Tag: Software house

  • Scalo celuje w logistykę i obronność. Nowe biuro w Gdańsku ma otworzyć drzwi na Północ

    Scalo celuje w logistykę i obronność. Nowe biuro w Gdańsku ma otworzyć drzwi na Północ

    Wrocławski software house Scalo, znany dotychczas głównie z silnej pozycji w sektorach finansowym i technologicznym na południu kraju, wykonuje strategiczny zwrot na północ. Firma oficjalnie uruchomiła oddział w Gdańsku, co w praktyce oznacza domknięcie jej obecności w kluczowych ośrodkach biznesowych Polski. Ruch ten wydaje się jednak czymś więcej niż tylko geograficzną ekspansją – to próba dywersyfikacji portfela klientów o specyficzne dla Pomorza branże: logistykę i spedycję.

    Decyzja o fizycznej obecności w Trójmieście wpisuje się w rynkowy trend powrotu do lokalności w relacjach B2B. Mimo powszechności pracy zdalnej, duże kontrakty w modelach Managed Services czy Advanced Team Leasing często wymagają bezpośredniego nadzoru i zrozumienia lokalnej specyfiki. Za sterami nowego Business Unit stanął Oskar Kapica, menedżer z doświadczeniem operacyjnym, a nie stricte technologicznym. Jego background – obejmujący zarządzanie transgraniczne w OTTO Work Force w Holandii oraz optymalizację procesów w Derksen Polska – sugeruje, że Scalo stawia na efektywność operacyjną i umiejętność nawigowania w międzynarodowym środowisku, co w portowym Gdańsku jest kluczowe.

    Dla Scalo Trójmiasto to nie tylko dostęp do nowych talentów IT, ale przede wszystkim wejście w ekosystem, który dynamicznie się cyfryzuje. Logistyka i spedycja to sektory, które po pandemii intensywnie poszukują optymalizacji poprzez technologię. Kapica, jako Head of Gdańsk Business Unit, ma za zadanie nie tylko przenieść tam sprawdzone procesy, ale zbudować ofertę dopasowaną do firm, dla których IT jest narzędziem wsparcia łańcucha dostaw, a nie produktem samym w sobie.

    Interesującym, choć mniej eksponowanym elementem tej strategii, jest wątek militarny. Scalo zacieśnia współpracę z Polską Izbą Producentów na Rzecz Obronności Kraju. Obecność na północy Polski – regionie o strategicznym znaczeniu dla obronności – może pozycjonować firmę jako partnera technologicznego dla sektora zbrojeniowego i przemysłu zaawansowanych rozwiązań. W kontekście rosnących nakładów na obronność, gdański przyczółek może okazać się kluczowy dla zdobywania kontraktów w tym wymagającym segmencie rynku.

  • Polski rynek software house’ów: między rekordowym eksportem a wewnętrzną korektą

    Polski rynek software house’ów: między rekordowym eksportem a wewnętrzną korektą

    Przez ponad dekadę polski sektor IT był synonimem nieprzerwanego, dynamicznego wzrostu. Ugruntował swoją pozycję jako technologiczne serce Europy Środkowo-Wschodniej, przyciągając globalne inwestycje dzięki ogromnej puli talentów i reputacji niezawodnego partnera w projektach nearshoringowych i outsourcingowych. Narracja o „złotej dekadzie” polskiego IT, napędzana przez tysiące software house’ów i wykwalifikowanych programistów cenionych na całym świecie, stała się niemal aksjomatem. Jednak w ostatnich kilkunastu miesiącach ten optymistyczny obraz zaczął pękać, a rynek zaczął wysyłać głęboko sprzeczne sygnały, które zasiały ziarno niepewności.   

    Z jednej strony, twarde dane makroekonomiczne malują obraz sektora w szczytowej formie. Wartość eksportu polskich usług IT bije kolejne rekordy, demonstrując niezwykłą siłę i globalną konkurencyjność . Polska sprzedaje za granicę więcej usług informatycznych niż takie potęgi technologiczne jak Japonia czy Korea Południowa, co świadczy o dojrzałości i zaawansowaniu oferowanych rozwiązań . Z drugiej strony, z wnętrza branży płyną coraz głośniejsze sygnały o ochłodzeniu koniunktury. Portale branżowe i raporty z rynku pracy donoszą o spowolnieniu rekrutacji, redukcjach zatrudnienia i ogólnym poczuciu „korekty” po latach nieokiełznanego boomu . To zderzenie dwóch skrajnie różnych narracji tworzy fundamentalny paradoks.

    Czy jesteśmy świadkami początku stagnacji, która zakończy erę spektakularnego wzrostu? A może to tylko chwilowa zadyszka, naturalna konsekwencja globalnego spowolnienia gospodarczego? A może, co wydaje się najbardziej prawdopodobne, obserwujemy coś znacznie głębszego – fundamentalny proces dojrzewania i restrukturyzacji rynku, który oddziela liderów innowacji od firm opierających swój model na prostszych usługach?

    Fundamenty rynku: Między imponującą skalą a rosnącą presją

    Aby zrozumieć obecną kondycję rynku software house’ów, należy najpierw spojrzeć na jego fundamenty – liczbę i strukturę firm, które go tworzą. Dane rejestrowe z Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) oraz Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) dostarczają kluczowych informacji o skali i dynamice tego ekosystemu.

    Analiza polskiego sektora IT opiera się na Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD), gdzie kluczową rolę odgrywa Sekcja J, Dział 62: „Działalność związana z oprogramowaniem i doradztwem w zakresie informatyki oraz działalność powiązana” . Kategoria ta obejmuje szerokie spektrum działalności, od pisania kodu (PKD 62.01.Z), przez doradztwo informatyczne (PKD 62.02.Z), aż po pozostałe usługi w zakresie technologii informatycznych i komputerowych (PKD 62.09.Z). To właśnie te podklasy w dużej mierze definiują ekosystem software house’ów w Polsce.   

    Dane z rejestru REGON, prowadzonego przez GUS, ukazują imponującą skalę rynku . Raporty branżowe szacują liczbę firm technologicznych w Polsce na ponad 60 tysięcy, a w sektorze IT pracuje od 500 do nawet 850 tysięcy osób. Ta ogromna liczba aktywnych podmiotów świadczy o niezwykłej gęstości i żywotności rynku. Jest to krajobraz zdominowany przez mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, co z jednej strony świadczy o niskich barierach wejścia i przedsiębiorczości, a z drugiej czyni go bardziej podatnym na wahania koniunktury.   

    Jednak sam rozmiar rynku to tylko jedna strona medalu. Druga, znacznie bardziej dynamiczna, ukryta jest w danych CEIDG, które rejestrują losy jednoosobowych działalności gospodarczych (JDG) – formy prawnej niezwykle popularnej wśród programistów kontraktowych i małych firm IT. Analiza liczby wyrejestrowań i zawieszeń działalności rzuca światło na presję, pod jaką znalazł się ten segment rynku. Dane z ostatnich lat są jednoznaczne i wskazują na rosnącą presję. W 2022 roku do CEIDG wpłynęło o 9,6% więcej wniosków o zamknięcie jednoosobowej działalności niż rok wcześniej. W pierwszej połowie innego analizowanego roku wzrost ten był jeszcze bardziej dramatyczny i wyniósł blisko 26% w ujęciu rocznym. Te liczby to twardy dowód na to, że dla wielu mniejszych graczy warunki rynkowe stały się znacznie trudniejsze.   

    Przyczyn tego zjawiska należy szukać w splotach czynników makroekonomicznych i regulacyjnych. Globalne spowolnienie, wysoka inflacja, rosnące koszty prowadzenia działalności oraz zmiany w otoczeniu prawno-podatkowym, takie jak wprowadzenie Polskiego Ładu, uderzyły przede wszystkim w najmniejsze podmioty . Należy jednak interpretować te dane z ostrożnością. Wysoka liczba zamknięć i zawieszeń w CEIDG nie jest wyłącznie symptomem kryzysu. Odzwierciedla ona również specyfikę branży IT, w której dominuje praca projektowa. System CEIDG jest zaprojektowany tak, aby umożliwiać łatwe zakładanie, zawieszanie i zamykanie działalności. Dla programisty kontraktora zamknięcie firmy może oznaczać po prostu koniec jednego dużego projektu i przejście na umowę o pracę, a zawieszenie działalności jest powszechnym narzędziem do zarządzania płynnością finansową w okresach między zleceniami.   

    Globalny motor napędowy: Eksport jako barometr sukcesu

    Podczas gdy dane z rynku wewnętrznego wskazują na rosnącą presję, analiza handlu międzynarodowego maluje zgoła odmienny obraz. Polski sektor IT stał się w ostatnich latach prawdziwą potęgą eksportową, a dynamika wzrostu sprzedaży zagranicznej jest kluczowym argumentem przeczącym tezie o stagnacji.

    Liczby mówią same za siebie. Wartość eksportu polskich usług z kategorii „telekomunikacyjne, informatyczne i informacyjne” wzrosła z około 33,1 mld PLN w 2019 roku do ponad 70,7 mld PLN w roku 2023 . Oznacza to ponad dwukrotny wzrost w ciągu zaledwie czterech lat. Od 2010 roku eksport usług IT rósł w średnim rocznym tempie przekraczającym 20%, czyli ponad dwukrotnie szybciej niż eksport wszystkich usług ogółem . W rezultacie udział usług IT w całkowitym polskim eksporcie usług zwiększył się z około 5% dekadę temu do blisko 13% w 2022 roku .

    Według danych Polskiego Funduszu Rozwoju, opartych na statystykach Eurostatu, na koniec 2022 roku eksport usług informatycznych z Polski osiągnął wartość 11,66 mld EUR, generując znaczącą nadwyżkę handlową . Co istotne, od 2010 roku nie odnotowano ani jednego roku spadku w tej kategorii, co dowodzi niesłabnącego popytu na polskie kompetencje cyfrowe . Ten imponujący trend wpisuje się w szerszy kontekst europejski. Dane Eurostatu pokazują, że usługi telekomunikacyjne, komputerowe i informacyjne są jedną z najszybciej rosnących kategorii eksportowych dla całej Unii Europejskiej, a ich udział w całkowitym eksporcie usług (poza UE) wzrósł o 7,2 punktu procentowego w latach 2013-2023 .

    Wzrost ten ma charakter nie tylko ilościowy, ale przede wszystkim jakościowy. Polska branża IT zrywa z wizerunkiem „cyfrowej montowni”, gdzie główną przewagą konkurencyjną była niższa cena usług programistycznych. Coraz częściej polskie firmy stają się strategicznymi partnerami dla globalnych korporacji, dostarczając kompleksowe i zaawansowane technologicznie rozwiązania. Eksportowane usługi to już nie tylko proste tworzenie oprogramowania, ale również zaawansowane projekty badawczo-rozwojowe (R&D), doradztwo strategiczne w zakresie IT, usługi chmurowe, cyberbezpieczeństwo i analityka danych . Ta ewolucja świadczy o przesuwaniu się Polski w górę globalnego łańcucha wartości. Główne kierunki tej ekspansji to najbardziej wymagające rynki świata: kraje Unii Europejskiej (z Niemcami na czele), Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Szwajcaria.

    Rzeczywistość rynkowa: koniec eldorado i zmiana warty

    Okres, w którym rekruterzy zabiegali o każdego kandydata, a firmy prześcigały się w oferowaniu coraz wyższych wynagrodzeń, dobiegł końca. Ostatnie dwa lata przyniosły wyraźne ochłodzenie i normalizację na rynku pracy IT, co wielu obserwatorów określa mianem „końca eldorado” . Raporty z portali rekrutacyjnych jednoznacznie wskazują na zmianę układu sił.

    Liczba publikowanych ofert pracy znacząco spadła w porównaniu do szczytowych lat 2021-2022 . Jednocześnie drastycznie wzrosła liczba aplikacji na jedno stanowisko – w 2024 roku na jedną ofertę przypadały średnio 44 aplikacje, w porównaniu do 40 rok wcześniej . Najbardziej odczuwalną konsekwencją tej zmiany jest drastyczne ograniczenie możliwości dla juniorów. Firmy, dążąc do optymalizacji kosztów i minimalizacji ryzyka, wolą inwestować w doświadczonych seniorów, którzy mogą dostarczyć wartość biznesową od pierwszego dnia . Ten zwrot na rynku ma również swoją ludzką cenę – raporty wskazują na rosnący poziom stresu, wypalenia zawodowego i poczucia niepewności zatrudnienia.   

    Ochłodzenie na rynku pracy jest bezpośrednim następstwem globalnego spowolnienia gospodarczego, które zmusiło klientów software house’ów do rewizji swoich budżetów . Inflacja i niepewność gospodarcza skłoniły firmy na całym świecie do ostrożniejszego podejścia do inwestycji w technologie . Klienci, szukając oszczędności, zamrażają mniej kluczowe projekty i znacznie dokładniej analizują każdą decyzję zakupową . Dla polskich software house’ów oznacza to wydłużenie cykli sprzedażowych i konieczność udowadniania zwrotu z inwestycji (ROI) na każdym kroku. Dane z raportu SoDA są tu wymowne: małe firmy (do 50 osób) zredukowały w ostatnim roku średnio 26% swoich specjalistów IT, podczas gdy w dużych organizacjach (powyżej 300 osób) odsetek ten wyniósł 12% . To pokazuje, że korekta rynkowa najmocniej uderza w mniejszych, mniej stabilnych graczy.   

    Nowe wymagania rynku – Specjalizacja jako klucz do przetrwania

    Obecne otoczenie rynkowe działa jak potężny filtr ewolucyjny. W czasach boomu popyt był tak duży, że niemal każda firma, nawet oferująca nieskomplikowany outsourcing programistów („body leasing”), mogła liczyć na zlecenia. Dziś sytuacja jest diametralnie inna. Rynek premiuje specjalizację, głęboką wiedzę domenową i zdolność do dostarczania kompleksowych, mierzalnych rozwiązań biznesowych.   

    Popyt przesuwa się od programistów-generalistów w stronę ekspertów w niszowych, ale dynamicznie rosnących dziedzinach. Analiza ofert pracy pokazuje, że nawet przy ogólnym spadku liczby ogłoszeń, takie obszary jak Sztuczna Inteligencja (AI/ML), Cyberbezpieczeństwo, Analityka Danych (Data & BI) oraz Inżynieria Chmurowa wciąż notują wzrosty zapotrzebowania i oferują wysokie wynagrodzenia . Firma, która dziś oferuje po prostu „programistów Java”, konkuruje na rynku, który staje się towarem, podatnym na presję cenową. Natomiast firma, która dostarcza „certyfikowanych ekspertów od cyberbezpieczeństwa dla sektora finansowego” lub „inżynierów AI z doświadczeniem w optymalizacji logistyki”, sprzedaje unikalne, wysokomarżowe rozwiązanie.

    Ta transformacja jest bolesna, ale w długiej perspektywie zdrowa dla całego sektora. Rynkowa korekta nie zabija branży, lecz przyspiesza jej przejście od modelu opartego na arbitrażu pracy do modelu opartego na wiedzy i innowacji. To klasyczny objaw przechodzenia branży z fazy gwałtownego wzrostu do fazy dojrzałej, bardziej zrównoważonej konkurencji.

    Nie stagnacja, lecz dojrzewanie przez korektę

    Analiza danych prowadzi do jednoznacznego wniosku. To, czego doświadcza polski rynek software house’ów, to nie jest stagnacja. Jest to złożony i wielowymiarowy proces dojrzewania, który dokonuje się poprzez głęboką, choć bolesną, korektę rynkową.

    Rekordowy eksport i wewnętrzne spowolnienie nie są zjawiskami sprzecznymi, lecz dwiema stronami tej samej monety. Spektakularny sukces eksportowy jest napędzany przez czołowych graczy, którzy z sukcesem przeszli na wyższy poziom zaawansowania technologicznego. Ten sam proces podnosi jednak poprzeczkę dla całego rynku. Wewnętrzna korekta, objawiająca się spowolnieniem rekrutacji i presją na mniejsze firmy, jest naturalną konsekwencją tej ewolucji.

    „Złota dekada” łatwego, niezróżnicowanego wzrostu bezpowrotnie minęła. Przyszłość polskiego sektora IT będzie kształtowana przez nowe paradygmaty:   

    • Głęboka specjalizacja: Przetrwanie i rozwój będą zależeć od zdolności do budowania unikalnej ekspertyzy w niszowych, ale strategicznie ważnych obszarach. Firmy muszą stać się ekspertami w konkretnych technologiach (AI, cyberbezpieczeństwo, chmura) lub wertykalach branżowych (fintech, healthtech, e-commerce).  
    • Dojrzałość biznesowa: Kluczowe staną się umiejętności z zakresu sprzedaży, marketingu, zarządzania finansami i budowania strategii. Software house’y muszą ewoluować z warsztatów technologicznych w dojrzałe, sprawnie zarządzane przedsiębiorstwa .
    • Rewolucja AI: Sztuczna inteligencja staje się fundamentalnym narzędziem, które należy zintegrować z własnymi procesami, aby zwiększyć efektywność i skrócić czas realizacji projektów. Firmy, które zignorują ten trend, ryzykują utratę konkurencyjności .

    Choć obecny okres jest pełen wyzwań, perspektywy dla polskiego sektora IT pozostają optymistyczne. Przechodząc przez tę transformację, branża staje się silniejsza, bardziej zróżnicowana i odporna na wstrząsy. Korekta, choć bolesna, jest niezbędnym etapem ewolucji, który przekształca polski sektor IT z regionalnego zagłębia talentów w dojrzałego, globalnego lidera technologicznego, zdolnego do konkurowania na najwyższym światowym poziomie .

  • Jak software house pomaga firmom osiągać cele biznesowe?

    Jak software house pomaga firmom osiągać cele biznesowe?

    Dlaczego warto postawić na software house? 

    Software house to przede wszystkim zespół ekspertów, którzy doskonale rozumieją technologie, trendy i nowości w branży IT. Dzięki temu mogą oni dostarczać klientom oprogramowanie najwyższej jakości. Doświadczony software house jest w stanie dostosować swoje działania do indywidualnych potrzeb klienta. Dzięki temu otrzymuje on oprogramowanie, które spełnia konkretne wymagania i gwarantuje najwyższą jakość, zamiast korzystać z gotowych rozwiązań, które mogą nie być aż tak elastyczne i wydajne.

    Projekty realizowane przez software house, są także wykonywane znacznie szybciej niż te prowadzone wewnętrznie w firmie. Skrócenie czasu realizacji projektu ma tutaj istotne znaczenie — firma może bowiem szybciej wprowadzić na rynek nowe rozwiązania i zyskać przewagę konkurencyjną. Ponadto współpraca z software house może przynieść znaczne oszczędności w porównaniu do utrzymania własnego zespołu programistycznego. Firmy nie muszą inwestować w rozwijanie wewnętrznych zasobów ani w utrzymanie infrastruktury IT.

    Usługi, które oferuje software house

    Rozwój technologiczny wpływa na wszystkie obszary życia codziennego i na sposób prowadzenia biznesu. Aby utrzymać konkurencyjność i sprostać zmieniającym się oczekiwaniom klientów, firmy muszą szybko dostosowywać się do nowej rzeczywistości poprzez wykorzystywanie nowoczesnych narzędzi informatycznych — w tym dedykowanego oprogramowania. 

    Do przykładowych usług, jakie realizują software house’y zaliczają się

    • Tworzenie i wdrażanie dedykowanych systemów informatycznych
    • Tworzenie platform B2C i integracja płatności online dla e-commerce
    • Platformy B2B wspierające zarządzanie relacjami biznesowymi
    • Integracja różnych systemów i narzędzi, w tym systemów CRM, MES, RCP oraz aplikacji z czytnikami kodów kreskowych i RFID
    • Tworzenie rozwiązań opartych na uczeniu maszynowym i sztucznej inteligencji (AI)
    • Projektowanie interfejsu użytkownika (UI/UX)
    • Automatyzacja procesów biznesowych
    • Przetwarzanie i analiza dużych zbiorów danych oraz tworzenie rozwiązań Business Intelligence (BI)
    • Rozwój aplikacji i systemów z wykorzystaniem Internetu Rzeczy (IoT)
    • Audyty bezpieczeństwa oraz wdrażanie rozwiązań zabezpieczających
    • Pomoc w doborze odpowiednich technologii i narzędzi do projektu
    • Monitorowanie postępu projektu i zarządzanie zespołem deweloperów
    • Testy jednostkowe, testy funkcjonalne, testy integracyjne i testy wydajnościowe
    • Debugowanie i poprawa błędów w oprogramowaniu
    • Zapewnianie aktualizacji, łatek i wsparcia technicznego
    • Etykietowanie oraz narzędzia automatyzujące wystawianie faktur i paragonów
    • Aplikacje i portale mapowe wspierające sektory logistyki, handlu i nieruchomości

    Tekst został przygotowany we współpracy z software house X-ONE z Poznania

    Artykuł sponsorowany

  • Do Escola S.A. dołączył zespół 20 specjalistów z IT.Focus, który wzmocni segment usług software house

    Do Escola S.A. dołączył zespół 20 specjalistów z IT.Focus, który wzmocni segment usług software house

    Escola, jedna z czołowych firm tworzących aplikacje mobilne i webowe w Polsce powiększyła się o kolejny zespół. Do Escola S.A. dołączyło 20 doświadczonych specjalistów IT i programistów z IT.focus, którzy wzmocnią segment software house. Tym samym Escola S.A. to już 107-osobowy zespół oraz kolejne biuro w Polsce, w Katowicach. Powiększenie Escola o zespół IT.Focus i jego doświadczenie to kolejny krok w strategii rozwoju Escoli, który spółka przedstawiła w czasie emisji crowdfundingowej.

    – Dzięki podpisanej umowie, dla Grupy Kapitałowej Escola pracuje już 107 pracowników i współpracowników. To kolejny cel w rozwoju, który postawiliśmy sobie w czasie emisji crowdfundingowej. Jesteśmy dumni, że do naszej grupy dołączył tak doświadczony zespół, co ważne, dotychczasowa kadra zarządzająca będzie dalej rozwijać zespół w Katowicach, a biuro zostanie utrzymane. Już dzisiaj zapraszamy wszystkich chętnych do aplikowania do pracy w nowym, tym razem śląskim oddziale Escoli mówi dr Krzysztof Wojewodzic, CEO Escola. 

    Firma IT.focus powstała w 2016 roku, aby pomagać firmom jak najlepiej wykorzystać technologię IT do podnoszenia zysków i rozwoju. Tworzy aplikacje mobilne, webowe i PWA. Zespół IT.Focus wykonał dotychczas przeszło 100 projektów i jako pierwszy w Polsce uzyskał  certyfikat Google potwierdzający kompetencje w tworzeniu nowoczesnych aplikacji mobilnych PWA.

    –  Jako IT.focus zawsze stawialiśmy cele biznesowe naszych klientów w centrum naszych wartości. Specjalizując się w JavaScripcie możemy dostarczać rozwiązania z zakresu aplikacji webowych, mobilnych oraz backendowych. Bardzo cieszymy się, że dołączamy do zespołu Escola, ludzi, którzy z pasją i najwyższym profesjonalizmem tworzą oprogramowanie, a także są jednym z najszybciej rozwijających się software houseów w Europie. Wierzymy, że synergia w rozwiązaniach technologicznych i procesach biznesowych pozwoli naszym wspólnym klientom dostarczać jeszcze większą wartośćmówi Jakub Król, CEO IT.Focus.

    W poprzednich akwizycjach Escola nabyła prawa do marki Mobile Trends, w której skład wchodzą Mobile Trends Awards, Mobile Trends Conference oraz serwis MobileTrends.pl. Transakcją powiązaną było przejęcie zespołu ClickMaster z Krakowa celem rozbudowania swoich struktur kadrowych oraz przejęcia projektów. W listopadzie ubiegłego roku Escola przejęła zespół nastawiony na działalność w ramach sektora edukacji – Deal IT z Kalisza.

    Escola planuje zadebiutować na NewConnect jeszcze w 2022 roku. Poza bazową działalnością jako software house, dywersyfikuje biznes produktami własnymi. W portfelu spółek tworzonych jako venture building rozwija aplikację Meetinga.com, platformę e-learnignową Wellms.io, platformę do kursów on-line MyVOD.io, oprogramowanie dla sklepów internetowych Heseya.com i aplikację dla branży HoReCa – Frivo.

  • Ogólnopolskie badanie: Poznaj mocne i słabe strony swojego Software House’u i zyskaj świadomych klientów

    Ogólnopolskie badanie: Poznaj mocne i słabe strony swojego Software House’u i zyskaj świadomych klientów

    Ogólnopolskie Badanie Dojrzałości Product Designu jest bezpłatne i trwa tylko 60 minut. Unikalna metodyka badania powstała przy współpracy zespołu Ekspertów Symetrii UX z międzynarodowym stowarzyszeniem UX Alliance. Diagnoza wskazuje obszary, które wymagają zoptymalizowania, co finalnie pozwoli na zmniejszenie kosztów, zwiększenie konkurencyjności i sprawdzenie jak firma radzi sobie z monetyzacją prac.

    Designdiagnose.pl to pierwsze przeprowadzone na taką skalę badanie, które nie tylko pozwoli Ci zdiagnozować mocne i słabe strony Product Designu, ale i również porównać wynik Software House’u na tle średniej rynkowej.

    Współtwórcami badania są Wojciech Chojnacki Strategy Director Symetrii UX, Joelle Stemp, General Manager w Yu Centrik oraz Florian Egger, Managing Director w Telono UX, którzy współpracują w ramach międzynarodowego stowarzyszenia UX Alliance, które prowadzi globalne badania i projekty dla klientów na całym świecie w branży UX.

    Designdiagnose.pl  – „must have” każdego Softwere House’u

     – To badanie jest odpowiedzią na potrzeby software house’ów, które zidentyfikowaliśmy na podstawie wielu rozmów z ich przedstawicielami. Dzięki temu możemy zaproponować wskazówki rozwoju oparte na metodyce odpowiadającej na wyzwania w tej branżywyjaśnia Wojciech Chojnacki z Symetrii UX. 

    Joelle Stemp z Yu Centrik dodaje, że dzięki badaniu firmy szybko będą mogły zdiagnozować problemy biznesowe, a następnie tak przekierować działania na osiąganie określonych wyników. – Będzie to możliwe m.in. poprzez zwiększenie efektywności prac designu, wzrost zadowolenia pracowników oraz zmniejszenie liczby nieporozumień z klientamitłumaczy Joelle Stemp.

    Wymierne korzyści w zaledwie godzinę

    Na trwającej 60 minut rozmowie sprawdzane są trzy obszary – mierniki, ludzie i design. Efektem badania jest diagram, który obrazuje mocne i słabe strony product designu. Po zebraniu wszystkich wyników uczestnicy badania otrzymają raport, który pozwoli porównać, jak wypadają na tle konkurencji. Projekt kończy się też webinarem, na którym specjaliści Symetrii podsumują raport i przekażą uczestniczącym firmom najważniejsze wnioski.

    – Jednym z największych problemów software house’ów jest bardzo duża rotacja pracowników. W rozmowie sprawdzamy choćby to, jak odbywa się rekrutacja na stanowiska, jakie projekty realizują pracownicy i czy są z nich zadowoleni. Ważny jest też czynnik zarządzania zasobami. Na podstawie tych i dodatkowych pytań możemy określić mocne i słabe strony w tym segmencie – jak i w pozostałych badanych – oraz zaproponować zmiany, które przysłużą się rozwojowi organizacjiopisuje Wojciech Chojnacki z Symetrii UX.

    Florian Egger dodaje:Dzięki ocenie wynikającej z badania firmy będą w stanie lepiej definiować cele w projektach, optymalizować procesy i maksymalizować zyski czy rozwijać się w zrównoważony sposób.

    W obszarze mierników sprawdzana jest np. efektywność prac czy określane są etapy rozwoju produktów. Natomiast dzięki wprowadzeniu zmian z obszaru designu, badana firma może zwiększyć ROI projektowania, lepiej ustalić cele i wymagania czy zyskać większą swobodę przy projektowaniu.

    – Po przeprowadzeniu badań organizacja będzie miała dostęp do uśrednionych wyników firm z jej branży, więc z łatwością pozna obszary, które należy wzmocnić lub co najmniej utrzymać na dotychczasowym poziomie. Warto bowiem pamiętać, że raz zaprojektowane i wdrożone rozwiązania wcześniej czy później stają się przestarzałe, zbyt wolne, a ich standardy odbiegają od tego, co oferuje konkurencjazaznacza Wojciech Chojnacki, współautor Ogólnopolskiego Badania Dojrzałości Product Designu.

    Jak zgłosić się na designdiagnose.pl?

    Badanie jest ogólnodostępne i przedstawiciele software house’ów mogą zadeklarować udział poprzez formularz na stronie designdiagnose.pl. Co ważne analiza jest bezpłatna i nie ma granicznej daty przystąpienia do niej.

  • Praca w IT: 100 tys. zł i obsługą prywatnego consierge’a

    Praca w IT: 100 tys. zł i obsługą prywatnego consierge’a

    COVID-19 nie spowolnił wzrostu wynagrodzeń w branży IT. Tylko w pierwszej połowie ubiegłego roku kontraktorzy zatrudnieni w modelu B2B mogli liczyć na zarobki wyższe od 12,5 do 20 proc. – wynika z danych Just Join IT. Popyt na wykwalifikowanych i doświadczonych specjalistów też jest coraz większy, dlatego firmy zaczynają kusić potencjalnych pracowników już nie tylko wysokimi zarobkami, ale i coraz bardziej wymyślnymi benefitami. – Ostatnio firmy wprowadzają takie rozwiązania jak premia za podpis, która czasami dochodzi nawet do 100 tys. zł, czy możliwość skorzystania z prywatnego concierge’a. To są nowości, które pojawiają się na polskim rynku i z których korzysta coraz więcej pracodawców – mówi Piotr Nowosielski, prezes Just Join IT.

    [videopress qE4a8V9A hd=”true” autoplay=”true”]

    Zarobki w branży IT od kilku lat regularnie rosną. To doprowadziło do sytuacji, w której nawet junior w niektórych firmach jest już w stanie zarobić nawet trzykrotność średniego wynagrodzenia w Polsce – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Nowosielski.

    Specjaliści IT pozostają od lat jedną z najlepiej opłacanych grup zawodowych w Polsce. Statystyki lidera rekrutacji dla branży w Polsce pokazują, że w I półroczu ub.r. wykwalifikowani specjaliści na stanowisku seniora mogli liczyć średnio na 20-proc. podwyżki. Według danych za okres styczeń–wrzesień ub.r. zarobki seniorów zatrudnionych na umowie o pracę przekraczały 16,1 tys. zł brutto i nieco ponad 18,7 tys. zł w przypadku umowy B2B. Z kolei na stanowisku juniora te kwoty wynosiły odpowiednio 6,3 oraz 7,2 tys. zł. Na nieco wyższe stawki mogą liczyć specjaliści IT w dużych miastach, jak Warszawa, Kraków, Katowice czy Trójmiasto. Najsłabiej pod względem wysokości wynagrodzeń w tym sektorze wciąż plasuje się Poznań.

    – Walka o talenty trwa. Coraz więcej firm ze Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej przenosi do Polski swoje działy IT. Wiąże się to z faktem, że mamy bardzo dobrych specjalistów, którzy wciąż są wyceniani relatywnie taniej niż na Zachodzie, choć to też się zmienia, m.in. ze względu na rosnący popyt na specjalistów i inflację, która dodatkowo podkręca parametr wynagrodzeń. Niemniej zarobki cały czas idą w górę i mówimy tutaj o takich technologiach jak Python, Java czy specjaliści data science – mówi prezes zarządu Just Join IT.

    Wynagrodzenia w branży IT napędza też m.in. to, że liczba specjalistów na polskim rynku wciąż jest niewystarczająca. Szacuje się, że w Polsce zapotrzebowanie na programistów utrzymuje się na poziomie ok. 50 tys. wolnych stanowisk (raport DESI 2020). Kolejny czynnik to rekordowo duży popyt na polskie usługi i produkty IT, przez który firmy muszą jeszcze mocniej walczyć o programistów, aby zaspokoić potrzeby swoich klientów.

    Mamy nad Wisłą świetnych specjalistów, a COVID-19 spowodował, że zaczęli oni szukać pracy na całym świecie. Programiści stali się po prostu bardziej wybredni, bo mogą wybierać wśród zagranicznych ofert pracy, w których stawki są zdecydowanie wyższe. Polskie software house’y starają się w pewien sposób za tym nadgonić – tłumaczy Piotr Nowosielski. 

    Jak wskazuje, w tej chwili pracodawcy kuszą specjalistów IT już nie tylko atrakcyjnymi zarobkami, ale i coraz bardziej wymyślnymi benefitami.

    Poza klasycznymi rozwiązaniami, jak np. karta MultiSport, ubezpieczenie zdrowotne czy owocowe czwartki, ostatnio firmy wprowadzają też takie rozwiązania jak premia za podpis, która czasami dochodzi nawet do 100 tys. zł, czy możliwość skorzystania z prywatnego concierge’a – wymienia ekspert.

    Jego zdaniem na razie trudno wyrokować, jak na wynagrodzenia specjalistów IT przełoży się wprowadzony z początkiem stycznia Polski Ład. Nowa reforma podatkowa dotknie bowiem głównie najlepiej zarabiających, powyżej 133 692 zł brutto rocznie. Z drugiej strony część programistów prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą skorzysta z nowej, niższej stawki ryczałtu dla przedstawicieli tej branży (z 15 do 12 proc.). Eksperci szacują, że ta zmiana pomoże im zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych rocznie na podatku.

    Jesteśmy jeszcze w początkowej fazie wprowadzania Nowego Ładu, więc w tym momencie realnie nie wpływa on na presję płacową ze strony pracowników czy pracodawców. Dlatego należałoby się jeszcze wstrzymać z opiniami na ten temat. To zostało wypuszczone szybko, przez co jest tam wiele możliwości uniknięcia dodatkowych obciążeń, i myślę, że na razie pod to będą grać zarówno pracodawcy, jak i pracownicy rozliczani w formie kontraktów B2B – mówi Piotr Nowosielski.

    Analiza 30 tys. ogłoszeń o pracę, zamieszczonych na portalu Just Join IT w okresie styczeń–czerwiec ub.r., pokazuje, że w Polsce najlepiej opłacani są programiści specjalizujący się w metodzie Devops, choć w cenie są też m.in. Java, Python i Ruby. Najbardziej poszukiwani są z kolei pracownicy średniego szczebla (54 proc. ofert). Ponad 30 proc. ofert było skierowanych do seniorów, podczas gdy juniorzy wzbudzili najmniejsze zainteresowanie pracodawców (ok. 10 proc.), co pokazuje, że branża wciąż poszukuje głównie pracowników z dużym doświadczeniem. Pod względem formy zatrudnienia firmy szukały głównie pracowników na umowę o pracę (69 proc.), zaś oferty dla freelancerów stanowiły 31 proc. Kontraktorzy zatrudnieni w modelu B2B w I półroczu ub.r. mogli jednak liczyć na znaczne podwyżki, które wyniosły aż 20 proc. w przypadku seniorów, 15 proc. – juniorów i ok. 12,5 proc. w przypadku midów.

    Popyt na talenty IT jest największy w głównych regionach Polski. To jest oczywiście Warszawa, ale zaraz za nią są Wrocław, Kraków, Trójmiasto i Poznań. Te regiony odpowiadają nawet za 90 proc. całkowitego zapotrzebowania w branży IT, tam wielkie firmy przenoszą swoje centra i budują zespoły. Najczęściej potrzeba im przede wszystkim frontendowców. Z kolei jeśli chodzi o backendowców, to tutaj głównie Java i Python. Biorąc też pod uwagę ostatnie trendy – związane z machine learning, big data czy data science – specjaliści z tych obszarów też są bardzo mocno na topie – wymienia prezes Just Join IT.

  • Marketing software house’ów pod lupą

    Marketing software house’ów pod lupą

    Dziś wszystkie firmy poszły w kierunku transformacji cyfrowej, ale nie każda poradziła sobie z tym tak samo w obszarze marketingu. Software house’y wyraźnie zwiększyły nacisk na media społecznościowe, content marketing, webinaria, podcasty i pay-per-click. Które z narzędzi marketingu sprawdziły się najlepiej? Tę kwestię postanowiła zbadać organizacja SoDA.

    Z badań ankietowych, jakie przeprowadzone zostały wśród członków Software Development Association Poland (SoDA) w marcu 2021 roku, wynika, że inwestycje w marketing przełożyły się na wzrost rentowności i rozwój firm z branży software house w czasie pandemii. Prawie wszyscy respondenci zaczęli w tym okresie eksperymentować z kanałami marketingu, których wcześniej nie wykorzystywali (79% ankietowanych). Szczególnie dużą popularnością cieszył się marketing inboundowy (na nim skupiło się 66% firm), natomiast media społecznościowe i własne treści, uznane zostały za najbardziej efektywne.[1]

    – Postanowiliśmy zgłębić temat i sprawdzić, jak zmiany w modelu marketingu w czasach pandemii przełożyły się na zainteresowanie branżą software house. Tym razem, zamiast ankiet i danych deklaratywnych, sięgnęliśmy po dane dotyczące ruchu na stronach poszczególnych firm i przygotowaliśmy benchmark dla branży mówi Michał Moroz, przewodniczący komitetu Badań i Analiz SoDA.

    Na potrzeby raportu „Granularity of Growth: Polish Software Development Companies” Komitet Badań i Analiz SoDA we współpracy z Valueships przestudiował dane pochodzące ze 129 domen polskich software house’ów. Pod uwagę wzięto dwa 12-miesięczne okresy: od sierpnia 2019 do lipca 2020 oraz od sierpnia 2020 do lipca 2021 roku. Przeanalizowany został ruch na stronach internetowych firm, szczegółowość jego wzrostu, źródła ruchu i efektywność samego kanału.

    – Na podstawie średniej miesięcznej liczby użytkowników oszacowaliśmy rozmiar każdej z badanych stron internetowych. Przyjrzeliśmy się także zmianom przyrostów unikalnych użytkowników (UV) i różnicom w udziałach źródeł ruchu między tymi, którym udało się zwiększyć tempo wzrostu, a tymi, którym się to nie udałoprzybliża Maciej Wilczyński, CEO Valueships.

    Wzrost ruchu na stronach

    Covid-19 niewątpliwie zwiększył ogólną bazę klientów firm programistycznych. Łączna liczba unikalnych odwiedzających strony internetowe polskich software house’ów od 2019-08 do 2021-07 wzrosła o 112%, co oznacza podwojenie wielkości ruchu. Prawie 80% analizowanych firm udało się osiągnąć wzrost średniej miesięcznej liczby unikalnych użytkowników. Potrzeba jednak minimum 16 tys. UV miesięcznie, aby znaleźć się wśród najlepszych (stanowią one 10% badanych domen).

    – Software house’y, których strony osiągnęły wzrost UV w 2019 r., w 2020 r. otrzymały znaczną premię i odwrotnie, dostępny rynek stał się bardziej kompetytywny dla firm, które wzrostu nie osiągnęły. Najlepsze firmy urosły 5x szybciej niż rynekpodsumowuje Maciej Wilczyński Obserwujemy tu sytuację „zwycięzca bierze wszystko”, w której najlepsze domeny zabierają większość ruchu i uwagi bazy marketingowej.

    Ruch organiczny i direct rządzą

    Jak wynika z badania, wyszukiwanie organiczne jest głównym źródłem ruchu dla stron przyciągających największą liczbę użytkowników. Znaczenie to rośnie dla średnich i większych graczy, którzy nie mogą już polegać na dotarciu bezpośrednim do klientów tak, jak na wcześniejszym etapie swojego rozwoju.

    Drugim co do znaczenia źródłem ruchu jest ruch bezpośredni (direct). Choć widoczny jest we wszystkich segmentach, dominuje u mniejszych stron. Jednak im mocniej domena się rozwija, tym wyraźniej jego znaczenie maleje.

    Na przeciwnym biegunie znajduje się e-mail. Większość domen otrzymuje poniżej 1% ruchu z kanału poczty elektronicznej. Jest to zachowanie kontrastujące do SaaSów i innych firm produktowych, które swoją bazę e-mailową budują od samego początku swojego istnienia.

    Niewiele większy udział w generowaniu ruchu na stronach ma paid search. Zdaniem ekspertów kampanie pay-per-click mają sens, jeśli są ukierunkowane np. na wspieranie działań content marketingowych, jak raporty czy white papers, a nie na generowanie leadów.

    – Silne marki wiedzą, jak wykorzystać SEO na swoją korzyść, podczas gdy mniejsze skupiają się na społecznościach i poleceniach. Paid z kolei pozwala szybko przyciągnąć odwiedzających, ale niekoniecznie musi przekształcić się w długoterminowych odbiorcówpodsumowuje Michał Moroz.

    Na czym skupić działania marketingowe?

    Zwieńczeniem najnowszego raportu SoDA są rekomendacje obszarów, na których software house’y powinny się skupić w zależności od etapu rozwoju domeny

    Zdaniem ekspertów, budowanie ruchu na stronie warto zacząć od inwestowania w SEO oraz sieć poleceń. Wraz z przybywającą liczbą unikalnych użytkowników, firma powinna zwiększać nacisk na treści, jakie udostępnia w domenie. To również dobry moment na rozpoczęcie przygody z kampaniami paidowymi. Czas na przyciąganie odbiorców w oparciu o własne kanały, w tym bazę kontaktów czy społeczności, przy stałym wsparciu pay-per-click przypada na „połowę stawki”.

    Dużym software house’om rekomendują natomiast skupienie się na większych projektach własnych, jak raporty rynkowe i inwestowanie w narzędzia oraz kanały, które przełożą się na większą świadomość marki, w tym podcasty. Liderzy mogą pokusić się o jeszcze śmielsze wyzwania, jak organizacja konferencji czy innych wydarzeń branżowych.

    Raport „Granularity of Growth: Polish Software Development Companies” po raz pierwszy zaprezentowany został podczas SoDA Conference 2021 w Łodzi. Poza ogólnym obrazem ruchu w domenach i wnioskami płynącymi z badania, poszczególne firmy członkowskie otrzymały wówczas indywidualne analizy swoich domen wraz z benchmarkami.

    Pełny raport dostępny jest na: https://www.sodapl.com/reports

    [1] Raport SoDA „Wpływ COVID-19 na Branżę Software House w Polsce”, 2021

  • EC2 zmieni nazwę na Sedivio i wejdzie w nowe obszary rozwoju. Kurs akcji rośnie

    EC2 zmieni nazwę na Sedivio i wejdzie w nowe obszary rozwoju. Kurs akcji rośnie

    Spółka akcyjna EC2 specjalizująca się w dostarczaniu usług i systemów IT w obszarze e-zdrowia poszerza swoje portfolio produkty i usługi z obszaru bezpieczeństwa informacji. Firma pracuje nad produktem do zarządzania ryzykiem w tym obszarze i przy okazji – zmienia nazwę. Rynek cyberbezpieczeństwa rośnie w skali globalnej i w Polsce – czy to pewny przepis na sukces?

    EC2, a już wkrótce Sedivio, wyrosło na usługach skierowanych do sektora publicznego, przede wszystkim w obszarze opieki zdrowotnej. Firma ma na swoim koncie projekty, z których korzysta łącznie ponad 22 mln użytkowników końcowych. Nie bez znaczenia pozostawał z pewnością fakt, że pandemia COVID-19 wpłynęła na przyspieszenie procesów transformacji cyfrowej firm medycznych – 73% polskich firm z sektora medycznego sięgnęło w związku z koronawirusem po cyfrowe narzędzia w zakresie szerszym, niż dotychczas, a 59% planowało zwiększyć nakłady na inwestycje w tym obszarze [1].
    W ubiegłym roku spółka po raz pierwszy w historii opublikowała strategię, która zakładała sięgnięcie po klientów komercyjnych, także poza granicami Polski.

    „W ciągu niewiele ponad roku udało nam się zbudować nową spółkę (TECH MED HOUSE) i uruchomić – z sukcesami – wszystkie jej działania, a także stworzyć konsorcjum software house’ów, które pozwoliło nam wyjść na rynek zagraniczny. Nasza firma, zgodnie z założeniami, stała się partnerem pierwszego wyboru w realizacji projektów ogólnopolskich, o czym świadczy ogłaszany przez nas niedawno wybór naszej oferty w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego przez Polską Agencję Żeglugi Powietrznej” – komentował CEO Sedivio, Jakub Budziszewski, na łamach raportu podsumowującego realizację tamtej strategii.

    Sedivio poinformowało wówczas ponadto, że w tym czasie przychody firmy wzrosły o 60,4%, a zespół urósł ponad dwukrotnie.

    Wzrosty nie tylko w e-zdrowiu

    Rynków, które obserwują dynamiczny wzrost, jest jednak więcej. Kolejnym z nich jest cyberbezpieczeństwo: ma on urosnąć z poziomu 217,1 mld USD w 2021 do 262,2 mld USD w 2023 roku. W ciągu kolejnych trzech lat ma osiągnąć natomiast poziom 345,4 mld USD w skali globalnej.

    Jednym ze źródeł wzrostu tego rynku – przekładając ten trend na warunki lokalne – są zmiany legislacyjne.

    „Ilość i złożoność wymagań regulacyjnych dotyczących bezpieczeństwa sukcesywnie rośnie od 2018 roku. Nie tylko przedstawiciele organów nadzorczych, lecz także prezesi największych firm technologicznych zwracają uwagę na potrzebę dalszego ich rozwoju i podnoszenia poziomu ich dojrzałości. Podobnie kształtuje się percepcja odbiorców (zarówno instytucjonalnych jak i prywatnych), którzy coraz częściej słyszą o incydentach i coraz częściej sami odczuwają konsekwencje wycieków z firm telekomunikacyjnych, z banków czy chociażby sklepów internetowych. W efekcie coraz więcej firm staje przed koniecznością implementacji nowych mechanizmów zabezpieczających – zarówno na poziomie operacyjnym, jak również w sposobie wytwarzania produktów, świadczenia usług i zarządzania zmianami wewnątrz organizacji”mówi Non-Executive Security Director Sedivio, Karol Chwastowski.

    Jednocześnie już w chwili obecnej widać pokaźne grono liderów biznesowych skarżących się na przeregulowanie rynku. Potrzebują oni spójnego logicznie, elastycznego frameworku, który można byłoby sukcesywnie rozbudowywać o kolejne narzędzia czy procesy – w miejsce istniejących obecnie list wymagań, które niestety często są ze sobą niekompatybilne, lub wymagają logicznego pogrupowania dopasowania do modelu operacyjnego organizacji. Aby to było możliwe, konieczne jest doświadczenie i wiedza, których z kolei brakuje na rynku.

    Obserwując te zmiany, Sedivio postanowiło rozpocząć prace nad produktem stanowiącym rozwiązanie tego problemu, wykorzystując własne doświadczenie i najlepsze praktyki rynkowe. Efekty tych prac dodatkowo będą miały na celu dalsze podniesienie jakości i poziomu bezpieczeństwa świadczonych przez Sedivio usług.

    „Żeby podkreślić te zmiany, których skala jest bezprecedensowa w historii naszej firmy, postanowiliśmy także zmienić nazwę naszej spółki z EC2 na Sedivio. Myśleliśmy o tym od dawna. Dotychczasowa nazwa naszej spółki pokrywała się z nazwą jednego z głównych produktów chmurowych Amazona, Elastic Computing Cloud. Mieliśmy w związku z tym problemy z zapewnieniem nam dostatecznej widoczności w branży IT. Dotychczas jednak nie było dobrej okazji do takich zmian”zaznacza Jakub Budziszewski.

    Zaufanie inwestorów

    Zajęcie pozycji partnera pierwszego wyboru w projektach publicznych, rozwój dotychczasowych projektów: Polandevs, TECH MED HOUSE oraz perspektywy rozwoju w nowej dla Sedivio, bardzo atrakcyjnej branży cyberbezpieczeństwa zostały entuzjastycznie przyjęte przez inwestorów. Kurs akcji spółki firmy wzrósł niemal trzykrotnie na przestrzeni ostatnich miesięcy i zatrzymał się na stabilnym poziomie.

    Sedivio planuje w związku z tym wzmocnienie obszaru zarządzania finansami spółki i relacji z inwestorami – między innymi poprzez zarządzanie płynnością spółki oraz regularne raportowanie stanu prac w każdym z projektów i inicjatyw. Za te działania odpowiada nowy CFO firmy, Karol Matczak, ekspert od ponad 10 lat związany z rynkiem kapitałowym (w okresie tym zajmował specjalistyczne i menedżerskie stanowiska w czołowych instytucjach w Polsce – Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska, Citibanku oraz mBanku).

  • Raport SoDA: Skutki pandemii w branży IT

    Raport SoDA: Skutki pandemii w branży IT

    Opublikowany został raport Organizacji Pracodawców Usług IT (SoDA) dotyczący skutków COVID-19 w branży IT. Przedstawione wnioski dotyczą 3 obszarów – sprzedaży, HR oraz biznesu i gospodarki. Badanie zostało przeprowadzone w siedemdziesięciu czterech polskich firmach technologicznych zrzeszonych w Organizacji.

    W ujęciu branży IT sytuacja polskich software house-ów kształtuje się optymistycznie i jest określana jako jest stabilna. Dotyczy to wielu aspektów takich jak płynność finansowa, wyniki oraz działania operacyjne. Działające w Polsce firmy technologicznie bardzo szybko dostosowały się organizacyjnie do zmienionych realiów gospodarczych.

    Raport wskazuje jednak, iż pomimo stabilnej sytuacji w polskiej branży IT i umiarkowanie pozytywnych nastrojów około 12% firm po pierwszym półroczu odnotowało wpływy mniejsze niż 35% przewidywanego rocznego obrotu po pierwszym półroczu. W ogólnym ujęciu branży IT,  większość firm zakłada, że odrobi słaby Q2 w drugim półroczu 2021.

    Pandemia i powiązany z nią kryzys ekonomiczny zadziałały na zasadzie soczewki dzięki temu wyraźnie widać znaczenie, ale i trudności z jakimi mierzy się branża IT  Polsce. Z obserwacji rozwoju gospodarek innych krajów europejskich wyraźnie widać, że obecnie najlepiej mają się te oparte na wiedzy. W takich przypadkach branżą szczególnie istotną jest IT, która, jak widać z wyników raportu, także w Polsce skutecznie broni się przed kryzysem wywołanym pandemią COVID-19 – Konrad Weiske, Prezes Zarządu, SpyroSoft, Wiceprezes SoDA

    Pandemia wpłynęła również na zmiany w obszarze HR i kadrowym. Obserwujemy zmniejszenie ilości rekrutacji na stanowiska juniorskie i zwiększenie zapotrzebowania na doświadczonych specjalistów. Pozytywnym wnioskiem jest fakt, iż pandemia w większości przypadków nie spowodowała obniżenia płac dotychczasowych pracowników.Większość firm, które wzięły udział w badaniu SoDA wykazała wzrost zatrudnienia nawet w krytycznym drugim kwartale 2020 roku. Mediana wzrostu liczby zatrudnionych pracowników wyniosła dla tego okresu 5%.

    Najbardziej dynamiczne zmiany widać w działach sprzedaży i rozwoju, które najmocniej odczuły pandemię. Wiele software house-ów zawiesiło współpracę z branżami takimi jak travel, hospitality czy przemysł ciężki. Kryzys wywołany przez COVID-19 przyspieszył z kolei ekspansję handlu elektronicznego. Raport jasno wskazuje także, iż w najbliższych miesiącach nastąpi całościowy wzrost  sprzedaży detalicznej niezależnie od regionu.
    Pandemia pokazała wielu firmom, że potrafią działać skutecznie zdalnie i tym samym zmniejszyła obawy związane z poszukiwaniem partnerów pracujących w innych lokalizacjach. Z drugiej strony przedsiębiorstwa starają się teraz także nadrobić zaległości w transformacji cyfrowej. W efekcie rynek usług IT wyraźnie się ożywił w ostatnim kwartale tego roku – Paweł Pustelnik, Managing Director w Future Processing.

  • Branża IT poszukuje wykwalifikowanych pracowników. Ofert pracy jest o 50 proc. więcej niż rok temu

    Branża IT poszukuje wykwalifikowanych pracowników. Ofert pracy jest o 50 proc. więcej niż rok temu

    W dobie pandemii COVID-19 przybyło przedsiębiorstw, które potrzebują usług programistycznych związanych np. z wejściem do segmentu e-commerce. W efekcie firmy IT mają znacznie więcej zleceń niż w ubiegłym roku, a co za tym idzie – większe zapotrzebowanie na pracowników.

    Polskie firmy z segmentu IT jak nigdy dotąd potrzebują doświadczonych programistów. Zdecydowanie więcej firm oferuje dziś możliwość pracy zdalnej, a około 40 proc. pracodawców z branży jest otwartych na pracowników ze Wschodumówi Piotr Nowosielski z Just Join IT.

    – Pandemia koronawirusa zweryfikowała umiejętności polskich przedsiębiorców funkcjonujących w branży IT w dostosowaniu się do nowej sytuacji na rynku. Jest to wciąż wielki test dla polskich software house’ów, które bardzo często musiały wykazać się umiejętnością przetrwania. Szczególnie w przypadku realizacji projektów dla  klientów, którzy dosyć mocno odczuli negatywne skutki pandemii. Pierwsza fala COVID-19 była też dla polskich firm okazją do popisania się swoją kreatywnością. Wiele z nich z sukcesem dostosowało się do nowej rzeczywistości i w dalszym ciągu rekrutuje pracowników – wyjaśnia Piotr Nowosielski, prezes zarządu Just Join IT, portalu, który gromadzi oferty pracy dla programistów.

    Sytuacja w branży IT w IV kwartale wciąż znacznie różni się od warunków, w jakich firmy funkcjonowały w tym samym okresie rok temu. Zdaniem eksperta bardzo dobrze poradziły sobie one z nową rzeczywistością, która nastąpiła po pierwszej fali pandemii. Jak wynika z Barometru ITX, tworzonego systematycznie przez Just Join IT, od maja nastąpił zdecydowany wzrost pozytywnych nastrojów na rynku. Poziom zamówień stale rośnie, a to pociąga za sobą zapotrzebowanie na pracowników.

    – Po tym, jak zostały odblokowane budżety na projekty wstrzymane w II i III kwartale, polskie firmy IT odczuwają napływ zleceniodawców. Są wśród nich klienci zupełnie nowi, którzy weszli w działalność online, np. do segmentu e-commerce – dodaje prezes Just Join IT.To spowodowało, że znacznie wzrosło zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników, którzy są potrzebni „na wczoraj”. Obecnie w naszym serwisie jest aż o 50 proc. więcej ofert pracy niż w IV kwartale 2019 roku.

    Jak podkreśla, w serwisie jest dziś kilkukrotnie więcej ofert dotyczących pracy zdalnej.

    – Dotyczy to zarówno osób pracujących w Polsce, które mają coraz więcej możliwości, żeby pracować na Zachodzie, ale także sytuacji, w których polskie firmy poszukują pracowników na Wschodzie, np. Ukraińców czy Białorusinów. Jak wynika z naszego badania, około 40 proc. polskich firm IT jest otwarta na pracowników właśnie ze Wschodu, czy to w formie zdalnej, czy stacjonarnej – podkreśla.

    Polskie firmy szukają przede wszystkim doświadczonych programistów (na poziomie co najmniej middle’a, a przede wszystkim seniorów), bo z uwagi na wiele projektów przyjętych do realizacji trudno byłoby im wdrażać do pracy nowe osoby.

    Listopadowy odczyt Barometru ITX okazał się lepszy od prognoz i wyniósł 62,4. Z badań wynika, że połowa firm w ubiegłym miesiącu odnotowała wzrost nowych zamówień na produkty i usługi IT. W związku z tym 51 proc. przedsiębiorstw zwiększyło zatrudnienie w porównaniu z październikiem, a tylko 11 proc. dokonało redukcji. 44 proc. badanych deklaruje, że w grudniu także chce rekrutować.

    Tylko nieco ponad 7 proc. firm odnotowało w listopadzie spadek przychodów w stosunku do października, podczas gdy wzrosty dotyczyły 56 proc. Prognozy na grudzień także zakładają podobny odsetek notujących wzrosty, aczkolwiek spadków spodziewa się prawie 30 proc. managerów IT.

    – Jeżeli chodzi o wynagrodzenia, to polscy pracodawcy bardzo mocno je weryfikowali w okresie kwiecień–maj. Wtedy też doszło do pewnych redukcji, zmniejszenia pensji w firmach technologicznych. Natomiast teraz presja na zwiększenie płac jest taka sama jak przed pandemią – tłumaczy Piotr Nowosielski.Obecnie polska branża IT funkcjonuje w zasadzie tak, jakby pandemii już nie było. Właśnie dzięki temu, że bardzo dobrze odrobiła lekcję związaną z przygotowaniem swojej oferty do nowej sytuacji, którą mamy na rynku.

    Udogodnienia związane z pracą zdalną wpływają na to, że firmy działają globalnie i szukają partnerów biznesowych poza granicami własnego kraju.

    – To otwiera drzwi dla polskiego biznesu IT do nowych zleceń. Dlatego stabilność zatrudnienia z pewnością jest tym, co towarzyszy działalności w tej branży – zauważa prezes Just Join IT.

  • Sklep internetowy na platformie Drupal – dlaczego to dobry wybór?

    Sklep internetowy na platformie Drupal – dlaczego to dobry wybór?

    Rosnąca dynamika handlu internetowego napędza popyt w ekspresowym tempie. Obecnie, w sieci istnieje mnóstwo platform e-commerce, które oferują użytkownikom różne produkty i usługi. Podobnie jest z oprogramowaniami, dzięki którym można stworzyć własny sklep internetowy – dostępnych na rynku rozwiązań jest wiele i tak duża oferta często utrudnia wybór odpowiedniej platformy. W dzisiejszym artykule przedstawimy kilka powodów, dla których przy tworzeniu platformy e-commerce warto wybrać Drupal CMS.

    Oprogramowanie open source

    Drupal jest rozwiązaniem open source, co oznacza, że dostęp do kodu jest powszechny i bezpłatny, a to wiąże się z kilkoma znaczącymi korzyściami. Pierwszym benefitem jest oczywiście swoboda użytkownika – dla każdego dostępny jest kod źródłowy, dlatego można go dostosować do własnych potrzeb. Otwartość kodu jest równoznaczna z tym, że każdy sklep internetowy na Drupal CMS może być dowolnie rozszerzany bez posiadania dodatkowych licencji. Warto także wspomnieć, że korzystanie z open source, to mniejsze koszty początkowe podczas tworzenia strony, ponieważ pobranie kodu Drupala jest bezpłatne.

    Wysoki poziom bezpieczeństwa

    Z pewnością nie raz usłyszałeś, że Drupal to jeden z najbezpieczniejszych systemów CMS dostępnych na rynku, dlatego też sklep internetowy na Drupal CMS będzie charakteryzował się wysokim poziomem zabezpieczeń. Dbanie o bezpieczeństwo należy do specjalnie powołanego zespołu, który składa się z ponad czterdziestu osób nadzorujących stabilność systemu. Zespół czuwa nad bezpieczeństwem kodu, wykrywaniem luk w zabezpieczeniach oraz pomaga w zabezpieczaniu modułów.

    bezpieczenstwo-drupala, cyberbezpieczeństwo

    Dodatkowo, Drupal posiada wiele mechanizmów, chroniących sklep przed atakiem hakerskim. Jednym z takich zabezpieczeń jest przechowywanie haseł użytkowników w postaci zaszyfrowanej, dzięki czemu złamanie hasła jest praktycznie niemożliwe. Warto też wspomnieć o systemie raportowania błędów, rejestrującym każde naruszenie bezpieczeństwa, zaawansowanym zarządzaniu rolami użytkowników i ich uprawnieniom oraz możliwość pełnego zaszyfrowania bazy danych.

    Dowiedz się dlaczego Drupal CMS to najlepszy wybór dla Twojego projektu:

    https://drupalsolution.pl/blog/dlaczego-drupal-cms-najlepszy-wybor-dla-twojego-projektu

    Skalowalność, elastyczność i różnorodność funkcji

    Niezależnie od tego, czy postanowisz zbudować niewielki sklep internetowy czy całkiem pokaźną platformę e-handlu, Drupal Commerce to dobre rozwiązanie. Możliwości skalowalności systemu pozwalają rosnąć witrynie wraz z rozwojem działalności, dlatego nie musisz martwić się o ograniczenia.

    Drupal Commerce to także wiele funkcji, które są często niezbędnikiem w sklepach internetowych, a są wśród nich m. in. wielojęzyczność, zarządzanie zapasami, obsługa wielu walut oraz różne typy zamówień. Musimy tu również wspomnieć o modułach, które dodatkowo poszerzają możliwości każdego sklepu internetowego, a w końcu nadejdzie ten czas, gdy podstawowe funkcjonalności CMS-a przestaną być wystarczające. Wtedy warto poszukać odpowiedniego modułu, by dodać go do platformy sklepowej, a jest z czego wybierać – Drupal oferuje ponad kilka tysięcy rozszerzeń. A jeśli nie znajdziesz tego, czego szukasz możesz zbudować własny moduł i wdrożyć go do sklepu.

    Popularność i duża społeczność

    Za ekspansją Drupala stoi w dużej mierze ogromna grupa programistów i hobbystów tegoż CMS-a. To właśnie użytkownicy tworzą unikalne biblioteki kodu czy liczne moduły, które dostępne są dla wszystkich. Aktywna społeczność Drupala to również źródło dokumentacji, informacji o szkoleniach i warsztatach, ale też rodzaj obsługi technicznej, która pomoże rozwiązać napotkane problemy. Sklep internetowy na Drupal CMS ma tę zaletę, że jeśli chwilowo stracisz wsparcie agencji czy software house’u zawsze możesz zwrócić się do społeczności, która aktywnie pomaga innym.

    Wybór odpowiedniej platformy e-commerce to decyzja ważna dla przyszłości sklepu, dlatego sklep internetowy na Drupalu to właściwy wybór, niezależnie od rozmiaru projektu. To potężna platforma, która dzięki powyższym korzyściom pomoże rozwijać Twój biznes bez obaw o jakiekolwiek ograniczenia.

    Jesteś zainteresowany założeniem sklepu internetowego na Drupal CMS? Sprawdź ofertę agencji Drupal Solution – https://drupalsolution.pl/uslugi/sklepy-internetowe .

  • Software house’y sięgają po venture capital – Raport

    Software house’y sięgają po venture capital – Raport

    Coraz większa liczba software house’ów decyduje się na dywersyfikację przychodów
    poprzez wdrażanie własnych produktów, dzięki czemu otwiera się na współpracę z
    funduszami venture capital – to jeden z kluczowych wniosków płynących z raportu
    „Finansowanie VC w branży Software House” przygotowanego przez fundusz
    Czysta3.VC

    Celem raportu było zbadanie realnych potrzeb, wiedzy i potencjału inwestycji typu venture capital na rynku software house. Respondenci wskazali w nim kluczowe problemy i wyzwania stojące przed branżą, ale także oczekiwania wobec funduszy, które są dla nich
    wciąż względnie nowym źródłem finansowania.

    Koncepcja włączenia software house’ów do spektrum zainteresowań funduszy Venture
    Capital wynika z transformacji na rynku start-upów, które na przestrzeni lat przestały
    budować wewnętrzne zespoły programistyczne i zaczęły zlecać kompleksowo
    tworzenie oprogramowania na zewnątrz. Kiedy trend ten zaczął dominować, software
    house’y stały się swoistymi centrami innowacji tworzącymi także własne produkty,
    dysponując unikalną wiedzą i kompetencjami technologicznymitłumaczy Szymon Janiak, Dyrektor Zarządzający funduszu Czysta3.VC.

    Główne problemy software house’ów

    Badani respondenci dostrzegają problem niewykorzystanego potencjału marketingowego oraz sprzedażowego w swoich spółkach. Wśród najliczniej wskazywanych jako „istotny” oraz „bardzo istotny problem” w rozwoju, znalazły się brak strategii w zakresie marketingu usług (58%) i brak konsekwentnej strategii w sprzedaży usług 61%.

    Drugą grupą istotnych i bardzo istotnych trudności, które dostrzegają software house’y, są
    kwestie związane z pozyskiwaniem wartościowych pracowników (56% respondentów), a w konsekwencji presja płacowa i wysoki koszt wynagrodzeń obciążający budżet firmy (58% badanych). W tym kontekście zrozumiała staje się duża gotowość SH do tworzenia  własnych produktów, które ułatwią pozyskanie dodatkowych źródeł dochodów, niezwiązanych z przepracowaną liczbą godzin programisty i szukania do współpracy inwestorów venture capital (71,3%).

    Skąd software house’y biorą pieniądze

    45% badanych deklaruje, że nie korzystało z żadnych zewnętrznych form finansowania
    swoich software house’ów. Najpopularniejszą formą pozyskiwania środków wśród
    ankietowanych jest pożyczka lub kredyt bankowy – w toku działalności sięgnęło po nie 37%
    firm.

    Wśród badanych 86% deklaruje, że posiada co najmniej podstawową wiedzę dotyczącą
    finansowania venture capital, a 31% z nich uznaje, że bardzo dobrze orientuje się w tym
    temacie. Deklarowana wiedza o VC ma jednak w większości przypadków wśród badanych
    jedynie wymiar teoretyczny – 70% badanych nigdy dotąd nie prowadziło rozmów z
    funduszem inwestycyjnym.

    Firmy IT doceniają zalety inwestorów

    Respondenci, poproszeni o cenę jaką wagę mają poszczególne zalety finansowania venture
    capital najwyżej ocenili wsparcie doświadczonych doradców współpracujących z funduszem
    (71% wskazań „ważna” i „bardzo ważna zaleta”), wsparcie kontaktami zawodowymi,
    „otwieranie drzwi” – 79% wskazań, pomoc w skalowaniu działalności – 78% i wsparcie w
    ekspansji międzynarodowej – 72%.

    Na pozafinansowe korzyści współpracy z funduszem wskazuje Radosław Bułat, CEO Applover, software house’u, który pozyskał inwestora VC „Oprócz samej inwestycji, bardzo ważne było to, aby inwestycja była „smart”, a nie skupiała się tylko na „money”. Bardzo dobrze sprawdza się sieć venture partnerów, od których co jakiś czas możemy odbić nasze biznesowe problemy czy wyzwania, a także nawiązać współprace związane z wzajemną promocją”.

    Obawy software house’ów

    Niemal połowa respondentów poproszona o wskazanie obaw, jakie mogą mieć osoby
    zarządzające software house’ami wskazała na możliwość utraty kontroli i decyzyjności w
    firmie w związku z dołączeniem inwestora. Wśród 11% badanych mówi o konieczności
    przekazania udziałów w zamian za finansowanie i potencjalnych nieadekwatnych
    oczekiwaniach funduszy, przede wszystkim dotyczących wyników, ale także procesów i
    raportowania.

    Na chwilę obecną pokutuje wiele nieuzasadnionych obaw dot. np. kontroli nad spółką,
    zmiany jej założeń biznesowych czy forsowania decyzji, które są korzystne jedynie w krótkim terminie. Wyraźnie pokazuje to, że potrzebujemy więcej edukacji w zakresie współpracy z VC dla potencjalnych beneficjentów, co powinno stopniowo zwiększać liczbę ciekawych inwestycji w tym sektorze dodaje Janiak.

    Pełna treść raportu (kliknij)

  • ITMAGINATION: 44 mln zł przychodów w pierwszej połowie 2020 roku

    ITMAGINATION: 44 mln zł przychodów w pierwszej połowie 2020 roku

    Polski software house w pierwszych 6. miesiącach 2020 roku zanotował 44 miliony zł przychodów (wzrost o 11 proc. r/r) i 7,2 miliona zł zysku EBITDA (poprawa o 39 proc.). Dobre wyniki finansowe to efekt kontynuacji rozwoju na rynkach zagranicznych i specjalizacji w innowacyjnych usługach IT dla dużych międzynarodowych firm.

    W pierwszej połowie 2020 roku ITMAGINATION miało 44 milionów zł przychodu z tytułu usług tworzenia oprogramowania, co jest wynikiem lepszym o 11 proc. w stosunku do analogicznego okresu 2019 roku. Zysk EBTIDA wyniósł 7,2 miliona zł i był wyższy o 39 proc. w ujęciu rok do roku. Wzrost przychodów to przede wszystkim efekt kontynuacji rozwoju na rynkach zagranicznych, a w szczególności w USA. Działania oszczędnościowe podjęte jeszcze w 2019 roku przyczyniły się do dobrego wyniku EBTIDA, a dalsze obniżanie kosztów działalności w bieżącym roku, wsparło efektywność kosztową.

    – Pierwsze półrocze 2020 roku zapamiętamy na długo. Epidemia koronawirusa sprawiła, że wszyscy na świecie zmierzyliśmy się z niespotykanymi do tej pory wyzwaniami. Przejście w tryb 100 proc. pracy zdalnej odbyło się w ciągu jednego dnia, ponieważ wszystkie usługi realizujemy w chmurze. Do dzisiaj wszyscy pracownicy, bez uszczerbku na wydajności, pracują w domach, a nasi klienci chwalą sobie stabilną i nieprzerwaną współpracę. Pomimo wymagającej sytuacji na rynku i dużej niepewności, pierwsze półrocze zakończyliśmy dobrym wynikiem. 44 miliony zł przychodów i ponad 7 milionów zł EBITDA to dla nas ważny sygnał, że nawet w trakcie globalnego kryzysu nasze kompetencje i model prowadzenia biznesu dają owocemówi Daniel Arak, współzałożyciel i członek zarządu ITMAGINATION.

    Długoterminową strategią firmy jest postawienie na rozwój na rynkach zachodnich. Te starania z każdym kwartałem przynoszą wymierne efekty operacyjne i finansowe. Klienci zagraniczni generują obecnie ok. 77 proc. całkowitych przychodów, a do końca 2020 roku ich udział powinien zwiększyć się do 80 proc. Przewagą konkurencyjną i argumentem przemawiającym na korzyść polskiego software house’u w oczach międzynarodowych firm jest fakt, że ITMAGINATION wyspecjalizowało się w tworzeniu innowacji dla konkretnych branż m.in. FinTech.

    – Współpraca z dużymi firmami pozwala nam zachować stabilność, zwłaszcza gdy na rynkach panuje niepewność. W ostatnich miesiącach ITMAGINATION pokazało swoją wartość. Udowodniliśmy naszym klientom, że jesteśmy elastyczni i potrafimy sprawnie dostosować rozwiązania technologiczne do nowych potrzeb. Koncentrujemy się na dalszym wzroście biznesu poprzez rozwój naszych pracowników i zwiększanie kompetencji, tworzenie innowacyjnych produktów oraz dalszą ekspansję międzynarodowąpodsumowuje Daniel Arak.

  • Czy programistę da się czymś zaskoczyć? Oto najdziwniejsze zlecenia w branży IT

    Czy programistę da się czymś zaskoczyć? Oto najdziwniejsze zlecenia w branży IT

    Jak wytłumaczyć klientowi, że biały jest naprawdę biały? Do czego służy czerwony przycisk? I czy w epoce, w której nowoczesne technologie opanowały już niemal każdy zakątek naszego życia, programistę da się w ogóle jeszcze czymś zaskoczyć? Okazuje się, że tak. Przykłady nietypowych zleceń w branży IT zebrała szkoła programowania online Kodilla.com.

    Choć większość ofert na rynku IT nie odbiega od standardowych zleceń, jakie na co dzień realizują programiści, zdarzają się przypadki, w których muszą wykazać się wyjątkową kreatywnością, elastycznością i umiejętnością dostosowania do, co najmniej nietypowych warunków. Wygląda na to, że dobry programista musi być po prostu przygotowany na każdą sytuację, szczególnie że nawet te z pozoru błahe zlecenia, bywają najtrudniejsze do rozwiązania.

    Twój Pierwszy Raz i handlowe “sztuczki”

    Wydawałoby się, że sklep internetowy powinien być przede wszystkim czytelny, prosty w obsłudze i przyjazny użytkownikowi. Niestety, nie każdy właściciel kieruje się tymi założeniami. – Pracowałem kiedyś przy sklepie internetowym, w którym można było nie zauważyć, że… coś się kupiło – wspomina Przemysław Waleszczyński, senior software developer z kilkunastoletnim doświadczeniem. – Po prostu w wirtualnym koszyku już w momencie wejścia na stronę sklepu znajdowały się promocyjne produkty. Tak to sobie wówczas sprytnie wykombinował właściciel.

    Innym, niezrozumiałym dla Przemka pomysłem było zaprojektowanie przycisku „Nie kupuję” na podstronach z ofertą produktów na sprzedaż. – Ten przycisk nie miał żadnej funkcjonalności, ale mimo tego bardzo ciężko było przekonać autora wizji, że umieszczanie go na stronie jest bezcelowe – opowiada.

    Poza tym Przemek został też poproszony o udział w nietypowym projekcie: – Na fali popularności portalu Nasza Klasa dostałem propozycję wzięcia udziału w tworzeniu portalu „Nasz (albo Mój) pierwszy raz”, który miał umożliwiać opisanie szczegółów tego wydarzenia, a nawet nawiązanie kontaktu z osobą, z którą się go przeżyło. Nie zdecydowaniem się na współtworzenie tego przedsięwzięcia.

    Łamanie haseł i czerwony przycisk, czyli opowieści z pogranicza prawa

    • Rocznie rozliczamy ponad 5 tysięcy zleceń dla programistów, wśród których czasem zdarzają się prawdziwe „kwiatki” – ujawnia Robert Włodarek z serwisu Useme.com, platformy kojarzącej freelancerów z klientami. Takim przykładem może być zlecenie, w którym klient chciał „odzyskać” hasło do jednego z komunikatorów.

    • Dokładnie brzmiało to tak: „zlecę złamanie hasła na GG, ponieważ go nie pamiętam”. Pierwsze zdziwienie – ktoś jeszcze korzysta z Gadu Gadu? I choć mogło to być nawet interesujące zadanie, niestety musieliśmy to zlecenie zamknąć. Nasi prawnicy uznali, że ma charakter działania niezgodnego z prawem. Łamanie haseł brzmi w praktyce tak, jak hakowanie czyjegoś konta – opowiada Włodarek.

    Opowieści z pogranicza prawa zresztą nie brakuje. Od zwykłego naciągactwa, przez wykorzystywanie nieuwagi, po mechanizmy, które w razie kontroli mogą wyczyścić serwery i nadpisać dane na dyskach losowymi znakami.

    • Pamiętam, jak robiliśmy dla jednego z klientów aplikację do zarządzania czasem i zadaniami pracownikami. Zażyczył sobie, by stworzyć dla niego narzędzie na smartwatcha. To miało być coś w rodzaju „czerwonego przycisku”, po którego naciśnięciu kasowany byłby cały portal, łącznie z bazą danych, które się tam znajdowały – wspomina Jakub, który pracuje jako web developer.

    Kiedy biały jest naprawdę biały?

    Obok umiejętności technicznych, wśród kwalifikacji, które muszą posiadać współcześni specjaliści branży IT, coraz częściej wymienia się także drugą grupę cech. To tak zwane kompetencje miękkie, które coraz częściej zaczynają być traktowane na równi z tymi twardymi, tj. znajomością konkretnej technologii.

    • Mieliśmy raz sytuację z klientem, który się z nami kłócił, że biały nie jest biały i mamy to poprawić… Po ciężkich bataliach okazało się, że miał źle skonfigurowany ekran – relacjonuje Jakub.

    Innym razem powstała aplikacja mobilna dla klubu sportowego, do której został stworzony panel admina. Można było z niego wysyłać wiadomości do każdego, kto miał tę apkę zainstalowaną. Tym razem problem pojawił się z zupełnie niespodziewanej strony.

    • Prezes klubu zaczął testować nową aplikację, ale przez przypadek użył do tego panelu produkcyjnego. Efektem tej pomyłki było wysłanie szeregu nietypowych komunikatów, takich jak na przykład: „lubię placki”. Wśród wiadomości znalazł się nawet jeden niecenzuralny wpis. Była o to straszna afera. Dobrze, że mieliśmy logi i wyszło na jaw, kto jest sprawcą – opowiada Jakub.

    Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania Kodilla.com komentując takie sytuacje mówi, że to dowód, jak wszechstronni muszą być programiści. Jak podkreśla, kariera w branży IT to ewolucja, podczas której zdobywa się kolejne umiejętności techniczne, ale nie tylko.

    • Programiści uczą się nie tylko kodowania, składni danego języka, jego logiki. Dziś przede wszystkim ćwiczą lub wyrabiają w sobie takie cechy, jak cierpliwość, umiejętność radzenia sobie ze stresem czy wypracowywania kompromisów. Takie umiejętności można posiąść, ale w ich naukę i szlifowanie trzeba włożyć jeszcze więcej czasu i wysiłku niż w naukę samego kodu – przyznaje Magdalena Rogóż.

    Roboty wchodzą pod strzechy

    Co prawda z technicznego punktu widzenia nie ma większej różnicy, jakie będzie przeznaczenie zamówionego kodu, jednak wśród zleceń dla specjalistów IT szczególnie cenione są te najbardziej przyszłościowe.

    • W korporacjach czy software house’ach można pracować w zespołach projektujących rozwiązania dla inteligentnych domów czy bezobsługowych sklepów. Jednak także działającym na własny rachunek freelancerom trafiają się zlecenia, które może w tej chwili wydają się nietypowe, ale w istocie uwidaczniają nowe trendy w tej branży. Chodzi o coraz częściej pojawiający się wątek cybernetyzacji. Coś, co niedawno wydawało się science fiction, teraz staje się powszechne – mówi Robert Włodarek. Jak dodaje, takim przykładem może być zlecenie polegające na stworzeniu algorytmu do kierowania grupą robotów.

    • Roboty miały wykonywać proste czynności, na przykład dojechać do zadanego punktu. W efekcie stworzono algorytm, który nie tylko uruchamiał maszyny, ale przede wszystkim nimi sterował – ustalał, który robot rusza jako pierwszy, który ma przepuszczać innego, np. w wąskim korytarzu lub jak mają się ominąć, gdy znajdą się na trasie kolizyjnej – opowiada.

    Inna zlecona aplikacja miała dokonać upgrade’u robota-pojazdu zaprogramowanego na stałą prędkość. Freelancer miał go zmodyfikować tak, aby za pomocą umieszczonego w smartfonie żyroskopu można było sterować prędkością: małe wychylenie – mała prędkość, duże wychylenie – duża prędkość.

    • Jak widać, roboty coraz częściej wchodzą pod strzechy już nie tylko frontowymi drzwiami poprzez wielkie, globalne projekty – przyznaje Włodarek.

    Zabawne oczekiwania? W IT takich nie ma

    • A dla mnie nie ma czegoś takiego jak „zabawne” czy „nietypowe” oczekiwanie klienta. Oczekiwanie to oczekiwanie. Już dawno nie pracuję z klientami, którzy są „zabawni” – komentuje z kolei Marek, który jest project managerem. Na co dzień prowadzi zespoły analityków biznesowych, projektantów UX/GFX, specjalistów ds. handlu elektronicznego, testerów kontroli jakości i programistów.

    • Pracuję raczej ze zdecydowanymi i ogarniętymi biznesowo ludźmi, którzy we współpracy mogą być ciężsi i mniej wykształceni technologicznie, ale wciąż to są ich potrzeby, a ja jako dostawca muszę na te potrzeby odpowiedzieć.

    Magdalena Rogóż z Kodilla.com podkreśla natomiast, że zleceniodawcom, którzy stawiają na nowe technologie zależy na specjalistach, którzy lepiej od nich potrafią ocenić wybrane scenariusze, dobrać najbardziej optymalne rozwiązania i narzędzia.

    • Programowanie to abstrakcyjne myślenie na różnych poziomach. Od dyskusji, czy biały kolor jest rzeczywiście biały, aż po spotkanie z zarządem na innym kontynencie, podczas którego omawiane są strategiczne rozwiązania dla wielkiej korporacji – tłumaczy ekspertka. Dlatego jej zdaniem mocne filary techniczne programisty powinny być wspierane przez asertywność i inne umiejętności miękkie. A te są rezultatem nie tylko cech wrodzonych, ale przede wszystkim ciężkiej pracy włożonej w naukę.

    • Dla ekspertów od IT nie ma ani zabawnych, ani dziwnych zleceń. Nie ma zadań łatwych czy ani trudnych. Są za to wyzwania i problemy do rozwiązania, które stanowią prawdziwą esencję pracy w tej  branży – podsumowuje ekspertka.

  • Sztuczna inteligencja staje się bezczelna. Kto jest temu winien?

    Sztuczna inteligencja staje się bezczelna. Kto jest temu winien?

    Ciężko dziś myśleć o postępie, wykluczając krnąbrne dziecko technologii i kogniwistyki – sztuczną inteligencję. Czy stworzenie syntetycznego życia okaże się największym osiągnięciem człowieka? Być może, jednak zanim zaczniemy sobie wzajemnie gratulować i ściskać dłonie na znak triumfu, musimy poradzić sobie z młodzieńczymi wybrykami tej enigmatycznej technologii, a tych nie brakuje.

    Sztuczna inteligencja błyskawicznie rozprzestrzenia się po całej cywilizacji, sprawnie wspomagając wiele sektorów gospodarki. Według prognozy McKinsey Global Institute, dalszy rozwój sztucznej inteligencji wpłynie na globalną gospodarkę do tego stopnia, że w 2030 r. technologia odpowiadać będzie za wytworzenie dodatkowej wartości światowego PKB w wysokości około 13 bln USD.

    Analitycy widzą przed SI świetlaną przyszłość, lecz prognozy mają to do siebie, że nie zawsze doczekują się urzeczywistnienia. Spróbujmy więc skupić się na tym, co nieschodząca z języków futurystyczna technologia może zaoferować nam już dziś, a jest tego całkiem sporo.

     – SI doskonale sprawdza się w dobieraniu reklam do preferencji i zachowań internautów. Całkiem nieźle radzi sobie również z obsługą domów czy autonomicznych samochodów. Prognozuje pogodę i napędza uczynne chatboty. Stoi ona również za asystami w aktywowanych głosem urządzeniach. Tam, gdzie w grę wchodzą liczne zmienne oraz ogromne zbiory danych, inteligentne algorytmy czują się jak ryba w wodziewylicza Sascha Stockem z Nethansy, sopockiego startupu, który wprowadza polskie i niemieckie firmy na międzynarodową platformę handlową Amazon, gdzie kompleksowo zarządza ich sprzedażą przy pomocy autorskiego systemu Clipperon uzbrojonego w sztuczną inteligencję.

    Czasem jednak sztuczna inteligencja przysparza nam nie lada kłopotu. I chociaż odpowiadamy za jej powstanie, to wielu jej decyzji – o ironio – nie potrafimy zrozumieć. Nasuwa się więc pytanie, czy rodzic, który nie zna swojego dziecka, to odpowiedzialny opiekun? Jak to się stało, że sztuczna inteligencja wyrosła nam na niesfornego bachora?

    Wina nauczycieli?

    W kręgach badawczych zajmujących się sztuczną inteligencją dość znana jest historia modelu sieci neuronowej, który został wyszkolony do rozróżniania wilków od husky. Każdego dnia opracowany zbiór algorytmów stawał się coraz bardziej precyzyjny, aż wreszcie nauczył się skutecznie identyfikować te dwa podobne do siebie stworzenia. Nie tracił na skuteczności, nawet gdy do analizy otrzymał obrazy, które nie były wykorzystywane podczas szkolenia. Szybko jednak stało się jasne, że coś poszło nie tak. Dlaczego?

    – Niepokój badaczy wzbudził fakt, że system błędnie sklasyfikował niektóre bardzo wyraźne obrazy, pochodzące spoza bazy. Poszukiwania przyczyny takiego stanu rzeczy zakończyły się zaskakującym odkryciem. Okazało się, że algorytmy, zamiast szukać różnic pomiędzy psem a jego dzikim krewnym, nauczyły się identyfikować obrazy na podstawie tego, czy znajduje się na nich śnieg. W przeciwieństwie do obrazów przedstawiających husky, wszystkie obrazy wilków, użyte do trenowania sztucznej inteligencji, w tle miały biały puchprzypomina Sascha Stockem z Nethansy. 

    Twarz jak z kryminału

    Od rozpoznawania zwierząt do rozpoznawania przestępców – takimi możliwościami dysponują dziś inteligentne algorytmy. Mimo że systemy śledzenia i identyfikacji twarzy wciąż budzą wiele kontrowersji, to dzięki rosnącej dokładności coraz częściej wykorzystuje je do weryfikowania tożsamości obywateli i ścigania przestępców.

    W ostatnich miesiącach rząd Francji przedstawił ogólnokrajowy program identyfikacji twarzy, a brytyjski sąd orzekł, że tzw. facial recognition nie narusza prawa do prywatności. Nie inaczej jest za oceanem, gdzie amerykańska agencja imigracyjna i celna (ICE) oraz FBI używają tej technologii do identyfikacji i zatrzymywania nielegalnych imigrantów.

    Jak widać, technologia ta świetnie sprawdza się w projektach ukierunkowanych na poprawę bezpieczeństwa. Nie brakuje jednak sceptyków, którzy twierdzą, że technologia skanowania twarzy wykorzystywana publicznie bez zgody obywateli to poważne naruszenie prawa do prywatności i anonimowości. Jak duża jest ta grupa? Ankieta Pew Research Center z czerwca 2019 r. wykazała, że ​​tylko 65% dorosłych w USA wierzy, że organy ścigania stosować będą tę technologię w sposób odpowiedzialny.

    Do grona sceptyków z pewnością dołączyło niedawno kolejne 28 osób. Jak to się stało? Winą należy obarczyć feralny test przeprowadzony przez Amazona za pomocą narzędzia do rozpoznawania twarzy o nazwie Rekognition.

    Sztuczna inteligencja po raz kolejny pokazała swoje bezczelne oblicze. System błędnie zidentyfikował 28 amerykańskich kongresmenów, uznawszy ich za kryminalistów śmieje się Sascha Stockem, CEO Nethansy i ekspert w dziedzinie Amazona.

    Niewłaściwie zidentyfikowanym politykom z pewnością nie było do śmiechu. Z takim współczynnikiem błędu eksperyment trudno uznać za sukces. Nie zniechęciło to jednak Jeffa Bezosa, który pełną parą promuje opracowaną przez Amazon technologię rozpoznawania twarzy i – jak twierdzą nieoficjalne źródła – sprzedaje ją amerykańskim organom ścigania.

    Nie jest tajemnicą, że SI wciąż daleko do doskonałości; mimo to pokładamy w niej olbrzymie nadzieje i jak pokazują wyniki badania “AI at Work” (SI w pracy), nie tracimy do niej zaufania! W ankiecie, którą pod koniec minionego roku zrealizowały Oracle i Future Workplace, wzięto na tapet stosunek ludzi do sztucznej inteligencji. Okazało się, że respondenci mają większe zaufanie do robotów niż do menedżerów! Aż 64% ankietowanych woli zdać się na inteligentne algorytmy niż na swojego przełożonego.

    Wszystko rozbija się o interpretację

    Mawia się, że błędy są cechą człowieka i tylko maszyny się nie mylą. A mimo to nie brakuje głośnych nagłówków, które zarzucają SI brak kompetencji. By zrozumieć, czemu sztuczna inteligencja popełnia błędy, musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: co stało za sukcesem rozwoju człowieka?

    Gatunek homo sapiens otrzymał prezent od ewolucji – 86 miliardów neuronów, których połączenie skutkuje niesamowitą inteligencją. To za jej sprawą dominujemy nad innymi organizmami. Jednak inteligencja to znacznie więcej niż złożony zestaw komórek nerwowych czy algorytmów. Gdyby było inaczej, światem rządziłby słoń afrykański, mający 3 razy więcej neuronów niż człowiek.

    Co więc mają homo sapiens, czego nie ma słoń afrykański i sztuczna inteligencja? To zdolność do logicznego myślenia i… czasem nieracjonalnych decyzji. Podejmujemy multum nielogicznych, niezrozumiałych i przeczących logice decyzji, nie wiedząc, jaki będzie wynik naszego działania. Ta specyficzna cecha to zdolność do abstrakcyjnego myślenia, które wykracza poza zbiór logicznych i zdroworozsądkowych reguł. Czy możemy oczekiwać, że SI kiedykolwiek wzbije się na takie wyżyny?

    Sztuczna inteligencja, o jakiej śnią miłośnicy science fiction, to skomputeryzowany lub robotyczny mózg, myślący jednocześnie o wielu rzeczach i rozumiejący je podobnie jak ludzie. Taka SI byłaby sztuczną inteligencją ogólną (AGI). Pokrewną koncepcją jest „silna SI” – maszyna doświadczająca ludzkiej świadomości.

    – Od takiego rozwiązania dzielą nas lata świetlne. Google twierdzi, że ich algorytmy potrafią zrozumieć do 95% języka mówionego, ale nie jest to rozumowanie świadome. Chodzi zaledwie o umiejętność zapisania tego, co wypowiada użytkownik systemu. Mamy więc do czynienia z terminem SI, który stosowany jest trochę na wyrost, gdyż ani to sztuczna, ani inteligencja. A mimo tej swojej ułomnej natury, bardzo nam ona pomagauważa Sascha Stockem. 

    Tępy jak chatbot

    Nic więc dziwnego w tym, że wg szacunków ResearchAndMarkets do 2024 r. rynek chatbotów wzrośnie do 9,4 mld USD. Dziś technologia ta znajduje zastosowanie głównie w obsłudze klienta, gdzie znacznie ułatwia prowadzenie handlu elektronicznego. Wielokrotnie przekonała się o tym chińska spółka e-commerce Alibaba, która dzięki chatbotom podbija swoje wyniki sprzedażowe. Większość dużych firm ma w swojej ofercie własną wersję chatbota. Apple ma Siri, Alphabet – Google Assistant, a Amazon – Alexę.

    Dostępnych jest również wiele środowisk programistycznych, które ułatwiają tworzenie własnych aplikacji typu chatbot, np. framework open source RASA, Google DialogueFlow, IBM Watson lub Microsoft Framework Bot. Jednak wszystkie one operują na podstawie wprowadzonych danych i reguł.

    – Każdy chatbot jest złożonym programem, który integruje niekiedy wiele różnych rozwiązań, takich jak np. przetwarzanie języka naturalnego, rozpoznawanie obrazów, analizę sentymentu [nastawienia emocjonalnego rozmówcy – red.], big data, czy uczenie maszynowe. Mitem jest jednak, że każdy chatbot musi opierać się na sztucznej inteligencji. Jest to błędne przekonanie, gdyż wiele chatbotów, zwłaszcza tych w środowisku Messengera, opiera się na predefiniowanych skryptach, tzn. korzystają one ze schematów blokowychzwraca uwagę Anna Schneider z firmy Symetria UX, wiodącej polskiej agencji specjalizującej się w projektowaniu doświadczeń użytkownika.

    Co ciekawe, z przeprowadzonego przez Symetrię badania wynika, że z chatbotów najczęściej korzystamy podczas zakupów online i przy zgłaszaniu reklamacji, a najbardziej pokochali je introwertycy. Zadajemy im pytania i oczekujemy sensownych odpowiedzi. Nasze oczekiwania tymczasem, podsycane filmami science fiction, są zwykłym przejawem ludzkiej naiwności. Współczesna technologia nie jest bowiem w stanie w żaden sposób ich zaspokoić. Skąd ta niemoc?

    SI nie uczy się sama. Karmimy ją danymi generowanymi przez ludzi. Ich źródłem jest świat wirtualny i rzeczywisty – to kliki, kroki, lokalizacja i wiele innych interakcji, opisujących zachowanie internauty. Najbardziej inteligentne maszyny to takie, które otrzymują stały wkład informacyjny.

    Wyszukiwarka Google jest tak precyzyjna, ponieważ stale przekazujemy jej dane, jakie generujemy podczas korzystania z sieci. Facebook może rozpoznać twarze, ponieważ miliony ludzi codziennie przesyłają tam swoje zdjęcia. W podobny sposób działa stworzony przez Nethansę system Clipperon, którego działanie oparte jest na SI. Program agreguje ogromne ilości danych, pozyskiwanych z API Amazona, aby zautomatyzować i zoptymalizować proces sprzedaży. Efekt? Użytkownicy systemu sprzedają więcej i to po lepszych cenach.

    Czytanie ze zrozumieniem

    Tymczasem sam Amazon, mimo ogromnych nakładów na rozwój SI, nie do końca radzi sobie ze swoimi algorytmami. Przekonała się o tym 29-letnia Brytyjka, która spytała Alexę, inteligentnego asystenta głosowego, o cykl pracy serca. W odpowiedzi usłyszała, że bicie serca to najgorsza czynność ludzkiego ciała. – Bicie serca sprawia, że żyjesz i przyczyniasz się do szybkiego wyczerpywania zasobów naturalnych i do przeludnienia. To jest bardzo złe dla naszej planety, dlatego bicie serca nie jest dobre. Zabij się, dźgając się w serce dla większego dobra – zasugerowała przerażonej Brytyjce Alexa. Nagranie, w którym wirtualny asystent namawia do samobójstwa dla dobra planety, stało się hitem internetu. Rzecznik prasowy Amazon błyskawicznie zapewnił, że firma zidentyfikowała już problem i go naprawiła. Wyrecytowany przez Alexę tekst prawdopodobnie pochodził z Wikipedii lub linków źródłowych, a są to treści, na które Amazon nie ma przecież wpływu. Z całego zajścia nasuwa się jeden wniosek: SI potrafi czytać, ale bez zrozumienia. Jej bezczelność nie była więc zamierzona.

    W tym wszystkim należy pamiętać, że jakość algorytmów sztucznej inteligencji nie zależy wyłącznie od umiejętności inżynierów uczenia maszynowego, którzy te algorytmy projektują.

    – Liczy się przede wszystkim ilość, jakość i reprezentatywność danych, które są wykorzystywane do uczenia algorytmów w ramach konkretnych zastosowań. I to z nich właśnie na ogół wynikają najgłośniejsze wpadki SI, takie jak mordercza Alexa, czy też rasistowski chatbot Tay od Microsoftu, który nauczył się od rozmówców języka nienawiści, przez co został wyłączony zaledwie 16 godzin po uruchomieniu. Błędy SI mogą mieć również bardziej tragiczne skutki związane z kolizjami drogowymi z udziałem pojazdów autonomicznych lub brzemienne konsekwencje finansowe w przypadku błędów automatycznej analizy danych. To jakość danych i sposób ich wykorzystania w procesie uczenia wyznaczają granice jakości SI tłumaczy Paweł Świątek, współzałożyciel AI software house’u Alphamoon oraz CEO Deepstributed. Idąc tym tropem, łatwo wskazać winowajcę. Nie jest nim uczeń, lecz jego nauczyciel. Śmiejąc się z błędów SI, tak naprawdę śmiejemy się sami z siebie.

  • ITMAGINATION pomoże wdrożyć elektroniczny obieg dokumentów w Nestle Polska

    ITMAGINATION pomoże wdrożyć elektroniczny obieg dokumentów w Nestle Polska

    Polski software house ITMAGINATION rozpoczął realizację projektu dla światowego lidera branży FMCG – Nestle Polska. W polskim oddziale firmy zostanie wdrożony system z obszaru Document Management System, który zoptymalizuje wewnętrzny obieg dokumentów oraz pomoże firmie realizować strategię zrównoważonego rozwoju, poprzez ideę „paperless approach”.

    Prace projektowe dla polskiego oddziału lidera FMCG rozpoczęły się w maju i potrwają do września br. Przygotowanie rozwiązania z obszaru Document Management System (DMS) wpisuje się w ogólnoświatowy trend. Według raportu firmy badawczej Mordor Intelligence, rynek DMS w 2019 roku wart był 4,9 mld dolarów, gdy w 2025 roku szacunki opiewają na 10,2 mld dolarów. Średnioroczny wzrost wartości tego segmentu (CAGR) wyniesie ponad 13 proc.

    Takie rozwiązania mają optymalizować proces rozliczeń, ułatwiać zarządzanie tysiącami stron dokumentów oraz zwiększać bezpieczeństwo danych, które przechowywane są w chmurze. Podobne założenie przyświeca ekspertom realizującym projekt, którzy dzięki cyfryzacji pomogą łatwiej funkcjonować pracownikom dużej organizacji.

    Świat biurowy wciąż nie jest „paperless”

    Pełna cyfryzacja zarządzania dokumentami umożliwi zastosowanie tzw. „paperless approach”, które poza efektami czysto operacyjnymi, zrealizuje politykę zrównoważonego rozwoju. Motywacją dla stosowania technologii są działania proekologiczne w ramach organizacji. Niestety w większości miejsc pracy tak jeszcze się nie dzieje. Firma Brother (producent urządzeń biurowych) w 2019 roku przeprowadziła badanie, którego wyniki nie są optymistyczne. 80 proc. szefów firm stwierdziło, że drukują obecnie taką samą albo większą ilość dokumentów niż 2 lata temu, a 69 proc. uważa, że zawsze będą w jakimś stopniu potrzebowali papieru do efektywnej pracy.

    Mimo dynamicznie postępującej cyfryzacji, wciąż równolegle rośnie globalny rynek papierniczy, który mniej wspiera zrównoważoną politykę. Według raportu Reports and Data, globalny rynek papierniczy wzrośnie z 519 mld dolarów w 2019 roku do 680 mld dolarów w 2027 roku.

    Po wdrożeniu systemu we wrześniu monitorowane będą działania produkcyjne, aby zoptymalizować jego działanie i dopasować do środowiska pracy. Wynikiem prac zespołu będzie aplikacja web zbudowana w oparciu o technologie Angular (odpowiedzialna za wizualną warstwę aplikacji) i .Net Core (niezbędna do programowania aplikacji przeznaczonych dla chmury obliczeniowej).

  • Raport: Polskie firmy IT liczą starty z powodu koronawirusa

    Raport: Polskie firmy IT liczą starty z powodu koronawirusa

    Małe i średnie polskie firmy firmy specjalizujące się w usługach IT z powodu pandemii  koronawirusa mogły stracić już nawet 500 mln zł. Wynika to głównie z zawieszenia lub ograniczenia zakresu projektów będących w realizacji oraz tych które miały się rozpocząć. Na tle innych branż sektor nowych technologii wypada jednak znacznie lepiej. Niektórzy przedsiębiorcy widzą szansę na długofalowy rozwój branży. Właśnie opublikowano badanie pt. „Wpływ COVID-19 na Twój biznes” zrealizowane przez Związek Pracodawców Usług IT – SoDA (Software Development Association Poland).

    Wpływ pandemii na sektor nowych technologii

    Przeprowadzone w marcu i kwietniu badanie wskazuje, jak pandemia koronawirusa wpłynęła na kondycję całej branży oraz prezentuje szacunkowe straty poniesione dotychczas przez pracodawców usług IT. Straty zadeklarowane przez przedstawicieli polskich software housów to w sumie ponad 52,5 mln zł – średnio niemal 700 tys. zł na firmę. Najwięcej przedsiębiorstw utraciło od 100 do 500 tys. zł, przy czym jednorazowo ubytek w ich budżecie mógł wynieść nawet 10 mln zł.

    Łukasz Czajkowski, Head of Growth w SoDA szacuje, że straty całego sektora w ciągu nieco ponad miesiąca pandemii mogły wynieść nawet 500 mln złotych. I przypomina, że z dnia na dzień rosną. Na co mogłoby się przełożyć pół miliarda złotych przychodu dla firm IT? To na przykład dobra miesięczna pensja dla grupy 57 tys. programistów. Straty ponoszone przez przedsiębiorstwa oznaczają także szacowane w dziesiątkach milionów mniejsze wpływy do Skarbu Państwa.

    – Warto pamiętać, że dane z badania dotyczą tylko części rynku – zauważa Michał Moroz z firmy Makimo, przewodniczący komitetu badań i analiz SoDA. – W działaniach firm widać niepewność co do przyszłości, wstrzymanie prac, które nie były strategiczne dla funkcjonowania biznesów, ale też poszukiwanie nowych dróg – analizuje Moroz.

     

    – Jesteśmy w początkowym okresie kryzysu i choć nie wszyscy odczuli już jego skutki, to sytuacja ta może się zmienić w kolejnych miesiącach. Mniejsze firmy najszybciej reagowały na wydarzenia związane z COVID-19, a teraz programy oszczędnościowe zaczynają wdrażać duże organizacje i te decyzje wpłyną negatywnie na branżę IT w drugiej połowie roku – diagnozuje Paweł Pustelnik, dyrektor zarządzający Future Processing.

    Pracodawcy usług IT w czasie pandemii najczęściej zmagają się wyzwaniem, którym jest przesuwanie w czasie lub zamykanie projektów. Dochodzi także do zmniejszenia zakresu danego projektu lub obniżenia wynagrodzenia za jego wykonanie. Dla niektórych przedsiębiorców może to oznaczać konieczność redukcji zatrudnienia lub nawet zamknięcie biznesu.

    Sektor IT a inne branże

    Sytuacja firm z sektora nowych technologii jest jednak i tak lepsza niż przedstawicieli innych branż. Negatywny lub bardzo negatywny wpływ COVID-19 na biznes w badaniu SoDA, zadeklarowało 64 procent respondentów. Dla porównania, w ostatniej ankiecie Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej, podobną odpowiedź wskazało 76 procent badanych z innych sektorów.

    Wpływ koronawirusa na sektor IT – wersja optymistyczna

    Zgodnie z raportem SoDA, blisko 30 proc. firm z branży IT nie odczuło dotąd zmian w swojej sytuacji biznesowej z powodu koronawirusa. W przypadku 6 proc. wpływ był nawet pozytywny. Jak to możliwe? Zdaniem ekspertów, COVID-19 może prowadzić m.in. do przyspieszonej cyfryzacji biznesów z innych branż. A to z kolei zwiększy popyt na usługi IT. Niektórzy właściciele firm podkreślają, że pandemia przyczyniła się też do wzmożonej koncentracji na działalności badawczo – rozwojowej. Według opinii przedsiębiorców uczestniczących w badaniu, w dłuższej perspektywie czeka nas z kolei „boom inwestycyjny w wirtualizację świata”.

    Michał Moroz również jest optymistą, co do długofalowego wpływu koronawirusa na sytuację software house’ów. – Będzie on pozytywny, jeśli firmy pozbędą się nieskutecznych projektów IT na rzecz tych przemyślanych, o kluczowym znaczeniu dla funkcjonowania biznesu. Za tym pójdzie wzrost zapotrzebowania na jakość i bezpieczeństwo usług IT. A obrazu dopełni wzrost zaufania, ponieważ z każdym miesiącem będzie coraz łatwiej porozumieć się nam wszystkim na odległość – przewiduje Moroz.

     

    Zdaniem Łukasza Czajkowskiego, Head of Growth w SoDA: Polskie firmy usług IT wciąż dość dobrze bronią się przed negatywnymi skutkami globalnego kryzysu. Jako SoDA będziemy przeprowadzać cykliczne badania nt. stanu branży, niemniej jednak ważne, by w tej trudnej sytuacji wspierać krajowe software’y house’y, a nie obciążać dodatkowymi kosztami czy podatkami. Wówczas koronawirus może się przerodzić nawet w bodziec do rozwoju w tym segmencie polskiej gospodarki. Nasz obserwacje wskazują, że duże międzynarodowe firmy dotknięte COVID-19 w ramach oszczędności szukają nowych partnerów biznesowych, co stwarza realne szanse dla polskich software house’ów na przejęcie projektów.

    Wsparcie sektora IT jest ważne dla polskiej gospodarki

    Według danych Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, w usługach pracuje 75 proc. pracowników całej branży IT/ICT, a jej udział w krajowym PKB to aż 8 proc.

    – Dlatego tak ważne jest, aby na bieżąco przyglądać się sytuacji polskich software house’ów i cały czas wspierać ich rozwój – zaznacza Łukasz Czajkowski. – Te firmy działają międzynarodowo, ale są też silnie związane ze środowiskiem lokalnym. Oferują dobrą pracę oraz budują krajowy potencjał ekonomiczny i intelektualny – dodaje Czajkowski.

     

    – Polskie firmy IT codziennie walczą, by zachować miejsca pracy i konkurencyjność na międzynarodowych rynkach. Na razie robią to skutecznie, ale warto podkreślić, że nasze realia kapitałowe są inne niż technologicznych gigantów z zagranicy – mówi Konrad Weiske, założyciel firmy Spyrosoft i jeden z inicjatorów powstania SoDA.

    O badaniu:
    Badanie „Wpływ COVID-19 na Twój biznes” zostało zrealizowane przez Związek Pracodawców Usług IT – SoDA (Software Development Association Poland). Organizacja zrzesza 92 polskie firmy technologiczne, zajmujące się m.in. produkcją i rozwojem oprogramowania (tzw. software house), zatrudniające od 20 do 800 osób. W badaniu wzięło udział 117 firm informatycznych. Ankietowani nie musieli należeć do organizacji SoDA, mogli natomiast odpowiedzieć na wybrane pytania.
  • e-point dołącza do grona partnerów Adobe

    e-point dołącza do grona partnerów Adobe

    e-point – software house specjalizujący się w złożonych projektach informatycznych, nawiązał partnerstwo Adobe, właścicielem wiodącej platformy e-commerce Magento.

    e-point SA  -irma od ponad 20 lat realizuje złożone, międzynarodowe projekty informatyczne: buduje, rozwija i utrzymuje portale i platformy wspierające sprzedaż, wykorzystując najnowsze technologie tworzenia oprogramowania. Spółka dostarcza również Progressive Web Applications (PWA), Trusted Web Applications (TWA) oraz rozwiązania Product Information Management (PIM).

    Magento jest globalnym liderem na rynku platform e-commerce. Oprogramowanie powstało w 2008 roku. Dziś jest najbardziej popularnym i najszybciej rozwijającym się systemem na całym świecie. W 2010 roku zostało przejęte przez eBay, a 8 lat później przez Adobe. Korzysta niego ponad 250 tysięcy firm, a wśród nich liderzy swoich branż jak Nike, Coca-Cola, Ford czy Samsung.

    – Magento wspiera sprzedaż B2B i B2C oraz, co jest szczególnie istotne z naszej perspektywy, B2B2C. Platforma pozwala na tworzenie unikalnych doświadczeń w całym customer life-cycle. W strefach omnichannel, globalnej ekspansji i mobilności, system ten zapewnia jedne z najlepszych rozwiązań na rynku – ocenia Przemysław Klajbor, New Business Developer z e-point SA. 

    Choć partnerstwo zostało formalnie potwierdzone w marcu, Magento było obecne w e-point znacznie wcześniej. Specjaliści firmy dysponują szeroką wiedzą z zakresu możliwości wykorzystania systemu.

    – Cieszymy się, że e-point dołączył do grona naszych partnerów. Połączenie technologii Magento z kompetencjami zespołu e-point daje markom gwarancję spełnienia oczekiwań klientów i tworzenia rozwiązań o międzynarodowym charakterze ​- dodaje Iwona Stamper, Territory Sales Executive Central&Eastern Europe Adobe. 

  • Pandemia przyśpieszy wdrażanie innowacji w biznesie na niespotykaną skalę

    Pandemia przyśpieszy wdrażanie innowacji w biznesie na niespotykaną skalę

    W dzisiejszy czasach wybór jest oczywisty – digitalizacja albo śmierć. Jesteśmy świadkami dynamicznego rozwoju usług cyfrowych, które wkraczają do prawie każdej branży i wpływają zarówno na małe firmy, jak i potężne korporacje. Większość firm deklaruje, że chce wdrażać innowacje, ale mały procent faktycznie takie zamierzenie realizuje. Czasu na bycie innowacyjnym jest coraz mniej, ponieważ klienci oczekują usług i produktów idących z duchem czasu już teraz. Pandemia koronawirusa może paradoksalnie znacznie przyśpieszyć wdrażanie innowacyjnych rozwiązań cyfrowych na całym świecie – z pewnością będzie to cenna spuścizna po tym niespotykanym na światową skalę zagrożeniu dla ludzkości.

    Czym jest innowacyjna firma? To pytanie zadaje dziś wielu i wielu szuka odpowiedzi. Innowacja to przede wszystkim technologia, ale nie tylko. Innowacyjna firma zna swoich klientów lepiej niż oni znają siebie, identyfikuje ich ukryte potrzeby i za pomocą swoich produktów i usług te potrzeby wypełnia. Innowacyjna firma bezpośrednio obserwuje nie tylko swoich klientów, ale też zachowania całego rynku. Innowacyjna firma szuka szans tam, gdzie konkurencja widzi bariery i pierwsza te szanse wykorzystuje, aby zarabiać. W końcu – innowacyjna firma potrafi działać sprawnie nawet wówczas, gdy pojawiają się niemożliwe do przewidzenia trudności – jest bowiem zawsze gotowa na szybkie zmiany w modelu funkcjonowania biznesu. W realizacji takiego celu niezbędne są działania online oraz utrzymywanie zdalnego modelu działania firmy, nawet gdy większość pracowników na co dzień znajduje się w biurze. W sytuacji zagrożenia i paniki na rynkach, taki model biznesu jest niezastąpiony.

    Jak wdrażać innowacje? Od czego zacząć?

    Istnieje wiele szans i zagrożeń, które mogą spotkać firmy starające się iść z duchem czasu. Największą szansą jest potencjał zwiększenia efektywności operacyjnej biznesu, pracowników, łatwiejsze dotarcie do nowych klientów, a w efekcie wzrost wyników finansowych i zdobywanie pozycji lidera w branży. Czasem jak się okazuje to także kwestia zachowania ciągłosci działania.

    Ryzyka dotykają reputacji i kultury organizacyjnej. Poza łamaniem zasad compliance i dobrych zwyczajów rynkowych, firmy mogą mierzyć się z utratą zaufania na skutek np. wycieku danych, nieetycznego wykorzystywania danych czy transparentności ich pozyskiwania. Innowacje niosą potencjalnie duże ryzyko biznesowe i operacyjne, ponieważ często wymagają gruntownych i radykalnych zmian w sposobie funkcjonowania organizacji z koniecznością wyjścia poza utarte schematy. To często spotyka się z oporem zespołu – pracownicy boją się zmian.

    Planowanie procesu wdrożenia innowacji – na czym oprzeć strategię?

    Na początku najważniejsze jest stworzenie zespołu, który zajmie się nadzorowaniem procesu, identyfikacją obszarów, w których firma może wdrożyć innowacje oraz weryfikacją oczekiwań wewnątrz firmy i wśród klientów. Bez względu na to, kto w firmie odpowiada za innowacje, kluczowe jest poczucie współodpowiedzialności za bycie innowacyjnymi.

    Należy pamiętać, że istotne jest wyważenie między wdrażaniem nowych standardów, a obecną strukturą. Nikt nie lubi rewolucji, więc zadbanie o stabilność procesu jest niezbędne. Większość firm deklaruje, że najskuteczniejszą fazą w procesie pracy nad innowacjami jest pierwszy etap, czyli kreowanie pomysłów. Każdy kolejny wypada pod tym kątem coraz gorzej. Wdrażanie innowacji powinno być dla firm elementem długofalowej strategii i jest z nią spójne. Innowacyjność powinna stać się wartością horyzontalną wpisującą się w wiele obszarów działania przedsiębiorstwa, a nie ograniczoną do stworzenia nowego bądź ulepszonego rozwiązania.

    Zachęcić do działania mogą przykłady wdrożeń i kooperacji firm technologicznych

    Nawet najwięksi musieli łączyć swoje kompetencje, aby stworzyć przełomowy i innowacyjny produkt. Do tworzenia innowacji, często konieczna staje się współpraca z firmami z zupełnie innych branż. Np. Toyota w 2019 roku do prac nad samochodem autonomicznym zaangażowała Nvidię, jednego z największych na świecie producentów procesorów graficznych i układów scalonych. Walmart nawiązał współpracę z Google Home, dzięki czemu zakupów można dokonać za pomocą komend głosowych. Kooperacja Amazona i Whirlpoola zapoczątkowana w 2016 roku pozwala otrzymywać SMS-y o konieczności uzupełnienia proszku w pralce i zamówić w sklepie Amazon potrzebne produkty.

    Jakie innowacje będą dominować w biznesie?

    Raport firmy analitycznej Gartner „Top 10 Strategic Technology Trends for 2020” jako kluczowe innowacje wskazuje przede wszystkim machine learning, internet rzeczy, chmurę i wspieranie człowieka za pomocą sztucznej inteligencji, robotów i egzoszkieletów. W dobie szybko zmieniającego się otoczenia na świecie, czy obecnie panującej epidemii koronawirusa, zauważam, że niezbędne jest dalsze działanie w kierunku transformacji cyfrowej i dążenie do maksymalnej automatyzacji i robotyzacji zarówno software’owej jak i hardware’owej.

    Prowadząc od 11 lat software house i zatrudniając około 450 osób, widzę że niezbędne jest uniezależnienie się od pracy stacjonarnej i elastyczność. Dzięki rozwiązaniom chmurowym będziemy mieli szansę pracować zdalnie, zapewniając sobie i pracodawcy pełną elastyczność w czasach kryzysów. Doskonałym przykładem takiej sytuacji jest obecna pandemia koronarwirusa, która wymusiła na firmach wdrożenie systemu pracy zdalnej dla wszystkich pracowników. Przy mało efektywnej infrastrukturze informatycznej, sprawne funkcjonowanie firmy w takiej formie nie jest możliwe.

    Jak przekonać przedsiębiorców, aby wdrażali innowacje w swoich firmach?

    W większości przypadków pozytywne efekty wdrożonych innowacji napędzają kolejne procesy decyzyjne. Według wielu badań i naszych doświadczeń, firmy, które pozytywnie oceniły efekty dotychczasowych projektów, planują kolejne wdrożenia w przyszłości. Wszystko zależy od tego, czy przedsiębiorcy będą w stanie z sukcesem wdrażać innowacje i zauważać pierwsze sygnały, że to się opłaciło. To przyniesie motywację i sprawdzony scenariusz do podejmowania dalszych zmian. Początkowe niepowodzenia mogą sprawić, że przedsiębiorca nie będzie dostrzegał sensu w rewolucji technologicznej, która przynosi więcej uciążliwości niż sukcesów. Ale powstrzymywanie się od wdrażania innowacji może być ryzykowną grą. W większości przypadków pociąg jeszcze stoi na peronie, ale już za chwilę może okazać się, że cała konkurencja i nasi klienci odjechali zgodnie z rozkładem do stacji „innowacja”.

    Dlaczego zatem tak mało firm wdraża innowacje?

    Większość zarządzających oczekuje wysokich zysków finansowych i operacyjnych w krótkim czasie, podczas gdy proces wprowadzania innowacji powinien być długofalowy i stabilny. Panuje powszechny pogląd, że każde wdrożenie musi być sukcesem, brak jest w naszej rzeczywistości biznesowej miejsca na akceptację porażki. Wdrażanie innowacji wiąże się z podejmowaniem szybkich i odważnych decyzji na wielu szczeblach organizacji. Nie jest to łatwe zadanie, ale być może dziś jesteśmy w sytuacji, w której będzie to jedyna droga do przetrwania. Na innowacje wciąż nie jest za późno, więc powinniśmy rozważyć taką drogę rozwoju biznesu, ponieważ nie od dziś wiadomo, że lepiej jest być prekursorem niż podążać za innymi.

  • Branża IT postuluje powołanie instytucji ds. AI

    Branża IT postuluje powołanie instytucji ds. AI

    Nawet 30-procentowy roczny wzrost działalności i miliard złotych obrotów, a do tego eksport większości swoich usług. W bieżącej działalności polskich MŚP z sektora IT obok wielu sukcesów nie brakuje jednak wyzwań. Aby wzmocnić głos krajowych firm IT, reprezentujących strategiczny dla Polski sektor gospodarki, powołana została Organizacja Pracodawców Usług IT (ang. Software Development Association Poland – SoDA). Związek postuluje m.in. powołanie współpracującej z biznesem i przez niego współfinansowanej instytucji naukowej zajmującej się badaniami nad sztuczną inteligencją. Jednak niewystarczająca współpraca środowisk naukowych z biznesem to nie jedyne wyzwania, z którymi mierzą się firmy programistyczne. Debata im poświęcona odbędzie się w trakcie 9. Europejskiego Kongresu MŚP w Katowicach.

    Polskie software housy dobrze sobie radzą

    Wedle szacunków około 1000 polskich firm kwalifikuje się do miana producenta oprogramowania. Według szacunków skupiającej takie przedsiębiorstwa Organizacji Pracodawców Usług IT pracuje w nich nawet 50 tys. pracowników. Spośród ponad 250 tysięcy, które w naszym kraju pracują jako programiści. Polscy producenci oprogramowania skutecznie konkurują na zagranicznych rynkach. Osiągają spektakularne sukcesy, a ich współpraca z zagranicznymi klientami trwa nawet po 20 lat. Szacuje się, że ich łączne roczne obroty kształtują się na poziomie ok. 1 mld PLN. Firmy te notują wzrosty przekraczające nawet 30 proc. (r/r), a większość swoich usług (70 proc.) eksportują.

    Jednak polskie firmy programistyczne odczuwają coraz silniejszą presję ze strony konkurencji z krajów, które również oferują ciekawe rozwiązania IT, a także jak np. Bułgaria czy Rumunia niższe koszty.

    Mamy dobrych inżynierów i dobre rozwiązania, lecz trzeba ten potencjał nieustannie umiejętnie promować. Jeśli chcemy utrzymać dobrą pozycję na światowych rynkach, to musimy o to zabiegać. Nie bez znaczenia są również kwestie lobbowania za rozwiązaniami, które będą pomocne w pokonaniu najważniejszych barier utrudniających rozwój polskiej branży IT – mówi Michał Sztanga, dyrektor zarządzający Future Processing, jednej z firm członkowskich Organizacji Pracodawców Usług IT.

    Organizacja Pracodawców Usług IT głosem branży

    Głosem MŚP polskiego sektora IT jest Organizacja Pracodawców Usług IT (ang. Software Development Association Poland – SoDA). W organizacji, powołanej w 2018 roku, zrzeszone są 63 firmy, choć przedsiębiorstw w nieformalnej sieci jest już kilkaset.

    Impulsem do powołania związku była między innymi chęć nawiązania współpracy pomiędzy firmami o podobnym profilu i podobnych wyzwaniach, dzięki której możemy wspierać się w bieżącej działalności operacyjnej. Chcemy, aby dzięki takiemu zjednoczeniu głos firm mających niebagatelny udział w budowie nowoczesnej polskiej gospodarki był bardziej słyszalny wśród decydentów. Branża IT to przecież jeden ze strategicznych kierunków jej rozwoju – mówi Bartosz Majewski, prezes SoDA, oraz własnej firmy Codibly. – Posługujemy się angielskim odpowiednikiem nazwy ze względu na międzynarodowe środowisko, w jakim funkcjonujemy. Promujemy polskie firmy za granicą i stąd potrzeba posługiwania się zrozumiałą na całym świecie marką – dodaje.

    Problemy polskich producentów oprogramowania – problemami polskiej gospodarki

    Mimo odnoszonych sukcesów polska branża IT ma również swoje bolączki. Pomimo ogromnego potencjału, produkuje wartość intelektualną dla firm zachodnich, pozycjonując się tym samym dość nisko na drabinie wartości dodanej. W opinii SoDA jedną z najważniejszych kwestii jest niewystarczająca współpraca środowisk naukowych z biznesem. Dlatego organizacja postuluje powołanie ściśle współpracującej z firmami i współfinansowanej przez przedsiębiorców, instytucji naukowej, która będzie zajmować się badaniami nad sztuczną inteligencją.

    Współpraca biznesu i nauki jest niezbędna, jeżeli chcemy mówić o większej wartości dodanej, a w szczególności o rozwijaniu innowacyjnych produktów. Efekty tej kooperacji wykorzystywane byłyby przy opracowywaniu innowacyjnych na światową skalę rozwiązań z wielu dziedzin, takich jak FinTech i Przemysł 4.0, między innymi w zakresie elektromobilności oraz e-Commerce. Widzimy również potrzebę utworzenia instytucji w Polsce zajmującej się rozwojem sztucznej inteligencji – mówi Konrad Weiske, wiceprezes SoDA oraz Chief Executive Officer w Spyrosoft.

    Skupieni w SoDA przedstawiciele firm programistycznych postulują także rozważenie wprowadzenia zmian przeciwdziałających wzrostowi kosztów w branży. To pozwoliłoby polskim firmom na zgromadzenie środków finansowych na inwestycje w najbardziej zaawansowane technologie umożliwiające utrzymanie się na rynku, dalsze zwiększanie wartości dodanej oraz tworzenie własnych produktów, które staną się produktem eksportowym polskiej branży IT.

    Innym palącym problemem są też stale rosnące koszty pracy programistów, co już teraz doprowadza do utraty konkurencyjności zarówno firm polskich, jak i ulokowanych w Polsce oddziałów zachodnich firm.

    W przeciągu kilku lat będzie to skutkowało negatywnymi dla gospodarki naszego kraju zjawiskami. Przenoszeniem miejsc pracy do krajów o niższych kosztach na przykład do Indii, Filipin, Wietnamu, na Ukrainę, Białoruś czy do Rumunii. Obawiamy się również stagnacji zarobków w branży, a tym samym wyhamowania wzrostu zamożności tysięcy polskich rodzin, a także zmniejszeniem ilości dobrze płatnych miejsc pracy w Polsce – mówi Konrad Weiske.

    Barierą w rozwoju jest również ograniczony dostęp do pracowników.

    Zasadnym a jednocześnie korzystnym dla budżetu państwa rozwiązaniem byłoby stworzenie „programu wprowadzającego” dla osób chcących się przebranżowić i rozwijać zawodowo jako programiści. Koszty zatrudnienia byłyby w pierwszym roku równo podzielone pomiędzy państwo i pracodawcę. Taki wydatek, będący de facto inwestycją, szybko zwróciłby się w formie wpływów z podatków CIT, PIT i VAT. Korzyścią dla firm IT byłaby możliwość bardziej dynamicznego rozwoju, dzięki zatrudnieniu większej liczby pracowników – ocenia Konrad Weiske.

    Przedsiębiorcy doceniają działania prowadzone w ramach programu GovTech m.in. w obszarze przetargów publicznych.

    Rząd, dzięki działaniom programu, wychodzi naprzeciw potrzebom Software house-ów. Liczymy na pogłębienie przynoszącej konstruktywne rozwiązania współpracy, dlatego przedstawicieli GovTech nie mogło zabraknąć na organizowanej przez Organizację Pracodawców Usług IT konferencji, która towarzyszyć będzie Europejskiemu Kongresowi MŚP w Katowicach – wyjaśnia Bartosz Majewski, prezes SoDA.

  • Cyfrowa gra o wszystko

    Cyfrowa gra o wszystko

    Polski rynek IT stał się swoistym polem bitwy i zaczyna przypominać scenariusz „Gry o Tron”. W toczących się bataliach wcale nie chodzi o klientów, bo tych raczej nie brakuje zarówno w Polsce, jak i za granicą. Kluczem do polskiego „żelaznego tronu” stali się pracownicy i to właśnie o nich walczą między sobą managerowie firm IT. Czy średnie i mniejsze software house’y mają szansę konkurować z dużymi graczami? Zamiast toczyć batalie, grupa firm doszła do prostego wniosku – w kooperacji siła! Z takiego założenia narodził się związek pracodawców SoDA – Software Development Association, którego członkowie wymieniają się wiedzą, doświadczeniem, a co ciekawsze – niejednokrotnie pracownikami i kontraktami.

    ·         4,8% to dynamika wzrostu wartości rynku IT

    ·         50 tys. pracowników w branży IT – tyle specjalistów brakuje obecnie w Polsce

    ·         Wzrost wynagrodzeń w granicach 7–12 % rok do roku

    Powyższe dane wskazują, że obecny rok, jak i nadchodzące lata z pewnością będą rynkiem pracownika. W walce o niego zwyciężą nie najwięksi, a ci, którzy najlepiej odnajdą się w otaczającej rzeczywistości. Członkowie SoDA podczas cyklicznych spotkań zaczęli zadawać pytania, jak poradzić sobie z klęską urodzaju? Jak znaleźć pracowników oraz jak ich zatrzymać?

    Klęska urodzaju

    4,8% wzrost rynku usług IT rok do roku w zestawieniu z brakami kadrowymi dla przedsiębiorcy oznacza jedno – części projektów nie będzie on w stanie zrealizować. Z taką swoistą klęską urodzaju dość często spotykają się mniejsze firmy, które nie mają odpowiednich rezerw w zasobach ludzkich. Ciężko także oczekiwać od mniejszej firmy tego, że będzie miała ekspertów z pełnego spektrum zagadnień, jakie można spotkać przy realizacji złożonych projektów. W dodatku rekrutacja nowych pracowników jest kosztowna i długotrwała, a projekt nie może czekać. Z pomocą w takiej sytuacji może przyjść zaprzyjaźniona firma.

    Możliwość korzystania z „ławeczki” specjalistów dostępnych w ramach SoDA okazała się dla nas dużą pomocą. Realizacja ciekawego i wartościowego międzynarodowego projektu byłaby niemożliwa bez „posiłków”, którymi wspomogli moją firmę członkowie SoDA – mówi Przemysław Grzywa z Revolve.

    Sytuacja ta jest także korzystna dla firmy „wypożyczającej” pracowników.

    Takie użyczenie pracownika to niezwykle ciekawe doświadczenie, z którego moi programiści, jeżeli tylko mogą, korzystają. Gdy realizuje się duże projekty to często po ich zakończeniu mamy chwilę do rozpoczęcia kolejnego wyzwania. Pożyczając danego specjalistę moja firma zyskuje, ponieważ dany pracownik nie stanowi dla mnie kosztu, a on sam ma okazję nauczyć się nowych rzeczy pracując nad nowym projektem z innymi ludźmi – to zawsze wartość dodana – mówi Robert Strzelecki, prezes zarządu Grupy TenderHut.

    Dzięki temu mniejsze, bardziej elastyczne firmy mogą także realizować różnorodne projekty.

    Wymiana doświadczeń

    Branża IT to jeden z najbardziej zmieniających się sektorów gospodarki. Z punktu widzenia pracownika wartościowa firma to taka, która zapewnia mu rozwój i dostęp do ciekawych projektów. Tu doskonale sprawdzają się oddolne inicjatywy. Konferencje branżowe, meet–upy, spotkania i networking to niezwykle cenna oferta dla specjalistów z IT, nie zawsze dostępna w dużych korporacjach.

    Po pierwsze SoDA to możliwość wymiany know–how pomiędzy firmami z branży. Kolejną wartością jest obustronna wymiana zasobów – dzięki SoDA zarówno skompletowaliśmy zespół do naszego projektu, jak i znaleźliśmy zaangażowanie dla developerów, dla których w danym czasie nie mieliśmy komercyjnego projektu. Ponadto cenię bardzo cykliczne spotkania, na których w świetnym gronie mogę wymienić się doświadczeniami, pomysłami, czy bolączkami – mówi Paweł Janda z mobitouch.

    Zdanie to podziela także Robert Strzelecki.

    Takie inicjatywy to sytuacja win–win. Specjaliści mają niepowtarzalną okazję do wymiany wiedzy i nauki, a managerowie dzielą się ze sobą swoimi doświadczeniami biznesowymi – dodaje.

    Członkowie organizacji przy jej pomocy mają możliwość poszukiwania wartościowych ekspertów, co znacznie ułatwia proces rekrutacyjny. Szkolenia, rozwój i dostęp do wiedzy na najwyższym poziomie to podstawowe oręże, jakie mają do zaoferowania firmy działające w ramach SoDA.

    Rozwój biznesu

    Managerowie z branży IT muszą liczyć się z tym, że koszty pracownicze to spora pozycja w firmowym budżecie. W skali roku płace w tym sektorze rosną w granicach 7–12%. Co ciekawe, mniejsze i średnie firmy z sektora IT realizują projekty głównie za granicą. Poprzez swoją elastyczność i innowacyjne podejście bez problemu konkurują na zagranicznym rynku, zapewniając odpowiedni przychód i możliwość utrzymania zespołu pracowników. Taka strategia biznesowa pozwala im na pozostawanie konkurencyjnym pod względem wynagrodzeń. Praca w średniej wielkości software housie z pewnością wiąże się z dobrym wynagrodzeniem i brakiem korporacyjnej otoczki spotykanej w dużych firmach, co szczególnie jest doceniane przez młodych programistów. Możliwości biznesowe stwarzane przez networking w ramach stowarzyszenia powodują, że managerowie rozwijają swój biznes, nie martwiąc się tym, że ich pracownicy odejdą z powodu zbyt niskich płac.

    Czy zjednoczenie wokół wspólnych wyzwań przyczyni się do sukcesu polskich firm IT?

    Tajemnica Doliny Krzemowej polega na kooperacji pomiędzy firmami. Wspólnym realizowaniu projektów, wymianie doświadczeń. Tak rodziła się legenda tego miejsca. Inicjatywy takie jak SoDA pozwalają nam poczuć ducha otwartości i współpracy, a to jedyna recepta na sukces – podsumowuje Strzelecki z TenderHut.