Tag: Przemysł 4.0

  • Wpływ nowoczesnych technologii IT na wzrost wydajności produkcji

    Wpływ nowoczesnych technologii IT na wzrost wydajności produkcji

    Sprostanie nowym wyzwaniom i oczekiwaniom konsumentów niejako wymusza porzucenie starych, niesprawdzających się już metod „ręcznych”. Problematycznych sytuacji na produkcji szukać nie trzeba, ponieważ codziennie jest ich mnóstwo. Obecnie rozwijająca się firma produkcyjna nie może sobie pozwolić np. na straty surowców wynikające ze źle zaplanowanego procesu produkcji, niepotrzebnych błędów ludzkich czy zwyczajnie kradzieży. Powodują one dodatkowe koszty a w razie braku surowca grożą zatrzymaniem produkcji i niedotrzymaniem terminów.

    Postęp technologiczny XIX i XX wieku doprowadził do gwałtownego wzrostu w przemyśle wytwórczym i znacząco wpłynął na kształt dzisiejszej gospodarki, jednak prawdziwa rewolucja ma miejsce w czasach obecnych i dzieje się na naszych oczach. Czym jest rewolucja 4.0?

    Postęp technologiczny a zmiany w systemie produkcji

    Już od lat siedemdziesiątych przemysł jest automatyzowany. Obecnie jednak jesteśmy  na skraju czwartej rewolucji przemysłowej, która opiera się na digitalizacji i danych. Przemysł 4.0. to rozwiązania informatyczne we wszystkich aspektach produkcji – projektowaniu i planowaniu, produkcji, obsłudze, serwisie produktów i systemów produkcyjnych. Wymiana danych i interakcja pomiędzy częściami, maszynami i ludźmi powoduje, że systemy produkcyjne będą coraz bardziej wydajne i elastyczne. W koncepcji tej odchodzimy zatem pod pojedynczych zautomatyzowanych elementów – w ich miejsce pojawiają się całkowicie zintegrowane i zautomatyzowane urządzenia, które komunikują się ze sobą. Produkcja zyskuje dzięki temu szybkość i nową jakość.

    Nowe technologie a konkurencyjność rynkowa

    Konkurencyjność staje się jednym z kluczowych wyznaczników do oceny działania i rozwoju przedsiębiorstw. Aby firma produkcyjna odnosiła sukcesy i spełniała kryteria konkurencyjności powinna zwiększać efektywność i wydajność pracy, terminowo realizować zlecenia, mieć dobrze obliczone zapotrzebowanie surowcowe i właściwie ustawione procesy zaopatrzenia, dobrze skalkulowane koszty produkcji, szybki i pełny przepływ informacji a także zoptymalizowane harmonogramowanie i skuteczną kontrolę wszystkich procesów.
    I choć koszty cyfryzacji i modernizacji przedsiębiorstwa są często niemałe, badania przeprowadzane przez Światowe Forum Ekonomiczne i firmę konsultingową  McKinsey wykazały, że im wcześniej firma produkcyjna zdecyduje się na cyfrową transformację tym lepsze efekty uzyska. Badanie działalności ponad 1000 firm produkcyjnych, które już wdrożyły rozwiązania wspierające zarządzanie produkcję w oparciu i założenia koncepcji przemysłu 4.0. potwierdzają tę tezę a także wyznaczają źródła optymalizacji jakimi są: łączność, sztuczna inteligencja (inteligenta produkcja) i elastyczna automatyzacja.

    Sprostanie nowym wyzwaniom i oczekiwaniom konsumentów niejako wymusza porzucenie starych, niesprawdzających się już metod „ręcznych”. Problematycznych sytuacji na produkcji szukać nie trzeba, ponieważ codziennie jest ich mnóstwo. Obecnie rozwijająca się firma produkcyjna nie może sobie pozwolić np. na straty surowców wynikające ze źle zaplanowanego procesu produkcji, niepotrzebnych błędów ludzkich czy zwyczajnie kradzieży. Powodują one dodatkowe koszty a w razie braku surowca grożą zatrzymaniem produkcji i niedotrzymaniem terminów. Podobnie niewłaściwie ustalony łańcuch dostaw może nieść ryzyko zatrzymania produkcji lub przepełnienia magazynu – a to z kolei blokuje kapitał finansowy a także spowalnia pracę na magazynie. Im większe przedsiębiorstwo tym więcej informacji i danych do analiz, do których również potrzebne są nowoczesne technologie. Działania w tym obszarze wymagające optymalizacji to chociażby nadal mające miejsce ręczne inwentaryzacje, tworzenie od podstaw kluczowych dokumentów magazynowych, czasochłonne i niosące ryzyko błędów ręczne wprowadzanie danych do Excela, ręczne pilnowanie przeglądów i żywotności części, brak komunikacji między poszczególnymi obszarami firmy. Trudno jest planować i rozliczać produkcję nie mając wglądu na bieżąco w pracę całej firmy i nie znając wszystkich danych które bezpośrednio lub pośrednio mają na nią wpływ.

    Systemy do zarządzania produkcją

    Rozwiązaniem są systemy, które wykorzystują oprogramowanie, aplikacje i urządzenia elektroniczne a także elementy automatyki, aby pozyskiwać na bieżąco informacje o produkcji i reagować na zaistniałe sytuacje lub też odpowiednio modyfikować produkcję, by była bardziej wydajna.

    OptiMES to system, który wspiera firmy produkcyjne we wszystkich wspomnianych obszarach, zgodnie z koncepcją produkcji 4.0. Dzięki OptiMES łatwiejsze stają się właściwie wszystkie procesy związane z produkcją. Harmonogramowanie produkcji i rozdział zadań produkcyjnych staje się dużo prostszy a w razie nieoczekiwanych zmian system sam w mgnieniu oka przeplanuje pracę i przydzieli zadania pracownikom. Kontrola i zarządzanie wykonaniem produkcji również staną się bardziej efektywne, ponieważ osoby zarządzające mogą na bieżąco, z dowolnego miejsca i urządzenia monitorować postępy pracy i podejmować reakcje w razie potrzeby. Firma działa wydajniej, ponieważ decyzje podejmowane są szybciej a wychwycone błędy ludzkie są eliminowane. Analiza stanowisk, maszyn i linii także pozwala lepiej zarządzać wydajnością. Rozliczanie produkcji – surowców i czasu pracy –  umożliwia bardziej efektywne planowanie zamówień i przydział  zadań do pracowników. Gromadzenie wszystkich danych w jednym miejscu sprawia, że system generuje dokładne raporty, które można dopasować do swoich preferencji – zarówno pod względem szczegółowości raportu ja i jego formy. Na ich podstawie osoby zarządzające mogą dokonać zmian w procesach – ograniczając niepotrzebne przestoje, marnotrawstwo surowców, nieoptymalne grafiki dostaw, zbędne czynności w obszarze magazynowym i wiele innych. OptiMES tworzy także automatyczne dokumenty magazynowe, usprawnia kompletacje i załadunki – to kompleksowy system, który zabezpiecza działanie każdego obszaru w ramach firmy produkcyjnej.

    Zadbaj już dziś o przewagę rynkową swojej firmy i wyposaż ją w OptiMES, który będzie Cię wspierał w każdej decyzji. Zarządzanie może być prostsze niż kiedykolwiek dotąd!

  • Ministerstwo Cyfryzacji: Biznes jutra będzie oparty na innowacjach

    Ministerstwo Cyfryzacji: Biznes jutra będzie oparty na innowacjach

    Biznes jutra będzie oparty na innowacjach, bez których nie będzie rozwoju gospodarczego ani przemysłu 4.0. – podkreśla Robert Kośla z Ministerstwa Cyfryzacji. Jednak nowe technologie, chociażby te powiązane z analizą i przetwarzaniem danych, wymagają nowego otoczenia regulacyjnego i przepisów, które umożliwią bezpieczne i przewidywalne korzystanie z nich, a firmom zapewnią odpowiedni ekosystem. Przy właściwym wsparciu rządowym tworzone przez nie technologie przyczynią się do rozwiązywania najważniejszych problemów społecznych, gospodarczych czy ekologicznych.

    Biznes jutra bazuje na technologiach, które są dostępne dziś i które będą wytwarzane w najbliższym czasie. Ale te technologie wymagają odpowiednich regulacji. Inaczej ani administracja publiczna, ani sektor prywatny nie będą stosować rozwiązań, które nie zostaną sprawdzone, po drugie – nie zostaną narzucone formy korzystania z tych technologii w sposób bezpieczny – mówi Robert Kośla, dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w Ministerstwie Cyfryzacji.

    Technologie, które wymagają nowego otoczenia regulacyjnego, żeby móc się dalej rozwijać, dotyczą przede wszystkim przetwarzania dużych ilości informacji – systemów big data, przetwarzania danych w chmurach obliczeniowych czy zbierania i analizy w czasie rzeczywistym informacji pochodzących z dużej liczby sensorów w ramach internetu rzeczy. Regulacje, które będą dotyczyć tego obszaru, muszą przede wszystkim wskazywać, gdzie powinny być przechowywane te dane, jak są pozyskiwane i przetwarzane dalej.

    Jedną z takich regulacji, która dotyczy nowych technologii, jest uchwała Rady Ministrów dotycząca wspólnej infrastruktury informatycznej państwa. Ta uchwała ma umożliwić w Polsce budowę chmur obliczeniowych – zarówno chmury rządowej, która będzie wspierała funkcjonowanie krytycznych dla państwa rejestrów, jak i chmury publicznej, która będzie dostępna dla administracji rządowej i samorządowej – mówi Robert Kośla.

    Jak podkreśla, bez nowych technologii nie będzie się rozwijać gospodarka ani Przemysł 4.0, bazujące na usługach cyfrowych.

    Konieczne jest wspieranie innowacji, a także dawanie młodym ludziom, którzy wchodzą do biznesu, szansy na realizację swoich pomysłów, a także tworzenie dobrych środowisk start-upowych, co już zaczyna w Polsce mieć miejsce. Natomiast szalenie istotne jest również działanie firm, które będą nastawione na tworzenie takich środowisk pracy i zespołów, które są mocno zdywersyfikowane – nie tylko pod względem sposobu myślenia, lecz także ich doświadczenia i wiedzy. To jest coś, co z pewnością będzie wspierało rozwój nowych przedsiębiorstw i pomysłów – mówi Leszek Gaweł, dyrektor generalny JUUL Labs Poland.

    Jak zaznacza, biznes jutra będzie oparty na przełomowych innowacjach, a sukces rynkowy osiągną firmy, które rzucą wyzwanie status quo, będą działać odważnie i zdecydowanie, a tworzone przez nie technologie będą się przyczyniać do rozwiązywania najważniejszych problemów społecznych, gospodarczych czy ekologicznych.

  • Milenialsi nie mają złudzeń co do wyzwań przemysłu 4.0

    Milenialsi nie mają złudzeń co do wyzwań przemysłu 4.0

    30 proc. pracujących milenialsów z Polski uważa, że przemysł 4.0 będzie dla nich barierą na rynku pracy. Na świecie obawia się tego prawie połowa przedstawicieli pokolenia Y. Jak zauważają autorzy badania Deloitte „Global Millennial Survey 2019”, pesymizm wśród milenialsów jeszcze nigdy nie był na tak wysokim poziomie. Zdaniem ekspertów przyczyna tkwi w czasach, w których przyszło im dorastać. Wchodzenie w dorosłość w okresie szybkiej transformacji pozostawiło poczucie niepewności jutra i pesymistyczne nastawienie do postępu gospodarczego i społecznego.

    Deloitte zapytał o opinię prawie 13 500 osób z 42 krajów, z czego 300 ankietowanych pochodzi z Polski. Respondenci to osoby urodzone między styczniem 1983 roku a grudniem 1994 roku. W celu wygenerowania bardziej kompleksowej perspektywy całego pokolenia tegoroczne badanie zostało rozszerzone i objęło bardziej zróżnicowaną grupę uczestników, w tym 31 proc. (globalnie) osób, które nie były zatrudnione na pełen etat oraz 34 proc. osób, które nie posiadały wyższego wykształcenia.

    Lista ambicji

    Milenialsi nie są mniej ambitni od przedstawicieli innych pokoleń, jednak ich priorytety uległy zmianie lub zweryfikowała je rzeczywistość, np. ograniczenia finansowe. I to właśnie finanse są na szczycie listy ambicji polskich przedstawicieli pokolenia Y. To cel 59 proc. z nich. Co ciekawe, aż 67 proc. milenialsów uważa, że to możliwe do osiągnięcia. Na drugim miejscu są podróże – cel 58 proc. ankietowanych.

    Te dwa pierwsze wyniki budzą moje zainteresowanie, gdyż są dokładnie odwrotne od globalnych. Dla 57 proc. ankietowanych na świecie priorytetem jest zwiedzanie świata. Co ciekawe bardziej są tym zainteresowane kobiety (62 proc.) niż mężczyźni (51 proc.). Dopiero 52 proc. marzy o zamożnym życiu. Co ważne, to co do tej pory uznawaliśmy za swego rodzaju oznakę dorosłości, czyli kupno domu lub założenie rodziny, nie znajdują się na szczycie listy priorytetów – mówi Anna Łukawska, Menedżer w zespole employer brandingu w Deloitte.

    O zakupie domu myśli jedynie 54 proc. (49 proc. globalnie) ankietowanych, a założenie rodziny planuje 47 proc. (39 proc. globalnie).

    Czego obawiają się najbardziej

    Wyniki z Polski różnią się także od globalnych odpowiedzi dotyczących obaw pokolenia Y. Polscy milenialsi najbardziej obawiają się terroryzmu. Takiej odpowiedzi udzieliło aż 34 proc. ankietowanych. Globalnie tak odpowiedziało jedynie 19 proc. badanych. Na drugim miejscu jest brak stabilności politycznej, wojny i konflikty – 29 proc. (globalnie 18 proc.), za nimi natomiast zmiany klimatyczne i ochrona środowiska – 27 proc. – które z kolei otwierają globalną listę obaw (29 proc.).

    Terroryzm jako obawa nr 1 w Polsce, czyli kraju, który przecież nie doświadczył zamachów takich jak te w Londynie czy Madrycie, może oznaczać, że Polacy są zapobiegliwi. Niemniej, także w globalnych wynikach terroryzm, wojny i konflikty są wysoko, w pierwszej siódemce, co sugeruje, że bezpieczeństwo jest dla naszych ankietowanych najważniejsze. Warto też odnotować, że podobne obawy częściej miały osoby z wyższym wykształceniem. Absolwenci szkół średnich bardziej obawiają się bezrobocia czy złej opieki zdrowotnej – mówi Anna Łukawska.

    Pewnego rodzaju trudna miłość łączy milenialsów z social mediami. Doceniają fakt, że strony internetowe i aplikacje społecznościowe pozwalają ludziom pozostać w kontakcie i uzyskiwać dostęp do informacji, ale też zauważają, że mogą być one narzędziem nadużyć. Z tym wiążą swoje największe obawy dotyczące social mediów – aż 79 proc. milenialsów w Polsce i na świecie obawia się, że padnie ofiarą oszustwa internetowego. Kolejne 78 proc. (76 proc. globalnie) nie ufa sposobom, w jaki organizacje uzyskują informacje na ich temat w kanałach społecznościowych. Przedstawiciele pokolenia Y zauważają tu znacznie więcej wad. 57 proc. polskich milenialsów (64 proc. globalnie) uważa, że ograniczenie czasu w mediach społecznościowych pozytywnie wpływa na zdrowie fizyczne, a aż 62 proc. (60 proc. globalnie) jest zdania, że przekłada się na ich poczucie szczęścia.

    Milenialsi pozbawieni złudzeń co do sytuacji polityczno-gospodarczej

    Wśród milenialsów w Polsce o 17 p. proc spadła rok do roku liczba tych, którzy wierzą, że w ciągu 12 miesięcy poprawi się sytuacja społeczno-polityczna (25 proc.) w kraju, a o 4 p. proc. tych, którzy mają takie przekonania odnośnie sytuacji gospodarczej (26 proc.). Także globalnie widać ogromny spadek tych nastrojów. Tylko 26 proc. respondentów oczekuje poprawy sytuacji gospodarczej w ich krajach w nadchodzącym roku.

    Ta liczba do tej pory nie spadła poniżej 40 proc., a w ostatnich dwóch latach wyniosła nawet 45 proc. Podobnie z ocenami sytuacji społeczno-politycznej. W tym roku mniej niż jedna czwarta (22 proc.) przedstawicieli pokolenia Y zadeklarowała, że spodziewa się poprawy w swoich krajach w ciągu 12 miesięcy. Jeszcze rok temu uważało tak 33 proc. badanych.

  • Zintegrowane finansowanie to większa sprzedaż maszyn

    Zintegrowane finansowanie to większa sprzedaż maszyn

    Producenci maszyn i urządzeń oczekują, że dzięki wprowadzeniu zintegrowanej oferty finansowej sprzedaż ich produktów zwiększy się o 25-35 proc. w ciągu najbliższych 5 lat – wynika z badania Siemens Financial Services. Z kolei dla ich klientów skorzystanie z takiej usługi to szansa na szybkie i proste unowocześnienie swoich firm, bez konieczności angażowania dużego kapitału. To także możliwość powiązania poniesionych kosztów z korzyściami wynikającymi ze stosowania nowych technologii.

    Siemens Financial Services przeprowadził globalne badanie wśród producentów maszyn i urządzeń (Original Equipment Manufacturer – OEM), w którym sprawdził jak włączenie do ich oferty zintegrowanej opcji finansowania, może wpłynąć w ciągu najbliższych 5 lat na sprzedaż produktów tych firm. Zdaniem przedsiębiorców, zapewnienie klientom kompleksowej obsługi zakupu nowoczesnych technologii zwiększa lub zwiększy ją o 25-35 proc.

    Producenci maszyn i urządzeń (OEM) funkcjonują na bardzo zmiennym rynku. Aby zachować konkurencyjność i utrzymać poziom sprzedaży muszą oferować nowoczesne, wysokowydajne produkty, które gwarantują przewagę technologiczną. Istotnym aspektem jest także sam proces ich nabycia. Zintegrowane finansowanie, które stanowi część ogólnej oferty przedsiębiorstwa OEM może skutecznie w tym pomóc – mówi Jarosław Dremlik, Szef Zespołu Siemens Account Management w Siemens Financial Services. – Z jednej strony zapewnia kompleksową i szybką obsługę oczekiwaną przez klientów. Z drugiej zaś, dzięki dostosowaniu do indywidualnych potrzeb, pozwala producentom dotrzeć do przedsiębiorców, którzy bez odpowiedniego wsparcia finansowego nie byliby w stanie unowocześnić swoich firm, ze względu na zbyt duże jednorazowe koszty. Zastosowanie specjalistycznego finansowania może je zminimalizować i zoptymalizować – dodaje.

    Nowe technologie szansą dla polskich dostawców

    Wykorzystanie technologii cyfrowych i przejście do modelu Przemysłu 4.0 to szansa dla krajowych dostawców maszyn i urządzeń. Sektor MiU w Polsce generuje przychody ze sprzedaży krajowej i eksportowej sięgające około 51 mld zł  i pomimo globalnych wahań koniunktury gospodarczej odnotowuje systematyczny wzrost. Nad tworzeniem zautomatyzowanych rozwiązań przemysłowych pracuje w kraju już ponad 5 tys. firm. Natomiast zaawansowane rozwiązania z zakresu automatyki wykorzystywane są przez około 15 proc. przedsiębiorstw przemysłowych w Polsce. To wyraźnie pokazuje potencjał rozwojowy dla krajowych dostawców OEM.

    Wprowadzenie nowych technologii do zakładów i adaptacja modelu Przemysłu 4.0 przynosi wiele korzyści. Pozwala m.in. na wygenerowanie tzw. premii produktywności. Jest to kwota jaka może zostać uwolniona dzięki zwiększonej produktywności przedsiębiorstw, czyli zdolności do wytwarzania takiej samej liczby towarów przy zmniejszonych kosztach lub większej przy takich samych kosztach, co w rezultacie przekłada się na zwiększenie zysków przedsiębiorstwa. Transformacja umożliwia także MŚP konkurowanie na globalnym rynku, nawet z bardzo dużymi graczami – mówi Jarosław Dremlik z Siemens Financial Services.

    Zintegrowana oferta finansowa – klucz do przejścia do Przemysłu 4.0

    Zintegrowana oferta finansowa – zwana także Finansowaniem 4.0 – to szeroka gama specjalistycznych metod pozyskania kapitału, wykorzystywanych do przejścia na model Przemysłu 4.0. Została wypracowana na podstawie badań prowadzonych wśród dyrektorów finansowych z branży produkcyjnej i pozwala zaspokoić wszystkie potrzeby firmy – począwszy od zakupu pojedynczej maszyny, przez sfinansowanie całej linii produkcyjnej, po przejęcie konkurencyjnego przedsiębiorstwa.

    Tego typu rozwiązania finansowe oferowane są najczęściej przez specjalistycznych dostawców, posiadających nie tylko ekspercką wiedzę na temat zdigitalizowanych technologii, ale także praktykę w ich wdrażaniu, która przekłada się na poprawę efektywności oraz zwiększa produktywność i konkurencyjność wynikającą z cyfryzacji – mówi Jarosław Dremlik.

    W idealnym scenariuszu zintegrowanie finansowania z ofertą odbywa się już na etapie rozpoczęcia cyklu sprzedaży. Pozwala wtedy producentom dostosować koszty wdrożenia technologii do wzrostu produktywności i efektywności wynikających z jej stosowania. Natomiast dzięki powiązaniu comiesięcznych płatności z korzyściami generowanymi przez nabytą technologię, przejście na model Przemysłu 4.0 nie wymaga inwestowania z góry znaczących kwot kapitału.

    Przemysł 4.0 to światowy trend

    Transformacja cyfrowa do modelu Przemysłu 4.0 to obecnie priorytet dla firm, które chcą pozostać konkurencyjne, co potwierdzają m.in. globalne badania. Ponad 71 proc. producentów już rozpoczęło wdrażanie cyfrowych technologii lub to planuje. Z kolei co czwarte urządzenie w tej branży można określić jako „inteligentne”.

    Według szacunków, globalny rynek technologiczny w ramach Przemysłu 4.0 osiągnie do 2023 r. wartość 214 mld dol., natomiast do początku 2030 r. ma być już wart blisko 1 bln. Dla porównania, w 2016 r. było to 66 mld dol. Co ważne, przewidywania te nie obejmują o wiele większego rynku modernizowanych i nowych, zdigitalizowanych wersji kluczowych technologii produkcyjnych, które zwiększą jeszcze rzeczywiste wydatki w tym obszarze.

    Przemysł 4.0 pozwala odpowiednio optymalizować większość procesów wytwórczych, m.in. produkcję, inżynierię, zakup i wykorzystanie surowców, zarządzanie łańcuchem dostaw czy cyklem życia produktów. W inteligentnych zakładach każdy sprzęt i produkt jest identyfikowalny, możliwy do zlokalizowania i posiada zintegrowany system zbierania danych, natomiast procesy są w stanie automatycznie dostosowywać się i ponownie kalibrować. Dzięki temu możliwe jest podniesienie jakości obsługi, dynamiki, przejrzystości procesów, elastyczności i efektywności na niespotykaną wcześniej skalę. Cały łańcuch wartości branży produkcyjnej może zostać zmodyfikowany i udoskonalony.

  • Firmom kończy się czas na unowocześnienie swoich przedsiębiorstw

    Firmom kończy się czas na unowocześnienie swoich przedsiębiorstw

    Według najnowszego badania Siemens Financial Services w najbliższym czasie ponad połowa producentów na świecie przejdzie na model Przemysłu 4.0. Duże przedsiębiorstwa mają na to 5-7 lat, natomiast w sektorze MŚP zostało 9-11 lat. Jeśli nie zrobią tego w tym czasie, dogonienie konkurentów może stać się niemal niemożliwe.

    Siemens Financial Services zapytał przedsiębiorców i ekspertów z całego świata, kiedy ich zdaniem nastąpi „punkt krytyczny” adaptacji nowych technologii, czyli moment, w którym ponad 50 proc. wszystkich producentów przejdzie na model Przemysłu 4.0, tym samym wyprzedzając konkurentów. Z przeprowadzonego badania wynika, że czas na wprowadzenie koniecznych zmian zależy od wielkości przedsiębiorstwa. W przypadku dużych firm okres ten wynosi od 5 do 7 lat. Nieco więcej czasu mają producenci z sektora MŚP – od 9 do 11 lat.

    Z naszego raportu wynika, że minął już okres, gdy producenci zastanawiali się nad wdrożeniem zmian w ramach koncepcji Przemysłu 4.0. Zdają sobie sprawę z przewagi jaką daje i starają się wprowadzić nowe technologie jak najszybciej, ponieważ po upływie tego umownego „punktu krytycznego”, będzie to już tylko doganianie rynkowych standardów – mówi Grzegorz Jarzębski, szef linii biznesowej Asset Finance w Siemens Financial Services.

    Wydłużony czas wdrożenia dla MŚP wynika głównie z dużych kosztów z jakimi wiąże się transformacja cyfrowa, jednakże firmy z tego sektora mogą przeprowadzić zmiany o wiele szybciej – korzystając ze specjalistycznego Finansowania 4.0, czyli zupełnie nowego modelu inwestowania w rozwój.

    Większość firm myśli o Przemyśle 4.0, jednak nie wszystkie w Polsce

    Najnowszy raport Siemens Financial Services pokazuje również na jakim etapie transformacji cyfrowej znajdują się obecnie producenci. W przypadku dużych przedsiębiorstw aż dwie trzecie podmiotów już wdrożyło projekt pilotażowy o głębokim zasięgu dla rozwiązań produkcyjnych z zakresu modelu Przemysłu 4.0. Natomiast w sektorze MŚP jest to już niemal co druga firma. Zdaniem części polskich przedsiębiorców, nie wszystkie branże w wystarczającym stopniu dołączają do rywalizacji z pozostałymi producentami na świecie.

    Jeśli chodzi o wdrożenie koncepcji Przemysł 4.0, w mojej opinii, polski przemysł metalowy znajduje się dopiero na początku drogi. Dotychczasowy postęp jest powolny, ze względu na duże nakłady finansowe z tym związane. Obszarem najbardziej widocznych zmian jest robotyzacja procesów produkcyjnych, które wymagają najwyższego poziomu precyzji i jakości – mówi Ireneusz Ciepielewski, Członek Zarządu firmy Metaltech.

    Finansowanie największym wyzwaniem

    Według badań przeprowadzonych przez Siemens Financial Services, jednym z najważniejszych wyzwań, przed którymi stoją przedsiębiorstwa, jest pozyskanie kapitału na inwestycje. Coraz częściej przedsiębiorcy wykorzystują w tym celu nowoczesne metody oparte na Finansowaniu 4.0. Dzięki temu rozwiązaniu firmy nie potrzebują dużych nakładów własnych, zaś producenci maszyn, urządzeń i technologii mogą zwiększyć sprzedaż oferując kompleksową ofertę.

    Dostawcy technologii produkcyjnych, którzy będą w stanie zaoferować klientom kompleksowe finansowanie dopasowane do potrzeb nabywcy, będą mieli znacznie większe szanse na sprzedaż swoich produktów – mówi Ireneusz Ciepielewski z Metaltech. – Dobrze dobrane rozwiązania finansowe są kluczowym elementem transformacji cyfrowej – dodaje.

    Finansowanie 4.0 to pojęcie, którym określa się specjalistyczne techniki finansowania, takie jak opłaty za korzystanie, finansowanie zakupu oprogramowania i opłaty za osiągnięte rezultaty. To zestaw praktycznych narzędzi, które umożliwiają firmom inwestowanie w program Przemysł 4.0 i uzyskanie przewagi konkurencyjnej na wczesnym etapie.

    Odpowiedni sposób finansowania, oparty na Finansowaniu 4.0, umożliwia przejście do modelu Przemysłu 4.0 niemal każdej firmie, niezależnie od wielkości. Indywidualna oferta przygotowana przez doświadczonego partnera pozwala zbilansować koszty związane z wdrożeniem nowych technologii z korzyściami wynikającymi z inwestycji. Sięgając po tego typu narzędzia przedsiębiorcy mogą sfinansować zakup zarówno pojedynczego sprzętu, jak i całej fabryki. Jest to również sposób na adaptację modelu Przemysłu 4.0 przed osiągnięciem „punktu krytycznego”, gdy obecne, innowacyjne rozwiązania będą już rynkową normą.

  • Szanse i wyzwania polskiego Przemysłu 4.0

    Szanse i wyzwania polskiego Przemysłu 4.0

    Tematem przygotowanego w Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. raportu są „Szanse i wyzwania polskiego Przemysłu 4.0”. Jego autorzy zidentyfikowali kluczowe czynniki pozwalające polskim firmom rozwijać się zgodnie z trendami automatyzacji, robotyzacji i cyfryzacji. Wyniki badań podczas Kongresu 590 w Jasionce k. Rzeszowa zaprezentował wiceprezes ARP S.A. Dariusz Śliwowski.

    Czwarta rewolucja przemysłowa to zmiana sposobu działania firm, a co za tym idzie całej gospodarki. Cyfryzacja, automatyzacja, robotyzacja prowadzą do poprawy efektywności i szybkości reakcji na zmieniające się potrzeby konsumentów. Firmy, które się „cyfryzują”, oferują wyższą jakość przy niższych cenach, przejmują od konkurencji klientów, a następnie najlepszych pracowników, umacniając jeszcze bardziej swoją przewagę. Tak w skrócie można podsumować podstawowe wnioski, wynikające z prezentowanego w trakcie debaty „Od Industry 4.0 do smart factory” raportu Agencji Rozwoju Przemysłu S.A.

    Na naszych oczach następują zmiany gospodarcze, których tempo i nieuchronność są bezprecedensowe. Globalna konkurencja, rewolucja cyfrowa, zmiana postaw konsumenckich oraz ewolucja podejścia do wykorzystania zasobów naturalnych stają się fundamentami gospodarki przyszłości. Potrzebujemy zmian, wykorzystania naszych przewag i określenia priorytetów w budowie Przemysłu 4.0, a właściwie Polskiej Gospodarki 4.0. Ambicją Agencji Rozwoju Przemysłu jest ułatwienie polskim przedsiębiorcom skutecznego udziału w tym procesie – powiedział Dariusz Śliwowski, wiceprezes ARP S.A.

    Raport „Szanse i wyzwania polskiego Przemysłu 4.0” pokazuje mało optymistyczne dane na temat zaawansowania rozwoju polskiego przemysłu. Przypomina, że poziom robotyzacji w polskich przedsiębiorstwach jest wciąż na niezadowalającym poziomie; wynosi zaledwie 22 roboty na 10 tys. pracowników, przy średniej światowej 74 roboty na 10 tys. pracowników. Polska potrzebuje rewolucyjnej zmiany technologicznej.

    Z diagnozy ARP S.A. wynika, że żeby Polska mogła przejść na poziom gospodarki 4.0 potrzebujemy  systemowych rozwiązań, między innymi: umieszczania wymogu rozwiązań zgodnych z Przemysłem 4.0 w specyfikacjach inwestycji finansowanych przez rząd i samorząd, czy przeznaczenia części budżetu każde­go ministerstwa, rządowej agendy i samorządu na za zakup rozwiązań Przemysłu 4.0 i sztucznej inteligencji. Ważne jest także finansowanie edukacji dla kadry zarządczej, wyłanianie talentów i zespołów, które tworzą innowacyjne rozwiązania, podatkowe ulgi na zakupy rozwiązań cyberbez­pieczeństwa dla urządzeń Internetu rzeczy, wprowadzenie wymogu posiadania strategii robotyzacji i wdra­żania rozwiązań Przemysłu 4.0.

    Kolejną branżą, którą wspieramy jest sektor gier wideo. W ramach Akceleratora ARP Games, założonego wspólnie z Uniwersytetem Śląskim, zespoły młodych utalentowanych osób rozwijają gry wideo, które Akcelerator pomaga skomercjalizować. Mamy pierwsze sukcesy naszych programistów i grafików na arenie międzynarodowej. Na początku listopada powstająca w cieszyńskim ARP Games gra „Weakless” zdobyła główną nagrodę w kategorii „Game Design” na festiwalu ANIWOW! w Pekinie. Twórczynią grafiki jest Anna Kowalczyk, studentka 4. roku grafiki na Uniwersytecie Śląskim – powiedział Dariusz Śliwowski.

    ARP S.A. prowadzi także projekt pod nazwą Sieć Otwartych Innowacji, czyli budowanie sieci innowacji poprzez działania animujące transfer technologii pomiędzy środowiskiem innowacyjnym a sektorem polskich MŚP. W ramach SOI małe i średnie przedsiębiorstwa mogą otrzymać środki finansowe na pokrycie kosztów transferu technologii w zakresie innowacji produktowej lub procesowej. Granty finansują zakup licencji lub praw własności do innowacyjnej technologii.

  • Przemysł 4.0 – podstawa produkcji przyszłości

    Przemysł 4.0 – podstawa produkcji przyszłości

    Przemysł 4.0 stał się kluczowym, choć niełatwym do osiągnięcia celem branży produkcyjnej. Producenci muszą stawić czoła oczekiwaniom klientów, które rosną szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a także presji wynikającej z ciągłej niepewności rynkowej. Stąd też na drodze do nowej epoki w sektorze produkcji stawiają na transformację cyfrową. Od większej wydajności operacyjnej po głębszą wiedzę o klientach i szybsze wprowadzanie na rynek nowych produktów — Przemysł 4.0 ma wesprzeć producentów w zaspokojeniu potrzeb przyszłości. O wpływie przemysłu na przyszłość produkcji mówi Andrzej Niziołek, starszy menedżer regionalny Veeam Software w północnej i południowej części Europy Wschodniej.

    Andrzej Niziolek Veeam
    Andrzej Niziołek

    Korzyści finansowe mogą być znaczne. Firmy produkcyjne w regionie EMEA uważają, że ich inwestycje cyfrowe przyniosą im na przestrzeni kolejnych pięciu lat wzrost przychodów o 13 proc., a cyfrowi liderzy sektora już teraz generują ponad 50 proc. swoich przychodów z produktów i usług wzbogaconych lub sterowanych cyfrowo.

    Producenci w coraz większym stopniu są uzależnieni od technologii cyfrowych, lecz z zapewnianymi przez nie korzyściami wiąże się też ryzyko. Rozpowszechnienie rozwiązań cyfrowych znacznie zwiększa wyzwania stojące przed działami informatycznymi odpowiedzialnymi za ciągłość biznesową i sprawia, że przestoje w funkcjonowaniu środowiska informatycznego są bardziej dotkliwe niż dotychczas.

    Aspekt cyfrowy od projektowania po dystrybucję

    Technologia cyfrowa staje się podstawą każdej części procesu produkcyjnego. Od pierwszych etapów projektowania i rozwoju po eksploatację i ostatecznie dystrybucję: każdemu etapowi cyklu życia w sektorze produkcji towarzyszą kluczowe platformy cyfrowe.

    Interesariusze w całym łańcuchu dostaw w branży produkcyjnej czerpią korzyści z coraz bardziej zaawansowanego świata cyfrowego. W przedsiębiorstwie pracownicy mogą wykorzystać te technologie do ściślejszej współpracy i większej mobilności, natomiast partnerzy, dostawcy i dystrybutorzy są dzięki nim lepiej zintegrowani i poinformowani.

    Branża produkcyjna szybko zbliża się do punktu, w którym od technologii cyfrowej będzie zależeć praktycznie wszystko. W dynamicznym środowisku, w którym panuje ostra konkurencja, optymalne wykorzystanie narzędzi cyfrowych — i działanie na podstawie generowanych przez nie informacji — może być kluczem do zapewnienia firmie wysokiej pozycji rynkowej w przyszłości. Choć świat cyfrowy daje niezwykłe możliwości, niesie ze sobą również wyzwania większe niż kiedykolwiek wcześniej.

    Duże możliwości to także duża odpowiedzialność (szczególnie działów IT)

    Rosnąca zależność producentów od technologii cyfrowych wywiera olbrzymią presję na ich działy informatyczne, które muszą dbać o zapewnienie ciągłości biznesowej. Sama skala i złożoność cyfrowej działalności firm produkcyjnych sprawia jednak, że zadanie to jest coraz trudniejsze w realizacji. Już sam wzrost ilości danych oznacza potencjalne problemy — od określenia miejsca i sposobu przechowywania tych danych po zapewnienie ich właściwej ochrony i możliwość szybkiego odtworzenia w przypadku awarii.

    Informatycy muszą się też zmierzyć z istotnymi zagrożeniami zewnętrznymi. Cyberataki są coraz częstsze i bardziej wyrafinowane, a olbrzymią skalę możliwych szkód uwidacznia choćby ubiegłoroczny atak ransomware WannaCry. Rosnąca popularność urządzeń podłączonych do sieci i Internetu rzeczy stwarza dodatkowe punkty dostępu, które dział IT musi utrzymać pod kontrolą, zwłaszcza jeśli pracownicy korzystają z własnych urządzeń.

    Istotną przeszkodą mogą być też stare technologie tworzenia kopii zapasowych. Przykładowo, działający w krajach Beneluksu oddział Volvo Car stosował wcześniej model, w którym poszczególni dealerzy na miejscu tworzyli kopie zapasowe swoich serwerów fizycznych na taśmach. Metoda ta w coraz większym stopniu traciła jednak rację bytu z uwagi na koszty kupowania dodatkowych napędów taśm, ryzyko błędu ludzkiego i długi proces odtwarzania danych. Wszystkie te kwestie sprawiają, że zapewnienie ciągłości biznesowej to niełatwe przedsięwzięcie.

    Szkody wynikające z przestojów

    Do wymienionych trudności trzeba dodać fakt, że każdy przestój środowiska informatycznego może mieć katastrofalne skutki dla firm produkcyjnych, w których nieprzerwany dostęp do sprzętu, aplikacji, danych i procesów jest po prostu niezbędny. Awarie w dowolnym punkcie procesu mogą spowodować zamieszanie na kolejnych etapach, a w dalszej kolejności wpływają na morale personelu, lojalność klientów i reputację przedsiębiorstwa. Straty finansowe — zarówno te natychmiastowe, jak i koszty utraconych przyszłych zysków — mogą być rozległe i długotrwałe.

    Dlatego potrzeby firm związane z odtwarzaniem danych są tak duże. Przedsiębiorstwa produkcyjne są szczególnie narażone na trudności wynikające z faktu, że dział informatyczny nie jest w stanie zaspokoić ich potrzeb w zakresie odtwarzania danych. Problem ten występuje we wszystkich branżach; 80% decydentów ds. informatycznych musi stawić czoła niedostatecznej dostępności usług, która generuje łączne koszty na poziomie 21,8 mln USD rocznie. W sektorze, w którym ciągłość operacji ma znaczenie krytyczne, ciągłość biznesowa musi być traktowana priorytetowo.

    Zapewnienie dostępności danych w czterech krokach

    Dostępność danych musi stać się dla producentów priorytetem. Jak jednak działy informatyczne mogą zadbać o nią w praktyce?

    1.    Stworzenie realnego planu ciągłości biznesowej

    Choć opracowanie strategii ukierunkowanej na zapewnienie dostępności danych może wydawać się proste, zaskakująco wiele takich planów sprawdza się tylko do czasu wystawienia ich na próbę. Wówczas okazują się bezużyteczne. Informatycy muszą więc opracować strategię, która chroni każdą jednostkę biznesową o znaczeniu krytycznym w łańcuchu dostaw, nie wpływając negatywnie na doświadczenia pracowników ani partnerów. Po wprowadzeniu planu i odpowiednich systemów należy regularnie poddawać je testom, aby zidentyfikować wszelkie problematyczne punkty, zanim dojdzie do katastrofy.

    2.    Inteligentne zarządzanie danymi

    Zapewnienie dostępności danych i aplikacji musi być nadrzędnym celem planu ciągłości biznesowej. Oznacza to stosowanie narzędzi stworzonych z myślą o rozwiązaniu problemów z ciągłością, które występują w wirtualnych i chmurowych środowiskach produkcyjnych. Rozwiązanie zapewniające dostępność danych, które pozwoli uzyskać czas odtwarzania poniżej 15 minut dla wszystkich aplikacji i danych, powinno zaspokoić potrzeby większości działów przedsiębiorstwa nawet w przypadku sytuacji kryzysowej.

    Firma Volvo zdecydowała się na przykład na tworzenie kopii zapasowych swoich lokalnych maszyn wirtualnych przy użyciu najnowszych rozwiązań zapewniających dostępność danych. Dzięki temu w przypadku pożaru lub innego kataklizmu każdy dealer może odtworzyć uszkodzoną maszynę wirtualną w ciągu minut, ograniczając wpływ awarii na działalność operacyjną do minimum.

    3.    Czujność biznesowa

    Przejrzystość i bieżące monitorowanie są kluczem do zapobiegania problemom i reagowania na nie w przypadku ich wystąpienia. Monitorowanie w czasie rzeczywistym i raporty dotyczące środowisk wirtualnych umożliwiają działom informatycznym przewidywanie i podejmowanie prób rozwiązania potencjalnych problemów, zanim negatywnie wpłyną one na działalność biznesową firmy. Również pełny przegląd maszyn fizycznych i wirtualnych pomaga zapobiegać ewentualnym awariom aplikacji lub systemów dowolnego typu. Dokładne orientowanie się w zdarzeniach może też pomóc firmom zaoszczędzić czas i pieniądze w sytuacjach obwarowanych regulacjami.

    4.    Ochrona firmy teraz i w przyszłości

    Dwie trzecie (66%) decydentów ds. informatycznych uważa, że przestoje środowiska informatycznego utrudniają im transformację cyfrową. Firmy muszą więc zrównoważyć wprowadzanie nowych technologii i dbanie o dostępność danych, aby uniknąć zakłóceń w bieżącym funkcjonowaniu przedsiębiorstwa. Rozwiązania zapewniające dostępność danych mogą umożliwić informatykom testowanie aplikacji i modernizacji przed ich wdrożeniem w środowisku produkcyjnym. Pozwalają także zarządzać danymi oraz przenosić je i odtwarzać w infrastrukturze fizycznej, wirtualnej i opartej na chmurze bez złożonych rekonfiguracji ani inwestycji w dodatkowy sprzęt, co minimalizuje koszty operacyjne wprowadzania nowej technologii.

    Podstawa dla Przemysłu 4.0

    Transformacja cyfrowa przynosi firmom produkcyjnym olbrzymie korzyści, a zbliżanie się do Przemysłu 4.0 będzie mieć krytyczne znaczenie dla firm, które chcą sobie zapewnić wysoką pozycję w tym sektorze w przyszłości. Uzależnienie producentów od świata cyfrowego rośnie, dlatego coraz ważniejsza staje się też ciągłość biznesowa. Za pomocą najnowszych rozwiązań działy informatyczne mogą stworzyć niezawodny fundament dla inteligentnego zarządzania danymi, a zarazem podstawę dla firmowych systemów cyfrowych. Pozwoli to przedsiębiorstwom bez obaw czerpać korzyści z nowych technologii i wydobyć dla siebie pełen potencjał Przemysłu 4.0.

  • IoT w biznesie i w domu

    IoT w biznesie i w domu

    Internet of Things (IoT) to termin, który obok sztucznej inteligencji, big data i blockchain jest wymieniany często jako technologia, która zmieni świat. Nie ulega wątpliwości, że Internet Rzeczy dotknie praktycznie wszystkich gałęzi gospodarki. Gartner prognozuje, że do 2020 roku do sieci będzie podłączonych 20,4 mld urządzeń. W IoT drzemie więc olbrzymi potencjał.  Co konkretnie w naszym życiu może zmienić na lepsze Internet Rzeczy? W jaki sposób IoT może usprawnić biznes? Jakie są korzyści i wyzwania stojące przed tą technologią?

    Czym jest Internet of Things?

    Internet Rzeczy ( z ang. Internet of Things) w skrócie IoT to koncepcja bazująca na idei łączności między urządzeniami (M2M – machine to machine) zakładająca możliwość komunikacji, gromadzenia i przetwarzania danych oraz ich wymiany przez te urządzenia za pomocą sieci komputerowej, bez udziału człowieka. Jest to więc przede wszystkim bezprzewodowe połączenie wielu urządzeń komunikujących się ze sobą za pośrednictwem Internetu lub dedykowanej sieci, które tworzą wzajemnie pewien ekosystem.  IoT jest kolejnym  etapem rewolucji informacyjnej. Samochody, urządzenia kuchenne, wyposażenie domu, oświetlenie, telefony komórkowe, monitory serca mogą być połączone za pośrednictwem Internetu Rzeczy. IoT z definicji obejmuje każdy przedmiot, który może zostać podłączony do ogólnoświatowej sieci.

    Michał Kręglewski_Sparkbit
    Michał Kręglewski, Sparkbit

    Internet szerokopasmowy staje się coraz bardziej dostępny, zmniejsza się koszt połączenia, powstaje coraz więcej urządzeń z funkcjami Wi-Fi i wbudowanymi czujnikami, koszty technologii spadają, a użycie smartfonów gwałtownie rośnie. Wszystkie te rzeczy tworzą znakomite pole dla rozwoju dla IoT. Wraz ze wzrostem liczby podłączonych urządzeń konsumenckich i urządzeń przemysłowych, ekosystem IoT będzie ewoluował, by stać się rynkiem wartym miliardy dolarów w ciągu następnej dekady. Zmiana jaką powoli obserwujemy z prostego łączenia urządzeń w stronę konkretnych sektorów z dopasowanymi rozwiązaniami powoduje, że szansa na dochód z wykorzystania potencjału jaki drzemie w IoT wielokrotnie wzrasta. Skuteczni gracze na rynku, dostosowując swoje modele biznesowe zgodnie z tymi rynkowymi trendami, mogą zyskać nie tylko przewagę konkurencyjna, ale też znacząco poprawić funkcjonowanie swojej firmy. Zebrane dzięki IoT dane stanowią bowiem ogromny potencjał dla biznesu. Kluczem do sukcesu jest jednak zrozumienie, że IoT samo w sobie nie jest wystarczająco transformacyjne, dopiero konwergencja z innymi nowymi technologiami, takimi jak AI czy blockchain, pozwoli odpowiednio analizować zebrane dane i wykorzystywać je do podejmowania decyzji przekładających się na realne zyski biznesowe mówi Michał Kręglewski, CEO Sparkbit.

    IoT obejmują rozwiązania, które można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to rozwiązania służące użytkownikom końcowym zarówno tym indywidualnym jak i biznesowym. Korzystanie z nich ma m.in. podnieść jakość życia czy zmaksymalizować korzyści i przychody. Drugie to rozwiązania dedykowane firmom, umożliwiające przede wszystkim minimalizowanie kosztów i lepsze wykorzystanie zasobów.

    Smart Home, Smart City, Smart Factory – Jaki to wpływa na Ciebie?

    Dzięki Internetowi Rzeczy rozwinęło się wiele rozwiązań typu  „smart home”, których celem jest oszczędność energii, bardziej ekonomiczne używania naszych zasobów, a także podnoszenie jakości życia. Przykładem mogą być inteligentne termostaty ułatwiające zarządzaniem ogrzewaniem. Taki termostat wyłączy np. dany grzejnik, jeśli wyczuje otwarcie okna w danym pokoju. Dzięki możliwości zdalnego sterowania możemy też ustawić dogodną temperaturę w domu wychodząc np. z pracy. Automatyka budynkowa już dziś tworzy duży potencjał dla firm, które chciałyby zaproponować rozwiązania w tym zakresie. Rozwój IoT spowodował też, że coraz więcej miast interesuje się wykorzystaniem jego potencjału do automatyzacji oraz tworzenia rozwiązań ułatwiających życie mieszkańców. Transport, bezpieczeństwo, zarządzanie systemami usług miejskich, oświetlenie, energia to tylko niektóre aspekty inteligentnego miasta wykorzystujące IoT. Nowy Jork, Dubaj, Tajpej to przykłady miast określanych mianem Smart City.

    Mimo, że idea Smart City czy Smart Home dziś jest dopiero na początku swojej drogi to na pewno jest w niej spory potencjał do rozwoju. Dziś nie trudno sobie wyobrazić, że nasza lodówka będzie wiedziała, że trzeba uzupełnić zapasy i sama zamówi potrzebne produkty w internetowym sklepie. Istnieje wiele przykładów tego, jak może wyglądać niedaleka przyszłość lub jaka może być potencjalna wartość z IoT. Powiedzmy, że mamy umówione spotkanie, nasz samochód może mieć dostęp do naszego kalendarza i już zna najlepszą trasę do pokonania. Jeśli natężenie ruchu jest duże, to bez naszego udziału nasz samochód może również wysłać tekst do drugiej strony informując, że się spóźnimy. Budzik powiadamiający ekspres, żeby zaczął parzyć kawę bo właśnie wstaliśmy. Maszyny, które wiedzą, że wymagają naprawy i same zgłaszają to w odpowiednim czasie kierownikowi zmiany. Sprzęt biurowy, który sam zamawia materiały eksploatacyjne, bo wie, że te właśnie się kończą. Kosze na śmieci, które informują, że są pełne. Lekarze dostający zawsze aktualne informacje na temat zdrowia pacjenta. Autonomiczne samochody komunikujące się ze sobą i centralnym systemem zarządzania ruchem w celu zwiększenia bezpieczeństwa. To potencjalne przykłady zastosowania IoT. Jednak już teraz Internet Rzeczy dowiódł swojej wartości w handlu, finansach, na rynku pracy, w przemyśle, reklamie, marketingu a to dopiero początek tej drogi – dodaje Michał Kręglewski ze Sparkbit.

    Internet of Things stwarza też duży potencjał w Przemyśle 4.0 –  te dwa tematy są praktycznie nierozerwalne. Automatyzacja, przetwarzanie i wymiana danych, wdrażanie nowych technologii pozwalających na zmianę sposobów wytwarzania, współpracujące ze sobą roboty. Przemysł 4.0 to wykorzystywanie potencjału kilku nowych technologii jednocześnie m.in. IoT, AI, big data, chmury obliczeniowej,  rozszerzonej rzeczywistości. Korzyści to m.in. zdecydowane poprawienie przepływu pracy, zmiana systemu zarządzania produkcją pozwalającąca na osiąganie bardzo ekonomicznego i wysokowydajnego systemu, redukcja czasów przestoju oraz czasów i kosztów serwisów, poprawa jakości, zwiększenie produktywności, identyfikacja zagrożeń w czasie rzeczywistym.

    Cyberbezpieczeństwo i inne wyzwania

    Rzeczywistość jest taka, że IoT pozwala na praktycznie nieograniczone połączenia i często w tym momencie jego rozwoju nie jesteśmy w stanie jeszcze określić jakie to będzie miało zastosowanie w przyszłości. To z pewnością otwiera drzwi do wielu możliwości, ale także do wielu wyzwań i potencjalnych zagrożeń. Bezpieczeństwo to największe wyzwanie związane z Internetem Rzeczy.  Biorąc pod uwagę, że miliardy urządzeń są ze sobą połączone, co mogą zrobić ludzie, aby upewnić się, że ich informacje są bezpieczne? Wiele osób zadaje pytanie czy ktoś będzie mógł włamać się do ich tostera czy lodówki i w ten sposób uzyskać dostęp do całej sieci? IoT wymusza więc na firmach jeszcze większą troskę o bezpieczeństwo danych. Cyberataki wymierzone w sieci IoT już teraz się zdarzają. Gartner w swoim raporcie ,,Forecast: IoT Security, Worldwide, 2018”[1] podaje, że blisko 20% organizacji w ciągu ostatnich trzech lat zaobserwowało przynajmniej jeden atak oparty na IoT. Garner prognozuje, że aby chronić się przed tymi zagrożeniami, światowe wydatki na zabezpieczenie Internetu Rzeczy wyniosą w 2018 r. 1,5 mld dol. , co stanowi 28-proc. wzrost w porównaniu do 2017 r. (1,2 mld dol.)[2].

    Kolejnym wyzwaniem jest kwestia prywatności i udostępniania danych. Wiele firm będzie też musiało zmierzyć się z ogromną ilością danych, które wszystkie te urządzenia będą produkować. Firmy muszą znaleźć dobry sposób na przechowywanie, śledzenie, analizę i zrozumienie tych informacji, które zostaną wygenerowane. Tu kluczem jest wykorzystanie różnych innych technologii np. sztucznej inteligencji czy blockchain.

    – IoT gwarantuje wiele korzyści, ale też niesie ze sobą wyzwania, z którymi firma musi się zmierzyć, żeby w pełni korzystać z potencjału tej technologii. Dlatego tak ważne jest jakich podwykonawców wybiera się do wdrożenia tak złożonych technologii. Wybierając dostawców oprogramowania, którzy stawiają w swojej pracy na jakość oferowanych usług można skutecznie te zagrożenia zminimalizować – mówi Michał Kręglewski, CEO Sparkbit.

    [1] https://www.gartner.com/doc/3863770/forecast-iot-security-worldwide-
    [2] https://www.gartner.com/newsroom/id/3869181
  • Honda odważnie wkracza w przemysł 4.0

    Honda odważnie wkracza w przemysł 4.0

    W minionym roku Honda przeznaczyła na badania i rozwój 6.2 miliarda dolarów. Sporą część tego budżetu przeznaczono na modernizację fabryk w duchu przemysłu 4.0. Z oficjalnych doniesień wiadomo, że firma inwestuje w sztuczną inteligencję i analitykę Big Data, które mają pomóc w optymalizacji procesów produkcyjnych i tworzeniu bezpieczniejszych oraz bardziej spersonalizowanych aut.

    Honda na tle konkurencji wyróżnia się optymistycznym podejściem do wdrażania innowacyjnych rozwiązań – zarówno w pojazdach, jak i tworzących je fabrykach. W minionym roku japońska firma przeznaczyła na badania i rozwój 6.2 miliarda dolarów, co dało jej 19. miejsce w globalnym rankingu wydatków na R&D. Na co przeznaczono te gigantyczne środki? Z oficjalnych komunikatów wiadomo, że spora część pieniędzy ma pomóc w przemodelowaniu procesów produkcyjnych zgodnie z ideą przemysłu 4.0. Honda odchodzi od tradycyjnego wytwórstwa przemysłowego i zamierza zastąpić je inteligentnymi fabrykami. W tego typu obiektach, na przestrzeni najbliższych 5 lat produktywność będzie rosnąc siedem razy szybciej niż w latach 90. – prognozują analitycy z Capgemini. Japońskiej firmie z branży automotive nowe technologie mają pomóc w tworzeniu bezpieczniejszych i mocno spersonalizowanych pojazdów. Stąd ogromne inwestycje w sztuczną inteligencję i analitykę Big Data. Mają one pełnić rolę technologicznego fundamentu dla nadchodzących innowacji.  – Honda doskonale rozumie zmiany zachodzące w globalnej gospodarce. Rynek się zmienia, tak samo potrzeby konsumentów. By im sprostać, nie można funkcjonować tak, jak robiliśmy to jeszcze 10 lat temu. Jedynie inwestując w nowe technologie i zmieniając model działania na „napędzany danymi” możemy pozostać konkurencyjni – ocenia Piotr Rojek z DSR, firmy wspierającej producentów przemysłowych w cyfrowej transformacji. – Implementacja internetu rzeczy oraz narzędzi informatycznych przeznaczonych do gromadzenia i analizowania danych w większości przedsiębiorstw produkcyjnych powinna być priorytetem – dodaje ekspert.

    Dla Honda Motor Company dane stanowią wartość nadrzędną, o czym świadczą jej pokaźne inwestycje w analitykę Big Data. W zespole ds. B+R spółka posiada ponad 100 inżynierów specjalizujących się w data science. Przetwarzają oni cyfrowe informacje z wielu źródeł, takich jak np. umieszczone w pojazdach czujniki, ankiety przeprowadzane wśród klientów, smartfony czy media społecznościowe. Wszystko po to, by zdobyć wiedzę pomocną w projektowaniu nowych samochodów i ulepszaniu istniejących modeli. Dzięki coraz większej cyfrowej dojrzałości przedsiębiorstwa i wykorzystaniu zaawansowanych narzędzi informatycznych, zespół badaczy danych potrafi skutecznie przetwarzać duże, nieustrukturyzowane zbiory, których okiełzanie wcześniej było dla niego problematyczne.  – Narzędzia analityczne pozwalają nam wyciągać wnioski z Big Data, by ostatecznie projektować lepsze, mądrzejsze i bezpieczniejsze samochody – chwali się Kyoka Nakagawa, chief engineer TAC w Honda R&D.

    Jednym ze wspominanych przez niego rozwiązań jest IBM Watson Explorer. Oparta o superkomputer platforma pomaga firmom w prostszy sposób badać nieustrukturyzowane wolumeny danych, poprzez kognitywne funkcje interpretacji treści. Za jej sprawą firmy analizują m.in. korespondencję mailową i rozmowy telefoniczne, wyciągając z nich przydatne wnioski. Dział kontroli jakości w Honda Motor Company używa IBM Watson Explorer, by w ekspresowym tempie zreasumować natłok przychodzących różnymi kanałami opinie klientów. W ten sposób japoński producent samochodów skrócił czas potrzebny do zrozumienia spływających ze wszystkich stron opinii informacji o 80%. – Przez wiele lat sztuczną inteligencję prezentowano jako ciekawostkę. Technologię, która wprawdzie wygra z człowiekiem w szachy, ale nie ma realnych, biznesowych zastosowań. Tymczasem dzisiaj jest zupełnie inaczej. W przypadku analizy dużych zbiorów nieustrukturyzowanych danych, nie ma obecnie lepszej, skuteczniejszej technologii niż sztuczna inteligencja. Postęp technologiczny najlepiej widać na przykładzie systemów konwersacyjnych. Ta technologia stała się w tej chwili już na tyle dojrzała, że zasilany sztuczną inteligencją chatbot jest w stanie zrozumieć kontekst i poprawnie odpowiedzieć na ponad 98% pytań zadawanych przez człowieka – wyjaśnia Maciej Stanusch z firmy Stanusch Technologies specjalizującej się w realizacji projektów w obszarze sztucznej inteligencji.

    Dodatkowy pasażer

    Honda NeuV Concept
    Honda NeuV Concept

    Podczas tegorocznego Consumer Electronics Show w Las Vegas, wydarzenia dedykowanego branży elektroniki użytkowej, Honda przedstawiła NeuV – nowy elektroniczny samochód miejski, wyposażony w osobistą asystentkę opartą o algorytmy sztucznej inteligencji. HANA (Honda Automated Network Assistant) potrafi m.in. interpretować emocje kierowcy i na podstawie niewerbalnych sygnałów dopasowywać muzykę, temperaturę itp. Do jej zadań należy również przypominanie o ważnych wydarzeniach z kalendarza i pomoc w umawianiu spotkań i dokonywaniu rezerwacji. Czas zweryfikuje, czy HANA sprosta oczekiwaniom użytkowników. Istnieją spore szanse, że trafi do jednego worka z tysiącem podobnych rozwiązań, które w praktyce okazały się niefunkcjonalne. Tymczasem, co do wykorzystania sztucznej inteligencji w samochodach osobowych Honda ma ambitne plany, wykraczające daleko poza funkcje osobistej asystentki. Japończycy doszli do wniosku, że skoro 96 proc. czasu samochody spędzają na miejscach parkingowych, to w dużej mierze są nieużyteczne i należy to zmienić. Projektanci Hondy stworzyli model NeuV w taki sposób, by zarabiał na siebie, gdy nie jeździ nim jego właściciel. Jako pojazd autonomiczny będzie mógł samodzielnie odbierać i przewozić ludzi zgodnie z filozofią ekonomii współpracy. Na tym nie kończą się wizje japońskich inżynierów. Futurystyczny model Hondy ma również sprzedawać energię do sieci elektrycznej, gdy stoi nieużywany.

    Honda NeuV Concept

    SI za kulisami

    Inwestycja w sztuczną inteligencję sięga głębiej niż budzące podziw rozwiązania konsumenckie. Najwięksi producenci samochodów od lat udoskonalają swoje zakłady w obszarze automatyzacji, a maszyny wyposażone w zaawansowane algorytmy uczenia maszynowego mogą wprowadzić ją na nowy, nieznany dotąd poziom. W swoim najnowszym raporcie poświęconym robotyzacji, brytyjska firma Tharsus przekonuje, że w najbliższych latach czeka nas wysyp maszyn stworzonych do współpracy z ludźmi w wykonywaniu powtarzalnych zadań. Co-bots, bo pod taką nazwą kryją się roboty kolaborujące z człowiekiem, od innych maszyn wykorzystywanych w fabrykach odróżniają się m.in. funkcjami kognitywnymi. Mogą więc interpretować, przewidywać i powtarzać zachowanie człowieka, ucząc się od niego wykonywania powtarzalnych zadań. Dla managerów produkcji to spore ułatwienie, ponieważ funkcja zadanego uczenia eliminuje potrzebę skomplikowanego programowania maszyn przez specjalistów. Mogą więc płynnie zmieniać stanowiska pracy i wykonywane zadania wchodząc w harmonię z resztą otoczenia. Wchodzimy w nowy wymiar automatyzacji, w którym roboty funkcjonować będą u boku człowieka jak nigdy wcześniej, dając małym i średnim przedsiębiorstwom możliwości, które dotychczas były przywilejem największych graczy. Jest to możliwe z powodu synergii kilku technologii, w tym m.in. chmury obliczeniowej i sztucznej inteligencji – przekonuje Piotr Rojek z DSR.

    W odróżnieniu od branżowej konkurencji, Honda idzie o krok dalej, przenosząc roboty z fabryk do sfery publicznej. Potężne inwestycje firmy w R&D zaowocowały powstaniem projektu 3E Robotics Concept. Maszyny zaprojektowane przez japońskich inżynierów mają ułatwić życie osobom niepełnosprawnym. Spod ich rąk wyszły 4 modele: okazujący współczucie robot towarzysz, mobilne krzesło ułatwiające poruszanie w terenie – zarówno w domu, jak i na zewnątrz, maszyna do przewożenia niewielkiego ładunku oraz autonomiczny pojazd terenowy.

  • 6 megatrendów będzie miało największy wpływ na kształt globalnej gospodarki

    6 megatrendów będzie miało największy wpływ na kształt globalnej gospodarki

    Momentami przełomowymi w historii ludzkości było wynalezienie maszyny parowej, żarówki i komputera, a potem internetu. Obecnie czynników, które mogą mieć równie znaczący wpływ na gospodarkę i społeczeństwo jest znacznie więcej. Są to automatyzacja i robotyzacja, internet rzeczy czy sztuczna inteligencja. Eksperci firmy doradczej Deloitte wskazali sześć megatrendów, które w najbliższych latach zmienią oblicze polskiej i światowej gospodarki. To przemysł 4.0, model gospodarki o obiegu zamkniętym, zrównoważone finanse, rynek talentów, „srebrna ekonomia” oraz elektromobilność.

    Megatrendami można określić globalne siły, które mają wpływ zarówno na życie gospodarcze, jak i społeczne. Oddziałują także na przebieg szeregu procesów, takich jak np. produkcja, konsumpcja, inwestycje czy interakcje społeczne. Zdaniem dyrektorów finansowych – ankietowanych przez Deloitte – źródeł tych zmian należy obecnie upatrywać w dużej liczbie danych i zaawansowanej analityce (61 proc.), oraz cyfryzacji (52 proc.), zmianach geopolitycznych, a także technologiach zwiększających produktywność, takich jak automatyzacja czy robotyzacja (po 44 proc.) . – Czynniki te będą miały największy wpływ na to, jak będzie wyglądał biznes w najbliższych kilku latach.  Na ich podstawie wyłoniliśmy kilka megatrendów, które mają szanse zyskać największe znaczenie w skali globalnej. Gospodarki, które najszybciej wykorzystają ich zalety, a zniwelują istniejące zagrożenia, okażą się najbardziej konkurencyjne – mówi Julia Patorska, Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych Deloitte.

    Megatrend: Przemysł 4.0

    Wyróżnia się tym od poprzednich rewolucji technologicznych, że – łącząc istniejące technologie – równocześnie w procesach wytwórczych zaciera granice między sferą fizyczną, cyfrową i biologiczną.
    Do najważniejszych rozwiązań napędzających rozwój Przemysłu 4.0 należy Internet Rzeczy (IoT), uczenie maszynowe, sztuczna inteligencja oraz rozszerzona i wirtualna rzeczywistość (AR i VR). Według przewidywań Deloitte, już w tym roku ponad miliard użytkowników smartfonów przynajmniej raz wytworzy treści rozszerzonej rzeczywistości – mówi Wojciech Górniak, Lider zespołu transformacji cyfrowej. Jego zdaniem rozwojowi Przemysłu 4.0 sprzyja nie tylko postęp technologiczny, ale także potrzeby konsumentów, ograniczenia podażowe, zwłaszcza w zakresie surowców nieodnawialnych i zasobów pracy oraz zachęty finansowe ze strony sektora publicznego.

    Czwarta rewolucja przemysłowa pozwoli zwiększyć produktywność i przychody oraz zredukować poziom ryzyka dla wielu procesów biznesowych. Nie brakuje jednak wyzwań, które będą przekładały się na wzrost ryzyka zarówno w życiu prywatnym jak i obrocie gospodarczym, co zniweluje część pozytywnych efektów zmian technologicznych. Przemysł 4.0 niewątpliwie zwiększa możliwość wystąpienia cyberataków oraz kradzieży danych. Pod uwagę należy także wziąć możliwie nieprzychylną reakcję społeczną, związaną chociażby z wpływem automatyzacji na rynek pracy. Niezbędne są również regulacje, które zapewnią obywatelom poziom bezpieczeństwa i pozostawią przestrzeń dla zyskownych, rynkowych innowacji. Brak edukacji społeczeństwa i niewystarczające wsparcie obywateli w adaptacji do zachodzących zmian może przyczyniać się do dalszego wzrostu ruchów populistycznych na świecie.

    Rozdźwięk pomiędzy możliwościami związanymi z zachodzącymi zmianami, a rzeczywistością potwierdza badanie pt.: „The Fourth Industrial Revolution is here – are you ready?”, które Deloitte przeprowadził na kadrze kierowniczej firm i agencji rządowych w 19 liczących się gospodarkach z całego świata. – Respondenci rozumieją zachodzące zmiany w ich otoczeniu, ale niekoniecznie potrafią je wykorzystać. Zdaniem 87 proc. respondentów Przemysł 4.0 może doprowadzić do zmniejszenia różnic społecznych i ekonomicznych.  Równocześnie pojawiają się obawy, czy kadra jest odpowiednio przygotowana i czy społeczeństwo posiada oczekiwane kompetencje. Tylko jedna czwarta ankietowanych uważa, że posiada odpowiednie zasoby osobowe do sprostania wyzwaniom przyszłości – wyjaśnia Julia Patorska.

    Megatrend: gospodarka o obiegu zamkniętym

    To, co będzie wpływało na implementację tej idei przez biznes, to przede wszystkim regulacje. W ciągu ostatnich kilku miesięcy Komisja Europejska wydała szereg dokumentów, które mają związek z promowaniem gospodarki o obiegu zamkniętym, wymuszając wręcz na państwach członkowskich stopniowe wprowadzanie zmian w tym zakresie. Prace regulacyjne rozpoczęły się od opakowań i tworzyw sztucznych. Według założeń, w 2030 roku aż 70 proc. wagowo wszystkich odpadów opakowaniowych powinno zostać poddanych recyklingowi. W Polsce jest to obecnie 57,5 proc. Duże znaczenie w popularyzacji idei gospodarki o obiegu zamkniętym ma również rosnąca świadomość konsumentów.

    Gospodarka o obiegu zamkniętym nie jest nowym modelem rynkowym czy też gospodarczym, pozwala jednak na lepszą alokację zasobów. W związku z tym, że ekonomia jest nauką o tym jak efektywnie wykorzystywać ograniczone zasoby, gospodarka o obiegu zamkniętym ma wszelkie atrybuty, by stać się powszechnie akceptowanym podejściem. Dotychczas stosowany linearny model wykorzystania zasobów „produkcja-zużycie-wyrzucenie” jest wypierany przez model „zamkniętej pętli”, w którym odpady, jeśli powstają, stają się surowcem.

    Zdaniem ekspertów Deloitte szansą na upowszechnienie modelu gospodarki o obiegu zamkniętym jest rozwój nowych branż i rynków, zwłaszcza w sektorze usług, niższe koszty działalności oraz wzrost konkurencyjności i innowacyjności firm. Z kolei na przeszkodzie mogą stanąć wysokie koszty wdrożenia modelu zamkniętego. Zgodność z wymogami EPR, czyli Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (odpowiedzialność za produkt zostaje rozszerzona na wszystkie etapy jego życia) może stanowić w Europie koszt równowartości 15 mld euro w całej Europie. – Problemem pozostaje również ograniczona dostępność i jakość danych dotyczących przepływów surowców i odpadów oraz bariery regulacyjne – mówi Julia Patorska.

    Megatrend: zrównoważone finanse i inwestowanie z myślą o wpływie na otoczenie

    Zarówno inwestorzy indywidualni, jak i firmy coraz częściej mierząc swój wpływ i zwrot z inwestycji biorą pod uwagę nie tylko koszty i zyski finansowe, ale także korzyści społeczne oraz środowiskowe.
    Podejście to nie oznacza rewolucji i całkowitego odejścia od kryterium zysku. Zakłada ono raczej ewolucyjne uwzględnianie dodatkowych kryteriów, odnoszących się np. do środowiska naturalnego. Chodzi o to, aby naturalne rynkowe bodźce – a więc poszukiwanie zysku – wykorzystać do jednoczesnej realizacji innych, ważnych celów. Dodatkowo ma to sprzyjać internalizacji negatywnych kosztów zewnętrznych. Przykładowo, duże instytucje finansowe coraz częściej zwracają uwagę przy lokowaniu kapitału czy dany emitent działa odpowiedzialnie, gdyż to pozwala obniżyć ryzyko inwestycyjne – wyjaśnia Julia Patorska. Szacuje się, że wartość inwestycji odpowiedzialnych społecznie w Europie w 2015 roku wynosiła już blisko 150 mld euro.

    Warto także dodać, że inwestowanie z myślą o wpływie na otoczenie stwarza szansę na większą przejrzystość rynku finansowego i odpowiedzialność w kontekście generowanego wpływu. Z kolei po stronie wyzwań należy wymienić pogodzenie – czasem sprzecznych – interesów pomiędzy tym, co się danej firmie opłaca finansowo, a co powinna zrobić biorąc pod uwagę wpływ na otoczenie. – Przy podejmowaniu decyzji czynniki pozafinansowe mogą mieć oczywiście mniejsze znaczenie niż oczekiwane zyski. Należy zakładać jednak, że z czasem, gdy niedoskonałości metodyczne w zakresie raportowania wskaźników społecznych i środowiskowych zostaną ograniczone, kryteria pozafinansowe będą zyskiwały na znaczeniu– mówi Julia Patorska.

    Megatrendy na rynku pracy

    Wśród pozostałych megatrendów eksperci Deloitte wyróżnili rosnące znaczenie rynku talentów oraz tzw. srebrną gospodarkę. Mają one ze sobą dużo wspólnego. Struktura rynku pracy zmienia się diametralnie. Coraz więcej osób podnosi swoje kwalifikacje przez całe życie, pracuje na swój rachunek lub na podstawie elastycznych form zatrudnienia. Zwiększa się również liczba pracowników, którzy pracują zdalnie lub jako niezależni wykonawcy. W tej chwili tylko w Unii Europejskiej może być już 30,6 mln takich osób. Jednocześnie pracodawcy muszą pogodzić interesy wielu różnych generacji obecnych na rynku pracy i powoli zapełniać lukę, która tworzy się po odchodzących na emeryturę przedstawicielach pokolenia wyżu powojennego. – To może być istotny cios dla wzrostu gospodarczego, dlatego wiele rządów w ostatnich latach podnosiło ustawowy wiek emerytalny. Zmiany w systemach emerytalnych sprawiają, że coraz więcej osób poszukuje informacji dotyczących aktualnych przepisów i kalkuluje opłacalność pozostania na rynku pracy. Konieczność dłuższej aktywności zawodowej, połączona z przewidywanymi niskimi emeryturami z publicznego systemu, może też istotnie wpłynąć na skłonność do oszczędzania i poszukiwanie aktywów, które będą bezpieczną lokatą dla kapitału i swoistą „polisą na starość” – dodaje Julia Patorska.

    Megatrend: elektromobilność

    Aktywność największych koncernów motoryzacyjnych oraz rządowe systemy wsparcia dla elektromobilności przekładają się na rosnące zainteresowanie konsumentów. Motywacją do zakupu pojazdów elektrycznych jest coraz większa świadomość ekologiczna oraz rosnąca opłacalność kosztowa tego typu pojazdów, w porównaniu z pojazdami o napędzie konwencjonalnym. – Elektromobilność to nie tylko samochody osobowe, ale także autobusy elektryczne oraz wodorowe. Rozwój flot zeroemisyjnych autobusów jest kluczowy w budowaniu „zrównoważonych miast” umożliwiających redukcję zanieczyszczenia powietrza oraz hałasu. Dodatkowym aspektem wykorzystania elektromobilności jest obszar synergii z OZE, czyli odnawialnymi źródłami energii , który prowadzi do gospodarki niskoemisyjnej oraz niezależności energetycznej – mówi Karol Wierzbicki, ekspert w zespole ds. elektromobilności.

    Według szacunków Deloitte na początku następnej dekady cena baterii ma spaść do poziomu ok 130 EUR kW/h, co spowoduje, że napęd elektryczny stanie się bardziej atrakcyjny rynkowo.

  • Przemysł 5.0 widać już na horyzoncie

    Przemysł 5.0 widać już na horyzoncie

    Dzięki nowym technologiom świat rozwija się dziś szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Czwarta rewolucja przemysłowa trwa w najlepsze, tymczasem na horyzoncie widać już mglisty zarys kolejnej. Na wzór poprzednich stanowi ona mieszankę zdumiewających obietnic, ciężkich wyzwań i niechybnych konsekwencji. Jakie będą fabryki przyszłości? Na to pytanie szukamy odpowiedzi wspólnie z ekspertami z wrocławskiej firmy DSR, specjalizującej się w dostarczaniu zaawansowanych rozwiązań IT dla produkcji.

    O przemożnym wpływie wynalazków na społeczeństwo i gospodarkę przekonano się już pod koniec XVIII wieku, kiedy jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się fabryki wyposażone w maszyny parowe. Efekty pierwszej rewolucji przemysłowej, polegającej na umaszynowieniu fabryk i manufaktur, widoczne były wszędzie. Ich siła popchnęła ówczesną gospodarkę ku gwałtownemu rozwojowi, który za sprawą nowych wynalazków przyspieszył gwałtownie w XIX wieku. Druga rewolucja przemysłowa przyniosła ze sobą elektryczność, która gruntownie zmieniła globalną gospodarkę. W fabrykach pojawiły się linie produkcyjne, co pozwoliło na uruchomienie przez przełomowe wynalazki. Żarówka, telefon, aparat fotograficzny, pojazdy silnikowe i radioodbiorniki – to wszystko pojawiło się w XIX wieku. Świat zmienił się nie do poznania, by 100 lat później przywitać kolejną rewolucję. Tym razem w jej centrum znalazły się informatyzacja i automatyzacja. Wraz ze zwiększającą się wydajnością taniejącego i coraz łatwiej dostępnego sprzętu komputerowego, firmy rozpoczęły wdrażanie systemów do planowania i kontroli oraz narzędzi umożliwiających sterowanie maszynami, co przyczyniło się do zwiększenia elastyczności i precyzji produkcji. Nowe rozwiązania informatyczne sprawiły, że producenci, jak jeden mąż, zwrócili się w kierunku automatyzacji.

    Zderzenie z rzeczywistością

    Podczas gdy trzy pierwsze rewolucje dzielił od siebie okres około stu lat, czwarta spadła na nas szybciej, bo zaledwie po pięciu dekadach. Poprzedziła ją faza intensywnej globalizacji, której towarzyszył offshoring, czyli przenoszenie produkcji do państw mniej rozwiniętych gospodarczo, takich jak Chiny czy Bangladesz. Przemysł 4.0 w dużym skrócie można zdefiniować jako dogłębną cyfryzację, a następnie dalszą automatyzację procesów zachodzących w przedsiębiorstwach poprzez implementację zaawansowanych systemów IT, przemysłowego internetu rzeczy, analityki danych i sztucznej inteligencji. – Dążymy do tego, by zespolić świat fizyczny z wirtualnym w sposób, który znacząco usprawnia działanie tego pierwszego. Taki poziom cyfryzacji wymaga nie tylko sporego budżetu, lecz także wprowadzenia fundamentalnych zmian w zarządzaniu przedsiębiorstwem. Zbieranie danych nie jest już sztuką. Wyzwanie polega na wyciąganiu z nich wartościowych wniosków, a to wymaga zmiany myślenia i utartych sposobów działania. Nagrodą są skok produktywności, wyższy poziom bezpieczeństwa, lepsza jakość i mniejsze marnotrawstwo – wyjaśnia Piotr Rojek, dyrektor zarządzający w DSR, firmie specjalizującej się w nowoczesnych rozwiązaniach IT dla przemysłu. Jego zdaniem wymiana informacji pomiędzy ludźmi, maszynami i systemami komputerowymi stanowi siłę czwartej rewolucji przemysłowej. Siłę, którą należy umiejętnie okiełznać, by przyniosła oczekiwane rezultaty.

    Tymczasem Zbigniew Piątek, który skrupulatnie bada zagadnienia związane z przemysłem 4.0 zaznacza, że obejmuje on cały łańcuch wartości: od złożenia zamówienia i dostarczenia komponentów dla trwającej produkcji, aż do wysyłki towaru do klientów i usług posprzedażnych. – Środowisko Przemysłu 4.0 wspiera załogę jak nigdy dotąd zapewniając dostęp do praktycznie każdej przydatnej informacji, w dowolnym czasie, z dowolnego miejsca, co umożliwia ekonomiczną produkcję zindywidualizowanych wyrobów i krótkich serii – zwraca uwagę Piątek i dodaje, że producenci, którzy wdrażają rozwiązania tej klasy mogą obniżyć koszty produkcji i w bardziej elastyczny sposób reagować na zapytania klientów. Największe wrażenie robi jednak sposób, w jaki nowoczesne systemy IT wykorzystują dane, spływające z hali produkcyjnej, do optymalizacji procesów, redukcji zastojów i eliminacji wadliwych partii. – Potrafimy zmniejszyć lub nawet całkowicie wyeliminować zjawiska obniżające jakość wyrobów i podwyższające koszty produkcji. Jest to możliwe dzięki mierzeniu oraz poddaniu analizie komputerowej w czasie rzeczywistym wielu parametrów technologicznych. W podobny sposób działa analityka predykcyjna, w której wykorzystanie np. specjalnych czujników drgań harmonicznych i analiza strumienia danych daje szerokie możliwości w zakresie wykrywania i identyfikacji konkretnych usterek, zanim dojdzie do uszkodzenia całej maszyny i w konsekwencji wstrzymania procesu produkcyjnego – tłumaczy Jan Skowroński, R&D manager w DSR.

    Mimo, że czwarta rewolucja przemysłowa trwa w najlepsze, większość firm wciąż znajduje się w jej początkowym stadium. – Robimy wszystko, aby zyskać siłę roboczą na miarę czwartej rewolucji przemysłowej – pod tym zdaniem podpisało się 86 proc. managerów wyższego szczebla w najnowszym badaniu przeprowadzonym przez Deloitte. Mimo szczerych chęci i licznych działań mających wprowadzić firmy produkcyjne na tory cyfrowej transformacji, efekty pozostawiają wiele do życzenia. Okazuje się bowiem, że zaledwie 14 proc. ankietowanych uznaje swoje przedsiębiorstwo za w pełni gotowe na wyzwania przemysłu 4.0.

    Powrót do przyszłości

    Tempo w jakim producenci implementują idee czwartej rewolucji przemysłowej, mimo że nie spełnia ona oczekiwań dostawców technologii, wcale nie jest ślimacze. To świat pędzi z niespotykaną dotychczas prędkością. Trudno za nim nadążyć realizując projekty wymagające gigantycznych nakładów finansowych i gruntownych zmian organizacyjnych w spowalnianych przez korporacyjne wymagania i procedury przedsiębiorstwach. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że coraz częściej mówi się o przemyśle 5.0, który – jeśli wierzyć futurystycznym wizjom ekspertów – zmieni fabryki nie do poznania.

    Siłą napędową piątej rewolucji przemysłowej mają być technologie kognitywne, umożliwiające maszynom wykonywanie zadań, które dotychczas zarezerwowane były wyłącznie dla ludzi. Doskonale widać to na przykładzie rozpoznawania obrazów i interpretowania mowy. Za sprawą technologii kognitywnych inteligentne roboty mają pracować u boku człowieka w całkowitej harmonii – nawet w małych i średnich zakładach produkcyjnych. Efektem kolaboracji ludzi z tzw. co-botami ma być szeroko zakrojona automatyzacja, w której rola tych pierwszych ulegnie sporej zmianie. Mimo, że nad automatyzacją od zawsze unosi się widmo bezrobocia, to przemysł 5.0 skutecznie je przegania, wydobywając to co najlepsze z ludzi i robotów. Żmudne, powtarzalne czynności spadną na maszyny, podczas gdy pracownicy z krwi i kości zajmą się tym co kreatywne, wymagające krytycznego myślenia, przewidywania i dozy wrażliwości. – Dziesięć lat temu rodzice mówili swoim dzieciom, by nie szły do pracy w fabrykach. To wielka szkoda, ponieważ właśnie w nich dokonuje się postęp i rodzą innowacje. Przemysł 5.0 sprawi, że fabryka stanie się miejscem, gdzie kreatywni ludzie znajdą dla siebie miejsce – Esben Østergaard, chief technology officer w Universal Robots. Istotny dla rynku pracy jest również fakt, że roboty nie obejdą się bez konserwacji i jak na razie są w tej potrzebie całkowicie zdane na naszą łaskę. Im więcej maszyn, tym więcej napraw, a co za tym idzie – większe zapotrzebowania kadrowe.

    Przygotowanie co-botów do wykonywania nowych zadań i działania w różnorodnych środowiskach pracy ma być niezwykle proste. Przyczynią się do tego zaawansowane algorytmy uczenia maszynowego, łatwe w obsłudze interfejsy oraz systemy ręcznej kontroli, które można wykorzystać, by nauczyć robota wykonywania określonych czynności. Taka forma programowania odbywa się przez zapamiętywanie sekwencji ruchów wykonanych przez człowieka i nie wymaga konwencjonalnego kodowania. – Takie maszyny są już dostępne na rynku, potrafią poruszać się tak, by nie stanowić zagrożenia dla ludzi, a dla bezpieczeństwa producenci wyposażyli je w specjalne ochraniacze. Z tego samego powodu siła, z jaką wykonują zadania została mocno ograniczona. W przyszłości będziemy oglądać je coraz częściej, na razie jednak wciąż stanowią niszę. To technologia, która dopiero raczkuje i potrzeba czasu, by rozwinęła się na tyle, by mogła w pełni sprostać naszym oczekiwaniom – ocenia Piotr Rojek.

    DNA robi różnicę

    Gdy to nastąpi, harmonijna współpraca ludzi z inteligentnymi robotami wyniesie przedsiębiorstwa produkcyjne na nowy poziom personalizacji. Takiego zdania jest Esben Østergaard, który w przemyśle 5.0 dostrzega szansę na aprecjację kapitału ludzkiego, jako elementu nadającego wartość wytwarzanym produktom. – To właśnie spersonalizowanych produktów konsumenci pożądają najbardziej i są gotowi zapłacić więcej za takie, które noszą charakterystyczne znamię ludzkiej troski i kunsztu, np. piękne zegarki czy piwo rzemieślnicze – zauważa Østergaard. Według niego takie produkty mogą powstać wyłącznie przy zaangażowaniu człowieka. Ten ludzki dotyk ma być tym, czego poszukują konsumenci, gdy chcą wyrazić swoją tożsamość poprzez kupowane produkty. Zdaniem Østergaarda nie przeszkadza im to, że automatyzacja jest częścią procesu produkcyjnego, pod warunkiem, że produkt końcowy posiada osobisty odcisk projektantów i rzemieślników, tworzących coś wyjątkowego i niepowtarzalnego. – To jest personalizacja. To jest poczucie luksusu. To jest przyszłość! – ekscytuje się współzałożyciel Universal Robots. Kiedy ona nadejdzie? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

    Z badania przeprowadzonego przez Accenture wiadomo, że dominująca większość z 512 przepytanych kierowników produkcji z Ameryki Północnej, Europy i Azji widzi miejsce dla współpracy z inteligentnymi robotami w najbliższej przyszłości. 85 proc. respondentów przewiduje, że integrujące ludzi i maszyny środowiska pracy staną się powszechne już w 2020 roku. Tego hurraoptymistycznego nastroju nie podziela Piotr Rojek, który współpracując z polskimi i europejskimi producentami przemysłowymi dokładnie analizuje poziom ich cyfryzacji. – Z przemysłu 4.0 mamy do odrobienia ogromną pracę domową. Mimo, że penetracja IIOT postępuje dość szybko, to wciąż większość wdrożeń jest w powijakach. W firmach, które inwestują w nowe technologie zazwyczaj funkcjonują różne, rozproszone systemy IT. Brakuje holistycznego podejścia, wizji i dojrzałości. Jest wprawdzie duży potencjał, jednak mało kto go wykorzystuje. Nim wejdziemy w przemysł 5.0 musimy zrobić użytek z jego poprzedniej odsłony, a na to potrzebujemy jeszcze sporo czasu – kwituje dyrektor zarządzający w DSR.

  • Wdrożenie chmury prywatnej w świecie piękna

    Wdrożenie chmury prywatnej w świecie piękna

    Czy wśród nut piżma i wanilii mogą kryć się cyfrowe bity? Arcade Beauty, globalny producent próbek i mini produktów dla największych marek kosmetycznych, dzięki chmurze uprościł i zintegrował krytyczne systemy IT. Co istotne, zmiana ta zaczęła się w Polsce.

    W jedności siła, czyli potrzeba „One company”

    Grupa Arcade Beauty powstała z połączenia dwóch spółek w 2014 roku i od tego czasu zapewnia kompleksową obsługę kampanii światowych marek z branży beauty. Firma działa prężnie w trzech regionach świata: w Ameryce Północnej, Europie i Brazylii, korzystając ze złożonej i rozległej infrastruktury IT, obsługującej liczne centra produkcyjne na całym świecie. Jeszcze na początku 2017 roku europejska infrastruktura serwerowa firmy była rozproszona pomiędzy różnymi lokalizacjami i dostawcami, uniemożliwiając sprawny przepływ informacji i scentralizowane zarządzanie.

    Wyzwaniem dla grupy, chcącej funkcjonować według idei „one company”, stało się uproszczenie procesów i konsolidacja systemów informatycznych. Kluczowymi wymaganiami przy wyborze infrastruktury były jej skalowalność, zapewnienie wysokiej wydajności i dostępności.

    Jednym z wyzwań globalnych przedsiębiorstw, posiadających wiele oddziałów rozmieszczonych na całym świecie, jest integracja licznych systemów informatycznych. Przykład Arcade Beauty pokazuje, że migracja krytycznych systemów IT europejskich ośrodków firmy, w celu ich konsolidacji do chmury prywatnej, jest skutecznym rozwiązaniem pomocnym w realizacji idei „one company” – komentuje Xavier MARIOT, CFO Europe & Asia Arcade Beauty.

    Oszczędności nawet do ponad 40 proc.

    Wybór Arcade Beauty padł na usługę Private Cloud, dostarczaną przez OVH. Inicjatywa cyfrowej zmiany w całej firmie narodziła się w Polsce, a pomysłodawcami i głównymi realizatorami byli Patrick Zawadzki i Michał Maciejewski. Postanowili oni m.in. uporządkować i scalić rozproszoną globalnie infrastrukturę. Firma skorzystała z okresu testowego, aby zyskać pewność, że usługa Private Cloud spełni ich oczekiwania. Efektem testów była pełna implementacja chmury prywatnej i oszczędności wynoszące w skali roku ponad 40 proc.

    Migracja do chmury obliczeniowej stanowiła dla Arcade Beauty podwaliny dla cyfrowej transformacji. Dzięki infrastrukturze Private Cloud, firma mogła skonsolidować i scentralizować swoje zasoby IT na wydajnej i bezpiecznej platformie chmurowej, zyskując ponad 40 proc. oszczędności – informuje Patrick Zawadzki, CIO Europe w Arcade Beauty.

    Chmura prywatna napędza Przemysł 4.0

    Warto wybrać Private Cloud, gdy firma oczekuje, że usługa będzie wyprzedzać potrzeby biznesu tak, aby szybko uwalniać potrzebne zasoby i stwarzać nowe możliwości. Z naszej perspektywy istotne są wiążące się z Private Cloud niezawodność, skalowalność, a także łatwość zarządzania infrastrukturą, zwłaszcza w środowiskach rozproszonych geograficznie – komentuje Michał Maciejewski, menedżer ds. infrastruktury IT na Europę w Grupie Arcade Beauty.

    Według informacji zawartych w raporcie zatytułowanym „How Cloud Computing Enables Modern Manufacturing”[1], chmura obliczeniowa, w tym jej prywatny model, jest motorem napędowym Przemysłu 4.0 (ang. Industry 4.0), znanego również pod hasłem smart manufacturing. Chmura jest obecnie fundamentem transformacji praktycznie każdego aspektu nowoczesnej produkcji. Umożliwia projektowanie, a także rozwój nowych produktów oraz procesów i systemów wytwórczych.

    Polskie przedsiębiorstwa produkcyjne z dystansem podchodzą do wdrożeń rozwiązań chmurowych na szeroką skalę. O ile świadomość roli chmury rośnie w większych firmach, o tyle w tych małych i mikro jest jeszcze wiele do zrobienia. Usługi chmurowe umożliwiają połączenie i scentralizowanie różnych systemów, w tym CRM czy ERP, a także ułatwiają zbieranie, analizowanie i dalsze udostępnianie danych z sensorów wykorzystywanych w technologii Internetu rzeczy. To jedynie przykłady korzyści, z których mogą skorzystać przedsiębiorstwa wytwórcze – dodaje Robert Paszkiewicz, dyrektor sprzedaży w OVH Polska.

    Historia Arcade Beauty jest dowodem na to, że implementacja chmury prywatnej może pomóc w zoptymalizowaniu działania firmy, posiadającej wiele ośrodków rozsianych po całym świecie, z których każdy realizuje inne zadania. Chmura prywatna umożliwia zebranie wszystkich zasobów firmy w jednym miejscu, ułatwiając jej funkcjonowanie.

    [1] American Enterprise Institute, Information Technology and Innovation Foundation, How Cloud Computing Enables Modern Manufacturing, czerwiec 2017
  • Sztuczna inteligencja i obsługa klienta

    Sztuczna inteligencja i obsługa klienta

    Według badań przeprowadzonych przez firmę analityczno-doradczą Gartner do 2020 roku 85 proc. kontaktów między konsumentem, a przedsiębiorstwem będzie przeprowadzane maszynowo, bez konieczności interakcji z fizycznym doradcą klienta. Co więcej, Gartner prognozuje, że między 2017 a 2021 r. obsługa klienta dokonywana wyłącznie przez mechanizmy oparte na sztucznej inteligencji (AI) wzrośnie pięciokrotnie.[1] Czwarta rewolucja przemysłowa (Przemysł 4.0) już dziś zmienia charakter obsługi klienta dzięki wykorzystaniu możliwości sztucznej inteligencji.

    Dawno minęły czasy ręcznego zajmowania się każdym zapytaniem, śledzenia alertów i przechowywania zapisów. Obecna technologia umożliwia centrom telefonicznym nie tylko szybszą i bardziej wydajną pracę, ale także identyfikację prawdopodobnych problemów przed ich wystąpieniem i rozwiązywanie ich z wyprzedzeniem. Wszystko to jest możliwe dzięki rozwojowi uczenia maszynowego (machine learning) i algorytmów głębokiego uczenia się (deep learning). Wraz ze wzrostem mocy obliczeniowej i ulepszaniem systemów AI zbliżamy się do momentu, kiedy każdą potrzebę klienta będzie można zaspokoić przy pomocy wysoko wykwalifikowanych wirtualnych asystentów i cyfrowych chatbotów replikujących zachowanie agentów ludzkich. Sztuczna inteligencja może zrewolucjonizować prawie każdy aspekt biznesu, w różnych jego sektorach, a rewolucja w interakcjach między firmą a konsumentem dzieje się na naszych oczach. Jak AI może pomóc w obsłudze klienta? Oto kilka przykładów.

    Poprawa jakości obsługi klienta

    Obsługa klienta dzisiaj jest w dużej mierze reaktywna. Osoba dzwoni do centrum kontaktowego firmy i musi dostarczyć szeroki zakres informacji, takich jak: imię i nazwisko, adres, numer lojalnościowy i opis problemu. Jeśli agent nie może pomóc, osoba dzwoniąca zostaje przekierowana do kolejnej osoby, a proces rozpoczyna się od nowa. Jest z tym wiele problemów, przede wszystkim marnuje czas klienta i frustruje go. Sztuczna inteligencja jest w stanie połączyć aktywność użytkownika z jego telefonem na Call Center i dostarczyć agentowi niezbędnych informacji. Dzięki temu doradca klienta może przewidzieć, dlaczego dana osoba dzwoni i zasugerować, jak rozwiązać problem, nawet przed zapytaniem.

    Wykorzystanie AI w postaci algorytmów maszynowego uczenia w obsłudze klienta nie tylko usprawnia cały proces, ale też może pozytywnie wpływać na wizerunek firmy. Obsługa klienta w przypadku wystąpienia jakiś problemów ma bowiem duże znaczenie w kontekście jej reputacji. Raz niezadowolony klient prawdopodobnie zostawi niepochlebne opinie w internecie, podzieli się nimi ze znajomymi i finalnie może po raz kolejny nie sięgnąć już po nasz produkt czy usługę. Dlatego firma powinna wykorzystać każdą okazję, aby zapewnić klientom doskonałą obsługę, a współczesne technologie bardzo to ułatwiają. Posłużmy się prostym przykładem. Marta często podróżuje naszymi liniami lotniczymi i właśnie dowiedziała się, że jej lot jest odwołany z powodu problemów pogodowych. Marta loguje się na stronie i zaczyna szukać nowych lotów. Jak się okazuje, wszystkie bezpośrednie połączenia są albo pełne albo odwołane, więc rozszerza swoje poszukiwania o loty z przesiadką, ale nie znajduje dla siebie dogodnego rozwiązania. Po kolejnych minutach poszukiwań Marta decyduje się na telefon do naszych linii lotniczych, gdzie wita ją uprzejmy konsultant, prosi o jej dane, numer lotu i pyta jak może jej pomóc. Marta wyjaśnia sytuację, a agent przechodzi wiele kroków, które ona już raz przeszła sama. Marta zaczyna się denerwować i obawia się, że loty szybko się zapełniają i może nie znaleźć biletu na powrót do domu. Ostatecznie po blisko 20 minutowej rozmowie jej lot zostaje zmieniony na lot z przesiadką i Marta cieszy się, że się to udało, choć jest nieco zirytowana, że transakcja trwała tak długo. Jak mogłaby wyglądać ta rozmowa gdyby nasza linia lotnicza używała sztucznej inteligencji wspomagającej obsługę klienta? Załóżmy, że Marta wykonuje wszystkie te same czynności do momentu jej telefonu. Kiedy więc dzwoni do naszych linii lotniczej, AI zebrała już wszystkie informacje i zrozumiała, że lot Marty został odwołany i że rozszerzyła ona swoje poszukiwania o inne regionalne porty lotnicze, AI przekazała to wszystko naszemu konsultantowi wraz z propozycją konkretnego połączenia pozwalającego Marcie wrócić do domu. Agent wie również, że dzwoniąca do niego kobieta często wybiera loty na tej konkretnej linii i jest naszym stałym klientem. Kiedy więc Marta dzwoni do nas to konsultant pozdrawia ją po imieniu i mówi: „Dzień dobry Pani Marto, dziękuję za lojalność wobec naszych linii, widzę, że próbowała Pani zmienić swój odwołany lot. Mogę zaproponować Pani lot jutro o 13:00 z przesiadką w Berlinie? Czy pasuje to Pani?” Marta jest zadowolona i dziękuję za szybką pomoc. W powyższym przykładzie, w oparciu o wcześniejsze działania Marty,  AI była w stanie zrozumieć z jakim problemem ona dzwoni i dostarczyła agentowi odpowiednie informacje, które zdecydowanie skróciły czas obsługi Marty i pozytywnie przełożyły się na jej zadowolenie ze sprawnego rozwiązania jej problemu. Firmy zbierają ogromne ilości informacji na temat nawyków i działań swoich klientów. Wyzwaniem jest to, że ludzie nie mogą analizować dużych ilości danych tak szybko, jak maszyny. Systemy AI mogą być wykorzystywane do badania tych danych i dokonywania wnioskowań, które mogą pomóc firmom szybciej i dokładniej obsługiwać klientów, dzięki czemu każdy pracownik obsługi klienta jest bardziej skuteczny – tłumaczy Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit.

    Prewencja problemów

    Sztuczna inteligencja przewyższa ludzkie możliwości pod względem ilości danych, które może analizować w danym czasie. Pozwala to na stałe monitorowanie i natychmiastowe wykrywanie wszelkich anomalii. AI może przeanalizować miliony danych i rozpoznać wzorce, które pozwalają wykryć problemy, które jeszcze się nie pojawiły, ale prawdopodobnie pojawią się w najbliższej przyszłości. Firmy mogą zapobiegawczo zająć się nimi, zanim przyniosą finansowe straty.

    Już dziś wiele firm wykorzystuje mechanizmy uczenia maszynowego do tworzenia realnej wartości dla klienta. Przykładem takiego działania są m.in. systemy z wbudowaną sztuczną inteligencją monitorujące prawie nieskończoną liczbę stron internetowych pod kątem określonych słów kluczowych. Dzięki temu firmy mogą szybko i efektywnie identyfikować klientów, którzy doświadczają zakupowych problemów. Co więcej przedsiębiorcy mogą w krótkim czasie dowiedzieć się jaki jest charakter i natura tych kłopotów. Przede wszystkim jednak – dzięki algorytmom uczenia maszynowego – inteligentny system może w czasie rzeczywistym pomagać klientom w rozwiązaniu ich problemu, odsyłając ich do sekcji często zadawanych pytań lub oferując proste rozwiązania za pomocą botów – dodaje Jędrzej Fulara ze Sparkbit.

    Według raportu opracowanego przez ośrodek analityczny Forrester w najbliższych latach firmy będą intensywnie badać możliwości wykorzystania inteligentnych agentów i dodawać konwersacyjne interfejsy do statycznych treści samoobsługowych. Będą przewidywać potrzeby na podstawie kontekstu, preferencji i wcześniejszych zapytań oraz będą dostarczać proaktywne alerty, odpowiednie oferty i treści.[2]

    Chatboty – automatyzacja obsługi klienta

    Coraz więcej firm wybiera chatboty, jako narzędzie do obsługi klienta. Obecnie około 30% firm oferujących swoje usługi w internecie, posiada samodzielne “boty”, które mogą odpowiadać na nieskomplikowane pytania i rozwiązywać proste problemy[3]. Wciąż jednak możliwości zaimplementowanych elementów sztucznej inteligencji są znacząco węższe od umiejętności fizycznego doradcy. Mimo to, dla wielu firm wirtualni doradcy przynoszą miliony dolarów zysku. Chatboty mogą tanio, szybko i konsekwentnie odpowiadać na zapytania klientów. Mogą od razu rozwiązywać problemy, bez względu na to czy jest godzina 10:00 w dzień czy 2:00 w nocy. Ma to kluczowe znaczenie dla firm ukierunkowanych na pokolenia millenialsów (którzy mogą być niecierpliwi). Chatboty nie potrzebują też czasu na szukanie odpowiedzi, tak jak robią to ludzie, dzięki czemu idealnie nadają się do szybkich odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. Szacuje się, że systemy oparte o sztuczną inteligencję pomagają skrócić czas obsługi nawet pięciokrotnie. W przypadku, gdy chatbotom nie udaje się rozstrzygnąć sprawy mogą skierować klienta do konsultanta – człowieka. Taki schemat oczywiście zwiększa produktywność pracowników. Wirtualni doradcy popełniają też mniej błędów podczas odpowiadania na zapytania klientów i mogą prowadzić proaktywne interakcje z klientem. Oznacza to, że nie odpowiadają oni tylko na zapytania, ale też rozpoczynają rozmowy informując np. o promocjach i wyprzedażach, oferują samouczki video, pokazują linki do stron produktów czy wpisów na blogu.

    Dobrym przykładem odnoszenia korzyści dzięki wirtualnym agentom jest China Merchants Bank. Ten chiński bank komercyjny, używa bota w popularnej aplikacji WeChat do obsługi od 1,5 do 2 milionów zapytań dziennie. By sprostać takiej ilości pracy bez używania systemów AI, ten sam bank musiałby zatrudnić ponad 7 000 pracowników. Innym przykładem jest hotel i grupa kasyn Caesars oferujących Ivy – wirtualnego concierge, który automatycznie odpowiada na zapytania gości. Dzięki niemu liczba połączeń z hotelowym biurem obsługi (zarządzanym tradycyjnie) zmniejszyła się o 30%. Innym spektakularnym przykładem jest wykorzystanie mechanizmów sztucznej inteligencji przez jeden z australijskich banków. Obecnie eksperymentuje on z samodzielnym, inteligentnym wirtualnym asystentem, którego głównym zadaniem jest przysłuchiwanie się rozmowom pracowników banku na temat pożyczek. Jeśli pracownik banku zapomni o czymś lub popełni błąd, bot automatycznie włącza się w prowadzoną rozmowę. Niektóre firmy używają chatbotów w celu poprawienia efektywności fizycznych pracowników. Dobrym przykładem jest stosowanie systemów sugerowania odpowiedzi na przychodzące zapytania klientów, które pracownik przed wysłaniem może zatwierdzić lub odpowiednio dostosować. W ciągu ostatniego roku umożliwiło to holenderskim liniom lotniczym KLM podwojenie liczby obsługiwanych zapytań klientów – do 120 000 tygodniowo – przy jednoczesnym zwiększeniu liczby pracowników o zaledwie 6 proc. – mówi Jędrzej Fulara ze Sparkbit.

    AI – zmienia zasady funkcjonowania obsługi klienta

    Korzyści z wprowadzenia sztucznej inteligencji do systemu obsługi klienta są wielowymiarowe. AI zwiększa ilość interakcji z klientem poprzez zautomatyzowanie reakcji, radzi sobie z dużym natężeniem zapytań i zapewnia wsparcie 24 godziny na dobę gwarantując cały czas ten sam poziom wydajności. Systemy te nie muszą odpoczywać i są odporne na negatywne ludzkie emocje. Konsultant może się złościć, być rozczarowany lub sfrustrowany, co może wpłynąć na kolejną rozmowę. AI nie ma takich problemów. Dodatkowo pracownicy mogą skorzystać z pomocy sztucznej inteligencji, aby uzyskać lepsze wskaźniki dla swoich indywidualnych celów. Pomaga to zmotywować ich do pracy, zmniejsza zmęczenie i poprawia dobre morale w zespole, a wszystko to przyczynia się do trwałego sukcesu. AI pozwala na szybsze rozwiązywanie problemów, a dzięki temu, że algorytm sam uczy się z gromadzonych danych w dłuższej perspektywie zwrot z tej inwestycji jest bardzo opłacalny dla firmy, ponieważ system znacząco podnosi poziom wydajności. Systemy AI pozwalają też na analitykę w czasie rzeczywistym. Menedżerowie mogą zobaczyć analizę rozmów i działań, a następnie zdecydować, czy kontynuować stosowanie tych samych strategii, czy też modyfikować je w celu lepszej realizacji celów. W przypadku nowych klientów, konsultanci nie znają ich preferencji przez co proces personalizacji oferty jest trudny, tymczasem systemy sztucznej inteligencji mogą pobierać informacje o takich klientach z dowolnej dostępnej publicznej bazy danych, a następnie moderować rozmowę w zależności od potrzeb i zapewnić klientom niespotykany dotychczas poziom personalizacji skierowanej do nich oferty. To z kolei buduje lojalność wobec marki.

    Dobrze działająca obsługa klienta jest jednym z kluczowych czynników pozwalającym firmom osiągnąć przewagę konkurencyjną i finansowy sukces. Poprawa jakości tej obsługi ma bardzo duże znaczenie w budowaniu wizerunku marki, dlatego CIO powinni traktować sztuczną inteligencję jako technologię zmieniającą reguły gry.

    [1]https://www.gartner.com/imagesrv/summits/docs/na/customer-360/C360_2011_brochure_FINAL.pdf
    [2] https://www.forrester.com/report/The+Rise+Of+Intelligent+Agents/-/E-RES128047
    [3] https://media.economist.com/news/special-report/21739432-how-ai-can-make-businesses-look-more-caring-customer-service-could-start-living-up-its
  • Bezpieczeństwo IT jest zaległością, którą trzeba odrobić – wywiad z Przemysławem Kucharzewskim

    Bezpieczeństwo IT jest zaległością, którą trzeba odrobić – wywiad z Przemysławem Kucharzewskim

    Wielkimi krokami zbliża się moment, w którym RODO, czyli Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych, wejdzie w życie. Niektórzy przedsiębiorcy mają wciąż trudności z przygotowaniem się do tej zmiany. W rozmowie z Przemysławem Kucharzewskim, Dyrektorem Sektora Biznesowego w firmie NEWND, poruszamy tematy zarówno bezpieczeństwa IT, jak i samego RODO.

    BrandsIT: Swoją przygodę, jeśli chodzi o IT, zacząłeś w 1995 roku…

    Przemysław Kucharzewski: Zawodową tak, a nawet trochę wcześniej. Generalnie z komputerami do czynienia mam od ósmej klasy szkoły podstawowej i rozpoczynałem swoją przygodę z komputerem ZX81. Można powiedzieć, że to był taki mały kalkulator, który miał 1KB pamięci RAM, natomiast moim pierwszym własnym komputerem był Atari 800 XL. Oprócz oczywiście gier, zacząłem wtedy po raz pierwszy działać pod kątem pisania aplikacji. Pisałem je wtedy zarówno w Basic’u, który był wbudowany w urządzenie, jak i w Asseblerze. Ta przygoda trwała kilka lat, a w trzej klasie liceum zostałem posiadaczem pierwszego PC XT. [signinlocker id=9973]

    BrandsIT: W tamtych czasach to był szczyt marzeń. Ile Twoja jednostka miała MHz?

    Przemysław Kucharzewski: 4,77 MHz. Do tego dysk twardy 20 MB. To był moment, w którym zacząłem programować bardziej na poważnie. Pisałem aplikacje w Turbo Pascalu. Program, z którego byłem wówczas najbardziej dumny to był program do kosztorysowania robót budowlanych. Napisałem go dla swojego Taty, który ma firmę budowlaną. Wtedy nie było komercyjnych aplikacji tego typu, więc stworzyłem taką dla Niego.

    Jeśli chodzi o studia, zdecydowałem się na Politechnikę Wrocławską, na Wydział Informatyki i Zarządzania. Na pierwszym roku znów zmieniłem komputer na PC AT 386. Wtedy też zacząłem korzystać z wielu języków programowania, począwszy od C++, przez Turbo Pascala, po Turbo Vision, Progress, Clipper, D-Base.

    To były bardzo pionierskie czasy. Największym przełomem w moim życiu było pojawienie się Internetu, już nie tylko za pomocą łączy Telekomunikacji Polskiej, ale też w akademiku czy na uczelni. Głównie korzystało się wtedy z serwisu IRC, czyli społeczności, gdzie można było dyskutować.

    Wtedy też rozpocząłem pracę w JTT Computer S. A. – ówczesnego pioniera rynku informatycznego, producenta komputerów, serwerów Adax. Na początku zajmowałem się akcjami promocyjnymi w różnych miastach. To był tak zwany Adax Roadshow. Na takie spotkania przychodziło nawet po 1000 osób w ciągu jednego dnia. Pojawiali się tam różni ludzie, m.in. wycieczki ze szkół, z urzędów miast, z fabryk, z zakładów produkcyjnych. Swoją przygodę zawodową z JTT związałem łącznie na blisko osiem lat. W tej firmie zajmowałem później serwerami Adaxa, byłem product menagerem i kierownikiem sekcji, następnie byłem dyrektorem całego działu odpowiedzialnego za portfolio produktowe, kanał sprzedaży.

    Można powiedzieć, że cała moja przygoda zawodowa przez te ostatnie dwadzieścia parę lat związana była z wprowadzaniem nowych rozwiązań IT na rynek, czy to sprzętowych czy software’owych. Pracowałem na rzecz kilku dystrybutorów, między innymi AB S.A., Eptimo S.A., Incom S.A..

    BrandsIT: Zdarzały się niegdyś przypadki niezabezpieczonych sieci WiFi w bankach, poprzez które można było mieć dostęp do wszystkich danych banku. Teraz jest to nie do pomyślenia. Jak oceniasz zmianę świadomości właścicieli firm i osób z działów IT na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat?

    Przemysław Kucharzewski: Wydawać by się mogło, że świadomość tego, do czego komputer służy, do czego można go zastosować, jest coraz większa i, można powiedzieć, nadąża za rynkiem. Natomiast rozumienie tego, że dane są de facto najbardziej cennym zasobem w organizacji – to w jaki sposób z nich korzystamy, jak je udostępniamy, jak się łączymy, przez jakie łącza, gdzie, jak jest zabezpieczona infrastruktura w danej firmie – to w przypadku mniejszych, średnich i nawet całkiem sporych przedsiębiorstw, zatrudniających kilkaset osób, jest na niezadowalającym poziomie.

    Niektórych przedsiębiorców cechuje dość beztroskie podejście do bezpieczeństwa IT, ponieważ wychodzą z założenia, że nic złego nie może się wydarzyć, a jeśli, to „coś się uda zrobić”.

    BrandsIT: W ostatnim komentarzu, którego udzieliłeś dla naszego portalu, stwierdziłeś, że „sektor biznesowy ma aktualnie największy potencjał inwestycyjny w zakresie IT”. Czy możesz rozwinąć tą myśl?

    Przemysław Kucharzewski: Potwierdzam to, ponieważ patrząc na całość rynku IT w tej chwili w Polsce można zauważyć, że inwestycje w sektorze publicznym spadły w ciągu ostatnich dwóch lat mniej więcej o 50 proc. względem roku 2015, a z drugiej strony są duże korporacje, które bardzo często są korporacjami zagranicznymi, więc przenoszą swoje standardy między krajami i są już przystosowane do działania w zdigitalizowanym świecie. Dystans pomiędzy Europą Zachodnią i Stanami Zjednoczonymi a Polską, w przypadku tych dużych korporacji, właściwie nie istnieje. Jest też sektor SMB, który jest najbardziej elastyczny. W tym sektorze procesy decyzyjne są bardzo krótkie, choć SMB w dużym stopniu musi nadgonić różnice, jakie występują w porównaniu z dużymi organizacjami z zakresu rozwoju technologii, zastosowania informatyki w procesach funkcjonowania danej organizacji i bezpieczeństwa IT.

    Jeśli zaś chodzi o to ostatnie, to badania jasno pokazują, że w Polsce nakłady na bezpieczeństwo IT są wielokrotnie niższe niż w przypadku krajów Europy Zachodniej. Żeby organizacje były bezpieczne, szacuje się, że co najmniej 10 proc. budżetu IT powinno być przeznaczone na zagadnienia związane z bezpieczeństwem IT. W Polsce jest to około 2-3 proc. Powołując się na badania przeprowadzone przez firmę zajmującą się bezpieczeństwem, w Niemczech na bezpieczeństwo wydaje się około 30 proc. budżetu IT. To są na prawdę kolosalne kwoty.

    Najistotniejsze jest to, żeby zapewnić ciągłość funkcjonowania organizacji. Warto zawsze być gotowym na to, że coś może się wydarzyć, bo wtedy można w bardzo krótkim czasie usunąć problem. Niewiele osób zarządzających zdaje sobie sprawę, że przykładowy przestój funkcjonowania systemu informatycznego oznacza brak sprzedaży. Utracone korzyści są ogromne, począwszy od klientów po utracony dochód czy marże.

    BrandsIT: Czy uważasz, że niskie nakłady na bezpieczeństwo IT mają związek z naszą mentalnością? Właściciele polskich firm nie byli skłonni do inwestycji, kierując swoje działania na szybki zysk. Z drugiej strony, właściciele nie mają wystarczającej wiedzy, żeby zweryfikować pracę działów IT, co skutkuje tym, że osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo nie przykładają się w wystarczający sposób do zadań, które do nich należą. 

    Przemysław Kucharzewski: Na pewno w przypadku szefów działów IT można zaobserwować dwie postawy. Pierwszą z nich, jak to nazywam, jest „okopywanie się”, czyli za wszelką cenę udowadnianie swojej przydatności, twierdząc, że wszystko jest w porządku, że nie trzeba nic zmieniać, że są niezbędni do tego, żeby firma funkcjonowała, a drugą postawą jest brak odwagi wobec zarządu, by rozmawiać wprost na temat dynamicznie zmieniającego się świata technologii. Szefowie działów rezygnują czasem z wyjaśniania przełożonym, że ten świat, który znamy sprzed kilku lat, za kilkanaście lat będzie całkowicie inaczej wyglądał. W tej chwili obserwuje się, że narzędzia pracy, to w jaki sposób ludzie pracują zaczyna mieć kolosalny związek z postępem technologicznym i bez nakładów na IT może oznaczać bardzo rychły koniec istnienia organizacji, bo ta przestanie być konkurencyjna. Dlatego dział IT w firmie i jego praca jest tak bardzo istotny.

    Wrócę jeszcze do bezpieczeństwa IT. Backup jest absolutną podstawą, jeśli chodzi o bezpieczeństwo IT, ponieważ może zapewnić ciągłość funkcjonowania w razie jakiekolwiek incydentu, którym może być przykładowo zaszyfrowanie danych przez kryptolockera. W ubiegłym roku, kiedy dosyć mocno zajmowałem się właśnie backupem, spotkałem firmy, które mają kilkaset stanowisk komputerowych, a backup polegał tam na tym, że dane z systemu ERP przegrywane były na dysk zewnętrzny, który był dostępny przykładowo dla wszystkich. Jeden z czołowych dystrybutorów części samochodowych z powodu jednego incydentu miał dwutygodniowy przestój w działalności, jedna z ogólnokrajowych firm kurierskich również właściwie nie funkcjonowała przez trzy tygodnie z tego powodu, że organizacja nie miała ani właściwego backupu ani właściwego centrum zapasowego.

    Zarządy firm przeznaczają kolosalne kwoty na ubezpieczenie przykładowo samochodów, ale nie przeznaczają środków na to, żeby zapewnić bezpieczeństwo IT swojej organizacji. Odpowiedzi, które uzyskałem odnośnie takiej sytuacji były w zasadzie podobne do siebie i brzmiały „to się nie zdarzyło”. Warto pamiętać, że świat się przecież zmienia, zmienia się także działanie przestępców. Teraz nie trzeba mieć pistoletu i iść do banku, żeby go obrabować, ale można w białych rękawiczkach zaatakować firmę, zaszyfrować dane i żądać okupu.

    BrandsIT: Czyli byłbyś skłonny określić bezpieczeństwo jako najważniejszy element biznesu, jeśli chodzi o IT?

    Przemysław Kucharzewski: Powiedziałbym, że bezpieczeństwo IT jest zaległością, którą koniecznie trzeba odrobić, żeby dana organizacja mogła funkcjonować. Wiadomo, że należy mieć w głowie również to, że zmienia się też cała koncepcja biznesu, wchodzimy w przemysł 4.0, w IoT. Ale warto przy tym wiedzieć, że można inwestować w nowe technologie, ale kiedy nie mamy zapewnionego bezpieczeństwa, to lepiej zabezpieczyć najpierw to, co już mamy, a później zastanawiać się, jak rozwijać i zmieniać sposób funkcjonowania organizacji.

    BrandsIT: Zamyka się GIODO. Co to oznacza dla przeciętnej firmy?

    Przemysław Kucharzewski: Wejście w życie RODO jest dla przedsiębiorców nieco niekomfortowe, mogłoby się wydawać, ale myślę, że generalnie jest to taki impuls dla większości organizacji i w największym stopniu właśnie dla  MŚP do tego, żeby zająć się w ogóle bezpieczeństwem.

    Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych jest dosyć ogólnym rozporządzeniem. Ma ono być takim wyznacznikiem prawnym, które ma funkcjonować przez wiele lat. Wiemy, że postęp technologiczny na prawdę następuje i nie ma w odpowiednich ustawach napisane, w jaki sposób odpowiednio zabezpieczać dane, co robić.

    Najistotniejszych jest kilka kwestii, czyli ochrona danych osobowych i otrzymywanie zgód od podmiotów, czyli właścicieli tych danych na ich przetwarzanie  w odpowiednim zakresie, jak również to, żeby każdy podmiot, czyli każda osoba mogła stwierdzać, że nie chce, by dłużej przetwarzano jej dane oraz, żeby mogła być zapomnianym. Oczywiście należy pamiętać również o tym, że istnieją pewne przepisy wyższe, na przykład ustawa o księgowości, są przepisami nadrzędnymi, które pozwalają na to, żeby dane przetwarzać w określonym czasie.

    Mówiąc wprost, RODO wymaga, żeby chronić dane osobowe przed wyciekiem, utratą tak, żeby można było przeprowadzić wszystkie te działania, o których mówiłem, jak również prowadzić rejestr przetwarzania tych danych, mieć zgody i odpowiednie umowy od podmiotów powiązanych, od swoich podwykonawców, którzy te dane przetwarzają na rzecz danej organizacji. Oczywiście jeśli mamy jakiś podmiot, firmę zewnętrzną, która świadczy usługi księgowe, kadrowe, kwestie związane z zatrudnianiem, jakieś agencje marketingowe, współpracuje z prawnikiem, notariuszem – wszędzie te dane w jakiś sposób są przekazywane, więc trzeba mieć świadomość tego, że musimy jako organizacja, i to każda de facto, mieć odpowiednie zgody od tych podmiotów, czyli od osób, których dane osobowe przetwarzamy, a z drugiej strony musimy zapewnić im bezpieczeństwo tych danych. Istnieje szereg działań prawnych, które musimy podjąć, dlatego warto, żeby organizacja przeprowadziła audyt prawny i dostosowała się do zaleceń kancelarii prawnych, które specjalizują się w ochronie danych osobowych, własności intelektualnej, jak również zwróciła uwagę na to, jakich systemów informatycznych używa i czy te systemy są zgodne z RODO. Warto także spojrzeć na wszystkie umowy, jakie mamy z kooperantami i  w jakim zakresie te podmioty mogą przetwarzać dane osobowe.

    BrandsIT: Na czym skupi się w najbliższym czasie działalność NEWIND?

    Przemysław Kucharzewski: NEWIND do tej pory najbardziej koncentrował się na rynku publicznym, natomiast moim zadaniem jest to, żeby rozszerzyć tą działalność o współpracę z podmiotami z sektora biznesowego, ponieważ jest to sektor, który rozwija się bardzo dynamicznie, a procesy implementacji systemów, zmian podejścia, nawet właścicielskiego, są dużo szybsze niż w przypadku korporacji. W ostatnim czasie uruchomiliśmy projekt RODOgotowi, którego zadaniem jest edukowanie i uświadamianie organizacjom, jakie korzyści i zagrożenia mogą dla nich wynikać z faktu wejścia w życie Rozporządzenia Ogólnego o Ochronie Danych Osobowych. Planujemy także rozwój naszego Data Center. Poza standardowymi usługami w tym zakresie, takimi jak kolokacja czy serwery wirtualne, chcemy uruchomić usługi backupu i recovery w chmurze. [/signinlocker]

  • Deloitte: Polska nie jest jeszcze gotowa na czwartą rewolucję przemysłową

    Deloitte: Polska nie jest jeszcze gotowa na czwartą rewolucję przemysłową

    Zmiany związane z komercyjnym wykorzystywaniem najnowszych zdobyczy technologii, cyfryzacja, sztuczna inteligencja, sensory, biomateriały, możliwości analizy gigantycznych ilości danych – istotnie wpływają na sposoby wytwarzania. Nie omija to również Polski. Jesteśmy świadkami początku czwartej rewolucji przemysłowej i to najwyższy czas dla menedżerów, by znaleźć odpowiedź – jak skutecznie wprowadzić swoją firmę na poziom Przemysłu 4.0 – pisze w swoim komentarzu Julia Patorska, Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych Deloitte.

    O Przemyśle 4.0 mówi i pisze się coraz więcej. W Davos zagadnienia związane z czwartą rewolucją przemysłową były jednym z głównych tematów, nie pomijając jednak kluczowych kwestii społecznych czy środowiskowych, które również wybrzmiały podczas tegorocznego forum ekonomicznego. Czy rzeczywiście zmiany, które aktualnie obserwujemy są tak duże i istotne, jak wcześniejsze rewolucje – maszyna parowa, elektryfikacja czy informatyzacja? Moim zdaniem, nie bez powodu mówimy o kolejnym przełomie, który nie jest już tylko futurologią, a dzieje się na naszych oczach. Warto zatem mieć je szeroko otwarte i umieć umiejętnie wykorzystać ten moment.

    Czym jest Przemysł 4.0

    Sformułowanie definicji tego, co można rozumieć pod pojęciem czwartej rewolucji przemysłowej, nie jest łatwe. Dotykamy tutaj szeregu zagadnień, które w sumie dają istotną i ogromną zarazem zmianę w procesach wytwórczych. Tak jak we wcześniejszych rewolucjach i tym razem celem jest zwiększanie produktywności i lepsze dostosowywanie produktu do potrzeb odbiorców.To wszystko ma odbywać się z poszanowaniem otoczenia, wypracowując wartość dla szerszego grona odbiorców przy minimalizacji kosztów zewnętrznych. Wydaje mi się, że wcześniejsze rewolucje były jednak łatwiejsze do zrozumienia – jeden impuls zmieniał cały łańcuch wartości. Tym razem jest nieco inaczej. Nakłada się równolegle szereg technologii i odmiennych zachowań, które zintegrowane prowadzą do nowego spojrzenia na produkcję dóbr i usług. Jednym zdaniem, Przemysł 4.0 tym różni się od wersji poprzedniej, że łącząc istniejące technologie równocześnie zaciera granice między sferami fizyczną, cyfrową i biologiczną procesów wytwórczych.

    Czwarta rewolucja przemysłowa w praktyce

    Nic lepiej nie zobrazuje zmian, jak żywy przykład. Dla mnie najłatwiejsze do uchwycenia i tym samym wytłumaczenia są zmiany zachodzące w motoryzacji, gdzie podnoszenie efektywności produkcji wpływa istotnie na pozycję konkurencyjną producentów i odbywa się z myślą o poszanowaniu środowiska. Jest to widoczne w wytwarzaniu na coraz większą skalę bezemisyjnych samochodów, czy wykorzystywanie coraz bardziej zaawansowanych materiałów, w tym także pochodzenia biologicznego (wyściółki tapicerki z owczej wełny, elementy z biopolimerów). Następnie wymienić można prace nad pojazdami autonomicznymi i szerokim zastosowaniem sztucznej inteligencji i big data już podczas użytkowania pojazdu. Na końcu łańcucha dodatkowo jeszcze włączane są także roboty do rozbiórki zużytych pojazdów po to, by w bardziej efektywny sposób wydobyć materiały i zachować ich wartość. Dzieje się to przy pomocy wsparcia regulacyjnego, ale choćby projekt ICARRE 95 (w którym udowodniono możliwość recyklingu i odzysku energetycznego 95 proc. pojazdu, mierząc to jego masą), pozwala dostrzec istotną pozycję samego producenta w dziejącej się zmianie.

    Ale czy przykład branży motoryzacyjnej możemy uznać za zwiastun i pewnik dziejącej się rewolucji? Przykłady, które podałam dotyczą różnych wytwórców, często nie są ze sobą jeszcze powiązane w spójną całość. Rozdźwięk pomiędzy możliwościami a rzeczywistością potwierdza także badanie Industry 4.0, które Deloitte przeprowadził na kadrze kierowniczej firm i agencji rządowych w 19 liczących się gospodarkach z całego świata.

    Respondenci rozumieją zachodzące zmiany w ich otoczeniu, ale niekoniecznie potrafią je wykorzystać. Oceny są niejednoznaczne. Zdaniem aż 87 proc. respondentów Przemysł 4.0 może doprowadzić do zmniejszenia różnic społecznych i ekonomicznych, ale równocześnie pojawiają się obawy, czy kadra jest odpowiednio przygotowana i czy generalnie społeczeństwo posiada oczekiwane kompetencje (tylko jedna czwarta ankietowanych uważa, że posiada odpowiednie zasoby osobowe do sprostania wyzwaniom przyszłości). Kto zatem ma tę zmianę wdrażać, nie jest do końca jasne dla kadry kierowniczej. Podobnie w obszarze technologii, dostrzegając jej znaczenie w obserwowanych zmianach nie zawsze respondenci potrafili biznesowo uzasadnić inwestycje w technologie, które w ich otoczeniu były realizowane

    Sprzeczności, które wykazało cytowane badanie da się łatwo uzasadnić jeszcze niewielkim zintegrowaniem zachodzących zmian i często brakiem synergii pomiędzy ulepszeniami. Wskazuje to raczej na początek drogi do ugruntowanej pozycji Przemysłu 4.0, choć niewątpliwie kierunku jej zmienić się już nie da.

    Polski Przemysł 4.0

    Warto zatem zadać pytanie o przygotowanie Polski do czwartej rewolucji przemysłowej. Myślę, że aby dana gospodarka mogła wykorzystać najlepiej możliwości Przemysłu 4.0, konieczne są następujące czynniki: istotny udział przemysłu w generowaniu PKB, zaawansowanie technologiczne kraju oraz wysoki kapitał społeczny, który umożliwi integrację innowacji i sieciowe wykorzystanie osiągnięć w poszczególnych sferach. Ważne zatem, aby przyjrzeć się, gdzie na tej mapie znajduje się Polska, czy jest gotowa stanąć do wyścigu o ważną międzynarodową pozycję.

    Jedną z cech ostatnich dwóch dekad w wielu krajach był malejący udział przemysłu przetwórczego w wartości dodanej wytwarzanej przez całą gospodarkę. Mogliśmy to zaobserwować w USA czy ogółem w strefie euro. Polsce jednak udało się zachować poziom industrializacji z końca XX w., ale działo się to także dzięki bezpośrednim inwestycjom zagranicznym. Nasze przewagi w tym zakresie jednak wynikały przede wszystkim z niższych kosztów osobowych przy relatywnie ich wysokiej jakości. Dodatkowo polski przemysł jest rozdrobniony. Brakuje nam dużych przedsiębiorstw ze znacznym kapitałem, gdzie więcej wydaje się na badania i rozwój, a efekty skali istotnie podnoszą produktywność. W efekcie dzisiejszy przemysł może mieć problem z utrzymaniem wysokiego poziomu generowanej wartości dodanej w PKB. Kwestie zaawansowania technologicznego mogą być kolejną barierą. W szeregu różnorodnych rankingów mierzących naszą pozycję globalną w zakresie stosowanych technologii, gotowości adaptacji nowych rozwiązań IT czy też ogólnego środowiska sprzyjającego kreacji i zmianom w ramach czwartej rewolucji przemysłowej plasujemy się w czwartej/piątej dziesiątce świata (38 miejsce na 127 w Global Innovation Index 2017, 42 miejsce na 139 w Networked Readiness Index 2016, 23 miejsce na 28 krajów UE w Digital Economy and Society Index 2017). Badanie Deloitte w zakresie dojrzałości ekosystemu startupów także potwierdza dystans, który dzielimy do czołówki gospodarek w tym zakresie.

    Co gorsza, jako narodowi trudno nam jest się porozumiewać. Cechujemy się dużą nieufnością wobec innych, nie zawsze potrafimy współpracować widząc możliwość osiągniecia celu w sytuacji „win-win”. O niskim, a co gorsza spadającym kapitale społecznym nie zawsze mówi się w kontekście biznesu, ale w mojej opinii to jeden z większych hamulców zmian.

    Biorąc pod uwagę powyższe uwarunkowania Polska nie jest jeszcze gotowa na czwartą rewolucję przemysłową. Pocieszające jest to, że na wielu innych rynkach Przemysł 4.0 też dopiero raczkuje.

    Czwarta rewolucja przemysłowa zmieni świat, ale tylko 14 proc. zarządzających jest na nią gotowych – powiedział Punit Renjen, CEO Deloitte Global w Davos cytując przeprowadzone przez firmę badanie.

    Zatem szansa czy gwóźdź do trumny?

    Choć poruszone struny na temat perspektyw Polski nie wybrzmiewają optymistycznie, myślę, że wciąż można próbować wyzwania przekuwać w sukcesy. Problemy demograficzne i obecnie obserwowane perturbacje na rynku pracy w Polsce mogą prowadzić do zwiększenia inwestycji w technologie, które będą zastępowały człowieka i tym samym podnosiły produktywność. Rozdrobnienie przemysłu może wpływać na większą elastyczność i szybsze dostosowywanie się do koniecznych zmian. A technologie informatyczne, które wykorzystujemy m.in. do komunikacji, będą wymuszać współpracę. Na końcu bowiem wszyscy pozostajemy ludźmi i im więcej człowieczeństwa zachowamy, tym większej liczbie ludzi pomogą w życiu zdobycze czwartej rewolucji przemysłowej.

    Dodatkowo, bardzo ważną rolę w zmianie może odgrywać świadomy konsument. To w końcu on dokonuje wyborów na rynku. Nowoczesne metody komunikowania pomagają konsumentom zdobywać informacje i w rzeczywistości można dostrzec dialog pomiędzy dostawcą produktów czy usług oraz tymi, którzy je kupują. Jeśli dostrzegalny będzie rozdźwięk między deklaracjami firmy a rzeczywistością, którą oferuje, sukces tego podmiotu jest wątpliwy.

  • Chiny nie oddają pola. Modernizują swoje fabryki na potęgę

    Chiny nie oddają pola. Modernizują swoje fabryki na potęgę

    Przemysł wraca z Azji do Europy, ale Chiny nie poddają się bez walki. Jak wynika z danych IDC, globalne wydatki na Internet Rzeczy (IoT) w 2018 roku wyniosą 772,5 mld dolarów. Oznacza to, że będą one o 15% wyższe niż w 2017 roku. Co ciekawe, w najbliższych miesiącach najwięcej na Internet Rzeczy wydadzą przedsiębiorstwa produkcyjne i transportowe, a liderem wydatków będą Chiny.

    Tysiące pracowników wykonujących powtarzalne czynności za głodowe stawki – do takich obrazów przyzwyczailiśmy się w kontekście dalekowschodniej produkcji. Wiele wskazuje na to, że niedługo o nich zapomnimy. Niski poziom automatyzacji i wyższe koszty płac w azjatyckich zakładach sprawiły, że przedsiębiorstwa produkcyjne zaczęły przenosić fabryki do Europy. Chiny jednak nie chcą poddać się bez walki – inwestują duże pieniądze w informatyzację i modernizują fabryki.

    Chiny liderem inwestycji

    W styczniu chiński rząd ogłosił budowę wartego 2 mld dolarów parku naukowo-badawczego, w którym rozwijane będą technologie dedykowane sztucznej inteligencji. I jak oceniają eksperci IDC, to Państwo Środka w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy przeznaczy najwięcej na technologie IoT. Będzie to kwota równa 209 mld dolarów. To więcej niż wyniosą skumulowane wydatki Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (171 mld dolarów). Na dalszych miejscach znalazły się Stany Zjednoczone (194 mld dolarów), Japonia (68 mld dolarów) i Korea Południowa (29 mld dolarów). Środki, jakie te cztery kraje przeznaczą na Internet Rzeczy w całym roku, stanowić będą aż 65% wszystkich szacowanych wydatków na IoT w 2018.

    Reindustrializacji Europy nic już nie zatrzyma, z pewnością jednak automatyzacja chińskich fabryk może skłonić niektórych producentów do pozostawienia części swoich fabryk w Państwie Środka. Na pewno dane IDC powinny skłonić polskich menedżerów do refleksji na temat poziomu informatyzacji swoich firm. Widać, że cały świat przeznacza coraz więcej środków na technologie. Analizując to, co dzieje się na rozwiniętych rynkach, widać, że cyfrowa transformacja jest faktem a nie marketingowym sloganem. Jeśli chcemy zachować konkurencyjność, musimy digitalizować kluczowe sektory gospodarki, takie jak przemysł – przekonuje Sławomir Kuźniak z firmy BPSC, producenta systemu ERP wspierające zarządzanie.

    IoT to nie tylko czujniki

    IDC podaje, że globalne wydatki na Internet Rzeczy (IoT) w ubiegłym roku wyniosły 674 mld dolarów. W 2018 r. mają być one wyższe o 15%, na koniec roku osiągając wartość 772,5 mld dolarów. Najszybciej będą rosły wydatki na oprogramowanie. Do 2020 roku skumulowany roczny wskaźnik wzrostu sprzedaży systemów ma wynieść 16%. Do 2021 roku mają one wynosić ponad połowę wszystkich nakładów na projekty Internetu Rzeczy.

    Koszty elektroniki znacznie zmalały na przestrzeni ostatnich lat. Z punktu widzenia firm, można dziś opomiarować w zasadzie dowolny proces bez potrzeby wydawania dużych pieniędzy. Jednak czujniki bez oprogramowania są mało użyteczne. Dopiero systemy takie jak ERP i MES pozwalają zebrać, przetworzyć i przełożyć informacje pozyskiwane z czujników i maszyn na wartość biznesową. Dzięki temu można np. zmniejszyć przestoje i wykorzystanie maszyn, w praktyce produkować taniej i szybciej – komentuje Sławomir Kuźniak, dyrektor ds. zarządzania produktem w firmie BPSC specjalizującej się w informatyzacji firm produkcyjnych.

    Przemysł liderem w inwestycjach w IoT

    W zaawansowane technologie inwestować będą w szczególności firmy z sektora produkcyjnego oraz transportowego. W 2018 roku na rozwiązania IoT przedsiębiorstwa działające tylko w tych dwóch branżach przeznaczą łącznie 274 mld dolarów, co będzie stanowić 35% globalnych wydatków na Internet Rzeczy.

    W tych branżach wykorzystanie Internetu Rzeczy daje bardzo szybko namacalne korzyści. Poza tym, mimo znaczących w ostatnich latach inwestycji, pozostają one wciąż w znacznym stopniu analogowe. Z badań, które przeprowadziliśmy wynika, że w zdecydowanej większości dane z maszyn spisuje się dzisiaj ręcznie. Trudno więc mówić w takiej sytuacji o automatyzacji i gotowości na wyzwania jakie stawia przed firmami rynek i Przemysł 4.0., który w Niemczech wchodzi już w fazę dojrzałości – komentuje Sławomir Kuźniak z BPSC

    IDC prognozuje, że na Internet Rzeczy przedsiębiorstwa produkcyjne przeznaczą 189 mld dolarów, a transportowe 85 mld dolarów. Wydatki w przypadku tych pierwszych skoncentrowane będą głównie na narzędziach wspierających procesy produkcyjne i zarządzanie aktywami produkcyjnymi. Natomiast firmy transportowe dwie trzecie planowanych wydatków przeznaczą na rozwiązania wspierające monitoring transportu ciężarowego i zarządzania flotą.

  • RAPORT: Cyberbezpieczeństwo przemysłowe 2017

    RAPORT: Cyberbezpieczeństwo przemysłowe 2017

    Chociaż większość organizacji przemysłowych uważa, że jest dobrze przygotowana na incydenty naruszenia cyberbezpieczeństwa, ich pewność siebie może być nieuzasadniona: w zeszłym roku co druga firma z tego sektora doświadczyła od jednego do pięciu incydentów — tak wynika z badania przeprowadzonego przez Kaspersky Lab. Zważywszy na to, że złagodzenie skutków przeciętnego incydentu to dla organizacji przemysłowych koszt rzędu nawet 255 tysięcy dolarów, cena nieskutecznego bezpieczeństwa przemysłowego wzrasta do 1,2 miliona dolarów rocznie.

    Wyłaniający się trend Przemysł 4.0 powoduje, że cyberbezpieczeństwo staje się najwyższym priorytetem dla organizacji przemysłowych na całym świecie, tworząc nowe wyzwania w zakresie systemów sterowania (ICS). Obejmują one połączenie technologii IT oraz OT (technologia operacyjna) oraz dostępność przemysłowych sieci sterowania dla dostawców zewnętrznych. Aby poznać bliżej problemy i możliwości, wobec których stoją obecnie organizacje przemysłowe, Kaspersky Lab i Business Advantage przeprowadzili globalne badanie obejmujące 359 praktyków w dziedzinie bezpieczeństwa przemysłowego w okresie luty-kwiecień 2017 r. Badanie wykazało, między innymi, rozdźwięk między rzeczywistością a postrzeganiem incydentów w przemyśle. Na przykład, chociaż 83% respondentów uważa, że jest dobrze przygotowane, aby stawić czoło incydentowi naruszenia cyberbezpieczeństwa OT/ICS, połowa zbadanych firm doświadczyła od jednego do pięciu incydentów naruszenia bezpieczeństwa IT w ciągu minionych 12 miesięcy, podczas gdy 4% doświadczyło ponad sześciu incydentów. Pytanie, jakie nasuwa się w związku z tym, brzmi — co należy zmienić odnośnie strategii bezpieczeństwa oraz środków ochrony tych organizacji, aby mogły skuteczniej zabezpieczać swoje krytyczne dane biznesowe oraz procesy technologiczne?

    Doświadczenie incydentów: cyberzagrożenia w hali produkcyjnej

    Firmy z sektora przemysłowego doskonale zdają sobie sprawę, na jakie ryzyko są wystawione: 74% respondentów uważa, że ich infrastruktura może stać się celem cyberataku. Jednak mimo wysokiej świadomości nowych zagrożeń, takich jak ataki ukierunkowane i oprogramowanie ransomware, największy problem dla większości organizacji nadal stanowi konwencjonalne szkodliwe oprogramowanie. Zagrożenie to znajduje się na pierwszym miejscu listy obaw związanych z incydentami — 56% respondentów uważa je za najbardziej niepokojący wektor ataków. W tym przypadku postrzeganie pokrywa się z rzeczywistością: w zeszłym roku co drugi respondent zmuszony był łagodzić konsekwencje ataku konwencjonalnego szkodliwego oprogramowania.

    Rozdźwięk dotyczy również błędów pracowników oraz nieumyślnych działań — które stanowią o wiele większe zagrożenie dla organizacji przemysłowych niż podmioty z łańcucha dostaw i partnerzy, czy też sabotaż i szkody fizyczne wyrządzone przez osoby z zewnątrz. Jednak to właśnie osoby z zewnątrz znajdują się w pierwszej trójce największych obaw organizacji z tego sektora.

    Tymczasem wśród trzech najczęstszych konsekwencji incydentów znajdują się szkody dotyczące jakości produktu i usług, utrata zastrzeżonych lub poufnych informacji oraz spadek wydajności lub wstrzymanie produkcji.

    klp infografika zagrozenia przemyslowe 2017 min

    Strategie bezpieczeństwa: od izolowania sieci i komputerów od internetu po wykrywanie anomalii w sieci

    86% badanych organizacji posiada zatwierdzoną i udokumentowaną politykę cyberbezpieczeństwa, która ma zabezpieczyć je przed potencjalnymi incydentami. Jednak doświadczenie pokazuje, że sama polityka nie wystarczy. Zmagając się z problemem niedostatecznej, zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej, wiedzy eksperckiej dotyczącej bezpieczeństwa IT, organizacje przemysłowe przyznają, że ich największą obawą — jeśli chodzi o bezpieczeństwo — jest brak umiejętności. Jest to niezwykle niepokojące, ponieważ świadczy o tym, że organizacje przemysłowe nie zawsze są gotowe na odpieranie ataków, chociaż nieustannie stoją wobec takiego zagrożenia, niekiedy ze strony własnych pracowników. Zagrożenia wewnętrzne są bardziej niebezpieczne.

    Przed zagrożeniami z zewnątrz jesteśmy dobrze zabezpieczeni, jednak działania podejmowane od wewnątrz nie napotykają na żadną barierę w postaci zapory sieciowej. Źródłem nieświadomego zagrożenia jest personel — przyznaje jeden z ankietowanych, profesjonalista ds. przemysłowych systemów sterowania z niemieckiej firmy produkcyjnej.

    Pozytywnym aspektem jest to, że przyjęte przez praktyków z branży przemysłowej strategie bezpieczeństwa wydają się być dość solidne. Większość firm zrezygnowała już z izolowania sieci i komputerów od internetu jako środka ochrony, stosując zamiast tego wszechstronne rozwiązania cyberbezpieczeństwa. W ciągu kolejnych 12 miesięcy respondenci planują wdrożenie przemysłowych narzędzi wykrywania anomalii (42%) oraz szkoleń dla personelu w zakresie zwiększenia świadomości kwestii bezpieczeństwa. Wykrywanie anomalii przemysłowych ma istotne znaczenie, ponieważ co druga zbadana firma przyznała, że dostęp do przemysłowej sieci sterowania przemysłowej w ich organizacji mają dostawcy zewnętrzni, co zwiększa zasięg zagrożeń.

    Coraz większe wzajemne powiązania między systemami IT oraz OT stwarzają nowe wyzwania w zakresie bezpieczeństwa oraz wymagają dobrego przygotowania ze strony członków zarządu, inżynierów oraz zespołów odpowiedzialnych za ochronę IT. Muszą oni dobrze orientować się w krajobrazie zagrożeń i środkach bezpieczeństwa, a także dopilnować, aby pracownicy również byli świadomi tych kwestii – powiedział Andriej Suworow, szef działu ochrony infrastruktury krytycznej, Kaspersky Lab. Cyberzagrożenia nie omijają przemysłowych systemów sterowania (ICS), dlatego należy być przygotowanym. Łagodzenie incydentów naruszenia bezpieczeństwa będzie znacznie łatwiejsze dla tych, którzy korzystają z zalet ukierunkowanego rozwiązania bezpieczeństwa stworzonego z myślą o potrzebach ICS.

    Pełny raport jest dostępny na stronie https://kas.pr/ib32.