Tag: Sektor publiczny

  • Płatności bezgotówkowe w urzędach 2025: Wzrost o 23% rok do roku

    Płatności bezgotówkowe w urzędach 2025: Wzrost o 23% rok do roku

    Polska administracja publiczna, kojarzona historycznie z biurokracją i papierowym obiegiem dokumentów, przechodzi właśnie najbardziej pragmatyczną fazę swojej transformacji. Najnowsze dane Fundacji Polska Bezgotówkowa za rok 2025 wskazują na trend, który wykracza poza zwykłą wygodę obywatela – to optymalizacja procesów, która zaczyna realnie odciążać budżety samorządowe.

    W ubiegłym roku w sektorze publicznym zrealizowano ponad 12 mln płatności cyfrowych, co oznacza dynamiczny wzrost o 23% rok do roku. Fundacja zainstalowała już ponad 20 tys. urządzeń płatniczych w 3,6 tys. urzędów. Jednak to nie fizyczne terminale, a integracja płatności z ekosystemem mobilnym mObywatel wydaje się być kierunkiem, który najmocniej zmieni krajobraz finansów lokalnych.

    Podatki w zasięgu kciuka

    Modelowym przykładem tej zmiany jest usługa ePłatności. Choć w skali kraju korzysta z niej obecnie 26% mieszkańców, struktura transakcji jasno pokazuje, gdzie leży największy potencjał biznesowy dla samorządów. Aż 75% wszystkich operacji w aplikacji mObywatel dotyczyło podatku od nieruchomości, a kolejne 23% to opłaty za zagospodarowanie odpadów. Łączna kwota 54,5 mln zł przekazana cyfrowo to sygnał, że Polacy są gotowi na pełną digitalizację danin publicznych.

    Tomasz Misiak, wiceprezes Fundacji Polska Bezgotówkowa, podkreśla, że celem jest uczynienie kontaktu z administracją „szybkim i bezpiecznym”. Z perspektywy biznesowej oznacza to przede wszystkim skrócenie cyklu rozliczeniowego i redukcję kosztów obsługi gotówki, co w skali tysięcy gmin przekłada się na wymierne oszczędności operacyjne.

    Infrastruktura zaufania

    Sukces tego wdrożenia opiera się na unikalnym partnerstwie sektora publicznego i prywatnego. Fundacja, wspierana przez gigantów takich jak Mastercard i Visa oraz Ministerstwo Finansów, stworzyła infrastrukturę, która staje się standardem rynkowym. Fakt, że do projektu ePłatności dołączyło blisko 150 samorządów – w tym 50 w ramach dedykowanego programu pilotażowego – sugeruje, że bariera wejścia dla technologii w urzędach systematycznie maleje.

    Dla decydentów i przedsiębiorców z sektora fintech wniosek jest jasny: polski sektor publiczny przestał być cyfrowym skansenem. Staje się on chłonnym rynkiem dla rozwiązań poprawiających efektywność przepływów pieniężnych. Kolejnym krokiem będzie prawdopodobnie automatyzacja płatności cyklicznych, co jeszcze bardziej zacieśni więź między obywatelem a nowoczesnym państwem.

  • Suwerenność czy studnia bez dna? Rząd, Microsoft i miliardy za licencje

    Suwerenność czy studnia bez dna? Rząd, Microsoft i miliardy za licencje

    W lutym 2026 roku polska debata o cyfryzacji weszła w nową, gorącą fazę. Centralny Ośrodek Informatyki (COI) ogłosił ambitny plan: budowę narodowego pakietu biurowego dla administracji publicznej, który miałby zastąpić rozwiązania giganta z Redmond. To ruch wpisujący się w szerszy, europejski nurt „suwerenności cyfrowej” (Digital Sovereignty), ale w polskim wydaniu budzi on tyle samo nadziei, co uzasadnionego sceptycyzmu. Dla biznesu i liderów IT to sygnał, że dotychczasowy model „licencja przede wszystkim” przestaje być jedyną ścieżką rozwoju państwa. Czy jednak Polska jest gotowa na własny „Office”, czy może czeka nas kolejny miliardowy projekt o wątpliwej jakości?

    Dyktat jednego dostawcy: Diagnoza monopolu

    Punktem wyjścia dla inicjatywy COI był raport Fundacji Instrat „Zamówienia na pozór otwarte”, opublikowany pod koniec 2025 roku. Dane są bezlitosne: aż 99% przeanalizowanych zamówień publicznych na oprogramowanie biurowe w Polsce bezpośrednio lub pośrednio faworyzuje produkty Microsoft. W co piątym przetargu konkurencja jest wykluczana wprost, a w pozostałych – poprzez specyficzne wymogi techniczne, które spełnia tylko jeden ekosystem.

    Zjawisko vendor lock-in (uwiązanie u dostawcy) przestało być teoretycznym problemem akademickim, a stało się realnym zagrożeniem dla budżetu państwa. Gdy koszty licencji rosną, administracja nie ma dokąd uciec, bo cała infrastruktura, od poczty po zaawansowane arkusze kalkulacyjne, opiera się na zamkniętych standardach. Szef COI, Radosław Maćkiewicz, stawia sprawę jasno: Polska wydaje na oprogramowanie Microsoftu za duże pieniądze, a te środki mogłyby wspierać rodzimy ekosystem IT.

    Druga strona medalu: Widmo „systemów-miliardowców”

    Kiedy administracja mówi o „budowie własnych rozwiązań”, w sektorze prywatnym zapala się czerwona lampka. Historia polskiej informatyzacji publicznej pełna jest projektów, których koszty liczone były w miliardach, a jakość pozostawiała wiele do życzenia. Symbolem tych obaw jest Kompleksowy System Informatyczny ZUS (KSI ZUS). Według danych z ostatnich lat, utrzymanie i rozwój tego systemu w sześcioletnim cyklu (2015–2020) kosztowało państwo blisko 2,8 miliarda złotych. Co więcej, aktualne kontrakty na samo utrzymanie KSI ZUS opiewają na setki milionów złotych (np. oferta Asseco za blisko 350 mln zł).

    Krytycy słusznie pytają: czy państwo, które boryka się z efektywnym zarządzaniem takimi molochami, powinno porywać się na budowę od zera ekosystemu, który ma konkurować z dopracowywanym przez dekady Microsoft 365? Budowa nowoczesnego pakietu biurowego to nie tylko edytor tekstu, to setki tysięcy godzin pracy programistów, testów bezpieczeństwa i integracji z chmurą. Istnieje realne ryzyko, że „narodowa alternatywa” stanie się kolejną studnią bez dna, w której znikną miliardy z publicznej kasy, a produkt końcowy będzie odstawał od rynkowych standardów.

    Warto przy tym pamiętać o opinii ekspertów dotyczącej jakości oprogramowania budowanego przez COI, np. przy okazji mObywatela. Choć aplikacja cieszy się popularnością, raporty CSIRT MON wskazywały na luki bezpieczeństwa, takie jak „martwy kod” czy podatności w łańcuchu dostaw bibliotek. Skalowanie tych problemów na system, od którego zależeć będzie praca każdego urzędnika w kraju, budzi zrozumiały lęk.

    Lekcja z Hagi: Dlaczego suwerenność to nie tylko oszczędności

    Argumenty o kosztach to jednak tylko część równania. Geopolityczny punkt zwrotny nastąpił w maju 2025 roku, kiedy to prokurator generalny Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK) w Hadze miał utracić dostęp do swojego konta e-mail dostarczanego przez Microsoft. Oficjalnym powodem miały być sankcje nałożone przez administrację Donalda Trumpa.

    Niezależnie od późniejszych zaprzeczeń korporacji, incydent ten przeraził europejskich decydentów. Stało się jasne, że poleganie na amerykańskim modelu SaaS to nie tylko kwestia wygody, ale i wystawienie się na eksterytorialne prawo USA (np. CLOUD Act) oraz decyzje polityczne obcego mocarstwa. To właśnie ten strach napędza dziś migracje w niemieckim landzie Szlezwik-Holsztyn (60 tys. stanowisk przechodzących na Linuksa i LibreOffice) czy w duńskim Ministerstwie Cyfryzacji. W tych przypadkach suwerenność nad danymi jest ceniona wyżej niż wypolerowany interfejs giganta z USA.

    Transparentność oszczędności: Mit „darmowego” Open Source

    Inicjatywa COI ma bazować na rozwiązaniach otwartych (Open Source). To kluczowa informacja, bo obniża ona barierę wejścia – nie musimy pisać wszystkiego od zera, możemy czerpać z takich projektów jak LibreOffice, Collabora Online czy Nextcloud. Jednak w biznesie IT „otwarte” rzadko oznacza „tanie w krótkim terminie”.

    Transparencja oszczędności wymaga uczciwego spojrzenia na TCO (Total Cost of Ownership). O ile koszt licencji Microsoftu (ok. 38–49 mln zł rocznie dla samego ZUS w 2024/25) jest łatwo mierzalny, o tyle koszty ukryte migracji są ogromne. Niemiecki Szlezwik-Holsztyn szacuje, że oszczędzi 15 mln euro rocznie na licencjach, ale jednocześnie inwestuje 9 mln euro w samym tylko 2026 roku w proces transformacji i szkolenia.

    Prawdziwym kosztem narodowego pakietu biurowego będą:

    1. Szkolenia i adaptacja: Urzędnicy przyzwyczajeni do Outlooka mogą drastycznie stracić na wydajności w pierwszym roku pracy z nowym narzędziem.

    2. Utrzymanie i SLA: Open Source wymaga silnych, lokalnych zespołów wsparcia. Zamiast płacić Microsoftowi, będziemy płacić polskim firmom (np. w modelu PPP), co wspiera gospodarkę, ale nie musi oznaczać drastycznego spadku wydatków w budżecie.

    3. Kompatybilność: Miliony historycznych dokumentów.docx i zaawansowanych arkuszy.xlsx muszą działać bezbłędnie. Koszt naprawiania błędów w formatowaniu może pochłonąć miliony.

    Europejski trend: Lyon i Szlezwik-Holsztyn przecierają szlak

    Polska nie jest osamotniona. Lyon, trzecie co do wielkości miasto Francji, już teraz wdraża OnlyOffice i Linuksa na 10 tysiącach stanowisk, argumentując to nie tylko suwerennością, ale i ekologią – otwarte oprogramowanie pozwala na dłuższe korzystanie ze starszego sprzętu. Z kolei niemiecki projekt openDesk, rozwijany przez ZenDiS pod egidą MSW Niemiec, staje się gotowym standardem dla całej Europy.

    To właśnie tu leży szansa dla COI: nie budować „koła od nowa”, ale stać się polskim integratorem europejskich rozwiązań suwerennych. Wykorzystanie Collabora Online w połączeniu z polską chmurą rządową pozwoliłoby uniknąć losu KSI ZUS, a jednocześnie dałoby gwarancję, że dane obywateli nigdy nie opuszczą kraju.

    Wartość dla biznesu

    Inicjatywa COI powinna być odczytywana jako wezwanie do dywersyfikacji. Całkowita rezygnacja z Microsoftu w komercyjnych przedsiębiorstwach jest dziś mało prawdopodobna, ale budowa „hybrydowej odporności” staje się powoli koniecznością.

    Dla polskiego sektora IT to ogromna szansa. Przejście z modelu sprzedaży licencji (gdzie większość marży trafia do USA) na model wysokomarżowych usług wdrożeniowych i utrzymaniowych wokół Open Source może być „kołem zamachowym” dla rodzimych integratorów. Jednak biznes musi patrzeć państwu na ręce. Jeśli „narodowy pakiet” zostanie zamknięty w murach jednej instytucji, stanie się kosztownym pomnikiem. Jeśli natomiast zostanie zbudowany w oparciu o transparentne partnerstwa publiczno-prywatne i otwarte standardy, może stać się fundamentem nowoczesnego państwa, które zamiast płacić „cyfrowy podatek” gigantom, inwestuje we własny intelekt.

    Kluczem do sukcesu nie będzie technologia – bo LibreOffice czy OnlyOffice są już gotowe – ale transparentność wydatkowania tych „zaoszczędzonych” milionów. Prawdziwa suwerenność to zdolność do swobodnego wyboru technologii, a nie przymus korzystania z oprogramowania tylko dlatego, że jest „narodowe”. Polska musi udowodnić, że potrafi budować systemy nie tylko drogie, ale przede wszystkim skuteczne.

  • Zmierzch ePUAP. Rok 2026 i e-doręczenia definitywnie zmieniają cyfrowy krajobraz administracji

    Zmierzch ePUAP. Rok 2026 i e-doręczenia definitywnie zmieniają cyfrowy krajobraz administracji

    Polska administracja cyfrowa zbliża się do punktu zwrotnego, który trwale zmieni sposób komunikacji na linii państwo–obywatel oraz państwo–biznes. Z końcem 2025 roku wygasa okres przejściowy wdrażania e-Doręczeń, co w praktyce oznacza operacyjną emeryturę dla popularnej platformy ePUAP w zakresie pism ogólnych. Radosław Maćkiewicz, dyrektor Centralnego Ośrodka Informatyki (COI), potwierdza, że od 1 stycznia 2026 roku kończy się okres równoważności obu systemów. Od tego momentu każdy elektroniczny wniosek kierowany do urzędu będzie wymagał aktywnego adresu do e-Doręczeń (ADE), a rola ePUAP zostanie zmarginalizowana do przypadków ściśle określonych przepisami szczególnymi.

    Skalę tej cyfrowej migracji obrazują najnowsze dane Poczty Polskiej. W systemie funkcjonuje już ponad dwa miliony skrzynek, z czego aż 75 proc. aktywowano w bieżącym roku. Jako operator wyznaczony, Poczta obsłużyła w 2025 roku około 40 milionów przesyłek elektronicznych, w tym 12 milionów listów poleconych i blisko 27 milionów przesyłek hybrydowych. Choć liczby te robią wrażenie, kluczowa jest statystyka instytucjonalna. Według szefa COI, ponad 55 proc. podmiotów publicznych posiada już skrzynki, co w praktyce pokrywa niemal 100 proc. urzędów, które do tej pory aktywnie korzystały z systemów teleinformatycznych.

    Harmonogram wdrożeń jest sztywny i nieubłagany. Już od 1 stycznia 2025 roku obowiązek korzystania z systemu obejmuje m.in. adwokatów, radców prawnych, doradców restrukturyzacyjnych oraz kluczowe instytucje jak ZUS czy NFZ. Pełna implementacja, obejmująca sądownictwo i organy ścigania, rozpisana jest aż do października 2029 roku, jednak to rok 2026 będzie momentem krytycznym dla większości przedsiębiorców i obywateli.

    Przejście na standard zgodny z unijnym rozporządzeniem eIDAS to jednak nie tylko kwestia legislacyjna, ale i technologiczna. COI wskazuje na przewagi nowej architektury nad starzejącym się ePUAP-em, wymieniając przede wszystkim większe limity rozmiarów załączników oraz – co kluczowe dla sektora IT – szersze możliwości integracji z zewnętrznymi systemami teleinformatycznymi (EZD). System jest sukcesywnie skalowany pod kątem wydajności przetwarzania równoległego, aby sprostać rosnącemu wolumenowi danych. Choć sama rejestracja adresu jest bezpłatna i zajmuje chwilę, dla rynku IT nadchodzi czas ostatecznej weryfikacji gotowości systemów dziedzinowych na nowy standard komunikacji.

  • Agenci AI vs. „stara” automatyzacja. Pułapka hype’u w sektorze publicznym

    Agenci AI vs. „stara” automatyzacja. Pułapka hype’u w sektorze publicznym

    W świecie technologii administracji publicznej rzadko zdarza się sytuacja, w której prognozy budżetowe idą w górę wbrew makroekonomicznej grawitacji. Jednak rok 2026 zapowiada się jako anomalia. Mimo globalnej presji na cięcia wydatków i wyrównywanie bilansów, rządowe działy IT – z wyłączeniem Stanów Zjednoczonych – szykują się na wzrosty budżetów. Powód jest jasny, choć ryzykowny: bezgraniczna wiara w to, że sztuczna inteligencja zmodernizuje usługi publiczne szybciej, niż zdążą się one zestarzeć. Jednak za optymistycznymi słupkami w Excelu kryje się poważne wyzwanie, na które uwagę zwracają analitycy Gartnera: ryzyko zachłyśnięcia się nowinkami kosztem technologicznych fundamentów.

    Gdybyśmy mieli zdefiniować jedno słowo klucz, które otworzy portfele rządowych dyrektorów ds. informatyki (CIO) w nadchodzących kilkunastu miesiącach, byłaby to „produktywność”. To ona staje się nowym świętym graalem cyfrowej administracji, spychając nieco na boczny tor miękkie wskaźniki wizerunkowe. Ale droga do tej produktywności jest wyboista, a mapa drogowa narysowana przez Gartnera pokazuje, że decydenci stoją przed dylematem: inwestować w modną „Agencką AI”, czy łatać dziury w procesach biznesowych?

    Krajobraz inwestycyjny: Wielka Czwórka i nowy gracz

    Liczby płynące z analiz rynkowych są jednoznaczne. Rządy nie planują drobnych korekt, ale technologiczną ofensywę. Aż 85% dyrektorów IT w sektorze publicznym planuje zwiększyć nakłady na cyberbezpieczeństwo. To zrozumiałe – w dobie wojny hybrydowej cyfrowa tarcza jest priorytetem. Zaraz za bezpieczeństwem plasuje się jednak trio innowacji: sztuczna inteligencja (80%), generatywna sztuczna inteligencja (GenAI) (również 80%) oraz platformy chmurowe (76%).

    Szczególnie interesujące jest to, jak szybko ewoluuje apetyt na AI. Jeszcze niedawno rozmawialiśmy o prostych chatbotach. Dziś 74% urzędów już wdrożyło lub planuje wdrożyć AI w ciągu roku, a w przypadku GenAI odsetek ten sięga 78%. Jednak prawdziwą nowością, która elektryzuje branżę, jest tzw. Agentic AI (Agencka Sztuczna Inteligencja).

    W przeciwieństwie do znanych nam modeli, które „tylko” generują tekst czy obrazy, agenci AI mają zdolność do autonomicznego podejmowania działań i realizowania złożonych zadań w imieniu użytkownika. To obietnica urzędnika, który nigdy nie śpi. Nic dziwnego, że blisko połowa (49%) rządowych CIO deklaruje zainteresowanie tą technologią. Dla branży IT to sygnał: klient rządowy szuka rozwiązań, które nie tylko „wspierają”, ale wręcz „wyręczają”.

    Głos rozsądku: Między hypem a rzemiosłem

    W tym technologicznym wyścigu łatwo jednak o zadyszkę. Arthur Mickoleit, główny analityk Gartnera, w swoich prognozach wylewa kubeł zimnej wody na rozgrzane głowy entuzjastów. Choć przyznaje on, że agencka AI wyrasta na potężnego facylitatora transformacji, przestrzega przed zjawiskiem, które w branży znamy aż za dobrze – „hype cycle”.

    Istnieje realne ryzyko, że szum medialny wokół autonomicznych agentów odwróci uwagę decydentów od technologii mniej medialnych, ale znacznie bardziej dojrzałych i niezbędnych. Mowa tu o klasycznym uczeniu maszynowym (Machine Learning) oraz automatyzacji procesów biznesowych (BPM).

    Dla integratorów i dostawców IT płynie stąd kluczowy wniosek: rolą partnera technologicznego w nadchodzących latach nie będzie tylko dostarczenie najnowszej nowinki. Będzie nią edukacja i sprowadzanie klienta na ziemię. Wdrożenie zaawansowanego agenta AI na „brudnych” danych lub w oparciu o niezoptymalizowany, analogowy proces, to prosty przepis na kosztowną katastrofę. Innowacja w sektorze publicznym musi być ewolucją, a nie rewolucją oderwaną od fundamentów. Mickoleit słusznie zauważa, że to właśnie ta kolejna, mniej efektowna fala innowacji będzie niezbędna, by sprostać priorytetom sektora.

    „Sprawdzam”: Koniec sztuki dla sztuki

    Zmiana narracji w rządowym IT jest widoczna również w celach strategicznych. Skończyły się czasy, gdy cyfryzacja była celem samym w sobie. Do 2026 roku technologia ma „dowieźć” konkretne wyniki.

    Ponad połowa dyrektorów (51%) jako główny cel wskazuje zwiększenie produktywności pracowników. To drastyczna zmiana optyki. Do tej pory często mówiono o „doświadczeniu obywatela” (CX) – ten cel, choć nadal ważny (37%), ustępuje miejsca palącej potrzebie wewnętrznej optymalizacji. Rządy zmagają się z brakami kadrowymi i starzejącym się personelem. Technologia ma zasypać tę dziurę.

    W praktyce oznacza to, że CIO są dziś proszeni o twarde dowody na wpływ inwestycji na misję urzędu. Muszą wykazać oszczędności kosztów i realną poprawę jakości pracy. Dla dostawców oprogramowania i usług oznacza to konieczność zmiany języka korzyści – zamiast o „nowoczesności” i „innowacyjności”, trzeba mówić o roboczogodzinach, automatyzacji powtarzalnych zadań i ROI. Presja na wyniki jest wysoka, zwłaszcza że społeczeństwo i nadzorcy budżetowi mają w pamięci lata inwestycji w e-administrację i teraz oczekują dywidendy od tych nakładów.

    Geopolityka wchodzi do serwerowni

    Ostatnim, ale być może najważniejszym elementem układanki na rok 2026, jest suwerenność cyfrowa. Decyzje zakupowe w IT przestały być domeną wyłącznie parametrów technicznych i ceny. Do gry weszła wielka polityka.

    Aż 55% rządowych dyrektorów spodziewa się zmian w sposobie interakcji z dostawcami technologii z powodu napięć geopolitycznych. Lokalizacja dostawcy staje się czynnikiem krytycznym, stawianym na równi z kosztem czy skalowalnością rozwiązania.

    To doskonała wiadomość dla lokalnych i regionalnych firm technologicznych. Blisko 40% decydentów planuje ściślej współpracować z dostawcami mającymi siedzibę w ich regionie. Jest to wyraźny odwrót od bezrefleksyjnego polegania na globalnych hiperskalach. Rządy chcą identyfikować ryzyka w swoich stosach technologicznych, unikać uzależnienia od jednego dostawcy (vendor lock-in) i budować odporność na przyszłe wstrząsy.

    Eksperci Gartnera podkreślają, że identyfikacja zależności i ryzyk staje się nowym standardem. Dla polskiego i europejskiego sektora IT otwiera to okno możliwości. Argument „jesteśmy stąd, podlegamy pod to samo prawo i gwarantujemy suwerenność danych” zyskuje na wadze tak samo, jak specyfikacja techniczna serwera czy funkcjonalność algorytmu.

    Czego potrzebuje rynek w 2026?

    Patrząc na prognozy na rok 2026, widzimy obraz sektora, który jest ambitny, ale też ostrożny. Pieniądze są na stole, ale są to pieniądze znaczone wysokimi wymaganiami.

    Idealny projekt IT dla rządu w nadchodzącym czasie to taki, który łączy ogień z wodą: wykorzystuje potencjał nowoczesnej AI (w tym generatywnej i agenckiej), ale osadza go na solidnych fundamentach procesowych i bezpiecznej, najlepiej lokalnej lub zdywersyfikowanej infrastrukturze.

  • Cyfrowy zastrzyk: Jak fundusze unijne napędzają tech-rewolucję w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej

    Cyfrowy zastrzyk: Jak fundusze unijne napędzają tech-rewolucję w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej

    Fundusze unijne, często postrzegane przez pryzmat skomplikowanych procedur, w rzeczywistości stanowią jeden z najbardziej strategicznych instrumentów transformacji gospodarczej w Europie. To nie jest prosty mechanizm subsydiów, lecz przemyślana, wielomiliardowa inwestycja, której celem jest przekształcenie Europy Środkowo-Wschodniej (CEE) z regionu znanego z efektywnego kosztowo talentu w globalne centrum innowacji.

    Skala tej interwencji jest imponująca – sama Polska w perspektywie finansowej 2021-2027 ma otrzymać ponad 76 mld euro, co czyni ją największym beneficjentem w całej Unii Europejskiej.

    Analiza programów i historii sukcesu firm z regionu pokazuje, że środki te strategicznie przyspieszają cyfrową transformację, wspierają budowę suwerenności technologicznej i systematycznie niwelują lukę innowacyjną w stosunku do Europy Zachodniej.

    To nie tylko deklaracje – twarde dane potwierdzają pozytywny wpływ makroekonomiczny. Analizy Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) wskazują na wymierny wzrost PKB per capita, poprawę wskaźników aktywności zawodowej oraz wyższe wynagrodzenia w regionach objętych wsparciem.   

    Architektura finansowania: od infrastruktury po Deep Tech

    Ekosystem finansowania unijnego jest wielowarstwowy, zaprojektowany tak, aby wspierać firmy na różnych etapach rozwoju. Na poziomie krajowym w Polsce prym wiodą dwa programy: Krajowy Plan Odbudowy (KPO) oraz Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG).

    Krajowy Plan Odbudowy (KPO), zasilany kwotą blisko 60 mld euro, buduje cyfrowe „rusztowanie” dla gospodarki. Kluczowy dla branży IT jest Komponent C: Transformacja cyfrowa, z alokacją około 3,7 mld euro.

    Środki te nie trafiają primarnie do pojedynczych firm, lecz finansują budowę ogólnokrajowej infrastruktury: zapewnienie dostępu do szybkiego internetu, wzmocnienie cyberbezpieczeństwa oraz cyfryzację usług publicznych.

    Choć bezpośrednimi beneficjentami są często podmioty publiczne, tworzy to ogromny rynek dla firm IT dostarczających oprogramowanie, sprzęt i usługi bezpieczeństwa. Przykładem są pożyczki z KPO, dystrybuowane przez Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK), które finansują konkretne projekty cyfryzacyjne, jak wdrożenie systemu LLM w szpitalu w Bolesławcu za 14,5 mln zł.   

    Jeśli KPO buduje fundamenty, to program FENG, z budżetem blisko 8 mld euro, jest turbodoładowaniem dla innowacji bezpośrednio w przedsiębiorstwach . Jego flagowym instrumentem jest „Ścieżka SMART”, która zrywa ze sztywnym podejściem do dotacji.

    Jej modułowa struktura pozwala firmom elastycznie projektować działania, łącząc obligatoryjne moduły B+R lub wdrożenia innowacji z fakultatywnymi, takimi jak cyfryzacja, zielona transformacja czy internacjonalizacja.

    Skala zainteresowania przerosła oczekiwania – w jednym z pierwszych naborów dla MŚP wpłynęło ponad 2700 wniosków na kwotę niemal 24 mld zł, co zmusiło PARP do znacznego zwiększenia budżetu, aby wesprzeć wszystkie 201 pozytywnie ocenionych projektów.   

    Poza programami krajowymi, polskie firmy mają dostęp do paneuropejskich inicjatyw, takich jak Horyzont Europa (budżet 95,5 mld euro na przełomowe badania)  czy Program Cyfrowa Europa (8,1 mld euro na strategiczne wdrożenia AI i cyberbezpieczeństwa) .

    Agenda innowacji: gdzie płyną pieniądze?

    Alokacja funduszy unijnych odzwierciedla strategiczne priorytety technologiczne UE. Dwa obszary wysuwają się na pierwszy plan: sztuczna inteligencja i cyberbezpieczeństwo.

    Sztuczna inteligencja jest postrzegana jako kluczowa technologia prorozwojowa. Raport „CEE AI Challengers” podkreśla ogromny potencjał regionu i postuluje stworzenie regionalnych superklastrów AI, co jest zbieżne z celami UE.

    Finansowanie płynie zarówno na badania podstawowe, jak i na wdrożenia w firmach, a także pośrednio, poprzez fundusze VC, takie jak warszawski Expeditions Fund, który inwestuje w europejskie startupy AI.

    Cyberbezpieczeństwo stało się imperatywem suwerenności. Środki z KPO finansują zabezpieczenie infrastruktury krytycznej , a Program Cyfrowa Europa buduje ogólnoeuropejskie zdolności, wspierając m.in. unijną rezerwę ds. cyberbezpieczeństwa zarządzaną przez ENISA.

    Jednocześnie programy dla MŚP, jak Ścieżka SMART, oferują granty na wdrażanie systemów bezpieczeństwa w firmach.   

    Wyraźnie widać też zwrot w kierunku technologii głębokich (deep tech). O ile adopcja chmury jest już standardem, o tyle strategiczne środki płyną do technologii, które zdefiniują następną dekadę: obliczeń kwantowych, technologii kosmicznych, robotyki i Przemysłu 4.0.

    Coraz mocniej akcentowana jest również synergia zielono-cyfrowa – moduł „zazielenienie przedsiębiorstw” w FENG czy nacisk na kryteria ESG w ocenie projektów pokazują, że największe szanse na finansowanie mają inicjatywy łączące innowacje technologiczne ze zrównoważonym rozwojem.   

    Historie sukcesu: od kodu do globalnego rynku

    Dane pokazują skalę, ale dopiero historie konkretnych firm ujawniają realny wpływ funduszy.

    Creotech Instruments S.A. to przykład firmy, która wykorzystała wielopoziomowy system finansowania. Na poziomie krajowym pozyskała 17,6 mln zł z programu FENG (Ścieżka SMART) na rozwój systemów satelitarnych i dronowych.

    Zbudowane w ten sposób kompetencje pozwoliły jej zdobyć kluczową rolę i alokację 2,2 mln euro w międzynarodowym konsorcjum budującym pierwszy wielkoskalowy komputer kwantowy dla UE w ramach programu Horyzont Europa.

    Biocam S.A., startup z sektora MedTech, rozwija system endoskopii kapsułkowej wspierany przez AI. Na realizację tego przełomowego projektu pozyskał ponad 5 mln zł z regionalnego programu Fundusze Europejskie dla Dolnego Śląska . Dofinansowanie umożliwiło przeprowadzenie zaawansowanych prac B+R i przygotowanie do badań klinicznych – niezwykle kosztownego kroku na drodze do komercjalizacji.

    Sidly, twórca opaski telemedycznej, to z kolei przykład na to, że fundusze wspierają nie tylko badania, ale i ekspansję. Po opracowaniu produktu firma pozyskała ponad 756 tys. zł z programu „Go to Brand” na promocję międzynarodową, w tym udział w kluczowych targach medycznych . Efekt? Produkt z sukcesem wszedł na rynki zagraniczne i został włączony do systemu refundacyjnego we Francji, co jest ogromnym osiągnięciem.

    Kluczowym, choć często pomijanym, elementem strategii UE jest także pośrednie zasilanie rynku poprzez fundusze venture capital. Instytucje publiczne, takie jak Europejski Fundusz Inwestycyjny (EIF) czy PFR Ventures, inwestują w prywatne fundusze, takie jak wspomniany Expeditions Fund.

    Ten z kolei buduje portfel innowacyjnych spółek, wspierając nową generację europejskich czempionów deep tech, jak Orasio (platforma AI do analizy wideo, która pozyskała 16 mln euro) czy Lendurai (estońska firma rozwijająca autonomiczne drony, która zebrała 5,57 mln euro) . Ten model multiplikuje wpływ publicznego kapitału, budując samowystarczalny ekosystem dla innowacji.

    Od beneficjenta do strategicznego partnera

    Analiza wykorzystania funduszy unijnych przez sektor IT w Polsce i CEE prowadzi do jednoznacznego wniosku: mamy do czynienia z kompleksową, wielomiliardową inicjatywą strategiczną, która skutecznie przyspiesza technologiczną transformację regionu.

    Programy unijne tworzą przemyślany, wielopoziomowy system, który wspiera cyfryzację na każdym etapie – od budowy infrastruktury (KPO), przez rozwój regionalny, po finansowanie przełomowych innowacji w firmach (FENG) i badania na światowym poziomie (Horyzont Europa). Kierunki inwestycji są bezpośrednim odzwierciedleniem strategicznych celów UE, a historie sukcesu pokazują, że najbardziej efektywne firmy strategicznie wspinają się po „drabinie” dostępnych instrumentów.

    Najważniejszym zjawiskiem jest jednak fundamentalna zmiana roli Polski i regionu CEE. Z pasywnego odbiorcy funduszy na nadrabianie zaległości, region przekształca się w aktywnego, strategicznego partnera, któremu powierza się realizację kluczowych dla przyszłości Europy projektów w obszarach takich jak technologie kwantowe, kosmiczne i obronność.

    Dla liderów branży technologicznej płynie z tego jasny komunikat: możliwości są ogromne, ale ich wykorzystanie wymaga strategicznego myślenia i dopasowania własnej wizji do długoterminowych celów Unii Europejskiej. Fundusze są dostępne; wyzwaniem i szansą jest przekształcenie ich w innowacje, które zmienią świat.

  • Cyfryzacja usług publicznych w Europie: liderzy, opóźnieni i polski paradoks

    Cyfryzacja usług publicznych w Europie: liderzy, opóźnieni i polski paradoks

    Założenie firmy w kilkanaście minut z poziomu smartfona, bez jednego papierowego dokumentu. Dostęp do całej dokumentacji medycznej za pomocą kilku kliknięć. Rozliczenie podatków dzięki formularzom, które administracja wypełniła za nas.

    To nie wizja przyszłości, lecz codzienność w cyfrowej awangardzie Unii Europejskiej. Jednocześnie w innych krajach członkowskich te same procesy wciąż potrafią być wieloetapową, biurokratyczną drogą przez mękę. Ten kontrast doskonale ilustruje rewolucję, jaką jest cyfryzacja usług publicznych – fundamentalna zmiana w relacjach między państwem, obywatelem a przedsiębiorcą.

    Aby mierzyć postępy w tej transformacji, Komisja Europejska od 2014 roku publikuje Indeks Gospodarki Cyfrowej i Społeczeństwa Cyfrowego (DESI). To kluczowe narzędzie analityczne, które ocenia kraje w czterech obszarach: kapitale ludzkim, łączności, integracji technologii cyfrowych oraz cyfrowych usługach publicznych.

    Od 2023 roku wskaźniki DESI stały się częścią programu „Droga ku cyfrowej dekadzie”, wyznaczającego dla całej Unii ambitne cele na 2030 rok, takie jak 100% dostępność kluczowych usług publicznych online.

    Analiza danych DESI maluje obraz Europy dwóch prędkości. Z jednej strony mamy grupę liderów, którzy wyznaczają światowe standardy, z drugiej – peleton państw wciąż nadrabiających zaległości. Polska zajmuje w tym krajobrazie pozycję fascynującą i pełną sprzeczności – kraju, który w pewnych aspektach e-administracji imponuje, a w innych pozostaje daleko w tyle.

    Unijni liderzy: anatomia cyfrowego sukcesu

    Na szczycie europejskich rankingów cyfryzacji od lat plasuje się ta sama grupa państw: kraje skandynawskie (Finlandia, Dania), Beneluksu (Holandia, Luksemburg) oraz absolutny fenomen w tej dziedzinie – Estonia. Do czołówki dołączyły też państwa takie jak Malta czy Hiszpania, które w ostatnich latach wykonały ogromny skok jakościowy.

    Ich sukces nie jest dziełem przypadku, lecz wynikiem spójnej, wieloletniej strategii opartej na kilku filarach.

    Po pierwsze, długofalowa wizja i wola polityczna. W tych krajach cyfryzacja jest strategicznym priorytetem państwa, kontynuowanym niezależnie od zmian na scenie politycznej. 

    Po drugie, strategiczne inwestycje. Liderzy nie tylko przeznaczają na ten cel pokaźne środki, ale też efektywnie wykorzystują fundusze unijne, takie jak Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF). 

    Po trzecie, solidne fundamenty. Wysoki poziom e-usług jest nierozerwalnie związany z kompetencjami cyfrowymi społeczeństwa i powszechnym dostępem do ultraszybkiego internetu – obszarach, w których kraje nordyckie są światową czołówką.

    Najważniejszym czynnikiem jest jednak kultura zaufania. Obywatele w krajach skandynawskich czy Estonii ufają, że państwo będzie przetwarzać ich dane w sposób bezpieczny i transparentny. To zaufanie jest walutą, która umożliwia wdrażanie zaawansowanych usług, takich jak cyfrowa tożsamość (eID) czy scentralizowana e-dokumentacja medyczna.

    Te elementy tworzą „efekt koła zamachowego”. Udane wdrożenie jednej kluczowej usługi buduje zaufanie i przyzwyczaja obywateli do interakcji z państwem online. To z kolei tworzy popyt na kolejne, coraz bardziej zaawansowane rozwiązania, napędzając dalszy rozwój.

    W ten sposób liderzy nie tylko utrzymują przewagę, ale wręcz ją powiększają, sprawiając, że dogonienie ich staje się dla reszty stawki zadaniem niezwykle trudnym.

    Aby zrozumieć, jak to działa w praktyce, wystarczy spojrzeć na kilka przykładów:

    • Estonia to globalny wzorzec „cyfrowego narodu”, w którym 99% usług publicznych jest dostępnych online. Kręgosłupem systemu jest X-Road, bezpieczna platforma wymiany danych, która realizuje zasadę „once-only” – obywatel podaje swoje dane administracji tylko raz. Każdy Estończyk posiada cyfrowy dowód tożsamości (e-ID), który pozwala składać prawnie wiążący podpis, oszczędzając każdemu średnio pięć dni roboczych rocznie. Kraj poszedł nawet o krok dalej, tworząc e-Rezydencję – program umożliwiający przedsiębiorcom z całego świata zdalne założenie i prowadzenie firmy w UE.
    • Dania jest mistrzem w projektowaniu usług zorientowanych na użytkownika. Zamiast zmuszać obywateli do nawigowania po skomplikowanej strukturze urzędów, Dania skonsolidowała usługi w portalach opartych na „zdarzeniach życiowych”. Borger.dk to jedno okienko dla obywateli do załatwienia niemal każdej sprawy, od podatków po zapisanie dziecka do szkoły, a virk.dk jest jego odpowiednikiem dla biznesu.
    • Finlandia i Holandia to przykłady pragmatyzmu i innowacji. Finlandia rozwija proaktywne usługi oparte na sztucznej inteligencji (program AuroraAI), które mają antycypować potrzeby obywateli w kluczowych momentach życia. Siłą Holandii są z kolei niezwykle solidne fundamenty – najwyższe w UE wskaźniki kompetencji cyfrowych społeczeństwa i doskonała infrastruktura, na których opiera się cały ekosystem usług skupionych wokół tożsamości cyfrowej DigiD.

    Polski paradoks: lider w ogonie stawki

    Analiza pozycji Polski na cyfrowej mapie Europy prowadzi do zaskakujących wniosków. W ogólnym rankingu DESI 2022 Polska plasuje się w końcówce, zajmując 24. miejsce na 27 państw. Nasze wyniki w kluczowych obszarach, takich jak kapitał ludzki czy integracja technologii cyfrowych przez firmy, są znacznie poniżej średniej unijnej.

    Jednak w tym ponurym obrazie jest jeden jasny punkt: cyfrowe usługi publiczne. W tej kategorii Polska nie tylko radzi sobie relatywnie najlepiej, ale wykazuje jedną z najwyższych dynamik poprawy w całej Unii. W kilku kluczowych wskaźnikach wręcz przegoniliśmy europejską średnią:

    • Wstępnie wypełnione formularze: Aż 78% formularzy online w polskiej administracji jest wstępnie wypełnionych danymi, które państwo już posiada (średnia UE: 68%).
    • Dostęp do e-dokumentacji medycznej: Dzięki systemom takim jak Internetowe Konto Pacjenta (IKP), 86% Polaków ma dostęp do swoich danych medycznych online (średnia UE: 72%).

    Te sukcesy to owoc rozwoju takich platform jak portal gov.pl, aplikacja mObywatel czy Platforma Usług Elektronicznych ZUS. Jednak za tą imponującą fasadą kryje się głębszy problem. Mimo że tworzymy zaawansowane i dobrze oceniane w benchmarkach usługi, ich realne wykorzystanie przez obywateli jest alarmująco niskie.

    Zaledwie 37% Polaków korzysta z e-administracji, podczas gdy średnia w 16 krajach UE przekracza 50%, a w Danii sięga 73%.

    Mamy więc do czynienia z ryzykiem cyfrowej „wioski potiomkinowskiej”. Zbudowaliśmy nowoczesne e-usługi, które świetnie wypadają w technicznych audytach, ale stoją one na słabych fundamentach – jednych z najniższych w UE wskaźników kompetencji cyfrowych społeczeństwa. Istnieje głęboki rozdźwięk między dostępnością a adopcją usług. To właśnie ten rozdźwięk jest największym wyzwaniem dla polskiej transformacji cyfrowej.

    Strategia 2035: plan na cyfrowy skok

    W październiku 2024 roku polski rząd zaprezentował projekt „Strategii Cyfryzacji Polski do 2035 roku” – dokument, który jest próbą kompleksowej odpowiedzi na opisane wyżej wyzwania. Jego ambicje są rewolucyjne. Do 2035 roku 100% spraw urzędowych ma być załatwianych cyfrowo, 20 milionów Polaków ma posiadać cyfrowy portfel tożsamości w aplikacji mObywatel, a liczba specjalistów ICT ma wzrosnąć do 1,5 miliona. Na realizację tych celów do 2030 roku ma zostać przeznaczone 100 mld zł.

    Co jednak ważniejsze, strategia ma charakter holistyczny. Wprost mówi o konieczności zakończenia „silosowości” w administracji i łączy rozwój e-usług z potężnymi inwestycjami w fundamenty: kompetencje cyfrowe (cel: 85% obywateli z podstawowymi umiejętnościami), infrastrukturę i cyberbezpieczeństwo.

    To dowód na zrozumienie, że nie da się osiągnąć trwałego sukcesu, budując kolejne aplikacje bez równoległej pracy nad umiejętnościami i zaufaniem obywateli.

    „Strategię 2035” należy postrzegać jako próbę „odpalenia własnego koła zamachowego”. To plan na gwałtowne przyspieszenie, które ma pozwolić nie tylko nadrabiać zaległości, ale realnie zamknąć lukę rozwojową dzielącą nas od europejskich liderów.

    Od technologii do ludzi

    Cyfrowa transformacja Europy to proces, który obnaża głębsze różnice w kapitale społecznym, zaufaniu i długofalowym planowaniu. Polska, mimo imponującego postępu w tworzeniu e-usług, wciąż zmaga się z fundamentalnym wyzwaniem: jak sprawić, by zaawansowane narzędzia stały się powszechnie używane i dostępne dla wszystkich.

    Nowa strategia cyfryzacji stawia właściwą diagnozę, przenosząc punkt ciężkości z samej technologii na budowanie kompetencji i zintegrowanego ekosystemu. Jej sukces będzie zależał od konsekwencji we wdrożeniu.

    Prawdziwą miarą powodzenia nie będzie bowiem liczba nowych aplikacji, ale odsetek obywateli, którzy potrafią z nich świadomie, bezpiecznie i efektywnie korzystać. Droga od „wioski potiomkinowskiej” do w pełni cyfrowego narodu to nie technologiczny sprint, ale edukacyjny i społeczny maraton.  

  • Cyfrowy wyścig zbrojeń w Europie: gdzie polski integrator może szukać zleceń w sektorze publicznym?

    Cyfrowy wyścig zbrojeń w Europie: gdzie polski integrator może szukać zleceń w sektorze publicznym?

    Europejski sektor publiczny przeżywa transformację na bezprecedensową skalę. Pandemia, działając jak globalny test warunków skrajnych, obnażyła dekady zaniedbań i stała się potężnym katalizatorem zmian. Dziś, napędzana strumieniem finansowania z unijnych programów, cyfryzacja przestała być opcją, a stała się strategicznym imperatywem.

    Dla polskich firm z sektora IT otwiera to historyczną szansę na ekspansję i realizację lukratywnych kontraktów. To nie jest kolejna fala modernizacji – to prawdziwy, finansowany centralnie cyfrowy wyścig zbrojeń.

    Kompasem wyznaczającym kierunek tych zmian jest program „Cyfrowa Dekada 2030”. Komisja Europejska określiła w nim ambitne cele: do końca dekady 100% kluczowych usług publicznych ma być dostępnych online, a każdy obywatel UE powinien mieć dostęp do cyfrowej tożsamości (e-ID).

    Silnikiem napędowym tych inwestycji jest Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF). W skali całej Unii mówimy o dziesiątkach miliardów euro przeznaczonych bezpośrednio na projekty cyfryzacyjne w administracji, e-zdrowiu czy e-sprawiedliwości.   

    W tym dynamicznym krajobrazie intuicyjnym kierunkiem wydawałyby się rynki cyfrowych liderów, jak Estonia czy Malta. Jednak największy potencjał na nowe, wielkoskalowe projekty leży gdzie indziej – w krajach, które można określić mianem „ambitnych pretendentów”.

    Są to państwa, które, startując z niższego pułapu, dzięki determinacji politycznej i funduszom z RRF, dynamicznie nadrabiają zaległości. To właśnie tam polski integrator ma szansę stać się nie tylko dostawcą, ale strategicznym partnerem w narodowej transformacji cyfrowej.

    Mapa cyfrowej Europy: liderzy, maruderzy i wschodzące gwiazdy

    Aby precyzyjnie zidentyfikować najbardziej obiecujące rynki, konieczne jest zrozumienie, jak mierzy się cyfrową dojrzałość administracji. Kluczowym narzędziem jest coroczny raport eGovernment Benchmark, który ocenia usługi publiczne w 35 krajach Europy z perspektywy „zdarzeń życiowych”, takich jak założenie firmy czy utrata pracy. Analizuje on usługi pod kątem ich orientacji na użytkownika, przejrzystości, wykorzystania kluczowych technologii (jak e-ID) oraz dostępności transgranicznej.   

    Najnowszy raport z 2024 roku rysuje fascynujący obraz. Średni wynik dla krajów UE27 wynosi 76 na 100 punktów, co świadczy o stałym postępie. Jednak analiza pozwala podzielić rynki na trzy segmenty:   

    • Cyfrowi Liderzy (Malta, Estonia, Luksemburg): Rynki niezwykle dojrzałe i nasycone. Konkurencja jest tu ogromna, a szanse leżą w wysoce specjalistycznych, niszowych rozwiązaniach, np. z wykorzystaniem AI czy blockchain.
    • Solidni Gracze (Finlandia, Dania, Litwa): Kraje o wysokim poziomie cyfryzacji, ale wciąż z przestrzenią do optymalizacji. Przetargi mogą tu dotyczyć modernizacji istniejących platform czy poprawy usług transgranicznych.
    • Ambitni Pretendenci (Grecja, Polska, Cypr): To najciekawsza grupa z perspektywy poszukiwania nowych, dużych kontraktów. Notują największą dynamikę wzrostu, a fundusze unijne napędzają tam wielkoskalowe projekty transformacyjne.

    Analiza danych prowadzi do fundamentalnego wniosku: istnieje wyraźna korelacja między wysokim wynikiem w kategorii „Kluczowe technologie” (Key Enablers) a ogólną dojrzałością cyfrową. Kraje na szczycie rankingu, jak Malta czy Estonia, posiadają zaawansowane i powszechnie stosowane systemy tożsamości cyfrowej.

    Bez bezpiecznego i wygodnego e-ID, administracja może oferować jedynie proste usługi informacyjne. Dlatego kraje z ambicjami cyfryzacyjnymi, ale z niskim wynikiem w tej kategorii, będą musiały w pierwszej kolejności zainwestować w budowę lub modernizację swoich systemów tożsamości.

    Dla polskiego integratora jest to jasny sygnał, że przetargi na systemy e-ID, e-podpisu i e-doręczeń będą absolutnym priorytetem na rynkach „pretendentów”.   

    Poza rankingiem – identyfikacja rynków o największym potencjale wzrostu

    Statyczny ranking nie opowiada całej historii. Prawdziwa wartość leży w analizie dynamiki zmian. To nie liderzy generują największy popyt, ale kraje, które w ostatnich latach dokonały największego skoku w rankingach.

    Grecja: Absolutny lider dynamiki. W ciągu zaledwie czterech lat Grecja poprawiła swój wynik w rankingu o 16 punktów – to największy skok w całej Europie. Kraj, który jeszcze niedawno był postrzegany jako cyfrowy maruder, realizuje obecnie ambitny program transformacji, napędzany znacznymi środkami z RRF.

    Polska: Z wzrostem o 14 punktów, Polska jest wiceliderem dynamiki w UE. To dowód na to, że również nasz krajowy rynek jest w fazie intensywnych inwestycji i stanowi niezwykle atrakcyjne pole do działania.

    Cypr: Z imponującym wzrostem o 10 punktów, Cypr jest kolejnym rynkiem, który warto obserwować. Podobnie jak Grecja, startując z niższej bazy, Cypr inwestuje w fundamentalne elementy cyfrowego państwa.

    Skąd bierze się ta niezwykła dynamika? To efekt synergii woli politycznej i potężnego zastrzyku finansowego z unijnego Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF). Co ważniejsze, inwestycje tych krajów nie dotyczą niszowych usprawnień, ale fundamentalnych, wielkoskalowych systemów, takich jak budowa centralnych rejestrów, wdrożenie krajowych platform e-usług czy stworzenie systemów tożsamości cyfrowej.

    Dla dużych integratorów IT są to idealne okazje do zdobycia flagowych kontraktów.   

    Polska na tle Europy – krajowy rynek jako trampolina do sukcesu

    Imponujący wzrost Polski w rankingu eGovernment Benchmark dowodzi, że ogromne szanse leżą tuż za progiem. Doświadczenia zdobyte na rodzimym gruncie mogą stać się najcenniejszym kapitałem w ekspansji międzynarodowej.   

    Polska cyfrowa administracja to obraz kontrastów. Z jednej strony, w pewnych obszarach jesteśmy europejskim liderem, np. pod względem dostępu online do danych medycznych. Z drugiej strony, wciąż istnieje duża luka między administracją centralną a samorządową, a usługi transgraniczne wymagają poprawy. Te słabości to jednocześnie ogromne nisze rynkowe.   

    Kluczowym czynnikiem napędzającym transformację w Polsce jest Krajowy Plan Odbudowy (KPO). Z całkowitej puli 59,8 mld EUR, aż 21,3% (około 12,7 mld EUR) przeznaczono na cele cyfrowe. To gigantyczny strumień pieniędzy, który zostanie zainwestowany w cyberbezpieczeństwo (532 mln EUR), cyfryzację administracji (100 mln EUR) czy cyfrową edukację (1,2 mld EUR).   

    Polskie firmy IT powinny wykorzystać krajowy rynek jako poligon doświadczalny. Każdy udany projekt zrealizowany w Polsce w ramach KPO staje się potężnym „biletem eksportowym”. Polska firma, która z sukcesem zrealizuje projekt finansowany z KPO, zdobywa bezcenne know-how.

    Może następnie zaoferować to samo, sprawdzone rozwiązanie greckiemu ministerstwu czy cypryjskiej agencji rządowej, argumentując, że doskonale rozumie specyfikę projektów finansowanych z RRF. To potężna przewaga konkurencyjna.

    Od analizy do kontraktu

    Teoretyczna analiza materializuje się w postaci konkretnych zamówień publicznych, które można znaleźć na portalu Tenders Electronic Daily (TED) – oficjalnej platformie UE z darmowym dostępem do tysięcy ogłoszeń. Systematyczne monitorowanie portalu to nie tylko sposób na znalezienie zleceń, ale także forma wywiadu rynkowego.

    Oto przykłady, które potwierdzają te tezy:

    • Grecja – Innowacje oparte na AI: Greckie Ministerstwo Cyfryzacji ogłosiło przetarg o wartości szacunkowej 19,1 miliona EUR na wdrożenie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji w administracji publicznej. To idealny dowód na „technologiczny skok” – kraj nadrabiający zaległości od razu sięga po najbardziej zaawansowane technologie.
    • Cypr – Budowa Fundamentów Danych: Organizacja Ubezpieczeń Zdrowotnych na Cyprze poszukuje wykonawcy do stworzenia, wdrożenia i utrzymania hurtowni danych. To przykład fundamentalnego projektu, który pokazuje ogromny popyt na budowę kluczowych elementów infrastruktury danych.  
    • Polska – Cyberbezpieczeństwo na Poziomie Lokalnym: Przetarg ogłoszony przez Gminę Łagiewniki na podniesienie poziomu cyberbezpieczeństwa ilustruje niszę rynkową na poziomie samorządowym. Setki podobnych, mniejszych przetargów tworzą ogromny, rozproszony rynek, idealny dla średnich firm IT.   

    Polskie firmy technologiczne, uzbrojone w doświadczenie i wysokiej klasy specjalistów, mają dziś historyczną szansę, by stać się nie tylko wykonawcami, ale kluczowymi architektami tej zmiany, budując swoją pozycję na arenie międzynarodowej na lata.

  • Chmura w sektorze publicznym: szansa na modernizację czy labirynt procedur?

    Chmura w sektorze publicznym: szansa na modernizację czy labirynt procedur?

    Administracja publiczna coraz mocniej odczuwa presję cyfryzacji. Obywatele, którzy na co dzień korzystają z intuicyjnych aplikacji bankowych, usług e-commerce czy platform streamingowych, oczekują od państwa podobnego poziomu wygody i jakości.

    Chmura obliczeniowa jawi się tu jako oczywiste rozwiązanie – dynamiczne, skalowalne i elastyczne narzędzie, które pozwala instytucjom szybciej wdrażać innowacje. Problem w tym, że rzeczywistość administracyjna rzadko nadąża za możliwościami technologii.

    Wdrażanie usług chmurowych w sektorze publicznym to nie tylko kwestia technologiczna. To przede wszystkim transformacja organizacyjna i prawna, która decyduje o tym, czy potencjał chmury zostanie wykorzystany, czy też utknie w gąszczu procedur.

    Przepaść między technologią a procedurą

    Dynamiczny rozwój chmury sprawia, że jej wdrożenie daje administracji szansę na skokowy wzrost efektywności. W teorii – bo w praktyce zamówienia publiczne wciąż są projektowane według logiki budowy fizycznej infrastruktury: serwerowni, kabli, lokalnych systemów.

    Tymczasem chmura wymaga zupełnie innego podejścia – umiejętności kupowania usługi, a nie sprzętu. To oznacza elastyczne umowy, inny model rozliczeń i odpowiedzialności. Niestety, wiele jednostek IT w administracji działa w strukturach odziedziczonych po epoce lokalnych centrów danych.

    Ich zasoby są ograniczone, a kompetencje kadry ukierunkowane głównie na utrzymanie starszych systemów.

    Rezultat? Coraz większa luka między tym, co umożliwia technologia, a tym, co system administracyjny jest w stanie skutecznie zakontraktować i wdrożyć.

    Chmura jako szansa na zmianę systemową

    Dlaczego to takie istotne? Ponieważ wdrożenie chmury w sektorze publicznym nie sprowadza się do oszczędności czy migracji danych do innej infrastruktury. To fundament modernizacji państwa.

    Chmura pozwala instytucjom publicznym reagować szybciej na potrzeby obywateli, testować nowe rozwiązania, a nawet integrować kolejne technologie – od sztucznej inteligencji po analitykę predykcyjną – bez konieczności budowy wszystkiego od zera.

    Krótko mówiąc: administracja, która potrafi korzystać z chmury, może stać się bardziej zwinna, transparentna i dostępna.

    Ale aby tak się stało, konieczna jest zmiana myślenia – od procedur skoncentrowanych na sprzęcie i cenie, do podejścia, w którym liczy się jakość usług, bezpieczeństwo i długofalowa wartość.

    Dlaczego klasyczne kryteria przetargowe nie działają

    W sektorze prywatnym wdrożenie chmury często jest decyzją strategiczną – wybiera się dostawcę, negocjuje warunki, ocenia wartość dodaną. W sektorze publicznym obowiązują sztywne procedury przetargowe. Problem w tym, że zostały one zaprojektowane pod tradycyjne projekty infrastrukturalne.

    Cena wciąż dominuje jako główne kryterium. To zaś w przypadku usług chmurowych może prowadzić do paradoksu: wygrywa rozwiązanie najtańsze, ale niekoniecznie bezpieczne, skalowalne czy zgodne z regulacjami. A jeśli do tego dołożymy brak kompetencji w jednostkach IT, które mają potem taki kontrakt nadzorować, efektem jest frustracja zarówno po stronie administracji, jak i dostawców.

    Dlatego konieczne jest przewartościowanie logiki przetargów: premiowanie elastyczności, zgodności z normami, interoperacyjności i jakości usług. Cena powinna być jednym z elementów, ale nie jedynym kryterium.

    Pięć kluczowych warunków skutecznego kontraktowania usług chmurowych

    Aby przerwać impas i sprawić, że sektor publiczny realnie skorzysta z potencjału chmury, konieczne jest podejście systemowe. Pięć elementów ma tu kluczowe znaczenie:

    1. Definicja celu – przedmiot umowy musi być opisany funkcjonalnie, w sposób otwarty i elastyczny. To pozwala uniknąć sytuacji, w której instytucja wiąże się z konkretną technologią czy rozwiązaniem, które szybko się zdezaktualizuje.

    2. Procedura wyboru – nie wszystkie usługi chmurowe da się wpasować w klasyczne procedury zamówień. Wybór ścieżki ma ogromny wpływ na możliwość wdrożenia i późniejszej elastycznej obsługi.

    3. Wymagania techniczne i prawne – interoperacyjność, bezpieczeństwo, zgodność z normami (np. ochrona danych) to fundament. Nie są to detale, lecz kryteria, które warunkują skuteczność i bezpieczeństwo całego wdrożenia.

    4. Kryteria oceny ofert – cena nie powinna być głównym czynnikiem. Większą wagę należy przykładać do audytowalności, jakości, skalowalności i zdolności dostawcy do zapewnienia ciągłości usług.

    5. Zarządzanie i monitoring – podpisanie umowy to dopiero początek. Kluczowe znaczenie mają SLA, procedury zarządzania incydentami, nadzór techniczny i kompetentny menedżer ds. umów. Bez tego najtańsza nawet usługa szybko staje się kosztownym problemem.

    Wnioski dla sektora publicznego i dostawców IT

    Wprowadzenie powyższych zasad to nie kosmetyczna zmiana, lecz konieczność. Dla administracji oznacza to szansę na faktyczną modernizację i świadczenie usług na poziomie, którego oczekują obywatele. Dla rynku IT – zmianę układu sił.

    Firmy technologiczne, które stawiają na jakość, bezpieczeństwo i zdolność do obsługi złożonych kontraktów, mogą zyskać przewagę nad dostawcami grającymi wyłącznie ceną.

    Co więcej, elastyczne kontraktowanie chmury może otworzyć przestrzeń dla innowacyjnych startupów, które w klasycznym modelu przetargowym nie miałyby szans konkurować.

    Krótko mówiąc: administracja, która nauczy się korzystać z nowoczesnych narzędzi zamówień publicznych, może stać się nie hamulcem, ale katalizatorem innowacji w całym ekosystemie.

    Chmura w sektorze publicznym to nie moda technologiczna, lecz warunek modernizacji państwa.

    Sukces wdrożeń nie zależy jednak od samych dostawców, ale od tego, czy rządy potrafią kontraktować usługi w sposób zgodny z ich naturą – elastyczny, jakościowy i nastawiony na długofalowe efekty.

    Innymi słowy: przyszłość cyfrowej administracji zaczyna się nie w serwerowni, lecz w procedurze przetargowej.

     

     

     

  • Generatywna AI i sektor publiczny: rosnące ambicje, słaba infrastruktura

    Generatywna AI i sektor publiczny: rosnące ambicje, słaba infrastruktura

    Generatywna sztuczna inteligencja zyskuje na znaczeniu, jeśli chodzi o sektor publiczny, ale rosnące ambicje instytucji zderzają się z ograniczeniami technologicznymi i kadrowymi. Według globalnego badania Nutanix, aż 83 proc. organizacji publicznych opracowało strategię wykorzystania GenAI, a blisko połowa już aktywnie ją wdraża. Jednak tylko nieliczne instytucje są w pełni przygotowane na wyzwania, jakie niesie za sobą ta technologia.

    Wdrożenia GenAI koncentrują się głównie na trzech obszarach: obsłudze obywateli, automatyzacji procesów wewnętrznych i generowaniu treści. Mimo wysokiego poziomu zaangażowania, 76 proc. organizacji przyznaje, że ich obecna infrastruktura nie spełnia wymagań stawianych przez aplikacje natywne w chmurze, które są fundamentem nowoczesnych wdrożeń AI.

    Największą barierą pozostaje bezpieczeństwo. Aż 92 proc. respondentów wyraża obawy dotyczące ochrony danych i modeli GenAI, a 96 proc. przyznaje, że kwestie prywatności i cyberbezpieczeństwa zyskały na znaczeniu w ich planach rozwojowych. Problematyczny okazuje się również brak specjalistów – wiele instytucji publicznych nie dysponuje personelem zdolnym do wspierania zaawansowanych wdrożeń AI, co wymusza inwestycje w szkolenia i pozyskiwanie kompetencji.

    Jednocześnie sektor publiczny rozumie potrzebę modernizacji. 73 proc. organizacji deklaruje konieczność dostosowania środowisk IT do wymagań aplikacji kontenerowych i chmurowych. Wśród najczęściej wymienianych technologii pojawia się Kubernetes, jako kluczowy element przyszłych architektur. Aż 96 proc. respondentów już prowadzi prace nad konteneryzacją, widząc w niej potencjał zwiększenia elastyczności i skalowalności usług.

    Z badania wynika jedno: GenAI w administracji to nie kwestia „czy”, lecz „jak szybko”. 94 proc. organizacji spodziewa się konkretnych korzyści w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Bez skoordynowanych inwestycji w infrastrukturę, bezpieczeństwo i rozwój kompetencji, ryzyko opóźnień – a nawet podatności na ataki – będzie jednak rosło szybciej niż zyski z automatyzacji.

  • Chmura w administracji publicznej: rośnie adopcja, kuleje strategia i bezpieczeństwo

    Chmura w administracji publicznej: rośnie adopcja, kuleje strategia i bezpieczeństwo

    Ponad 70 proc. polskich jednostek administracji publicznej korzysta już z rozwiązań chmurowych – wynika z najnowszego raportu o stanie wdrożeń cloud computingu w sektorze publicznym. Samorządy lokalne są w tym zakresie bardziej otwarte niż administracja centralna, która wciąż podchodzi do chmury dość ostrożnie. Z raportu płyną jednak niepokojące wnioski dotyczące jakości i świadomości wdrożeń: zdecydowana większość instytucji publicznych korzystających z chmury opiera się na usługach jednego dostawcy, co budzi obawy o zjawisko vendor lock-in, czyli uzależnienia od pojedynczego partnera technologicznego. Co więcej, eksperci zwracają uwagę na brak długofalowych strategii chmurowych w administracji.

    Raport został przygotowany wspólnymi siłami ekspertów Związku Cyfrowa Polska i kancelarii Andersen Tax & Legal. – Poddaliśmy szczegółowej analizie kryteria wyboru dostawców przez organy administracji publicznej oraz struktury kosztów związanych z przechowywaniem danych w chmurze. Wszystko po to, aby zdiagnozować obecny poziom uchmurowienia polskiej administracji publicznej oraz zidentyfikować najważniejsze wyzwania stojące na drodze wdrażania technologii cloud w sektorze publicznym mówi Mikołaj Śniatała, ekspert w kancelarii Andersen Tax & Legal.

    Jak wynika z raportu, choć skala adopcji technologii w instytucjach publicznych rośnie, to widoczne są  poważne luki w planowaniu, zabezpieczeniach i zarządzaniu środowiskami chmurowymi w tych jednostkach. Eksperci Cyfrowej Polski wskazują na powszechny brak przejrzystej strategii wdrażania chmury – większość jednostek administracji nie planuje migracji, nie analizuje ryzyk ani nie bada nowych rozwiązań.  Nie planuje też zmiany dostawcy ani dywersyfikacji usług. Według ekspertów, ten brak strategii ogranicza elastyczność i odporność systemu. – Cyfryzacja sektora publicznego w Polsce, mimo widocznych postępów, wciąż zbyt często sprowadza się do jednostkowych wdrożeń usług chmurowych. Takie działania, choć same w sobie wartościowe, nie są częścią spójnej strategii. W efekcie brakuje całościowego podejścia do monitorowania kosztów i mierzenia efektywności wdrażanych rozwiązań, co znacząco utrudnia ocenę ich realnego wpływumówi Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski.

    Vendor lock-in realnym zagrożeniem

    Jednym z najważniejszych wniosków z raportu jest skala uzależnienia polskiej administracji od jednego dostawcy. 78 proc. wszystkich jednostek korzystających z chmury używa rozwiązań tylko jednej firmy. Wskazuje to na ryzyko tzw. vendor lock-in, czyli trwałego związania z jednym podmiotem technologicznym. Co więcej, aż 7 na 10 instytucji przy wyborze usług chmurowych kieruje się dotychczasowymi umowami licencyjnymi, a nie oceną bezpieczeństwa, innowacyjności czy opłacalności.

    Tymczasem, jak oceniają w raporcie eksperci, w przypadku usług chmurowych niezbędne jest zagwarantowanie, że nie dojdzie do uzależnienia się od jednego dostawcy. – Istotne jest zwłaszcza to, aby warunki umowne określające prawa i obowiązki obu stron umowy obejmowały procedurę migracji i wyjścia z chmuryuważa Michał Kanownik.

    Niezwykle ważna jest też kwestia cyberbezpieczeństwa – podkreślono w raporcie. Tylko 7 proc. badanych przez Cyfrową Polskę i kancelarię Andersen Tax & Legal jednostek publicznych uznało bezpieczeństwo za główne kryterium wyboru dostawcy usług chmurowych. To może budzić uzasadnione obawy – szczególnie w kontekście przechowywania danych wrażliwych, przetwarzanych przez instytucje publiczne.

    Niewykorzystany potencjał rozwiązań krajowych

    Eksperci, którzy brali udział w przygotowaniu opracowania, wskazują ponadto na niewykorzystane możliwości rodzimych rozwiązań chmurowych, a zwłaszcza na ograniczenia projektów takich jak Rządowa Chmura Obliczeniowa (RCO) czy system Zapewniania Usług Chmurowych (ZUCH). Jak wynika z raportu, ich niska adopcja przez podmioty administracji wynika z braku zaufania, nieczytelności instytucjonalnej, słabej oferty technicznej oraz braku wsparcia wdrożeniowego. W praktyce sektor publiczny nie traktuje ZUCH jako realnej alternatywy wobec globalnych dostawców.
    – Obserwację rażąco niskiej popularności tych dostawców potwierdza także Najwyższa Izba Kontroli, która w wystąpieniu pokontrolnym z 16 marca 2025 r. wskazała, że w latach 2020-2022 w bazie ZUCH było zaledwie 9 podmiotów, które podjęły aktywność w systemiedodaje Mikołaj Śniatała z kancelarii Andersen Tax & Legal.

    Polska w chmurze, czyli polityka Cloud-First

    Zdaniem Michała Kanownika rozwiązaniem niektórych z tych problemów mogłoby być wprowadzenie w Polsce polityki Cloud-First, zachęcającej administrację do priorytetowego wykorzystywania rozwiązań chmurowych przy jasnym określeniu zasad, standardów i wymagań wobec dostawców. – Taka polityka wyznaczyłaby kierunki rozwoju, zwiększyłaby przewidywalność projektów IT w administracji i ułatwiła współpracę z sektorem technologicznymwskazuje prezes Cyfrowej Polski.

    W ramach promowania polityki Cloud-First rząd miałby wydawać rekomendacje dotyczące wykorzystania chmury. W ocenie ekspertów Cyfrowej Polski, określenie zasad i warunków, które będą musiały zostać spełnione przez dostawców usług, usprawniłoby nabywanie rozwiązań chmurowych przez jednostki administracji. Podmioty publiczne oraz zewnętrzni dostawcy musieliby znać warunki brzegowe oraz wymagania dotyczące produktów i usług, które mają zostać wdrożone. Jednocześnie zespoły IT działające w administracji mogłyby skutecznie i z wyprzedzeniem planować i opracowywać przyszłe rozwiązania – wyjaśniono w raporcie.

    – Opracowanie, który właśnie opublikowaliśmy, wskazuje na brak spójnej strategii, niski poziom dbałości o bezpieczeństwo i brak dywersyfikacji dostawców w dziedzinie rozwiązań chmurowych. Dlatego wspólnie z ekspertami z różnych środowisk apelujemy o wypracowanie spójnej krajowej polityki rozwoju chmury, zwiększenie kompetencji w administracji oraz stworzenie warunków dla większej konkurencji na rynku usług cloud computing – podsumowuje Michał Kanownik.

    Odpowiedzi na pytania dotyczące m.in. typu danych przechowywanych w chmurze, preferowanych przez administrację dostawców, czynników wpływających na ich wybór oraz kosztów korzystania z usług chmurowych zebrane zostały od 82 jednostek administracji publicznej w okresie od stycznia do maja 2025 b.r.

  • Polska administracja ostrożnie wdraża AI – tylko 6,8% jednostek z technologią w 2024 r.

    Polska administracja ostrożnie wdraża AI – tylko 6,8% jednostek z technologią w 2024 r.

    Wdrożenie sztucznej inteligencji (AI) deklarowało 6,8% jednostek administracji publicznej w 2024 r., podał Główny Urząd Statystyczny (GUS). Dostosowanie strony internetowej do obsługi przez urządzenia mobilne deklarowało 97,4% jednostek administracji publicznej, a posiadanie aplikacji mobilnych z e-usługą – 34,2% w ub.r.

    „Potencjał sztucznej inteligencji (AI) sprawia, że staje się ona technologią coraz częściej wykorzystywaną w administracji publicznej, zmieniając sposób jej funkcjonowania. Optymalizacja procesów oraz automatyzacja czasochłonnych zadań to tylko jedna z wielu korzyści, dla których jednostki administracji publicznej coraz chętniej sięgają po technologie AI. W 2024 r. jej wdrożenie deklarowało 6,8% jednostek administracji publicznej. Ze sztucznej inteligencji częściej korzystały jednostki administracji rządowej (24,1%) niż samorządowej (6,1%)” – czytamy w komunikacie.

    Administracja publiczna nieustannie rozwija nowe e-usługi i udoskonala już istniejące. Wszystko po to, aby umożliwić obywatelom załatwianie spraw urzędowych z dowolnego miejsca i o każdej porze, podano także.

    „W 2024 r. dostosowanie strony internetowej do obsługi przez urządzenia mobilne deklarowało 97,4% jednostek administracji publicznej. Aplikacje mobilne oferujące e-usługi posiadało 34,2% jednostek administracji publicznej, a możliwość udziału w głosowaniach czy konsultacjach społecznych on-line zapewniało 25,3% jednostek administracji publicznej” – podał GUS.

    W 2024 r. z systemu e-Doręczenia korzystało osiem z szesnastu urzędów marszałkowskich. Ponadto dostosowanie strony internetowej dla obcokrajowców deklarowało 39,9% jednostek administracji publicznej, podał GUS.