki temu każda podpisana umowa, czy inny dokument będą stanowiły mocny dowód prawny i wpłyną na jakość oraz szybkość obsługi klienta. 66% firm potrzebuje max. 3 lat, aby przejść z dokumentacji papierowej na elektroniczną (raport EFL) i większość dąży do osiągnięcia tego stanu w ciągu najbliższych trzech lat. To pokazuje świadomość i gotowość przedsiębiorstw do cyfryzacji. Jednak aby ten proces zakończył się sukcesem i był bezpieczny, warto korzystać z rozwiązań, które dają pewność powodzenia”dodaje Artur Miękina, Dyrektor Sprzedaży Projektów Kluczowych w Asseco Data Systems.

    Grupa EFL wdrożyła już pierwsze elementy rozwiązania i przygotowuje kolejne projekty. Strony nie określiły daty końcowej współpracy, mając na uwadze rozwój technologii oraz wspólne tworzenie nowych usług.

  • 30 przedmiotów, których przedsiębiorca nie mógł wziąć w leasing 30 lat temu

    30 przedmiotów, których przedsiębiorca nie mógł wziąć w leasing 30 lat temu

    Smartfony, drukarki laserowe, oprogramowanie Windows czy iOS – dzisiaj trudno wyobrazić sobie bez nich prowadzenie biznesu czy życie w ogóle. A jednak! Jeszcze 30 lat temu nie były powszechnie dostępne albo nie było ich wcale! Z okazji 30-lecia EFL sprawdził, czego przedsiębiorca nie mógł wziąć w leasing na początku lat 90-tych

    – Branża leasingowa w Polsce kończy w tym roku 30 lat, a EFL jest jej rówieśnikiem. Powstał w 1991 roku jako jedna z pierwszych firm leasingowych w naszym kraju. Świat wyglądał wówczas zupełnie inaczej. Wystarczy zdać sobie sprawę, że jeden z największych przełomów technologicznych w historii, jakim było uruchomienie ogólnoświatowej sieci World Wide Web, miał miejsce dopiero 3 lata później. A to znaczy, że Steve Jobs nie myślał jeszcze o iPhonie, a Mark Zuckerberg o Facebooku. Nie było smartfonów i tabletów. Na niebie nie latały drony, a po ulicach nie jeździły hulajnogi elektryczne. Do celu nie prowadził  GPS, a zamiast e-maili wysyłane były faksy. A to dopiero początek! Z okazji naszych 30-tych urodzin, przygotowaliśmy listę przedmiotów, które dziś są bardzo popularne, ale 30 lat temu nie były dostępnemówi Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

    #1 – #5: bez smartfonu jak bez ręki

    Listę TOP30 przedmiotów, których nie można było wyleasingować w 1991 roku, otwierają te urządzenia, bez których żaden przedsiębiorca nie wyobraża sobie dziś prowadzenia biznesu. To smartfon, tablet, MacBook, telefon GSM i smartwatch. Choć w ubiegłym roku sprzedaż tych pierwszych spadła – jak wynika z raportu IDC o 8,5 proc. r/r w ujęciu ilościowym, to i tak liczba sprzedanych sztuk robi wrażenie. W 2020 roku sprzedano 8,5 mln smartfonów.

    #6 – #10: biznes jedzie z prądem

    Drugą piątkę przedmiotów, o których zakupie i leasingu 30 lat temu nikt nie myślał, otwiera samochód hybrydowy. O jego rosnącej popularności świadczą wyniki sprzedaży w pandemicznym 2020 roku. Podczas gdy rejestracje nowych samochodów osobowych odnotowały prawie 23 proc. spadek rok do roku, sprzedaż hybryd wzrosła o prawie 48 proc. r/r. (dane PZPM).  Jeszcze lepiej poradziły sobie auta elektryczne, które zajmują ósme miejsce na liście – ich rejestracje wzrosły niemal trzykrotnie (+198 proc. r/r/). Miejsce siódme zajął ciągnik automatyczny, dziewiąte – ciężarówki elektryczne, a dziesiąte – kombajn zdalnie sterowany.

    #11 – #15: nowa rzeczywistość

    Wśród firm MŚP, które planują wejść́ w OZE, zdecydowana większość́ stawia na panele fotowoltaiczne (8 proc.) – wynika z raportu EFL „Zielona energia w MŚP. Pod lupą”. Stąd paneli słonecznych nie mogła zabraknąć na liście – zajmują jedenastą pozycję. Zaraz za nimi znajdują się coraz popularniejsze drony, okulary VR, hulajnoga elektryczna i hoverboard.

    #16 – #20: technologiczne biuro

    Biuro większości firm to nie tylko meble i komputer, jak miało to miejsce 30 lat temu, ale dużo nowoczesnego sprzętu IT, który każdy przedsiębiorca może wziąć w leasing. Czy to popularne urządzenia wielofunkcyjne (pozycja szesnasta), drukarki laserowe, kasy fiskalne online, tablice interaktywne czy drukarki 3D zajmujące miejsce dwudzieste. Sprzedaż tych ostatnich rośnie jak na drożdżach – jak wynika z danych Allegro, w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2020 roku sprzedało się o około 50 proc. więcej drukarek 3D niż przez cały rok 2019.

    #21 – #25: z biznesem w chmurach

    Nie na twardym dysku, nie na płycie CD, ale w chmurze – tam coraz więcej firm trzyma cała swoją infrastrukturę czy dane. Jak wynika z raportu Polcom „Cyfryzacja, chmura i nowe technologie”, ponad 90 proc. firm MŚP wykorzystuje możliwości chmury w zakresie wsparcia już działających procesów biznesowych. Ta znalazła się na dwudziestym drugim miejscu listy EFL. Poprzedza ją ekran HD/4K, a za nią znalazły się dysk internetowy, telewizor plazmowy i urządzenie WiFi.

    #26 – #30: sprawnie do celu

    Podróż służbowa bez nawigacji GPS – żaden przedsiębiorca sobie jej nie wyobraża. Dlatego musiała znaleźć się w zestawieniu – na dwudziestej szóstej pozycji. Tuż za nią uplasowały się nowoczesne odtwarzacze audio, projektor cyfrowy, sprzęt do wideokonferencji. Listę zamykają słuchawki bezprzewodowe – hit pandemicznego roku. Jak wynika z raportu Canalys, mimo trwającej pandemii sprzedaż bezprzewodowych słuchawek w 2020 roku wzrosła o niemal 20 proc. r/r.

  • Gospodarka, technologie, społeczeństwo – jaki był 2020 rok?

    Gospodarka, technologie, społeczeństwo – jaki był 2020 rok?

    Rok 2020 będziemy długo wspominać zwłaszcza w kontekście wybuchu epidemii COVID-19, której skutki w wielu wymiarach odczuł – i nadal odczuwa – cały świat. To czas, który sprzyja refleksji, podsumowaniom, wnioskom i prognozom. Z tej okazji wykładowcy i eksperci Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej oceniają mijający rok i prognozują, co może stać się w przyszłym, na trzech płaszczyznach – gospodarczej, technologicznej i społecznej.

    Gospodarka

    Odbudowa poziomu produkcji zajmie 2-3 lata

    Największe zaskoczenie w 2020 roku stanowił nie tyle sam wybuch pandemii, co raczej skala zakłóceń w gospodarce i podjętych przez rządy działań.  Szybko podjęto działania ograniczające rozprzestrzenianie się zarazy, głównie po to by kupić czas niezbędny dla przygotowania służby zdrowia i opracowania szczepionki.  Ale to miało bezpośredni efekt gospodarczy, bo prowadziło do 10-20% spadku PKB w kwartale objętym lockdownem.  Jeśli nie miało dojść do prawdziwej katastrofy, rządy musiały wesprzeć gospodarkę.  A to pozwoliło na uniknięcie gwałtownego wzrostu bezrobocia i masowych bankructw firm, ale za cenę gigantycznego wzrostu zadłużenia państw.

    Na krótką metę największe wyzwanie dla biznesu stanowiła oczywiście ochrona firm przed bankructwem, z wykorzystaniem wsparcia ze strony państwa.  W nieco dłuższym okresie chodziło o dość trwałe dostosowanie do sytuacji, co niestety wiąże się z redukcją zatrudnienia.  Najważniejsze są jednak zmiany długookresowe.  Kryzys i towarzysząca mu recesja mogą mieć kształt litery „K” – najpierw silny spadek produkcji, a potem odbicie i rozwój w tych firmach, które będą umiały aktywnie włączyć się do IV Rewolucji Przemysłowej.  I regres w tych, które nie będą umiały.

    Co przyniesie 2021 rok dla biznesu? Ten mijający jest oczywiście dla światowej gospodarki stracony, ze spadkiem PKB o ok. 5%, a w krajach rozwiniętych bliżej 10%.  W przyszłym roku powinno już być lepiej, być może od połowy roku powróci wzrost, ale odbudowa poziomu produkcji zajmie co najmniej 2-3 lata.  Co będzie dalej, zobaczymy.

    Witold Orłowski
    Witold Orłowski

    Prof. Witold Orłowski
    profesor nauk ekonomicznych, nauczyciel akademicki,
    wykładowca w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej

    Technologie

    W obliczu stresu staliśmy się elastyczni

    W okresie pandemii mocno zyskały firmy, które zajmują się zapewnianiem transferu danych, ale i dostawcy narzędzi, służących do organizowania pracy i komunikacji zdalnej. Bez wątpienia zyskały także serwisy streamingowe i dostawcy usług e-learningowych. Wytłumaczenie jest proste – zostaliśmy w domach, gdzie potrzebujemy rozrywki (filmy, gry), zaś wymóg pracy i edukacji zdalnej przyczynił się do zwiększenia zapotrzebowania na transmisję danych. Ta stresująca sytuacja objawiła też elastyczność, której do tej pory nie byliśmy świadomi: opanowaliśmy konieczne do pracy i nauki umiejętności w ciągu kilkunastu tygodni.

    Cały stres związany z lockdownem i pandemią przyczynił się też do rozwoju sztucznej inteligencji, na przykład w obszarze farmakologii. Pozytywnym zaskoczeniem – choć zaznaczam, że patrzę z perspektywy klienta – jest też dla mnie e-commerce, który bardzo szybko i dobrze dostosował się do nowych realiów. W czasach, w których wiele łańcuchów dostaw uległo przerwaniu i powinniśmy spodziewać się opóźnień, okazało się jednak, że zakupy w internecie mogą być efektywne, sprawne i bezproblemowe i jeszcze szybsze.

    W 2021 też będziemy w stanie żyć, pracować i uczyć się online, ale powinniśmy być świadomi ryzyka z tym związanego: nadmierna konsumpcja treści może prowadzić do cyfrowego uzależnienia, a głęboka immersja w świecie technologicznym – sprzyjać przeciążeniu informacyjnemu. Ponadto większa aktywność w internecie pozostawia za użytkownikami cyfrowy ślad. Jest to z jednej strony komfortowe (systemy rekomendacyjne proponujące nam nowe produkty będą robić to jeszcze lepiej), ale z drugiej może być zagrożenie (generowanie nowych potrzeb, którym trudno nam się będzie oprzeć).

    Andrzej Wodecki
    Andrzej Wodecki

    Dr hab. Andrzej Wodecki
    opiekun merytoryczny programu MBA Digital Transformation
    oraz kursu Sztuczna Inteligencja w Biznesie
    w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej

    Społeczeństwo

    W 2021 roku będziemy potrzebować refleksji, pokory i równowagi

    U podłoża wielu kryzysów leży zawsze nierównowaga. Przy głębokich kryzysach czy przy katastrofach staje się ona totalna. Powinniśmy dążyć do jej przywrócenia, a do tego potrzebna jest refleksja, a nie bezkrytyczna wiara, że wszystko samoistnie wróci do normy. Spójrzmy na recesję w 2008 roku: ufność  w mityczną niewidzialną rękę rynku oraz fascynacja gwałtownymi wzrostami gospodarczymi na długo wykształciła w społeczeństwie poczucie omnipotencji i nieracjonalnego przekonania o tym, że każdą zakłóconą równowagę jest w stanie odzyskać. Pandemia zdemaskowała ten mit. Moment, w którym powinniśmy się zatrzymać, urealnić i ujarzmić wszystkie nasze narcystyczne przekonanie o tym, że jesteśmy wszechmocni i poradzimy sobie ze wszystkim, nastąpił właśnie w 2020 roku. Świat przy całym swoim postępie w dziedzinach biochemii, medycyny, technologii czy analityki okazał się zaskoczony i chwilowo bezradny wobec „nowej dżumy”. Społeczeństwo powinno uświadomić sobie, że są takie wyzwania, którym możemy sprostać, ale i takie, z którymi nie damy sobie rady, bo nie wiemy o nich jeszcze wszystkiego.

    Jeśli więc chcemy się rozwijać, to tylko w sposób zrównoważony, a na zjawiska nieprzewidziane reagować z pełną pokorą. W 2021 roku i kolejnych latach będziemy więc potrzebowali tej pokory i równowagi w każdym aspekcie: społecznym, naukowym, ekonomicznym, a nawet duchowym. Wierzę, że już jutro lub pojutrze świat będzie gotów na taką refleksję.

    Jacek Santorski
    Jacek Santorski

    Prof. Jacek Santorski
    psycholog społeczny i biznesu dyrektor programowy
    Akademii Psychologii Przywództwa
    w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej

  • Co nas czeka na rynku pracy?

    Co nas czeka na rynku pracy?

    Jakie zjawiska będą się rozwijać? Jakie umiejętności będą najbardziej cenione wśród pracowników i liderów? Czy firmy będą kształtować odpowiedzialny biznes? Na te i wiele innych nurtujących kwestii znajdziemy odpowiedzi w raporcie „Prognozy przyszłości – OLX Praca. Know How 2021”.

    Raport ukazał się z inicjatywy serwisu OLX, największego job boardu w Polsce. Jego premiera  miała miejsce podczas eventu „OLX Praca. Know How 2021”, który w tym roku odbywał się online i przyjął formę branżowej telewizji śniadaniowej.

    Już w pierwszej części raportu możemy zapoznać się z krótką analizą głównych trendów, które pojawiły się jeszcze przed okresem pandemii. Z analizy wynika, że najistotniejsze były cztery obszary: technologia, kreatywność, rynek specjalisty oraz rozwój wiedzy. Niewątpliwie technologia cyfrowa była, jest i będzie jednym z dominujących trendów, które rodzą pytania o przyszłość, nie tylko niektórych stanowisk, lecz także o relację na linii człowiek–technologia.

    Postrzeganie rozwoju technologii poprzez redukcję miejsc pracy za sprawą większego zastosowania sztucznej inteligencji czy automatyzacji stało się już stereotypem. Rodzi się natomiast nowa narracja, w której technologia zamiast „zastąpić człowieka”, ma odciążyć go z prac powtarzalnych i monotonnych. Innym wspomnianym trendem jest pobudzanie kreatywności wśród pracowników. Kreatywność traktowana jest jako istotny zasób dla firmy, rozumiana jest nie tylko jako umiejętność tworzenia nowych pomysłów i rozwiązań, ale również jako przestrzeń do popełniania błędów i eksperymentowania.

    Kolejną tendencją, która wyłania się z analizy, jest rynek specjalisty. Coraz częściej na rynku pojawiają się tzw. giggersi, czyli osoby, którzy dzięki umiejętnościom technologicznym pracują w trybie zdalnym z więcej niż jednym usługobiorcą. Cenią oni niezależność i są specjalistami w swoich dziedzinach. Ich obecność wpływa na zmianę układu sił na rynku pracy z pracownik–pracodawca na pracownik–klient.

    Reakcje pracodawców na pandemię

    W raporcie znajdziemy również bardzo interesujące wyniki badań, które zostały przeprowadzone przez OLX Praca we współpracy z zespołem badawczym ARC Rynek i Opinia. Badanie zostało przeprowadzone w okresie wrzesień–październik 2020 r., a jego celem było zidentyfikowanie nowych trendów w zakresie HR, zmian na rynku pracy oraz sytuacji pracodawców w obliczu pandemii. W badaniu wzięły udział 302 firmy, w tym przedstawiciele małych, średnich oraz dużych przedsiębiorstw. Badane firmy reprezentują różne branże, począwszy od edukacji, administracji i opieki zdrowotnej poprzez budownictwo, kulturę i rekreację, usługi dla biznesu aż po handel i naprawy, transport i produkcję.

    Niepewność oraz zmieniające się obostrzenia w pierwszej fazie pandemii powodowały, że pracodawcy zachowywali ostrożność w swoich działaniach. Organizacje dążyły przede wszystkim do utrzymania zatrudnienia i szukały różnych sposobów na minimalizację wydatków w celu uniknięcia konieczności redukcji pracowników. Z upływem czasu firmy decydowały się na podejmowanie działań rekrutacyjnych. Jak wynika z raportu OLX Praca aż 49 proc. firm, które wzięły udział w badaniu, prowadziła procesy rekrutacyjne w trakcie pandemii. Mimo że wiele firm pracowało w trybie hybrydowym lub zdalnym, to nadal najchętniej wybieraną formą rekrutacji były spotkania bezpośrednie. Popularną opcją było też łączenie formy online z bezpośrednią i realizowanie części procesu zdalnie. Według badania, w trakcie pandemii najczęściej poszukiwano pracowników do działów: administracji, HR, kadr, księgowości, produkcji, prac fizycznych i obsługi klienta.

    Wraz z rozwojem pandemii zmieniały się również postawy i priorytety wśród kandydatów i pracowników. Niepewność zatrudnienia i przyszłości związanej z rozwojem kolejnych fal epidemii powodowały, że priorytetem dla kandydatów stała się przede wszystkim: stabilność zatrudnienia, możliwość pracy w trybie zdalnym, dobra atmosfera pracy i dbałość o bezpieczeństwo pracowników.

    Praca zdalna i hybrydowa

    Raport porusza też kwestię korzystania z pracy zdalnej. Praca w trybie home office funkcjonowała w wielu branżach jeszcze przed wybuchem pandemii, ale tak naprawdę dopiero za jej sprawą wiele firm przekonało się do jej wprowadzenia.

    Jak wynika z przeprowadzonych badań, ponad połowa firm korzystała lub wciąż korzysta z rozwiązań pracy zdalnej. Przejście na taki styl pracy według większości respondentów nie zaburzyło funkcjonowania najważniejszych procesów w firmie, co tylko pokazuje, że praca zdalna może być dobrym i efektywnym rozwiązaniem. Do przejścia na taki tryb trzeba się odpowiednio przygotować, stąd firmy nie uniknęły trudności w transformacji swoich organizacji. Największe niedogodności pracy zdalnej były związane z brakiem odpowiedniego sprzętu, dostępu do internetu bądź innymi problemami technicznymi. Często wymienianą komplikacją był brak odpowiednich warunków do pracy w domu. Jak pokazuje raport, konieczność wdrożenia zdalnego lub hybrydowego systemu pracy unaoczniła więc nie tylko zalety, lecz także wyzwania. Jednym z większych, jakie niesie ze sobą zdalny sposób pracy, jest utrzymanie więzi społecznych i poczucia przynależności do organizacji.

    Uregulowania wymagają też zagadnienia formalno-prawne, które powinny objąć takie obszary, jak chociażby: bezpieczeństwo, kontrola czasu pracy, obieg dokumentacji czy ochrona danych.

    Umiejętności i zawody przyszłości

    Zdaniem pracodawców, którzy wzięli udział w badaniu, za sprawą pandemii zmienią się oczekiwania względem kandydatów. Pracodawcy przewidują, że transformacji ulegnie sylwetka idealnego pracownika. Na pytanie: Jakie zjawiska przybiorą na sile i będą się rozwijać na rynku pracy po pandemii, aż 82 proc. respondentów odpowiedziało, że nastąpi cyfryzacja, digitalizacja i automatyzacja procesów, 81 proc. odpowiedziało, że obserwowany będzie rozwój adaptacyjności przedsiębiorstwa, 80 proc. wskazało na tworzenie warunków do ochrony zdrowia i bezpieczeństwa pracowników, a 77 proc. uważa, że nastąpi rozwój pracy zdalnej i zwiększy się elastyczność związana z miejscem i godzinami pracy.

    Za sprawą tych zjawisk wzrośnie znaczenie takich umiejętności, jak: umiejętność współpracy, odporność na stres, umiejętność zarządzania czasem, chęć ciągłego rozwoju, kreatywność, zdolności interpersonalne, empatia i zdolności adaptacyjne.

    Ważną cechą idealnego pracownika będą też jego kompetencje cyfrowe. A jakie profesje będą odgrywać ważną rolę po pandemii? Według raportu będą to zawody związane z tworzeniem i obsługą rozwiązań IT, a więc: testowanie, programowanie i obsługa narzędzi informatycznych. Wzrośnie również zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników i rzemieślników, czyli absolwentów szkół zawodowych.

    Przyszłość rynku

    Wyniki badań pozwoliły również wyłonić kierunki rozwoju i trendy, jakie mogą pojawić się w nadchodzącej przyszłości. Pandemia uwydatniła przede wszystkim, że nadrzędną wartością dla firm powinna stać się elastyczność, adaptacja i umiejętność funkcjonowania w zmianie. Długofalowe strategie staną się niepraktyczne. Pandemia wyraźnie pokazała, że przetrwają najbardziej elastyczni. Ważna będzie więc plastyczność organizacji, umiejętność takiego manewrowania na rynku, która pozwoli wykorzystać szanse i minimalizować ryzyko w dynamicznym otoczeniu rynkowym.

    Pandemia pokazała również, jak ważne stają się partnerskie relacje oparte na obustronnym zaangażowaniu, zaufaniu i transparentnej komunikacji. Pracodawcy spodziewają się, że w perspektywie długoterminowej powróci wzrost znaczenia work-life balance oraz well-beingu. Ich zdaniem ma to związek wchodzeniem młodego pokolenia na rynek, dla którego idea slow-life jest ważniejsza niż korporacyjny wyścig. Można więc spodziewać się redefinicji idei work-life balance, która nie będzie oparta na sztywnym podziale życia prywatnego i zawodowego, ale na elastycznym przenikaniu się tych dwóch światów, z zachowaniem równowagi. Zjawisku temu będzie sprzyjać stopniowe zanikanie systemu pracy „od–do” na rzecz zadaniowego i bardziej elastycznego modelu pracy.

    Co przyniesie przyszłość – scenariusze

    Ostatnia część raportu, opracowana przy współpracy z FutureS Thinking Group: firmą Zuzanny Skalskiej – 360Inspiration oraz studiem strategiczno-projektowym Greenhat Innovation, została poświęcona możliwościom rozwoju przyszłości. Do rozważań nad nadchodzącym jutrem wykorzystana została metoda scenariuszowa, która tworzy opowieści wokół różnych wizji przyszłości.

    W ten sposób powstały 4 główne wyobrażenia przyszłości tj.: czuły kapitalizm, aktywna odnowa, kapitalizm nadzorujący oraz mniej wystarczy. Przedstawione narracje próbują odpowiedzieć na pytania, czym będzie praca dla człowieka, jak będą wyglądać miasta i otoczenie, jak rozwinie się społeczeństwo i jego wartości, jakie znaczenie będą mieć technologia i środowisko. Opracowanie skłania do refleksji, ponieważ scenariusze są oparte na zjawiskach, które są inicjowane już teraz i zachodzą na całym świecie.

    Raport „Prognozy przyszłości – OLX Praca. Know How 2021” stanowi solidną dawkę wiedzy, obserwacji i doświadczeń na temat zachodzących zmian i rodzących się tendencji na przyszłość. Kompleksowość opracowania może pomóc w analizie otaczającej nas rzeczywistości i zredefiniowaniu przyszłych działań strategicznych.

    Link do raportu

  • Chmura możliwości na rynkach regulowanych, czyli o cyfryzacji gospodarki

    Chmura możliwości na rynkach regulowanych, czyli o cyfryzacji gospodarki

    Nikt dzisiaj nie ma wątpliwości, że gospodarka musi się cyfryzować. Kluczowymi sektorami, które pilnie potrzebują wprowadzania nowoczesnych rozwiązań opartych o chmurę obliczeniową są branże takie jak opieka zdrowotna, edukacja czy sektor publiczny. O szansach związanych z transformacją, dobrych praktykach i o tym, co jeszcze przed nami, dyskutowali eksperci Microsoft podczas konferencji Impact’20.

    Nowe technologie pomagają firmom i organizacjom zachować odporność na zawirowania gospodarcze i społeczne. Wiosną narzędzia cyfrowe pozwoliły uczniom dokończyć rok szkolny w trybie zdalnym, natomiast firmom pomogły zachować ciągłość operacyjną. Nikt nie ma już wątpliwości, że gospodarka musi się dalej cyfryzować. Po udanych wdrożeniach w branżach takich jak handel detaliczny czy rynek gier i cyfrowej rozrywki, czas na rynki regulowane, które są kluczowe dla funkcjonowania państwa.

    „Chcemy mieć cyfrowe szkoły, chcemy mieć cyfrowe szpitale, bo to jest ten moment odporności zdrowotnej i gospodarczej, która wiemy, jak dziś bardzo jest potrzebna”mówiła podczas konferencji Impact’20 Jadwiga Emilewicz, wiceprezes Rady Ministrów.

    Prawo i inwestycje idą w parze

    Chociaż wszyscy zdajemy sobie sprawę, jak istotna w dzisiejszych czasach jest cyfryzacja gospodarki, paradoks polega na tym, że obecne uwarunkowania prawne nie ułatwiają tego zadania dla podmiotów z sektorów regulowanych. Przez wiele lat chmura była całkowicie ignorowana przez polskiego ustawodawcę. Pierwsze wytyczne dla sektora finansowego i zdrowotnego pojawiły się dopiero w 2017 roku. Natomiast chmurowy „przełom” w Polsce nastąpił w 2019 roku, kiedy Rada Ministrów przyjęła uchwałę “Wspólna Infrastruktura Informatyczna Państwa”. Jest ona pierwszym dokumentem, który mówi polskiej administracji, że chmury należy używać. Obecnie na horyzoncie mamy nowe prawo, które może otworzyć wiele nowych możliwości dla podmiotów z branż regulowanych.

    „Pani Premier wspominała o nowelizacji prawa o zamówieniach publicznych, która wejdzie w życie z dniem 1 stycznia, a która powinna mocno przyspieszyć także usługi wokół cyfryzacji, wokół chmury”powiedział Paweł Jakubik, członek zarządu Microsoft w Polsce.

    Drugim, istotnym czynnikiem mającym ogromny wpływ na tempo digitalizacji polskiej gospodarki są inwestycje w lokalną infrastrukturę chmurową.

    „Potrzebujemy ciągle inwestycji infrastrukturalnych po to, aby szybki Internet mógł docierać w Polsce do każdego miejsca” powiedziała wiceminister Emilewicz.

    Microsoft w maju br. ogłosił wart 1 mld dolarów plan wsparcia rozwoju polskiej gospodarki, zakładający budowę pierwszego w regionie centrum przetwarzania danych, kompleksowe programy podnoszenia kompetencji oraz partnerstwo z Operatorem Chmury Krajowej, które ułatwić ma wdrażanie chmury dla polskich podmiotów, zwłaszcza tych działających na rynkach regulowanych. Kluczowe znaczenie ma tutaj lokalna infrastruktura, która pozwoli organizacjom spełniać najwyższe standardy dotyczące bezpieczeństwa i miejsca przechowywania danych. Dodatkowo, data center zlokalizowane w Polsce zapewni wysoki tzw. wskaźnik latency, który pozwoli na jeszcze szybszą reakcję i sprawne korzystanie z najbardziej zaawansowanych usług cyfrowych, które wymagają błyskawicznego czasu rekcji.

    Digitalizuj albo zgiń

    Polski sektor finansowy już od dawna wyznacza szlaki pozostałym branżom regulowanym, wdrażając rozwiązania oparte o chmurę obliczeniową. Dzisiaj cloud computing to masowy trend, który dla każdego banku jest być albo nie być.

    „Polski sektor finansowy już jest nie tylko gotowy na konsumpcję chmury, ale także jest na nią skazany. Zapewnienie infrastruktury chmurowej (…) powoduje, że dostęp do najnowszych technologii, rozwiązań jest już w zasięgu i można z tego korzystać. Zresztą PKO Bank Polski już kilka wdrożeń zrobił”powiedział Adam Marciniak, Wiceprezes PKO BP.

    PKO Bank Polski od wielu miesięcy wprowadza w swoje struktury cyfrowe rozwiązania, a ostatnio w 2 miesiące zainstalował Microsoft Teams na ponad 10 tys. komputerach i 3 tys. telefonach.

    „Bank, który nie będzie korzystać z rozwiązań chmury krajowej, czy z rozwiązań cloud computing, nie będzie miał prawa istnienia. Można powiedzieć, że jeżeli się nie scyfryzuje w taki sposób, to zginie” podsumował Zbigniew Jagiełło, Prezes PKO BP.

    „Jak to powiedział jeden z uczestników konferencji: “Digitalizuj albo zgiń”. Digitalizacja w sektorze usług finansowych zaznała gwałtownego przyspieszenia i tu znowu refleksja jest taka, że wiele fantastycznych rzeczy udało nam się zrobić w dużo lżejszy sposób. Wszystko odbywało się szybko, zdalnie, z leadershipem, z decyzyjnością przekierowaną w organizacji do kompetentnych ludzi”powiedział Przemysław Gdański, Prezes PNB Paribas.

    Podnoszenie kompetencji

    Jednak czym byłaby cyfryzacja bez ludzi, którzy posiadają odpowiednie kompetencje i zasób umiejętności. Badania przeprowadzone przez IDC na zlecenie Microsoft wskazują, że co druga polska firma zgłasza zapotrzebowanie na ekspertów ds. chmury.

    „W sektorze bankowym nie tylko mamy pełną gotowość do zaadaptowania usług chmurowych, ale wręcz są one już wykorzystywane. Aby móc w pełni skorzystać z zalet tej technologii trzeba uwzględnić pewien etap edukacji i przygotowania organizacji, przygotowania ludzi, przygotowania informatyków. Dziś jesteśmy jeszcze na początku drogi, ale nie ma wątpliwości co do tego, że usługi chmurowe są przyszłością sektora bankowego”mówił podczas Impact’20 Piotr Alicki, Prezes Zarządu KIR.

  • „Wyuczony dziś zawód za 10-20 lat nie będzie pewnie istniał”

    Wyuczony dziś zawód za 10-20 lat nie będzie pewnie istniał – mówi prof. Michał Kleiber, członek Polskiej Akademii Nauk, były minister nauki i informatyzacji, w wypowiedzi dla platformy edukacyjnej Akademia Zarządzania i Rozwoju (azir.edu.pl). Według niego, aby odegrać pewną rolę w obecnym świecie, należy ciągle się uczyć i być gotowym do robienia w życiu różnych rzeczy. Z kolei Agnieszka Durlik, dyrektor generalny Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej, opowiada słuchaczom AZiR o specyfice studiów prawniczych. Jej zdaniem, by przekonać się, czy kariera prawnika to coś dla nas, warto już w szkole średniej brać udział np. w konkursach arbitrażowych.

    Na platformie edukacyjnej azir.edu.pl co tydzień zamieszczane są nowe filmy z wypowiedziami znanych menadżerów, ludzi nauki i sztuki. Opowiadają oni o swoich studiach, radzą, jaki kierunek wybrać i jak rozpocząć biznes, a także dzielą się refleksjami dotyczącymi swojej kariery. Kilkuminutowe filmy, nagrane specjalnie dla Akademii, można oglądać bezpłatnie.

    – Wszyscy widzimy, że świat, w którym żyjemy, jest pełen chaosu, strasznie dużo w nim znaków zapytania. W związku z tym prawie wszystkim wydaje się, że jest bardzo trudno cokolwiek zaplanować. Ale trzeba pamiętać, że ta niepewność i dynamika rozwoju, którą dzisiaj obserwujemy na świecie, oferuje jednocześnie możliwości, które kiedyś nie były takie ważne mówi prof. dr hab. Michał Kleiber z PAN w wypowiedzi dla Akademii Zarządzania i Rozwoju.

    Podkreśla też, że niezwykle istotne jest, by ciągle się uczyć, być otwartym, elastycznym i gotowym do robienia bardzo różnych rzeczy.  – Musimy pamiętać, że wyuczony dziś zawód po 10-20 latach pewnie w ogóle nie będzie istniałzaznacza prof. Kleiber, który ukończył studia na Wydziale Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej oraz na Wydziale Matematyki, Mechaniki i Informatyki Uniwersytetu Warszawskiego. Obronił doktorat i habilitację, a w 1989 r. uzyskał tytuł profesora nauk technicznych. Jest autorem ok. 250 publikacji naukowych i kilku książek poświęconych zastosowaniom nowoczesnych metod komputerowych w badaniach naukowych, technice i medycynie.

    Studia prawnicze przedstawia natomiast słuchaczom Akademii Agnieszka Durlik, dyrektor generalny Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej, absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Podyplomowego Studium Zarządzania Zasobami Ludzkimi Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

    – To studia trudne, wymagające bardzo dużo pracy, związanej z uczeniem się, powtarzaniem i zrozumieniemzaznacza. Jej zdaniem, ukończenie studiów prawniczych pozwala jednak lepiej zrozumieć świat, a także czuć się bezpiecznie przy podpisywaniu umów. Absolwenci prawa mają również wiele możliwości zawodowych.  – Na początku trzeba się nauczyć prawie wszystkiego i ze wszystkiego zdawać egzaminy, głównie z prawa cywilnego, które jest najtrudniejsze. Ale potem można się specjalizować – być doradcą przedsiębiorcy, adwokatem i bronić ludzi w sądzie karnym czy sądzie rodzinnym, można też pracować w administracji i wydawać decyzje, czy też przed sądem administracyjnym reprezentować tych, którzy z tymi decyzjami się nie zgadzają podkreśla dyrektor generalny Sądu Arbitrażowego przy KIG.

  • Inflacja – skąd się bierze i jak ją mierzyć?

    Inflacja – skąd się bierze i jak ją mierzyć?

    O tym, że inflacja to wzrost przeciętnego poziomu cen dóbr i usług konsumpcyjnych w gospodarce, wie większość osób, które choć trochę interesują się gospodarką i ekonomią. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę z tego, że nawet z pozoru nieduże wahania tego wskaźnika mogą wpływać na wartość portfela gospodarstw domowych.

    Co to jest inflacja, a jak definiuje się deflację?

    Inflacja to w uproszczeniu wzrost przeciętnego poziomu cen dóbr i usług konsumpcyjnych w gospodarce. Taki wzrost oznacza, że gospodarstwa domowe (konsumenci) więcej wydają na swoje zakupy, a ich oszczędności topnieją.

    Jak zaznacza ekonomista SGH dr Piotr Maszczyk, zjawisko niewielkiej inflacji samo w sobie nie powinno mieć większych negatywnych konsekwencji, jeśli wzrostowi cen towarzyszy natychmiastowa podwyżka płac nominalnych.

    „Jeśli tak się dzieje, to wzrost cen np. chleba nie ma żadnych negatywnych konsekwencji. Podwyżka cen chleba o 5 proc. i analogiczny wzrost wynagrodzeń nie zmieni liczby bochenków chleba, które przeciętny konsument może kupić. Ekonomiści powiedzą w takiej sytuacji, że realne wynagrodzenia się nie zmieniają”tłumaczy dr Maszczyk.

    Ekonomista zaznacza jednak, że jeśli wzrostowi cen nie towarzyszy analogiczny wzrost wynagrodzeń, to konsekwencją takiej sytuacji będzie spadek wynagrodzeń realnych i tym samym mniejsza ilość dóbr i usług, którą gospodarstwa domowe mogą nabyć za tą samą ilość pieniędzy.

    Z kolei pojawienie się deflacji oznacza, że przeciętny poziom cen dóbr i usług konsumpcyjnych spada. W tej sytuacji wynagrodzenia realne rosną nawet wtedy, gdy ich nominalny poziom się nie zmienia. Zjawiska deflacji nie należy jednak mylić z dezinflacją, która oznacza spadek wskaźnika inflacji. Na przykład ze 105% rdr do 102%. Zauważmy, że inflacja jest wyższa od zera. Deflacja to obniżanie się przeciętnego poziomu cen, co oznacza, że stopa inflacji staje się ujemna, a wskaźnik inflacji spada poniżej 100. Z deflacją w polskiej gospodarce mieliśmy do czynienia od lipca 2014 aż do października 2016 r. włącznie. Przy czym największy spadek cen (-1,6%) odnotowano w lutym 2015 r.

    Wyjaśniając zjawisko deflacji, dr Piotr Maszczyk wskazuje, że „jeśli przeciętny konsument otrzymuje stałe wynagrodzenie, ale chleb tanieje o 5 proc., to liczba bochenków chleba, które za to wynagrodzenie można nabyć, rośnie. Co więcej, trudno sobie wyobrazić, żeby deflacja pociągała za sobą spadek wynagrodzeń nominalnych. Oznacza to, że deflacja powoduje wzrost siły nabywczej wynagrodzeń i poprawę sytuacji gospodarstw domowych”.

    Ekspert dodaje przy tym, że nie ma żadnego powodu, dla którego ceny wszystkich towarów miałyby zmieniać się w jednakowy sposób. Stąd zarówno pojęcie inflacji, jak i deflacji odnosi się do średniego poziomu cen.

    „Dokładniej, jest to średnia ważona liczona udziałem wydatków na dane produkty w całości wydatków przeciętnego konsumenta”wskazuje ekonomista, dodając zarazem, że warto o tym pamiętać, gdyż percepcja inflacji ze strony poszczególnych gospodarstw domowych może się znacznie różnić od jej oficjalnego odczytu ogłaszanego przez GUS.

    „Jeśli ceny artykułów dla niemowląt gwałtownie wzrosną (np. na skutek podwyżki podatku VAT na te produkty), to będzie to zmiana silnie odczuwana przez gospodarstwa domowe posiadające małe dzieci, jednak wpływ tej podwyżki na ogólny wskaźnik inflacji będzie znacznie mniejszy. Odczuwalna inflacja dla tych gospodarstw domowych będzie znacznie wyższa niż ta, która jest charakterystyczna dla całej gospodarki, w związku z czym, nawet jeżeli wzrost nominalnych wynagrodzeń będzie rekompensował wzrost cen zgodny ze wskaźnikiem inflacji, to gospodarstwa domowe z niemowlętami odczują spadek dochodów realnych”tłumaczy dr Maszczyk.

    Skąd się bierze inflacja?

    Na poziom cen wpływa wiele różnorodnych czynników. We współczesnej gospodarce rynkowej ceny, jakie za produkty i usługi płacą klienci, ustalane są przez producentów oraz handlowców doliczających swoje marże. Naturalnym hamulcem ograniczającym wzrost cen jest konkurencja.

    Na poziom cen wpływ mają ceny na rynkach międzynarodowych, zarówno ceny importu, głównie surowców niezbędnych do funkcjonowania gospodarki, jak i ceny uzyskiwane w eksporcie. Wzrost cen ma uzasadnienie w potrzebie podwyższania płac, otrzymywania rekompensaty za nakłady poniesione na badania nad nowymi technologiami i lepszymi wyrobami.

    Na zmiany cen wpływają także zjawiska atmosferyczne prowadzące do nadmiaru produktów rolnych na rynku w przypadku urodzaju, powodując spadki cen, a w przypadku niedoborów w sytuacji nieurodzaju i w rezultacie – wzrost cen.

    Przyczynami inflacji są także czynniki makroekonomiczne, leżące po stronie zarządzania gospodarką państwową, jak niezrównoważony budżet, zaburzona struktura gospodarki, czy też nadmiar inwestycji finansowanych przez państwo.

    Ekonomiści są zgodni, że dla gospodarki i konsumentów najbardziej korzystny jest stabilny poziom cen, gdyż pozwala utrzymać osiągnięty poziom życia. Ma on także znaczenie psychologiczne, umożliwiając uzyskanie trwałego poczucia bezpieczeństwa, co ma niebagatelne znaczenie przy planowaniu wszelkich działań. Jest on korzystny również dla przedsiębiorców i strategii gospodarczej rządu, bowiem umożliwia podejmowanie efektywnych i długofalowych decyzji.

    W Polsce utrzymaniem stabilnego poziomu cen zajmuje się Rada Polityki Pieniężnej (RPP), organ Narodowego Banku Polskiego (NBP). Instrumentem realizacji tego zadania przez RPP jest polityka pieniężna, w której dąży się do utrzymania wzrostu cen w przedziale od 1,5 do 3,5 procent w skali roku, przy tzw. celu inflacyjnym 2,5 procent. Szczegółowe dane o inflacji stanowią dla RPP jedno z najważniejszych źródeł informacji.

    Jak w Polsce mierzy się inflację?

    Najczęściej wykorzystywaną miarą inflacji jest zmiana wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych, tak zwanego wskaźnika CPI (Consumer Price Index). Jego popularność wynika przede wszystkim z tego, że dotyczy on cen towarów i usług konsumpcyjnych, a więc kategorii stanowiącej największą część PKB. Ponadto, jest on publikowany z dużą częstotliwością (zazwyczaj co miesiąc) i relatywnie szybko (w Polsce ok. 15 dni po zakończeniu każdego miesiąca).

    W Polsce pomiarem wskaźnika inflacji zajmuje się Główny Urząd Statystyczny, który robi to w oparciu o wyniki badania cen towarów i usług konsumpcyjnych na rynku detalicznym oraz o wyniki badania budżetów gospodarstw domowych, dostarczającego danych o przeciętnych wydatkach na towary i usługi konsumpcyjne.

    Aby policzyć ten wskaźnik, co miesiąc zbierane są ceny ok. 1400 towarów (takich jak pieczywo, mięso, owoce, gazety, środki do prania, meble, sprzęt komputerowy) i usług (internetowych, transportowych, turystycznych) z ok. 35 tysięcy punktów handlowych i usługowych. Lista tych towarów i usług jest corocznie weryfikowana, a jej zmiany odzwierciedlają zmiany w strukturze konsumpcji gospodarstw domowych.

    Aby policzyć zmianę przeciętnego poziomu cen – oprócz znajomości cen poszczególnych kategorii towarów i usług – konieczna jest także znajomość udziału tych kategorii w wydatkach konsumentów. Zmiana cen produktów, które mają znaczny udział w wydatkach w większym stopniu wpływa na ogólny poziom cen, niż zmiana cen produktów o niskim udziale. Wspomniane udziały służą jako wagi przy wyliczaniu ogólnego poziomu cen.

    Inflacja bazowa banku centralnego

    Pomiaru zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych w gospodarce dokonuje także bank centralny, który stosuje w tym celu tzw. inflację bazową. Jest ona tworzona poprzez wyłączenie cen określonych towarów i usług z koszyka.

    Od 2009 r. NBP stosuje cztery miary inflacji bazowej:

    – inflację po wyłączeniu cen administrowanych,

    – inflację po wyłączeniu cen najbardziej zmiennych,

    – inflację po wyłączeniu cen żywności i energii,

    – 15% średnią obciętą.

    Inflacja bazowa służy przede wszystkim do wyznaczania kierunku zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych w średnim i długim terminie. Może służyć także jako podstawa oceny realizacji polityki pieniężnej banku centralnego w średnim okresie (uwzględniając w szczególności czynniki, na które bank centralny miał pośredni wpływ i te wynikające z przyjętych regulacji prawnych oraz wystąpienia różnego rodzaju szoków gospodarczych, szczególnie zewnętrznych).