Tag: Podatki

  • Big Tech kontra Australia. Nowe prawo ma zmusić platformy do płacenia wydawcom

    Big Tech kontra Australia. Nowe prawo ma zmusić platformy do płacenia wydawcom

    Australia po raz kolejny staje się globalnym poligonem doświadczalnym w relacjach na linii państwo–Big Tech. Rząd w Canberze ogłosił plany wprowadzenia „News Bargaining Incentive” – mechanizmu, który ma zastąpić dotychczasowe, mało efektywne przepisy z 2021 roku. Nowa regulacja stawia gigantów takich jak Meta, Alphabet oraz TikTok przed twardym wyborem: albo wynegocjują komercyjne umowy z lokalnymi wydawcami, albo zostaną obciążeni podatkiem w wysokości 2,25% ich lokalnych przychodów.

    Zgodnie z projektem ustawy, który ma wejść w życie w lipcu 2025 roku, wpływy z nowej daniny nie zasilą ogólnego budżetu państwa, lecz zostaną bezpośrednio przekierowane do organizacji medialnych. Kluczowym kryterium podziału środków ma być liczba zatrudnionych dziennikarzy, co ma promować realne tworzenie treści, a nie jedynie zasięgi. Premier Anthony Albanese, mimo ostrzeżeń ze strony administracji USA o możliwych cłach odwetowych, podkreśla suwerenność australijskiej polityki gospodarczej.

    Ruch Australii to odejście od modelu miękkich negocjacji na rzecz twardego fiskalizmu. Poprzedni system pozwalał platformom na unikanie płatności poprzez wygaszanie umów lub, w skrajnych przypadkach, blokowanie treści informacyjnych, co Meta przetestowała już w 2021 roku. Obecna propozycja jest znacznie trudniejsza do zneutralizowania z poziomu operacyjnego – podatek od przychodu jest kosztem, którego nie da się uniknąć prostą zmianą algorytmu.

    Warto jednak zwrócić uwagę na ryzyko geopolityczne. Zapowiedzi Donalda Trumpa dotyczące ceł na kraje nakładające podatki na amerykańskie firmy technologiczne sugerują, że lokalna ochrona dziennikarstwa może stać się zarzewiem szerszego konfliktu handlowego. Dla sektora technologicznego oznacza to okres zwiększonej zmienności i konieczność rewizji strategii obecności na rynkach o silnych tendencjach protekcjonistycznych.

  • Amazon: Proces o unikanie VAT we Włoszech

    Amazon: Proces o unikanie VAT we Włoszech

    Włoski wymiar sprawiedliwości wysłał właśnie czytelny sygnał do Doliny Krzemowej: ugoda z organami skarbowymi nie gwarantuje już immunitetu w sprawach karnych. Prokuratorzy z Mediolanu, w ruchu bezprecedensowym na skalę europejską, zawnioskowali o proces przeciwko Amazonowi oraz czterem jego menedżerom. Sprawa dotyczy domniemanego uchylania się od podatku VAT na kwotę 1,2 miliarda euro w latach 2019–2021.

    Sytuacja jest o tyle nietypowa, że gigant e-commerce w grudniu ubiegłego roku dobrowolnie wpłacił do włoskiej kasy 527 milionów euro, licząc na zamknięcie sporu. Dotychczasowa praktyka we Włoszech była klarowna – płatność oznaczała koniec kłopotów prawnych dla korporacji. Tym razem prokuratura postanowiła jednak wyjść przed szereg, kwestionując skuteczność miękkich ugód i stawiając pod znakiem zapytania stabilność otoczenia regulacyjnego dla zagranicznych inwestorów.

    „Algorytm unikania” pod lupą

    W sercu sporu leży nie tylko kwota, ale przede wszystkim mechanizm operacyjny spółki. Prokuratorzy twierdzą, że Amazon wykorzystywał zaawansowane modele i algorytmy, które umożliwiały dziesiątkom tysięcy sprzedawców spoza Unii Europejskiej – głównie z Chin – oferowanie towarów bez pełnej transparentności podatkowej. Zgodnie z włoskim prawem, platforma jako pośrednik ponosi współodpowiedzialność za niezapłacony VAT swoich kontrahentów.

    Dla kadry zarządzającej w sektorze technologicznym sprawa ta ma znaczenie strategiczne. VAT jest podatkiem zharmonizowanym w ramach całej Wspólnoty, co oznacza, że ewentualny wyrok skazujący we Włoszech może stać się gotowym szablonem dla prokuratorów w innych krajach członkowskich. Model biznesowy oparty na globalnym marketplace, który do tej pory cieszył się relatywną swobodą w rozliczaniu transakcji transgranicznych, staje przed widmem systemowej rewizji.

    Implikacje dla inwestycji

    Amazon zapowiada zdecydowaną obronę, argumentując, że nieprzewidywalność włoskiego systemu prawnego uderza w atrakcyjność inwestycyjną kraju. Spółka ma jednak więcej frontów do obsłużenia – równolegle toczą się dochodzenia Prokuratury Europejskiej (EPPO) oraz lokalne śledztwa dotyczące oszustw celnych i ochrony danych osobowych pracowników.

  • Nowa eskalacja USA–Chiny. Trump grozi blokadą „kluczowego oprogramowania”

    Nowa eskalacja USA–Chiny. Trump grozi blokadą „kluczowego oprogramowania”

    Decyzja Donalda Trumpa o nałożeniu 100-procentowych ceł na chińskie towary i wprowadzeniu kontroli eksportu „wszelkiego kluczowego oprogramowania” od 1 listopada to nie tylko kolejny ruch w wojnie handlowej. To sygnał, że ewentualny powrót Trumpa do Białego Domu może oznaczać gwałtowne przyspieszenie procesów decouplingu – rozdzielenia technologicznego USA i Chin, które już dziś kosztuje globalne rynki miliardy dolarów.

    Rzadko zdarza się, aby decyzja polityczna wstrząsnęła Wall Street w ciągu godzin. Tym razem wystarczyła zapowiedź, by indeks S&P 500 zanurkował o 2,7%, a Nasdaq 100 stracił 3,5%. Inwestorzy odczytali ten ruch jako zapowiedź nowej ery – takiej, w której globalny handel nie opiera się już na konkurencji cenowej, lecz na kontroli strategicznych zasobów, od oprogramowania po metale ziem rzadkich.

    Trump uzasadnił decyzję tym, że Chiny „przyjęły niezwykle agresywne stanowisko”, zapowiadając szerokie ograniczenia eksportu praktycznie wszystkiego, co produkują – zwłaszcza surowców krytycznych. To szczególnie istotne, bo Pekin od miesięcy sygnalizuje możliwość ograniczeń w eksporcie metali takich jak gal, german czy grafit – kluczowych dla produkcji chipów, baterii i technologii wojskowych.

    Technologiczna żelazna kurtyna

    Najbardziej niepokojący element ogłoszenia Trumpa dotyczy kontroli eksportu „wszelkiego kluczowego oprogramowania”. W praktyce mogłoby to oznaczać restrykcje w sprzedaży systemów operacyjnych, narzędzi AI, oprogramowania przemysłowego czy infrastruktury chmurowej – nie tylko do Chin, ale także do firm z nimi współpracujących.

    Dla globalnych łańcuchów dostaw oznaczałoby to coś w rodzaju cyfrowej żelaznej kurtyny. Korporacje technologiczne musiałyby na nowo przeprojektować modele dystrybucji i licencjonowania. W branży krążą już scenariusze „podwójnych wersji” produktów – jednej na rynki zachodnie, drugiej na Chiny, z osobnymi aktualizacjami i repozytoriami.

    Rynek szuka nowej równowagi

    Choć Trump zasugerował, że może się wycofać, jeśli Pekin porzuci groźby ograniczeń eksportowych, rynki nie wierzą w szybkie porozumienie. Rolnictwo już liczy straty – notowania soi w Chicago spadły o 1,9%, sygnalizując obawy o kontrataki handlowe Chin, które w przeszłości uderzały w farmerów z kluczowych stanów USA.

    W tle pozostaje pytanie strategiczne: czy ten konflikt zmierza ku stałej przebudowie porządku handlowego? Zarówno USA, jak i Chiny zwiększają subsydia dla własnych sektorów technologicznych. UE przygotowuje własne mechanizmy kontroli eksportu i „de-riskingu”. Coraz więcej ekonomistów wskazuje, że globalizacja w dotychczasowej formie dobiegła końca – zastępowana przez blokowe sojusze gospodarcze i technologiczne.

    Xi czy rynki? Trump stawia termin

    „Wyznaczyłem termin na 1 listopada. Zobaczymy, co się stanie” – powiedział Trump. Termin ten to deadline nie tylko dla Pekinu, lecz także dla globalnych korporacji, które będą musiały wybrać: albo pełna zgodność z amerykańskimi regułami eksportu, albo ryzyko utraty dostępu do największego rynku technologicznego świata.

    Wojna handlowa, która zaczęła się od ceł na stal i soję, przenosi się ostatecznie do najwrażliwszego obszaru – oprogramowania i technologii krytycznych. I tym razem to nie konflikt o handel. To walka o architekturę przyszłego internetu, standardy AI i kontrolę geopolitycznej infrastruktury XXI wieku.

  • Cła na chipy uderzą w laptopy i szczoteczki do zębów

    Cła na chipy uderzą w laptopy i szczoteczki do zębów

    Nowy, niekonwencjonalny pomysł dojrzewa w Waszyngtonie. Administracja Donalda Trumpa rozważa uzależnienie wysokości ceł na importowaną elektronikę od wartości zawartych w niej półprzewodników.

    To radykalny krok, który ma zmusić firmy do przeniesienia produkcji do USA, ale jego skutkiem ubocznym może być wzrost cen niemal wszystkiego – od zaawansowanych laptopów po proste szczoteczki do zębów.

    Celem Białego Domu jest uniezależnienie Stanów Zjednoczonych od zagranicznych dostaw chipów, które uznawane są za kluczowe dla bezpieczeństwa narodowego i gospodarczego. Plan ten wpisuje się w szerszą strategię „reshoringu”, czyli powrotu produkcji na teren USA, wspieraną dotychczas cłami, ulgami podatkowymi i deregulacją.

    Nowe cło miałoby być kolejnym, bardziej precyzyjnym narzędziem nacisku.

    Pomysł budzi jednak poważne obawy ekonomistów. Nowe opłaty mogłyby objąć niezwykle szeroką gamę produktów, podnosząc ich ceny w momencie, gdy inflacja już teraz przekracza cel Rezerwy Federalnej.

    Co więcej, analitycy wskazują, że droższa stałaby się również elektronika produkowana w USA, ponieważ jej wytwórcy często korzystają z importowanych komponentów. Zagrożenie wzrostem cen jest więc realne i może dotknąć konsumentów bezpośrednio.

    Diabeł tkwi w szczegółach, a tych na razie jest niewiele. Z nieoficjalnych informacji wynika, że Departament Handlu analizuje stawkę podstawową na poziomie 25% wartości chipów w danym urządzeniu. Import z Unii Europejskiej i Japonii mógłby zostać objęty łagodniejszym, 15% cłem.

    Pojawiają się również koncepcje zwolnień dla firm, które zdecydują się przenieść znaczną część swojej produkcji do Stanów Zjednoczonych, choć mechanizm ten pozostaje niejasny. Jednocześnie Biały Dom sceptycznie podchodzi do pomysłu wyłączenia z ceł maszyn do produkcji półprzewodników, co mogłoby paradoksalnie podnieść koszty budowy fabryk w USA i podważyć nadrzędny cel całej operacji.

    Projekt jest wciąż na wczesnym etapie, ale już teraz pokazuje determinację administracji w dążeniu do przebudowy globalnych łańcuchów dostaw w branży technologicznej.

  • Polska doprecyzowuje podatek cyfrowy. Rząd rozmawia z zagranicznym biznesem

    Polska doprecyzowuje podatek cyfrowy. Rząd rozmawia z zagranicznym biznesem

    Ministerstwo Cyfryzacji kontynuuje prace nad wprowadzeniem podatku od usług cyfrowych (DST), celując w największych globalnych graczy technologicznych. W środę, 17 września, odbędzie się kluczowe spotkanie konsultacyjne z przedstawicielami zagranicznych izb handlowych, co sygnalizuje przejście do kolejnego etapu legislacyjnego.

    Rząd chce w ten sposób zebrać opinie i doświadczenia z rynków, gdzie podobne regulacje już obowiązują.

    Głównym celem podatku jest wyrównanie szans między międzynarodowymi korporacjami a lokalnymi przedsiębiorcami. Danina ma objąć firmy, których skonsolidowane globalne przychody przekraczają 750 mln euro.

    Projekt przewiduje jednocześnie mechanizmy osłonowe dla podmiotów, które już teraz płacą w Polsce podatek CIT na odpowiednim poziomie, co ma chronić firmy realnie inwestujące na lokalnym rynku.

    Zgodnie z założeniami opodatkowaniu mają podlegać trzy główne kategorie usług:

    • Ukierunkowana reklama cyfrowa, bazująca na profilowaniu użytkowników.
    • Usługi pośrednictwa cyfrowego (tzw. interfejsy cyfrowe), które umożliwiają interakcje między użytkownikami w celu sprzedaży towarów lub usług.
    • Sprzedaż danych pozyskanych od użytkowników.

    Model polskiego DST jest wzorowany na rozwiązaniach przyjętych m.in. we Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii.

    Kraje te zdecydowały się na działania krajowe w obliczu przedłużających się prac nad globalnym porozumieniem podatkowym na forum OECD.

    Co istotne, projekt precyzyjnie wyłącza z opodatkowania niektóre obszary. Podatek nie obejmie m.in. sprzedaży towarów i usług przez internet na własnej stronie (bez pośrednictwa), regulowanych usług finansowych świadczonych przez banki czy usług, których głównym celem jest dostarczanie treści cyfrowych, jak gry czy oprogramowanie.

    Taka konstrukcja ma precyzyjnie uderzyć w modele biznesowe oparte na wykorzystaniu zaangażowania i danych użytkowników, a nie w tradycyjny e-commerce czy usługi cyfrowe o innym charakterze.

    Wyniki wrześniowych konsultacji mogą wpłynąć na ostateczny kształt ustawy.

  • Meta, X i LinkedIn pod lupą fiskusa. Włochy chcą miliarda euro VAT za dane użytkowników

    Meta, X i LinkedIn pod lupą fiskusa. Włochy chcą miliarda euro VAT za dane użytkowników

    Włoski spór z amerykańskimi gigantami technologicznymi o VAT może stać się jednym z najważniejszych precedensów fiskalnych w historii Unii Europejskiej. Meta, LinkedIn i X złożyły właśnie apelację od decyzji włoskich organów podatkowych, które domagają się od nich ponad miliarda euro, uznając wymianę danych osobowych za… transakcję podlegającą opodatkowaniu.

    Dotychczas podobne sprawy kończyły się ugodą. Tym razem jednak Włosi idą na całość: nie tylko żądają rekordowych kwot (887 mln euro od Mety, 140 mln od LinkedIna i 12,5 mln od X), ale chcą ustanowić nowy model interpretacji przepisów VAT. Kluczowe pytanie brzmi: czy bezpłatna rejestracja użytkownika w zamian za jego dane osobowe stanowi formę wymiany towaru lub usługi?

    Dla włoskiej administracji odpowiedź jest twierdząca. Dla firm — wręcz przeciwnie. Meta i pozostali argumentują, że dostęp do platform internetowych nie powinien podlegać opodatkowaniu, a świadczenie usług cyfrowych odbywa się zgodnie z przepisami UE.

    Stawka jest wysoka, nie tylko finansowo. Włoska interpretacja może bowiem mieć szerokie skutki dla europejskiej gospodarki cyfrowej. Model „za darmo w zamian za dane” jest powszechny: od portali społecznościowych po wydawców, linie lotnicze i sklepy internetowe. Jeśli włoski fiskus wygra, konieczna będzie korekta wielu modeli biznesowych w całej UE.

    Sprawa jest na tyle złożona, że Włochy szukają wsparcia w Brukseli. Jesienią mają przedstawić swoje pytania Komitetowi VAT Komisji Europejskiej, który choć pełni jedynie funkcję doradczą, może wpłynąć na decyzję o dalszym prowadzeniu sprawy. Proces podatkowy może potrwać nawet dekadę.

    Tło sporu nie jest wyłącznie podatkowe — to także element szerszych napięć między UE a USA, zwłaszcza w zakresie regulacji Big Techu. Komisja Europejska, jednocześnie negocjująca nowe porozumienia handlowe z USA, wstrzymuje niektóre postępowania wobec platform — jak śledztwo dotyczące X za łamanie zasad przejrzystości.

  • Intel kontra cła: dlaczego starsze chipy znów są na wagę złota

    Intel kontra cła: dlaczego starsze chipy znów są na wagę złota

    Wojna handlowa między USA a Chinami nie tylko podważa zaufanie inwestorów i destabilizuje globalne łańcuchy dostaw – niespodziewanie staje się też motorem popytu na starsze generacje chipów. Intel, który od miesięcy zmaga się z presją kosztową i rosnącą konkurencją, właśnie zyskał chwilowy oddech. Ale jest to oddech złapany w biegu — i to biegu w tył.

    Podczas gdy rynek technologiczny skupia się na rewolucji AI i zapowiedziach kolejnych generacji procesorów dla urządzeń nowej ery, rzeczywistość makroekonomiczna zmusza klientów do rewizji planów. W obawie przed kolejną falą ceł i niestabilnością w relacjach handlowych z Chinami, wielu z nich zaczęło gromadzić zapasy tańszych, sprawdzonych chipów – zamiast inwestować w kosztowne nowości. Efekt? Wyraźny wzrost popytu na procesory poprzednich generacji, zarówno w sektorze PC, jak i centrów danych.

    Intel, który od kilku kwartałów próbuje złapać nowy rytm w erze AI-PC, nie spodziewał się, że odbicie przyjdzie z tak zaskakującego kierunku. Firma co prawda przedstawiła ostrożną prognozę na drugi kwartał, ale w pierwszym – zaskoczyła Wall Street pozytywnymi wynikami. Dlaczego? Bo klienci po prostu zaczęli się zabezpieczać – kupując na zapas, zanim taryfy i ryzyka geopolityczne nie podniosą kosztów operacyjnych.

    To jednak miecz obosieczny. Produkcja starszych chipów jest mniej rentowna, a ich sprzedaż nie napędza innowacji. Co więcej, ich popularność może opóźnić adopcję nowoczesnych układów, zwłaszcza tych zintegrowanych z funkcjami sztucznej inteligencji – które Intel promuje jako przyszłość komputerów osobistych. W efekcie, choć firma tymczasowo zyskała na kryzysie, może też długofalowo na nim stracić, jeśli tempo transformacji rynku zostanie zachwiane.

    Dodatkowym zagrożeniem są potencjalne chińskie cła odwetowe na amerykańskie chipy, które – według informacji China Semiconductor Industry Association – mogą sięgnąć nawet 85%. Dla Intela, który generuje sporą część swoich przychodów właśnie w Chinach, to cios w sam rdzeń modelu biznesowego.

    W tej sytuacji strategia „wystarczająco dobrego” sprzętu – oparta na zakupie tańszych, starszych komponentów – może na chwilę zyskać na popularności, ale nie rozwiązuje fundamentalnych problemów. Rynek oczekuje innowacji, a inwestorzy – wzrostów. Intel musi więc balansować między krótkoterminowym bezpieczeństwem a długoterminową wizją.

    Obecny boom na starsze chipy pokazuje, że technologia nie rozwija się w próżni. Czasem wystarczy impuls polityczny, by rynek wybrał sprawdzone, choć mniej zaawansowane rozwiązania. I choć „wystarczająco dobre” może dziś sprzedawać się świetnie, przyszłość należy do tych, którzy potrafią budować wartość niezależnie od kierunku wiatru.

  • Lenovo już buduje, Dell i HP rozważają. Arabia Saudyjska kusi producentów komputerów

    Lenovo już buduje, Dell i HP rozważają. Arabia Saudyjska kusi producentów komputerów

    Arabia Saudyjska wyrasta na nowy punkt ciężkości dla globalnej produkcji komputerów PC. W obliczu niepewności geopolitycznej i niestabilnych taryf handlowych, producenci tacy jak Lenovo, DellHP przyglądają się możliwościom przeniesienia części swojej produkcji właśnie na Bliski Wschód. W tle — „cła Trumpa”, subsydia na poziomie miliardów dolarów i geostrategiczna rozgrywka o dominację technologiczną – podaje Digitimes.

    Cła i subsydia: Arabia Saudyjska w ofensywie

    Jeszcze kilka lat temu mało kto traktowałby Rijad jako poważnego gracza w globalnym łańcuchu dostaw IT. Dziś jednak Arabia Saudyjska nie tylko oferuje hojne zachęty inwestycyjne — jak 2 mld dolarów dotacji dla Lenovo — ale też korzysta z geopolitycznej asymetrii w taryfach handlowych. Nałożone przez administrację Trumpa cła na elektronikę z Azji Wschodniej omijają Saudów łukiem, co może okazać się kluczowe dla firm próbujących zminimalizować ryzyka handlowe przy jednoczesnym utrzymaniu marż.

    Lenovo już działa, Dell i HP się rozglądają

    Lenovo nie czekało na rozwój wydarzeń. Jeszcze przed styczniową inauguracją Trumpa firma ogłosiła budowę zakładu produkcyjnego w okolicach Rijadu. Choć początkowo projekt miał obsługiwać głównie rynki Bliskiego Wschodu i Afryki, dziś jego rola może stać się znacznie większa. Dell i HP również są na radarze – nie ogłosiły jeszcze konkretnych planów, ale z informacji branżowych wynika, że ich przedstawiciele odwiedzili już potencjalne lokalizacje w Arabii Saudyjskiej.

    Saudi Vision 2030 jako kontekst

    Inwestycyjna ofensywa nie jest przypadkowa. Rijad intensyfikuje działania w ramach programu Saudi Vision 2030, który zakłada dywersyfikację gospodarki i budowę własnego ekosystemu technologicznego. Państwowy fundusz inwestycyjny o wartości 620 miliardów dolarów ma być wehikułem tych ambicji, a przyciągnięcie gigantów z branży PC i półprzewodników to kolejny krok po spektakularnych inwestycjach w gaming i centra danych.

    Bliski Wschód jako plan B?

    Z perspektywy producentów komputerów, Arabia Saudyjska zaczyna pełnić funkcję „planu B” dla wysoce skoncentrowanej dotąd produkcji w Chinach, Wietnamie czy Malezji. Wojna handlowa na linii USA–Chiny, podsycana powrotem Trumpa na pierwsze strony gazet, znów przywraca temat suwerenności technologicznej i rozproszenia produkcji. Bliski Wschód, z przewidywalnymi taryfami i obfitymi zachętami inwestycyjnymi, może być kuszącą alternatywą — nawet jeśli niesie ze sobą inne ryzyka, jak stabilność regulacyjna czy reputacyjne kontrowersje.

    Co to oznacza dla rynku?

    Zwiększenie obecności Lenovo, Dell i HP na Bliskim Wschodzie może w dłuższym okresie zredefiniować mapę globalnej produkcji komputerów PC. Choć na razie nie mówimy o całkowitym odejściu od Azji, to sama dywersyfikacja dostawców i lokalizacji może stać się nowym standardem w strategiach łańcucha dostaw. Równie istotny jest sygnał, jaki to wysyła do innych firm technologicznych — Saudyjskie miliardy są realne, a gra toczy się o coś więcej niż tylko lokalne rynki zbytu.

    Arabia Saudyjska może nie być oczywistym wyborem dla firm technologicznych, ale w 2025 roku coraz mniej rzeczy w sektorze IT przebiega według starego schematu. W świecie, gdzie polityka handlowa dyktuje więcej niż logistyka, a surowce cyfrowe są równie cenne co ropa, decyzje takie jak ta Lenovo są czymś więcej niż tylko ruchami operacyjnymi — są częścią nowej układanki globalnej władzy technologicznej.

  • Cła i limity mocy uderzają w infrastrukturę AI. Czy to spowolni jej rozwój?

    Cła i limity mocy uderzają w infrastrukturę AI. Czy to spowolni jej rozwój?

    Kiedy AI przestaje być tylko modnym hasłem, a staje się realnym motorem zapotrzebowania na moc obliczeniową, świat zachłannie rozbudowuje infrastrukturę centrów danych. Jednak najnowszy raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) rzuca cień na tę ekspansję. Dyrektor ds. technologii agencji, Laura Cozzi, przestrzega, że eskalujące cła mogą znacznie spowolnić rozwój centrów danych – szczególnie w USA, Chinach i Unii Europejskiej, które mają odpowiadać aż za 80% wzrostu popytu w tej dekadzie.

    Wzrost, ale z zastrzeżeniami

    IEA prognozuje, że do 2030 r. centra danych będą zużywać nawet 945 TWh energii elektrycznej – więcej niż całe Niemcy obecnie. Jednak to scenariusz bazowy. W wariancie „przeciwnych wiatrów” – czyli realiów z większą liczbą ceł, słabszym wzrostem gospodarczym i presją kosztową – konsumpcja spadłaby do 670 TWh. Różnica? Około 30% mniej mocy, a to oznacza mniejszą liczbę uruchomionych centrów danych lub mniejsze ich wykorzystanie.

    Taki spadek nie jest wyłącznie kwestią energii. To objaw szerszego problemu – napięć na styku technologii, polityki handlowej i zdolności infrastrukturalnych.

    Firewall, data center, vmware

    USA liderem… ale na ile?

    Stany Zjednoczone są dziś epicentrum inwestycji w centra danych – niemal połowa globalnego wzrostu zapotrzebowania na energię do 2030 r. ma pochodzić właśnie z tego rynku. Jednak ten boom budzi pytania. Amerykańscy dostawcy energii raportują wnioski o nowe moce, które przewyższają nie tylko ich szczytowe zapotrzebowanie, ale nawet obecne możliwości produkcyjne.

    Innymi słowy – firmy technologiczne, od gigantów hiperskalowych po startupy AI, żądają więcej mocy, niż elektrownie są w stanie zapewnić. Skutek? Ryzyko opóźnień, spiętrzeń projektowych i lokalnych wąskich gardeł, szczególnie że 50% nowych inwestycji powstaje w już przeciążonych klastrach.

    Dla partnerów technologicznych, integratorów i dostawców infrastruktury to sytuacja paradoksalna. Popyt rośnie jak nigdy wcześniej, ale jego realizacja może utknąć w martwym punkcie – nie przez brak klientów, ale przez ograniczenia po stronie podaży: energii, komponentów, przepustowości sieci czy kosztów transportu wynikających z ceł.

    Strategicznym ruchem w najbliższych latach może okazać się dywersyfikacja dostaw i lokalizacji projektów – nie tylko ze względu na optymalizację kosztów, ale też na odporność łańcucha wartości. Integratorzy i VAR-y powinni przyglądać się nie tylko parametrom technologicznym sprzętu, ale też jego pochodzeniu i drogom logistycznym – bo te mogą z dnia na dzień stać się punktem zapalnym.

    AI potrzebuje prądu. A prąd – stabilnych reguł gry

    W ostatecznym rozrachunku, najnowsze dane IEA są przypomnieniem, że rozwój AI i infrastruktury IT nie odbywa się w próżni. Za każdą nową instancją modelu językowego stoi realna elektrownia, linia przesyłowa i decyzja regulatora. A dziś te elementy są coraz bardziej uwikłane w polityczne spory, których skutków nie da się łatwo przeskoczyć nawet najlepszym kodem.

  • Tarcza za 2,7 mld dolarów – jak Tajwan zamierza przetrwać presję handlową USA

    Tarcza za 2,7 mld dolarów – jak Tajwan zamierza przetrwać presję handlową USA

    Tajwan podejmuje zdecydowane kroki, aby złagodzić potencjalne negatywne skutki dla swojej gospodarki i kluczowych sektorów przemysłu, spowodowanych przez nałożenie 32-procentowych ceł na tajwańskie produkty przez administrację prezydenta Donalda Trumpa.

    Spotkanie prezydenta z liderami technologicznymi

    Prezydent Tajwanu, Lai Ching-te, zorganizował spotkanie z przedstawicielami sektora technologii informacyjno-komunikacyjnych (ICT), aby omówić strategię reagowania na nowe taryfy. W spotkaniu uczestniczyli m.in. Cliff Hou, wiceprezes TSMC i przewodniczący Tajwańskiego Stowarzyszenia Przemysłu Półprzewodnikowego, oraz Young Liu, prezes Foxconn. Prezydent Lai zobowiązał się do zapewnienia maksymalnego wsparcia dla przemysłu, stabilizacji sytuacji gospodarczej oraz ochrony interesów narodowych Tajwanu.

    Pakiet wsparcia gospodarczego

    Rząd Tajwanu ogłosił plan wsparcia finansowego o wartości 88 miliardów NT$ (około 2,67 miliarda USD) dla firm dotkniętych amerykańskimi cłami. Z tej kwoty 70 miliardów NT$ przeznaczono na wsparcie sektora przemysłowego, a 18 miliardów NT$ na sektor rolniczy. Środki te mają na celu obniżenie kosztów administracyjnych, zwiększenie konkurencyjności przemysłu, dywersyfikację rynków oraz stabilizację zatrudnienia.

    Brak retorsji i dążenie do negocjacji

    Prezydent Lai ogłosił, że Tajwan nie planuje wprowadzać ceł odwetowych wobec Stanów Zjednoczonych. Zamiast tego, rząd tajwański zamierza prowadzić negocjacje w celu obniżenia lub zniesienia taryf oraz usunięcia istniejących barier handlowych. Planowane są również zwiększone inwestycje tajwańskich firm w USA oraz rozważane są zakupy amerykańskich towarów i sprzętu obronnego w celu zrównoważenia relacji handlowych.

    Wpływ na sektory przemysłowe

    Chociaż półprzewodniki, kluczowy eksport Tajwanu, zostały wyłączone z nowych ceł, inne sektory, takie jak elektronika użytkowa, narzędzia maszynowe oraz komponenty ICT, mogą odczuć negatywne skutki. Stowarzyszenia branżowe wyraziły obawy dotyczące wpływu taryf na konkurencyjność tajwańskich produktów na rynku amerykańskim.

    Decyzja administracji USA o nałożeniu wysokich ceł na tajwańskie produkty stanowi poważne wyzwanie dla gospodarki wyspy, która jest silnie uzależniona od eksportu technologii. Jednak szybka reakcja rządu, obejmująca zarówno wsparcie finansowe dla dotkniętych sektorów, jak i dążenie do dyplomatycznego rozwiązania sporu, świadczy o strategicznym podejściu do ochrony interesów narodowych.​

    Warto zauważyć, że unikanie działań odwetowych i koncentracja na negocjacjach oraz wzmacnianiu współpracy gospodarczej z USA może przynieść długoterminowe korzyści. Podejście to może nie tylko złagodzić bieżące napięcia handlowe, ale również otworzyć nowe możliwości dla tajwańskich firm na rynku amerykańskim.​

  • Asus rozważa przeniesienie produkcji z Chin – możliwy wzrost cen PC

    Asus rozważa przeniesienie produkcji z Chin – możliwy wzrost cen PC

    W obliczu zaostrzającej się polityki handlowej Stanów Zjednoczonych wobec Chin, wielu producentów elektroniki, w tym Asus, analizuje możliwość przeniesienia części swojej produkcji poza Chiny. Decyzje te mają na celu uniknięcie wysokich ceł importowych, które mogą znacząco wpłynąć na ceny końcowe produktów. 

    Nowe cła i ich konsekwencje

    Administracja prezydenta Donalda Trumpa wprowadziła 10-procentowe cła na wszystkie towary importowane z Chin do USA, co stanowi dodatkowe obciążenie dla producentów elektroniki. W odpowiedzi na te działania, firmy takie jak ASRock już ogłosiły plany przeniesienia produkcji kart graficznych oraz innych komponentów do Wietnamu i Tajwanu, aby uniknąć dodatkowych kosztów.  

    Strategia Asusa

    Asus, jeden z czołowych producentów komputerów osobistych i sprzętu elektronicznego, również rozważa przeniesienie części produkcji poza Chiny. W niedawnym wywiadzie współdyrektor generalny Asusa, Xu Xian Yue, potwierdził, że firma analizuje możliwość takiego kroku w odpowiedzi na potencjalny wzrost amerykańskich ceł. Asus już wcześniej, na życzenie klientów, uruchomił linię produkcyjną serwerów w Stanach Zjednoczonych. Jednak dalsza ekspansja w USA będzie uzależniona od kosztów produkcji, które nadal pozostają wyższe niż w innych regionach.  

    Wpływ na rynek komputerów PC

    Przeniesienie produkcji poza Chiny wiąże się z dodatkowymi kosztami i wyzwaniami logistycznymi. W krótkim okresie może to prowadzić do wzrostu cen komputerów osobistych. Consumer Technology Association przewiduje, że ceny komputerów PC mogą wzrosnąć nawet o 46% w 2025 roku.  

    Działania konkurencji

    Asus nie jest osamotniony w swoich działaniach. Inni producenci, tacy jak Dell czy HP, od lat rozwijają swoje zakłady poza granicami Chin, aby uniknąć dodatkowych obciążeń celnych i umocnić łańcuch dostaw. Jednak proces ten wymaga czasu i nakładów finansowych, co w krótkiej perspektywie może odbić się na cenach produktów końcowych.  

    Decyzje Asusa i innych producentów o przeniesieniu produkcji poza Chiny są odpowiedzią na zmieniające się warunki geopolityczne i ekonomiczne. Chociaż takie działania mogą prowadzić do krótkoterminowego wzrostu cen, długoterminowo mogą przyczynić się do stabilizacji rynku i uniezależnienia się od jednego źródła produkcji.

  • Cła Trumpa kontra Apple: kto zapłaci rachunek?

    Cła Trumpa kontra Apple: kto zapłaci rachunek?

    Decyzje administracji Donalda Trumpa dotyczące ceł na chińskie produkty zaczynają odbijać się echem w branży technologicznej. Jedną z firm, która może mocno odczuć konsekwencje tych działań, jest Apple. Według analityków, gigant z Cupertino będzie musiał podjąć trudną decyzję: podnieść ceny swoich produktów lub pogodzić się ze spadkiem zysków.

    Acer już podniósł ceny – czy Apple pójdzie w jego ślady?

    Wśród firm, które zareagowały na cła jako pierwsze, znalazł się tajwański Acer. Spółka ogłosiła 10-procentową podwyżkę cen, przerzucając koszty na konsumentów. Apple, mimo że dysponuje znacznie większym kapitałem, również nie jest odporne na efekty ceł. Analitycy przewidują, że jeśli firma nie zdecyduje się na podwyżkę cen, jej zyski odczują znaczący cios.

    Apple straci niezależnie od decyzji

    Według CNBC, analityk Bank of America Wamsi Mohan przeanalizował kilka scenariuszy, w których Apple mogłoby zareagować na nowe cła. Wszystkie prowadzą do jednego wniosku – firma poniesie straty w ten czy inny sposób.

    Jeśli Apple zdecyduje się na absorpcję ceł i nie podniesie cen, prognozowany spadek zysku na akcję wyniesie 26 centów, czyli 3,1 procenta w 2026 roku.
    Jeśli zdecyduje się na wzrost cen o 3 procent, straci 21 centów na akcję, co przełoży się na 2,4-procentowy spadek. Podniesienie cen mogłoby również wpłynąć na sprzedaż – analitycy przewidują, że w takim scenariuszu Apple sprzeda o 5 procent mniej urządzeń.

    Czy Apple zdecyduje się na 9-procentową podwyżkę?

    Aby całkowicie zrównoważyć wpływ ceł, Apple musiałoby podnieść ceny swoich produktów o 9 procent. Taki ruch pozwoliłby uniknąć strat finansowych, ale może również odstraszyć klientów i wpłynąć na liczbę sprzedanych urządzeń. Jak podkreśla Mohan, decyzja w tej sprawie będzie kluczowa dla przyszłości firmy.

    Czy Apple zdecyduje się na radykalny krok i przeniesie koszty na konsumentów? A może znajdzie inny sposób na złagodzenie skutków ceł? Jedno jest pewne – sytuacja wymaga strategicznego podejścia, a nadchodzące miesiące mogą być kluczowe dla polityki cenowej giganta z Cupertino.

  • Pojazdy elektryczne z Chin pod obstrzałem ceł – Unia Europejska stawia granice

    Pojazdy elektryczne z Chin pod obstrzałem ceł – Unia Europejska stawia granice

    Komisja Europejska (KE) opublikowała ostateczną decyzję dotyczącą ceł wyrównawczych na pojazdy elektryczne (BEV) importowane z Chin, zmieniając wprowadzone wcześniej propozycje. Ostateczne stawki ceł, choć nieznacznie obniżone, pozostają w mocy na kolejnych pięć lat. Celem wprowadzenia tych ceł jest przeciwdziałanie praktykom subsydiowania przez chińskie firmy, które – według ustaleń KE – prowadzą do nieuczciwej konkurencji na europejskim rynku motoryzacyjnym.

    Obniżone stawki dla Tesli

    Tesla, jeden z kluczowych graczy na rynku samochodów elektrycznych, eksportująca swoje pojazdy z Chin, skorzystała na zmianie propozycji KE. Komisja zdecydowała się obniżyć indywidualną stawkę dla tej firmy z pierwotnie planowanych 9% do 7,8%. To wyraźny ukłon w stronę producenta, który wystąpił z uzasadnionym wnioskiem o indywidualną kontrolę. Decyzja ta może mieć znaczący wpływ na dalszy rozwój działalności Tesli w Europie, choć obciążenie w postaci cła wyrównawczego wciąż wpłynie na koszty importu jej pojazdów.

    Różnorodne stawki celne dla chińskich producentów

    Komisja Europejska ustaliła zróżnicowane stawki celne dla pozostałych chińskich producentów BEV. W zależności od wyników indywidualnych kontroli oraz poziomu współpracy z Komisją, stawki przedstawiają się następująco:

    • BYD: 17%
    • Geely: 18,8%
    • SAIC: 35,3%
    • Pozostałe współpracujące firmy: 20,7%
    • Firmy niewspółpracujące: 35,3%

    Wysokie cła na poziomie 35,3% dla niewspółpracujących producentów, takich jak SAIC oraz inni producenci, którzy nie zgłosili swoich produktów do indywidualnej kontroli, mają być dodatkowym narzędziem KE w egzekwowaniu uczciwej konkurencji na europejskim rynku.

    Perspektywa negocjacji z Chinami

    Równolegle do wprowadzenia ceł wyrównawczych Unia Europejska kontynuuje rozmowy z Chinami, próbując wypracować alternatywne, zgodne z regulacjami Światowej Organizacji Handlu (WTO) rozwiązania. KE otwiera się również na możliwość negocjacji tzw. zobowiązań cenowych z poszczególnymi eksporterami, co mogłoby zmniejszyć skutki obciążeń celnych dla europejskich importerów i konsumentów.

    Możliwość zwrotu dla importerów

    KE wskazała także, że europejscy importerzy mogą ubiegać się o zwrot części ceł, jeśli przedstawią dowody na to, że ich dostawcy z Chin nie korzystają z subsydiów lub gdy ich marża subsydiowania jest niższa niż opłacone cła. Taki wniosek musi być szczegółowo uzasadniony oraz poparty odpowiednią dokumentacją, co może stanowić potencjalne wyzwanie, ale jednocześnie jest szansą na ograniczenie kosztów importu.

    Ostateczne cła wyrównawcze na pojazdy elektryczne z Chin stanowią istotny element strategii Komisji Europejskiej mającej na celu ochronę europejskiego rynku przed praktykami nieuczciwej konkurencji. Długoterminowy wpływ tych działań na sektor motoryzacyjny w Europie będzie zależny od skuteczności polityki celnej KE, a także dalszych działań w zakresie współpracy z chińskimi eksporterami.

  • Gigant technologiczny zmuszony do zapłaty: Apple odda Irlandii 13 miliardów euro

    Gigant technologiczny zmuszony do zapłaty: Apple odda Irlandii 13 miliardów euro

    Apple przegrało długotrwałą batalię sądową z Unią Europejską, w wyniku której firma została zobowiązana do zapłaty 13 miliardów euro zaległych podatków Irlandii. Decyzja ta jest jednym z kluczowych elementów szerszej inicjatywy UE mającej na celu rozprawienie się z tzw. „umowami kochanymi” – porozumieniami między państwami a korporacjami, które miały na celu obniżenie zobowiązań podatkowych firm międzynarodowych.

    Tło sprawy

    W 2016 roku Komisja Europejska, pod przewodnictwem Margrethe Vestager, oskarżyła Irlandię o przyznanie Apple nielegalnych ulg podatkowych, co miało niesprawiedliwie przyciągnąć inwestycje do tego kraju kosztem innych państw członkowskich. Zarówno Apple, jak i Irlandia, która od lat korzysta z niskich stawek podatkowych w celu przyciągania międzynarodowych korporacji, początkowo skutecznie zakwestionowały orzeczenie UE.

    Jednak w ostatecznym wyroku Europejski Trybunał Sprawiedliwości uznał, że Apple rzeczywiście nadmiernie korzystało z nieuczciwych luk podatkowych w Irlandii. Firma musi teraz zapłacić 13 miliardów euro zaległych podatków, co stanowi jedno z największych pojedynczych roszczeń podatkowych w historii UE.

    Mechanizm „Podwójny Irlandczyk”

    Sukces Irlandii w przyciąganiu gigantów technologicznych takich jak Apple był częściowo wynikiem tzw. schematu „Podwójnego Irlandczyka”, który umożliwiał firmom międzynarodowym znaczną redukcję zobowiązań podatkowych. System ten pozwalał korporacjom na przekierowanie zysków do spółek zależnych zarejestrowanych w Irlandii, ale opodatkowanych w rajach podatkowych, takich jak Bermudy. Choć system ten został zamknięty w 2014 roku, Apple do tego czasu znacząco z niego korzystało, co teraz stało się podstawą decyzji sądu.

    Reakcje Apple i Irlandii

    Apple wyraziło rozczarowanie wyrokiem, podkreślając, że zgodnie z międzynarodowym prawem podatkowym firma już odprowadzała podatki w Stanach Zjednoczonych od tych samych dochodów. Firma zaznaczyła również, że Komisja Europejska próbuje zmienić zasady wstecz, co budzi wątpliwości co do zasadności orzeczenia.

    Irlandia, która była beneficjentem umowy z Apple, na razie nie określiła dokładnie, jak zamierza wykorzystać odzyskane środki. Jednak wstępne prognozy wskazują, że pieniądze mogą zostać umieszczone w nowym funduszu majątkowym, utworzonym w celu zarządzania rosnącymi wpływami z podatku od osób prawnych. Rząd irlandzki planuje również kolejne obniżki podatków oraz zwiększenie wydatków publicznych.

    Kontekst międzynarodowy

    Decyzja wobec Apple wpisuje się w szerszy kontekst działań Unii Europejskiej przeciwko agresywnym strategiom podatkowym stosowanym przez międzynarodowe korporacje. Mimo to nie wszystkie sprawy zakończyły się na korzyść UE – Amazon z powodzeniem uniknął zapłaty 250 milionów euro zaległych podatków w Luksemburgu, a Starbucks wygrał batalię dotyczącą 30 milionów euro w Holandii.

    Sprawa Apple może mieć wpływ na przyszłe postępowania wobec innych gigantów technologicznych i krajów, które korzystały z podobnych rozwiązań podatkowych.

  • To koniec tanich chińskich elektryków? UE podnosi cła na chińskie pojazdy elektryczne

    To koniec tanich chińskich elektryków? UE podnosi cła na chińskie pojazdy elektryczne

    Unia Europejska podjęła kroki, które mogą znacząco wpłynąć na rynek pojazdów elektrycznych w Europie, podnosząc cła na importowane z Chin samochody elektryczne. Ta decyzja jest najnowszym rozdziałem w szerszym sporze handlowym pomiędzy UE a Chinami, który skupia się na chińskich dotacjach rządowych i rosnącym eksporcie zielonej technologii przez ten kraj.

    Komisja Europejska ogłosiła, że wyniki wstępnego śledztwa wskazują na „nieuczciwe subsydiowanie” chińskich producentów pojazdów elektrycznych, co rzekomo szkodzi konkurencji z UE. W odpowiedzi, planowane są tymczasowe cła na poziomie do 38,1% na importowane pojazdy elektryczne z Chin, oprócz istniejących już 10% ceł.

    Komisja skupiła się na trzech największych chińskich graczach na europejskim rynku pojazdów elektrycznych: BYD, Geely i SAIC. Planuje się nałożenie dodatkowych ceł w wysokości 17,4% na samochody BYD, 20% na pojazdy Geely oraz 38,1% na produkty SAIC, będącego państwowym gigantem.

    Geely jest właścicielem wielu popularnych marek, takich jak Polestar, Lotus oraz Volvo, podczas gdy SAIC kontroluje brytyjską markę MG, która jest jedną z najlepiej sprzedających się marek EV w Europie. Inni producenci samochodów elektrycznych z Chin będą podlegać cłom w wysokości co najmniej 21%.

    UE wyraziła nadzieję na rozwiązanie sporu przez negocjacje z chińskimi władzami, ale jeśli nie przyniosą one rezultatów, cła wejdą w życie 4 lipca.

    Import samochodów elektrycznych do Europy gwałtownie wzrósł z 1,6 miliarda dolarów w 2020 roku do 11,5 miliarda dolarów w 2023 roku, według firmy badawczej Rhodium Group. Choć większość tego importu pochodzi od zachodnich producentów, takich jak Tesla i BMW, z fabrykami w Chinach, urzędnicy UE obawiają się, że chińscy producenci mogą przejąć znaczący udział w rynku, oferując produkty po niższych cenach dzięki dotacjom rządowym.

    UE argumentuje, że chińskie dotacje nie tylko zniekształcają rynek, ale także szkodzą europejskim producentom oraz przemysłowi zielonych technologii. Chociaż europejskie kraje również dotują samochody elektryczne, spór dotyczy tego, czy te dotacje są uczciwe i dostępne dla wszystkich, czy też faworyzują jedną stronę.

    Cła mają na celu zniwelowanie nierówności wynikających z chińskich dotacji i wyrównanie szans na europejskim rynku. Komisja Europejska wskazała również, że Tesla może otrzymać indywidualnie obliczoną stawkę, jeśli cła zostaną ostatecznie nałożone.

    Chińscy producenci samochodów, działając w konkurencyjnym środowisku krajowym, nauczyli się produkować pojazdy elektryczne w sposób niezwykle efektywny kosztowo. Na przykład, model BYD Seal U Comfort sprzedawany jest w Chinach za około 21 769 euro, podczas gdy w Europie jego cena wynosi aż 41 990 euro.

    Zdaniem ekspertów, takie niższe ceny chińskich pojazdów mogą przynieść korzyści europejskim konsumentom, zmuszając lokalnych producentów do obniżania cen i poprawy oferty. Jednak europejscy urzędnicy podkreślają, że kluczowe jest, aby konkurencja była sprawiedliwa, bez nieuczciwych dotacji.

    Chiński model gospodarki, w którym państwowe firmy odgrywają kluczową rolę, umożliwia szerokie wsparcie dla przemysłu pojazdów elektrycznych. Rząd wspiera zarówno państwowe, jak i prywatne firmy poprzez niskooprocentowane pożyczki, tanie grunty dla fabryk, ulgi podatkowe oraz subsydiowane surowce i części.

    UE ma trudności z pełnym zrozumieniem i oszacowaniem skali tego wsparcia, co komplikuje proces nałożenia ceł. Komisja skupiła się na BYD, Geely i SAIC, ale inni producenci, którzy współpracowali w ramach dochodzenia, również będą podlegać dodatkowym cłom.

    Podniesienie ceł sprawi, że chińskie samochody staną się droższe, co zmniejszy presję na europejskich producentów, aby obniżać ceny. Mimo to chińscy producenci mogą nadal sprzedawać swoje pojazdy z zyskiem, nawet z cłami sięgającymi 30%.

    Europejscy producenci, którzy produkują pojazdy elektryczne w Chinach, mogą zostać dotknięci tymi cłami jako niezamierzone ofiary. Pomimo pewnego wsparcia rządowego w Chinach, ich sytuacja może być trudniejsza niż sytuacja rodzimych chińskich firm.

    Chiny prawdopodobnie podejmą działania odwetowe. Chińska Izba Handlowa ostrzegła, że Pekin może podnieść cła na importowane z Europy luksusowe samochody, co mogłoby dotknąć niemieckich producentów, takich jak Porsche.

    Ministerstwo Handlu Chin określiło decyzję UE jako „oczywistą formę protekcjonizmu” i zapowiedziało możliwość podjęcia odpowiednich działań odwetowych.

    Jednak analitycy twierdzą, że wpływ chińskich działań odwetowych może być ograniczony. Większość samochodów sprzedawanych przez europejskie firmy w Chinach jest tam produkowana lokalnie, co zmniejsza ich podatność na potencjalne cła.

  • Opodatkowanie donejtów – nowa interpretacja podatkowa burzy internet

    Opodatkowanie donejtów – nowa interpretacja podatkowa burzy internet

    W najnowszej interpretacji podatkowej Dyrektora KIS z 9 maja 2024 r., dotyczącej statusu prawno-podatkowego dobrowolnych wpłat przekazywanych twórcom internetowym, pojawiło się stanowisko, które może zaskoczyć wielu działających w cyfrowej przestrzeni. Monika Piątkowska, doradca podatkowy z portalu e-pity.pl, komentuje te kontrowersje, podkreślając znaczenie jasności prawnopodatkowej dla twórców korzystających z platform internetowych.

    „Świat cyfrowy już jakiś czas temu zagościł na dobre w codziennych realiach. Materiały udostępniane widzom na popularnych serwisach nie tylko stanowią źródło rozrywki dla widzów, ale mogą również być intratnym źródłem dochodów dla ich twórców. Streamerzy, influencerzy czerpią swoje dochody z sieci na wiele sposobów. Szczególne kontrowersje w tym temacie stanowią jednak donejty, czyli dobrowolne, anonimowe wpłaty przekazywane twórcom.

    Większość osób działających w internecie, które zarabiają właśnie w ten sposób, uznała, że są to darowizny od ich widzów. Zgodnie z ustawą o podatku od spadków i darowizn, jeżeli wartość wpłat od osoby nam obcej, należącej do III grupy podatkowej, nie przekracza 5733 zł podczas okresu 5 lat, czyli kwoty wolnej dla darowizn, to od takiej darowizny nie jest naliczany podatek. Choć stanowisko fiskusa w przypadku dobrowolnych wpłat na rzecz twórców nie jest jednolite, to w niniejszej sytuacji organ uznał podejście streamerów za nieprawidłowe. Z interpretacji jasno wynika, że żeby uznać, że dana wpłata jest darowizną, musi być znany zarówno obdarowany, jak i darczyńca. Jeśli niemożliwa jest identyfikacja osób przekazujących wsparcie i tym samym nie można zweryfikować wysokości wpłat od poszczególnych osób, to nie możemy ich uznać za umowy darowizny w rozumieniu przepisów Kodeksu cywilnego.

    Jeśli zatem dana wpłata nie jest darowizną, to nie mają do niej zastosowania przepisy ustawy o podatku od spadku i darowizn, a co za tym idzie nie można zastosować zwolnienia z opodatkowania. Choć interpretacja podatkowa jest wiążąca tylko dla osoby, która ją złożyła, to pokazuje nam kierunek działań fiskusa. Zatem pozostali twórcy, którzy uznawali za darowiznę datki od anonimowych osób, powinni jeszcze raz zweryfikować wykazywane przez siebie dochody w zeznaniach podatkowych.

    Warto również zwrócić uwagę, że świat i twórczość internetowa zmieniły się na przestrzeni lat, tworząc wiele nowych możliwości zarobkowych, których polskie prawo podatkowe nie przewiduje. Istnieje zatem potrzeba dostosowania ustaw do realiów działania w sieci. Warto się zatem zastanowić, czy datki dla osób, które dostarczają nam rozrywki, mimo że są dobrowolne powinny być klasyfikowane jako darowizna, nawet jeśli nie byłyby anonimowe. Z pewnością wymagane jest w tej sprawie uregulowanie kwestii zarobków w internecie, jak i wskazania ich jednolitej interpretacji. Istnieje bowiem ryzyko, że jeśli fiskus ostatecznie uzna, że wpłaty na rzecz twórców internetowych nie powinny być uznawane jako darowizny zwolnione z opodatkowania, wówczas wielu streamerów lub influencerów powinno skorygować swoje zeznania podatkowe, nawet kilka lat wstecz. W przeciwnym wypadku może dojść do sytuacji, że fiskus sam skontroluje dochody twórców i zastosuje sankcje wobec nich.”

    Komentarz do interpretacji podatkowej wydanej przez Dyrektora KIS z dnia 9 maja 2024 r. nr. 0111-KDIB2-2.4015. 34.2024.3.MM.

  • Jak działa ordynacja podatkowa?

    Jak działa ordynacja podatkowa?

    Co to jest ordynacja podatkowa?

    Ordynacja podatkowa jest ustawą, którą uchwalono w 1997 roku. Jest ona określana jako polska konstytucja podatkowa. Jest to bardzo istotny dokument, w którym wyszczególnione są polskie organy podatkowe a także ich uprawnienia i obowiązki. We wskazanym dokumencie są też zapisy odnośnie norm postępowania skarbowego. Ordynacja podatkowa mówi też o tym, jak powinny przebiegać kontrole podatkowe, postępowania oraz kary wobec podatników, którzy działają w sposób niezgodny z przepisami, czyli najczęściej po prostu uchylają się od uiszczania podatków na rzecz państwa.

    W ordynacji podatkowej znajdziemy także informacje na temat zasad prowadzenia kontroli podatkowych, zobowiązań podatkowych, postępowań podatkowych a także wytyczne odnośnie tego, czym wyróżnia się tajemnica skarbowa. Polska konstytucja podatkowa stanowi też źródło wiedzy odnośnie tego, w jaki sposób urząd skarbowy może wydawać interpretacje podatkowe na wniosek podatników w konkretnych sprawach. 

    Czym są podatki?

    W ordynacji podatkowej znajdziemy też najważniejszą definicję, a mianowicie słowa podatek. Czym on dokładnie jest? Termin ten oznacza powszechne, obowiązkowe świadczenie pieniężne, za którego pobieranie odpowiedzialne jest państwo bądź uprawnione jednostki samorządu terytorialnego. 

    Podatki wyróżniają się tym, iż mają charakter nieodpłatny. Oznacza to, że pobrane przez państwo kwoty nie podlegają bezpośredniemu zwrotowi. Dzięki podatkom państwo zyskuje środki służące do realizacji wielu zadań publicznych, np. utrzymania dróg, torów kolejowych, szpitali, szkół itd. 

    Kim są podatnicy?

    Mianem podatników określa się wszystkie osoby fizyczne, prawne bądź jednostki organizacyjne nie posiadające osobowości prawne, co do których powstał obowiązek podatkowy. Zadaniem płatnika jest terminowe obliczenie oraz uiszczenie należnego podatku do właściwego organu, najczęściej urzędu skarbowego. 

    Specjaliści wyróżniają też termin „zobowiązanie podatkowe”. Chodzi tutaj o to, że podatnik ma obowiązek zapłacić gminie, powiatowi, województwu lub skarbowi państwa podatku w konkretnej wysokości oraz we wskazanym terminie. 

    Jakie są rodzaje podatków według ordynacji podatkowej?

    Zgodnie z zapisami ordynacji podatkowej, istnieją dwie kategorie podatków. Mianowicie: podatki bezpośrednie i pośrednie. Te pierwsze wyróżniają się tym, iż są nakładane na dochód bądź majątek posiadany przez daną osobę. Do tego rodzaju podatków zalicza się m.in. podatek dochodowy, spadkowy oraz gruntowy. Z kolei najpopularniejsze podatki pośrednie to VAT i akcyza – płacimy je robiąc np. zakupy w sklepie. 

  • Amazon wygrywa sprawę o 250 milionów euro w podatkach

    Amazon wygrywa sprawę o 250 milionów euro w podatkach

    Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zwolnił Amazon z obowiązku zapłaty około 250 milionów euro  zaległych podatków. To orzeczenie zamyka długotrwałą batalię prawną, podkreślając złożoność europejskiej polityki podatkowej oraz wyzwania, jakie napotyka Unia Europejska w walce z unikaniem opodatkowania przez wielkie korporacje.

    Sprawa rozpoczęła się w 2017 roku, gdy Margrethe Vestager, komisarz UE ds. konkurencji, oskarżyła Amazon o korzystanie z nieuczciwych warunków podatkowych w Luksemburgu. Luksemburg, będąc europejską siedzibą Amazona, umożliwił firmie płacenie zaniżonych podatków od 2003 roku, co skutkowało niemalże całkowitym unikaniem opodatkowania trzech czwartych zysków Amazona w UE.

    Trybunał Sprawiedliwości UE ostatecznie orzekł na korzyść Amazona, potwierdzając wcześniejszą decyzję sądu niższej instancji z 2021 roku. Sąd stwierdził, że Komisja Europejska nie udowodniła, iż Amazon otrzymał nielegalne wsparcie państwa. W komunikacie prasowym wyjaśniono, że „Komisja nie ustaliła, że orzeczenie podatkowe wydane Amazonowi przez Luksemburga było pomocą państwa, która była niezgodna z rynkiem wewnętrznym UE”.

    Amazon przyjął orzeczenie z zadowoleniem, podkreślając, że firma „przestrzegała wszystkich obowiązujących przepisów i nie otrzymała specjalnego traktowania”. Komisja Europejska, z kolei, zapowiedziała dokładne przeanalizowanie wyroku oraz ocenienie jego implikacji.

    Ten przypadek rzuca światło na długotrwałą problematykę w UE dotyczącą umów podatkowych między poszczególnymi krajami a międzynarodowymi korporacjami. Praktyka ta skutkuje konkurencją między państwami UE, a międzynarodowe korporacje wykorzystują tę sytuację na swoją korzyść. Ta decyzja Trybunału Sprawiedliwości UE może stanowić precedens, mający wpływ na przyszłe sprawy dotyczące opodatkowania dużych korporacji w Europie.

    Orzeczenie to podkreśla złożoność i wyzwania w egzekwowaniu jednolitej polityki podatkowej w Unii Europejskiej. Równocześnie pokazuje, jak trudne może być rozliczanie wielkich korporacji, które dysponują znacznymi zasobami i wpływami. To wydarzenie z pewnością będzie miało długofalowe konsekwencje dla polityki podatkowej UE oraz dla dyskusji o sprawiedliwym opodatkowaniu korporacji na świecie.

  • Dane ministerstwa finansów nie pozostawiają złudzeń – odpływ inwestycji w badania i rozwój

    Dane ministerstwa finansów nie pozostawiają złudzeń – odpływ inwestycji w badania i rozwój

    Eksperci są zaskoczeni danymi dotyczącymi wybranych ulg z rozliczenia PIT za 2022 rok. W porównaniu z rokiem wcześniejszym, skorzystano z ponad 36% mniej odliczeń zmniejszających podstawę opodatkowania z tytułu kosztów uzyskania przychodów, poniesionych na działalność badawczo-rozwojową. Z kolei łączna kwota zmalała o niespełna 3%. Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że ww. rozwiązanie wybrali przede wszystkim podatnicy działający w przetwórstwie przemysłowym oraz w woj. mazowieckim. Resort udostępnił też dane dotyczące niedawno wdrożonych ulg na prototyp i robotyzację. Według znawców tematu, firmy dość ostrożnie podchodzą do nowych rozwiązań z tego zakresu, często w obawie o reakcję fiskusa. Ponadto wielu przedsiębiorców nie wie, że są możliwości dokonania odliczeń.

    Zaskoczenie wśród ekspertów

    Jak wynika z danych rozliczenia PIT za 2022 rok, udostępnionych przez Ministerstwo Finansów, wykazano 1,1 tys. odliczeń zmniejszających podstawę opodatkowania z tytułu kosztów uzyskania przychodów poniesionych na działalność badawczo-rozwojową na łączną kwotę blisko 416 mln zł. Natomiast za 2021 rok było to odpowiednio 1,6 tys. i przeszło 427 mln zł. Z kolei w danych za 2020 rok widzimy 1,7 tys. i blisko 501 mln zł, a za 2019 rok – prawie 1,5 tys. i niespełna 379 mln zł.

    – Dane za 2022 są dla mnie zaskakujące. Wydawać by się mogło, że podatników, którzy skorzystają z tego rozwiązania, będzie znacznie więcej. Jeśli mówimy o wspieraniu działalności badawczo-rozwojowej w podatkach, to instrument obowiązujący w Polsce od ubiegłego roku jest jednym z atrakcyjniejszych na świecie. Kwota odliczeń została przecież zwiększona ze 100% do 200%. Jednocześnie wiemy, że Polski Ład wprowadził szereg zmian. Sporo podatników przeszło na ryczałt, a więc już nie mogli dalej korzystać z ulgi na działalność badawczo-rozwojową i z ulgi IP Box i to może być jedna z przyczyn spadku w statystykachkomentuje Maciej Chlewicki, Starszy Menedżer z Zespołu ds. Innowacji, Ulg i Dotacji w KPMG w Polsce. 

    Jak stwierdza doradca podatkowy Ewa Flor, mniejsza liczba dokonywanych odliczeń za 2022 rok jest faktycznie zaskakująca. Od ubiegłego roku ulga na działalność badawczo-rozwojową zyskała na atrakcyjności poprzez podniesienie limitów odliczeń czy możliwość łączenia jej z ulgą IP Box. Zdaniem ekspertki, to zjawisko jest częściowo wytłumaczalne. Ubiegły rok był okresem wzmożonego zainteresowania ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych. Ta forma opodatkowania, w wyniku zmian Polskiego Ładu, stała się bardzo atrakcyjna dla części przedsiębiorców, w szczególności dla tych, którzy prowadzą JDG w branży IT. To w konsekwencji sprawiło, że dla wielu podmiotów przechodzenie na ryczałt stało się bardziej opłacalne niż korzystanie z ulg podatkowych.

    – Ten spadek rdr. możemy łączyć z kwestią odpływu funduszy unijnych, w szczególności projektów badawczo-rozwojowych. Firmy mniej inwestowały właśnie w tego typu przedsięwzięcia. Trzeba też pamiętać o sytuacji gospodarczej. Część przedsiębiorstw ogranicza pewnego rodzaju inwestycje, bo ważniejsze dla nich jest przetrwanie niż rozwój. Ta ulga sprawia, że jesteśmy rajem podatkowym dla firm badawczo-rozwojowych i to jest coś dobregozaznacza dr Błażej Podgórski z Katedry Finansów Akademii Leona Koźmińskiego.

    Przewidywalna czołówka zestawienia

    Według danych z rozliczenia PIT za 2022 rok, biorąc pod uwagę podział na sekcje PKD, najwięcej odliczeń zmniejszających podstawę opodatkowania z tytułu kosztów uzyskania przychodów poniesionych na działalność badawczo-rozwojową przypada na przetwórstwo przemysłowe (sekcja C) – 300 (prawie 181 mln zł). Dalej znajduje się pozostała działalność usługowa (sekcja S) – ponad 180 (niespełna 56 mln zł) oraz działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (sekcja M) – niecałe 130 (przeszło 39 mln zł). Kolejne są handel hurtowy i detaliczny, naprawa pojazdów samochodowych, włączając motocykle (sekcja G) – ponad 110 (przeszło 38 mln zł) oraz informacja i komunikacja (sekcja J) – niespełna 80 (prawie 21 mln zł). Według Ewy Flor, to zrozumiałe, że z takich odliczeń podatkowych korzystają przede wszystkim firmy związane z przetwórstwem przemysłowym. Ten sektor, obejmujący produkcję dóbr materialnych, często wymaga stałych inwestycji w badania i rozwój. Ale również w innych branżach jest to konieczne  do utrzymania konkurencyjności.

     – Firmy produkcyjne skupiają się głównie na swoich produktach i technologiach. Siłą rzeczy muszą je najpierw opracowywać, zanim wprowadzą na rynek. A każde takie działania, jeśli mówimy o czymś nowym i twórczym, wpisują się potencjalnie w działalność rozwojową. Jeżeli uwzględnimy dane zarówno z rozliczenia PIT, jak i CIT za 2022 rok, to łącznie mamy ponad 3 tys. podatników, którzy skorzystali z ulgi. I mówimy tutaj o różnych branżach. To promil w porównaniu z tym, ile firm funkcjonuje w Polsce. Zdecydowanie więcej przedsiębiorców mogłoby dokonać odliczeń, jednak część z nich po prostu nie ma świadomości, że kwalifikuje się do wsparcia lub boi się interakcji z urzędem skarbowymdodaje Maciej Chlewicki.

    Z analizy ministerialnych danych wiemy też, że najwięcej odliczeń zmniejszających podstawę opodatkowania z tytułu kosztów uzyskania przychodów poniesionych na działalność badawczo-rozwojową dot. województwa mazowieckiego – blisko 150 (prawie 61 mln zł). Dalej jest woj. śląskie – ponad 130 (przeszło 47 mln zł), małopolskie – niecałe 120 (niespełna 34 mln zł), pomorskie – przeszło 100 (ponad 43 mln zł) oraz łódzkie – ponad 90 (niecałe 44 mln zł). Z kolei na końcu listy widać lubuskie – 9 (ponad 3 mln zł), zachodniopomorskie – 20 (blisko 8 mln zł) oraz opolskie – 23 (niecałe 17 mln zł). Jak stwierdza dr Podgórski, te dane pokazują, gdzie znajdują się najsilniejsze ośrodki badawczo-rozwojowe. Tam działają m.in. popularne politechniki i podmioty z obszaru technologicznego. A to zdecydowanie przekłada się na większe zainteresowanie wspomnianą ulgą podatkową.

     – Wiele czynników może wpływać na ilość i wartość odliczeń w poszczególnych województwach. Mam na myśli m.in. liczbę firm, dostępność funduszy, stopień zaawansowania technologicznego regionu, a także współpracę między sektorem publicznym a prywatnym. Województwo mazowieckie jest największe w kraju. Ponadto należy do najbardziej rozwiniętych regionów Polski, co przekłada się na większą liczbę przedsiębiorstw prowadzących działalność badawczo-rozwojowąwskazuje doradca podatkowy Ewa Flor. 

    Zainteresowanie będzie rosło?

    Jak wynika z danych z rozliczenia PIT za 2022 rok, było ponad 80 odliczeń z tytułu kosztów produkcji próbnej nowego produktu i wprowadzenia na rynek nowego produktu na 1,6 mln zł. Ponadto zastosowano przeszło 140 odliczeń z tytułu kosztów uzyskania przychodów poniesionych na robotyzację na niecałe 156 mln zł. Widzimy też przeszło 6 tys. przypadków podatku wykazanego w załączniku CIT/IP na kwotę prawie 92 mln zł. Z kolei za 2021 rok było to odpowiednio ponad 8 tys. i przeszło 116 mln zł, za 2020 rok – 7 tys. i blisko 77 mln zł, a za 2019 rok – ponad 5 i prawie 50 mln zł.

    – Na tak niewielkie, w mojej ocenie, zainteresowanie ulgą na prototyp i ulgą na robotyzację wpłynęło kilka czynników. Spośród nich najistotniejsze wydaje się to, że ub.r. był pierwszym rokiem funkcjonowania tych preferencji w polskim systemie podatkowym. Przedsiębiorcy nie mieli odpowiedniej, wystarczającej wiedzy na temat warunków korzystania i potencjalnych korzyści, a w szczególności nie było wypracowanej praktyki stosowania ww. rozwiązań. W przeszłości mieliśmy już do czynienia z podobnym zjawiskiem. Podatnicy początkowo z dużą ostrożnością podchodzą do korzystania z nieznanych mechanizmów. Tak było też z estońskim CIT-em czy z ulgą IP Box. Mimo słabych bieżących danych, przewiduję, że w kolejnych latach będzie większe zainteresowanie tego typu ulgamiwyjaśnia Ewa Flor. 

    Z kolei Maciej Chlewicki prognozuje, że w rozliczeniu PIT i CIT za 2023 rok liczba podatników korzystających z ulgi B+R nie zmieni się radykalnie w porównaniu z ostatnimi danymi. Prawdopodobnie będzie na bardzo zbliżonym poziomie, ale nie można też wykluczyć niewielkiego spadku. Według eksperta, wciąż wiele firm nie wie o możliwości dokonania ww. odliczenia. Niekiedy przedsiębiorca wychodzi z założenia, że skoro nie ma działu badawczo-rozwojowego czy laboratorium, to ulga nie przysługuje. Nic bardziej mylnego, ponieważ takie miejsca nie są potrzebne do rozwijania np. oprogramowania.

    – Im więcej różnych ulg, tym więcej firm prowadzi działalność badawczo-rozwojową na terenie Polski. Ważne, żeby technologia była tutaj produkowana i rozwijana, ponieważ istotne znaczenie ma gospodarka oparta na wiedzy dzięki temu też buduje się polskie PKB. Obawiam się, że podatkowo niewiele więcej już można zrobić w tym temacie. Nowy rząd nie będzie na początku zajmował się kwestiami podatkowymi, ponieważ ma do rozwiązania większe wyzwania, choćby odblokowanie środków z KPO. Natomiast szerokie uruchomienie funduszy unijnych może pozytywnie wpłynąć na działalność badawczo-rozwojowąpodsumowuje dr Podgórski z Akademii Leona Koźmińskiego.

  • Podatki przy kryptowalutach – jak rozliczyć się z AirDropów?

    Podatki przy kryptowalutach – jak rozliczyć się z AirDropów?

    W ostatnich latach rynek kryptowalut przeżywa gwałtowny wzrost popularności, przyciągając tym samym zarówno doświadczonych, jak i nowych inwestorów. Wraz z postępującym rozwojem, pojawiają się również nowe metody dystrybucji walut cyfrowych. Jedną z nich stanowią AirDropy, czyli nieodpłatnie przyznawane tokeny. Zasadniczo kryptoaktywa rozdawane są w ramach akcji marketingowych dla określonych projektów tokenizacyjnych. Kwestią, która może budzić wątpliwości w tym zakresie, jest sposób ich opodatkowania. Jak rozliczyć się z AirDropów? Czy można je rozpatrywać jako darowiznę? Więcej informacji na ten temat w poniższym artykule.

    Zwolnienie z podatku przy AirDropie

    W gruncie rzeczy AirDropy można uznać za formę darowizny. Jednak oznacza to konieczność uwzględnienia ich w rozliczeniach podatkowych. Niemniej jednak w niektórych sytuacjach istnieje możliwość wyłączenia tego obowiązku. W ramach AirDropów otrzymywanych od osób niebędących bliskimi krewnymi można skorzystać z limitu zwolnienia podatkowego w wysokości 5 308 zł, który dotyczy trzeciej grupy podatkowej. Należy podkreślić, że zwolnienie to obejmuje wszystkie darowizny przyjęte od jednej osoby w ciągu 5 lat. Jeśli w trakcie trwania roku otrzymano wiele darowizn od różnych osób, to limit ten wzrasta do kwoty 20 868 zł.

    Jak opodatkować AirDropy na zyskach kapitałowych?

    W istocie otrzymując AirDropy, w teorii niezbędne będzie uiszczenie podatku. Nie mniej jednak ze względu na możliwość skorzystania ze zwolnienia, nie należy się zbytnio przejmować tą kwestią. Niestety, na chwilę obecną nie ma jednoznacznych interpretacji dotyczących poprawnego rozliczenia AirDropów w kontekście zysków kapitałowych. Jednak co ważne, w przypadku, gdy tokeny powinny być zwolnione z opodatkowania – ich sprzedaż w przyszłości generuje dochód. W związku z tym, czy wartość otrzymanej darowizny powinna być uwzględniona w kosztach? W mojej opinii tak, choć jest to działanie ryzykowne. Kluczowe tutaj będzie stanowisko Krajowej Administracji Skarbowej.

    Czy AirDrop zawsze będzie darowizną?

    Ogólnie rzecz biorąc, jeśli podatnik nie podejmuje żadnych działań w związku z otrzymaniem tokenów, to z pewnością można je zakwalifikować jako darowizna. Jednak, jeśli w zamian za kryptowaluty zostaje on poproszony o podanie swojego adresu e-mail, dodanie komentarza lub wykonanie innej aktywności – sytuacja ta może być bardziej skomplikowana. Wówczas warto zastosować się do przepisów zawartych w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych. Zgodnie z jej treścią istnieje możliwość zastosowania zwolnienia w związku z działalnością promocyjną danego przedsiębiorcy. Niestety, zwolnienie to ogranicza się do kwoty 200 zł dla osoby, która nabywa ten token.

    Progi podatkowe przy AirDropach

    Warto zaznaczyć, że gdy wartość AirDropów przekroczy ustalony przez ustawodawcę limit – po stronie podatnika powstaje obowiązek zapłaty podatku. Wedle ustawy wyróżniamy w tym zakresie trzy progi podatkowe. W celu rozliczenia się z opodatkowania należy zrobić to za pośrednictwem druku SD-3. Co ważne, na ten moment organy kontrolne w Polsce takie jak Urzędy Skarbowe nie przeprowadzają zbyt wielu kontroli w tym aspekcie. Jednak niewykluczone, że w przyszłości mogą one pojawiać się o wiele częściej, niż ma to miejsce obecnie.

  • Zalety wdrożenia KSeF w Twojej firmie

    Zalety wdrożenia KSeF w Twojej firmie

    Czym jest KSeF?

    KSeF to skrót od Krajowego Systemu e-Faktur. Jest to rządowa platforma stworzona przez Ministerstwo Finansów, która służy do wystawiania i otrzymywania e-faktur w ustrukturyzowanej formie drogą elektroniczną. Poprzez ustrukturyzowaną formę faktury elektronicznej rozumie się fakt, iż taki dokument jest zgodny ze ściśle określonymi specyfikacjami. Oznacza to, że taka faktura elektroniczna w systemie KSeF ma postać wiadomości XML, która pozwala odbiorcom na jej automatyczne przetwarzanie.

    Faktury elektroniczne przesyłane za pośrednictwem Krajowego Systemu e-Faktur oznaczone są przypisanym numerem, który pozwala na zidentyfikowanie konkretnej faktury w tej bazie, dzięki czemu wystawiony dokument jest e-fakturą, a nie wyłącznie dokumentem sprzedaży. Polska jest czwartym krajem UE, który wdraża to rozwiązanie. Obecnie system tego typu funkcjonuje już we Włoszech, Hiszpanii i Portugalii.

    Od kiedy KSeF jest obowiązkowy?

    Krajowy System e-Faktur docelowo ma zastąpić faktury drukowane i cyfrowe przesyłane mailowo (np. w formacie PDF). Rządowa platforma do wysyłania i odbierania ustrukturyzowanych faktur drogą elektroniczną funkcjonuje od 1 stycznia 2022 roku. Do tej pory była jednak dobrowolna. Ustawa z 29 października 2021 roku o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw określiła ogólne ramy funkcjonowania tego systemu. Z kolei nowelizacja tej ustawy z dnia 7 sierpnia 2023 roku określiła datę, kiedy KSeF stanie się obligatoryjny. Dla dużych firm termin ten został wyznaczony na 1 lipca 2024 roku, z kolei dla małych i średnich firm dopiero na 1 stycznia 2025 roku. System ten ma zmniejszyć lukę VAT i uszczelnić polski system podatkowy.

    KSeF dla wielu przedsiębiorców będzie wiązał się z całkowitą zmianą procesów, w których uczestniczyły faktury. System ten jednak ma sprawić, że wszelkie działania związane z wystawianiem i odbieraniem faktur będą szybsze i sprawniejsze.

    Więcej na ten temat znajdziesz na: https://www.editel.pl/rozwiazania-edi/e-faktura/ksef/.

    KSEF
    źródło: elements.envato.com

    Co przedsiębiorca zyskuje dzięki KSeF i dlaczego warto go wdrożyć jak najszybciej?

    Krajowy System e-Faktur, choć obecnie jest jeszcze dobrowolny to z uwagi na szereg korzyści, które przynosi podatnikom, jest wykorzystywany zarówno przez duże, średnie, jak i małe firmy. Do zalet KSeF-a można zaliczyć brak konieczności wystawiania duplikatów faktur i samodzielnego ich przechowywania oraz archiwizacji.

    System umożliwia również szybkie wystawianie i odbieranie faktur, a dane podatnika są natychmiast i na bieżąco dostarczane do Ministerstwa Finansów, a następnie porządkowane według określonego schematu. Zaletą korzystania z KSeF-a jest też możliwość uzyskania wcześniejszego zwrotu podatku VAT, naliczonego w ciągu 40, a nie 60 dni, o ile firma spełnia przesłanki określone w ustawie o VAT.

    Przy wystawianiu faktur za pośrednictwem Krajowego Systemu e-Faktur stosuje się zintegrowane oprogramowanie finansowo-księgowe. Z tego powodu, kluczem do sukcesu dla wielu firm, będzie połączenie z KSeF-em aktualnie posiadanego oprogramowania. Rozwiązaniem w takiej sytuacji może być na przykład narzędzie KSeF Connect oferowane przez EDITEL Polska.