Tag: Badania i rozwój

  • Marcin Zaremba Chief Product Officerem w Synerise

    Marcin Zaremba Chief Product Officerem w Synerise

    Do zespołu Synerise dołączył Marcin Zaremba, dotychczas odpowiedzialny m.in. za zarządzanie rozwojem aplikacji iTaxi oraz PizzaPortal.pl. Jako Chief Product Officer będzie dbać o zapewnienie jak najlepszego doświadczenia w pracy z platformą dla biznesu Synerise AI Growth Cloud.

    synerise marcin zaremba

    Marcin Zaremba specjalizuje się w zarządzaniu produktami cyfrowymi. Zanim dołączył do Synerise, był Chief Product Officerem w iTaxi, a wcześniej zajmował stanowisko Head of Product w PizzaPortal.pl.

    Nowy Chief Product Officer Synerise posiada certyfikat Google Product Strategy Expert, jest także autorem książki “Mobile dla Menedżerów”, współzałożycielem elektronicznego magazynu dla inwestorów i przedsiębiorców technologicznych Proseed, współorganizatorem Auli Polskiej oraz współtwórcą i wykładowcą na App Academy. Jego pasją jest zegarmistrzostwo.

    W Synerise Marcin Zaremba będzie odpowiedzialny za harmonijny rozwój produktu na przecięciu biznesu, technologii i UX zgodnie z wizją organizacji.

    Synerise to spółka technologiczna wykorzystująca dane i sztuczną inteligencję, aby pomóc markom lepiej reagować na potrzeby swoich klientów. Narzędzia, które oferuje, obejmują m.in. automatyzację, business intelligence i personalizację komunikacji, a także zarządzanie polityką cenową w czasie rzeczywistym, niezależnie od skali prowadzonej działalności.

    Spółka została założona w 2013 roku w Krakowie przez Jarosława Królewskiego, Miłosza Balusia i Krzysztofa Kochmańskiego. Od tego czasu osiągnęła wycenę 75 mln dolarów i obecnie zatrudnia 110 osób w biurach w Krakowie i Warszawie. W latach 2018/2019 zainwestuje 25 mln dolarów w badania i rozwój produktów opartych na sztucznej inteligencji.

  • Smart Home równie popularny jak smartfon?

    Smart Home równie popularny jak smartfon?

    Dzięki procesowi miniaturyzacji i rozwojowi IoT (Internet of Things), systemy Smart Home stają się coraz popularniejsze. Przewiduje się, że wartość inteligentnych rozwiązań dla domu do 2023 r. osiągnie wartość 107,4 mld USD. W tym czasie tempo rozwoju będzie na poziomie 9,5 proc. rocznie. W Polsce wzrost ma jednak wynieść nawet 50 proc. – informuje raport dotyczący rynku smart home przygotowany przez agencję Lucintel. Przyszłość rynku inteligentnego domu wygląda obiecująco dzięki możliwościom, jakie daje integracja funkcjonalności z wielu obszarów: bezpieczeństwa i ochrony domowej, rozrywki, oświetlenia, urządzeń HVAC czy nawet opieki zdrowotnej.

    W 2014 r. Amazon zaprezentował głośnik Echo, który wyróżniał się na tle konkurencyjnych rozwiązań możliwością obsługi głosowej i wykorzystaniem autorskiego systemu sztucznej inteligencji – Alexa. To wydarzenie zainicjowało wyścig producentów na e-pomocników, którzy reagują na komendy wypowiadane przez domownika. Według firmy badawczej Canalys, na całym świecie w 2017 roku sprzedano blisko 40 milionów inteligentnych głośników. Z tego aż 16,1 miliona zostało zakupionych w okresie świątecznym. Głośniki to zaledwie jeden z elementów wyposażenia inteligentnego domu, do którego należy cała grupa urządzeń i rozwiązań. To np. oświetlenie, dzwonki do drzwi, kamery CCTV, okna, rolety, podgrzewacze ciepłej wody, przybory kuchenne czy systemy sterujące ogrzewaniem, czy zraszaczami ogrodowymi.

    Reorganizacja życia

    Zdaniem analityków, rynek rośnie szybko, bo zmienia się wyraźnie nasz sposób życia i zarabiamy coraz więcej. Z jednej strony wydłuża się czas aktywności zawodowej – do roku 2050 osoby powyżej 60 roku życia będą stanowić już 40 proc. społeczeństwa – z drugiej nasze dochody systematycznie rosną. Społeczeństwo staje się coraz bardziej uzależnione od technologii, a jednocześnie domaga się kolejnych nowinek. Z raportu mobiRank 2018 wynika, że z Internetu w Polsce korzysta już ponad 29 milionów osób (78 proc. populacji), a średnio przed ekranem swojego smartfona spędzamy już 2 godziny dziennie. Urządzenia mobilne stały się swoistym „centrum dowodzenia”.

    Według naszych badań, 97 proc. instalatorów w Polsce dostrzega wzrost zainteresowania rozwiązaniami smart home. Wyraźnie widać, że popyt na te rozwiązania rośnie nie tylko globalnie, ale także lokalnie. Do niedawna producenci sceptycznie podchodzili  do sprzedaży systemów inteligentnych domów na naszym rynku. To podejście powoli się zmienia. Choć trudno mówić jeszcze o rewolucji, to bez wątpienia producenci coraz śmielej będą sondować rynek, na czym skorzystają konsumenci – Marcin Kotarski, Product Manager z Purmo.

    Szansa na sukces

    O perspektywach rynku najlepiej świadczą inwestycje przedsiębiorstw. W rozwój technologii smart home zainwestowali giganci tacy jak Apple (Wycena giełdowa spółki: 815 mln USD), Google (750 mln USD), czy Amazon (685 mln USD), – liderzy technologiczni, którzy wyznaczają trendy rynkowe. Żadna z firm nie zamierza ignorować szansy i robi wszystko, by wygrać wyścig o zaufanie i portfele konsumentów. Rodzimy rynek rozwiązań dla inteligentnych domów wycenia się na 126 milionów USD, co stanowi zaledwie promil światowych wydatków. Szacuje się jednak, że do 2022 r. będziemy utrzymywać 50 proc. wartość wzrostu rdr, dzięki czemu rynek osiągnie wartość 629 milionów USD.

    Blaski i cienie

    Karolina Kaszkiewicz, Inżynier Produktu z Purmo Polska zapytana o główne zagrożenia dla rozwoju rynku odpowiada:

    Przede wszystkim jest to brak uniwersalnego standardu obowiązującego wszystkich producentów. Wybierając jedną architekturę musimy rozbudowywać naszą infrastrukturę w oparciu o konkretną opcję. Większość gigantów technologicznych wykorzystuje swoją przewagę nad producentami współpracujących akcesoriów, np. ekspres do kawy, żarówka poprzez umowy na wyłączność w zamian za dodatkowe benefity, jak np. promowanie na swojej stronie – I dodaje – Druga kwestia to niedostateczna wiedza konsumentów na temat możliwości wykorzystania technologii smart home. Możemy oczywiście uruchomić zraszacze, czy zgasić światło, ale równie ciekawa wydaje się optymalizacja energetyczna pod kątem redukcji kosztów za prąd lub ogrzewanie.

    Przyszłością tego sektora są asystenci głosowi, już 7 na 10 zapytanych osób deklaruje, że najbardziej ceni sobie obsługę za pomocą wypowiadanych komend, co pozwala na bardziej „naturalną” interakcję – donoszą wyniki badań przeprowadzonych przez Punchcut.

    Sytuację rynkową podsumowuje Karol Chołuj, Starszy Inżynier Produktu z Purmo:

    Rosnąca świadomość i popularność inteligentnej automatyki domowej zachęca producentów do inwestowania w badania i rozwój w celu tworzenia lepszych i bardziej dopasowanych produktów. Firmy dokonują znacznych inwestycji, aby jednocześnie opracować kilka nowych rozwiązań, co zwiększy szansę dotarcia do szerszej grupy odbiorców orz pozwoli zapracować na zaufanie użytkowników.

  • Ograniczono fundusze dla startupów

    Ograniczono fundusze dla startupów

    10 sierpnia bieżącego roku Narodowe Centrum Badań i Rozwoju podało komunikat o ograniczeniu środków dla startupów, powołując się przy tym na dostosowanie się do unijnych przepisów.

    10 sierpnia fundusze inwestycyjne otrzymały oficjalny komunikat dotyczący ograniczeń związanych z finansowaniem nowych projektów. Nowością jest to, że zamiast 3 mln zł, projekt będzie mógł otrzymać maksymalnie 1 mln zł, ponieważ jeden projekt będzie mógł być wsparty kwotą najwyżej 200 tys. euro.

    W oficjalnym komunikacie NCBiR poinformował, że nowelizacja Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego wprowadza zmianę jeśli chodzi o doprecyzowanie definicji beneficjenta pomocy grantowej. Obecnie za tokowego uznaje się:

    podmiot publiczny lub prywatny lub osobę fizyczną, odpowiedzialną za inicjowanie lub zarówno inicjowanie, jak i wdrażanie operacji, oraz

    a) w kontekście pomocy państwa – podmiot, który otrzymuje pomoc, z wyjątkiem przypadku, gdy kwota pomocy dla poszczególnych przedsiębiorstw jest niższa niż 200 000 EURO, w którym to przypadku dane państwo członkowskie może zadecydować, że beneficjentem jest podmiot udzielający pomocy, bez uszczerbku dla rozporządzeń Komisji (UE) nr 1407/2013, (UE) nr 1408/2013 i (UE) nr 717/2014 (…)”;

    W komunikacie zaznaczono, że zmiana ta oznacza, że jedynie projekty grantowe, w których kwota pomocy jest niższa niż 200 000 euro mogą zachować dotychczasową strukturę, w której beneficjentem jest podmiot udzielający pomocy dalszym podmiotom. W konsekwencji pomoc o wartości równej lub wyższej od 200 000 euro nie może być przekazywana w dotychczasowej strukturze projektów grantowych.

    Ofiarą cięć unijnych będzie tylko program BRIdge Alfa, który służy przede wszystkim wdrażaniu pomysłów naukowych do świata biznesu. Zadaniem programu jest pomoc w komercjalizacji najbardziej innowacyjnych pomysłów we wczesnej fazie rozwoju. Program jest skoncentrowany na wspieraniu projektów B+R (badawczo-rozwojowe).

  • Honda odważnie wkracza w przemysł 4.0

    Honda odważnie wkracza w przemysł 4.0

    W minionym roku Honda przeznaczyła na badania i rozwój 6.2 miliarda dolarów. Sporą część tego budżetu przeznaczono na modernizację fabryk w duchu przemysłu 4.0. Z oficjalnych doniesień wiadomo, że firma inwestuje w sztuczną inteligencję i analitykę Big Data, które mają pomóc w optymalizacji procesów produkcyjnych i tworzeniu bezpieczniejszych oraz bardziej spersonalizowanych aut.

    Honda na tle konkurencji wyróżnia się optymistycznym podejściem do wdrażania innowacyjnych rozwiązań – zarówno w pojazdach, jak i tworzących je fabrykach. W minionym roku japońska firma przeznaczyła na badania i rozwój 6.2 miliarda dolarów, co dało jej 19. miejsce w globalnym rankingu wydatków na R&D. Na co przeznaczono te gigantyczne środki? Z oficjalnych komunikatów wiadomo, że spora część pieniędzy ma pomóc w przemodelowaniu procesów produkcyjnych zgodnie z ideą przemysłu 4.0. Honda odchodzi od tradycyjnego wytwórstwa przemysłowego i zamierza zastąpić je inteligentnymi fabrykami. W tego typu obiektach, na przestrzeni najbliższych 5 lat produktywność będzie rosnąc siedem razy szybciej niż w latach 90. – prognozują analitycy z Capgemini. Japońskiej firmie z branży automotive nowe technologie mają pomóc w tworzeniu bezpieczniejszych i mocno spersonalizowanych pojazdów. Stąd ogromne inwestycje w sztuczną inteligencję i analitykę Big Data. Mają one pełnić rolę technologicznego fundamentu dla nadchodzących innowacji.  – Honda doskonale rozumie zmiany zachodzące w globalnej gospodarce. Rynek się zmienia, tak samo potrzeby konsumentów. By im sprostać, nie można funkcjonować tak, jak robiliśmy to jeszcze 10 lat temu. Jedynie inwestując w nowe technologie i zmieniając model działania na „napędzany danymi” możemy pozostać konkurencyjni – ocenia Piotr Rojek z DSR, firmy wspierającej producentów przemysłowych w cyfrowej transformacji. – Implementacja internetu rzeczy oraz narzędzi informatycznych przeznaczonych do gromadzenia i analizowania danych w większości przedsiębiorstw produkcyjnych powinna być priorytetem – dodaje ekspert.

    Dla Honda Motor Company dane stanowią wartość nadrzędną, o czym świadczą jej pokaźne inwestycje w analitykę Big Data. W zespole ds. B+R spółka posiada ponad 100 inżynierów specjalizujących się w data science. Przetwarzają oni cyfrowe informacje z wielu źródeł, takich jak np. umieszczone w pojazdach czujniki, ankiety przeprowadzane wśród klientów, smartfony czy media społecznościowe. Wszystko po to, by zdobyć wiedzę pomocną w projektowaniu nowych samochodów i ulepszaniu istniejących modeli. Dzięki coraz większej cyfrowej dojrzałości przedsiębiorstwa i wykorzystaniu zaawansowanych narzędzi informatycznych, zespół badaczy danych potrafi skutecznie przetwarzać duże, nieustrukturyzowane zbiory, których okiełzanie wcześniej było dla niego problematyczne.  – Narzędzia analityczne pozwalają nam wyciągać wnioski z Big Data, by ostatecznie projektować lepsze, mądrzejsze i bezpieczniejsze samochody – chwali się Kyoka Nakagawa, chief engineer TAC w Honda R&D.

    Jednym ze wspominanych przez niego rozwiązań jest IBM Watson Explorer. Oparta o superkomputer platforma pomaga firmom w prostszy sposób badać nieustrukturyzowane wolumeny danych, poprzez kognitywne funkcje interpretacji treści. Za jej sprawą firmy analizują m.in. korespondencję mailową i rozmowy telefoniczne, wyciągając z nich przydatne wnioski. Dział kontroli jakości w Honda Motor Company używa IBM Watson Explorer, by w ekspresowym tempie zreasumować natłok przychodzących różnymi kanałami opinie klientów. W ten sposób japoński producent samochodów skrócił czas potrzebny do zrozumienia spływających ze wszystkich stron opinii informacji o 80%. – Przez wiele lat sztuczną inteligencję prezentowano jako ciekawostkę. Technologię, która wprawdzie wygra z człowiekiem w szachy, ale nie ma realnych, biznesowych zastosowań. Tymczasem dzisiaj jest zupełnie inaczej. W przypadku analizy dużych zbiorów nieustrukturyzowanych danych, nie ma obecnie lepszej, skuteczniejszej technologii niż sztuczna inteligencja. Postęp technologiczny najlepiej widać na przykładzie systemów konwersacyjnych. Ta technologia stała się w tej chwili już na tyle dojrzała, że zasilany sztuczną inteligencją chatbot jest w stanie zrozumieć kontekst i poprawnie odpowiedzieć na ponad 98% pytań zadawanych przez człowieka – wyjaśnia Maciej Stanusch z firmy Stanusch Technologies specjalizującej się w realizacji projektów w obszarze sztucznej inteligencji.

    Dodatkowy pasażer

    Honda NeuV Concept
    Honda NeuV Concept

    Podczas tegorocznego Consumer Electronics Show w Las Vegas, wydarzenia dedykowanego branży elektroniki użytkowej, Honda przedstawiła NeuV – nowy elektroniczny samochód miejski, wyposażony w osobistą asystentkę opartą o algorytmy sztucznej inteligencji. HANA (Honda Automated Network Assistant) potrafi m.in. interpretować emocje kierowcy i na podstawie niewerbalnych sygnałów dopasowywać muzykę, temperaturę itp. Do jej zadań należy również przypominanie o ważnych wydarzeniach z kalendarza i pomoc w umawianiu spotkań i dokonywaniu rezerwacji. Czas zweryfikuje, czy HANA sprosta oczekiwaniom użytkowników. Istnieją spore szanse, że trafi do jednego worka z tysiącem podobnych rozwiązań, które w praktyce okazały się niefunkcjonalne. Tymczasem, co do wykorzystania sztucznej inteligencji w samochodach osobowych Honda ma ambitne plany, wykraczające daleko poza funkcje osobistej asystentki. Japończycy doszli do wniosku, że skoro 96 proc. czasu samochody spędzają na miejscach parkingowych, to w dużej mierze są nieużyteczne i należy to zmienić. Projektanci Hondy stworzyli model NeuV w taki sposób, by zarabiał na siebie, gdy nie jeździ nim jego właściciel. Jako pojazd autonomiczny będzie mógł samodzielnie odbierać i przewozić ludzi zgodnie z filozofią ekonomii współpracy. Na tym nie kończą się wizje japońskich inżynierów. Futurystyczny model Hondy ma również sprzedawać energię do sieci elektrycznej, gdy stoi nieużywany.

    Honda NeuV Concept

    SI za kulisami

    Inwestycja w sztuczną inteligencję sięga głębiej niż budzące podziw rozwiązania konsumenckie. Najwięksi producenci samochodów od lat udoskonalają swoje zakłady w obszarze automatyzacji, a maszyny wyposażone w zaawansowane algorytmy uczenia maszynowego mogą wprowadzić ją na nowy, nieznany dotąd poziom. W swoim najnowszym raporcie poświęconym robotyzacji, brytyjska firma Tharsus przekonuje, że w najbliższych latach czeka nas wysyp maszyn stworzonych do współpracy z ludźmi w wykonywaniu powtarzalnych zadań. Co-bots, bo pod taką nazwą kryją się roboty kolaborujące z człowiekiem, od innych maszyn wykorzystywanych w fabrykach odróżniają się m.in. funkcjami kognitywnymi. Mogą więc interpretować, przewidywać i powtarzać zachowanie człowieka, ucząc się od niego wykonywania powtarzalnych zadań. Dla managerów produkcji to spore ułatwienie, ponieważ funkcja zadanego uczenia eliminuje potrzebę skomplikowanego programowania maszyn przez specjalistów. Mogą więc płynnie zmieniać stanowiska pracy i wykonywane zadania wchodząc w harmonię z resztą otoczenia. Wchodzimy w nowy wymiar automatyzacji, w którym roboty funkcjonować będą u boku człowieka jak nigdy wcześniej, dając małym i średnim przedsiębiorstwom możliwości, które dotychczas były przywilejem największych graczy. Jest to możliwe z powodu synergii kilku technologii, w tym m.in. chmury obliczeniowej i sztucznej inteligencji – przekonuje Piotr Rojek z DSR.

    W odróżnieniu od branżowej konkurencji, Honda idzie o krok dalej, przenosząc roboty z fabryk do sfery publicznej. Potężne inwestycje firmy w R&D zaowocowały powstaniem projektu 3E Robotics Concept. Maszyny zaprojektowane przez japońskich inżynierów mają ułatwić życie osobom niepełnosprawnym. Spod ich rąk wyszły 4 modele: okazujący współczucie robot towarzysz, mobilne krzesło ułatwiające poruszanie w terenie – zarówno w domu, jak i na zewnątrz, maszyna do przewożenia niewielkiego ładunku oraz autonomiczny pojazd terenowy.

  • Niemal 100 miliardów euro w nowym programie ramowym Horyzont Europa

    Niemal 100 miliardów euro w nowym programie ramowym Horyzont Europa

    Horyzont Europa – tak nazywać się będzie kolejny program ramowy Unii Europejskiej, finansujący badania naukowe i innowacje. Zastąpi Horyzont 2020. W latach 2021-2027 do innowatorów trafi prawie 100 mld euro, czyli ponad 25 proc. więcej niż w obecnej perspektywie finansowej.

    Będzie to najwyższy do tej pory unijny budżet na innowacje. Ta kwota ma szansę jeszcze wzrosnąć, ponieważ Parlament Europejski wnioskował o 120 mld euro i jego przedstawiciele zapowiadają, że będą walczyli o pełne dofinansowanie.

    Dotychczasowe programy pokazały, że inwestowanie w innowacyjność wpływa pozytywnie na europejską gospodarkę i wzrost jakości życia. Dzięki środkom z programów ramowych UE weszło na rynek wiele przełomowych rozwiązań. Są wśród nich wydajne baterie nowej generacji, autobusy zasilane paliwem wodorowym, mikrosatelity czy szczepionka przeciwko wirusowi Ebola. Do tej pory z tej ostatniej skorzystały tysiące ludzi, a 1,6 mln kolejnych dawek jest gotowych do użycia w nagłych wypadkach.

    Programy ramowe są coraz lepsze, Komisja Europejska przyjmuje uwagi od przedsiębiorców i wprowadza zmiany, żeby dofinansowanie trafiało do najbardziej obiecujących projektów. W SME Instrumencie (Horyzont 2020) finansowane są etapy prac od prototypu do wprowadzenia rozwiązania na rynek. Ostatnie 4 lata programu pokazują, że to podejście się sprawdza i wielu beneficjentów SME Instrumentu osiąga komercyjny sukces – mówi Alicja Grzegorzek Carrascosa, założycielka firmy Zafiro Solutions, która pomaga zdobyć dofinansowanie z SME In strumentu.

    Wyższy budżet na lata 2021-2027 to także szansa dla polskich innowacji. Krajowi przedsiębiorcy coraz lepiej radzą sobie w europejskich programach. Komisja Europejska uruchomiła w tym roku w ramach Horyzontu 2020 Europejską Radę ds. Innowacji (European Innovation Council, EIC), która ma wspierać innowatorów w realizowaniu ich pomysłów na skalę międzynarodową. Na razie Rada działa na zasadzie pilotażu i zbiera doświadczenia do następnego programu ramowego. Jednym z instrumentów finansowania, jakie ma do dyspozycji, jest SME Instrument, który najprawdopodobniej będzie kontynuowany w Horyzoncie Europa.

    Wciąż nie ma szczegółów dotyczących przyszłości SME Instrumentu, ale ze wstępnych informacji wynika, że program pozostanie i może mieć podobny format. To bardzo dobra informacja dla przedsiębiorców. Zwłaszcza że Unia Europejska ciągle ulepsza SME Instrument i dostosowuje go do realnych potrzeb biznesowych – dodaje Alicja Grzegorzek Carrascosa z Zafiro Solutions.

    Program Horyzont Europa opiera się na trzech filarach: Open Science, Global Challenges and Industrial Competitiveness oraz Open Innovation. W ich ramach Komisja Europejska wspierać będzie przedsiębiorców, organizacje badawcze, uczelnie wyższe, fundacje, instytucje publiczne czy indywidualnych naukowców, pracujących nad przełomowymi technologiami o wysokim potencjale, rozwiązującymi aktualne problemy społeczne.

  • Ulga na badania i rozwój jeszcze korzystniejsza

    Ulga na badania i rozwój jeszcze korzystniejsza

    Już co czwarta firma chce skorzystać z ulgi na badania i rozwój za 2018 rok. To znacznie więcej niż w ostatnich latach. Za rok podatkowy 2017 z odliczenia skorzystało tylko 9 proc. firm. Problemem jest niska świadomość przedsiębiorców. Nawet co trzecia firma w ogóle nie słyszała o uldze na B+R. Część zaś nie wie, że może z niej skorzystać. Tymczasem ulga przekłada się na rozwój innowacyjności biznesu i podniesienie konkurencyjności. W ramach ulgi B+R przedsiębiorca może bowiem odzyskać niemal 1/5 wydatków poniesionych na B+R.

     Ulga na badania i rozwój pozwala w 2018 roku odpisać dodatkowe 100 proc. kosztów. Jeżeli przedsiębiorca ponosi koszty z tytułu działalności badawczo-rozwojowej w wysokości 1 mln zł, od podstawy opodatkowania może faktycznie odpisać 2 mln zł. To mechanizm, który jest obecnie najbardziej przystępną formą wsparcia działalności badawczo-rozwojowej wśród przedsiębiorstw w Polsce. Warto z niego korzystać, ponieważ pozwala on uzyskać dodatkowe środki na zwiększenie aktywności działalności badawczo-rozwojowej, co może się przełożyć na wzrost innowacyjności i konkurencyjności przedsiębiorstwa – tłumaczy Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik, dyrektor linii biznesowej Finance and Innovation w Ayming Polska.

    Firmy prowadzące działalność badawczo-rozwojową mogą korzystać z ulgi na badania i rozwój już od 2016 roku. Pierwotny kształt ulgi pozostawiał wiele do życzenia – niska wartość odliczenia, ograniczony katalog kosztów kwalifikowanych do ulgi i preferencyjne traktowanie przede wszystkim sektora MŚP. Zmiany w przepisach sprawiły, że korzystanie z ulgi jest bardziej opłacalne. Od 2018 r. wydatki kwalifikowane można odliczać w 100 proc. ich wartości. Teraz za koszty kwalifikowane uznaje się też wynagrodzenia z tytułu umów-zleceń i umów o dzieło, a nie tylko wynagrodzenia z tytułu umowy o pracę.

    – Dzięki skorzystaniu z ulgi przedsiębiorca może odzyskać niemal 1/5 wydatków poniesionych na działalność badawczo-rozwojową. Dla przykładu, przedsiębiorca, który identyfikuje koszty osobowe dedykowane do działalności badawczo-rozwojowej na poziomie 1 mln zł oraz pozostałe koszty kwalifikowane, które stanowią kolejny 1 mln zł, w roku 2018 będzie mógł zaoszczędzić 380 tys. zł – wylicza Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik.

    W 2018 roku każda złotówka wydana na B+R może stanowić podstawę do odliczenia dwóch złotych w zeznaniu podatkowym. Mimo to wciąż jeszcze niewielki odsetek firm korzysta z tych preferencji. Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że za rok podatkowy 2016 rozliczono ulgę na kwotę ponad 323 mln zł. Resort zaś oceniał, że kwota odliczeń od podstawy opodatkowania w wyniku rozliczania ulgi przekroczy 1,6 mld zł. Z danych Ayming Polska wynika, że w 2018 roku z ulgi ma skorzystać 25 proc. firm. Problemem jest niska świadomość istnienia takiej ulgi i korzyści, jakie ze sobą niesie.

    – Według raportu przygotowanego na zlecenie Ayming Polska, 35 proc. firm nie ma świadomości, że istnieje ulga na działalność badawczo-rozwojową. Tylko 9 proc. naszych respondentów odpowiedziało, że skorzystali z ulgi na działalność badawczo-rozwojową w 2017 roku i wszyscy oni będą korzystać z niej w 2018 roku. Wynika to głównie z pozytywnych doświadczeń, jakie mieli przy rozliczeniu ulgi – wskazuje Wojciech Popardowski, project manager w Ayming Polska.

    Z badania Ayming Polska wynika, że 45 proc. przedsiębiorstw deklaruje, że nie prowadzi działalności badawczo-rozwojowej. Może to dziwić, zwłaszcza że badanie zostało przeprowadzone wśród przedsiębiorstw z branż, w których taka działalność powinna występować w bieżącej działalności operacyjnej.

    – Niskie korzystanie z ulgi wynika z dwóch powodów. Pierwszy to kojarzenie działalności badawczo-rozwojowej z zaawansowanymi innowacjami, gdy tymczasem aby skorzystać z ulgi, wystarczą wprowadzone innowacje na poziomie przedsiębiorstwa. Drugim powodem jest dotychczasowy kształt ulgi, a przede wszystkim jej wysokość. Od 2018 roku ulga dla wszystkich przedsiębiorstw wzrosła do 100 proc. odliczenia kosztów kwalifikowanych, a w przypadku przedsiębiorstw mających status centrum badawczo-rozwojowego do 150 proc. Między innymi to jest powodem, że 25 proc. naszych respondentów stwierdziło, że skorzysta z ulgi w 2018 roku – mówi Wojciech Popardowski.

  • Brak przejrzystości przepisów hamuje wydatki na B+R

    Brak przejrzystości przepisów hamuje wydatki na B+R

    Aż 67 proc. firm z Europy Środkowej deklaruje, że w ciągu najbliższych 3-5 lat zwiększy wydatki na działalność badawczo-rozwojową. W Polsce odsetek ten wynosi 79 proc. Należy wziąć jednak pod uwagę, że wciąż jedna piąta firm przyznaje, że obecnie działalności B+R nie prowadzi. Jak tłumaczą eksperci firmy doradczej Deloitte, autorzy raportu „Central European Corporate R&D Report 2018”, ten wzrost zainteresowania innowacjami wynika przede wszystkim z faktu, że środkowoeuropejskie przedsiębiorstwa w dłuższej perspektywie czasowej nie będą mogły już czerpać przewagi konkurencyjnej z niskich kosztów pracy.

    Tegoroczne badanie przeprowadzono w dziewięciu krajach Europy Środkowej (Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Litwa, Polska, Rumunia, Słowacja, Słowenia). Łącznie wzięło w nim udział 329 firm. Jest to już szósta edycja raportu. Partnerami badania w Polsce była Polsko-Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa, oraz Skandynawsko-Polska Izba Gospodarcza (SPCC).

    Polska innowacyjność wciąż w powijakach

    Innowacyjność w Polsce kształtuje się na poziomie zdecydowanie niższym, niż średnia dla Unii Europejskiej. W najnowszym Globalnym Indeksie Innowacji Polska zajmuje 38 miejsce na 127 krajów. Dla porównania Czechy znalazły się w tym zestawieniu na 24 pozycji. Należy przypuszczać, że ostatnie zmiany w zakresie zachęt podatkowych oraz dalsze wspieranie B+R bezzwrotnymi dotacjami, spowodują w najbliższych latach większe zainteresowanie ze strony polskich przedsiębiorstw działalnością badawczo-rozwojową, co w konsekwencji poprawi innowacyjność polskiej gospodarki.

    Wyższe wydatki na B+R

    Ponad połowa ankietowanych firm (52 proc.) deklaruje, że w ciągu następnych 12-24 miesięcy wyda więcej na działalność badawczo-rozwojową, niż w 2017 roku. To o 7 pp. więcej, niż dwa lata temu. Z kolei 67 proc. zwiększy inwestycje na ten cel w perspektywie trzech do pięciu lat (wzrost o 10 pp. w porównaniu do ostatniej edycji badania). W Polsce odsetek ten wynosi 79 proc.

    Trzeba jednak pamiętać, że aż 21 proc. polskich firm deklaruje, że nie wydaje na B+R ani złotówki. Odsetek ten jest dwa razy wyższy, niż w całym regionie. Startujemy więc z niskiego progu, należy jednak brać pod uwagę, że deklaracje te wynikają z braku świadomości, jak definiuje się działalność B+R – mówi Dominika Orzołek, Starszy Menedżer, Zespół ds. sektora publicznego, innowacji i zachęt inwestycyjnych Deloitte. – Czynnikami, które sprzyjać mogą zwiększaniu wydatków na B+R jest rosnąca świadomość konieczności dostosowywania sposobu działania i oferty do zmieniającego się otoczenia, ze względu na postęp technologiczny, inwestycje konkurentów i rosnące oczekiwania rynku – dodaje.

    Zachęty, ale i bariery

    Główne czynniki, które mogą spowodować, że firmy zwiększą swoje wydatki na badania i rozwój, są od kilku lat takie same. Respondenci wskazują, że pozytywnie na zakres działalności B+R wpływa szeroki zakres zachęt (63 proc.) i większa dostępność do doświadczonych kadr naukowych (62 proc).

    Brak wykwalifikowanych naukowców, którzy wyemigrowali do innych krajów unijnych, jest obecnie poważnym wyzwaniem dla firm w Europie Środkowej, dlatego rządy powinny robić więcej, by zachęcić ich do powrotu. Alternatywą jest umożliwienie zatrudnienia, w większym niż dotychczas stopniu, naukowcom spoza krajów unijnych, takich jak Rosja, Ukraina czy Indie – mówi Dominika Orzołek.

    Podobnie jak w poprzedniej edycji badania największą barierą w korzystaniu z zachęt na prowadzenie działalności B+R jest dla firm środkowoeuropejskich zmienna interpretacja przepisów regulujących zasady korzystania z dostępnych instrumentów wsparcia. Prawie jednej trzeciej respondentów trudno jest zidentyfikować, które projekty badawczo-rozwojowe są kwalifikowalne do odliczeń. Taki sam odsetek wskazuje na niejasną ocenę organów podatkowych. Tylko 11 proc. badanych firm z Polski zna i aktywnie korzysta z ulgi podatkowej z tytułu prowadzenia działalności B+R. Kolejne 39 proc. jest świadomych istniejących zachęt, ale ich nie używa.

    Władze powinny podjąć odpowiednie kroki, by stworzyć bardziej przyjazne środowisko regulacyjne dla innowacyjnych firm. Chodzi nie tylko o atrakcyjne stawki podatkowe, ale też niski poziom ryzyka regulacyjnego – mówi Adam Wacławczyk, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

    W jego opinii, zmiany wprowadzone od początku 2018 roku w Polsce w zakresie ulgi podatkowej na B+R, istotnie zwiększające wartości kosztów podlegających odliczeniu od podstawy opodatkowania, stanowią krok w dobrym kierunku.

    Ochrona własności intelektualnej i współpraca z partnerami zewnętrznymi

    Najczęściej wykorzystywanym sposobem ochrony własności intelektualnej, zarówno w Polsce, jak i w pozostałych krajach biorących udział w badaniu, jest tajemnica przedsiębiorstwa. Wskazało na nią 82 proc. polskich badanych, a w regionie 67 proc. Ochrona znaku towarowego znalazła się na drugiej pozycji wśród środkowoeuropejskich ankietowanych (47 proc.). Zbliżony odsetek firm (44 proc.) deklaruje, że inwestuje w ochronę patentową – to o 4 pp. więcej niż w ostatniej edycji badania. Martwi jednak, że wciąż 12 proc. firm nie korzysta z żadnej formy ochrony własności intelektualnej.

    Prawdopodobnie wychodzą one z założenia, że koszty takiej ochrony, wciąż jeszcze wysokie, są niewspółmierne do korzyści. Jednak w porównaniu do poprzedniej edycji badania widać progres jeżeli chodzi o podejście firm do ochrony własności intelektualnej, co jest bardzo pozytywnym sygnałem – mówi Adam Wacławczyk.

    Około trzy czwarte (76 proc.) respondentów deklaruje, że prowadząc działalność B+R współpracują z partnerami zewnętrznymi. Najczęstszym czynnikiem motywującym podjęcie takiej współpracy jest jej niezbędność do przeprowadzenia projektu badawczego (65 proc.). Z kolei ponad połowa firm, które nie współpracują z partnerami zewnętrznymi, ma własne centrum badawczo-rozwojowe lub może korzystać z infrastruktury innej firmy należącej do ich grupy.

    O ile innowacyjność gospodarki jest silnie powiązana z wydatkami na badania i rozwój, o tyle sukces danego kraju w zakresie innowacji nie zależy wyłącznie od wydatków ponoszonych na ten cel. Czynniki instytucjonalne, takie jak jakość i zrozumiałe przepisy prawne oraz to, czy środowisko inwestorów jest przyjazne lub wrogie, również mają na to wpływ – wyjaśnia Dominika Orzołek. – Tegoroczne badanie pokazuje, że firmy z Europy Środkowej często skarżą się na niejasne reguły dotyczące wsparcia projektów badawczo-rozwojowych i jest to kwestia, którą władze państwowe powinny wziąć pod uwagę, aby pobudzić i zachęcić przedsiębiorców do inwestycji w tym obszarze – dodaje.

  • Polski Partner Roku 2018 Microsoft

    Polski Partner Roku 2018 Microsoft

    Microsoft ogłosił zwycięzców i finalistów, którzy otrzymali nagrody Partnera Roku 2018. Polska firma Synerise zdobyła nagrodę “Partner Roku 2018 Microsoft w Polsce” oraz została jednym z trzech finalistów w kategorii Parter Roku Rynku Detalicznego. Nagrody zostaną wręczone podczas konferencji Microsoft Inspire w dniach 15-19 lipca 2018 r. w Las Vegas. Nagrody zostały ogłoszone w 39 kategoriach, a zwycięzców wybrano spośród ponad 2600 uczestników ze 115 krajów.

    Synerise, firma, która powstała zaledwie w 2013 roku, została właśnie zaliczona do światowej czołówki najlepszych partnerów Microsoft za innowacyjność rozwiązań opartych na technologii Microsoft i wdrażanie ich u klientów. W ciągu czterech lat obecności na rynku, firma uzyskała wycenę na poziomie 85 milionów dolarów, mając na koncie niemal 600 milionów obsłużonych transakcji i gromadząc portfolio powyżej setki klientów.

    Opracowane przez Synerise rozwiązanie dedykowane branży retail – Synerise AI Growth Cloud – składa się z wielu modułowych komponentów, z których każdy zapewnia unikalne możliwości i korzyści dla firmy. Korzystając z punktów danych zebranych z wielu źródeł, Synerise tworzy zaktualizowaną segmentację klientów w czasie rzeczywistym. Umożliwia to błyskawiczne tworzenie dostosowanych komunikatów marketingowych dla nowych i powracających klientów. Co więcej, autorskie algorytmy uczenia maszynowego umożliwiają dostarczanie dynamicznej treści, która jest dostosowana do osób na podstawie ich interakcji w wielu punktach styku. Nawet najmniejsze fragmenty danych pomagają uzyskać pełniejszy obraz potrzeb klienta i pozwalają na bardziej precyzyjne kierowanie.

    “Tytuł Partnera Roku Microsoft oraz nagroda w szerokiej kategorii Retail to duże wyróżnienie dla Synerise i niezaprzeczalny dowód na to, jak szybko się rozwijamy. Nasza platforma AI Growth Cloud oparta jest na wiedzy i autorskich rozwiązaniach, a systemy bazodanowe są jednymi z najbardziej unikalnych na świecie, co potwierdzają wyniki międzynarodowych testów. Sam ekosystem Synerise umożliwia firmom zarządzanie w jednym miejscu działaniami marketingowymi, sprzedażowymi i pricingowymi na ogromną skalę i w czasie rzeczywistym, wykorzystując sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe w praktyce.”- powiedział Jarosław Królewski, Prezes Zarządu Synerise.

    “Jesteśmy zaszczyceni, że możemy uznać Synerise jako Partnera Roku Microsoft w Polsce. Firma Synerise wyróżniła się dając przykład niezwykłej wiedzy i innowacji, które widzimy w społeczności partnerów Microsoft, aby dostarczać rozwiązania transformujące branżę”- powiedziała Gavriella Schuster, wiceprezes korporacyjny, One Commercial Partner, Microsoft Corp.

    Nagroda dla Partnerów Roku w ramach programu Microsoft Partner 2018 przyznawana jest partnerom na poziomie krajowym, którzy osiągnęli znaczny wzrost bazy klientów i / lub przychodów, zwiększając wpływ i zadowolenie klientów z oferty Microsoft Cloud.

    Nagroda Retail Partner of the Year jest przyznawana organizacji partnerskiej, która przoduje w dostarczaniu innowacyjnych i unikalnych usług lub rozwiązań opartych na technologiach Microsoft klientom detalicznym, wykazując wiodącą pozycję w swojej branży.

    Uznanie dla Synersie wyraził także CEO Microsoft Satya Nadella, podczas swojej wizyty w Polsce w marcu zeszłego roku. Powiedział wtedy:

    W Synerise budują chmurę marketingową następnej generacji… Są w stanie śledzić dla klientów każde zdarzenie, na każdym kanale – czy na urządzeniach mobilnych, w sieci, czy podczas fizycznej obecności kupującego w sklepie. To wszystko jest sygnałem, jak ciągłe gromadzenie, przetwarzanie, a następnie przeanalizowanie przez sztuczną inteligencję dane są stosowane do budowania doświadczenia.

    „Obecnie w naszej platformie mamy już ponad 100 klientów korporacyjnych. Wierzymy w konsolidację rynku, dlatego jeszcze w 2018 roku wydamy na badania i rozwój niemal 25 milionów złotych. W Synerise przetwarzamy niemal 5 miliardów zachowań zakupowych, sprawiając, że nasze modele są ekstremalnie skuteczne. Bardzo dziękujemy za zaufanie, jakim darzy nas Microsoft podczas całej współpracy, dzięki której jesteśmy silniejsi i bardziej doświadczeni” – dodaje Jarosław Królewski.

  • Dlaczego polska gospodarka nie jest konkurencyjna?

    Dlaczego polska gospodarka nie jest konkurencyjna?

    Udział inwestycji w PKB wynosi 17–18 proc., co przekłada się na niską pozycję w rankingach innowacyjności i konkurencyjności na świecie. Tymczasem właśnie inwestycje w nowe technologie, robotyzacja, innowacje oraz badania i rozwój to przepis na długofalowy i jakościowy wzrost gospodarczy. Bez ich zwiększenia nie dogonimy najbardziej rozwiniętych gospodarek – wynika z raportu „Inwestycje szansą dla rozwoju Polski”. Aby polska gospodarka mogła aktywnie uczestniczyć w 4.0, potrzebne są też edukacja oraz odpowiednia infrastruktura, dzięki której mogą się rozwijać cyfrowe biznesy.

    [signinlocker id=9973]

    Inwestycje tworzą podstawy długotrwałego rozwoju, a także budują pozycję konkurencyjną gospodarki. Możliwy jest wzrost gospodarczy, który będzie głównie oparty o większą konsumpcję, ale w dłuższym okresie gospodarka, która w taki sposób funkcjonuje, nie zbuduje pozycji konkurencyjnej. Dlatego ważne jest, żeby inwestować w te dziedziny, które będą się rozwijać w przyszłości i które mogą dać krajowi możliwość zbudowania lepszej pozycji w stosunku do konkurencji – podkreśla w rozmowie dr Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan.

    Pod względem wartości PKB Polska jest 23. gospodarką świata i 8. gospodarką Unii Europejskiej. Jednocześnie konkurencyjność i innowacyjność nad Wisłą kuleją. Jesteśmy dopiero 15. gospodarką w UE i 39. na świecie pod tym względem. Także innowacyjność nie jest naszą mocną stroną. W Globalnym Rankingu Innowacji Polska zajmuje 38. miejsce na świecie i 23. spośród 28 krajów Unii. Z raportu „Inwestycje szansą dla rozwoju Polski”, który przygotowali Konfederacja Lewiatan i Orange Polska, wynika, że Polska budowała pozycję konkurencyjną w oparciu o wyczerpujące się tzw. rezerwy proste, nie zaś o innowacyjność konieczną do długofalowego i jakościowego rozwoju państwa. W 2008 roku udział inwestycji w PKB wynosił ponad 23 proc. Obecnie to 17–18 proc. Według prognoz, w 2050 roku Polska będzie spadać w rankingu największych gospodarek, w dużej mierze właśnie ze względu na braki w innowacyjności.

    Poziom inwestycji w polskim PKB zależy od inwestycji publicznych i te są m.in. tworzone w ramach funduszy unijnych. Połowa całości inwestycji w gospodarce to z kolei inwestycje przedsiębiorstw i właśnie na tej części należy się skupić. Musimy zwiększać skłonność przedsiębiorstw do inwestowania, ale to zależy m.in. od warunków dla prowadzenia biznesu, dostępności kapitału i zasobów, które pozwolą realizować inwestycje skutecznie. To także kapitał ludzki, otoczenie biznesu, środowisko regulacyjne, warunki podatkowe oraz dostęp do potencjalnego wsparcia – wskazuje Baczewski.

    Gospodarka nastawiona na konsumpcję może być świetnym rynkiem importowym, ale z pewnością nie eksportowym. W ciągu ostatnich 10 lat poprawiły się warunki do prowadzenia biznesu. W rankingu Doing Business Polska awansowaliśmy w tym czasie o niemal pięćdziesiąt pozycji – z 74. na 27. miejsce. Polscy przedsiębiorcy wciąż jednak skarżą się m.in. na częste zmiany regulacji i ram prawnych prowadzenia działalności. Choć większość firm chce inwestować, wiele wstrzymuje się z decyzjami, tłumacząc to niestabilną sytuacją legislacyjną. Najgorszym dla rozwoju innowacyjności jest przeświadczenie, że tylko wielkie inwestycje napędzają gospodarkę, co kompletnie mija się z prawdą, ponieważ silna i stabilna gospodarka jest zbudowana na solidnych podstawach, które bez przerwy generują mikroinwestycje i wspierają rozwój całej gospodarki.

    Ze strony państwa potrzebujemy stabilnego, przewidywalnego prawa, które pozwala w średnim i długim horyzoncie planować procesy inwestycyjne z odniesieniem do aktualnie obowiązującego prawa albo takiego, które jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Co za tym idzie, ewentualny proces stanowienia nowego prawa powinien być transparentny i konsultowany szeroko ze wszystkimi uczestnikami rynku – dodaje Witold Drożdż, dyrektor wykonawczy ds. korporacyjnych Orange Polska.

    Jednym z większych wyzwań dla Polski jest też zmiana systemu edukacji na opartą na nowych technologiach informacyjno-komunikacyjnych. Niezbędne jest ustawiczne kształcenie, inwestycja w wiedzę i umiejętności.

    [/signinlocker]

  • Dofinansowanie unijne w zasięgu ręki

    Dofinansowanie unijne w zasięgu ręki

    Środki unijne to duża szansa dla średnich, małych oraz mikro firm. I właśnie do nich skierowanych jest w tym roku kilkadziesiąt programów finansowego wsparcia w całej Polsce, a przykładowa pomoc sięga kilkuset tysięcy złotych. Aplikacja wcale nie musi być trudna i żmudna – wręcz przeciwnie, można nawet precyzyjnie oszacować swoje szanse na pozyskanie dofinansowania.

    W wyborze odpowiedniego programu, przygotowaniu planu wykorzystania środków unijnych oraz oszacowaniu szans na ich pozyskanie pomaga Tax Care.

    Aktualnie na rok 2018 obowiązuje ok. 80 programów unijnych, co stanowi większość całkowitego wsparcia. Pomoc udzielana jest najczęściej przedsiębiorcom, którzy planują inwestować w projekty, usługi czy wyniki (patenty) badawczo-rozwojowe (B+R), opracowywanie nowych lub modernizację produktów i usług, rozwój i promocję eksportu własnych wyrobów oraz informatyzację firmy – jak szacuje Tax Care na podstawie wieloletniego doświadczenia w pozyskiwaniu dofinansowania.

    Zacznijmy od dobrego planu

    Wybór programu dofinansowania, przygotowanie szczegółowego planu wykorzystania środków, sporządzenie wniosku i złożenie go w terminie – tak można określić niezbędne etapy pozyskania dotacji z funduszy europejskich. Elementem kluczowym jest jednak początkowa ocena, czy firma posiada potencjał, aby uzyskać wsparcie unijne.

    Do przygotowania takiego audytu niezbędne jest szczegółowe poznanie kondycji finansowej firmy, sprawdzenie wskaźników finansowych i możliwości rozwojowych – np. w przypadku eksportera stanu umiędzynarodowienia firmy. Trzeba też określić dokładnie, jaki jest nasz cel inwestycyjny i przeanalizować warunki wnioskowania o wsparcie.

    Jeśli już znamy obecną kondycję przedsiębiorstwa, potrafimy oszacować ją w przyszłości i wiemy, na jakiej inwestycji chcemy się skupić, trzeba dobrać odpowiedni program unijny i spisać szczegółowy plan wykorzystania wsparcia unijnego. Przykładowo, jeśli ubiegamy się o dofinansowanie do informatyzacji firmy, powinniśmy uwzględnić w strategii, jakie aplikacje czy e-usługi planujemy wykorzystywać w relacjach z klientami czy innymi przedsiębiorcami.

    Jeśli przedsiębiorcy brakuje funduszy na opracowanie portalu e-usługowego, uruchomienie sklepu internetowego, czy wdrożenie nowinek technologicznych, które automatyzują i rozwijają współpracę z kontrahentami i dostawcami, dotacje unijne są w zasięgu jego ręki.

    taxcare foto

    Terminowość

    Podczas przygotowywania dokumentów i analizowania szans należy pamiętać o terminie, w którym upływa czas na złożenie wniosku o dofinansowanie. Dla każdego programu unijnego określony jest dokładny czas na aplikowanie.

    Skompilowany proces można uprościć

    Jeśli chcemy uniknąć czasochłonnego przeszukiwania internetu, studiowania warunków kilkudziesięciu programów i wnioskowania o dotację z funduszy unijnych na własną rękę, wystarczy, że zwrócimy się o pomoc. Profesjonalną analizę finansowo-ekonomiczną firmy wraz z prognozą i jej inwestycji wymagającej dofinansowania oferuje usługa Tax Care Audyt Unijny. Firma doradza swoim klientom w procesie aplikowania od początku do końca. Pomaga sporządzić szczegółową strategię wykorzystania wsparcia unijnego. Zainteresowany uzyskaniem wsparcia z Unii Europejskiej wypełnia ankietę, a w odpowiedzi uzyskuje raport z audytu zawierający rekomendacje finasowania. Po przyznaniu dotacji firma pomaga realizować projekt i rozliczać pozyskane środki.

    Wsparcie na kilkaset tysięcy złotych

    Jak podaje resort inwestycji i rozwoju, do 2020 na rozwój przedsiębiorstw zostanie przeznaczonych w sumie 20 mld euro. Przykładowa pomoc może wynieść kilkaset tysięcy złotych. Tax Care pomógł już uzyskać dofinansowanie m.in. Global Control 5 w promocji marki za granicą w ramach Go to Brand. Global Control 5 dzięki dotacji w wysokości prawie 600 tys. zł ma szansę stać się rozpoznawalna na rynkach perspektywicznych Stanów Zjednoczonych, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Brazylii. Z pomocy w ramach Audytu Unijnego skorzystała też Deskimos Sp. z o.o., która wygrała dotację na rozwój innowacyjnego produktu i powiązanych z tym procesów produkcyjnych. W ramach projektu Spółka sfinansuje zakup maszyn i urządzeń niezbędnych do rozpoczęcia produkcji naturalnych rzemieślniczych lodów gastronomicznych.

    Dla klientów Tax Care przeprowadzamy bezpłatny audyt, który pozwala zweryfikować czy jest szansa na uzyskanie dotacji dla firmy. Raz na pół roku Ekspert ds. Dotacji przeprowadzi analizę i oceni potrzeby inwestycyjne i cele rozwojowe właściciela firmy zainteresowanego wsparciem unijnym w konkretnych naborach dotacyjnych dostępnych w 2018 roku. Jesteś zainteresowany audytem? Spotkaj się z nami i poznaj więcej szczegółów!

    Katarzyna Miazek, Tax Care

  • Archos ogłasza partnerstwo z European Crypto Bank

    Archos ogłasza partnerstwo z European Crypto Bank

    Archos, producent Safe-T mini – sprzętowego portfela do kryptowalut, ogłasza partnerstwo z European Crypto Bank – pierwszą europejską organizacją powołaną do ułatwienia inwestycji oraz procedur podatkowych związanych z kryptowalutami.

    European Crypto Bank Card

    European Crypto Bank (ECB) to projekt znajdujący się w trakcie ICO (ang. initial coin offering) – formie crowdfundingu opartego na sprzedaży tokenów bazujących na kryptowalutach. W ramach umowy partnerskiej posiadacze co najmniej 600 tokenów ECB, których ICO zakończy się 1 maja 2018, otrzymają za darmo dedykowaną wersję urządzenia Safe-T mini, pozwalającego na przechowywanie kluczy prywatnych na fizycznym nośniku i bezpieczne wykonywanie transakcji za pomocą kryptowalut. Dostarczone przez firmę Archos portfele wystąpią w wersji sygnowanej marką European Crypto Bank. Urządzenia trafią również do sprzedaży w cenie 49,99 Euro.

    Archos będzie także wspierać pakiet usług European Crypto Bank w ramach wielojęzycznej platformy, która zostanie udostępniona wraz z początkiem maja. Do usług tych zaliczają się m.in.: generowanie oświadczeń finansowych, udzielanie porad inwestycyjnych, wymiana kryptowalut na waluty tradycyjne czy generowanie deklaracji podatkowych zgodnie z regulacjami poszczególnych krajów europejskich.

    Ponadto Archos otrzyma od European Crypto Bank transfer środków w wysokości 150 000 tokenów ECB, w ramach inwestycji w badania i rozwój (R&D).

    Archos Safe-T mini

    Sprzętowy portfel do kryptowalut Archos Safe-T mini został zaprezentowany podczas targów MWC 2018 w Barcelonie. Urządzenie stworzone zostało z myślą dla osobach, dla których kluczowe jest bezpieczeństwo należących do nich środków w kryptowalutach.

    Na Safe-T mini można przechowywać prywatne klucze na fizycznym nośniku, chroniąc je dodatkowymi barierami w postaci kodu PIN oraz mechanizmem autoryzacji transakcji za pomocą przycisku na obudowie. Portfel wyposażony jest także w wyświetlacz OLED. Przed przeprowadzeniem transakcji urządzenie musi zostać podłączone do komputera lub urządzenia mobilnego za pomocą przewodu USB.

    Producent przewidział także możliwość przywrócenia zawartości portfela w przypadku jego zaginięcia, uszkodzenia lub kradzieży. Safe-T mini zaprojektowany został przez inżynierów Archos i produkowany jest we Francji.

    Archos Safe-T mini – specyfikacja:

    • Wymiary: 58 x 7,8 mm (średnica/grubość)
    • Procesor: ARM Cortex-M3 120 MHz
    • Ekran: OLED o rozdzielczości 128 x 64 pikseli
    • Obsługiwane kryptowaluty: Bitcoin, Bitcoin Cash, Dash, Litecoin, Zcash oraz tokeny ECB (wsparcie dla kolejnych kryptowalut jest planowane)
    • Komunikacja: złącze microUSB (możliwość podłączenia zarówno pod komputery jak i urządzenia mobilne)
    • Wspierane systemy operacyjne: Windows/Linux/Mac OS X, Google Android
    • Przyciski fizyczne do potwierdzania transakcji przez użytkownika
  • Deloitte: Polska nie jest jeszcze gotowa na czwartą rewolucję przemysłową

    Deloitte: Polska nie jest jeszcze gotowa na czwartą rewolucję przemysłową

    Zmiany związane z komercyjnym wykorzystywaniem najnowszych zdobyczy technologii, cyfryzacja, sztuczna inteligencja, sensory, biomateriały, możliwości analizy gigantycznych ilości danych – istotnie wpływają na sposoby wytwarzania. Nie omija to również Polski. Jesteśmy świadkami początku czwartej rewolucji przemysłowej i to najwyższy czas dla menedżerów, by znaleźć odpowiedź – jak skutecznie wprowadzić swoją firmę na poziom Przemysłu 4.0 – pisze w swoim komentarzu Julia Patorska, Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych Deloitte.

    O Przemyśle 4.0 mówi i pisze się coraz więcej. W Davos zagadnienia związane z czwartą rewolucją przemysłową były jednym z głównych tematów, nie pomijając jednak kluczowych kwestii społecznych czy środowiskowych, które również wybrzmiały podczas tegorocznego forum ekonomicznego. Czy rzeczywiście zmiany, które aktualnie obserwujemy są tak duże i istotne, jak wcześniejsze rewolucje – maszyna parowa, elektryfikacja czy informatyzacja? Moim zdaniem, nie bez powodu mówimy o kolejnym przełomie, który nie jest już tylko futurologią, a dzieje się na naszych oczach. Warto zatem mieć je szeroko otwarte i umieć umiejętnie wykorzystać ten moment.

    Czym jest Przemysł 4.0

    Sformułowanie definicji tego, co można rozumieć pod pojęciem czwartej rewolucji przemysłowej, nie jest łatwe. Dotykamy tutaj szeregu zagadnień, które w sumie dają istotną i ogromną zarazem zmianę w procesach wytwórczych. Tak jak we wcześniejszych rewolucjach i tym razem celem jest zwiększanie produktywności i lepsze dostosowywanie produktu do potrzeb odbiorców.To wszystko ma odbywać się z poszanowaniem otoczenia, wypracowując wartość dla szerszego grona odbiorców przy minimalizacji kosztów zewnętrznych. Wydaje mi się, że wcześniejsze rewolucje były jednak łatwiejsze do zrozumienia – jeden impuls zmieniał cały łańcuch wartości. Tym razem jest nieco inaczej. Nakłada się równolegle szereg technologii i odmiennych zachowań, które zintegrowane prowadzą do nowego spojrzenia na produkcję dóbr i usług. Jednym zdaniem, Przemysł 4.0 tym różni się od wersji poprzedniej, że łącząc istniejące technologie równocześnie zaciera granice między sferami fizyczną, cyfrową i biologiczną procesów wytwórczych.

    Czwarta rewolucja przemysłowa w praktyce

    Nic lepiej nie zobrazuje zmian, jak żywy przykład. Dla mnie najłatwiejsze do uchwycenia i tym samym wytłumaczenia są zmiany zachodzące w motoryzacji, gdzie podnoszenie efektywności produkcji wpływa istotnie na pozycję konkurencyjną producentów i odbywa się z myślą o poszanowaniu środowiska. Jest to widoczne w wytwarzaniu na coraz większą skalę bezemisyjnych samochodów, czy wykorzystywanie coraz bardziej zaawansowanych materiałów, w tym także pochodzenia biologicznego (wyściółki tapicerki z owczej wełny, elementy z biopolimerów). Następnie wymienić można prace nad pojazdami autonomicznymi i szerokim zastosowaniem sztucznej inteligencji i big data już podczas użytkowania pojazdu. Na końcu łańcucha dodatkowo jeszcze włączane są także roboty do rozbiórki zużytych pojazdów po to, by w bardziej efektywny sposób wydobyć materiały i zachować ich wartość. Dzieje się to przy pomocy wsparcia regulacyjnego, ale choćby projekt ICARRE 95 (w którym udowodniono możliwość recyklingu i odzysku energetycznego 95 proc. pojazdu, mierząc to jego masą), pozwala dostrzec istotną pozycję samego producenta w dziejącej się zmianie.

    Ale czy przykład branży motoryzacyjnej możemy uznać za zwiastun i pewnik dziejącej się rewolucji? Przykłady, które podałam dotyczą różnych wytwórców, często nie są ze sobą jeszcze powiązane w spójną całość. Rozdźwięk pomiędzy możliwościami a rzeczywistością potwierdza także badanie Industry 4.0, które Deloitte przeprowadził na kadrze kierowniczej firm i agencji rządowych w 19 liczących się gospodarkach z całego świata.

    Respondenci rozumieją zachodzące zmiany w ich otoczeniu, ale niekoniecznie potrafią je wykorzystać. Oceny są niejednoznaczne. Zdaniem aż 87 proc. respondentów Przemysł 4.0 może doprowadzić do zmniejszenia różnic społecznych i ekonomicznych, ale równocześnie pojawiają się obawy, czy kadra jest odpowiednio przygotowana i czy generalnie społeczeństwo posiada oczekiwane kompetencje (tylko jedna czwarta ankietowanych uważa, że posiada odpowiednie zasoby osobowe do sprostania wyzwaniom przyszłości). Kto zatem ma tę zmianę wdrażać, nie jest do końca jasne dla kadry kierowniczej. Podobnie w obszarze technologii, dostrzegając jej znaczenie w obserwowanych zmianach nie zawsze respondenci potrafili biznesowo uzasadnić inwestycje w technologie, które w ich otoczeniu były realizowane

    Sprzeczności, które wykazało cytowane badanie da się łatwo uzasadnić jeszcze niewielkim zintegrowaniem zachodzących zmian i często brakiem synergii pomiędzy ulepszeniami. Wskazuje to raczej na początek drogi do ugruntowanej pozycji Przemysłu 4.0, choć niewątpliwie kierunku jej zmienić się już nie da.

    Polski Przemysł 4.0

    Warto zatem zadać pytanie o przygotowanie Polski do czwartej rewolucji przemysłowej. Myślę, że aby dana gospodarka mogła wykorzystać najlepiej możliwości Przemysłu 4.0, konieczne są następujące czynniki: istotny udział przemysłu w generowaniu PKB, zaawansowanie technologiczne kraju oraz wysoki kapitał społeczny, który umożliwi integrację innowacji i sieciowe wykorzystanie osiągnięć w poszczególnych sferach. Ważne zatem, aby przyjrzeć się, gdzie na tej mapie znajduje się Polska, czy jest gotowa stanąć do wyścigu o ważną międzynarodową pozycję.

    Jedną z cech ostatnich dwóch dekad w wielu krajach był malejący udział przemysłu przetwórczego w wartości dodanej wytwarzanej przez całą gospodarkę. Mogliśmy to zaobserwować w USA czy ogółem w strefie euro. Polsce jednak udało się zachować poziom industrializacji z końca XX w., ale działo się to także dzięki bezpośrednim inwestycjom zagranicznym. Nasze przewagi w tym zakresie jednak wynikały przede wszystkim z niższych kosztów osobowych przy relatywnie ich wysokiej jakości. Dodatkowo polski przemysł jest rozdrobniony. Brakuje nam dużych przedsiębiorstw ze znacznym kapitałem, gdzie więcej wydaje się na badania i rozwój, a efekty skali istotnie podnoszą produktywność. W efekcie dzisiejszy przemysł może mieć problem z utrzymaniem wysokiego poziomu generowanej wartości dodanej w PKB. Kwestie zaawansowania technologicznego mogą być kolejną barierą. W szeregu różnorodnych rankingów mierzących naszą pozycję globalną w zakresie stosowanych technologii, gotowości adaptacji nowych rozwiązań IT czy też ogólnego środowiska sprzyjającego kreacji i zmianom w ramach czwartej rewolucji przemysłowej plasujemy się w czwartej/piątej dziesiątce świata (38 miejsce na 127 w Global Innovation Index 2017, 42 miejsce na 139 w Networked Readiness Index 2016, 23 miejsce na 28 krajów UE w Digital Economy and Society Index 2017). Badanie Deloitte w zakresie dojrzałości ekosystemu startupów także potwierdza dystans, który dzielimy do czołówki gospodarek w tym zakresie.

    Co gorsza, jako narodowi trudno nam jest się porozumiewać. Cechujemy się dużą nieufnością wobec innych, nie zawsze potrafimy współpracować widząc możliwość osiągniecia celu w sytuacji „win-win”. O niskim, a co gorsza spadającym kapitale społecznym nie zawsze mówi się w kontekście biznesu, ale w mojej opinii to jeden z większych hamulców zmian.

    Biorąc pod uwagę powyższe uwarunkowania Polska nie jest jeszcze gotowa na czwartą rewolucję przemysłową. Pocieszające jest to, że na wielu innych rynkach Przemysł 4.0 też dopiero raczkuje.

    Czwarta rewolucja przemysłowa zmieni świat, ale tylko 14 proc. zarządzających jest na nią gotowych – powiedział Punit Renjen, CEO Deloitte Global w Davos cytując przeprowadzone przez firmę badanie.

    Zatem szansa czy gwóźdź do trumny?

    Choć poruszone struny na temat perspektyw Polski nie wybrzmiewają optymistycznie, myślę, że wciąż można próbować wyzwania przekuwać w sukcesy. Problemy demograficzne i obecnie obserwowane perturbacje na rynku pracy w Polsce mogą prowadzić do zwiększenia inwestycji w technologie, które będą zastępowały człowieka i tym samym podnosiły produktywność. Rozdrobnienie przemysłu może wpływać na większą elastyczność i szybsze dostosowywanie się do koniecznych zmian. A technologie informatyczne, które wykorzystujemy m.in. do komunikacji, będą wymuszać współpracę. Na końcu bowiem wszyscy pozostajemy ludźmi i im więcej człowieczeństwa zachowamy, tym większej liczbie ludzi pomogą w życiu zdobycze czwartej rewolucji przemysłowej.

    Dodatkowo, bardzo ważną rolę w zmianie może odgrywać świadomy konsument. To w końcu on dokonuje wyborów na rynku. Nowoczesne metody komunikowania pomagają konsumentom zdobywać informacje i w rzeczywistości można dostrzec dialog pomiędzy dostawcą produktów czy usług oraz tymi, którzy je kupują. Jeśli dostrzegalny będzie rozdźwięk między deklaracjami firmy a rzeczywistością, którą oferuje, sukces tego podmiotu jest wątpliwy.

  • Cyfryzacja i gospodarka o obiegu zamkniętym zmienią branżę chemiczną?

    Cyfryzacja i gospodarka o obiegu zamkniętym zmienią branżę chemiczną?

    Cyfryzacja rozszerza się coraz bardziej, obecnie od jej przebiegu zależy wiele branż, między innym branża chemiczna. O czynnikach, jakie mogą wpłynąć na zmianę w wyżej wymienionej branży wypowiada się ekspert Julia Patorska – lider zespołu ds. analiz ekonomicznych, Sustainability Consulting Central Europe, Deloitte.

    Julia Patorska Deloitte
    Julia Patorska – główny ekonomista Deloitte

    Zainspirowana badaniem przeprowadzonym przez naszych zachodnich sąsiadów, postanowiłam przyjrzeć się jak czwarta rewolucja przemysłowa (Industry 4.0) może wpływać na branżę chemiczną. Cyfryzacja, automatyzacja i zwrócenie się do zasobów odnawialnych i biodegradowalnych ma niewątpliwie także wpływ na zmiany, które w tej branży zachodzą, albo niebawem zajdą.

    Wnioski, które płyną z raportu „Chemistry 4.0 – growth through innovation in a transforming world” przygotowanego przez Deloitte i Niemieckie Stowarzyszenie Przemysłu Chemicznego (VCI) są jednoznaczne. Cyfryzacja i gospodarka o obiegu zamkniętym to dwa czynniki, które spowodują duże zmiany w branży chemicznej w najbliższych dekadach. Te dwa zjawiska będą wzajemnie oddziaływać, co wpłynie na sposoby prowadzenia prac badawczo-rozwojowych, modele biznesowe i produkcyjne. W konsekwencji, branża chemiczna będzie musiała sprostać nowym wyzwaniom, ale również zyska wcześniej nieistniejące możliwości. Wydaje się, bowiem, że kluczem do osiągnięcia sukcesu w zakresie gospodarki o obiegu zamkniętym, przejścia z linearnego podejścia wykorzystywania zasobów do procesów oszczędnych i maksymalizujących wartość zasobów i użytkowanych materiałów – są właśnie zmiany technologiczne w branży chemicznej. Ale bez możliwości generowania i zbierania ogromnej ilości danych, odpowiedniego przekształcania ich, przekazywania informacji na wielu poziomach, nie ma szans na wejście w kolejny etap zmian.

    Branża chemiczna a gospodarka o obiegu zamkniętym

    O istocie zmian, które muszą nastąpić, świadczy chociażby ogłoszona 16 stycznia bieżącego roku przez Komisję Europejską strategia dla tworzyw sztucznych w gospodarce o obiegu zamkniętym (A European Strategy for Plastics in a Circular Economy). Z jednej strony zapotrzebowanie na wyroby z tworzyw sztucznych z każdym rokiem się zwiększa, bo mamy do czynienia z materiałem plastycznym, wygodnym i tanim. Jest on wykorzystywany powszechnie, a wielość zastosowań jest nieskończona. Równocześnie coraz częściej zaczynamy postrzegać ten materiał, jako największe wyzwanie w zakresie zanieczyszczenia środowiska, który dodatkowo do produkcji wymaga zużywania zasobów nieodnawialnych. Recykling tworzyw sztucznych w Europie nie osiąga nawet 30 proc., a w Polsce jest to jeszcze mniej. Dlatego przy dalszym wzroście zapotrzebowania na produkty i opakowania z tworzyw sztucznych zarówno źródło pochodzenia tego materiału, jak i sposób wycofywania produktów z użycia i recykling muszą niewątpliwie się zmienić.

    Modele biznesowe funkcjonujące w ramach gospodarki o obiegu zamkniętym muszą obejmować sieci partnerów z różnych sektorów, a digitalizacja pozwala usprawnić współpracę między nimi. Firmy, które chcą odnieść sukces w takim środowisku powinny wykazać się zarówno umiejętnościami technicznymi, jak i kontaktami sieciowymi. Spółki chemiczne, ze względu na doświadczenie związane z angażowaniem skomplikowanych procesów produkcyjnych, mogą odegrać kluczową rolę w ramach takich sieci. Moim zdaniem podmioty z branży chemicznej w Polsce, które jako pierwsze dostrzegą możliwości dalszego rozwoju związane z potrzebami gospodarki o obiegu zamkniętym, będą mogły zdobyć trwałą przewagę konkurencyjną. Zmiany w całym łańcuchu wartości są nieuchronne, a rola branży będzie rosła. Wraz z rozwojem firm chemicznych, w dalszej kolejności będą zyskiwali klienci tych firm.

    Coraz bardziej zaawansowana digitalizacja

    Według badania Deloitte i VCI, połowa małych i średnich firm chemicznych zamierza aktywnie inwestować w cyfryzację swoich procesów i działalności biznesowej. Duże znaczenie digitalizacji modeli biznesowych dla utrzymania się na rynku w przyszłości widzi branża chemiczna w Niemczech. Aż 30 proc. niemieckich MŚP osiąga już 5 proc. swoich przychodów dzięki cyfrowemu modelowi biznesowemu. Kolejne 40 proc. planuje wdrożyć go w najbliższych latach. Praktyczne wykorzystanie wielkich zbiorów danych cyfrowych umożliwia intensyfikację innowacyjności. Zgodnie z tym, co piszą autorzy raportu Chemia 4.0 wyróżnić możemy trzy kategorie takiego wykorzystania: transparentność i procesy cyfrowe, modele operacyjne oparte na danych oraz modele cyfrowe. Przykładem prowadzonych prac rozwojowych w tej dziedzinie jest połączenie usług cyfrowych z produkcją chemiczną w digitalizacji rolnictwa, produkcji addytywnej (druk 3D) oraz w segmencie e-zdrowia sektora opieki zdrowotnej.

    Sytuacja w Polsce

    Branża chemiczna (bez petrochemii) w latach 2010-2016 rosła średniorocznie 5,7 proc. To więcej niż wzrost w przetwórstwie przemysłowym ogółem. Także w porównaniu do największych gospodarek europejskich nie musimy się tego wzrostu wstydzić. WIG-CHEMIA od września 2008 roku urósł 325 proc. Ale w rywalizacji z globalnymi graczami głównym zagrożeniem dla polskich firm jest ograniczony dostęp do surowców w konkurencyjnych cenach. Wydaje się jednak, że inwestycje w innowacyjne rozwiązania mogą pomóc polskiej chemii wzmocnić jej pozycję na rynku. Odnoszę wrażenie, że rynek chemiczny w Polsce, a przynajmniej jego główni gracze, widzą istotne znaczenie i potrzebę takich działań. Niemniej, jest jeszcze sporo do zrobienia, a wydatki na badania i rozwój w naszym kraju wciąż są zdecydowanie mniejsze niż wydatki firm globalnych. Kolejnym elementem, który może pomagać osiągać przewagi jest współpraca z istniejącymi ośrodkami badawczymi. Znam pewien zaawansowany instytut naukowy z Łodzi, który realizując bardzo innowacyjne badania materiałowe, współpracuje z podmiotami spoza Polski, bo w naszym kraju nie mógł znaleźć nabywców swojej technologii. A wykorzystanie tej technologii na szeroką skalę w segmencie włókien chemicznych mogłoby istotnie ograniczyć konieczność wykorzystywania nieodnawialnych zasobów (głównie importowanej ropy naftowej) na rzecz przetwarzania pozostałości z produkcji rolnej.

    Zatem zmiany, które obserwowane są w Niemczech i innych bardziej rozwiniętych i uprzemysłowionych krajach, za chwilę na dużą skalę będą widoczne także w Polsce. Digitalizacja może pozwalać na rozwój i zwiększenie efektywności modeli biznesowych opartych na obiegu zamkniętym. Co więcej, innowacje mogą zyskać nowy cel. Zmiany będą wymuszane regulacjami na poziomie unijnym i krajowym, choć wydaje się, że większe korzyści osiągną ci, którzy będą krok przed wymogami legislacyjnymi. Pomimo konieczności poniesienia kosztów, w długim czasie przejście na gospodarkę o obiegu zamkniętym okaże się bardzo dobrą inwestycją. Równocześnie można nadal wykorzystywać jeszcze finansowanie grantowe. Źródła dotacji są zróżnicowane i obejmują m.in. program sektorowy INNOCHEM przeznaczony dla podmiotów z branży chemicznej, INNOMOTO, Innowacyjny Recykling czy INNOSTAL, w których zdefiniowano obszary badawcze spójne z działalnością sektora. Dodatkowo podmioty te mogą obniżyć kwotę odprowadzonych podatków, korzystając z ulgi podatkowej z tytułu prowadzonej działalności badawczo – rozwojowej, która z roku na roku staje się coraz atrakcyjniejsza i pozwala na zmniejszenie podstawy opodatkowania nawet o 200 proc. kosztów związanych z badaniami i rozwojem.

    Komentarz Alaina Simonneta, Dyrektora Zarządzającego 3M Poland Sp. z o.o.

    Ostatnie lata pokazują zauważalną zmianę w podejściu do kreowania innowacji, na którą 3M odpowiada poprzez swoje działania. Klienci oczekują dzisiaj więcej. Produkty i technologie muszą wspierać ich zrównoważony rozwój. Chcąc sprostać tym oczekiwaniom niezbędny jest intensywny dialog z klientami a wielu przypadkach nawet współprojektowanie rozwiązań. (…)

    Dewiza „Customer First” jest w pełni stosowana w naszej działalności badawczo-rozwojowej. Wynikiem tego podejścia jest transformacja naszej działalności R&D i wyjście poza ramy laboratoriów. Nasi naukowcy współpracują ścisłe z działami marketingu, sprzedaży czy produkcji. Regularnie odwiedzają też klientów, aby przetestować prototypy rozwiązań poza laboratorium, w ich środowisku docelowym. Naturalną konsekwencją tych działań jest również tworzenie miejsc takich jak Centra Innowacji czy Centra Szkoleniowe. Są one platformą do dialogu z klientami i wspólnego poszukiwania inspiracji oraz optymalnych rozwiązań. To kierunek, bez którego trudno sobie dzisiaj wyobrazić tworzenie produktów przyszłości.

    W procesie tworzenia innowacji bardzo ważny dla 3M jest również zrównoważony rozwój. Chcemy, aby nasze technologie nie tylko poprawiały wydajność działalności klientów, ale także wspierały ich w realizacji celów rozwoju zrównoważonego.

  • Ponad 21 mln zł na walkę z fraudem w bankowości internetowej i dopingiem w e-sporcie

    Ponad 21 mln zł na walkę z fraudem w bankowości internetowej i dopingiem w e-sporcie

    Firma Nethone – polski dostawca opartych na sztucznej inteligencji rozwiązań antyfraudowych oraz z obszaru Business Intelligence – ogłasza, że realizowane i współrealizowane przez nią projekty otrzymały z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) dofinansowania opiewające łącznie na kwotę ponad 16 mln zł.

    Środki zostaną przeznaczone na realizację zaawansowanych przedsięwzięć badawczo-rozwojowych w dziedzinach biometrii behawioralnej i sztucznej inteligencji. W ich wyniku powstaną dwa produkty: autonomiczny system do ochrony instytucji finansowych przed przejęciami kont (Nethone ATO) oraz pierwsza na świecie platforma do inteligentnego doboru graczy i zapobiegania oszustwom w mobilnym e-sporcie (Elympics). Całkowita łączna wartość projektów wynosi 21,58 mln zł. Projekt Elympics realizowany jest przez konsorcjum spółek Nethone i DaftMobile.

    Skuteczne zapobieganie nieuprawnionemu przejmowaniu kont to dziś jedno z największych wyzwań, z jakimi mierzyć się muszą instytucje finansowe na całym świecie. Stale rosnąca liczba ataków phishingowych na klientów banków i coraz częstsze wycieki danych wrażliwych z baz różnego rodzaju organizacji powodują, że zapotrzebowanie na niezawodne, a zarazem przyjazne doświadczeniu użytkownika systemy zabezpieczeń rośnie w zawrotnym tempie. Nethone ATO ma na celu dostarczenie niespotykanej dotąd dokładności detekcji zagrożeń, pełnej automatyzacji procesów ochronnych i doskonałej zdolności samodzielnego uczenia się przez system.

    Niezwykle szybki rozwój e-sportu na całym świecie ma przełożenie na rosnącą liczbę i częstotliwość prób oszustwa w tym obszarze. Niestety, schwytanie nieuczciwych graczy na gorącym uczynku jest niezwykle trudne. Wprowadzenie na rynek Elympics będzie tu punktem zwrotnym. Platforma będzie zdolna automatycznie dopasować odpowiednich rywali, a podczas rozgrywki wykryje nawet najbardziej wyrafinowane próby oszustwa.

    Obydwa produkty docelowe w nowatorski sposób połączą wielowymiarową analizę behawioralną (w tym biometrię behawioralną i automatyczne rozpoznawanie wzorców zachowania) ze sztuczną inteligencją.

    Nethone uczestniczy w elitarnym programie cyberbezpieczeństwa prowadzonym przez koncern Thales w paryskiej STATION F – największym kampusie start-upowym świata.

  • Automatyzacja w Polsce – jakie są szanse na jej rozpowszechnienie?

    Automatyzacja w Polsce – jakie są szanse na jej rozpowszechnienie?

    Polska ma niski poziom automatyzacji nie tylko w odniesieniu do najbardziej rozwiniętych gospodarek światowych, ale również w porównaniu z sąsiednimi krajami, jak wynika z badań OEDC[1]. Liczba robotów na tysiąc pracowników w naszym kraju wynosi 1,05, podczas gdy w Czechach jest to 3,75, a na Słowacji 3,52. Eksperci oceniają, że automatyzacja jest receptą na powiększające się problemy z dostępem do siły roboczej, jak również sposobem na zdobycie przewagi na rynku. Jej rozpowszechnienie zależy jednak, zarówno od czynników ekonomicznych, jak i społecznych.

    Eksperci firm DNB i Deloitte zwracali już uwagę na pogłębiający się deficyt siły roboczej w raporcie „Kierunki2016. Polska w pułapce średniego dochodu”. Z badań, które przeprowadzono wśród polskich przedsiębiorców wynikało bowiem, że barierą rozwoju firm staje się nie brak kapitału, ale właśnie niedobór odpowiednio wykwalifikowanych pracowników.

    Jednym z rozwiązań tego narastającego problemu może być automatyzacja procesów i produkcji. Z punktu widzenia polskiej gospodarki większa automatyzacja oznacza większą efektywność gospodarczą. Na ostatecznie tempo wdrażania automatyzacji wpłynie jednak popyt, korzyści związane z wydajnością, zmiany regulacyjne, ale również społeczna akceptacja dla tego typu rozwiązań – mówi Marcin Prusak, Członek Zarządu ds. Bankowości Korporacyjnej w DNB Bank Polska S.A.

    Polska na tle innych

    Z najnowszego raportu OECD wynika, że średnia liczba robotów na tysiąc pracowników we wszystkich krajach OECD wynosi 6,23. Na tym tle najbardziej wyróżniają się Niemcy ze wskaźnikiem 14,45, Japonia (27,99) oraz Korea Południowa (25,65). Z krajów naszego regionu, oprócz Czech i Słowacji zadowalającym wskaźnikiem automatyzacji może pochwalić się jeszcze Słowenia z wynikiem 4,86 robotów na tysiąc pracowników. OEDC wyróżnia Czechy, Słowację, Słowenię oraz Węgry jako kraje, w których intensywność robotyzacji wzrosła od 2005 do 2015 roku od trzech do sześciu razy. Jeżeli nawet w ostatnich kilkunastu miesiącach polskie firmy zrobiły duży postęp w zakresie automatyzacji produkcji, to nadal dzieli je dystans nie tylko od liderów, ale też od najbliższych sąsiadów.

    Inwestycja w automatyzację

    We wszystkich państwach, podobnie jak w Polsce, w automatyzację produkcji inwestują przede wszystkim największe przedsiębiorstwa, w tym duże międzynarodowe koncerny i globalni gracze. Zazwyczaj wynika to z konieczności poniesienia dużych inwestycji. Z badania Deloitte wśród największych globalnych przedsiębiorstw wynika, że ich dotychczasowe koszty z tego tytułu wyniosły średnio 3,5 mln dolarów, a 78 proc. oczekuje zwiększenia nakładów finansowych na ten cel w ciągu kolejnych trzech lat. Natomiast ci, którzy są w fazie pilotażu automatyzacji planują wydać średnio 1,5 mln dolarów[2].

    Dla globalnych graczy takie sumy być może nie są przeszkodą, ale dla polskich firm koszty automatyzacji, nawet biorąc pod uwagę dopłaty unijne, są niewątpliwie sporą barierą w jej wdrażaniu. Jednak bez poczynienia koniecznych inwestycji, trudno mówić o zyskaniu przewagi konkurencyjnej. Automatyzacja wpływa na efektywność, ale też jakość produktów – mówi Marcin Prusak.

    Innowacyjność w dużej skali

    Problemem jest również niewielki stopień innowacyjności polskiej gospodarki, co przekłada się na trudności we wdrażaniu nowych, bardziej zaawansowanych rozwiązań technologicznych. Należy jednak przyznać, że pod tym względem w ostatnich latach dużo się zmieniło. Udział nakładów wewnętrznych na badania i prace rozwojowe w PKB, osiągnął w 2015 roku 1 proc. wobec 0,94 proc. w 2014 roku i 0,77 proc. w 2011 roku. W 2016 roku udział ten wyniósł 0,97 proc. Wciąż jednak zbyt niski jest tak zwany wskaźnik BERD, czyli udział przedsiębiorstw w wydatkach na B+R. Choć i w tym obszarze sytuacja się poprawia. Działalność innowacyjna niestety dotyczy przede wszystkim największych firm. Dane GUS pokazują, że w 2016 roku innowacje procesowe wprowadziło 15,2 proc. przedsiębiorstw przemysłowych. Ponad połowa z nich były to firmy zatrudniające powyżej 250 osób. Wśród tych, które zatrudniają od 10 do 49 pracowników tylko niespełna co dziesiąta firma zainwestowała w innowacyjne rozwiązania, które usprawniły proces produkcji.

    Roboty w roli głównej

    Najwięcej robotów w skali globalnej wykorzystywanych jest w sektorze wyrobów  gumowych i plastikowych, branży elektronicznej, transportowej i wytwórczej. Z kolei najmniejsze zastosowanie mają   w rolnictwie, górnictwie oraz energetyce. Czynności najbardziej podatne na automatyzację obejmują aktywności fizyczne, a także gromadzenie i przetwarzanie danych. Dlatego w przyszłości automatyzacja najprawdopodobniej najbardziej rozpowszechni się w produkcji, handlu oraz usługach hotelarskich.

    Z danych Międzynarodowej Federacji Robotów wynika, że w 2016 roku sprzedaż robotów wzrosła o 16 proc. do 294 312 sztuk, co stanowi nowy rekord. Głównym motorem wzrostu był ponownie, podobnie jak rok wcześniej, przemysł elektryczny i elektroniczny, w których zapotrzebowanie na roboty wzrosło o 41 proc. rok do roku. Z szacunków wynika, że w 2020 roku w użyciu będzie ponad trzy milionów robotów w skali globalnej[3].

    A bezrobocie technologiczne?

    Rosnąca liczba robotów wykorzystywanych w produkcji rodzi pytanie o zastąpienie pracy ludzi. Zjawisko to nosi miano bezrobocia technologicznego. Z badania Deloitte wynika, że automatyzacja procesów z wykorzystaniem robotów jest w stanie zastąpić pracę aż 20 proc. pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin. Firmy, które mają już doświadczenie w tym zakresie wyrażają opinię, że może być to nawet średnio 52 proc. Z kolei szacunki firmy McKinsey mówią, że podczas gdy mniej niż 5 proc. wszystkich zawodów można zautomatyzować całkowicie, to około 60 proc. wszystkich profesji można zautomatyzować w niemal jednej trzeciej czynności[4]. A to oznacza, że więcej zawodów zmieni się, niż zostanie zautomatyzowanych.

    [1] OECD Science, Technology and Industry Scoreboard 2017, The digital transformation, 22 Nov. 2017
    [2] Deloitte, The robots are ready. Are you? Untapped advantage in your digital workforce, Dec. 2017
    [3] International Federation of Robotics, World Robotics 2017 Edition, Sep. 2017
    [4] McKinsey Global Institute, Harnessing automation for a future that works, Jan. 2017
  • W Polsce postępuje cyfryzacja radia

    W Polsce postępuje cyfryzacja radia

    W 2013 r. Polska dołączyła do krajów mogących poszczycić się telewizją naziemną w standardzie cyfrowym. W tym samym czasie w naszym kraju rozpoczął się proces cyfryzacji sygnału radiowego. Dziś, naprzeciw potrzebom słuchaczy i nadawców, wychodzi firma BCAST, która stworzyła unikalne rozwiązanie umożliwiające tworzenie, zarządzanie i emisję sygnału w formie cyfrowej nawet mniejszym nadawcom radiowym.

    Pomimo rozwoju Internetu, w tym serwisów streamujących muzykę, radio w Polsce ma się lepiej niż dobrze. Według przeprowadzonych w 2017 r. badań Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji[1], w ciągu dnia radia słucha 72 proc. Polaków, a wartość ta w okresie ostatnich 10 lat nie uległa znaczącej zmianie. Średnio, na słuchanie radia respondenci poświęcają cztery i pół godziny dziennie. Intensywniej Polacy korzystają tylko z telewizji. Naturalnym więc jest, że po cyfryzacji sygnału TV przyszła pora na radio.

    DAB+ na świecie i w Polsce

    Nadawanie sygnału w formie cyfrowej (Digital Audio Broadcasting, DAB/DAB+) jest na świecie coraz popularniejsze. Dla przykładu – niedługo (13 grudnia 2017 r.) Norwegia całkowicie zrezygnuje z przesyłu sygnału FM. Dzieje się tak ze względu na zalety DAB+, do których należy zaliczyć przede wszystkim ograniczenie szumów i podniesienie jakości dźwięku (do 300 kbps, co jest porównywalne z najlepszą kompresją w standardzie mp3 –  320 kbps). W ramach sygnału cyfrowego nadawcy mają możliwość wzbogacenia swoich audycji o wiele dodatków jak obrazy (np. okładki albumów), krótkie wiadomości tekstowe czy też informacje o sytuacji na drogach. Wdrożenie sygnału cyfrowego pozwoli także pomieścić znacznie większą liczbę nadawców w ramach jednego zakresu częstotliwości (tzw. multipleks). W Polsce rynek radiodyfuzji (przesyłu sygnału radiowego) jest silnie zmonopolizowany. Taka sytuacja nie wpływa korzystnie na proces cyfryzacji, ponieważ dla zdecydowanej większości nadawców rozwiązania pozwalające na tworzenie i przesyłanie sygnału cyfrowego są zwyczajnie zbyt kosztowne

    Ok. 80 proc. nadawców radiowych, zarówno w Europie jak i w Polsce stanowią tzw. maili i średni nadawcy, czyli Small and Medium Broadcasters bądź SMB, dla których przejście na cyfrową formę nadawania stanowiłoby rozwiązanie problemu kończącego się miejsca w obecnym paśmie analogowym. Na przeszkodzie stały im dotychczas przede wszystkim koszty. Aby nadawać w formie cyfrowej, musieli oni wyposażyć się w multiplekser pozwalający na kreację sygnału cyfrowego, oraz nadajnik do jego transmisji. Ceny tylko tych dwóch elementów potrafią wahać się łącznie od 50 do nawet 150 tys. euro. Do tego należałoby doliczyć oprogramowanie pozwalające na tworzenie i zarządzanie audycjami, którego cena to od 3 do 10 tys. euro, a także koszty nadawania przez jakiś czas dwóch sygnałów równolegle, czyli cyfrowego i analogowego – mówi Maciej Lipiński członek zarządu odpowiedzialny za strategie i innowacje w BCAST.

    DABCAST, czyli radio jako… usługa

    Naprzeciwko tym trudnościom wychodzi polska firma BCAST ze swoim autorskim pomysłem o nazwie DABCAST, który zmienia dotychczasową formę myślenia o nadawaniu radia. W jego skład wchodzi wirtualne studio, czyli aplikacja do zarządzania treściami przez nadawców radiowych, multiplekser (MUX) i nadajnik (TX). Nadawcy nie muszą jednak wydawać kilkuset tysięcy na kupno sprzętu, ponieważ cała infrastruktura techniczna znajduje się po stronie dostawcy.

    Rozwiązanie o nazwie „DABCAST” jest odpowiedzią na potrzeby mniejszych nadawców, których nie stać na skomplikowaną i drogą infrastrukturę hardware’ową. W dużym uproszczeniu broadcasterzy zarządzają radiem poprzez dostarczoną aplikację, następnie sygnał przesyłany jest poprzez wirtualną chmurę do nas. Jego konwersja, uformowanie i nadawanie znajduje się już w całości po naszej stronie. DABCAST jest więc rozwiązaniem, dostarczającym nadawcom komplet narzędzi umożliwiających tworzenie radia w formie usługi, a dla BCAST na polskim rynku staje się naturalnym rozszerzeniem podstawowej działalności operatorskiej. Firma oferuje swoje usługi także za granicą np. dla nadawców włoskich poprzez multipleks na Sardynii i w północnych Włoszech w rejonie Trentino. W celu zapewnienia emisji wykorzystuje wtedy sieć obiektów partnerskich należących do operatorów alternatywnych na poszczególnych, zagranicznych rynkach – mówi Maciej Lipiński, członek zarządu odpowiedzialny za strategie i innowacje w BCAST, współtwórca rozwiązania DABCAST.  

    W chwili obecnej nie istnieje na świecie rozwiązanie, które w takim zakresie (połączenie studia, MUX i TX) wspierałoby nadawców, a ponadto oferowałoby to jako usługę w oparciu o chmurę. Firma stworzyła dla niego swoje autorskie określenie – Radio as a Service (radioasaservice.com). Dzięki chmurze zapewnia ono nadawcom także szereg dodatkowych korzyści. Poza minimalizacją czasu i kosztów wdrożenia, wartą podkreślenia jest też cecha nazwana „future-proof”– Technologia przesyłu sygnału wciąż ewoluuje, standardy zmieniają się na nowsze, dlatego część nadawców słusznie obawia się inwestycji w hardware, który za kilka-kilkanaście lat będą musieli wymienić. W przypadku korzystania z DABCAST ewentualne przejście na nowy standard będzie dla nadawców nieodczuwalne. Dzięki swojej innowacyjności DABCAST, jako jeden z kilkunastu projektów z Polski uzyskał dofinansowanie na badania i rozwój w ramach programu Unii Europejskiej Horyzont 2020 faza II.

    Współpraca warunkiem postępu

    Rozwój cyfrowego radia w Polsce jest faktem, ale aby w pełni wykorzystać jego potencjał potrzebna jest współpraca nadawców, którzy tworzą treści z operatorami technicznymi, odpowiadającymi za tworzenie i transmisje sygnału. DABCAST jest bardzo ważnym krokiem, mogącym rozpowszechnić sygnał cyfrowy nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Zyskać mogą na tym wszyscy, począwszy od słuchaczy (lepsza jakość dźwięku, brak szumów, większy wybór stacji radiowych, zwiększenie ilości dostarczanych treści) przez regulatorów (lepsze zagospodarowanie pasma, łatwiejsze monitorowanie jakości) po nadawców (ogólnopolski zasięg, ułatwienia w tworzeniu atrakcyjniejszych ofert programowych). Dlatego też najbliższe plany firmy to pogłębianie współpracy z partnerami (obecnie należą do nich IBM, Microsoft czy WorldDAB) i nawiązywanie nowych relacji, aby jak najlepiej dopasować DABCAST do potrzeb polskiego rynku.

    [1]http://www.krrit.gov.pl/Data/Files/_public/Portals/0/kontrola/program/radio/kwartalne/rynek_2_kwartal2017.pdf

  • Zdaniem IDC: SAS góruje na rynku zaawansowanej analityki

    Zdaniem IDC: SAS góruje na rynku zaawansowanej analityki

    Według najnowszego raportu firmy IDC Research, firma SAS posiada największy udział w rynku oprogramowania advanced and predictive analytics.

    Dziennikarze brytyjskiego tygodnika „The Economist” stwierdzili niedawno, że rynek analityki biznesowej jest wart więcej niż rynek ropy naftowej. Dzięki powszechnemu wykorzystaniu Internetu i urządzeń mobilnych oraz rozwojowi technologii big data, biznes zyskał ogromne możliwości przetwarzania informacji. Nie dziwi zatem fakt, że konkurencja staje się coraz bardziej zacięta, a liderzy rynku czują na plecach oddech rywali z branży.

    Liderzy analityki

    Co roku firma badawcza IDC przygotowuje zestawienia dostawców analityki biznesowej i rozwiązań Business Intelligence. Według najnowszego raportu IDC Worldwide Business Intelligence and Analytics Tools Software Market Shares[1] SAS utrzymał 30,5-procentowy udział w rynku w 2016 roku w kategorii zaawansowanej analityki, co oznacza ponad dwukrotną przewagę w stosunku do kolejnej firmy z zestawienia. SAS nieprzerwanie prowadzi na tym polu od 1997 roku, odkąd IDC publikuje ranking wiodących dostawców. Firma stale się rozwija – w najnowszym zestawieniu SAS może pochwalić się 5-procentowym wzrostem dochodów. Firma zajęła również pierwsze miejsce wśród dostawców narzędzi do integracji danych z 21,9-procentowym udziałem w rynku.

    SAS potwierdził swoją pozycję na rynku zaawansowanej analityki, podtrzymując coroczny wzrost – powiedział Dan Vesset, wiceprezes ds. Analityki i Zarządzania Informacją w IDC. Nie było to łatwe zadanie, biorąc pod uwagę większą liczbę konkurentów wchodzących na rynek. Bogate doświadczenie SAS w zakresie zaawansowanej analityki oraz zaangażowanie w badania i rozwój to dwa czynniki, pomagające firmie pozostać liderem w swojej kategorii – dodał Dan Vesset.

    Inwestycja w innowacje

    W 2016 roku SAS uzyskał przychody w wysokości 3,2 miliarda dolarów, reinwestując 26% tej kwoty w działania R&D (badawczo-rozwojowe) i wsparcie innowacji. To dwukrotność przeciętnych wydatków liderów branży technologicznej przeznaczanych na ten cel. SAS posiada biura w 58 krajach na całym świecie, a z jego usług korzysta 83 000 klientów.

    [1] IDC, Worldwide Business Intelligence and Analytics Tools Software Market Shares, 2016

  • Już jutro debiut wrocławskiej spółki XTPL na New Connect

    Już jutro debiut wrocławskiej spółki XTPL na New Connect

    Spółka XTPL – rozwijająca przełomową technologię ultraprecyzyjnego drukowania szerokiej gamy nanomateriałów – 14 września zadebiutuje na NewConnect. W ramach przeprowadzonych w lipcu zapisów na akcje w ofercie publicznej spółka XTPL pozyskała 10 mln zł na komercjalizację swojej technologii.

    W ramach oferty publicznej zaoferowano łącznie 155 tysięcy akcji, w tym w transzy instytucjonalnej 135 tysięcy. Klienci detaliczni mogli zapisać się na łącznie 20 tysięcy akcji. Popyt w transzy dla klientów indywidualnych był ponad 13 razy większy niż dostępna liczba akcji, co przełożyło się na 93% redukcję.

    W ofercie publicznej udział wziął znany zagraniczny fundusz inwestycyjny – ACATIS Investment GmbH, który objął ponad 5% akcji XTPL. Jest to jeden z najbardziej znanych funduszy inwestycyjnych w Europie, a wartość jego aktywów wynosi 3 miliardy euro.

    Spółka XTPL działa na rynku transparentnych optycznie i przewodzących elektrycznie warstw (ang.Transparent Conductive Films – TCF). Wartość rynku Emitenta wynosi 6 mld dolarów i w samym obszarze fotowoltaiki i wyświetlaczy rośnie niemal 25% rocznie. Unikalne właściwości technologii XTPL, takie jak wysoka transparentność czy skalowalność procesu drukowania, umożliwią odegranie istotnej roli w tym sektorze gospodarki. Kolejną branżą, do której spółka zamierza kierować swoją ofertę, jest obszar elektroniki drukowanej.

    Patrząc przez pryzmat potrzeb rynkowych, technologia XTPL to rewolucja. Drukowane nanomateriały pozwolą zmienić zasady gry na masowym rynku ogniw słonecznych, wyświetlaczy i ekranów dotykowych. Jestem przekonany, że precyzyjne drukowanie materiałów to przyszłość wielu branż, w których możemy odegrać znaczącą rolę. Tak jak dziś drukujemy książki czy gazety, będziemy w przyszłości drukowali również zaawansowane urządzenia elektroniczne, m.in. nowoczesne sensory i zabezpieczenia antypodróbkowe. – dr Filip Granek, CEO XTPL

    Wejście spółki na NewConnect jest ściśle związane z realizacją strategii XTPL. Firma zakończyła właśnie pierwszy etap prac, który polegał przede wszystkim na zbudowaniu prototypu – demonstratora technologii XTPL – i zaprezentowanie go światu. Teraz spółka zbliża się do etapu komercjalizacji jej technologii. Pieniądze pozyskane z oferty mają wesprzeć ten proces.

    Pieniądze z IPO pozwolą nam na stworzenie i rozwój tej części firmy, która będzie generować przychody. Skupimy się przede wszystkim na produkcji drukarek laboratoryjnych, rozbudowie naszych laboratoriów, budowie działu rozwoju biznesu oraz na pracach nad tworzeniem spersonalizowanych rozwiązań dla przemysłu – dr Filip Granek, CEO XTPL

    Spółka podpisała już kilka listów intencyjnych z międzynarodowymi firmami zainteresowanymi wdrożeniem jej technologii. Są wśród nich między innymi Trina Solar, notowany na nowojorskiej giełdzie największy globalny producent modułów fotowoltaicznych, czy też Wise Device Inc., światowy lider w dziedzinie rozwoju automatyki do mikroskopii przemysłowej.

  • Jak silny jest związek między innowacjami a edukacją?

    Jak silny jest związek między innowacjami a edukacją?

    Polska ma szansę zbudować jeden z najlepszych systemów edukacyjnych, co przełoży się na liczbę nowych innowacyjnych firm. Takie założenia prowadzą do zbudowania modelu gospodarki opartej na wiedzy.

    Podstawową do tego, żeby odnieść sukces na rynku start-upów w dłuższym terminie, jest stworzenie środowiska sprzyjającego innowacji, a więc przede wszystkim edukacja, ponieważ podstawą innowacji są ludzie. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nasz system edukacji kształtuje wystarczające kompetencje – w szczególności te miękkie – do tworzenia nowych przedsięwzięć, podejmowania ryzyka i umiejętności ponoszenia porażek – Marek Metrycki, prezes firmy doradczej Deloitte Polska

    Dwa lata temu Deloitte stworzył model dojrzałości ekosystemu start-upów i wskazał 5 kluczowych obszarów, które warunkują ich rozwój. To: finansowanie, regulacje prawne, otoczenie instytucjonalne, kapitał ludzki oraz kapitał społeczny. W badaniu firma oceniła polski rynek start-upów na tle 40 najlepiej rozwiniętych państw na świecie. Pozycja Polski została uwzględniona na m.in. tle krajów OECD oraz dodatkowo Litwy, Łotwy, Chorwacji, Malty, Cypru, Hong Kongu, Singapuru i Tajwanu. Najwyżej ocenione zostały regulacje prawne i otoczenie instytucjonalne. Słabo wypadły za to obszar finansowania i kapitał społeczny. Umiarkowanie rozwinięty był też kapitał ludzki. W czterostopniowej skali, Polska uzyskała wówczas średnią ocenę 1,93.

    Po prawie dwóch latach od pierwszej próby usytuowania Polski w modelu dojrzałości ekosystemu start-upów Deloitte ponownie przeanalizował rodzimy rynek, żeby sprawdzić czy środowisko staje się bardziej przyjazne dla młodych i innowacyjnych przedsiębiorstw. Z najnowszego badania wynika jednak, że sytuacja nie uległa istotnym zmianom, a Polska nadal plasuje się poniżej średniej.

    Podobnie jak dwa lata temu najlepiej wypadł obszar regulacji prawnych i otoczenie instytucjonalne. Kapitał ludzki został oceniony jako umiarkowany, natomiast kapitał społeczny i finansowanie to dwa najsłabsze ogniwa całego ekosystemu. Jednak ogólna ocena dla obszaru finansowania jest w tym roku nieco wyższa, głównie dzięki zmianom na rynku venture capital.

    Pogorszenie sytuacji kapitału społecznego

    W stosunku do poprzedniego badania pogorszyła się sytuacja w obszarze kapitału społecznego. W definicji Deloitte na kapitał społeczny składa się zaufanie, respektowanie wzajemnych zobowiązań, przestrzeganie norm i umiejętności współpracy. Te czynniki tworzą niezbędne dla dojrzałego ekosystemu start-upów „spoiwo” w relacjach międzyludzkich. Pogorszenie kapitału społecznego to negatywny sygnał, który może utrudnić nie tylko rozwój start-upów, ale i innych obszarów gospodarki.

    Prezes Deloitte Polska zauważa, że zarówno kapitał ludzki, jak i kapitał społeczny to czynniki ściśle powiązane z edukacją. Również uchwalona w lutym rządowa Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju wskazuje na edukację jako kluczową dla rozwoju innowacyjności w Polsce. Z drugiej strony – dokument zwraca też uwagę na deficyty umiejętności innowacyjnych wśród Polaków.

    To pozytywny sygnał. Pozostaje oczywiście pytanie, jak szybko jesteśmy w stanie wprowadzać rozwiązania, które zmienią tę sytuację. System edukacji to nie jest system, w którym możemy dokonywać rewolucji. Potrzebna jest mądra debata i ewolucja, która doprowadzi do szybkich rezultatów. Jestem optymistą – jeżeli taką debatę podejmiemy, to jesteśmy w stanie w stosunkowo krótkim czasie osiągnąć rezultaty, a w dłuższym terminie zbudować jeden z najlepszych systemów edukacyjnych na świecie. Mamy ku temu dobrą podstawę – Marek Metrycki, prezes firmy doradczej Deloitte Polska

    B+R

    Deloitte zauważa też, że w ostatnich latach w Polsce sukcesywnie rosną wydatki na badania i rozwój, podobnie jak nakłady na edukację i szkolnictwo wyższe. Jednak zmiana nie jest na tyle duża, żeby podnieść pozycję Polski w rankingu, a względem liderów wciąż jest wiele do nadrobienia.

    Budowa gospodarki opartej na wiedzy oraz ekosystemu, który umożliwi rozwój innowacji i start-upów, wymaga stworzenia odpowiedniego modelu edukacji. Prezes Deloitte’a wskazuje, że powinien on kształtować kompetencje miękkie, takie jak umiejętność współpracy, ponoszenia ryzyka i wyciągania błędów z pierwszych porażek.

    Właściwa edukacja kształtuje pewne cechy, by ten sukces osiągnąć. To przede wszystkim odwaga, pewność siebie, asertywność, umiejętność kształtowania rzeczywistości wokół siebie, a przede wszystkim umiejętność współpracy – łączenia kompetencji różnych osób w jeden organizm, który potrafi stworzyć unikalną wartość. Innowacyjność to umiejętność wyciągania wniosków z porażek. Większość start-upów upada w pierwszym roku działalności, góra po dwóch latach. To bezcenne doświadczenia dla uczestników takich przedsięwzięć i jest szansa, że w kolejnych osiągną już lepsze rezultaty. Można prześledzić kariery firm czy osób, które odniosły niesamowity sukces – ich pierwsze projekty wcale się tak nie kończyły – Marek Metrycki, prezes firmy doradczej Deloitte Polska

  • Polska kusi inwestorów zachętami na działalność B+R

    Polska kusi inwestorów zachętami na działalność B+R

    W porównaniu z gospodarkami rozwiniętymi Polska wciąż ma braki w poziomie rozwoju działalności B+R oraz kulturze innowacji. Jak wynika z raportu „Inwestycje w Polsce. Niewyczerpany potencjał”, przygotowanego przez Deloitte we współpracy z Polsko-Niemiecką Izbą Przemysłowo-Handlową, import innowacyjnych technologii oraz know-how przez inwestorów zagranicznych może korzystnie wpłynąć na wzrost produktywności Polski.

    Jednym z elementów, który może ich skłonić do inwestowania w Polsce, jest system zachęt na działalność B+R. Zdaniem ekspertów Deloitte jest on obecnie najbardziej atrakcyjny i kompleksowy spośród krajów Europy Środkowej.

    Jak wynika z raportu, potencjał gospodarki Polski wciąż jest daleki od wyczerpania. Jednym z powodów jest niższa niż w wysokorozwiniętych krajach UE produktywność oraz w dalszym ciągu niewielki zasób kapitału. Choć w ostatnich dwudziestu latach Polska osiągnęła około dwukrotny wzrost wartości kapitału przypadającego na jednego pracownika, co pozwoliło przegonić Słowację i Węgry, nadal jego nasycenie jest niemal dwukrotnie niższe niż w tradycyjnie uprzemysłowionych Czechach.

    Niedobór kapitału z jednej strony świadczy o luce, którą Polska ma do nadrobienia w stosunku do wysokorozwiniętych gospodarek, z drugiej jednak sprawia, że inwestując tu, nadal można liczyć na ponadprzeciętne zyski. Krańcowa produktywność kapitału, czyli dodatkowa produkcja z każdej zainwestowanej złotówki czy euro, jest w Polsce niemal czterokrotnie wyższa niż w krajach strefy euro, a także wyższa niż na Słowacji, w Czechach i na Węgrzech.

    Polska na początku innowacyjnej drogi

    Szczególne znaczenie w świetle danych opublikowanych w raporcie Deloitte będą miały inwestycje w działalność o wysokiej wartości dodanej.

    Na tle krajów Europy Środkowej Polska wypada całkiem dobrze pod względem innowacyjności, ustępując jedynie Czechom (według Global Competitiveness Index 2016/2017). Mimo to w porównaniu do krajów wysokorozwiniętych luka do nadrobienia jest nadal znaczna. Zwiększanie innowacyjności i produktywności to trudny proces, ale można go przyspieszyć m.in. poprzez import nowoczesnych technologii oraz know-how.

    Inwestorzy zagraniczni doceniają polską innowacyjność

    Zdaniem inwestorów niemieckich uczestniczących w badaniu Deloitte, jednym z priorytetów rządu powinno być przełamanie barier dzielących naukę od gospodarki. Zwracają też uwagę, że pomimo oczywistych korzyści związanych z rozwojem branży nowoczesnych usług dla biznesu (BPO/SSC), bez odpowiednich reform nie uda się przyciągnąć bardziej zaawansowanych usług biznesowych, a także centrów B+R. Inwestorzy doceniają natomiast zmiany, które w sferze udogodnień B+R już się dokonały. W ciągu roku o 2 proc. nastąpił wśród nich wzrost pozytywnych ocen warunków dla działalności badawczo-rozwojowej.

    10 mld euro do 2020 roku na rozwój B+R

    Zdaniem ekspertów Deloitte świadomość braków w wiedzy, technologii i doświadczeniu polskich przedsiębiorców w stosunku do zagranicznych firm uzasadnia skierowanie znacznych środków na wsparcie zarówno rodzimego biznesu, jak i zachęcanie inwestorów spoza Polski do rozwoju kompetencji B+R. Pomoc w finansowaniu dotyczy zarówno kosztów inwestycji w infrastrukturę badawczo-rozwojową (wsparcie głównie z Ministerstwa Rozwoju oraz z Urzędów Marszałkowskich w ramach tzw. Regionalnych Programów Operacyjnych), jak i operacyjnych kosztów działalności B+R (wsparcie w ramach RPO oraz z budżetu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju).

    W ciągu najbliższych pięciu lat Polska przeznaczy ponad 10 mld euro na bezzwrotne granty dla przedsiębiorców polskich i zagranicznych na tworzenie centrów B+R (dofinansowanie nakładów kapitałowych) oraz prowadzenie w Polsce prac badawczych i rozwojowych (dofinansowanie kosztów operacyjnych działalności). Inwestorzy zagraniczni mają obecnie do dyspozycji program grantów uzupełniany przez połączenie ulg podatkowych w SSE oraz ulg na działalność B+R, jak również dostępnych w całej UE programów w ramach Horyzontu 2020. Ważnym narzędziem przyciągania inwestycji o wysokiej wartości dodanej typu B+R ma być też przyjęta Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, która zakłada stopniową ewolucję dotychczasowej polityki ukierunkowanej na przyciąganie BIZ.

    System zachęt najlepszy w Europie Środkowej

    Funkcjonujący obecnie system zachęt proponuje kilka ścieżek, które wzajemnie się uzupełniają – od wsparcia start-upów i młodych firm, poprzez finansowanie funduszy typu venture capital, szeroki program inkubacji w parkach technologicznych, ofertę grantów na wdrażanie rozwiązań innowacyjnych dla małych i średnich firm, aż po granty na tworzenie infrastruktury B+R i prowadzenie innowacyjnej działalności B+R przez małe i duże podmioty.

    Źródła typowo grantowe, takie jak bezzwrotne dotacje, pochodzące zarówno ze źródeł funduszy Unii Europejskiej, jak i budżetu krajowego, są uzupełniane przez nowe na polskim rynku ulgi podatkowe na działalność B+R. Całościowo polski system jest największym i najbardziej atrakcyjnym systemem zachęt w regionie Europy Środkowej. Jakkolwiek poszczególne programy pomocowe, jak obecnie reformowany system grantów rządowych czy ulg podatkowych na B+R, są często znacznie mniej atrakcyjne niż w krajach sąsiednich, to przedsiębiorcy analizujący lokalizację inwestycji w Polsce otrzymują pakiet zachęt niespotykanych w regionie – Michał Turczyk

    Na przeszkodzie rozwoju innowacyjności stoją skomplikowane przepisy

    Zachęty na inwestowanie w B+R+I w Polsce stały się bardziej dostępne i atrakcyjne, ale jednocześnie wymagające znacznie bardziej specjalistycznego podejścia do ich pozyskiwania. Chcąc otrzymać dofinansowanie oraz zrealizować projekt B+R, niezbędne jest zaangażowanie inżynierów i naukowców w przygotowanie odpowiedniego projektu i sposobu jego realizacji. Dużą przeszkodą w rozwoju innowacyjności Polski jest nadal niespójny i niezrozumiały system przepisów prawa. Dotyczy to zwłaszcza podatków i prawa pracy, które są wskazywane przez Global Competitiveness Index 2016/2017 jako największe bariery dla przedsiębiorstw działających w Polsce.

    W skrajnym przypadku te bariery mogą zniechęcić do podejmowania przedsięwzięć o wysokiej wartości dodanej.

    Wielkość instrumentów pomocowych w Polsce wymaga podjęcia wysiłku szczegółowej analizy dostępnych zachęt i wyboru takich, które pozwolą na osiągnięcie pełnej synergii z realizowaną lub planowaną działalnością w Polsce. Niezbędne jest również przeanalizowanie potencjalnych zobowiązań wynikających z warunków udzielenia wsparcia w okresie rozliczania projektu i w okresie jego trwałości. Wszystko to sprawia, że decyzja o podjęciu wysiłku pozyskania finansowania niekomercyjnego musi być poprzedzona szczegółową analizą biznesową zarówno planowanego przedsięwzięcia jak i dostępnych narzędzi wsparcia – Michał Turczyk

  • Upublicznianie danych podatkowych – opinia eksperta

    Upublicznianie danych podatkowych – opinia eksperta

    Istnieje nowy projekt ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, wokół którego krąży wiele wątpliwości. Na ten temat wypowiada się ekspert Krzysztof Komorniczak – ekspert BCC ds. podatków – i wyjaśnia, jakie wady i zalety mogłoby mieć wprowadzenie w życie takich zmian.

    Głównym założeniem rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych jest wprowadzenie regulacji umożliwiających Ministrowi Rozwoju i Finansów publikowanie indywidualnych danych podatkowych, wynikających ze składanych przez podatników podatku dochodowego od osób prawnych (PDOP) rocznych zeznań podatkowych.

    Zakłada się, że zakres informacji z zeznań podatkowych objętych upublicznianiem obejmie przychody, koszty uzyskania przychodów, osiągnięty dochód albo poniesioną stratę, podstawę opodatkowania i kwotę należnego podatku. Publikowane będą także dane identyfikujące podatnika (nazwa, NIP), rok podatkowy, za który informacje są publikowane. Podana do publicznej wiadomości będzie mogła być także efektywna stopa podatkowa obliczona jako procentowy udział kwoty podatku należnego w zysku brutto wykazanym w sprawozdaniu finansowym. Do publicznej wiadomości podawane mają być dane dotyczące 4.500 podatników o najwyższych przychodach (ok 1% wszystkich podatników PDOP), a także podatników posiadających status podatkowej grupy kapitałowej bez względu na wysokość przychodów. Publikacja ma nastąpić do końca września roku następującego po zakończeniu roku podatkowego danego podatnika.

    Jak wskazuje się w uzasadnieniu do projektu, planowana możliwość ujawniania danych podatkowych (poprzez uchylenie w tym zakresie tajemnicy skarbowej), będzie miała pozytywny wpływ na warunki funkcjonowania i rozwoju mikro przedsiębiorców, małych i średnich przedsiębiorców. Dotyczy to szczególnie możliwości ograniczania podejmowanych przez „dużych” podatników działań umożliwiających takie planowanie podatkowe, którego efektem może być unikanie opodatkowania. Skutkiem tego rodzaju działań jest uzyskiwanie przez podmioty je stosujące nieuzasadnionej przewagi konkurencyjnej, co zaburza równą konkurencję na danym rynku.

    O ile cel związany z piętnowaniem społecznym agresywnej optymalizacji podatkowej służącej jedynie omijaniu obowiązujących przepisów podatkowych można uznać za słuszny i służący zachowaniu konkurencyjności na rynku, o tyle sposób jego realizacji, w oparciu o proponowany projekt, budzi uzasadnione wątpliwości co do osiągnięcia zamierzonych skutków.

    Należy bowiem zauważyć, że informacje zaczerpnięte z zeznań podatkowych nie dają pełnego obrazu przedsiębiorstwa. Wykazywanie podatku do zapłaty w niskiej kwocie, przy jednocześnie wysokich przychodach samo w sobie nie jest działaniem nagannym. Istotne są bowiem okoliczności, które powodują wykazanie podatku w takiej kwocie. Tymczasem niski podatek może wynikać z wysokich kosztów stanowiących np. wydatki inwestycyjne, będące przejawem rozwoju przedsiębiorstwa. Nadmienić przy tym warto, iż obecnie mocno promowana jest działalność badawczo rozwojowa, czego wyrazem jest wprowadzenie tzw. ulgi B+R dającej podatnikowi podwójną korzyść. Ponoszone wydatki są odliczane od osiąganych przychodów jako koszty uzyskania przychodów, a następnie o te same wydatki (w części) w ramach ulgi B+R podatnik może zmniejszyć podstawę opodatkowania. Ustawa o PDOP przewiduje także katalog dochodów zwolnionych z opodatkowania, jak i możliwości dokonania odliczenia od dochodu. Zastosowanie tych mechanizmów istotnie wpływa na wysokość podatku do zapłaty, nie oznaczając przy tym stosowania agresywnej polityki podatkowej. Zatem bez analizy wszystkich danych przedsiębiorstwa nie można dokonać prawidłowej oceny rzetelności podatnika. Z kolei publikowanie danych wyrwanych z kontekstu całej działalności przedsiębiorstwa i jego sytuacji będzie sprzyjało  dokonywaniu mylnej i nierzetelnej oceny podatników

    Objęcie podatkowych grup kapitałowych podanym do publicznej wiadomości wykazem indywidualnych danych, o których mowa w Projekcie, godzi w podstawową ideę i cel przyświecający tworzeniu podatkowych grup kapitałowych, jakim jest zgodne z ustawą podatkową zoptymalizowanie opodatkowania podmiotów tworzących taką grupę.

    Możliwość (czyli już nie obowiązek ustawowy, ale możliwość) podania do publicznej wiadomości indywidualnych danych o efektywnej stopie podatkowej obliczonej jako procentowy udział kwoty podatku należnego w zysku brutto podatnika, z uwagi na ocenny charakter możliwości jej zastosowania, może prowadzić do nadużyć i próby piętnowania określonych podatników. Rozwiązanie takie wydaje się również sprzeniewierzać zasadzie równości wobec prawa. Sam pomysł obliczania efektywnej stopy podatkowej, jak i dodatkowo obliczanie jej  i publikowanie w odniesieniu tylko do niektórych podatników jest, w naszej ocenie, działaniem ukierunkowanym na sterowanie opinią społeczną w odniesieniu do tych podatników, dla których taką efektywną stopę podatkową będzie się publikować.

    W świetle powyższych uwag i wątpliwości jakie towarzyszą wprowadzeniu przepisu o publikacji danych podatkowych  dużych przedsiębiorców, instrument ten w naszej ocenie może  osiągnąć cel odmienny od zakładanego. Prowadzi do negatywnego nastawienia do podatników, którzy wykazują niższą efektywną stopę podatkową, mimo że ich działalność może okazać się bardziej pro społeczna, aniżeli działalność podmiotów maksymalizujących zyski. Publikowanie omawianych danych może też być wykorzystywane jako narzędzie w nieuczciwej konkurencji niszczące pozycję danego przedsiębiorcy na rynku.

    Wreszcie publikowanie danych podatkowych „dużych podatników” daje asumpt do ugruntowania się przekonania, iż podatnicy, których dane są upubliczniane są z założenia nieuczciwi. Tymczasem w Ordynacji podatkowej przewidziano instrument dający możliwość weryfikacji uczciwości i rzetelności działania podatników poprzez stosowanie klauzuli o unikaniu opodatkowania. Dodatkowy instrument w postaci „społecznego pręgierza” jest  działaniem zdecydowanie zbyt daleko idącym, które łatwo może wymknąć się spod kontroli i godzić w dobre imię uczciwych i rzetelnych podatników.

    Biorąc powyższe pod uwagę, wprowadzanego instrumentu nie można ocenić pozytywnie.

    O takiej ocenie decyduje:

    • niedopracowany mechanizm ujawniania wybranych danych w oderwaniu od całokształtu okoliczności faktycznych dotyczących danego podatnika;
    • tworzenie dodatkowych wskaźników ukierunkowujących ocenę danego podatnika i jego działań, w tym jego polityki podatkowej, jako nieuczciwej (efektywna stopa podatkowa, w tym – tylko w odniesieniu do niektórych podatników);
    • możliwość doprowadzenia do całkowicie odmiennych od planowanych skutków, tj. zachwianie uczciwej konkurencji poprzez niszczenie pozycji uczciwych podatników.