Tag: Inflacja

  • Europejska rewolucja cyfrowa – wydatki na IT niezależne od ekonomicznych wyzwań

    Europejska rewolucja cyfrowa – wydatki na IT niezależne od ekonomicznych wyzwań

    Europa szykuje się na kolejny skokowy wzrost jeśli chodzi o wydatki na IT w nadchodzących latach. Według najnowszych prognoz Gartner, wydatki na IT w Europie mają wynieść imponujące 1,1 biliona dolarów w 2024 roku, co stanowi wzrost o 9,3% w porównaniu z 2023 rokiem. To niezwykle imponujące, biorąc pod uwagę niepewności związane z sytuacją gospodarczą.

    Wydatki na IT – odporność na recesję

    Pomimo trudnych warunków ekonomicznych, wydatki na IT w Europie pozostają niezwykle odporne na recesję. Jednakże, zgodnie z jego słowami, europejscy dyrektorzy ds. technologii informacyjnych (CIO) przesuwają teraz nacisk z długoterminowej strategii wzrostu na bieżące projekty IT, koncentrując się na kontrolowaniu kosztów, poprawie efektywności i automatyzacji, jednocześnie ograniczając inicjatywy IT, które przynoszą zwrot z inwestycji w dłuższym okresie.

    Priorytety

    Warto zwrócić uwagę, że pomimo że sztuczna inteligencja (AI) jest nadal priorytetem dla CIO, nie jest to priorytet wydatków. Firmy w Europie koncentrują się teraz na generowaniu przychodów, zwiększaniu rentowności i zapewnieniu bezpieczeństwa. Utrzymanie zdrowej marży zysku stało się kluczowym celem dla europejskich korporacji, co skłania do pragmatyzmu w podejściu do technologii.

    Wydatki na IT – chmura ponad wszystkim

    Jednym z kluczowych obszarów inwestycji jest chmura obliczeniowa. Według prognoz Gartnera, wydatki na chmurę w Europie mają wzrosnąć o imponujące 27% w 2024 roku. Firmy coraz bardziej przekonują się do korzyści wynikających z migracji do chmury, w tym do infrastruktury jako usługi (IaaS). Ponadto, inwestycje w cyberbezpieczeństwo w chmurze również rosną, aby chronić dane przed atakami hakerów.

    Bezpieczeństwo

    Bezpieczeństwo i zarządzanie ryzykiem to kolejny obszar, który przyciąga znaczne inwestycje. Gartner przewiduje, że wydatki na te obszary wzrosną o 16% w 2024 roku, osiągając szacunkowo 56 miliardów dolarów. W dobie coraz bardziej zaawansowanych cyberataków, inwestycje w ochronę danych i systemów stają się priorytetem.

    Prognoza wydatków na IT w Europie (miliony USD)

    Wydatki 2022 Wzrost 2022 (%) Wydatki 2023 2023 Wzrost (%) Wydatki 2024 2024 Wzrost (%)
    Data center 44,804 13,8 46,177

    3.1

    49 894

    8.0

    Urządzenia 146 391

    -13.3

    125 483

    -14.3

    131 301

    4.6

    Oprogramowanie 184 362

    2.6

    211 182 14,6 241,837 14,5
    Usługi IT 347 425

    2.3

    382 306 10,0 427 350

    11.8

    Usługi Komunikacyjne 272 854

    -6.1

    285 269

    4.6

    297 749

    4.4

    Ogólnie IT 995 836

    -2.2

    1 50 417

    5,5 1 148 131

    9.3

    Problemy i cięcia

    Jednakże, nie wszystko prezentuje się tak różowo. Europa zmaga się z niedoborem talentów w dziedzinie IT, co zmusza firmy do korzystania z usług dostawców technologii i usług (TSP). CIO mają trudności z znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników do realizacji projektów IT, co zwiększa koszty związane z wynajmem zewnętrznych firm.

    Inflacja nadal wpływa na siłę nabywczą zarówno firm, jak i konsumentów. Chociaż oczekuje się, że wydatki na urządzenia wzrosną w 2024 roku, to jednak nie wrócą one do poziomu z 2021 roku do 2027 roku. Jednakże, niektóre kraje, takie jak Austria, Irlandia i Finlandia, odnotują odbicie wydatków konsumenckich w 2024 roku.

    Europa nie jest jednolita

    Kluczowym czynnikiem różnicującym wydatki IT w Europie są kraje. Wielka Brytania, Niemcy i Francja stanowią trzy największe rynki, które będą odpowiadać za 51% całkowitych wydatków IT w Europie w 2024 roku. Z drugiej strony, kraje rozwijające się, takie jak Węgry i Polska, również zwiększają swoje wydatki na technologie, ale stoją przed wyzwaniami związanymi z brakiem specjalistycznych umiejętności w dziedzinie chmury.

    Wydatki na IT w Europie rosną dynamicznie, napędzane potrzebą efektywności, bezpieczeństwa danych i migracją do chmury. Jednakże, niedobór talentów i inflacja pozostają wyzwaniem dla firm, które muszą wyważyć swoje inwestycje w technologie z obecną sytuacją gospodarczą. W ciągu najbliższych lat Europa będzie musiała dostosować swoje strategie IT, aby sprostać rosnącym oczekiwaniom i wyzwaniom rynkowym.

  • Dlaczego euro spadło poniżej 4,50 zł?

    Dlaczego euro spadło poniżej 4,50 zł?

    Ostatnie miesiące mogły być dużym szokiem dla osób zainteresowanych kupnem walut obcych. Jeszcze w lutym tego roku widzieliśmy, jak euro dociera do 4,80 zł. Wiele osób zastanawiało się, czy podobnie jak dolar i frank na przełomie III i IV kwartału euro złamie barierę 5 zł. Barierę testowaną chwilowo w pierwszych dniach rosyjskiej agresji. Nie tylko nie doszło ponownie do tego testu, ale od kilku dni oglądamy atak w drugą stronę na poziom 4,50 zł. Co spowodowało te zmiany? Korzenie tego ruchu jak się okazuje, są znacznie głębsze niż nam się na pierwszy rzut oka wydaje.

    Czy to naprawdę wina wojny?

    Żeby lepiej zrozumieć specyfikę obecnych wydarzeń, trzeba spojrzeć na powody, przez które polski złoty był w tak silnym odwrocie. Oczywiście rosyjska inwazja na terytorium Ukrainy zmieniła trochę na rynkach, ale jej wpływ nie jest tak duży, by wyjaśniać całość problemów. O ile jeszcze kilka miesięcy temu można było mówić o istotnym czynniku inflacyjnym z powodu wzrostu cen surowców energetycznych to obecnie zarówno ropa jak i gaz są wyraźnie tańsze niż przed rokiem. Nie zmienia to faktu, że raz rozpędzoną inflację teraz ciężko jest zatrzymać. A to właśnie utrata siły nabywczej przez pieniądz powoduje, że traci on na wartości. Tym bardziej, że Rada Polityki Pieniężnej wstrzymała cykl podwyżek stóp procentowych.

    A może w tej inflacji jest trochę naszej winy?

    Problem zaczął się znacznie wcześniej. Walka z negatywnymi skutkami pandemii skutkowała rozdawaniem pieniędzy. Dzięki temu stopa życia wielu osób nie ucierpiała gwałtownie pomimo ogromnych problemów. Problem w tym, że rozdaliśmy ich naprawdę dużo, a do tego, by ulżyć kredytobiorcom, gwałtownie obniżyliśmy stopy procentowe. O ile nie ruszyło to chęci przedsiębiorców do inwestycji, ze względu na olbrzymią niepewność, o tyle konsumpcja ruszyła jak szalona. Nie wzbudziło to zaufania inwestorów, co powodowało, że pomimo przyzwoitych danych makroekonomicznych, złoty tracił na wartości. Z drugiej strony czemu dane miały być złe, skoro do kraju napłynęły pieniądze na kredyt. W rezultacie, o ile przed pandemią euro kosztowało 4,20-4,40 zł to od tego czasu rozpoczął się wyraźny ruch osłabiający naszą walutę, który w 2,5 roku doprowadził ją stabilnie pod poziom 4,90 zł.

    Co jeszcze przeszkadzało złotemu?

    Gdy inflacja zaczęła wymykać się spod kontroli, działania RPP były niespieszne. Owszem reagowała znacznie szybciej niż FED czy EBC, ale też problem był znacznie większy. Władza znacznie bardziej bała się recesji niż inflacji. W rezultacie tańszy pieniądz i słabsza waluta wyglądały zupełnie nie najgorzej. Na to wszystko nakładała się w końcowej fazie tego ruchu jeszcze pewna wizja światowej recesji. Jeszcze kilka miesięcy temu wyglądała ona na znacznie poważniejszą niż obecnie, stąd nie można było się dziwić, że kapitał uciekał do bezpiecznych przystani.

    Co się zmieniło, że nagle jest taniej?

    Z jednej strony część analityków może powiedzieć, trochę parafrazując prezesa Glapińskiego, że jak coś idzie w górę, to potem spada. Najwyraźniej ta mądrość dotyczy nie tylko stóp procentowych, ale również walut. O ile nie jest to oczywiście frank szwajcarski w długim okresie, o czym kredytobiorcy walutowi na pewno szybko przypomną. Faktycznie po tak długim ruchu nagle się okazało, że złoty zaczął być atrakcyjny dla potencjalnych inwestorów. W rezultacie był to pewien sygnał sugerujący rozpoczęcie korekty. Jest to ciekawa historia, brakuje tylko jednej rzeczy – sygnału do tego ruchu. Z jakiegoś powodu, ktoś zaczął kupować złotego, a reszta podłączyła się do tego ruchu.

    Czy wybory pomagają złotemu?

    Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę, że jeszcze niedawno z okazji roku wyborczego wielu analityków spodziewało się niesamowitych działań w ramach tzw. kiełbasy wyborczej. Dzisiaj wiemy, że rząd zaproponował darmowe autostrady, waloryzację flagowego projektu 500 oraz finansowanie darmowych lekarstw dla określonych grup. Rynki spodziewały się znacznie więcej, a skoro jest rozsądniej (nie mylić z rozsądnie), to patrzą na Polskę przyjaźniejszym okiem. Do tego warto dodać, że recenzujemy pomysły koalicji dlatego, że one mają szansę wejść w życie. Program głównej siły opozycyjnej jest taki sam tylko bardziej wpływający na inflację i deficyt, za to bez szans na realizację.

    Miał być kryzys, a nie ma

    Polska oprócz inflacji ma bardzo przyzwoite dane makroekonomiczne. Jest oczywiście pewien problem z inwestycjami, ale przy wysokim koszcie pieniądza nie jest to niczym zaskakującym. Tym bardziej, biorąc pod uwagę niestabilność oczekiwań związanych chociażby z pandemią. Rynek pracy ma się bardzo dobrze. Zatrudnienie cały czas rośnie pomimo wspomnianych problemów. Wyniki wzrostu PKB są solidne. Płace rosną niewiele poniżej inflacji, co powoduje, że wraz z silnymi transferami socjalnymi obecnej władzy wcale tak mocno nie biedniejemy. Rośnie co prawda zadłużenie, ale zaczynaliśmy z relatywnie niskiego poziomu, więc na tle innych państw wciąż nie wygląda to dramatycznie. W rezultacie dane makroekonomiczne wyraźnie wsparły w ostatnim czasie złotego.

    Co ze stopami procentowymi?

    Kwestia stóp procentowych w dalszej perspektywie wcale nie wygląda bardzo źle. Rynki spodziewały się, że różnica pomiędzy Polską a Zachodem będzie znacznie mniejsza. Teraz jednak trochę oddalają się obniżki u nas w kraju. Wygląda na to, że USA może obniżyć stopy szybciej niż my, mimo że cykl podwyżek zaczęto tam później. Również w strefie euro nie wygląda na to, że w przyszłości stopy osiągną niebotyczne poziomy. W rezultacie powód przeceny trochę znika.

    Polski złoty może nie tyle zyskuje, ile otrzepuje się po stratach z lat 2020-2022. Patrząc jednak, że w sporej części jest to odbicie tamtych osłabień można mieć wątpliwości, jak nisko zejdziemy realnie w tym ruchu. Z drugiej strony za kilka miesięcy czekają nas wybory w kraju. Może pojawić się wiele nowych zmiennych. Scenariuszy jest bardzo dużo, a i na świecie może się jeszcze wiele wydarzyć. Rok 2023 nie powinien być nudny na rynku walutowym.

  • Jak firmy zamierzają radzić sobie z wysoką inflacją? 

    Jak firmy zamierzają radzić sobie z wysoką inflacją? 

    Dalszego wzrostu inflacji i kosztów prowadzenia działalności – tego obawia się odpowiednio 91% i 72% mikro, małych i średnich firm w Polsce. A jak zamierzają sobie z tym radzić? Z Barometru EFL wynika, że w pierwszej kolejności przedsiębiorcy planują rezygnować z premii i podwyżek dla pracowników (44%) lub pozyskać finansowanie zewnętrzne (44%). Co trzecia firma rozważa inwestycje mające na celu ograniczenie zużycia energii, a 17% badanych niestety zmniejszy zatrudnienie.

    „Z najnowszych danych GUS wynika, że inflacja w kwietniu wyniosła 14,7%, co oznacza niewielki spadek w porównaniu do marca, kiedy wynosiła 16,1%. Prognozy jednak nie są optymistyczne – najpewniej w tym roku nie pożegnamy się z dwucyfrowym wzrostem cen towarów i usług konsumpcyjnych, a w związku z tym także koszty prowadzenia bieżącej działalności gospodarczej będą wciąż bardzo wysokie. Przedsiębiorcy w swoich strategiach kosztowych muszą to uwzględniać i wdrażać w życie rozwiązania, które pozwolą im w miarę normalnie prowadzić biznes czy wręcz go utrzymać. Jak wynika z naszego badania, najwięcej stracą na tym pracownicy, ale są też pozytywne reakcje. Mam tutaj na myśli inwestycje sprzyjające redukcji zużycia energii. Bo jak w każdym trudnym momencie – można narzekać i zmniejszać biznes lub wykorzystać moment i zainwestować w coś, co długoterminowo przyniesie wymierne efekty.”

    Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL

    Po pierwsze, koniec premii i podwyżek

    Z Barometru EFL wynika, że rozwiązaniem preferowanym przez największą część przedsiębiorców jest rezygnacja z premii i podwyżek. Tak z wysokimi kosztami działalności zamierza radzić sobie 44% zapytanych. Skłonność do tego kroku jest tym większa, im mniejsza jest firma. Mówi tak 47% mikro firm, 45% małych firm i 36% średnich firm.

    Po drugie, więcej kredytów

    Taka sama część firm jak w przypadku podwyżek planuje wesprzeć się zewnętrznym finansowaniem w postaci kredytu, pożyczki czy dotacji (44%). Najczęściej z zewnętrznego wsparcia planują korzystać przedstawiciele takich branż jak HoReCa (50%), budownictwo (47%) oraz usługi (46%).

    Po trzecie, mniej energii

    Wzrost kosztów energii elektrycznej był jednym z najwyższych w ostatnich miesiącach, stąd i w tym obszarze planują działania przedsiębiorcy. 36% planuje dokonać inwestycji ograniczających zużycie energii. W szczególności ten krok planują średnie firmy (42% wskazań), rzadziej małe (33%). Patrząc na branże, ponownie to HoReCa będzie najczęściej inwestować w obniżki cen energii (58%).

    Po czwarte, będą zwolnienia

    17% mikro, małych i średnich firm rozważa zmniejszenie zatrudnienia. Skłonność do tego kroku jest tym większa, im większa jest firma. Mówi tak 9% mikro firm, 18% małych firm i 29% średnich firm. W ujęciu branżowym to przemysł najczęściej myśli o redukcji zatrudnienia (28%).

    Po piąte, koniec działalności

    Najczarniejszy scenariusz, czyli zawieszenie działalności gospodarczej, rozważa 11% zapytanych przedsiębiorców. Im mniejsza firma tym częściej. Mówi tak 17% mikro firm, 10% małych firm i 4% średnich firm. W ujęciu branżowym to handel najczęściej myśli o zawieszeniu biznesu (18%).

    Po szóste, niższe wynagrodzenia

    Tylko 3% rozważa zmniejszenie płac swoim pracownikom. Wśród branż najczęściej o takim kroku myślą firmy transportowe (6%) oraz produkcyjne (4%).

    Po siódme, przebranżowimy się

    Co ciekawe, niewielka część szefów firm zastanawia się, czy w związku z tak trudną sytuacją, przebranżowić się (2%). Najczęściej dotyczy to firm najmniejszych zatrudniających do 9 pracowników (4%).

    Po ósme, szukamy inwestora

    Niecałe 0,5% firm myśli o poszukaniu inwestora, który wsparłby ich biznes zarówno finansowo jak i poprzez swój know-how. W szczególności o takim kroku myślą firmy produkcyjne (3%).

    Co czwarta firma jeszcze nie wie

    Aż 25% przedsiębiorców, choć ma świadomość wysokich kosztów prowadzenia działalności gospodarczej, nie ma jeszcze pomysłu, jak sobie z nimi poradzić. Najczęściej planu B nie mają najwięksi uczestnicy sektora MŚP – 33% firm średnich. Patrząc na branże to firmy budowlane i transportowe jeszcze nie wiedzą, co zrobią, żeby odpowiedzieć na rosnące koszty (odpowiednio 42% i 40%).

  • Upadają banki, ale nie ma paniki, dlaczego?

    Upadają banki, ale nie ma paniki, dlaczego?

    Nie spodziewajmy się tłumów stojących przed bankomatami. Upadłość SVB nie wywołała paniki. Pozostał jednak problem spowodowany nadmiernym drukowaniem pieniędzy przez banki centralne.

    Silicon Valley Bank, szesnasty co do wielkości największy bank w USA ogłosił upadłość. Jest to największy przypadek upadłości amerykańskiego banku od upadku Lehman Brothers w 2008 r. Pozytywną informacją jest fakt, iż straty powstałe w wyniku upadłości banku pokryje federalny fundusz gwarancyjny. Zgodnie z prawem gwarantowane są tylko depozyty do kwoty 250 tys. dolarów, jednak administracja Bidena zdecydowała się zagwarantować klientom dostęp do całości środków zgromadzonych na kontach w SVB. Powodem jest chęć wyeliminowania ryzyka dla systemu bankowego. W efekcie, według wypowiedzi przedstawicieli Departamentu Skarbu, FED i Federalnej Korporacji Gwarantowania Depozytów (FDIC) depozyty spółek technologicznych, głównie start-upów ulokowane w SVB są bezpieczne, a ryzyko paniki bankowej podobnej do tej z 2008 r. zostało ograniczone do minimum.

    „Przez kilka dni panowała zwiększona nerwowość i niepewność, ale nie rozlała się po rynkach globalnych. Jednak warto pamiętać, że kryzys finansowy z 2008 r. rozpoczął się tak naprawdę rok wcześniej, gdy ogłaszano upadłości banków, a jednak dobre nastroje utrzymywały się przez kolejne miesiące, nawet przez dużą część 2008 r. Na razie nie ma panki, bo Fed zdołał przylepić łaty na problem powstały z kilkoma średniej wielkości bankami.”

    dr Przemysław Kwiecień

    Sektor finansowy nie ma jednak zbyt wielu powodów do świętowania, agencja ratingowa Moody’s obniżyła dziś ocenę amerykańskiego sektora bankowego do negatywnej. Demony SVB, Signature i Silvergate odeszły ale inwestorzy pozostają ostrożni ponieważ rynek nieruchomości komercyjnych potencjalnie może stać się kolejną bombą zegarową na Wall Street.

    „To jednak tylko łaty, bo problem ma charakter strukturalny, geneza problemu wynika z polityki pieniężnej ostatnich lat, gdy z powodu obaw o gospodarcze skutki covid banki centralne zdecydowały się na gigantyczną ekspansję pieniężną. Drukowanie pieniędzy trwało zbyt długo, mniej więcej do końca 2021 r. Zignorowano pierwsze sygnały o inflacji.”

    dr Przemysław Kwiecień

    Przesadnie długi okres bezprecedensowego luzowania polityki pieniężnej sprawił, że nadmiar pieniądza zagospodarowywano niekoniecznie w logiczny sposób.

    Teraz tych pieniędzy na rynku jest coraz mniej, bo mamy zacieśnienie polityki pieniężnej. SVB jest właśnie przykładem bardzo złej alokacji zasobów. Startupy z łatwością pozyskiwały gigantyczne ilości pieniędzy.

    Przyklejona łata zadziałała w USA, ale strukturalny problem pozostał. Zła alokacja zasobów się dokonała.

    „Banki centralne będą musiały zderzyć się z problemem, gospodarce potrzebne jest oczyszczenie z anomalii, aby stworzyć dobre podstawy pod cykl koniunkturalny, a to oznacza, że walka z inflacją prowadzona na serio jeszcze będzie trwać. Jeżeli jednak wybrany zostanie inny wariant, dojdzie do przedwczesnego obniżania stóp procentowych, to problem pozostanie tylko odłożony w czasie.”

    P.Kwiecień z XTB
  • Inflacja w lutym wyniosła 18,4 procent. Czy to koniec wzrostu cen?

    Inflacja w lutym wyniosła 18,4 procent. Czy to koniec wzrostu cen?

    Szybki szacunek Głównego Urzędu Statystycznego podaje odczyt poziomu inflacji na poziomie 18,4 proc. rok do roku. Tak wysokiej wartości nie notowano od grudnia 1996 roku. W odniesieniu do poprzedniego miesiąca to wzrost o 1,2 punktu procentowego. Według wielu ekspertów miał to być prognozowany odczyt szczytowy. Początek wiosny zwiastuje również odwilż w nastrojach rynkowych. Czy rosnący optymizm przełoży się na wskaźniki gospodarcze? Analitycy londyńskiej firmy Unibet przygotowali prognozy inflacyjne dla Polski w 2023 roku.

    I kwartał 2023 roku Polska zamyka z rekordowym w XXI wieku odczytem inflacji. Ceny nie rosły tak szybko od czasów turbulencji gospodarczych związanych z transformacją ustrojową. Na tak wysokie odczyty nałożyły się skutki sezonu zimowego, w tym wysokich cen surowców energetycznych, które skutecznie zwyżkowały odczyty w tym okresie. Zima jednak się kończy, a wraz z nią siła impulsu popytowego m.in. na deficytowy węgiel. Ponadto udało się zabezpieczyć nowe kierunki dostaw surowców energetycznych. Rynek zaczyna również odczuwać skutki podniesionych gwałtownie w ubiegłym roku stóp procentowych – osłabienie akcji kredytowej (spadek liczby zaciąganych zobowiązań) oraz spowolnienie gospodarcze sprzyjają zmniejszeniu ilości pieniądza w obrocie. Czynniki te składają się na relatywnie optymistyczne spojrzenie na następne miesiące.

    Czy II kwartał 2023 roku przyniesie pozytywne zmiany?

    Prognozy ekspertów ekonomicznych są zróżnicowane ze względu na wielowątkowość i dużą liczbę zmiennych w modelu przewidywania poziomu inflacji. Łączy je jednak niemal pełny konsensus o tym, że II kwartał 2023 roku powinien rozpocząć trend spadkowy w odczytach. Założenia te nie obejmują jednak nagłej zmiany nastrojów związanych z sytuacją geopolityczną. Przyjmując, że sytuacja pozostanie bez zmian i nie pojawi się nowy proinflacyjny czynnik makroekonomiczny, spodziewane jest rozpoczęcie długiej drogi w kierunku celu inflacyjnego NBP, czyli 2,5 proc. Warto przy tym podkreślić, że nie można mylić obniżenia poziomu inflacji ze spadkiem cen. Niższy odczyt oznacza jedynie, że ceny będą wciąż rosnąć, ale wolniej niż w miesiącach wcześniejszych. Analitycy londyńskiej firmy Unibet oceniają, że prawdopodobieństwo spadku inflacji w odczytach GUS poniżej 17 proc. r/r w II kwartale 2023 roku wynosi 68 proc.

    Jednocyfrowa inflacja na koniec 2023 roku?

    Optymistyczne modele ekonomiczne wskazują na możliwość spadku inflacji w okolice 9 proc. na koniec grudnia 2023 roku. Taki scenariusz jest możliwy przy założeniu, że trend dezinflacyjny utrzyma się przez cały bieżący rok. Eksperci podkreślają jednak, że w związku z tym, że jest to rok wyborczy, to mogą pojawić się działania mające wpływ na politykę monetarną, jak i oczekiwania rynkowe. Najbardziej prawdopodobnym spośród nich jest spodziewana próba obniżenia poziomu stóp procentowych w sierpniu lub wrześniu. Takie działanie wpłynie pozytywnie na nastroje konsumentów, ale może być przedwczesne względem odczytów inflacyjnych. Analitycy londyńskiej firmy Unibet oceniają, że prawdopodobieństwo spadku inflacji w odczytach GUS poniżej 10 proc. r/r do końca 2023 roku wynosi 58 proc.

  • Strefa euro – czy (jeszcze) nie odczuła skutków inflacji?

    Rok 2022 zakończył epokę ujemnych stóp procentowych. Ale zwrot ten nie dotarł jeszcze do wszystkich obszarów gospodarki. Choć stopy procentowe dla nowych depozytów i kredytów dla gospodarstw domowych podążyły za przykładem banków centralnych – trzymając się jednak mocno z tyłu – ogólny wpływ na kwoty obowiązujących umów jest praktycznie niewidoczny: W strefie euro stopy procentowe depozytów wzrosły o 4bps rok 2022 do roku 2021, ale spadały dla kredytów, aczkolwiek o skromne 3bps.

    Choć wpływ na sektory gospodarcze jest nadal stonowany, mając na względzie różne terminy wymagalności, można już zauważyć pewne zmiany. Sektor rządowy pożyczający głównie na rynkach zaczyna już odczuwać skutki finansowe: Płatności odsetek netto skoczyły o +19,8% osiągając w 2022 r. poziom 207 mld EUR, czyli najwyższy od 2017 r. Jest to wynikiem kombinacji nieco rosnących stóp procentowych od zobowiązań (+20bps) i jeszcze większej góry długu publicznego (+4,7%). Tym niemniej w latach 2008-2022 sektor państwowych w strefie euro był jednym z wygranych polityki ujemnych stóp procentowych: Roczne zmiany w płatnościach odsetek netto pozwoliły na osiągnięcie łącznych oszczędności w wysokości 405 mld EUR.

    Sektor przedsiębiorstw był kolejnym dużym wygranym, ale musiał też sobie radzić z rosnącym rachunkiem za odsetki w 2022 r.: wzrost o 11,6 mld EUR (+9,4%) sprowadził płatności odsetek netto z powrotem do poziomu sprzed pandemii. Tym niemniej od 2008 r. roczny rachunek za odsetki w tym sektorze na poziomie strefy euro spadł niemalże o połowę do szacowanego poziomu 136 mld EUR w 2022 r. Skumulowane zmiany roczne opiewają na potężną kwotę 1.424 mld EUR.

    Prywatne gospodarstwa domowe w strefie euro znalazły się po przegranej stronie polityki ujemnych stóp procentowych – wynika z analiz Allianz Trade, ale ich sytuacja w roku 2022 pozostawała praktycznie bez zmian. Na przestrzeni lat ujemnych stóp procentowych, dochód netto gospodarstw domowych z odsetek nieprzerwanie spadał (osiągając -111 mld EUR w 2022 r.), pomimo, że ich nadwyżka aktywów niezwykle wzrosła – ograniczenie długów spotkało się ze znacznymi oszczędnościami – a różnica między stopami procentowymi zawęziła się na ich korzyść. Skumulowane zmiany opiewają na kwotę -537 mld EUR. Dziele się tak, gdy zysk z posiadanych przez nas aktywów spada do wartości zbliżonych do zera (0,5% w 2022 r.).

    Z analiz Allianz Trade wynika, że kolejnym dużym przegranym są firmy finansowe, a w szczególności banki. Tym niemniej w sektorze tym nastąpił już zwrot: Dochód z odsetek netto wzrósł o +7,8%, czyli o kwotę 33 mln EUR w 2022 r. Przyczyną tego jest łagodna poprawa marż (+2bps), która może zrobić znaczącą różnicę, mając na względzie rozmiar bilansu sektora. Tym niemniej od 2008 r. dochód z odsetek netto spadł o 114 mld EUR do szacunkowego poziomu 460 mld EUR w 2022 r.; skumulowane zmiany opiewają na potężną kwotę -1.281 mld EUR. Głównym sprawcą tej sytuacji było kurczenie się marż wraz z zawężaniem się różnicy między stopami procentowymi na niekorzyść sektora.

    Dodanie wszystkich sektorów według krajów prowadzi do całkiem zaskakujących wyników. Największy z krajów, Niemcy, skorzystał na epoce ujemnych stóp procentowych na poziomie równym 6,6% PKB. Głównym powodem tego stanu rzeczy są ogromne oszczędności sektora państwowego. Dlatego trzeba uważać, czego sobie życzymy. Jak w poprzedniej epoce, kolejne lata normalizacji, kiedy to wszystkie sektory gospodarki będą coraz bardziej odczuwać zwrot w obszarze stóp procentowych, mogą również przynieść pewnych nieoczekiwanych wygranych i przegranych. Maraton korekt ku wyższym stopom właśnie się rozpoczął.

    Jeszcze (prawie) niczego nie widzieliście

    To się na prawdę stało: w lipcu ubiegłego roku Europejski Bank Centralny (ECB) podniósł stopy procentowe po raz pierwszy od ponad dekady. Galopująca inflacja zmusiła ten organ nadzoru monetarnego do zakończenia ultra luźnej polityki monetarnej i powrotu do koncentracji na jego prawdziwym zadaniu – dbaniu o stabilność monetarną. Po raz pierwszy od ośmiu lat zerowych, a nawet ujemnych stóp procentowych, kluczowe stopy procentowe w strefie euro stały się dodatnie. Ma to bezpośredni wpływ na aktorów gospodarczych: z jednej strony oszczędzający zaczęli znowu otrzymywać większy dochód z odsetek od ich aktywów, a z drugiej finansowanie podrożało dla kredytobiorców.

    Przed przyjrzeniem się zmianom w dochodzie z odsetek netto, czyli preferowanej przez Allianz Trade mierze oceny wpływu polityki ujemnych stóp procentowych (NIRP) na różne sektory (patrz schemat), należy najpierw odpowiedzieć na jedno pytanie: Czy wpływ zwrotu w zakresie stóp procentowych dosięgnął już gospodarki? Patrząc na gospodarstwa domowe, odpowiedź brzmi zarówno tak, jak i nie. Średnia ważona stóp procentowych dla nowych kredytów zdążyła już wzrosnąć w części krajów: Wzrost w ciągu 2022 r. (od stycznia do listopada) waha się w przedziale od zaledwie 24bps we Francji do 97bps w Niemczech, a średnia w strefie euro wynosi 58bps. Choć zauważalny, wzrost ten snuje się powoli szlakiem wytyczonym zmianami stóp przewidywanymi w politykach, które wzrosły o +250 bps w 2022 r. Sytuacja wygląda bardzo podobnie dla nowych depozytów. Tutaj zakres wzrostu waha się od jedynie 5bps w Portugalii do 105bps w Finlandii.

    Z drugiej strony wpływu wzrostu stóp nie odczuły jeszcze obowiązujące umowy kredytowe. Przeciętnie w strefie euro stopy procentowe spadły jeszcze bardziej w ubiegłym roku – choć jedynie minimalnie, o 3bps – dzięki głównie długoterminowym stałym stopom procentowym. Jedynie w dwóch krajach, tzn. w Finlandii (+27bps) i Portugalii (+30bps) średnie stopy procentowe dla kredytów wzrosły o ponad 20bps. Jest to związane ze względnie wysokim udziałem kredytów na zmienną stopę procentową w tych krajach. Sytuacja wygląda podobnie po stronie depozytów4: Ogólny wzrost jest ledwo zauważalny (+4bps w strefie euro); jedynie we Francji doszło do wzrostu o ponad 20bps.

  • Lek na inflację? A może krypto?

    Lek na inflację? A może krypto?

    W krajach Ameryki Łacińskiej, w których inflacja dobija nawet do 100%, to kryptowaluty są synonimem zaufania. W Argentynie nawet lokalne skarbówki przyjmują opłaty za podatki w walutach cyfrowych. Tradycyjny pieniądz ma bowiem coraz mniejszą wartość, a kolejne kraje przyjmują regulacje ułatwiające korzystanie z aktywów cyfrowych.

    Upadek FTX, jednej z największych giełd kryptowalut, zatrząsł wieloma gałęziami rynku aktywów cyfrowych. Zaufanie do całej branży zostało nadszarpnięte i wielu inwestorów indywidualnych zdecydowało się – przynajmniej czasowo – zrezygnować z udziału wirtualnych walut w swoich portfelach.

    Pieniądz w Ameryce? Niekiedy warty tyle, co kawałek papieru

    Są jednak miejsca na świecie, gdzie kryptowaluty cieszą się coraz większą popularnością. New Payments Index, to badanie przeprowadzone przez Mastercard pokazuje zmieniające się nastawienie konsumentów do nowoczesnych form płatności i ich preferencje w tym zakresie. Wynika z niego, że aż połowa konsumentów w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach przeprowadziło co najmniej jedną transakcję z aktywami kryptograficznymi, a około 54% jest optymistycznie nastawionych do zasobów cyfrowych jako inwestycji. Jednym z krajów, który posiada najwyższy wolumen transakcji kryptowalutowych, jest Argentyna. Blisko 20% obywateli tego państwa używa ich jako stałego środka płatności.

    – Cyfrowe waluty powstały w odpowiedzi na wielkie kryzysy tradycyjnych systemów bankowych i finansowych. Część społeczeństwa przestała ufać instytucjom państwowym czy zarządzanym przez wielkie korporacje w momencie, gdy z dnia na dzień okazało się, że ich oszczędności są niewiele warte lub gdy poprzez nieuczciwe zagrywki różnych podmiotów nie mogą wziąć kredytu na zdrowych zasadach. Brak zaufania do instytucji kontrolnych spowodował wzrost zainteresowania aktywami zdecentralizowanymi opartymi o technologię, którą nie da się manipulować, czyli blockchainopisuje Marcin Wituś, prezes zarządu Geco Capital OU, firmy zarządzającej funduszami alternatywnymi, w tym aktywami cyfrowymi, która legalnie działa na podstawie estońskiej licencji.

    I dodaje: To, co obserwujemy w Argentynie, jest kolejnym odcinkiem tego samego serialu. Jak ludzie mają ufać bankom narodowym czy wielkim korporacjom, jeśli w ich kraju inflacja dochodzi do 100%? Gdy są problemy z zakupem stabilnej waluty jak np. dolary? Gdy pieniądz, który dziś zarobili, jutro stanie się niemal nic niewartym świstkiem papieru? Na takich rynkach kryptowauty – mimo swoich problemów – jawią się jako oaza stabilności.

    Co więcej, miasta takie jak Buenos Aires i Mendoza zaczęły akceptować kryptowaluty przy płatnościach podatkowych. Jednocześnie prowincja Santa Fe planuje wdrożyć działania związane z wydobywaniem kryptowalut w celu pozyskania funduszy na modernizację infrastruktury kolejowej.

    Według raportu Cryptocurrencies w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach w latach 2017-2020 znajdowało się 6% całkowitego światowego wolumenu kryptowalut. W 2020 roku liczba ta wzrosła do 16% i nadal szybuje w górę. Według Chainalysis Global Adoption Index tylko między lipcem 2021 roku a czerwcem 2022 roku rynek kryptowalut wzrósł tam o równowartość ok. 560 mld dolarów. Najwięcej cyfrowych aktywów posiadają obywatele Wenezueli, Argentyny, Kolumbii i Brazylii.

    Za Brazylią pójdą inne wielkie gospodarki?

    Większej adopcji walut cyfrowych w krajach tego regionu sprzyjają też działania polityków. – Coraz więcej krajów albo uznaje bitcoiny lub inne wirtualne waluty za pełnoprawny środek płatniczy, tworzy własne cyfrowe waluty lub przyjmuje normy prawne, które legalizują wymianę czy inwestycje w te aktywa. Z jednej strony jest to oczywista próba opodatkowania tej sfery, ale też są dobre strony takich działań. Organy państwowe dostają bowiem coraz silniejszy oręż do zapobiegania, wykrywania lub ścigania przestępstw gospodarczych, a jak widać po przykładzie FTX żadna technologia nie jest odporna na ludzką chciwość zaznacza Marcin Wituś z Geco Capital OU.

    Przykładów działań państw Ameryki Łacińskiej lub gospodarczo należących do tej sfery w kwestii adopcji walut cyfrowych jest jednak bez liku. I tak Salwador, jak pierwszy kraj na świecie, już półtora roku temu uznał bitcoiny za prawny środek płatniczy.

    Jednak znacznie ważniejsze z globalnego punktu widzenia są wydarzenia rozgrywane w Brazylii, jednej z największych gospodarek świata. Adopcja instytucjonalna i zmiany regulacyjne utorowały Mercado Bitcoin, najbardziej znanej giełdzie kryptowalut w Ameryce Łacińskiej, drogę do wyemitowania pierwszego brazylijskiego stablecoina. Natomiast brazylijski Bank Centralny planuje na 2023 rok test swojej cyfrowej waluty, aby w kolejnym udostępnić ją ponad 200 milionom obywateli Kraju Kawy.

    Działania w tym kierunku będą prostsze, bo jedną z ostatnich decyzji kończącego prezydencką kadencję Jaira Bolsonaro, było podpisanie ustawy mającej na celu uregulowanie rynku kryptowalut w kraju.

    W przyjętym dokumencie uznano bitcoina za cyfrową reprezentację wartości, która może być wykorzystana jako składnik aktywów inwestycyjnych i to Bank Centralny Brazylii będzie odpowiedzialny za dalsze wykorzystania bitcoina jako środka płatniczego.

    Jak przekonuje Roberto Campos Neto, prezes Centralnego Banku Brazylii projekt ”Open Finance’‘ ma integrować portfele obywateli. Zamiast kilku mobilnych aplikacji, z wielu banków, mają otrzymać system, który będzie łączył to wszystko w jednym miejscu – w tym również aktywa cyfrowe.

    Nowo uchwalone prawo ustanawia również system licencjonowania dla dostawców usług związanych z zasobami wirtualnymi i określa kary za oszustwa z wykorzystaniem aktywów cyfrowych. Ustawa wejdzie w życie w połowie 2023 roku, a w ślad za rozwiązaniami przyjętymi w Brazylii może pójść inny kraj regionu, czyli Urugwaj. Pracę nad nowym prawem zostały tam bowiem już rozpoczęte.

    Również Kolumbia planuje wprowadzić swoją cyfrową walutę. Tu jednak główny cel jej wprowadzania jest opisany wprost w rządowych planach. Państwowa kryptowaluta ma zwiększyć przejrzystość i zapobiegać uchylaniu się od płacenia podatków. Dziś według szacunków straty z tego tytułu stanowią prawie 8% produktu krajowego brutto kraju. Według raportu centralnego „Banco de Bogotá” przekazy pieniężne powiązane z cyfrowymi walutami przewyższają bowiem nawet transfery związane z węglem, jednym z głównych surowców Kolumbii.

    Kolejnym powodem przyczyniającym się do wzrostu popularności cyfrowych aktywów finansowych są wysokie stopy procentowe w regionie. W większości krajów Ameryki Łacińskiej są one dwucyfrowe.

    – Skłania to inwestorów, przede wszystkim tych instytucjonalnych jak np. duże banki do tej pory działające w tradycyjnym sektorze, do poszukiwania inwestycji o przewidywalnych zwrotach i mniejszej zmienności. Jest to idealny scenariusz dla firm finansowych pracujących nad rozwiązaniami tokenizacji i zdecentralizowanego finansowania (DeFi). Muszą jednak zaproponować produkt, który oparty jest na czymś więcej niż marketing i wychodzący poza ramy cyfrowej reprezentacji np. dzieł sztuki zaznacza Marcin Wituś z Geco Capital OU, która również zajmuje się obsługą klientów instytucjonalnych. 


    Marcin Wituś

    Od 2006 roku aktywny trader na rynku FX Spot, FX Forward i FX Options. W latach 2010-2016 współpracował z wieloma partnerami takimi jak FXPro, SaxoBank, Dukascopy Bank, XTB, Nordea Bank, gdzie doskonalił praktyczne zastosowanie wiedzy inwestycyjnej w zakresie tradingu. Od 2017 r. był traderem – ekspertem rynków finansowych w Citi Banku. Do jego obowiązków należało: zawieranie transakcji walutowych i transakcji na stopę procentową; FX Spot, FX Forward / NDF, FX Option, analiza techniczna i fundamentalna głównych par walutowych oraz nadzór nad globalną pozycją banku. Obecnie: CEO Geco.one OU – spółka regulowana przez FIU oraz Geco Capital OU – spółka regulowana przez estońską FSA.

  • Niższa inflacja poprawia humor inwestorom. Tego nikt się nie spodziewał

    Niższa inflacja poprawia humor inwestorom. Tego nikt się nie spodziewał

    Inflacja w Polsce zaskoczyła zdecydowanie niższym odczytem od oczekiwań. W grudniu kontynuuje spadki i zaliczyła poziom 16,6% r/r, co w zasadzie nie było oczekiwane przez żadnego analityka na rynku. Poprawiają się nastroje inwestorów.

    Inwestorzy bardziej obawiają się wysokiej inflacji niż recesji. Informacje, że inflacja jest niższa od oczekiwanej przez analityków przyjmowane są nawet z nadmiernym optymizmem.

    – Na giełdach widać, że nastroje wśród inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych są bardzo dobre mówi Maciej Kietliński.Inflacja zawraca na południe, o czym przekonaliśmy się już nie tylko w USA, ale także w Niemczech i w Polsce. Inwestorzy spodziewają się, że polityka banków centralnych będzie mniej restrykcyjna.

    Gdy kilka dni wcześniej przed ogłoszeniem danych GUS o grudniowej inflacji w Polsce dowiedzieliśmy się, że spadła inflacja w Niemczech, zazieleniły się indeksy nie tylko na niemieckiej giełdzie, ale również na GPW.

    Więcej niepewności jest po polskiej stronie, bo inflację mamy znacznie wyższą niż w USA czy strefie euro. Podwyżki stóp procentowych, które były podjęte przez Radę Polityki Pieniężnej najprawdopodobniej nie mają wpływu na grudniowy „sukces”. Za spadek inflacji od październikowego szczytu zasługę mają przede wszystkim niższe, choć wciąż wysokie ceny surowców energetycznych.

    Inflacja bazowa najprawdopodobniej nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i będziemy obserwować jej dalsze wzrosty na początku bieżącego roku. Oczywiście niższa inflacja powinna być odebrana pozytywnie przez RPP. Rada w zasadzie ma uzasadnienie utrzymania stóp procentowych bez zmian już od października, kiedy zadecydowano po raz pierwszy, że stopy nie ulegną zmianie.

    Spadek inflacji w Polsce nie jest zasługą wyższych stóp procentowych. Te będą miały wpływ na ograniczenie inflacji dopiero w dalszym okresie. Wiele przedsiębiorców wciąż podnosi ceny swoich produktów, dlatego nie jest wykluczona sytuacja w której główny odczyt inflacji będzie spadał jeszcze mocniej niż obecnie, natomiast inflacja bazowa będzie dalej rosła, pokazując realny i trwały wzrost kosztów życia.

    Tym bardziej optymizm polskich inwestorów powinien dotyczyć inwestycji długoterminowych. Dopiero w drugim półroczu będziemy wiedzieć o wiele więcej o polskiej specyfice recesji.

    – Nie powinniśmy ulegać już teraz hurra optymizmowi, zwłaszcza że należy liczyć się z efektami płytkiej recesji w Polsce. Trwającej dwa-trzy kwartałykomentuje ekspert XTB. Nie wiemy w jakim stopniu zagrożenie recesją zostało już zdyskontowane w wycenach na GPW. Zakończenie 2023 r. może jednak okazać się bardzo ciekawe, bo według konsensusu rynkowego może pod koniec roku dojść do zawieszenia broni w wojnie w Ukrainie. Gdyby do tego doszło należy oczekiwać powrotu kapitału zagranicznego do rynków wschodzących, a zwłaszcza do Polski.

    Rok 2022 r. był bardzo kiepski dla warszawskiej giełdy, która była zaliczana do topu najgorszych na świecie, ten rok może okazać się znacznie lepszy dla GPW.

  • Gorzki smak inflacji dopiero przed nami

    Gorzki smak inflacji dopiero przed nami

    Trzyletnia skumulowana inflacja, dotycząca lat 2022-2024 ma wynieść ok. 40%. Nawet jeżeli dynamika inflacji zacznie spadać po I kw. 2023 r., to ceny nadal będą dotkliwie rosnąć.

    Skumulowana inflacja to nie jest inflacja zsumowana z kliku lat. To także nie jest średnia dla lat 2022-2024 r. Sposób jej liczenia należy porównywać do wyliczenia procenta składanego,  czyli obliczania wkładu pieniężnego polegającego na tym, że odsetki za dany okres oprocentowania są doliczane do wkładu (podlegają kapitalizacji) i w ten sposób „składają się” na zysk wypracowywany w okresie następnym. I to właśnie skumulowana inflacja pokazuje jak dotkliwe będą straty tych, którzy mają oszczędności i dotyczy to także emerytów pomimo wypłacania im dodatkowych emerytur.

    – Projekcje NBP dotyczące skumulowanej inflacji są dość zbieżne z tym czego oczekuje rynek, że dynamika inflacji w 2023 r. będzie spadać, ale po wcześniejszym wzroście, gdy w lutym i marcu w wyniku zniesienia części tarczy antyinflacyjnej najprawdopodobniej przekroczy 20% mówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.Najbardziej uciążliwy problem wynika z tego, że wprawdzie będzie spadać, ale bardzo powoli i jest mało prawdopodobne, że szybko powrócimy do celu inflacyjnego 2,5% (+/- 1%). Z projekcji NBP wynika, że to będzie bardzo odległy termin.

    Możliwe, że stanie się to dopiero na początku 2026 r., a przecież przywykliśmy do komfortu stabilności cen, który jest bardzo ważny dla funkcjonowania gospodarki. Sytuacja bardzo się zmieniła, we wcześniejszym trzyletnim okresie skumulowana inflacja wynosiła 14%.

    Wiele osób myli wzrost inflacji ze wzrostem cen, a to ważne, bo gdy inflacja będzie spadać, to ceny nadal będą rosnąć. Problem będzie bardziej odczuwalny dla konsumentów, bo średnie wynagrodzenia wg. GUS rosły w listopadzie w tempie wolniejszym niż wzrost cen. W 2023 r. sytuacja pracodawców będzie trudniejsza ze względu na niski wzrost PKB, o podwyżki płac będzie trudniej.

    – Problem z polską inflacją jest taki, że nie bardzo widać powody, aby miała zacząć hamować komentuje ekspert XTB.Cykl podwyżek stóp procentowych był solidny, jednak po połowie roku zaczęły się dziwne decyzje, do takich należy „pakt z sopockiego molo”, gdy prezes NBP podczas prywatnej rozmowy zobowiązał się, że dalszych podwyżek już nie będzie bądź dojdzie do jednej podwyżki o 0,25 pkt. bazowych i tak właśnie się stało. Nie należało składać tak jednoznacznych deklaracji, gdy zmiany cen nadal są tak dynamiczne.

    Można wymienić decyzje rządowe, które przeciwdziałały walce z inflacją. Do takich należały wakacje kredytowe, a teraz nowym pomysłem dotyczącym rynku mieszkaniowego jest propozycja kredytu hipotecznego oprocentowanego przez 10 lat na 2% rocznie.

    – Największym plusem 2022 r. jest to, że banki centralne na serio wzięły się za walkę z inflacją dodaje P.Kwiecień z XTB.To działa jak system naczyń połączonych, bo jeżeli będzie spadał popyt to zmiana ta obejmie także polski eksport. Gdyby Fed i EBC lekceważyły inflację, to dla Polski byłoby jeszcze gorzej. Skorzystaliśmy na globalnych trendach.

    Do takich trendów należało osłabienie dolara, na którym skorzystały najbardziej europejskie waluty. To jednak tylko trend krótkoterminowy.

    Długoterminowo 2023 r. będzie dla nas trudniejszy, przy spowolnieniu gospodarczym będzie nas męczyć nadal bardzo wysoka inflacja.


    Źródło: MarketNews24

  • Dramat złotówki – czy uda się tego uniknąć?

    Dramat złotówki – czy uda się tego uniknąć?

    Gdy mamy rekordową inflację, a zakończony został cykl podwyżek stóp procentowych, złoty powinien się osłabiać. Teoretycznie tak to powinno wyglądać. A jednak tak się nie stało, gdy RPP nie zdecydowała się na kolejną podwyżkę.

    – Tak się nie stało i to nawet w najbardziej krytycznych momentach dla globalnych indeksów giełdowych, gdy apetyt na ryzyko był najmniejszy a przecież to w takich momentach inwestorzy zwykle wyrzucają ze swych portfeli najbardziej ryzykowne aktywa, a do takich należy złotymówi Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią.Złoty się wzmocnił, pomimo wstrzymania podwyżek stóp procentowych, ponieważ zwiększyło się zaufanie dla całego koszyka walut europejskich.

    Dolar osłabiał się wobec złotego przez prawie trzy miesiące. Od 9 października 2022 r., gdy za dolara trzeba było płacić 5,02 zł. Minimum z ostatnich 52 tygodni to 3,92 zł, gdy natomiast maksimum to 5,03 zł (kurs z 29 września). Ro kończył się przy cenie dolara zbliżonej do 4,40 zł. Co stanie się z dolarem w 2023 r.

    – Dolar powinien pozostać w tych zakresach, w których ostatnio jesteśmyocenia ekspert CMC Markets.Co najmniej w I półroczu 2023 r. nie powinno dojść do zdecydowanego umocnienia złotego. Żadnej tragedii na złotym też nie będzie.

    Cały czas czekamy na rozstrzygnięcia dotyczące KPO, które dotąd nie były kluczowe i nie prowadziły do wyprzedaży złotego.

    Teoretycznie jesienią, ze względu na okres wyborczy, może dojść do pierwszych obniżek stóp procentowych, nie byłoby to dobre dla zwalczania inflacji, zwłaszcza że skumulowana inflacja dla lat 2022-2024 ma wynieść aż ok. 40%.

    Do osiągniecia celu inflacyjnego będzie nam nadal bardzo daleko, a jednocześnie istnieje ryzyko, że utkniemy na dłużej na relatywnie wysokich poziomach dynamiki inflacji.

    Przed nami także perspektywa „miękkiego lądowania” polskiej gospodarki, a więc przy bardzo niskim wzroście PKB, co może przyczynić się do utrwalenia stanu słabości warszawskiej giełdy. WIG 20 w ciągu 52 tygodni spadł o 20%.

    – Jednak wzrosty, które pojawiły się na GPW w drugiej części jesieni były bardzo dynamiczne i przy dużych obrotach, z łatwością przechodziliśmy kolejne poziomy oporukomentuje Ł.Wardyn z CMC Markets.Przyczynił się do tego zagraniczny kapitał, który osiągnął wysokie stopy zwrotu, także ze względu na umocnienie złotego. Można spekulować, że to co stało się w październiku i listopadzie jest początkiem nowego trendu wzrostowego, a teraz jesteśmy w korekcie, która może nas zanieść bardzo nisko. To nadal nie jest moment, aby komfortowo kupować aktywa na GPW.

    Dynamika inflacji musiałaby spaść do znacznie niższych poziomów, aby inwestowanie na GPW przed nią nas chroniło.


    Źródło: MarketNews24

  • Co wzbudza większy strach – wysoka inflacja czy recesja?

    Co wzbudza większy strach – wysoka inflacja czy recesja?

    Inwestorzy wyczekują kiedy rozpoczną się obniżki stóp procentowych. Banki centralne próbują ocenić jak dalece walka z inflacją może przyczynić się do wejścia w recesję.

    Główne światowe banki centralne podniosły podstawowe stopy procentowe o 50 pkt. bazowych. Zrobiły to EBC, Fed, Bank Anglii, a frankowiczów zapewne zmartwiła taka sama decyzja szwajcarskiego banku. Jak decyzje te wpłynęły na nastroje inwestorów?

    – Większość tych decyzji była już skalkulowana przez inwestorów, dlatego nie będzie miała wpływu na nastroje inwestorów, dla których teraz najważniejsze są oczekiwania dotyczące tego co wydarzy się w drugiej połowie 2023 r.mówi Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią.Inwestorzy będą nadal spekulowali o możliwościach  odwrócenia cyklu podnoszenia stóp procentowych, czyli czekają na tak zwany pivot.

    Krótkoterminowo przed nami jednak jeszcze nadal podwyżki stóp procentowych. Oczekuje się takiego ruchu zarówno w Europie jak i w USA, a ponieważ efekty podwyżek są przesunięte w czasie inwestorzy obawiają się zbliżenia się do lub wejścia gospodarek w recesję.

    Do zakończenia podwyżek może dojść wcześniej w USA, dłużej będzie prawdopodobnie je kontynuował EBC.

    – To jednak nie oznacza, że stopy procentowe będą niższe w USA niż w strefie eurokomentuje ekspert CMC  Markets.Nie wyobrażam sobie natomiast sytuacji, że Fed będzie obniżał stopy procentowe, gdy jednocześnie EBC będzie je podnosił. I jednocześnie obawiam się, że inwestorzy za bardzo skupiają swoją uwagę na odwróceniu trendu czyli na pivocie.

    Jednocześnie (na razie) inwestorzy mniej martwią się o skutki wysokich stóp procentowych i wyniki finansowe spółek. Możliwy jest scenariusz utrzymywania się relatywnie wysokich stóp i wysokiej inflacji, a to oznacza gospodarczą stagnację. Zwłaszcza, że będzie to sytuacja trudna dla rynku pracy i dokuczliwa dla konsumentów. Problem może być większy niż spodziewają się tego inwestorzy.

    Niepewność widać też na rynku walutowym. Czy kończy się dwuletni okres silnego dolara?

    Nie przypuszczam że to szybko nastąpi. Korekta na parze EUR/USD była zbyt mocnaocenia Ł.Wardyn z CMC Markets. – Poziom 1,07 może okazać się górnym ograniczeniem kanału horyzontalnego przez dłuższy czas.

    Racjonalne decyzje inwestorów na rynku amerykańskim powinny być ukierunkowane na jeszcze głębszą selektywność, to jest podział pomiędzy spółkami technologicznymi i innymi spółkami pod względem ich wyników finansowych. Przy jesiennym odbiciu na indeksie Dow Jones technologiczny Nasdaq był o wiele słabszy, a teraz niebezpiecznie zbliża się do dna z 2022 r. Dobrym potwierdzeniem tego jest słabość kursu Tesli, który pozostaje w silnym trendzie spadkowym. Tesla coraz bardziej traktowana jest jak inne koncerny motoryzacyjne, a nie jako wyjątkowa i innowacyjna spółka.

    – Inwestorzy muszą być teraz wyjątkowo czujni wybierając spółki, które mają okazać się wzrostowe podsumowuje ekspert.Muszą być spekulantami, ale bardzo selektywnymi, bo w 2023 r. nadal będzie bardzo dużo niestabilności.


    Źródło: MarketNews24

  • Sklepy budowlane zaczęły odczuwać inflację. Widać dwucyfrowe spadki ruchu i unikalnych klientów

    Monitoring ponad 600 marketów budowlanych w Polsce wykazał, że liczba wizyt w placówkach 5 sieci średnio zmalała dwucyfrowo rdr. – łącznie o blisko 26%. Najbardziej widać to w przypadku Leroy Merlin. Mocne spadki dotyczą też pozostałych graczy. Najmniej na minusie jest Castorama. Do tego każdy ww. retailer stracił unikalnych klientów. Tu również największą porażkę odniósł Leroy Merlin. Z kolei najmniejszy spadek zanotowała sieć PSB Mrówka. Patrząc na cały segment, udział w łącznym ruchu najbardziej wzrósł w Castoramie, a najmocniej spadł w Leroy Merlin. Natomiast wskaźnik penetracji rynkowej najwyżej podskoczył w sieci PBS Mrówka. Zmniejszył się tylko w Leroy Merlin. Autorzy badania dodatkowo prognozują, że ww. spadki utrzymają się co najmniej do II kw. 2023 r. I przewidują, że sieci będą musiały poważnie zrewidować politykę asortymentową i przede wszystkim cenową, żeby utrzymać ruch w swoich placówkach.

    Spadek liczby wizyt

    Analitycy firmy technologicznej Proxi.cloud we współpracy z platformą analityczno-badawcza UCE RESEARCH zbadali zmiany, jakie zaszły od początku maja ub.r. do końca października w zakresie liczby wizyt, wielkości bazy klientów, udziału w łącznym ruchu i penetracji rynkowej poszczególnych sieci marketów budowlanych (tzw. DIY). Badane miesiące podzielono na dwa półroczne okresy, które do siebie bezpośrednio porównano rdr. Łącznie poddano analizie blisko 490 tys. konsumentów robiących zakupy w 611 marketach budowlanych, należących do 5 największych sieci handlowych w tym segmencie.

    – Porównując do siebie oba badane okresy, można zaobserwować, że spadek liczby wizyt nastąpił w każdej badanej sieci. Natomiast największy z nich odnotował jeden z najpoważniejszych graczy na rynku, jakim jest Leroy Merlin. Strata wyniosła aż 35%mówi Michał Rosiak z firmy technologicznej Proxi.cloud. 

    Zaraz za Leroy Merlin plasuje się Jula z ujemnym wynikiem 32%. Trzecie miejsce w zestawieniu największych spadków w zakresie ruchu ma PSB Mrówka – 28,9%. Według danych z raportu OBI jest na minusie 21,7%. Z kolei największą odpornością wykazała się Castorama. W tej sieci liczba wizyt zmniejszyła się o 16%.

    – Można zauważyć, że spadek ruchu w sieci Castorama jest o ponad połowę mniejszy niż w Leroy Merlin. To poważna różnica. Warto jednak pamiętać o tym, że Castorama to największa w Polsce sieć sklepów typu DIY, o czym sama informuje na swojej stronie internetowej. Oznacza to, że ta sieć najlepiej wkomponowała się w polski rynek marketów budowlanych, tworząc duże i konkurencyjne obiekty, pamiętając jednocześnie o ich odpowiedniej liczbie i równomiernym rozłożeniu w celu ułatwienia do nich dostępu potencjalnemu klientowi mówi Adam Grochowski z Proxi.cloud.

    Jak podkreślają autorzy raportu, zmniejszenie liczby wizyt w placówkach wcale nie musi powodować niższych obrotów. Ten aspekt nie był przedmiotem badania. Natomiast z raportu wynika, że w całym segmencie ruch średnio zmniejszył się o 25,9% rdr.

    – Spadki ruchu w sieciach typu DIY obecnie nie są wielkim zaskoczeniem, bo chwilowo skończyła się dobra prosperita na rynku. Polacy przestali na potęgę remontować własne mieszkania i domy, ale także te kupione pod inwestycje. Wyraźnie zmniejszył też popyt na kredyty hipoteczne. Skończyła się również pandemia, w czasie której wielu konsumentów postanowiło wykorzystać pobyt w izolacji do prowadzenia remontów w swoich lokalach. Ostatnio spadło też zainteresowanie inwestycjami w mieszkania, co również przekłada się na ww. sytuację. Do tego ceny w sklepach mocno rosną, przez co Polacy mniej myślą o urządzaniu mieszkań oraz domów. W związku z galopującą inflacją koszty remontów też poszły mocno w górę. Wszystkie te czynniki istotnie wpływają na liczbę wizyt w marketach budowlanychtłumaczą analitycy z UCE RESEARCH.

    Mniej unikalnych klientów

    Jak informują autorzy badania, spadek liczby unikalnych klientów nie ominął żadnej z badanych sieci. W tym zakresie również najwięcej stracił Leroy Merlin, tj. 31%. Przed nim jest Jula – 26,4% na minusie. Po środku stawki plasuje się Castorama – 25,7%. Dalej jest OBI z ujemnym wynikiem 20,8%. Natomiast najmniejszy spadek zaobserwowano w sieci PSB Mrówka – na poziomie 18,8%. Analitycy podkreślają, że każda strata, nawet ta najmniejsza, jest istotna z punktu widzenia biznesu. Na przykład, w przypadku PSB Mrówka oznacza blisko jedną piątą unikalnych klientów.

    – Tegoroczne spadki w segmencie marketów budowlanych mogą wynikać z popandemicznego odbicia wiosną ub.r. Wówczas chwilowo zwiększył się ruch w placówkach sieci budowlanych. Po miesiącach spędzonych w domach wielu klientów tęskniło za zwykłym wyjściem do tego typu sklepów i wyborem produktów na miejscu. Do tego był to też okres, w którym Polacy mocno inwestowali w mieszkania – szukając ochrony kapitału. Lokale trzeba było urządzić, a czasem nawet wyremontować. Jednak ten czas mamy już za sobą, bo rynek trochę ochłonąłstwierdza Michał Rosiak.

    Do tego analitycy z UCE RESEARCH dodają, że od piku w maju 2021 roku utrzymuje się trend spadkowy zarówno w przypadku wizyt, jak i unikalnych klientów. Wiązać się to może ze zmianą nawyków zakupowych Polaków, jaka zaszła w czasie pandemii. Chwilowy wzrost w pierwszej połowie 2021 roku mógł oznaczać napływ entuzjazmu, zaraz po zakończeniu lockdownów w kwietniu ub.r. Gdy emocje opadły, wielu konsumentów mogło uznać, że tego typu zakupy, robione online, dają większą wygodę niż wizyty w placówkach.

    – Moim zdaniem, największy wpływ na spadki w całym segmencie obecnie ma panująca inflacja. Do tego dochodzą coraz gorsze warunki na rynku nieruchomości. Przez to zapotrzebowanie na asortyment badanych sklepów jest mniejsze niż przed rokiem. Uważam też, że sklepy typu DIY muszą zacząć robić więcej przemyślanych i konkretnych akcji promocyjnych oraz lojalnościowych, żeby się odbić po wyżej wskazanych spadkach. Inaczej, mogą one dalej się pogłębiać zauważa Adam Grochowski. 

    Udział w łącznym ruchu

    W obu badanych okresach zdecydowanie największym udziałem wizyt w całym segmencie wykazała się Castorama, osiągając wyniki w okolicach 30% (28% w ub.r. i 31,6% w br.). Wskaźnik share od footfall wzrósł w tej sieci o 3,5 p.p. W Leroy Merlin spadł o 3 p.p. W PSB Mrówka zmniejszył się o 1 p.p. W OBI zwiększył się o 0,9 p.p. Z kolei Jula straciła swój udział w segmencie o 0,4 p.p.

    – Najskromniejszy udział w liczbie wizyt zaobserwowany został w sieci Jula, na co największy wpływ może mieć znacznie mniejsza liczba sklepów niż konkurencji. Odnotowane wyniki mówią zaledwie o jednocyfrowym udziale w rynkuzaznacza Adam Grochowski.

    Powyższe dane wskazują też, że Castorama podnosi wyniki całego formatu wśród marketów budowlanych. Eksperci z UCE RESEARCH zwracają uwagę na to, że nie tylko dostępność placówek, ale też polityka promocyjna sieci przyciągają do nich klientów. To finalnie pokazują prezentowane wyniki.

    – Castorama oraz OBI wykazały się wzrostem w udziale w liczbie wizyt. To oznacza, że rok do roku poprawiają one swoją pozycję konkurencją. Wpływają na to ich inwestycje w wizerunek i reklamę podkreśla Michał Rosiak. 

    Penetracja na plusie

    Największy Market Penetration Index, czyli wskaźnik penetracji rynkowej, w obu badanych okresach występuje w Castoramie. Poziom przekraczający 40% (41,6% w 2021 r. i 43,3% w 2022 r. ) świadczy o tym, że tak liczna grupa wszystkich klientów marketów budowlanych odwiedziła sklepy tej sieci.

    – Największy skok rdr. w tym zakresie wykonała PBS Mrówka – o 3,9 p.p. To prawie 4 p.p. Nieco mniejszy wynik dodatni odnotowało OBI – 3 p.p. Natomiast w przypadku Castoramy wzrost wyniósł 1,6 p.p. Jula podskoczyła o 0,2 p.p. wylicza Adam Grochowski. 

    Jedyny spadek Market Penetration Index zaobserwowano w Leroy Merlin – o 1,2%. To może potwierdzać słabość tej sieci na tle konkurencji w badanych okresach. Jednak placówki ww. retailera wciąż odwiedza więcej osób niż takich graczy, jak OBI, PBS Mrówka czy Jula. Dla porównania, w Leroy Merlin wskaźnik penetracji rynkowej wyniósł 38,7% w badanym okresie ub.r. oraz 37,5% w analizowanym półroczu br. Jula zanotowała odpowiednio 8% i 8,2%.

    Dalsze prognozy

    – Na obecną chwilę ostrożnie można prognozować, że wszystkie tendencje spadkowe utrzymają się co najmniej do II kwartału 2023 roku, a być może nawet jeszcze dłużej. Jeżeli na rynku wydarzy się coś dodatkowego, w tym bardzo negatywnego, np. inflacja dalej będzie mocno rosła, to ten stan może się wydłużyć nawet do końca przyszłego roku. Dlatego uważamy, że sieci DIY powinny szukać alternatywnych rozwiązań, z tym jednak zastrzeżeniem, że czas prosperity może szybko nie wrócić, a sklepy przecież muszą się na bieżąco utrzymywaćtwierdzą eksperci z UCE RESEARCH. 

    Natomiast Michał Rosiak przewiduje, że czeka nas okres silniejszej walki konkurencyjnej wobec rosnącej presji inflacyjnej i spadku liczby wizyt. Potrzeby ludzi muszą być stale zaspokajane, także w zakresie budowy, remontów czy wyposażenia wnętrz. Wciąż jest wiele nieukończonych inwestycji na rynku. I pomimo trudnych warunków, kolejne zostaną rozpoczęte, nawet z lekkim późnieniem. Ekspert z Proxi.cloud zapewnia, że od wyboru sposobu aktywacji grupy docelowej zależeć będzie ostateczny wynik danej sieci w przyszłym roku. W szczególności istotne będzie zastosowanie efektywnych metod promowania się.

    – Najpewniej sieci budowlane będą musiały zrewidować swoją politykę asortymentową i przede wszystkim cenową, szczególnie opartą na promocjach i akcjach lojalnościowych. Muszą się też dobrze zastanowić nad tym, czym w tych trudnych czasach mogą najlepiej przyciągać do siebie klientów. Umiejętne poprowadzenie biznesu może w pewien sposób uratować sytuację, ale w znacznym stopniu nie poprawi ruchu w marketach budowlanych, a przynajmniej nie w najbliższym okresie. Jedynie zminimalizuje to ewentualne bieżące stratypodsumowują eksperci z UCE RESEARCH.      

  • Świat finansów żyje strachem przed inflacją i recesją

    Świat finansów żyje strachem przed inflacją i recesją

    Inwestorzy obawiają się, że chińska gospodarka wpędzi świat w recesję z powodu polityki „zero covid” i wysoka inflacja pozostanie z nami na długo.

    Bardzo restrykcyjne ograniczenia związane z koronawirusem w Chinach doprowadziły do fali protestów w wielu głównych miastach. Doszło również do starć z policją, co może prowadzić dodatkowo do jeszcze większego zatrzymania aktywności gospodarczej w Chinach. Pojawiły się na przykład obawy, że za listopad produkcja najpopularniejszego smartfona na świecie, czyli iPhone’a mogła spaść w fabryce Foxconn w Zhengzhou nawet o 30%.

    – Cały świat niepokoi sytuacja w Chinach ponieważ pamiętamy, że inflacja, z którą borykamy się od ponad roku w dużej mierze wzięła się z tego, że mieliśmy problemy z produkcją wielu ważnych rzeczy, takich jak choćby półprzewodnikimówi Michał Stajniak, ekspert XTB.Gdyby ta sytuacja w Chinach miała się powtórzyć, to wysoka inflacja pozostanie z nami na dłużej przy jednoczesnym spowolnieniu aktywności gospodarczej.

    W Chinach liczba oficjalnie zarejestrowanych zachorowań wzrosła kilkuset przypadków w październiku do nawet 40-60 tys. To oczywiście grozi kompletnemu zamknięciu chińskiej gospodarki, która już w II kwartale tego roku w związku z covidem zaliczyła bardzo niski wzrost gospodarczy. To oczywiście rzutuje na całym świecie i ma spory wpływ na większość sektorów aktywów finansowych. Obserwujemy wyraźne osłabienie na rynku ropy naftowej oraz na rynku surowców rolnych. Natomiast cena złota w kontraktach terminowych przekroczyła 1 800 USD za uncję.

    Chiny są bardzo ważne dla cen ropy naftowej, a ta spadła od rozpoczęcia się protestów i nie odbiła, gdy zaczęło się łagodzenie polityki zero-covid (spadki cen ropy brent pogłębiły się z 86 USD/baryłka do poziomów poniżej 80 USD.

    – Chiny są zagadką na 2023 r. dla rynku ropy, są bardzo ważne jeśli chodzi o popyt na ropę, natomiast strona podażowa nie jest zależna od Chindodaje ekspert XTB.

    Chińskie władze łagodzą restrykcje, prawdopodobnie nie ze względu na skalę protestów, ale z powodu obaw o spadające tempo PKB. Jednak nie osłabiło to w sposób przekonujący obaw inwestorów.

    Niepokój inwestorów wywołuje wyraźny zwrot w kierunku bezpiecznych aktywów. Wspomniane wcześniej złoto zachowuje się bardzo solidne, ale obserwujemy również spadek rentowności amerykańskich obligacji w związku ze wzrostem popytu na nie.

    – Teraz inwestorzy swą uwagę koncentrują jednak na inflacji, która jest kluczowa dla oczekiwań na 2023 rokpodsumowuje M.Stajniak z XTB.W USA pod koniec roku lekko spadała inflacja, na takie „światełko w tunelu” od miesięcy oczekiwały banki centralne, pojawiły się więc nadzieje na mniejsze podwyżki stóp procentowych, co zwiększyłoby szanse na powrót do wzrostów indeksów giełdowych.


    Źródło: MarketNews24

  • Inflacja: najgorszy będzie początek roku

    Inflacja: najgorszy będzie początek roku

    Rekordu inflacyjnego nie unikniemy, to będzie luty lub marzec. O tym czy w Polsce uda się opanować dynamikę inflacji dowiemy się dopiero z końcem 2023 r. Podwyżki stóp procentowych w najbliższych miesiącach są jednak coraz mniej prawdopodobne.

    Dynamika inflacji spadła z 17,9% w październiku do 17,4% w listopadzie (wstępne dane GUS). Była znacząco poniżej konsensusu rynkowego (18,0%) i obniżyła się po raz pierwszy od lutego br. Głównym źródłem zaskoczenia był silniejszy od oczekiwań spadek dynamiki cen w kategorii „nośniki energii”. Spadek dynamiki związany jest też z kategorią „paliwa”, co nie było niespodzianką. Zwiększa się tym samym prawdopodobieństwo, że RPP powstrzyma się przed dalszymi podwyżkami stóp procentowych.

    – W grudniu inflacja prawdopodobnie będzie nieco niższa niż w listopadzie i dobrze, że już okazała się niższa od oczekiwań, jest jednak zbyt wcześnie, aby strzelać korkami z szampanamówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. Nie znamy jednak jeszcze danych o inflacji bazowej, a ta prawdopodobnie wzrosła ustanawiając kolejny i rekord i okaże się wyższa od oczekiwań analityków.

    Cena ropy brent na świecie obniżyła się do 86 USD za baryłkę, a dolar osłabił się wobec złotego do poziomu 4,50 zł. W ciągu 30 dni dolar potaniał o 4%, a nawet o 10% w okresie niecałych dwóch miesięcy. W związku z tym zmiany cenowe na stacjach paliw można uznawać za nawet zbyt małe.

    Natomiast powstrzymanie dynamiki wzrostu cen za opał i energię jest jednak chwilowe. Przed nami są podwyżki dla gospodarstw domowych. Gdyby gospodarstwa domowe płaciły ceny rynkowe już dziś inflacja byłaby dużo wyższa.

    Wyższe od oczekiwań obniżenie w listopadzie dynamiki cen w tych dwóch kategoriach oznacza, że prawdopodobnie wyższa od oczekiwań analityków okaże się inflacja bazowa. Tym samym kolejne wzrosty cen będą w coraz większym stopniu zależne od czynników wewnętrznych (krajowych).

    – To będzie oznaczać, że presja cenowa jest mocno rozlana po całej gospodarce i zakotwicza się coraz mocniej w kategoriach, które nie są tak bardzo zależne od cen surowców i cen energii na europejskim rynku komentuje ekspert XTB.Wyższa inflacja bazowa będzie oznaczać, że walka z inflacją okaże się jeszcze trudniejsza niż się spodziewano.

    Rekordowa inflacja dopiero przed nami, będą to odczyty za luty lub marzec. Inflacja może wówczas wzrosnąć do 20%.

    Od stycznia przed nami zaskoczenia. Ciekawe jest także w jaki sposób w lutym GUS zmieni swój koszyk inflacyjny, jakie kategorie będą miały w nim większy udział, a jakie – mniejszy.

    – Od tego czy inflacja przekroczy 20% na początku roku ważniejsze jest jaka będzie na koniec przyszłego roku, bo dopiero wtedy dowiemy się w jakim stopniu presje cenowe są stałe, tym bardziej, że przed nami rok wyborów parlamentarnych dodaje P.Kwiecień z XTB.


    Źródło: MarketNews24

  • Inflacja hamuje inwestorów i trudno mówić o stabilizacji

    Inflacja hamuje inwestorów i trudno mówić o stabilizacji

    Od połowy października widać bardzo duże ożywienie na światowych giełdach, także na warszawskiej GPW. WIG 20 w ciągu miesiąca wzrósł o ponad 20%. Jednak z optymizmem powinniśmy poczekać do przyszłego roku, ze względu na inflację.

    – Dla europejskich giełd bardzo ważne jest unormowanie się cen energii i gazumówi Maciej Kietliński, ekspert XTB.Po drastycznym wzroście ich cen sytuacja zaczyna się normować i oddala się groźba kryzysu energetycznego, spokój powraca na europejskie parkiety.

    Natomiast w USA lepsze nastroje inwestorów związane są z innymi czynnikami. To na przykład dobre dane z rynku pracy i obniżająca się dynamika inflacji. Dane te zwiększają szanse na pivot czyli na zwrot w polityce monetarnej Fed.

    Co do zasady jest tak, że jeżeli stopy procentowe rosną, to kurs akcji spada. Można to wyjaśniać tym, że wraz ze wzrostem stóp rosną koszty zadłużania, wyższe staje się oprocentowanie obligacji i w ich kierunku rośnie zainteresowanie inwestorów.

    – Przed nami tzw. Rajd św. Mikołaja czyli w grudniu powinny rosnąć kursy akcji, jednak ten rok może okazać się nietypowydodaje ekspert XTB.Na warszawskiej giełdzie od połowy października mieliśmy bardzo duże wzrosty więc w grudniu można oczekiwać oddawania części tych zysków. Paliwem do wzrostów mogłyby okazać się zaskakujące dane o inflacji, albo zaskakujące deklaracje ze strony NBP, ale tego nie powinniśmy się spodziewać.

    Bardziej optymistycznie można spojrzeć na inwestowanie na Wall Street, jednak rok nie powinien zakończyć się niespodziankami.

    Na pozytywne impulsy trzeba poczekać do przyszłego roku, bardziej do drugiego półrocza, ponieważ inwestorzy mają nadzieje, że wówczas Fed może zacząć obniżać stopy procentowe.


    źródło: MarketNews24

  • Praca w OZE – sposób na inflację?

    Praca w OZE – sposób na inflację?

    Zatrudnienie w sektorze OZE do 2050 roku powinno wzrosnąć aż pięciokrotnie. Oznacza to, że aż 85% nowych pracowników znajdzie pracę w sektorze energetyki wiatrowej i fotowoltaiki. A na jakie stanowiska prowadzone są obecnie rekrutacje? Ile można zarobić, pracując w tej branży? I jakie kompetencje należy mieć? Odpowiadamy.

    Branża OZE – przyszłość

    Skrót OZE oznacza odnawialne źródła energii, których wykorzystanie nie wiąże się z długotrwałym deficytem, ponieważ odnawiają się w krótkim odstępie czasu. Należą do nich m.in. energia słoneczna, energia pływów wodnych, energia wiatru, czy biomasa. Jak podaje Międzynarodowa Agencja Energetyki Odnawialnej w branży odnawialnych źródeł energii pracuje już na całym świecie ponad 9,8 mln ludzi. Do roku 2030 liczba ta ma wzrosnąć do 24 mln. Obecnie krajami zatrudniającymi najwięcej specjalistów z tego obszaru były Niemcy z liczbą ok. 334 tys. zatrudnionych oraz Francja (ok. 162 tys.). Polski rynek jednak także coraz silniej spogląda w kierunku OZE, a rozwijanie różnorodnych źródeł energii jest korzystne, a nawet uzasadnione z punktu widzenia polityki klimatyczno-energetycznej Unii Europejskiej.

    Lista zawodów w OZE

    Wśród najbardziej popularnych zawodów w branży OZE znajdują się:

    Stanowiska sprzedażowe:

    • Doradca klienta ds. OZE
    • Przedstawiciel handlowy z doświadczeniem w branży OZE
    • Manager sprzedaży ds. OZE

    Stanowiska techniczne:

    • Projektant Instalacji Fotowoltaicznych
    • Audytor Instalacji Fotowoltaicznych
    • Kierownik Projektu
    • Inżynier Budowy ds. Odnawialnych źródeł energii
    • Projektant Dokumentacji Technicznej

    Stanowiska dotyczące pracy fizycznej:

    • Monter paneli fotowoltaicznych
    • Serwisant
    • Brygadzista ds. Odnawialnych źródeł energii

    Jak widać, zatrudnienie w branży OZE znajdą zarówno pracownicy z wiedzą techniczną, osoby z doświadczeniem w sprzedaży, ale także z umiejętnościami dotyczącymi realizacji działań w obszarze postawienia i serwisowania sprzętu. – Obserwujemy duże zainteresowanie pracą w branży OZE. Jest to spowodowane faktem, iż praca w niej jest stabilna i bezpieczna, a właśnie tego poszukują obecnie Polacy – mówi Szymon Masło, prezes Neptun Energy.

    Na jakie zarobki mogą liczyć kandydaci?

    Monter instalacji elektrycznych może zarobić między ponad 8000 zł, doradca klienta powyżej 4000 zł, a sprzedawca nawet 20 000 zł. -Dużym zainteresowaniem cieszą się oferty pracy handlowca w branży OZE. Zarobki oscylować mogą nawet w okolicach 20 tysięcy miesięcznie. Od kandydata oczekiwana jest przede wszystkim komunikatywność i skrupulatność, ponieważ produkt jest na tyle interesujący, że klient często już przy pierwszej, odpowiednio poprowadzonej rozmowie jest w stanie podjąć decyzje o zakupie – podsumowuje Szymon Masło z Neptun Energy.

  • Inflacja znów rozpala rynki

    Na decyzje Fed patrzą wszystkie banki centralne. Czy będzie mniej jastrzębi? Rynki finansowe nie przestają wierzyć w pivot, czyli zmianę polityki monetarnej i bliższą datę obniżek stóp procentowych. W takim scenariuszu złoty byłby silniejszą walutą.

    Wyobraźnię inwestorów rozpalił odczyt inflacji w USA oraz rynkowe pogłoski, wedle których analitycy BlackRock spodziewają się gołębiego języka ze strony Jerome’a Powella.

    Inflacja PCE, która stanowi istotny wskaźnik dla Fedu wzrosła do 5,1% w ujęciu rocznym wobec 5,2% oczekiwań rynku i 4,9% poprzednio. W ujęciu miesięcznym PCE bazowa wzrosła zgodnie z oczekiwaniami, o 0,5% wobec poprzednich 0,6%. Główna inflacja PCE pozostaje na poziomie 6,2% wzrostu rocznie, przy oczekiwanych 6,3%. Przychody Amerykanów okazały się być na niezmiennym poziomie, choć wydatki wzrosły powyżej oczekiwań. Dane rynek zinterpretował ‘na swoją korzyść’ ponieważ nie widać w nich nadmiernego wzrostu inflacji, co stanowi kolejny ‘plusik’ w grze na pivot, czyli zwrot w polityce monetarnej ze strony Rezerwy Federalnej.

    – Jeszcze przed dwoma czy trzema tygodniami Fed wydawał się bardzo jastrzębi i można było spodziewać się w listopadzie i grudniu dwóch podwyżek stóp procentowych i to nawet o 75 pkt. bazowych mówi Michał Stajniak, ekspert XTB. I wyceniano, że w okresie marzec-czerwiec 2023 r. będziemy mieli szczyty podwyżek, natomiast do końca roku spodziewano się już obniżek, nawet o 50 pkt.

    Podstawowa stopa procentowa w okresie szczytu byłaby bliska 5%, jednak nie przekraczając tej granicy, co i tak Amerykanie traktują jako bardzo wysoki poziom. Inwestorzy obstawiają, że na koniec przyszłego roku podstawowa stopa obniży się do 4,25%, a może nawet do 4,00%. I właśnie inwestorzy próbują obecnie rozgrywać taki scenariusz. Próbują grać na pivot.

    – Pivot oznaczałby, że podwyżki będą mniejsze i skończą się szybciej i dojść może do zmiany związanych z bilansem baku centralnego, gdy obecnie nadal mamy do czynienia z ograniczaniem bilansu wyjaśnia ekspert XTB.Pivot w wykonaniu Fed ostatnio miał miejsce w 2018 r. zaczął zwiększać swój bilans, uznając że rynek potrzebuje zwiększonej płynności. Gdyby Fed w tym roku uznał, że rynek potrzebuje większej płynności, to na tym bardzo straciłby amerykański dolar, natomiast zyskałoby Wall Street.

    Słabszy dolar to jednocześnie mocniejsze euro. Wzmocnienie euro sprzyjałoby polskiemu złotemu. Sytuacja powinna sprzyjać wzmocnieniu się złotego.

    Para USD/PLN bardzo skorelowana jest z parą EUR/USD i amerykańskim rentownościami, im wyższe rentowności tym wyżej USD/PLN (ostatnio w okolicach 4,70 zł).

    – Rentowności w USA teraz są powyżej 4%, natomiast oczekiwania dla długoterminowej stopy procentowej to 2,5%dodaje M.Stajniak z XTB.I tym kierunku powinny spadać 10-letnie rentowności obligacji. Na razie to tylko spekulacje rynkowe, dlatego z taką uwagą inwestorzy przyglądają się wypowiedziom członków Fed.


    źródło: MarketNews24

  • Inflacja – czyli trudne wybory na rynku pracy

    Inflacja – czyli trudne wybory na rynku pracy

    Najwyższa od czasu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej inflacja istotnie wpływa na rynek pracy. Aktualnie obserwujemy rosnącą presję płacową pracowników w ich obecnych miejscach zatrudnienia, a także wzrost zainteresowania ofertami pracy, które oferują wyższe wynagrodzenia na analogicznym stanowisku. Natomiast pracodawcy zastanawiają się nad zapewnieniem konkurencyjnego wynagrodzenia w sytuacji zapowiadanego wzrostu płacy minimalnej, skokowego wzrostu cen energii oraz rosnącej inflacji.

    Eksperci dzielą się wstępnymi prognozami co do zachodzących zmian na rynku pracy, gdzie pracownicy i pracodawcy szukają najlepszych rozwiązań dla siebie.

    Trendy napędzane inflacją

    Najbardziej zauważalnym trendem na obecnym rynku pracy są rosnące oczekiwania płacowe. Coraz więcej pracowników ubiega się o podwyżki, podając jako argument drożejące dobra i usługi. – Szacuje się, że w przyszłym roku płace mogą wzrosnąć o 6 lub 7 procentkomentuje Dominika Zaczek-Chrzanowska, Dyrektor HR w LeasingTeam Group. Kolejnym trendem będzie wzrost rotacji dobrowolnej – w przypadku nieotrzymania oczekiwanych podwyżek część specjalistów i menedżerów zdecyduje się wyjść na rynek pracy, zwłaszcza w branży IT.

    W chwili obecnej inflacja nie zmniejszyła zapotrzebowanie na pracowników fizycznych oraz wykwalifikowanych specjalistów. – Wręcz odwrotnie, wzmacnia się trend zatrudnienia pracowników za pomocą wyspecjalizowanych agencji, gdyż dla firm koszt realizacji takich projektów własnymi zasobami zazwyczaj jest wyższymówi Anna Kurczewska-Formela, Dyrektor Działu Rekrutacji LeasingTeam Professional.Chociaż długotrwała inflacja w konsekwencji może doprowadzić do spowolnienia gospodarczego, a spowolnienie do zwiększonego bezrobocia, to obecnie na rynku pracy tego nie widać. Co więcej: możemy tego znacznie nie odczuć z powodu i tak dużych braków rąk do pracy zwraca uwagę Marta Pilipowicz, Dyrektor Regionu Południowego i Południowo-Wschodniego LTG, Wrocław i Katowice.

    Zatrudnienie w warunkach inflacji

    Skutki gwałtownie rosnącej inflacji najbardziej odczuwają energochłonne przemysł ciężki oraz branża produkcyjna, gdzie coraz trudniej jest pozyskać pracowników za minimalne wynagrodzenie. – W obszarze pracy tymczasowej na produkcji obserwujemy wzrost wynagrodzeń od kilku do nawet kilkunastu procent. Rok 2023 nie napawa przedsiębiorców optymizmem – zapowiadane podwyżki płacy minimalnej w styczniu i lipcu oznaczają wzrost o 19,6% względem 2022 roku. To z pewnością przełoży się na dalszy wzrost cen za produkty oraz usługiwyjaśnia Wojciech Rybicki, Dyrektor Regionu Centralnego LTG, Warszawa.

    Czy rekordowa inflacja spowoduje redukcję zatrudnienia? – W regionie południowym i południowo-wschodnim nie obserwujemy radykalnych redukcji personelu czy też wstrzymania procesów rekrutacjiodpowiada Marta Pilipowicz.Liczba ofert dla pracowników fizycznych utrzymuje się niemal na tym samym poziomie co w 2021 roku. Ponadto firmy wolą zatrzymać wyszkoloną kadrę, niż uruchamiać rekrutacje w sytuacji wciąż niskiego poziomu bezrobociadodaje.

    W ocenie Anny Kurczewskiej-Formela pracodawcy w warunkach rosnącej inflacji będą musieli dokonać wyboru pomiędzy większą liczbą pracowników, którzy nie dostaną podwyżek, a lepiej płatną i zmotywowaną kadrą.

    Inflacja a rotacja pracowników

    Pracownicy fizyczni oraz tymczasowi są bardziej skłonni do częstej zmiany pracy z powodów finansowych. – Przy rosnących kosztach życia pracownicy deklarują chęć wypracowywania nadgodzin lub decydują się na podjęcie dodatkowej pracy. Szukając oszczędności, bardziej doceniają benefity oferowane przez pracodawców: dofinansowanie do posiłków, opiekę medyczną lub odległość do miejsca pracy – mówi Marta Pilipowicz. Wojciech Rybicki zwraca uwagę na to, że elastyczna forma zatrudnienia, którą zapewniają agencje pracy tymczasowej, pozwala przedsiębiorstwom na zmniejszenie wskaźnika rotacji.

    Z kolei outsourcing white collar skutecznie zapobiega rotacji wśród pracowników wykwalifikowanych. – Z kandydatami na stanowiska średniego i wyższego szczebla przeprowadzane są wywiady kompetencyjne oraz assessment center. W ten sposób wybiera się fachowców, których postawa jest spójna z wartościami i kulturą organizacyjna w firmiewyjaśnia Anna Kurczewska-Formela. Dodaje też, że inflacja spowodowała zdwojone oczekiwania wobec pracodawców. Z jednej strony firmy zatrudniają nowych pracowników za wynagrodzenia, które uwzględniają już rekordowy wzrost kosztów życia. Z drugiej strony stali pracownicy również oczekują podwyżek w związku z inflacją. – W tej sytuacji pracodawcy będą skupiać się nie tylko na podwyżkach systemowych. Zamiast zwiększenia wynagrodzeń bazowych rozwiązaniem staną się tak zwane „premie uznaniowe”, wypłacane za efektywność pracy dla najlepszych pracownikówpodsumowuje Anna Kurczewska-Formela.

  • Już nie walczymy z inflacją? Dla kogo jest to sukces?

    Już nie walczymy z inflacją? Dla kogo jest to sukces?

    Cykl podwyżek stóp procentowych został zakończony. Jednak inflacja w Polsce pozostaje palącym problemem. Otwarta jest kwestia, kiedy uruchomiony zostanie nowy cykl podwyżek. Oczekiwania inflacyjne konsumentów są takie, że ceny będą rosnąć.

    Mamy lokalny rekord inflacji, który tylko po części wynika z sytuacji zewnętrznej. Kolejne rekordy przed nami.

    – Jeśli popatrzymy w głąb danych inflacyjnych, to zobaczymy, że drożeje wiele tzw. kategorii dyskrecjonalnych czyli dobra i usługi, których ceny zależą w większym stopniu od decyzji konsumenta i to właśnie na te kategorie Rada Polityki Pieniężnej ma wpływ zmieniając stopy procentowa mówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.Podwyżki stóp procentowych mają służyć temu, aby ten popyt obniżyć i w pewnym sensie uniemożliwiać producentom i sprzedawcom podnoszenie cen.

    Popyt trzeba ograniczać przez wzrost kosztu pieniądza, tak działa polityka pieniężna. I to jest właśnie sposób na zwalczanie inflacji, zwłaszcza że mamy także bardzo wysoką inflację bazową.

    Stało się tak, jak w lipcu w zaskakującej i przypadkowej wypowiedzi na molo w Sopocie, zapowiadał prezes NBP, że będzie tylko jedna podwyżka stóp procentowych. I była, we wrześniu. Jednak obietnice z Sopotu nie sprawdziły się pod tym względem, że inflacja miała spadać. Nowe okoliczności – czyli wzrost inflacji CPI do 17,2%, a więc znacznie powyżej konsensusu analityków – zostały pominięte w październikowej decyzji RPP.

    – Pomimo tego, że polska gospodarka spowalnia, to popyt jest silny. Silny jest też rynek pracy. To sprzyja utrwaleniu presji inflacyjnejkomentuje ekspert XTB. Skoro dotychczasowe podwyżki stóp procentowych nie obniżyły presji, to znaczy, że były zbyt małe.

    Politykę pieniężną RPP osłabiają działania rządu związane z rozdawaniem pieniędzy, przykładem wakacje kredytowe dla wszystkich.

    Komunikat RPP, z którego wynika, że cykl podwyżek stóp procentowych prawdopodobnie skończył się zwiększa ryzyko dla złotego. Dolar jest bardzo mocny, a złoty już był bardzo słaby.

    Kiedy nastąpi powrót do podwyżek stóp procentowych? Ważne powinny okazać się zmiany cenników prądu w styczniu 2023 r. To wówczas inflacja może przekroczyć 20%.

    Problem przed nami poważny, bo gdy patrzymy na ścieżkę inflacji, to w horyzoncie, który można prognozować nie schodzi ona do celu inflacyjnego wynoszącego 2,5%. Oczekiwania inflacyjne nadal będą wysokie, a koszt pieniądza nie skłania konsumentów do oszczędzania.

  • Przepisy podatkowe daleko w tyle za rosnącymi stopami procentowymi. Co to oznacza dla firm?

    Przepisy podatkowe daleko w tyle za rosnącymi stopami procentowymi. Co to oznacza dla firm?

    Rosnąca inflacja i wzrost stóp procentowych oznaczają dla przedsiębiorców coraz wyższe koszty finansowania dłużnego. Polskie firmy są w niekorzystnej sytuacji w porównaniu do większości przedsiębiorstw z Unii Europejskiej.

    Przepisy podatkowe limitują możliwość zaliczenia tych kosztów do kosztów uzyskania przychodu i wykazania ich w rachunku podatkowym. Obecnie polska firma może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów nadwyżkę kosztów finansowania dłużnego w kwocie do 3 mln zł lub 30% EBITDA.

    – Dla wielu przedsiębiorstw jest to kwota bardzo niska, niewystarczająca do ujęcia całości faktycznych obciążeń w rachunku podatkowymmówi Agnieszka Wnuk, doradca podatkowy, współprzewodnicząca Komitetu Podatkowo-Finansowego Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej.Polscy przedsiębiorcy zastanawiają się dlaczego ten limit jest tak niski, zwłaszcza, że przepisy UE, na podstawie których ten limit wdrożono, przewidują tzw. bezpieczną przystań na poziomie 3 mln euro. Co więcej, taki próg bezpiecznej przystani został wprowadzony przez większość państw UE.

  • Inflacyjna spirala wciąż się nakręca

    Inflacyjna spirala wciąż się nakręca

    Według najnowszych danych Narodowego Banku Polskiego, w sierpniu inflacja bazowa, czyli nieuwzględniająca cen energii i żywności wzrosła do rekordowych 9,9 proc. To zły prognostyk, wskazujący, że szczyt dynamiki wzrostu cen jeszcze przed nami, a z nadmierną inflacją będziemy borykać się jeszcze przez dłuższy czas.

    W obszarze powszechnego zainteresowania znajduje się najbardziej popularny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych, uznawany jednocześnie za najbardziej miarodajny. Jednak banki centralne w podejmowaniu decyzji o wysokości stóp procentowych, kierują się także innymi wskaźnikami. Jednym z nich jest właśnie inflacja bazowa, nie uwzględniająca cen żywności i energii, a więc nie tylko składników najbardziej zmiennych, ale przede wszystkich tych, na których kształtowanie polityka pieniężna ma niewielki wpływ. Inflacja konsumpcyjna osiąga w Polsce poziom najwyższy od ćwierć wieku, za co w dużym stopniu odpowiadają właśnie ceny żywności, a przede wszystkim surowców energetycznych, a co za tym idzie prądu i gazu, wpływających na wzrost kosztów utrzymania mieszkania. W tegorocznym okresie letnim mieliśmy także do czynienia z nadspodziewanie wysokim wzrostem cen żywności. Tak więc inflacja uderza przede wszystkim w dwie kategorie, które mają największy udział w budżetach gospodarstw domowych. W dłuższym terminie ogranicza to popyt na dobra trwałego użytku, co niekorzystnie wpływa na koniunkturę gospodarczą. Dodatkowym czynnikiem, napędzającym inflację, jest sytuacja na rynku pracy, czyli rekordowo niskie bezrobocie i niedobory podaży pracy w wielu sektorach gospodarki. Dobra pozycja negocjacyjna pracowników wywiera presję na podnoszenie wynagrodzeń przez pracodawców. Pracownicy bronią się w ten sposób przed inflacją, ale jednocześnie wywołuje to podwójny efekt. Po pierwsze, sprzyja wzrostowi inflacji, gdyż firmy starają się przenieść wzrost kosztów na ceny wyrobów i usług, a po drugie, zmuszeni są do obniżania marż, a więc i zdolności rozwojowych, między innymi poprzez ograniczanie inwestycji.

    Inflacja konsumencka przekłada się pośrednio także na inflację bazową, która w sierpniu była najwyższa w historii obliczania tego wskaźnika, czyli od początku 2001 r. Sięgająca 9,9 proc. dynamika inflacji bazowej wywierać będzie na Radę Polityki Pieniężnej presję do kontynuowania cyklu podwyżek stóp procentowych. Do tej pory większość prognoz ekonomistów zakładała, że wynosząca obecnie 6,75 proc. stopa referencyjna może w tym cyklu wzrosnąć do 7-7,5 proc.. Coraz bardziej prawdopodobny jednak wydaje się scenariusz, w którym stopy mogą być jeszcze wyższe. Najnowsza prognoza dość konserwatywnie nastawionej agencji ratingowej Fitch, sugeruje możliwość osiągnięcia przez stopę referencyjną NBP poziomu 7,5 proc. Jeśli jednak sprawdzą się negatywne prognozy, mówiące o jeszcze mocniejszym wzroście inflacji w pierwszych miesiącach przyszłego roku, możemy mieć do czynienia z kontynuacją podwyżek stóp procentowych. Jednocześnie o powrocie inflacji do celu, wyznaczonego przez bank centralny na 2,5 proc., z odchyleniem w obie strony o 1 punkt procentowy, możemy myśleć w perspektywie nawet 3-4 lat.

    W ślad za podwyżkami stóp procentowych, w podwyższane jest także oprocentowanie lokat bakowych, czyli produktu obarczonego najmniejszym ryzykiem z punktu widzenia oszczędzających. Lokaty pozwalają ograniczyć destrukcyjny wpływ inflacji na oszczędności już niemal o połowę. Oferta depozytowa Inbanku nieustannie znajduje się w ścisłej czołówce, a jej cechą charakterystyczną jest konsekwencja w podwyższaniu oprocentowania, nie obarczona dodatkowymi warunkami i nie ograniczająca się do okresowych promocji.


    Autor: Tomasz Rzeski, Inbank