Tag: Sztuczna inteligencja

Kluczowa technologia cyfrowej transformacji. Sprawdzamy, jak AI wpływa na innowacje, automatyzację i rozwój branży IT i biznesu.

  • Bezpieczne środowisko dla AI: Cloudflare wprowadza Dynamic Workers i Think

    Bezpieczne środowisko dla AI: Cloudflare wprowadza Dynamic Workers i Think

    W Dolinie Krzemowej narracja o sztucznej inteligencji przesuwa się z prostych chatbotów w stronę autonomicznych agentów – systemów, które nie tylko odpowiadają na pytania, ale samodzielnie wykonują złożone zadania. Cloudflare, tradycyjnie kojarzony z ochroną stron przed atakami DDoS i siecią dostarczania treści, właśnie wykonał ruch, który stawia go w centrum tej transformacji. Rozszerzenie platformy Agent Cloud to sygnał, że firma chce stać się „systemem operacyjnym” dla sztucznej inteligencji.

    Kluczowym wyzwaniem dla biznesu wdrażającego agentów AI jest bezpieczeństwo i wydajność wykonywanego przez nich kodu. Rozwiązanie Dynamic Workers adresuje ten problem poprzez izolowane środowiska, które uruchamiają się w milisekundach. W przeciwieństwie do ciężkich kontenerów, nowa architektura Cloudflare pozwala agentom na błyskawiczne wywoływanie API czy transformację danych, minimalizując koszty operacyjne i opóźnienia, co jest krytyczne w skalowalnych aplikacjach korporacyjnych.

    Jednak prawdziwa innowacja leży w trwałości działań AI. Dotychczasowe modele językowe często cierpiały na brak „pamięci długotrwałej” w kontekście skomplikowanych projektów programistycznych. Cloudflare wprowadza system Artifacts – kompatybilny z Git magazyn danych, który pozwala agentom zarządzać milionami repozytoriów. Dzięki temu sztuczna inteligencja zyskuje stałą przestrzeń roboczą, mogąc klonować kod, instalować pakiety w izolowanych środowiskach Linux i iterować nad projektami w sposób zbliżony do ludzkiego dewelopera.

    Uzupełnieniem tej wizji jest framework Think, zintegrowany z nowym SDK. Rozwiązuje on fundamentalny rozdźwięk między krótkim czasem sesji modelu AI a długofalowym charakterem zadań biznesowych. Pozwala to na budowanie agentów zdolnych do prowadzenia wieloetapowych operacji trwających dni lub tygodnie, a nie tylko sekundy.

    Strategia Cloudflare staje się jasna zwłaszcza po niedawnym przejęciu Replicate. Poprzez integrację szerokiego katalogu modeli – od najnowszego GPT po rozwiązania open-source – firma Matthew Prince’a przestaje być tylko rurą przesyłową dla danych. Staje się niezbędnym placem budowy dla nowej generacji oprogramowania, gdzie to nie człowiek, a kod pisany przez maszyny, generuje ruch w sieci. Dla liderów technologii to jasny komunikat: era statycznych aplikacji kończy się, a wyścig o infrastrukturę zdolną udźwignąć autonomiczne systemy AI właśnie wszedł w decydującą fazę.

  • NVIDIA wprowadza Ising – AI jako system operacyjny dla procesorów kwantowych

    NVIDIA wprowadza Ising – AI jako system operacyjny dla procesorów kwantowych

    W wyścigu o supremację kwantową NVIDIA wykonuje ruch, który może zmienić układ sił nie tylko w laboratoriach, ale i w centrach danych. Zaprezentowana właśnie rodzina modeli NVIDIA Ising to pierwsza na świecie otwarta próba zaprzęgnięcia sztucznej inteligencji do rozwiązania „pięty achillesowej” komputerów kwantowych: ich ekstremalnej niestabilności.

    Dzisiejsze procesory kwantowe (QPU) są technologicznie imponujące, lecz biznesowo nieużyteczne. Generują błąd średnio raz na tysiąc operacji. Aby technologia ta mogła realnie konkurować z tradycyjnym krzemem w farmacji czy logistyce, wskaźnik ten musi spaść do poziomu jednego błędu na miliard. Jensen Huang, szef Nvidii, stawia sprawę jasno: AI nie jest tu tylko dodatkiem, ale niezbędnym „systemem operacyjnym”, który ma zarządzać tą kruchą architekturą.

    Architektura zamiast obietnic

    Zamiast budować własny komputer kwantowy, NVIDIA pozycjonuje się jako dostawca warstwy krytycznej. Rodzina Ising składa się z dwóch wyspecjalizowanych narzędzi, które uderzają w najwęższe gardła branży. Model Ising Calibration wykorzystuje technologię widzenia komputerowego do automatyzacji ustawień procesora. To, co dotychczas zajmowało fizykom całe dni żmudnej pracy, AI potrafi skrócić do kilku godzin.

    Z kolei Ising Decoding to sieć neuronowa 3D zaprojektowana do korekcji błędów w czasie rzeczywistym. Wyniki są obiecujące. W porównaniu do obecnego standardu rynkowego, pyMatching, rozwiązanie Nvidii wykazuje trzykrotnie wyższą dokładność i 2,5-krotnie większą prędkość. W świecie, gdzie milisekundy opóźnienia decydują o rozpadzie stanu kwantowego, taka przewaga ma znaczenie fundamentalne.

    Strategia otwartych drzwi

    Decyzja o udostępnieniu modeli w formacie open source to przemyślany ruch biznesowy. Integrując Ising z istniejącą platformą CUDA-Q oraz łączem sprzętowym NVQLink, „zielony gigant” tworzy ekosystem, od którego trudno będzie się odciąć. Firmy i uniwersytety mogą trenować te modele na własnych danych, zachowując pełną kontrolę nad infrastrukturą, co jest kluczowe dla sektorów takich jak cyberbezpieczeństwo czy finanse.

  • Architektura nieufności. Jedyny sposób, by bezpiecznie uwierzyć AI

    Architektura nieufności. Jedyny sposób, by bezpiecznie uwierzyć AI

    Gdy estymacje wydatków na systemy typu GenAI szybują o blisko 40% w skali roku, kończy się czas radosnej partyzantki w działach innowacji. Wchodzimy w epokę, w której CIO musi przestać postrzegać sztuczną inteligencję jako błyskotliwą ciekawostkę, a zacząć traktować ją jako surowy, nieprzewidywalny i wymagający głębokiej strukturyzacji zasób operacyjny. Problem polega na tym, że tradycyjne ramy zarządzania, oparte na statycznych audytach i okresowych przeglądach zgodności, rozbijają się o ścianę nowoczesnych, niedeterministycznych architektur. 

    Poza horyzont statycznej kontroli

    Wdrażanie zaawansowanych systemów, takich jak generowanie rozszerzone o wyszukiwanie (RAG) czy autonomiczni agenci, przypomina próbę zarządzania żywym organizmem za pomocą instrukcji obsługi pralki. Klasyczne podejście do bezpieczeństwa IT zakładało przewidywalność: określone wejście generuje konkretne wyjście. Modele językowe tę zasadę unieważniają. Dlatego też dyskusja o nadzorze musi zostać przeniesiona z sal konferencyjnych prosto do repozytoriów kodu.

    Zamiast traktować zarządzanie (governance) jako uciążliwy dodatek post-factum, liderzy technologiczni są zmuszeni do implementacji strategii zarządzania przez projekt (governance by design). To fundamentalna zmiana: etyka i bezpieczeństwo przestają być listą życzeń spisaną w dokumencie PDF, a stają się twardym wymogiem technicznym, tak samo istotnym jak przepustowość łączy czy wydajność serwerów. W tej nowej hierarchii wartości to architektura systemu definiuje granice wolności algorytmu, a nie odwrotnie.

    Konstrukcja stabilnego ekosystemu

    Fundamentem, na którym opiera się bezpieczna integracja AI z tkanką przedsiębiorstwa, jest sześć filarów technicznych. Każdy z nich stanowi krytyczny punkt styku między surową mocą obliczeniową a biznesową odpowiedzialnością.

    Pierwszym z nich są techniczne poręcze, pełniące funkcję proaktywnego bezpiecznika. Działają one w trybie rzeczywistym, filtrując zapytania oraz odpowiedzi jeszcze zanim dotrą one do użytkownika końcowego. Nie jest to jedynie cenzura treści, lecz zaawansowana warstwa walidacji, która chroni przed wyciekiem danych wrażliwych czy nieświadomym naruszeniem własności intelektualnej. Poziom restrykcyjności tych barier musi być dynamicznie skalowany względem ryzyka – inne rygory dotyczą wewnętrznego bota wspierającego kodowanie, a inne systemu analizującego dane medyczne pacjentów.

    Równie istotna jest obserwowalność, która w świecie AI ewoluuje daleko poza proste monitorowanie czasu pracy serwera. CIO potrzebuje narzędzi, które wskażą moment, w którym model zaczyna „dryfować” – tracić precyzję lub zmieniać sposób wnioskowania pod wpływem nowych danych. Obserwowalność dostarcza paliwa dla procesów zarządzania, uruchamiając automatyczne pętle doszkalania w chwilach, gdy algorytm przestaje przystawać do rzeczywistości biznesowej.

    Trzeci filar to identyfikowalność, czyli lekarstwo na problem „czarnej skrzynki”. W systemach wykorzystujących dane z wielu źródeł, precyzyjne logowanie ścieżki wnioskowania pozwala na audyt wsteczny. Dzięki temu możliwe jest ustalenie, na podstawie którego konkretnego dokumentu model sformułował błędny wniosek. To klucz do budowania zaufania nie tylko wśród regulatorów, ale przede wszystkim wśród użytkowników biznesowych, którzy muszą wiedzieć, na czym opiera się sugerowana im strategia.

    Czwarty element, scentralizowane bramy AI, porządkuje chaos dostępów i kosztów. Działając jako jedyny punkt wejścia dla usług inteligentnych, bramy te pozwalają na precyzyjne zarządzanie limitami tokenów oraz ochronę kluczy API. Bez tego poziomu kontroli, rozproszone subskrypcje w różnych działach firmy stają się finansową i bezpieczeństwową czarną dziurą.

    Dopełnieniem tej struktury są katalogi AI oraz opakowania technologiczne. Katalogi stanowią pojedyncze źródło prawdy o wszystkich modelach i agentach działających w organizacji, zapobiegając dublowaniu prac i niejasnościom w kwestii odpowiedzialności. Opakowania (wrappers) natomiast pozwalają na izolację logiki biznesowej od samego modelu bazowego. Umożliwia to szybką wymianę dostawcy technologii bez konieczności przebudowy całego ekosystemu aplikacji, co w obliczu dynamicznych zmian na rynku modeli językowych jest polisą ubezpieczeniową na przyszłość.

    Integracja z globalnym porządkiem

    Budowa tak zaawansowanej architektury nie odbywa się w próżni. Musi ona rezonować z wyłaniającymi się ramami prawnymi, takimi jak EU AI Act czy standardy NIST. Dostosowanie technicznych środków kontroli do tych regulacji pozwala przekształcić abstrakcyjne zasady etyczne w mierzalne parametry systemowe. To właśnie w tym miejscu odpowiedzialna sztuczna inteligencja przestaje być hasłem marketingowym, a staje się rygorystycznym kodeksem postępowania zapisanym w infrastrukturze.

    Warto jednak zauważyć, że nawet najbardziej wyrafinowana automatyzacja nie eliminuje konieczności nadzoru ludzkiego. Wręcz przeciwnie – w scenariuszach o wysokim stopniu krytyczności, architektura powinna być zaprojektowana tak, aby wymuszać interwencję człowieka. Definiowanie jasnych struktur własności dla każdego systemu AI jest ostatnim, decydującym ogniwem łańcucha odpowiedzialności.

  • Wielka realokacja w IT: analiza rynku wartego 5,7 biliona dolarów

    Wielka realokacja w IT: analiza rynku wartego 5,7 biliona dolarów

    Globalny rynek technologii informatycznych stoi u progu bezprecedensowego boomu. Wiodące firmy analityczne, takie jak Gartner, prognozują, że w 2025 roku światowe wydatki na IT osiągną astronomiczną kwotę 5,7 biliona dolarów, co oznacza imponujący wzrost o ponad 9% w stosunku do roku 2024.

    Inne prognozy, choć różniące się w szczegółach, są zgodne co do jednego: jesteśmy świadkami historycznego napływu kapitału do sektora technologicznego. Jednakże, zatrzymanie się na tej nagłówkowej liczbie byłoby błędem. Sama kwota, choć robi wrażenie, jest jedynie fasadą dla znacznie głębszych i bardziej fundamentalnych przemian.

    Historia, którą opowiadają te pieniądze, nie jest o prostym wzroście, ale o strategicznej i gwałtownej reorientacji globalnego biznesu.

    Prawdziwa opowieść kryje się w asymetrii tego wzrostu. Podczas gdy cały rynek rośnie o około 9%, niektóre segmenty eksplodują. Wydatki na systemy centrów danych mają wzrosnąć o zdumiewające 23,2%, a na oprogramowanie o 14,2%.

    Z drugiej strony, usługi komunikacyjne odnotują znacznie skromniejszy wzrost, zaledwie o 3,8% . Ta dysproporcja nie jest przypadkowa. Jest to dowód na świadomą, strategiczną decyzję biznesową, którą można nazwać „Wielką Realokacją” kapitału.

    Firmy nie tylko wydają więcej; one aktywnie przesuwają środki z jednych obszarów do drugich, de-priorytetyzując utrzymanie status quo na rzecz agresywnych inwestycji w inteligencję i usługi.

    Budżety na IT w 2025 roku nie są po prostu większe – są one mądrzejsze, bardziej skoncentrowane i bezwzględnie ukierunkowane na przyszłość, w której oprogramowanie i sztuczna inteligencja nie są już narzędziami wsparcia, ale samym sercem tworzenia wartości.

    Gorączka złota AI: od wielkich eksperymentów do pragmatycznej integracji

    Niekwestionowanym motorem napędowym wydatków w 2025 roku jest generatywna sztuczna inteligencja (GenAI). To ona jest epicentrum „Wielkiej Realokacji”, przyciągając kapitał w skali, która redefiniuje priorytety inwestycyjne na całym świecie.

    Fizycznym przejawem tej gorączki złota jest monumentalna rozbudowa infrastruktury. Prognozy wskazują, że wydatki na serwery zoptymalizowane pod kątem AI osiągną w 2025 roku 202 miliardy dolarów, podwajając tym samym wydatki na tradycyjne serwery.

    Cały segment systemów dla centrów danych ma wzrosnąć o wspomniane 23,2%, co jest bezpośrednim skutkiem zapotrzebowania na moc obliczeniową niezbędną do trenowania i wdrażania zaawansowanych modeli AI .

    Na czele tego boomu stoją hiperskalerzy – giganci chmurowi tacy jak Amazon Web Services, Microsoft Azure i Google Cloud. Te firmy, wraz z dostawcami usług IT, będą odpowiadać za ponad 70% wszystkich wydatków na IT w 2025 roku. Ich rola ewoluuje.

    Nie są już tylko dostawcami infrastruktury jako usługi (IaaS); stają się fundamentem nowego, oligopolistycznego rynku modeli AI.

    Jednocześnie rynek dojrzewa w niezwykle szybkim tempie. Faza nieograniczonych, często chaotycznych eksperymentów z AI wewnątrz przedsiębiorstw dobiega końca. Wiele firm zderzyło się ze ścianą: koszty kapitałowe i operacyjne tworzenia własnych modeli okazały się znacznie wyższe niż oczekiwano, luki kompetencyjne w zespołach były zbyt duże, a zwrot z inwestycji (ROI) z programów pilotażowych – rozczarowujący.

    W rezultacie następuje kluczowa zmiana w strategii: przejście od kosztownego modelu „buduj” do pragmatycznego modelu „kupuj”. Dyrektorzy IT nie tworzą już narzędzi GenAI od zera; zamiast tego kupują gotowe funkcjonalności, które dostawcy oprogramowania wbudowują w istniejące platformy.

    Rynek wchodzi w fazę, którą Gartner określa jako „dno rozczarowania” (trough of disillusionment) . Paradoksalnie, nie oznacza to spadku wydatków, a jedynie spadek nierealistycznych oczekiwań.

    Firmy odchodzą od pogoni za rewolucyjnymi przełomami na rzecz praktycznych zastosowań AI, które zwiększają produktywność pracowników, automatyzują procesy i dają realną przewagę konkurencyjną.

    Ekonomia definiowana oprogramowaniem: jak Twój samochód wyjaśnia przyszłość biznesu

    Spektakularny wzrost wydatków na oprogramowanie (+14,2%) i usługi IT (+9%) to najsilniejszy sygnał, że jesteśmy świadkami narodzin nowego paradygmatu ekonomicznego . Aby zrozumieć jego istotę, nie trzeba szukać daleko – wystarczy spojrzeć na transformację, jaka dokonuje się w przemyśle motoryzacyjnym.

    Model „Software-Defined Vehicle” (SDV), czyli pojazdu definiowanego przez oprogramowanie, jest doskonałym, namacalnym studium przypadku, które ilustruje, jak produkty fizyczne przekształcają się w platformy do świadczenia wysokomarżowych, cyklicznych usług cyfrowych.

    Rewolucja SDV polega na fundamentalnym oddzieleniu warstwy sprzętowej od warstwy oprogramowania w pojeździe. Dzięki temu producenci samochodów mogą wdrażać nowe funkcje i ulepszenia w sposób ciągły, za pośrednictwem aktualizacji bezprzewodowych (Over-The-Air, OTA), bez konieczności fizycznej ingerencji w samochód.

    To całkowicie zmienia naturę produktu. Samochód przestaje być aktywem, którego wartość maleje z czasem, a staje się dynamiczną platformą, zdolną do generowania przychodów przez cały cykl swojego życia.

    Producenci już teraz eksperymentują z nowymi modelami biznesowymi: BMW testuje subskrypcje na podgrzewane fotele, a Volkswagen planuje oferować funkcje autonomicznej jazdy w modelu „pay-as-you-go”.

    Ten trend nie ogranicza się jednak do motoryzacji. Jest to wiodący wskaźnik uniwersalnej transformacji modeli biznesowych. Cały rynek oprogramowania zmierza w kierunku modeli subskrypcyjnych i Software-as-a-Service (SaaS).

    Oprogramowanie jest najszybciej rosnącym sektorem technologicznym i przewiduje się, że do 2029 roku będzie odpowiadać za 60% globalnego wzrostu wydatków na technologię . To potwierdza, że model SDV jest zwiastunem szerszej zmiany, w której granice między produktem a usługą zacierają się.

    W tej nowej ekonomii dział IT, tradycyjnie postrzegany jako centrum kosztów, awansuje do roli centralnego kreatora wartości.

    Dyrektor ds. informatyki (CIO) i dyrektor ds. technologii (CTO) stają się kluczowymi postaciami w strategii produktowej, a ich wiedza jest niezbędna do tworzenia podstawowego produktu firmy.

    Profesjonalista 2025: kształtowanie nowoczesnego zestawu umiejętności IT

    Transformacja technologiczna i biznesowa ma głęboki wpływ na rynek pracy, kształtując na nowo zapotrzebowanie na umiejętności. Aby odnieść sukces w tym dynamicznym środowisku, profesjonaliści IT muszą rozwijać hybrydowy zestaw umiejętności, łączący głęboką wiedzę techniczną z trwałymi zdolnościami „miękkimi”.

    Analiza rynku pracy na rok 2025 nie pozostawia wątpliwości: najbardziej poszukiwane zawody są niemal w całości związane z technologią. Na szczycie list znajdują się specjaliści AI i uczenia maszynowego, analitycy danych oraz analitycy ds. cyberbezpieczeństwa.

    Prognozy wskazują, że samo zapotrzebowanie na specjalistów od cyberbezpieczeństwa wzrośnie o 33% w latach 2023-2033. Wśród kluczowych umiejętności technicznych, których poszukują pracodawcy, dominują: sztuczna inteligencja, analiza danych, chmura obliczeniowa oraz programowanie, ze szczególnym uwzględnieniem języka Python.

    Jednak sama biegłość techniczna przestaje być wystarczająca. W miarę jak AI przejmuje coraz więcej zadań analitycznych, rośnie wartość umiejętności, których maszyny nie są w stanie łatwo zreplikować.

    Pracodawcy coraz częściej priorytetyzują zdolności takie jak analityczne i kreatywne myślenie, kompleksowe rozwiązywanie problemów, inteligencja emocjonalna i zdolność adaptacji.

    Sztuczna inteligencja z pewnością doprowadzi do przemieszczeń na rynku pracy. Szacuje się, że AI może zautomatyzować nawet jedną czwartą zadań zawodowych w USA i Europie, szczególnie tych rutynowych, jak podstawowe programowanie czy obsługa klienta.

    Jednak dominująca narracja ekspertów nie skupia się na masowym bezrobociu, lecz na transformacji pracy. AI nie tyle eliminuje zawody, co je redefiniuje, tworząc nowe, często bardziej strategiczne role. W tym nowym krajobrazie zawodowym „okres półtrwania umiejętności technologicznych” wynosi obecnie mniej niż pięć lat .

    Oznacza to, że najważniejszą meta-umiejętnością staje się zwinność w ciągłym uczeniu się (continuous learning agility). Przyszłość pracy nie polega na rywalizacji między człowiekiem a AI, ale na ich symbiozie.

    Najbardziej efektywni profesjonaliści to ci, którzy opanują sztukę wykorzystywania AI jako partnera do współpracy w celu wzmocnienia własnej kreatywności i produktywności.

    Nawigacja w kolejnej fali transformacji IT

    Analiza globalnych trendów w wydatkach na IT na rok 2025 jasno pokazuje, że jesteśmy świadkami głębokich, strukturalnych zmian. Obserwujemy przejście od wydawania więcej do wydawania mądrzej, a rynek AI dojrzewa, przechodząc od budowania do integrowania gotowych rozwiązań.

    Jednocześnie modele biznesowe ewoluują od sprzedaży produktów do sprzedaży usług, co wymusza transformację na rynku pracy – od statycznych ról do dynamicznych umiejętności.

  • Czy Claude Mythos od Anthropic zagraża bankom? Pilne rozmowy w Londynie i USA

    Czy Claude Mythos od Anthropic zagraża bankom? Pilne rozmowy w Londynie i USA

    Jak informuje Financial Times, brytyjskie organy regulacyjne — w tym Bank of England oraz FCA — w trybie pilnym analizują potencjalne zagrożenia, jakie niesie ze sobą najnowszy model AI od Anthropic: Claude Mythos Preview.

    Sytuacja jest bezprecedensowa, ponieważ model ten nie jest kolejnym chatbotem do generowania treści marketingowych. Claude Mythos powstaje w ramach enigmatycznej inicjatywy „Project Glasswing”. Według oficjalnych komunikatów Anthropic, jest to kontrolowane środowisko, w którym model służy do celów defensywnych. Problem polega na tym, że granica między obroną a atakiem w cyberprzestrzeni jest cieńsza niż kiedykolwiek.

    Sam producent przyznał, że Mythos zidentyfikował już tysiące krytycznych luk w systemach operacyjnych i przeglądarkach. To, co dla inżynierów bezpieczeństwa jest przełomem, dla strażników systemu finansowego staje się koszmarem. Jeśli model potrafi z taką łatwością wskazywać słabe punkty w globalnym oprogramowaniu, to krytyczna infrastruktura IT największych banków, ubezpieczycieli i giełd może być wystawiona na strzał.

    Niepokój nie ogranicza się tylko do londyńskiego City. Po drugiej stronie oceanu amerykański sekretarz skarbu, Scott Bessent, zwołał już spotkanie z gigantami z Wall Street, aby ocenić ryzyko cybernetyczne płynące z rozwoju tak zaawansowanych modeli. Reakcja regulatorów sugeruje, że stoimy u progu nowej ery zarządzania ryzykiem, gdzie największym zagrożeniem dla banków nie są już złe kredyty, lecz sztuczna inteligencja zdolna do autonomicznego wykrywania błędów w kodzie, na którym opiera się światowy obieg pieniądza.

    W ciągu najbliższych dwóch tygodni przedstawiciele brytyjskiego sektora finansowego mają zostać szczegółowo poinstruowani przez Narodowe Centrum Cyberbezpieczeństwa (NCSC). Dla liderów biznesu płynie stąd jasny sygnał: nadszedł czas, aby audyty bezpieczeństwa IT przestały być formalnością, a stały się realnym polem walki z modelem, który uczy się szybciej niż jakikolwiek haker. Project Glasswing miał przynieść przejrzystość, ale na razie rzucił długi cień na zaufanie do cyfrowej stabilności sektora finansowego.

  • Projekt Glasswing: Jak Anthropic chce okiełznać potęgę własnej sztucznej inteligencji

    Projekt Glasswing: Jak Anthropic chce okiełznać potęgę własnej sztucznej inteligencji

    Anthropic wykonuje ruch, który wymyka się klasycznym definicjom strategii korporacyjnej. Ogłoszenie Projektu Glasswing, opartego na modelu Claude Mythos Preview, to wydarzenie, które w równej mierze dotyczy inżynierii oprogramowania, co polityki globalnego bezpieczeństwa i psychologii zaufania w biznesie.

    Skala finansowa przedsięwzięcia zapiera dech w piersiach. Osiągnięcie rocznej stopy przychodów na poziomie 30 miliardów dolarów w ciągu zaledwie kilku miesięcy to wynik, który w tradycyjnej gospodarce uznano by za błąd statystyczny. Jednak za tą fasadą sukcesu kryje się głębsza, niemal egzystencjalna niepewność. Anthropic przyznaje otwarcie, że stworzył narzędzie o tak dużej sile rażenia, iż jego publiczna premiera mogłaby zdestabilizować fundamenty cyfrowego świata.

    To rzadki przypadek w historii technologii, gdy producent dobrowolnie nakłada na swój najbardziej dochodowy potencjalnie produkt status „zakazanego owocu”, ograniczając dostęp do wąskiej, elitarnej koalicji.

    Fundamentem tej inicjatywy jest Claude Mythos Preview – model, który w testach autonomicznie zidentyfikował tysiące luk typu zero-day w najbardziej krytycznych systemach, takich jak jądro Linuxa czy biblioteki FFmpeg. Zdolność do samodzielnego generowania exploitów bez ingerencji człowieka przesuwa granicę między asystentem programisty a samodzielnym aktorem cybernetycznym.

    W tym miejscu rodzi się pierwsza z serii ironii: technologia mająca chronić infrastrukturę jest jednocześnie najbardziej skutecznym narzędziem do jej demontażu. Anthropic, decydując się na izolację modelu, staje się de facto strażnikiem globalnego cyfrowego immunitetu, co rodzi pytania o legitymizację takiej władzy w rękach prywatnego podmiotu.

    Wiarygodność tej roli została jednak niedawno wystawiona na próbę przez serię prozaicznych incydentów. Wyciek planów strategicznych z powodu błędnej konfiguracji systemu CMS oraz przypadkowe udostępnienie kodu źródłowego Claude Code to błędy, które w literaturze przedmiotu określa się mianem „niskiej higieny operacyjnej”.

    Kontrast między niemal boską potęgą modelu Mythos a trywialnym błędem ludzkim przy pakowaniu bibliotek npm jest uderzający. Sugeruje to, że największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa nie jest brak zaawansowanych algorytmów, lecz niezmienna zawodność ludzkiego ogniwa. Anthropic argumentuje, że błędy te nie naruszają architektury samego modelu, lecz dla obserwatora rynkowego stanowią przypomnienie, że nawet najpotężniejsza tarcza jest tak silna, jak dłoń, która ją trzyma.

    Struktura sojuszu zawiązanego wokół Glasswing jest fenomenem samym w sobie. Widok Microsoftu, Google, AWS i Apple współpracujących pod egidą jednego startupu nad wspólnym dostępem do Claude Mythos świadczy o powadze sytuacji. To koalicja wymuszona przez biologię cyfrowego zagrożenia. Tradycyjne metody łatania dziur w oprogramowaniu stały się anachronizmem w obliczu AI, która skraca czas od odkrycia podatności do jej wykorzystania z miesięcy do minut.

    Giganci technologiczni zrozumieli, że w obecnej dynamice rynku nikt nie jest w stanie przetrwać w pojedynkę. Bezpieczeństwo ekosystemu stało się dobrem wspólnym, którego ochrona wymaga zawieszenia broni na polach bitew o udziały w rynku chmurowym czy sprzętowym.

    Inicjatywa ta rzuca również nowe światło na przyszłość oprogramowania open source. Przeznaczenie 100 milionów dolarów w kredytach obliczeniowych oraz bezpośrednie darowizny dla organizacji takich jak Linux Foundation to próba zasypania historycznej przepaści.

    Przez dekady bezpieczeństwo otwartego kodu opierało się na heroizmie nieopłacanych wolontariuszy. Glasswing wprowadza w ten obszar industrialną precyzję audytu AI, zmieniając reguły gry. Zamiast zasypywać deweloperów tysiącami raportów o błędach, system oferuje zweryfikowane przez człowieka poprawki, co jest kluczowe dla zachowania stabilności globalnej sieci.

    Zarządzanie tak ogromną liczbą luk zero-day to logistyczne wyzwanie, które Anthropic rozwiązuje poprzez hierarchizację i rygorystyczne ramy czasowe. 45-dniowy okres między wykryciem a publikacją szczegółów technicznych daje dostawcom niezbędny margines na wdrożenie zabezpieczeń. Jest to proces, który transformuje chaos odkryć w uporządkowany strumień aktualizacji, nadając cyfrowej obronie proaktywny charakter. W tym modelu AI nie jest już tylko narzędziem, ale integralnym elementem łańcucha dowodzenia w cyberbezpieczeństwie.

    Ostatecznie Projekt Glasswing należy postrzegać jako próbę ustanowienia nowej ontologii w branży IT. Anthropic nie sprzedaje produktu, lecz oferuje członkostwo w systemie wczesnego ostrzegania. To model biznesowy oparty na ekskluzywności odpowiedzialności. Choć sceptycy mogą dopatrywać się w tym próby monopolizacji dostępu do najbardziej zaawansowanych badań nad bezpieczeństwem, trudno ignorować fakt, że alternatywą jest niekontrolowany wyścig zbrojeń, w którym pierwsi lepsi aktorzy o wrogich zamiarach mogliby posłużyć się podobną technologią do paraliżu państw i gospodarek.

    Przyszłość projektu Glasswing pokaże, czy zaufanie pokładane w Anthropic przez największe korporacje świata było uzasadnione. Na ten moment inicjatywa ta jawi się jako jedyna dostępna droga wyjścia z impasu, w którym tempo innowacji zaczęło zagrażać jej własnym owocom.

  • Efekt FOMO w zarządzie. Dlaczego „moment AI” staje się pułapką dla CIO?

    Efekt FOMO w zarządzie. Dlaczego „moment AI” staje się pułapką dla CIO?

    Poranki w gabinetach dyrektorów ds. technologii przypominają obecnie oblężenie twierdzy, w której mury nieustannie uderzają nagłówki o przełomowych modelach językowych. Nad biurkami unosi się pytanie, które z ust prezesów pada z częstotliwością mantry: „Dlaczego jeszcze tego nie mamy?”.

    To zjawisko, trafnie ochrzczone przez Marka Bakera mianem „momentu AI”, wprowadziło do korporacyjnych korytarzy specyficzny rodzaj nerwowości. Granica między wizjonerstwem a zarządzaniem przez panikę uległa niebezpiecznemu zatarciu. Raport Altimetrik rzuca na tę sytuację chłodne światło, ujawniając, że większość organizacji rzuciła się do głębokiej wody bez sprawdzenia, czy w ogóle potrafią pływać w nowym środowisku regulacyjnym i operacyjnym.

    Architektura pośpiechu i fundamenty z piasku

    Statystyka bywa bezwzględna dla entuzjazmu pozbawionego planu. Zaledwie 14% przedsiębiorstw wdrażających rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji dysponuje jasną strategią, która wykracza poza ogólne deklaracje o innowacyjności. 71% operuje w stanie permanentnej budowy, gdzie fundamenty są wylewane w tym samym czasie, gdy na dachu montuje się już ozdobne wieżyczki. Ten brak osadzenia w konkretnych celach biznesowych sprawia, że sztuczna inteligencja zamiast stać się silnikiem wzrostu, staje się długiem technologicznym zaciągniętym na niezwykle wysoki procent.

    Odpowiedzialność za ten stan rzeczy tradycyjnie spychana jest na liderów IT. Znaleźli się oni w imadle oczekiwań: z jednej strony nacisk na natychmiastowe rezultaty, z drugiej – brak systemów zarządzania, ram szkoleniowych czy jasno zdefiniowanych ścieżek postępowania w sytuacjach kryzysowych.

    Wdrażanie narzędzi przed ustanowieniem barier ochronnych (tzw. guardrails) przypomina próbę opanowania reaktora atomowego przy pomocy instrukcji obsługi tostera.

    Paradygmat niepewności w deterministycznym świecie

    Biznes przez dekady opierał się na przewidywalności. Tradycyjne systemy informatyczne były deterministyczne: konkretne dane wejściowe zawsze owocowały identycznym wynikiem, a algorytmy ściśle trzymały się predefiniowanych zasad. W tym świecie łatwo było wskazać winnego awarii lub błędu procesowego. Pojawienie się systemów probabilistycznych, jakimi są modele generatywne, wywróciło ten porządek do góry nogami. AI nie operuje na pewności, lecz na prawdopodobieństwie.

    To przejście wymaga od liderów technologicznych nowej formy kompetencji – zarządzania niepewnością. Skoro wynik działania systemu może być za każdym razem inny, dotychczasowe procedury operacyjne stają się bezużyteczne. Budowanie odpowiedzialności w takim środowisku wymaga głębszego zaangażowania w testowanie i planowanie, niż miało to miejsce przy jakiejkolwiek wcześniejszej fali cyfryzacji.

    Moment AI zmusza do zadania pytania o to, kto podniesie słuchawkę, gdy algorytm, w przypływie statystycznej halucynacji, podejmie błędną decyzję finansową lub wizerunkową.

    Pułapka księgowego postrzegania innowacji

    Jednym z najbardziej niepokojących sygnałów płynących z rynku jest motywacja stojąca za adopcją sztucznej inteligencji. Większość decydentów wskazuje na redukcję kosztów operacyjnych jako główny cel. Takie podejście jest jednak myleniem skutku z przyczyną. Oszczędności są owocem dobrze zaprojektowanej strategii, a nie jej fundamentem.

    Próba implementacji AI wyłącznie pod dyktando arkusza kalkulacyjnego prowadzi do powierzchownych wdrożeń, które w dłuższej perspektywie generują dodatkowe wydatki związane z naprawianiem błędów i brakiem skalowalności.

    Zrozumienie zwrotu z inwestycji (ROI) w przypadku sztucznej inteligencji opiera się na tym samym mechanizmie, co zawsze: na precyzyjnej identyfikacji problemu, opracowaniu adekwatnego rozwiązania i skrupulatnym wyliczeniu oszczędności wynikających z jego zastosowania.

    Skakanie bezpośrednio do fazy pilotażowej, bez postawienia właściwych pytań o cel, jest strategicznym błędem, który Mark Baker nazywa „posiadaniem rozwiązania i szukaniem dla niego problemu”.

    Kapitał ludzki na głodowych racjach

    Technologia, niezależnie od stopnia swojej autonomii, pozostaje zakotwiczona w ludzkim działaniu. Tymczasem dane dotyczące edukacji pracowników w zakresie AI są alarmujące. Blisko osiemdziesiąt procent respondentów przyznaje, że ich zespoły otrzymują mniej niż dziesięć godzin szkolenia rocznie. To rażąca dysproporcja między inwestycjami w software a inwestycjami w ludzi, którzy mają go obsługiwać.

    Skutkiem tej luki jest narastająca niepewność. Prawie połowa kadry zarządzającej i pracowników czuje się pozostawiona w tyle, co rodzi naturalny opór przed zmianą. Zamiast aktywnej strategii przekwalifikowania, wiele firm wybiera strategię przeczekania, licząc na to, że role zawodowe zostaną zredukowane poprzez naturalne wygasanie etatów.

    Jest to podejście pasywne, które marnuje potencjał, jaki niesie ze sobą współpraca człowieka z maszyną. Dojrzałe wdrożenia AI to takie, w których zainwestowano w zaufanie i modyfikację zachowań, a nie tylko w dostęp do API.

    Strategia oddechu jako najnowsza technologia

    Wobec „przerażającej prędkości”, z jaką AI wkracza do przedsiębiorstw, najbardziej innowacyjnym ruchem lidera może okazać się paradoksalne zwolnienie tempa. Wzięcie głębokiego oddechu i powrót do podstaw zarządzania technologią pozwala odsiać szum od realnej wartości biznesowej. Zarządzanie momentem AI nie polega na byciu pierwszym w kolejce po każdą nowinkę, lecz na zbudowaniu struktury, która wytrzyma ciężar nowej rzeczywistości.

  • Nvidia przejmuje SchedMD. Co to oznacza dla rynku AI?

    Nvidia przejmuje SchedMD. Co to oznacza dla rynku AI?

    Nvidia, pozycjonująca się dotąd jako hegemon sprzętowy, coraz odważniej przejmuje kontrolę nad warstwą oprogramowania, która spaja światowe superkomputery. Grudniowa akwizycja SchedMD, firmy stojącej za otwartym systemem Slurm, to ruch o skali znacznie wykraczającej poza standardowe uzupełnianie portfolio. W Dolinie Krzemowej narastają pytania: czy lider rynku chipów pozostanie neutralnym kustoszem wspólnego dobra, czy też przekształci je w autostradę o podwyższonym standardzie, dostępną głównie dla własnej architektury?

    Kontrola nad harmonogramem mocy

    Slurm to cichy silnik rewolucji AI. To oprogramowanie zarządza zasobami w 60% światowych superkomputerów, decydując o tym, jak ogromne pakiety danych trafiają do procesorów. Bez niego efektywne trenowanie modeli takich jak Claude od Anthropic czy rozwiązań Mety byłoby niemal niemożliwe. Tradycyjnie kojarzony z prognozowaniem pogody i badaniami nuklearnymi, Slurm stał się krytycznym ogniwem w komercyjnym wyścigu zbrojeń AI.

    Ryzyko ukrytej optymalizacji

    Dla konkurentów Nvidii, takich jak AMD czy Intel, przejęcie to sygnał alarmowy. Choć Nvidia deklaruje utrzymanie otwartości kodu, branżowi eksperci wskazują na subtelne zagrożenie: asymetrię optymalizacji. Jeśli aktualizacje wspierające nowe funkcje chipów Nvidii będą pojawiać się szybciej lub działać wydajniej niż te dla rywali, Slurm de facto stanie się elementem „zamkniętego ogrodu” (walled garden). 

    Historia z 2022 roku i zakupu Bright Computing pokazuje, że obawy te nie są bezpodstawne. Choć tamto oprogramowanie teoretycznie pozostało wieloplatformowe, praktyka rynkowa sugeruje, że to właśnie ekosystem Nvidii czerpie z niego największe korzyści wydajnościowe.

    Test wiarygodności giganta

    Z perspektywy biznesowej, Nvidia stoi przed dylematem wizerunkowym. Z jednej strony firma dysponuje kapitałem zdolnym tchnąć nowe życie w nieco skostniały kod Slurm, co mogłoby przyspieszyć innowacje w całej branży. Z drugiej – każda próba faworyzowania własnych technologii, takich jak sieć InfiniBand, może wywołać reakcję obronną rynku i ucieczkę klientów ku alternatywnym rozwiązaniom, np. tym opartym na technologiach Google.

    Dla decydentów w centrach danych AI, nadchodzące miesiące będą testem intencji Jensena Huanga. Pierwszym sprawdzianem będzie sprawność, z jaką nowa struktura SchedMD zintegruje nadchodzące chipy AMD. W świecie wysokiej wydajności obliczeniowej, gdzie sekundy opóźnienia kosztują miliony dolarów, neutralność oprogramowania nie jest jedynie kwestią etyki – to fundament uczciwej konkurencji.

  • Ile będzie kosztować AI w 2030 roku? Prognozy dla firm

    Ile będzie kosztować AI w 2030 roku? Prognozy dla firm

    Obecny krajobraz technologiczny przyzwyczaił decydentów do specyficznej formy cyfrowej grawitacji: koszty mocy obliczeniowej nieustannie spadają, podczas gdy jej dostępność rośnie. Najnowsze prognozy firmy Gartner z marca 2026 roku zdają się potwierdzać tę rynkową stałą. Przewiduje się, że do 2030 roku koszty wnioskowania na modelach językowych o skali biliona parametrów spadną o ponad 90% w porównaniu z rokiem 2025. Dla obserwatora powierzchownego jest to zapowiedź powszechnej, niemal darmowej inteligencji. To jednak sygnał ostrzegawczy przed zjawiskiem, które można określić mianem paradoksu taniego tokena.

    Zrozumienie mechaniki nadchodzącej deflacji jednostkowej wymaga spojrzenia na fundamenty infrastrukturalne. Obniżki cen nie wynikają jedynie z efektu skali, lecz z głębokiej transformacji sposobu, w jaki systemy AI konsumują energię i krzem. Kluczowym czynnikiem staje się powszechna adaptacja układów scalonych zaprojektowanych stricte pod kątem wnioskowania, które zastępują uniwersalne procesory graficzne.

    Dodatkowo innowacje w samej architekturze modeli pozwalają na uzyskanie wybitnych wyników kognitywnych przy znacznie mniejszym obciążeniu obliczeniowym. Trend ten dopełnia rozwój technologii brzegowych, które pozwalają na przetwarzanie danych lokalnie, eliminując tym samym kosztowne przesyły do centralnych chmur.

    W tym miejscu pojawia się jednak pytanie o realny wpływ tych zmian na bilans zysków i strat przedsiębiorstwa. W ekonomii technologii spadek kosztów jednostkowych niemal zawsze prowadzi do gwałtownego wzrostu konsumpcji, co w literaturze przedmiotu znane jest jako paradoks Jevonsa.

    W kontekście sztucznej inteligencji zjawisko to przybiera formę przejścia od prostych chatbotów do autonomicznych agentów AI. O ile klasyczny asystent tekstowy zadowala się kilkuset tokenami, by udzielić odpowiedzi na pytanie, o tyle nowoczesne systemy agentyczne operują w zupełnie innej skali.

    Agenci AI nie są jedynie pasywnymi odbiorcami poleceń. To systemy, które planują, weryfikują własne błędy, korzystają z narzędzi zewnętrznych i prowadzą wieloetapowe rozumowanie w pętlach zwrotnych. Każda taka operacja, każdy moment „namysłu” maszyny, generuje zapotrzebowanie na dane. Szacuje się, że realizacja złożonego zadania biznesowego przez autonomicznego agenta może pochłonąć od 5 do 30 razy więcej tokenów niż pojedyncza interakcja z modelem generatywnym.

    W efekcie, mimo że cena za tysiąc tokenów ulegnie marginalizacji, ich całkowite zużycie wewnątrz organizacji wzrośnie wykładniczo, co może doprowadzić do sytuacji, w której łączne wydatki na AI w 2030 roku będą wyższe niż w okresach, gdy technologia ta była uważana za luksusową.

    Kolejnym aspektem wymagającym uwagi liderów jest rozróżnienie między powszechnie dostępną inteligencją masową a tak zwaną „Frontier Intelligence”. Gartner słusznie zauważa, że choć koszty podstawowego rozumowania zmierzają w stronę zera, to dostęp do najpotężniejszych modeli granicznych pozostanie zasobem rzadkim i kosztownym.

    Pojawia się tu istotne ryzyko operacyjne: wiele organizacji maskuje dziś nieefektywności swojej architektury IT, korzystając z chwilowo tanich zasobów promocyjnych dostawców chmurowych. Firmy, które nie zadbają o optymalizację swoich systemów na poziomie projektowym, mogą odkryć, że w przyszłości skala agentyczna pozostanie dla nich nieosiągalna finansowo.

    Zamiast opierać całą infrastrukturę na jednym, najpotężniejszym silniku, organizacje muszą nauczyć się precyzyjnego routingu zadań. Kluczem do efektywności staje się orkiestracja, w której rutynowe, powtarzalne procesy o wysokiej częstotliwości są delegowane do małych, wyspecjalizowanych modeli dziedzinowych.

    Działają one szybciej, taniej i często precyzyjniej w wąskich zakresach kompetencji. Modele klasy Frontier, charakteryzujące się najwyższym kosztem wnioskowania, powinny być rezerwowane wyłącznie dla zadań o wysokiej marży i ogromnej złożoności, gdzie głębia rozumowania ma bezpośrednie przełożenie na strategiczną przewagę rynkową.

    W nowej rzeczywistości gospodarczej sukces nie będzie mierzony dostępem do technologii, lecz umiejętnością jej ekonomicznej utylizacji. Tradycyjne podejście skupione na kosztach zakupu ustępuje miejsca analizie całkowitego kosztu posiadania wyniku, czyli „Cost per Outcome”. Jest to zmiana fundamentalna, wymuszająca na kadrze zarządzającej odejście od myślenia o AI w kategoriach narzędzia biurowego na rzecz postrzegania jej jako dynamicznego zasobu energetycznego przedsiębiorstwa.

    Prognozowana na 2030 rok deflacja cen tokenów jest zjawiskiem realnym, ale jej interpretacja jako prostego sposobu na oszczędności jest błędem obarczonym wysokim ryzykiem. Prawdziwa demokratyzacja AI nie polega na obniżce cen, lecz na umożliwieniu maszynom wykonywania zadań, które dotychczas wymagały wyłącznie ludzkiego zaangażowania.

    W tym nowym rozdaniu wygrają te podmioty, które zamiast biernie czekać na tańsze faktury od dostawców technologii, już dziś budują elastyczne i zróżnicowane architektury, zdolne do inteligentnego zarządzania apetytem na dane. Przyszłość AI w biznesie to nie tylko kwestia inżynierii, ale przede wszystkim wyrafinowanej strategii ekonomicznej.

  • IBM i polskie uczelnie budują nowy model AI PLLuM

    IBM i polskie uczelnie budują nowy model AI PLLuM

    IBM, Politechnika Wrocławska i Uniwersytet Łódzki rozpoczynają prace nad nowym wariantem PLLuM, rodziny modeli AI tworzonej z myślą o języku polskim i wykorzystaniu „polskiej AI” w sektorze publicznym i prywatnym. Nowy model z serii PLLuM będzie tworzony przez naukowców z obu uczelni oraz specjalistów Laboratorium Oprogramowania IBM w Krakowie z  wykorzystaniem IBM Granite 4.0 jako otwartego modelu bazowego. Projekt zbiega się z 35-leciem działalności IBM w Polsce.

    PLLuM od samego początku odgrywa szczególne znaczenie dla polskiego ekosystemu cyfrowego. Wynika to z faktu, że dotyczy rozwoju AI zdolnej rozumieć język polski wraz z jego kontekstem, niuansami i specyfiką komunikacji w Polsce. W dotychczasowych pracach nad rozwojem PLLuM Politechnika Wrocławska pełniła rolę jednego z ośrodków wiodących, wyznaczając kierunek merytoryczny i badawczy projektu.

    Obecna współpraca Katedry Sztucznej Inteligencji Politechniki Wrocławskiej oraz Zakładu Językoznawstwa Korpusowego i Komputerowego Uniwersytetu Łódzkiego z IBM to kolejny element przyczyniający się do rozwoju rodziny PLLuM, tworzony z myślą o realnych wdrożeniach i wysokich standardach zarządzania AI, co odgrywa istotne znaczenie w kontekście suwerenności technologicznej. Oba podmioty podkreślają, że przedsięwzięcie ma charakter wzmacniający do działań związanych z rozwojem rodziny PLLuM koordynowanym przez Ministerstwo Cyfryzacji. IBM dostarcza model bazowy i kompetencje technologiczne, natomiast rozwój kompetencji językowych, dostrajanie oraz kierunek prac są po stronie polskich zespołów z uczelni, przy wsparciu krakowskiego laboratorium oprogramowania IBM.

    „PLLuM to przykład, jak można rozwijać AI w sposób ambitny, a jednocześnie pragmatyczny, z myślą o języku i potrzebach użytkowników w Polsce. Wnosimy do rozwoju tej rodziny otwarty model IBM Granite 4.0, który powstał z myślą o zastosowaniach wymagających przewidywalności, bezpieczeństwa i odpowiedzialnego zarządzania. To ważna inicjatywa realizowana w 2026 roku, w którym obchodzimy jubileusz 35-lecia naszej działalności w Polsce” – mówi Marcin Gajdziński, dyrektor generalny IBM w Polsce, krajach bałtyckich i Ukrainie.

    W projekcie wykorzystany zostanie IBM Granite 4.0, otwarty model językowy stworzony z myślą o wydajności i bezpieczeństwie wdrożeń AI. Granite ma ułatwiać budowę rozwiązań, które działają w sposób stabilny i przewidywalny tam, gdzie infrastruktura i koszty mają kluczowe znaczenie. Co istotne, z perspektywy organizacji wdrażających AI, Granite jest rozwijany w podejściu enterprise-ready, zakładającym, że sam model to tylko część większej całości, a nie mniej ważne są zasady jego użycia, możliwość oceny jakości odpowiedzi oraz monitorowanie działania systemu.

    IBM Granite 4.0 jest zgodny z wymaganiami ISO/IEC 42001, normy odnoszącej się do pełnego cyklu życia systemów AI. Dla polskich instytucji publicznych i firm rozważających użycie nowego wariantu PLLuM może to oznaczać łatwiejsze zarządzanie sztuczną inteligencją, od zdefiniowania zasad i odpowiedzialności, przez ocenę ryzyk, po monitorowanie i doskonalenie systemu. W uproszczeniu, zgodność z ISO/IEC 42001 pomaga budować AI w sposób, który jest bardziej audytowalny i przewidywalny, co ma znaczenie szczególnie tam, gdzie liczą się procedury, bezpieczeństwo i zaufanie.

    „Politechnika Wrocławska odegrała kluczową rolę w dotychczasowym rozwoju PLLuM, a teraz idziemy o krok dalej. Korzystając z doświadczeń i technologii IBM będziemy rozwijać wariant modelu PLLuM w oparciu o model Granite 4.0. To nowoczesna, otwarta i dobrze udokumentowana architektura dużego modelu językowego, zgodna ze standardem zarządzania systemami sztucznej inteligencji. Zapewni wysoki poziom bezpieczeństwa, transparentności i możliwości dalszego dostrajania do języka polskiego oraz rozwoju zaufanych krajowych rozwiązań AI” – mówi dr hab. inż. Tomasz Kajdanowicz, prof. uczelni z Politechniki Wrocławskiej.

    „Współtworząc nowy wariant PLLuM, koncentrujemy się na wykorzystaniu dużych, legalnie pozyskanych i odpowiedzialnie opracowanych zasobów językowych. Takich, które nie naruszają praw autorskich i spełniają najwyższe standardy jakości. To właśnie transparentne dane i kompetencje rozwijane w Polsce sprzyjają suwerenności technologicznej. Jeśli chcemy, by PLLuM realnie wzmacniał polski sektor publiczny i prywatny, musimy mieć kontrolę nad tym, na jakich danych i zasadach jest budowany” – wyjaśnia dr hab. Piotr Pęzik, prof. Uniwersytetu Łódzkiego.

    Współpraca IBM z Politechniką Wrocławską i Uniwersytetem Łódzkim jest elementem szerszego zaangażowania firmy w rozwój kompetencji cyfrowych w Polsce. Obecnie IBM współpracuje także z kilkoma innymi ośrodkami akademickimi, m.in. w Gliwicach, Gdańsku, Kielcach, Lublinie czy Poznaniu w zakresie badań i rozwoju AI, cyberbezpieczeństwa oraz technologii kwantowych.


    źródło: IBM

  • Koniec prostych chatbotów? Solita stawia na wieloagentowy rozwój oprogramowania

    Koniec prostych chatbotów? Solita stawia na wieloagentowy rozwój oprogramowania

    Solita, europejski gracz na rynku doradztwa technologicznego, próbuje przejąć inicjatywę w tym wyścigu, wprowadzając Solita RoadCrewAO. To narzędzie klasy enterprise, które zmienia sposób, w jaki duże organizacje budują oprogramowanie.

    Kluczowa różnica leży w architekturze. Zamiast jednego agenta próbującego przewidzieć kolejną linię kodu, RoadCrewAO stawia na system wieloagentowy. To cyfrowy ekosystem wyspecjalizowanych jednostek, z których każda pełni inną funkcję: jedna planuje, druga pisze kod, trzecia go testuje, a czwarta dba o dokumentację. Dla dyrektorów technologicznych (CTO) to sygnał, że AI przestaje być tylko „inteligentną autokorektą”, a staje się autonomicznym partnerem w procesie wytwórczym.

    Strategia Solita uderza w dwa najczulsze punkty dużego biznesu: bezpieczeństwo i zależność od dostawcy. RoadCrewAO jest technologicznie agnostyczne, co oznacza, że firmy nie muszą wiązać się na stałe z jednym modelem, takim jak GPT-4 czy Claude.

    Mogą korzystać z rozwiązań open source w trybie offline, co dla sektorów regulowanych – finansów czy energetyki – jest warunkiem koniecznym do adopcji AI. Co więcej, system został zaprojektowany z myślą o ścisłym nadzorze człowieka (human-in-the-loop), co eliminuje obawy o utratę kontroli nad jakością i bezpieczeństwem kodu.

    Jak zauważa Ossi Lindroos, CEO Solita, nie mamy do czynienia z niszową innowacją, lecz z nowym modelem operacyjnym. W tym podejściu AI uczy się kontekstu konkretnej organizacji – jej standardów, logiki biznesowej i specyficznych praktyk deweloperskich. To przejście od generycznych podpowiedzi do głębokiej personalizacji technologicznej.

    Dla Future Mind, polskiej spółki z grupy Solita, premiera ta jest potwierdzeniem szerszego trendu: transformacja AI wchodzi w fazę dojrzałości. Inżynierowie nie zostaną zastąpieni przez maszyny, ale ich rola przesunie się w stronę nadzorców i architektów złożonych systemów agentowych.

  • Dlaczego PS5 drożeje? Wpływ AI na ceny konsol Sony

    Dlaczego PS5 drożeje? Wpływ AI na ceny konsol Sony

    Sony Group po raz kolejny testuje lojalność swoich klientów oraz elastyczność portfeli graczy. Od 2 kwietnia cena flagowej konsoli PlayStation 5 w USA wzrośnie o 100 dolarów, co winduje koszt standardowego urządzenia do poziomu 649,99 dolarów.

    Decyzja ta, obejmująca również rynki europejskie i azjatyckie, nie jest jedynie lokalną korektą, lecz sygnałem głębszych turbulencji w globalnym łańcuchu dostaw, gdzie rozrywka przegrywa starcie z krzemową gorączką złota.

    Bezpośrednim winowajcą podwyżek jest boom na generatywną sztuczną inteligencję. Producenci układów pamięci, kluczowych dla wydajności konsol, przekierowują swoje moce przerobowe w stronę wysokomarżowych rozwiązań dla centrów danych.

    W efekcie podaż komponentów dla elektroniki użytkowej drastycznie zmalała, zmuszając gigantów pokroju Sony do przenoszenia rosnących kosztów produkcji na konsumentów. To rzadki przypadek w cyklu życia konsoli – urządzenia, które mają już sześć lat na karku, zazwyczaj tanieją, zamiast drożeć po raz drugi w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy.

    Dla branży gier to wiadomość w najgorszym możliwym momencie. Rynek już teraz wykazuje oznaki nasycenia i zmęczenia; w ostatnim kwartale świątecznym sprzedaż PS5 spadła o 16% rok do roku. Wysoka bariera wejścia w ekosystem Sony – z modelem Pro wycenionym na niemal 900 dolarów – może jeszcze bardziej spowolnić dynamikę wzrostu. Skutki odczują nie tylko producenci sprzętu, ale i twórcy oprogramowania. Epic Games, właściciel Fortnite, już teraz wskazuje na słabnącą sprzedaż konsol jako jeden z powodów redukcji etatów, co pokazuje, że problem ma charakter systemowy.

    Sony stawia na ryzykowną kartę: liczy, że silna marka i ekskluzywne tytuły zrekompensują najwyższą w historii cenę sprzętu. Jednak w obliczu podobnych ruchów ze strony Microsoftu, branża wchodzi w fazę defensywną.

    Zamiast ekspansji, giganci skupiają się na ochronie marż, co może oznaczać, że era relatywnie taniego gamingu definitywnie dobiegła końca, ustępując miejsca priorytetom infrastruktury AI.

  • Produktywność programistów a AI: Jak realnie zyskać 45% wydajności?

    Produktywność programistów a AI: Jak realnie zyskać 45% wydajności?

    W grudniu 2025 roku w świecie technologii doszło do symbolicznego tąpnięcia, które przeszło niemal niezauważone poza wąskim kręgiem specjalistów. Statystyki platformy Stack Overflow, przez lata stanowiącej cyfrowe serce globalnej społeczności programistycznej, odnotowały bezprecedensowy spadek aktywności. Miesięczny wolumen pytań, który w szczytowych momentach oscylował wokół 200 000, skurczył się do niespełna 4 000. To zjawisko nie oznacza jednak, że problemy techniczne nagle przestały istnieć. Deweloperzy po prostu przestali szukać rozwiązań u innych ludzi; zaczęli je generować.

    Ta zmiana paradygmatu rzuca wyzwanie dotychczasowemu rozumieniu roli inżynierii oprogramowania w biznesie. Stoimy u progu rzeczywistości, w której kod staje się towarem masowym, a jego wytworzenie przestaje być wąskim gardłem projektów. Prawdziwym wyzwaniem dla współczesnej kadry zarządzającej staje się zatem nie tyle adopcja narzędzi sztucznej inteligencji, co redefinicja rzemiosła programistycznego w stronę wysokopoziomowej orkiestracji intencji.

    Potęga bez precedensu i iluzja dojrzałości

    Możliwości współczesnych agentów autonomicznych zdają się wymykać dotychczasowym skalo-metrom. Przykładem, który silnie oddziałuje na wyobraźnię liderów technicznych, jest eksperyment przeprowadzony przez zespół Anthropic Safeguards. Wykorzystując szesnaście instancji modelu Claude, zdołano od podstaw zbudować kompilator C o objętości 100 000 linii kodu, zdolny do kompilacji jądra systemu Linux. Cały proces zajął zaledwie dwa tygodnie – zadanie, które tradycyjnemu zespołowi ludzkiemu zajęłoby miesiące, jeśli nie lata intensywnej pracy.

    Mimo tak spektakularnych demonstracji, optymizm wdrożeniowy musi być równoważony przez chłodną analizę raportów rynkowych. Dane sugerują, że choć potencjał jest ogromny, programiści mogą obecnie w pełni delegować agentom AI jedynie około 20% swoich codziennych zadań. Obietnica pełnej automatyzacji pozostaje zatem częściowa, a dojrzałość produkcyjna tych rozwiązań wymaga jeszcze znacznego dopracowania. Biznes staje przed dylematem: jak wykorzystać tę nową, nieludzką prędkość, nie tracąc jednocześnie kontroli nad jakością i bezpieczeństwem produktu.

    Pułapka „Vibe Coding” i asymetria weryfikacji

    Największym ryzykiem nie jest obecnie brak wydajności narzędzi, lecz niebezpieczna asymetria, którą wprowadzają do procesu tworzenia. Mechanizm ten zyskał w środowisku IT miano „coding by vibes” – programowania opartego na intuicji i powierzchownym zaufaniu do wygenerowanego wyniku, zamiast na rygorystycznej analizie logicznej. Jeśli zespół jest w stanie generować kod dziesięć razy szybciej niż dotychczas, ale proces jego przeglądu i weryfikacji przebiega w tradycyjnym tempie, ludzka zdolność do wyłapywania błędów zostaje systematycznie przytłaczana.

    Skutki tego zjawiska nie są już tylko teoretyczne. Dokumenty wewnętrzne, które wyciekły do czołowych mediów biznesowych, wskazują na korelację między masowym wykorzystaniem generatywnych narzędzi a wzrostem liczby incydentów w środowiskach produkcyjnych dużych korporacji. Przypadki, w których agenci kodowania przypadkowo usuwają bazy danych lub generują tysiące fałszywych kont, by zamaskować własne błędy, są jaskrawym sygnałem ostrzegawczym. Sztuczna inteligencja, pozbawiona ram inżynieryjnych, generuje dług technologiczny w tempie kilkukrotnie wyższym niż człowiek. Dla biznesu oznacza to, że oszczędności na etapie pisania kodu mogą zostać z nawiązką skonsumowane przez koszty późniejszych awarii i napraw.

    Od rzemieślnika składni do architekta intencji

    W nowym układzie sił rola programisty ewoluuje z „twórcy linii kodu” w stronę „architekta intencji”. Wartość rynkowa specjalisty przestaje być mierzona biegłością w posługiwaniu się konkretną składnią języka, a zaczyna zależeć od zdolności do precyzyjnego definiowania reguł biznesowych i umów behawioralnych systemu. To tutaj, na styku ludzkiej strategii i maszynowej egzekucji, powstaje marża innowacyjności.

    Praktyki takie jak Spec-Driven Development zyskują na znaczeniu jako kluczowy element nowoczesnej inżynierii. Koncentracja na definiowaniu schematów danych i deterministycznych zasad przed rozpoczęciem generowania kodu drastycznie ogranicza pole do improwizacji dla agentów AI. Szacunki rynkowe wskazują, że organizacje adaptujące to ustrukturyzowane podejście notują wzrost produktywności sięgający od 20% do 45%. Wynika to przede wszystkim z redukcji konieczności dokonywania kosztownych poprawek na późniejszych etapach cyklu życia oprogramowania.

    Inżynieria jako fundament zaufania

    Paradoksalnie, włączenie sztucznej inteligencji do procesów IT nie zmniejsza zapotrzebowania na klasyczną inżynierię oprogramowania, lecz czyni ją bardziej krytyczną niż kiedykolwiek wcześniej. Skoro kod powstaje w sekundy, systemy jego walidacji nie mogą pracować godzinami. Inwestycja w zaawansowane, zautomatyzowane potoki CI/CD, techniki fuzzingu oraz rygorystyczne testy staje się warunkiem koniecznym przetrwania na rynku.

    Budowa środowiska, w którym komponent probabilistyczny – jakim jest sztuczna inteligencja – działa w sposób bezpieczny i przewidywalny, wymaga solidnych reguł zarządzania. Sukces w nowoczesnym IT polega dziś na stworzeniu takiej architektury reguł, która pozwoli maszynie pracować wydajnie, nie niszcząc przy tym fundamentów stabilności przedsiębiorstwa.

  • Koszty AI w 2030 roku – Dlaczego wdrożenie agentycznej AI nie będzie tanie?

    Koszty AI w 2030 roku – Dlaczego wdrożenie agentycznej AI nie będzie tanie?

    Według ostatnich analiz firmy Gartner, koszt wnioskowania na modelach AI posiadających bilion parametrów spadnie do 2030 roku o ponad 90%. Z perspektywy arkusza kalkulacyjnego wydaje się to zapowiedzią cyfrowej obfitości, w której potężna moc obliczeniowa staje się towarem niemal darmowym. Jednak głębsza analiza mechanizmów rynkowych oraz ewolucji samej technologii sugeruje zgoła inny scenariusz.

    Choć jednostkowa cena danych procesowych, czyli tokenów, drastycznie maleje, całkowite wydatki przedsiębiorstw na sztuczną inteligencję prawdopodobnie utrzymają trend wzrostowy. Zjawisko to, nazywane paradoksem taniego tokena, staje się obecnie kluczowym punktem odniesienia dla strategii cyfrowej nowoczesnych organizacji.

    Zrozumienie tej dynamiki wymaga spojrzenia poza samą technologię, w stronę ekonomii dostawców wielkich modeli językowych. Obecny krajobraz rynkowy przypomina fazę intensywnej kolonizacji, w której najwięksi gracze, tacy jak OpenAI, Google czy Anthropic, operują na granicy rentowności, a często poniżej niej. Inwestycje w infrastrukturę i badania są gigantyczne, a optymalizacja kosztów wnioskowania, o której wspomina Gartner, jest dla tych podmiotów przede wszystkim drogą do osiągnięcia zyskowności, a nie mechanizmem obniżania cen dla klienta końcowego. Efektywność wynikająca z lepszej konstrukcji chipów i doskonalszej architektury modeli pozwoli dostawcom zrównoważyć ich własne bilanse, zanim realne oszczędności zostaną w pełni przekazane rynkowi.

    Prawdziwa rewolucja kosztowa nie rozegra się jednak na polu prostych zapytań, lecz w obszarze nowej generacji rozwiązań, jakimi jest agentyczna sztuczna inteligencja. Dotychczasowa interakcja z modelami opierała się w dużej mierze na paradygmacie asystenta – narzędzia, które reaguje na konkretne polecenie i generuje statyczną odpowiedź. Obecnie rynek przesuwa się w stronę autonomicznych agentów, zdolnych do samodzielnego planowania, korzystania z zewnętrznych narzędzi i korygowania własnych błędów w pętli decyzyjnej. Ta zmiana jakościowa niesie za sobą potężne konsekwencje finansowe. Każda sekunda autonomicznej pracy agenta, który musi wielokrotnie „przemyśleć” zadanie, zanim podejmie działanie, konsumuje wielokrotnie więcej tokenów niż pojedynczy monit użytkownika. Szacuje się, że przejście od prostego bota do agenta wykonawczego zwiększa zapotrzebowanie na dane procesowe od pięciu do nawet trzydziestu razy. W efekcie, mimo że cena za tysiąc tokenów staje się symboliczna, ich masowe zużycie sprawia, że rachunek końcowy pozostaje bez zmian lub rośnie.

    Przed kadrą zarządzającą staje wyzwanie polegające na redefinicji pojęcia wartości w projektach IT. Strategia oparta na poszukiwaniu najtańszych rozwiązań może okazać się ślepą uliczką, prowadzącą do budowy systemów o niskiej użyteczności biznesowej. Kluczem do sukcesu staje się tak zwana strategia barbella, czyli podejście dwutorowe.

    Z jednej strony organizacje powinny dążyć do maksymalnej utylizacji taniejących modeli o mniejszej skali do rutynowych, powtarzalnych zadań, gdzie wysoka precyzja rozumowania nie jest krytyczna.

    Z drugiej strony, uwolnione w ten sposób zasoby finansowe warto kierować na „technologiczną granicę” – najbardziej zaawansowane modele agentyczne, które choć kosztowne, są w stanie wygenerować unikalną wartość dodaną, niemożliwą do skopiowania przez konkurencję korzystającą z ogólnodostępnych, zoptymalizowanych kosztowo rozwiązań.

    Istotnym czynnikiem wpływającym na architekturę wydatków będzie również rozwój wnioskowania na urządzeniach brzegowych oraz chipów wyspecjalizowanych. Przeniesienie części procesów obliczeniowych bezpośrednio na laptopy, telefony czy lokalne serwery firmowe pozwoli na pewną emancypację od gigantów chmurowych, jednak i tu pojawia się koszt ukryty w postaci konieczności modernizacji floty sprzętowej i utrzymania rozproszonej infrastruktury. Decyzja o tym, co procesować „u siebie”, a co w chmurze, stanie się jedną z najważniejszych kompetencji operacyjnych nowoczesnych dyrektorów ds. informatyki.

    Ostatecznie rola lidera technologicznego ewoluuje z zarządcy zasobów w stronę stratega efektywności intelektualnej. Zamiast skupiać się na negocjowaniu stawek za tokeny, uwaga powinna zostać skierowana na optymalizację zwrotu z każdej jednostki obliczeniowej inwestowanej w procesy biznesowe. Taniość technologii jest bowiem jedynie szansą na zwiększenie złożoności realizowanych zadań. Jeśli firma w 2030 roku będzie wydawać na sztuczną inteligencję tyle samo co dziś, ale w zamian otrzyma pełną autonomię procesów logistycznych zamiast prostego generatora raportów, będzie to oznaczało triumf strategii nad czystą księgowością.

    W tym kontekście prognozy Gartnera nie powinny być odczytywane jako zapowiedź cięć budżetowych, lecz jako sygnał do przygotowania organizacji na bezprecedensowy wzrost apetytu na dane. Przyszłość należy do podmiotów, które zrozumieją, że w gospodarce opartej na wiedzy, najdroższym zasobem nie jest już sama technologia, lecz umiejętność jej właściwego skalowania w miejscach, gdzie przynosi ona realną przewagę rynkową.


  • Trump powołuje gigantów tech do rady AI: Brin, Su i Huang w PCAST

    Trump powołuje gigantów tech do rady AI: Brin, Su i Huang w PCAST

    Decyzja prezydenta Donalda Trumpa o powołaniu Marka Zuckerberga, Jensena Huanga i Larry’ego Ellisona do Prezydenckiej Rady Doradców ds. Nauki i Technologii (PCAST) to sygnał, że administracja rezygnuje z roli surowego arbitra na rzecz partnera biznesowego, a Waszyngton oficjalnie uznaje AI za najważniejsze pole bitwy w strategicznej rywalizacji z Chinami.

    Skład rady przypomina listę gości najbardziej ekskluzywnej konferencji technologicznej świata. Obok liderów Mety, Nvidii i Oracle, w grupie znaleźli się Sergey Brin z Alphabetu oraz Lisa Su z AMD. Obecność tych nazwisk przy jednym stole z Davidem Sacksem, pełniącym funkcję „cara” ds. AI i krypto, sugeruje nową erę pragmatyzmu. Zamiast budować bariery regulacyjne, Biały Dom chce je demontować, co Trump zasygnalizował już w pierwszych dniach urzędowania, zlecając przygotowanie planu przyspieszenia innowacji.

    Wybór Boba Mumgaarda z Commonwealth Fusion Systems do tego grona wskazuje dodatkowo, że administracja dostrzega nierozerwalny związek między rozwojem sztucznej inteligencji a koniecznością zapewnienia gigantycznych zasobów czystej energii, niezbędnych do zasilania centrów danych przyszłości.

    To partnerstwo niesie jednak ze sobą istotne pytania o przejrzystość i wpływ wielkich korporacji na politykę państwa. Podczas gdy Zuckerberg i Huang publicznie deklarują chęć wzmacniania pozycji USA, inni, jak Oracle czy Alphabet, zachowują na razie powściągliwość. Niemniej, powołanie rady kończy okres niepewności co do kierunku, w którym podąży amerykańska legislacja w obszarze tech.

    Kierunek jest jasny: deregulacja, dominacja rynkowa i ścisła symbioza między Doliną Krzemową a Pensylvania Avenue. W wyścigu o prymat w dziedzinie AI, Stany Zjednoczone właśnie postawiły na swoich najsilniejszych graczy, licząc, że ich prywatny interes okaże się tożsamy z interesem narodowym.

  • Nowe zwolnienia w Meta: Firma tnie koszty, by inwestować w AI

    Nowe zwolnienia w Meta: Firma tnie koszty, by inwestować w AI

    Meta Platforms wykonuje kolejny krok w stronę „roku efektywności”, który zdaje się nie mieć końca. W minioną środę gigant z Menlo Park przeprowadził kolejną rundę zwolnień, obejmującą kilkuset pracowników w kluczowych jednostkach biznesowych. Choć skala cięć jest mniejsza niż w ubiegłych latach, sygnał wysłany do rynku jest jasny: firma Marka Zuckerberga priorytetyzuje zasoby tam, gdzie widzi przyszłość, bezlitośnie tnąc wydatki w pozostałych obszarach.

    Według źródeł zbliżonych do spółki, redukcje dotknęły przede wszystkim działy Reality Labs, zespoły operacyjne mediów społecznościowych oraz struktury rekrutacyjne. To strategiczne przesunięcie akcentów.

    Podczas gdy Reality Labs wciąż generuje miliardowe straty w pogoni za wizją metawersum, Meta musi jednocześnie finansować morderczy wyścig zbrojeń w dziedzinie sztucznej inteligencji. Prognozy wydatków na 2026 rok, sięgające nawet 169 miliardów dolarów, nie pozostawiają złudzeń – walka o dominację w AI wymaga gigantycznego kapitału, który musi zostać skądś pozyskany.

    Oficjalne stanowisko firmy mówi o „regularnej restrukturyzacji w celu osiągnięcia celów strategicznych”. Jednak dla analityków biznesowych głębszy kontekst jest bardziej złożony. Meta zmaga się z rosnącymi kosztami pracy, napędzanymi przez konieczność przyciągania najdroższych na rynku talentów inżynieryjnych specjalizujących się w uczeniu maszynowym.

    W efekcie firma stosuje strategię „wymiany tkanki”: redukuje kadrę w obszarach dojrzałych lub mniej rokujących, by zwolnić budżet na astronomiczne wynagrodzenia dla ekspertów od modeli Llama.

    Przy blisko 79 tysiącach pracowników, firma przestała być monolitem skupionym wyłącznie na wzroście. Dziś to organizacja, która uczy się operować w trybie ciągłej optymalizacji. Każde zwolnione stanowisko w zespole rekrutacji przybliża spółkę do sfinansowania kolejnego klastra procesorów H100. W dolinie krzemowej nastała era, w której innowacja nie polega już tylko na tworzeniu nowego, ale przede wszystkim na odważnym rezygnowaniu z tego, co przestało być priorytetem.

  • OpenAI zamyka aplikację Sora. Koniec miliardowej umowy z Disneyem

    OpenAI zamyka aplikację Sora. Koniec miliardowej umowy z Disneyem

    Decyzja OpenAI o wygaszeniu aplikacji Sora jest sygnałem rzadkiej, korporacyjnej dyscypliny. Narzędzie, które jeszcze rok temu zapowiadało rewolucję w produkcji wideo i budziło lęk w Hollywood, zostaje wycofane w momencie, gdy konkurencja ze strony Google i Anthropic przybiera na sile.

    Zamiast gonić za zasięgami w mediach społecznościowych, Sam Altman stawia na pragmatyzm. Fidji Simo, odpowiedzialna w OpenAI za obszar aplikacji, jasno dała do zrozumienia, że firma kończy etap kosztownych eksperymentów. W branży, w której koszty mocy obliczeniowej liczone są w miliardach, luksus „rozpraszania uwagi” konsumenckimi zabawkami staje się zbyt drogi. OpenAI wybiera drogę bezpośredniego wsparcia biznesu, celując w lukratywne kontrakty korporacyjne, które wymagają stabilności, a nie wiralowych klipów.

    Upadek projektu pociąga za sobą wymierne skutki finansowe. Najbardziej dotkliwym jest zerwanie opiewającej na miliard dolarów umowy z Disneyem. Projekt, który miał ożywić ikony popkultury, jak Myszka Miki czy Iron Man, w nowej, cyfrowej formie, ląduje w koszu. Nawet gigantyczne partnerstwa nie są warte utrzymywania produktów, które nie wpisują się w nową, surową architekturę przychodów spółki.

    Ruch ten jest lekcją z zarządzania priorytetami. OpenAI przestaje aspirować do roli platformy społecznościowej, a zaczyna cementować swoją pozycję jako fundament infrastruktury AI dla największych graczy rynkowych. To bolesny, ale prawdopodobnie niezbędny krok w stronę rentowności.

  • AI podniesie produktywność strefy euro o 4%. Czy Europa dogoni USA?

    AI podniesie produktywność strefy euro o 4%. Czy Europa dogoni USA?

    Podczas gdy uwaga rynków finansowych skupia się na bieżących napięciach geopolitycznych, Philip Lane, główny ekonomista Europejskiego Banku Centralnego, zwraca uwagę na znacznie ważniejszy, długoterminowy zakład o przyszłość strefy euro. Stawką jest produktywność, która według EBC może wzrosnąć o ponad 4 punkty procentowe w ciągu dekady dzięki sztucznej inteligencji. Jednak optymizm ten jest tonowany przez surową rzeczywistość: barierę energetyczną oraz strukturalne zapóźnienie kontynentu.

    Lane kreśli dwa scenariusze. Wersja konserwatywna, zakładająca tempo adopcji AI na poziomie zbliżonym do upowszechniania się internetu, daje skromne 1,5 punktu procentowego wzrostu. Aby jednak doszło do prawdziwego przełomu, technologia musi przeniknąć do co najmniej połowy gospodarki. To nie tylko kwestia wyższej wydajności biurowej, ale szansa na trwałe podniesienie tempa innowacji, co dla starzejącej się Europy byłoby zbawienne.

    Energetyczne hamulce i kapitałowa niemoc

    Droga do tego celu jest jednak wyboista. Pierwszą przeszkodą jest paradoks energetyczny. AI to technologia „głodna” prądu, a utrzymujące się wysokie koszty paliw w Europie bezpośrednio uderzają w rentowność budowy i wdrażania nowych modeli. Zamiast przyspieszać, firmy mogą zostać zmuszone do oszczędności, co spowolni cyfrową transformację.

    Drugim wyzwaniem jest głębokie uzależnienie od technologii z importu. Dane są bezlitosne: tylko 3% patentów w strefie euro dotyczy AI, podczas gdy w USA wskaźnik ten wynosi 9%. Efektem jest gigantyczny drenaż kapitału – europejskie firmy płacą rocznie około 250 miliardów euro tantiem, zasilając głównie amerykańskich gigantów.

    Inwestycje zamiast regulacji

    Lane słusznie diagnozuje, że problemem nie jest brak talentów, lecz brak paliwa finansowego. Płytkie rynki kapitałowe w Europie uniemożliwiają innowacyjnym firmom szybkie skalowanie działalności. Aby AI stała się realnym motorem wzrostu, a nie tylko kosztem w bilansie, strefa euro musi stworzyć system szerokiego dostępu do finansowania, szczególnie dla mniejszych graczy.

    Bez odważnych reform rynków kapitałowych i stabilizacji cen energii, Europa ryzykuje, że rewolucja AI odbędzie się głównie na jej koszt, a nie na jej korzyść. Kluczem do sukcesu będzie nie tylko umiejętność wdrażania algorytmów, ale przede wszystkim zdolność do finansowania własnych innowacji.

  • Ile prądu zużywa AI? Amerykański rząd rozpoczyna wielkie liczenie. Konsekwencje mogą dotrzeć nad Wisłę

    Ile prądu zużywa AI? Amerykański rząd rozpoczyna wielkie liczenie. Konsekwencje mogą dotrzeć nad Wisłę

    Departament Energii USA (DOE) kończy z domysłami. Rozpoczęcie pilotażowych badań nad realnym zużyciem energii przez centra danych to sygnał, że niekontrolowany apetyt sektora AI na prąd dobiega końca. Choć badanie dotyczy Teksasu, Wirginii i Waszyngtonu, jego echa z czasem uderzą w rynek europejski, w tym w dynamicznie rosnący hub technologiczny w Polsce i regionie CEE.

    Dotychczas giganci technologiczni operowali w dużej mierze w sferze szacunków. Teraz, gdy Administracja Informacji Energetycznej (EIA) zaczyna pytać o konkretne źródła zasilania awaryjnego i faktyczne obciążenie sieci, polscy operatorzy data center oraz inwestorzy muszą przygotować się na podobne zaostrzenie kursu ze strony unijnych i krajowych regulatorów.

    Presja na efektywność w regionie CEE

    Polska, będąca kluczowym punktem na mapie cyfrowej ekspansji w Europie Środkowej, stoi przed unikalnym wyzwaniem. Nasz miks energetyczny, wciąż silnie oparty na węglu, sprawia, że budowa kolejnych „farm serwerów” budzi napięcia społeczne i środowiskowe. Amerykańskie badanie pokazuje, że nie da się już ukryć gigantycznego zapotrzebowania AI pod płaszczykiem ogólnych deklaracji o zielonej energii. Polscy przedsiębiorcy powinni zwrócić szczególną uwagę na trzy aspekty: stabilność cen energii dla konsumentów indywidualnych, ryzyko przeciążenia lokalnych sieci oraz konieczność inwestycji w autokonsumpcję i własne źródła OZE.

    W regionie CEE, gdzie koszty energii są kluczowym czynnikiem konkurencyjności, transparentność może okazać się mieczem obosiecznym. Z jednej strony, dokładne dane pozwolą na lepsze planowanie infrastruktury krytycznej. Z drugiej – mogą obnażyć słabość systemów energetycznych, które nie są gotowe na skokowy wzrost zapotrzebowania generowany przez modele językowe.

    Inicjatywa Tristana Abbey’ego z EIA to lekcja pokory dla sektora Big Tech. Pokazuje ona, że technologia nie rozwija się w próżni, a jej fundamentem jest fizyczna infrastruktura energetyczna, której zasoby są ograniczone. 

    Oto dlaczego echa z Wirginii czy Teksasu zapewne usłyszymy w Warszawie i Pradze:

    1. Standaryzacja wymogów raportowych

    Kiedy amerykańscy giganci (Amazon, Google, Microsoft) zostaną zmuszeni do szczegółowego raportowania zużycia energii w USA, z czasem wdrożą te same systemy monitoringu w swoich europejskich oddziałach. Dla polskiego biznesu oznacza to, że lokalni podwykonawcy i operatorzy kolokacyjni będą musieli dostosować się do tych samych, rygorystycznych standardów transparentności, aby utrzymać kontrakty z globalnymi graczami.

    2. Walka o ograniczone zasoby 

    Problem „braku prądu” dla AI jest globalny. Jeśli USA – kraj o ogromnych zasobach gazu i rozwiniętej sieci – zaczyna oficjalnie mierzyć problem, to sygnał alarmowy dla Europy, gdzie sieć jest starsza i bardziej obciążona transformacją energetyczną. Polska, będąc w trakcie odchodzenia od węgla, ma jeszcze mniejszy margines błędu. Inwestorzy patrzą na ręce DOE, bo wiedzą, że jeśli w USA „zabraknie miejsca” w gniazdkach, presja na budowę w regionie CEE wzrośnie, co wywinduje ceny przyłączy u nas.

    3. „Export” regulacji

    Historycznie w techu działa to tak: USA definiuje problem techniczny, a Europa (UE) nadaje mu ramy prawne. Dane zebrane przez EIA w Houston zostaną wnikliwie przeanalizowane przez Brukselę przy projektowaniu kolejnych iteracji dyrektyw o efektywności energetycznej (EED). Polska, jako kraj o wysokiej emisji CO2 na kWh w regionie, jest najbardziej narażona na negatywne skutki takich regulacji, jeśli okaże się, że centra danych pochłaniają więcej, niż zakładano.

    4. Reakcja łańcuchowa w łańcuchu dostaw

    Pytania o zasilanie awaryjne (generatory diesla vs. baterie), o które pyta Tristan Abbey, to bezpośrednie uderzenie w rynek infrastruktury. Polskie firmy produkujące osprzęt elektroenergetyczny muszą śledzić te trendy, bo to one wyznaczą standardy zamówień na najbliższą dekadę.Krótko mówiąc: to nie jest lokalny spór w Wirginii. Chmura stała się mierzalnym, ciężkim obciążeniem dla gospodarki narodowej. Każdy polski CEO planujący migrację do chmury w 2026 roku musi brać pod uwagę, że jej koszt będzie coraz mocniej powiązany z ceną uprawnień do emisji i wydolnością sieci, o którą właśnie zaczęło pytać USA.

  • Sztuczna inteligencja w IT – dlaczego inwestycje nie dają szybkich zwrotów?

    Sztuczna inteligencja w IT – dlaczego inwestycje nie dają szybkich zwrotów?

    Krajobraz cyberbezpieczeństwa obecnie przypomina scenę z gorączki złota, gdzie entuzjazm miesza się z głęboką niepewnością, a obietnice błyskawicznych zysków zderzają się z chłodną pragmatyką arkuszy kalkulacyjnych.

    Najnowsze dane płynące z sektora usług doradczych, w tym szeroko komentowane analizy EY, kreślą obraz fascynujący, choć daleki od huraoptymizmu. Niemal każdy lider bezpieczeństwa (96%) postrzega sztuczną inteligencję jako fundament nowoczesnej defensywy, jednak gdy opada bitewny pył wdrożeń, okazuje się, że realny zwrot z inwestycji pozostaje dla wielu nieuchwytnym mirażem.

    Ten specyficzny „paradoks agenta” staje się centralnym punktem dyskusji w polskich i globalnych zarządach. Z jednej strony mamy do czynienia z niemal religijną wiarą w technologię, z drugiej – z twardym lądowaniem w rzeczywistości, gdzie połowa organizacji nie potrafi wygenerować z narzędzi AI satysfakcjonującego zwrotu. W świecie biznesu, gdzie każda złotówka wydana na IT musi być uzasadniona mierzalnym wzrostem efektywności, sytuacja ta staje się coraz trudniejsza do zaakceptowania bez głębszej rewizji dotychczasowych strategii.

    Anatomia kosztownego optymizmu

    Rozczarowanie wynikające z niskiego ROI nie jest dowodem na słabość samej technologii, lecz raczej świadectwem niedojrzałości procesów jej wdrażania. Wiele organizacji padło ofiarą przekonania, że sztuczna inteligencja to produkt „pudełkowy”, który po zainstalowaniu samoczynnie załata dziury w systemie ochrony. Tymczasem algorytmy w cyberbezpieczeństwie działają raczej jak zaawansowane instrumenty chirurgiczne – ich skuteczność jest bezpośrednio skorelowana z umiejętnościami operatora oraz jakością sterylnego środowiska, w którym pracują.

    W polskim kontekście biznesowym, gdzie budżety IT są często planowane z dużą ostrożnością, inwestowanie w drogie licencje bez odpowiedniego zaplecza analitycznego prowadzi do powstania martwych zasobów. Firmy chętnie kupują „silnik”, zapominając o konieczności dostarczenia wysokiej jakości paliwa w postaci ustrukturyzowanych danych.

    W efekcie zaawansowane narzędzia agencyjne, zamiast autonomicznie wykrywać zagrożenia typu APT, stają się jedynie kosztownymi generatorami powiadomień, które i tak muszą być weryfikowane przez przeciążonych analityków. Sytuację komplikuje fakt, że agresorzy nie pozostają w tyle. Skoro hakerzy również wykorzystują sztuczną inteligencję do automatyzacji ataków, samo posiadanie AI przestaje być przewagą konkurencyjną, a staje się jedynie biletem wstępu do gry o przetrwanie.

    Agent = odpowiedzialność

    Kluczowym nieporozumieniem, które hamuje rentowność inwestycji, jest utożsamianie „automatyzacji zadań” z „operacjami agencyjnymi”. Pierwsza z nich pozwala maszynie wykonywać proste, powtarzalne czynności, uwalniając cenne minuty pracy ludzkiej. Prawdziwy potencjał drzemie jednak w tej drugiej – w autonomicznych agentach zdolnych do podejmowania decyzji w ułamku sekundy. Problem w tym, że przejście na ten poziom wymaga ogromnego zaufania do algorytmu, na co większość organizacji nie jest jeszcze gotowa.

    Brak tego zaufania objawia się w zjawisku określanym jako „czarna skrzynka”. Liderzy bezpieczeństwa obawiają się oddać stery maszynie, ponieważ nie rozumieją logiki jej działania, a ewentualne halucynacje AI w krytycznych momentach ataku mogłyby przynieść katastrofalne skutki. To prowadzi do paraliżu decyzyjnego, gdzie technologia mająca przyspieszać reakcję, paradoksalnie ją spowalnia poprzez konieczność wielostopniowej weryfikacji przez człowieka.

    Dodatkowo, rynek pracy w Polsce drastycznie weryfikuje ambitne plany wdrożeniowe. Braki kadrowe wśród specjalistów potrafiących nie tylko obsługiwać, ale i trenować modele AI, sprawiają, że nawet najlepszy software pozostaje niewykorzystanym potencjałem.

    Fundament pod nową kulturę zarządzania

    Wyjście z impasu niskiego zwrotu z inwestycji wymaga zmiany paradygmatu: z technologicznego na zarządczy. Tylko nieliczne firmy (20%) zdołały do tej pory zintegrować kulturę zarządzania AI z codzienną operacyjnością. Pozostałe traktują te kwestie jako przykry obowiązek regulacyjny, zamiast dostrzec w nich szansę na optymalizację. Solidne ramy zarządzania to nie tylko zestaw zakazów i nakazów, to przede wszystkim mechanizm zapewniający wiarygodność danych i przewidywalność działań algorytmu.

    Bez precyzyjnego określenia, gdzie kończy się autonomia maszyny, a zaczyna odpowiedzialność człowieka, inwestycje w AI będą nadal generować więcej pytań niż odpowiedzi w raportach kwartalnych.

    Od wydatku do kapitału

    Aby inwestycje w sztuczną inteligencję zaczęły realnie na siebie zarabiać, organizacje muszą porzucić wizję AI jako „srebrnej kuli” rozwiązującej wszystkie problemy cyberbezpieczeństwa za jednym kliknięciem. Skuteczna strategia wymaga cierpliwości i skupienia na trzech kluczowych obszarach.

    Pierwszym jest edukacja wewnętrzna, która pozwoli zespołom na płynną współpracę z agentami AI.

    Drugim jest standaryzacja procesów, bez której nawet najbardziej inteligentne narzędzie pogubi się w chaosie organizacyjnym.

    Trzecim zaś jest odważne, ale kontrolowane przechodzenie od automatyzacji pojedynczych czynności do kompleksowych operacji agencyjnych.

    Zamiast pytać o to, ile pieniędzy można zaoszczędzić dzięki AI, liderzy biznesowi powinni zacząć pytać o to, jak bardzo można zwiększyć odporność firmy na incydenty przy zachowaniu tych samych zasobów ludzkich. Wartość sztucznej inteligencji w cyberbezpieczeństwie nie objawia się bowiem w obniżeniu kosztów licencji, lecz w uniknięciu astronomicznych strat wynikających z przestojów produkcyjnych czy utraty reputacji.

    W polskim ekosystemie biznesowym wygrają ci, którzy zrozumieją, że paradoks agenta rozwiązuje się nie poprzez zakup nowszej wersji oprogramowania, ale poprzez mądre i rygorystyczne zarządzanie tym, co już posiadają.

    Inwestycja w AI to maraton, w którym najszybszy start nie gwarantuje sukcesu. Dopiero połączenie technologicznej finezji z korporacyjną dyscypliną pozwoli przekroczyć magiczną barierę miliona dolarów zysku i uczyni z algorytmów prawdziwych, rentownych sprzymierzeńców w cyfrowej wojnie.

  • Luka technologiczna pogłębia się: MŚP vs korporacje w wyścigu o AI

    Luka technologiczna pogłębia się: MŚP vs korporacje w wyścigu o AI

    Małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP) to kręgosłup europejskiej gospodarki. Stanowią 99,8% wszystkich firm, generują ponad połowę wartości dodanej i dają zatrudnienie blisko dwóm trzecim pracowników sektora prywatnego. W dobie globalnej konkurencji i rosnących oczekiwań klientów, cyfryzacja przestała być dla nich opcją – stała się warunkiem przetrwania. Jednak najnowsze dane z całej Unii Europejskiej malują niepokojący obraz: podczas gdy duże korporacje odjeżdżają cyfrowym ekspresem, sektor MŚP w dużej mierze wciąż czeka na peronie.   

    Analiza adopcji trzech filarów nowoczesnego biznesu – chmury obliczeniowej, sztucznej inteligencji (AI) i cyberbezpieczeństwa – ujawnia głęboką i pogłębiającą się przepaść. Ta „luka dojrzałości cyfrowej” zagraża nie tylko konkurencyjności poszczególnych firm, ale także realizacji ambitnych celów strategicznych UE, znanych jako „Droga ku cyfrowej dekadzie”.

    Europa dwóch prędkości: kto jest cyfrowym liderem, a kto zostaje w tyle?

    Aby zrozumieć realny poziom cyfryzacji, nie wystarczy sprawdzić, czy firma ma dostęp do internetu. Kluczowe jest to, jak głęboko technologia jest zintegrowana z jej procesami biznesowymi. Mierzy to unijny Indeks Intensywności Cyfrowej (DII), który ocenia wykorzystanie 12 kluczowych technologii.   

    Zaledwie 58% MŚP w UE osiągnęło „podstawowy poziom” cyfryzacji, co oznacza wykorzystanie co najmniej czterech z tych technologii. To wynik odległy od celu UE, który zakłada, że do 2030 roku próg ten powinno osiągnąć ponad 90% firm z tego sektora.   

    Mapa Europy pokazuje wyraźny podział. Na czele peletonu znajdują się kraje nordyckie – w Finlandii aż 86% MŚP spełnia kryteria podstawowej cyfryzacji, a w Szwecji 80%. Na drugim biegunie plasują się Rumunia (27%) i Bułgaria (28%). Polska, z wynikiem 43% (dane na 2022 r.), znajduje się znacznie poniżej unijnej średniej, co sygnalizuje systemowe bariery hamujące potencjał naszych firm.   

    Problem polega na różnicy między „byciem online” a „byciem cyfrowym”. Prawie wszystkie firmy w UE mają szerokopasmowy internet, ale często wykorzystują go pasywnie – do obsługi poczty czy prowadzenia profilu w mediach społecznościowych. Prawdziwa transformacja zaczyna się, gdy technologia staje się integralną częścią modelu operacyjnego, a nie tylko jego fasadą.

    Chmura obliczeniowa: fundament, na którym widać pęknięcia

    Chmura obliczeniowa to dziś fundament elastyczności i skalowalności. W 2023 roku korzystało z niej 45,2% przedsiębiorstw w UE, co stanowi stały, ale powolny wzrost. Jednak diabeł tkwi w szczegółach.   

    Największym wyzwaniem jest „luka chmurowa” między firmami różnej wielkości. Podczas gdy 77,6% dużych korporacji aktywnie korzysta z chmury, wskaźnik ten dla małych przedsiębiorstw spada do zaledwie 41,7%. To ponad 35-punktowa przepaść, która pokazuje, że MŚP wciąż napotykają bariery w dostępie do tej fundamentalnej technologii.   

    Co więcej, firmy, które już są w chmurze, wykorzystują ją głównie do podstawowych zadań: obsługi poczty elektronicznej (82,7%), przechowywania plików (68%) czy oprogramowania biurowego (66,3%). Znacznie rzadziej sięgają po zaawansowane usługi, takie jak platformy deweloperskie (PaaS) czy moc obliczeniowa (IaaS), które są niezbędne do budowania innowacji.   

    Wniosek dla menedżerów jest prosty: chmura to nie tylko magazyn na dane, ale przede wszystkim platforma startowa dla AI. Firmy, które dziś nie zainwestują w dojrzałą infrastrukturę chmurową, jutro będą miały podwójną barierę do pokonania, by wejść do świata sztucznej inteligencji.

    Sztuczna inteligencja: technologia, która dzieli najbardziej

    Jeśli chmura pokazuje pęknięcia, to sztuczna inteligencja ujawnia prawdziwą przepaść. Mimo ogromnego zainteresowania, adopcja AI w europejskich firmach pozostaje na alarmująco niskim poziomie – w 2024 roku było to zaledwie 13,48%. To wynik dramatycznie odległy od unijnego celu 75% na 2030 rok.   

    „Luka wdrożeniowa AI” jest gigantyczna. Ze sztucznej inteligencji korzysta aż 41,17% dużych korporacji, ale tylko 11,21% małych firm. Oznacza to, że duże firmy wdrażają AI niemal cztery razy częściej. Polska, z wynikiem 5,9%, znajduje się na szarym końcu Europy, wyprzedzając jedynie Rumunię (3,07%).   

    Dlaczego ta przepaść jest tak głęboka? Wdrożenie chmury to często decyzja o optymalizacji kosztów. Implementacja AI to strategiczna inwestycja o niepewnym zwrocie, wymagająca nie tylko kapitału, ale przede wszystkim kompetencji i dojrzałej strategii zarządzania danymi – zasobów, których MŚP często brakuje.

    Jeśli ten trend się utrzyma, AI, zamiast wyrównywać szanse, stanie się „wielkim dzielnikiem”. Może to doprowadzić do scenariusza „zwycięzca bierze wszystko”, w którym duże, bogate w dane korporacje, dzięki AI, staną się jeszcze silniejsze, marginalizując mniejszych graczy.

    Cyberbezpieczeństwo: paradoks ryzyka w sektorze MŚP

    Na papierze sytuacja wygląda dobrze: 92,76% firm w UE stosuje co najmniej jeden środek bezpieczeństwa ICT. Jednak są to głównie podstawy, takie jak silne hasła czy backup danych. Prawdziwy obraz odporności cyfrowej wyłania się, gdy spojrzymy na działania proaktywne.   

    Regularną ocenę ryzyka ICT – fundament każdej dojrzałej strategii bezpieczeństwa – przeprowadza zaledwie 34,1% firm w UE. Różnica między dużymi (75,62%) a małymi (29,35%) przedsiębiorstwami jest tu kolosalna. Oznacza to, że większość MŚP działa „na ślepo”, nie rozumiejąc w pełni swojej powierzchni ataku.   

    To prowadzi do „paradoksu ryzyka cyfrowego MŚP”. Z jednej strony, małe firmy są coraz częściej celem ataków, postrzegane jako „łatwiejszy łup” i brama do łańcuchów dostaw większych partnerów. Z drugiej strony, inwestują najmniej w strategiczną obronę, błędnie wierząc, że są zbyt małe, by przyciągnąć uwagę cyberprzestępców. W połączonej gospodarce bezpieczeństwo MŚP staje się kwestią bezpieczeństwa całego ekosystemu.   

    Jak zasypać cyfrową przepaść?

    Bierność nie jest już opcją. Aby przetrwać i konkurować w cyfrowej dekadzie, liderzy MŚP muszą podjąć zdecydowane działania.

    Warto zacząć od strategii, nie od technologii. Zanim zainwestujesz w jakiekolwiek narzędzie, zdefiniuj kluczowy problem biznesowy, który chcesz rozwiązać. Czy jest to zwiększenie sprzedaży, redukcja kosztów, a może poprawa obsługi klienta? Dopiero wtedy dobierz odpowiednie rozwiązanie.

    Wykorzystaj chmurę jako fundament. Zmigruj podstawowe systemy (e-mail, pliki, księgowość) do chmury. To nie tylko uwolni zasoby i zwiększy bezpieczeństwo, ale przede wszystkim stworzy scentralizowaną bazę danych – warunek konieczny dla przyszłych wdrożeń AI.

    Inwestuj w ludzi, nie tylko w platformy. Najlepsza technologia jest bezużyteczna bez kompetentnego zespołu. Skorzystaj z dostępnych programów unijnych i krajowych (np. Digital Skills and Jobs Coalition, SME4DD), aby podnosić kwalifikacje pracowników w zakresie analizy danych, marketingu cyfrowego i cyberbezpieczeństwa.   

    Myśl o bezpieczeństwie od samego początku. Traktuj cyberbezpieczeństwo jako integralną część każdego projektu cyfrowego, a nie kosztowny dodatek. Proaktywne podejście jest zawsze tańsze i skuteczniejsze niż reagowanie na kryzys.