Tag: Mark Zuckerberg

  • Trump powołuje gigantów tech do rady AI: Brin, Su i Huang w PCAST

    Trump powołuje gigantów tech do rady AI: Brin, Su i Huang w PCAST

    Decyzja prezydenta Donalda Trumpa o powołaniu Marka Zuckerberga, Jensena Huanga i Larry’ego Ellisona do Prezydenckiej Rady Doradców ds. Nauki i Technologii (PCAST) to sygnał, że administracja rezygnuje z roli surowego arbitra na rzecz partnera biznesowego, a Waszyngton oficjalnie uznaje AI za najważniejsze pole bitwy w strategicznej rywalizacji z Chinami.

    Skład rady przypomina listę gości najbardziej ekskluzywnej konferencji technologicznej świata. Obok liderów Mety, Nvidii i Oracle, w grupie znaleźli się Sergey Brin z Alphabetu oraz Lisa Su z AMD. Obecność tych nazwisk przy jednym stole z Davidem Sacksem, pełniącym funkcję „cara” ds. AI i krypto, sugeruje nową erę pragmatyzmu. Zamiast budować bariery regulacyjne, Biały Dom chce je demontować, co Trump zasygnalizował już w pierwszych dniach urzędowania, zlecając przygotowanie planu przyspieszenia innowacji.

    Wybór Boba Mumgaarda z Commonwealth Fusion Systems do tego grona wskazuje dodatkowo, że administracja dostrzega nierozerwalny związek między rozwojem sztucznej inteligencji a koniecznością zapewnienia gigantycznych zasobów czystej energii, niezbędnych do zasilania centrów danych przyszłości.

    To partnerstwo niesie jednak ze sobą istotne pytania o przejrzystość i wpływ wielkich korporacji na politykę państwa. Podczas gdy Zuckerberg i Huang publicznie deklarują chęć wzmacniania pozycji USA, inni, jak Oracle czy Alphabet, zachowują na razie powściągliwość. Niemniej, powołanie rady kończy okres niepewności co do kierunku, w którym podąży amerykańska legislacja w obszarze tech.

    Kierunek jest jasny: deregulacja, dominacja rynkowa i ścisła symbioza między Doliną Krzemową a Pensylvania Avenue. W wyścigu o prymat w dziedzinie AI, Stany Zjednoczone właśnie postawiły na swoich najsilniejszych graczy, licząc, że ich prywatny interes okaże się tożsamy z interesem narodowym.

  • Zuckerberg pozwany przez akcjonariuszy Meta. Stawką 8 miliardów dolarów za naruszenia prywatności

    Zuckerberg pozwany przez akcjonariuszy Meta. Stawką 8 miliardów dolarów za naruszenia prywatności

    W tym tygodniu przed Sądem Kancelarii w Wilmington rusza bezprecedensowy proces przeciwko Markowi Zuckerbergowi i byłym liderom Meta Platforms. Akcjonariusze zarzucają im rażące naruszenia nadzoru nad ochroną danych użytkowników, sięgające jeszcze afery Cambridge Analytica z 2018 roku. Żądają zwrotu ponad 8 miliardów dolarów – kwoty, którą Meta zapłaciła w grzywnach i ugodach po ujawnieniu skandalu.

    Choć Meta nie jest formalnie pozwanym, proces koncentruje się na działaniach zarządu spółki, w tym samego Zuckerberga, Sheryl Sandberg, Petera Thiela i Reeda Hastingsa. Kluczowym zarzutem jest świadome łamanie postanowień ugody z Federalną Komisją Handlu (FTC) z 2012 roku, mającej chronić prywatność użytkowników Facebooka. FTC już w 2019 roku nałożyła na firmę rekordową karę – 5 miliardów dolarów – za te właśnie naruszenia.

    Sprawa opiera się na rzadko stosowanym, ale potencjalnie przełomowym roszczeniu: całkowitym zaniedbaniu obowiązku nadzoru przez członków zarządu. Zdaniem akcjonariuszy Facebook nie tylko ignorował zapisy ugody, ale aktywnie kontynuował wątpliwe praktyki, pozwalając na nieautoryzowane wykorzystywanie danych setek milionów użytkowników. W tle pojawia się też zarzut, że Zuckerberg mógł skorzystać finansowo na zbliżającym się skandalu, zbywając akcje tuż przed jego wybuchem.

    Proces odbywa się w momencie, gdy Meta próbuje odzyskać zaufanie regulatorów i opinii publicznej. Firma inwestuje miliardy w rozwój narzędzi chroniących prywatność i mierzy się z nową falą krytyki – tym razem dotyczącą wykorzystania danych użytkowników do trenowania modeli sztucznej inteligencji.

    Choć sprawa dotyczy wydarzeń sprzed lat, jej skutki mogą być bardzo aktualne. Jeśli sąd przyzna rację akcjonariuszom, będzie to silny sygnał dla całego rynku technologicznego: lekceważenie obowiązków nadzorczych, nawet w obliczu szybkiego wzrostu i wysokich zysków, może mieć kosztowne konsekwencje. Dla Zuckerberga to nie tylko sprawa o miliardy, ale i o reputację – w czasach, gdy zaufanie do Big Techu ponownie znajduje się pod ostrzałem.

  • Rozszerzona rzeczywistość i VR nadal na celowniku Zuckerberga – 100 mld dolarów na technologie XR

    Rozszerzona rzeczywistość i VR nadal na celowniku Zuckerberga – 100 mld dolarów na technologie XR

    Meta kontynuuje agresywną strategię inwestycyjną w rozwój technologii rozszerzonej (AR) i wirtualnej rzeczywistości (VR). Według analityków Financial Times, firma od 2014 roku zainwestowała już ponad 80 miliardów dolarów w ten segment, a w 2024 roku planuje zwiększyć tę kwotę o kolejne 20 miliardów. Oznacza to, że całkowite nakłady na ten obszar przekroczą 100 miliardów dolarów.

    Przyszłość inteligentnych okularów

    Mark Zuckerberg, dyrektor generalny Meta, zapowiada, że rok 2025 będzie „decydującym rokiem dla inteligentnych okularów”. Firma koncentruje się na rozwoju tej technologii, mimo że dotychczasowe produkty, takie jak inteligentne okulary Ray-Ban Meta, nie osiągnęły oczekiwanych wyników sprzedaży. Meta intensywnie pracuje nad nowymi rozwiązaniami, w tym nad prototypem Oriona, który został zaprezentowany we wrześniu 2023 roku.

    Od Metaverse do AI

    Pomimo wcześniejszej narracji skupionej na Metaverse, Meta obecnie kładzie większy nacisk na rozwój inteligentnych okularów wyposażonych w sztuczną inteligencję. Firma chce uczynić je kolejną platformą obliczeniową, potencjalnie zastępującą smartfony. Jednak droga do masowej adopcji tej technologii wciąż pozostaje niepewna, co Zuckerberg otwarcie przyznał podczas ostatniego raportu finansowego.

    Meta pozostaje dochodowa

    Mimo ogromnych wydatków na rozwój nowych technologii, Meta pozostaje rentowną firmą. W 2023 roku jej zysk netto wzrósł o 60 procent, osiągając 62,4 miliarda dolarów. Dla porównania, Amazon zainwestował 40 miliardów dolarów w rozwój swojego asystenta głosowego Alexa, a Apple przeznaczyło od 20 do 30 miliardów dolarów na rozwój zestawu słuchawkowego Vision Pro. Co istotne, Apple również zmaga się z niższą niż oczekiwana sprzedażą swojego urządzenia, co może wskazywać na wyzwania związane z popularyzacją nowych form technologii noszonej.

    Meta stoi przed dużym wyzwaniem – czy inteligentne okulary i VR rzeczywiście staną się następną wielką platformą technologiczną, czy też pozostaną niszowym produktem, wymagającym lat dopracowywania. Najbliższe miesiące i lata pokażą, czy inwestycje Zuckerberga przyniosą oczekiwane rezultaty i zrewolucjonizują rynek elektroniki użytkowej.

  • Meta stawia na open source – czy zamknięte systemy stracą przewagę?

    Meta stawia na open source – czy zamknięte systemy stracą przewagę?

    W czasie trwającej konferencji przed wyprzedaną areną w San Francisco, Mark Zuckerberg, dyrektor generalny Meta, wyraził swoją wizję przyszłości technologii. W centrum jego przemówienia znalazła się idea open source, która według Zuckerberga jest kluczem do dynamicznego i innowacyjnego przemysłu technologicznego. To deklaracja, która stanowi wyraźny kontrapunkt do zamkniętych systemów, takich jak te rozwijane przez Apple, a zarazem zapowiedź strategicznego kierunku rozwoju Meta na najbliższe lata.

    Zuckerberg podkreślił, że widzi w technologii ideologiczną bitwę pomiędzy otwartymi a zamkniętymi systemami. Sam dyrektor generalny Meta jednoznacznie opowiada się po stronie open source, zaznaczając, że to właśnie takie rozwiązania napędzają innowacje oraz demokratyzują dostęp do technologii. „Częścią mojego celu na następne dziesięć do piętnastu lat jest zbudowanie następnej generacji otwartych platform i pozwolenie, aby te platformy wygrały” – powiedział Zuckerberg. W jego opinii, przyjęcie tego modelu może zrewolucjonizować przemysł, czyniąc go bardziej dynamicznym i otwartym na współpracę.

    Cios w stronę Apple, pochwały dla Microsoftu

    Zuckerberg nie unikał porównań do konkurencji, szczególnie do Apple, które od lat rozwija swoje produkty w zamkniętym, zintegrowanym modelu. „Czy platformą przyszłości będzie zamknięty zintegrowany model, który Apple zawsze promował?” – pytał retorycznie Zuckerberg. Wypowiedź ta wyraźnie odzwierciedla nie tylko rosnącą konkurencję pomiędzy Meta a Apple, ale także ideologiczną różnicę podejścia do rozwoju technologii. Jednak wśród rywali nie zabrakło również pochwał. Zuckerberg odniósł się pozytywnie do Microsoftu, którego otwarty system Windows uznał za dobry przykład harmonijnej współpracy pomiędzy różnymi graczami na rynku.

    Meta idzie w stronę open source

    Deklaracje Marka Zuckerberga nie są jedynie słowami – Meta konsekwentnie wprowadza otwarte oprogramowanie na rynek. Przykładem tego jest model językowy LLaMA, który został udostępniony społeczności open source. Najnowsza wersja LLaMA 3.1 spotkała się z uznaniem w środowisku technologicznym, a wiele opinii sugeruje, że przewyższa ona niektóre zamknięte odpowiedniki, takie jak te rozwijane przez OpenAI, Google czy Anthropic. To wyraźny sygnał, że Meta nie tylko promuje otwarte oprogramowanie, ale także udowadnia, że może ono konkurować na najwyższym poziomie z zamkniętymi systemami.

    Otwarte oprogramowanie: innowacja i ryzyko

    Open source, choć budzi ogromne nadzieje na innowacje i demokratyzację technologii, nie jest wolne od kontrowersji. Zwolennicy tego podejścia wskazują na możliwość szerokiej współpracy oraz swobodny dostęp do kodu źródłowego, co napędza rozwój nowych rozwiązań. Przeciwnicy natomiast podkreślają, że otwartość kodu może stanowić zagrożenie w kwestii bezpieczeństwa. Chociaż zewnętrzni eksperci mogą łatwiej identyfikować luki i ulepszać oprogramowanie, to także potencjalni cyberprzestępcy mogą korzystać z tych samych informacji, by odnaleźć i wykorzystać słabości systemów.

    Wzrost popularności open source, a także jego rosnące znaczenie w strategiach takich gigantów jak Meta, świadczy o tym, że ideologiczna walka pomiędzy otwartym a zamkniętym oprogramowaniem dopiero się rozpoczyna. Na razie Mark Zuckerberg postawił jasny cel – promowanie otwartości w technologii, wierząc, że jest to najlepsza droga do stworzenia bardziej innowacyjnego i zrównoważonego ekosystemu technologicznego.

    Co dalej?

    W ciągu najbliższych lat obserwacja tej rywalizacji będzie kluczowa. Meta, stawiając na open source, podejmuje ryzyko, ale również otwiera drzwi do ogromnych możliwości innowacyjnych. Czy inni giganci pójdą w ślady Zuckerberga? Jak zareaguje rynek? Na odpowiedzi na te pytania będziemy musieli poczekać, ale jedno jest pewne – przyszłość technologii kształtować będzie nie tylko sprzęt, ale również to, jak otwarte będą platformy, na których będzie działać.

  • Mija rok od uruchomienia Threads Zuckerberga. Czy platforma dorównała X.com Muska?

    Mija rok od uruchomienia Threads Zuckerberga. Czy platforma dorównała X.com Muska?

    W środę dyrektor generalny Meta Platforms, Mark Zuckerberg, ogłosił, że Threads, najnowsza platforma społecznościowa firmy, osiągnęła imponujący wynik ponad 175 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie. Ogłoszenie to miało miejsce tuż przed pierwszą rocznicą uruchomienia aplikacji.

    Threads, która wystartowała 5 lipca zeszłego roku, szybko zyskała na popularności jako konkurent dla X, wcześniej znanego jako Twitter. Aplikacja pojawiła się na rynku w momencie, gdy Twitter przechodził przez przejęcie przez miliardera Elona Muska.

    Już w pierwszym tygodniu od uruchomienia Threads zgromadziła 100 milionów użytkowników. Tak szybki wzrost był częściowo spowodowany łatwą integracją z popularnym Instagramem, również należącym do Meta, co pozwalało użytkownikom szybko skonfigurować swoje profile na nowej platformie. Mimo to, niektórzy z pierwszych użytkowników opuścili aplikację po początkowej fazie entuzjazmu.

    „Co za rok,” napisał Zuckerberg w poście na Threads, podsumowując dynamiczny okres rozwoju platformy. W kwietniu tego roku Zuckerberg informował o 150 milionach aktywnych użytkowników miesięcznie, co oznacza, że w ciągu kolejnych miesięcy Threads zdołało przyciągnąć dodatkowe 25 milionów użytkowników.

    Jednakże, liczba miesięcznych aktywnych użytkowników (MAU) to tylko część obrazu popularności Threads. Firma nie ujawnia kluczowych wskaźników, takich jak dzienna liczba aktywnych użytkowników (DAU) czy średni czas spędzany przez użytkowników na platformie, które mogłyby lepiej oddać poziom zaangażowania.

    Pomimo międzynarodowej ekspansji i wprowadzenia nowych funkcji, Threads wciąż boryka się z wyzwaniami związanymi ze zwiększeniem zaangażowania użytkowników. Według firmy analitycznej Sensor Tower, platforma ma trudności z utrzymaniem wysokiego poziomu interakcji, co może stanowić przeszkodę w jej dalszym rozwoju.

    Threads, w swojej rocznicowej refleksji, stoi więc przed dylematem: jak nie tylko przyciągać nowych użytkowników, ale także utrzymać ich zaangażowanie na dłuższą metę. W obliczu rosnącej konkurencji i zmieniających się oczekiwań użytkowników, Meta Platforms będzie musiała znaleźć skuteczne strategie, aby zapewnić Threads trwałe miejsce na rynku mediów społecznościowych.

  • Mark Zuckerberg spotyka się z szefami LG Electronics i Samsung. Co ustalili?

    Mark Zuckerberg spotyka się z szefami LG Electronics i Samsung. Co ustalili?

    W ostatnich dniach świat technologii obserwował z zaciekawieniem kolejny ruch Marka Zuckerberga, dyrektora generalnego Meta, który podczas swojej trasy po Azji zatrzymał się w Korei Południowej. Wizyta ta, będąca częścią szerszej strategii Zuckerberga mającej na celu wzmocnienie globalnej pozycji Meta w dziedzinie sztucznej inteligencji i technologii rozszerzonej rzeczywistości, podkreśla dążenie firmy do bycia na czele innowacji technologicznych.

    Mark Zuckerberg w Korei – LG i potencjał XR

    Spotkanie z kierownictwem LG Electronics, a także planowane rozmowy z prezesem Samsung Electronics i prezydentem Korei Południowej, uwydatniają strategiczne znaczenie partnerstw z wiodącymi producentami sprzętu na świecie. Rozmowy z LG dotyczące współpracy w zakresie urządzeń XR wskazują na dążenie Meta do przyspieszenia inicjatyw w tej technologii, która obejmuje rzeczywistość wirtualną, rzeczywistość rozszerzoną i rzeczywistość mieszaną.

    Innowacje i prywatność: balansowanie na krawędzi

    Współpraca z marką okularów przeciwsłonecznych Ray-Ban wskazuje na strategiczne podejście Meta do wprowadzania swoich technologii XR do globalnej bazy klientów. Jednakże, współpraca ta może również budzić pytania dotyczące prywatności i bezpieczeństwa danych, biorąc pod uwagę wrażliwość informacji, które mogą być zbierane i przetwarzane przez urządzenia noszone.

    Przyszłość chipów AI: partnerstwo z Samsungiem

    Rozmowy z Samsungiem na temat produkcji chipów dedykowanych dla Meta mogą zmienić dynamikę rynku półprzewodników, zwłaszcza w kontekście dominacji NVIDIA w dziedzinie chipów AI. Taki ruch może nie tylko zmniejszyć zależność Meta od zewnętrznych dostawców, ale także przyczynić się do zwiększenia konkurencyjności na rynku chipów AI.

    Meta i infrastruktura AI: budowanie przyszłości

    Inwestycje Meta w ogromną infrastrukturę obliczeniową, mającą równoważyć moc 600 tys. procesorów graficznych NVIDIA H100, podkreślają ambicje firmy w obszarze sztucznej inteligencji. Plany te, w połączeniu z rozwijaniem generatywnych modeli AI, takich jak Llama 3, mogą radykalnie zmienić krajobraz technologiczny.

    Partnerstwo z firmami takimi jak Samsung i LG jest kluczowe nie tylko dla Meta, ale również dla tych producentów sprzętu, którzy cenią sobie możliwość dotarcia do globalnych klientów za pośrednictwem innowacyjnych technologii. Współpraca ta może również stanowić znaczący krok w kierunku zdefiniowania przyszłości interakcji ludzko-maszynowych i wirtualnych doświadczeń.

  • Meta (wreszcie) wprowadza domyślne szyfrowanie end-to-end w Messenger i Facebook

    Meta (wreszcie) wprowadza domyślne szyfrowanie end-to-end w Messenger i Facebook

    W dzisiejszym cyfrowym świecie, gdzie prywatność jest coraz bardziej ceniona, Meta (wcześniej znana jako Facebook) ogłosiła wdrożenie kompleksowego szyfrowania na swoich platformach Facebook i Messenger. Jest to znaczący krok dla firmy, która wcześniej zmagała się z kontrowersjami dotyczącymi prywatności danych użytkowników. Ta decyzja ma na celu ochronę komunikacji użytkowników przed nieautoryzowanym dostępem, w tym przed samą firmą Meta.

    Meta i szyfrowanie

    Szyfrowanie end-to-end, zapewniające, że tylko nadawca i odbiorca mają dostęp do treści komunikacji, było opcją w Messengerze od 2016 roku, ale teraz staje się standardem. Loredana Crisan, szefowa Messengera, podkreśla, że wprowadzenie tej funkcji wymagało lat pracy i rekonstrukcji Messengera od podstaw. To zobowiązanie Meta do prywatności wydaje się być odpowiedzią na wcześniejsze krytyki, zwłaszcza po aferze Cambridge Analytica i kontrowersjach związanych z prywatnością danych.

    Zuckerberg i obietnica prywatności

    W 2019 roku, CEO Meta, Mark Zuckerberg, obiecał wprowadzenie kompleksowego szyfrowania po serii skandali dotyczących prywatności. Ta decyzja może być postrzegana jako próba odbudowy zaufania użytkowników i wizerunku firmy. Meta, mając już doświadczenie w szyfrowaniu na WhatsApp, podkreśla korzyści związane z ochroną przed hakerami i przestępczością.

    Kontrowersje i krytyka

    Jednakże, wprowadzenie kompleksowego szyfrowania spotkało się z krytyką. Niektórzy eksperci obawiają się, że może to ułatwić przestępcom wykorzystywanie platformy do nielegalnych działań, takich jak handel ludźmi czy wykorzystywanie seksualne dzieci. Susie Hargreaves z Internet Watch Foundation wyraża obawy, jak Meta zamierza radzić sobie z tymi zagrożeniami, podkreślając dotychczasową rolę firmy w wykrywaniu i blokowaniu szkodliwych treści.

    Nowe funkcje szyfrowania w Meta są już dostępne, ale pełne wdrożenie zajmie czas. Ta zmiana jest krokiem w stronę większej prywatności i bezpieczeństwa użytkowników, jednak rodzi też pytania o odpowiedzialność i skuteczność w walce z cyberprzestępczością. Decyzja Meta stanowi punkt zwrotny w debacie o równowadze między prywatnością a bezpieczeństwem w cyfrowym świecie i będzie uważnie obserwowana zarówno przez zwolenników prywatności, jak i organy ścigania.

  • Meta chce podziałać ambitniej w świecie AI i otwiera drzwi swojego Studia AI dla firm zewnętrznych

    Meta chce podziałać ambitniej w świecie AI i otwiera drzwi swojego Studia AI dla firm zewnętrznych

    Podczas wydarzenia Meta Connect, firma ogłosiła, że nie chce być już tylko znana jako twórca metaverse, ale jako pełnoprawny uczestnik w świecie AI. Otwarcie AI Studio to wyraźny sygnał, że Meta jest poważnie zaangażowana w rozwój technologii AI i chce umożliwić innym firmom korzystanie z jej narzędzi i technologii.

    AI Studio pozwala firmom tworzyć chatboty, które mogą odpowiadać na pytania klientów za pośrednictwem mediów społecznościowych takich jak Facebook, Instagram i WhatsApp. Chatboty są oparte na modelu Llama 2, który jest uważany za jedno z najlepszych narzędzi w dziedzinie LLM (Language Model). Dzięki temu narzędziu firmy mogą tworzyć wirtualnych asystentów, którzy są w stanie odzwierciedlać wartości i styl komunikacji danej organizacji.

    Jedną z kluczowych cech AI Studio jest możliwość dostosowywania chatbotów do stylu firmy. Jeśli firma preferuje nieformalny styl komunikacji, może dostosować swojego chatbota, aby nie był sztywny i formalny, ale bardziej przyjazny i otwarty. To może pomóc w budowaniu lepszych relacji z klientami i poprawie jakości obsługi klienta.

    Meta wierzy, że AI Studio może pomóc zarówno małym firmom, które chcą się skalować, jak i dużym markom, które chcą poprawić swoją komunikację. Sztuczna inteligencja może pomóc firmom w budowaniu ich wirtualnej obecności i poprawie jakości usług. Co więcej, AI będzie bezpośrednio kontrolowana przez twórców, co daje firmom pełną kontrolę.

    Jednak czy firmy będą miały pełną kontrolę nad swoimi danymi? Czy Meta będzie monitorować lub zbierać dane z chatbotów stworzonych przez firmy zewnętrzne? Na odpowiedź na te pytania zapewnię jeszcze poczekamy, jednak jest to jedna z najważniejszych kwestii, jeśli chodzi o podjęcie decyzji dotyczącej korzystania z rozwiązań firmy Marka Zuckerberga.

  • Niespotykany szczyt technologicznych gigantów. Czy doszli do wspólnych wniosków w kwestii AI?

    Niespotykany szczyt technologicznych gigantów. Czy doszli do wspólnych wniosków w kwestii AI?

    Jednym z najważniejszych tematów podniesionych podczas spotkania była potrzeba regulacji AI. Wszyscy uczestnicy zgodzili się, że rząd powinien odegrać rolę w nadzorze nad rozwijającą się technologią. Elon Musk zasugerował nawet utworzenie niezależnej agencji federalnej do nadzoru nad AI.

    Jednakże, jak zauważył senator Schumer, droga do legislacyjnej regulacji jest trudna i pełna wyzwań. Jest to szczególnie ważne w kontekście globalnej rywalizacji, gdzie Stany Zjednoczone muszą wyprzedzić kraje takie jak Chiny w wykorzystaniu AI.

    Lista obecności, podczas szczytu:

    • Sam Altman, dyrektor generalny OpenAI
    • Bill Gates, założyciel Microsoftu
    • Jensen Huang, dyrektor generalny Nvidii
    • Arvind Krishna, dyrektor generalny IBM
    • Elon Musk, właściciel X i założyciel Tesli
    • Satya Nadella, dyrektor generalny Microsoftu
    • Sundar Pichai, dyrektor generalny Alphabet (Google)
    • Deborah Raji, badaczka z Berkley University
    • Eric Schmidt, były dyrektor generalny Google
    • Mark Zuckerberg, dyrektor generalny Meta

    Open Source i zagrożenia

    Kwestia technologii AI typu open source również wywołała dyskusję. Mark Zuckerberg podkreślił, że open source zapewnia demokratyczny dostęp do AI, ale jednocześnie otwiera drzwi dla potencjalnych nadużyć. Na przykład, Centrum Technologii Humanitarnych znalazło już sposób na stworzenie niebezpiecznego składu biologicznego modelu Meta Llama 2.

    Społeczne implikacje

    Nie można zapomnieć o społecznych implikacjach AI, takich jak utrata miejsc pracy i wpływ na wybory. Bill Gates zwrócił uwagę na potencjalne korzyści, takie jak walka z głodem na świecie, ale równocześnie istnieje obawa o deepfake’i i ich wpływ na przyszłe wybory w USA.

    Krytyka i ostrzeżenia

    Spotkanie nie obyło się bez krytyki. Republikanin Josh Hawley nazwał je „gigantycznym przyjęciem koktajlowym dla Big Tech”, podkreślając, że opinia publiczna została wykluczona ze spotkania. Ponadto, istnieje obawa, że interesy dużych korporacji mogą zdominować dyskusję na temat regulacji AI.

    AI Insight Forum to ważny krok w kierunku zrozumienia i adresowania wyzwań i możliwości, jakie niesie ze sobą AI. Jednakże, jak zauważyła badaczka Deborah Raji, ważne jest, aby różne głosy były słyszane w tej dyskusji. Ostateczne decyzje w kwestii regulacji AI będą miały długotrwałe implikacje, zarówno pozytywne, jak i negatywne, dla społeczeństwa na całym świecie.

  • Szewc chodzi w dziurawych butach, a pracownicy firmy Zuckerberga nie chcą korzystać z metaverse, które sami tworzą

    New York Times podał ostatnio, że Mark Zuckerberg miał naciskać na kierownictwo Meta, aby pracownicy firmy w sposób aktywny korzystali z technologii metaverse stworzonej przez firmę zamiast ze standardowych metod pracy.

    Spotkania odbywające się w wirtualnej rzeczywistości miałyby wspierać promocję Horizon Workrooms jako nowego miejsca pracy w wirtualnej rzeczywistości. Problem w tym, że nie wszyscy pracownicy dawnego Facebooka posiadają zestaw Meta Quest 2, niezbędny do uczestniczenia w spotkaniach w ramach Horizon Workrooms.

    Szybki zakup Meta Quest 2

    Pomysł szefostwa Meta, zamiast pomóc, zaszkodził. Jak podaje The Times, pracownicy zaczęli na na szybko kupować zestawy do VR. I choć samo Meta wskazuje, że metaverse to przyszłość informatyki, to jednak należy nad nią jeszcze trochę popracować. Jak podają źródła, pracownicy Meta nazywają rozwój metaverse jako „make Mark happy”, co świadczyć może o tym, że sami nie wierzą w postępowy charakter tej technologii, realizując jedynie wizję Zuckerberga, który nie ustaje w promowaniu metaverse jako jednej z najbardziej przełomowych technologii naszych czasów. Czy ma rację? Trudno w to w tym momencie wierzyć, zwłaszcza wobec postaw inżynierów Meta. Czas pokaże, czy koncepcja metaverse według Zuckerberga zasili w przyszłości grono największych technologicznych niewypałów.

  • Zuckerberg zapowiada: Instagram z własną kolekcją NFT

    Zuckerberg zapowiada: Instagram z własną kolekcją NFT

    Popularyzacja technologi NFT wchodzi na kolejny poziom. Już wkrótce tokeny NFT mają być dostępne na Instagramie. Właściciel Mety jeszcze nie zdradza, jak będzie można używać tej technologii w popularnej aplikacji, ale eksperci są zgodni – Instagram i NFT to połączenie niemal idealne.  Tym samym Mark Zuckerberg stawia kolejny krok do stworzenia własnego Metaverse.

    South by Southwest (SXSW) jest corocznym konglomeratem równoległych festiwali i konferencji filmowych, muzycznych oraz technologicznych, które odbywają się w połowie marca w amerykańskim Austin. SXSW jest zatem idealnym miejscem, żeby ogłaszać nowości, którymi będzie żył świat nowych technologii.

    NFT na Instagramie – okazja do zarobku?

    Okazji nie przepuścił Mark Zuckerberg, który poinformował, że jego firma  w najbliższym czasie planuje wprowadzić NFT na Instagram. Założyciel Facebooka (dziś Mety) nie przedstawił wielu szczegółów, ale podkreślił, że integracja niezamiennych tokenów z aplikacją do udostępniania zdjęć i filmów, to jedno z wyzwań przed którym stoi jego firma.

    – Publikacja filmów, grafik i zdjęć dość dobrze współgra z możliwościami jakie daje NFT, a połączenie technologii opartej na blockchain z Instagramem wydaje się dość naturalnym procesem. Nadal jednak nie jest do końca jasne, co oznaczałaby obecność NFT na Instagramie. Czy można będzie sprzedać popularny post jako NFT?  A może Meta pójdzie nieco dalej i udostępni opcję tworzenia cyfrowych biletów wstępu do wydarzeń, a zatem będzie okazją do zwiększenia możliwości zarobkowania w tym medium społecznościowymzastanawia się Bartosz Bilicki założyciel i CEO startupu SmartVerum, który tokenizuje sztukę i tworzy „artystyczny” metaverse. 

    Przypomnijmy, że tokeny NFT pozwalają kupować i sprzedawać własność unikalnych cyfrowych przedmiotów i śledzić, kto jest ich właścicielem, korzystając z technologii blockchain. NFT oznacza „niezamienny token” i technicznie może zawierać wszystko to, co jest cyfrowe – w tym rysunki, animowane GIF-y, piosenki lub elementy w grach wideo.

    NFT – kolejny krok do Metaverse

    Informacja o pojawieniu się NFT na Instagramie to kolejny sygnał, że Zuckerberg chce być jednym z pionierów propagowania tej technologii. Już zeszłego lata Instagram zorganizował „Tydzień twórców”, wirtualną, ale też dostępną tylko na specjalne zaproszenie, konferencję dla osób wybijających NFT.

    Jeszcze wcześniej Zuckerberg zapowiedział stworzenie własnego metaverse, którego skróconą nazwę przyjął Zuckerberg dla swojej firmy. Jego zdaniem będzie to nowe oblicze internetu, wirtualna przestrzeń, w której ludzie będą mogli wchodzić ze sobą w interakcje za pomocą różnych technologii. Dzięki temu doświadczanie ma być jeszcze głębsze i odbywać się to poprzez połączenie człowieka, sprzętu i oprogramowania. W skrócie metaverse jest pomyślany jako symulacja rzeczywistego świata, w którym możesz pracować, uczyć się, komunikować, odpoczywać, brać udział w wirtualnych koncertach, ale też, zanim wybierzemy się na realny urlop, to za pomocą gogli sprawdzimy, czy wybrany przez nas hotel spełnia nasze wymagania.

    – Pomimo tego, że Metaverse to świat otwarty, dostępny dla każdego, nie oznacza jednak, że będzie całkowicie darmowy. Dziś wiele wskazuje na to, że możliwości, które nam otworzy, opłacać będziemy wirtualną walutą. Jaką? Każdy metaverse ma na to własną odpowiedź – w Decentraland jest $MANA, w Sandboksie – $SAND. Czym zapłacimy w świecie Marka Zuckerberga? Być może odpowiedzi trzeba szukać w projekcie Diem (była Libra) lub np. we Flow, którego z Diem wiele łączy. Z pewnością jednak możemy liczyć na to, że wdrożone rozwiązanie będzie prosty dla użytkowników Instagrama i nie będzie wymagało instalowania dodatkowych rozszerzeń do przeglądarki (jak np. Metamask)podkreśla Bartosz Bilicki założyciel i CEO startupu SmartVerum.

  • Metawersum to nowe cyberzagrożenia, na które nie ma jeszcze rozwiązań

    Metawersum to nowe cyberzagrożenia, na które nie ma jeszcze rozwiązań

    Wraz z rozwojem projektu metawersum, czyli budowy alternatywnego, cyfrowego wymiaru, do którego będziemy przenosić różnego rodzaju życiowe aktywności, może się rozwijać zjawisko „metaprzestępczości”. – Ten termin dziś nie funkcjonuje, ale możliwe, że pojawi się nowa klasa zagrożeń, których dzisiaj nie potrafimy sobie nawet wyobrazić – mówi Mirosław Maj z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń. To z kolei oznacza szereg wyzwań związanych z regulacją tego obszaru i nadzorem nad nim oraz rodzi szereg pytań o bezpieczeństwo użytkowników, szczególnie tych najmłodszych.

    Koncepcja metawersum nie jest wcale nowa. Już w 2003 roku wystartował Second Life, przełomowy projekt Linden Lab. Dawał graczom możliwość wejścia do wirtualnego świata, w którym w formie zabawy mogli odnaleźć pracę, nawiązać znajomości, kupować mieszkania czy zawierać małżeństwa. W Second Life funkcjonuje waluta zwana lindenami, która jest w tym metawersum środkiem płatniczym.

    – Dzisiaj rozmawiamy o metawersum z punktu widzenia popularności i dużej rozpoznawalności tego projektu, dlatego że mamy okres pandemii i pewne zjawiska, które w metawersum można by było realizować, takie jak np. praca zdalna, napędzają zainteresowanie tą platformą. Natomiast czy to będzie rzeczywiście projekt udany z punktu widzenia tych, którzy nad nim pracują, i ich ambicji – tego jeszcze nie wiemy, a myślę, że to nie jest takie oczywiste – zauważa Mirosław Maj.

    Pod koniec 2021 roku Facebook zmienił nazwę na Meta, a właściciel medium Mark Zuckerberg zapowiedział rozwój projektu metaverse. Ma on umożliwić ludziom przenoszenie znacznej części swojej życiowej aktywności do alternatywnego, cyfrowego wymiaru, aby czuli się w nim jak w świecie realnym. Współtworzenie metawersum to zresztą projekt, którym zainteresowanych jest coraz więcej podmiotów. Połączenie cech trzech rzeczywistości: prawdziwej, wirtualnej (VR) oraz rozszerzonej (AR) w jednolity, cyfrowy świat nazwano metawersum już jakiś czas temu. To nowa wizja internetu, w którym dzięki wykorzystaniu technologii pojawia się o wiele więcej sposobów na interakcje z użytkownikami, czy to w formule indywidualnej, w tym sprzedaży online, czy zespołowo.

    To również o wiele więcej możliwości dla cyberprzestępców, którzy mogą stworzyć zupełnie nowe formy ataku. Ostrzegają przed tym eksperci od cyberbezpieczeństwa, przyglądając się nowemu projektowi Marka Zuckerberga. Niektórzy ostrzegają, że może być kolejnym krokiem do kolonizacji naszego życia, uzależniając nas od technologicznych rozwiązań gigantów takich jak Facebook, Google czy Amazon, niszcząc życie społeczne i narażając na nowe niebezpieczeństwa i przestępstwa.

    – Zagrożenia, które mogą nas spotkać w metawersum i powinniśmy je rozważać w jego kontekście, to z jednej strony takie, które już znamy z cyberprzestrzeni – podkreśla ekspert z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń. – W metawersum one mogą być skatalizowane. W większym stopniu mogą wystąpić zagrożenia związane z prywatnością. Jeżeli w metawersum za coś płacimy kryptowalutami, to te zagrożenia, które znamy dzisiaj ze świata kryptowalut, również przenoszą się do metawersum. Jeżeli w metawersum kupujemy coś wirtualnego i to stanowi jakąś wartość: działka, dzieło sztuki, cokolwiek, to może się okazać, że zdigitalizowana postać tego zasobu za chwilę przestanie należeć do nas, że stracimy nad nią cyfrową kontrolę.

    Z drugiej strony w metawersum mogą się pojawić zagrożenia kompletnie nowe.

    – To, czym będzie metawersum z punktu widzenia cyberprzestępczości albo metaprzestępczości, bo być może taki nowy termin się pojawi,  tego do końca nie wiemy. Pewną zagadką jest to, czy konkretne zjawiska, które wystąpią tylko i wyłącznie w metawersum, nie stworzą pewnej nowej klasy zagrożeń, których dzisiaj nie potrafimy jeszcze ocenić czy nawet sobie wyobrazić – mówi Mirosław Maj.

    W jego ocenie metawersum stworzy szereg zagrożeń dla najmłodszych użytkowników. Wirtualizacja prawie każdego aspektu życia może się bowiem przyczynić do zintensyfikowania negatywnych zjawisk, które znamy z „tradycyjnego” internetu.

    – Od wielu lat mamy różne projekty, żeby zagrożenia związane z funkcjonowaniem młodych ludzi w internecie w jakiś sposób zneutralizować. W metawersum będzie to jeszcze trudniejsze, a kontrola będzie jeszcze bardziej skomplikowana. To efekt tzw. odhamowania internetu, polegający na tym, że pewne cechy, które nam towarzyszą w życiu, w jakiś sposób są katalizowane w świecie wirtualnym – wyjaśnia ekspert.

    Jako przykład podaje zjawisko cyberbullyingu, czyli przemocy wykorzystującej telefony komórkowe i internet. Chodzi m.in. o hejt w mediach społecznościowych, rozsyłanie ośmieszających filmów czy zdjęć, groźby i nękanie. Ten problem w ostatnich latach zyskuje na znaczeniu. Jak wynika z raportu NASK „Nastolatki 3.0”, ponad połowa badanych młodych ludzi spotkała się z jakimś rodzajem cyberprzemocy.

    Najczęściej wskazywane akty przemocy to wyzywanie (29,7 proc.), ośmieszanie (22,8 proc.), poniżanie (22 proc.), straszenie (13,4 proc.) czy szantaż (10,5 proc.). 11 proc. nastolatków twierdzi, że ktoś próbował się pod nich podszywać w wirtualnym świecie, a blisko co 10. doświadczył rozpowszechniania kompromitujących materiałów na swój temat. Badanie wskazuje także na duże rozbieżności między tym, co deklarują młodzi ludzie, a tym, co na ten temat wiedzą ich rodzice i opiekunowie. W metawersum taka rodzicielska kontrola będzie jeszcze trudniejsza.

    – Pytanie, czy taka kontrola miałaby się odbywać bezpośrednio w samym metawersum. Wtedy jednak musielibyśmy przekonać rodziców do tego, żeby też weszli do tego świata, żeby założyli wirtualny kask na głowę albo uruchomili swój telefon w jakiejś specjalnej funkcji. To może być pierwsza z barier, bo im starsze pokolenie, tym mniejsza skłonność do tego, żeby w metawersum funkcjonować – tłumaczy ekspert z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń. – Na szczęście kontrola może się na razie odbywać poza metawersum w odniesieniu do niego poprzez narzędzia, które znamy. Tylko jest jedna zasadnicza sprawa: tak jak musimy zrozumieć zagrożenia w normalnym internecie, tak samo musimy zrozumieć zagrożenia w metawersum.

    W opinii Mirosława Maja jest to ważne zadanie dla ludzi budujących samo metawersum, którzy muszą poważnie myśleć o tym, jakie regulacje dotyczące bezpieczeństwa technicznego i społecznościowego powinny towarzyszyć rozwojowi tych projektów. Problem w tym, że już dziś prawodawstwo nie nadąża za technologią, a w metawersum zmiany będą jeszcze bardziej dynamiczne, więc reagowanie na nie będzie dużym wyzwaniem.

    – Dzisiaj proces legislacyjny często trwa dłużej niż rok, więc trudno sobie wyobrazić, że będziemy aktywnie potrafili to uregulować. Wydaje mi się, że będziemy musieli narzucić metody regulacji w taki sposób, że one będą musiały tę dynamikę uwzględniać po to, żeby były skuteczne. Być może jest to kwestia regulowania tego, jakie mogą być efekty działania metawersum, na co pozwalamy metawersum. Będziemy też potrzebować dobrych narzędzi, w postaci być może wyspecjalizowanych instytucji, do tego, żeby potrafiły dynamicznie oceniać, czy tutaj prawo nie jest łamane – mówi Mirosław Maj.

  • Gates i Zuckerberg szukają zysków w świecie nowego internetu i kryptowalut

    Gates i Zuckerberg szukają zysków w świecie nowego internetu i kryptowalut

    Mark Zuckerberg i Bill Gates oceniają, że przyszłość internetu to świat metaverse, do którego przeniesiemy się, aby odbywać spotkania biznesowe. Już powstają firmy szukające zysków w „nowym internecie”, który zmieni też rynek najmu nieruchomości.

    Metaverse to świat 3D, który będziemy eksplorować pod postacią awatara. Termin ten został użyty po raz pierwszy w 1992 r. przez N.Stephensona w powieści science fiction „Śnieżyca”, w której ludzie wiodą drugie życie. Awatary można dowolnie modyfikować: twój awatar może wyglądać dokładnie tak, jak tylko tego chcesz.

    W 2021 r. Mark Zuckerberg, ogłosił wizję stworzenia metaverse na własnej platformie. Metaverse będzie finansowo łatwo dostępne, a zyski platformy mają pochodzić z reklam i handlu. Bill Gates wierzy, że za 2-3 lata wszystkie spotkania biznesowe mogą zostać przeniesione do takiego świata 3D, gdzie każdy będzie reprezentowany przez indywidualnego awatara. Przewiduje on, że metaverse będzie w najbliższych latach najmocniej rozwijanym sektorem rynku nowoczesnych technologii i inwestycje w niego przekroczą to, co dzieje się obecnie na rynku blockchain i kryptowalut.

    – Możliwe, że ten temat będzie gorący przez najbliższych kilka lat i już coraz więcej spółek dołącza do świata metaversemówi Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets.Mark Zuckerberg chcąc wejść w świat metaverse już zmienił nazwę swej spółki z Facebook na Meta. Do pierwszych beneficjentów nowego świata będzie należeć Microsoft z jego komunikatorem Teams.

    Rynki finansowe mają już swoich faworytów do podboju metawersum. W 2021 r. na giełdę weszła spółka Roblox, która zajmuje się tworzeniem platformy do gier dla dzieci i młodzieży. Światy tworzone na tej platformie wydają się naturalnym miejscem dla metaverse i ta właśnie spółka wymieniana jest także wśród potencjalnych beneficjentów.

    Inwestorzy widzą w metaverse szanse na duże zyski nie tylko dla firm tworzących oprogramowanie, ale również dla spółek tworzących sprzęt, karty graficzne i procesory. Nvidia to właśnie taka spółka, a zwiększyła od 2019 r. swoją kapitalizację aż 10-krotnie, za sprawą boomu na kryptowaluty. To właśnie metaverse może jeszcze dodać dynamiki rozwojowi kryptowalut.

    – Są też firmy, które mogą stracić na ekspansji świata metawersum, to przede wszystkim spółki zajmujące się wynajmem lokali biurowychocenia ekspert CMC Markets.

  • Kolejna kara dla Facebooka za naruszenie prywatności

    Kolejna kara dla Facebooka za naruszenie prywatności

    Facebook zdążył przywyknąć do płacenia grzywien za naruszenie danych osobowych swoich użytkowników. Kolejna kara, tym razem nałożona przez Kanadyjskie Biuro ds. Konkurencji, wynosi 6,5 mln dolarów.

    Wydawało się, że po skandalu Cambrigde Analytica, która kosztowała Facebooka 5 mld dolarów, portal społecznościowy Zuckerberga nie będzie zbyt częstym bohaterem podobnych historii. Jednak co jakiś czas pojawiają się informacje o kolejnych karach nakładanych na koncern. Kilka dni temu zrobiło się głośno o sporze Facebooka z Kanadyjskim Biurem ds. Konkurencji, które zarzuciło portalowi, że od sierpnia 2012 r. do czerwca 2018 r. przekazywał Kanadyjczykom nieprawdziwe lub wprowadzające w błąd informacje dotyczące prywatności ich danych personalnych gromadzonych na Facebooku oraz Messengerze. Według tej instytucji Facebook udostępniał dane osobowe użytkowników stronom trzecim, w tym programistom oraz reklamodawcom, łamiąc jednocześnie prawo w zakresie ochrony wrażliwych informacji. Kanadyjskie Biuro ds. Konkurencji twierdzi, że znalazło dowody na kontynuacje procederu do 2018 roku, pomimo rzekomego zlikwidowania tej praktyki wiele lat temu. W odpowiedzi na te zarzuty Facebook oświadczył, że nie zgadza się z ustaleniami dochodzenia, aczkolwiek chce zawrzeć zgodę, aby sprawa została jak najszybciej rozwiązana.

    Użytkownicy portali społecznościowych powinni zwracać szczególną uwagę na informacje, które chcą udostępniać. Na przykład Facebook zgadza się, by niezależni programiści mogli dodawać przygotowywane przez siebie aplikacje. Niejednokrotnie tego typu programy proszą użytkowników o dostęp do informacji osobistych. Należy też pamiętać o stosowaniu narzędzi chroniących przed złośliwymi linkami, które są umieszczane na Facebooku bądź Twitterze. Są to rozwiązania VPN czy oprogramowania typu spyware. Takie możliwości oferuje np. antywirus Bitdefender Total Security 2020. Czasami internauci rezygnują ze swojej prywatności, aby mieć większą wygodę w zakresie komunikacji, ale nie zawsze to się opłaca – komentuje Mariusz Politowicz, z firmy Marken dystrybutora rozwiązań Bitdefender w Polsce.

    Warto przypomnieć, że Brytyjskie Biuro Komisarza ds. Informacji (ICO) nałożyło na Facebooka karę w wysokości 500 tys. funtów pod koniec 2018 roku, stawiając te same zarzuty. Natomiast rok później amerykańska Federalna Komisja Handlu (FTC) ukarała koncern grzywną w wysokości 5 mld dolarów – jak do tej pory najwyższą w historii Stanów Zjednoczonych karą nałożoną na firmę technologiczną. Dwa miesiące temu australijskie Biuro Komisarza ds. Prywatności wytoczyło Facebookowi proces o wyciek danych do Cambridge Analytica.

  • Ta branża napędza rozwój SI jak żadna inna

    Ta branża napędza rozwój SI jak żadna inna

    Jest taka branża, gdzie technologia staje się ważniejsza niż ludzie. Nie jest to medycyna, nie są to też autonomiczne samochody czy robotyczni asystenci. To handel detaliczny, który odpowiada za największe inwestycje w SI, donosi IDC. Firma analityczna przewiduje, że tylko w tym roku wydatki na rozwój sztucznej inteligencji wyniosą prawie 36 mld USD. Nikt Jednak nie będzie tak hojny, jak detaliści, którzy planują przeznaczyć na ten cel blisko 6 mld USD.

    Jeszcze 2 lata temu branża e-commerce odpowiedzialna była za sprzedaż produktów o wartości około 2,3 bln USD. eMarketera szacuje, że do 2021 wartość ta ulegnie podwojeniu. Obroty sprzedawców internetowych wyniosą blisko 4,8 bln USD.

    • Dziś nawet z naprawdę małym kapitałem można rozpocząć własny biznes, często wystarczą odrobina wysiłku i dobry produkt. Jest to możliwe dzięki rozwojowi technologii i rozbudowanym platformom sprzedażowym, które pełnią funkcję wirtualnych centrów handlowych z tysiącami cyfrowych butików. Konto na Amazonie posiada już 5 mln sprzedawców, z tego około 1,5 mln jest aktywnych. Statystyki Amazona dobitnie pokazują, że taka działalność się opłaca. Tylko na amerykańskim rynku, ponad 140 tys. sprzedawców może pochwalić się rocznymi obrotami na poziomie co najmniej 100 tys. USD  – komentuje Sascha Stockem z Nethansy, która wprowadza polskie i niemieckie firmy na największą na świecie platformę handlową, gdzie kompleksowo zarządza ich sprzedażą przy pomocy autorskiego systemu Clipperon, uzbrojonego w sztuczną inteligencję.

    Czy innowacyjny system opracowany przez sopocki startup potrafi sprostać oczekiwaniom rynku? Samo oprogramowanie to za mało. Potrzeba również odpowiedniej wiedzy, bez której nie sposób w pełni wykorzystać potencjału Amazona, a można nawet wpędzić się w kłopoty. Tymczasem wysokie kompetencje plus algorytmy sztucznej inteligencji zdają się przepisem na sukces. Tak przynajmniej wynika z danych przedstawionych przez Nethansę.

    – Skrupulatnie monitorujemy wyniki, jakie osiągają sprzedawcy, z którymi współpracujemy w ramach platformy Amazona. Jak pokazują statystyki, dla naszych klientów z Polski i Niemiec generujemy na Amazonie średnio 370.000 EUR obrotów rocznie. To 10 razy więcej niż ma to miejsce w przypadku statystycznego sprzedawcy na Amazonie – wyjawia Sasha Stockem.

    Wszystko wskazuje na to, że jego startup, podobnie jak inne podmioty oferujące technologie wsparcia sprzedaży dla e-commerce, będzie miała pełne ręce roboty. Zakupy online cieszą się bowiem coraz większą popularnością. NasDAQ.com szacuje, że do 2040 r. 95% wszystkich konsumenckich transakcji handlowych odbywać się będzie w internecie.

    Ccommerce zastąpi e-commerce

    “Szybciej, lepiej, mocniej” – śpiewał amerykański piosenkarz i producent muzyczny Kanye West. Tą samą zasadą kieruje się handel elektroniczny, który wykorzystuje nowoczesne technologie, by wygrać wojnę o uwagę klienta. Według IDC całkowite wydatki przedsiębiorstw na AI w 2019 r. miały sięgnąć prawie 35,8 mld USD. Oznacza to wzrost o 44% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Tymczasem do roku 2022 suma ta wzrośnie ponad dwukrotnie (80 mld USD). Detaliści, jako całość wydadzą w tym roku najwięcej, bo aż 5,9 mld USD.

    – Tradycyjny e-handel brzmi trochę jak oksymoron, ale prawda jest taka, że handel elektroniczny znacznie rozszerzył swój zakres. To już dużo więcej niż zwyczajna sprzedaż online. Znaleźliśmy się w bardzo trudnej fazie transformacji. E-commerce zamienia się w c-commerce. C jak customer experience (doświadczenia klienta), conversation (dialog) i cognitive (wpływanie na funkcje poznawcze). C-commerce to wszystko, co ma związek z AI i inteligentnymi ulepszeniami w zakresie zakupów – tłumaczy CEO Nethansy.

    Algorytmy głodne wiedzy

    Rozwój technologii to prawdziwe turbodoładowanie dla biznesu, które podobnie jak  silnikach samochodowych, gdzie wykorzystując te same jednostki napędowe, producenci mogą zaoferować lepsze osiągi – tak w świecie firm, technologia pomaga w generowaniu lepszych rezultatów.

    Doskonałym przykładem jest rozwój coraz sprytniejszej sztucznej inteligencji. E-sprzedawcy z całego świata, dostali do pomocy dodatkową parę rąk i uszu, które skutecznie wspomagają ich pracę. W jaki sposób? Na przykład śledząc użytkownika, algorytmy sprawnie wyszukują ślady jego aktywności, badają jego preferencje i zachowanie. Pozyskaną w ten sposób wiedzę wykorzystują na wiele sposobów, których wspólnym mianownikiem jest personalizacja. To proces dopasowania całej komunikacji do odbiorcy.

    Natomiast czy stosowanie tej technologii się opłaca? W przygotowanym przez SalesForce raporcie “Personalizacja w zakupach” wykazano, że 6% wizyt detalicznych wynikających z rekomendacji sztucznej inteligencji, przyniosło 37% przychodów. Te spersonalizowane doświadczenia zaowocowały 4,5-krotnie wyższą wartością koszyka i 5-krotnie wyższą ceną zakupów.

    – Dzięki personalizacji systemy C-commerce oparte na SI są w stanie błyskawicznie ocenić potrzeby  kupującego i wyjść do niego z ofertą skrojoną na miarę. Nie ma lepszego przykładu niż Amazon, gdzie wszyscy klienci, korzystają z tego samego serwisu, zlokalizowanego na tym samym serwerze, a jednak każdy z nich ma dostęp do własnego, unikalnego e-shopu – tłumaczy Sascha Stockem i dodaje, że dane gromadzone na temat każdego użytkownika wpływają nie tylko na wygląd serwisu, ale również jego treści, np. na wyniki wyszukiwania. – Jeśli niedawno kupiłeś nowego iPhona, nie zdziw się, gdy serwis zaproponuje Ci wspaniały pokrowiec w takim samym kolorze, jak zakupione 2 tygodnie wcześniej etui na laptopa. Algorytmy, po prostu, połączyły fakty – kontynuuje wywód znawca Amazona. 

    To właśnie potencjał, jaki oferują algorytmy uczenia maszynowego, tak zachęcił biznes to korzystania z nowoczesnych rozwiązań IT. Komputerowa sztuczna inteligencja to prawdziwy prymus, który gromadzi i pochłania wiedzę, nieustannie poprawiając swoje wyniki. Dzisiaj takim analizom poddawane są nie tylko zachowania internautów, ale również materiały audio, zdjęcia, tekst czy pliki wideo.

    Doskonałym przykładem kolejnego narzędzia, które czerpie pełnymi garściami z uczenia maszynowego, jest funkcja wyszukiwania za pomocą obrazu. Klienci sklepu Amazon za pomocą aplikacji w telefonie mogą zrobić zdjęcie poszukiwanego produktu, a aplikacja wyszuka go w bazie dostępnych przedmiotów i przekieruje na odpowiednią stronę.

    Autonomiczny psycholog na usługach biznesu

    Do wyżej wymienionych funkcjonalności zdążyliśmy już się przyzwyczaić. Inteligentne podpowiedzi czy personalizacja treści nie budzą już zachwytu. Tego samego nie można powiedzieć o kontrowersyjnej technologii, dzięki sztucznej inteligencji coraz lepiej rozpoznaje ludzkie emocje. Facebook już 2 lata temu ogłosił, że posiada algorytm rozpoznający stan ducha. Ocenia on mimikę twarzy, śledzi układ ust, oczu czy sposób marszczenia brwi. Oczami wyobraźni widzimy już nową opcję targetowania reklam na platformie Zuckerberga. Smutni ludzie są wrażliwi na inne bodźce, a co za tym idzie, często decydują się na zakup innych produktów. “Pożegnaj smutek i wyjedź na koniec świata. Ta wycieczka odmieni twoje życie!”, “Czekoladki tak pyszne, że na twarzy pojawia się banan”, “Nikt Cię nie rozumie? Wszystko widzisz w czarnych barwach? Dzięki temu poradnikowi odkryjesz, kim naprawdę jesteś”, “Poznaj miłość swojego życia i zapomnij co to samotność” – takie reklamy mogą pojawić się na ekranie użytkownika, jeśli Facebook zakwalifikuje go do grona podupadłych na duchu. Największy portal społecznościowy nie ma monopolu na rozpoznawanie emocji. Możemy się więc spodziewać, że w odpowiedzi na smutne spojrzenie w ekran telefonu, aplikacja muzyczna zaproponuje nam odtworzenie bluesowej playlisty, a nawigacja wskaże drogę do najbliższego baru. Aż strach pomyśleć, co marketerzy zaproponują ludziom zadowolonym z życia.

    Sztuczna inteligencja znalazła zastosowanie również w przewidywaniu posunięć klienta. Pozwala więc na działanie zapobiegawcze, identyfikując słabe punkty na drodze relacji firma – konsument. Naukowcy z Google i indyjskiej firmy e-commerce Myntra Designs, korzystając z uczenia maszynowego i posiadanych danych z ponad 600 tys. transakcji, stworzyli algorytm, który przewiduje prawdopodobieństwo zwrotu, nim klient zdecyduje się na dokonanie zakupu. Korzystając z tego rozwiązania, odkryto np. że 53% zwrotów wynika z problemów związanych z rozmiarem i dopasowaniem oraz że prawdopodobieństwo zwrotu uzależnione jest od wielkości koszyka. Osoby, które kupują 1. rzecz i dokonują zwrotu to zaledwie 9%, natomiast nabywcy 5. i więcej produktów dokonują zwrotu w 72% przypadków. Znając genezę poszczególnych zwrotów, sklepy internetowe, mogą szukać innowacyjnych sposobów na zredukowanie ich liczby.

    – Sztuczna inteligencja, hiperpersonalizacja, big data – to rozwiązania, których wdrożenie wiąże się z dużymi wydatkami. Nawet jeżeli mamy na to środki finansowe, możemy zabraknąć czasu lub kompetencji. Tymczasem dzięki wysiłkom takich gigantów, jak Amazon, Google czy Facebook, sprzedawcy internetowi mogą swobodnie z nich korzystać. To jak z pokonywaniem kanału La Manche, dzielącego Francję i Anglią. Możemy próbować dokonać tego samodzielnie, jednak czy jest sens, gdy do dyspozycji mamy promy i Eurotunel? – pyta retorycznie Sascha Stockem z Nethansy.

    Podkreśla on również, że dzięki uczeniu maszynowemu Amazon przewiduje, które produkty klient nachętchniej umieści w koszyku. Szacuje się, że silnik rekomendacji giganta e-commerce napędza 35% całkowitej sprzedaży. Czy istnieje na świecie firma, która nie chciałaby podwyższyć swoich obrotów o ponad ⅓?

  • Satelitarny internet zmorą telekomów – kiedy wszyscy będziemy z niego korzystać?

    Satelitarny internet zmorą telekomów – kiedy wszyscy będziemy z niego korzystać?

    Niebo pełne jest gwiazd, ciemnej materii i… satelitów! Według The Union of Concerned Scientists, w kosmosie znajduje się ich aktualnie ok. 2200, jednak lada chwila Ziemia zostanie otoczona konstelacją dziesiątek tysięcy kolejnych. O dominację na orbicie ścigają się Jeff Bezos, Elon Musk i Mark Zuckerberg. W efekcie internet ma stać się dostępny na całej kuli ziemskiej, niwelując problem cyfrowego wykluczenia.

    Takich dwóch jak ich trzech to nie ma ani jednego. Jeff Bezos, Mark Zuckerberg i Elon Musk posiadają jedne z najdroższych i najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie. Ich łączny majątek wyceniany jest na ponad 200 mld USD. Tak Jeff Bezos (wycena na styczeń 2020: 115 mld USD), Mark Zuckerberg (68 mld USD), jak i Elon Musk (30 mld USD) to ekscentryczni miliarderzy, którzy cieszą się taką sławą jak gwiazdy rocka i bez trudu uzyskali status ikon popkultury. Ich droga do gwiazd stała się możliwa, ponieważ angażują się w realizację najodważniejszych projektów. Do niedawna podobne zapędy mieli wyłącznie szaleni naukowcy z komiksów.

    Kosmiczne projekty tej nieświętej trójcy to nowa liga w rankingu nietypowych inicjatyw. Słynne słowa jako w niebie tak i na Ziemi na ustach niestrudzonych miliarderów nabierają nowego znaczenia. Dominacja w przestrzeni kosmicznej ma im zapewnić trwałą hegemonię na światowych rynkach.

    Gwiezdne wojny miliarderów

    Jak twierdzi The Union of Concerned Scientists, organizacja założona przeszło pół wieku temu przez studentów i profesorów słynnej amerykańskiej uczelni MIT, na ziemskiej orbicie znajduje się ponad dwa tysiące satelit. Tymczasem liczba ta już niebawem przestanie być aktualna.

    Jak wskazują ostatnie doniesienia, Amazon planuje wystrzelić ponad 3 tys. satelitów na niską orbitę ziemską, co pozwoli dostarczyć szybki internet do regionów, które dotychczas mogły tylko o nim pomarzyć. Ma to znacząco przyczynić się do likwidacji zjawiska wykluczenia informatycznego i informacyjnego, otwierając przed platformą handlową Jeffa Bezosa nowe rynki zbytu – mówi Sascha Stockem z firmy Nethansa, specjalizującej się we wsparciu i automatyzacji sprzedaży na Amazonie. 

    Project Kuiper, bo taką nazwę nosi inicjatywa, zyskał rozgłos, gdy serwis GeekWire zidentyfikował trzy  zestawy zgłoszeń do ITU, międzynarodowej organizacji odpowiedzialnej za koordynację orbit satelitarnych. Pod dokumentami podpisała się firma Kuiper Systems LLC. Dopiero wówczas Amazon potwierdził jej istnienie, informując, że projekt rozmieszczenia satelit na orbicie okołoziemskiej jest w trakcie realizacji. Amerykański gigant e-commerce jeszcze nie zdecydował, czy podejmie się budowy własnych satelitów, czy też kupi je od strony trzeciej. To twardy orzech do zgryzienia, gdyż jak podaje OneWeb, wyprodukowanie jednego urządzenia to koszt około miliona USD. Amazon zapowiedział, że w kosmos planuje wystrzelić ich ponad 3 tys. Nie ma również pewności co do tego, w jaki sposób gigant e-handlu wypuści je na orbitę. Jeśli wierzyć zapewnieniom rzecznika Amazona, korporacja przyjrzy się wszystkim możliwym opcjom. Można jednak domniemać, że Jeff Bezos skorzysta w tym celu z usług zajmującej się lotami kosmicznymi firmy Blue Origin, która nota bene również znajduje się w jego posiadaniu.

    Tymczasem SpaceX Elona Muska planuje wystrzelić aż 12 tys. satelitów, z których każdy waży niewiele więcej niż 400 kg (najlżejsze jak dotychczas konstrukcje). W ten sposób nad Ziemią ma zawisnąć konstelacja Starlink. Niektóre źródła podają nawet zawrotną liczbę 40 tys. urządzeń, które w niedalekiej przyszłości twórca Tesli miałby zawiesić na nieboskłonie.

    OneWeb taķże planuje wzbogacić firmament o pokaźną liczbę satelitów. Na oficjalnej stronie internetowej firmy czytamy, że ma ich być aż 900. Do tego wszystkiego swoje trzy grosze planuje dorzucić Mark Zuckerberg, umieszczając na orbicie nieznaną jeszcze liczbę urządzeń.

    Pliki z nieba

    Według danych zebranych przez portal Statista, w 2019 r. blisko 4,5 mld ludzi na świecie było aktywnymi użytkownikami internetu, co obejmuje 58% światowej populacji. Oznacza to jednocześnie, że ponad 40% ludzkości nie posiada dostępu do globalnej sieci. Powodów może być wiele – położenie geograficzne, brak odpowiedniej infrastruktury, kwestie polityczne, ekonomiczne czy kulturowe. To właśnie głównie z myślą o takich regionach Elon Musk i Jeff Bezos planują odpalić kosmiczny internet. Nie ma co się łudzić, że w tych dążeniach kierują nimi wyłącznie pobudki natury altruistycznej, a nie zwyczajna chęć zysku.

    Stabilny, szybki i wszechobecny dostęp do internetu to wielowymiarowa inwestycja. Po pierwsze to globalny rozgłos, jednak tym Jeff Bezos zdążył się już nasycić. Posiadanie takiej infrastruktury oznacza dostęp do olbrzymiej ilości danych. Jest to również krok w kierunku dywersyfikacji. Stając się dostawcą internetu, Amazon bezpardonowo wkracza na nowy, mocno zabetonowany rynek, zyskując odrębne źródło dochodów – wymienia Sascha Stockem, ekspert w dziedzinie Amazona. Jego zdaniem, w perspektywie długoterminowej zarówno Facebook jak i Amazon zabezpieczają swoje podstawowe źródła dochodu. – W końcu najważniejsza dla Jeffa Bezosa jest jego platforma handlowa. Satelitarny internet dostępny z każdego miejsca na ziemi będzie jak zastrzyk ze sterydami dla rynku e-commerce. Handel w internecie czeka prawdziwy rozkwit – dodaje Stockem.

    Kosmiczne ceny

    Dostawcy gwiezdnego internetu mogą liczyć na spore zyski również ze sprzedaży abonamentu. Jak wskazują wewnętrzne dokumenty SpaceX, do 2025 r. firma ma nadzieję wypracować nawet 22 mld USD rocznego zysku operacyjnego – w większości ze sprzedaży satelitarnego serwisu internetowego. Ile taka usług będzie kosztować zwykłego Smitha, Schmidta lub Kowalskiego?

    Jak na razie, żaden z gigantów nie wypowiedział się na temat ceny abonamentu, jednak prezydent SpaceX Gwynne Shotwell wspomniała w październiku 2019 r., że wielu konsumentów płaci 80 USD za „kiepskiej jakości serwis”. Możemy więc wnioskować, że taka suma nie padła bez powodu, jednak jeśli celem ma być dostarczenie internetu do miejsc, które z różnych przyczyn znajdują się poza jego zasięgiem, to kwota ponad 300 zł za dostęp do usługi jest totalnie odrealniona. Trudno sobie wyobrazić, żeby mieszkańcy wysp filipińskich lub Madagaskaru mogli pozwolić sobie na taki wydatek – zwraca uwagę Sascha Stockem.

    W 2015 r. w Seattle Musk sugerował, że taka usługa mogłaby być oferowana bezpłatnie, pod warunkiem zakupu kompatybilnego urządzenia w kwocie od 100 do 300 USD. Ile więc trzeba będzie zapłacić za dostęp do satelitarnego internetu? To pytanie wciąż pozostaje bez odpowiedzi.

    Niewykluczone natomiast, że ceną za korzystanie z satelitarnego internetu będą nie dolary, lecz reklamy wyświetlane jego użytkownikom. W najlepszym wypadku mogą się one pojawiać przy logowaniu, w najgorszym – wyskakiwać podczas surfowania w internecie. Zarówno dla Amazona, jak i Facebooka, obranie takiego kierunku ma mocne uzasadnienie biznesowe. Obie firmy zarabiają na sprzedaży powierzchni reklamowej. To, czy zdecydują się na taką ingerencję, w dużej mierze zależeć będzie od tego, czy wejdą we współpracę z lokalnymi telekomami. Realizacja takiego scenariusza dla dostawców satelitarnego internetu wiąże się z wieloma ograniczeniami. Przy samodzielnej dystrybucji sky is the limit.

    Prędkość nie z tej ziemi

    Należy również pamiętać, że o sukcesie tych przełomowych przedsięwzięć zadecyduje nie tyle cena abonamentów, co jakość świadczonych usług i ich konkurencyjność w stosunku do oferty firm telekomunikacyjnych. Jak podaje serwis Speedtest, biorąc pod uwagę wyłącznie osiągi mobilnych sieci, do jakich mają dostęp nasze smartfony w ramach technologii GSM, średnia prędkość pobierania danych wynosi 32 Mbps. Jak na tym tle wypada internet satelitarny?

    Zgłoszenie, jakie złożyła firma Elona Muska w amerykańskim urzędzie certyfikacyjnym w 2016 r., opisywało usługę internetową, która zapewni transfer danych na poziomie do jednego gigabita na sekundę i opóźnienia między 25 a 35 milisekund. Od niedawna SpaceX współpracuje również z siłami powietrznymi USA, testując pilotażowy program dostępu do internetu za pośrednictwem sieci satelitów. Testy rozpoczęto na początku 2018 r., wykorzystując zaledwie dwie satelity. Pozwoliło to na osiągnięcie prędkości sięgającej nawet 610 megabitów na sekundę. Podobne prędkości od niedawna zaczęli oferować operatorzy korzystający z technologii naziemnego przesyłu danych, których infrastruktura zbudowana jest w oparciu o światłowody.

    A kiedy w końcu doczekamy się takiej usługi? Jak wskazuje serwis SpaceNews, konstelacja mikrosatelit Starlink, które należą do firmy SpaceX, zacznie oferować własną satelitarną usługę internetową już w tym roku. Nie wiadomo natomiast, kiedy swoją ofertę zaprezentują konsumentom pozostali operatorzy. Jedno jest pewne – jeśli opisane powyżej plany zagospodarowania okołoziemskiej orbity dojdą do skutku, to w ciągu zaledwie dekady garstka firm umieści na niej więcej satelitów niż wszystkie mocarstwa razem wzięte, począwszy od pierwszego satelity, Sputnika 1 z 1957 r.

  • Koncerny technologiczne pod lupą urzędów antymonopolowych

    Koncerny technologiczne pod lupą urzędów antymonopolowych

    Rozwiązania antymonopolowe i działania rządów w tym kierunku na pewno będą się w najbliższym czasie nasilać – ocenia prezes Innovatiki Katarzyna Królak-Wyszyńska. Widać to już m.in. w Europie i Stanach Zjednoczonych. Jak podkreśla, działania cyfrowych monopolistów wywierają decydujący wpływ na rynek, przez co zagrażają innowacyjności i konsumentom, którzy nie mają kontroli nad tym, jak wykorzystywane są informacje o nich. To właśnie działania służące wzmocnieniu ochrony danych mogą zagrozić pozycji bigtechów.

    Technologiczni giganci, którzy działają w oparciu o cyfrowe modele biznesowe, monopolizują rynek i prowadzą działalność, która tak naprawdę wyklucza pojawianie się innowacyjnych rozwiązań. Wykupują swoich konkurentów i starają się trzymać wszystko pod swoją kontrolą. To rodzi ryzyko, bo taki monopolista ma dużo większą siłę niż tylko rynkową, biznesową. Zaczyna mieć władzę, do czego przyznaje się nawet Mark Zuckerberg, równoważną z siłą rządu jakiegoś państwa. To są giganci z punktu widzenia budżetowego i z puntu widzenia ich wpływu na politykę, gospodarkę, przemiany społeczne – podkreśla Katarzyna Królak-Wyszyńska, CEO Innovatiki i ekspert w dziedzinie cyfrowych modeli biznesowych.

    Działania antymonopolowe, wymierzone w technologicznych potentatów, nasilają się zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. W połowie lipca br. Komisja Europejska wszczęła formalne dochodzenie antymolowe wymierzone w Amazona, które ma sprawdzić, czy e-commerce’owy potentat wykorzystuje informacje o sprzedawcach detalicznych handlujących na tej platformie z naruszeniem zasad konkurencji. Od listopada ubiegłego roku podobne dochodzenie prowadził niemiecki urząd monopolowy. Jak poinformowała na konferencji rzeczniczka Komisji Europejskiej Lucia Caudet, działania Amazona znalazły się również pod lupą urzędów ds. ochrony konkurencji w Austrii, Luksemburgu i we Włoszech.

    Facebook, Google, Amazon i Apple mają też duże problemy w Stanach Zjednoczonych. Dochodzenie w sprawie technologicznych gigantów wszczęła kilka tygodni temu kongresowa podkomisja ds. antytrustowych. Niezależne postępowanie od końcówki lipca prowadzi też Departament Sprawiedliwości, który zbada, czy i jak wiodące na rynku platformy internetowe zdobyły aktualną pozycję rynkową oraz czy angażują się w praktyki, które zagrażają konkurencji albo szkodzą konsumentom.

    Monopoliści są bardzo groźni dla rozwoju gospodarki, innowacyjności oraz dla samych konsumentów. Nawet w Stanach Zjednoczonych, które są największym beneficjentem z uwagi na to, że to właśnie tam mają swoje siedziby wielkie bigtechy, podjęto działania, które mają sprawdzić, na ile praktyki stosowane przez wielkie firmy technologiczne były zgodne z zasadami rynkowymi i czy nie doszło do żadnych nadużyć. Rozwiązania antymonopolowe i działania rządów w tym kierunku na pewno będą się w najbliższym czasie nasilać – ocenia Katarzyna Królak-Wyszyńska.

    Jak podkreśla, usługi gigantów technologicznych, którzy są monopolistami na cyfrowym rynku, są tylko na pozór bezpłatne. W praktyce bigtechy pobierają opłatę w postaci danych (dane osobowe, informacje o aktywności) swoich użytkowników, które często są wykorzystywane bez ich świadomej zgody i w sposób mało transparentny.

    Dzielimy się naszymi danymi w sposób, którego potem nie jesteśmy w stanie kontrolować, decydować, co się z nimi dalej dzieje. Świadomość rynku jest coraz większa i jestem przekonana, że będą się pojawiać rozwiązania gwarantujące, że to właściciel danych będzie decydować, z kim chce się nimi dzielić, w jaki sposób, na co się zgadza, a na co nie. Technologią, która na razie raczkuje, ale ma duży potencjał w zakresie ochrony danych, jest blockchain. Zresztą nawet francuski minister finansów podkreśla, że widzi olbrzymią szansę na to, aby blockchain podważył fundamenty monopolu – mówi Katarzyna Królak-Wyszyńska.

    Tempo ekspansji i przychody bigtechów ma także ograniczyć podatek cyfrowy, nad którym dyskusja toczy się w ramach OECD. Nowa danina miałaby się przyczynić do ograniczenia ich rynkowej dominacji. Wprowadzenie podatku cyfrowego z początkiem 2020 roku planuje także Polska. Jak ocenia CEO Innovatiki, raczej nie zagrozi on jednak cyfrowym gigantom, a dodatkowe obciążenia zostaną przeniesione na użytkowników.

    Ograniczenie dominacji technologicznych gigantów jest bardzo trudne, ale wiele imperiów w pewnym momencie runęło. Jestem przekonana, że regulatorzy będą w stanie w którymś momencie nadążyć za cyfrowością modeli biznesowych i cyfrowymi firmami. Mam też nadzieję, że doczekamy się momentu, kiedy giganci technologiczni zmienią trochę swoją rolę i funkcję. Podobnie jak dzisiaj operatorzy telefonii komórkowej służą nam tak naprawdę do tego, żeby dostarczać dane i możliwość ich przesyłu, a komunikujemy się w zupełnie inny sposób, tak samo giganci technologiczni będą musieli w pewnym momencie zmienić swoją rolę – mówi Katarzyna Królak-Wyszyńska.

  • Koncerny technologiczne pod lupą urzędów antymonopolowych

    Koncerny technologiczne pod lupą urzędów antymonopolowych

    Rozwiązania antymonopolowe i działania rządów w tym kierunku na pewno będą się w najbliższym czasie nasilać – ocenia prezes Innovatiki Katarzyna Królak-Wyszyńska. Widać to już m.in. w Europie i Stanach Zjednoczonych. Jak podkreśla, działania cyfrowych monopolistów wywierają decydujący wpływ na rynek, przez co zagrażają innowacyjności i konsumentom, którzy nie mają kontroli nad tym, jak wykorzystywane są informacje o nich. To właśnie działania służące wzmocnieniu ochrony danych mogą zagrozić pozycji bigtechów.

    – Technologiczni giganci, którzy działają w oparciu o cyfrowe modele biznesowe, monopolizują rynek i prowadzą działalność, która tak naprawdę wyklucza pojawianie się innowacyjnych rozwiązań. Wykupują swoich konkurentów i starają się trzymać wszystko pod swoją kontrolą. To rodzi ryzyko, bo taki monopolista ma dużo większą siłę niż tylko rynkową, biznesową. Zaczyna mieć władzę, do czego przyznaje się nawet Mark Zuckerberg, równoważną z siłą rządu jakiegoś państwa. To są giganci z punktu widzenia budżetowego i z puntu widzenia ich wpływu na politykę, gospodarkę, przemiany społeczne –podkreśla w rozmowie Katarzyna Królak-Wyszyńska, CEO Innovatiki i ekspert w dziedzinie cyfrowych modeli biznesowych.

    Działania antymonopolowe, wymierzone w technologicznych potentatów, nasilają się zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. W połowie lipca br. Komisja Europejska wszczęła formalne dochodzenie antymolowe wymierzone w Amazona, które ma sprawdzić, czy e-commerce’owy potentat wykorzystuje informacje o sprzedawcach detalicznych handlujących na tej platformie z naruszeniem zasad konkurencji. Od listopada ubiegłego roku podobne dochodzenie prowadził niemiecki urząd monopolowy. Jak poinformowała na konferencji rzeczniczka Komisji Europejskiej Lucia Caudet, działania Amazona znalazły się również pod lupą urzędów ds. ochrony konkurencji w Austrii, Luksemburgu i we Włoszech.

    Facebook, Google, Amazon i Apple mają też duże problemy w Stanach Zjednoczonych. Dochodzenie w sprawie technologicznych gigantów wszczęła kilka tygodni temu kongresowa podkomisja ds. antytrustowych. Niezależne postępowanie od końcówki lipca prowadzi też Departament Sprawiedliwości, który zbada, czy i jak wiodące na rynku platformy internetowe zdobyły aktualną pozycję rynkową oraz czy angażują się w praktyki, które zagrażają konkurencji albo szkodzą konsumentom.

    – Monopoliści są bardzo groźni dla rozwoju gospodarki, innowacyjności oraz dla samych konsumentów. Nawet w Stanach Zjednoczonych, które są największym beneficjentem z uwagi na to, że to właśnie tam mają swoje siedziby wielkie bigtechy, podjęto działania, które mają sprawdzić, na ile praktyki stosowane przez wielkie firmy technologiczne były zgodne z zasadami rynkowymi i czy nie doszło do żadnych nadużyć. Rozwiązania antymonopolowe i działania rządów w tym kierunku na pewno będą się w najbliższym czasie nasilać – ocenia Katarzyna Królak-Wyszyńska.

    Jak podkreśla, usługi gigantów technologicznych, którzy są monopolistami na cyfrowym rynku, są tylko na pozór bezpłatne. W praktyce bigtechy pobierają opłatę w postaci danych (dane osobowe, informacje o aktywności) swoich użytkowników, które często są wykorzystywane bez ich świadomej zgody i w sposób mało transparentny.

     Dzielimy się naszymi danymi w sposób, którego potem nie jesteśmy w stanie kontrolować, decydować, co się z nimi dalej dzieje. Świadomość rynku jest coraz większa i jestem przekonana, że będą się pojawiać rozwiązania gwarantujące, że to właściciel danych będzie decydować, z kim chce się nimi dzielić, w jaki sposób, na co się zgadza, a na co nie. Technologią, która na razie raczkuje, ale ma duży potencjał w zakresie ochrony danych, jest blockchain. Zresztą nawet francuski minister finansów podkreśla, że widzi olbrzymią szansę na to, aby blockchain podważył fundamenty monopolu – mówi Katarzyna Królak-Wyszyńska.

    Tempo ekspansji i przychody bigtechów ma także ograniczyć podatek cyfrowy, nad którym dyskusja toczy się w ramach OECD. Nowa danina miałaby się przyczynić do ograniczenia ich rynkowej dominacji. Wprowadzenie podatku cyfrowego z początkiem 2020 roku planuje także Polska. Jak ocenia CEO Innovatiki, raczej nie zagrozi on jednak cyfrowym gigantom, a dodatkowe obciążenia zostaną przeniesione na użytkowników.

    – Ograniczenie dominacji technologicznych gigantów jest bardzo trudne, ale wiele imperiów w pewnym momencie runęło. Jestem przekonana, że regulatorzy będą w stanie w którymś momencie nadążyć za cyfrowością modeli biznesowych i cyfrowymi firmami. Mam też nadzieję, że doczekamy się momentu, kiedy giganci technologiczni zmienią trochę swoją rolę i funkcję. Podobnie jak dzisiaj operatorzy telefonii komórkowej służą nam tak naprawdę do tego, żeby dostarczać dane i możliwość ich przesyłu, a komunikujemy się w zupełnie inny sposób, tak samo giganci technologiczni będą musieli w pewnym momencie zmienić swoją rolę – mówi Katarzyna Królak-Wyszyńska.

  • Europejskie pieniądze na polską sztuczną inteligencję

    Europejskie pieniądze na polską sztuczną inteligencję

    Samurai Labs, pierwsze w Polsce laboratorium sztucznej inteligencji walczące z cyberprzemocą, otrzymało grant z europejskiego programu Horyzont 2020. Spośród 25 krajów i 2822 złożonych wniosków, dofinansowanie uzyskały jedynie 274 projekty, z czego zaledwie trzy z Polski. Łączna kwota przyznana przez Komisję Europejską na innowacje to 13,7 miliona euro.

    Horyzont 2020 to największy unijny program w zakresie badań naukowych i innowacji, w ramach którego w ciągu 7 lat (2014–2020) dostępne są fundusze o wartości prawie 80 mld euro. Projekt Samurai Labs, dotyczący wykrywania i redukcji przemocy w sieci, otrzymał bardzo wysoką ocenę Europejskiej Rady Innowacji, która przyznała mu maksymalne dostępne w tej rundzie dofinansowanie. Środki mają być spożytkowane na potwierdzenie gotowości modelu biznesowego do wejścia na rynek. Realizacja projektu otwiera firmie dostęp do kolejnego grantu o wartości 2,5 mln euro. – Pozytywna ocena Europejskiej Rady Innowacji jest dla nas potwierdzeniem tego, że według niezależnych ekspertów nowa metoda zwalczania cyberprzemocy tworzona przez Samurai Labs ma potencjał do rzeczywistego obniżenia tego zjawiska w przestrzeni internetowej. Cieszy mnie fakt, że międzynarodowa komisja doceniła nasze osiągnięcia i otworzyła przed nami drogę, która pomoże zmienić świat na lepsze i zbudować globalną firmę technologiczną z Polski – z dumą przyznaje Michał Wroczyński, CEO Samurai Labs.

    Michał Wroczyński Samurai Labs
    Michal Wroczynski, CEO Samurai Labs, fot. Piotr Waniorek/zelaznastudio.pl

    Wyjątkowe grono

    Wśród beneficjentów programu znalazły się takie projekty jak: satelitarny system monitorowania pożarów, szybki test przesiewowy na raka piersi, oraz system Samurai, którego zadaniem jest wykrywanie i obniżanie przemocy w sieci. – Wniosek Samurai Labs otrzymał dofinansowanie z uwagi na swoją innowacyjność i przełomowe podejście, umożliwiające rozwiązanie realnego i niezwykle istotnego problemu społecznego. Samurai Labs to interdyscyplinarny zespół naukowców i ekspertów, wnoszących wartość dodaną do całego projektu – mówi Magda Zawadzka z firmy CRIDO, doradzającej przy pozyskaniu grantu. Przez 6 lat trwania programu Horyzont 2020, z wykorzystanego dotychczas budżetu (ok. 77 mld zł) Polska otrzymała zaledwie 1% środków. – Te dane pokazują, jak trudno jest otrzymać tego typu wsparcie. Tylko innowacyjne i przełomowe projekty mają na to szansę – dodaje Zawadzka. Warto podkreślić, że z samej tylko Polski do Komisji Europejskiej wpłynęło do tej pory ponad 12,5 tys. wniosków. – Kierunek, jaki obrali eksperci z Brukseli przy ocenie aplikacji, to także drogowskaz dla polskich instytucji, takich jak NCBR, wskazujący, które projekty niosą za sobą realną wartość, zarówno ekonomiczną jak i społeczną – podsumowuje Magda Zawadzka.

    Przełomowy projekt

    Problem przemocy w sieci jest niezwykle istotny, ponieważ może dotknąć każdego. W szczególności zaś narażone są dzieci i młodzież. – Opracowywany prototyp poddajemy licznym i bardzo rygorystycznym testom, wykorzystując rzeczywiste dane pochodzące z forów internetowych oraz mediów społecznościowych. W ten sposób uczymy się, jaki kształt powinno przybrać docelowe rozwiązanie. Naszym celem jest fundamentalna zmiana w podejściu do ochrony – zatrzymanie przemocy zamiast reagowania po fakcie. Tworzymy pierwszego na świecie internetowego Samuraja, który będzie czuwał nad bezpieczeństwem dzieci – tłumaczy Wroczyński. Proponowana przez Polaków koncepcja jest unikalna w skali światowej. Szef Facebooka, Mark Zuckerberg szacuje, że na skuteczne narzędzie wykrywające przemoc online potrzeba przynajmniej 5-10 lat. Obecnie, substytutem mającym realizować to zadanie jest armia moderatorów zatrudnionych przez technologicznego giganta. – W każdej minucie, na samym tylko Facebooku pojawia się pół miliona komentarzy. To skala daleko wykraczająca poza możliwości ludzkich moderatorów. Tylko rozwiązanie oparte o sztuczną inteligencję będzie mogło poradzić sobie z taką ilość informacji. Nasze rozwiązanie pozwala na natychmiastową i automatyczną reakcję, co jest kluczowe dla obniżenia przemocy – działając od razu, zapobiegamy jej eskalacji – podsumowuje Gniewosz Leliwa, dyrektor ds. badań nad sztuczną inteligencją w Samurai Labs. Rozwiązanie tworzone przez Polaków skutecznie łączy najnowsze osiągnięcia z dziedziny uczenia maszynowego z wnioskowaniem na podstawie wiedzy eksperckiej, co stanowi tzw. trzecią falę sztucznej inteligencji wg klasyfikacji DARPA (Defense Advanced Research Projects Agency). Dzięki temu innowacyjnemu podejściu, osiągnięcia prototypu Samurai pozostawiają daleko w tyle amerykańskich potentatów pracujących nad podobnymi rozwiązaniami.

    Praktycznie zastosowanie

    Realizacja projektu Samurai Labs może przynieść wiele korzyści, zarówno dla społeczeństwa, jak i europejskiej gospodarki. Dzieci potrzebują ochrony, szkoły skutecznych narzędzi do monitorowania swoich sieci, a rodzice poczucia, że wdrożone rozwiązania zapobiegną cybernękaniu czy atakom pedofilskim. Wartość rynku aplikacji dla rodziców do 2020 roku wyniesie 3,4 miliarda dolarów, rynek gier przekroczy 140 miliardów, zaś globalny rynek edukacji to już wartość przekraczająca bilion dolarów. Przemoc jest fundamentalnym problemem rynku gier online, w które gra już ponad 2,4 mld ludzi. Aż 30% użytkowników rezygnuje z tych serwisów z powodu przemocy, co przekłada się wymiernie na straty, które Samurai może w znacznym stopniu ograniczyć. Projekt naukowców znad Wisły może przekuć się w komercyjny sukces, czyniąc z Samurai Labs pierwszego polskiego “jednorożca”, czyli firmę o wycenie przekraczającą miliard dolarów.

    Europa od lat stara się wrócić na tory lidera innowacyjności. Ma ku temu potencjał w postaci doskonałych naukowców i inżynierów, oraz instrumenty takie jak program Horyzont 2020. Na efekty tych inwestycji przyjdzie jeszcze trochę poczekać, jednak systematyka w działaniu i długofalowa perspektywa może okazać się taktyką, dzięki której stary kontynent wygra wyścig o palmę pierwszeństwa w dziedzinie innowacji. Takie strategia jest szczególnie zasadna w projektach typu Deep Tech, które mimo dłuższego czasu potrzebnego na badania i rozwój, w efekcie przyczyniają się do powstania przełomowych rozwiązań zmieniających życie ludzi na całym świecie.

  • Facebook wycofuje swoją aplikację VPN ze sklepu iOS App Store

    Facebook wycofuje swoją aplikację VPN ze sklepu iOS App Store

    Facebook wycofał swoją aplikację Onavo Protect VPN ze sklepu iOS App Store po tym, jak Apple uznał, że łamie zasady pozyskiwania danych.

    Aplikację, którą można było bezpłatnie pobrać, promowano jako pomagającą użytkownikom zachować bezpieczeństwo swoich danych podczas korzystania z Internetu. „Blokując potencjalnie szkodliwe witryny internetowe, aplikacja chroniła dane osobowe użytkownika”.

    Użytkownicy Onavo mogli nie mieć świadomości tego, że Facebook wykorzystywał aplikację również do zbierania informacji o innych aplikacjach zainstalowanych na smartfonach iPhone.

    Zgodnie z wytycznymi dla deweloperów Apple’a, zbieranie takich informacji z zamiarem wykorzystania ich w celach marketingowych bądź prowadzenia analiz, nie jest dozwolone. Wbrew temu, dane pozyskane przez Onavo są wykorzystywane do zbierania cennych informacji dla marketerów na temat segmentacji rynku i nawykach klientów o korzystaniu z innych aplikacji.

    Zgodnie ze słowami zawartymi w opisie aplikacji:

    „Onavo może monitorować generowany przez Twoje urządzenie przepływ danych. Analiza wykorzystywanych przez Ciebie aplikacji i danych, oraz odwiedzanych witryn internetowych, pozwoli ulepszyć oferowane przez nas usługi. Ponieważ jesteśmy częścią Facebooka, wykorzystujemy te informacje również do ulepszania jego produktów i usług, uzyskiwania wglądu w to, jakie produkty i usługi cenione są przez ludzi oraz w celu gromadzenia doświadczeń”.

    Według raportu z Wall Street Journal, Apple i Facebook spotkali się w ubiegłym tygodniu, aby omówić obawy dotyczące działania aplikacji. Producent iPhone’a zasugerował, by aplikacja została wycofana ze sklepu App Store. Facebook zgodził się, uznając, że będzie lepiej wycofać aplikację, niż czekać, aż zostanie ona usunięta ze sklepu.

    Rzecznik Facebooka stwierdził, że Apple od początku wiedział, jak działa Onavo:

    Gdy ludzie pobierali Onavo, zawsze stawialiśmy sprawę jasno informując o gromadzeniu danych i o tym, jak są one wykorzystywane. Nasi deweloperzy pracujący na platformie Apple stosują się do ustanowionych dla niej zasad.

    W przeszłości szef Facebooka Mark Zuckerberg i szef Apple’a, Tim Cook, publicznie wyrazili brak zgodności poszczególnych firm w rozumieniu poufności danych.

    Mimo że aplikacja Onavo Protect została wycofana ze sklepu App Store, możliwe jest, że nadal wielu użytkowników darzy ją zaufaniem. W świetle oskarżeń o pozyskiwanie danych, osoby te powinny zachować rozsądek i odinstalować aplikację ze swoich urządzeń. Jeżeli nawet nie przywiązujesz wagi do faktu gromadzenia danych, to miej świadomość tego, że aplikacja nie będzie już otrzymywać aktualizacji, w tym również tych dotyczących bezpieczeństwa. Dlatego jedynym rozsądnym krokiem jest usunięcie jej i znalezienie alternatywnej usługi VPN, która uszanuje twoją prywatność. – komentuje Mariusz Politowicz, inżynier techniczny Bitdefender z firmy Marken.

    Jeszcze jedna sprawa. Facebook wycofał kontrowersyjną aplikację Onavo Protect VPN jedynie ze sklepu z aplikacjami Apple’a. Nadal jest ona dostępna w sklepie Google Play oferującym aplikacje dla Androida, skąd została pobrana ponad 10 milionów razy.

    W przeciwieństwie do Apple’a, Google może nie ujawniać nieczystych praktyk Facebooka dotyczących aplikacji Onavo, ale nie jest to powód, dla którego użytkownicy Androida mogą spać spokojnie. Pomyśl dobrze, jakie aplikacje instalujesz na smartfonie i zawsze się zastanów, jak ich deweloperzy mogą planować wykorzystanie prywatnych danych dla własnego zysku.

  • Twitter wprowadza fizyczne zabezpieczenia

    Twitter wprowadza fizyczne zabezpieczenia

    Twitter dał milionom użytkowników sposób na jeszcze lepsze sposoby ochrony swoich kont przed włamaniami wprowadzając obsługę fizycznych kluczy.

    Większość użytkowników Twittera chroni swoje konta w tradycyjny sposób: nazwa użytkownika i hasło. Podobnie jak w przypadku każdego innego konta internetowego, takie zabezpieczenia są narażone na wiele zagrożeń, w tym próby wyłudzenia informacji lub nierozważne wybieranie tego samego hasła, którego używają w innym miejscu w Internecie.

    Jest to główny powód, dla którego hakerzy mieli możliwość włamania się na tak wiele kont na Twitterze.

    Do sław, które stały się ofiarami należą: FC Barcelona, ​​CNN, Burger King, dyrektor generalny Google, Sundar Pichai, wikipedysta Jimmy Wales i Mark Zuckerberg.

    Jednym z najbardziej znanych włamań na konta Twittera miało miejsce w 2013 r., gdy Syryjska Armia Elektroniczna zdołała przejąć kontrolę nad kontem Twitter Associated Press i opublikowała wiadomość, że w Białym Domu wybuchła eksplozja, a Barack Obama został ranny.

    Ten fałszywy raport strącił 61 miliardów dolarów (przez chwilę) z indeksu Dow Jones.

    Jeśli jesteś rozsądny, dołożyłeś większych starań niż tylko ustawienie hasła, aby chronić swoje konto na Twitterze, i włączyłeś weryfikację dwuetapową w postaci „Weryfikacji logowania”. To stanowi dodatkową przeszkodę w procesie logowania, ponieważ wymaga podania kodu wygenerowanego przez aplikację innej firmy, np. Google Authenticator i Authy.

    Dla większości osób ten poziom ochrony prawdopodobnie wystarczy.

    Ale co, jeśli chcesz pójść jeszcze dalej i chcesz zapewnić jeszcze wyższy poziom bezpieczeństwa fizycznego na swoim koncie na Twitterze?

    Jeśli tak, to będziesz zainteresowany czytaniem wiadomości ukrytych w poście na blogu, opisującym najnowsze kroki Twittera w celu zwalczania spamu i nadużyć w witrynie.

    Twitter ujawnił, że można teraz używać fizycznego klucza bezpieczeństwa USB, który obsługuje uniwersalny standard dwuskładnikowy (U2F) podczas logowania do weryfikacji logowania.

    Ten klucz zbliżeniowy wymagają od zalogowanego użytkownika fizycznego naciśnięcia przycisku, aby potwierdzić tożsamość, a ponieważ działa on tylko na prawdziwej stronie Twittera, zapewnia wysoki poziom ochrony przed stronami phishingowymi.

    Inne strony internetowe obsługujące klucze sprzętowe FIDO U2F – które mają taki sam rozmiar i kształt, jak typowy napęd USB – obejmują Google, Facebook, Dropbox, GitHub i SalesForce.

    Rozwiązanie bezpieczeństwa nie jest oczywiście odpowiednie dla wszystkich kont na Twitterze. Na przykład, jeśli użytkownik ma konto na Twitterze, które jest współdzielone przez wielu użytkowników, stanie przed oczywistym wyzwaniem, aby wszyscy mieli dostęp do tego samego fizycznego klucza bezpieczeństwa.

    Dobrze jest wiedzieć, ze bezpieczeństwo na Twitterze jest sukcesywnie ulepszane, a także przykłada się większą wagę do unowocześniania metod ochrony kont, które są w grupie największego ryzyka. Fizyczne klucze bezpieczeństwa do weryfikacji logowania znacznie utrudnią włamywanie się na konta użytkowników – komentuje Dariusz Woźniak, inżynier techniczny Bitdefender z firmy Marken.