Tag: UPC

  • UPC Polska przechodzi do historii. Markę w całości przejął Play

    UPC Polska przechodzi do historii. Markę w całości przejął Play

    31 sierpnia 2023 roku zakończył się ostatni etap prawnej integracji spółek P4 i UPC Polska. Oznacza to, że UPC Polska formalnie przestaje istnieć jako odrębna marka i staje się częścią sieci Play. Ale co to oznacza dla klientów i jakie są długoterminowe implikacje tego ruchu na rynku telekomunikacyjnym w Polsce?

    Chociaż P4 ogłosiło chęć przejęcia spółki UPC Polska już we wrześniu 2021 roku, transakcję formalnie sfinalizowano w kwietniu 2022 roku. Od tego czasu obie firmy pracowały nad integracją, która zakończyła się wpisem do Krajowego Rejestru Sądowego.

    Co to oznacza dla klientów?

    Dla klientów UPC Polska, zmiany są minimalne. Umowy, opłaty i dane rachunku bankowego pozostają niezmienione. Wszystkie sprawy będą teraz obsługiwane przez Play, co może oznaczać bardziej zintegrowane i efektywne usługi. Strona internetowa UPC Polska będzie przekierowywać do witryny sieci Play, co może być korzystne dla klientów szukających wsparcia online.

    Długoterminowe implikacje dla rynku

    Fuzja tych dwóch gigantów telekomunikacyjnych może mieć długoterminowe implikacje dla rynku. Po pierwsze, zwiększa to konkurencyjność Play na rynku, dając firmie dostęp do zasobów i klientów UPC. Po drugie, może to również wpłynąć na ceny i jakość usług, jako że Play będzie teraz miało większe zasoby do inwestowania w infrastrukturę i rozwój.

    Odejście Michała Fury

    Warto również zauważyć, że wraz z końcem sierpnia z firmy odchodzi Michał Fura, dotychczasowy rzecznik prasowy UPC Polska i szef komunikacji korporacyjnej Play. Jego odejście może sygnalizować nową erę w komunikacji i strategii marki.

    Chociaż dla klientów UPC Polska zmiany są minimalne, fuzja z Play ma potencjał do wprowadzenia znaczących zmian na rynku telekomunikacyjnym w Polsce. Ostateczny wpływ tej transakcji będzie zależał od tego, jak efektywnie Play wykorzysta nowo nabyte zasoby i jak zareagują inne firmy na tym rynku.

  • Opłaty z niezamówione usługi – Dlaczego UOKiK ma zastrzeżenia do UPC Polska?

    Opłaty z niezamówione usługi – Dlaczego UOKiK ma zastrzeżenia do UPC Polska?

    Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), Tomasz Chróstny, postawił zarzuty UPC Polska, spółce obsługującej szerokopasmowy internet, telewizję oraz telefonię stacjonarną. W zależności od wyniku postępowania, UPC Polska może zostać ukarane grzywną do 10 proc. rocznych obrotów spółki.

    Czego dotyczą zarzuty? Okazuje się, że klienci UPC byli obciążeni dodatkowymi opłatami za usługi, których nie zamawiali. W ramach programu „Więcej korzyści dla Ciebie”, wprowadzonego od 1 lutego 2019 r. do 1 kwietnia ubiegłego roku, abonament dla klientów UPC, którzy zawarli z spółką umowy na czas nieoznaczony, został podwyższony. To związane było z wprowadzeniem dodatkowej opłaty wynoszącej od 4 do 8 zł, w zależności od posiadanego pakietu. Spółka informowała, że klienci będą mieli dostęp do większej liczby kanałów telewizyjnych (w tym programów premium) lub szybszego internetu.

    Zgodnie z przepisami prawa konsumenckiego, świadczenie nowych usług powinno odbywać się na wniosek lub za uprzednią zgodą konsumentów. Tymczasem UPC Polska nie zwróciło się do klientów z prośbą o wyrażenie zgody na wprowadzenie nowych usług i związane z tym opłaty. W tej sytuacji, to konsumenci musieli zdecydować, czy wypowiedzieć umowę, zrezygnować z nowych usług przed ich wprowadzeniem, czy skorzystać z oferty z możliwością rezygnacji w ciągu 6 miesięcy.

    – Niedopuszczalne jest pobieranie opłat za niezamówione produkty i usługi. Pamiętajmy, iż włączenie jakichkolwiek świadczeń, odpłatne dodanie ich do wcześniej zawartej umowy, musi się odbyć za wyraźną i świadomą zgodą konsumentów, a brak odpowiedzi takiej zgody nie stanowi.mówi Prezes UOKiK, Tomasz Chróstny.

    Fakt, że UPC Polska umożliwiło klientom bezkosztowe zrezygnowanie z nowych usług w ciągu 6 miesięcy, nie zmienia sytuacji. Przedsiębiorca nie powinien jednostronnie zmieniać zakresu świadczonych usług lub uruchamiać nowych, a następnie wymagać od konsumentów opłacania wyższego abonamentu za niezamówione produkty lub wycofania się z nowych warunków.

    Kluczowe jest tutaj zrozumienie, że zgodnie z ustawą o prawach konsumenta (art. 5), spełnienie przez przedsiębiorcę świadczenia niezamówionego przez konsumenta, następuje na ryzyko przedsiębiorcy i nie nakłada na konsumenta żadnych zobowiązań.

    Na ten moment, wszystko w rękach UOKiK. Jeśli zarzuty się potwierdzą, UPC Polska czeka surowa kara – do 10 proc. obrotu spółki. O tym, jakie będą dalsze losy tej sprawy, zapewne dowiemy się wkrótce.

  • Play i UPC Polska łączą siły, aby stworzyć nowego operatora

    Play i UPC Polska łączą siły, aby stworzyć nowego operatora

    1 kwietnia 2022 r. P4 Sp. z o.o. (operator sieci Play) sfinalizował transakcję nabycia 100% udziałów Liberty Global w UPC Polska Sp. z o.o. za kwotę 7 mld zł. Play i UPC Polska połączą swoje najlepsze usługi mobilne, stacjonarne i telewizyjne, aby zaoferować klientom jeszcze wyższą jakość i wartość.

    Play jest liderem rynku telekomunikacyjnego z ponad 15,7 mln klientów. Operator świadczy usługi telefonii mobilnej, stacjonarnej, telewizji oraz usług dla domu. Posiada najnowocześniejszą infrastrukturę mobilną w Polsce z niemal 10 tys. stacji bazowych w całym kraju, obejmując swoim zasięgiem prawie 100% ludności.

    UPC Polska posiada ponad 1,5 mln abonentów. Jest ogólnopolskim dostawcą najszybszego internetu szerokopasmowego w domu do 1 Gb/s oraz najbogatszej oferty cyfrowej rozrywki dostępnej w 4K i na urządzeniach mobilnych. W zasięgu sieci UPC znajduje się obecnie ponad 3,7 mln gospodarstw domowych w Polsce.

    Play i UPC łączą dzisiaj siły z ambicją zdefiniowania nowych standardów usług telekomunikacyjnych w Polsce.

    „Łączymy dziś największą i najnowocześniejszą sieć mobilną z najszybszym internetem światłowodowym oraz najbogatszą ofertą telewizji i rozrywki. Razem, dzięki utalentowanym i fantastycznym zespołom Play i UPC, zdefiniujemy na nowo konwergencję z korzyścią dla klienta.” powiedział Jean Marc Harion, Prezes Zarządu Play.

    Transakcja nie wymaga od dotychczasowych klientów obu podmiotów żadnych działań. Umowy zawarte przez klientów z operatorami pozostają w mocy i nie wymagają podpisywania aneksów.

  • 5 wskazówek, jak zachować bezpieczeństwo w sieci z okazji Dnia Bezpiecznego Internetu

    5 wskazówek, jak zachować bezpieczeństwo w sieci z okazji Dnia Bezpiecznego Internetu

    Chociaż rok 2022 dopiero się rozpoczął, rynek już doświadczył kilku poważnych ataków ransomware. Wraz z nowym, hybrydowym sposobem pracy, firmy i użytkownicy indywidualni muszą dostosować podejście do kwestii bezpieczeństwa, zmniejszając ryzyko i wspólnie przyczyniając się do rozwoju lepszej kultury zachowania w sieci.

    W związku z obchodzonym 8 lutego Dniem Bezpiecznego Internetu, eksperci ds. cyberbezpieczeństwa Cisco przedstawiają wskazówki, które pomogą zachować odpowiednie bezpieczeństwo w sieci. 

    Według analiz zespołu ds. cyberbezpieczeństwa Cisco Talos, ataki za pośrednictwem wiadomości e-mail, które wykorzystują zainfekowane linki i załączniki, nasiliły się w 2021 roku i pozostaną ogromnym zagrożeniem także w następnych miesiącach. Należy jednak pamiętać, że pomimo zaawansowanych rozwiązań z zakresu cyberbezpieczeństwa, to ludzie w największym stopniu mogą wpłynąć na zmniejszenie ryzyka cyberataków. Przyczynić się do tego mogą zarówno zwykli pracownicy, jak i zespoły IT, które wykorzystują swoje doświadczenie do przewidywania zagrożeń i niebezpieczeństw. 

    Ataki typu ransomware należą do grupy najbardziej niebezpiecznych cyberzagrożeń. Nierzadko są przygotowywane tygodniami lub miesiącami, a poruszający się po zainfekowanych obszarach cyberprzestępcy często nigdy nie są demaskowani. Na szczęście na rynku istnieje wiele metod wykrywania ataków, takich jak stały monitoring sieci, wykorzystanie mechanizmów sztucznej inteligencji do wyszukiwania anomalii oraz wykrywanie zainfekowanych punktów końcowych zanim staną się poważnym zagrożeniem. 

    Eksperci Cisco prezentują 5 sposobów postepowania, które pomogą uchronić się przed atakami: 

    Czujność i ostrożność przede wszystkim

    Wyskakujące w Internecie okienka z góry powinniśmy traktować jako zagrożenie, gdyż często przekierowują one do fałszywych stron internetowych. Z kolei załączniki w korespondencji pochodzącej z nieznajomego źródła mogą być zainfekowane, co umożliwia przestępcom dostanie się do sieci firmowej. Użytkownicy powinni więc zwracać szczególną uwagę na wiadomości od nieznanych nadawców, którzy kuszą nas obietnicą zniżki, zwrotu pieniędzy lub nagrody. Co więcej, ostrożność należy zachowywać także w przypadku wiadomości od osób na wyższych stanowiskach w organizacji, które nagle proszą o poufne informacje, takie jak hasła. 

    Takie fałszerstwa nie ograniczają się jedynie do poczty elektronicznej, a atakujący rozszerzają pole swoich działań także np. o wiadomości SMS. 

    Wykorzystanie unikalnych haseł i autentykacji na drugim urządzeniu

    Nie ma wątpliwości, że długie hasła są lepsze od tych krótkich, a dodatkowo te „niezrozumiałe” z wieloma znakami specjalnymi i cyframi są lepsze niż konkretne słowa. Ważne jest również, aby używać innych haseł dla każdej aplikacji i usługi sieciowej. 

    Drugą, być może ważniejszą rzeczą, którą mogą robić użytkownicy, jest wdrożenie uwierzytelniania wieloskładnikowego. Wykorzystując tę metodę do autoryzacji tożsamości użytkownika potrzebne jest drugie urządzenie, zazwyczaj smartfon. 

    Instalowanie aplikacji mobilnych jedynie z zaufanych źródeł

    Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa stanowczo odradzają instalację gier, motywów, tapet i innych mających w zamyśle poprawić wydajność wtyczek na urządzeniach używanych do celów biznesowych. Dotyczy to również aplikacji pochodzących od nieznanych deweloperów. Aby minimalizować ryzyko, warto korzystać wyłącznie z oficjalnych sklepów z aplikacjami Apple, Google lub innych producentów smartfonów. Oczywiście i tam może znajdować się złośliwe oprogramowanie. Ryzyko jest jednak znacznie mniejsze niż w przypadku instalowania i wgrywania na urządzenie plików instalacyjnych z innych źródeł. W przypadku urządzeń służbowych, warto konsultować instalację aplikacji z działami IT.

    Aktualizacja, głupcze! 

    Oprogramowanie zawsze zawiera luki, a cyfrowi przestępcy zawsze starają się je wykorzystać. Świadomi bezpieczeństwa i odpowiedzialni producenci ujawniają słabe punkty i w krótkim czasie je likwidują. Tak właśnie postępuje Cisco w przypadku wszystkich produktów. Procesy bezpieczeństwa mają zasadnicze znaczenie dla jakości produktów. Muszą być zintegrowane już w fazie projektowania produktu w myśl zasady „security by design”. Dla użytkownika oznacza to, że zawsze powinni aktualizować swoje oprogramowanie, gdy tylko pojawi się taka możliwość.

    W cyberbezpieczeństwie nie ma drogi na skróty

    Polityka bezpieczeństwa cyfrowego w organizacji wraz ze wszystkimi jej procedurami może nie być komfortowa dla użytkowników. Z tego powodu wielu pracowników nagminnie obchodzi istniejące zabezpieczenia i na przykład łączy się z siecią ze swoich służbowych komputerów przez publiczne hotspoty Wi-Fi, nie używając do tego VPNa. To duży błąd, który może mieć poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa cyfrowego całej organizacji.

  • Sygnaliści w firmach – jak dobrze przygotować się do nowych przepisów?

    Sygnaliści w firmach – jak dobrze przygotować się do nowych przepisów?

    Aż 69% pracowników nie zgłasza nieprawidłowości w pracy, bo boi się konsekwencji takiego działania, wynika z badania „Ochrona sygnalistów w Polsce – świadomość pracowników i praktyki w firmach”, przeprowadzonego przez firmy ARC Rynek i Opinia oraz braf. tech. Przepisy dotyczące takich przypadków są więc potrzebne, aby zapewnić zgłaszającym odpowiednią ochronę. Co znalazło się w nowej ustawie o sygnalistach?

    Gdy ustawa o ochronie osób zgłaszających naruszenia prawa zostanie uchwalona, firmy będą musiały dostosować do niej swoje wewnętrzne ustalenia. Wszystko to z powodu dyrektywy Unii Europejskiej z dnia 23 października 2019 roku, która zobowiązuje przedsiębiorstwa do objęcia zgłaszających szczególną ochroną. Zgodnie z ustawą nowe zasady wdrożą ci polscy przedsiębiorcy, którzy zatrudniają powyżej 50 pracowników.

    Kim jest sygnalista?

    Najprościej mówiąc, sygnalista to osoba zgłaszająca nieprawidłowości, naruszenia przepisów oraz akty korupcji w firmie, w której pracuje. Zawiadamia o takich przypadkach osoby odpowiedzialne za sprawy etyczne i prawa pracowników. W konsekwencji może mieć problemy i być prześladowana przez zespół bądź zwierzchników.

    Co istotne, status sygnalisty otrzymają nie tylko zatrudnieni na umowie o pracę, ale także na umowie cywilnoprawnej, oraz praktykanci, stażyści czy wolontariusze. Mogą to być również osoby, z którymi firma zakończyła już współpracę.

    Warto dodać, że w ustawie używa się określenia „zgłaszający”. Wszystko po to, aby nie kojarzyć sygnalisty jedynie z pracownikiem, ale także z osobami, które były dawniej zatrudnione w przedsiębiorstwie, choćby przez krótki czas.

    Obowiązki pracodawców

    Jakie wymogi stoją przed przedsiębiorstwami w związku z nową ustawą? Obecnie przyjmuje się, że firmy będą mogły zdecydować, czy wolą analogową czy też cyfrową formę informowania o nadużyciach.

    – Przedsiębiorcy będą mogli stworzyć specjalny system informatyczny, pocztę internetową bądź infolinię. Dyrektywa unijna daje również możliwość skorzystania z form oficjalnego lub anonimowego pisma oraz notatki. Dodatkowo warto wyznaczyć jedną osobę do przyjmowania takiej korespondencjiwyjaśnia Krzysztof Wojtas, prezes zarządu BrainSHARE IT, producenta programu SaldeoSMART.

    Gdy organizacje obmyślą już procedurę zgłaszania nieprawidłowości, muszą uzgodnić ją jeszcze z pracownikami. Oznacza to konieczność przygotowania regulaminu zgłoszeń wewnętrznych. Co powinno się w nim znaleźć?

    – Przede wszystkim takie dane jak dział firmy, który przyjmie zgłoszenia, sposób ich przekazywania, weryfikacja, potwierdzenie zgłoszenia w ciągu 7 dni oraz maksymalny termin na przekazanie informacji zwrotnejdodaje Krzysztof Wojtas.

    Dodatkowo organizacje mają obowiązek prowadzić rejestr zgłoszeń wewnętrznych, w którym muszą znaleźć się: numer sprawy, przedmiot naruszenia, data dokonania zgłoszenia oraz zakończenia sprawy.

    Należy przy tym pamiętać, że unijna dyrektywa zakłada 3 rodzaje zgłoszeń: wewnętrzne, czyli obowiązujące na terenie firmy, zewnętrzne – gdy o nadużyciach poinformowane zostają zewnętrzne instytucje – oraz ujawnienia publiczne.

    Zakazane działania odwetowe

    Co zmienią nowe przepisy? Firma nie będzie już mogła podejmować wobec zgłaszającego żadnych działań naruszających jego prawa albo wyrządzających mu krzywdę. Chodzi o sytuacje dotyczące obniżenia wynagrodzenia, wstrzymania awansu, wręczenia wypowiedzenia, przeniesienia na niższe stanowisko czy też utrudniania znalezienia pracy w danej branży.

    Kogo obowiązuje?

    Według projektu ustawy pracodawcy, którzy zatrudniają co najmniej 250 pracowników, oraz organizacje z niektórych branż (jak na przykład banki, zakłady ubezpieczeń czy towarzystwa emerytalne) będą musiały jeszcze w grudniu 2021 wprowadzić własny system przyjmowania zgłoszeń o nieprawidłowościach. W momencie gdy ustawa wejdzie w życie, przedsiębiorstwa dostaną 14 dni na przygotowanie się do nowych przepisów.

    – Z kolei mniejsi pracodawcy, zatrudniający od 50 do 249 osób, mają więcej czasu, aby zastanowić się nad odpowiednimi rozwiązaniami. Dostaną na to czas do 17 grudnia 2023 rokumówi Krzysztof Wojtas.

    Sankcje

    W projekcie ustawy znalazły się też zapisy o karach przewidzianych w sytuacji utrudniania dokonania zgłoszenia, podejmowania działań odwetowych oraz naruszenia obowiązku zachowania poufności tożsamości osoby, która dokonała zgłoszenia. Przedsiębiorcy stosujący takie praktyki mogą zostać ukarani grzywną, ograniczeniem wolności lub pozbawieniem wolności do lat 3.

    Również osoby, które ujawniły publicznie nieprawdziwe informacje lub dokonały takiego zgłoszenia, będą musiały się liczyć z takimi samymi konsekwencjami prawnymi. Sankcje przewidziane są także dla przedsiębiorców, którzy nie zadbają o ustanowienie odpowiedniej procedury zgłaszania naruszeń oraz podejmowania dalszych działań. Warto zatem jak najszybciej pomyśleć o formalnościach związanych z nowymi przepisami.

    Projekt ustawy o ochronie osób zgłaszających naruszenia prawa znajduje się jeszcze na etapie opiniowania, jednak w chwili, gdy wejdzie w życie, pracodawcom pozostaną tylko dwa tygodnie na wdrożenie nowych zasad. Opłaca się więc jak najszybciej stworzyć bezpieczne i anonimowe rozwiązanie dla sygnalistów.

  • Pierwsza sieć CDN w Polsce

    Pierwsza sieć CDN w Polsce

    Czas przesyłania strony WWW zależy od odległości pomiędzy korzystającym z niej użytkownikiem a serwerem, na którym umieszczone są dane. Aby skrócić oczekiwanie na polskie serwisy, nazwa.pl uruchomiła pierwszą w Polsce sieć CDN, która przechowuje elementy stron w największych polskich miastach wojewódzkich.

    Jak wynika z badania, które nazwa.pl przeprowadziła w kwietniu 2021 roku, aż 73% odwiedzin serwisów WWW, obsługiwanych przez nazwa.pl, pochodzi właśnie z terytorium Polski. Skłoniło to spółkę do uruchomienia pierwszej sieci CDN w Polsce, której węzły zlokalizowane są w największych polskich miastach. Bezpośrednia wymiana ruchu z ogólnopolskimi dostawcami Internetu zapewnia, że elementy stron Klientów nazwa.pl dostępne są w sieciach Orange, Netia, UPC, T-Mobile, Vectra (Multimedia) i wielu lokalnych dostawców w czasie poniżej 1 ms. Dodatkowo nie tylko w Warszawie, ale również w Krakowie, Katowicach, Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku.

    CDN, Nazwa.pl

    Co to jest CDN?

    CDN, czyli skrót od Content Delivery Network, to technologia przyspieszająca przesyłanie danych zawartych na serwisach webowych. Polega ona na przechowywaniu i udostępnianiu bliźniaczych kopii danych, pobranych z oryginalnego serwera, w lokalizacjach bliższych użytkownikowi odwiedzającemu stronę WWW. Ponieważ aż 80% czasu, potrzebnego do otwarcia przeciętnej strony WWW, zajmuje przesyłanie danych to zastosowanie lokalnych serwerów cache jest podstawową techniką optymalizacji szybkości otwierania serwisów.

    Lokalizacja węzłów CDN ma znaczenie

    Optymalizacja szybkości działania serwisu WWW powinna być poprzedzona analizą lokalizacji, z których najczęściej łączą się korzystający z niego użytkownicy. Po co bowiem optymalizować szybkość działania w Maroku, Urugwaju i Nowej Gwinei, skoro użytkownicy łączą się przede wszystkim z Polski, a właściciel strony WWW oferuje sprzedaż swoich usług wyłącznie w języku polskim?

    Jak dotąd żadna z działających na rynku firm, oferujących usługi CDN, nie pochyliła się nad klientami z Polski i nie zaoferowała dystrybucji treści wewnątrz naszego kraju. Co z tego, że na terenie Niemiec znajdziemy w danej sieci CDN kilka lokalizacji, skoro w Polsce firma taka zaznacza swoją obecność wyłącznie w Warszawie? I to jeszcze nie w pełni, gdyż nie posiada bezpośredniej wymiany z największymi polskimi dostawcami łącz Orange, Netia, UPC, a co za tym idzie — transmituje ruch przez łącza zagraniczne.

    CDN nazwa.pl w największych polskich miastach

    Lokalizacja węzłów CDN nazwa.pl odpowiadają na na zapotrzebowanie właścicieli polskich serwisów WWW, którym zależy głównie na szybkim wczytywaniu serwisu na terenie naszego kraju. Właściwe usytuowanie poszczególnych węzłów wynikało z analizy rozłożenia użytkowników oraz infrastruktury dostawców Internetu w Polsce. Największe polskie miasta: Warszawa, Kraków, Katowice, Wrocław, Gdańsk i Poznań, okazały się najlepszymi lokalizacjami również dla ogólnopolskich dostawców sieci Internet, którzy również w tych miejscach koncentrują swoją infrastrukturę światłowodową.

    Dystrybucja ruchu BGP wyzwaniem dla operatorów

    Projekt uruchomienia CDN przez nazwa.pl jest pierwszą tego typu inicjatywą, dlatego większość ogólnopolskich dostawców Internetu nie była jeszcze na początku 2021 roku przygotowana do połączenia z siecią nazwa.pl w więcej niż jednym punkcie. Połączenie w wielu lokalizacjach w Polsce wymagało mnóstwa zmian w sieciach tych operatorów, aby zapewnić inteligentne przekazywanie połączeń do najbliższego geograficznie węzła CDN nazwa.pl. Tylko odpowiednia dystrybucja ruchu mogła zapewnić prawidłowe działanie CDN nazwa.pl i skrócenie czasu otwierania serwisów WWW.

    Podniesienie poziomu ochrony DDoS

    Utworzenie punktów styku w wielu miastach z Orange, Netia, UPC, T-Mobile i Vectra (Multimedia) zapewnia, oprócz przyspieszenia transmisji, również dodatkową ochronę DDoS. Każdy z węzłów posiada bowiem niezależne zabezpieczenie, a przeciążenie któregokolwiek ze styków wymiany ruchu nie wpływa na pracę węzłów w pozostałych miastach. Ma to szczególnie duże znaczenie w momencie dużych ataków z Rosji, USA i innych krajów. Ataki takie koncentrują się wyłącznie na zagranicznych węzłach CDN nazwa.pl w Washingtonie, Seattle, Amsterdamie i Madrycie i nie wpływają na działanie stron w Polsce.

    CDN nazwa.pl przyspiesza działanie każdej strony

    Niezależnie od lokalizacji serwera, na którym umieszczona jest strona, zastosowanie CDN nazwa.pl przyspieszy jej działanie dla użytkowników łączących się z Polski. Przesłanie plików graficznych i innych elementów z serwera zlokalizowanego blisko użytkownika łączącego się ze stroną jest szybsze niż przesyłanie tych danych na duże odległości.
    Mając na uwadze zaprezentowanie szybkości działania stron WWW w poszczególnych miastach, nazwa.pl już wkrótce udostępni serwis test2speed.com, który umożliwi dokonanie pomiaru dowolnej strony z łącza abonenckiego zlokalizowanego w Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu i Katowicach. Test taki zademonstruje różnice w szybkości ładowania serwisów w poszczególnych miastach i potwierdzi sens stosowania CDN z węzłami lokalnymi w największych miastach w Polsce.

    CDN, Nazwa.pl

    CDN nazwa.pl dostępny jako niezależna usługa

    Obecnie CDN nazwa.pl skupia się na dystrybucji treści dla kilkuset tysięcy serwisów utrzymywanych na usłudze CloudHosting nazwa.pl. Od stycznia 2022 roku będzie można skorzystać z tej usługi również dla serwisu WWW zlokalizowanego na dowolnym hostingu lub serwerze dedykowanym. Dostępne będą 3 pakiety zawierające węzły tyko w Polsce, w Polsce i Europie lub w Polsce, Europie i USA — według uznania Klientów.

    Warto jednak podkreślić, że utrzymanie strony WWW w ramach usługi CloudHosting w nazwa.pl zapewnia wyjątkową integrację usługi hostingowej z dystrybucją treści CDN, niedostępną w innych firmach hostingowych. Wykupienie usługi dystrybucji treści CDN od innej firmy niż hosting może prowadzić do sytuacji, w której coś przestaje działać, a każda z tych firm przenosi odpowiedzialność na drugą. W efekcie, serwis WWW po prostu nie działa, ale winna temu może być inna firma, która uczestniczy w transmisji pomiędzy dostawcą hostingu i usługi CDN.

    CloudHosting z CDN od nazwa.pl, w przeciwieństwie do powyższej sytuacji, zapewnia pełną integrację i nadzór nad działaniem strony WWW od początku do końca przez nazwa.pl. Począwszy od utrzymania plików po ich udostępnianie we wszystkich węzłach sieci nazwa.pl, system monitoringu nazwa.pl czuwa nad poprawnym działaniem, reagując na każde zdarzenie, które mogłoby być powodem niedostępności serwisu Klienta.

  • Play przejmuje UPC Polska

    Play przejmuje UPC Polska

    P4 Sp. z o.o. („P4”), będąca częścią Grupy iliad („iliad”), podpisała 22 września Umowę Sprzedaży i Nabycia dotyczącą 100% udziałów w UPC Polska Sp. z o.o. („UPC”) z UPC Poland Holding B.V., będącą częścią Liberty Global plc, za kwotę 7 mld zł. Transakcja podlega teraz zgodzie regulacyjnej Komisji Europejskiej.

    UPC jest największą pod względem przychodów spółką Liberty Global w Europie Środkowo-Wschodniej, oferującą usługi telewizji, szerokopasmowego dostępu do internetu światłowodowego, a także usługi mobilne, dzięki wieloletniej współpracy z Play w modelu MVNO. Ta pozytywna informacja oznacza w praktyce nowe możliwości w obszarze usług konwergentnych dedykowanych klientom indywidualnym oraz biznesowym na polskim rynku.

    Nabycie UPC przez Play wiąże się z chęcią przyspieszenia inwestycji w sieci światłowodowe oraz przyczynia się do realizacji wizji i ambicji spółki w zakresie inwestowania w najnowocześniejsze sieci, usługi mobilne oraz szerokopasmowe. Długofalowa ambicja Play zapewnienia łączności na terenie całego kraju, przyczyni się do cyfrowej transformacji polskiej gospodarki i przyniesie korzyści konsumentom indywidualnym oraz biznesowym, dzięki bardziej innowacyjnym i kompleksowym ofertom.

    „Integracja Play i UPC Polska stworzy wyjątkową możliwość rozwoju Play na kolejnym etapie i cieszymy się na rozpoczęcie współpracy z zespołem UPC, aby wspólnie zrealizować nasze nowe ambicje. Play ma duże doświadczenie w odpowiadaniu na potrzeby swoich klientów. UPC Polska zbudowało bardzo silną platformę opartą na wysokich standardach jakości. Play i UPC połączą swoje siły, aby stworzyć silnego operatora konwergentnego w Polsce.” powiedział Jean Marc Harion, Prezes Zarządu Play.

    „Nabycie UPC Polska odzwierciedla dążenie Play i iliad, aby inwestować w mobilne oraz szerokopasmowe sieci i usługi nowej generacji. Transakcja ta wiąże się z chęcią przyspieszenia inwestycji w sieć światłowodową i przyczynia się do realizacji długoterminowej ambicji rozwijania ogólnokrajowej łączności w Polsce. Liczymy, że nasze zaangażowanie wpłynie korzystnie na cyfrową transformację polskiej gospodarki i przyniesie korzyści dla konsumentów i przedsiębiorstw, również dzięki nowym kompleksowym ofertom. Z niecierpliwością czekamy na połączenie sił i powitanie pracowników UPC w rodzinie Play i iliad po uzyskaniu wymaganych zgód”powiedział Thomas Reynaud, Prezes Zarządu Grupy iliad.

  • Jak bardzo istotna jest synchronizacja w IT? – rozmowa z Tomaszem Widomskim, Elproma

    Jak bardzo istotna jest synchronizacja w IT? – rozmowa z Tomaszem Widomskim, Elproma

    „Dokładny, pewny czas ma swoją wartość i ona stale rośnie.” – mówi Tomasz Widomski z Elpromy – jednego ze światowych liderów synchronizacji w IT, czyli dostarczania siecią komputerową precyzyjnej informacji o czasie w rozmowie z Waldemarem Sielskim.

    Waldemar Sielski: Kiedy pojawiło się w Elpromie zainteresowanie synchronizacją czasu?

    Tomasz Widomski: W roku 1996 opracowaliśmy pierwszy odbiornik GPS dołączany przez RS232 do komputera PC. Wówczas byliśmy przekonani, że GPS to świetne rozwiązanie. Jednak na przestrzeni lat zrozumieliśmy, że przemysł ewoluuje w stronę systemów rozproszonych i zbyt silnie uzależnia się od niedoskonałego GPS. Coraz częściej pytano o rozwiązania sieciowe Ethernet z protokołem NTP (Network Time Protocol). W roku 2000 powstał pierwszy sieciowy serwer czasu zrealizowany na zamówienie polskiego Sejmu. Tak się składa, że w roku 2020, a więc równo w 20 lat później, najnowszą wersję tego serwera z protokołem PTP IEEE1588 dostarczyliśmy do Parlamentu Europejskiego i Komisji UE. Ta wersja jest odporna na manipulacje sygnału GPS.
    Czytaj: Polska firma Elproma dostarczy serwery czasu do KE i Parlamentu UE | BrandsIT.pl – Portal Technologiczny

    WS: Synchronizacja czasu to zagadnienie specjalistyczne i mało znane. Może dlatego, że nawet zdefiniowanie czasu nie jest łatwe, prawda?

    TW: Odpowiadając na pytanie „Czym jest czas” zacytuję św. Augustyna „Jeśli nikt mnie o to nie pyta, wiem. Jeśli pytającemu usiłuję wytłumaczyć, nie wiem”. Intuicja podpowiada, że skoro umiemy czytać zegary to sprawa nie jest trudna – nic bardziej mylnego. W fizyce czas oznacza zmianę, a w elektronice pełni rolę „dyrygenta orkiestry” układów scalonych. Określanie jednoczesności zdarzeń z dużą dokładnością jest dzisiaj w cenie. Szczególnie widać to w sektorze finansowym na zrobotyzowanych giełdach Wall Street i w Londynie, gdzie algorytmy wychwytują najdrobniejsze różnice notowań akcji tych samych spółek, w idealnie tym samym momencie, ale na oddalonych od siebie parkietach. Sprzedają, gdzie drożej i kupują te same papiery taniej – to czysty zysk i to bez ryzyka. Rygory synchronizacji określa unijna dyrektywa MiFID II. Obowiązuje ona też w Polsce.
    Czytaj: Czas i pieniądze | BrandsIT.pl – Portal Technologiczny
    Od prawie ćwierć wieku zajmujemy się profesjonalną telemetrią M2M (Machine-to-Machine), a przesyłanie czasu siecią TCP/IP jest jej poddziedziną z pogranicza metrologii czasu. Niewiele osób wie, że synchronizacja zegarów opiera się na zwykłej teorii sygnałów. Sam mechanizm przesyłania danych z czasem nie różni się od zdalnego odczytu liczników prądu, gazu czy wody, czyli popularnego dziś smart-metering. Zadziwić może fakt, że przesyłanie czasu siecią nie wymaga nawet rygoru zachowania czasu rzeczywistego. Nie ma znaczenia dla dokładności czy dane te podróżują siecią długo, czy krótko. Ważna jest za to ich cykliczność, stabilna regularność i dwukierunkowa wymiana informacji między synchronizowanymi komputerami. Synchronizacja to porównanie zegarów na poziomie systemu operacyjnego Windows, Linux, OSX, wymuszająca korektę ich nastawień, tak aby pozostawały możliwie zgodne. Synchronizacja różni się więc od telemetrii właśnie o dodatkową inteligencję korygowania zegara.

    WS: Dlaczego synchronizacja przenosi się do sieci komputerowej?  Przecież synchronizacja działała do tej pory dobrze poza siecią.

    TW: Wcześniej do sieci uciekł przemysł, telekomunikacja, energetyka, multimedia, a ostatnio również telewizja. W sieci jest wszystko, bo tak jest taniej, mniej kabli do układania i łatwiejsze zarządzanie. Teraz przyszła kolej na „czas z gniazdka”, tzn. taki, który zapewni stabilność całego IT. Czas dystrybuowany Ethernetem stanowi skuteczną alternatywę dla lokalnego GPS, z którym mamy coraz większy kłopot. Czas wywołuje w przemyśle skutki prawne i wzrasta odpowiedzialność karna za powstałe awarie infrastruktury. Chcemy to minimalizować. Chodzi o to, aby być przygotowanym, gdy współzależność systemów w Przemyśle 4.0 osiągnie tak wysoki poziom, w którym zaburzenie jednego elementu zagrozi efektem domina w skali odczuwalnej dla regionu lub całej gospodarki. Zachód to już zrozumiał. Nam niestety nie starcza tu wyobraźni, że to ostatni już moment na poprawę krytycznych infrastruktur szkieletowych. Trochę przypomina to dyskusje nad zmianami klimatycznymi. Ponoć zawsze jest pora, ale pewnego dnia okaże się, że już jest za późno, a skutki będą fatalne.
    Jest też inny powód, dlaczego synchronizacja przenosi się do sieci komputerowej. To konieczność synchronizacji systemów rozproszonych. A dzisiaj w erze chmury wszystko jest rozproszone, zaczynając od Microsoft Azure, po miniaturową sieć łączącą lidary-IP pracujące pod maską autonomicznego samochodu marki Tesla. Wyzwaniem jest zawsze precyzyjne wyznaczanie wspólnego momentu – chwili „teraz” i znakowanie danych jakie sensory wysyłają do serwera centralnego nadzorującego proces. Dokładność osiągnęła już poziom nanosekund i podąża w stronę pikosekund. Te największe dokładności widać w systemach jednofotonowej kryptografii kwantowej QKD, jakie mają od dekady banki w Szwajcarii i British Telecom. Nas interesuje jednak zwykły przemysł i dużo mniejsze dokładności, gdzie potrzebne jest wspólne źródło stabilnego czasu. A stabilność i dokładność idą w jednej parze.

    WS: To może źródłem czasu mógłby być GPS i jego sygnał 1PPS (Pulse-per-second signal – Wikipedia)?

    TW: Zasadniczym problemem amerykańskiego GPS i innych systemów satelitarnych GNSS jest ich wojskowa natura. Z wyjątkiem europejskiego GALILEO, wszystkie pozostałe nie mogą zapewnić dostępności UTC (Uniwersalny czas koordynowany – Wikipedia, wolna encyklopedia) w sytuacjach kryzysowych. Istnieją stosowne dyrektywy zezwalające na ograniczanie dostępności GPS bez uprzedzenia opinii publicznej. Zdarzają się też awarie, błędy satelitów, pomyłki w telemetrii ziemia-kosmos. Jako firma śledzimy i analizujemy wszystkie te przypadki. W Elpromie posiadamy wiedzę jak temu zapobiegać. Największy problem stanowią jednak same urządzenia do odbioru sygnału satelitarnego. W synchronizacji opartej o odbiorniki komercyjne GNSS błąd jednego roku jest tak samo prawdopodobny jak błąd o jedną milisekundę. Dzieje się tak, ponieważ wewnątrz sprzętu GNSS czas reprezentowany jest numerycznie i podlega procesowi przetwarzania wykazując podatność na błędy przepełnień. Ma to miejsce, zwłaszcza, gdy producent upchnie w jednym bajcie obok siebie czas i datę. Łatwo wtenczas przenieść bit przepełnienia określający milisekundę na pole kodującą informacje o dacie i problem dużego skoku w czasie jest gotowy. Sam odbiornik GNSS ma tu sporo do policzenia i wiele okazji do pomyłek. Danymi z GNSS można też łatwo manipulować tworząc fałszywą emisję sygnałów satelitarnych na ziemi. Nazywa się to spoofingiem. Można też zagłuszać oryginalny sygnał, co nazywamy jammingiem. Obecnie sygnał GPS jest bardzo narażony na takie manipulacje i celowe cyberataki. Coraz częściej zdarzają się ataki na całe infrastruktury krytyczne państw. W 2019r. Izrael odnotował zagłuszanie GPS nad tym państwem, więc to może się przydarzyć również Polsce. Znane są też przypadki podobnych awarii telekomunikacyjnych w Wielkiej Brytanii. Niewiele firm przyznaje się jednak do takich problemów w obawie o skutki komercyjne, ryzyko utraty klientów, niechęć inwestorów. Dlatego są one możliwie ukrywane przed opinią publiczną. Firmy starają się im same zapobiegać.

    WS: Czyżby synchronizacja jest obok telemetrii również dziedziną cyberbezpieczeństwa?

    TW: Zdecydowanie – TAK! Dziś synchronizacja ściśle wiąże się z cyberbezpieczeństwem. Zamiast włamywać się do sieci wewnętrznej, prościej jest destabilizować jej pracę poprzez zdalne zaburzenie synchronizacji, np. manipulując sygnałami GPS. Reszta destrukcji wykona się praktycznie sama, jeżeli system nie jest na to przygotowany. Elproma pokazała konkretne scenariusze ataków na system synchronizacji podczas paneli eksperckich w Brukseli w roku 2017, w sesji poświęconej bezpieczeństwu energetyki DG-Energy i bezpieczeństwu sieci DG-CNET. Mieliśmy też przydzielony czas w 2018r. podczas pokazów salonu lotniczego w Paryżu. Niestety gdziekolwiek jesteśmy zapraszani jako eksperci nie spotykamy nikogo z Polski – jesteśmy tam jedyni – to nas bardzo martwi.
    Ponadto, manipulując czasem można zaburzyć chronologię zapisanych zdarzeń w dziennikach LOG. Traci się wtenczas bezpowrotnie szansę analizy błędów i ustalenia źródła awarii. To idealne warunki dla hakerów, którzy odwracają w ten sposób uwagę od rzeczywistej przyczyny ataku. Nietrudno tak zmanipulować zapis LOG, że zarejestrowany skutek wyprzedzi w czasie własną przyczynę. Dlatego rekomendujemy, aby w infrastrukturach krytycznych używać autentykacji serwerów czasu oraz znakować kryptograficznie czasem zapisy w LOG. Dziś zmianie uległ cały paradygmat cyberbezpieczeństwa, a ataki hackerskie klasy „Time synchronization attack” i „Time delay attack” są jednymi z prawdopodobnych i najniebezpieczniejszych dla silnie zautomatyzowanej i uzależnionej od GPS gospodarki.
    Dlatego mówi się dziś o rosnącym znaczeniu czasu urzędowego. Potrzebna jest unifikacja wzorca czasu UTC i normalizacja standardów dla Przemysłu 4.0. Alternatywne dla GPS przesyłanie wzorca siecią Ethernet robi się ważne. Standaryzacja jest tu przedmiotem prac wschodzącej technologii TSN (ang.  Time Sensitive Networking – Time-Sensitive Networking – Wikipedia). Synchronizacja i precyzyjne znakowanie czasem będzie też wywoływać następstwa prawne, nie tylko jako konsekwencja awarii, ale również wprowadzi skutki w postaci np. nowych rodzajów podatków. Tak jest już dziś we Włoszech dla transakcji giełdowych w tzw. HFT.
    Podobnie wygląda sytuacja w energetyce rozproszonej smart-grids. W Polsce mamy obecnie okres poprzedzający tę erę. Jako kraj pozostajemy nadal skoncentrowani na telemetrii zdalnych odczytów smart-metering, gdzie dokładność nie jest aż tak ważna, chociaż sama synchronizacja jest bardzo tam bardzo potrzebna. Wyzwaniem będzie transformacja do energetyki rozproszonej. Polskę czeka tu milowy krok i konieczność stworzenia skalowalnej infrastruktury szkieletowej oferującej dwukierunkowy przepływ prądu. Rejony z nadmiarem energii muszą w przyszłości wspierać rejony z jej niedomiarem. Sytuacja energetyczna i kierunek płynięcia prądu będą się zmieniać dynamicznie i to wymaga synchronizacji nanosekundowej.
    Czytaj: Czas i synchronizacja – czy przyszła energetyka będzie bezpieczna? | BrandsIT.pl – Portal Technologiczny
    Bez zgodności czasu, niemożliwym jest też precyzyjne strojenie pasm radiowych ani zarządzanie kanałami transmisyjnymi telefonii 5G, ani telewizji cyfrowej DVB-T2. Można by było ratować się wprowadzaniem tu dodatkowych zabezpieczeń, ale odbywałoby się to kosztem obniżenia wydajności posiadanego pasma, zakupionego przecież za bardzo duże pieniądze. W konsekwencji zmniejszałaby szybkość transmisji oraz liczba jednocześnie obsługiwanych abonentów, w tym urządzeń telemetrii bezprzewodowej M2M, a to ponownie stwarza zagrożenie dla stabilności Przemysłu 4.0.
    Czytaj: Czas i synchronizacja w telekomunikacji 5G i Przemyśle 4.0 | BrandsIT.pl – Portal Technologiczny

    WS: Jak uzyskuje się dokładną informację o czasie?

    TW: Za wyznaczanie czasu UTC odpowiada w każdym państwie narodowy instytut metrologii.
    W Polsce rolę tę pełni Główny Urząd Miar RP, z którym Elproma współpracuje od lat. Urząd może kalibrować, tzn. dostrajać dostarczone mu zegary do narodowych, cezowych wzorców czasu. Urząd udostępnia też swoje wzorce publicznie przy pomocy protokołów NTP, a ostatnio również PTP IEEE1588. Sposoby rozpowszechniania wzorców czasu urzędowego określa rozporządzenie (Dz.U 56/2004 poz. 548). Czas jest chroniony prawnie nie tylko w naszym kraju. Niebawem, czasem obowiązującym na terenie UE będzie również czas z systemu GALILEO. Wyznaczanie narodowych skal UTC koordynuje BIPM Francja. Czas dla GALILEO tworzą europejskie laboratoria. Polska i GUM biorą w tym również czynny udział.  Firmy Elproma i PIK-Time współuczestniczą w projekcie GIANO Horizon 2020. To projekt budowy pierwszego europejskiego odbiornika satelitarnego z kryptograficzną autentykacją PKI bezpośrednio z poziomu satelitów GALILEO. Liderem projektu jest fabryka satelitów Thales Alenia Space Włochy, a wykonanie części sieciowej powierzono polskiej Elpromie.
    Ale czas UTC nie jest tak uniwersalny jak wskazuje to jego nazwa i tu pojawiają się rozbieżności między UTC laboratoriów poszczególnych państw UE. To wyzwanie również dla GALILEO, którego czas zależy od wielu laboratoriów. Dzięki uprzejmości BIPM w Paryżu, możemy to pokazać na danych historycznych porównania UTC: Włoch, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i Hiszpanii. Pokazane tu rozbieżności są większe niż wymaga się dziś od stabilności UTC dla telekomunikacji 5G. Dzisiaj wygląda to lepiej niż 10 lat temu, ale prace nad poprawą dokładności nadal trwają nieustannie. Wprowadza się też nowe generacje satelitów GPS i GALILEO. Różny jest też czas pomiędzy poszczególnymi systemami satelitarnymi grupy GNSS. Np. rozbieżność między amerykańskim GPS a rosyjskim GLONASS wynosi aż 40ns. Dla energetyki rozproszonej smart-grids i telekomunikacji 5G to zdecydowanie zbyt dużo.

    UTC(k)
    źródło: konferencja PTTI/ION dzięki uprzejmości prof. Patrycji Tavelli z BIPM

    WS: A jaki jest wkład Elpromy w synchronizację światową?

    TW: Elproma wyspecjalizowała się w synchronizacji infrastruktur krytycznych oraz w obsłudze profesjonalnej metrologii czasu. Dostarczamy zgodny i stabilny czas urzędowy na dużym obszarze tam, gdzie warunki odbioru sygnałów satelitarnych są trudne lub niepewne, a priorytetowe pozostaje cyberbezpieczeństwo. W roku 2019 dostarczyliśmy 300+ rubidowych serwerów NTS-5000 do energetyki smart-grid w Azji. Pokonaliśmy tam nowozelandzką firmę Tekron, którą niedawno kupił amerykański koncern Microchip notowany na NASDAQ. Wartość transakcji została utajniona, ale uważa się, że mogła ona osiągnąć wielkość 20mln U$. Wcześniej Microchip przejął Microsemi, ten wchłonął Symmetricom, który w pierwszej dekadzie tego millenium porządkował amerykański rynek synchronizacji i przejął w USA firmy Truetime (za ok. 20mln US$) i Datum (za ok. 80mln US$). Podkreślam to, ponieważ wygrywamy na arenie, gdzie są przejęcia i fuzje liczone w dziesiątkach milionów dolarów. Elpromę traktuje się tu z dużą powagą jako gracza i konkurenta. Podpatruje się co robimy,
    a nierzadko kopiuje nasze pomysły. Wydaje nam się, że to spory wkład – bo w taki sposób rozsławiamy polską myśl techniczną, w trudnym niszowym segmencie zaliczanym do high-tech.
    Nasz udział w światowej służbie czasu wykracza też poza codzienny biznes. Wyznaczamy kierunki i trendy – szczególnie te w zakresie cyberbezpieczeństwa synchronizacji. W latach 2009-2013 współtworzyliśmy protokół White Rabbit w CERN, który w maju 2020 doczekał się standaryzacji i włączenia do IEEE1588:2019. Później w latach 2013-2014 opracowaliśmy specjalistyczny komputer przemysłowy TAKT kompensujący wewnętrzne opóźnienia do zera. W latach 2015-2016 uczestniczyliśmy w projekcie Horizon 2020 DEMETRA prezentując unikatowy model dystrybucji czasu urzędowego z funkcją zdalnego audytu czasu. Nasze prace są wysoko ocenione i jesteśmy regularnie cytowani. Jesteśmy też zapraszani jako eksperci przez firmy takie jak Facebook i NVIDIA.
    Czytaj: Historia Czasu i Synchronizacji – od dyliżansów do Białego Królika | BrandsIT.pl – Portal Technologiczny
    Ale największy i zarazem może najmniej znany wkład Elpromy w światową synchronizację to pomoc w zablokowaniu jednej jedynej sekundy, tzw. sekundy przestępnej (ang. leap second – Sekunda przestępna – Wikipedia, wolna encyklopedia) dodawanej nieregularnie do skali czasu UTC. Po czterech latach międzynarodowej aktywności Elpromy, organizacje BIPM i NIST zgodziły się m.in. na postulaty Elpromy zasadności usunięcia tej trudnej w obsłudze dla przemysłu sekundy. Tym samym zapobiegliśmy potencjalnym awariom sektora energetycznego na świecie.
    Trochę do pełnego sukcesu brakuje nam codziennego biznesu – przede wszystkim wielkości sprzedaży dorównującej Amerykanom z Microchip, szwajcarskiej Advie-Oscilloquartz czy francuskiej Orolii. Plasuje się nas w pierwszej piątce globalnych producentów serwerów czasu NTP/PTP, ale nasza sprzedaż jest zdecydowanie niższa od konkurencji. Bariera wejścia na rynki USA i UE pozostaje bardzo wysoka. Nie pomaga nawet fakt, że serwery Elpromy od 2017r. są dopuszczone do użycia w NATO w Europie, a naszym klientem jest m.in. Ministerstwo Obrony Australii.

    WS: Czy zagadnienie czasu jest dobrze rozumiane przez polskich specjalistów?

    TW: Nie jest. Brakuje nam poparcia w Polsce zapewniającego lokalny zbyt tak, jak robią to Francuzi, Niemcy i Amerykanie. U nas wiele przetargów opisywanych jest wg. specyfikacji urządzeń zagranicznych, na czym dużo tracimy. Chyba nikt nie robi tego specjalnie. To wynika z niszowej natury i właśnie braku wiedzy, co jest ważne, a co nieistotne w produkcie. Nasi decydenci, nieświadomi wag parametrów, po prostu najczęściej kopiują specyfikację tego, co im wpadnie w necie. Później zostają pozostawieni z tym sami. To generuje z czasem bardzo wysokie koszty utrzymania. A przecież, my jesteśmy w miejscu w Polsce, moglibyśmy im pomóc.
    Sama edukacja to oddzielna sprawa. Większość klientów uważa, że skoro dotychczas problemów u nich nie było, to dlaczego mają się one pojawić akurat teraz. Zapominają, że dwadzieścia pięć lat temu, na rynku pojawiały się dopiero pierwsze odbiorniki GPS i gospodarka nie była tak uzależniona od tych systemów. Nie wiadomo było też wtenczas, że tak łatwo będzie można manipulować sygnałami satelitarnymi. Ten problem pozostaje do dziś piętą Achillesa największych korporacji światowych. Pomagamy, doradzając między innymi firmom takim jak Facebook i NVIDIA. To dla nas zaszczyt, ale nie biznes. Największe firmy tworzące dziś CLOUD/EDGE/FOG korzystają z projektów open hardware/software i grupują się w projekcie OCP  (Home » Open Compute Project). Można tam znaleźć również konsultantów z Elpromy. Ostatnio, w listopadzie 2020, przekazaliśmy uwagi dla zespołu pracującego nad synchronizacją chmury Facebook’a, co pewnie przyczyni się do poprawy jej stabilności w przyszłości. Uwagi nasze uwzględniono, ale niestety do tej pory nie doczekaliśmy zamówienia, ba nawet zwykłego słowa „dziękuję” czy podania nas choćby jako źródło informacji. Dlatego wolelibyśmy, aby z naszych usług więcej korzystał krajowy rynek IT. Problemy z synchronizacją pojawiają się statystycznie raz na dekadę, a więc na tyle rzadko, że inwestycje takie odsuwa się na później, a szczególnie w Polsce. Przypomina to deklaracje rozbudowy i wzmocnienia wałów przeciwpowodziowych, gdy nastaje ryzyko powodzi. Gdy mija, inwestycje odsuwa się i tak do następnego razu.
    Czytaj: Czas – ukryty i niedoceniany problem nowoczesnych technologii | BrandsIT.pl – Portal Technologiczny

    WS: W których polskich firmach pracują urządzenia Elpromy?

    TW: W Polsce możemy się pochwalić wdrożeniami do Sejmu RP i Senatu RP, Ministerstwa Sprawiedliwości, Ministerstwa Finansów, policji, wojska, w ING Śląski, PeKaO SA, T-Mobile, Orange, Polkomtel, Tauron, do licznych elektrowni, rozgłośni radiowych i TV, korporacji i firm produkcyjnych. Jest tego sporo, ale w Polsce kupowane są od lat wyłącznie pojedyncze urządzenia, najczęściej te najprostsze, a wiele z nich kupiono aż 10-20 lat temu, kiedy zakup jednostkowych sztuk był zasadny. Dziś, wraz ze zmianą paradygmatu cyberbezpieczeństwa, pojedyncze serwery powinny być zastępowane systemami synchronizacji składających się z wielu nowoczesnych serwerów wytwarzających czas UTC bez udziału GNSS. Taką konfigurację zaprojektowaliśmy i wdrożyliśmy do Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej (PAŻP), gdzie kilkadziesiąt specjalnych serwerów NTS-5000 Rubidium współtworzy autonomiczną skalę czasu UTC na co dzień zarządzaną centralnie w Warszawie, ale przechodzącej natychmiast w stan pracy rozproszonej w warunkach sytuacji kryzysowych braku łączności. Takie rozwiązania powielają od nas dziś najwięksi światowi gracze. Coraz częściej, czas jest sprzedawany dzięki temu jako usługa, bo dokładny, pewny czas ma swoją wartość i ona stale rośnie. Ta wartość jest inna dla każdego, w zależności od indywidualnej oceny skutków awarii jakie wywołałaby choćby raz na dekadę niewystarczająca synchronizacja. Dziś na każde wydane na synchronizację 1000 EURO w krajach Benelux, Polska wydaje jedynie 1 EURO, a takie dysproporcje 1000:1 mówią same za siebie.

    Elproma

  • Czas i synchronizacja w telekomunikacji 5G i Przemyśle 4.0

    Czas i synchronizacja w telekomunikacji 5G i Przemyśle 4.0

    Wraz ze smartfonami i smartwatchami zanikła potrzeba regulowania zegarków. Ufając technice, przyzwyczajono się do automatycznej synchronizacji czasu i daty z siecią GSM. Dlatego tak zaskakujący jest widok komórek, leżących obok siebie, zalogowanych do różnych operatorów, na których dostrzegamy inną godzinę na wyświetlaczach.

    O ile rozbieżności minutowe nie mają dla ludzi wielkiego znaczenia, to tworzą problem dla przemysłu, wkraczającego w erę zautomatyzowanej gospodarki przyszłości. Powodów zróżnicowania czasu między operatorami jest wiele, ale muszą one zniknąć, zanim Przemysł 4.0 na dobre oprze się na rozwiązaniach 5G i całkowicie od nich uzależni. Od tego zależeć będzie bezpieczeństwo i satysfakcja użytkowników najnowszych technologii. W Industry 4.0 zależności między producentem, dostawcą a odbiorcą tworzą „inteligentny” ekosystem oparty na predykcji (przewidywaniu) kolejnych wydarzeń, tych dobrych i tych złych, i pozwalający „na czas” wdrożyć postępowanie optymalizujące lub zastępcze. Tu w realizacji spotykają się modne dziś terminy Big Data, Machine Learning i Sztuczna Inteligencja, a gwarantem poprawnego i stabilnego działania całej tej automatyki będzie czas i synchronizacja.

    W telefonii 2G/3G, za wyjątkiem zapewnienia chronologii zapisu zdarzeń systemowych (LOG) oraz pomijając rolę czasu i daty w bilingach, nie było konieczności precyzyjnej synchronizacji. W starej telekomunikacji ważna była częstotliwość, niezbędna do utrzymania stabilności kanałów transmisyjnych sieci radiowej – te zaś wpływały na wydajność (przepustowość), a w konsekwencji decydowały o jakości usługi. Tylko była ona jak sekundnik w zegarku nieposiadającym wskazówek minut i godzin. Jeżeli występowały efekty takie jak echo własnego głosu w trakcie rozmowy, zrywanie połączeń lub transmisji danych podczas podróży, to były one najprawdopodobniej skutkiem niewystarczającego zgrania rozproszonych stacji bazowych (BTS) i urządzeń telekomunikacyjnych.

    Sytuacja uległa poprawie z nadejściem 4G/LTE. Telekomy, instalując odbiorniki satelitarne z wzorcem czasu w węzłach i w BTSach, znacząco udoskonaliły synchronizację. Niestety, okazywało się, że coraz częściej opisywane w mediach kłopoty związane z satelitami, powodują niezgodności wskazań czasu między operatorami, a nawet zdarzało się, że różnicują go wewnątrz sieci jednej firmy. A przecież zegar w telefonie wskazuje najczęściej godzinę pobieraną z najbliższego punktu dostępowego.

    Okazuje się także, że czas satelitarny nie jest uniwersalny i zależy od konkretnego systemu GNSS (Global Navigation Satelite System) oraz od rodzaju odbiornika tzn. od producenta, modelu, a niekiedy od wersji firmware’u. Różnice nie są duże, ale np. 30-40 nanosekundowa rozbieżność między amerykańskim GPS a rosyjskim GLONASS to istotna komplikacja dla telefonii 5G, a w konsekwencji dla Przemysłu 4.0.

    Co prawda, operatorzy GSM posiadają też własne zegary atomowe, a to sugerowałoby, że kwestia zgodności czasu powinna rozwiązywać się samoczynnie. Niestety tak nie jest, bo nie zawsze wzorzec dociera do miejsca, gdzie loguje się telefon użytkownika. Nawet gdyby wskazania z zegarów atomowych docierały do całej infrastruktury, problem nadal by pozostawał chociaż w mniejszym stopniu. Zegary atomowe są stabilne, spóźniają się lub przyspieszają 1 sekundę raz na kilkaset lat, ale dysponują jedynie substytutem zegarowego sekundnika. Nastawienie pozostałych „wskazówek” i kalendarza wymaga ciągle GNSS.

  • UOKiK: UPC Polska zmienia praktyki sprzedażowe

    UOKiK: UPC Polska zmienia praktyki sprzedażowe

    Prezes UOKiK Tomasz Chróstny wydał decyzję, w której zobowiązał UPC do zmiany praktyk sprzedażowych stosowanych w związku z zawieraniem umów na odległość (podczas rozmowy telefonicznej lub przez stronę internetową). Aby doszło do zawarcia lub zmiany umowy, której warunki ustalono podczas rozmowy telefonicznej, konsumenci będą musieli wyraźnie potwierdzić taką chęć – to efekt decyzji Prezesa UOKiK. Ponadto UPC Polska zaoferuje osobom, które składały reklamację, jedną z wybranych usług. Rekompensata obejmie również byłych abonentów.

    – Podstawą do wszczęcia postępowania były sygnały od konsumentów, które wskazywały na nieprawidłowości. Przeanalizowaliśmy procedurę zawierania przez UPC umów z wykorzystaniem środków porozumiewania się na odległość, czyli przez telefon i stronę internetową. Informacje, które zebraliśmy, dały podstawę do postawienia zarzutów. W trakcie postępowania UPC złożył propozycję zobowiązania i zrekompensowania strat konsumentom, którą przyjąłemmówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.

    Prezes UOKiK zakwestionował szereg praktyk w związku z zawieraniem lub zmianą warunków podczas rozmowy telefonicznej konsumenta z operatorem albo skorzystania z oferty przez stronę internetową.

    Urząd zakwestionował m.in.

    1. Nieudzielanie konsumentom podczas rozmów telefonicznych informacji o możliwości rezygnacji z umowy w ciągu 14 dni. Taka informacja jest obowiązkowa.
    2. Niepotwierdzanie zmienionych w trakcie rozmowy telefonicznej warunków konsumentom, którzy nie wyrazili zgody na przesłanie dokumentów w formie elektronicznej. W takiej sytuacji abonenci otrzymywali umowę dopiero w trakcie wizyty technika, który instalował usługę dostępu do internetu/telewizji w ich mieszkaniu. Dla wielu osób ten czas mógł być za krótki na zapoznanie się z umową.
    3. Uznawanie, że konsument podczas rozmowy telefonicznej skutecznie zmienił warunki umowy, mimo że ten nie potwierdził tego UPC na papierze lub innym trwałym nośniku. Prawo wymaga, aby po rozmowie z konsultantem, operator wysłał potwierdzenie warunków omówionych podczas rozmowy, a konsument udzielił na to odpowiedzi. Jej brak oznacza, że nie doszło do zmiany umowy.
    4. Sposób, w jaki UPC potwierdzał konsumentom zawarcie lub zmiany umów – wysyłał e-mailem linki przekierowujące do dokumentów na stronie internetowej. Ta forma nie spełnia wymogów trwałego nośnika.

    W efekcie postępowania przed Prezesem UOKiK – UPC zmieni kwestionowane przez Urząd praktyki. Ponadto aby doszło do zawarcia lub zmiany umowy, której warunki ustalono podczas rozmowy telefonicznej konsumenci będą musieli wyraźnie potwierdzić taką chęć po otrzymaniu od spółki potwierdzenia nowych warunków. Klienci w trakcie rozmowy sprzedażowej będą również informowani o możliwości skorzystania z prawa odstąpienia od umowy, a zmiany będą im przedstawiane na trwałym nośniku.

    Operator zaproponuje różne usługi osobom, które składały reklamacje od 25 grudnia 2014 r. na praktyki, które kwestionował Prezes UOKiK w decyzji. Osoby, które kontynuują umowę, będą mogły przykładowo: aktywować określoną ofertę telefonii mobilnej świadczonej przez UPC Polska lub podwyższyć parametry dostępu do internetu, albo korzystać ze wskazanego kanału sportowego. Usługi te będą świadczone konsumentom nieodpłatnie na okres dwóch lub trzech okresów rozliczeniowych. Osoby, które nie są już abonentamispółki, będą mogły otrzymać kilkadziesiąt zł (20 lub 30) albo zawrzeć nową umowę na korzystniejszych warunkach finansowych, które będą obowiązywać przez dwa lub trzy miesiące.

    W ciągu trzech miesięcy operator poinformuje konsumentów o tym, jakie korzyści im przysługują i jak mogą z nich skorzystać. Grupy konsumentów objętych rekompensatą, jak i jej zakres, są opisane w decyzji. Pobierz ją ze strony uokik.gov.pl.

    – Zawieranie umów przez telefon jest dla wielu osób wygodne, ale niesie za sobą pewne ryzyka. Z uwagi na charakter tego sposobu komunikacji istotnie ograniczona jest możliwość skutecznego przekazania konsumentowi wszystkich niezbędnych informacji. A to może się wiązać z ryzykiem celowego lub przypadkowego wprowadzenia abonenta w błąd co do treści zawieranej umowy lub też niewłaściwym zrozumieniem jej warunków. Aby możliwość weryfikacji treści umowy nie była fikcją, przedsiębiorca, który proponuje zawieranie umów przez telefon, musi po zakończeniu rozmowy przekazać konsumentowi potwierdzenie jej warunków – np. e-mailem lub pocztą tradycyjnąprzypomina Tomasz Chróstny.

  • Były szef CBA w zarządzie PZU

    Były szef CBA w zarządzie PZU

    Rada Nadzorcza PZU SA podjęła uchwałę o powołaniu Ernesta Bejdy w skład Zarządu spółki. Ernest Bejda jest prawnikiem, absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W latach 1997-1999 odbył aplikację prokuratorską w Warszawie, którą zakończył zdaniem egzaminu prokuratorskiego, a w latach 2000-2004 – aplikację adwokacką. Po zdaniu egzaminu adwokackiego prowadził jako adwokat własną praktykę. W latach 2000-2002 pracował w Generalnym Inspektoracie Celnym w Warszawie. W latach 2006-2009 był zastępcą szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego, a w latach 2016-2020 – szefem CBA.

    Rada Nadzorcza PZU SA uchyliła jednocześnie uchwałę z 13 marca tego roku o powołaniu w skład Zarządu PZU SA, ze skutkiem od 1 czerwca, Małgorzaty Kot. Powodem było wycofanie przez Małgorzatę Kot zgody na zasiadanie w Zarządzie

  • Firmy kontra cyberprzestępcy – niekończący się wyścig zbrojeń

    Firmy kontra cyberprzestępcy – niekończący się wyścig zbrojeń

    Znakomita większość dzisiejszych firm nie może funkcjonować bez komputerów – a nawet gdyby mogły, brak tych urządzeń byłby ogromnym utrudnieniem. Ewidencja stanu magazynowego, wystawianie faktur i paragonów, obsługa terminali kart płatniczych, a nawet monitoring – wszystko to jest obsługiwane przez komputery, które działają pod kontrolą systemu operacyjnego. Tak samo, jak nasze komputery w domach. I w większości przypadków firmowe zasoby  informatyczne są narażone na te same cyberzagrożenia, co komputery, z których korzystamy w naszych czterech ścianach.

    Jednym z najpopularniejszych obecnie zagrożeń są szkodliwe programy, które szyfrują cenne dane i żądają zapłacenia okupu za przywrócenie dostępu – tzw. ransomware, z angielskiego: ransom (okup) + malware (szkodliwe oprogramowanie). Wiadomości takie najczęściej docierają do potencjalnej ofiary w postaci sfałszowanej wiadomości e-mail np. z rzekomą niezapłaconą fakturą, rachunkiem za energię elektryczną lub sensacyjnym odnośnikiem, którego aż żal nie kliknąć.  Po uruchomieniu załącznika dochodzi do infekcji komputera, a szkodliwy program zaczyna szyfrować dane – faktury, bazy danych programów magazynowych, dane o klientach oraz kontrahentach i wszelkie inne informacje, a na ekranach firmowych komputerów pojawia się informacja, że bez zapłacenia okupu (zazwyczaj kilkaset dolarów) danych nie da się odzyskać. Czy warto płacić? Zdecydowanie nie. Po pierwsze, zmotywuje to cyberprzestępcę do dalszego działania, a osoba, która zapłaciła, stanie się w oczach atakującego atrakcyjną ofiarą i z dużym prawdopodobieństwem zostanie zaatakowana ponownie. Po drugie, płacąc okup nie mamy żadnej gwarancji, że odzyskamy dane – mamy do czynienia z przestępcami i raczej nie powinniśmy oczekiwać od nich uczciwości czy etycznego podejścia.

    Innym poważnym zagrożeniem dla firm są szkodliwe programy szpiegujące, których zadaniem jest ukradkowe wykradanie informacji. Do infekcji może dojść w podobny sposób, jak w przypadku szkodliwych programów szyfrujących, jednak nie zobaczymy żadnych śladów aktywności zagrożenia. Aplikacje szpiegujące mają za zadanie pozostać w ukryciu tak długo, jak tylko się da i wykradać informacje – wszystkie lub wybrane. Mogą to być dane klientów lub kontrahentów, informacje finansowe itd. Komputery mogą również zostać zainfekowane szkodliwym programem, który manipuluje transakcjami finansowymi online, w wyniku czego firma może przelewać pieniądze do cyberprzestępcy, zamiast do swojego kontrahenta.

    Kolejna kwestia dotyczy komputerów obsługujących terminale kart płatniczych (PoS), z których korzysta większość nowoczesnych firm prowadzących jakąkolwiek formę sprzedaży bezpośredniej. Komputery zawiadujące takimi terminalami mają bezpośredni dostęp do informacji finansowych pobieranych z kart płatniczych klientów, a dane tego typu są bardzo atrakcyjne dla cyberprzestępców. Szkodliwy program zainstalowany na komputerze może przechwytywać takie informacje, a nawet klonować karty płatnicze i przekazywać je do cyberprzestępców. Jakiś czas temu badacze z firmy Kaspersky zidentyfikowali czarnorynkowe forum, gdzie cyberprzestępcy mogą sprzedawać i kupować dostęp do zhakowanych komputerów na całym świecie – także w Polsce. Wśród ponad 70 000 takich zasobów znalazło się wiele serwerów odpowiedzialnych za obsługę terminali PoS. Atakujący może „wynająć” taki komputer w cenie rozpoczynającej się od 6 dolarów i kraść informacje finansowe od niczego nieświadomego właściciela firmy.

    Przytoczone przykłady jasno pokazują, że czasy, w których szkodliwe programy były tworzone „dla zabawy”, celem pokazania swoich umiejętności w programistycznym podziemiu, odeszły w zapomnienie. Dzisiejsza cyberprzestępczość to bardzo dobrze zorganizowany biznes ukierunkowany na zysk, a atakujący mają do dyspozycji cały arsenał narzędzi oraz technologii. Na szczęście, firmy nie są bezbronne i mogą aktywnie przeciwdziałać atakom cyberprzestępczym.

    Jak się chronić i nie paść ofiarą cyberprzestępców?

    Po pierwsze, musimy zabezpieczyć wszystkie firmowe komputery solidnym rozwiązaniem bezpieczeństwa. Warto kierować się niezależnymi testami, aby wyrobić sobie opinię co do skuteczności danego produktu. Zwróćmy uwagę, by wybrany produkt nie oferował jedynie ochrony podstawowej – powinien być wyposażony w dodatkowe funkcje zabezpieczające, np. przed szkodliwym oprogramowaniem szyfrującym dane.  Pamiętajmy, że jeżeli komputery są połączone w sieć, infekcja jednego z nich może sparaliżować cały system informatyczny firmy.

    Gdy zadbamy już o zabezpieczenie komputerów, zwróćmy uwagę na fakt, że każdy system bezpieczeństwa jest tak skuteczny, jak jego najsłabsze ogniwo. Praktyka pokazuje, że najczęściej takim ogniwem w łańcuchu bezpieczeństwa jest człowiek obsługujący komputer. Zastanówmy się zatem nad swoim zachowaniem podczas korzystania z urządzeń cyfrowych. Nie klikajmy każdego odnośnika, jaki widzimy w wiadomościach e-mail lub w portalach społecznościowych, ani nie uruchamiajmy załączników bez zastanowienia. Jeżeli mamy choćby najmniejsze wątpliwości, skontaktujmy się z nadawcą (np. z bankiem lub kontrahentem) i ustalmy, czy rzeczywiście taka wiadomość została przez niego wysłana. Nie można zapominać o sprawdzaniu każdego uruchamianego załącznika programem antywirusowym. Warto także rozważyć wdrożenie w firmie systemu do automatycznego przeprowadzania szkoleń podnoszących świadomość personelu w zakresie cyberbezpieczeństwa.

    Koniecznością jest także regularne tworzenie kopii zapasowej – najlepiej wszystkich danych, a przynajmniej tych kluczowych dla funkcjonowania firmy. Kopie takie powinny być przechowywane na zewnętrznych nośnikach, które nie są na stałe podłączone do jakiegokolwiek komputera. Same nośniki warto przechowywać poza firmą lub w sejfie. Posiadanie aktualnych kopii to nie tylko zabezpieczenie firmy na wypadek awarii sprzętu lub oprogramowania – to także ochrona danych przed szkodliwym oprogramowaniem szyfrującym.

    Bardzo ważną kwestią jest aktualizacja – musimy dbać o to, by na bieżąco instalować wszystkie uaktualnienia systemów  operacyjnych oraz aplikacji wykorzystywanych na firmowych komputerach. Poza usprawnieniem funkcjonowania i dodaniem nowych możliwości, uaktualnienia te bardzo często usuwają błędy w zabezpieczeniach wykrywane na bieżąco przez programistów i ekspertów ds. bezpieczeństwa.

    Informacje na temat oferty firmy Kaspersky dla firm są dostępne na stronach:

    piotr kupczyk kasperskyAutor: Piotr Kupczyk, Dyrektor biura komunikacji z mediami, Kaspersky Lab Polska
  • Beata Czarnacka-Chrobot i Paweł Pisarczyk laureatami nagrody na Forum Teleinformatyki

    Beata Czarnacka-Chrobot i Paweł Pisarczyk laureatami nagrody na Forum Teleinformatyki

    Dr hab. Beata Czarnacka-Chrobot, prof. SGH i Paweł Pisarczyk, Prezes Zarządu i główny projektant Atende Software zostali laureatami tegorocznej Nagrody im. Marka Cara, tragicznie zmarłego, jednego z pomysłodawców Forum Teleinformatyki. Nagroda przyznawana jest za wybitne osiągnięcia w tworzeniu warunków dla rozwoju społeczeństwa informacyjnego.

    Nagroda im. Marka Cara – tragicznie zmarłego w 1997 roku, jednego z pomysłodawców i pierwszego Przewodniczącego Rady Programowej Forum oraz aktywnego popularyzatora nowoczesnych technologii w życiu społecznym – jest wręczana na Forum Teleinformatyki od 2002 roku. Wliczając tegorocznych laureatów Nagrodą wyróżniono już 33 osoby. Nagrodę przyznaje Kapituła, powołana z inicjatywy Rady Programowej Forum. Kapitułę tworzą m.in. laureaci Nagrody z poprzednich lat.

    Ideą Nagrody jest wyróżnienie wybitnych osiągnięć w tworzeniu warunków dla rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Polsce.

    W tajnym głosowaniu Kapituła zdecydowała, że laureatami tegorocznej, osiemnastej edycji Nagrody im. Marka Cara są:

    Dr hab. Beata Czarnacka-Chrobot, profesor SGH, Kierownik Zakładu Technologii Informatycznych w Instytucie Informatyki i Gospodarki Cyfrowej Kolegium Analiz Ekonomicznych (KAE) w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie; prodziekan KAE (drugą kadencję). Była pomysłodawcą, inicjatorką i współautorką koncepcji pierwszego w Polsce kierunku studiów drugiego stopnia z zakresu Big Data. Jest także pomysłodawcą i kierownikiem pierwszych w Polsce studiów podyplomowych z zakresu Big Data, nagrodzonych trzykrotnie certyfikatem „Studia z Przyszłością”, a w 2018 r. dodatkowo Laurem Innowacyjności”. Jej zainteresowania badawcze i praktyczne skupiają się przede wszystkim na wymiarowaniu oprogramowania. Jest autorką ponad 100 publikacji z tego zakresu (także na liście filadelfijskiej). Kilkakrotnie uzyskała nagrodę „best paper” prestiżowych konferencji zagranicznych. Posiada 3 certyfikaty CBA:  Społeczne skutki korupcji; Korupcja w administracji publicznej; Korupcja w biznesie.

    Nagrodę przyznano m.in. za:

    – wieloletnie aktywne i konsekwentne rozwijanie i popularyzowanie metod wymiarowania funkcjonalnego oprogramowania zarówno na forum światowym, jak i krajowym w ramach działań w organizacji COSMIC oraz PSMO, która to aktywność zakończyła się w tym roku dużym sukcesem sprzyjającym bardzo poważnym oszczędnościom funduszy publicznych wydatkowanych na systemy IT realizowane na potrzeby administracji;

    – wieloletnią aktywną działalność innowacyjną, ze szczególnym uwzględnieniem teleinformatyki, na forum międzynarodowym i krajowym, w odniesieniu do polityki naukowo-innowacyjnej Państwa w ramach działań w Komitecie Polityki Naukowej przy Ministrze Nauki i Szkolnictwa Wyższego, jak i oceny licznych projektów oraz w obszarze kształcenia kadr.

    – stałe uczestnictwo w konferencjach informatycznych i propagowanie nowych metod budowy systemów informatycznych w zarządzaniu

    Paweł Pisarczyk, Prezes Zarządu i główny projektant firmy Atende Software, prezes Zarządu Phoenix Systems, członek Rady Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji oraz przewodniczący Sekcji Inteligentnych Sieci Smart-Grid, członek komitetów sterujących oraz zespołów eksperckich. Laureat nagrody Wizjoner 2016 przyznawanej przez Dziennik Gazeta Prawna. Współzałożyciel Fundacji Niezwyciężony, propagującej wśród młodzieży sport i ideę aktywnego rozwoju. Autor i współautor ponad 80 publikacji naukowych oraz licznych artykułów dotyczących oprogramowania, systemów operacyjnych oraz innowacji. Autor systemu operacyjnego czasu rzeczywistego dla Internetu Rzeczy Phoenix-RTOS wykorzystywanego m. in. w inteligentnych licznikach mediów (energii, gazu) przez największych światowych producentów takich urządzeń oraz w innych urządzeniach Internetu Rzeczy (dronach).

    Nagrodę przyznano m.in. za:

    – osiągnięcia koncepcyjne, praktyczne i popularyzatorskie w dziedzinie informatyki, zwłaszcza w zakresie platform medialnych i Internetu rzeczy;

    – współpracę z Forum oraz uczelniami polegającą na wspieraniu społecznie (w tym na własnym przykładzie) postaw ukazujących możliwości osiągania sukcesów na najwyższym światowym poziomie w dziedzinie nowych technologii w kraju,

    – opracowanie koncepcji, projektu i wytworzenie jednego z pierwszych na świecie systemu operacyjnego z przeznaczeniem do budowania rozwiązań informatycznych w środowisku Internetu rzeczy. Zaprojektowany przez niego i zrealizowany pod jego kierunkiem system operacyjny Phoenix został udostępniony w modelu otwartym dla wszystkich zainteresowanych wytwarzaniem rozwiązań w obszarze Internetu rzeczy. Dzięki walorom konstrukcyjnym i funkcjonalnym reprezentuje poziom światowy.

    Nominowanymi do tegorocznej Nagrody im. Marka Cara byli także:

    prof. dr hab. Jacek Gołaczyński – Kierownik Centrum Badań Problemów Prawnych i Ekonomicznych Komunikacji Elektronicznej (CBKE) jednostki naukowo-badawczej, działającej w ramach Uniwersytetu Wrocławskiego

    Kazimierz Schmidt – Wieloletni pracownik Ministerstwa Cyfryzacji, a wcześniej Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych

    Krzysztof Szubert – były Sekretarz Stanu oraz Pełnomocnik Rządu ds. Jednolitego Rynku Cyfrowego. Polski przedsiębiorca. Doradca Strategiczny. Visiting Fellow, University of Oxford. Senior Member St Antony’s College. Członek grupy doradców Sekretarza Generalnego ONZ (MAG IGF). Special Advisor brukselskiej firmy (public affairs) FIPRA International oraz Strategic Advisor NASK. Członek Rady Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR).

    Kim był Marek Car?

    Marek Car był pełnym energii i pomysłów człowiekiem, który zawsze czynnie uczestniczył w kreowaniu rzeczywistości, również branży informatycznej w Polsce. Z wykształcenia dziennikarz, wielką wagę przywiązywał zawsze do rzetelnej informacji. Był pomysłodawcą, realizatorem i bardzo aktywnym uczestnikiem wielu przedsięwzięć. Dziś trudno je wszystkie wyliczyć. Wśród najważniejszych należy wymienić: biuletyn Boss-Komputer, tygodnik Komputer wraz z jego rosyjską wersją, pierwsze węzły sieci FIDO w Rosji, Stowarzyszenie Rozwoju Systemów Otwartych, Polska Społeczność Internetu (PSI), Stowarzyszenie PRO, początki pierwszej akcji Internet dla Szkół (IdS), tygodnik Teleinfo. Ukoronowaniem dokonań Marka Cara było sprawowanie funkcji Pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów ds. Informatyki w rządzie Premiera Waldemara Pawlaka. Zainicjował wówczas proces instytucjonalnej standaryzacji informatyki publicznej w Polsce. Po zakończeniu pracy w rządzie, w połowie lat dziewięćdziesiątych, współtworzył jedną z pierwszych polskich firm – dostawców usług internetowych (ISP) – Polska OnLine, w której był odpowiedzialny między innymi za powstanie pierwszego polskiego portalu informacyjnego. To właśnie Marek Car był twórcą celnego rozwinięcia angielskiego skrótu WWW – Wszechnica Wiedzy Wszelakiej.

    Forum Teleinformatyki jest jedną z najbardziej prestiżowych, a zarazem najstarszych i największych cyklicznych imprez branży teleinformatycznej. Nieprzerwanie od 25 lat Forum corocznie porusza najbardziej aktualne tematy związane z efektywnym wykorzystaniem szeroko pojętej teleinformatyki w zarządzaniu państwem, z dużym naciskiem na usprawnianie usług świadczonych obywatelom przez administrację publiczną..

    Komitet Honorowy tegorocznego Forum tworzą: Marek Zagórski – Minister Cyfryzacji, Anna Trzecińska – Wiceprezes NBP, prof. dr hab. Jan Madey – Uniwersytet Warszawski, dr hab. inż. Radosław Wiśniewski – Prezes Głównego Urzędu Miar, prof. dr hab. Gertruda Uścińska – Prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Adam Marciniak – Wiceprezes Zarządu PKO Banku Polskiego, Włodzimierz Marciński – Prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego, dr inż. Andrzej Dulka – Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, dr hab. inż. Bolesław Szafrański – Profesor WAT i Przewodniczący Rady Programowej Forum.

    Honorowymi Patronami XXV Forum są: Ministerstwo Cyfryzacji, Narodowy Bank Polski, prof. dr hab. Marcin Pałys – Rektor Uniwersytetu Warszawskiego i Włodzimierz Marciński – Prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego.

    Honorowy Patronat nad sesją dedykowaną administracji terenowej objęli: Adam Struzik – Marszałek Województwa Mazowieckiego i Bohdan Paszkowski – Wojewoda Podlaski.

    Patronem Honorowym sesji Forum Młodych Mistrzów jest Narodowy Bank Polski. Partnerami tej sesji i Konkursu Młodych Mistrzów są: Atende Software, Exatel, NASK Państwowy Instytut Badawczy, Samsung Electronics Polska, T-Mobile Polska. Partnerem sesji IV jest EUVIC.

    Partnerami Forum są firmy Microsoft i SimplicITy.

    Patronami medialnymi są: BrandsIT.pl, Computerworld, CyberDefence24, Gazeta Ubezpieczeniowa, ITWIZ.pl i Pismo Samorządu Terytorialnego WSPÓLNOTA.

    Organizatorami Forum są: BizTech Konsulting SA i Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji

  • Firmy farmaceutyczne nie wykorzystują w pełni możliwości technologii cyfrowych

    Firmy farmaceutyczne nie wykorzystują w pełni możliwości technologii cyfrowych

    Wzrasta rola i znaczenie działów compliance. Wpływa na to rozwój narzędzi, które wykorzystują organy regulacyjne do identyfikowania ryzyka i możliwych niezgodnych z przepisami zachowań, a także wewnętrzna presja firm na obniżanie kosztów. Widać to szczególnie na przykładzie branży farmaceutycznej, która podlega dużej liczbie regulacji zewnętrznych i wewnętrznych. Jak zauważają autorzy raportu firmy doradczej Deloitte „Maintaining value in pharmaceutical compliance”, choć charakter wielu działań operacyjnych wymaga zaangażowania dużych zasobów ludzkich, firmy farmaceutyczne w ograniczony sposób korzystają z możliwości technologii cyfrowych, które poprawiają wydajność i jakość pracy. Tymczasem cyfryzacja działów compliance może przynieść nawet 70-procentowe oszczędności.

    Eksperci Deloitte przeprowadzili wywiady z 16 osobami zarządzającymi obszarami compliance, handlowym i medycznym w 10 firmach farmaceutycznych. We wszystkich badanych spółkach działy compliance odgrywają strategiczną rolę, a większość respondentów przyznaje, że ich rozwój wymagał dużych nakładów pracy.

    Wyjątek, nie reguła

    Compliance obejmuje swoim zainteresowaniem wiele obszarów – zasoby ludzkie, korupcję, programy pomocy pacjentom, komunikację z pacjentami i pracownikami służby zdrowia oraz raportowanie do organów regulacyjnych. W swojej działalności compliance często bazuje na danych z których korzystają także inne działy organizacji. Operacje dotyczące zgodności z przepisami najczęściej opierają się na procesach manualnych.

    Jeśli wziąć pod uwagę liczbę osób zaangażowanych w te procesy to widać, że programy compliance rosną wraz z liczbą przypisanych do nich pracowników. Identyfikowanie i dostosowywanie potrzeb szkoleniowych, generowanie raportów oraz opracowywanie i zarządzanie politykami zgodności wymaga znacznych zasobów ludzkich. Technologie cyfrowe pozwalają odejść od rutynowych zadań, nadążać za rosnącą ilością danych i przekształcić działy compliance w zespoły, które mogą identyfikować ryzyka i zapobiegać takim zdarzeniom – mówi Andrea Bielska, Dyrektor w Forensic Solutions Center, Deloitte.

    Angażujący charakter działań operacyjnych ogranicza czas, jak i kierownictwo zespołów compliance może poświęcić na zadania strategiczne. Mimo, że technologie cyfrowe gwarantują poprawę wydajności i jakości, firmy farmaceutyczne albo ich nie używają, albo robią to w ograniczonym zakresie, nie wykorzystując w pełni ich możliwości. Większość zaimplementowanych przypadków użycia technologii wspiera działania reaktywne, takie jak identyfikowanie i zgłaszanie zdarzeń, które już się wydarzyły.

    Zmiana takiego myślenia wydaje się nieunikniona. Wymagania regulacyjne wciąż rosną, podobnie jak kompetencje organów regulacyjnych i ich narzędzia. Przedsiębiorcy potrzebują mieć pewne i szybko dostępne informacje z różnych dziedzin swojej działalności co pozwoli sprostać żądaniom organów np. w zakresie terminów w jakich realizowane i otrzymywane są płatności tak, aby uniknąć projektowanych kar za tworzenie zatorów płatniczych. Jeśli działy compliance nie będą lub będą zbyt wolno unowocześniać swoje procesy mogą mieć trudności z utrzymaniem strategicznej pozycji w firmie. To droga w jedną stronę – mówi Tomasz Rutkowski, Radca prawny, Partner Associate, Deloitte Legal.

    Zdaniem ekspertów Deloitte warto, aby działy compliance posiadały strategię cyfrową. Jej implementację należy zacząć od podstawowych działań, czyli przygotowania systemów i procesów. W miarę postępu automatyzacji praca działów compliance może wyjść poza analizę przeszłych zdarzeń w kierunku generowania prognoz, co w oczywisty sposób pomoże przewidzieć i zapobiec kolejnym zagrożeniom.

    Gdzie szukać możliwości digitalizacji

    Jednym ze sposobów oceny ryzyka dla portfela produktów są wywiady z właścicielami firm, co jest bardzo czasochłonnym działaniem.

    Zautomatyzowanie tego procesu pomaga na bieżąco uzyskiwać dane od interesariuszy, zapewniając przy tym odpowiednią częstotliwość oceny ryzyka. Dodatkową wartość mogą wnieść także algorytmy ważenia ryzyka, które pomogą w czasie rzeczywistym oszacować wyniki ankiety i zapewnić obiektywny obraz oceny zachodzących w organizacji zdarzeń – mówi Tomasz Borowy, Dyrektor w dziale konsultingu, Deloitte.

    Jak zauważa ekspert, technologia może wyręczyć pracownika także w gromadzeniu danych. Dzięki zautomatyzowaniu tego procesu, można skupić się na analizie i wyciąganiu wniosków.

    Odpowiednie algorytmy mogą również pomóc w przetwarzaniu licznych wniosków i próśb od zewnętrznych interesariuszy. Gdy firma przesyła żądanie za pośrednictwem portalu CRM lub podobnego systemu, algorytm wykonuje pierwszy poziom przeglądu. Specjalista do spraw compliance może zaakceptować dyspozycje proponowane przez algorytm lub przeprowadzić powtórny przegląd. Jego wyniki są ponownie analizowane przez algorytmy, które w ten sposób niejako uczą się i z biegiem czasu zwiększają swoją dokładność. Potencjalne oszczędności siły roboczej w pierwszym roku mogą wynosić do 50 proc. i z czasem wzrosnąć do nawet 70 proc.

    Najpierw inwestycja, potem oszczędność

    Ograniczenia budżetowe często stoją na przeszkodzie do unowocześnienia i tym samym usprawnienia procesów. Eksperci Deloitte rekomendują, aby firmy farmaceutyczne z uwagą podchodziły do działań, w realizacji których mogą pomóc rozwiązania techniczne i oceniły jaką wartość może przynieść poprawa prędkości i dokładności w zakresie zapobiegania, wykrywania lub reagowania na zagrożenia.

    Istotna jest także relacja wpływu na operacje zgodności wewnętrznej z działalnością czysto biznesową. Jeśli zmiany istniejących procesów lub wdrożenie nowych mają wpływ na biznes, powinny one przynieść korzyści nie tylko działom complinace, ale także całej firmie. – mówi Monika Wolska-Hertman, Menedżer w zespole Forensic, Deloitte.

    Eksperci Deloitte wskazują także na konieczność oceny wykonalności wdrożenia rozwiązania technologicznego w konkretnym scenariuszu lub środowisku danych i systemów, a także jej szybkość i łatwość.

  • Kara dla UPC za klauzule niedozwolone

    Kara dla UPC za klauzule niedozwolone

    Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów docierały skargi na to, że UPC Polska jednostronnie wyłącza niektóre kanały i podwyższa abonament. W związku z tym, prezes UOKiK przeanalizował regulaminy i wzorce umowne i wydał decyzję, w której uznał klauzule stosowane przez UPC Polska za niedozwolone.

    Prezes UOKiK uznał za niedozwolone klauzule, które dotyczyły następujących zagadnień:

    UPC Polska gwarantował tylko liczbę kanałów telewizyjnych o określonej tematyce, a nie konkretne programy wskazane w wykazie. Działo się to, ponieważ operator przyznał sobie prawo do dowolnej i jednostronnej zmiany kanałów lub mógł je usunąć w trakcie trwania umowy, co potwierdzają skargi konsumentów. Wiele osób wybrało ofertę UPC ze względu na dostępność konkretnych kanałów. Potem je im wyłączano.

    UPC Polska zastrzegał, że wyłączenie kanałów nie jest zmianą umowy. W efekcie przy umowach na czas określony konsument musiałby ponosić opłaty, gdyby chciał zrezygnować z usług UPC. Zdaniem UOKiK, operator w umowach na czas określony nie może zmieniać ustalonych w nich istotnych warunków, a do takich należy wykaz kanałów. W takiej sytuacji osoby, które miały umowy na czas określony, powinny mieć prawo do rezygnacji z usług UPC. W umowach na czas nieokreślony kanały mogą się zmienić tylko z ważnych przyczyn wymienionych w regulaminie lub umowie.

    Wprowadzanie podwyżek bez konkretnych powodów. UPC zastrzegał przy umowach na czas nieoznaczony, że ma prawo zwiększyć abonament od 5 do 8 zł raz w roku, jednak nie podawał z jakich przyczyn.

    Arbitralne decydowanie o tym, czy wizyta technika była nieuzasadniona. Wtedy UPC obciążał konsumenta opłatą 50 zł. Ocena tego, czy serwis był potrzebny, była jednostronna a konsument nie mógł jej zweryfikować. Mogło to również zniechęcać klientów do składania reklamacji.

    Zbyt ogólne przesłanki do wypowiedzenia klientowi umowy lub ich brak. Np. UPC zastrzegał, że może to zrobić z „ważnych przyczyn, w szczególności prawnych, technicznych, organizacyjnych lub ekonomicznych”. Tym samym klient nie wiedział, jakie czynniki sprawią, że nie będzie mógł korzystać z usług UPC.

    Kara za stosowanie klauzul niedozwolonych wyniosła prawie 33 mln zł (32 858 511 zł). Prezes UOKiK nakazał UPC Polska poinformować konsumentów o decyzji i oddać im opłaty za podwyżki abonamentu czy nieuzasadnione wezwanie technika. Przedsiębiorca powinien też przywrócić klientom usunięte kanały telewizyjne, jeżeli są one nadal dostępne w ofercie. Decyzja nie jest prawomocna. Rejestr decyzji, w których uznajemy klauzule za niedozwolone, znajdziesz na stronie UOKiK.

  • Ekonomistki, prawniczki i humanistki szturmują branżę IT

    Ekonomistki, prawniczki i humanistki szturmują branżę IT

    Jeszcze pięć lat temu ich udział w rekrutacjach związanych z IT był znikomy. Dziś kobiety stanowią 20% wszystkich kandydatów, z czego połowa to programistki. Poza tym widać zwiększone zainteresowanie pań najbardziej pożądanymi w branży językami programowania, które, jak wynika z badań, specjalistki IT z najmłodszych grup wiekowych znają lepiej od swoich rówieśników.

    W 2017 roku stanowiska związane z programowaniem zajmowało zaledwie 10% kobiet. Dziś, według szacunków Antal, liczba ta sięga 20% i stale rośnie. Poza tym, jak czytamy w raporcie Hackerrank „2019 Women in Tech Report”, blisko 60% programistek w wieku 21 lat i młodszych posługuje się jednym z najbardziej pożądanych na rynku pracy języków programowania, czyli Javą, lepiej niż ich koledzy (rówieśnicy). Tym bardziej nie dziwią dane Komisji Europejskiej, zgodnie z którymi, gdyby w pełni wykorzystać udział pań w IT, to unijny PKB mógłby wzrosnąć nawet o 16 mld euro rocznie.

    Panie od Javy i testowania

    Programistki to jednak nie tylko specjalistki od Java. Mocne zainteresowanie kierują też w stronę JavaScriptPython, a z danych Antal wiemy, że w zdecydowanej przewadze panie można spotkać na stanowiskach związanych z testowaniem oprogramowania. Poza tym w ostatnich latach eksperci zaobserwowali spory wzrost aplikacji kobiet na stanowiska procesowe oraz te związane z zarządzaniem w IT (np. Agile Coach, Scrum Master).

    Rosnące zainteresowanie kobiet branżą IT podkreślają eksperci od rynku szkoleniowego. Marcin Kosedowski ze szkoły programowania online Kodilla.com potwierdza, że kobiety stanowią już 30% kursantów uczestniczących w bootcampach. Z kolei z danych Antal wynika, że co piąta osoba aplikująca do branży IT to przedstawicielka płci pięknej, choć jeszcze 5 lat temu pań startujących do IT praktycznie nie było.

    Programistka – humanistka czy prawniczka?

    Rosnąca liczba kobiet w IT to efekt zwiększającej się świadomości atrakcyjności tego zawodu – jak czytamy w raporcie “Dziewczyny na politechniki” przygotowywanym przez Fundację Edukacyjną Perspektywy. Choć liczba studentek kierunków informatycznych rośnie, to nadal stanowią one jedynie 14,6% wszystkich studentów kierunków informatycznych.

    Jak zatem kobiety trafiają do IT? Paulina, która od ponad roku pracuje jako Junior Java Developer, to absolwentka studiów informatycznych oraz bootcampa programistycznego (kierunkowego szkolenia realizowanego w trybie online). Jak opowiada: – Pracę w IT rozpoczęłam na stanowisku Junior Java Developer, niewiele ponad miesiąc po skończeniu bootcampa. Czy uważam, że płeć miała znaczenie, podczas nauki, rekrutacji czy obecnie w pracy? W mojej opinii nie. Wszystko zależy od samego człowieka, jego charakteru, umiejętności, predyspozycji i osobowości, a czy jest to kobieta czy mężczyzna, to już moim zdaniem ma mniejsze znaczenie.

    Coraz mniejsze znaczenie ma także wykształcenie. W branży IT można realizować się nie tylko po ukończeniu studiów kierunkowych, czy w ogóle – studiów. Ciekawych wniosków na ten temat dostarcza raport “Strong Women in IT 2019” przygotowany przez Come Creations Group. Opracowanie poświęcono paniom zajmującym stanowiska kierownicze i zarządcze w tej branży. Okazuje się, że w korporacjach dominują kobiety z wykształceniem ekonomicznym (40%), informatycznym (26%) i humanistycznym (22%). Ale jeśli spojrzymy na te same kategorie w startupach, poza ekonomistkami, które tutaj również dominują (24%), firmami rządzą także humanistki (15%) i prawniczki (14%).

    Z tego samego raportu dowiadujemy się również, w jaki sposób kobieca kadra zarządzająca w IT zdobywała wiedzę dotyczącą nowych technologii. Tu na pierwszym miejscu są konferencje, a następnie książki i kursy online. Najrzadziej wspominanym sposobem na podniesienie kwalifikacji były studia podyplomowe.

    Kobiety do broni?

    Branża IT stawia przed kobietami również coraz ciekawsze wyzwania. Niedawno w sieci pojawiło się ogłoszenie rekrutacyjne informujące o naborze na stanowiska IT w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. CBA szuka programistów, kierowników projektów, administratorów systemów i sieci, specjalistów od cyberbezpieczeństwa, informatyki śledczej oraz osób, które zajmują się wsparciem IT. Kodilla.com zapytała agentów odpowiedzialnych za rekrutację, jak wygląda podział płci wśród zgłaszających się kandydatów:

    W naszym zawodzie mężczyźni nadal stanowią większość, zarówno wśród funkcjonariuszy, jak i osób kandydujących do pracy. Z roku na rok widzimy jednak wzrost zainteresowania ze strony kobiet, bo powiedzmy sobie szczerze – płeć nie ma tu żadnego znaczenia. Chcąc pracować w CBA trzeba się zdecydować na pełnienie służby ojczyźnie – to poważna decyzja i zobowiązanie na wiele lat, które daje jednocześnie gwarancję na stabilne zatrudnienie. Nie ma dla nas też dużego znaczenia wykształcenie techniczne. Połowa osób, która zgłasza się do pracy w naszych działach IT to osoby po innych kierunkach niż informatyka lub po bootcampach programistycznych – wyjaśnia agent CBA.

    A na jakie benefity może liczyć programista pracujący dla CBA? Obok możliwości przejścia na emeryturę już po 25 latach służby, to wyjątkowa okazja do odbycia szkoleń, których nie zapewni żaden inny pracodawca, takich jak m.in. posługiwanie się bronią palną, biały wywiad, samoobrona czy tajna obserwacja. Choć oczywiście na niekonwencjonalne przywileje można liczyć nie tylko w służbach specjalnych.

    – Bezpłatne pakiety medyczne, karty wstępu do obiektów sportowo-rekreacyjnych, elastyczne podejście do czasu pracy, w tym brak obowiązku “odbijania karty” codziennie o godz. 7:30 czy możliwość pracy zdalnej to tylko przykładowe ułatwienia w IT, które chętnie wykorzystują programistki, szczególnie mamy. Dzięki nim praca nie stanowi tak dużego obciążenia dla ich życia rodzinnego, jak może być w innych branżach. Nie bez powodu work-life balance, obok możliwości rozwoju i atrakcyjnego wynagrodzenia, to jeden z ważniejszych argumentów podczas podejmowania decyzji o dołączeniu do IT – podsumowuje Marcin Kosedowski z Kodilla.com.

  • Sąd zgodził się na zwolnienie prezesa Sygnity z aresztu

    Sąd zgodził się na zwolnienie prezesa Sygnity z aresztu

    Sąd zdecydował o zastosowaniu wobec prezesa zarządu Sygnity środka zapobiegawczego w postaci poręczenia majątkowego i pod warunkiem jego ustanowienia – zastosowania środka wolnościowego, natomiast wobec przewodniczącego rady nadzorczej tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy.

    „13 czerwca 2019 r. spółka powzięła wiedzę o orzeczeniu przez sąd w związku z prowadzonym śledztwem w stosunku do prezesa zarządu środka zapobiegawczego w postaci poręczenia majątkowego i pod warunkiem jego ustanowienia zastosowania środka wolnościowego, natomiast wobec przewodniczącego pady nadzorczej tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy” – podano w komunikacie.

    Poza tym, w komunikacie stwierdzono, że powyższa sytuacja nie ma znaczącego wpływu na sytuację spółki, w szczególności w zakresie możliwości działania jej organów, zgodności ich składu z prawem i statutem spółki. Mimo to, ceny akcji spółki drastycznie spadają, a cała afera korupcyjna związana z Sygnity i Pocztą Polską moze bardzo negatywnie odbić się na działalności spółki.

  • Popyt na sieci światłowodowe rośnie – dlaczego? 

    Według danych gromadzonych przez M-Lab, partnerski projekt badawczy zarządzany m.in. przez Google oraz New America’s Open Technology Institute, średnia prędkość połączenia z Internetem w skali całego świata wzrosła w minionym roku o niemal jedną czwartą (23%). Analiza dokonana przez FTTH Council Europe i IDATE dowodzi natomiast, że w bardzo podobnym tempie (20% r/r) rośnie liczba użytkowników Internetu światłowodowego w Europie.

    Zdaniem Wataru Katsurashimy, dyrektora regionalnego stowarzyszenia FTTH Council Asia & Pacific, sieć światłowodowa musi być dynamicznie rozwijana w celu odpowiedzi na coraz większe wymagania stawiane łączności z globalną siecią. Dość dobrze obrazuje to wskazana silna korelacja pomiędzy średnią szybkością Internetu, a liczbą korzystających z dostępu do sieci za pośrednictwem światłowodu.

    Sieć w obliczu wyzwań

    Przedstawiciel FTTH Council posłużył się przykładami technologii connected cars oraz autonomicznych pojazdów generujących ogromne ilości danych, wymagających jednocześnie ich błyskawicznego transferu pomiędzy autami. Jego zdaniem, będzie to jedno z najważniejszych wyzwań dla komunikacji Internetowej.

    Rozwój tych technologii oczywiście będzie stymulował zapotrzebowanie na bardzo szybką łączność z globalną siecią, ale na to przyjdzie nam jeszcze nieco poczekać. Jednak już dzisiejsze wymagania – zarówno biznesu jak i prywatnych użytkowników – w stosunku do prędkości transmisji danych są bardzo wysokie. W przypadku pierwszej grupy, mowa szczególnie o rosnącej popularności zarządzania systemami IT w modelu outsourcingowym, gdzie żądana moc obliczeniowa dostarczana jest poprzez połączenie z Internetem. Jeśli zaś chodzi o indywidualnych użytkowników globalnej sieci, największe wyzwanie stawia cyfrowa rozrywka nowej ery – tłumaczy Jacek Wiśniewski, Prezes Zarządu NEXERY.

    Według raportu Giga Entertainment. Przyszłość rozrywki w dobie gigabitowego Internetu, AI, IoT oraz MEC przygotowanego przez infuture hatalska foresight institute i UPC Polska, niemal 60% konsumentów uczestniczących w badaniu oczekuje głębokich zmian w cyfrowej rozrywce, za którymi stać ma popularyzacja sieci gigabitowych.

    Platformy streamingowe i VoD, szturmem zdobywające uznanie konsumentów cyfrowej rozrywki czy coraz bardziej popularne narzędzia wirtualnej i mieszanej rzeczywistości, to główne kierunki rozwoju sieciowej rozrywki. Ponieważ ich działanie wymaga zapewnienia bardzo szybkiego przetwarzania i przesyłania ogromnych ilości danych, to one właśnie będą powszechnymi „testerami” szybkości Internetu – dodaje Paweł Biarda, członek zarządu ds. sprzedaży i rozwoju biznesu NEXERY.

    Już dziś 43% odbiorców cyfrowej rozrywki w Polsce, którzy mieli styczność z technologiami VR i AR uważa, że wkrótce staną się one powszechnie używane w codziennym życiu. Zainteresowanie wirtualną i mieszaną rzeczywistością w branży retail oraz marketingowej już dziś jest duże i stale rośnie. Inicjatywy związane z ich wykorzystaniem mają wzrosnąć aż o 3000% w ciągu 4 najbliższych lat, generując do tego czasu 1,8 mld $ z tytułu zakupów inicjowanych dzięki aplikacjom VR/AR.

    Polska vs Reszta Świata

    Zdaniem autorów opracowania We Are Social – Digital 2019, średnia prędkość połączenia z Internetem za pośrednictwem łączy szerokopasmowych na świecie wzrosła w 2018r jeszcze widoczniej niż w przypadku analizy M-Lab, bo aż o 33%. Aktualnie wynosi ona 54,33 Mbps.

    Polska z wynikiem 54,5 Mbps jest nieznacznie powyżej średniej światowej.

    Dobra wiadomość jest taka, że średnia prędkość dostępu do sieci w Polsce stale rośnie, jednak wciąż dzieli nas duży dystans np. do Niemiec czy Belgii, gdzie wynosi ona ponad 70 Mbps, czy też Hiszpanii, Szwajcarii bądź Szwecji, w których przekracza ona 100 Mbps. Nie wspominając nawet o Singapurze, gdzie średnia zbliża się już do 200 Mbps. Nasza sytuacja będzie jednak ulegać dynamicznej zmianie już w najbliższej przyszłości. Przede wszystkim za sprawą budowy sieci światłowodowych o wysokiej przepustowości i zwiększania zasięgu dostępu do szybkiego Internetu w Polsce – stwierdza Jacek Wiśniewski.  

    Internetowy „przyrost naturalny”

    O tym, że nie należy spodziewać się przyhamowania eksploatacji sieci światłowodowych przekonuje kolejny wniosek z badania We Are Social. Mianowicie – wzrost internetowej populacji. W 2018 roku, w ujęciu globalnym, powiększyła się ona o 367 milionów, co oznacza, że każdego dnia do globalnej sieci przyłączał się kolejny milion użytkowników Internetu. W samej Europie przybyło natomiast ponad 50 mln internautów.

    Pod koniec stycznia tego roku firma Point Topic poinformowała natomiast, że liczba globalnych subskrybentów usług internetowych dostarczanych sieciami światłowodowymi przekroczyła granicę miliarda.

    Wniosek? Rozszerzanie zasięgu światłowodowych sieci szybkiego dostępu do Internetu jest kluczowym działaniem pozwalającym na eliminowanie tzw. Białych Adresów NGA oraz stawienie czoła stale rosnącym wymaganiom Internautów – konkluduje Paweł Biarda.

  • Czasami powinno się zaufać intuicji

    Czasami powinno się zaufać intuicji

    „Jestem wańką-wstańką” – oświadczyła w trakcie wielogodzinnej rozmowy Solange Olszewska, twórczyni Solaris Bus & Coach. Dodała, że jak upadnie, to sobie wstanie. Oszałamiające jest też to, że Olszewska chyba najbardziej dumna jest ze swojego małego ekologicznego sklepiku usytuowanego na tle gigantycznego przedsiębiorstwa, którego jest założycielem.

    Joanna Rubin: Czy Solange Olszewska, twórczyni Solaris Bus and Coach, jedna z najbogatszych kobiet w Polsce, jest twardą bizneswoman?

    Solange Olszewska: (śmiech) Przede wszystkim nie lubię słowa biznesmen czy bizneswoman. Jestem przedsiębiorcą lub przedsiębiorczynią. Kiedyś Henryk Kulczyk, tata Jana, powiedział, że on nie jest biznesmenem – jest kupcem. Z kolei ja na pewno nie jestem bizneswoman. Przedsiębiorca to piękne polskie słowo, bo oznacza, że ktoś coś bierze w swoje ręce. Zakasze rękawy i tworzy coś z niczego, tworzy wartość dodaną, również tworzy miejsca pracy dla innych.

    Okej, to czy jest Pani przedsiębiorczynią, która twardo zarządza interesem?

    Kiedyś powiedziałam, że żeby dobrze
    zarządzać firmą, trzeba przede wszystkim kochać ludzi i kochać to, co się robi. Powiedziałabym, że staram się zarządzać mądrze, a to niekiedy oznacza bardziej lub mniej twarde rządy. Zdecydowanie jednak bliższa jest mi rozmowa niż autorytarne wydawanie poleceń.

    Z czego jest Pani dumna?

    Z bardzo wielu rzeczy. Najogólniej powiedziałabym, że ze stworzenia wraz z mężem firmy, która zaczynała od zera, a dzisiaj jest jednym z najbardziej liczących się w Europie producentów pojazdów komunikacji publicznej. Są też inne aspekty naszej działalności, które dały mi wiele satysfakcji i radości. Na przykład żłobek dla dzieci naszych pracowników. Moja synowa mówi, że jest najładniejszy w Europie. Jest położony tuż obok naszej fabryki, a jednocześnie schowany w lasku. Jest tam przepięknie i maluszki mają tam prawdziwą opiekę, a nie „przechowalnię”. Bogaty program zajęć zawiera między innymi praktyczne lekcje ekologii. Dzieci hodują własne kurki, dzięki czemu wiedzą, skąd się biorą jajka. Oczywiście mają plac zabaw, na którym nie mogło zabraknąć makiety z ulicą i znakami. Bezpieczeństwo na drodze to także jeden z naszych priorytetów działania. Szkolenia z bezpiecznej jazdy prowadzimy także dla dorosłych kierowców.

    Właściwie dlaczego otworzyła Pani żłobek?

    Bo uważam, że żłobki są niezwykle potrzebne, szczególnie te przy miejscach pracy. Rodzice mogą w każdej chwili odwiedzić swoje dzieci. To z kolei minimalizuje stres, który wynika z prostego mechanizmu, czyli z tego, że każdy rodzic czuje obawę o swoje potomstwo. Żłobek, który jest na wyciągnięcie ręki, zmniejsza też liczbę przymusowych, nagłych i całodziennych urlopów.
    Uważam też, że bardzo złym pomysłem jest namawianie lub zmuszanie kobiet, aby siedziały w domu po urodzeniu dziecka. Tak może być, ale nie musi. Przy obecnym tempie rozwoju świata trudno jest nadgonić kilka lat spędzonych poza środowiskiem pracy. Sama jestem pracodawcą i widzę, jak wszystko szybko się zmienia i jakim wyzwaniem jest powrót do pracy po kilku miesiącach absencji. Z pewnością kobietom trudnej jest wbić się w odpowiedni rytm po dłużej nieobecności.
    Kolejną kwestią jest to, że dzieci powinny uczyć się socjalizacji. Jest wskazane, aby miały kontakty z innymi maluchami.
    Kiedyś było inaczej, bo rodziny były wielodzietne i rodzeństwo bawiło się wspólnie. Teraz dominujący model to raczej rodzice plus maksymalnie dwoje dzieci.

    Częściej nawet jedno.

    Właśnie, i proszę sobie wyobrazić taką sytuację, w której to dziecko z mamą cały dzień siedzi i…

    i…?

    Sama to przeżywałam. Człowiek po pewnym czasie ma dosyć tej powtarzalności każdego dnia, tej kaszki i pieluch. Mąż wraca wieczorem z pracy i ma swoje sukcesy, swoje sprawy, zainteresowania, a my co? My możemy powiedzieć, co dziecko dzisiaj zjadło na obiad i ile razy zmieniałyśmy pieluchę. To może rodzić frustrację, która często odbija się na dziecku, bo takie mamy często mają wszystkiego po dziurki w nosie i marzą, aby choć przez chwilę zająć się sobą. A najprostszym sposobem na to jest włączeniu dziecku bajki na komputerze.

    Trudno było Pani wrócić do pracy?

    Mój powrót do pracy nie był utrudniony, ale to były zupełnie inne czasy. Życie toczyło się znacznie wolniej, bez internetu, bez telefonów komórkowych. Teraz wszystko dzieje się znacznie szybciej.

    Planuje Pani otworzyć też przedszkole?

    Nie wykluczam tego w przyszłości, chociaż priorytet ma na razie utworzenie podobnego żłobka przy naszych fabrykach w Środzie Wielkopolskiej. Wszystko zależy jednak od możliwości finansowych przedsiębiorstwa. Oczywiście byłoby wspaniale, gdyby w przyszłości można było poszerzyć naszą działalność w tym zakresie o przedszkole i szkołę. Zresztą w pewnym zakresie prowadzimy już edukację na poziomie szkolnictwa zawodowego. Od 2006 roku prowadzimy klasy patronackie w szkołach zawodowych w Murowanej Goślinie i w Środzie Wielkopolskiej. Młodzież uczy się tam w systemie dualnym, czyli teorię poznają w szkole, a w Solarisie szlifują praktykę. Większość absolwentów tego programu znajduje u nas zatrudnienie.

    System dualny się sprawdza?

    Nawet bardzo. Uczniowie mogą chłonąć praktyczną wiedzę i umiejętności bezpośrednio od bardziej doświadczonych kolegów, a nie tylko na zajęciach teoretycznych w klasie. Nasza firma kilka lat temu także odczuła, że na rynku jest coraz mniej wykwalifikowanych pracowników, którzy mają fach w ręku. Dlatego nawiązaliśmy współpracę ze szkołami zawodowymi i starostwem. Można powiedzieć, że wspólnie kształcimy naszych przyszłych pracowników.

    Co ze studiami w takim razie?

    Wspólnie z Politechniką Poznańską i kilkoma innymi firmami z Wielkopolski stworzyliśmy program studiów dualnych. Chodzi o to, aby przyszli inżynierowie mogli teorię z wykładów przekładać na praktykę w naszych fabrykach. W ramach programu studiów dziennych łączą zajęcia praktyczne w naszej fabryce z zajęciami na uczelni. Dzięki temu, kiedy skończą studia, będą jednocześnie mieli doświadczenie zawodowe.

    Skąd w ogóle taki kierunek rozwoju biznesowego? Skąd Pani wiedziała, że te działania są ważne?

    To proste, jesteśmy firmą rodzinną. Doskonale znamy potrzeby naszych pracowników, naszych ludzi. W koncernach jednostka nie jest tak ważna, ale istotne może być hasło CSR – społecznej odpowiedzialności biznesu. To tylko narzędzie, które buduje wizerunek marki. Ja natomiast tak działam, bo uważam to za mój obowiązek, a nie tylko marketingową modę.

    Czy etyka jest podstawą dobrego biznesu?

    Oczywiście, przy czym to nie jest jedyny wyznacznik sukcesu. Będąc przedsiębiorcą (i są to również słowa Henryka Kulczyka), trzeba wstawać nieco wcześniej niż inni i nieco później niż wszyscy kłaść się spać. Poza tym ciągle musimy się uczyć. Niestety czasami mimo takiego zaangażowania ludzie przedsiębiorczy i tak są karani, na przykład negatywnymi opiniami na swój temat.
    Wiele lat temu poproszono mnie, abym przyszła na spotkanie MBA w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Myślałam, że chodzi o wykład dla studentów, ale już na miejscu okazało się, że wśród słuchaczy są w większości rektorzy i profesorowie różnych wyższych szkół. Z kolei ja zajęłam miejsce na podium dyskusyjnym. Byłam w tym gronie jedynym praktykiem biznesu, a to budziło we mnie stres, bo swoją opinią dzielili się ze słuchaczami ludzie bardzo mądrzy, którzy mieli za sobą wiele lat pracy naukowej i wiele ciekawych wniosków z badań. I tam też padło pytanie o czynnik udanego biznesu.

    I co Pani odpowiedziała?

    Powiedziałam intuicyjnie, że ludzi trzeba kochać, ale jednocześnie wskazać granice, których nie wolno przekroczyć. Zebrałam za to duże brawa.

    Bywa Pani niepokorna?

    Zdecydowanie. Pod tym względem wyróżniałam się już w szkole. Z kolei z nauką było różnie. Przez całą szkołę średnią zamiast na spokojnie napisać wypracowanie w domu, przychodziłam trzy kwadranse wcześniej i kombinowałam.

    Jak?

    Miałam dwie koleżanki, które były bardzo porządnymi uczennicami, i one dawały mi swoje wypracowania, a ja z nich tworzyłam własne. Nie lubiłam, wręcz nie znosiłam szkoły ani nauczycieli. A później wyszło tak, że sama zostałam na chwilę nauczycielem akademickim.

    (śmiech) Karma wraca. Skąd ten bunt?

    Po prostu, był bunt i chodziłam własnymi ścieżkami. Moja mama była bardzo często wzywana do szkoły. Byłam trochę takim klaunem klasowym i ze wszystkiego robiłam sobie żarty. Denerwowałam nauczycieli, którzy twierdzili, że jestem prowodyrką wielu zdarzeń, które zakłócają w klasie spokój. Myślę też, że nie byłam znowu taka najgorsza. Niektóre z moich koleżanek potrafiły palić papierosy pod ławką.

    Żyje Pani zgodnie z intuicją?

    Jeśli ma się za męża inżyniera, to życie zgodnie z intuicją nie jest takie proste. Inżynier uważa, że intuicja nie jest naukowo udowodniona. Pojawiają się wtedy takie dziwne rozmowy, w których mówię na przykład, że w firmie jest ktoś, kto oszukuje, i ja to czuję. Słyszę w odpowiedzi: „Okej, w takim razie to udowodnij”. Ale przecież nie złapałam nikogo za rękę, bo takie osoby dobrze się maskują. I proszę sobie wyobrazić, że mijają lata, aż tu jednego dnia na światło dzienne wychodzą oszustwa tej osoby.
    Nie wiem jak to jest, ale czasami powinno się zaufać intuicji, odczuciom. Nie zawsze wszystko wymaga podstaw naukowych. Czujemy coś innymi zmysłami. Wierzę, że jest siła wyższa.

    To może inaczej: działa Pani w zgodzie ze sobą?

    Jeszcze do niedawna byłam bardzo daleko od tej zasady. Do szkoły musiałam chodzić, po prostu. Chciałam być weterynarzem, ale usłyszałam, że powinnam sobie odpuścić ten kierunek, bo jestem za mała, za drobna, i z krowami sobie nie poradzę. Takie było podejście w tamtych czasach. Później wymyśliłam sobie medycynę ogólną, ale się na nią nie dostałam. Poszłam na stomatologię – mimo że się w ogóle nią nie interesowałam.

    Co Panią do niej przekonało?

    Na jedno miejsce było pięciu kandydatów, a nie dziesięciu – jak w przypadku innych kierunków.
    Na czwartym roku zaczęła się chirurgia szczękowa i ona właśnie mnie zafascynowała. Egzaminy praktyczne zdałam na piątkę. Z kolei za teorię profesor postawił mi trzy plus. I to mnie uraziło. Zadał mi idiotyczne pytanie, które pamiętam do dziś: „Chory, nieprzytomny, z urazem mózgu – od czego pani zaczyna?”. Odpowiedziałam, że od urazu mózgu. A on na to, że powinnam zacząć od szczęki. Nie wiedział, na czym mnie przyłapać, i tyle. Wróciłam do domu, przeleżałam dwa dni w łóżku, rycząc do poduszki. Nigdy więcej nie wróciłam na chirurgię. Wiedziałam, że ten profesor mnie tam nie chce.

    Dlaczego Pani nie powalczyła?

    Po pierwsze dlatego, że nie byłam chyba taka waleczna i się poddałam. Po drugie, wiedziałam, że ten profesor i tak mnie nie przyjmie. Są takie osoby, które nie chcą mieć w swoim otoczeniu tych, którzy swoimi umiejętnościami w przyszłości mogą im zaszkodzić. To była taka sytuacja.

    Zadziora z Pani.

    Tak, chociaż człowiek zmienia się przez lata.

    Które cechy charakteru najbardziej Panią wspierają?

    Jestem wańka-wstańka. Potrafię się załamać, ale mija czas i się podnoszę. I idę dalej. Jestem wytrwała.

    Z perspektywy czasu, zmieniłaby Pani coś w sobie?

    Chyba tylko to, że więcej bym się uczyła, poznawała, doświadczała.

    To również dotyczy pola biznesowego?

    Tak, bardzo dużo rzeczy odkładałam na później.

    Na przykład?

    To takie sytuacje, w których w pierwszej kolejności to pracowników wysyła się na szkolenia. Sama już z warsztatów nie korzystałam. Odkładałam własny rozwój na wieczne później. A później miałam poczucie, że mi wielu umiejętności brakuje, choćby z finansów.
    Z kolei moją mocną stroną jest kreatywność i otwartość na ludzi. Z jednej strony wiem, że jestem „Zosia samosia”, ale też nie mam problemu z tym, aby poprosić kogoś o wsparcie. Na pewno takim kluczowym momentem dla mnie był okres po studiach. Właściwie jako człowiek dopiero wtedy zaczęłam się rozwijać.

    Miało to związek z poczuciem własnej wartości?

    Wszystkie kobiety mają problem z samooceną.

    Czy właśnie dlatego wspierała Pani kobiety podczas pobytu w Niemczech (na początku drogi zawodowej)?

    Tu chodziło w ogóle o wspieranie ludzi, którzy mają barierę językową i nie wszystkie sprawy mogą szybko i samodzielnie załatwić. Jak tylko nauczyłam się języka niemieckiego, to chodziłam do urzędów i pomagałam Polakom zdobyć pozwolenie na pracę. Feministką stałam się dopiero później, ale zawsze byłam społecznikiem zaangażowanym w różne organizacje.

    Co Panią kręci w feminizmie?

    Mam takie poczucie, że mnie samej było trudniej – właśnie przez to, że jestem kobietą. Nie uważam, że my jesteśmy lepsze niż mężczyźni, ale z całą pewnością nie jesteśmy gorsze. W dojrzałym wieku sięgnęłam po biografie wspaniałych, odważnych ludzi. W historycznym aspekcie widziałam, że kobietom zawsze było trudniej. To niesprawiedliwe. Co więcej, uważam, że kobiety dużo wnoszą do przeróżnych działań. Nie muszą w tym kopiować mężczyzn, powinny pozostać sobą.

    Czego kobiety mogą się od Pani nauczyć?

    Tego, żeby zawsze pozostawać kobietą i nie starać się zachowywać po męsku. Nie wstydzić się kobiecych zachowań i cech charakteru.
    Jednocześnie w firmie nie wolno płakać, tu trzeba pracować. Powodem do płaczu może być na przykład choroba lub śmierć bliskiej osoby, ale na pewno nie obowiązki zawodowe.

    Pani nie płacze?

    Miałam trudną sytuację, gdy musiałam powiedzieć zarządowi, że mój mąż jest bardzo chory. I kiedy zobaczyłam u tych ludzi łzy w oczach, krzyknęłam: „Proszę mi tu nie płakać!”. Mnie samej było ciężko, ale jest jak jest i musimy sobie z tą sytuacją poradzić.

    Mnie się wydaje, że człowiek jest człowiekiem w każdej sytuacji. Z różnymi emocjami się zderza i różnie na nie reaguje.

    Proszę pamiętać o tym, o czym mówią artyści, czyli „the show must go on”. W firmie mamy do czynienia z odpowiedzialnością za tysiące osób, za ich rodziny. Tu liczy się profesjonalizm, a nie użalanie się nad sobą.
    Uwielbiam czytać biografie. Szczególnie te, w których jest mowa o historiach rodzin niemieckich. O twórcach wspaniałych, mocnych, dużych marek, np. o rodzinie Quandt, która współtworzyła sukces BMW. To bardzo ciekawe, pouczające lekcje, ale i opis wielu ciężkich kompromisów.

    Co jest w takim razie najważniejsze w postawie wobec firmy, pracowników, klientów?

    Na pewno to, że trzeba kochać ludzi, być ciekawym świata i otwartym na to, co nas otacza. Trudno być dobrym przedsiębiorcą, będąc zadufanym w sobie i aroganckim. Warto też zwrócić uwagę na to, że raczej nikt przed nami rozwijać czerwonego dywanu nie będzie. Wszystko musimy sobie wypracować. Z klientami, z pracownikami wiąże się jeszcze aspekt autentyczności, bo nie można ich oszukiwać. Nie można też źle mówić o konkurencji, a po prostu dobrze o sobie.

    Ważna jest idea?

    Ważna, ale firma oczywiście musi też przynosić zyski. Chociaż trochę.

    Wszystko to, co Pani mówi, jest logiczne. Dlaczego więc tyle firm zapada się w nicość?

    Bo nie wolno oczekiwać sukcesu natychmiast, a nawet jeśli on przyszedł szybko, to istotna jest wytrwałość w jego utrzymaniu. A to już jest wyzwanie.
    Widzę na rynku pewną powtarzalność. Firma przez pierwsze trzy lata rozwija się dobrze i wszystkie wskaźniki idą w górę. Później te parametry się wyrównują, po czym przychodzi spadek i dołek. Tak też było u nas. Dlatego jestem pewna, że nie warto zachłysnąć się sukcesem, bo może przyjść bardzo przykre przebudzenie. Są tacy, którzy interes otrzymali w spadku od rodziców i traktują go jako coś, co ma dawać ekskluzywne samochody oraz eleganckie wakacje. Własnej firmy trzeba pilnować. Nie istnieje coś takiego jak samograj. Do każdego momentu życia firmy należy podchodzić z uwagą. Co więcej, przedsiębiorstwo się zawali, jeśli je pozostawimy i będziemy szaleć, tylko odcinając kupony. My również mieliśmy takie doświadczenia, że pewne rynki rozwijały się nam bardzo dobrze, ale chwilowy brak uwagi zmienił wyniki. Dostaliśmy nauczkę.

    Co Panią inspiruje do zmian?

    Henryk Kulczyk, który był całe życie bardzo aktywny zawodowo, mawiał: „Mam siedzieć na ławeczce i czekać, aż umrę? Trzeba się ciekawić światem”. I mnie jest blisko do takiej filozofii życia. Wielką przyjemność sprawia mi obserwowanie wszystkiego, co nas otacza, i wyciąganie wniosków. To frajda i inspiracja do zmian.

    Jest Pani wdzięczna za swoje życie?

    Każdy etap życia ma swoje prawa. Kiedy człowiek jest młody, to nie do końca docenia to, co ma. Bardziej nastawiony jest na to, co chciałby osiągnąć. Czas mija i jeśli go zostało nam mniej niż więcej, to postawa się zmienia. Potrafimy się wtedy cieszyć, że jest dzień, mamy ładną pogodę. I ja dziś tak mam.
    Wbrew wszystkim stworzyłam minisklepik z ekologicznymi produktami. Całych dwanaście metrów kwadratowych. Sprzedaję tam produkty z mojego gospodarstwa ekologicznego, które nazwałam Zagroda Szczęśliwych Zwierząt. Mam następnego kota, który dojechał ze schroniska. Szczególnie lubię się opiekować istotami, które same nie mogę się obronić, są słabsze. Nigdy nie niszczę roślin – zawsze wszystkie przesadzam i dbam o nie do ostatniego momentu.

    Dlatego założyła Pani Fundację Zielony Jamnik?

    Tak, ma ona nieść pomoc wszystkim żywym istotom. To malutka fundacja, która nie jest jeszcze nawet instytucją pożytku publicznego. Środki finansowe na jej funkcjonowanie pochodzą z datków prywatnych osób. Wspieramy między innymi szkołę specjalną, czy to sprzętem komputerowym, czy materiałami, z których dzieci tworzą swoje małe dzieła sztuki, a później sprzedają je na kiermaszu. Dzięki zgromadzonym w ten sposób funduszom jadą na wycieczkę. Ale i nam służy ta sztuka, którą można zobaczyć w wielu miejscach naszej firmy.

    Autobusy, żłobki, szczęśliwe zwierzęta, a do tego liderka, przedsiębiorczyni, feministka. Jak to wszystko ze sobą połączyć?

    Jestem w takim okresie życia, że przychodzę do firmy, już nie do pracy. Moim celem jest to, aby miejsce, które stworzyłam, jego filozofia działania przyczyniała się do budowy lepszego świata. To oczywiście może brzmieć górnolotnie, ale ja to bardzo mocno czuję i tego właśnie pragnę.

    To podsumujmy: w jaki sposób Solange Olszewska dorzuca swoją cegiełkę do budowy lepszego świata?

    Propagowaniem zdrowego trybu życia. Począwszy od produkcji bezemisyjnych pojazdów po promocję zdrowej żywności. Prowadzę też własne ekologiczne gospodarstwo rolne. Bardzo mnie cieszy, że ludzie już nie idą za głosem, który płynie z mass mediów, ale raczej szukają swoich własnych dróg. Zaczyna się taki oddolny ruch, u którego podstaw leży brak zgody na dalsze oszustwa koncernów spożywczych czy farmaceutycznych. Mam w planach przekonanie wszystkich w firmie, że mój sklepik i gospodarstwo są tu potrzebne. To część mojej misji i wizji.

    Dziękuję za rozmowę.

    Materiał pochodzi z Magazynu BrandsIT 02/2019.

  • Akademia LTCA – szkolenia dla kadry zarządzającej

    Akademia LTCA – szkolenia dla kadry zarządzającej

    W czasach, gdy w prawie podatkowym następują istotne zmiany, odpowiednio przygotowana kadra zarządzająca to warunek powodzenia w biznesie. Pomogą w tym szkolenia, które przygotują pracowników do nadchodzących zmian.

    Czy warto inwestować w szkolenie?

    Rozwój biznesu jest ściśle związany z umiejętnością szybkiego dostosowania się do aktualnego prawa. Inwestycja w szkolenia przełoży się na bezpośredni zysk firmy, pod warunkiem wybrania właściwej tematyki. Szkolenia VAT prowadzone przez Akademię LTCA  to wprowadzenie mechanizmu split payment, uszczelnienie podatków VAT i wszystkich zmian w opodatkowaniu wprowadzonych w tym roku. Wdrożenie tych rozwiązań uchroni firmę przed wieloma kłopotami. Wiedza, którą zdobędzie kadra zarządzająca, czy pracownicy zajmujący się w firmie podatkami, zwiększy bezpieczeństwo przedsiębiorstwa, a równocześnie podniesie jego konkurencyjność. Firma, dzięki fachowej wiedzy, zyskuje czas na wdrażanie nowych mechanizmów, chroniąc się przed zachwianiem płynności. Daje to dużą przewagę nad konkurencją, gdyż pozwala na wyprzedzenie jej. Szkolenia antykorupcyjne pozwolą na zdobycie wiedzy, dzięki której nie tylko uchroni się przedsiębiorstwo przed takim działaniami, ale też uniknie niewprowadzenia w życie obowiązków wynikających z przepisów prawa. Znajomość ustawy antykorupcyjnej i podstawy jej wprowadzenia w życie i działanie firmy to umiejętności, które można zdobyć na szkoleniu. Sankcje za niedopełnienie przepisów są poważne, dlatego też ta wiedza jest konieczna dla każdego przedsiębiorstwa. Naruszenie regulacji prawnych i podatkowych przez przedsiębiorstwo stanowi zagrożenie dla jego działalności i grozi utratą reputacji oraz karami finansowymi.

    Szkolenia

    Akademia LTCA w swojej ofercie ma wiele szkoleń zamkniętych i otwartych. Dostępny jest także e-learning. Tematyka zawiązana jest z prowadzeniem przedsiębiorstwa. Są to kursy z zakresu prawa, podatków, branżowe oraz compliance. Siedziba akademii mieści się w Warszawie. Szkolenia prowadzone są przez wysokiej klasy specjalistów. Eksperci dbają o to, by kursanci nabyli umiejętności ułatwiające prowadzenie firmy, pozwalające na jej lepsze prowadzenie i rozwój. Wyszkolona kadra wyposaża ich w narzędzia do sprawnego działania i nadążania za zmianami w prawie podatkowym. Aspekty prawne, karnoskarbowe, karne, antykorupcyjne, ryzyka i odpowiedzialność – to tylko część prowadzonych szkoleń. Compliance to szkolenie kierowane do kadry zarządzającej i specjalistów zajmujących się audytem, a ponadto pracowników działu prawnego. Uczy, jak wprowadzać narzędzia zapobiegające nadużyciom i zagrożeniom oraz jak promować zachowania etyczne.

    Dla kogo szkolenia w Akademii LTCA?

    Właściwie i zgodnie z prawem prowadzona firma zwiększa swoje szanse na rozwój i wzbudza zaufanie klientów. Dlatego szkolenia kierowane są głównie do kadry zarządzającej, managerów, prezesów, dyrektorów, rad nadzorczych, a także pracowników działu podatkowego i osób odpowiedzialnych za finanse firmy. To inwestycja przynosząca wymierne korzyści. Praktyczna wiedza zdobyta na kursach pozwoli na doskonałą orientację w przepisach i natychmiastową reakcję na zmiany w prawie. Ważne jest, by taką wiedzę posiadały osoby decyzyjne w przedsiębiorstwie.

    Szkolenia VAT, antykorupcyjne i inne, oferowane przez Akademię LTCA skutkują podniesieniem kompetencji kadry zarządzającej. Wiedza na nich zdobyta pozwoli na wprowadzenie firmy w nowe regulacje prawne bez stresu i przestoju.

  • Postrzeganie korupcji i nadużyć w sektorze publicznym w Polsce na niezmiennym poziomie

    Postrzeganie korupcji i nadużyć w sektorze publicznym w Polsce na niezmiennym poziomie

    W najnowszej edycji rankingu Indeks Percepcji Korupcji opublikowanym przez Transparency International, międzynarodową organizację pozarządową działającą na rzecz zwalczania korupcji w życiu publicznym, Polska zajęła 36. miejsce, utrzymując tym samym pozycję sprzed roku.

    Począwszy od 1995 roku międzynarodowa organizacja pozarządowa Transparency International corocznie publikuje Indeks Percepcji Korupcji (Corruption Perception Index). Ranking opracowywany jest w oparciu o specjalistyczne ekspertyzy oraz ankiety przeprowadzone wśród ekspertów zajmujących się tą tematyką i pokazuje poziom postrzegania korupcji w sektorze publicznym w poszczególnych krajach.

    Najnowszy raport opublikowany 29 stycznia br. obejmuje dane pochodzące ze 180 krajów, w tym również z Polski, nadając im punktację w skali od 0 pkt (wysoki poziom korupcji) do 100 pkt (brak korupcji). Ponad 2/3 krajów objętych badaniem uzyskało poniżej 50 pkt, natomiast średnia ocena wyniosła 43 pkt. Autorzy rankingu zwracają uwagę, że od roku 2012 zaledwie 12 państw znacznie poprawiło swoje wyniki, w tym Estonia i Wybrzeże Kości Słoniowej, natomiast aż 16 terytoriów odnotowało znaczny spadek punktacji, m.in. Chile, Malta oraz Australia.

    W tegorocznym zestawieniu Polska uplasowała się na 36. miejscu z wynikiem 60 pkt, co jest tożsame z wynikiem uzyskanym w zeszłorocznej edycji rankingu. Te same miejsca utrzymały również inne kraje znajdujące się w naszym regionie tj.: Litwa (38.), Łotwa (41.), Słowacja (57.) i Białoruś (70.). Awans w rankingu natomiast zanotowały Czechy (z 42. na 38.), Węgry (z 66. na 64.) i Ukraina (z 130. na 120.). Liderem regionu pozostała niezmiennie Estonia zajmująca wysokie 18. miejsce z wynikiem 73 pkt. Pomimo braku polepszenia pozycji w rankingu Polska została uplasowana wyżej niż niektóre kraje Europy Zachodniej: Hiszpania (41.), Włochy (53.) czy Grecja (67.).

    Podobnie jak w poprzednich edycjach rankingu wysokie miejsca zajmują kraje nordyckie: Dania (1. miejsce – 88 pkt), Finlandia (3. miejsce – 85 pkt), Szwecja (3. miejsce – 85 pkt) oraz Norwegia (7. miejsce – 84 pkt). Wysoko plasują się również kraje takie jak Nowa Zelandia (2. miejsce – 87 pkt), Singapur (3. miejsce – 85 pkt) i Szwajcaria (3. miejsce – 85 pkt). Najsłabiej natomiast wypadły Somalia, Sudan Południowy i Syria, które zdobyły odpowiednio 10, 13 i 13 punktów.

    Po raz pierwszy Polska pojawiła się w rankingu Transparency International w roku 2005 roku, plasując się wówczas na 70. miejscu. Obecny wynik pokazuje, że wykonaliśmy mnóstwo pracy, aby poprawić zarówno kondycję ekonomiczną, jak i uzdrowić mechanizmy zachodzące w naszym otoczeniu społeczno-gospodarczym. Choć jesteśmy przedstawiani jako jedni z liderów w regionie, wciąż jest jeszcze przed nami wiele pracy aby dorównać standardom antykorupcyjnym istniejącym w krajach z czołówki zestawienia. Utrzymanie tej samej lokaty co w roku poprzednim pokazuje, że korupcja jest nadal zjawiskiem dostrzeganym i odczuwalnym przez Polaków, a to z kolei powinno wzbudzić naszą czujność. – mówi Angelika Ciastek-Zyska, wicedyrektor w zespole usług śledczych i zarządzania ryzykiem nadużyć, ekspert PwC ds. compliance i antykorupcji

    Eksperci PwC podkreślają, że choć indeks stworzony przez Transparency International dotyczy postrzegania korupcji w sektorze publicznym, świat biznesu też nie jest wolny od tego problemu.

    Pomimo tego, że na przestrzeni ostatnich kilku lat polscy przedsiębiorcy coraz chętniej sięgają po rozwiązania prewencyjne w walce z oszustwami gospodarczymi, a także wzrosła ich świadomość w tym zakresie, nadal daleko nam do krajów, w których korupcja nie jest tolerowana przy prowadzeniu biznesu. Rozwiązania, które były wykorzystywane dotychczas, muszą być poddawane bieżącej aktualizacji i ciągłemu wzmacnianiu, by jak najlepiej chronić nas przed różnego rodzaju nadużyciami gospodarczymi – nie tylko w obszarze korupcji, ale i innych oszustw, w tym też podatkowych. – powiedział Szymon Bartczak, ekspert PwC w zespole usług śledczych i zarządzania ryzykiem nadużyć

    Działający w ramach PwC w Polsce Zespół usług śledczych i zarządzania ryzykiem nadużyć na co dzień doradza firmom, jak przeciwdziałać nadużyciom oraz wspiera wewnętrzne śledztwa w sektorze prywatnym. Eksperci PwC opracowali też „Poradnik antykorupcyjny dla biznesu”, który jest praktycznym zestawem porad i rekomendacji antykorupcyjnych, do wykorzystania w działalności biznesowej – niezależnie od wielkości firmy, czy branży.

    źródło: PwC