Tag: Google

  • Google przejmuje zespół HTC, by przyspieszyć rozwój Android XR

    Google przejmuje zespół HTC, by przyspieszyć rozwój Android XR

    Google ogłosiło sfinalizowanie umowy z HTC, która ma na celu przyspieszenie rozwoju platformy Android XR – systemu zaprojektowanego z myślą o urządzeniach wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości (VR i AR). W ramach porozumienia, część inżynierów odpowiedzialnych za rozwój zestawów VR HTC Vive dołączy do zespołu Google, choć dokładna liczba pracowników objętych umową nie została ujawniona.

    250 milionów dolarów za zespół i licencję

    Według komunikatu HTC, wartość transakcji wyniosła 250 milionów dolarów. Kwota ta obejmuje przejęcie pracowników oraz niewyłączną licencję na własność intelektualną HTC. Mimo tej umowy HTC deklaruje, że nie zamierza wycofać się z rynku VR – firma nadal planuje rozwijać swoje zestawy VR, w tym flagowy model Vive, który od lat cieszy się uznaniem w branży.

    Kontynuacja współpracy między Google a HTC

    To nie pierwsza tego typu transakcja między Google a HTC. W 2017 roku Google zapłaciło miliard dolarów za część zespołu HTC, który miał wzmocnić prace nad smartfonami Pixel. Obecna umowa jest kolejnym krokiem Google w kierunku umocnienia swojej pozycji w rozwijającym się sektorze wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości.

    Ambicje Google w świecie XR

    W ubiegłym miesiącu Google zaprezentowało Android XR, nową wersję systemu Android dedykowaną urządzeniom VR, AR i MR. Firma wyraźnie stawia na rozwój tej technologii, mimo wcześniejszych trudności na rynku. Przykładem może być projekt Google Glass, który mimo innowacyjności nie odniósł spodziewanego sukcesu.

  • Google wprowadza „Identity Check” – nowa funkcja zabezpieczeń dla smartfonów Pixel

    Google wprowadza „Identity Check” – nowa funkcja zabezpieczeń dla smartfonów Pixel

    Google zaprezentowało nową funkcję zabezpieczeń, która ma na celu ochronę użytkowników przed kradzieżą danych i dostępem do ich kont w przypadku utraty urządzenia. Funkcja „Identity Check” zostanie wprowadzona na smartfonach Pixel z systemem Android 15 i pozwoli na jeszcze bardziej zaawansowane uwierzytelnianie. Dzięki niej, urządzenie skradzione przez złodzieja będzie wymagało dodatkowej weryfikacji biometrycznej, aby uzyskać dostęp do wrażliwych informacji.

    Uwierzytelnianie biometryczne jako zabezpieczenie

    Zgodnie z informacjami udostępnionymi przez Google, funkcja ta będzie wymagała uwierzytelniania biometrycznego, np. odcisku palca lub rozpoznawania twarzy, w celu zalogowania się do konta Google lub zmiany ustawień na telefonie. Będzie to niezbędne, aby np. zmienić kod PIN, wyłączyć funkcje ochrony przed kradzieżą czy wyświetlić klucze dostępu, zwłaszcza gdy urządzenie znajduje się poza znaną lokalizacją użytkownika.

    Ochrona przed kradzieżą

    Google już wcześniej wprowadziło szereg funkcji zapobiegających kradzieży, takich jak Theft Detection Lock i Offline Device Lock. Funkcja wykrywania kradzieży automatycznie blokuje dostęp do aplikacji, gdy telefon zostanie niespodziewanie wyrwany z rąk właściciela. „Identity Check” stanowi kolejny krok w zapewnianiu użytkownikom większej ochrony, szczególnie w kontekście zabezpieczania prywatnych danych przed nieautoryzowanym dostępem.

    Dostępność na innych urządzeniach

    Choć nowa funkcja jest początkowo dostępna dla użytkowników smartfonów Pixel, Google planuje rozszerzyć ją na inne urządzenia z systemem Android, w tym urządzenia marki Samsung. Wkrótce funkcja pojawi się na wielu popularnych modelach w nadchodzących tygodniach, co zwiększy bezpieczeństwo użytkowników korzystających z różnych urządzeń.

  • Komisja Europejska ponownie analizuje działania wobec gigantów technologicznych

    Komisja Europejska ponownie analizuje działania wobec gigantów technologicznych

    Komisja Europejska rozpoczęła przegląd swoich dochodzeń wobec technologicznych gigantów, takich jak Apple, Meta i Google. Decyzja ta, jak podał Financial Times, ma na celu weryfikację skuteczności i zakresu regulacji, które od 2024 roku są prowadzone na podstawie unijnej ustawy o rynkach cyfrowych (DMA).

    Co oznacza przegląd?

    Przegląd obejmie wszystkie sprawy rozpoczęte od marca 2024 roku, a jego wyniki mogą wpłynąć na zakres i intensywność regulacji. DMA, jedna z najbardziej restrykcyjnych ustaw skierowanych przeciwko dominacji Big Tech, narzuca ograniczenia na działalność największych platform technologicznych i przewiduje wysokie kary za naruszenia – nawet do 10% rocznych przychodów.

    Do czasu zakończenia przeglądu decyzje i ewentualne grzywny będą wstrzymane, choć techniczne prace nad istniejącymi sprawami będą kontynuowane.

    Kontekst polityczny

    Przegląd ten odbywa się w cieniu zmian politycznych w Stanach Zjednoczonych. Technologiczni giganci, obawiając się zaostrzenia regulacji w Europie, apelowali do administracji prezydenta-elekta Donalda Trumpa o kwestionowanie unijnych restrykcji. Choć zwycięstwo Trumpa nie było bezpośrednią przyczyną przeglądu, zdaniem źródeł może mieć wpływ na przyszłe decyzje polityczne i regulacyjne.

    Rozszerzenie zakresu dochodzeń

    Komisja Europejska rozważa także rozszerzenie swoich dochodzeń na inne podmioty, takie jak platforma X należąca do Elona Muska. Bloomberg donosi, że UE bada, czy działania X w zakresie moderacji treści naruszają unijne przepisy.

    Reakcje zainteresowanych

    Apple, Meta, Google oraz Komisja Europejska nie odpowiedziały na prośby o komentarz w tej sprawie. Tymczasem Meta podjęła znaczące zmiany w swojej polityce zarządzania treściami, rezygnując z programu fact-checkingu w Stanach Zjednoczonych, co może być sygnałem prób naprawienia relacji z nową administracją w USA.

    DMA, obowiązujące od 2022 roku, ma na celu ograniczenie wpływu gigantów technologicznych i stworzenie równych warunków konkurencji dla mniejszych graczy. Przegląd działań Komisji Europejskiej będzie kluczowym testem dla skuteczności tych przepisów

  • Aplikacje do zarządzania czasem – 7 rozwiązań, które musisz znać

    Aplikacje do zarządzania czasem – 7 rozwiązań, które musisz znać

    W szybkim tempie życia zarządzanie czasem jest kluczem do sukcesu zawodowego i osobistego. Technologia dostarcza narzędzi, które ułatwiają organizację codziennych obowiązków. Oto aplikacje do zarządzania czasem, które mogą pomóc w lepszym zarządzaniu czasem pracy.

    1. Week Plan

    Week Plan to aplikacja, która pomaga stworzyć skuteczny plan na cały tydzień. Umożliwia dodawanie zadań, przypisywanie priorytetów oraz wyznaczanie celów, co pomaga w organizacji pracy. Aplikacja oferuje intuicyjny interfejs, który pozwala na szybkie dostosowanie harmonogramu. Oprócz planu tygodniowego, dostępne są także opcje planowania miesięcznego. Week Plan oferuje wersję darmową oraz płatne plany z dodatkowymi funkcjami, takimi jak integracja z Google Calendar, analiza postępów czy zarządzanie podzadaniami.

    2. Trello

    Trello to jedno z najpopularniejszych narzędzi do zarządzania projektami. Dzięki prostemu interfejsowi opartemu na tablicach, listach i kartach, użytkownicy mogą łatwo organizować zadania. Aplikacja jest wizualna i intuicyjna, umożliwia współpracę z zespołem, przesyłanie plików i komentowanie. Dostępne są wersje darmowe oraz płatne, oferujące bardziej zaawansowane funkcje.

    https://www.youtube.com/watch?v=AyfupeWS0yY

    3. Kalendarz Google

    Kalendarz Google to proste, ale potężne narzędzie do planowania. Synchronizuje się z innymi aplikacjami Google, jak Gmail, i pozwala na tworzenie oraz udostępnianie kalendarzy, planowanie spotkań i ustawianie przypomnień. Dzięki łatwej integracji z urządzeniami mobilnymi i komputerami, jest jednym z najbardziej uniwersalnych narzędzi do zarządzania czasem.

    4. Todoist

    Todoist to jeden z najbardziej znanych menedżerów zadań, idealny zarówno dla osób prywatnych, jak i dla zespołów. Aplikacja pozwala na przypisywanie zadań, ustalanie priorytetów, przypomnienia oraz współpracę z innymi osobami. Dostępna jest w wersji darmowej oraz płatnej, oferującej dodatkowe funkcje, takie jak zaawansowane raporty.

    5. Toggle

    Toggle to aplikacja, która koncentruje się na śledzeniu czasu. Dzięki niej można łatwo monitorować czas poświęcony na różne zadania, a także zarządzać projektami i zespołami. Aplikacja oferuje integrację z popularnymi narzędziami, takimi jak Basecamp, Asana czy GitHub. Dostępna jest wersja darmowa oraz płatna.

    6. RescueTime

    RescueTime to aplikacja desktopowa, która pomaga monitorować produktywność użytkownika poprzez analizowanie spędzanego czasu na stronach internetowych i w aplikacjach. Narzędzie oferuje opcje dostosowania kategorii oraz ustawianie celów. Dostępna jest zarówno wersja darmowa, jak i płatna z dodatkowymi funkcjami.

    7. Basecamp

    Basecamp to platforma do zarządzania projektami, która oferuje zestaw narzędzi ułatwiających współpracę. Dzięki intuicyjnej organizacji pracy oraz centralnemu miejscu dla zespołów, Basecamp pozwala na łatwe planowanie zadań, komunikację i śledzenie postępów. Jest dostępny w wersji internetowej oraz aplikacjach mobilnych.

    Efektywne zarządzanie czasem pracy jest kluczem do sukcesu zarówno zawodowego, jak i osobistego. Dzięki nowoczesnym aplikacjom, takim jak Week Plan, Trello czy Todoist, możemy lepiej organizować swoje zadania i cele. Narzędzia te oferują różnorodne funkcje, które ułatwiają planowanie, śledzenie postępów oraz współpracę z innymi. Aplikacje takie jak Google Kalendarz czy RescueTime pomagają w monitorowaniu czasu i poprawianiu produktywności. Wybór odpowiedniego narzędzia zależy od indywidualnych potrzeb, ale każda z tych aplikacji może znacząco wpłynąć na naszą efektywność i lepsze wykorzystanie czasu.

  • Google testuje Gemini za pomocą swojego konkurenta od Anthropic

    Google testuje Gemini za pomocą swojego konkurenta od Anthropic

    Google używa modelu sztucznej inteligencji Claude, opracowanego przez konkurencyjną firmę Anthropic, do oceny wydajności swojego własnego modelu Gemini. Zgodnie z informacjami, do których dotarł TechCrunch, pracownicy odpowiedzialni za rozwój Gemini porównują odpowiedzi obu modeli na różne zapytania, oceniając je pod kątem prawdziwości i bezpieczeństwa.

    Testy polegają na szybkim porównaniu rezultatów uzyskanych przez Gemini i Claude’a, z maksymalnym czasem na ocenę wynoszącym 30 minut. Z dotychczasowych analiz wynika, że Claude radzi sobie lepiej w kwestiach związanych z bezpieczeństwem, unikając odpowiedzi na pytania, które mogą naruszać zasady. Z kolei model Gemini w niektórych przypadkach generuje odpowiedzi uznawane za poważne naruszenia bezpieczeństwa, chociaż oznacza je odpowiednią adnotacją.

    Warto zaznaczyć, że zgodnie z warunkami użytkowania Anthropic, firma zabrania korzystania z Claude’a do opracowywania konkurencyjnych produktów bez zgody. Na razie nie ma informacji, czy Google uzyskało takie pozwolenie. Rzecznik Google DeepMind zaprzecza, jakoby Claude był wykorzystywany do szkolenia modelu Gemini.

    Mimo to, nie jest to zaskakujące, ponieważ w przeszłości modele AI, takie jak Claude 3.5 Sonnet, osiągały lepsze wyniki w testach porównawczych, pokonując zarówno GPT-4, jak i Google Gemini Ultra w obszarach takich jak wiedza ogólna, rozumowanie czy kodowanie. Choć takie testy nie są w pełni miarodajne, wskazują na rosnącą konkurencję i szybkość rozwoju sztucznej inteligencji.

  • Apple angażuje się w sprawę antymonopolową przeciwko Google

    Apple angażuje się w sprawę antymonopolową przeciwko Google

    Sprawa antymonopolowa przeciwko Google, dotycząca rzekomego nadużywania pozycji monopolistycznej na rynku wyszukiwarek internetowych, nabiera tempa. Jak wynika z doniesień Reutersa, Apple złożyło wniosek o uczestnictwo w procesie, wskazując na swoje zainteresowanie umowami z Google, które są jednym z kluczowych elementów postępowania.

    Spór dotyczy praktyk biznesowych Google, które miałyby ograniczać konkurencję na rynku wyszukiwarek. Istotnym punktem oskarżenia są miliardowe umowy, w ramach których Google zapewnia sobie pozycję domyślnej wyszukiwarki na urządzeniach Apple. Te kontrakty, będące częścią większego modelu biznesowego Google, miałyby stanowić przykład działań monopolistycznych, ograniczających dostęp innych podmiotów do rynku.

    Apple argumentuje, że ich interesy mogą być zagrożone w wyniku obrony Google przed oskarżeniami, w szczególności wobec propozycji sądu dotyczących rozbicia struktury firmy. Jednocześnie Google zaproponowało kontrpropozycje w sprawie regulacji swoich umów – m.in. skrócenie ich maksymalnego czasu trwania do 12 miesięcy.

    Postępowanie sądowe przeciwko Google, oprócz kwestii wyszukiwarki, obejmuje również politykę reklamową firmy, która także budzi kontrowersje w kontekście dominacji na rynku. Sprawa ta może mieć daleko idące konsekwencje dla równowagi sił w branży technologicznej oraz relacji między największymi graczami tego sektora.

    Apple swoją decyzją sygnalizuje, że chce mieć aktywny wpływ na kształtowanie zasad rynku, na którym sama również odgrywa kluczową rolę. Ostateczny wynik postępowania może zdefiniować na nowo reguły współpracy między gigantami technologicznymi w nadchodzących latach.

  • Gemini 2.0 Advanced: najnowszy model Google na rynku AI

    Gemini 2.0 Advanced: najnowszy model Google na rynku AI

    Google wprowadza nową wersję swojego modelu sztucznej inteligencji – Gemini 2.0 Advanced, oficjalnie oznaczonego jako Gemini-Exp-1206. Nowy model, dostępny dla subskrybentów usługi Gemini, jest najbardziej zaawansowanym rozwiązaniem w tej rodzinie. Oferuje lepszą wydajność w zadaniach wymagających zaawansowanego rozumowania, kodowania i matematyki.

    Gemini 2.0 Advanced to kolejny krok w rozwoju serii po premierze Gemini 2.0 Flash zaledwie tydzień temu. Google deklaruje, że nowy model sprawdzi się w realizacji złożonych projektów, takich jak tworzenie szczegółowych biznesplanów. Warto jednak zauważyć, że określenie „eksperymentalny” wskazuje na niedostępność pełnej funkcjonalności – model nie obsługuje jeszcze informacji w czasie rzeczywistym ani integracji z niektórymi funkcjami ekosystemu Gemini.

    Wprowadzając Gemini 2.0 Flash, Google zademonstrowało zmniejszone opóźnienia oraz zwiększoną wydajność w porównaniu do poprzednich modeli Gemini 1.5. Nowe możliwości obejmują także obsługę multimodalną, pozwalającą na łączenie tekstu, obrazów i dźwięku.

    Google zapowiada dalszy rozwój rodziny Gemini, planując kolejne wersje w 2025 roku. Gemini 2.0 Advanced znajduje również zastosowanie w płatnej usłudze NotebookLM oraz na nowej platformie chmurowej Agentspace, umożliwiającej firmom bezpieczne korzystanie z modeli AI w oparciu o własne dane.

    Wraz z premierą Gemini 2.0 Advanced Google podkreśla swoje ambicje w dziedzinie zaawansowanej sztucznej inteligencji, kontynuując budowanie rozbudowanego ekosystemu modeli AI o szerokim spektrum zastosowań.

  • Porównywarki cen krytykują Google za niewystarczające zmiany w wynikach wyszukiwania

    Porównywarki cen krytykują Google za niewystarczające zmiany w wynikach wyszukiwania

    Ponad 20 europejskich stron internetowych zajmujących się porównywaniem cen wyraziło zaniepokojenie propozycjami Google dotyczącymi zmian w wynikach wyszukiwania. W liście otwartym, opublikowanym w środę, zarzucili firmie, że mimo wprowadzonych modyfikacji, nadal nie spełniają one wymagań unijnych przepisów dotyczących rynków cyfrowych (DMA). Wzywają oni organy regulacyjne, w tym Komisję Europejską, do podjęcia działań przeciwko Google, w tym nałożenia grzywien.

    Google, od ponad roku prowadzące rozmowy z przedstawicielami branży porównywarek, hoteli, linii lotniczych oraz detalistów, stara się dostosować swoje usługi do wymogów DMA. Zgodnie z tymi przepisami, firma zobowiązana jest do unikania faworyzowania własnych produktów w wynikach wyszukiwania. W listopadzie Google zaprezentowało propozycje mające na celu większą przejrzystość wyników wyszukiwania, w tym wprowadzenie równomiernie prezentowanych jednostek, które umożliwiają użytkownikom porównanie ofert różnych dostawców. Firma zapowiedziała również testowanie alternatywnego formatu wyszukiwania, znanego jako „dziesięć niebieskich linków”, w Niemczech, Belgii i Estonii.

    Mimo tych zmian, strony takie jak niemieckie Idealo, francuskie Le Guide, PriceRunner oraz włoskie trovaprezzi.it, twierdzą, że Google nie uwzględniło ich uwag. Wskazują na długotrwałą ignorancję ze strony firmy i brak rzeczywistej zmiany, co ich zdaniem świadczy o umyślnym łamaniu przepisów DMA.

    W odpowiedzi Google odwołuje się do wcześniejszych działań, które miały na celu dostosowanie się do wymogów unijnych. Firma podkreśla, że w ciągu ostatniego roku wdrożono szereg zmian, aby poprawić zgodność z przepisami.

    Pomimo tych deklaracji, strony porównujące ceny apelują do Komisji Europejskiej o podjęcie działań, w tym o nałożenie kar pieniężnych, aby zmusić Google do ostatecznego dostosowania swoich działań do regulacji UE.

  • Google wraca do okularów AR i wprowadza nowe funkcje AI

    Google wraca do okularów AR i wprowadza nowe funkcje AI

    Google, spółka zależna Alphabet, ogłosiła premierę drugiej generacji modelu sztucznej inteligencji Gemini, wprowadzając szereg nowych funkcji i możliwości. Sundar Pichai, dyrektor generalny firmy, określił ten krok jako początek „nowej ery agentów”, w której wirtualni asystenci mogą działać bardziej autonomicznie pod nadzorem użytkownika.

    Gemini 2.0, obecnie dostępny w czterech wersjach, oferuje ulepszenia w zakresie przetwarzania obrazów i dźwięku. W najnowszej aktualizacji szczególnie wyróżnia się model Flash, drugi najtańszy w portfolio. Technologia ta znajdzie zastosowanie m.in. w ulepszonych wynikach wyszukiwania oraz aplikacjach korzystających z funkcji AI.

    Google stawia na integrację sztucznej inteligencji z popularnymi usługami, takimi jak Android, YouTube czy Mapy, które już dziś mają miliardy użytkowników miesięcznie. Dzięki tej strategii firma zamierza umocnić swoją pozycję na tle konkurentów, takich jak OpenAI, Anthropic czy xAI Elona Muska.

    Podczas prezentacji Google zaprezentowało również Project Astra, prototyp uniwersalnego agenta, który może analizować dane w czasie rzeczywistym przy użyciu kamer smartfonów oraz prowadzić rozmowy w mieszanych językach. Nowe funkcje Astra będą testowane na prototypowych okularach, co jest próbą powrotu firmy do segmentu, z którego wycofała się po nieudanym debiucie Google Glass.

    Firma przedstawiła również Project Mariner, rozszerzenie do przeglądarki Chrome, które automatyzuje operacje użytkownika, oraz Jules – narzędzie wspomagające kodowanie. Dodatkowo zapowiedziano funkcję pomagającą konsumentom w podejmowaniu decyzji w grach wideo.

  • Google chce namieszać w relacji Microsoft – OpenAI. Firma prosi amerykański rząd o interwencję

    Google chce namieszać w relacji Microsoft – OpenAI. Firma prosi amerykański rząd o interwencję

    Google zwrócił się do amerykańskiego rządu o rozpoczęcie dochodzenia w sprawie praktyk biznesowych Microsoftu, związanych z jego ekskluzywną umową dotyczącą hostowania technologii OpenAI na swoich serwerach chmurowych. Decyzja ta zapadła po tym, jak Federalna Komisja Handlu USA (FTC) zainicjowała śledztwo w sprawie działalności Microsoftu w ramach szerszego dochodzenia dotyczącego konkurencji na rynku usług chmurowych.

    W szczególności Google oraz inni konkurenci Microsoftu, tacy jak Amazon, obawiają się, że umowa Microsoftu z OpenAI, producentem technologii ChatGPT, może prowadzić do nieuczciwych praktyk rynkowych. Microsoft, posiadając wyłączność na hosting modeli OpenAI, może zmusić firmy korzystające z jego chmurowych usług do płacenia wyższych opłat, jeśli zdecydują się na migrację swoich operacji do innych dostawców, takich jak Google czy Amazon.

    Zarówno Google, jak i Amazon wskazują, że takie praktyki mogą zaszkodzić ich klientom, którzy chcieliby korzystać z usług OpenAI bez konieczności korzystania z infrastruktury Microsoftu. Jak na razie, Microsoft, Google, OpenAI oraz FTC nie odpowiedzieli na prośby o komentarz.

    Temat ten stał się szczególnie istotny w kontekście rosnącej rywalizacji na rynku chmurowym, w którym giganci technologiczni walczą o dominację, oferując zaawansowane usługi sztucznej inteligencji oparte na rozwiązaniach takich jak te opracowywane przez OpenAI.

  • Google stawia na sztuczną inteligencję – czy to przyszłość wyszukiwania?

    Google stawia na sztuczną inteligencję – czy to przyszłość wyszukiwania?

    Alphabet, spółka-matka Google, która odegrała kluczową rolę w rozwoju technologii takich jak autonomiczne samochody i obliczenia kwantowe, intensyfikuje swoje działania na polu, które przyniosło jej globalną rozpoznawalność: wyszukiwanie internetowe. Firma inwestuje w zastosowanie sztucznej inteligencji (AI) do optymalizacji i poszerzenia możliwości swojego flagowego produktu.

    Sztuczna inteligencja stała się centralnym elementem strategii Alphabetu, szczególnie w kontekście generowania odpowiedzi na zapytania bez oczywistej odpowiedzi. Wprowadzenie tego typu technologii ma na celu sprostanie konkurencji, m.in. ze strony OpenAI, twórców popularnego ChatGPT. Jednak rozwój AI wiąże się z wyzwaniami, w tym z ryzykiem generowania nieprecyzyjnych informacji, znanych jako „halucynacje AI”.

    Alphabet, który w 2023 roku osiągnął ponad 300 miliardów dolarów rocznych przychodów głównie z reklam związanych z wyszukiwaniem, planuje dalsze inwestycje w rozwój Google Cloud oraz projekty związane z opieką zdrowotną. Jednym z takich przedsięwzięć jest AlphaFold, narzędzie AI do przewidywania struktur białek, które już znajduje zastosowanie w odkrywaniu nowych leków.

    Według prezes Alphabetu Ruth Porat, firma widzi sztuczną inteligencję jako „szansę pokoleniową” i przewiduje, że w 2024 roku przeznaczy 50 miliardów dolarów na rozwój infrastruktury, w tym centrów danych i chipów. Mimo ogromnych wydatków Alphabet kładzie nacisk na rentowność swoich inwestycji.

    Sztuczna inteligencja Alphabetu ma również potencjał w poprawie jakości opieki zdrowotnej – od ochrony wzroku po wsparcie relacji między lekarzem a pacjentem, dzięki odciążeniu personelu medycznego. Alphabet koncentruje się na tworzeniu technologii, które nie tylko przynoszą zyski, ale także poprawiają jakość życia.

  • Regulatorzy UE badają partnerstwo reklamowe Google i Meta

    Regulatorzy UE badają partnerstwo reklamowe Google i Meta

    Europejscy regulatorzy domagają się od Google szczegółowych informacji dotyczących tajnego partnerstwa reklamowego z Meta, które obejmowało promocję Instagrama wśród nastolatków korzystających z YouTube. Sprawa, ujawniona przez Financial Times, rzuca światło na działania obu gigantów technologicznych, które potencjalnie naruszały wewnętrzne zasady dotyczące ochrony nieletnich w internecie.

    Według raportu, projekt reklamowy skierowany był do użytkowników w wieku 13–17 lat i obejmował Stany Zjednoczone, z planami ekspansji globalnej. Chociaż współpraca została zakończona, Komisja Europejska zleciła przeanalizowanie wewnętrznej korespondencji, prezentacji i danych związanych z kampanią. Decyzje w sprawie dalszych działań regulacyjnych pozostają otwarte.

    Google deklaruje, że stosuje zaawansowane zabezpieczenia chroniące młodszych użytkowników, w tym zakaz personalizacji reklam. Firma wdrożyła także dodatkowe szkolenia wewnętrzne dla swoich zespołów sprzedażowych, aby upewnić się, że wszyscy pracownicy przestrzegają obowiązujących zasad. Meta, właściciel Instagrama i Facebooka, wcześniej wdrożyła dodatkowe narzędzia prywatności i kontroli rodzicielskiej dla kont użytkowników poniżej 18 roku życia.

    Obie firmy podkreślają swoje zaangażowanie w ochronę nastolatków online, jednak działania regulatorów wskazują na rosnącą presję na branżę technologiczną w zakresie odpowiedzialności wobec młodszych użytkowników.

    Sprawa może mieć znaczące konsekwencje dla praktyk reklamowych i polityk ochrony prywatności w branży technologicznej na całym świecie.

  • Co za moc! Google Willow – procesor kwantowy, który miażdży klasyczne systemy

    Co za moc! Google Willow – procesor kwantowy, który miażdży klasyczne systemy

    Firma Google dokonała przełomu w dziedzinie obliczeń kwantowych, demonstrując zdolność do utrzymania stabilności logicznego kubitu przez rekordowy czas – godzinę. Artykuł opublikowany w Nature przedstawia wyniki pracy zespołu Google Quantum AI i stanowi dowód na praktyczne możliwości korekcji błędów w komputerach kwantowych. To ważny krok na drodze do stworzenia skalowalnych systemów zdolnych do rozwiązywania złożonych problemów.

    Korekcja błędów w centrum uwagi

    Podstawą osiągnięcia Google było zastosowanie zaawansowanego kodu korekcji błędów, zwanego kodem powierzchniowym. Metoda ta wykorzystuje grupy sprzętowych kubitów, które współpracują w celu wykrywania i naprawiania błędów, nieuniknionych w niestabilnych środowiskach kwantowych. Dzięki ulepszeniom procesora Willow i zwiększeniu liczby kubitów dedykowanych pojedynczemu logicznemu kubitowi, Google osiągnęło wykładniczy wzrost wydajności systemu.

    Przechodząc od odległości kodu o wartości trzy (tj. rozmiar siatki 3×3) do pięciu (5×5), a następnie siedmiu (7×7), zespół zaobserwował spadek wskaźnika błędów za każdym razem o czynnik dwa. Przy maksymalnej odległości 15, system utrzymał stabilność logicznego kubitu przez godzinę, co pozwala na przechowywanie informacji kwantowej przez czas wystarczający do przeprowadzenia złożonych obliczeń.

    Willow – zaawansowany procesor kwantowy

    Sercem tych osiągnięć jest procesor Willow, najnowszy projekt Google, zbudowany w dedykowanym laboratorium produkcyjnym firmy. Willow posiada 105 kubitów i został zaprojektowany z myślą o redukcji błędów. Zespół Google wprowadził m.in. zmiany w rozmiarze elementów kubitów, dzięki czemu stały się one mniej podatne na wpływ zakłóceń.

    Willow został przetestowany w zadaniu próbkowania losowych obwodów (ang. Random Circuit Sampling, RCS). Google informuje, że wykonanie tego zadania zajęło procesorowi mniej niż pięć minut, podczas gdy najszybszemu klasycznemu superkomputerowi zajęłoby to 10^25 lat – znacznie więcej niż wiek Wszechświata.

    Mimo przełomu Google unika twierdzeń o osiągnięciu kwantowej supremacji, kładąc nacisk na praktyczność i możliwości dalszej rozbudowy systemu. W przeciwieństwie do wcześniejszego procesora Sycamore, Willow przebił tzw. próg błędu – kluczowy punkt, w którym dodawanie kolejnych kubitów sprzętowych skutkuje większą dokładnością, a nie wzrostem błędów.

    Nie wszystko jednak jest idealne. Rzadkie, ale znaczące skoki błędów, wpływające na wiele kubitów jednocześnie, wciąż stanowią wyzwanie. Google zauważa, że dalsze badania nad tym zjawiskiem wymagają znacznych nakładów pracy i czasu.

    Komputery kwantowe na horyzoncie

    Choć Google osiągnęło imponujące wyniki, komercjalizacja komputerów kwantowych pozostaje odległa. Systemy takie jak Willow muszą być rozwinięte do skali, która umożliwi wykorzystanie ich w praktycznych zastosowaniach, np. w projektowaniu leków czy optymalizacji sieci logistycznych.

    Procesor Willow stanowi jednak dowód, że komputery kwantowe zbliżają się do punktu, w którym będą mogły skutecznie rywalizować z klasycznymi systemami w wybranych zadaniach. Tym samym Google po raz kolejny utwierdza swoją pozycję lidera w wyścigu o przyszłość obliczeń kwantowych.

  • Od wyszukiwarki do… czegoś więcej? Google zapowiada rewolucję

    Od wyszukiwarki do… czegoś więcej? Google zapowiada rewolucję

    Dyrektor generalny Google, Sundar Pichai, ogłosił, że wyszukiwarka Google czekają dramatyczne zmiany w 2025 roku. Podczas wystąpienia na konferencji The New York Times’ DealBook Summit, Pichai podkreślił, że firma zamierza wprowadzać innowacje w tempie wystarczającym, by sprostać wyzwaniom rynkowym i konkurencji.

    Przyszłość wyszukiwania

    Według Pichai, zmiany w wyszukiwarce będą na tyle znaczące, że użytkownicy mogą być zaskoczeni już na początku 2025 roku. Nie zdradzając szczegółów, szef Google wskazał na kluczową rolę technologii, które mają zrewolucjonizować sposób, w jaki użytkownicy korzystają z wyszukiwania.

    Deklaracje te pojawiają się w kontekście rosnącej konkurencji na rynku, w tym ze strony Microsoftu, który rozwija swoje rozwiązania w oparciu o współpracę z OpenAI. Pichai zwrócił uwagę, że Google opiera się na własnych modelach sztucznej inteligencji, co odróżnia je od podejścia konkurencji.

    Presja prawna i regulacyjna

    Oprócz wyzwań technologicznych i konkurencyjnych, Google zmaga się również z presją prawną. Departament Sprawiedliwości USA (DOJ) oskarża firmę o monopolistyczne praktyki, w tym kontrolę nad przeglądarką Chrome oraz systemem operacyjnym Android. DOJ domaga się potencjalnej sprzedaży Chrome i odłączenia Androida od usług Google, co mogłoby wpłynąć na przyszłość ekosystemu firmy.

    Rok 2025 może stać się punktem zwrotnym dla Google, zarówno pod względem technologicznym, jak i regulacyjnym. Wprowadzenie zapowiadanych zmian w wyszukiwarce może umocnić pozycję giganta technologicznego, ale jednocześnie firma musi mierzyć się z rosnącą presją ze strony konkurentów i organów nadzoru. Jakie konkretnie innowacje przyniosą deklarowane zmiany, okaże się w nadchodzących miesiącach.

  • Google pokazał Veo i Imagen 3 – Czy AI zastąpi grafików i montażystów?

    Google pokazał Veo i Imagen 3 – Czy AI zastąpi grafików i montażystów?

    Google Cloud udostępniło dwa zaawansowane modele generatywne – Veo do tworzenia wideo oraz Imagen 3, trzecią generację narzędzia do generowania obrazów. Oba rozwiązania są dostępne w ramach platformy Vertex AI, przy czym Veo jest udostępniane w ograniczonym podglądzie, a Imagen 3 będzie dostępne dla wszystkich użytkowników już od przyszłego tygodnia.

    Veo: Od tekstu do wideo

    Veo, następca modelu Lumière, pozwala na tworzenie krótkich klipów wideo o długości do jednej minuty na podstawie tekstowych instrukcji. Narzędzie to, zaprezentowane wcześniej na konferencji Google I/O, jest odpowiedzią firmy na podobne projekty konkurencji, takie jak Sora od OpenAI czy Movie Gen od Meta. Choć Veo jest jeszcze w fazie ograniczonego dostępu, ma szansę zrewolucjonizować tworzenie treści multimedialnych, szczególnie w zastosowaniach biznesowych i marketingowych. W przyszłości planowane jest dodanie funkcji generowania dźwięku pasującego do wygenerowanych klipów, jednak narzędzie Google DeepMind do wideo i audio nie jest jeszcze dostępne.

    Imagen 3: Nowa jakość w generowaniu obrazów

    Imagen 3 to najnowsza iteracja znanego narzędzia Google do generowania obrazów na podstawie tekstowych poleceń. Nowa wersja oferuje wyraźnie lepszą jakość wizualną i więcej opcji personalizacji, co czyni ją atrakcyjnym narzędziem dla firm, które mogą dostosowywać generowane obrazy do swoich potrzeb – na przykład poprzez dodawanie logo czy stylów wizualnych. Oprócz generowania obrazów użytkownicy mogą je edytować, maskować i powiększać, co zwiększa wszechstronność narzędzia.

    Bezpieczeństwo i odpowiedzialność

    Google podkreśla, że priorytetem przy projektowaniu Veo i Imagen 3 było zapewnienie bezpieczeństwa i odpowiedzialnego użytkowania. Oba narzędzia wyposażono w cyfrowe znaki wodne, filtry bezpieczeństwa oraz funkcje zarządzania danymi, które mają zapobiec nadużyciom. Firma dodatkowo gwarantuje zwolnienie z odpowiedzialności prawnej za treści wygenerowane za pomocą swoich modeli, co stanowi ważny krok w budowaniu zaufania klientów biznesowych.

    Dzięki wprowadzeniu Veo i Imagen 3, Google wzmacnia swoją pozycję na rynku generatywnej AI, oferując nowoczesne narzędzia zarówno do tworzenia obrazów, jak i wideo, które mogą znaleźć szerokie zastosowanie w różnych branżach.

  • Wiz powiedział Google „nie”. Dlaczego startup odrzucił 23 miliardy dolarów?

    Wiz powiedział Google „nie”. Dlaczego startup odrzucił 23 miliardy dolarów?

    W ostatnich miesiącach pojawiła się głośna informacja o tym, że Alphabet, firma macierzysta Google, złożyła ofertę przejęcia specjalizującego się w bezpieczeństwie chmury start-upu Wiz, opiewającą na 23 miliardy dolarów. Decyzję o odrzuceniu tej propozycji podjął Assaf Rappaport, współzałożyciel i CEO Wiz, a powody wyjaśnił w wywiadzie dla TechCrunch, tłumacząc, że ich strategia i wizja przyszłości chmurowych rozwiązań bezpieczeństwa były decydującymi czynnikami.

    Ambitne cele Wiz

    Rappaport, który współtworzył Wiz zaledwie cztery lata temu, zaznacza, że potencjał chmurowych rozwiązań bezpieczeństwa jest ogromny i – jego zdaniem – wykracza poza perspektywę, jaką mogłoby zaoferować przejęcie przez Alphabet. Współzałożyciel Wiz w rozmowie z TechCrunch wyjaśnił, że obecnie uważa decyzję o odrzuceniu tak dużej oferty za „właściwą”. Jak sam przyznał, bezpieczeństwo chmury ma szansę stać się branżą wartą ponad 100 miliardów dolarów, a jego firma zamierza wykorzystać ten potencjał w pełni, rozwijając własne, innowacyjne rozwiązania.

    „Trudno odmówić takim ofertom”, przyznał Rappaport. Podkreślił jednak, że zespół Wiz jest na tyle silny i zdeterminowany, że widzi w nich szansę na samodzielne osiągnięcie sukcesu. W e-mailu do pracowników firmy podkreślił wiarę w rozwój Wiz na niezależnej ścieżce, na którą Alphabet próbował wpłynąć swoimi propozycjami. Rappaport wskazał, że Wiz jest gotów iść własną drogą w świecie chmurowych rozwiązań, rozwijając narzędzia, które odpowiadają na specyficzne potrzeby rynku, wciąż rosnącego w obszarze zabezpieczeń.

    Alphabet inwestuje w bezpieczeństwo, ale Wiz patrzy dalej

    Odrzucona przez Wiz oferta Alphabet to dowód na to, jak intensywnie Google rozwija się w dziedzinie bezpieczeństwa IT. Jeszcze w zeszłym roku Alphabet przejęła Mandiant, firmę zajmującą się bezpieczeństwem i usługami reagowania na incydenty, co miało wzmocnić jej pozycję w sektorze chmurowych zabezpieczeń. Przejęcie Wiz mogłoby więc stanowić kolejny krok w rozbudowie infrastruktury zabezpieczeń chmurowych Google, jednak Rappaport i jego zespół nie byli zainteresowani rezygnacją z niezależności.

    „Wierzymy, że bezpieczeństwo chmury wzrośnie i stanie się większym rynkiem niż bezpieczeństwo punktów końcowych czy tradycyjnych sieci” – wyjaśnił Rappaport. Według niego Wiz ma szansę stać się liderem w tej branży, a niezależność i możliwość samodzielnego działania są kluczowe, by sprostać rosnącym wyzwaniom związanym z ochroną danych w chmurze. Alphabet nie była zresztą jedyną firmą zainteresowaną przejęciem Wiz, choć inne oferty nie były tak pokaźne jak propozycja ze strony Google.

    Wiz ceni niezależność i stawia na innowacyjność

    Obecnie Wiz wyceniany jest na 12 miliardów dolarów, co sprawia, że oferta Alphabet stanowiła niemal dwukrotność tej wartości. To jedna z najbardziej znaczących propozycji, jakie złożono na rynku technologii zabezpieczeń w ostatnich latach. Wiz jednak wybrał niezależność, co świadczy o silnej wierze zarządu w dalszy rozwój oraz możliwość utrzymania własnej wizji.

    Odrzucenie tej oferty przez Wiz jest nie tylko wyrazem pewności co do wartości i potencjału ich produktów, ale również świadectwem trendu, który odzwierciedla rosnące zainteresowanie inwestorów sektorem zabezpieczeń chmurowych. Coraz więcej firm dostrzega w tej technologii przyszłość, co oznacza, że rosnąca konkurencja i wyścig technologiczny w zakresie innowacyjności mogą jedynie przyspieszyć rozwój tego sektora.

    Czy Wiz stanie się wart miliardy?

    Choć nie jest pewne, czy Wiz stanie się firmą wartą ponad 100 miliardów dolarów, Rappaport z pewnością widzi na to szansę. Start-up stawia na unikalne podejście do bezpieczeństwa chmury, które zdaniem CEO jest dopiero w początkowej fazie rozwoju. To właśnie wiara w dynamiczny rozwój tej technologii oraz niezależność w działaniu są kluczowymi powodami, dla których Wiz nie zdecydował się na ofertę Alphabet.

  • Technologiczna symbioza – Qualcomm i Google budują asystentów AI dla producentów aut

    Technologiczna symbioza – Qualcomm i Google budują asystentów AI dla producentów aut

    Qualcomm, jeden z wiodących producentów chipów, oraz Google, gigant technologiczny odpowiedzialny za system Android, poinformowali we wtorek o nowym strategicznym partnerstwie, które ma na celu zrewolucjonizowanie systemów komputerowych w pojazdach. Współpraca tych dwóch firm skupia się na dostarczaniu producentom samochodów narzędzi, które pozwolą na tworzenie unikalnych asystentów głosowych opartych na sztucznej inteligencji.

    Kluczowym elementem tej inicjatywy jest połączenie chipów Qualcomm oraz oprogramowania Google, aby umożliwić producentom pojazdów opracowywanie rozwiązań, które działają niezależnie od smartfonów kierowców. Wspólne technologie będą oparte na systemie operacyjnym Android Automotive, który zyskał na popularności jako zaawansowane rozwiązanie do obsługi systemów komputerowych w pojazdach.

    Qualcomm i Google: od rywalizacji do synergii

    Chipy Qualcomm od lat są podstawą działania smartfonów z systemem Android, ale firma z powodzeniem rozszerza swoje operacje na sektor motoryzacyjny. Współpracuje m.in. z General Motors nad technologiami do autonomicznej jazdy i systemami nawigacyjnymi. W ramach nowej współpracy z Google, obie firmy postanowiły połączyć siły, aby ich technologie działały harmonijnie na poziomie sprzętu i oprogramowania, co ułatwi producentom samochodów integrację tych rozwiązań.

    Nakul Duggal, szef działu motoryzacyjnego w Qualcomm, zaznaczył, że do tej pory firmy współpracowały jedynie w sposób pośredni, oferując swoje produkty osobno. „Zdecydowaliśmy, że powinniśmy myśleć o tym inaczej, ponieważ zmniejszy to wiele tarć i zamieszania” – powiedział Duggal. Partnerstwo ma na celu uproszczenie procesu integracji oraz zwiększenie elastyczności producentów pojazdów.

    Android Automotive: zaawansowane systemy bez udziału smartfonów

    Warto zaznaczyć, że wiele osób kojarzy obecnie technologie takie jak Android Auto czy Apple CarPlay, które wyświetlają aplikacje z telefonów na ekranach pojazdów po podłączeniu ich kablem. Tymczasem Android Automotive to system operacyjny, który działa bezpośrednio w samochodzie, bez konieczności użycia telefonu. To właśnie na tej technologii Qualcomm i Google opierają swoją wspólną ofertę, umożliwiając producentom tworzenie unikalnych rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji.

    Producenci będą mogli skorzystać z zaawansowanych technologii Google, takich jak AI, aby opracować asystentów głosowych dopasowanych do specyficznych potrzeb swoich marek. Oznacza to, że każdy producent samochodów będzie mógł oferować swoim klientom spersonalizowaną wersję asystenta, która działa niezależnie od urządzeń mobilnych.

    Nowe chipy dla nowoczesnych pojazdów

    Podczas konferencji Qualcomm zaprezentował również dwa nowe chipy, które mają wspierać rozwój technologii w motoryzacji. Snapdragon Cockpit Elite będzie zasilać pulpity nawigacyjne samochodów, podczas gdy Snapdragon Ride Elite jest przeznaczony do autonomicznych systemów jazdy. Te zaawansowane rozwiązania mają przyspieszyć rozwój inteligentnych i zautomatyzowanych pojazdów.

    Firma Mercedes-Benz już zapowiedziała, że zamierza wykorzystać chipa Snapdragon Cockpit Elite w swoich przyszłych modelach. Choć nie podano jeszcze szczegółowych informacji dotyczących modeli i dat wprowadzenia tej technologii, współpraca z tak renomowanym producentem jest kolejnym dowodem na silną pozycję Qualcomm w branży motoryzacyjnej.

    Partnerstwo Qualcomm i Google ma potencjał, aby znacząco wpłynąć na przyszłość motoryzacji, w szczególności w obszarze sztucznej inteligencji i autonomicznych systemów. Dzięki połączeniu sił obu gigantów technologicznych, producenci samochodów zyskają większą swobodę w tworzeniu spersonalizowanych, zaawansowanych rozwiązań, które wykraczają poza standardowe systemy dostępne dziś na rynku. Współpraca ta to kolejny krok w kierunku bardziej inteligentnych i niezależnych technologicznie pojazdów, które dostosowują się do indywidualnych potrzeb użytkowników.

  • Google upraszcza migrację z OneDrive do Google Workspace

    Google upraszcza migrację z OneDrive do Google Workspace

    Google wprowadza nową funkcję migracyjną, która znacząco uprości proces przechodzenia organizacji z chmury Microsoft OneDrive do ekosystemu Google Workspace. Zgodnie z zapowiedziami firmy, narzędzie to jest dedykowane administratorom systemów, którzy będą mogli szybko i sprawnie przenosić pliki oraz foldery użytkowników w organizacji. To rozwiązanie, jak informuje Google na swoim blogu, ma na celu złagodzenie problemów technicznych, które często towarzyszą migracji danych między różnymi środowiskami chmurowymi.

    Migracja plików z jednej platformy chmurowej do drugiej bywa problematyczna, zwłaszcza w przypadku większych organizacji, które zarządzają setkami lub tysiącami użytkowników. Narzędzie Google ma ułatwić ten proces, eliminując większość potencjalnych komplikacji, takich jak utrata danych czy problemy z zachowaniem odpowiednich uprawnień dostępu. Dzięki nowemu narzędziu do migracji, administratorzy Google Workspace mogą przenosić pliki i foldery bezpośrednio z kont Microsoft OneDrive, zachowując jednocześnie prawa dostępu do folderów współdzielonych.

    Jak działa narzędzie migracyjne?

    Proces migracji składa się z kilku prostych kroków. W pierwszej kolejności administrator musi połączyć się z kontem Microsoft OneDrive, z którego mają być przeniesione dane. Następnie ustawia listę adresów e-mail użytkowników, których pliki i foldery zostaną przeniesione do Google Workspace. Ostatecznie tworzona jest tzw. „karta identyfikacyjna”, która umożliwia sparowanie użytkowników z konta OneDrive z odpowiednimi kontami w Google Workspace.

    Istotnym ograniczeniem jest to, że możliwość przeprowadzenia migracji mają jedynie użytkownicy z uprawnieniami superadministratora. Ponadto, narzędzie pozwala na jednoczesne przeniesienie do stu użytkowników, co może być kluczowe dla większych organizacji, które planują stopniową migrację. Co ważne, oprócz samych plików i folderów, przenoszone są również prawa dostępu, co gwarantuje, że współdzielone zasoby pozostaną dostępne dla właściwych osób po zakończeniu migracji.

    Kiedy narzędzie będzie dostępne?

    Google zapowiedziało, że nowe narzędzie migracyjne będzie wdrażane stopniowo w nadchodzących tygodniach i będzie dostępne dla wszystkich użytkowników biznesowych Google Workspace, którzy posiadają płatne konta. Pełna dostępność narzędzia ma zostać osiągnięta do początku listopada.

    Migracja z jednej platformy chmurowej do drugiej może być kluczowym krokiem w modernizacji cyfrowej firm, które decydują się na przejście do ekosystemu Google. Nowe narzędzie, dzięki swojej funkcjonalności i prostocie, powinno znacznie ułatwić ten proces, szczególnie dla większych organizacji, które zarządzają dużą liczbą użytkowników i zasobów.

  • Google wnioskuje o wstrzymanie nakazu dotyczącego otwarcia sklepu Play na konkurencję

    Google wnioskuje o wstrzymanie nakazu dotyczącego otwarcia sklepu Play na konkurencję

    Google, będący jednostką zależną Alphabet, podjął kroki prawne, wnioskując do kalifornijskiego sędziego federalnego o wstrzymanie wykonania wyroku, który wymaga otwarcia sklepu Google Play na większą konkurencję. W złożonym w piątek zgłoszeniu sądowym firma argumentuje, że decyzja sędziego okręgowego Jamesa Donato, która ma wejść w życie 1 listopada, mogłaby wprowadzić poważne zagrożenia dla bezpieczeństwa, ochrony prywatności oraz stabilności ekosystemu Androida.

    Nakaz sądowy, który został wydany 7 października, to efekt procesu antymonopolowego, który wytoczył Google producent popularnej gry „Fortnite”, Epic Games. Sprawa dotyczyła zarzutów monopolizacji przez Google rynku aplikacji na urządzenia z systemem Android, zarówno w zakresie dystrybucji oprogramowania, jak i transakcji dokonywanych w aplikacjach.

    Federalna ława przysięgłych w zeszłym roku uznała, że Google nadużywa swojej dominującej pozycji na rynku, co skłoniło sąd do wydania decyzji mającej na celu zwiększenie konkurencyjności w tym obszarze. Nakaz sędziego zobowiązuje Google do umożliwienia użytkownikom pobierania aplikacji z alternatywnych sklepów oraz korzystania z innych metod płatności w aplikacjach, zamiast wyłącznie rozwiązań oferowanych przez Google. Ponadto, firma nie może już płacić producentom urządzeń za preinstalowanie sklepu Google Play ani dzielić się przychodami generowanymi przez sklep z innymi dystrybutorami aplikacji.

    Google argumentuje, że taki krok mógłby wprowadzić ryzyka związane z bezpieczeństwem i prywatnością, które negatywnie wpłyną na użytkowników systemu Android. Firma wnioskuje o wstrzymanie decyzji do czasu rozstrzygnięcia odwołania, które ma na celu zakwestionowanie podstawowego wyroku ławy przysięgłych.

    Jeżeli sędzia nie przychyli się do prośby Google, firma planuje skierować wniosek do 9. Okręgowego Sądu Apelacyjnego w San Francisco, który ostatecznie rozważy apelację dotyczącą wyroku antymonopolowego.

    Google już w czwartek złożyło zawiadomienie o zamiarze odwołania do sądu apelacyjnego. Ostateczne rozstrzygnięcie tej sprawy może mieć daleko idące konsekwencje dla kształtu rynku aplikacji mobilnych, a zwłaszcza modelu biznesowego dominującego na platformie Android.

  • Nowy krok w stronę kwantowej supremacji – Google redukuje błędy w procesorze Sycamore

    Nowy krok w stronę kwantowej supremacji – Google redukuje błędy w procesorze Sycamore

    W 2019 roku Google zrobił fale, twierdząc, że osiągnął coś, co zostało nazwane „kwantową supremacją” – zdolność komputera kwantowego do wykonywania operacji, których symulacja na standardowym sprzęcie obliczeniowym wymagałaby szalenie niepraktycznej ilości czasu. To twierdzenie okazało się kontrowersyjne, ponieważ operacje były niewiele więcej niż punktem odniesienia, który polegał na tym, aby komputer kwantowy zachowywał się jak komputer kwantowy; oddzielnie ulepszone pomysły na to, jak wykonać symulację na superkomputerze znacznie skraciły wymagany czas.

    Ale Google powraca z nową eksploracją benchmarku, opisaną w artykule opublikowanym w Nature w środę. Wykorzystuje punkt odniesienia do zidentyfikowania tego, co nazywa przejściem fazowym w wydajności swojego procesora kwantowego i wykorzystuje go do identyfikacji warunków, w których procesor może działać z niskim poziomem szumów. Korzystając z tego, ponownie pokazują, że nawet dając klasycznemu sprzętowi każdą potencjalną przewagę, symulacja rzeczy wymagałaby superkomputerowi kilkunastu lat.

    Benchmarking krzyżowy

    Test porównawczy dotyczy wydajności tak zwanych kwantowych obwodów losowych, które polegają na wykonywaniu zestawu operacji na kubitach i umożliwieniu ewolucji stanu systemu w czasie, tak że wynik zależy w dużej mierze od stochastycznego charakteru wyników pomiarów w mechanice kwantowej. Każdy qubit będzie miał prawdopodobieństwo wytworzenia jednego z dwóch wyników, ale jeśli to prawdopodobieństwo nie jest jedno, nie ma sposobu, aby wiedzieć, który z wyników faktycznie uzyskasz. W rezultacie wynikiem operacji będzie ciąg prawdziwie losowych bitów.

    Jeśli w operacje jest zaangażowana wystarczająca ilość kubitów, to coraz trudniej jest symulować wydajność kwantowego obwodu losowego na klasycznym sprzęcie. Ta trudność jest tym, czego Google pierwotnie użyło, aby ubiegać się o supremację kwantową.

    Dużym wyzwaniem związanym z uruchamianiem kwantowych obwodów losowych na dzisiejszym sprzęcie jest nieuchronność błędów. I istnieje specyficzne podejście, zwane benchmarkingiem cross-entropii, które łączy wydajność kwantowych obwodów losowych z ogólną wiernością sprzętu (co oznacza jego zdolność do wykonywania operacji bezbłędnych).

    Główny naukowiec Google Sergio Boixo porównał wykonywanie kwantowych obwodów losowych do wyścigu między próbą zbudowania obwodu a błędami, które go zniszczyłyby. „W istocie jest to rywalizacja między korelacjami kwantowymi rozprzestrzeniającymi się, ponieważ się plączesz, a losowe obwody splątują się tak szybko, jak to możliwe” – powiedział Ars. „Używamy dwóch bramek qubitowych, które splątają się tak szybko, jak to możliwe. Więc jest to rywalizacja między korelacjami lub splątaniem, które rośnie tak szybko, jak chcesz. Z drugiej strony, hałas robi coś przeciwnego. Hałas zabija korelacje, zabija wzrost korelacji. Więc to są dwie tendencje.”

    W artykule skupiono się na wykorzystaniu benchmarku entropii krzyżowej do zbadania błędów występujących w najnowszej generacji układu Sycamore firmy i wykorzystania tego do zidentyfikowania punktu przejściowego między sytuacjami, w których dominują błędy, a tym, co artykuł określa jako „reżim niskiego poziomu szumów”, w którym prawdopodobieństwo błędów jest zminimalizowane – gdzie uwikłanie wygrywa wyścig. Naukowcy porównali to do przejścia fazowego między dwoma państwami.

    Niski poziom hałasu

    Naukowcy wykorzystali szereg metod do zidentyfikowania lokalizacji tego przejścia fazowego, w tym szacunki liczbowe zachowania systemu i eksperymenty z wykorzystaniem procesora Sycamore. Boixo wyjaśnił, że punkt przejścia jest związany z błędami na cykl, przy czym każdy cykl obejmuje wykonanie operacji na wszystkich zaangażowanych kubitach. Tak więc całkowita liczba używanych kubitów wpływa na lokalizację przejścia, ponieważ więcej kubitów oznacza więcej operacji do wykonania. Ale tak samo jak ogólny wskaźnik błędów w procesorze.

    Jeśli chcesz działać w trybie niskiego poziomu szumów, musisz ograniczyć liczbę zaangażowanych kubitów (co ma efekt uboczny ułatwiający symulację na klasycznym sprzęcie). Jedynym sposobem na dodanie większej liczby kubitów jest obniżenie wskaźnika błędów. Podczas gdy sam procesor Sycamore miał dobrze zrozumiały minimalny wskaźnik błędów, Google mógł sztucznie zwiększyć ten wskaźnik błędów, a następnie stopniowo go obniżać, aby zbadać zachowanie Sycamore w punkcie przejściowym.

    Reżim niskiego poziomu szumów nie był wolny od błędów; każda operacja nadal ma możliwość błędu, a kubity czasami tracą swój stan, nawet gdy siedzą i nic nie robią. Ale ten wskaźnik błędu można oszacować za pomocą benchmarku cross-entropy, aby zbadać ogólną wierność systemu. Nie było tak poza punktem przejściowym, gdzie błędy występowały na tyle szybko, że przerwały proces uwikłania.

    Gdy tak się dzieje, rezultatem są często dwa oddzielne, mniejsze splątane systemy, z których każdy podlegał podstawowym wskaźnikom błędów układu Sycamore. Naukowcy zasymulowali to, tworząc dwa odrębne skupiska splątanych kubitów, które mogą być splątane ze sobą za pomocą jednej operacji, umożliwiając im włączanie i wyłączanie splątania do woli. Pokazali, że to zachowanie pozwoliło klasycznemu komputerowi na sfałszowanie ogólnego zachowania poprzez rozbicie obliczeń na dwa możliwe do opanowania kawałki.

    Ostatecznie wykorzystali swoją charakterystykę przejścia fazowego, aby zidentyfikować maksymalną liczbę kubitów, które mogliby utrzymać w reżimie niskiego poziomu szumów, biorąc pod uwagę podstawową szybkość błędu procesora Sycamore, a następnie wykonali na nich milion losowych obwodów. Chociaż jest to stosunkowo łatwe do zrobienia na sprzęcie kwantowym, nawet zakładając, że moglibyśmy zbudować superkomputer bez ograniczeń przepustowości, symulacja zajęłoby około 10 000 lat na istniejącym superkomputerze (system Frontier). Pozwalając całej pamięci systemu na działanie jako pamięć wtórna, skracając oszacowanie do 12 lat.

    Co nam to mówi?

    Boixo podkreślił, że wartość pracy nie jest tak naprawdę oparta na wartości wykonywania losowych obwodów kwantowych. Prawdziwie losowe ciągi bitowe mogą być przydatne w niektórych kontekstach, ale podkreślił, że prawdziwą korzyścią jest lepsze zrozumienie poziomu szumu, który może być tolerowany w algorytmach kwantowych bardziej ogólnie. Ponieważ ten benchmark został zaprojektowany tak, aby jak najłatwiej było prześcignąć klasyczne obliczenia, potrzebujesz najlepszych standardowych komputerów, aby mieć jakąkolwiek nadzieję na pokonanie ich w odpowiedzi na bardziej skomplikowane problemy.

    „Zanim będziesz mógł wykonać jakąkolwiek inną aplikację, musisz wygrać na tym benchmarku” – powiedział Boixo. „Jeśli nie wygrywasz na tym benchmarku, to nie wygrywasz na żadnym innym benchmarku. To najłatwiejsza rzecz dla hałaśliwego komputera kwantowego w porównaniu do superkomputera.”

    Wiedza o tym, jak zidentyfikować to przejście fazowe, zasugerował, będzie również pomocna dla każdego, kto próbuje uruchomić przydatne obliczenia na dzisiejszych procesorach. „Gdy definiujemy fazę, otwiera to możliwość znalezienia aplikacji w tej fazie na hałaśliwych komputerach kwantowych, gdzie będą one lepsze od klasycznych komputerów” – powiedział Boixo.

    W tym argumencie jest ukryta wskazówka, dlaczego Google skupił się na iteracji na konstrukcji pojedynczego procesora, mimo że wielu jego konkurentów naciskało na szybkie zwiększenie liczby kubitów. Jeśli ten benchmark wskazuje, że nie możesz uzyskać wszystkich kubitów Sycamore’a w najprostsze obliczenia reżimu o niskim poziomie szumów, to nie jest jasne, czy zwiększenie liczby qubitów ma dużą wartość. A jedynym sposobem na zmianę tego jest obniżenie podstawowego wskaźnika błędów procesora, więc na tym właśnie skupia się firma.

    Wszystko to jednak zakłada, że masz nadzieję uruchomić przydatne obliczenia na dzisiejszych hałaśliwych kubitach sprzętowych. Alternatywą jest użycie kubitów logicznych skorygowanych o błędy, które będą wymagały znacznego wzrostu liczby kubitów. Ale Google widzi podobne ograniczenia ze względu na podstawowy wskaźnik błędów Sycamore w testach, które wykorzystywały go do hostowania korygowanego błędów logicznego qubit, do czego mamy nadzieję wrócić w przyszłym zasięgu.

  • Antymonopolowa ofensywa wobec Google: Co czeka giganta technologicznego?

    Antymonopolowa ofensywa wobec Google: Co czeka giganta technologicznego?

    Alphabet, firma macierzysta Google, znalazła się w centrum kilku kluczowych procesów antymonopolowych w Stanach Zjednoczonych. W ciągu zaledwie kilku dni w tym tygodniu Google zostało zobligowane przez sąd do otwarcia swojego sklepu z aplikacjami Play dla konkurencyjnych platform, a także otrzymało sygnały od Departamentu Sprawiedliwości USA, że możliwy jest podział niektórych części firmy, aby ograniczyć jej kontrolę nad wyszukiwaniem w internecie.

    Android i Sklep Play: zmiany wymuszone przez sąd

    Sędzia okręgowy James Donato w San Francisco nakazał Google wprowadzenie istotnych zmian w funkcjonowaniu systemu Android. Decyzja ta jest efektem pozwu złożonego przez firmę Epic Games, producenta gry „Fortnite”, który oskarżył Google o monopolizowanie dystrybucji aplikacji oraz płatności na Androidzie.

    Zgodnie z wyrokiem, Google musi umożliwić użytkownikom Androida korzystanie z alternatywnych platform do pobierania aplikacji oraz konkurencyjnych metod płatności w aplikacjach. Zmiany te wejdą w życie na trzy lata począwszy od listopada. Ponadto, gigant technologiczny nie będzie mógł płacić producentom urządzeń za preinstalowanie swojego sklepu Google Play.

    Chociaż Google zapowiedziało apelację od podstawowego wyroku, jest to poważny krok w stronę zmniejszenia dominacji firmy na rynku aplikacji mobilnych. W powiązanej sprawie, Google zgodziło się zapłacić 700 milionów dolarów na rozwiązanie roszczeń konsumentów dotyczących zawyżania cen aplikacji, choć sędzia Donato zakwestionował, czy taka kwota jest wystarczająca.

    Wyszukiwanie online: groźba podziału Google

    Google zmaga się również z zarzutami dotyczącymi swojej dominacji w obszarze wyszukiwania internetowego. W 2020 roku Departament Sprawiedliwości USA złożył pozew antymonopolowy, zarzucając firmie nielegalne monopolizowanie rynku poprzez płacenie miliardów dolarów, aby być domyślną wyszukiwarką na urządzeniach i platformach konkurencyjnych.

    We wtorek Departament Sprawiedliwości poinformował sędziego Amita Mehtę, że rozważa wystąpienie o podział niektórych części firmy Google, aby naprawić naruszenia antymonopolowe. Propozycje, które mają zostać przedstawione w listopadzie, mogą obejmować zmuszenie Google do zbycia przeglądarki Chrome lub systemu operacyjnego Android. Google planuje odpowiedzieć na te zarzuty i przedstawić własne środki zaradcze pod koniec grudnia, a ostateczne decyzje w tej sprawie mają zapaść w kwietniu 2025 roku.

    Reklama cyfrowa: procesy dotyczące dominacji na rynku reklam

    Kolejnym obszarem, w którym Google spotyka się z poważnymi zarzutami, jest rynek reklam cyfrowych. Firma jest oskarżana o monopolizowanie rynku reklam displayowych i wykorzystywanie swojej dominującej pozycji do narzucania korzystania z własnych produktów reklamowych, co szkodzi zarówno reklamodawcom, jak i wydawcom. Proces w tej sprawie, złożony przez Departament Sprawiedliwości oraz grupę stanów, rozpoczął się w zeszłym miesiącu w Wirginii. Ostateczne argumenty mają zostać przedstawione w listopadzie.

    Dodatkowo, Google stoi przed dwiema powiązanymi sprawami w Teksasie i Nowym Jorku. Teksas przewodzi grupie stanów, które oskarżają firmę o manipulacje rynkiem reklamy cyfrowej, a proces w tej sprawie został zaplanowany na marzec 2025 roku. Równocześnie reklamodawcy i wydawcy dochodzą swoich roszczeń, twierdząc, że praktyki Google w zakresie technologii reklamowych doprowadziły do spadku ich przychodów.

    Perspektywy przyszłości Google

    Google stoi w obliczu poważnych wyzwań prawnych na kilku frontach, które mogą znacząco wpłynąć na przyszłość firmy. Decyzje sądów, szczególnie te dotyczące rozbicia firmy lub zmiany jej modelu biznesowego, mogą zrewolucjonizować sposób, w jaki firma działa na rynku cyfrowym. Z jednej strony, konsumenci mogą zyskać większą swobodę w wyborze aplikacji i usług. Z drugiej strony, Google stara się bronić swojego modelu biznesowego, argumentując, że jego usługi przynoszą korzyści zarówno użytkownikom, jak i partnerom biznesowym.

    Jedno jest pewne – wyniki tych procesów ukształtują nie tylko przyszłość Google, ale również przyszłość całego ekosystemu cyfrowego.