Tag: Polska

  • AI potrzebuje energii. Czy brak elektrowni jądrowej spowolni rozwój technologiczny Polski?

    AI potrzebuje energii. Czy brak elektrowni jądrowej spowolni rozwój technologiczny Polski?

    Współczesna gospodarka cyfrowa, napędzana przez bezprecedensowy rozwój sztucznej inteligencji, zdaje się funkcjonować w swoistym paradoksie. Z jednej strony świat zachwyca się niematerialnym charakterem algorytmów, lekkością chmury obliczeniowej i finezją modeli generatywnych, które redefiniują pojęcie produktywności. Z drugiej jednak strony, ta cyfrowa nadbudowa osadzona jest na wyjątkowo ciężkim, fizycznym fundamencie, jakim jest infrastruktura energetyczna. Sztuczna inteligencja, okrzyknięta nową elektrycznością naszych czasów, paradoksalnie wykazuje nienasycony głód tej tradycyjnej, płynącej z gniazdek energii. W debacie publicznej, zdominowanej przez rozważania o etyce kodów czy bezpieczeństwie danych, zbyt mało miejsca poświęca się kwestii fundamentalnej: skąd pochodzić będzie prąd niezbędny do zasilenia tej rewolucji, by proces ten był stabilny, czysty i strategicznie bezpieczny.

    Dane płynące z raportów Międzynarodowej Agencji Energetycznej nie pozostawiają złudzeń co do skali wyzwania. Szacuje się, że globalne zużycie energii przez centra danych może ulec podwojeniu już do 2030 roku, co jest bezpośrednią konsekwencją ekspansji przetwarzania w chmurze oraz trenowania coraz bardziej złożonych modeli językowych. To jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej, pod którą kryje się masowa cyfryzacja całego przemysłu, transportu i sektora mieszkaniowego. Prognozy wskazują, że do 2035 roku same centra danych będą wymagać dodatkowych tysiąca terawatogodzin, ale potrzeby reszty gospodarki wzrosną o blisko sześciokrotność tej wartości. Globalne zapotrzebowanie na energię, według analiz Rystad Energy, ma wzrosnąć o niemal jedną trzecią w ciągu zaledwie dekady. W tym kontekście tradycyjne podejście do transformacji energetycznej, oparte wyłącznie na klasycznych odnawialnych źródłach energii, ukazuje swoje ograniczenia.

    Sektor biznesowy i technologiczny staje przed koniecznością przedefiniowania pojęcia stabilności operacyjnej. Bezpieczeństwo cyfrowe jest bowiem nierozerwalnie związane z bezpieczeństwem dostaw mocy, a to wymaga źródła nie tylko ekologicznego, ale przede wszystkim sterowalnego i niezależnego od kaprysów aury czy geopolitycznych zawirowań.

    W tym miejscu na scenę wkracza energia fuzji jądrowej, która w ostatnich latach przeszła fascynującą transformację z domeny literatury science fiction do obszaru twardej strategii biznesowej. Najwięksi gracze światowego rynku technologicznego, tacy jak Microsoft, Google czy Amazon, już dawno porzucili rolę biernych obserwatorów, stając się aktywnymi inwestorami w projekty fuzyjne. Skumulowane finansowanie w prywatne firmy zajmujące się syntezą termojądrową wzrosło w 2025 roku do poziomu trzynastu miliardów euro, co stanowi ośmiokrotny wzrost w stosunku do początku dekady. Zaangażowanie liderów branży IT nie wynika z pobudek filantropijnych, lecz z pragmatycznej oceny ryzyka. Posiadanie udziałów w technologii generującej niemal nieograniczoną i czystą moc jest polisą ubezpieczeniową dla dalszej innowacyjności.

    Obecny krajobraz inwestycyjny ujawnia jednak niepokojącą dla Europy asymetrię. Stany Zjednoczone odpowiadają za ponad połowę globalnych nakładów na fuzję, traktując tę technologię jako element bezpieczeństwa narodowego i przewagi konkurencyjnej. Zmiana stanowiska rządu USA pod koniec 2025 roku, która nadała syntezie jądrowej status priorytetu strategicznego, jasno definiuje zasady nowej gry. Tuż za Ameryką kroczą Chiny, pompując ogromne środki państwowe w budowę własnego ekosystemu energetycznego. Taka bipolarna panorama powinna być dla europejskich decydentów dzwonkiem alarmowym. Kontynent nie może pozwolić sobie na powtórzenie błędu popełnionego w sektorze półprzewodników czy samej sztucznej inteligencji, gdzie marginalizacja doprowadziła do głębokiej zależności od zewnętrznych dostawców i technologii.

    Co z Europą?

    Wobec wykładniczego wzrostu zapotrzebowania na moc obliczeniową, budowa suwerennego i niewyczerpalnego źródła zasilania staje się bezwzględnym warunkiem zachowania konkurencyjności nowoczesnej gospodarki. Ta zmiana paradygmatu, choć dostrzegana w krzemowych dolinach świata, nabrała szczególnego, politycznego ciężaru podczas niedawnego Szczytu Energii Jądrowej w Paryżu. To właśnie tam przewodnicząca Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, wypowiedziała słowa, które dla wielu brzmią jak spóźnione, choć konieczne uderzenie w piersi: odwrócenie się Europy od atomu było strategicznym błędem, a liczby opisujące ten regres mówią same za siebie.

    Przyznanie, że systematyczne wygaszanie sektora jądrowego na Starym Kontynencie – spadek udziału tej energii z jednej trzeciej w 1990 roku do zaledwie piętnastu procent obecnie – stanowiło geopolityczną pomyłkę, kieruje uwagę na wyzwania stojące przed sektorem technologicznym. Współczesna gospodarka cyfrowa, zafascynowana lekkością algorytmów sztucznej inteligencji, brutalnie zderza się z fizyczną rzeczywistością sieci przesyłowych. Sztuczna inteligencja, często określana mianem niematerialnej rewolucji, wykazuje nienasycony głód stabilnej, czystej i taniej energii. W tym kontekście europejska zależność od niestabilnego importu paliw kopalnych staje się nie tylko balastem ekonomicznym, ale przede wszystkim barierą rozwojową, która może zepchnąć kontynent do roli technologicznego skansenu.

    Sytuacja Polski w tym nowym rozdaniu jawi się jako szczególnie dramatyczna i wymagająca natychmiastowej refleksji strategicznej. Podczas gdy liderzy Unii Europejskiej biją się w piersi i kreślą plany powrotu do nuklearnej potęgi, polski krajobraz energetyczny pozostaje dotknięty historycznym brakiem choćby jednej działającej elektrowni jądrowej. Ten strukturalny niedobór, w czasie ekspansji modeli generatywnych i centrów przetwarzania danych, przestaje być jedynie kwestią bezpieczeństwa energetycznego, a staje się niemałym problemem dla polskiego sektora IT. Ambicje budowania nad Wisłą hubu innowacji oraz rozwijania rodzimych systemów sztucznej inteligencji mogą zostać skutecznie zdławione przez brak fundamentu, jakim jest stabilne obciążenie podstawowe sieci.

    Inwestorzy planujący budowę wielkoskalowych centrów danych kierują się pragmatyzmem, w którym kluczową rolę odgrywa dostępność niskoemisyjnej i nieprzerwanej energii. Polska, opierająca swój miks energetyczny na schyłkowym węglu i dynamicznie rozwijających się, lecz pogodowo zależnych źródłach odnawialnych, bez „nuklearnego stabilizatora” staje się lokalizacją obarczoną wysokim ryzykiem operacyjnym. Brak atomu to nie tylko wyższe koszty emisji wpływające na marżę firm technologicznych, ale przede wszystkim brak gwarancji ciągłości zasilania, bez której zaawansowane trenowanie modeli AI jest po prostu niemożliwe. W efekcie najbardziej wartościowe projekty cyfrowe mogą omijać polskie ziemie, wybierając kraje, które potrafiły przekuć nuklearny pragmatyzm w przewagę konkurencyjną.

    Wyraźna zmiana kursu w Brukseli, akcentująca rolę małych reaktorów modułowych oraz fuzji jądrowej, powinna być dla polskiego biznesu sygnałem do mobilizacji. Skoro Unia Europejska zamierza przeznaczyć miliardy euro na badania nad syntezą jądrową w ramach projektu ITER oraz tworzyć gwarancje dla prywatnych inwestycji w nowej generacji technologie atomowe, Polska nie może pozwolić sobie na rolę biernego obserwatora. Konieczne jest stworzenie mechanizmów, które pozwolą polskim firmom technologicznym na aktywny udział w budowie łańcucha wartości dla sektora jądrowego. Fuzja, choć wciąż postrzegana jako horyzont przyszłości, jest dziś jedyną realną odpowiedzią na energetyczny szantaż, przed którym stoi cyfrowy świat.

    Geopolityczny wyścig o panowanie nad „sztucznym słońcem” na ziemi nabiera tempa. Stany Zjednoczone, uznając rozwój technologii fuzyjnej za kwestię bezpieczeństwa narodowego, oraz Chiny, intensywnie finansujące państwowe projekty jądrowe, stworzyły dwubiegunową strukturę siły. Europa, jeśli nie chce stać się jedynie klientem tych mocarstw, musi wypracować własny model współpracy – rodzaj „Eurofightera Energii”. To porównanie do europejskiego myśliwca nie jest przypadkowe; budowa nowoczesnego systemu energetycznego opartego na fuzji wymaga analogicznej skali koordynacji przemysłowej, naukowej i finansowej. Dla Polski udział w tym przedsięwzięciu to szansa na przeskoczenie kilku etapów zacofania technologicznego i wejście bezpośrednio do elity państw zarządzających energią jutra.

    Warto zauważyć, że fuzja jądrowa oferuje coś więcej niż tylko prąd – oferuje ona suwerenność. Gdy systemy obronne, infrastruktura krytyczna i codzienna komunikacja oparte są na sztucznej inteligencji, każda przerwa w dostawach energii staje się wektorem ataku. Stabilne, rodzime źródło mocy, zlokalizowane w pobliżu centrów decyzyjnych i technologicznych, jest najlepszą tarczą przed zewnętrznymi naciskami. Dla polskiego biznesu oznacza to konieczność wywierania większego nacisku na rzecz przyspieszenia projektów jądrowych nie tylko w tradycyjnym wydaniu, ale przede wszystkim w obszarze innowacyjnych technologii SMR i fuzji, które mogą być wdrażane bliżej odbiorcy przemysłowego.

    Diagnoza postawiona przez Ursulę von der Leyen jest bolesna, ale ożywcza dla europejskiej debaty. Europa, a w szczególności Polska, musi odrzucić uprzedzenia na rzecz inżynieryjnego realizmu. Sztuczna inteligencja nie będzie czekać, aż systemy energetyczne nadążą za jej potrzebami; ona po prostu przeniesie się tam, gdzie energia jest obfita, tania i czysta. Polska, stojąca przed historycznym wyzwaniem budowy swojego pierwszego reaktora, musi zrozumieć, że nie jest to projekt budowlany, lecz fundament przyszłej potęgi cyfrowej. Bez atomu, marzenia o polskiej sztucznej inteligencji pozostaną jedynie pięknym kodem zapisanym na serwerach, których nie będzie jak uruchomić. Nadszedł czas, by rzetelna analiza liczb i strategicznych braków stała się impulsem do budowy energetycznej suwerenności, która pozwoli na pełny rozkwit innowacji na naszych ziemiach.

  • Nowy układ sił w Europie: Warszawa wchodzi do pierwszej ligi inwestycyjnej

    Nowy układ sił w Europie: Warszawa wchodzi do pierwszej ligi inwestycyjnej

    Przez lata Warszawa była postrzegana przez globalny kapitał jako bezpieczna przystań, ale ograniczona do kontekstu Europy Środkowo-Wschodniej. Najnowsze dane z raportu „European Investor Intentions Survey 2026” przygotowanego przez CBRE sugerują jednak głębszą zmianę strukturalną. Stolica Polski zajęła trzecie miejsce w rankingu najbardziej atrakcyjnych miast dla inwestycji w nieruchomości, ustępując jedynie Londynowi i Madrytowi.

    Przesunięcie Warszawy przed takie metropolie jak Paryż, Mediolan czy Berlin nie jest dziełem przypadku, lecz efektem splotu trzech czynników, które w 2026 roku stają się kluczowe dla zarządzających funduszami.

    Po pierwsze, stabilność makroekonomiczna Polski w dobie rynkowych turbulencji stała się twardą walutą. Inwestorzy, pytani o rynki z najwyższą prognozowaną stopą zwrotu, wskazują na Polskę jako na lidera wzrostu PKB, który realnie wyprzedza zachodnich sąsiadów. To sprawia, że Warszawa przestała być traktowana jako rynek „wschodzący” (emerging), a zaczęła być postrzegana jako dojrzała alternatywa dla nasyconych i borykających się z niską podażą rynków Europy Zachodniej.

    Po drugie, fundamenty najmu w stolicy pozostają wyjątkowo silne. Przemysław Felicki z CBRE zauważa, że miasto funkcjonuje dziś w jednym szeregu z lokalizacjami o ugruntowanej pozycji, co przyciąga kapitał szukający nie tylko bezpieczeństwa, ale i wymiernego wzrostu wartości aktywów. Podczas gdy Hiszpania (lider rankingu państw) kusi inwestorów sektorem turystycznym i mieszkaniowym, Polska wygrywa rolą największej gospodarki regionu i zapleczem operacyjnym dla międzynarodowego biznesu.

    Wreszcie, istotna jest zmiana psychologiczna. Trzecie miejsce Polski w rankingu krajów utrzymywane konsekwentnie przez trzy lata z rzędu buduje zaufanie, którego często brakowało w poprzednich dekadach. Dla dyrektorów finansowych i zarządzających portfelami nieruchomości Warszawa staje się oczywistym punktem w strategii alokacji kapitału na rok 2026.

    Mimo że Londyn pozostaje niekwestionowanym liderem dzięki swojej płynności i skali, to właśnie dynamika Warszawy – w połączeniu z modernizującą się infrastrukturą i przewidywalnymi stopami zwrotu – definiuje nowy układ sił na europejskiej mapie biznesowej. Stolica Polski nie tylko goni Zachód; w oczach inwestorów właśnie zaczęła go wyprzedzać.

  • Cyfryzacja usług publicznych w Europie: liderzy, opóźnieni i polski paradoks

    Cyfryzacja usług publicznych w Europie: liderzy, opóźnieni i polski paradoks

    Założenie firmy w kilkanaście minut z poziomu smartfona, bez jednego papierowego dokumentu. Dostęp do całej dokumentacji medycznej za pomocą kilku kliknięć. Rozliczenie podatków dzięki formularzom, które administracja wypełniła za nas.

    To nie wizja przyszłości, lecz codzienność w cyfrowej awangardzie Unii Europejskiej. Jednocześnie w innych krajach członkowskich te same procesy wciąż potrafią być wieloetapową, biurokratyczną drogą przez mękę. Ten kontrast doskonale ilustruje rewolucję, jaką jest cyfryzacja usług publicznych – fundamentalna zmiana w relacjach między państwem, obywatelem a przedsiębiorcą.

    Aby mierzyć postępy w tej transformacji, Komisja Europejska od 2014 roku publikuje Indeks Gospodarki Cyfrowej i Społeczeństwa Cyfrowego (DESI). To kluczowe narzędzie analityczne, które ocenia kraje w czterech obszarach: kapitale ludzkim, łączności, integracji technologii cyfrowych oraz cyfrowych usługach publicznych.

    Od 2023 roku wskaźniki DESI stały się częścią programu „Droga ku cyfrowej dekadzie”, wyznaczającego dla całej Unii ambitne cele na 2030 rok, takie jak 100% dostępność kluczowych usług publicznych online.

    Analiza danych DESI maluje obraz Europy dwóch prędkości. Z jednej strony mamy grupę liderów, którzy wyznaczają światowe standardy, z drugiej – peleton państw wciąż nadrabiających zaległości. Polska zajmuje w tym krajobrazie pozycję fascynującą i pełną sprzeczności – kraju, który w pewnych aspektach e-administracji imponuje, a w innych pozostaje daleko w tyle.

    Unijni liderzy: anatomia cyfrowego sukcesu

    Na szczycie europejskich rankingów cyfryzacji od lat plasuje się ta sama grupa państw: kraje skandynawskie (Finlandia, Dania), Beneluksu (Holandia, Luksemburg) oraz absolutny fenomen w tej dziedzinie – Estonia. Do czołówki dołączyły też państwa takie jak Malta czy Hiszpania, które w ostatnich latach wykonały ogromny skok jakościowy.

    Ich sukces nie jest dziełem przypadku, lecz wynikiem spójnej, wieloletniej strategii opartej na kilku filarach.

    Po pierwsze, długofalowa wizja i wola polityczna. W tych krajach cyfryzacja jest strategicznym priorytetem państwa, kontynuowanym niezależnie od zmian na scenie politycznej. 

    Po drugie, strategiczne inwestycje. Liderzy nie tylko przeznaczają na ten cel pokaźne środki, ale też efektywnie wykorzystują fundusze unijne, takie jak Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF). 

    Po trzecie, solidne fundamenty. Wysoki poziom e-usług jest nierozerwalnie związany z kompetencjami cyfrowymi społeczeństwa i powszechnym dostępem do ultraszybkiego internetu – obszarach, w których kraje nordyckie są światową czołówką.

    Najważniejszym czynnikiem jest jednak kultura zaufania. Obywatele w krajach skandynawskich czy Estonii ufają, że państwo będzie przetwarzać ich dane w sposób bezpieczny i transparentny. To zaufanie jest walutą, która umożliwia wdrażanie zaawansowanych usług, takich jak cyfrowa tożsamość (eID) czy scentralizowana e-dokumentacja medyczna.

    Te elementy tworzą „efekt koła zamachowego”. Udane wdrożenie jednej kluczowej usługi buduje zaufanie i przyzwyczaja obywateli do interakcji z państwem online. To z kolei tworzy popyt na kolejne, coraz bardziej zaawansowane rozwiązania, napędzając dalszy rozwój.

    W ten sposób liderzy nie tylko utrzymują przewagę, ale wręcz ją powiększają, sprawiając, że dogonienie ich staje się dla reszty stawki zadaniem niezwykle trudnym.

    Aby zrozumieć, jak to działa w praktyce, wystarczy spojrzeć na kilka przykładów:

    • Estonia to globalny wzorzec „cyfrowego narodu”, w którym 99% usług publicznych jest dostępnych online. Kręgosłupem systemu jest X-Road, bezpieczna platforma wymiany danych, która realizuje zasadę „once-only” – obywatel podaje swoje dane administracji tylko raz. Każdy Estończyk posiada cyfrowy dowód tożsamości (e-ID), który pozwala składać prawnie wiążący podpis, oszczędzając każdemu średnio pięć dni roboczych rocznie. Kraj poszedł nawet o krok dalej, tworząc e-Rezydencję – program umożliwiający przedsiębiorcom z całego świata zdalne założenie i prowadzenie firmy w UE.
    • Dania jest mistrzem w projektowaniu usług zorientowanych na użytkownika. Zamiast zmuszać obywateli do nawigowania po skomplikowanej strukturze urzędów, Dania skonsolidowała usługi w portalach opartych na „zdarzeniach życiowych”. Borger.dk to jedno okienko dla obywateli do załatwienia niemal każdej sprawy, od podatków po zapisanie dziecka do szkoły, a virk.dk jest jego odpowiednikiem dla biznesu.
    • Finlandia i Holandia to przykłady pragmatyzmu i innowacji. Finlandia rozwija proaktywne usługi oparte na sztucznej inteligencji (program AuroraAI), które mają antycypować potrzeby obywateli w kluczowych momentach życia. Siłą Holandii są z kolei niezwykle solidne fundamenty – najwyższe w UE wskaźniki kompetencji cyfrowych społeczeństwa i doskonała infrastruktura, na których opiera się cały ekosystem usług skupionych wokół tożsamości cyfrowej DigiD.

    Polski paradoks: lider w ogonie stawki

    Analiza pozycji Polski na cyfrowej mapie Europy prowadzi do zaskakujących wniosków. W ogólnym rankingu DESI 2022 Polska plasuje się w końcówce, zajmując 24. miejsce na 27 państw. Nasze wyniki w kluczowych obszarach, takich jak kapitał ludzki czy integracja technologii cyfrowych przez firmy, są znacznie poniżej średniej unijnej.

    Jednak w tym ponurym obrazie jest jeden jasny punkt: cyfrowe usługi publiczne. W tej kategorii Polska nie tylko radzi sobie relatywnie najlepiej, ale wykazuje jedną z najwyższych dynamik poprawy w całej Unii. W kilku kluczowych wskaźnikach wręcz przegoniliśmy europejską średnią:

    • Wstępnie wypełnione formularze: Aż 78% formularzy online w polskiej administracji jest wstępnie wypełnionych danymi, które państwo już posiada (średnia UE: 68%).
    • Dostęp do e-dokumentacji medycznej: Dzięki systemom takim jak Internetowe Konto Pacjenta (IKP), 86% Polaków ma dostęp do swoich danych medycznych online (średnia UE: 72%).

    Te sukcesy to owoc rozwoju takich platform jak portal gov.pl, aplikacja mObywatel czy Platforma Usług Elektronicznych ZUS. Jednak za tą imponującą fasadą kryje się głębszy problem. Mimo że tworzymy zaawansowane i dobrze oceniane w benchmarkach usługi, ich realne wykorzystanie przez obywateli jest alarmująco niskie.

    Zaledwie 37% Polaków korzysta z e-administracji, podczas gdy średnia w 16 krajach UE przekracza 50%, a w Danii sięga 73%.

    Mamy więc do czynienia z ryzykiem cyfrowej „wioski potiomkinowskiej”. Zbudowaliśmy nowoczesne e-usługi, które świetnie wypadają w technicznych audytach, ale stoją one na słabych fundamentach – jednych z najniższych w UE wskaźników kompetencji cyfrowych społeczeństwa. Istnieje głęboki rozdźwięk między dostępnością a adopcją usług. To właśnie ten rozdźwięk jest największym wyzwaniem dla polskiej transformacji cyfrowej.

    Strategia 2035: plan na cyfrowy skok

    W październiku 2024 roku polski rząd zaprezentował projekt „Strategii Cyfryzacji Polski do 2035 roku” – dokument, który jest próbą kompleksowej odpowiedzi na opisane wyżej wyzwania. Jego ambicje są rewolucyjne. Do 2035 roku 100% spraw urzędowych ma być załatwianych cyfrowo, 20 milionów Polaków ma posiadać cyfrowy portfel tożsamości w aplikacji mObywatel, a liczba specjalistów ICT ma wzrosnąć do 1,5 miliona. Na realizację tych celów do 2030 roku ma zostać przeznaczone 100 mld zł.

    Co jednak ważniejsze, strategia ma charakter holistyczny. Wprost mówi o konieczności zakończenia „silosowości” w administracji i łączy rozwój e-usług z potężnymi inwestycjami w fundamenty: kompetencje cyfrowe (cel: 85% obywateli z podstawowymi umiejętnościami), infrastrukturę i cyberbezpieczeństwo.

    To dowód na zrozumienie, że nie da się osiągnąć trwałego sukcesu, budując kolejne aplikacje bez równoległej pracy nad umiejętnościami i zaufaniem obywateli.

    „Strategię 2035” należy postrzegać jako próbę „odpalenia własnego koła zamachowego”. To plan na gwałtowne przyspieszenie, które ma pozwolić nie tylko nadrabiać zaległości, ale realnie zamknąć lukę rozwojową dzielącą nas od europejskich liderów.

    Od technologii do ludzi

    Cyfrowa transformacja Europy to proces, który obnaża głębsze różnice w kapitale społecznym, zaufaniu i długofalowym planowaniu. Polska, mimo imponującego postępu w tworzeniu e-usług, wciąż zmaga się z fundamentalnym wyzwaniem: jak sprawić, by zaawansowane narzędzia stały się powszechnie używane i dostępne dla wszystkich.

    Nowa strategia cyfryzacji stawia właściwą diagnozę, przenosząc punkt ciężkości z samej technologii na budowanie kompetencji i zintegrowanego ekosystemu. Jej sukces będzie zależał od konsekwencji we wdrożeniu.

    Prawdziwą miarą powodzenia nie będzie bowiem liczba nowych aplikacji, ale odsetek obywateli, którzy potrafią z nich świadomie, bezpiecznie i efektywnie korzystać. Droga od „wioski potiomkinowskiej” do w pełni cyfrowego narodu to nie technologiczny sprint, ale edukacyjny i społeczny maraton.  

  • Polski rynek software house’ów: między rekordowym eksportem a wewnętrzną korektą

    Polski rynek software house’ów: między rekordowym eksportem a wewnętrzną korektą

    Przez ponad dekadę polski sektor IT był synonimem nieprzerwanego, dynamicznego wzrostu. Ugruntował swoją pozycję jako technologiczne serce Europy Środkowo-Wschodniej, przyciągając globalne inwestycje dzięki ogromnej puli talentów i reputacji niezawodnego partnera w projektach nearshoringowych i outsourcingowych. Narracja o „złotej dekadzie” polskiego IT, napędzana przez tysiące software house’ów i wykwalifikowanych programistów cenionych na całym świecie, stała się niemal aksjomatem. Jednak w ostatnich kilkunastu miesiącach ten optymistyczny obraz zaczął pękać, a rynek zaczął wysyłać głęboko sprzeczne sygnały, które zasiały ziarno niepewności.   

    Z jednej strony, twarde dane makroekonomiczne malują obraz sektora w szczytowej formie. Wartość eksportu polskich usług IT bije kolejne rekordy, demonstrując niezwykłą siłę i globalną konkurencyjność . Polska sprzedaje za granicę więcej usług informatycznych niż takie potęgi technologiczne jak Japonia czy Korea Południowa, co świadczy o dojrzałości i zaawansowaniu oferowanych rozwiązań . Z drugiej strony, z wnętrza branży płyną coraz głośniejsze sygnały o ochłodzeniu koniunktury. Portale branżowe i raporty z rynku pracy donoszą o spowolnieniu rekrutacji, redukcjach zatrudnienia i ogólnym poczuciu „korekty” po latach nieokiełznanego boomu . To zderzenie dwóch skrajnie różnych narracji tworzy fundamentalny paradoks.

    Czy jesteśmy świadkami początku stagnacji, która zakończy erę spektakularnego wzrostu? A może to tylko chwilowa zadyszka, naturalna konsekwencja globalnego spowolnienia gospodarczego? A może, co wydaje się najbardziej prawdopodobne, obserwujemy coś znacznie głębszego – fundamentalny proces dojrzewania i restrukturyzacji rynku, który oddziela liderów innowacji od firm opierających swój model na prostszych usługach?

    Fundamenty rynku: Między imponującą skalą a rosnącą presją

    Aby zrozumieć obecną kondycję rynku software house’ów, należy najpierw spojrzeć na jego fundamenty – liczbę i strukturę firm, które go tworzą. Dane rejestrowe z Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) oraz Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) dostarczają kluczowych informacji o skali i dynamice tego ekosystemu.

    Analiza polskiego sektora IT opiera się na Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD), gdzie kluczową rolę odgrywa Sekcja J, Dział 62: „Działalność związana z oprogramowaniem i doradztwem w zakresie informatyki oraz działalność powiązana” . Kategoria ta obejmuje szerokie spektrum działalności, od pisania kodu (PKD 62.01.Z), przez doradztwo informatyczne (PKD 62.02.Z), aż po pozostałe usługi w zakresie technologii informatycznych i komputerowych (PKD 62.09.Z). To właśnie te podklasy w dużej mierze definiują ekosystem software house’ów w Polsce.   

    Dane z rejestru REGON, prowadzonego przez GUS, ukazują imponującą skalę rynku . Raporty branżowe szacują liczbę firm technologicznych w Polsce na ponad 60 tysięcy, a w sektorze IT pracuje od 500 do nawet 850 tysięcy osób. Ta ogromna liczba aktywnych podmiotów świadczy o niezwykłej gęstości i żywotności rynku. Jest to krajobraz zdominowany przez mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, co z jednej strony świadczy o niskich barierach wejścia i przedsiębiorczości, a z drugiej czyni go bardziej podatnym na wahania koniunktury.   

    Jednak sam rozmiar rynku to tylko jedna strona medalu. Druga, znacznie bardziej dynamiczna, ukryta jest w danych CEIDG, które rejestrują losy jednoosobowych działalności gospodarczych (JDG) – formy prawnej niezwykle popularnej wśród programistów kontraktowych i małych firm IT. Analiza liczby wyrejestrowań i zawieszeń działalności rzuca światło na presję, pod jaką znalazł się ten segment rynku. Dane z ostatnich lat są jednoznaczne i wskazują na rosnącą presję. W 2022 roku do CEIDG wpłynęło o 9,6% więcej wniosków o zamknięcie jednoosobowej działalności niż rok wcześniej. W pierwszej połowie innego analizowanego roku wzrost ten był jeszcze bardziej dramatyczny i wyniósł blisko 26% w ujęciu rocznym. Te liczby to twardy dowód na to, że dla wielu mniejszych graczy warunki rynkowe stały się znacznie trudniejsze.   

    Przyczyn tego zjawiska należy szukać w splotach czynników makroekonomicznych i regulacyjnych. Globalne spowolnienie, wysoka inflacja, rosnące koszty prowadzenia działalności oraz zmiany w otoczeniu prawno-podatkowym, takie jak wprowadzenie Polskiego Ładu, uderzyły przede wszystkim w najmniejsze podmioty . Należy jednak interpretować te dane z ostrożnością. Wysoka liczba zamknięć i zawieszeń w CEIDG nie jest wyłącznie symptomem kryzysu. Odzwierciedla ona również specyfikę branży IT, w której dominuje praca projektowa. System CEIDG jest zaprojektowany tak, aby umożliwiać łatwe zakładanie, zawieszanie i zamykanie działalności. Dla programisty kontraktora zamknięcie firmy może oznaczać po prostu koniec jednego dużego projektu i przejście na umowę o pracę, a zawieszenie działalności jest powszechnym narzędziem do zarządzania płynnością finansową w okresach między zleceniami.   

    Globalny motor napędowy: Eksport jako barometr sukcesu

    Podczas gdy dane z rynku wewnętrznego wskazują na rosnącą presję, analiza handlu międzynarodowego maluje zgoła odmienny obraz. Polski sektor IT stał się w ostatnich latach prawdziwą potęgą eksportową, a dynamika wzrostu sprzedaży zagranicznej jest kluczowym argumentem przeczącym tezie o stagnacji.

    Liczby mówią same za siebie. Wartość eksportu polskich usług z kategorii „telekomunikacyjne, informatyczne i informacyjne” wzrosła z około 33,1 mld PLN w 2019 roku do ponad 70,7 mld PLN w roku 2023 . Oznacza to ponad dwukrotny wzrost w ciągu zaledwie czterech lat. Od 2010 roku eksport usług IT rósł w średnim rocznym tempie przekraczającym 20%, czyli ponad dwukrotnie szybciej niż eksport wszystkich usług ogółem . W rezultacie udział usług IT w całkowitym polskim eksporcie usług zwiększył się z około 5% dekadę temu do blisko 13% w 2022 roku .

    Według danych Polskiego Funduszu Rozwoju, opartych na statystykach Eurostatu, na koniec 2022 roku eksport usług informatycznych z Polski osiągnął wartość 11,66 mld EUR, generując znaczącą nadwyżkę handlową . Co istotne, od 2010 roku nie odnotowano ani jednego roku spadku w tej kategorii, co dowodzi niesłabnącego popytu na polskie kompetencje cyfrowe . Ten imponujący trend wpisuje się w szerszy kontekst europejski. Dane Eurostatu pokazują, że usługi telekomunikacyjne, komputerowe i informacyjne są jedną z najszybciej rosnących kategorii eksportowych dla całej Unii Europejskiej, a ich udział w całkowitym eksporcie usług (poza UE) wzrósł o 7,2 punktu procentowego w latach 2013-2023 .

    Wzrost ten ma charakter nie tylko ilościowy, ale przede wszystkim jakościowy. Polska branża IT zrywa z wizerunkiem „cyfrowej montowni”, gdzie główną przewagą konkurencyjną była niższa cena usług programistycznych. Coraz częściej polskie firmy stają się strategicznymi partnerami dla globalnych korporacji, dostarczając kompleksowe i zaawansowane technologicznie rozwiązania. Eksportowane usługi to już nie tylko proste tworzenie oprogramowania, ale również zaawansowane projekty badawczo-rozwojowe (R&D), doradztwo strategiczne w zakresie IT, usługi chmurowe, cyberbezpieczeństwo i analityka danych . Ta ewolucja świadczy o przesuwaniu się Polski w górę globalnego łańcucha wartości. Główne kierunki tej ekspansji to najbardziej wymagające rynki świata: kraje Unii Europejskiej (z Niemcami na czele), Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Szwajcaria.

    Rzeczywistość rynkowa: koniec eldorado i zmiana warty

    Okres, w którym rekruterzy zabiegali o każdego kandydata, a firmy prześcigały się w oferowaniu coraz wyższych wynagrodzeń, dobiegł końca. Ostatnie dwa lata przyniosły wyraźne ochłodzenie i normalizację na rynku pracy IT, co wielu obserwatorów określa mianem „końca eldorado” . Raporty z portali rekrutacyjnych jednoznacznie wskazują na zmianę układu sił.

    Liczba publikowanych ofert pracy znacząco spadła w porównaniu do szczytowych lat 2021-2022 . Jednocześnie drastycznie wzrosła liczba aplikacji na jedno stanowisko – w 2024 roku na jedną ofertę przypadały średnio 44 aplikacje, w porównaniu do 40 rok wcześniej . Najbardziej odczuwalną konsekwencją tej zmiany jest drastyczne ograniczenie możliwości dla juniorów. Firmy, dążąc do optymalizacji kosztów i minimalizacji ryzyka, wolą inwestować w doświadczonych seniorów, którzy mogą dostarczyć wartość biznesową od pierwszego dnia . Ten zwrot na rynku ma również swoją ludzką cenę – raporty wskazują na rosnący poziom stresu, wypalenia zawodowego i poczucia niepewności zatrudnienia.   

    Ochłodzenie na rynku pracy jest bezpośrednim następstwem globalnego spowolnienia gospodarczego, które zmusiło klientów software house’ów do rewizji swoich budżetów . Inflacja i niepewność gospodarcza skłoniły firmy na całym świecie do ostrożniejszego podejścia do inwestycji w technologie . Klienci, szukając oszczędności, zamrażają mniej kluczowe projekty i znacznie dokładniej analizują każdą decyzję zakupową . Dla polskich software house’ów oznacza to wydłużenie cykli sprzedażowych i konieczność udowadniania zwrotu z inwestycji (ROI) na każdym kroku. Dane z raportu SoDA są tu wymowne: małe firmy (do 50 osób) zredukowały w ostatnim roku średnio 26% swoich specjalistów IT, podczas gdy w dużych organizacjach (powyżej 300 osób) odsetek ten wyniósł 12% . To pokazuje, że korekta rynkowa najmocniej uderza w mniejszych, mniej stabilnych graczy.   

    Nowe wymagania rynku – Specjalizacja jako klucz do przetrwania

    Obecne otoczenie rynkowe działa jak potężny filtr ewolucyjny. W czasach boomu popyt był tak duży, że niemal każda firma, nawet oferująca nieskomplikowany outsourcing programistów („body leasing”), mogła liczyć na zlecenia. Dziś sytuacja jest diametralnie inna. Rynek premiuje specjalizację, głęboką wiedzę domenową i zdolność do dostarczania kompleksowych, mierzalnych rozwiązań biznesowych.   

    Popyt przesuwa się od programistów-generalistów w stronę ekspertów w niszowych, ale dynamicznie rosnących dziedzinach. Analiza ofert pracy pokazuje, że nawet przy ogólnym spadku liczby ogłoszeń, takie obszary jak Sztuczna Inteligencja (AI/ML), Cyberbezpieczeństwo, Analityka Danych (Data & BI) oraz Inżynieria Chmurowa wciąż notują wzrosty zapotrzebowania i oferują wysokie wynagrodzenia . Firma, która dziś oferuje po prostu „programistów Java”, konkuruje na rynku, który staje się towarem, podatnym na presję cenową. Natomiast firma, która dostarcza „certyfikowanych ekspertów od cyberbezpieczeństwa dla sektora finansowego” lub „inżynierów AI z doświadczeniem w optymalizacji logistyki”, sprzedaje unikalne, wysokomarżowe rozwiązanie.

    Ta transformacja jest bolesna, ale w długiej perspektywie zdrowa dla całego sektora. Rynkowa korekta nie zabija branży, lecz przyspiesza jej przejście od modelu opartego na arbitrażu pracy do modelu opartego na wiedzy i innowacji. To klasyczny objaw przechodzenia branży z fazy gwałtownego wzrostu do fazy dojrzałej, bardziej zrównoważonej konkurencji.

    Nie stagnacja, lecz dojrzewanie przez korektę

    Analiza danych prowadzi do jednoznacznego wniosku. To, czego doświadcza polski rynek software house’ów, to nie jest stagnacja. Jest to złożony i wielowymiarowy proces dojrzewania, który dokonuje się poprzez głęboką, choć bolesną, korektę rynkową.

    Rekordowy eksport i wewnętrzne spowolnienie nie są zjawiskami sprzecznymi, lecz dwiema stronami tej samej monety. Spektakularny sukces eksportowy jest napędzany przez czołowych graczy, którzy z sukcesem przeszli na wyższy poziom zaawansowania technologicznego. Ten sam proces podnosi jednak poprzeczkę dla całego rynku. Wewnętrzna korekta, objawiająca się spowolnieniem rekrutacji i presją na mniejsze firmy, jest naturalną konsekwencją tej ewolucji.

    „Złota dekada” łatwego, niezróżnicowanego wzrostu bezpowrotnie minęła. Przyszłość polskiego sektora IT będzie kształtowana przez nowe paradygmaty:   

    • Głęboka specjalizacja: Przetrwanie i rozwój będą zależeć od zdolności do budowania unikalnej ekspertyzy w niszowych, ale strategicznie ważnych obszarach. Firmy muszą stać się ekspertami w konkretnych technologiach (AI, cyberbezpieczeństwo, chmura) lub wertykalach branżowych (fintech, healthtech, e-commerce).  
    • Dojrzałość biznesowa: Kluczowe staną się umiejętności z zakresu sprzedaży, marketingu, zarządzania finansami i budowania strategii. Software house’y muszą ewoluować z warsztatów technologicznych w dojrzałe, sprawnie zarządzane przedsiębiorstwa .
    • Rewolucja AI: Sztuczna inteligencja staje się fundamentalnym narzędziem, które należy zintegrować z własnymi procesami, aby zwiększyć efektywność i skrócić czas realizacji projektów. Firmy, które zignorują ten trend, ryzykują utratę konkurencyjności .

    Choć obecny okres jest pełen wyzwań, perspektywy dla polskiego sektora IT pozostają optymistyczne. Przechodząc przez tę transformację, branża staje się silniejsza, bardziej zróżnicowana i odporna na wstrząsy. Korekta, choć bolesna, jest niezbędnym etapem ewolucji, który przekształca polski sektor IT z regionalnego zagłębia talentów w dojrzałego, globalnego lidera technologicznego, zdolnego do konkurowania na najwyższym światowym poziomie .

  • Kryzys, o którym nikt nie mówi. 82% wzrost luki w AI to dopiero początek

    Kryzys, o którym nikt nie mówi. 82% wzrost luki w AI to dopiero początek

    Polska scena sztucznej inteligencji w 2025 roku to opowieść o dwóch skrajnościach. Z jednej strony, jesteśmy świadkami bezprecedensowych sukcesów. Polskie startupy AI, takie jak ElevenLabs, pozyskują setki milionów złotych od czołowych światowych inwestorów, a kraj aktywnie uczestniczy w globalnym wyścigu technologicznym, rozwijając zaawansowane koncepcje, takie jak agentowa AI. Z drugiej strony, twarde dane malują obraz głębokiego kryzysu na rynku krajowym: największej od 15 lat luki kompetencyjnej, alarmująco niskiej dojrzałości wdrożeń w firmach i braku strategicznego podejścia do rozwoju talentów.   

    Ten rozdźwięk – nazwijmy go polskim paradoksem AI – to nie tylko ciekawostka statystyczna. To fundamentalne wyzwanie strategiczne. Jeśli nie zostanie ono rozwiązane, Polska ryzykuje utrwalenie swojej pozycji jako narodu wykwalifikowanych użytkowników gotowych narzędzi AI, zamiast stać się narodem twórców fundamentalnych technologii. W dłuższej perspektywie podważa to naszą konkurencyjność i grozi zmarnowaniem historycznej szansy, jaką niesie rewolucja AI.

    Polska jako eksporter innowacji

    Nie ma wątpliwości, że polski sektor technologiczny jest w pełni zintegrowany z globalnym obiegiem idei. Kluczowe trendy na 2025 rok, identyfikowane przez wiodące firmy analityczne, takie jak Gartner czy Forrester – w tym agentowa AI (Agentic AI), zarządzanie AI (AI Governance) czy rozumująca AI (Reasoning AI) – są nie tylko dyskutowane, ale i aktywnie rozwijane w polskich firmach.   

    Co ważniejsze, ambicje te przekładają się na wymierne, finansowe sukcesy. W 2024 roku polskie startupy związane ze sztuczną inteligencją przyciągnęły ponad miliard złotych kapitału wysokiego ryzyka. Spektakularne rundy finansowania, takie jak pozyskanie ponad 700 mln PLN przez ElevenLabs czy 121 mln PLN przez Wordware, dowodzą, że polskie firmy są w stanie konkurować na najwyższym światowym poziomie i przyciągać kapitał od najbardziej prestiżowych funduszy, jak Andreessen Horowitz. Te sukcesy utwierdzają inwestorów w przekonaniu, że Polska ma realny potencjał, by stać się głównym hubem AI w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.   

    Kryzys kompetencji i adopcji

    Jednak gdy spojrzymy na rynek wewnętrzny, optymizm ustępuje miejsca niepokojowi. Zapotrzebowanie na talenty AI stworzyło największą lukę kompetencyjną w polskim IT od ponad 15 lat. Deficyt specjalistów wzrósł w ciągu roku o alarmujące 82%. Ten kryzys jest odczuwalny na poziomie zarządów. Zgodnie z raportem Microsoft Work Trend Index, aż 84% polskich liderów biznesu planuje wdrożyć agentów AI, ale jednocześnie przyznaje, że w ich organizacjach istnieje głęboka „luka kompetencyjna”.   

    Ten rozdźwięk między ambicją a działaniem jest uderzający. Pomimo deklaracji, aż 52% organizacji nie prowadzi żadnych szkoleń z zakresu generatywnej AI dla swoich zespołów. Wdrożenia, które mają miejsce, są często powierzchowne. Według danych McKinsey, zaledwie 1% menedżerów w Polsce określa implementację AI w swojej organizacji jako „dojrzałą”. Chociaż 78% respondentów deklarowało użycie tej technologii w 2024 roku, wydaje się, że ma ono głównie charakter eksperymentalny, a nie jest głęboko zintegrowane ze strategią firmy.

    Odpowiedź systemowa i strategiczna pułapka

    Polski system edukacyjny i rynek zareagowały na te wyzwania. Czołowe uczelnie, takie jak Uniwersytet Jagielloński, Politechnika Warszawska czy Politechnika Poznańska, oferują już wyspecjalizowane kierunki studiów i programy podyplomowe z zakresu sztucznej inteligencji. Działania te uzupełniają inicjatywy sektora prywatnego, takie jak program Microsoftu mający na celu przeszkolenie miliona Polaków, oraz rządowe strategie rozwoju kompetencji cyfrowych.   

    Mimo to, stoimy w obliczu fundamentalnego wyzwania, które dotyczy jakości, a nie tylko ilości tych kompetencji. Obserwujemy gwałtowny wzrost zjawiska, które można nazwać „piśmiennością AI” (AI Literacy) – czyli umiejętnością korzystania z gotowych narzędzi. Siedmiu na dziesięciu Polaków regularnie korzysta z AI, często bez formalnego przeszkolenia i wiedzy pracodawcy. Co więcej, 44% pracowników woli delegować zadania sztucznej inteligencji niż ludzkiemu koledze, ceniąc jej dostępność i szybkość.   

    Jest to jednak dowód na rosnącą umiejętność konsumpcji technologii, a nie jej tworzenia. Prawdziwa, długoterminowa wartość ekonomiczna i przewaga konkurencyjna leżą w czymś innym – w „biegłości AI” (AI Fluency), czyli zdolności do budowania, integrowania i modyfikowania złożonych systemów opartych na sztucznej inteligencji.

    Sukces ElevenLabs nie wynikał z umiejętnego korzystania z cudzych modeli, lecz ze stworzenia własnego, przełomowego rozwiązania technologicznego. To właśnie ta zdolność do tworzenia fundamentalnej własności intelektualnej przyciągnęła globalny kapitał. Jeśli polska gospodarka ma w pełni skapitalizować swoje ambicje, musimy dokonać strategicznego zwrotu.   

    Od użytkownika do twórcy

    Polski paradoks AI stawia nas na rozdrożu. Możemy podążyć ścieżką masowej adopcji gotowych narzędzi, stając się efektywnym, ale wciąż zależnym od zewnętrznych dostawców rynkiem. To droga bezpieczna, ale ograniczająca nasz potencjał do roli podwykonawcy w globalnym łańcuchu wartości AI.

    Alternatywą jest świadome i strategiczne budowanie kompetencji w zakresie tworzenia technologii. Wymaga to fundamentalnej zmiany w myśleniu – zarówno na poziomie strategii państwa, programów korporacyjnych, jak i programów nauczania. Musimy agresywnie przesunąć punkt ciężkości z uczenia, jak używać AI, na kształcenie talentów inżynierskich i naukowych zdolnych do budowania z AI.

    Konieczne jest wspieranie nie tylko startupów, ale całego ekosystemu, który je tworzy: od edukacji podstawowej, przez specjalistyczne studia, po zachęty do prowadzenia w Polsce prac badawczo-rozwojowych. Firmy muszą przestać postrzegać szkolenia AI jako koszt i zacząć traktować je jako kluczową inwestycję w budowanie przewagi konkurencyjnej.

    Rozwiązanie polskiego paradoksu AI zdecyduje o naszej pozycji gospodarczej na dekady. Mamy globalne talenty i ambicje. Teraz musimy zbudować krajowy fundament, który pozwoli im w pełni rozkwitnąć. Czas przejść od fascynacji możliwościami AI do strategicznego budowania własnych zdolności w tej dziedzinie.

  • Intel rezygnuje z fabryk w Polsce i Niemczech. Koniec rozdrobnionych inwestycji

    Intel rezygnuje z fabryk w Polsce i Niemczech. Koniec rozdrobnionych inwestycji

    Intel oficjalnie wycofuje się z budowy fabryk półprzewodników w Polsce i Niemczech. Decyzja zapadła w ramach nowej strategii ograniczania rozdrobnienia geograficznego i ściślejszego powiązania inwestycji z realnym popytem. To wyraźny sygnał, że amerykański gigant porzuca wcześniejszy model ekspansji „na zapas” na rzecz bardziej zdyscyplinowanego podejścia finansowego.

    Projekt w Miękini pod Wrocławiem, zapowiedziany z rozmachem w 2023 roku, miał pochłonąć 4,6 mld dolarów i stworzyć 2 tys. miejsc pracy. Mimo deklarowanego wsparcia ze strony państwa oraz pozycji Polski jako wschodzącego hubu technologicznego UE, inwestycja została zatrzymana, podobnie jak fabryka w Niemczech, gdzie mowa była o 30 mld dolarów wydatków.

    Nowa polityka Intela oznacza także konsolidację operacji testowania i montażu w większych lokalizacjach w Azji – Wietnamie i Malezji – oraz spowolnienie prac w flagowym kompleksie w Ohio. To wyraźna zmiana priorytetów – od szerokiej obecności globalnej do selektywnej, popytowej rozbudowy mocy.

    Z punktu widzenia Polski to bolesny cios wizerunkowy. Projekt w Miękini był postrzegany jako przełomowy krok w kierunku przyciągania inwestycji półprzewodnikowych do regionu. W praktyce pokazuje jednak, że nawet największe zapowiedzi są dziś warunkowe i zależne od zmiennego globalnego otoczenia – nie tylko popytu, ale też konkurencji i kosztów.

    Europa, mimo unijnego „Chips Act”, nie zdołała na razie przekonać Intela, by został.

  • Polska zagra o półprzewodniki. Jest strategia na 2025+

    Polska zagra o półprzewodniki. Jest strategia na 2025+

    Ministerstwo Cyfryzacji sfinalizowało politykę rozwoju sektora półprzewodników – „Polska w grze o przyszłość 2025+”. Dokument ma wyznaczać kierunki dla jednego z najbardziej strategicznych, ale też kapitałochłonnych sektorów przemysłu. W tle są zarówno ambicje przemysłowe, jak i potrzeba wzmocnienia suwerenności technologicznej kraju.

    W finalnej wersji polityki znajdziemy siedem kluczowych obszarów: infrastrukturę, impuls państwa, współpracę międzynarodową, inwestycje, kadry, energię i surowce. To uporządkowany plan – ale też deklaracja, że Polska chce mieć realny udział w budowie europejskiego ekosystemu półprzewodników.

    Najwięcej uwagi dokument poświęca infrastrukturze. Państwo ma wspierać zarówno tworzenie nowych ośrodków technologicznych, jak i modernizację już istniejących. Strategia zakłada rozwój zdolności w obszarach takich jak projektowanie układów scalonych, mikrosystemy MEMS czy materiały szerokoprzerwowe – wszystko to z myślą o wpięciu się w globalne łańcuchy wartości.

    Polityka celuje też w przyciągnięcie 2–3 dużych inwestycji przemysłowych do 2030 roku, o wartości od 300 do 600 mln euro każda. Mowa przede wszystkim o produkcji komponentów (back-end), przetwarzaniu materiałów i montażu. Wsparcie ma być konkretne – co najmniej 1,5 mld euro w dopasowanych programach, ułatwiających nie tylko inwestycje, ale i pokrycie kosztów operacyjnych.

    To podejście współgra z unijną strategią Chips Act, choć – jak zaznacza dokument – Polska stawia na realizm i uzupełnianie działań innych państw, nie duplikowanie ich ambicji. Istotnym elementem są też polskie specjalizacje technologiczne – w tym fotonika i komponenty dla energetyki – które mają zostać lepiej wyeksponowane na mapie europejskiego przemysłu.

    Polityka 2025+ nie rozwiązuje od razu problemów kadrowych, energetycznych czy regulacyjnych, ale ma być fundamentem pod działania w tych obszarach. To pierwszy dokument tej skali w Polsce, który nie tylko opisuje cele, ale wskazuje narzędzia, wskaźniki i konkretne mechanizmy wsparcia.

    Czy to wystarczy, by Polska przestała być jedynie dostawcą siły roboczej i zaczęła budować wartość intelektualną w sektorze chipów? Odpowiedź dadzą najbliższe lata – a przede wszystkim inwestorzy.

  • Polskie firmy z szansą na więcej w przetargach publicznych. Rząd szykuje reformę

    Polskie firmy z szansą na więcej w przetargach publicznych. Rząd szykuje reformę

    Rząd zapowiada zmiany w systemie zamówień publicznych, które mają wzmocnić pozycję polskich firm wobec konkurentów z Unii Europejskiej. Premier Tusk zapowiedział prace nad systemem rekomendacji i procedur chroniących krajowych dostawców – rozwiązaniem inspirowanym praktykami innych państw członkowskich.

    To sygnał, że Polska może pójść śladem Francji czy Niemiec, które od lat potrafią skutecznie wspierać swoich wykonawców w ramach dopuszczalnych ram unijnych. Choć oficjalnie reguły zamówień publicznych zakładają równe traktowanie, wiele państw wdrożyło subtelne mechanizmy premiujące lokalnych dostawców – od punktacji w kryteriach oceny ofert po złożone wymogi techniczne trudne do spełnienia przez zewnętrznych wykonawców.

    W praktyce, polskie firmy IT i technologiczne mogą zyskać przewagę w walce o zamówienia na cyfryzację administracji, bezpieczeństwo sieciowe czy usługi chmurowe. To również impuls dla rynku MSP, który dotąd często przegrywał z międzynarodowymi konsorcjami.

    Jeśli nowe mechanizmy okażą się skuteczne, mogą zwiększyć udział krajowego kapitału w zamówieniach publicznych – które w 2023 roku osiągnęły wartość ponad 240 mld zł. Kluczowe będzie jednak, by działania te nie zostały zakwestionowane przez Komisję Europejską i nie doprowadziły do odwetu ze strony innych państw.

    Rząd gra dziś o więcej niż tylko przetargi – gra o odbudowę krajowej przewagi konkurencyjnej.

  • USA znosi limity na eksport GPU do AI – ulga dla Polski i Europy

    USA znosi limity na eksport GPU do AI – ulga dla Polski i Europy

    Decyzja administracji Trumpa o wycofaniu się z kontrowersyjnych limitów na eksport zaawansowanych chipów graficznych dla sztucznej inteligencji to sygnał, że Biały Dom zaczyna szukać równowagi między bezpieczeństwem narodowym a gospodarką cyfrową. Dla Polski, która była jednym z państw objętych ograniczeniami, to ulga — choć tymczasowa.

    Styczniowa zasada tzw. dyfuzji AI, która miała wejść w życie 15 maja 2025 roku, miała ograniczyć eksport chipów do wielu krajów, w tym Polski, uznanych za mniej strategicznych partnerów USA w wyścigu technologicznym. Choć formalnie celem była kontrola nad przepływem zaawansowanych technologii w obliczu rywalizacji z Chinami, to w praktyce uderzała również w sojuszników. Przykład Polski był tu symboliczny: mimo niewielkiego rzeczywistego wykorzystania przyznanego limitu (poniżej 10%), rząd RP ocenił, że regulacje te podważały możliwość długoterminowego planowania inwestycji w AI.

    Odwrót Waszyngtonu od tej polityki wynikał nie tylko z presji ze strony partnerów, ale też z obaw o wewnętrzne skutki dla amerykańskiej innowacyjności i przemysłu półprzewodnikowego. Nowe przepisy miały bowiem nałożyć kosztowne obowiązki compliance nawet na firmy działające wyłącznie na rynkach sojuszniczych.

    Dla Polski, stawiającej na rozwój centrów przetwarzania danych i lokalnego ekosystemu AI, zniesienie limitów otwiera okno możliwości. Jednak to również przypomnienie o rosnącym znaczeniu geopolityki technologicznej. Poleganie wyłącznie na dostawach zza oceanu czyni nas podatnymi na decyzje polityczne niezależne od sytuacji lokalnej.

    „Dobra decyzja amerykańskiej administracji dotyczącą wycofania limitów na sprzedaż kart GPU do trenowania sztucznej inteligencji.
    Przedstawiciele polskiego rządu podczas wielu spotkań w ostatnich miesiącach intensywnie zabiegali o taki krok. 
    Cieszymy się, że amerykańska administracja wsłuchuje się w te głosy i chce rozmawiać ze swoimi sojusznikami o indywidualnych warunkach handlowych dotyczących zakupów zaawansowanej technologii.”napisał na X.com Krzysztof Gawkowski, Minister Cyfryzacji

    Warto więc wykorzystać ten moment nie tylko do przyspieszenia zakupów GPU, ale też do strategicznego myślenia o dywersyfikacji – zarówno partnerów technologicznych, jak i źródeł mocy obliczeniowej. Budowa własnych kompetencji w zakresie projektowania i produkcji chipów to wciąż odległa perspektywa, ale inwestycje w centra danych, edge computing czy współpraca europejska w AI mogą zmniejszyć zależność od globalnych napięć.

    Zniesienie limitów to dobra wiadomość. Ale nie można zapominać, że były one możliwe właśnie dlatego, że nie mamy jeszcze w Europie własnej Nvidii.

  • Polska znowu pod lupą Brukseli. KE pozywa za opóźnienia we wdrożeniu Aktu o usługach cyfrowych

    Polska znowu pod lupą Brukseli. KE pozywa za opóźnienia we wdrożeniu Aktu o usługach cyfrowych

    Komisja Europejska skierowała przeciwko Polsce sprawę do Trybunału Sprawiedliwości UE za brak wdrożenia kluczowych przepisów Aktu o usługach cyfrowych (DSA). Choć Polska nie jest osamotniona – na ławie oskarżonych znalazły się także Czechy, Hiszpania, Cypr i Portugalia – problem wciąż wpisuje się w szerszy schemat opóźnień we wdrażaniu unijnych regulacji cyfrowych przez Warszawę.

    Akt o usługach cyfrowych to jedna z najważniejszych reform cyfrowych ostatnich lat, której celem jest ujednolicenie zasad działania platform internetowych w UE, zwiększenie transparentności algorytmów, przeciwdziałanie nielegalnym treściom i wzmocnienie nadzoru nad dużymi graczami technologicznymi. Tymczasem Polska do dziś nie wyznaczyła krajowego koordynatora ds. usług cyfrowych ani nie stworzyła mechanizmu sankcji za łamanie przepisów DSA – mimo że termin minął w lutym 2024 r.

    Dla sektora IT i platform operujących w Polsce brak jasnych ram nadzoru to nie tylko ryzyko prawne, ale też rynkowa niepewność. Podczas gdy duże firmy przygotowują się do zgodności z DSA, brak krajowego organu utrudnia im operacyjne planowanie.

    Polska administracja zdaje się lekceważyć tempo transformacji cyfrowej narzucane przez Brukselę. To krótkowzroczność, która może drogo kosztować — nie tylko wizerunkowo, ale i gospodarczo. Czy ten sygnał z Komisji coś zmieni? Trudno o optymizm.

  • Powstanie Fabryka AI w Poznaniu. Z Brukseli płynie konkretne dofinansowanie

    Powstanie Fabryka AI w Poznaniu. Z Brukseli płynie konkretne dofinansowanie

    Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe (PCSS) otrzymało dofinansowanie w wysokości 50 milionów euro (około 200 milionów złotych) z programu Unii Europejskiej na utworzenie Fabryki Sztucznej Inteligencji w Polsce. Decyzja Komisji Europejskiej stanowi istotny krok w realizacji szerszej strategii mającej na celu umocnienie pozycji Europy jako światowego lidera w dziedzinie godnej zaufania sztucznej inteligencji.

    Fabryki AI: Nowa era europejskiej sztucznej inteligencji

    Inicjatywa Fabryk AI, ogłoszona przez Komisję Europejską we wrześniu 2024 roku, zakłada stworzenie sieci wyspecjalizowanych centrów badawczo-rozwojowych. Jej głównym celem jest integracja superkomputerów EuroHPC, zasobów danych oraz kompetencji naukowo-przemysłowych, co ma przyspieszyć rozwój i wdrażanie technologii AI w całej Europie.

    Polska na mapie europejskich innowacji

    Projekt realizowany przez PCSS otrzymał 50 milionów euro dofinansowania od Komisji Europejskiej, co w połączeniu z 340 milionami złotych zapewnionymi przez polski rząd znacząco zwiększa pulę środków przeznaczonych na rozwój Fabryk AI. W grudniu 2024 roku Akademickie Centrum Komputerowe Cyfronet AGH w Krakowie uczestniczyło w pierwszym etapie konkursu, współtworząc Fabrykę AI przy fińskim superkomputerze LUMI. Po sukcesie PCSS w lutym 2025 roku, Cyfronet AGH planuje wziąć udział w kolejnym konkursie w maju 2025 roku, starając się o dodatkowe fundusze na dalszy rozwój infrastruktury AI w Polsce.

    Strategiczne znaczenie inwestycji w AI dla Polski

    Wsparcie dla Fabryk AI stanowi kluczowy krok w umacnianiu technologicznej suwerenności Polski. Inwestycje w przełomowe technologie, takie jak sztuczna inteligencja i technologie kwantowe, mają potencjał przyspieszenia wzrostu gospodarczego i umocnienia pozycji Polski na arenie międzynarodowej.

    EuroHPC: Fundament europejskiej infrastruktury superkomputerowej

    Wspólne Przedsięwzięcie EuroHPC to inicjatywa mająca na celu rozwój światowej klasy superkomputerów eksaskalowych do przetwarzania ogromnych zbiorów danych. Dzięki tym wysiłkom Europa dąży do osiągnięcia pełnej zdolności eksaskalowej, co pozwoli jej utrzymać wiodącą rolę w gospodarce cyfrowej i wzmocnić swoją technologiczną autonomię.

    Przyszłość AI w Polsce

    Utworzenie Fabryki Sztucznej Inteligencji w Poznaniu to przełomowy krok w rozwoju nowoczesnych technologii w Polsce. Inicjatywy tego rodzaju stwarzają dla kraju szansę na ugruntowanie swojej pozycji jako kluczowego gracza w europejskim sektorze technologicznym, przyciągając inwestycje i talenty z branży IT.

  • Polska technologicznym średniakiem, ale z potencjałem. Czy stać nas na więcej? – kluczowe wnioski z badania

    Polska technologicznym średniakiem, ale z potencjałem. Czy stać nas na więcej? – kluczowe wnioski z badania

    Większość – bo aż 54,3% – Polaków określa obecny potencjał technologiczny kraju jako średni – ujawnia druga część badania opinii publicznej zrealizowanego przez SW Research na zlecenie ETTO.info. Jedynie 26,3% ocenia go bardzo wysoko lub wysoko, natomiast 19,4% uważa je za niskie lub bardzo niskie. Wyniki te sugerują, że Polska wciąż postrzegana jest jako kraj o umiarkowanym potencjale technologicznym, który musi nadrobić zaległości, aby skutecznie konkurować na arenie międzynarodowej.

    Biotechnologia priorytetem dla Polaków

    Jeśli chodzi o sektor, na który rząd powinien zwrócić szczególną uwagę, aż 43,7% Polaków wskazało, że priorytetem powinien być rozwój biotechnologii i technologii medycznych. Kolejne grupy respondentów – 20,1% – opowiada się za inwestycjami w sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe, natomiast 17% uważa, że robotyka i automatyzacja zasługują na większe wsparcie.

    Więcej pieniędzy na rozwój

    Badania wskazują, że Polacy oczekują znacznego zwiększenia nakładów na rozwój nowych technologii. Najwięcej respondentów (26,1%) uważa, że minimalna roczna kwota inwestycji powinna przekraczać 2 mld zł. Kolejne grupy wskazują przedziały: 20,7% – 1–2 mld zł, 13,3% – 0,5–1 mld zł, a jedynie 5,7% popierałoby inwestycje poniżej 500 mln zł.

    Obawy wobec rozwoju AI

    Rozwój sztucznej inteligencji wywołuje wśród obywateli różne reakcje. Co piąty respondent (20,6%) odczuwa silny niepokój związany z jej wpływem na codzienne życie i rynek pracy, a kolejne 25,9% ma umiarkowane obawy. Największa grupa – 32,9% – dostrzega pewne zagrożenia, ale nie traktuje ich jako kluczowego problemu. Natomiast 10,2% badanych deklaruje, że rozwój AI nie budzi w nich żadnych obaw.

    Jak zauważa Paweł Mazur z ETTO.info, wyniki te wskazują na jednoznaczne oczekiwanie zwiększenia budżetów technologicznych:

    „Prawie połowa Polaków uważa, że na rozwój nowych technologii powinniśmy przeznaczać co najmniej 1 mld złotych rocznie – to znacznie więcej niż obecne nakłady rządowe. To wyraźny sygnał, że potrzebujemy znaczących inwestycji, jeśli chcemy dogonić światowych liderów. Biotechnologia, technologie medyczne, sztuczna inteligencja, robotyka i automatyzacja – to obszary, które powinny stać się priorytetem, jeśli Polska ma liczyć się w globalnym wyścigu technologicznym”

    Paweł Mazur z ETTO.info.

    Piotr Zimolzak, wiceprezes zarządu SW Research wskazuje, że przyszłość AI zależy od odpowiedniego przygotowania społeczeństwa:

    „Wyniki badań wskazują, że Polacy dostrzegają zarówno szanse, jak i zagrożenia związane z rozwojem sztucznej inteligencji. Z jednej strony AI może usprawnić wiele aspektów życia codziennego i pracy, z drugiej – budzi obawy o przyszłość rynku pracy. Już na etapie edukacji powinniśmy skupić się na wyposażaniu uczniów w umiejętności, które umożliwią im świadome i efektywne korzystanie z nowych technologii w przyszłości”

    Piotr Zimolzak, wiceprezes zarządu SW Research

    Mamy potencjał, ale brakuje strategii

    Wyniki badań SW Research pokazują coś, o czym w branży technologicznej mówi się od dawna – Polska jest wciąż „średniakiem” w globalnym wyścigu technologicznym. To nie jest zaskoczenie, ale jednocześnie to sygnał ostrzegawczy. Bo jeśli nie podejmiemy zdecydowanych działań, to zamiast doganiać liderów, zostaniemy na peryferiach innowacji.

    Polska posiada świetnych specjalistów IT, dynamicznie rozwijający się sektor startupowy oraz mocne zaplecze akademickie. Mimo to, wciąż nie jesteśmy technologicznym liderem, a wyniki badań opinii publicznej tylko potwierdzają ten stan rzeczy. Problemem jest nie tylko niewystarczająca skala inwestycji w nowe technologie, ale też brak długofalowej strategii rozwoju, która pozwoliłaby realnie konkurować z krajami takimi jak Estonia, Finlandia czy Izrael.

    Interesujące jest to, że Polacy wyraźnie wskazują biotechnologię i technologie medyczne jako priorytet inwestycyjny. To dobry kierunek – świat wchodzi w erę medycyny spersonalizowanej, innowacyjnych terapii i rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Polska może odegrać tu istotną rolę, ale pod warunkiem, że inwestycje w ten sektor nie będą jedynie deklaracją polityczną, a realnym wsparciem dla innowacyjnych firm i ośrodków badawczych.

    Sztuczna inteligencja – szansa i zagrożenie

    Niepokój Polaków związany z AI pokazuje, że wciąż brakuje rzetelnej edukacji na temat tej technologii. Obawy o rynek pracy są zasadne, ale równie ważne jest dostrzeżenie potencjalnych korzyści, jakie AI może przynieść polskiej gospodarce. Inwestowanie w rozwój kompetencji cyfrowych – już od poziomu szkoły podstawowej – to klucz do sukcesu w przyszłości.

    Czas na realne działania

    Polska ma ogromne możliwości, by przestać być „średniakiem”, ale to wymaga konsekwentnych działań i odważnych decyzji. Inwestycje muszą być nie tylko większe, ale i lepiej ukierunkowane. Bez tego zostaniemy krajem montowni i podwykonawców dla zachodnich gigantów, zamiast stać się miejscem, gdzie powstają przełomowe technologie.

    Czy rok 2025 będzie przełomowy? Jeśli dobrze wykorzystamy dostępne fundusze i postawimy na strategiczne sektory, mamy szansę na technologiczny skok. Ale jeśli zabraknie determinacji, za kilka lat będziemy mieć to samo badanie i te same wnioski – że Polska wciąż jest tylko „średniakiem”.


    O badaniu
    Badania SW Research zostało przeprowadzone w dniach 17-21 lutego br. na reprezentatywnej grupie 1002 mieszkańców Polski. Zostało zlecone po ogłoszeniu przez Premiera Donalda Tuska planu „Polska. Rok przełomu”, który opiera się na sześciu filarach: inwestycjach w naukę, transformacji energetycznej, nowoczesnych technologiach, rozwoju portów i kolei, dynamicznym rynku kapitałowym oraz wsparciu i współpracy z biznesem. Wartość inwestycji ma wynieść nawet 700 mld zł w tym roku.