Tag: UX

  • UX writing to nie fukurawai

    UX writing to nie fukurawai

    Fukurawai to tradycyjna japońska zabawa, w której dziecko – z zasłoniętymi oczami –próbuje na obrysie twarzy ułożyć oczy, brwi, nos i usta. Efekt bywa groteskowy: usta lądują na czole, brew wkuwa się w oko. Zupełnie jak wtedy, gdy osoba projektująca treści dostaje gotowe makiety z prośbą: rzuć okiem.

    Trafione mikrotreści w usłudze cyfrowej to nie przypadek. To wynik zrozumienia kontekstu: kto czyta, kiedy i po co. Bez tego nawet najlepszy tekst może nie zadziałać – albo, co gorsza, zadziałać odwrotnie.

    Pisanie komunikatów i podpowiedzi bez znajomości produktu, potrzeb użytkownika i  dynamiki ekranu, na którym mają się pojawić, jest jak odpowiadanie na pytanie, którego nie znasz albo nie rozumiesz. Na maturze z języka polskiego być może to konieczność, ale w pracy nad aplikacjami państwowymi to strategia skazana na porażkę.

    Brak kontekstu prowadzi na manowce

    Zdarza się, że osoba od treści dostaje polecenie, by zredagować komunikaty w pliku tekstowym albo na Confluence. Owszem, może podjąć wyzwanie: uprościć wszystko zgodnie ze standardem prostego języka, poprawić błędy językowe, zadbać o spójność słownictwa i pisowni. Kiedy jednak owoc tej pracy trafia na ekrany, aplikacja zaczyna przemawiać zgrabnie, ale niekoniecznie na temat. Komunikaty nie są odpowiedzią na realne problemy użytkowników i użytkowniczek, a monologiem skupionym na procedurze i funkcjach.

    Zdarza się również, że zespół dostrzega istnienie osoby projektującej treści przede wszystkim wtedy, gdy trzeba wyjaśnić, jak działa interfejs lub procedura. Najlepiej w tooltipie, bo to element, który łatwo dodać bez pisania skomplikowanego kodu. Tooltipy stają się wtedy lekiem na skomplikowaną legislację, a nawet miejscem na podstawę prawną, która jest wyrazem „najwyższej troski” o działanie aplikacji zgodnie z prawem. Bywają też ostatnią deską ratunku, gdy zespół nie jest w stanie przygotować na czas prostszej ścieżki.

    W gąszczu tooltipów gubią się jednak potrzeby użytkownika. Ścieżka do celu zmienia się w dżunglę informacyjną, w której jedynym sposobem na przetrwanie staje się zgłoszenie do Helpdesku.

    Projekt już jest, brakuje tylko tekstów

    Kiedy widzę piękny, kolorowy projekt z nieprzemyślaną komunikacją, przypomina mi się sąsiad, który kochał auta. Wciąż je zmieniał, soboty spędzał na myjni. Tymi autami podwoził do szkoły trójkę swoich ukochanych dzieci.

    Któregoś ranka, kiedy zatrzymał się pod szkołą i czekał, aż maluchy trzasną drzwiami na pożegnanie, zaskoczyła go cisza. Żaden maluch nie pisnął. – Co jest? Wysiadajcie! Śpieszę się do pracy – zakrzyknął zdenerwowany i spojrzał na tylne siedzenie. Było puste. A to dlatego, że ruszył w drogę, w pośpiechu zapominając o dzieciach.

    Piękny interfejs bez przemyślanych treści jest jak lśniące, puste auto mojego sąsiada pod szkołą. Nie dowozi tego, co najważniejsze – sensu.

    Jak mawiał zmarły w tym roku Marcin Wicha – projektant myśli i projektuje językiem. Projekt, który powstaje bez udziału osoby projektującej treści, to projekt, który nie umie rozmawiać z ludźmi. Nie słucha, więc nie rozumie. Zamiast relacji opartej na zaufaniu, wiarygodności i wymianie buduje toksyczny związek wynikający z przymusu podyktowanego prawem.

    UX writing to zdejmowanie klątwy

    Osoba projektująca treści powinna zrozumieć to, co będzie musiała zrozumieć każda osoba korzystająca z usługi cyfrowej. Gdy podczas pracy nad ekranami zadaje zespołowi pytania dotyczące ich zrozumiałości i użyteczności, może spotkać się z odpowiedziami w rodzaju: „użytkownicy na pewno to zrozumieją”, „oni to wiedzą” lub „naukowcy to inteligentne osoby – nie trzeba im tego tłumaczyć”.

    Zupełnie jakby ktoś rzucił na zespół klątwę. Steven Pinker w Pięknym stylu nazwał ją klątwą wiedzy. Klątwa ta to trudność w wyobrażeniu sobie, że ktoś inny nie wie tego, co my. W efekcie tworzymy treści, które dla osób spoza zespołu okazują się nieczytelne lub niezrozumiałe – mimo że nam wydają się oczywiste.

    Dlatego najcenniejszym źródłem informacji dla osób projektujących aplikacje i systemy państwowe są użytkowniczki i użytkownicy. W Ośrodku Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytucje Badawczym ich opinie i wrażenia poznajemy nie tylko podczas badań użyteczności prowadzonych przez profesjonalny zespół badawczy. Czytamy również zgłoszenia, które odbiera nasz Helpdesk. W zgłoszeniach nikt nie skarży się na kolory, gradienty czy smutne tło. Większość uwag dotyczy konkretnych oczekiwań od działania aplikacji. Użytkownicy i użytkowniczki chcą, żeby aplikacja była wiarygodna, prosta, zrozumiała, jednoznaczna. A najlepiej – żeby ich wyręczała.

    Podczas badań użyteczności okazuje się, że osoby korzystające z aplikacji gubią się, bo korzystają z badanej funkcji po raz pierwszy albo używają jej bardzo rzadko. Czasem nie rozumieją procedury, bo język prawa czy żargon IT nie jest ich naturalnym językiem. A czasem po prostu nie są skupieni – w głowie mają nową publikację, problem z pozyskaniem finansowania na badania, kłopoty z opornymi na przyswajanie wiedzy studentami, kredyt do spłacenia albo chore dziecko. W skrócie: mają do rozwikłania sprawy ważniejsze niż działanie Węzła Krajowego.

    To, co jasne dla zespołu, nie zawsze jest zrozumiałe dla użytkowników i użytkowniczek. Sztuka projektowania treści to sztuka zadawania pytań i zdejmowania klątwy wiedzy. To umiejętność współpracy z zespołami projektowymi i wytwórczymi w taki sposób, by uwzględnić perspektywę osoby, która musi skorzystać z usługi cyfrowej, ale – z wielu powodów – postrzega ją zupełnie inaczej niż my, jej twórcy.

    Empatia jak Ania z Zielonego Wzgórza

    Jest niedzielny poranek. Chcesz kupić świeże bułeczki na rodzinne śniadanie. Docierasz do piekarni, a tam słyszysz oschłe: – Akcja pieczenia bułeczek nie powiodła się. Spróbuj ponownie później. Czekasz chwilę, może dopieką. Ale za kwadrans słyszysz dokładnie to samo. I dwa kwadranse później też. A na dziesiątą macie bilety do kina. Co czujesz?

    Właśnie to czuje osoba, która utknęła na niezrozumiałym ekranie aplikacji. Jednak w przypadku usług państwowych konsekwencje mogą być mniej przyjemne niż nieudany poranek i rozczarowana rodzina.

    Pisząc historię o bułeczkach, odwołałam się do Twojej empatii – to umiejętność rozpoznawania i współodczuwania emocji innych osób. Empatia jest słowem kluczem, które często pojawia się w kontekście projektowania doświadczeń użytkownika, w tym jego komunikacji z produktem cyfrowym. Ale czy empatia wystarczy, by zaprojektować użyteczne treści i interfejsy?

    W świecie IT zdominowanym przez umysły ścisłe empatia ma postać pląsającej po łące Ani z Zielonego Wzgórza ze streszczenia Wojciecha Materny i Tomasza Manna. Zbyt beztroskie podejście do projektowania rzetelnych i potrzebnych użytkownikowi treści może zaowocować tym, że zostaje ono sprowadzone do korekty i redakcji komunikatów na chwilę przed wdrożeniem. Wtedy wartość takiej pracy staje się znikoma dla użyteczności usługi cyfrowej i niewspółmierna do włożonego wysiłku.

    Naukowcy to też ludzie

    Do odkrycia, co i kiedy aplikacja ma powiedzieć, potrzebna jest nie tylko znajomość języka i jego bogatej natury, ale – przede wszystkim – znajomość warsztatu projektowego, faktów i danych. Mapa empatii z pewnością się przyda, ale nie wystarczy. A co mówią dane? – 31 procent pracowników akademickich doświadcza wysokiego nasilenia symptomów zaburzeń afektywnych, depresji i zaburzeń lękowych – alarmuje Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. To grupa przeciążona poznawczo, która potrzebuje tłumaczenia złożonych procedur urzędowych na minimalistyczne, konkretne interfejsy.

    Naukowcy, dla których projektujemy usługi cyfrowe, to wyjątkowi ludzie. Ich talent, umysły i energia powinny być wykorzystywane gdzie indziej – nie w pokonywaniu cyfrowych przeszkód. Zabiegani, rozproszeni, różnorodni, przeciążeni potrzebują pomocnego słowa na interfejsie. Takiego, które da im poczucie kontroli – w świecie, w którym wszystko inne jej się wymyka.

    Treść powinna pojawiać się wtedy, gdy użytkownik podejmuje decyzję

    – Większość zespołów, z którymi pracowałem, nie poświęca na fazę planowania treści i interakcji nawet minuty, od razu wskakując do Figmy czy Sketcha. Potem okazuje się, że we flow pojawiają się dziury, których nie zauważono na najwcześniejszych etapach prac – pisze Wojtek Kutyła w Web Accessibility. Wprowadzenie do dostępności cyfrowej.

    Takie stwierdzenie w książce o dostępności – wciąż jeszcze kojarzonej z techniczną listą wymagań dla programistów – jest znakiem, że idziemy w dobrym kierunku. Choć to jeszcze spacer, ale z dobrym widokiem.

    Jak zatem zidentyfikować miejsca, w których powinny pojawić się proste i pomocne treści? Sposobów jest wiele. – Every decision point is a potential content point – podpowiada Sarah Winter w Content Design, biblii osób projektujących treści w domenie Gov. Pomoże tu również rozrysowana ścieżka użytkownika (user flow) – diagram, który ilustruje wszystkie kroki i decyzje osoby korzystającej z usługi cyfrowej. Przyda się też mapowanie ścieżki użytkownika (user journey mapping), czyli przedstawienie całego doświadczenia związanego z usługą, również tego poza interfejsem. Pozwala ono odkryć nie tylko momenty najtrudniejszych decyzji, ale i emocje, potrzeby oraz problemy, które towarzyszą załatwianiu sprawy. Wartościowa okaże się również analiza danych z analityki webowej czy wspomniana już analiza zgłoszeń użytkowników.

    Sztuczna inteligencja a UX writing

    Gdybym miała napisać prompt, na podstawie którego generatywna sztuczna inteligencja mogłaby stworzyć symboliczny portret idealnej osoby projektującej treści, napisałabym: brwi uniesione z ciekawości, poszukujące odpowiedzi oczy, usta gotowe do rozmowy, pogryziony z uporu ołówek. W tle tablica zapisana prawami UX, heurystykami, wytycznymi dostępności, kluczowymi zagadnieniami z obszaru przetwarzania informacji, psychologii, kognitywistki, podstawami projektowania UI (user interface) i obsługi Figmy – wreszcie – zasadami prostego języka i efektywnego pisania.

    W kadrze powinien zmieścić się słownik poprawnej polszczyzny i słownik ortograficzny. A że język jest żywy i się zmienia, to wsparte na słownikach ramię ideału powinny zdobić tatuaże z linków prowadzących do poradni i podcastów językowych.

    Kluczowa umiejętność idealnej osoby projektującej treści to taktowne wejście do zespołu ekspertek i specjalistów mocno skupionych na bazach danych, legislacji, kodzie, pikselach, kolorach, ikonach i rozdzielczościach. Przydaje się więc opanowanie sztuki perswazji, negocjacji i erystyki. Dlatego ideał z portretu powinien trzymać w ręce wachlarz umiejętności miękkich. Konieczny, by schłodzić gorącą atmosferę przedwdrożeniową i zwrócić uwagę zespołu na język aplikacji. Nawet wtedy, gdy już wszyscy protestują przeciwko poprawkom, bo w słowie deadline podstawa słowotwórcza nie wzięła się z przypadku.

    Dodam, że wachlarz powinien być elastyczny. Zawsze w rozmiarze dopasowanym do różnych konfiguracji zespołów projektowych i wytwórczych.

    Czy maszyna udźwignie taki prompt? Niewykluczone. Efekt byłby jednak groteskowy, zupełnie jak w fukurawai.

  • Więcej niż chatbot: AI jako silnik nowej generacji contact center

    Więcej niż chatbot: AI jako silnik nowej generacji contact center

    Doświadczenie klienta w kontakcie z firmą przypomina dziś poruszanie się po archipelagu odizolowanych od siebie wysp. Infolinia to jedna wyspa, czat druga, a formularz na stronie to kolejna. Każda z nich ma własne zasoby i wiedzę, a klient, przeskakując między nimi, za każdym razem musi przedstawiać się od nowa.

    Ten model, znany jako wielokanałowość (multichannel), powoli odchodzi do lamusa. Na jego miejsce wchodzi spójny ekosystem, w którym to sztuczna inteligencja pełni rolę niewidocznego silnika integrującego wszystkie punkty styku.

    Problem z tradycyjną obsługą wielokanałową leży w fragmentacji danych i kontekstu. Klient, który rozpoczyna rozmowę na czacie, a kończy ją przez telefon, oczekuje, że konsultant będzie kontynuował wątek bez konieczności powtarzania całej historii.

    W praktyce jest to rzadkością, co prowadzi do frustracji i osłabienia lojalności wobec marki.

    Nowoczesne systemy CX, napędzane przez AI, rozwiązują ten problem u podstaw. Sztuczna inteligencja działa tu jak warstwa integracyjna, która w czasie rzeczywistym konsoliduje historię interakcji, preferencje i dane o użytkowniku z każdego kanału.

    Niezależnie od tego, czy klient pisze na Messengerze, czy korzysta z asystenta głosowego, system ma dostęp do ujednoliconego profilu. Dzięki temu przejścia między kanałami stają się płynne, a komunikacja jest spójna i kontekstowa. To fundamentalna zmiana architektury – z silosowej na zunifikowaną.

    Wprowadzenie AI do obsługi klienta nie oznacza całkowitej eliminacji czynnika ludzkiego. Wręcz przeciwnie, prowadzi do redefinicji ról i powstania modelu hybrydowego.

    Wirtualni asystenci i chatboty przejmują zadania powtarzalne i te o niskim stopniu złożoności – odpowiadanie na często zadawane pytania, przetwarzanie prostych reklamacji czy umawianie spotkań.

    To z kolei uwalnia zasoby ludzkie, pozwalając pracownikom skupić się na przypadkach, które wymagają empatii, kreatywności i nieszablonowego myślenia. Człowiek wchodzi do gry tam, gdzie algorytm napotyka na barierę emocjonalną lub złożoność problemu przekracza jego możliwości.

    Taki podział zadań nie tylko zwiększa efektywność operacyjną, ale także podnosi jakość obsługi w kluczowych, najbardziej wrażliwych dla klienta momentach.

    Kolejnym etapem ewolucji jest przejście od modelu reaktywnego do proaktywnego. Dzięki postępom w generatywnej AI oraz analizie sentymentu systemy potrafią nie tylko odpowiadać na pytania, ale także przewidywać przyszłe potrzeby klienta.

    Analizując ton głosu czy używane słownictwo, AI może dostosować styl komunikacji do stanu emocjonalnego rozmówcy i zidentyfikować potencjalne problemy, zanim zostaną one formalnie zgłoszone.

    Według badań, ponad 60% konsumentów oczekuje bardziej spersonalizowanej obsługi dzięki nowym technologiom. Firmy, które zainwestują w inteligentną integrację AI, będą w stanie nie tylko sprostać tym oczekiwaniom, ale także je wyprzedzać. Kluczem do sukcesu nie jest jednak sama technologia, lecz jej umiejętne połączenie z ludzką intuicją.

    Ostatecznym celem pozostaje budowanie zaufania, a to wciąż zależy od zapewnienia klientowi doświadczenia, które jest wydajne, spersonalizowane, a przede wszystkim – autentycznie ludzkie.

  • Od irytującego bota do empatycznego asystenta: jak AI uczy się być człowiekiem

    Od irytującego bota do empatycznego asystenta: jak AI uczy się być człowiekiem

    Przez lata chatboty miały jedno zadanie: rozwiązać sprawę taniej i szybciej niż człowiek. W praktyce często kończyło się to irytacją klientów, którzy po kilku próbach kontaktu z „inteligentnym” botem rezygnowali z usługi — lub z firmy. Dziś sztuczna inteligencja w obsłudze klienta przechodzi jakościowy zwrot. Przestaje być tylko automatem do odpowiadania na pytania, a zaczyna pełnić rolę empatycznego asystenta, który rozumie ton, kontekst i emocje.

    Ale żeby naprawdę „brzmieć jak człowiek”, AI musi nauczyć się znacznie więcej niż tylko poprawnej składni.

    Era zimnych botów dobiega końca

    Wczesne próby automatyzacji obsługi klienta miały jeden cel: odciążyć call center i zredukować koszty. Firmy wdrażały proste chatboty oparte na regułach, z ograniczonym słownikiem i minimalnym kontekstem. Wystarczyło zadać pytanie inaczej niż przewiduje skrypt, by system się pogubił. Jeszcze gorzej wyglądała sytuacja, gdy klient przełączał się między kanałami — np. z messengera na infolinię. Tracił wtedy ciągłość rozmowy, a jego frustracja rosła.

    Skutki? Spadek zadowolenia klientów, więcej kontaktów wymagających interwencji ludzkiej i… niższa lojalność wobec marki. Paradoksalnie, bot miał odciążyć dział obsługi, a generował dodatkową pracę.

    Empatia staje się metryką sukcesu

    Dziś rynek wchodzi w nową fazę — AI uczy się empatii. Nowoczesne modele językowe potrafią analizować ton wypowiedzi, wykrywać emocje, a nawet dopasowywać styl rozmowy do nastroju rozmówcy. Przykład? Jeśli klient pisze zdenerwowanym tonem, system automatycznie wybiera łagodniejszą formę odpowiedzi i unika szablonowych formułek. Gdy ton wypowiedzi się zmienia — np. klient uspokaja się — AI dostosowuje sposób komunikacji.

    Analiza sentymentu w czasie rzeczywistym pozwala rozpoznać, czy mamy do czynienia z osobą sfrustrowaną, zagubioną czy po prostu zniecierpliwioną. To nie tylko poprawia jakość rozmowy, ale wpływa na efektywność — klienci szybciej uzyskują rozwiązanie, a rzadziej żądają eskalacji sprawy.

    Według danych Salesforce, aż 67% konsumentów preferuje interakcję z asystentami AI, którzy potrafią wykazać się empatią i zrozumieniem. To już nie ciekawostka technologiczna — to realne oczekiwanie rynku.

    Personalizacja w czasie rzeczywistym

    Sztuczna inteligencja coraz lepiej radzi sobie z łączeniem danych — z CRM, historii zakupów, poprzednich rozmów czy social mediów. Dzięki temu potrafi nie tylko „odpowiadać”, ale prowadzić spójną, kontekstową rozmowę. Personalizacja dzieje się tu i teraz. Klient, który złożył reklamację dzień wcześniej, nie musi przypominać systemowi, o co chodziło. AI już wie — i dostosowuje komunikat do sytuacji.

    Co więcej, ton komunikacji może być automatycznie dostosowany do marki. Inaczej brzmi asystent banku, inaczej operatora telefonii komórkowej, a jeszcze inaczej start-upu z branży e-commerce. Te „mikrodetale” budują zaufanie — klient czuje, że rozmawia z kimś, kto go zna i rozumie.

    Głos wraca do gry — w nowej odsłonie

    Voiceboty, przez lata traktowane z rezerwą, zyskują nowe życie dzięki generatywnej AI i zaawansowanemu rozpoznawaniu mowy. Dzisiejsze systemy głosowe nie tylko „słyszą”, ale i „rozumieją” — ton, tempo mówienia, pauzy. Potrafią prowadzić bardziej naturalne rozmowy, zbliżone do kontaktu z człowiekiem.

    Szczególnie interesujące są wdrożenia voice AI w bankowości i usługach — gdzie głosowy kontakt pozostaje dominującym kanałem, ale klienci oczekują szybkości i precyzji. Głos staje się nowoczesnym, elastycznym interfejsem — nie konkurencją dla czatu, ale jego uzupełnieniem.

    Empatia się opłaca — dosłownie

    Czy empatyczna AI przynosi realny zwrot z inwestycji? Dane pokazują, że tak. Firmy, które wdrożyły zaawansowane systemy AI w obsłudze klienta, notują:

    • wzrost wskaźników satysfakcji (CSAT) o 10–20%,
    • skrócenie średniego czasu obsługi o 30–50%,
    • spadek liczby eskalacji i reklamacji.

    Pojawiają się też nowe wskaźniki efektywności: jak dobrze AI dostosowuje ton wypowiedzi (tone adaptation rate), czy trafnie interpretuje emocje klienta (emotion recognition accuracy), a nawet – jak „ludzko” brzmi w interakcjach.

    Automatyzacja z ludzką twarzą

    Nie wszystko jednak da się zautomatyzować. Kwestie wrażliwe, skargi, sytuacje kryzysowe — tu nadal potrzebna jest interwencja człowieka. Najlepsze rozwiązania opierają się na modelu hybrydowym: AI przejmuje zadania rutynowe i przygotowuje kontekst, a człowiek zajmuje się tym, co wymaga empatii i zrozumienia sytuacji.

    Co ciekawe, rola pracowników działu obsługi też się zmienia — dziś bardziej przypomina psychologa niż konsultanta z podręcznika procedur. To ludzie, którzy potrafią zinterpretować emocje, wyłapać niuanse i „domknąć” interakcję w sposób, którego AI jeszcze się uczy.

    Empatia to przyszłość CX

    Sztuczna inteligencja w obsłudze klienta nie musi być zimnym botem. Może stać się partnerem rozmowy — rozumiejącym, uważnym, spójnym. Warunkiem jest jednak odpowiednie zaprojektowanie systemów: z danymi, kontekstem i emocją w centrum.

  • Sztuczna inteligencja jako narzędzie przyszłości w branży UX/UI

    Sztuczna inteligencja jako narzędzie przyszłości w branży UX/UI

    W czasach dynamicznie zmieniającego się świata technologii, powstanie sztucznej inteligencji (AI) oraz jej nagły rozwój wprowadziło w niemałe zakłopotanie przedstawicieli różnych stanowisk związanych z branżą IT. Niektórzy odbierają ją jako szansę oraz wsparcie, inni z kolei martwią się o utratę pracy i wyczuwają realne zagrożenie jakie może ze sobą nieść. 

    Czy sztuczna inteligencja może całkowicie zastąpić projektantów?

    Jest to pytanie, które w ostatnim czasie często pojawia się na wielu forach. Właściwe wydaje się jednak podejście, że AI będzie niezastąpionym asystentem, pozwalającym skupić się na aspektach kreatywnych i strategicznych. W artykule omówię, jak sztuczna inteligencja wpływa na proces projektowania UX/UI, jakie korzyści i wyzwania niesie ze sobą oraz jakich zmian można spodziewać się w najbliższej przyszłości, w której intuicyjność i prostota korzystania z rozwiązań są kluczowe.

    Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji rynek narzędzi do projektowania UX/UI wzbogacił się o szereg innowacyjnych rozwiązań wspieranych przez AI. Technologie te nie tylko przyspieszają i ułatwiają proces projektowania, ale także pozwalają na bardziej precyzyjne i efektywne podejście do tworzenia interfejsów i doświadczeń użytkownika.

    Jedną z kategorii narzędzi, która wydaje się nieść dużą wartość dla projektanta są narzędzia związane z automatyzacją procesu generowania prototypów i mockupów. Algorytmy narzędzi takich jak: FIGMA AI, Sketch AI, Uizard czy Designs AI, są w stanie analizować dane użytkowników, trendy wizualne oraz najlepsze praktyki projektowe, aby tworzyć wstępne wersje interfejsów, które mogą być następnie dostosowywane przez projektantów. Dzięki temu proces projektowania staje się szybszy i bardziej efektywny, a projektanci mogą skupić się na bardziej kreatywnych aspektach swojej pracy.
    Po kilkukrotnym użyciu niektórych narzędzi można stwierdzić, że wciąż daleko im do perfekcji. Tworzone projekty często odbiegają od pierwotnych założeń. Jednak jestem przekonany, że w przyszłości proces ten zostanie dopracowany, a efekty pracy z wykorzystaniem AI będą coraz lepiej odpowiadać oczekiwaniom i potrzebom użytkowników.

    Kolejną gałęzią działania SI, której warto przyjrzeć się w przypadku projektowania jest pomoc i systematyzacja pracy projektowej. Sztuczna inteligencja może znacząco wpłynąć oraz ułatwić proces zarządzania projektem i harmonogramem. Zaawansowane algorytmy pozwalają na automatyczną analizę postępu prac, wykrycie trudności oraz opóźnień i natychmiastowe przedstawienie zmian, mających na celu ułatwienie realizacji założeń.

    Sztuczna inteligencja efektywnie przydziela zadania, uwzględniając umiejętności i dostępność członków zespołu, co pozwala na optymalne rozdzielenie pracy i minimalizowanie ryzyka przeciążenia. Dodatkowo, monitorując wydajność w czasie rzeczywistym, AI dostarcza cennych danych, które umożliwiają szybsze podejmowanie decyzji. Narzędzia takie jak Trello, Asana czy Monday, wzbogacone o sztuczną inteligencję, pozwalają na bardziej zorganizowane i przewidywalne zarządzanie projektem, oszczędzając czas i zwiększając efektywność. W ten sposób sztuczna inteligencja wspiera projektantów, umożliwiając lepsze planowanie i realizację zadań.

    Innym przykładem jest wykorzystanie AI do gromadzenia danych o użytkownikach oraz ich późniejszej analizy, umożliwiającej lepsze zrozumienie zachowań i potrzeb. Narzędziami, które umożliwiają taką analize, są między innymi Hotjar, Mixpanel, Amplitude oraz Google Analytics 4 (GA4). Sztuczna inteligencja pozwala projektantom na przetwarzanie i interpretowanie ogromnych ilości danych, dzięki którym następnie można precyzyjniej określić potrzeby użytkownika i to jak ma wyglądać interfejs projektowanych systemów czy usług. 

    Projekty oparte na danych, a nie tylko na intuicji

    Sztuczna inteligencja pomaga w identyfikacji wzorców zachowań, przewidywaniu przyszłych działań użytkowników oraz automatycznym segmentowaniu ich na podstawie interakcji z produktem. Przykładowo, Google Analytics 4 wykorzystuje modele predykcyjne do określania prawdopodobieństwa konwersji, a Hotjar pozwala analizować nagrania sesji użytkowników i mapy cieplne, wskazując obszary, które wymagają optymalizacji. W efekcie projektanci UX/UI mogą szybciej reagować na potrzeby klientów i podejmować trafniejsze decyzje biznesowe oparte na danych, a nie jedynie na intuicji. 

    W dobie rosnącego znaczenia dostępności i inkluzywności nie można zapomnieć o narzędziach sztucznej inteligencji, które wspierają projektowanie przyjaznych i dostępnych rozwiązań dla wszystkich użytkowników.

    Dostępność – czyli jeden z najważniejszych aspektów nowoczesnego projektowania oznacza tworzenie produktów cyfrowych dostępnych dla wszystkich użytkowników, niezależnie od ich ograniczeń technologicznych, poznawczych czy fizycznych. W tej dziedzinie sztuczna inteligencja ma naprawdę duży potencjał. Pozwala na automatyczne generowanie napisów do materiałów audiowizualnych (np. Whisper od OpenAI), a podczas projektowania umożliwia analizę części interfejsu pod kątem użytkowników z niepełnosprawnościami.

    Spójrz na projekt z perspektywy osoby z niepełnosprawnością

    Sztuczna inteligencja jest w stanie przybliżyć projektantowi jak osoby z określonymi dysfunkcjami mogą korzystać z tworzonego rozwiązania. Dzięki temu rozwiązania cyfrowe stają się bardziej inkluzywne i lepiej dopasowane do potrzeb szerokiego grona odbiorców. Wtyczka Stark, stworzona z myślą o narzędziu projektowym Figma, oferuje szereg funkcji umożliwiających symulację, w jaki sposób osoby z różnymi problemami ze wzrokiem mogą odbierać projekt.

    Podsumowując, automatyzacja wspierana przez sztuczną inteligencję staje się coraz bardziej istotnym elementem procesu projektowania UX/UI. Narzędzia i technologie oparte na AI oferują projektantom szereg możliwości, które mogą znacząco przyspieszyć i usprawnić ich pracę, jednocześnie zachowując wysoką jakość i dostosowanie do potrzeb użytkowników. W przyszłości możemy spodziewać się, że sztuczna inteligencja będzie odgrywać coraz większą rolę w projektowaniu UX/UI, wspierając projektantów i ułatwiając im pracę. Jednak nie zastąpi ona całkowicie ludzkiego wkładu w projekt, lecz raczej stanie się nieocenionym wsparciem, umożliwiając tworzenie lepszych i bardziej zaawansowanych rozwiązań w zdecydowanie krótszym czasie. Współpraca między ludźmi, a sztuczną inteligencją będzie kluczowa dla dalszego rozwoju i innowacji w dziedzinie projektowania UX/UI.


    Karol Danis Opi Pib

    O autorze: Karol Danis – Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy. 
    Junior UX Designer z pasją do uczenia się przez działanie. Uważa, że prostota i intuicyjność to fundament każdego projektu. W pracy poszukuje balansu pomiędzy estetyką, a funkcjonalnością. Ceni empatię i lubi pracować blisko użytkowników oraz zespołu.

  • Gamifikacja w UX – kiedy działa, a kiedy jest tylko zbędnym dodatkiem?

    Gamifikacja w UX – kiedy działa, a kiedy jest tylko zbędnym dodatkiem?

    Czym jest gamifikacja w UX?

    Gamifikacja to wykorzystanie mechanizmów znanych z gier w produktach, które grami nie są, aby zwiększyć zaangażowanie i motywację użytkowników. Nie chodzi w niej o tworzenie gry, lecz o inteligentne zastosowanie jej elementów, by użytkownicy chętniej korzystali z produktu.

    Przykładami popularnych mechanizmów gamifikacji są punkty, odznaki, rankingi, poziomy, paski postępu, nagrody i bonusy.

    Dlaczego firmy i projektanci UX coraz częściej sięgają po gamifikację?

    Firmy wdrażają gamifikację, ponieważ pomaga ona zwiększyć zaangażowanie klientów, poprawić retencję i wpływać na decyzje zakupowe. Mechanizmy takie jak nagrody czy poziomy motywują użytkowników do częstszego korzystania z produktu i budowania lojalności wobec marki. Gamifikacja może również usprawnić onboarding, zmniejszając potrzebę wsparcia. Dobrze zaprojektowana, przekłada się na długoterminową wartość klienta i przewagę konkurencyjną.

    Gamifikacja zwiększa zaangażowanie użytkowników tylko wtedy, gdy jest dobrze zaprojektowana i ma sens w kontekście produktu.

    Kiedy gamifikacja działa?

    Gdy jest powiązana z motywacją użytkownika

    Duolingo wykorzystuje mechanizm „streaków” (serii dni nauki), aby zmotywować użytkowników do codziennego powtarzania materiału. Zdobywanie punktów i odznak sprawia, że nauka staje się bardziej angażująca. Dzięki temu użytkownicy wracają codziennie, by nie przerwać swojej serii.

    Habitica skutecznie stosuje gamifikację, ponieważ jest ściśle powiązana z motywacją użytkowników do budowania dobrych nawyków. Tworzą oni listy zadań, takich jak ćwiczenia, nauka czy czytanie, a ich wykonanie nagradzane jest punktami doświadczenia, złotem i odblokowaniem nagród w grze. System opiera się na wewnętrznej motywacji – użytkownicy chcą być bardziej produktywni, a Habitica nagradza ich za realne postępy. Jest też elastyczna, pozwalając dopasować cele do indywidualnych potrzeb.

    Gdy dodaje realną wartość

    Too Good To Go motywuje użytkowników do ekologicznych zachowań, nagradzając ich odznakami za ratowanie żywności przed wyrzuceniem. System statystyk, np. „Uratowałeś X posiłków” sprawia, że użytkownicy widzą realny wpływ swoich działań.

    Apple Watch i Fitbit zachęcają do aktywności fizycznej dzięki systemowi pierścieni aktywności i codziennych wyzwań. Wizualizacje postępu oraz drobne nagrody, takie jak odznaki za osiągnięte cele, pomagają utrzymać zdrowe nawyki.

    Gdy łączy nagrody z rzeczywistymi korzyściami

    Vitality, dostępny w niektórych ubezpieczeniach zdrowotnych, nagradza użytkowników za aktywny tryb życia poprzez zniżki na składki, karty podarunkowe lub tańszy dostęp do siłowni. Punkty zdobywa się za kroki, ćwiczenia czy badania profilaktyczne, co łączy gamifikację z realnymi korzyściami zdrowotnymi i finansowymi.

    RecycleBank nagradza użytkowników za działania proekologiczne, takie jak recykling czy oszczędzanie energii. W zamian za aktywność użytkownicy otrzymują punkty, które można wymieniać na zniżki w sklepach, bilety do kina lub inne nagrody.

    Gdy pomaga zmieniać zachowania i nawyki

    Nike Run Club pozwala użytkownikom wyznaczać cele biegowe i zdobywać nagrody za ich realizację, co skutecznie wspiera długoterminowe nawyki związane z aktywnością fizyczną.

    Gdy nie zmusza do rywalizacji, jeśli użytkownik jej nie lubi

    Aplikacja Forest pomaga skupić się na pracy lub nauce, nagradzając użytkownika za czas spędzony bez telefonu. Za każdą udaną sesję koncentracji użytkownik „sadzi” wirtualne drzewo, a z czasem może stworzyć cały las. Brak rywalizacji z innymi sprawia, że nagrody są czysto indywidualne i wspierają lepsze nawyki bez presji.

    Kiedy gamifikacja jest tylko zbędnym dodatkiem?

    Gdy frustruje użytkowników

    Program lojalnościowy popularnej sieci kawiarni wymaga np. 50 zakupów, aby zdobyć niewielką nagrodę, co może wywoływać frustrację. Jeśli wysiłek jest nieadekwatny do nagrody, mechanizm przestaje działać motywująco.

    Google Local Guides zmieniło zasady zdobywania punktów i odznak, przez co użytkownicy, którzy wcześniej włożyli wiele pracy w recenzje, poczuli się oszukani.

    Gdy zachęca do niepożądanych zachowań

    Popularna aplikacja do zamawiania przejazdów stosowała system nagród, który motywował kierowców do długich godzin pracy, co mogło prowadzić do przemęczenia i zwiększać ryzyko wypadków.

    Platformy do zamawiania jedzenia z dowozem stosują systemy bonusów i tajemniczych nagród, które skłaniają kurierów do pracy ponad siły, co negatywnie wpływa na ich zdrowie i bezpieczeństwo.

    Gdy mechanika jest sprzeczna z celem produktu

    Aplikacje bankowe czasem wprowadzają rankingi typu „najlepszy oszczędzający”, co dla wielu użytkowników jest zbędne i rozpraszające – zamiast tego oczekują oni prostoty i szybkości transakcji.

    Niektóre sklepy internetowe dodają system „misji”, jak np. obejrzenie 10 produktów lub dodanie 5 rzeczy do koszyka, co może irytować użytkowników zamiast ich angażować.

    Gdy zniechęca użytkowników

    Opaska fitness monitorująca aktywność pokazywała tylko wyniki najlepszych użytkowników, co mogło demotywować początkujących.

    Niektóre aplikacje przesadzają z powiadomieniami: „Wracaj! Stracisz swoją serię!”, czy „Zostało tylko 5 godzin na zdobycie bonusu!”. Nadmiar presji może powodować irytację i prowadzić do odinstalowania aplikacji.

    Jak zaprojektować dobrą gamifikację?

    • Zrozum użytkownika – co go motywuje? Nie każdy reaguje na te same bodźce, dlatego ważne jest dopasowanie mechanizmów do grupy docelowej. Dla jednych kluczowe będą nagrody, dla innych satysfakcja z postępów.
    • Określ jasny cel gamifikacji – czy chcesz zwiększyć zaangażowanie, lojalność czy retencję? Mechanizmy powinny wspierać konkretne działania użytkownika, a nie być jedynie ozdobnikiem.
    • Testuj rozwiązania – gamifikacja działa tylko, jeśli użytkownicy faktycznie się angażują. Przeprowadzaj testy A/B, analizuj dane i optymalizuj elementy, które działają najlepiej.
    • Nie przesadzaj! – czasem mniej znaczy więcej. Nadmiar mechanizmów może przytłoczyć użytkownika, zamiast go motywować. Skup się na prostych, ale skutecznych rozwiązaniach.
      Gamifikacja nie powinna zastępować dobrze zaprojektowanego UX. Jeśli aplikacja jest nieintuicyjna, dodanie punktów i odznak nie sprawi, że użytkownicy ją pokochają. Powinna wspierać doświadczenie użytkownika, a nie je komplikować.

    Nie kopiuj mechanizmów gier oderwanych od celu aplikacji – to co działa gdzie indziej, niekoniecznie sprawdzi się u Ciebie. Każdy produkt ma swoją specyfikę i potrzeby użytkowników.

    Dobra gamifikacja daje realną wartość. Najlepsze systemy oferują nagrody, takie jak zniżki, oszczędność czasu czy dodatkowe funkcje, które zwiększają zaangażowanie i lojalność użytkowników.


    Adrianna Wojciechowska

    Autorka: Adrianna Wojciechowska, Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy

    Specjalistka UX/UI | Inżynier architekt. Projektuje intuicyjne i funkcjonalne doświadczenia użytkownika, łącząc analizę potrzeb z estetyką i użytecznością. Współpracowała z klientami z Arabii Saudyjskiej, Wielkiej Brytanii i Polski, uczestnicząc w każdym etapie procesu UX/UI. Specjalizuje się w projektach z branży fintech (bankowość, trading), insurtech i e-commerce. Pracowała nad produktami SaaS, B2B i B2C. Obecnie pracuje jako specjalistka w Ośrodku Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytucie Badawczym, tworząc nowoczesne i użyteczne rozwiązania cyfrowe.

  • Naukowcy w centrum uwagi. Jak UX wspiera sektor nauki i szkolnictwa wyższego

    Naukowcy w centrum uwagi. Jak UX wspiera sektor nauki i szkolnictwa wyższego

    Praca naukowa wymaga dzisiaj sprzyjającego środowiska cyfrowego. Produkty cyfrowe mogą odciążać naukowców w obowiązkach sprawozdawczych, ułatwiać uzyskanie finansowania, a także wspierać ich w codziennej pracy badawczej czy edukacyjnej. Liczne systemy i aplikacje są niezbędne również w realizacji zadań państwa przez pracowników administracji sektora nauki i szkolnictwa wyższego. Dobrze zaprojektowane, łatwe w obsłudze produkty cyfrowe mogą znacznie usprawnić wiele procesów i tym samym wpływać na rozwój nauki i innowacyjności w kraju.

    Instytuty badawcze, takie jak Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI PIB) oraz firmy technologiczne z coraz większą uwagą podchodzą do projektowania interfejsów użytkownika (UI) oraz doświadczenia użytkownika (UX), aby zapewnić swoim użytkownikom jak najlepsze narzędzia pracy. 

    Projektowanie oprogramowania dla naukowców i administracji państwowej sektora nauki i szkolnictwa wyższego to ogromna odpowiedzialność. Wymaga nie tylko zaawansowanej wiedzy technicznej i zastosowania najnowszych technologii informatycznych. To przede wszystkim wyzwanie dla specjalistów UX: potrzeba głębokiego zrozumienia potrzeb i sposobu pracy wyjątkowych odbiorców naszych usług.

    Cykl projektowy UX

    W OPI stosujemy cykl projektowy UX, który na każdym etapie skupia się na tym, by zapewnić użytkownikom optymalne doświadczenie. Cykl ten obejmuje kilka kluczowych faz:

    1. Badania i rozpoznanie potrzeb

    Pierwszym krokiem jest gruntowne zrozumienie potrzeb i celów naukowców czy pracowników administracji. To wymaga przeprowadzenia badań UX przez nasz zespół badawczy. Badania mogą obejmować wywiady z użytkownikami, obserwację ich codziennej pracy oraz analizę podobnych produktów obecnych na rynku. Poznanie kontekstu, w którym użytkownicy używają produktu cyfrowego, jest kluczowe dla zaprojektowania przyjaznego i efektywnego interfejsu.

    2. Projektowanie

    Na podstawie zebranych danych zespół UX może przejść do projektowania interfejsu. W tym procesie jako projektanci koncentrujemy się na tworzeniu intuicyjnych i efektywnych rozwiązań, które na przykład ułatwią naukowcom dokumentowanie i raportowanie wyników pracy lub wnioskowanie w ramach programów grantowych. Projektujemy proste w użyciu funkcjonalności, intuicyjną nawigację, zrozumiałą warstwę językową, a przy tym cały czas pracujemy nad spójnością wizualną i funkcjonalną.

    3. Testowanie

    Po zaprojektowaniu interfejsu następuje faza testowania, w której użytkownicy pod okiem testerów i badaczy mają okazję przetestować produkt. W ten sposób identyfikujemy miejsca wymagające poprawek i optymalizacji jeszcze przed udostępnieniem finalnej wersji.

    4. Wdrażanie i doskonalenie

    Po testach oprogramowanie jest wdrażane, ale proces projektowy UX się nie kończy. Nadal monitorujemy działanie aplikacji i doświadczenia naszych użytkowników. Zbieramy od nich feedback i analizujemy sposób, w jaki używają produktu. Uwzględniamy ich zmieniające się potrzeby i kontynuujemy prace nad użytecznością interfejsu. Co więcej, w dynamicznej rzeczywistości prawnej, jako zespół UX musimy szybko reagować na zmiany w ustawach i rozporządzeniach, które bezpośrednio regulują działanie projektowanych przez nas usług i produktów.

    Badania UX

    Badania UX odgrywają kluczową rolę we wszystkich fazach projektowych. Pozwalają one zrozumieć, jakie cele i potrzeby mają nasi użytkownicy. Pomagają identyfikować ich problemy oraz śledzić zmiany w zachowaniach użytkowników. Metody badawcze, takie jak testy użyteczności, analiza behawioralna oraz badania nad dostępnością cyfrową, są niezastąpionym narzędziem w tworzeniu produktów, które spełnią oczekiwania naukowców i pracowników administracji.

    Dostępność cyfrowa

    Zapewnienie dostępu do narzędzi badawczych jak najliczniejszej grupie użytkowników – na przykład osobom z różnymi rodzajami niepełnosprawności czy osobom neuroróżnorodnym –jest dla nas fundamentalnym aspektem etycznym i praktycznym. Stała współpraca z ekspertem ds. dostępności cyfrowej pozwala nam uwzględnić różnorodność potrzeb użytkowników oraz zadbać o zgodność produktów z wymaganiami prawnymi. Kompetencje w tym zakresie rozwijamy w całym zespole UX.

    Sztuczna inteligencja

    Wykorzystanie sztucznej inteligencji (AI) w systemach dla naukowców może znacznie zwiększyć funkcjonalność i efektywność produktów cyfrowych. AI może być wykorzystywana do automatyzacji procesów analizy danych, generowania raportów czy też identyfikowania wzorców w dużych zbiorach danych – co najlepiej obrazuje nasz system antyplagiatowy JSA. Jednak kluczową kwestią jest zapewnienie, aby algorytmy AI były transparentne, interpretowalne oraz wolne od uprzedzeń. Tylko wtedy naukowcy będą mogli zaufać narzędziom, które wykorzystują AI.

    Zaangażowanie pracowników

    Sukces projektowania oprogramowania dla naukowców zależy od zaangażowania całego zespołu, włączając w to projektantów UX, projektantów UI, projektantów treści oraz specjalistów ds. dostępności cyfrowej. Ich współpraca i kreatywność są kluczowe dla stworzenia narzędzi, które spełnią oczekiwania użytkowników, a jednocześnie będą wspierać realizację zadań państwa.

    Projektowanie produktów cyfrowych dla sektora nauki i szkolnictwa wyższego wymaga więc holistycznego podejścia, które uwzględnia zarówno techniczne aspekty, jak i potrzeby użytkowników. Wykorzystanie metodologii UX oraz zaangażowanie specjalistów z różnych obszarów, takich jak dostępność cyfrowa czy sztuczna inteligencja, pozwala stworzyć narzędzia, które zapewniają płynne i sprawne procesy w administracji, a także stymulują rozwój nauki i badań.


    Waldemar Wieckowski

    Autor: Waldemar Więckowski – Jest liderem Zespołu Projektowania i Wdrażania Aplikacji  w Ośrodku Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytucie Badawczym, gdzie koordynuje pracę zespołu projektantów i zajmuje się projektowaniem doświadczeń użytkownika. Ma ponad 20 lat doświadczenia w branży IT. Pracował przy projektach takich jak Grono.net czy Booksy.

  • Świat kroczy za Japonią – liderem automatyzacji

    Świat kroczy za Japonią – liderem automatyzacji

    Konsumenci coraz częściej wybierają możliwość robienia zakupów bez udziału sprzedawców. Zamawiając towar w internecie, choć istnieje taka możliwość, nie zawsze kontaktują się z obsługą klienta. Rezygnują z tej możliwości lub korzystają z chatbotów. W sklepach stacjonarnych coraz większą popularnością cieszą się kasy samoobsługowe, a automaty sprzedają już nie tylko kawę i drobne przekąski. Już wkrótce rynek ten będzie wart dwa razy więcej niż obecnie.

    Według Future Insights wartość rynkowa automatów do sprzedaży detalicznej wzrośnie ponad dwukrotnie i  w 2032 roku osiągnie 130 mld dolarów. Największą popularnością będą cieszyły się w Ameryce Północnej, ale rynek europejski będzie wzrastał o 10 proc. rok do roku.

    – Wraz z ciągłym rozkwitem światowego handlu detalicznego zauważalny jest gwałtowny wzrost popytu na szeroką gamę produktów konsumenckich. Skłoniło to sprzedawców detalicznych do zwiększenia liczby wdrażanych automatów sprzedających, zapewniając tym samym klientom łatwość wyboru produktów bez konieczności tracenia czasu stojąc w kolejkach –  Anna Schneider, UX Team Leader/Researcher z Symetrii UX.

    Japonia automatami stoi

    Ameryka Północna oraz Europa idą wzorem Azji, a szczególnie Japonii, która jest niekwestionowanym liderem wśród państw wykorzystujących automaty. Znak rozpoznawczy Japonii? Kwitnące wiśnie, manga, ciekawa kultura? Tak, ale jest też coś jeszcze. Na 23 osoby mieszkający w Japonii przypada jeden automat wydający produkty. Skala jest ogromna. Maszyny ustawiane są wszędzie, zarówno w miastach jak i na wsiach, w miejscach użyteczności publicznej, biurowcach oraz w parkach. Ważnym czynnikiem, który popularyzuje używanie automatów, jest bezpieczeństwo. W wielu krajach firmy borykają się z masowymi kradzieżami zawartości maszyn. W Japonii to niemal niespotykane zjawisko. Gdy do tego dodamy, że czas pracy w Japonii często dochodzi do absurdalnych wręcz wartości, to dostajemy idealne środowisko do ustawiania nowych maszyn, bo zapracowani pracownicy nie mają czasu nawet na to, żeby pójść do sklepu.

    Japonia to państwo, które opiera się na handlu gotówkowym. Z samego procesu płatności często przeprowadzany jest swoisty rytuał. Tym samym automaty do sprzedaży towarów również przystosowane są tam do przyjęcia gotówki, a na całym świecie – według Future Insights – aż 74 proc. automatów jest wyposażonych w wariant kasy tradycyjnej.

    – Przy produkcji tego typu urządzeń jest niezmiernie ważne, żeby sprawdzić zawczasu, który rodzaj płatności jest częściej wybierany przez użytkowników. Intuicja podpowiada, że płatność kartą może w tym przypadku sprawdzać się lepiej, ale to najgorszy sposób decydowania o funkcjonalnościach, czyli bez informacji zwrotnej od klientazaznacza  Anna Schneider z Symetrii.

    Stąd też coraz bardziej popularny jest podział systemów płatności. Płacić w automatach możemy w tradycyjny sposób, a także mobilnie. Odwrotna sytuacja była m.in. w coraz popularniejszych kasach samoobsługowych. Najpierw postawiono w nich na płatności kartą.

    – Jednak naciski kupujących sprawiły, że coraz częściej można spotkać kasy samoobsługowe z możliwością płatności tradycyjnych, a nawet ich dzielenia, np. część opłat można zrobić przy użyciu bonu podarunkowego, co wcześniej było do wykonania tylko w tradycyjnej kasieopisuje Anna Schneider z Symetrii, która na podstawie analiz doświadczeń użytkowników zaprojektowała dla firmy M4B interfejs kas samoobsługowych, który posiada niedostępne do tej pory funkcje obsługi głosem, rozpoznawania produktów położonych na wadze i podział płatności. Wnioski? Udoskonalenie kas samoobsługowych, po wcześniejszych badaniach doświadczeń użytkowników, sprawiło, że kupujący korzystali z nich dwa razy częściej niż w wersjach nieposiadających nowych funkcji.

    Chcesz sake? W Japonii baru nie potrzebujesz

    Dla automatów samoobsługowych w Japonii wydaje się, że nie ma nic niemożliwego. Sprzedawane w nich są podstawowe produkty jak i gotowe posiłki serwowane w idealnej temperaturze. Kwiaty, kosmetyki czy słodycze można kupić na każdym rogu.

    Dlaczego zatem Japończycy nie wchodzą po nie do sklepów? Również dlatego, że w niektórych miastach ceny wynajmu nieruchomości są tak ogromne, że sprzedawcom nie opłaca się działać nawet w niskopowierzchniowych sklepach. Koszt postawienia maszyny jest znacznie niższy. Co jednak bardzo istotne dla azjatyckiej społeczności, maszyny te potrafią wyczuć, kiedy doszło do klęski żywiołowej, takiej jak trzęsienie ziemi lub tsunami – co nie jest rzadkością w Japonii ze względu na jej położenie geograficzne. Ustawienia automatów się zmieniają i umożliwiają wydawanie poszkodowanym darmowych napojów i przekąsek. Maszyny te są również wyposażone w zapasowe baterie lub generatory elektryczne, aby działały poprawnie w przypadku awarii zasilania. Wiele z nich znajduje się w szkołach lub salach gimnastycznych, które są wykorzystywane jako centra ewakuacyjne w sytuacjach awaryjnych.

    W Polsce automaty również są wykorzystywane coraz szerzej. To już nie tylko proste maszyny, które sprzedają wodę czy przekąski. Maszyna, wykorzystując „sztuczne ramię”, może już nawet podać do ręki dopiero co przygotowanego hot doga. Automaty dostępne są w pociągach, a w szpitalach nawet sieci handlowe stawiają swoje „szafy” i sprzedają popularne produkty. Powstają też pierwsze mini pralnie.

    Wracając do Japonii, są tam miejsca, w których można kupić sake. Czy byłoby to możliwe nad Wisłą? Polskie prawo dość wyraźnie wskazuje, że zakup alkoholu możliwy jest tylko dla osób pełnoletnich.

    – Wspólnie z Mastercard przeprowadziliśmy testy weryfikacji wieku poprzez zakupy kartą płatniczą. Zebraliśmy też wrażenia użytkowników dotyczące całego procesu oraz informacje o tym jak powinien wyglądać taki automat. Z technicznego punktu widzenia nie byłoby też problemu z ustawieniem maszyn tak, aby te nie podawały alkoholu w godzinach od 22 do 6 rano, gdy tak wynika z lokalnych obostrzeńzaznacza Anna Schneider z Symetrii UX. 

    Polskie prawo zakazuje jednak sprzedaży alkoholu osobom „po spożyciu” i jest to najtrudniejsze do weryfikacji. W związku z tym wydaje się, że jedyną możliwością korzystania z takich automatów jest ustawianie ich w sklepach.

    – Na dziś używanie ich wiązałoby się więc tylko z kwestiami marketingowymi. Dla marek ważne jest jednak testowanie technologicznych możliwości, a weryfikacja wieku za pomocą karty może być wykorzystywana przy innych sytuacjach. Zdecydowanie zmniejsza to koszty i ryzyko pomyłki, w porównaniu do sytuacji, gdy opieramy się na intuicyjnych decyzji podejmowanych przez zespół pracujący nad produktem podkreśla Anna Schneider z Symetrii. 

  • VersaBox nawiązał partnerstwo z włoskim iMation

    VersaBox nawiązał partnerstwo z włoskim iMation

    VersaBox – polski producent autonomicznych robotów mobilnych i CLS iMation – włoski dostawca innowacyjnych rozwiązań dla automatyzacji logistyki nawiązały partnerstwo biznesowe. 

    Firmy będą współdziałać w zakresie wykorzystania kompleksowej platformy do automatyzacji intralogistyki AUTONOMY@WORK™️ i zapewnieniu najnowocześniejszych autonomicznych systemów transportowych firmom produkcyjnym i magazynowym we Włoszech, Hiszpanii, Francji i krajach Benelux.

    CLS iMation to jednostka biznesowa CLS, która od blisko 70 lat dostarcza rozwiązania dla wszystkich sektorów logistyki w zakresie automatyzacji i cyfryzacji procesów logistycznych na rynku międzynarodowym. Oferuje usługi projektowe, sprzedażowe, wynajmu i assistance – dostarcza kompleksowe rozwiązania w zakresie automatyzacji i cyfryzacji procesów logistycznych na rynku międzynarodowym. Odpowiada wyzwaniom Intralogistyki 4.0 i ułatwia przedsiębiorstwom cyfrową transformację procesów produkcyjnych. 

    Włoska firma szukała solidnego partnerstwa w obszarze optymalizacji procesów produkcyjnych dla jej międzynarodowych klientów. Kompleksowa platforma intralogistyczna oferowana przez VersaBox doskonale wpisuje się w program wprowadzania innowacyjnych produktów technologicznych dla klientów w Europie. Kompetencje i produkty obu firm doskonale uzupełniają się i stanowią solidną podstawę 
    w cyfrowej transformacji przedsiębiorstw klientów sektora logistycznego.

    „Współpraca z CLS wprowadzi VersaBox do nowych klientów przemysłowych 
    w Europie”, wyjaśnia Jakub Michalski, współzałożyciel VersaBox odpowiedzialny za sprzedaż międzynarodową. „Doceniamy osiągnięcia CLS we wdrażaniu innowacyjnych produktów technologicznych u wymagających klientów. Zapotrzebowanie na autonomiczne roboty mobilne szybko rośnie, odzwierciedlając potrzebę poprawy wydajności i elastyczności procesów produkcyjnych”.

    „Wybraliśmy VersaBox jako partnera w obszarze autonomicznych systemów transportowych. Doceniamy wzornictwo przemysłowe i umiejętności nawigacyjne VERSABOTÓW, a także kompleksową platformę intralogistyczną wspierającą niezawodne projektowanie, szybkie wdrażanie i bezbłędną realizację procesów transportowych” – mówi Michele Calabrese, Business Unit Manager w CLS iMation.

  • Badania użytkowników w świecie ciągłego odkrywania

    Badania użytkowników w świecie ciągłego odkrywania

    W obliczu rosnącej konkurencji w e-commerce wiele firm zastanawia się jak tworzyć wiodące na rynku produkty cyfrowe? Przewagę można zdobyć m.in. dzięki ciągłemu odkrywaniu i innowacjom. Continuous discovery to podejście, które w ostatnim czasie zyskuje na popularności wśród zespołów produktowych. Dzięki niemu można zbudować rozwiązania, które będą odpowiedzią na aktualne oczekiwania użytkowników.

    Czym jest continuous discovery?

    Jeszcze do niedawna w procesie UXowym stosowało się tzw. podejście circle of life. Polegało ono na tym, że po ukończeniu prac wracało się do ich początku. To, co dziś praktykują giganci, tacy jak Facebook, czy Zalando to continuous discovery. Nowe podejście opiera się na ciągłym odkrywaniu i weryfikowaniu hipotez dotyczących produktu. Pozwala dokładnie poznać potrzeby użytkowników i rynku, a następnie stworzyć rozwiązanie, które faktycznie będzie odpowiedzią na nie. Nie jest to klasyczne badanie potrzeb użytkownika na początku projektu i testy użyteczności na końcu. To niekończący się proces, równoległy do dostarczania produktu, którego celem jest szybkie dostosowywanie się do nadchodzących wyzwań.

    Co umożliwia ciągłe odkrywanie?

    Jeśli spojrzymy na najbardziej znane produkty, takie jak np.  serwis streamingowy Netflix, zauważymy, że nie wygląda on i nie zachowują się w ten sam sposób, jak kilka czy nawet rok temu. Ciągłym zmianom ulegają wszystkie jego elementy — od procesów po najmniejsze komponenty interfejsu. Netflix posiada design system, dzięki czemu jest w stanie szybko walidować swoje aplikacje i wprowadzać zmiany. Eksperymentuje oraz precyzyjnie i elastycznie analizuje dane. Nieustannie usprawnia i poprawia produkt. Nie tylko po to, żeby było ładniej, ale aby zwiększać efektywność –  więcej użytkowników założyło konto, – szybciej odnajdywali interesujące ich treści oraz odpowiadały one ich zainteresowaniom. Netflix dopasowuje się w ten sposób do aktualnych potrzeb użytkowników, przez co nigdy nie przestaje być innowacyjny i konkurencyjny. Takie podejście pozwala mu stale mierzyć różne mierniki efektywności oraz porównanie wytyczonych celów z konkretnymi metrykami. A to z kolei umożliwia konfrontację produkt z rzeczywistością rynkową.

    – Klient ma do dyspozycji mnóstwo podobnych rozwiązań i usług na rynku. Kluczem do sukcesu są detale. Continuous discovery pozwala je odkryć i szybko zareagować – lepszym interfejsem, komunikacją, procesem, funkcją. Warto podkreślić, że jest to proces ewolucji, a nie rewolucji. Jego celem jest dostarczenie produktu, który ciągle dostosowuje się do zmieniającego się rynku i potrzeb użytkowników – mówi Miłosz Michałowski-Żuk, Customer Experience Manager w Future Mind.

    Jak zacząć wykorzystywać koncepcję CD w praktyce?

    Trend ciągłego odkrywania warto traktować szerzej niż jako fazę pracy, jest to sposób działania organizacji sprzężony z planowaniem, strategią oraz developmentem. Ważną rolę w tym podejściu odgrywają cotygodniowe spotkania zespołu designerów, product managera i developerów z klientem. Dzięki nim możliwe jest stałe weryfikowanie założeń i opracowywanie małych działań badawczych, a co za tym idzie testowanie różnych elementów i obszarów produktu, a nie tylko produktu jako całości. Zespół może wykorzystać w tym celu wiele narzędzi. Są nimi np. testy A/B lub techniki zrozumienia użytkownika, tzw. persony. To zespół decyduje, które metody są w danej sytuacji najbardziej adekwatne. Wybiera takie, które pozwalają zaadresować dane problemy i przetestować określone hipotezy. Warto zauważyć, że badania mogą być robione zarówno na poziomie mikro, jak i makro. Oznacza to analizowanie wszystkich elementów związanych z budową produktu – od procesów i funkcji, poprzez layouty i komponenty aż do treści komunikatów.

    Dlaczego warto robić nieustanną weryfikację założeń i działań?

    Według danych Baymard Institute, zajmującego się badaniami nad wszystkimi aspektami doświadczeń użytkowników online, średni wskaźnik porzucenia koszyka zakupowego w e-commerce wynosi obecnie 68 proc. Część rezygnacji jest naturalną konsekwencją tego, jak użytkownicy przeglądają strony internetowe – robią zakupy w oknie, porównują ceny, zapisują przedmioty na później, itp. Są to nieuniknione przypadki rezygnacji. Jednocześnie 18 proc. uczestników badania przerywa zakupy wyłącznie z powodu zbyt długiego lub skomplikowanego procesu zamówienia. Z analizy wynika również, że przeciętna strona e-commerce może poprawić swój współczynnik konwersji o 35 proc. wyłącznie poprzez ulepszenie procesu składania zamówienia. Oznacza to, że dzięki zrozumieniu potrzeb użytkownika można zbudować lepszy cyfrowy produkt, a co za tym idzie zwiększyć zyski. Ponadto z uwagi na wciąż zmieniające się preferencje konsumentów proces analizy ich potrzeb powinien być ciągły. Jest to szczególnie ważne w dobie rosnącej konkurencji na rynku wszelkich produktów cyfrowych.

    – Ciągłe odkrywanie to trend, do którego próbujemy przekonać klientów. Podejście usprawnia działania projektowe i badawcze oraz sprawia, że nie muszą one być dużym jednorazowym wydatkiem. Podobnie po stronie developmentu: do przeszłości odchodzą czasy wielkich aktualizacji robionych w cyklu kilkumiesięcznym lub rocznym. Zespoły produktowe muszą pracować zwinnie, szybko reagować na zmiany w kwestiach strategii, badań i implementacji. Słuchając użytkowników raz, czy dwa razy w roku, łatwo przegapić zmianę, która zaczyna być widoczna w regularnie zbieranych danych  – mówi Miłosz Michałowski-Żuk z Future Mind.

    Procesy są dla ludzi, a nie ludzie dla procesów

    Potrzeba przeprowadzenia badań zawsze zależy od kontekstu oraz konkretnego przypadku. Produkty cyfrowe tworzone dla e-commerce są dziś sformalizowane i ustandaryzowane. Jako przykład można podać nawigację, która jest podobna w większości aplikacji. Ponadto część danych, które można wykorzystać w procesie projektowania np. dla branży e-commerce, jest powszechnie dostępna. Istnieje wiele materiałów dotyczących nawyków zakupowych użytkowników, działania poszczególnych procesów czy komponentów. W obecnej sytuacji na rynku online badania user experience mogą przynieść dużą wartość jeśli są robione w sprzężeniu w procesem produktowym i mają jasno określone metryki i parametry, które mają zweryfikować.

    – Proces projektowania powinien być dostosowany do biznesu. Jeśli w danym momencie firma nie ma budżetu na badania, a potrzebuje gotowej aplikacji, to należy dostosowywać proces do jej możliwości i potrzeb. Można zbudować produkt, który będzie funkcjonalny w oparciu o doświadczenie designera, developera oraz dane, które są dostępne w organizacji, w oparciu analizę heurystyczną i standardy designu w e-commerce. Zalecamy jednak potem go testować, pogłębiać, ulepszać i zderzać produkt z potrzebami i zachowaniami użytkowników. Pułapką, w którą może łatwo wpaść biznes jest budowanie przez miesiące rozwiązania, a następnie wypuszczenie go bez aktywnego feedbacku po drodze – podsumowuje Miłosz Michałowski-Żuk z Future Mind.


    Źródła:

    1. 94% of the Largest E-Commerce Sites Are Not Accessibility Compliant, Beymard Institute.
    2. Reasons for Cart Abandonment – Why 68% of Users Abandon Their Cart (2021 data), Beymard Institute.
    3. Improve Customer Experience with UX Investments that Increase ROI, Interaction Design Foundation.
    4. What`s the Most Effective Customer Experience Measurment for Your Business?, Walker.
  • VMware z nową wiceprezes w regionie EMEA. Heinrich Liedtke przechodzi z Red Hat

    VMware z nową wiceprezes w regionie EMEA. Heinrich Liedtke przechodzi z Red Hat

    Firma VMware ogłosiła powołanie Petry Heinrich Liedtke na stanowisko wiceprezesa ds. działalności partnerskiej i komercyjnej w regionie EMEA. Będzie ona kierować 500-osobową organizacją, która dostarcza partnerom cyfrowe narzędzia, między innymi zmodernizowane aplikacja i chmur obliczeniowych. Będzie też odpowiadać za współpracę z kontrahentami by usprawniać ich modele biznesowe, co dzięki rozwiązaniom i usługom VMware, poszerzy ich możliwości.

    „Partnerzy VMware zawsze wykazywali się dużym profesjonalizmem w zakresie doradztwa i wdrażania innowacji u klientów, dlatego z niecierpliwością czekam na naszą współpracę”powiedziała Heinrich Liedtke. „VMware jest zaangażowane w przyszłość opartą na chmurze i nowoczesnych aplikacjach. Moją misją jest usprawnienie modeli biznesowych naszych partnerów, aby wspierać wizję organizacji. Mam nadzieję, że dzięki temu będziemy mogli dostarczać cyfrowe narzędzia na odpowiednią skalę”.

    Petra Heinrich Liedtke ma duże doświadczenie w pracy z kanałami sprzedaży i ponad 25 lat stażu w branży, ostatnio na stanowisku wiceprezesa ds. sprzedaży partnerów i produktów w regionie EMEA w Red Hat. Udało jej się stworzyć silne ekosystemy partnerskie, wzmacniając pozycję partnerów. Zajmowała również wysokie stanowiska w firmach Open-Xchange i SuSE Linux/Novell.

  • Bitdefender: 5 prognoz dotyczących cyberbezpieczeństwa na 2022 rok

    Bitdefender: 5 prognoz dotyczących cyberbezpieczeństwa na 2022 rok

    W ubiegłym roku działy IT musiały stawić czoła cyberprzestępcom, w tym wyjątkowo niebezpiecznym gangom ransomware. Nikt nie ma wątpliwości, że 2022 rok przyniesie ze sobą kolejne fale, groźnych cyberataków. Eksperci z firmy Bitdefender sporządzili listę największych zagrożeń, z którymi przyjdzie się zmierzyć konsumentom jak i przedsiębiorcom w najbliższych dwunastu miesiącach.

    Dalsza dominacja oprogramowania ransomware w krajobrazie cyberzagrożeń

    Niestety, prognoza Bitdefendera dotycząca zwiększonej aktywności gangów ransomware w 2021 roku się sprawdziła. SolarWinds, The Colonial Pipeline, Kaseya, Brenntag – to najbardziej głośne ataki ransomware z ubiegłego roku. Wiele przemawia za tym, że to złośliwe oprogramowanie pozostanie najbardziej dochodowym rodzajem cyberprzestępczości w 2022 roku.

    – Spodziewamy się jest wzrostu liczny ataków Ransomware-as-a-Service (RaaS), które będą koncentrować się na eksfiltracji danych. Podobnie jak każda dojrzała firma, oprogramowanie ransomware będzie musiało stale nadążać zarówno za konkurencją, jak i dostawcami systemów cyberbezpieczeństwamówi Dragos Gavrilut. dyrektor laboratorium Cyber ​​Thread Intelligence Lab w Bitdefender.

    Bitdefender przewiduje, że nastąpi wzrost liczby ataków ransomware dla środowisk Linux, które są ukierunkowane na pamięć masową lub szablony ESXi. Również luka Java Log4j ze względu na swoją wszechobecność i łatwość wykorzystania, otwiera furtki dla oprogramowania ransomware.

    Cyberataki sponsorowane przez państwa

    Napięcia polityczne nie pozostaną bez wpływu na świat cybernetyczny, ponieważ państwa będą walczyć o dominację w sferze cyfrowej. Jedną z najczęściej używanych broni będzie prawdopodobnie „killware”, ponieważ może być stosowany przy użyciu podobnej taktyki, jak klasyczne APT. Poza tym jest skuteczny w przypadku ataków ukierunkowanych przeciwko sieciom energetycznym, wodociągom i ściekom oraz transportowi publicznemu, wywierając natychmiastowy wpływ na społeczności. Bitdefender zapowiada również wzrost ataków DDoS i przejmowania protokołu Border Gateway (BGP). Będą one gwałtownie wzrastać, powodując masowe zakłócenia w gospodarce cyfrowej i telekomunikacji.

    Wzrost ataków na łańcuchy dostaw i wykorzystania luk typu „zero day”

    W ubiegłym roku szczególnie trudne do złagodzenia były ataki na łańcuchy dostaw wymierzone w dostawców usług zarządzanych (MSP). W przeciwieństwie do innych zagrożeń, są one wyjątkowo trudne do wykrycia, a tym samym zatrzymują i rozprzestrzeniają się w szybszym tempie. Profesjonalne grupy cyberprzestępcze skoncentrują się w tym roku na włamywaniu się do dostawców usług MSP, aby dystrybuować oprogramowania ransomware do większych grup potencjalnych ofiar.

    Oprócz ataków na łańcuchu dostaw Bitdefender spodziewa się również wzrostu wykorzystania exploitów zero-day w niektórych atakach ukierunkowanych. W 2021 r. Bitdefender odnotował wzrost luk zero-day we wszystkich głównych stosach technologicznych (Chrome, Exchange, Office, Windows 10, iOS).

    Jednak istnieje więcej luk w zabezpieczeniach niż zero-day, które pozwolą cyberprzestępcom wyrządzić poważne szkody firmom. Narzędzia takie jak CobaltStrike będą coraz częściej przyjmowane przez operatorów szkodliwego oprogramowania.

    – Cyberprzestępcy znajdują inspirację w społeczności – jeśli jedna grupa zyskuje sławę dzięki wykorzystaniu istniejących narzędzi, reszta społeczności pójdzie w jej ślady. Emotet jest doskonałym przykładem takiego zachowania, ponieważ ponownie rośnie i z powodzeniem wykorzystuje sygnały nawigacyjne CobaltStrike do przyspieszenia instalacji oprogramowania ransomware w sieciach korporacyjnychmówi Radu Portase, główny kierownik techniczny w Bitdefender.

    Naruszanie danych – bardziej inteligentny phishing

    W miarę jak dane osobowe skradzione w wyniku naruszeń danych stają się coraz szerzej dostępne dla cyberprzestępców, kampanie spamowe będą bardziej przemyślane i ukierunkowane. Nazwiska i numery telefonów, a także inne ujawnione informacje takie jak hasła, adresy zamieszkania, zestawienia będą wykorzystywane do lepiej dostosowanych i bardziej przekonujących kampanii phishingowych lub wymuszeń.

    –      W najbliższym czasie spear phishing, whaling, czyli ataki na osoby decyzyjne, BEC (Business Email Compromise) oraz EAC (Email Account Compromise) staną się jeszcze bardziej wyrafinowane. Nadal pozostaną wektorem ataków na firmy oraz zdalnych pracownikówprzewiduje Adrian Miron, kierownik Laboratorium Filtrowania Treści w Bitdefender.

    Oszustwa z 2022 r. prawdopodobnie wykorzystają internetowe procesy rekrutacyjne narzucone przez pandemię koronawirusa. Cyberprzestępcy zaczną też podszywać się pod firmy, aby nakłonić potencjalnych kandydatów do infekowania ich urządzeń za pomocą popularnych załączników do dokumentów.

    IoT, infrastruktura sieciowa i czarny rynek w sieci.

    2022 prawdopodobnie przyniesie znaczny wzrost ataków na infrastruktury chmurowe, w tym również te obsługiwane przez najważniejszych graczy.

    – Błędy w konfiguracji i brak wykwalifikowanych pracowników ds. bezpieczeństwa cybernetycznego odegrają znaczącą rolę w naruszeniach danych oraz infrastrukturyzauważa Catalin Cosoi, główny strateg ds. bezpieczeństwa w Bitdefender.

    W związku z tym, że organizacje przygotowują się do tego, aby praca zdalna stała się zjawiskiem powszechnym, wiele starszych usług musi być przenoszonych do chmury. To z kolei otwiera przestrzeń do ataków dla cyberprzestępców. Wraz z rozwojem ekosystemu kryptowalut, nastąpi wzrost zainteresowania cyberprzestępców atakami na usługi wymiany walut, a także oszustw związanych z cyfrowymi walutami.

    Inny powodem do niepokoju jest telematyka pojazdów. Producenci aut próbują tworzyć usługi lub zarabiać na informacjach wysyłanych przez pojazdy na drogach. Jednak kradzież danych to tylko część powodów do niepokoju, ponieważ cyberprzestępcy mogą wykorzystać pojazdy połączone z Internetem, aby ułatwić kradzież, uzyskać nieautoryzowany dostęp, a nawet przejąć zdalną kontrolę nad samochodem.

    Na osobną uwagę zasługuje, to co dzieje się na czarnych rynkach w sieci. W latach 2020-2021 działały one chaotycznie, do czego przyczyniły się skoordynowane działania organów ścigania. W 2022 roku do nieczystej gry włączą się nowi pretendenci, którzy mogą przejąć nawet 50 procent nielegalnych transakcji odbywających się w sieci.

  • Trendy e-commerce 2022

    Trendy e-commerce 2022

    Wyjście na zagraniczne rynki, personalizacja produktów, headless e-commerce, wzrost znaczenia omnichannel – to tylko kilka tendencji, które będą dominować w nowym roku w e-commerce. Jakie będą trendy w 2022?

    Handel internetowy w ciągu ostatnich dwóch lat znacząco przyspieszył. Jak wynika z raportu Gemius „E-commerce w Polsce 2021”, już 77 proc. Polaków (użytkowników internetu) robi zakupy online. Jak wynika z badania, 33 proc. konsumentów znacznie częściej decyduje się na sprawunki online.

    Rozwój e-commerce generuje nowe potrzeby. Szybkie zmiany sprawiają, że platformy sklepowe i sklepy internetowe szukają rozwiązań, które wspierają sprzedaż. Tak rodzą się nowe tendencje w e-handlu. Jakie będą trendy w e-commerce w 2022 roku? Oto przewidywania jednego z polskich liderów e-commerce IdoSell.

    Cross-border

    Cross-border czyli sprzedaż międzynarodowa. To kierunek, w którym idzie coraz więcej e-sklepów. Lokalne rynki są już zbyt małe dla wielu przedsiębiorców. Dlatego też merchanci zaczynają sprzedawać za granicę. Naprzeciw tej potrzebie wychodzi coraz więcej platform sklepowych i sprzedażowych. Łatwe wejście na kolejne rynki wspierają m.in. integracje z marketplace’ami, kurierami czy też firmami oferującymi fulfillment, które umożliwiają sprzedaż na rynkach Europy i świata. W polskim e-commerce szczególnie popularna w tym roku będzie sprzedaż do Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii czy też Grecji.

    Personalizacja produktów

    Dostosowanie oferty do potrzeb klienta to jeden z trendów, który dominuje we współczesnym e-commerce. Na rynku są platformy sklepowe, które umożliwiają sprzedawcom tworzenie konfiguratorów (narzędzie to tworzenia towarów które można spersonalizować). Te zaś pozwalają konsumentom na dostosowanie produktów ze sklepów internetowych do swoich potrzeb. Taki zabieg jest popularnym m.in. w sklepach z branż wnętrzarskiej oraz modowej. W 2022 roku personalizacja produktów będzie się rozwijać. Żeby jak najlepiej dostosować towary do potrzeb klientów, sklepy internetowe będą tworzyć ankiety, quizy, akcje Q&A.

    Headless e-commerce

    Jeszcze do niedawna pełna kontrola nad warstwą graficzną sklepu internetowego, była niemożliwa. Aż do teraz. Coraz więcej światowych graczy korzysta z headless e-commerce i oferuje swoim klientom spersonalizowane i bezproblemowe doświadczenie zakupowe. Czym jest headless e-commerce? To sklepy internetowe z rozdzielonymi frontendem i backendem, połączonymi za pomocą API. To zaś oznacza, że wszelkie modyfikacje, które są dokonywane w warstwie graficznej sklepu, nie muszą pociągać za sobą zmian w rdzeniu, czyli backendzie. Dla sprzedawców oznacza to, że mają pełną władzę nad UX i UI swojej strony w różnych kanałach. Headless e-commerce daje też większą kontrolę nad treścią i zapewnia bardzo płynne doświadczenie zakupowe. W Polsce korzystają z niego największe serwisy aukcyjne oraz platforma sklepowa IdoSell.

    Wzrost znaczenia omnichannel

    Omnichannel to model, który w czasie pandemii bardzo dużo zyskał. Konsumenci przyzwyczaili się , że mogą operować swobodnie między sklepami online i offline. Omnichannel poszerza horyzonty i daje możliwość wyboru – a to sprawia, że marka zyskuje większe zaufanie klientów. Ten trend będzie się rozwijać w 2022 roku, ponieważ e-sklepy będą i szukać nowych klientów w różnych miejscach. Jeden kanał już nie wystarczy. Pomoc w spięciu wszystkich kanałów sprzedaży jest tu bardzo istotna. Dlatego warto zwrócić uwagę na platformy sklepowe, które pomagają zaplanować i prowadzić strategię omnichannel.

    Jeszcze szybsze płatności

    Natychmiastowa płatność jest bardzo ważna dla e-commerce. Właściciel sklepu internetowego powinien zapewnić klientom jak najszybszy sposób opłaty za transakcję, bez zmiany platformy czy jakichkolwiek rejestracji. Taki zabieg zwiększa szanse na udaną transakcję. W 2022 sklepy będą upraszczać ścieżkę opłaty za produkt. Klienci będą zdecydowanie chętniej korzystać z opcji zakupy za pomocą jednego kliknięcia.

    Sprzedaż mobilna

    M-commerce to trend, który obowiązuje już od 2020 roku. Jednakże w 2022 nadal będzie się rozwijał. Tym bardziej, że już ponad 50 proc. konsumentów w Europie, robi zakupy właśnie za pomocą telefonów komórkowych. W nowym roku firmy e-commerce będą ciągle poprawiać doświadczenia zakupowe na urządzeniach mobilnych. Przede wszystkim zmiany będą dotyczyć uproszczenia metod płatności.

    Zrównoważony rozwój

    Z roku na rok konsumenci są coraz bardziej świadomi w kwestii ochrony środowiska. Wiedzą, że mogą zmienić swoje zachowania zakupowe na bardziej ekologiczne. Dlatego też szukają sklepów, które są eko. Znakomitym przykładem takiego e-sklepu jest Pan Pablo, gdzie w osobnej zakładce „sustainable”, są produkty less i zero waste, carbon neutral czy też fair trade. Włączenie zrównoważonego rozwoju do modelu biznesowego pomoże dotrzeć do nowego segmentu klientów.

    Zakupy w Social Media

    Social commerce to odnoga e-handlu, która coraz szybciej zdobywa popularność. Wielu konsumentów decyzje zakupowe podejmuje podczas przeglądania mediów społecznościowych. Część z nich kupuje produkt bezpośrednio przez Facebooka lub Instagram. Coraz popularniejszy staje się np. Instagram Shop i Instagram Checkout, który pozwala na dokonywanie płatności przez Instagram, bez konieczności odwiedzania strony internetowej lub aplikacji danej marki.

    Sztuczna inteligencja i maszynowe uczenie

    Sztuczna inteligencja jest coraz szerzej wykorzystywana w e-commerce. Pomaga ona spersonalizować doświadczenie zakupowe klienta. Dzięki AI (ang. artificial inteligence), zautomatyzowane i inteligentne mechanizmy uczą się zachowań konsumentów i dostosowują ofertę do poszczególnych użytkowników. AI może sugerować na podstawie historii wyszukiwania, dotychczasowych zakupów, płci. Jak twierdzą eksperci, inteligentne rekomendacje (takie jak np. Reklamy Google od IdoSell) to dopiero początek wykorzystywania AI w e-commerce.

    Wyszukiwanie głosowe

    W krajach anglojęzycznych coraz większą popularnością cieszą się Siri, Alexa i Okay Google. Do polskich konsumentów asystenci głosowi jeszcze nie do końca „przemawiają”. Niemniej, według przewidywań ekspertów, w przyszłości możliwość składania zamówień w sklepach internetowych za pomocą komend głosowych, będzie coraz popularniejsza. To dlatego, że przyspiesza proces i urozmaica ścieżkę zakupową, pozwala sprzątać czy prowadzić samochód i robić zakupy jednocześnie. Zanim jednak asystenci zaczną dominować w e-commerce, minie trochę czasu.

    Chatboty i głosowe boty

    Z chatbotów korzysta już większość sklepów internetowych. Jednakże w 2022 roku mają się stać jeszcze popularniejsze. Przede wszystkim dlatego, że rozwinie się w nich poziom personalizacji. Będą witać klientów, pomagać im, instruować. Konsument będzie miał wrażenie, że rozmawia z prawdziwym człowiekiem. W e-commerce chatboty mogą odpowiadać na najczęściej zadawane pytania, rozwiązywać problemy klientów i oferować produkty, które są dostosowane do potrzeb konsumenta.

    Rozszerzona i wirtualna rzeczywistość

    Wirtualna i rozszerzona rzeczywistość eliminuje jeden ze słabych punktów e-commerce – niemożność sprawdzenia, jak produkt wygląda w rzeczywistości. Dzięki VR kupujący może umieścić grafikę/zdjęcie produktu w swoich przestrzeniach. i uzyskuje obraz tego, jak dany przedmiot będzie wyglądać w prawdziwym świecie . VR stosuje już m.in. Ikea.

    Dostawa dronami

    Dostawa paczek za pomocą dronów brzmi jak pomysł z filmów science fiction. Jest to jednak metoda, która coraz częściej pojawia się w ofertach największych marek. Szczególnie, że jest bardzo opłacalna, zwłaszcza w przypadku dostaw lokalnych. Amazon, Fed Ex czy Alibaba wykorzystują już drony w niektórych regionach świata. Problem stanowią jeszcze możliwości dronów i zbyt małe zaawansowanie technologiczne. Niemniej, pandemia i potrzeba dystansu społecznego sprawiają, że e-commerce szuka opcji bezkontaktowych dostaw. Drony zaś wpisują się w tę potrzebę idealnie. Oprócz kwestii bezpieczeństwa, drony wymagają mniejszych nakładów finansowych i nie zostawiają takiego śladu węglowego, jak samochody. Dodatkowosą w stanie dotrzeć nawet w bardzo niedostępne miejsca. Drony to pieśń przyszłości, ale zainteresowanie gigantów tą formą dostawy sprawi, że w nadchodzącym roku może ona rozbrzmiewać coraz szerzej.

    Nietypowe pakowanie przesyłek

    Personalizacja i kreatywność przy pakowaniu produktów to trend, który w 2022 roku odegra kluczową rolę. Konsumenci zwracają coraz większą uwagę na to, w jaki sposób są przygotowane ich paczki. Biorą pod uwagę ekologię, estetykę, element zaskoczenia i personalizację. Żeby doświadczenia zakupowe były jeszcze lepsze, konsumenci oczekują czegoś, co zwróci ich uwagę, będzie skierowane tylko do nich, wywoła pozytywne emocje. Jeśli opakowanie jest oryginalne, szansa na powrót klienta do sklepu jest po prostu większa.

    Konsultacje video

    To kolejny trend, który wymusiła pandemia Covid-19. Konsumenci nie mogli pójść do sklepów, żeby Dlatego część sprzedawców postanowiła pokazać swoją ofertę nie tylko na zdjęciach i nagraniach, ale też przez wideokonferencje. W efekcie klient zdobywa większe zaufanie do sprzedawcy i częściej zamyka taką transakcję. Z konferencji korzystają np. sklepy z branży fashion.

    2021

    Ostatni rok w e-commerce to nie tylko rozrost sprzedaży, ale również ogromne tempo rozwoju. Platformy sklepowe zaczęły wprowadzać udogodnienia, których dotychczas nie było. Merchanci mogą włączać do swoich sklepów m.in. leasingi, płatności odroczone, łatwe i szybkie dostawy do innych krajów czy też współpracę z serwisami sprzedażowymi z całego świata. Rok 2021 to także czas zmiany w zachowaniach zakupowych konsumentów. Według raportu „Omni-commerce. Kupuję wygodnie 2021” (stworzonego przez Izbę Gospodarki Elektronicznej) na początku pandemii COVID-19 klienci sklepów internetowych ograniczali wydatki na przyjemności i unikali większych inwestycji, teraz jednak się to zmieniło. Znacznie chętniej dokonują zakupów sieci, wykupują abonamenty na platformach streamingowych czy kupują więcej towarów z branży spożywczej. W rozwoju e-commerce znacznie miał również rozwój sieci, większa płynność internetu (szczególnie na urządzeniach mobilnych) oraz wzrost znaczenia sztucznej inteligencji. Podsumowując – w 2021 roku zwiększyła się satysfakcja z zakupów w e-sklepach, nastąpiło przewartościowanie nawyków, a do e-handlu weszło wielu udogodnieniach zarówno dla konsumentów, jak i sprzedawców.

  • Windows 11 – Czy nowy system Microsoftu podbije serca użytkowników?

    Windows 11 – Czy nowy system Microsoftu podbije serca użytkowników?

    Przy okazji wydania nowej jedenastej już wersji Windowsa gigant z Redmont obiecywał bardzo wiele. Choćby niewiarygodnie nowoczesny i intuicyjny interfejs czy niepowtarzalną wydajność. Od premiery Windows 11 minęły już ponad dwa miesiące. Czas sprawdzić, czy Microsoft zrealizował swoje ambitne zapowiedzi.

    Wydajność systemu można sprawdzić w dosyć prosty sposób. Wydajemy kilka poleceń, uruchamiamy zadania w tle, mierzymy czas i porównujemy wyniki. Znacznie trudniej jest sprawdzić produkty pod kątem doświadczeń użytkownika, czyli tzw. user experience.

    Czy korzystanie z produktu jest intuicyjne? Czy nie jest irytujące? Jak wiele uwagi użytkownika zabiera sam interfejs urządzenia? Czy system może wykluczać jakąś grupę osób? W tych pytaniach kryją się wyzwania, którym czoła musieli stawić designerzy nowej jedenastej już wersji Windowsa.

    Windows 11 – nie dla każdego?

    W ramach uproszczenia interfejsu zabrano wielu ikonom podpisy. Użytkownik musi domyślać się, który symbol co oznacza. To może być trudne, bo przecież zmieniono wygląd ikon, przestawiono menu, a wiele funkcji poukrywano. W efekcie dużo trudniej jest znaleźć i nauczyć się nowych rozwiązań. Wiele opcji wymaga nie jednego, a co najmniej kilku kliknięć.

    Co więcej, w Windowsie 10 wiele funkcji w folderach i menu było dostępnych poprzez wygodne skróty. Wciskając klawisz Alt w menadżerze plików, można było podejrzeć skróty klawiszowe i obsługiwać foldery jedynie klikając. Było to bardzo pomocne dla zaawansowanych użytkowników, jak i dla osób, które np. mogły mieć problemy z obsługą myszki.

    Ikoniczny bałagan

    – Design jaki stworzyli twórcy Windowsa 11, bywa nazywany „glasomorfizmem”, co jest oczywistym nawiązaniem do efektu szkła. Jest to odejście od tzw. flat design, czyli maksymalnego uproszczenia interfejsu. Jednak nałożenie jedynie cieni i efektu szkła nie sprawi, że system stanie się bardziej czytelny. Zbyt duże uproszczenie może sprawić, że UX będzie trudniejszy w obsłudze i nieintuicyjny. Co ciekawe, to o czym mówimy, nie jest niczym nowym. Microsoft miewa problemy z flat design już od czasów Windowsa 8. Natomiast efekty szkła były już wcześniej wykorzystywane w poprzednich iOSach i w Windowsie 10komentuje Szeran Millo, Managing Director w Symetrii, największej polskiej agencji UX oraz trener międzynarodowego certyfikatu UX-PM, potwierdzającego znajomość narzędzi User Experience oraz metodyki projektowania doświadczeń użytkownika w organizacjach.

    Wiele ikon jest do siebie na tyle podobnych, że mogą się mylić. Na przykład na pasku zadań w dolnej części ekranu, mamy tak naprawdę do czynienia z kilkoma rodzajami ikon. Klawisze „Start”, „Szukaj”, przycisk do zmiany pulpitów, „Widżety” oraz „Rozmawiaj” (chodzi o Teams) zachowują się zupełnie inaczej od pozostałych, a przede wszystkim są tam umieszczone na stałe i nie można ich usunąć.

    Kolejne ikony mogą być już dowolnie przesuwane i usuwane. Sytuacja robi się jeszcze gorsza, kiedy uruchomi się większą liczbę programów i okien. Wtedy ikony na pasku zadań rozsuwają się na boki i całość się przemieszcza.

    Jak stworzyć optymalny interfejs?

    Trudno nie wspomnieć o tym, jak duży błąd popełniono, blokując pasek zadań u dołu ekranu. Zablokowany „task bar” jest jedną z najczęściej wymienianych przez internautów wad nowego Windowsa.

    Bardzo wielu użytkowników przyzwyczaiło się do umieszczania paska u góry pulpitu (w stylu macOS) lub z boku. Ta ostatnia opcja była wyjątkowo wygodna dla osób korzystających z dużych, panoramicznych ekranów.

    Jedną z podstaw UX jest nauka o tym, w jakich miejscach umieszczać podstawowe i najpopularniejsze elementy interfejsu. Chodzi o to, żeby użytkownik jak najszybciej i możliwie bez wysiłku odnalazł daną funkcję.

    – Bardzo istotne jest, jak wysoko projektanci UX są umieszczeni w hierarchii zespołu. Im wyżej, tym więcej będzie można zastosować rozwiązań przyjaznych użytkownikowi. Zespoły projektowe UX lub UI na ogół dysponują określonymi badaniami zachowań i preferencji użytkowników. Przy pomocy aplikacji testowych, czy nawet narzędzi rozszerzonej rzeczywistości, mogą śledzić ruchy myszki i oczu testerów. Widzą, jak długo użytkownik szuka danej rzeczy i ile wysiłku potrzeba na dane zadanie. W ten sposób profesjonaliści tworzą intuicyjne i przyjazne systemy, aplikacje, strony internetowe, a nawet interfejsy maszyn czy kokpity samochodówtłumaczy Szeran Millo z Symetrii.

    Z przeprowadzonych analiz wynika, że umieszczanie ikon w rogach ekranu jest optymalne z punktu widzenia użytkowników. Jakie funkcje w tamtych miejscach osadzono w Windowsie 11?

    Zmarnowana przestrzeń

    Idąc od prawego górnego rogu zgodnie z ruchem wskazówki zegara mamy: przycisk wyłączenia programu, zegar, kalendarz oraz opcję „Pokaż pulpit”, a w dwóch rogach nie dzieje się nic, chyba że dana aplikacja akurat korzysta z menu Windows.

    W nowym systemie dużo więcej dzieje się pośrodku. W „menu Start” nie wysuwa się po lewej stronie, bezpośrednio ze swojej ikonki, lecz pokazuje się na środku pulpitu. Użytkownik musi pokonać myszką odległość od przycisku start u dołu, do odpowiedniej opcji na środku. Natomiast najbliższym przyciskiem w „menu Start” od ikony jest raczej rzadko klikany profil użytkownika. Najważniejsze programy i opcja „szukaj” są na samej górze menu, czyli najdalej.

    Dodatkowo liczni internauci i recenzenci skarżą się, że „menu Start” jest jeszcze większe niż w Windowsie 10. Folder, którego nie można zmniejszać ani przesuwać, zasłania znaczną część obszaru roboczego.

    Widżety i ekrany dotykowe

    W nowym Windowsie przeniesiono znane z „Dziesiątki” widżety do oddzielnej sekcji, którą można znaleźć w panelu zadań. Widżety oferują prosty i szybki dostęp do wiadomości ze świata, pogody czy kalendarza.

    Problem w tym, że żeby je znaleźć, trzeba wybrać oddzielną sekcję Do tego użytkownicy przyzwyczaili się do czytania wiadomości w przeglądarkach, na socialach czy w smartphone’nach (np. w Google News). Przez to widżety Windowsa mają mniejsze szanse poznać gusta użytkowników i dostosować się do nich.

    Po drugie, Microsoft udostępnił stosunkowo małe możliwości personalizacji widżetów. Można dodawać nowe nakładki z różnych kategorii, ale często okazuje się, że w danej sekcji dostępna jest tylko jedna. Co więcej, niektórzy użytkownicy skarżą się, że nie wszystkie rozwiązania działają. Na przykład pojawiają się wzmianki o problemach z kalendarzem.

    Szkoda, że do sekcji widżetów przeniesiono pogodę. Była dużo bardziej funkcjonalna jako ikona po prawej stronie paska zadań. Nie trzeba było otwierać oddzielnego menu, a dodatkowe informacje były dostępne po jednym kliknięciu.

    Ciekawym pomysłem byłoby zastosowanie widżetów w ramach personalizacji pulpitów. Można by wtedy upodobnić Windowsa do systemów mobilnych, na przykład Androida. Niestety zrezygnowano zarówno z większej personalizacji w tym kierunku, jak i w ogóle z trybu tabletu. System sam powinien dostosowywać się do ekranów dotykowych, ale to wychodzi mu różnie.

    – Jak na tak światowy produkt zastosowano zbyt wiele nieoczywistych rozwiązań np. pięć różnych sposobów przesuwania plików w oknach lub niewygodne pod kątem ekranów dotykowych umiejscowienie ikon i okienmówi Szeran Millo z Symetrii.

    Krytyka także należy się również m.in. trybowi ciemnemu. Jest za jasny, żeby mógł „oszczędzać” oczy albo chociaż energię w przypadku ekranów OLED. Praktycznie nie można pozbyć się aplikacji Teams oraz dysku OneDrive. Sposób, w jaki ustawia się domyślną przeglądarkę inną niż autorski Edge, zdaje się być celowo utrudniony.

    Więcej wad, niż zalet?

    Trzeba jedno przyznać, że aktualna wersja Windows jest naprawdę ładna. Mamy do czynienia z nowymi ikonami, bardzo nowoczesnym i „szklanym” designem oraz ogólnym poczuciem lekkości. Dodatkowo zastosowano wiele nowatorskich pomysłów, jak chociażby dostosowująca się do użytkownika lista plików i programów w Menu Start.

    W nowym systemie także mocno rozwinięto kwestie bezpieczeństwa użytkowników. Świetnie działa funkcja dzielenia ekranu i wprowadzono obsługę aplikacji na Androida. Z pewnością nie można powiedzieć, że Windows 11 niczego nie zmienił lub, że jest po prostu zły.

  • Jak przechytrzyć Pegasusa?

    Jak przechytrzyć Pegasusa?

    W ostatnich dniach Pegasus nie znika z łamów rodzimych gazet i serwisów internetowych. Ten program szpiegujący budzi kontrowersje na całym świecie.

    Pegasus izraelskiej firmy NSO Group jest oprogramowaniem służącym do szpiegowania użytkownika smartfona. Zainstalowany na telefonie program pobiera kontakty, zdjęcia, wiadomości i pozwala podsłuchiwać prowadzone rozmowy telefoniczne, przechwytuje naciśnięcia klawiszy i udostępnia kamerę. W czasie dziennikarskiego śledztwa prowadzonego przez The Washington Post spośród 50 tysięcy analizowanych numerów telefonów zidentyfikowano 1000 osób w 50 krajach inwigilowanych przy użyciu oprogramowania szpiegującego Pegasus. Wśród śledzonych osób za pomocą Pegasusa znaleźli się dziennikarze, politycy, urzędnicy rządowi, dyrektorzy dużych koncernów czy działacze walczący o prawa człowieka.

    Służby specjalne korzystające z Pegasusa mogą infekować telefony stosując różne mechanizmy.  Czasami są to SMS lub wiadomości iMessage, które zawierają łącze do strony internetowej. Po kliknięciu na link złośliwe oprogramowanie instaluje się na urządzeniu. Inni używają ataku typu „zero-click”, w którym luki w usłudze iMessage w iPhone’ach pozwalają na infekcję po prostu przez otrzymanie wiadomości i nie jest wymagana żadna interakcja użytkownika.

    Jak sprawdzić, czy w telefonie jest oprogramowanie szpiegujące Pegasus?

    Naturą oprogramowania szpiegowskiego jest jego jak najlepsze ukrycie i niemożność wykrycia go na zainstalowanym urządzeniu. Jednakże istnieją mechanizmy pozwalające sprawdzić czy smartfon został naruszony.

    – Najłatwiejszym rozwiązaniem jest wykorzystanie zestawu narzędzi do weryfikacji mobilnej Amnesty International. To narzędzie może działać w systemie Linux lub MacOS i może badać pliki i konfigurację urządzenia mobilnego, analizując kopię zapasową pobraną z telefonu.  Niemniej analiza ostatecznie nie potwierdzi czy smartfon został zhakowany, lecz jedynie wykrywa wskaźniki włamania, które mogą stanowić dowód infekcji.tłumaczy Mariusz Politowicz z firmy Marken, dystrybutora rozwiązań Bitdefender w Polsce.

    W szczególności narzędzie Amnesty International może wykryć obecność określonego oprogramowania działającego na urządzeniu, a także szereg domen wykorzystywanych w ramach globalnej infrastruktury obsługującej sieć spyware.

    Ochrona przed oprogramowaniem szpiegującym

    Niestety, nie ma obecnie rozwiązania chroniącego przed dla ataku typu zero-click, aczkolwiek istnieją stosunkowo proste kroki pozwalającego zminimalizować ryzyko zainfekowania smartfona nie tylko Pegasusem, ale również innym malwarem. Przede wszystkim podczas korzystania z urządzenia należy otwierać tylko linki ze znanych i zaufanych źródeł.

    – Pegasus jest wdrażany na urządzeniach Apple za pośrednictwem łącza iMessage. Jest to ta sama technika używana przez wielu cyberprzestępców zarówno do dystrybucji złośliwego oprogramowania, jak i mniej technicznych oszustw. Ta sama rada dotyczy linków wysyłanych za pośrednictwem poczty e-mail lub innych aplikacji do przesyłania wiadomości tłumaczy Mariusz Politowicz.

    Należy też dbać o aktualizację urządzeń i instalować odpowiednie poprawki oraz aktualizacje. Użytkownicy Androida nie powinni polegać na powiadomieniach o nowych wersjach systemu operacyjnego. Najlepiej samodzielnie pobierać najnowszą wersję, ponieważ producent urządzenia może nie udostępniać aktualizacji. Choć może się to wydawać oczywiste, trzeba ograniczyć fizyczny dostęp do telefonu. Można to zrobić włączając odblokowywanie kodu PIN, odcisku palca lub rozpoznawania twarzy na urządzeniu. Należy unikać publicznych i bezpłatnych usług Wi-Fi (w tym hoteli), zwłaszcza podczas uzyskiwania dostępu do poufnych informacji. W czasie korzystania z takich sieci najlepszych rozwiązaniem jest zastosowanie VPN. Dobrą praktyką jest zaszyfrowanie danych i włączenie funkcji zdalnego czyszczenia. Jeśli urządzenie zostanie zgubione lub skradzione, dane pozostaną bezpieczne.

  • Zanim coś kupisz na święta – zastanów się dwa razy. Odpromiennik do telefonu nie zadziała

    Zanim coś kupisz na święta – zastanów się dwa razy. Odpromiennik do telefonu nie zadziała

    Taki „odpromiennik” nie ma prawa zadziałać, ponieważ samo zjawisko „elektrosmogu” nie istnieje. W jednym z polskich sklepów, specjalizującym się w sprzedaży towarów z gryki, trafiliśmy na ofertę „znakomitej” naklejki, która, wg współczynnika SAR, absorbuje do 99% promieniowania PEM pochodzącego z telefonu komórkowego. Prześledziliśmy historię powstania owego cuda techniki, a także sprawdziliśmy, co z tym wszystkim wspólnego ma WHO. Jak możecie się domyślić – niewiele, dlatego drogi kliencie – zanim klikniesz „kup teraz” w z pozoru interesujący gadżet, zastanów się dwa razy! 

    Co na ten temat sądzą inżynierowie? Felieton inżynierów przygotowany przez Instytut Łączności – zawiera opinie i oceny. 

    Z czym kojarzy się nam Szwajcaria? Z czekoladą, neutralnością w stosunkach międzynarodowych, a może systemem bankowym, który za swój priorytet stawia szeroko rozumianą tajemnicę w relacjach z klientem? Jeżeli pomyśleliście o którejś z tych rzeczy, jesteśmy zmuszeni zakomunikować dosyć smutny fakt… to wszystko stało się przeszłością. Dokładnie w tym momencie, w którym sadowicie się na swojej kanapie z kubkiem ulubionej herbaty i czytacie nasz tekst, Szwajcarzy podbijają szybko rozwijający się rynek pseudonaukowych gadżetów. Gadżetów, które według ich twórców mają za zadanie uchronić ludzkość przed kataklizmem jakim jest tzw. elektrosmog. 

    Idą święta – bum na odpromienniki „elektrosmogowe”. Nic, tylko kupować 

    Tematyka związana z „elektrosmogiem” obfituje wciąż w setki kwiecistych opowieści i anegdot. Jest to, co do zasady, „sztuka” sama w sobie, a do tego tak płodna, iż zebranie jej w kompendium przysporzyłoby kompleksów twórczości samym braciom Grimm. Zastosowana paralela wydaje się jak najbardziej trafiona z uwagi na to, iż koncepcja „elektrosmogu” należy do tych z kategorii dziwnych legend miejskich lub strasznych bajek, które mają służyć do dyscyplinowania krnąbrnych dzieci. Nie inaczej. Jednak biorąc pod uwagę wątpliwą wartość literacką oraz poziom intelektualnej indolencji, jakie zostały zainwestowane przez twórców koncepcji „elektrosmogu” w ich dzieło, należy jednoznacznie stwierdzić, iż ta baśń nie przejdzie do kanonu. 

    Kamieniem węgielnym, na którym zbudowano teorię „elektrosmogu” jest twierdzenie, że każdy rodzaj promieniowania elektromagnetycznego jest szkodliwy dla naszego zdrowia i otaczającego nas świata. Nie ma co, solidna podstawa. Zważywszy, że każde ciało o temperaturze wyższej od temperatury zera bezwzględnego emituje promieniowaniem, należałoby przestraszyć się nie na żarty – wszystko co nas otacza, a nawet my sami, emitujemy promieniowanie, które dąży do naszego unicestwienia. W jednym z naszych felietonów dokładnie opisaliśmy błędy logiczne i naukowe zawarte w tej hipotezie. Już sama etymologia „elektrosmogu” przywodzi na myśl kłęby trującego dymu, unoszącego się w powietrzu, którym wszyscy oddychamy. 

    Według środowisk sprzeciwiających się rozwojowi technologii mobilnych promieniowanie elektromagnetyczne jest niebezpiecznym „odpadem” powstałym w wyniku nieodpowiedzialnych działań operatorów komórkowych. Te argumenty nie uzyskały aprobaty środowiska naukowego. Specjaliści zajmujący się tematyką PEM jednoznacznie negują istnienie „elektrosmogu”, a samo określenie „elektrosmog” kwalifikują po prostu jako błąd logiczny. Niestety, mimo konsensusu środowiska, wiele osób inwestuje niebotyczne kwoty w tzw. odpromienniki czy odzież, która miałaby chronić przed pole elektromagnetycznym występującym w naszym otoczeniu, zwłaszcza w pobliżu stacji bazowych telefonii komórkowej. Sklepy oferujące tego typu gadżety przeżywają prawdziwe oblężenie. 

    Telefon w sypialni? Koniecznie kup gryczany odpromiennik! 

    Jednym z takich przedsiębiorstw jest polski sklep „I Love XXXXX”. Według jego założycielek jest on odpowiedzią na ignorancję medycyny akademickiej. Gdy wykwalifikowani lekarze docierają do granic swoich kompetencji, wówczas na scenę wkraczają one – właścicielki. Według manifestu znajdującego się na stronie sklepu, intencją jego powstania było zapewnienie klientom „…odpoczynku, równowagi oraz życia w zgodnie z naturą”, które są instrumentalne dla „zdrowia i samopoczucia”. 

    Oferta produktów może przyprawić o zawrót głowy. Od wałków do spania, przez opaski na oczy, po akcesoria dla zwierząt. Jednak klejnotem w koronie sklepu są poduszki z naturalnym wypełnieniem. Według pomysłodawczyń o sukcesie ich produktów stanowią łuski, takich zbóż jak proso czy orkisz. Zbożowe wypełnienie ma gwarantować szeroki wachlarz atrybutów. Przeglądając witrynę sklepu dowiemy się, że łuski orkiszu „posiadają wiele właściwości prozdrowotnych i leczniczych, często na poziomie niemal metafizycznym. Orkisz charakteryzuje się wyjątkowo korzystnym promieniowaniem, tworząc zdrowotne biopole”. Super, tylko czym jest biopole? 

    Wydaje się, że nawet osoby wykorzystujące ten termin w celach marketingowych nie są do końca pewne. Nie pozwólmy, aby metafizyka poduszek oraz sformułowań użytych do ich opisu zaburzyła naszą zakupową czakrę. Mimo cudownych właściwości orkiszu i prosa niekwestionowanym faworytem zostały poduszki z zawartością prawdziwego zbożowego mocarza, czyli gryki. Za jedyne 329 złotych otrzymujemy produkt, który poza działaniem antyalergicznym i komfortem termicznym, wykazuje „właściwości neutralizujące szkodliwe promieniowanie elektromagnetyczne i jest doskonałym odpromiennikiem”. Czy są jakiekolwiek badania potwierdzające taką tezę? Jednym słowem, nie. Ale z drugiej strony, czy muszą być… Albowiem w świecie metafizyki wysuwane hipotezy nie wymagają weryfikacji. Dlatego w kategorii abstrakcyjnych rozwiązań dla abstrakcyjnych problemów („elektrosmog”), poduszka z gryką bezwarunkowo otrzymuje sześć gwiazdek. 

    99% pochłaniania PEM wg współczynnika SAR, czyli historia kreatywnego marketingu 

    Gryka nie jest jedynym asem w rękawie sklepu. W tej grze – asów jest znacznie więcej, a karty są znaczone – takie zasady. Konfrontacja z „elektrosmogiem” nie pozwala na opuszczenie gardy. Jeśli Chuck Norris miał swój kopniak z półobrotu, to „I Love XXXXX” ma swoją… naklejkę na smartfona. 

    Pierwsze odczucie rozczarowania jest wynikiem przemyślanej strategii marketingowej zastosowanej przez właścicielki sklepu. Dopiero po bliższym zapoznaniu ze specyfikacją tego Ferrari wśród naklejek uzyskujemy świadomość jej nieprawdopodobnego potencjału. Pod płaszczykiem bezużytecznego gadżetu kryją się dwie anteny pasywne wykorzystujące zasadę przesunięcia fazowego o 180°. Oznacza to, że dwie fale o tej samej częstotliwości, ale o przeciwnych fazach, powodują wzajemną neutralizację. Dzięki tej zasadzie naklejka ma umożliwić redukcję współczynnika SAR w przedziale od 50% do 99%. Co kryje się za enigmatycznym skrótem SAR? 

    Jest to współczynnik absorpcji swoistej, który informuje o ilości energii fal radiowych pochłanianej przez ciało człowieka, np. podczas korzystania z telefonu komórkowego. W bardzo dużym uproszczeniu i nieco z przymrużeniem oka można skwitować, że jest to współczynnik promieniowania elektromagnetycznego telefonów komórkowych. Aktywiści środowisk antykomórkowych oczywiście wiążą SAR wyłącznie z telefonami komórkowymi i wykorzystują jego wartość jako definitywny dowód, który świadczy o szkodliwym wpływie telefonów komórkowych na zdrowie ludzkie. Od momentu, kiedy Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) umieściła pola elektromagnetyczne o częstotliwości radiowej na liście czynników potencjalnie rakotwórczych dla ludzi, argument systematycznie zyskuje na sile. Dla nadania kontekstu dodajmy, że w grupie 2B w której umieszczono PEM, znalazły się również aloes i talk. „I Love XXXXX” zapewnia o skuteczności swojego produktu, który pozwala redukować SAR na poziomie 99%. Ile jest prawdy w tej deklaracji? 

    Jak się okazuje niewiele. Sam fakt, iż „I Love XXXX” reklamuje naklejkę jako swój autorski projekt jest nadużyciem. Jedynym wkładem kieleckiego przedsiębiorstwa jest umieszczenie na antenie swojego logo. Po kilkuminutowym „śledztwie internetowym” okazuje się, że faktycznym producentem gadżetu jest szwajcarska firma „FAZUP”. Helweci zapewniają, że 10 lat ich wytężonej pracy zaowocowało powstaniem tego rewolucyjnego rozwiązania. Jako definitywny dowód swojego geniuszu „FAZUP” przedstawia pozytywną opinię francuskiego laboratorium pomiarowego „EMITECH”. 

    Według specjalistów „EMITECH-a” szwajcarska antena redukuje SAR w przedziale od 48% do 87%. Rzecznik laboratorium potwierdził tą informację w oficjalnym komunikacie. Wywołało to nie lada konsternację wśród inżynierów zajmujących się tematyką pól elektromagnetycznych. Znany youtuber technologiczny – Stephane Marty, postanowił zweryfikować tę informację na swoim kanale Deus Ex Silicum. Francuski mikroelektronik na potrzeby testu zastosował jeden z protokołów technicznych „FAZUP”. Jego konkluzja jest jednoznaczna: antena jest bezużyteczna, a deklarowane redukcje nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Szwajcarzy zarzucili mu brak fachowości, która w ich opinii rzutuje na mało wiarygodne wyniki testu. Jednak Marty reprezentuje konsensus naukowy o nieprzydatności tego typu urządzeń. 

    Kilka lat temu amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) opublikowała raport, w którym rozprawia się z wieloma mitami propagowanymi przez firmy pokroju „FAZUP”. FDA podkreśla, że nie ma naukowych dowodów na szkodliwość pola elektromagnetycznego emitowanego przez telefony komórkowe. Według optymistycznego scenariusza amerykańskich naukowców urządzenia tego typu są nieszkodliwe. Jednak jak pokazały liczne testy i badania, samo umieszczenie takiej naklejki na telefonie może doprowadzić do pogorszenia siły odbieranego sygnału, ponieważ po prostu wewnętrzna antena zostaje celowo zasłonięta. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest zwiększona emisja PEM przez urządzenie. Powyższą ironię producent dorzuca do magicznej naklejki gratis. 

    Magiczna naklejka z aprobatą WHO?

    Mimo braku dowodów na skuteczną redukcję pola elektromagnetycznego wytwarzanego przez telefony komórkowe, zamknięte fora internetowe jeszcze nie raz zapłoną dzięki genialnym wynalazkom inżynierii alternatywnej. Nie pozwólmy jednak, aby ta samospełniająca się przepowiednia odwróciła naszą uwagę od prawdziwej rewelacji. Rewelacji, która będzie satysfakcjonującym zwieńczeniem tej wyczerpującej podróży. 

    Kreatywność wcześniej opisanej machinacji nie oddaje sprawiedliwości rozmachowi właścicielek. „I Love XXXXX” informuje potencjalnych nabywców naklejko-anteny (lub jak kto woli: anteno-naklejki, co zasadniczo pozostaje bez znaczenia, ponieważ i tak produkt nie działa) o jej zatwierdzeniu przez Światową Organizację Zdrowia. Co miałoby oznaczać stwierdzenie „produkt zatwierdzony przez WHO”? Ciężko powiedzieć. Jednak prawdziwą wisienką na tym niesmacznym torcie niedorzeczności jest brak świadomości samego WHO o wydaniu tzw. zatwierdzenia. Być może właścicielki sklepu, oczywiście przez przypadek, zapomniały poinformować o tym niesamowitym sukcesie samego zatwierdzającego, czyli WHO. Wydanie tego typu dokumentu byłoby niepokojącym objawem schizofrenii infekującej autorytet tej szanowanej organizacji. 

    Nasze prośby o przedstawienie dowodu (jakiegokolwiek, nawet najmniejszego) potwierdzającego uzyskanie „zatwierdzenia przez WHO” nie odniosły skutku. Jedynym wyjaśnieniem może być tu albo fizyka czarnej dziury, albo fakt, iż pasywne anteny-naklejki zgromadzone w magazynie „I Love XXXXX” zapewne w ilościach hurtowych, spowodowały pasywność w dostawach Internetu. Gdyby właścicielki sklepu posiadały elementarną wiedzę na temat produktów, które oferują, z całą pewnością nie popełniłyby takiego faux pas. Na szczęście oportunizm przedsiębiorców z sektora elektromagnetycznego placebo nie znalazł uznania w oczach ekspertów WHO. Ich opinia na temat potencjalnej szkodliwości PEM pochodzącego z infrastruktury komórkowej pozostaje niezmienna. Brak jest empirycznych dowodów na potwierdzenie tej hipotezy. Kolejną, niczym niepopartą deklarację o rekomendacjach środowiska lekarskiego pozwolimy sobie pozostawić bez komentarza. 

    Kliencie – zanim coś kupisz, zastanów się dwa razy 

    Komercjalizacja teorii spiskowych z pewnością nie przysporzy światu zbyt wielu laureatów ekonomicznego Nobla. Być może ekspansja amoralnego kapitalizmu w kierunku krainy orgonitów, odpromienników i ekranujących bokserek jest tylko kwestią czasu. Jednak nie musimy wybiegać w zbyt daleką przyszłość. Opisywany przez nas przypadek doskonale obrazuje już istniejący tragizm tego rynku. Cyniczni przedsiębiorcy wykorzystują niewiedzę i podatność na manipulację swoich klientów. Proponują kosztowne rozwiązania na nieistniejące problemy. Majstersztyk. 

    Większość odpowiedzialnych przedsiębiorców nie widzi dla siebie miejsca w tym dobrze zorganizowanym przekręcie. Intencją naszego materiału z całą pewnością nie jest krytykowanie osób rozważających zakup gryczanej poduszki. Chodzi nam jedynie o wyposażenie takich klientów w informacje, dzięki którym podejmą świadomą decyzję. Decyzję na temat lokowania swoich ciężko zarobionych pieniędzy w transakcje, których jedynym beneficjentem będą pionierzy szlaków elektromagnetycznej niedorzeczności. Popularny w USA komik Bill Maher podczas jednego ze swoich skeczy stwierdził: „nie chcę społecznego cynizmu. Chciałbym jednak dozy cynizmu, która pozwoli społeczeństwu odróżnić prawdę od fałszu”. Od czasu do czasu odrobina zdrowego cynizmu przydaje się nam wszystkim. Warto o tym pamiętać zanim klikniemy w baner „Kup teraz” w nudny sobotni wieczór. 

  • Średnia liczba nowych szkodliwych plików wykrywanych w ciągu jednego dnia wzrosła w 2021 r. do 380 000

    Na przestrzeni minionych 12 miesięcy systemy wykrywania firmy Kaspersky identyfikowały średnio 380 000 nowych szkodliwych plików dziennie – o 20 000 (5,7%) więcej niż w poprzednim roku. Tradycyjnie najwięcej zagrożeń (91%) miało postać plików wykonywalnych systemu Windows. Wzrost zanotowała jednak także liczba niebezpiecznych obiektów dla systemy Linux – było ich o 57% więcej niż w ubiegłym roku.

    Ponad połowę (54%) zagrożeń wykrytych przez systemy firmy Kaspersky stanowiły nieokreślone trojany. Podczas gdy wiele rodzajów zagrożeń odnotowało spadek ilościowy w stosunku do 2020 r., liczba dropperów wzrosła o 2,24%. Szkodniki te są szczególnie niebezpieczne, ponieważ ich celem jest dostarczenie na urządzenie ofiary innych, bardziej wyrafinowanych szkodliwych programów.

    Ponadto zauważalnie wzrosła liczba wykrytych robaków (117,5%), których udział wynosił 9%. Po wniknięciu do systemu programy te potrafią samodzielnie się powielać i rozprzestrzeniać. Liczba wirusów zwiększyła się o 27% (ich udział wzrósł do 10%).

    W 2021 roku wykrywaliśmy dziennie o 20 000 więcej szkodliwych plików niż w poprzednim roku. Nie było to zaskoczeniem – aktywność online nadal utrzymuje się na najwyższym poziomie ze względu na wprowadzany powszechnie tryb pracy zdalnej. Co więcej, masowe przechodzenie na operacje online sprawia, że na świecie wykorzystywanych jest coraz więcej urządzeń cyfrowych. To oznacza większą powierzchnię ataków, a w efekcie większe narażenie na zagrożenia. Dlatego podniesienie poziomu edukacji cyfrowej oraz dbanie o aktualizację rozwiązań bezpieczeństwa to dwa niezwykle istotne zadania dla dzisiejszych użytkownikówpowiedział Denis Staforkin, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa z firmy Kaspersky.

    Porady bezpieczeństwa

    Eksperci z firmy Kaspersky zalecają następujące działania pozwalające na podniesienie poziomu ochrony.

    Porady dla użytkowników domowych:

    ·       Nie pobieraj ani nie instaluj aplikacji z niezaufanych źródeł.
    ·       Nie klikaj odsyłaczy z nieznanych źródeł ani podejrzanych reklam online.
    ·       Twórz silne i unikatowe hasła, które składają się zarówno z małych, jak i wielkich liter, cyfr oraz znaków specjalnych, oraz aktywuj uwierzytelnienie dwuskładnikowe.
    ·       Nie zwlekaj z instalacją uaktualnień systemu operacyjnego i zainstalowanych aplikacji. Niektóre z nich mogą zawierać poprawki usuwające krytyczne problemy z zabezpieczeniami.
    ·       Ignoruj wiadomości nakłaniające do wyłączenia systemów zabezpieczających oprogramowania biurowego lub cyberbezpieczeństwa.
    ·       Stosuj niezawodne rozwiązanie bezpieczeństwa odpowiednie do typu wykorzystywanego systemu lub urządzeń, które podpowie Ci, których stron nie należy otwierać, i ochroni Cię przed szkodliwym oprogramowaniem.

    Wskazówki dla firm:

    ·       Aktualizuj oprogramowanie na wszystkich wykorzystywanych urządzeniach, aby uniemożliwić cyberprzestępcom wniknięcie do sieci poprzez luki w zabezpieczeniach.
    ·       Wprowadź zasadę stosowania silnych haseł w celu uzyskania dostępu do zasobów firmowych. Stosuj uwierzytelnienie wieloskładnikowe dla dostępu do zdalnych usług.
    ·       Postaw na sprawdzone rozwiązanie bezpieczeństwa punktów końcowych, wyposażone w możliwości wykrywania i kontroli anomalii na podstawie zachowania, w celu zapewnienia skutecznej ochrony przed znanymi i nieznanymi zagrożeniami.
    ·       Stosuj wyspecjalizowany zestaw produktów zapewniający skuteczną ochronę punktów końcowych, wykrywanie zagrożeń oraz reagowanie na nie w celu natychmiastowego wykrywania i usuwania skutków nawet nowych i nieuchwytnych zagrożeń.

  • HP kontynuuje rozwój branży druku 3D

    HP kontynuuje rozwój branży druku 3D

    Podczas Formnext, największego na świecie wydarzenia poświęconego produkcji addytywnej, HP zaprezentowało nowych klientów, rozszerzone programy partnerskie i ekosystemy, a także innowacyjne rozwiązania produkcyjne opracowane przy użyciu platform druku 3D Multi Jet Fusion i Metal Jet. HP nawiązało współpracę z L’Oréal, największą na świecie firmą kosmetyczną, w celu zwiększenia skali przemysłowej produkcji addytywnej oraz opracowania zupełnie nowych opakowań i zastosowań kosmetyków. Aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na sprawniejszą produkcję 3D i masową personalizację w różnych branżach, HP rozszerza również swoją sieć firm oferującą usługi druku 3D: Digital Manufacturing Network (DMN).

    Druk 3D wchodzi na wyższe poziomy personalizacji, elastyczności biznesowej, zrównoważonego rozwoju i możliwości zmiany rynkupowiedział Didier Deltort, prezes działu Personalizacji i Druku 3D w HP Inc. Bardzo nas cieszy ponowne spotkanie ze społecznością zajmującą się produkcją addytywną w czasie Formnext. Wspólnie z naszymi partnerami i klientami będziemy nadal torować drogę do produkcji masowej poprzez udoskonalanie naszej platformy Multi Jet Fusion, komercyjną premierę HP Metal Jet oraz inwestycje w oprogramowanie, usługi i możliwości partnerów.

    Współpraca L’Oréal i HP zmienia oblicze branży kosmetycznej

    HP nawiązało współpracę z firmą L’Oréal w celu zwiększenia elastyczności produkcji oraz stworzenia nowych, innowacyjnych opakowań i doświadczeń klientów. L’Oréal zwrócił się do HP Multi Jet Fusion, aby móc szybko reagować na zmiany w swoich procesach produkcyjnych i liniach produkcyjnych. Firmy wspólnie zaprojektowały oraz zwiększyły skalowalność dużych ilości regulowanych „krążków”, umożliwiających firmie L’Oréal przenoszenie, napełnianie i etykietowanie produktów z większą sprawnością. Zaowocowało to 33-procentową redukcją kosztów i 66-procentową oszczędnością czasu. Możliwość dostosowania „krążków” do indywidualnych potrzeb okazała się również cenna w trakcie pandemii COVID-19, zapewniając firmie L’Oréal dodatkową elastyczność w reagowaniu na zmiany w zachowaniach zakupowych klientów. L’Oréal planuje wykorzystać Digital Manufacturing Network HP do skalowania „krążków” w swoim globalnym łańcuchu dostaw oraz do osiągnięcia swoich celów w zakresie zrównoważonego rozwoju poprzez wydajną produkcję części wtedy, kiedy są potrzebne.

    HP, druk 3d

    W czasie targów Formnext, L’Oréal i HP zaprezentowały przykłady niestandardowych „krążków” (ang. puck), jak również unikalne tekstury dla luksusowych kosmetyków, możliwe do uzyskania tylko dzięki rozwiązaniom druku 3D HP. Firmy badają możliwości projektowania i produkcji wielu nowych rozwiązań, które wykorzystują platformę Multi Jet Fusion firmy HP. Projekt unikalnych tekstur oraz innowacyjnych opakowań jest wynikiem ogłoszonej w ubiegłym roku współpracy pomiędzy Grupą L’Oréal, HP oraz CEA (the Alternative and Atomic Energies Commission, le Commissariat à l’énergie atomique et aux énergies altertatives).

    Innowacje zorientowane na klienta i zrównoważone produkty tworzą podwaliny wszystkiego co robimy – powiedziałaAnne Debauge, dyrektor ds. transformacji cyfrowej, opakowań i rozwoju w L’Oréal. Podzielamy wizję HP, aby pokonywać nasze obecne ograniczenia dzięki nowym technologiom. Druk 3D daje nam tę przedsiębiorczą wolność, dzięki której możemy zaoferować klientom nowe możliwości. Dzięki tej współpracy w naszych fabrykach już możemy pracować sprawniej i efektywnej. Pragniemy też dalej się rozwijać, tworząc nowe usługi.

    W większych gałęziach przemysłu i nowych branżach, takich jak kosmetyki, nasi klienci chcą być bardziej elastyczni i reagować na rosnące zapotrzebowanie na spersonalizowane produkty – powiedział Guayente Sanmartin, globalny szef działu Multi Jet Fusion w HP. Jesteśmy dumni z wpływu Multi Jet Fusion w tych niestabilnych czasach – obecnie możemy pochwalić się ponad 100 milionami wyprodukowanych części, których liczba stale rośnie. Nasza współpraca z L’Oréal jest doskonałym przykładem nieograniczonych możliwości, jakie daje druk 3D. Od zwiększenia elastyczności produkcji do przeprojektowania tradycyjnych produktów – istnieje ogrom możliwości, aby pomóc w transformacji rynków.

    HP, druk 3d

    Producenci części wykorzystują zalety usług, subskrypcji, oprogramowania i automatyzacji

    HP rozszerza swoją globalną sieć Digital Manufacturing Network o nowe, certyfikowane firmy dostarczające usługi druku 3D, zapewniając najwyższe standardy jakości i niezawodności w miarę rosnącego zapotrzebowania na produkcję Multi Jet Fusion. Sieć obejmuje obecnie zarówno partnerów produkcyjnych, jak i specjalistów w zakresie produkcji Multi Jet Fusion, którzy wykorzystują rozwiązania HP w zakresie druku 3D do projektowania, produkcji oraz dostarczania części na szeroką skalę. Ponad 30 nowych specjalistów w dziedzinie produkcji z wykorzystaniem technologii Multi Jet Fusion świadczy wykwalifikowane lokalne usługi produkcyjne.

    Aby wspomóc zarządzanie i automatyzację złożonych przepływów pracy, związanych z drukiem 3D oraz wielkoskalowej produkcji addytywnej, partnerzy HP Digital Manufacturing Network i usługodawcy, tacy jak Forecast 3D, Jawstec, Weerg i ZiggZagg, korzystają z oferty HP w zakresie produkcji addytywnej, w tym z usług 3D Factory Services, oprogramowania, w tym HP 3D API i HP 3D Center, oraz rozwiązań sprzętowych, takich jak HP Automatic Unpacking Station. ZiggZagg jest również najnowszym partnerem, który skorzystał z modelu biznesowego HP 3D-as-a-Service (3DaaS) w celu szybszego skalowania poprzez zapewnienie elastyczności kapitałowej i poprawę sprawności biznesowej. Model ten okazał się niezwykle korzystny podczas pandemii COVID-19 i jest coraz częściej stosowany przez klientów HP.

    HP i jego klienci zaprezentowali końcowe produkty i nowe, innowacyjne rozwiązania na targach Formnext:

    ·       BASF 3D Printing Solutions GmbH i Oechsler AG: firmy te opracowały w pełni niestandardowe, drukowane w 3D, kubełkowe fotele samochodowe z wykorzystaniem technologii Multi Jet Fusion i proszku BASF ULTRASINT TPU01. Firma Oechsler opracowała unikalną elastomerową konstrukcję kratową, idealną dla foteli w samochodach luksusowych i sportowych, o wysoce niestandardowych rozwiązaniach.

    ·       Impress: największa europejska sieć ortodontyczna oparta na technologii, wykorzystuje rozwiązanie HP Jet Fusion 5210 do zwiększenia produkcji przezroczystych alignerów dentystycznych w swoim nowym zakładzie produkcyjnym zlokalizowanym w Hiszpanii.

    ·       Finaliści konkursu Pumundus Challenge 2021: następujący klienci wykorzystali technologię Multi Jet Fusion do opracowania rozwiązań wyróżnionych w tegorocznej edycji konkursu Pumundus Challenge.

    o   ATHOS: przygotowuje się do wprowadzenia na rynek spersonalizowanych butów wspinaczkowych, zapewniających niezrównany komfort i lepsze osiągi.
    o   Glaze Prosthetics: aktywna ręka Symbious przekroczyła oczekiwania osób po amputacji kończyny górnej, a to za sprawą swojej wytrzymałość, lekkość i możliwość personalizacji.
    o   Odisei Music: najmniejszy i najlżejszy na świecie podróżny, elektroniczny saksofon, który ma już ponad 1200 użytkowników na całym świecie.

    HP, druk 3d

    Przełom w produkcji metali dzięki HP Metal Jet

    Na targach Formnext, HP zaprezentowało również rozwój swojej platformy Metal Jet, w tym nowe części i postępy we współpracy z takimi partnerami, jak GKN i Volkswagen. Volkswagen integruje finalne części wyprodukowane w technologii HP Metal Jet dla słupka A w modelu T-Roc Cabriolet. Te części strukturalne przeszły pomyślnie certyfikację w testach zderzeniowych i ważą prawie 50 procent mniej niż konwencjonalne komponenty. W miarę jak HP kontynuuje weryfikację zastosowań produkcyjnych z partnerami i klientami, zmierza w kierunku szerszej dostępności komercyjnej technologii Metal Jet w 2022 roku.

    Nasi pierwsi partnerzy i klienci Metal Jet, jak GKN, Parmatech, Volkswagen, Cobra Golf i inni, z powodzeniem demonstrują nasze zalety w zakresie masowej produkcji metalipowiedział Ramon Pastor, globalny szef działu druku 3D w HP. Nadal rozwijamy naszą technologię, materiały i możliwości i szykujemy się do premiery HP Metal Jet w 2022 roku. Pragniemy zapewniać wiodące w branży wydajność, oszczędność kosztów i swobodę projektowania. Wszystko po to, aby przyspieszyć oraz zwiększyć skalę cyfrowej produkcji.

  • Programiści poprawią klimat na Ziemi?

    Programiści poprawią klimat na Ziemi?

    Green computing to już nie tylko energooszczędne urządzenia, zarządzanie energią przez sztuczną inteligencję i ekologiczne systemy chłodzenia. W IT zaczyna budzić się świadomość, jak duży wpływ na środowisko naturalne ma strategia rozwoju oprogramowania. – Greener software dołącza do globalnych wysiłków, żeby uratować ludzkość przed ludźmiuważa Jacek Chmiel, dyrektor Avenga Labs, jednostki, która analizuje technologiczne trendy i biznesowe zastosowania innowacji.

    Ziemię bez przerwy zalewa elektronika, która zużywa energię i przyczynia się do powiększania śladu węglowego. Często za coraz wyższą klasą energetyczną urządzeń nie idzie równie wysoka klasa energetyczna oprogramowania. Aplikacje, które np. stale działają w tle, co chwila się odświeżają, wykonują masę nie zawsze koniecznych obliczeń i transferów danych w sposób często niezauważalny dla użytkownika, pożerają energię i przyczyniają się do podnoszenia temperatury na planecie.

    Jeśli laptop o mocy 45W w ciągu roku, pracując po 10 godzin dziennie emituje ok. 130 kg CO2, to do jego zniwelowania w atmosferze potrzeba ok. 20 kilkunastometrowych sosen. Tylko w 2020 roku na świecie sprzedano ponad 235 mln nowych laptopów. Zrównoważenie wytwarzanego przez nie śladu węglowego wymagałoby więc jakieś plus minus 5 miliardów drzew! Jeszcze większe połacie lasów muszą równoważyć wpływ 340 mln smartfonów, które trafiły do ludzi tylko w pierwszym kwartale tego roku. Nowe laptopy i smartfony to oczywiście jedynie wierzchnia warstwa w globalnej powodzi elektronicznego sprzętu.

    – Oprogramowanie rządzi światem, ale programistów nie widać na pierwszej linii walk o uratowanie planetymówi Jacek Chmiel. Zamiast nich widać np. muzyków zespołu Coldplay, którzy wszystkie koncerty swojej przyszłorocznej trasy będą zasilać wyłącznie energią odnawialną. Dzięki szeregowi rozwiązań służących przyrodzie mają zniwelować więcej CO2 niż wygeneruje cała ich trasa. Tworzą i koncertują, a jednocześnie wykorzystują swoje możliwości do powstrzymywania kryzysu klimatycznego. A jakie możliwości mają programiści?

    Wydaje się, że w tej chwili najwięcej „zielonych” aplikacji tworzą programiści mobilni. Wymagania dotyczące żywotności baterii są już częścią ekosystemu polityki narzuconej tym deweloperom przez Apple i Google. Deweloperzy muszą przestrzegać tych wymagań lub ryzykować, że ich aplikacja zostanie odrzucona ze sklepu z aplikacjami.

    Inaczej jest z aplikacjami webowi. Mimo że ponad połowa użytkowników wchodzi na strony internetowe z urządzeń mobilnych, optymalizacja zużycia baterii nie znajduje się obecnie nawet w pierwszej dziesiątce priorytetów przy tworzeniu aplikacji internetowych.

    – Niepotrzebne animacje, płynne przejścia, nieefektywne skrypty w JavaScript i źle zaimplementowane buforowanie prowadzą do niepotrzebnej aktywności CPU i GPU oraz ruchu w sieci. Generuje to kilkukrotnie większe zużycie energii dla wątpliwego zysku w UXuważa ekspert Avenga Labs.

    Klasę energetyczną oprogramowania w urządzeniach zasilanych bateryjnie podnosi  się poprzez wydajniejsze, dedykowane systemy operacyjne, oprogramowanie niskopoziomowe, wykorzystujące wydajne języki, takie jak starzejący się C oraz bardziej energooszczędne protokoły (np. Zigbee zamiast Wi-Fi).

    – Jeśli chodzi o aplikacje mobilne i webowe, zmniejszenie liczby i częstotliwości powiadomień oraz wyeliminowanie krzykliwych banerów, irytujących popupów i animacji to droga, którą należy podążać, zarówno dla naszego dobra jako użytkowników, jak i dla mniejszego zużycia energii twierdzi Jacek Chmiel.

    Większość oprogramowania biznesowego jest nadal tworzona z myślą o procesorach Intel i AMD. Zmiana tego stanu rzeczy umożliwiłaby ogromne oszczędności energii. W 2020 roku byliśmy świadkami rewolucyjnego posunięcia firmy Apple, która porzuciła procesory Intel i architekturę x86-64/AMD64, a zamiast tego przyjęła Apple M1, układ oparty na architekturze ARM. M1 jest znany ze swojej szybkości, ale powinien być jeszcze bardziej znany ze swojej wydajności energetycznej, która jest czasami o rzędy wielkości lepsza niż jego odpowiedniki Intela. Podobnie w przeszłości postąpiły firmy Nvidia i Amazon. Dzięki nim te same aplikacje biznesowe i takie samo przetwarzanie danych mogą zużywać mniej energii.

    Specjaliści od Internetu Rzeczy (IoT) starają się na zwykłym sprzęcie unikać urządzeń opartych na Linuksie, ponieważ zużywają one więcej prądu. Aby zredukować zużycie energii podczas komunikacji sieciowej, programują urządzenia tak, aby przechowywały dane lokalnie i wymieniały między sobą małe porcje danych tak rzadko, jak to tylko możliwe.

    Bardziej ekologiczne przetwarzanie danych zapewnia też chmura. Najpopularniejsze obecnie łączenie chmury publicznej z własną infrastrukturą niestety nie należy do energooszczędnych. – Nadchodzący schyłek infrastruktury lokalnej dla wielu organizacji zaowocuje bardziej przyjaznymi dla środowiska architekturami oprogramowaniaprzewiduje Jacek Chmiel.

    Wszechobecne uczenie maszynowe (ML) dobrze radzi sobie z identyfikacją wzorców użytkowania i zużycia energii, pomagając w jego ograniczaniu. Jednak ML jest niezwykle ciężkie obliczeniowo, zużywając dużo mocy do trenowania sieci neuronowych w celu rozpoznawania obrazów, uczenia się gramatyki i wykrywania nieprawidłowości w danych. W przedsiębiorstwach wymaga to energochłonnych jednostek TPU i GPU. W redukcji zużywanych watów pomóc może przeniesienie części działań ML do chmury oraz rzadsze trenowanie modeli, kiedy wydają się być już wystarczająco dobre. I na podzbiorach danych zamiast pełnej skali.

    Do większego śladu węglowego dokładają się też technologie blockchain. Wymagają one znacznie więcej energii niż transakcje biznesowe, które ich nie wykorzystują. Chodzi o setki a nawet tysiące watów.

    Problem energooszczędności oprogramowania dotyczy też kompetencji programistów. Energooszczędne techniki pisania kodu są mniej znane niż tradycyjne techniki optymalizacji kodu, czyli zapewnienia szybkiego działania i ograniczania zużywania pamięci. W przypadku ekologicznej jazdy samochodem, dobrze wiadomo, jak zaoszczędzić dużo paliwa. W przypadku oprogramowania jest to o wiele trudniejsze i mniej precyzyjnie zdefiniowane.

    Języki zbliżone do języka maszynowego i języka asemblera są znacznie bardziej energooszczędne, ale tracą popularność wśród programistów, ponieważ większość aplikacji biznesowych, a nawet gier jest tworzona przy użyciu języków wyższego poziomu. Wydajny energetycznie język C jest nadal bardzo popularny, ale nowsze pokolenia programistów wolą uczyć się Pythona, Javy i C#.

    – Na co dzień programiści mogą zrobić dla planety więcej niż robią, gdy jadą do pracy rowerem. Jasne, że za ich obowiązkami zwykle stoi mnóstwo wyzwań i priorytetów, ale kiedy jak nie teraz ma przyjść czas na ekologię podkreśla Jacek Chmiel.

    Wspomniany zespół Coldplay we współpracy z SAP tworzy aplikację, która będzie zachęcać fanów do korzystania z niskoemisyjnego transportu podczas przejazdów na koncerty i w drodze powrotnej. O klasie energetycznej aplikacji, która w przyszłym roku trafi na miliony mobilnych urządzeń, na razie nic nie wiadomo. Najwyższy czas, żeby każdy programista – pracując nie tylko dla Coldplay – miał świadomość swoich eko-możliwości i zaczął robić z nich użytek.

  • Łańcuch dostaw oprogramowania sposobem na cyberatak? Niestety coraz częściej tak. Jak się przed tym ustrzec?

    Łańcuch dostaw oprogramowania sposobem na cyberatak? Niestety coraz częściej tak. Jak się przed tym ustrzec?

    W poszukiwaniu przewagi konkurencyjnej firmy coraz częściej korzystają z wyspecjalizowanych systemów oprogramowania. W efekcie posiadane przez nie zasoby IT stają się składanką systemów różnych dostawców. Może to zagrażać bezpieczeństwu informacji. Wraz ze wzrostem liczby rozwiązań rośnie liczba miejsc, które wymagają różnych form zabezpieczeń i uprawnień dostępowych. Sprawia to, że włamywacze mają do dyspozycji więcej potencjalnych punktów, przez które mogą próbować się dostać do zasobów firmy. Ponieważ w celu optymalizowania wydajności i produktywności firmy korzystają z coraz większej integracji systemów, atak może szybko się rozprzestrzenić.

    Ataki za pośrednictwem łańcucha dostaw oprogramowania — wykorzystujące oprogramowanie zewnętrznych dostawców w celu przeniknięcia do organizacji — stały się dziś praktycznie powszechne. W 2020 r. złośliwy kod wstrzyknięty w aktualizację oprogramowania firmy SolarWinds najpierw zaatakował departamenty rządu federalnego, a potem rozprzestrzenił się na skalę globalną, zarażając około 18 tys. organizacji. W marcu tego roku w związku z luką w oprogramowaniu Exchange Server firmy Microsoft naruszone zostały zabezpieczenia ponad 20 tys. amerykańskich organizacji. Nierzadko najwyższe ryzyko stwarzają pozornie mniej istotni partnerzy z łańcucha dostaw – ich rola nie wydaje się być znacząca, przez co nie dostrzega się w nich potencjalnego źródła zagrożenia.  Jedno z największych naruszeń ochrony danych w historii to dokonany w 2013 r. atak na amerykańską sieć sklepów Target, zrealizowany poprzez włamanie do oprogramowania systemu klimatyzacji partnera tej firmy. Bezpieczeństwo łańcucha dostaw zyskało taką uwagę mediów, że stało się przedmiotem nowego rozporządzenia wykonawczegoprosto z Białego Domu.

    Nie można zatem ignorować zagrożeń atakami opartymi na łańcuchu dostaw oprogramowania, jednak z drugiej strony na uwagę zasługują również obiecujące rozwiązania techniczne. Wiele organizacji musi pogodzić te dwie perspektywy. W praktyce może to zmuszać twórców oprogramowania do podjęcia decyzji: albo dokładamy starań, aby spełniać najwyższe standardy bezpieczeństwa, albo rezygnujemy z niedogodności i tarć, skupiając się na tworzeniu kodu.

    Jednym ze sposobów pogodzenia tych pozornie przeciwstawnych trendów jest zmiana procesu podpisywania oprogramowania. Służy on zapewnieniu niepodważalnego dowodu, że przed wdrożeniem oprogramowanie nie zostało zmodyfikowane ani uszkodzone.

    W tradycyjnych technikach podpisywania kodu stosuje się klucze kryptograficzne np. do weryfikacji autora i integralności zawartości repozytorium oprogramowania. Obciąża to programistów koniecznością generowania kluczy i przechowywania ich w bezpiecznym miejscu. Niektórym to obciążenie może wydawać się zbyt duże, więc przestają podpisywać swój kod (co jest szkodliwe z punktu widzenia zabezpieczeń) albo piszą mniej kodu (co nie służy innowacyjności). Oba podejścia mają konsekwencje dla innych programistów. Obecnie dużą część oprogramowania na świecie tworzy się na zasadach otwartego źródła, co oznacza, że każdy może taki kod wykorzystać i dostosować — w tej sytuacji kluczowe znaczenie ma kwestia pochodzenia. Dotyczy to w takim samym stopniu oprogramowania komercyjnego, które coraz częściej bazuje na publicznie dostępnym kodzie źródłowym.

    A jednak to właśnie segment otwartego źródła zaczyna być liderem w tworzeniu coraz bardziej przyjaznego dla programistów środowiska podpisywania oprogramowania. Projekt ten nosi nazwę sigstore i zastępuje klucze o długim czasie życia kluczami efemerycznymi powiązanymi z istniejącymi identyfikatorami (np. adresy e-mail i loginy do mediów społecznościowych). Generuje on także publiczny, niezmienny dziennik całej aktywności. Oba te elementy w gruncie rzeczy zdejmują z programistów obowiązek podpisywania oprogramowania, dzięki czemu mogą zająć się tym, w czym są najlepsi. Co więcej, system niebazujący na kluczach, które mogą zostać skradzione lub zgubione, jest z natury bezpieczniejszy.

    Projekt błyskawicznie się rozwija. Od czasu jego uruchomienia w 2019 r. do jego twórców —  firm Red Hat i Google oraz Uniwersytetu Purdue — dołączyły inne organizacje, a patronat nad projektem objęła Linux Foundation. Poszerzono także jego zakres, powołując do życia takie projekty pochodne jak Cosign (podpisywanie kontenerów i ogólnych artefaktów oprogramowania), Rekor (dziennik transparentności) i Fulcio (organ certyfikacji). Rozpoczęto także współpracę z innymi inicjatywami opartymi na otwartym źródle, m.in. z projektem Tekton Chains (pobocznym przedsięwzięciem w ramach projektu Tekton CI/CD).

    To nie tylko ważne czynniki rokujące sukces. Wskazują one także możliwy sposób wdrażania projektu sigstore: jako funkcji zintegrowanej w ramach szerszej technologii. Wszelkie działania zmierzające do wprowadzenia funkcji sigstore do istniejącego zestawu narzędzi programistów przybliżają osiągnięcie jednego z kluczowych celów projektu, jakim jest uproszczenie i zautomatyzowanie cyfrowego podpisywania, tak aby stało się częścią niewidzialnej infrastruktury, a programiści ani go nie zauważali, ani nie musieli się nim przejmować.

    Autor: Axel Simon, open source security, office of the CTO, Red Hat

  • Technologia skróci czas oczekiwania na rachunek

    Technologia skróci czas oczekiwania na rachunek

    Digitalizacja płatności wkracza na nowy poziom. Za kolację w restauracji   zapłacimy smartfonem bez czekania na rachunek.

    Z badania Warszawskiego Instytutu Bankowości wynika, że już tylko dla 22% Polaków najczęstszą formą płatności jest gotówka, a już prawie połowa klientów bankowości internetowej obsługuje swoje finanse wyłącznie za pośrednictwem telefonu. To niemal 8 i pół miliona osób, dla których smartfon jest podstawowym narzędziem do płacenia zarówno offline, jak i online[1]. Jedną z branż, która musi odpowiedzieć na tę potrzebę, jest gastronomia. Innowacyjna aplikacja mobilna RestBill ma przyspieszyć tempo zmian, oferując usługę płacenia restauracyjnych rachunków przez smartfona.

    Czy istnieje ktokolwiek, komu nigdy nie zdarzyło się, że na końcu wizyty w restauracji miał poczucie, że stał się „niewidzialny” dla kelnera? Długie oczekiwanie na rachunek może być naprawdę męczące. Prawie 6 na 10 konsumentów na świecie mówi, że tego typu sytuacja jest dla nich frustrująca, a 80 proc. uważa, że doświadczenie zakupowe jest tak samo ważne, jak kupowane produkty[2]. To oznacza, że nawet najwyższej jakości jedzenie i najlepsza obsługa kelnerska mogą nie zatrzeć złego wrażenia, które pozostanie po problemach wynikających z braku możliwości zapłacenia rachunku właśnie wtedy gdy sobie tego życzymy.

    Jak wygląda cyfryzacja gastronomii?

    Gastronomia jest branżą, która podlega szybkiej digitalizacji – przy dowozach jedzenia płatności bezgotówkowe to już praktycznie standard, a niektóre aplikacje do zamawiania już od dawna umożliwiają podzielenie płatności między kilka osób. Jednak to działania wyłącznie w sferze online. Obsługa gości w lokalu najczęściej odbywa się jednak z wykorzystaniem tradycyjnych terminali płatniczych i kasy przechowującej gotówkę.

    – W praktyce wygląda to tak: terminal do płatności, inny system do obsługiwania zamówień, jeszcze inny do zarządzania pracą obsługi. Przeciętny lokal gastronomiczny dysponuje wieloma różnymi narzędziami. My połączyliśmy je w jednotłumaczy Marek Wasik, założyciel oraz prezes RestBill. To nie tylko upraszcza zarządzanie biznesem czy ogranicza koszty wynikające z korzystania z różnych systemów, ale przede wszystkim ułatwia życie właścicielom lokalu, obsłudze i klientom. Kelnerzy mogą zapewnić szybszą obsługę i są odciążeni z części obowiązków; z kolei klienci mogą samodzielnie uregulować rachunek, gdy tylko zechcą, dowolnie go podzielić i dać napiwek. Wszystko w ramach jednego systemu z trzema aplikacjami dla przedsiębiorcy, obsługi i konsumentów.

    W wielu lokalach za granicą tradycja ustępuje digitalizacji – goście coraz częściej mają możliwość skorzystania z różnego rodzaju rozwiązań, które służą na przykład do sprawdzenia menu danej restauracji, zeskanowania zaświadczenia o szczepieniu przeciw COVID-19 czy nawet składania zamówień. Najczęściej funkcjonują one  w formie kodu QR przyklejonego do stolika, który należy zeskanować, aby trafić na odpowiednią stronę. Niektóre marki wprowadzają też własne aplikacje jako alternatywę dla kodów QR.

    – Restauratorzy coraz częściej zwracają uwagę na to, jak można zoptymalizować pracę ich lokalu. Nasze dane pokazują, że klienci tracą średnio kilkanaście minut w oczekiwaniu na rachunek. Ten czas kelnerzy mogliby wykorzystać na konstruktywną interakcję z gośćmi restauracji, dobór wina, czy prezentację deserów. Dodatkowo szybsza obsługa oznacza też możliwość przyjęcia większej liczby gości, przy jednoczesnym odciążeniu kelnerów i kelnerek oraz zwiększeniu komfortu ich pracy. Ponadto usprawnienie rozliczeń w ten sposób po prostu staje się opłacalne biznesowo. Zasadniczą sprawą jest także poprawa bezpieczeństwa sanitarnego  szczególnie w dobie pandemiimówi Łukasz Kozłowski, Dyrektor Zarządzający w  RestBill.

    W Polsce wciąż brakuje tego rodzaju rozwiązań. Większe „sieciówki” często mają swoje aplikacje, ale służą one głównie do oferowania promocji, rabatów czy kart lojalnościowych. Rzadko można spotkać się z usługami ułatwiającymi sam proces zamawiania czy płacenia w lokalu gastronomicznym takim jak restauracja, bar czy klub, które przy okazji usprawniłyby funkcjonowanie biznesu. Twórcy RestBill zapewniają, że ich aplikacja w pełni wypełnia tę lukę. W maju przekonali do swojego pomysłu Grupę Assay, która inwestuje w obiecujące polskie start-upy.

    – Na szybką i bezpieczną płatność składa się wiele czynników. RestBill umożliwia właścicielom restauracji zarządzanie wszystkimi składowymi w ramach jednego systemu, co przekłada się na komfort pracy obsługi i zadowolenie klienta, a w konsekwencji: większe zyski. Z perspektywy inwestycyjnej ważne jest to, że to pierwsza tego rodzaju aplikacja w Polsce. Tymczasem za granicą konkurencyjne rozwiązania o podobnych walorach zgarniają nawet dziesiątki milionów euro w kolejnych rundach pozyskiwania funduszy. To kolejny dowód na to, że to właśnie w takich rozwiązaniach leży przyszłość gastronomii – mówi Łukasz Blichewicz, Prezes Grupy Assay.

    Szybsza obsługa

    Nikt nie lubi sytuacji, gdy na stole pojawia się inna potrawa, niż ta, która została zamówiona. Nieporozumienia w komunikacji między klientami a obsługą zdarzają się szczególnie często w środowiskach o szybkim tempie pracy lub w szczytowych godzinach dnia. Przykładowo, w niektórych restauracjach sieciowych w Stanach Zjednoczonych dokładność przyjmowania zamówień waha się od 94 proc. do zaledwie 66 proc.[3] Statystyki na całym świecie będą zapewne podobne – nawet co trzecie zamówienie może być przekazywane do kuchni w błędnej formie.

    RestBill eliminuje takie błędy, bo wszystkie składowe zamówienia są widoczne w aplikacji zarówno dla klientów jak i dla kelnerów. Dzięki temu rozwiązaniu kelner potwierdzi prawidłowość zamówienia i wyśle je bezpośrednio do kuchni bez oddalania się od stolika.

    – Doświadczenie pokazuje, że skraca to czas potrzebny na obsługę klientów, zmniejsza prawdopodobieństwo popełnienia błędu przy przyjmowaniu zamówienia i zdecydowanie zwiększa satysfakcję konsumentów z wizyty, nie wspominając o zachowaniu komfortu pracy obsługi – mówi Marek Wasik z RestBill.

    Łatwość i wygoda rozliczeń

    Zakończony posiłek to nie zawsze koniec wizyty w restauracji. Klient musi jeszcze poprosić o rachunek, a jeśli nie określi od razu metody płatności, doliczyć należy dodatkowy czas między przyniesieniem rachunku, kolejnym pojawieniem się kelnera oraz samą czynnością płacenia. W przypadku większej grupy sytuacja się jeszcze bardziej komplikuje, często bowiem dochodzi konieczność kalkulowania, jak podzielić rachunek między gości.

    RestBill w wersji dla konsumentów zmienia zasady gry – kończąc posiłek, klienci mogą wyciągnąć smartfon, i za pomocą aplikacji dostępnej już zarówno w środowiskach Android i iOS szybko i bezpiecznie zapłacić za rachunek bez konieczności angażowania obsługi w proces płatności. Wszystkie zamówione pozycje i ich wartość są jasno widoczne na liście, dostępna jest funkcja podziału rachunku, w ramach której każdy może zapłacić za siebie, a sama płatność może być dokonana z wykorzystaniem danych z karty, za pomocą szybkiego przelewu lub BLIK-a. Aplikacja eliminuje również konieczność szukania gotówki w celu zostawienia napiwku – goście mogą bezgotówkowo przekazać dowolną kwotę na rzecz kelnera obsługującego dany stolik – w czym pomaga wygodny suwak w aplikacji. Po zakończeniu procesu płatności, faktura za całe zamówienie trafia na wskazany adres e-mail oraz do przejrzystej historii zamówień.

    Sprawniejsze zarządzanie biznesem

    Z punktu widzenia restauracji aplikacja mobilna RestBill dla biznesu umożliwia wygodniejsze zarządzanie restauracją. Aplikacja udostępnia dobowe i miesięczne rozliczenia, automatyzuje proces wystawiania faktur i rozliczenia napiwków każdego kelnera.

    – Nikt, kto zarządza lokalem gastronomicznym, nie cierpi na nadmiar czasu. Stąd potrzeba automatyzacji większości uciążliwych mechanicznych i powtarzalnych procesów  W ten sposób działamy jako partner gastronomii, w ramach sprawdzonego i przetestowanego systemu. Polecam to rozwiązanie każdemu kto dba o swoich gości i pracowników – mówi Łukasz Kozłowski z RestBill.

    Obecnie RestBill działa w restauracji Setka Warszawa oraz lokalu Setka Wrocław. Pierwsze dane pokazują, że dzięki wykorzystaniu aplikacji, obsługa jednego stolika skraca się nawet o 15 minut. Jednocześnie utrzymywany jest wysoki standard – klienci opiniujący aplikację wskazują m.in. na to, że pierwszy raz zetknęli się z tak prostym procesem obsługi czy płacenia za rachunek. Pierwsze zachęcające komentarze potwierdzają słuszność obranego przez firmę kierunku. Priorytetami w dalszej ekspansji są największe miasta w Polsce.

    Aplikacja RestBill jest już dostępna w wersjach na Androida i na iOS. Spółka jest obecnie w trakcie pozyskiwania drugiej rundy finansowania w wysokości ponad 2,4 mln zł, a w związku z planami szybkiego rozwoju w przyszłym roku planowana jest kolejna runda inwestycyjna.

    Plany RestBilla są bardzo ambitne. Trwają obecnie prace nad integracjami aplikacji z wybranymi dostawcami POS, co znacząco przyspieszy wdrożenia. W maju przyszłego roku RestBill będzie obecny w co najmniej kilkudziesięciu restauracjach, a na koniec 2023 ich liczba osiągnie 1000.

    Inne tego typu rozwiązanie – aplikacja Tikki, w kilka lat osiągnęła w Holandii liczbę 3 mln użytkowników. W Polsce rozwój może być równie szybki, bo nasz kraj obok Wielkiej Brytanii, krajów skandynawskich i Beneluxu jest w czołówce rozwoju digitalizacji płatności w Europie.

    [1] PRNews na podst. danych z banków za IV kw. 2020 r.
    [2] Zendesk
    [3] 

  • e-point realizuje program badań UX dla Banku Pekao

    e-point realizuje program badań UX dla Banku Pekao

    Od czerwca 2020 roku spółka e-point SA realizuje 2-letni program badań jakościowych oraz eksperckich audytów UX dla procesów obsługowych i sprzedażowych dostępnych w kanałach elektronicznych Banku Pekao.

    Badania jakościowe i audyty eksperckie kluczem do dobrego UX
    Nadrzędnym celem projektu jest analiza zachowań i postrzegania przez użytkowników nowych rozwiązań planowanych do wdrożenia w cyfrowym systemie Banku Pekao. Do głównych zadań projektowych należy także weryfikacja użyteczności obecnych rozwiązań dostępnych w bankowości elektronicznej Pekao24 i aplikacji mobilnej PeoPay.

    W ramach współpracy diagnozowane są problematyczne obszary i na ich podstawie rekomendowane konkretne działania prowadzące do ich poprawy. Dzięki temu bank wprowadza produkty i usługi cyfrowe, które w pełni odpowiadają potrzebom użytkowników, są funkcjonalne i wygodne w użyciu.
    Zakres i metodologia realizowanej usługi
    Początkowo badania jakościowe UX zakładały wywiady i testy zadaniowe w studio badawczym oraz w domach respondentów. Jednak w związku z panująca pandemią badania są realizowane głównie zdalnie. Wśród licznych badań UX przeprowadzane są też badania z najmłodszymi klientami korzystającymi z nowej usługi PeoPay KIDS.
    Audyty eksperckie prowadzone są metodą analizy heurystycznej, czyli konfrontacji istniejących rozwiązań z powszechnie przyjętymi zasadami użyteczności serwisów internetowych. Audyty wspierane są metodą wędrówki poznawczej, która polega na ocenie danych rozwiązań przez pryzmat celów użytkownika.

    W ramach projektu e-point odpowiada za określanie celów poszczególnych badań, opracowywanie scenariuszy badawczych, organizację badań oraz opracowywanie finalnych raportów wraz z wnioskami i rekomendacjami.

    Wysoko cenimy wiedzę i profesjonalizm firmy e-point oraz elastyczne i pełne zrozumienia podejście do klienta. To kolejny raz na przestrzeni ostatnich lat, gdy powierzyliśmy firmie e-point badania strategicznych produktów i usług w obszarze bankowości elektronicznej i płatności mobilnych – dodaje Rafał Witczak, dyrektor Biura Bankowości Omnikanałowej
    w Departamencie Innowacji i Płatności w Banku Pekao.