Kategoria: Świat

  • Problemy z wypłatami na Zondacrypto. Prezes Kral podaje termin 12 kwietnia

    Problemy z wypłatami na Zondacrypto. Prezes Kral podaje termin 12 kwietnia

    W świecie cyfrowych finansów zaufanie buduje się latami, a traci w kilka dni. Przemysław Kral, CEO giełdy Zondacrypto, stanął przed najpoważniejszym sprawdzianem w dotychczasowej historii platformy. Oficjalna narracja firmy, opublikowana w nocnym oświadczeniu, wskazuje na „wdrażanie zaawansowanych systemów bezpieczeństwa” jako główną przyczynę blokady środków klientów. Jednak dla inwestorów, którzy od tygodni nie mogą wycofać kapitału, te wyjaśnienia brzmią niepokojąco znajomo.

    Sytuacja rynkowa Zondacrypto stała się napięta po publikacji serwisu Money.pl, kwestionującej stan rezerw bitcoina na giełdzie. Choć Kral stanowczo odpiera te zarzuty, deklarując pełne pokrycie depozytów, przejście na manualną weryfikację transakcji jest ruchem, który w branży fintech często zwiastuje głębsze problemy z płynnością. Wyznaczony termin 12 kwietnia na przywrócenie pełnej operacyjności jest teraz kluczową cezurą dla przetrwania marki.

    Analitycy biznesowi nie mogą uciec od porównań do głośnego upadku Cinkciarz.pl z 2024 roku. Wówczas również zaczęło się od „problemów technicznych” i zapewnień zarządu, a skończyło na cofnięciu licencji przez KNF i ogromnych stratach klientów. Choć Zondacrypto operuje w innym otoczeniu prawnym – jako podmiot zarejestrowany w estońskim rejestrze VASP – analogia w sposobie komunikacji kryzysowej jest uderzająca i budzi uzasadniony sceptycyzm rynku.

    Kluczowym aspektem dla partnerów biznesowych giełdy jest jej status regulacyjny. Obecny wpis VASP koncentruje się głównie na procedurach AML, czyli przeciwdziałaniu praniu pieniędzy. Nie oferuje on jednak tak rygorystycznej ochrony jak licencja CASP, przewidziana w unijnym rozporządzeniu MiCA. To właśnie te przepisy wymagają ścisłej separacji aktywów klientów od kapitału własnego spółki. Choć Zondacrypto deklarowało w lutym ubieganie się o status CASP, obecny kryzys operacyjny może ten proces znacząco utrudnić.

    Jeśli giełda dotrzyma obietnicy i do niedzieli udrożni wypłaty, może wyjść z kryzysu wzmocniona wizerunkiem firmy dbającej o bezpieczeństwo. Jeśli jednak termin zostanie przesunięty, branżę czeka kolejny wstrząs, który może skłonić regulatorów do jeszcze agresywniejszego egzekwowania nowych przepisów unijnych, zanim te na dobre wejdą w życie.

  • Broadcom i Google rzucają wyzwanie Nvidii: Nowa umowa na chipy AI do 2031 roku

    Broadcom i Google rzucają wyzwanie Nvidii: Nowa umowa na chipy AI do 2031 roku

    Poniedziałkowe ogłoszenie Broadcomu i Google rzuca nowe światło na układ sił w Dolinie Krzemowej. Przedłużenie współpracy do 2031 roku to nie tylko kolejna umowa dostawy; to sformalizowanie fundamentu, na którym Google buduje swoją alternatywę dla ekosystemu Nvidii.

    Zacieśnienie relacji z Broadcomem, kluczowym partnerem w projektowaniu jednostek TPU (Tensor Processing Units), sugeruje, że Google stawia na głęboką integrację pionową. Dla Broadcomu kontrakt ten jest gwarancją długoterminowych przychodów w segmencie procesorów niestandardowych (ASIC), który staje się bezpieczną przystanią dla inwestorów szukających ekspozycji na AI poza portfelem Jensena Huanga. Reakcja rynku – wzrost akcji o 3% w handlu posesyjnym – potwierdza, że analitycy doceniają tę przewidywalność.

    Jednak najbardziej intrygującym elementem tej układanki jest rola Anthropic. Startup, który jeszcze niedawno był postrzegany głównie przez pryzmat relacji z Amazonem, teraz zyskuje dostęp do 3,5 gigawata mocy obliczeniowej opartej na procesorach Google, począwszy od 2027 roku. Dla Anthropic to ruch czysto pragmatyczny. Przy przychodach, które w 2026 roku przekroczyły barierę 30 miliardów dolarów, firma nie może pozwolić sobie na uzależnienie od jednego dostawcy krzemu. Dywersyfikacja między AWS Trainium, TPU Google i GPU Nvidii to strategia „multi-cloud” przeniesiona na poziom hardware’u.

    Dla szerszego rynku biznesowego płynie stąd jasny sygnał: era monokultury procesorów graficznych dobiega końca. Google skutecznie wykorzystuje TPU jako dźwignię wzrostu swojego biznesu chmurowego, udowadniając, że optymalizacja pod konkretne obciążenia AI może przynieść realne oszczędności i wydajność, której nie oferują uniwersalne rozwiązania. 

    Jednocześnie deklaracja Anthropic o zainwestowaniu 50 miliardów dolarów w amerykańską infrastrukturę komputerową wpisuje się w szerszy trend geopolityczny. W obliczu rosnącego zapotrzebowania na moc, posiadanie fizycznego dostępu do energii i sprzętu staje się ważniejszą barierą wejścia niż sama jakość algorytmów. W tym wyścigu zbrojeń Broadcom wyrasta na cichego zwycięzcę, dostarczając „kilofy i łopaty” dla największych graczy, podczas gdy Google i Anthropic budują ekosystem zdolny rzucić wyzwanie obecnemu status quo.

  • Składany iPhone opóźniony. Apple napotyka problemy techniczne

    Składany iPhone opóźniony. Apple napotyka problemy techniczne

    Strategia Apple od lat opiera się na dopracowaniu istniejących technologii zamiast ścigania się o miano pioniera. Jednak najnowsze doniesienia z łańcucha dostaw sugerują, że tym razem inżynieryjny perfekcjonizm giganta z Cupertino napotkał barierę, która może znacząco wpłynąć na mapę drogową spółki. Według raportów Nikkei Asia, pierwsze próby inżynieryjne składanego iPhone’a ujawniły problemy techniczne, które stawiają pod znakiem zapytania planowaną na 2026 rok premierę.

    Wyzwania związane z trwałością elastycznych wyświetlaczy oraz mechaniką zawiasów pozostają problematyczne nawet dla firmy dysponującej niemal nieograniczonymi zasobami R&D. Faza testów inżynieryjnych, w której obecnie znajduje się projekt, jest kluczowa dla ustalenia harmonogramu masowej produkcji. Pojawienie się „większej liczby problemów niż oczekiwano” na tym etapie oznacza, że Apple musi wrócić do deski kreślarskiej w kwestiach, które konkurencja, taka jak Samsung czy Huawei, ma już teoretycznie opanowane.

    Z perspektywy rynkowej opóźnienie to ma dwojakie znaczenie. Z jednej strony, Apple ryzykuje dalsze oddawanie pola w segmencie premium, gdzie urządzenia typu *foldable* stają się symbolem statusu i innowacji, szczególnie na kluczowym rynku chińskim. Z drugiej strony, pośpieszny debiut niedopracowanego produktu mógłby naruszyć reputację marki, która buduje swoją wartość na niezawodności. Biznesowy pragmatyzm podpowiada, że Tim Cook woli przesunąć premierę o kilka miesięcy, a nawet rok, niż mierzyć się z wizerunkową katastrofą wadliwych ekranów.

    Warto zauważyć, że rok 2026 nadal pozostaje w grze jako termin aktualizacji flagowej linii iPhone’ów o większe wyświetlacze i zaawansowane systemy kamer. Składany model miał być „wisienką na torcie” tej premiery. Jeśli doniesienia o opóźnieniach się potwierdzą, Apple może zostać zmuszone do oparcia swojej jesiennej sprzedaży na ewolucyjnych, a nie rewolucyjnych zmianach w klasycznej konstrukcji smartfona. Dla ekosystemu dostawców w Azji to jasny komunikat: rygorystyczne normy jakościowe Apple pozostają nienaruszone, nawet kosztem utraconego czasu w wyścigu zbrojeń.

  • DeepSeek V4 stawia na chipy Huawei

    DeepSeek V4 stawia na chipy Huawei

    Kiedy pod koniec zeszłego roku DeepSeek wypuścił modele V3 oraz R1, rynki finansowe zareagowały nerwowo. Inwestorzy zaczęli zadawać niewygodne pytania o sens wielomiliardowych wydatków na infrastrukturę Nvidii, skoro chińskie laboratorium udowodniło, że wysoką wydajność można osiągnąć ułamkiem kosztów. Nadchodząca premiera modelu DeepSeek V4 nie jest jedynie kolejną aktualizacją techniczną – to manifest technologicznej niezależności Pekinu.

    Sygnał wysłany przez branżę jest jednoznaczny. Zamiast tradycyjnego w branży AI zabiegania o optymalizację pod amerykańskie układy, DeepSeek całkowicie pominął producentów z USA. Zamiast tego, inżynierowie laboratorium spędzili ostatnie miesiące, pracując ramię w ramię z Huawei Technologies oraz Cambricon Technologies. Efektem tej symbiozy jest przepisanie kluczowych fragmentów kodu bazowego modelu tak, aby wycisnąć maksimum możliwości z krajowej architektury krzemowej.

    Skala tego przedsięwzięcia znajduje odzwierciedlenie w portfelach zamówień chińskich gigantów. Alibaba, ByteDance oraz Tencent zdecydowały się na masowe zakupy najnowszych chipów Huawei, opiewające na setki tysięcy sztuk. To strategiczny ruch, który ma zabezpieczyć ciągłość operacyjną w obliczu niepewności geopolitycznej i zaostrzających się sankcji. Fakt, że V4 powstaje w trzech różnych wariantach zoptymalizowanych pod chińskie procesory, sugeruje, że era domyślnego pierwszeństwa dla sprzętu z Santa Clara w Chinach dobiega końca.

    Z biznesowego punktu widzenia, DeepSeek V4 stanowi test wytrzymałości dla tezy o konieczności posiadania najdroższej infrastruktury do budowy potężnych systemów AI. Jeśli model nowej generacji, trenowany na lokalnym sprzęcie o teoretycznie niższej wydajności niż topowe jednostki H100 czy Blackwell, dotrzyma kroku amerykańskiej czołówce, mapa drogowa rozwoju sztucznej inteligencji ulegnie trwałej zmianie.

  • Inwestycje Oracle w AI. Nowa CFO z doświadczeniem w Schneider Electric

    Inwestycje Oracle w AI. Nowa CFO z doświadczeniem w Schneider Electric

    Przez dekadę Safra Catz łączyła obowiązki operacyjne i finansowe, tworząc w Oracle unikalną, scentralizowaną strukturę władzy. Jednak agresywna ekspansja sztucznej inteligencji wymaga nowej dyscypliny. Powołanie Hilary Maxson na stanowisko dyrektora finansowego to nie tylko wypełnienie wakatu, ale czytelny sygnał dla Wall Street: Oracle przechodzi w tryb przemysłowej skali inwestycji, gdzie zarządzanie energią i infrastrukturą staje się równie ważne co kod źródłowy.

    Maxson wnosi do Oracle rzadkie w Dolinie Krzemowej doświadczenie z sektora ciężkiego. Jej ostatnie lata w Schneider Electric to kronika transformacji tradycyjnego giganta elektroenergetycznego w nowoczesnego dostawcę rozwiązań cyfrowych. W świecie, w którym rozwój AI jest ograniczany nie tylko przez dostępność chipów, ale przede wszystkim przez wydajność sieci energetycznych i centrów danych, jej kompetencje są strategicznym atutem. Oracle nie potrzebuje już tylko księgowego; potrzebuje architekta kapitału, który rozumie fizyczne fundamenty chmury.

    Moment tej nominacji jest krytyczny. Inwestorzy z rosnącym niepokojem obserwują bilans spółki. Przy prognozowanych wydatkach kapitałowych na poziomie 50 miliardów dolarów w bieżącym roku fiskalnym – co stanowi ponad dwukrotny wzrost względem lat ubiegłych – Oracle stąpa po cienkiej linii. Deficyt wolnych przepływów pieniężnych w 2025 roku oraz planowane pozyskanie kolejnych 50 miliardów dolarów długu i kapitału własnego sprawiły, że akcje spółki straciły w tym roku około 25%. Rynek domaga się dowodów, że ogromne nakłady na infrastrukturę AI przełożą się na trwałą rentowność.

    Ruch ten normalizuje również strukturę korporacyjną Oracle, przybliżając ją do standardów takich gigantów jak Microsoft czy Google. Rozdzielenie ról i powierzenie finansów osobie z zewnątrz sugeruje, że firma przygotowuje się do bardziej rygorystycznego nadzoru nad kosztami w czasie, gdy jednocześnie przeprowadza redukcję zatrudnienia, by realokować środki na projekty związane z generatywną sztuczną inteligencją.

  • Nvidia przejmuje SchedMD. Co to oznacza dla rynku AI?

    Nvidia przejmuje SchedMD. Co to oznacza dla rynku AI?

    Nvidia, pozycjonująca się dotąd jako hegemon sprzętowy, coraz odważniej przejmuje kontrolę nad warstwą oprogramowania, która spaja światowe superkomputery. Grudniowa akwizycja SchedMD, firmy stojącej za otwartym systemem Slurm, to ruch o skali znacznie wykraczającej poza standardowe uzupełnianie portfolio. W Dolinie Krzemowej narastają pytania: czy lider rynku chipów pozostanie neutralnym kustoszem wspólnego dobra, czy też przekształci je w autostradę o podwyższonym standardzie, dostępną głównie dla własnej architektury?

    Kontrola nad harmonogramem mocy

    Slurm to cichy silnik rewolucji AI. To oprogramowanie zarządza zasobami w 60% światowych superkomputerów, decydując o tym, jak ogromne pakiety danych trafiają do procesorów. Bez niego efektywne trenowanie modeli takich jak Claude od Anthropic czy rozwiązań Mety byłoby niemal niemożliwe. Tradycyjnie kojarzony z prognozowaniem pogody i badaniami nuklearnymi, Slurm stał się krytycznym ogniwem w komercyjnym wyścigu zbrojeń AI.

    Ryzyko ukrytej optymalizacji

    Dla konkurentów Nvidii, takich jak AMD czy Intel, przejęcie to sygnał alarmowy. Choć Nvidia deklaruje utrzymanie otwartości kodu, branżowi eksperci wskazują na subtelne zagrożenie: asymetrię optymalizacji. Jeśli aktualizacje wspierające nowe funkcje chipów Nvidii będą pojawiać się szybciej lub działać wydajniej niż te dla rywali, Slurm de facto stanie się elementem „zamkniętego ogrodu” (walled garden). 

    Historia z 2022 roku i zakupu Bright Computing pokazuje, że obawy te nie są bezpodstawne. Choć tamto oprogramowanie teoretycznie pozostało wieloplatformowe, praktyka rynkowa sugeruje, że to właśnie ekosystem Nvidii czerpie z niego największe korzyści wydajnościowe.

    Test wiarygodności giganta

    Z perspektywy biznesowej, Nvidia stoi przed dylematem wizerunkowym. Z jednej strony firma dysponuje kapitałem zdolnym tchnąć nowe życie w nieco skostniały kod Slurm, co mogłoby przyspieszyć innowacje w całej branży. Z drugiej – każda próba faworyzowania własnych technologii, takich jak sieć InfiniBand, może wywołać reakcję obronną rynku i ucieczkę klientów ku alternatywnym rozwiązaniom, np. tym opartym na technologiach Google.

    Dla decydentów w centrach danych AI, nadchodzące miesiące będą testem intencji Jensena Huanga. Pierwszym sprawdzianem będzie sprawność, z jaką nowa struktura SchedMD zintegruje nadchodzące chipy AMD. W świecie wysokiej wydajności obliczeniowej, gdzie sekundy opóźnienia kosztują miliony dolarów, neutralność oprogramowania nie jest jedynie kwestią etyki – to fundament uczciwej konkurencji.

  • Dylemat CIO: Jak pogodzić szybkość rozwoju z maksymalną ochroną?

    Dylemat CIO: Jak pogodzić szybkość rozwoju z maksymalną ochroną?

    Architektura biznesowa przypomina skomplikowany organizm, w którym przepływ informacji decyduje o przetrwaniu i wzroście. Przez dekady osoby odpowiedzialne za strategię technologiczną w przedsiębiorstwach operowały w ramach paradygmatu, który dziś staje się nie tylko niewydolny, ale wręcz ryzykowny. Tradycyjny podział ról, w którym jedna grupa specjalistów budowała wydajne magistrale przesyłu danych, a druga – często w pewnej izolacji – starała się je zabezpieczyć, odchodzi do lamusa.

    Bezpieczeństwo doklejane do gotowych rozwiązań jako ostatni element układanki przestaje spełniać swoją funkcję. Staje się hamulcem, generatorem zbędnych kosztów i, co najgorsze, źródłem fałszywego poczucia kontroli.

    Historycznie rzecz biorąc, podstawowym zadaniem dyrektorów ds. informatyki była dbałość o operacyjność i ciągłość procesów. Ochrona aktywów cyfrowych była traktowana jako niezbędny, lecz wtórny dodatek, realizowany często w odpowiedzi na pojawiające się zagrożenia. Dzisiejszy krajobraz regulacyjny, presja ze strony zarządów oraz bezprecedensowa fragmentacja technologiczna wymusiły jednak całkowite odwrócenie tego porządku.

    Bezpieczeństwo nie jest już metą, do której się dąży, lecz fundamentem, bez którego nowoczesny biznes nie jest w stanie w ogóle wystartować. Przyjęcie założenia, że ochrona musi być integralną częścią fazy projektowej, to nie tylko wymóg techniczny, ale przede wszystkim dojrzałość biznesowa.

    Dyrektorzy IT od lat mierzą się z klasycznym dylematem: jak przyspieszyć cyfrową transformację przy jednoczesnym podnoszeniu poprzeczki bezpieczeństwa, operując w ramach rygorystycznie określonych budżetów. W tradycyjnym ujęciu te dwa cele wydają się wzajemnie wykluczać. Każde dodatkowe zabezpieczenie postrzegane jest jako warstwa zwiększająca opóźnienia, a każda próba przyspieszenia sieci – jako ryzykowne odsłonięcie gardy.

    To napięcie jest jednak w dużej mierze iluzją wynikającą z zarządzania dwiema dyscyplinami jako niezależnymi od siebie mechanizmami. Problem nie leży w samej chęci bycia szybkim i bezpiecznym jednocześnie, lecz w architektonicznym rozdrobnieniu, które sprawia, że systemy te zamiast ze sobą współpracować, nieustannie ze sobą rywalizują.

    Złożoność stała się cichym wrogiem efektywności. Przez lata przedsiębiorstwa gromadziły punktowe rozwiązania od różnych dostawców, budując ekosystemy składające się z dziesiątek niezależnych konsol, agentów i zestawów reguł. Każdy nowy element tej układanki, choć teoretycznie wzmacniał konkretny wycinek ochrony, w rzeczywistości generował większe tarcie operacyjne.

    Powstawały martwe punkty, a zespoły IT traciły czas na ręczną korelację danych z wielu niekompatybilnych źródeł. W takim środowisku zwinność biznesowa staje się pojęciem czysto teoretycznym, ponieważ każda próba zmiany konfiguracji czy wdrożenia nowej usługi wymaga żmudnego uzgadniania sprzecznych ze sobą polityk bezpieczeństwa i sieci.

    Rozwiązaniem tego kryzysu jest konwergencja, czyli przyjęcie modelu operacyjnego opartego na zunifikowanych platformach integrujących sieć i bezpieczeństwo w ramach jednego, spójnego źródła danych. Kiedy te dwa światy zaczynają mówić tym samym językiem, konflikt interesów znika. Ochrona przestaje być zewnętrznym filtrem, a staje się natywną funkcją samej infrastruktury.

    Pozwala to na uzyskanie bezprecedensowej jasności operacyjnej, nawet w najbardziej rozproszonych środowiskach, od lokalnych centrów danych po publiczne chmury i zdalne punkty dostępowe. Dzięki takiemu podejściu możliwe jest drastyczne skrócenie czasu wykrywania anomalii i powstrzymywania incydentów, zanim zdążą one realnie wpłynąć na wynik finansowy firmy.

    Gdy zabezpieczenia są natywnie wbudowane w tkankę sieciową, dochodzi do optymalizacji, której nie sposób osiągnąć metodą nakładania kolejnych warstw. Systemy reagują płynniej, ponieważ eliminowana jest konieczność wielokrotnych inspekcji tych samych pakietów przez odrębne urządzenia. Jednocześnie spójność polityk staje się faktem – te same zasady dostępu i ochrony obowiązują niezależnie od tego, czy pracownik loguje się z głównej siedziby firmy, czy z domowego biura. 

    Warto również zauważyć, że żadna, nawet najbardziej zaawansowana platforma, nie zastąpi ludzkiej inteligencji, jednak może ona znacząco zwielokrotnić jej możliwości. Deficyt talentów w obszarze cyberbezpieczeństwa jest wyzwaniem strukturalnym, z którym boryka się niemal każda branża. W tym kontekście sztuczna inteligencja i automatyzacja stają się kluczowymi narzędziami w rękach CIO.

    Technologia ta, właściwie zintegrowana z platformą operacyjną, pozwala na błyskawiczną analizę wzorców, podsumowywanie alertów i przejmowanie powtarzalnych, nużących zadań. Dzięki temu wysoko wykwalifikowani specjaliści mogą skupić się na działaniach strategicznych i kreatywnym rozwiązywaniu problemów, zamiast ginąć w gąszczu fałszywych alarmów.

    Ewolucja roli dyrektora IT polega dziś na przejściu od zarządzania technologią do budowania odporności biznesowej. Zunifikowane architektury stają się w tym procesie najważniejszym sojusznikiem. Pozwalają one przekształcić wymogi regulacyjne i kwestie zgodności z uciążliwego obowiązku w naturalny, zautomatyzowany proces. Zamiast nieustannego wyścigu z czasem i prób łatania kolejnych luk w zabezpieczeniach, organizacja zyskuje solidny fundament, który wspiera innowacje. 

    Bezpieczeństwo w takim ujęciu przypomina systemy wspomagania w nowoczesnym samochodzie wyścigowym. Nie są one instalowane po to, aby kierowca jechał wolniej, ale po to, by mógł on z pełnym zaufaniem do maszyny rozwijać maksymalne prędkości, mając pewność, że w sytuacji krytycznej systemy zareagują szybciej i precyzyjniej niż on sam.

  • Dlaczego sama łączność to za mało? Nowa rola telekomów w B2B

    Dlaczego sama łączność to za mało? Nowa rola telekomów w B2B

    Firmy coraz wyraźniej sygnalizują zmianę oczekiwań wobec operatorów telekomunikacyjnych – sama łączność przestaje wystarczać. Zamiast dostawców infrastruktury biznes szuka partnerów, którzy realnie wspierają wzrost, transformację i wdrażanie nowych technologii. Jak pokazuje raport „The B2B Pulse for Telcos: Six Strategic Imperatives to Win in Connectivity and Beyond (2026 edition)” Capgemini Research Institute, rośnie luka między tym, czego organizacje oczekują, a tym, co faktycznie otrzymują – aż 74% firm oczekuje od operatorów odpowiedzialności za wyniki biznesowe, podczas gdy tylko 39% dostrzega ich realny wpływ na wzrost przychodów.

    Klienci chcą więcej niż operatorzy dziś oferują

    Zmiana oczekiwań wobec operatorów telekomunikacyjnych nie jest chwilowa – to efekt przyspieszającej transformacji cyfrowej firm, które coraz silniej opierają swoją działalność na danych, automatyzacji i rozwiązaniach opartych na sztucznej inteligencji. W tym kontekście sama łączność przestaje być wyróżnikiem, a staje się jedynie punktem wyjścia do budowania wartości.

    Firmy coraz częściej oczekują od operatorów roli partnera, który nie tylko rozumie ich branżę, ale także potrafi współtworzyć rozwiązania odpowiadające na konkretne wyzwania biznesowe. Tymczasem tylko 41% organizacji uważa, że ich operator wnosi wartość wykraczającą poza podstawowe usługi, a jedynie 37% deklaruje, że otrzymuje rozwiązania dopasowane do swoich potrzeb. Jednocześnie aż 65% firm jest gotowych zapłacić więcej za oferty lepiej odpowiadające ich specyfice.

    – Coraz wyraźniej widać, że łączność przestaje być dla firm celem samym w sobie – staje się elementem większej całości. Kluczowe jest to, w jaki sposób przekłada się ona na konkretne procesy, efektywność i rozwój biznesu. To właśnie w tym obszarze operatorzy mają dziś największą przestrzeń do redefinicji swojej roli – komentuje Rafał Kurman, Lead Connectivity & Network Engineer, ERD w Capgemini Polska.

    Ekosystemy stają się nowym standardem współpracy

    Rosnąca złożoność środowisk technologicznych sprawia, że pojedynczy dostawca coraz rzadziej jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie potrzeby organizacji. W efekcie firmy oczekują od operatorów nie tylko usług, ale także zdolności do integrowania rozwiązań różnych partnerów w spójne, działające całościowo środowiska.

    Już 65% organizacji wskazuje, że operatorzy powinni pełnić rolę integratora ekosystemu – łącząc kompetencje dostawców IT, oprogramowania, integratorów systemów czy hyperscalerów. Jednocześnie tylko 35% firm widzi, że operatorzy faktycznie realizują tę rolę. Brak takiej koordynacji oznacza dla biznesu większą złożoność, dłuższy czas wdrożeń i trudności w skalowaniu rozwiązań.

    To przesunięcie w kierunku modeli opartych na współpracy pokazuje, że przewaga konkurencyjna nie będzie już wynikać wyłącznie z posiadanej infrastruktury, ale z umiejętności łączenia technologii, partnerstw i kompetencji w sposób, który realnie wspiera rozwój klientów.

    AI i inteligentne sieci zmieniają punkt ciężkości

    Równolegle rośnie znaczenie zaawansowanych technologii, które przestają być elementem eksperymentów, a stają się fundamentem decyzji inwestycyjnych firm. W ciągu najbliższych dwóch lat aż 84% organizacji planuje inwestycje w rozwiązania AI i machine learning, a 76% w platformy AI i GenAI.

    Wraz z tym trendem rosną oczekiwania wobec operatorów jako dostawców infrastruktury zdolnej wspierać nowe modele działania. Firmy coraz częściej poszukują inteligentnych, elastycznych sieci, które umożliwiają przetwarzanie danych w czasie rzeczywistym i integrację z rozwiązaniami chmurowymi oraz edge computingiem. Już ponad połowa organizacji korzysta lub planuje wdrożyć zaawansowane usługi sieciowe, takie jak SD-WAN, prywatne 5G czy network as a service.

    Jednocześnie aż 72% firm uważa, że operatorzy pozostają w tyle za hyperscalerami i firmami technologicznymi w obszarze AI i chmury. To pokazuje, że mimo rosnącego znaczenia tych technologii, operatorzy wciąż nie są postrzegani jako ich naturalni liderzy.

    Zaufanie i doświadczenie klienta decydują o wyborze

    W świecie rosnącej niepewności geopolitycznej i regulacyjnej coraz większe znaczenie zyskują kwestie związane z zaufaniem, bezpieczeństwem i suwerennością danych. Aż 86% organizacji wskazuje, że kraj pochodzenia dostawcy ma znaczenie przy wyborze operatora, a 67% traktuje kwestie suwerenności jako kluczowy argument przemawiający za współpracą z operatorami zamiast hyperscalerów.

    Jednocześnie rosną oczekiwania wobec doświadczenia klienta. Choć 64% firm uznaje je za kluczowe, a ponad połowa jest gotowa zapłacić więcej za lepszą obsługę, aż 65% organizacji uważa proces zakupowy za zbyt skomplikowany – szczególnie w obszarze rozliczeń i przejrzystości oferty.

    – Operatorzy mają dziś wyjątkową szansę, by stać się partnerami pierwszego wyboru w obszarze transformacji cyfrowej. Warunkiem jest połączenie kompetencji technologicznych i zdolności wykorzystania AI oraz danych z takim sposobem obsługi klienta, który jest maksymalnie prosty, transparentny i łatwy we współpracy, a przy tym buduje zaufanie i zapewnia suwerenność cyfrową – podsumowuje Rafał Kurman, Lead Connectivity & Network Engineer, ERD w Capgemini Polska.


    źródło: Capgemini

  • Dlaczego NIS2 to rewolucja w zarządzaniu, a nie tylko zmiana w IT?

    Dlaczego NIS2 to rewolucja w zarządzaniu, a nie tylko zmiana w IT?

    Przez dekady w świecie korporacyjnym panowało niepisane przekonanie, że cyberbezpieczeństwo jest domeną piwnic i serwerowni – hermetycznym światem zer i jedynek, w którym dyrektorzy IT pełnili rolę odizolowanych strażników. Zarządy traktowały kwestie cyfrowego ryzyka jako zło konieczne, koszt operacyjny, który należy zminimalizować, lub techniczną usterkę, którą można naprawić kolejną aktualizacją oprogramowania.

    Ten komfortowy dystans właśnie przechodzi do historii. Wprowadzenie unijnej dyrektywy NIS2 nie jest jedynie kolejną zmianą w przepisach; to fundamentalna redefinicja ładu korporacyjnego, która sprawia, że bezpieczeństwo informacji staje się tak samo istotnym elementem sprawozdawczości, jak wynik finansowy czy strategia rynkowa.

    Fundamentem tej zmiany jest zrozumienie, że w nowoczesnej gospodarce nie istnieje już podział na biznes i technologię. Każdy proces biznesowy, od łańcucha dostaw po relacje z klientem, jest nierozerwalnie spleciony z infrastrukturą cyfrową.

    Tym samym, każda luka w tej infrastrukturze staje się luką w samym sercu organizacji. NIS2 dostrzega tę zależność, przesuwając ciężar odpowiedzialności z rąk administratorów bezpośrednio na barki najwyższego kierownictwa. W nowym stanie prawnym brak wiedzy na temat stanu zabezpieczeń nie stanowi już linii obrony, lecz staje się dowodem na rażące zaniedbanie w nadzorze.

    Nowa definicja odpowiedzialności lidera

    Ewolucja przepisów wprowadza mechanizm, który można nazwać osobistą odpowiedzialnością za cyfrową odporność. Organy zarządzające są obecnie zobligowane nie tylko do zatwierdzania budżetów na cyberbezpieczeństwo, ale przede wszystkim do aktywnego nadzoru nad wdrażaniem środków zarządzania ryzykiem. To subtelna, ale kluczowa różnica. Nie wystarczy już podpisać dokumentu przygotowanego przez dział techniczny; wymagane jest zrozumienie, w jaki sposób te środki korelują z ciągłością działania firmy.

    Warto zwrócić uwagę, że sankcje przewidziane przez regulatora wykraczają daleko poza dotkliwe kary finansowe, które mogą sięgać milionów euro. Najbardziej bolesnym instrumentem nadzorczym może okazać się możliwość czasowego zawieszenia osób pełniących funkcje kierownicze w wykonywaniu ich obowiązków. Jest to sygnał, że ustawodawca traktuje cyberbezpieczeństwo jako elementarny obowiązek starannego działania, podobnie jak dbałość o płynność finansową czy przestrzeganie norm środowiskowych. Zarządzanie ryzykiem przestaje być zatem projektem z datą końcową, a staje się ciągłym procesem, który musi być raportowany i monitorowany na najwyższych szczeblach struktury organizacyjnej.

    Pułapka papierowej zgodności

    Wielu przedsiębiorców wpada w pułapkę tworzenia rozbudowanych bibliotek polityk i procedur, które w teorii czynią organizację zgodną z przepisami. Jednak NIS2 stawia przed biznesem znacznie trudniejsze zadanie: wykazanie realnej skuteczności tych działań. Dokumentacja, która nie znajduje odzwierciedlenia w codziennych nawykach pracowników i realnych scenariuszach obronnych, jest w obliczu incydentu bezwartościowa. Regulatorzy coraz częściej będą pytać nie o to, czy firma posiada politykę bezpieczeństwa, ale o to, jak ta polityka przetrwała próbę rzeczywistości.

    W tym kontekście kluczowa staje się kultura bezpieczeństwa, która jest zasobem audytowalnym. Skoro statystyki nieubłaganie wskazują, że większość naruszeń ma swoje źródło w ludzkich decyzjach – często podejmowanych pod presją czasu lub w wyniku rutyny – to właśnie odporność behawioralna personelu staje się najcenniejszym certyfikatem jakości. Dla zarządu oznacza to konieczność inwestycji w rozwiązania, które pozwalają mierzyć stopień przygotowania kadr. Dowody na to, że pracownicy potrafią rozpoznać zagrożenie i zareagować zgodnie z protokołem, stają się w oczach audytora znacznie bardziej przekonujące niż fakt posiadania najdroższych rozwiązań technicznych, które można obejść jednym nieostrożnym kliknięciem.

    Bezpieczeństwo jako fundament wartości rynkowej

    Choć nowe regulacje bywają postrzegane jako obciążenie administracyjne, perspektywiczni liderzy dostrzegają w nich szansę na zbudowanie trwałej przewagi konkurencyjnej. Mechanizm domina, jaki wprowadza NIS2 w zakresie weryfikacji łańcucha dostaw, sprawia, że każda firma staje się ogniwem w większym systemie naczyń połączonych. Przedsiębiorstwa, które potrafią dowieść swojej cyfrowej dojrzałości, stają się partnerami pierwszego wyboru. Transparentność w obszarze cyberbezpieczeństwa buduje zaufanie nie tylko u kontrahentów, ale również u inwestorów i instytucji finansowych, dla których stabilność operacyjna jest kluczowym wskaźnikiem wyceny spółki.

    Współczesna dojrzałość lidera objawia się również w zaakceptowaniu faktu, że absolutna nietykalność w sieci jest mitem. Zamiast dążyć do niemożliwej do osiągnięcia doskonałości technicznej, nacisk kładzie się na rezyliencję – zdolność organizacji do przetrwania incydentu i błyskawicznego powrotu do pełnej sprawności operacyjnej. Takie podejście zdejmuje z cyberbezpieczeństwa odium technicznego problemu i nadaje mu rangę strategicznego zarządzania kryzysowego.

    Horyzont zmian dla nowoczesnego zarządu

    Stojąc w obliczu egzekwowania nowych przepisów, organizacje potrzebują jasnego planu działania, który wykracza poza sferę IT. Pierwszym krokiem jest zawsze edukacja własna kadry zarządzającej, która pozwoli na dialog z ekspertami technicznymi bez poczucia wykluczenia z dyskursu. Następnie konieczna jest rzetelna weryfikacja skuteczności posiadanych zabezpieczeń poprzez testy odporności, które odzwierciedlają realne zagrożenia, a nie jedynie teoretyczne modele. Wreszcie, niezbędna jest zmiana wektora inwestycji w stronę kapitału ludzkiego.

    Ostatecznie dyrektywa NIS2 promuje wizję biznesu, który jest świadomy swoich słabości i aktywnie nimi zarządza. Nie jest to biurokratyczna przeszkoda, lecz drogowskaz wskazujący, jak budować organizację zdolną do funkcjonowania w świecie, w którym informacja jest najcenniejszą walutą, a jej utrata – największym zagrożeniem. Prawdziwa odporność firmy rodzi się tam, gdzie zaawansowana technologia spotyka się ze świadomym przywództwem, tworząc system, który chroni nie tylko dane, ale przede wszystkim wartość i przyszłość całego przedsiębiorstwa.

  • SpaceX idzie na giełdę. Co wiemy o największym IPO w historii?

    SpaceX idzie na giełdę. Co wiemy o największym IPO w historii?

    SpaceX przygotowuje się do wejścia na rynek publiczny. Według doniesień agencji Reuters, firma Elona Muska poufnie złożyła wniosek o pierwszą ofertę publiczną (IPO), co może stać się największym debiutem giełdowym w historii. Przy potencjalnej wycenie przekraczającej 1,75 biliona dolarów, SpaceX ma szansę zdetronizować saudyjskie Saudi Aramco i trwale zmienić krajobraz sektora technologicznego.

    Fundamenty wyceny: Od rakiet po infrastrukturę AI

    Choć spektakularne starty rakiet Starship przyciągają uwagę mediów, dla inwestorów instytucjonalnych kluczowym aktywem pozostaje Starlink. Satelitarny system komunikacji, posiadający już 9 milionów abonentów oraz lukratywne kontrakty obronne, stanowi stabilny silnik przychodowy firmy. To właśnie przewidywalność Starlinka sprawia, że astronomiczna wycena staje się merytorycznie obronna.

    Nowym, strategicznym filarem spółki jest integracja z xAI, startupem sztucznej inteligencji Muska. Plany budowy orbitalnych centrów danych zasilanych energią słoneczną sugerują, że SpaceX przestaje być jedynie firmą transportową. Staje się dostawcą infrastruktury krytycznej, łączącym łączność satelitarną z mocą obliczeniową AI poza granicami Ziemi.

    Mechanika „Muskonomii”

    Debiut SpaceX to nie tylko test dla sektora kosmicznego, ale i sprawdzian zaufania do modelu zarządzania Elona Muska. „Muskonomia” — jak analitycy określają sieć powiązań między Teslą, xAI i SpaceX — budzi tyle samo entuzjazmu, co pytań o ład korporacyjny. Planowana dwuklasowa struktura akcji prawdopodobnie pozwoli Muskowi zachować pełną kontrolę operacyjną przy jednoczesnym pozyskaniu kapitału publicznego, szacowanego na ponad 50 miliardów dolarów.

    Mimo obaw dotyczących obciążenia lidera wieloma projektami, SpaceX wyróżnia się na tle innych przedsięwzięć miliardera dojrzałością operacyjną. Zeszłoroczny zysk na poziomie 8 miliardów dolarów przy przychodach rzędu 16 miliardów dolarów pokazuje, że firma osiągnęła rzadką w tym sektorze rentowność.

    Impuls dla rynku kapitałowego

    Zaplanowany na 21 kwietnia dzień analityka oraz sesje dotyczące modeli finansowych będą kluczowym punktem zwrotnym. Sukces SpaceX może ożywić uśpiony rynek IPO, zachęcając innych gigantów, takich jak OpenAI czy Anthropic, do wyjścia z cienia rynków prywatnych. Dla inwestorów to rzadka okazja na ekspozycję nie tylko na nową erę wyścigu kosmicznego, ale przede wszystkim na kompleksowy ekosystem technologiczny, który definiuje strategiczną przewagę gospodarczą najbliższej dekady.

  • SIGNIUS automatyzuje e-pieczętowanie dokumentów w Niemczech

    SIGNIUS automatyzuje e-pieczętowanie dokumentów w Niemczech

    Polski SIGNIUS S.A. wykonuje ruch, który redefiniuje układ sił w sektorze healthcare. Poprzez wdrożenie zaawansowanej infrastruktury w AS Abrechnungsstelle Bremen – kluczowej organizacji rozliczeniowej w niemieckim systemie ochrony zdrowia – udowadnia, że polski know-how w zakresie kryptografii staje się towarem eksportowym pierwszej potrzeby.

    Niemiecki sektor ochrony zdrowia przechodzi obecnie transformację napędzaną rygorystycznymi standardami, takimi jak TR-RESISCAN. Dla instytucji przetwarzających masowe ilości danych wrażliwych, cyfryzacja nie jest już kwestią wyboru, lecz warunkiem stabilności operacyjnej. Wyzwanie polega na tym, by zautomatyzować proces bez naruszania integralności dokumentów.

    Rozwiązanie SIGNIUS Sealing Server, wdrożone w modelu On-Premises, pozwala na masowe, kwalifikowane pieczętowanie dokumentów bezpośrednio w infrastrukturze klienta. To podejście eliminuje zależność od zewnętrznych dostawców chmurowych, co w konserwatywnym pod względem ochrony danych środowisku niemieckim jest argumentem ostatecznym.

    Strategiczna przewaga polskiej spółki opiera się na dostarczaniu pełnego ekosystemu „z jednej ręki”. Integracja serwera pieczętującego, modułów HSM oraz kwalifikowanych certyfikatów eIDAS w jeden spójny system pozwala na obróbkę gigantycznych wolumenów dokumentacji bez ingerencji człowieka, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej mocy dowodowej. Nie jest to odosobniony sukces; spółka współpracuje już z ubezpieczycielem AOK, co sygnalizuje szerszy trend: zachodnioeuropejskie podmioty regulowane szukają zwinnych, kompleksowych rozwiązań z Europy Środkowej.

    Potencjał do dalszej ekspansji jest wymierny. Według raportu Bitkom Digital Office 2025, blisko połowa niemieckich firm wciąż widzi u siebie opóźnienia w cyfryzacji procesów, mimo że ponad 90% uznaje ją za klucz do efektywności kosztowej. W obliczu rosnącej presji na redukcję papieru i budowanie odporności organizacji na kryzysy, technologie umożliwiające bezpieczną archiwizację online stają się fundamentem nowoczesnego biznesu.

    Dla SIGNIUS sukces w Bremie to nie tylko zamknięty projekt, ale przede wszystkim silny przyczółek w najbardziej wymagającym sektorze największej gospodarki Europy. W branży, gdzie zaufanie jest walutą, polski dostawca właśnie znacząco podbił swoją wycenę wiarygodności.

  • ISO 27001 w biznesie: Dlaczego certyfikacja to inwestycja, a nie koszt?

    ISO 27001 w biznesie: Dlaczego certyfikacja to inwestycja, a nie koszt?

    Jeszcze dekadę temu cyfryzacja była postrzegana jako opcjonalne usprawnienie; dziś jest fundamentem istnienia. Wraz z tą ewolucją drastycznie zmienił się paradygmat bezpieczeństwa. Pytanie o to, czy organizacja chroni swoje zasoby informacyjne, ustąpiło miejsca znacznie bardziej rygorystycznemu żądaniu: w jaki sposób firma jest w stanie udowodnić swoją odporność w świecie pełnym cyfrowych turbulencji?

    “Bezpieczeństwo przez przypadek” bezpowrotnie mija, ustępując miejsca profesjonalnemu zarządzaniu ryzykiem, którego symbolem stała się międzynarodowa norma ISO 27001.

    Psychologia zaufania

    W relacjach B2B zaufanie rzadko bywa kwestią intuicji, a coraz częściej jest wynikiem chłodnej kalkulacji i weryfikowalnych dowodów. Certyfikacja ISO 27001 pełni w tym układzie rolę swoistego „społecznego dowodu słuszności” na poziomie korporacyjnym.

    Dla potencjalnego kontrahenta, zwłaszcza na rynkach międzynarodowych, posiadanie przez partnera ustrukturyzowanego Systemu Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji (ISMS) jest sygnałem dojrzałości operacyjnej. Pozwala to na drastyczne skrócenie procesów due diligence oraz redukcję oporu decyzyjnego, który często pojawia się przy kontraktach wysokiego ryzyka.

    Zjawisko to można określić mianem psychologii bezpieczeństwa. Klient, powierzając swoje dane firmie trzeciej, szuka gwarancji, że nie staną się one najsłabszym ogniwem w jego własnym łańcuchu wartości. Wdrożenie normy przekształca bezpieczeństwo z abstrakcyjnego pojęcia w mierzalny proces.

    Dzięki temu certyfikat staje się realnym atutem handlowym, otwierającym drzwi do przetargów publicznych i współpracy z globalnymi gigantami, dla których brak udokumentowanych procedur ochronnych jest barierą nie do przejścia.

    Fundament pod stabilne skalowanie organizacji

    Jednym z najczęstszych błędów poznawczych w zarządzaniu jest postrzeganie norm ISO jako biurokratycznego gorsetu, który krępuje dynamikę firmy. Rzeczywistość prezentuje się jednak zgoła inaczej. ISO 27001 stanowi ramy, które wprowadzają ład tam, gdzie szybki wzrost mógłby wywołać chaos. W organizacjach skalujących swoją działalność, brak ustrukturyzowanych procesów przepływu informacji staje się „wąskim gardłem”, generującym błędy i niepotrzebne koszty.

    Zastosowanie modelu PDCA (Plan-Do-Check-Act) w kontekście bezpieczeństwa informacji uczy organizację systematyczności. Jest to mechanizm ciągłego doskonalenia, który wykracza poza sferę czysto technologiczną, wpływając na ogólną efektywność zarządczą.

    Jasna definicja ról, odpowiedzialności i procedur sprawia, że w sytuacjach kryzysowych organizacja nie pogrąża się w paraliżu decyzyjnym. Zamiast improwizować, zespół postępuje zgodnie z wcześniej przetestowanym scenariuszem, co minimalizuje skutki potencjalnych awarii i pozwala na błyskawiczny powrót do pełnej sprawności operacyjnej.

    Holistyczne spojrzenie na kapitał ludzki i kulturę pracy

    Często powtarzanym mitem jest przekonanie, że bezpieczeństwo informacji to domena wyłącznie działów IT. Norma ISO 27001 kładzie silny akcent na fakt, że najnowocześniejszy firewall jest bezużyteczny, jeśli zawodzi czynnik ludzki. Holistyczne podejście do ISMS zakłada, że bezpieczeństwo jest wpisane w kulturę organizacyjną firmy, a nie jest jedynie nakładką technologiczną.

    Tradycyjne metody kontroli przestają być skuteczne. Edukacja i budowanie świadomości pracowników stają się kluczowymi elementami strategii ochronnej. Zamiast wprowadzać restrykcyjne zakazy, które pracownicy będą próbowali omijać w imię wygody, norma promuje zrozumienie ryzyka.

    Dobrze poinstruowany zespół staje się pierwszą i najskuteczniejszą linią obrony, co z kolei pozwala na większą elastyczność i swobodę w doborze narzędzi pracy przy zachowaniu pełnej integralności danych.

    Rentowność ochrony a realny zwrot z inwestycji

    Rozważając wdrożenie normy ISO 27001, nie sposób pominąć aspektu finansowego. Choć certyfikacja wymaga nakładów czasu i środków, należy ją postrzegać w kategoriach inteligentnego ubezpieczenia oraz inwestycji o wysokiej stopie zwrotu. Koszt pojedynczego poważnego incydentu naruszenia danych – obejmujący kary prawne, odszkodowania, utratę reputacji oraz przestoje w pracy – wielokrotnie przewyższa wydatki związane z budową systemu zarządzania.

    Analiza ryzyka, będąca sercem normy, pozwala na precyzyjne lokowanie zasobów tam, gdzie są one najbardziej potrzebne. Firmy często marnotrawią budżety na przypadkowe rozwiązania technologiczne, podczas gdy realne zagrożenia czają się w niedopracowanych procesach wewnętrznych. ISO 27001 wymusza racjonalizację tych wydatków. Ponadto, wyższa odporność na błędy wewnętrzne i awarie techniczne bezpośrednio przekłada się na stabilność finansową.

    W oczach inwestorów oraz instytucji finansowych, certyfikowana firma jest podmiotem o znacznie niższym profilu ryzyka, co może skutkować korzystniejszymi warunkami finansowania czy ubezpieczenia biznesowego.

    Bezpieczeństwo jako kręgosłup nowoczesnej marki

    Wdrożenie normy ISO 27001 to moment graniczny w rozwoju przedsiębiorstwa. Jest to przejście od reaktywnego gaszenia pożarów do proaktywnego zarządzania przyszłością. W świecie, w którym cyfrowa transformacja nie jest już wyborem, lecz koniecznością, bezpieczeństwo informacji staje się integralną częścią etyki biznesowej i obietnicy marki.

    Organizacje, które decydują się na ustrukturyzowane podejście do ochrony swoich najcenniejszych zasobów, zyskują coś więcej niż tylko certyfikat na ścianie. Zyskują pewność operacyjną, zaufanie najbardziej wymagających klientów oraz fundament, który pozwala na bezpieczne eksperymentowanie z nowymi modelami biznesowymi.

    Bezpieczeństwo informacji, rozumiane jako strategiczny „Business Enabler”, przestaje być ciężarem, a staje się napędem, który pozwala firmie aspirować do najwyższej ligi światowego biznesu.

  • Ile będzie kosztować AI w 2030 roku? Prognozy dla firm

    Ile będzie kosztować AI w 2030 roku? Prognozy dla firm

    Obecny krajobraz technologiczny przyzwyczaił decydentów do specyficznej formy cyfrowej grawitacji: koszty mocy obliczeniowej nieustannie spadają, podczas gdy jej dostępność rośnie. Najnowsze prognozy firmy Gartner z marca 2026 roku zdają się potwierdzać tę rynkową stałą. Przewiduje się, że do 2030 roku koszty wnioskowania na modelach językowych o skali biliona parametrów spadną o ponad 90% w porównaniu z rokiem 2025. Dla obserwatora powierzchownego jest to zapowiedź powszechnej, niemal darmowej inteligencji. To jednak sygnał ostrzegawczy przed zjawiskiem, które można określić mianem paradoksu taniego tokena.

    Zrozumienie mechaniki nadchodzącej deflacji jednostkowej wymaga spojrzenia na fundamenty infrastrukturalne. Obniżki cen nie wynikają jedynie z efektu skali, lecz z głębokiej transformacji sposobu, w jaki systemy AI konsumują energię i krzem. Kluczowym czynnikiem staje się powszechna adaptacja układów scalonych zaprojektowanych stricte pod kątem wnioskowania, które zastępują uniwersalne procesory graficzne.

    Dodatkowo innowacje w samej architekturze modeli pozwalają na uzyskanie wybitnych wyników kognitywnych przy znacznie mniejszym obciążeniu obliczeniowym. Trend ten dopełnia rozwój technologii brzegowych, które pozwalają na przetwarzanie danych lokalnie, eliminując tym samym kosztowne przesyły do centralnych chmur.

    W tym miejscu pojawia się jednak pytanie o realny wpływ tych zmian na bilans zysków i strat przedsiębiorstwa. W ekonomii technologii spadek kosztów jednostkowych niemal zawsze prowadzi do gwałtownego wzrostu konsumpcji, co w literaturze przedmiotu znane jest jako paradoks Jevonsa.

    W kontekście sztucznej inteligencji zjawisko to przybiera formę przejścia od prostych chatbotów do autonomicznych agentów AI. O ile klasyczny asystent tekstowy zadowala się kilkuset tokenami, by udzielić odpowiedzi na pytanie, o tyle nowoczesne systemy agentyczne operują w zupełnie innej skali.

    Agenci AI nie są jedynie pasywnymi odbiorcami poleceń. To systemy, które planują, weryfikują własne błędy, korzystają z narzędzi zewnętrznych i prowadzą wieloetapowe rozumowanie w pętlach zwrotnych. Każda taka operacja, każdy moment „namysłu” maszyny, generuje zapotrzebowanie na dane. Szacuje się, że realizacja złożonego zadania biznesowego przez autonomicznego agenta może pochłonąć od 5 do 30 razy więcej tokenów niż pojedyncza interakcja z modelem generatywnym.

    W efekcie, mimo że cena za tysiąc tokenów ulegnie marginalizacji, ich całkowite zużycie wewnątrz organizacji wzrośnie wykładniczo, co może doprowadzić do sytuacji, w której łączne wydatki na AI w 2030 roku będą wyższe niż w okresach, gdy technologia ta była uważana za luksusową.

    Kolejnym aspektem wymagającym uwagi liderów jest rozróżnienie między powszechnie dostępną inteligencją masową a tak zwaną „Frontier Intelligence”. Gartner słusznie zauważa, że choć koszty podstawowego rozumowania zmierzają w stronę zera, to dostęp do najpotężniejszych modeli granicznych pozostanie zasobem rzadkim i kosztownym.

    Pojawia się tu istotne ryzyko operacyjne: wiele organizacji maskuje dziś nieefektywności swojej architektury IT, korzystając z chwilowo tanich zasobów promocyjnych dostawców chmurowych. Firmy, które nie zadbają o optymalizację swoich systemów na poziomie projektowym, mogą odkryć, że w przyszłości skala agentyczna pozostanie dla nich nieosiągalna finansowo.

    Zamiast opierać całą infrastrukturę na jednym, najpotężniejszym silniku, organizacje muszą nauczyć się precyzyjnego routingu zadań. Kluczem do efektywności staje się orkiestracja, w której rutynowe, powtarzalne procesy o wysokiej częstotliwości są delegowane do małych, wyspecjalizowanych modeli dziedzinowych.

    Działają one szybciej, taniej i często precyzyjniej w wąskich zakresach kompetencji. Modele klasy Frontier, charakteryzujące się najwyższym kosztem wnioskowania, powinny być rezerwowane wyłącznie dla zadań o wysokiej marży i ogromnej złożoności, gdzie głębia rozumowania ma bezpośrednie przełożenie na strategiczną przewagę rynkową.

    W nowej rzeczywistości gospodarczej sukces nie będzie mierzony dostępem do technologii, lecz umiejętnością jej ekonomicznej utylizacji. Tradycyjne podejście skupione na kosztach zakupu ustępuje miejsca analizie całkowitego kosztu posiadania wyniku, czyli „Cost per Outcome”. Jest to zmiana fundamentalna, wymuszająca na kadrze zarządzającej odejście od myślenia o AI w kategoriach narzędzia biurowego na rzecz postrzegania jej jako dynamicznego zasobu energetycznego przedsiębiorstwa.

    Prognozowana na 2030 rok deflacja cen tokenów jest zjawiskiem realnym, ale jej interpretacja jako prostego sposobu na oszczędności jest błędem obarczonym wysokim ryzykiem. Prawdziwa demokratyzacja AI nie polega na obniżce cen, lecz na umożliwieniu maszynom wykonywania zadań, które dotychczas wymagały wyłącznie ludzkiego zaangażowania.

    W tym nowym rozdaniu wygrają te podmioty, które zamiast biernie czekać na tańsze faktury od dostawców technologii, już dziś budują elastyczne i zróżnicowane architektury, zdolne do inteligentnego zarządzania apetytem na dane. Przyszłość AI w biznesie to nie tylko kwestia inżynierii, ale przede wszystkim wyrafinowanej strategii ekonomicznej.

  • Bezpieczna sztuczna inteligencja w biznesie – jak chronić firmę?

    Bezpieczna sztuczna inteligencja w biznesie – jak chronić firmę?

    Wraz z rosnącym zastosowaniem AI w biznesie wzrasta ryzyko cyfrowych incydentów, na które wiele organizacji wciąż nie jest w pełni przygotowanych. Mniej niż jedna trzecia firm w Polsce uważa, że jest cyberodporna. Palo Alto Networks przedstawia nowe rozwiązania, które pozwalają firmom skutecznie chronić systemy, kontrolować ryzyko i bezpiecznie korzystać z narzędzi AI.

    Sztuczna inteligencja coraz częściej staje się elementem codziennej pracy firm, ale wraz z jej zastosowaniami rosną także zagrożenia cyfrowe. Dane wskazują, że tylko 29% firm ocenia swój poziom cyberodporności jako wysoki lub bardzo wysoki. Co piąta organizacja doświadczyła w ostatnim roku incydentu bezpieczeństwa, a 85% ekspertów rynkowych ostrzega, że dynamika zagrożeń wkrótce wyprzedzi możliwości obronne biznesu, jeśli nie zwiększą one proaktywności w cyberbezpieczeństwie. Te dane dobrze pokazują, że mimo rosnącego zainteresowania AI w biznesie, systemy bezpieczeństwa firm wciąż nie nadążają za tempem zmian, nie tylko technologicznych, ale i rosnących zagrożeń.

    W odpowiedzi na te wyzwania Palo Alto Networks wprowadza trzy nowe rozwiązania z zakresu cyberbezpieczeństwa: Next‑Generation Trust Security (NGTS), Prisma Browser z rozszerzeniami w ramach Prisma SASE oraz Prisma AIRS 3.0. Każde z nich odpowiada na konkretne potrzeby firm – od automatyzacji zarządzania certyfikatami cyfrowymi, przez zabezpieczanie pracy z autonomicznymi agentami AI w przeglądarce, po monitorowanie i kontrolę agentów AI w całym środowisku IT.

    W kontekście certyfikatów cyfrowych szczególne znaczenie ma odpowiednie zarządzanie nimi, które w wielu organizacjach wciąż pozostaje procesem rozproszonym i podatnym na błędy. Odpowiedzią na to wyzwanie jest Next‑Generation Trust Security (NGTS), platforma która automatyzuje zarządzanie certyfikatami cyfrowymi i pomaga firmom zwiększać odporność systemów na cyberzagrożenia. W obliczu skracających się okresów ważności certyfikatów bezpieczeństwa oraz rosnących wymagań dotyczących standardów szyfrowania post‑kwantowego, NGTS pomaga firmom zapobiegać przestojom spowodowanym wygaśnięciem certyfikatów. Rozwiązanie to wykorzystuje technologie CyberArk (spółki należącej do Palo Alto Networks) do kontrolowania tożsamości maszyn, automatycznie aktualizuje certyfikaty i monitoruje kluczowe zasoby sieciowe, co pozwala firmom utrzymać wysoki poziom bezpieczeństwa systemów, minimalizując ryzyko awarii.

    – Wygasłe lub niezgodne certyfikaty mogą powodować przestoje w aplikacjach, infrastrukturze i usługach w chmurze. Ręczne aktualizacje pochłaniają dużo czasu i wymagają koordynacji wielu zespołów, a przy rosnącej skali i tempie operacji taki sposób działania staje się nieefektywny. Dzięki NGTS i naszej bezpiecznej dla post‑kwantowej ery platformie sieć umożliwia automatyczne kontrolowanie i aktualizowanie certyfikatów – podkreśla Wojciech Gołębiowski, wiceprezes i dyrektor zarządzający Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

    Zmiana sposobu pracy z AI widoczna jest także na poziomie narzędzi, z których korzystają pracownicy na co dzień, w szczególności przeglądarek internetowych. Na te potrzeby odpowiada Prisma Browser z rozszerzeniami w ramach Prisma SASE – przeglądarka internetowa, która monitoruje aktywność agentów AI, ogranicza ich dostęp do wybranych zasobów oraz chroni przed atakami typu „prompt injection” i przejmowaniem nad nimi kontroli przez osoby trzecie. Przeglądarka pozwala także odróżniać działania wykonywane przez ludzi od tych realizowanych przez systemy autonomiczne, co ułatwia przestrzeganie obowiązujących regulacji dotyczących AI. Dzięki temu firmy mogą wykorzystywać autonomiczne narzędzia AI w codziennych procesach przy zachowaniu bezpieczeństwa i stabilności działania systemów. 

    Wraz z rosnącą liczbą agentów AI pojawia się także potrzeba lepszej kontroli nad ich działaniem i oceną ryzyka, które generują. Trzecim rozwiązaniem od Palo Alto Networks jest Prisma AIRS 3.0, platforma, która pozwala firmom monitorować działanie agentów AI w czasie rzeczywistym, zarówno w chmurze, systemach SaaS, jak i na urządzeniach końcowych. Prisma AIRS 3.0 pozwala ocenić ryzyko związane z działaniem agentów, wykrywa luki w zabezpieczeniach i rekomenduje, jak je skutecznie zabezpieczyć. Platforma pozwala również skuteczniej zarządzać i kontrolować działanie agentów oraz weryfikować ich uprawnienia, co ułatwia bezpieczne wdrażanie narzędzi opartych na AI, takich jak agenci kodujący, przy zachowaniu najwyższych standardów bezpieczeństwa.

    – Agentic AI to istotny krok naprzód, w którym przestaje być tylko narzędziem do rozmów i zaczyna samodzielnie wykonywać zadania, zmieniając sposób pracy i wpływając na produktywność. Gdy AI przestaje pełnić wyłącznie rolę narzędzia do rozmów, a zaczyna samodzielnie wykonywać zadania, pojawiają się nowe wyzwania takie jak: trudniejsza kontrola agentów i nieprzewidywalne zachowania w trakcie ich działania. W odpowiedzi na te wyzwania, Prisma AIRS 3.0 zapewnia kompleksową platformę, która monitoruje agentów AI w czasie rzeczywistym, ocenia ryzyko ich działań i zabezpiecza systemy przed zagrożeniami – komentuje Wojciech Gołębiowski.

    Rosnąca rola sztucznej inteligencji w biznesie sprawia, że kwestie bezpieczeństwa przestają być wyłącznie domeną zespołów IT, a stają się jednym z kluczowych elementów zarządzania organizacją. W praktyce oznacza to konieczność regularnego przeglądu stosowanych rozwiązań, aktualizowania wiedzy oraz dostosowywania polityk bezpieczeństwa do zmieniającego się środowiska technologicznego. Tylko w ten sposób firmy mogą skutecznie wykorzystywać potencjał AI, jednocześnie ograniczając ryzyko i zachowując kontrolę nad kluczowymi procesami.


    źródło: Palo Alto Networks

  • Wojna w Iranie a ceny chmury – Jak geopolityka uderza w sektor IT

    Wojna w Iranie a ceny chmury – Jak geopolityka uderza w sektor IT

    Współczesna gospodarka światowa przypomina misterną sieć naczyń połączonych, w której drżenie wywołane w jednym punkcie globu rezonuje z nieoczekiwaną siłą na przeciwległym krańcu. Choć mogłoby się wydawać, że sterylne, klimatyzowane sale europejskich centrów danych dzieli nieskończony dystans od pyłu i chaosu Bliskiego Wschodu, rzeczywistość brutalnie weryfikuje to przekonanie.

    Dzisiejsza technologia, mimo swojej pozornej eteryczności, pozostaje głęboko zakorzeniona w fizyczności surowców i stabilności szlaków handlowych. To, co dzieje się w wąskim gardle Cieśniny Ormuz, nie jest jedynie lokalnym incydentem zbrojnym, lecz bezpośrednim impulsem korygującym marże operacyjne sektora IT w skali globalnej.

    Zjawisko to można określić mianem geopolitycznej premii za ryzyko. Rynek usług cyfrowych przestał reagować wyłącznie na klasyczne mechanizmy podaży i popytu, zaczynając wyceniać niepewność. Kiedy kluczowe arterie energetyczne świata zostają zagrożone, cena technologii rośnie nie dlatego, że zabrakło prądu w gniazdku, ale dlatego, że koszt utrzymania stabilności tego przepływu staje się drastycznie wyższy.

    Fundamentem każdej infrastruktury chmurowej jest energia. W europejskim miksie energetycznym gaz ziemny wciąż pełni rolę paliwa wyznaczającego cenę krańcową. Każde zakłócenie na Bliskim Wschodzie, będącym energetycznym spichlerzem planety, natychmiast przekłada się na wyższe rachunki za energię elektryczną, które operatorzy wielkich farm serwerowych muszą opłacić, by utrzymać ciągłość procesów obliczeniowych.

    Chmura, postrzegana często jako byt niematerialny, w rzeczywistości „oddycha” prądem, a jej oddech staje się tym droższy, im bardziej niespokojne są regiony wydobycia paliw kopalnych.

    Sytuację komplikuje fakt, że nowoczesne centra danych to obiekty zaprojektowane z myślą o absolutnej niezawodności. Gwarancja dostępności usług na poziomie przekraczającym dziewięćdziesiąt dziewięć procent opiera się na rozbudowanych systemach zasilania awaryjnego. Generatory te, stanowiące ostatnią linię obrony przed blackoutem, napędzane są olejem napędowym.

    Wzrost cen ropy naftowej bezpośrednio podnosi więc koszt utrzymania gotowości operacyjnej. Te kumulujące się koszty energetyczne przestają być jedynie pozycją w arkuszu kalkulacyjnym, a stają się barierą wejścia dla innowacyjnych projektów, zwłaszcza, gdy dynamicznie rozwija się AI, która charakteryzuje się wykładniczo rosnącym apetytem na moc obliczeniową.

    Analizując łańcuch dostaw, należy dostrzec, że wpływ konfliktu wykracza daleko poza samą energię. Logistyka sprzętu IT, obejmująca transport serwerów, macierzy dyskowych i zaawansowanych podzespołów, jest niezwykle wrażliwa na fluktuacje cen paliw transportowych. Jednak jeszcze bardziej dotkliwy, choć mniej widoczny, jest wzrost kosztów usług towarzyszących.

    Niestabilność geopolityczna wymusza na firmach logistycznych i ubezpieczeniowych renegocjację stawek. Premie za ryzyko w transporcie morskim i lotniczym działają jak ukryty podatek, który ostatecznie obciąża portfel klienta końcowego.

    Szczególnie niepokojącym aspektem jest los surowców krytycznych, takich jak hel dostarczany z Kataru. Gaz ten jest nieodzowny w procesie produkcji najnowocześniejszych półprzewodników. Blokada transportu w tym regionie mogłaby doprowadzić do paraliżu fabryk na Tajwanie, co w konsekwencji oznaczałoby powrót do czasów drastycznych niedoborów komponentów.

    Z perpektywy bizneus oznacza to konieczność porzucenia strategii dostaw „dokładnie na czas” na rzecz budowania kosztownych rezerw strategicznych.

    Obecny układ sił na mapie świata wymusza redefinicję strategii lokowania aktywów cyfrowych. Bezpieczeństwo technologiczne dziś również analiza geograficzną. Regiony chmurowe zlokalizowane w krajach o wysokim ryzyku politycznym tracą na atrakcyjności, podczas gdy kraje oferujące stabilny miks energetyczny, oparty na atomie lub odnawialnych źródłach energii, stają się nowymi bastionami suwerenności operacyjnej.

    Kluczowym zadaniem dla kadry zarządzającej staje się zatem optymalizacja kosztów chmurowych poprzez zaawansowane praktyki FinOps. Zarządzanie finansami w IT to dziś element strategii obronnej firmy.

    Zrozumienie, że każda nieefektywność w kodzie aplikacji czy nieużywana instancja serwera to marnotrawstwo zasobów, które stają się coraz rzadsze i droższe, jest fundamentem nowoczesnego przywództwa technologicznego.

    Konkludując, konflikt w regionie Cieśniny Ormuz stanowi swoisty test dla odporności globalnego sektora technologicznego. Pokazuje on dobitnie, że świat cyfrowy nie jest odizolowany od wstrząsów tektonicznych w geopolityce.

    Biznes musi zaakceptować nową rzeczywistość, w której inflacja energetyczna i niepewność dostaw są stałymi elementami równania. Adaptacja do tych warunków wymaga przede wszystkim głębokiej świadomości, że stabilność chmury zaczyna się tam, gdzie kończy się zależność od niepewnych źródeł energii i zagrożonych szlaków handlowych.

  • Czym jest digital resilience i dlaczego biznes go potrzebuje?

    Czym jest digital resilience i dlaczego biznes go potrzebuje?

    Nowoczesny biznes operuje w środowisku permanentnego ryzyka. Cyfryzacja drastycznie zwiększyła szybkość procesów, wprowadzając jednocześnie systemową kruchość. Firmy funkcjonują w gęstej sieci powiązań z dostawcami chmury, zewnętrznymi platformami i rozproszonymi centrami danych. Taki model sprawia, że awaria w odległym węźle technologicznym potrafi w kilka minut wstrzymać sprzedaż lub logistykę podmiotu na drugim końcu świata. Rynkową pozycję determinuje dziś digital resilience (odporność cyfrowa) – techniczna zdolność do kontynuowania operacji mimo błędów i przestojów.

    Fundamenty systemowej trwałości

    Budowa organizacji odpornej na wstrząsy wymaga implementacji konkretnych rozwiązań architektonicznych. Kluczowym narzędziem jest elastyczna struktura systemowa oparta na mikroserwisach i redundancji. Zamiast monolitycznych konstrukcji, gdzie jeden błąd paraliżuje całość, stosuje się moduły zdolne do izolowania awarii. Systemy te samodzielnie naprawiają uszkodzone fragmenty lub przełączają procesy na ścieżki zapasowe bez ingerencji człowieka.

    Aktywne zarządzanie technologicznym łańcuchem dostaw stanowi drugi filar stabilności. Odpowiedzialność za procesy nie kończy się na drzwiach biura. Wymaga ona pełnej przejrzystości operacyjnej u partnerów technologicznych oraz posiadania realnych scenariuszy wyjścia (exit strategies). Umowy SLA stanowią jedynie instrument prawny; realne bezpieczeństwo gwarantuje techniczna zdolność do szybkiej migracji danych i usług w razie utraty stabilności przez dostawcę.

    Przewaga proaktywności nad reakcją

    Dojrzałe organizacje zastępują kulturę gaszenia pożarów zautomatyzowanym monitorowaniem procesów krytycznych. Systemy w czasie rzeczywistym analizują odchylenia od normy i pozwalają na reakcję, zanim problem dotknie klienta końcowego. Odporność cyfrowa polega na precyzyjnym mierzeniu każdego etapu transakcji oraz automatyzacji wykrywania wąskich gardeł.

    Integracja kompetencji technicznych z decyzjami biznesowymi jest niezbędnym elementem tej strategii. Każdy wybór nowego narzędzia IT realnie wpływa na stopień ryzyka operacyjnego całej firmy. Kadra zarządzająca musi rozumieć technologiczne fundamenty biznesu, a działy IT – wykazywać pełną orientację na cele rynkowe. Wspólny język obu tych obszarów eliminuje silosy informacyjne, które podczas kryzysu stanowią największe obciążenie.

    Ciągłość operacyjna jako argument rynkowy

    Odporność cyfrowa stanowi najwyższą polisę ubezpieczeniową firmy. Przerwy w dostawie usług są statystycznie nieuniknione, dlatego zaufanie klientów buduje się tempem powrotu do sprawności. Przedsiębiorstwa posiadające procedury awaryjne oraz spójny plan odtwarzania danych zyskują wymierną przewagę konkurencyjną.

    Ostatecznym testem dla biznesu pozostaje sprawność działania w trakcie kryzysu, a nie samo jego unikanie. Inwestycja w cyfrową trwałość bezpośrednio przekłada się na stabilność finansową i wiarygodność marki. Zdolność do utrzymania płynności operacyjnej, niezależnie od zewnętrznych perturbacji, definiuje dziś nowoczesne, dojrzałe przedsiębiorstwo.

  • ICEYE wysyła 6 nowych satelitów. Przełom w suwerenności kosmicznej

    ICEYE wysyła 6 nowych satelitów. Przełom w suwerenności kosmicznej

    W sektorze technologii kosmicznych przez dekady obowiązywała jedna zasada: bezpieczeństwo narodowe opiera się na pojedynczych, wartych miliardy dolarów i budowanych latami satelitach. Jednak najnowsza misja polsko-fińskiego ICEYE, który właśnie umieścił na orbicie sześć kolejnych satelitów SAR, dowodzi, że branża przechodzi fundamentalną zmianę w stronę zwinnych, software’owych konstelacji.

    Wystrzelone 30 marca 2026 roku jednostki o rozdzielczości 25 cm nie są jedynie kolejnym krokiem w rozwoju komercyjnej floty. To element szerszej strategii dostarczania „suwerennej inteligencji” na żądanie. Wśród nowych satelitów znalazły się m.in. urządzenia dedykowane dla Wojska Polskiego w ramach programu MikroSAR oraz dla portugalskiej inicjatywy Atlantic Constellation. 

    Podejście ICEYE, kierowanego przez Rafała Modrzewskiego, trafia w najczulszy punkt współczesnej geopolityki. Narody nie chcą już polegać wyłącznie na danych kupowanych od zewnętrznych dostawców; chcą pełnej kontroli operacyjnej nad własnymi zasobami kosmicznymi. Kluczem do sukcesu firmy jest drastyczne skrócenie cyklu wdrożeniowego. Podczas gdy tradycyjne programy rządowe trwają latami, ICEYE dostarcza kompletny, gotowy do pracy system w ciągu zaledwie 12 miesięcy od podpisania kontraktu.

    Model biznesowy spółki ewoluuje w stronę „software-defined satellites”. Zamiast kosztownych wymian sprzętu, nowe funkcjonalności są wdrażane poprzez aktualizacje oprogramowania z ziemi. To pozwala na utrzymanie przewagi technologicznej bez konieczności ciągłej produkcji nowych platform. Jednocześnie ICEYE skaluje moce przerobowe, dążąc do produkcji jednego satelity tygodniowo. To tempo, które jeszcze dekadę temu wydawało się nieosiągalne w segmencie satelitów radarowych (SAR), zdolnych do obrazowania Ziemi bez względu na zachmurzenie czy porę dnia.

    Z perspektywy rynkowej, ICEYE przesuwa środek ciężkości z wywiadu strategicznego na taktyczny. Jak zauważa Modrzewski, w nowoczesnej obronności liczą się odpowiedzi udzielane w minutach, a nie w dniach. Przyszłość rynku SpaceTech należy do firm, które potrafią połączyć przemysłową skalę produkcji z elastycznością oprogramowania, oferując rządom to, czego te potrzebują najbardziej – odporność i niezależność informacyjną w niepewnych czasach. Od 2018 roku firma wysłała na orbitę już 70 satelitów, cementując swoją pozycję lidera, który nie tylko buduje urządzenia, ale redefiniuje architekturę globalnego bezpieczeństwa.

  • Nowy architekt wartości. Ewolucja polskiego CFO w stronę technologii i danych

    Nowy architekt wartości. Ewolucja polskiego CFO w stronę technologii i danych

    Tradycyjny obraz dyrektora finansowego jako „strażnika kasy” skoncentrowanego na historycznych raportach odchodzi do lamusa. Najnowszy raport „CFO Pulse”, przygotowany przez KPMG w Polsce oraz ACCA Polska, kreśli portret menedżera, który staje się centralną postacią transformacji cyfrowej. Aż 92% badanych CFO przyznaje, że ich zakres odpowiedzialności uległ w ostatnich latach znacznemu rozszerzeniu, a niemal wszyscy angażują się w projekty wykraczające poza klasyczne ramy finansów.

    Kluczowym driverem tej zmiany jest strategiczne podejście do danych. Obecnie 68% dyrektorów finansowych odpowiada za analitykę i strategię danych w swoich organizacjach. Co szczególnie istotne dla nowoczesnego biznesu, 15% respondentów łączy funkcję CFO z rolą Chief Data Officer (CDO). Ta unifikacja kompetencji finansowych i technologicznych przynosi wymierne korzyści – firmy, w których finansiści przejmują stery nad architekturą danych, wykazują znacznie większe zaawansowanie we wdrażaniu sztucznej inteligencji. 

    Transformacja ta nie ogranicza się jedynie do sfery cyfrowej. Dyrektorzy finansowi wyrastają na integratorów procesów biznesowych, nadzorując optymalizację modeli operacyjnych oraz rozwój centrów usług wspólnych. Zamiast pytać wyłącznie o koszty, nowoczesny CFO analizuje wartość i potencjał inwestycyjny projektów, stając się de facto architektem przyszłego wzrostu spółki. Przesunięcie akcentu z raportowania przeszłości na modelowanie predykcyjne deklaruje już 21% badanych, co pozwala na szybszą adaptację do zmiennych warunków rynkowych.

    Mimo rosnącej roli strategicznej, proces ten nie jest wolny od tarć wewnątrz organizacji. Największym wyzwaniem pozostaje bariera komunikacyjna – 37% badanych wskazuje na ograniczone zrozumienie skomplikowanych kwestii finansowych przez pozostałych członków zarządu. Dodatkowo co czwarty CFO wciąż zmaga się z archaicznym postrzeganiem swojej funkcji wyłącznie przez pryzmat kontrolingu.

    Najlepsi dyrektorzy finansowi, których obserwujemy nie pytają już tylko „ile to kosztuje”, ale „ile to jest warte i jak to zmierzyć”. To przesunięcie perspektywy – z raportowania przeszłości na współkształtowanie przyszłości – jest dziś jednym z najważniejszych wyzwań transformacyjnych funkcji finansowej w Polsce i na świecie – podkreśla Maciej Bałabanow, CFA, Partner Associate, Advisory, Szef Zespołu Strategii w KPMG w Polsce.

    Sukces współczesnego przedsiębiorstwa coraz częściej zależy więc od tego, czy dyrektor finansowy zdoła przekształcić ogromne zasoby surowych danych w czytelne drogowskazy biznesowe. W dobie AI i automatyzacji, funkcja finansowa przestaje być jedynie centrum kosztów, a staje się motorem napędowym efektywności operacyjnej. Dla rad nadzorczych sygnał jest jasny: silny CFO to dziś przede wszystkim silny lider technologii i danych.

    KPMG, CFO

  • Koniec prostych chatbotów? Solita stawia na wieloagentowy rozwój oprogramowania

    Koniec prostych chatbotów? Solita stawia na wieloagentowy rozwój oprogramowania

    Solita, europejski gracz na rynku doradztwa technologicznego, próbuje przejąć inicjatywę w tym wyścigu, wprowadzając Solita RoadCrewAO. To narzędzie klasy enterprise, które zmienia sposób, w jaki duże organizacje budują oprogramowanie.

    Kluczowa różnica leży w architekturze. Zamiast jednego agenta próbującego przewidzieć kolejną linię kodu, RoadCrewAO stawia na system wieloagentowy. To cyfrowy ekosystem wyspecjalizowanych jednostek, z których każda pełni inną funkcję: jedna planuje, druga pisze kod, trzecia go testuje, a czwarta dba o dokumentację. Dla dyrektorów technologicznych (CTO) to sygnał, że AI przestaje być tylko „inteligentną autokorektą”, a staje się autonomicznym partnerem w procesie wytwórczym.

    Strategia Solita uderza w dwa najczulsze punkty dużego biznesu: bezpieczeństwo i zależność od dostawcy. RoadCrewAO jest technologicznie agnostyczne, co oznacza, że firmy nie muszą wiązać się na stałe z jednym modelem, takim jak GPT-4 czy Claude.

    Mogą korzystać z rozwiązań open source w trybie offline, co dla sektorów regulowanych – finansów czy energetyki – jest warunkiem koniecznym do adopcji AI. Co więcej, system został zaprojektowany z myślą o ścisłym nadzorze człowieka (human-in-the-loop), co eliminuje obawy o utratę kontroli nad jakością i bezpieczeństwem kodu.

    Jak zauważa Ossi Lindroos, CEO Solita, nie mamy do czynienia z niszową innowacją, lecz z nowym modelem operacyjnym. W tym podejściu AI uczy się kontekstu konkretnej organizacji – jej standardów, logiki biznesowej i specyficznych praktyk deweloperskich. To przejście od generycznych podpowiedzi do głębokiej personalizacji technologicznej.

    Dla Future Mind, polskiej spółki z grupy Solita, premiera ta jest potwierdzeniem szerszego trendu: transformacja AI wchodzi w fazę dojrzałości. Inżynierowie nie zostaną zastąpieni przez maszyny, ale ich rola przesunie się w stronę nadzorców i architektów złożonych systemów agentowych.

  • Jak skutecznie chronić dane firmowe? Porady na Światowy Dzień Backupu

    Jak skutecznie chronić dane firmowe? Porady na Światowy Dzień Backupu

    Według opublikowanego w 2025 przez IBM Security badania „Cost of a Data Breach Report”, jeszcze 20 lat temu aż 45% wycieków danych wynikało z utraty urządzeń takich jak laptopy czy pendrive’y. Obecnie skala tego zjawiska jest mniejsza, ale incydenty tego typu nadal występują i są odnotowywane w raportach bezpieczeństwa. Jak zatem zabezpieczyć swoje dane przed ich wyciekiem? Z okazji przypadającego 31 marca Światowego Dnia Backupu ekspert Kingston radzi jak skutecznie chronić informacje przed trafieniem w niepowołane ręce, a firmę przed utratą reputacji i konsekwencjami prawnymi.

    We współczesnych czasach dane niewątpliwie są jednym z najważniejszych aktywów, jakie posiadają przedsiębiorstwa. Jednocześnie, wraz ze wzrostem ilości przechowywanych informacji, rośnie skala konsekwencji, gdy dojdzie do ich utraty w wyniku awarii sprzętu, cyberataku czy ludzkiego błędu. Dlatego tworzenie kopii zapasowych nie jest już kwestią wyboru ani opcjonalnym działaniem, ale koniecznością. 

    – Wykonywanie backupu to bardzo newralgiczny proces, ponieważ w kopiach zazwyczaj znajdują się wszystkie najważniejsze i najbardziej wrażliwe dane przedsiębiorstwa. Dlatego w strategii ich ochronny powinien znaleźć się zapis dotyczący sposobu zabezpieczania nośników z kopiami. Takie podejście zapewni spokojny sen zarządowi firmy i informatykom, ponieważ eliminuje ryzyko naruszenia prawa, a szczególnie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych – mówi Robert Sepeta, Business Development Manager w firmie Kingston.

    Najważniejsze dane, największa ochrona

    Pierwszym krokiem w stronę zapewnienia bezpieczeństwa danych powinno być zidentyfikowanie tych, które wymagają największej ochrony. Zazwyczaj są to informacje finansowe i operacyjne, dane osobowe lub chronione prawnie, bądź inne informacje mające największy wpływ na działalność przedsiębiorstwa. Ponieważ wyniki tej analizy mogą mieć bezpośredni wpływ na ciągłość biznesową, powinien jej dokonywać zarząd wraz z informatykami, którzy wiedzą w jaki sposób dane są obecnie przechowywane oraz na jakie zagrożenia są narażone. Warto również sprawdzić czy – oprócz przetwarzanych przez firmę informacji – wykonywane są backupy obrazów systemów operacyjnych oraz aplikacji. 

    Jedną z podstawowych strategii przechowywania danych jest zasada 3-2-1. Zgodnie z nią należy wykonywać trzy kopie tych samych danych, na dwóch różnych nośnikach pamięci, przy czym jeden z nich powinien być przechowywany w odrębnej lokalizacji, poza środowiskiem produkcyjnym. Stosowanie tej metody znacząco zwiększy bezpieczeństwo danych i zminimalizuje ryzyko utraty dostępu do nich w wyniku czynników fizycznych, jaki i cyberataku.

    Po wyborze nośnika na kopie zapasowe należy zaplanować harmonogram ich wykonywania. Także on zależy od decyzji o charakterze biznesowym, a nie technicznym. Dla każdego rodzaju danych zarząd firmy powinien określić przedział czasu, w którym nie będzie dokonywana ich kopia, a więc informacje wytworzone lub pozyskane w tym okresie będą mogły ulec utracie. Od tego będzie uzależniona częstotliwość wykonywania kopii, a więc także związane z tym koszty. Dane z niektórych rodzajów systemów (mniej krytycznych lub rzadziej aktualizowanych) wystarczy zabezpieczyć raz w tygodniu, ale z innych – nawet kilka razy dziennie. Równocześnie należy określić czas, w którym zagwarantowana będzie możliwość odzyskania danych lub przywrócenia systemów IT do pracy. Zawsze trzeba też pamiętać, aby zweryfikować poprawność wykonania kopii i możliwość odtworzenia danych.

    Przechowywanie kopii zapasowych – w chmurze czy na dysku?

    Istotnym zaleceniem zasady 3-2-1 jest przechowywanie jednej z kopii danych poza siedzibą przedsiębiorstwa, aby uchronić przed kradzieżą lub skutkiem katastrof, jak pożar, powódź czy zawalenie się budynku. Jedną z możliwych metod jest przechowywanie kopii danych w chmurze. Jest to jedno z najprostszych i najwygodniejszych rozwiązań – umożliwia automatyzację procesu kopiowania oraz dostęp do danych z dowolnego miejsca. Sposób ten ma jednak trzy wady: czas dostępu do danych jest długi, gdy zajdzie konieczność przywrócenia ich dużej ilości do środowiska produkcyjnego, zabezpieczenia tych danych przed cyberatakiem bywają niewystarczające, i – co najważniejsze – wiele podmiotów przetwarzających wrażliwe dane (medyczne, finansowe) nie może skorzystać z tej metody ze względu na ograniczenia prawne. 

    W takiej sytuacji dobrym rozwiązaniem jest korzystanie z podłączanego przez USB nośnika zewnętrznego, który zgodnie z zasadą 3-2-1 będzie drugim rodzajem nośnika kopii zapasowych. W zależności od budżetu lub preferencji można zdecydować się na mechaniczne dyski, które zazwyczaj oferują większą pojemność w niższej cenie, lub półprzewodnikowe (SSD), które są droższe, ale zapewniają większą trwałość danych, odporność na uszkodzenia mechaniczne, szybkość transferu danych, a niektóre modele mają także wbudowany sprzętowy moduł szyfrujący.

    – W obecnych czasach szyfrowanie danych na dyskach przenośnych, szczególnie jeśli są to kopie najważniejszych wrażliwych firmowych informacji, jest wręcz obowiązkowe. Jest to najskuteczniejsza metoda, aby w przypadku utracenia nośnika nie doszło do wycieku danych. Profesjonalne szyfrowane nośniki wyposażone są w wiele mechanizmów ochronnych, wśród których jest funkcja zniszczenia znajdujących się na nich danych, gdy dojdzie do kilkukrotnego wpisania błędnego hasła – mówi Robert Sepeta.

    Obecnie, w obliczu rosnących zagrożeń będących głównie konsekwencjami prawnymi wskutek wycieku danych, warto poświęcić szczególną uwagę na sposób przechowywania informacji. Ujawnienie wrażliwych informacji może mieć znaczący wpływ na funkcjonowanie firmy poprzez wysokie koszty związane z procesami sądowymi czy pogorszenie wizerunku. Wprowadzenie kilku prostych zasad, których koszt jest o kilka rzędów wielkości niższy, niż potencjalne straty, pozwoli na ochronę danych, a co za tym idzie utrzymanie stabilnej i bezpiecznej pozycji na rynku.


    źródło: Kingston

  • Huawei 950PR – Nowy rywal Nvidia podbija chiński rynek AI

    Huawei 950PR – Nowy rywal Nvidia podbija chiński rynek AI

    Przez lata dominacja Nvidii na chińskim rynku sztucznej inteligencji wydawała się nienaruszalna, chroniona nie tylko przez wydajność sprzętu, ale przede wszystkim przez ekosystem oprogramowania CUDA. Jednak najnowsze doniesienia z Shenzhen sugerują, że Huawei w końcu znalazło klucz do zamkniętych drzwi największych prywatnych gigantów technologicznych. Nowy chip Ascend 950PR przeszedł pomyślnie testy u takich graczy jak ByteDance i Alibaba, co zwiastuje nowy rozdział w rywalizacji o serce chińskiego sektora AI.

    Sukces 950PR nie wynika wyłącznie z surowej mocy obliczeniowej, która względem poprzednika (modelu 910C) wzrosła jedynie nieznacznie. Przełom nastąpił w sferze użyteczności. Huawei, dotychczas rygorystycznie forsujące własne oprogramowanie CANN, postawiło na większą kompatybilność z ekosystemem Nvidii. Dla inżynierów w Pekinie czy Hangzhou oznacza to drastyczne obniżenie kosztów migracji modeli i łatwiejsze przejście na krajową architekturę bez konieczności pisania kodu od zera.

    Strategiczne pozycjonowanie chipu trafia w punkt zwrotny chińskiego rynku. Podczas gdy świat wciąż fascynuje się trenowaniem coraz większych modeli, chiński sektor technologiczny przesuwa ciężar uwagi w stronę inferencji – czyli praktycznego wdrażania i uruchamiania gotowych algorytmów. To właśnie w tym obszarze 950PR ma oferować najwyższą kulturę pracy i szybkość reakcji. Wzrost popularności rozwiązań typu open-source, jak OpenClaw, dodatkowo napędza popyt na jednostki zoptymalizowane pod konkretne zadania biznesowe, a nie tylko teoretyczne rekordy wydajności.

    Aspekt ekonomiczny również przemawia na korzyść Huawei. Przy cenie startowej oscylującej wokół 6 900 dolarów za kartę, 950PR staje się atrakcyjną alternatywą dla amerykańskich produktów, których dostępność jest regularnie ograniczana przez sankcje Waszyngtonu. Nawet jeśli Nvidia otrzyma zielone światło na dostawy układów takich jak H200, niepewność regulacyjna skłania chińskie firmy do dywersyfikacji dostawców.

    Planowana na przyszły miesiąc masowa produkcja i ambitny cel wysyłki 750 tysięcy jednostek jeszcze w tym roku pokazują, że Huawei wychodzi z fazy defensywnej. Jeśli 950PR utrzyma pozytywne opinie z testów, chiński gigant może przestać być jedynie beneficjentem patriotycznych apeli rządu, a stać się realnym, komercyjnym wyborem dla firm, które w technologii szukają przede wszystkim efektywności kosztowej i stabilności operacyjnej.