Tag: Rynek pracy

  • Timate – sposób na sprawiedliwe i nieinwazyjne mierzenie czasu pracy

    Pewnie niewielu kojarzy już taki obrazek, kiedy przed wejściem do firmy co rano tworzy się kolejka ludzi stojąca, by na papierowej liście obecności zostawić swój własnoręczny podpis. Dziś trudno szukać przedsiębiorstw, które stosują takie metody ewidencji czasu pracy swoich pracowników. I całe szczęście! Uciążliwą papierologię bowiem na dobre zastąpiły elektroniczne systemy rejestracji czasu pracy (RCP).

    Stosowane dziś automatyczne RCP z pewnością swoją funkcjonalnością biją staromodne, papierowe dokumenty na głowę. Standardem przecież dla wszystkich stały się karty RFID, dzięki którym każdy z zatrudnionych bez żadnego kłopotu i straty czasu dostaje się przez bramki do swojego biurka czy innego miejsca pracy. Dlaczego więc wokół tego tematu cały czas toczy się żywa dyskusja, a kontrola czasu pracy pracowników wciąż budzi sporo kontrowersji? Odpowiedź jest bardzo prosta: w wielu przypadkach wciąż systemy RCP bywają zawodne, budzą lęk przed inwigilacją, nie mają możliwości funkcjonowania poza terenem firmy i co najgorsze – dają korzyści jedynie pracodawcy, a nie pracownikom, wymagając od nich jednocześnie uciążliwej obsługi (zbliżania karty, przykładania palca do czytnika lub używania smartfona).

    Recepcjonistka, ochroniarz, kadrowa

    Zarządzanie zasobami ludzkimi stanowi ważną część działalności każdego przedsiębiorstwa, szczególnie takiego, które zatrudnia większą niż 20-osobową grupę ludzi. Właśnie dlatego powinno być maksymalnie zautomatyzowane, ale również inteligentne oraz przyjazne dla użytkownika. Co to oznacza? Mniej więcej tyle, że system do tego służący powinien realizować wiele zadań jednocześnie. Ma też nie wymuszać dodatkowych czynności, takich jak odbijanie karty lub skanowanie kodów, czy jeszcze gorzej – wymagać używania do raportowania czasu pracy smartfonów lub innych urządzeń. Czy jest w ogóle możliwe? Czy jest rozwiązanie, które robi wszystko za użytkownika?

    W Tenvirk wpadliśmy na pomysł, jak taką multizadaniowość i bezobsługowość w zakresie obsługi pracowników zrealizować. Opracowaliśmy system RCP, który jako pierwszy na świecie nie wymaga żadnej aktywności od jego użytkowników. Bez udziału człowieka aktywizuje się i zaczyna liczyć czas w momencie wejścia w zasięg małej centralki umieszczonej na terenie firmy. Pomiar czasu pracy automatycznie kończy się, kiedy opuszczamy teren pracy. Co nie znaczy, że nie wzięto pod uwagę sytuacji, kiedy pracownicy wykonują swoje zadania w terenie lub pracują z domu – co przecież jest  praktykowane w firmach, które sprzedają sprzęt i oprogramowanie IT i które zatrudniają przede wszystkim handlowców, wdrożeniowców i konsultantów spędzających dużo czasu poza własnym biurem.

    IoT w realnym wynalazku

    TIMATE123

    Można powiedzieć, że TIMATE to odpowiedź na pytanie, do czego może być przydatna technologia Internet of Things w biznesie. Sercem systemu jest karta noszona przez każdego pracownika – będąca inteligentną wersją zwykłego identyfikatora. W taką zasilaną energią słoneczną kartę z wyświetlaczem opartym na technologii elektronicznego atramentu udało się wbudować jednocześnie funkcje recepcjonistki, ochroniarza, kadrowej, a także szefa, który może wgrywać harmonogram pracy i rozliczać nas z wykonywanej pracy również zadaniowo.

    Maciej Światowski CEO TIMATE min

    Dziś już standardem w przedsiębiorstwach są automatyczne systemy kontroli dostępu, rejestracji czasu pracy czy monitoringu CCTV. Znamy też próby zastępowania kart dostępowych smartfonami, które pod wieloma względami się niestety w tej roli nie sprawdzają. Opracowując TIMATE, weszliśmy na inny, dużo bardziej zaawansowany poziom. To system, który jest inteligentny na tyle, że funkcjonuje i spełnia swoje zadania bez udziału człowieka – powiedział Maciej Światowski, CEO w TIMATE

    Home office, delegacja, L4

    Oprócz tego, że karta TIMATE jest firmowym identyfikatorem (wyświetla zdjęcie właściciela) i otwiera wszystkie zdefiniowane dla danej osoby drzwi, wspomaga również w raportowaniu przepracowanego czasu – i co ważne, nie tylko osób, które przebywają fizycznie w firmie. Może to być przydatne podczas delegacji lub w coraz bardziej popularnej formie pracy wykonywanej zdalnie – z domu.

    Tomasz Łempiński CTO TIMATE min

    W naszym wynalazku interesująca może być rejestracja czasu nie tylko związana z wejściem i wyjściem, ale z pracą zadaniową. Wiele firm przecież rozlicza swoją pracę z klientem na zasadzie rozliczenia godzin. Wtedy przydaje się solidna dokumentacja wykonanych prac. W systemie TIMATE jest taka możliwość – liczymy wtedy czas pracy przypadający na projekt, którego dotyczy zadanie, i na klienta – powiedział Tomasz Łempiński, CTO w TIMATE

    Karta ma również wczytany harmonogram zadań i jeśli stwierdzi, że w danym dniu nie ma nas w pracy, może zapytać (za pomocą ekranu), jaka jest tego przyczyna. Mamy wtedy do wyboru kliknięcie w „delegację” lub w „L4” lub w inne możliwość zdefiniowane przez konkretnego pracodawcę.

    Ruch na straży prywatności

    A wszystko to dzięki analizie ludzkiego ruchu! Jak to się dzieje? Na podstawie wbudowanego w kartę czujnika, który tylko na podstawie analizy poruszania się człowieka dostarcza potrzebnych informacji, zarówno pracownikom, jak i korzystającym z jego możliwości pracodawcom. Dzięki temu system nie potrzebuje kamer i GPS-ów oraz nie zbiera wrażliwych danych osobowych, np. odcisków palca – jak to ma miejsce w przypadku wątpliwej prawnie i etycznie biometrii.

    W końcu sprawiedliwie! Kto na tym skorzysta?

    Oprócz stworzenia inteligentnego, nienaruszającego praw pracowników gadżetu, który jest codziennym asystentem pracy, twórcom TIMATE przyświecał jeszcze jeden ważny, można powiedzieć społeczny cel – sprawiedliwe rozliczanie czasu pracy. Dla nikogo chyba nie jest tajemnicą pracownicza „kreatywność” w każdej branży i odbijanie kart za nieobecne koleżanki i kolegów lub tłumaczenie się zgubionym identyfikatorem. Z TIMATE zwyczajnie oszukiwać się nie da. Czujnik, w który wyposażona jest karta, jeśli zauważy brak ruchu lub podobne poruszanie się dwóch kart, zgłosi to najpierw zainteresowanym pracownikom, a następnie przerwie pomiar czasu pracy lub powiadomi pracodawcę.

    A jakie jeszcze korzyści w zakresie rejestracji czasu pracy osiągnie pracownik, korzystając z TIMATE? Przede wszystkim zyska asystenta, który będzie dbał o to, aby wdrożył w swoje życie zasadę work-life balance. TIMATE da pracownikowi znać, że musi zrobić przerwę, obliczy dokładnie, ile godzin spędził już w pracy, zliczy wszystkie nadgodziny, dopilnuje, aby nie przebywał za długo w pracy, zadba o to, aby pracownik miał nieustający dostęp do informacji o przysługującym i wykorzystanym urlopie. Dostarczy takie dane za pomocą wbudowanego w kartę wyświetlacza. Dodatkowo TIMATE da zatrudnionemu pewność, że nie pracuje on więcej niż wiecznie spóźniający się lub często nieobecny kolega. Innym słowem zyskują wszyscy – pracodawcy i pracownicy.

    Czas na weryfikację!

    TIMATE to na razie projekt badawczy. Sprawdził się już w testach. Prototyp zadziałał bez zarzutów w rzeczywistości wirtualnej i na próbie studentów śląskiej uczelni. Czeka teraz na weryfikację w prawdziwych warunkach. W związku z tym szukamy przedsiębiorstw, których pracownicy na własnej skórze sprawdzą, czy bieżący dostęp do parametrów takich jak urlopy, nadgodziny, niewykorzystane przerwy ułatwi im życie, a opcja pracy na zadaniach rozwiąże odwieczny problem z rozliczaniem delegacji czy pracy w trybie „home office”.

    W każdym razie TIMATE jest gotowy do starcia (lub współpracy) z funkcjonującymi aktualnie na rynku rozwiązaniami. Już wygrywa brakiem wymogu aktywności i obsługi systemu ze strony pracowników, możliwością działania na terenie otwartym oraz tym, że nie zbiera żadnych danych wrażliwych pracowników.

  • Zawód przyszłości – jakie umiejętności trzeba posiadać?

    Zawód przyszłości – jakie umiejętności trzeba posiadać?

    Konsultant SAP od kilku lat zajmuje czołowe miejsca w rankingach tzw. zawodów przyszłości. Jakie kompetencje trzeba posiadać, aby sprawdzić się w tym zawodzie? Odpowiada Paweł Wysocki, doświadczony konsultant SAP, Prezes Zarządu Quercus Sp. z o.o. – firmy zajmującej się wdrożeniami SAP w obszarze HR.

    Konsultant SAP jest pośrednikiem pomiędzy klientem, a zespołem programistycznym. Jeszcze kilka lat temu powszechna była opinia, że najlepszymi konsultantami są programiści. Obecnie coraz wyraźniej widać, że także w obszarze IT zakres potrzeb i kompetencji zawodowych intensywnie ewoluował, dzięki czemu w „zerojedynkowym świecie” znalazła się także przestrzeń dla miękkich umiejętności.

    Najważniejszym aspektem branży IT jest zawrotne tempo rozwoju nowych technologii. Śledzenie nowych trendów oraz rozwiązań wymaga bardzo dużego zaangażowania i sporo czasu. Wśród programistów wyraźnie widać trend polegający na skoncentrowaniu się na wąskiej specjalizacji. Przy tak szybkich zmianach po prostu nieefektywne byłyby próby opanowania nowości z kilku czy kilkunastu obszarów. Trzeba zdecydować się na węższy zakres i z pełnym zaangażowaniem się w nim rozwijać. Konkurencja wśród programistów jest duża, a ci najlepsi są na wagę złota dla pracodawców.

    Czy zatem konsultant SAP musi być programistą?

    Obecnie konsultant SAP nie musi już zatem być praktykującym programistą, jednak powinien orientować się przynajmniej w podstawach programowania, jego możliwościach oraz możliwych konfiguracjach. W tej pracy kluczowe okazują się nie tyle twarde umiejętności, bo te muszą posiadać programiści, ile miękkie kompetencje, coraz wyżej cenione na rynku pracy. Kiedyś uznawano je za dodatkowe atuty pracowników. Obecnie coraz częściej to one decydują o wyborze kandydata do pracy.

    Żyjemy w dobie automatyzacji – część tzw. „twardych zadań”, jak choćby sporządzanie raportów, mogą – dzięki nowoczesnym rozwiązaniom IT – wykonać za nas maszyny. Automatyzacja procesów jest coraz powszechniejsza, wkracza do fabryk, działów HR, a nawet do banków. To, czego jak dotąd nie zapewniają powszechnie dostępne inteligentne rozwiązania IT, mieści się właśnie w pojęciu miękkich kompetencji, takich jak umiejętność komunikowania się, umiejętność słuchania i identyfikacji potrzeb rozmówcy oraz krytyczne i nieszablonowe myślenie.

    Są to cechy nieodzowne w pracy, w której niezbędna jest kreatywność, a do takich profesji z pewnością zaliczyć można konsultanta SAP. Tę kreatywność rozumiem zarówno jako umiejętność elastycznego reagowania i radzenia sobie z niespodziankami, które mogą pojawić się podczas wdrożenia SAP, jak również jako zdolności analityczne. To, że system opracuje za nas skomplikowane raporty, korzystając z ogromu danych, to jedno. Ważne jest, jakie wnioski z tych raportów wyciągniemy. Zapewniam, że nie każdy radzi sobie równie dobrze z takimi zadaniami i skłaniam się ku stwierdzeniu, że ta właśnie umiejętność, rodzaj talentu, będzie kluczową przewagą na rynku pracy w przyszłości.

  • Jak zostać programistą?

    Jak zostać programistą?

    Dyplomowany matematyk, informatyk lub inżynier automatyki i robotyki – czy tak wygląda profil współczesnego programisty? Zdecydowanie nie. Skoro nie wykształcenie techniczne, to jakie cechy wystarczą, aby dołączyć do jednej z najlepiej rozwijających się branż na świecie?

    Dla wielu młodych ludzi bycie programistą to spełnienie marzeń. Coraz częściej też osoby niezadowolone z dotychczasowej pracy lub studiów postanawiają się przebranżowić. Zapotrzebowanie na specjalistów jest ogromne, jednak to nie oznacza, że rekruterzy biorą każdego. Prawdą jest, że niektóre umiejętności trzeba mieć we krwi, a inne można wypracować. Odpowiedzią na pytanie jak zostać programistą jest 7 cech, które trzeba posiadać.

    1. Chęć rozwoju

    Branża IT jest dynamiczna. Nowości pojawiają się dosłownie każdego miesiąca, a technologie sprzed kilku lat uważa się za niewarte uwagi przy nowych projektach. Mimo tego na rynku wciąż jest duża liczba programistów, którzy programują dokładnie w taki sam sposób, jak wtedy, gdy zaczynali naukę programowania. Tymczasem to osoby, które są na bieżąco z nowymi technologiami i są otwarte na nowe sposoby nauki, mają zdecydowaną przewagę.

    Idealny programista nie tylko chce rozwikłać problem, ale pasjonuje go rozwiązanie zagadnienia w najlepszy sposób, np. z zastosowaniem gotowej metody, która parę miesięcy temu weszła na rynek. Dlatego w branży IT trzeba być na bieżąco. To chęć rozwoju powoduje, że szybko uzupełnia się braki potrzebnej wiedzy. Nawet, jeśli programista jest początkujący i nie ma doświadczenia komercyjnego, ale udowodni pracodawcy, że chce się uczyć, jest bardzo dobrym kandydatem do pracy i będzie wzięty pod uwagę w procesie rekrutacji.

    2.    Lenistwo

    To żaden żart! Programista powinien szukać przede wszystkim najprostszych rozwiązań. Czas jego pracy jest stosunkowo drogi, więc często bardziej opłaca się zajrzeć do baz gotowych programów i je wykorzystać (nawet za opłatą) niż poświęcać godziny na samodzielne pisanie wszystkiego od nowa. Bardzo mile widziana jest również automatyzacja pracy.

    W sieci krąży historia jednego z programistów, który zautomatyzował sobie całe środowisko pracy, łącznie z ekspresem do kawy i wysyłaniem żonie wiadomości o konieczności pozostania po godzinach. To może lekka przesada, ale np. absolwenci naszych szkoleń potrafią pisać swoje programy tak, żeby same znajdowały błędy w swoim kodzie. To pozwala znacząco podnieść efektywność programisty i oszczędzić mu frustracji – powiedział Marcin Kosedowski ze szkoły programowania online Kodilla

    3.    Umiejętność nauki od innych

    Każdy, kto choć trochę programował wie, że kodowanie bardzo często polega na znalezieniu gotowego rozwiązania, wielokrotnie sprawdzonego w innych projektach. Jeśli programista jest gotów przełamać się i stwierdzić, że ktoś inny przed nim rozwiązał problem wystarczająco dobrze, będzie pracował znacznie efektywniej od osoby, która będzie przekonana, że wszystko musi zrobić po swojemu.

    Ta sama cecha przydaje się przy współpracy z resztą zespołu – pytanie innych programistów o podsunięcie rozwiązania jest często najszybszą metodą na wykonanie zadania. Również w tym przypadku warto się przełamać i po prostu zapytać, zamiast godzinami samemu walczyć z problemem.

    4.    Znajomość języka angielskiego

    Bierna znajomość języka angielskiego w piśmie przydaje się w zrozumieniu czytanej dokumentacji czy przy obsłudze programów. Warto jednak wiedzieć, że przy programowaniu korzysta się z branżowego żargonu, który nawet anglojęzyczni programiści poznają naturalnie w trakcie pracy.

    Trzeba przy tym pamiętać, że jeżeli celem jest praca w dużych międzynarodowych firmach, w których komunikacja odbywa się po angielsku, ten język jest po prostu niezbędny, i to bez względu na to, czy staramy się o pracę programisty, czy księgowego.

    5.    Motywacja

    Stosunkowo wysokie pensje, ładne biura, pokoje relaksu, dodatkowe atrakcje. To nie wymysły działów HR, ale dodatkowe motywatory do pracy, która wbrew pozorom jest wymagająca. Programista musi być zdeterminowany, chcąc rozwiązywać problemy, oraz zmotywowany – tak samo na początku kariery, kiedy co chwilę natrafia na przeszkody, z którymi ciężko sobie samemu poradzić, jak i po paru latach pracy, kiedy musi zgłębiać wiedzę, chcąc pozostać na topie.

    6.    Analityczne myślenie

    Zdolności analityczne, czytanie ze zrozumieniem i umiejętność logicznego myślenia są istotne dla prawie każdego programisty, który powinien potrafić rozpoznawać składowe danego zagadnienia i znajdować zależności między nimi. Przydatna jest także zdolność abstrakcyjnego myślenia, która pomaga odkrywać optymalne rozwiązania i rozwijać się w kierunku bardziej zaawansowanych technologii, np. JavaScript lub Java. Z kolei znajomość matematyki na poziomie wyższym niż to wyniesione ze szkoły podstawowej przydaje się praktycznie tylko przy programowaniu gier komputerowych. W podjęciu decyzji czy programowanie jest dla nas i nad którymi cechami warto jeszcze popracować, aby praca w IT była łatwiejsza i przyjemniejsza, pomogą darmowe testy predyspozycji, które można znaleźć w internecie.

    7.    Pasja

    Ostatnia i najważniejsza cecha. Trudno jest być dobrym w czymś, czego się nie lubi. Gdy programowanie staje się przyjemnością, to naturalnie pojawia się też chęć rozwoju, uczenia się, zdobywania wiedzy, rodzi się też cierpliwość, satysfakcja i zadowolenie. Tak naprawdę właśnie od tego trzeba zacząć.

    Oczywistym jest, że nie dowiemy się czy lubimy coś, czego nigdy nie spróbowaliśmy. Dlatego zanim podejmie się decyzję o przebranżowieniu, należy sprawdzić, czym tak naprawdę jest programowanie. Na początek zalecane są kursy z HTML lub CSS, które pokazują ideę kodowania. Podczas takiego warsztatu można samodzielnie stworzyć prostą stronę internetową lub zająć się jej elementami. Jeśli rozwiązywanie praktycznych zadań związanych z kodowaniem sprawi przyjemność, można świadomie wybrać odpowiedni kierunek studiów lub szybki bootcamp informatyczny, czyli naukę przez internet.

    Choć w Polsce programowanie może wydawać się jeszcze dziedziną skomplikowaną, wręcz nieosiągalną dla niektórych, to sytuacja, która zmienia się dynamicznie. Wszystko za sprawą rozwoju edukacji i coraz szerszej dostępności szkoleń, w tym online, pozwalających nabyć niezbędne kompetencje do rozpoczęcia kariery w IT.

  • Nauka programowania w szkołach – inicjatywa a rzeczywistość

    Nauka programowania w szkołach – inicjatywa a rzeczywistość

    Podpisane 14 lutego br. przez Minister Edukacji Narodowej nowe rozporządzenie w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej zakłada, że od września 2017 r. nauka elementów programowania będzie odbywać się od I klasy szkoły podstawowej. O jedną trzecią, z 210 do 280, zwiększy się też liczba godzin informatyki od IV klasy.

    Analizując rynek pracy i rosnące zapotrzebowanie na specjalistów IT, wielu z entuzjazmem przyjęło nowe rozporządzenie MEN, zakładające, że nauka programowania będzie się odbywała już od I klasy szkoły podstawowej oraz zwiększy się liczba godzin informatyki od klasy IV. Pytanie, czy polskie szkoły są w stanie sprostać temu wyzwaniu? Ocenia ekspert.

    Choć Ministerstwo Cyfryzacji rozpoczęło starania o to, aby każda szkoła w Polsce została podpięta do szerokopasmowego internetu (na ten cel zarezerwowano 500 mln zł z unijnego programu Polska Cyfrowa), a nauczyciele objęci cyklem szkoleń dotyczących programowania (kursy będą kosztować 124 mln zł), pozostaje jeszcze kwestia odpowiedniego wyposażenia pracowni komputerowych. Pamiętajmy bowiem, że tylko w zeszłym roku naukę w I klasie szkoły podstawowej rozpoczęło ok. 210 tys. sześcio- i siedmiolatków. Obawa jest zatem o to, czy szkolne pracownie komputerowe wyposażone są w zasoby – sprzęt oraz oprogramowanie, które sprostają obciążeniu ze strony zdecydowanie większej niż do tej pory liczby uczniów?

    Jak wygląda pracownia komputerowa zgodna z wymaganiami MEN?

    Zwróćmy uwagę, że zgodnie z warunkami realizacji określonymi przez MEN, zajęcia edukacyjne z informatyki mogą być prowadzone w grupach liczących nawet 24 osoby, przy czym – każdy uczeń musi mieć do dyspozycji indywidualne stanowisko pracy z dostępem do internetu i odpowiednim oprogramowaniem. Oczywiście dziś rzadko która pracownia w polskiej szkole wyposażona jest w tak dużą liczbę zestawów komputerowych – zwykle stanowisk jest ok. 10, więc lekcje prowadzone są przy podziale na odpowiednio mniejsze grupy. Często też, gdy wymagana jest większa liczba stanowisk, szkoły „łatają” braki różnymi, otrzymanymi z przypadku komputerami PC czy laptopami, w efekcie czego pracownia nie ma szans działać jako jeden organizm. Od września br. sytuacja stanie się jeszcze trudniejsza, bo zajęć z informatyki będzie więcej, tak samo jak korzystających z komputerów uczniów.

    Ile zmiany będą kosztować?

    To zależy od wybranego rozwiązania technologicznego. Trzeba przy tym założyć, że szkoły dysponują ograniczonym budżetem przy dość wysokich potrzebach, więc ekonomiczny musi być tak samo zakup sprzętu komputerowego, jak i jego późniejsza eksploatacja.

    Eksperci z Avtek twierdzą, że część szkół wybierze komputery stacjonarne czy laptopy – bo to sprzęt, który „znają”, a większa część postawi na nowoczesne pracownie terminalowe, chcąc zaoszczędzić czas nauczyciela, miejsce w pracowniach oraz zużycie energii elektrycznej generowane przez sprzęt. Czas, ponieważ dzięki rozwiązaniom terminalowym nauczyciel nie będzie poświęcał wielu godzin na instalację czy aktualizację oprogramowania na każdym z komputerów, tylko zrobi to w kilka minut na jednym serwerze. W czasie lekcji nie będzie też musiał zajmować się każdym z komputerów z osobna, mogąc zdalnie uruchamiać programy i aplikacje, udostępniać pliki czy widok własnego pulpitu. Miejsce, ponieważ zamiast dużego komputera, przy stanowisku każdego ucznia znajdą się tylko monitor, klawiatura i myszka. Energia elektryczna, ponieważ terminal pobierze jej 3,5W, a nie 200W, jak komputer PC. To da ponad 3,6 tys. złotych oszczędności w skali jednego roku, zakładając że pracownia komputerowa będzie gotowa do przyjęcia 24 uczniów, a urządzenia będą pracować 8 godzin dziennie przez 188 dni szkolnych w roku (w tym czasie komputery stacjonarne zużyją energii za ok. 4,6 tys. zł, a terminale – za ok. 700 zł!).

    Rozporządzenie MEN to inwestycja w przyszłość młodych Polaków. Pamiętajmy bowiem, że programista to jeden z najbardziej perspektywicznych zawodów w Polsce i na świecie – zgodnie z danymi Wynagrodzenia.pl, w 2020 roku tylko w Europie brakować będzie aż 755 tys. specjalistów z tej branży! Po stronie polskich szkół leży więc ogromna odpowiedzialność, a powodzenie przedsięwzięcia w dużej mierze zależy od tego, czy zmienią podejście z pospiesznego „łatania braków” na przemyślane i systemowe.

  • Biura coworkingowe mają swoje zalety

    Biura coworkingowe umożliwiają freelancerom, start-upom i przedstawicielom wolnych zawodów pracę we wspólnej, wynajętej przestrzeni biurowej. Plusy takiego rozwiązania zaczynają dostrzegać też duże firmy i korporacje. Na całym świecie działa ok. 11 tys. biur coworkingowych, a pod koniec tego roku ich liczba ma wzrosnąć o kolejne 2,5 tys. Polski rynek dopiero raczkuje, ale również notuje dynamiczne wzrosty.

    Coworking, czyli wynajem stanowiska pracy lub wydzielonego pomieszczenia na miesiące, dni albo godziny we współdzielonej powierzchni biurowej, to coraz bardziej popularna alternatywa dla tradycyjnego biura. Opiera się na modnej w ostatnich latach ekonomii współdzielenia, która zakłada rezygnację z posiadania na rzecz współużytkowania zasobów. Na fali popularności tego trendu wypłynęły m.in. Uber czy platforma noclegowa Airbnb.

    Z przestrzeni coworkinowych korzystają przede wszystkim przedstawiciele wolnych zawodów, freelancerzy, mobilni przedsiębiorcy, konsultanci oraz start-upy. Coraz częściej także duże przedsiębiorstwa i korporacje – pod presją redukowania kosztów i optymalizacji zasobów – umożliwiają swoim pracownikom zdalną pracę w wynajętych przestrzeniach coworkingowych.

    Jakie plusy?

    Na liście korzyści takiego rozwiązania pierwsze miejsce zajmują oszczędności w wydatkach na wynajęcie biura, utrzymanie recepcji, rachunkach za prąd czy wodę oraz niższe koszty korzystania z infrastruktury i sprzętu biurowego. Plusem jest też możliwość korzystania z biur coworkingowych w różnych miastach i lokalizacjach w zależności od potrzeb.

    Dla firm i indywidualnych przedsiębiorców zaletą są również krótkoterminowe i elastyczne umowy najmu. Taki model funkcjonuje często za pośrednictwem platform internetowych pośredniczących w udostępnianiu i wynajmie powierzchni biurowych. Za pośrednictwem internetu można szybko i prosto wyszukać miejsce do pracy oraz zawrzeć transakcję online, bez konieczności osobistego dopinania całej procedury. Takim pośrednictwem zajmuje się właśnie ShareSpace.pl.

    Współzałożyciel ShareSpace.pl, która skupia jedną czwartą biur coworkingowych działających na polskim rynku, podkreśla, że wspólna praca freelancerów i ludzi z równych branż w jednym miejscu umożliwia nawiązanie profitowych kontaktów, pobudza kreatywność i może zaowocować pozyskaniem nowych współpracowników, klientów albo rozpoczęciem nowych projektów.

    W Polsce działa obecnie około 180 biur coworkingowych, z których najwięcej ulokowało się w dużych miastach, takich jak Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań czy Gdańsk. Rynek jest jednak bardzo płynny: pojawia się na nim wiele mikrobiur, które szybko wchodzą i wychodzą z branży. W skali globalnej na koniec 2016 roku działało około 11 tys. biur coworkingowych. Najbardziej rozwinięty jest rynek amerykański. W Europie przodują natomiast stolice takie jak Londyn, Paryż czy Monachium.

    Według prognoz na koniec tego roku na całym świecie będzie już ok. 13,5 tys. biur coworkingowych, co będzie oznaczać ponad 20-proc. wzrost. Liczba osób, które pracują we współdzielonych przestrzeniach biurowych, ma natomiast na koniec tego roku przekroczyć milion.

  • Rzeczywistość biznesowa a studiowanie

    Rzeczywistość biznesowa a studiowanie

    Duża część osób w Polsce po maturze wybiera się na studia. Chęć studiowania wyróżnia nas na tle obywateli innych państw Europy. Często pojawia się jednak zarzut, że nasze uczelnie nie najlepiej przygotowują do późniejszej pracy, ponieważ nie nadążają za rzeczywistością biznesową. Czy faktycznie tak jest i czy warto właściwie studiować?

    Błędem jest myślenie, że studiuje się tylko po to, żeby uzyskać tytuł magistra i posiąść wiedzę z jakiejś dziedziny. Studia przede wszystkim dają możliwość zdobycia szeregu kompetencji i umiejętności, które przydadzą się potem w życiu zawodowym, niezależnie od wykonywanej pracy. Najprzydatniejszą z nich jest umiejętność myślenia. Obecnie nauczanie czysto teoretyczne jest błędem samym w sobie. Z uwagi na dynamikę rozwoju każdej z dziedzin, uczelnie powinny skupiać się na wypracowywaniu umiejętności. W każdej chwili wchodzi coś nowego w nasze życie, dlatego wiedza, którą zdobywa się na studiach często jest po prostu przestarzała. Stąd tak ważne jest, aby pielęgnować w młodych ludziach zdolności do poradzenia sobie z ogromnym napływem nowych informacji i korzystania z nich szybko i efektywnie.

    Studenci zyskują nie tylko umiejętności, które wynikają z programu studiów. Studia to czas na to, żeby zdobyć nowe kompetencje np. w zakresie realizowania samodzielnych projektów czy współdziałania w grupie. Te umiejętności, które studenci nabywają podczas studiów, będą potem procentowały […]. Rynek bardzo potrzebuje wykształconych ludzi, którzy mają różne uniwersalne umiejętności – powiedziała dr Anita Zarzycka, prodziekan ds. dydaktyki i jakości kształcenia na Wydziale Ekonomii i Zarządzania Uczelni Łazarskiego

    Aby okres spędzony na uczelni nie okazał się czasem straconym, do studiowania należy podejść w sposób aktywny. Możliwości rozwoju jest wiele. Studenci mogą spełniać się np. w pracy badawczej, organizowaniu różnych konferencji czy realizowaniu własnych przedsięwzięć. Tego typu aktywności na pewno pozwolą na zdobycie wspomnianych umiejętności i zostaną w przyszłości docenione przez pracodawców. Jednak trzeba pamiętać, że najważniejszy jest efekt końcowy. Uczelnia sama może wykształcić ludzi wszechstronnych, jednocześnie zyskując miano najlepszej. Potrzebne są jednak do tego znaczne nakłady finansowe. Za najlepsze uczelnie na świecie trzeba płacić, nierzadko bardzo drogo. Kształcenie biznesowe musi bardzo dynamicznie się rozwijać. Niektórym uczelniom tego brakuje, inne stają na wysokości zadania, mniej lub bardziej.

    Czy szkoły wyższe są jednak świadome realiów biznesowych czekających na absolwentów studiów i nie pozostają przypadkiem ze swoim programem nauczania przynajmniej jeden krok z tyłu?

    Uczelnie już od dawna dostosowują się do tego, co dzieje się na rynku, mają bardzo dobre kontakty z biznesem i jakość nauczania się zdecydowanie zmienia. Nie wyobrażam sobie, żeby dzisiaj którakolwiek uczelnia mogła pozwolić sobie na działanie zupełnie w oderwaniu od realiów rynkowych i gospodarczych – dodała dr Anita Zarzycka, prodziekan ds. dydaktyki i jakości kształcenia na Wydziale Ekonomii i Zarządzania Uczelni Łazarskiego

    Polskie uczelnie prywatne konkurują o studenta z uczelniami państwowymi, które z racji niskich nakładów państwa na edukację, mają mniejsze szanse rozwoju. W ten sposób zamyka się polskie koło studiowania.