Tag: Spotify

  • Rewolucja w Spotify. Programiści nie napisali linii kodu od grudnia

    Rewolucja w Spotify. Programiści nie napisali linii kodu od grudnia

    Większość branży technologicznej wciąż debatuje nad etyką zastępowania programistów przez sztuczną inteligencję. Tymczasem Spotify po cichu wdraża model, w którym rola inżyniera przesuwa się z pisania kodu na jego nadzorowanie. Podczas ostatniego podsumowania wyników kwartalnych, Gustav Söderström, współzarządzający firmą, ujawnił uderzającą statystykę: od grudnia ubiegłego roku deweloperzy giganta streamingu właściwie przestali pisać tradycyjne linie kodu od zera.

    Sercem tej transformacji jest wewnętrzny system o nazwie Honk. Narzędzie to pozwala inżynierom na zdalną konfigurację i modyfikację aplikacji w czasie rzeczywistym, często za pośrednictwem prostych komend na Slacku. Z perspektywy operacyjnej to przełom – możliwość naprawy krytycznego błędu w wersji na iOS podczas porannego dojazdu do biura drastycznie skraca cykle iteracyjne i obniża koszty przestojów. Dla zarządu Spotify nie jest to jedynie gadżet, ale fundament nowej strategii efektywności, która ma na celu maksymalizację wyników przy jednoczesnej optymalizacji zasobów ludzkich.

    Jednak ambicje Spotify sięgają głębiej niż tylko usprawnienie pracy back-endu. Firma buduje potężne zbiory danych, które mają spersonalizować doświadczenie użytkownika na niespotykaną dotąd skalę. Nowe funkcje, takie jak inteligentne playlisty generowane na podstawie opisowych promptów, to tylko wierzchołek góry lodowej. Celem jest kontekstualizacja: system ma rozumieć, że zapytanie o „muzykę do treningu” powinno przynieść inne rezultaty dla użytkownika w Sztokholmie, a inne dla kogoś w Nowym Jorku, biorąc pod uwagę lokalne trendy i nawyki.

    Mimo tych sukcesów, Spotify stąpa po cienkim lodzie w relacjach z rynkiem kreatywnym. Incydenty z udziałem projektów takich jak The Velvet Sundown – zespołów w pełni wygenerowanych przez AI, które zdobywają masową popularność – budzą niepokój tradycyjnych artystów. Firma próbuje balansować ten konflikt, angażując liderów branży muzycznej w prace nad „odpowiedzialną sztuczną inteligencją”.

  • Spotify traci pół miliarda dolarów od początku roku. Teraz podejmuje kroki kadrowe

    Spotify traci pół miliarda dolarów od początku roku. Teraz podejmuje kroki kadrowe

    W ostatnich miesiącach wiele firm technologicznych, w tym giganci takie jak Amazon, Google, Microsoft, Meta i IBM, podjęły decyzje o znacznych redukcjach miejsc pracy. W tej grupie znajduje się również Spotify, globalny lider w dziedzinie przesyłania strumieniowego muzyki. Firma ogłosiła trzecią rundę zwolnień w tym roku, redukując swoją globalną siłę roboczą o 17%. Ta drastyczna decyzja podkreśla wyzwania, przed którymi stają dzisiaj firmy technologiczne, w obliczu zmieniającego się środowiska gospodarczego.

    Spotify, znane z szybkiego rozwoju i agresywnych inwestycji w latach 2020 i 2021, zainwestowało znaczące środki w rozwój swoich pracowników, treści oraz marketing. Jednakże, jak podkreślił CEO firmy, Daniel Ek, zmieniające się warunki ekonomiczne, w tym wzrost stóp procentowych przez banki centralne, wywarły znaczny wpływ na strategię firmy.

    Ek w swojej wiadomości do pracowników, opublikowanej na blogu firmy, wyjaśnił, że mimo prób redukcji kosztów w zeszłym roku, struktura kosztów Spotify nadal jest zbyt duża. W obliczu tych wyzwań, firma postanowiła przeprowadzić „strategiczne reorientacje”, które niestety skutkują zwolnieniami około 1500 pracowników. To cięcie jest kontynuacją wcześniejszych redukcji personelu w styczniu i czerwcu tego roku.

    Spotify – poważne straty finansowe

    Spotify, z siedzibą w Sztokholmie, odnotowało stratę netto w wysokości 462 milionów euro (około 500 milionów dolarów) za dziewięć miesięcy do września, co jeszcze bardziej podkreśla pilność tych działań. Ek podkreślił, że skupienie się na „szczuplejszej strukturze” firmy jest kluczowe dla zapewnienia jej ciągłej rentowności.

    To, co dzieje się w Spotify, jest odzwierciedleniem szerszego trendu w branży technologicznej. Firmy, które wcześniej korzystały z taniego finansowania i szybkiego wzrostu, teraz muszą dostosować się do nowego, bardziej wymagającego środowiska gospodarczego. To wymaga trudnych, często bolesnych decyzji, które bezpośrednio wpływają na życie tysięcy pracowników.

    Branża tech na zakręcie

    Podczas gdy redukcja miejsc pracy jest zrozumiała z perspektywy biznesowej, podnosi również ważne pytania o przyszłość pracy i zrównoważony rozwój w branży technologicznej. Jak firmy mogą równoważyć potrzebę rentowności z odpowiedzialnością społeczną? Czy obecna fala zwolnień jest tylko chwilowym zawirowaniem, czy zwiastuje dłuższą zmianę w sposobie funkcjonowania globalnej gospodarki technologicznej?

    Spotify, podobnie jak inne firmy w branży, stoi przed trudnym zadaniem znalezienia odpowiedzi na te pytania. W miarę jak świat wchodzi w okres niepewności gospodarczej, oczy wielu będą zwrócone na to, jak te giganty technologiczne będą nawigować przez te wyzwania, nie tylko dla swoich bilansów, ale również dla swoich pracowników i społeczności, na które mają wpływ.

  • Co druga firma powie “żegnaj”, zamiast “do zobaczenia”

    Co druga firma powie “żegnaj”, zamiast “do zobaczenia”

    Odliczanie już się zaczęło. Co drugi właściciel biznesu, który wziął udział w badaniu McKinsey, nie jest pewny czy przetrwa najbliższe 12 miesięcy. Nic w tym dziwnego skoro aż 7 na 10 firm odnotowało spadek obrotów. Ta ponura prognoza nie dotyczy wszystkich. Branży IT ma się świetnie!

    Przypomnij sobie cztery ulubione marki obuwia. Być może, za 12 miesięcy, o dwóch z nich będziesz musiał zapomnieć. Tak przynajmniej uważa McKinsey. Firma doradcza zrealizowała badania, które miały pokazać, jak europejskie małe i średnie przedsiębiorstwa radzą sobie podczas sztormu wywołanego przez pandemię COVID-19.

    Jak będzie wyglądał europejski krajobraz biznesowy po burzy?

    Europejscy pesymiści

    Ponad 2200 przedstawicieli sektor MŚP z Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii oraz Wielkiej Brytanii uważa, że po pandemicznej burzy nie dla każdego europejskiego przedsiębiorcy zaświeci słońce. Warto dodać, że ankietowani pochodzą z krajów, które łącznie odpowiadają za prawie ¾ populacji Unii Europejskiej. A w pierwszych czterech żyje, pracuje i wydaje niemal 80% mieszkańców strefy euro.

    Raport przedstawia nam ponury obraz europejskiego sektora MŚP. Okazuje się, że mimo iż co piąta firma, biorąca udział w ankiecie, otrzymała pewnego rodzaju rządowe wsparcie, wynikające ze specjalnych tarcz antykryzysowych, to blisko połowa ankietowanych uważa, że ich biznesy mogą nie przetrwać kolejnych 12 miesięcy.

    – Jak wynika z ostatnich badań Instytutu Gartnera, tym co przeważy o sukcesie przedsiębiorstw w czasie kryzysu, będzie otwartość na cyfrowe innowacje. Być może dlatego, tak dobrze w tym ciężkim czasie radzą sobie firmy z sektora IT, które w swoim DNA, mają wpisany głód zmianuważa Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, który 9 lat temu założył spółkę Big Data, do której dziś należy jedna z największych na świecie hurtowni anonimowych danych o Internautach.

    Kryzys zaufania

    Prawda jest jednak taka, że obawy, jakie przejawiają europejscy biznesmeni, nie biorą się znikąd. Około 70% respondentów badania McKinsey odnotowało spadek dochodów w czasie trwania pandemii. A to z kolei wpływa na ich ocenę sytuacji i plany na przyszłość.

    Jeden na pięciu przedsiębiorców obawia się, że nie będzie w stanie spłacić posiadanych zobowiązań i będzie zmuszony do redukcji zatrudnienia, natomiast co trzeci bierze pod uwagę, że jego projekty rozwojowe mogą zostać anulowane.

    Te obawy widać na każdym kroku, niewielu przedstawicieli MŚP wydaje się optymistycznie nastawionych do obecnej sytuacji ekonomicznej. 4 na 5 respondentów z obawą patrzy na obecną kondycję gospodarki swojego regionu.

    – Nie oznacza to, że fala kryzysu zniszczy lub zakłóci działalność wszystkich firm. Wykorzystując covidowy sztorm, możemy osiągać sukcesy, co doskonale widać na przykładzie branży handlowej.odnotowuje Prajsnar z Cloud Technologies, a następnie dodaje: – Według danych Digital Commerce 360, pandemia COVID-19 przeniosła nas w czasie o 4 lata do przodu. Eksperci szacują, że w listopadzie i grudniu br. świąteczne zakupy online przyczynią się do wygenerowania dodatkowych przychodów w ecommerce w wysokości 40 mld USD. W porównaniu z ubiegłym rokiem oznacza to wzrost o ponad 40%.

    Nadzieja w technologii

    Słowa prezesa warszawskiej spółki mają silne poparcie w ostatnich badaniach firmy konsultingowej Dealroom, która obliczyła, że wartość europejskich firm technologicznych jest obecnie czterokrotnie większa niż zaledwie 5 lat temu. Szacuje się, że w 2020 wzrośnie ona o 46% i wyniesie 618 mld Euro.

    Od października 2020 r. jedna trzecia łącznej wartości firm technologicznych w Europie, opiera się na 10 przodujących przedsiębiorstwach: Adyen, BioNtech, Delivery Hero, Klarna, Spotify, Ocado, HelloFresh, Takeaway.com, UiPath i Zalando.

    – Nasz sektor MŚP wygląda inaczej niż w badanych krajach zachodu. Nie jest tak uzależniony od turystyki i gastronomii. Małe rodzinne manufaktury też nie mają takich tradycji, jak ma to miejsce na zachód od Odry zauważa Piotr Prajsnar i tłumaczyPolskie MŚP jest znacznie młodsze. Dlatego małe i średnie firmy to w dużej mierze przedsiębiorstwa z sektora ICT. W tym kontekście nasza pierwotna słabość może okazać się siłą, która ochroni nadwyrężoną gospodarkę. Mimo że wciąż nad Wisłą nie doczekaliśmy się jednorożca, to mamy szereg prężnie działających organizacjipodkreśla Prajsnar. Kierowana przez niego spółka Cloud Technologies w ciągu niespełna jednej dekady z małej rodzinnej firmy urosła do jednej z największych spółek w sektorze Big Data Analytics i notowana jest na warszawskim parkiecie NewConnect.

    Nadwiślańskie samorodki

    Tym samym szlakiem podążają również nadwiślańskie firmy z sektora IT, które wydają się nie przejmować pandemicznymi zawirowaniami i równie sprawnie radzą sobie w czasie zwiększonego rygoru, co ich zagraniczni konkurenci. Na przykład polska spółka technologiczna, Cloud Technologies, która jest jednym z największych na świecie dostawców anonimowych profili internautów, wykorzystywanych do targetowania kampanii reklamowych w sieci. Warszawska firma odnotowała w III kwartale 2020 r. 12,4 mln zł przychodów i 1,6 mln zł EBITDA. Co stoi za jej sukcesem?

    – Z perspektywy czasu oceniam, że czas lockdownu stał się pomostem pomiędzy starą rzeczywistośćią, do której już nie ma powrotu, a nową codziennością, w której pierwsze skrzypce gra technologia. Staliśmy się beneficjentami transformacji społecznej, behawioralnej i gospodarczej. W tym momencie wypracowana przez lata pozycja rynkowa zaprocentowała. A co najważniejsze, okazało się, że wybijamy się ponad branżową średnią, ponieważ osiągnięta dynamika przychodów była istotnie wyższa, niż samo tempo rozwoju rynkumówi Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

    Pomimo zakłóceń spowodowanych koronawirusem, który bezlitośnie potraktował przedstawicieli takich sektorów, jak gastronomia czy turystyka, europejska branża technologiczna ma się nadspodziewanie dobrze. To drogowskaz dla innych gałęzi, które wciąż muszą uporać się z covidowymi powikłaniami. Każdy biznes, powinien dziś traktować rozwiązania IT jako narzędzia autoasekuracji. Ten mariaż pozwoli im nie tylko odzyskać utracony impet, ale również wkroczyć na zupełnie nowe obszary.

  • Revolut Money Report- wydatki konsumenckie podczas pandemii w Polsce

    Revolut Money Report- wydatki konsumenckie podczas pandemii w Polsce

    Revolut przeanalizował tegoroczne dane transakcyjne ponad 1 miliona klientów w Polsce, by sprawdzić jak zmieniały się zachowania konsumenckie Polaków w trakcie pandemii. Analiza miała na celu wskazać punkty zwrotne kryzysu i ocenić stan obecny – badano okres od 2 stycznia do 20 czerwca 2020 r.

    Punkty zwrotne kryzysu

    Analizując dane transakcyjne kartami fizycznymi, płatności online, przelewy pomiędzy klientami (peer-to-peer), zlecenia wymiany walut, płatności w różnych kategoriach usług, pod względem ich ilości i wartości, łatwo zauważyć daty graniczne, które powtarzają się niemal w każdym przypadku.

    2 stycznia to punkt wyjściowy analizy, czyli 100% – od tego dnia wolumeny transakcji rosły osiągając dzienne maksima na przełomie lutego i marca – w zależności od kategorii nawet do 150%. Konsumpcja kształtowała się normalnie do 10 marca, gdy nastąpiło załamanie i szybki spadek aktywności. Dzienne wolumeny transakcji osiągnęły minima 12 kwietnia, w czasie Świąt Wielkanocnych. To data graniczna, od której nastąpił powolny wzrost. By ustalić stan obecny, pod uwagę wzięto wyniki z 9 i 19 czerwca. Wskazują one na częściowy powrót do „normalności”.

    Revolut 1

    Transakcje offline Polaków w kraju i za granicą

    Najbardziej oczywistym przykładem wpływu kwarantanny na zachowania konsumentów, są transakcje kartami fizycznymi. Po jej ogłoszeniu w Polsce, spadły raptownie. Jeśli przyjmiemy, że 2 stycznia to 100%, w dniach 7 i 10 marca ich liczba sięgnęła 145% i 132%, by następnie 12 kwietnia ustanowić minimum 14%. Spadki jeśli chodzi o wartość dziennych transakcji też były drastyczne. 10 marca były na poziomie 130%. Podczas „kryzysowych” zakupów, gdy ze sklepów znikały makaron i mąka, skoczyły nawet do 170% (w piątek 13 marca). 12 kwietnia osiągnęły najniższy poziom 11%.

    Wielkie odmrażanie

    Po Świętach Wielkanocnych, a następnie po wdrażaniu kolejnych etapów odmrażania gospodarki – 20 kwietnia: sklepy, 4 maja: hotele i galerie handlowe, 18 maja: fryzjerzy, restauracje i kawiarnie, 30 maja: siłownie i baseny – wolumen transakcji kartami fizycznymi zaczął powoli rosnąć. W Polsce sięga już poziomów sprzed pandemii.

    Co z zagranicą? Śledząc liczbę i wartość transakcji realizowanych kartami fizycznymi przez Polaków za granicą, widać, że spadki zaczęły się już w lutym. Powodem były rezygnacje z wyjazdów, kwarantanna, która zaczęła się w niektórych krajach wcześniej i powroty Polaków do kraju. Revolut przestał być kartą podróżną – 19 czerwca Polacy 9 na 10 transakcji zrealizowali w Polsce (ich wartość to 79% wartości transakcji ogółem).

    Revolut 2

    E-commerce, P2P i wymiana walut

    Kwarantanna i kryzys związany z pandemią uderzył także w transakcje e-commerce, transakcje między klientami Revolut oraz transakcje wymiany walut. W przypadku wymiany walut, po ogłoszeniu kwarantanny transakcje chwilowo wzrosły. 19 marca ich ilość sięgnęła 137%, a wartość 504% (przypomnijmy, 2 stycznia to 100%). Duże obroty utrzymały się do końca marca. Być może Polacy kupując CHF, USD i EUR zabezpieczali się na czas kryzysu.

    Minimalne wartości we wszystkich trzech kategoriach przypadły na kwiecień (dzienne wyniki z 12 kwietnia to kolejno 70%, 34% i 25%). W czerwcu spadki zostały w znacznym stopniu odrobione. Szczególną datą w przypadku transakcji peer-to-peer (pomiędzy klientami Revolut) był 1 czerwca. Tego dnia wzrosły one do 131% jeśli chodzi o ilość i 165% jeśli chodzi o wartość. Można przypuszczać, że w dzień dziecka z kont Revolut rodziców strumień środków trafił wprost na konta Revolut dzieci.

    Revolut 3

    Restauracje odrabiają straty, turystyka nadal w zapaści

    Pandemia uderzyła we wszystkie typy usług. Najmniej po 10 marca spadła wartość transakcji z kategorii zakupy oraz wydatki spożywcze, obie kategorie odrobiły już spadki (19 czerwca kolejno 117%, 156%). Wydatki spożywcze wyrównały rekordy z połowy marca („kryzysowe zakupy makaronu i mąki”), a na duże zakupy nie-spożywcze Polacy ruszyli w połowie czerwca (być może wydając nadwyżki zaoszczędzone w trakcie kwarantanny).

    O ile na koniec czerwca transport odrobił spadki (19 czerwca ilość 93%, wartość 99%), wydatki na restauracje jeszcze nie osiągnęły poziomu sprzed pandemii (wartość 75%). W zapaści pozostaje branża turystyczna, gdzie ilość i wartość transakcji nie wróciła jeszcze do poziomu ze stycznia (19 czerwca ilość 34%, wartość 29%). Trend jest jednak rosnący i sezon wakacyjny dopiero się rozpoczyna, być może jest szansa na poprawę.

    Usługi offline wracają do gry

    Marzec był miesiącem spektakularnych wzrostów w usługach dowozu jedzenia, gier, streamingu video i muzyki. Duże spadki z uwagi na kwarantannę notowały jednak w marcu usługi offline takie jak transport kolejowy i miejski, saloniki prasowe, kawiarnie i restauracje fast-food, maszyny vendingowe, sklepy i galerie handlowe. Porównując miesiąc największych spadków (1-20 kwietnia) z bieżącym miesiącem (1-20 czerwca) widać dużą poprawę.

    Kto zyskał, a kto stracił? Porównując średnią liczbę transakcji z pomocą Revolut w Polsce, w kwietniu i czerwcu, dostrzec można duże odbicie w transporcie kolejowym i miejskim (PKP Intercity +756%, Bolt +513%, Uber +173%, Autopay +185%, SkyCash +663%, Mobilet +416%, Jak Dojadę +336%). Choć skala wzrostów wynika z niskiej bazy po spadkach w „kryzysowym kwietniu” niewątpliwie jest sygnałem powrotu do normalności.

    Znów chodzimy na kawę, znów kupujemy prasę

    Odbicie widoczne jest też w przypadku sieci fast-food, kawiarni i saloników prasowych (Burger King +266%, KFC +131%, McDonald’s +156%, Starbucks +639%, Inmedio +173%, Empik +262%). Spadków z luty/marzec (-43%) nie odrobiły chyba jeszcze maszyny vendingowe UVP (wzrost kwiecień/czerwiec +45%). W przypadku zakupów spożywczych w czasie kryzysu Polacy kupowali rzadziej ale za większe kwoty, w czerwcu znów częściej kupujemy (Biedronka +80%, Auchan +99%, Netto +44%, Ikea +271%, Decathlon +610% porównując kwiecień i czerwiec).

    Co z usługami, które przeżyły boom w kryzysie? Porównując luty/marzec oraz kwiecień/czerwiec, wciąż rosną Aliexpress (+12%, +7%), Pyszne (+20%, +18%), Spotify (+25%, +19%). Podwyższone poziomy liczby transakcji utrzymują też usługi streamingu video, Netflix (+20%, -1%), HBO (+25%, -2%), TVN (+76%, -8%) i dostaw jedzenia, Uber Eats (+46%, -5%) i Wolt (+49%, -10%). W przypadku gamingu, wrócił on do poziomów sprzed kryzysu.

    „Cieszymy się z wszelkich oznak powrotu koniunktury. Liczymy, że krajowe biznesy, polskie marki i usługi naszych zagranicznych partnerów szybko rozpędzą się po kryzysie. Uruchomimy niebawem nowe narzędzie Revolut Rewards, które może w tym pomóc”powiedział Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce.

    Revolut

  • Internet of Things i 5G, a cyberbezpieczeństwo – czyli jak chronić smart urządzenia

    Internet of Things i 5G, a cyberbezpieczeństwo – czyli jak chronić smart urządzenia

    Internet of Things i ściśle związany z nim temat sieci 5G budzą ostatnio sporo kontrowersji, a nawet teorii spiskowych, co jest nieodłącznym elementem powstawania nowych technologii. Czy Internet Rzeczy jest bezpieczny? Jakie konsekwencje mogą iść w parze z wykorzystywaniem inteligentnych urządzeń na masową skalę? Odpowiedzi na te pytania stały się inspiracją do powstania Raportu Internet of Things i Cyberbezpieczeństwo przygotowanego przez Xopero Software we współpracy z ekspertami z takich firm jak Grupa TAURON, ComCERT i Cloud Security Alliance.

    Krajobraz Internetu Rzeczy

    Według badań Jupiter Research, ilość podłączeń IoT do sieci w ciągu najbliższych 4 lat wzrośnie z 35 miliardów aż do 83 mld (!). 70% z nich będzie należeć do sektora przemysłowego, w tym produkcji, handlu detalicznego i rolnictwa. Raport przewiduje, że pojawienie się opłacalnych prywatnych sieci komórkowych będzie kluczowym motorem wzrostu przez kolejne lata i zakłada wzrost popytu na sieć 5G wraz z obniżaniem kosztów tej technologii w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy.

    Raport Fortune Business Insights z kolei prognozuje, że wartość globalnego rynku IoT wycenianego w 2018 na 190 mld USD, do 2026 roku wzrośnie do 1.1 biliona USD utrzymując tempo wzrostu na poziomie 24% rocznie.

    IoT a bezpieczeństwo

    Internet of Things otworzyło przed nami furtkę do zupełnie nowego świata. Niestety, tak jak i w innych przypadkach, tropem podążyli cyberprzestępcy. IoT stanowi dziś poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa IT. Dlaczego?

    Rynek inteligentnych rozwiązań jest niezwykle zróżnicowany. Nie istnieje jeden wspólny standard określający przebieg uwierzytelnienia device-to-device lub bezpieczny sposób nawiązywania połączenia z usługami w chmurze. Wiele urządzeń stworzono z myślą o realizacji bardzo wąskiego zakresu operacji – wymagają więc wyłącznie podstawowych funkcjonalności i nie ma mowy o ich zabezpieczeniu. Tym samym okazuje się więc, że dotychczasowe podejście do cyberbezpieczeństwa nie sprawdza się w kontekście Internetu Rzeczy.

    – Zabezpieczenie IoT stanowi nadal poważne wyzwanie dla wielu organizacji. Dlaczego? W ramach sieci IoT przechowywane i przesyłane są ogromne ilości danych. Jednak poziom stosowanych zabezpieczeń zwykle jest nieadekwatny do zagrożeń – mówi Bartosz Jurga z Xopero SoftwareBrakuje rozwiązań umożliwiających bezpieczne przechowywanie lub współdzielenie danych oraz komunikację pomiędzy urządzeniami. Źle zabezpieczona infrastruktura będzie podatna na ataki hackerów, a dane staną się łatwym łupem dla atakujących – dodaje.

    Sytuacji nie upraszcza fakt, że właściwe zabezpieczenie urządzeń przekracza często umiejętności przeciętnego szefa działu IT – a lista wektorów i scenariuszy ataku jest stosunkowo długa.

    Badanie przeprowadzone w 2016 r. przez firmę Gartner pokazało, że 32% osób na kierowniczych stanowiskach IT uważa, że aspekt bezpieczeństwa jest główną barierą uniemożliwiającą udane wdrożenie i utrzymanie infrastruktury IoT. Zrozumienie specyfiki tych urządzeń a także obecnych cyber wyzwań, stało się więc pierwszym krokiem na drodze do stworzenia bezpiecznego Internetu Rzeczy.

    Systemy IoT są niezwykle podatne na ataki. Jeszcze większym problemem jest przejmowanie urządzeń i wykorzystanie ich do przeprowadzania ataków DDoS, które powodują niedostępność serwera, usługi lub infrastruktury za pomocą licznych, przejętych wcześniej urządzeń. Niektórzy do dziś pamiętają atak botnetu Mirai z 2016 roku, który dotknął firmę Dyn – dostawcę usług DNS m.in. dla PayPala, Twittera, Spotify czy Netflixa i spowodował niedostępność tych serwisów.

    Sieć 5G – do czego służy?

    Wbrew licznym obawom i teoriom spiskowym musimy zrozumieć do czego w założeniu służyć ma sieć 5G. Być może już dziś ciężko to sobie przypomnieć, ale to dopiero jej poprzedniczka – sieć 4G – zrewolucjonizowała mobilny dostęp do internetu. To dzięki niej możemy na masową skalę szybko i sprawnie korzystać z dowolnych aplikacji mobilnych, oglądać strumieniowo filmy i słuchać muzyki.

    Jeżeli jednak chcemy masowo wykorzystywać inteligentne pralki, lodówki i samochody, sterować różnorodnymi urządzeniami za pomocą smartfona – nie pozwolą na to dotychczasowe standardy internetu bezprzewodowego. To sieć 5G ma stać się podwaliną do budowania tzw. smart cities. 5. Generacja będzie ważnym wsparciem dla aplikacji gromadzących wielkie ilości danych, z których spora część to właśnie IoT. Prawdziwa wartość 5G nie ograniczy się więc do urządzeń mobilnych. W największym stopniu zyskają na niej producenci, przemysł oraz podmioty użyteczności publicznej.

    – W Polsce, w połączeniu z uruchomieniem technologii 5G, rozwój IoT będzie dotyczył w szczególności rozwiązań Smart Cities. Spowodowane to jest dostrzeżeniem wymiernych korzyści ekonomicznych miast, które już takie rozwiązania wdrożyły oraz wyższym zaufaniem do tej technologii. Czy słusznie? X-Force Red Team IBM podczas konferencji Black Hat w 2018 roku przeanalizował 4 rodzaje typowych urządzeń IoT wykorzystywanych w modelu Smart Cities. Znaleźli 17 podatności, z których 9 określono jako krytyczne – zwraca uwagę Marcin Fronczak, Cybersecurity Manager w ComCERT – Testowane urządzenia były wykorzystywane m.in. w Europie do pomiaru poziomu napromieniowania, a w USA do monitorowania ruchu ulicznego. Z przeprowadzonej symulacji ataku na urządzenia monitorujące poziom wody w zaporach wyniknęło, że atak jest prosty do realizacji, a w jego efekcie można wyrządzić bardzo dotkliwe szkody – dodaje w raporcie.

  • 100 tysięcy dolarów dla programisty za wykrycie luki Apple

    100 tysięcy dolarów dla programisty za wykrycie luki Apple

    Bhaviuk Jain, specjalista bezpieczeństwa z Infosec, otrzymał 100 tysięcy dolarów od Apple za wykrycie luki, która umożliwiała ominięcie uwierzytelnień i przejęcie konta użytkownika.

    Podczas ubiegłorocznej konferencji WWDC Apple ogłosiło wprowadzenie funkcji „Zaloguj się z Apple. Pozwala ona użytkownikowi zalogować się przy użyciu swojego identyfikatora Apple ID bez konieczności korzystania z konta w mediach społecznościowych, wypełniania formularzy czy weryfikowania adresu e-mail i wybierania nowego hasła. Jednakże w kwietniu  Bhaviuk Jain wykrył lukę 0-day, która mogła prowadzić do przejęcia konta osoby logującej się za pomocą Apple ID. Problem dotyczył aplikacji firm trzecich, które były zintegrowane z „Zaloguj się z Apple”, aczkolwiek nie posiadały własnych dodatkowych zabezpieczeń.

    Funkcja „Zaloguj się z Apple” jest bardzo podobna do OAuth 2.0 i umożliwia uwierzytelnianie użytkownika na dwa sposoby: poprzez użycie JWT (JSON Web Token) lub kodu wygenerowanego na serwerze Apple. W czasie autoryzacji użytkownik może udostępnić identyfikator Apple ID aplikacji firm trzecich bądź nie zgodzić się na jego przekazanie. Jeśli identyfikator e-mail jest ukryty, Apple generuje token JWT zawierający informacje, która jest następnie wykorzystywana przez aplikację do uwierzytelnienia użytkownika.

    Bhaviuk Jain zauważył, iż może zażądać od Apple tokenów uwierzytelniających dla każdego identyfikatora e-mail, które następnie zostają zweryfikowane przy użyciu klucza publicznego jako prawdziwe. Napastnik może zatem sfałszować token powiązany z dowolnym identyfikatorem e-mail i uzyskać za jego pomocą dostęp do konta ofiary.

    Choć dla osób niewtajemniczonych cała operacja może wydawać się nie do końca zrozumiała,  luka wykryta przez Jaina była bardzo niebezpieczna, bowiem pozwalała przejąć pełną kontrolę nad kontami użytkowników. Warto dodać, że z opcją „Zaloguj się w Apple” zintegrowane są m.in  serwisy Spotify, Dropbox, Airbnb czy Giphy. Po drugie tak duży błąd powinien być wykryty przez developerów Apple. Fakt, że znajduje go osoba z zewnątrz nie wystawia najlepszego świadectwa producentowi, który niemal na każdym kroku podkreśla, że prywatność klientów jest jednym z jego priorytetów. – mówi Mariusz Politowicz z firmy Marken, dystrybutora rozwiązań Bitdefender w Polsce.

    Apple zapewnia, iż luka 0-day nigdy nie została wykorzystana, a błąd w usłudze „Zaloguj się z Apple” został usunięty.

  • Euvic pomaga Empikowi w wejściu na rynek serwisów streamingowych

    Euvic pomaga Empikowi w wejściu na rynek serwisów streamingowych

    Empik, największa w Polsce sieć oferująca treści kulturalne i rozrywkowe, jak książki, filmy i muzyka, w ostatnich dniach udostępniła Empik Music – cyfrową usługę strumieniowania muzyki. Rzuca w ten sposób wyzwanie takim serwisom, jak Spotify, Tidal czy Apple Music. Partnerem technologicznym projektu był Euvic, jedna z największych polskich firm IT. Co ciekawe, projekt w znacznej mierze był realizowany w trybie pracy zdalnej z powodu pandemii koronawirusa.

    Wprowadzenie na rynek Empik Music stanowi kolejny krok w strategii cyfrowej ekspansji marki. Nowa usługa jest w pełni zintegrowana z innymi aplikacjami znajdującymi się w ekosystemie Empiku. Rejestracja i logowanie odbywają się przez Empik.com. Empik Bilety i Going dostarczą informacji o koncertach i innych wydarzeniach muzycznych. Z kolei integracja z Mój Empik zakłada, że otrzymamy jeszcze bardziej dopasowane rekomendacje muzyczne. Ponadto obecni i nowi użytkownicy usługi Empik Premium mogą skorzystać z bezpłatnego dostęp do Empik Music na 60 dni.

    Streaming muzyki

    Z usług streamingowych codziennie korzysta kilka milionów osób. To ogromny rynek, z jeszcze większymi potrzebami i wymaganiami. Właśnie dlatego Empik zdecydował się do niego dołączyć.

    Stworzona wspólnie z Euvic aplikacja Empik Music sprawia, że świat muzyki jest na wyciągnięcie ręki. Co ją wyróżnia? Dostęp do katalogu milionów utworów muzycznych z Polski i całego świata, brak reklam, oryginalne playlisty i rekomendacje stworzone przez znanych artystów, postacie polskiego świata kultury (m.in. Wojciecha Manna) i ekspertów Empiku.

    Dodatkowo aplikacja jest w pełni zsynchronizowana z historią zakupów i daje możliwość dodawania muzyki zakupionej w Empik.com do katalogu “Moja muzyka”, a także zapewnia łatwe tworzenie i importowanie playlist, możliwość słuchania muzyki w trybie offline (bez dostępu do Internetu) oraz wygodny model subskrypcyjny (za który można zapłacić również w salonach Empik). A gdyby to wciąż było mało, aplikacja dostarcza też informacje o koncertach i spotkaniach z artystami, a dzięki nieustannie poszerzanej bazie tekstów piosenek umożliwia też przeprowadzenie karaoke.

    Empik Music to intuicyjne narzędzie, gwarantujące najwyższą jakość streamingu plików audio w technologii HLS z wykorzystaniem kodeka AAC/AAC+ do 320 kbps, które zostało stworzone w ciągu niespełna ośmiu miesięcy i przy wykorzystaniu najnowszych technologii. System jest prosty w utrzymaniu i integracji z aplikacjami zewnętrznymi, można też go łatwo rozszerzać o nowe funkcje.

    Jakość gwarantowana przez technologię

    Za prawidłowe działanie aplikacji odpowiada kilkadziesiąt maszyn wirtualnych, natomiast ruch sieciowy generowany w ramach usługi Empik Music jest równomiernie rozkładany na wszystkie instancje serwerów aplikacyjnych i streamingowych. Aby zapewnić płynną i bezpieczną obsługę wszystkich użytkowników, dodatkowo wykorzystano usługę CloudFlare. Całość rozwiązania była tworzona i rozwijana w środowisku developerskim stworzonym przez Euvic w chmurze Microsoft Azure i z wykorzystaniem Azure DevOps.

    W chwili obecnej usługa dostępna jest tylko w formie aplikacji mobilnej dla systemów Android i iOS, jednak w perspektywie kilku miesięcy pojawi się ona jeszcze w dwóch wersjach: przeglądarkowej, a także na urządzeniach Smart TV.

    Po stronie Euvic w projekcie wziął udział 1 kierownik projektu, 2 product ownerów, 11 liderów technicznych (każdy z nich odpowiadał za inny obszar) oraz współpracujący z nimi szeroki zespół developerów. Zaproszenie do projektu Empik Music było dla Euvic zarówno sporym wyzwaniem, jak i wyróżnieniem.

    Innowacje w cieniu pandemii

    Ostatnie miesiące realizacji projektu okazały się zdecydowanie trudniejsze niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Przyjęty porządek prac został bowiem zakłócony przez pandemię Covid-19, która zupełnie niespodziewanie zmieniła dotychczasową rzeczywistość.

    “Zespół odpowiedzialny za realizację aplikacji Empik Music musiał całkowicie dostosować się do nowych warunków. Konieczność pracy zdalnej, rozproszenie członków zespołu w różnych lokalizacjach i brak możliwości realnych spotkań, choć nie sprzyjają powstawaniu innowacji, jak się przekonaliśmy, nie są też dla nich barierą nie do pokonania” – mówi Grzegorz Mazur, Dyrektor Techniczny Euvic.

    Pomimo znacznie utrudnionych warunków pracy, zespół Euvic zrealizował projekt zgodnie z wymaganiami Empik, dotrzymując przy tym wszystkich przyjętych pierwotnie terminów. Nie byłoby to jednak możliwe bez wysoce efektywnej pracy zdalnej, odpowiedniego know-how oraz wysokiego zaangażowania wszystkich członków zespołu – zarówno po stronie Empik, jak i Euvic.

  • Usiądź i odpocznij. Robot cię obsłuży

    Usiądź i odpocznij. Robot cię obsłuży

    Sztuczna inteligencja wspomaga nas już w wielu sektorach – medycynie, logistyce, transporcie, biznesie, bankowości i energetyce. A to tylko niektóre z gałęzi, w których jest stosowana. Jak wynika z raportu “Monitoring trendów w innowacyjności” do 2025 r. liczba miejsc pracy fachowców od sztucznej inteligencji wzrośnie w Polsce o 200 tys.

    SI coraz mocniej wkracza w nasze codziennie życie. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, że z niej korzystamy. Oglądanie filmów i seriali na Netfliksie, czy korzystanie z aplikacji Spotify oparte jest na działaniu algorytmów, które analizują nasze preferencje i upodobania i pod ten klucz rekomendują nam treści, które mogą przypaść nam do gustu. Podobnie dzieje się w przypadku zakupów online. Tzw. systemy polecające na podstawie naszych ostatnich wyborów i preferencji podsuwają nam pod nos produkty, które także mogą nam się spodobać.

    Korzystanie ze smartfonów również opiera się w głównej mierze na działaniu technologii opartej na SI – np. wirtualni asystenci tacy jak: Siri, czy Google Assistant. Po głosowej komendzie pomogą wyznaczyć nam trasę dojazdu do domu, wyślą wiadomość tekstową, czy przypomną o zaplanowanym spotkaniach. Proste, prawda? Trudno się więc dziwić, że smartfony to najczęstsze urządzenia z jakich korzystają Polacy. Używa ich 9 na 10 ankietowanych – tak wynika z badania  przeprowadzonego na zlecenie Smartney przez SW Research. Firma, która w ubiegłym roku zadebiutowała na rynku kredytowym zrealizowała duże badanie opinii na temat smart living i zainteresowań (m.in. technologicznych) Polaków.

    – Temat badania jest nieprzypadkowy. Smartney udziela dopasowanych do preferencji konsumentów pożyczek, analizuje szereg informacji na temat klienta dzięki algorytmom i innym rozwiązaniom technologicznym. Cały proces odbywa się online i jest jednym z najszybszych na polskim rynku. Duża część konsumentów zaciąga zobowiązania właśnie przy pomocy smartfona – mówi Katarzyna Jóźwik, Dyrektor Generalna Smartney.

    Dwanaście ton masła

    Smartfony to nie jedyna forma sztucznej inteligencji, jakiej chętnie używamy. Z badania  “Sztuczna inteligencja w życiu Polaków” Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK) wynika, że ok. 40 proc. z nas jest gotowych skorzystać z  samochodowego transportu bezzałogowego. Kto jednak odważyłby się przejechać autonomiczną ciężarówką przez Stany Zjednoczone? Takie firmy, jak Tesla, Volvo, Daimler nie zajmują się już tylko konstrukcją bezzałogowych aut osobowych. W okresie świat Bożego Narodzenia pierwszy autonomiczny tir firmy plus.ai przejechał odcinek od wschodniego do zachodniego brzegu USA przewożąc osiem ton masła. Pokonał prawie 4,5 tys. km, głównie autostradą. Autem sterował system wspomagany sztuczna inteligencją, sensory, kamery, radary i lidar (urządzenie działające na podobnej  zasadzie, co radr). Choć autonomiczne ciężarówki jeżdża już także po Europie, to jednak pokonują znacznie krótsze trasy (zazwyczaj między magazynem, a miejscem przeładunkowym) i rozwijają prędkość ok 5 km/h.

    Algorytm, który znajduje lek

    Do autonomicznego auta wsiedliśmy chętnie, jednak chęć skorzystania z usług medycznych, w których to lekarza zastępuje sztuczna inteligencja deklaruje zaledwie co szósty z nas – tak wynika z badania NASK. Powinno być całkiem odwrotnie. Wykorzystanie nowoczesnej technologii w medycynie już w niedalekiej przyszłości umożliwi tanią i o wiele szybszą, niż obecnie, diagnostykę. Według szacunków ok. 30 proc. danych zebranych na całym świecie dotyczy naszego stanu zdrowia. Każdy z nas generuje ich ok 80 MB rocznie. W ich analizie najlepiej sprawdza się sztuczna inteligencja. Już dwa lata temu podczas specjalnych zawodów zorganizowanych w stolicy Chin SI wykazała się o 20. proc. większą skutecznością w wykrywaniu chorób neurologicznych niż  lekarze. Podobnie było w Stanach Zjednoczonych, gdzie algorytm na podstawie zdjęć RTG w kilka miesięcy nauczył się rozpoznawać 14 chorób i również okazało się, że jest bardziej skuteczny niż radiolodzy. Biorąc pod uwagę, że w USA błędna diagnoza jest już trzecią przyczyną zgonów, to dość krzepiąca informacja.

    W leczeniu antybiotykooporności też trudno nie docenić zasług SI. Badacze z Massachusetts Institute of Technology nauczyli algorytm sztucznej inteligencji rozpoznawać związki, które mogą szkodzić bakteriom. Odkryty antybiotyk nazwali halicyną. Nazwę wzięli od szalonego komputera HAL 9000 z książki science fiction Arthura C. Clarke`a. Na jej podstawie powstał film Stanleya Kubricka „Odyseja kosmiczna 2001”. Eksperci z MIT planują teraz wykorzystać SI do walki z rakiem.

    SI zadba też o nasze finanse

    Sztuczna inteligencja ma również ogromny wpływ na nasze finanse. Nie chodzi tu już o samo doradztwo, czy też przetwarzanie olbrzymich wolumenów danych – niekoniecznie łatwych do analizy. W przypadku banków SI wykorzystywana jest przede wszystkim do ochrony pieniędzy. Pozwala na zmniejszenie liczby cyberataków w bankowości, np. poprzez zastosowanie biometrii behawioralnej, która na podstawie tempa i rytmu pisania, a także sposobu poruszania kursorem, daje możliwość stworzenia unikalnego profilu klienta banku.

    – Aż 13 proc. Polaków uważa, że to właśnie w sektorze finansowym będzie najwięcej rozwiązań opartych o nowe technologie – tak wynika z naszego badania opinii. Z czym Polakom kojarzą się nowoczesne technologie w bankowości? Z naszego badania wynika, że głównie z aplikacjami, które pozwalają zarządzać domowym budżetem (66 proc.), ale również z płaceniem blikiem, czy z szybkim i łatwym sposobem na wzięcie pożyczki (34 proc.) – mówi Katarzyna Jóźwik, Dyrektor Generalna Smartney.

    Jakie aspekty naszych finansów oddalibyśmy w ręce robota, gdybyśmy wiedzieli, że zaoszczędzimy dzięki temu czas i energię, a rozwiązanie będzie bezpieczne?

    – Najbardziej chcielibyśmy, by to komputer płacił za nas rachunki – tak deklaruje co czwarty z Polaków, a także, by aplikacja bankowa informowała nas o zbliżających się płatnościach (18 proc.). Zaledwie 5 proc. ankietowanych pozwoliłoby na to, by w przypadku braku środków sztuczna inteligencja wysłała wniosek o kredyt w zaakceptowanych wcześniej instytucjach – dodaje Katarzyna Jóźwik.

    Już prawie połowa ankietowanych odpowiedziała, że zaufałaby sztucznej inteligencji, która dobrałaby najlepszą ofertę kredytu poprzez analizę wydatków, dochodów i stylu życia. Wciąż jednak zdecydowana część z nas (69 proc.), by wziąć pożyczkę, woli udać się do placówki banku. Jedynie co piąty ankietowany załatwiłby wszystkie formalności przez Internet. Szkoda, że jednak jest nas tak mało, bo to wiąże się ze znaczną oszczędnością czasu. A jak z kolei wynika z badań OECD  Polacy są siódmym najbardziej zapracowanym narodem na świecie. Pracujemy 1928 godzin rocznie. Dla porównania, nasi sąsiedzi zza Odry przepracowali aż 600 godzin mniej niż my (1356). Czasu mamy więc jak na lekarstwo. Na go przeznaczymy, jeśli oszczędzimy go dzięki nowym technologiom?

    – Nasi ankietowani twierdzą, że spędziliby ten czas z rodziną i bliskimi (70 proc.), nieco mniej (62 proc.) wykorzystałaby go na odpoczynek: masaż albo weekend w SPA, a nieco więcej niż połowa na przyjemności, jak kino czy spotkanie ze znajomymi – podsumowuje Katarzyna Jóźwik.

    Nie wiadomo, czy będzie to możliwe, bo w stosunku do SI jesteśmy wciąż nazbyt podejrzliwi. Boimy się, że przez rozwoju sztucznej inteligencji nasze życie będzie podlegać inwigilacji (60 proc.), a także że przez zastąpienie ludzi “robotami” wzrośnie bezrobocie – tak uważa 40 proc. z nas. M.in. z tych powodów uważamy, że sprawy związane z wprowadzeniem, sztucznej inteligencji wymagają regulacji prawnych.

  • Revolut pokazał dane o wydatkach Polaków podczas epidemii Covid-19

    Revolut pokazał dane o wydatkach Polaków podczas epidemii Covid-19

    Revolut, globalna platforma usług finansowych, z której korzysta 10 milionów klientów w Europie i blisko milion w Polsce, przedstawił dane o tym jak zmieniły się nawyki zakupowe Polaków podczas epidemii Covid-19. Najnowsze badanie Revolut Money Report porównuje dane o transakcjach blisko miliona użytkowników aplikacji w Polsce z lutego i marca 2020 r.

    Boom na usługi online

    Jedne z najbardziej spektakularnych wzrostów pod względem liczby transakcji notowały w marcu (m/m) usługi z branży gier komputerowych. Liderami zestawienia były Steam Games (+109%), Playstation (+87%) i Nintendo (+49%), zajmując odpowiednio 2, 3 i 6 miejsce. Imponował także wzrost wartości wolumenu transakcji, Steam Games (+140%), Playstation (+112%), Nintendo (+54%) kolejno na 2, 3, i 8 miejscu. Gdy pandemia koronawirusa odcina ludzi od rozrywki poza domem, wiele osób wykorzystuje czas wolny by pograć w gry komputerowe. Wzrost notuje jednak nie tylko branża gier, ale całe spektrum usług, które przeniosły się online lub od początku były oferowane w Internecie. Wraz z nimi fintech notuje wysoką liczbę i wartość wolumenu transakcji online.

    Streamingiem w nudę

    Gdy dostawcy usług streamingowych ogłaszają, że obniżają jakość obrazu i dźwięku, jest jasne, że internetowe łącza obciążone są jak nigdy wcześniej. Miliony widzów oglądają film, ulubiony serial lub słuchają muzyki. Tuż za grami komputerowymi rekordy popularności biją formy rozrywki oparte na streamingu online. Potwierdza to rekordowy wzrost liczby transakcji w przypadku TVN (+76%), HBO (+25%), Spotify (+25%) i Netflix (+20%), kolejno na 4, 9, 10 i 12 miejscu. Dodatkowo, TVN (wraz z Player.pl) zanotował skok wartości wolumenu transakcji (61%) i odpowiednio 5 miejsce.

    Zmierzch podwójnego latte

    Internet zastępuje przyjemności, które wirus brutalnie nam odebrał, jak spotkanie w kawiarni lub drukowaną prasę. Świadczą o tym największe spadki liczby transakcji u usługodawców takich jak Costa Coffee (-61%), Green Caffe Nero (-60%), Empik (-59%), Starbucks (-58%), Inmedio (-45%), kolejno 3, 4, 5, 7, 17 miejsce. Szybki lunch na mieście? Zapomnij. Kawa z maszyny? Tylko w domu. Picia i jedzenia poza domem unikamy, co widać w liczbie transakcji w Burger King (-53%), McDonald’s (-47%), KFC (-45%), Dallmayr Vending & Office (-45%), Automaty UVP (-43%). Jeśli uwzględnimy wydawane kwoty, nie jest lepiej, spadki wahają się od 39% do 53%.

    Rosną zakupy w sieci

    Klienci Revolut sporo kupują, ale głównie w sieci. Handel internetowy, z Allegro i Aliexpress na czele, zanotował duże wzrosty liczby transakcji (kolejno +42% i +12%) i wydatków (+57% i +54%). Jeśli chodzi o wzrost wartości wolumenu transakcji obie platformy są w pierwszej dziesiątce usługodawców. Gorzej ma się rzecz ze sklepami i galeriami handlowymi. Liczba transakcji spadła mocno w TK Maxx (-57%), Decathlon (-51%), Ikea (-49%), kolejno 10, 12 i 13 miejsce wśród kategorii spadkowych. Dziś częściej zaglądamy do aptek, np. sieci Dbam o Zdrowie (+10% liczby transakcji i +34% obrotów).

    Jedzenie z dowozem…

    Usługą z największym wzrostem liczby (+122%) i wartości (+142%) transakcji m/m jest aplikacja Glovo, która dostarcza jedzenie, leki i zakupy. Wyraźnie zyskuje popularność wśród klientów Revolut. Rośnie też cała kategoria dowozu jedzenia, w tym Wolt (+49%), Uber Eats (+46%) i Pyszne (+20%), kolejno 5, 7 i 13 miejsce w rankingu liczby transakcji. Klienci Revolut wydali w marcu więcej na te usługi (kolejno +50%, +35%, +23%).

    …lub na zapas w pobliskim sklepie

    A co z pieczywem, warzywami i podstawowymi artykułami spożywczymi? Szukamy ich blisko, zakupy robimy rzadziej, ale na znacznie większe kwoty. Sklepów spożywczych próżno szukać wśród usług gdzie najbardziej wzrosła liczba transakcji. Zajmują natomiast połowę rankingu 20 usługodawców, u których klienci Revolut najbardziej zwiększyli wydatki, m.in. w Piotr i Paweł (+60%), Lewiatan (+44%), Stokrotka (+44%), Delikatesy Centrum (+42%), Auchan (+39%), Netto (+34%), Intermarche (+32%), Biedronka (+31%) i Leclerc (27%).

    Nikt nie myśli o podróżach

    Największe spadki liczby i wartości transakcji dotyczą jednak kategorii podróży i transportu miejskiego. Dane potwierdzają, że Klienci Revolut zalecenie „Zostań w domu” wzięli sobie mocno do serca. Spadła liczba transakcji u usługodawców takich jak SkyCash (-65%), Booking.com (-64%), Jak dojadę (-58%), PKP Intercity (-57%), MoBilet (-57%), Bolt (-48%), Uber (-45%) i Autopay (-33%). Branża jest także liderem spadków jeśli chodzi o wydatki, które dotknęły m.in. Booking.com (-75%), SkyCash (-61%), PKP Intercity (-58%), Jak dojadę (-57%), MoBilet (-52%), Bolt (-47%), Uber (-44%) i Shell (-34%). Podróże i transport zajmują połowę z 20 miejsc w kategoriach spadkowych.

    Mniej płatności kartą fizyczną

    Na skutek kwarantanny mniejsza liczba ludzi wychodzi poza dom, a co za tym idzie płaci kartą. Spadek średniej liczby codziennych transakcji kartą fizyczną w miesiącu dotyczy wszystkich kategorii wydatków i wyniósł -36% (m/m). W przypadku transakcji online spadek również wystąpił, ale był znacznie mniejszy, około -11% (m/m), podobnie w przypadku transakcji wymiany walut, około -12% (m/m). Co jednak ciekawe, wartość wolumenu wymienianych walut wzrosła ponad dwukrotnie +110% (m/m). Przyczyną mogła być chęć zdywersyfikowania portfela oszczędności przez klientów Revolut w oparciu o popularne waluty, takie jak CHF, EUR i USD.

    – Konsumenci i usługi przenoszą się z offline do świata online i mobile szybciej niż kiedykolwiek. Epidemia przyspieszyła ten trend, dlatego pomagamy klientom odnaleźć się w nowej sytuacji. Nowym klientom firmowym proponujemy bezpłatne 3 miesiące planów freelance professional i firma grow. Dla użytkowników bezpłatnych planów Standard udostępniliśmy karty wirtualne ze zmiennym numerem do bezpiecznych zakupów w sieci oraz dostęp do kryptowalut. Na platformie Donations powitaliśmy pierwszą polską organizację dobroczynną. Wspólnie z Polskim Czerwonym Krzyżem zbieramy datki na walkę ze skutkami Covid-19 w Polsce. Użytkownicy Revolut w ciągu kilku dni przekazali na ten cel ponad 100 tysięcy złotych – powiedział Karol Sadaj, country manager, Revolut w Polsce

    Revolut i PCK vs. Covid-19

  • Adyen udostępnia BLIKA globalnym platformom e-commerce

    Adyen udostępnia BLIKA globalnym platformom e-commerce

    Adyen, który dostarcza rozwiązania płatnicze wielu wiodącym firmom na świecie, udostępni BLIKA w ramach swojego portfolio metod płatności. Dzięki temu globalne platformy e-commerce będą mogły zaoferować polskim kupującym możliwość zapłacenia w preferowany przez nich sposób. Klienci Adyen mogą dodawać płatność BLIKIEM bezpośrednio na swoich stronach, bez przekierowań na strony dostawców płatności. Wśród klientów Adyen są takie podmioty jak Spotify, Uber, Booking.com, eBay i Linkedin.

    BLIK staje się coraz popularniejszy w płatnościach mobilnych dzięki unikalnemu modelowi realizacji transakcji. Szybkość, wygoda i bezpieczeństwo to kluczowe korzyści dla użytkowników bankowości mobilnej. BLIK łączy te elementy w optymalny sposób. Rozwiązanie stworzone w Polsce jest już dostępne w całym e-commerce w naszym kraju i coraz śmielej wychodzi za granicę. Popularność BLIKA jest doceniana przez międzynarodowych dostawców płatności, którzy mają w swoim portfolio globalnych graczy e-commerce. Teraz użytkownicy BLIKA będą mogli płacić na międzynarodowych stronach korzystających z rozwiązań Adyen.

    Adyen zapewnia nowoczesną infrastrukturę end-to-end łączącą przedsiębiorstwa bezpośrednio ze wszystkimi głównymi systemami i metodami płatności preferowanymi przez konsumentów na całym świecie. Adyen udostępnia bezproblemowe płatności w kanałach internetowych, mobilnych i w sklepach stacjonarnych. Umożliwia firmom tworzenie spójnych doświadczeń we wszystkich kanałach sprzedaży, aby poprawić całą ścieżkę zakupową klientów.

    W 2019 roku użytkownicy BLIKA zrealizowali ponad 217 milionów transakcji. To więcej niż w ciągu pierwszych czterech lat funkcjonowania systemu (135 milionów). Trzy z czterech transakcji BLIKIEM to zakupy online, wzrosty można zobaczyć również w innych kanałach.

  • Kryptowaluty coraz mocniejsze, a do gry wchodzą wielcy gracze

    Kryptowaluty coraz mocniejsze, a do gry wchodzą wielcy gracze

    Mimo że Facebook nie wydał jeszcze własnej kryptowaluty, o Librze jest już głośno. Oczekiwania są ogromne, a do biznesu dołączyło już wiele renomowanych firm, jak Uber, Vodafone czy MasterCard. Docelowo do 2020 roku Stowarzyszenie Libra ma już liczyć 100 firm. Sami użytkownicy również czekają. Libra może być przełomem w świecie szybkich, bezpiecznych i tanich płatności online, już na starcie budzi jednak spore obawy. Zdaniem części ekspertów Libra może zagrozić kursowi dolara. Współzałożyciel Facebooka Chris Hughes ocenia zaś, że Libra przeniesie władzę z banków centralnych do korporacji.

    W 2020 roku będziemy mieli do czynienia z w pełni operacyjną kryptowalutą, jaką będzie Libra. Ona już jest w dużej mierze przygotowana przez Facebooka i około 28 innych, bardzo dużych podmiotów, których liczba będzie wzrastała. Każdy z tych podmiotów musi mieć wartość rynkową co najmniej miliarda dolarów, 20 mln klientów i włożyć 10 mln dolarów w ten projekt. To ogromne pieniądze, które umożliwiły przygotowanie kryptowaluty Libra, która będzie stanowiła zupełne novum – podkreśla ekonomista Sławomir Horbaczewski.

    Libra ma być dostępna z poziomu komunikatora i powiązana z tradycyjnymi walutami. Zaproponowana przez największą sieć społecznościową na świecie z założenia ma stworzyć proste, przyjazne dla użytkowników środowisko finansowe. Zgodnie z zapowiedziami ma też rozwiązać problem braku dostępu miliarda ludzi do usług bankowych, a tym samym – do wygodnych, szybkich i tanich transakcji. Blockchain Libra rozwiąże główne problemy wszystkich rozproszonych ksiąg rachunkowych – będzie skalowalny, co oznacza, że ​​będzie mógł rosnąć i zarządzać miliardami użytkowników i transakcji, a przy tym całkowicie zabezpieczony.

    To krok naprzód, próba powiedzenia, że owszem, jest to kryptowaluta, ale zdecydowanie mniej spekulacyjna. Stabilnie oferująca nowe możliwości na rynku finansowym. Facebook ma 2,7 mld użytkowników, zatem wystarczy, że jakaś drobna część z nich skorzysta z Libry i już mamy do czynienia z dziesiątkami milionów użytkowników – przekonuje Sławomir Horbaczewski.

    Kryptowaluty ma niewielki odsetek osób. Libra może być pod tym względem prawdziwą rewolucją, a jej zastosowanie praktycznie nieograniczone. Wynajem mieszkania lub samochodu, przenoszenie pieniędzy między użytkownikami, zakupy. Obecnie szanse, że właściciel mieszkania lub pojazdu, partner czy sprzedawca akceptuje bitcoiny, są niewielkie, a przede wszystkim znacznie niższe niż szansa, że mają profil na Facebooku lub używają WhatsAppa i Instagrama. Dlatego Libra ułatwi transakcje miliardom osób na całym świecie. Zwłaszcza że wiele renomowanych firm już dołączyło do Libra Association, która zarządza kryptowalutą. Stowarzyszenie ma 28 członków założycieli, w tym PayPal, Visa, Vodafone, MasterCard, Uber czy Spotify, ale do 2020 roku ma mieć już 100 członków.

    Mówimy o kryptowalutach ostrożnie, staramy się wprowadzać różnego rodzaju regulacje, które będą zapobiegały nadużyciom. Za chwilę możemy mieć do czynienia z kryptowalutami, które będą zdecydowanie bezpieczniejsze, stabilniejsze i które rzeczywiście zaczną o tyle zagrażać pieniądzom tzw. fiducjarnym, emitowanym przez banki centralne, że będzie to naturalny, kolejny etap rozwoju rynku. Wolne rynki nie mają tak naprawdę ekonomicznych ograniczeń i kryptowaluty to bardzo silnie pokazują – przekonuje ekspert.

    Libra budzi jednak obawy u części ekspertów, którzy oceniają, że nowa cyfrowa waluta może zachwiać kursem dolara. Współzałożyciel Facebooka Chris Hughes nazwał możliwość sukcesu nowej kryptowaluty jako przerażającą i stwierdził, że Libra przeniesie władzę z banków centralnych do korporacji. Kryptowaluta napotyka też sprzeciw ze strony amerykańskich ustawodawców. Obawiają się oni naruszenia bezpieczeństwa danych użytkownika, zwłaszcza w kontekście niedawnych skandali – Przewodniczy House Financial Services Committee wezwał Facebooka m.in. właśnie dlatego do wstrzymania rozwoju nowej cyfrowej monety.

    Libra nie jest jedyną nowością na rynku, która może całkowicie zmienić oblicze kryptowalut. Największa na świecie giełda kryptowalut, Binance, uruchamia projekt Venus. Celem jest stworzenie lokalnych kryptowalut oraz aktywów cyfrowych na całym świecie. Prawdopodobnie więc Binance będzie współpracować z rządami określonych państw w procesie tworzenia ich własnych walut cyfrowych, choć zdaniem ekspertów skupi się na rynku azjatyckim.

    Kryptowaluty to tylko część nowego cyfrowego świata. Coraz więcej państw wdraża technologię blockchain, bezpośrednio powiązaną z cyfrowymi walutami, ale działającą także samodzielnie. Całkowicie bezpieczna, odporna na ataki hakerskie, wprowadza zupełnie nowy system zabezpieczeń.

    Ludzie nie wiedzą jeszcze, co to jest blockchain, a bardzo wiele krajów, organizacji i potężnych koncernów już oficjalnie zaczyna stosować tę technologię. Umożliwia funkcjonowanie, przechowywanie, zapisywanie i przekazywanie danych w taki sposób, żeby nikt nie mógł tych danych w przyszłości w jakikolwiek sposób zmienić – tłumaczy Sławomir Horbaczewski.

    Według analityków MarketsandMarkets globalny rynek kryptowalut osiągnie w 2025 r. wartość 1,5 mld dol.

  • Wyższe ceny usług i produktów przez podatek cyfrowy

    Wyższe ceny usług i produktów przez podatek cyfrowy

    Giganci technologiczni, który działają w oparciu o cyfrowe modele biznesowe, monopolizują rynek. Prowadzą działalność, która wyklucza skutecznie pojawianie się innowacyjnych rozwiązań – podkreśla Katarzyna Królak-Wyszyńska, prezes Innovatika. Tylko w 2018 roku aż 60 firm z listy Fortune 500 nie płaciło podatków w USA. Raje podatkowe istnieją także w Unii Europejskiej, to m.in. Cypr czy Malta. Także przepisy w Belgii i Irlandii sprzyjają międzynarodowym firmom w unikaniu płacenia podatków. Wprowadzenie podatku cyfrowego dla m.in. Google’a, Apple’a, Facebooka i Amazona ma zmienić tę sytuację.

    – Giganci technologiczni wykupują swoich konkurentów i starają się wszystko mieć pod kontrolą, a to powoduje spore ryzyka. Taki monopolista ma więcej niż tylko siłę rynkową i biznesową, ma siłę równoważną z siłą rządu państwa – podkreśla Katarzyna Królak-Wyszyńska, prezes Innovatika.

    W Stanach Zjednoczonych w 2018 roku co najmniej 60 firm z listy Fortune 500 zgłosiło, że od dochodów uzyskanych w USA nie zapłaciło nawet dolara (analiza opublikowana przez Institute on Taxation and Economic Policy, think tank z siedzibą w Waszyngtonie). Należą do nich m.in. gigant technologiczny Amazon, serwis streamingowy Netflix czy naftowy Chevron Corp., producent farmaceutyczny Eli Lilly & Co. oraz producent sprzętu rolniczego i handlowego Deere & Co. Firmy, w tym giganci technologiczni jak Amazon czy Netflix, powinny zapłacić 16,4 mld dol. podatku. Zamiast tego otrzymały ulgę podatkową (ponad 4 mld dol.).

    – Regulacje podatkowe dotyczą granic geograficznych, natomiast działania biznesów cyfrowych wymykają się poza te granice. Dlatego jeżeli giganci technologiczni, jak Google, Amazon, Facebook, Netflix, Spotify czy Apple, są zarejestrowani w kraju, który jest rajem podatkowym, albo w kraju, gdzie jest im wygodnie prowadzić jakąś działalność, i tam mają swoją główną siedzibę, płacą podatki według stawek, które obowiązują w tych właśnie krajach. Natomiast większość ich przychodów generowana jest dzięki działaniom na zupełnie innych terytoriach – tłumaczy Katarzyna Królak-Wyszyńska.

    Raje podatkowe to nie tylko egzotyczne kraje, istnieją także w Unii Europejskiej. Komisja Europejska i OECD określa np. Cypr, Maltę, a od niedawna także Belgię czy Irlandię, jako kraje, które pomagają największym firmom w unikaniu płacenia podatków. Tylko w 2016 roku Komisja Europejska nakazała Belgii odzyskać 700 mln euro od przedsiębiorstw, które skorzystały z ulg, m.in. BASF, Cellio czy obecny Proximus, a Luksemburgowi –  250 mln euro od Amazona. Wprowadzenie 3 proc. podatku cyfrowego dla największych firm technologicznych miałoby raczej symboliczne działanie, ale byłoby pierwszym krokiem do uporządkowania sytuacji.

    – Wielkie firmy technologiczne niespecjalnie odczują ciężar tego podatku. Po pierwsze, jego wysokość jest dosyć symboliczna – 3 proc., po drugie, w standardzie każdego biznesu jest przerzucać wszelkie koszty na swoich klientów. W przypadku bigtechów to jesteśmy my, konsumenci, więc jeżeli już ktoś poczuje ciężar, to prawdopodobnie my będziemy płacić trochę więcej za usługi – ocenia ekspertka.

    Zgodnie z zapowiedziami KE 150 największych firm internetowych (głównie amerykańskich) o globalnych przychodach wyższych niż 750 mln euro i europejskich wyższych niż 50 mln euro miałyby zapłacić w całej UE 3-proc. podatek od przychodów ze sprzedaży przestrzeni reklamowej w sieci, sprzedaży danych wygenerowanych dzięki informacjom o użytkownikach i od przychodów internetowych pośredników. Wprowadzenie unijnej daniny jednak znacznie się wydłuża. Wiadomo już, że na decyzję KE nie czekały Francja, Hiszpania, Włochy, Wielka Brytania, Austria i Czechy. Własny podatek cyfrowy chce też wprowadzić Polska, która jeszcze czeka na unijną zgodę.

    – Ponieważ dyrektywa unijna nie została przyjęta, to poszczególne kraje mogą myśleć o wprowadzeniu pewnych działań czy podatków na swoim terytorium lokalnie. To zrobiła już Francja i zamierza zrobić Polska. Ministerstwo Finansów pracuje nad podatkiem cyfrowym, który ma mieć konstrukcję podobną do tej zaproponowanej przez Komisję Europejską. Plany są takie, żeby od początku 2020 roku obowiązywał 3-proc. podatek – przypomina Katarzyna Królak-Wyszyńska.

  • Facebook – czy przetwarzanie danych było legalne?

    Facebook – czy przetwarzanie danych było legalne?

    Facebook stoi przed dochodzeniem kryminalnym w sprawie partnerstwa w zakresie przetwarzania danych. Problemy Facebooka wydają się nie mieć końca. Firmę czeka obecnie prowadzone przez prokuratorów federalnych śledztwo, dotyczące praktyki wymiany danych i partnerstwa z globalnymi firmami technologicznymi w tym Netflix, Spotify, Apple, Microsoft, Sony i Amazon – pisze The New York Times. Ponad 150 firm jest najwyraźniej zainteresowanych uzyskaniem dostępu do danych użytkownika, bez jego wiedzy.

    Ława przysięgłych zażądała już od potentatów z branż produkcji smartfonów i innych gadżetów, oskarżonych o rzekomy dostęp do danych z setek milionów kont na Facebooku, przedstawienia właściwych dokumentów.

    „Facebook pozwolił wyszukiwarce Bing firmy Microsoft na wgląd do prawie wszystkich nazwisk przyjaciół użytkowników Facebooka, bez ich zgody oraz umożliwił Netflix i Spotify czytanie prywatnych wiadomości użytkowników Facebooka” – zaświadczają zapisy z 2017 roku, uzyskane przez The New York Times w roku 2018.

    Dyrektor ds. rozwoju i oprogramowania FB broni partnerstwa, twierdząc, że „żaden z partnerów ani zarządzanych przezeń procesów nie uzyskał dostępu do informacji bez zgody osób zainteresowanych”.

    Nieco wcześniej wyjaśniał on: „Współpraca ta polegała na pomaganiu ludziom w dwóch sprawach. Po pierwsze, mogli oni uzyskać dostęp do własnych kont na Facebooku lub korzystać z konkretnych funkcji serwisu społecznościowego na urządzeniach i platformach zbudowanych przez inne firmy, takie jak Apple, Amazon, Blackberry i Yahoo. Firmy te są znane jako partnerzy projektów integracyjnych. Po drugie, ludzie mogli doświadczać większej liczby kontaktów społecznościowych – na przykład zobaczyć rekomendacje swoich przyjaciół z Facebooka z innych popularnych aplikacji i stron internetowych, takich jak Netflix, The New York Times, Pandora i Spotify”.

    To nie pierwszy raz, gdy FB został poddany kontroli pod kątem rzekomych podejrzanych praktyk, podobnych do skandalu z Cambridge Analytics, który  przecież nie prędko zostanie zapomniany. Oznacza to, że prawdopodobnie Facebook może spodziewać się grzywny w wysokości wielu miliardów dolarów – komentuje Mariusz Politowicz, inżynier techniczny Bitdefender z firmy Marken Systemy Antywirusowe

    Według zwolenników ochrony prywatności Facebook miał naruszyć porozumienie z FTC o „udostępnianiu danych w sposób, który jest oszustwem w stosunku do klientów”. Konsekwencją tego jest możliwość pojawienia się wielu oskarżeń. Facebook współpracuje z organami ścigania.

  • Jak Asystent Google zmieni oblicze Twojego biznesu?

    Jak Asystent Google zmieni oblicze Twojego biznesu?

    Inteligentni asystenci głosowi, tacy jak Alexa, Siri czy Asystent Google, są jednymi z najpewniejszych kandydatów do zrewolucjonizowania rynku w najbliższej przyszłości. Złota era asystentów nadchodzi wielkimi krokami – czas przygotować Twój biznes na ich przyjęcie i odpowiednie wykorzystanie.

    Asystent Google – o co ten szum?

    Google to najczęściej używana wyszukiwarka internetowa i jednocześnie twórca najpopularniejszej przeglądarki (Chrome), mobilnego systemu operacyjnego (Android), platformy video (YouTube), skrzynki mailowej (Gmail), nawigacji (Google Maps) i szeregu innych rozwiązań.

    Jednak uwaga firmy skierowana jest obecnie w innym kierunku. Dwa lata temu gigant technologiczny ogłosił oficjalny zwrot z podejścia mobile-first (ukierunkowanie na platformy mobilne) na strategię AI-first (ukierunkowanie na sztuczną inteligencję). Zeszły rok udowodnił, że nie są to puste deklaracje. Asystent Google jest obecnie zintegrowany z większością usług Google, posiada ekosystem składający się z dziesiątek tysięcy modeli zintegrowanych z nim urządzeń oraz olbrzymi potencjał na zrewolucjonizowanie biznesów na całym świecie.

    Zdecydowanymi liderami wśród asystentów głosowych są dziś Amazon Alexa i Asystent Google – deklasują one Cortanę i Siri. Amazon wciąż wiedzie prym w dziedzinie inteligentnych głośników, jednak w zakresie innych platform potentat z Mountain View obecnie nie ma sobie równych.

    Asystent Google jest dostępny dla większości smartfonów z systemem Android i iOS, co daje mu olbrzymią przewagę nad Alexą jeśli chodzi o liczbę odbiorców. Telefony nie są jednak jedynymi urządzeniami obsługującymi Asystenta – w skład ekosystemu wchodzą m.in słuchawki, zegarki, telewizory, samochody, a nawet urządzenia AGD! Asystent odpowiada na złożone pytania, odtwarza muzykę, pozwala na wyszukanie produktów, a następnie ich zakup. W USA, gdzie asystent istnieje jedynie od 2 lat, jest to już nie tylko ciekawostka, ale narzędzie podejmowania codziennych decyzji konsumenckich.

    Rozszerzenie Google Duplex idzie jeszcze o krok dalej. Jedna z najnowszych funkcjonalności, dostępna na razie jedynie dla użytkowników Pixeli, pozwala na poproszenie Asystenta o autonomiczne wykonywanie w imieniu użytkownika rozmów telefonicznych. Celem takiej rozmowy jest realizacja konkretnych zadań, takich jak np. rezerwacja stolika w restauracji czy sprawdzenie dostępności jakiegoś produktu. Jest to na tyle wygodne, że jedynie kwestią czasu jest kiedy stanie się to standardem składania zamówień i rezerwacji.

    Już dziś wiadomo jednak, że nadchodzą wielkie zmiany. Ważne, byś już teraz zastanowił(a) się, jaki wpływ Asystent Google będzie miał na Twój biznes. Jak bardzo zmieni się sposób w jaki klienci będą do Ciebie docierać?

    Liczby mówią same za siebie

    • Dostępnych jest już ponad milion Akcji – aplikacji stworzonych na Asystenta Google. Dla porównania, Alexa dysponuje jedynie 70 tysiącami umiejętności (Skills).
    • Asystent Google jest dostępny w 80 krajach i obsługuje 30 języków (Alexa jedynie 6).
    • Liczba urządzeń zintegrowanych z Asystentem osiągnęła wzrost na poziomie 567% w 2018 roku – z 1,500 w styczniu do 10,000 w październiku.
    • Według zapewnień Google sprzedano już miliard urządzeń zintegrowanych z Asystentem (w przypadku Alexy liczba ta wynosi ok. 100 milionów).
    • Gartner przewiduje, że do 2020 wyszukiwania głosowe będą stanowić 30% sesji w przeglądarkach.

    Jak przygotować swój biznes na zmiany?

    Powyższe dane jasno wskazują na 2 działania, od których warto zacząć:

    1. Zoptymalizuj swoją stronę pod kątem wyszukiwań głosowych.
    2. Rozważ integrację swoich narzędzi z Asystentem Google. Nie pozwól swojemu biznesowi zostać w tyle.

    W pierwszym przypadku, główny problem jest oczywisty – w rozmowie z asystentem głosowym, Twoi klienci nie używają składni słów kluczowych, a konwencjonalnego języka konwersacji.  Optymalizując swoje treści pod wyszukiwanie głosowe skoncentruj się więc na “długich ogonach” i formułuj frazy w taki sposób, w jaki zadał(a)byś pytanie swojemu “ludzkiemu” rozmówcy.

    W kwestii integracji z Asystentem Google: warto już dziś potraktować go jako kolejną (obok mobile i web) platformę, która może okazać się kluczowa w dotarciu do Twoich klientów. Na dzień dzisiejszy, katalog akcji (Actions Directory) zawiera ponad milion aplikacji. Nie są to już proste chatboty radzące sobie co najwyżej z kilkoma zdefiniowanymi pytaniami. Akcje Asystenta Google pozwalają na logowanie (dzięki funkcjonalności łączenia kont wspierającej OAuth i logowanie Google), sterowanie urządzeniami, integrację z zewnętrznymi serwisami (przez API), notyfikacje, oraz przede wszystkim na przeprowadzanie transakcji (w tym głosowych płatności z Google Pay). Dzięki temu z łatwością możesz stworzyć angażujące i efektywne doświadczenie konwersacji między Twoją usługą i jej użytkownikami.

    Wielcy gracze tacy jak Twitter, Spotify, Netflix czy Uber stworzyli już dawno swoje Akcje, jednak nie jest to domena jedynie wielkich biznesów. Również mniejsze firmy zaczynają dostrzegać potencjał Asystenta Google – coraz więcej z nich tworzy swoje Akcje i opiera na nich działania biznesowe. W życiu codziennym wymienić można szereg praktycznych zastosowań Asystenta: od gier, obsługi klienta czy sklepów internetowych, poprzez naukę języków obcych czy gotowania, po rozwiązania Smart Home.

    Co Asystent Google oznacza dla Twojej firmy?

    Wnioski nasuwają się same: Asystent Google szybko stanie się integralną częścią naszego życia. Będzie z nami na każdym kroku, budząc nas o poranku, towarzysząc w drodze do pracy, pomagając w wykonywaniu codziennych zadań i w zapadaniu w sen na koniec dnia.

    Co więcej, wyszukiwania głosowe z czasem staną się dominującą formą wyszukiwania informacji w sieci, rekomendacji na wieczór filmowy, czy rezerwowania miejsca w restauracji na wystawną kolację. Mówiąc krótko – Asystent będzie wszędzie tam, gdzie dokonywać będziemy decyzji konsumenckich. Z czasem, wirtualni asystenci przejmować będą coraz to większą część naszych obowiązków, stając się swego rodzaju pośrednikami, działającymi w imieniu swoich użytkowników i wykonującymi oddelegowane do nich zadania.

    Trudno przecenić rolę jaką Asystent Google odegra już niedługo w kształtowaniu relacji firm z ich klientami. Warto pamiętać, że brak adaptacji do zmian zachodzących na rynku konsumenckim oznacza oddanie przewagi Twojej konkurencji.

    UWAGA:

    Powyższy artykuł z oczywistych względów nie wyczerpuje tematu Asystenta Google. Dlatego kolejny artykuł, który dostępny będzie już wkrótce na blogu Miquido  będzie się skupiać na zagadnieniu tworzenia Akcji Google i ich wykorzystaniu w biznesie. Jeśli już dziś nasuwają Ci się pytania dotyczące Asystenta Google, zadaj je mailowo na hello@miquido.com lub weź udział w bezpłatnych konsultacjach z autorem tekstu.

    Autor: Jerzy Biernacki, Head of Research & Development w Miquido

  • Ile są warte dane osobowe?

    Ile są warte dane osobowe?

    Nowe badanie Kaspersky Lab, obejmujące ponad 7 000 klientów z państw europejskich, wskazuje na powszechną na całym kontynencie obawę dotyczącą kradzieży oraz nielegalnego wykorzystania danych osobowych, pokazując jednocześnie, że wiele osób często nie jest świadomych wartości swoich danych oraz celów, do jakich mogą one zostać wykorzystane przez przestępców.

    Chociaż 59 proc. respondentów badania Kaspersky Lab przyznaje, że firmy mogą zarobić pieniądze, sprzedając ich dane osobowe innym podmiotom, 50 proc. nie wie, ile warte są ich dane — zarówno dla takich firm, jak i przestępców. W efekcie podejście takich osób do bezpieczeństwa danych może nie być konsekwentne, a tym samym ułatwić przestępcom kradzież danych i popełnianie przestępstw.

    Faktem jest, że dane — nawet takie, które wiele osób uznałoby za niewiele znaczące — są regularnie kradzione i sprzedawane w celowo ukrytej części zasobów internetu (tzw. dark net). Zjawisko to jest tak powszechne, że skradziona dokumentacja medyczna, która w 2016 r. sprzedawana było za 70-100 dolarów za sztukę, odnotowała spadek ceny ze względu na wysoką podaż.

    Specjaliści z Kaspersky Lab przeprowadzili badanie w celu określenia zakresu tego problemu. Badacze ustalili, że za mniej niż 50 dolarów przestępcy mogą sprzedać czyjeś całe życie cyfrowe, w tym dane ze skradzionych kont na portalach społecznościowych, dane bankowe, dane umożliwiające zdalny dostęp do serwerów lub komputerów stacjonarnych, a nawet dane z popularnych serwisów takich jak Uber, Netflix oraz Spotify, jak również stron z grami, aplikacji randkowych oraz stron pornograficznych, na których mogą znajdować się informacje dotyczące kart płatniczych. Jednocześnie badacze odkryli, że cena jednego zhakowanego konta odnotowała spadek i większość cyberprzestępców żąda 1 dolara za jedno konto, oferując również zniżki za zakup hurtowy.

    Trudno w to uwierzyć, ale czyjeś całe życie cyfrowe może zostać zhandlowane za niecałe 50 dolarów. Większość osób w wieku 15-35 lat jest zarejestrowanych w ponad 20 różnych serwisach online, podczas gdy regularnie korzysta z około 10, dzięki czemu przestępcy mogą łatwo i niepostrzeżenie zarobić na tym pieniądze – stwierdził w swoim badaniu David Jacoby, starszy badacz ds. cyberbezpieczeństwa, Kaspersky Lab.

    Najpopularniejszym sposobem kradzieży tego rodzaju danych przez cyberprzestępców są kampanie phishingowe lub wykorzystywanie luk w zabezpieczeniach aplikacji online. W wyniku udanego ataku cyberprzestępca uzyskuje dane takie jak adresy e-mail oraz hasła do zhakowanych serwisów. A ponieważ wiele osób stosuje to samo hasło dla kilku kont, atakujący mogą użyć tych danych do uzyskania dostępu również do kont na innych platformach.

    Co ciekawe, niektórzy przestępcy sprzedający dane zapewniają swoim klientom nawet dożywotnią gwarancję – jeżeli stracą dostęp do jednego konta, dostaną nowe za darmo.

    Skradzione dane: cenne i wszechstronne

    Skradzione dane mogą mieć niewielką wartość odsprzedaży, jednak są cenne ze względu na to, że mogą być wykorzystywane do wielu celów. To może spowodować ogromne problemy poszczególnym ofiarom, które mogą stracić pieniądze lub reputację, być ścigane za dług, który ktoś inny zaciągnął w ich imieniu, czy nawet podejrzewane o przestępstwo, które popełnił ktoś inny, wykorzystując ich tożsamość. W najlepszym wypadku będą musiały poświęcić czas na ponowne zabezpieczenie swoich kont. Jednak skutki kradzieży danych mogą mieć szerszy zasięg, ponieważ cyberprzestępcy zwykle pracują wspólnie, a pieniądze zarobione na sprzedaży danych mogą być wykorzystane na finansowanie narkotyków, broni oraz różnych form przestępczości zorganizowanej. Skradzione tożsamości mogą być wykorzystywane do fałszowania paszportów dla przemycanych osób lub popełniania wielu innych rodzajów przestępstw.

    Wszyscy mamy obowiązek działać. Nie ma wątpliwości, że ataki w celu uzyskania dostępu do danych stanowią poważne zagrożenie dla nas wszystkich zarówno na poziomie indywidualnym, jak i społecznym, ponieważ skradzione dane służą do finansowania wielu niepożądanych zjawisk dotykających ogółu ludzi. Na szczęście możemy podjąć pewne działania, aby temu zapobiec, np. wykorzystywać oprogramowanie służące do zapewnienia cyberbezpieczeństwa. Powinniśmy mieć również świadomość tego, jak wiele danych oddajemy za darmo – np. na publicznie dostępnych profilach w mediach społecznościowych lub innym organizacjom.

    Ludzie mogą uniknąć takich zagrożeń, podejmując kilka prostych kroków związanych z bezpieczeństwem, które powinny stanowić integralną część życia cyfrowego każdego użytkownika:

    • Aby ochronić się przed phishingiem, zanim cokolwiek klikniesz, zawsze sprawdzaj, czy adres odsyłacza oraz adres e-mail nadawcy jest prawdziwy. Skuteczne rozwiązanie bezpieczeństwa ostrzeże Cię przed próbą otwarcia sfałszowanej strony phishingowej.
    • Aby jeden wyciek danych nie spowodował szkody dla wszystkich Twoich tożsamości cyfrowych, nigdy nie stosuj tego samego hasła dla kliku stron internetowych lub serwisów. Aby stworzyć mocne, odporne na ataki hasła bez konieczności ich zapamiętywania, stosuj specjalną aplikację do zarządzania hasłami.
    źródło: Kaspersky Lab
  • TikTok  fenomen, który dogania YouTube’a

    TikTok fenomen, który dogania YouTube’a

    Ulubiona aplikacja nastolatków. Tak media okrzyknęły w ostatnim czasie TikTok (daw. Musical.ly), które staje się coraz bardziej popularne, szczególnie wśród młodzieży. Pomysł oraz zaangażowanie społeczności sprawiają, że TikTok stał się istnym fenomenem, z którego globalnie korzysta już 600 milionów użytkowników!

    Jeszcze w pierwszych dniach sierpnia tego roku aplikacja ta widniała na smartfonach pod nazwą Musical.ly. Zmiana ta wynika z wykupieniem jej przez Bytedance w listopadzie 2017 roku. Firma była już wcześniej właścicielem niezwykle popularnej w Azji aplikacji TikTok, której zasada działania była bardzo podobna do Musical.ly. Dlatego na początku sierpnia połączono obie platformy, tworząc produkt znany nam w obecnej formie.

    O co w tym wszystkim chodzi?

    TikTok można opisać jako połączenie Snapchata oraz Spotify. Użytkownicy tworzą krótkie, 15-sekundowe nagrania zmiksowane z popularną muzyką. Efektami, które udało nam się uzyskać w TikToku, możemy się dzielić, także udostępniając je dodatkowo na popularnych platformach takich jak Facebook czy Instagram.

    Społeczność ma do dyspozycji filtry oraz specjalne efekty urozmaicające wygląd nagranego materiału oraz obszerną bazę z utworami muzycznymi. Aplikacja podobnie jak inne portale społecznościowe pozwala na dodawanie reakcji do filmów, które przyciągnęły naszą uwagę. Jednak niewątpliwie największym plusem połączenia Musical.ly i TikTok jest zjednoczenie dwóch, potężnych społeczności. Liczba 600 milionów użytkowników miesięcznie, zaledwie po 4 latach, może szokować, tym bardziej że już teraz stanowi ona aż 1/3 wyniku, jaki uzyskuje platforma YouTube, powstała w 2005 roku.

    Sukces aplikacji jest widoczny gołym okiem, jej popularność już przerosła Snapchata. Można śmiało stwierdzić, że ma potencjał przebicia nawet Instagrama. Osobiście uważam, że za jej sukcesem stoi prostota oraz rozbudowana społeczność, wśród której praktycznie nie występuje hejt, a jedynie zdrowa konkurencja. Warto zaznaczyć, że aplikacja jest wybierana przez jeszcze młodsze grono odbiorców niż to, które korzysta z YouTube’a. Co więcej, influencerzy korzystający z tej najpopularniejszej platformy wideo również dostrzegli ogromny potencjał TikTok. YouTuberzy coraz chętniej zakładają konta, tworząc przy okazji własny, oryginalny kontent. Przykładem może być chociażby Janek „JDabrowsky” Dąbrowski czy Julia Kostera, którzy w krótkim czasie zdobyli liczne grono followersów – mówi Tobiasz Wybraniec, Prezes Zarządu agencji Gethero.

    TikTokerzy – nowi influencerzy

    Do tak ogromnego sukcesu aplikacji w dużej mierze przyczyniła się społeczność korzystająca z TikToka. Najpopularniejszy polski profil należy do Kingi Sawczuk, którą obserwują około 4 miliony osób. Inni znani twórcy, czyli tak zwani TikTokerzy (wcześniej nazywani Muserami) to między innymi Staś Janiszewski, vNarf i KatkaVlog. Co warto zaznaczyć, żadne z nich nie przekroczyło jeszcze wieku 20 lat.

    Milionowe zasięgi, czyli potężny potencjał marketingowy

    Połączenie 100-milionowej społeczności Musical.ly z 500 milionami użytkowników TikTok w jednym momencie stworzyło potężne środowisko z ogromnym potencjałem marketingowym.

    600 milionów użytkowników. Ta liczba mówi sama za siebie. Co więcej, duży procent osób korzystających z TikTok stanowią ludzie młodzi — licealiści oraz dzieciaki ze szkół podstawowych. Ta aplikacja jak żadne inne narzędzie daje możliwość dotarcia do „Pokolenia Z”, które nie wyobraża sobie życia bez elektroniki. Siłę platformy dostrzegły liczne marki, bardzo chętnie podejmują współpracę z TikTokerami z całego świata, widząc w nich wielki potencjał. Nawet na naszej rodzimej scenie możemy pochwalić się działaniami marketingowymi, które przeprowadzaliśmy z dużymi firmami z wielu branż. Udało nam się w ten sposób dotrzeć do młodego pokolenia. – komentuje Tobiasz Wybaniec.

    Za przykład dobrych praktyk działań marketingowych dużych marek wśród polskiej społeczności TikTok może posłużyć Coca-Cola oraz Garnier, których kampanie współrealizowała agencja GetHero. Celem akcji giganta branży spożywczej jest wsparcie promocji “#WOWmoment”. Założenie akcji jest bardzo proste i polega na pokazaniu niezwykłych chwil z życia TikTokerów, w których obecne są produkty marki. Kampania zrzesza 18 influencerów, którzy prezentując swoje “WOWmomenty”, w “WOWmiejscach” lokują przy okazji Coca-Colę. W przypadku Garniera, w akcję zostało zaangażowanych 9 twórców, którzy utworzyli „CzystySquad”. Kampania skierowana jest do osób młodych i promuje zachowanie odpowiedniej higieny skóry. Akcja promowana jest hasłami „#freeyourskin” oraz „#freeyourself”, a w ramach działań marketingowych zaangażowany został również YouTube.

    Co nas czeka w przyszłości?

    Początki aplikacji są bardzo podobne do tych, które obserwowaliśmy w przypadku Facebook’a czy Snapchat’a. Młode grono odbiorów daje świeżość platformie, napędzając ją tym samym do dalszego rozwoju. Tak duża społeczność zgromadzona wokół TikTok stworzyła z niego rewelacyjne narzędzie komunikacyjne, w szczególności wśród młodego pokolenia. Aplikacja cały czas się rozwija i na stałe zagościła na liście social mediów będących „must have” u influencerów. Jedno jest pewne, sukces TikTok stał się faktem i jest on obecnie jedną z najpotężniejszych platform społecznościowych.

  • Co robiły dzieci online tego lata?

    Co robiły dzieci online tego lata?

    YouTube, streaming filmów i muzyki, treści dla dorosłych i wiele więcej — nowy raport Kaspersky Lab ujawnia, co dzieci oglądały, czego słuchały, co kupowały i czego szukały online, gdy nie chodziły do szkoły. Dane wykorzystane w raporcie pochodzą z modułów kontroli rodzicielskiej wbudowanych w rozwiązania Kaspersky Lab.

    Raport prezentuje anonimowe dane statystyczne dot. odwiedzanych stron (na komputerach PC i Mac) oraz wyszukiwanych treści (na komputerach PC i Mac oraz na urządzeniach mobilnych z systemem Android i iOS) w okresie od czerwca do połowy sierpnia 2018 r. Statystyki pochodzą z flagowych produktów firmy Kaspersky Lab, które posiadają włączony moduł kontroli rodzicielskiej, jak również z Kaspersky Safe Kids — oddzielnej usługi instalowanej w celu zapewnienia ochrony online dzieciom.

    Tego lata dzieci częściej oglądały filmy i słuchały muzyki niż korzystały z mediów społecznościowych. Według badania młodzi użytkownicy spędzili najwięcej czasu, oglądając kanały w serwisie YouTube — w szczególności zwiększonym zainteresowaniem cieszył się youtuber PewDiePie. Dzieci oglądały również liczne seriale telewizyjne w serwisie Netflix, najmłodsi preferowali kanały Nickelodeon, Cartoon Network oraz Disney Channel, a w szczególności kreskówkę SpongeBob Kanciastoporty.

    Jeśli chodzi o słuchanie muzyki, dzieci korzystały z serwisów strumieniowych takich jak Spotify, Soundcloud oraz iTunes, a najpopularniejszym gatunkiem muzycznym był rap. Tego lata w wyniku strzałów oddanych z jadącego samochodu zginął znany raper XXXTentacion. Zdarzenie to spowodowało wzrost liczby wyszukiwań informacji na temat jego śmierci. Jednocześnie muzyka tego twórcy odnotowała szczytową popularność pod względem odtwarzania — dzieci słuchały jego utworów częściej niż jakiegokolwiek innego artysty.

    Dzieci zaczęły częściej odwiedzać strony informacyjne, w tym BBC, CNN oraz BuzzFeed. Sprawdzały również aktualności i wyniki meczy rozgrywanych w ramach Mistrzostw Świata FIFA w Piłce Nożnej 2018. Popularnością cieszyły się również gry online. Na całym świecie najmłodsi preferowali grę Fortnite, która wyprzedziła pod względem popularności inną popularną produkcję — PUBG.

    Tego lata dzieci wykazywały również zainteresowanie ubraniami i urządzeniami mobilnymi. Jeśli chodzi o sklepy internetowe, dużym zainteresowaniem wśród nieletnich cieszą się serwisy eBay, Amazon, Aliexpress, ASOS oraz H&M. Wśród najpopularniejszych marek znajdują się Nike, Adidas, Supreme, Gucci oraz Vans. Spośród wszystkich urządzeń mobilnych dzieci najczęściej wykazywały zainteresowanie iPhonem i Samsungiem Galaxy.

    Należy zauważyć, że oprócz gier, filmów oraz muzyki dzieci często szukały stron internetowych zawierających treści dla dorosłych. W przypadku zablokowania takich stron przez rodziców próby te kończyły się niepowodzeniem.

    Wśród dzieci dały się również zauważyć tego lata obawy o prywatność online, gdyż najmłodsi użytkownicy aktywnie szukali online wyszukiwarki DuckDuckGo oraz pytali o VPN. To pierwszy przypadek w historii, gdy Kaspersky Lab odnotował wzrost zainteresowania tym tematem wśród dzieci.

    Uzyskane przez nas dane statystyczne wskazują na obecne zainteresowania dzieci i nastolatków na całym świecie. Zalecamy stosowanie produktów kontroli rodzicielskiej, nie tylko w celu zablokowania potencjalnie niebezpiecznych treści, ale również po to, aby rodzice mogli na bieżąco zapoznawać się z zainteresowaniami i pasjami swoich dzieci. Wiele programów, w tym te oferowane przez Kaspersky Lab, umożliwia rodzicom wgląd w raporty dotyczące aktywności online ich dzieci. Naturalnie tego rodzaju raporty nie ujawniają prywatnych informacji. Uważamy, że wiedza na temat aktywności online dzieci może sprzyjać lepszym relacjom rodzinnym, zachęcając do otwartego dialogu i zapobiegając poważniejszym zagrożeniom, takim jak tzw. sexting czy cybernękanie — mówi Anna Larkina, ekspert ds. analizy zawartości internetowej, Kaspersky Lab.  

  • Ewolucja muzyki i jej związek z chmurą

    Ewolucja muzyki i jej związek z chmurą

    Od płyt winylowych, po kasety, płyty CD, odtwarzacze MP3, a ostatnio coraz bardziej popularne serwisy streamingowe. Sposób, w jaki słuchamy muzyki, przez lata, szybko ewoluował, dając nam za każdym razem nie tylko możliwość cieszenia się nowym nośnikiem dźwięku, ale także szansę na przechowywanie coraz większej liczby nagrań na mniejszych nośnikach. Każdy z nich ma swoje plusy i minusy, jednak w dobie rosnącej popularności muzyki w formie cyfrowej, łatwo zapomnieć o wyzwaniach związanych z odpowiednim wynagrodzeniem pracy, które napotykają zarówno artyści, jak i wytwórnie.

    Głosy z rynku mówią o cyfrowej transformacji zapewniającej firmom przewagę konkurencyjną. Jednak w przypadku organizacji zajmujących się prawami do muzyki przyjęcie kultury cyfrowej nie jest wyborem. To kwestia być albo nie być.

    Właśnie tak wyglądała sytuacja w przypadku CMRRA – Kanadyjskiej Agencji ds. Reprodukcji Muzycznej, organizacji zajmującej się licencjonowaniem muzyki, która reprezentuje większość wydawców muzycznych i właścicieli praw autorskich w Kanadzie.

    W 2011 roku CMRRA wraz z resztą branży muzycznej zajmującej się prawami autorskimi stanęła w obliczu drastycznych zmian w modelu biznesowym. Serwisy streamingowe, takie jak Spotify czy Apple Music, znacznie zwiększyły liczbę transakcji z dziesiątek tysięcy do setek milionów, jednak w tym samym momencie przychody z transakcji zmniejszyły się do zaledwie niewielkich „części’ centów.

    W tym nowym świecie digital first, plik zawierający setki milionów transakcji może generować opłaty licencyjne w wysokości 100 000 euro. Dla porównania, w świecie sprzed ery cyfrowej, ten sam plik wygenerowałby miliony euro.

    Aby lepiej przejść proces transformacji, CMRRA potrzebowała solidnego i bezpiecznego rozwiązania, które pomogłoby w zwiększeniu liczby transakcji w opłacalny sposób, jednocześnie umożliwiając kontynuację dystrybucji tantiem dla artystów i innych posiadaczy praw. Firma rozpoczęła swoją podróż, zwracając się do Spanish Point – partnera Microsoft w Irlandii.

    Organizacje zajmujące się prawami autorskimi muszą teraz zidentyfikować każdą piosenkę z dość ubogich metadanych i znaleźć artystów, by móc im zapłacić tantiemy. Po prostu nie ma sposobu, aby to zrobić bez rozwiązania w chmurze.

    Włączając play dla cyfrowej transformacji

    Spanish Point miał już podobne doświadczenia na rynku muzycznym, digitalizując procesy operacyne dla Irish Music Rights Organisation (IMRO), jednak jak wyjaśnia CEO firmy Donal Cullen, nie był to tylko przypadek radzenia sobie ze zwiększonymi wolumenami transakcji: “Istnieje również problem dopasowania milionów strumieniowego przesyłania muzyki ze złymi metadanymi w oparciu o bazę danych milionów piosenek “- stwierdza.

    Wiele organizacji zajmujących się prawami autorskimi nie poradziło sobie ze wzrostem ilości danych, co oznacza, że utwory i nagrania nie zostały odpowiednio licencjonowane lub poprawnie zidentyfikowane. Przychód licencyjny, który powinien był zostać zapłacony autorom piosenek i wydawcom muzycznym, pozostał w firmach streamingowych. Usługi strumieniowe i inne platformy rozrywkowe chcą płacić artystom, to tylko kwestia znalezienia praktycznego sposobu na zrobienie tego- dodaje Cullen.

    Rozwiązanie opracowane przez Spanish Point pozwoliło CMRRA przenieść swoją działalność do chmury, dzięki czemu z powodzeniem radzi sobie z tymi wyzwaniami i generuje więcej dochodów dla swoich członków. Korzystając z zaawansowanych funkcji Microsoft, Spanish Point zapewnił bardziej elastyczną usługę po niższych kosztach niż infrastruktura lokalna lub hostowany u dostawcy usług data center.

    W przeszłości, jeśli utwór był odtwarzany w stacji radiowej, był jednocześnie transmitowany do tysięcy słuchaczy – wyjaśnia Cullen. – Teraz ludzie używają smartfona w samochodach do strumieniowego przesyłania muzyki. Usługi takie jak Spotify i YouTube wysyłają dane do organizacji praw w każdym strumieniu. To zwiększyło ilość danych o trzy lub cztery rzędy wielkości.

    Migracja do chmury rozwiązała problemy skali, elastyczności i rentowności finansowej. “Przed chmurą organizacje inwestowałyby w moc obliczeniową, aby zaspokoić szczytowy popyt” – zauważa Cullen. “Oznaczało to, że system płac musiał być w stanie zaspokoić bardzo wysokie zapotrzebowanie w ciągu jednego lub dwóch dni każdego miesiąca, podczas gdy byłby ledwo używany przez resztę czasu. W modelu chmury klienci płacą faktycznie za to, czego używają i kiedy tego potrzebują. Poza tym, chmura Microsoftu automatycznie dopasowuje się do rozmiarów plików i jej wykorzystanie jest bezpośrednio powiązane z tym, ile zarabiamy my i nasi klienci”.

    Aisling Curtis z Microsoft w Irlandii wierzy, że wyzwania stojące przed przemysłem praw muzycznych świadczą o ogromnej sile cyfrowej kultury. “Jest to świetny przykład cyfrowych zakłóceń i tego, jak można zastosować podejście do transformacji cyfrowej w celu rozwiązania problemów w całej branży”.

    “Obłoki” korzyści

    W wyniku transformacji CMRRA znacznie zwiększyła przychody i obniżyła roczne składki członkowskie członków z 10,5 proc. do 6 proc. Wprowadzone zmiany otworzyły także firmę na szereg nowych możliwości.

    Microsoft ściśle współpracował z Spanish Point nad wieloma projektami transformacji cyfrowej na przestrzeni lat – mówi Aisling Curtis. – Spanish Point to bardzo innowacyjna firma. Eksploruje nowe granice dzięki produktom i platformom firmy Microsoft, co umożliwia klientom dostęp do nowych możliwości biznesowych i zdobycie przewagi konkurencyjnej. Jest to bardzo namacalny przykład tego, jak cyfrowa kultura i transformacja pozwala irlandzkiej firmie rozwiązać ogólnoświatowy problem dla klientów. Jest to definitywny przykład wpływu kultury cyfrowej na współczesny biznes.

  • Uczenie maszynowe – możliwości i wyzwania

    Uczenie maszynowe – możliwości i wyzwania

    Machine learning to obecnie jeden z najczęściej pojawiających się terminów w świecie technologicznym. I mimo, że koncepcja uczenia maszynowego jest znana od dawna, to dopiero rozwój technologiczny ostatnich lat spowodował, że zyskała ona na popularności i dzisiaj jest jednym z trendów, które zmieniają obraz współczesnego biznesu. Czy machine learning jest tylko dla dużych graczy? Nie. Jednak, żeby firma mogła w pełni wykorzystywać potencjał tej technologii, musi świadomie zmierzyć się z wyzwaniami jakie wiążą się z takim wdrożeniem.

    Machine learning – aktualny etap rozwoju – szczyt oczekiwań

    Technologie nieustannie poddawane są  procesom rozwojowym – od wynalezienia, przez wzbudzanie euforii, po stopniową komercjalizację. Dobrze obrazuje to model Gartnera ,,Hype Cycle for Emerging Technologies” (cykl szumu wokół technologii lub cykl dojrzałości technologii), który wyróżnia pięć faz przez które, zdaniem ekspertów instytutu, przechodzi każda nowa technologia w czasie swojego rozwoju. Najpierw mamy więc falę wznoszącą, czyli pierwsze informacje na temat technologii, badania, wdrożenia testowe, potem druga faza – dużo szumu oraz wielkie nadzieje i oczekiwania związane z technologią, tu mamy szerokie zainteresowanie ze strony prasy, pierwsze wdrożenia w firmach. Następnie ma miejsce trzecia faza – rozczarowania, wynikającego z pojawiających się ograniczeń danej technologii. Czwarta faza to naprawa tych ograniczeń i pojawiające się kolejne oczekiwania, zaś piąta faza to stabilizacja, faza dojrzała – czyli oczekiwania i możliwości są zbliżone, technologia osiąga pełną dojrzałość rynkową. W której fazie rozwoju jest teraz uczenie maszynowe? Według modelu cyklu szumu wokół technologii, jaki w 2017 roku zaprezentowała firma Gartner, machine learning znajduje się teraz w drugiej fazie rozwoju obok takich technologii jak m.in.: wirtualni asystenci, blockchain, autonomous driving (samochody autonomiczne), connected home (dom podłączony do internetu), czy cognitive computing.

    „Technologie potrzebują różnej ilości czasu, żeby przesunąć się od fazy 1 do 5, jednym zajmuje to kilka lat, innym więcej niż 10. Doskonale widać to na przykładzie uczenia maszynowego, którego koncepcja jest znana od lat. Termin machine learning został zdefiniowany w 1959 r. przez Arthura Lee Samuel’a, a w drugiej fazie modelu Hype Cycle Gartnera pojawił się dopiero w 2015 roku i obecnie nadal się tam znajduje. Co ciekawe trzy lata temu uczenie maszynowe było nawet bliżej fazy trzeciej niż w 2017 roku. Dlaczego dopiero niedawno machine learning zyskał na popularności i zrobił się taki duży szum wokół tej technologii? Wiąże się z tym rozwój technologiczny, który z jednej strony wygenerował olbrzymią ilość danych, która codziennie jest tworzona, a którą biznes chciałby analizować w celu tworzenia nowych produktów i usług oraz optymalizowania swoich procesów biznesowych. Z drugiej strony, dzięki coraz większej mocy obliczeniowej oraz tańszych nośnikach do przechowywania danych możemy wykorzystywać możliwości uczenia maszynowego, aby z tej olbrzymiej ilości danych wyciągać potrzebne nam wnioski. Faza druga w cyklu wzrostu technologii oznacza, że jest to etap, gdzie ilość szumu rośnie, gdzie jest bardzo duże zainteresowanie możliwościami, a temat jest bardzo na topie. Oczekiwania często rosną znacznie szybciej niż biznes jest gotów je wykorzystać, co może spowodować przesunięcie się ku fazie trzeciej, gdzie następuje rozczarowanie wynikające z błędnego rozumienia możliwości. Obecnie jednak uczenie maszynowe to zdecydowanie trend mocno rozgrzewający biznes i nadal mający olbrzymi potencjał” – mówi Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit.

    Machine learning w biznesie

    Pojawiają się coraz większe możliwości związane z wykorzystaniem machine learningu w biznesie. Człowiek nie jest wstanie poradzić sobie z natłokiem danych, których generuje się coraz więcej, dlatego to maszyna ma za zadanie je analizować i wyłuskać z nich te informacje, które są wstanie pomóc rozwijać się firmie. Co więcej dla algorytmów opartych na uczeniu maszynowym im więcej jakościowych danych tym lepiej. Według Deloitte, w roku 2018 wzrośnie wykorzystanie funkcji samouczenia się maszyn w średnich i dużych przedsiębiorstwach. Liczba wdrożeń i projektów pilotażowych opartych o tę technologię podwoi się w porównaniu z rokiem 2017, by ponownie dwukrotnie wzrosnąć do roku 2020.[1] Machine learning ułatwia firmom skupienie wysiłków na optymalizacji procesów, tworzeniu nowych dochodowych rozwiązań dostosowanych do potrzeb klientów, przy jednoczesnym zwiększeniu ich zadowolenia z produktu i całościowej obsługi. Wdrożenie w firmie systemów machine learning może też poprawić zaangażowanie pracowników, zwiększyć ich produktywność, dzięki odciążeniu ich pracy przez chociażby chatboty. W jakich obszarach obecnie najczęściej wykorzystywane jest uczenie maszynowe? Oto kilka przykładów:

    ·         Finanse – automatyzacja procesów

    Grupa banków w Australii i Nowej Zelandii, wdrożyła niemalże całkowitą automatyzację ponad 40 różnych procesów, w tym spłaty kredytów hipotecznych i tworzenia półrocznego audytu, zawierającego dane pobrane z kilkunastu różnych systemów, zyskując dzięki temu w niektórych obszarach nawet 30% oszczędności w skali roku. Branża finansowa wykorzystuje też uczenie maszynowe m.in. do wykrywania oszustów i zarządzania ryzykiem, oceny zdolności kredytowej, analizy i standaryzacji danych, wirtualnej obsługi klientów oraz ich profilowania.

    ·         Obsługa klienta

    Jest to jeden z najbardziej atrakcyjnych obszarów wykorzystania możliwości uczenia maszynowego w firmie, które dodatkowo stosunkowo łatwo wdrożyć. Korzyści? Obniżenie kosztów, poprawa jakości obsługi i usprawnienie jej, a z drugiej strony możliwość uniknięcia potencjalnych problemów. Już teraz wiele firm korzysta z chatbotów, analizuje historyczne dane z obsługi klienta, monitoruje ich aktywność w sieci, a na tej podstawie proponuje nowe produkty i usługi dostosowane do preferencji klienta.

    ·         Logistyka – sprawny łańcuch dostaw

    Dzięki kompleksowej analizie opartej o machine learning, nie tylko można ulepszyć system zamówień, zapewnić terminową dostępność produktu, zautomatyzować zarządzanie asortymentem oraz zasobami, ale też przewidywać potencjalne problemy z dostawą zanim jeszcze powstaną.

    ·        Analiza danych w celu:

    a.   Przewidywania popytu i predykcji problemów/awarii

    b.   Rekomendacji produktów (marketing, reklamy), treści (np. Facebook, Netflix, Spotify)

    c.   Określenia poziomu lojalność klienta

    d.   Tworzenia nowych produktów i usług

    ·       Medycyna

    Wsparcie w wykrywaniu chorób, roboty pomagające przeprowadzać operacje, projektowanie leków

    ·        HR – usprawnienia procesu rekrutacji pracowników

    Mimo coraz większej popularności machine learning, wciąż wiele firm nie wie jak odpowiednio wykorzystać jego możliwości w swoim rozwoju. Żeby wdrożyć uczenie maszynowe trzeba nie tylko posiadać odpowiednią infrastrukturę, wiedzę i dane, na których działamy, ale też mieć odpowiednio wykwalifikowany zespół, który jest w stanie zrealizować takie wdrożenie. Zanim zdecydujemy się na sięgnięcie po machine learning trzeba zrobić odpowiednią analizę, czy rzeczywiście dysponujemy odpowiednimi danymi. Wytrenowanie algorytmu może nie być możliwe, gdy będzie ich mało, nie będą reprezentatywne lub będą mocno zaszumione. Uczenie maszynowe nie naprawi danych, a jeśli ich jakość nie jest wystarczająca może to powodować problemy z jakością analizy i wniosków, które otrzymujemy w wyniku zastosowania algorytmu.

    „Maszynowe uczenie znalazło zastosowanie w najnowocześniejszych systemach decyzyjnych. AI trafiło do banków, ubezpieczalni, administracji rządowej, szkolnictwa i prywatnych firm. Zastąpiła tam człowieka pod obietnicą wyższej wydajności. Decydując o przyznaniu kredytu, przyjęciu na uczelnię, cenie ubezpieczenia, czy nawet ryzyku kryminalnej recydywy. Chcielibyśmy więc, by swoje decyzje systemy takie podejmowały w sposób neutralny i sprawiedliwy. Tylko czy jest to możliwe? Odpowiedź na to pytanie nie jest w tym momencie łatwa. Z jednej strony bowiem musimy dostarczyć dużą liczbę odpowiedniej jakości danych, na których będziemy pracować, a często się zdarza, że takich nie mamy. Przykładowo na dzień dzisiejszy trudno jest przewidywać ryzyko wystąpienia trzęsienia ziemi czy tsunami za pomocą algorytmów uczenia maszynowego, ponieważ nie mamy wystarczająco dużo danych, na podstawie których maszyna mogłaby się uczyć. Kolejne pytanie jakie należałoby zadać brzmi ,,Czy człowiek, który przygotował ten pierwotny zbiór danych do nauki jest skuteczny?” Ten okres intensywnego rozwoju technik maszynowego uczenia, który mamy już za sobą pokazał, że sztuczna inteligencja czasem podejmuje decyzje, z którymi mamy niestety problemy. Dlaczego? Niewinni ludzie byli oznaczani jako terroryści, kierowcy tracili prawa jazdy, pracownicy byli zwalniani, CV kandydatów odrzucane – tylko dlatego, że AI źle ich oceniło. Zła zaś ocena wcale nie wynikała z błędów w oprogramowaniu, lecz z bardzo trudnych do namierzenia błędów w szkoleniu, przede wszystkim dostarczenia zbioru danych, który sam w sobie zawierał to, co nazywamy w statystyce błędem systematycznym doboru próby (selection bias). Czasem zdarza się też maszynowa dyskryminacja w przypadkach, gdy sztuczna inteligencja jest szkolona na niewystarczająco losowej próbce populacji, dochodzi do sytuacji, w której niektórzy członkowie tej populacji są rzadziej, a inni częściej włączani do zbioru danych. Gdy zachodzi generalizacja tej wyuczonej selekcji, w decyzjach sztucznej inteligencji będą odzwierciedlały się te błędy, bez świadomości, że decyzje były niesprawiedliwe” – mówi Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit.

    Uczenie maszynowe ma w sobie olbrzymi potencjał, ale trzeba je wdrażać w firmie mądrze. Złe zastosowanie machine learning może generować duże i w praktyce niepotrzebne koszty. Najpierw więc należy zrobić odpowiednią analizę czy w naszej firmie wdrożenie algorytmów uczenia maszynowego ma sens. Jeśli mamy odpowiednie dane, infrastrukturę i z biznesowego punktu widzenia istnieje możliwość, że w ten sposób nasze przedsiębiorstwo będzie się rozwijać,  to jak najbardziej warto zainwestować w machine learning.

    [1] https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/technology-media-and-telecommunications/articles/tmt-predictions-2018.html
  • Atak DDoS na serwis GitHub. Co było przyczyną?

    Atak DDoS na serwis GitHub. Co było przyczyną?

    Kilka dni temu popularny serwis programistyczny GitHub odnotował kilkuminutową przerwę w funkcjonowaniu strony. Okazało się, że problem spowodowany był atakiem DDoS, podczas którego napastnicy zalewali serwery GitHub niewyobrażalną ilością danych. W szczytowym momencie ruch osiągnął przepustowość 1,35 terabajta na sekundę, co wskazywałoby na rekordową ilość. Nic bardziej mylnego.

    Rekordowa liczba danych, która „zalewała” serwery

    Rekord ten został pobity zaledwie po 4 dniach. Podczas kolejnego ataku hakerzy wykorzystali praktycznie niemożliwą ilość danych. Serwer Arbor Networks osiągnął przepustowość 1.7 terabajta na sekundę! Dla porównania, atak DDoS przeprowadzony na dostawcę DNS Dyn w październiku 2016 roku wyniósł 1,2 Tb/s. Jak widać problem był naprawdę poważny.

    Atak na Dyn został zainicjowany przez botnet Mirai, który przechwycił miliony słabo strzeżonych urządzeń IoT. Działanie ataku DDoS jest bardzo łatwe do wytłumaczenia. Przechwycone przez hakerów urządzenia miały na celu zbombardowanie serwerów zapytaniami, wskutek czego wszystkie wolne zasoby zostały zajęte, a największe portale takie jak Netflix, Spotify, Reddit czy Twitter korzystające z usług atakowanej firmy przestały działać.

    Przyczyna? Nieprawidłowa konfiguracja, którą wykorzystali przestępcy

    Ataki na serwery GitHub oraz Arbor Networks przeprowadzono wykorzystując nieprawidłowo skonfigurowane serwery Memcached. Jest to usługa, która pomaga w zarządzaniu dużym ruchem na stronie. Internetowi przestępcy są w stanie wykorzystywać serwery memcached w celu wzmocnienia ataków na ukierunkowaną usługę online. Przestępca próbujący zaatakować swoją ofiarę poprzez fałszywy adres UDP jest w stanie wysłać paczkę danych do serwera memcache zmuszając go wysłania aż 50 tysięcy razy więcej danych w odpowiedzi.

    „Podczas, gdy internetowa społeczność wspólnie zbliża się do zamknięcia dostępu do wielu otwartych serwerów memcached, liczba ataków na tego typu serwery będzie rosła. Warto więc pamiętać, aby dla dobra naszych interesów na bieżąco aktualizować swoje systemy zabezpieczeń i mieć oko na wszelkie podejrzane czynności dziejące się na naszych serwerach. By być pewnym, że dane są w stu procentach bezpieczne należy upewnić się, że UDP jest całkowicie odizolowany od serwerów memcached. „ – sugeruje Mariusz Politowicz certyfikowany inżynier rozwiązań Bitdefender w Polsce.

  • Rewolucja Internetu rzeczy – czas pomyśleć o bezpieczeństwie

    Rewolucja Internetu rzeczy – czas pomyśleć o bezpieczeństwie

    W bardzo szybkim tempie przybywa urządzeń z zakresu Internetu rzeczy (IoT) – już teraz jest ich więcej niż ludzi na świecie. Jednak z uwagi na brak odpowiednich regulacji dotyczących bezpieczeństwa i prywatności stanowią one spore zagrożenie dla użytkowników – wynika z raportu Internet of Things: Pinning down the IoT, przeprowadzonego na zlecenie firmy F-Secure.

    Według przewidywań Gartnera liczba inteligentnych urządzeń może wzrosnąć z 8,4 miliarda w 2017 roku do 20,4 miliarda w 2020[1]. Obecnie trudno jest natrafić na model telewizora, który nie łączyłby się z internetem. Wielu użytkowników nie zdaje sobie sprawy z zagrożeń, które są spowodowane przez pośpiech, z jakim producenci wypuszczają kolejne inteligentne gadżety na rynek – bez rozważenia jakichkolwiek środków bezpieczeństwa.

    Mikko Hypponen, F-SecureWkrótce każde urządzenie w domu połączy się z internetem, a użytkownik nie będzie nawet o tym wiedział. Te z pozoru zwyczajne akcesoria tak naprawdę będą „inteligentne” – choć korzyść wynikająca z ich połączenia z siecią może okazać się znikoma. Prawdziwą motywacją dla tworzenia kolejnych rozwiązań typu smart będzie chęć zgromadzenia danych na temat użytkowników – mówi Mikko Hypponen, dyrektor ds. badań w F-Secure

    Jeden z największych cyberataków z wykorzystaniem urządzeń IoT miał miejsce w 2016 roku. Złośliwe oprogramowanie Mirai umożliwiło wtedy hakerom stworzenie „armii” kamerek internetowych oraz Smart TV i sparaliżowanie takich serwisów jak Twitter, Spotify, Netflix czy PayPal.

    Dopóki użytkownicy nie domagają się poprawienia poziomu bezpieczeństwa, producenci nie traktują tego zagadnienia priorytetowo. Ważnym sygnałem jest wynik jednego z ostatnich badań na temat IoT – aż 96% firm oraz 90% konsumentów[2] uważa, że konieczne jest zadbanie o bezpieczeństwo Internetu rzeczy i chciałoby ingerencji rządu w tej sprawie.

     

    Karolina Malagocka, F-SecureBiorąc pod uwagę skalę zjawiska, rządy państw powinny podjąć kroki w celu nałożenia odpowiednich wymogów dotyczących bezpieczeństwa na producentów urządzeń z zakresu Internetu rzeczy. Nie można sprzedawać zabawek, które mają ostre krawędzie, bo stanowiłyby zagrożenie dla dziecka. Nie można sprzedawać samochodów, w których nie działają hamulce. Tak samo nie powinno się sprzedawać urządzeń IoT, które mogą sprawić, że konto bankowe zostanie wyczyszczone – mówi Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure

    W Stanach Zjednoczonych podjęto już pewne kroki w kierunku uświadamiania użytkowników na temat zagrożeń związanych z Internetem rzeczy[3]. Konieczne są jednak bardziej zdecydowane działania rewidujące jakość technologii, która trafi do rąk i domów konsumentów.

    [1] https://www.gartner.com/newsroom/id/3598917
    [2] https://www.gemalto.com/press/Pages/Gemalto-survey-confirms-that-Consumers-lack-confidence-in-IoT-device-security-.aspx
    [3] https://www.theregister.co.uk/2018/01/09/us_govt_cybersecurity_recommendations/