Tag: Google

  • Ukraina mówi „nie” OpenAI. Buduje suwerenne AI na infrastrukturze Google

    Ukraina mówi „nie” OpenAI. Buduje suwerenne AI na infrastrukturze Google

    Ukraina podjęła strategiczną decyzję o budowie własnego Dużego Modelu Językowego (LLM). Projekt, realizowany przez Ministerstwo Transformacji Cyfrowej we współpracy z operatorem Kyivstar, ma na celu stworzenie systemu opartego na otwartej architekturze Gemma od Google. Inicjatywa ta stanowi wyraźny sygnał, że Kijów dąży do uniezależnienia swoich krytycznych systemów – zarówno cywilnych, jak i wojskowych – od komercyjnych rozwiązań takich jak ChatGPT czy technologie chińskie.

    Decyzja o wyborze Google zapadła po analizie konkurencyjnych rozwiązań, w tym modelu Llama od Mety oraz europejskiego Mistral AI. Wiceminister cyfryzacji Oleksandr Bornyakow podkreśla, że kluczowym czynnikiem była konieczność uniknięcia zależności od zastrzeżonych systemów zewnętrznych dostawców. Ukraińskie wojsko planuje bowiem głęboką integrację AI z systemami zarządzania polem walki, co wyklucza ryzyko polegania na zagranicznych „czarnych skrzynkach”.

    Architektura projektu zakłada hybrydowe podejście do infrastruktury. Wstępny trening modelu odbędzie się na zabezpieczonych klastrach obliczeniowych Google poza granicami Ukrainy, co ma przyspieszyć proces uczenia. Docelowo jednak gotowy system zostanie przeniesiony na lokalną infrastrukturę Kyivstar, zapewniając Kijowowi pełną suwerenność danych. Jest to szczególnie istotne w kontekście planowanego wykorzystania modelu do obsługi rejestrów sądowych, archiwów państwowych oraz usług dla 23 milionów obywateli.

    Misha Nestor, dyrektor ds. produktów w Kyivstar, wskazuje na pragmatyczne przyczyny budowy własnego narzędzia. Obecne globalne modele LLM mają trudności ze specyficznym kontekstem językowym regionu, często generując błędy w tłumaczeniach dokumentów prawnych lub nie radząc sobie z lokalnymi dialektami, będącymi mieszanką ukraińskiego, rosyjskiego i bułgarskiego. Nowy model, zasilany danymi z ponad 90 instytucji rządowych, ma precyzyjnie obsługiwać te niuanse, w tym języki mniejszości, takie jak krymskotatarski.

    Przedsięwzięcie to nie jest wolne od ryzyka. Twórcy spodziewają się zmasowanych cyberataków ze strony Rosji natychmiast po uruchomieniu systemu. Mimo to, ukraiński projekt może stać się precedensem dla innych mniejszych państw, pokazującym, jak wykorzystać technologie open source do budowania strategicznej niezależności w erze sztucznej inteligencji.

  • Od Apple’a do Alphabetu: późny zwrot Warrena Buffetta w stronę infrastruktury AI

    Od Apple’a do Alphabetu: późny zwrot Warrena Buffetta w stronę infrastruktury AI

    Ruben Dalfovo, Strateg ds. inwestycji w Saxo pisze w analizie, że przez lata historia Warrena Buffetta z Google była przestrogą. Otwarcie przyznawał, że niekupienie ich akcji było poważnym błędem, choć widział, jak firma zamienia wyszukiwanie w internecie w narzędzie do zarabiania na reklamach. Teraz, na kilka miesięcy przed przekazaniem sterów Gregowi Abelowi, Berkshire Hathaway po cichu kupiło pakiet akcji wart miliardy dolarów w spółce matce Google, czyli w Alphabecie.

    Akcje Alphabetu klasy C zamknęły sesję 17 listopada na poziomie 285,60 USD, co oznacza wzrost o 3,11% w ciągu dnia, po tym, jak doniesienia o nowym pakiecie pomogły wypchnąć kurs na rekordowe poziomy. Od początku 2025 r. notowania wzrosły o około 50% i są w tym roku najlepsze w gronie tzw. Wspaniałej Siódemki. Kiedy inwestor znany z unikania kierowania się modnymi trendami kupuje akcje lidera rynku, którego kurs zbliża się do historycznego maksimum, nasuwa się oczywiste pytanie: co on widzi, czego reszta z nas może nie dostrzegać?

    Od Apple’a do Alphabetu

    Berkshire już od dwunastu kwartałów z rzędu, w tym także w ostatnim, jest sprzedawcą netto akcji. W tym czasie sprzedał ok. 12,5 mld USD papierów, kupując jednocześnie akcje za ok. 6,4 mld USD, a jednocześnie pozwoliło, by zasoby gotówkowe urosły do rekordowych 381,7 mld USD. Nie jest to zachowanie człowieka, który uważa, że wszystko jest tanie. Jednak w ramach tej ogólnej redukcji zaszło jednak poważne przetasowanie.

    W minionym kwartale Berkshire zmniejszyło swoje udziały w Apple o około 15% i swoją pozycję w Bank of America o około 6%. Natomiast Alphabet pojawia się jako nowy gracz w klubie dziesięciu największych. Z dokumentów regulacyjnych i zestawień portfela wynika, że pakiet zajmuje teraz mniej więcej dziesiąte miejsce w portfelu akcji Berkshire, za takimi klasykami jak American Express, CocaCola czy Chevron. Jest to rzadka sytuacja w branży technologicznej dla konglomeratu, który przez dziesięciolecia posiadał akcje kolei, ubezpieczycieli i spółek z segmentu dóbr podstawowych, a nie szybko rosnących gigantów oprogramowania.

    Zmieniły się jednak nie tyle zasady Buffetta, ile same spółki. Apple, które zawsze określał jako markę konsumencką, działa dziś w świecie, w którym modernizacja sprzętu w dużej mierze zależy od funkcji opartych na AI. Jednocześnie Alphabet coraz mniej przypomina spekulacyjną spółkę technologiczną, a coraz bardziej rozległą infrastrukturę dla gospodarki cyfrowej, z przychodami z reklam i z chmury, które są zaskakująco stabilne jak na coś zbudowanego z linijek kodu.

    Saxo

    Alphabet jako infrastruktura AI, a nie opowieść o gadżetach

    Alphabet znajduje się w miejscu, gdzie ambicje związane ze sztuczną inteligencją spotykają się z tradycyjnym generowaniem gotówki. W trzecim kwartale 2025 r. spółka odnotowała ok. 102 mld USD przychodów, powyżej prognoz, a zyski również przebiły oczekiwania. Głównym motorem wzrostu był Google Cloud, który z „miłego dodatku” przeobraził się w motor biznesu, gdyż firmy rozwijające AI wynajmują jego moc obliczeniową.

    Ponadto modele Gemini i wyszukiwarka wzbogacona o AI docierają dziś do setek milionów użytkowników. Te narzędzia działają na globalnej sieci centrów danych, autorskich chipów i światłowodów, której rozbudowa w tym roku pochłonie łącznie ponad 90 mld USD nakładów inwestycyjnych. Mówiąc prościej: Alphabet chce dostarczać „łopaty i kilofy” na potrzeby gorączki złota wokół AI.

    Partnerstwo z Anthropic dodaje kolejny wymiar. Google zainwestował w ten startup miliardy i zawarł dużą umowę na dostawy chipów oraz usługi chmurowe, co powinno kierować przyszłe obciążenia obliczeniowe do Google Cloud. Pakiet Berkshire daje spółce pośrednią ekspozycję na ten ekosystem: każde zapytanie Anthropic uruchomione w infrastrukturze Google wzmacnia pozycję Alphabetu jako infrastruktury AI.

    Kluczowe jest to, że ta ekspansja opiera się na silnym bilansie. Alphabet jest wyceniany na ok. 25krotność oczekiwanych zysków, czyli taniej niż część innych megacapów, i nadal generuje solidne wolne przepływy pieniężne z wyszukiwarki i z YouTube. Środki te mogą sfinansować centra danych i nadal wspierać wykup akcji, co odpowiada inwestorom preferującym „wspaniałe spółki po uczciwych cenach”.

    Co naprawdę oznacza „głos zaufania” od Buffetta?

    Zakup Alphabetu przez Buffetta to coś więcej niż prosta pieczęć aprobaty. To konkretna teza o tym, gdzie będą się koncentrować zyski z AI. Alphabet zarabia na reklamach w wyszukiwarce, na YouTube, w mapach, w sklepie z aplikacjami i w chmurze. AI nie jest tu osobnym produktem. To ulepszenie, które może zwiększać zaangażowanie użytkowników i możliwości monetyzacji w istniejących biznesach.

    To także wyraźny zwrot w stronę infrastruktury, a nie urządzeń. Apple stawia na inteligencję działającą na urządzeniu, ale dopiero dopracowuje model biznesowy AI. Alphabet już dziś zarabia na AI poprzez kontrakty chmurowe, narzędzia reklamowe i oprogramowanie biurowe. Ograniczenie pozycji w Apple’u przy jednoczesnym zwiększeniu udziału w Alphabecie sugeruje, że Berkshire widzi więcej przyszłej wartości AI w centrach danych i platformach niż w cyklach wymiany telefonów.

    Wreszcie, należy pamiętać, że „technologia” nie jest jedną kategorią. Alphabet może dzielić indeks z szybko rozwijającymi się start-upami zajmującymi się sztuczną inteligencją, ale jego przewaga konkurencyjna, zdolność do generowania gotówki i zdywersyfikowane przychody lokują go bliżej spółek, które przez lata konsekwentnie pomnażają kapitał, dokładnie takich, jakie Buffett zawsze faworyzował.

    Ryzyka, których nawet Berkshire nie może zignorować

    Ryzyka są realne. Alphabet może przeinwestować w moce obliczeniowe AI, jeśli klienci spowolnią realizację projektów albo konkurenci zgarną duże kontrakty. Warto śledzić tempo wzrostu Google Cloud, marże oraz wytyczne dotyczące długoterminowych inwestycji. Drugim zagrożeniem pozostają regulacje. Surowsze przepisy antymonopolowe lub dotyczące prywatności w USA i w Europie mogą uderzyć w rentowność wyszukiwarki i reklam albo wymusić zmiany w sposobie wykorzystywania danych.

    Kluczowa będzie również realizacja strategii w obszarze AI. Alphabet potknął się na starcie wyścigu o generatywną AI i wciąż nadrabia, próbując odzyskać inicjatywę dzięki Gemini i innym modelom. Jeśli użytkownicy lub klienci korporacyjni będą woleli narzędzia konkurencji, wszystkie te wydatki na chipy i centra danych mogą przynieść stopy zwrotu niższe od oczekiwanych, nawet mimo obecności Buffetta w akcjonariacie.

    Domykając klamrę: czego naprawdę uczy zakład Buffetta dotyczący Alphabetu

    Buffett przez lata powtarzał, że niekupienie akcji Google było jednym z jego dużych błędów. Alphabet był na wyciągnięcie ręki, z zyskami z wyszukiwarki i solidnymi przepływami gotówki, podczas gdy on pozostawał z boku. Kupując akcje, teraz gdy szykuje się do przekazania funkcji prezesa, robi coś więcej niż tylko „zgrabny finałowy ruch”. To dyskretny sygnał, jak jego zdaniem będzie wyglądać trwała wartość w sztucznej inteligencji.

    Dla zwykłych inwestorów wniosek nie brzmi: „kupuj to, co kupuje Buffett”. Chodzi o to, że nawet najbardziej tradycyjny inwestor wartościowy chętnie posiada ekspozycję na AI – o ile jest ona wbudowana w zdywersyfikowaną platformę generującą duże przepływy gotówki, którą można zrozumieć i racjonalnie uzasadnić. Rynek będzie się dalej spierał, czy cena Alphabetu jest za wysoka, za niska czy w sam raz. Lepsze pytanie jest takie, które Buffett zadaje od siedmiu dekad: jakie spółki można trzymać w dobrych i złych czasach, bo rozumiesz, jak zarabiają i dlaczego potrafią przetrwać?

    – Sztuczna inteligencja pozostaje jednym z najszybciej rozwijających się segmentów rynku, jednocześnie wyróżniając się wysoką zmiennością, ryzykiem przegrzania oraz silną konkurencją. Sektor ten często reaguje gwałtownymi ruchami wycen, a dynamika innowacji sprawia, że pozycje rynkowe liderów mogą szybko się zmieniać. Inwestycje w stabilne aktywa spoza sektora AI pomagają utrzymać równowagę portfela, nawet gdy nastroje wobec innowacji spadają. Dlatego w perspektywie długoterminowej ważne jest, by zadbać o dywersyfikację portfela, np. poprzez łączenie odważnego podejście do nowych technologii z rozsądnym i zdyscyplinowanym zarządzaniem ryzykiem – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

  • Szef Google ostrzega: Bańka AI może pęknąć. „Nikt nie jest bezpieczny”

    Szef Google ostrzega: Bańka AI może pęknąć. „Nikt nie jest bezpieczny”

    W świecie technologicznych gigantów rzadko zdarza się, by CEO firmy zyskującej w tym roku 46 proc. na giełdzie, publicznie przywoływał widmo „irracjonalnej euforii” z czasów bańki dotcomów. Sundar Pichai, dyrektor generalny Alphabet, w wywiadzie dla BBC zdecydował się jednak na ten zaskakujący akt szczerości. Mimo że inwestorzy wciąż agresywnie obstawiają zdolność Google do rywalizacji z OpenAI, Pichai przyznaje wprost: na rynku widoczne są elementy irracjonalności, a w przypadku korekty, żadna firma – w tym Google – nie wyjdzie z tego bez szwanku.

    Słowa Pichaia padają w momencie, gdy wyceny spółek technologicznych w USA zaczynają ciążyć szerszym indeksom, a analitycy coraz głośniej pytają o rentowność gigantycznych nakładów na sztuczną inteligencję. Choć szef Alphabetu wierzy, że jego firma przetrwa ewentualną burzę, jego ostrożność kontrastuje z agresywną strategią inwestycyjną spółki. Google nie zwalnia tempa, czego dowodem jest ogłoszone we wrześniu zobowiązanie inwestycyjne w Wielkiej Brytanii. Koncern planuje przeznaczyć 5 miliardów funtów na rozbudowę infrastruktury, w tym nowe centra danych oraz dofinansowanie londyńskiego laboratorium DeepMind.

    Ten ruch ma wymiar nie tylko technologiczny, ale i geopolityczny. Rozpoczęcie szkolenia modeli AI na Wyspach wpisuje się w ambicje premiera Keira Starmera, by uczynić z Wielkiej Brytanii trzecie, po USA i Chinach, mocarstwo w dziedzinie sztucznej inteligencji. Jednak ten technologiczny wyścig zbrojeń ma swoją cenę, o której branża mówi niechętnie. Pichai potwierdził, że „ogromne” zapotrzebowanie energetyczne nowej infrastruktury wymusi opóźnienie realizacji celów klimatycznych Alphabetu. Osiągnięcie zerowej emisji netto przesuwa się w czasie, ustępując miejsca konieczności zapewnienia mocy obliczeniowej niezbędnej do utrzymania pozycji lidera.

    Wypowiedź Pichaia to wyraźny sygnał dla rynku: Google jest gotowe na długi marsz i ponoszenie kosztów – zarówno finansowych, jak i środowiskowych – ale zarząd w Mountain View zdaje sobie sprawę, że obecna hossa opiera się na kruchych fundamentach. Pytanie nie brzmi już, czy rynek jest przegrzany, ale jak głęboka będzie korekta, gdy nastroje inwestorów w końcu ostygną.

  • Google rzuca wyzwanie Wall Street. Gemini 3 ma zarabiać, a nie tylko imponować

    Google rzuca wyzwanie Wall Street. Gemini 3 ma zarabiać, a nie tylko imponować

    Google nie ma już czasu na laboratoryjne eksperymenty. Wtorkowa premiera Gemini 3, zaledwie jedenaście miesięcy po debiucie poprzedniej generacji, sygnalizuje fundamentalną zmianę strategii w Mountain View. Choć podczas konferencji kierownictwo firmy chętnie cytowało tabele liderów, w których nowy model wyprzedza konkurencję, prawdziwy komunikat był skierowany bezpośrednio do inwestorów: koniec z teoretycznymi benchmarkami, czas na agresywną monetyzację.

    Sundar Pichai i jego zespół wydają się świadomi, że cierpliwość Wall Street wobec wydatków na sztuczną inteligencję zaczyna się wyczerpywać. W obliczu rosnących obaw o „bańkę AI”, Google musi udowodnić, że miliardowe nakłady na infrastrukturę chmurową przekładają się na realne produkty, a nie tylko na wzrost cen akcji napędzany spekulacją. Kluczową różnicą przy tej premierze jest szybkość wdrożenia. W przeszłości nowe iteracje Gemini trafiały do flagowych usług z wielotygodniowym opóźnieniem. Tym razem Gemini 3 od pierwszego dnia napędza silnik wyszukiwarki dla subskrybentów premium. Koray Kavukcuoglu, główny architekt AI w Google, określił to jako „całkiem nowe tempo” dostarczania technologii, co można odczytać jako próbę ucieczki do przodu przed OpenAI i Anthropic.

    Nowe funkcjonalności zdradzają ambicje wykraczające poza rynek chatbotów. Funkcja „Gemini Agent”, znana wewnętrznie jako AlphaAssist, ma realizować wizję uniwersalnego asystenta zdolnego do wykonywania złożonych, wieloetapowych zadań, takich jak zarządzanie skrzynką odbiorczą czy organizacja podróży. Z kolei dla sektora enterprise Google przygotowało platformę Antigravity – środowisko, w którym autonomiczni agenci mają samodzielnie planować i kodować oprogramowanie, co może zrewolucjonizować rynek usług deweloperskich.

    Jednak ten technologiczny skok niesie ze sobą poważne implikacje dla szerszego ekosystemu internetowego. Nowa wersja aplikacji Gemini potrafi generować na żądanie kompletne, interaktywne interfejsy – co zademonstrowano na przykładzie wirtualnej galerii Van Gogha. To bezpośrednie uderzenie w wydawców treści. Jeśli użytkownik otrzyma gotową, wygenerowaną przez AI „stronę internetową” bezpośrednio w aplikacji Google, drastycznie spadnie potrzeba odwiedzania zewnętrznych serwisów. Google wyraźnie stawia na utrzymanie uwagi użytkownika we własnym ekosystemie, nawet jeśli oznacza to

  • Google przegrywa w Berlinie. Ponad pół miliarda euro kary za niszczenie konkurencji

    Google przegrywa w Berlinie. Ponad pół miliarda euro kary za niszczenie konkurencji

    Regulacyjny front przeciwko Google w Europie właśnie zyskał na sile. Sąd regionalny w Berlinie (Landgericht Berlin) orzekł, że koncern musi zapłacić łącznie 572 miliony euro odszkodowania dwóm niemieckim porównywarkom cen za nadużywanie dominującej pozycji. To kolejny rozdział w wieloletniej batalii o faworyzowanie własnych usług w wynikach wyszukiwania.

    Zasądzona kwota zostanie podzielona między Idealo (465 mln euro), platformę należącą do koncernu medialnego Axel Springer, oraz Producto (107 mln euro). Sprawa dotyczyła praktyki znanej jako „self-preferencing”, czyli nieuczciwego promowania własnej usługi Google Shopping kosztem konkurencyjnych witryn, które były spychane na dalsze pozycje w wyszukiwarce.

    W trakcie procesu Google bronił się, wskazując na korekty wprowadzone w 2017 roku po interwencji Komisji Europejskiej. Umożliwiły one innym porównywarkom kupowanie powierzchni reklamowej w ramach usługi Google Shopping. Sąd w Berlinie uznał jednak to działanie za niewystarczające do zrekompensowania szkód, które konkurenci ponieśli w latach poprzedzających tę zmianę

    Dla Idealo wyrok ten, choć zwycięski, nie kończy sprawy. Firma, która pierwotnie domagała się 3,3 miliarda euro, już w lutym zapowiadała, że zasądzona kwota stanowi zaledwie „ułamek” rzeczywistych strat ekonomicznych. Przedstawiciele Idealo potwierdzili, że będą kontynuować walkę prawną. Google natomiast nie zgadza się z wyrokiem i zapowiedział złożenie apelacji.

    Orzeczenie berlińskiego sądu wpisuje się w szerszy obraz regulacyjnej presji wywieranej na Big Tech w Europie. To tak zwane „roszczenie następcze” (follow-on claim), bazujące na wcześniejszych ustaleniach Komisji Europejskiej dotyczących monopolistycznych praktyk Google.

    W tle pozostaje wdrażany Akt o Rynkach Cyfrowych (DMA), który ma systemowo ukrócić faworyzowanie własnych usług przez cyfrowych „gatekeeperów”. Bruksela prowadzi już zresztą nowe dochodzenia w sprawie potencjalnych naruszeń DMA przez Google. Sam koncern konsekwentnie twierdzi jednak, że rygorystyczne egzekwowanie nowych przepisów już teraz negatywnie wpływa na jakość wyników wyszukiwania i uderza w europejskie firmy.

  • Google proponuje zmiany w adtech. Chce uniknąć rozbioru biznesu

    Google proponuje zmiany w adtech. Chce uniknąć rozbioru biznesu

    Alphabet (Google) złożył Komisji Europejskiej propozycję ugody dotyczącą swojego biznesu adtech, próbując zażegnać widmo przymusowej dezinwestycji. To odpowiedź na wrześniową karę w wysokości 2,95 miliarda euro i twarde stanowisko regulatorów, którzy sugerowali sprzedaż części firmy jako jedyne skuteczne rozwiązanie konfliktu interesów. Google twierdzi, że jego plan w pełni adresuje obawy KE bez „destrukcyjnego rozpadu”, który miałby zaszkodzić tysiącom europejskich wydawców i reklamodawców.

    Sedno wieloletniego sporu leży w pozycji Google, którą Departament Sprawiedliwości USA określił mianem „trifekty monopoli”. Firma kontroluje jednocześnie dominujące narzędzia po stronie popytowej (Google Ads), kluczowy serwer reklam po stronie podażowej (Google Ad Manager) oraz największą giełdę (AdX) łączącą obie strony. Regulatorzy po obu stronach Atlantyku zarzucają, że Google wykorzystuje tę integrację do faworyzowania własnej giełdy. Dane z serwera wydawców (Ad Manager) miały dawać AdX nieuczciwą przewagę informacyjną nad konkurencyjnymi giełdami, co w efekcie obniżało przychody wydawców i szkodziło rywalom rynkowym.

    Zamiast strukturalnego podziału, Google oferuje „natychmiastowe zmiany w produkcie”. Konkretny przykład to umożliwienie wydawcom ustalania różnych cen minimalnych (floor prices) dla różnych oferentów w Ad Managerze. Jest to bezpośrednia odpowiedź na krytykę dotychczasowych, często nieprzejrzystych mechanizmów aukcyjnych. Firma obiecuje również zwiększenie interoperacyjności swoich narzędzi, by dać klientom rzekomo większą elastyczność i wybór.

    Propozycja Google jest manewrem obronnym na dwóch frontach. Jest niemal identyczna do tej złożonej w USA, gdzie Departament Sprawiedliwości już walczy w sądzie o przymusową sprzedaż giełdy AdX. Amerykański sędzia orzekł zresztą, że Google nielegalnie powiązał swój serwer reklam z giełdą. Komisja Europejska analizuje teraz ofertę, ale wiele wskazuje na to, że regulatorzy mogą nie zadowolić się technicznymi poprawkami. Jeśli amerykański sąd nakaże dezinwestycję, rozwiąże to również problem Brukseli.

  • Rynek akceleratorów AI w Europie: cyfrowa suwerenność vs. dominacja Nvidii

    Rynek akceleratorów AI w Europie: cyfrowa suwerenność vs. dominacja Nvidii

    Rewolucja związana z generatywną sztuczną inteligencją (GenAI) stworzyła nienasycony popyt na moc obliczeniową, fundamentalnie zmieniając architekturę centrów danych. Tradycyjne procesory (CPU), przez dekady stanowiące serce informatyki, stały się wąskim gardłem dla modeli językowych (LLM) i innych systemów GenAI. W odpowiedzi na to wyzwanie narodziła się nowa klasa wyspecjalizowanego sprzętu: akceleratory AI.

    Koniec ery CPU i narodziny nowego paradygmatu

    Problem z procesorami CPU w kontekście AI nie leży w ich prędkości, ale w fundamentalnym niedopasowaniu architektonicznym. Zoptymalizowane do sekwencyjnego wykonywania złożonych zadań, posiadają one zaledwie kilka potężnych rdzeni. Tymczasem algorytmy głębokiego uczenia wymagają masowego przetwarzania równoległego – wykonywania bilionów prostych operacji jednocześnie. To zadanie, do którego idealnie nadają się procesory graficzne (GPU), wyposażone w tysiące mniejszych rdzeni .

    Obok GPU, które stały się standardem w treningu modeli, wyłoniły się jeszcze bardziej wyspecjalizowane jednostki. Neuronalne jednostki przetwarzające (NPU) to szeroka kategoria układów zaprojektowanych od podstaw z myślą o AI, priorytetyzujących efektywność energetyczną, co czyni je kluczowymi w zastosowaniach brzegowych (Edge AI). Z kolei tensorowe jednostki przetwarzające (TPU) to autorskie układy ASIC firmy Google, zoptymalizowane pod kątem jej ekosystemu oprogramowania i masowych obliczeń w chmurze .

    Ta zmiana paradygmatu napędza w Europie rynek o ogromnym potencjale. Wyceniany w 2024 roku na około 4,88 miliarda euro, europejski rynek akceleratorów AI ma wzrosnąć do blisko 43 miliardów euro do 2033 roku, przy imponującym skumulowanym rocznym wskaźniku wzrostu (CAGR) na poziomie 27,4% .

    Unikalne europejskie drivery: Polityka spotyka popyt rynkowy

    Europejski rynek akceleratorów jest kształtowany przez unikalne połączenie oddolnego popytu komercyjnego i odgórnych inicjatyw strategicznych, co odróżnia go od rynków w USA czy Azji.

    Z jednej strony, rośnie adopcja AI w kluczowych sektorach, takich jak opieka zdrowotna, motoryzacja i finanse. Już 13,5% przedsiębiorstw w UE korzysta z technologii AI, a cały europejski rynek AI (oprogramowanie, sprzęt i usługi) rośnie w tempie ponad 33% rocznie.   

    Z drugiej strony, Unia Europejska realizuje ambitny program wzmacniania swojej suwerenności cyfrowej i technologicznej. Obawy geopolityczne i chęć uniezależnienia się od pozaunijnych dostawców doprowadziły do powstania potężnych mechanizmów inwestycyjnych:

    • EU Chips Act: Inicjatywa ta ma na celu zmobilizowanie ponad 43 miliardów euro w inwestycjach publicznych i prywatnych, aby do 2030 roku podwoić udział Europy w globalnej produkcji półprzewodników z 10% do 20% . Przyciąganie inwestycji w budowę zaawansowanych fabryk, takich jak zakłady Intela czy TSMC w Niemczech, ma kluczowe znaczenie dla przyszłej produkcji akceleratorów w Europie.   
    • AI Continent Action Plan: Ten opiewający na 200 miliardów euro plan zakłada stworzenie suwerennego, paneuropejskiego ekosystemu AI. Jego kluczowym elementem jest inicjatywa InvestAI, która ma zmobilizować 20 miliardów euro na budowę 4-5 „Gigafabryk AI” – każda wyposażona w ponad 100 000 zaawansowanych chipów AI.
    • EuroHPC i „Fabryki AI”: Wspólne Przedsięwzięcie w dziedzinie Europejskich Obliczeń Wielkiej Skali (EuroHPC JU) inwestuje miliardy euro w budowę floty superkomputerów. Wokół nich powstaje 13 „Fabryk AI”, które demokratyzują dostęp do mocy obliczeniowej dla startupów i MŚP, stymulując innowacje i tworząc gwarantowany popyt na infrastrukturę .

    Krajobraz konkurencyjny: Dominacja Nvidii i strategie pretendentów

    Rynek akceleratorów dla centrów danych jest bliski monopolu. Nvidia kontroluje około 98% globalnego rynku pod względem liczby dostarczonych jednostek, a jej prawdziwą przewagą jest dojrzały ekosystem oprogramowania CUDA, z którego korzysta 5 milionów deweloperów . Tworzy to potężny efekt „lock-in”, utrudniając konkurentom zdobycie udziałów.

    Mimo to pretendenci realizują przemyślane strategie:

    • AMD: Pozycjonuje się jako główna, wysokowydajna alternatywa. Seria akceleratorów Instinct MI300 ma konkurować z ofertą Nvidii, a jej kluczowym atutem jest otwarta platforma oprogramowania ROCm, mająca na celu przełamanie monopolu CUDA.
    • Intel: Stawia na konkurencję cenową z akceleratorami Gaudi (mają być o 50% tańsze od H100 Nvidii) oraz na otwarty ekosystem oneAPI.
    • Google (TPU): Nie sprzedaje chipów bezpośrednio, lecz wykorzystuje je jako kluczowy element wyróżniający swoją platformę chmurową, oferując doskonały stosunek wydajności do kosztów dla specyficznych obciążeń AI.

    Na tym tle pojawiają się również europejscy gracze, tacy jak brytyjski Graphcore czy francuski Blaize, którzy koncentrują się na niszach, takich jak nowatorskie architektury (IPU) czy energooszczędne układy dla Edge AI

    Trylemat wzrostu: Koszt, energia i talent

    Pomimo optymistycznych prognoz, europejski rynek napotyka trzy fundamentalne bariery, które tworzą strategiczny trylemat dla decydentów.

    Koszt i dostępność: Cena pojedynczego akceleratora z najwyższej półki, jak Nvidia H100, sięga 40 000 USD, co czyni budowę własnej infrastruktury AI zaporową dla większości firm . Dodatkowo, globalne łańcuchy dostaw są wrażliwe na zakłócenia i kontrole eksportu, co zagraża ciągłości projektów .

    Energia i ESG: Centra danych dedykowane AI zużywają od czterech do pięciu razy więcej energii niż tradycyjne. Prognozuje się, że do 2030 roku zużycie energii przez centra danych w Europie wzrośnie niemal trzykrotnie. Stoi to w sprzeczności z ambitnymi celami UE w zakresie zrównoważonego rozwoju, takimi jak    

    Dyrektywa w sprawie efektywności energetycznej, która nakłada obowiązek redukcji zużycia energii.   

    Talent: Europa boryka się z krytycznym niedoborem specjalistów w dziedzinie AI i HPC. Luka kompetencyjna spowalnia innowacje i uniemożliwia firmom efektywne wykorzystanie nawet już posiadanej infrastruktury, wzmacniając pozycję globalnych dostawców chmury.

    Trendy na przyszłość: Od posiadania do dostępu, od monolitu do modułu

    W perspektywie do 2030 roku rynek będzie kształtowany przez trzy kluczowe trendy:

    • Dominacja modelu „Compute-as-a-Service”: Ze względu na wspomniany trylemat, większość firm nie będzie kupować akceleratorów, lecz wynajmować do nich dostęp. Model ten, realizowany zarówno przez publiczne „Fabryki AI”, jak i komercyjnych dostawców chmury, przekształca ogromne wydatki kapitałowe (CAPEX) w przewidywalne koszty operacyjne (OPEX).
    • Bitwa o oprogramowanie: Długoterminowa struktura rynku zależeć będzie od sukcesu otwartych standardów, takich jak ROCm i oneAPI, w przełamywaniu dominacji CUDA. Uniknięcie uzależnienia od jednego dostawcy jest potężnym motywatorem dla całej branży

    Nowe architektury sprzętowe: Aby przezwyciężyć fizyczne ograniczenia, branża zmierza w kierunku chipletów – mniejszych, wyspecjalizowanych kostek krzemowych łączonych w jeden system. Pozwala to na większą modułowość i niższe koszty. W dłuższej perspektywie rewolucją mogą okazać się    

    obliczenia fotoniczne, wykorzystujące światło zamiast elektronów, co obiecuje o rzędy wielkości większą przepustowość i efektywność energetyczną .

    Wnioski strategiczne dla liderów technologicznych

    Europejski rynek akceleratorów AI to arena, na której globalna konkurencja technologiczna spotyka się z unikalnymi ambicjami politycznymi i regulacyjnymi. Dla dyrektorów ds. technologii i innowacji oznacza to konieczność nawigowania w złożonym ekosystemie.

    Kluczowe pytanie strategiczne przesuwa się z „jaki akcelerator kupić?” na „jak strategicznie uzyskać dostęp do mocy obliczeniowej?”. Odpowiedź wymaga zbalansowania wydajności, kosztów, suwerenności i zrównoważonego rozwoju. Sukces w erze GenAI nie będzie zależał od samego posiadania najnowszego sprzętu, ale od umiejętności inteligentnego wykorzystania zarówno publicznych inicjatyw, jak i prywatnych innowacji do budowania trwałej przewagi konkurencyjnej na unikalnym europejskim rynku.

  • Google i PayPal zacieśniają sojusz. AI i chmura w centrum nowej umowy

    Google i PayPal zacieśniają sojusz. AI i chmura w centrum nowej umowy

    Google i PayPal ogłosiły wieloletnie partnerstwo strategiczne, które wykracza poza standardową integrację metod płatności. Nowa umowa skupia się na dwóch kluczowych obszarach: wykorzystaniu sztucznej inteligencji Google do usprawnienia usług PayPal oraz głębszej integracji infrastruktury płatniczej PayPal z kluczowymi produktami Google, takimi jak Google Cloud i Google Play.

    Dla PayPal to strategiczne zwycięstwo. Firma zyskuje nie tylko dostęp do wiodących w branży modeli AI Google, które zamierza wykorzystać do poprawy swoich usług i systemów bezpieczeństwa, ale również umacnia swoją pozycję jako kluczowy dostawca w segmencie płatności korporacyjnych.

    W ramach umowy, ramię firmy – PayPal Enterprise Payments – będzie przetwarzać płatności kartą dla części usług Google. To istotny krok w rywalizacji z takimi graczami jak Stripe czy Adyen o obsługę największych gigantów technologicznych.

    Google z kolei zyskuje sprawdzonego partnera do obsługi złożonych procesów płatniczych w swoim rosnącym ekosystemie. Integracja rozwiązań takich jak PayPal, Hyperwallet i Payouts ma na celu uproszczenie i usprawnienie doświadczeń zakupowych dla użytkowników i klientów platform Google.

    Zamiast rozbudowywać własne, konkurencyjne systemy od zera, firma stawia na pogłębioną współpracę z liderem rynku płatności.

    Umowa sygnalizuje ważny trend rynkowy: symbiozę pomiędzy gigantami technologicznymi a wyspecjalizowanymi firmami z sektora fintech. Google dostarcza skalę i technologię AI, a PayPal wnosi zaawansowaną infrastrukturę płatniczą i globalny zasięg.

    Dla PayPal jest to również kolejny ruch w ramach szerszej strategii opartej na AI, o czym świadczy niedawna współpraca z firmą Perplexity w zakresie jej nowej przeglądarki.

    Partnerstwo to, choć przedstawiane jako obopólna korzyść, w praktyce stanowi dla PayPal ważne potwierdzenie swojej pozycji na coraz bardziej konkurencyjnym rynku płatności cyfrowych.

  • Kwantowa gra o tron: kto zbuduje maszynę, która zmieni świat?

    Kwantowa gra o tron: kto zbuduje maszynę, która zmieni świat?

    W historii technologii istnieją momenty, które na nowo definiują granice możliwości. Opanowanie ognia, wynalezienie druku, era cyfrowa – każda z tych epok była zapoczątkowana przez fundamentalne odkrycie.

    Dziś stoimy u progu kolejnej takiej transformacji, która nie jest po prostu ewolucją mocy obliczeniowej, ale narodzinami zupełnie nowego paradygmatu. Mowa o obliczeniach kwantowych.

    Wyścig o zbudowanie funkcjonalnego komputera kwantowego to najważniejszy technologiczny i geopolityczny pojedynek XXI wieku.

    Stawką jest zdolność do rozwiązywania problemów, które dziś pozostają poza zasięgiem najpotężniejszych superkomputerów – od projektowania leków na poziomie molekularnym, przez tworzenie rewolucyjnych materiałów, po złamanie niemal wszystkich współczesnych systemów szyfrowania.

    U podstaw tej rewolucji leży mechanika kwantowa, z jej zasadami superpozycji i splątania, która pozwala kubitowi – kwantowemu odpowiednikowi bitu – istnieć w wielu stanach jednocześnie. To właśnie ta fundamentalna różnica daje komputerom kwantowym ich niewyobrażalny potencjał.

    Rok 2025, ogłoszony przez ONZ Międzynarodowym Rokiem Nauki i Technologii Kwantowej, jest symbolicznym punktem zwrotnym . Nie jesteśmy już w sferze czysto teoretycznych rozważań. Wkroczyliśmy w erę NISQ (Noisy Intermediate-Scale Quantum) – czas, w którym dysponujemy niedoskonałymi, „zaszumionymi” komputerami kwantowymi, które jednak z każdym rokiem stają się potężniejsze.

    To rodzący się przemysł, którego wartość, szacowana na 866 mln USD w 2023 roku, ma według prognoz osiągnąć 4,4 mld USD do 2028 roku.

    Wielkie rody kwantowe: pretendenci do korony

    Na polu bitwy o kwantową przyszłość wyłoniło się trzech potężnych graczy: Google, IBM i Microsoft. Każdy z nich ma inną strategię, by zasiąść na technologicznym tronie.

    Google: alchemicy z Mountain View

    Strategia Google’a skupia się na spektakularnych, przełomowych demonstracjach mocy. Ich najnowszą bronią jest procesor „Willow”, ale prawdziwy przełom nie leży w liczbie kubitów, lecz w mistrzowskim opanowaniu korekcji błędów.

    Inżynierowie Google’a ogłosili, że są w stanie utrzymać stabilność kubitu logicznego – czyli zestawu fizycznych kubitów współpracujących w celu korygowania błędów – nawet przez godzinę.

    To monumentalny skok w porównaniu z mikrosekundami, które były standardem jeszcze niedawno. Ich roszczenie do tronu opiera się na byciu pierwszymi, którzy przesuwają granice nauki, tak jak w 2019 roku, gdy jako pierwsi ogłosili osiągnięcie „supremacji kwantowej”.   

    IBM: budowniczowie królestwa dla wszystkich

    IBM gra w zupełnie inną grę. Zamiast pojedynczych przełomów, stawiają na konsekwentny postęp i demokratyzację dostępu do technologii. Ich mapa drogowa jest publiczna i precyzyjna, a na rok 2025 planują udostępnienie procesora „Nighthawk”.

    Kluczowym elementem ich strategii jest integracja komputerów kwantowych z klasycznymi superkomputerami (HPC), tworząc hybrydową przyszłość. Otwarcie pierwszego w Europie kwantowego centrum danych w Niemczech to strategiczny ruch, przybliżający zasoby kwantowe bezpośrednio do europejskiego przemysłu i środowisk akademickich.

    IBM nie buduje jedynie laboratoryjnego eksperymentu; tworzy gotową do wdrożeń biznesowych platformę dostępną przez chmurę.   

    Microsoft: cierpliwi architekci z Redmond

    Microsoft obrał ścieżkę najwyższego ryzyka, ale i potencjalnie największej nagrody. Przez dekady inwestowali w badania nad mitycznym „kubitem topologicznym”, który z natury byłby odporny na błędy.

    Czekając na dojrzałość tej technologii, zbudowali potężny ekosystem Azure Quantum, zaprojektowany tak, by być niezależnym od konkretnej architektury sprzętowej . Ich najnowszy przełom to demonstracja 12 splątanych kubitów logicznych o wskaźniku błędu 800 razy niższym niż w przypadku pojedynczych kubitów fizycznych, osiągnięta we współpracy z Quantinuum.

    Partnerstwo z Atom Computing ma na celu zbudowanie „najpotężniejszej maszyny kwantowej na świecie”, łącząc ich oprogramowanie do korekcji błędów z obiecującą technologią opartą na neutralnych atomach .   

    Geopolityczna wielka gra: smok kontra orzeł

    Rywalizacja przenosi się na arenę globalną, gdzie staje się centralnym elementem konfrontacji między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. To walka o technologiczną hegemonię, w którą zaangażowane są miliardy dolarów z funduszy publicznych i prywatnych.

    Stany Zjednoczone są liderem, jeśli chodzi o dynamikę ekosystemu startupowego – działa tam 77 firm zajmujących się technologiami kwantowymi . Ta innowacyjność jest napędzana przez gigantyczne inwestycje prywatne oraz potęgę badawczą wielkich rodów technologicznych.

    Rząd federalny również odgrywa kluczową rolę, zapewniając znaczące finansowanie dla badań podstawowych.   

    Chiny prowadzą jednak grę długoterminową, w pełni sterowaną przez państwo. Z szokującą prędkością nadrabiają zaległości. Według raportu Australijskiego Instytutu Polityki Strategicznej (ASPI), Chiny już teraz prowadzą w 57 z 64 kluczowych technologii, w tym w tak istotnych obszarach jak czujniki kwantowe.

    Państwo Środka realizuje strategię opartą na gigantycznych inwestycjach w infrastrukturę badawczą i dąży do osiągnięcia dominacji w produkcji dojrzałych chipów.   

    Europa, choć jest istotnym graczem, pozostaje w tyle za dwoma supermocarstwami pod względem skali inwestycji.

    Mimo to, inicjatywy takie jak EuroHPC oraz strategiczne umiejscowienie komputerów kwantowych w Polsce i Niemczech świadczą o skoordynowanym wysiłku na rzecz utrzymania konkurencyjności.   

    Zdobycze zwycięzców: branże na progu jutra

    Dlaczego rządy i korporacje inwestują miliardy w tę technologię? Odpowiedź leży w rewolucyjnych zastosowaniach, które czekają na zwycięzców.

    Służba zdrowia i farmacja: projektowanie lekarstw

    Jednym z najtrudniejszych problemów dla klasycznych komputerów jest precyzyjna symulacja złożonych molekuł. Komputery kwantowe są naturalnie predysponowane do symulowania takich systemów. Ich zastosowanie może skrócić czas potrzebny na odkrycie i opracowanie nowego leku nawet o 50-70%.

    Giganci farmaceutyczni, tacy jak Roche i Pfizer, aktywnie współpracują z firmami technologicznymi, aby przygotować się na nadejście ery kwantowej.

    Współpraca firmy Pfizer z firmą technologiczną XtalPi, wykorzystująca sztuczną inteligencję jako pomost do pełnych obliczeń kwantowych, już teraz skraca czas potrzebny na obliczenie struktury krystalicznej molekuł z miesięcy do zaledwie kilku dni.

    Finanse: kwantowy fundusz hedgingowy

    Rynki finansowe to świat złożonych problemów optymalizacyjnych i modelowania ryzyka. Algorytmy kwantowe są w stanie analizować znacznie większą liczbę zmiennych i scenariuszy jednocześnie, co prowadzi do optymalizacji portfeli i dokładniejszej oceny ryzyka.

    Instytucje finansowe, takie jak JPMorgan i BBVA, już teraz prowadzą projekty pilotażowe we współpracy z IBM i D-Wave . Jednak ta sama moc stanowi również egzystencjalne zagrożenie. Komputer kwantowy o odpowiedniej skali będzie w stanie złamać algorytmy szyfrowania, które stanowią fundament bezpieczeństwa całej gospodarki cyfrowej.

    To tworzy pilną potrzebę wdrożenia tzw. kryptografii postkwantowej.

    Materiałoznawstwo i chemia: inżynieria niemożliwego

    Tworzenie nowych materiałów opiera się dziś w dużej mierze na metodzie prób i błędów. Komputery kwantowe otwierają drogę do „projektowania materiałów na zamówienie”, umożliwiając precyzyjną symulację właściwości kwantowych substancji, zanim jeszcze zostaną one wytworzone w laboratorium . Może to doprowadzić do przełomów, takich jak nadprzewodniki działające w temperaturze pokojowej czy katalizatory, które sprawią, że procesy przemysłowe staną się radykalnie bardziej energooszczędne. Firmy takie jak BASF są głęboko zaangażowane w badania, tworząc partnerstwa ze startupami i instytucjami akademickimi.

    Od supremacji do przewagi: prawdziwa miara zwycięstwa

    Ogłoszenie przez Google „supremacji kwantowej” w 2019 roku było kamieniem milowym, ale nie komercyjnym punktem zwrotnym. Problem, który rozwiązał ich komputer, nie miał praktycznego zastosowania . Dlatego kluczowe jest rozróżnienie terminów:

    • Supremacja Kwantowa (Quantum Supremacy): Dowód, że komputer kwantowy może pokonać klasyczny w jakimkolwiek zadaniu, nawet bezużytecznym. To naukowy benchmark, ale bez bezpośredniego znaczenia komercyjnego .
    • Przewaga Kwantowa (Quantum Advantage): Prawdziwy cel. Oznacza zdolność do rozwiązania użytecznego, realnego problemu biznesowego szybciej, taniej lub dokładniej niż jakikolwiek komputer klasyczny .
    • Użyteczność Kwantowa (Quantum Utility): Pragmatyczny stan, w którym znajdujemy się obecnie. Oznacza wykorzystywanie dzisiejszych, niedoskonałych komputerów NISQ do osiągania namacalnych, choć jeszcze nie rewolucyjnych, rezultatów .

    Sama zmiana języka, odchodzenie od konfrontacyjnego terminu „supremacja” na rzecz bardziej praktycznych pojęć „przewaga” i „użyteczność”, jest symptomem dojrzałości całej branży. Oznacza to przejście od czystej nauki do komercyjnych zastosowań.

    Rewolucja kwantowa nie nadejdzie z hukiem. Będzie to cicha, pełzająca transformacja. Prawdziwą miarą zwycięstwa w tej grze o tron nie będzie supremacja, lecz użyteczność – liczba rozwiązanych problemów i wartość, jaką uda się stworzyć. Czas na przygotowania nie jest wtedy, gdy tron zostanie zdobyty, ale teraz, gdy wielkie rody wykonują swoje pierwsze, strategiczne ruchy. Gra się rozpoczęła.

  • Technologiczne wpadki gigantów. Czego możemy się nauczyć z największych porażek w świecie IT?

    Technologiczne wpadki gigantów. Czego możemy się nauczyć z największych porażek w świecie IT?

    W Dolinie Krzemowej mawia się, że porażka to nie wstyd, a odznaka honoru; dowód na to, że miało się odwagę podjąć ryzyko. To wygodna narracja, ale kryje się w niej ziarno prawdy. Nawet najwięksi gracze z niemal nieograniczonymi budżetami – Google, Microsoft czy Samsung – mają na swoim koncie spektakularne potknięcia.

    Produkty, które miały zrewolucjonizować rynek, a dziś spoczywają na technologicznym cmentarzysku. Zapomnijmy jednak o złośliwości. Przyjrzyjmy się tym historiom, by wydobyć z nich uniwersalne i ponadczasowe lekcje biznesowe.

    Google Glass – Gdy technologia wyprzedza społeczeństwo

    Pamiętacie rok 2012? Google zaprezentowało światu przyszłość, a miała ona formę eleganckich okularów. Projekt Glass, z jego futurystycznym interfejsem wyświetlanym bezpośrednio przed okiem, wywołał falę ekscytacji.

    Dziennikarze i deweloperzy, którzy za 1500 dolarów dołączyli do programu „Explorer”, czuli, że dotykają jutra. Mogli nagrywać filmy, robić zdjęcia i nawigować, patrząc na świat przez pryzmat danych.

    Jednak czar prysł równie szybko, jak się pojawił. Użytkownicy Glass zyskali niechlubne miano „Glassholes”, ponieważ otoczenie czuło się permanentnie inwigilowane. Czy mój rozmówca mnie nagrywa? Czy właśnie robi mi zdjęcie?

    Brak jasnej odpowiedzi na te pytania zrodził barierę nie do przeskoczenia. Co więcej, poza efektem „wow”, nikt tak naprawdę nie wiedział, do czego to urządzenie ma służyć na co dzień.

    Było rozwiązaniem w poszukiwaniu problemu – drogim, wyglądającym dziwnie i społecznie kłopotliwym.

    Morał Biznesowy: Innowacja musi być społecznie akceptowalna. Najbardziej zaawansowana technologia poniesie klęskę, jeśli ignoruje kontekst kulturowy, normy społeczne i realne potrzeby użytkowników.

    Lekcja z Google Glass jest prosta: nie wystarczy zadać sobie pytanie „czy możemy to zbudować?”, kluczowe jest „czy powinniśmy i czy ktokolwiek tego potrzebuje?”.

    Windows Phone – Zbudowanie świetnego produktu w rynkowej próżni

    Microsoft spóźnił się na smartfonową rewolucję, ale gdy wreszcie wszedł do gry, zrobił to z impetem. Windows Phone był systemem, który zachwycał krytyków. Jego interfejs oparty na „kafelkach”, znany jako Metro UI, był świeży, elegancki i działał niesamowicie płynnie nawet na słabszych urządzeniach.

    By rzucić realne wyzwanie duopolowi Apple i Google, gigant z Redmond przejął nawet legendarny dział mobilny Nokii. Miał w ręku świetny system i doskonały sprzęt. Co mogło pójść nie tak?

    Wszystko, co znajdowało się dookoła. Klęska Windows Phone to podręcznikowy przykład problemu zwanego „app gap” – luką w aplikacjach. Użytkownicy nie chcieli systemu, na którym nie ma Snapchata, najnowszych gier czy aplikacji bankowych.

    Deweloperzy z kolei nie chcieli tworzyć oprogramowania na platformę z marginalnym udziałem w rynku. To błędne koło okazało się zabójcze. Microsoft zbudował piękny i sprawny samochód, ale zapomniał o drogach, stacjach benzynowych i warsztatach.

    Morał Biznesowy: Sam produkt, nawet najlepszy, to nie wszystko. W dzisiejszym świecie królem jest ekosystem. Użytkownicy nie kupują samego urządzenia czy systemu – kupują dostęp do milionów aplikacji, usług i społeczności. Bez wsparcia zewnętrznych deweloperów i silnego efektu sieciowego nawet największy gracz jest skazany na porażkę.

    Samsung Galaxy Note 7 – Gdy pośpiech prowadzi do samozapłonu

    W drugiej połowie 2016 roku Samsung był na fali wznoszącej. Galaxy Note 7 miał być dziełem koronującym jego dominację na rynku Androida i ostatecznym „zabójcą iPhone’a”. Urządzenie zbierało entuzjastyczne recenzje za symetryczny design, fenomenalny ekran i najlepszy na rynku aparat. Sprzedaż ruszyła z kopyta. A potem telefony zaczęły płonąć.

    Doniesienia o eksplodujących bateriach, początkowo traktowane jako odosobnione przypadki, szybko przerodziły się w globalny kryzys. Okazało się, że w pogoni za jak najcieńszą obudową i chęcią wyprzedzenia premiery Apple, inżynierowie zbyt agresywnie upakowali ogniwa baterii, nie zostawiając im miejsca na naturalną pracę.

    Wadliwa konstrukcja w połączeniu z niewystarczającymi testami jakościowymi (QA) stworzyła tykającą bombę. Globalna akcja wycofywania produktu z rynku i zakazy wnoszenia go na pokład samolotów stały się wizerunkowym koszmarem.

    Morał Biznesowy: Nigdy nie poświęcaj jakości i bezpieczeństwa na ołtarzu szybkości wejścia na rynek (Time-to-Market). Fundamenty są ważniejsze niż fajerwerki. Jeden krytyczny błąd może nie tylko zniszczyć genialny produkt, ale także kosztować firmę miliardy dolarów i, co cenniejsze, lata odbudowywania zaufania klientów.

    Złote lekcje z cmentarza technologii

    Historie Google Glass, Windows Phone i Galaxy Note 7 to coś więcej niż ciekawostki – to studia przypadków ilustrujące kluczowe dynamiki rządzące rynkiem technologicznym. Historia Google Glass pokazuje, jak nawet najbardziej zaawansowana technologia może zawieść, jeśli ignoruje potrzeby i normy społeczne.

    Z kolei przypadek Windows Phone udowadnia, że w dzisiejszym świecie izolowany produkt, nawet technicznie dopracowany, ma niewielkie szanse w starciu z siłą tętniącego życiem ekosystemu.

    Wreszcie, fiasko Galaxy Note 7 jest dobitnym przykładem, że pośpiech i kompromisy w kwestii jakości prowadzą do utraty najcenniejszego kapitału – zaufania klientów.

    Te ambitne porażki nie są oznaką słabości, lecz naturalnym elementem procesu innowacji. Zdolność do wyciągania z nich wniosków i adaptacji jest tym, co ostatecznie pozwala tworzyć dojrzalsze i bardziej udane produkty.

  • Chmura w Europie: Między dominacją USA a walką o suwerenność danych

    Chmura w Europie: Między dominacją USA a walką o suwerenność danych

    Europejski biznes technologiczny znalazł się w samym sercu strategicznego paradoksu. Z jednej strony, tysiące firm – od startupów po korporacje – opiera swoje krytyczne operacje na infrastrukturze chmurowej dostarczanej przez amerykańskich hiperskalerów, takich jak Amazon Web Services, Microsoft Azure i Google Cloud.

    Zapewniło im to bezprecedensową szybkość, skalowalność i dostęp do innowacji. Z drugiej strony, ta zależność rodzi fundamentalne pytania o kontrolę nad danymi, odpowiedzialność prawną i przyszłość cyfrowej autonomii kontynentu.

    Imperatyw suwerenności w erze danych

    Już w 2020 roku Parlament Europejski sygnalizował rosnącą nierównowagę sił w globalnym ekosystemie cyfrowym. Obawy dotyczyły stopniowej utraty kontroli nad danymi przez europejskie firmy i instytucje, co w konsekwencji mogłoby ograniczyć zdolność Unii Europejskiej do stanowienia i egzekwowania własnych praw w domenie cyfrowej.

    Dziś, w dobie dynamicznego rozwoju chmury i globalizacji przepływów danych, problem ten nabiera nowego wymiaru. Kwestia jurysdykcji, w ramach której przetwarzane są dane, przestaje być wyłącznie zagadnieniem zgodności z regulacjami (compliance). Staje się strategicznym elementem odporności biznesowej i autonomii.

    Gdy firmowe środowiska chmurowe przekraczają granice państw, pojawia się ryzyko geopolityczne.

    Przepisy obowiązujące w innych krajach, na przykład dotyczące bezpieczeństwa narodowego, mogą umożliwiać dostęp do danych w sposób sprzeczny ze standardami ochrony prywatności w UE, takimi jak RODO.

    Sytuację dodatkowo komplikuje natura współczesnych danych. Szacuje się, że 80-90% wszystkich nowo generowanych informacji to dane nieustrukturyzowane – pliki tekstowe, wideo, audio czy dane z sensorów IoT.

    Tradycyjne bazy danych nie są przystosowane do zarządzania takim chaosem informacyjnym. Wiele organizacji zmaga się z brakiem przejrzystości w swoich hybrydowych i wielochmurowych środowiskach, nie wiedząc dokładnie, gdzie rezydują ich dane, kto jest za nie odpowiedzialny i jak są wykorzystywane.

    Taka sytuacja drastycznie podnosi ryzyko i utrudnia utrzymanie realnej suwerenności nad kluczowym zasobem firmy, jakim są dane.

    Europejska odpowiedź i ruch gigantów

    W odpowiedzi na te wyzwania na Starym Kontynencie powstały inicjatywy takie jak GAIA-X czy Eurostack. Ich celem jest stworzenie fundamentów pod suwerenną, europejską chmurę, która zapewni większą kontrolę nad danymi bez kompromisów w zakresie wydajności i bezpieczeństwa.

    Jednak ich wdrażanie na szeroką skalę napotyka na bariery – od dużej fragmentacji rynkowej, przez wysokie koszty, po brak w pełni konkurencyjnych rozwiązań w porównaniu z ofertą hiperskalerów.

    Tymczasem amerykańscy giganci nie pozostają bierni. Ogłoszenie przez Amazon wielomiliardowej inwestycji w AWS European Sovereign Cloud jest wyraźnym sygnałem, że temat suwerenności danych wszedł na stałe do globalnej agendy strategicznej.

    Pozostaje jednak otwarte pytanie: czy takie inicjatywy stanowią realną alternatywę i krok w stronę większej autonomii klientów, czy też są jedynie sposobem na wzmocnienie istniejących zależności pod szyldem zgodności z lokalnymi oczekiwaniami?

    Pragmatyczna droga do suwerenności: Inteligentne zarządzanie

    Firmy nie muszą jednak czekać na systemowe rozstrzygnięcia. Już dziś mogą odzyskać znaczną część kontroli nad swoimi danymi dzięki nowoczesnym, niezależnym od dostawcy platformom do zarządzania danymi. Kluczem jest stworzenie warstwy abstrakcji, która zapewnia pełną przejrzystość w rozproszonych i fragmentarycznych środowiskach storage’owych.

    Dzięki takiemu podejściu organizacje zyskują jednolity widok na to, gdzie znajdują się ich dane, jak wyglądają przepływy informacji i kto ma do nich dostęp – niezależnie od wybranej chmury czy infrastruktury on-premise.

    W heterogenicznych krajobrazach IT, gdzie nakładające się na siebie jurysdykcje i polityki są normą, scentralizowany system zarządzania oparty na metadanych staje się niezbędnym narzędziem do panowania nad chaosem.

    Nowoczesne rozwiązania pozwalają kategoryzować i klasyfikować dane na podstawie ich wrażliwości czy ryzyka regulacyjnego, a następnie automatycznie stosować odpowiednie polityki zarządzania, bez względu na fizyczną lokalizację.

    To nie tylko ułatwia spełnienie wymogów zgodności, ale także wzmacnia cyfrową odporność i buduje zaufanie klientów.

    Kluczowym elementem tej strategii jest unikanie zjawiska vendor lock-in (uzależnienia od jednego dostawcy), również w sferze zarządzania danymi. Systemy ograniczone do jednego ekosystemu chmurowego utrudniają spójne zarządzanie całym cyklem życia danych.

    Nowoczesne, interoperacyjne platformy zapewniają, że dane są przechowywane zgodnie z prawem i politykami firmy, a jednocześnie gwarantują swobodę w dostępie i migracji w przyszłości.

    Ostatecznie, cyfrowa przyszłość Europy zależeć będzie nie tylko od tego, gdzie dane są przechowywane, ale przede wszystkim od tego, jak efektywnie firmy potrafią nimi zarządzać, zabezpieczać je i kontrolować.

    Rozwój inteligentnych narzędzi do zarządzania danymi staje się warunkiem koniecznym, aby europejskie przedsiębiorstwa mogły pozostać silne i autonomiczne w globalnej gospodarce cyfrowej.

  • Google z niższą karą od UE za adtech. Bruksela zmienia strategię

    Google z niższą karą od UE za adtech. Bruksela zmienia strategię

    Wygląda na to, że Google w nadchodzących tygodniach uniknie rekordowej grzywny w Unii Europejskiej. Po czteroletnim dochodzeniu w sprawie praktyk monopolistycznych w segmencie technologii reklamowych (adtech) firma ma zostać ukarana, ale kwota będzie znacznie niższa niż w poprzednich głośnych sprawach.

    To sygnał zmiany strategii unijnych regulatorów pod nowym kierownictwem.

    Dochodzenie, zainicjowane skargą Europejskiej Rady Wydawców, dotyczyło faworyzowania przez Google własnych usług reklamowych kosztem konkurencji. W 2023 roku Komisja Europejska postawiła w tej sprawie formalne zarzuty.

    Jednak nowa szefowa unijnych organów antymonopolowych, Teresa Ribera, odchodzi od polityki swojej poprzedniczki, Margrethe Vestager, która zasłynęła z nakładania wielomiliardowych kar mających działać odstraszająco.

    Nowe podejście Brukseli ma koncentrować się na wymuszeniu zmiany antykonkurencyjnych praktyk, a nie na finansowym karaniu gigantów technologicznych. To istotna zmiana, biorąc pod uwagę dotychczasowe kary dla Google: 4,3 mld euro w sprawie systemu Android, 2,42 mld euro za faworyzowanie własnej porównywarki cenowej i 1,49 mld euro w związku z AdSense.

    Mimo to stawka jest wysoka, gdyż przychody Google z reklam w 2024 roku sięgnęły 264,6 mld dolarów, co stanowiło ponad 75% całkowitych przychodów koncernu.

    Co równie istotne, Komisja Europejska nie będzie naciskać na strukturalny podział biznesu adtech Google. Wcześniej sugerowano, że firma może zostać zmuszona do sprzedaży swoich kluczowych narzędzi, takich jak DoubleClick for Publishers czy giełda reklam AdX.

    Unijni urzędnicy prawdopodobnie wstrzymują się z tak radykalnym krokiem, ponieważ we wrześniu amerykański sąd ma zająć się kwestią potencjalnych środków zaradczych w analogicznej sprawie dotyczącej dominacji Google na rynku narzędzi reklamowych. W ten sposób europejska batalia o adtech staje się częścią globalnej rozgrywki regulacyjnej.

  • Zwrot w strategii AI? Apple rozmawia z Google o wdrożeniu Gemini w Siri

    Zwrot w strategii AI? Apple rozmawia z Google o wdrożeniu Gemini w Siri

    Apple prowadzi wstępne rozmowy z Google w sprawie wykorzystania modelu AI Gemini do fundamentalnej przebudowy asystenta głosowego Siri. Ten ruch, choć na wczesnym etapie, sygnalizuje rosnącą presję na firmę z Cupertino, by nadrobić zaległości w dziedzinie generatywnej sztucznej inteligencji. Może to oznaczać strategiczny zwrot w podejściu Apple do rozwijania kluczowych technologii we własnym zakresie.

    Decyzja o poszukiwaniu zewnętrznego partnera wynika z wewnętrznych wyzwań. Długo zapowiadana modernizacja Siri, mająca na celu wprowadzenie zaawansowanych funkcji opartych na osobistym kontekście użytkownika, napotkała na problemy inżynieryjne, co spowodowało co najmniej roczne opóźnienie projektu. W tym samym czasie konkurenci, tacy jak Google i Samsung, dynamicznie zintegrowali generatywną AI ze swoimi flagowymi produktami, pozostawiając Apple w tyle. Historycznie Siri ustępowała Asystentowi Google i Alexie w zdolności do obsługi złożonych zapytań i głębszej integracji z aplikacjami firm trzecich.

    Potencjalne partnerstwo niesie ze sobą istotne implikacje dla obu gigantów. Dla Apple byłby to pragmatyczny sposób na szybkie wdrożenie zaawansowanego modelu językowego w całym ekosystemie i radykalne podniesienie użyteczności Siri dla ponad miliarda użytkowników. Z kolei dla Google, umowa licencyjna z największym rywalem stanowiłaby ogromny sukces komercyjny i potwierdzenie rynkowej siły modelu Gemini. Taka współpraca nieuchronnie zwróciłaby jednak uwagę regulatorów antymonopolowych, biorąc pod uwagę już istniejące porozumienie dotyczące domyślnej wyszukiwarki w Safari.

    Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła i ma zostać podjęta w ciągu najbliższych kilku tygodni. Apple wciąż rozważa użycie własnych, rozwijanych wewnętrznie modeli. Firma prowadziła również rozmowy z innymi liderami rynku AI, w tym z OpenAI oraz Anthropic. Niezależnie od wyboru partnera, kierunek jest jasny – Apple intensywnie poszukuje technologii, aby nowa wersja Siri, spodziewana w przyszłym roku, mogła skutecznie konkurować na nowym froncie sztucznej inteligencji.

  • Google ukarane w Australii. Grzywna to część globalnej presji antymonopolowej

    Google ukarane w Australii. Grzywna to część globalnej presji antymonopolowej

    Google zapłaci 55 milionów dolarów australijskich (ok. 35,8 mln USD) kary za ograniczanie konkurencji na tamtejszym rynku. To wynik ugody z Australijską Komisją ds. Konkurencji i Konsumentów (ACCC), która zakwestionowała umowy firmy z największymi operatorami telekomunikacyjnymi, Telstra i Optus.

    Na ich mocy aplikacja wyszukiwarki Google była domyślnie instalowana na telefonach z Androidem, co w praktyce blokowało dostęp do rynku konkurencyjnym rozwiązaniom.

    Dochodzenie ACCC wykazało, że w latach 2019-2021 Google dzieliło się z telekomami przychodami z reklam generowanych przez wyszukiwarkę na urządzeniach z Androidem. Była to forma płatności za wyłączność, która, jak przyznała sama firma, miała istotny, negatywny wpływ na konkurencję.

    Choć z finansowego punktu widzenia kara jest dla Alphabet, spółki-matki Google (której roczne przychody w 2023 roku przekroczyły 300 miliardów dolarów), niemal niezauważalna, jej znaczenie jest przede wszystkim symboliczne i prawne.

    Decyzja australijskiego regulatora nie jest odosobnionym przypadkiem. Wpisuje się w globalny trend wzmożonej kontroli antymonopolowej nad działaniami Google.

    Podobne zarzuty dotyczące promowania własnej wyszukiwarki na platformie Android doprowadziły do nałożenia przez Unię Europejską wielomiliardowych kar. Również w Stanach Zjednoczonych sąd federalny orzekł niedawno, że firma nielegalnie utrzymywała monopol na rynku wyszukiwania.

    Grzywna nałożona przez ACCC to kolejny w ostatnim czasie problem prawny dla technologicznego giganta w Australii. Zaledwie tydzień wcześniej sąd w dużej mierze przyznał rację studiu Epic Games, twórcy gry Fortnite, w sprawie dotyczącej praktyk monopolistycznych w sklepach z aplikacjami Google i Apple.

    Oba te wydarzenia wskazują na rosnącą determinację australijskich regulatorów i sądów w celu ograniczenia rynkowej dominacji największych firm technologicznych. Ugoda z ACCC ma otworzyć milionom australijskich konsumentów drogę do większego wyboru dostawców usług wyszukiwania w przyszłości.

  • Więcej niż Zoom. Rynek wideokonferencji rośnie o 10% rocznie. Kto na tym zarabia?

    Więcej niż Zoom. Rynek wideokonferencji rośnie o 10% rocznie. Kto na tym zarabia?

    Wideokonferencje, niegdyś niszowe narzędzie dla globalnych korporacji, w ciągu ostatnich kilku lat stały się fundamentem komunikacji biznesowej. Gwałtowna transformacja w kierunku pracy zdalnej i hybrydowej, przyspieszona przez globalne wydarzenia, na stałe zmieniła krajobraz pracy, czyniąc z platform wideo krwiobieg nowoczesnych organizacji. Dziś rynek wideokonferencji, wyceniany na dziesiątki miliardów dolarów i prognozowany do stabilnego, dwucyfrowego wzrostu w nadchodzących latach, wkracza w nową fazę dojrzałości. Przestaje być areną walki na podstawowe funkcje, a staje się strategicznym polem bitwy o przyszłość pracy, gdzie kluczowe są zintegrowane ekosystemy, sztuczna inteligencja, bezpieczeństwo i psychologia ludzkiej interakcji.   

    Wojna na ekosystemy: oprogramowanie jako centrum dowodzenia

    Sercem rewolucji wideokonferencyjnej jest oprogramowanie. To tutaj toczy się najbardziej zacięta walka, a innowacje najszybciej redefiniują zasady gry. Rynek jest zdominowany przez dwóch tytanów: Zoom, który kontroluje ponad połowę rynku, oraz Microsoft Teams, depczący mu po piętach z udziałem przekraczającym 30%. Jednak ich rywalizacja dawno przestała dotyczyć pojedynczych funkcji, takich jak udostępnianie ekranu czy nagrywanie, które stały się standardem . Prawdziwa walka toczy się o to, która platforma stanie się zintegrowanym „systemem operacyjnym” dla pracy zespołowej.

    Microsoft Teams czerpie swoją siłę z głębokiej, natywnej integracji z wszechobecnym pakietem Microsoft 365. Dla firm, które już funkcjonują w ekosystemie Microsoftu, Teams jest naturalnym, często bezkosztowym rozszerzeniem, łączącym komunikację, współpracę nad dokumentami i zarządzanie zadaniami w jednym, spójnym środowisku . Z kolei Zoom zbudował swoją pozycję na legendarnej prostocie użycia, niezawodności i, co kluczowe, platformowej agnostyczności. Pozycjonuje się jako neutralne centrum komunikacyjne, które można zintegrować z niemal każdym narzędziem, co potwierdza ogromny rynek blisko 2800 aplikacji w Zoom App Marketplace . Ta elastyczność czyni go preferowanym wyborem do komunikacji z partnerami zewnętrznymi, którzy niekoniecznie pracują w środowisku Microsoftu. Google Meet natomiast konkuruje prostotą i bezproblemową integracją z pakietem Google Workspace, działając bezpośrednio w przeglądarce, co jest ogromną zaletą w środowiskach z ograniczonymi uprawnieniami IT .

    Decyzja o wyborze platformy staje się więc strategicznym wyborem całego stosu technologicznego firmy. Dostawcy dążą do „zamknięcia” klienta w swoim ekosystemie, ponieważ im więcej procesów zostanie zintegrowanych z jedną platformą, tym trudniejsza i bardziej kosztowna staje się ewentualna migracja.

    AI: ucieczka od komodytyzacji

    W obliczu standaryzacji podstawowych funkcji, sztuczna inteligencja stała się głównym polem bitwy i kluczowym czynnikiem różnicującym ofertę. AI przestała być marketingowym hasłem, a stała się rdzeniem propozycji wartości, oferując realne usprawnienia produktywności. Wszyscy liderzy rynku intensywnie inwestują w rozwój swoich „inteligentnych asystentów”: AI Companion w Zoomie, Copilot w Microsoft Teams i Gemini w Google Meet . Ich możliwości rewolucjonizują spotkania, oferując automatyczne podsumowania z listą zadań do wykonania, transkrypcję i tłumaczenie w czasie rzeczywistym, które przełamują bariery językowe w międzynarodowych zespołach. Narzędzia takie jak Read.ai idą o krok dalej, analizując nie tylko treść, ale i kontekst spotkania, identyfikując momenty o najwyższym zaangażowaniu czy sentyment wypowiedzi . Dla dostawców, AI jest sposobem na tworzenie unikalnej wartości dodanej i uzasadnienie wyższych cen w planach premium.   

    Sprzęt i znaczenie certyfikacji

    Oprogramowanie jest mózgiem operacji, ale to sprzęt stanowi fizyczny fundament profesjonalnych doświadczeń wideokonferencyjnych. Rynek ten, choć zdominowany przychodowo przez drogie systemy, jest nierozerwalnie związany ze światem software’u. Producenci tacy jak Logitech, Poly (HP) czy Cisco nie konkurują już w próżni – projektują swoje produkty i strategie wokół ekosystemów Microsoftu i Zooma, oferując dedykowane „zestawy dla Teams” czy „rozwiązania dla Zoom Rooms”.   

    W tym kontekście kluczowego znaczenia nabrały programy certyfikacji, takie jak „Certified for Microsoft Teams” i „Zoom Certified” . Certyfikat to dla klienta gwarancja, że urządzenie przeszło rygorystyczne testy jakościowe, zapewniając bezproblemową integrację, najwyższą jakość audio i wideo oraz pełne wsparcie dla zaawansowanych funkcji platformy . Upraszcza to proces wyboru i wdrożenia, dając działom IT pewność, że zakupiony sprzęt będzie działał niezawodnie. To właśnie certyfikacja stała się de facto standardem branżowym i kluczowym kryterium wyboru dla przedsiębiorstw.

    Główne wyzwania: bezpieczeństwo, interoperacyjność i czynnik ludzki

    Pomimo dynamicznego wzrostu, rynek stoi w obliczu poważnych wyzwań. Cyberbezpieczeństwo wysunęło się na pierwszy plan. Incydenty takie jak „Zoombombing” (nieautoryzowany dostęp do spotkań) czy wycieki danych, jak ten z Royal Mail Group, pokazały, jak atrakcyjnym celem stały się platformy wideo . W odpowiedzi, standardem stały się szyfrowanie end-to-end (E2EE), silne mechanizmy uwierzytelniania i regularne aktualizacje oprogramowania, mające na celu ochronę przed phishingiem i malwarem .

    Kolejnym fundamentalnym problemem jest interoperacyjność, a raczej jej brak. Wiodący dostawcy celowo tworzą „zamknięte ogrody” (walled gardens), w których ich oprogramowanie i certyfikowany sprzęt działają idealnie, ale komunikacja z innymi ekosystemami jest utrudniona. Organizacja posiadająca sale konferencyjne oparte na sprzęcie Cisco może napotkać problemy, próbując dołączyć do spotkania w Microsoft Teams. Rozwiązaniem są usługi pośredniczące, tzw. Cloud Video Interop (CVI), oferowane przez wyspecjalizowane firmy jak Pexip, które „tłumaczą” protokoły między platformami . Jest to jednak dodatkowy koszt, który firmy muszą ponieść w imię elastyczności.   

    Nie można również ignorować czynnika ludzkiego. Intensywne korzystanie z wideokonferencji prowadzi do zjawiska znanego jako „Zoom Fatigue” – psychicznego i fizycznego wyczerpania. Badania Uniwersytetu Stanforda zidentyfikowały jego przyczyny: nadmierny i nienaturalny kontakt wzrokowy, zwiększone obciążenie poznawcze związane z interpretacją ograniczonych sygnałów niewerbalnych, stres wywołany ciągłym widokiem własnego odbicia oraz ograniczona mobilność fizyczna. Problem ten ma realne konsekwencje biznesowe, prowadząc do spadku produktywności i wypalenia zawodowego. Zarówno organizacje, jak i dostawcy platform zaczynają reagować, wprowadzając zmiany w kulturze pracy (np. dni bez spotkań) i interfejsach oprogramowania (np. opcja ukrycia widoku własnej kamery).

    Przyszłość jest immersyjna

    Ewolucja rynku wideokonferencji przyspiesza, a na horyzoncie widać już technologie, które zdefiniują następną generację komunikacji. Sztuczna inteligencja przekształci się z asystenta w proaktywnego partnera, który nie tylko streści spotkanie, ale również przeanalizuje jego dynamikę i sentyment uczestników. Ostatecznym celem jest jednak przełamanie bariery ekranu. Technologie wirtualnej (VR) i rozszerzonej (AR) rzeczywistości umożliwią tworzenie w pełni immersyjnych, trójwymiarowych przestrzeni do współpracy. Przełomem może okazać się Project Starline, rozwijany przez Google i HP, który dzięki zaawansowanym technologiom tworzy realistyczne, trójwymiarowe hologramy rozmówcy w czasie rzeczywistym. Wczesne testy wykazały, że technologia ta radykalnie zwiększa ilość komunikacji niewerbalnej i poprawia zapamiętywanie treści rozmowy.   

    Rynek wideokonferencji dojrzał. Zwycięzcami w tej nowej erze nie będą ci, którzy zaoferują najwięcej funkcji, ale ci, którzy najlepiej zrozumieją, że technologia jest tylko narzędziem. Ostatecznym celem jest umożliwienie bardziej produktywnej, bezpiecznej i satysfakcjonującej ludzkiej interakcji, niezależnie od fizycznej odległości, która dzieli rozmówców.

  • Meta i Google odcinają się od polityki. UE zaostrza reguły, Big Tech rezygnuje z reklam

    Meta i Google odcinają się od polityki. UE zaostrza reguły, Big Tech rezygnuje z reklam

    Meta dołącza do Google w bojkocie nowych przepisów Unii Europejskiej dotyczących reklamy politycznej. Od października 2025 roku firma Marka Zuckerberga wstrzyma emisję reklam politycznych, wyborczych i społecznych na Facebooku i Instagramie we wszystkich 27 państwach członkowskich. Powód? Zbyt duże ryzyko prawne i operacyjne wynikające z nowego rozporządzenia TTPA.

    UE zapowiedziała, że od 10 października zacznie obowiązywać *Transparency and Targeting of Political Advertising Regulation* – zestaw przepisów mających ograniczyć dezinformację i zagraniczną ingerencję w kampanie wyborcze. Platformy cyfrowe będą musiały precyzyjnie oznaczać reklamy polityczne, ujawniać tożsamość płatników, wysokość budżetu i cel kampanii – a za niedopełnienie obowiązków grozi kara do 6% globalnego obrotu.

    To prawo, choć uzasadnione potrzebą zwiększenia przejrzystości, w praktyce okazuje się zbyt kosztowne do wdrożenia dla największych graczy. Zarówno Meta, jak i wcześniej Google, oceniły je jako zbyt niejasne, trudne do zastosowania w skali całej UE i potencjalnie narażające na wysokie kary.

    Rezygnacja z reklam politycznych to strategiczny ruch obronny. Meta nie chce być testem dla nowych regulacji, które mogą być interpretowane różnie w zależności od kraju. Firma woli wycofać się całkowicie niż ryzykować spory prawne i problemy z egzekucją przepisów.

    Decyzja budzi jednak pytania o wpływ na wolność słowa i dostęp do informacji. Polityczne i społeczne kampanie reklamowe to często narzędzie organizacji pozarządowych, lokalnych inicjatyw czy partii o ograniczonym budżecie, które dzięki precyzyjnemu targetowaniu mogły skutecznie docierać do wyborców.

    Tymczasem zniknięcie tych formatów z Facebooka i Instagrama może zabetonować informacyjny krajobraz w sieci. Dla Mety to problem wizerunkowy – i biznesowy, bo choć reklama polityczna to niewielki udział w przychodach, to jej obecność była dowodem na znaczenie platformy jako kanału wpływu społecznego.

    Unia Europejska stawia na twardą regulację, Big Tech na unikanie ryzyka. Starcie dwóch logik – politycznej i korporacyjnej – właśnie wchodzi w decydującą fazę.

  • Alphabet kontra AI: Jak Google broni pozycji w wyszukiwaniu i reklamie

    Alphabet kontra AI: Jak Google broni pozycji w wyszukiwaniu i reklamie

    Alphabet, właściciel Google, staje dziś przed jednym z największych wyzwań w swojej historii: obroną pozycji lidera wyszukiwania i reklamy internetowej w świecie zdominowanym przez sztuczną inteligencję. Na kilka dni przed publikacją wyników finansowych za drugi kwartał, inwestorzy z uwagą przyglądają się temu, jak firma radzi sobie z rosnącą konkurencją ze strony startupów AI, takich jak OpenAI i Perplexity.

    Nowi gracze nie tylko tworzą własne chatboty i modele językowe, ale zaczynają wypierać Google z jego kluczowych obszarów. Przeglądarki AI, które integrują funkcje wyszukiwania z generowaniem odpowiedzi, zyskują użytkowników, a potencjalnie wkrótce – także reklamodawców. To bezpośrednie uderzenie w model biznesowy Google, który przez dwie dekady opierał się na reklamach przy wynikach wyszukiwania.

    W odpowiedzi Alphabet intensyfikuje inwestycje w AI – według analityków globalne wydatki Big Tech na ten obszar mają w 2025 roku sięgnąć 320 mld dol. Firma wdrożyła m.in. funkcję AI Overviews, która generuje streszczenia odpowiedzi bezpośrednio w wynikach wyszukiwania, oraz udostępniła więcej narzędzi Gemini dla klientów korporacyjnych. Integracja AI z wyszukiwarką ma nie tylko poprawić doświadczenia użytkowników, ale przede wszystkim zwiększyć skuteczność kampanii reklamowych.

    Presja rośnie również z innej strony. Departament Sprawiedliwości USA rozważa środki zaradcze przeciw Alphabetowi w ramach toczącego się postępowania antymonopolowego – w grę wchodzi nawet potencjalny przymus sprzedaży przeglądarki Chrome.

    Na tle tych wyzwań rynkowych oczekiwania finansowe wobec Alphabet są wysokie. Według danych LSEG spółka ma odnotować wzrost przychodów o 11% r/r, w tym 7,5% w segmencie reklam i aż 26% w usługach chmurowych. Ale mimo dobrych wyników za pierwszy kwartał i wzrostów w AI, akcje Alphabet pozostają w tym roku niemal płaskie – na tle spektakularnych zwyżek Nvidii i spadków Tesli.

    Choć Google nadal generuje gigantyczny ruch i przychody, to przyszłość wyszukiwania może wyglądać zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu – i niekoniecznie z Alphabetem w roli monopolisty.

  • Google łata krytyczne luki w Chrome – sprawdź, czy Twoja przeglądarka jest bezpieczna

    Google łata krytyczne luki w Chrome – sprawdź, czy Twoja przeglądarka jest bezpieczna

    Google w trybie pilnym wydał aktualizację przeglądarki Chrome, która naprawia sześć luk bezpieczeństwa — z czego jedna, CVE-2025-6558, jest już aktywnie wykorzystywana. Luka dotyczy komponentu GPU i umożliwia wykonanie szkodliwego kodu przez nieuwierzytelnione dane wejściowe. Tego typu błędy są szczególnie groźne, bo atakujący może przejąć kontrolę nad systemem użytkownika bez jego wiedzy.

    Aktualizacja trafia do użytkowników jako wersja 138.0.7204.157/.158 i ma charakter tymczasowy – kolejna główna odsłona, Chrome 139, ma pojawić się na początku sierpnia. Choć aktualizacje Chrome instalują się zwykle automatycznie, Google zaleca sprawdzenie ich ręcznie.

    Sprawa ma jednak szerszy kontekst. Ponieważ Chrome oparty jest na otwartym projekcie Chromium, każda przeglądarka korzystająca z tego silnika dziedziczy jego wady. Dotyczy to m.in. Microsoft Edge, Brave, Vivaldi i Opery. Edge i Brave szybko zareagowały, publikując własne łatki. Vivaldi także aktualizuje się sprawnie. Problemem pozostaje Opera – nadal opiera się na przestarzałej wersji Chromium 137, co oznacza, że najnowsze zagrożenia pozostają w niej niezałatane.

    Dla użytkowników końcowych to przypomnienie, że wybór przeglądarki to nie tylko kwestia interfejsu i funkcji, ale również tempa reagowania na zagrożenia. Dla dostawców oprogramowania – że bezpieczeństwo nie kończy się na open source.

  • Google przejmuje talenty z Windsurf – 2,4 mld dol. za licencję na technologię AI

    Google przejmuje talenty z Windsurf – 2,4 mld dol. za licencję na technologię AI

    Google właśnie wykonał kolejny manewr w wyścigu o dominację w dziedzinie sztucznej inteligencji, pozyskując kluczowych pracowników startupu Windsurf oraz licencjonując jego technologię do generowania kodu. Transakcja nie obejmuje przejęcia udziałów, ale opiewa na 2,4 miliarda dolarów opłat licencyjnych – to jeden z największych przykładów tzw. umów „acquihire” w branży AI.

    Windsurf, młody startup specjalizujący się w AI do automatycznego generowania kodu, był niedawno przedmiotem rozmów z OpenAI, które rozważało jego przejęcie za około 3 miliardy dolarów. Finalnie jednak to Google zdołało zabezpieczyć dostęp do jego know-how, nie łamiąc przy tym rygorystycznych przepisów antymonopolowych. W strukturze transakcji nie ma mowy o przejęciu kontroli – Alphabet nie nabywa udziałów, a inwestorzy Windsurf zachowują swoje pakiety i uzyskują płynność finansową dzięki opłacie licencyjnej.

    Do Google DeepMind dołączają m.in. CEO Windsurf Varun Mohan, współzałożyciel Douglas Chen oraz część zespołu R&D. Ich zadaniem będzie rozwijanie tzw. agentów kodujących – komponentów projektu Gemini, flagowego przedsięwzięcia Google w obszarze AI. To kolejny sygnał, że generowanie kodu stało się jedną z najbardziej strategicznych i rosnących gałęzi zastosowań AI, obok modeli językowych i agentów konwersacyjnych.

    To także kolejny przypadek, gdy Big Tech omija pełnoprawne przejęcia. W ciągu ostatniego roku podobne działania podjęli m.in. Microsoft (umowa z Inflection AI na 650 mln USD), Amazon (zespół Adept AI) i Meta (pakiet 49% udziałów w Scale AI). Te nietypowe struktury, często balansujące na granicy przejęć, pozwalają ominąć przeglądy regulacyjne, choć coraz częściej trafiają pod lupę organów antymonopolowych w USA.

    Google swoją decyzją nie tylko wzmacnia pozycję DeepMind, ale również pokazuje, że w wyścigu AI nie chodzi już tylko o dane czy modele – lecz o ludzi, którzy potrafią je tworzyć. Przyszłość należeć będzie do tych, którzy potrafią łączyć talenty z technologią, bez względu na formalną strukturę transakcji.

  • Google Flow z funkcją generowania głosu – nowość w modelu Veo 3

    Google Flow z funkcją generowania głosu – nowość w modelu Veo 3

    Google konsekwentnie rozbudowuje Flow – swoje narzędzie do tworzenia wideo wspomaganego sztuczną inteligencją. Najnowsza aktualizacja modelu Veo 3 przynosi długo wyczekiwaną funkcję generowania głosu, która pozwala dodawać mowę do domowych klipów wideo tworzonych z własnych obrazów. Użytkownicy mogą teraz łączyć obrazy, dźwięki i głos, tworząc bardziej spersonalizowane treści. Choć generacja audio wciąż jest eksperymentalna, funkcja Frames to Video staje się coraz bardziej wszechstronna – także dzięki dostępności w szybszej wersji Veo 3 Fast.

    Równolegle Google znacząco zwiększa zasięg Flow i modelu AI Ultra, udostępniając je w 76 dodatkowych krajach, w tym we wszystkich państwach UE. Tym samym dostęp do zaawansowanych narzędzi Google AI mają już użytkownicy w ponad 140 krajach – o ile korzystają z subskrypcji AI Pro lub Ultra.

    Strategia Google jest czytelna: uprościć proces tworzenia wideo i rozciągnąć swoje technologie AI na większą część świata. Głos to kolejny element układanki – krok w stronę pełnej automatyzacji i personalizacji treści wizualnych.

  • Wydawcy kontra Google. AI Overviews zagrożeniem dla niezależnych mediów?

    Wydawcy kontra Google. AI Overviews zagrożeniem dla niezależnych mediów?

    Google po raz kolejny znalazł się na radarze unijnych regulatorów. Tym razem chodzi o funkcję AI Overviews – generowane przez sztuczną inteligencję podsumowania, które zajmują najwyższe pozycje w wynikach wyszukiwania. W opinii grupy niezależnych wydawców, to narzędzie – choć innowacyjne – uderza bezpośrednio w ich działalność, ograniczając ruch na stronach i wpływając na przychody. W związku z tym do Komisji Europejskiej trafiła oficjalna skarga antymonopolowa.

    Wydawcy zarzucają Google, że wykorzystuje ich treści bez zgody do tworzenia własnych streszczeń, które eliminują potrzebę kliknięcia w link źródłowy. Co więcej – twierdzą – nie mogą oni zrezygnować z udziału w tym mechanizmie bez całkowitej rezygnacji z widoczności w wyszukiwarce, co praktycznie oznacza cyfrowe zniknięcie. Taki układ ma charakter przymusowy i – jak podnoszą skarżący – podważa zasady uczciwej konkurencji.

    Działanie AI Overviews obejmuje obecnie ponad 100 rynków, a od maja Google testuje również dodawanie do nich reklam. To wyraźny sygnał, że firma traktuje integrację AI z wyszukiwarką jako strategiczny kierunek rozwoju. Jednak to, co z perspektywy technologicznej wygląda jak ewolucja wyszukiwania, z punktu widzenia wydawców może oznaczać ograniczenie wpływów z reklam i płatnych subskrypcji.

    Skarga trafiła nie tylko do Brukseli, ale także do brytyjskiego Urzędu ds. Konkurencji i Rynków. Wspierają ją m.in. Foxglove Legal oraz Ruch na rzecz Otwartej Sieci. Domagają się oni nie tylko interwencji, ale też środka tymczasowego – zawieszenia działania funkcji AI w wynikach wyszukiwania, zanim szkody staną się nieodwracalne.

    Google, zgodnie ze swoją linią obrony, przekonuje, że AI Overviews zwiększają możliwości odkrywania treści i generują miliardy kliknięć dla wydawców. Twierdzi również, że spadki ruchu mogą wynikać z wielu czynników, jak zmiany algorytmiczne czy sezonowość.

    Dyskusja dotyka szerszego problemu: jak pogodzić rozwój narzędzi AI z modelem finansowania niezależnych mediów. Dla Google to kwestia innowacji. Dla wydawców – walki o przetrwanie.