Tag: Programiści

  • Od 1.0 do 10 – dziś mija 35 lat systemu Windows

    Od 1.0 do 10 – dziś mija 35 lat systemu Windows

    Był dostępny na dyskietce. Nie miał pulpitu, a okna nie mogły na siebie zachodzić, ale już wtedy potrafił obsługiwać kilka zadań równolegle. Posiadał kalkulator i opcję rysowania. Edytor tabel pojawił się dopiero w 1987 roku, a tekstowy kolejne dwa lata później.

    20 listopada mija 35 lat od dnia, gdy na rynku pojawił się Windows 1.01. Z najnowszego Windows 10, korzysta już ponad miliard użytkowników. Ta wersja systemu operacyjnego Microsoft jest dopasowana do aktualnej rzeczywistości m.in. narażenia użytkowników na cyberataki.

    Windows 1.0 – najdłużej wspierany system operacyjny w dziejach

    Pierwszy system Microsoftu, którego premiera miała miejsce 20 listopada 1985 roku, działał wyłącznie na komputerach z kartą graficzną CGA, EGA i Hercules. Dopiero Windows 1.04 obsługiwało świeżo zaprogramowane, a już wówczas cieszące się ogólnoświatową sławą – VGA. Żeby go uruchomić niezbędne było zaledwie 256 kB pamięci RAM i dwie stacje dyskietek. Dzisiaj, gdy przechowujemy w smartfonie tysiące zdjęć, 20 albumów płytowych i kilka filmów w jakości HD, nadal narzekając, że to wciąż za mało, wydaje się to wręcz niemożliwe.

    Pierwszy Windows nie miał pulpitu, okna nie mogły na siebie zachodzić, ale już wtedy miał charakter „wielozadaniowy”. Miał DOS, kalkulator czy opcję rysowania. Popularne edytory pojawiły się nieco później. Excel w Windows 2.0 (w 1987 roku), a Word wraz z nadejściem Windows 3.0 (1989). Dlatego na początku trzeba było korzystać z ich minimalistycznych poprzedników, notatnika albo wersji demo Worda dla DOS, którą można było zdobyć na przykład kupując magazyn komputerowy PC World, z dołączoną do niego dyskietką.

    Windows 1.0 był najdłużej wspieranym system operacyjny w historii, a jego obsługę zakończono dopiero po 16 latach, 31 grudnia 2001 roku.

    Fenomen 95

    W kolejnych latach pojawiały się nowe wersje systemu. Windows 98, Windows ME, jednak najwięcej uwagi i sławy zdobyła wersja „dziewięćdziesiąt pięć”. Również w jej przypadku obchodzimy okrągłą rocznicę.

    Windows 95 wszedł na rynek z prawdziwym przytupem. Właśnie mija 25 lat, odkąd Microsoft w ramach działań promocyjnych nabył prawa do utworu „Start Me Up” zespołu Rolling Stones. To właśnie wtedy rozciągnięto nad Toronto stumetrowy banner i rozdano bezpłatnie 1,5 miliona egzemplarzy dziennika The Times.

    System oferował różne nowości: menu Start, dolną listwę, menadżera zadań albo pierwszą wersję późniejszego hegemona wśród przeglądarek, czyli Internet Explorer. 95-tka de facto zdefiniowała to, jak Windowsy wyglądają po dziś dzień. Windows 95 pomógł również rozwijać internet, którego prędkość ówcześnie nie przekraczała kilobitu na sekundę. System nadal opierał się na DOSie, ale wymogi minimalne były już nieco wyższe: 4 MB RAM, 50 MB pamięci na dysku i monitor VGA.

    Kolejny przewrót nastąpił z nadejściem interfejsu DirectX. Był to przełom dla przemysłu gier. Jest on nadal używany jako węzeł dla komponentów wewnętrznych i zewnętrznych, a także jako łącznik systemu na przykład z kartą graficzną, dźwiękową czy klawiaturą.

    Windows, wciąż ulepszany z myślą o użytkownikach darzących go zaufaniem, zajmuje doczesne miejsce w historii rozwoju technologii.

    Powrót do przyszłości

    Czy Marty McFly odnalazłby się jako użytkownik najnowszej wersji Windowsa? Wszakże, gdy wyruszał w swoją podróż wersja 1.0 nie została jeszcze udostępniona. Można zatem zgadywać, że po dotarciu do celu swojej podróży w czasie, czyli roku 2015, bohater filmowej trylogii „Powrót do Przyszłości” mógłby być zaskoczony.

    Dostępny od 2015 roku Windows 10 oferuje pełną obsługą synchronizacji między różnymi urządzeniami (komputer, komórka, Xbox). Jedno konto daje możliwość zarządzania wszystkimi aplikacjami i danymi oraz umożliwia pobieranie kolejnych aplikacji i potrzebnych narzędzi.  Przeglądarkę Internet Explorer zastąpiło Microsoft Edge: szybsze, bezpieczniejsze i bardziej praktyczne narzędzie, na przykład dzięki funkcji Collections, która pozwala zapisywać dane z zakupów lub kwerend naukowych. Inne nowe funkcje to m.in. panel zapisu matematycznego, zmieniający narysowane znaki w tekst. Dzięki niemu nie ma już potrzeby zapisywania ułamków i potęg przez wklejanie symboli. Do Windows 10 dołączono ponadto przelicznik walut, zgodnie z aktualnym kursem wymiany, jednostek objętości, długości czy energii.

    Jednym z wyzwań, wobec których stajemy, są coraz częstsze i coraz bardziej wyrafinowane ataki hakerów. Szacuje się, że codziennie ma miejsce ponad 80 tys. ataków cybernetycznych. Antidotum na to zagrożenie, oprócz ogólnie pojętej ostrożności – omijania szerokim łukiem podejrzanych stron internetowych, linków i załączników – jest również „Dziesiątka”.

    Najbezpieczniejszy system operacyjny od Microsoft oferuje m.in. wbudowane, solidne rozwiązanie antywirusowe. To jeden z elementów, nad którym szczególnie skupiono się w ostatnich latach. Stanowi bardzo ciekawą alternatywę dla drogich, komercyjnych rozwiązań. W ustawieniach wyjściowych antywirus jest aktywny od razu po zainstalowaniu systemu operacyjnego Windows 10. Jednak tylko do czasu zainstalowania innego rozwiązania antywirusowego, które będzie następnie preferowane przez system. W kontekście bezpieczeństwa użytkowania przydatny jest Windows Sandbox („piaskownica”), który pozwala testować podejrzane aplikacje i strony, bez ryzyka dla systemu głównego.

    Windows 10 oferuje wiele funkcji mających w maksymalnym stopniu przyspieszać i upraszczać pracę. Pomocne są np. wirtualne pulpity. Na każdym można wykonywać inne zadania, z łatwością poruszając się między nimi z użyciem skrótów klawiszy: Windows+ctrl+strzałka w bok. Możliwe jest także sterowanie nimi z innego urządzenia. a Podobne rozwiązania są szczególnie ważne w czasach, kiedy sposób w jaki pracujemy zmienia się dynamicznie. Home office jest już nie tylko okazjonalnym benefitem, ale powszechnym sposobem pracy, który oszczędza czas i komponuje się z rytmem dnia.

    Obecnie Windows 10 to najczęściej używany system operacyjny na świecie. Miesięcznie korzysta z niego miliard aktywnych użytkowników. W Polsce system zainstalowano na ponad 93 proc. urządzeń, używanych w pracy, ale również w wolnym czasie. Pozostaje doskonałym narzędziem wspierającym nas w każdym miejscu i w każdych warunkach.

    Oto kilka ciekawostek na temat Windowsa:

    Logowanie odciskiem palca lub twarzą

    Tych, którzy mają do dyspozycji czytnik linii papilarnych lub kamerę z czytnikiem 3D, na pewno ucieszy Windows Hello (Start->Ustawienia ->Aktualizacje i zabezpieczenia ->Zabezpieczenia systemu Windows->Ochrona konta). Dzięki tej funkcji można zalogować się w systemie Windows 10 bez hasła, a jedynie z użyciem danych biometrycznych. Inny szybki i bezpieczny sposób logowania to logowanie z użyciem odcisku palca, własnej twarzy czy skanu tęczówek.

    Łatwiej się skupić i pracować w nocy

    Oprócz funkcji Skupienie, która pozwala wyłączyć rozpraszające powiadomienia (można ją aktywować klikając ikonę centrum akcji w prawym dolnym rogu i wybór kafelka Skupienie), użytkownik może korzystać np. z wirtualnego pulpitu (klawisz Windows+ctrl+D do założenia nowego pulpitu albo klawisz Windows+ctrl+strzałka w bok do przechodzenia między pulpitami). Jeżeli kogoś czeka praca do późnych godzin nocnych, może skorzystać z trybu nocnego, w którym kolory zostaną zmodyfikowane tak, by ekran nie emitował niebieskiego światła.

    Twórcy Windows 10 w hołdzie Tolkienowi

    Niektórzy programiści tworzący system operacyjny Windows 10 prawdopodobnie należeli
    do zagorzałych fanów fantasy. Jeżeli chcesz zobaczyć kadr z Hobbitonu z filmowej wersji Władcy pierścieni, wpisz do wyszukiwarki (Windows+S) „Napisy”, a w ustawieniu napisów zobaczysz chatkę Bag End.

  • Praca w branży IT pod znakiem pandemii

    Praca w branży IT pod znakiem pandemii

    Kryzys wywołany pandemią koronawirusa zmodyfikował układ sił na rynku pracy w branży IT. Wciąż poszukiwani są informatycy o wysokich kwalifikacjach, ale początkujący w zawodzie częściej mają trudności ze znalezieniem posady. – Pożądana staje się stabilizacja zatrudnienia. Wśród osób z doświadczeniem rośnie zainteresowanie pracą na etacie lub w innej stałej formie, a nie na krótkoterminowych kontraktach. Do niedawna było odwrotnie – mówi Wiesław Paluszyński z Polskiego Towarzystwa Informatycznego.

    Zmiany na rynku pracy w sektorze IT zapoczątkował przestój gospodarczy, który nastąpił w marcu. Wtedy gwałtownie spadła liczba ogłoszeń o pracę dla specjalistów informatyków. Według danych Pracuj.pl w I półroczu w serwisie zamieszczono ponad 33 tys. ogłoszeń dla specjalistów od nowych technologii. To o jedną czwartą mniej niż rok wcześniej, wciąż jednak stanowiły one sporą grupę ogłoszeń na tym portalu (14 proc.). Jednocześnie widać było większą aktywność pracowników. Między marcem a czerwcem trzykrotnie częściej reagowali oni na oferty pracy w kategorii internet/e-commerce niż w tym samym okresie 2019 roku.

    – Dane z portali z ogłoszeniami o pracę najlepiej oddają sytuację na rynku – wyjaśnia Wiesław Paluszyński, prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego oraz przewodniczący Sektorowej Rady ds. Kompetencji Cyberbezpieczeństwa i Telekomunikacji. – W marcu, jeśli w ogóle pojawiały się ogłoszenia, nie były to oferty dla wysokokwalifikowanych specjalistów, ale raczej głownie dla juniorów, czyli osób rozpoczynających karierę zawodową. Obecnie sytuacja jest trochę inna, ale to nie znaczy, że lepsza.

    Znacznie częściej niż w poprzednich latach specjaliści informatycy zwracali uwagę na stabilność zatrudnienia i bezpieczeństwo miejsca pracy. Takie zachowania są obserwowane również w innych branżach, ale dla pracowników IT do tej pory nie był to kluczowy czynnik. Z raportu Pracuj.pl wynika, że dziś są oni ostrożniejsi w podejmowaniu współpracy na zasadach B2B.

    – Wyraźnie widzimy zainteresowanie pracą na etacie bądź w innej stałej formie, a nie pracą na krótkoterminowych umowach. Do tej pory było odwrotnie. Bardzo chętnie informatycy w kilku źródłach pracowali na umowach-zleceniach czy innych formach działalności gospodarczej indywidualnej, a w tej chwili wyraźnie widać, że osoby z wyższymi kwalifikacjami interesują się pracą stabilną. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało w drugiej połowie tego roku mówi Wiesław Paluszyński.

    Mimo większej aktywności specjalistów IT na rynku pracy firmy wciąż zgłaszają problemy z pozyskaniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Dostępne na rynku kadry to przede wszystkim kandydaci na poziomie juniorskim, z niewielkim doświadczeniem lub dopiero startujący w branży.

    – Coraz większe znaczenie ma kwestia zdobywania kwalifikacji i doświadczenia. Osoby, które nie mają się jeszcze czym pochwalić w zakresie swoich umiejętności i kariery zawodowej, będą miały większe problemy ze znalezieniem stabilnej pracy. Z drugiej strony specjaliści o wysokich kwalifikacjach, tacy jak architekci rozwiązań czy specjaliści od cyberbezpieczeństwa z certyfikatami dokumentującymi kwalifikacje, nie muszą się specjalnie obawiać o swoją przyszłość – zaznacza prezes PTI.

    Przekonuje, że mimo zastoju gospodarczego niektóre dziedziny informatyki wciąż się rozwijają, np. w obszarze oprogramowania związanego ze zdalnym przekazywaniem wiedzy, telekonferencjami, czyli tym, co umożliwia ludziom kontakt w okresie pandemii. W dobrej kondycji jest także branża gier.

    – Programiści, którzy funkcjonują w tym sektorze, mogą mieć całkiem niezłe perspektywy rozwoju – ocenia Wiesław Paluszyński.

    Kolejnym perspektywicznym obszarem jest cyberbezpieczeństwo. Tu problemy potęguje jednak fakt, że jest to dziedzina słabo zdefiniowana, a nad stworzeniem ram kwalifikacji dopiero trwają prace.

    – Ten rynek ma bardzo duże potrzeby w zakresie certyfikacji, aby można było określić stabilne kryteria zatrudniania. Jako Sektorowa Rada ds. Kompetencji Cyberbezpieczeństwa i Telekomunikacji tworzymy leksykon cyberbezpieczeństwa. Chodzi o to, aby wszyscy dobrze rozumieli pojęcia z tego zakresu, a następnie zastanowimy się, czy są eksperci, którzy są w stanie spełnić określone wymagania. Zajmujemy się również budowaniem systemu kwalifikacji w zakresie cyberbezpieczeństwa, których obecnie w zasadzie w Polsce nie ma. Polskie Towarzystwo Informatyczne przygotowuje trzy takie certyfikaty i rada będzie je opiniowała. Pozwolą one uzyskać potwierdzenie umiejętności uznawane powszechnie na rynku informuje prezes PTI.

    Polscy programiści należą do najlepszych na świecie. Odnoszą sukcesy na arenie międzynarodowej, szczególnie w programowaniu zespołowym. Wielu zdobywa uznanie jeszcze na etapie studiów. Przykładem mogą być studenci Uniwersytetu Warszawskiego, którzy od wielu lat plasują się w ścisłej czołówce światowej w zakresie programowania zespołowego.

    – Mamy kadrę dobrze przygotowaną przez wyższe uczelnie, ale tych programistów jest wciąż za mało. Podobnie jest na całym świecie. Stąd w ramach prac rady usiłujemy określić, jakiego rodzaju specjalistów nam brakuje, jakie będą potrzeby rynku i jak ma wyglądać system certyfikacji – podsumowuje Wiesław Paluszyński.

  • VMware i NVIDIA ogłaszają nawiązanie szerokiego partnerstwa

    VMware i NVIDIA ogłaszają nawiązanie szerokiego partnerstwa

    W trakcie VMworld 2020 VMware i NVIDIA ogłosiły nawiązanie szerokiego partnerstwa. Pozwoli ono dostarczyć kompleksową platformę sztucznej inteligencji klasy korporacyjnej oraz nową architekturę dla data center, chmury i brzegu sieci, które korzystają z jednostek NVIDIA® DPU do wsparcia zarówno istniejących, jak i nowych aplikacji.

    Dzięki współpracy, zestaw oprogramowania AI dostępnego w hubie NVIDIA NGCTM zostanie zintegrowany z rozwiązaniami VMware vSphere, VMware Cloud Foundation i VMware Tanzu. Pozwoli to przyspieszyć proces wdrażania sztucznej inteligencji. Umożliwi też przedsiębiorstwom dopasowanie istniejącej infrastruktury do nowych potrzeb, w tym sztucznej inteligencji (AI – artificial intelligence), zarządzanie wszystkimi aplikacjami za pomocą jednego zestawu operacji oraz wdrażanie infrastruktury „AI-ready” w centrum danych, w chmurze i na brzegu sieci.

    Co więcej, obie firmy współpracować będą także w ramach Projektu Monterey. Wszystko po to, by dostarczyć architekturę dla chmury hybrydowej, opartą na technologii SmartNIC obejmującej programowalne jednostki przetwarzania danych (DPU) NVIDIA BlueField®-2. Połączenie VMware Cloud Foundation i NVIDIA BlueField-2 pozwoli zapewnić infrastrukturę nowej generacji, tworzoną z myślą o wymaganiach AI, uczenia maszynowego, aplikacji o wysokiej przepustowości i skoncentrowanych na danych. Umożliwi także rozszerzoną akcelerację aplikacji poza sztuczną inteligencją dla wszystkich obciążeń przedsiębiorstwa oraz dodatkową warstwę bezpieczeństwa dzięki nowej architekturze. Odciąża ona krytyczne usługi centrum danych przenosząc je z CPU do SmartNIC i programowalnych DPU.

    UCSF rozwija opiekę zdrowotną dzięki rozwiązaniom NVIDIA i VMware

    Wśród organizacji integrujących ekosystemy VMware i NVIDIA jest UCSF Center for Intelligent Imaging. Jako lider w rozwoju sztucznej inteligencji i narzędzi analitycznych w diagnostyce obrazowej, centrum wykorzystuje strukturę aplikacji opieki zdrowotnej NVIDIA ClaraTM do obrazowania wspieranego przez sztuczną inteligencję oraz VMware Cloud Foundation do obsługi szerokiego zakresu krytycznych obciążeń. Centrum zapewnia społeczności University of California w San Francisco oraz partnerom akademickim i przemysłowym, krytyczne zasoby przeznaczone do poszukiwania i wprowadzania innowacji oraz wdrażania sztucznej inteligencji. Pomaga to poprawić poziom opieki nad pacjentami.

    Dedykowana AI platforma Enterprise-Ready

    Pierwszy aspekt współpracy NVIDIA i VMware, integracja NVIDIA NGC z VMware vSphere i VMware Cloud Foundation, uprości proces wdrażania sztucznej inteligencji i zarządzania nią w przypadku najbardziej wymagających obciążeń. Branże, od opieki zdrowotnej po usługi finansowe, handel detaliczny i produkcję, będą mogły łatwo opracowywać i wdrażać obciążenia AI przy użyciu kontenerów i maszyn wirtualnych, wykorzystując tę samą platformę, co ich aplikacje korporacyjne, w skali całej chmury hybrydowej.

    Opierając się na istniejącej infrastrukturze, zasobach i zestawach narzędzi, klienci VMware będą mogli przyspieszyć prace związane z „data science” i sztuczną inteligencją, wspierając proces adopcji technologii AI i ML. Naukowcy zajmujący się danymi, programiści i badacze uzyskają natychmiastowy dostęp do szerokiej gamy natywnych dla chmury, zoptymalizowanych pod kątem GPU kontenerów NGC, modeli i zestawów programistycznych przeznaczonych dla branży. Oprogramowanie NGC jest obsługiwane na wybranym zestawie wstępnie przetestowanych serwerów opartych o technologię NVIDIA A100, które zgodnie z oczekiwaniami mają dostarczyć wiodący producenci systemów, w tym Dell Technologies, Hewlett Packard Enterprise (HPE) i Lenovo.

    Architektura chmury hybrydowej dla aplikacji nowej generacji

    Drugi element współpracy VMware i NVIDIA wiąże się ze wzrostem złożoności obciążeń nowej generacji. Technologie SmartNIC i DPU są kluczowe w procesie bezpiecznego przyspieszania szerokiej gamy aplikacji korporacyjnych, w których znajdują się dane.
    VMware i NVIDIA dostarczają nową architekturę chmury hybrydowej, która pomoże organizacjom w rozwoju infrastruktury i operacji oraz wprowadzeniu nowego modelu bezpieczeństwa. Odciąża on zadania związane z hiperwizorem, siecią, bezpieczeństwem i pamięcią masową przenosząc je z CPU na DPU. Co istotne, nowa architektura rozszerzy również model operacyjny VMware Cloud Foundation na serwery bare metal.

    Architektura jest kamieniem węgielnym zapowiedzianego przez VMware podczas konferencji VMworld 2020 Projektu Monterey. Pozyskując NVIDIA BlueField-2 DPU z VMware Cloud Foundation, klienci będą mogli przyspieszyć szeroką gamę aplikacji nowej generacji ogólnego przeznaczenia, jak również dostarczać programowalną inteligencję i obsługiwać rozproszony model bezpieczeństwa Zero-Trust w centrach danych, na brzegu sieci i w chmurach telekomunikacyjnych.

    Wczesny dostęp dla wizjonerskich przedsiębiorstw

    NVIDIA i VMware intensywnie współpracują w zakresie inżynierii oprogramowania z obszaru korporacyjnej sztucznej inteligencji i akcelerowanych platform obliczeniowych. Firmy, które chcą zoperacjonalizować AI i bezpiecznie przyspieszać aplikacje w chmurach hybrydowych zapraszamy do rejestracji, w celu otrzymywania powiadomień dotyczących dostępności.

  • Charytatywna konferencja IT #RycerzMikołaj: Jak stawiać pierwsze kroki w IT?

    Charytatywna konferencja IT #RycerzMikołaj: Jak stawiać pierwsze kroki w IT?

    Na świecie sektor IT cierpi nieustannie na niedobór specjalistów. W samych tylko krajach UE jak wyliczyła Komisja Europejska, do 2020 roku zabraknie niemal 825 tys. informatyków. Zagraniczni pracodawcy coraz częściej szukają specjalistów IT w Polsce. Tylko, czy to jest zawód dla każdego?

    Jak wynika z badań prowadzonych przez firmy z sektora HR i edukacji – w Polsce brakuje już ponad 50 tys. pracowników w tym sektorze. Atrakcyjne zarobki, duży pakiet benefitów, czy możliwość stałej pracy zdalnej, to tylko niektóre z zalet pracy w IT. Pracodawcy z firm technologicznych kuszą pracowników na różne sposoby. W tej branży zdecydowanie panuje rynek pracownika nawet w czasie pandemii.

    Dlatego też coraz więcej osób myśli o rozpoczęciu nauki na kierunku technologicznym lub o przebranżowieniu się i spróbowania swoich sił w branży IT. Tylko przed podjęciem decyzji o rozpoczęciu trudnych studiów lub kosztownych kursów programistycznych, dobrze byłoby sprawdzić, czy ta ścieżka kariery jest dla człowieka właściwa.

    3 października 2020 o godz. 10:00 białostocka nieformalna społeczność osób pracujących w IT pod nazwą #PrzyjacieleIT zaprasza osoby zastanawiające się nad karierą w IT na miniKonferencję online poprowadzoną przez praktyków ze świata IT. Prelegenci przedstawią praktyczne i cenne wskazówki, jak zacząć pierwsze kroki w branży informatycznej.

    Program miniKonferencji:
    10:00 – Przywitanie uczestników – Ania Wnuczko (Instapage)
    10:05 – Karol Rogowski (SoftwareHut) – „Nie strzelaj sobie w stopę!” – czyli jak w praktyce dobrze wypaść podczas rekrutacji.
    11:00 – Paweł Wiszowaty (Kind) – „Programista a Scrum”.
    12:00 – Bartosz Kraszewski (SoftwareHut) – „Programista jak gwiazda sportu?”
    Po każdej prelekcji obędzie się krótka sesja Q&A z odpowiedziami na wybrane pytania od oglądających transmisję Live.

    Bilet wstępu  na konferencję to minimum 20 zł darowizny na konto zbiórki prowadzonej dla chłopca chorego na SMA (rdzeniowy zanik mięśni). Półtoraroczny Mikołaj jest synem białostockiego programisty i w ten sposób PrzyjacieleIT z różnych lokalnych firm chcą pomóc mu zebrać niewyobrażalną kwotę 9,5 mln zł na kurację genową. Programiści chcą zebrać 1 mln zł od branży IT na leczenie chłopca. Założyli specjalną skarbonkę https://www.siepomaga.pl/devhelpmikolaj, poprzez którą zbierają fundusze.

    Konferencja IT będzie transmitowana na żywo w Internecie w sobotę 3 października o godz. 10:00. Po zakończeniu konferencji będzie dostępny zapis z transmisji, możliwy do odtworzenia w dowolnym czasie

    Szczegóły dotyczące konferencji: https://fb.me/e/1vhK5TlM9
    Więcej informacji o akcji #RycerzMikołaj: https://www.fb.com/RycerzMikolaj

  • Cyberbezpieczeństwo – IBM Spectrum Protect na pierwszej linii frontu

    Cyberbezpieczeństwo – IBM Spectrum Protect na pierwszej linii frontu

    Praktycznie od zawsze bezpieczeństwo było jednym z ważniejszych priorytetów w IT. Jednak ostatnie lata i spektakularne wydarzenia, które odbiły się szerokim echem na całym świecie nadały szczególny sens wysiłkom związanym z zapewnieniem bezpieczeństwa całej infrastruktury IT praktycznie w każdej firmie, bez względu na skalę działalności. Mowa tu chociażby o włamaniach do serwerów Adobe w 2013 roku, Sony Picture w 2014 roku, o atakach na Departament Obrony w USA, sieć hoteli Marriott, na Porsche, Yahoo, czy chociażby na naszym krajowym podwórku  – na mBank, BZ WBK, Komisję Nadzoru Finansowego, Allegro. Przykłady można mnożyć.

    Wniosek jaki się wyłania z takich zestawień jest jeden – to nieustająca walka dobra ze złem. Ofiarami bywają firmy mikro, średnie, duże, ale i pojedyncze osoby. Nikt nie może się czuć w pełni bezpieczny. Ofiarami padają także największe firmy, które zdawałoby się, mają dość środków finansowych i technicznych, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo.

    Strona atakująca jest najczęściej bardzo zmotywowana finansowo, czasami są to zlecenia rządowe, czasami po prostu walka o idee. Bez względu na motywację – straty bywają bardzo duże, zarówno w wymiarze finansowym, jak i wizerunkowym.

    Niestety, taki stan rzeczy potwierdza także najnowszy raport IBM z badania kosztów naruszeń ochrony danych (Cost of Data Breach 2020) (1) bazujący na wywiadach przeprowadzonych w 524 firmach w 17 krajach i regionach, a  także na rozmowach z blisko 3 200 osobami, które miały kontakt z sytuacjami naruszenia bezpieczeństwa danych.

    Suche fakty są takie: 53% ataków miało podłoże finansowe, były to celowe działania mające wyrządzić szkody, w 13% włamań siłą sprawczą były obce służby, 13% – to haktywiści , a 21%  –   sprawcy nieznani. W 80% przypadków utracono dane, które umożliwiały identyfikację klientów. Średni koszt naruszenia ochrony danych w roku 2020 nieznacznie spadł o 1,5% do kwoty 3,86 mln USD rok do roku. Najbardziej ucierpiała ochrona zdrowia ze średnim kosztem 7,3 mln USD.

    Wśród wielu liczb i danych najsmutniejsza jest chyba liczba 280, bo firmy ujęte w badaniu potrzebowały średnio 207 dni na rozpoznanie i 73 dni na powstrzymanie naruszenia, co daje właśnie średni “cykl życia” naruszenia o długości 280 dni. W ochronie zdrowia ten czas wynosi 329 dni, a w sektorze finansowym jest o 96 dni krótszy. Jedyne światełko w tunelu to:  „Pełne zautomatyzowanie zabezpieczeń pomaga firmom skrócić czas życia naruszenia o 74 dni w porównaniu z firmami bez automatyzacji zabezpieczeń – z 308 do 234 dni”.

    Na szczęście jest też nieco optymistycznych danych, które dają wskazówki na przyszłość. „Różnica w średnim łącznym koszcie naruszenia ochrony danych między organizacjami bez wdrożonej automatyzacji zabezpieczeń a organizacjami z wdrożoną w pełni automatyzacją zabezpieczeń wynosi 3,58 mln USD”.

    Finansowe skutki naruszenia ochrony danych mogą być odczuwalne jeszcze przez wiele lat po zdarzeniu. Składa się na to wiele elementów, takich jak działania związane z wykryciem i łagodzeniem skutków ataku, czy utrata przychodów z działalności. Do tego należy doliczyć straty wizerunkowe, utratę reputacji, odpływ klientów. Analiza długoterminowych kosztów wykazała, że średnio 61%  kosztu naruszenia ochrony danych było ponoszonych w trakcie pierwszego roku, 24% w trakcie drugiego roku, a 15% po upływie dwóch lat. Widać też, że im szybciej udaje się rozpoznać i powstrzymać naruszenie ochrony danych, tym mniejsze są związane z nim koszty.

    Z drugie strony, przyglądając się chociażby ostatnim atakom na takie firmy jak Garmin, Diebold Nixdorf, czy nawet prywatne uczelnie SWPS i Collegium Da Vinci (2)  i po lekturze niektórych forów, nawet tych bardzo profesjonalnych, nieodparcie nasuwa się pytanie o backup. Gdzie były kopie zapasowe? Dlaczego ich odtworzenie było problemem?

    Wydawałoby się, że zagadnienie tworzenia kopii zapasowych jest już dogłębnie omówione, dobrze znane, zbadane na wszystkie sposoby, żeby nie powiedzieć jest to temat tchnący banalnością. Trudno sobie wyobrazić kogoś, kto przeoczy tak ważny aspekt ciągłości działania infrastruktury IT.

    We wspomnianym raporcie IBM można przeczytać, że „złożoność systemu zabezpieczeń miała największy udział w kosztach spośród wszystkich 25 badanych czynników – zwiększała średni łączny koszt naruszenia o 292 000 USD […]. Trwająca w momencie naruszenia szeroko zakrojona migracja do chmury zwiększała koszt o ponad 267 000 USD do skorygowanego kosztu łącznego na poziomie 4,13 mln USD”.

    To może przewrotnie warto postawić pytanie, co się bardziej opłaca? Zapłacić okup, aby uzyskać klucz do zaszyfrowanych danych, czy inwestować w narzędzia do robienia np. kopii zapasowych?

    A jeśli backup nie był aktualny? Może zaatakowane systemy nie były objęte mechanizmami tworzenia kopii zapasowych? Może same kopie zostały zaszyfrowane? Tu prostych odpowiedzi nie ma. Backup jest jednym z elementów całego systemu cyberbezpieczeństwa i tego tematu lekceważyć nie można.  Tym bardziej, że widać silny trend do integracji narzędzi klasy Backup&Recovery z rozwiązaniami z zakresu bezpieczeństwa IT.

    Choć wdrażanie takich funkcjonalności w działającej infrastrukturze jest zadaniem trudnym i czasochłonnym, to programiści i projektanci  z IBM, dysponujący największym potencjałem wiedzy, doświadczenia i kreatywności,  postarali się o stworzenie narzędzia, które rzeczywiście może te procesy uczynić prostymi i przyjaznymi – a przede wszystkim bezpiecznymi. Mam tu na myśli system IBM Spectrum Protect. Trzeba przyznać, że jego funkcjonalność i możliwości robią wrażenie. Big Blue nie zawiódł pokładanych w nim nadziei.

    Po serii nieprzyjemnych wniosków płynących z raportu Cost of Data Breach 2020 miło zobaczyć, że IBM Spectrum Protect to sposób na w pełni bezpieczne i ekonomiczne tworzenie kopii zapasowych nie tylko lokalnie, ale także do środowisk chmurowych. Jest to szczególnie ważne w przypadku środowisk testowo-deweloperskich, które nigdy nie jest krytyczne dopóki są one dostępne. W przypadku całkowitej utraty takich danych na skutek cyberataku lub katastrofy typu pożar, powódź albo np. wybuch gazu gaśniczego, może się okazać, że trzeba ponownie ponieść znaczne koszty osobowe zespołów deweloperskich albo przygotować nowe wersje aplikacji.

    Wykorzystanie funkcjonalności chmury hybrydowej, czyli wykonywanie kopii bezpieczeństwa środowiska testowo-deweloperskiego bezpośrednio do chmury publicznej, może pozwolić na uniknięcie wielu dodatkowych kosztów. Mechanizm ten współpracuje z popularnymi środowiskami chmury, jak IBM Cloud, IBM Cloud Object Storage, Amazon S3 czy Microsoft Azure Blob. IBM Spectrum Protect wykorzystuje deduplikację danych podczas zapisu w celu efektywnego wykorzystania przestrzeni i przepustowości, a także mechanizmy szyfrowania służące do zabezpieczania danych.

    Dla wielu osób na pewno atrakcyjna okaże się funkcja automatyzacji wykrywania oprogramowania typu ransomware. Doświadczenia IBM związane z  technologiami sztucznej inteligencji (AI), uczenia maszynowego (ML), analityki, czy zautomatyzowanej orkiestrację działań (SOAR) pozwoliły na realizację bardzo intrygującego pomysłu. IBM Spectrum Protect, po wykonaniu operacji tworzenia kopii zapasowych, rozpoczyna analizę statystyk pod kątem zainfekowania oprogramowaniem wymuszającym okup.  W razie wystąpienia anomalii alarmuje administratora, dzięki czemu można szybko rozpoznać cyberatak typu ransomware.  Pozwala to na uniknięcie niezwykle niebezpiecznej sytuacji, w której, nieświadomie wykonujemy kopię zapasową już zainfekowanych lub wręcz zaszyfrowanych danych. Podniesienie się po takim ataku jest niezwykle trudne i czasochłonne, a czasami nawet niemożliwe. To praktycznie nokaut dla działu IT.

    We wspomnianym raporcie można przeczytać: „Naruszenia, które spowodowały zniszczenie danych wskutek destrukcyjnego ataku […](średni koszt 4,52 mln USD), i ataki szantażujące (4,44 mln USD) okazały się bardziej kosztowne w skutkach niż przeciętne naruszenie spowodowane atakiem z użyciem szkodliwego oprogramowania (4,27 mln USD) lub przeciętne naruszenie ochrony danych (3,86 mln USD )”. Jest się zatem o co bić.

    Funkcjonalność automatyzacji zadań związanych z replikacją danych do bezpiecznych, zdalnych ośrodków odtwarzania zapewnia kompleksową ochronę danych. IBM Spectrum Protect umożliwia  ich odzyskiwanie w sposób szybki i elastyczny z głównych i zdalnych ośrodków, co pomaga przywracać pojedyncze elementy, złożone systemy bądź całe centra przetwarzania danych.

    Oczywiście IBM Spectrum Protect nie jest żadnym panaceum, nie uzdrowi zawsze i wszędzie każdej firmy.  Stan zdrowia cyberbezpieczeństwa w raporcie IBM, pokazany jest jak na dłoni. Widać, że zabezpieczanie danych nie jest zadaniem łatwym i prostym. Powtarzające się ataki na największe i najzasobniejsze firmy tylko to potwierdzają.

    Dlatego wybierając rozwiązania z do ochrony i odtwarzania danych warto również zwrócić uwagę na wszelkie dodatkowe funkcjonalności pozwalające zabezpieczyć jeden z najcenniejszych zasobów każdej firmy, jakim są dane jej i klientów. Dzięki nowemu i innowacyjnemu podejściu takich firm, jak IBM, możemy być nieco spokojniejsi, że zadbamy o ich bezpieczeństwo na najwyższym możliwym poziomie.

    Źródła:
    (1)   https://www.ibm.com/security/digital-assets/cost-data-breach-report/#/
    (2)   https://niebezpiecznik.pl/tag/ransomware/

     

    Piotr Sękowski – IBM Polska
    Absolwent Akademii Ekonomicznej w Krakowie oraz studiów podyplomowych na kierunku telekomunikacja na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

    Posiada ponad 13 letnie doświadczenie w branży IT. Od 5 lat kieruje działem sprzedaży pamięci masowych w IBM.

     

     

     

    Daniel Wysocki

    Daniel Wysocki – Advatech Sp. z o.o.
    Daniel Wysocki ukończył studia na wydziale Inżynierii Mechanicznej i Robotyki na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Posiada 19 letnie doświadczenie w branży IT. Obecnie pracuje w firmie Advatech jako Security Specialist . Odpowiedzialny jest za dobór innowacyjnych rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa IT, ze szczególnym naciskiem na możliwości wykorzystania sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego.

  • Rośnie zapotrzebowanie na DevOps

    Rośnie zapotrzebowanie na DevOps

    Z najnowszych raportów IMARC Group, Global Market Insights i ResearchAndMarkets.com wynika, że światowy rynek metodologii DevOps w 2019 roku osiągnął wartość około 3,5-4 miliardów dolarów i dalej powinien rosnąć o około 20% rocznie. Także w Polsce jest coraz więcej firm zainteresowanych wdrożeniem DevOps, o czym świadczy rosnące zapotrzebowanie na pracowników IT, wyspecjalizowanych w tej metodologii.

    – Podaż  osób z kompetencjami DevOps jest tak mała, że nie jest w stanie zaspokoić rosnącego popytu. Średni czas potrzebny do znalezienia i zaprezentowania naszym klientom każdego innego specjalisty IT wynosi 3 dni, a w przypadku DevOps jest 4 razy dłuższymówi Justyna Wroniak, Talent Aquisition Director Avenga Poland.

    Dekada DevOpsów

    Biznesowa presja na skracanie czasu potrzebnego na stworzenie, przetestowanie i wdrożenie nowego oprogramowania wpływa na szybki rozwój narzędzi testujących i automatyzujących. To z kolei kreuje rynek dla DevOps. Koncepcja ta powstała jakieś 10 lat temu właśnie po to, żeby przyspieszyć i usprawnić współpracę między programistami (development) a wdrożeniowcami i administratorami (operations). Łączy oba zespoły w jeden DevOps w celu opracowania produktu, od kreatywnego początku do eksploatacyjnego końca. Cały czas korzysta się z wiedzy zarówno programistów, jak i inżynierów operacyjnych, zamiast dzielić ich pracę na etapy.

    Generalnie DevOps ma zapewnić sprawną komunikację między wszystkimi działami, zaangażowanymi w realizację i eksploatację jakiegoś projektu IT. Zagwarantować, że nikt nie straci z oczu pełnego obrazu przedsięwzięcia. Ma przyspieszyć tworzenie nowego oprogramowania, produktów i usług, podnosząc ich jakość i bezpieczeństwo firmy.

    – W rzeczywistości każda firma definiuje DevOps po swojemu, co powoduje, że kandydatom do prowadzenia DevOps mogą być stawiane różne dodatkowe wymaganiadodaje Justyna Wroniak. Z jej doświadczeń wynika, że niektórzy przypisują DevOps rolę Administratora, który posiada umiejętność automatyzacji procesów za pomocą języków skryptowych. Inni od kandydatów oczekują znajomości rozwiązań chmurowych, zagadnień związanych z konteneryzacją czy autoscalingiem.

    Elitarna grupa w IT

    W tak sprzyjających warunkach specjaliści z doświadczeniem w DevOps stali się jednymi z najlepiej zarabiających w IT. W Polsce ich średnie zarobki już wynoszą około 20 tys. zł miesięcznie. I wcale nie trzeba mieć wielu lat doświadczenia. Zdaniem Justyny Wroniak, kandydat z dwuletnim udziałem w dużych i zaawansowanych projektach DevOps będzie potraktowany jako cenniejszy niż System Administrator lub System Engineer z kilkunastoletnim doświadczeniem.

    Według rekruterów firmy Avenga, która ma swoje biura na najbardziej rozwiniętych rynkach DevOps w Stanach Zjednoczonych i Europie, są trzy źródła specjalistów w tej dziedzinie. Juniorzy po prostu zaczynają w tym obszarze od stażów i praktyk. Programiści przechodzą „na drugą stronę mocy” po opanowaniu narzędzi DevOps. Najbardziej naturalnym, „ewolucyjnym” źródłem DevOpsów są administratorzy systemów i system engineerowie (najczęstszy przypadek).

    – Oni wykonywali podobne zadania w czasach „pre-devopsowych”, a metodyka DevOps wymusza na nich przede wszystkim bliższą współpracę z programistami i bardziej projektowe nastawieniewyjaśnia Justyna Wroniak.

    Zmiana bez końca

    Kandydat lub kandydatka na dobrego DevOpsa muszą być wkręceni w tematykę optymalizacji, usprawniania i automatyzacji. Najprawdopodobniej będą pracować dla firm, które muszą nieustannie poszukiwać nowych rozwiązań, produktów i usług np. w takich branżach jak: finanse, ubezpieczenia, telekomunikacja, farmacja i ochrona zdrowia, media, e-commerce. Wśród potencjalnych pracodawców, jedni mają już swoją rewolucję DevOps za sobą, a inni dopiero chcą przez nią przejść.

     Z tymi pierwszymi można doskonalić swoje umiejętności, a z drugimi zacząć rewolucję od początkuzachęca Justyna Wroniak.

  • Specjaliści AI potrzebni od zaraz  – Microsoft prezentuje wyniki badania AI & Skills 2020

    Specjaliści AI potrzebni od zaraz – Microsoft prezentuje wyniki badania AI & Skills 2020

    Rośnie zapotrzebowanie na wykwalifikowanych specjalistów AI w polskich organizacjach, co wiąże się ze zdobyciem odpowiednich umiejętności. 94 proc. pracowników firm wykorzystujących AI przyznaje, że chce podnosić swoje kompetencje, a 66 proc. już uczestniczyło w odpowiednich programach szkoleniowych.

    Zapewnienie pracownikom właściwych umiejętności jest niezbędne do wydobycia wartości z najnowszych technologii, w tym sztucznej inteligencji. Ta, odpowiednio rozwijana, pomaga uwolnić pracowników od rutynowych zadań. Dzięki temu zyskują oni czas, który może być wykorzystany w innych obszarach biznesu. Sami zainteresowani również są tego zdania. Chcą inwestować uwolnione przez AI zasoby w dalszy rozwój umiejętności na innych polach i wnosić większą wartość do firm w których pracują.

    Pielęgnujmy talenty, korzystajmy z AI

    W marcu br. Microsoft przeprowadził badanie dotyczące wpływu rozwoju umiejętności z zakresu sztucznej inteligencji na rozwój biznesu. Wzięło w nim udział 12 000 pracowników i liderów z większych przedsiębiorstw na 20 rynkach na całym świecie, w tym w Polsce. Zdaniem uczestników popyt na umiejętności z zakresu AI znacząco rośnie. Polscy ankietowani przyznają, że już w ciągu 6-10 najbliższych lat, udział osób z wymaganymi kompetencjami w tym zakresie sięgnie 55 proc., przy średniej dla wszystkich krajów wynoszącej 49,5 proc. W firmach wykorzystujących sztuczną inteligencję w sposób zaawansowany, specjaliści od AI będą stanowili nawet 58 proc. wszystkich pracowników posiadających kompetencje w tym zakresie.

    Firmy dostrzegają największe korzyści biznesowe ze stosowania sztucznej inteligencji, gdy jej wdrażanie „idzie pod rękę” z rozwojem kompetencji pracowników. Dotyczy to zarówno umiejętności technicznych, takich jak zaawansowana analiza danych czy programowanie, jak i miękkich, takich jak zaawansowana komunikacja i negocjacje. Zdobywanie nowej wiedzy przez osoby pracujące z technologią, zwiększa jej wartość dla organizacji. Zachęca to do dalszego stosowania AI i dalszego kształcenia, napędzając koło zamachowe innowacji w firmach.

    „Rozwój umiejętności cyfrowych w obszarze AI to swoista polisa ubezpieczeniowa dla każdego biznesu na przyszłość. Potrzeba do tego odpowiedniej kultury organizacyjnej, ale także odpowiednich zasobów wiedzy i motywacji. Ogłoszony przez Microsoft plan inwestycyjny związany z budową pierwszego w Polsce centrum przetwarzania danych w chmurze i rozwojem kompetencji cyfrowych dla 150 tysięcy osób pozwoli jeszcze lepiej uwolnić potencjał, który drzemie nie tylko w polskich programistach i osobach pracujących w branży IT. Szansę na zdobycie nowych umiejętności w ramach różnorodnych projektów, warsztatów, hackathonów i szkoleń będzie miał każdy. Program wzmocni rozwój Polskiej Doliny Cyfrowej, żeby technologiczne serce Europy biło właśnie tutaj”mówi Magda Taczanowska, członek zarządu polskiego oddziału Microsoft.

    Już teraz prawie 58 proc. pracowników polskich firm wykorzystujących AI w sposób zaawansowany widzi szansę na to, że technologia pozwoli im wykonywać zadania o większym znaczeniu dla organizacji.

    „80% polskich firm zatrudniających powyżej 250 pracowników, które już mają rozwiązania AI na pokładzie, widzi w tej technologii konkretną wartość dla swojego biznesu. Główne obszary, w których wykorzystują sztuczną inteligencję to bardziej produktywne procesy oraz rozwój produktów i usług. Zastosowanie automatyzacji pozwala na odzyskanie czasu, który, jak wynika z badania, najchętniej jest wykorzystywany do podnoszenia kompetencji w tym obszarze. Interesujące jest, że rozwiązania AI wychodzą poza działy IT usprawniając działanie marketingu, sprzedaży czy nawet HR.”podkreśla Diana Oleksiuk-Szczurowska, odpowiedzialna za obszar AI i kompetencji w polskim oddziale Microsoft.

    Z AI zyskujesz podwójnie

    Firmy stosujące technologie oparte o AI stawiają na zwiększanie kompetencji pracowników. Dzięki temu są bardziej odporne na zawirowania, lepiej się adaptują do nowych warunków i łatwiej im zachować ciągłość biznesu.

    „Eksperci mówią, że sztuczna inteligencja nie wyeliminuje naszych stanowisk, a jedynie przejmie niektóre z wykonywanych zadań. Współpraca z AI stanie się normą. Praca człowieka z wykorzystaniem tej technologii może być rozumiana na trzy sposoby. Po pierwsze, trzeba zbudować algorytmy AI. Niezbędne do tego są umiejętności czysto techniczne, zwłaszcza programowanie. Po drugie, zadaniem człowieka jest nadzorowanie takiego algorytmu, np. sprawdzanie czy nie jest on stronniczy oraz czy podejmowane prze niego decyzje są dobre. Tutaj przydaje się umiejętność szybkiego podejmowania kluczowych decyzji. Na kolejnym etapie człowiek współpracuje z AI przy wykonywaniu zadań. Na tym polu niezbędne są umiejętności miękkie, skuteczne zarządzanie czy empatia”powiedział Julian Lambertin, Executive Vice President w KRC Research.

    Pracownicy przyznają jednak, że wolność wyboru konkretnych umiejętności wpływa pozytywnie na ich chęć rozwoju. Tego zdania jest niemal 68 proc. przedstawicieli z Polski. Jak przyznają specjaliści, równie istotna jest także perspektywa nagradzania (finansowego lub przyspieszenia ścieżki awansu), na co zwraca uwagę 49 proc. rodzimych respondentów.

    93,6 proc. kadry kierowniczej wyższego szczebla również przyznaje, że byłaby w stanie zapewnić nagrody finansowe dla tych pracowników, którzy zdobyliby wyższy poziom umiejętności istotnych z punktu widzenia wdrażania i adaptacji AI. Mogłyby być wprowadzane w formie przyspieszonego awansu, premii lub kombinacji tych czynników:
    ·       Wzrost wynagrodzeń – na tę formę promocji wskazało 41,62 proc. ogółem w porównaniu z 57,55 proc. w Polsce;
    ·       Wypłata premii – 25,58 proc. ogółem w porównaniu z 17,92 proc. w Polsce;
    ·       Awanse – 20,18 proc. ogółem vs 22,64 proc. w Polsce.
    Co ciekawe, ponad 65 proc. pracowników polskich firm wykorzystujących AI w sposób zaawansowany przyznaje, że ich pracodawca robi obecnie wystarczająco dużo, aby odpowiednio ich przygotować na dalszy rozwój tej technologii w organizacji. W firmach, które nie wdrażają sztucznej inteligencji lub dopiero z nią eksperymentują, odsetek ten spada do 40 proc. Co więcej, 70 proc. pracowników rozważa zmianę miejsca pracy, gdyby pracodawca nie inwestował w ich rozwój umiejętności.

    Nadawanie dodatkowej wartości umiejętnościom oraz ciągłemu kształceniu i szkoleniu w organizacjach czyni je jednak atrakcyjnymi w oczach pracowników, ale i przyszłych kandydatów.

    W przeprowadzonym przez Microsoft badaniu “AI & Skills” wzięło udział ok 12 000 pracowników i liderów biznesu z obszaru większych przedsiębiorstw (ang. enterprise) na 20 rynkach na całym świecie w marcu 2020 roku. Polskę reprezentowało 611 przedstawicieli firm zatrudniających więcej niż 250 pracowników.

  • Jak automatyzacja może pomóc bankom zwiększyć bezpieczeństwo?

    Jak automatyzacja może pomóc bankom zwiększyć bezpieczeństwo?

    W opracowanej przez firmę Deloitte prognozie dla sektora bankowości i rynków kapitałowych na rok 2020, przedsiębiorstwa z branży usług finansowych są zachęcane do wsparcia swoich strategii transformacji cyfrowej przez stworzenie struktur zapewniających ścisły nadzór i solidne cyberzabezpieczenia. Analitycy Deloitte podkreślili również konieczność skupienia się na ludzkim aspekcie zmian technologicznych oraz wypracowania kultury opartej na współpracy, która będzie wspierać innowacje w dziedzinie usług.

    Wyzwanie

    Firmy z branży usług finansowych poświęcają dużo czasu na udzielanie odpowiedzi audytorom. Konieczność zachowania zgodności z obowiązującymi przepisami często decyduje o kształcie procesów. Rozbieżności w procesach mogą jednak nasilać napięcia między programistami, którzy dążą do zwiększenia prężności działania przedsiębiorstwa, zespołami odpowiadającymi za działalność operacyjną oraz specjalistami ds. bezpieczeństwa i zgodności z przepisami.

    Bez przejrzystego, wspólnego procesu może okazać się, że każdy z tych zespołów stworzył własne procedury. Niespójne konfiguracje środowiska informatycznego, poprawki i testy mogą dodatkowo utrudniać zarządzanie i raportowanie. Brak wspólnych procesów może też doprowadzić do powstania długu technicznego, który hamuje wprowadzanie zmian i stwarza ryzyko.

    Systemy informatyczne obsługują transformację cyfrową, same są też jednak regularnie modernizowane. Jednym z etapów modernizacji jest intensywny okres, w którym informatycy koncentrują się na konfigurowaniu i testowaniu wszystkich technologii. Brak aktualizacji i testów każdego z komponentów stwarza znaczne ryzyko, dlatego prace te mają newralgiczne znaczenie, ale bywają stresujące i uciążliwe.

    Skala wyzwania rośnie z uwagi na fakt, że wiele instytucji finansowych korzysta z szeregu różnych środowisk, w tym systemów Windows i Linux, chmur publicznych i prywatnych oraz środowisk wirtualnych i kontenerowych, co zwiększa złożoność infrastruktury informatycznej.

    Red Hat Ansible Automation Platform umożliwia zarządzanie pracami w tym zakresie oraz automatyczne zarządzanie poprawkami systemów i aplikacji, konfiguracjami i zmianami w rozproszonych środowiskach informatycznych. Udostępnia też analizy na poziomie korporacyjnym. Zgodność z protokołem OpenSCAP mającym certyfikat amerykańskiego instytutu ds. standardów i technologii NIST (National Institute of Standards and Technology) pozwala zautomatyzować procesy zapewniania zgodności z przepisami w systemach rozproszonych oraz wewnątrz kontenerów.

    Budowanie społeczności

    Zabezpieczeń nie należy dodawać do procesów na samym końcu ani w ramach osobnych działań, lecz uwzględniać już podczas projektowania.

    Red Hat Ansible Automation Platform eliminuje przeszkody oraz ułatwia zwiększanie bezpieczeństwa i zgodności z przepisami wszystkim pracownikom. Stawia te aspekty na pierwszym planie oraz umożliwia personelowi komunikację i współpracę nad osiągnięciem wspólnego celu i języka w ramach jednolitego procesu.

    Pewien duży, międzynarodowy bank z centralą w Stanach Zjednoczonych połączył w tym celu zespoły i udostępnił im rozwiązanie Red Hat Ansible Automation Platform na potrzeby stworzenia wspólnego rejestru usług, w którym programiści mają dostęp do instrukcji Ansible Automation opracowanych przez ich kolegów pracujących nad tymi samymi problemami. Ponad 500 pracowników banku tworzy treści związane z automatyzacją, z których na całym świecie korzysta ponad 5000 specjalistów ds. technologii.

    Inny duży międzynarodowy bank wykorzystał tę platformę, aby zarządzać konfliktami w procesach zarządzania zmianami i konfiguracjami. Instytucja stworzyła społeczność Ansible obejmującą około 200 pracowników, w tym zespół ds. przetwarzania rozproszonego i zespół ds. wielkich zbiorów danych, który obsługuje 2000 serwerów.

    Jeszcze inna międzynarodowa firma z sektora usług finansowych stworzyła internetową społeczność z wewnętrznym pokojem rozmów dla 800 użytkowników platformy Ansible. Dzięki temu mogą oni wymieniać się rozwiązaniami automatyzacyjnymi i sprawdzonymi procedurami, które stworzyli z myślą o niestandardowych narzędziach używanych w banku.

    Automatyzacja zwiększa poczucie pewności i zaufanie

    Jednym z głównych celów wdrożenia automatyzacji jest ograniczenie do minimum ręcznych ingerencji, które dawniej były źródłem rozbieżności i błędów. Automatyzacja prowadzi do standaryzacji procesów, która z kolei zwiększa dokładność, powtarzalność i poziom kontroli jakości, a przy tym wspiera wysoką efektywność.

    Gdy w krótkim czasie trzeba wdrożyć poprawkę na tysiącach serwerów, aby zachować standardy nieprzerwanej pracy i ograniczyć zakłócenia lub utratę funkcjonalności, konieczne jest rozwiązanie zautomatyzowane. Działania wykonywane ręcznie nie pozwolą raczej osiągnąć oczekiwanych celów w odpowiednim czasie, dlatego najprostszym sposobem na zwiększenie skali przy jednoczesnym spełnieniu wymogów w dziedzinie bezpieczeństwa i zgodności jest automatyzacja procesu.

    Uzyskanie przejrzystości i kontroli

    Red Hat Ansible Automation Platform umożliwia demokratyzację technologii informatycznych oraz szybszą realizację standardowych procesów na większą skalę. Generuje przy tym przejrzysty zapis zdarzeń, który dowodzi, że firma wykonała działania wymagane w przepisach lokalnych i międzynarodowych.

    Zintegrowany panel kontrolny informuje o przeprowadzeniu procesów zabezpieczających we właściwym czasie i przez odpowiedni personel. Taki widoczny nadzór zwiększa przejrzystość w przedsiębiorstwie, ponieważ pozwala zespołom ds. zgodności z przepisami bez trudu wykrywać rozbieżności i pominięcia oraz je eliminować.

    Na platformie można sprawdzić, jak używają jej poszczególni pracownicy i jakie konkretne działania wykonują. Audytor może też ustalić wykonane kroki, korzystając przy tym z czytelnych instrukcji Ansible oraz funkcji rejestrowania, które stworzono z myślą o pracownikach bez formalnego wykształcenia programistycznego.

    Zatrzymywanie utalentowanych pracowników

    Ręczne wykonywanie zadań związanych z bezpieczeństwem i zgodnością z przepisami pociąga za sobą koszty inwestycyjne i czysto ludzkie, takie jak wzrost ryzyka rozbieżności i błędów, konieczność przeróbek, utrata zaufania i dług techniczny.

    Udane wdrożenia automatyzacji odciążają personel w zakresie rutynowych zadań. Wdrożenie rozwiązania Red Hat Ansible Automation Platform pozwala zautomatyzować rutynowe instalowanie poprawek oraz daje programistom czas na zajęcie się zadaniami o bardziej newralgicznym znaczeniu czy zdobywanie nowych umiejętności.

    Banki rywalizują o zdobycie i zatrzymanie pracowników, którzy dysponują kwalifikacjami dostosowanymi do epoki cyfrowej. Automatyzacja ogranicza czas poświęcany na powtarzalne, choć ważne zadania związane z bezpieczeństwem. Ponadto pomaga personelowi wykonywać rutynowe czynności z taką samą lub nawet większą precyzją i jakością, a przy tym zapewnia duże możliwości kontroli. Może to pomóc firmom w zmniejszeniu monotonii pracy i zatrzymaniu utalentowanych pracowników.

  • VMware wprowadza obsługę Kubernetes w najnowszej wersji Fusion 12 oraz Workstation 16

    VMware wprowadza obsługę Kubernetes w najnowszej wersji Fusion 12 oraz Workstation 16

    Firma VMwarezaprezentowała najnowsze wersje swoich rozwiązań do wirtualizacji dla stacji roboczych – VMware Fusion i VMware Workstation. Wprowadzone aktualizacje niosą ze sobą ważną zmianę: od teraz aplikacje VMware wspierają obsługę aplikacji kontenerowych zbudowanych w Kubernetes. Zwiększa to możliwości narzędzi oraz wydajność maszyn wirtualnych (VMs). Najnowsza wersja Fusion wprowadza również nowe wydanie Fusion Player dostępnę wcześniej tylko dla platformy Windows. Jest ono dostępne zarówno z bezpłatną licencją do użytku osobistego, jak również z płatną licencją do użytku komercyjnego.

    Najnowsze aktualizacje wspierają deweloperów dostarczając rozszerzenia do silnika kontenerowego CLI-vctl jednocześnie są one dostępne na Workstation na platformę Windows. Dzięki Fusion lub Workstation programiści będą mogli obsługiwać więcej niestandardowych klastrów Kubernetes z obsługą „rodzaju” – narzędzia do uruchamiania lokalnych klastrów Kubernetes przy użyciu kontenerów jako „węzłów”. W celu sprawdzenia przepływów zadań przed wysłaniem ich do centralnego rejestru, takiego jak Harbor, kontenery utworzone za pomocą vctl można testować w lokalnych klastrach Kubernetes.

    Z kolei aplikacje zbudowane z wykorzystaniem kontenerów można zaimplementować na większych platformach VMware Cloud Foundation 4 z klastrami produkcyjnymi Tanzu.

    Dodatkowo, użytkownicy Fusion i Workstation będą mogli łączyć się z VMware vSphere 7 za pośrednictwem ESXi i vCenter w celu zdalnej obsługi maszyn wirtualnych i realizacji czynności administracyjnych. Obsługując najnowsze fizyczne i wirtualne funkcje sprzętowe, Fusion i Workstation zapewniają natychmiastową mobilność i kompatybilność obciążeń między komputerami stacjonarnymi i centrami danych.

    Warto podkreślić, że przygotowując się do nowej wersji systemu macOS 11.0 Big Sur, VMware w pełni wykorzystała hipernadzorcę Apple i nowe interfejsy API, eliminując potrzebę rozszerzeń jądra i obsługując macOS 11 jako hosta i gościa.

    Nowe funkcje VMware Fusion i Workstation:

    ●       DirectX 11 i OpenGL 4.1 – Obsługa gier i aplikacji w Direct3D w wersji 11 lub OpenGL 4.1
    ●       Windows 10, tryb Hyper-V  – Produkty VMware Workstation obsługują uruchamianie maszyn wirtualnych, kontenerów i klastrów Kubernetes na komputerach z systemem Windows 10 w wersji 2004 i włączonym trybem Hyper-V.
    ●       Dark Mode – Workstation Pro and Player UIs, otrzymały funkcję trybu ciemnego, który został dostosowany do najnowszych wersji systemu Windows 10, w tym niedawno wydanej wersji 2004.

    ●       Kompatybilność z eGPU – Fusion Player i Pro będą obsługiwać urządzenia eGPU, pomagając zmniejszyć obciążenie zasobów przez proces renderowania grafiki z wewnętrznego zintegrowanego lub oddzielnego GPU na znacznie mocniejszy zewnętrzny.

    ●       Ulepszony dostęp – kontrola dostępności zgodna z VPAT Section 508, pomagająca użytkownikom w pełni korzystać z zalet maszyn wirtualnych.

    Ceny i dostępność

    Wprowadzony VMware Fusion 12 Player, będzie podlegał takiemu samemu modelowi cen i licencjonowania co Workstation Player, czyli do użytku osobistego jest dostępny bezpłatnie, a do użytku komercyjnego wymaga licencji. Nowe licencje VMware Fusion 12 Player i Workstation 16 Player będą dostępne za 149 USD, a licencje na uaktualnienia za 79 USD.

    Narzędzia VMware Fusion 12 Pro i VMware Workstation 16 Pro będą dostępne w trzecim kwartale 2020 r. Aktualizacje dla każdego będą dostępne za 99 USD, a nowe licencje za 199 USD.

  • Porzucone aplikacje furtką dla hakerów

    Porzucone aplikacje furtką dla hakerów

    Wiele osób korzysta z aplikacji nierozwijanych przez programistów i usuniętych z AppStore oraz Google Play. To duże ryzyko dla użytkowników – ostrzegają specjaliści od bezpieczeństwa.

    Na platformach Google Play oraz AppStore znajduje się ponad 5 milionów aplikacji. Część z nich dostępna jest przez lata, inne dość szybko znikają ze sklepów. Powody są zawsze takie same – programiści przestają wspierać swoje produkty, firmy upadają lub po prostu wycofują produkt z oferty, zastępując go całkowicie nowym rozwiązaniem. Ale usunięcie aplikacji z Google Play lub AppStore nie jest równoznaczne z tym, że zniknęła ona ze smartfona. Ludzie wykorzystują programy dopóki będą działać, zwłaszcza jeśli są one przydatne. Niestety, stanowi to poważne zagrożenie dla ich telefonów. Aplikacje wycofane z rynku nie są aktualizowane i bardzo często posiadają luki w zabezpieczeniach. Według badania opracowanego przez firmę Wandera najczęściej porzucane są aplikacje zwiększające produktywność (38,7 proc.), a w dalszej kolejności programy z kategorii gry i rozrywka (30,3 proc.), styl życia (14,1 proc.), wideo i zdjęcia (10,6 proc.) oraz komunikacja (6,3 proc).

    Właściciele smartfonów najczęściej wychodzą z założenia, że duże koncerny nie porzucają swoich aplikacji. Ale to nieprawda, wiele popularnych programów na smartfony, opracowanych przez znane firmy i wycofanych z rynku, wciąż znajduje się w użyciu. Najbardziej spektakularne przykłady to Samsung Keyboard, SideSync, S Note, Google Now Launcher i ES File Explorer.

    – Nie wszyscy wymieniają telefon co sezon. Część osób używa wiekowych smartfonów i nie znajduje motywacji, aby zastąpić działającą aplikację, narażając się tym samym na ryzyko cyberataku. Ciekawym przykładem jest Samsung Keyboard, który posiada co najmniej jedną, powszechnie znaną lukę. Użytkownicy muszą mieć świadomość, że nie wszystkie ich aplikacje są nadal wspierane przez producentów i powinni zainstalować rozwiązanie bezpieczeństwa, które powinno zapobiec ewentualnym problemom. tłumaczy  Mariusz Politowicz z firmy Marken, dystrybutora rozwiązań Bitdefender w Polsce.

  • Czy programistę da się czymś zaskoczyć? Oto najdziwniejsze zlecenia w branży IT

    Czy programistę da się czymś zaskoczyć? Oto najdziwniejsze zlecenia w branży IT

    Jak wytłumaczyć klientowi, że biały jest naprawdę biały? Do czego służy czerwony przycisk? I czy w epoce, w której nowoczesne technologie opanowały już niemal każdy zakątek naszego życia, programistę da się w ogóle jeszcze czymś zaskoczyć? Okazuje się, że tak. Przykłady nietypowych zleceń w branży IT zebrała szkoła programowania online Kodilla.com.

    Choć większość ofert na rynku IT nie odbiega od standardowych zleceń, jakie na co dzień realizują programiści, zdarzają się przypadki, w których muszą wykazać się wyjątkową kreatywnością, elastycznością i umiejętnością dostosowania do, co najmniej nietypowych warunków. Wygląda na to, że dobry programista musi być po prostu przygotowany na każdą sytuację, szczególnie że nawet te z pozoru błahe zlecenia, bywają najtrudniejsze do rozwiązania.

    Twój Pierwszy Raz i handlowe “sztuczki”

    Wydawałoby się, że sklep internetowy powinien być przede wszystkim czytelny, prosty w obsłudze i przyjazny użytkownikowi. Niestety, nie każdy właściciel kieruje się tymi założeniami. – Pracowałem kiedyś przy sklepie internetowym, w którym można było nie zauważyć, że… coś się kupiło – wspomina Przemysław Waleszczyński, senior software developer z kilkunastoletnim doświadczeniem. – Po prostu w wirtualnym koszyku już w momencie wejścia na stronę sklepu znajdowały się promocyjne produkty. Tak to sobie wówczas sprytnie wykombinował właściciel.

    Innym, niezrozumiałym dla Przemka pomysłem było zaprojektowanie przycisku „Nie kupuję” na podstronach z ofertą produktów na sprzedaż. – Ten przycisk nie miał żadnej funkcjonalności, ale mimo tego bardzo ciężko było przekonać autora wizji, że umieszczanie go na stronie jest bezcelowe – opowiada.

    Poza tym Przemek został też poproszony o udział w nietypowym projekcie: – Na fali popularności portalu Nasza Klasa dostałem propozycję wzięcia udziału w tworzeniu portalu „Nasz (albo Mój) pierwszy raz”, który miał umożliwiać opisanie szczegółów tego wydarzenia, a nawet nawiązanie kontaktu z osobą, z którą się go przeżyło. Nie zdecydowaniem się na współtworzenie tego przedsięwzięcia.

    Łamanie haseł i czerwony przycisk, czyli opowieści z pogranicza prawa

    • Rocznie rozliczamy ponad 5 tysięcy zleceń dla programistów, wśród których czasem zdarzają się prawdziwe „kwiatki” – ujawnia Robert Włodarek z serwisu Useme.com, platformy kojarzącej freelancerów z klientami. Takim przykładem może być zlecenie, w którym klient chciał „odzyskać” hasło do jednego z komunikatorów.

    • Dokładnie brzmiało to tak: „zlecę złamanie hasła na GG, ponieważ go nie pamiętam”. Pierwsze zdziwienie – ktoś jeszcze korzysta z Gadu Gadu? I choć mogło to być nawet interesujące zadanie, niestety musieliśmy to zlecenie zamknąć. Nasi prawnicy uznali, że ma charakter działania niezgodnego z prawem. Łamanie haseł brzmi w praktyce tak, jak hakowanie czyjegoś konta – opowiada Włodarek.

    Opowieści z pogranicza prawa zresztą nie brakuje. Od zwykłego naciągactwa, przez wykorzystywanie nieuwagi, po mechanizmy, które w razie kontroli mogą wyczyścić serwery i nadpisać dane na dyskach losowymi znakami.

    • Pamiętam, jak robiliśmy dla jednego z klientów aplikację do zarządzania czasem i zadaniami pracownikami. Zażyczył sobie, by stworzyć dla niego narzędzie na smartwatcha. To miało być coś w rodzaju „czerwonego przycisku”, po którego naciśnięciu kasowany byłby cały portal, łącznie z bazą danych, które się tam znajdowały – wspomina Jakub, który pracuje jako web developer.

    Kiedy biały jest naprawdę biały?

    Obok umiejętności technicznych, wśród kwalifikacji, które muszą posiadać współcześni specjaliści branży IT, coraz częściej wymienia się także drugą grupę cech. To tak zwane kompetencje miękkie, które coraz częściej zaczynają być traktowane na równi z tymi twardymi, tj. znajomością konkretnej technologii.

    • Mieliśmy raz sytuację z klientem, który się z nami kłócił, że biały nie jest biały i mamy to poprawić… Po ciężkich bataliach okazało się, że miał źle skonfigurowany ekran – relacjonuje Jakub.

    Innym razem powstała aplikacja mobilna dla klubu sportowego, do której został stworzony panel admina. Można było z niego wysyłać wiadomości do każdego, kto miał tę apkę zainstalowaną. Tym razem problem pojawił się z zupełnie niespodziewanej strony.

    • Prezes klubu zaczął testować nową aplikację, ale przez przypadek użył do tego panelu produkcyjnego. Efektem tej pomyłki było wysłanie szeregu nietypowych komunikatów, takich jak na przykład: „lubię placki”. Wśród wiadomości znalazł się nawet jeden niecenzuralny wpis. Była o to straszna afera. Dobrze, że mieliśmy logi i wyszło na jaw, kto jest sprawcą – opowiada Jakub.

    Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania Kodilla.com komentując takie sytuacje mówi, że to dowód, jak wszechstronni muszą być programiści. Jak podkreśla, kariera w branży IT to ewolucja, podczas której zdobywa się kolejne umiejętności techniczne, ale nie tylko.

    • Programiści uczą się nie tylko kodowania, składni danego języka, jego logiki. Dziś przede wszystkim ćwiczą lub wyrabiają w sobie takie cechy, jak cierpliwość, umiejętność radzenia sobie ze stresem czy wypracowywania kompromisów. Takie umiejętności można posiąść, ale w ich naukę i szlifowanie trzeba włożyć jeszcze więcej czasu i wysiłku niż w naukę samego kodu – przyznaje Magdalena Rogóż.

    Roboty wchodzą pod strzechy

    Co prawda z technicznego punktu widzenia nie ma większej różnicy, jakie będzie przeznaczenie zamówionego kodu, jednak wśród zleceń dla specjalistów IT szczególnie cenione są te najbardziej przyszłościowe.

    • W korporacjach czy software house’ach można pracować w zespołach projektujących rozwiązania dla inteligentnych domów czy bezobsługowych sklepów. Jednak także działającym na własny rachunek freelancerom trafiają się zlecenia, które może w tej chwili wydają się nietypowe, ale w istocie uwidaczniają nowe trendy w tej branży. Chodzi o coraz częściej pojawiający się wątek cybernetyzacji. Coś, co niedawno wydawało się science fiction, teraz staje się powszechne – mówi Robert Włodarek. Jak dodaje, takim przykładem może być zlecenie polegające na stworzeniu algorytmu do kierowania grupą robotów.

    • Roboty miały wykonywać proste czynności, na przykład dojechać do zadanego punktu. W efekcie stworzono algorytm, który nie tylko uruchamiał maszyny, ale przede wszystkim nimi sterował – ustalał, który robot rusza jako pierwszy, który ma przepuszczać innego, np. w wąskim korytarzu lub jak mają się ominąć, gdy znajdą się na trasie kolizyjnej – opowiada.

    Inna zlecona aplikacja miała dokonać upgrade’u robota-pojazdu zaprogramowanego na stałą prędkość. Freelancer miał go zmodyfikować tak, aby za pomocą umieszczonego w smartfonie żyroskopu można było sterować prędkością: małe wychylenie – mała prędkość, duże wychylenie – duża prędkość.

    • Jak widać, roboty coraz częściej wchodzą pod strzechy już nie tylko frontowymi drzwiami poprzez wielkie, globalne projekty – przyznaje Włodarek.

    Zabawne oczekiwania? W IT takich nie ma

    • A dla mnie nie ma czegoś takiego jak „zabawne” czy „nietypowe” oczekiwanie klienta. Oczekiwanie to oczekiwanie. Już dawno nie pracuję z klientami, którzy są „zabawni” – komentuje z kolei Marek, który jest project managerem. Na co dzień prowadzi zespoły analityków biznesowych, projektantów UX/GFX, specjalistów ds. handlu elektronicznego, testerów kontroli jakości i programistów.

    • Pracuję raczej ze zdecydowanymi i ogarniętymi biznesowo ludźmi, którzy we współpracy mogą być ciężsi i mniej wykształceni technologicznie, ale wciąż to są ich potrzeby, a ja jako dostawca muszę na te potrzeby odpowiedzieć.

    Magdalena Rogóż z Kodilla.com podkreśla natomiast, że zleceniodawcom, którzy stawiają na nowe technologie zależy na specjalistach, którzy lepiej od nich potrafią ocenić wybrane scenariusze, dobrać najbardziej optymalne rozwiązania i narzędzia.

    • Programowanie to abstrakcyjne myślenie na różnych poziomach. Od dyskusji, czy biały kolor jest rzeczywiście biały, aż po spotkanie z zarządem na innym kontynencie, podczas którego omawiane są strategiczne rozwiązania dla wielkiej korporacji – tłumaczy ekspertka. Dlatego jej zdaniem mocne filary techniczne programisty powinny być wspierane przez asertywność i inne umiejętności miękkie. A te są rezultatem nie tylko cech wrodzonych, ale przede wszystkim ciężkiej pracy włożonej w naukę.

    • Dla ekspertów od IT nie ma ani zabawnych, ani dziwnych zleceń. Nie ma zadań łatwych czy ani trudnych. Są za to wyzwania i problemy do rozwiązania, które stanowią prawdziwą esencję pracy w tej  branży – podsumowuje ekspertka.

  • Nigdy więcej złudzeń o nieskończonej przepustowości, czyli jak wdrożyć Edge Computing

    Nigdy więcej złudzeń o nieskończonej przepustowości, czyli jak wdrożyć Edge Computing

    Przewidywany wzrost zainteresowania rozwiązaniami przetwarzania brzegowego (Edge Computing) w ciągu najbliższych kilku lat oznacza, że coraz więcej firm będzie wdrażać te możliwości do swojej infrastruktury IT. Wpłynie to na dostosowanie wymagań biznesowych i technicznych, które znacznie odbiegają od potrzeb wynikających z niescentralizowanego systemu. Poniżej przyjrzymy się niektórym czynnikom, które przedsiębiorstwa powinny wziąć pod uwagę wdrażając rozwiązania EC w swojej firmie.

    Potrzebne jest nowe spojrzenie na Edge Computing

    EC w przeciwieństwie do tradycyjnego Cloud Computingu opartego na kilku większych lokalizacjach, zapewnia elastyczność i prostotę przetwarzania rozproszonego w wielu małych lokalizacjach. Możliwości zastosowań rozwiązań EC jest wiele i zależą one od określonych potrzeb firmy. Mogą obejmować od kilku klastrów obliczeniowych do milionów urządzeń peryferyjnych. Infrastruktura EC opiera się na dowolnej liczbie kombinacji urządzeń, bramek i serwerów peryferyjnych, a także mini-klastrów lub mikrocentrów danych.

    Podczas gdy infrastruktura chmury obliczeniowej jest statyczna i zorientowana na sprzęt, infrastruktura EC jest oparta na oprogramowaniu i ma bardziej elastyczny charakter. Biorąc pod uwagę względy technologiczne i operacyjne, Edge Computing od Cloud Computingu różni się również w poniższych obszarach:

    1) „Iluzja nieskończonej przepustowości”, gdzie podaż napędza popyt, a użytkownicy mogą domagać się większych zasobów na żądanie, nie sprawdza się w przypadku wdrożeń urządzeń edge, gdzie przepustowość jest zapewniona dla mniejszego natężenia. Oznacza to konieczność starannego planowania i zarządzania zasobami.

    2) Edge Computing wymaga nie tylko zapewnienia platformy obliczeniowej, ale również zarządzania całym zestawem sprzętu i oprogramowania w sposób spójny i powtarzalny – od firmware’u przez sprzęt, oprogramowanie, aż po usługi.

    Przy planowaniu wdrożenia technologii EC ważne jest, aby rozważyć, w jaki sposób proces ten wpłynie  na wszystkie podmioty, których dotyczy ta zmiana. Spójrzmy na niektóre z kluczowych wymagań z perspektywy biznesu, operacji i programisty:

    Biznes

    Niezawodność: Z punktu widzenia kluczowych funkcji biznesowych, rozwiązania typu edge muszą być bardzo odporne na awarie. Systemy powinny działać nieprzerwanie, nawet w przypadku pewnych ograniczeń – np. pracy w trybie offline, wynikającej z problemów z siecią.

    Sprzęt: Wraz z rozwojem funkcji procesora, staje się możliwe wykonywanie wielu, kompleksowych i złożonych czynności takich jak te oparte na sztucznej inteligencji lub nauczaniu maszynowym w systemach edge. Jednak żeby sprostać ciągle zwiększającym się wymaganiom, będą potrzebne nowe, bardziej zaawansowane modele sprzętu. Mogą one obejmować procesory ogólne, jednostki GPU, FPGA i procesory dedykowane dla konkretnych aplikacji.

    Bezpieczeństwo: Rozwiązania edge często mają mniejsze fizyczne zabezpieczenia, co zwiększa ryzyko celowego lub przypadkowego zakłócenia. Ponadto, wprowadzenie do sieci mniej wydajnych narzędzi (np. mikrokontrolerów przemysłowych, urządzeń uruchamiających) bez odpowiedniej ochrony nie jest bezpieczne. Systemy edge działają jako zapora ogniowa i chronią całą infrastrukturę niższego szczebla przed fizycznymi lub wirtualnymi atakami. Muszą być wzmacniane od podstaw – od firmware’u przez system operacyjny po podsystem pamięci, pamięć masową i kanały komunikacyjne.

    Prostota obsługi: W zdalnych oddziałach może brakować pracowników ze specjalistyczną wiedzą techniczną, dlatego wszelkie prace serwisowe powinny być na tyle proste, aby móc je wykonać bez zaplecza informatycznego.

    Środowisko: Zdalne placówki, takie jak platformy wiertnicze lub kopalnie stoją przed wyzwaniami związanymi z niezawodnością zasilania, przestrzeni, chłodzenia i łączności. Edge Computing musi być projektowany z uwzględnieniem indywidualnych potrzeb dla poszczególnych środowisk.

    Koszt: Potencjał wdrożenia Edge Computingu na masową skalę, generuje spore koszty. W przypadku implementacji niewielkich systemów, ale rozproszonych w kilku lokalizacjach koszty stałe i ogólne w przeliczeniu na dany obiekt, nie amortyzują się tak, jak w przypadku wdrożeń scentralizowanych. Wraz ze wzrostem liczby rozwiązań edge, nawet niewielka zmiana kosztów, powtarzająca się w setkach tysięcy lokalizacji, może mieć duży wpływ na budżet.

    Otwartość: Stosowanie jednolitych rozwiązań brzegowych na masową skalę, wykorzystujących indywidualnie dobrane narzędzia bez integracji z pozostałą infrastrukturą i procesami informatycznymi, może być bardzo kłopotliwe. Zastosowanie modułowego podejścia do projektowania, opartego na otwartych interfejsach API, daje przedsiębiorstwom wybór w zakresie budowania rozwiązań, które spełniają ich obecne i przyszłe potrzeby.

    Operacje

    Zdalne: Firma może mieć dziesiątki tysięcy elementów brzegowych, które muszą zostać wdrożone, naprawione, zmodernizowane lub przeniesione za pomocą operacji zdalnych z centralnej bazy. Wymaga to zaawansowanych możliwości zdalnego zarządzania tymi jednostkami.

    Deterministyczne: Wszystkie operacje zarządzania muszą być wysoce powtarzalne, w przeciwnym razie rozwiązywanie problemów może stać się ogromnym problemem. Konfiguracje EC muszą być wysoce precyzyjne, a rozbieżności – wykrywane i dokumentowane centralnie.

    Automatyczne: Zarządzanie musi przebiegać zdalnie z centralnej lokalizacji, przy nakładzie niewielkiej liczby osób. Wymaga to w pełni zautomatyzowanej zdolności operacyjnej przy minimalnej lub praktycznie żadnej ingerencji użytkownika.

    Raportowanie: Kluczowym wymogiem dla zarządzania zdalnego rozwiązaniami EC jest centralne rejestrowanie i raportowanie.

    Programista

    Umiejętności: Programiści powinni być w stanie tworzyć i wdrażać aplikacje zdalnie. Oznacza to, że do tworzenia aplikacji brzegowych nie powinny być potrzebne żadne specjalne umiejętności programistyczne.

    API (Interfejs programowania aplikacji): EC umożliwia przedsiębiorstwom oferowanie nowych kategorii usług w oparciu o dane lokalizacyjne w czasie rzeczywistym, które następnie mogą być udostępnianie partnerom. Interfejsy API umożliwiają płynną wymianę danych, jak również dostęp do nich w sposób programowy, np. twórcy urządzeń końcowych mogą uzyskać dostęp do danych urządzeń IoT bez konieczności martwienia się o interfejsy sprzętowe lub sterowniki urządzeń.

    Zarządzanie aplikacjami: Natywne aplikacje edge i cloud są tworzone, instalowane, konfigurowane i udostępniane przez różne zespoły w podobny sposób. Platformy zarządzania aplikacjami powinny być w stanie obsługiwać różne scenariusze, w tym także wdrażanie tych aplikacji na różnych szczeblach.

    Podsumowanie

    Edge Computing musi zapewnić elastyczność i prostotę, tak jak w przypadku cloud computingu. Jednak między tymi dwoma rozwiązaniami istnieją znaczne różnice, ponieważ idea „rzekomo” nieskończonych zasobów nie sprawdza się w przypadku wdrożeń EC. Platforma Edge Computing musi zarządzać całym zestawem sprzętu i oprogramowania – od firmware’u, przez sprzęt, oprogramowanie, aż po usługi – w sposób spójny i powtarzalny.
    Przy planowaniu wdrożenia EC należy uwzględnić potrzeby z perspektywy różnych stron. Obejmują one wymagania biznesowe, takie jak niezawodność, stan sprzętu, bezpieczeństwo, poziom umiejętności technicznych, niekorzystne środowisko, kwestie kosztów i elastyczność rozwiązań opartych na otwartym kodzie źródłowym. Względy operacyjne obejmują możliwości zdalne, konfigurację analityczną, automatyzację i raportowanie. Natomiast programiści powinni wziąć pod uwagę takie czynniki jak brak specjalnych umiejętności w zakresie aplikacji brzegowych, wykorzystanie API i elastyczne rozwiązania do zarządzania aplikacjami.

    Chociaż do masowych wdrożeń EC pozostało jeszcze kilka lat, podjęte dziś decyzje będą miały trwały wpływ na przyszłe możliwości. Zamiast przyjmować jednolite rozwiązania typu cloud to edge, przedsiębiorstwa powinny zastanowić się, jak wykorzystać istniejące narzędzia do zarządzania wdrożeniami typu edge. Na przykład, należy rozważyć wykorzystanie narzędzi używanych do zarządzania, dostarczania i konfigurowania hybrydowej chmury w systemach brzegowych. Podejście to zapewnia spójne spojrzenie na zarządzanie wszystkimi systemami, w tym systemami typu edge.

    Edge Computing może korzystać z najlepszych praktyk IT w zakresie dostarczania rozwiązań opartych na standardach, które mogą być bezpiecznie wdrażane na dużą skalę. Open source jest oczywistym wyborem, który zapewnia elastyczność i zabezpiecza przyszłe inwestycje w EC.

  • Zarządzanie zdalnym zespołem rozproszonym

    Zarządzanie zdalnym zespołem rozproszonym

    Jeszcze u ubiegłym roku praca zdalna traktowana była jako dodatek motywacyjny, który wydzielany był ostrożnie przez pracodawców. Po pierwsze, jako dodatek stanowił swego rodzaju „dobro luksusowe” – premię, która pozwalała wynagrodzić pracownika na przykład za dobre wyniki pracy lub za staż w danej organizacji. Po drugie, pracodawcy nie zawsze wierzyli pracownikom w ich dobre intencje, czy to związane z efektywnym zarządzaniem własnym czasem z domu, czy też obawiali się, że do poufnych danych firmowych mogą mieć dostęp osoby trzecie, które akurat przebywają z pracownikiem w miejscu, skąd pracuje.

    Wiosna bieżącego roku diametralnie zmieniła podejście pracodawców do pracy zdalnej. W dobie COVID-19, kiedy zobligowani byliśmy do pozostawania w domach, alternatywą dla pracodawców było zawieszenie działalności, czego nikt nie chciał, jeśli tylko można było tego uniknąć. Stąd większość firm pracujących na co dzień z biura gorączkowo poszukiwała takich narzędzi technologicznych, które pozwoliłyby im kontynuować pracę w sposób możliwie najbardziej niekolizyjny.

    Nowe wyzwania

    Pierwszym wyzwaniem, z jakim musiało zmierzyć się wiele firm, był brak odpowiedniego wyposażenia pracowników. Hurtownie sprzętu komputerowego przeżywały oblężenie w marcu, kiedy praktycznie niemożliwe było zamówienie większej liczby laptopów, czego wynikiem był ogromny popyt i brak możliwości szybkiego importu z Chin – z kraju, który wówczas był w zasadzie odcięty od świata.

    Kiedy jednak pokonano barierę sprzętu i w błyskawiczny sposób przeszkolono personel w zakresie tego, jak korzystać ze zdalnych zasobów, pojawiła się kwestia optymalnego zarządzania zdalnym zespołem. Do tej pory całkowita praca zdalna najczęściej wykorzystywana była przez osoby pracujące w wolnych zawodach, jak tłumacze czy programiści, którzy do swojej pracy nie potrzebują codziennego, fizycznego kontaktu z koleżankami i kolegami.

    Bezpośredni kontakt

    Inaczej sprawa wygląda w przypadku zespołów złożonych z osób młodych, niedoświadczonych i pracujących na przykład w sprzedaży. Tam kontakt z innymi pracownikami oraz przełożonymi jest bardzo istotny. Słuchając, jak koledzy rozmawiają z klientami, ucząc się od siebie nawzajem czy też mając swojego szefa na wyciągnięcie ręki, szybciej realizują cele i minimalizują ryzyko popełniania błędów.

    Pandemia wymusiła jednak pracę zdalną i do pomocy zaprzęgliśmy technologie, które usprawniły wzajemną komunikację czy też pozwoliły uzyskać szybki dostęp do zasobów potrzebnych nam do pracy. Narzędzia do komunikacji wideo, jak ZOOM, Google Meet, Skype, Bluejeans, Microsoft Teams i inne nagle zyskały na popularności, co sprawiło, że firmy je dostarczające znacząco urosły. Jako przykład podajmy ZOOM Video Communications, której cena akcji wzrosła o 400% od stycznia 2020 r.

    Pojawił się zatem aspekt zarządzania zespołem w godzinach, kiedy nie odbywała się żadna telekonferencja. Niektóre firmy postanowiły zobligować swoich pracowników do włączania komunikatorów o tej godzinie, o której zwykle zaczynali pracę w biurze i pozostawania w trybie dostępnym aż do jej zakończenia. Oczywiście, szefowie nie mogli bez zgody pracownika podejrzeć go przez komunikator wideo, ale wydaje się, że świadomość tego, że nasz czas pracy jest kontrolowany na niektóre osoby mogła działać dopingująco.

  • Kodowanie przydatne jak język obcy? Polacy ruszyli uczyć się online

    Kodowanie przydatne jak język obcy? Polacy ruszyli uczyć się online

    Programowanie staje się tak ważne, jak czytanie i pisanie. Ale to, że do kodowania garną się dziś tłumnie nie tylko studenci, ale gospodynie domowe, rolnicy czy mechanicy samochodowi – to nowość podyktowana nie tyle widmem kryzysu, co przede wszystkim chęcią zrozumienia otaczającego nas świata. Nowością jest także to, że podstaw kodowania od niedawna możemy się nauczyć bez przygotowania matematycznego i informatycznego. Wystarczy komputer, dostęp do internetu i trochę wolnego czasu.

    1000 godzin: już tyle czasu na nauce spędzili pierwsi uczestnicy kursów podstaw programowania na uruchomionej miesiąc temu przez infoShare Academy platformie edukacji online. Edukacji bez  sali wykładowej  i narzuconego planu lekcji, ale za to dostępnej o każdej porze dnia i nocy przez internet; bez typowych wykładów, ale ze wsparciem wykwalifikowanych trenerów.

    Jako pierwsza w Polsce, infoShare Academy  udostępniła w czerwcu dwa kursy online, a jeden z nich jest całkowicie darmowy. W ciągu miesiąca od uruchomienia platformy, liczba kursantów sięgnęła już 500 osób i wciąż rośnie.

    Obserwujemy interesujące zjawisko: programowaniem zaczynają interesować się nie tylko ci, którzy chcą kodować zawodowo, ale również osoby, które po prostu chcą dowiedzieć się “jak to działa?”. Co ciekawe – zgłasza się do nas wiele osób z mniejszych miejscowości, zupełnie niezwiązanych z branżą technologiczną. Specjalnie dla nich uruchomiliśmy kursy, z których jeden tłumaczy, na czym polega programowanie, a drugi wprowadza do kodowania w języku Python. Dzielenie się wiedzą jest w naszym DNA, dlatego pierwszy kurs jest dostępny za darmo. mówi Andrzej Kiesz, Prezes infoShare Academy

    100 milionów programistów potrzebnych od zaraz

    Programiści to od kilku lat najbardziej rozchwytywani kandydaci na rynku pracy. Wiele wskazuje na to, że zawód ten jeszcze długo będzie znakomitym pomysłem karierę: według firmy Microsoft, w ciągu najbliższych 5 lat na świecie powstanie blisko 150 milionów “technologicznych” miejsc pracy, z czego 100 milionów to miejsca pracy dla twórców oprogramowania. O ile do niedawna Komisja Europejska szacowała, że w deficyt programistów w Polsce wynosi około 50 tysięcy wakatów, najnowsze prognozy Microsoftu uwzględniające związaną z epidemią COVID-19 galopującą cyfryzację i jej wpływ na rynek pracy mówią już o liczbie dziesięć razy większej.

    Ale ogromne zapotrzebowanie rynku na profesjonalnych twórców oprogramowania to tylko jedna strona medalu.

    Koduj, by zrozumieć świat

    Drugą, coraz częściej eksponowaną, jest prosta prawda: umiejętność kodowania, nawet na podstawowym poziomie, staje się bardzo przydatna do funkcjonowania w nasyconym technologią świecie.

    Rozumienie maszyn i sposobu działania aplikacji stają się niezbędną kompetencją społeczną. Ludzie to czują. Widzimy to po rosnącym zainteresowaniu naszymi kursami online skupionymi właśnie na tych podstawowych zagadnieniach.Technologia naprawdę jest wszędzie. Korzystamy z niej wykonując przelewy, rejestrując się do lekarza, czy robiąc zakupy. Każdy z nas nosi przy sobie telefon z procesorem kilka tysięcy razy szybszym niż procesor zastosowany w promie kosmicznym podczas misji Apollo. W ubiegłym roku do internetu podłączonych było ponad 26 miliardów urządzeń IoT (Internetu Rzeczy) – “inteligentnych” elementów wyposażenia domów, samochodów, infrastruktury przemysłowej i miejskiej.zaznacza Andrzej Kiesz, Prezes infoShare Academy

    Zdobycie zawodu programisty jest inwestycją – również czasową. Dodatkowo, dostęp do edukacji stacjonarnej IT najczęściej skupiony jest wokół dużych ośrodków miejskich. Tymczasem, na poziomie podstawowym, bariera wejścia w programowanie nie jest wcale tak wysoka: nie jest konieczne wykształcenie matematyczne, czy informatyczne. Potwierdzają to trenerzy, którzy również widzą, że zainteresowanie programowaniem dawno wykroczyło już poza wąską grupę koderów.

    Kodowanie oznacza rozwój, który wcale nie musi być ukierunkowany na zostanie inżynierem oprogramowania. Coraz więcej osób uczy się nie po to, by tworzyć aplikacje i uczestniczyć w “wielkich” projektach, ale po to, by móc szybciej nauczyć się pracy z nowoczesnymi narzędziami, automatyzować powtarzalne czynności lub zdobyć nowe kompetencje pomocne w pracy, np. analizowanie danych marketingowych, czy lepsza komunikacja z personelem technicznym.mówi Mikołaj Lewandowski, prowadzący kurs PythON: Początek

    Online, zdalnie czy stacjonarnie?

    Technologia pozwala uczyć się tam, gdzie chcemy i we własnym tempie. Również podstaw programowania! Dlatego infoShare Academy najpierw uruchomiła darmowy kurs, który jest wstępem do świata cyfrowego kodu. Następnie – wystartował płatny kurs podstaw języka Python.

    Czym różni się udział w zajęciach online od kursu zdalnego czy stacjonarnego? Online zostawia najwięcej swobody: to student sam wybiera czas i miejsce nauki, ma do dyspozycji lekcje, ćwiczenia i moduły wiedzy na platformie iSA. Najpierw ogląda wykłady najlepszych trenerów, później sam robi ćwiczenia i zalicza zajęcia. Wszystko to pod czujnym okiem trenera.

    Kurs zdalny jest odpowiednikiem kursu stacjonarnego (obecnie, w czasie pandemii, zajęcia w sali wykładowej muszą być ograniczone), z tą różnicą, że uczestnicy, wykorzystując odpowiednią platformę, spotykają się na wirtualnej sali szkoleniowej, mogą też pracować w zespołach projektowych. Czas zajęć jest określony, a trener prowadzi zajęcia na żywo.

    Dziś nasze kursy online to wstęp do edukacji programisty. Kolejne etapy kształcenia realizujemy w formie stacjonarnej lub zdalnie. Pracujemy też nad kursami online dla bardziej zaawansowanych. Jednak nawet te podstawowe, dostępne dla wszystkich, pozwalają przejść z roli biernego konsumenta technologii do świadomego jej użytkowania.
    podsumowuje Andrzej Kiesz, Prezes infoShare Academy

  • Zalety i wady oprogramowania open source

    Zalety i wady oprogramowania open source

    Coraz więcej organizacji (uniwersytetów, organizacji użytku publicznego, instytucji rządowych i innych) korzysta z technologii open source do tworzenia swoich stron internetowych. Całkowity globalny przychód z rynku usług open source osiągnął ponad 17 miliardów dolarów w 2019 roku i oczekuje się, że do 2022 roku wzrośnie do 30 miliardów dolarów, co oznacza, że liczba ta potroi się w ciągu zaledwie pięciu lat. [1] Rozwiązania typu open source stały się powszechnie stosowane, ponieważ przynoszą wiele korzyści, a większość dostawców oferuje je bezpłatnie.

    Zalety modelu open source

    Open Source to oprogramowanie dowolnie używane, modyfikowane i udostępniane, tworzone przez wiele osób i rozpowszechniane na podstawie licencji. Jak widać, chodzi nie tylko o warunki licencji, ale także o model rozwoju. Projekty, produkty lub inicjatywy typu open source pozwalają na otwartą wymianę, współuczestnictwo, szybkie prototypowanie, przejrzystość i rozwój społeczności. W ciągu ostatniej dekady rozwiązania typu open source zyskały dużą popularność. Coraz więcej firm odkrywa znaczną przewagę oprogramowania tego typu nad jego zastrzeżonymi odpowiednikami.
    Oto niektóre z zalet rozwiązania:

    ●      Brak kosztów – oprogramowanie open source jest głównie bezpłatne, co pozwala firmom zaoszczędzić prawie 50 miliardów funtów rocznie. Ponadto najlepsi programiści na świecie wprowadzają modyfikacje, aktualizacje i ulepszenia, za co firmy nie ponoszoną dodatkowych kosztów.

    ●      Uniwersalność – korzystając z oprogramowania open source firmy nie muszą używać konkretnego systemu określonego dostawcy. Mogą dostosować system do swoich potrzeb i używać w połączeniu z produktami innych dostawców.

    ●      Bezpieczeństwo – wiele osób woli pracować z platformami open source ze względu na ich przejrzystość. Oprogramowanie jest publicznie dostępne, dlatego tysiące programistów nieustannie bada, sprawdza i przegląda kod. Oznacza to, że prawdopodobieństwo wystąpienia błędu jest mniejsze, a w przypadku jego zaistnienia, zazwyczaj jest szybko zauważone i usunięte.

    ●      Szybka ewolucja – oprogramowanie typu OS szybciej się zmienia. Nie trzeba prosić autorów oprogramowania o zgody na jego modyfikację, co znacznie przyśpiesza rozwój platformy.

    ●      Społeczność – oprogramowanie open source sprzyja budowaniu społeczności oraz współpracy użytkowników i programistów z całego świata nad jego ulepszeniem.

    ●      Szkolenia – OS oznacza wymianę wiedzy między programistami z całego świata. Pozwala także na doskonaleni umiejętności kodowania.

    ●      Stabilność – dla firmy oparcie własnego systemu na oprogramowaniu typu open source jest rozwiązaniem najbardziej stabilnym. Z racji tego, że wielu programistów i deweloperów stale aktualizuje je w domenie publicznej, istnieje znacznie niższe ryzyko, że oprogramowanie przestanie być dostępne, co czyni je niezawodną opcją dla produktów długoterminowych.

    – Rozwiązania open source są idealne dla firm lub osób, które chcą dzielić się wiedzą oraz informacją oraz mieć możliwość samodzielnie edytować swoją witrynę internetową i jej zawartość. Przed decyzją o wdrożeniu tego rozwiązania, warto jednak wziąć pod uwagę konieczność udostępnienia kodu społeczności, co jest warunkiem bezpłatnego korzystania z oprogramowania. Oznacza to, że firmy, które przetwarzają dane osobowe (np. szkoły, uniwersytety) lub informacje dotyczące płatności (np. muzea oferujące zakup biletów online) muszą zachować szczególną ostrożność, ponieważ ponoszą znacznie większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo danychwyjaśnia Zsolt Balogh, dyrektor zarządzający Liferay w Europie Centralnej.

    Powodem, dla którego nawet instytucje rządowe lub duże przedsiębiorstwa mogą ulec pokusie wyboru edycji społecznościowej, jest zazwyczaj to, że uważają open source za tańsze rozwiązanie. Co się dzieje, gdy coś pójdzie nie tak? Wtedy trzeba stworzyć własne rozwiązania problemu, co w wielu przypadkach wymaga znacznie więcej czasu i zaangażowania zasobów IT. Nie mamy do dyspozycji szkoleń czy możliwości łatwego korygowania błędów. Jeśli korzystasz z oprogramowania open source, Twój biznes zależy całkowicie od Twoich umiejętności. Nawet przedsiębiorstwo posiadające doświadczone wsparcie IT (wewnętrzne lub zewnętrzne) musi w tym przypadku liczyć się z tymi dodatkowymi kosztami.

    Więcej niż tylko wsparcie

    Czasami dla oprogramowania typu open source dostępna jest pomoc techniczna klasy biznes, pochodząca od firmy prowadzącej projekt lub jej partnerów. Oprócz licencji i wsparcia, klienci korporacyjni mogą uzyskać dostęp do większej liczby funkcji, umożliwiających np. personalizację oprogramowania lub systemu analitycznego w chmurze.

    – Niektórzy klienci wolą mieć kogoś spoza firmy, aby być w stanie uzyskać pomoc techniczną przez całą dobę, 7 dni w tygodniu i są skłonni zapłacić za umowę o gwarantowanym poziomie usług, która zapewni szybką reakcjęmówi Zsolt Balogh.Ludzie często bardzo szybko podpowiadają na zapytania publikowane na stronach forum poświęconym szeroko stosowanym projektom OS, ale to nie jest to samo, co gwarantowane telefoniczne wsparcie dostawcy.

    Które rozwiązanie wybrać?

    Wersja Enterprise programu open source nie musi być jedynie licencją. Subskrypcja powinna umożliwiać dostęp do oprogramowania wraz ze wszelkimi usługami wsparcia, rozwiązywania problemów oraz pomocy prawnej. Liferay DXP jako jedno z wiodących rozwiązań, z którego korzysta wiele firm oraz instytucji, może być postrzegane jako zintegrowany zestaw narzędzi biznesowych podczas, gdy edycja społecznościowa jest pojedynczym produktem dla projektów o znaczeniu niekrytycznym dla biznesu.

    W przypadku mniej strategicznych wdrożeń, edycja społecznościowa jest doskonałym narzędziem, które jest dostępne publicznie – użytkownicy mają dostęp do kodu źródłowego i mogą dodawać lub dostosowywać aplikację. Jednak w przypadku rozwiązań biznesowych o istotnym znaczeniu, zwłaszcza w przypadku pracy z danymi klienta, idealnym wyborem zawsze będzie wersja komercyjna.

    [1] https://www.statista.com/statistics/270805/projected-revenue-of-open-source-software-since-2008/
  • Większe dochody, więcej sukcesów?  Z prezesem-informatykiem to możliwe

    Większe dochody, więcej sukcesów? Z prezesem-informatykiem to możliwe

    Mawia się, że dzisiaj każda firma jest firmą technologiczną i coraz więcej ludzi zaczyna naprawdę zdawać sobie z tego sprawę. 7 na 10 biznesowych liderów uważa, że prezesami firm i członkami zarządów powinny być osoby z technologicznym doświadczeniem. Najbardziej pożądani? Programiści i twórcy innowacyjnych aplikacji. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu firmy VMware.

    Najnowsze badania VMware zostały zrealizowane na grupie 2250 przedstawicieli kadry zarządzającej z największych firm w regionie EMEA. Wyniki pokazują, że w firmach rośnie znaczenie osób związanych z technologiami oraz IT. Przekonanie, że szersze dopuszczenie ich do stanowisk w zarządzie, może korzystanie wpłynąć na firmę, jest coraz bardziej powszechne.

    Zarząd 4.0

    Według raportu VMware, prezes z kompetencjami technologicznymi to szereg wymiernych korzyści dla organizacji:
    ·      50 proc. ankietowanych uważa, że wsparcie takich ludzi może zwiększyć efektywność całej organizacji,
    ·      42 proc. widzi możliwości wzrostu wyników biznesowo-finansowych,
    ·      40 proc. dostrzega szansę na przyspieszenie innowacyjnych projektów,
    ·      37 proc. jest z kolei zdania, że prezes-technolog pozwoliłby firmie zwiększyć też jakość usług, poprawiając tzw. customer experience konsumentów.

    Dzisiejszy prezes nie jest już osobą zajmującą się tylko finansowym wycinkiem organizacji. Nigdy wcześnie nie musiał zarządzać tak zróżnicowanym zestawem zadań, jak dziś, do którego dochodzi jeszcze cyfryzacja. Ci, którzy mają wiedzę na temat nowych technologii i rozumieją, jak one działają, jak wspierają biznes nawet w trudnych czasach, mają prawdziwą przewagękomentuje Ed Hoppitt, dyrektor ds. rozwoju aplikacji chmurowych, VMware EMEA.

    Szybkość rynkowego przetrwania

    Możliwość dostarczenia nowoczesnych usługi oraz aplikacji biznesowych, które zapewniają firmie atrakcyjne produkty i stymulują zaangażowanie klientów, jest niezbędna do osiągnięcia sukcesu. Wiedza w dziedzinie technologii na poziomie zarządczym w połączeniu z cyfrowymi narzędziami umożliwiającą obsługę tych aplikacji to zwycięska kombinacja, przekonują eksperci VMware. Wtóruje im Wojciech Buczkowski, Prezes Zarządu Komputronik S.A., jednej z największych i najdłużej działających sieci sklepów ze sprzętem elektronicznym oraz produktami RTV i AGD w Polsce – Firmy handlowe, które odnoszą dzisiaj największe sukcesy, to te które potrafią korzystać z cyfrowych narzędzi do budowania zróżnicowanych i konkurencyjnych usług, mających wpływ na wysoką satysfakcję klientów. Dlatego dzisiejsze firmy muszą na poziomie zarządczym mieć ludzi, którzy rozumieją tę zależność.

    Pełne zrozumienie wartości, ale i procesów rządzących cyfrową transformacją to kluczowy aspekt powodzenia każdego projektu – czytamy w raporcie VMware. Taka postawa przekłada się po prostu na szybkość działania, a jak pokazały niedawno pandemiczne okoliczności, ta jest potrzebna, by firmy mogły sprawnie dostosować się do nowych warunków rynkowych czy potrzeb pracowników.

    Pandemia najsilniej unaoczniła nam, że digitalizacji można dokonać szybko. Nie potrzeba było dekad, by przejść z offline w online. Na własnej skórze, przekonały się o tym rządy tworzące aplikacje wspierające walkę z koronawirusem, detaliści z dnia na dzień przenoszący sprzedaż do sieci czy miliony ludzi, którzy pracowali i studiowali z domówmówi Ed Hoppitt z VMware.

    Pokaż mi „apkę”, a ocenię Twoje szanse

    Zmiany personalne w zarządach firm wymusza fakt, że aplikacje biznesowe i konsumenckie stają się coraz ważniejszym elementem każdej organizacji. Ankietowani przez VMware prezesi i dyrektorzy podkreśli, że wiele firm m.in. przetrwało lockdown dzięki możliwości szybkiego modernizowania swoich aplikacji biznesowych.

    Ponad połowa (57 proc) respondentów podkreśliła ważną rolę nowoczesnych aplikacji w zakresie pracy zdalnej, a ponad jedna trzecia wskazała na ich zdolność stałej aktualizacji w odpowiedzi na zmieniające się warunki rynkowe i potrzeby konsumenckie (39 proc.).

    Coraz częściej konsumenci podejmują swoje decyzje na podstawie tego, jak działa aplikacja danej firmy. I sektor bankowy nie jest tu wyjątkiem. Dlatego właśnie sukces firmy zależy od tego, jak szybko jest w stanie zmodyfikować swoje aplikacje tak, aby były najbardziej dopasowane do potrzeb użytkowników końcowychkomentuje Michał Plechawski, dyrektor zarządzający ds. informatyki i technologii w mBanku. By zmiany wdrażać jednak szybko potrzeba odpowiednich procesów i narzędzi. Sukces modelu chmury obliczeniowej w znacznej mierze wynika właśnie z tego, że dostarcza takie narzędzia i wspiera takie procesy. Ale nie potrzeba wykorzystywać chmury publicznej, żeby mieć sprawny proces tworzenia software. W mBanku udało nam się przejść do modelu cyfrowych platform typu cloud-ready w ramach własnych centrów danych. Platform, które umożliwiają tworzenie, uruchamianie, zarządzanie, ochronę, a przede wszystkim udoskonalanie aplikacji bardzo szybko. Technologie VMWare są kluczowym komponentem tego naszego ekosystemu platform.

    Od ponad 22 lat, kiedy Komputronik założył jeden z pierwszych w Polsce sklepów online, znamy wartość nowych technologii i to jak pozwalają odpowiadać na potrzeby konsumentów. Dzisiaj, szybkość rozwoju i umiejętność dostarczania nowoczesnym aplikacji pozwala nam ciągle odkrywać nowe sposoby komunikacji z naszymi klientami, a musimy to robić szybko, aby uzyskać przewagę konkurencyjną nad innymi detalistamidodaje Wojciech Buczkowski, Prezes Zarządu Komputronik S.A.

    8 na 10 twórców aplikacji i liderów technologii w regionie EMEA jest zgodnych co do tego, że ​​bez udanej modernizacji aplikacji organizacje nie będą w stanie zapewnić swoim klientom najwyższego poziomu satysfakcji konsumenckiej. To potwierdzają wnioski z zeszłorocznych badań VMware, kiedy 80 proc. ankietowanych przez VMware specjalistów IT otwarcie powiedziało, że ​​udoskonalenie portfela aplikacji poprawia jakość obsługi klienta, a to bezpośrednio związane jest ze wzrostem przychodów.

  • Coraz prężniejszy europejski rynek wykorzystania danych satelitarnych

    Coraz prężniejszy europejski rynek wykorzystania danych satelitarnych

    Europejski rynek firm związanych z wykorzystaniem danych z obserwacji Ziemi dynamicznie się rozwija, a jego przychody rosną rocznie o blisko 10 proc. EARSC, czyli Europejski Związek Firm Teledetekcyjnych, opublikował właśnie raport dotyczący kondycji europejskich firm związanych z wykorzystaniem danych satelitarnych.

    Pozytywną informacją z tego opracowania jest znaczący wzrost zatrudnienia w sektorze. Według badania, liczba pracowników w 2019 roku wzrosła, w porównaniu do roku poprzedniego, aż o 17 proc.

    Nowa propozycja budżetowa Komisji Europejskiej dla unijnego programu kosmicznego to 16 mld euro, z czego 5,8 mld euro ma trafić do programu Copernicus. ESA w najbliższych 5 latach ma zamiar przeznaczyć aż 2,5 mld euro na samą obserwację Ziemi. Strategia wsparcia dla programu obserwacji Ziemi Copernicus, który stwarza ogromny potencjał rozwojowy dla lokalnego biznesu, zaczyna przynosić żniwamówi Maciej Krzyżanowski, Prezes CloudFerro i jednocześnie Dyrektor w EARSC. Wraz z otwarciem dostępu do danych z obserwacji Ziemi, rozwojem technologii i wzrostem możliwości zastosowań zdjęć satelitarnych, rośnie sektor produktów i usług opartych na teledetekcji. Powstaje coraz więcej aplikacji – dla turystów, żeglarzy, sportowców oraz profesjonalnych usług dla branży budowlanej, wydobywczej, służb ratunkowych i rolnictwa. Praktyczne wykorzystanie zdjęć satelitarnych staje się coraz bardziej powszechnedodaje Prezes CloudFerro.

    Według raportu EARSC, zdecydowanie największe zapotrzebowanie na dane z obserwacji Ziemi dotyczy usług związanych z monitoringiem obszarów lądowych, ale także z przeciwdziałaniem zmianom klimatycznym, bezpieczeństwem, obserwacją środowiska morskiego oraz zarządzaniem kryzysowym.

    Rosnąca wartość sektora

    O kondycji branży najlepiej świadczą liczby, zwłaszcza te związane ze wzrostem obrotów i zatrudnienia. Przychody w tym sektorze w 2019 roku zostały oszacowane na 1,37 mld euro, czyli  blisko 10 proc. więcej niż w roku poprzednim. To spory skok, za którym stoi nie tylko rozwój technologii, ale także dynamiczny wzrost liczby firm w tym sektorze.

    Od kilku lat systematycznie rośnie liczba europejskich firm, które zajmują się wykorzystaniem danych z obserwacji Ziemi. Podczas gdy w roku 2000 powołano w sumie 11 takich spółek, od 2015 roku średnio rocznie powstaje ich już ok. 40. Najwięcej firm pochodzi z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji. W zestawieniu pod względem liczby zatrudnionych, podium zajmują te same trzy kraje. Co ciekawe, Polska znajduje się tutaj na dość wysokiej, 6. pozycji.

    Program Copernicus jest jednym z największych cywilnych producentów danych. Do ich przetworzenia i wykorzystania potrzebne są zaawansowane rozwiązania informatyczne. Polska może się pochwalić wysokiej klasy specjalistami i kompetencjami, jeśli chodzi o rynek IT, myślę że w niedalekiej przyszłości jesteśmy w stanie jeszcze poprawić naszą pozycję w zestawieniu europejskich firm specjalizujących się w wykorzystaniu danych satelitarnych.  Coraz więcej polskich firm i startupów rozwija swoją działalność poza granicami kraju, z sukcesami konkurując z europejskimi gigantami – mówi Maciej Krzyżanowski.

    Jednym ze źródeł dostępu do zdjęć satelitarnych, z którego korzystają europejskie firmy, są DIAS-y, czyli Data and Information Access Services, platformy działające w ramach programu Copernicus. Jak wynika z raportu EARSC, już około 30 proc. europejskich spółek korzysta z danych satelitarnych dostępnych właśnie na platformach DIAS. Warto podkreślić, że CloudFerro zbudowało i świadczy usługi chmury obliczeniowej dla dwóch z pięciu platform DIAS: CREODIAS i WEkEO.

    Pilnie potrzeba specjalistów

    Sektor dynamicznie się rozwija, co powoduje wzrost zapotrzebowania na wykwalifikowaną kadrę. Na rynku potrzebni są nie tylko specjaliści od teledetekcji, ale także programiści, specjaliści od Big Data, sztucznej inteligencji czy uczenia maszynowego.

    Jednym z najważniejszych problemów, jakie napotykają firmy wykorzystujące zdjęcia satelitarne, jest brak wykwalifikowanych pracowników. To wciąż nowy sektor, którego wzrost przebiega w zdecydowanie bardziej dynamiczny sposób, niż rozwój kierunków na uczelniach wyższych związanych z teledetekcją i wzrost liczby ich studentówmówi Maciej Krzyżanowski. Aż 4 na 5 badanych firm deklaruje, że ma problem ze znalezieniem odpowiednich kandydatów na rynku pracy. Jednym z pomysłów, jak ten problem rozwiązać, jest ścisła współpraca sektora prywatnych firm z uczelniami wyższymi i ośrodkami naukowymi, która może pomóc w wypracowaniu właściwych rozwiązań.

    Co ciekawe, ogromna większość firm tego sektora, to mikro i małe przedsiębiorstwa. 93 proc. z nich zatrudnia do 50 pracowników, a w 70 proc. pracuje poniżej 10 osób. Z badania wiemy, że około 60 proc. pracowników sektora pracuje w firmach, które funkcjonują na rynku od 4-5 lat. Ogromny potencjał rynku, a także spore wsparcie ze strony europejskich instytucji zapowiedziane na najbliższe lata dają mocne podstawy, aby spodziewać się kolejnych lat wzrostu.

  • Aplikacja dla osób z Hashimoto z dużą szansą na podbicie rynku

    Aplikacja dla osób z Hashimoto z dużą szansą na podbicie rynku

    Hashiona to kompleksowa platforma, dzięki której chorzy na Hashimoto śledzą swoje objawy oraz ich przyczyny, generują raporty i łączą się ze specjalistami, a także otrzymują dostęp do treści edukacyjnych.

    Startup założony przez Polaków tuż przed wybuchem pandemii, zdążył już wygrać siódmą edycję ReaktoraX, dostał się do prestiżowego programu Stanforda oraz został zaproszony do Digital Innovation Health Program w Monachium.

    Nowa rzeczywistość związana z COVID-19 przyczyniła się do przyśpieszenia digitalizacji tradycyjnych wizyt lekarskich i popularyzacji rozwiązań medyczno-technicznych, co stara się wykorzystać zespół stojący za Hashioną. Swoją aplikację rozwijają w ścisłej współpracy ze środowiskiem lekarskim oraz na podstawie badań dużej grupy chorych na Hashimoto.

    Problemy z tarczycą uznawane są przez WHO za chorobę cywilizacyjną. Dziś już nawet 4% populacji światowej choruje na choroby niedoczynności tarczycy, w tym Hashimoto, będące rodzajem przewlekłego zapalenia tarczycy o podłożu autoimmunologicznym. Według danych Medicover w Polsce może to być nawet niemal co czwarty Polak (ok 22% społeczeństwa). Skala problemu może być dwa razy większa ponieważ diagnostyka choroby jest trudna, a początkowe objawy dość ogólne: m.in. zmęczenie, senność, spadek nastroju. Co najbardziej niepokojące, przewiduje się dalszy wzrost liczby dotkniętych tym problemem.

    Hashiona działa jak wirtualna klinika. Endokrynologom oferuje platformę do pracy z ich pacjentami, dostarczając oprogramowania do wideo i audio komunikacji z nimi. Aplikacja mobilna dla pacjentów pomaga im śledzić symptomy choroby i monitorować zwyczaje takie jak sen, aktywność sportowa, dieta czy ilość przyjmowanych płynów. Aplikacja dostarcza dane z wybranego okresu w formie wygodnego raportu pdf do wglądu lekarzowi, a dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji, może zasugerować optymalizację suplementów czy zmianę codziennych nawyków. Program kontroluje także przyjmowanie hormonów oraz monitoruje samopoczucie, jak na przykład poziom stresu. W przyszłości aplikacja będzie miała ułożone specjalne programy wspomagające kontrolę parametrów w celu osiągnięcia stanu remisji choroby, która nie jest uleczalna.

    Twórcy aplikacji podkreślają, że na rynku brakuje rozwiązań technologicznych dla tej grupy pacjentów, w czym upatrują swoją szansę.

    „Mimo, że Hashimoto dotyka tak wiele osób, wciąż brakuje rzetelnej wiedzy i dostępu do ekspertów. Wiem jak bardzo chora osoba potrzebuje wsparcia i konkretnych porad dlatego przede wszystkim stawiamy na budowanie społeczności oraz dostarczanie wartościowych treści edukacyjnych. Planujemy także rozpocząć współpracę z organizacjami non-profit i medycznymi zajmującymi się tą problematyką, aby dotrzeć z pomocą do jak największej liczby chorych.” mówi Eva Galant, założycielka Hashiony, prywatnie również cierpiąca na chorobę Hashimoto.

    “Implementujemy wiedzę pochodzącą z medycznych artykułów i zaleceń by na jej podstawie móc później dawać użytkownikom wskazówki, które mają zmienić ich nawyki. Jeśli na przykładów 40 tys. osób o podobnym stadium i przebiegu choroby czuje się lepiej jeśli nie spożywa glutenu, zasugerujemy artykuł omawiający tę zależność. Nasz silnik będzie agregować duże ilości danych, porównywać je, a następnie wyłapywać zależności i funkcjonujące schematy. Z naszych badań wynika, że dziś chorzy szukają wiedzy na forach i w grupach na portalach społecznościowych. Nasz system oparty o sztuczną inteligencję będzie dostarczał taką pomoc.”zdradza Konrad Koniarski, współzałożyciel Hashiony i projektant aplikacji.

    Sukces aplikacji wróżą inwestorzy. Diana Koziarska z funduszu inwestycyjnego SMOK Venture oraz ReaktorX, programu dla ekspertów branżowych, którzy pod okiem doświadczonych przedsiębiorców tworzą swój pierwszy biznes, zauważa: Zespół Hashiony łączy z sukcesem dwie ważne kwestie: obiecujący biznesowo produkt mający globalny potencjał oraz działanie na rzecz poprawy codziennego życia osób dotkniętych Hashimoto, stawiących poważny odsetek społeczeństwa na całym świecie.  

    Dzięki udziałowi w ReaktorzeX, Hoshiona zyskała jako mentora doświadczonego przedsiębiorcę Uldisa Leitertsa – mieszkajacego w Dolinie Krzemowej twórcę Inforgram.com i Anioła Biznesu.

    “Hashiona jest na dobrej drodze, aby znacznie poprawić codzienne życie setek milionów ludzi. To projekt z ogromnym potencjałem i jedna z tych firm medycznych przyszłości, które warto obserwować.”podkreślił. Prace nad aplikacją wspiera także Anne Łabno z departamentu zdrowia w Boston Consulting Group Chicago.

    Prowizja za łączenie pacjentów z lekarzami, pakiety holistyczne dla osób świeżo zdiagnozowanych uwzględniająca ich indywidualne potrzeby (ułożenie diety, konsultacje ze specjalistami itp.) i sprzedaż produktów afiliacyjnych (np. suplementy diety czy zestawy do pobierania krwi w domu), to plan na komercjalizację aplikacji, która jest w tej chwili w fazie rozwoju.

    Aplikacja będzie dostępna od września w darmowej wersji na urządzenia z systemem Android, trwa etap testów, do których można zapisywać się na stronie internetowej: www.hashiona.com

    Oprócz wygranej w ReaktorzeX, Hashiona zakwalifikowała się także do globalnego programu innowacyjnego Uniwersytetu Stanforda „Rebuild”, mającego na celu wypracowanie rozwiązań dla wyzwań czekających świat po pandemii COVID-19, a ostatnio do H + Digital Innovation Health Program w Monachium – międzynarodowego programu innowacji koncentrujących się na cyfrowych rozwiązaniach zdrowotnych.

    Twórcy Hashiony:

    ●      Eva Galant: absolwentka Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego i Birkbeck University of London. Wprowadzała globalną sieć coworkingową WeWork do Polski, a następnie do zachodniej Australii. Od 10 lat związana ze światem startupów i nowych technologii. 5 lat temu zdiagnozowano u niej Hashimoto.

    ●      Konrad Koniarski: programista aplikacji mobilnych z 12 letnim doświadczeniem, pracował m.in. dla Roche, Samsunga, Formuły 1 czy Royal Bank of Scotland. Aplikacje napisane przez Konrada są używane przez miliony użytkowników na całym świecie.

  • Liczba specjalistów IT w Polsce poniżej średniej unijnej

    Liczba specjalistów IT w Polsce poniżej średniej unijnej

    Chwalą nas za szybki internet, gorzej oceniają za umiejętności cyfrowe i obsadę stanowisk związanych z nowymi technologiami. Specjaliści IT stanowią zaledwie 3% siły roboczej w Polsce i choć odnotowaliśmy nieznaczny awans w opublikowanym przez Komisję Europejską indeksie, nadal mamy zbyt małoprogramistów, aby zaspokoić potrzeby rynku pracy – oceniają eksperci.

    1. miejsce na 28 państw członkowskich – w ciągu roku Polska zyskała dwa oczka w unijnym indeksie gospodarki cyfrowej i społeczeństwa cyfrowego DESI 2020. Zdaniem Komisji Europejskiej, która przygotowała raport, naszym największym atutem są mobilne usługi szerokopasmowe. Poziom ich wykorzystania został oceniony jako najwyższy w skali UE. Wzrosła również ocena cyfrowych usług publicznych. Niestety nie na wszystkich polach radzimy sobie tak dobrze.

    Blisko połowa Polaków nie posiada podstawowych umiejętności cyfrowych

    O ile całkiem nieźle idzie nam z infrastrukturą, o tyle wciąż słabiej radzimy sobie z kapitałem ludzkim. Z raportu wynika, że 15% Polaków nie korzysta z internetu, a podstawowe umiejętności cyfrowe posiada mniej niż połowa społeczeństwa w wieku od 16 do 74 lat (44%). Średnia dla UE wynosi 58% i dlatego pod tym względem w unijnym rankingu Polska znalazła się dopiero na 22. miejscu.

    Dodajmy, że nadal nie zmieniono oficjalnych szacunków unijnych, które mówią o luce w branży IT sięgającej 600 tys. wakatów. W Polsce ten niedobór oceniany jest na 50 tys. i choć na rynku przybywa specjalistów w dziedzinie nowych technologii, ich liczba wciąż jest poniżej średniej UE, jak czytamy w raporcie DESI 2020.

    W Polsce specjaliści IT stanowią 3% wszystkich pracowników. W Unii Europejskiej średnia ta wynosi 3,9%. – W dodatku na stanowiskach związanych z IT zatrudnionych jest w Polsce zaledwie 0,9% kobiet – komentuje Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania Kodilla.com. Jak tłumaczy, choć kobiet w IT przybywa, nadal zbyt mało pań decyduje się na karierę w tej branży. – Barierą wydaje się być stereotypowe myślenie czy przeświadczenie, że aby wystartować sektorze IT potrzebne są lata nauki. Tymczasem dziś dla pracodawców wartością nie są dyplomy ukończenia studiów, dotychczasowe doświadczenie techniczne, ani tym bardziej płeć. Najistotniejsze są faktyczne umiejętności i kompetencje kandydatów. Przebranżowić do IT może się każdy. Na naszych kursach widzimy i kobiety i mężczyzn – mieliśmy już operatorów wózków widłowych, nauczycieli WF-u, kelnerki, malarzy, grafików, managerki i managerów. To pokazuje rosnącą świadomość kandydatów, którzy wiedzą, że zmiana branży jest możliwa.

    „Prawdziwym liderem stanie się specjalista IT z umiejętnościami miękkimi”

    W Polsce wysoce ucyfryzowanych firm jest 11% (w UE 26%). Niskim stopniem cyfryzacji charakteryzuje się sporo, bo 60% polskich przedsiębiorstw. W Unii Europejskiej ten wskaźnik wynosi 39%. Mimo tego zapotrzebowanie na specjalistów IT jest ogromne. Aby się przekonać, jaki potencjał drzemie w nowych technologiach, wystarczy spojrzeć na najnowszy raport ABSL, poświęcony sektorowi nowoczesnych usług biznesowych w Polsce. W 2008 roku polska branża związana z tą działalnością zatrudniała 50 tys. osób. Na koniec I kwartału 2020 r. było to już 338 tys. osób w ponad 1,5 tys. centrach. Według najnowszych szacunków ABSL sektor nowoczesnych usług biznesowych odpowiada za 3,0-3,5% PKB Polski. A taki wynik nie byłby możliwy, gdyby nie programiści, bo ten wzrost jest w szczególności zasługą centrów IT, które w bazie ABSL występują najczęściej (46,5%).

    Rozkład liczby centrów według TYPU (w %)

    „Prawdziwym liderem stanie się specjalista IT z umiejętnościami miękkimi, który będzie w stanie przełożyć problem klienta na najbardziej efektywne rozwiązanie i przekształcić je w kod”pisze ABSL, zwracając jednak uwagę, że do nowych potrzeb i wymagań musi zostać dostosowany system edukacji w Polsce: „Znając jednak jego jakość, firmy muszą niezależnie przejąć inicjatywę w szkoleniu pracowników. Poszukiwane będą kompetencje i umiejętności przyszłości. Jednocześnie coraz większą rolę odgrywać będą umiejętności miękkie”.

    Jak zauważa Magdalena Rogóż z Kodilla.com, jeszcze niedawno pracodawcy stawiali na wysoko wykwalifikowanych specjalistów i seniorów z wieloletnim stażem. Dziś sytuacja wygląda zgoła inaczej:

    – Pracodawcy zauważają, że najlepszym sposobem na uzupełnienie braków kadrowych jest rekrutowanie osób początkujących, które posiadają podstawową wiedzę pozwalającą na jej dalsze szlifowanie i zdobywanie doświadczenia. Coraz większą uwagę poświęcają także kształceniu własnych pracowników, którzy znają specyfikę firmy oraz posiadają predyspozycje do pracy w ITtłumaczy ekspertka.

    Co ciekawe, dziś do najbardziej pożądanych kompetencji kandydatów pracodawcy zaliczają umiejętność rozwiązywania problemów, empatię i komunikatywność. Kładą również większy nacisk na kompetencje cyfrowe i rozwój. Badanie 2020 Talent Trends wykazało, że 56% firm szkoliło pracowników pod kątem wyższych stanowisk, zaś 38% przekwalifikowało pracowników pod kątem innych ról.

    W tych branżach nadal rekrutują

    Według ostatnich badań ABSL tempo zatrudnienia w czasie pandemii generalnie spadło, a 41% firm w Polsce zawiesiło rekrutacje. Jednak w niektórych sektorach o wysokim popycie na specjalistów zatrudnienie wzrosło.

    Gdzie pojawiało się najwięcej ofert? Tu informacji dostarcza raport Pracuj.pl za maj 2020, opracowany na podstawie 39 282 ogłoszeń. Dane świadczą o „poprawie na rynku pracy w Polsce po czasie lockdownu, w którym najsilniej odczuwane były krótkoterminowe konsekwencje biznesowe epidemii koronawirusa”.

    Na podium najczęściej poszukiwanych specjalizacji w maju znalazły się handel i sprzedaż (37%), obsługa klienta(18%), a także IT oraz finanse (po 12% wszystkich ogłoszeń). Szczególną uwagę przyciąga majowy wzrost rekrutacji w branży IT, w której w drugiej połowie marca i w kwietniu po raz pierwszy od lat można było zaobserwować stosunkowo częste przypadki zamrażania procesów rekrutacyjnych. Jednocześnie jednak to właśnie w niej kandydaci i rekruterzy mieli największą praktykę w obszarze rekrutacji zdalnej, powszechnie stosowanej w branży nowych technologii – omawia Pracuj.pl.

    Eksperci podkreślają, że nawet mimo kryzysu związanego z pandemią, w takich branżach jak IT problemem wciąż nie są problemy ekonomiczne pracodawców, a kłopoty ze znalezieniem pracowników. Co prawda relacje się lekko przesunęły i poszukiwani są obecnie przede wszystkim najlepiej wykwalifikowani specjaliści, ale sektor nowych technologii ma ogromne potrzeby. Nie da się ich zaspokoić bez nowych kadr, które tworzą także osoby początkujące.

    – Dzięki historiom naszych absolwentów wiemy, że także i oni zasilają te potrzeby. Pracodawcom zależy na umiejętnościach praktycznych i osobach, które można szybko wdrożyć do zadań biznesowych. Do tego nie trzeba wieloletnich studiów, wystarczy dobrze skonstruowany program szkolenia i determinacja ze strony osoby uczącej się programowaniapodsumowuje Magdalena Rogóż.

  • Urząd Dozoru Technicznego: cyfryzacja pozwoliła nam działać w czasie obostrzeń

    Urząd Dozoru Technicznego: cyfryzacja pozwoliła nam działać w czasie obostrzeń

    Od początku roku, mimo zamrożenia gospodarki i obostrzeń, Urząd Dozoru Technicznego przeprowadził  kilkaset tysięcy badań urządzeń technicznych. Pomogło to utrzymać ciągłość pracy tak istotnych branż jak np. logistyka w branży spożywczej czy farmaceutycznej. Miała w tym swój udział wdrożona w 2018 roku we współpracy z S&T platforma elektronicznej współpracy z klientami – eUDT, w której zarejestrowanych jest już ponad pół miliona urządzeń i wystawiono ponad 100 tysięcy dokumentów.

    W czasie lockdownu urzędy i instytucje przeszły na tryb pracy zdalnej, część z nich została zamknięta dla interesantów, inne zawiesiły lub znacząco zminimalizowały swoją statutową działalność. Sądy rozpatrywały jedynie najpilniejsze sprawy, w szkołach lekcje on-line odbywały się tylko dla uczniów, którzy dysponowali odpowiednim sprzętem i dostępem do Internetu. Urzędy stanu cywilnego zaprzestały wydawać dokumenty, niektóre agendy rządowe- jak Krajowa Izba Odwoławcza, zawiesiły organizację i rozpoznawanie spraw, wstrzymując tym samym wiele procedur przetargowych w całej Polsce.

    Wirtualne pulpity i cyfrowe podpisy

    Poza gronem instytucji dotkniętych paraliżującymi konsekwencjami zagrożenia epidemiologicznego znalazł się Urząd Dozoru Technicznego.

    – W ciągu kilku ostatnich lat wdrażaliśmy zmiany systemowe, które pozwoliły nam zbudować środowisko wspierające pracę zdalną naszych ludzi. Dzięki temu Urząd mógł funkcjonować bez zakłóceń mimo obostrzeń – mówi Andrzej Ziółkowski, prezes Urzędu Dozoru Technicznego. – Wdrożyliśmy wirtualne pulpity, większość pracowników posiada mobilny podpis cyfrowy. Naszym klientom daliśmy możliwość załatwiania większości spraw przez elektroniczną platformę eUDT. Dzięki niej mogą oni załatwiać swoje sprawy z UDT bez wychodzenia z domu, a opóźnienia w naszej pracy spowodowane pandemią są minimalne.

    Cyfryzacją w wirusa

    Platforma eUDT jest kolejnym przykładem potwierdzającym, że te obszary administracji publicznej, które przeprowadziły transformację cyfrową, wykazują znaczną odporność na sytuacje związane z zagrożeniami epidemiologicznymi.

    W kryzysie COVID-19 działalność kontynuował bez przeszkód Urząd Patentowy, który w okresie od lutego do maja przyjął drogą elektroniczną blisko 3000 wniosków o ochronę własności intelektualnej.

    – Dziś wszyscy skupiamy się na bezpieczeństwie i hamowaniu transmisji koronawirusa, ale firmy zmagają się także z szybkim i sprawnym powrotem na odmrożony rynek – mówi Michał Wilbrandt z wdrażającej platformę eUDT firmy S&T, odpowiedzialny za rozwiązania m.in. dla administracji publicznej. – W przypadku UDT cyfryzacja nie tylko wyeliminowała konieczność kontaktów bezpośrednich między osobami eksploatującymi urządzenia a inspektorami, ale także uodporniła urząd na ewentualne wprowadzenie tego typu obostrzeń w przyszłości. 

    Miła niespodzianka dla przedsiębiorców: dozór techniczny działa

    Do UDT elektronicznie można kierować m.in. wnioski dotyczące inspekcji urządzeń, certyfikacji przedsiębiorstw i personelu, certyfikacji instalatorów w zakresie OZE, czy też badań stacji ładowania stanowiących ważny element infrastruktury elektromobilności.
    Inspektorzy UDT, korzystając z odpowiednich środków ochrony, przez cały czas realizują inspekcje w terenie i prowadzą odbiory nowych urządzeń.

    Niektórych przedsiębiorców, którzy mogli kontynuować działalność podczas obostrzeń związanych z epidemią, pozytywnie zaskoczył fakt, że Urząd Dozoru Technicznego nie tylko funkcjonuje, ale także umożliwia współpracę zdalną przy większości spraw.

    – Wraz z rozpoczęciem pandemii musieliśmy ograniczyć budowę nowych stacji ładowania, ale nie wstrzymaliśmy rozbudowy sieci – mówi  Rafał Czyżewski, Prezes GreenWay Polska, firmy zarządzającej największą w regionie siecią ładowarek do samochodów elektrycznych. – Przy konieczności zachowania dodatkowych środków ostrożności, których celem było zapewnienie bezpieczeństwa naszym instalatorom, możliwość rejestracji nowych urządzeń i ubieganie się o ich odbiór w UDT zdalnie okazała się znacznym odciążeniem operacyjnym. Przede wszystkim – uniknęliśmy “korka”, który miałby miejsce, gdyby UDT spowolnił swą działalność. 

    Pół miliona urządzeń, 100 tysięcy dokumentów

    Platformę eUDT zaprojektowała i uruchomiła dla Urzędu Dozoru Technicznego firma S&T jeszcze w 2018 roku. W systemie zarejestrowanych jest już ponad 500 tys. urządzeń. Do tej pory skorzystało z niej już kilka tysięcy firm, a inspektorzy UDT wystawili ponad 100 tysięcy dokumentów elektronicznych – protokołów i decyzji administracyjnych. Do najważniejszych funkcjonalności portalu należy dostęp do informacji o wszystkich urządzeniach przedsiębiorcy w jednym miejscu, saldo wpłat i rozliczenia, korespondencja z UDT i podgląd dokumentów, kalendarium i alerty dotyczące pozwoleń i badań.

    – Uruchamiając pod koniec 2018 roku internetowy portal klienta eUDT, nie przypuszczaliśmy, że tak szybko kanał ten stanie się jednym z podstawowych sposobów komunikacji naszych klientów z urzędem – komentuje Adam Ogrodnik, wiceprezes UDT.  – Dzięki eUDT jesteśmy otwarci 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu.

    S&T to jeden z największych integratorów IT w Europie Środkowo-Wschodniej i jeden z największych dostawców usług i rozwiązań IT do administracji w Polsce. Należy do międzynarodowej grupy zatrudniającej blisko 5 tys. pracowników w 25 krajach na całym świecie. W Polsce koncentruje się na implementacji technologii IT w obszarze infrastruktury sprzętowej i rozwiązań sieciowych. Firma wdraża również systemy do zarządzania przedsiębiorstwem  klasy ERP, APS, MES, SCADA, BI oraz CRM. S&T świadczy także usługi z zakresu projektowania dedykowanych aplikacji biznesowych. Jako jeden z niewielu podmiotów na rynku dysponuje własną siecią 13 biur serwisowych zlokalizowanych na terenie całego kraju, gwarantujących lokalne wsparcie użytkowników w trybie 24/7. Spółka S&T związana jest z polskim rynkiem usług informatycznych od ponad 50 lat. W Polsce w jej strukturach pracuje zespół ponad 400 specjalistów, wśród nich: certyfikowani programiści, architekci, inżynierowie wsparcia, analitycy, testerzy oprogramowania, eksperci z zakresu administrowania siecią i zarządzania infrastrukturą sprzętową oraz konsultanci wdrożeniowi z zakresu: finansów, kontrolingu, sprzedaży, logistyki, handlu detalicznego i produkcji.

  • Pracodawcy w IT mają większy wybór kandydatów. Większość rekrutuje zdalnie

    Pracodawcy w IT mają większy wybór kandydatów. Większość rekrutuje zdalnie

    Aż 90 proc. firm z branży IT oferuje możliwość rekrutacji zdalnej z uwagi na pandemię koronawirusa. Wcześniej tylko 10 proc. pracodawców było gotowych przeprowadzić cały ten proces przez internet. Zmiana podejścia to odpowiedź na preferencje kandydatów. W obecnej sytuacji oczekują oni, że wśród dostępnych opcji będzie rekrutacja online.  Jednak – jak wynika z badań No Fluff Jobs – to niejedyne skutki pandemii dla rynku pracy w IT. Zmieniły się także priorytety poszukujących pracy i oczekiwania pracodawców.

    – Okres izolacji spowodował, że firmy technologiczne poszukujące pracowników przestawiły się na rekrutację zdalną. Jeszcze na początku roku pracodawcy w IT nie byli otwarci na prowadzenie procesów rekrutacyjnych całkowicie zdalnie, mimo że jest to branża innowacyjna, która wyznacza trendy technologiczne. Obecnie taka opcja znajduje się w zdecydowanej większości ofert pracy. W efekcie pracodawcy otrzymują więcej aplikacji, a proces rekrutacji odbywa się bardzo sprawnie. Myślę, że ten trend utrzyma się w branży IT – ocenia Marta Steiner z zespołu produktu i marketingu w No Fluff Jobs.

    Wpływ pandemii koronawirusa na rynek pracy w IT widać także w innych obszarach. Pracodawcy poszukują obecnie przede wszystkim doświadczonych pracowników, którzy potrafią adaptować się do zmian, są elastyczni, pracowali w różnych środowiskach, przy projektach z wielu branż.

    – Pandemia nauczyła nas otwartości na zmiany i możliwości, jakie dają nowe technologie oraz rynek. Obecnie rośnie zapotrzebowanie na programistów, którzy mają doświadczenie w utrzymywaniu sklepów e-commerce i wszelkiego rodzaju firm specjalizujących się w usługach dla tej branży. Poszukiwani są także specjaliści, którzy potrafią utrzymywać i rozwijać narzędzia online, zwłaszcza narzędzia do komunikacji i analiz, oraz eksperci od technologii mobilnych. Doświadczenie i umiejętności w tej dziedzinie są na wagę złota – wymienia Marta Steiner.

    Wynagrodzenia już przed pandemią były jednym z najważniejszych kryteriów wyboru oferty, bo aż 90 proc. kandydatów oczekiwało tej informacji. Obecnie to kryterium może być jeszcze bardziej istotne ze względu na niestabilną sytuację gospodarczą.

    Według najnowszego raportu No Fluff Jobs „Rynek pracy IT w Polsce. Co oferowali pracodawcy w 2019 roku?” programistom proponowane są stawki przekraczające nawet 20 tys. zł (netto na fakturze B2B), ale wynagrodzenie zależy od doświadczenia, specjalizacji i miejsca pracy. W ofertach dominuje współpraca oparta na umowie B2B (co drugie ogłoszenie). Mediana wszystkich oferowanych w IT wynagrodzeń brutto bez względu na doświadczenie, specjalizację i typ umowy to 12,5 tys. zł.

    Jak podkreśla ekspertka, wynagrodzenia w branży IT nie spadają, wręcz przeciwnie – minimalnie rosną. Jednak wraz ze wzrostem wynagrodzeń rosną również oczekiwania pracodawców. Analizy ekspertów No Fluff Jobs pokazują również, że pracodawcy z branży IT są obecnie w lepszej sytuacji – mają większy wybór kandydatów. Według danych z kwietnia tego roku nastąpił 30-proc. wzrost aplikujących na stanowisko senior developer w stosunku do lutego. Jeszcze niedawno pozyskanie programisty z doświadczeniem było trudniejsze.

    Z drugiej strony programiści również ujawniają swoje preferencje. Już przed pandemią bardzo wnikliwie sprawdzali reputację pracodawcy. Jak wynika z badań No Fluff Jobs, aż 70 proc. kandydatów, zanim zaaplikowało na ofertę, czytało opinie o firmie w sieci.

    – Myślę, że teraz będą robić to jeszcze bardziej dogłębnie. Jeszcze większe znaczenie będzie miała wiarygodność i stabilność firm, które rekrutują pracowników – przewiduje Marta Steiner

    Ponad 70 proc. ofert pracy w 2019 roku pochodziło od małych i średnich firm (do 250 pracowników). Poszukiwały przede wszystkim programistów z kilkuletnim doświadczeniem w backendzie (ze znajomością Javy) lub full stack developerów.