Tag: Instagram

  • Prawo kontra algorytmy: Dlaczego Australia chce odciąć dzieci od social mediów

    Prawo kontra algorytmy: Dlaczego Australia chce odciąć dzieci od social mediów

    Australia idzie na czołowe zderzenie z big tech, proponując jedne z najsurowszych na świecie regulacji dotyczących obecności nieletnich w mediach społecznościowych. Planowany zakaz tworzenia kont dla osób poniżej 16. roku życia to radykalny krok, który stawia pytanie o przyszłość cyfrowej ochrony dzieci.

    Europa przygląda się temu z uwagą, ale podąża zupełnie inną ścieżką, stawiając na technologię i edukację zamiast twardych barier.

    Rząd Australii chce, by od przyszłego roku platformy takie jak Instagram, TikTok, a docelowo nawet YouTube, skutecznie blokowały możliwość rejestracji użytkownikom, którzy nie ukończyli 16 lat.

    Choć przeglądanie treści ma pozostać dozwolone, celem jest „odcięcie dzieci od algorytmów” profilujących i rekomendujących potencjalnie szkodliwe materiały. Motywacja jest jasna – rosnąca troska o zdrowie psychiczne młodego pokolenia.

    Lokalny regulator, eSafety Commissioner, alarmuje, że aż 37% dzieci przyznało się do kontaktu ze szkodliwymi treściami tylko na YouTube. Dla firm, które nie zdołają wdrożyć skutecznych systemów weryfikacji wieku, przewidziano kary sięgające blisko 50 milionów dolarów australijskich.

    Inicjatywa z Antypodów, choć odważna, spotyka się ze sceptycyzmem ekspertów, którzy wskazują na fundamentalną słabość tego typu rozwiązań: łatwość ich obejścia.

    Nastolatkowie od lat bez trudu fałszują datę urodzenia podczas rejestracji, a wprowadzenie bardziej zaawansowanej weryfikacji to technologiczne i prawne pole minowe.

    Europejska droga: regulacja i wsparcie zamiast zakazu

    Na Starym Kontynencie dominuje zupełnie inna filozofia. Zamiast budować mur, Europa woli tworzyć inteligentne siatki bezpieczeństwa.

    Kluczowym narzędziem jest tu Akt o Usługach Cyfrowych (DSA), który nakłada na największe platformy obowiązek proaktywnego zarządzania ryzykiem, zwłaszcza w kontekście ochrony nieletnich.

    DSA nie zakazuje dostępu, ale wymusza na firmach projektowanie usług w sposób bezpieczniejszy dla młodych użytkowników i transparentność w działaniu algorytmów.

    Podejście to uzupełnia rosnący rynek narzędzi technologicznych, które mają wspierać rodziców, a nie zastępować ich w wychowaniu. Nie chodzi już o toporne aplikacje szpiegujące, ale o subtelne systemy wczesnego ostrzegania, często oparte na sztucznej inteligencji.

    „Zaawansowane narzędzia działają na zasadzie dyskretnego systemu wczesnego ostrzegania. Nie ingerują w treść rozmów, nie przechwytują danych — jedynie wysyłają sygnał, że coś może wymagać uwagi rodzica” – tłumaczy Paweł Biadała, CEO Locon, rozwijającego takie funkcje w aplikacji Bezpieczna Rodzina. Jak dodaje, technologia może być „cyfrowym uchem”, które zauważy niepokojące frazy kluczowe, nagłą zmianę w rytmie dnia czy kontakt z nieznajomym numerem, zanim problem eskaluje.

    Globalny dylemat

    Debata na linii zakaz-edukacja toczy się na całym świecie. W Wielkiej Brytanii podobne cele próbuje realizować Online Safety Act, a w USA dyskutowany jest federalny KOSA (Kids Online Safety Act). Wszystkie te inicjatywy łączy wspólny cel, ale dzielą metody.

    Australijski eksperyment będzie z pewnością cenną lekcją. Pokazuje determinację w walce o cyfrowy dobrostan dzieci, ale rodzi też ryzyko, że zepchnie problem do podziemia, utrudniając rodzicom i opiekunom jakąkolwiek reakcję.

    Europejski model, choć bardziej złożony i wymagający większego zaangażowania dorosłych, wydaje się lepiej dopasowany do rzeczywistości, w której technologia jest nieodłączną częścią życia.

    Prawdziwe pytanie nie brzmi więc, czy zakazywać social mediów, ale jak wyposażyć dzieci i rodziców w narzędzia – zarówno te cyfrowe, jak i mentalne – by potrafili nawigować w skomplikowanym świecie online. 

  • Meta wykorzysta dane użytkowników do AI – nowe zagrożenie prywatności?

    Meta wykorzysta dane użytkowników do AI – nowe zagrożenie prywatności?

    Meta Platforms Inc. ogłosił, że od 26 czerwca rozpocznie wykorzystywanie danych europejskich użytkowników do szkolenia swoich systemów sztucznej inteligencji. Firma zaktualizuje swoją politykę prywatności i poinformuje użytkowników o zmianach poprzez wiadomości bezpośrednie.

    Zmiana ta ma na celu rozwój nowych aplikacji AI, które będą lepiej dostosowane do potrzeb i zachowań użytkowników. Dane z postów, komentarzy oraz innych interakcji na platformach Meta będą wykorzystywane do trenowania algorytmów, co ma przyczynić się do usprawnienia i personalizacji usług.

    W odpowiedzi na wprowadzenie nowej polityki, Meta zapewnia, że przestrzega europejskiego prawodawstwa o ochronie danych osobowych, w tym RODO. Użytkownicy mają możliwość sprzeciwu wobec przetwarzania ich danych w celach szkolenia AI. W tym celu należy wypełnić specjalny formularz dostępny w ustawieniach prywatności konta.

    Decyzja Meta spotkała się z mieszanymi reakcjami. Niektórzy eksperci z branży technologicznej podkreślają potencjał, jaki niesie za sobą lepsze szkolenie AI, podczas gdy inni wyrażają obawy związane z prywatnością i bezpieczeństwem danych.

    Firma twierdzi, że ma „uzasadniony interes” w wykorzystaniu tych danych, co może wzbudzać kontrowersje w świetle surowych europejskich przepisów dotyczących prywatności. Rozważając negatywne komentarze oraz obawy społeczne, Meta podkreśla, że kluczowe jest dla nich utrzymanie transparentności i dawanie użytkownikom kontroli nad ich danymi.

    Meta zapowiedziała, że monitoruje reakcje użytkowników i jest gotowa na dalsze dialogi i wyjaśnienia dotyczące tego, jak dane będą wykorzystywane i jakie środki ochrony są stosowane, aby zapewnić ich bezpieczeństwo i prywatność.

    Zmiany w polityce prywatności i nowe praktyki w zakresie przetwarzania danych wchodzą w życie 26 czerwca, co oznacza, że użytkownicy mają ograniczony czas na zgłoszenie swojego sprzeciwu i zabezpieczenie swoich danych przed nowymi metodami przetwarzania.

  • Facebook i Instagram ponownie na celowniku UE

    Facebook i Instagram ponownie na celowniku UE

    Unia Europejska wzmaga swoje działania przeciwko gigantom technologicznym, skupiając się ostatnio na działalności Facebooka i Instagrama w kontekście ochrony nieletnich użytkowników. Komisja Europejska, pełniąca funkcję wykonawczą bloku, wyraziła obawy, że algorytmy rekomendujące treści na tych platformach mogą narażać dzieci na szkodliwe treści i zachęcać do uzależniających zachowań online.

    Według Komisji, obawa dotyczy tzw. efektu „króliczej dziury”, w którym użytkownicy są kierowani do coraz bardziej niepokojących i szkodliwych treści. Procedury badające nie tylko skuteczność systemów rekomendacji, ale również narzędzia do weryfikacji wieku mają na celu sprawdzenie, czy firmy takie jak Meta Platforms, spółka macierzysta obu serwisów, dostosowują się do surowych wymogów unijnej ustawy o usługach cyfrowych (DSA), która weszła w życie w ubiegłym roku.

    DSA wymaga od platform cyfrowych wprowadzenia ścisłych środków mających na celu zapewnienie bezpieczeństwa, prywatności i ochrony młodych użytkowników. Facebook i Instagram, zgodnie z zasadami DSA, powinny ograniczać dostęp do kont dla osób poniżej 13 roku życia oraz chronić nieletnich przed nieodpowiednimi treściami.

    Meta odpowiedziała na zarzuty, deklarując, że od dekady pracuje nad opracowaniem i implementacją ponad 50 narzędzi i polityk ochrony dzieci online. Firma podkreśliła swoje zaangażowanie w bezpieczne i odpowiednie do wieku doświadczenia dla młodych użytkowników i wyraziła gotowość do współpracy z Komisją Europejską.

    Thierry Breton, komisarz europejski, wyraził jednak wątpliwości co do skuteczności działań podejmowanych przez Meta, sugerując, że mogą one nie być wystarczające, aby zminimalizować ryzyko negatywnych skutków dla zdrowia fizycznego i psychicznego młodych Europejczyków korzystających z Facebooka i Instagrama.

    Nie są to pierwsze dochodzenia przeprowadzane wobec tych platform. Meta była już badana przez DSA w związku z obawami o niewystarczającą ochronę przed zagraniczną dezinformacją przed nadchodzącymi wyborami do UE. Innymi platformami objętymi dochodzeniami są również serwis społecznościowy X i platforma e-commerce AliExpress, które również są sprawdzane pod kątem zgodności z przepisami UE.

    Komisja Europejska nie określiła ostatecznego terminu zakończenia tych dochodzeń, ale ewentualne naruszenia mogą skutkować nałożeniem grzywny w wysokości do 6% rocznych światowych przychodów firmy. Te działania wskazują na poważne zaangażowanie Unii Europejskiej w egzekwowanie przestrzegania cyfrowych praw młodych użytkowników, stanowiąc wyzwanie dla globalnych technologicznych potentatów w dostosowaniu się do europejskich standardów prawnych.

  • Założyciel Instagrama od teraz na pokładzie Anthropic

    Założyciel Instagrama od teraz na pokładzie Anthropic

    Firma Anthropic, uważana za jednego z głównych konkurentów OpenAI, twórcy ChatGPT, powitała na pokładzie współzałożyciela Instagrama, Mike’a Kriegera. Krieger, który zdobył szerokie uznanie dzięki stworzeniu jednej z najpopularniejszych aplikacji społecznościowych, obejmie stanowisko menedżera produktu.

    W oficjalnym komunikacie prasowym wydanym w środę, Anthropic podkreśliło, że doświadczenie Kriegera w projektowaniu aplikacji i ich skalowaniu będzie kluczowe w dalszym rozwoju firmy. „Mike Krieger ma unikalną zdolność do tworzenia intuicyjnych, skalowalnych produktów, które docierają do milionów użytkowników na całym świecie. Jego doświadczenie i wizja są zgodne z naszymi długoterminowymi celami” – mówi przedstawiciel Anthropic.

    Krieger, który ma 38 lat, współzałożył Instagram w 2010 roku razem z Kevinem Systromem. Ich innowacyjna platforma szybko zyskała popularność, a w 2012 roku została zakupiona przez Facebooka za kwotę bliską miliardowi dolarów. Pomimo swojego sukcesu w Facebooku, Krieger i Systrom zdecydowali się opuścić firmę w 2018 roku.

    W ostatnich latach, duet zaangażował się w rozwój aplikacji informacyjnej „Artifact”, która wykorzystywała sztuczną inteligencję do personalizowania treści dla użytkowników. Projekt ten został jednak porzucony w styczniu po roku obecności na rynku, co skłoniło Kriegera do poszukiwania nowych wyzwań.

    Przejście Kriegera do Anthropic ma miejsce w kluczowym momencie dla firmy, która otrzymała znaczące inwestycje od takich gigantów jak Amazon i Google. Anthropic rozwija swojego asystenta AI, Claude, który staje się bezpośrednim rywalem dla ChatGPT OpenAI. Co więcej, firma niedawno rozpoczęła działalność Claude’a w Europie, co zwiastuje rozszerzenie jej wpływów na międzynarodową arenę technologiczną.

  • Ukraińskim hakerom grozi 15 lat więzienia. Ukradli 100 milionów kont na Instagramie

    Ukraińskim hakerom grozi 15 lat więzienia. Ukradli 100 milionów kont na Instagramie

    Ukraińska cyberpolicja zatrzymała trzech podejrzanych członków zorganizowanej grupy przestępczej specjalizującej się w hakowaniu kont na Instagramie w celu odsprzedaży w ciemnej sieci, którzy są podejrzani o kradzież 100 milionów kont na Instagramie. Za ten czyn grozi im nawet kara 15 lat więzienia.

    Ukraińscy hakerzy zatrzymani przez policję

    „Cyberpolicja obwodu charkowskiego wraz ze śledczymi policji państwowej obwodu, pod kierunkiem proceduralnym prokuratury regionalnej w Charkowie, zidentyfikowała trzech przestępców w wieku od 20 do 40 lat, którzy ukradli konta e-mailowe i konta na Instagramie” – czytamy w maszynowym tłumaczeniu ukraińskojęzycznej informacji prasowej opublikowanej przez Cyberpolicję Ukrainy.

    W ciągu roku podejrzani rzekomo wykorzystali techniki brutalnej siły do ​​odgadnięcia haseł do około 100 milionów kont na Instagramie – prawdopodobnie do kont nieposiadających uwierzytelniania wieloskładnikowego.

    Policja przeprowadziła 7 przeszukań w różnych domach w Kijowie, Odessie, Winnicy, Iwano-Frankowsku, Doniecku i Kirowogradzie i zabezpieczyła ponad 70 komputerów, 14 telefonów, karty bankowe i około 3000 dolarów w gotówce. Zatrzymano trzech podejrzanych.

    „Przywódca szajki cyberprzestępczej podzielił obowiązki między członków zespołu, którzy utworzyli bazy danych zhakowanych kont i wystawili je na sprzedaż w darknecie” – czytamy w komunikacie prasowym.

    Większość operacji skupiała się na sprzedaży zainfekowanych kont oszustom w ciemnej sieci. Kupujący zazwyczaj podszywali się pod właścicieli kont angażujących się w oszukańcze programy, takie jak „Przyjaciel prosi o pożyczkę”.

    Oszuści kontaktowali się ze znajomymi posiadaczy kont i wymyślali fałszywą sytuację, a następnie prosili o pożyczkę. Jednak według ukraińskiej cyberpolicji przynajmniej niektóre zhakowane konta zostały rzekomo wykorzystane do „prowadzenia IPSO w interesie Federacji Rosyjskiej”.

    Sprawcom postawiono zarzuty popełnienia kilku nielegalnych działań w cyberprzestrzeni, za co grozi im do 15 lat więzienia.

    Uwierzytelnianie wieloskładnikowe na Instagramie

    Instagram wymusza teraz uwierzytelnianie wieloskładnikowe. W momencie, gdy miała miejsce ta kampania hakerska, ta ważna warstwa zabezpieczeń była prawdopodobnie wyłączona dla użytkowników zaatakowanych kont.

    „Jako polski dystrybutor oprogramowania Bitdefender nie tylko zalecamy korzystanie z uwierzytelniania wieloskładnikowego w przypadku każdej usługi, która to oferuje, ale także zalecamy odejście od uwierzytelniania wieloskładnikowego opartego na SMS-ach i zamiast tego przyjęcie zaufanej aplikacji uwierzytelniającej. Takie działanie znacznie utrudni cyberprzestępcom przechwycenie jednorazowych kodów uwierzytelniających do Twoich kont. Warto także, abyś korzystał z dedykowanego rozwiązania antywirusowego na wszystkich swoich urządzeniach osobistych” – mówi Arkadiusz Kraszewski z firmy Marken Systemy Antywirusowe, polskiego dystrybutora oprogramowania Bitdefender.

    Źródło: Marken Systemy Antywirusowe

  • Facebook nie działa? Wielka awaria mediów społecznościowych to wielka szansa dla cyberprzestępców

    Facebook nie działa? Wielka awaria mediów społecznościowych to wielka szansa dla cyberprzestępców

    We wtorek, 5 marca miała miejsce awaria mediów społecznościowych. Użytkownicy zostali wylogowani z kont i przez jakiś czas nie mieli do nich dostępu. W podobnej sytuacji zdezorientowani mogą szukać pomocy w rozwiązaniu problemu w innych zasobach Internetu, co rodzi okazję dla oszustów chcących na przykład wyłudzić ich dane do logowania. Ekspert przestrzega przed pochopnym działaniem i zaleca włączenie dwuskładnikowego uwierzytelniania.

    Awaria Facebooka, Messengera i Instagrama – zachowaj czujność

    – W sytuacji podobnej do tej, która zaistniała nie działajmy pochopnie. Warto zwyczajnie poczekać aż awaria zostanie usunięta, a czas który jest nam dany wykorzystać, na przykład na spacer. W kontekście własnego bezpieczeństwa należy przede wszystkim zachować spokój i uważać na fałszywe strony, które mogę się pojawić, oferujące pomoc w logowaniu do kont społecznościowych lub odzyskaniu haseł. Zdezorientowany użytkownik może ulec takiej pokusie, jednak serwis, na który zostanie przeniesiony, będzie witryną jedynie przypominającą docelową. W rzeczywistości można stać się ofiarą phisingukomentuje Aleksander Kostuch, inżynier Stormshield. 

    – Nie podawajmy żadnych haseł na tego typu stronach, do których trafiliśmy z sieci. Lepiej poczekać, nawet przedłużająca się awaria z pewnością zostanie usunięta. Próbujmy logować się poprzez aplikacje zainstalowane na naszych smartfonach. Dodatkowo warto uruchomić dwuskładnikową weryfikację (2FA), dzięki której nawet gdy damy się złapać przestępcom, to ostatnim elementem uniemożliwiającym im przejęcie naszego konta będzie właśnie drugi składnik uwierzytelnianiapodsumowuje ekspert europejskiego wytwórcy rozwiązań z obszaru bezpieczeństwa IT.

    Dobrym działaniem profilaktycznym jest również sprawdzenie czy wykorzystujemy odpowiedniej trudności hasła (długość, znaki specjalne etc.) i dbałość o to by tego samego nie stosować do różnych serwisów.

  • Nowy Jork idzie na sądową wojnę z platformami społecznościowymi. Powodem przerażająca skala uzależnień wśród dzieci

    Nowy Jork idzie na sądową wojnę z platformami społecznościowymi. Powodem przerażająca skala uzależnień wśród dzieci

    Nowy Jork  stoi na czele bezprecedensowej bitwy prawnej z gigantami technologicznymi, które zarządzają platformami takimi jak Facebook, Instagram, TikTok, SnapchatYouTube. W centrum sporu leży oskarżenie, że „uzależniające i niebezpieczne” platformy mediów społecznościowych są współodpowiedzialne za pogłębiający się kryzys zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży – wskazują przedstawiciele stanu. Skala problemu jest na tyle poważna, że zmusiła największy w kraju okręg szkolny i system szpitali publicznych do podjęcia działań prawnych, co jest wyrazem wołania o pomoc i wezwaniem do zmiany.

    Pozew, złożony w Sądzie Najwyższym w Kalifornii, opisuje, jak młodzież jest „masowo uzależniona” od platform, z poważnymi konsekwencjami dla ich zdrowia psychicznego i edukacji. Zdaniem pozywających, dzieci i młodzież są szczególnie narażone na szkody, ponieważ ich mózgi nie są jeszcze w pełni rozwinięte, co czyni je bardziej podatnymi na negatywne wpływy mediów społecznościowych.

    Miasto Nowy Jork, stając w obronie swoich młodych mieszkańców, wskazuje na konieczność reagowania na zakłócenia w klasie, rosnącą liczbę przypadków lęku i depresji wśród młodzieży, a także na potrzebę opracowania programów nauczania, które edukują o wpływie mediów społecznościowych i promują bezpieczeństwo online. Koszty tych działań są ogromne – miasto wydaje ponad 100 milionów dolarów rocznie na wsparcie zdrowia psychicznego młodzieży.

    Rzecz jest o tyle złożona, że firmy technologiczne odpierają oskarżenia, twierdząc, że robią i zrobiły już wiele, aby zapewnić bezpieczeństwo użytkowników na swoich platformach. Od wdrażania kontroli rodzicielskich, przez ograniczenia czasowe poświęcane na korzystanie z aplikacji dla użytkowników poniżej 18 roku życia, aż po rozwijanie narzędzi wspierających bezpieczne doświadczenia online – firmy przedstawiają swoje działania jako kroki w dobrym kierunku. Niemniej jednak, pozew podważa skuteczność tych działań, wskazując na rosnący kryzys zdrowia psychicznego i uzależnienie od mediów społecznościowych wśród młodzieży.

    Ten konflikt rzuca światło na fundamentalny problem współczesnego społeczeństwa: jak znaleźć równowagę między korzyściami a zagrożeniami płynącymi z używania mediów społecznościowych, szczególnie wśród najmłodszych. Wymaga to nie tylko odpowiedzialności ze strony firm technologicznych, ale również aktywnej roli rodziców, edukatorów i całego społeczeństwa w edukowaniu młodych ludzi o bezpiecznym i zdrowym korzystaniu z internetu.

  • Czy Meta świadomie wabi najmłodszych do swoich platform? W USA trwa gorąca dyskusja

    Czy Meta świadomie wabi najmłodszych do swoich platform? W USA trwa gorąca dyskusja

    W dzisiejszych czasach, kiedy cyfrowa przestrzeń staje się coraz bardziej zintegrowana z naszym codziennym życiem, firmy technologiczne, takie jak Meta Platforms – właściciel Facebooka, znajdują się pod szczególną lupą. Ostatnie doniesienia rzucają nowe światło na praktyki firmy, szczególnie w kontekście jej interakcji z najmłodszymi użytkownikami.

    Zgodnie z raportami „The Wall Street Journal” i „The New York Times„, Meta Platforms została oskarżona o celowe projektowanie swoich platform społecznościowych w taki sposób, aby przyciągać dzieci. Co więcej, firma miała świadomość milionów skarg dotyczących nieletnich użytkowników Instagrama, ale podjęła działania tylko w niewielkiej części tych przypadków. Ta informacja wyłania się z pozwu złożonego przez prokuratorów generalnych z 33 stanów USA.

    Meta wykorzystuje słabości psychologiczne najmłodszych użytkowników? Tak twierdzą pozywający

    Dokumenty firmy, na które powołuje się skarga, opisują wewnętrzne dyskusje urzędników Meta, którzy przyznają, że produkty firmy są zaprojektowane w taki sposób, aby wykorzystać słabości psychologiczne młodzieży – impulsywne zachowania, podatność na presję rówieśniczą, a także niedoszacowanie ryzyka. Co istotne, przyznano, że Facebook i Instagram cieszą się popularnością również wśród dzieci poniżej 13 roku życia, co stoi w sprzeczności z polityką firmy.

    Firma się broni

    W odpowiedzi na te oskarżenia, Meta wydała oświadczenie dla Associated Press, twierdząc, że skarga błędnie przedstawia jej wysiłki włożone w ostatniej dekadzie w celu zapewnienia bezpieczeństwa online nastolatków. Firma podkreśliła, że dysponuje ponad 30 narzędziami wspierającymi młodych użytkowników i ich rodziców.

    Działania z premedytacją czy zwykła nieudolność?

    Jednakże, problem weryfikacji wieku pozostaje poważnym wyzwaniem, z którym Meta zmaga się, podobnie jak cała branża. Zamiast bezpośredniego rozwiązania, firma proponuje przeniesienie części odpowiedzialności na sklepy z aplikacjami oraz rodziców, wspierając jednocześnie przepisy federalne, które wymagałyby zgody rodziców przy pobieraniu aplikacji przez młodzież poniżej 16 roku życia.

    Interesujące jest zauważenie, jak wewnętrzne dyskusje w firmie odzwierciedlają konflikt między komercyjnymi a społecznymi aspektami działalności. W 2019 roku jeden z dyrektorów ds. bezpieczeństwa na Facebooku zwrócił uwagę na potencjalne szkody dla działalności firmy wynikające z eliminacji młodszych użytkowników. Rok później ten sam dyrektor wyraził frustrację z powodu braku entuzjazmu firmy dla identyfikacji i usuwania młodszych dzieci ze swoich platform.

    Skala jest olbrzymia

    Raport ujawnia również, że czasami Meta ma do nadrobienia zaległości dotyczące nawet 2,5 miliona kont młodszych dzieci. To wskazuje na znaczną skalę problemu, z którym firma się zmaga.

    Sytuacja, w której znalazła się Meta, rzuca światło na złożone wyzwania związane z równoważeniem komercyjnych ambicji i odpowiedzialności społecznej w cyfrowej erze. Ta historia podkreśla pilną potrzebę przejrzystości, odpowiedzialności i skutecznych mechanizmów ochrony młodszych użytkowników w świecie cyfrowym.

  • Ochrona dzieci na Instagramie: Były dyrektor Meta zeznaje, że firma ignoruje swoich najmłodszych użytkowników

    Ochrona dzieci na Instagramie: Były dyrektor Meta zeznaje, że firma ignoruje swoich najmłodszych użytkowników

    W czasie, kiedy światło dzienne ujrzały oskarżenia Frances Haugen dotyczące szkód wyrządzanych przez Facebooka i Instagrama młodszym użytkownikom, były dyrektor ds. inżynierii w Facebooku, Arturo Béjar, podjął próbę wstrząśnięcia sumieniem Marka Zuckerberga, dyrektora generalnego Meta. Jego alarmujący e-mail, wysłany w chwili, gdy ponownie związał się z firmą jako konsultant, rzucał światło na niepokojące doświadczenia jego córki z Instagramem, które, jak wskazywał, były ignorowane przez kierownictwo.

    Pracownik Meta oskarża firmę o lekceważenie niebezpieczeństw

    Béjar, który zdobył uznanie za prace nad ograniczaniem cyberprzemocy w latach 2009-2015, zeznał przed Kongresem, ujawniając nie tylko osobiste doświadczenia swojej córki z niechcianymi seksualnymi zalotami na Instagramie, ale również wskazywał na zasadnicze braki w podejściu firmy do zgłaszanych incydentów. Pomiędzy jego odejściem z firmy a powrotem, własna córka Béjara doświadczyła tego, co wielu młodych użytkowników – nękania i niechcianych zalotów, co doprowadziło do ostatecznej konfrontacji z kongresowym podkomitetem ds. mediów społecznościowych.

    Jego zeznania wyłaniają obraz firmy, która była świadoma szkód wyrządzanych przez Instagram, ale zdecydowała się nie wprowadzać zmian, które mogłyby temu zaradzić. Béjar przekonywał, że Meta powinna zmienić sposób zarządzania platformami, skupiając się na zwalczaniu molestowania i niechcianych zachowań, nawet jeśli nie naruszają one bezpośrednio istniejącej polityki firmy. Podkreślał, że wysyłanie wulgarnych wiadomości seksualnych do dzieci, choć nie łamie zasad Instagrama, powinno być surowo zabronione, a użytkownicy powinni mieć możliwość zgłaszania, że nie chcą otrzymywać takich komunikatów.

    Instagram – zyski ponad wszystko

    W kontekście niedawnych pozwów przeciwko Meta i dwupartyjnego nacisku w Kongresie na regulacje chroniące dzieci w Internecie, zeznania Béjara nabierają szczególnego znaczenia. Oskarżenia o projektowanie funkcji uzależniających dzieci od platformy wskazują na poważne zagrożenie dla ich zdrowia psychicznego i bezpieczeństwa online. W odpowiedzi na te wydarzenia, Meta podkreśla wysiłki na rzecz bezpieczeństwa młodych użytkowników, jednak zeznania Béjara rzucają cień wątpliwości na skuteczność tych działań.

    Sytuacja ta stawia Meta w niekorzystnym świetle, pokazując, że mimo dostępnych narzędzi i wiedzy, firma wybierała zyski nad bezpieczeństwem i dobrem użytkowników. W obliczu tej krytyki, coraz głośniej wybrzmiewa apel o przejrzystość i odpowiedzialność mediów społecznościowych, co może być impulsem do wprowadzenia bardziej restrykcyjnych regulacji dotyczących ochrony młodych ludzi w cyfrowym świecie.

  • Facebook i Instagram – subskrypcja bez reklam w Europie

    Facebook i Instagram – subskrypcja bez reklam w Europie

    W świecie mediów społecznościowych, gdzie reklamy są wszechobecne, Meta – firma stojąca za Facebookiem i Instagramem – planuje wprowadzić rewolucyjną zmianę dla użytkowników w Europie. Jak podał Wall Street Journal, Meta rozważa wprowadzenie płatnych subskrypcji, które pozwolą korzystać z tych platform bez reklam. Ale czy to ruch w stronę większej prywatności, czy może chodzi o coś innego?

    Facebook i Instagram – subskrypcja bez reklam: jakie są koszty?

    Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Wall Street Journal, firma zamierza pobierać od użytkowników około 10 euro miesięcznie za korzystanie z Instagrama lub Facebooka bez reklam w przeglądarkach komputerowych. Jeśli chodzi o korzystanie z tych platform na telefonach komórkowych, opłata wynosiłaby około 13 euro miesięcznie. Wyższa cena wynika z konieczności uwzględnienia prowizji pobieranych przez sklepy z aplikacjami Apple i Google.

    Dlaczego Meta wprowadza tę opcję?

    Głównym powodem dla którego Meta rozważa wprowadzenie płatnych subskrypcji jest chęć dostosowania się do surowych przepisów Unii Europejskiej dotyczących prywatności danych. Te przepisy stanowią wyzwanie dla modelu biznesowego firmy, który opiera się na wyświetlaniu spersonalizowanych reklam użytkownikom. W odpowiedzi na te regulacje, Meta oferuje użytkownikom wybór: korzystać z platform z reklamami lub płacić za wersję bez nich.

    Reakcja Meta na przepisy UE

    Najwyższy sąd UE orzekł, że Meta musi uzyskać zgodę użytkowników przed wyświetleniem im reklam. To orzeczenie wpływa na zdolność firmy do zarabiania na dostosowywaniu reklam do indywidualnych zainteresowań użytkowników. W odpowiedzi na to, firma stwierdziła: „Meta wierzy w wartość bezpłatnych usług, które są wspierane przez spersonalizowane reklamy. Jednakże, nadal badamy opcje, aby upewnić się, że przestrzegamy zmieniających się wymogów regulacyjnych.”

    Kontrowersje wokół planu

    Chociaż plan Meta może wydawać się atrakcyjny dla tych, którzy chcą unikać reklam, nie jest jasne, czy unijne organy regulacyjne zaakceptują ten pomysł. Istnieją obawy, że proponowane opłaty mogą być zbyt wysokie dla wielu użytkowników. Wprowadzenie płatnych subskrypcji przez Meta może być odpowiedzią na rosnące wymagania dotyczące prywatności w Europie.

  • Jak odzyskać skradziony profil na Instagramie?

    Jak odzyskać skradziony profil na Instagramie?

    Kradzież konta na Instagramie stanowi duży problem dla użytkowników tego popularnego serwisu społecznościowego. Zablokowany dostęp do znajdujących się na nim zdjęć czy relacji to zaledwie czubek lodowej góry problemów jakie mogą się z tym wiązać. Jeśli użytkownicy wykorzystują do logowania na Instagramie i w innych mediach społecznościowych lub poczcie elektronicznej identyczne dane, to mogą w ten sposób zapewnić cyberprzestępcom szeroki dostęp do kluczowych prywatnych zasobów. Może to skutkować zarówno blokadą danych, jak i bezpowrotną utratą podstawowych narzędzi, którymi posługujemy się na co dzień.

    Najważniejsze w obliczu cyberataku jest zachowanie spokoju i niepodejmowanie pochopnych decyzji – skradzione konto można odzyskać. Eksperci ESET analizują przypadek kradzieży profilu na Instagramie i dzielą się radami, jak zabezpieczyć swój profil przed ewentualnymi atakami cyberprzestępców.

    Utrata dostępu do profilu

    Eksperci cyberbezpieczeństwa ESET poddali w ostatnim czasie analizie przypadek zhakowania konta na Instagramie. Następstwem działań hakerów była całkowita utrata dostępu do profilu. Cyberprzestępcy zmienili nie tylko hasło, ale również włączyli dwuskładnikowe uwierzytelnianie podczas logowania, ustawiając zagraniczny numer telefonu oraz adres e-mail, do których tylko oni mieli dostęp. Dodali także do nazwy użytkownika losowe cyfry, które miały zapewne utrudnić odzyskanie dostępu do konta za pomocą telefonu. Następnie próbowali przejąć konta z listy znajomych, wysyłając do nich wiadomości podszywające się pod ofiarę, która rzekomo miała prosić o pomoc w odzyskaniu zablokowanego konta. W jaki sposób cyberprzestępcy mogli przejąć konto użytkownika Instagrama?

    – Pierwszym błędem, który mógł doprowadzić do tej sytuacji, było ustawienie zbyt prostego hasła, którym posługiwała się ofiara, również na innych portalach. Hasło mogło wyciec z innej usługi, zostać wyłudzone przez atakujących lub nawet odgadnięte mówi Kamil Sadkowski, starszy specjalista ds. cyberbezpieczeństwa z ESET. Drugim błędem był brak dwustopniowego uwierzytelniania, które jest darmowe i proste w użyciu w mediach społecznościowych oraz usługach poczty elektronicznej. Gdyby ta funkcja została włączona, to nawet gdyby atakujący posiadali prawidłowe hasło do konta na Instagramie i poczty elektronicznej, dzięki której są w stanie użyć popularnej wśród przestępców metody „na zapomniane hasło”, i tak odbiliby się od przysłowiowej ściany. Fakt, że po przejęciu konta sami włączyli dwuskładnikowe uwierzytelnianie dobitnie świadczy, że przestępcy mają świadomość skuteczności tego zabezpieczenia – dodaje.

    Droga do odzyskania konta nie jest krótka

    Ofiara próbowała odzyskać konto kierując się poradami, sugerowanymi przez Instagram. Niestety, nie mogła uzyskać wiadomości z danymi do zmiany hasła, która pozwoliłaby na odzyskanie dostępu do profilu. Jak się okazało, w ustawieniach konta poczty elektronicznej hakerzy zablokowali maile przychodzące z działu wsparcia technicznego Instagrama. Po odblokowaniu nadawcy i uzyskaniu wiadomości z linkiem resetującym hasło, ofiara ataku musiała zweryfikować swoją tożsamość przesyłając nagranie w formie selfie. Było to jednak możliwe tylko dlatego, że wcześniej zamieszczała na swoim profilu swoje zdjęcia. Dzięki temu pomoc techniczna Instagrama była w stanie przeprowadzić weryfikację. Po około 20 minutach właściciel profilu otrzymał kod, który umożliwił ponowne zalogowanie na koncie. Choć kod zadziałał i udało się zalogować, to niestety dostęp do konta został momentalnie odcięty. Powtarzanie całego procesu przynosiło taki sam efekt. W tym czasie użytkownik zaczął otrzymywać podejrzane maile podszywające się pod pomoc techniczną Instagrama proszące o podanie danych weryfikacyjnych, które zostały przez niego zignorowane.

    Kolejne próby odzyskania dostępu do konta odbywały się już z komputera ekspertów. Przesłana przez pełnoprawnego właściciela konta na Instagramie wiadomość mailowa z linkiem weryfikacyjnym umożliwiła ekspertom skuteczne zalogowanie się do profilu. Kolejnym krokiem było zabezpieczenie konta poprzez wyłączenie dwuskładnikowego uwierzytelnienia włączonego przez hakerów. Zmianie uległ zagraniczny numer telefonu podany przez przestępców na numer telefonu właściciela. Po przywróceniu prawidłowej nazwy użytkownika, zmieniono hasło i włączono dwuskładnikowe uwierzytelnianie za pomocą wiadomości SMS.

    Konto odzyskane – co dalej?

    Po odzyskaniu i zabezpieczeniu konta użytkownik mógł w końcu ponownie nim zarządzać i sprostować wszystkie wiadomości jakie wysyłali hakerzy podszywając się pod niego. Okazało się, że wszyscy znajomi, którzy podejrzewali, że wiadomości nie pochodzą tak naprawdę od ofiary ataku lub którzy oznaczali ją w stories, zostali zablokowani przez cyberprzestępców.

    – Korzystanie z unikalnego, silnego hasła oraz włączenie wieloskładnikowego uwierzytelniania zaraz po założeniu konta jest praktyką, która skutecznie zmniejsza prawdopodobieństwo utraty dostępu do usługi w wyniku ataku radzi ekspert ESET.

    Jak odzyskać konto na Instagramie krok po kroku

    1. Przejdź do swojego konta e-mail i upewnij się, że żadne adresy e-mail z Instagrama nie znajdują się na liście zablokowanych.
    2. Odwiedź stronę resetowania hasła w Instagramie.
    3. Postępuj zgodnie z instrukcjami wyświetlanymi na stronie i prześlij prośbę o zweryfikowanie tożsamości. W tym celu zostaniesz poproszony o nagranie wideo. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy konto zawiera już Twoje zdjęcia. Link odzyskiwania zostanie wysłany na oryginalny adres e-mail.
    4. Jeśli to nie zadziała, spróbuj ponownie, aż do momentu, kiedy zostaniesz zweryfikowany.
    5. Po pomyślnym zakończeniu procesu weryfikacji otrzymasz ośmiocyfrowy kod, który będzie wymagany po kliknięciu w link wysłany z Instagrama.
    6. Zaloguj się na konto na komputerze, najlepiej przy użyciu adresu IP, który nie był wcześniej używany do korzystania z konta.
    7. Po wejściu natychmiast unieważnij fałszywe dwuskładnikowe uwierzytelnienie ustawione przez cyberprzestępców.
    8. Zmień hasło na silne, unikalne i niezwiązane tematycznie z Tobą.
    9. Zmień numer telefonu z powrotem na swój.
    10. Włącz ponownie dwuskładnikowe uwierzytelnianie.
    11. Rozważ opcję dwuskładnikowego uwierzytelniania opartego na aplikacji, zamiast na SMS-ach.
    12. Zmień nazwę użytkownika z powrotem na laptopie przed ponownym wprowadzeniem jej na telefonie.
    13. Na koniec sprawdź listę osób zablokowanych na swoim koncie na Instagramie. Hakerzy mogli umieścić tam twoich bliskich przyjaciół.

    Wskazówki eksperta ESET jak zapobiec utracie konta

    • Używaj silnego i unikalnego hasła na Instagramie.
    • Włącz dwuskładnikowe uwierzytelnianie, zarówno na swoim koncie na Instagramie, poczcie email, jak i w innych usługach.
    • Uważaj na wiadomości phishingowe rzekomo pochodzące z Instagrama.
    • Uważaj na wszelkie wiadomości na Instagramie, które zaczynają się na przykład: „Cześć, potrzebuję twojej pomocy”.
    • Jeśli dostaniesz taką wiadomość od znajomego, zadzwoń do właściciela konta, aby uświadomić mu, że jego konto padło prawdopodobnie ofiarą ataku.
    • Miej co najmniej jedno zdjęcie swojej twarzy na swoim koncie, aby proces ewentualnego odzyskiwania konta z użyciem selfie wideo mógł zadziałać prawidłowo.
  • Zuckerberg zapowiada: Instagram z własną kolekcją NFT

    Zuckerberg zapowiada: Instagram z własną kolekcją NFT

    Popularyzacja technologi NFT wchodzi na kolejny poziom. Już wkrótce tokeny NFT mają być dostępne na Instagramie. Właściciel Mety jeszcze nie zdradza, jak będzie można używać tej technologii w popularnej aplikacji, ale eksperci są zgodni – Instagram i NFT to połączenie niemal idealne.  Tym samym Mark Zuckerberg stawia kolejny krok do stworzenia własnego Metaverse.

    South by Southwest (SXSW) jest corocznym konglomeratem równoległych festiwali i konferencji filmowych, muzycznych oraz technologicznych, które odbywają się w połowie marca w amerykańskim Austin. SXSW jest zatem idealnym miejscem, żeby ogłaszać nowości, którymi będzie żył świat nowych technologii.

    NFT na Instagramie – okazja do zarobku?

    Okazji nie przepuścił Mark Zuckerberg, który poinformował, że jego firma  w najbliższym czasie planuje wprowadzić NFT na Instagram. Założyciel Facebooka (dziś Mety) nie przedstawił wielu szczegółów, ale podkreślił, że integracja niezamiennych tokenów z aplikacją do udostępniania zdjęć i filmów, to jedno z wyzwań przed którym stoi jego firma.

    – Publikacja filmów, grafik i zdjęć dość dobrze współgra z możliwościami jakie daje NFT, a połączenie technologii opartej na blockchain z Instagramem wydaje się dość naturalnym procesem. Nadal jednak nie jest do końca jasne, co oznaczałaby obecność NFT na Instagramie. Czy można będzie sprzedać popularny post jako NFT?  A może Meta pójdzie nieco dalej i udostępni opcję tworzenia cyfrowych biletów wstępu do wydarzeń, a zatem będzie okazją do zwiększenia możliwości zarobkowania w tym medium społecznościowymzastanawia się Bartosz Bilicki założyciel i CEO startupu SmartVerum, który tokenizuje sztukę i tworzy „artystyczny” metaverse. 

    Przypomnijmy, że tokeny NFT pozwalają kupować i sprzedawać własność unikalnych cyfrowych przedmiotów i śledzić, kto jest ich właścicielem, korzystając z technologii blockchain. NFT oznacza „niezamienny token” i technicznie może zawierać wszystko to, co jest cyfrowe – w tym rysunki, animowane GIF-y, piosenki lub elementy w grach wideo.

    NFT – kolejny krok do Metaverse

    Informacja o pojawieniu się NFT na Instagramie to kolejny sygnał, że Zuckerberg chce być jednym z pionierów propagowania tej technologii. Już zeszłego lata Instagram zorganizował „Tydzień twórców”, wirtualną, ale też dostępną tylko na specjalne zaproszenie, konferencję dla osób wybijających NFT.

    Jeszcze wcześniej Zuckerberg zapowiedział stworzenie własnego metaverse, którego skróconą nazwę przyjął Zuckerberg dla swojej firmy. Jego zdaniem będzie to nowe oblicze internetu, wirtualna przestrzeń, w której ludzie będą mogli wchodzić ze sobą w interakcje za pomocą różnych technologii. Dzięki temu doświadczanie ma być jeszcze głębsze i odbywać się to poprzez połączenie człowieka, sprzętu i oprogramowania. W skrócie metaverse jest pomyślany jako symulacja rzeczywistego świata, w którym możesz pracować, uczyć się, komunikować, odpoczywać, brać udział w wirtualnych koncertach, ale też, zanim wybierzemy się na realny urlop, to za pomocą gogli sprawdzimy, czy wybrany przez nas hotel spełnia nasze wymagania.

    – Pomimo tego, że Metaverse to świat otwarty, dostępny dla każdego, nie oznacza jednak, że będzie całkowicie darmowy. Dziś wiele wskazuje na to, że możliwości, które nam otworzy, opłacać będziemy wirtualną walutą. Jaką? Każdy metaverse ma na to własną odpowiedź – w Decentraland jest $MANA, w Sandboksie – $SAND. Czym zapłacimy w świecie Marka Zuckerberga? Być może odpowiedzi trzeba szukać w projekcie Diem (była Libra) lub np. we Flow, którego z Diem wiele łączy. Z pewnością jednak możemy liczyć na to, że wdrożone rozwiązanie będzie prosty dla użytkowników Instagrama i nie będzie wymagało instalowania dodatkowych rozszerzeń do przeglądarki (jak np. Metamask)podkreśla Bartosz Bilicki założyciel i CEO startupu SmartVerum.

  • Trendy e-commerce 2022

    Trendy e-commerce 2022

    Wyjście na zagraniczne rynki, personalizacja produktów, headless e-commerce, wzrost znaczenia omnichannel – to tylko kilka tendencji, które będą dominować w nowym roku w e-commerce. Jakie będą trendy w 2022?

    Handel internetowy w ciągu ostatnich dwóch lat znacząco przyspieszył. Jak wynika z raportu Gemius „E-commerce w Polsce 2021”, już 77 proc. Polaków (użytkowników internetu) robi zakupy online. Jak wynika z badania, 33 proc. konsumentów znacznie częściej decyduje się na sprawunki online.

    Rozwój e-commerce generuje nowe potrzeby. Szybkie zmiany sprawiają, że platformy sklepowe i sklepy internetowe szukają rozwiązań, które wspierają sprzedaż. Tak rodzą się nowe tendencje w e-handlu. Jakie będą trendy w e-commerce w 2022 roku? Oto przewidywania jednego z polskich liderów e-commerce IdoSell.

    Cross-border

    Cross-border czyli sprzedaż międzynarodowa. To kierunek, w którym idzie coraz więcej e-sklepów. Lokalne rynki są już zbyt małe dla wielu przedsiębiorców. Dlatego też merchanci zaczynają sprzedawać za granicę. Naprzeciw tej potrzebie wychodzi coraz więcej platform sklepowych i sprzedażowych. Łatwe wejście na kolejne rynki wspierają m.in. integracje z marketplace’ami, kurierami czy też firmami oferującymi fulfillment, które umożliwiają sprzedaż na rynkach Europy i świata. W polskim e-commerce szczególnie popularna w tym roku będzie sprzedaż do Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii czy też Grecji.

    Personalizacja produktów

    Dostosowanie oferty do potrzeb klienta to jeden z trendów, który dominuje we współczesnym e-commerce. Na rynku są platformy sklepowe, które umożliwiają sprzedawcom tworzenie konfiguratorów (narzędzie to tworzenia towarów które można spersonalizować). Te zaś pozwalają konsumentom na dostosowanie produktów ze sklepów internetowych do swoich potrzeb. Taki zabieg jest popularnym m.in. w sklepach z branż wnętrzarskiej oraz modowej. W 2022 roku personalizacja produktów będzie się rozwijać. Żeby jak najlepiej dostosować towary do potrzeb klientów, sklepy internetowe będą tworzyć ankiety, quizy, akcje Q&A.

    Headless e-commerce

    Jeszcze do niedawna pełna kontrola nad warstwą graficzną sklepu internetowego, była niemożliwa. Aż do teraz. Coraz więcej światowych graczy korzysta z headless e-commerce i oferuje swoim klientom spersonalizowane i bezproblemowe doświadczenie zakupowe. Czym jest headless e-commerce? To sklepy internetowe z rozdzielonymi frontendem i backendem, połączonymi za pomocą API. To zaś oznacza, że wszelkie modyfikacje, które są dokonywane w warstwie graficznej sklepu, nie muszą pociągać za sobą zmian w rdzeniu, czyli backendzie. Dla sprzedawców oznacza to, że mają pełną władzę nad UX i UI swojej strony w różnych kanałach. Headless e-commerce daje też większą kontrolę nad treścią i zapewnia bardzo płynne doświadczenie zakupowe. W Polsce korzystają z niego największe serwisy aukcyjne oraz platforma sklepowa IdoSell.

    Wzrost znaczenia omnichannel

    Omnichannel to model, który w czasie pandemii bardzo dużo zyskał. Konsumenci przyzwyczaili się , że mogą operować swobodnie między sklepami online i offline. Omnichannel poszerza horyzonty i daje możliwość wyboru – a to sprawia, że marka zyskuje większe zaufanie klientów. Ten trend będzie się rozwijać w 2022 roku, ponieważ e-sklepy będą i szukać nowych klientów w różnych miejscach. Jeden kanał już nie wystarczy. Pomoc w spięciu wszystkich kanałów sprzedaży jest tu bardzo istotna. Dlatego warto zwrócić uwagę na platformy sklepowe, które pomagają zaplanować i prowadzić strategię omnichannel.

    Jeszcze szybsze płatności

    Natychmiastowa płatność jest bardzo ważna dla e-commerce. Właściciel sklepu internetowego powinien zapewnić klientom jak najszybszy sposób opłaty za transakcję, bez zmiany platformy czy jakichkolwiek rejestracji. Taki zabieg zwiększa szanse na udaną transakcję. W 2022 sklepy będą upraszczać ścieżkę opłaty za produkt. Klienci będą zdecydowanie chętniej korzystać z opcji zakupy za pomocą jednego kliknięcia.

    Sprzedaż mobilna

    M-commerce to trend, który obowiązuje już od 2020 roku. Jednakże w 2022 nadal będzie się rozwijał. Tym bardziej, że już ponad 50 proc. konsumentów w Europie, robi zakupy właśnie za pomocą telefonów komórkowych. W nowym roku firmy e-commerce będą ciągle poprawiać doświadczenia zakupowe na urządzeniach mobilnych. Przede wszystkim zmiany będą dotyczyć uproszczenia metod płatności.

    Zrównoważony rozwój

    Z roku na rok konsumenci są coraz bardziej świadomi w kwestii ochrony środowiska. Wiedzą, że mogą zmienić swoje zachowania zakupowe na bardziej ekologiczne. Dlatego też szukają sklepów, które są eko. Znakomitym przykładem takiego e-sklepu jest Pan Pablo, gdzie w osobnej zakładce „sustainable”, są produkty less i zero waste, carbon neutral czy też fair trade. Włączenie zrównoważonego rozwoju do modelu biznesowego pomoże dotrzeć do nowego segmentu klientów.

    Zakupy w Social Media

    Social commerce to odnoga e-handlu, która coraz szybciej zdobywa popularność. Wielu konsumentów decyzje zakupowe podejmuje podczas przeglądania mediów społecznościowych. Część z nich kupuje produkt bezpośrednio przez Facebooka lub Instagram. Coraz popularniejszy staje się np. Instagram Shop i Instagram Checkout, który pozwala na dokonywanie płatności przez Instagram, bez konieczności odwiedzania strony internetowej lub aplikacji danej marki.

    Sztuczna inteligencja i maszynowe uczenie

    Sztuczna inteligencja jest coraz szerzej wykorzystywana w e-commerce. Pomaga ona spersonalizować doświadczenie zakupowe klienta. Dzięki AI (ang. artificial inteligence), zautomatyzowane i inteligentne mechanizmy uczą się zachowań konsumentów i dostosowują ofertę do poszczególnych użytkowników. AI może sugerować na podstawie historii wyszukiwania, dotychczasowych zakupów, płci. Jak twierdzą eksperci, inteligentne rekomendacje (takie jak np. Reklamy Google od IdoSell) to dopiero początek wykorzystywania AI w e-commerce.

    Wyszukiwanie głosowe

    W krajach anglojęzycznych coraz większą popularnością cieszą się Siri, Alexa i Okay Google. Do polskich konsumentów asystenci głosowi jeszcze nie do końca „przemawiają”. Niemniej, według przewidywań ekspertów, w przyszłości możliwość składania zamówień w sklepach internetowych za pomocą komend głosowych, będzie coraz popularniejsza. To dlatego, że przyspiesza proces i urozmaica ścieżkę zakupową, pozwala sprzątać czy prowadzić samochód i robić zakupy jednocześnie. Zanim jednak asystenci zaczną dominować w e-commerce, minie trochę czasu.

    Chatboty i głosowe boty

    Z chatbotów korzysta już większość sklepów internetowych. Jednakże w 2022 roku mają się stać jeszcze popularniejsze. Przede wszystkim dlatego, że rozwinie się w nich poziom personalizacji. Będą witać klientów, pomagać im, instruować. Konsument będzie miał wrażenie, że rozmawia z prawdziwym człowiekiem. W e-commerce chatboty mogą odpowiadać na najczęściej zadawane pytania, rozwiązywać problemy klientów i oferować produkty, które są dostosowane do potrzeb konsumenta.

    Rozszerzona i wirtualna rzeczywistość

    Wirtualna i rozszerzona rzeczywistość eliminuje jeden ze słabych punktów e-commerce – niemożność sprawdzenia, jak produkt wygląda w rzeczywistości. Dzięki VR kupujący może umieścić grafikę/zdjęcie produktu w swoich przestrzeniach. i uzyskuje obraz tego, jak dany przedmiot będzie wyglądać w prawdziwym świecie . VR stosuje już m.in. Ikea.

    Dostawa dronami

    Dostawa paczek za pomocą dronów brzmi jak pomysł z filmów science fiction. Jest to jednak metoda, która coraz częściej pojawia się w ofertach największych marek. Szczególnie, że jest bardzo opłacalna, zwłaszcza w przypadku dostaw lokalnych. Amazon, Fed Ex czy Alibaba wykorzystują już drony w niektórych regionach świata. Problem stanowią jeszcze możliwości dronów i zbyt małe zaawansowanie technologiczne. Niemniej, pandemia i potrzeba dystansu społecznego sprawiają, że e-commerce szuka opcji bezkontaktowych dostaw. Drony zaś wpisują się w tę potrzebę idealnie. Oprócz kwestii bezpieczeństwa, drony wymagają mniejszych nakładów finansowych i nie zostawiają takiego śladu węglowego, jak samochody. Dodatkowosą w stanie dotrzeć nawet w bardzo niedostępne miejsca. Drony to pieśń przyszłości, ale zainteresowanie gigantów tą formą dostawy sprawi, że w nadchodzącym roku może ona rozbrzmiewać coraz szerzej.

    Nietypowe pakowanie przesyłek

    Personalizacja i kreatywność przy pakowaniu produktów to trend, który w 2022 roku odegra kluczową rolę. Konsumenci zwracają coraz większą uwagę na to, w jaki sposób są przygotowane ich paczki. Biorą pod uwagę ekologię, estetykę, element zaskoczenia i personalizację. Żeby doświadczenia zakupowe były jeszcze lepsze, konsumenci oczekują czegoś, co zwróci ich uwagę, będzie skierowane tylko do nich, wywoła pozytywne emocje. Jeśli opakowanie jest oryginalne, szansa na powrót klienta do sklepu jest po prostu większa.

    Konsultacje video

    To kolejny trend, który wymusiła pandemia Covid-19. Konsumenci nie mogli pójść do sklepów, żeby Dlatego część sprzedawców postanowiła pokazać swoją ofertę nie tylko na zdjęciach i nagraniach, ale też przez wideokonferencje. W efekcie klient zdobywa większe zaufanie do sprzedawcy i częściej zamyka taką transakcję. Z konferencji korzystają np. sklepy z branży fashion.

    2021

    Ostatni rok w e-commerce to nie tylko rozrost sprzedaży, ale również ogromne tempo rozwoju. Platformy sklepowe zaczęły wprowadzać udogodnienia, których dotychczas nie było. Merchanci mogą włączać do swoich sklepów m.in. leasingi, płatności odroczone, łatwe i szybkie dostawy do innych krajów czy też współpracę z serwisami sprzedażowymi z całego świata. Rok 2021 to także czas zmiany w zachowaniach zakupowych konsumentów. Według raportu „Omni-commerce. Kupuję wygodnie 2021” (stworzonego przez Izbę Gospodarki Elektronicznej) na początku pandemii COVID-19 klienci sklepów internetowych ograniczali wydatki na przyjemności i unikali większych inwestycji, teraz jednak się to zmieniło. Znacznie chętniej dokonują zakupów sieci, wykupują abonamenty na platformach streamingowych czy kupują więcej towarów z branży spożywczej. W rozwoju e-commerce znacznie miał również rozwój sieci, większa płynność internetu (szczególnie na urządzeniach mobilnych) oraz wzrost znaczenia sztucznej inteligencji. Podsumowując – w 2021 roku zwiększyła się satysfakcja z zakupów w e-sklepach, nastąpiło przewartościowanie nawyków, a do e-handlu weszło wielu udogodnieniach zarówno dla konsumentów, jak i sprzedawców.

  • Wirtualny świat za prawdziwe pieniądze. Dlaczego cyfrowy rynek NFT jest wart miliardy?

    Wirtualny świat za prawdziwe pieniądze. Dlaczego cyfrowy rynek NFT jest wart miliardy?

    Okazuje się, że można kupić coś, co nie istnieje lub inaczej ujmując, znajduje się wyłącznie w świecie wirtualnym. W marcu br. cyfrowy obrazek JPEG został sprzedany za blisko 70 mln dol., a aukcje w Christie’s obserwowało w sieci 20 mln ludzi. Ten nowy sektor dóbr cyfrowych stale rośnie. Jak obliczył JP Morgan rynek NFT jest już wart ponad 7 mld dol. Dla przykładu, niewymienialny token, czyli NFT, pozwala kupować m.in.: wirtualne nieruchomości, obrazy, przedmioty w grach, nazwy domen czy nawet cyber zwierzaki. A to wszystko jest dopiero początkiem możliwości jego stosowania. Z pewnością barwnym przypadkiem użycia NFT są CryptoKittiesi. To stworzona w 2017 r. gra oparta o technologię blockchain. „Kryptokotki” to cyfrowe reprezentacje kotów z unikalnymi identyfikatorami na platformie Ethereum. Gra oferuje swoim użytkownikom hodowanie kotków, które można następnie łączyć w pary i rozmnażać, każdy jest wyjątkowy i ma swoją cenę. Rozmnażają się między sobą i wydają nowe potomstwo, które ma inne cechy i wartości w porównaniu z rodzicami. W ciągu kilku krótkich tygodni od uruchomienia, „kryptokotki” zgromadziły fanów, którzy wydali 20 mln dol. na ich zakup, karmienie i pielęgnowanie. Niektórzy entuzjaści wydali na to nawet 100 tys. dol. W grudniu 2017 r. po premierze gry pierwszy wirtualny kotek został sprzedany za ponad 110 tys. dol. W rok po premierze w rozwój projektu zainwestowali giganci, jak Samsung czy Google oraz mniejsi inwestorzy prywatni, a CryptoKitties osiągnęło kamień milowy wyhodowując 1 milion kotów, a zarazem przekroczyło ponad 3 miliony transakcji na swoich smart kontraktach. Wkrótce projekt znalazł wielu naśladowców, dla przykładu Crypt-oink to powstała w 2018 roku, pierwsza japońska gra symulacyjna opierająca się na technologii blockchain. Pozwala ona użytkownikom na zakup przypominających świnki postaci o nazwie “Crypton”, które można trenować, ulepszać, a także wystawiać w wyścigach. Świnki można także łączyć w pary i tym sposobem tworzyć ich unikalne potomstwo. Jednak to CryptoPunkom powszechnie przypisuje się początek szaleństwa NFT w 2021 roku, wraz z innymi wczesnymi projektami, w tym CryptoKitties, Bored Ape Yacht Club i słynną rekordową ceną z cyfrowy obraz Beeple – Everydays: The First 5000 Days. Projekt został uruchomiony w 2017 r.  przez studio Larva Labs, czyli dwuosobowy zespół składający się z kanadyjskich programistów Matta Halla i Johna Watkinsona. Istnieje 10 tys. unikalnych CryptoPunków (6039 mężczyzn i 3840 kobiet), z których wszystkie są cyfrowo ograniczone dzięki wykorzystaniu technologii blockchain. Każda z nich została wygenerowana algorytmicznie za pomocą kodu komputerowego, a zatem nie ma dwóch identycznych postaci, a niektóre cechy są rzadsze niż inne. Zostały pierwotnie wydane za darmo i każdy, kto ma portfel Ethereum, może je odebrać. Jedynym kosztem uzyskania CryptoPunk podczas ich początkowego wydania były opłaty Ethereum (ETH), które w tamtym czasie były znikome ze względu na niewielkie wykorzystanie zarówno łańcucha bloków Ethereum, jak i niewielką wiedzę na temat projektu. 10 marca 2017 r. CryptoPunk #7804 został sprzedany za 7,6 mln dol., a dzień później CryptoPunk #3100 znalazł kolejnego nabywcę za 7,67 mln dol, zaś  w czerwcu b.r. CryptoPunk #7523 został sprzedany na aukcji w Sotheby’s za 11,7 mln dol. Natomiast w maju b.r. dom aukcyjny Christie’s w Nowym Jorku, sprzedał kolekcje dziewięciu CryptoPunków za kwotę 16,9 mln dol. Obecnie, ze względu na swoją rzadkość i ekskluzywność, są często używane jako symbol statusu w społecznościach kryptowalut, a także przynoszą wyższe ceny na otwartym rynku i trafiają do domów aukcyjnych. Jak obliczono, w tym roku kapitalizacja rynkowa wszystkich kryptowalut wyniosła 3 bilionów dol. NFT, cyfrowy rynek, rynek nft Inny przykład to kolekcja Rare Pepe, która jest rodzajem sztuki krypto tworzonej przez różnych artystów na całym świecie w latach 2016 – 2018, na podstawie komiksu Matta Furie pt. Boy’s Club z 2005 r. i sprzedawane jako NFT. Pepe the Frog to rysunkowa zielona żaba. W 2015 r. podzbiór memów Pepe zaczął być określany jako „rzadki Pepes”, co ogólnie oznacza, że ​​​​artysta wcześniej nie pokazał mema publicznie. W kwietniu tego samego roku kolekcja rzadkich obrazów Pepe została wystawiona na eBayu, gdzie osiągnęła cenę 99 166 USD, zanim została usunięta z serwisu. „Rare Pepe Wallet” to internetowy, zaszyfrowany portfel opracowany, aby umożliwić użytkownikom kupowanie, sprzedawanie i przechowywanie rzadkich Pepe za pomocą środka wymiany o nazwie PepeCash. Zamknięty w 2018 r. „Rare Pepe Directory” był katalogiem stworzonym do zapisywania wszystkich znanych rzadkich Pepe, ze szczegółowymi wytycznymi dotyczącymi przesyłania zdjęć. 26 października 2021 r. rzadki Pepe PEPENOPOULOS został sprzedany na aukcji Sotheby’s za 3,6 mln dol. Natomiast w grudniu 2017 r. opublikowano wykorzystując grafikę pobraną od clipartów EtherRocks. To różnokolorowe skały i jest ich łącznie sto. Na przełomie sierpnia i września b.r. sprzedano trzy z nich kolejno za 2,268;  2,607 i 2,872 mln dol.  Kolejny czwarty Etherrock został sprzedany za 1,9 mln dol., a najwyższa do tej pory cena za wirtualną skałę wyniosła prawie 3,8 mln dol. i została osiągnięta w październiku 2021 r. Nawet Tweety nie oparły się trendowi monetyzacji zasobów cyfrowych. Pierwszy tweet założyciela Twittera, Jacka Dorseya, został sprzedany za 2,9 mln dol. biznesmenowi z Malezji. Elon Musk stworzył tweeta, tzw. „piosenkę o NFT “, którego chciał sprzedać na dedykowanej do tego platformie v.cent w marcu b.r.  Biznesmen otrzymał oferty sięgające 1,1 mln dol., zanim zdecydował się anulować sprzedaż. Takie przykłady można mnożyć. NFT, cyfrowy rynek, rynek nft

    Pierwszy milion

    Wirtualny świat stale rośnie, to co jeszcze kilka lat temu wydawało się nierealna przyszłością z filmów science fiction wchodzi do powszechnego użytku. Cyfrowa rzeczywistość od lat jest wymienialna na prawdziwą walutę. Choćby w grach i aplikacjach, gdzie można nabywać funkcjonalności czy dobra wirtualne. Pamiętnym prekursorem tego zjawiska była strona internetowa stworzona w 2005 r. przez Alexa Tewa, studenta w Wiltshire, w Anglii – The Million Dollar Homepage. To jedna strona główna, która zawiera milion pikseli podzielonych na obszary po 10 × 10 pikseli. Powierzchnia była sprzedawana jako miejsce reklamy kupującego w formie prostego obrazka. Koszt takiego obszaru to sto dol. za blok wielkości 10 × 10 pikseli. Na wykupionej powierzchni wyświetla się malutki obrazek, który jest zarazem URL do wybranej strony, a po najechaniu na niego kursorem myszy pokazuje się slogan reklamowy, zdefiniowany przez kupującego. W ten sposób cała przestrzeń na stronie została sprzedana, przynosząc milion dolarów przychodu dla twórcy. Rok po starcie, ostatnie 1000 pikseli zostało wystawione na eBay. Aukcja zakończyła się w styczniu 2006 r. ze zwycięską ofertą w wysokości 38,1 tys. dol. Łączny zysk Tewa wyniósł 1 mil 37,1 tys. dol. Strona była inspiracją dla wielu podobnych serwisów reklamowych. Żaden jednak nie powtórzył jego sukcesu. Aż prosi się o współczesną kontynuację tej koncepcji, która w oparciu o NFT pozwala na sprzedanie cyfrowego dzieła sztuki w kawałkach, np. podzielonych pikseli, co daje możliwość zebrania kapitału od wielu odbiorców i potem ciągłego obrotu wartości jego części, jak giełdowymi akcjami. Prawa autorskie mogą pozostać własnością artysty. W ten sposób można dokonywać też performance, gdzie fizyczne działo ulegnie dematerializacja fizycznej z przejściem do świata wirtualnego.

    Polski debiut w wielkim stylu

    W świetle jupiterów i tłumnie obserwowane przez media NFT zawitało również do naszego kraju. Pod koniec października b.r. na 18. Warszawskich Targach Sztuki ogłoszono wyniki pierwszej trwającej trzy dni aukcji internetowej w Polsce tokenu NFT. Złożono w niej 79 ofert, a rzeźba znanego polskiego artysty Tomasza Górnickiego została sprzedana z opłatą aukcyjną za 312 tys. 700 zł. Artysta często instaluje swoje dzieła w przestrzeni miejskiej w celu wywołania spontanicznych reakcji przechodniów. Licytowany cyfrowy model 3D stworzony na podstawie oryginalnej rzeźby „Fortune” uzyskał aż 62-krotne przebicie ceny wywoławczej. Cyfrowy obiekt jest kompatybilny z Metaverse. To rodzaj domyślnej pętli Internetu, obsługującej trwałe wirtualne środowiska online 3D za pomocą komputerów osobistych, a także zestawów do rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej. Tym samym, nabywca tokenu będzie mógł w pełni korzystać z cyfrowej prezentacji jego obiektu w wirtualnych galeriach, grach i szeroko pojętym środowisku Metaverse. Szacuje się, że wartość fizycznej rzeźby, czyli odlewu z brązu o wysokości 70 cm, który można było zobaczyć na stoisku Artinfo.pl w czasie targów to 35 tys. zł. Sama rzeźba z brązu zostanie przekazana na stałe do zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach. Tym samym przestanie funkcjonować na komercyjnym rynku dzieł sztuki. Pozostanie na nim wyłącznie token NFT. Tomasz Górnicki to 35 letni artysta, w roku 2010 uzyskał dyplom z wyróżnieniem w pracowni profesora Janusza Antoniego Pastwy na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Jest współzałożycielem artystycznego kolektywu Iron Oxide. Jego twórczość artystyczna obejmuje głównie rzeźby i instalacje z brązu, stali, kamienia oraz betonu. Prace Górnickiego były wystawiane w Polsce, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Belgii oraz na Islandii. Natomiast na początku grudnia b.r. odbyła się inicjalna aukcja digital-u w Desa Unicum, który stał się pierwszym domem aukcyjnym w Europie środkowo-wschodniej oferującym cyfrowe dzieła z tokenami. Łącznie „Op-art i Abstrakcja Geometryczna” oraz „Pop-art, Popkultura, Postmodernizm” przyniosły obrót wynoszący 17,6 mln zł. W ich ramach, po raz pierwszy w Polsce podczas aukcji na żywo sprzedane zostało dzieło NFT – była to praca  Pawła Kowalewskiego „Dlaczego jest raczej coś niż nic” sprzedana łącznie z opłatami za 552 tys. zł. Obraz został namalowany w 1986 r., jednak jedenaście lat później dzieło uległo zniszczeniu podczas powodzi. Nawet warszawska Giełda Papierów Wartościowych chce tokenizować sztukę. W październiku b.r. GPW oraz Artinfo.pl podpisały memorandum o partnerstwie, w ramach którego powstaną ramy biznesowe umożliwiające tokenizację dzieł sztuki, a w szczególności obrazów. Poznaliśmy też inny projekt GPW, w ramach którego inwestorzy mają otrzymać możliwość kupowania tokenów na srebro. Partnerem tego przedsięwzięcia jest KGHM, jeden z największych producentów tego metalu szlachetnego na świecie. Zaangażowanie GPW świadczy o rosnącym zainteresowaniu sektorem NFT wśród największych instytucji finansowych w Polsce.

    Nowe możliwości

    NFT to zupełnie nowa klasa aktywów wzbudzająca odmienne emocje do ekscytacji, po głęboki sceptycyzm. Wiele osób zastanawia się, jak tokeny w Internecie mogą być w ogóle warte pieniędzy — zwłaszcza, gdy wiele z nich reprezentuje po prostu „własność” obrazu lub animacji online, których kopię można w zasadzie pobrać za darmo. W przeciwieństwie do kryptowalut, takich jak Bitcoin czy Ethereum tokeny NFT nie są wzajemnie wymienne. Wprowadzenie technologii blockchain, na której zbudowano sukces kryptowalut, eliminuje pośredników z procesu zakupu i pozwala łatwo sfinalizować transakcje oraz rozliczyć prowizję. Daje także powszechny i prosty dostęp masowym inwestorom z całego świata. Zapewnia ona otwartą księgę rejestrującą transakcje, przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa oraz weryfikowalności i doskonale nadaje się do różnych innych zastosowań niż tylko kryptowalut. Dla przykładu, niewymienialny token NFT jest unikalnym, jedynym w swoim rodzaju przedmiotem cyfrowym. Są one przechowywane w publicznych cyfrowych księgach zwanych “łańcuchami bloków”, co oznacza, że ​​można w dowolnym momencie udowodnić kto jest właścicielem danego NFT i prześledzić historię wcześniejszego posiadania. Mogą one mieć tylko jednego oficjalnego właściciela na raz i są zabezpieczone przez blockchain Ethereum – nikt nie może modyfikować rejestru własności ani kopiować/wklejać nowego NFT. Pozwalają nam tokenizować takie rzeczy jak sztuka, kolekcje, a nawet istniejące w online nieruchomości. Pierwsze wzmianki na ich temat pojawiły się już w 2012 r., ale tokeny NFT zyskały na popularności cztery lata temu za sprawą opisanej gry CryptoKitties. Jednak prawdziwe szaleństwo ich popularności ruszyło się wraz z początkiem 2021 r/, kiedy artyści, celebryci, influencerzy czy sportowcy zaczęli wydawać swoje prace połączone z ich wirtualnymi odpowiednikami, a kupujący dostrzegają w nich wyjątkowy produkt, który ma dla nich wartość kolekcjonerską i wraz z upływem lat będzie miał coraz większą wartość. NFT zasadniczo zmieniły rynek aktywów cyfrowych. Historycznie nie było możliwości oddzielenia „właściciela” grafiki cyfrowej od kogoś, kto właśnie zapisał kopię na swoim pulpicie. Rynki nie mogą działać bez wyraźnych praw własności: zanim ktoś będzie mógł kupić towar, musi być jasne, kto ma prawo go sprzedać, a gdy ktoś już kupi, musisz mieć możliwość przeniesienia własności ze sprzedającego na kupującego. NFT rozwiązują ten problem, dając stronom coś, co mogą uzgodnić, że reprezentuje własność. W ten sposób umożliwiają budowanie rynków wokół nowych rodzajów transakcji — kupowanie i sprzedawanie produktów, których nigdy wcześniej nie można było sprzedać lub umożliwianie przeprowadzania transakcji w innowacyjny sposób, który jest bardziej wydajny i wartościowy.

    Miliony za zdjęcie w Internecie

    W marcu br. elektroniczny zapis „Everydays: the First 5000 Days” („Codziennie: pierwsze 5000 dni”) został sprzedany w domu aukcyjnym Christie’s jako non-fungible token za 69,4 mln dol. Kupił go singapurski programista Vignesha Sundaresana, znany też pod pseudonimem MetaKovan. Ten inwestor kryptowalutowowy i założyciel projektu Metapurse NFT, za dzieło zapłacił oczywiście używając kryptowaluty, czyli 42 329 Ether. Sundaresan otrzymał prawa do wyświetlania grafiki, ale bez przekazania mu praw autorskich. Niektóre z 5 tys. obrazów składających się na pracę stworzoną przez Mike’a Winkelmanna, znanego jako Beeple ujawniają różne rasowe, mizoginistyczne i homofobiczne stereotypy. NFT, cyfrowy rynek, rynek nft Ten barwny kolaż składający się z dużej liczby obrazów cyfrowych, które wydają się abstrakcyjne, o ile nie są wystarczająco powiększone, aby zobaczyć poszczególne obrazy. Niektóre z nich przedstawiają postacie z popkultury, w tym Jeffa Bezosa i Donalda Trumpa i są ułożone chronologicznie, a niektóre z wcześniejszych były rysowane ręcznie, a nie produkowane komputerowo. Jego dzieło jest najdroższym NFT i jednym z najdroższych dzieł sztuki żyjącego artysty. Od tego czasu NFT zaczęły przenikać popkulturę na różne sposoby. Beeple, czyli Michael Joseph Winkelmann jest 40 letnim, amerykańskim artystą cyfrowym, grafikiem i animatorem. Znany jest z wykorzystywania różnych mediów w tworzeniu komicznych, fantasmagorycznych dzieł, które komentują wydarzenia polityczne i społeczne, wykorzystując jako odniesienia postaci z popkultury. Brytyjski dom aukcyjny Christie’s nazwał go „wizjonerskim artystą cyfrowym na czele NFT”. Everydays: the First 5000 Days, to kolaż obrazów z serii „Everydays” i czyni autora czwartym najdroższym dziełem żyjącego artysty. Jest to też pierwszy “czysto” niewymienialny token sprzedawany przez Christie’s. W 2020 r. ten sam dom aukcyjny sprzedał jego inna pracę “Block 21”, NFT z towarzyszącym fizycznym malowaniem za około 130 tys. dol. Później, w 2021 roku, Beeple stworzył kinetyczną rzeźbę wideo z odpowiednim dynamicznym NFT i nazwał ją Human One. 9 listopada 2021 r. został sprzedany na aukcji w Christie`s za prawnie 29 mln dol.

    To wszystko jest dopiero początkiem…

    Tak jak w przypadku każdej nowej klasy aktywów, nie wprowadzono jeszcze najcenniejszych zastosowań dla NFT. Najpierw czeka nas ustanowienie ram prawnych i czytelnych regulacji w tym obszarze. NFT to swoista nowa koncepcja własności, dająca wspólny i powszechny dostęp we wszystkich praktycznych zastosowaniach, a jednocześnie satysfakcję i dochód twórcy oraz bezpieczeństwo dla posiadacza oryginału. Rosnące zapotrzebowanie NFT idzie w parze z alternatywnymi przypadkami użycia. Non-fungible tokens (NFT), które odnotowały jedynie w sierpniu b.r. wolumen transakcji na Ethereum o wartości 3,4 mld USD. Ta zdecentralizowana platforma o otwartym oprogramowaniu, zbudowana na technologii blockchain, dysponuje również kryptowalutą o nazwie Ether (ETH), umożliwiającą przeprowadzanie transakcji między użytkownikami bądź aplikacjami i uiszczania powiązanych z nimi opłat. Najwięksi gracze technologiczni badają już, w jaki sposób można wykorzystać NFT do tworzenia oraz rejestrowania tożsamości i reputacji ludzi w Internecie. W ich największym interesie leży przenoszenie jak największych obszarów życia do sieci. A w międzyczasie wiele pojawiających się aplikacji NFT stara się wyraźniej łączyć posiadanie online z zastosowaniem użycia offline. Na przykład, już kilka restauracji zaczęło korzystać z nich do rezerwacji, a branża biletowa dostrzega w nich wielką szansę dla swoich projektów. Obiekty mogą zapewnić kupującym różnorodne korzyści, tworząc większą zachętę do zakupu, a także zapewniając możliwość pobierania opłat licencyjnych od sprzedaży wtórnej. Choć do tej pory NFT były głównie używane jako certyfikat autentyczności, szczególnie w przypadku grafiki cyfrowej, to ich możliwości i zastosowania szybko ewoluują. Dla przykładu, restauracja Red Rooster znanego szefa kuchni Marcusa Samuelssona z Nowego Jorku stworzyła NFT, który można wymienić na prywatną kolację dla czterech osób, wraz z dziełem sztuki, które twórczo przedstawia smażonego kurczaka szefa kuchni. Natomiast Gary Vaynerchuk jest amerykańskim przedsiębiorcą, autorem czterech bestsellerów, mówcą i osobowością internetową. Obecnie buduje restaurację, która zostanie otwarta w 2022 r. NFT umożliwi klientom kulinarny dostęp do jego restauracji, która będzie oferować salon koktajlowy wraz z prywatnymi doznaniami kulinarnymi. Pierwszym na świecie wirtualnym domem, który był przedmiotem transakcji w realnym świecie była marsjańska posiadłość zaprojektowana przez Kristy Kim. Dom, który nigdy nie powstanie w rzeczywistości kosztował ponad 500 tys. dolarów. Transakcja została przeprowadzona w kwietniu b.r. i odbyła się za pośrednictwem kryptowaluty Ether. Natomiast w październiku b.r. za 2,4 mln dol. platforma tokens.com zakupiła obecnie najdroższą wirtualna nieruchomość na świecie, by organizować w niej wirtualne pokazy mody dla awatarów, czyli przedstawień dla osób korzystających z wirtualnej rzeczywistości. Posiadłość istnieje jedynie w wirtualnej rzeczywistości Decentraland. Poza wirtualnymi nieruchomościami, za pośrednictwem NFT kształtują się nowe możliwości związane z nieruchomościami w realu, które pozwalają na nowe metody identyfikacji ich własności. W tradycyjnych nieruchomościach przeniesienie własności jest pracochłonne, kosztowne i wymaga praw do reprezentacji. Połączenie z NFT pozwala na proste użytkowanie i łatwe zabezpieczenie potencjalnych transakcji. Europejski start-up Propy oferuje już nawet platformę transakcyjną, dzięki której każdy NFT ma dostęp do przeniesionych dokumentów własności. Pierwsza aukcja NFT hostowana przez firmę Propy sprzedała mieszkanie za 36 ETH, czyli 93 tys. dol. Wiele firm zajmujących się badaniami genetycznymi DNA widzi wielkie zastosowania dla blockchainu, gdzie NFT może kodować cyfrową lokalizację pełnych danych klientów. Takie wdrożenie zrobiła już na platformie Ethereum firma zajmująca się genomiką – Nebula Genomics z siedzibą w San Francisco. Sportowe przedmioty kolekcjonerskie to naturalne zastosowanie NFT. Publicznie dostępny 10 sek klip wideo LeBrona Jamesa z NBA został sprzedany 208 tys. dol. Startup Autograph wspierany przez amerykańskiego futbolista Toma Brady’ego, jest rozwijającą się platformą NFT, która nawiązała już współpracę z wielkimi nazwiskami, takimi jak Tiger Woods, Naomi Osaka i Simone Biles. Marta „Martirenti” Rentel jest internetową celebrytką i gwiazdą social mediów, którą śledzą miliony użytkowników i na Instagramie i na TikToku. Od pewnego czasu Marta jest również związana z organizacją FAME MMA. Oczywiście, jak można się domyślić, mieszkająca w Warszawie 26 letnia Marta Rentel wykorzystuje swoją popularność do podróżowania i zawierania współpracy ze znanymi markami. W lipcu b.r. doszło do rekordowej transakcji, Influencerka sprzedała wirtualną miłość – token NFT ktoś w internecie kupił za prawie milion zł. Bored Ape Yacht Club składa się z serii zdjęć małp NFT potwierdzających członkostwo w społeczności internetowej. Projekt rozpoczął się od serii prywatnych czatów i tablicy graffiti, a rozrósł się do ekskluzywnych towarów, wydarzeń towarzyskich, a nawet prawdziwej imprezy na jachcie. W ten sposób posiadanie NFT skutecznie czyni Cię jednocześnie inwestorem, członkiem klubu, udziałowcem marki i uczestnikiem programu lojalnościowego. Opierając się na tym zjawisku, kilka znanych marek wprowadziło niedawno serię NFT, która służy do identyfikacji, wzmocnienia i rozszerzenia istniejących społeczności entuzjastów marki. Na przykład, popularna marka streetwearowa The Hundreds zbudowała projekt NFT wokół swojej maskotki „Adam Bomb” i bezpośrednio nagradza społeczność posiadaczy NFT lepszym dostępem do swojej marki poprzez kontakt z założycielami i pierwszeństwo w ofertach nowych produktów. Kupowanie przedmiotów do gry online nie jest nowym pomysłem/ Wiele gier ma w swoim interfejsie przedmioty, które można kupić lub sprzedać za prawdziwe pieniądze. Nowy model gier reklamowany przez entuzjastów kryptowalut to „graj, aby zarabiać”. Gracze grają w gry, aby zdobywać przedmioty NFT, które można sprzedać na targowiskach po wyższych cenach. Przedmioty te często można wykorzystać do osiągnięcia wyższej wydajności w grze. Jednocześnie programowalność NFT wspiera nowe modele biznesowe i dochodowe — na przykład NFT wprowadziły nowy rodzaj umowy licencyjnej, w ramach której za każdym razem, gdy dzieło jest odsprzedawane, część transakcji wraca do pierwotnego twórcy. A to wszystko dopiero początek nowego rozdziału cyber historii ludzkości zastosowania rozwiązań w oparciu o te technologie…


    Autor ©: Adam Białas pseud. Crypto Pixelmen jest od lat ekspertem rynku nowych technologii oraz nieruchomości, dyr. BIALAS Consulting & Solutions i dziennikarzem biznesowym. NFT, cyfrowy rynek, rynek nft

  • 11 lat Instagrama – jak bezpiecznie korzystać z tego serwisu?

    11 lat Instagrama – jak bezpiecznie korzystać z tego serwisu?

    Instagram obchodzi jedenastą rocznicę swojego istnienia. W ciągu tego czasu z niewielkiego serwisu do udostępniania zdjęć stał się on jednym z najpopularniejszych portali społecznościowych na świecie. Dzisiaj użytkownicy tej platformy mogą buszować w sklepach internetowych, spotykać podobnie myślące osoby, umawiać się do fryzjera, a nawet poznać miłość swojego życia. Zważywszy na to, jak wiele osób na świecie odwiedza Instagram każdego dnia, eksperci z firmy Kaspersky postanowili przypomnieć, jak uniknąć potencjalnych zagrożeń dla bezpieczeństwa danych osobowych, aby czerpać czystą przyjemność z tego serwisu.

    Poniżej kilka wskazówek od specjalistów z firmy Kaspersky:

    1. Zwróć uwagę na poziom prywatności swojego konta – w ten sposób uniemożliwisz cyberprzestępcom przejęcie Twoich informacji osobowych. Możesz wybrać opcję konta prywatnego, dzięki której Twoje posty na Instagramie będą widoczne jedynie dla zaakceptowanych przez Ciebie obserwatorów.
    2. Dobrze jest dla bezpieczeństwa sprawdzać, kontrolować oraz usuwać swoje ślady online. Instagram daje możliwość usunięcia ze swojego konta informacji dotyczących sposobów płatności i innych poufnych danych. Możesz także usunąć swój numer telefonu, aby uniemożliwić nieznajomym kontaktowanie się z Tobą za pomocą tego środka komunikacji.
    3. Kolejnym ważnym aspektem jest zabezpieczenie swoich danych osobowych – dzięki temu unikniesz potencjalnych wycieków danych i zachowasz kontrolę nad danymi, które udostępniasz na Instagramie. Przede wszystkim usuń kontakty zsynchronizowane – pamiętaj, że Instagram wykorzystuje je, aby sugerować Ci konta osób, które znasz, lub wyświetlać reklamy ukierunkowane.
    4. Rozważ zablokowanie aplikacji zewnętrznych połączonych z kontem na Instagramie (np. służących do znajdowania obserwatorów, zliczania polubień itd.), ponieważ mogą one mieć dostęp do Twoich informacji, opublikowanych zdjęć i filmów, a także list obserwujących oraz obserwowanych. Blokując takie aplikacje, uniemożliwisz nieautoryzowaną aktywność na swoim koncie i zmniejszysz ryzyko wycieku danych.
    5. Nie stosuj na Instagramie tego samego hasła, którego używasz do innych serwisów, nawet jeśli taki pomysł wydaje Ci się kuszący. Dzięki temu w przypadku kradzieży jednego z Twoich kont pozostałe pozostaną bezpieczne. Jeśli zapamiętanie długich i unikatowych haseł sprawia Ci trudność, skorzystaj z menedżera haseł, który wymaga zapamiętania tylko jednego hasła głównego.
    6. Ufaj, ale sprawdzaj – ta zasada doskonale sprawdza się w ochronie danych osobowych oraz urządzeń. Szkodliwe odnośniki możesz otrzymać nawet od swoich przyjaciół, współpracowników i członków rodziny. W rzeczywistości zostaną wysłane przez cyberprzestępców, którzy włamali się na ich konta. Dlatego zanim klikniesz odsyłacz od swojego kolegi, sprawdź go – możesz wpisać adres WWW bezpośrednio do przeglądarki internetowej. Jeżeli link znajduje się w wiadomości e-mail, zamiast od razu go kliknąć, najedź na niego kursorem i sprawdź, czy jest w porządku.
    7. Zachowaj ostrożność, gdy publikujesz skany i zdjęcia, szczególnie dotyczące dowodów tożsamości, biletów oraz dokumentów płatniczych. Lepiej powstrzymać się przed ujawnianiem informacji o swoim miejscu pobytu oraz szczegółów dotyczących podróży. Takie dane wskażą przestępcy, kiedy jesteś poza domem i można Cię obrabować, lub pomogą ukraść Twoje wrażliwe dane, takie jak poświadczenia dotyczące bankowości.
  • Jak zdobywać popularność na Instagramie?

    Jak zdobywać popularność na Instagramie?

    Instagram jest drugim po Facebooku medium społecznościowym obejmujący swoim zasięgiem cały świat. Użytkownicy tych serwisów liczeni są już w miliardach, co pokazuje w którą stronę zmierza rozwój komunikacji międzyludzkiej. Codziennie na Instagramie jego użytkownicy pozostawiają ślad swojej aktywności w postaci reakcji na zamieszczane tam treści. Według statystyk tych reakcji jest prawie 5 miliardów dziennie. Rodzi się pytanie: jak uzyskać zainteresowanie w tej ogromnej masie polubień, obserwacji, komentarzy? Wbrew pozorom odpowiedź nie jest taka prosta.

    Jak zdobywać popularność na Instagramie?

    Instagram jest drugim po Facebooku medium społecznościowym obejmujący swoim zasięgiem cały świat. Użytkownicy tych serwisów liczeni są już w miliardach, co pokazuje w którą stronę zmierza rozwój komunikacji międzyludzkiej. Codziennie na Instagramie jego użytkownicy pozostawiają ślad swojej aktywności w postaci reakcji na zamieszczane tam treści. Według statystyk tych reakcji jest prawie 5 miliardów dziennie. Rodzi się pytanie: jak uzyskać zainteresowanie w tej ogromnej masie polubień, komentarzy i obserwujących na Instagramie? Wbrew pozorom odpowiedź nie jest taka prosta.
    Większości użytkowników zależy na zgromadzeniu jak największej ilości reakcji, należy więc przejść do działania.

    Od czego zacząć działania na Instagramie?

    Podstawa to rejestracja i stworzenie własnego profilu. To wydawać by się mogło prosta sprawa. No nie do końca jest to proste. Jeżeli rejestracja jest tylko po to by być zarejestrowanym i obserwować innych to zgłoszenie własnego akcesu w zupełności wystarczy. Co innego kiedy za pomocą tego medium społecznościowego pragnie się wypromować własną osobę, firmę czy produkt. W tych przypadkach sama rejestracja nie wystarczy. Aby zdobyć zainteresowanie należy się do tego przygotować, założyć plan działania, stworzyć materiał do tego działanie i opracować koncepcję realizacji swoich poczynań.

    Podstawowy sposób na zdobywanie popularności na Instagramie.

    Najprościej jest zacząć od obserwacji innych o podobnych zainteresowaniach, podpatrywać firmy o podobnym profilu działalności, obserwować analogiczne produkty reklamowane na portalu.
    Kolejny krok to publikacja treści w oparciu o poczynione obserwacje. Kiedy już profil ruszy, nadchodzi czas na aktywne uczestnictwo w życiu instagramowej społeczności. Lajkowanie innych, polubienia profili innych użytkowników, komentarze pod umieszczanymi treściami, to powinien być chleb powszedni każdego komu zależy na wzroście popularności własnej.
    W tym miejscu warto wspomnieć o czymś takim jak „zasada wzajemności”, sprowadzająca się do tego, że jeżeli ja reaguję na twoje publikacje to w zamian świadomie czy nieświadomie oczekuję analogicznej reakcji. W wielu przypadkach to działa i w ten sposób cała machina pomału zaczyna ruszać. Oczywiście należy mieć świadomość tego, że giganci posiadający milionowe czy idące w setki tysięcy społeczności, nie będą stosowali zasady wzajemności. Ta zasada działa dobrze na początku drogi do sukcesu, później należy uruchamiać kolejne działania.

    Określenie grupy docelowych odbiorców

    Z Instagrama korzystają osoby w różnym wieku, o różnym statusie majątkowym, posiadający rożne wykształcenie itp. Dodatkowo społeczność dzieli się na pracujących i niepracujących, wierzących i niewierzących i takich podziałów można by jeszcze wiele wymienić. Ważne jest to, aby wybrać swoją własną docelową grupę odbiorców, do których chce się dotrzeć z przekazem. Nie ma możliwości, poza paroma przypadkami, trafić w gusty i upodobania wszystkich, dlatego tak ważna jest „selekcja” i określenie własnych odbiorców. To kolejny najprostszy element działania na Instagramie.

    Częstotliwość zamieszczania postów.

    Im więcej publikacji na profilu tym większe prawdopodobieństwo zyskania nowych odbiorców, większej ilości innych reakcji. Aby prowokować ruch nie wystarczy jeden post dziennie, a nie daj Boże raz na jakiś czas, w ten sposób działając nie osiągnie się nic. 4-5 postów dziennie to niemalże obowiązek dla początkującego profilu. Posty powinny być utrzymane w odpowiednim zbieżnym klimacie i o podobnej tematyce. Jest to bardzo istotne zwłaszcza w przypadku promocji osobistej, firmowej czy produktowej. Należy pamiętać, że pewna dowolność tematyczna zdjęć publikowanych na Instagramie jeśli nie jest się zawodowym fotografem, to bardzo złe działanie. A i fotograf ma większe szanse jeśli bardziej sprecyzuje zakres swojego fotograficznego zainteresowania np. do portretów, krajobrazów, zdjęć dzieci, okolicznościowych imprez itp. Zdjęcia na promowanym profilu powinny być zbieżne tematycznie i nie mogą być „od sasa do lasa” czyli traktujące o wszystkim. To samo dotyczy innych zamieszczanych treści.

    Komentarze – nie wolno ich bagatelizować.

    Jedną z najbardziej pożądanych reakcji są komentarze pod postami. Algorytmy są tak ustawione, że bardzo „przychylnie” traktują posty z dużą ilością komentarzy. Każdy komentarz zamieszczony pod postem, powinien mieć odpowiedź emitenta treści. Komentować powinno się też posty innych osób. Dobrze jest komentować zbliżone treściowo profile, na których jest mało komentarzy, dzięki temu na pewno można uzyskać odpowiedź, a to już pierwszy krok do nawiązania relacji.
    Warto uświadomić sobie, że poprzez komentowanie innych użytkowników, można wywołać zainteresowanie jeszcze innych obserwatorów komentowanego profilu i przyciągnąć ich do własnego. Im więcej komentarzy tym szybciej własny profil zyskuje na popularności.
    Hejty, lub jakiekolwiek inne nieprzychylne komentarze bardzo często tworzą większe zainteresowanie i przyciągają więcej reakcji, a przecież o to chodzi w promocji. Nie powinno się usuwać nieprzychylnych komentarzy pod warunkiem, że są merytoryczne, a nie są wulgarne czy w jakiejkolwiek formie nienawistne.

    Promowanie własnego profilu poza Instagramem

    Większość użytkowników Instagrama prowadzi również własne profile na innych platformach społecznościowych. Do standardu należy posiadanie także profilu na Facebooku, warto wobec tego załączyć do profilu facebookowego informacji o profilu na Instagramie. Duża grupa osób czy firm posiada także swoje własne strony internetowe, blogi, landing page itp. nośniki i wszędzie tam powinny być również zawarte informacje i odnośniki do własnego profilu na Instagramie. Można także zdecydować się na zakup obserwujących na Instagramie bo jest to najprostsze i efektywne. Tradycyjne wizytówki w klasycznej formie obok podstawowych informacji o sposobach komunikacji, także powinny posiadać informacje o koncie na Instagramie. W im większej ilości miejsc zamieszona będzie informacja o posiadanym profilu instagramowym tym większa szansa na zyskanie nowego odbiorcy.

  • Czy zbliża się koniec rynkowej potęgi „bandy czworga”

    Czy zbliża się koniec rynkowej potęgi „bandy czworga”

    Spółki Big Tech stały się ulubieńcami inwestorów. Ich rynkowa potęga wzbudza jednak coraz większe obawy związane z niszczeniem wolnego rynku. W najbliższych miesiącach przekonamy się co dalej z Facebookiem czy Google.

    Już za prezydentury D.Trumpa potęgę firm Big Tech uznawano za tak wielką, że coraz częstsze stały się postępowania antymonopolowe. Przykładem był  Google. Przewidywania są takie, że J.Biden jeszcze tę politykę zaostrzy, wprowadzi zmiany w opodatkowaniu. Amerykańska Komisja do Spraw Handlu wytoczyła proces przeciwko Facebookowi, iż stosował monopolistyczne praktyki w celu wyeliminowaniu swojej konkurencji i powinien pozbyć się takich cennych nabytków jak WhatsApp czy Instagram.

    Czy to początek końca Big Techów? Co zrobić z „bandą czworga”, jak to określają złośliwie ich przeciwnicy, czyli czterema spółkami BIG Tech: Facebook, Google, Amazon i Apple (do tej grupy bywa zaliczany też Microsoft)?

    Przewidywania są takie, że nadciąga wielka fala regulacyjna. To wynika z październikowego raportu podkomisji senackiej w USA, która prowadziła przesłuchania prezesów spółek zaliczanych do grupy Big Tech. Raport ma 439 stron. Jego sednem jest to, aby obecna sytuacja nie przerodziła się w stan powszechnego zagrożenia dla konkurencji wolnorynkowej. W tym raporcie pojawiają się postulaty, aby te firmy po prostu podzielić.

    – Trwa dyskusja czy firmy te nie uzyskały zbyt daleko idącej monopolistycznej pozycji ze szkoda dla wszystkich innych i moim zdaniem odpowiedź na to pytanie jest oczywistamówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.Dużo trudniejsze jest jednak znalezienie odpowiedzi na pytanie o to, co można z tym zrobić. To w najbliższych miesiącach przekonamy się czy w USA wystarczy woli politycznej, aby kontynuować dochodzenia przeciw Big Techom.

    Istnienie Big Techów przyniosło światowej gospodarce ogromne długofalowe korzyści i pchnęła rozwojów na szybszy – nomen omen – tor. Ale jednocześnie spowodowało ogromne podziały w społeczeństwie pomiędzy zagarniającymi dla siebie rynek wielkimi firmami i masami robotniczymi, funkcjonującymi na pograniczu niewolnictwa.

    „Techom” zarzuca się właśnie wykorzystywanie pozycji rynkowej do miażdżenia konkurencji ze szkodą dla użytkowników, unikanie płacenia podatków, a także zbieranie i przetwarzanie danych użytkowników do przechwycenia kontroli nad ich zachowaniem, co w konsekwencji może dać im większą władzę niż tę, którą mają demokratycznie wybrane rządy (lub inaczej, poprzez tę kontrolę, będą mogły „same” wybierać władze z pozornym zachowaniem zasad demokracji).

    W USA zarzuty im stawiane dotyczą jak na razie wykorzystywania pozycji monopolistycznej. W czasie prezydentury D.Trumpa Republikanie zarzucali mediom społecznościowym blokowanie treści prawicowych, można byłoby więc uznać, że obecny pozew jest „łabędzim śpiewem” odchodzącej administracji. Jednak pozew nie wygląda na polityczny – został niezależnie skierowany przez 46 stanów, co pokazuje, jak silne jest przekonanie co do tej sprawy po obydwu stronach barykady politycznej w USA.

    Nawołująca od dawna do podziału Big Techów Elizabeth Warren nie została co prawda wiceprezydentem (ani nawet nie znalazła się w administracji Bidena), ale nie musi to oznaczać, że Biden będzie ich obrońcom, szczególnie, że sam na pewnym etapie kampanii proponował dla nich specjalny podatek.

    Taki podatek chce wprowadzić Unia (nawet do 6% rocznych przychodów), a Francja właśnie nałożyła 100 mln euro kary na Google. Administracja Trumpa takie próby opodatkowywania techów poza granicami USA bardzo tępiła, zobaczymy czy Biden (szukający kompromisu z UE) będzie tu tak samo zdeteminowany, czy też uzna, że korporacje powinny po prostu wszędzie płacić wyższe podatki.

    – Sama Unia Europejska będzie tutaj bezsilna, za prezydentury D.Trumpa interwencje amerykańskiej dyplomacji, aby Big Techy zostawić w spokoju okazywały się skutecznekomentuje ekspert XTB.Nowe regulacje są jednak bardzo potrzebne, bo za kilka lat może okazać się, że bardzo nieliczna grupa osób rządzi światem dzięki olbrzymiemu dostępowi do danych o nas samych.

    Reakcja rynku na podejmowane próby jest zauważalna, ale do paniki daleko. Do tej pory inwestorzy indywidualni traktowali każdą przecenę jako okazję.

  • Powstaje aplikacja oparta o AI, mająca zastąpić projektanta wnętrz

    Powstaje aplikacja oparta o AI, mająca zastąpić projektanta wnętrz

    Polacy na potęgę kupują i urządzają mieszkania, ale na każde 14 osób wyposażających i wykańczających swoje lokum, tylko jedna korzysta z pomocy projektanta wnętrz. Twórcy Lofty chcą sprawić, by usługa dostępna dotąd dla niewielu stała się powszechna. Wykorzystują do tego sztuczną inteligencję.

    Wnętrzarskie magazyny i programy telewizyjne cieszą się w Polsce ogromną popularnością, instagramowe profile o wnętrzach mają tysiące obserwujących, a sklepy z wyposażeniem wnętrz nieustająco przeżywają oblężenie. Pandemia tylko pogłębiła ten trend.

    Lofty, czyli wirtualny projektant wnętrz

    Wybór i dostęp do inspiracji wnętrzarskich jest dziś nieograniczony. I to jest problem, bo z ogromu propozycji ciężko jest coś wybrać. Lofty ma pomóc uporządkować ten chaos: jest brakującym ogniwem między markami a inspiracjami.

    Jak przebiega proces? Użytkownik zaczyna od rozmowy z botem, który zadaje kilka praktycznych pytań i poprosi o wskazanie podobających się wnętrz. Pozwala również załadować kartę mieszkania i wkleić link do swojej tablicy inspiracji na Pintereście. W efekcie otrzymujemy dobrany do wskazanego stylu projekt optymalnego ułożenia wnętrza oraz moodboard z propozycją mebli i wykończenia. Lofty ma już umówione warunki współpracy z ponad 50 producentami, sprzedawcami i marketplacami w branży, w tym Cersanit, Allegro, Lectus24 czy Pakamera. Co więcej, system dopuszcza także wykorzystanie własnych mebli i je również uwzględnia w wizualizacji. W czasie kiedy większość zakupów musiała przenieść się do sfery on-line, to ogromne ułatwienie.

    „Jako architekt z wykształcenia, który swoją karierę związał z technologią, widzę narastające problemy związane z projektowaniem wnętrz i budynków. Ten proces nie zmienił się od dziesiątek, nawet setek lat! Indywidualny projekt nadal wymaga zatrudnienia wysoko wykwalifikowanego, kreatywnego człowieka i opłacenia każdej godziny pracy nad projektem. To czasochłonne i bardzo kosztowne, a przez to wciąż dostępne tylko dla nielicznych. Ja wiem, że można to zmienić”.wyjaśnia Tomek Wiszniewski, założyciel i CEO Lofty.

    Tym sposobem usługa do tej pory dostępna dla nielicznych, teraz może być dostępna dla każdego. Lofty opiera się na zaawansowanych technologiach sztucznej inteligencji takich jak uczenie głębokie czy widzenie komputerowe. I to właśnie technologia odróżnia polską aplikację od podobnych tego typu istniejących za oceanem, działających bardziej jak wnętrzarski Uber.

    Chłonny i rosnący rynek

    Grupą docelową Lofty są wszyscy, którzy urządzają dom, mieszkanie czy nawet pokój, a według danych GUS to około 460 tys. potencjalnych klientów rocznie. Projektanci wnętrz docierają do ok. 7% z nich. Pozostali, czyli ponad 90% rynku, na stworzenie funkcjonalnej i estetycznej przestrzeni poświęcają dziesiątki wieczorów, przeglądając zakamarki internetu i często nie znajdując zadowalających produktów. Lofty chce rozwiązać ten problem.

    „Lofty jest pierwszą aplikacją, która oferuje aranżację wnętrza z indywidualnie dobranym zestawem produktów, tak aby odpowiadała wymiarom urządzanej przestrzeni i potrzebom mieszkańców oraz była w stylu, który im się podoba. Oprócz oszczędności czasu daje to pewność, że przestrzeń jest optymalnie zagospodarowana, a zwizualizowanie urządzonej przestrzeni pomaga dokonać potem właściwych zakupów”.przekonuje Wiszniewski.

    Pierwsi klienci pojawili się w Lofty w sierpniu. Co miesiąc w aplikację odwiedza ok. 10 tys. osób, z czego 7% odpowiada na wszystkie pytania chatbota Lofty, spędzając z nim średnio 5 minut – mimo, że w wersji beta chatbota liczba pytań jest bardzo ograniczona.

    „Dane pokazują bardzo wysokie zaangażowanie użytkowników w pracę nad aranżacją wnętrza z chatbotem Lofty. Dzięki temu widzimy, że są gotowi na wsparcie sztucznej inteligencji w tym ważnym procesie nadawania charakteru wnętrzom”. – komentuje Wiszniewski. Wśród osób, które kontynuują współpracę i otrzymują indywidualny projekt wnętrza, ponad 34% decyduje się na zakup rekomendowanych produktów.

    W lutym 2020 Lofty wygrało w ramach ReaktorX Demo Night zarówno nagrodę jury, jak i nagrodę publiczności. Ostatnim sukcesem jest zebranie przez twórców ok. 1,5 mln zł finansowania na dalszy rozwój w programie PARP Rozwój Startupów w Polsce Wschodniej oraz od dziewięciorga aniołów biznesu. Jeden z nich – Michał Jaskólski – tak tłumaczy swoje zaangażowanie: “Kiedy usłyszałem o modelu biznesowym Lofty, zorientowałem się, że jest na styku dwóch bardzo atrakcyjnych i znanych mi obszarów: agregacji ofert e-commerce oraz nieruchomości. To sprawiło, że uwierzyłem w powodzenie tego projektu.” Wśród doradców Lofty znaleźli się specjaliści w dziedzinie uczenia maszynowego i algorytmiki: Piotr Czubak, Ric Szopa i Łukasz Czerwiński.

    „Od momentu wybuchu pandemii zauważyliśmy zwiększone zainteresowanie funduszy VC, które dostrzegły nadchodzące zmiany na rynku. Ludzie mają obawy przed spotkaniami z projektantem wnętrz i wizytami w sklepach – w niektórych krajach i okresach sklepy stacjonarne są wręcz zamykane. Rynek przenosi się do e-commerce, a nie ma jeszcze miejsca online, w którym można zaaranżować i zwizualizować wnętrze przy użyciu produktów od różnych marek. Nie wspominając o tym, że wszyscy spędzają teraz w domu znacznie więcej czasu niż kiedyś, więc naturalne jest to, że jakość tej przestrzeni i jej funkcjonalność (np. home office) jest dla nich o wiele ważniejsza niż wcześniej”.podsumowuje Wiszniewski.

  • 5 największych trendów na rynku startupów w 2021 roku

    5 największych trendów na rynku startupów w 2021 roku

    Trwająca niemal od początku roku epidemia koronawirusa SARS-CoV-2 uwydatniła to, że istnieje grupa firm, które mogą czerpać korzyści biznesowe i trwale się rozwijać niezależnie od ogólnej sytuacji gospodarczej kraju. Mowa o startupach, czyli młodych firmach technologicznych. Można pokusić się o stwierdzenie, że doświadczenia płynące z wiosennego lockdownu oraz nowych obostrzeń wskazują kierunek, w jakim startupy będą się rozwijać w nadchodzących miesiącach. Przede wszystkim będzie to rozwój 5G, telemedycyna i praca zdalna.

    Wszyscy doskonale kojarzymy takie marki, jak Instagram, Airbnb czy Uber. Firmy te rozpoczynały swoją działalność jako startupy technologiczne – dzięki nowatorskim pomysłom i najnowocześniejszym technologiom osiągnęły światowy sukces, który liczy się w miliardach dolarów zysku oraz milionach użytkowników na całym świecie. Ich historie to świetna nauka dla właścicieli firm technologicznych, którzy dopiero zaczynają podbój światowych rynków. Tym bardziej, że okoliczności temu sprzyjają. W związku z obecną sytuacją gospodarczą i światowym kryzysem zdrowotnym wszyscy zmuszeni jesteśmy zmienić swój dotychczasowy styl życia – tak w wymiarze prywatnym, jak i zawodowym. Co to oznacza dla startupów technologicznych? Iwo Rybacki z Grupy Assay omawia kierunki rozwoju startupów w 2021 roku.

    Iwo Rybacki
    Iwo Rybacki

    1. Praca zdalna

    Chociaż temat wydaje się oczywisty, wciąż pozostaje ogromne pole do działania dla startupów oferujących rozwiązania ułatwiające pracę zdalną. Wiele funduszy Venture Capital zauważa, że obecne usługi i narzędzia nie rozwiązują wszystkich problemów związanych z telepracą. Jednym z takich zagadnień jest cyberbezpieczeństwo – przykładowo bezpieczeństwo danych udostępnianych podczas rozmów na narzędziach typu Skype, Zoom czy Slack. Oprócz tego, eksperci zauważają również inne wyzwania, jakie niesie ze sobą praca zdalna. Są nimi współpraca pomiędzy zespołami czy automatyzacja procesów. Wszystko to prowadzi do wniosku, że praca zdalna wciąż stwarza ogromne możliwości dla firm technologicznych tworzących narzędzia do współpracy projektowej na odległość.

    2. Zrobotyzowane dostawy

    Na polskim gruncie temat właściwie nie istnieje. Wynika to z braku chęci wykorzystania tej technologii w dostawach. Jednak to, co dotychczas wydawało się skomplikowane i droższe od sprawdzonych rozwiązań, stało się jednym z najgorętszych globalnych trendów. Jak można się spodziewać, to Chiny są krajem, który jako jeden z pierwszych wykorzystał roboty do zamówień w celu spowolnienia rozprzestrzeniania się koronawirusa. Mechanizm działania jest szalenie prosty: aplikacje dostawcze zaczęły wykorzystywać autonomiczne pojazdy, czy maszyny do wysyłki zamówień spożywczych do klientów. Na świecie powstaje coraz więcej startupów, które oferują podobne rozwiązania i wydaje się, że będzie ich powstawać jeszcze więcej, biorąc pod uwagę chociażby wzrastający udział handlu elektronicznego w branży spożywczej.

    3. Teleporady i wirtualne leczenie

    Branża medyczna to jeden z tych sektorów gospodarki, który w obliczu epidemii zaczął na niespotykaną dotąd skalę wykorzystywać rozwiązania telekomunikacyjne, aby proponować usługi w formie teleporad. Dotyczy to nie tylko sektora prywatnego, lecz także placówek publicznych. Wszystko to jest spowodowane chęcią zmniejszenia ryzyka zakażenia pacjentów i personelu medycznego.

    Mimo że indywidualny charakter podstawowej opieki zdrowotnej stwarza potrzebę bezpośredniego spotkania lekarza z pacjentem, okazuje się, że wizyty te w większości mogą być realizowane w formie teleporad. Jak wynika z badań, tylko w tym roku liczba wizyt online wzrosła o 50 proc. w stosunku do poziomu sprzed pandemii. Według firmy badawczej Forrester Research do końca bieżącego roku liczba ta wzrośnie do blisko miliarda. Dla startupów działających zwłaszcza w sektorze opieki zdrowotnej daje to możliwość rozwoju i konkurowania z większymi graczami. Warto podkreślić, że branża healthcare w wirtualnej odsłonie nie ogranicza się tylko do usług medycznych świadczonych drogą telefoniczną czy online. Biotechnologia, automatyzacja prowadzenia dokumentacji medycznej, wykorzystanie sztucznej inteligencji oraz uczenia maszynowego do opracowania lekarstw i szczepień, wykorzystanie robotyki to kolejne wielkie zagadnienia, które stawiają ogromne wyzwania przed młodymi firmami technologicznymi.

    4. 5G oraz Internet rzeczy (IoT)

    Jeśli chodzi o statystyki, te przedstawiają się następująco: ponad 35 krajów – w tym Polska – uruchomiło już komercyjne usługi 5G. W wymiarze globalnym w sieć 5G inwestuje obecnie ponad 380 operatorów. Nie ma wątpliwości, że przeniesienie wielu aspektów życia do świata wirtualnego stworzyło dużo większe, niż dotychczas zapotrzebowanie na szybszy Internet i dobrze skomunikowane urządzenia w ramach Internetu rzeczy (Internet of Things). Wydaje się, że trwająca epidemia jeszcze bardziej popchnęła do przodu prace nad wdrożeniem 5G.

    Na przykładzie Chin widać, że wprowadzenie tej sieci można przeprowadzić w dość sprawny sposób. Startupy mają szereg możliwości wykorzystania zagadnienia 5G do rozwoju swojego biznesu. Warto przyjrzeć się na przykład temu, jak 5G wpływa na rozwój inteligentnych miast oraz zastosowaniu technologii Internetu rzeczy. Może być to zarządzanie sygnalizacją świetlną, oświetleniem publicznym, systemem informacji publicznej, rozwiązaniami stosowanymi w komunikacji miejskiej, monitoringiem przestrzeni publicznej czy czujnikami mierzącymi jakość powietrza.

    5. Edukacja online

    W ostatnich miesiącach nastąpił ogromny wzrost zapotrzebowania na platformy umożliwiające naukę online. Większość placówek edukacyjnych, takich jak szkoły, uczelnie czy centra coachingu prowadzą zajęcia z wykorzystaniem platform telekonferencyjnych. Wydaje się, że to rozwiązanie pozostanie w edukacji nawet po ustaniu epidemii, kiedy wszystko wróci do normy. To również otwiera szereg możliwości i wyzwań przed startupami działającymi na rynku telekomunikacji.

    Podsumowując, warto podkreślić, że sukces startupów technologicznych w dużej mierze zależy od tego, czy będą one wykorzystywać rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji czy uczenia maszynowego. To trendy, które są na rynku obecne od lat, w ciągu nadchodzącej dekady będą miały kluczowe znaczenie dla młodych firm, które chcą konkurować z większymi, bardziej znanymi markami.

    ŹRÓDŁA
    https://medium.com/swlh/the-5-biggest-startup-trends-for-2021-631434909940
    https://www.startechup.com/blog/business-material/whats-the-future-of-tech-startups-in-2021-and-beyond/
    https://startuparound.com/read/1592843407.0509927/4-enterprise-developer-trends-that-will-shape-2021-

  • Teleznachorstwo zamiast telemedycyny. Winne media społecznościowe

    Teleznachorstwo zamiast telemedycyny. Winne media społecznościowe

    Mówi się, że w Polsce mamy 40 mln selekcjonerów piłkarskich i tyle samo lekarzy. Tymczasem okazuje się, że skłonność do wypowiadania się w sprawach, w których brakuje nam kompetencji, to nie tylko nasza narodowa domena. Specjaliści z Healthline.com biją na alarm, że pierwszym źródłem informacji o charakterze medycznym stał sie internet, a w tym – o zgrozo! – infuelncerzy.

    „Zdrowie jest stanem niepewnym i nie wróży nic dobrego. Lepiej jest być sobie spokojnie chorym, wtedy przynajmniej wiemy, na co umrzemy.” – napisała Ogla Tokarczuk, polska laureatka Nagrody Nobla. Patrząc na wyniki badań, za których realizację odpowiedzialna jest firma Healthline.com, można odnieść wrażenie, że jej słowa potraktowaliśmy zbyt dosłownie i nawet najmniejszą anomalię, którą wcześniej nie zawracalibyśmy sobie głowy, staramy się samodzielnie zdiagnozować. W teb sposób punktem pierwszej pomocy stała się wyszukiwarka internetowa. Co gorsza, dla ponad połowy millenialsów i zetek to influencerzy z mediów społecznościowych są pierwszym źródłem informacji medycznych.

    Po zdrowie do internetu

    Dwuetapowe badanie zrealizowane przez amerykański serwis Healthline.com trwało od końca kwietnia do początku czerwca 2020 r. Badana grupa była zróżnicowana pod względem płci, wieku, pochodzenia etnicznego i miejsca zamieszkania. Autorzy badania w pierwszej kolejności skoncentrowali się na osobach z przewlekłymi schorzeniami i wpływie pandemii na ich codzienne życie. Okazało się, że wśród przedstawicieli tej grupy, najpopularniejszym źródłem informacji na temat zdrowia są specjalistyczne strony internetowe. Aż 76% ankietowanych odwiedza je jako pierwsze, szukając jakichkolwiek informacji związanych ze swoją kondycją lub samopoczuciem.

    – Według badania opublikowanego w lipcu przez Pew Research Center, aż 8 na 10 z badanych internautów poszukiwało w sieci informacji na temat zdrowia. To zauważalny wzrost w porównaniu z 2001, kiedy wartość ta wynosiła 6 na 10 osób. Przyczyny takie stanu rzeczy wydają się oczywiste: rozwój technologii i związana z nim popularyzacja urządzeń mobilnychmówi Anna Lew-Starowicz, CEO internetowej przychodni Telemedika.net, która świadczy usługi zdalnych konsultacji medycznych, obejmujące m.in. wystawianie elektronicznych recept i zwolnień. – Nie zapominajmy też o rozwoju sieci, jako infrastruktury. Szybkie transfery danych umożliwiają nam realizację rzeczy, które jeszcze 20 lat temu wydawały się niemożliwe. U progu nowego milenium o połączeniach wideo wysokiej jakości, szybkim przesyłaniu zdjęć czy dokumentacji medycznej przy użyciu smartfona mogliśmy jedynie pomarzyć.

    Doktor Facebook

    O ile specjalistyczne strony internetowe, jeżeli chodzi o diagnozę czy porady dot. postępowania w przypadku chorób już zdiagnozowanych, rzeczywiście mogą być pewną wskazówką, to niepokojący wydaje się fakt, że wśród młodych dorosłych pierwszym źródłem informacji medycznych są platformy społecznościowe. Aż 62% millenialsów (osoby urodzone po 1980 r.) i 52% Z-ek (osoby urodzone po 1995 r.) szuka pomocy wśród influencerów, promujących się przy użyciu takich serwisów jak Facebook, Twitter czy Instagram. Generacja X (osoby w wieku 41-55 lat) zajęła trzecie miejsce za młodszymi rówieśnikami (44%).

    Tymczasem, jak wskazuje Anna Lew-Starowicz, brak profesjonalnej diagnozy może skończyć się tragicznie. – W samych tylko Stanach Zjednoczonych, z powodu zaniedbania, jakim jest brak konsultacji z lekarzem, umiera rocznie około 45 tysięcy osób. To około 0.013% całej populacji. Chociaż konstrukcja systemu opieki zdrowotnej w USA jest diametralnie inna, to gdyby podobną skalę przyjąć w Polsce, uzyskalibyśmy wynik bliski 5. tysięcy osób. To ogrom żyć, które można uratowaćuważa CEO Telemedika.net.

    Lekarz z internetu

    Domowa izolacja, spowodowana wybuchem pandemii COVID19, przyspieszyła proces cyfrowej transformacji biznesu, również tego, który funkcjonuje w ramach opieki zdrowotnej. Sektor usług medycznych, niemal z dnia na dzień, musiał stawić czoła nowym przeciwnościom. Z obawy o własne zdrowie chorzy zaczęli omijać gabinety lekarskie i wszystko wskazuje na to, że nowe nawyki zakorzenią się w społeczeństwie na dobre.

    Mylił się ten, kto sądził, że po zniesieniu lockdownu wszystko wróci do normy. Firmy z rynku zdrowia musiały dostosować swoją ofertę do nowych warunków. Telemedycyna stała się więc oczywistym rozwiązaniemmówi Anna Lew-Starowicz z Telemedika.net i dodaje:Podczas wirtualnej konferencji Telehealth20, aż 91% uczestników wskazało na wzrost znaczenia telemedycyny w ich organizacji, począwszy od marca 2020 r. Zmiany w zachowaniu pacjentów widoczne są jak na dłoni. Zamiast stać pod gabinetem w kolejce po receptę czy L4, coraz więcej osób decyduje się załatwić sprawę wirtualnie, bez wychodzenia z domu i narażania zdrowia.

    Pandemia przypomniała nam o jeszcze jednym: niedobór lekarzy w Polsce to poważny problem, z jakim walczymy od lat. Na wizytę u specjalisty w państwowej placówce trzeba czasem czekać miesiącami. W prywatnych przychodniach jest dużo lepiej, lecz nie idealnie. Bywa tak, że czas oczekiwania na konsultację ze specjalistą wynosi 2-3 tygodnie. Jak pokazują dane OECD, zgromadzone w raporcie „Health at a Glanc 2019” na 1000 Polaków przypada zaledwie 2,4 lekarzy. To najniższy wskaźnik spośród wszystkich europejskich krajów należących do OECD. Przykładowo, u naszych zachodnich sąsiadów, Niemców wartość ta wynosi niemal dwukrotnie więcej – 4,3.

    – Telemedycyna jawi się jako szansa na wyjście z tego impasu. Dzięki technologicznemu rozwojowi, powszechnemu dostępowi do szybkiego internetu i wysokiemu poziomowi smartfonizacji społeczeńśtwa, mamy szansę na stworzenie struktur, które pomogą nam opanować zarówno pandemiczny chaos w branży ochrony zdrowia, jak i stworzyć podwaliny pod nowy, bardziej efektywny system obsługi pacjentówtwierdzi CEO Telemedika.net. Jej zdaniem zdalne wizyty odwoływane są rzadziej, a nawet gdy tak dzieje, to optymalizacja harmonogramu lekarza przebiega sprawniej, niż ma to miejsce w przypadku tradycyjnych przychodni. W efekcie internetowi lekarze mogą przyjąć więcej pacjentów, odciążając tym samym inne placówki służby zdrowia. – Według Fundacji WHC średni czas oczekiwania na wizytę u specjalisty wynosi w Polsce blisko 3 miesiące. To wynik, który wręcz zniechęca do jakichkolwiek konsultacji medycznychdodaje Lew-Starowicz.

    Długie kolejki oraz fakt, że placówce medycznej należy stawić się osobiście, mogą być istotnymi czynnikami w procesie decyzyjnym osób, które zamiast spytać o radę specjalistę, szukają odpowiedzi w mediach społecznościowych. Dużo łatwiej jest wpisać symptomy w wyszukiwarkę internetową lub opublikować je na forum internetowym. Niestety takie działanie zbyt często sprowadza chorych na manowce. Weźmy na przykład ból brzucha. Może on oznaczać zapalenie wyrostka, niestrawność lub sto innych rzeczy. Wyszukiwarka Google na to hasło generuje około 12 milionów wyników. Internauta trafia na gors artykułów, często zawierających sprzeczne lub nieprawdziwe informacje. Lawina treści, którymi zasypuje nas internet, zdaje się nie mieć końca. Nie bez kozery lekarze ostrzegają, że bez fachowego przygotowania łatwo można dojść do niewłaściwych wniosków, zbagatelizować objawy lub wręcz odwrotnie – wpaść z ich powodu w panikę.

    – W interesie całego społeczeństwa jest rozwój usług telemedycznych, nie tylko pod kątem narzędzi diagnostycznych czy profesjonalizmu personelu, lecz również w obszarze user experience. Jeśli uzyskanie porady lekarza będzie prostsze niż samodzielne przeszukiwanie internetu, to dużo więcej osób będzie z nich korzystać, a co za tym idzie, twórcy naciąganych teorii medycznych utracą część potencjalnych odbiorcówpodsumowuje CEO Telemedika.net.

  • Czym są Social Media?

    Czym są Social Media?

    Wiele mówi się dziś o mediach społecznościowych, a słowa „social media” zagościły w naszym języku na dobre. Ale czym tak naprawdę są serwisy społecznościowe? Jak powstały i jak przebiegał ich rozwój? Wreszcie: jaką pełnią dziś funkcję? Zapraszamy – spójrzcie wstecz wraz z nami i poznajcie historię social mediów!

    Pierwsze platformy social media

    Początki mediów społecznościowych sięgają lat 70. ubiegłego stulecia. Wówczas pojawił się program CBBS Warda Christensena, zrzeszający miłośników gier komputerowych. W ślady jego producentów poszli kolejni, a na rynku pojawiły się nowe platformy. Sukcesem okazał się m.in. portal classmates.com (przypominający polską Naszą Klasę). Wciąż jednak daleko mu było do serwisów, z których dziś wszyscy korzystamy. Kiedy nastąpił przełom? W 1997 roku, gdy powstał portal SixDegrees.com, umożliwiający dodawanie bliskich do kręgu znajomych. Co było dalej?

    Portale na miarę XXI wieku

    Serwis SixDegrees.com po zaledwie czterech latach zakończył swój żywot. W jego miejsce pojawiały się jednak kolejne, a w 2003 roku powstał LinkedIn oraz MySpace. Zarówno jeden, jak i drugi zyskały olbrzymią popularność! LinkedIn do dziś pozostaje największym serwisem dla profesjonalistów, zaś MySpace przestał istnieć zaledwie kilka lat temu. Przez wiele lat skupiał jednak miłośników muzyki i był platformą, na której mogliśmy obserwować rozwój wielu znanych dziś artystów. To jednak nie koniec kariery social media.

    Przełom

    Kolejnym przełomem był 2004 rok i narodziny Facebooka – niekwestionowanego lidera wszystkich współcześnie istniejących serwisów społecznościowych. Miesięczna liczba jego aktywnych użytkowników na na koniec marca 2019 roku wynosiła 2,38 miliarda osób! W 2005 roku pojawił się YouTube – platforma muzyczna, która swą popularnością szybko przewyższyła MySpace. Niedługo potem, bo już w 2006 roku w Polsce rejestrowaliśmy swoje konta w Naszej Klasie, a cały świat zachwycił się krótkimi wiadomościami na Twitterze rok później. 2010 to data powstania platform Pinterest oraz Instagram, zaś w kolejnych latach pojawiły się Google+ i Snapchat.

    Czym są dla nas media społecznościowe?

    Media społecznościowe pozostają obecne w życiu niemal każdego z nas. Korzystają z nich zarówno prywatni użytkownicy, jak i przedsiębiorcy. Są doskonałym narzędziem komunikacji – umożliwiają nam bieżący, łatwy i tani kontakt z bliskimi, także tymi oddalonymi o setki, a nieraz tysiące kilometrów od nas. Są również narzędziem sprzedaży dla sklepów internetowych i firm usługowych oraz kanałem promocji dla wszystkich, którzy budują swój wizerunek w sieci. Do najpopularniejszych dziś serwisów, oprócz Facebooka, należy YouTube, Instagram, LinkedIn oraz Twitter. Coraz większą popularność, szczególnie wśród młodzieży, notuje również Tik Tok – społecznościowa aplikacja mobilna służąca do tworzenia i udostępniania krótkich materiałów wideo. Social Media to również sposób na rozreklamowanie swojego biznesu, w tej materii [pomoc znajdziecie pod adresem https://obtk.pl/social-media/]

    Trudno wyobrazić sobie dziś świat bez mediów społecznościowych. Gdy niegdyś najwięksi gracze tracą na popularności, Internet podbijają nowe, społecznościowe portale. Które z nich będą na szczycie w przyszłości, a które niechybnie już wkrótce zakończą swoje istnienie? O tym dopiero się przekonamy!