Tag: Apple

  • 5 problemów, które blokują rozwój branży IT

    5 problemów, które blokują rozwój branży IT

    Ciągłe podbijanie wysokości pensji. Wymaganie cudów od systemu edukacji. Ignorowanie demografii. Posługiwanie się fałszywymi stereotypami dotyczącymi płci. Gdyby rozwiązać te bolączki, branża IT mogłaby rozwijać się jeszcze szybciej. Dlaczego więc od lat te same problemy, zamiast zniknąć, pogłębiają się?

    Skojarzenia przeciętnego Polaka z branżą IT to brak trudności ze znalezieniem i utrzymaniem pracy, szybki rozwój kariery oraz wysokie zarobki. Jeśli zajrzymy głębiej, zobaczymy jednak olbrzymie problemy, które powstrzymują branżę przed rozwojem.

    1.Droga donikąd w wojnie o programistę

    Przy rosnącym zapotrzebowaniu na specjalistów IT, regułą jest podkupowanie pracowników konkurencji. Długi staż pracy i praktyczne kompetencje są w cenie, tymczasem na rynku po prostu nie ma bezrobotnych programistów z doświadczeniem.

    Dobrze ilustruje to przykład Dominika, 32-letniego programisty z Wrocławia. Dominik co kilka dni dostaje oferty pracy od rekruterów, przez popularny serwis społecznościowy, specjalizujący się w kontaktach zawodowo-biznesowych. Doskonale wie, że zmiana pracodawcy to najprostszy sposób na uzyskanie podwyżki. W większych firmach ścieżki awansu są z góry wyznaczone, a widełki wynagrodzeń jasne, bez możliwości negocjacji. Rekruterzy zgłaszają się więc, oferując Dominikowi pensję zwykle o 1-2 tys. zł wyższą niż ma obecnie oraz ciekawe świadczenia socjalne. Ta popularna praktyka powoduje, że doświadczeni programiści stosunkowo często i chętnie zmieniają pracodawcę.

    W jednej firmie codziennie dostawaliśmy ciepłe śniadania przygotowywane przez zatrudnionych na miejscu kucharzy. W innej mogliśmy oderwać się od codzienności podczas wyjazdu w góry. Zabraliśmy komputery i pracowaliśmy mając za oknem widok na Sudety. Niby drobna zmiana, ale dała masę energii i przede wszystkim trochę odmiany – mówi Dominik.

    Takich przykładów jest na pęczki. Miejmy jednak świadomość, że trwająca od kilku lat regularna wojna między pracodawcami to droga donikąd. Zawsze znajdzie się bogatsza firma, która podkupi pracownika oferując mu wyższe wynagrodzenie i bogatszy socjal. Potwierdzają to badania opublikowane w sierpniu 2017 roku przez Hackerlife, zgodnie z którymi nawet w firmach IT uznawanych za najlepsze pod kątem miejsca zatrudnienia (np. Facebook, Twitter, Google), mediana czasu pracy to odpowiednio 2,2, 1,9 i 2,3 lata. W mniejszych firmach pracownicy z branży IT utrzymują się jeszcze krócej, bo 1,5 roku, a 25 proc. zespołu zmienia pracę po 8 miesiącach lub szybciej.

    Rekrutacja staje się procesem nieustającym i pochłaniającym miliony. To jednak szybko nie zmieni się, bo firmy IT nadal mają z czego powiększać wynagrodzenia. Według danych GUS, udział kosztów w przychodach dla tej branży wynosi 76,7 proc., podczas gdy w całej gospodarce jest to 94 proc.

    2. Nieskończona pętla wymaganego doświadczenia

    Mimo rosnących kosztów zatrudnienia, nadal tylko ok. 30 proc. ofert pracy dotyczy osób początkujących (tzw. juniorów). Od pozostałych 70 proc. programistów wymaga się kilkuletniego doświadczenia (to tzw. regularzy posiadający średnie doświadczenie i seniorzy – czyli osoby z największym doświadczeniem w IT). Wygląda jednak na to, że system powoli zmienia się.

    Jeszcze 2 lata temu, poszukując firm gotowych przyjąć do pracy młodych programistów, zwykle słyszeliśmy, że zatrudniają wyłącznie seniorów. Obecnie przedsiębiorcy coraz częściej preferują tzw. regularów, czyli pracowników mających średnie doświadczenie, a jednocześnie – otwierają się na juniorów. Przy praktycznym braku seniorów i niedoborach w regularach, inwestowanie rozwój niedoświadczonych specjalistów IT staje się istotną strategią dla firm – zdradza Marcin Kosedowski, szef marketingu szkoły programowania online Kodilla.com, i dodaje: – Co ważne dla pracodawcy, wielu juniorów chętniej wiąże się umową lojalnościową, zobowiązując się pracować przez określony, dłuższy czas. W przypadku seniorów to praktycznie niemożliwe. Doświadczeni programiści negocjują jak najkrótsze okresy wypowiedzenia, liczone wręcz w pojedynczych dniach.

    Wielkie firmy dostrzegają ten problem, inwestując w młodych pracowników i organizując własne akademie programowania (np.  NOKIA Academy, IT Camp Comarch czy Google Developers Training). Mniejsi gracze dopiero budzą się, ale proces ruszył. Wiedzą, że muszą zacząć pozyskiwać młodych pracowników. Inaczej wypadną z rynku, bo wszystkich przejmą korporacje gotowe płacić więcej.

    3. Stereotypy, przez które tracimy 9 miliardów euro rocznie

    Nawet jeśli firmy decydują się na kandydata bez doświadczenia, często wysyłają zaproszenia na rekrutację tylko do mocno zawężonej grupy docelowej – młodych mężczyzn po studiach, mieszkających w dużych miastach. Tu dużą rolę odgrywają fałszywe stereotypy.

    Od lat wiadomo, że kobiety-programistki programują równie dobrze jak mężczyźni, ale tylko jeśli oceniający nie zna płci osoby piszącej kod. Ponadto zespoły mieszane cechują się większą efektywnością od takich, w których wszyscy pracownicy są tej samej płci.

    Jak wygląda struktura zatrudnienia w IT? W zależności od badań, podaje się, że kobiety stanowią od 8 do 12 proc. zatrudnionych jako programiści. To zdecydowanie za mało, co zauważa nawet Komisja Europejska. Wskazuje, że PKB Unii Europejskiej zwiększyłoby się o 9 mld euro rocznie, gdyby kobiety w branży informatycznej były reprezentowane tak licznie jak mężczyźni.

    Ironicznie, za niewielkie zainteresowanie kobiet programowaniem w dużej mierze odpowiadają… stereotypy dotyczące programistów. Wielu z nich zaczynało kariery w latach ‘80, ‘90 i na początku XXI wieku, było samoukami zakochanymi w komputerach, którzy całą zdobytą wiedzę zawdzięczali własnym eksperymentom, często poświęcając im tysiące godzin. Przez swoje zaangażowanie, często postrzegali młodszych kolegów i koleżanki jako gorszych, zamiast ich wspierać i przekazywać własną wiedzę dalej. Co ciekawe, nadal słychać takie głosy – wystarczy zapytać na forach czy w mediach społecznościowych o to, od czego zacząć naukę programowania, a prawie zawsze natkniemy się na jedną czy dwie osoby próbujące nas przekonać, że to elitarny zawód wymagający lat nauki.

    W ten sposób mógł się tworzyć wizerunek programisty-gbura, wzmacniany przez popkulturę. W żaden sposób nie pomaga to w przyciągnięciu do branży nowych osób. Na szczęście takie zachowania — mimo że występują — obecnie stanowią margines.

    4. Stawianie tylko na młodych z wykształceniem

    Rekruterzy z branży IT zdecydowanie zbyt rzadko zwracają się do osób po trzydziestce, chociaż wydają się one najbardziej perspektywiczną grupą, w której nadal jest wiele nieodkrytych talentów. W 2006 roku studia informatyczne ukończyło 2,36 proc. ówczesnych 24-latków, a w 2020 będzie to 3,16 proc. Dlaczego? Raczej nikt nie wątpi, że starsze roczniki poradziłyby sobie ze studiami równie dobrze, jak obecni studenci. Po prostu na początku tysiąclecia mało kto spodziewał się, że zapotrzebowanie na programistów będzie tak duże – wtedy modne były takie kierunki, jak psychologia, prawo czy zarządzanie, a informatyka była postrzegana jako trudna i nieciekawa.

    Na szczęście widać światełko w tunelu. Tysiące osób po przekroczeniu trzydziestki zauważają, że wybrały zły kierunek studiów i przebranżawiają się na programistów. Według prognozy szkoły programowania online Kodilla.com, w 2019 roku początkujący programista będzie miał średnio 35 lat. To o 6 lat więcej niż w 2016 roku. Większość z nich zacznie pracę w IT bez studiów technicznych.

    5. Demografia, która szybko się nie zmieni

    Przez gigantyczny niż demograficzny, w 2018 roku studia techniczne zacznie o ok. 40 proc. mniej osób niż w szczycie przypadającym na 2006 rok, jak wynika z danych GUS-u. Mimo że 19-latkowie chętniej niż kiedyś wybierają naukę programowania, nadal liczba absolwentów kierunków informatycznych spada.

    Poza tym formalny system edukacji działa zbyt wolno w stosunku do zachodzących zmian. „Ukończone studia nas nie obchodzą” – takie oficjalne stanowisko EY, globalnej firmy consultingowej (dawniej Ernst & Young) podała Maggie Stilwell, partner zarządzająca firmy. Po przebadaniu 400 absolwentów, EY nie zauważyło żadnej korelacji między studiami, a radzeniem sobie w pracy. To był kamyczek, który poruszył lawinę.

    Drogą EY poszły kolejne korporacje, szczególnie z branży IT. Dla Google przez lata samo wykształcenie techniczne kandydata nie wystarczało. Konieczne było ukończenie jednej z elitarnych uczelni, np. w USA z elitarnego Ivy League. Obecnie wymóg wykształcenia zniknął z większości ogłoszeń o pracę. Nawet od Inżynierów Oprogramowania wymaga się „wykształcenia inżynierskiego w naukach informatycznych lub adekwatnego doświadczenia praktycznego”, a Laszlo Bock, szef HR w Google radzi zaprezentować w CV swoje doświadczenie, zamiast skupiać się na ocenach ze studiów.

    Nawet Steve Woznak, współzałożyciel Apple, twórca komputerów Apple I i Apple II, absolwent prestiżowego Berkeley odznaczony dziewięcioma doktoratami honoris causa, właśnie postawił na naukę programowania poza formalnym systemem edukacji, tworząc akcelerator kariery WozU. Jego celem jest możliwie silnie skoncentrować się na każdym uczącym i przesunąć granice tego, co jest możliwe między przedszkolem, a rozpoczęciem kariery.

    Problemy, które trapią branżę IT same nie znikną. Rozwiązanie może być jednak w zasięgu ręki. To przede wszystkim zmiana podejścia, w tym otwarcie rekruterów na m.in. osoby z mniejszym doświadczeniem, osoby po 30tkce, które zdecydowały się przebranżowić oraz ambitne kobiety, chcące rozpocząć karierę w zawodzie programisty.

    Źródło: www.kodilla.com
  • Komfort czy widzimisię, czyli jaki naprawdę jest dom pełen nowoczesnych technologii

    Komfort czy widzimisię, czyli jaki naprawdę jest dom pełen nowoczesnych technologii

    Technika XXI wieku w niemal wszystkich sferach gospodarki gwarantuje ogromne możliwości. Nie inaczej jest w obszarze związanym z nieruchomościami oraz architekturą – eksperci z tych branż coraz częściej sięgają po rozwiązania inteligentnego domu.

    Popularny dziś termin „inteligentny dom” odnosi się do wielu różnych instalacji mających wpływ na poprawę komfortu i wzrost bezpieczeństwa domowników. Według badania „Barometr zdrowych domów 2016”, 70% Polaków, którzy decydują się na inwestycje i zmiany w domach, robi to właśnie dla poprawy komfortu oraz energooszczędności budynku. Dane te potwierdzają, że Polacy coraz bardziej przekonują się do wysoce zaawansowanych instalacji i chcą poprawić warunki bytowe w budynku, w którym spędzają nawet 90% swojego życia.

    Zamiana ról

    Inteligentne domy to takie, które odwróciły swoją rolę z biernej na aktywną. Ich kluczowym zadaniem jest przejęcie rutynowych zadań, które do tej pory wykonywane były przez domowników oraz asystowanie im w codziennym życiu poprzez dostarczanie różnego rodzaju informacji.
    – Najczęściej stosowane urządzenia w polskich domach to te z zakresu sterowania oświetleniem, roletami, drzwiami i oknami, ogrzewaniem, wentylacją i klimatyzacją, a także instalacje alarmowe oraz sprzęt RTV.  System FIBARO może częściowo przejąć nad nimi kontrolę i ułatwić życie domowników, na przykład poprzez automatyczne gaszenie świateł w pustych pokojach — mówi Krzysztof Banasiak, wiceprezes FIBARO.

    Widać wyraźnie, że wśród popularnych instalacji są te poprawiające komfort, np. sterowanie roletami czy zainstalowanymi w domu urządzeniami RTV, które uruchomić można głosowo bądź też mieć je pod kontrolą dzięki aplikacji na smartfonie, tablecie czy laptopie. Komfortowy może być też system klimatyzacji czy automatycznego nawadniania trawnika.

    – Wiele korzyści z takiego systemu wynieść mogą również osoby niepełnosprawne, których mobilność jest w jakimś stopniu ograniczona. Tutaj świetnie sprawdza się głosowe sterowanie systemem. FIBARO jest kompatybilne m.in. z Amazon Echo, Google Home oraz Apple HomePod – dodaje Krzysztof Banasiak.

    Rentowność inwestycji w inteligentny dom

    Wobec inteligentnych i zaawansowanych rozwiązań pojawiają się pytania dotyczące związanych z tym kosztów. Wiele osób w dalszym ciągu mylnie odbiera opłacalność takich inwestycji, traktując je jako wymagające znacznych  nakładów finansowych. Tymczasem, Starter Kit FIBARO, w którego skład wchodzi centrala oraz 5 urządzeń to koszt dużo niższy niż koszty flagowych telefonów od topowych producentów. Przede wszystkim jednak nie należy  automatyki domowej traktować wyłącznie jako wydatku; o wiele lepiej pasuje tu termin „rentowna inwestycja”. Automatyka oznacza bowiem mniejsze zużycie prądu czy ogrzewania, pozwala też oszczędzać na wiele innych sposobów. Przykładowo, niedawno wprowadzone przez FIBARO głowice termostatyczne mogą zredukować rachunek o nawet 42%.

    Nie ulega wątpliwości, że to, co potrafi automatyka domowa, może przypominać filmy science fiction. Jedyna różnica jest taka, że rozwiązania są dostępne na wyciągnięcie ręki. Pełna kompatybilność należących do systemu inteligentnego domu urządzeń i instalacji pozwala na zarządzanie nimi z poziomu jednej platformy. W systemie FIBARO jest ponad 170 różnych rozszerzeń, które pozwalają na połączenie polskiego systemu z rozwiązaniami producentów takich jak Yamaha, Samsung, Yale czy też D-Link.

    Bez wątpienia inteligentne domy i mieszkania będą coraz bardziej wszechobecne, także w Polsce.  Wygoda i komfort w połączeniu z bezpieczeństwem okażą się tu decydujące, również dlatego, że systemy takie wdrażać można nie tylko w budynkach wznoszonych od podstaw, ale też w tych już wybudowanych. Co więcej, problemem nie jest nawet wzrastająca mobilność społeczeństwa – rozwiązania FIBARO można spakować i ponownie skonfigurować w nowym mieszkaniu. Tak więc możliwości ich zastosowania z każdym rokiem są coraz większe.

  • Sprzedaż smartfonów w pierwszym kwartale 2018 – Xiaomi zaskakuje

    Sprzedaż smartfonów w pierwszym kwartale 2018 – Xiaomi zaskakuje

    Jeszcze w marcu mogliśmy być świadkami pierwszego w historii spadku sprzedaży smartfonów. Agencja IDC poinformowała o spadku wynoszącym 0,5 proc. w 2017 roku względem roku 2016. Sam spadek był spowodowany mniejszą sprzedażą w Chinach (5 proc.) oraz w Europie, Bliskim Wschodzie i Afryce (3,5 proc.). Nie dotyczył on jednak USA, gdzie urządzenia kupowano równie chętnie co w 2016 roku.

    Strategy Analitics przygotowało raport z pierwszego kwartału 2018 roku, gdzie wyniki okazały się dość zaskakujące. Ilość sprzedanych urządzeń opiewa na 345,4 miliona. Liderem zestawienia został Samsung z wynikiem 78,2 miliona. Względem poprzedniego kwartału w 2017 odnotował spadek o 2 miliony.

    Na drugim miejscu uplasowało się Apple z wynikiem 52,5 miliona, które zanotowało wzrost liczby sprzedanych urządzeń wynoszącym 50,8 miliona. Informacja jest zaskakująca ze względu na opinie analityków, którzy nie zostawiali Iphone X i jego wysokiej cenie suchej nitki. W sieci krążyły nawet plotki o zahamowaniu produkcji, gdyż sprzedaż urządzenia jest niezadowalająca i nieopłacalna.

    Na najniższym stopniu podium znalazł się Huawei, również ze wzrostem zakupionych przez klientów urządzeń na poziomie 4,8 mln (34,5 mln Q1 2017 versus 39,5 mln Q1 2018). Chińskie przedsiębiorstwo pnie się w górę, stale rozwijając swoją ofertę.

    Poza podium zestawienia, ale liderem wzrostu zostało Xiaomi. Niezaprzeczalnie zostało zwycięzca, odnotowując ponad dwukrotny wzrost liczby sprzedanych smartfonów względem analogicznego kwartału poprzedniego roku.

    Zestawienie zamyka OPPO, które niestety przegrywa w tym zestawieniu, uzyskując wynik 24,1 miliona dostarczonych do klientów urządzeń co przekłada się o spadek o 3,5 miliona. OPPO jednak króluje na rynku indyjskim i nie jest już tak popularne w innych krajach.

    Wyniki badania są dość zaskakujące. Xiaomi staje się firmą na wzór Samsunga. Zaczyna zajmować się produkcją bardzo wielu rzeczy przeznaczonych na różne rynki i w dodatku robi to dokładnie i dobrze. Bada również rynek konsumentów i korzysta z takich udogodnień jak np. Kickstarter. Co przekłada się na produkcję tego, co ludzi interesuje. Jeśli firma nadal będzie się rozwijać w takim tempie to w przeciągu kilku najbliższych lat może stać się nowym potentatem wielu rynków.

  • Nowe urządzenia od Apple nadciągają

    Nowe urządzenia od Apple nadciągają

    Internet coraz aktywniej zasypywany jest informacjami o nowym urządzeniu(ach) Apple. Jednocześnie plotki głoszą o premierze następcy Iphone SE, ale również od stycznia bieżącego roku mamy okazję czytać o tańszym telefonie z 6,1 calowym ekranem.

    Jedna z najnowszych plotek traktuje o Iphone SE 2, który ma zadebiutować już w maju. Wyciekł również krótki film ukazujący urządzenie:

    O ile nie możemy być pewni, że wideo jest autentyczne, można zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Przede wszystkim możemy zauważyć zarówno złącze słuchawkowe minijack, jak i złącze Lighting. Jak wiadomo, słuchawki od serii 7 nie podłączymy nie posiadając adaptera lub samych słuchawek z autorskim złączem Apple. Dodatkowo tylna obudowa wydaje się być pokryta szkłem, a obiektyw aparatu nie wystaje poza obrys telefonu. Sam przód wydaje się identyczny jak u poprzednika. Nie wiadomo czy przycisk będzie fizyczny czy dotykowy. Jeśli chodzi o cenę ta również nie powinna być określona wyżej niż Iphone SE.

    Co do drugiego urządzenia od stycznia tego roku krążą plotki o tańszym odpowiedniku Iphone X z 6,1 calowym ekranem pozbawionym ramek i charakterystycznym wycięciem. Cena ma być bardziej przystępna, ale będziemy musieli się liczyć z pewnymi ograniczeniami. Przecieki mówią o kwestii pozbycia się technologii 3D Touch z powodu przeniesienia modułu dotykowego z wyświetlacza na pokrywające go szkło. Ma się również pojawić dodatkowa warstwa zabezpieczająca. W parze ze zmianami idzie również podwyższona cena gotowego komponentu, która została zrekompensowana poprzez usunięcie 3D Touch.

    Czy okaże się to prawdą i Apple pozbędzie się promowanej przez siebie autorskiej technologii – tego dowiemy się wkrótce, jeśli tylko premiera tego urządzenia dojdzie do skutku.

  • Certified Innergo Technology Workshop już za nami!

    Certified Innergo Technology Workshop już za nami!

    3 dni warsztatów, iPady zamiast materiałów drukowanych, beacony ułatwiające komunikację i grono ekspertów z wiodących firm technologicznych, takich jak Aruba, Apple, czy CISCO – tak w dużym skrócie podsumować można prestiżowe warsztaty Certified Innergo Technology Workshop, które odbyły się w Warszawie.

    Pierwszy dzień warsztatów rozpoczęto od prezentacji ekspertaPawła Nowakowskiego, który przybliżył uczestnikom możliwości i funkcje narzędzia Workspace ONE, integrującego zarządzanie aplikacjami i dostępem. Następnie Wojciech Gargul, zaprezentował działanie aplikacji Capriza, która pozwala w szybki i prosty sposób przenieść desktopowe aplikacje biznesowe na wersje mobilne. Część wykładową zamknęli swoim wystąpieniem na temat rozwiązania Cisco Spark – Aleksandra Trocka i Sebastian Makaruk. Podczas zajęć warsztatowych uczestnicy zostali podzieleni na 5-osobowe grupy. Pierwsza z nich realizowała wspólny projekt z wykorzystaniem narzędzia Cisco Spark i Sparkboard, które w innowacyjny sposób podnoszą jakość komunikacji w firmie. Kolejna grupa pracowała z rozwiązaniem Cisco Umbrella, czyli usługą chmurową zabezpieczającą przed zagrożeniami pochodzącymi z Internetu. Ostatni zespół poznawał system Workspace ONE firmy VMware, pozwalający m.in. na ujednolicenie zarządzania aplikacjami bez względu na ich rodzaj.

    Fot.1W drugim dniu formuła spotkania również opierała się na części wykładowej połączonej z warsztatami w grupach. Wśród ekspertów prowadzących pierwszy blok znaleźli się: Dariusz Koralewski w prelekcji na temat SD WAN i Tomasz Mańka, który przybliżył temat mikrosegmentacji sieci. W części warsztatowej przedstawiono możliwości najnowszego narzędzia Aruba – IntroSpect, wspomagającego bezpieczeństwo firmowych danych, a także możliwości Aruba Clearpass.

    Ostatniego dnia przeprowadzone były dwie prezentacje Macieja Gradzika z firmy Veracomp na temat SecurityFabric Fortinet (zintegrowanej, adaptacyjnej architektury współpracy do ochrony przed zagrożeniami IoT) i rozbudowanej infrastruktury bezpieczeństwa. Poruszony został także temat rozwiązania DLP, służącego do ochrony przed utratą informacji i nieautoryzowanym przesyłem informacji korporacyjnych.

    Prelegent poprowadził także warsztaty, na których zaprezentował możliwe wektory ataków i sposoby ochrony przed nimi. Druga grupa uczestników pod okiem Tomasza Mańki skupiła się na temacie wdrażania polityki bezpieczeństwa informacji w firmie.

    Fot.3Warsztaty Certified Innergo Technology Workshop były kolejnym krokiem w procesie wdrażania managerów wyższego szczebla w tematy dotyczące cyfrowej transformacji, a dokładnie mobilności, infrastruktury sieciowej oraz bezpieczeństwa. Postawiliśmy przede wszystkim na jakość, dlatego wykorzystaliśmy nowoczesną formułę: każdy z uczestników podczas warsztatów mógł korzystać z iPada, a dzięki beaconom otrzymywał odpowiednio dobrane komunikaty. Mamy świadomość, że współcześni liderzy biznesu za pomocą nowoczesnych technologii komunikacyjnych planują rozwijać swoje przedsiębiorstwa, a my zamierzamy ich w tym wspierać – mówi Aleksandra Czarnecka z Innergo Systems.

    A co o warsztatach sądzą uczestnicy?

    Warsztaty zostały profesjonalnie przygotowane przez organizatora, a poruszane zagadnienia były bardzo interesujące. Dzięki warsztatom mogłem zapoznać się z kompleksowymi rozwiązaniami służącymi do zapewnienia bezpieczeństwa w sieci zarówno od strony sieci lokalnej, jak również, styku z siecią internet. Ciekawym elementem warsztatów była prezentacja systemów mobilnych opartych na produktach firmy Apple oraz rozwiązań pozwalających na zarządzanie tymi urządzeniami (MDM). Można było również zapoznać się z produktami do tworzenia aplikacji mobilnych na w/w platformę. Wszystko na naprawdę wysokim poziomie i w miłej atmosferze. Polecam! “

    Tomasz Przybysz, Netsystem

    Bardzo fajne warsztaty pokazujące użycie narzędzi w praktyce. Dobry balans między prawdziwymi warsztatami a marketingiem… co nie jest regułą przy darmowych eventach 😉

    Michał Wawrzyńczak, FCA Poland S.A.

  • Aktualizacja iOS naprawia niepoprawnie działające ekrany z nieautoryzowanych serwisów

    Aktualizacja iOS naprawia niepoprawnie działające ekrany z nieautoryzowanych serwisów

    Mogliśmy się tego spodziewać. Apple udostępniło najnowszą aktualizację swojego autorskiego systemu, która przy okazji poprawek bezpieczeństwa rozwiązuje problem użytkowników, którzy zdecydowali się na wymianę ekranu w nieautoryzowanym serwisie.

    Warto zwrócić uwagę, że przy pobieraniu aktualizacji możemy przeczytać:

    Uwaga: Jeśli wyświetlacz urządzenia został wymieniony na nieoryginalny, jakość obrazu może być gorsza, a sam wyświetlacz może nie działać prawidłowo. Naprawy serwisowe wyświetlaczy certfikowane przez Apple są wykonywane przez zaufanych specjalistów, którzy używają oryginalnych komponentów Apple.

    W związku z taką informacją warto mieć na uwadze, że firma z Cupertino nie bierze odpowiedzialności za nieoryginalne komponenty, ale I tak robi ukłon w stronę ludzi, którzy już taki proceder wymiany przeprowadzili. Podobne problemy rozwiązywano w przeszłości w ten sam sposób. Poszkodowani użytkownicy w tym wypadku nie mogli używać swoich urządzeń przez około tydzień.

  • Facebook chce produkować chipy

    Facebook chce produkować chipy

    Jak wynika z najnowszych doniesień, tracący na popularności gigant społecznościowy poszukuje osób do zatrudnienia przy pracy nad nowym produktem Facebooka.

    Tym razem nie będzie miało to związku bezpośrednio z serwisem a ze sztuczną inteligencją i uczeniem maszynowym. Poszukiwany jest zespół ludzi do pracy nad nowym, autorskim układem.

    Niestety, nie ma informacji na temat celu, w jakim tworzony jest procesor, jednakże możemy wnioskować, że ma wspomagać obliczenia platformy i odciążać wykonując wybrane instrukcje, przyspieszając tym działanie serwisu.

    To kolejna wiadomość informująca o gigancie, który ma zamiar wytwarzać własne układy. Wcześniej mogliśmy obserwować podobne ruchy ze strony Apple, Google i Microsoftu.

  • ABC Data podwaja zysk netto

    ABC Data podwaja zysk netto

    W 2017 roku ABC Data zwiększyła EBITDA o 48% i podwoiła zysk netto w porównaniu z 2016 rokiem.  Spółka wskazuje, że było to możliwe dzięki skutecznej realizacji strategii rozwoju ABC Data, koncentracji na wysokomarżowej dystrybucji, dalszym rozwoju kanału e-commerce, oraz dystrybucji z wartością dodaną. ABC Data osiągnęła marżę ze sprzedaży na poziomie 6,1%.

    W opublikowanej w maju ubiegłego roku prognozie wyników finansowych, Zarząd Spółki podał, że skonsolidowane przychody ze sprzedaży wyniosą w 2017 roku 4 468,2 mln PLN, EBITDA osiągnie poziom 50,6 mln PLN, natomiast zysk netto 27,7 mln PLN.

    Największy wpływ na poziom skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży uzyskanych przez ABC Data w 2017 roku miały: koncentracja na realizacji wysokomarżowych transakcji oraz wzrost o blisko 30% r/r przychodów ze sprzedaży wypracowanych przez spółkę zależną S4E S.A. Ten wiodący polski dystrybutor z wartością dodaną osiągnął w ubiegłym roku rekordowe dla siebie 240 mln PLN przychodów ze sprzedaży wobec 186 mln PLN w 2016 roku. Cała Grupa Kapitałowa ABC Data wypracowała natomiast 4 635 mln PLN przychodów ze sprzedaży, co oznacza przekroczenie prognozy o blisko 170 mln PLN. W 2017 roku Grupa ABC Data istotnie zwiększyła rentowność sprzedaży, uzyskując zysk brutto ze sprzedaży w wysokości 283,6 mln PLN wobec 260,9 mln rok wcześniej. Oznacza to, że w ubiegłym roku ABC Data ponownie wypracowała jedną z najwyższych marż w światowej dystrybucji IT. Jej wartość wyniosła 6,1% wobec 5,3% w 2016 roku.

    Skonsolidowany zysk EBITDA wyniósł 58,7 mln PLN, czyli był wyższy o 8,1 mln PLN od prognozowanego oraz o 18,3 mln PLN od EBITDA osiągniętego w 2016 roku. Oznacza to wzrost odpowiednio o 16% wobec prognozy i o 45% r/r. Zysk netto skorygowany (o odpis aktualizujący aktywo podatkowe) ukształtował się na poziomie 34 mln PLN, czyli był niemal dwukrotnie wyższy od zysku wypracowanego rok wcześniej (17 mln PLN).

    Wyniki finansowe ABC Data za 2017 rok potwierdzają skuteczność naszych decyzji biznesowych oraz są efektem odpowiedniej koncentracji na kluczowych obszarach działalności. Przekroczyliśmy prognozę o 23% w porównaniu do skorygowanego zysku netto oraz o 16% wobec EBITDA. Szczególnie jestem zadowolona z wypracowania 34 mln PLN zysku netto, dwa razy wyższego niż w 2016 roku – komentuje Ilona Weiss, Prezes Zarządu ABC Data – Dobre wyniki ABC Data w 2017 roku pokazują, że pomimo dynamicznych zmian w otoczeniu biznesowym, zarówno w rozumieniu dużej konkurencyjności, jak też zmian regulacyjnych i prawnych, Spółka rozwija się i co najważniejsze, jest solidnym i stabilnym partnerem biznesowym – dodaje Ilona Weiss.  

    W 2018 roku ABC Data kontynuowała proces rozwoju na rynkach zagranicznych. Dzięki temu Grupa niezmiennie utrzymuje silną pozycję rynkową w Europie Środkowo-Wschodniej, a w krajach bałtyckich czy w Rumunii jest już w pierwszej trójce największych dystrybutorów. Spółka systematycznie uczestniczy też w pracach GTDC, prestiżowego stowarzyszenia największych dystrybutorów IT na świecie. Wszystko to sprawia, że na rynkach międzynarodowych postrzegana jest jako wiodący polski dystrybutor w regionie CEE i stawiana na równi z największymi globalnymi graczami działającymi w tej części Europy.

    W ubiegłym roku zanotowaliśmy wzrost przychodów ze sprzedaży w krajach bałtyckich o 5%, natomiast na Węgrzech o 9% rok do roku.  Sukcesywnie rozbudowujemy nasz kanał sprzedaży w regionie, zaś transakcje realizujemy na coraz wyższych marżach – przekonuje Andrzej Kuźniak, Wiceprezes Zarządu ABC Data – W regionie CEE zwiększamy nie tylko grupę oddanych klientów, lecz także liczbę i różnorodność dostępnych na danych rynkach rozwiązań technologicznych. Systematycznie podejmujemy też kolejne inicjatywy biznesowe, związane m.in. z optymalizacją kosztów operacyjnych – dodaje Andrzej Kuźniak.

    W 2017 roku, podobnie jak w latach ubiegłych, ABC Data na bieżąco monitorowała rynek, aby jak najlepiej dostosować swoją ofertę do trendów obowiązujących na rynku dystrybucji IT. Spółka poszukuje niszy biznesowych z dużym potencjałem rozwoju oraz nowych, perspektywicznych technologii, które wkrótce staną się pożądanymi na rynku produktami, usługami lub rozwiązaniami.

    Po wprowadzeniu z sukcesem produktów Xiaomi na polski rynek w drugiej połowie 2016 roku, w 2017 roku spółka rozwijała swoje portfolio sprzętu tej marki o kolejne nowości produktowe. Dzięki ABC Data sprzęt Xiaomi jest dostępny od 2017 roku także na Litwie czy w Rumunii. Obszar mobile w ABC Data to jednak nie tylko Xiaomi, lecz także rozwiązania innych producentów, jak Apple czy Huawei. Również w ich przypadku Grupa ABC Data odnosiła spore sukcesy. iSource – spółka zależna ABC Data – pozostaje największym dystrybutorem sprzętu marki Apple w Polsce. ABC Data jest także wiodącym dystrybutorem smartfonów Huawei w naszym kraju. Poza obszarem mobile, w 2017 roku spółka kontynuowała rozwój kanału e-commerce (m.in. poprzez rozwój aplikacji mobilnej mInterlink) oraz dystrybucji z wartością dodaną (VAD), a także uruchomiła platformę z rozwiązaniami w chmurze (ABC Data Cloud).

    Realizacją zadań z obszaru VAD, czyli dystrybucji z wartością dodaną, zajmują się wyspecjalizowani inżynierowie ABC Data, jak również eksperci ze spółki zależnej – S4E. Jest to wiodący polski dystrybutor z wartością dodaną. Poza dystrybucją produktów, spółka oferuje też szeroki wachlarz dodatkowych, wysoce specjalistycznych usług oraz liczne techniczne i biznesowe szkolenia certyfikacyjne. W obszarze biznesowym S4E prowadziła w ubiegłym roku dla swoich klientów m.in. liczne inicjatywy związane z rozbudową infrastruktury IT, a także rozpoczęła szereg projektów z nowych obszarów, jak fotowoltaika czy SmartCity.

    ABC Data koncentruje się obecnie na realizacji planów biznesowych na 2018 rok, związanych z dalszym rozwojem i umacnianiem pozycji Spółki w Polsce oraz w krajach regionu CEE. Wszystko po to, aby w dalszym ciągu pozostawać najlepszym i najbardziej wiarygodnym Partnerem biznesowym w branży IT w tej części Europy. Taka pozycja stanowi bowiem najlepszą gwarancję efektywnej działalności i satysfakcjonujących rezultatów biznesowych.

  • Przeciek nowych funkcji w Androidzie P

    Przeciek nowych funkcji w Androidzie P

    Jak głosi redakcja 9to5google, w najnowszej wersji systemu od Google zostaną nam udostępnione nowe funkcje. Jedną z nich będzie współpraca Androida z telefonami posiadającymi wycięcia w ekranach na wzór Iphone’a X. Co więcej, plotka głosi, iż otrzymamy również nowe gesty zaczerpnięte również z bezramkowca Apple.

    Gdyby tego było mało, zmiany obejmą również systemowy pasek nawigacyjny, który według przecieku łudząco przypomina swoim wyglądem i funkcjonalnością ten z (tutaj niestety brak niespodzianki)  Iphone’a X. Liczba przycisków ograniczy się do cofnij oraz do poziomej belki. Jest szansa, że będzie działał podobnie jak w urządzeniu Apple’a, czyli odpowiadał za nowe gesty. Dodatkowo otrzymamy nowy wygląd ekranu odpowiadającego za pracę z wieloma oknami na raz. Nie powinno nas dziwić takie posunięcie Google’a, ponieważ nie jest to pierwszy raz, kiedy firmy kopiują swoje funkcjonalności. Czy to wyjdzie Androidowi na dobre ? Możliwe, o ile będzie to przemyślane i dorówna wygodą konkurencji.

  • FinTech zrewolucjonizuje finanse? Niekonicznie

    FinTech zrewolucjonizuje finanse? Niekonicznie

    W dobie transformacji cyfrowej przyjęła się koncepcja, że zastosowanie nowoczesnych technologii daje gwarancję sukcesu, niemal w każdej branży. W finansach jest jednak nieco inaczej. Eksperci Capgemini w raporcie „World FinTech Report 2018”, opracowanym w partnerstwie z LinkedIn oraz Efma, dochodzą do wniosku, że rozwiązania technologiczne w istocie mogą zrewolucjonizować finanse, ale tylko pod warunkiem, że będą je wspierać firmy o ugruntowanej pozycji na rynku. Startupy z branży FinTech nie poradzą sobie, jeśli nie będą mogły liczyć na współpracę z dużymi firmami, mającymi zaufanie klientów.

    Klienci nie ufają firmom bez znanej marki

    Firmy z branży FinTech chcą zrewolucjonizować świat finansów. Muszą mieć jednak odpowiednie narzędzia do dyspozycji, by pozyskiwać klientów i móc się rozwijać. To najczęściej niewielkie przedsiębiorstwa, nierzadko startupy, które pracują nad innowacyjnymi rozwiązaniami łączącymi finanse i najnowsze technologie. Wiele z nich zmaga się jednak z problemem, w jaki sposób pozyskiwać klientów, co warunkuje dalszy rozwój. Aż dziewięć na dziesięć firm twierdzi, że w tej walce liczy się tzw. zwinne podejście i wysokie standardy obsługi, co pokazuje najnowszy raport ekspertów Capgemini „World FinTech Report”. Ponad trzy czwarte, 76 proc., przedsiębiorców uważa, że kluczem do sukcesu jest portfolio produktów, które powinno być ciągle rozwijane i udoskonalane.

    Choć FinTech rozwija się w ostatnich latach niezwykle dynamicznie, w raporcie czytamy, że od 2009 roku wartość inwestycji w sektorze wyniosła prawie 110 miliardów dolarów, to jednak sukces branży zależeć będzie przede wszystkim od tego, czy firmom z sektora uda się wypracować trwałe partnerskie relacje z przedsiębiorstwami świadczącymi usługi finansowe zgodnie z tradycyjnym modelem. To niemałe wyzwanie, bo póki co firmy te nie cieszą się dużym zaufaniem ze strony branży finansowej. Z czego ten brak zaufania może wynikać i co zrobić, by zaistnieć na konkurencyjnym rynku? Odpowiada Marek Woźny, Vice President & Managing Director w Application Services w Capgemini Polska.

    Branża finansowa, w trosce o klientów, swoją pozycję rynkową i wyniki, tradycyjnie rozpatruje wszystkie decyzje pod kątem potencjalnych ryzyk. Podejście to wymaga zrozumienia od zainteresowanych współpracą z branży FinTech, że aby zyskać zaufanie branży finansowej, muszą wykazać się podstawową stabilnością biznesową – mówi Marek Woźny.

    Marek Woźny uważa, że powinni oni zadbać o to, by oferowane rozwiązania jasno pokazywały potencjalne korzyści z ich wdrożenia. Oznacza to, że ważne w tej kwestii staną się referencje lub realne studia przypadków. Atrybutem będzie też posiadanie odpowiedniego potencjału do rozwoju i skalowalności. Ważne będą poziomy kapitałów, zabezpieczające działalność firmy w mniej aktywnych projektowo okresach, czy też dające ich klientom podstawowe zabezpieczenie ewentualnych roszczeń. Nie bez znaczenie jest również dogłębna znajomość wymagań sektorowych i regulacyjnych. Wszystko to wiąże się z wcześniejszymi doświadczeniami, będącymi podstawą w budowie marki, której firmy FinTech nierzadko jeszcze nie mają.

    Przepis na sukces

    Budowa zaufania jest jednak wyzwaniem, któremu można sprostać. Firmy z branży FinTech mają bowiem wiele zalet. Są przede wszystkim bardzo skupione na jakości obsługi klienta, a realizowane przez siebie projekty wdrażają szybko, na bieżąco też reagują na potrzeby ze strony klienta, nawet gdy konieczna jest całkowita zmiana założeń danego wdrożenia.

    Autorzy raportu zauważają także, że sukces firm z sektora FinTech gwarantuje fakt, iż z reguły koncentrują się w swojej działalności na obszarach niezagospodarowanych przez innych usługodawców w branży finansowej. Na linii FinTech – tradycyjne firmy, świadczące usługi na rynku finansów, w takiej sytuacji powstają warunki do współpracy, a nie do konkurowania między sobą. Bowiem na współpracy mogą zyskać obie strony.

    Kluczowym warunkiem wykorzystania potencjalnej symbiozy firm FinTech i firm tradycyjnych jest zbudowanie modelu współpracy ukierunkowanego na realizację celów strategicznych obu stron. Wciąż najbardziej preferowanym przez FinTech modelem jest tzw. ”White-Label”, w którym firmy tradycyjne kupują produkty/usługi od FinTechów i wdrażają je pod własną marką w oparciu o swoją infrastrukturę i system dystrybucji – mówi Marek Woźny.

    Woźny tłumaczy, że firmy FinTech mogą sprzedawać swoje rozwiązania wielu firmom tradycyjnym, które z kolei nie muszą ponosić sporych nakładów na rozwój innowacji. – Wśród innych praktykowanych modeli współpracy z firmami FinTech wymienić można zintegrowane rozwiązania hostowane „in house” lub oferowane jako SaaS, pełen outsourcing, czy też wykorzystanie akceleratorów albo inkubatorów umożliwiających FinTechom testowanie skalowalności swoich rozwiązań lub praktyczne zrealizowanie POC. Dzięki oddziaływaniu regulatorów rynku, a w szczególności dzięki wdrożeniu unijnej dyrektywy PSD2 (Payment Services Directive 2), regulującej rynek płatności, modelem który zyskuje w ostatnim czasie olbrzymią popularność są tzw. „open API”, czyli otwarte programistyczne interfejsy aplikacji. Model ten umożliwi zbudowanie swoistego ekosystemu interesariuszy i uczestników rynku finansowego. Pozwoli na przykład na dostęp do naszych rachunków bankowych podmiotom zewnętrznym, oczywiście tylko i wyłącznie za zgodą klientów. Open API, w połączeniu z usługami opartymi na rozwiązaniach chmurowych, umożliwią zaoferowanie klientom nowych, innowacyjnych rozwiązań, a wsparcie ze strony platform mobilnych i urządzeń internetu rzeczy (IoT) sprawi, że oferta ta będzie mogła być odpowiednio szybko spersonalizowana i dostarczona poszczególnym klientom – dodaje Marek Woźny.

    Zbudowanie zaufania partnera biznesowego to jednak tylko jedno z wyzwań, którym sprostać muszą przedsiębiorstwa z sektora FinTech. Najpierw trzeba bowiem takiego partnera znaleźć, co może wiązać się z pewną trudnością, która często wynika choćby z innej kultury organizacji, panującej w obu firmach. Najczęściej wskazywanym powodem, na poziomie 70 proc., jest jednak brak zwinnego podejścia ze strony partnera-tradycyjnej firmy finansowej. Podkreślali przedstawiciele sektora FinTech w raporcie Capgemini, LinkedIn i Efma. Nieco ponad 59 proc. uznało, że trudność sprawia brak chęci współpracy. Wśród innych powodów wymieniono m.in. takie czynniki, jak różnice w stosowanych systemach IT, różnice w skali biznesu, czy wreszcie obawę przed utratą kontroli.

    Jak znaleźć partnera?

    Zdaniem autorów raportu „World FinTech Report 2018” decyzję o rozpoczęciu partnerskiej relacji należy podejmować na podstawie czterech czynników.

    Po pierwsze, czy do współpracy zostali wskazani odpowiedni ludzie. Od nich zależeć może sukces przedsięwzięcia. Po drugie, należy wziąć pod uwagę aspekt finansowy i znaleźć odpowiedź na pytanie, czy współpraca zapewni FinTech-owi istnienie przez najbliższe 12 miesięcy. Udana współpraca jest bowiem długofalowa i już na etapie planowania należy w taki sposób o niej myśleć.

    Liczy się również aspekt biznesowy i ocena, czy współpraca ma realne szanse na sukces. Ostatni czynnik dotyczy samego rozwiązania technologicznego, proponowanego przez FinTech, czy ma ono szansę przetrwać i czy jest skalowalne.

    Marek Woźny wskazuje tutaj przykład udanej współpracy, jakim jest partnerstwo Grupy ING oraz firmy Scalable Capital.

    Ten FinTech, który jest wiodącym dostarczycielem nowoczesnych rozwiązań inwestycyjnych, on-line wealth management, zaoferował, aby ING wprowadził ich spersonifikowane rozwiązania w obszarze optymalizacji portfeli inwestycyjnych klientów sektora detalicznego. Sukces na rynku niemieckim zaowocował decyzją ING o wprowadzeniu tego opartego na sztucznej inteligencji rozwiązania FinTechowego również na innych rynkach. Warto w tym miejscu podkreślić rolę firm tzw. sektora BigTech, czyli np. z firm z grupy GAFA (Google, Apple, Facebook, Amazon), które bazując na swojej natywnej innowacyjności, kapitałach oraz gigantycznych zasobach wiedzy o swoich klientach, już wkrótce z pewnością będą chciały rozszerzyć portfel swoich cyfrowych usług o sektor finansów – mówi Marek Woźny.

    Przyszłość usług dla finansów leży zatem w rękach sektora FinTech i tradycyjnych firm, które mogą i powinny uzupełniać się wzajemnie, by odpowiadać na potrzeby klientów. Nadszedł najwyższy czas, by na nowo zdefiniowały one swoją drogę do sukcesu biznesowego w świecie zdominowanym przez technologię, uważają autorzy raportu.

  • Wykorzystanie sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia budzi mniej obaw niż w innych branżach

    Wykorzystanie sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia budzi mniej obaw niż w innych branżach

    Firma SAS przeprowadziła badanie dotyczące różnych podejść do sztucznej inteligencji. Respondenci najbardziej entuzjastycznie wypowiadali się na temat wykorzystania AI w ochronie zdrowia. Więcej obaw wiązało się z implementacją tej technologii w bankowości czy handlu detalicznym. Największy dyskomfort, w związku z rozwojem sztucznej inteligencji, budzi brak interakcji międzyludzkich.

    Podczas badania SAS AI Research, respondentom przedstawiono scenariusze praktycznego wykorzystywania technologii sztucznej inteligencji w różnych branżach i sektorach gospodarki. Niespełna połowa badanych (47%) czuła się komfortowo, współpracując z firmami korzystającymi z AI. Mężczyźni (53%) częściej udzielali odpowiedzi twierdzących, niż kobiety (43%). Co ciekawe, badanie wykazało brak właściwego zrozumienia, jak działają algorytmy sztucznej inteligencji. Na pytanie o możliwość wytłumaczenia drugiej osobie problematyki AI, zaledwie 44% respondentów potwierdziło, że jest w stanie to zrobić.

    Osoby biorące udział w badaniu wyraziły wątpliwość związaną z prywatnością. Tylko nieznacznie ponad jedna trzecia ankietowanych (35%) twierdzi, że ich dane osobowe wykorzystywane przez AI byłyby bezpiecznie przechowywane. Większy optymizm w tej kwestii wyraziły osoby poniżej 40 roku życia (42%), podczas gdy zaledwie 31% starszych respondentów nie było pewnych wysokiego poziomu bezpieczeństwa danych wrażliwych w AI.

    Brak zrozumienia, czym jest sztuczna inteligencja stanowi główną przyczynę obaw związanych z jej wykorzystaniem. Konsumenci entuzjastycznie podchodzą do idei inteligentnych maszyn pod warunkiem, że są one wykorzystywane dla dobra ogółu. Pozytywne podejście do implementacji AI w ochronie zdrowia świadczy o tym, że oczekujemy namacalnych korzyści wynikających z zastosowania tej technologii  – mówi David Tareen, Menedżer ds. marketingu AI w SAS.

    AI na sali operacyjnej

    Uczestnicy badania SAS pozytywnie odnoszą się do przykładów wykorzystania sztucznej inteligencji do wsparcia lekarzy w opiece nad pacjentami. Aż 47% badanych stwierdziło, że czułoby się komfortowo w asyście AI nawet podczas operacji. Co ciekawe, większe zaufanie do inteligentnych maszyn na sali operacyjnej wykazali starsi respondenci (ponad połowa osób w wieku powyżej 40 lat), podczas gdy młodsi ankietowani byli bardziej sceptyczni (40%). Sześć na dziesięć osób byłoby w stanie zaakceptować wykorzystanie danych pochodzących z urządzeń wearables, takich jak  Apple Watch czy Fitbit, do przygotowywania zaleceń medycznych.

    Sztuczna inteligencja w bankowości

    Badanie wykazało ograniczone zaufanie do wykorzystania technologii AI w kontaktach z klientami w finansach i bankowości. Jedyny wyjątek stanowił monitoring pod kątem oszustw i innych potencjalnych zagrożeń. Wykorzystanie sztucznej inteligencji do automatyzacji tych procesów akceptuje 59% respondentów. Respondenci byli najmniej przychylni wdrożeniom AI na potrzeby udzielania rekomendacji dotyczących zarządzania kartami kredytowymi. Ankietowani wyrazili zdecydowaną niechęć odnośnie udostępniania swojej historii kredytowej.

    AI w sklepowym koszyku

    Jeszcze większy sceptycyzm odnotowano w przypadku zastosowania sztucznej inteligencji w sektorze retail. Zaledwie 44% respondentów byłoby skłonnych udostępnić informacje o swojej lokalizacji w celu spersonalizowania procesu zakupów, a tylko 36% grupy badawczej chciałoby dokonywać zakupów przy użyciu smartfonów, bez obecności kasjerów. Odpowiedzi respondentów rozkładają się niemal po równo w pytaniu o wykorzystywanie przez sklepy danych historycznych na potrzeby personalizacji oferty zakupowej (49% czuje się z tym komfortowo, natomiast 51% nie chce, aby ich dane były wykorzystywane w ten sposób).

  • Pierwszy kwartał udany dla ABC Daty

    Pierwszy kwartał udany dla ABC Daty

    ABC Data wypracowała w marcu 2018 roku 357 mln PLN szacunkowych, skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży. To oznacza wzrost o ponad 5 proc. wobec analogicznego okresu ubiegłego roku. W całym I kwartale 2018 roku Grupa uzyskała ponad 42 mln PLN (4 proc.), przychodów ze sprzedaży więcej r/r.

    W trzech kolejnych miesiącach I kwartału 2018 roku ABC Data odnotowała wzrost na poziomie skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży. Grupa wypracowała w pierwszych trzech miesiącach br. 1 037 mln PLN wobec 995 mln PLN w I kwartale 2017 roku. Największy wzrost r/r ABC Data odnotowała w Rumunii (+25%), na Słowacji (+17%) oraz w krajach bałtyckich: na Litwie, Łotwie i w Estonii (+16%). W podziale na poszczególne kategorie, w minionym kwartale największe wzrosty odnotowano w następujących grupach produktowych: komponenty, notebooki, mobility, smartfony, a także software i hardware sieciowy.

    ABC Data od początku działalności aktywnie reaguje na zmieniające się otoczenie rynkowe oraz potrzeby klientów. W efekcie, mimo konkurencyjnego otoczenia biznesowego, zarówno w marcu, jak i całym I kwartale br., po raz kolejny wypracowała bardzo dobrze wyniki sprzedaży. Nieustannie zwiększamy tempo i dynamikę rozwoju, podpisujemy nowe kontrakty, rozwijamy dotychczasową współpracę z kluczowymi partnerami oraz systematycznie ulepszamy nasze narzędzia e-commerce – komentuje Ilona Weiss, prezes zarządu ABC Data S.A.

    Firma podaje, że wychodzi poza tradycyjną dystrybucję i koncentruje się na kluczowych obszarach biznesowych, takich jak e-commerce, dystrybucja z wartością dodaną (VAD), mobile oraz cloud. Spółka zwiększa również ofertę produktów Xiaomi.

    ABC Data zwiększa gwarancję korporacyjną iSource

    ABC Data poinformowała, że zwiększyła udzieloną gwarancję korporacyjną za zobowiązania handlowe spółki zależnej iSource S.A. w stosunku do Apple Distribution International.

    Łączna kwota udzielonej gwarancji korporacyjnej wynosi obecnie 45.000.000 USD, co stanowi 153.306.000 PLN w przeliczeniu po średnim kursie NBP z dnia dzisiejszego, tj. 3,4068 PLN. – poinformowano w komunikacie. 

    Poinformowano również, że wysokość gwarancji ma charakter bezterminowy.

  • Apple blokuje nieoryginalne ekrany po aktualizacji iOS 11.3  

    Apple blokuje nieoryginalne ekrany po aktualizacji iOS 11.3  

    W związku z nową wersją iOS od Apple’a, w internecie znalazło się kilka interesujących tematów, w których użytkownicy telefonów skarżą się na wadliwe działanie dotyku po aktualizacji systemu do najnowszej wersji.

    Potwierdzono, że problem dotyczy najnowszej wersji iPhone’a, oznaczonej numerem osiem. Zdaniem społeczności wina leży po stronie chipa, który zasila ekran. Plotki donoszą, że producenci zamienników testują już nową wersję wyświetlaczy pozbawionej wymienionej wady. W poprzednim roku również mieliśmy podobną sytuację. Wtedy sprawa dotyczyła TouchID, który przestawał działać, jeśli w urządzeniu zaszła wymiana tego modułu. W tym wypadku po niespełna tygodniu firma wydała łatkę, która naprawiała wyrządzone szkody. Pytanie, czy w tym wypadku Apple znowu zrobi to samo, czy może będzie dążyć do sytuacji, w której urządzenia firmy będą współpracowały wyłącznie z oryginalnym częściami?

  • Nadążyć za tempem zmian – wywiad z Mateuszem Strzeleckim, CMO, S4E

    Nadążyć za tempem zmian – wywiad z Mateuszem Strzeleckim, CMO, S4E

    „Kto stoi w miejscu ten się cofa” – to ponadczasowe stwierdzenie szczególnie zdaje się odnosić do branży IT, gdzie zmiany zachodzą w skrajnie dynamicznym tempie, a firmy muszą umieć dostosować swoje działania do zmieniającego się otoczenia. O tym, jak galopujący postęp technologiczny redefiniuje podejście do marketingu w B2B IT rozmawiamy z Mateuszem Strzeleckim, CMO, S4E.

    BrandsIT: Firmy z branży IT bardzo często nie mają pomysłu na marketing i budowanie wizerunku marki. W czym tkwi przyczyna tego problemu?

    Mateusz Strzelecki: Nie generalizowałbym zbytnio. To oczywiście zależy od firmy. Są takie, które radzą sobie na tym polu doskonale i takie, które nie przykładają do tego tematu większej wagi. Kwestia dojrzałości. Bez wątpienia firmy technologiczne nadal częściej myślą o samej technologii jako takiej, a nie o projektowaniu wrażeń użytkownika.[signinlocker]

    Warto pamiętać, że w momencie kiedy wybuchły social media, firmy przestały mieć monopol na mówienie ludziom w co mają inwestować czas i pieniądze. Teraz konsument / użytkownik w każdym punkcie styku z marką może powiedzieć „sprawdzam”. Wybiera produkty i usługi, które budują lub wspierają u niego określone doświadczenia.

    Dlatego też podejście „design thinking” reprezentowane swego czasu przez Apple było wstrząsające dla branży IT. Nikt wcześniej, tak bardzo nie skupiał się na użytkowniku.

    Mam poczucie, że pojęcie marketingu jako takiego się zdewaluowało. Zakłada ono, że to firmy tworzą rynek. Masowo wpływają na postawy zakupowe społeczeństwa. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że ludzie instynktownie uciekają od takiego scentralizowanego podejścia. Dzisiaj rynek tworzą konsumenci. Często brak świadomości tej zmiany jest sporym problem rodzimej branży IT.

    BrandsIT: Uważa się, że polski rynek jest specyficzny. Dlaczego?

    Mateusz Strzelecki: Każdy rynek ma swoją specyfikę i dojrzałość. Na pewno jako kraj dokonaliśmy ogromnego postępu.

    Może się mylę, jednak wydaje mi się, że cyfrowa transformacja w Polsce ma dwie prędkości.

    Z jednej strony mamy sektor publiczny, gdzie siłą rzeczy te zmiany są implementowane wolniej
    oraz wielkie firmy IT, które chyba nie do końca umieją się odnaleźć w nowej rzeczywistości.

    Z drugiej młode, dynamiczne firmy IT, gdzie pracownicy są cyfrowymi tubylcami. Takie zespoły dobrze poruszające się w metodykach UX tworzą produkty i usługi cyfrowe dla innych cyfrowych tubylców.

    Te dwa światy coraz bardziej się od siebie oddalają.

    BrandsIT: Jak wygląda marketing u Waszych partnerów?

    Mateusz Strzelecki: Firmy integratorskie są coraz bardziej świadome roli marketingu w całym, często wielowątkowym procesie sprzedaży. Tutaj krajobraz coraz bardziej się zmienia. I to zmienia się na lepsze.

    Pamiętam jak w 2014 pewien CEO stwierdził, że „przecież takich rozwiązań nie sprzedaje się przez social media”. Wtedy darowałem sobie komentarz, czego żałuję do dzisiaj. W 2016 jedna z Dyrektorek marketingu w firmie IT, informuje mnie, że 60-70 proc. nowych leadów generują przez LinkedIn.

    BrandsIT: Co oferujecie swoim partnerom? Na jakie wsparcie mogą oni liczyć?

    Mateusz Strzelecki: Naszych partnerów można podzielić na kilka rodzajów.

    Pierwszym z nich są duże organizacje, posiadające dość rozbudowany marketing. Takim partnerom często pomagamy zrozumieć system rozliczeń np. z korporacją. Jest to usługa stricte administracyjna.Czasami wykonujemy też za nich pracę, jednak głównie w obszarze administracyjnym. To są firmy, które wiedzą czego chcą i mają wizję swojej marki.

    Są też partnerzy, którzy wiedzą czego chcą, jednak nie mają siły marketingowej, żeby to urzeczywistnić. Wówczas pomagamy im realizować kampanie, produkujemy dla nich kontent lub polecamy im sprawdzone przez nas agencje.

    Pośród naszych partnerów są także firmy, które startują i potrzebują kompleksowej opieki marketingowej. Jednak z tego, co obserwuję, teraz gdy pojawia się jakaś nowa firma na horyzoncie, to oni są już bardziej świadomi roli marketingu niż jeszcze kilka lat temu.

    BrandsIT: Jakie działania, Twoim zdaniem, są najbardziej efektywne, a jednocześnie mało kapitałochłonne?

    Mateusz Strzelecki: Jakiś czas temu czytałem ciekawy artykuł traktujący o marketingu B2B IT, tam autor stawiał tezę, że kluczem solidnego budowania marki jest solidne podejście do tematu HR.

    Po części się z tym zgadzam, dlatego, że w branży B2B IT ludzie, których masz na pokładzie są twoim największym kapitałem marketingowym. Co ja bredzę! Tak jest w każdej branży.

    Gdy rozpoczyna się działalność w branży technologicznej to najważniejszym jest, aby zebrać odpowiedni zespół ludzi. Jeżeli się go nie ma, to później trudno będzie generować content marketing. Z tymi ludźmi trzeba się rozumieć, muszą znać wizję, esencję marki i to, w czym chcemy się specjalizować.

    Jeżeli mamy już odpowiednich ludzi i mocną specjalizację, to wtedy najtańszym i najefektywniejszym rozwiązaniem jest content marketing, czyli użycie takiego narzędzia jak Prowly, albo bloga do dzielenia się fachowymi poradami. Tak zbudujesz markę ekspercką. Kontrahenci będą wiedzieli, że są w dobrych rękach.

    BrandsIT: Skąd stagnacja w tak innowacyjnych firmach, jakimi są firmy technologiczne?

    Mateusz Strzelecki: Odpowiem trochę wymijająco. CEO Facebooka, jest teraz pod ostrzałem, jednak warto zwrócić uwagę na jeden punkt. Co roku wymyśla on dla siebie case / zadanie, które zrealizuje w danym roku.

    Stwierdził że, spróbuje się zastanowić czym ma się kierować Facebook w momencie, kiedy ścierają się, ze sobą w branży IT dwie siły; centralizacja i decentralizacja.

    I właśnie to jest największym wyzwaniem i dla marketingu i dla firm IT. Wielkim firmom zależy na centralizacji, ale pojawiają się nowe rozwiązania technologiczne, które pokazują społeczeństwu, że centralizacja wcale nie jest nam tak potrzebna. No bo po co mam korzystać z  korporacji taksówkarskiej, skoro mam Uber’a; po co mi sieci hotelowe, gdy mam Airbnb. Albo po co mi broker skoro za chwile będę miał sensowną usługę opartą o tzw. łańcuch bloków.

    Od strony marketingu to również jest ogromne wyzwanie, bo mówi się „zaplanujmy coś, zainwestujmy w to i pójdźmy zgodnie z planem np. kwartalnym”, a nagle się okazuje, że całkowicie zmienia się pole gry, zwłaszcza, że trwają aktywne prace nad sztuczną inteligencją i tak na prawdę  nie wiadomo, gdzie nastąpi wybuch zmian.

    Kiedy słyszę, że ktoś potrzebuje plan marketingowy na pół roku, to na prawdę nie wiem co odpowiedzieć.

    BrandsIT: Co, Twoim zdaniem, powinny zrobić firmy, te które aktualnie nie patrzą w ten sposób?

    Mateusz Strzelecki: Skostniałe firmy patrzą na marketing w ten sposób – „…nie mamy pomysłu na siebie, więc niech marketing coś wymyśli”. To jest najgorsze z możliwych podejść.

    Marketing powinien być służebny wobec sprzedaży, a sprzedaż powinna być służebna wobec wizji firmy. Zarząd musi mieć wizję strategiczną siebie – ci ludzie muszą być kreatywnymi wizjonerami.

    W branży B2B IT wygrywają te firmy, które mają silnych przywódców, którzy mają silną kadrę menedżerską, która rozumie wizję przedsiębiorstwa. Firmy, które nie nadążają za zmianami powinny przyjrzeć się całej organizacji. Najpierw należy zastanowić się, jak zwinnie zorganizować podstawowe procesy biznesowe, dopiero później, nad formą marketingu. Ale to już jest temat na inną rozmowę. [/signinlocker]

  • Apple chce być samodzielne – będzie produkować własne procesory

    Apple chce być samodzielne – będzie produkować własne procesory

    Apple ogłosiło projekt o nazwie Kalamata, który ma na celu uniezależnienie się od firm zewnętrznych, w tym wypadku od Intela, i jego procesorów. Producent będzie samodzielnie wytwarzać CPU na bazie architektury ARM.

    Co to oznacza dla konsumentów? Procesory oparte na architekturze ARM cechują się zmniejszonym zapotrzebowaniem na energię dzięki czemu uzyskamy dużo lepszy czas działania na baterii. CPU od Apple’a możemy już znaleźć w takich urządzeniach jak Ipad czy Iphone dzięki czemu można śmiało stwierdzić, że ich efektywność energetyczna stoi na bardzo dobrym poziomie.

    Plan zakłada uruchomienie produkcji już w 2020 roku. Czy rynek przejdzie w tym wypadku gwałtowne zmiany ? Raczej nie, ale Intel odczuł już decyzję na własnej skórze – w poniedziałek akcje firmy spadły o 6 punktów procentowych. Utrata tak dużego klienta może znacząco wpłynąć na sytuację firmy.

  • Sztuczna Inteligencja zrobi za nas wszystko – twierdzą entuzjaści. Człowiek stanie się zbędny – odpowiadają pesymiści wieszczący zagładę ludzkości z rąk świadomych maszyn

    Sztuczna Inteligencja zrobi za nas wszystko – twierdzą entuzjaści. Człowiek stanie się zbędny – odpowiadają pesymiści wieszczący zagładę ludzkości z rąk świadomych maszyn

    Maszyny zdolne do odczuwania ludzkich emocji

    Temat Sztucznej Inteligencji poruszałem na moim blogu już wielokrotnie. Jestem zafascynowany tą technologią i możliwościami jakie ze sobą niesie. Jestem świadomy też zagrożeń. Jak daleko posuniemy się w rozwoju tej technologii? Na ile jej pozwolimy?

    Sztuczna Inteligencja zrobi za nas wszystko, wynajdzie nawet lek na raka – twierdzą jej entuzjaści. Człowiek stanie się zbędny – odpowiadają pesymiści wieszczący zagładę ludzkości z rąk świadomych maszyn. Tak czy inaczej firmy, które angażują się dziś w rozwój AI, będą decydować o naszych losach w najbliższych kilkunastu latach. Tym bardziej, że mają na to pieniądze.

    Oren Etzioni, współtwórca i prezes Allen Institute for Artificial Intelligence, instytutu stworzonego dwa lata temu przez współzałożyciela Microsoftu Paula G. Allena, na pytanie dziennikarza czy maszyny kiedyś będą zdolne do odczuwania, odparł: „Krótka odpowiedź brzmi – nie. Rozszerzona odpowiedź brzmi – nie będą, bo ludzie mają zniekształcone postrzeganie tego, co komputery mogą robić w dzisiejszych czasach”. Zacytujmy jeszcze Stuarta J. Russela, naukowca zasłużonego dla badań nad AI, autora wielu publikacji dotyczących tego zjawiska: „Największą przeszkodą w rozwoju AI jest to, że ciągle nie mamy pojęcia, w jaki sposób nasz mózg wytwarza świadomość. Jeśli ktoś wręczyłby mi miliard dolarów na budowę świadomej maszyny, nie przyjąłbym tego miliarda, bo nie jesteśmy bliżsi zrozumienia mechanizmu ludzkiej świadomości od ludzi, którzy zajmowali się tym problemem 50 lat temu”.

    Spróbujmy jednak przyjrzeć się kilku faktom, którym już nie da się zaprzeczyć i które pokażą nam bez zniekształceń, na jakim etapie jesteśmy w pracach nad Sztuczną Inteligencją. Czy rzeczywiście sceptycyzm wyżej cytowanych ekspertów jest tak bardzo uzasadniony?

    Entuzjazm ogrania nas wszystkich

    Nie ma miesiąca bez kolejnych doniesień o inwestycjach globalnych korporacji takich jak Google, Amazon, IBM, Facebook, Apple, Microsoft, Samsung w AI, czy mnożących się start-upach, które wdrażają projekty z wykorzystaniem ultranowoczesnych, inteligentnych technologii. O trendzie chętnie piszą zarówno mainstreamowe media, jak i specjalistyczne portale o tematyce technologicznej. Towarzyszy temu tradycyjna już dyskusja o tym, do czego może doprowadzić upowszechnienie Sztucznej Inteligencji. Entuzjaści wyliczają korzyści, na jakie możemy liczyć już w ciągu kilku, najwyżej kilkunastu lat, wymieniając: komputery reagujące na ludzką mimikę, emocje i głos; systemy komputerowe, które samodzielnie poprawiają własną wydajność w wyniku kolejnych operacji na zbiorach danych (machine learning); wszczepialne nanoboty zdolne do rozpoznawania i niszczenia komórek rakowych; komputerowe systemy wspomagania decyzji; „smart” technologie w naszych mieszkaniach, czy autonomiczne samochody. Już dzisiaj wysiłki na rzecz wydłużania ludzkiego życia, dążenie do coraz wydajniejszego przetwarzania danych i postępująca personalizacja osobistych komputerów stanowią pewien rodzaj paliwa dla globalnego biznesu i przestają być wyłącznie domeną wyobraźni hollywoodzkich reżyserów, którzy temat AI eksploatują od lat.

    Sztuczna Inteligencja do ogromne pieniądze

    Stopniową komercjalizację AI wspierać będzie upowszechnienie badań, które są nad nią prowadzone i wzrost inwestycji w ten obszar. W ciągu kilku lat zaangażowanie dużego kapitału powinno pozwolić na rewolucyjne zmiany w medycynie i biznesie.  Agencje badawcze prognozują, że przełomowym okresem dla rozwoju zjawiska będzie najbliższych pięć lat. W tym czasie sumy inwestowane we wdrożenia dotyczące AI wzrosną o kilkadziesiąt procent, a fascynacja zjawiskiem zacznie przypominać mechanizm śnieżnej kuli. Według danych CB Insights na globalnym rynku finansowym tylko w 2015 roku pojawiło się około 300 nowych, dużych spółek, które definiowały swoją misję poprzez takie słowa kluczowe, jak: sztuczna inteligencja, uczenie maszynowe, sieci neuronowe. Według raportu przygotowanego przez agencję badań rynkowych TechSci Research w Stanach Zjednoczonych w okresie 2016 – 2021 wartość inwestycji w rozwój AI wzrośnie o 75 procent. Pieniądze będą przeznaczone na: adaptację AI do przedmiotów codziennego użytku, badania naukowe, ulepszanie autonomicznych samochodów i zastosowanie nowoczesnych technologii w medycynie. Z kolei firma badawcza BCC Research, specjalizująca się w rynkach technologicznych, przewiduje że wartość światowego rynku inteligentnych urządzeń (neurokomputery, systemy eksperckie, autonomiczne roboty, inteligentne systemy wspomagania) wzrośnie do 15,3 mld dolarów w 2019 roku, ze średnią roczną stopę wzrostu na poziomie 19,7 procent. Bez wątpienia jest to najszybciej rozwijająca się część przemysłu technologicznego.

    Naukowcy potrzebni od zaraz

    Globalne poruszenie w biznesie ma swoje zaplecze w inicjatywach badawczych. Nie byłoby dzisiejszego boomu na inwestycje w AI bez zaangażowania naukowo-technicznego instytutów, placówek naukowych, technologicznych hubów i organizacji non-profit. Wspomniany już Allen Institute for Artificial Intelligence zatrudnia kilkudziesięciu naukowców, technologów z różnych dziedzin, a jego misją jest, jak można przeczytać na stronie instytutu: „działalność na rzecz ludzkości poprzez zaangażowanie wysoko rozwiniętych technologii i badań”. Oprócz placówek badawczych, w przedsięwzięcia związane ze sztuczną inteligencją, inwestują swoje pieniądze również technologiczne korporacje, które wręcz licytują się w uruchamianiu nowych projektów opartych o wysoko zaawansowane technologie. Przełomowe okazały się tu ostatnie cztery lata. Google zaangażował się już w 2012 roku w przedsięwzięcia związane z AI. W 2014 roku firma zapowiedziała inwestycje rzędu setek milionów dolarów w start-up Deep Mind. W 2014 roku Mark Zuckerberg, Elon Musk and Ashton Kutcher połączyli siły i zainwestowali pokaźne środki w firmę Vicarious FPC angażującą się wyłącznie w najbardziej wizjonerskie projekty AI. Jak deklaruje firma w swej misji, jej celem jest „stworzenie unikalnej architektury algorytmów, po to by osiągnąć poziom ludzkiej inteligencji w urządzeniach wykorzystujących do swego funkcjonowania język, zdolności widzenia i ruchu”. Jednym ze strategicznych celów Facebooka jest stworzenie potężnego systemu przetwarzania danych, a także stworzenia technologii rozpoznawania ludzkiej twarzy przez komputery. Na rozwój AI przeznaczane są ogromne środki – pieniądze, kapitał intelektualny i praca ludzi. To wszystko, w mojej ocenie, może spowodować, że w najbliższych kilku latach odpowiednik prostego AI pojawi się w laboratoriach wielkich firm i instytutach badawczych.

    Maszyny podejmują decyzje za nas

    W kontekście szacowanych inwestycji badawczych i finansowych ciekawe wydają się przewidywania dotyczące najważniejszych kierunków rozwoju AI. Warto tu przytoczyć najświeższe opracowanie firmy analitycznej Gartner dotyczące AI. Kilka przykładów – według Gartnera w najbliższych kilku latach systemy informatyczne będą w stanie przetwarzać duże zbiory danych, tak by podejmować autonomiczne decyzje o charakterze ekonomicznym. Do roku 2020 roku aż 5% realizowanych transakcji biznesowych na świecie będzie rezultatem tego, że algorytmy funkcjonujące w zainstalowanym oprogramowaniu, osiągną zdolność do wyciągania wniosków ze zbioru danych wprowadzonych do komputera. Według Gartnera, do roku 2018 aż 20 procent treści i informacji użytecznych dla biznesu będzie opracowywanych i publikowanych przez komputery. Mówimy tu więc już o inteligentnym lub prawie inteligentnym przetwarzaniu danych różnych kategorii. Na chwilę zatrzymując się na tym wątku, zwróćmy uwagę na rynkową obecność firm, które już dzisiaj oferują systemy samodzielnie przetwarzające dane w czytelne dla odbiorcy raporty. Jedną z nich jest Yseop, oferująca usługę, która może w najbliższej przyszłości zrewolucjonizować pracę księgowych, analityków giełdowych, strategów biznesowych, menedżerów. Dzięki prostemu interfejsowi, użytkownik wprowadza szereg danych do komputera: liczby, wykresy, infografiki, a te następnie są automatycznie kompilowane, zestawiane i przetwarzane przez maszynę. Agencja prasowa Associated Press wykorzystuje już teraz w swej pracy komputery, które samodzielnie tworzą opracowania wykorzystywane później przez dziennikarzy. Jakość ich jest bardzo wysoka, tylko niektóre z nich wymagają poprawienia ludzką ręką.

    Dziecko uczone przez maszyny

    Gartner w swoich przewidywaniach dotyczących najbliższej przyszłości zwraca szczególną uwagę na jeden trend istotny dla dalszego rozwoju systemów AI – jest nim „uczenie się maszyn”. Jedno z podstawowych pytań, zadawanych obecnie przez osoby zaangażowane w rozwój AI, brzmi: w jaki sposób tworzyć systemy AI, które będą  samodzielnie poprawiać swoją efektywność na bazie własnych doświadczeń? Jak wykorzystać w tworzeniu komputerów zasady, które kierują procesami uczenia się u ludzi? Dochodzimy tu więc do największego według wielu specjalistów wyzwania, jakie stoi przed twórcami AI, pomysłu fascynującego i kontrowersyjnego jednocześnie: stworzenia zaawansowanych  systemów, które potrafią zastępować człowieka w podejmowaniu decyzji. W tym miejscu widać, że w całym zjawisku chodzi zdecydowanie o coś więcej, niż automatyzację powtarzalnych procesów, która przecież jest już obecna w biznesie i przemyśle. Mówimy tu bowiem o działaniu maszyn w oparciu o algorytmy zakładające rozpoznawanie wzorców, przewidywanie przyszłych wyników i na tej podstawie podejmowanie decyzji. Jest wielce prawdopodobne, że praktyczną odpowiedzią na to wyzwanie będzie technologia wykorzystująca sztuczne sieci neuronowe działające na zasadach podobnych do działania ludzkiego mózgu (trend technologiczny quantum computing). Wyobraźmy sobie teraz, że maszyny zdolne do analizy danych i wyciągania z niej wniosków, angażujemy do pracy w obszarze medycyny. Komputery na podstawie przeanalizowanych parametrów dokonują diagnozy, wykrywają anomalie, przewidują wystąpienie choroby. Zacytujmy jeszcze raz Orena Etzioni: ”Co, jeśli recepta na lekarstwo na raka jest ukryta wewnątrz nudnych raportów obejmujących tysiące badań klinicznych? To właśnie AI będzie w stanie je odczytać i co najważniejsze – zrozumieć. Połączy dane z odrębnych badań, postawi nowe hipotezy i zaproponuje eksperymenty, które zostałyby zapewne pominięte przez ludzi”.

    Co Pan na to, Panie Watson?

    Kolejnym poważnym zagadnieniem, na którym koncentrują się specjaliści zaangażowani w rozwój AI, jest kwestia przetwarzania języka naturalnego. Wielu menedżerów uważa, że opanowanie przez komputery zdolności rozumienia języka może oznaczać rewolucję w dążeniu do integracji i współpracy inteligencji ludzkiej z inteligencją maszynową. Google twierdzi, że 20% bieżących zapytań klientów w rozmowach telefonicznych obsługiwane jest przez maszyny. Badania związane z tym obszarem podążają w kierunku rozwijania systemów, które są w stanie współdziałać z ludźmi, poprzez dialog, a nie tylko reagować na proste żądania. Niektórzy dodają też przy tej okazji, że przełomem, na który poczekamy około 20 lat, będzie zdolność komputerów do pełnego rozpoznawania ludzkiej twarzy, łącznie ze zdolnością odczytywania ludzkiej mimiki i emocji. Pewne jest, że przełomowe zdarzenia na tym obszarze następują już dzisiaj, wręcz obok nas. Nierzadko mamy kłopoty z oceną ich skali i znaczenia dla przyszłości. Komputer IBM Watson (2880 rdzeni, 15 TB pamięci operacyjnej) został stworzony przez IBM właśnie do odpowiadania na pytania zadawane w języku naturalnym.  Maszyna do swoich standardowych operacji używa więc procesu przetwarzania języka naturalnego. Aby odpowiedzi były możliwe, komputer wyposażono w bazę danych, zawierającą miliony stron różnych tekstów, w tym słowników i encyklopedii i zaprogramowano tak, aby używał setek równolegle działających algorytmów do znalezienia prawidłowej odpowiedzi. Dzięki temu mechanizmowi komputer potrafi przeanalizować ogromne zbiory danych z różnych obszarów, takich jak biznes, ekonomia i medycyna. Watson, wchodząc w kontakt głosowy z człowiekiem, „rozumie” więc zadawane pytania i problemy, a gromadząc kolejne dane „uczy się” z nich – zgodnie z ideą uczenia się maszyn.

    Komputery „nabierając” inteligencji, będą miały coraz bardziej „ludzką” zdolność kontaktu z nami, a ich reakcje będą efektem zdolności odczytywania i przetwarzania złożonych danych o różnym charakterze. Przełomowe badania związane ze stworzeniem IBM Watson ulegną upowszechnieniu i komercjalizacji. Jest niemal pewne, że w najbliższych latach możemy spodziewać się rosnącej popularności autonomicznych asystentów – aplikacji, które będą służyły pomocą w zdobywaniu wiedzy i podejmowaniu decyzji dotyczących naszego życia prywatnego. Już dzisiaj nie trzeba sięgać daleko wyobraźnią. Od kilku lat użytkownicy iPhone’a mogą cieszyć się z towarzystwa aplikacji Siri, która odpowiada głosowo na proste pytania dotyczące na przykład czasu, pogody, daty, ale też finansów, muzyki, zawartości poczty elektronicznej, czy kontaktów umieszczonych w smartfonie. Do podobnych projektów, ciągle udoskonalanych, ale już dostępnych dla indywidualnego użytkownika, należy Amazon Echo. Oprogramowanie to również wykorzystuje do swojego działania mechanizm przetwarzania języka naturalnego.

    Optymiści, realiści i pesymiści

    AI budzi ciągle mieszane uczucia, na które składają się z jednej strony entuzjazm, a z drugiej obawy podsycane przez twórców filmów, pisarzy i pesymistycznie nastrojonych futurologów. Założyciela Facebooka, Marka Zuckerberga, można zaliczyć do grona technologicznych optymistów i biznesowych pragmatyków „(…) AI dojdzie do punktu, w którym będzie przynosiła korzyści, z których będą mogły czerpać zarówno małe, jak i duże firmy. Pracujemy nad AI, ponieważ uważamy, że bardziej inteligentne usługi będą bardziej przydatne”. Jego trzeźwe podejście nie udziela się wszystkim tym, którzy funkcjonują na rynku technologicznym. Według raportu opracowanego dla Baker & McKenzie, spośród 424 specjalistów finansowych, 76 proc. uważa, że organy nadzoru finansowego nie są przygotowane do współpracy z oprogramowaniem AI, a 47 proc. wyraża wątpliwości, czy ich własne organizacje rozumieją ryzyka wiążące się z korzystaniem z AI. Badani wyrazili ponadto przekonanie, że uzależnienie od sztucznej inteligencji będzie oznaczać konsekwencje w postaci redukcji zatrudnienia. W powyższym fragmencie zawarte jest całe spektrum emocji i poglądów dotyczących AI. Bill Joy, swoimi przemyśleniami dotyczącymi AI dzielił się 16 lat temu w legendarnym i często przywoływanym dzisiaj artykule „Dlaczego przyszłość nas nie potrzebuje”, opublikowanym w magazynie Wired. W wielu fragmentach refleksję autora można dzisiaj traktować jednocześnie jako przejaw skrajnego pesymizmu, ale też i przenikliwości. Joy, przy wszystkich korzyściach, jakie dostrzegał w rozwoju AI, nie krył również obaw. Powiedział on, że „Powinniśmy zmierzyć się z faktem, że najbardziej atrakcyjne technologie 21 wieku – robotyka, inżynieria genetyczna i nanotechnologia – stwarzają inne zagrożenia, niż technologie, które pojawiły się wcześniej. W szczególności roboty, inżynieria organizmów i nanoboty posiadają olbrzymi czynnik niebezpieczeństwa: te technologie mogą się same replikować.”

    Czy przyszłość jest „bright”?

    Cóż, wydaje się jednak, że zagadnienie AI jest tak złożone, że zarówno skrajni optymiści i pesymiści mają ciągle szansę na zwycięstwo w pojedynku na opinie o AI i jej roli w naszym życiu, a może życiu całego gatunku. Jedno jest pewne: żyjemy w czasach, w których pojęcie postępu i korzyści dla ludzkości musi być definiowane od nowa. Kategorie wypracowane przed wiekami mogą nam bowiem już nie wystarczyć do pojmowania rzeczywistości i nas samych w dobie osobistych asystentów, komputerowych, autonomicznych decydentów i nanobotów przemieszczających się w naszych organizmach.

    Link do mojego bloga

  • Wydarzenie technologiczne roku – Certified Innergo Technology Workshop

    Wydarzenie technologiczne roku – Certified Innergo Technology Workshop

    Między 17, a 19 kwietnia w Warszawie Innergo Systems organizuje warsztaty skierowane do kadry zarządzającej wysokiego szczebla. Każdego dnia, jedynie kilkunastu uczestników będzie miało okazję spotkać się z ekspertami z firm takich jak Aruba, Apple, czy CISCO.

    Pierwszego dnia warsztatów uczestnicy dowiedzą się, w jaki sposób urządzenia i systemy mobilne wprowadzić mogą nowy wymiar pracy, podnosząc wydajność i zadowolenie pracowników. W tym dniu naszym partnerem wydarzenia będzie Apple, Cisco oraz VMware. Drugiego dnia, największy nacisk położymy na prezentację najnowszych rozwiązań sieciowych, pozwalających na znacznie więcej, niż tylko podstawowy dostęp do sieci korporacyjnej. Partnerem warsztatów będą przedstawiciele Aruba Networks oraz HPE. Podczas ostatniego dnia wraz z Fortinet i Veracomp zaprezentujemy niezawodne systemy zabezpieczające sieć firmową i przedstawią najlepsze praktyki ochrony danych korporacyjnych.

    Stawiamy przede wszystkim na jakość i indywidualne podejście do uczestnika, dlatego liczba miejsc jest mocno ograniczona. Szkolenie skierowane jest do wąskiej grupy odbiorców – CIO, CFO, CTO, dyrektorów ds. IT oraz pozostałych pracowników należących do wysokiej kadry zarządzającej – tłumaczy Aleksandra Czarnecka z firmy INNERGO Systems. – Drugą ważną kwestią jest fakt, że zaprosiliśmy największych producentów technologicznych na jedną scenę, właśnie po to, aby pokazać przyszłość cyfrowej transformacji biznesu. Razem z nimi każdego dnia warsztatów będziemy przybliżać uczestnikom inny aspekt cyfrowej transformacji: mobilność, infrastrukturę sieciową, czy bezpieczeństwo. Wszystko to w formie warsztatowej, a więc uczestnicy będą pracować na prezentowanych urządzeniach i systemach. – dodaje przedstawicielka INNERGO Systems.

    Potencjalni uczestnicy mogą brać udział we wszystkich warsztatach lub wybrać pośród nich, tylko te, które są dla nich w szczególności interesujące. 18 kwietnia przewidziany jest także wieczorny bankiet, podczas którego będzie można wymienić się cennymi uwagami, poznać osoby z branży, czy po prostu porozmawiać w mniej formalnym tonie.

    Uczestnictwo w warsztatach jest bezpłatne. Formularz zapisów dostępny jest na stronie:

    http://warsztaty.innergo.pl/certified_me

  • Trzy sygnały, że Bitcoin to jednak bańka

    Trzy sygnały, że Bitcoin to jednak bańka

    Zapewnienia, że „nic nie będzie już takie jak dawniej” i rozmowy o inwestycjach w Bitcoiny w poczekalniach u dentystów to najlepsze argumenty, by trzymać się od kryptowalut z daleka. O kontrowersjach wokół najbardziej znanej kryptowaluty mówi Emil Szweda – Michael/Ström Dom Maklerski.

    W tym roku mija 35 lat od kiedy magazyn Time po raz pierwszy posłużył się terminem „nowa ekonomia”, choć popularność zyskał on w połowie lat dziewięćdziesiątych, a rozkwit w czasie wielkiej technologicznej hossy z przełomu wieków. Choć sam termin miał tylko opisywać przejście z gospodarki przemysłowej na rzecz technologicznej, opartej na wiedzy, w czasie internetowego boomu używano go do odróżnienia firm działających w sektorze przemysłu oraz firm internetowo-technologicznych. Z czasem termin nowa ekonomia zaczął być używany ironicznie, w odniesieniu do firm internetowych, które nie osiągają zysków, lecz dotychczasowe prawidła funkcjonowania przedsiębiorstw miałyby ich nie obejmować.

    Być może najlepszą ilustracją internetowego szaleństwa i późniejszego otrzeźwienia były notowania Yahoo!, którego kapitalizacja wystartowała z 848 mln dolarów w 1996 r. by osiągnąć 125 mld dolarów w 2000 r. i zawrócić do 10 mld dolarów rok później. (Ostatecznie w 2016 r. Verizon kupił internetowe aktywa firmy – wyszukiwarkę, konta mailowe i komunikator – za 4,8 mld dolarów). Pytanie brzmi, w którym miejscu tej historii jest Bitcoin lub inne kryptowaluty?

    Nadchodzi nowe

    Bańka internetowa to najświeższe spośród wielu skojarzeń, a schemat powstawania baniek na przestrzeni dziejów wydaje się zbliżony, począwszy od tulipanowej sprzed 400 lat. W inwestorach narasta przekonanie, że oto stoją przed szansą współuczestniczenia w historii, która na zawsze odmieni oblicze świata (nowa ekonomia), w którym żyją, przy czym same przemiany są na bardzo wczesnym etapie, co ma gwarantować krociowe zyski w długim terminie – gdy rewolucja zmieni się w nową rzeczywistość. I – co najciekawsze – to rzeczywiście działa, tyle, że rzadko w wypadku pionierów. Google debiutował na giełdzie z ceną 50 dolarów za akcję obecnie jest to ponad 1100 dolarów i to Alphabet, a nie Yahoo! zawładnął Internetem i to nie w skali USA, ale wymiarze globalnym.

    Nie zawsze też zyski muszą pochodzić z dziedziny bezpośrednio związanej z nową gospodarką. Najbogatszą firmą na świecie jest wszak Apple, który zarabia na produkcji sprzętu (a więc „po staremu”), a najbogatszym człowiekiem świata – Jeff Bezos – założyciel Amazona, który swoją potęgę buduje na optymalizacji dostaw zakupów internetowych, choć gdyby nie hossa dotcomowa, Amazon nigdy nie mógłby powstać, a użyteczność iPhonów nie zostałaby doceniona.

    Jeśli spojrzymy w ten sposób na Bitcoina, to łatwo dojść do przekonania, że bliżej mu do Yahoo! niż Google’a. Choć sam pomysł na powstanie kryptowaluty był przełomowym, to technologia sprzed dekady, sprawia, że w porównaniu do późniejszych kryptowalut bywa uznawany za walutę przestarzałą, która nie spełni pokładanych oczekiwań. Natomiast firmy, które jako pierwsze zdołają skomercjalizować technologię blockchain na dużą skalę, mogą osiągnąć sukces, pod warunkiem jednak, że zaakceptują płatności także w tradycyjnych walutach.

    Wszyscy o tym mówią

    Już w latach 30. minionego wieku mawiano, że gdy pucybut zapyta jakie akcje ma kupić warto ewakuować się z giełdy. Dekadę temu o inwestycjach giełdowych za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych gawędzono w barach, kolejkach do sklepowej kasy i innych miejscach publicznych. Giełdowa hossa przebiła się do głównych wydań wiadomości telewizyjnych, podobnie jak nocne kolejki społeczne pod oddziałami domów maklerskich przyjmujących zapisy na akcje prywatyzowanych przedsiębiorstw, a gotówka całymi miliardami napływała do TFI i to w skali miesięcznej.

    Czy z Bitcoinem jest podobnie? Dziś dzienniki telewizyjne nie mają już tej samej siły oddziaływania, a bieżących informacji częściej szuka się w Internecie, gdzie faktycznie kolejne rekordy notowań Bitcoina (i jego późniejszy spadek) skwapliwie odnotowywały największe serwisy ogólnotematyczne. Sam byłem świadkiem rozmowy o Bitcoinach w poczekalni dentystycznej, co oczywiście niczego jeszcze nie dowodzi.

    Ale już sytuacja, w której firmy porzucają dotychczasowy profil działalności na rzecz bardziej modnego i potencjalnie zyskownego może być takim sygnałem ostrzegawczym. Pod koniec lat 90. wystarczyło ogłosić zamiar stworzenia serwisu internetowego, by kapitalizacja spółki wzrosła o kilkadziesiąt, a nawet kilkaset procent (np. Agora i jej projekt Gazeta.pl lub Softbank i projekt Expander.pl). Dziś podobnie wygląda reakcja inwestorów na spółki, które postanowiły na poważnie zająć się blockchainem.

    To jest uzasadnione

    Problem z bańkami polega na tym, że nawet w ich apogeum zaangażowani w nie inwestorzy na ogół są w stanie używać z pozoru sensownych argumentów uzasadniających wycenę danego aktywa. Dopiero z perspektywy czasu trudno zrozumieć, dlaczego ktoś zapłacił za cebulkę tulipana równowartość domu z ogrodem, albo kupował akcje, gdy ich wycena sięgała kilkuset lat przyszłych zysków czy też metr mieszkania w klasie ekonomicznej za kilkakrotność średniego miesięcznego wynagrodzenia.

    Z Bitcoinem sprawa jest jeszcze trudniejsza, ponieważ za jego wycenę odpowiadają czyste siły popytu i podaży, nie ma w nim natomiast wartości fundamentalnej, chyba, że za taką uznać ilość energii elektrycznej i mocy obliczeniowej potrzebnej do jego „wykopania”. Co prawda zwolennicy krytpowalut twierdzą – nie bez racji – że o tradycyjnych walutach można powiedzieć dokładnie to samo, ponieważ ich wartość opiera się tylko na wierze uczestników gospodarki co do swojej wartości, niemniej dolary, euro czy złote są w pełni wymienialne na godziny pracy, usługi, czy towary, zaś Bitcoin to nadal głównie instrument spekulacyjny, a nie waluta. Hasła o zerwaniu z zależnością wartości pieniądza od nieprzemyślanych lub chroniących partykularne interesy decyzji politycznych brzmią kusząco, a nawet logicznie, ale gdy wstaniemy od stołu, liczy się to, czy Bitcoinem można wygodnie zapłacić za codzienne zakupy. Nie wystarczy bowiem, że pieniądz jest ideologicznie czysty, by zyskał powszechną akceptację – musi być jeszcze w pełni wymienialny i – to najważniejsze – stabilny. Świat nigdy nie zaakceptuje pieniądza, którego wartość – w przeliczeniu na towary, usługi i godziny pracy – skacze i spada o kilkadziesiąt procent w kilka tygodni, dni i godzin, nawet jeśli technologia, która za nim stoi, rzeczywiście może zmienić obieg pieniądza w gospodarce.

  • Sprzedaż smartfonów w Polsce – Samsung na czele

    Sprzedaż smartfonów w Polsce – Samsung na czele

    W czwartym kwartale ubiegłego roku na całym świecie sprzedano aż 408 milionów smartfonów. Liczba ta robi wrażenie, chociaż w stosunku do 2016 roku sprzedaż spadła o 5,6 procent. Co ciekawe, spadki nie dotyczą wszystkich krajów. Nasz rodzimy rynek ma się bardzo dobrze i producenci odnotowali wzrosty sprzedaży smartfonów. Jakie modele interesowały najczęściej Polaków?

    Samsung na czele, Huawei odnotowuje wzrosty sprzedażowe zarówno w Polsce jak i na rynkach globalnych. Skąd jednak biorą się spadki?

    Liderem globalnej sprzedaży smartfonów w czwartym kwartale został Samsung, który sprzedał ponad 74 miliony urządzeń. Jednocześnie pochwalić się dobrym wynikiem może Huawei, który w IV kwartale sprzedał 43,9 mln smartfonów. Mowa przede wszystkim o modelach z serii Mate. Może jednak zastanawiać ogólny spadek sprzedaży smartfonów na świecie. Dlaczego tak się dzieje? Jednym z czynników może być problem z dostępnością konkretnego modelu. Przykładem niech będzie opóźnienie Apple iPhone X na jednym z największych rynków. Mowa oczywiście o Chinach. Kolejnym problemem, który sprawia, że sprzedaż smartfonów spada może być fakt coraz lepszych konstrukcji. Z racji tego, że różnica pomiędzy kolejnymi generacjami smartfonów jest coraz mniejsza wiele osób nie decyduje się na zakup nowego modelu, ponieważ obecnie używany nadal jest w dobrej kondycji i wcale technologicznie nie odbiega od tych najnowszych.

    Jakie smartfony budziły największe zainteresowanie Polaków?

    W naszym kraju bardzo dobre wyniki sprzedaży oprócz Samsunga odnotowała także firma Lenovo, która produkuje smartfony również pod brandem Motorola, bardzo znanym z resztą na całym świecie. Polacy kupowali przede wszystkim modele ze średniej półki, ale także interesowali się flagowcami.

    Rodacy kupowali rozsądnie

    Przeważają modele oferujące dobry stosunek ceny do jakości. Poniżej TOP 5 kupowanych smartfonów w sklepie Redcoon z ostatnich 3 miesięcy.

    Samsunga Galaxy A3 (2017)

    Na podstawie wyników sprzedaży sklepu Redcoon możemy zauważyć, że wiele osób zdecydowało się na zakup tego modelu, który obecnie oferowany jest w cenie około tysiąca złotych. Jest to smartfon wyposażony w szklaną obudowę, którą cechuje odporność na pył oraz wodę. Model ten posiada 4,7-calowy ekran AMOLED, 8-rdzeniowy procesor Exynos 7870, który wspierany jest przez 2 GB pamięci RAM. W porównaniu do poprzedniej generacji, w Galaxy A3 (2017) można znaleźć także czytnik linii papilarnych.

    Lenovo A 512/4GB

    Co ciekawe, klienci Redcoon często sięgali po ten budżetowy model. Smartfon wyposażony jest w 4-calową matrycę IPS, czterordzeniowy procesor oferujący taktowanie 1.3 GHz, 512 MB pamięci RAM oraz 4 GB pamięci na dane. Cena tego modelu wynosiła około 200 złotych.

    Apple iPhone 7

    Co prawda Apple zaprezentowało w 2017 roku kolejne swoje flagowe modele takie jak iPhone 8 czy iPhone X, jednak Polacy nadal chętnie kupują smartfona zaprezentowanego rok wcześniej. Apple iPhone 7 to nadal bardzo dobry model, który przede wszystkim posiada bardzo szybki procesor, wysoką rozdzielczość na 4,7-calowym ekranie. Wiele osób wybiera telefon z nadgryzionym jabłkiem przede wszystkim ze względu na bardzo intuicyjny interfejs oraz wysokiej jakości aparat.

    Lenovo K6

    Przedstawiciele sklepu Redcoon zauważyli duże zainteresowanie smartfonem Lenovo K6. Jest to smartfon zaprezentowany we wrześniu 2016, który pracuje pod kontrolą systemu Android. Model ten oferuje dobrą wydajność za sprawą procesora Qualcomm MSM8937 oraz 2 GB pamięci RAM. Warto również wspomnieć o tym, że ten smartfon wyposażony jest w moduł Dual SIM dzięki czemu możemy korzystać z dwóch kart jednocześnie.

    Xiaomi Redmi Note 3

    Polacy lubią kupować „z głową”. Potwierdza to duże zainteresowanie tym modelem. Xiaomi Redmi Note 3 to bardzo dobry smartfon dla kogoś, kto ceni sobie funkcjonalność oraz wydajność, ale nie chce wydawać na telefon bardzo dużej ilości gotówki. Model ten wyposażony jest w bardzo mocny procesor Qualcomm Snapdragon 650, 3 GB pamięci RAM oraz 5,5-calowy ekran wyświetlający obraz w rozdzielczości Full HD. Warto również wspomnieć o tym, że Redmi Note 3 wyposażony jest w bardzo pojemną baterię. 4000 mAh pozwoli na długą pracę smartfona bez konieczności ponownego ładowania.

    Rynek smartfonów w Polsce to nadal przede wszystkim modele z Androidem

    Według analityków Polacy nadal najchętniej wybierają smartfony wyposażone w system Android. Nie powinno to nikogo nie dziwić, ponieważ nawet ogólnoświatowe raporty sprzedażowe mówią same za siebie. To właśnie system Google jest najpopularniejszym na świecie. W Polsce Android ma aż 89 proc. udziałów, natomiast iOS zaledwie 11 proc. Według raportów udział pozostałych systemów był wręcz symboliczny. To za sprawą wycofania przez Microsoft marki Lumia, która oferowana była z systemem Windows Phone. Czy Polacy kupowali rodzime marki? Niestety udział lokalnych marek był znikomy. Według raportu przygotowanego przez firmę IDC tylko 3 proc. smartfonów pochodziło od polskich marek.

  • Grupa AB podsumowała 2017 rok

    Grupa AB podsumowała 2017 rok

    W drugim kwartale roku finansowego 2017/2018 (zakończył się 31 grudnia 2017 r.) Grupa AB zwiększyła przychody w ujęciu rok do roku o 8,5 proc., do 2,8 mld PLN. Wynik EBITDA miał wartość prawie 43 mln PLN, a zysk netto to blisko 26 mln PLN. W całym roku kalendarzowym 2017 Grupa AB wypracowała niemal 115 mln PLN wyniku EBITDA i 65 mln PLN zysku netto przy 8,5 mld PLN przychodów ze sprzedaży.

    Generujemy solidne, stabilne wyniki finansowe oraz systematycznie powiększamy skalę i zasięg naszej działalności w oparciu o największe portfolio klientów w regionie CEE, aby długoterminowo maksymalizować zyski. W branży dystrybucji IT marże podążają bowiem śladem sinusoidy w zależności od natężenia konkurencji. Grupa AB przez ponad 27 lat swojej historii udowodniła, że z każdej fali zmian rynkowych potrafi wyjść jeszcze silniejsza. Obecnie umacniamy się na pozycji nr 1 w Polsce i regionie CEE oraz awansowaliśmy w czwartym kwartale na pozycję nr 8 w skali całej Europy – komentuje Andrzej Przybyło, założyciel, twórca i Prezes Zarządu AB SA

    Finanse

    W roku kalendarzowym 2017 Grupa AB wypracowała wysokie dodatnie przepływy gotówkowe z działalności operacyjnej (110 mln PLN), działając w oparciu o zdywersyfikowane zadłużenie, w większości o charakterze długoterminowym.

    Instytucje finansowe doceniają nasze wskaźniki. Co więcej, duża przestrzeń finansowa pozwala nam na wykorzystanie możliwości dalszego wzrostu, kontynuując realizację strategii rozwoju z wpisanym w nią bezpieczeństwem – mówi Grzegorz Ochędzan, Członek Zarządu ds. Finansowych w AB SA.

    Efektywność

    Ostatni kwartał roku kalendarzowego jest w branży dystrybucji elektroniki sezonowo okresem najwyższych obrotów.

    Grupa AB podaje, że utrzymuje najniższy w branży wskaźnik kosztów ogólnego zarządu i sprzedaży w relacji do obrotów – SG&A to zaledwie 2,6 proc. To pozwala jej wygrywać w zmieniającym się otoczeniu zewnętrznym bez względu na fazę cyklu koniunkturalnego.

    W 2017 roku Grupa podpisała lub rozszerzyła umowy dystrybucyjne w obszarze IT (m.in. z takimi firmami jak Canon, Epson, Fibaro, Logitech, Zyxel), AGD/RTV (m.in. Sharp, Solgaz, TCL), elektroniki konsumenckiej i akcesoriów dla graczy (m.in. Archos, Asus, Razer), a także w szerokim zakresie zabawek. Warto pamiętać, że Grupa AB jest głównym partnerem w regionie CEE dla globalnych gigantów IT jak m.in Microsoft, HP Inc., Hewlett-Packard Enterprise, Lenovo, Asus, Dell czy Apple.

    Smart home, digital signage, Security

    Rynek produktów smart home w minionym roku tylko w Polsce miał mieć wartość 120 mln PLN, podczas gdy za zaledwie trzy lata jego ma to być już 700 mln PLN (prognoza MEC Analytics). Badania wskazują, że 70 proc. Polaków jest przekonanych, że za pięć lat inteligentne rozwiązania staną się standardem. Grupa AB jest przygotowana na tę kolejną rewolucję rynkową, podobnie jak ma to miejsce z dynamicznym wzrostem znaczenia e-commerce. Tu również Grupa AB wypracowała wiodącą pozycję, oferując kompleksowe portfolio narzędzi e-handlu.

    Warto też wspomnieć o rozwijającym się rynku digital signage (elektroniczne wyświetlacze wielkoformatowe), gdzie Grupa AB osiągnęła 70 proc. wzrost sprzedaży rdr.

    Głównym impulsem wzrostowym dla kategorii Security stają się regulacje RODO (zarządzanie danymi osobowymi) i ogólny wzrost świadomości użytkowników odnośnie do cybersecurity. Oczywiście nie bez znaczenia jest fakt, że skala zagrożeń wciąż się powiększa.

    Grupa AB zyskuje również dzięki wzrostowi znaczenia dystrybucji z wartością dodaną (VAD), gdzie zwiększyła obroty w trakcie 2017 roku o 21 proc.

    Jako dystrybutor VAD wykorzystujemy nasze zasoby i atuty, chociażby dedykowany zespół inżynierów i project managerów, centrum kompetencyjne czy zaplecze technologiczne. Kolejni nowi dostawcy zaawansowanych rozwiązań wybrali nas m.in. dlatego, że posiadamy solidne zaplecze merytoryczne, logistyczne i finansowe. Co więcej, jesteśmy wiodącym dystrybutorem HP Enterprise, lidera produktowego w segmencie VAD – mówi Zbigniew Mądry, Członek Zarządu ds. Handlowych w AB SA.

    Z prognoz PMR Research wynika, że polskie firmy zamierzają zwiększyć wydatki na IT w 2018 roku o 6 proc. Wiąże się to z dobrą koniunkturą w gospodarce oraz faktem, że po okresie niskiego poziomu inwestycji obecnie przedsiębiorstwa nadrabiają zaległości, zwiększając wydatki na rozwój. W rezultacie Grupa AB podaje, że obserwowała już w czwartym kwartale 2017 roku ożywienie popytu ze strony polskiego średniego i dużego biznesu oraz w ramach obsługi projektów infrastrukturalnych.

    Podsumowanie półrocza

    Od 1 lipca 2017 roku do 31 grudnia 2017 roku Grupa AB wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie 4 646 mln zł i jest to wzrost o 203 mln w stosunku rok do roku. Zysk na działalności operacyjnej wyniósł 57 mln zł w porównaniu do 63 mln rok wcześniej. Zysk netto Grupy w ostatnim półroczu 2017 roku to 39 mln zł i stanowi spadek o 3 mln zł rdr.

  • Uważaj na symbol Unicode, który niszczy sprzęt Apple

    Uważaj na symbol Unicode, który niszczy sprzęt Apple

    Posiadacze urządzeń Apple takich jak iPhone, iPad, Mac czy Watch powinni uważać na specjalny symbol Unicode, który reprezentuję literę z południowoindyjskiego języka telegu. Pojawienie się symbolu na smartfonie powoduje awarię aplikacji wiadomości.

    Żart, który może sprawić wiele problemów

    Błąd, który wykorzystany został do spowodowania awarii urządzeń Apple został umieszczony w wiadomości na Twitterze, WhatsApp, Instagramie oraz Facebooku. Co gorsze, żartownisie zmienili nawet swoją nazwę na taką, która zawierała opisywany symbol.

    Jeden ze specjalistów ds. bezpieczeństwa pokazał, że można także doprowadzić do awarii aplikacji sieciowej macOS jeśli stworzymy hotspot Wi-Fi, który zawierać będzie symbol Unicode. Jeszcze inna osoba poinformowała, że zmieniła swoje nazwisko w aplikacji Uber. Kiedy prosiła o kurs skutecznie utrudniała pracę przewoźników. Twitter skutecznie filtrował tego typu wiadomości automatycznie je blokując. To dobry krok, który pomoże posiadaczom urządzeń Apple na komfortowe korzystanie ze sprzętu.

    To nie pierwszy raz

    Użytkownicy urządzeń z systemem iOS oraz macOS znają już tego typu przypadki. W 2013 roku okazało się, że komputery i smartfony mogą być uszkodzone przez prosty ciąg znaków arabskich, natomiast w 2015 roku atak, „Skuteczna Moc” sprawiał, że za pomocą sekwencji znaków programista mógł zdalnie uruchomić ponownie iPhone’a. W zeszłym miesiącu wykryto także szkodliwy link znany jako „błąd ChaiOS”, który powodował awarie urządzeń wyposażonych w ten system. – informuje Mariusz Politowicz certyfikowany inżynier rozwiązań Bitdefender w Polsce.

    Apple szybko wprowadziło poprawki do wspomnianych przez nas luk dlatego jeśli nie jesteś w stanie usunąć wiadomości posiadających symbol Unicode musisz poczekać na kolejną aktualizację systemu. Producent oprogramowania zablokował także możliwość wysyłania tego znaku w wiadomościach.