Tag: Fake news

  • Fałszywe informacje AI rujnują chińską giełdę. Pekin zaostrza kontrolę rynku

    Fałszywe informacje AI rujnują chińską giełdę. Pekin zaostrza kontrolę rynku

    Chińskie władze regulacyjne podjęły zdecydowane kroki w celu ochrony inwestorów i zapewnienia stabilności rynku w związku z rosnącym zagrożeniem związanym z rozpowszechnianiem fałszywych informacji na giełdzie. Chińska Komisja Regulacji Papierów Wartościowych (CSRC) zintensyfikowała swoje działania monitorujące w zakresie fałszywych informacji i nawiązała bliższą współpracę z organami ścigania oraz regulatorami cyberprzestrzeni, aby skutecznie przeciwdziałać tym szkodliwym praktykom.

    W ostatnich latach sztuczna inteligencja (AI) stała się narzędziem, które może być wykorzystywane do generowania i rozpowszechniania wprowadzających w błąd informacji, mających na celu oszukiwanie inwestorów lub manipulowanie cenami akcji. Przykładem jest działalność chińskiej firmy AI, DeepSeek, której technologie skłoniły zarówno inwestorów detalicznych, jak i zarządzających funduszami do wykorzystywania AI w procesie oceny przedsiębiorstw i podejmowania decyzji inwestycyjnych. Jednakże, obok korzyści płynących z zastosowania AI, pojawiło się również zwiększone ryzyko podatności na dezinformację generowaną przez tę technologię.

    W odpowiedzi na te wyzwania, CSRC planuje przyjąć bardziej proaktywne podejście do dementowania plotek rynkowych poprzez publikowanie oficjalnych wyjaśnień oraz wzmocnienie edukacji i wytycznych dla inwestorów. Celem jest zwiększenie zdolności inwestorów do identyfikowania fałszywych informacji i podejmowania świadomych decyzji inwestycyjnych.

    Współpraca między CSRC, organami ścigania i regulatorami cyberprzestrzeni ma kluczowe znaczenie w zwalczaniu rozpowszechniania dezinformacji na rynkach kapitałowych. Połączenie sił tych instytucji umożliwia skuteczniejsze identyfikowanie i ściganie osób odpowiedzialnych za tworzenie i dystrybucję fałszywych informacji, co przyczynia się do zwiększenia przejrzystości i bezpieczeństwa na rynku finansowym.

    Działania te zbiegają się z corocznym Światowym Dniem Praw Konsumenta, obchodzonym 15 marca, który w Chinach stał się ważnym wydarzeniem promującym ochronę konsumentów. Wzmocnienie monitorowania fałszywych informacji na rynkach kapitałowych wpisuje się w szerszy kontekst działań mających na celu zapewnienie uczciwości i przejrzystości na rynku, co jest kluczowe dla budowania zaufania inwestorów i stabilności finansowej kraju.

  • „Kliknij, zanim pomyślisz” – dlaczego oburzające bzdury podbijają media społecznościowe

    „Kliknij, zanim pomyślisz” – dlaczego oburzające bzdury podbijają media społecznościowe

    Nowe badania opublikowane w czasopiśmie Science pokazują, że posty zawierające dezinformację wywołują większe moralne oburzenie niż rzetelne informacje, co znacząco wpływa na ich popularność w mediach społecznościowych. Naukowcy z Uniwersytetu Princeton i innych instytucji przeanalizowali dane z Facebooka i X (dawniej Twittera), a także przeprowadzili eksperymenty behawioralne, aby zrozumieć mechanizmy stojące za tym zjawiskiem.

    W badaniu moralne oburzenie definiowano jako połączenie złości i obrzydzenia, wywołane postrzeganym naruszeniem norm etycznych. Okazało się, że źródła dezinformacji generują więcej takich reakcji niż wiarygodne treści. Co więcej, użytkownicy chętnie udostępniają oburzające treści, często nie sprawdzając ich prawdziwości.

    Naukowcy sugerują, że ludzie dzielą się dezinformacją jako formą sygnalizowania swoich przekonań moralnych lub przynależności do grup społecznych. Zjawisko to jest dodatkowo wzmacniane przez algorytmy platform, które promują treści generujące wysoki poziom zaangażowania – a oburzenie jest wyjątkowo angażujące.

    Rola platform i algorytmów

    Algorytmy mediów społecznościowych, takie jak te wykorzystywane przez Facebook czy X, preferują treści budzące emocje, ponieważ prowadzą one do większej liczby interakcji. Tymczasem badanie wskazuje, że treści wzbudzające oburzenie, nawet jeśli są nieprawdziwe, zyskują przewagę, ponieważ źródła publikujące takie informacje są postrzegane jako bardziej wiarygodne.

    Z raportów wynika także, że platformy mogą sprzyjać określonym narracjom. Na przykład algorytmy X zostały w lipcu zmodyfikowane w sposób promujący konta prawicowe, co – jak wskazuje organizacja Center for Countering Digital Hate – umożliwiło rozprzestrzenianie się fałszywych informacji na temat wyborów w USA.

    Trudności w ograniczaniu dezinformacji

    Pomimo wysiłków, takich jak zachęcanie użytkowników do weryfikowania treści przed ich udostępnieniem, dezinformacja budząca oburzenie pozostaje trudna do opanowania. Wyniki badań sugerują, że strategie oparte na założeniu, iż użytkownicy dążą do dzielenia się prawdziwymi informacjami, mogą być niewystarczające.

    Problem ma kluczowe znaczenie w kontekście rosnącego wpływu mediów społecznościowych na debatę publiczną. Eksperci podkreślają, że algorytmiczne wzmacnianie treści może nieświadomie podbijać rangę fałszywych informacji, co stanowi wyzwanie zarówno dla platform, jak i ich użytkowników.

  • TikTok wprowadza nowe narzędzie do walki z dezinformacją

    TikTok wprowadza nowe narzędzie do walki z dezinformacją

    TikTok, będąc świadomym roli, jaką odgrywa w przekazywaniu informacji, dąży do ograniczenia dezinformacji poprzez oznaczanie treści, które zostały zmanipulowane lub wygenerowane przez AI. Firma zabrania tzw. deepfake’ów, czyli filmów i obrazów cyfrowo stworzonych lub zmodyfikowanych za pomocą AI, które mogą wprowadzać użytkowników w błąd co do rzeczywistych wydarzeń.

    Polityka TikToka

    Platforma nie pozwala na deepfakowanie prywatnych postaci i młodzieży, jednak dopuszcza zmienione obrazy osób publicznych w pewnych kontekstach, takich jak cele artystyczne i edukacyjne. TikTok podkreślił, że wszelkie zmanipulowane treści przedstawiające realistyczne sceny muszą być oznaczone w sposób wskazujący, że są one fałszywe lub zmienione.

    Nowe etykiety

    Firma rozpocznie także testowanie etykiety „generowane przez sztuczną inteligencję”, która ostatecznie będzie miała zastosowanie do treści, które zostaną zidentyfikowane jako zredagowane lub stworzone przez AI. TikTok planuje również zmienić nazwy efektów w aplikacji, które używają AI, aby wyraźnie uwzględnić „AI” w ich nazwie i etykiecie.

    Reakcja na rosnące obawy

    Inicjatywa TikToka jest odpowiedzią na rosnące obawy dotyczące wpływu AI na dezinformację. Unia Europejska wywiera presję na platformy internetowe, aby intensyfikowały walkę z fałszywymi informacjami, wprowadzając etykiety do tekstu, zdjęć i innych treści generowanych przez sztuczną inteligencję.

    Wprowadzenie nowego narzędzia przez TikTok to krok w kierunku zwiększenia przejrzystości i ograniczenia dezinformacji na platformie. Oznaczanie treści generowanych przez sztuczną inteligencję może pomóc użytkownikom lepiej zrozumieć, jakie informacje są prawdziwe, a jakie zostały zmanipulowane, co jest kluczowe w dzisiejszym świecie pełnym fake newsów i manipulacji medialnych.

  • Edukacja kontra fake news – drugi dzień VI Międzynarodowej Konferencji PEM

    Edukacja kontra fake news – drugi dzień VI Międzynarodowej Konferencji PEM

    Zakończył się drugi i ostatni dzień Międzynarodowej Konferencji PEM „Fale radiowe są niewidoczne. Co robimy, by były transparentne – normy i regulacje”. Poświęcony był problemom tworzenia i rozpowszechniania fałszywych informacji na temat PEM i roli rzetelnej edukacji w ich zwalczaniu. Konferencję organizują Instytut Łączności i Kancelaria Prezesa Rady Ministrów.

    Drugi dzień konferencji otworzyli prof. dr hab. n. med. Karolina Sieroń ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, wiceprzewodnicząca Rady Programowej wydarzenia oraz dr inż. Jacek Oko, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

    – To jedna z najcenniejszych i najważniejszych merytorycznie w branży konferencji dotyczących PEM. Większy nacisk położony na rzetelne informacje dotyczące PEM przez operatorów może być szczepionką na wszelkie fake newsy związane z PEMpowiedział prezes UKE. 

    Pierwsza część wystąpień prelegentów dotyczyła sposobów skutecznej edukacji w zakresie PEM i 5G. Perspektywę operatorów telekomunikacyjnych przedstawił Piotr Kędzierski z T-mobile, który podczas konferencji wystąpił w imieniu Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

    – Edukacja dotycząca PEM i nowoczesnych technologii powinna zaczynać się jak najwcześniej, już w szkole, być może w ramach istniejących już zajęć. Sami nie wiele jesteśmy w stanie zrobić, poszukujemy partnerów, z którymi możemy prowadzić działania edukacyjne w sposób wiarygodny – najsilniejsze są działania instytucji naukowych, które są neutralnepodkreślił Piotr Kędzierski. 

    Jak z kwestią edukacji mogą radzić sobie krajowi regulatorzy, na przykładzie rozwiązań cypryjskich, mówił Christos Kourtellaris z Departamentu Komunikacji Elektronicznej Wiceministra Nauki, Innowacji i Polityki Cyfrowej Cypru.

    – Nasz departament działa na rzecz edukacji o PEM, staramy się, aby procedura i kompetencje były transparentne, zrozumiałe dla wszystkich i łatwo dostępnezaznaczył. 

    Działania edukacyjne prowadzone przez australijskiego operatora Telstra omówili reprezentanci tej firmy Debbie Wills i Mike Wood.

    – Pokazujemy społeczeństwu zasady działania urządzeń wykorzystujących technologię bezprzewodową – to również element strategii informacyjnej związanej z 5G i PEM mówił Mike Wood. 

    – Zmierzone poziomy PEM na australijskiej plaży wynoszące około 0,015 W/m2 postanowiliśmy porównać do PEM pochodzącego od Słońca, które wynosiło 1000 W/m2dodał. 

    Kinga Graczyk i Łukasz Kiwicz z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów przybliżyli założenia kampanii edukacyjnej Instytutu Łączności i KPRM dotyczącej komunikacji bezprzewodowej i 5G, która rozpoczęła się w 2021 roku i będzie trwała 3 lata.

    – W ramach działań edukacyjnych związanych z PEM będziemy korzystać z narzędzi jak najlepiej dopasowanych do naszych odbiorcówpowiedziała Kinga Graczyk. 

    – Autorytet wykształconych i utytułowanych ekspertów w danej dziedzinie przestaje mieć znaczenie w chwili, kiedy wygłaszają oni swoje stanowisko odmienne niż pasujące do przyjętej tezyzaznaczył Łukasz Kiwicz. 

    – Osoby o stosunkowo niskich kwalifikacjach w swojej dziedzinie mają często tendencje do przeceniania swojej wiedzy. Namiastka tego autorytetu powoduje, że często zjednują sobie odbiorców i szerzą informacje niemające pokrycia w rzeczywistości dodała Kinga Graczyk. 

    Jaką rolę odgrywają media społecznościowe w rozpowszechnianiu dezinformacji? Zaproszeni eksperci dyskutowali o tym w kolejnej części drugiego dnia konferencji.

    Jako pierwszy zabrał głos Tommaso Canetta z fact checkingowej organizacji Pagella Politica, który omówił mechanizm powielania i rozpowszechniania fake newsów i teorii spiskowych w sieciach społecznościowych.

    – Błąd potwierdzenia oznacza, że dużo łatwiej jest znaleźć użytkownikowi Internetu informacje potwierdzające jego fake news niż taką, która go obalizauważył. 

    O psychologicznych aspektach popularności fałszywych treści w Internecie mówiła dr Magdalena Jabłońska z Uniwersytetu SWPS.

    – Celem fake newsów jest celowe wprowadzenie użytkownika w błąd, często są to informacje zmyślone mające za zadanie wywołać określone efekty. Efekt śpiocha polega na tym, że ludzie nie pamiętają o niewiarygodnym źródle informacji, ale pamiętają samą informację, zapominając o nierzetelności źródła, szczególnie jeżeli oddziałuje również na emocje osobymówiła dr Jabłońska. 

    – W nauce musimy zaakceptować obszary niewiedzy. Gdyby wszystko było wiadome nie trzeba by było prowadzić badań naukowych. Jeżeli jesteśmy w stanie i mamy taką możliwość, to pytajmy ekspertówdodała. 

    Julian Dobrowolski z NASK przedstawił narzędzia udostępniane przez sieci społecznościowe wspierające zwalczanie dezinformacji.

    – Jest kilka okoliczności w jakich Facebook pozwala zgłosić informację, jako nieprawdziwą i uznaje ją za fake news. Francja oraz Niemcy posiadają własne regulacje prawne dotyczące usuwania treści fake newsów z Internetu zauważył. 

    W kolejnej części konferencji zaproszeni prelegenci zastanawiali się, jak komunikować wyniki badań medycznych, aby nie zostały wykorzystane do dezinformacji.

    Krótki kurs właściwego czytania wyników badań naukowych w swojej prezentacji przedstawiła prof. dr hab. n. med. Karolina Sieroń ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

    – Aby prawidłowo czytać badania należy być sceptycznym, sprawdzać, czy cytowane badanie rzeczywiście istnieje. Należy pamiętać o hierarchii dowodów naukowych a także sprawdzać renomę czasopisma, w którym badania naukowe zostały opublikowane. Warto także przyjrzeć się konfliktom interesów i źródle finansowania badań oraz zawsze należy zapoznać się z dyskusjami oraz wnioskami dotyczącymi opublikowanych badań. 

    Jak nauka ma rywalizować z „prawdą ulicy”, gdy do dyspozycji jest tylko 280 znaków postu na Twitterze? Problemem zajęła się w swojej prezentacji Maja Romanowska z WHO.

    – Współcześnie mamy do czynienia z infodemią, czyli nadmiarem informacji zarówno tych dobrych jak i, niestety, niewłaściwych. Za szerzenie fake newsów i działanie na szkodę innych powinny być nakładane kary i wyciągane konsekwencje. W 95% za dezinformację w Internecie jest odpowiedzialnych 12 kont w mediach społecznościowychstwierdziła. 

    O warsztacie naukowca i kulisach powstawania prac naukowych opowiadał dr hab. Grzegorz Tatoń z Zakładu Biofizyki Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

    – Rozmowa telefoniczna powoduje mierzalny wzrost temperatury okolicy ucha, ale nie udało się ustalić czy czynnikiem istotnym w tym przypadku jest oddziaływanie PEM. Na świecie istnieje 54 000 czasopism naukowych. Osoba, która nie dysponuje umiejętnością krytycznej oceny prac naukowych może znaleźć tekst, który będzie uzasadniał dowolny pogląd na dowolny temat. Ani naukowcy, ani lekarze nie dysponują metodami pozwalającymi na stwierdzenie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy objawami, a czynnikami takiego rodzaju, jak PEMmówił dr. Tatoń. 

    Thomas Barmüller, dyrektor Mobile & Wireless Forum na Europę, Bliski Wschód i Afrykę, omówił prowadzoną w mediach społecznościowych kampanię #5GFactsNotFear.

    – Nadszedł czas na fakty, nie na lęki i obawy. Dezinformacje to informacje, które mają wywołać konkretną szkodę, nie są zwykłymi fałszywymi informacjami. Zdecydowana większość Europejczyków jest niepewna, jeżeli chodzi o mity na temat 5G. Powinniśmy mówić o faktach i liczbach tak, by mieszkańcy mogli podejmować decyzje oparte na prawdziwych danych i nie uginali się pod presją fake newsówstwierdził Thomas Barmüller. 

    – Z naszego raportu wynika, że brakuje korelacji pomiędzy częstotliwościami występowania chorób nowotworowych a liczbą użytkowników telefonii komórkowej dodał. 

    Ostatnie wystąpienia prelegentów drugiego dnia konferencji dotyczyły fact checkingu – jego roli w zwalczaniu dezinformacji oraz trudnościom i wyzwaniom, przed jakimi stają specjaliści w tej dziedzinie.

    Jak, na tle innych krajów, wygląda współpraca administracji z zespołami fact checkingowymi – to temat prezentacji przedstawionej przez Maję Czarnecką, dziennikarkę AFP.

    – Powiązanie sieci 5G z pandemią COVID19 to jeden z elementów składających się na większą część, którą są teorie spiskowe związane z pandemią oraz szczepionkami w ramach Nowego Porządku Świata tzw. NWO. 

    Małgorzata Fraser z serwisu CyberDefence24 w swoim wystąpienia zastanawiała się czy fact checking może być skutecznym lekarstwem na celową, systemową dezinformację.

    – Dezinformacja zakorzeniła się w świadomości wszystkich obywateli po wyborach prezydenta USA w 2016 roku, gdy okazało się, że wykorzystanie social mediów w określony i zaplanowany sposób miało wpływ na te wydarzenia. Odbiorcy wiadomości nie mają narzędzi, ani wiedzy, w jaki sposób radzić sobie z otaczającymi nas w sieci fake newsami. 

    Czy fact checking kiedyś się kończy? Czy jest moment, kiedy możemy przestać weryfikować i uznać dany temat za ostatecznie wyjaśniony? Z tematem zmierzył się Marcel Kiełtyka ze Stowarzyszenia Demagog.

    – Jednym z często powtarzanych fake newsów, które można było znaleźć w sieci na początku pandemii był ten twierdzący, że zachorowanie na Sars-Cov-2 to efekt choroby popromiennej spowodowanej wprowadzaniem sieci 5G. Informacja ta doprowadziła do podpalenia 159 masztów telefonii komórkowej. Spowodowało to przestój w pracy tych stacji na 170 tys. godzin. Zatem, kiedy możemy przestać weryfikować informacje? Raczej nie możemy tego zrobić, należy zawsze docierać do ich źródeł i cały czas edukować społeczeństwo. 

    Konferencję podsumował Jakub Wiech, moderator drugiego dnia wydarzenia:

    – Podczas konferencji padło wiele cennych spostrzeżeń. Dowiedzieliśmy się, jak wyglądają fake newsy dotyczące różnych kwestii naszego codziennego życia. Warto pamiętać, że trzeba być zawsze krytycznym wobec informacji, które do nas napływają. Z tyłu głowy warto mieć pytanie: a co, jeśli ktoś próbuje mnie oszukać? Tegoroczna edycja konferencji i dyskusje, które tu odbyliśmy może być formą szczepionki, dawki przykładów, które uwrażliwią nas na fake news i pozwolą nam je rozpoznać.

    Z wystąpień prelegentów i dyskusji panelowych podczas drugiego dnia konferencji wynika, że fake newsy, dezinformacja i teorie spiskowe związane z PEM powstają i są rozpowszechniane niezwykle łatwo. Media społecznościowe są znakomitym i niezwykle trudnym do kontrolowania środkiem szybkiego powielania fałszywych informacji. Możemy przeciwstawiać się lawinie dezinformacji: edukując, weryfikując fakty, promując rzetelną wiedzę naukową. Nie mamy tylko pewności, że narzędzia, które mamy do dyspozycji będą skuteczne.

  • Limity PEM: wyznaczanie, kontrola, komunikowanie – pierwszy dzień VI Międzynarodowej Konferencji PEM

    Limity PEM: wyznaczanie, kontrola, komunikowanie – pierwszy dzień VI Międzynarodowej Konferencji PEM

    W jaki sposób ustalane są dopuszczalne poziomy PEM? Czy ich przestrzeganie jest odpowiednio nadzorowane? Jak właściwie komunikować wyniki takiej kontroli? O tym dyskutowali międzynarodowi eksperci podczas pierwszego dnia rozpoczętej wczoraj konferencji „Fale radiowe są niewidoczne. Co robimy, by były transparentne – normy i regulacje”. Organizatorem wydarzenia jest Instytut Łączności we współpracy z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. 

    Gości konferencji powitali Janusz Cieszyński, sekretarz stanu w Kancelaria Premiera, prof. dr hab. inż. Paweł Pławiak, zastępca dyrektora Instytutu Łączności ds. naukowych i prof. dr hab. inż. Sławomir Hausman z Politechniki Łódzkiej, przewodniczący Komitetu Programowego konferencji. 

    – Konferencja jasno pokazuje główne wyzwanie, czyli jak w sposób przystępny, zrozumiały i budzący zaufanie społeczne, mówić o bardzo trudnych zjawiskach. Osoby, które się do nas zwracają, by dowiedzieć się, jak działają fale elektromagnetyczne, wciąż posługują się fake newsami. Szerzy się dezinformacja na temat fal elektromagnetycznychpowiedział Janusz Cieszyński. 

    – Instytut Łączności we współpracy z KPRM od lat stara się robić wszystko, aby wiedza o PEM była oparta o naukę, a nie o szerzące się teorie nie mające poparcia w faktach naukowych dodał Paweł Pławiak. 

    Głos zabrał również Mario Maniewicz, Dyrektor Biura Radiokomunikacji Międzynarodowej Unii Telekomunikacyjnej. Organizacja jest współorganizatorem wydarzenia. 

    Pierwsi dwaj prelegenci reprezentowali Międzynarodowy Instytutu Inżynierów Elektryków i Elektroników IEEE. Prof. Jafar Keshvari mówił o sposobie opracowywania limitów ekspozycji na PEM i częstotliwości ich weryfikacji. 

    – Standardy IEEE opierają się na danych naukowych. Efekty oddziaływania PEM, które zostały udowodnione w recenzowanych artykułach naukowych muszą być spójne i wystąpić w określonych, powtarzalnych okolicznościach. To daje podstawy do wyznaczania poziomu progowego, który może potencjalnie źle wpływać na człowiekapodkreślił prof. Keshvari. 

    Dr Chou Chung-Kwang, przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Bezpieczeństwa Elektromagnetycznego IEEE TC95, zajął się ekspozycją na PEM z urządzeń mobilnych. 

    – W sieci 5G sygnał, a w efekcie energia, jest przekazywana tylko tam, gdzie jest użytkownik. Jeżeli nie ma zapotrzebowania na usługi to sygnał nie jest emitowany, więc narażenie na PEM jest mniejsze. Jeżeli chodzi o dotychczas działające sieci 5G pomiary wykazują, że PEM osiąga wartości wynoszące około 1% dopuszczalnych wartości wyznaczonych przez ICNIRP mówił. 

    W kolejnej prezentacji, prof. dr hab. Marek Zmyślony z Instytutu Medycyny Pracy omówił historię tworzenia w Polsce norm związanych z PEM. 

    – Zasada ostrożności dotyczy nie tylko zdrowia czy PEM. Dotyczy ona wszystkich zjawisk, które wykazują dużą niepewność – nie należy podejmować decyzji, jeżeli istnieje nawet niewielkie prawdopodobieństwo negatywnych konsekwencjizaznaczył prof. Zmyślony. 

    Dr Emilie van Deventer z WHO przybliżyła słuchaczom „EMF Project” – program badań nad wpływem PEM na zdrowie ludzkie prowadzony przez WHO od 1996 roku. 

    – Opinia publiczna poświęca dużo więcej uwagi zagrożeniom od PEM niejonizującego, gdzie brak jest naukowych dowodów o szkodliwości przy ustalonych wartościach dopuszczalnych. Z drugiej strony promieniowanie UV lub rentgenowskie nie wywołuje tak dużych obaw mimo, że to właśnie w tych zakresach może mieć negatywny, ustalony wpływ na organizm ludzki zauważyła dr van Deventer. 

    W drugiej części pierwszego dnia konferencji eksperci zajęli się kwestią weryfikacji przestrzegania ustalonych norm PEM. Instytucje nadzoru nad PEM w Polsce i Europie omówił Jakub Kwiecień z Instytutu Łączności. 

    – W Polsce, wyniki pomiarów PEM realizowanych zarówno przez akredytowane laboratoria na zlecenie prowadzących instalacje, jak i w ramach PMŚ są udostępniane i wizualizowane w bezpłatnym i ogólnodostępnym systemie SI2PEMpowiedział Jakub Kwiecień. 

    Dr Peter Unger, dyrektor ds. PEM i środowiska w Deutsche Telekom mówił o sprawdzaniu poziomów PEM w toku procesu inwestycyjnego i późniejszego użytkowania stacji bazowych w Niemczech. 

    – Koncentrujemy się na sieci 5G. Po pierwsze wdrażamy sieć ogólnokrajową w 2100 MHz – ponad 20 tysięcy instalacji. 89% społeczeństwa jest objęte tą siecią. Druga gałąź to duże miasta, w których wdrażamy 5G w częstotliwości 3,6 GHz. Operatorzy są zobligowani, aby zawiadamiać odpowiednie organy o uruchomieniu oraz zakończeniu pracy obiektówpodkreślił dr Unger. 

    Kiedy w metodyce pomiarowej stosować estymacje, a kiedy pomiary? O włoskiej praktyce w tej kwestii opowiadała Marzia Minozzi reprezentująca stowarzyszenie ASSTEL. 

    – Pomiary PEM we Włoszech wykonywane są przez ARPA, są uśredniane w ujęciu 24-godzinnym z uwagi na bardzo rygorystyczne limity PEM. Przedsiębiorcy telekomunikacyjni we Włoszech wciąż mają nadzieję na harmonizację poziomów PEM z tymi z ICNIRP. Operatorzy odgrywają niewielką rolę w komunikacji zagadnień dotyczących PEM do społeczeństwa. Mógłby zaistnieć tutaj konflikt interesów. We Włoszech zderzają się dwa stanowiska – naukowców, którzy są przeciwni stosowaniu pewnych częstotliwości w telekomunikacji, powołując się na badania sprzed nawet 20 lat i nasze, które podkreśla korzyści płynące z sieci 5G. Kluczową rolę w komunikacji dotyczącej PEM odgrywają władze lokalne.powiedziała Marzia Minozzi. 

    Z kolei o tym, jak w praktyce działają normy PEM we Francji, z punktu widzenia operatorów, mówiła Patricia Martigne z Orange. 

    – Opinia publiczna, mieszkańcy muszą wiedzieć o instalacjach, które będą powstawały w ich sąsiedztwach – jest to realizowane w formie dossier dla danej instalacji, które z kolei kierowane jest do lokalnych władz podkreśliła. 

    W trzeciej części spotkania omawiano problem skutecznego komunikowania wyników kontroli przestrzegania norm PEM. 

    O relacji pomiędzy wiarygodnością systemu nadzoru a poziomem zaufania społecznego do kwestii PEM mówił Nenad Radoslavjevic, specjalista serbskiego regulatora RATEL. 

    W Serbii funkcjonuje portal emf.ratel.rs, gdzie publicznie dostępne są geolokalizowane dane dotyczące monitoringu PEM w kraju. Działalność edukacyjna RATEL pozwala na oswojenie wiedzy związanej z PEM. Prowadzimy warsztaty i różnego rodzaju akcje angażujące jak najszersze grono obywatelizaznaczył Nenad Radosavljević. 

    Jak komunikuje się kwestie PEM w Norwegii? Dotyczyła tego prezentacja Edith Helene Unander, głównej inżynier w Departamencie Technologii Norweskiego Urzędu Komunikacji. 

    – Widzimy, że zmieniają się obawy społeczne względem PEM. Duże wątpliwości obecnie budzą liczniki energii elektrycznej, które mają wbudowaną antenę. Dlatego też, jako urząd, przeprowadziliśmy szereg badań i opublikowaliśmy raport, który rozwiał większość wątpliwości – powiedziała. 

    O doświadczeniach pierwszych miesięcy działania systemu SI2PEM opowiadał jeden z jego twórców, Rafał Pawlak z Instytutu Łączności. 

    – PEM jest przedmiotem ciągłej dezinformacji, mitycznych fake newsów – te fałszywe informacje mogą być zagrożeniem dla bezpieczeństwa teleinformatycznego państwa. Ważne jest, aby każdy obywatel mógł w sposób szybki, łatwy i przyjazny mieć dostęp do jednolitych danych o instalacjach SBTK, w tym danych z pomiarów PEM zaznaczył Pawlak. 

    – W dniu startu SI2PEM stronę http://si2pem.gov.pl odwiedziło ponad 5000 unikalnych użytkowników i skorzystało z naszego systemu. Do końca listopada było to już 61 000 unikalnych użytkowników. Widzimy duże zainteresowanie systemem, jego rozbudowa mogłaby polegać na udostepnieniu informacji z monitoringu stacjonarnego. Sieci monitoringu PEM w tej chwili nie ma – jest to potencjalnie bardzo dobry kierunek rozwoju dla systemu SI2PEMdodał. 

    Podczas ostatniego panelu swoją prezentację wygłosił Martin Fenton, dyrektor ds. polityki dotyczącej widma w Spectrum Group of Ofcom z Wielkiej Brytanii, który opowiedział o pomiarach PEM. 

    – Najwyższy zarejestrowany przez nas wynik z pomiarów PEM w otoczeniu stacji bazowej sieci 5G wynosi 7% wartości dopuszczalnej wyznaczonej przez ICNIRPwyjaśnił. 

    O mitygowaniu obaw społecznych oraz o najnowszym raporcie ITU opowiedział Jarosław Ponder, szef biura Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU) na Europę, który zapewniał, że ITU przekazuje jasne informacje, które pozwalają łagodzić obawy społeczeństwa. 

    – ITU opracował specjalny program szkoleniowy dotyczący zarządzania widmem, w tym moduł dotyczący wpływu PEM na zdrowie człowieka. Jedną z przyczyn obaw przed siecią 5G jest fakt, że ta technologia jest nowa, a częstotliwości wykorzystywane w przyszłość przez tę sieć jeszcze nie były w tej skali stosowane na potrzeby systemów telefonii komórkowejwyjaśnił. 

    O tym, jak wyglądają pomiary PEM na Litwie opowiedziała Irena Taraškevičienė z Narodowego Centrum Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia Republiki Litewskiej. 

    – Na Litwie każde urządzenie pracujące z mocą powyżej 25 W musi mieć sporządzone raport z planowanego oddziaływania PEM oraz projekt techniczny. Należy zaznaczyć, że reakcja opinii publicznej w związku ze zmianą wartości dopuszczalnej PEM na Litwie była negatywna. Wyniki konsultacji społecznych wskazały, że brakuje wiedzy na temat wpływu PEM na zdrowie ludzi. W ramach tych konsultacji doszliśmy do wniosku, że monitoring sieci 5G powinien być regularnie prowadzony, aby uspokoić obawy społecznewyjaśniła. 

    Ostatni tego dnia swoją prezentację przedstawił dr Jack Rowley, dyrektor ds. badań i zrównoważonego rozwoju, GSMA, który zaprezentował przegląd podejścia do pomiarów PEM w różnych krajach na świecie. 

    – W Peru działają lokalni aktywiści, którzy proponują pewne rozwiązania dotyczące stacji bazowych, lobbują we władzach lokalnych celem braku aprobaty na nowe lokalizacje. Występują również incydenty niszczenia infrastruktury telekomunikacyjnej. Rząd Peru dostrzega potrzebę instalowania nowych stacji bazowych telefonii komórkowej. Przyjmowane są nowe rozwiązania ustawodawcze, tak aby władze lokalne nie mogły odmawiać operatorom wydawania zgody na instalacje wytwarzające PEM. Z kolei w Irlandii główne obawy związane są z tym, gdzie może być sytuowana infrastruktura telekomunikacyjna. Rząd jest bardzo pro-cyfrowy, nastawiony na rozwój infrastrukturytłumaczył. 

    Zapis wszystkich wystąpień podczas I dnia VI Międzynarodowej Konferencji PEM można znaleźć na profilu Instytutu Łączności w serwisie YouTube. 

    Dziś drugi dzień konferencji, który startuje 2.12 o godz. 9, otworzy prof. Karolina Sieroń ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Jacek Oko, Prezes UKE. Ten dzień poświęcony będzie edukacji i tego jak przekazywać tak trudne zagadnienia, jakim są tematy związane z PEM w łatwy sposób oraz szeroko pojętej dezinformacji. 

  • Neuronowe modele języka coraz popularniejsze

    Neuronowe modele języka coraz popularniejsze

    W ciągu ostatnich kilu lat znacznie wzrosła popularność neuronowych modeli języka. Obserwujemy również bardzo szybki wzrost ich rozmiaru (liczby parametrów). Wykorzystywane są one powszechnie, jednak niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. To właśnie dzięki nim użytkownicy internetu mają dostęp do usług tłumaczenia tekstu na różne języki, możliwe jest wykrywanie SPAM-u, realizowane są badania nastrojów społecznych w sieci, a także z ich pomocą każdy ma dostęp do automatycznej korekty tekstu czy też może porozmawiać z chatbotem. Jednak większość tych modeli opracowywanych jest dla języka angielskiego, dlatego naukowcy z Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB) stale rozwijają i udostępniają innym polskojęzyczne modele. W tym roku oddali oni do użytku dwa kolejne – Polish RoBERTa v2 oraz GPT-2.

    Prace nad rozwojem neuronowych modeli języka trwają w wielu ośrodkach informatycznych i firmach na całym świecie. Branża IT już od dłuższego czasu dostrzega w nich duży potencjał. Mają one coraz większe zastosowanie w życiu każdego użytkownika internetu. Opracowanie nowych modeli neuronowych wymaga jednak dużych mocy obliczeniowych i specjalistycznej infrastruktury. Niemożliwe jest ich wytrenowanie przez pojedyncze osoby lub małe organizacje. Dodatkowo, niezbędne są duże ilości danych. Tak jak w przypadku innych narzędzi opartych na sztucznej inteligencji (SI) – im większy zbiór danych został wykorzystany do wytrenowania modelu, tym będzie on bardziej precyzyjny.

    Dwa nowe polskie modele

    – W OPI PIB już dawno dostrzegliśmy potencjał, jaki posiadają neuronowe modele języka. Utworzyliśmy nawet Laboratorium Inżynierii Lingwistycznej (LIL), w którym nasi eksperci budują inteligentne narzędzia do odkrywania wiedzy z dużych korpusów danych tekstowych i internetowych. To właśnie oni opracowali i wdrożyli Jednolity System Antyplagiatowy (JSA), z którego korzystają wszyscy promotorzy prac dyplomowych w Polsce. Temat neuronowych modeli języka jest jednak tak innowacyjny i obszerny, że również w innych jednostkach OPI PIB pracujemy nad tym zagadnieniem. Bardzo ciekawe i innowacyjne prace realizuje największe z naszych laboratoriów, tj. Laboratorium Inteligentnych Systemów Informatycznych (LISI), jego zespół opracował m.in. model Polish RoBERTa large, który wytrenowano na największym w Polsce korpusie tekstów. W tym roku kontynuowaliśmy prace i udostępniliśmy dwa nowe modele – Polish RoBERTa base v2 oraz przeznaczony do zadań związanych z generowaniem tekstu model GPT-2 mówi dr inż. Jarosław Protasiewicz, dyrektor Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB).

    Wszystkie z opracowanych w OPI PIB neuronowych modeli dotyczą tekstów w języku polskim. Jest to szczególnie cenne, gdyż większość istniejących na świecie podobnych rozwiań opracowanych jest dla języka angielskiego. Dodatkowo instytut udostępnia je publicznie, dzięki czemu każdy może z nich skorzystać. Bez wątpienia takie działanie przyczynia się do rozwoju polskiej branży informatyczno-badawczej. Dane modele mogą być np. stosowane do badań nad wykrywaniem i klasyfikowaniem hejtu w mediach społecznościowych, czy też fake newsów. Modele w języku polskim są niezbędne do analizy polskiego internetu, nie da się badać danych zjawisk używając narzędzi obcojęzycznych.

    Prawie pół miliona książek w jednym modelu

    Model Polish RoBERTa large wytrenowano na największym w Polsce korpusie tekstów, który obejmuje 130 GB danych. Odpowiada to prawie pół milionowi książek! Oddany w tym roku model Polish RoBERTa base v2 jest mniejszy, jednak nie wymaga on dużej mocy obliczeniowej i wyniki otrzymywane są szybciej. Część bazową korpusu danych modeli stanowią wysokiej jakości teksty (wikipedia, dokumenty polskiego parlamentu, wypowiedzi z mediów społecznościowych, książki, artykuły, dłuższe formy pisane). Z kolei część internetowa korpusu to ekstrakty ze stron internetowych (projekt CommonCrawl), które wcześniej zostały odfiltrowane i odpowiednio wyczyszczone.

    – Modele udostępnione przez OPI PIB oparte są na sieciach transformer. Architektura ta jest stosunkowo nowa – stosowana jest od 2017 roku. Sieci typu transformer nie opierają się na sekwencyjnym przetwarzaniu danych, zamiast tego przetwarzają je w sposób jednoczesny. Modele opracowane w Laboratorium Inteligentnych Systemów Informatycznych OPI PIB doskonale nadają się do badania polskiego internetu. Obecnie dużo jest prowadzonych prac w tym zakresie. Chciałbym również dodać, że od tego roku udostępniamy już trzy modele typy Polish RoBERTa. Po raz pierwszy także oddaliśmy do użytku model BART, do wytrenowania którego udało nam się zgromadzić jeszcze więcej danych pochodzących z CommonCrawl. Łącznie użyto aż ponad 200 gigabajtów danych do wytrenowania tego modelumówi Sławomir Dadas, zastępca kierownika Laboratorium Inteligentnych Systemów Informatycznych w OPI PIB.

    Trenowanie jednego modelu zajmuje ekspertom ok. 3-4 miesiące. Prace są długotrwałe, ale ich efekty bardzo obiecujące. Dodatkowo OPI PIB wszystkie swoje neuronowe modele języka przetestowało z wykorzystaniem Kompleksowej Listy Ewaluacji Językowych (KLEJ benchmark) opracowanej przez Allegro. Umożliwia ona ocenę działania modelu na podstawie dziewięciu zadań, takich jak np. analiza sentymentu lub badanie semantycznego podobieństwa tekstów. Otrzymane wyniki wg. KLEJ uplasowały rozwiązania instytutu w ścisłej czołówce.

    Najnowszym modelem, który OPI PIB udostępnił publicznie, jest GPT-2. Oparty jest on również na architekturze transformer, jednak przeznaczony jest głównie do zadań związanych z generowaniem tekstu.

  • Wiceprezes PGNiG: fake newsy o rynku energetycznym najczęściej dotyczą umowy jamalskiej

    Wiceprezes PGNiG był jednym z gości, którzy opowiadali o fake newsach w swoich branżach, podczas spotkań towarzyszących III edycji organizowanego przez Polską Agencję Prasową konkursu dla internautów #FakeHunter Challenge, którego celem jest demaskowanie nieprawdziwych informacji.

    Perkowski zapytany, czy dużo fake newsów dotyczy rynku gazowego, odpowiedział, że zależy to od momentu.

    „Kiedy nadchodzi jakieś bardzo istotne wydarzenie, które może wpłynąć na szeroko rozumiany rynek energetyczny w naszym kraju, faktycznie wtedy fake newsy częściej się pojawiają”zaznaczył.

    Zdaniem wiceprezesa PGNiG, nieprawdziwe informacje mogą teraz pojawiać się częściej, gdyż spółka zapowiedziała, że będzie jeszcze bardziej – zgodnie z oczekiwaniem rządu – dywersyfikować kierunki dostaw gazu do naszego kraju.

    Jak podkreślił, umowa jamalska na dostawy rosyjskiego gazu kończy się niedługo, w 2023 r., a ten deadline dla niektórych irytujący, a dla innych wyczekiwany, na pewno prowokuje w jakiś sposób do dezinformacji.

    „To jest właśnie główna umowa, której najczęściej fake newsy dotyczą i która na dzień dzisiejszy powoduje, że ta dywersyfikacja nie jest prawdziwą dywersyfikacją, bo wciąż 60 proc. paliwa gazowego, które w naszym kraju dystrybuujemy, jest dostarczane na podstawie tejże umowy, umowy jamalskiej z Gazpromem Export” zaznaczył.

    Perkowski zauważył jednocześnie, że PGNiG podpisał cztery umowy z Amerykanami, które sukcesywnie wchodzą w życie. „Dziś 25 proc. gazu w postaci skroplonej wpływa do Polski poprzez Terminal LNG im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu i ten stosunek na pewno będzie zdecydowanie rósł, bo będą uruchamiane kolejne umowy od partnerów amerykańskich” podkreślał.

    Odniósł się również do fałszywych, w jego ocenie, doniesień, że złoża norweskie są nieopłacalne ekonomiczne. Zdaniem wiceprezesa PGNiG, mówienie, że „wszyscy uciekają z Norwegii”, a jedynie Polska czy PGNiG tam inwestują, jest kolejnym fake newsem.

    „Na Norweskim Szelfie Kontynentalnym funkcjonują wszystkie największe firmy zajmujące się abstreamem (red. poszukiwaniem złóż), które funkcjonują na świecie. Trzydzieści z tych firm startowało do rund koncesyjnych. Niech samo to będzie w pewnym sensie dowodem, faktem, że cały czas ten rynek jest aktywny i atrakcyjny”powiedział Perkowski.

    Jak dodał, mimo iż Norweski Szelf Kontynentalny jest eksploatowany od 50 lat, to rząd norweski szacuje, że zasoby naturalne, które się tam znajdują, zostały wyczerpane w około 50 proc., czyli uproszczając, istnieją tam zasoby na kolejnych 50 lat.

    Zdaniem wiceprezesa PGNiG, innym fake newsem, który pojawił się kilka miesięcy temu w przestrzeni publicznej, jest teza jakoby po uwolnieniu rynku cen gazu, paliwo zdrożeje w Polsce o 100 proc.

    „Równie prawdopodobne, a może bardziej prawdopodobne jest to, że (ceny) będą jeszcze mniejsze” przekonywał.

  • OPI PIB i Akademia Leona Koźmińskiego będą demaskować fake newsy

    OPI PIB i Akademia Leona Koźmińskiego będą demaskować fake newsy

    Akademia Leona Koźmińskiego w Warszawie oraz Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy podpisały umowę, która ma wspierać postęp technologiczny, innowacje oraz rozwój badawczy obu jednostek. Inicjatywa obejmuje m.in. wymianę wiedzy, wspólne publikacje naukowe, staże studenckie i badania doktorantów oraz przede wszystkim opracowanie i realizację innowacyjnych projektów badawczych.

    – Podpisanie umowy między ALK a OPI PIB to szansa na współpracę na rzecz wzmacniania infrastruktury innowacyjności w Polsce. Studenci programu „AI and Management” będą mieli okazję realizować projekty w obszarze Business Intelligence, uczenia maszynowego oraz inżynierii danych w czołowej instytucji badawczej w Polscepowiedziała prof. Aleksandra Przegalińska-Skierkowska, prorektor ALK.

    Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy także odniesie wiele korzyści z nawiązanej współpracy.

    Rozwój nauki wymaga współpracy, która przynosi korzyści wszystkim partnerom. Dzięki podpisaniu umowy z Akademią Leona Koźmińskiego w Warszawie możemy realizować projekty badawcze, które będą miały zastosowanie przede wszystkim w biznesie. Uczelnia ta cieszy się dużą renomą i uznaniem. Jej absolwenci bez problemów odnajdują się na rynku pracy, co pokazują m.in. dane zawarte w Ogólnopolskim Systemie Monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów Szkół Wyższych (ELA), który jest administrowany przez OPI PIB. Połączenie know-how naszych jednostek z pewnością przyczyni się do opracowania innowacyjnych rozwiązań technologicznych, które efektywnie będą wspierać nie tylko polskie firmy mówi dr inż. Jarosław Protasiewicz, dyrektor Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB).

    Wspólna walka z fake newsami

    Jednym z pierwszych projektów badawczych, który wspólnie przygotowały ALK i OPI PIB jest opracowanie inteligentnych narzędzi detekcji fake newsów i weryfikacji źródeł informacji. Wniosek o jego dofinansowanie został już złożony w ramach konkursu INFOSTRATEG, który ogłosiło Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Ten innowacyjny projekt zakłada zbudowanie zbioru uczącego się oraz bazy faktów, obejmującej przede wszystkim dziedziny w największym stopniu dotknięte fake newsami. Są nimi przede wszystkim ochrona zdrowia, polityka oraz finanse i gospodarka. Bazy te pozwolą na przeprowadzenie nie tylko analizy stylometrycznej newsów, ale także umożliwią weryfikację faktograficzną wiadomości i analizę wiarygodności ich źródła. Otrzymane w taki sposób dane posłużą do stworzenia specjalnego algorytmu. Umożliwi on klasyfikację informacji z różnych modeli opartych o uczenie maszynowe. Takie rozwiązanie pozwoli w sposób zautomatyzowany weryfikować fake newsy opublikowane w sieci w języku polskim.

    Innowacja na skalę europejską

    Oczekiwane wyniki projektu badawczego będą innowacją na skalę co najmniej europejską. Umożliwią one wdrożenie pierwszego w Polsce narzędzia, które pozwala w sposób kompleksowy i całkowicie zautomatyzowany wykrywać fake newsy. Rozwiązanie to może przynieść ogromne korzyści społeczno-gospodarcze poprzez zmniejszenie wpływu negatywnych skutków nieprawdziwych informacji na społeczeństwo, procesy inwestycyjne oraz działalność instytucji strzegących bezpieczeństwa w sieci.

  • Co Polacy myślą o technologiach?

    Co Polacy myślą o technologiach?

    Chętniej z cyfrowych rozwiązań korzystają kobiety, a co czwarty Polak deklaruje, że jest zaawansowany technologicznie. To niektóre wnioski z opublikowanego właśnie raportu „Digital ethics – polscy konsumenci wobec wyzwań etycznych związanych z rozwojem technologii”.

    Dane potwierdzają, że najbardziej lubimy rozwiązania, które już znamy. Wśród najczęściej wykorzystywanych przez konsumentów zastosowań technologicznych znalazły się: zakupy online (85%), e-mail jako narzędzie komunikacji (84%), bankowość internetowa, w tym mobilna (79%) oraz komunikatory wykorzystywane w celach prywatnych (78%) i media społecznościowe (77%). Co piąty badany deklaruje, że wie sporo o 5G i sztucznej inteligencji (22%), 35% interesowało się zabezpieczeniami biometrycznymi. 2/3 przyznaje, że jedynie słyszało o autonomicznych pojazdach czy zastosowaniach robotów w przemyśle. Aż 62% nigdy nie spotkało się z pojęciem blockchain.

    Polki chętnie korzystają z technologii, ale są ostrożne

    Polki wyprzedzają męską część społeczeństwa w robieniu zakupów online (88% : 82%), bankowości internetowej (82% : 76%) czy komunikatorów internetowych w celach prywatnych  (83% : 74%). Biją też na głowę Polaków w korzystaniu z mediów społecznościowych (85% : 69%) – wymienia dr Dominika Kaczorowska-Spychalska. Dużo bardziej są też zainteresowane poradami medycznymi online i szeroko rozumianymi usługami w zakresie telemedycyny, na które wskazała co czwarta respondentka w tej grupie.

    Mężczyźni wykazują większe zainteresowanie zakupem ubezpieczeń online, rozwiązaniami w zakresie smart home, stwarzającymi możliwość sterowania poszczególnymi systemami i sprzętami za pośrednictwem urządzeń mobilnych oraz dronami. Panowie są za to dużo bardziej przekonani, że znają się na nowych technologiach. W takich zagadnieniach jak 5G, robotyzacja, pojazdy autonomiczne czy sztuczna inteligencja niemal dwa razy częściej, w porównaniu do kobiet, uważają się za znawców tematu.

    Kobiety są z kolei grupą, która dużo bardziej obawia się nowych technologii – mówi dr Agata Rudnicka. Jest to też grupa bardziej wrażliwa na kwestie związane z zarządzaniem danymi. Na przykład więcej Polek niż Polaków odczuwa obawy związane z wpływem fake newsów na naszą rzeczywistość.

    Polki-w-internecie-blog

    Co czwarty Polak „zaawansowany technologicznie”

    Jeden na czterech badanych deklaruje, że interesuje się nowinkami ze świata technologii, chętnie je testuje i korzysta z cyfrowych rozwiązań. Ta grupa najczęściej korzystała z mediów społecznościowych (83%), i rozwiązań chmurowych (67%). Częściej niż pozostałe sięgała też po komunikatory internetowe w celach zawodowych (64%), rozwiązania biometryczne (57%), inteligentne urządzenia monitorujące stan zdrowia (smartwatche, opaski fitness itp.) (51%), ubezpieczenia online (47%) i rozmawiała z chatbotami (43%). Ta grupa nieco częściej niż pozostali uczestnicy badania ufa naukowcom i odkryciom naukowym, na co zwraca uwagę dr hab. Janusz Reichel, prof. UŁ. Co ciekawe, różnica nie jest jednak zbyt duża.

    Etyczne dylematy technologii

    Zrealizowane badanie szeroko przygląda się zagadnieniom etyki w kontekście cyfrowych technologii. Wskazuje, że użytkownicy technologii obawiają się przede wszystkim o bezpieczeństwo swoich danych i zasobów, które udostępniają za jej pomocą oraz o to, czy przekazywane dane będą wykorzystywane właściwie i zgodnie z ich zamierzeniami. Jednocześnie, spora grupa badanych przyznaje, że chciałaby mieć pewność, że projektowane i uruchamiane rozwiązania cyfrowe nie będą ich dyskryminowały. Dostrzegalna jest potrzeba większej przejrzystości i otwartości ze strony cyfrowych graczy. Wątpliwości etyczne budzą przede wszystkimi manipulowanie informacjami (69% badanych), gromadzenie, agregowanie i handel danymi o zachowaniach online (63%) oraz ograniczenie prywatności związane z rozwojem systemów monitoringu (58%).

    Konkretne obawy etyczne dotyczące korzystania z nowoczesnych technologii najmocniej zgłasza grupa „zaawansowanych technologicznie”. Ponad 80% z nich uważa za niewłaściwe manipulowanie informacjami w Internecie, handel danymi czy monitorowanie ich aktywności w sieci, np. w celu spersonalizowania reklam. Ponad 70% boi się bycia manipulowanymi.

    Więcej informacji o kondycji wiedzy i stosunku Polaków i Polek do nowych technologii można znaleźć w raporcie „Digital ethics – polscy konsumenci wobec wyzwań etycznych związanych z rozwojem technologii”. Jest on efektem współpracy Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego i Orange Polska i obejmuje wyniki badań w czterech obszarach: wzorce moralne, znajomość i zakres korzystania z technologii, obawy oraz wątpliwości etyczne związane z technologią a także odpowiedzialność i bezpieczeństwo w świecie technologii.

    Raport stał się już inspiracją do szerszej debaty o tym jak konsumenci korzystają z technologii w kontekście standardów etycznych i czy poziom zaawansowania technologicznego jest w tym przypadku kluczowy. Efektem było m.in. webinarium „Digital ethics – konsument a technologie”, w ramach GovTech Festiwal.

    technologia-blog

  • W Chinach ruszyła budowa wykorzystująca sieć 5G. Dr Maciej Kawecki: Europa jest następna

    W Chinach ruszyła budowa wykorzystująca sieć 5G. Dr Maciej Kawecki: Europa jest następna

    Operatorzy komórkowi na całym świecie przygotowują się do nowej ery usług sieciowych 5G. Przejście na sieć nowej generacji ma zagwarantować wyższe prędkości transmisji i większą przepustowość, a dane będą przesyłane nawet 20 razy szybciej niż w sieci 4G. – O ile dla nas jest to ewolucja, o tyle dla biznesu, dla przedsiębiorców jest to rewolucja, bo przenosi nas na zupełnie inny poziom wtajemniczenia – przekonuje dr Maciej Kawecki, dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

    – Tak naprawdę 5G już nas otacza, większość operatorów telekomunikacyjnych świadczy swoje usługi z wykorzystaniem technologii 5G, a więc tzw. internetu szerokopasmowego piątej generacji, który zastępuje 4G, z którego dzisiaj wszyscy korzystamy. Fala podąża ze Wschodu, czyli z Chin. Chińczycy coraz częściej korzystają z tej technologii, wdrażają ją z wielkimi sukcesami, a Europa jest następna – ocenia dr Maciej Kawecki.

    Obecnie możliwości, jakie daje sieć 5G, sprawdzają Chińczycy. Do końca lipca liczba jej użytkowników w Chinach przekroczyła już 88 mln, co stanowi ponad 80 proc. użytkowników na całym świecie, a do końca tego roku liczba stacji bazowych 5G sięgnie tam prawie miliona. W maju w Pekinie ruszyła pierwsza budowa wykorzystująca tę technologię. Blisko 40 wykonawców budujących zaawansowaną technologicznie dzielnicę biznesową zmodernizowało swoje systemy, aby korzystać z sieci przesyłającej dane z szybkością 10 Gb na sekundę. Inżynierowie dzięki inteligentnym okularom widzą to samo, co robotnicy, a specjalne opaski na bieżąco monitorują stan zdrowia pracowników.

    Jednak już na całym świecie operatorzy komórkowi przygotowują się do nowej ery usług sieciowych 5G. To oznacza wyższe prędkości transmisji i większą przepustowość, które umożliwią przesyłanie i pobieranie treści nawet 20 razy szybciej niż w przypadku obecnej technologii 4G, a opóźnienie może spaść z 50 ms do 1 ms. W ten sposób niemal wszystkie urządzenia z dostępem do internetu będą się ze sobą komunikować. Przyspieszy internet rzeczy, co będzie mieć znaczenie dla rozwoju np. autonomicznych samochodów, odegra równie ważną rolę w dostarczaniu spersonalizowanych usług zdrowotnych.

    – Będzie sprawniej i dużo szybciej. Dla przedsiębiorców to rozwój internetu rzeczy, a więc połączenie wszystkich urządzeń ze sobą. O ile dla nas jest to ewolucja, o tyle dla biznesu, dla przedsiębiorców to rewolucja, bo przenosi nas na zupełnie inny poziom wtajemniczenia. Dzisiaj możemy korzystać z technologii 4.0, w której żyjemy, w ograniczonym zakresie, natomiast 5G otwiera nas na szybszy transfer danych przekonuje dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

    Choć sieć 5G oznacza większe możliwości, to narosło wokół niej sporo mitów. Publikowane są też fake newsy, że np. w Holandii po uruchomieniu sieci 5G doszło do masowej śmierci ptaków. Choć informacja okazała się nieprawdziwa, była podawana jako przykład śmiercionośnego działania fal elektromagnetycznych.

    – Okres pandemii spowodował, że skupiliśmy się na czym innym, a technologia 5G mogła się spokojnie rozwijać. Dzięki pandemii doceniamy też dobra cyfrowe. To, co jest szybsze, skuteczniejsze, lepsze jakościowo, jest dla nas ważniejsze, bo łączymy się z całym światem online. To też stymuluje rozwój technologii 5G – podkreśla dr Maciej Kawecki.

    W 2011 roku działająca pod auspicjami WHO Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) sklasyfikowała pola elektromagnetyczne o częstotliwościach radiowych jako przypuszczalnie rakotwórcze dla ludzi (grupa 2B). Jest to jednak grupa z czynnikami o najniższym stopniu zagrożenia dla człowieka. Grupa 1 jest jednoznacznie rakotwórcza, grupa 2A  składa się z czynników prawdopodobnie rakotwórczych dla ludzi, a grupa 3 jest całkowicie bezpieczna dla człowieka.

    – Sieć 5G została sklasyfikowana jako potencjalnie mająca wpływ na rozwój chorób nowotworowych. Ale okazuje się, że sąsiadami w tym obszarze dla technologii 5G jest czerwone mięso czy mrożonki. To są czynniki, które w żadnym zakresie nie mają wpływu na rozwój chorób nowotworowych, więc ta nazwa klasyfikacji jest trochę mylna. I takich przykładów możemy znaleźć dużo więcej mówi dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

  • Cyberprzestępcy wykorzystują nieuwagę urlopowiczów. Jak się przed tym chronić?

    Cyberprzestępcy wykorzystują nieuwagę urlopowiczów. Jak się przed tym chronić?

    Polacy podczas wakacji muszą chronić się nie tylko przed zakażeniem koronawirusem, ale także zadbać o inne środki bezpieczeństwa, by nie stać się ofiarą oszustów i nie stracić oszczędności. W ostatnich dniach coraz popularniejsze wśród przestępców staje się „oszustwo na bon turystyczny”, w którym próbują wyłudzić pieniądze, dzwoniąc do potencjalnych beneficjentów tego programu. Polacy czujni muszą jednak być już na etapie planowania wyjazdów. Latem bowiem wyjątkowo aktywni stają się także cyberprzestępcy.

    W tym roku na okres urlopowy nakłada się pandemia koronawirusa, która kieruje naszą uwagę głównie na zdrowie, a niekoniecznie bezpieczeństwo finansowe. Tymczasem polska Policja alarmuje, że coraz powszechniejsze staje się wyłudzanie pieniędzy metodą na „bon turystyczny”, który jeszcze nawet nie jest wypłacany. Przestępcy dzwonią do potencjalnych ofiar, podszywając się za pracowników Ministerstwa Rozwoju, i próbują nakłonić do skorzystania ze specjalnej oferty na voucher urlopowy, jednak warunkiem jest wpłata na podane konto pieniędzy za cztery dodatkowe dni pobytu.

    Łatwowierność i brak czujności próbują wykorzystywać także cyberprzestępcy.

     Cyberprzestępcy chętnie klonują wygląd popularnych serwisów, m.in. umożliwiających rezerwowanie wczasów, i umieszczają taką stronę pod adresem, który łudząco przypomina adres oryginalnej witryny. Przykład: rnojewakacje.pl (połączone r i n zamiast m – przyp. red.) zamiast mojewakacje.pl albo znanebiuropodrozy-superwakacje.pl zamiast znanebiuropodrozy.pl. Wszystkie oferty oszustów są niezwykle atrakcyjne, dzięki czemu łatwo przyciągają naszą uwagę – wskazuje Daniel Świątek, specjalista ds. ryzyk cybernetycznych w Biurze Hestia Corporate Solutions w ERGO Hestii.

    Coraz częściej cyberprzestępcy próbują podszywać się także pod banki. Santander Bank Polska zwrócił niedawno uwagę, że jego klienci zgłaszają próby wyłudzenia pieniędzy. Oszuści proszą o zalogowanie się na stronie internetowej, wpłatę części kosztów wyjazdu i pobranie z niej vouchera. Proszą często także o podanie loginu i hasła do bankowości internetowej lub danych karty.

    Lato to okres wzmożonej aktywności zarówno cyberprzestępców, jak i tradycyjnych złodziei, którzy chcą wyłudzić nasze dane lub pieniądze. Czujność należy więc zachować już w trakcie meldowania się w hotelu.

    – Podczas meldowania się w hotelu lub wypożyczania sprzętu może też zaistnieć konieczność okazania dowodu osobistego. To nie powinno budzić zastrzeżeń. Niebezpieczne jest jednak jego pozostawienie (jako np. gwarancja w wypożyczalni) lub zeskanowanie. Nie należy się na to zgadzać, ponieważ posiadacz kopii dokumentu tożsamości może np. zaciągnąć pożyczkę w instytucjach parabankowych – tłumaczy Daniel Świątek.

    Taki skan dowodu może zostać dołączony do naszej rezerwacji i być przechowywany nawet po naszym wyjeździe. W momencie, gdy cyberprzestępca włamie się w późniejszym czasie (a odnotowano takie przypadki) do systemów informatycznych w hotelu, oprócz naszych danych osobowych dołączonych do rezerwacji uzyska dostęp do skanu dowodu. To dawałoby mu większe możliwości zaciągania zobowiązań niż tylko same dane.

    Jak podkreśla ekspert, na skanowanie dokumentów tożsamości można się zgodzić jedynie pod warunkiem naniesienia własnoręcznego znaku wodnego na wykonany skan. To pozwoli zidentyfikować źródło wycieku w momencie, gdy baza rezerwacji zostanie udostępniona w internecie.

    – Jeżeli po przyjeździe do hotelu okazuje się, że skan dowodu osobistego jest wymagany do zameldowania, należy zadbać o napisanie na jego kserokopii następującej informacji: „skan dowodu na potrzeby zameldowania w hotelu X”. Adnotacja powinna być umieszczona na całej długości i po obu stronach kopii dowodu – tłumaczy specjalista ERGO Hestii.

    O bezpieczeństwo trzeba też zadbać w podróży. W samolocie, pociągu czy autobusie nie należy przeglądać salda rachunku bankowego ani innych wrażliwych danych, które mogą być widoczne dla osoby siedzącej obok lub z tyłu. Dobrym pomysłem jest też zminimalizowanie liczby informacji widocznych na karcie płatniczej. Wyciągając ją z portfela w sklepie czy przy kasie, często nieświadomie pokazujemy zawarte na niej dane (imię i nazwisko, numer karty, datę ważności i kod CVV) osobom postronnym. Aby tego uniknąć, można np. zakleić takie informacje nieprzeźroczystą taśmą. Jeżeli nie będzie w żadnym miejscu odstawać ani nie będzie zadarta, kartę wciąż bez problemu można włożyć do terminala lub bankomatu.

    Eksperci ERGO Hestii podkreślają, że wypłata gotówki z bankomatów też nie jest w pełni bezpieczna. Przestępcy stosują bowiem skimmery, czyli urządzenia do kopiowania danych z kart płatniczych.

    – Tego rodzaju urządzenia są czasami trudne do wykrycia, dlatego bezpieczniejszą alternatywą będzie wypłacanie gotówki z zastosowaniem kodu BLIK albo bezpośrednio u kasjera w placówce banku. Dobrym pomysłem jest również ustawienie na karcie limitów płatności bezgotówkowych, wypłat pieniędzy z bankomatu oraz transakcji internetowych. W razie potrzeby zawsze możemy na chwilę przed większą transakcją tymczasowo zwiększyć limit pozwalający na wykonanie kolejnej operacji – wyjaśnia Daniel Świątek.

    Również BLIK jest wykorzystywany przez oszustów, którzy próbują w ten sposób wyłudzić pieniądze od znajomych ofiary. Cyberprzestępcy uzyskują najpierw dostęp do konta w mediach społecznościowych danej osoby (np. podczas kampanii phishingowej, clickbaitów czy clickjackingu połączonego z fake newsami), a następnie rozsyłają do jej znajomych profilowane wiadomości z prośbą o przelew. Kiedy dotrze do nas taka wiadomość, lepiej nie przesyłać pieniędzy bez weryfikacji tej prośby u znajomego.

    Media społecznościowe służą też oszustom do śledzenia ofiary w realnym świecie. Dlatego z dużym ryzykiem wiąże się zamieszczanie relacji z urlopu na Facebooku czy Instagramie.

    – Instagram, Facebook oraz inne media społecznościowe sprawiły, że coraz chętniej dzielimy się naszym życiem prywatnym z innymi. Powszechne stało się meldowanie w miejscach, które odwiedzamy, lub wstawianie zdjęć pokazujących, gdzie i jak dobrze się bawimy. W pewnych okolicznościach może to przynieść efekty uboczne. Gdy się publicznie informuje innych o swoich planach urlopowych lub na bieżąco zamieszcza zdjęcia z miejsc, w których aktualnie się przebywa, jednocześnie daje się znać przestępcom, że mieszkanie jest puste – wskazuje ekspert ERGO Hestii.

    Podkreśla, że pieniądze z każdej transakcji, która nosi znamiona oszustwa, można jednak odzyskać.

    – Jeżeli nasze konto zostało wielokrotnie obciążone za daną transakcję lub nie jesteśmy usatysfakcjonowani z tego, co otrzymaliśmy, np. widok z okna w hotelowym pokoju na śmietniki zamiast na zagwarantowane w trakcie rezerwacji morze, możemy odzyskać nasze środki, jeśli płaciliśmy kartą płatniczą i ostatecznie nie doszliśmy do porozumienia ze sprzedawcą. Ważne, aby odpowiednio udokumentować daną sprawę, zachowując paragon czy potwierdzenie rezerwacji w hotelu. W każdym z tych przypadków możemy złożyć w banku reklamację danej transakcji, powołując się na procedurę obciążenia zwrotnego – chargeback. Warto wcześniej zapoznać się z jej szczegółami, aby wiedzieć, co dokładnie możemy reklamować i jakie warunki musimy spełnić, by została ona pozytywnie rozpatrzona. Z tego też powodu rekomendujemy płatności kartą podczas wakacjiwskazuje Daniel Świątek.

  • Chatbot może przynieść miliony dolarów oszczędności. Ale trzeba uważać, żeby nie zamienił się w rasistę

    Chatbot może przynieść miliony dolarów oszczędności. Ale trzeba uważać, żeby nie zamienił się w rasistę

    Na technologicznej mapie świata chatboty nie pojawiły się w tym roku – o uwagę odbiorców walczą od dobrych kilku lat. Miały już swoje wzloty i upadki, ale firmy z branży IT nie zdecydowały się na porzucenie tego tematu. Wręcz przeciwnie – inwestują w rozwój tych narzędzi coraz więcej środków. W nadziei na olbrzymie zyski. Pandemia koronawirusa pokazała, że ich starania i oczekiwania są słuszne.

    Gdy władze kolejnych krajów informowały o lockdownach związanych z pandemią, zamykały granice i donosiły o ofiarach koronawirusa, obywatele poszukiwali informacji dotyczących choroby. Obsłużenie ich działającymi do tej pory infoliniami było niemożliwe, a Internet jest pod tym względem narzędziem niedoskonałym – coraz większym problemem staje się przekopanie dużej ilości danych i wychwycenie w nich tych najbardziej wiarygodnych. W sukurs przestraszonym społeczeństwom przyszły właśnie chatboty.

    W drugiej połowie marca bota informacyjnego uruchomiła Światowa Organizacja Zdrowia. Wykorzystała do tego WhatsApp, popularną platformę należącą do Facebooka, potem powtórzono to z Messengerem. Dostęp do ważnych treści uzyskały nie tysiące czy miliony, ale miliardy ludzi.

    – To nie było skomplikowane narzędzie, ale bardzo prosty bot przekazujący informacje i poradytłumaczy Anna Schneider, UX Specialist – prowadząca szkolenia z tworzenia chatbotów w firmie Symetria UX. Prosty nie oznacza jednak kiepski. Bot spełniał swoje zadanie, za darmo przekazywał sprawdzone dane i robił to przez całą dobę, w różnych językach. Ludzie nie musieli wysłuchiwać na infolinii automatu powtarzającego, że trzeba czekać w kolejce jeszcze pięć czy osiem godzin. Spadło też ryzyko przyswojenia przez nich fake newsów, od których w tym czasie zaroiło się w sieci.

    Z danych opublikowanych przez Organizację w połowie kwietnia wynikało, że z ich bota skorzystało ponad 12 mln osób.

    Chatbotów w trudnym czasie pandemii nie użyła wyłącznie WHO. Podobnie uczyniło np. Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób (CDC) w Stanach Zjednoczonych, a w Polsce Kancelaria Premiera czy NFZ. Wsparcia na tym polu udzieliły zarówno korporacje technologiczne, m.in. Microsoft, jak i startupy. Ciekawym przykładem z tej drugiej grupy jest pochodzący z Indii Avaamo, znany z tworzenia interfejsów konwersacyjnych. Jakiś czas temu udostępnił on wspartego sztuczną inteligencją bota, który odpowiada na pytania dotyczące pandemii. Narzędzie o nazwie „Project COVID” działa niczym popularne wyszukiwarki internetowe, ale stara się wybierać informacje jedynie ze sprawdzonych, cenionych źródeł. Firmy, urzędy czy instytucje zajmujące się ochroną zdrowia mogą za darmo umieszczać bota na swoich stronach internetowych. Ma je to odciążyć w trudnych czasach.

    Wirtualni pomocnicy przydają się w czasie pandemii, ale czy zostaną z nami, gdy skończy się obecny kryzys? Jeszcze na początku roku, kiedy o koronawirusie niewiele mówiono w zachodnim świecie, BBC opisało historię młodej kobiety, u której zdiagnozowano nowotwór. Chociaż została wyleczona, popadła w apatię, kryzys psychiczny sprawił, że nie była w stanie podnieść się z łóżka. Trafiła wówczas na chatbota o nazwie Vivibot działającego w sferze zdrowia psychicznego. Bot wyznaczał swojej rozmówczyni kolejne zadania, coraz trudniejsze i bardziej angażujące. Aż w końcu, jak zapewnia użytkowniczka, pomógł jej stanąć na nogi.

    Według WHO kłopoty ze zdrowiem psychicznym będą drugą najczęściej spotykaną (po chorobach układu krążenia) dolegliwością ludzkości. Wydaje się bardzo prawdopodobne, że pandemia i wywołany przez nią kryzys gospodarczy nasilą to zjawisko. Szybko może się okazać, że brakuje specjalistów zdolnych do niesienia pomocy tak dużej liczbie pacjentów. Ratunkiem mogą być wówczas chatboty. I chociaż nie zastąpią one – na razie – psychiatrów i psychologów, to pokładane są w nich spore nadzieje. Zwłaszcza, że w rozmowie z chatbotami wielu ludzi otwiera się i nie boi się zadawania „głupich” pytań. Z badania przeprowadzonego przez Symetrię UX, agencję specjalizującą się w projektowaniu doświadczeń użytkownika, wynika, że ponad 40 proc. respondentów uznało chatboty za doskonałe narzędziem dla osób wstydliwych.

    – Chatbot, w przeciwieństwie do człowieka, nie ocenia. Potrafi być bardzo cierpliwym rozmówcą i wiele osób zauważyło to podczas pandemii, gdy musieli zostać w domach, nierzadko samotnie. Media donosiły np. o mężczyźnie, który zakochał się w bocie o imieniu Charlie i chociaż niektórym może się to wydawać śmieszne czy dziwne, to nie jest on odosobnionym przypadkiem. Z chatbota Replika korzystają setki tysięcy osób, dla których jest on przyjacielem, a nawet partnerem. Scenariusze filmowe stają się naszą rzeczywistością podsumowuje Schneider.

    Bot, zwłaszcza ten stworzony w oparciu o sztuczną inteligencję, może być terapeutą, kolegą czy nawet obiektem westchnień, ale nie można zapominać, że to również narzędzie biznesowe. Z danych udostępnionych przez Business Insider wynika, że rynek chatbotów w roku 2019 był wart 2,6 mld dolarów, a w połowie dekady może to być już 9,4 mld dolarów. Warto przy tym zaznaczyć, że te prognozy pochodzą z czasów przed pandemią.

    MIT Technology Review opisało przypadek infolinii, która z uwagi na obostrzenia związane z epidemią, musiała zredukować liczbę pracowników. Tymczasem liczba dzwoniących rosła. Mogło to doprowadzić do paraliżu, ale rozwiązaniem okazał się chatbot dostarczony przez korporację IBM. Z takimi problemami zderzyły się banki, które zaleciły klientom kontakt online, sklepy internetowe przeżywające prawdziwe oblężenie w czasie lockdownu czy towarzystwa ubezpieczeniowe, których klienci byli zainteresowani polisami związanymi z koronawirusem. Bez nowoczesnych rozwiązań, w tym chatbotów, bardzo trudno byłoby im zachować ciągłość biznesu.

    Nawet jeśli ktoś przed pandemią nie miał kontaktu z botem lub kiepsko wspomina te doświadczenia, mogło się to zmienić. I okazało się, że wirtualny rozmówca jest w stanie pomóc szybko i o każdej porze dnia czy nocy. Z badania przeprowadzonego przez Symetria UX wynika, że 45 proc. respondentów wybiera rozmowę z chatbotem, ponieważ zależy im na natychmiastowym uzyskaniu odpowiedzi. Z drugiej strony układanki będą natomiast firmy, które poznały finansowy aspekt tych zmian.

    – Właśnie na tych dwóch filarach – pieniądzach i czasie – będzie się opierać rozwój tego rynkustwierdza Piotr Chwiedziewicz, Marketing Manager z Symetria UX.

    Z punktu widzenia firm liczy się to, że chatboty są nie tylko coraz lepsze, ale też coraz bardziej przystępne cenowo. Potrafią przy tym zapewnić realne oszczędności. Firma Virgin Mobile jeszcze w 2017 roku informowała, że źle zorganizowany mechanizm rekrutacyjny kosztuje ją rocznie ponad 5 mln dolarów. Nie powinno zatem dziwić, że chatboty zaczęły być masowo wdrażane do procesu poszukiwania nowych pracowników. W Polsce z wirtualnego rekrutera, Emplobota, korzystają już np. Santander Consumer Bank czy BNP Paribas. Z artykułu opublikowanego przez serwis Entepreneur wynika, że osoby poszukujące pracy pozytywnie odbierają nowe narzędzia, a to z kolei przekłada się na ich dobre zdanie o potencjalnym pracodawcy.

    Rosnące zapotrzebowanie na chatboty sprawia, że tworzące je startupy mogą liczyć na pokaźne wsparcie inwestorów. Oprócz wspomnianego już Avaamo można wskazać na grupę firm, które pozyskały kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt milionów dolarów na rozwój. Do tej grupy należą Pypestream, Kasisto, Omilia, Wysdom czy Cinnamon. Przedsiębiorstwo Directly, które szkoli boty z pomocą specjalistów w danej branży, niedawno pozyskało od inwestorów 11 mln dolarów. Jeszcze większe środki na rozwój tych technologii przeznaczają giganci: Microsoft, Google czy Facebook. I lubią chwalić się efektami inwestycji.

    Na początku roku Google zaprezentowało chatbota Meena i natychmiast ogłosiło, że w swojej kategorii jest to najlepsze rozwiązanie na świecie. Zaledwie kilka miesięcy później Facebook pochwalił się konkurencyjnym rozwiązaniem o nazwie Blender. Do jego szkolenia wykorzystał 1,5 mld postów z platformy Reddit. Efekt? Według potentata rynku mediów społecznościowych, blisko połowa rozmówców bota stwierdziła, że woli rozmawiać z maszyną niż z drugim człowiekiem. Nie wszystko poszło jednak po myśli Facebooka. Szkolony na materiale z Reddita bot nie stronił od używania obraźliwych zwrotów i mijania się z prawdą podczas rozmowy.

    – Może to zabrzmi banalnie, ale pieniądze to nie wszystko, także w tym biznesie. Aby stworzyć naprawdę dobrego bota potrzebne są czas, doświadczenie, umiejętności, odpowiednio dobrane dane. I przede wszystkim specjaliści, którzy nie zachłysną się sukcesem. Historia z Blenderem przypomina zdarzenie sprzed kilku lat, gdy swojego bota zaprezentował Microsoft. Narzędzie o imieniu Tay trafiło na Twittera i w ciągu kilku godzin z sympatycznego rozmówcy zmieniło się w agresywnego rasistę i mizogina. Microsoft stracił nad tym kontrolę i musiał go w pośpiechu wyłączyć. Przy czymś takim pestką wydaje się to, że chatboty czasem nie rozumieją, co się do nich mówi lub pisze, bo na to narzeka spora część respondentów w naszych badanych. Spokojnie, ich komunikatywność będzie rosła z każdym rokiemdeklaruje Chwiedziewicz.

  • Raport Ericsson: Covid-19 a zachowania konsumentów w teleinformatyce

    Raport Ericsson: Covid-19 a zachowania konsumentów w teleinformatyce

    Jak przetrwać kryzys?

    Rozwiązania teleinformatyczne (ICT) z pewnością pomogły konsumentom poradzić sobie z niepewnością, której doświadczyli w trakcie kryzysu COVID-19. Pozwoliły im na wykonywanie wielu zadań i spędzanie większej ilości czasu online. Oznacza to, że zarówno szerokopasmowe sieci naziemne, jak i sieci komórkowe mierzą się z niespotykanym dotąd zapotrzebowaniem na dane. Jak sobie z nim radzą?

    Zapewnienie konsumentom dostępu do internetu

    Ericsson w okresie od 8 do 24 kwietnia 2020 roku przeprowadził badanie wśród użytkowników smartfonów z 11 krajów, będących statystycznymi reprezentantami populacji 700 milionów ludzi. Celem było zebranie informacji o postawach konsumenckich dotyczących ICT i internetu w obliczu kryzysu COVID-19.

    Epidemia koronawirusa wywarła ogromny wpływ na codzienne życie konsumentów, zmuszając ich do nowego spojrzenia na przyszłość oraz powodując niepewność finansową. Dostępność technologii ICT pomogła konsumentom poradzić sobie z kryzysem i ułatwiła pracę oraz naukę zdalną. Pozwoliła także pozostać w bliskim kontakcie z rodziną i przyjaciółmi..

    Wykorzystanie aplikacji

    Coraz więcej czynności wykonujemy online, spędzając coraz więcej czasu podłączeni sieci, internet stał się fundamentalnym elementem naszego codziennego życia.
    Odgrywa on równie krytyczną rolę, co dostęp do żywności i prądu.

    Podczas pandemii COVID-19 najszybciej rosła popularność aplikacji związanych z samym kryzysem, pracą zdalną, edukacją / e-learningiem oraz dobrym samopoczuciem. Tymczasem aplikacje lokalizacyjne, parkingowe, pogodowe i związane z podróżami znacząco straciły na popularności. Trendy te są odzwierciedleniem faktu, że konsumenci przystosowują się do nowej normalności. Raczej nie można spodziewać się odwrócenia owych tendencji po zakończeniu pandemii. Według raportu 60% amerykańskich pracowników przewiduje, że po kryzysie przejdzie na wideokonferencje. Taki sam odsetek uważa również, że internetowe konsultacje lekarskie staną się bardziej popularne niż stacjonarne wizyty u lekarza.

    Wzrost wykorzystania szerokopasmowego internetu mobilnego

    Pozostając w domu, wykonujemy wiele czynności na raz, przełączając się pomiędzy poszczególnymi urządzeniami i sieciami, by móc pracować i utrzymywać więzi społeczne. Tym samym znacząco zwiększamy ilość danych przesyłanych przez smartfony.

    W skali globalnej konsumenci deklarują średni 25% wzrost w ilości danych używanych przez smartfony. Tymczasem wielu konsumentów z Indii uważa, że ilość danych, jakie przesyłają przez sieci komórkowe wzrosła co najmniej o 50%, znacznie przewyższając średnią światową.

    Jak sieci poradziły sobie z tym wyzwaniem, które przyniósł kryzys COVID-19?

    Średni czas połączenia ze stacjonarną siecią szerokopasmową wzrósł o 2,2 godz. dziennie, zaś w przypadku sieci 4G wzrost wyniósł średnio 1 godzinę dziennie. Na rynkach takich jak Indie, gdzie 40% konsumentów łączyło się z internetem głównie poprzez 4G, ów wzrost wykorzystania sieci komórkowych był dwukrotnie wyższy.

    Zmiany dotyczyły nie tylko ilości czasu spędzanego online oraz rodzaju wykorzystywanych usług, lecz również pór doby. Jedna czwarta amerykańskich nastolatków w wieku od 15 do 19 lat zaczyna oglądanie filmów na smartfonach rano, 22% koło południa, 21% późnym popołudniem, zaś 15% wieczorem. Nie korzystali oni z internetu podczas pandemii tylko wtedy, kiedy spali.

    Rola 5G w trakcie kryzysu

    74% respondentów uważa, że sieci komórkowe działały równie dobrze lub lepiej niż przed kryzysem. Można więc pokusić się o twierdzenie, że pomimo wszelkich przeciwności udało im się spełnić oczekiwania konsumentów. Dodatkowa przepustowość oferowana przez sieci 5G byłaby z pewnością bardzo pomocna.

    Pomimo teorii spiskowych i fake newsów dotyczących 5G, nasze badanie wykazało, że 63% respondentów uważa, iż 5G mogło odegrać pozytywną rolę w trakcie kryzysu. 40% jest zdania, że sieci 5G powinny zostać uruchomione wcześniej, by pozwolić im korzystać z większych prędkości przesyłu danych.

    Co by było, gdyby…

    Konsumenci są przekonani, że 5G oferowane, czy to poprzez domowe Wi-Fi, czy też poprzez sieci komórkowe, byłoby w stanie zapewnić im większe prędkości, ułatwiając tym samym pracę z domu. Poza domowym biurem, podłączone do 5G roboty mogłyby pomóc w wykonywaniu takich zadań, jak mierzenie temperatury, czy odkażanie pomieszczeń, skracając tym samym czas, jaki personel medyczny spędza z zakażonymi pacjentami. Technologie VR i AR mogłaby natomiast pomóc dzieciom w wykorzystaniu czasu przed ekranem na produktywną naukę.

    Czy zainteresowanie konsumentów 5G spadnie?

    Obecnie pojawia się wiele spekulacji na temat tego, czy pandemia zmniejszy zapotrzebowanie konsumentów na 5G, czy zaburzy plany wdrożeniowe operatorów.
    Mając na uwadze spowolnienie gospodarcze, konsumenci starają się raczej ograniczać wszystkie zbędne wydatki, dbając o swoje bezpieczeństwo finansowe.
    Pomimo tego coraz większa zależność od niezawodnej transmisji danych, zarówno w celach zawodowych, rozrywkowych, jak i edukacyjnych sprawia, że konsumenci są skłonni uznać wydatki na informację i komunikację za niezbędne i pozwalające im przygotować się na kolejne kryzysy.

    Z powodu zamknięcia sklepów sprzedaż urządzeń obsługujących 5G najprawdopodobniej spadnie, choć popyt zwiększy się ponownie wraz ze znoszeniem poszczególnych ograniczeń. 40% konsumentów w Indiach i Chinach oraz 20% w USA i Hiszpanii twierdzi, że planuje zakup telefonu 5G, by być lepiej przygotowanym na kolejny kryzys.

    Operatorzy telekomunikacyjni cieszą się większym zaufaniem niż internetowi giganci

    Powszechnie uważa się, że systemy monitorowania kontaktów mogą pełnić istotną funkcję w kontrolowaniu rozprzestrzeniania się pandemii. Wymagają one jednak udostępniania osobistych danych. Co zrozumiałe, wiele osób boi się tego, kto będzie miał dostęp do takich informacji. Operatorzy telekomunikacyjni okazali się zwycięzcami rankingu podmiotów cieszących się największym zaufaniem konsumentów. Na skalę globalną poziom zaufania do nich jest znacząco wyższy niż zaufanie do technologicznych gigantów (takich jak Facebook, Google i Apple), firm informatycznych i dostawców aplikacji. W wielu krajach, takich jak Francja, USA i Wielka Brytania, operatorzy telekomunikacyjni cieszą się nawet wyższym zaufaniem niż rządy.

    Konsumenci są gotowi udostępniać swoje dane dla wspólnego dobra, zaś władze wydają się współpracować z operatorami w celu wykorzystywania danych lokalizacyjnych do śledzenia populacji. 30% respondentów boi się jednak, że rządy mogą zachowywać i wykorzystywać ich dane nawet po zakończeniu kryzysu. Dlatego też operatorzy muszą w przejrzysty sposób informować o sposobach i celach wykorzystywania danych lokalizacyjnych klientów oraz stosować odpowiednie regulacje dotyczące ochrony prywatności już na etapie projektowania konkretnych rozwiązań.

    Jakich reakcji od operatorów wobec COVID-19 spodziewają się konsumenci?

    Wiele branż na całym świecie podjęło różnorakie działania, by pomóc konsumentom poradzić sobie z kryzysem. Operatorzy telekomunikacyjni nie byli tu wyjątkiem.

    Umorzenie odsetek za zwłokę i zniesienie limitów danych spotkało się z dobrym przyjęciem. Za bardzo ważne uznało je odpowiednio 52 i 48 procent respondentów. Ograniczenie jakości przesyłanych filmów, by w ten sposób sprostać zwiększonemu zapotrzebowaniu nie zostało już tak dobrze przyjęte – za „bardzo ważne” uznało je tylko 29% ankietowanych.

    Przy rosnącej popularności pracy z domu i komunikacji cyfrowej konsumenci w sposób naturalny uznali, że utrzymanie wysokiej jakości usług było najważniejszym działaniem operatorów. Z takim twierdzeniem zgadzało się 60% ankietowanych, przy czym aż 98% respondentów uznało takie działania za pozytywne. Operatorzy muszą jednak wykazywać się większą dozą kreatywności w zaspokajaniu ewoluujących potrzeb klientów, zarówno podczas pandemii, jak i po jej zakończeniu. 48% ankietowanych uważa, że operatorzy powinni oferować rozwiązania e-learningowe, aby czas spędzany przed ekranem przez dzieci był wykorzystywany przez nie na naukę. Podobny odsetek respondentów oczekuje, że operatorzy poszerzą swoją ofertę multimedialną, zaś 38% życzyłoby sobie nowych rozwiązań biznesowych umożliwiających wirtualną współpracę i poprawiającą wydajność pracę zdalną.

    Pięć prognoz dla świata po pandemii COVID-19

    Jak więc będzie wyglądała nasza przyszłość? Konsumenci przywiązują duża wagę do wielu czynników – od dobrej jakości połączeń wideo z rodziną i przyjaciółmi, po dostęp do służbowych dokumentów w chmurze. Zmiany przyzwyczajeń przetrwają prawdopodobniej także w przyszłości. Badanie Ericsson pozwoliło na sformułowanie pięciu prognoz dotyczących świata po pandemii COVID-19:

     1.  Nowe spojrzenie na sieci

    Trzy na cztery osoby cenią sobie niezawodność sieci i uważają, że dostęp do internetu jest niezwykle ważny w czasie każdego kryzysu – zarówno obecnego, jak i w przyszłości.

    2.  Autonomiczne zakupy

    55% respondentów uważa, że zautomatyzowane drony dostawcze lub autonomiczne pojazdy mogłyby zastąpić kurierów w sytuacji rosnącego zapotrzebowania na dostawy bezkontaktowe.

    3.  Praca bez granic

    Sześciu na dziesięciu pracowników uważa, że praca zdalna stanie się nową normalnością i oczekuje, że pracodawcy będą do niej zachęcać, tak by stała się podstawową praktyką biznesową po zakończeniu pandemii COVID-19.

    4.  Zdalna opieka medyczna

    Przewiduje się, że w porównaniu z rokiem 2019, liczba amerykańskich konsumentów korzystających z konsultacji medycznych przeprowadzanych przez internet w czasie rzeczywistym wzrośnie sześciokrotnie.

    5.  Doświadczeniach wirtualne

    Siedmiu na dziesięciu użytkowników wirtualnej rzeczywistości uważa, że ze względu na większą ilość czasu spędzanego w sieci, o statusie będą świadczyć symbole wirtualne, a nie stan fizycznego posiadania dóbr. Wirtualna rzeczywistość ułatwi izolację. Połowa konsumentów w trakcie izolacji korzysta z usług wirtualnych towarzyszy w celach rozrywkowych, edukacyjnych i towarzyskich.

  • Trend Micro: cyberprzestępcze podziemie ogarnia brak zaufania

    Trend Micro: cyberprzestępcze podziemie ogarnia brak zaufania

    Firma Trend Micro Incorporated opublikowała nowe dane na temat działalności cyberprzestępców i wzorców pojawiających się podczas kupowania i sprzedaży produktów i usług w podziemnym światku. Przestępcy przestają sobie ufać i dążą do zwiększania anonimowości użytkowników, dlatego rośnie popularność platform e-commerce i komunikacji przy użyciu aplikacji Discord. Discord, to popularna wśród cyberprzestępców platforma komunikacyjna z ponad 250 milionami użytkowników. Jest postrzegana jako bezpieczne miejsce, które umożliwia użytkownikom pewien stopień anonimowości.

    „W raporcie przedstawiono informacje na temat zagrożeń, gromadzonych przez nas z globalnych sieci stosowanych przez cyberprzestępców. Na podstawie analizy tych danych możemy ostrzegać, przygotowywać i chronić naszych Klientów korporacyjnych i Partnerów” — powiedział Ed Cabrera, dyrektor ds. cyberbezpieczeństwa w firmie Trend Micro. „Dzięki badaniu możemy wcześnie informować firmy o nowych zagrożeniach, takich jak ataki przy użyciu technologii deepfake, boty wykorzystujące sztuczną inteligencję, dostęp oferowany jako usługa (ang. Access-as-a-Service) i ściśle ukierunkowana podmiana kart SIM” – dodaje.

    Z raportu wynika, że na zmiany w cyberprzestępczym podziemiu wpływa determinacja organów ścigania. Policji z różnych krajów udało się zlikwidować kilka forów, a pozostałe platformy doświadczają nieustannych ataków typu DDoS i problemów z logowaniem, co ogranicza ich użyteczność.

    Utrata zaufania pomiędzy członkami podziemia doprowadziła do stworzenia nowej witryny o nazwie DarkNet Trust, umożliwiającej weryfikację dostawców i zwiększającej anonimowość użytkowników. Inne podziemne rynki wprowadziły nowe zabezpieczenia, takie jak bezpośrednie płatności między kupującym i dostawcą, wymóg wielokrotnego podpisu przy transakcjach kryptowalutami, szyfrowanie komunikacji i zakaz stosowania technologii JavaScript.

    Autorzy raportu zwracają również uwagę na zmiany trendów rynkowych w zakresie produktów i usług cyberprzestępców, które nastąpiły od 2015 r. Utowarowienie spowodowało spadek cen wielu dotychczas popularnych usług. Przykładowo cena usług utrudniających wykrywanie szkodliwego oprogramowania (ang. crypting) spadła z 1000 USD do zaledwie 20 USD na miesiąc, a cena typowych botnetów zmniejszyła się z 200 USD do 5 USD dziennie. Ceny innych pozycji, w tym oprogramowania ransomware, trojanów do zdalnej kontroli komputera (RAT), usług zdobywania danych logowania do kont internetowych i wysyłania spamu, pozostały stabilne, co wskazuje na utrzymujący się popyt.

    Badanie Trend Micro uwidacznia jednak duże zainteresowanie innymi usługami, takimi jak botnety oparte na Internecie Rzeczy (IoT) — nowe, niewykryte warianty szkodliwego oprogramowania tego typu są sprzedawane za nawet 5000 USD. Popularne są także fake newsy i cyberpropaganda, z kolei bazy danych wyborców kosztują setki dolarów, a za konta w grach, takich jak Fortnite trzeba zapłacić średnio ok. 1000 USD.

    Wśród innych wniosków z badania warto podkreślić pojawienie się rynku na:

    • usługi wykorzystujące technologię deepfake, (która za pomocą sztucznej inteligencji fałszuje obrazy, filmy i nagrania dźwiękowe) do szantażowania ofiar publikacją materiałów o charakterze seksualnym lub obchodzenia wymogów weryfikacji zdjęcia w niektórych witrynach;
    • boty oparte na sztucznej inteligencji w hazardzie, stworzone z myślą o przewidywaniu wzorców rzutów kostką i radzeniu sobie ze skomplikowanym mechanizmem Roblox CAPTCHA;
    • dostęp jako usługę (ang. Access-as-a-Service), do zainfekowanych urządzeń i sieci przedsiębiorstw — w przypadku firm z listy Fortune 500 ceny mogą sięgać nawet 10 000 USD, a w niektórych usługach oferowany jest dostęp z prawami odczytu i zapisu;
    • dostęp do kont na urządzeniach przenośnych, który pozwala cyberprzestępcom dokonywać tzw. oszustw gwarancyjnych. W ramach takiego oszustwa poprzez skradzione konto modyfikowany jest e-mail i adres fizyczny, a następnie żądana jest wymiana urządzenia, które nadal jest w rocznej lub dwuletniej gwarancji.

    Trendy na podziemnych rynkach będą zapewne ewoluować po pandemii COVID-19, ponieważ możliwości ataku wciąż się rozwijają. Jako ochronę przed zmieniającą się wciąż gamą zagrożeń Trend Micro zaleca wielowarstwowe rozwiązanie zabezpieczające, które pomoże zniwelować najnowsze zagrożenia i wyeliminować ryzyko dla przedsiębiorstw.

  • Kompetencje przyszłości

    Kompetencje przyszłości

    Bardzo dynamiczne zmiany technologiczne są faktem, który wydarza się na naszych oczach, a u wielu osób powoduje lęk, wzbudza niepewność, czasem nawet frustrację. Czy w niedalekiej przyszłości to roboty zastąpią ludzi? Czy naprawdę mamy się czego obawiać? Mnóstwo ludzi zadaje sobie podobne pytanie każdego dnia. Tymczasem zamiast stać z boku powinniśmy iść z duchem czasu i aktywnie uczestniczyć w tej transformacji, właśnie po to aby nie zostać w tyle. W jaki sposób przygotować się na to co przyniesie przyszłość? Jakie kompetencje będą nam potrzebne by odnaleźć się w nowej rzeczywistości, czy wreszcie jakich specjalistów do pracy będzie poszukiwać rynek?

    Jak zmieni się rynek pracy w przyszłości?

    Dzisiejszy świat zmienia się tak szybko, że (niestety) nie jesteśmy w stanie do końca przewidzieć, jak będzie wyglądał w perspektywie dłuższej niż 5 lat.  Możemy jednak domniemywać, że usługi biznesowe w przyszłości będą w znacznie większej mierze oparte na najnowszych technologiach.  Wiele procesów zostanie zautomatyzowanych. Szacuje się, że aktualnie stopień automatyzacji w firmach oscyluje mniej więcej na poziomie 35%, natomiast w perspektywie najbliższych lat może wzrosnąć do nawet 64%. Nie musi to oznaczać, że większość pracowników okaże się zbędna. Wręcz przeciwnie, czynnik ludzki będzie bardzo potrzebny, ale w zupełnie innym zakresie niż do tej pory. Jarosław Pięta, od blisko 30 lat Partner Zarządzający w agencji doradztwa personalnego TEST podkreśla:

    Ogromnym wyzwaniem dla dzisiejszego rynku pracy, które może okazać się kluczem do sukcesu, jest dokładne przeanalizowanie obecnie istniejących ról w organizacji w celu zdiagnozowania już istniejących albo prawdopodobnie niebawem pojawiających się luk w zakresie kompetencji pracowników.

    Z badania przeprowadzonego przez PwC na grupie ponad 160 firm świadczących nowoczesne usługi biznesowe z całego świata (Shared Services – Digitalise Your Services) wynika, iż ponad 95% respondentów jest przekonanych, że praca i wszelkie usługi biznesowe będą transformować od zwykłych czynności transakcyjnych po takie, które będą przynosić wartość dodaną dla przedsiębiorstwa. Oznacza to odejście od prostych, powtarzalnych i schematycznych zadań administracyjnych, które łatwo będzie zastąpić nowymi technologiami, a pójście w stronę większej specjalizacji, wyciągania trafnych, znaczących wniosków i dawania realnej wartości klientom. Trzeba więc podjąć takie kroki, aby w porę dostarczyć potrzebną wiedzę i pomóc w rozwoju odpowiednich kompetencji. Zwrotem z tego typu „inwestycji” z całą pewnością będzie redukcja kosztów potrzebnych w późniejszym czasie do zwiększenia efektywności procesów oraz zmniejszenie rotacji pracowników (m.in. dzięki temu, że role w organizacji staną się bardziej zaawansowane, a co za tym idzie – atrakcyjne, mniej monotonne , bardziej angażujące i stwarzające  nowe wyzwania zawodowe). 

    Nowe technologie sprawią także, że mniejsze znaczenie będzie miała lokalizacja, czy materialna przestrzeń biurowa, ale za to konieczne będzie rozwinięcie u pracowników niektórych kompetencji miękkich. Zmiany będą dotyczyć rozwoju nowych adekwatnych do zmieniającej się rzeczywistości umiejętności. Więcej pracy zdalnej, rozszerzona rzeczywistość (Virtual Reality) czy zaawansowane komunikacyjne platformy internetowe będą coraz bardziej popularne, co usprawni zarówno współpracę między zespołami w różnych lokalizacjach, ale także poprawi elastyczność pracy w każdym jej aspekcie. Zatem konieczne będzie też przystosowanie do zupełnie nowej kultury organizacyjnej

    robot

    Jakie kompetencje będą się liczyły?

    Instytut Przyszłości (Institute for the Future) w Phoenix w swoim raporcie dotyczącym kompetencji przyszłości (Future Work Skills 2020) wyróżnił kilka czynników warunkujących zmiany w dzisiejszym świecie. Wśród nich wymienia m.in. wzrost długowieczności (rosnąca długość życia, która wpływa na charakter prowadzenia ścieżki zawodowej, czasami wywołuje konieczność przekwalifikowania, a przy tym wymaga od nas ciągłego uczenia się), automatyzacja i robotyzacja świata (odsuwanie ludzi od prostych „programowalnych” zadań i przesuwanie ich do tych bardziej zaawansowanych, wymagających czynnika ludzkiego), nowe media (i umiejętność wykorzystywania ich nie tylko w codziennym życiu prywatnym, ale i biznesowym) czy też globalizacja (praca na odległość, w wirtualnej rzeczywistości, w środowisku międzykulturowym, wymagająca dużych zdolności adaptacyjnych). Jakie zatem kompetencje musimy rozwinąć, żeby stawić czoła tym zmianom?

    Jednym z największych wyzwań zdaje się być zarządzenie niewyobrażalną ilością danych, które są już zbierane automatycznie i w takich ilościach, że trudno z nich skorzystać. Potrzebna jest więc analiza ich w taki sposób, aby przynosiły realny wzrost efektywności biznesu (a nie tylko analiza dla posiadania wiedzy). Z drugiej strony poziom skomplikowania niektórych procesów i czynności w organizacjach jest czasem tak wielki, że potrzebni będą ludzie którzy będą potrafili to wszystko nie tylko zrozumieć, ale także wykorzystać w taki sposób, aby przynieść przedsiębiorstwu realną wartość. Nie bez znaczenia jest także wielowymiarowość problemów z jakimi się borykamy i takich też potrzebujemy specjalistów, aby je rozwiązać. Mówi się, że jeśli ktoś zna się na wszystkim, to tak naprawdę nie zna się na niczym. Pewnie w jakimś stopniu to powiedzenie będzie miało jeszcze sens, ale niewątpliwie umiejętność wyjścia poza jedną tylko specjalizację (czyli tak zwana interdyscyplinarność) będzie ogromnym atutem w przyszłości. 

    Kolejną ważną kompetencją jest wykorzystanie nowych mediów zwłaszcza do celów biznesowych. Z drugiej strony także umiejętność odróżnienia faktów od wszechobecnie zalewającego sieć szumu informacyjnego, infotainmentu i  fake newsów. Niezwykle istotne będzie zatem filtrowanie i hierarchizowanie danych.

    Ogromną wartość będą miały także inteligencja emocjonalna i elastyczność, które mają pomóc w lepszym dostosowaniu się do otoczenia oraz kompetencje międzykulturowe, które w przypadku zespołów rozproszonych/ wirtualnych są niezbędne. 

    Rewolucja, której jesteśmy świadkami wymaga z całą pewnością elastyczności, kreatywności, umysłu otwartego na nowości, a także umiejętności przewidywania. Trzeba jednak pamiętać o tym, że przecież roboty są tak mądre, jak zaprogramują je ludzie, więc możemy być spokojni, iż dopóki istniejemy na tym świecie, czynnik ludzki będzie potrzebny zawsze. Natalia Hatalska, która jest futurologiem i popularnym analitykiem trendów zawsze powtarza, że przyszłości nie da się przewidzieć, ale można stworzyć różne scenariusze i przygotować się odpowiednio na zmiany już dziś. Zatem to czy dostosujemy się do tych dynamicznie zmieniających się warunków i będziemy potrafili się w nich odnaleźć zależy wyłącznie od nas.  

  • Deloitte: Wsparcie prawne istotnym elementem budowy strategii cyberbezpieczeństwa

    Deloitte: Wsparcie prawne istotnym elementem budowy strategii cyberbezpieczeństwa

    Szereg działań legislacyjnych podejmowanych jest w celu zapewnienia ochrony prywatności i bezpieczeństwa danych. Według prognoz World Economic Forum cyberataki będą stanowić jedno z największych zagrożeń w 2020 roku. W ostatnich tygodniach obserwujemy pojawienie się cyberataków wykorzystujących fake newsy związane z koronawirusem SARS-CoV-2. Jak pokazuje raport firmy doradczej Deloitte „Tech Bytes Part 3: Cyber. Three things chief legal officers can do now to become more cyber-savvy”, transformacja cyfrowa jest jednym z najważniejszych i najtrudniejszych aspektów zarządzania ryzykiem związanym ze środowiskiem cyfrowym. Może być ono jednak ograniczone dzięki stosowaniu odpowiednich wewnętrznych regulacji prawnych. Tymczasem 40 proc. działów prawnych nie ma pełnej świadomości tego, jak cyberobowiązki wynikające z przepisów oraz związane z tzw. compliance są realizowane we wszystkich funkcjach oraz liniach biznesowych wewnątrz firmy.

    Trwająca pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 bez wątpienia znacząco wpływa na funkcjonowanie firm w świecie wirtualnym. Wiele z nich zdecydowało się na wprowadzenie trybu pracy zdalnej, a spotkania  zarządów odbywają się w ramach wideokonferencji. Obecna sytuacja rodzi tym samym wyzwania, przed którymi stają firmy, a są nimi zagrożenia związane z cyberbezpieczeństwem i ochroną danych, szczególnie tych krytycznych dla działania przedsiębiorstwa. Konieczne jest więc zaktualizowanie strategii cyberbezpieczeństwa. Według badania przeprowadzonego przez ekspertów Deloitte, by uprościć środowisko IT oraz zwiększyć jego wydajność, liderzy firm priorytetowo traktują wiele inicjatyw w zakresie transformacji cyfrowej. Co jednak warte odnotowania, na kwestie związane z unowocześnieniem firmowych systemów i procedur zarządy przeznaczają mniej niż 10 proc. budżetu. Na brak odpowiednich środków finansowych zwraca uwagę 13 proc. badanych. Wśród najtrudniejszych aspektów zarządzania bezpieczeństwem cyfrowym w organizacji 15 proc. ankietowanych dostrzega trudność w określeniu priorytetów dotyczących ryzyka cybernetycznego w całej firmie, jednocześnie 14 proc. podkreśla brak dostosowania sposobu zarządzania do określonych priorytetów. Tyle samo ankietowanych uważa również, że brakuje wykwalifikowanych specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę fakt, że to właśnie kwestie organizacyjne mogłyby w dużej mierze przyczynić się do zachowania najwyższego poziomu bezpieczeństwa cyfrowych zasobów przedsiębiorstwa, te statystyki budzą wiele pytań.

    – Departamenty prawne powinny stanowić nieodłączną, aktywną część procesu, mającego na celu zapewnienie cyberbezpieczeństwa organizacji. Z perspektywy dyrektorów działów prawnych luki systemowe i organizacyjne powinny być postrzegane jako poważny problem, ponieważ mogą szybko doprowadzić do incydentów o potencjalnie negatywnych skutkach operacyjnych, finansowych, regulacyjnych lub reputacyjnych. Pamiętajmy, że transformacja cyfrowa ze wszystkimi korzyściami, jakie oferuje, zwiększa jednocześnie ryzyko związane z cyberbezpieczeństwem – mówi Agata Jankowska-Galińska, radca prawny, senior managing associate w Deloitte Legal.

    Monitoring zmieniających się regulacji

    Wiele działań legislacyjnych na całym świecie podejmowanych jest w celu ochrony prywatności i bezpieczeństwa danych. Jest to tylko jeden z aspektów szybko zmieniającego się globalnego środowiska prawnego i regulacyjnego, obejmującego cyberprzestrzeń. Jak przygotowane są działy prawne do zrozumienia tych zmian i sprawnego reagowania? Ankieta przeprowadzona przez Deloitte wskazuje, że 40 proc. działów prawnych nie ma pełnej świadomości co do tego, jak obowiązki, wynikające z przepisów oraz związane z compliance, realizowane są w praktyce we wszystkich funkcjach oraz liniach biznesowych wewnątrz firmy. Prawnicy często nie wiedzą również, jak dokładnie działają inne funkcje oraz linie biznesowe wewnątrz tej samej organizacji. W rezultacie nie są w stanie wskazać wszystkich regulacji, które powinny znaleźć zastosowanie.

    – To poważny błąd. Organizacje powinny wykorzystać kompetencje prawników. Otoczenie prawe, zarówno na poziomie krajowym, jak międzynarodowym ulega ciągłym zmianom. Dlatego też niezwykle ważne jest, aby po stronie organizacji istniała świadomość tych zmian i działań, jakie powinny podjąć w celu zapewnienia zgodności. Po stronie prawników powinna leżeć z kolei dobra znajomość organizacji  – mówi Agata Jankowska-Galińska.

    Równolegle do znacznego postępu technologicznego powstają nowe obszary biznesowe, które należy objąć już istniejącymi lub nowymi regulacjami wewnętrznymi. To sprawia, że firmowe działy prawne powinny szybko i aktywnie wchodzić w proces zmian. Do tego niezbędne jest pozyskanie przez nich wiedzy na temat środowiska zagrożeń cybernetycznych, a także zmiana podejścia wewnątrz organizacji, polegająca na wprowadzeniu na stałe perspektywy prawnej do decyzji strategicznych, taktycznych i operacyjnych.

    Wsparcie prawne w zakresie cyberbezpieczeństwa

    Dyrektorzy działów prawnych nie mogą przyjmować biernej postawy. W związku z koniecznością budowania skutecznej strategii cyberbezpieczeństwa działy prawne powinny odznaczać się aktywnością, zaangażowaniem i wiedzą na temat najnowszych międzynarodowych regulacji w zakresie cyfryzacji danych. Stworzenie strategii bezpieczeństwa cyfrowego z uwzględnieniem w niej prawnego punktu widzenia sprawi, że firma będzie lepiej przygotowana do radzenia sobie z ryzykiem cybernetycznym.

    • Wsparcie prawne jest istotnym elementem budowy strategii bezpieczeństwa i odporności organizacji. Najczęściej jednak funkcjonuje w trybie reaktywnym, np. w odpowiedzi na wprowadzaną zmianę legislacyjną i niestety w trybie kaskadowym, tzw. waterfall, a wiec wolno i nieelastycznie, przy wysokim koszcie wprowadzania kolejnych zmian – zauważa Marcin Ludwiszewski, dyrektor działu Cyberbezpieczeństwa w Deloitte.

    Aktywność prawnicza mobilizuje organizację. Z drugiej strony – jeżeli nie jest stosowana w szerszym kontekście – koncentruje się jedynie na osiągnięciu niezbędnego minimum zgodności prawnej, a nie faktycznym zwiększeniu odporności na cyberataki. Działy prawne muszą dostosować się do nowej dynamiki biznesowej i otoczenia, aby proaktywnie i elastycznie wspierać organizację.

    Zaangażowanie prawników ma również znaczenie przy opracowaniu wyjściowych standardów bezpieczeństwa. Powinny mieć taką formę, by biznes mógł z nich samodzielnie korzystać i angażować działy prawne tylko w razie wyjątków od przyjętych standardów. Pełne zaangażowanie prawne powinno też towarzyszyć adopcji nowych rozwiązań technologicznych, otoczenia prawnego i cyklu zmiany organizacji – uwzględniając przy tym możliwość podejmowania szybkich decyzji i ryzyka w danym zakresie. Oczywiście istnieje szereg innych działań, dla których ekspertyza prawna jest niezbędna, jak chociażby reagowanie na incydenty związane z danymi osobowymi, procedury odtwarzania sprawności działania czy procesy zarządzania kryzysowego. Trzeba przy tym pamiętać, że jak kiedyś dbałość o bezpieczeństwo, tak dziś zaangażowanie prawne może spowalniać podejmowanie inicjatyw.

    Reagowanie na incydenty i naprawianie szkód

    Według ekspertów Deloitte organizacje powinny mieć przygotowane procedury reagowania na incydenty cybernetyczne oraz naprawiania szkód. Są one przydatne szczególnie teraz w sytuacji wzmożonego zagrożenia cyberatakami z powodu trwającej pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 i wynikających z niej ograniczeń. Wobec wzrostu użytkowania platform chmurowych oraz przeniesienia życia biznesowego do świata wirtualnego, warto zadbać o strategię odtwarzania awaryjnego, czyli procesy, polityki i procedury związane ze wznowieniem lub utrzymywaniem krytycznej dla organizacji infrastruktury teleinformatycznej po wystąpieniu katastrofy naturalnej lub wywołanej przez człowieka. W ramach określenia istniejących planów odzyskiwania danych w przypadku awarii i innych incydentów cybernetycznych ekspertyza prawników jest niezbędna do określenia tego, czy wypracowane metody spełniają wszelkie obowiązujące normy i przepisy branżowe. Warto włączyć dział prawny do procesu monitorowania programów cyberbezpieczeństwa. Aby umożliwić bardziej efektywne zaangażowanie strategiczne, taktyczne i operacyjne, należy rozważyć przeprowadzenie głębszych szkoleń z zakresu zagadnień cybernetycznych dla swojego działu prawnego lub jego podzespołu.

  • Jak zadbać o cyberbezpieczeństwo w czasie pandemii?

    Jak zadbać o cyberbezpieczeństwo w czasie pandemii?

    NASK wspólnie z Biurem do Walki z Cyberprzestępczością Komendy Głównej Policji oraz Europolem przypominają o najważniejszych zasadach cyberbezpieczeństwa. #zostanwdomu to czas aktywnego korzystania z internetu. Wiążą się z tym możliwości zdalnych zakupów czy kontaktu z bliskimi i znajomymi, ale to także przestrzeń aktywności oszustów. Warto zadbać o swoje bezpieczeństwo w sieci.

    Najważniejsza jest zasada ograniczonego zaufania. Tylko ostrożność i dokładne weryfikowanie tego, co się w internecie czy skrzynce poczty elektronicznej znajdzie, pozwoli uniknąć przykrych konsekwencji.

    nask

    Czujność w czasie pandemii

    • nie udostępniaj i nie powielaj wiadomości, które nie pochodzą z oficjalnych źródeł (gov.pl, policja.pl itp.). W ten sposób zatrzymasz rozprzestrzenianie się fake newsów,
    • nie przekazuj spontanicznie darowizn na cele charytatywne i apele o pomoc (np. na leczenie osoby zarażonej COVID-19), zawsze weryfikuj wiarygodność organizacji,
    • nie odpowiadaj na podejrzane wiadomości (szczególnie oferty „cudownych” leków, szczepionek itp.),
    • nie otwieraj linków i załączników od adresatów, których nie znasz lub budzą twoje wątpliwości (dotyczy to i skrzynki poczty elektronicznej i wiadomości SMS).

    Zdalne zakupy

    • kupuj tylko od sprawdzonych dostawców i weryfikuj ich wiarygodność,
    • używaj kart płatniczych (pozwalają ograniczyć ew. straty, ponadto transakcje dokonywane kartami kredytowymi są ubezpieczone),
    • nie daj się ponieść emocjom, jeśli jakaś oferta brzmi zbyt pięknie, to prawdopodobnie nie jest prawdziwa,
    • regularnie sprawdzaj stan swojego konta, pozwoli ci to szybko wychwycić wszelkie nieprawidłowości i podejrzane operacje (jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, niezwłocznie skontaktuj się ze swoim bankiem).

    Zadbaj o cyberbezpieczeństwo swoich dzieci

    • #zostanwdomu to czas, kiedy dzieci szczególnie dużo czasu spędzą przed komputerem, nadzoruj to, co robią i ograniczaj czas korzystania z internetu,
    • korzystaj z programów do kontroli rodzicielskiej,
    • zmień hasło fabryczne routera,
    • aktualizuj oprogramowanie systemowe i antywirusowe,
    • rozmawiaj z dzieckiem o niebezpieczeństwach grożących w sieci.

    Zgłaszaj naruszenia w sieci – cyberataki i wszelkie naruszenia w sieci zgłaszaj do CERT Polska – ochronisz siebie i innych przed cyberprzestępcami (link): Zgłoszenia do CSIRT NASK.

    Sprawdzaj listę ostrzeżeń NASK przed niebezpiecznymi stronami, które służą do wyłudzania danych i środków finansowych użytkowników internetu (link): Lista ostrzeżeń przed niebezpiecznymi stronami.

    Więcej informacji i przydatne linki na temat bezpieczeństwa w sieci znajdziesz na stronie Policja.pl w materiale (link): Żyj bezpiecznie.

  • Xopero: Bezpłatny backup dla placówek medycznych

    Xopero: Bezpłatny backup dla placówek medycznych

    W związku z rozwojem pandemii COVID-19 Xopero Software, polski producent rozwiązań do backupu danych i disaster recovery udostępnia bezpłatnie swoje rozwiązania lokalne dla wszystkich placówek medycznych – szpitali i przychodni – w całej Polsce. Wszystko po to, aby mogły spokojnie wykonywać swoją pracę i nie obawiać się o utratę danych, przestój w działalności systemów i ataki hakerskie.

    Tym bardziej, że przestępcy potrafią wykorzystać strach i inne towarzyszące nam dziś emocje. Ta pandemia ma więc drugą, cyfrową stronę i jej skutki ekonomiczne mogą okazać się równie druzgocące. Według licznych raportów przestępcy codziennie tworzą i publikują tysiące stron związanych z  COVID-19. Za ich pomocą przeprowadzają ataki phishingowe, dystrybuują złośliwe oprogramowanie lub dokonują oszustw internetowych. Oferują na nich wymyślone leki, suplementy diety czy szczepionki – niestety, choć wydaje się to naiwne, żerowanie na strachu przynosi im spore zyski, a skala fake newsów urosła do tego stopnia, że ciężko już odróżnić oficjalne informacje, od tych zmyślonych. W ostatnich tygodniach hakerzy wykorzystywali także legalną mapę Johns Hopkins University w ramach fałszywych witryn, tworzyli złośliwe aplikacje czy przeprowadzali ataki za pomocą złośliwego oprogramowania AZORult i Emotet, które mogą dawać początek atakom ransomware.

    Branża medyczna jest szczególnie narażona na ataki szyfrujące – według Symantec w 2018 roku co 4. atak skierowany był właśnie w placówki służby zdrowia. Tylko w tym tygodniu możemy podać przykład ataku szyfrującego grupy przestępczej Maze na brytyjską firmę medyczną pracującą nad zwalczaniem pandemii czy włamanie do sieci jednego z największych szpitali w Czechach, który wykonywał testy na koronawirusa.

    Rozwiązania do backupu i disaster recovery od Xopero pozwalają uniknąć nieprzyjemnych skutków ataków szyfrujących oraz szybko przywrócić krytyczne usługi i systemy informatyczne do pracy. Dlatego też firma podjęła decyzję o bezpłatnym udostępnieniu swoich rozwiązań organizacjom opieki zdrowotnej po to, aby nie musiały przejmować się skutkami potencjalnych ataków i mogły zająć się bieżącą pracą i leczeniem pacjentów. Z oferty mogą skorzystać szpitale, przychodnie i gabinety lekarskie. Zgłosić mogą się w dowolnym momencie, a wszystkie licencje na rozwiązania lokalne będą bezpłatne do 31 lipca 2020 r. Instytucje zainteresowane rozwiązaniami do backupu lokalnego proszone są o kontakt z przedstawicielem firmy Xopero Software, Piotrem Nowakiem (p.nowak[at]xopero.com).

  • Lawinowo wzrosła liczba domen ze słowami covid i virus

    Lawinowo wzrosła liczba domen ze słowami covid i virus

    Liczba rejestracji adresów internetowych w domenach .net i .com, które wykorzystują słowo „covid” i „virus”, wzrosła w ciągu ostatnich 90 dni od kliku na miesiąc do nawet kilkuset dziennie w marcu. Przeważająca cześć tych adresów jest zakładana przez różnego rodzaju organizacje walczące z koronawirusem, ale także nie brakuje wśród nich takich, które chcą wykorzystać zamieszanie związane z epidemią do własnych niecnych celów – wynika z informacji serwisu Domeny.pl.

    Według danych Domeny.pl jeszcze w styczniu zarejestrowano zaledwie kilka domen ze słowem „covid”. Od około 10 lutego do końca miesiąca liczba adresów wykorzystujących to słowo zaczęła szybko rosnąć – średnio dziennie rejestrowano w tym czasie kilkanaście takich adresów. Prawdziwa eksplozja zainteresowania słowem „covid” wybuchła w marcu, kiedy to liczba rejestracji sięgnęła kilkadziesiąt każdego dnia, a 16 marca było takich rejestracji już 219.

    Jeszcze szybciej rosło zainteresowanie domenami ze słowem „virus”. W styczniu było to kilka adresów dziennie, w lutym – kilkadziesiąt, a marcu – kilkaset. Najwięcej adresów ze słowem „virus” zarejestrowano 13 marca, bo aż 1083, ale np. 3 dni później było ich niewiele mniej, bo 1074.

    Virus to popularne słowo w adresach stron na temat zabezpieczeń komputerowych, ale tak nagły wzrost rejestracji w ostatnim czasie wynika przede wszystkim z coraz większej liczby zakażeń koronawirusem na świecie w ostatnich tygodniach. Potwierdza to liczba rejestracji adresów z wykorzystaniem słowa ‘coronavirus’, która tylko nieznacznie odbiega do wszystkich adresów wykorzystujących ‘virus’ – mówi Ela Kornaś, Brand Manager serwisu Domeny.pl.

    Serwis Domeny.pl swoje zestawienie przygotował na podstawie danych od Verisign, organizacji zarządzającej globalnie domenami .com i .net.

    Uważajcie na fake newsy i phishing związany z koronawirusem

    Do ciekawych wniosków można także dojść po głębszym przeanalizowaniu adresów wykorzystujących wszystkie wspomniane słowa. Nie brakuje bowiem wśród nich takich, które już na pierwszy rzut oka sprawią wrażenie stworzonych do nie do końca uczciwych celów.

    Są np. strony zachęcające do zakupu lekarstwa na Covid-19, a jak wiadomo jeszcze takiego nie wynaleziono. Wiele z adresów służy też ewidentnie do dezinformacji,  np. sugerując, że prezydent Trump ma koronawirusa. Bez wątpienia znaczna cześć nowych stron służy także realizacji kampanii phishingowych związanych z koronawirusem, których w ostatnim czasie przybywa niemal tak szybko, jak liczby zakażonych – mówi Ela Kornaś.

    Jak wyjaśnia przedstawicielka Domeny.pl, najskuteczniejsze akcje phishingowe projektuje się w taki sposób, aby wywołać u odbiorcy pewne emocje. Koronawirus, powszechnie wzbudzający strach, z punktu widzenia cyberprzestępców świetnie się nadaje się do tego celu. Różnego rodzaju maile odwołujące się do koronawirusa mają nas zachęcić do odwiedzenia określonego miejsca w sieci, gdzie może dojść do próby zainfekowania naszego komputera, a także wyłudzenia danych osobowych i numeru karty kredytowej.

    Przykładem wykorzystania obecnej sytuacji była strona, która tylko z pozoru miała przedstawiać postęp rozprzestrzeniania się koronawirusa, a w rzeczywistości była złośliwym oprogramowaniem (trojanem), mającym na celu instalowanie złośliwych programów, a następnie przejęcie kontroli nad komputerem, co w konsekwencji prowadziło do utraty poufnych danych, jak dane do logowania czy poczty e-mail.

    Po otrzymaniu podejrzanej wiadomości nie należy klikać w zawarte w niej linki ani załączniki. Jeśli jednak już to zrobimy i znajdziemy się na podejrzanej stronie, to poświęćmy kilka sekund na ocenę jej wyglądu. Sprawdźmy czy strona posługuje się certyfikatem SSL i na kogo został on wystawiony. Podejdźmy krytycznie do treści zawartych na stronie. Generalnie – uważajmy, żeby do jednej tragedii, jaką jest epidemia, nie dołożyć innej, jaką może być strata pieniędzy wyłudzonych przez oszustów – ostrzega przedstawicielka Domeny.pl.

  • MC: największe wyzwania dla Internetu w 2020 roku

    MC: największe wyzwania dla Internetu w 2020 roku

    Wielkimi krokami zbliża się komercyjne uruchomienie w Polsce sieci 5G. Nowa technologia, a także rozwój Internetu rzeczy, pociągają za sobą zwiększenie znaczenia zagrożeń cybernetycznych, dlatego kluczowe w tym kontekście będą m.in. kwestie ochrony danych, cyberbezpieczeństwa i rozbudowy infrastruktury. W skali globalnej wyzwaniami dla rozwoju internetu pozostają m.in. dezinformacja i monopol technologicznych gigantów, czyli tzw. grupy GAFA. – Wszystkie te wyzwania będą w tym roku dyskutowane, także w Polsce – mówi minister cyfryzacji Marek Zagórski.

    Zjawiska takie jak dezinformacja, cyberprzemoc czy cyberprzestępczość są dla internetu największym zagrożeniem. Kradzieże tożsamości, próba wykorzystywania internetu do prowadzenia działalności agresywnej w stosunku do innych państw – te zjawiska prowadzą do różnych ograniczeń. Wyzwaniami są także rola mediów społecznościowych i dyskusja o łańcuchu wartości – kto i w jakim stopniu powinien wpływać na rozwój infrastruktury i w nią inwestować oraz jak sprawiedliwie dzielić zyski z internetu poprzez odpowiednie regulacje – mówi Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

    Jak podkreśla, w tym kontekście nie ustaje dyskusja o pozycji technologicznych gigantów, którzy mają decydujący wpływ na rynek technologiczny. Tak zwane bigtechy zagrażają konkurencyjności rynku i konsumentom, którzy często nie mają kontroli nad tym, jak wykorzystywane są ich dane osobowe i informacje o ich aktywności w sieci. W Stanach Zjednoczonych i wielu krajach Europy nasiliły się w ostatnim roku działania urzędów monopolowych wymierzone w tzw. grupę GAFA (Google, Amazon, Facebook i Apple).

    Internet jest fantastycznym narzędziem, ale jednocześnie sprzyjającym monopolizacji. Mamy do czynienia z dominacją gigantów technologicznych – mówi Marek Zagórski. – Wszystkie te wyzwania będą w nadchodzącym roku dyskutowane także w Polsce. Internet jest dynamiczny, pojawiają się coraz to nowe wyzwania i zagrożenia, ale także nowe możliwości. Dlatego dyskusja powinna się toczyć, bo dzięki niej będziemy w stanie wytyczyć granice.

    W kontekście rozwoju internetu i ograniczania dominacji tzw. grupy GAFA ważnym elementem jest podatek cyfrowy. W ciągu kilku kolejnych miesięcy Komisja Europejska ma przedstawić projekt daniny obowiązującej we wszystkich krajach UE. Taki krok rozważa też polski rząd, który wstrzymuje się jednak do czasu decyzji Brukseli. Jak dotąd na wprowadzenie podatku cyfrowego na własną rękę zdecydowały się już m.in. Czechy (7-proc. stawka zacznie obowiązywać z początkiem 2020 roku).

    Wyzwaniem dla internetu w kolejnych latach będzie szybkość działania, a po drugie – wprowadzenie internetu rzeczy opartego na technologii 5G i wypracowanie w tym zakresie odpowiednich standardów – podkreśla prof. Jacek Leśkow, dyrektor NASK.

    W Polsce komercyjne wdrożenie sieci 5G zbliża się wielkimi krokami. Testy tej technologii były już prowadzone w Warszawie i kilku innych dużych miastach, a we wrześniu ub.r. prezydent Andrzej Duda podpisał tzw. megaustawę telekomunikacyjną, która wprowadza ułatwienia niezbędne do rozwoju nowej technologii. Na jej upowszechnieniu mają skorzystać konsumenci, MŚP i cała gospodarka.

    Wdrożenie 5G oznacza jednak szereg wyzwań. Będzie wiązać się m.in. z koniecznością rozbudowy infrastruktury telekomunikacyjnej, wliczając w to infrastrukturę szkieletową oraz nowe punkty dostępowe i stacje bazowe. Potrzebne będą środki finansowe, jak i nowe regulacje, które to umożliwią. Polski Instytut Ekonomiczny szacuje koszty uruchomienia nowej technologii w Polsce na 20,3 mld zł. Z punktu widzenia rozwoju sieci 5G kluczowe będą również kwestie ochrony danych i cyberbezpieczeństwa nowej sieci i jej poszczególnych komponentów, oraz odpowiednia edukacja społeczeństwa.

    Wyzwaniem dla nas obecnie jest nie tylko IoT (internet rzeczy – przyp. red.) i 5G, lecz także walor edukacyjny. Część mediów koncentruje się na tym, żeby przerażać widzów czy słuchaczy różnymi zagrożeniami. Oczywiście niebezpieczeństwa istnieją, ale patrzymy na pozytywny aspekt tej nowej rewolucji cyfrowej, która się na naszych oczach rozgrywa – mówi prof. Jacek Leśkow.

    Bezpieczny i coraz szybszy internet – tego oczekują od nas wszyscy użytkownicy, zarówno biznes, instytucje rządowe, jak i zwyczajni internauci – wskazuje Roman Malinowski, dyrektor rejestru krajowego .pl – Największym wyzwaniem jest dziś utrzymanie otwartości sieci – tak jak do tej pory, ale z zachowaniem prywatności i bezpieczeństwa. Możemy mówić o przetwarzaniu danych, algorytmach i sztucznej inteligencji, ale to są elementy pochodne, które dzieją się w ekosystemie internetu. Sieć musi pozostać otwarta dla wszystkich.

    Jak podkreśla, większe bezpieczeństwo w sieci będzie wymagać wypracowania pewnego kompromisu pomiędzy wszystkimi jej użytkownikami – od pojedynczych internautów po rządy i duże koncerny – oraz wdrożenia regulacji, które będą z jednej strony chronić prywatność, a z drugiej – inwestycje w gospodarkę cyfrową.

    Wszystkie strony tego kompromisu muszą ustąpić, zgodzić się na pewną wspólną regulację. Istotne jest, żeby nie wyłączyć nikogo z dyskusji o tym, jak ta regulacja ma wyglądać, czego ma dotyczyć i jak ma być zaimplementowana – mówi Roman Malinowski. – Rok 2019 był okresem dobrych zmian w internecie. To był kolejny rok jego dojrzałego użytkowania i tak będzie również w 2020 roku.

    Jak ocenia dyrektor NASK, przyszły rok nadal będzie upływać pod znakiem dyskusji o równowadze pomiędzy bezpieczeństwem a wolnością słowa w internecie. Prof. Jacek Leśkow podkreśla, że nie jest ona niczym nowym, ale zupełnie nowy wymiar ma zasięg tej debaty, ponieważ obecnie cyfrowe media i cyfrowe środowisko komunikowania się umożliwiają propagowanie rozmaitych poglądów z dużą szybkością i na dużą skalę. To z kolei stwarza szereg zagrożeń związanych m.in. z dezinformacją.

    Fake newsy to narastający problem, którego efektem jest spadek zaufania społecznego. Przeciwdziałanie temu zjawisku jest trudne, ponieważ w dobie cyfrowej fałszywe informacje rozprzestrzeniają się błyskawicznie i są nie do zatrzymania. Eksperci zauważają, że fake newsów nie da się oddzielić od faktów, dopóki nie zmienią się nawyki czytelników, przyzwyczajonych do szybkiej i pobieżnej konsumpcji treści. Stąd potrzebny jest większy nacisk na edukację.

    Osoby, które nie mają pojęcia na dany temat, wypowiadają się w sposób autorytarny, tworzą przykładowo swój blog, a potem te wypowiedzi są multiplikowane i – często nieświadomie, bez złych intencji – powstaje fake news. Dlatego musimy nauczyć się filtrować informacje, oddzielać szum informacyjny od autentycznych treści. Wielkim wyzwaniem jest również to, jak zdefiniować autorytety, gdzie szukać fachowców, kogo słuchać i jak konstruować sobie spójny obraz rzeczywistości w świecie cyfrowym – mówi prof. Jacek Leśkow.

    Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Komisji Europejskiej, 68 proc. obywateli UE spotyka się ze zmanipulowanymi lub fałszywymi informacjami co najmniej raz w tygodniu. W Polsce ma z nimi do czynienia ponad połowa internautów – wynika z tegorocznego badania NASK. 35 proc. natrafia na nie przynajmniej raz w tygodniu lub częściej. Mimo to co piąty internauta (19 proc.) nie sprawdza wiarygodności internetowych informacji ani ich źródeł.

  • „Nie doprowadźcie do zahamowania innowacyjności Europy”

    „Nie doprowadźcie do zahamowania innowacyjności Europy”

    Organizacje reprezentujące branżę cyfrową i nowoczesnych technologii z dziewięciu krajów Europy Północnej, Centralnej i Wschodniej, w tym z Polski, zwróciły się do rządów państw członkowskich UE ze wspólnym stanowiskiem w sprawie projektowanego Kodeksu Usług Cyfrowych (Digital Services Act), nad którym będzie pracować Komisja Europejska. Apelują, by nowe przepisy nie doprowadziły do zahamowania innowacyjności Europy, a służyły rozwojowi usług internetowych, biznesowych, kreatywności, kultury i sztukI, pluralizmowi mediów oraz edukacji.

    Apel ma związek z zaplanowanym na najbliższy poniedziałek w Warszawie spotkaniem przedstawicieli państw Grupy D9+ (Belgii, Danii, Finlandii, Estonii, Holandii, Luksemburga, Irlandii, Szwecji i Wielkiej Brytanii oraz mających status obserwatora Polski i Czech). To kraje Unii Europejskiej, które prezentują podobne podejście do praw cyfrowych. Wśród tematów ich najbliższych rozmów będą m.in. kwestie dot. regulacji proponowanych w ramach planowanego Kodeksu Usług Cyfrowych (DSA). Mają one m.in. zmienić obecne przepisy zawarte w Dyrektywie  o handlu elektronicznym (która głównie wprowadza wyłączenia dotyczące odpowiedzialności platform internetowych za treści na nich publikowane) i być również odpowiedzią na współczesne wyzwania w internecie, jak np. mikrotargetowanie czy tzw. fake newsy.

    Pod wspólnym stanowiskiem podpisało się w sumie 11 organizacji reprezentujących przedsiębiorców sektora cyfrowego i nowoczesnych technologii z Finlandii (FiCom), Holandii (NL Digital oraz DINL), Danii (Duńskie Stowarzyszenie Przedsiębiorczości), Szwecji (IT&Telekomföretage), Niemiec (Deutsche Startups i ECO) oraz krajów Grupy Wyszehradzkiej – Węgier (IVSZ), Czech (Konfederacja Przemysłu Republiki Czeskiej), Słowacji (ITAS) oraz Polski (Związek Cyfrowa Polska).

    Pogodzić regulacje z ideą Jednolitego Rynku Cyfrowego

    Zdaniem sygnatariuszy listu, unijny Kodeks Usług Cyfrowych musi przede wszystkim chronić wartości podstawowe zawarte dziś w Dyrektywie o handlu elektronicznym, która pozwoliła na rozwój szerokiej gamy usług internetowych, nowatorskich modeli biznesowych europejskiej kreatywności, kultury i sztuki, pluralizmu mediów i możliwości szerokiej edukacji. Ważne jest również to, aby wszelkie nowe regulacje nie hamowały innowacji i wzrostu Unii – w tym wzrostu PKB.

    W tym celu wzywamy rządy państw członkowskich z Europy Północnej, Środkowej i Wschodniej do współpracy w nadchodzącym procesie uchwalania tego podstawowego aktu prawnego w celu osiągnięcia perspektywicznej regulacji dla gospodarki cyfrowej UE — napisano we wspólnym stanowisku, opublikowanym w piątek.

    Europejskie organizacje branży cyfrowej podkreślają również, że wszystkie projektowane regulacje dotyczące usług cyfrowych, w tym handel elektroniczny, zasady dotyczące odpowiedzialności, jak np. odpowiedzialności algorytmicznej oraz zasady dot. treści i reklamy internetowej, powinny być zgodne z ideą Jednolitego Rynku Cyfrowego. „Jednolity rynek, który pozwoli na skalowanie i rozpowszechnianie innowacyjnych pomysłów w Europie powinien funkcjonować bez zbędnych ograniczeń oraz musi być zgodny z rozbieżnymi lokalnymi przepisami i regulacjami, umożliwiając europejskim konsumentom i przedsiębiorstwom czerpanie korzyści z cyfryzacji” – twierdzą sygnatariusze pisma. W ich opinii, oznacza to, że każde nowe zobowiązanie i odpowiedzialność nałożone na podmioty świadczące usługi muszą być jasne, precyzyjne i systemowe dla wszystkich państw członkowskich. Ewentualne rozdrobnienie przepisów będzie miało negatywny wpływ na poszczególne kraje, np. poprzez w rozbieżności w interpretacjach i orzecznictwie.

    Zapewnić bezpieczeństwo i prywatność użytkowników

    Należy również wziąć pod uwagę różnice między konkretnymi usługami online. Ich różnorodna działalność i cele muszą być dobrze zrozumiane i odzwierciedlone w projektowanych przepisach. To, co ma sens w przypadku platform do udostępniania treści, może nie być odpowiednie ani technicznie wykonalne dla wyszukiwarek— mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. I dodaje: — Ważne jest także to, aby europejski Kodeks Usług Cyfrowych zapewnił poszanowanie prywatności użytkowników oraz ich prawo do wyrażania poglądów i wolności słowa, a także zapewniała ich bezpieczeństwo.

    W opublikowanym stanowisku europejska branża cyfrowa odnosi się również do kwestii odpowiedzialności za zamieszczanie niezgodnych z prawem treści w internecie. W jej opinii należy podtrzymać obowiązujący obecnie zakaz ogólnego monitorowania sieci, ale powinno się też uwzględnić klauzulę tzw. „dobrego samarytanina”, aby umożliwić platformom wyszukiwanie i usuwanie szkodliwych treści. Ich zdaniem treści

     „zgodne z prawem, ale szkodliwe” nie powinny wchodzić w skład systemu odpowiedzialności platform internetowych.

    Stanowisko europejskiej branży cyfrowej trafiło do rządów krajów z Europy Północnej oraz Środkowo-Wschodniej, w tym także w Polsce – do Ministerstwa Cyfryzacji, Ministerstwa Rozwoju oraz do sekretarza stanu ds. europejskich w Kancelarii Premiera, Konrada Szymańskiego.