Tag: Netflix

  • UOKiK bierze pod lupę subskrypcje. Netflix z zarzutami, giganci deklarują zmiany

    UOKiK bierze pod lupę subskrypcje. Netflix z zarzutami, giganci deklarują zmiany

    Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów postawił formalne zarzuty platformie Netflix w związku z jednostronnym podnoszeniem cen abonamentu. Regulator uznał, że informowanie użytkowników o zmianie i traktowanie braku ich reakcji jako zgody na wyższe opłaty to praktyka niezgodna z prawem.

    Sprawa jest częścią szerszej analizy rynku subskrypcji, która obejmuje największych graczy technologicznych.

    Sercem sporu jest mechanizm wprowadzania podwyżek. Netflix, podnosząc ceny w sierpniu 2024 roku, wysyłał co prawda powiadomienia do użytkowników, jednak w przypadku braku sprzeciwu lub rezygnacji z usługi, automatycznie pobierał wyższą kwotę w kolejnym okresie rozliczeniowym.

    Zdaniem Prezesa UOKiK, takie działanie narusza interesy konsumentów. Zmiana kluczowego elementu umowy, jakim jest cena, wymaga wyraźnej i świadomej zgody abonenta, zwłaszcza w modelu, gdzie opłaty pobierane są automatycznie.

    Regulator kwestionuje klauzule w regulaminie, które dawały firmie swobodę jednostronnej modyfikacji warunków. Jeśli zarzuty się potwierdzą, Netflixowi grozi kara finansowa w wysokości do 10% rocznego obrotu.

    Firma może zostać również zobowiązana do zwrotu niesłusznie pobranych kwot.

    Działania urzędu nie ograniczają się do Netflixa. W ramach postępowań wyjaśniających analizowane są regulaminy i praktyki Apple, Google (z YouTube Premium), Microsoft (z Game Pass), Sony (z PlayStation Plus), Disney+, HBO Max oraz Adobe.

    Presja przynosi już pierwsze efekty. Google i Apple zadeklarowały, że w przyszłości będą pozyskiwać aktywną zgodę użytkowników na zmiany w umowach subskrypcyjnych. UOKiK podkreśla jednak, że oczekuje nie tylko dostosowania praktyk na przyszłość, ale również zadośćuczynienia konsumentom za straty poniesione w przeszłości.

    Regulator sugeruje, że platformy, które bezprawnie podnosiły opłaty, powinny automatycznie zwrócić klientom nadpłacone różnice. To wyraźny sygnał, że rynek usług cyfrowych w Polsce musi w pełni respektować prawa konsumentów.

  • Netflix nie zwalnia tempa. Nawet recesja nie zatrzyma giganta streamingu

    Netflix nie zwalnia tempa. Nawet recesja nie zatrzyma giganta streamingu

    Netflix opublikował wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2025 roku, które ponownie udowadniają, że spółka skutecznie radzi sobie w zmiennym otoczeniu gospodarczym. Wzrost przychodów i liczby subskrybentów, przy wyraźnej odporności na szersze turbulencje rynkowe, potwierdza tezę, że Netflix staje się usługą pierwszego wyboru dla coraz bardziej świadomych kosztów konsumentów.

    Stabilny wzrost w trudnych warunkach

    Netflix zakończył pierwszy kwartał z przychodami na poziomie 10,54 miliarda dolarów, nieznacznie powyżej rynkowych oczekiwań. Zysk na akcję osiągnął 6,61 dolara, również przewyższając prognozy. To dobry sygnał dla inwestorów, szczególnie biorąc pod uwagę, że rynek technologiczny – reprezentowany przez indeks S&P 500 – wciąż notuje straty. W tym samym czasie akcje Netflixa wzrosły o 9%, a dodatkowe 2,7% zyskały w handlu po godzinach.

    Co istotne, spółka podtrzymała optymistyczną prognozę na cały rok – przewidując przychody między 43,5 a 44,5 miliarda dolarów – i wskazała na podwojenie wpływów z reklam. Wyraźnie widać, że strategia hybrydowa, łącząca płatne subskrypcje z tańszymi pakietami wspieranymi reklamami, zaczyna przynosić oczekiwane efekty. Już dziś 55% nowych rejestracji w krajach objętych ofertą pochodzi z poziomu wspieranego reklamami.

    Tańszy Netflix przyciąga klientów

    Model reklamowy, uruchomiony pod koniec 2022 roku, stał się kluczowym elementem ekspansji Netflixa na rynkach globalnych. Dla wielu użytkowników, w sytuacji rosnących kosztów życia, dostęp do szerokiej oferty rozrywkowej w niższej cenie to atrakcyjna alternatywa.

    Co ważne, Netflix nie zauważa odpływu klientów nawet w kontekście szerszych napięć gospodarczych, jak wzrost ceł czy zmienność inflacyjna, napędzane polityką administracji prezydenta Trumpa. To sugeruje, że usługi rozrywkowe wysokiej jakości są postrzegane przez konsumentów jako dobra o wysokim priorytecie – relatywnie tanie w stosunku do wartości, jaką dostarczają w codziennym życiu.

    Zmiany przywódcze bez wstrząsów

    W tle wyników finansowych Netflix ogłosił też zmiany w strukturze zarządu – współzałożyciel firmy Reed Hastings odchodzi z funkcji prezesa wykonawczego i zostaje przewodniczącym niewykonawczym. Ta decyzja, określona jako „naturalna ewolucja przywództwa”, pokazuje, że Netflix jest świadomy konieczności płynnej sukcesji, ale nie przewiduje radykalnych zmian w strategii.

  • Wielkie ambicje, mały zwrot. Apple TV+ daleko za liderami streamingu

    Wielkie ambicje, mały zwrot. Apple TV+ daleko za liderami streamingu

    ​Apple TV+, uruchomiony w 2019 roku serwis streamingowy Apple, od początku przyciągał uwagę wysokobudżetowymi produkcjami i obecnością gwiazd. Jednakże, mimo sukcesów takich jak „Ted Lasso” czy „Severance”, platforma zmaga się z wyzwaniami finansowymi i konkurencyjnym rynkiem.​

    Inwestycje i straty finansowe

    Od momentu debiutu Apple TV+ zainwestowano ponad 5 miliardów dolarów rocznie w produkcję treści. W 2024 roku budżet ten został zmniejszony o około 500 milionów dolarów, jednak serwis nadal generuje straty przekraczające 1 miliard dolarów rocznie. Jest to jedyna subskrypcyjna usługa Apple, która nie przynosi zysków. 

    Liczba subskrybentów i udział w rynku

    Szacuje się, że pod koniec 2024 roku Apple TV+ posiadał około 45 milionów subskrybentów, co plasuje go daleko za liderami rynku: Netflixem (301,63 miliona użytkowników) oraz Disney+ (124,6 miliona użytkowników). W Stanach Zjednoczonych udział Apple TV+ w rynku usług streamingowych wyniósł 7% w czwartym kwartale 2024 roku, podczas gdy Amazon Prime Video i Netflix osiągnęły odpowiednio 22% i 21%. ​

    Strategia i wyzwania

    Apple TV+ koncentruje się na produkcji oryginalnych treści, co odróżnia go od konkurentów posiadających bogate biblioteki licencjonowanych materiałów. Choć takie podejście przyniosło platformie uznanie krytyków i nagrody, nie przełożyło się na masowe zainteresowanie widzów. W odpowiedzi na te wyzwania, Apple zaczęło redukować koszty produkcji oraz częściej licencjonować treści od innych podmiotów.

    Przyszłość Apple TV+

    Przyszłość Apple TV+ zależy od zdolności firmy do dostosowania strategii do dynamicznie zmieniającego się rynku streamingowego. Kluczowe będzie znalezienie równowagi między produkcją wysokiej jakości oryginalnych treści a poszerzeniem oferty o popularne materiały licencjonowane, co może przyciągnąć szerszą bazę subskrybentów i poprawić wyniki finansowe platformy.​

  • Znamy datę premiery 3. sezonu Wiedźmina

    Znamy datę premiery 3. sezonu Wiedźmina

    Netflix opublikował dziś zapowiedź, plakat i pierwsze zdjęcia z 3. sezonu Wiedźmina, którego premiera odbędzie się tego lata. Część 1., obejmująca odcinki 1-5, pojawi się w serwisie 29 czerwca, a część 2., czyli odcinki 6-8, 27 lipca.

    O 3. sezonie Wiedźmina:

    Podczas gdy władcy, czarodzieje i potwory Kontynentu usiłują schwytać Ciri, Geralt wywozi ją z Cintry, by chronić swoją na nowo zjednoczoną rodzinę przed tymi, którzy jej zagrażają. Yennefer, której powierzono szkolenie Ciri, prowadzi ich do chronionej twierdzy w Aretuzie, gdzie ma nadzieję dowiedzieć się czegoś więcej o niezwykłych mocach drzemiących w dziewczynie. Okazuje się jednak, że trafiają w sam środek konfliktu pełnego skorumpowanej polityki, czarnej magii i nikczemności. Muszą walczyć i postawić wszystko na jedną kartę – lub ryzykować, że stracą siebie na zawsze.

    PREMIERA: Część 1.: 29 czerwca, część 2.: 27 lipca

    ODCINKI: 8

    LOKALIZACJE: Longcross Film Studios, a także wiele lokalizacji w Anglii, Walii, Chorwacji, Słowenii, we Włoszech i Maroku.

  • Netflix rozwija centrum inżynieryjne w Polsce z nowym dyrektorem na czele

    Netflix rozwija centrum inżynieryjne w Polsce z nowym dyrektorem na czele

    Zgodnie z zapowiedziami z początku tego roku, Netflix rozwija swoją obecność i inwestycje w Polsce. Centrum inżynieryjne Netflix rozpoczęło działalność, a pierwsi inżynierowie i inżynierki zaczęli pracę w regionalnym biurze firmy w Warszawie. Dyrektorem centrum został Łukasz Romaniuk, wcześniej związany m.in. z Amazonem.

    Warszawskie centrum inżynieryjne pracuje nad rozwiązaniami globalnymi i odpowiada za tworzenie narzędzi wykorzystywanych przez wewnętrzne zespoły Netflix oraz zewnętrznych partnerów kreatywnych podczas całego procesu produkcji takich hitów jak “Stranger Things”, “Wednesday” czy “Glass Onion”. 

    Dyrektorem centrum inżynieryjnego został Łukasz Romaniuk, menedżer z ponad 15-letnim doświadczeniem w tworzeniu i rozwoju zespołów inżynierskich. Przed dołączeniem do Netflix pracował w Amazon Web Services, a wcześniej przez 10 lat rozbudowywał struktury centrum inżynieryjnego GE Aviation w Polsce. Jest absolwentem automatyzacji i techniki mikroprocesorowej na Politechnice Białostockiej.

    „Tworzenie i rozwój zespołu inżynieryjnego pracującego nad rozwiązaniami, które sprawiają, że ludzie na całym świecie mogą doświadczać rozrywki na najwyższym poziomie to ekscytujące wyzwanie. Kadry IT w Polsce mają reputację nie tylko świetnie wykształconych, ale też zdolnych do przełomowych innowacji – i taki właśnie zespół zamierzamy budować w warszawskim biurze Netflix”

    Łukasz Romaniuk, dyrektor centrum inżynieryjnego

    Netflix planuje dalszy rozwój zespołu inżynierskiego w swoim warszawskim centrum, a aktualne oferty pracy można znaleźć na stronie Netflix Jobs.

    Powstanie centrum inżynieryjnego w Warszawie zapowiedziano w styczniu tego roku. Jest to kolejna inwestycja Netflix w Polsce, po otwarciu w 2022 roku regionalnego biura odpowiedzialnego za obecność firmy na kilkunastu rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Jednocześnie Netflix wyprodukował do tej pory już blisko 40 oryginalnych polskich produkcji, w tym takie hity jak wielokrotnie nagradzany serial “Wielka Woda” czy film “Jak pokochałam gangstera”. Na ten rok Netflix zapowiedział już premiery 12 kolejnych oryginalnych produkcji z Polski.

  • Netflix pokazał zwiastun Zabójczego wesela

    Netflix pokazał zwiastun Zabójczego wesela

    Cztery lata po rozwiązaniu swojej pierwszej zagadki kryminalnej, Nick i Audrey Spitzowie (Adam Sandler, Jennifer Aniston) wracają jako pełnoetatowi detektywi starający się rozkręcić własną agencję. Właśnie wtedy otrzymują zaproszenie na wesele przyjaciela, Maharadży (Adeel Akhtar), które odbędzie się na należącej do niego wyspie. Gdy pan młody zostaje porwany dla okupu wkrótce po rozpoczęciu uroczystości, kolejny raz potwierdza się, że kłopoty to specjalność tej dwójki. Każdy z wyjątkowych gości jest podejrzany – zarówno członkowie rodziny, jak i panna młoda. Nick i Audrey dostają wreszcie to o czym marzyli: sprawę najwyższej rangi i szansę na sukces zapewniający rozgłos ich agencji. Kolejny plus całej sprawy to… podróż do Paryża, o której obydwoje od dawna marzyli. Reżyserem filmu jest Jeremy Garelick, a w pozostałych rolach wystąpili Mark Strong, Mélanie Laurent, Jodie Turner-Smith, Kuhoo Verma oraz John Kani i Dany Boon.

    • Reżyseria: Jeremy Garelick
    • Scenariusz: James Vanderbilt
    • Producenci: Adam Sandler, Jennifer Aniston, Tripp Vinson, James D. Stern, James Vanderbilt, A.J. Dix, Allen Covert
    • Producenci wykonawczy: Barry Bernardi, Kevin Grady, Julie Goldstein, Lucas Smith, Charlize Theron, Beth Kono, Tim Herlihy, Kyle Newacheck
    • Współproducenci: Joseph Vecsey, Judit Maull, Jonathan Loughran
    • Obsada: Adam Sandler, Jennifer Aniston, Mark Strong, Mélanie Laurent, Jodie Turner-Smith, John Kani, Kuhoo Verma, Enrique Arce, Zurin Villanueva, Tony Goldwyn, Annie Mumolo oraz Dany Boon i Adeel Akhtar
  • Netflix i reklamy, czyli wszystko, żeby tylko uszczęśliwić inwestorów

    Netflix i reklamy, czyli wszystko, żeby tylko uszczęśliwić inwestorów

    Ostatnio Netflix zapowiedział, że wprowadza w listopadzie „Basic with Ads”, tańszy plan subskrypcji z reklamami na 12 rynkach na całym świecie.

    Zdaniem Tammy’ego Parkera, Głównego Analityka w GlobalData:

    „Netflix stosuje wyważone podejście do swojej nowej usługi wideo na żądanie (AVOD) z obsługą reklam, z wersją amerykańską wycenioną na 6,99 USD miesięcznie, czyli o 3 USD mniej niż poziom podstawowy bez reklam, o 8,50 USD mniej niż jego standardowa i 13 USD mniej niż najwyższy poziom Premium. Nie ujawniając denerwująco niskiej ceny lub frustrująco skąpego rabatu AVOD, Netflix uszczęśliwia swoich inwestorów i pozostawia sobie miejsce na dostosowanie cen w przyszłości, oczywiście w zależności od tego, co konkurenci zrobią z ich własnymi punktami cenowymi.

    „Netflix Basic with Ads będzie kosztował o 1 USD mniej niż poziom reklam Hulu i nadchodzący poziom Disney+ AVOD, z których każdy kosztuje 7,99 USD miesięcznie. Basic z reklamami również kosztuje 3 USD miesięcznie mniej niż poziom HBO Max z reklamami o wartości 9,99 USD, który został pozycjonowany jako usługa oglądania rozrywki premium. Jednak cena uruchomienia AVOD Netfliksa jest o 2 USD wyższa niż w przypadku poziomów Paramount+ lub AVOD firmy Peacock, z których każdy kosztuje 4,99 USD miesięcznie, co odzwierciedla przekonanie Netflix, że bogaty asortyment seriali i filmów zapewnia bardziej atrakcyjne wrażenia podczas oglądania niż te nieco tańsze. usługi.

    „Netflix ogłosił w lipcu, że wprowadzi AVOD na początku 2023 roku, ale zamiast tego pospieszył z uruchomieniem nowego poziomu w listopadzie, chwytając rozmach marketingowy i nagłówki za pokonanie Disney +, który uruchamia własny poziom AVOD 8 grudnia. Ponadto, ponieważ Netflix zamierza opublikować swoje wyniki za III kwartał 18 października, firma mogła zdążyć z informacją o zbliżającej się usłudze AVOD, aby osłabić wszelkie rozczarowujące wyniki kwartalne. Prezentacja wersji Basic z reklamami może uspokoić inwestorów, że Netflix podejmuje dynamiczne ruchy, aby ożywić wzrost liczby subskrybentów pomimo pogarszającego się otoczenia makroekonomicznego. W lipcu Netflix przewidywał, że zyska ponad milion płatnych reklam netto w trzecim kwartale 2022 r., co oznacza spowolnienie w porównaniu z 4,4 mln dodanych w trzecim kwartale 2021 r.

    „Netflix rozsądnie stosuje powściągliwe podejście do boksów reklamowych, spodziewając się średnio od czterech do pięciu minut reklam na godzinę, a reklamy będą miały tylko 15-30 sekund na większości rynków. Reklamy będą jednak wyświetlane podczas programów i filmów, co dla niektórych widzów może być uciążliwe, zwłaszcza jeśli wcześniej subskrybowali Netflix i są przyzwyczajeni do oglądania jego treści bez reklam. Niemniej jednak, ponieważ koszty życia wciąż rosną, świadomi budżetu konsumenci poszukujący tańszego poziomu Netflix z przyjemnością zaakceptują reklamy zakłócające ich oglądanie w zamian za niższy miesięczny koszt subskrypcji.

    „Netflix powiedział, że prawie wyprzedał swój początkowy zapas boksów reklamowych na globalną premierę, co wcale nie jest zaskakujące, biorąc pod uwagę, że reklamodawcy są coraz bardziej zainteresowani usługami telewizji internetowej jako widzowie oglądający telewizję, zwłaszcza młodsi widzowie, którzy unikają telewizji linearnej. skłania się ku serwisom streamingowym”.

  • Badania użytkowników w świecie ciągłego odkrywania

    Badania użytkowników w świecie ciągłego odkrywania

    W obliczu rosnącej konkurencji w e-commerce wiele firm zastanawia się jak tworzyć wiodące na rynku produkty cyfrowe? Przewagę można zdobyć m.in. dzięki ciągłemu odkrywaniu i innowacjom. Continuous discovery to podejście, które w ostatnim czasie zyskuje na popularności wśród zespołów produktowych. Dzięki niemu można zbudować rozwiązania, które będą odpowiedzią na aktualne oczekiwania użytkowników.

    Czym jest continuous discovery?

    Jeszcze do niedawna w procesie UXowym stosowało się tzw. podejście circle of life. Polegało ono na tym, że po ukończeniu prac wracało się do ich początku. To, co dziś praktykują giganci, tacy jak Facebook, czy Zalando to continuous discovery. Nowe podejście opiera się na ciągłym odkrywaniu i weryfikowaniu hipotez dotyczących produktu. Pozwala dokładnie poznać potrzeby użytkowników i rynku, a następnie stworzyć rozwiązanie, które faktycznie będzie odpowiedzią na nie. Nie jest to klasyczne badanie potrzeb użytkownika na początku projektu i testy użyteczności na końcu. To niekończący się proces, równoległy do dostarczania produktu, którego celem jest szybkie dostosowywanie się do nadchodzących wyzwań.

    Co umożliwia ciągłe odkrywanie?

    Jeśli spojrzymy na najbardziej znane produkty, takie jak np.  serwis streamingowy Netflix, zauważymy, że nie wygląda on i nie zachowują się w ten sam sposób, jak kilka czy nawet rok temu. Ciągłym zmianom ulegają wszystkie jego elementy — od procesów po najmniejsze komponenty interfejsu. Netflix posiada design system, dzięki czemu jest w stanie szybko walidować swoje aplikacje i wprowadzać zmiany. Eksperymentuje oraz precyzyjnie i elastycznie analizuje dane. Nieustannie usprawnia i poprawia produkt. Nie tylko po to, żeby było ładniej, ale aby zwiększać efektywność –  więcej użytkowników założyło konto, – szybciej odnajdywali interesujące ich treści oraz odpowiadały one ich zainteresowaniom. Netflix dopasowuje się w ten sposób do aktualnych potrzeb użytkowników, przez co nigdy nie przestaje być innowacyjny i konkurencyjny. Takie podejście pozwala mu stale mierzyć różne mierniki efektywności oraz porównanie wytyczonych celów z konkretnymi metrykami. A to z kolei umożliwia konfrontację produkt z rzeczywistością rynkową.

    – Klient ma do dyspozycji mnóstwo podobnych rozwiązań i usług na rynku. Kluczem do sukcesu są detale. Continuous discovery pozwala je odkryć i szybko zareagować – lepszym interfejsem, komunikacją, procesem, funkcją. Warto podkreślić, że jest to proces ewolucji, a nie rewolucji. Jego celem jest dostarczenie produktu, który ciągle dostosowuje się do zmieniającego się rynku i potrzeb użytkowników – mówi Miłosz Michałowski-Żuk, Customer Experience Manager w Future Mind.

    Jak zacząć wykorzystywać koncepcję CD w praktyce?

    Trend ciągłego odkrywania warto traktować szerzej niż jako fazę pracy, jest to sposób działania organizacji sprzężony z planowaniem, strategią oraz developmentem. Ważną rolę w tym podejściu odgrywają cotygodniowe spotkania zespołu designerów, product managera i developerów z klientem. Dzięki nim możliwe jest stałe weryfikowanie założeń i opracowywanie małych działań badawczych, a co za tym idzie testowanie różnych elementów i obszarów produktu, a nie tylko produktu jako całości. Zespół może wykorzystać w tym celu wiele narzędzi. Są nimi np. testy A/B lub techniki zrozumienia użytkownika, tzw. persony. To zespół decyduje, które metody są w danej sytuacji najbardziej adekwatne. Wybiera takie, które pozwalają zaadresować dane problemy i przetestować określone hipotezy. Warto zauważyć, że badania mogą być robione zarówno na poziomie mikro, jak i makro. Oznacza to analizowanie wszystkich elementów związanych z budową produktu – od procesów i funkcji, poprzez layouty i komponenty aż do treści komunikatów.

    Dlaczego warto robić nieustanną weryfikację założeń i działań?

    Według danych Baymard Institute, zajmującego się badaniami nad wszystkimi aspektami doświadczeń użytkowników online, średni wskaźnik porzucenia koszyka zakupowego w e-commerce wynosi obecnie 68 proc. Część rezygnacji jest naturalną konsekwencją tego, jak użytkownicy przeglądają strony internetowe – robią zakupy w oknie, porównują ceny, zapisują przedmioty na później, itp. Są to nieuniknione przypadki rezygnacji. Jednocześnie 18 proc. uczestników badania przerywa zakupy wyłącznie z powodu zbyt długiego lub skomplikowanego procesu zamówienia. Z analizy wynika również, że przeciętna strona e-commerce może poprawić swój współczynnik konwersji o 35 proc. wyłącznie poprzez ulepszenie procesu składania zamówienia. Oznacza to, że dzięki zrozumieniu potrzeb użytkownika można zbudować lepszy cyfrowy produkt, a co za tym idzie zwiększyć zyski. Ponadto z uwagi na wciąż zmieniające się preferencje konsumentów proces analizy ich potrzeb powinien być ciągły. Jest to szczególnie ważne w dobie rosnącej konkurencji na rynku wszelkich produktów cyfrowych.

    – Ciągłe odkrywanie to trend, do którego próbujemy przekonać klientów. Podejście usprawnia działania projektowe i badawcze oraz sprawia, że nie muszą one być dużym jednorazowym wydatkiem. Podobnie po stronie developmentu: do przeszłości odchodzą czasy wielkich aktualizacji robionych w cyklu kilkumiesięcznym lub rocznym. Zespoły produktowe muszą pracować zwinnie, szybko reagować na zmiany w kwestiach strategii, badań i implementacji. Słuchając użytkowników raz, czy dwa razy w roku, łatwo przegapić zmianę, która zaczyna być widoczna w regularnie zbieranych danych  – mówi Miłosz Michałowski-Żuk z Future Mind.

    Procesy są dla ludzi, a nie ludzie dla procesów

    Potrzeba przeprowadzenia badań zawsze zależy od kontekstu oraz konkretnego przypadku. Produkty cyfrowe tworzone dla e-commerce są dziś sformalizowane i ustandaryzowane. Jako przykład można podać nawigację, która jest podobna w większości aplikacji. Ponadto część danych, które można wykorzystać w procesie projektowania np. dla branży e-commerce, jest powszechnie dostępna. Istnieje wiele materiałów dotyczących nawyków zakupowych użytkowników, działania poszczególnych procesów czy komponentów. W obecnej sytuacji na rynku online badania user experience mogą przynieść dużą wartość jeśli są robione w sprzężeniu w procesem produktowym i mają jasno określone metryki i parametry, które mają zweryfikować.

    – Proces projektowania powinien być dostosowany do biznesu. Jeśli w danym momencie firma nie ma budżetu na badania, a potrzebuje gotowej aplikacji, to należy dostosowywać proces do jej możliwości i potrzeb. Można zbudować produkt, który będzie funkcjonalny w oparciu o doświadczenie designera, developera oraz dane, które są dostępne w organizacji, w oparciu analizę heurystyczną i standardy designu w e-commerce. Zalecamy jednak potem go testować, pogłębiać, ulepszać i zderzać produkt z potrzebami i zachowaniami użytkowników. Pułapką, w którą może łatwo wpaść biznes jest budowanie przez miesiące rozwiązania, a następnie wypuszczenie go bez aktywnego feedbacku po drodze – podsumowuje Miłosz Michałowski-Żuk z Future Mind.


    Źródła:

    1. 94% of the Largest E-Commerce Sites Are Not Accessibility Compliant, Beymard Institute.
    2. Reasons for Cart Abandonment – Why 68% of Users Abandon Their Cart (2021 data), Beymard Institute.
    3. Improve Customer Experience with UX Investments that Increase ROI, Interaction Design Foundation.
    4. What`s the Most Effective Customer Experience Measurment for Your Business?, Walker.
  • Bezpieczeństwo danych w hybrydowych środowiskach chmurowych

    Bezpieczeństwo danych w hybrydowych środowiskach chmurowych

    Jak dowodzi badanie przeprowadzone w 2020 przez Forrester Consulting[i] wśród 350 globalnych decydentów IT z różnych branż, strategie rozwoju infrastruktury IT w ich organizacjach zmierzają w kierunku tworzenia środowisk chmury hybrydowej, czyli chmury łączącej usługi chmury publicznej i prywatnej. Na taki stan rzeczy mają wpływ rosnące wymagania użytkowników związane z dostępnością usług i danych, na co wskazało 58% respondentów; pojawiające się nowe technologie, które okazały się ważne w 56% odpowiedzi oraz konieczność zapewnienia bezpieczeństwa danych oraz aplikacji. Na ten ostatni czynnik wskazało 77% menedżerów IT.

    „Priorytetem praktycznie dla każdej firmy jest potrzeba zapewnienia bezpiecznego dostępu do danych. Dla nowoczesnych organizacji IT, które całościowo postrzegają swoją infrastrukturę, budowa hybrydowego środowiska chmurowego jest naturalnym posunięciem. Taki model zapewnia najlepszy balans pomiędzy elastycznością, dostępem i bezpieczeństwem danych –  komentuje Daniel Wysocki, Specjalista ds. Bezpieczeństwa z Advatech, jednego z największych polskich integratorów rozwiązań informatycznych.

    Daniel Wysocki, Specjalista ds. Bezpieczeństwa z Advatech
    Daniel Wysocki, Specjalista ds. Bezpieczeństwa, Advatech

    Jak wskazało 40% respondentów wspomnianego badania, chmury publiczne nie spełniają wymagań w zakresie bezpieczeństwa. Jest to jeden z głównych powodów utrzymywania infrastruktury lokalnej, która w ten sposób staje się kluczowym elementem strategii chmury hybrydowej.

    „Nie trzeba oglądać serialu Mr. Robot na platformie Netflix, aby zdać sobie sprawę z faktu, że utrata danych i brak możliwości ich odtworzenia z kopii zapasowych stanowi prawdziwą katastrofę dla biznesu, bez względu na skalę działania. Dlatego procedury, zabezpieczenia i najwyższej klasy sprzęt do przechowywania danych z odpowiednim oprogramowaniem systemowym to minimum. Analiza ruchu w sieci, wykrywanie anomalii oraz błyskawiczne reagowanie na każde zagrożenie w dużym stopniu pomaga w utrzymaniu odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa. Jednak ostatecznie i tak okazuje się, że najsłabszym ogniwem w tym całym łańcuchu najczęściej bywa człowiek” komentuje Daniel Wysocki z Advatech.

    Ryzyko rośnie z czasem – pojawiają się nowe, coraz bardziej wyrafinowane i złożone zagrożenia. Oprócz tak powszechnych ataków ransomware, organizacje borykają się również z kradzieżą lub utratą danych w wyniku klęsk żywiołowych[ii], czy błędów ludzkich. Wystarczy czasem opóźnienie w aktualizacji oprogramowania, czy błąd konfiguracji, aby narazić firmę na przestój lub nawet utratę danych. To w konsekwencji prowadzi do utraty przewagi konkurencyjnej, zmniejszonej wydajności pracy i plamy na wizerunku firmy.
    W tych okolicznościach na niedomagania w sferze bezpieczeństwa może pomóc holistyczna strategia rozwoju i aktualizacji infrastruktury w oparciu o jednego sprawdzonego dostawcę, który zapewni nie tylko sprzęt, ale i bezpieczne oprogramowanie, pozwalając nadążać za wciąż pojawiającymi się nowymi zagrożeniami. Trzeba także pamiętać, że budowa i rozwój infrastruktury, szczególnie systemów pamięci masowych w oparciu przede wszystkim o kryterium kosztów to ślepa uliczka i często popełniany błąd. Wiele firm w niezamierzony sposób wpada w taką pułapkę.

    „W dzisiejszych, tak niebezpiecznych dla infrastruktury IT czasach, zwykłe tworzenie kopii zapasowych i odzyskiwanie danych już nie wystarcza. W organizacjach konieczne są rozwiązania pamięci masowych, które zapewnią stały i bezpieczny dostęp do danych oraz odporność na różnego rodzaju cyberzagrożenia. Odpowiednio dobrane rozwiązania systemów pamięci masowej mogą stać się nie tylko polisą ubezpieczeniową na ciągłość działania biznesu, ale mogą także umożliwić i ułatwić transformację cyfrową opartą na danych”ocenia Daniel Wysocki, Specjalista ds. bezpieczeństwa danych w Advatech.

    Sprzęt i oprogramowanie plus odpowiedni dostawca oraz jego kompetencje wdrożeniowe powiązane z rozległym doświadczeniem na rynku są w stanie zbudować trwały fundament łączący wysoką wydajność infrastruktury z jej bezpieczeństwem. Jak oceniają firmy badawcze o światowym zasięgu, jedno naruszenie bezpieczeństwa średnio kosztuje 4,24 mln USD. Widać zatem, że ochrony wymaga nie tylko lokalne centrum przetwarzania danych, ale całe środowiska wirtualne, kontenerowe i hybrydowe. Głównym zaś celem jest nie tylko zapobieganie utracie danych, ale także szybkie i bezbłędne ich odzyskanie po usunięciu zagrożenia.

    „Dysponując wieloletnim doświadczeniem i prowadząc wdrożenia w naprawdę różnych firmach możemy zdecydowanie rekomendować kompleksowe rozwiązania firmy IBM. Cała linia urządzeń i ochrony systemów pamięci masowych zapewnia skuteczną i innowacyjną odporność danych, która jednocześnie upraszcza zarządzanie w środowiskach chmury hybrydowej, maksymalizuje czas pracy bez przestojów i obniża koszty — a wszystko to przy jednoczesnej poprawie odporności na zagrożenia cybernetyczne” twierdzi Daniel Wysocki z Advatech.

    IBM dysponuje nowoczesnymi, bardzo wydajnymi i bezpiecznymi urządzeniami z pamięcią flash oraz sprawdzoną i wielokrotnie wypróbowaną technologią taśmową. Obie linie są wspierane oprogramowaniem, którego funkcjonalność podnosi poziom bezpieczeństwa na najwyższy możliwy poziom.

    Flagowym rozwiązaniem w zakresie pamięci masowych jest rodzina IBM FlashSystem® z oprogramowaniem IBM Spectrum® Virtualize. Jest to platforma zaprojektowana z myślą o uproszczeniu tworzenia hybrydowych środowisk chmurowych. Jej cechami charakterystycznymi są szybkość, odpornością i rozliczne funkcje bezpieczeństwa klasy korporacyjnej gwarantujące błyskawiczne odtwarzanie danych po awarii i wysoką dostępność. IBM FlashSystem®, w powiązaniu z odpowiednim oprogramowaniem do zarządzania pełnym cyklem życia danych, tworzy kompleksowy układ cyberodporności danych całej organizacji na obecne i przyszłe zagrożenia.

    Wśród urządzeń taśmowych na uwagę zasługuje IBM TS7700 Virtual Tape Library, służące do odzyskiwania danych po awarii, optymalizacji ochrony i utrzymania ciągłości biznesowej. Ułatwia ono obsługę infrastruktury do tworzenia kopii zapasowych o znaczeniu krytycznym i archiwizacji danych w chmurze hybrydowej. Dla systemów wymagających wysokiej wydajności dostępne są mechanizmy wirtualizacji pamięci taśmowej z pamięcią podręczną typu all-flash. Innym, równie ciekawym rozwiązaniem jest energooszczędna taśmowa pamięć masowa IBM LTO 9 z funkcjami bezpieczeństwa i ochrony danych przed zagrożeniami cybernetycznymi. Ta niezawodna technologia przechowywania danych na taśmie w kasetach WORM jest stosowana w rozwiązaniach z fizyczną separacją centrów przechowywania danych oraz wszędzie tam, gdzie wymaga się bardzo długiego czasu przechowywania oraz niezmienności danych.

    „Przechowywanie danych na taśmach jest wbrew pozorom rozwiązaniem bardzo często spotykanym w praktyce biznesowej w naszym kraju. Wysoki poziom bezpieczeństwa i energooszczędność przy relatywnie niższych kosztach w porównaniu do innych nośników nadal czyni z taśmowych pamięci masowych rzecz wartą rozważenia”podkreśla Daniel Wysocki z Advatech.

    O bezpieczeństwie danych i całej infrastruktury IT decyduje przede wszystkim funkcjonalność dostępnego oprogramowania systemowego. IBM Spectrum® Protect zapewnia ochronę danych w środowiskach wirtualnych, fizycznych serwerach plików i aplikacjach. Wbudowane funkcje optymalizacji wydajności dostępu do danych umożliwiają organizacjom zmniejszenie kosztów infrastruktury kopii zapasowych, skalowanie w razie potrzeby i kopiowanie danych na taśmę, usługi chmury publicznej i lokalną obiektową pamięć masową. W wersji Spectrum Protect Plus dostępne są dodatkowo kompleksowe procesy do obsługi długoterminowego przechowywania danych i odzyskiwania operacyjnego. Natywna integracja z Kubernetes i Red Hat® OpenShift® zapewnia odporność danych dla kontenerów działających w środowiskach chmurowych.

    W całym kompleksie zagadnień związanych z bezpieczeństwem danych i szerzej – infrastruktury IT doskonale sprawdza się IBM QRadar – system klasy Security Information and Event Management (SIEM). To platforma posiadające duże możliwości w zakresie agregacji ogromnych ilości danych, bez ograniczeń związanych z liczbą obsługiwanych źródeł, ma wbudowane predefiniowane reguły korelacyjne co pozwala na automatyzację analiz pojawiających się zagrożeń.

    „IBM QRadar pozwala na centralizację zarządzania, gromadzenia i analizy informacji o wszelkich zdarzeniach związanych z bezpieczeństwem informacji, a pochodzących z licznych i różnych źródeł. Dzięki niemu możliwe jest monitorowanie, reagowanie i eliminowanie zagrożeń w czasie rzeczywistym, co znacząco poprawia bezpieczeństwo całej organizacji”ocenia Daniel Wysocki z firmy Advatech.

    [i] https://www.expresscomputer.in/downloads/resources/forrester-the-key-to-enterprise-hybrid-cloud-strategy/68792/
    [ii] https://www.ibm.com/security/data-breach

  • Oprogramowanie jako usługa podbije rynek?

    Oprogramowanie jako usługa podbije rynek?

    Czy oprogramowanie sprzedawane w modelu usługowym dalej będzie napędzało rozwój chmury? Windows as a Service jest jak najbardziej realny, zwłaszcza w biznesie. Wśród prywatnych klientów nadal panuje przeświadczenie o potrzebie zachowania anonimowości i prywatności korzystania z komputera – jako czegoś po prostu osobistego. Komputer domowy będzie zatem trudno przenieść w 100% do chmury – mimo, że każdy z nas w większym, bądź mniejszym stopniu, korzysta z rozwiązań zdalnych np. Netflix, iCloud czy usługi Google.

    Autorem komentarza jest Grzegorz Przebieracz, IT Solutions Architect & Development Team Director w ITBoom Sp. z o.o.

    Coraz częściej w firmach łączymy się do środowiska pracy za pomocą przeglądarki internetowej lub połączenia dedykowanego jak do usługi terminalowej. Zatem w pewnym stopniu biznes już korzysta z takich rozwiązań. Dalsze upowszechnianie się tego typu rozwiązań to coś w rodzaju trendu i kwestia czasu. Jedynym problemem, jest niechęć mentalna w udostępnieniu wszystkich danych w chmurze. Wciąż istnieje bowiem przeświadczenie o konieczności zachowania pełnej prywatności w korzystaniu z rozwiązań typu on-premise. Jeśli to się zmieni wówczas droga do upowszechnienia najpopularniejszego systemu operacyjnego na świecie w modelu SaaS będzie otwarta.

    Microsoft liderem pakietów dla firm

    Zainteresowanie sprzedażą pakietów biurowych jest wciąż duże, choć po stronie klientów widzimy rosnącą samodzielność w kupnie licencji i oprogramowania w chmurze. Co innego, jeśli rozmawiamy o wdrożeniu rozwiązań zakupionych, szkoleniach z ich korzystania oraz połączeniu ich z istniejącym oprogramowaniem. Tutaj rola integratorów i wsparcia posprzedażowego jest dalej na bardzo wysokim poziomie. Docelowo klient będzie kupował sobie licencję samodzielnie, a dodatkowo zamawiał usługi informatyczne, których będzie naprawdę potrzebował. Dostawcom oprogramowania coraz mniej potrzebni będą partnerzy w sprzedaży i pośrednicy. Wchodząc na rynek z rozwiązaniami chmurowymi oczywiście vendorzy potrzebują wsparcia sieci partnerów i resellerów. Natomiast z czasem, kiedy duży procent klientów oswoi się z usługami i swoim panelem usług, będzie chciał kontynuować zakupy samodzielnie. To zupełnie naturalny proces. Klienci w przeważającej większości wybierają pakiety biurowe oferowane przez Microsoft. Status quo podziału rynku w zostanie zachowane. Są korporacje, które korzystają z Google, ale to zjawisko marginalne. Zdobycie rynku w odpowiednim momencie i czasie przez Microsoft ma swoje odzwierciedlenie w tendencjach rynkowych na przyszłość. Nie spodziewałbym się tutaj wielkich zmian, choć samo istnienie konkurencji jest dla rynku i klientów bardzo zdrowe. Na pewno wyścig w udoskonalaniu oraz poprawie dostępności rozwiązań jest mile widziany.

    Jakie są zalety tradycyjnego pakietu biurowego instalowanego?

    Tradycyjne oprogramowanie biurowe ma zaletę braku konieczności podłączenia do internetu. Tam, gdzie pracownicy mają z tym kłopot, zupełnie oczywiste jest dalsze korzystanie z tych rozwiązań w modelu on-premise. Wszędzie, gdzie biznes ma dostęp do szerokopasmowego Internetu i jest on powszechny, firmy korzystają z rozwiązań chmurowych chętniej. Dają one możliwość większej niezależności i elastyczności. Natomiast w usłudze instalowanej na komputerze możemy śmiało mówić o pełnej niezależności od zasięgu GSM i transferu danych w bieżącej pracy, choć raz na jakiś czas i tak będziemy musieli przesłać nasze efekty pracy łącząc się z internetem.

    Gdzie chmura rozwija się najlepiej?

    Dynamicznie rozwijają się rozwiązanie chmurowe CRM, BI, a także finansowo-księgowe. Dodatkowo warto wspomnieć o rosnących potrzebach w obszarze HR i marketingu. Te dwa ostatnie działy biznesów w Polsce w ostatnich kilku latach zamawiają nawet o kilkaset procent więcej usług IT, niż miało to miejsce jeszcze dekadę wstecz. Jeśli chodzi o rozwiązania ERP i ich alternatywy chmurowe tutaj wzrostów znaczących nie widać. W tego rodzaju systemach znajdują się najcenniejsze dane, stąd firmy chcą najczęściej pozostawić je w swoich czterech ścianach.

    Realnie rosną wszystkie dziedziny biznesu, które w pandemii mogły przejść w tryb pracy zdalnej. To dzięki ostatnim 18 miesiącom możemy mówić o prawdziwej rewolucji w obszarze chmury. Dzięki niej biznes zrozumiał, że cloud jest zapewnieniem ciągłości dla mnóstwa procesów zachodzących w firmach.

  • Światowy Dzień Telewizji. Polacy ją kochają.  Co najchętniej oglądamy i czym kierujemy się przy zakupie telewizora?

    Światowy Dzień Telewizji. Polacy ją kochają. Co najchętniej oglądamy i czym kierujemy się przy zakupie telewizora?

    W niedzielę, 21 listopada przypada Światowy Dzień Telewizji, ustanowiony 25 lat temu przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Dziś telewizja jest bez wątpienia symbolem kultury masowej, ma znaczący wpływ zarówno na nasze życie, jak i zachodzące w społeczeństwie zmiany. Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie TP Vision, właściciela marki Philips TV & Sound, wykazały, że korzystając z odbiorników wciąż jednak najczęściej sięgamy po tradycyjną telewizję, mimo że nowoczesne telewizory oferują dużo więcej możliwości. Czym kierujemy się kupując telewizor, co, z kim i kiedy najchętniej oglądamy?

    Zacznijmy od zakupu

    Trwałość, stosunek jakości do ceny i wysoka rozdzielczość ekranu to trzy najważniejsze cechy telewizorów, na które zwracają uwagę Polacy, wybierając nowe urządzenie. Dla ponad 92% ankietowanych to trwałość urządzenia jest najważniejsza. Coraz większą uwagę przywiązujemy również do jakości – 91% badanych potwierdza, że ważną cechą telewizora jest korzystny stosunek poniesionego wydatku do jakości urządzenia. Trzecim czynnikiem jest wysoka rozdzielczość ekranu – 88% respondentów oraz dla 87% – jakość dźwięku.

    – Wyraźnie widzimy, że wyniki badań są odzwierciedlone w preferencjach zakupowych klientów. Jakość ma coraz większe znaczenie. Samouczące się systemy, wykorzystanie sztucznej inteligencji do optymalizacji jakości obrazu, dzięki czemu jest on bardziej realistyczny i zbliżony do obrazów widzianych na żywo – to technologie, które już dziś wykorzystujemy w naszych telewizorach, mówi Marcin Habzda, dyrektor generalny TP Vision w Polsce.Z drugiej strony, cena wciąż pozostaje bardzo ważnym kryterium wyboru telewizora – stąd duża popularność naszej serii Philips Performance, oferującej jakość na poziomie urządzeń premium, przy rozsądnej cenie. Widzimy też wyraźnie, że klienci coraz chętniej wybierają modele urządzeń o większych rozmiarach – telewizory o przekątnej przekraczającej 55 cali stanowią dziś 55% naszej sprzedaży. To z kolei wynika ze zmieniającej się funkcji telewizji, co na pewno przyspieszyła też pandemia. Dziś to już nie tylko źródło wiedzy o świecie, ale całe centrum rozrywki domowej – filmy, seriale, sport, dostęp do internetu i platform streamingowych, zaawansowane graficznie gry – do tego wszystkiego potrzebny jest sprzęt o odpowiedniej jakości, dodaje Marcin Habzda

    Rodzinne lub samotne popołudnia i wieczory – czyli co, z kim i kiedy oglądamy

    Przeciętne polskie gospodarstwo domowe posiada średnio 1,8 telewizora. Co najchętniej oglądamy, z kim i ile czasu nam to zajmuje? Okazuje się, że mimo zaawansowanych funkcji współczesnych telewizorów, oferujących m.in. dostęp do internetu czy gier, jesteśmy tradycjonalistami. Wśród Polaków wciąż najpopularniejsza jest tradycyjna telewizja (niemal 50% wskazań). Na kolejnym miejscu plasują się platformy streamingowe – takie jak Netflix, czy inne platformy VoD. Filmy, seriale czy programy dokumentalne ogląda za ich pośrednictwem 15% ankietowanych. Z serwisów video, takich jak YouTube, korzysta na telewizorze 12%. Co ciekawe – blisko 8% respondentów wykorzystuje telewizor do słuchania muzyki – co tradycyjnie było do niedawna wyłącznie domeną sprzętu audio.

    –  Kiedyś pomijana – dziś jakość dźwięku płynącego z telewizora jest coraz ważniejsza. W naszych telewizorach, dzięki współpracy z Bowers & Wilkins, gwarantujemy wysoką jakość dźwięku. Dzięki temu widz ma zapewniony nie tylko efekt wizualny, ale i dźwiękowy na wysokim poziomie – w jednym urządzeniu, dzięki czemu może używać telewizora do słuchania muzyki, mówi Marcin Habzda..

    Większość z nas ogląda TV samotnie (nieco ponad 50% wskazań), a ci, którzy preferują wspólne oglądanie – najchętniej spędzają w ten sposób czas w towarzystwie partnera lub partnerki (84%), a ponad 75% czerpie dużą frajdę ze spędzania czasu przed telewizorem z dziećmi. Na pytanie o to, z kim chętnie oglądają telewizję, więcej niż 73% badanych wskazało ogólnie – rodzinę.

    By umilić sobie czas podczas oglądania filmu czy seriali, niemal 36% ankietowanych przygotowuje przekąski i napoje, a około 30% dostosowuje światło w pomieszczeniu do ekranu. Prawie 18% Polaków podczas oglądania nie korzysta ze swojego telefonu – nie odbiera połączeń i nie sprawdza wiadomości. Zaś blisko 43% respondentów deklaruje, że nie potrzebuje żadnych dodatków, aby cieszyć się seansem.

    Telewizje oglądamy najchętniej na koniec dnia – przed snem (ponad 50% wskazań) oraz po południu – po powrocie z pracy (prawie 25%). Przed telewizorem spędzamy przeciętnie około 3 godziny i 40 minut dziennie. W grupie w wieku 18 – 29 lat zajmuje to średnio 3 godziny, a osoby starsze – w wieku 60 i 75 lat oglądają telewizję średnio przez ponad 4 godziny dziennie.

    Polacy lubią też dyskutować o tym, co obejrzeli. Najczęściej rozmowy toczą sie wokół programów informacyjnych – 48%. Na kolejnym miejscu znalazły się transmitowane w telewizji zawody sportowe – wskazało je ponad 28% respondentów. Natomiast o serialach oglądanych na platformach streamingowych debatuje 24% ankietowanych.

  • W Darknecie kwitnie handel kontami do Netflixa

    Darknet jest miejscem, gdzie można kupić niemal wszystko. Oszuści oferują sklonowane karty kredytowe, paszporty, a także zhakowane konta usług streamingowych, w tym również Netflixa.

    Eksperci coraz częściej mówią o końcu ery tradycyjnych haseł, które mają być zastąpione przez uwierzytelnianie biometryczne. Ale jak na razie większość użytkowników wciąż korzysta z łatwych do złamania haseł. Co gorsza, są one wymienianie raz w roku lub jeszcze rzadziej. Nie inaczej jest w przypadku kont usług streamingowych.

    –      Ilekroć istnieje popyt na usługę internetową, natychmiast pojawia się ona na czarnym rynku. Dzieje się tak ponieważ zawsze istnieją pewne grupy osób poszukujących tzw. okazji cenowych. Serwisy streamingowe biją w czasie pandemii rekordy popularności, dlatego też cyberprzestępcy przejmują konta użytkowników Netflixa, a następnie handlują nimi w Darkneciewyjaśnia Mariusz Politowicz z firmy Marken, dystrybutora rozwiązań Bitdefender w Polsce.

    Cyberprzestępcy mają kilka sposobów na pozyskanie kont internetowych. Jednym z nich jest zalogowanie się przy użyciu danych uwierzytelniających, które wyciekły w wyniku różnych naruszeń. Wiele osób używa tych samych danych uwierzytelniających do wielu kont, a więc wystarczy, że napastnicy uzyskają dostęp do jednej z usług, aby przejąć pozostałe. Innym, bardziej bezpośrednim sposobem jest zakładanie nowych kont przy użyciu skradzionych kart kredytowych. Napastnicy używają też różnych metod, aby nakłonić ludzi do przekazania im cennych informacji. Szeroko rozpowszechnioną praktyką jest phishing. W ostatnich miesiącach nasiliła się fala incydentów, które polegają na tym, iż oszuści żądają od klientów Netflixa przesłania danych uwierzytelniających do konta bankowego celem wyjaśnienia problemów związanych z płatnościami. Skradzione konta do Netflixa można kupić w Darknecie już za 4 USD.

    Co zrobić, aby konto nie trafiło do Darknetu?

    Użytkownicy Netffixa powinni wykonać kilka kroków pozwalających zabezpieczyć konta, tak aby nie trafiły na czarny rynek. Usługodawca oferuje funkcję „ostatnia aktywność przesyłania strumieniowego urządzenia”, która informuje o lokalizacjach i nazwach wszystkich urządzeń, które zyskały dostęp do konta. Jeśli znajdzie się wśród nich nieznany terminal bądź obszar geograficzny, należy użyć opcję „wyloguj się ze wszystkich urządzeń”, a następnie zmienić hasło do usługi.  Trzeba się też poważnie zastanowić nad udostępnieniem danych do konta znajomym czy rodzinie. Wprawdzie Netflix zachęca do stosowania tego typu praktyk, aczkolwiek w ten sposób zwiększa się liczba osób mających pełną kontrolę administracyjną nad kontem. Mariusz Politowicz z firmy Marken, dystrybutora rozwiązań Bitdefender w Polsce, namawia też do korzystania z dodatkowych usług chroniących cyfrowy ślad internauty. Przykładowo Digital Identity Protection oprócz tego, że informuje o naruszeniach danych lub pojawieniu się ich w Darknecie, wyświetla wezwania do działania, takie jak chociażby zmiana hasła do konta Netflix.

  • Pandemia i Polski Ład napędzają GIGekonomię w Polsce

    Pandemia i Polski Ład napędzają GIGekonomię w Polsce

    W 2025 roku GIGerzy stanowić będą 15 proc. pracowników w skali całego globu i 20 proc. w Polsce. Są jednak i takie kraje, w których już wkrótce GIGerem stanie się niemalże co drugi pracownik. Kim są GIGerzy? Czego oczekują? I… jak wpłynie na nich Polski Ład? Na te pytania odpowiada najnowszy raport EY & GIGLIKE: GIG on. Nowy Ład na rynku pracy.

    GIG – trzy litery, za którymi kryje się zmiana

    GIGekonomia to system pracy, który wyróżniają elastyczne formy zatrudnienia, ale też elastyczność w zakresie sposobu jej wykonywania. GIGerami są więc z jednej strony osoby pracujące tymczasowo, z drugiej – osoby posiadające specjalistyczne umiejętności, np. konsultanci, specjaliści, profesjonaliści, samozatrudnieni i niezależni kontraktorzy.
    EY, światowy lider rynku usług profesjonalnych obejmujących usługi audytorskie, consulting, doradztwo podatkowe i transakcyjne oraz GIGLIKE, platforma biznesowa wspierająca firmy w efektywnej współpracy z niezależnymi talentami (w modelu B2B)  zapewniająca dopasowaną ofertę benefitów, narzędzi i usług biznesowych dla GIGerów, przyjrzały się nowemu zjawisku. Efektem wspólnych działań jest raport: „GIG on. Nowy Ład na rynku pracy” opisujący wzrost znaczenia GIGekonomii.

    – Jeśli spojrzeć na wskaźniki demograficzne i dane z rynku pracy jedno jest pewne – nie jest to przejściowa moda. Ponieważ niedobór i niedopasowanie talentów osiągnęły już znaczną skalę w wielu branżach, wyzwaniem dla pracodawców będzie budowanie modeli biznesowych i modeli pracy umożliwiających elastyczne i mniej tradycyjne formy zatrudniania dla niezależnych ekspertów. Potwierdza to badanie EY 2021 Work Reimagined. W ankiecie wśród pracowników, na którą odpowiedziało ponad 16 000 respondentów, 9 na 10 osób chce elastyczności miejsca i czasu pracy, a 54% pracowników prawdopodobnie odejdzie jeśli nie zaoferuje się im elastyczności, jakiej oczekująmówi Artur Miernik, Partner EY Polska, Lider Praktyki Workforce Advisory w ramach People Advisory Services.

    – Możliwość pracy zdalnej czy upowszechnienie pracy projektowej sprawiły, że pojawiły się nowe możliwości. Jedną z nich jest GIGekonomia. GIGerzy obecni są na rynku niemalże od zawsze, nigdy nie byli jednak aż tak widoczni. Warto dodać, że to właśnie nowoczesne technologie ułatwiają zatrudnianie GIGerów i współpracę ze specjalistami, którzy oczekują coraz większej elastyczności ze strony pracodawcypodkreśla Tomasz Miłosz, Founder & CEO GIGLIKE.

    Portret GIGera

    W oczach Millenialsów i wchodzącej na rynek pracy generacji Z, poczucie niezależności, decyzyjności oraz potrzeba szybkiego zdobywania różnorodnych doświadczeń to jedne z najbardziej istotnych czynników w czasie szukania pracy.

    Aż 42% obecnych pracowników z pokolenia Y to freelancerzy, a więc potencjalni GIGerzy. Z kolei przedstawiciele pokolenia Z, którzy w 2030 roku będą stanowić aż 1/5 rynku pracy, będą chcieli działać w sposób jeszcze bardziej niezależny, w myśl zasady connect, communicate, change (dołącz, wymieniaj informacje, zmień). Obie wyżej wymienione grupy stanowią bazę GIGekonomii.

    – Również w Polsce społeczność GIGerów tworzą przede wszystkim Millenialsi. Nie zniechęca ich ilość i złożoność obowiązków nakładana na podmioty prowadzące działalność gospodarczą, ani brak jasnych uregulowań prawnych dotyczących GIGekonomii w przepisach prawa. Osobną grupą są natomiast osoby w wieku 40 plus, doświadczeni eksperci szukający nowych i bardziej opłacalnych form współpracy. Spodziewamy się, że w ciągu pięciu najbliższych lat podwoi się liczba GIGersów na polskim rynku pracy z obecnego 10% do 20%mówi Eliza Skotnicka, Senior Manager w Zespole People Advisory Services w Dziale Doradztwa Podatkowego EY Polska.

    Wśród GIGerów znajdziemy najczęściej pracowników branży kreatywnej: grafików, montażystów, fotografów, copywriterów czy tłumaczy, ale też specjalistów IT i marketingu. Przedstawiciele tych zawodów od zawsze preferowali elastyczne formy zatrudnienia, zmiany które dokonały się ostatnim czasie ułatwiają i upowszechniają to zjawisko.

    – Znakomita większość przedsiębiorców przygląda się z zainteresowaniem zmianom na rynku pracy i stopniowo zmienia własne modele biznesowe, uwalniając przestrzeń dla GIGerów. Przedsiębiorcy nie podchodzą do GIG-zjawisk bezkrytycznie czy bezrefleksyjnie, więcej, starają się zrozumieć bariery zmian i ich ewentualne negatywne implikacje. Szefowie kadr, prezesi i właściciele, dobrze rozumiejąc potencjał GIGekonomii, starają się racjonalizować ten trend i wprowadzać go u siebie w życie stopniowo. Sięgają oni do GIGerów, jako remedium na rosnącą rotację pracowniczą i niedobór siły roboczej do wykonywania bieżących działań. Sięgając po ten model funkcjonowania, przedsiębiorcy i menedżerowie chcą mieć pewność bezpieczeństwa i zgodności z prawem z wielu dziedzin: pracy, ubezpieczeń społecznych, podatków czy ochrony własności intelektualnej mówi Marek Jarocki, Partner EY Polska, Lider zespołu People Advisory Services. 

    Rzut oka na perspektywę zza Oceanu

    Już teraz GIGerzy stanowią ponad 35% pracowników w Stanach Zjednoczonych. Jak wynika z raportu Morgan Stanley, do 2027 roku odsetek ten zwiększy się aż o 15 punktów procentowych. W efekcie co drugi amerykański pracownik będzie GIGerem.

    Eksperci zwracają jednak uwagę, że GIGekonomia przynosi korzyści wyłącznie wtedy, gdy jest wynikiem dobrowolnej decyzji pracownika. Kolejnym problemem mogą się okazać przepisy – a raczej ich brak – co pokazuje choćby sytuacja w Stanach Zjednoczonych. W USA trwają jednak prace nad tym, aby GIGer, tak jak każdy inny pracownik, mógł mieć zagwarantowany dostęp na przykład do opieki zdrowotnej czy świadczeń społecznych.

    – Życzyłbym sobie i przede wszystkim GIGerom, żeby wybór tej ścieżki zawodowej był świadomy i dobrowolny. Niestety, nie zawsze tak jest. Wystarczy spojrzeć na przykład z rodzimego podwórka. „Jednoosobowe firmy” ratowników medycznych, którzy właśnie rozpoczęli swój protest, to doskonały przykład patologii, nad którymi zbyt łatwo przechodzimy do porządku dziennego. Mam nadzieję, że dyskusja wokół GIGekonomii i GIGerów pomoże nam w tym, aby chronić wszystkie potencjalnie narażone grupy pracownikówdodaje Piotr Palikowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami.

    GIGekonomię już dziś wspierają trendy, takie jak ekonomia współdzielenia czy platformizacja z nastawieniem na modele subskrypcyjne – co potwierdzają globalne sukcesy firm, takich jak Uber czy Netflix.

    – Powstają nowe platformy, które proponują specyficzne rozwiązania dla GIGekonomii i uczestników tego procesu. Mowa o platformach biznesowych pozwalających mitygować ryzyko prawno-podatkowe związane ze współpracą z GIGerami i oferujące modele subskrypcyjne odpowiadające na potrzeby GIGerów. Dzięki takim rozwiązaniom możliwe jest zaoferowanie w jednym miejscu wszelkich benefitów oraz narzędzi i usług biznesowych – wskazuje Tomasz Miłosz.

    Kiedy to się opłaca?

    Trend GIGekonomii zyskuje na popularności także w Polsce. Działający na tzw. „samozatrudnieniu” GIGer może dziś skorzystać z szeregu korzyści, jakie oferuje jednoosobowa działalność gospodarcza, w tym m.in. liniowego podatku PIT czy preferencyjnych składek ZUS w początkowym okresie działalności.

    – Pandemia COVID-19 przyspieszyła proces transformacji rynku pracy o około 5-10 lat. Jednym z najbardziej widocznych efektów jest upowszechnienie elastycznego modelu pracy. Menedżerowie w firmach zorientowali się, że mogą mieć zdecydowanie większy dostęp do talentów bez ograniczeń lokalizacyjnych, co zwiększa ich możliwości zatrudniania ekspertów w danej dziedzinie. Nowoczesne technologie ułatwiają zatrudnianie GIGerów i współpracę ze specjalistami, którzy oczekują coraz większej elastyczności ze strony pracodawcymówi Eliza Skotnicka.

    Istotnym czynnikiem, który wpłynie na popularyzację GIGekonomii może okazać się… Polski Ład. Według szacunków może on bowiem spowodować wzrost rocznego obciążenia spółek zatrudniających specjalistów średnio o 4-10%, za sprawą większych kosztów zatrudnienia spowodowanych presją płacową.

    – Spodziewam się, że efektem nowych rozwiązań będzie upowszechnienie usług opartych o elastyczny model zatrudnienia i rozwój GIGekonomiidodaje ekspertka.

    Na korzyść nowego systemu pracy przemawiać będą zmiany w przepisach podatkowych dla jednoosobowych działalności gospodarczych, takie jak niższy ryczałt PIT (podatek od przychodu) dla branży IT na poziomie 12% lub 14% dla osób wykonujących zawody medyczne, podmiotów świadczących usługi architektoniczne i inżynierskie, usługi badań i analiz technicznych oraz w zakresie specjalistycznego projektowania.

    Z obniżeniem dochodu netto dla większości będzie się jednak wiązać likwidacja zryczałtowanej składki zdrowotnej oraz możliwości jej odliczenia od PIT. W zależności od dochodu straty z tego tytułu mogą wynieść od kilkudziesięciu do nawet kilkunastu tysięcy złotych.

    Trend rozwoju GIGekonomii przyczyni się natomiast do coraz mniejszego strachu przed odejściem z zatrudnienia na podstawie tradycyjnej umowy o pracę, zaś ryzyko niestabilnego dochodu w dużym stopniu kompensowane będzie możliwością współpracy z wieloma podmiotami jednocześnie.

    – Uczniowie szkół średnich powinni zastanowić się, w jaki sposób powinni rozwijać swoje umiejętności zawodowe, tak aby byli przygotowani na ten zmieniający się model zatrudnienia. Następne pokolenie musi zrozumieć, że nadchodzi automatyzacja. Musisz stale zadawać sobie pytania: co robisz, czego nie da się zautomatyzować lub czego ktoś inny nie zrobi lepiej od Ciebie? Zastanów się, co naprawdę lubisz, a także, w czym jesteś naprawdę dobry doradza Jowita Michalska, CEO Digital University.

    GIG is on

    Do GIGekonomii przekonuje się coraz więcej firm w skali świata. Już jedna na trzy organizacje zrezygnowała z pracowników etatowych na rzecz niezależnych talentów. Ten nowoczesny model współpracy jest coraz szybciej i szerzej adaptowany przede wszystkim w firmach technologicznych i obejmuje coraz większą część społeczeństwa, stanowiąc o przyszłości rynku pracy.

  • Rok wielu emocji, czyli co Polacy oglądali na Netflix

    Co Polacy oglądali najchętniej w mijającym roku? Netflix właśnie to podsumował – lista filmowych gatunków jest obszerna, a wachlarz emocji, które towarzyszyły polskim widzom, jeszcze szerszy. Jak się okazuje, na ekranach królowały przede wszystkim dramaty, produkcje komediowe oraz kino dla najmłodszych. Polacy z entuzjazmem odkrywali także nowości z całej gamy innych kategorii dostępnych na Netflix.

    Coraz bardziej lubimy fantazjować

    Najciekawszym zaskoczeniem był ogromny, bo o niemal 500%, wzrost zainteresowania filmami fantasy. Choć nikogo nie powinno dziwić, że w tym pełnym emocji roku Polacy chętnie sięgali po kino, pozwalające na chwilę oderwać się od rzeczywistości, jaką znamy. Pomogły nam w tym m.in. produkcje Oryginalne Netflix – jeśli chodzi o fantasy dużą popularnością cieszyły się np. seriale Przeklęta czy Locke & Key. Dobrze się składa, gdyż rok 2021 również zapowiada się ciekawie dla kategorii fantasy – trwają już prace nad drugim sezonem Wiedźmina.

    Zapragnęliśmy romantyzmu

    Ostatni rok to także wzrost popularności historii miłosnych. W porównaniu z 2019 oglądalność romansów na Netflix jest teraz ponad trzy razy większa. Czyżby, jak śpiewali Beatlesi, “All you need is love”? Popularnością cieszyły się takie tytuły jak The Kissing Booth 2, Zakochany bogacz czy Miłość gwarantowana. Te pogodne, momentami zabawne, ale też chwytające za serce produkcje dostarczały Polakom nie tylko bardzo potrzebną dawkę pozytywnych emocji, ale także wiele rozwiązań na “domowe” randki.

    Oglądaliśmy w rytmie muzyki

    Musicale – to kolejna kategoria, którą odkryli Polacy w tym roku. Rozśpiewane produkcje porwały nas zarówno fabułą okraszoną szczyptą magii, jak i chwytliwymi piosenkami. M.in. dzięki takim tytułom jak Grease, Sweeney Todd, The Eddy z Joanną Kulig czy produkcji Oryginalnej Netflix z Rachel McAdams – Eurowizja, muzyczne historie kończą 2020 rok z ponad trzykrotnym wzrostem zainteresowania.

    Przeżywaliśmy też mocniejsze historie

    Poza odkrywaniem nowości, Polacy pozostali wierni swoim gustom – i tak wciąż najczęściej wybieranym w Polsce gatunkiem, zarówno wśród filmów jak i seriali, jest szeroko rozumiany dramat. Kategoria okazywała się bezkonkurencyjna w miesięcznych rankingach – wiodła prym przez cały rok. W 2020 roku Netflix znacząco poszerzył bibliotekę produkcji tego typu – filmy obyczajowe, polityczne, społeczne czy melodramaty to tylko namiastka treści, spośród których mogliśmy wybierać. Cieszy fakt, że wśród najpopularniejszych w tym roku reprezentantów gatunku, znalazło się sporo lokalnych tytułów – wśród nich stworzony w Polsce serial oryginalny Netflix W głębi lasu oraz filmy Jak zostałem gangsterem, Boże Ciało, Proceder i Zabawa Zabawa. Globalnym hitem – także niezwykle popularnym w Polsce – okazał się miniserial Gambit Królowej z polskim akcentem, czyli Marcinem Dorocińskim w roli szachowego mistrza.

    Oglądaliśmy razem

    Wśród najczęściej wybieranych przez Polaków gatunków znalazły się także komedie oraz produkcje dla dzieci/kino familijne – na podium jest miejsce dla obu kategorii, ale jak się okazało to Dzieciak rządzi. Tytuły przeznaczone dla młodszych użytkowników dominowały przez większą część roku, szczególnie w okresie letnim. Niewątpliwie jest to zasługa imponującej bazy treści licencjonowanych oraz tegorocznych premier wysokiej jakości produkcji oryginalnych Netflix, w tym Wyprawa na Księżyc, Park Jurajski: Obóz Kredowy czy SpongeBob Film: Na ratunek. 2020 przyniósł także udoskonalone funkcje ochrony rodzicielskiej, dzięki którym korzystanie z serwisu przez najmłodszych stało się nie tylko łatwiejsze, ale i bezpieczniejsze.

    Było nam do śmiechu

    Jeśli zaś chodzi o komedie – poza tym, że oglądaliśmy ich dużo, to znacznie częściej po “wesołe tytuły” sięgaliśmy w zimowych miesiącach (początek roku to szczególnie dobry czas dla tej kategorii – może to efekt szampańskich nastrojów panujących w czasie karnawału?). Wśród ulubionych komedii pojawiły się oryginalne produkcje Netflix – perypetie specjalistki od marketingu Emily w Paryżu, serial o dojrzewaniu Sex Education czy opowieść o niefortunnej pomyłce Niewłaściwa Missy.

    Szukaliśmy dreszczyku grozy i przygód!

    Podczas miesięcy jesienno-zimowych użytkownicy chętnie wybierali także horrory. Wygląda na to, że im mniej przyjazna aura na zewnątrz, tym chętniej szukamy nie tylko tytułów, które rozweselą w czasie jesiennej pluchy, ale także mrocznych historii, które wzbudzą gęsią skórkę nie tylko z zimna, ale i ze strachu. Jednym z horrorów, który cieszył się największą popularnością wśród polskich widzów był rodzimy tytuł W lesie dziś nie zaśnie nikt – został on premierowo udostępniony w serwisie, także użytkownicy Netflix mogli obejrzeć go jako pierwsi w Polsce. Co ciekawe, w cieplejszych miesiącach – jak kwiecień, lipiec i sierpień – swój złoty okres przeżywały filmy akcji. W tym roku poziom adrenaliny podnosiły Polakom takie tytuły jak Tyler Rake Ocalenie z Chrisem Hemsworthem czy The Old Guard z Charlize Theron. Chętnie sięgano także po kolejny sezon emocjonujących przygód nietuzinkowego rodzeństwa z The Umbrella Academy.

    Odkrywaliśmy świat

    Rok 2020 nie mógł nas powstrzymać od podróżowania. Polacy chętnie oglądali lokalne produkcje z różnych zakątków świata. Kierunków było sporo, a ciekawych historii i bohaterów jeszcze więcej. Nasze serca zdobyła np. historia spektakularnych rabunków w Madrycie. Dom z Papieru utrzymywał się na naszej top liście aż przez 122 dni! Fenomen serialu sięgnął dużo dalej – patrząc na poczynania Profesora i jego ekipy, Hiszpanię również chętnie “odwiedzali” mieszkańcy także 91 innych krajów. Wśród popularnych kierunków ekranowych podróży znalazły się także takie kraje jak Stany Zjednoczone (Ostatni taniec – aż 50 dni w TOP 10), Meksyk (Mroczne pożądanie – 42 dni) czy Rosja (Ku Jezioru – 37 dni). Odkrywaliśmy też kulturę Dalekiego Wschodu – ponad trzykrotnie wzrosło zainteresowanie koreańskimi produkcjami, a anime oglądało ponad 150% więcej Polaków niż w 2019 roku. Poznawaliśmy świat także dzięki szerokiej bibliotece filmów dokumentalnych na Netflix. W tym roku oglądaliśmy ich ponad dwa razy więcej! Wśród tematów, które najbardziej interesowały Polaków (oczywiście poza dokumentem na temat Domu z Papieru) znalazły się także Dylemat Społeczny czyTajemnice grobowca w Sakkarze.

  • Dwa projektory multimedialne Philips w ofercie Black Friday

    Dwa projektory multimedialne Philips w ofercie Black Friday

    W ofertach wybranych partnerów handlowych KONTEL pojawiły się dwa ciekawe multimedialne rzutniki marki Philips, które zostały przecenione z okazji trwającego czarnego tygodnia.

    Jednym z nich jest znany już na rynku model PicoPix Max. Urządzenie jest lekkie, kompaktowych wymiarów i w pełni mobilne, dzięki wbudowanemu akumulatorowi, dzięki któremu można oglądać filmy nawet przez 3 godziny. Obraz jakości Full HD wyświetlimy na 120 calach, a o oprawę dźwiękową zadbają wbudowane stereofoniczne głośniki. Projektor obsługuje wszystkie standardy łączności – Bluetooth, WiFi, USB-C, MicroSD, HDMI, Airplay, Miracast – łatwo połączymy się z każdym urządzeniem przewodowo lub bezprzewodowo klonując obraz ze smartfona. Rzutnik pracuje w technologii DLP, a jego żywotność to 30 000 godzin, co przy użytkowaniu średnio przez 4 godziny dzienne wystarczy na 20 lat! Do dyspozycji użytkownika jest też 16 GB wbudowanej pamięci. W zestawie znajdziemy mini statyw umożliwiający przymocowanie projektora oraz pilot zdalnego sterowania.

    philips

    Drugi model – Philips NeoPix Ultra 2, to nowość producenta w globalnej ofercie. Projektor wyświetla obraz na 65 calach w rozdzielczości 1920×1080 pikseli. Na pokładzie urządzenia znajdziemy moduły WiFi i Bluetooth, HDMI, VGA, USB oraz slot na karty MicroSD. Zintegrowane aplikacje, takie jak Netflix, YouTube, Firefox, Express, VPN, VLC pozwolą cieszyć się swobodą obcowania z multimediami. Urządzenie posiada wbudowane głośniki, zaś korekcję obrazu ustawia się ręcznie.

    Promocja z okazji Black Friday na te modele trwa do 30 listopada lub do wyczerpania zapasów. Warto podkreślić, że na kupujących czeka też miła niespodzianka w postaci dostępu do platformy CDA Premium na okres 2 lub 3 miesięcy. Szczegóły na stronie.

  • Sony: Zwyczaje konsumentów wymuszają zmiany tradycyjnych modeli nadawania telewizji

    Sony: Zwyczaje konsumentów wymuszają zmiany tradycyjnych modeli nadawania telewizji

    Produkcja telewizyjna zawsze zaczyna się tak samo: mamy scenariusz, twórcze oko reżysera, prezentera lub aktorów i obiektyw utrwalający materiał filmowy. Nieustannym wyzwaniem jest natomiast wszystko to, co dzieje się później, od postprodukcji po dystrybucję.

    Upowszechnienie się usług SVoD (Streaming Video on Demand — strumieniowe wideo na życzenie) radykalnie zmieniło sposoby konsumpcji treści. Z opracowanego przez brytyjski urząd Ofcom raportu Ofcom – Media Nations Report 2020 wynika, że największy wzrost popularności w Wielkiej Brytanii odnotowały serwisy SVoD, takie jak Netflix, Amazon Prime Video i Disney+: w kwietniu 2020 r. statystyczny widz oglądał treści z ich oferty przez 1 godzinę i 11 minut dziennie — o 37 minut dłużej niż w 2019 r. Źródłem tego wzrostu niewątpliwie były obostrzenia związane z koronawirusem. Ale 11-procentowy wzrost rok do roku odnotowano także w czerwcu.

    O ile stacje telewizyjne mogą zaoferować jedynie pełną ramówkę, operatorzy serwisów SVoD pozwalają widzom buszować po obszernej bibliotece materiałów do obejrzenia na życzenie. W 2020 r. odwołano ponadto szereg imprez sportowych i wstrzymano lub porzucono produkcję wielu programów i filmów, co przełożyło się na znaczący spadek dochodów z reklam. Wszystko to zmusza nadawców do usprawniania swoich działań i dostosowywania modeli biznesowych do potrzeb widzów, którzy oczekują większej ilości treści.

    Okazuje się jednak, że przy wprowadzaniu nowszych, bardziej dynamicznych modeli działalności odzywa się przeszłość — i pojawiają się poważne trudności.

    Zmieniający się model biznesowy telewizji

    Tradycyjne modele biznesowe telewizji charakteryzowały się małą elastycznością łańcucha dostaw. Były uzależnione od największych stacji telewizyjnych i producentów i cechowały się długimi cyklami rozwoju. Zmianę tego stanu wymusił jednak niespotykany wcześniej popyt na treści o wysokiej jakości w wielu kanałach i na wielu platformach równocześnie — który pojawił się w okresie spowolnienia lub wstrzymania wielu produkcji.

    Właściciele multimediów coraz częściej szukają rozwiązań, które pozwolą im działać w świecie cyfrowym. Wprowadzenie modelu działalności opartego na technologii cyfrowej pozwala im w razie potrzeby zwiększać ilość tworzonych treści, a zarazem obniżać koszty. Takie rozwiązania nie są jednak uniwersalne: trzeba je dostosowywać do specyfiki nadawcy, by znaleźć równowagę między efektywnością działań i elastycznością a obniżeniem kosztów. W rezultacie wiele podmiotów wdraża platformy chmurowe i rozproszone, na przykład platformę współpracy Sony HIVE lub rozwiązania chmurowe z pakietu Ci.

    Zdaniem Ofcom nadawcy komercyjni, którzy rozpoczęli już cyfrową ewolucję, odnotowują wzrost przychodów, ponieważ wpływy z reklam w oferowanych przez nadawcę materiałach wideo na życzenie (BVoD) w okresie od 2015 do 2019 roku rosły przeciętnie o 24%, by w tym roku osiągnąć poziom 452 mln funtów. Ma to duże znaczenie dla tych nadawców, którzy korzystali dotąd z bardziej tradycyjnych modeli przychodów z reklam, zwłaszcza jeśli większość tych przychodów była powiązana z dużymi wydarzeniami, wymagającymi znacznych nakładów finansowych. Obecny rok odbił się szczególnie właśnie na dużych imprezach, takich jak Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej czy letnie zawody lekkoatletyczne itp.

    Potrzeba ułatwień kredytowych dla nadawców

    Branża nadawcza była i nadal jest silnie uzależniona od wpływów z reklam. Rosnąca konkurencja ze strony Netfliksa, Quibi itp. zmusiła media do wypracowania nowych sposobów przekazywania reklam, również drogą cyfrową, by zapobiec utracie tego kluczowego źródła dochodu. Mimo to nadal nie można przewidzieć dochodów z reklam — i to do tego stopnia, że media jako całość (włącznie ze sztuką) są postrzegane przez sektor finansowy jako branża zwiększonego ryzyka. Znacznie utrudnia to nadawcom prywatnym i podmiotom związanym z mediami (firmom producenckim i wypożyczalniom sprzętu) uzyskanie kredytu na poważne inwestycje w infrastrukturę i sprzęt lub oprogramowanie.
    Wobec wysokiego kosztu pełnej cyfryzacji działań i równoczesnej konieczności niemal nieprzerwanego inwestowania w nowe technologie — na przykład w możliwość przejścia z HD na 4K — branża musiała znaleźć inne sposoby finansowania. W tej dziedzinie nadawcy publiczni zyskali nieoczekiwanie przewagę nad prywatnymi, gdyż wsparcie rządu łagodzi postrzeganie ryzyka. Problem dotyczy jednak całego wachlarza podmiotów, od wolnych strzelców potrzebujących jednej kamery po dużych nadawców komercyjnych, którzy muszą zasadniczo zmienić modele produkcji. W rezultacie zarysowują się dwa wyraźne trendy.

    Pierwszy to większe zainteresowanie mediów wynajmem lub leasingiem sprzętu i oprogramowania. Płatności rozkładają się w czasie, a sprzęt często jest nawet leasingowany, a nie kupowany. Model ten ogranicza potrzebę dużych, jednorazowych inwestycji, ale stanowi wyzwanie dla większych producentów, którym trudniej jest się dostosować do niego.

    Drugi trend, obserwowany tam, gdzie nie sprawdza się leasing lub dzierżawa z opcją zakupu, to współpraca marek — branded partnership. Polega on na współpracy podmiotów z branży nadawczej i wspólnej realizacji projektów. Ponieważ każda ze stron wnosi własną linię kredytową, następuje podział odpowiedzialności finansowej i ryzyka, co ułatwia pozyskanie funduszy na realizację projektu.

    Od stale wysokiego standardu do wysokiego standardu na życzenie

    Kolejny wyraźny trend to przejście ku skalowalności rozwiązań o wysokim standardzie. Dawniej nadawcy musieli dbać, by ich infrastruktura mogła zapewnić najwyższe standardy podczas produkcji, jakie mieli zaplanowane w kalendarzu. Przykładowo, aby móc nadawać transmisje z zawodów lekkoatletycznych, programy wyborcze lub flagowe seriale, nadawcy musieli utrzymywać najbardziej zaawansowane technologie przez cały rok. Takie jednorazowe duże wydarzenia często na lata wiązały cykle inwestycyjne i prowadziły do powstania wyspecjalizowanych, ale mało elastycznych konfiguracji.

    Rozwój oferty SaaS i całej technologii chmurowej połączony z nowymi możliwościami wypożyczenia lub leasingu sprzętu pozwala nadawcom ograniczyć się do bazowych rozwiązań, a w razie potrzeby korzystać z systemów o wysokim standardzie w formule „na życzenie”. Teraz możliwe jest skalowanie w górę i w dół odpowiednio do zmieniających się z dnia na dzień potrzeb. Oznacza to, że dawniejsze stałe wydatki na technologię są obecnie bardziej elastyczne i dynamiczne, a nadawca może działać sprawniej i lepiej wykorzystywać posiadane zasoby.

    Współpraca z myślą o przyszłości

    Aby branża mogła się rozwijać, nadawcy potrzebują dostępu do bardziej dynamicznych struktur kosztów i bardziej elastycznych źródeł dochodu z reklam. Ich zapewnienie nie może jednak należeć wyłącznie do nadawcy. W łańcuchu dostaw treści występuje tyle współzależności od różnych elementów, że do sprostania obecnym zmianom konieczna jest współpraca całej branży. Trwająca pandemia rodzi potrzebę takiej współpracy w niespotykanym dotąd zakresie. Firma Sony podjęła więc szereg działań. Jednym z nich jest interaktywna kampania online Rewrite the Future. Składają się na nią materiały online oraz wydarzenia organizowane przez firmę Sony i jej partnerów z branży. Motywem przewodnim kampanii jest przystosowanie nadawców do nowych technologii, nowych oczekiwań widzów i pandemii.

    Autor: Olivier Bovis, dyrektor sprzedaży w dziale Media Solutions, PSE.

  • XGS-PON przetestowany przez Moico

    XGS-PON przetestowany przez Moico

    Rynek pasywnych sieci optycznych PON (ang. Passive Optical Network) stopniowo,
    lecz nieuchronnie zmierza w kierunku technologii 10G. Podstawą do wdrożenia tego
    standardu staje się XGS-PON, którego siłą jest możliwość świadczenia
    użytkownikowi końcowemu symetrycznych usług multigigabitowych (ponad 1
    Gb/s) przy wykorzystaniu istniejącej infrastruktury.

    W ostatnich tygodniach Internet Union, dolnośląski operator świadczący usługi m.in. pod
    marką Moico, pomyślnie przetestował technologię XGS-PON. Celem testów była
    weryfikacja wydajności tego rozwiązania w warunkach zbliżonych do rzeczywistych,
    dlatego przeprowadzono je w istniejącej sieci. Aby w pełni wykorzystać oferowane przez
    XGS-PON pasmo, wykorzystano dwa potężne serwery z połączeniami 10Gbps oraz
    końcówek klienckich, z których każda była zdolna do wysycenia 1Gbps połączenia.

    – Testy zakończyły się pełnym sukcesem. Byliśmy w stanie wysycić oferowane pasmo
    niemalże w 100% – wynik 9.9Gbps. Sama konfiguracja nie była problematyczna i
    rozwiązanie zaczęło działać po kilku godzinach pracy podsumowuje Norbert Dadacz,
    kierownik działu IT w Internet Union. Pomyślnie przeprowadzone testy otwierają drogę
    do dalszego zwiększania zasięgu sieci operatora, co ważne, przy wykorzystaniu istniejącej
    już infrastruktury światłowodowej. Dzięki możliwości nałożenia sygnału sieci 10G-PON na
    istniejącą 1G-PON (tzw. overlay), operator może rozwijać obie technologie równolegle i
    udostępniać w zależności od potrzeb klienta.

    Nieograniczony dostęp do sieci

    Dzięki wykorzystaniu technologii XGS-PON, górna granica przepustowości zostanie
    zwiększona dziesięciokrotnie: z 1Gbps na 10Gbps. Technologia XGS-PON jest
    symetryczna, czyli maksymalna prędkość osiągana przy pobieraniu danych jest równa
    maksymalnej prędkości przy wysyłaniu danych, co od zawsze stanowi jeden z głównych
    wyróżników oferty Moico.

    Wdrożenie przez Moico technologii XGS-PON oznacza dla użytkownika końcowego istotne zwiększenie możliwości łącza internetowego. – Pobranie półtoragodzinnego filmu
    z Netflixa w najwyższej jakości 4k potrwa około 15 sekund, przy założeniu, że film jest
    skompresowany do rozmiaru 18GB. Połączenie o prędkości 10Gbps pozwoli na jednoczesne
    oglądanie 375 filmów w jakości 4K, przy założeniu transmisji na poziomie 26.6Mbps na
    strumieńdeklaruje Norbert Dadacz.

    Sprawdzony dostawca

    Dostawcą sprzętu do testów była firma FIBRAIN, polski producent kabli światłowodowych
    oraz osprzętu do budowy sieci światłowodowych. W ostatnim czasie firma wdrożyła
    modularne rozwiązania GPON oraz XGS-PON na potrzeby projektu rozbudowy Miejskiej
    Sieci Teleinformatycznej dla Urzędu Miasta w Rzeszowie. To pierwsze tego typu wdrożenie
    w Polsce i jedno z pierwszych w Europie. Powstała w wyniku budowy Miejskiej Sieci
    Teleinformatycznej infrastruktura jest przygotowana do wdrożenia sieci 5G (5 generacji).

  • Większość Polaków nie jest przygotowana na kolejny kryzys

    Większość Polaków nie jest przygotowana na kolejny kryzys

    Z powodu pandemii koronawirusa prawie co 10. Polak stracił pracę, a blisko połowa wciąż obawia się jej utraty. Co istotne, ponad połowa nie ma planu awaryjnego na taką okoliczność – wynika z badania InterviewMe.pl „Życie bez pensji”. Kryzys związany z COVID-19 może jednak zmienić sposób zarządzania finansami.

    – To może być pewnego rodzaju otrzeźwienie. Ludzie będą bardziej przyszłościowo planować, co może się stać, jeżeli stracą pracęocenia Piotr Sosnowski, współzałożyciel InterviewMe.pl.

    – Sytuacja związana z koronawirusem potęguje obawy Polaków. Wiele sektorów gospodarki i wielu pracodawców bardzo boleśnie odczuwa konsekwencje pandemii, co przekłada się na pracowników – mówi Piotr Sosnowski. – Polacy są negatywnie nastawieni do tego, co się dzieje. To nowe wyzwanie i taka sytuacja może być dla wielu osób trudna.

    Z powodu pandemii koronawirusa prawie co 10. Polak stracił pracę, a 43 proc. obawia się jej utraty. Jednocześnie jednak, jak pokazują wyniki badania InterviewMe.pl, nie jesteśmy przygotowani do kryzysu i nie mamy oszczędności, które pomogłyby go przetrwać. Co trzeci Polak wydaje niemal 90 proc. pensji, a 4 proc. – nawet powyżej 100 proc. tego, co zarabia. Co czwarty w ogóle nie posiada oszczędności, podobny odsetek twierdzi, że wystarczą one na maksymalnie dwa tygodnie. Tylko 35 proc. byłoby w stanie przeżyć z oszczędności od miesiąca do pół roku.

    – Większość Europejczyków nie oszczędza, a 41 proc. nie ma żadnych oszczędności [badanie Intrum „European Consumer Payment Report” za 2018 rok – red.]. Na tym tle nie wypadamy źle, bo wśród Polaków ten odsetek wynosi 36 proc. – wskazuje współzałożyciel InterviewMe.pl.

    Doradcy finansowi podkreślają, że osoby, które samodzielnie utrzymują gospodarstwo domowe, powinny mieć oszczędności na minimum sześć miesięcy. Dla tych, którzy dzielą wydatki z pracującym partnerem lub mają alternatywne źródło zarobku, bezpieczna poduszka to taka na co najmniej trzy miesiące.

    Ponad połowa Polaków (58 proc.) oszczędza poniżej 500 zł, co czwarty 500–1000 zł. Tylko 17 proc. jest w stanie odłożyć więcej niż 1000 zł. Dlatego tylko 9 proc. osób deklaruje, że w przypadku utraty pracy sięgnęłoby po oszczędności.

    – Na taką sytuację ponad połowa społeczeństwa nie jest przygotowana, ale może pandemia koronawirusa trochę to myślenie zmieni. Jeśli mielibyśmy szukać jakichś pozytywów w tej negatywnej sytuacji, to mógłby być jeden z nich. Może będziemy częściej myśleć o tym, co by się stało, gdybyśmy jednak pracę stracili – mówi Sosnowski.

    Zdecydowana większość z nas od razu zaczęłaby szukać nowego miejsca zatrudnienia. Inni zwróciliby się po pomoc do rodziny i znajomych, przede wszystkim do rodziców i partnera.

    Brak oszczędności oznacza, że w przypadku utraty pracy wielu Polaków będzie musiało zrezygnować z jakichś wydatków lub szukać alternatywnych źródeł dochodu.

    Z badania InterviewMe.pl wynika, że Polacy w pierwszej kolejności sprzedawaliby biżuterię, sprzęt elektroniczny, ubrania i buty. Ponad jedna trzecia badanych twierdzi, że mimo kłopotów finansowych nie unikałaby obowiązkowych opłat. Tylko co 10. przestałby opłacać rachunki lub spłacać kredyt.

    – Prawie 2/3 osób, które zapytaliśmy o to, z czego by zrezygnowały w razie utraty pracy, stwierdziło, że z Netflixa, wyjazdów zagranicznych, czyli wydatków, które łatwo można odciąć. Nasi badani potwierdzają tendencje dotyczące wydatków na wypoczynek, dlatego że w Polsce teraz około 20 proc. ludzi planuje wyjazd w 2020 roku, podczas gdy rok wcześniej to było prawie 80 proc. – wskazuje ekspert.

    Jak ocenia, pandemia koronawirusa może zmienić stosunek Polaków do oszczędzania. Zdecydowana większość badanych obawia się bowiem jej ekonomicznych skutków. Widać to szczególnie w odpowiedziach kobiet.

    – Kryzys związany z COVID-em jest pewnego rodzaju otrzeźwieniem. Dużo osób, które bardzo optymistycznie uważały, że nic nie będzie się zmieniać w gospodarce i sposobie, w jaki pracodawcy traktują pracowników, dostrzegło, że praca zależy od jeszcze innych czynników, na które nie mają wpływu – podkreśla Piotr Sosnowski.

  • W cyfrowej transformacji biznesu nowe technologie to za mało

    W cyfrowej transformacji biznesu nowe technologie to za mało

    W ciągu kilku tygodni od wybuchu pandemii koronawirusa biznes uległ większym przekształceniom niż przez ostatnie 10 lat.  Obostrzenia wprowadzone, aby minimalizować ryzyko zakażeń, przyczyniły się do przyspieszenia cyfrowej transformacji firm oraz zmiany modeli ich działania. Aby przystosować się do nowych wymogów współczesnego świata, przedsiębiorstwa muszą jednak stawić czoła kilku istotnym wyzwaniom.

    W ciągu zaledwie paru tygodni wiele firm musiało gruntownie przemodelować swoją działalność i poddać ją cyfryzacji. Dlaczego stało się to dopiero teraz, skoro zaawansowane technologie, pomagające m.in. w komunikacji i pracy zespołowej, są już dostępne od dawna? Warto podkreślić, że na drodze do ich wdrażania zazwyczaj nie stali pracownicy – sami coraz chętniej korzystają z takich rozwiązań. O wiele większym wyzwaniem w cyfrowej transformacji biznesu był za to brak zaufania, któremu ogromna część przedsiębiorców stawiła czoła dopiero w obliczu pandemii.

    Biznes potrzebuje cyfrowych przywódców

    Wielu pracodawców, głównie w małych i średnich przedsiębiorstwach, budowało dotąd swoją kulturę przywództwa w oparciu o ścisłe monitorowanie pracowników. Uważali, że praca odbywa się tylko wówczas, gdy pracownik przebywa w siedzibie firmy i nie wyobrażali sobie innego modelu działania zespołów. Obecna sytuacja spowodowała nagłą potrzebę zmian i nawet najbardziej sceptyczni managerowie musieli stać się e-liderami − zacząć wzmacniać pozycję swoich pracowników i ufać im, że będą świadczyć pracę wysokiej jakości również poza murami firmy. Światowy kryzys zdrowotny stał się więc bodźcem do rozwoju istotnego, pozytywnego dla biznesu trendu, który, moim zdaniem, na szczęście nie zniknie po zakończeniu pandemii. W przyszłości e-przywództwo i cyfrowe środowiska pracy będą koniecznością.

    Widzimy, że w obecnej sytuacji przewagę mają m.in. start-upy, które już teraz zarządzane są przez e-liderów oraz działają w oparciu o kulturę przejrzystości i zaufania. To właśnie one mogą szybko dostosować się do nowych potrzeb, ponieważ nie ogranicza ich brzemię rozwiniętych w firmie i przestarzałych procesów oraz rozbudowana struktura, którą ciężko zmienić.

    Nowe modele biznesowe

    Sama cyfryzacja zespołów okaże się w przyszłości niewystarczająca. Po zakończeniu kryzysu wywołanego przez COVID-19 firmy będą musiały także przemodelować swoje biznesy, aby dostosować je do cyfrowego świata i odpowiadać na nowe potrzeby klientów, którzy wymagają np. zindywidualizowanych usług oferowanych poprzez narzędzia online’owe, a nie jedynie dostarczania im fizycznych produktów (tak jak np. firma Netflix przekształciła się z wypożyczalni płyt DVD w internetową platformę VOD – wideo na żądanie). Aby sprostać tym wyzwaniom, koniecznie będzie tworzenie modeli biznesowych, w których kształtowane będą nowe łańcuchy wartości i nowe kwalifikacje, uwzględniające technologie cyfrowe.

    Pracownicy ery cyfrowej

    Pandemia może nam pomóc w rozwiązaniu kolejnego dużego problemu obecnych czasów. Od wielu lat na całym świecie brakuje umiejętności i kompetencji cyfrowych. Biorąc pod uwagę, że miejsca pracy w zdigitalizowanych branżach są mniej podatne na zagrożenie likwidacją niż inne zawody, które wymagają fizycznej obecności w firmie i są oceniane jedynie na podstawie czasu pracy, możemy spodziewać się wzrostu liczby osób przechodzących na te stanowiska.

    Przedsiębiorstwa będą musiały wspierać u pracowników rozwój nowych umiejętności, m.in. poprzez budowanie kultury otwartości, innowacyjności i współpracy. Samo doświadczenie zawodowe pracownika traci na znaczeniu – rozwój technologiczny sprawia, że we współczesnym świecie zdobyta wiedza rekordowo szybko staje się przestarzała, a wiele stanowisk ulega przekształceniom. Ważniejsze staje się odpowiednie nastawienie do nauki przez całe życie.

    Jakie będą kolejne kroki po kryzysie? Czy firmy powinny wrócić do starych sposobów prowadzenia działalności, czy też dostrzegły możliwości, które mogłyby włączyć w swój przyszły sposób działania? Czy udało im się rozwinąć kulturę współpracy i zaufania? – Każde przedsiębiorstwo będzie musiało ocenić to indywidualnie. Możemy jednak wyraźnie stwierdzić, że skutki kryzysu będą trwały dłużej niż sam kryzys − firmy oraz pracownicy powinni wykorzystać tę sytuację, aby określić swoją przyszłą rolę w cyfrowym ekosystemie.

  • Zdalne formy rozwojowe – przyszłość szkoleń czy chwilowa konieczność?

    Zdalne formy rozwojowe – przyszłość szkoleń czy chwilowa konieczność?

    Czas pandemii odbił się szerokim echem zmian w wielu branżach, organizacjach i ich codziennych działaniach. Nie ominął również branży szkoleniowej, która ze względu na swoją specyfikę funkcjonowania, opartą na bezpośredniej relacji na linii trener-uczestnik, jak i pomiędzy uczestnikami, wyhamowała znacznie mocniej, niż inne w sektorze usług. Stało się to jednak tylko w przypadku tych firm, które pozostały przy dotychczasowym modelu działania i nie przygotowały się w żaden sposób na świadczenie swoich usług w ramach form zdalnych, odpornych na wszystkie wymogi lock down’u i odpowiadających na potrzeby organizacji, których pracownicy musieli pozostać w swoich domach. W tym trudnym czasie wachlarz narzędzi wykorzystywanych do przekazywania wiedzy i podnoszenia kwalifikacji uczestników znacznie się rozbudował o takie rozwiązania, które już teraz są znacznie bardziej doceniane i wyżej oceniane przez uczestników biorących udział w programach rozwojowych oraz same organizacje. Czy zdalne formy rozwojowe są chwilową koniecznością i dostosowaniem do potrzeb obecnej sytuacji, czy jednak ze względu na swoją skuteczność na stałe wejdą do oferty, stając się przyszłością na rynku szkoleń?

    Zdalne formy rozwojowe

    Katalog zdalnych form rozwojowych jest obecnie bardzo szeroki i znajdują się w nim rozwiązania, które można dostosować do bardzo różnych potrzeb szkoleniowych organizacji. Tak duża dostępność narzędzi nie jest oczywiście tylko wynikiem pojawienia się pandemii COVID-19, choć trzeba przyznać, że sytuacja ta przyczyniła się zarówno do gwałtownego przyrostu ich liczby, ale przede wszystkim wykorzystywania w niewyobrażalnej dotychczas skali oraz często w nieoczywisty sposób. Zdalne formy rozwojowe takie jak: webinaria, e-warsztaty, pigułki wiedzy, video coach, badania online, platformy czy seriale szkoleniowe, nie byłyby dostępne, gdyby nie rozwój technologii, który umożliwił ich powstanie oraz wykorzystywanie. To co jednak ma obecnie największe znaczenie to dojście do momentu, w którym przy użyciu form zdalnych każdy uczestnik może odbyć własną podróż edukacyjną (learning journey) dostosowaną idealnie do jego indywidualnych potrzeb. Jak może wyglądać taka podróż i dlaczego jest tak skuteczna z punktu widzenia przekazywania wiedzy i zdobywania nowych umiejętności?

    Learning journey, czyli podróż do krainy rozwoju

    Konieczność pracy zdalnej w wielu firmach spowodowała, że również szkolenia pracowników w jednej chwili musiały zmienić swoją formę. Stała się jednocześnie szansą na ograniczenie wykorzystywania dotychczas najpopularniejszych narzędzi lub takie ich stosowanie, by dało się jak najlepiej dotrzeć z przekazem szkoleniowym do każdego uczestnika, odpowiadając jednocześnie na jego indywidualne potrzeby szkoleniowe oraz możliwości przyswajania wiedzy przy użyciu narzędzi nowotechnologicznych. Odpowiedzią na te potrzeby okazało się tworzenie formuł podróży edukacyjnych – learning journey – które są odpowiednikiem bardzo skutecznego i wykorzystywanego dotychczas integrated learning’u, jednak w całości opartego o narzędzia dostępne online. Dzięki wykorzystaniu różnych dostępnych form zdalnych układa się ścieżkę edukacyjną, która daje stały choć różnorodny kontakt z materiałem szkoleniowym oraz praktycznym treningiem, w znacznie mniejszych dawkach niż przy standardowym szkoleniu, a wszystko to jest wzmocnione samodzielną pracą i treningami opartymi na zadaniach osadzonych w rzeczywistości zawodowej, które od razu można omówić, a także przełożyć na swoją pracę. Takie podejście charakteryzuje się wyższą przyswajalnością oraz znacznie większym czynnikiem wdrożeniowym oraz nie obciąża nadmiernie uczestnika. Jedną z częściej wykorzystywanych, w ramach zdalnych podróży edukacyjnych, form praktycznego przekazywania wiedzy są warsztaty online.

    E-warsztat – nadal warsztat, ale już w innej formule

    Warsztaty online zastąpiły obecnie praktyczne szkolenia w grupach, które uczestnicy pamiętają jeszcze sprzed czasów pandemii. Konieczność wykorzystywania do ich prowadzenia narzędzi komunikacji online oraz obecna percepcja uczestników, a także zmiana sposobu przekazywania umiejętności, do której byli dotychczas przyzwyczajeni sprawiły, że niemożliwe stało się przełożenie warsztatu odbywającego się w sali do warsztatu online w stosunku 1:1. Takie podejście po prostu nie działa i nie przynosi oczekiwanych efektów. Do prowadzenia skutecznego warsztatu online niezbędna jest specyficzna konstrukcja dydaktyczna warsztatu dostosowująca go do możliwości i oczekiwań uczestników oraz dostępnych i wykorzystywanych technologii. W efektywnym warsztacie online może wziąć udział grupa, zwykle do około 10 osób. Treści oraz wykorzystywane case’y są dopasowane do potrzeb uczestników, tak by trening dostarczał im konkretnych umiejętności oraz by od razu mogli omówić swoje działania z trenerem. Cały czas mają oni również dostęp do niezbędnych materiałów oraz ściągawek ułatwiających przyswajanie i praktyczne wykorzystywanie poszczególnych z przekazywanych umiejętności.

    Serial szkoleniowy – nauka dzięki rozrywce

    Kto z nas nie ogląda seriali? Pytanie to uznać można za retoryczne, szczególnie w ostatnich miesiącach. Czy zatem możliwe jest wykorzystanie znanej i lubianej formy rozrywki w edukacji pracowników? Otóż tak. Serial edukacyjny to jedna z obecnie najskuteczniejszych i ciekawszych zdalnych form rozwojowych. Bazuje ona na prostocie i elemencie rozrywki, dzięki którym przyswajanie wiedzy jest efektywne i przyjemne dla odbiorcy. Forma ta łączy niezbędną wiedzę i know-how, który ma trafić do uczestników programu szkoleniowego z umiejętnościami trenerów w obszarze przekazywania wiedzy oraz ich talentem aktorskim. Seriale edukacyjne przygotowywane są przez profesjonalną ekipę filmową, nagrywane w studio przy użyciu niezbędnego sprzętu, a udział w nich poza trenerami biorą profesjonalni aktorzy. W efekcie organizacja otrzymuje gotowy materiał, który może wykorzystywać do wdrożeń pracowników, podnoszenia ich wiedzy i kwalifikacji, ale także budowania marki własnej. Seriale edukacyjne są wciągające i angażują uwagę widza, dzięki czemu lepiej przyswaja on wiedzę, która płynie z krótkich, ale merytorycznych odcinków opartych na praktycznych przykładach, odgrywanych często w formie scenek. Dodatkowo możliwe jest przygotowanie serialu niemal na każdy temat, z którym ma zapoznać się odbiorca. Reasumując: zaangażowanie uczestników, wykorzystanie nawyków przeniesionych z popularnych platform streamingowych, cykliczność i rytm edukowania, szybkość i sprawność wdrożenia oraz elastyczność i możliwość dopasowania treści to przepis na jedno z najlepszych rozwiązań na popularyzowanie kultury rozwoju i uczenia się wśród pracowników działających nadal w rozproszeniu.

    Ostatnie kilka miesięcy to okres, w którym branża szkoleniowa musiała zmierzyć się z jednym z największych dotychczas wyzwań, czyli dostosowaniem swojej oferty do sytuacji, której niewiele osób mogło się spodziewać. Na całkowite przestawienie się na zdalne formy rozwojowe, które w obecnej chwili są niemal jedyną formułą przekazywania wiedzy, mogła pozwolić sobie jedynie ta część firm szkoleniowych, które już wcześniej myślały o przyszłości i wykorzystywały nowe technologie w oferowanych programach edukacyjnych. One jednak również musiały wykonać ogrom pracy, by móc odpowiedzieć na aktualne potrzeby różnych organizacji w obszarze kształcenia pracowników. W okresie ostatnich kilkunastu tygodniu wachlarz wykorzystywanych narzędzi i form znacznie się rozszerzył, a otwartość na zmianę stała się kluczem do sukcesu i utrzymania się na rynku. Okazało się jednak, że niezbędne jest również zupełnie nowe podejście do programów kształcenia i takie dobieranie form, by w tym trudnym czasie móc dotrzeć do odbiorców przekazów szkoleniowych oraz by przekazywana wiedza zostawała z nimi, a zdobywane umiejętności były sprawnie wcielane w codzienną pracę. Niezwykle przydatne okazały się w tym zakresie m.in.: podróże edukacyjne, e-warsztaty i seriale edukacyjne, które dzięki narzędziom technologicznym pomagają w efektywnym przekazywaniu wiedzy. Wspomagają je również platformy e-lerningowe oraz systemy, które przejmują obecnie większość lub nawet całość zadań powierzanych dotychczas działom szkoleń w firmach. Ciekawym rozwiązaniem jest np. edukacyjny „Netflix”, czyli platforma CrossKnowledge, która dostarcza organizacjom możliwość nieustannego kształcenia pracowników za naprawdę rozsądną kwotę, co w obecnej rynkowej sytuacji jest rozwiązaniem idealnym dla firm borykających się ze zmniejszeniem przychodów wynikającym ze spowolnienia wywołanego przez epidemiętwierdzi Grzegorz Święch, Wiceprezes i Partner w firmie szkoleniowej Nowe Motywacje.

    Obecnie w obszarze szkoleń pracowników najważniejsze jest odpowiednie dobranie formy do celów szkoleniowych danej organizacji i potrzeb oraz percepcji uczestnika. Każdy ma bowiem swoje indywidualne i inne cele do spełnienia, zatem najlepszym rozwiązaniem jest mieszanie form i budowanie dostępności, użyteczności oraz dopasowania programu, a także narzędzi do uczestników.

    Zdalne formy rozwojowe ze względu na swoją efektywność i rosnącą popularność nie pozostaną raczej chwilową modą dostosowaną do potrzeb tu i teraz. Patrząc na rosnące zainteresowanie tymi rozwiązaniami należy sądzić, że na stałe wejdą one do wachlarza rozwiązań wykorzystywanych w ramach szkoleń pracowników. I nie nastąpi to raczej jako efekt pandemii, ale naturalny etap rozwoju branży szkoleniowej, który został mocno przyspieszony przez wirusa, który zawładnął światem w pierwszej połowie 2020 roku.

  • CD Projekt RED, Studio Trigger i Netflix zapowiadają anime Cyberpunk: Edgerunners

    CD Projekt RED, Studio Trigger i Netflix zapowiadają anime Cyberpunk: Edgerunners

    CD PROJEKT RED, we współpracy ze studiem animacji TRIGGER oraz platformą Netflix, stworzy serial anime CYBERPUNK: EDGERUNNERS, które przedstawi zupełnie nową historię ze świata gry Cyberpunk 2077. Premiera zaplanowana jest na 2022 rok.

    CYBERPUNK: EDGERUNNERS to 10-odcinkowa opowieść o chłopaku z ulicy, który próbuje przetrwać w niebezpiecznym mieście przyszłości omamionym technologią i modyfikowaniem ciała. Żeby przeżyć, postanawia zaryzykować wszystko i zostać jednym z edgerunnerów, wyjętych spod prawa najemników zwanych też cyberpunkami.

    Producentem serii jest CD PROJEKT RED, twórcy gier Cyberpunk 2077 oraz Wiedźmin 3: Dziki Gon. Prace nad projektem rozpoczęły się w 2018 roku i realizowane są przez dedykowany zespół składający się z osób związanych z największymi tytułami studia.

    Stworzoną przez CD PROJEKT RED historię na ekrany przeniesie Studio TRIGGER, cenione przez fanów japońskiej animacji za swój wyjątkowy, niezwykle dynamiczny styl. Anime wyreżyseruje Hiroyuki Imaishi (Gurren Lagann, Kill la Kill, Promare), któremu asystować będzie w roli drugiego reżysera Masahiko Otsuka (Gurren Lagann, Promare) oraz pełniący funkcję dyrektora kreatywnego Hiromi Wakabayashi (Kill la Kill). Postaci zaprojektują Yoh Yoshinari (Little Witch Academia, BNA: Brand New Animal) oraz Yuto Kaneko (Little Witch Academia). Na potrzeby formatu scenariusz zaadaptują Yoshiki Usa (SSSS.GRIDMAN, Promare) oraz Masahiko Otsuka (Gurren Lagann, Kill la Kill, Promare).

    Oryginalną ścieżkę dźwiękową dla CYBERPUNK: EDGERUNNERS skomponuje Akira Yamaoka (Silent Hill).

    – Długo czekaliśmy na ten moment i wreszcie możemy ogłosić to oficjalnie: tworzymy anime w świecie Cyberpunka! – powiedział Adam Badowski, Game Director gry Cyberpunk 2077 oraz szef studia CD PROJEKT RED. – Cyberpunk towarzyszy mi od dziecka, ale nie tylko mi. Miłośników i miłośniczek gatunku, osób które chłoną wszystko co ma do zaoferowania pod każdą postacią, jest w studio znacznie więcej. CYBERPUNK: EDGERUNNERS to nasz ukłon w kierunku klasycznego cyberpunka oraz świata filmu i animacji.

    – Cieszymy się, że wspólnie z CD PROJEKT RED będziemy mogli opowiedzieć nową historię w świecie Cyberpunka 2077. Stworzenie anime w tym uniwersum to wyzwanie, z którym bardzo chętnie się zmierzymy! – powiedział Masahiko Otsuka,szef Studio TRIGGER. Reżyser Hiroyuki Imaishi dodaje: – Cyberpunka darzę ogromną sympatią. Jednocześnie wiem jak trudny jest to gatunek. Wierzę jednak, że razem z CD PROJEKT RED stworzymy serię, która nie tylko spełni oczekiwania graczy i miłośników anime, a wręcz je przerośnie. Dołożymy wszelkich starań, by tak właśnie było.