Tag: Apple

  • Dowiedz się jak poprawić bezpieczeństwo haseł

    Dowiedz się jak poprawić bezpieczeństwo haseł

    Swobodny dostęp do szybkiego łącza internetowego umożliwił zdalną pracę, nie tylko w domu, ale także w podróży, hotelowym pokoju czy ulubionej kawiarni. Dla pracodawcy oznacza to wyższą wydajność. Dla pracownika – bardziej korzystny balans pomiędzy realizacją zawodową, a życiem osobistym.

    Oznacza to jednak, że firmowe bazy danych oraz całe know-how przedsiębiorstwa nie koncentrują się już jedynie wokół korporacyjnych serwerowni i data center, ale dostępne są poprzez aplikacje chmurowe, systemy CRM, serwery e-mail czy portale webowe.

    Pracownicy korzystający zdalnie z zasobów przedsiębiorstwa łączą się najczęściej za pomocą VPN. Co dzieje się w takim przypadku z hasłami i loginami? Przesyłane za pośrednictwem sieci Wi-Fi, często publicznych, stają się łatwym łupem dla cyberprzestępców.

    Nowe zagrożenia próbują wykraść Twoje hasła. Są w tym coraz bardziej skuteczne.

    Pineapple Wi-Fi – kosztujące nieco ponad 100$ urządzenie, pozostaje w zasięgu finansowym nawet najuboższych hakerów i pozwala stworzyć otwartą sieć-pułapkę. Dzięki urządzeniu mieszczącym się w niewielkim plecaku, można wykradać dane logowania, informacje o urządzeniu lub instalować exploity przejmujące kontrolę nad kamerką urządzenia.

    Niestety, jedno wykradzione hasło, otwiera przed hakerem dostęp do szeregu usług. Jak raportuje LastPass, dostawca usług związanych z zarządzeniem hasłami, ponad 50% użytkowników, rezygnuje z tworzenia osobnych haseł do zastosowań prywatnych i służbowych. Blisko 60% użytkowników stosuje podobne lub takie same hasła w wielu miejscach.

    wg mobile app

    Wieloczynnikowa Autoryzacja MFA

    Odpowiedzią na rosnąca liczbę zagrożeń i znaczenie usług do których hasłami dysponują użytkownicy jest wieloskładnikowa autentykacja. Takie rozwiązanie pozwala zminimalizować podatność użytkowników na różnego rodzaju socjotechniki i zagrożenia typu RAT (remote access trojans).

    Skoro każdy z użytkowników nosi przy sobie smartfona, dlaczego nie wykorzystać go do wzmocnienia bezpieczeństwa? Pierwsze tokeny miały postać breloczka wyświetlającego sześciocyfrowy kod, gotowy do wpisania razem z hasłem ustanowionym przez użytkownika.

    Technologie mobilne upraszczają cały proces. Zaprezentowana po raz pierwszy w czasach świetności BlackBerry technologia “push”, przyczyniła się do wzrostu produktywności na wielu poziomach. Z technologią push można spotkać się już w wielu aplikacjach zwiększających poziom bezpieczeństwa, a ostatnio także w tych służącym autoryzacji użytkowników, za sprawą WatchGuard AuthPoint. W przypadku AuthPointa wystarczy, że telefon wyświetli monit o próbie zalogowania, wymagający jedynie potwierdzenia lub odrzucenia operacji. Zgoda na nawiązanie połączenia, skutkuje bezpiecznym przesłaniem unikalnego OTP, a użytkownik nie musi nawet wiedzieć czym on jest. Zna natomiast kontekst zdarzenia, i to on pozwala mu najlepiej ocenić, czy nie pada ofiarą wyłudzenia danych. Współcześnie stosowane socjotechniki potrafią być bardzo wyrafinowane i trudne w ocenie dla osób niemających na co dzień styczności z cyberbezpieczeństwem. Dlatego część dostawców rozwiązań klasy UTM udostępnia osobne narzędzia służące podniesieniu bezpieczeństwa poprzez wieloskładnikowe uwierzytelnienie.

    Co jednak, jeśli smartfon lub aplikacja zostaną sklonowane? Unikalny kod DNA telefonu pozwala na dodatkową autoryzację dającą pewność, że tylko upoważnieni użytkownicy uzyskają dostęp do chronionych aplikacji i systemów.baner 2 fookin final

    PARTNER ARTYKUŁU

    Net Complex

  • T-Bull nie zwalnia po debiucie – duże ogłoszenie dewelopera

    T-Bull nie zwalnia po debiucie – duże ogłoszenie dewelopera

    T-Bull S.A., deweloper specjalizujący się w produkcji gier mobilnych, otwiera się na nowe rynki podpisując umowę na dystrybucję gier poprzez platformę Xiaomi (Mi Game Center). To ogromny potencjał rynkowy i szansa na ekspansję do Chin dla wrocławskiego studia.

    T-Bull S.A stawia kolejny ważny biznesowo krok podpisując umowę ze spółką z grupy Xiaomi tj. Beijing Wali Internet Technologies Co. Ltd., która będzie odpowiedzialna za dystrybucję, marketing, promocję oraz obsługę gier Emitenta w sklepie Xiaomi/Mi Game Center, na rynku chińskim, tj. na terenie Chińskiej Republiki Ludowej (bez Hong Kongu, Makao i Taiwanu). Pierwszymi zaprezentowanymi produkcjami T-Bull S.A. będą bestsellerowy Top Speed, a w następnej kolejności wyczekiwany sequel w postaci Top Speed 2. Umowa otwiera przed wrocławskim deweloperem drzwi na nowy, ogromny chiński rynek.

    Grzegorz Zowlinski T-BullUmowa na dystrybucję gier na platformie Mi Game Center pozwoli nam dotrzeć do konsumentów, do których wcześniej mieliśmy ograniczony dostęp. – mówi Grzegorz Zwoliński, współzałożyciel i Prezes Zarządu T-Bull S.A. – Największym źródłem pobrań naszych gier jest sklep Google Play, który jest tam po prostu niedostępny. W tej chwili z naszą ofertą możemy trafić do szerokiej grupy blisko 200 milionów azjatyckich graczy preferujących system Android. To ogromny potencjał biznesowy i szansa dla naszej spółki. Zakładamy, że jest to pierwszy etap naszej ekspansji do chińskich sklepów z aplikacjami mobilnymi – dodaje.

    Xiaomi weszło na chiński rynek zaledwie siedem lat temu. Zgodnie z informacjami podanymi przez agencję Newzoo z lipca 2018[1], obecnie jest to piąta największa organizacja w swojej branży na świecie. Firma mogła pochwalić się 250 milionami użytkowników w maju tego roku. Sukcesy Xiaomi odnosi na wielu rynkach – jest to trzecia najbardziej popularna firma produkująca smartfony w Rosji oraz druga w Indiach. Szczególne znaczenie dla T-Bull S.A. ma ta ostatnia pozycja, ponieważ zgodnie z informacjami podanymi przez Newzoo do 2020 roku Indie zdobędą 200 milionów nowych użytkowników smartfonów, co w rezultacie przełoży się na 585 milionów osób z telefonem w ręku. Jak pokazały wcześniejsze statystyki publikowane przez wrocławskie studio, to właśnie w Indiach wiele z ich gier jest pobierana najchętniej.

    Jednak najważniejszym rynkiem dla Xiaomi jest ten rodzimy – to Chiny charakteryzuje ogromna liczba użytkowników, zasobny portfel klienta, a także szeroka perspektywa rozwoju. Zgodnie z raportem Newzoo przez następne trzy lata rynek chiński ma osiągnąć niebagatelną wartość 50,7 miliarda dolarów. Natomiast liczbę osób korzystających z telefonów ze stajni lokalnego producenta, zarejestrowanych w Chinach w maju 2018 szacuje się na 109 milionów. To aż 44 proc. całkowitej bazy klientów Xiaomi.

    Branża gier, a platformy mobilne

    Rynek gier na platformy mobilne rośnie w błyskawicznym tempie. W tym, roku zgodnie z raportem udostępnionym przez Newzoo[2], wartość rynku gier komputerowych szacuje się na 137,9 miliarda USD. Gry na smartfony i tablety stanowią 51 proc. wartości całego rynku, co przelicza się na przychód 70,3 miliarda dolarów. Za tymi liczbami stoi równie imponująca liczba użytkowników – 2,2 miliarda, z których zdecydowana większość to osoby grające na smartfonach. Ponadto, w ciągu najbliższych trzech lat ta wartość ma wzrosnąć prawie o połowę, a urządzenia mobilne mają przejąć dominację z 59 proc. udziałem w rynku gier.

    Z kolei, jak podaje agencja Sensotower[3] przyrost z wydatków na aplikacje w zeszłym roku wyniósł 38,5 miliarda dolarów w Apple App Store oraz 20,1 miliarda dolarów w Google Play. W stosunku rok do roku mówimy o przyroście na poziomie odpowiednio 34,7 proc. dla App Store i 34,2 proc. dla Google Play. Dane z pierwszego półrocza 2018 r. pokazują jeszcze bardziej optymistyczne perspektywy – szacuje się 27,8 proc. przyrostu przychodu w stosunku do odpowiedniego okresu w roku ubiegłym (to ponad 4 miliardy dolarów więcej).

    Produkcja nowych gier, jak zapowiedziany jakiś czas temu Top Speed 2, przejście na główny rynek GPW, czy obecnie podpisana umowa z chińskim producentem smartfonów to jasno określone kamienie milowe, które wrocławska spółka pokonała w ostatnim czasie. Z kolei najbliższa przyszłość niesie przed T-Bull S.A. debiut na popularnej na całym świecie platformie Steam.

    Mimo początkowego spadku entuzjazmu po debiucie Spółki na głównym parkiecie warszawskiej giełdy, deweloper ciągle ma wiele do zaoferowania. Zdaje się, że wejście na GPW nie zapoczątkuje spoczęcia na laurach, a będzie tylko elementem strategii, prowadzącym do umocnienia pozycji firmy na innych obszarach działalności.

    [1] https://newzoo.com/insights/articles/xiaomi-will-it-become-the-new-apple-at-half-the-price/?utm_campaign=Mobile&utm_source=email
    [2]https://resources.newzoo.com/hubfs/Reports/Newzoo_2018_Global_Games_Market_Report_Light.pdf?utm_medium=email&_hsenc=p2ANqtz–iKjrXOf3hm4QG3QQvtLEr8ei2DpvTSWW0DLUpTv1RsHX-1ib3DZShwynmkCSvzxgm23Bq27miZjY4elScmzLiWRJryde_G72MYRHyhY_QyKyoqDM&_hsmi=64244265&utm_content=64244324&utm_source=hs_email&hsCtaTracking=ffa42eb3-9f57-4ca1-bccb-425a3cd98d81%7C075c1c69-ce55-4aba-9c03-5d441d779476
    [3] https://sensortower.com/blog/app-revenue-and-downloads-1h-2018
  • Co Polacy sądzą o fintechach?

    Co Polacy sądzą o fintechach?

    Niemal połowa badanych Polaków ma zaufanie do technologicznych koncernów, takich jak Google, Apple, Facebook czy Amazon (GAFA). Nie jesteśmy jednak jeszcze gotowi, by skorzystać z ich usług finansowych. Ani udostępnić im swoich danych do bankowości internetowej – wynika z tegorocznej edycji badania Blue Media “Podejście Polaków do fintechu”.

    Wchodząca w tym roku w życie unijna dyrektywa PSD2 wprowadza i reguluje podmioty, które po otrzymaniu danych do logowania w bankowości internetowej klienta, będą mogły inicjować w jego imieniu płatność w określonej kwocie do określonego odbiorcy. Takimi podmiotami mogą zostać np. sklepy internetowe czy firmy technologiczne.

    Z dużym dystansem podchodzimy do udostępniania swoich danych bankowych podmiotom zewnętrznym. Jest na to gotowych zaledwie 12 proc. badanych Polaków. Choć warto dodać, że w porównaniu do ubiegłego roku wzrósł odsetek osób, które nie mają zdania na ten temat (z 34 do 38 proc. wskazań).

    Co trzecia osoba spośród tych, które byłyby gotowe udostępnić swoje dane do logowania deklaruje, że mogłaby je udostępnić innemu bankowi (33 proc.). W dalszej kolejności: zaufanemu sklepowi internetowemu (24 proc.), firmie telekomunikacyjnej (23 proc.), operatorowi płatności (19 proc.). Najmniej chętnie udostępnimy te dane takim podmiotom jak Google czy Facebook (8 proc.) – wynika z badania spółki technologiczno-finansowej Blue Media.

    Niebankowe usługi finansowe? Wahamy się

    Banki wciąż mają w Polsce duży kredyt zaufania. Ufa im 73 proc. badanych, podczas gdy koncernom technologicznym – 44 proc. (wzrost o 3 punkty proc. w porównaniu do ubiegłego roku).

    Zaledwie 7 proc. Polaków jest gotowych skorzystać z usług finansowych oferowanych przez inne niż finansowe instytucje. Jest to mniej niż w ubiegłym roku. Ciekawe wnioski płyną jednak z analizy odpowiedzi negatywnych i neutralnych. W ciągu dwóch lat odsetek osób deklarujących, że na pewno nie skorzystają z niebankowych usług finansowych spadł z 81 do 44 proc, a tych niezdecydowanych wzrósł z 13 do 48 proc.

    Osoby deklarujące gotowość do korzystania z niebankowych usług finansowych najchętniej skorzystałyby z produktów globalnych firm technologicznych (należy jednak pamiętać o niewielkiej liczebności próby, poniżej 100 osób).

    W ciągu ostatnich dwóch lat dwukrotnie zmalał także odsetek osób deklarujących, że nie udostępnią żadnych danych osobowych, aby otrzymać korzystniejszą ofertę finansową (z 54 do 27 proc.). Nadal najbardziej chronimy swoje dane logowania do banku oraz, co ciekawe, informacje z mediów społecznościowych.

    Większość Polaków nie zna pojęcia fintech, a tym bardziej nie ma pojęcia, że nowe przepisy umożliwią licencjonowanym podmiotom pobieranie za zgodą użytkownika danych z konta bankowego czy też wykonywanie w jego imieniu transakcji. Dynamika zmian wydaje się jednak jednoznaczna. Choć nie jesteśmy entuzjastycznie nastawieni do niebankowych usług finansowych, to jednak coraz rzadziej mówimy im zdecydowane “nie” – mówi Sebastian Ptak, członek zarządu Blue Media.

  • Nowy CEO grupy OVH

    Nowy CEO grupy OVH

    Z dniem 24 sierpnia 2018 r. Octave Klaba wyznaczył Michela Paulina na stanowisko Prezesa grupy OVH.

    Michel Paulin posiada poparte sukcesami doświadczenie w branży nowych technologii, Internetu oraz telekomunikacji. Pełnił funkcję prezesa spółki telekomunikacyjnej Neuf Cegetel, gdzie zarządzał jej debiutem giełdowym, firmy Méditel (obecnie Orange Maroko) oraz spółki SFR. Nominacja ta łączy się z nowym etapem rozwoju OVH. Michel Paulin poprowadzi realizację strategii Smart Cloud, której celem jest wzmocnienie roli OVH jako alternatywnego lidera chmury. Szczegółowy plan zostanie przedstawiony na zbliżającym się szczycie OVH, 18 października 2018 r.

    Korzystając ze swojego ogromnego doświadczenia oraz znakomitych kompetencji przywódczych, Michel Paulin wesprze nas w przyspieszeniu wdrożenia nowego planu strategicznego – wraz z moją osobą – w roli Prezesa Zarządu. Jestem przekonany, że cechy osobiste Michela Paulina w połączeniu z mocną kulturą organizacyjną zespołów OVH zapewnią rozwój grupy – komentuje Octave Klaba.

    W lutym 2017 r. Octave Klaba ponownie objął funkcję CEO, z założeniem realizacji planu Następnego Poziomu (Next Level). Rozwój OVH został wzmocniony poprzez pierwszą dużą akwizycję (vCloudAir od VMware), a także ekspansję grupy w USA i regionie Azji i Pacyfiku, otwarcie 12 nowych centrów danych i wprowadzenie innowacyjnej strategii produktów i usług cloud. OVH tym samym podjęło wyzwanie związane z suwerennością danych i konkurencją wobec graczy GAFAM* oraz firm, takich jak Alibaba i Tencent.

    Z chwilą powierzenia Michelinowi Paulinowi zarządzania grupą OVH, Octave Klaba w pełni skoncentruje się na zadaniach Prezesa Zarządu.

    Rynek Cloud będzie podlegał globalnej konsolidacji w nadchodzących latach i pragnę, aby OVH, europejski lider, w pełni odegrał swoją rolę. Grupa dopiero rozpoczyna pozaeuropejską ekspansję i wykorzystam moją wiedzę i doświadczenie, aby przyspieszyć jej rozwój. Jako przedsiębiorca chcę także pracować nad promowaniem naszej kultury, naszych wartości i naszych metod tworzenia przedsiębiorstw. Jestem całkowicie przekonany, że Europa musi zbudować i rozwinąć ekosystem europejskich firm, aby zachować cyfrową niezależność od Amerykanów i Chińczyków.

    GAFAM – (Google, Apple, Facebook, Amazon, Microsoft)
  • Facebook wycofuje swoją aplikację VPN ze sklepu iOS App Store

    Facebook wycofuje swoją aplikację VPN ze sklepu iOS App Store

    Facebook wycofał swoją aplikację Onavo Protect VPN ze sklepu iOS App Store po tym, jak Apple uznał, że łamie zasady pozyskiwania danych.

    Aplikację, którą można było bezpłatnie pobrać, promowano jako pomagającą użytkownikom zachować bezpieczeństwo swoich danych podczas korzystania z Internetu. „Blokując potencjalnie szkodliwe witryny internetowe, aplikacja chroniła dane osobowe użytkownika”.

    Użytkownicy Onavo mogli nie mieć świadomości tego, że Facebook wykorzystywał aplikację również do zbierania informacji o innych aplikacjach zainstalowanych na smartfonach iPhone.

    Zgodnie z wytycznymi dla deweloperów Apple’a, zbieranie takich informacji z zamiarem wykorzystania ich w celach marketingowych bądź prowadzenia analiz, nie jest dozwolone. Wbrew temu, dane pozyskane przez Onavo są wykorzystywane do zbierania cennych informacji dla marketerów na temat segmentacji rynku i nawykach klientów o korzystaniu z innych aplikacji.

    Zgodnie ze słowami zawartymi w opisie aplikacji:

    „Onavo może monitorować generowany przez Twoje urządzenie przepływ danych. Analiza wykorzystywanych przez Ciebie aplikacji i danych, oraz odwiedzanych witryn internetowych, pozwoli ulepszyć oferowane przez nas usługi. Ponieważ jesteśmy częścią Facebooka, wykorzystujemy te informacje również do ulepszania jego produktów i usług, uzyskiwania wglądu w to, jakie produkty i usługi cenione są przez ludzi oraz w celu gromadzenia doświadczeń”.

    Według raportu z Wall Street Journal, Apple i Facebook spotkali się w ubiegłym tygodniu, aby omówić obawy dotyczące działania aplikacji. Producent iPhone’a zasugerował, by aplikacja została wycofana ze sklepu App Store. Facebook zgodził się, uznając, że będzie lepiej wycofać aplikację, niż czekać, aż zostanie ona usunięta ze sklepu.

    Rzecznik Facebooka stwierdził, że Apple od początku wiedział, jak działa Onavo:

    Gdy ludzie pobierali Onavo, zawsze stawialiśmy sprawę jasno informując o gromadzeniu danych i o tym, jak są one wykorzystywane. Nasi deweloperzy pracujący na platformie Apple stosują się do ustanowionych dla niej zasad.

    W przeszłości szef Facebooka Mark Zuckerberg i szef Apple’a, Tim Cook, publicznie wyrazili brak zgodności poszczególnych firm w rozumieniu poufności danych.

    Mimo że aplikacja Onavo Protect została wycofana ze sklepu App Store, możliwe jest, że nadal wielu użytkowników darzy ją zaufaniem. W świetle oskarżeń o pozyskiwanie danych, osoby te powinny zachować rozsądek i odinstalować aplikację ze swoich urządzeń. Jeżeli nawet nie przywiązujesz wagi do faktu gromadzenia danych, to miej świadomość tego, że aplikacja nie będzie już otrzymywać aktualizacji, w tym również tych dotyczących bezpieczeństwa. Dlatego jedynym rozsądnym krokiem jest usunięcie jej i znalezienie alternatywnej usługi VPN, która uszanuje twoją prywatność. – komentuje Mariusz Politowicz, inżynier techniczny Bitdefender z firmy Marken.

    Jeszcze jedna sprawa. Facebook wycofał kontrowersyjną aplikację Onavo Protect VPN jedynie ze sklepu z aplikacjami Apple’a. Nadal jest ona dostępna w sklepie Google Play oferującym aplikacje dla Androida, skąd została pobrana ponad 10 milionów razy.

    W przeciwieństwie do Apple’a, Google może nie ujawniać nieczystych praktyk Facebooka dotyczących aplikacji Onavo, ale nie jest to powód, dla którego użytkownicy Androida mogą spać spokojnie. Pomyśl dobrze, jakie aplikacje instalujesz na smartfonie i zawsze się zastanów, jak ich deweloperzy mogą planować wykorzystanie prywatnych danych dla własnego zysku.

  • Smart Home równie popularny jak smartfon?

    Smart Home równie popularny jak smartfon?

    Dzięki procesowi miniaturyzacji i rozwojowi IoT (Internet of Things), systemy Smart Home stają się coraz popularniejsze. Przewiduje się, że wartość inteligentnych rozwiązań dla domu do 2023 r. osiągnie wartość 107,4 mld USD. W tym czasie tempo rozwoju będzie na poziomie 9,5 proc. rocznie. W Polsce wzrost ma jednak wynieść nawet 50 proc. – informuje raport dotyczący rynku smart home przygotowany przez agencję Lucintel. Przyszłość rynku inteligentnego domu wygląda obiecująco dzięki możliwościom, jakie daje integracja funkcjonalności z wielu obszarów: bezpieczeństwa i ochrony domowej, rozrywki, oświetlenia, urządzeń HVAC czy nawet opieki zdrowotnej.

    W 2014 r. Amazon zaprezentował głośnik Echo, który wyróżniał się na tle konkurencyjnych rozwiązań możliwością obsługi głosowej i wykorzystaniem autorskiego systemu sztucznej inteligencji – Alexa. To wydarzenie zainicjowało wyścig producentów na e-pomocników, którzy reagują na komendy wypowiadane przez domownika. Według firmy badawczej Canalys, na całym świecie w 2017 roku sprzedano blisko 40 milionów inteligentnych głośników. Z tego aż 16,1 miliona zostało zakupionych w okresie świątecznym. Głośniki to zaledwie jeden z elementów wyposażenia inteligentnego domu, do którego należy cała grupa urządzeń i rozwiązań. To np. oświetlenie, dzwonki do drzwi, kamery CCTV, okna, rolety, podgrzewacze ciepłej wody, przybory kuchenne czy systemy sterujące ogrzewaniem, czy zraszaczami ogrodowymi.

    Reorganizacja życia

    Zdaniem analityków, rynek rośnie szybko, bo zmienia się wyraźnie nasz sposób życia i zarabiamy coraz więcej. Z jednej strony wydłuża się czas aktywności zawodowej – do roku 2050 osoby powyżej 60 roku życia będą stanowić już 40 proc. społeczeństwa – z drugiej nasze dochody systematycznie rosną. Społeczeństwo staje się coraz bardziej uzależnione od technologii, a jednocześnie domaga się kolejnych nowinek. Z raportu mobiRank 2018 wynika, że z Internetu w Polsce korzysta już ponad 29 milionów osób (78 proc. populacji), a średnio przed ekranem swojego smartfona spędzamy już 2 godziny dziennie. Urządzenia mobilne stały się swoistym „centrum dowodzenia”.

    Według naszych badań, 97 proc. instalatorów w Polsce dostrzega wzrost zainteresowania rozwiązaniami smart home. Wyraźnie widać, że popyt na te rozwiązania rośnie nie tylko globalnie, ale także lokalnie. Do niedawna producenci sceptycznie podchodzili  do sprzedaży systemów inteligentnych domów na naszym rynku. To podejście powoli się zmienia. Choć trudno mówić jeszcze o rewolucji, to bez wątpienia producenci coraz śmielej będą sondować rynek, na czym skorzystają konsumenci – Marcin Kotarski, Product Manager z Purmo.

    Szansa na sukces

    O perspektywach rynku najlepiej świadczą inwestycje przedsiębiorstw. W rozwój technologii smart home zainwestowali giganci tacy jak Apple (Wycena giełdowa spółki: 815 mln USD), Google (750 mln USD), czy Amazon (685 mln USD), – liderzy technologiczni, którzy wyznaczają trendy rynkowe. Żadna z firm nie zamierza ignorować szansy i robi wszystko, by wygrać wyścig o zaufanie i portfele konsumentów. Rodzimy rynek rozwiązań dla inteligentnych domów wycenia się na 126 milionów USD, co stanowi zaledwie promil światowych wydatków. Szacuje się jednak, że do 2022 r. będziemy utrzymywać 50 proc. wartość wzrostu rdr, dzięki czemu rynek osiągnie wartość 629 milionów USD.

    Blaski i cienie

    Karolina Kaszkiewicz, Inżynier Produktu z Purmo Polska zapytana o główne zagrożenia dla rozwoju rynku odpowiada:

    Przede wszystkim jest to brak uniwersalnego standardu obowiązującego wszystkich producentów. Wybierając jedną architekturę musimy rozbudowywać naszą infrastrukturę w oparciu o konkretną opcję. Większość gigantów technologicznych wykorzystuje swoją przewagę nad producentami współpracujących akcesoriów, np. ekspres do kawy, żarówka poprzez umowy na wyłączność w zamian za dodatkowe benefity, jak np. promowanie na swojej stronie – I dodaje – Druga kwestia to niedostateczna wiedza konsumentów na temat możliwości wykorzystania technologii smart home. Możemy oczywiście uruchomić zraszacze, czy zgasić światło, ale równie ciekawa wydaje się optymalizacja energetyczna pod kątem redukcji kosztów za prąd lub ogrzewanie.

    Przyszłością tego sektora są asystenci głosowi, już 7 na 10 zapytanych osób deklaruje, że najbardziej ceni sobie obsługę za pomocą wypowiadanych komend, co pozwala na bardziej „naturalną” interakcję – donoszą wyniki badań przeprowadzonych przez Punchcut.

    Sytuację rynkową podsumowuje Karol Chołuj, Starszy Inżynier Produktu z Purmo:

    Rosnąca świadomość i popularność inteligentnej automatyki domowej zachęca producentów do inwestowania w badania i rozwój w celu tworzenia lepszych i bardziej dopasowanych produktów. Firmy dokonują znacznych inwestycji, aby jednocześnie opracować kilka nowych rozwiązań, co zwiększy szansę dotarcia do szerszej grupy odbiorców orz pozwoli zapracować na zaufanie użytkowników.

  • Ugrupowanie Lazarus atakuje giełdy wymiany kryptowalut

    Ugrupowanie Lazarus atakuje giełdy wymiany kryptowalut

    Badacze z Globalnego Zespołu ds. Badań i Analiz (GReAT), Kaspersky Lab, odkryli nową szkodliwą operację AppleJeus przeprowadzaną przez niesławną grupę Lazarus. Atakujący przedostają się do sieci giełdy wymiany kryptowalut w Azji przy użyciu zainfekowanego trojanem oprogramowania służącego do handlu kryptowalutami. Celem ataku jest kradzież kryptowaluty. Oprócz oprogramowania przeznaczonego dla systemu Windows badacze zidentyfikowali wcześniej nieznaną wersję atakującą platformę macOS.

    To pierwszy przypadek, w którym badacze z Kaspersky Lab zaobserwowali znaną grupę Lazarus dystrybuującą szkodliwe oprogramowanie wymierzone w użytkowników platformy macOS, co powinno zaniepokoić jej wszystkich użytkowników, którzy mają do czynienia z kryptowalutami.

    Jak wynika z analiz zespołu GReAT, do infekcji infrastruktury giełdy doszło, gdy niczego niepodejrzewający pracownik pobrał aplikację innej firmy z legalnie wyglądającej strony organizacji, która tworzy oprogramowanie umożliwiające handel kryptowalutami.

    W kodzie aplikacji nie ma niczego podejrzanego poza jednym komponentem — modułem aktualizacji. W legalnych programach komponenty takie pobierają nowsze wersje programów; w przypadku oprogramowania AppleJeus działał on jak moduł służący do rekonesansu: najpierw gromadził podstawowe informacje o komputerze, na którym został zainstalowany, a następnie wysyłał je do serwera kontroli. Jeśli atakujący zdecydowali, że komputer jest warty ataku, szkodliwy kod powracał pod postacią aktualizacji oprogramowania. Fałszywa aktualizacja instalowała trojana o nazwie Fallchill; jest to stare narzędzie, do którego niedawno powróciło ugrupowanie Lazarus. Dzięki niemu badacze mogli zidentyfikować autora zagrożenia. Po instalacji trojan Fallchill umożliwiał atakującym niemal nielimitowany dostęp do komputera w celu kradzieży cennych informacji finansowych lub zainstalowania służących do tego dodatkowych narzędzi.

    Sytuację pogarsza fakt, że cyberprzestępcy utworzyli program zarówno dla platformy Windows, jak i macOS, która ogólnie jest znacznie mniej podatna na cyberzagrożenia. Funkcjonalność obu wersji szkodliwego programu jest dokładnie taka sama.

    Inną nietypową cechą operacji AppleJeus jest fakt, że pozornie wygląda ona jak atak na łańcuch dostaw. Dostawca oprogramowania służącego do wymiany kryptowalut, które zostało użyte do dostarczenia na komputer ofiary szkodliwego ładunku, ma aktualny certyfikat cyfrowy do podpisywania swojego programu i legalnie wyglądające rekordy rejestracyjne domeny. Jednak — przynajmniej tak wynika z publicznie dostępnych informacji — badacze nie mogli zidentyfikować żadnej legalnie działającej organizacji znajdującej się pod adresem wskazanym w informacji na certyfikacie.

    Ugrupowanie Lazarus, znane ze swoich wyrafinowanych działań i powiązań z Koreą Północną, zasłynęło nie tylko atakami cyberszpiegowskimi i cybersabotażem, lecz również atakami motywowanymi kwestiami finansowymi. Wielu badaczy już wcześniej informowało, że ugrupowanie to atakuje banki i inne duże przedsiębiorstwa finansowe.

    W celu zapewnienia ochrony sobie i firmie przed wyrafinowanymi cyberatakami przeprowadzanymi przez takie grupy jak Lazarus, eksperci bezpieczeństwa zalecają stosowanie się do następujących wskazówek:

    • Nie ufaj automatycznie kodowi, który działa w systemach. Ani legalnie wyglądająca strona, ani solidny profil firmy, ani cyfrowe certyfikaty nie gwarantują, że nie zawierają one backdoorów.
    • Korzystaj z niezawodnego rozwiązania bezpieczeństwa wyposażonego w technologie wykrywania szkodliwego zachowania, które umożliwiają identyfikowanie nawet wcześniej nieznanych zagrożeń.
    • Zadbaj o to, aby pracownicy działu bezpieczeństwa w Twojej firmie regularnie otrzymywali wartościowe raporty zawierające analizę zagrożeń, dzięki którym będą mieli szybki dostęp do informacji o najnowszych trendach w taktykach, technikach i procedurach stosowanych przez wyrafinowanych cyberprzestępców.
    • Jeśli masz do czynienia z poważnymi transakcjami finansowymi, korzystaj z wieloetapowej autoryzacji i portfeli sprzętowych. W tym celu najlepiej jest używać oddzielnego, odizolowanego komputera, który nie służy do przeglądania internetu i czytania poczty e-mail.
    źródło: Kaspersky Lab
  • IoT i bezpieczeństwo w sprzętach domowych

    IoT i bezpieczeństwo w sprzętach domowych

    O tym, dlaczego nie każdy sprzęt powinien być połączony z siecią, w jaki sposób mogą zdradzić nas ekspresy do kawy oraz o tym, dlaczego czajnik z modułem Wi-Fi może być fatalnym zakupem opowiada Dmitry Andrianov, starszy architekt systemów w DataArt.

    Internet rzeczy (IoT) to bardzo ogólny termin. Można go odnieść do jakiejkolwiek sieci urządzeń połączonych ze sobą. Często w ten sposób myślimy o IoT. W rzeczywistości jednak, wszystkie inteligentne czujniki i urządzenia, które kupujemy i instalujemy w naszych domach, są połączone z infrastrukturą w chmurze, a nie ze sobą nawzajem. To do niej wysyłają raporty i z niej otrzymują komendy.

    Jeśli więc inteligentne urządzenia w twoim domu są dziełem różnych producentów, jest więcej niż prawdopodobne, że wysyłają dane do różnych chmur. Idąc dalej, inteligentny dom może wysyłać informacje w szereg różnych miejsc. Czy ktokolwiek przejmuje się, komu i jakie dane są przekazywane?

    I można by powiedzieć – słusznie. Kogo interesuje wilgotność w twojej sypialni, pojemność czajnika, temperatura wody w kąpieli albo pora, kiedy wyłączasz światła w salonie. Ale to ostatnie może przecież wskazać, kiedy nie ma cię w domu. Powiedzmy, że słońce zachodzi o osiemnastej, a światła zazwyczaj włączają się godzinę później. Łatwo wydedukować, że wracasz do domu nie wcześniej, niż właśnie o 19.

    Nie tak dawno mieliśmy do czynienia z niemałym skandalem. Jeden z wiodących producentów gadżetów erotycznych stworzył aplikację na iOS, która pozwalała włączać i wyłączać urządzenia za pomocą smartfona. Okazało się jednak, że program równocześnie nagrywał pliki dźwiękowe i przechowywał je w pamięci telefonu. Niektórzy bali się, że nagrania trafią w niepowołane ręce. Takie eksponowanie szczegółów prywatnego życia użytkowników miało prawo ich bardzo zaniepokoić.

    IoT „to podstawa”

    Zagrożenia wynikające z IoT mogą jednak nie być aż tak oczywiste. Spójrzmy na branżę AGD.  Producenci mają tendencję do łączenia wszystkich nowych urządzeń z internetem. Byłem bardzo zdziwiony, kiedy dowiedziałem się, że mikrokontroler ESP32 kosztuje mniej niż dolara. To maleńki procesor z wbudowaną pamięcią i modułem Wi-Fi. Kosztuje grosze i jest wielkości grosza. Nic więc dziwnego, że producent mikrofalówek lub żelazek nie może powstrzymać się przed wmontowaniem go do swoich urządzań. Wszak jak „wielkie” możliwości otwiera dla klientów.

    W tym miejscu warto sobie przypomnieć, w jako sposób powstał Apple Watch. Jestem niemal pewien, że przy pierwszej wersji urządzenia producent nie był pewien, które jego funkcje „kupią” odbiorców. Dlatego Apple strzelał we wszystkich kierunkach: identyfikacja, płatności zbliżeniowe, funkcje sportowe i wiele innych. Innymi słowy wszystko, co tylko mogło człowiekowi przyjść do głowy. Trzecia wersja zegarka powstała w momencie, w którym Apple zgromadził już statystyki związane z użytkowaniem urządzenia i zrozumiał preferencje klientów. W związku z tym, trzecia odsłona zegarka najbardziej przypomina sprzęt dla sportowców.

    Jestem zdania, że producenci urządzeń AGD podążają tą samą ścieżką, by lepiej wpasować się w preferencje użytkowników. Problem w tym, że robią to kosztem naszego bezpieczeństwa. Dlaczego bowiem pralka powinna być połączona z internetem? Widzę tylko jedno logiczne wyjaśnienie – będzie w stanie sama się zdiagnozować i z wyprzedzeniem zaraportować potencjalne problemy do centrum obsługi klienta. To prawdopodobnie mogłoby być użyteczne. Tylko, że producent opowie raczej o milionie innych korzyści. Z pewnością będziesz mógł uruchomić pranie z poziomu telefonu. Witaj kolejna aplikacjo!

    Najsłabsze ogniwo

    Z internetem można podłączyć też ekspres do kawy. Sprawdzi aktualne ceny ziaren lub nawet kursy walut. Ale nawet jeśli nie wyjawi zbyt wielu sekretów właściciela, nadal może powodować problemy. Każdy łańcuch jest przecież tak mocny jak jego najsłabsze ogniwo. Jeśli ktoś włamie się do systemu ekspresu, pozostałe 25 połączonych z nim urządzeń znajdzie się w niebezpieczeństwie.

    Podobna sytuacja może zdarzyć się z czajnikiem elektrycznym, jeśli producent użył podzespołu z wbudowanym modułem Wi-Fi, które używa domyślnego hasła TELNET. Po połączeniu z czajnikiem, hasło dostępu można uzyskać łatwo, w zaledwie dwóch krokach.

    Jeśli ktoś był w stanie złamać zabezpieczenia w jakimkolwiek urządzeniu połączonym z domową siecią, nie będzie przesadnym stwierdzenie, że włamał się do czyjegoś domu. Prawdopodobnie ze złymi zamiarami. Zasada jest prosta – im więcej połączonych urządzeń znajduje się w twoim domu, tym większe ryzyko ataku.

    Obserwacja czy szpiegowanie?

    Okazuje się wiec, że obawa przed inteligentnymi urządzeniami jest całkiem uzasadniona. O ile jednak obawy, że inteligentne komputery przejmą kontrolę nad światem jest przedwczesna, tak każdy z nas już dzisiaj może łatwo stracić hasła, dzięki „uprzejmości” najbardziej prymitywnego czujnika zainstalowanego w mieszkaniu.

    Równolegle z problemami związanymi z bezpieczeństwem, mamy również szansę zmagać się z innym typem problemów – twoja prywatność może być zagrożona. Inteligentne domy wciąż obserwują i monitorują swoich właścicieli. Zbieranie danych jest przecież jednym z podstawowych zadań inteligentnych urządzeń. Jeśli takie dane dostaną się w niepowołane ręce, obserwacja szybko zamienia się w szpiegowanie.

  • Ewolucja muzyki i jej związek z chmurą

    Ewolucja muzyki i jej związek z chmurą

    Od płyt winylowych, po kasety, płyty CD, odtwarzacze MP3, a ostatnio coraz bardziej popularne serwisy streamingowe. Sposób, w jaki słuchamy muzyki, przez lata, szybko ewoluował, dając nam za każdym razem nie tylko możliwość cieszenia się nowym nośnikiem dźwięku, ale także szansę na przechowywanie coraz większej liczby nagrań na mniejszych nośnikach. Każdy z nich ma swoje plusy i minusy, jednak w dobie rosnącej popularności muzyki w formie cyfrowej, łatwo zapomnieć o wyzwaniach związanych z odpowiednim wynagrodzeniem pracy, które napotykają zarówno artyści, jak i wytwórnie.

    Głosy z rynku mówią o cyfrowej transformacji zapewniającej firmom przewagę konkurencyjną. Jednak w przypadku organizacji zajmujących się prawami do muzyki przyjęcie kultury cyfrowej nie jest wyborem. To kwestia być albo nie być.

    Właśnie tak wyglądała sytuacja w przypadku CMRRA – Kanadyjskiej Agencji ds. Reprodukcji Muzycznej, organizacji zajmującej się licencjonowaniem muzyki, która reprezentuje większość wydawców muzycznych i właścicieli praw autorskich w Kanadzie.

    W 2011 roku CMRRA wraz z resztą branży muzycznej zajmującej się prawami autorskimi stanęła w obliczu drastycznych zmian w modelu biznesowym. Serwisy streamingowe, takie jak Spotify czy Apple Music, znacznie zwiększyły liczbę transakcji z dziesiątek tysięcy do setek milionów, jednak w tym samym momencie przychody z transakcji zmniejszyły się do zaledwie niewielkich „części’ centów.

    W tym nowym świecie digital first, plik zawierający setki milionów transakcji może generować opłaty licencyjne w wysokości 100 000 euro. Dla porównania, w świecie sprzed ery cyfrowej, ten sam plik wygenerowałby miliony euro.

    Aby lepiej przejść proces transformacji, CMRRA potrzebowała solidnego i bezpiecznego rozwiązania, które pomogłoby w zwiększeniu liczby transakcji w opłacalny sposób, jednocześnie umożliwiając kontynuację dystrybucji tantiem dla artystów i innych posiadaczy praw. Firma rozpoczęła swoją podróż, zwracając się do Spanish Point – partnera Microsoft w Irlandii.

    Organizacje zajmujące się prawami autorskimi muszą teraz zidentyfikować każdą piosenkę z dość ubogich metadanych i znaleźć artystów, by móc im zapłacić tantiemy. Po prostu nie ma sposobu, aby to zrobić bez rozwiązania w chmurze.

    Włączając play dla cyfrowej transformacji

    Spanish Point miał już podobne doświadczenia na rynku muzycznym, digitalizując procesy operacyne dla Irish Music Rights Organisation (IMRO), jednak jak wyjaśnia CEO firmy Donal Cullen, nie był to tylko przypadek radzenia sobie ze zwiększonymi wolumenami transakcji: “Istnieje również problem dopasowania milionów strumieniowego przesyłania muzyki ze złymi metadanymi w oparciu o bazę danych milionów piosenek “- stwierdza.

    Wiele organizacji zajmujących się prawami autorskimi nie poradziło sobie ze wzrostem ilości danych, co oznacza, że utwory i nagrania nie zostały odpowiednio licencjonowane lub poprawnie zidentyfikowane. Przychód licencyjny, który powinien był zostać zapłacony autorom piosenek i wydawcom muzycznym, pozostał w firmach streamingowych. Usługi strumieniowe i inne platformy rozrywkowe chcą płacić artystom, to tylko kwestia znalezienia praktycznego sposobu na zrobienie tego- dodaje Cullen.

    Rozwiązanie opracowane przez Spanish Point pozwoliło CMRRA przenieść swoją działalność do chmury, dzięki czemu z powodzeniem radzi sobie z tymi wyzwaniami i generuje więcej dochodów dla swoich członków. Korzystając z zaawansowanych funkcji Microsoft, Spanish Point zapewnił bardziej elastyczną usługę po niższych kosztach niż infrastruktura lokalna lub hostowany u dostawcy usług data center.

    W przeszłości, jeśli utwór był odtwarzany w stacji radiowej, był jednocześnie transmitowany do tysięcy słuchaczy – wyjaśnia Cullen. – Teraz ludzie używają smartfona w samochodach do strumieniowego przesyłania muzyki. Usługi takie jak Spotify i YouTube wysyłają dane do organizacji praw w każdym strumieniu. To zwiększyło ilość danych o trzy lub cztery rzędy wielkości.

    Migracja do chmury rozwiązała problemy skali, elastyczności i rentowności finansowej. “Przed chmurą organizacje inwestowałyby w moc obliczeniową, aby zaspokoić szczytowy popyt” – zauważa Cullen. “Oznaczało to, że system płac musiał być w stanie zaspokoić bardzo wysokie zapotrzebowanie w ciągu jednego lub dwóch dni każdego miesiąca, podczas gdy byłby ledwo używany przez resztę czasu. W modelu chmury klienci płacą faktycznie za to, czego używają i kiedy tego potrzebują. Poza tym, chmura Microsoftu automatycznie dopasowuje się do rozmiarów plików i jej wykorzystanie jest bezpośrednio powiązane z tym, ile zarabiamy my i nasi klienci”.

    Aisling Curtis z Microsoft w Irlandii wierzy, że wyzwania stojące przed przemysłem praw muzycznych świadczą o ogromnej sile cyfrowej kultury. “Jest to świetny przykład cyfrowych zakłóceń i tego, jak można zastosować podejście do transformacji cyfrowej w celu rozwiązania problemów w całej branży”.

    “Obłoki” korzyści

    W wyniku transformacji CMRRA znacznie zwiększyła przychody i obniżyła roczne składki członkowskie członków z 10,5 proc. do 6 proc. Wprowadzone zmiany otworzyły także firmę na szereg nowych możliwości.

    Microsoft ściśle współpracował z Spanish Point nad wieloma projektami transformacji cyfrowej na przestrzeni lat – mówi Aisling Curtis. – Spanish Point to bardzo innowacyjna firma. Eksploruje nowe granice dzięki produktom i platformom firmy Microsoft, co umożliwia klientom dostęp do nowych możliwości biznesowych i zdobycie przewagi konkurencyjnej. Jest to bardzo namacalny przykład tego, jak cyfrowa kultura i transformacja pozwala irlandzkiej firmie rozwiązać ogólnoświatowy problem dla klientów. Jest to definitywny przykład wpływu kultury cyfrowej na współczesny biznes.

  • Inteligentni asystenci trafiają do samochodów

    Inteligentni asystenci trafiają do samochodów

    Wirtualni asystenci głosowi to coraz popularniejszy sposób na komunikację człowieka z urządzeniami elektronicznymi. Siri, Asystent Google czy Alexa są już dostępne nie tylko w smartfonach, lecz także w specjalnych głośnikach. Powoli trafiają także do samochodów, pozwalając na bezdotykową obsługę większości funkcji auta, w tym wyznaczenie trasy, odebranie SMS-ów czy nawet włączenie i wyłączenie silnika. Jako pierwszy inteligentnego asystenta do swoich pojazdów wprowadził Ford, ale w ślad za nim idą następni producenci.

    – Wirtualni asystenci pozwalają nam uzyskiwać informacje i wydawać polecenia samochodowi w taki sposób, jak byśmy rozmawiali z drugim człowiekiem, np. możemy poprosić nasz samochód żeby ustawił nawigację i poprowadził nas do najbliższej włoskiej restauracji, możemy też poprosić nasz samochód żeby sprawdził i poinformował nas, jaki jest aktualnie kurs dolara amerykańskiego, wreszcie możemy podyktować e-mail i poprosić, żeby samochód wysłał go do konkretnej osoby– mówi Patryk Matysiak, współzałożyciel firmy BimmerTech.

    Asystenci głosowi to jeden z najnowszych trendów na rynku automotive. Wśród wielu technologicznych udogodnień mogą mieć jednak największy wpływ na poprawę komfortu jazdy i bezpieczeństwa na drodze. Potencjał drzemiący w asystentach dostrzegli przedstawiciele wszystkich największych koncernów motoryzacyjnych, a posiadacze fordów jako pierwsi mogli skorzystać z asystentki Amazonu zintegrowanej z komputerem pokładowym. Alexę wprowadzono do samochodów z systemem SYNC 3 już w maju 2017 roku, choć nie była to w pełni funkcjonalna wersja asystenta Amazonu.

    Wprowadzenie asystenta głosowego Amazonu planują także inni producenci samochodów.

    – W zeszłym roku BMW ogłosiło, że od tego roku zacznie wyposażać swoje samochody w Alexę. Prawdopodobnie wydarzy się to wraz z wypuszczeniem nowej wersji systemu iDrive, oznaczonej symbolem 7.0. System ten będzie dostępny w najnowszym modelu BMW X5, który z kolei trafi do sprzedaży w II połowie tego roku – mówi Patryk Matysiak.

    Inżynierowie Forda planują, żeby w przyszłości Alexa w ich samochodach była połączona także z systemem zarządzającym inteligentnym domem. Amerykański producent chce, aby za pomocą asystenta w aucie można było np. włączać ogrzewanie w domu czy uruchamiać kamery bezpieczeństwa. Polscy kierowcy będą się jednak musieli prawdopodobnie porozumiewać z asystentem w języku angielskim.

    – Jestem przekonany, że asystent głosowy w BMW będzie również dostępny w Polsce, natomiast nie liczyłbym na to, że będzie dostępny w języku polskim. Będziemy musieli się uzbroić w cierpliwość. Przy każdym nowym języku, który jest wprowadzany przez producentów asystentów głosowych, wymagane są bardzo duże inwestycje, a polski rynek nie jest jeszcze na tyle dojrzały, żeby zagwarantować tym producentom zwrot z takiej inwestycji – przekonuje ekspert.

    Obecnie żaden z popularnych na świecie asystentów głosowych (Amazon Alexa, Apple Siri, Asystent Google) nie komunikuje się z użytkownikiem po polsku. Google od dawna oferuje użytkownikom Androida wyszukiwanie głosowe w języku polskim, ale z pomocą tego narzędzia nie możemy odbierać rozmów telefonicznych, sterować urządzeniami w ramach internetu rzeczy czy kontrolować aplikacji. Amerykański producent potwierdził jednak, że polska wersja językowa Asystenta zadebiutuje jeszcze w tym roku.

    Firma LG z kolei już wprowadziła do swoich urządzeń możliwość komunikacji w języku polskim. W tegorocznej odsłonie telewizorów z linii ThinQ znajdziemy prostego asystenta głosowego, za pomocą którego można obsługiwać urządzenia. System dodatkowo uczy się naszego sposobu komunikacji – im dłużej z nim rozmawiamy, tym lepiej rozumie, czego od niego oczekujemy.

    Według raportu Research and Markets wartość globalnego rynku inteligentnych asystentów głosowych wyniesie w 2023 roku nawet 9 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 32 proc.

  • Projekt E-migracja. Kim są współcześni polscy emigranci?

    Projekt E-migracja. Kim są współcześni polscy emigranci?

    Polscy emigranci bądź ich potomkowie stoją za sukcesem rozpoznawalnych na świecie produktów i marek. Zegarek Patek Phillipe. Pojazd księżycowy LRV. Komputery Apple i Commodore. Serwis YouTube. Aplikacje i platformy Azimo, Booksy, Brainly, Growbots, UXPin. Przybywa osób, które za granicą studiują, pracują lub zakładają firmy. Kim są współcześni cyfrowi nomadzi i e-migranci? Znalezienie odpowiedzi na to pytanie to cel projektu badawczego E-MIGRACJA – Polska Diaspora Technologiczna, prowadzonego przez Muzeum Emigracji w Gdyni i fundację PLUGin.

    Dziś siłą napędową gospodarki opartej na wiedzy są osoby o wysokich interdyscyplinarnych kompetencjach. Wśród nich często są polscy emigranci. Projekt E-migracja. Polska Diaspora Technologiczna, który rozpoczęło Muzeum Emigracji w Gdyni, to pierwsze kompleksowe badanie społeczności polskich profesjonalistów zatrudnionych w innowacyjnych sektorach gospodarki. Partnerem projektu jest londyńska fundacja PLUGin – Polish Innovation Diaspora, zrzeszająca przedstawicieli polskiej diaspory technologicznej na świecie.

    Chcemy dowiedzieć się kim są przedstawiciele polskiej diaspory technologicznej: w jakich zawodach pracują, w czym się specjalizują, gdzie mieszkają. Interesuje nas charakter ich emigracji, czy jest trwały czy czasowy, jakie motywy stały za decyzją o podjęciu pracy za granicą, jakie posiadają plany na przyszłość i czy są one związane z Polską – mówi Sebastian Tyrakowski, zastępca dyrektora Muzeum Emigracji w Gdyni.

    Celem projektu jest zidentyfikowanie, zbadanie i opisanie polskiej „diaspory technologicznej” na świecie. Badanie skierowane jest do Polaków, którzy wyemigrowali, osób o polskich korzeniach oraz ciekawej i coraz liczniejszej grupy transmigrantów i nomadów, a także profesjonalistów, którzy realizują swoje kariery globalnie, ale nie podjęli decyzji o opuszczeniu kraju na stałe.

    – Przygotowaliśmy ankietę zawierającą ponad 30 pytań, dotyczących różnorodnych emigracyjnych doświadczeń. Ankieta jest dostępna na witrynie projektu www.e-migracja.eu. W oparciu o model tzw. kuli śnieżnej chcemy zebrać jak najwięcej danych ilościowych. W drugim kroku planowanym na 2019 rok, przeprowadzimy uzupełniające badania jakościowe. – mówi dr Rafał Raczyński, kierownik działu historyczno-badawczego w Muzeum Emigracji.

    Jeżeli identyfikujesz się z „Polską Diasporą Technologiczna”, działasz w nowoczesnych obszarach gospodarki opartej na wiedzy, wypełnij ankietę na stronie e-migraja.eu i prześlij dalej informację o projekcie wśród Twoich kontaktów. Badanie zajmuje zaledwie kilka minut. Wypełniając ankietę przyczynisz się do lepszego zmapowania i zsieciowania społeczności polskich e-migrantów.

    Projekt dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

  • Prezes UOKiK: monopoliści a przewaga technologiczna

    Prezes UOKiK: monopoliści a przewaga technologiczna

    Komisja Europejska ukarała Google 4,3 mld euro kary za stosowanie praktyk nieuczciwej konkurencji. Najwyższa w historii europejskiego urzędu grzywna to efekt wykorzystywania dominującej pozycji systemu Android w celu promowania swojej wyszukiwarki i przeglądarki. Według prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów taka kara nie musi spowodować zaprzestania tego typu praktyk. Urzędy często nie nadążają za bardzo dynamicznym rozwojem sektora technologicznego, co sprzyja nieuczciwym działaniom. Problem wykorzystywania swojej pozycji na rynku dotyczy także Polski.

    – Google został ukarany przez Komisję Europejską karą ponad 4 mld euro tak naprawdę za to, że wykorzystywał swoją mocną pozycję na rynku systemów operacyjnych. Oprócz świata Apple, to jest ten drugi świat, w którym jest tylko Android. Komisja po zbadaniu stwierdziła, że firma utrudnia działania innym – mówi Marek Niechciał, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

    Kara, jaką Komisja Europejska nałożyła pod koniec lipca na Google, jest najwyższą w historii unijnego urzędu. Za praktyki monopolistyczne i wykorzystywanie swojej dominującej pozycji na rynku systemów operacyjnych (jest zainstalowany na ponad 80 proc. smartfonów na całym świecie), KE ukarała amerykańską firmę grzywną w wysokości 4,3 mld euro, co stanowi ekwiwalent ok. 40 proc. zysku Google za 2017 rok (12,6 mld dol.). Choć kara wydaje się dotkliwa, nie musi oznaczać końca stosowania takich praktyk.

    – Świat technologii bardzo szybko się zmienia i jest problem, żeby urzędy na tyle szybko działały, dopóki ten rynek jest jeszcze możliwy do zmiany czy naprawy. Jak już ktoś rynek opanuje, to pomimo takich kar jest na tyle mocny i silny, że nadal być może będzie wykorzystywał swoją przewagę wynikającą z technologii czy miejsca na rynku wobec tych słabych – twierdzi Marek Niechciał.

    Firma Google nie po raz pierwszy starła się z unijnymi urzędnikami. W zeszłym roku Komisja skrytykowała wykorzystywanie przez nią swojej dominującej pozycji na rynku wyszukiwarek internetowych do promowania własnej porównywarki cenowej. Google uruchomił usługę Froggle już w 2004 roku, jednak w pierwszych latach jej funkcjonowania nie przynosiła spodziewanych zysków. W 2008 roku porównywarka trafiła na samą górę wyników wyszukiwania w wyszukiwarce Google, a konkurencyjne strony zostały zepchnięte na dalsze pozycje. Za takie praktyki Google zostało ukarane przez KE grzywną w wysokości 2,42 mld dol.

    – To jest problem dotyczący firm, które są duże na danym rynku czy w ogóle są w pewnym sensie ekoświatem danego rynku. One powinny uważać na to, jak działają, bo mogą naruszać prawa tych mniejszych, utrudniając im wejście na rynek. Podobne postępowanie było kiedyś wobec Microsoftu – każdy komputer miał zainstalowaną przeglądarkę Microsoftu, więc producenci innych przeglądarek musieli się przebić, żeby użytkownik mógł je zainstalować – przypomina ekspert.

    Niedawno pod lupą polskiego urzędu antymonopolowego znalazła się Poczta Polska, którą podejrzewa się o wykorzystywanie swojej dominującej pozycji na rynku do utrudniania pracy bezpośredniej konkurencji. Państwowe przedsiębiorstwo pocztowe ma wyłączność na doręczanie m.in. przesyłek, których waga nie przekracza 2 kg, w innych sektorach tej branży musi rywalizować z konkurencją. Ta jednak nie ma dostępu do tak rozbudowanej infrastruktury, jaką może się pochwalić państwowy monopolista, dlatego ustalono, że prywatne firmy mogą korzystać z infrastruktury Poczty Polskiej. Ale według UOKiK-u warunki tej współpracy mogą łamać zasady uczciwej konkurencji.

    Poczta Polska w zamian za udostępnienie skrzynek domaga się bowiem przedstawienia informacji o klientach, z którymi współpracują niepubliczni dostawcy. Ponadto firmy zobowiązane są do dostarczenia minimalnej liczby paczek w danym okresie rozliczeniowym, a jeśli nie wypełnią tego wymogu, muszą się liczyć ze znacznie wyższymi opłatami. Takie regulacje mają zniechęcać do współpracy z Pocztą Polską i mogą prowadzić do nieuczciwego przejęcia klientów przez państwowego monopolistę.

    – My też mamy polskie case’y związane z firmami, które są dominujące na jakimś fragmencie rynku, np. w sprzedaży. Jest pytanie: na ile one wykorzystują swoją pozycję? Jest tak, że zabicie tych małych może powodować, że konkurencja nam umrze i to będzie ze szkodą dla wszystkich – przestrzega prezes UOKiK.

    Komisja Unii Europejskiej w postanowieniu ogłoszonym 18 lipca dała Google 90 dni na zaprzestanie wykorzystywania swojej dominującej pozycji na rynku mobilnym. Jeśli w tym czasie nie zaprzestanie stosowania praktyk monopolistycznych, musi się liczyć z nałożeniem kary w wysokości 5 proc. uśrednionego dziennego obrotu Alphabet, spółki matki Google.

    W drugim kwartale 2018 roku wartość biznesu reklamowego Google wzrosła o 24 proc., co pozwoliło Alphabet wypracować przychody na poziomie 26,24 mld dol.

  • All-in-One’y w dystrybucji CK Mediator

    All-in-One’y w dystrybucji CK Mediator

    CK Mediator poszerza swoje kompetencje dystrybucyjne. Z początkiem lipca br., dystrybutor rozszerzył portfolio produktów z kategorii All-In-One. Oferta wzbogaciła się m.in. o iMac’i. Krok ten jest kolejnym etapem w rozwoju dystrybutora.

    Oprócz iMac’ów, w ofercie dystrybutora znajdziemy również komputery All-in-One takich marek, jak: Lenovo, Dell, HP, czy ASUS. Oferowane konstrukcje zwykle nie są demonami wydajności, ale z uwagi na kompaktową i zwartą budowę, mają swoich zwolenników. Przykładowo, osoby chcące zorganizować przestrzeń roboczą w gabinecie, unikając tym samym plątaniny kabli lub po prostu zewnętrznego monitora, który byłby istotny w przypadku korzystania z laptopa.

    Propozycje od CK Mediator

    CK Mediator oferuje 11 nowych modeli AiO w atrakcyjnych cenach.

    • Cztery dostępne AiO od Apple’a to: ME087LL/AK1, ME087LL/AK1+, ME086LL/AK3, oraz ME086LL/AK3+. Wszystkie z 21,5-calowymi ekranami. W ich specyfikacji znajdziemy procesor Intel Core i5 oraz kartę graficzną Intel Iris Pro Graphics 5200 (ME086LL/AK3, ME086LL/AK3+) lub Intel HD Graphics 4600 (ME087LL/AK1, ME087LL/AK1+). Pamięć RAM można rozbudować z 8 do 16 GB. Najtańszy model kupimy za 3799 PLN brutto.
    • Lenovo IdeaCentre 510-A1/ND to, podobnie jak wspomniane wyżej iMac’i, również 21,5-calowy AiO. Posiada procesor AMD A6-9210 oraz kartę graficzną AMD Radeon R4. Co jednak tak naprawdę powinno zainteresować odbiorców? Fakt, że w kwocie 2300 PLN brutto otrzymujemy komputer z 256-gigabajtowym dyskiem SSD, który z całą pewnością usprawni codzienną pracę.
    • Czasami zdarza się, że szukamy możliwie najtańszego komputera, który w domu okazjonalnie posłuży do przeglądania sieci. Cena HP 20-C013 to 1455 PLN brutto. Oczywiście, nie można tu liczyć na topowe komponenty, ponieważ na wyposażenie składa się procesor Intel Celeron J3060 oraz zintegrowana karta graficzna Intel HD Graphics 400, jednak całość bez problemu sprawdzi się jako domowy komputer dla całej rodziny.

    Wszystkie komputery All-in-One dystrybuowane przez CK Mediator posiadają 24-miesięczną gwarancję. Dla wybranych modeli gwarancja jest realizowana w systemie door-to-door. Oferowane produkty dostępne są w sklepach na terenie całego kraju, a także w detalicznym sklepie dystrybutora Funtech.pl.

  • Nowe drukarki Xerox zwiększają efektywność?

    Nowe drukarki Xerox zwiększają efektywność?

    Małe i średnie firmy poszukują efektywnych opcji drukowania, które pozwolą im zwiększyć wydajność, obniżyć koszty oraz uprościć codzienne procesy. Firma Xerox deklaruje, że jej odpowiedzią na te potrzeby są wielofunkcyjne drukarki B1022/ B1025 (MFP).

    Nowe urządzenia wielofunkcyjne Xerox łączą możliwości drukarki, ksero, kolorowego skanera oraz faksu (opcja). B1022/B1025 umożliwiają także szybkie i ekonomiczne generowanie dwustronnych wydruków do wielkości A3.

    Xerox B1022
    Xerox B1022

    Urządzenia umożliwiają bezpośrednie wykonywanie codziennych czynności, takich jak skanowanie i wysyłanie do poczty elektronicznej czy drukowanie z dysku USB. Dodatkowa opcja łączności bezprzewodowej zwiększa wygodę drukowania z urządzeń mobilnych. Komfort obsługi został podniesiony dzięki zastosowaniu kolorowego interfejsu z ekranem dotykowym, który umożliwia sprawną i intuicyjną realizację zadań związanych z drukowaniem, kopiowaniem oraz skanowaniem w biurze.

    Urządzenia wielofunkcyjne są wyposażone w systemy bezpieczeństwa, które chronią dane przed cyberatakami. W przypadku dokumentów zawierających wrażliwe lub poufne informacje została wprowadzona opcja bezpiecznego drukowania, która może być wykorzystana, aby zatrzymać pracę drukarki do momentu wprowadzenia kodu dostępu przez właściciela wydruku.

    Drukowanie z urządzeń mobilnych będzie dostępne i wygodne za pośrednictwem funkcjonalności Apple AirPrint®, Xerox Print Service oraz Mopria® dla systemu Android.

    Xerox B1025
    Xerox B1025
  • T-Bull S.A. w drodze na parkiet główny GPW

    T-Bull S.A. w drodze na parkiet główny GPW

    Wrocławski deweloper gier skierowanych głównie na urządzenia mobilne już od pewnego czasu informował o planach przeniesienia. Dzisiaj spółka robi  duży krok w kierunku głównego parkietu i  prospekt emisyjny. Emisja do 100 tys. akcji ma przynieść środki na rozwój biznesu – w tym wejście w nowy segment gier z rewolucyjnymi tytułami. Inwestorzy indywidualni mogą składać zapisy po cenie maksymalnej wynoszącej 60,00 zł za akcję.

    22 czerwca 2018 roku Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt emisyjny studia T-Bull S.A., które po opublikowaniu dzisiaj – 27 czerwca 2018 roku, planuje emisję do 100 tys. akcji serii F, które będą stanowiły do 8,2% udziału w kapitale spółki. Zakładając powodzenie emisji, liczba akcji spółki wzrośnie z 1,124mln do 1,224mln. Emisja akcji nastąpi w formie subskrypcji otwartej przeprowadzanej w drodze oferty publicznej bez prawa poboru.

    – Przeniesienie notowań na główny parkiet giełdy to jeden z najważniejszych kamieni milowych w naszej długoterminowej strategii rozwoju spółki – mówi Damian Fijałkowski, współzałożyciel i członek Zarządu T-Bull S.A. – Ten krok pozwoli nam na ugruntowanie pozycji rynkowej i mocną inwestycję w przyszłość. Niezmiennie pozostajemy pasjonatami tego, co robimy, a nasi współpracownicy dzielą nasze wartości. Skala tego, co robimy musi jednak stale wzrastać.  – dodaje.

    T-Bull jeszcze trzy lata temu mógł pochwalić się przychodem na poziomie 6,8 mln PLN. W zeszłym roku ta wartość była już ponad dwukrotnie wyższa osiągając blisko14,3 mln PLN przychodu.

    T-Bull do dziś

    Studio deweloperskie T-Bull S.A. założone w 2010 roku specjalizuje się w tworzeniu gier na platformy mobilne, oparte na modelu (F2P). Spółka w swoim portfolio ma około 200 aplikacji publikowanych, w tym dwie topowe produkcje, którymi są Top Speed i Moto Rider GO. Specjalnością wrocławian są gry wyścigowe i FPS, które możemy znaleźć we wszystkich najważniejszych sklepach związanych z urządzeniami mobilnymi.

    – Jako firma zaczynaliśmy od niewielkiego pokoiku, gdzie pracowaliśmy w dwie osoby. Dzisiaj zatrudniamy 55 pracowników i staramy się tworzyć nowoczesną i kreatywną przestrzeń dla całej załogi. Specjalizujemy się w produkcji gier na urządzenia mobilne, jednak nie zawsze tworzyliśmy gry typu F2P. Pamiętam, że na swojej pierwszej grze w ciągu tygodnia od premiery zarobiliśmy jedynie 70 centów, a na kolejnej – 3 dolary. Kilka lat później chwaliliśmy się już pierwszą setką milionów pobrań. Dzisiaj to ponad 329 300 000 – mówi Grzegorz Zwoliński, Prezes Zarządu i współzałożyciel studia T-Bull S.A

    W ostatnim czasie spółka z Wrocławia zapowiedziała kontynuację jednej ze swoich najpopularniejszych gier, czyli Top Speed 2. Produkcja ma być dostępna pod koniec tego roku. W między czasie jednak, T-Bull skupia się na rozwoju biznesowym.

    Spółka z doświadczeniem giełdowym w rozwojowej branży

    T-Bull S.A. jest notowana w alternatywnym systemie obrotu NewConnect od 2016 roku. Doświadczenia giełdowe spółki komentuje Damian Fijałkowski:

    – Dużo nauczyliśmy się od czasu wejścia na NewConnect. Zdajemy sobie sprawę, iż kapitał od inwestorów musi zarabiać. Dlatego dziś szczególną uwagę poświęcamy monetyzacji, która w kluczowym dla nas segmencie gier F2P stanowi fundament płynności na rynku. Sięgamy po kapitał, który będzie inwestycją w nową odsłonę naszego studia, czyli nowy gatunek rozgrywki oraz atrakcyjny dla graczy tryb multiplayer. Jesteśmy pasjonatami i dzielimy się tym  z naszymi graczami – to kluczowy element sukcesu T-Bull S.A.

    Od kilku miesięcy firma udostępnia cykliczne raporty, które pozwalają kontrolować zainteresowanie rynku produktami T-Bull S.A. Z ostatniego analitycznego raportu dowiadujemy się, że T-Bull może pochwalić się już łączną liczbą pobrań w wysokości blisko 330 milionów w ponad 230 krajach na całym świecie. W samym maju ta liczba wynosi ponad 7,5 miliona.

    Spółka działa na rosnącym w dwucyfrowym tempie rynku gier mobilnych. Zgodnie z najnowszym (1Q18) updatem raportu rynkowego Newzoo, wartość rynku gier mobilnych w 2017r. wyniosła 70mld USD, co stanowiło 46% całości rynku gier na świecie. Szacunki Newzoo podają, że udział gier mobilnych już w 2018r. powinien przekroczyć 50% wartości całego rynku gier i rosnąć w tym roku w tempie 25%. W kolejnych latach rynek gier mobilnych powinien utrzymać dwucyfrowe tempo wzrostu, by finalnie w 2021r. przekroczyć barierę 100mld USD.

    Perspektywy rozwoju oparte na THE

    Wysoka liczba pobrań gier wydanych przez T-Bull S.A. w połączeniu ze środkami z emisji 100 tysięcy akcji pozwoli uzyskać spółce środki na rozwinięcie kompetencji w zakresie tworzenia dobrze monetyzujących się gier oraz o rozwinięcie mechanik trybu multiplayer, które zgodnie z przewidywaniami zarządu powinni przełożyć się na większa atrakcyjność wydawanych gier.

    – Zaawansowany tryb multiplayer to w dzisiejszych czasach element niezbędny w grach mobilnych. Dla przykładu po wdrożeniu wstępnej wersji systemu dla wielu graczy w grze Top Speed zaobserwowaliśmy prawie dwukrotny wzrost liczby nowych pobrań każdego dnia, który utrzymuje się na stałym poziomie już od dłuższego czasu. – komentuje Grzegorz Zwoliński. – Możliwość porównywania wyników, współzawodnictwa, czy też wręcz przeciwnie – grania ze znajomymi, tworzeniu stałych grup czy gildii to dla nas must have w kolejnych produkcjach – dodaje.

    Głównym celem spółki na najbliższe lata jest znalezienie się w czołówce najlepszych producentów gier mobilnych na świecie, a także poszerzanie swojego portfolio. W dalszym okresie deweloper myśli o wejściu na rynek PC i konsol. Ponadto, nieprzerwanie T-Bull inwestuje w rozwój swoich rozwiązań technologicznych i optymalizacja modelu biznesowego. Przykładem może być projekt G-CAMP realizowany ze środków pozyskanych w ramach programu GAMEINN.

    Do końca tego roku gracze mają dostać w swoje ręce kontynuację flagowej produkcji T-Bull S.A., czyli Top Speed 2. Jednak wraz z publikacją prospektu, spółka ogłosiła jeden ze swoich najbardziej ambitnych projektów gamingowych w postaci gry THE. Produkcja ma być połączeniem team battlera z city builderem, czyli grą z gatunku, które w branży jest jednym z najlepiej monetyzujących się wśród wszystkich dostępnych na platformach mobilnych. To co prawda zupełnie nowe wyzwanie dla T-Bulla, jednak innowacja załodze z Wrocławia nie jest, ani straszna, ani obca. Tytuł opierać się będzie na strategicznej mechanice w połączeniu z rozbudowanym trybem mutliplayer, pozwalającym na rywalizację z innymi graczami w czasie rzeczywistym na całym świecie. Sama rozgrywka ma polegać za głęboko przemyślanym rozbudowywaniu własnej społeczności na zajętych terenach, podboju nowych ziem oraz walkach i dyplomacji z innymi graczami. Gra docelowo planowana jest na początek roku 2020r, a praca nad nią mają rozpocząć się najwcześniej w roku 2019.

    T-Bull w nowym wydaniu

    Dotychczas spółka osiąga duże wolumeny pobrań produkowanych gier, mogąc pochwalić się blisko 330 milionami ściągnięć ich produktów. Najpopularniejszą platformą, na której dostępne są gry T-Bull jest system Android ze sklepem Google Play, który odpowiada za blisko 65% łącznej ilości pobrań . Następnie są to odpowiednio: Apple App Store, Windows Store, Amazon AppStore, BlackBerry World i inne.

    W ostatnim czasie T-Bull S.A. w ramach konkursu „GameINN” z NCBiR dostał dofinansowanie na opracowanie platformy „G-Camp” służącej do zarządzania treścią, zasobami graficznymi oraz interakcjami w multiplatformowych grach mobilnych. Wartość projektu opiewa na 6,2 mln PLN, z czego kwota dofinansowania z NCBiR to 4,3 mln PLN.

    Mając za sobą wyniki, które od wielu miesięcy utrzymują się na wysokim poziomie, stałe wsparcie partnerów biznesowych w postaci kluczowych sklepów na platformach mobilnych, budżet z konkursu „GameINN” oraz ambitne plany na przyszłość, T-Bull S.A. może bez kompleksów  patrzeć w przyszłość i realizować kolejne założenia ogłoszone w dzisiejszym prospekcie emisyjnym.

  • Biometrię napędzają wycieki danych?

    Biometrię napędzają wycieki danych?

    Jaka prawdopodobna przyczyna może stać za tym, że firmy będą inwestować w uwierzytelnianie danych biometrycznie? Okazuje się, że jest to ostatnia fala naruszeń, ataków oraz wycieków informacji.

    Według nowego raportu firmy badawczej Vanson Bourne, przeprowadzonej na podstawie ankiety wśród 200 administratorów IT (zleconej przez Veridium – dostawcę uwierzytelniania wieloskładnikowego), stwierdzono, że 63 procent odpowiadających, których firmy doświadczyły naruszenia danych, obecnie wdraża uwierzytelnianie biometryczne lub ma w planach to zrobić. Aż 81 procent uważa, że zabezpieczanie hasłem to przeżytek i lepszym rozwiązaniem jest właśnie technologia biometryczna.

    Dodatkowo:

    · 53 proc. odpowiedziało, że ich organizacje doświadczyły naruszenia danych w ciągu ostatnich pięciu lat.

    · 89 proc. odpowiadających stwierdziło, że po wejściu w życie ogólnego rozporządzenia w sprawie ochrony danych (RODO, GPRD), ma wpływ na podejście ich firm do zarządzania danymi obywateli UE oraz ich zabezpieczania.

    · 99 proc. administratorów potwierdziło, że obecnie używa haseł, ale tylko jedna trzecia z nich jest przekonana, że same hasła mogą w wystarczającym stopniu ochronić dostęp.

    · 83 proc. ankietowanych stwierdziło, że ich pracownicy stosują techniki do „ominięcia” zasad tworzenia haseł, do najważniejszych naruszeń należą: przechowywanie haseł w przeglądarce internetowej lub menedżerze haseł (53 proc.), używanie tych samych ciągów znaków w wielu miejscach (50 proc.) i zapisywaniu haseł w plikach tekstowych (41 proc.)

    · Większość respondentów (86 proc.) zgodziła się, że dane biometryczne są najbezpieczniejszą metodą uwierzytelniania zarówno dla firm, jak i klientów.

    W podobnym badaniu przeprowadzonym przez University of Texas, który badał odpowiedzi 1000 amerykańskich obywateli, 58 procent ankietowanych stwierdziło, że nie ma nic przeciwko skanowaniu odcisków palców, a jedna trzecia twierdzi, że nie przeszkadza jej inny typ zabezpieczeń biometrycznych. Badani byli najbardziej niepewni technologii rozpoznawania twarzy, z czego 13-procent w ogóle nie chce używać takiego rodzaju uwierzytelniania.

    Co roku wyłudza się setki milionów euro za pomocą skradzionych danych osobowych, takich jak hasła, numery kart kredytowych i numery PIN. W niektórych miejscach sieci można nawet kupić tego typu informacje – komentuje Mariusz Politowicz, inżynier techniczny Bitdefender z firmy Marken – Biometria w tym wypadku może być rozwiązaniem, gdyż nie można ukraść czyjegoś odcisku palca czy barwy głosu – dodaje.

    Naukowcy z Austin doszli do wniosku, że wzrost popularności biometrii będzie w niedługim czasie szczytował w statystykach. Dziewięćdziesiąt dwa procent ankietowanych twierdziło, że poziom komfortu i poczucia bezpieczeństwa przy używaniu zabezpieczeń biometrycznych podnosi się. Tylko 8 procent odpowiedziało, że nie uważają takiego sposobu za wygodny.

    W zeszłym tygodniu HSBC ogłosiło, że klienci korporacyjni mogą logować się do aplikacji bankowości mobilnej z wykorzystaniem rozpoznawania twarzy. W komunikacie prasowym bank powiedział, że uruchomił usługę w 24 krajach dla HSBCnet, czyli bankowości mobilnej.

    Od pewnego czasu naukowcy twierdzą, że uwierzytelnianie będzie się rozwijać w nowy sposób, głównie dzięki sukcesowi Apple Face ID. Oczekuje się więcej sposobów biometrycznego rozpoznawania osób, które będą identyfikować np. na podstawie ich głosu, sposobu pisania, sposobu chodzenia i nie tylko.

  • Luka w zabezpieczeniach pozwala hakerom na dostęp do aplikacji iOS

    Luka w zabezpieczeniach pozwala hakerom na dostęp do aplikacji iOS

    Niedawno wykryta luka w aplikacjach na iOS może umożliwić hakerom uruchomienie złośliwego kodu w zaatakowanych aplikacjach, pod warunkiem, że urządzenie jest podłączone do sieci Wi-Fi kontrolowanej przez atakującego. Liczba potencjalnie zagrożonych aplikacji szacowana jest na około 10 procent aplikacji dostępnych dla iOS.

    Zespół Jailbreaking, który zgłosił tę lukę, nie opublikował jeszcze żadnych szczegółów technicznych na temat tego, w jaki sposób można wykorzystać błąd oprogramowania. Udostępniono natomiast film z potwierdzeniem jego istnienia.

    „Podczas audytu aplikacji iOS, Pangu Lab zauważył wspólny błąd programowania, który prowadzi do poważnych konsekwencji, takich jak nadpisanie danych, a nawet uruchomienie złośliwego kodu w kontekście aplikacji podlegających usterce”, czytamy na stronie internetowej ZipperDown. „Niespodziewanie odkryliśmy, że 10% aplikacji na iOS mogą być podatne na te same lub podobne problemy.”

    Przekonanie o braku istnienia złośliwego oprogramowania na system iOS to już dawno mit – komentuje Mariusz Politowicz, inżynier techniczny Bitdefender z firmy Marken – Jeszcze kilka lat temu Firma Apple uważała wręcz, że na ich mobilny system wirusów nie ma wcale. Co prawda odsetek malware jest dużo mniejszy niż liczba malware stworzona na Androida. Jednak rosnąca liczba infekcji na platformę iOS powinna nam dać do myślenia – dodaje.

    Spekulacje, że luka w oprogramowaniu może leżeć w powszechnie używanym narzędziu o nazwie ZipArchive, nie zostały jeszcze potwierdzone przez zespół Pangu, który twierdzi, że stara się powstrzymać hakerów przed wykorzystywaniem błędu. Zespół opublikował jednak listę potencjalnie zainfekowanych aplikacji na iOS. Wśród nich znajdują się między innymi Instagram, Pandora, Dropbox oraz Amazon.

    „Ze względu na dużą liczbę potencjalnie dotkniętych aplikacji, nie możemy dokładnie zweryfikować wszystkich wyników. Dla bezpieczeństwa użytkowników końcowych, szczegóły o aplikacji ZipperDown nie są na razie dostępne publicznie.”

    Ponieważ atak opiera się na połączeniu do sieci WiFi, która jest kontrolowana przez atakującego, programiści chcą naprawić zaistniały błąd jak najszybciej. Jednak firma Apple jeszcze oficjalnie nie potwierdziła luki w zabezpieczeniach i nie publikuje wskazówek, co deweloperzy muszą zrobić, aby załatać powstałe dziury.

    Ci sami badacze zauważyli, że błąd może wpłynąć również na aplikacje na Androida, ponieważ wiele popularnych aplikacji na Androida ma tę samą lukę w zakresie programowania.

  • Niespodzianka Adobe – nowy program udostępniony za darmo

    Niespodzianka Adobe – nowy program udostępniony za darmo

    Tak, tutaj śmiało można mówić o rewolucji. Niedawno powstały i wypuszczony z beta testów program Adobe Xd zostaje przez twórców ogłoszony darmowym. Dodatkowo wszystkie funkcje programu są w pełni dostępne.

    Produkt przeznaczony do tworzenia i projektowania interfejsów ma konkurować z szalenie popularnym Sketchem na platformie Apple. Taki ruch ze strony Adobe może w przyszłości zaowocować świetnym rezultatem w postaci zwiększenia znaczenia na rynku narzędzi przeznaczonych dla UX/UI designerów.

    Należy również wspomnieć, że istnieje pewne ograniczenie dotyczące darmowej wersji. Mianowicie możemy tworzyć dowolną ilość interfejsów, jednakże udostępnić możemy tylko jeden na raz. Użytkownicy, którzy zdecydują się na płatną subskrypcję w wysokości 10 dolarów, mogą udostępniać nielimitowaną liczbę interfejsów i prototypów.

    Adobe uruchomiło również fundusz w wysokości 10 milionów dolarów przeznaczony dla użytkowników, którzy będą tworzyć pluginy i wspomogą tworzenie ekosystemu programu Xd.

    Dla branży posunięcie twórców Photoshopa jest zaskoczeniem. Do tej pory programy firmy były uważane za relatywnie drogie. W branży nastąpiło poruszenie i nastało oczekiwanie na odpowiedź konkurencji. A jak wiadomo konkurencja jest zawsze zdrowa. 🙂

  • Grupa AB – stabilnie w pierwszym kwartale

    Grupa AB – stabilnie w pierwszym kwartale

    W trzecim kwartale roku finansowego 2017/2018, tożsamym z pierwszym kwartałem kalendarzowym roku 2018, Grupa AB zanotowała stabilne rok do roku przychody ze sprzedaży o wartości 1,8 mld  zł. Wynik EBITDA miał wartość 21,6 mln PLN, a zysk netto to ponad 10 mln zł (13 mln zł rok wcześniej) przy jednoczesnym ruchu podstawowych wskaźników zadłużenia do strefy konserwatywnej struktury finansowania – wskaźnik zadłużenia ogółem oraz wskaźnik zadłużenia finansowego netto do kapitałów własnych poprawiły się o 5 pkt. proc., do odpowiednio 62 proc. i 49 proc.

    W pierwszym kwartale pokazaliśmy siłę operacyjną na tle rynku dystrybucji IT oraz dynamicznie rozwijaliśmy nowe projekty. Wyniki pierwszego kwartału roku 2018 pokazują, że w każdych warunkach potrafimy generować dobre zyski w oparciu o mocny bilans – zdrowe zapasy, bezpieczne należności i optymalne finansowanie oraz bardzo dobre ratingi w bankach i instytucjach ubezpieczeniowych. Potrafimy także w praktyce realizować strategię rozwoju z wpisanym w nią bezpieczeństwem – komentuje Andrzej Przybyło, założyciel i Prezes Zarządu AB SA.

    Przy analizie rezultatów I kwartału 2018 roku należy zwrócić uwagę na zdywersyfikowany geograficznie i produktowo rozwój Grupy AB. Jednocześnie w omawianym okresie widać było w Polsce istotną presję na marże przede wszystkim w segmencie dystrybucji IT do sieci handlu detalicznego, co jest wynikiem agresywnej polityki handlowej konkurentów.

    Na rynku czeskim i słowackim Grupa AB konsekwentnie umacnia swoją dominującą pozycję na rynku dystrybucji IT. W minionym kwartale poszczególne obszary biznesowe podlegały dalszemu rozwojowi. Jedynie w grupie urządzeń mobilnych na rynku dostępne były produkty w korzystnej ofercie cenowej spoza autoryzowanego kanału sprzedaży, co można wiązać ze osłabieniem dolara (EUR/USD powyżej 1,20) – wskazuje Grzegorz Ochędzan, Członek Zarządu ds. Finansowych w AB SA.

    W Grupie AB w minionym kwartale, podobnie jak w poprzednich okresach, dynamikami wzrostu przekraczającymi 20 proc. w ujęciu rok do roku wyróżniały się zarówno relatywnie nowe obszary produktowe, m.in.  rozwiązania chmurowe (cloud), jak również bardziej dojrzałe projekty biznesowe, jak digital signage czy segment AGD/RTV. Grupa AB już wcześniej pracowała na swoją pozycję jako dystrybutor w modelu Cloud Solution Provider, co, w opinii firmy, poprzez długoterminowy charakter współpracy z użytkownikami, przyczynia się do uprzywilejowanej pozycji do zyskiwania na zmianach modelu dystrybucji.

    Chmura oznacza dla Grupy AB budowę dużego obszaru biznesowego, opartego o przychody abonamentowe. Z kolei klientom finalnym chmura pozwala na elastyczność i skalowalność biznesu, nie obciążając ich kosztami inwestycyjnymi. Firmy cenią sobie rozwiązania abonamentowe również ze względu na fakt, że posiadają dostęp do najbardziej aktualnego oprogramowania i profesjonalnych narzędzi. Model abonamentowy jest wybierany nie tylko przez dojrzałe organizacje, ale też przez start-upy, które z natury nie mają środków na inwestycje w profesjonalny sprzęt w swojej organizacji – podkreśla Zbigniew Mądry, Członek Zarządu ds. Handlowych w AB SA.

    Biorąc pod uwagę sprzedaż sprzętu dla graczy, firma podaje, że w tym obszarze zanotowano wzrosty (+107 proc. rdr w Polsce, +62 proc. rdr w Czechach i na Słowacji). Grupa AB oferuje w tym zakresie ofertę, na którą składa się ponad 7 tys. produktów, w tym Microsoft X-Box oraz Logitech. Co więcej, w zakresie obszaru gaming Grupa AB wykorzystuje kompetencje stworzone w ramach AT Computers, spółki-córki z rynku czeskiego i słowackiego. Wprowadziła ona na lokalny rynek nową sieć franczyzową w formacie shop-in-shop (X-Play) najpierw w Czechach, w ostatnim okresie na Słowacji – łącznie to już 185 POS.

    Siłę rynkową Grupy AB wspiera największa w regionie sieć sklepów franczyzowych, licząca już blisko 1,9 tys. punktów sprzedaży detalicznej – w Polsce to marki Alsen (sprzęt IT, sponsor drużyny e-sportowej A-Team), Optimus (integratorzy), Kakto (RTV/AGD) i Wyspa Szkrabów (zabawki). Sieci franczyzowe Grupy AB to kanał, poprzez który w I kwartale 2018 roku sprzedaż tylko w Polsce wzrosła o 11 proc. rdr.

    Budowany przez blisko 28 lat kanał partnerski to unikalna wartość dodana w skali regionu CEE. Z kolei restrykcyjna polityka kosztowa, zoptymalizowane procesy operacyjne oraz poczynione duże inwestycje w zakresie nowoczesnych rozwiązań logistycznych i automatyzacji procesów sprzedażowych sprawiają, że Grupa AB od lat utrzymuje najniższy w branży wskaźnik kosztów ogólnego zarządu i sprzedaży w relacji do obrotów – SG&A dla Grupy to zaledwie 2,7 proc. To pozwala nam wygrywać w zmieniającym się otoczeniu zewnętrznym bez względu na fazę cyklu koniunkturalnego – podkreśla Prezes Andrzej Przybyło.

    Grupa AB ma w swojej ofercie blisko 100 tys. produktów dostępnych na magazynie. Grupa AB jest także głównym partnerem w regionie dla takich globalnych firm IT, jak m.in Apple, Microsoft, HP Inc., Hewlett Packard Enterprise (HPE), Intel, Dell czy Samsung. Zarząd AB podaje, że dla rozwoju firmy istotny jest również obszar e-commerce.

    Ponadto z informacji firmy wynika, że w I kwartale 2018 r. wygenerowane w sposób całkowicie automatyczny poprzez XML (pełna integracja systemów) obroty wzrosły o 20 proc. rdr, a na dynamikę wzrostu w kolejnych okresach będzie miało pozytywny wpływ przeprowadzenie o 58 proc. więcej rok do roku nowych integracji poprzez XML. O jedną trzecią wzrosła wartość zamówień poprzez moduł Allegro, a 2,5-krotnie wzrosła liczba profesjonalnych prezentacji produktów w trybie 360 stopni, udostępnianych klientom przez Grupę AB.

  • Wyciek prywatnych danych kilkuset użytkowników Drupe App

    Wyciek prywatnych danych kilkuset użytkowników Drupe App

    Jeśli wciąż wchodzisz w spory odnośnie tego, który system operacyjny na urządzenia mobilne jest lepszy pod względem bezpieczeństwa – iOS albo Android – to wiedz, że robisz to niepotrzebnie.

    Problem z bezpieczeństwem danych na smartfonach nie odnosi się wyłącznie do tego, czy korzystasz z iOSa czy z Androida, ale do aplikacji, jakie instalujesz na swoim urządzeniu.

    Okazało się, iż popularna aplikacja na Androida – Drupe, posiadająca ponad 10 milionów pobrań na Google Store udostępniała wiadomości audio, selfie, snapshoty oraz inne wrażliwe materiały swoich użytkowników każdemu, kto je chciał zobaczyć.

    Aplikacja miała uczynić kontakt ze znajomymi o wiele szybszym i sprawniejszym poprzez udostępnienie opcji takich jak szybki telefon, sms, email, czat Google Hangouts czy konwersacja Skype w jednym miejscu.

    Jak raportuje portal Motherbeard, twórcy aplikacji popełnili ogromną gafę.

    Część danych, którą Drupe zbierał od użytkowników była uploadowana na niechroniony internetowy dysk Amazon Web Services gdzie wrażliwe informacje były dostępne dla każdego użytkownika bez potrzeby wpisywania hasła.

    Simone Margaritelli, ekspert do spraw bezpieczeństwa odkrył problem w ten weekend i oszacował, że fotografii i wiadomości głosowych dostępnych dla każdego, kto umiał je znaleźć było kilka miliardów.

    Margaritelli zareagował szybko i zaraz po tym jak Drupe zostało poinformowane o istniejącym problemie, dysk AWS został skonfigurowany w taki sposób, aby nie był dostępny publicznie.

    Drupe jedynie połowicznie przyznaje się do tego co zaszło twierdząc, że „jedynie mała część użytkowników była narażona na wyciek ich prywatnych danych”

    Jednocześnie firma zaprzecza twierdzeniom Simone’a Margaritelli’ego jakoby zapisów danych, które wyciekły, było parę miliardów.

    Odsuwając na bok kwestie ile faktycznie było wspomnianych zapisów, twórcy aplikacji wykazali się dużą nieodpowiedzialnością nie zabezpieczając odpowiednio danych swoich użytkowników – komentuje Mariusz Osiński inżynier techniczny z firmy Marken, która jest oficjalnym przedstawicielem marki Bitdefender w Polsce – Pamiętajmy, że dając dostęp danej aplikacji do naszych danych, udostępniamy je osobom trzecim. Ten przypadek pokazuje, że istnieją firmy, które nie wiedzą jak odpowiednio takie informacje zabezpieczyć.

    Podobnych przypadków w ostatnim czasie było bardzo wiele jeśli wziąć pod uwagę ilość nagłówków dotyczących dysków Amazona. Z powodu zwykłego niedbalstwa koncernów w ten sposób wyciekło bardzo dużo wrażliwych danych.

    Aplikacja Drupe nie jest już dostępna w Google Play Store. Jej twórcy obecnie rozmawiają z Google w sprawie „przetwarzania przez aplikację danych użytkownika”.

    Apkę można pobrać z Apple iOS store, jednak nie wiadomo czy wersja na urządzenia Apple posiada taką samą lukę.

  • Zaawansowana analityka zwiększa skuteczność leczenia i jakość opieki zdrowotnej

    Zaawansowana analityka zwiększa skuteczność leczenia i jakość opieki zdrowotnej

    Przedstawiciele sektora ochrony zdrowia na całym świecie od lat mierzą się z wyzwaniami związanymi m.in. z efektywnością operacyjną, zmieniającym się zakresem realizowanych świadczeń, zarządzaniem i wykorzystaniem budżetu, problemami kadrowymi, a także rosnącymi oczekiwaniami ze strony chorych i ich rodzin. Pacjenci są coraz bardziej świadomi swoich praw, oczekują zaangażowania osób odpowiedzialnych za ich stan zdrowia i chcą mieć realny wpływ na przebieg procesu leczenia. Lekarze i placówki medyczne znajdują się pod coraz większą presją dotyczącą szybkiego i trafnego diagnozowania pacjentów, optymalnego doboru terapii i upowszechniania nowych metod leczenia. Aby sprostać tym wyzwaniom, konieczne jest wprowadzenie istotnych zmian i usprawnień, których nie uda się wdrożyć bez nowoczesnych technologii, w tym zaawansowanych systemów analitycznych.

    Rosnąca rola danych

    W dobie rozkwitu gospodarki cyfrowej mamy dostęp do olbrzymiego zakresu danych medycznych o pacjentach, badaniach, diagnozach i terapiach. Wykorzystanie tych danych to duże wyzwanie dla placówek medycznych i instytucji naukowych, ale również ogromna szansa na rozwój innowacyjnych terapii i poprawę jakości świadczeń lekarskich. Wykorzystanie wysokowydajnych narzędzi do zaawansowanej analizy szerokiego spektrum danych medycznych w takich dziedzinach, jak na przykład genetyka, epidemiologia czy onkologia, zwiększa zakres badań naukowych, pomaga w opracowaniu nowych metod diagnostycznych i skutecznych terapii, zapewnia poprawę opieki zdrowotnej nad pacjentem oraz kompleksowo wspiera i standaryzuje procesy badawczo-rozwojowe nowych leków. Bardzo ważnym kierunkiem są również systemowe działania profilaktyczne, rozwój telemedycyny i tzw. medycyny spersonalizowanej, która daje lekarzom możliwość dopasowania leczenia do danej osoby, a nie do jednostki chorobowej.

    Komputer zaplanuje terapię

    Wykorzystanie danych dotyczących uwarunkowań genetycznych, przebytych chorób i indywidualnych cech pacjenta pozwala przewidzieć, czy dany lek zadziała u konkretnej osoby. Wykorzystanie analityki do stworzenia indywidualnego planu leczenia umożliwia wyeliminowanie tych leków, które nie są skuteczne lub wywołują u pacjenta poważne efekty uboczne, co może przynieść wielomilionowe oszczędności. Szpitale zyskują także cenny czas, efektywnie zwalczając chorobę od momentu jej zdiagnozowania, co jest szczególnie istotne m.in. w przypadku nowotworów, gdzie każdy dzień skutecznej walki z nimi ma ogromne znaczenie.

    Zapobieganie zamiast leczenia

    Koszty, które ponosimy na leczenie są bardzo wysokie, mimo że pakiet świadczeń gwarantowanych przez państwo jest niezwykle rozbudowany. Korzystanie z prywatnych usług medycznych często jest koniecznością, a nie dobrowolnym wyborem. Wynika to głównie z chęci zapewnienia sobie krótszego czasu oczekiwania na wizytę lekarską. Jak wynika z badania Barometr WHC, w Polsce wynosi on ok. 3 miesięcy. Wydatki na prywatną służbę zdrowia mogłyby być znacznie mniejsze, gdyby działania były w większej mierze skoncentrowane na profilaktyce i skutecznym przeciwdziałaniu problemom zdrowotnym różnych grup i całych społeczeństw.

    Z pomocą przychodzą zaawansowane technologie analityczne. Algorytmy umożliwiają określenie ryzyka danego problemu zdrowotnego zanim on wystąpi. Przykładem wykorzystania analityki w działaniach profilaktycznych jest inicjatywa Healthy Nevada Project, mająca na celu ocenę, jak różne czynniki wpływają na stan zdrowia społeczności lokalnej. W ramach badania analizowane są dane genetyczne, kliniczne, środowiskowe i społeczno-ekonomiczne w celu lepszego zrozumienia złożonej zależności między tymi czynnikami i związanymi z tym skutkami dla zdrowia populacji. Dzięki analizie danych dotyczących m.in. płci, wieku czy historii chorób, rozwiązania SAS umożliwiają:

    • określenie, które grupy są szczególnie narażone na problemy zdrowotne,
    • szybszą diagnostykę w oparciu o dane dotyczące objawów i cech pacjenta,
    • optymalizację procesu leczenia.

    Zastosowanie zaawansowanej analityki i sztucznej inteligencji w sektorze ochrony zdrowia nie oznacza zastąpienia personelu medycznego przez komputery i roboty. Jednak lawinowo rosnąca ilość danych medycznych generowanych przez różne aparaty diagnostyczne, a także urządzenia typu wearables, takie jak Apple Watch czy Fitbit, może być szybko i skutecznie przetworzona w użyteczną wiedzę i wykorzystana do przygotowywania zaleceń medycznych tylko przy wsparciu technologii analitycznych. Co ciekawe, wśród większości uczestników badania przeprowadzonego przez SAS w tym roku, wykorzystanie sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia budzi mniej obaw niż w innych branżach – mówi Marek Frysz, Menedżer ds. Sektora Ochrony Zdrowia w SAS.

    Źródła:
    Data-driven management in the healthcare sector – inspiration for change
    Healthy Nevada Project looks to SAS® Analytics to unlock health insights
    Badanie SAS: Wykorzystanie sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia budzi mniej obaw niż w innych branżach