Tag: Ekonomia

  • Michał Pieprzny na czele polskiego oddziału SAS Institute

    Michał Pieprzny na czele polskiego oddziału SAS Institute

    Michał Pieprzny objął stanowisko Country Leadera w SAS Institute Polska. Będzie wspierał rozwój firmy i ugruntowanie jej pozycji jako wiodącego partnera biznesowego dla przedsiębiorstw i instytucji w obszarze analityki, uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji (AI). Rozwiązania SAS zapewniają kompleksowe wsparcie w obszarach marketingu i sprzedaży, prognozowania popytu, optymalizacji zapasów i logistyki, wykrywania nadużyć, zarządzania ryzykiem, czyli wszędzie tam, gdzie analityka umożliwia automatyzację procesów i podejmowanie natychmiastowych decyzji na masową skalę.

    W dobie czwartej rewolucji przemysłowej zaawansowana analityka staje się kluczowym elementem strategii, a jej efektywne wykorzystanie będzie przesądzać o pozycji przedsiębiorstw oraz instytucji w ultrakonkurencyjnym otoczeniu. SAS wspiera organizacje w analitycznej transformacji. Firma stale inwestuje w dalszy rozwój analityki i AI, włączając w to działania edukacyjne i usługi eksperckie. W Polsce z rozwiązań SAS korzysta blisko 200 firm i instytucji z różnych sektorów rynku, m.in. bankowości, ubezpieczeń, telekomunikacji, energetyki, przemysłu, handlu, farmacji, ochrony zdrowia, nauki czy administracji publicznej.

    Michał Pieprzny od 15. lat wspiera zarządy firm z Europy Środkowo-Wschodniej w obszarze planowania strategicznego, stymulacji wzrostu sprzedaży, rozwoju sieci partnerskich, optymalizacji kosztów i zapewnienia długofalowej wydajności oraz efektywności organizacyjnej. Posiada szerokie kompetencje w zakresie wykorzystania nowoczesnych technologii do wsparcia rozwoju przedsiębiorstw i transformacji procesów biznesowych.

    Do SAS dołączył bezpośrednio z Deloitte Central Europe, gdzie jako partner w dziale Strategy, Analytics and M&A kierował zespołem wspierającym klientów w definiowaniu oraz wdrażaniu transformacji modeli biznesowych. Jednocześnie w roli lidera branżowego był odpowiedzialny za promocję i koordynację pełnej przekrojowej oferty wartości Deloitte dla branży detalicznej w Europie Środkowej, a także branży dóbr konsumenckich w Polsce.

    Wcześniej pełnił funkcję Dyrektora Zarządzającego w Loyalty Partner Polska (operator programu PAYBACK), tworząc innowacyjne usługi marketingu bezpośredniego i stymulacji sprzedaży w oparciu o zaawansowaną analitykę. Karierę zawodową zaczynał w polskim biurze McKinsey&Company, gdzie zdobył doświadczenie w sektorach bankowym, telekomunikacyjnym oraz paliwowym. Następnie współodpowiadał za strategię Avon Cosmetics w Europie Środkowo-Wschodniej.

    Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, ukończył tam także studia doktoranckie na kierunku ekonomia i zarządzanie. Ponadto jest absolwentem programu Leading Business into Future w London Business School.

  • Euler Hermes: Luzowanie polityki pieniężnej na rynkach wschodzących to igranie z ogniem?

    Euler Hermes: Luzowanie polityki pieniężnej na rynkach wschodzących to igranie z ogniem?

    Pandemia Covid-19 była punktem zwrotnym dla „niekonwencjonalnych” polityk monetarnych na Rynkach Wschodzących (RW), z których kilka zainicjowało programy skupu obligacji państwowych w celu zapobiegania przesunięciom na rynku i w celu poluzowania warunków monetarnych w krótkiej perspektywie. Największym ryzykiem, zdaniem ekonomistów Euler Hermes, pozostaje jednak zdolność do obsługi zadłużenia oraz inflacja, szczególnie w przypadku Brazylii, Kostaryki, Indii, Turcji oraz Węgier.

    Ze względu na panikę wywołaną przez pandemię wśród inwestorów w marcu 2020 roku, RW doświadczyły bezprecedensowych odpływów kapitału netto (-84 mld USD, z wyjątkiem Chin), powodujących gwałtowne wahania rentowności obligacji państwowych. W związku z tym, banki centralne 16 krajów z grupy RW poinformowało o gotowości podjęcia w razie potrzeby skupu obligacji państwowych. Trzynaście z nich rozpoczęło już tego rodzaju działania z zakresu luzowania polityki pieniężnej (ang. QE – qualitative easing), zamiast redukcji oficjalnych stóp procentowych, które w większości utrzymywały się zdecydowanie powyżej obowiązującego dolnego progu. Na skutek wspomnianych programów skupu obligacji, według stanu na koniec kwietnia długoterminowa rentowność obligacji rządowych w analizowanej próbie RW zmalała średnio o -48 pkt bazowych w porównaniu z końcem marca (dla porównania, w okresie między końcem marca a końcem 2019 roku miało miejsce średnie zwiększenie o +69 pkt bazowych). Złagodzenie warunków polityki monetarnej na rynkach krajowych okazało się kolejnym krótkoterminowym sukcesem w zakresie luzowania polityki pieniężnej, co widać na podstawie opracowanych przez Euler Hermes wskaźników bodźców monetarnych. Należy w szczególności podkreślić, że wskaźniki te osiągnęły najwyższy poziom przynajmniej od 2009 roku (lub były bliskie wartości rekordowej) w 12 spośród 16 przeanalizownaych przez nas krajów. Tymczasem deprecjacja walut lokalnych utrzymywała się na ograniczonym poziomie (z wyjątkiem kilku walut, które zwykle budzą podejrzenia w tym zakresie).

    Niezależnie od korzyści krótkoterminowych, jeżeli programy luzowania polityki pieniężnej na rynkach wschodzących będą realizowane w sposób intensywny, mogą w średniej do długiej perspektywy spowodować poważne problemy, takie jak nadmierna inflacja oraz trudności ze spłatą zadłużenia. Systematyczny skup obligacji przez bank centralny w długim czasie może otworzyć drzwi do monetyzacji zadłużenia i zagrozić wiarygodności polityki pieniężnej.  Jeżeli działania z zakresu QE wiążą się z dużą liczbą zastrzyków kapitału realizowanych przez bank centralny w walucie krajowej, może dojść do wzrostu inflacji i destabilizacji kursu waluty. W takiej sytuacji, luzowanie polityki pieniężnej może skutkować poważniejszymi problemami ze względu na zagrożenie dla zdolności do obsługi zadłużenia oraz bilansów sektora prywatnego.

    Brak jednoznacznych ram regulujących rozmiar i czas trwania obecnych oraz planowanych programów „QE” na rynkach wschodzących może być powodem do niepokoju. Choć banki centralne wszystkich 16 rynków wschodzących przeanalizowanych w badaniu Euler Hermes podały rozsądne cele (głównie dotyczące zapewnienia płynności oraz bezproblemowego funkcjonowania krajowych rynków obligacji państwowych) leżące u podstaw programów skupu obligacji, to większość z nich nie poinformowała ani o maksymalnej kwocie, za jaką zamierzają dokonać skupu, ani konkretnych ram czasowych realizacji programów. Istnieje zatem ryzyko, że programy QE nie będą wygaszane nawet po ogólnie rozumianej realizacji ich celów. W takich krajach może również wystąpić pokusa, aby zmniejszać rosnący poziom zadłużenia w walucie miejscowej poprzez zwiększanie inflacji. W tym kontekście pewien niepokój, iż banki centralne mogą w rzeczywistości realizować monetyzację zadłużenia państwowego poza odpowiednimi granicami, wzbudziły programy luzowania polityki pieniężnej realizowane w Indonezji oraz Polsce. W okresie od marca do sierpnia, banki skupiły – odpowiednio – obligacje rządowe w ilości mniej więcej 6,8% oraz 4,6%, co było odsetkiem najwyższym wśród wszystkich 16 rynków wschodzących. Bank centralny Indonezji jest do dziś jedynym, który realizował skup również bezpośrednio na rynku pierwotnym, co jest zwykle uznawane za „tabu”, choć rynki jak dotąd nie zareagowały na powyższe działania. Jeżeli chodzi o Polskę, występują obawy, że jeżeli zakupy będą kontynuowane w aktualnym tempie do końca 2020 roku, bank centralny sfinansowałby w zasadzie całość tegorocznego deficytu fiskalnego, prognozowanego na około -8% PKB.

    W przypadku których rynków wschodzących realizujących działania związane z luzowaniem polityki pieniężnej ryzyko związane z możliwością spłaty zadłużenia jest najwyższe? Zdaniem ekonomistów Euler Hermes, najwyższe ryzyko braku możliwości obsługi zadłużenia występuje w przypadku Brazylii, Kostaryki, Indii, Kolumbii oraz Chorwacji. Brazylia uzyskała najgorszą pozycję w opracowanej Ocenie Ryzyka Związanego ze Zdolnością Obsługi Zadłużenia [Debt Sustainability Risk Score]  ze względu na bardzo wysoki poziom długu publicznego oraz wysoką wartość zadłużenia państwa w posiadaniu banku centralnego. Jednocześnie niski poziom skuteczności władz sugeruje niskie prawdopodobieństwo przyjęcia reform podatkowych, które mogłyby doprowadzić do poprawy sytuacji. Kostarykę uznano za kraj charakteryzujący się drugim pod względem wysokości poziomem ryzyka ze względu na wysokie obciążenia spłatą odsetek oraz najwyższy wzrost spreadu dla obligacji od początku roku (+357 pkt bazowych). Jednak skup obligacji realizowany przez Kostarykę, jak również Kolumbię i Indie, utrzymuje się do tej pory na niewysokim poziomie. Sam bank centralny Chorwacji skupił już obligacje państwowe o wartości 4,2% PKB w okresie od marca, a zatem wymaga większej kontroli w krótkiej perspektywie. Tymczasem Polska, która skupiła więcej niż Chorwacja, uzyskuje dobry wynik w analizie dzięki niskim płatnościom odsetek (3.7% przychodu fiskalnego) oraz relatywnie skutecznemu rządowi. Indonezja nie znalazła się w grupie pięciu obarczonych największym ryzykiem rynków dzięki stosunkowo niskiemu całkowitemu obciążeniu w zakresie zadłużenia publicznego (37% PKB). RPA, która zwykle jest krajem charakteryzującym się ryzykiem związanym z zadłużeniem, uzyskała przeciętny wynik, ponieważ jej ogólnie wysokie zadłużenie publiczne (78% PKB) rekompensuje szybko rosnący, lecz nadal niski udział zadłużenia publicznego w walutach obcych (11% całej kwoty).

    Które RW realizujące działania związane z luzowaniem polityki pieniężnej stoją przed ryzykiem najwyższej inflacji? Turcja, Węgry, Czechy, Polska i Rumunia wykazują największe ryzyko wysokiej inflacji. Ocena Ryzyka Inflacji [Inflationary Risk Score]  sygnalizuje, że Turcja najwyraźniej stoi przed najwyższym ryzykiem inflacji, ponieważ jest jedynym krajem odnotowującym dwucyfrową stopę inflacji (w lipcu: 11,8% w ujęciu rocznym), podczas gdy aktualna stopa wynikająca z polityki monetarnej wydaje się zbyt niska (8,25%). Co więcej, wzrost M2 wykazuje wysoką korelację na poziomie 79% z inflacją w przyszłości i w lipcu zwiększył się o +44% w ujęciu rocznym, co jest zdecydowanie najszybszym tempem wśród przeanalizowanych 16 RW. Cztery kraje środkowoeuropejskie, które wraz z Turcją znalazły się w grupie pięciu charakteryzujących się najwyższym ryzykiem rynków pod względem inflacji, także wykazują istotnie ujemne stopy ustalone w polityce monetarnej (skorygowane z uwzględnieniem inflacji), podczas gdy roczna stopa inflacji wzrosła w ostatnich miesiącach i jest dziś zbliżona do docelowych wartości inflacji ustalonych przez odpowiednie banki centralne. Indie, które znalazły się tuż po nich na pozycji 6, wykazały w lipcu podwyższoną stopę inflacji na poziomie 6,9% w ujęciu rocznym i również posiadają ujemną stopę ustaloną w polityce monetarnej, jednak charakteryzują się umiarkowaną zależnością od importu podstawowych towarów i słabym powiązaniem między M2 a wzrostem cen.

    Zdolność do obsługi zadłużenia i inflacja są ze sobą wzajemnie powiązane – wzrost monetyzacji zadłużenia zwiększa obciążenie zadłużeniem publicznym i podnosi ryzyko inflacji. Na podstawie analizy połączonych elementów ryzyka stwierdzono, że Turcja, Węgry, Rumunia oraz Indie są najbardziej ryzykownymi RW, które wdrożyły programy o charakterze luzowania polityki pieniężnej w następstwie pandemii Covid-19 i kryzysu. Aby zamknąć puszkę Pandory zanim sprawy wymkną się spod kontroli, działania o charakterze luzowania polityki pieniężnej powinny być prowadzone w sposób tymczasowy oraz w ściśle określonych ramach.

    Należy także podkreślić, że bez zdecydowanego zaangażowania w działania w obszarze fiskalnym, krótkoterminowa poprawa sytuacji na rynkach zadłużenia w walutach lokalnych na skutek działań o charakterze luzowania polityki pieniężnej może odnieść przeciwny skutek, zniechęcając w średniej perspektywie inwestorów międzynarodowych. Jeżeli działania z zakresu luzowania polityki pieniężnej będą realizowane bez określonego terminu i zakresu, w średniej perspektywie doprowadzi to prawdopodobnie do wzrostu kosztów zadłużenia po stronie władz. Biorąc pod uwagę rosnącą inflację i niepokój dotyczący zdolności do obsługi zadłużenia, inwestorzy mogą żądać wyższych zwrotów z tytułu nowych emisji instrumentów dłużnych w walutach miejscowych na rynkach wschodzących. Niska gotowość do przyjęcia ryzyka może stanowić problem dla RW, które będą musiały refinansować zadłużenie o terminie spłaty przypadającym w nadchodzących latach. Władze Brazylii, Tajlandii, Indii, Turcji, Indonezji oraz Malezji będą przed końcem 2022 roku zmuszone dokonać prolongaty spłaty ponad 50 mld USD zadłużenia publicznego. Na 2022 rok spodziewane jest także przywrócenie zwykłej polityki monetarnej przez Bank Rezerw Federalnych. To może wiązać się z dodatkową presją w zakresie kosztów zadłużenia dla rynków wschodzących realizujących szeroko zakrojone działania związane z luzowaniem polityki pieniężnej nie wykazując jednocześnie wiarygodnych starań w kierunku konsolidacji podatkowej.

  • Ceny usług podbijają inflację, ta jednak będzie niższa od wzrostu wynagrodzeń

    Ceny usług podbijają inflację, ta jednak będzie niższa od wzrostu wynagrodzeń

    Zgodnie z finalnymi danymi GUS inflacja zmniejszyła się w sierpniu do 2,9% r/r wobec 3,0% w lipcu. Czynnikiem oddziałującym w kierunku obniżenia inflacji było zmniejszenie dynamiki cen żywności i napojów bezalkoholowych (3,0% r/r w sierpniu wobec 3,9% w lipcu). Niższe tempo wzrostu cen w tej kategorii wynikało przede wszystkim ze zmniejszenia dynamiki cen mięsa (efekt wysokiej bazy sprzed roku) oraz owoców i warzyw (wynik lepszych tegorocznych zbiorów).

    Inflacja byłaby niższa, gdyby nie rosły tak bardzo ceny usług. W sierpniu był to wzrost o 6,6 % r/r.

    – Mamy wysoką inflację i na tych podwyższonych poziomach pozostanie ona do końca roku, a ceny usług przyczyniają się do tegomówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.Już na początku roku mieliśmy do czynienia ze wzrostem cen usług związanych z użytkowaniem mieszkań czyli zaczęło się od „inflacji śmieciowej”, a później wzrosły ceny niektórych usług w związku z dodatkowymi kosztami dostosowania do wymagań pandemicznych.

    Inflacja będzie niższa już od początku przyszłego roku. To będzie w dużym stopniu związane z tzw. efektem bazy. Nie będą już np. rosły ceny wywozu śmieci. Zniknie więc efekt „inflacji śmieciowej”.

    – Przewiduję, że inflacja początkowo spadnie nawet w okolice 1,5 proc., a przez większość roku będzie oscylować w okolicach 2 proc. ocenia ekspert XTB.Nie ma więc zagrożenia, że RPP będzie musiała przeciwdziałać inflacji zmieniając stopy procentowe.

    Czy możliwe jest, że pomimo recesji wynagrodzenia będą rosnąć i to w tempie wyższym niż inflacja?

    – Dynamika wzrostu już nie będzie tak wysoka, ale okaże się nadal wyższa od inflacjiodpowiada dr P.Kwiecień.

    W sierpniu br. inflacja byłaby niższa także wówczas, gdyby nie wyższa dynamika cen paliw (-12,3% r/r w sierpniu wobec -16,1% w lipcu) w ślad za rosnącymi cenami ropy naftowej na światowym rynku. Dynamika cen nośników energii nie zmieniła się w sierpniu w porównaniu do lipca i wyniosła 4,5% r/r.

  • Miesięczne dane z gospodarki wskazują na poprawę jej kondycji w III kwartale

    Miesięczne dane z gospodarki wskazują na poprawę jej kondycji w III kwartale

    Z danych GUS wynika, że w II kwartale polska gospodarka skurczyła się rok do roku o 8,2 proc. Zdaniem głównego ekonomisty Banku Pekao SA Ernesta Pytlarczyka miesięczne dane, które spływają z gospodarki, świadczą o tym, że między lipcem a wrześniem spadek w ujęciu rocznym będzie o ponad połowę niższy, choć należy się spodziewać, że dalsze ożywienie będzie mniej dynamiczne niż zaraz po lockdownie. Rozczarowujący okazał się odczyt wskaźnika PMI, niższy niż w sierpniu i sporo niższy od oczekiwań, choć wciąż wskazujący na rozwój sektora. Według ekonomisty priorytetem dla rządu powinna być troska o rynek pracy nawet w przypadku drugiej fali zakażeń.

    – Widzimy po danych miesięcznych, że w III kwartale będzie istotna poprawa. Roczny wskaźnik PKB mógł spaść o jakieś 4–3,5 proc., więc jest to wyraźna poprawa nawet w ujęciu kwartalnymmówi dr Ernest Pytlarczyk.Po zniesieniu lockdownu gospodarka bardzo szybko powracała do wzrostu, mieliśmy zakupy związane z odłożonym popytem, to zostało już zaspokojone i prawdopodobnie czeka nas okres nieco mniej dynamicznego wzrostu.

    W II kwartale 2020 roku polska gospodarka po raz pierwszy w historii wolnego rynku odnotowała spadek. GUS podał, że produkt krajowy brutto zmniejszył się rok do roku o 8,2 proc. i choć była to liczba znana już od dwóch tygodni, wielu ekonomistów liczyło na płytszą regresję. W dodatku opublikowany 1 września wskaźnik PMI, obrazujący nastroje menedżerów zajmujących się zakupami, czyli mających wiedzę o skali przyszłej produkcji, ukształtował się na poziomie 50,6, podczas gdy spodziewano się wzrostu z 52,8 w sierpniu do 52,9.

    – Moim zdaniem bieżąca zdolność predykcyjna wskaźnika PMI jest ograniczona. Były okresy, kiedy PMI wyraźnie spadał, a PKB się utrzymywał. W PMI jest nadreprezentacja firm eksportowych. To jest zresztą dość mała próbka ankietowanych przedsiębiorstw, prawdopodobnie mniej niż 300  przekonuje główny ekonomista Banku Pekao SA.

    Jak podkreśla, to spowolnienie odbicia jest naturalne i charakterystyczne nie tylko dla naszego kraju.

    – Dane, które napływają z gospodarek europejskich, wskazują na pewną stabilizację, wypłaszczenie trajektorii ożywienia. Nie jest to dziwne, gdyż mamy tam do czynienia ze wzrostem liczby zachorowań, szczególnie w takich krajach jak Hiszpania i Francja, co studzi optymizm. Dodatkowo trzeba się liczyć z tym, że nie każdy kraj będzie stać na wydłużenie pakietów ochronnych, szczególnie dla rynku pracy  przewiduje dr Ernest Pytlarczyk. – Otoczenie jest chłodniejsze niż było jeszcze dwa–trzy miesiące temu. To wypłaszczenie najpierw będzie dotyczyło konsumpcji, bo ten popyt odłożony został zrealizowany. Przemysł i eksport bardzo pozytywnie nas zaskakują, w dużym stopniu jest to połączone z ożywieniem w gospodarce niemieckiej.

    Niemcy odpowiadały w I połowie 2020 roku za 28,2 proc. odbioru polskiego eksportu, a to o 0,5 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. Dla porównania następne w kolejności Czechy mają tylko 6-proc. udział. W tym wypadku  dobra wiadomość jest taka, że pod koniec sierpnia nasi zachodni sąsiedzi zdecydowali o przedłużeniu pakietu pomocowego dla firm do końca 2021 roku – chodzi o dopłaty do pracy krótkoterminowej oraz zamrożenie przepisów o niewypłacalności firm. Dodatkowe środki mają wynieść 10 mld euro.

    Niemcy starają się tchnąć energię w kurczącą się gospodarkę – według najnowszych prognoz rządu w Berlinie PKB tego kraju spadnie w tym roku o 5,8 proc., czyli mocniej niż w Polsce, choć wcześniej zakładano spadek o 6,3 proc. W przyszłym roku jednak wzrost gospodarczy ma wynieść tylko 4,4 proc. wobec prognozowanych wcześniej 5,2 proc. Polski rząd zakłada natomiast wzrost gospodarki w 2021 roku o 4 proc. i deficyt budżetowy na poziomie 82,3 mld zł. To mniej niż w tym roku, gdy niedobór wpływów do wydatków budżetowych zapowiedziany został na 109,3 mld zł.

    – W takiej sytuacji jak obecnie ciężko oceniać, czy założenia makroekonomiczne Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Rozwoju są realistyczne. Niemniej jednak wydaje się, że są one dość zbliżone do konsensusu rynkowego – ocenia główny ekonomista Banku Pekao SA. Co więcej, te projekcje budżetowe na ten i przyszły rok są oceniane jako konserwatywne przez uczestników rynku i powszechnie raczej oczekuje się, że deficyt jest założony z pewną górką, a więc realizacja będzie i w tym, i w przyszłym roku lepsza, niż zakłada minister finansów.

    Według ekonomisty kluczem do złagodzenia skutków wirusa SARS-CoV-2 jest wspieranie rynku pracy. W II kwartale liczba bezrobotnych w Polsce wprawdzie nie wzrosła znacząco, ale zwiększyło się za to grono osób biernych zawodowo. Niemal 700 tys. zatrudnionych nie wykonywało pracy z powodu przerwy w działalności pracodawcy, a to niemal 100 razy więcej niż rok wcześniej, natomiast ponad 0,5 mln pracowało w zmniejszonym wymiarze czasu pracy (513 tys. wobec 18 tys. rok wcześniej).

    – Zagrożeniem na drodze wychodzenia gospodarek z kryzysu są czynniki związane stricte z pandemią, czyli decyzje polityczne, czy zamykamy gospodarkę, czy stosujemy wybiórcze, regionalne lockdowny. Zagrozić mogą również decyzje na poziomie europejskim co do kontynuacji poluzowania fiskalnego – wylicza ekonomista. – Prawdopodobnie jesteśmy w dość wrażliwej fazie, jeżeli chodzi o wychodzenie z kryzysu, i łatwo pogorszyć nastroje zbyt szybkim wycofaniem pakietów stymulacyjnych. Cały nasz sukces w wychodzeniu z lockdownu w dużej mierze bazował na tym, że udało się zahibernować rynek pracy. On powinien być obszarem szczególnej troski ze strony polityki gospodarczej, dlatego że rzutuje później na bardzo wiele procesów w gospodarce, a więc i konsumpcję, i prawdopodobnie inwestycje.

  • Deloitte: Co roku na świecie procederowi prania pieniędzy ulega nawet 5 proc. globalnego PKB

    Deloitte: Co roku na świecie procederowi prania pieniędzy ulega nawet 5 proc. globalnego PKB

    Choć na przeciwdziałanie praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (AML/CFT) na całym świecie wydawane są ogromne sumy, szacuje się, że co roku temu procederowi poddawane jest między 715 mld a 1,87 bln euro. Opinie poszkodowanych są niemal jednogłośne: regulacje nie są wystarczająco skuteczne i nie pozwalają na efektywne zwalczanie stale ewoluujących metod przestępców. Raport The global framework for fighting financial crime, przygotowany przez firmę doradczą Deloitte oraz Instytut Finansów Międzynarodowych (IIF), prezentuje aktualną perspektywę tego problemu z punktu widzenia usługodawców finansowych i sektora publicznego.

    Na szczeblu międzynarodowym, regionalnym i krajowym należy zrobić więcej, aby pomóc w identyfikacji i powstrzymaniu przepływu nielegalnego finansowania. Tym bardziej, że ten proceder może pogłębiać wiele problemów, z którymi już i tak muszą zmagać się współczesne społeczeństwa.

    Nie oznacza to oczywiście, że w walce z przestępczością finansową nie poczyniono postępów. Grupa Specjalna ds. Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy (FATF) od 30 lat prowadzi działania na rzecz ograniczenia transgranicznej przestępczości finansowej i nieustająco identyfikuje nowe, dynamicznie rozwijające się obszary wymagające nadzoru i interwencji.

    Główne obszary zainteresowania

    W dokumencie przygotowanym przez IFF i Deloitte określone zostały trzy główne obszary, którymi powinny zainteresować się zarówno opinia publiczna, jak i sektor prywatny.

    Po pierwsze stabilność systemowa i społeczne skutki przestępstw o charakterze finansowym. Zmiany przepisów wprowadzone w następstwie światowego kryzysu bankowego, z pewnością zwiększyły stabilność międzynarodowego systemu finansowego. Mimo to w samej Unii Europejskiej, przechwytywanych jest mniej niż 1 proc. nielegalnych przepływów finansowych. Te szacunki nie uwzględniają faktu, że takie działania nie zawsze znajdują odzwierciedlenie w oficjalnych rejestrach systemu finansowego.

    To wszystko oddziałuje na najbardziej wrażliwe grupy społeczne, często prowadząc do wykluczenia finansowego.

    Skorumpowani urzędnicy państwowi okradają budżety swoich krajów i zmniejszają zdolność rządów do finansowania usług publicznych, takich jak opieka zdrowotna i bezpieczna infrastruktura miejska. Analiza przepływów finansowych związanych z handlem w 148 krajach rozwijających się w latach 2006-2015 wykazała, że średnio 27 proc. transakcji było potencjalnie związanych z nielegalnym finansowaniem, z czego 45 proc. trafiało do zagranicznych ośrodków finansowych.

    Po drugie, eksperci wskazują w raporcie na spadek skuteczności zwalczania zagrożenia przestępczością finansową. Na walkę z tą plagą branża przeznacza ogromne zasoby – ludzkie, finansowe i technologiczne. Podobnie sektor publiczny, a zwłaszcza FATF, niestrudzenie pracują nad wykorzenieniem procederu na całym świecie. Mimo to, system wciąż nie jest szczelny, co powoduje społeczne konsekwencje na skalę międzynarodową.

    Po trzecie, raport identyfikuje sposoby zmiany przepisów regulujących globalną walkę z przestępstwami finansowymi. Mają one określić, w jaki sposób obecny system należy zreformować w ujęciu długoterminowym. Prace nad niektórymi z nich prowadzi już FATF, w innych przypadkach są to wytyczne dotyczące poprawy skuteczności wykorzystania np. danych wywiadowczych, którymi dzielą się organy ścigania i sektor finansowy na szczeblu krajowym i międzynarodowym.

    – Połączenie reformy przepisów, zmian kulturowych i wdrożenia nowych technologii mogłoby znacznie zwiększyć skuteczność działań rządów, organów ścigania i branży finansowej w przeciwdziałaniu zagrożeniom ze strony przestępców finansowychmówi Adam Kwiecień, Manager w Zespole Forensic i Financial Crime w Deloitte.

    Poprawa efektywności

    Dzięki analizie badań i wywiadów z kluczowymi interesariuszami instytucji finansowych, organów ścigania i nadzoru, oraz podmiotów regulacyjnych i decydentów, eksperci Deloitte i IIF wskazali siedem zaleceń, które mogą pomóc w poprawie efektywności zwalczania przestępstw o charakterze finansowym. – Zastosowanie tych działań o charakterze systemowym lub taktycznym pozwoliłoby na stopniową poprawę sytuacji i pogłębienie światowego dialogu w zakresie zwalczania przestępczości finansowej. Część z nich jest już w jakimś zakresie wprowadzana na szczeblu lokalnym, ale to ich całościowe i kolektywne wykorzystanie przez interesariuszy na całym świecie może zdecydowanie zmienić wynik walki z przestępstwami finansowymi – mówi Monika Strzelecka, Manager w Zespole Forensic i Financial Crime w Deloitte.

    1. Globalne usprawnienia systemowe w zakresie zarządzania ryzykiem przestępstw finansowych

    Choć obowiązujące obecnie zasady AML/CFT w dużej mierze opierają się na wspólnym zestawie standardów FATF, to ich wdrażanie może się różnić w poszczególnych krajach bądź regionach. Niezbędne jest więc konsekwentne stosowanie globalnych standardów, dzięki czemu poprawia się ochrona systemów finansowych na skalę światową. W tym celu należy zwiększyć skuteczność wdrażania standardów i wytycznych FATF we wszystkich krajach oraz wyeliminować luki w systemie.

    2. Rozwój partnerstwa sektora PPP

    W centrum modelu AML/CFT opartego na działaniach wywiadowczych znajduje się partnerstwo publiczno-prywatne (PPP), czyli współpraca między instytucjami finansowymi, organami ścigania, decydentami i organami regulacyjnymi. PPP to nie tylko ważny pierwszy krok na drodze do osiągnięcia korzyści operacyjnych i wzrostu wydajności. Pozwala też budować relacje i prowadzić efektywny dialog między zainteresowanymi stronami. Dzięki możliwości szerszej koordynacji wprowadzanych ulepszeń PPP ułatwiają przepływ informacji, przez co mogą skutecznie zapobiegać wtargnięciom przestępców do systemu finansowego. Można na tym polu zrobić znacznie więcej niż do tej pory.

    3. Poprawa transgranicznej i krajowej wymiany informacji

    Skuteczność walki z zagrożeniami przestępczości finansowej można poprawić także dzięki lepszemu przepływowi informacji o sposobie działania przestępców, zarówno na szczeblu krajowym, jak i ponadregionalnym. Ma to kluczowe znaczenie dla przeciwdziałania zagrożeniom wynikającym z finansowania terroryzmu. Bez odpowiedniego wglądu instytucji finansowych, organów ścigania i agencji wywiadowczych w sposób wspierania tych działań, wysiłki mające na celu powstrzymanie terrorystów przed wyrządzaniem dalszych szkód na świecienie przyniosą rezultatów.

    4. Poprawa wykorzystania i jakości danych

    Samo usprawnienie wymiany informacji nie jest jednak wystarczające. Równie istotny jest sposób przechowywania zgromadzonych danych, a także określenie zasad, które regulują dostęp do nich. Mimo podjęcia wszelkich starań, aby chronić prawa obywateli i ich prywatność, nie ma powszechnej zgody co do efektywnego sposobu i niezbędnego zakresu gromadzenia, systematyzowania, weryfikacji i udostępniania takich informacji.

    5. Reformowanie systemów SAR

    Obecny stan systemów raportowania podejrzanych aktywności (SAR) na całym świecie może stanowić wyzwanie zarówno dla instytucji finansowych, jak i organów ścigania. Skuteczność SAR można zwiększyć dzięki reformom, które pomogłyby w optymalizacji wykorzystania zasobów sektora publicznego i prywatnego.

    6. Łagodzenie niespójnego lub niekonsekwentnego wdrażania standardów i wytycznych AML/CFT

    Wdrażanie systemów zarządzania ryzykiem związanym z przestępstwami finansowymi wymaga dokładnej weryfikacji, aby obowiązujące standardy były spójne w wymiarze transgranicznym, a regulacje priorytetowo traktowały efektywną realizację założonych celów i osiągane rezultaty.

    Niespójne lub niekonsekwentne stosowanie światowych standardów może tworzyć luki, które będą skutecznie wykorzystywane przez przestępców.

    7. Usprawnienie technologii i zwiększenie zakresu jej wykorzystania do zwalczania nielegalnego finansowania

    Rozwój nowych technologii i coraz powszechniejsze ich wykorzystanie wzmocniły wysiłki instytucji finansowych w zakresie przestrzegania przepisów dotyczących przestępstw finansowych. Grupa G-20 i społeczność międzynarodowa powinny wspierać proces wprowadzania innowacyjnych rozwiązań technologii nadzoru finansowego, które mają pomagać w zwalczaniu przestępstw finansowych.

    Instytucje korzystają z coraz szerszego wachlarza rozwiązań technologicznych wspierających funkcje – AML, jednakże możliwości, w szczególności w zakresie analizowania danych w oparciu o sztuczną inteligencję, są znacznie większe. To co może pomóc instytucjom obowiązanym w rozwoju technologii to regulacje nakierowane na zwiększenie możliwości w zakresie wymiany danych między instytucjami finansowymi oraz wprowadzenie rozwiązań zapewniających lepszą jakość tych danych. Z punktu widzenia rozwiązań technologicznych pomocna byłaby zmiana sposobu w jaki konstruowane są przepisy prawa, tak by funkcja AML mogła być w jeszcze większym stopniu zautomatyzowanamówi Mateusz Ordyk, Partner w Deloitte Legal.

    Biorąc pod uwagę konsekwencje przestępczej działalności dla światowego systemu finansowego, a w szerszej perspektywie także problemy dotyczące kwestii społecznych, zapobieganie nielegalnym przepływom środków pieniężnych powinno być traktowane priorytetowo. Mimo coraz większych wysiłków lokalnych interesariuszy i licznych inicjatyw prowadzonych na szczeblu międzynarodowym, ramy regulacyjne nadal nie zapewniają instytucjom finansowym skutecznych narzędzi do walki z przestępczością finansową.

    – Aby działania w tym zakresie były skuteczne, potrzebna jest współpraca sektora prywatnego i publicznego oraz ustandaryzowanie przepisów prawa. Dopiero wtedy uda się zapewnić instytucjom finansowym oraz jednostkom analitycznym odpowiednie narzędzia do wykrywania przepływów środków finansowych pochodzących z nielegalnych źródeł i do zapobiegania temu procederowi. Tworzenie szczelniejszych globalnych ram tej walki jest imperatywem biznesowym i społecznympodsumowuje Małgorzata Wójcik-Czarnecka, Senior Associate w Zespole Forensic i Financial Crime w Deloitte.

  • NIK: System aktywizacji osób bezdomnych nie działa

    NIK: System aktywizacji osób bezdomnych nie działa

    W Polsce jest ok. 30 tys. osób bezdomnych. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat ich liczba zmniejszyła się o ok. 6 tys., ale trudno określić, w jakim stopniu jest to zasługa działań podejmowanych przez państwo. Mimo że na przeciwdziałanie i aktywizację osób bezdomnych przeznaczane są setki milionów złotych, to niemal żadna z odpowiedzialnych za to instytucji nie analizuje skuteczności swoich działań. – System zapobiegania bezdomności i aktywizacji w celu wyjścia z bezdomności wymaga poprawy. Nie jest ani spójny, ani skuteczny – mówi Anna Matusiak-Rześniowiecka, kierownik wydziału prasowego w Najwyższej Izbie Kontroli.

    – W ostatnich latach w Polsce systematycznie spada liczba osób bezdomnych. W ubiegłym roku było ich około 30 tys., czyli ok. 6 tys. mniej niż jeszcze w 2015 roku. Nie sposób jednak określić, na ile ten spadek jest efektem działań państwa, a w jakiej mierze wynika z innych przyczyn, np. zaradności samych bezdomnych mówi  Anna Matusiak-Rześniowiecka.

    Według danych podawanych co dwa lata przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej na działania pomocowe dla osób bezdomnych w 2018 roku wydano ze środków publicznych prawie 271 mln zł. Wcześniej, w 2016 roku ta kwota przekroczyła 224,6 mln zł. Ponad 90 proc. środków przekazały na ten cel samorządy (m.in. na finansowanie działalności placówek dla osób bezdomnych oraz zasiłki i świadczenia). W tym samym czasie 23,3 mln zł na przeciwdziałanie bezdomności (w ramach dwóch programów dedykowanych organizacjom pozarządowym) przeznaczył też resort pracy. Kolejne 4,4 mln zł wydali wojewodowie, których objęła kontrola NIK.

    Zdaniem Najwyższej Izby Kontroli trudno ocenić, jaka jest skuteczność tych środków. Poza nielicznymi wyjątkami większość podmiotów nie analizuje skuteczności swoich działań. W efekcie nie wiedzą, czy są one skuteczne ani czy pieniądze przeznaczane na ten cel są wydawane właściwie.

    – Ani minister, ani wojewodowie, ani gminy nie analizowali skuteczności pomocy udzielanej osobom bezdomnym. Ani ośrodki pomocy społecznej, ani organizacje pozarządowe nie mają pełnych danych w tym zakresie. A jeżeli nie zna się skuteczności podejmowanych działań, trudno stwierdzić, w jakim stopniu spadek liczby osób bezdomnych jest związany z działaniami rządu czy samorządów podkreśla kierownik wydziału prasowego NIK.

    Jak wynika z opublikowanego w końcówce lipca raportu NIK, polski system aktywizacji osób bezdomnych na żadnym ze szczebli – rządowym, samorządowym ani pozarządowym – nie jest spójny i nie zapewnia wsparcia, dzięki któremu bezdomni mogliby osiągnąć życiową samodzielność. Takich osób jest najwięcej w województwach: mazowieckim, śląskim, pomorskim i dolnośląskim, a zdecydowana większość (80,2 proc.) przebywa w placówkach instytucjonalnych.

    Bezdomność jest najczęściej efektem kilku nakładających się na siebie przyczyn (np. bezrobocia, zadłużenia, rozpadu rodziny, uzależnienia czy przemocy w rodzinie). Dlatego też w 2014 roku rząd – uwzględniając potrzebę kompleksowego podejścia do problemu – przyjął Krajowy Program Przeciwdziałania Ubóstwu i Wykluczeniu Społecznemu 2020.

    – Dwa lata później, w 2016 roku, znowelizowano ustawę o pomocy społecznej, wprowadzając do niej coś więcej aniżeli zaspokajanie podstawowych potrzeb bytowych osób bezdomnych. Uwzględniono w niej działania wzmacniające aktywność społeczną osób bezdomnych po to, żeby się usamodzielniały i w efekcie miały szansę wyjść z bezdomności – mówi Anna Matusiak-Rześniowiecka.

    W ocenie NIK wprowadzona w 2016 roku nowelizacja nie przyniosła spodziewanych efektów, a polski system aktywizacji osób bezdomnych w praktyce nie działa. Na 34 skontrolowane instytucje w latach 2016-2018 tylko jedna (Caritas Archidiecezji Katowickiej) prowadziła działania zmierzające do aktywizacji osób bezdomnych.

    – System aktywizacji nie jest ani spójny, ani skuteczny. Instytucje zobowiązane do udzielania pomocy osobom bezdomnym wciąż skupiają się głównie na zaspokajaniu ich podstawowych potrzeb, czyli np. zapewnieniu schronienia i posiłku. Trzeba jednak podkreślić, że każdej osobie potrzebującej zostało to zapewnione – zaznacza ekspertka.

    Zgodnie z polskimi przepisami osoba bezdomna trafia do schroniska na podstawie decyzji ośrodka pomocy społecznej, po przeprowadzeniu wywiadu środowiskowego. W tym procesie ważną rolę odgrywają tzw. kontrakty socjalne, zawierane pomiędzy OPS-em i osobą bezdomną. Są w nich zawarte określone działania, które mają doprowadzić do przezwyciężenia trudnej sytuacji życiowej i wyjścia z bezdomności.

    Jak wynika z danych NIK, kontrakty socjalne z osobami bezdomnymi zawierało 76,5 proc. skontrolowanych OPS-ów, a w większości z nich dokumenty były opracowywane rzetelnie i z uwzględnieniem potrzeb osób zgłaszających się po pomoc. Jednak OPS-y nie przekazywały ich dalej – do organizacji pozarządowych, które np. prowadzą schroniska dla bezdomnych –tłumacząc to brakiem przepisów umożliwiających ich udostępnianie. W efekcie opiekunowie pracujący w takich schroniskach nie znali treści kontraktów i nie wiedzieli, czy osoby bezdomne, które do nich trafiają, wypełniają swoje zobowiązania. Z kolei pracownik socjalny, który podpisał kontrakt z osobą bezdomną, nie miał wpływu na jego realizację, a nawet informacji o tym, czy jest on realizowany.

    – NIK zwróciła się już do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o zmianę przepisów, aby kontrakt socjalny był zawierany dopiero po umieszczeniu osoby bezdomnej w schronisku, np. do dwóch tygodni – mówi Anna Matusiak-Rześniowiecka. Konieczne jest też wprowadzenie w takich kontraktach terminów ich obowiązywania i realizacji poszczególnych zadań, a także ich oceny. To zadziała mobilizująco – zarówno na osobę bezdomną, jak i instytucje udzielające im wsparcia. Pozwoli też na bieżąco korygować metody i działania.  

  • Nowa przyszłość: jak w ostatnich miesiącach zmieniły się trendy w branży ochrony?

    Nowa przyszłość: jak w ostatnich miesiącach zmieniły się trendy w branży ochrony?

    Choć trendy w branży ochrony zawsze zmieniały się dynamicznie, mało kto spodziewał się tak nagłego zwrotu wydarzeń, jak ten, którego doświadczyliśmy w pierwszej połowie 2020 roku. W obliczu zmian gospodarczych, przyglądamy się prognozom na drugą połowę roku i weryfikujemy je, szacując które mogą mieć rzeczywisty wpływ na rynek security.

    Jeszcze kilka miesięcy temu, eksperci Axis Communications rozpatrywali trendy, które mogą odegrać najważniejszą rolę w 2020 roku. W branży ochrony obok technologii na pierwszy plan wysuwały się także kwestie regulacyjne: związane z bezpieczeństwem oraz prywatnością. Już teraz wiemy, że po zmianach związanych z globalną sytuacją epidemiczną, równie ważne mogą okazać się czynniki makroekonomiczne i społeczne. Prezentujemy najważniejsze z nich.

    1.     Zaufanie społeczne i kwestie regulacyjne

    Dotychczas, z technologicznego punktu widzenia, zaufanie dotyczyło przede wszystkim bezpieczeństwa cybernetycznego i prywatności. Każda osoba korzystająca z produktów monitoringu wizyjnego chciała mieć pewność, że są one odpowiednio chronione przed cyberatakami, a dane zabezpieczone i przechowywane zgodnie z regulacjami takimi jak np. RODO.

    W ujęciu makroekonomicznym, zaufanie społeczne do rozwiązań wizyjnych będzie miało od teraz jeszcze większe znaczenie. Zyskujemy bowiem coraz większą świadomość, że technologia może wspierać w walce z kryzysami takimi jak epidemia, np. zbierając dane dotyczące zachorowań i udostępniając je w aplikacjach – tak jak ma to miejsce w Chinach czy Korei Południowej. Jednocześnie jednak pojawia się wiele pytań dotyczących prywatności.

    – Z pomocą przychodzą rozwiązania, które wspierają respektowanie rozporządzeń dot. danych osobowych. Jednym z nich jest redakcja obrazu – kamery monitoringu mogą rejestrować materiał wideo nawet na dużych obszarach, jednocześnie zapewniając, że wizerunek poszczególnych osób będzie odpowiednio zabezpieczony podkreśla Konrad Badowski z Axis Communications.

    2.     Poczucie bezpieczeństwa

    Bezpośrednio z poprzednim trendem wiąże się także zwiększona potrzeba poczucia bezpieczeństwa. Choć jeszcze do niedawna zdawało się, że żyjemy w erze bezpieczniejszej niż kiedykolwiek wcześniej, obecnie obawy rosną, w szczególności w kontekście ekonomicznym i zdrowotnym.

    Dla sektora ochrony ta potrzeba ma kilka implikacji. Jedną z nich jest zapewnienie poczucia bezpieczeństwa z jednoczesnym wyeliminowaniem obaw o prywatność jednostki. Inną, odpowiadanie na bieżące wyzwania, jakie stawia przed nami sytuacja wymagająca ograniczenia kontaktów. Kamery z funkcjami audio mogą np. wspierać służby miejskie w ograniczaniu dużych zgromadzeń ludzi, nadając automatyczne komunikaty z ostrzeżeniem o ryzyku i prośbą o rozejście się. Podobnie w budynkach użyteczności publicznej, np. sklepach – monitoring może zliczać osoby poruszające się po ich terenie, tak by móc przestrzegać odpowiednich norm sanitarnych. Technologia może zatem nie tylko ułatwiać dostosowywanie do dynamicznie zmieniających się regulacji, ale realnie podnosić poczucie bezpieczeństwa.

    3.     Troska o środowisko i zrównoważony rozwój

    Nieustannie ważną kwestią pozostaje dbałość o środowisko naturalne. Dowody na negatywne skutki zmian klimatu są niezmienne i wszyscy – zarówno osoby fizyczne i firmy – muszą podjąć kroki w kierunku dbałości o ekologię. Wydawać by się mogło, że natura w wielu sytuacjach wraca do równowagi, dzięki ograniczeniu działalności człowieka, czego przykładem może być choćby czystsza woda w weneckich kanałach. Jednak nie oznacza to, że możemy zapomnieć o działaniach proekologicznych.

    Firmy technologiczne powinny zwracać uwagę na tę kwestię w ujęciu długoterminowym i niezmiennie dążyć do zmniejszenia wpływu swoich działań na środowisko naturalne, np. poprzez stosowanie w produkcji ekologicznych, biodegradowalnych materiałów. Jednocześnie warto pamiętać, że sama technologia może być częścią rozwiązania problemów środowiskowych – zintegrowane z kamerami czujniki mogą pomóc w zarządzaniu m.in. energią czy odpadami w miastach i budynkach komercyjnych. Istotne, by pamiętać, że choć chwilowo chętniej korzystamy z rozwiązań jednorazowych, np. opakowań, rękawiczek, itp., odpowiedzialność za jakość i czystość naszego środowiska nie zmienia się nawet w obliczu epidemii.

    4.     Zmiany społeczne

    Znaczenie powyższych trendów – szczególnie potrzeby poczucia bezpieczeństwa i zrównoważonego rozwoju – nieodłącznie wiąże się z jeszcze jednym: urbanizacją. Ponad połowa światowej populacji mieszka już w miastach, przy czym przewiduje się, że do 2030 r. odsetek ten wzrośnie do ponad 60 proc. Szacuje się, że w latach 2018-2030 ponad 150 kolejnych miast przekroczy 1 milion mieszkańców, a dodatkowe 10 stworzy nowe „megamiasta” o populacji powyżej 10 milionów.

    Wraz z urbanizacją, wzrasta konieczność wykorzystania technologii w celu lepszego zarządzania zasobami. Miasta powinny więc inwestować w zintegrowane rozwiązania z sektora security, które pomogą lepiej odpowiedzieć na potrzeby mieszkańców. Warto zwrócić uwagę na to, że w obliczu kryzysu gospodarczego tempo urbanizacji może jeszcze przyspieszyć. Dlatego jeszcze większe znaczenie nabiera koncepcja „smart city”, w ramach której technologia wspiera mieszkańców w wielu obszarach – od mobilności i transportu, przez optymalne zużycie energii i ograniczanie smogu, aż do skutecznego reagowania w sytuacjach nagłych, np. poprzez automatyczne informowanie centralnej stacji monitoringu o wypadkach.

    – Urbanizacja to trend, z którym mamy do czynienia od dłuższego czasu, ale dopiero obecna sytuacja uświadamia nas jak ważna jest kompleksowa, zintegrowana architektura miejska, która wspiera mieszkańców podczas kwarantanny, jak i po niej, np. za pośrednictwem sieci głośników, które mogą wyręczać służby miejskie w skutecznym nadawaniu komunikatów. Spodziewamy się, że już wkrótce większość mieszkańców miast będzie jeszcze intensywniej korzystała z zasobów miejskich, dlatego ważne aby systemy miejskich monitoringów nie były tylko siecią kamer, ale powiązanych ze sobą inteligentnych rozwiązań end-to-end dodaje Konrad Badowski z Axis Communications.

    5.     Wpływ globalnej sytuacji polityczno-gospodarczej

    Globalna polityka i ekonomia zawsze wpływały na biznes, czy to poprzez taryfy celne na określone towary bądź surowce, czy też zakazy sprzedaży z jednego rynku na inny. Jednak obecna sytuacja jest jeszcze mniej przewidywalna. Niepewność sprawia, że jeszcze dokładniej należy przyglądać się globalnym decyzjom.

    W obliczu nowych wyzwań, działalność w branży security będzie wymagała jeszcze ściślejszej współpracy pomiędzy producentami a dystrybutorami rozwiązań. Ważne, by zwrócić uwagę na efektywność łańcuchów produkcji. Być może dynamicznie zmieniający się krajobraz gospodarczy sprawi, że część z nich zostanie przearanżowanych. Warto pamiętać, że choć trendy szybko się zmieniają, kluczowe wartości pozostają niezmienne. Na pierwszym miejscu zawsze powinno stać zapewnienie ciągłości dostaw, a tym samym pozostanie elastycznym w intensywnie zmieniającej się rzeczywistości.

  • Jak zdjęcia satelitarne mogą pomóc w walce z pandemią COVID-19?

    Jak zdjęcia satelitarne mogą pomóc w walce z pandemią COVID-19?

    Według naukowców, nawet jak już uporamy się z COVID-19, za jakiś czas czeka nas kolejna pandemia. Po prostu co jakiś czas pojawia się szczep wirusa, który w krótkim czasie atakuje wielu ludzi. Tak było z hiszpanką, SARS, MERS i tak jest teraz. Jakie działania możemy podjąć, żeby z pandemią walczyć i jednocześnie przygotować się na kolejne?

    Z pomocą mogą przyjść zdjęcia z satelitów krążących wokół Ziemi. Istnieje wiele danych i wskaźników, które satelity mogą rejestrować, a które mogą być bardzo pomocne w monitorowaniu, modelowaniu, czy reagowaniu na epidemię oraz w usuwaniu jej skutków.

    Dostęp do zdjęć satelitarnych

    Dzięki powszechnemu dostępowi do zdjęć satelitarnych z obserwacji Ziemi, m.in. na platformach typu DIAS, realizowanych przez Europejską Agencję Kosmiczną i unijny program Copernicus, takich jak np. CREODIAS, każdy może tworzyć różne analizy, pomocne w wielu aspektach naszego życia. Także w kontekście badania, monitorowania i tworzenia prognoz skutków przebiegu chorób wirusowych – wyjaśnia Przemysław Mujta, Menadżer Technicznego Wsparcia Sprzedaży z CloudFerro, polskiej firmy, która jest dostawcą usług przetwarzania w chmurze obliczeniowej oraz obsługuje pięć platform udostępniających dane satelitarne. Włączając się w walkę z pandemią postanowiliśmy zaoferować wsparcie osobom, zespołom i firmom, które mają swoje pomysły na wykorzystanie danych z satelitów w walce z pandemią. Zapewniamy bezpłatne kredyty na korzystanie z zasobów chmury obliczeniowej  na platformie CREODIAS oraz dostęp do zdjęć w bardzo wysokiej rozdzielczości. Przyjmujemy już pierwsze zgłoszenia i liczymy, że innowacyjnych pomysłów będzie jak najwięcej – mówi Przemysław Mujta.

    Co dane z kosmosu mogą nam powiedzieć?

    Dane satelitarne mogą m.in. pomóc w monitorowaniu miejsc, w których prawdopodobieństwo wystąpienia choroby jest większe lub w poszukiwaniu występowania pewnych czynników ryzyka. Tutaj tropem może być np. fakt, że wiele nowych chorób wirusowych, takich jak SARS, MERS i COVID-19, jest odzwierzęcych. Warto zatem monitorować miejsca, w których ludzie mają kontakt z dziką przyrodą. Sytuacją, która potencjalnie może być niebezpieczna pod kątem nowych wirusów, jest np. zamiana lasów w pastwiska dla zwierząt lub pola pod uprawy. Wraz z ograniczaniem siedlisk dzikich zwierząt, zwiększa się prawdopodobieństwo przeniesienia wirusa ze zwierząt na ludzi. Świetnym sposobem na monitorowanie, w jaki sposób ludzie zmieniają ekosystemy, jest właśnie analiza zdjęć satelitarnych.

    Narzędzie stworzone wprost do monitorowania zmian w użytkowaniu gruntów, na razie w odniesieniu do Europy, już istnieje. Jest to mapa pokrycia terenu, stworzona przez Centrum Badań Kosmicznych PAN, przy naszym udziale – mówi Przemysław Mujta. Uwzględnia ona różne klasy terenu, w tym obszary rolnicze i lasy, tereny zabudowane, bagna czy torfowiska. Mapa ułatwia monitorowanie zmian, które mogą mieć znaczenie dla badania różnych zjawisk, również chorób wirusowych – dodaje.

    Prognozowanie przebiegu epidemii

    Współczesna epidemiologia bazuje na wielkich ilościach danych, a analizy opracowywane przez naukowców są oparte na różnych źródłach. Dane geoprzestrzenne okazują się niezbędne także w modelowaniu chorób zakaźnych. Ogniska choroby tworzą się w określonych warunkach: pojawiają się i rozrastają w określonych miejscach i sytuacjach, a także są  przenoszone wzdłuż określonych ścieżek. Modelowanie, gdzie znajduje się większe zagrożenie i nakładanie ograniczeń np. na określone gminy i powiaty a nie na cały kraj, może bardziej precyzyjnie redukować skutki epidemii i straty gospodarcze.

    Wysokiej jakości dane geoprzestrzenne umożliwiają dostarczanie modelom dynamicznym i statystycznym charakterystycznych danych na temat przenoszenia chorób, czynników ryzyka i prognoz rozwoju choroby – wyjaśnia Josh L. Proctor, naukowiec z Institute of Disease Modeling w Seattle. Ma to ogromne znaczenie w analizie rozwoju choroby w krajach o niskim i średnim dochodzie, gdzie często brakuje wysokiej jakości elektronicznych systemów dokumentacji medycznej – podkreśla.

    Klimat i choroby

    Ryzyko przenoszenia chorób możemy także analizować pod względem zmian klimatu. Przykładowo wirus Zika jest przenoszony przez komary, a wraz z ocieplaniem się klimatu, obszar na którym się on rozprzestrzenia poszerza się, zarówno na północ, jak i na południe od tropików. Zmienia się także jego sezonowość. Za pomocą danych z satelitów można monitorować skutki zmiany klimatu oraz uzyskać informacje na temat tego kiedy, gdzie i jak długo ludzie mogą być narażeni na zarażenie się.

    Ekonomia

    Zdjęcia satelitarne można także wykorzystać do pomiaru skutków ekonomicznych wybuchu pandemii oraz prognozowania tempa powrotu gospodarki do normalności. Np. za pomocą śledzenia przemieszczania się statków w portach czy pojazdów na drogach. Obecnie wiele wskaźników ekonomicznych pozostaje w tyle za faktyczną sytuacją oraz decyzjami firm i konsumentów. Spływające w czasie rzeczywistym dane satelitarne mogą przyspieszyć analizy rynkowe i pomóc w podjęciu odpowiednich działań.

  • Z jakimi zmianami zmierzy się gospodarka po pandemii?

    Z jakimi zmianami zmierzy się gospodarka po pandemii?

    Każde wydarzenie o dużej skali niesie ze sobą zmiany, nie będzie inaczej również w przypadku pandemii. Tym co aktualnie interesuje nas wszystkich najbardziej, jest oczywiście stan gospodarki poddawanej zamrożeniu, regulacjom i eksperymentom ekonomicznym.

    Stan gospodarki, wysokość PKB i ogólna kondycja ekonomiczna poszczególnych państw zależy od rynku pracy. A tu zmiany zachodzą najszybciej. Jakiego rodzaju zmiany jesteśmy w stanie zauważyć po pierwszych dwóch miesiącach i możemy zakładać, że pozostaną z nami na dłużej? Przede wszystkim najważniejsze – praca zdalna i praca w domu. Takie strategie pracy były w ostatnich latach domeną freelancerów, czyli osób które pracują i zarabiają, ale nie muszą i co znamienne nie chcą meldować się u kogoś w firmie w wyznaczonym czasie, ani rozmawiać z przypadkowymi osobami, czy wysłuchiwać utyskiwań współpracowników i managerów.

    – Jak wiemy, tego typu uciążliwości pochłaniają mnóstwo czasu, a zarobku przynoszą niewiele. Mało tego, każdy z nas przynajmniej raz w życiu pracował u prezesa-nudziarza, który tydzień zaczyna od czterogodzinnego zebrania zwołanego bez wyraźnego powodu, ot tylko po to, żeby dzieląc się swoimi przemyśleniami poczuć się mentorem i autorytetem swoich zespołów. Ten sam prezes zwołuje następnego dnia kolejne zebranie, na którym wszyscy pracownicy zbierają ochrzan za to, że dnia ubiegłego zrobili niezbyt dużo, albo wręcz nic. I teraz nagle przychodzi pandemia. O ile nasz hipotetyczny prezes, który na co dzień miał usta pełne frazesów o przestrzeganiu przepisów nie wywali swoich ludzi na bruk, nagle zmienia się stan świadomości w firmie. Przede wszystkim w wielu wypadkach dzień pracy z ośmiu godzin daje się skrócić do trzech – mówi Krzysztof Sadecki, przedsiębiorca i analityk biznesowy.

    Nowe spojrzenie na wydajność pozwala firmie zdecydować, jak rozdysponować obowiązki między pracownikami tak, aby liczyć na największą skuteczność. Szczególnie w momencie zmian personalnych, często związanych z rynkowego spowolnienia i zwolnień, a w przyszłości budowania nowego zespołu. Zamieszanie na rynku i zmiana trybu pracy zmieniły podejście do wydajności, a co za tym idzie do strategii wyznaczania wynagrodzeń.

    – Transformacja rynku uwidoczni się więc w nowych typach umów, zabezpieczających możliwość wykonywania pracy w domu oraz takich, których będą żądać pracownicy nauczeni przez pandemię kilku nowych spraw na temat swojej pracy. Jakich? Da się pracować z domu, da się wykonać plan bez irytującego nadzoru menedżerskiego, da się też mieć satysfakcję z pracy pomimo nie oglądania szefa na oczy. Poza tym dzięki pandemii w wielu firmach okazało się, że sól każdego przedsiębiorstwa, czyli starzy wyjadacze i weterani na etatach, nauczeni pochlebiania kolejnym kadrom kierowniczym i dyrektorskim nie są w stanie działać bez pracowników na śmieciówkach, zwolnionych z powodu pandemii dla obcięcia kosztów. A to pokazuje nam z kolei, że możemy liczyć na zmianę układu sił w firmach, bo nigdy tak wyraźnie nie widzieliśmy, ile faktycznie wnoszą nisko opłacani pracownicy – podkreśla ekspert. Pandemia pokazała że niedoświadczeni i początkujący pracownicy, oraz ludzie których się w ten sposób traktuje są ważniejsi od firmowych „ludzi z układami”. Na miejscu niektórych firm zacząłbym główkować, czy nie lepiej postawić właśnie na tych notorycznie krzywdzonych ludzi na umowach o dzieło i umowach zlecenie, w końcu są wydajniejsi, tańsi i bardziej dyspozycyjni od etatowców, a gdy przychodzi co do czego, odnajdują się w nowych warunkach lepiej od nauczonych myślenia schematami mało wydajnych firmowych ekspertów.

    Pierwsze skutki zmian

    Z chwilą, kiedy zmiany na rynku pracy staną się powszechniejsze i bardziej widoczne, pracodawcy zaczną częściej zmieniać poziom zatrudnienia, wyznaczając go w zależności od rozmiaru planowanych przedsięwzięć, co też dobrze wróży ludziom wykorzystywanym na tzw. śmieciówkach. Ponieważ kolejne firmy będą chciały utrzymać jakość przystosowania do rynku (i zabezpieczać się przed ryzykiem np. kolejnej pandemii czy blokad wynikających ze zmian w ustawach) może się zmienić funkcja kadrowców, albo powstać nowe stanowisko, np. dla analityka wydajności poziomu zatrudnienia. Jednocześnie sam rynek pracy zechce zabezpieczyć nowe miejsca zatrudnienia dla ludzi, którzy chcą pracować w domach bo tak nauczyła ich pandemia, albo zredukowanych, czy po prostu usuniętych ze swoich firm.

    – Zmiany na rynku pracy stworzą nowe możliwości, a nowy schemat zostanie wypracowany z uwzględnieniem groźby następnej nieprzewidzianej katastrofy – zauważa Krzysztof Sadecki. Wszyscy robimy co w naszej mocy, by pozostać na miejscach, na których zastała nas pandemia wraz ze swoimi groźbami katastrof ekonomicznych i humanitarnych, ale tym razem kryzys zmusza wszystkich do większej kreatywności. Alegorycznie możemy powiedzieć, że być może ekonomia dostała odleżyn, a kryzys jest na nie jedynym lekarstwem. Kiedy minie okres rekonwalescencji okaże się, że jesteśmy w nowym świecie i mam nadzieję, że tym razem będzie to świat naprawdę lepszy od poprzedniego.

  • Nowi Wiceprezesi w Zarządzie Banku Pekao

    Nowi Wiceprezesi w Zarządzie Banku Pekao

    Obradująca wczoraj Rada Nadzorcza powołała Leszka Skibę w skład Zarządu Banku Pekao S.A. na funkcję Wiceprezesa. Rada powierzyła także funkcję Wiceprezesa Zarządu Grzegorzowi Olszewskiemu, dotychczasowemu Członkowi Zarządu.

    Leszek Skiba od 2015 roku pełni funkcję Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Finansów, gdzie odpowiadał za nadzór nad polityką makroekonomiczną oraz legislacją w zakresie podatkowym. Wspierał także prace legislacyjne związane z rynkami finansowymi i kapitałowymi, jak również przygotował koncepcję reformy systemu budżetowego. Od marca 2019 do kwietnia 2020 roku pełni funkcję Przewodniczącego Rady Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

    W latach 2009 – 2015  Leszek Skiba pracował w Narodowym Banku Polskim w Instytucie Ekonomicznym, gdzie brał udział w pracach nad raportem NBP wskazującym na konsekwencje członkostwa Polski w strefie euro oraz przygotowywał analizy dotyczące gospodarki strefy euro. Od 2009 roku Leszek Skiba prowadzi działalność publiczną non-profit jako Przewodniczący Rady i ekspert Instytutu Sobieskiego.

    Leszek Skiba ukończył Szkołę Główną Handlową w Warszawie na kierunku Międzynarodowe Stosunki Gospodarcze i Polityczne, gdzie uzyskał tytuł magistra. Jest autorem licznych publikacji z dziedziny swojej pracy zawodowej oraz działalności publicznej.

    Grzegorz Olszewski zasiada w Zarządzie Banku od kwietnia 2019 roku. Jako Członek  Zarządu odpowiedzialny był początkowo za zarządzanie produktami inwestycyjnymi i ubezpieczeniowymi. Aktualnie pełni nadzór nad Pionem Technologii i Operacji odpowiadając  m.in. za robotyzację i automatyzację operacji bankowych. Równolegle pełni funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej Pekao Investment Management S.A. oraz Przewodniczącego Rady Nadzorczej Pekao Financial Services Sp. z o.o.

    Wcześniej, od października 2017 do marca 2019 roku, Grzegorz Olszewski zajmował stanowisko Dyrektora Biura Sprzedaży Produktów Inwestycyjnych w Grupie PZU. Jednocześnie kierował pracami uruchomienia pierwszej w Polsce platformy do sprzedaży pasywnych funduszy inwestycyjnych, która została uznana przez agencję ISBnews za najbardziej rewolucyjny produkt 2018 roku. Swoją karierę zawodową rozpoczął w 2008 roku od pracy w Banku Millennium. W 2010 roku dołączył do Alior Banku, gdzie wspierał wdrożenie nowych, konkurencyjnych rozwiązań z zakresu funduszy inwestycyjnych, produktów skarbowych czy rynku FOREX.

    Grzegorz Olszewski jest Absolwentem: Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie ukończył program Executive MBA; Uczelni Łazarskiego, gdzie ukończył kierunek Ekonomia; Wyższej Szkoły Zarządzania / Polish Open University (aktualnie Akademia Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie) na kierunku Zarządzania Finansami; Bachelor of Arts (B.A.), Finance, na Oxford Brookes University.

  • Nowe i nieużywane – Polacy nie chcą przedmiotów z drugiej ręki

    Nowe i nieużywane – Polacy nie chcą przedmiotów z drugiej ręki

    Trend zero waste przybiera na sile, a organizacje działające na rzecz środowiska głośno apelują o rozsądek przy kupowaniu nowych rzeczy i wykorzystywaniu tego, co już zostało wyprodukowane. Mimo to znaczna część Polaków nie czuje potrzeby ponownego wykorzystania lub przekazania dalej niepotrzebnych, nieużywanych przedmiotów, które zalegają w ich domach – takie wnioski płyną z badania przeprowadzonego na zlecenie Gumtree.pl. Przed ponownym wprowadzeniem rzeczy do obiegu aż 39% respondentów powstrzymuje brak wiedzy na temat tego, co można z takimi przedmiotami zrobić.

    W tym roku Dzień Ziemi, którego data przypada na 22 kwietnia, będzie obchodzony po raz pięćdziesiąty. Choć obecnie walka o czyste środowisko staje się coraz pilniejszym wyzwaniem, a na całym globie rośnie mobilizacja społeczeństwa obywatelskiego do zwiększonej troski o planetę, to wciąż za mało.  W zatrzymaniu biegu wydarzeń, które mają negatywny wpływ na środowisko i klimat, nieustannie sprawdza się hasło „Myśl globalnie, działaj lokalnie”. Niestety, jak pokazują wyniki badania Gumtree.pl, na tym polu mamy jeszcze wiele do zrobienia.

    Wymówka goni wymówkę

    Za mało miejsca w mieszkaniu, piwnicy czy na strychu do przechowywania ubrań, zabawek albo bibelotów? Polacy nie mają z tym problemu – jak pokazują dane zebrane na zlecenie portalu ogłoszeniowego Gumtree.pl, aż 38% badanych przyznaje, że zbędne i nieużywane przedmioty zalegają w ich domach.  Co czwarty Polak pozbywa się ich, wyrzucając je na śmietnik. Na pytanie, dlaczego nie przekazują takich rzeczy innym, 39% respondentów odpowiada, że nie wie, co może z nimi zrobić. 31% uważa, że nie ma komu ich przekazać, a tyle samo przyznaje, że nie ma czasu na ich sprzedaż czy przekazanie innym osobom bądź organizacjom.  Zaledwie co czwarty Polak tłumaczy, że rzeczy te są na tyle zużyte, że nie nadają się do ponownego wykorzystania. Co ciekawe, pomysłu na to, co zrobić z niepotrzebnymi przedmiotami nie mają w szczególności osoby do 24 r.ż. (47%), a także blisko połowa Polaków zarabiających ponad 5000 zł miesięcznie.

    Podaj dalej

    Warto pamiętać, że w trosce o naszą planetę, wszyscy powinni grać do jednej bramki, a ekologiczne podejście jest prostsze niż nam się wydaje. Udowadniają to osoby, które w niepotrzebnych i nieużywanych przedmiotach dostrzegają „drugie życie”, dlatego zamiast wyrzucenia na śmietnik lub pozostawienia w domu, decydują się na przekazanie ich wybranym organizacjom i instytucjom charytatywnym (21%), rodzinie albo znajomym (19%), czy też wystawiają je na sprzedaż przez internet (9%).

    Polacy, którzy przekazują dalej swoje rzeczy, opowiedzieli o swoich motywacjach – blisko połowa respondentów tłumaczy, że rzeczy te już im się nie przydadzą, a inni będą mogli z nich skorzystać. 1/3 badanych przyznaje, iż nie lubi, gdy coś się marnuje, a 24% argumentuje swoje podejście względami ekologicznymi – te mają większe znaczenie szczególnie dla osób starszych: odpowiednio 27% i 28% dla ludzi w wieku 35-49 lat oraz 50-65 lat. W grupie wiekowej między 25 a 34 r.ż. na czynnik ekologiczny wskazało jedynie 12% ankietowanych. Czasem ekonomia jest ważniejsza niż ekologia – aspekt finansowy i możliwość zarobku na używanych rzeczach bierze pod uwagę 15% ankietowanych – wskazują na to głównie osoby młode do 24 r.ż. (23%), zarabiające między 3001 a 5000 zł (21%) oraz powyżej 5000 zł (16%). Z kolei 8% Polaków przekazuje używane przedmioty innym, ponieważ… uległo modzie na zero waste.

    – W nadawaniu rzeczom drugiego życia bardzo ważna jest infrastruktura, zachęcanie i informowanie konsumentów o możliwościach oddawania jeszcze użytecznych przedmiotów i ułatwianie tego Polakom. Artykuł 9. ramowej dyrektywy odpadowej zobowiązuje władze krajowe i lokalne do tworzenia systemów promujących naprawę i ponowne użycie, w szczególności w odniesieniu do sprzętu elektrycznego i elektronicznego, tekstyliów, mebli, opakowań oraz materiałów i produktów budowlanych. Ponowne użycie przyczynia się bezpośrednio do redukcji zużycia zasobów naturalnych w gospodarce. Ta redukcja przekłada się również na znaczne oszczędności w emisji gazów cieplarnianych oraz mniejsze ilości wytwarzanych odpadów komunalnych. Jak pokazało ostatnie badanie Eurobarometer[1], większość Europejczyków, w tym Polaków, jest gotowa zmienić swoje modele konsumpcji dla ochrony środowiska. Wydaje się zatem, że pozytywną zmianę zachowań może przynieść lepsze zorganizowanie wygodnej możliwości oddania, sprzedania, zbiórki, ale i kupna czy wymiany przedmiotów jeszcze użytecznych i atrakcyjnych.  Powody mogą być również ekonomiczne. I tutaj dużą rolę do odegrania mają właśnie władze krajowe, jak i samorządowe ­- mówi Piotr Barczak, z Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste i Europejskiego Biura Ochrony Środowiska.

    Z drugiej ręki? Tak, ale nie wszystko

    Mimo dużej popularności kupowania używanych przedmiotów przez internet, w second handach czy podczas tzw. wymian garażowych, wielu Polaków nie jest zwolennikami takich rozwiązań. Zapytani o to, jakich rzeczy nie wzięliby z drugiego obiegu, Polacy najczęściej wskazują na ubrania (47%). Na dalszych miejscach znajdują się zabawki dla dzieci (19%), sprzęt elektroniczny (13%), sprzęt sportowy (10%) oraz meble (10%) i książki (8%). Na pytanie, dlaczego nie wzięliby przedmiotów z drugiej ręki, respondenci odpowiadają najczęściej, że nie chcą używać przedmiotów po innych (73%). Z kolei blisko 30% osób uważa, że taki towar może mieć wady lub wyraźne oznaki zużycia, a co czwarty Polak twierdzi, że w podobnej cenie, co rzecz używaną, może mieć przedmiot nowy (25%).

    – Pomimo że tak wiele mówi się ostatnio o ograniczeniu konsumpcjonizmu i tzw. slow life, to wciąż wielu z nas woli kupić nową rzecz, niż korzystać z tej używanej, często po kimś innym. Tymczasem trzeba pamiętać, że wiele przedmiotów, takich jak zabawki, książki czy sprzęt elektroniczny, nie musi być zdjęta prosto z półki, aby dobrze i długo nam służyć. Z tego też powodu, przed zakupem, warto dwa razy zastanowić się czy fakt, iż coś jest ostatnim krzykiem mody lub aktualnym hitem sprzedaży, musi być dla nas tak ważne. Świadomość zagrożenia, jakie niesie za sobą nadmierny konsumpcjonizm, jak również wypracowanie podejścia w duchu zero waste lub less waste, z pewnością będzie dla nas wszystkich korzystna  – mówi Katarzyna Merska, Koordynator ds. Komunikacji Gumtree.pl.

    Co na to wszystko Unia Europejska?

    W marcu tego roku Komisja Europejska przyjęła nowy plan działania UE dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym (GOZ, gospodarka cyrkularna), mający na celu dostosowanie gospodarki do zielonej przyszłości, wzmocnienie naszej konkurencyjności, przy jednoczesnej ochronie środowiska i zapewnieniu konsumentom nowych praw.

    Jak podkreśla wiceprzewodniczący wykonawczy do spraw Europejskiego Zielonego Ładu, Frans Timmermans, jedynie 12 proc. surowców wtórnych i zasobów ponownie trafia do gospodarki. Wiele produktów psuje się zbyt łatwo, nie można ich ponownie użyć, naprawić ani poddać recyklingowi, lub są to wyroby jednorazowego użytku. Istnieje zatem ogromny potencjał, zarówno dla przedsiębiorstw, jak i konsumentów, który należy wykorzystać. W ramach przedstawionego planu, UE podejmuje działania mające na celu zmianę sposobu, w jaki wytwarzane są produkty, oraz wzmocnienie pozycji konsumentów, tak aby mogli oni dokonywać zrównoważonych wyborów dla własnego dobra i dla dobra środowiska[2].

    Według koncepcji GOZ, wytworzone produkty, materiały czy surowce powinny być obecne w gospodarce możliwie jak najdłużej. Taka koncepcja jest obecnie najbardziej korzystna, ponieważ nie tylko ochroni nas przed degradacją ekosystemu, ale przede wszystkim przedefiniuje postrzeganie potrzeb w świecie przesyconym produktami.

    Badanie na zlecenie Gumtree.pl zostało przeprowadzone przez SW Research w styczniu 2020 r. metodą CAWI (wywiady on-line) na reprezentatywnej grupie 1000 Polaków w wieku 18-65 lat.

    [1] https://ec.europa.eu/commission/presscorner/detail/en/ip_20_331
    [2] cyt. za: https://ec.europa.eu/commission/presscorner/detail/pl/ip_20_420
  • S&P: Kryzys wywołany koronawirusem będzie mieć krótkotrwały charakter

    S&P: Kryzys wywołany koronawirusem będzie mieć krótkotrwały charakter

    Szacowany spadek PKB dla strefy euro ukształtuje się w tym roku w przedziale -0,5 do -1 proc., ale spowolnienie powinno mieć krótkotrwały charakter – prognozuje S&P Global Ratings. Według analityków trzeba spodziewać się tymczasowego ograniczenia akcji kredytowej, a jakość portfela kredytowego banków się pogorszy, ale większość z nich pozostanie bezpieczna. – Inicjatywy banków centralnych, takie jak obniżanie stóp procentowych, mogą też być obosiecznym i ostatecznie mniej skutecznym mieczem do walki z recesją – zauważa analityk S&P Michał Selbka.

    – Czas obecnej pandemii SARS-CoV-2 jest bardzo niefortunny w obliczu i tak spodziewanego spowolnienia gospodarczego oraz kryzysu na rynku ropy naftowej i załamania się cen tego surowca – podkreśla Michał Selbka, główny analityk agencji S&P Global Ratings odpowiedzialny za ocenę ryzyka krajowego sektora bankowego (BICRA) dla Polski.

    S&P szacuje, że nagłe zahamowanie wzrostu gospodarczego, spowodowane przez SARS-CoV-2, doprowadzi w tym roku do globalnej recesji – dla strefy euro szacowany spadek PKB kształtuje się w przedziale -0,5 do -1 proc. Stany Zjednoczone także pozostaną bez gospodarczego wzrostu.

    – Na tę chwilę oceniamy jednak, że choć jest to nagłe i bardzo znaczące spowolnienie, powinno mieć charakter krótkotrwały. Oczywiście wciąż pozostaje wiele niewiadomych dotyczących tempa rozprzestrzeniania się koronawirusa, rodzaju działań podejmowanych przez państwa, ale przede wszystkim okresu ich trwania oraz realnej efektywności polityki pomocowej dla gospodarki – mówi Michał Selbka.

    Jak podkreśla, po stronie banków trzeba spodziewać się przynajmniej tymczasowego ograniczenia akcji kredytowej oraz dalszego pogorszenia ich rentowności – zwłaszcza w obliczu obniżania stóp procentowych i niższej zdolności kredytowej pożyczkobiorców.

    – Długotrwały okres bardzo niskich stóp procentowych doprowadził zarówno do pewnego zamaskowania prawdziwej zdolności kredytowej wielu słabszych pożyczkobiorców, jak i jakości portfela banków. SARS-CoV-2 może częściowo stać się katalizatorem. W ostatnich latach niskie stopy procentowe miały też istotny wpływ na wzrost cen nieruchomości w wielu państwach europejskich – mówi Michał Selbka.

    W raporcie „COVID-19 Countermeasures May Contain Damage To Europe’s Financial Institutions For Now” S&P przewiduje, że jakość portfela kredytowego banków pogorszy się na skutek obecnego kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa. Jednak większość z nich zbudowała w ostatnich latach wystarczające bufory kapitałowe, dlatego powinny pozostać bezpieczne – o ile bieżąca sytuacja nie przeobrazi się w długotrwałą recesję. Analitycy wskazują też, że dla banków kluczowa w przezwyciężeniu obecnego kryzysu może okazać się digitalizacja – zarówno po stronie operacyjnej, jak i w relacjach z klientami.

    We wtorek Rada Polityki Pieniężnej po raz pierwszy od pięciu lat zdecydowała się na zmianę stóp procentowych, które pozostawały na niezmienionym poziomie od 2015 roku. Główna stopa referencyjna została obniżona o 0,5 pkt proc. do rekordowo niskiego poziomu 1 proc., co w uzasadnieniu RPP ma między innymi zmniejszyć obciążenia po stronie kredytobiorców.

    – Inicjatywy banków centralnych, takie jak obniżanie stóp procentowych, mogą być obosiecznym i ostatecznie mniej skutecznym mieczem do walki z recesją – zauważa jednak Michał Selbka.

    W związku z pogorszeniem prognoz gospodarczych i nastrojów na rynkach finansowych – połączonych z dużymi obniżkami cen ropy naftowej na globalnym rynku – banki centralne istotnie poluzowały w ostatnich dniach politykę pieniężną. Amerykański Fed obniżył stopy niemal do zera, uruchomił skup aktywów i zwiększył skalę płynności na rynku finansowym. Europejski Bank Centralny, ze względu na ujemny poziom stóp procentowych, poluzował warunki monetarne, m.in. zwiększając skalę operacji zasilających w płynność oraz zwiększając skalę skupu aktywów.

    – W obecnej sytuacji kryzysowej Komisja Europejska zadeklarowała akceptację pomocy państwowej dla prywatnych spółek. Niektóre centralne banki, jak EBC, tymczasowo obniżyły wymogi kapitałowe i płynnościowe dla banków komercyjnych, co ważne, odsuwając zagrożenie interwencji wobec np. kapitału podporządkowanego czy hybrydowego. Również antycykliczne bufory kapitałowe (CCyB) banków – wymagane w niektórych państwach w okresie niedawnego, bardzo dobrego cyklu koniunkturalnego – mogą teraz zostać wykorzystane, czyli obniżone, zgodnie z ich pierwotnym założeniem – mówi Michał Selbka.

    – Oprócz roli banku centralnego w zapewnianiu płynności sektora kluczowe wydają się być bodźce oraz wsparcie ze strony polityki fiskalnej – szczególnie w krótszym i średnim terminie. Możliwymi do wykorzystania narzędziami są np. kredyty pomostowe, gwarancje kredytowe, bezpośrednie subsydia czy odroczenia podatków korporacyjnych. One nie tylko mogą zahamować wzrost bezrobocia oraz liczbę upadłości firm, ale pośrednio poprawiają też jakość kredytów oraz obciążenia kapitałowe w sektorze bankowym – mówi ekspert.

    Jak podkreśla, poziom upadłości spółek z pewnością wzrośnie – szczególnie tych, które miały problemy jeszcze przed rozpoczęciem pandemii, ale będzie to uzależnione m.in. od regionu i sektora gospodarki (np. branża transportowa, turystyczna lub surowcowa mogą znaleźć się w stosunkowo najcięższej sytuacji) oraz okresu i charakteru środków podjętych przez państwa w celu walki z rozprzestrzenianiem się koronawirusa.

    – W celu tymczasowego odciążenia kredytobiorców banki we Włoszech czy w Polsce już wprowadziły możliwość wakacji kredytowych, czyli odroczenia rat kapitałowych o trzy, a nawet sześć miesięcy dla klientów detalicznych i małych lub średnich przedsiębiorstw. Podjęte działania powinny zapobiec niektórym niewypłacalnościom, szczególnie w obliczu mocnych środków użytych przez państwa w walce z SARS-CoV-2, o ile nie będziemy mieli do czynienia z wystąpieniem długiego okresu głębszej recesji – podkreśla główny analityk agencji S&P Global Ratings odpowiedzialny za ocenę ryzyka krajowego sektora bankowego dla Polski.

  • NBP: W lutym inflacja bazowa wyniosła 3,6 proc. r/r

    NBP: W lutym inflacja bazowa wyniosła 3,6 proc. r/r

    W lutym 2020 r. inflacja po wyłączeniu cen żywności i energii wyniosła 3,6 proc. Wskaźnik CPI w analizowanym okresie wyniósł 4,7 proc. (r/r).

    Narodowy Bank Polski opublikował 16 marca 2020 r. komunikat o wskaźnikach inflacji bazowej w styczniu i lutym 2020 r. W lutym w relacji rok do roku inflacja:

    • po wyłączeniu cen administrowanych (podlegających kontroli państwa) wyniosła 4,0 proc., wobec 3,8 proc. miesiąc wcześniej;
    • po wyłączeniu cen najbardziej zmiennych wyniosła 3,4 proc., wobec 3,1 proc. miesiąc wcześniej;
    • po wyłączeniu cen żywności i energii wyniosła 3,6 proc., wobec 3,1 proc. miesiąc wcześniej;
    • tzw. 15-proc. średnia obcięta, która eliminuje wpływ 15 proc. koszyka cen o najmniejszej i największej dynamice, wyniosła 3,5 proc., wobec 3,3 proc. miesiąc wcześniej.

    W lutym 2020 r. wskaźnik inflacji CPI wzrósł do 4,7 proc. r/r (z 4,3 proc. w styczniu). Do wzrostu wskaźnika CPI przyczyniły się w największym stopniu: wzrost dynamiki cen energii elektrycznej (do 13,2 proc. r/r wobec 9,4 proc. r/r w styczniu – efekt wejścia w życie nowych taryf na sprzedaż i dystrybucję), wzrost cen wyrobów akcyzowych (do 4,1 proc. r/r wobec 2,6 proc. r/r w styczniu – na skutek wzrostu od stycznia stawki podatku akcyzowego na alkohol etylowy oraz wyroby tytoniowe) oraz dalszy wzrost dynamiki cen usług (do 6,4 proc. r/r wobec 5,9 proc. r/r w styczniu – w wyniku wzrostu cen m.in. administrowanych usług związanych z użytkowaniem mieszkania oraz usług gastronomicznych).

    Narodowy Bank Polski co miesiąc wylicza cztery wskaźniki inflacji bazowej, co pomaga zrozumieć charakter inflacji w Polsce. Wskaźnik CPI pokazuje średni ruch cen całego, dużego koszyka dóbr kupowanych przez konsumentów. Przy wyliczaniu wskaźników inflacji bazowej analizie poddawane są zmiany cen w różnych segmentach tego koszyka. To pozwala lepiej identyfikować źródła inflacji i trafniej prognozować jej przyszłe tendencje. Pozwala też określić, w jakim stopniu inflacja jest trwała, a w jakim jest kształtowana np. przez krótkotrwałe zmiany cen, wywołane nieprzewidywalnymi czynnikami.

    Najczęściej używanym przez analityków wskaźnikiem jest wskaźnik inflacji po wyłączeniu cen żywności i energii. Pokazuje on tendencje cen tych dóbr i usług, na które polityka pieniężna prowadzona przez bank centralny ma relatywnie duży wpływ. Ceny energii (w tym paliw) ustalane są bowiem nie na rynku krajowym, lecz na rynkach światowych, czasem również pod wpływem spekulacji. Ceny żywności w dużej mierze zależą m.in. od pogody i bieżącej sytuacji na krajowym i światowym rynku rolnym.

    Źródło: NPB

  • Koronawirus to 320 mld USD strat handlowych co kwartał

    Koronawirus to 320 mld USD strat handlowych co kwartał

    Po tym jak w zeszłym roku spór handlowy pomiędzy USA i Chinami zredukował drastycznie światowy wzrost handlowy do najwolniejszego tempa od 2009 r. (+1.2% w ujęciu ilościowym), spodziewamy się, że w 2020 r. to epidemia Covid-19 będzie główną barierą w światowej wymianie handlowej. Według obliczeń Euler Hermes istniejące środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii Covid-19 już stanowią odpowiednik +0,7 p.p. dodatkowych taryf celnych na towary — podnosząc światową średnią stawkę taryfową do hipotetycznego poziomu 6,5% na koniec I kw. 2020 r. Innymi słowy, w jednym kwartale, handel światowy już poniósł straty będące ekwiwalentem całorocznej wojny handlowej pomiędzy USA i Chinami w 2019 r.

    Euler Hermes szacuje, że straty w handlu towarami i usługami mogą osiągnąć wielkość 320 mld USD na kwartał w czasie trwania obecnych zakłóceń działalności gospodarczej (Rysunek 1). Każdy kwartał strat w handlu w 2020 r. powiązanych z Covid-19 jest więc porównywalny z całorocznym wpływem sporu handlowego pomiędzy USA i Chinami na światowe taryfy celne w 2019 r. Nasze główne założenia w odniesieniu do towarów uwzględniają zamknięcia zakładów w Chinach i we Włoszech oraz ograniczenia w innych krajach. Ekonomiści spodziewają się, że działalność gospodarcza będzie wznawiana stopniowo w marcu i kwietniu, a pełną operacyjność osiągnie do końca maja. Straty eksportowe powinny wynieść ogółem 161 mld USD, ponieważ popyt z Chin i Europy pozostanie wyraźnie zablokowany do końca kwietnia. Nasze założenie w odniesieniu do usług sprowadza się do znacznej redukcji turystów z i do Chin, Włoch i, bardziej ogólnie, w Europie, do czego dodamy znaczące spowolnienie w usługach transportowych. Prognozujemy, że powrót do normalnych poziomów działalności będzie stopniowy, pociągając za sobą straty eksportowe w wysokości 125 mld USD w przypadku turystyki i 33 mld USD w przypadku usług transportowych.

    Ten wstrząs handlowy jest już widoczny na wczesnych wskaźnikach handlowych, które sygnalizują zastój w handlu w ujęciu ilościowym zarówno w I kw. (-2.5% kw./kw. w stosunku rocznym), jak i w II kw. (-1%) 2020 r. Po lekkim odbiciu o 1.6% w IV kw. 2019 r. spodziewamy się, że handel światowy skurczy się o -2.5% w I kw. (kw./kw. w stosunku rocznym), i z pewnością osiągnie wielkość ujemną w II kw. Autorski wskaźnik ekonomistów Euler Hermes – Trade Momentum pokazuje, że handel w ujęciu ilościowym spadł ponownie w styczniu 2020 r. i zmniejszył się w lutym, w następstwie fatalnych raportów z działalności w Chinach, ale także redukcji nowych zamówień eksportowych w innych miejscach, w szczególności w Europie i Azji (Rysunek 2). Dane dotyczące żeglugi wskazują ten sam kierunek. Międzynarodowa Izba Żeglugi ocenia, że epidemia Covid-19 zmniejszyła handel światowy o ponad 350,000 kontenerów. Według Komisji Europejskiej w ostatnich czterech tygodniach było 49% mniej rejsów kontenerowców z Chin. Przewidywany 20-25% spadek w globalnej przepustowości w sektorze żeglugi przełoży się na sektor terminali portowych. Dzisiaj, scenariusz odrobienia strat w kształcie litery V wskazuje na poprawę koniunktury w II poł. 2020 r., i tym samym prognozę wzrostu handlu o +0.4% przez cały bieżący, 2020 rok.

    Mocny dolar, niższe ceny surowców i spadek popytu będzie utrzymywał nominalną wymianę handlową w recesji przez cały 2020 rok. Spadek indeksu cen surowców S&P GSCI o -10% od początku epidemii Covid-19 sygnalizuje kontynuację presji deflacyjnej z 2019 r. To będzie wywierać presję na obniżenie cen. W ujęciu wartościowym, handel również skurczy się w pierwszej połowie roku, utrzymując cały rok wartość w ujemnych obszarach, po -1.5% w 2019 r.

  • Jak koronawirus wpłynie na gospodarkę Polski?

    Jak koronawirus wpłynie na gospodarkę Polski?

    Dla posiadaczy akcji miniony tydzień był jednym z najgorszych od kilkunastu lat. Silne przeceny dotknęły najważniejsze rynki, taniała również ropa naftowa. Kapitał szukał schronienia w tzw. „bezpiecznych przystaniach”, a więc obligacjach skarbowych Niemiec, USA czy innych rozwiniętych gospodarek, które wyraźnie podrożały. Wielu analityków i uczestników rynku mówiło wprost o panice spowodowanej informacjami o kolejnych przypadkach występowania koronawirusa. Była ona podsycana przez napływające informacje o zakłóceniach w ruchu lotniczym w Europie czy masowych rezygnacjach z noclegów w miejscowościach turystycznych. Ostatnie wzrosty cen akcji po zeszłotygodniowych spadkach nie oznaczają, że sytuacja – w oczach inwestorów – jest już pod kontrolą. Decydujące w kontekście wpływu koronawirusa na gospodarkę będzie to, czy szybko uda się zahamować wzrost liczby zachorowań w krajach rozwiniętych i przywrócić sprawne funkcjonowanie globalnych łańcuchów wartości.

    Jak interpretować sytuację na rynkach finansowych i jakie ma ona znaczenie dla gospodarek?

    Rynki finansowe – zwłaszcza rynek akcji czy rynki walutowe – charakteryzują się w niektórych okresach dużą zmiennością wycen. Z jednej strony można to intepretować w ten sposób, że inwestorzy ulegają czasami nadmiernie emocjom. Z drugiej poszukiwanie tzw. godziwej wyceny aktywów jest jedną z głównych funkcji tych rynków, a ceny muszą reagować na pojawiające się nowe informacje. Zwłaszcza, jeśli są to sygnały, które wymagają zmiany dotychczasowych prognoz wzrostu PKB, inflacji czy zysków firm.

    Silny spadek cen akcji i jednocześnie silny wzrost cen obligacji (czyli spadek ich rentowności) występuje najczęściej w okresach poprzedzających recesję. Taniejące akcje odzwierciedlają niższe przewidywane zyski i dywidendy płacone przez spółki, z kolei wycenom obligacji zazwyczaj sprzyja łagodzenie polityki pieniężnej przez banki centralne, które w ten sposób starają się podtrzymywać słabnącą koniunkturę.

    Skala zmian na rynku finansowym sugeruje, że koronawirus będzie oddziaływał na gospodarki poprzez wiele mechanizmów, a siła tego oddziaływania jest wciąż nieznana. W przypadku koronawirusa mamy do czynienia zarówno z czynnikami fundamentalnymi, czyli wpływającymi na warunki prowadzenia działalności gospodarczej jak i psychologicznymi, takimi jak np. niepewność czy nawet panika W przypadku tych pierwszych możemy wyróżnić zmienne, które oddziałują na gospodarkę i sektor przedsiębiorstw od strony popytowej jak i podażowej.

    Choć w Polsce potwierdzono dopiero jeden przypadek zakażenia COVID-19, to także w naszym kraju możemy zauważyć wpływ sytuacji globalnej na lokalne zachowania. W niektórych sklepach zaczęto wykupywać duże ilości żywności i produktów higienicznych w obawie przed zbliżającą się kwarantanną. Organizacje pracodawców i niektóre przedsiębiorstwa zaczęły ostrzegać przed kurczącymi się zapasami materiałów i półproduktów, które są importowane z Chin. Wstrzymanie pracy chińskich portów morskich oraz lotniczych oznacza, że problemy dotkną również firmy eksportujące, których wyroby czekają na rozładunek i dostarczenie do odbiorców.

    Struktura konsumpcji w Polsce – dobra i usługi krajowe oraz z importu

    Trudność w ocenie wpływu koronawirusa na gospodarkę polega m.in. na tym, że jednocześnie dotyka on strony popytowej oraz podażowej, przez co to ryzyko dotyczy wielu branż. W przypadku przemysłu, bezpośrednie ryzyko wynika przede wszystkim z zaburzeń w łańcuchach dostaw, natomiast koniunktura w branżach usługowych będzie zależeć głównie od popytu ze strony konsumentów. Istotny jest również podział na dobra i usługi produkowane w Polsce oraz importowane. Spadek popytu w przypadku tych drugich będzie oddziaływał negatywnie na PKB innych krajów niż UE-27.

    Ze struktury konsumpcji gospodarstw domowych w Polsce wynika, że w przypadku dóbr i usług produkowanych w kraju największe ryzyko spadku popytu może dotyczyć handlu detalicznego (zwłaszcza dóbr trwałego użytku), usług finansowych oraz usług związanych z wyżywieniem. Usługi związane z rynkiem nieruchomości czy dostawami energii ze względu na dominację czasowych kontraktów nie powinny być istotnie dotknięte. Pozostałe kategorie charakteryzują się mniej elastycznym popytem lub koronawirus nie powinien mieć istotnego wpływu na decyzje zakupowe.

    W analizach i komentarzach dotyczących wpływu koronawirusa często wskazuje się turystykę jako branżę doświadczającą wysokiego spadku popytu. W perspektywy gospodarki, usługi, które można przyporządkować do tej branży nie stanowią dużego udziału w wydatkach przeciętnego gospodarstwa domowego w Polsce. Czynnikiem łagodzącym może być również to, że obecny czas nie należy do tzw. wysokiego sezonu w turystyce. Zupełnie inny byłby wpływ na tę branżę i gospodarkę w miesiącach letnich lub w czasie ferii zimowych.

    Sytuacja w przypadku dóbr importowanych jest bardziej skomplikowana, gdyż te rynki mogą być dotknięte zarówno poprzez ograniczenie popytu (jak w przypadku droższych dóbr trwałego użytku np. elektroniki, komputerów, mebli), ale także ograniczenie podaży, zwłaszcza, jeśli są produkowane w Chinach. Wysokie ryzyko spadku popytu – także zakłóceń w łańcuchach dostaw – dotyczy produkcji pojazdów, zwłaszcza samochodów i części do nich. Oczywiście powyższy przegląd statystyk jest dopiero pierwszym krokiem w analizie potencjalnego wpływu, który może dotknąć poszczególne branże.

    Struktura wymiany handlowej Polski z Chinami

    Mimo stabilizacji sytuacji w Chinach pod względem dynamiki zachorowań, gospodarka wciąż operuje znacznie poniżej swojego potencjału, co generuje ryzyko dla wszystkich partnerów handlowych. Wskazuje na to najnowszy wskaźnik PMI, mierzący koniunkturę w sektorze usług i przemysłu. Jego lutowe odczyty dla Chin były wyraźnie poniżej poziomu 50 pkt., który oddziela wzrost aktywności gospodarczej od jej ograniczania (wartość PMI wyniosła 35,7 pkt dla przemysłu, 29,6 pkt. dla usług). W efekcie, były to najsilniejsze spadki tego wskaźnika dla Chin w całej historii jego publikacji.

    Pięć najważniejszych grup wyrobów, które Polska importuje z Chin to:

    urządzenia elektryczne (32,55 proc.),
    urządzenia przemysłowe (18,84 proc.),
    zabawki (5,79 proc.),
    odzież (4,30 proc.),
    meble (3,95 proc.).

    Analogiczny ranking dla eksportu Polski do Chin to:

    miedź (23,40 proc.),
    urządzenia elektryczne (16,19 proc.),
    urządzenia przemysłowe (14,49 proc.),
    pojazdy (10,93 proc.),
    meble (5,95 proc.).

    Patrząc na mapę wpływu koronawirusa na gospodarkę, sytuacja w handlu zagranicznym z Chinami jest tylko jednym z wielu czynników ryzyka dla polskiej gospodarki. Polski eksport może również ucierpieć z powodu pogorszenia się koniunktury w Niemczech, które są bardzo ważnym partnerem handlowym dla Polski oraz Chin. W przypadku największej gospodarki UE sytuacja jest o tyle ciekawa, że niemiecki rząd rozważa zawieszenie reguły wymagającej uchwalania zrównoważonego budżetu. Taki ruch ma umożliwić próbę stabilizowania koniunktury poprzez wyższe wydatki publiczne lub ograniczenie ciężarów podatkowych. Obecnie nie są znane szczegóły zapowiadanego pakietu fiskalnego, więc nie da się ocenić, czy i jak silnym wsparciem dla polskiego eksportu może być luźniejsza polityka fiskalna w Niemczech.

    Co dalej?

    Nie jest wykluczone, że wpływ koronawirusa będzie ograniczony do pierwszego półrocza 2020, a rynki akcji zaczną rosnąć i nadrobią straty z lutego. To scenariusz optymistyczny i na razie mamy za mało informacji by móc określić, czy jest on najbardziej prawdopodobny. W bardziej negatywnym scenariuszu koronawirus będzie jedynie „zapalnikiem”, katalizatorem, który poprzez wskazane kanały wpływu – gospodarkę realną, rynek finansowy i czynniki psychologiczne – odsłoni poważniejsze strukturalne problemy w krajach rozwiniętych, zwłaszcza UE i USA.

    Niezależnie od scenariusza dalszego rozwoju sytuacji, klasyczne polityki makroekonomiczne oddziałujące na popyt – tj. polityka monetarna i fiskalna będą miały ograniczoną skuteczność. To dlatego, że koronawirus – przynajmniej w krótkim okresie – będzie negatywnie wpływał na gospodarki od strony podażowej, a więc produkcyjnej. W takiej sytuacji pobudzanie popytu może powodować wzrost inflacji i generować różne zniekształcenia rynków i konkurencji. Jeszcze inną kwestą zasługującą na odrębną analizę jest to, czy cel w postaci podtrzymywania wzrostu PKB, bez dostatecznej dbałości o jego strukturę i jakość jest zawsze wart kosztów i ryzyk, jakie generuje w średnim i długim okresie.

    Decydujące w kontekście wpływu koronawirusa na gospodarkę będzie to, czy szybko uda się zahamować wzrost liczby zachorowań w krajach rozwiniętych i przywrócić sprawne funkcjonowanie globalnych łańcuchów wartości.

    Dane za 2017 r. The Growth Lab at Harvard University. (2019). “Growth Projections and Complexity Rankings, V2” [Data set].
  • Złoto znów zdrożeje

    Złoto znów zdrożeje

    W ostatnich latach banki centralne na całym świecie skupują złoto na potęgę. Przoduje w tym Rosja, ale zainteresowanie tym kruszcem przejawia większość krajów, nie wykluczając Narodowego Banku Polskiego. Globalni ekonomiści zauważają, że jego skala jest największa od półwiecza. Zdaniem Łukasza Chojnackiego z inwestującej w metale szlachetne spółki Chojnacki & Kwiecień przyczyną tego boomu jest utrata wartości pieniądza papierowego. Analitycy prognozują dalszy wzrost wartości złota.

    W moim przekonaniu spowolnienie gospodarcze nie ma wiele wspólnego ze wzrostami cen złota. Ich bezpośrednią przyczyną jest wzrost masy pieniądza lub inaczej inflacja – mówi Łukasz Chojnacki, prezes zarządu spółki Chojnacki & Kwiecień Metale Szlachetne. – Tym, na co my zwracamy uwagę, jest polityka banków centralnych. To jest pierwsza i fundamentalna rzecz związana z prognozami cen złota i srebra.

    W ciągu ostatniego półtora roku cena złota wzrosła o 30 proc., a w ciągu dekady o przeszło 40 proc. Ten, kto zainwestował w kruszec na początku 2019 roku, pomnożył majątek o jedną piątą. Zdaniem ekonomistów przyczynami tego stanu rzeczy są: napięcie geopolityczne na świecie, oczekiwane spowolnienie globalnej gospodarki czy niskie stopy procentowe, zniechęcające do trzymania środków na depozytach. Co więcej, analitycy przewidują, że w 2020 roku ceny kruszcu nadal będą szły w górę, a granica 1600 dolarów za uncję zostanie pokonana. Według Łukasza Chojnackiego przyczynia się do tego polityka globalnych banków centralnych, które akumulują złoto.

    Od 2007–2008 roku istnieje pewna tendencja wśród banków centralnych. Wschodnie banki centralne, na czele z bankiem Rosji i Chin, kupują złoto na potęgę – informuje Łukasz Chojnacki. – Banki zachodnie co prawda nie kupują złota w ten sposób, natomiast dokonują tzw. repatriacji. Oznacza to, że banki Holandii, Austrii czy innych krajów Europy Zachodniej ściągają swoje złoto, które wcześniej przechowywały w skarbcach w Londynie, Zurychu, Nowym Jorku i Paryżu. Do tego grona dołączyła ostatnio Polska, która zarówno ściąga do siebie złoto, jak i je dokupuje.

    W listopadzie 2019 roku Polska sprowadziła z Banku Anglii około 100 ton złota, które będzie przechowywane w skarbcu NBP. Wcześniej bank centralny informował, że w 2018 i pierwszej połowie 2019 roku zwiększył rezerwy złota ponad dwukrotnie – z niespełna 103 ton do 228,6 ton, przy czym w 2019 roku zakupił aż 100 ton. To sprawiło, że w lipcu 2019 roku Polska była na 22. miejscu na świecie, przesuwając się o 12 pozycji, i na 11. w Europie, co oznacza cztery pozycje w górę. Zakupów złota dokonywały Chiny, Indie, Turcja czy Rosja, która w ostatnich pięciu latach wydała na ten cel 40 mld dol., choć w 2019 roku zdecydowanie ograniczyła apetyt na ten kruszec.

    Banki centralne mają zarządy, w których są ekonomiści najwyższej klasy i oni wiedzą, że pieniądz papierowy traci wartość, dlatego że jest drukowany non stop – tłumaczy prezes zarządu spółki Chojnacki & Kwiecień. – Banki centralne też oszczędzają, tak jak szary Kowalski, mają tzw. aktywa rezerwowe. Jeżeli składają się one z euro, dolara, funta i szeregu innych walut, a banki widzą, że te papierowe rezerwy tracą wartość, to zwiększają ilość posiadanego złota.

  • HPE oferuje chmurę hybrydową w modelu usługowym klientom Vmware

    HPE oferuje chmurę hybrydową w modelu usługowym klientom Vmware

    Hewlett Packard Enterprise (HPE) rozszerza współpracę partnerską z VMware, oferując VMware Cloud Foundation jako usługę. Integracja HPE GreenLake,  HPE Synergy i VMware Cloud Foundation oznacza, że klienci obu firm mogą zachować wszystkie swoje lokalne aplikacje, narzędzia i dane, a jednocześnie osiągać korzyści oferowane przez chmurę obliczeniową i infrastrukturę komponowalną.

    HPE GreenLake to w pełni zarządzane środowisko chmury hybrydowej, w którym klienci płacą jedynie za wykorzystywane zasoby. W efekcie można obniżyć całkowity koszt posiadania (TCO) rozwiązania o 30 procent jednocześnie przyspieszając wdrażanie nowych projektów IT o 65 proc. Rozwiązanie może być używane zarówno w lokalnych i zewnętrznych centrach danych, jest proste w obsłudze, i pozwala korzystać z maszyn wirtualnych i kontenerów. Z punktu widzenia klientów korporacyjnych to najlepszy sposób na znaczące zwiększenie zysków osiąganych dzięki środowisku chmury hybrydowej. Dzięki  komponowalnej infrastrukturze zyskują oni bowiem zwinność i szybkość. Do tego mają możliwość przesunięcia zasobów z obszaru zarządzania infrastrukturą do projektów innowacyjnych.[1]

    Paweł Wójcik, Hybrid IT Business Unit Manager w HPE wyjaśnia co to oznacza dla klientów:

    • Ekonomia chmury: zarządzanie VMware Cloud Foundation za pośrednictwem HPE GreenLake umożliwia działowi IT przeniesienie zasobów potrzebnych do zaspokojenia zmieniających się wymagań biznesowych. Klienci płacą za to, czego używają odpowiednio planując pojemność, co pozwala uniknąć tzw. overprovisioningu i ograniczyć TCO.
    • Szybkość i zwinność: integracja HPE GreenLake i HPE Synergy z VMware Cloud Foundation umożliwia firmom skrócenie czasu uzyskania wartości. Możliwość komponowania zasobów oferowana przez HPE Synergy pozwala klientom na ich dynamiczne konfigurowanie, dzięki czemu są w stanie zaspokajać zmienne potrzeby obciążeń VMware Cloud Foundation. Co więcej, umożliwia to także ich skalowanie w odpowiedzi na nową sytuację, a to z kolei oznacza, że administratorzy czy programiści mogą powiększać zasoby chcąc szybciej udostępniać aplikacje. Precyzyjne narzędzia pomiarowe i zarządzanie pojemnością w HPE GreenLake zapewnia, że zasoby wymagane przez każde obciążenie są gotowe do uruchomienia w ciągu kilku minut zamiast miesięcy. Czas wdrażania globalnych projektów IT może być dzięki temu krótszy o 65 proc.[2]
    • Kontrola, bezpieczeństwo i optymalizacja obciążeń: klienci mogą skorzystać z narzędzia HPE Right Mix Advisor, żeby ocenić, które obciążenia i aplikacje warto przenieść do chmur publicznych, a które lepiej zatrzymać w chmurach prywatnych. Dowiedzą się z niego również jak migrować te obciążenia, aby zbudować chmurę hybrydową w optymalnych proporcjach. HPE Right Mix Advisor oferuje wskazówki oparte na danych, które pozwalają klientom zachować kontrolę nad operacjami, zasadami obowiązującymi w organizacji i procedurami IT, zwiększyć wydajność i zarządzać kosztami poszczególnych obciążeń.

    Chmura zasadniczo zmieniła oczekiwania klientów wobec IT. Poszukują doświadczenia, które pozwoli im działać sprawnie i dynamicznie komponować zasoby w oparciu o wymagania biznesowe – powiedział Phil Davis, prezes Hybrid IT w HPE. – VMware i HPE mają długą historię opracowywanych wspólnie innowacji. Dzisiaj zapewniamy klientom dostęp chmurowego doświadczenia w ich własnym centrum danych. Nasza wizja opiera się na pojedynczej platformie technologicznej, która może obejmować wiele chmur. W ten sposób firmy zyskują lepszą pozycję do wykorzystywania nowych możliwości biznesowych pozbawionej złożoności zarządzania i bez konieczności ponoszenia dodatkowych kosztów.

    Klienci oczekują doświadczenia chmurowego, które zapewni wysoki poziom elastyczności i funkcjonalności potrzebny do dostarczania spójnej infrastruktury i działań opercyjnych – powiedział John Gilmartin, dyrektor generalny i starszy wiceprezes Działu HCI w VMware. – VMware ściśle współpracuje z HPE, żeby zapewniać naszym klientom swobodę i elastyczność konsumowania chmury hybrydowej jako usługi. Dzięki temu będą oni w stanie uwolnić jej pełen potencjał. W efekcie organizacje będą w stanie większym zakresie zarządzać kosztami, automatyzować biznes i wprowadzać innowacje.

    [1] Forrester Consulting, The Total Economic ImpactTM of HPE GreenLake Flex Capacity, maj 2018 r.
    [2] Forrester Consulting, The Total Economic ImpactTM of HPE GreenLake Flex Capacity, maj 2018 r.
  • Carsharing na doby – inne oblicze mobilności

    Carsharing na doby – inne oblicze mobilności

    Statystyczny samochód przez 95% czasu stoi nieużywany, a w ruchu uczestniczy przez ok. godzinę dziennie. Carsharing to trend, który może to zmienić. Istotą ekonomii współdzielenia (ang. sharing economy) jest możliwość używania jednego przedmiotu przez wiele osób. Dzięki temu jedno auto dłużej znajduje się w ruchu, co jest zarówno ekonomiczne, jak i ekologiczne.

    W Polsce o carsharingu mówi się zazwyczaj w kontekście wynajmu aut na minuty. Samochód udostępniany w takiej formule można wypożyczyć od razu „z ulicy”, tam, gdzie pojazd pozostawi poprzedni użytkownik. Z auta skorzystać może każdy, kto posiada prawo jazdy, ściągnie na telefon aplikację, po czym poda w niej dane swojej karty płatniczej. Tyle wystarczy, by móc wsiąść do dowolnego auta danej firmy carsharingowej i poruszać się po mieście, płacąc za przejechany dystans oraz za czas używania pojazdu.

    Tego typu carsharing ma jednak nie tylko zalety, ale i wady. Użytkownik może wybierać co najwyżej spośród kilku modeli pojazdów, a podróże zwykle ograniczają się do ściśle wyznaczonej strefy. W dodatku, aby klienci mieli wygodny dostęp do aut, samochody na wynajem zajmują publiczne parkingi – zarówno w centrach miast, jak i na osiedlach w odległych dzielnicach. Zmniejszają w ten sposób liczbę miejsc do parkowania dostępnych dla kierowców aut prywatnych. a

    Carsharing minutowy posiada jednak alternatywę w postaci carsharingu na doby. Tego typu oferty znajdziemy zarówno u niektórych operatorów carsharingu minutowego, jak i – przede wszystkim – w firmach wyspecjalizowanych w wynajmie krótkoterminowym (na dni) oraz średnioterminowym (na miesiące).

    Wypożyczalnie samochodów działają w Polsce od ponad 20 lat, więc auta dostępne na doby nie są niczym nowym. Nowością jest jednak metamorfoza, jaką przechodzi wynajem, szczególnie krótkoterminowy. Cały proces wynajmu ulega uproszczeniu, rozliczenia stają się przejrzyste, a w efekcie wynajem na doby coraz bardziej wpisuje się w ekonomię współdzielenia. W dodatku tego typu carsharing pozwala uniknąć wielu wad wynajmu minutowego – mówi Ireneusz Tymiński, prezes ogólnopolskiej wypożyczalni samochodów Emotis.

    Czy to w ogóle carsharing?

    Zacznijmy od tego, czy wynajem krótkoterminowy można w ogóle uznać za rodzaj carsharingu. Zgodnie z Wikipedią „carsharing to system wspólnego użytkowania samochodów osobowych. Samochody udostępniane są za opłatą użytkownikom przez operatorów floty pojazdów (…)”. Kluczowe jest więc to, aby z jednego auta mogło korzystać wiele osób, zwiększając tym samym stopień wykorzystania dostępnych samochodów.

    Zgadza się też opis mówiący, że „carsharing to model biznesowy wypożyczalni samochodów, gdzie możliwe jest wypożyczanie samochodu na krótki czas, często z godziny na godzinę. Jest on atrakcyjny dla klientów, którzy tylko sporadycznie korzystają z pojazdu, a także dla tych, którzy chcieliby okazjonalnie mieć dostęp do samochodu innego typu. Podstawą carsharingu jest uzyskanie korzyści prywatnego samochodu, bez kosztów i obowiązków wynikających z jego posiadania.”

    Wśród innych cech przypisywanych carsharingowi znajdziemy m.in. łatwy dostęp do samochodów, elastyczny czas wynajmu, czy ubezpieczenie w cenie wynajmu. Warto jednak zaznaczyć, że szczegółowe rozwiązania mogą znacznie się różnić w zależności od zasad ustalonych przez konkretną firmę, co nie zmienia faktu, że mamy do czynienia właśnie z carsharingiem.

    Co wyróżnia carsharing dobowy?

    Carsharing dobowy dobrze sprawdzi się wtedy, gdy klient potrzebuje auta na więcej niż 2-3 godziny, w tym również wówczas, gdy chciałby wyjechać poza miasto, czy nawet za granicę.

    Ponieważ samochody dostępne są na parkingu wypożyczalni, nie blokują one publicznych parkingów. W przypadku firmy Emotis, klient może odebrać auto w jednym z 14 oddziałów w całej Polsce. Ale to nie jedyna możliwość. W każdym z tych miast, Klient może poprosić także o dostarczenie auta pod wskazany adres.

    Dużą zaletą jest dostęp do aut rozmaitych segmentów (od małych, przez suv-y, po vany i limuzyny klasy premium), w różnych wariantach nadwozia (w tym kombi), z manualną lub automatyczną skrzynią biegów, wielu marek, w dodatku bez wyraźnego „obrandowania” nazwą wypożyczalni. Większa dyskrecja przydaje się chociażby podczas wypożyczeń dla celów biznesowych, gdy np. właściciel lub pracownik danej firmy wyjeżdża takim autem na spotkanie z klientem.

    W przeciwieństwie do carsharingu minutowego, przy wynajmie dobowym pracownik wypożyczalni jest dostępny zarówno przy wydaniu auta, jak i przy jego odbiorze. Z jednej strony można to uznać za pewną niedogodność, ale z drugiej, klient zyskuje pewność, że nie zostanie obciążony za szkody spowodowane przez wcześniejszego użytkownika – mówi Ireneusz Tymiński.

    Ponieważ w przypadku wynajmu dobowego auto wybranej klasy jest rezerwowane (telefonicznie lub przez internet), nie ma obawy, że w chwili, gdy nadejdzie czas wyjazdu, klient pozostanie bez samochodu. Zamówione i potwierdzone auto na pewno będzie dostępne, a rezerwacji można dokonać zarówno z dnia na dzień, jak i z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.

    Samochody udostępniane w ramach carsharingu (zarówno minutowego, jak i dobowego), to w większości auta nowe lub prawie nowe. Jednak w przypadku samochodów z wypożyczalni, inaczej wygląda kwestia opieki nad pojazdami. Nie stoją one przy ulicy i nie są używane przez wielu kierowców w ciągu jednej doby – dzięki temu mogą być myte i poddawane pielęgnacji przed wydaniem każdemu kolejnemu klientowi.

    W Polsce jest wiele wypożyczalni samochodów, ale dla odróżnienia tradycyjnego wynajmu od carsharingu kluczowe jest uwzględnienie filozofii danej firmy, procedur czy wykorzystywanej technologii. W naszym przypadku działamy tak, aby dostarczać mobilność i wspierać nowy styl życia. Dlatego skupiamy się na przejrzystych cennikach i zasadach oraz maksymalnym uproszczeniu wynajmu, zgodnie z zasadami carsharingu – mówi Ireneusz Tymiński.

    Czy carsharing dobowy ma jakieś wady?

    Jeśli szukamy elementów, które na niekorzyść odróżniają carsharing dobowy od minutowego, to takie również odnajdziemy. Najbardziej wyraźną różnicą jest brak możliwości skorzystania z samochodu natychmiast, tu i teraz, gdy pojawi się doraźna potrzeba. Obecnie aplikacje internetowe w carsharingu dobowym nie są jeszcze wykorzystywane w szerokim zakresie – aby zamówić auto, trzeba skontaktować się z wypożyczalnią (choćby przez Messenger).

    Ponieważ carsharing dobowy zazwyczaj jest wykorzystywany do podróży pomiędzy miastami lub nawet za granicę, to koszt postoju w strefach płatnego parkowania pozostaje po stronie kierowcy. Do klienta należy również tankowanie auta na własny koszt (choć istnieje opcja zwrotu samochodu z pustym bakiem). Są to jednak kwestie wynikające głównie z innego sposobu użytkowania aut w ramach wynajmu dobowego.

    Carsharing minutowy wygrywa, kiedy potrzebujemy jakiegokolwiek auta w mieście, np. na godzinę lub dwie. Natomiast w sytuacji, kiedy chcemy wypożyczyć pojazd na dłużej lub wyjechać nim poza miasto, a do tego zależy nam na możliwości wybrania auta konkretnej klasy czy wielkości, znacznie lepiej (i taniej) sprawdzi się carsharing dobowy.

    W bezpośrednim zestawieniu trudno mówić o zwycięzcy i przegranym – obydwie formy carsharingu doskonale się uzupełniają i dopiero gdy uwzględnimy je razem, uzyskamy szerszą wizję tego, jak może wyglądać ekonomia współdzielenia oraz mobilność w niedalekiej przyszłości. Jest całkiem prawdopodobne, że już wkrótce nie będziemy potrzebowali tak wielu samochodów prywatnych, ponieważ codzienne potrzeby mieszkańców miast w zakresie mobilności w bardzo dużym stopniu zaspokoi właśnie carsharing.

  • Trwa największe wydarzenie gospodarcze w północnej Polsce

    Trwa największe wydarzenie gospodarcze w północnej Polsce

    Za nami pierwszy dzień II Forum Wizja Rozwoju. W budynkach Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni odbyło się dzisiaj 48 paneli uporządkowanych w 15 bloków tematycznych. W ramach dwudniowego wydarzenia organizatorzy zaplanowali łącznie 100 debat upamiętniających stulecie odzyskania niepodległości z udziałem aż pięciuset ekspertów. Przedsięwzięcie odbywa się pod honorowym patronatem Premiera Mateusza Morawieckiego, który wygłosił przemówienie w czasie Forum oraz na równoległym wydarzeniu – obchodach 35-lecia Solidarności Walczącej.

     

    W poniedziałek, 24 czerwca oficjalnie rozpoczęła się II edycja Forum Wizja Rozwoju. Najważniejszym punktem programu pierwszego dnia było przemówienie Premiera Mateusza Morawieckiego.

    Forum, wizja i rozwój będą wytaczać kolejne kierunki, będą azymutem zmian w naszej ojczyźniemówił Premier Mateusz Morawiecki w czasie swojego wystąpienia w sali plenarnej Akademii Marynarki Wojennej – Potrzebujemy forum jako miejsca spotkań, dyskusji i wymiany poglądów, takiego jak to, które dzisiaj otwieramy. Potrzebujemy wizji, by osiągnąć z pozoru nierealne cele w ciągu kolejnych lat.

    Premier wziął udział także w równoległym wydarzeniu – obchodach 35-lecia Solidarności Walczącej.

    Wasza odwaga i hart ducha doprowadziły nas do tego miejsca, gdzie dzisiaj jesteśmy. Wiara w to, że Polska może być suwerenna była dla mnie i dla wielu młodych ludzi drogowskazem i światłem nadziei – mówił Premier podczas swojego przemówienia w ramach obchodów 35-lecia Solidarności Walczącej.

    W trakcie wydarzenia wręczono odznaczenia nadane przez Prezydenta Andrzeja Dudę. W imieniu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej aktu dekoracji dokonał Doradca Prezydenta RP Zdzisław Sokal. Przyznano również Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski oraz odznaczenia Pro Patria i Zasłużony dla Kultury. Medale 100-lecia Odzyskania Niepodległości wręczył Prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki.

    Poza Premierem, wystąpienia programowe mieli: Prezes IPN Jarosław Szarek, Minister Jan Józef Kasprzyk – szef UdsKiOR oraz Jarosław Sellin z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Odbyły się także prelekcje, wręczenie krzyży SW, pokazy filmów i prezentacja książki „Wytrwali do końca” autorstwa Andrzeja Michalaka i Romana Zwiercana.

    Oprócz tego od samego rana trwały panele z pierwszych dziewięciu bloków tematycznych: Energetyka, Bezpieczeństwo Kraju – Rozwój Gospodarczy, Technologie Przyszłości, Finanse w Gospodarce, CSR w Gospodarce, Badania i Rozwój, Inwestycje, Programy Społeczne i Srebrna Gospodarka, którego prelegentką była Przewodnicząca Sejmowej Komisji Polityki Senioralnej Małgorzata Zwiercan, Poseł na Sejm RP.

     

    – Współpraca Komisji Polityki Senioralnej, Komisji Polityki Społecznej z rządem daje nam efekty. Wprowadziliśmy wiele dobrych zmian, m.in. program Leki 75+ czy obniżenie wieku emerytalnego – mówiła Poseł Małgorzata Zwiercan – Dużo jest jeszcze do zrobienia, dlatego staramy się działać nie tylko ustawowo, ale dedykować seniorom także programy rządowe. Współpraca na poziomie rządu i parlamentu jest istotna, jak również współpraca z samorządami.

    Wystartował też Hackaton, czyli maraton programowania, który potrwa do końca drugiego dnia Forum. Na zwycięzców czeka łączna pula nagród w wysokości 20 tysięcy złotych. W dalszej części dnia odbyły się debaty w ramach bloków tematycznych: Zdrowie, Gospodarka Morska, Ekomobilność, Transport, Prawo w Gospodarce oraz Forum Partnerów.

    Zgodnie z zapowiedziami, w czasie pierwszego dnia Forum nie zabrakło tematów najbardziej istotnych dla polskiej gospodarki. Dużym zainteresowaniem cieszyła się sesja otwierająca „Czynniki stymulujące inwestycje”.

    – Bank Gospodarstwa Krajowego od początku istnienia miał za zadanie wspieranie rozwoju społeczno-gospodarczego i taką misję wypełniamy do dzisiaj – mówiła Beata Daszyńska-Muzyczka, Prezes Zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego, która była jednym z prelegentów sesji – Polska gospodarka się rozpędza, także dzięki środkom, które trafiają do przedsiębiorców za pośrednictwem naszego banku.

    Istnieją trzy składowe, które podbudowują naszą szansę na dalszy rozwój – wielkość rodzimego rynku, otwartość na handel międzynarodowy oraz kapitał ludzki – tłumaczył na spotkaniu Mateusz A. Bonca, Prezes Zarządu Grupy LOTOS S.A. – Inwestycje w projekty czysto paliwowe już się dokonały. Rozważamy szersze zaangażowanie w rozwój paliw alternatywnych – dodał Prezes Zarządu Mateusz A. Bonca.

    Przy podejmowaniu strategicznych decyzji istotnym parametrem dla nas jest to, jak zachowuje się gospodarka ogólnoświatowa, czyli makroekonomia – powiedział Prezes KGHM Polska Miedź S.A. Marcin Chludziński – Jeśli chodzi o dynamikę rozwoju gospodarczego, lepszy jest rozwój długi i stabilny niż krótkie amplitudy i skoki.

    W czasie Forum wiele uwagi poświęcono także energetyce. Dużo emocji wzbudziło Forum Partnerów, w trakcie którego mówiono o przejęciu przez PKN Orlen S.A. Grupy Lotos S.A.

    Fuzja PKN Orlen S.A. z Grupą LOTOS S.A. będzie oznaczała wzmocnienie dla obu spółek. W skali europejskiej Orlen i Lotos są zaliczane do małych firm. Dzisiaj przy zakupie ropy jesteśmy małymi odbiorcami. Dopiero po fuzji z Lotosem będziemy średnim graczem– mówił Daniel Obajtek, Prezes PKN Orlen S.A. – Fuzja stworzy czempiona z korzyścią dla całej gospodarki.

    Podczas Forum nastąpiło również oficjalne otwarcie Mariny Yacht Park przez Polski Holding Nieruchomości.

    Ważnym punktem programu II Forum Wizja Rozwoju było wręczenie nagród gospodarczych, która ma charakter honorowy, a jej głównym celem jest promowanie polskich przedsiębiorstw za istotne osiągnięcia, wpływające na rozwój krajowej gospodarki. Podczas gali Doradca Prezydenta RP Zdzisław Sokal odczytał list od Prezydenta RP Andrzeja Dudy. Nagrody otrzymali:

    • Adamed Pharma S.A. w kategorii „Społeczna odpowiedzialność biznesu” – nagroda dla firm najbardziej zaangażowanych w działalność charytatywną, prospołeczną lub ekologiczną,
    • KGHM w kategorii „Badania, rozwój i transfer nowoczesnych technologii” – nagroda dla jednostek naukowych lub przedsiębiorstw, które wdrażają innowację produktową lub technologiczną,
    • ENERGA S.A. w kategorii „Ekomobilność” – nagroda dla firm wdrażających niskoemisyjne i ekologiczne rozwiązania w transporcie,
    • Transition Technologies S.A. w kategorii „E-gospodarka” – nagroda dla firm wdrażających lub rozwijających technologie informatyczne,
    • PIAP Space Sp. z o.o. w kategorii „Start-up” – nagroda dla firm, które po raz pierwszy oferują swoje rozwiązania na polskim rynku i istnieją nie dłużej
      niż 2 lata
    • Hydromega Sp.z o.o. w kategorii „Innowacyjność” – nagroda dla firm mogących pochwalić się więcej niż jednym innowacyjnym rozwiązaniem i są obecne na rynku dłużej niż 2 lata,
    • GRUPA LOTOS S.A. w kategorii „Zarządzanie” – dla zarządu lub osób zarządzających, dla których wynik finansowy nie jest jedynym priorytetem w prowadzonej firmie.

    Z okazji stulecia niepodległości wyłoniona została także nagroda specjalna Forum Wizja Rozwoju, którą zdobył PKN Orlen S.A. Nagrodę przyznała Kapituła spośród firm wskazanych przez prawie 200 instytucji.

    Pierwszego dnia Forum wśród ekspertów nie zabrakło także zagranicznych gości. II edycję Forum uświetniła Paula Vanninen – laureatka Pokojowej Nagrody Nobla z 2013 roku. Fińska uczona wzięła udział w panelu w ramach bloku tematycznego Badania i Rozwój na temat zwalczania chemikaliów z mórz. Łącznie w poniedziałek wydarzenie odwiedziło ok. 3000 osób.

    Partnerami merytorycznymi Forum Wizja Rozwoju są ministerstwa: Cyfryzacji, Finansów, Infrastruktury, Inwestycji i Rozwoju, Obrony Narodowej, Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Przedsiębiorczości i Technologii. Grono to powiększa Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Przewodnicząca Sejmowej Komisji Polityki Senioralnej Małgorzata Zwiercan, Poseł na Sejm RP. Mecenasem wydarzenia został PKN Orlen S.A. Partnerzy strategiczni to Bank Gospodarstwa Krajowego, KGHM Polska Miedź S.A. oraz Grupa LOTOS S.A. Partnerami głównymi Forum są ENERGA S.A., Fundacja KGHM Polska Miedź i Totalizator Sportowy Sp. z o.o., a Partnerem+ Bank PKO BP. Pozostali partnerzy to: Agencja Rozwoju Przemysłu S.A., DGT Sp. z o.o., Gas Storage Poland Sp. z o.o., Jastrzębska Spółka Węglowa S.A., PGNiG Obrót Detaliczny Sp. z o.o., Polska Agencja Inwestycji i Handlu S.A., Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Polski Fundusz Rozwoju, Polski Holding Nieruchomości S.A., Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna Sp. z o.o., Zarząd Morskiego Portu Gdańsk S.A. i Zarząd Morskiego Portu Gdynia S.A. Partnerami kolejowymi są PKP S.A. oraz Przewozy Regionalne Sp. z o.o.

  • Jak skutecznie komunikować się z klientami w branży fintech? Prelekcja eksperta Ikano Banku

    Jak skutecznie komunikować się z klientami w branży fintech? Prelekcja eksperta Ikano Banku

    Generacja Z – urodzeni po 1995 r., wychowani w dobrobycie, mobilni, pragmatyczni, robiący karierę. Żyją po swojemu. Nie znają świata bez Internetu, social mediów i technologii, która wcale nie jest dla nich nowa. Jak branża fintech może do nich dotrzeć? Czy banki mogą kopiować rozwiązania komunikacji marketingowej od fintechów? Na te pytania 13 czerwca 2019 r. podczas konferencji Fintech Day in Wrocław odpowiedział Bartosz Jamróz, Head of Direct to Customers z Ikano Banku.

    Za nami trzecia edycja konferencji Fintech Day in Wrocław, która odbyła się 13 czerwca 2019 r. Specjaliści z branży finansowej dyskutowali o nowinkach technologicznych i nadchodzących trendach w branży fintech.

    ikano bank bartosz jamroz 1
    Fot. Marek Maziarz, Sfera Finansów

    Wydarzenie zostało podzielone na cztery bloki tematyczne: Loan-Tech dotyczył roli nowych technologii w sektorze pożyczkowym, podczas IT-Tech skupiono się na wpływie doświadczenia klienta na kształtowanie rozwiązań technologicznych, w trakcie Bank-Tech zastanawiano się nad tym, skąd bierze się powodzenie projektów fintechowych w bankowości, a Comm-Tech poświęcono na dyskusję o tym, jakie wyzwania komunikacji marketingowej stoją przed fintechami.

    >> Sprawdź kredyt ratalny bez zaświadczeń do 20 000 zł >>

    Ekspert Ikano Banku o skutecznym marketingu w fintechach

    W ramach panelu Comm-Tech rozmawiano przede wszystkim o start-upach powstających w branży fintech, które skupiając się na rozwoju i zdobywaniu rynku, mniej uwagi poświęcają na marketing. Specjaliści zastanawiali się też nad wpływem trendów w komunikacji marketingowej na fintechy i nad sposobami na zaangażowanie emocjonalnie odbiorców przekazu reklamowego. Podczas dyskusji pojawił się również temat funkcji komunikacji marketingowej w ekosystemie inkubatorów, parków technologicznych i firm innowacyjnych przedsiębiorców.

    W tej części konferencji jednym z prelegentów był Bartosz Jamróz, Head of Direct to Customers w Ikano Banku. Ekspert z wieloletnim doświadczeniem w bankowości opowiedział o tym, jak dobierać sposoby i kanały komunikacji oraz narzędzia do różnych grup odbiorców. – Inaczej komunikujemy się z osobami z pokolenia X, Y czy Z. Nie zawsze „tech” oznacza lepiej, zwłaszcza w przypadku klientów nienależących do najmłodszego pokolenia – mówi Bartosz Jamróz.

    >> Zobacz, jakie korzyści daje Karta Kredytowa IKEA FAMILY

    Pokolenie Z – wyzwanie dla marketingu fintechów

    W trakcie panelu mogliśmy dowiedzieć się, że kierując przekaz do przedstawicieli pokolenia Z, musimy mieć na uwadze, że ta grupa konsumentów nie zachowuje się jak poprzednicy, ma także odmienne wartości i priorytety.

    – Dzisiejsze pokolenie Z jest pierwszym, które w pełni korzysta z tzw. ekonomii współdzielenia, oznaczającej brak konieczności posiadania rzeczy na własność, a dającej możliwość korzystania z rzeczy, kiedy są potrzebne. Doskonałym przykładem jest tzw. carsharing, czyli użytkowanie aut na minuty. Nie ma potrzeby zakupu auta na własność – płacimy tylko wtedy, gdy korzystamy z pojazdu. Innym przykładem są widoczne w większości dużych miast hulajnogi elektryczne zyskujące w ostatnich miesiącach ogromne rzesze użytkowników. Ekonomia współdzielenia to – w mojej ocenie – jeden z przejawów wszechobecnej cyfryzacji – tłumaczy ekspert Ikano Banku.

    >> Przyjazny kalkulator kredytu na fotowoltaikę z IKEA

    „To skomplikowane”, czyli relacja między bankami a fintechami

    Bartosz Jamróz podczas konferencji wyjaśnił także różnice w postrzeganiu przez konsumentów fintechów i banków. Według eksperta firmy z branży fintech mają łatwiej, ponieważ są odbierane przez społeczeństwo jako nowoczesne i przyszłościowe w przeciwieństwie do polskich banków, mimo że na tle Europy są one bardzo zaawansowane technologicznie.

    ikano bank bartosz jamroz 2
    Fot. Marek Maziarz, Sfera Finansów

    – Badania pokazują, że ponad 87% respondentów uważa reklamy banków za nudne. Jednak banki w swoim przekazie muszą zwracać się do szerokiego grona odbiorców, co wpływa na ostateczny kształt reklamy. Trzeba też zauważyć, że relacja pomiędzy bankami a fintechami na przestrzeni ostatnich lat mocno się zmieniła. Od stanowiska, że fintechy zmiotą banki z powierzchni planety, po dzisiejsze, które mówi, że na rynku jest miejsce dla obu kategorii firm – dodaje Bartosz Jamróz.

    Warto dzielić się wiedzą

    Fintech Day in Wrocław to cykliczne wydarzenie branżowe dla osób zainteresowanych bieżącymi trendami i nowymi możliwościami w sektorze fintech. Jest nad czym dyskutować – według informacji podanej w 2018 r. przez Komisję Nadzoru Finansowego polski segment fintech jest wyceniany na około 860 mln euro, co czyni go największym na terenie Europy Środkowo-Wschodniej. Podczas tegorocznej edycji odbyły się targi innowacyjnych produktów i usług oraz konferencja, w której wzięło udział około 250 uczestników.

  • OPI postawiło na sztuczną inteligencję

    OPI postawiło na sztuczną inteligencję

    Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy, dostarczający analizy m.in. na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, zdecydował się na wdrożenie technologii autonomicznej Oracle, wykorzystującej sztuczną inteligencję. Pozwoliła ona nie tylko znacząco skrócić czas dostarczania odpowiedzi na zapytania, ale też poprawić ich jakość dzięki automatyzacji prac administracyjnych. To pierwszy w Polsce kontrakt podpisany przez jednostkę administracji publicznej na implementację autonomicznej bazy danych Oracle.

    Potrafi się samodzielnie naprawiać, optymalizować i zabezpieczać. Cały czas się uczy i do obsługi nie potrzebuje administratora. Autonomiczna baza danych Oracle, której opracowanie Larry Ellison porównał do rewolucji na miarę Internetu, została wdrożona przez polską instytucję: Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy. Do tej pory takie rozwiązanie wdrażali głównie zachodni giganci, tacy jak np. Hertz.

    Sprawdzi plagiat i liczbę absolwentów z Ukrainy

    OPI to jednostka gromadząca i udostępniająca informacje na potrzeby Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, jak również Narodowego Centrum Nauki oraz Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Z danych OPI korzystają też inne instytucje oraz media.

    Można powiedzieć, że jesteśmy oczami Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, dostarczając resortowi wartościowych danych i analiz dotyczących nauki. To np. dane na temat potrzebnych z punktu widzenia rozwoju firm kierunków studiów czy deficytu określonych specjalności, wysokości zarobków po ukończeniu określonych kierunków czy czasu potrzebnego przez absolwentów wyższych uczelni na znalezienie pracy. Ale nie tylko. Dostarczamy też informacje dla mediów czy innych odbiorców instytucjonalnych. Niedawno zwróciła się do nas np. firma transportowa z zapytaniem o liczbę absolwentów narodowości ukraińskiej i białoruskiej, kończących uczelnie w konkretnych miastach. Dostarczaliśmy też np. informacje dotyczące zasadności otwarcia studiów podyplomowych o danej specjalności, analizując liczbę absolwentów uczelni wyższych – tłumaczy Krzysztof Wiliński, Kierownik Działu Zasobów Informacyjnych Ośrodka Przetwarzania Informacji.

    Aby dostarczać wartościowych i przekrojowych odpowiedzi na zapytania, OPI gromadzi i przetwarza wiele danych, w tym także te wrażliwe. To m.in. informacje o studentach, ich wieku, numerach PESEL, osiągnięciach naukowych, pobieranych stypendiach, sprawozdaniach finansowych kilkuset szkół wyższych, publikacjach naukowych czy pracach dyplomowych, które są analizowane i sprawdzane przez Jednolity System Antyplagiatowy pod kątem możliwości wystąpienia plagiatu.

    To wymusza odpowiedni poziom bezpieczeństwa. Ten aspekt był jednym z powodów decyzji o wyborze technologii autonomicznej, jednak nie najważniejszym. Bezpośrednią przyczyną poszukiwania nowych rozwiązań stała się ograniczona przestrzeń dyskowa używana do przechowywania baz analitycznych. Rosła liczba i złożoność zapytań, co wraz z potrzebą dostosowania naszych raportów do sprawozdawczości międzynarodowej, skutkowało dużymi obciążeniami serwera. Przy iteracyjnym podejściu do budowania raportów, pociągało to za sobą trudne do zaakceptowania czasy realizacji zapytań – zwraca uwagę Krzysztof Wiliński.

    Nawet 1200 zapytań miesięcznie

    Jeszcze 3 lata temu ich liczba w ciągu miesiąca nie przekraczała 200. W ostatnich latach, w rekordowym miesiącu było ich ponad 1200, co więcej, nierzadko różnice w liczbie zapytań w poszczególnych miesiącach sięgały kilkuset procent. To rodziło wiele wyzwań związanych z koniecznością zapewnienia odpowiedniej mocy obliczeniowej do przetwarzania większej liczby danych, przy jednoczesnym braku możliwości prognozowania liczby zapytań. Spełnienie wymagań pociągnęłoby za sobą dodatkowe i niemałe koszty, których OPI chciało uniknąć.

    Problemem był brak możliwości równoczesnej pracy na więcej niż jednej kopii bazy. Mieliśmy też sytuacje, w których do obsługi zapytań potrzebowaliśmy zaledwie 2 rdzeni procesora, a były też takie, gdzie potrzebowaliśmy ich np. 16. Poszukiwaliśmy więc rozwiązania z jednej strony o wysokiej dostępności i niezawodnego, gwarantującego spełnienie wymagań, np. RODO, a z drugiej taniego, które łatwo było skalować. Z tego powodu rozwiązania autonomiczne, nie wymagające od analityka danych głębokiej wiedzy technicznej z zakresu administracji i optymalizacji bazy czy hurtowni danych, od początku były rozwiązaniami przez nas preferowanymi – zwraca uwagę Krzysztof Wiliński.

    AI w kilka godzin

    Ośrodek Przetwarzania Informacji zdecydował się na wdrożenie technologii bazodanowej Oracle. Konkretnie na zastosowanie autonomicznej bazy danych Oracle Autonomous Database Warehouse Cloud. Baza ta przechowuje dane analityczne w chmurze i jest jedną z wersji Oracle Autonomous Database, która została skonfigurowana specjalnie dla potrzeb OPI – realizowania zadań związanych z szybkim przesyłaniem i analizowaniem danych.

    Autonomiczna baza danych jest jednym z najważniejszych produktów Oracle w całej historii tej firmy – komentuje Tomasz Przybyszewski, Autonomous Cloud, Regional Senior Sales Leader odpowiedzialny za obszar Polski i Ukrainy. – Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji na potrzeby obsługi zadań administracyjnych, baza ta jest właściwie bezobsługowa. Sama się skaluje, stroi, dba o swoje bezpieczeństwo i aktualność. Autonomiczna baza Oracle działa w chmurze, co daje niemal nieskończoną skalowalność zasobów. Jest także bardzo łatwa do uruchomienia i może zostać wykorzystana niemal od razu – dodaje Tomasz Przybyszewski.

    Nawet 40% szybciej

    Wdrożenie autonomicznej technologii przyniosło szereg korzyści. Najbardziej widocznym efektem było przyśpieszenie tworzenia analiz i poprawa jakości dostarczanych informacji. Automatyzacja i związany z nią brak konieczności realizowania działań administracyjnych, sprawiła, że pracownicy OPI mogli się w większym stopniu zaangażować w prototypowanie zapytań.

    Sztuczna inteligencja daje nam możliwość skoncentrowania się na tym, co jest najważniejsze – zwiększeniu satysfakcji odbiorców naszych analiz. Dzięki technologii mamy znacznie więcej czasu na zrozumienie problemu z jakim zwraca się do nas klient i prototypowanie zapytań. To sprawia, że analizy dostarczamy szybciej i są one dokładniejsze – przekonuje Krzysztof Wiliński.

    Jako przykład podaje np. analizę udziału kobiet w polskiej nauce, realizowaną na potrzeby Komisji Europejskiej. Aby przygotować dane we właściwych przekrojach, w długim horyzoncie czasu, zapytania wysyłane do bazy danych przed erą autonomicznej technologii, przetwarzały się nawet kilka godzin. Dziś, dzięki chmurze rekordów i sztucznej inteligencji, czas ich realizacji jest znacznie krótszy i w dodatku tańszy.

    Autonomiczność rozwiązania pozwoliła na wyeliminowanie czynności administracyjnych związanych z utrzymywaniem danej kopii bazy – mówi Krzysztof Wiliński, Kierownik Działu Zasobów Informacyjnych Ośrodka Przetwarzania Informacji. – Szacujemy, że dzięki zastosowaniu Oracle ADW, czas realizacji wspomnianych zleceń skrócił się średnio o 40%. Jednocześnie dzięki możliwości szybkiego skalowania bazy danych Oracle, czas wykonywania ekstrakcji i agregacji danych zredukował się nawet kilkukrotnie – dodaje.

    Zwraca on jednocześnie uwagę na elastyczność kosztów, które obecnie OPI ponosi wyłącznie za wykorzystaną moc obliczeniową, przestrzeń dyskową i faktycznie używane aplikacje.

    Nie musimy ponosić wysokich, jednorazowych kosztów na zakup i utrzymywanie serwerów fizycznych i aplikacji, z konieczności kupowanych „na wyrost” dla zabezpieczenia przyszłych potrzeb. Tutaj „ekonomia współdzielenia”, w której płacimy za wykorzystane rdzenie, licencje i przestrzeń dyskową, tylko gdy są one używane, wykazuje swoją przewagę kosztową nad rozwiązaniami tradycyjnymi. Dodatkowo możliwość skalowania zasobów przeznaczanych na realizację ciężkich zapytań pozwala na usprawnienie realizacji zleceń – dodaje.

    Do tej pory autonomiczną bazę danych Oracle wdrożył np. Hertz, który przyśpieszył realizację projektów IT dzięki skróceniu czasu konfiguracji baz danych z kilku tygodni do kilku minut. Beneficjentem tej technologii jest też m.in. producent oprogramowania Data Intensity, który po jej wdrożeniu odnotował 10-krotnie szybszy dostęp do danych i 4-krotnie wyższą wydajność w porównaniu do najnowszych rozwiązań wykorzystywanych do tej pory w firmie.