Tag: Programiści

  • Raport: Najbardziej poszukiwane umiejętności w IT w 2021

    Raport: Najbardziej poszukiwane umiejętności w IT w 2021

    DevSkiller, polski startup dostarczający rozwiązania z zakresu testowania i zarządzania umiejętnościami w obszarze IT, opublikował czwartą edycję corocznego raportu “Top IT Skills Report: Tech talent hiring insights”. Podsumowywane są w nim najważniejsze trendy w rekrutacji IT w minionych 12 miesiącach i zawiera prognozy na kolejny rok.

    Najszybciej rosnącą umiejętnością IT, jeśli chodzi o liczbę testów przeprowadzonych na platformie DevSkiller, były kompetencje z zakresu Data Science z 295% wzrostem rok do roku. Na kolejnych miejscach uplasowały się Python (154% wzrostu), PHP (90%), Cyberbezpieczeństwo (69%) i QA (56%).

    – Wzrost popularności Data Science wśród naszych klientów nie stanowi zaskoczenia, jeśli weźmiemy pod uwagę, że “dane to nowe złoto” – i to nie tylko dla firm technologicznych. Ten trend wpływa wyraźnie również na dynamiczny wzrost popularności Pythona. Jako DevSkiller jesteśmy gotowi odpowiedzieć na ten rynkowy popyt. Liczba zadań testowych w naszym katalogu, związanych z Data Science i Pythonem, wzrosła w 2021 roku odpowiednio o 158 i 113 procentkomentuje Jakub Kubryński, CEO DevSkillera.

    praca w IT, umiejętności w IT, DevSkiller

    Najpopularniejszymi umiejętnościami IT w 2021 roku zostały ex aequo Java oraz SQL z 19% udziałem w zaproszeniach do testów rekrutacyjnych. Na trzecim miejscu, z 18% udziałem, znalazł się JavaScript. Czołową piątkę uzupełnił Python (9%) oraz PHP (6%), zajmując miejsce .NET/C# i CSS/HTML obecnych w top 5 w 2020 roku.

    praca w IT, umiejętności w IT, DevSkiller

    Najnowsza edycja raportu “DevSkiller Top IT Skills” przyniosła istotną zmianę w zakresie rankingu krajów, z których pochodzą najlepsi programiści. Jedynym krajem, który utrzymał miejsce w pierwszej piątce rankingu była Polska. Zwycięzcami okazali się programiści z Belgii, którzy wyprzedzili kandydatów z Chile, Włoch i Filipin. Ubiegłoroczni zwycięzcy z Australii tym razem uplasowali się dopiero na 18 miejscu w rankingu.

    praca w IT, umiejętności w IT, DevSkiller

    Najnowsza edycja raportu DevSkillera podobnie jak poprzednie zawiera również ciekawe informacje związane z przebiegiem procesów rekrutacyjnych w branży IT:
    ●      W 2021 roku 40% zaproszeń do testów dotyczyło stanowisk juniorskich, 23,4% midów, a 36,6% seniorów.
    ●      Testy rekrutacyjne wysyłane w środę już 3 rok z rzędu skutkowały najszybszą reakcją ze strony kandydatów.
    ●      Średni czas upływający pomiędzy wysłaniem testu rekrutacyjnego a podejściem do testu przez kandydata wyniósł 2 dni i 16 godzin co oznacza wzrost o 3 godziny w stosunku do roku 2020.

    Tegoroczna edycja raportu “DevSkiller Top IT Skills Report: Tech talent hiring insights”  jest oparta o dane z platformy DevSkiller z okresu pomiędzy 1 grudnia 2020 roku a 1 grudnia 2021 roku.

    Pełna wersja darmowego raportu jest dostępna tutaj.

  • Samsung udostępnił nową wersję programu zdalnego laboratorium testowego

    Samsung udostępnił nową wersję programu zdalnego laboratorium testowego

    Firma Samsung Electronics Co., Ltd. zaprezentowała dziś ulepszony program zdalnego laboratorium testowego, które pozwala programistom łatwo wirtualnie i zdalnie testować aplikacje na tysiącach urządzeń Samsung Galaxy, w tym także serii Galaxy S21 z One UI 4 beta oraz najnowszych Galaxy Z Fold3 5G i Z Flip3 5G. Za sprawą programu developerzy mogą efektywniej testować swoje nowe aplikacje, nie muszą bowiem pokrywać żadnych kosztów sprzętowych.

    Za sprawą globalnego dostępu do program zdalnego laboratorium testowego programiści z całego świata będą mogli zdalnie testować swoje aplikacje na urządzeniach Galaxy – bez względu na to, w jakim kraju mieszkają. Na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat firma Samsung zbudowała takie laboratoria w różnych państwach, w tym w Indiach, Polsce, Korei Płd. i USA. Dla zapewnienia szybszego i bardziej niezawodnego dostępu do oferowanych w ramach programu usług[1], został on ostatnio rozszerzony o laboratoria w Brazylii, Rosji, Wielkiej Brytanii i Wietnamie.

    – Bez naszej niesamowitej społeczności developerskiej nie moglibyśmy oferować użytkownikom tak innowacyjnych mobilnych wrażeńmówi TM Roh, President and Head of Mobile Communications Business, Samsung Electronics. – Dlatego właśnie wykorzystujemy naszą ekspercką wiedzę i innowacyjną technologię, by wspierać programistów. Są dla nas absolutnie kluczowymi partnerami wspierającymi rozbudowę naszego otwartego ekosystemu Galaxy. 

    Dzięki nowej wersji programu developerzy uzyskają dostęp do zautomatyzowanego narzędzia testowego, które pozwoli im monitorować wykorzystanie CPU i pamięci podczas działania badanej aplikacji oraz sprawdzać, czy ma ona wpływ na zasoby systemu. Zaś za sprawą nowej usługi klienta sieciowego program oferuje usprawniony interfejs użytkownika i doskonalszą grafikę. W najbliższej przyszłości programiści zyskają też możliwość używania nowego kanału komunikacji, co da im bezpośredni dostęp do ekspertów Samsung służących radą na temat tego, jak poprawić działanie testowanej aplikacji.

    Więcej: developer.samsung.com/remote-test-lab

    [1] Prędkość testowa programu zdalnego laboratorium może się różnić w zależności od odległości od serwera, ilości danych i natężenia ich ruchu w ramach połączenia sieciowego oraz lokalnej polityki sieci (firewall).
    [2] Dostęp do nowych funkcjonalności może się różnić w zależności od modelu, wersji oprogramowania i rynku. Programiści muszą być zalogowani na stronie Samsung Developers przy użyciu konta Samsung. By uzyskać dostęp do usługi klienta sieciowego, developerzy będą musieli korzystać z przeglądarki Chrome.

  • Devbridge uruchamia w Polsce darmowy kurs dla programistów

    Devbridge uruchamia w Polsce darmowy kurs dla programistów

    Devbridge, jedna z najszybciej rozwijających się amerykańskich firm dostarczających usługi z obszaru programowania, rusza z bezpłatnym szkoleniem początkujących programistów w Polsce. Zainteresowane osoby, które wykażą się największą motywacją i zdadzą egzamin, będą mogły rozpocząć naukę w Sourcery Academy for Developers. Kursanci będą się uczyć według autorskiego programu opracowanego przez programistów Devbridge na Litwie. Zapisy trwają do 23 lutego br., a kurs startuje 9 marca.

    Zajęcia w Sourcery Academy for Developers odbywają się dwa razy w roku: wiosną i jesienią. Kurs trwa trzy miesiące, jest bezpłatny i przeznaczony dla osób początkujących, które chcą rozwinąć umiejętności programowania i szybciej wejść na rynek pracy w branży technologicznej.

    Zaproszenia na zdalny kurs otrzyma 60 zarejestrowanych kandydatów z Warszawy, Kowna i Wilna. Uczestnicy będą pracować w grupach, w których wszyscy będą mogli poszerzać swoją wiedzę podczas pracy indywidualnej i zespołowej. Wiosną program będzie się koncentrować na technologii .NET, a jesienią – na języku programowania JAVA.

    Uczestnicy akademii będą tworzyć prawdziwe projekty, wykorzystywać nabytą wiedzę teoretyczną w praktyce, używać zwinnych metodyk zarządzania projektami (ang. agile project management), a także zapoznają się z procesami tworzenia oprogramowania i jego wdrażania. Kursanci będą pracować nad rzeczywistymi projektami i brać udział w cotygodniowych, zdalnych wykładach. Poćwiczą również swoje umiejętności podczas pracy zespołowej. Otrzymają też wsparcie specjalistów z Devbridge: mentorów i wykładowców.

    – Kurs to wyjątkowa okazja dla wszystkich, którzy chcieliby rozpocząć karierę w branży IT. Nasi mentorzy to inżynierowie pracujący na rzeczywistych projektach, które robi Devbridge – dzielą się swoim praktycznym doświadczeniem, a nie tylko wymyślonymi przykładamipowiedział Łukasz Pijanowski, lider polskiego zespołu ds. Inżynierii w Devbridge. – Zachęcamy do aplikowania szczególnie studentów kierunków informatycznych, a także osoby rozwijające podstawowe umiejętności w zakresie programowania i tych, którzy chcą zmienić swoją drogę zawodową i z sukcesem wejść na konkurencyjny rynek IT – dodaje. O skuteczności kursu mówią statystyki: ukończyło go już ponad 700 osób, z czego 80% z nich znalazło zatrudnienie w branży IT bezpośrednio po jego zakończeniu. Sourcery Academy for Developers ma być również wyjściem naprzeciw coraz większemu zapotrzebowaniu na specjalistów z obszaru programowania.

    Viktoras Gurgždys, wiceprezes Devbridge i dyrektor litewskiego oddziału, uważa, że ciągły wzrost zatrudnienia w branży to efekt niezwykle szybkiego rozwoju nowych technologii i sektora IT, a także rosnących oczekiwań klientów.

    – Przewiduje się, że do 2030 roku na całym świecie może brakować nawet ok. 4 milionów specjalistów IT, dlatego musimy szukać sposobów na przyciągnięcie ich. Trzeba nie tylko poszerzyć zakres poszukiwania nowych talentów – coraz więcej firm z branży IT powinno również inwestować w szkolenia dla młodych specjalistów. Działania te przyczynią się do aktywnego rozwoju i wzrostu w całym regioniepowiedział Viktoras Gurgždys.

    Jego zdaniem również potrzeba korzystania z rozwiązań cyfrowych miała szczególnie pozytywny wpływ na zmiany ekonomiczne w branży IT w roku ubiegłym. To z kolei w naturalny sposób poskutkowało wzrostem nakładu pracy w firmach zajmujących się nowymi technologiami.

    – Wiele odnoszących sukcesy firm z branży IT w czasie pandemii rozwijało się i tworzyło nowe miejsca pracy. My otworzyliśmy oddział w Polsce, gdzie zatrudniamy zespół prawie 30 wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Mamy w planach znaczący rozwój w tym kraju. Inicjatywa Sourcery to nie tylko promowanie znaczenia odpowiedzialności społecznej, ale też pełne zaangażowanie we wprowadzanie zmian także na innych rynkach. Będziemy nadal aktywnie działać, przyczyniając się do poprawy wizerunku branży technologicznej na Litwie i na całym świecie. W naszym kraju przez dziesięć lat aktywnie inwestowaliśmy w nieformalną edukację dla dzieci, a także dla studentów i dorosłych, którzy chcą zmienić drogę zawodowądodaje Gurgždys.

    Przez dekadę firma Devbridge nie tylko aktywnie przyczyniała się do rozwoju przyszłych zawodowych programistów, ale też przygotowywała specjalistów innych dziedzin poszukujących nowej ścieżki zawodowej. W Sourcery Academy for Developers, bezpłatnej akademii Devbridge, możliwość nauczenia się podstaw programowania otrzymali nie tylko uczestnicy z Litwy, ale także innych państw z Europy i Afryki.

    Dowiedz się więcej na temat Sourcery Academy for Developers TUTAJ.

  • IT i programiści pro bono dla NGO

    IT i programiści pro bono dla NGO

    Boldare wspomaga organizację Dziewuchy Dziewuchom w zakresie usług IT. To pomoc w ramach inicjatywy Tech to the rescue, będącej pomostem pomiędzy biznesem a organizacjami pozarządowymi potrzebującymi wsparcia w zakresie nowych technologii.
    Firma Boldare podjęła współpracę z Dziewuchy Dziewuchom jesienią 2021 roku. W ramach pracy pro bono spółka IT dostarczy usługi polegające m.in. na stworzeniu miejsca – platformy która będzie merytoryczną bazą tej organizacji i ułatwi zarządzanie niektórymi działaniami operacyjnymi, np. fundraisingiem.

    – Boldare jest firmą odpowiedzialną społecznie, której misja od zawsze wykracza poza generowanie zysku dla jego akcjonariuszy. Współpracujemy z Tech to the rescue i z Dziewuchami, bo chcemy mieć pozytywny wpływ na nasze otoczenie. Cieszymy się, że wykorzystując swoje biznesowe doświadczenie i kompetencje możemy pomóc organizacjom społecznym, które nie mają własnego zaplecza technologicznego, a dzięki temu wsparciu będą mogły lepiej realizować swoje główne cele. Liczymy na to, że wizja założycieli TTTR wkrótce się spełni i realizacja projektów pro bono stanie się powszechna w IT, tak jak ma to miejsce chociażby w branży prawniczej tłumaczy Piotr Majchrzak, co-CEO Boldare.

    Tech to the rescue to oddolna inicjatywa, zrzeszająca firmy technologiczne i programistów oraz informatyków, którzy chcą pro bono pomagać w tworzeniu i wdrażaniu rozwiązań cyfrowych organizacjom działającym społecznie na całym świecie. Wszystko po to, aby mogły one sprawniej realizować swoją misję. TTTR powstał na początku pandemii w 2020 roku, wychodząc naprzeciw potrzebom organizacji non profit, które nagle znalazły się w trudnej sytuacji. Działa w ten sposób, że wyszukuje i selekcjonuje projekty cyfrowe w obszarze społecznym i znajduje firmy zainteresowane ich zrealizowaniem, tworząc jednocześnie sieć partnerstw. Tech to the rescue obecnie zrzesza kilkaset firm i NGO z wielu krajów.

    – Ostatnie dwa lata diametralnie zmieniły sytuację nie tylko biznesu, ale i organizacji non profit, których działalność przynajmniej częściowo musiała przenieść się do sieci. Zwiększył się więc popyt na rozwiązania cyfrowe, a często okazywało się, że potrzeby te wykraczają poza narzędzia dostępne bezpłatnie. Aby NGO mogły skutecznie realizować swoje społeczne cele, często niezbędne jest dodatkowe wsparcie: od stworzenia stron internetowych, po platformy digitalizujące działania operacyjne, promocję i fundraisingmówi Piotr Majchrzak.

    Fundacja Dziewuchy Dziewuchom to organizacja społeczna, popularyzująca feministyczne wartości. Jej celem jest nagłaśnianie wartościowych inicjatyw pro kobiecych, akcji społecznych i kampanii tematycznych na rzecz równouprawnienia. Kanały społecznościowe Dziewuchy Dziewuchom istnieją od kwietnia 2016 r. i zostały powołane w sprzeciwie wobec planu zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych.

  • Wirtualny świat za prawdziwe pieniądze. Dlaczego cyfrowy rynek NFT jest wart miliardy?

    Wirtualny świat za prawdziwe pieniądze. Dlaczego cyfrowy rynek NFT jest wart miliardy?

    Okazuje się, że można kupić coś, co nie istnieje lub inaczej ujmując, znajduje się wyłącznie w świecie wirtualnym. W marcu br. cyfrowy obrazek JPEG został sprzedany za blisko 70 mln dol., a aukcje w Christie’s obserwowało w sieci 20 mln ludzi. Ten nowy sektor dóbr cyfrowych stale rośnie. Jak obliczył JP Morgan rynek NFT jest już wart ponad 7 mld dol. Dla przykładu, niewymienialny token, czyli NFT, pozwala kupować m.in.: wirtualne nieruchomości, obrazy, przedmioty w grach, nazwy domen czy nawet cyber zwierzaki. A to wszystko jest dopiero początkiem możliwości jego stosowania. Z pewnością barwnym przypadkiem użycia NFT są CryptoKittiesi. To stworzona w 2017 r. gra oparta o technologię blockchain. „Kryptokotki” to cyfrowe reprezentacje kotów z unikalnymi identyfikatorami na platformie Ethereum. Gra oferuje swoim użytkownikom hodowanie kotków, które można następnie łączyć w pary i rozmnażać, każdy jest wyjątkowy i ma swoją cenę. Rozmnażają się między sobą i wydają nowe potomstwo, które ma inne cechy i wartości w porównaniu z rodzicami. W ciągu kilku krótkich tygodni od uruchomienia, „kryptokotki” zgromadziły fanów, którzy wydali 20 mln dol. na ich zakup, karmienie i pielęgnowanie. Niektórzy entuzjaści wydali na to nawet 100 tys. dol. W grudniu 2017 r. po premierze gry pierwszy wirtualny kotek został sprzedany za ponad 110 tys. dol. W rok po premierze w rozwój projektu zainwestowali giganci, jak Samsung czy Google oraz mniejsi inwestorzy prywatni, a CryptoKitties osiągnęło kamień milowy wyhodowując 1 milion kotów, a zarazem przekroczyło ponad 3 miliony transakcji na swoich smart kontraktach. Wkrótce projekt znalazł wielu naśladowców, dla przykładu Crypt-oink to powstała w 2018 roku, pierwsza japońska gra symulacyjna opierająca się na technologii blockchain. Pozwala ona użytkownikom na zakup przypominających świnki postaci o nazwie “Crypton”, które można trenować, ulepszać, a także wystawiać w wyścigach. Świnki można także łączyć w pary i tym sposobem tworzyć ich unikalne potomstwo. Jednak to CryptoPunkom powszechnie przypisuje się początek szaleństwa NFT w 2021 roku, wraz z innymi wczesnymi projektami, w tym CryptoKitties, Bored Ape Yacht Club i słynną rekordową ceną z cyfrowy obraz Beeple – Everydays: The First 5000 Days. Projekt został uruchomiony w 2017 r.  przez studio Larva Labs, czyli dwuosobowy zespół składający się z kanadyjskich programistów Matta Halla i Johna Watkinsona. Istnieje 10 tys. unikalnych CryptoPunków (6039 mężczyzn i 3840 kobiet), z których wszystkie są cyfrowo ograniczone dzięki wykorzystaniu technologii blockchain. Każda z nich została wygenerowana algorytmicznie za pomocą kodu komputerowego, a zatem nie ma dwóch identycznych postaci, a niektóre cechy są rzadsze niż inne. Zostały pierwotnie wydane za darmo i każdy, kto ma portfel Ethereum, może je odebrać. Jedynym kosztem uzyskania CryptoPunk podczas ich początkowego wydania były opłaty Ethereum (ETH), które w tamtym czasie były znikome ze względu na niewielkie wykorzystanie zarówno łańcucha bloków Ethereum, jak i niewielką wiedzę na temat projektu. 10 marca 2017 r. CryptoPunk #7804 został sprzedany za 7,6 mln dol., a dzień później CryptoPunk #3100 znalazł kolejnego nabywcę za 7,67 mln dol, zaś  w czerwcu b.r. CryptoPunk #7523 został sprzedany na aukcji w Sotheby’s za 11,7 mln dol. Natomiast w maju b.r. dom aukcyjny Christie’s w Nowym Jorku, sprzedał kolekcje dziewięciu CryptoPunków za kwotę 16,9 mln dol. Obecnie, ze względu na swoją rzadkość i ekskluzywność, są często używane jako symbol statusu w społecznościach kryptowalut, a także przynoszą wyższe ceny na otwartym rynku i trafiają do domów aukcyjnych. Jak obliczono, w tym roku kapitalizacja rynkowa wszystkich kryptowalut wyniosła 3 bilionów dol. NFT, cyfrowy rynek, rynek nft Inny przykład to kolekcja Rare Pepe, która jest rodzajem sztuki krypto tworzonej przez różnych artystów na całym świecie w latach 2016 – 2018, na podstawie komiksu Matta Furie pt. Boy’s Club z 2005 r. i sprzedawane jako NFT. Pepe the Frog to rysunkowa zielona żaba. W 2015 r. podzbiór memów Pepe zaczął być określany jako „rzadki Pepes”, co ogólnie oznacza, że ​​​​artysta wcześniej nie pokazał mema publicznie. W kwietniu tego samego roku kolekcja rzadkich obrazów Pepe została wystawiona na eBayu, gdzie osiągnęła cenę 99 166 USD, zanim została usunięta z serwisu. „Rare Pepe Wallet” to internetowy, zaszyfrowany portfel opracowany, aby umożliwić użytkownikom kupowanie, sprzedawanie i przechowywanie rzadkich Pepe za pomocą środka wymiany o nazwie PepeCash. Zamknięty w 2018 r. „Rare Pepe Directory” był katalogiem stworzonym do zapisywania wszystkich znanych rzadkich Pepe, ze szczegółowymi wytycznymi dotyczącymi przesyłania zdjęć. 26 października 2021 r. rzadki Pepe PEPENOPOULOS został sprzedany na aukcji Sotheby’s za 3,6 mln dol. Natomiast w grudniu 2017 r. opublikowano wykorzystując grafikę pobraną od clipartów EtherRocks. To różnokolorowe skały i jest ich łącznie sto. Na przełomie sierpnia i września b.r. sprzedano trzy z nich kolejno za 2,268;  2,607 i 2,872 mln dol.  Kolejny czwarty Etherrock został sprzedany za 1,9 mln dol., a najwyższa do tej pory cena za wirtualną skałę wyniosła prawie 3,8 mln dol. i została osiągnięta w październiku 2021 r. Nawet Tweety nie oparły się trendowi monetyzacji zasobów cyfrowych. Pierwszy tweet założyciela Twittera, Jacka Dorseya, został sprzedany za 2,9 mln dol. biznesmenowi z Malezji. Elon Musk stworzył tweeta, tzw. „piosenkę o NFT “, którego chciał sprzedać na dedykowanej do tego platformie v.cent w marcu b.r.  Biznesmen otrzymał oferty sięgające 1,1 mln dol., zanim zdecydował się anulować sprzedaż. Takie przykłady można mnożyć. NFT, cyfrowy rynek, rynek nft

    Pierwszy milion

    Wirtualny świat stale rośnie, to co jeszcze kilka lat temu wydawało się nierealna przyszłością z filmów science fiction wchodzi do powszechnego użytku. Cyfrowa rzeczywistość od lat jest wymienialna na prawdziwą walutę. Choćby w grach i aplikacjach, gdzie można nabywać funkcjonalności czy dobra wirtualne. Pamiętnym prekursorem tego zjawiska była strona internetowa stworzona w 2005 r. przez Alexa Tewa, studenta w Wiltshire, w Anglii – The Million Dollar Homepage. To jedna strona główna, która zawiera milion pikseli podzielonych na obszary po 10 × 10 pikseli. Powierzchnia była sprzedawana jako miejsce reklamy kupującego w formie prostego obrazka. Koszt takiego obszaru to sto dol. za blok wielkości 10 × 10 pikseli. Na wykupionej powierzchni wyświetla się malutki obrazek, który jest zarazem URL do wybranej strony, a po najechaniu na niego kursorem myszy pokazuje się slogan reklamowy, zdefiniowany przez kupującego. W ten sposób cała przestrzeń na stronie została sprzedana, przynosząc milion dolarów przychodu dla twórcy. Rok po starcie, ostatnie 1000 pikseli zostało wystawione na eBay. Aukcja zakończyła się w styczniu 2006 r. ze zwycięską ofertą w wysokości 38,1 tys. dol. Łączny zysk Tewa wyniósł 1 mil 37,1 tys. dol. Strona była inspiracją dla wielu podobnych serwisów reklamowych. Żaden jednak nie powtórzył jego sukcesu. Aż prosi się o współczesną kontynuację tej koncepcji, która w oparciu o NFT pozwala na sprzedanie cyfrowego dzieła sztuki w kawałkach, np. podzielonych pikseli, co daje możliwość zebrania kapitału od wielu odbiorców i potem ciągłego obrotu wartości jego części, jak giełdowymi akcjami. Prawa autorskie mogą pozostać własnością artysty. W ten sposób można dokonywać też performance, gdzie fizyczne działo ulegnie dematerializacja fizycznej z przejściem do świata wirtualnego.

    Polski debiut w wielkim stylu

    W świetle jupiterów i tłumnie obserwowane przez media NFT zawitało również do naszego kraju. Pod koniec października b.r. na 18. Warszawskich Targach Sztuki ogłoszono wyniki pierwszej trwającej trzy dni aukcji internetowej w Polsce tokenu NFT. Złożono w niej 79 ofert, a rzeźba znanego polskiego artysty Tomasza Górnickiego została sprzedana z opłatą aukcyjną za 312 tys. 700 zł. Artysta często instaluje swoje dzieła w przestrzeni miejskiej w celu wywołania spontanicznych reakcji przechodniów. Licytowany cyfrowy model 3D stworzony na podstawie oryginalnej rzeźby „Fortune” uzyskał aż 62-krotne przebicie ceny wywoławczej. Cyfrowy obiekt jest kompatybilny z Metaverse. To rodzaj domyślnej pętli Internetu, obsługującej trwałe wirtualne środowiska online 3D za pomocą komputerów osobistych, a także zestawów do rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej. Tym samym, nabywca tokenu będzie mógł w pełni korzystać z cyfrowej prezentacji jego obiektu w wirtualnych galeriach, grach i szeroko pojętym środowisku Metaverse. Szacuje się, że wartość fizycznej rzeźby, czyli odlewu z brązu o wysokości 70 cm, który można było zobaczyć na stoisku Artinfo.pl w czasie targów to 35 tys. zł. Sama rzeźba z brązu zostanie przekazana na stałe do zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach. Tym samym przestanie funkcjonować na komercyjnym rynku dzieł sztuki. Pozostanie na nim wyłącznie token NFT. Tomasz Górnicki to 35 letni artysta, w roku 2010 uzyskał dyplom z wyróżnieniem w pracowni profesora Janusza Antoniego Pastwy na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Jest współzałożycielem artystycznego kolektywu Iron Oxide. Jego twórczość artystyczna obejmuje głównie rzeźby i instalacje z brązu, stali, kamienia oraz betonu. Prace Górnickiego były wystawiane w Polsce, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Belgii oraz na Islandii. Natomiast na początku grudnia b.r. odbyła się inicjalna aukcja digital-u w Desa Unicum, który stał się pierwszym domem aukcyjnym w Europie środkowo-wschodniej oferującym cyfrowe dzieła z tokenami. Łącznie „Op-art i Abstrakcja Geometryczna” oraz „Pop-art, Popkultura, Postmodernizm” przyniosły obrót wynoszący 17,6 mln zł. W ich ramach, po raz pierwszy w Polsce podczas aukcji na żywo sprzedane zostało dzieło NFT – była to praca  Pawła Kowalewskiego „Dlaczego jest raczej coś niż nic” sprzedana łącznie z opłatami za 552 tys. zł. Obraz został namalowany w 1986 r., jednak jedenaście lat później dzieło uległo zniszczeniu podczas powodzi. Nawet warszawska Giełda Papierów Wartościowych chce tokenizować sztukę. W październiku b.r. GPW oraz Artinfo.pl podpisały memorandum o partnerstwie, w ramach którego powstaną ramy biznesowe umożliwiające tokenizację dzieł sztuki, a w szczególności obrazów. Poznaliśmy też inny projekt GPW, w ramach którego inwestorzy mają otrzymać możliwość kupowania tokenów na srebro. Partnerem tego przedsięwzięcia jest KGHM, jeden z największych producentów tego metalu szlachetnego na świecie. Zaangażowanie GPW świadczy o rosnącym zainteresowaniu sektorem NFT wśród największych instytucji finansowych w Polsce.

    Nowe możliwości

    NFT to zupełnie nowa klasa aktywów wzbudzająca odmienne emocje do ekscytacji, po głęboki sceptycyzm. Wiele osób zastanawia się, jak tokeny w Internecie mogą być w ogóle warte pieniędzy — zwłaszcza, gdy wiele z nich reprezentuje po prostu „własność” obrazu lub animacji online, których kopię można w zasadzie pobrać za darmo. W przeciwieństwie do kryptowalut, takich jak Bitcoin czy Ethereum tokeny NFT nie są wzajemnie wymienne. Wprowadzenie technologii blockchain, na której zbudowano sukces kryptowalut, eliminuje pośredników z procesu zakupu i pozwala łatwo sfinalizować transakcje oraz rozliczyć prowizję. Daje także powszechny i prosty dostęp masowym inwestorom z całego świata. Zapewnia ona otwartą księgę rejestrującą transakcje, przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa oraz weryfikowalności i doskonale nadaje się do różnych innych zastosowań niż tylko kryptowalut. Dla przykładu, niewymienialny token NFT jest unikalnym, jedynym w swoim rodzaju przedmiotem cyfrowym. Są one przechowywane w publicznych cyfrowych księgach zwanych “łańcuchami bloków”, co oznacza, że ​​można w dowolnym momencie udowodnić kto jest właścicielem danego NFT i prześledzić historię wcześniejszego posiadania. Mogą one mieć tylko jednego oficjalnego właściciela na raz i są zabezpieczone przez blockchain Ethereum – nikt nie może modyfikować rejestru własności ani kopiować/wklejać nowego NFT. Pozwalają nam tokenizować takie rzeczy jak sztuka, kolekcje, a nawet istniejące w online nieruchomości. Pierwsze wzmianki na ich temat pojawiły się już w 2012 r., ale tokeny NFT zyskały na popularności cztery lata temu za sprawą opisanej gry CryptoKitties. Jednak prawdziwe szaleństwo ich popularności ruszyło się wraz z początkiem 2021 r/, kiedy artyści, celebryci, influencerzy czy sportowcy zaczęli wydawać swoje prace połączone z ich wirtualnymi odpowiednikami, a kupujący dostrzegają w nich wyjątkowy produkt, który ma dla nich wartość kolekcjonerską i wraz z upływem lat będzie miał coraz większą wartość. NFT zasadniczo zmieniły rynek aktywów cyfrowych. Historycznie nie było możliwości oddzielenia „właściciela” grafiki cyfrowej od kogoś, kto właśnie zapisał kopię na swoim pulpicie. Rynki nie mogą działać bez wyraźnych praw własności: zanim ktoś będzie mógł kupić towar, musi być jasne, kto ma prawo go sprzedać, a gdy ktoś już kupi, musisz mieć możliwość przeniesienia własności ze sprzedającego na kupującego. NFT rozwiązują ten problem, dając stronom coś, co mogą uzgodnić, że reprezentuje własność. W ten sposób umożliwiają budowanie rynków wokół nowych rodzajów transakcji — kupowanie i sprzedawanie produktów, których nigdy wcześniej nie można było sprzedać lub umożliwianie przeprowadzania transakcji w innowacyjny sposób, który jest bardziej wydajny i wartościowy.

    Miliony za zdjęcie w Internecie

    W marcu br. elektroniczny zapis „Everydays: the First 5000 Days” („Codziennie: pierwsze 5000 dni”) został sprzedany w domu aukcyjnym Christie’s jako non-fungible token za 69,4 mln dol. Kupił go singapurski programista Vignesha Sundaresana, znany też pod pseudonimem MetaKovan. Ten inwestor kryptowalutowowy i założyciel projektu Metapurse NFT, za dzieło zapłacił oczywiście używając kryptowaluty, czyli 42 329 Ether. Sundaresan otrzymał prawa do wyświetlania grafiki, ale bez przekazania mu praw autorskich. Niektóre z 5 tys. obrazów składających się na pracę stworzoną przez Mike’a Winkelmanna, znanego jako Beeple ujawniają różne rasowe, mizoginistyczne i homofobiczne stereotypy. NFT, cyfrowy rynek, rynek nft Ten barwny kolaż składający się z dużej liczby obrazów cyfrowych, które wydają się abstrakcyjne, o ile nie są wystarczająco powiększone, aby zobaczyć poszczególne obrazy. Niektóre z nich przedstawiają postacie z popkultury, w tym Jeffa Bezosa i Donalda Trumpa i są ułożone chronologicznie, a niektóre z wcześniejszych były rysowane ręcznie, a nie produkowane komputerowo. Jego dzieło jest najdroższym NFT i jednym z najdroższych dzieł sztuki żyjącego artysty. Od tego czasu NFT zaczęły przenikać popkulturę na różne sposoby. Beeple, czyli Michael Joseph Winkelmann jest 40 letnim, amerykańskim artystą cyfrowym, grafikiem i animatorem. Znany jest z wykorzystywania różnych mediów w tworzeniu komicznych, fantasmagorycznych dzieł, które komentują wydarzenia polityczne i społeczne, wykorzystując jako odniesienia postaci z popkultury. Brytyjski dom aukcyjny Christie’s nazwał go „wizjonerskim artystą cyfrowym na czele NFT”. Everydays: the First 5000 Days, to kolaż obrazów z serii „Everydays” i czyni autora czwartym najdroższym dziełem żyjącego artysty. Jest to też pierwszy “czysto” niewymienialny token sprzedawany przez Christie’s. W 2020 r. ten sam dom aukcyjny sprzedał jego inna pracę “Block 21”, NFT z towarzyszącym fizycznym malowaniem za około 130 tys. dol. Później, w 2021 roku, Beeple stworzył kinetyczną rzeźbę wideo z odpowiednim dynamicznym NFT i nazwał ją Human One. 9 listopada 2021 r. został sprzedany na aukcji w Christie`s za prawnie 29 mln dol.

    To wszystko jest dopiero początkiem…

    Tak jak w przypadku każdej nowej klasy aktywów, nie wprowadzono jeszcze najcenniejszych zastosowań dla NFT. Najpierw czeka nas ustanowienie ram prawnych i czytelnych regulacji w tym obszarze. NFT to swoista nowa koncepcja własności, dająca wspólny i powszechny dostęp we wszystkich praktycznych zastosowaniach, a jednocześnie satysfakcję i dochód twórcy oraz bezpieczeństwo dla posiadacza oryginału. Rosnące zapotrzebowanie NFT idzie w parze z alternatywnymi przypadkami użycia. Non-fungible tokens (NFT), które odnotowały jedynie w sierpniu b.r. wolumen transakcji na Ethereum o wartości 3,4 mld USD. Ta zdecentralizowana platforma o otwartym oprogramowaniu, zbudowana na technologii blockchain, dysponuje również kryptowalutą o nazwie Ether (ETH), umożliwiającą przeprowadzanie transakcji między użytkownikami bądź aplikacjami i uiszczania powiązanych z nimi opłat. Najwięksi gracze technologiczni badają już, w jaki sposób można wykorzystać NFT do tworzenia oraz rejestrowania tożsamości i reputacji ludzi w Internecie. W ich największym interesie leży przenoszenie jak największych obszarów życia do sieci. A w międzyczasie wiele pojawiających się aplikacji NFT stara się wyraźniej łączyć posiadanie online z zastosowaniem użycia offline. Na przykład, już kilka restauracji zaczęło korzystać z nich do rezerwacji, a branża biletowa dostrzega w nich wielką szansę dla swoich projektów. Obiekty mogą zapewnić kupującym różnorodne korzyści, tworząc większą zachętę do zakupu, a także zapewniając możliwość pobierania opłat licencyjnych od sprzedaży wtórnej. Choć do tej pory NFT były głównie używane jako certyfikat autentyczności, szczególnie w przypadku grafiki cyfrowej, to ich możliwości i zastosowania szybko ewoluują. Dla przykładu, restauracja Red Rooster znanego szefa kuchni Marcusa Samuelssona z Nowego Jorku stworzyła NFT, który można wymienić na prywatną kolację dla czterech osób, wraz z dziełem sztuki, które twórczo przedstawia smażonego kurczaka szefa kuchni. Natomiast Gary Vaynerchuk jest amerykańskim przedsiębiorcą, autorem czterech bestsellerów, mówcą i osobowością internetową. Obecnie buduje restaurację, która zostanie otwarta w 2022 r. NFT umożliwi klientom kulinarny dostęp do jego restauracji, która będzie oferować salon koktajlowy wraz z prywatnymi doznaniami kulinarnymi. Pierwszym na świecie wirtualnym domem, który był przedmiotem transakcji w realnym świecie była marsjańska posiadłość zaprojektowana przez Kristy Kim. Dom, który nigdy nie powstanie w rzeczywistości kosztował ponad 500 tys. dolarów. Transakcja została przeprowadzona w kwietniu b.r. i odbyła się za pośrednictwem kryptowaluty Ether. Natomiast w październiku b.r. za 2,4 mln dol. platforma tokens.com zakupiła obecnie najdroższą wirtualna nieruchomość na świecie, by organizować w niej wirtualne pokazy mody dla awatarów, czyli przedstawień dla osób korzystających z wirtualnej rzeczywistości. Posiadłość istnieje jedynie w wirtualnej rzeczywistości Decentraland. Poza wirtualnymi nieruchomościami, za pośrednictwem NFT kształtują się nowe możliwości związane z nieruchomościami w realu, które pozwalają na nowe metody identyfikacji ich własności. W tradycyjnych nieruchomościach przeniesienie własności jest pracochłonne, kosztowne i wymaga praw do reprezentacji. Połączenie z NFT pozwala na proste użytkowanie i łatwe zabezpieczenie potencjalnych transakcji. Europejski start-up Propy oferuje już nawet platformę transakcyjną, dzięki której każdy NFT ma dostęp do przeniesionych dokumentów własności. Pierwsza aukcja NFT hostowana przez firmę Propy sprzedała mieszkanie za 36 ETH, czyli 93 tys. dol. Wiele firm zajmujących się badaniami genetycznymi DNA widzi wielkie zastosowania dla blockchainu, gdzie NFT może kodować cyfrową lokalizację pełnych danych klientów. Takie wdrożenie zrobiła już na platformie Ethereum firma zajmująca się genomiką – Nebula Genomics z siedzibą w San Francisco. Sportowe przedmioty kolekcjonerskie to naturalne zastosowanie NFT. Publicznie dostępny 10 sek klip wideo LeBrona Jamesa z NBA został sprzedany 208 tys. dol. Startup Autograph wspierany przez amerykańskiego futbolista Toma Brady’ego, jest rozwijającą się platformą NFT, która nawiązała już współpracę z wielkimi nazwiskami, takimi jak Tiger Woods, Naomi Osaka i Simone Biles. Marta „Martirenti” Rentel jest internetową celebrytką i gwiazdą social mediów, którą śledzą miliony użytkowników i na Instagramie i na TikToku. Od pewnego czasu Marta jest również związana z organizacją FAME MMA. Oczywiście, jak można się domyślić, mieszkająca w Warszawie 26 letnia Marta Rentel wykorzystuje swoją popularność do podróżowania i zawierania współpracy ze znanymi markami. W lipcu b.r. doszło do rekordowej transakcji, Influencerka sprzedała wirtualną miłość – token NFT ktoś w internecie kupił za prawie milion zł. Bored Ape Yacht Club składa się z serii zdjęć małp NFT potwierdzających członkostwo w społeczności internetowej. Projekt rozpoczął się od serii prywatnych czatów i tablicy graffiti, a rozrósł się do ekskluzywnych towarów, wydarzeń towarzyskich, a nawet prawdziwej imprezy na jachcie. W ten sposób posiadanie NFT skutecznie czyni Cię jednocześnie inwestorem, członkiem klubu, udziałowcem marki i uczestnikiem programu lojalnościowego. Opierając się na tym zjawisku, kilka znanych marek wprowadziło niedawno serię NFT, która służy do identyfikacji, wzmocnienia i rozszerzenia istniejących społeczności entuzjastów marki. Na przykład, popularna marka streetwearowa The Hundreds zbudowała projekt NFT wokół swojej maskotki „Adam Bomb” i bezpośrednio nagradza społeczność posiadaczy NFT lepszym dostępem do swojej marki poprzez kontakt z założycielami i pierwszeństwo w ofertach nowych produktów. Kupowanie przedmiotów do gry online nie jest nowym pomysłem/ Wiele gier ma w swoim interfejsie przedmioty, które można kupić lub sprzedać za prawdziwe pieniądze. Nowy model gier reklamowany przez entuzjastów kryptowalut to „graj, aby zarabiać”. Gracze grają w gry, aby zdobywać przedmioty NFT, które można sprzedać na targowiskach po wyższych cenach. Przedmioty te często można wykorzystać do osiągnięcia wyższej wydajności w grze. Jednocześnie programowalność NFT wspiera nowe modele biznesowe i dochodowe — na przykład NFT wprowadziły nowy rodzaj umowy licencyjnej, w ramach której za każdym razem, gdy dzieło jest odsprzedawane, część transakcji wraca do pierwotnego twórcy. A to wszystko dopiero początek nowego rozdziału cyber historii ludzkości zastosowania rozwiązań w oparciu o te technologie…


    Autor ©: Adam Białas pseud. Crypto Pixelmen jest od lat ekspertem rynku nowych technologii oraz nieruchomości, dyr. BIALAS Consulting & Solutions i dziennikarzem biznesowym. NFT, cyfrowy rynek, rynek nft

  • Jak zatrudnić dobrego programistę? Liczą się nie tylko pieniądze

    Jak zatrudnić dobrego programistę? Liczą się nie tylko pieniądze

    Polskie firmy borykają się z brakiem programistów – zresztą nie tylko one: według raportu DESI 2020 aktualnie na rynku europejskim brakuje około 600 tysięcy deweloperów. Wbrew stereotypowym opiniom nie tylko zarobki liczą się w procesie rekrutacyjnym.

    – Deweloperzy chcą dołączyć do firm inwestujących w inteligentne narzędzia do dostarczania oprogramowania, które sprawiają, że zadania takie jak debugowanie i reagowanie na incydenty są łatwiejsze i mniej podatne na frustrującą, powtarzalną pracęmówi Kit Merker, dyrektor operacyjny Nobl9 oraz doradca polskiego start-upu RevDeBug.

    Według raportu „State of Technical Debt 2021”, programiści:

    • 33 proc. czasu poświęcają na prace konserwacyjne starszych systemów
    • średnio 6 godzin w tygodniu muszą radzić sobie z problemami spowodowanymi tylko długiem technicznym
    • w tym czasie nie mogą pracować nad kluczowymi projektami

    Polski start-up RevDeBug, który opracował narzędzie ułatwiające i przyspieszające naprawę błędów w oprogramowaniu, szacuje, że firma zatrudniająca 500 programistów może rocznie zaoszczędzić nawet 4,5 mln złotych, wdrażając ich rozwiązanie. Jak skutecznie rekrutować do IT?

    Według badań aż 51 proc. deweloperów zrezygnowało lub rozważało odejście z pracy z powodu długu technicznego. Co więcej, aż 82 proc. programistów stwierdziło, że brak odpowiedniego rozwoju i wdrażania nowych narzędzi znacząco wpływa na ich brak satysfakcji z pracy.

    Dług techniczny to zjawisko, kiedy pozornie łatwiejsze, szybsze i tańsze rozwiązanie w dłuższej perspektywie okazuje się drogim obciążeniem dla rozwijającej się firmy. Zespół deweloperski, często z pośpiechu, decyduje się na wykorzystanie nieoptymalnych, jednak szybszych lub prostszych rozwiązań, które w dłuższej perspektywie utrudniają pracę nad projektem. Z tego powodu praca staje się bardziej skomplikowana i czasochłonna, a często również generuje większe koszty. To oczywiście źle wpływa na ogólne funkcjonowanie działu IT oraz całej firmy.

    Z raportów wynika, że dług techniczny i narzędzia oferowane przez pracodawców są stawiane przez programistów na równi obok wynagrodzenia i możliwości rozwoju.

    – Aby zatrudnić wielkie talenty, firmy muszą zapewnić wydajne środowiska deweloperskie. Jednym z największych wyzwań stojących przed organizacjami próbującymi zatrudniać programistów jest konkurowanie i wygrywanie wojen talentówmówi Kit Merker, dyrektor operacyjny w Nobl9, który wcześniej pracował m.in. w Microsoft, Google i JFrog, a teraz również pełni rolę doradcy w RevDeBug.Pracownicy mają większy wybór, ponieważ mogą pracować zdalnie i ponad granicami. Dlatego przedkładają sensowną, zrównoważoną pracę nad bardziej tradycyjne wyróżniki, takie jak wynagrodzenie lub dodatki w biurze. W skrócie: deweloperzy wybierają ciekawszą pracę – dodaje.

    Jak mówi Kit Merker, tacy utalentowani programiści są dziś siłą napędową każdej organizacji. Pandemia znacznie przyspieszyła cyfrową transformację i obecnie firmy zaczynają rozumieć i naprawiać błędy popełnione w przeszłości, które spowodowały dług techniczny i utrudnia pracę deweloperów. – Obecnie organizacje odchodzą od niechlujnych praktyk w zakresie programowania i niezawodności do bardziej eleganckich praktyk DevOps i przyjmowania nowych sposobów tworzenia oprogramowania i zarządzania nimpodsumowuje Kit Merker.

    Deweloperzy chcą dołączyć do firm, które poprzez wykorzystanie nowoczesnych narzędzi i rozwiązań zapewniają im płynną i znacznie mniej frustrującą pracę.

    Błędy w oprogramowaniu to strata zarówno pieniędzy, jak i czasu

    Według badań CISQ (Consortium for Information and Software Quality, niezależna grupa specjalistów z największych firm IT, którzy badają wyzwania stojące przed branżą), roczny koszt błędów w oprogramowaniu w USA to ponad 1,5 biliona dolarów rocznie. Jest to wzrost o około 300 miliardów dolarów w stosunku do 2018 r.

    – Nasze narzędzie pozwala zaoszczędzić tysiące godzin pracy programistów. Firmy, zamiast tracić czas i środki na naprawy, mogą przeznaczyć je na rozwój. Z naszego rozwiązania, opatentowanego w USA, korzysta już m.in. Rossmannmówi Tomasz Kruszewski, założyciel RevDeBug.

    Jest to innowacja na skalę światową – rozwiązanie uzyskało patent w USA i działa na zasadzie podobnej do czarnej skrzynki w samolocie. Narzędzie nie tylko pokazuje dokładne miejsce w kodzie, gdzie wystąpił błąd, ale i wszystkie czynniki, które spowodowały jego wystąpienie. Oznacza to, że programista nie musi poświęcać swojego czasu na stawianie hipotezy i szukanie problemu po kolejnych linijkach kodu. Od razu widzi, gdzie wystąpił błąd i co go wywołało. Przekłada się to na zwiększenie wydajności zatrudnionych już pracowników w firmie oraz zmniejszenie zapotrzebowania na zatrudnienie kolejnych, co pozwala zaoszczędzić czas i koszta rekrutacji i wdrażania nowych pracowników.

    – Dzięki temu praca w firmie może być lepiej zoptymalizowana, co pod względem biznesowym jest najważniejszemówi Adam Kruszewski, CTO i założyciel RevDeBug. – Oprócz tego, to również obniżone koszty i zaoszczędzone setki, a nawet tysiące godzin pracy, które przekładają się na efektywniejszy rozwój i zwiększenie dochodówpodsumowuje Adam Kruszewski. 

    Wewnętrzne badania RevDeBug pokazały, że szacowane ROI w firmie zatrudniającej 500 programistów, to odzyskanie 23,5 etatów w skali roku, co przekłada się na 45 000 godzin pracy oraz skrócenie czasu poświęcanego na naprawę błędów w roku o prawie 25 000 godzin. To wszystko przekłada się na lepszą wydajność zatrudnionych osób oraz mniejsze potrzeby rekrutacyjne. Dla współpracujących z RevDeBug firm może być to oszczędność w skali roku od 2,5 do nawet 4,5 mln złotych.

  • Programiści poprawią klimat na Ziemi?

    Programiści poprawią klimat na Ziemi?

    Green computing to już nie tylko energooszczędne urządzenia, zarządzanie energią przez sztuczną inteligencję i ekologiczne systemy chłodzenia. W IT zaczyna budzić się świadomość, jak duży wpływ na środowisko naturalne ma strategia rozwoju oprogramowania. – Greener software dołącza do globalnych wysiłków, żeby uratować ludzkość przed ludźmiuważa Jacek Chmiel, dyrektor Avenga Labs, jednostki, która analizuje technologiczne trendy i biznesowe zastosowania innowacji.

    Ziemię bez przerwy zalewa elektronika, która zużywa energię i przyczynia się do powiększania śladu węglowego. Często za coraz wyższą klasą energetyczną urządzeń nie idzie równie wysoka klasa energetyczna oprogramowania. Aplikacje, które np. stale działają w tle, co chwila się odświeżają, wykonują masę nie zawsze koniecznych obliczeń i transferów danych w sposób często niezauważalny dla użytkownika, pożerają energię i przyczyniają się do podnoszenia temperatury na planecie.

    Jeśli laptop o mocy 45W w ciągu roku, pracując po 10 godzin dziennie emituje ok. 130 kg CO2, to do jego zniwelowania w atmosferze potrzeba ok. 20 kilkunastometrowych sosen. Tylko w 2020 roku na świecie sprzedano ponad 235 mln nowych laptopów. Zrównoważenie wytwarzanego przez nie śladu węglowego wymagałoby więc jakieś plus minus 5 miliardów drzew! Jeszcze większe połacie lasów muszą równoważyć wpływ 340 mln smartfonów, które trafiły do ludzi tylko w pierwszym kwartale tego roku. Nowe laptopy i smartfony to oczywiście jedynie wierzchnia warstwa w globalnej powodzi elektronicznego sprzętu.

    – Oprogramowanie rządzi światem, ale programistów nie widać na pierwszej linii walk o uratowanie planetymówi Jacek Chmiel. Zamiast nich widać np. muzyków zespołu Coldplay, którzy wszystkie koncerty swojej przyszłorocznej trasy będą zasilać wyłącznie energią odnawialną. Dzięki szeregowi rozwiązań służących przyrodzie mają zniwelować więcej CO2 niż wygeneruje cała ich trasa. Tworzą i koncertują, a jednocześnie wykorzystują swoje możliwości do powstrzymywania kryzysu klimatycznego. A jakie możliwości mają programiści?

    Wydaje się, że w tej chwili najwięcej „zielonych” aplikacji tworzą programiści mobilni. Wymagania dotyczące żywotności baterii są już częścią ekosystemu polityki narzuconej tym deweloperom przez Apple i Google. Deweloperzy muszą przestrzegać tych wymagań lub ryzykować, że ich aplikacja zostanie odrzucona ze sklepu z aplikacjami.

    Inaczej jest z aplikacjami webowi. Mimo że ponad połowa użytkowników wchodzi na strony internetowe z urządzeń mobilnych, optymalizacja zużycia baterii nie znajduje się obecnie nawet w pierwszej dziesiątce priorytetów przy tworzeniu aplikacji internetowych.

    – Niepotrzebne animacje, płynne przejścia, nieefektywne skrypty w JavaScript i źle zaimplementowane buforowanie prowadzą do niepotrzebnej aktywności CPU i GPU oraz ruchu w sieci. Generuje to kilkukrotnie większe zużycie energii dla wątpliwego zysku w UXuważa ekspert Avenga Labs.

    Klasę energetyczną oprogramowania w urządzeniach zasilanych bateryjnie podnosi  się poprzez wydajniejsze, dedykowane systemy operacyjne, oprogramowanie niskopoziomowe, wykorzystujące wydajne języki, takie jak starzejący się C oraz bardziej energooszczędne protokoły (np. Zigbee zamiast Wi-Fi).

    – Jeśli chodzi o aplikacje mobilne i webowe, zmniejszenie liczby i częstotliwości powiadomień oraz wyeliminowanie krzykliwych banerów, irytujących popupów i animacji to droga, którą należy podążać, zarówno dla naszego dobra jako użytkowników, jak i dla mniejszego zużycia energii twierdzi Jacek Chmiel.

    Większość oprogramowania biznesowego jest nadal tworzona z myślą o procesorach Intel i AMD. Zmiana tego stanu rzeczy umożliwiłaby ogromne oszczędności energii. W 2020 roku byliśmy świadkami rewolucyjnego posunięcia firmy Apple, która porzuciła procesory Intel i architekturę x86-64/AMD64, a zamiast tego przyjęła Apple M1, układ oparty na architekturze ARM. M1 jest znany ze swojej szybkości, ale powinien być jeszcze bardziej znany ze swojej wydajności energetycznej, która jest czasami o rzędy wielkości lepsza niż jego odpowiedniki Intela. Podobnie w przeszłości postąpiły firmy Nvidia i Amazon. Dzięki nim te same aplikacje biznesowe i takie samo przetwarzanie danych mogą zużywać mniej energii.

    Specjaliści od Internetu Rzeczy (IoT) starają się na zwykłym sprzęcie unikać urządzeń opartych na Linuksie, ponieważ zużywają one więcej prądu. Aby zredukować zużycie energii podczas komunikacji sieciowej, programują urządzenia tak, aby przechowywały dane lokalnie i wymieniały między sobą małe porcje danych tak rzadko, jak to tylko możliwe.

    Bardziej ekologiczne przetwarzanie danych zapewnia też chmura. Najpopularniejsze obecnie łączenie chmury publicznej z własną infrastrukturą niestety nie należy do energooszczędnych. – Nadchodzący schyłek infrastruktury lokalnej dla wielu organizacji zaowocuje bardziej przyjaznymi dla środowiska architekturami oprogramowaniaprzewiduje Jacek Chmiel.

    Wszechobecne uczenie maszynowe (ML) dobrze radzi sobie z identyfikacją wzorców użytkowania i zużycia energii, pomagając w jego ograniczaniu. Jednak ML jest niezwykle ciężkie obliczeniowo, zużywając dużo mocy do trenowania sieci neuronowych w celu rozpoznawania obrazów, uczenia się gramatyki i wykrywania nieprawidłowości w danych. W przedsiębiorstwach wymaga to energochłonnych jednostek TPU i GPU. W redukcji zużywanych watów pomóc może przeniesienie części działań ML do chmury oraz rzadsze trenowanie modeli, kiedy wydają się być już wystarczająco dobre. I na podzbiorach danych zamiast pełnej skali.

    Do większego śladu węglowego dokładają się też technologie blockchain. Wymagają one znacznie więcej energii niż transakcje biznesowe, które ich nie wykorzystują. Chodzi o setki a nawet tysiące watów.

    Problem energooszczędności oprogramowania dotyczy też kompetencji programistów. Energooszczędne techniki pisania kodu są mniej znane niż tradycyjne techniki optymalizacji kodu, czyli zapewnienia szybkiego działania i ograniczania zużywania pamięci. W przypadku ekologicznej jazdy samochodem, dobrze wiadomo, jak zaoszczędzić dużo paliwa. W przypadku oprogramowania jest to o wiele trudniejsze i mniej precyzyjnie zdefiniowane.

    Języki zbliżone do języka maszynowego i języka asemblera są znacznie bardziej energooszczędne, ale tracą popularność wśród programistów, ponieważ większość aplikacji biznesowych, a nawet gier jest tworzona przy użyciu języków wyższego poziomu. Wydajny energetycznie język C jest nadal bardzo popularny, ale nowsze pokolenia programistów wolą uczyć się Pythona, Javy i C#.

    – Na co dzień programiści mogą zrobić dla planety więcej niż robią, gdy jadą do pracy rowerem. Jasne, że za ich obowiązkami zwykle stoi mnóstwo wyzwań i priorytetów, ale kiedy jak nie teraz ma przyjść czas na ekologię podkreśla Jacek Chmiel.

    Wspomniany zespół Coldplay we współpracy z SAP tworzy aplikację, która będzie zachęcać fanów do korzystania z niskoemisyjnego transportu podczas przejazdów na koncerty i w drodze powrotnej. O klasie energetycznej aplikacji, która w przyszłym roku trafi na miliony mobilnych urządzeń, na razie nic nie wiadomo. Najwyższy czas, żeby każdy programista – pracując nie tylko dla Coldplay – miał świadomość swoich eko-możliwości i zaczął robić z nich użytek.

  • Łańcuch dostaw oprogramowania sposobem na cyberatak? Niestety coraz częściej tak. Jak się przed tym ustrzec?

    Łańcuch dostaw oprogramowania sposobem na cyberatak? Niestety coraz częściej tak. Jak się przed tym ustrzec?

    W poszukiwaniu przewagi konkurencyjnej firmy coraz częściej korzystają z wyspecjalizowanych systemów oprogramowania. W efekcie posiadane przez nie zasoby IT stają się składanką systemów różnych dostawców. Może to zagrażać bezpieczeństwu informacji. Wraz ze wzrostem liczby rozwiązań rośnie liczba miejsc, które wymagają różnych form zabezpieczeń i uprawnień dostępowych. Sprawia to, że włamywacze mają do dyspozycji więcej potencjalnych punktów, przez które mogą próbować się dostać do zasobów firmy. Ponieważ w celu optymalizowania wydajności i produktywności firmy korzystają z coraz większej integracji systemów, atak może szybko się rozprzestrzenić.

    Ataki za pośrednictwem łańcucha dostaw oprogramowania — wykorzystujące oprogramowanie zewnętrznych dostawców w celu przeniknięcia do organizacji — stały się dziś praktycznie powszechne. W 2020 r. złośliwy kod wstrzyknięty w aktualizację oprogramowania firmy SolarWinds najpierw zaatakował departamenty rządu federalnego, a potem rozprzestrzenił się na skalę globalną, zarażając około 18 tys. organizacji. W marcu tego roku w związku z luką w oprogramowaniu Exchange Server firmy Microsoft naruszone zostały zabezpieczenia ponad 20 tys. amerykańskich organizacji. Nierzadko najwyższe ryzyko stwarzają pozornie mniej istotni partnerzy z łańcucha dostaw – ich rola nie wydaje się być znacząca, przez co nie dostrzega się w nich potencjalnego źródła zagrożenia.  Jedno z największych naruszeń ochrony danych w historii to dokonany w 2013 r. atak na amerykańską sieć sklepów Target, zrealizowany poprzez włamanie do oprogramowania systemu klimatyzacji partnera tej firmy. Bezpieczeństwo łańcucha dostaw zyskało taką uwagę mediów, że stało się przedmiotem nowego rozporządzenia wykonawczegoprosto z Białego Domu.

    Nie można zatem ignorować zagrożeń atakami opartymi na łańcuchu dostaw oprogramowania, jednak z drugiej strony na uwagę zasługują również obiecujące rozwiązania techniczne. Wiele organizacji musi pogodzić te dwie perspektywy. W praktyce może to zmuszać twórców oprogramowania do podjęcia decyzji: albo dokładamy starań, aby spełniać najwyższe standardy bezpieczeństwa, albo rezygnujemy z niedogodności i tarć, skupiając się na tworzeniu kodu.

    Jednym ze sposobów pogodzenia tych pozornie przeciwstawnych trendów jest zmiana procesu podpisywania oprogramowania. Służy on zapewnieniu niepodważalnego dowodu, że przed wdrożeniem oprogramowanie nie zostało zmodyfikowane ani uszkodzone.

    W tradycyjnych technikach podpisywania kodu stosuje się klucze kryptograficzne np. do weryfikacji autora i integralności zawartości repozytorium oprogramowania. Obciąża to programistów koniecznością generowania kluczy i przechowywania ich w bezpiecznym miejscu. Niektórym to obciążenie może wydawać się zbyt duże, więc przestają podpisywać swój kod (co jest szkodliwe z punktu widzenia zabezpieczeń) albo piszą mniej kodu (co nie służy innowacyjności). Oba podejścia mają konsekwencje dla innych programistów. Obecnie dużą część oprogramowania na świecie tworzy się na zasadach otwartego źródła, co oznacza, że każdy może taki kod wykorzystać i dostosować — w tej sytuacji kluczowe znaczenie ma kwestia pochodzenia. Dotyczy to w takim samym stopniu oprogramowania komercyjnego, które coraz częściej bazuje na publicznie dostępnym kodzie źródłowym.

    A jednak to właśnie segment otwartego źródła zaczyna być liderem w tworzeniu coraz bardziej przyjaznego dla programistów środowiska podpisywania oprogramowania. Projekt ten nosi nazwę sigstore i zastępuje klucze o długim czasie życia kluczami efemerycznymi powiązanymi z istniejącymi identyfikatorami (np. adresy e-mail i loginy do mediów społecznościowych). Generuje on także publiczny, niezmienny dziennik całej aktywności. Oba te elementy w gruncie rzeczy zdejmują z programistów obowiązek podpisywania oprogramowania, dzięki czemu mogą zająć się tym, w czym są najlepsi. Co więcej, system niebazujący na kluczach, które mogą zostać skradzione lub zgubione, jest z natury bezpieczniejszy.

    Projekt błyskawicznie się rozwija. Od czasu jego uruchomienia w 2019 r. do jego twórców —  firm Red Hat i Google oraz Uniwersytetu Purdue — dołączyły inne organizacje, a patronat nad projektem objęła Linux Foundation. Poszerzono także jego zakres, powołując do życia takie projekty pochodne jak Cosign (podpisywanie kontenerów i ogólnych artefaktów oprogramowania), Rekor (dziennik transparentności) i Fulcio (organ certyfikacji). Rozpoczęto także współpracę z innymi inicjatywami opartymi na otwartym źródle, m.in. z projektem Tekton Chains (pobocznym przedsięwzięciem w ramach projektu Tekton CI/CD).

    To nie tylko ważne czynniki rokujące sukces. Wskazują one także możliwy sposób wdrażania projektu sigstore: jako funkcji zintegrowanej w ramach szerszej technologii. Wszelkie działania zmierzające do wprowadzenia funkcji sigstore do istniejącego zestawu narzędzi programistów przybliżają osiągnięcie jednego z kluczowych celów projektu, jakim jest uproszczenie i zautomatyzowanie cyfrowego podpisywania, tak aby stało się częścią niewidzialnej infrastruktury, a programiści ani go nie zauważali, ani nie musieli się nim przejmować.

    Autor: Axel Simon, open source security, office of the CTO, Red Hat

  • DataArt otwiera biuro w Krakowie. Firma chce zatrudnić w nim blisko 100 specjalistów

    DataArt otwiera biuro w Krakowie. Firma chce zatrudnić w nim blisko 100 specjalistów

    DataArt, firma zajmująca się doradztwem technologicznym na skalę globalną, otworzyła nowy oddział w Krakowie. Do końca przyszłego roku planuje zatrudnić w nim 90 specjalistów IT. Krakowski oddział to trzecia filia DataArt w Polsce. Firma prowadzi obecnie biura w Lublinie i Wrocławiu, współpracując z 370 ekspertami.

    – W ciągu kilku lat obecności w Lublinie i Wrocławiu, DataArt osiągnęła wysoki poziom rozpoznawalności marki i uważamy, że potencjał do dalszego wzrostu zatrudnienia jest naturalnie ograniczony. Równocześnie obserwujemy lawinowy wzrost zapotrzebowania na usługi programistyczne. Stąd podjęliśmy decyzję o otwarciu nowego oddziału w Krakowie i zainteresowaniu ekspertów IT naszą firmą na nowym, lokalnym rynku. Uważamy, że jesteśmy w stanie w ciągu roku zbudować w Krakowie 90-osobowy zespół. Poszukujemy osób pracujących w różnych technologiach, ze szczególnym nastawieniem na Javę, JavaScript, .NET, Android, iOS, a także testerów oprogramowania oraz analityków biznesowych. Nasi nowi pracownicy będą mieli szanse współtworzyć oprogramowanie dla światowego lidera branży retail food i innych globalnych marek powiedział George Kremenetsky, prezes zarządu DataArt Kraków.

    Nowy oddział DataArt w Krakowie powstał w biurowcu przy ul. Jana Dekerta 24 i ma osiągnąć pełną zdolność operacyjną do końca roku. Jego kierownikiem został George Kremenetsky. Posiada 23-letnie doświadczenie jako programista, menedżer zespołu oraz dyrektor technologiczny, które zdobył w spółkach high-tech w kraju i za granicą. Ma stopień doktora z zakresu nauk komputerowych w Narodowym Lotniczym Uniwersytecie w Kijowie na Ukrainie, w którym był również wykładowcą teorii systemów informatycznych i struktur danych.

    Jak przekonuje George Kremenetsky, biuro w Krakowie pozwoli nie tylko rekrutację nowych specjalistów z lokalnego rynku, ale ma by też przestrzenią coworkingową dla pracowników z południowej i centralnej części Polski, którzy preferują pracę hybrydową lub zdalną. Z badania przeprowadzonego na zlecenie DataArt przez agencję sondażową Minds&Roses w lipcu 2021 roku wynika, że w ten sposób pracuje obecnie ogromna większość specjalistów IT. O ile przed wybuchem pandemii, trzy czwarte osób pracowało z biura, a jedynie co dziesiąty z domu, tak obecnie 73 proc. pracowników pracuje zdalnie, 18 proc. hybrydowo, a stacjonarnie jedynie 9 proc. osób.

    W najbliższych miesiącach planowana jest w mieście intensywna kampania marketingowa w celu promocji marki oraz ofert pracy. Nowi pracownicy wezmą udział w projektach dla klientów z branży retail oraz finansowej, a także innych branż.

    – Obserwujemy rosnący popyt na usługi technologiczne. W ostatnich latach dynamika w zasadzie nie zwalniała. Jedynym wyjątkiem był wybuch pandemii w 2020 roku, kiedy liczba nowych projektów zmalała. W kolejnych miesiącach portfel zamówień jednak się odbudował, i to ze sporą nawiązką. W efekcie, w 2020 roku zwiększyliśmy zatrudnienie w obu biurach w Polsce od 10 do 20 proc. Mamy wszystkie podstawy by twierdzić, że ten stan się utrzymapowiedział George Kremenetsky.

    DataArt rozpoczęła działalność w Polsce w 2014 roku, otwierając 30-osobową filię w Lublinie. Po niecałych 12 miesiącach od rozpoczęcia działalności, zespół wzrósł do 100 osób, a firma uruchomiła nowe biuro we Wrocławiu. DataArt współpracuje obecnie w Polsce z 370 specjalistami IT i prowadzi procesy rekrutacyjne na 230 różnych stanowisk w całej Polsce.

  • RevDeBug: Brak programistów na rynku – jak firmy mogą sobie z tym poradzić?

    RevDeBug: Brak programistów na rynku – jak firmy mogą sobie z tym poradzić?

    Cała Europa cierpi na niedobór programistów na rynku pracy. Według raportu DESI 2020 aktualnie na rynku europejskim brakuje około 600 tysięcy programistów. W Polsce ta liczba niezmiennie od kilku lat waha się w granicy 50 tysięcy i zdaniem ekspertów z Kodilla, w optymistycznym scenariuszu, lukę w braku programistów w naszym kraju udałoby się załatać dopiero w okolicach 2030 r.
    W Stanach Zjednoczonych, według CISQ (Consortium for Information and Software Quality, niezależna grupa specjalistów z największych firm IT, którzy badają wyzwania stojące przed branżą) koszt błędów w działaniu oprogramowania to ponad 1,5 biliona dolarów!;
    Na rynku brakuje doświadczonych programistów – firmy mają problem z rekrutacją;
    Skutecznym rozwiązaniem tego problemu może być efektywniejsze wykorzystanie działów IT i osób już zatrudnionych;
    Dzięki rozwiązaniu RevDeBug, czas pracy programistów nad błędami i oprogramowaniem skraca się nawet o 50%;
    Oznacza to oszczędność na poziomie prawie 24 etatów w firmie zatrudniającej 500 programistów;

    Aby tak się stało, musi być jednak spełniony pewien warunek – w polskich firmach nie może drastycznie wzrosnąć zapotrzebowanie na programistów. Wzrost liczby ofert w branży IT o ponad 13% w drugim półroczu 2021 r. względem pierwszego kwartału br. na to jednak nie wskazuje – takie dane przedstawił raport „IT Market Snapshot Q2 2021”. Dodatkowo pod uwagę trzeba wziąć sam proces rekrutacji i wdrożenia nowych pracowników, który zajmuje dziesiątki, a często nawet i setki godzin. To wszystko przekłada się oczywiście na koszta, ale co ważniejsze w dużych korporacjach – na czas, który można przeznaczyć na rozwój oprogramowania w firmie, co przyspiesza rozwój biznesu.

    Wzrost zapotrzebowania nie oznacza jednak, że pracowników na rynku jest mało. Wręcz przeciwnie – rynek branży IT jest jednym z trzech najpopularniejszych na serwisie Pracuj.pl. Skąd więc bierze się niedobór? Większość pracowników to juniorzy oraz stażyści, a to wiąże się z obniżeniem wymagań pracodawców oraz dłuższym procesem wdrażania nowych pracowników i zdobywania przez nich potrzebnej wiedzy i doświadczenia. To wszystko znacznie spowalnia funkcjonowanie działów IT, przez co projekty realizowane są znacznie dłużej. – Nasze rozwiązanie oczywiście nie zastąpi pracy człowieka, jednak w ogromnym stopniu może ją przyspieszyć – mówi Tomasz Kruszewski, założyciel i CEO RevDeBug. – Mówimy tu o nawet 50% oszczędności czasu potrzebnego na naprawę błędów w oprogramowaniu – dodaje Kruszewski.

    W tym przypadku oszczędność oznacza rozwój

    Według badań CISQ (Consortium for Information and Software Quality, niezależna grupa specjalistów z największych firm IT, którzy badają wyzwania stojące przed branżą), roczny koszt błędów w oprogramowaniu w USA to ponad 1,5 biliona dolarów. Jest to wzrost o około 300 miliardów dolarów w stosunku do 2018 roku.

    – Tym, co nas wyróżnia, jest działanie na zasadzie podobnej do czarnej skrzynkipodkreśla Piotr Biegun, członek zarządu RevDeBug. – Nasze narzędzie nie tylko pokazuje dokładne miejsce w kodzie, gdzie wystąpił błąd, ale i wszystkie czynniki, które spowodowały jego wystąpienie. Oznacza to, że programista nie musi poświęcać swojego czasu na stawianie hipotezy i szukanie problemu po kolejnych linijkach kodu. Od razu widzi, gdzie wystąpił błąd i co go wywołało. To ogromna oszczędność czasu dodaje.  

    Jest to rozwiązanie, które nie tylko wspomaga pracę działów IT. Dzięki zwiększeniu wydajności programistów zatrudnionych w firmie, narzędzie RevDeBug zmniejsza potrzebę zatrudniania nowych osób, co przekłada się na większą oszczędność czasu i kosztów potrzebnych na proces rekrutacji i wdrażania nowych pracowników. – RevDeBug pozwala zoptymalizować pracę firmy, co pod względem biznesowym jest najważniejszemówi Adam Kruszewski, CTO i założyciel RevDeBug. To oczywiście również obniżone koszty i zaoszczędzone setki, a nawet tysiące godzin pracy, które pozwolą firmom efektywniej się rozwijać i zwiększać dochodypodsumowuje Adam Kruszewski.  

    Wewnętrzne badania RevDeBug pokazały, że szacowane ROI w firmie zatrudniającej 500 programistów, to odzyskanie 23,5 etatów w skali roku, co przekłada się na 45 000 godzin pracy oraz skrócenie czasu poświęcanego na naprawę błędów w roku o prawie 25 000 godzin. To wszystko przekłada się na lepszą wydajność zatrudnionych osób oraz mniejsze potrzeby rekrutacyjne. Dla współpracujących z RevDeBug firm może być to oszczędność w skali roku od 2,5 do nawet 4,5 mln złotych.

  • Dolina Krzemowa potrzebuje polskich programistów

    Dolina Krzemowa potrzebuje polskich programistów

    Polscy programiści przodują nie tylko w światowych rankingach, ale są również poważani za nieszablonowe podejście. Jak pokazują doświadczenia Altimetrik, klienci z Doliny Krzemowej, są nawet w stanie pogodzić się z różnicą czasową, aby tylko zbudować swój zespół w Polsce.

    Choć ostatnich kilkanaście miesięcy przewartościowało wiele obszarów biznesu, jeden trend nie zmienił się ani trochę: zapotrzebowanie na programistów jest wciąż ogromne. Według biura statystycznego U.S. Labor, globalny niedobór talentów z zakresu IT wynosi 40 milionów wykwalifikowanych pracowników. Tylko w Polsce ten deficyt wynosi 50 tys. etatów. Perspektywy na przyszłość nie są optymistyczne. Do 2030 roku globalny niedobór specjalistów ma osiągnąć 85,2 miliona.

    Dzisiejszy biznes niemal w całości opiera się na obecności w cyfrowym świecie. Kluczowym czynnikiem, który umożliwia sukces firmy jest dostępność wykwalifikowanej i szybko dostępnej kadry programistów, testerów, a także szeroko pojętych inżynierów oprogramowania.

    Tymczasem, lista przedsiębiorstw, w których stanowiska inżynierów oprogramowania są nieobsadzone przez wiele miesięcy jest alarmująca. Według ekspertów z McKinsey braki kadrowe w obszarze IT wynoszą obecnie aż 87 proc. Zastój przekłada się na dotkliwe straty finansowe. Szacuje się, że przedsiębiorstwa na całym świecie ryzykują utratę 8,4 biliona dolarów przychodów z powodu braków kadrowych w obszarze IT.

    Co zatem może zrobić firma, która ma przed sobą projekt IT oraz niewystarczającą ilość ludzi, aby go zrealizować? Może skorzystać z outsourcingu. Świetnie wykwalifikowani i gotowi do pracy programiści są wszędzie – w Indiach, Filipinach, Chinach, ale też w sercu Europy, czyli Polsce. W naszym kraju pracuje ok. 300 tys. programistów, o których pozyskanie aktywnie starają się zarówno rodzime, jak i zagraniczne firmy.

    Polska w globalnej czołówce

    Głośno było o rankingu HackerRank z 2016 roku, w którym nasi rodzimi programiści uplasowali się na 3. miejscu – tuż za Rosjanami i Chińczykami. Okazało się, że ich silną stroną jest Java, ale tym, co wyróżnia Polaków, są też osiągnięcia w konkursach algorytmicznych i kodowaniu zespołowym. Nasi inżynierowie zajmują obecnie 4. miejsce na świecie w rankingu Top Coder. Co ciekawe, niemal wszyscy specjaliści IT w Polsce mogą pochwalić się dyplomem uczelni wyższej.

    – W Altimetrik wierzymy w trzy filary budowania skutecznych rozwiązań cyfrowych: wykwalifikowanych pragmatyków, zwinne zespoły inżynierskie oraz budowanie spójnych, cyfrowych platform w chmurze, które pokrywają cały biznes end-to-end. Udaje nam się znaleźć rozwiązania dla dwóch pierwszych wyzwańmówi Jarek Wawro, Head of Europe Engineering Centre w Altimetrik Poland.

    – Dostarczamy naszym klientom ludzi, którzy nie tylko posiadają wybitne zdolności techniczne, ale umiejętnościami rozwiązywania złożonych problemów algorytmicznych nie ustępują kolegom i koleżankom z Doliny Krzemowej. Są to wszechstronni specjaliści, którzy potrafią i chcą wyjść poza sam kod, wgryzając się w domeny problemowe i stając się partnerami dla ludzi z biznesu. Niesamowite jest też to, jak fantastycznie rozumieją, jak dostarczać rozwiązania zwinnie i przyrostowododaje.

    Dolina Krzemowa przestawia się na polski czas

    Fundacja Infoshare przeprowadziła badanie oparte na danych Stack Overflow Polska, z którego wynika, że Polska jest największym rynkiem utalentowanych programistów w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Większość specjalistów pracuje w centrach technologicznych w: Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Katowicach, Poznaniu, Gdańsku i Łodzi. Nic dziwnego, że miasta te przyciągają do kraju renomowanych pracodawców z zagranicy. Z wykwalifikowanymi specjalistami na pokładzie rodzime startupy osiągają wysokie wyceny (DocPlanner) i śmiało rywalizują z zachodnimi firmami (Booksy). Te wyniki i sukcesy zostały zauważone za oceanem.

    – Widzimy kolosalną zmianę myślenia wśród naszych klientów, którzy głównie pochodzą z okolic Doliny Krzemowej. Jeszcze niedawno Polska praktycznie nie istniała jako potencjalna lokacja dla poszukiwania partnerów technologicznych dla firm z tego regionu. Jednak dzięki dbałości o najwyższą jakość kodu naszych programistów i testerów, wiedzy i doświadczeniu oraz świetnemu zrozumieniu kultury startupowej, oraz szczerej komunikacji z biznesem, udało nam się w kilka miesięcy dojść do momentu, w którym nasi klienci są gotowi pogodzić się z różnicą strefy czasowej czy trochę dłuższym czasem kompletowania zespołów, byle tylko zespół powstał w Polsce. To fantastyczne świadectwo tego, jaki potencjał drzemie w naszym rynku i naszych specjalistachpodkreśla Jarek Wawro.

    Kluczowym centrum operacyjnym Altimetrik Poland od początku był Wrocław. Firma, poza inwestowaniem w klasyczne skillsety jak Java czy .Net planuje skupić działalność w obszarze analityki danych oraz uczenia maszynowego, a także poszukać wzrostu dla technologii, które w ostatnim czasie budzą szczególne zaciekawienie wśród klientów biznesowych, jak Flutter, Go czy Rust.

    – Chociaż rynek nieco zweryfikował nasze plany, nadal bardzo ambitnie spoglądamy w przyszłość. Widzimy zainteresowanie Polską na niespotykaną do tej pory skalę, w związku z czym plan minimum do końca 2022 roku to zatrudnić dodatkowych 250 specjalistówwymienia Wawro.

    – Dużo udało nam się osiągnąć. Jednak poza samym wzrostem chcielibyśmy skupić się na rozwoju społeczności RoR, Rust, Flutter oraz wspieraniu Open Source. Poprzez inicjatywy takie jak WINGS (Women’s Initiative for Networking Growth and Success – red.), chcielibyśmy również zwiększyć reprezentację kobiet w IT. Dążymy do tego by stać się jedną z najlepszych organizacji technologicznych, które działają w Polscepodsumowuje.

  • Polski Ład i różne formy opodatkowania przedsiębiorców

    Polski Ład i różne formy opodatkowania przedsiębiorców

    Polski Ład w nowej odsłonie wprowadza wiele rozwiązań, które istotnie wpłyną na opłacalność poszczególnych form opodatkowania. Chociaż projekt ustawy nie jest jeszcze sfinalizowany, to już teraz warto uwzględnić nowe przepisy w toku planowania podatkowego, tym bardziej że zmiany mają wejść w życie, począwszy od stycznia 2022 r.

    Analiza zawartych w Polskim Ładzie propozycji wskazuje, że najdalej idące konsekwencje mogą dotknąć przedsiębiorców rozliczających się w formie podatku liniowego. Na znaczeniu może z kolei zyskać opodatkowanie w formie ryczałtu. Jednocześnie istotne ułatwienia przyniosą zmiany w zakresie estońskiego CIT-u.

    Podatek liniowy może nie przetrwać Polskiego Ładu

    Od wielu lat podatek liniowy jest jedną z ulubionych form opodatkowania przedsiębiorców. Oferuje bowiem stałą 19% stawkę opodatkowania bez względu na poziom osiąganych zysków. Dodatkowo podatek liczony jest z uwzględnieniem ponoszonych wydatków.

    Jednocześnie od tak obliczonego podatku przedsiębiorcy mogą obecnie odliczyć zapłaconą składkę zdrowotną, która ustalana jest ryczałtowo bez względu na wysokość osiąganych dochodów. W 2021 r. składka ta wynosi 381,81 zł, a odliczyć od podatku można kwotę odpowiadającą iloczynowi podstawy wymiaru i 7,75%, co daje możliwość odliczenia od podatku 328,78 zł.

    Zmiany spowodowane „Polskim Ładem”

    Zaproponowane przez Rząd zmiany spowodują, że przedsiębiorcy będą zobowiązani do płacenia składki zdrowotnej liczonej proporcjonalnie od dochodu według 4,9% stawki i – co istotne – zapłaconej składki nie będzie już można odliczyć od podatku. Jak łatwo zatem skalkulować, rozwiązanie to zwiększy realny poziom opodatkowania do 23,9% i chociaż pierwotnie Rząd przewidywał składkę zdrowotną na poziomie 9%, to obniżenie jej do 4,9% nadal istotnie wpłynie na opłacalność tej formy rozliczenia.

    Przykład: Przedsiębiorca rozliczający się w formie podatku liniowego osiągający miesięczny dochód na poziomie 10.000,00 zł (zgodnie z najnowszą wersją założeń Polskiego Ładu składka na poziomie 4,9%) zapłaci miesięczną składkę zdrowotną w wysokości 437,29 zł. Jest to faktycznie mniej, niż gdyby musiał zapłacić tę składkę według pierwotnych założeń Polskiego Ładu (składka zdrowotna na poziomie 9%). W tej konfiguracji musiałby bowiem zapłacić miesięczną składkę w wysokości 803,19 zł. Pozorna korzyść znacznie jednak blednie w zestawieniu z obecnie obowiązującymi w tym zakresie zasadami, według których, biorąc również pod uwagę istniejącą możliwość odliczenia składki zdrowotnej od podatku, ten sam podatnik płaci obecnie miesięczną składkę zdrowotną w wysokości 53,03 zł.

    Pozostając przy powyższym przykładzie, należy stwierdzić, że w skali roku różnice te będą jeszcze bardziej jaskrawe. Zakładając powtarzalność danych w każdym miesiącu roku, przedsiębiorca rozliczający się na obecnych zasadach zapłaci składki zdrowotne za cały rok w łącznej kwocie 636,36 zł. Natomiast, według aktualnej propozycji Rządu – 4,9%, będzie to wydatek rzędu 5.247,48 zł. Łatwo zatem policzyć, że na przedmiotowej zmianie podatnik podatku liniowego straci rocznie 4.611,12 zł.

    Należy podkreślić, że im wyższy będzie dochód przedsiębiorców opodatkowanych liniowo, tym różnica w obciążeniach będzie większa, a to z uwagi na proporcjonalny wzrost wysokości składki zdrowotnej, która dotychczas miała charakter stały.

    Zatem miesięczne obciążenie ww. przedsiębiorcy z tytułu podatku dochodowego i składki zdrowotnej wyniesie 2.337,29 zł, tj. 1.900 zł podatku liniowego i 437,29 zł składki zdrowotnej.

    Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych będzie korzystniejszy, ale stawki zdrowotnej też nie odliczymy

    Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych jest stosunkowo prostą formą opodatkowania, w której podatek płaci się od przychodu nie pomniejszonego o koszty jego uzyskania. Natomiast stawki podatku, które oferuje ta forma opodatkowania, są różne w zależności od rodzaju prowadzonej działalności. Przykładowo programista i fotograf płacą obecnie ten podatek według stawki 15%, a nauczyciel udzielający korepetycji czy lekarz – według stawki 17%.

    Jednocześnie wysokość składki zdrowotnej i możliwość jej odliczenia od podatku wygląda obecnie w zasadzie analogicznie jak w podatku liniowym.

    Zmiany spowodowane „Polskim Ładem”

    Wprowadzone zmiany nie będą tak daleko idące, jak w przypadku podatku liniowego. Jak wynika z projektu ustawy, obniżeniu ulegną niektóre stawki podatku zryczałtowanego. Wspomniani powyżej programista i fotograf będą mogli od 2022 r. rozliczać podatek według stawki 12% zamiast obecnych 15%, a nauczyciel udzielający korepetycji i lekarz zapłacą podatek według stawki 14%, a nie 17%, jak ma to miejsce obecnie.

    Poza obniżeniem niektórych stawek, co jest niezaprzeczalnie korzystne, zmianie ulegną też dotychczasowe zasady rozliczania składek zdrowotnych.

    Wysokość składki zdrowotnej będzie uzależniona od przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia oraz przychodów osiąganych przez danego podatnika. Zgodnie z zaproponowanym przez ustawodawcę przelicznikiem będzie to wyglądać następująco:

    • jeśli przychody roczne będą osiągać kwotę do 60.000 zł, podstawa ta wyniesie 60% przeciętnego wynagrodzenia;
    • jeśli przychody roczne będą wynosić od 60.000 zł do 300.000 zł, podstawa wyniesie 100% przeciętnego wynagrodzenia;
    • jeśli przychody roczne osiągną kwotę ponad 300.000 zł, to podstawa wyniesie 180% przeciętnego wynagrodzenia.

    Przenosząc to na powyższy przykład, można zatem skalkulować, że wskazany powyżej programista, dla którego właściwa będzie 12% stawka ryczałtu, poza podatkiem zapłaci dodatkowo miesięczną składkę zdrowotną w wysokości 305,45 zł, zakładając wysokość przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia według danych GUS za IV kw. 2020 r.

    Zatem miesięczne obciążenie ww. przedsiębiorcy z tytułu podatku dochodowego i składki zdrowotnej wyniesie 1.505,45 zł, tj. 1.200,00 zł podatku liniowego i 305,45 zł składki zdrowotnej.

    Estoński CIT – będzie korzystniej

    Stosunkowo nowe rozwiązanie, jakim jest „estoński CIT”, zostało wprowadzone do CIT w 2021 r. i teoretycznie daje przedsiębiorcom, którzy je wybiorą, istotne korzyści. Jednak w praktyce z tej formy rozliczenia korzysta jedynie kilkuset przedsiębiorców z całej Polski, co wynika z licznych i trudnych warunków, którymi ustawodawca obwarował możliwość skorzystania z tego rozwiązania.

    Niewątpliwie największą korzyścią płynącą z tej formy rozliczenia jest fakt, iż podatnik nie płaci podatku dochodowego, dopóki osiągane przez spółkę zyski podlegają reinwestowaniu. Z kolei mali podatnicy, tj. osiągający roczne przychody nieprzekraczające 2 mln euro, mogą płacić podatek według 9% stawki. Istotne jest też, że podatnicy wybierający tę formę opodatkowania nie muszą prowadzić odrębnej rachunkowości dla potrzeb podatkowych.

    Niestety wybór tej formy opodatkowania zarezerwowany jest obecnie tylko dla spółek kapitałowych i nie mogą z niego korzystać spółki komandytowe i komandytowo-akcyjne. Z estońskiego CIT-u nie skorzystają też podmioty osiągające roczne przychody wyższe niż 100 mln zł, a firmy, które go wybrały, w razie przekroczenia w ciągu roku tego pułapu mogą narazić się na domiar podatku. Istotnym utrudnieniem jest też ścisłe określenie przez ustawodawcę, jakie nakłady i w jakiej wysokości ma ponosić spółka, aby mogła rozliczać się w tej formie.

    Zmiany spowodowane „Polskim Ładem”

    Wydaje się, że w tym przypadku Rząd zauważył problem, bowiem wedle projektowanych zmian kryteria umożliwiające wybór „estońskiego CIT-u” mają zostać istotnie złagodzone. W tym zakresie za najważniejsze zmiany uznać należy:

    • obniżenie stawki CIT podatku małych podatników do 20% dla większych podatników do 25%;
    • rozszerzenie możliwości rozliczenia w tej formie na spółki komandytowe i komandytowo-akcyjne;
    • zniesienie górnego limitu przychodów wynoszącego 100 mln zł rocznie, a zatem po zmianach również podmioty osiągające wyższe przychody będą mogły korzystać z tego rozliczenia, a w konsekwencji zniknie także możliwość domiaru podatku związanego z przekroczeniem tego limitu;
    • zniesienie obowiązku ponoszenia nakładów inwestycyjnych, który będzie jedynie dobrowolnym warunkiem dla dużych podatników, którzy zechcą mieć możliwość zastosowania niższej stawki podatkowej;
    • obowiązek uiszczenia podatku od różnicy między wynikiem podatkowym a bilansowym u podmiotów przechodzących na „estoński CIT” zostanie odłożony w czasie lub nawet całkowicie zniesiony, jeśli podatnik ten będzie opodatkowany w tej formie dłużej niż przez 4 lata.

    Projektowane w tym zakresie zmiany ocenić należy pozytywnie i w praktyce większe grono przedsiębiorców powinno rozważyć ten sposób opodatkowania. Należy przy tym pamiętać, iż nadal z rozwiązania tego nie będą mogły korzystać podmioty, których wspólnikami nie są osoby fizyczne, a także podmioty, których większość przychodów pochodzi z działalności finansowej, a nie operacyjnej.

    Nowy Podatek Przychodowy

    Nie ma jednak nic za darmo. Rząd zgodził się bowiem na obniżenie stawki składki zdrowotnej, a co za tym idzie – na zmniejszenie wpływów do budżetu, wprowadzając jednak w zamian tzw. podatek przychodowy, z którego wpływy mają zrekompensować wpływy do budżetu.

    Podatkiem tym mają być obciążone wyłącznie spółki kapitałowe, a kryterium powstania tego podatku będzie udział dochodu w przychodach na poziomie niższym niż 1%. Przy czym przy obliczeniu tej proporcji będą brane pod uwagę wyłącznie dochody i przychody operacyjne.

    Podatek ma dotyczyć tylko dochodów i przychodów z działalności operacyjnej i wynosić będzie 0,4% osiąganych przez firmy przychodów plus 10% nadmiarowych płatności biernych.

    Rozwiązanie to ocenić należy bardzo negatywnie. Zasadniczo ma ono bowiem obciążać podmioty, które osiągają bardzo niski dochód. Jakkolwiek Rząd by tego nie uzasadniał, idea dodatkowego opodatkowania niskich dochodów jest całkowitym odwróceniem praw logiki, które nakazują uważać, iż ten, kto osiąga niższy zysk, nie powinien płacić więcej podatku.

    Reasumując, należy stwierdzić, że pomimo szumnych zapowiedzi Rządu Polski Ład nie spowoduje zmniejszenia obciążeń podatkowych nakładanych na obywateli, a jak wynika z powyższych wyliczeń, będzie zupełnie odwrotnie, przynajmniej w odniesieniu do polskich przedsiębiorców. Wobec tego już teraz należałoby w zdecydowany sposób podjąć działania w zakresie strategii rozliczeń podatkowych w 2022 r.

    Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

  • Praca w IT – pandemia otworzyła nowe możliwości. Poziom zarobków może wzrosnąć

    Praca w IT – pandemia otworzyła nowe możliwości. Poziom zarobków może wzrosnąć

    Co roku Polska plasuje się w czołówce państw na świecie najbardziej atrakcyjnych dla outsourcingu usług IT, szczególnie z perspektywy firm z Europy Zachodniej. Plusem jest dostęp do dużej liczby wykwalifikowanych specjalistów, ich kompetencje językowe, ale też bliskość geograficzna i kulturowa. Pod wpływem pandemii rynek staje się coraz bardziej globalny – polscy programiści mają dostęp do większej liczby ofert zagranicznych, z kolei krajowi usługodawcy szukają talentów za wschodnią granicą. Ta globalizacja może zwiększać presję na dalszy wzrost płac w sektorze IT, przynajmniej w obszarze niektórych niszowych kompetencji. Kolejny trend w outsourcingu usług to bardziej zaawansowane modele współpracy.

    – Polska od lat jest bardzo mocnym rynkiem outsourcingu IT. Pandemia tego obrazu raczej nie zmieni negatywniemówi Jakub Strzemżalski, wiceprezes zarządu firmy 7N.Cały czas mamy bardzo dobrą kombinację wielu czynników: dobrze wykształconej kadry, kompetencji językowych, doświadczonych ludzi, więc ta pozycja będzie się raczej dalej wzmacniać. Ale jednocześnie część usług może się mocniej rozmywać, rozlewać po różnych krajach.

    Z ubiegłorocznego raportu 7N „Executive Brief. Outsourcing 2020” wynika, że dla firm z Europy Zachodniej Polska jest jednym z 10 najbardziej atrakcyjnych rynków do outsourcingu usług informatycznych. Najbardziej atrakcyjne, chociażby ze względu na niskie koszty pracy i życia, wciąż wydają się rynki azjatyckie takie jak Filipiny czy Indie. Dla korporacji szukających jednak kraju bliskiego geograficznie i kulturowo pierwszym wyborem były jednak Irlandia, Czechy, Węgry i Polska.

    Plusem naszego kraju – poza dostępnością i kompetencjami kadr – są także atrakcyjne koszty operacyjne i względnie niewielkie ryzyko, silna gospodarka i rozwinięta infrastruktura.

    – Jeżeli zastanowilibyśmy się nad brakami polskiego rynku IT, to jest nim problem, który jest ogólnie powszechny – ze względu na duże potrzeby w przedsiębiorstwach, związane z intensywnymi procesami digitalizacji w ostatnich miesiącach, nigdy nie będzie odpowiedniej liczby specjalistówpodkreśla Jakub Strzemżalski.Jesteśmy nadal bardzo atrakcyjnym miejscem, co dla samych ekspertów jest bardzo korzystne, również dla firm usługowych, bo mogą zdobywać nowe kontrakty, ale czasem wyzwaniem może być skompletowanie odpowiedniej ekipy, żeby te kontrakty realizować.

    Pandemia nie tylko zwiększyła zapotrzebowanie na usługi outsourcingowe, lecz także spowodowała ich większą globalizację. Duży wpływ na to miało upowszechnienie się pracy zdalnej. Firmy outsourcingowe coraz częściej decydują się na „mieszanie” kadr.

    – Dla specjalistów IT pandemia na pewno otworzyła dodatkowe możliwości, bo teraz firma nie musi być w Polsce obecna, żeby rekrutować specjalistów z naszego rynkupodkreśla wiceprezes 7N. – Część kompetencji, które wcześniej można było traktować lokalnie, staje się globalnych. Specjaliści, którzy mają bardziej niszowe kompetencje, mogą teraz mieć dostęp do znacznie większej puli ofert z całego świata. To będzie powodować presję finansową. Bo dlaczego specjaliści mają funkcjonować z jakąś organizacją na jakimś polskim budżecie, kiedy budżet zagraniczny może być bardziej atrakcyjny. Na rynku one będą się zrównywać w niektórych kompetencjach, które są mniej dostępne i mniej popularne.

    Z drugiej strony zacieranie się granic w outsourcingu IT oznacza również większe możliwości zatrudniania dla polskich usługodawców, którzy szukają specjalistów za wschodnią granicą, np. na Białorusi czy Ukrainie. Te kraje również mają duże zasoby talentów, ale ze względu na funkcjonowanie poza UE i związane z tym komplikacje formalne i prawne trudniej im pozyskiwać kontrakty z firm unijnych.

    – W ramach outsourcingu będziemy widzieć więcej bardziej zaawansowanych modeli współpracy, gdzie dostawcy będą musieli umieć zaoferować usługi związane z wynikiem danej pracy. Czyli nie tylko dostarczyć do pracy ludzi, ich czas i wiedzę, ale być bardziej gwarantem wykonania danej usługi. Pojawią się bardziej zaawansowane usługi, przerzucające odpowiedzialność bardziej na dostawców. Stąd na pewno zwiększy się presja klientów na szukanie partnerów zaufanych, którzy będą gwarantować pewne rezultaty, a nie tylko dostępność wiedzy czy kompetencjiwyjaśnia Jakub Strzemżalski.

    Na outsourcing usług IT często decydują się także polskie przedsiębiorstwa. Z „Raportu o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce” PARP wynika, że już w 2019 roku 81 proc. firm zlecało zadania związane z obsługą technologii informacyjno-komunikacyjnych na zewnątrz. Najczęściej decydują się na to duże podmioty (88,6 proc.), ale bardzo wysoki odsetek charakteryzował też segment małych (80,2 proc.) i średnich (82,9 proc.).

    Grand View Research ocenił, że w 2019 roku rynek outsourcingu usług IT na świecie był wart prawie 521 mld dol., a do 2027 roku będzie rósł rocznie o 7,7 proc.

  • Jak zostać programistą? Oto 4 porady na start

    Jak zostać programistą? Oto 4 porady na start

    Marzysz o karierze jako programista? Myślisz, że ten cel jest bardzo odległy i niemal niemożliwy do osiągnięcia dla Ciebie? Nic bardziej mylnego! Poznaj nasze skuteczne porady, jak zostać programistą. Odmień swoją karierę zawodową i rób to, co sprawia Ci przyjemność oraz satysfakcję.

    Ustal cel długoterminowy

    Jeśli zupełnie nie znasz się na programowaniu, to zapewne realizacja Twojego celu, czyli zostania programistą zajmie Ci sporo czasu. Wytycz swoją drogę, zastanów się, w czym chcesz się specjalizować i ustal realny zakres czasowy, w jakim jesteś w stanie osiągnąć ten cel. Wypisz mniejsze punkty, które następnie będziesz realizować. Pamiętaj też o motywacji, która zawsze jest kluczowa podczas nauki i zmiany zawodu.

    Wyznacz dni i sposób nauki

    Po planowaniu nadszedł czas na naukę. Zastanów się, w jaki sposób chcesz się uczyć. Coraz więcej osób decyduje się na java programowanie kurs, gdyż mogą nawet bez wychodzenia z domu zdobywać nową wiedzę. Nie zapomnij też o grupach na Facebooku, forach tematycznych, a nawet blogach, które są również skarbnicą praktycznej wiedzy.
    Znajdź źródła, z których będziesz czerpać wiedzę, a później zaplanuj naukę. Bądź systematyczny, ale też znajdź czas na relaks i odpoczynek, inaczej szybko się zdemotywujesz.

    Sprawdź, jakich umiejętności potrzebujesz

    Przejrzyj ogłoszenia o pracę i przeanalizuj, jakie wymagania mają dzisiejsi pracodawcy. W ten sposób sprawdzisz, które umiejętności musisz jeszcze nabyć, a które już masz. Krok po kroku uzupełniaj swoja wiedzę. Koniecznie unikaj nauki kilku języków programowania czy innych specjalności w tym samym momencie. Bądź cierpliwy i powoli idź do przodu, bo to najlepsza droga, żeby któregoś dnia zostać programistą. Nie załamuj się i nie trać wiary we własne możliwości.

    Zbuduj portfolio

    Nawet, jeśli jakieś projekty stworzyłeś sam dla siebie, w ramach studenckiego projektu czy też wolontariatu, to i tak koniecznie dodaj je do portfolio. Przyszły pracodawca będzie na pewno zainteresowany tym, jakie jest Twoje praktyczne doświadczenie. Z czasem, gdy poczujesz się odrobinę pewniej, możesz poszukać pierwszych płatnych zleceń, by
    dopracować swoje portfolio i stać się jeszcze bardziej wartościowym kandydatem na pracownika. Nie musisz być mistrzem w jakiejś dziedzinie, żeby zdecydować się na wysłanie swojej oferty czy CV. W końcu wiele firm poszukuje pracowników na stanowisko juniora, które zapewni Ci sporo doświadczenia i dobry start, a także szansę na awans w przyszłości.

  • Branża IT: 5 umiejętności, których mogą się nauczyć pracownicy innych branż

    Branża IT: 5 umiejętności, których mogą się nauczyć pracownicy innych branż

    Przez wiele lat branża IT kojarzyła się wszystkim z „nerdami” we flanelowych koszulach w kratę i klapkach. Co prawda w dobie pandemii covid-19 faktycznie ludzie świata IT pracują w kapciach, ale jest to raczej wymuszone przez sytuację, niż własne upodobania. Czy zatem od wyglądającego na znudzonego inżyniera jesteśmy w stanie się czegoś nauczyć? Owszem, tak. Branża IT to jedna z najdynamiczniej rozwijających się branż.

    Innowacje pojawiają się codziennie. Rynek jest konkurencyjny, zarówno jeżeli chodzi o klientów, jak i kolegów po fachu. Aby utrzymać się na fali osoby pracujące w IT muszą być na bieżąco z najnowszymi technologiami. Wszelkie braki wiedzy mogą spowodować dostanie się „pod wodę” i jedynie własny rozwój gwarantuje bezpieczeństwo. Czego zatem można nauczyć się od branży IT? Odpowiedź można podzielić na dwa obszary, a właściwie dwa typy umiejętności: twarde i miękkie.

    Jeżeli chodzi o umiejętności twarde, jest to nabycie wiedzy i umiejętności pracy w różnych technologiach. Obecnie popularne jest łączenie podobnych do siebie technologii. Dzięki temu np. programiści mogą napisać kod w różnych językach programowania, konsultanci oprócz typowych zadań konsultingowych potrafią czytać podstawowy kod a analitycy biznesowi nie tylko rozumieją procesy biznesowe klienta, ale mają też podstawową wiedzę techniczną. Łączenie tych obszarów pozwala na zrozumienie wymagań klienta oraz umiejętne wytłumaczenie ich osobom, które będą wykonywać poszczególne zadania przy zleconym przez klienta projekcie.

    Świat IT jest zdecydowanie miejscem, w którym można doskonalić znajomość języków obcych. Przede wszystkim, często usługi są świadczone dla klientów zagranicznych, co niejako wymusza użycie języka obcego. Niejednokrotnie dokumentacje systemów lub wykorzystywanych narzędzi napisane są w językach angielskim bądź niemieckim. Różnego rodzaju kursy on-line, szczególnie te o najwyższej jakości, nagrane są w języku naszych zachodnich sąsiadów. Nie ma zatem ucieczki od kontaktu z obcym językiem, co pomaga się go nauczyć i przełamać bariery komunikacyjne.

    Przechodząc do umiejętności miękkich zwróćmy jeszcze uwagę na tak ważne kompetencje, jak zdolności analityczne i umiejętność logicznego myślenia. Otrzymując zadanie do wykonania musimy nauczyć się, jak znaleźć najprostszą drogę do rozwiązania, ponieważ godzina pracy jest kosztowna, a firmom zawsze zależy na maksymalizacji zysku. Rozbieranie zagadnienia na czynniki pierwsze, poszukiwanie zależności pomiędzy składowymi i abstrakcyjne podejście do optymalnego rozwiązania, rozwija właśnie tą analityczną, ścisłą stronę naszego umysłu.

    Wśród powszechnie panujących stereotypów o branży IT cały czas krąży ten, że informatycy nie potrafią rozmawiać, są zamknięci w sobie, nietowarzyscy i ciężko się z nimi współpracuje. Nic bardziej mylnego. Firmy technologiczne oraz ich pracownicy są i muszą być w kontakcie z klientami, nawet programiści mają kontakt z klientem a wielokrotne dyskusje na temat wymagań, prezentowanie możliwości, tłumaczenie rozwiązań i negocjowanie – prowadzą do ciągłego rozwijania umiejętności komunikacyjnych i interpersonalnych.

    Ostatnia, jedna z najważniejszych kompetencji pracowników IT, to umiejętność pracy w zespole. Praktyka pracy w branży IT pokazuje, że obecnie w procesach rekrutacyjnych kładzie się na tę umiejętność równie duży nacisk, jak na wiedzę techniczną. Nie ma znaczenia, czy rekrutacja prowadzona jest na stanowisko programisty, testera, architekta czy menadżera, bo wszyscy oni ostatecznie pracują w zespołach. Praca w zespole wymaga umiejętności precyzyjnego wyrażania się oraz aktywnego słuchania opinii i sugestii innych osób, uczy szacunku do odmiennego zdania a czasem też akceptowania rozwiązań, z którymi nie zawsze do końca się zgadzamy. W efekcie prowadzi również do rozwoju osobistego poprzez np. przyjmowanie informacji zwrotnej, która może być pozytywna lub negatywna. Dzięki temu poznajemy nasze silne strony i słabości oraz dowiadujemy się, co możemy poprawić. W pracy zespołowej działa to w dwie strony, uczymy się więc odpowiedzialnego udzielania informacji zwrotnej – pozytywnej i negatywnej. Umiejętność tę warto przenieść na inne sfery życia, bo chociaż zazwyczaj ludzie unikają w relacjach z innymi dawani feedbacku, to informacja zwrotna może się przełożyć na poprawę relacji, podniesienie efektywności zespołu oraz uniknięcie błędów i niedomówień.

    Podsumowując, pracownicy IT są w ciągłym procesie uczenia się. Niezależnie od tego czy biorą udział w kursie, uczą się nowej technologii, czy szukają odpowiedzi na pytania na forach branżowych – nieprzerwanie pochłaniają wiedzę. Umiejętności techniczne to tylko połowa równania, druga część to bycie członkiem zespołu, najlepszym jakim można się stać.

    Inspiracji do rozwoju i nauki można z branży IT czerpać wiele. To jedna z tych branż, która niesie możliwości ciągłego rozwoju zawodowego, poznawania najnowocześniejszych technologii, udziału w różnego rodzaju szkoleniach, kursach, bootcampach. Zapewnia też kontakt z innymi specjalistami – członkami zespołu, ale też klientami. Pozwala nawiązywać nowe, często międzynarodowe znajomości. Jeżeli do tego dołożymy atrakcyjne wynagrodzenia, benefity pozapłacowe, elastyczny grafik pracy dający szansę na połączenie życia zawodowego z prywatnym, branża ta staje się bardzo atrakcyjna.

  • Veeam: Prognozy na rok 2021

    Veeam: Prognozy na rok 2021

    Programiści będą mieć większy wpływ na kierowanie procesami technicznymi i strategie zarządzania danymi w przedsiębiorstwach

    Zapowiada się ostry „zwrot w lewo” we wszystkich branżach, ponieważ dyrektorzy ds. informatycznych będą bardziej polegać na programistach podczas zarządzania procesami technicznymi w przedsiębiorstwie. Dawniej informatycy przenosili dane do chmury w sposób określony przez kierownictwo. Po wybuchu pandemii to się jednak zmieniło, podobnie jak wiele innych rzeczy całym świecie. Środowiska chmurowe znacznie zyskały na znaczeniu. W roku 2021 zespoły pracujące w środowiskach DevOps będą mieć jeszcze więcej do powiedzenia w procesie budowania strategii przetwarzania danych. W rezultacie zwiększy się mobilność obciążeń, co będzie skorelowane z rozwojem technik zarządzania danymi w chmurze.

    Ochrona danych na platformie współpracy w chmurze i zarządzanie tymi danymi zyska na znaczeniu

    Już przed pandemią coraz więcej firm korzystało z rozproszonych sieci pracowników. COVID-19 spowodował ogromne przyspieszenie tego trendu. Do połowy przyszłego roku wiele firm będzie nadal rozszerzać możliwości pracy zdalnej. Chmurowe platformy współpracy, takie jak Microsoft Teams i Slack, będą więc jeszcze częściej używane, w związku z czym jeszcze więcej zespołów będzie chciało wykorzystać chmurę do przechowywania dużych ilości danych napływających z platform współpracy. W rezultacie w roku 2021 znacznie zyska na znaczeniu ochrona danych i zarządzanie nimi na potrzeby oprogramowania do pracy grupowej.

    Urządzenia (sprzęt) będą ustępować miejsca rozwiązaniom programowym

    Przedsiębiorstwa będą wdrażać coraz więcej rozwiązań definiowanych przez oprogramowanie, a urządzenia dedykowane (appliances) stracą na znaczeniu. 10 lat temu urządzenia dedykowane były nowymi, błyszczącymi zabawkami, które każdy chciał mieć. Okazało się jednak, że nie utrzymały się w firmach tak długo, jak przewidywaliśmy. Ustąpiły one miejsca rozwiązaniom do tworzenia kopii zapasowych w formie usług. Zdalna praca w czasie pandemii wywarła duży wpływ na to, jak korzystaliśmy ze sprzętu w roku 2020 i będziemy to robić w 2021. Centralne miejsce zajmą rozwiązania sterowane programowo.

    Uczenie maszynowe znajdzie szersze zastosowanie do danych w chmurze. 

    Już dziś przedsiębiorstwa odkrywają praktycznie nieograniczone możliwości wykorzystania zgromadzonych przez siebie danych. W roku 2021 będzie to ważny trend, przy czym wiele firm użyje w tym celu technologii uczenia maszynowego. To dopiero początek, ale zastosowanie tej technologii znacznie wzrośnie, gdy przedsiębiorstwa przekonają się, jak bardzo ułatwia ona analizowanie i wielokrotne wykorzystywanie danych. Ponadto firmy, które będą stosować uczenie maszynowe w chmurze, staną się bardziej inteligentne.

    Liczba kar wymierzanych za nieprzestrzeganie przepisów będzie nadal spadać.  

    W roku 2021 ochrona danych i przepisy o ochronie prywatności będą wciąż zyskiwać na znaczeniu. W szczególności uważam, że pojawią się pierwsze propozycje regulacji w zakresie ochrony danych i prywatności na poziomie federalnym. Liczba kar za nieprzestrzeganie przepisów będzie nadal spadać, podobnie jak w roku 2020. W roku 2019 wyraźnie wzrosła, a firmy zrozumiały, że RODO, CCPA i tym podobne regulacje należy traktować bardzo poważnie. Dziś znajomość takich regulacji i świadomość ich wagi jest już znacznie większa. Należy się spodziewać większego uspójnienia przepisów o ochronie danych na poziomie federalnym.

    Po spadku w roku 2020 wydatki na technologie informatyczne znów zaczną rosnąć, co dotyczy w szczególności sprzętu i zabezpieczeń. 

    Mimo tegorocznych turbulencji ekonomicznych spowodowanych pandemią, w przyszłym roku należy się spodziewać wzrostu ogólnych wydatków na technologie informatyczne o 5-10%. Firmy będą wydawać przede wszystkim na zabezpieczenia, ogólną modernizację systemów (systemy kopii zapasowych, aplikacje, migracje do chmury itp.) oraz odświeżenie sprzętu. Przeznaczą również pieniądze na cele, które zostały zawieszone w roku 2020, oraz technologie informatyczne wymagające dorocznych i regularnych opłat. Na przykład sprzęt należy odświeżać co trzy lata, a jeśli na skutek pandemii firma to odłożyła, pozycja ta z pewnością znajdzie się na czele listy wydatków w roku 2021.

    Autor: Danny Allan, dyrektor ds. technicznych i wiceprezes ds. strategii produktowej w firmie Veeam
  • Na wejście do branży IT decyduje się coraz więcej młodych

    Ponad 60 proc. polskich programistów deklaruje, że samodzielnie stawiało pierwsze kroki w zawodzie. Tylko 35 proc. zgłębianie IT zaczynało na studiach, a 4 proc. – od kursów programowania – wynika z Antybadania firmy Just Join IT. Wbrew stereotypom programiści to nie zamknięci w domach introwertycy mieszkający z rodzicami, ale ludzie, którzy mają lub planują założyć rodzinę, lubią integrację z zespołem i sport. Co drugi pracownik podkreśla, że bardzo ceni sobie work–life balance.

    – Okazuje się, że stereotypowy programista nie istnieje, a kilka łatek, które im przylepiliśmy, nie mają nic wspólnego z rzeczywistościąpodkreśla inicjator badania Piotr Nowosielski, prezes Just Join IT. – 85 proc. polskich programistów lubi spędzać czas wśród innych, integrować się z zespołem, jeździć na wyjazdy integracyjne. Nie są więc oni introwertykami, jak wskazują stereotypy.

    Kolejny mit to pogląd, że programista mieszka z rodzicami. Według Antybadania tylko 16 proc. pracowników IT nie wyprowadziło się jeszcze z rodzinnego domu. Nie są też zadeklarowanymi samotnikami. Blisko połowa chce mieć dzieci, a co czwarty przyznaje, że gdyby nie praca, już skupiłby się na rodzinie. Zdecydowana większość deklaruje, że ma lub chce mieć w przyszłości zwierzaka.

    – Wbrew pozorom polski programista to człowiek, który lubi sport. Uprawia go 80 proc. z nich [43 proc. regularnie, czyli co najmniej dwa razy w tygodniu, a 42 proc. sporadycznie – red.]wyjaśnia Piotr Nowosielski. – Cenią sobie także work–life balance, na co również bardzo często wskazywali w naszym Antybadaniu.

    Programiści nie kodują całą dobę. Ponad połowa pracuje po sześć–osiem godzin dziennie. Wolny czas – jak przedstawiciele innych branż – spędzają najchętniej na oglądaniu filmów i seriali (67 proc. wskazań), głównie na Netfliksie oraz HBO Go.

    Antybadanie wskazuje także, że kariera w IT często nie zaczyna się od specjalistycznego wykształcenia, a wejście do branży staje się coraz prostsze. Tylko 35 proc. badanych w zawodzie startowało od kierunkowych studiów, a częściej uczyli się samodzielnie (prawie 61 proc.). To oznacza, że wielu pracowników IT zaczęła programować, zanim wybrała studia informatyczne. Według deklaracji respondentów wykształcenie wyższe powiązane z zawodem ma prawie 55 proc. z nich.

    Co najczęściej skłania młode osoby do kariery w IT? Prawie 80 proc. przyznało, że było to zainteresowanie technologiami. Dla blisko połowy motywacją były perspektywy rozwoju zawodowego, a także zarobki.

    – W zarobkach sytuacja jest dosyć mocno zróżnicowana. Kiedy mówimy o osobie, która wchodzi na rynek bez doświadczenia i chce przede wszystkim otrzymać szansę od pracodawcy, to zarabia około 2,5–3 tys. zł netto na start. Jeżeli jej nauka będzie szła harmonijnie, to po roku–dwóch te zarobki mogą sięgać 5–7 tys. zł, natomiast później mogą dojść do nawet 15–20 tys. zł, a ci najlepsi zarabiają już od dawna ponad 30 tys. zł netto na polskim rynkumówi prezes Just Join IT.

    Co ciekawe, większość programistów przyznaje, że ich praca to nie tylko nudne wklepywanie kodów. Trzy czwarte uważa, że mają ciekawe zajęcie. O tym, że programiści lubią swoją pracę, może świadczyć fakt, że duża grupa badanych w odpowiedzi na to, co robiliby w życiu, gdyby nie musieli zarabiać pieniędzy, przyznała, że dalej by programowała – prawie 42 proc. dla własnej satysfakcji.

    – Zawód programisty cały czas się zmienia i jest na tyle dynamiczny, że wymaga nie tylko umiejętności ścisłych, ale też miękkichmówi Piotr Nowosielski. Pojawiają nam się nowe dziedziny nauki takie jak sztuczna inteligencja, Big Data, Data Science. Obecnie programista musi mieć zdecydowanie więcej kompetencji miękkich, które polegają również na tym, aby komunikować się w zespole, z osobami odpowiedzialnymi za projekt i pracować bardziej kreatywnie nad tymi rozwiązaniami, które dopiero będą kształtować naszą przyszłość.

  • HPE rozszerza zakres usług HPE GreenLake

    HPE rozszerza zakres usług HPE GreenLake

    Hewlett Packard Enterprise (HPE) ogłasza nowe usługi HPE GreenLake w obszarze infrastruktury wirtualnego pulpitu (z ang. Virtual Desktop Infrustructure – VDI), aby wesprzeć stale rosnącą grupę pracowników zdalnych, tym samym oferując ciągłość i jednolitość działań biznesowych. Nowe usługi HPE GreenLake w obszarze VDI wspomagają organizacje poprzez uproszczone zarządzanie, efektywniej wykorzystywany czas pracy, wyższy poziom bezpieczeństwa i kontroli oraz oszczędność kosztów.

    Według IDC „przed COVID-19, zaledwie 20 proc. organizacji stanowili pracownicy zdalni. Obecnie ponad połowa firm przewiduje, że pracownicy będą pracować w domu aż do końca 2020 roku”. Dodatkowo, wyniki niedawno przeprowadzonego badania Gartnera wykazały, że prawie połowa pracodawców postrzega pracę zdalną jako część swojego docelowego modelu biznesowego.

    Przy pomocy HPE GreenLake w obszarze VDI, firmy mogą wybrać, których pracowników chcą wspierać oraz jak wielu będzie korzystać z systemu pracy zdalnej. Na tej podstawie HPE oferuje odpowiednią kombinację komputerów i urządzeń oraz dostarcza usługi odpowiednio zoptymalizowane dla każdego rodzaju użytkownika – a to wszystko na podstawie modelu as-a-service. W ten oto sposób, nowo zaprojektowane konfiguracje VDI dostosowywane są do każdego typu pracy zdalnej, w tym pracowników umysłowych, wykonawczych, zaawansowanych czy inżynierów, a odpowiednia konfiguracja jest wyceniana, budowana i dostarczana w predefiniowanych rozmiarach 100-300-500-1000. Klienci rozliczani są co miesiąc oraz na podstawie zużycia, które mogą odpowiednio zmniejszyć lub zwiększyć, zgodnie z potrzebą. Umożliwia to bezpieczną pracę zdalną, która spełnia potrzeby każdego rodzaju pracownika. Wchodzą w to:

    •       Użytkownicy zaawansowani, na przykład programiści, którzy intensywniej korzystają z aplikacji biurowych oraz mają określone wymagania dotyczące rozdzielczości lub multiscreeningu. Teraz tacy pracownicy mogą korzystać z aplikacji w modelu wirtualnego desktopu dedykowanego i zachowywanego lub dzielonego i każdorazowo odświeżanego ze wspólnego obrazu przy użyciu serwerów HPE ProLiant lub pamięci masowej HPE Nimble dHCI z hiperkonwergentnymi systemami i procesorami graficznymi NVIDIA w połączeniu z oprogramowaniem NVIDIA Virtual PC.

    •       Inżynierowie, czyli profesjonaliści z wysokimi wymaganiami w zakresie grafiki oraz analizy danych, np. użytkownicy CAD/CAE lub przedsiębiorcy finansowi. Dzięki nowym rozwiązaniom mogą korzystać z obliczeń wspomaganych przez GPU oraz z przechowywania danych w pamięci masowej o wysokiej wydajności zlokalizowanej blisko zasobów obliczeniowych, co pomoże zminimalizować opóźnienia. Mogą oni skorzystać z serwerów HPE ProLiant lub hiperkonwergentnych systemów HPE Nimble Storage dHCI i procesorów graficznych NVIDIA w połączeniu z oprogramowaniem NVIDIA Virtual Workstation.

    •       Pracownicy umysłowi, którzy korzystają z aplikacji biurowych i przeglądarek. Dzięki rozwiązaniu, liczba użytkowników może sięgać setek tysięcy. Dzieje się to na bazie serwerów HPE ProLiant, HPE Nimble Storage dHCI lub hiperkonwergentnym systemom HPE SimpliVity.

    •       Pracownicy wykonawczy, którzy zazwyczaj używają niewielu aplikacji wymagających niewielkiej mocy obliczeniowej, są to np. przedstawiciele call center, którzy mogą korzystać z serwerów HPE ProLiant lub hiperkonwergentnych systemów HPE Nimble Storage dHCI.
     
    „Nasi klienci zmagają się z nagłym przejściem do pracy w domu spowodowanym pandemią COVID-19”mówi Keith White, Senior Vice President i General Manager w HPE GreenLake Cloud Services. „Poza początkowo wdrożonymi rozwiązaniami, obecnie organizacje myślą o bardziej strategicznym podejściu do nowej post-pandemicznej rzeczywistości oraz proszą nas o pomoc w kształtowaniu przyszłych miejsc pracy. Dzięki HPE GreenLake w obszarze VDI możemy dostarczać ustandaryzowane oraz przetestowane rozwiązania jako usługę w modelu as-a-service, które poprawią bezpieczeństwo i efektywność, jednocześnie zmniejszając koszty i upraszczając zarządzanie” podkreśla.

    Rozszerzanie ekosystemu partnerów HPE

    HPE rozszerza sposoby, dzięki którym klienci mogą kupować HPE GreenLake w obszarze VDI za pośrednictwem swojego ekosystemu partnerów. Obok oferty VDI od Citrix, HPE obecnie uwzględnia też VMware Horizon, a także technologię wirtualnego GPU NVIDIA (vGPU). Klienci mogą także zdecydować się na wykorzystanie popularnego hiperkonwergentnego oprogramowania Nutanix (HCI) do świadczenia usług VDI za pośrednictwem HPE GreenLake. Dostępny jest również HPE ProLiant DX (jako część rodziny serwerów HPE ProLiant), zasilany przez oprogramowanie Nutanix, który umożliwia klientom budowanie chmur prywatnych i hybrydowych za pomocą uproszczonego zarządzania infrastrukturą oraz z dodatkową elastycznością jaką oferuje HPE GreenLake.

     „Praca nie oznacza już konkretnego miejsca. Znaczna liczba pracowników pracuje zdalnie i może wykonywać swoje obowiązki z dowolnie wybranej lokalizacji – z domu, w przestrzeni publicznej, czy w razie potrzeby w oddalonych od siebie pokojach biurowych. Jednakże niezależnie od wybranego miejsca, pracownicy potrzebują bezpiecznego i niezawodnego dostępu do systemów i aplikacji, aby móc wykonywać swoją pracę bez zbędnych zakłóceń, przerw technicznych oraz w owocny sposób”mówi Liz Fuller, VP Alliance Marketing w Citrix. „Firma HPE wybrała usługę Citrix Virtual Apps and Desktop jako czołowe rozwiązanie, aby wspomóc klientów w wykorzystaniu korzyści płynących z oby stron, na bazie rozwiązania HPE GreenLake, które oferuje elastyczny, płatny za użycie i hybrydowy sposób pracy”dodaje.

  • DataArt Kiddo: Bezpłatna platforma do nauki Pythona dla dzieci

    DataArt Kiddo: Bezpłatna platforma do nauki Pythona dla dzieci

    Programiści firmy DataArt, zajmującem się doradztwem technologicznym na skalę globalną, stworzyli platformę do nauki programowania dla dzieci. Młodzi adepci kodowania będą musieli poprowadzić szopa przez leśną ścieżkę pełną tajemnic.

    Kiddo to platforma, na której dzieci uczą się pisać kod w Pythonie, rozwiązując problemy i uzyskując natychmiastowy feedback. Uczeń pisze prosty program, który jest niemal natychmiast wizualizowany. Obecnie dostępne są dwa tryby nauki: pierwszy to labirynt, w którym uczeń prowadzi małego szopa przez las, gdzie zbiera on ciasteczka i ucieka przed potworami. Drugi, trudniejszy, to typowa konsola, klasyczne środowisko do rozwiązywania problemów programistycznych.

    • Kiddo nie jest z pewnością podręcznikiem. Każde dziecko, przed przystąpieniem do zabawy, powinno wiedzieć, czym jest programowanie. Nasza platforma może służyć jako uzupełnienie nauki, zapewniając zbiór praktycznych zadań. Wydaje mi się, że każdy gimnazjalista będzie w stanie rozwiązać problemy z Kiddo w ciągu kilku dni, a najprawdopodobniej nawet szybciej. Ponadto dajemy wiele wskazówek – powiedział Denis Tsyplakov, Solutions Architect w DataArt i twórca projektu.

    Obecnie platforma udostępnia 20-30 zadań dla każdego z trybów nauki. Zaczynają się od najprostszych wyzwań, jak przesunięcie szopa po makiecie. Stopniowo zadania stają się coraz bardziej złożone. W grze pojawiają się ruchome potwory, z którymi można walczyć, zmieniają się też same ścieżki.

    Aby osadzić Kiddo na swojej stronie, wystarczy skopiować kod – tak jak w przypadku odtwarzacza YouTube. Jest dostępna w wersji angielskiej, autorzy pracują nad kolejnymi wersjami językowymi. Więcej informacji o projekcie znajduje się na stronie: https://kiddo.academy/

    • W DataArt uważamy, że z tej platformy można korzystać również na konferencjach czy np. podczas dni otwartych szkoły lub uczelni. Gra dla programistów z jednej strony stawia minimalną barierę wejścia, z drugiej strony wciąż nie jest to do końca banalne rozwiązanie. Oczywiście myślimy o współpracy ze szkołami programowania dla dzieci – dodał Denis Tsyplakov.
  • W pogoni za kompetencjami – o trendzie na rynku pracy IT

    W pogoni za kompetencjami – o trendzie na rynku pracy IT

    Najczęstszym problemem wśród specjalistów zajmujących się bezpieczeństwem informacji jest brak kompetencji cyfrowych. Niedobór specjalistów wysokiej klasy w tym obszarze jest identyfikowany z zagrożeniem dla cyberbezpieczeństwa, a dalej dla przychodów, bezpieczeństwa i stabilności gospodarczej. To prawda – jednak tylko do pewnego stopnia. W taki sposób problem jest definiowany w większości przypadków – jedynie jako brak wykwalifikowanych kandydatów na podobne stanowiska. Z naszych doświadczeń wynika, że nie do końca tak jest.

    Ile kompetencji cyberbezpieczeństwa można kupić za 10 tys. PLN?
    Niektóre problemy związane z zatrudnianiem pracowników bezpieczeństwa odzwierciedlają szersze kwestie kadrowe: każdy chce mieć „gotowego do potrzeb człowieka” – specjalistę, ale niekoniecznie za stawkę rynkową. Często słyszymy argumenty odnoszące się do „braku czasu na szkolenia kogoś” z jednoczesną deklaracją „potrzeby natychmiastowego złagodzenia zagrożeń”.

    Czym w ogóle jest cyberbezpieczeństwo?

    Wiele organizacji wydaje się budować wymagania kadrowe w zakresie cyberbezpieczeństwa wokół tytułu zawodowego w dziedzinie informatyki. Dawniej była to dobra strategia, ale obecnie tytuły zawodowe związane z informatyką i cyberbezpieczeństwem nieco się rozbiegają – z kilku powodów.

    Oczywiście cyberbezpieczeństwo jest bezpośrednio skorelowane z informatyką, zarówno pod kątem zasobu wiedzy, jak i codziennych czynności. Jednak większość osób zajmujących się informatyką chce tworzyć oprogramowanie. Ponadto większość programów edukacyjnych z zakresu informatyki oferuje niewielki zakres wiedzy w obszarze bezpieczeństwa. Częściowo wynika to z faktu, że jest ogrom innych materiałów do omówienia, a częściowo dlatego, że samo bezpieczeństwo nie jest jeszcze odrębną dziedziną. Dla złagodzenia braków kadrowych obiecujące są dziś metodologie DevSecOps. Dzięki nim programiści mogą z czasem poznawać dziedzinę i zacząć dbać o bezpieczeństwo, jednak w tej chwili nie są to jeszcze bardzo popularne metodologie.

    O którym cyberbezpieczeństwie mówimy?

    Póki co, sama problematyka bezpieczeństwa jest niedokładnie zdefiniowana.  Obejmuje tak wiele różnych zestawów umiejętności, że nawet doświadczeni eksperci ds. bezpieczeństwa często nie wiedzą jaki dokładnie powinien być zakres ich odpowiedzialności. Ta specjalizacja obejmuje takie elementy, jak analiza złośliwego oprogramowania, testy penetracyjne, przegląd kodu, analiza kryminalistyczna, analiza zagrożeń, ocena ryzyka, ocena zgodności, kryptografia – szyfrowanie, monitorowanie sieci i reagowanie na incydenty. Wymaga także zrozumienia innych dziedzin, w tym tworzenia oprogramowania, architektury aplikacji, architektury informacji, wizualizacji danych, prawa, podstawowych zasad biznesowych i skutecznej komunikacji. Czasami wymaga wiedzy z dziedzin takich jak geopolityka, ekonomia globalna, przeciwdziałanie terroryzmowi, psychologia behawioralna i metody statystyczne.

    Żadna instytucja, póki co, nie jest w stanie skutecznie tego wszystkiego ująć w jednym programie. Ponadto potrzeby poszczególnych organizacji będą również zdeterminowane różniącymi się od siebie strategiami, architekturami bezpieczeństwa oraz perspektywą osób odpowiedzialnych za zatrudnianie. Oznacza to, że nawet doświadczeni specjaliści po prostu muszą stale zdobywać nowe umiejętności.

    Dlatego właśnie zawodowe stopnie zdobyte na uczelniach, nie przystają do rzeczywistości, a sama dziedzina jest tak odporna na kategoryzację. Obecnie tylko osoby nieustająco uzupełniające wiedzę w tym obszarze mogą czuć się prawdziwymi specjalistami. Z naszego doświadczenia wynika, że jest to kluczowa cecha eksperta cyberbezpieczeństwa: nieustanne zainteresowanie dziedziną, ideą bezpieczeństwa, czy doniesieniami w tym obszarze.  Taki specjalista po prostu nauczy się wszystkiego, czego będzie od niego wymagała sytuacja – często taka, do której trudno będzie znaleźć eksperta z doświadczeniem w tym obszarze, bo cyberzagrożenia nieustannie się zmieniają i stale napotykamy na jakieś zupełnie nowe.

    Skuteczniej: wyszkolić własnych ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa

    Inwestowanie w niewykwalifikowanych, ale zmotywowanych kandydatów może wydawać się ryzykowne. Byłoby wspaniale, gdyby można po prostu stworzyć eksperta bezpieczeństwa ze studenta, ale zarówno historia, jak i rozwój dziedziny cyberochrony wskazują na potrzebę budowania kompetencji, a nie „kupowania” ich w ten sposób. Kluczem do pozyskania odpowiedniego specjalisty jest przetestowanie jego pasji. Dla ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa ciągłe uczenie się jest częścią pracy.
    Jeśli już znajdujemy kogoś, kogo ciągnie do tematu cyberbezpieczeństwa z tytułu zainteresowań, to postawienie na szkolenie takiej osoby jest celowe. Z naszych doświadczeń wynika, że pasjonaci są bardziej efektywni, zaś ich szkolenie nie winduje kosztów tak, jak zatrudnianie ekspertów „na miarę”. Musimy również podkreślić, co także wynika z naszego doświadczenia, że ​​wielu najlepszych kandydatów będzie pochodzić z innych środowisk, niż tradycyjnie – informatyka. Samouki, pasjonaci, hobbyści i kandydaci do nauki programowania są chętni i zdolni do uczenia się, a w związku z tym do osiągania sukcesów w tej coraz istotniejszej dla życia i gospodarki dziedzinie.

  • Przebranżowienie – gdzie można zarobić najwięcej “na start”?

    Przebranżowienie – gdzie można zarobić najwięcej “na start”?

    W dobie pandemii przebranżowienie się do zupełnie innego zawodu stało się realne dla przedstawicieli wielu branż. Sprawdziliśmy więc, w jakich sektorach nadal jest praca i na jakie zarobki mogą liczyć osoby zmuszone przekwalifikować się do nowej profesji.

    Jeszcze przed pandemią na przebranżowienie decydowały się przede wszystkim osoby niezadowolone z dotychczasowej pracy. Po nowe kwalifikacje sięgali pracownicy mający nadzieję na poprawę swojej sytuacji zawodowej i podniesienie zarobków. Dzisiejsza sytuacja powoduje, że do grona osób chcących zmienić swój zawód dołączają pracownicy zwyczajnie zmuszeni do szukania nowej profesji. Ponadto, jak wynika z badania „Monitor Rynku Pracy” Randstad, zmiany dotykają też mieszkańców mniejszych miast, kobiet i najmłodszych pracowników (do 29. roku życia).

    Pytanie, w których sektorach nadal trwają rekrutacje? Odpowiedzi dostarczają eksperci ze szkoły programowania online Kodilla.com, którzy na bazie danych pozyskanych od agencji rekrutacyjnych Randstad i Devire przygotowali zestawienie zawodów, na które jest popyt na rynku pracy, wraz z prognozowanymi zarobkami. Analiza pokazała, że w wielu przypadkach rozpoczęcie kariery nie musi wymagać zaawansowanych umiejętności.

    Pracownik magazynowy – od 3,5 tys. zł brutto

    Rozwój e-commerce wraz z coraz częstszym przenoszeniem handlu do przestrzeni online, przyspieszonym przez pandemię, lockdown i zahamowanie działalności dużej części sklepów stacjonarnych, spowodował wzrost popytu na pracowników magazynowych. Czy to dobry zawód?

    Plusem, jak wyjaśnia Mateusz Żydek, ekspert rynku pracy w Randstad jest to, że od kandydatów, częściej niż doświadczenia, wymaga się po prostu skrupulatności w wykonywaniu zadań, czasem sprawności fizycznej i manualnej czy gotowości do pracy w systemie zmianowym.

    Ile zarabia magazynier? Pracodawcy na start płacą przeciętnie 3,5 tys. zł brutto, czyli ok. 2,5 tys. zł na rękę. Pracownikom przysługują też premie, m.in. za frekwencję, pracę w weekendy czy wyniki. W wielu przypadkach mają możliwość rozwoju, np. awansu na brygadzistę czy doszkolenia się w zakresie obsługi wózków widłowych (co pozwala na uzyskanie wyższych stawek godzinowych). Perspektywy rozwoju są nawet szersze i obejmują stanowisko logistyka, inżyniera procesów logistycznych czy managera.

    Specjalista ds. aktywnego pozyskiwania klientów – od 4 tys. zł brutto

    Obecnie wiele branż mierzy się ze spadkiem zamówień, dlatego wśród propozycji dla osób szukających nowej pracy, eksperci wymieniają oferty dotyczące aktywnych handlowców.

    – Na propozycje pracy mogą liczyć osoby dobrze czujące się w sprzedaży, generowaniu leadów i pozyskiwaniu nowych klientów w obszarze szeroko pojętych usług dla biznesu. Poza tym takie stanowiska nie muszą być osadzone w centrum usług wspólnych. Często są po prostu częścią lokalnych zespołów sprzedażowych. Wynagrodzenia wahają się od 4 do 6 tys. zł brutto na start i są skorelowane z systemem premiowym, uzależnionym od osiąganych wynikówmówi Dorota Hechner, manager pionu rekrutacji stałych w Devire.

    Pracownik telefonicznej obsługi klienta – od 4,5 tys. zł brutto

    Przemiany w sposobie obsługi klienta obserwuje się już od kilku lat. Firmy coraz częściej decydują się na scentralizowane działy, wyspecjalizowane w komunikacji z konsumentami, dostępne telefonicznie lub internetowo, czasem wręcz całodobowo. – Ze względu na kwalifikacje pracowników, Polska jest wręcz światowym liderem takich usług – twierdzi Mateusz Żydek.

    Sama praca w scentralizowanych działach obsługi klienta to dobry start w tej specjalizacji. Podjąć się jej mogą nawet studenci czy osoby ze średnim wykształceniem. Centra obsługi klienta skierowane na Polskę nie wymagają posługiwania się językami obcymi. Od pracowników wspierających klientów zagranicznych wymaga się jednak znajomości języka angielskiego i niemieckiego, ale często też francuskiego, hiszpańskiego, włoskiego, rosyjskiego, niderlandzkiego czy portugalskiego. Zresztą znajomość języków jest premiowana wyższym wynagrodzeniem. Poza tym od pracowników raczej nie wymaga się znajomości branży. Pracodawcy sami organizują szkolenia i wprowadzają pracowników w zagadnienia związane z obsługą klienta.

    W scentralizowanym dziale obsługi klienta osoba na stanowisku młodszego specjalisty zarabia ok. 4,5 tys. zł brutto, czyli 3,2 tys. zł na rękę. Pracownik na stanowisku specjalistycznym dostaje 3,7 tys. zł na rękę, a na stanowisku starszego specjalisty – 4,5 tys. zł. W ciągu zaledwie 3 ostatnich lat zarobki w tym zawodzie wzrosły przeciętnie o 25%.

    Pracownik helpdesku IT – od 4,8 tys. zł brutto

    Rozwijające się w Polsce firmy coraz częściej potrzebują bardziej scentralizowanego wsparcia informatycznego. Szczególnie dla dużych organizacji uzasadnione jest tworzenie zespołów helpdesku – pierwszej linii pomocy. Jej zadaniem jest rozwiązywanie najprostszych wyzwań, z którymi mierzą się użytkownicy rozwiązań informatycznych w firmie (od niedziałających drukarek, poprzez odzyskiwanie utraconych danych, aż po instalowanie potrzebnych aplikacji).

    Problemy rozwiązywane przez pierwszą linię wsparcia IT na ogół nie należą do skomplikowanych. Dlatego od kandydatów często nie wymaga się zaawansowanej wiedzy informatycznej – zresztą wielu procedur można nauczyć się w trakcie wdrożenia stanowiskowego. Jednocześnie helpdesk to otwarte drzwi do rozwoju w innych dziedzinach informatycznych, a także przejścia np. do działów zajmujących się projektowaniem oprogramowania, administrowaniem sieciami informatycznymi czy bezpieczeństwem danych.

    Początkujący pracownik helpdesku IT może liczyć w Polsce na 4,8 tys. zł brutto (3,5 tys. zł na rękę), by po kilku latach jego wynagrodzenie wzrosło do 4 tys. zł, a w przypadku starszych specjalistów czy liderów zespołów do 6-6,5 tys. zł netto. Na podstawowych stanowiska w ciągu zaledwie 3 ostatnich lat wynagrodzenia wzrosły o połowę.

    Junior w IT – od 4,8 tys. zł brutto. A ile po 5 latach?

    – Obserwując rozwój kariery Java Developera czy .NET Developera od stanowiska juniorskiego widzimy, że choć taki pracownik początkowo może liczyć na niewielką pensję, to po 5 latach ma szansę na kilkukrotnie wyższe wynagrodzenie. W zależności od stanowiska i formy współpracy to może być 14-16 tys. zł brutto na UoP, albo nawet 25 tys. zł przy B2Bmówi Dorota Hechner z Devire.

    Nic dziwnego, że zainteresowanie branżą IT nie maleje, nawet wśród osób nietechnicznych. Zgodnie z danymi Kodilla.com za okres od marca 2020 do chwili obecnej, największą gotowość do przekwalifikowania się na stanowisko programisty wykazują przedstawiciele takich branż, jak: gastronomia, budownictwo, edukacja, logistyka, marketing, finanse i inżynieria. – Wystartować w branży chcą zarówno osoby techniczne, jak np. analitycy danych lub graficy, jak i pracownicy, którzy z IT wcześniej miały niewiele wspólnego. To np. specjaliści ds. marketingu czy HR-u, nauczyciele, pracownicy gastronomii, hotelarstwa czy turystyki – dodaje Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania online Kodilla.com.

    Specjalista od contentu – od 5 tys. zł brutto

    Marketingowcy czy webmasterzy mogą starać się o pracę jako E-commerce Content Specialist (lub: „E-merchandising Specialist”). To osoba czuwająca nad firmową stroną www, dbająca o dane i content (np. przypisywanie produktów do kategorii, podpisanie zdjęć, tworzenie opisów, tagów etc.).

    Z ciekawostek, część sieci retailowych (nie mając obecnie co zrobić z pracownikami sklepów) już teraz tymczasowo angażuje ich właśnie do tego zadania.

    – Rynkowo takie stanowisko możemy wycenić na ok. 5 tys. zł brutto dla osoby początkującej (juniora), z perspektywą rozwoju do ok. 7 tys. zł brutto przy bardziej samodzielnym stanowiskumówi Dorota Hechner.

    Junior Property Manager – od 9 tys. zł brutto

    Ciekawie wypadają też dane dotyczące rynku nieruchomości pozyskane od agencji Devire. Ze względu na ustawę deregulacyjną z 2014 roku, od osób zajmujących się pośrednictwem nieruchomości nie wymaga się wyższego wykształcenia kierunkowego, odbycia praktyk ani zdania państwowego egzaminu zawodowego. Dlatego jest to jeden z nowych kierunków zawodowych dla osób bez doświadczenia w branży. Osoby przekwalifikowują się, bo liczą na wysokie zarobki związane z prowizjami, ale cenią sobie również elastyczny czas pracy.

    Jeśli chodzi o wynagrodzenia, to Junior Property Manager może liczyć na 7-9 tys. zł brutto (5-6,4 tys. zł netto). Awans na Property Managera to już 10-12 tys. zł brutto, z kolei Senior Property Manager zarabia 13-16 tys. zł brutto (9,2-11,3 tys. zł na rękę).

    Rozwój niejedno ma imię

    Jak podkreśla Magdalena Rogóż z Kodilla.com, w poszukiwaniach nowego zawodu nie należy się ograniczać wyłącznie do analizowania zarobków.

    • W każdej branży funkcjonują zarówno osoby bez doświadczenia, dopiero rozpoczynające swoją karierę, jak i doświadczeni seniorzy i eksperci. Aby móc liczyć na taki awans, przede wszystkim trzeba chcieć się rozwijać. To od nas samych zależy, jak szybko i czy w ogóle osiągniemy wyższy poziom umiejętności, zyskamy zaufanie szefa, otrzymamy poważniejsze, samodzielne zadania i zostaniemy za to odpowiednio wynagrodzeni. Im większe możliwości rozwoju w danej branży, tym większa możliwość awansu i lepszych zarobków. Branża IT jest jedną z tych, które już dawno to dostrzegły i jest to jeden z jej największych atutów sprawiających, że nawet w czasie kryzysu nadal się rozwijapodsumowuje.
    Ekspertka ostrzega jednak, że nawet w tak rozwojowych sektorach pracownicy, którzy zapomną o samorozwoju i pozostaną w tyle, mogą zostać wykluczeni. Rzadko słyszy się jednak o programiście, który postanowił się przebranżowić.

    Oprac. Kodilla.com