Tag: NBP

  • Prezes NBP o rozwoju AI: „Może przerażać, ale nie widzę odwrotu”

    Prezes NBP o rozwoju AI: „Może przerażać, ale nie widzę odwrotu”

    Sztuczna inteligencja przeżywa swój rozkwit i szturmem podbija rynki. Eksperci dostrzegają zarówno potencjalnie niekorzystny wpływ tej technologii, przywołując trudne do rozwikłania konflikty, powstałe przez pojawienie się AI, jak i olbrzymie korzyści i ułatwienia, związane z wdrożeniem sztucznej inteligencji. Jakie zdanie na temat sztucznej inteligencji ma prof. Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego, polskiego banku centralnego, odpowiedzialnego za wartość złotówki?

    Pełny tekst wypowiedzi prof. Adama Glapińskiego, Prezesa Narodowego Banku Polskiego:

    Uważam, że na tej fazie rozwoju sztucznej inteligencji, rozpoznawać musimy zarówno szanse jak i zagrożenia płynące z zastosowania tej technologii, a bynajmniej nie lekceważyć zagrożeń, co dobitnie podkreślają sami jej twórcy. Powszechnie zakłada się, że zastosowanie sztucznej inteligencji w życiu człowieka i jego pracy, przyniesie olbrzymią rewolucję i zmiany, być może większe niż te, które wywołały komputery, potem Internet, a wcześniej produkcja przemysłowa. Dlatego bank centralny nie może lekceważyć tego zjawiska – chcemy być jego częścią, poznawać i uczyć się, wraz z rozwojem sztucznej inteligencji, by działać efektywniej, ale też przewidywać zmiany i przygotowywać się na zagrożenia.

    Od kilkunastu miesięcy analizujemy wywiady z twórcami rozwiązań tego typu, którzy też obawiają się potencjalnych zagrożeń. Z tego też powodu uważam, że na ich liczne apele o współpracę w zakresie rozwoju sztucznej inteligencji na szczeblu ogólnoświatowym, powinno spotkać się z natychmiastową reakcją. Urzędnicy zajmujący się „zielona transformacją” mogliby przenieść swoją energię na ten obszar – być może zastosowanie sztucznej inteligencji pomoże im zrealizować własne wizje szybciej niż tysiące kolejnych nakazów i „zielonych” regulacji.

    W NBP od kilkunastu miesięcy testujemy najnowsze narzędzia z elementami sztucznej inteligencji z obszaru cyberbezpieczeństwa, informatyki, komunikacji, edukacji i multimediów. Z elementów sztucznej inteligencji korzystamy w zakresie narzędzi cyberbezpieczeństwa, czy też bezpieczeństwa teleinformatycznego i aktualizujemy te rozwiązania na bieżąco. Co więcej w części zadań informatycznych korzystamy z niektórych narzędzi wspomagających np. pracę programistów. Sztuczna inteligencja daje dużo szybsze i większe możliwości w zakresie korelacji danych, które są ogólnie dostępne i teoretycznie zanonimizowane. W dużych zbiorach informacji przetwarzanych przez bank, sztuczna inteligencja jest w stanie szybciej ustalić poprawne odpowiedzi na analityczne pytania.

    Niedawno w banku brałem udział w ciekawym teście „inteligentnego” serwisu internetowego na wielu urządzeniach jednocześnie. Oczywiście, sam serwis czeka na aktualizację, by chociażby możliwe było dopytanie o kwestie agresji Rosji na Ukrainie, na niektórych jego modyfikacjach jest też wyczuwalna różnego rodzaju cenzura światopoglądowa, itp. Nie mniej jednak zaskoczenie, jakie obecnie przynosi używanie sztucznej inteligencji, jest olbrzymie. Niedawno opublikowaliśmy w mediach społecznościowych banku całą serię informacji wygenerowanych przez sztuczną inteligencję, np. w zakresie popularyzacji Centrum Pieniądza NBP. Powstał też pierwszy materiał wideo, w którym tekst, dźwięk lektorski i wideo, zostały zrealizowane w całości przez sztuczną inteligencję.

    Jest jeszcze za wcześnie by formułować jednoznaczne opinie na temat wpływu zastosowania sztucznej inteligencji na banki centralne, czy gospodarkę danego kraju. Nie mniej jednak, jako wieloletni wykładowca akademicki, widzę ewidentny wpływ tej technologii chociażby na edukację ludzi. Zakładam potrzebę natychmiastowej reformy kilku obszarów naszego życia, które absolutnie nie są przygotowane na tak szybki i niekontrolowany postęp cyfrowy. Po pierwsze, prawo autorskie i wszelkie kwestie własności intelektualnej w kontekście sztucznej inteligencji – to jest temat rzeka i wypada go ożywić w Polsce natychmiast. Druga kwestia to możliwe oszustwa, bezpieczeństwo, nie tylko naszych danych, ale też w kwestiach edukacji, chociażby możliwości kreacji olbrzymich opracowań, których autor nie może zostać zidentyfikowany. W końcu jedne serwisy ze sztuczną inteligencją pozwalają tworzyć zaawansowane teksty, inne parafrazować je w taki sposób, by niemożliwe było wykrycie zastosowania technologii zamiast wiedzy ucznia czy studenta podpisującego się jako autor pracy. Pojawia się więc pytanie, jaki sens ma testowanie na uczelniach wiedzy za pomocą prac pisemnych. Ale są i dobre strony zastosowania tej technologii w edukacji. Np. nad stworzeniem audiobooka pracowano nawet i kilka miesięcy – dziś sztuczna inteligencja umożliwia to w kilka dni. Zaskakujące jest nie tylko to, że „inteligentny” lektor potrafi odpowiednio intonować tekst, ale coraz częściej może odczytać różne skróty myślowe. Sztuczna inteligencja jest używana do walki politycznej, do manipulacji na światową skalę, o tym niestety nie mówi się jeszcze publicznie. Wszystko to może przerażać, ale też nie widzę odwrotu. W Narodowym Banku Polskim staramy się być pionierami zastosowania sztucznej inteligencji w pracach banku.

    Narodowy Bank Polski zawsze należał do najbardziej zaawansowanych technologicznie banków centralnych. Potwierdza to również niedawna nagroda dla NBP, ze strony międzynarodowego, eksperckiego gremium Central Banking Awards. Działania, które realizowaliśmy we współpracy z Centralnym Bankiem Ukrainy, wykorzystywały najnowocześniejszą technologię dostępną na rynku, co zresztą umożliwiło nam zarówno natychmiastową reakcję, ale i szybka adaptację.

  • Najważniejszy bank świata walczy z inflacją inaczej niż NBP i jego prezes

    Skończył się czas drukowania darmowego pieniądza. Banki centralne walczą z inflacją. W Polsce walka odbywa się to poprzez zaskakiwanie rynków, a inflacja rośnie. Fed to robi unikając szoków, inflacja w USA właśnie osłabła.

    Fed jest do bólu przewidywalny. Rynki bardzo dobrze przyjęły pierwszą od dokładnie 22 lat podwyżkę stóp o 50 punktów bazowych.

    – Można kwestionować politykę Fed, ale trzeba przyznać, że w tym roku jest ona niezwykle skutecznie komunikowanamówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.Dotyczyło to wcześniej zakończenia dodruku, potem pierwszej podwyżki stóp procentowych.

    Nie była to decyzja łatwa, ani dla rynków przyjemna. Fed odzwyczaił inwestorów od podnoszenia stóp o 50 punktów, a dodatkowo ogłosił początek ograniczania bilansu (QT).

    Jednak członkowie rady banku centralnego USA tak dobrze ten ruch zapowiedzieli, że rynki przyjęły go z ulgą. W tej mocno jastrzębiej decyzji był nawet gołębi akcent. Fed również zgodnie z wcześniejszą sugestią zdecydował się na uruchomienie QT dopiero od pierwszego czerwca, choć mógł zrobić to od razu, a przez pierwsze 3 miesiące ograniczenie bilansu będzie mniejsze. Niby niewielka różnica, ale dająca możliwość manewru na wypadek znacznego pogorszenia się sytuacji gospodarczej, a część danych może taki kierunek sugerować.

    Szef Fed Jerome Powell powiedział jasno, że kolejne dwie decyzje powinny być takie same w zakresie stóp, a to oznacza, że na koniec lipca główna stopa będzie już na poziomie 1,75-2%, zaś na koniec roku prawdopodobnie na 2,5-2,75%. Scenariusz działań został precyzyjnie rozpisany i jest realizowany.

    Inflacja w kwietniu w ujęciu rocznym w USA wyniosła 8,3 proc., co jest niższym wynikiem niż marcowe 8,5 proc. To pierwszy spadek inflacji od sierpnia 2021 roku.

    RPP jest znacznie mniej przewidywalna, podobnie jak prezes NBP Adam Glapiński, który jest jej członkiem. Po kwietniowej podwyżce o 100 bp mogło się wydawać, że Rada przejdzie na cykl mniejszych (o połowę) ruchów, ale ta wizja została zdziesiątkowana przez szybującą inflację (przypomnijmy 12,3%), mocne dane z rynku pracy (szczególnie szybko rosnące wynagrodzenia) oraz tendencje rządu do stymulowania popytu (choćby ostatnie pomysły dotyczące pomocy kredytobiorcom, utrudniające transmisję polityki RPP). To wszystko znów nakłada presję na bardzo zdecydowane działanie i rynek zgodnie oczekiwał podwyżki o kolejne 100 bp (gdyby tak się stało, to główna stopa wzrosłaby do 5,5%). Niespodzianka była potężna, gdy stopy podwyższono o 75 pkt.

    – Kiedyś były prezes Banku Anglii powiedział, że jeśli polityka pieniężna ma być dobra, to musi być nudnakomentuje ekspert XTB. – Bo wtedy uczestnicy rynku nie są zaskakiwani tym co bank centralny chce zrobić zależnie od tego jak na przykład za miesiąc czy dwa zmieni się inflacja. To dzięki temu oddziaływanie polityki pieniężnej na gospodarkę odbywa się w bardziej płynny sposób.

  • Kolejna podwyżka Stóp NBP. Raty kredytów od października się podwoiły

    Rada Polityki Pieniężnej podniosła ósmy raz z rzędu, licząc od października ub. roku, stopy procentowe NBP. Tym razem obyło się bez niespodzianki, co oznacza, że główna stopa w odpowiedzi na ponad 12-procentowy galop inflacyjny wzrosła o 75 pb. do poziomu 5,25 proc. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym samym raty kredytów mieszkaniowych uległy w praktyce podwojeniu, licząc od października ub. roku, czyli punktu zwrotnego w polityce monetarnej NBP.

    Dla rynku nieruchomości mieszkaniowych skala pojedynczego ruchu stóp NBP rzędu 75 pb. oznacza dość traumatyczne doświadczenie, jednak prawdziwy respekt dłużników hipotecznych budzi ich docelowy poziom. A wiele zdaje się wskazywać na to, że do tego ostatniego jeszcze dość daleka droga. Na chwilę obecną prognozy zakończenia bieżącego cyklu windowania kosztu krajowego pieniądza zawierają się w dość szerokim zakresie od 6,5 do równych 10 proc. Niestety, całkiem realne przewidywania wzrostu rodzimej inflacji do 17 proc. w roku bieżącym grożą przesunięciem tego zakresu wyraźnie wyżej.

    Tymczasem już przy obecnej wartości stopy referencyjnej raty kredytów mieszkaniowych praktycznie uległy podwojeniu w stosunku do okresu sprzed podwyżek. Rata kredytu o wartości 350 tys. zł zaciągniętego na 25 lat z marżą równą 2 proc. wzrośnie od początku października ub. roku z poziomu 1520 zł do 2818 zł, czyli o blisko 86 proc. Natomiast miesięczna spłata analogicznego zobowiązania w wysokości 450 tys. zł z okresem spłaty 30 lat pójdzie w górę z 1711 zł do 3460 zł, a więc już o ponad 102 proc.

    Taki stan rzeczy dla ogromnej części, a być może już zdecydowanej większości dłużników hipotecznych, może oznaczać przekroczenie poziomu krytycznego, powyżej którego dalsza, systematyczna spłata zadłużenia będzie zadaniem trudnym do realizacji na dłuższą metę. Tymczasem, jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl, odczuwalnych obniżek stóp nie należy oczekiwać wcześniej niż za kilkanaście kwartałów, i to raczej w optymistycznym wariancie.

    Oczywiście największym problemem pozostaje 330 tys. hipotek o wartości ponad 100 mld zł udzielonych w okresie „zerowych” stóp w latach 2020-2021. Są to kredyty obciążone największym ryzykiem ze wszystkich dotychczas udzielonych w kraju, które już nie tylko w przewidywalnej, ale bezpośredniej perspektywie najbliższych miesięcy, w okolicznościach dalszego zacieśniania polityki pieniężnej NBP mogą stać się prawdziwą zmorą krajowej gospodarki.

    Tymczasem trudno na razie ocenić, czy zapowiedziane w ostatnich dniach rządowe rozwiązania pomocowe dla posiadaczy złotowych kredytów mieszkaniowych okażą się skutecznym panaceum na ich coraz to większe kłopoty. Dofinansowanie programu dopłat do kredytów, darmowe wakacje kredytowe czy wreszcie zastąpienie WIBOR-u instrumentem mniej drenującym rodzinne budżety kredytobiorców pozornie mogą wydawać się pakietem skutecznych mechanizmów zabezpieczających całą rzeszę zagrożonych niewypłacalnością dłużników hipotecznych. Sęk w tym, że w tego typu regulacjach zazwyczaj diabeł tkwi w szczegółach, których do końca jeszcze nie znamy.

    Tymczasem tegoroczne wyraźne tąpnięcie sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym w I kw. o ponad 40 proc. rok do roku, będące w pierwszym rzędzie konsekwencją drastycznego wzrostu stóp NBP, nie znalazło potwierdzenia w kwietniu. Jak bowiem wynika ze statystyk serwisu BIG DATA RynekPierwotny.pl, w ubiegłym miesiącu deweloperzy sprzedali na sześciu głównych rynkach kraju 3700 lokali, co oznacza wynik lepszy licząc miesiąc do miesiąca o blisko jedną piątą. Wygląda więc na to, że do zakupów przystąpili ponownie inwestorzy gotówkowi skuszeni eldorado na rynku mieszkaniowego wynajmu oraz wciąż rosnącymi cenami lokali z pierwszej ręki. W tegorocznym kwietniu ich ceny ofertowe na czterech z sześciu głównych rynków kraju ponownie osiągnęły historyczne poziomy.


    AUTOR: JAROSŁAW JĘDRZYŃSKI, EKSPERT PORTALU RYNEKPIERWOTNY.PL

  • Czy mieszkania będą coraz droższe?

    Czy mieszkania będą coraz droższe?

    Co podbija ceny mieszkań? Czy będziemy obserwować ich dalsze podwyżki? W jakim tempie rosną koszty budowy? Czy ograniczenie zdolności nabywczej i dostępu do kredytów przełoży się na wyhamowanie popytu i wzrostu stawek rynkowych? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl

    Tomasz Kaleta, dyrektor Departamentu Sprzedaży w Develia S.A. – Niestety cały czas obserwujemy wzrost kosztów materiałów budowlanych i generalnego wykonawstwa. W niektórych lokalizacjach koszt realizacji 1 metra powierzchni użytkowej mieszkalnej w ciągu ostatnich 12 miesięcy wzrósł nawet o 1000 -1200 zł. Podobną sytuację obserwujemy na rynku gruntów pod nowe inwestycje. Trwające na nim od wielu lat wzrosty cen idą w parze z kurczącą się ofertą działek nadających się pod zabudowę mieszkaniową. Wszystko to w połączeniu z przedłużającymi się procedurami administracyjnymi na etapie przygotowania inwestycji sprawia, że deweloperzy mają problem z zaproponowaniem podaży odpowiadającej utrzymującemu się wysokiemu popytowi na mieszkania. W minionych czterech kwartałach na sześciu największych rynkach w Polsce wprowadzony zostało do sprzedaży 55,5 tys. mieszkań. Jest to wynik daleki, zarówno od rekordów z 2017 roku, kiedy było to blisko 70 tys. lokali, jak i poziomu z 2019 roku, kiedy do oferty deweloperów weszło prawie 64 tys. mieszkań. Jako że nożyce popyt-podaż rozwierają się coraz bardziej, trudno spodziewać się innego scenariusza niż dalsze wzrosty cen.

    Zbigniew Juroszek, prezes Atal – Wzrost cen materiałów ma oczywiście wpływ na branżę. Jako Grupa mamy jednak wdrożoną odpowiednią politykę zakupową, a także posiadamy długotrwałe relacje z dostawcami, co pozwala pozyskać materiały na konkurencyjnych warunkach. Wzrost kosztów zakupów jest szczególnie odczuwalny w uruchamianych projektach, gdzie również ma znaczenie koszt nabycia gruntu, co ma znaczny wpływ na ostateczną cenę sprzedaży. Obecnie sytuacja zmusza do jeszcze większej optymalizacji procesów, aby jakość dostarczanych mieszkań była niezmienna a cena nadal akceptowalna przez nabywców.

    Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper S.A. – W dalszym ciągu dynamicznie rosną stawki za surowce i energię, co przekłada się na wzrost kosztów materiałów budowlanych. Dochodzą do tego duże podwyżki wynagrodzeń. Wkrótce zaczną obowiązywać nowe przepisy dodatkowo zwiększające koszty ponoszone przez deweloperów, m.in. składki na Deweloperski Fundusz Gwarancyjny, wyższe składki zdrowotne, czy większe dofinansowanie inwestycji gminnych związanych z budową osiedli, ze względu na dziury budżetowe gmin wywołane Polskim Ładem. Ponadto, bardzo wysokie ceny działek oraz kurczący się zasób gruntów pod budownictwo wielorodzinne, a także przedłużające się procedury administracyjne powodują problemy po stronie podażowej, a przy wyższych stopach procentowych także wyższy koszt wytworzenia mieszkań. Inwestycje mieszkaniowe nie będą uruchamiane, jeśli planowany przychód ze sprzedaży mieszkań nie będzie przynajmniej o kilkanaście procent wyższy niż koszty ich wytworzenia, nie tylko dlatego, że taka działalność nie miałaby sensu, ale też dlatego, że żaden bank nie udzieli finansowania dla takiej inwestycji. Dlatego spodziewam się dalszego wzrostu cen mieszkań. Albo rynek zaakceptuje wyższe ceny, albo inwestycje nie będę uruchamiane i oferta jeszcze bardziej się skurczy.
    Wyższe stopy procentowe będą ograniczać dostępność kredytu hipotecznego u części klientów o najniższych dochodach, poszukujących najtańszych mieszkań, więc nie w naszej grupie docelowej. Ci klienci pewnie będą poszukiwać realizacji swoich potrzeb mieszkaniowych poprzez najem mieszkań kupionych przez osoby lepiej sytuowane. Popyt na mieszkania w dużych miastach jest silny i stabilny, bo wynikający z dużego ich niedoboru i stosunkowo niskich cen względem Europy i względem wynagrodzeń w dużych miastach. Dlatego spodziewam się dalszego wzrostu cen mieszkań o minimum kilka procent kwartalnie przy jednoczesnym ograniczeniu ich oferty.

    Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A. – Wzrost kosztów budowy jest nieuchronny z powodu galopującej inflacji i rosnących cen materiałów budowlanych, a w konsekwencji rosnących kosztów budowy. Wybrane materiały budowlane, według danych NBP zdrożały od września br. o około 27 proc. Żaden z deweloperów nie jest w stanie zrekompensować takiego wzrostu niższą marżą. Ponadto, na wzrost cen mieszkań wpływa wciąż wysoki popyt i niedostateczna podaż. Mieszkania są obecnie o około 10 proc. droższe niż przed rokiem. Takie tempo wzrostu może utrzymać się w nadchodzącym roku.

    Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development – Koszty budowy niestety nadal rosną i jest to problem, z którym zmagają się wszyscy deweloperzy oraz osoby budujące domy czy będące na etapie wykańczania wnętrz. Na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy niemal trzykrotnie wzrosły ceny profili stalowych do ruchomej zabudowy, cena drewna wzrosła o 200 proc., podobnie ceny miedzi. Zdrożały także usługi budowlane. Wszystko to ma oczywiście wpływ na ceny mieszkań, które nadal rosną. Najbliższe miesiące pokażą, czy wzrost stóp procentowych wpłynie na podaż i ceny mieszkań. 

    Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska – Ceny mieszkań determinują przede wszystkim koszty ich budowy, a te nadal rosną. Wpływa na to wiele czynników: coraz wyższe ceny gruntów, skokowo rosnące ceny materiałów budowlanych, a także systematyczny wzrost wynagrodzeń. Wszystko to sprawia, że należy się spodziewać dalszego wzrostu cen mieszkań. Trudno jednak powiedzieć, na jakim poziomie. Wzrost cen jest bardzo prawdopodobny nawet przy mniejszej podaży, ponieważ obecnie nic nie wskazuje na to, by wspomniane trendy rynkowe miały osłabnąć. Tym bardziej, że czynniki makroekonomiczne obecnie nie zwiastują zmniejszenia popytu.

    Joanna Janowicz, dyrektor zarządzająca w Constructa Plus – Niestety koszty budowy rosną w dalszym ciągu. Chciałabym zwrócić tutaj szczególną uwagę na rosnące ceny paliw i energii. Nie jest to związane z bezpośrednio z budownictwem, ale znacząco wpływa na poziom cen wszystkich usług i towarów, które kupujemy, aby wytworzyć nasz produkt. Dziś można już mówić o prawdziwej spirali wzrostu cen, napędzanej przez wiele powiązanych ze sobą czynników. W oparciu o aktualną wiedzę, prognozujemy dwa możliwe scenariusze, które mogą, ale nie muszą realizować się jednocześnie. W pierwszym z nich inwestorzy, którzy nie są w tym momencie zdeterminowani lub zobligowani umowami lub rozpoczętymi działaniami, zwyczajnie będą czekać z przeprowadzeniem inwestycji. W drugim, podmioty, które nie muszą finansować inwestycji długiem, będą budować i sprzedawać już gotowe mieszkania, kalkulując ceny wg realnego kosztu, a nie prognoz, do jakich są zobligowani umową kredytową. Oba scenariusze niestety generują dalszy wzrost cen, ponieważ popyt na mieszkania się nie zmniejsza. W dalszym ciągu mamy do czynienia z deficytem mieszkaniowym. To znaczy, że każda podwyżka, która studzi popyt na zakup nieruchomości na własność jednocześnie zwiększa popyt na najem długoterminowy oraz wynikający z niego popyt ze strony inwestorów.

    Marcin Michalec, CEO Okam – Z jednej strony aktualna sytuacja na świecie, jak również wzrost cen paliw, energii, czy surowców budowlanych przekłada się na wysokość cen materiałów budowlanych, a to z kolei ma bezpośrednie przełożenie na średni koszt budowy 1 mkw. Z drugiej strony rosnąca inflacja będzie miała z pewnością wpływ na sytuację nabywczą, ograniczając możliwości zakupowe części Polaków. Choć niektórzy eksperci prognozują dalszy wzrost cen produktów budowlanych w kolejnych miesiącach, ale już nie z takim natężeniem, jak przy okazji choćby najwyższej od dziesięciu lat podwyżki cen stali, możliwa jest także stopniowa stabilizacja lub powolny trend spadkowy w niektórych kategoriach produktowych.

    Bartłomiej Mandryga, kierownik działu sprzedaży i marketingu PCG S.A. Koszty materiałów budowalnych i pracownicze nadal rosną i trudno jest przewidzieć, kiedy ceny się ustabilizują. Rozgrzany rynek deweloperski cały czas ma duże zapotrzebowanie na materiały do budowy, a deficyty w niektórych sektorach windują ceny. Wpływ na nie ma także rosnąca inflacja. W związku z tym utrzymanie cen mieszkań na tym samym poziomie przez dłuższy czas jest niemożliwe i muszą one podlegać podwyżkom. W najbliższych miesiącach nie spodziewamy się obniżenia czy wyhamowania stawek za mkw., a obecne podwyżki stóp procentowych nie wpływają znacząco na dostępność kredytów czy siłę nabywczą Polaków, więc nie zmniejszą popytu.

    Boaz Haim, prezes Ronson Development – Ceny gruntów rosną w sposób niekontrolowany i niewspółmierny z rosnącymi cenami mieszkań. Rosną także koszty budowy, z ekstremalnymi wzrostami cen stali oraz koszty pracy. Poza tym, rosną stopy procentowe, a prognozy rynkowe zapowiadają dalsze wzrosty. Jeśli dodamy do tego niedobór gruntów pod zabudowę i wydłużenie okresu uzyskiwania pozwolenia na budowę, to nie widzę możliwości obniżenia cen mieszkań. Spodziewam się wzrostu na poziomie 3-4 proc. rocznie.

    Jarosław Kozak, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa – Pewnym jest, że koszty nie będą malały, co w konsekwencji nie doprowadzi do obniżenia cen mieszkań na rynku pierwotnym. Nie wiemy jeszcze na 100 proc., jak zachowa się rynek po wzroście stóp, a przede wszystkim po czwartej fali pandemii. Jakie środki podejmie rząd, czy działania doprowadzą do ograniczenia dostaw i produkcji środków, surowców, asfaltu, stali itp.
    Zdecydowanie nie spodziewamy się powtórki z 2008 roku. Nie będzie już miała miejsca bańka, która doprowadzi do tak potężnego spadku cen na rynku nieruchomości, ale także i w innych sektorach. Sytuacja covidowa i jej długofalowe odziaływanie nie pozwoli na „wybuch” rynku i spadek cen. Gospodarka mieszkaniowa nie wyhamuje, będzie tylko zamrożona na jakiś czas przez ewentualne braki komponentów. A to niestety może opóźniać budowy. Wiele planowanych działań zależy od zamierzeń rządu, czy będą wprowadzane lockdowny, wzmożony strach gospodarczy, sianie paniki na rynku.

    Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic – Przy tak znaczącej jak obecnie dysproporcji pomiędzy podażą a popytem, jedyną konsekwencją podniesienia stóp procentowych oraz zmian w sposobie wyliczania zdolność kredytowej jaką przewidujemy jest spowolnienie tempa wzrostu cen mieszkań. Koszty budowy nadal rosną, a wzmacnia to coraz większa inflacja.

    Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home – Podwyżka stóp procentowych nie oznacza nagłego załamania zdolności kredytowej Polaków. Jeśli zaś chodzi o koszty budowy trzeba wspomnieć o kilku ważnych czynnikach. Ceny paliw są najwyższe od wielu lat a to wypływa na koszty transportu materiałów budowlanych, podobnie zresztą jak innych produktów, co przekłada się na wysoką inflację. Ceny stali i drewna rosną od wielu miesięcy. Jednak najbardziej szokujące jest to co stało się z nimi w ostatnim miesiącu. Dynamika wzrostu sięgnęła ponad 21 proc. rok do roku. Co go tak wywindowało? Oto kilka przykładów: płyty OSB podrożały w perspektywie roku o 124,7 proc., sucha zabudowa o ponad 60 proc., a izolacje termiczne o około 53 proc. Z drugiej strony, w trzecim kwartale br. nastąpił też wzrost wynagrodzeń Polaków o 9,4 proc. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku. Jeśli zarobki będą rosły szybciej niż inflacja wzrosty cen nie powinny nam mocno doskwierać.  

    Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie ceny mieszkań nadal będę rosły. Natomiast tempo wzrostu może nie być aż tak szybkie, jak w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Z kolei rosnące koszty budowy, ceny gruntów, a także przeciągające się decyzje administracyjne spowodują, że podaż mieszkań będzie ograniczona. Do tego dochodzą jeszcze zakupy całych budynków przez zagraniczne fundusze. W związku z tym, dalszy wzrost cen mieszkań wydaje się być nieunikniony. 

    Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development – Wzrost cen materiałów jest znaczący, co jest pochodną tego, co dzieje się na rynkach surowców. Zbyt duża dynamika wzrostu cen oznacza niepewność w planowaniu nowych inwestycji. Realizacja osiedla trwa około dwóch lat i taki jest też czas ekspozycji na ryzyko zmian kosztów. Wydaje się, że ich obecny wzrost przyczyni się do zwyżek cen mieszkań, szczególnie w rozpoczynanych projektach. W związku z ostatnią podwyżką stóp procentowych zdolność nabywcza osób starających się o kredyt spadnie o kilkanaście procent, ale trudno jest prognozować dalszy rozwój sytuacji, gdyż polskie władze monetarne nie prowadzą przejrzystej polityki informacyjnej dotyczącej projekcji poziomu stóp procentowych.

    Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg S.A. – Dynamicznie rosnące koszty materiałów budowlanych mają wpływ na cały rynek nieruchomości mieszkaniowych, a przede wszystkim na ceny mieszkań. Skala wzrostów kosztów jest podobna w całej Polsce i trudno ją różnicować na poszczególne miasta. Wszystkie nasze inwestycje są realizowane zgodnie z harmonogramami, jednak na całym rynku widać wyraźnie mniejszą podaż.
    Analizy rynku mieszkaniowego pokazują, że podaż nie nadąża za popytem, co jest wynikiem dużego zainteresowania zakupem mieszkań w połączeniu z wolniejszym ich wprowadzeniem z powodu wydłużonych procedur administracyjnych. Przykładowo, w Warszawie zwykle oferta deweloperów wystarczała na trzy kwartały sprzedaży, a obecnie skurczyła się i pozwala zaspokoić popyt na około trzy miesiące. To jest bezpośrednia przyczyna podwyżek cen, obok drożejących gruntów i materiałów budowlanych. Bardzo ważne jest zatem, aby samorządy maksymalnie przyspieszyły procedury administracyjne w tym zakresie.

    Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper Koszty materiałów i usług budowlanych wciąż rosną, co może przekładać się na dalszy wzrost cen mieszkań. Silną presję na dalsze podwyżki ma również malejąca podaż gruntów pod inwestycje. W efekcie zakup gruntu pod budowę jest coraz droższy. Ostatnie zmiany spowodowane podwyżką stóp procentowych w naszej ocenie będą miały marginalny wpływ na rynek i nie przewidujemy znacznego pogorszenia zdolności kredytowej nabywców w najbliższym czasie.

  • Czy popularność płatności bezgotówkowych powinna niepokoić sektor bankowy?

    Czy popularność płatności bezgotówkowych powinna niepokoić sektor bankowy?

    Pandemia i rozwój technologii cyfrowych wpłynęły w ostatnim czasie znacząco na naszą codzienność, nie omijając także zachowań konsumenckich. Przykładem tego są płatności bezgotówkowe, które jeszcze nigdy dotąd nie rozwijały się tak szybko. Jednak, poza komfortem dla konsumentów, są one także wyzwaniem dla sektora bankowego.

    Polacy płacą kartami, telefonami i urządzeniami wearables

    Według danych z banków podsumowanych przez NBP, na koniec marca 2021 r. na polskim rynku znajdowało się w obiegu 44,1 mln kart płatniczych, w tym prawie 39 mln zbliżeniowych. W I kwartale br. dokonano 1,52 mld transakcji na łączną kwotę 198,2 mld zł, a transakcje bezgotówkowe stanowiły wśród nich blisko 93 proc.

    – Polacy polubili płatności bezgotówkowe i trend ten prawdopodobnie się już nie zmieni. Sprzyja temu fakt, że wzrasta liczba Polaków korzystających aktywnie z e-bankowości. 23 mld – zgodnie z prognozami rynkowymi, właśnie o tyle ma wzrosnąć liczba transakcji dla płatności zbliżeniowych do 2023 roku – dowiadujemy się z prognoz Juniper Research, firmy analitycznej specjalizującej się w trendach rynku technologii. Polacy wpasowują się tu w ogólny, globalny trend, jednak jak się okazuje, jesteśmy jednym z największych zwolenników płatności zbliżeniowychwskazuje Robert Czarniewski, CFO w Polcom.

    78 proc. konsumentów woli korzystać z płatności zbliżeniowych, 89 proc. nie ma problemu z używaniem ich do robienia zakupów, a 70 proc. sądzi, że płatności zbliżeniowe są tak samo bezpieczne, jak inne metody płatności. Ponadto, jak wynika z danych zebranych z banków, na koniec marca 2021 r. mieliśmy podpiętych do smartfonów już 5,5 mln kart płatniczych. Płatności zbliżeniowe dokonywane telefonem rosną dwa razy szybciej niż te dokonywane kartami zbliżeniowymi – potwierdzają badania Juniper Research.

    – Rozwój kompetencji cyfrowych Polaków oraz wzrastająca popularność metod zbliżeniowych pobudza zainteresowanie konsumentów nowymi technologiami i nowymi sposobami płacenia i tak oto, na prowadzenie wysuwają się urządzenia ubieralne tzw. wearable paymentsmówi Robert Czarniewski

    Firma International Data Corp. (IDC) podaje, że tylko w pierwszej połowie tego roku sprzedano na świecie około 35,3 mln urządzeń płatniczych do noszenia. To o 34 proc. więcej niż rok wcześniej. Wśród wearable payments prym wiodą smartwatche – stanowiły ok. 70 proc. wszystkich urządzeń tego typu. Użytkownicy widzą potencjał w urządzeniach ubieralnych – 72 proc. badanych przez Grand View Research, określiło, że to przyszłość zakupów.

    Czy banki są gotowe na rosnące potrzeby konsumentów?

    Klienci zmienili swoje nawyki – to pewne, ale mało kto uświadamia sobie na co dzień, że wzrost transakcji bezgotówkowych wiąże się ze znacznym wzrostem liczby danych do przetwarzania. Według prognoz liczba danych na całym świecie wzrośnie pięciokrotnie do 2025 r. W erze cyfryzacji przedsiębiorstwa, administracja i ogół społeczeństwa produkują ogromne ilości danych, a stały strumień danych mnoży się z dnia na dzień. Czy banki są na to gotowe? Cyfryzacja sektora bankowego to konieczność, a tak dokładnie – szybkie dostosowanie technologii do wymagań biznesowych i regulacji prawnych. Tutaj idealnym rozwiązaniem jest chmura. Dlaczego? Rozwiązania chmurowe charakteryzują się szybkością, skalowalnością i wysokim poziomem zabezpieczeń oraz przyczyniają się tym samym do sprawnego wkraczania w nowe projekty biznesowe. Digitalizacja jest wpisana w strategie bankowości, bo bez niej sektor ten nie będzie w stanie podążać za potrzebami i oczekiwaniami konsumentów.

    Jak wskazują badania rynkowe, big data i sztuczna inteligencja to przyszłość bankowości, a jak wiemy – wymagają one ogromnych mocy obliczeniowych, które jest w stanie zapewnić m.in. chmura obliczeniowa. Banki coraz częściej będą sięgać po rozwiązania cloudowe w celu przechowywania oraz zarządzania danymi i aplikacjami, bo chmura nie tylko jest w stanie obsłużyć wysokie wymagania obliczeniowe, ale również robi to efektywnie kosztowo.

    – Sektor bankowy i płatności bezgotówkowe są napędzane przez rozwiązania chmurowe. W obliczu rosnącej ilości danych na świecie, sektory finansowe muszą szukać takich rozwiązań, które pozwolą na nieograniczone, a przy tym bezpieczne możliwości rozwoju. W przypadku sektora bankowego chmura obliczeniowa to nie tylko korzyści finansowe czy bezpieczeństwo danych, ale również szanse na rozwój technologii takich jak sztuczna inteligencja czy chatboty. Dzięki chmurze banki dostosowują się do trendów, jakie niesie fintech w tempie, jakiego nie było nigdy wcześniej, a dzięki praktycznie nieograniczonym możliwościom budowania ekosystemów partnerskich, banki mają szansę stawać się elastyczne i bardziej otwarte na potrzeby klientów. Przy czym zapomnieć nie można również o kwestiach takich jak niezwykle wysoki poziom bezpieczeństwa danych w chmurze oraz tak ważnych w sektorze finansowym – transparentności  i zgodności z regulacjami prawnymimówi Robert Czarniewski.

    Zmiana nawyków klientów w kierunku transakcji bezgotówkowych oraz postępująca digitalizacja to bardzo ważny krok ku upowszechnieniu usług finansowych. Z drugiej strony mogą nieść one zagrożenie ze względu na podatność systemów informatycznych na ataki. Tylko w pierwszej połowie 2021 roku ich liczba osiągnęła globalnie poziom przekraczający 7,3 mln incydentów, co stanowi ponad dwa razy więcej cyberataków niż rok temu – wiemy z raportu Cyber Investigations, Forensics&Response (CIFR) firmy Accenture. Co więcej, najczęściej ataki mierzone są w sektor towarów i usług, sektor przemysłowy i właśnie bankowy. Dla większości instytucji bankowych kluczowe jest przede wszystkim znalezienie odpowiedniej ścieżki reakcji na ataki, która pozwoli zaoszczędzić czas oraz wybrać najskuteczniejszą drogę do ochrony wrażliwych informacji bankowych, danych klientów, systemów komputerowych czy operacji finansowych, wymaga to więc nie tylko bezpiecznej infrastruktury informatycznej, ale także odpowiednich procedur i kompetentnego zespołu.

    Jednym z priorytetów organizacji finansowych i banków jest więc zapewnienie bezpieczeństwa danych, przy jednoczesnym zapewnieniu wygody, szybkości i użyteczności klientom. Właśnie dlatego najcenniejsze dla rynku finansowego stają się bezpieczne rozwiązania technologiczne pozwalające na szybkie dostosowanie zasobów IT do wymagań biznesowych czy regulacji prawnych.

  • GIP60 wraca do formy z czerwca

    GIP60 wraca do formy z czerwca

    Potwierdziła się zeszłomiesięczna prognoza analityków DSR i Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60) dołożył w grudniu kolejny solidny wzrost o 8,7% do 882,34 punktów. Co więcej, ostatnie dwa miesiące roku pozwoliły GIP60 przebić granicę z początku roku i ustalić dodatni zwrot w całym 2020 r. na poziomie 11,37%, zamykając tym samym kryzysowy rok na plusie.

    Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc grudzień. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

    „Wynik na poziomie 11,37% jest znacznie lepszy niż w 2019 r. kiedy to GIP60 stracił 8,29%. Nie jest to może tak spektakularny wynik jak w przypadku NCINDEX, który w 2020 roku przeżył swój najlepszy rok w historii i zanotował roczny wzrost wartości o 108,85%. Daleko mu również do wyniku małych spółek, dla których indeks SWIG80 wzrósł w ub.r. o 33,64%. Ale już znacznie lepszy niż ogólnorynkowe minus 1,40% zanotowane przez indeks WIG. W ubiegłym roku GIP60 był lepszy również od MWIG40 (1,75% rdr), WIG30 (-6,45% rdr), WIG20 (-7,73% rdr). Można więc uznać, że 2020 rok zakończył się dla akcji polskich producentów dobrze, a nawet – patrząc na ubiegłe lata – bardzo dobrze. Podsumowanie roczne wkrótce, w tym artykule przeanalizujmy przebieg sytuacji w grudniu.

    W ujęciu branżowym największą średnią stopę zwrotu w grudniu wypracowały spółki z grupy tzw. projektantów, czyli producenci i dystrybutorzy odzieży. Średnia miesięczna stopa zwrotu dla tych spółek wyniosła w grudniu 25,11%. Średnia miesięcznego zwrotu z inwestycji dla kilku następnych branż oscylowała wokół 10%: metalurgia (10,86%), drzewno-meblarska (10,65%) i materiałów budowlanych (9,29%).

    Mimo sprzyjających warunków, panujących na WGPW pod koniec 2020 roku, nie wszystkie sektory doświadczyły skutków powszechnego optymizmu. W grudniu traciły głównie te branże, które podczas pandemicznej bessy okazały się najbardziej odporne: farmaceutyczna (-6,93%), przemysł lekki (-2,44%) i spożywcza (-1,59%). Symbolicznie dwie najaktywniejsze spółki 2020 roku znalazły się na dwóch ostatnich miejscach notując minus 17,8% mdm w przypadku Biomedu i minus 17,25% mdm u Mercatora. Potraktujmy to jako stempel zamykający ten zwariowany 2020 rok, oczekując przynajmniej częściowego powrotu do normalności. Należy jednak oddać, że te dwie spółki w dużej mierze uchroniły Giełdowy Indeks Produkcji przed jeszcze głębszymi spadkami i swego czasu były przymierzane do WIG20.

    CCC is on fire!

    W kolejnym miesiącu spółka CCC S.A. znalazła się na podium GIP60. W listopadzie za miesięczny wzrost o 61,03% przypadło jej drugie miejsce, ale w grudniu wystarczyło „zaledwie” 40,26% żeby awansować na najwyższy stopień podium. Akcje polkowickiego producenta i dystrybutora obuwia w dwóch ostatnich miesiącach roku odrobiły lwią część strat, ale ciągle znajduje się poniżej wartości rynkowej z początku ub.r. zachowując spory potencjał do dalszych wzrostów.

    Drugie miejsce dla Stalprodukt S.A. za miesięczny zwrot równy 39,77%. Jednym z pozytywnych sygnałów płynących ze spółki w tym czasie było oddanie do użytku nowej hali elektrolizy cynku, która pozwoli spółce znacznie zwiększyć wydajność, przy mniejszych kosztach i dużo większych możliwościach wykorzystania surowców z recyklingu. Dodatkowo spółka przymierza się do znacznej akwizycji zagranicznej, co również działa odżywczo na wyobraźnię inwestorów.

    Trzecie miejsce grudniowego rankingu GIP60 dla Famur S.A. za miesięczny wzrost wartości rynkowej o 36,20%. Katowicki producent maszyn górniczych zaliczył w grudniu serię pozytywnych porozumień, część z bankami, ale także z TDJ S.A. w sprawie wspólnego przedsięwzięcia w obszarze energetyki odnawialnej (OZE). Według komunikatów, spółka zdaje sobie sprawę z postępującej transformacji energetycznej i szuka sposobu dostosowania się do otaczających warunków, m.in. poprzez zaangażowanie w dynamicznie rozwijający się sektor OZE.

    Renesans przemysłu

    Coraz więcej czynników wskazuje na duże odbicie w globalnym przemyśle. Poza doskonałymi odczytami wskaźników koniunktury przemysłowej tj. PMI®, ISM, czy też z oficjalnych wyników produkcji sprzedanej szacowanej przez urzędy statystyczne warto zwrócić uwagę na kilka faktów, które doskonale uzupełniają ocenę koniunktury przemysłowej. Jednym z takich dodatkowych papierków lakmusowych jest eksport Korei Południowej, a ten wzrósł w grudniu o 12,6 proc. rdr. Warto w tym miejscu nadmienić o szczególnej roli Korei Południowej dla globalnego przemysłu, której eksport w dużej mierze zasila w półprodukty fabryki na całym świecie. Wzrost eksportu w takich krajach jak właśnie Korea czy Tajwan przeważnie łączy się z ożywieniem w przemyśle.

    Również wśród polskich producentów eksport stanowi coraz większą część przychodów, co nie pozwala ignorować sytuacji na rynku walutowym. A tu NBP prowadzi bezprecedensową politykę celującą w znaczne osłabienie złotówki. Zwiększa to konkurencyjność polskich producentów na zagranicznych rynkach, co w czasie reorganizacji systemu łańcuchu dostaw na świecie może przynieść wiele dobrego. Jednak taka taktyka rodzi również wiele pytań i wątpliwości. Najczęściej komentatorzy obawiają się, czy przypadkiem polityka NBP wspierająca rządową strategię wyjścia z kryzysu, nie zagraża podstawowemu celowi NBP zapisanemu w Konstytucji RP. Innym powszechnym zarzutem jest wątpliwość czy przewagę konkurencyjną gospodarki można zbudować na niestabilnej walucie.

    Również reorientacja popytu konsumpcyjnego z usług w kierunku towarów, widoczna podczas pandemicznej zamieci, sprzyja producentom. Nie powinno dziwić, że menedżerowie i inwestorzy oczekują solidnego ożywienia w przemyśle w 2021 r. Część z tych oczekiwań jest już widoczna w obecnych wycenach rynkowych spółek z GIP60, ale z pewnością nie wszystkie ponieważ obecnie, wartość Giełdowego Indeksu Produkcji znajduje się ciągle ponad 10% poniżej wartości z początku 2016 roku. Dlatego bardzo możliwe, że w kolejnych tygodniach polskie spółki produkcyjnie powinny kontynuować podróż w góry.”

  • Zerowe stopy procentowe? Może dojść do bardzo dużego osłabienia złotego

    Zerowe stopy procentowe? Może dojść do bardzo dużego osłabienia złotego

    Czy prezes NBP chce obniżyć stopy procentowe, aby osłabić polską walutę? A może chodzi o inne konsekwencje, takie jak wyższe wpływy do budżetu państwa? Stracą na tym nie tylko posiadający oszczędności.

    30 grudnia prezes NBP w wywiadzie dla portalu Obserwator Finansowy (związanego z bankiem centralnym) zapowiedział, że w I kw. 2021 r. „możliwe jest dalsze obniżenie stóp”. I ocenił także, że „narastająca ostatnio presja na wzrost wartości złotego jest bardzo niepokojąca i bardzo szkodliwa”.

    Będziemy mieli zerowe bądź ujemne stopy procentowe? Wiemy więc, że takie pomysły są, pozostaje jednak pytanie co miałoby to dać polskiej gospodarce.

    – To prowadziłoby do obniżenia kosztów finansowania deficytu budżetowego, pod warunkiem, że nie zostanie w ten sposób popełniony błąd, powodujący wzrost rentowności obligacji rządowychmówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

    Już przed kilkoma tygodniami NBP interweniował na rynku walutowym. Krótkotrwale wywołał osłabienie polskiej waluty, rynek szybko doprowadziła do korekty, złoty wobec najważniejszej waluty osłabł tylko o 5 gr. Dwóch członków RPP komentowało, że celem tych działań było polepszenie sytuacji polskich eksporterów.

    – To nie jest działanie, które pchnęłoby do przodu polską gospodarkę, a więc konsumpcję i inwestycje, bo dla konsumpcji ważne są dochody realne i inflacja, która jest wysoka, a ujemne stopy procentowe będą bardzo negatywnie oddziaływać na mechanizm alokacji kapitału, wywołując nieracjonalne decyzje komentuje ekspert XTB.Są przykłady krajów, które działając w taki sposób wpadły w pułapkę niskiego wzrostu gospodarczego.

    Dla NBP najistotniejszym dążeniem powinno pozostać osiągniecie cele inflacyjnego. To wyklucza politykę kontrolowania kursu walutowego. Na dodatek doświadczenia banków centralnych potwierdzają, że długoterminowo próby oddziaływania na kurs waluty są kosztowne i nieskuteczne. Jaki mogą mieć więc wpływ na finanse NBP, który zwykle w bardzo istotny zasila budżet państwa?

    Wpływ byłby pozytywny, ze względu na duże rezerwy walutowe NBP. Im zloty będzie słabszy, a obce waluty droższe, tym większy zysk wykaże bank centralny.

    – Mam nadzieję, że celem NBP nie stało się zwiększenie wpływów do budżetu państwa, bo byłby to bardzo zły precedensdodaje dr Przemysław Kwiecień.Natomiast gdy przesadny optymizm giełdowych inwestorów osłabnie i pęknie bańka spekulacyjna na rynkach finansowych, to może dojść do dużo większego osłabienia złotego niż życzyłby sobie NBP.

  • Firmy chętniej sięgają po kredyty w korona-kryzysie. Ciężej o środki na własne „cztery kąty” w 2020 roku

    Firmy chętniej sięgają po kredyty w korona-kryzysie. Ciężej o środki na własne „cztery kąty” w 2020 roku

    W III kwartale, czyli okresie bezpośrednio przed druga falą pandemii, można było zaobserwować, że Polacy zaczęli patrzeć w przyszłość z większym optymizmem i chętniej sięgali po wsparcie kredytowe. Wartość kredytów firmowych udzielonych przy wsparciu ekspertów Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) wzrosła o prawie 28% wporównaniu do II kw. 2020 r. Także w obszarze kredytów gotówkowych można zauważyć zdecydowaną poprawę nastrojów konsumenckich i chętniejsze sięganie po zewnętrzne źródło finansowania. Wartość kredytów gotówkowych zaciąganych przy wsparciu ekspertów ZFPF wzrosła w omawianym okresie aż o 44%. Jedynie w przypadku kredytów hipotecznych widać nieznaczny spadek (-1,7%). Tu bowiem proces kredytowy trwa zdecydowanie dłużej. Wrześniowy optymizm przełoży się więc prawdopodobnie na poprawę wyników dopiero w IV kwartale. Warto też dodać, że mimo trudnego okresu, pośrednicy ZFPF utrzymali wysoki udział w rynku hipotek, który w III kwartale wyniósł 51%[1].

    Kredyty hipoteczne

    W III kwartale 2020 r. eksperci finansowi ZFPF pośredniczyli w udzieleniu kredytów mieszkaniowych o wartości 7,07 mld zł, co stanowi spadek o 1,7% w porównaniu z poprzednim kwartałem obecnego roku. Od początku roku łączna wartość kredytów przyznanych z pomocą pośredników wynosi natomiast 22,49 mld zł. To tylko o 1,4% mniej niż przed rokiem, a przypomnijmy, że ubiegły rok był pod tym względem rekordowy.

    Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors:III kwartał przyniósł kolejny, ale nieznaczny spadek wartości kredytów hipotecznych udzielonych z pomocą ekspertów finansowych ZFPF. Pomimo trwającej pandemii i ograniczeń w przyznawaniu finansowania, wiele wskazuje jednak na to, że wartość kredytów przyznanych z w tym roku będzie tylko nieznacznie niższa niż w ubiegłym. Będzie natomiast znacznie wyższa niż 2 czy 3 lata temu. Rynek kredytów hipotecznych odczuł więc skutki pandemii w znacznie mniejszym stopniu niż ma to miejsce w przypadku kredytów gotówkowych czy tych firmowych. Wstępne dane za IV kwartał sugerują, że mimo mocnego uderzenia drugiej fali pandemii, wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych może być zdecydowanie wyższa niż w III kwartale. Według NBP w październiku banki udzieliły kredytów hipotecznych na rekordowa kwotę 5,7 mld zł, co jest oczywiście efektem poprawy nastrojów jeszcze z września, czyli sprzed drugiej fali pandemii. Efekty ponownego pogorszenia nastrojów możemy natomiast zobaczyć na początku przyszłego roku. Nic nie jest jednak przesądzone, ponieważ optymizm przynoszą informacje dotyczące zbliżających się szczepień, a wraz z nimi końca pandemii.

    Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: W III kwartale 2020 r. co prawda nie udało się poprawić wyniku sprzedaży kredytów hipotecznych z poprzedniego okresu (7,19 mld w II kw. vs 7,07 mld w III kw. 2020 r.), ale mogliśmy zaobserwować zwiększenie liczby składanych wniosków kredytowych przez konsumentów. Stopniowe eliminowanie obostrzeń kredytowych (zwiększenie maksymalnych poziomów LTV, przywrócenie kredytowania wybranych branż czy też branie pod uwagę takich form zatrudnienia potencjalnych kredytobiorców, jak własna działalność gospodarcza, umowy zlecenia, itp.), niskie stopy procentowe, okres wakacyjny i poprawiająca się w tamtym okresie sytuacja epidemiologiczna, napędzały nową sprzedaż, co dobrze rokuje dla wyników kolejnego kwartału.

    Kredyty firmowe

    Wartość kredytów dla firm przyznanych przy wsparciu ekspertów finansowych ZFPF w III kwartale tego roku wyniosła 421 mln zł, czyli o prawie 28% więcej niż w poprzednio analizowanym okresie. Mimo wyraźnego odbicia, wartość tego rodzaju kredytów wciąż jest jednak o 24% niższa niż przed rokiem.

    Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors:W III kwartale dało się zaobserwować większe zainteresowanie kredytami firmowymi. Jednak ten segment został zdecydowanie mocniej dotknięty pandemicznymi kłopotami niż kredyty hipoteczne. Pomimo wzrostu, wartość kredytów dla firm jest zdecydowanie niższa (-24%) niż przed rokiem. Wynik za cały rok również będzie prawdopodobnie znacznie odbiegał od tego z 2019 r. Wiele firm wstrzymuje bowiem swoje plany rozwojowe, opóźnia inwestycje do momentu, gdy pandemia zostanie opanowana na tyle, by warunki prowadzenia biznesu były bardziej sprzyjające niż obecnie. Na szczęście wiele wskazuje na to, że najgorsze mamy już za sobą i że przyszły rok przyniesie koniec pandemii i wyraźne ożywienie gospodarcze.

    Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: Obostrzenia w kredytowaniu wprowadzone przez banki w II kwartale 2020 r. najmocniej uderzyły w firmy, szczególnie te, które funkcjonują w tzw. branżach zagrożonych, których korona-kryzys dotknął w największym stopniu. Odbiło się to w znaczący sposób również na wynikach sprzedaży firm wchodzących w skład ZFPF, które w II kwartale uruchomiły ponad 300 mln kredytów dla firm. Jednak III kwartał 2020 r., głównie dzięki złagodzeniu wcześniej wprowadzonych obostrzeń w kredytowaniu, okazał się zdecydowanie lepszy i zakończył się wynikiem o 28% wyższym. Firmy działające na rynku starają się jak najszybciej nadrobić straty z II kwartału i w związku z tym ich „apetyt” na kredytowanie utrzymuje się na wysokim poziomie. Jest to bardzo dobry prognostyk na kolejne miesiące.

    Kredyty gotówkowe

    Łączna wartość kredytów gotówkowych udzielonych z pomocą ekspertów ZFPF w III kwartale 2020 r. wyniosła ponad 444 mln zł, co oznacza wzrost wynoszący aż 44% w porównaniu do poprzedniego kwartału. W porównaniu do poziomu przed rokiem wciąż obserwujemy jednak zdecydowany spadek wynoszący aż 44%. Pożyczki gotówkowe są więc najmocniej dotkniętym segmentem rynku kredytowego.

    Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors:Pandemia Covid-19 najmocniej wpłynęła na rynek pożyczek gotówkowych. W porównaniu do poziomu sprzed roku (III kw. 2019 r.), spadek sprzedaży wynosi bowiem aż 44%. Z jednej strony, to efekt zaostrzenia przez banki kryteriów przyznawania kredytów, a z drugiej, obaw klientów przed utratą pracy, czy spadkiem dochodu. Prawdopodobnie dopiero przyszłoroczne szczepienia i ożywienie gospodarcze przyniesie wyraźną poprawę nastojów i powrót popytu na tego rodzaju finansowanie.

    Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: Po bardzo słabym wyniku sprzedaży kredytów gotówkowych w II kwartale 2020 r., kolejne miesiące zaowocowały zdecydowaną jego poprawą. Uruchomienie ponad 444 mln kredytów gotówkowych, czyli o 44% więcej niż w poprzednio analizowanym okresie, jasno wskazuje, że najgorsze jest już chyba za nami. Świadczą o tym zarówno poprawiające się nastroje konsumentów, jak i łagodzenie przez banki polityki przyznawania finansowania, dzięki czemu większa ilość konsumentów (niż kilka miesięcy temu) ma szansę na otrzymanie kredytu gotówkowego.

    [1] Dane NBP: wartość wszystkich kredytów hipotecznych udzielonych w III kwartale to 13,86 mld zł.
  • Banki ograniczają dostęp do kredytów z obawy o wypłacalność klientów

    Banki ograniczają dostęp do kredytów z obawy o wypłacalność klientów

    Pod wpływem kolejnego lockdownu i wciąż niskich stóp procentowych, które ograniczają możliwość zarabiania na kredytach, część banków zaostrza swoją politykę w zakresie udzielania kredytów hipotecznych. Do uzyskania finansowania trzeba mieć wyższy wkład własny, pewniejszą formę zatrudnienia lub zabezpieczenie kredytu. Zaostrzone kryteria dotyczą też produktów finansowych dla firm. Szczególnie dotknięte obostrzeniami są podmioty z branż, których działalność wciąż jest ograniczona.

    – Wiele banków wprowadziło bardziej restrykcyjne obostrzenia dotyczące udzielania kredytów hipotecznych, co przekłada się na możliwość uzyskania finansowania przez klienta. Na wydłużony czas oczekiwania na decyzję mają wpływ chociażby takie techniczne kwestie jak ograniczenie pracy placówek w bankach – mówi Kinga Burcan, doradca kredytowy Trinity Finance & House.Są również zmiany w polityce polegające na skróceniu ważności decyzji kredytowej czy podniesieniu wymaganego wkładu własnego klienta. Część banków jeszcze nadal udziela finansowania z 10-proc. wkładem, ale takich instytucji jest już dużo mniej.

    Narodowy Bank Polski w październikowej publikacji „Sytuacja na rynku kredytowym w III kwartale 2020 roku” odnotował w poprzednim kwartale złagodzenie polityki banków przy udzielaniu kredytów mieszkaniowych, ale przy wzroście marży. W przypadku kredytów konsumpcyjnych kryteria zostały zaostrzone. Natomiast nastawienie banków do dużych przedsiębiorstw się nie zmieniło, za to mniejsze i średnie firmy mogły liczyć na pewne złagodzenie warunków. Na IV kwartał NBP przewidywał wzrost popytu i dalsze łagodzenie polityki. Jednak wzrost liczby zakażeń i listopadowy częściowy lockdown spowodowały wzrost ostrożności w tych instytucjach.

    Przykładowo Pekao SA skrócił czas obsługi klientów w placówkach do sześciu godzin, a część placówek zlikwidował, mBank ograniczył możliwość zwiększania LtV o dodatkowe 10 pkt proc. (stosunek kwoty kredytu do wartości zabezpieczenia), a Alior Bank już w połowie sierpnia do odwołania czasowo wstrzymał możliwość procesowania nowych wniosków kredytowych z przeznaczeniem na cel konsolidacyjny, konsumpcyjny, mieszany i komercyjny.

    – Niektóre banki wręcz ograniczyły możliwość udzielania finansowania na cel konsumpcyjny konsolidacyjny. Dodatkowo nadal w niektórych bankach brak akceptacji dla określonych źródeł dochodu, czyli umowy-zlecenia czy umowy o dzieło – wymienia Kinga Burcan.Dużo większe restrykcje są w przypadku klientów, którzy mają umowy na czas określony. Tutaj możemy też zaobserwować dużo mniejsze zainteresowanie kredytami, ale to też wynika wprost z tego, że jest mniejsza możliwość uzyskania kredytu na dowolny cel.

    Według Biura Informacji Kredytowej w 10 miesiącach 2020 roku banki i SKOK-i udzieliły 2,294 mln kredytów gotówkowych (-30,7 proc. r/r) na kwotę 42,951 mld zł (-31,5 proc.), zaś kredytów mieszkaniowych było 181,1 tys. (-10,3 proc.) na kwotę 52,418 mld zł (-4,4 proc.). Wzrosła natomiast liczba i wartość kredytów ratalnych (odpowiednio o 2,9 oraz 2,7 proc.).

    W przypadku kredytów dla mikroprzedsiębiorców banki udzieliły im razem 109,3 tys. kredytów (-32,2 proc.) na łączną kwotę 14,346 mld zł (-27,9 proc.). Najbardziej ograniczono kwotę przyznaną w postaci kredytu inwestycyjnego (-37,3 proc.), następnie w formie kredytu w rachunku bieżącym (-35,3 proc.), natomiast mniejsze cięcia objęły kredyt obrotowy (-23,2 proc.).

    W najgorszej sytuacji znalazły się branże najmocniej dotknięte pandemią, takie jak turystyka, gastronomia, rozrywka – przykładem banku, który ograniczył im finansowanie, jest ING.

    – Segment kredytów firmowych niezabezpieczonych dotyczą ograniczenia związane z kwotą udzielonego zaangażowania. Natomiast jeżeli klient posiada odpowiednie zabezpieczenie kredytu, to zmian w obecnej sytuacji nie zaobserwowano – wylicza doradca Trinity Finance. Jednak na pewno również na udzielenie finansowania mają wpływ zawieszenia spłaty rat czy też skorzystanie przez klientów firmowych z rządowej pomocy, która miała miejsce podczas pierwszej pandemii. To też ma swoje konsekwencje w finansowaniu przez banki klientów posiadających działalność gospodarczą.

    Z raportu BIK wynika, że w październiku Indeks jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 3,83 proc. i poprawił się zarówno w porównaniu do września br., jak i do października 2019 roku. Pozytywne zjawisko to, zdaniem analityków BIK, efekt tarczy antykryzysowych pozwalających zachować płynność finansową oraz wakacji kredytowych.

  • Jak dywersyfikować źródła finansowania biznesu?

    Jak dywersyfikować źródła finansowania biznesu?

    Dywersyfikacja to pojęcie, które w biznesie najczęściej odnosi się do rodzaju produkcji, dostawców i odbiorców, rynków zbytu. W przypadku działalności inwestycyjnej przejawia się w postaci portfela inwestycyjnego, dzięki któremu różnicuje się aktywa i minimalizuje ryzyko inwestycji. Dywersyfikować można również źródła finansowania biznesu. Dlaczego jest to korzystne dla firmy?

    Kryzys wywołany pandemią koronawirusa pokazał wyraźnie, jak szybko mogą zmienić się warunki makroekonomiczne, co bezpośrednio przekłada się na sytuację na rynku kredytowym. Publikowany co kwartał raport NBP[1] kolejny raz wspomina o zaostrzających się kryteriach kredytowych banków oraz spadającym popycie na kredyty ze strony firm. W czasie koniunktury kredyt może być dobrym i stosunkowo tanim źródłem kapitału, ale gdy gospodarka słabnie, robi się relatywnie coraz droższy i trudniej dostępny. Dobrze jest więc posiadać alternatywne opcje.

    Uzależnienie od jednego źródła finansowania może być ryzykowne

    Podstawową funkcją dywersyfikacji jest minimalizacja ryzyka i zwiększanie bezpieczeństwa biznesu. W przypadku źródeł finansowania często pojawia się jednak dylemat – bezpieczeństwo czy cena. Tanie kredyty krótkoterminowe mogą wyglądać atrakcyjnie, ale nie gwarantują stabilności, zwłaszcza, że ich dostępność bywa mocno zmienna.  Z kolei kapitał własny choć bezpieczny, rzadko kiedy pozwala na rozwinięcie biznesu na większa skalę. Bezpieczeństwo, a jednocześnie środki na rozwój może zapewnić jedynie odpowiednia struktura finansowania. Dywersyfikacja jego źródeł pozwala zmniejszyć ryzyko i obniżyć koszty.

    – Korzystając z finansowania wyłącznie z jednego źródła narażamy się na ryzyko konieczności zwrotu wszystkich środków w krótkim czasie np. ze względu na pogorszenie się wyników finansowych, zmianę polityki instytucji finansującej czy zmianę otoczenia biznesowego. Oczywiście trzeba mieć na uwadze, aby nie dopuszczać do nadmiernego zadłużania się co może doprowadzić do problemów z płynnością, a nawet niewypłacalności. Zyski firmy powinny być stale reinwestowane w dalszy rozwój. Przy każdym większym wydatku inwestycyjnym warto jednak przynajmniej częściowo posiłkować się finansowaniem zewnętrznym, tak aby gotówka stanowiąca bufor bezpieczeństwa zawsze pozostawała w firmie – tłumaczy Krystyna Kalinowska, dyrektor inwestycyjny w Podlaskim Funduszu Kapitałowym.

    Jak podzielić swój „koszyk finansowania”?

    Podobnie, jak w przypadku inwestowania „nie wkłada się wszystkich jajek do jednego koszyka”, tak w przypadku finansowania biznesu dobrze jest zdywersyfikować źródła kapitału. Czy można jednak określić jaki procent całości finansowania ma stanowić to lub inne źródło? Wszystko zależy od charakteru działalności firmy, dlatego podział ten wygląda bardzo indywidualnie. Powinien być przede wszystkim zbilansowany pod kątem kosztów i korzyści, które firma dzięki temu uzyskuje. Rozkład źródeł finansowania można ustalić ze względu na przeznaczenie danych środków oraz tego, jaka forma będzie najkorzystniejsza do sfinansowania określonego obszaru działalności.

    Kredyt bankowy – finansowanie celów inwestycyjnych oraz bieżących potrzeb obrotowych
    Leasing – finansowanie środków trwałych firmy, w tym środków transportu, maszyn i urządzeń, sprzętu komputerowego
    Faktoring – finansowanie należności z odroczonym terminem płatności
    Private debt – finansowanie na okres przyspieszonego rozwoju firmy, w tym kosztów związanych z zatrudnieniem dodatkowych pracowników, rozwojem nowych kanałów dystrybucji, wejściem na nowe rynki
    Inne formy finansowania – venture capital / private equity – dalszy rozwój firmy, w tym poprzez fuzje i przejęcia innych podmiotów działających w danej branży
    Dywersyfikacja finansowania dobra na gorsze, jak i lepsze czasy

    Mając dostęp do zróżnicowanych form finansowania, firma jest lepiej przygotowana na różnego rodzaju sytuacje rynkowe, zarówno te pozytywne, jak i negatywne. – Ważne jest przede wszystkim to, aby spółka dysponowała odpowiednio wysokim kapitałem obrotowym netto, zapewniającym płynność i bezpieczeństwo działania. Często popełnianym błędem jest finansowanie inwestycji ze środków obrotowych, co na dłuższą metę może zaburzać stabilność działania – mówi Krystyna Kalinowska z Podlaskiego Funduszu Kapitałowego.

    Odpowiednio wysoki kapitał obrotowy netto oraz zdywersyfikowane źródła finansowania stanowią dla firmy bufor bezpieczeństwa, który pozwala sprostać rozmaitym sytuacjom i zachować płynność finansową. Pozyskanie klienta czy zdobycie kontraktu jest niewątpliwie czymś pozytywnym, zwykle wymaga jednak konieczności zainwestowania dodatkowych środków, aby transakcja mogła dojść do skutku. Nie mając dostępu do finansowania wiele firm staje w takiej sytuacji przed poważnym problemem. Z drugiej strony firmę mogą spotkać negatywne zdarzenia, takie jak np. opóźniająca się płatność od dużego klienta. W takiej sytuacji brak finansowania, może zaburzyć płynność działania firmy i negatywnie wpłynąć na jej relacje z kontrahentami. Odpowiednia struktura źródeł kapitału pozwala na efektywną realizację celów biznesowych, zapewniając przedsiębiorstwu bezpieczeństwo i stabilny rozwój.

    [1] Departament Stabilności Finansowej NBP, raport „Sytuacja na rynku kredytowym” https://www.nbp.pl/home.aspx?f=/systemfinansowy/kredytowy.html

  • Stopy procentowe – czym są i jakie mają znaczenie?

    Stopy procentowe – czym są i jakie mają znaczenie?

    Zmiany stóp procentowych wpływają nie tylko na wysokość rat kredytów czy oprocentowanie lokat, ale oddziałują na całą gospodarkę. Czym właściwie są stopy procentowe, kto i w jaki sposób ustala ich wysokość oraz jak to wpływa na konsumentów i gospodarkę?

    Pandemia Covid-19 to wyzwanie nie tylko dla medycyny i systemu opieki zdrowotnej, lecz również dla gospodarki. Wprowadzane przez rząd ograniczenia, mające na celu przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się koronawirusa, negatywnie odbijają się na handlu i usługach, powodując spadek dochodów wielu firm. To wszystko sprawia, że przedsiębiorcy stają przed widmem braku płynności, a to może oznaczać reakcję łańcuchową – trudności kolejnych przedsiębiorstw i zwolnienia. Dlatego w obliczu kryzysu bank centralny podejmuje działania, których celem jest zapewnienie odpowiedniej ilości gotówki w obrocie gospodarczym. Jednym z narzędzi, jakimi dysponuje Narodowy Bank Polski, jest obniżanie stóp procentowych.

    Czym są stopy procentowe?

    Stopa procentowa to najprościej rzecz ujmując cena pieniądza, czyli stawka, jaką kredytobiorca płaci za pozyskanie pieniądza (a z drugiej strony – stawka, którą uzyskuje kredytodawca za udostępnienie środków pieniężnych).

    Narodowy Bank Polski ustala pięć stóp procentowych, dotyczących różnych sposobów uzyskiwania płynności przez banki komercyjne. Są to: stopa referencyjna, stopa lombardowa, stopa depozytowa, stopa redyskontowa i stopa dyskontowa.

    Stopa referencyjna określa poziom rentowności bonów pieniężnych emitowanych przez NBP a kupowanych bądź sprzedawanych przez banki komercyjne. Wysokość stopy referencyjnej wpływa na wysokość oprocentowania pożyczek na krajowym rynku międzybankowym (WIBOR), dlatego ten rodzaj stóp procentowych oddziałuje na koszt kredytów udzielanych przez banki komercyjne. Im niższy poziom stopy referencyjnej, tym niższy koszt kredytu.

    Stopa lombardowa to wysokość oprocentowania pożyczki udzielanej przez NBP bankowi komercyjnemu pod zastaw papierów wartościowych. Jej obniżanie redukuje koszt pieniądza pozyskiwanego przez banki.

    Stopa depozytowa to z kolei wysokość oprocentowania jednodniowych depozytów składanych przez banki komercyjne w banku centralnym. Im wyższy jest poziom stopy depozytowej, tym wyższa jest rentowność depozytów w bankach komercyjnych.

    Stopa redyskontowa określa cenę, po jakiej bank centralny skupuje weksle od banków komercyjnych; weksle te zostały wcześniej nabyte przez banki komercyjne od ich klientów po cenie niższej od nominalnej (dyskontowej). Bank komercyjny korzysta z tego narzędzia, gdy chce mieć dostęp do gotówki szybciej niż to wynika z terminu zapadalności weksla.

    Natomiast stopa dyskontowa jest to cena, którą płaci bank komercyjny Narodowemu Bankowi Polskiemu za kredyt udzielony pod zastaw weksli własnych przedsiębiorstw wystawionych jako zabezpieczenie kredytów obrotowych.

    Jak ustalane są stopy procentowe?

    Zgodnie z ustawą o NBP bezpośrednio decyzję o wysokości stóp procentowych podejmuje Rada Polityki Pieniężnej w oparciu o analizę wielu wskaźników makroekonomicznych i czynników gospodarczych.

    Jednym z kluczowych dokumentów, który wskazuje, jakie elementy są dla RPP istotne w polityce pieniężnej, są założenia polityki pieniężnej na kolejny rok. Dokument określa uwarunkowania, ale też cel i instrumenty polityki pieniężnej banku centralnego. Założenia przyjmowane są zwykle we wrześniu i trafiają do Sejmu razem z projektem ustawy budżetowej na kolejny rok.

    Natomiast świadectwo bieżącej działalności RPP stanowią zasadniczo dwa dokumenty: informacja po posiedzeniach RPP oraz tzw. minutes, czyli publikowane blisko miesiąc po posiedzeniu RPP sprawozdania z ich przebiegu.

    Oba dokumenty pokazują, jakie były uwarunkowania decyzji o stopach procentowych na określonym posiedzeniu rady.

    Informacja po posiedzeniu zaczyna się zwykle od części mówiącej o sytuacji w gospodarce światowej (uwaga jest skupiona zwykle na gospodarce amerykańskiej oraz w strefie euro). Później jest ocena realnej sfery gospodarki (tempo wzrostu gospodarczego, koniunktura, sytuacja w przemyśle, rynek pracy: zatrudnienie i wzrost płac), omówienie sytuacji na rynku kredytowym (dynamika kredytów zarówno dla przedsiębiorstw, jak i dla klientów indywidualnych), a także wyjaśnienie kształtowania się poziomu inflacji i jej perspektyw.

    Istotnymi czynnikami, na które zwraca uwagę RPP, są także sytuacja finansów publicznych (luźna polityka budżetowa może skutkować wzrostem presji inflacyjnej), a także kurs walutowy (osłabienie waluty zwiększa ceny towarów importowanych, co przyczynia się do wzrostu inflacji; aprecjacja waluty działa w odwrotnym kierunku).

    W wielu bankach centralnych moment ogłoszenia decyzji o stopach jest znany co do minuty i z niecierpliwością wyczekiwany przede wszystkim przez inwestorów na rynkach finansowych. W Polsce wiadomo, że decyzja o stopach procentowych będzie ogłoszona po południu drugiego dnia posiedzenia rady (z góry znana jest godzina konferencji prasowej po posiedzeniu RPP).

    Część banków centralnych już w komunikacie na temat ewentualnej zmiany stóp procentowych publikuje wyniki głosowania w tej sprawie (przykładem jest amerykański Fed). W Polsce – jak wspomniano – są one prezentowane najwcześniej sześć tygodni po posiedzeniu (takie ograniczenie wprowadza ustawa o NBP).

    Jak stopy procentowe wpływają na gospodarkę?

    Niskie stopy procentowe powodują zwiększenie kapitału na rynku. Dlaczego tak się dzieje? Obniżka stóp procentowych przekłada się wprost na niższe raty kredytów, a tańszy kredyt poprawia nastroje konsumpcyjne klientów i napędza sprzedaż produktów i usług, co z kolei przekłada się na wzrost produkcji i na całą gospodarkę.

    Należy jednak pamiętać, że obniżenie podstawowej stopy procentowej wpływa też na wysokość oprocentowania lokat, których rentowność spada. W efekcie oszczędzający nie zarabiają na nich tyle, ile mogliby przy wyższych poziomach stóp procentowych. Można więc powiedzieć, że obniżka stóp procentowych jest korzystna dla kredytobiorców, ale zdecydowanie niekorzystna dla oszczędzających. Z kolei wysokie stopy procentowe mogą mieć negatywny wpływ m.in. na nowe inwestycje. Rosnące raty, a więc droższy pieniądz powoduje, że firmy i konsumenci wstrzymują się z wydatkami i więcej oszczędzają. W efekcie na rynku jest mniej pieniądza. Należy jednak pamiętać, że wyższe stopy procentowe hamują inflację.

    Zatem regulując wysokość stóp procentowych, bank centralny istotnie oddziałuje na całą gospodarkę. Może ją np. wspierać w trudnych okresach. Taki też był cel wiosennej serii trzech obniżek stóp procentowych, w tym stopy referencyjnej NBP – łącznie o 1,4 punktu procentowego.

    Jak wyjaśnił w Sejmie prezes NBP Adam Glapiński, obniżka przełożyła się na istotne oszczędności dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw, w związku z obniżeniem rat od zaciągniętych kredytów, co poprawiło zdolność kredytobiorców do obsługi zobowiązań wobec banków.

    Prezes NBP podkreślił, że dzięki obniżce stóp procentowych rata przeciętnego kredytu mieszkaniowego spadła o około 120 zł. „Z tytułu niższych rat kredytów mieszkaniowych i konsumpcyjnych oraz kredytu dla przedsiębiorstw, w budżetach gospodarstw domowych i firm zostanie rocznie prawie 7 mld zł” – zaznaczył prof. Glapiński.

    Stopa referencyjna wynosi obecnie 0,10 proc. w skali rocznej, stopa lombardowa 0,50 proc. w skali rocznej, stopa depozytowa 0,00 proc. w skali rocznej, stopa redyskonta weksli 0,11 proc. w skali rocznej, zaś stopa dyskontowa weksli 0,12 proc. w skali rocznej.

  • Inflacja – skąd się bierze i jak ją mierzyć?

    Inflacja – skąd się bierze i jak ją mierzyć?

    O tym, że inflacja to wzrost przeciętnego poziomu cen dóbr i usług konsumpcyjnych w gospodarce, wie większość osób, które choć trochę interesują się gospodarką i ekonomią. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę z tego, że nawet z pozoru nieduże wahania tego wskaźnika mogą wpływać na wartość portfela gospodarstw domowych.

    Co to jest inflacja, a jak definiuje się deflację?

    Inflacja to w uproszczeniu wzrost przeciętnego poziomu cen dóbr i usług konsumpcyjnych w gospodarce. Taki wzrost oznacza, że gospodarstwa domowe (konsumenci) więcej wydają na swoje zakupy, a ich oszczędności topnieją.

    Jak zaznacza ekonomista SGH dr Piotr Maszczyk, zjawisko niewielkiej inflacji samo w sobie nie powinno mieć większych negatywnych konsekwencji, jeśli wzrostowi cen towarzyszy natychmiastowa podwyżka płac nominalnych.

    „Jeśli tak się dzieje, to wzrost cen np. chleba nie ma żadnych negatywnych konsekwencji. Podwyżka cen chleba o 5 proc. i analogiczny wzrost wynagrodzeń nie zmieni liczby bochenków chleba, które przeciętny konsument może kupić. Ekonomiści powiedzą w takiej sytuacji, że realne wynagrodzenia się nie zmieniają”tłumaczy dr Maszczyk.

    Ekonomista zaznacza jednak, że jeśli wzrostowi cen nie towarzyszy analogiczny wzrost wynagrodzeń, to konsekwencją takiej sytuacji będzie spadek wynagrodzeń realnych i tym samym mniejsza ilość dóbr i usług, którą gospodarstwa domowe mogą nabyć za tą samą ilość pieniędzy.

    Z kolei pojawienie się deflacji oznacza, że przeciętny poziom cen dóbr i usług konsumpcyjnych spada. W tej sytuacji wynagrodzenia realne rosną nawet wtedy, gdy ich nominalny poziom się nie zmienia. Zjawiska deflacji nie należy jednak mylić z dezinflacją, która oznacza spadek wskaźnika inflacji. Na przykład ze 105% rdr do 102%. Zauważmy, że inflacja jest wyższa od zera. Deflacja to obniżanie się przeciętnego poziomu cen, co oznacza, że stopa inflacji staje się ujemna, a wskaźnik inflacji spada poniżej 100. Z deflacją w polskiej gospodarce mieliśmy do czynienia od lipca 2014 aż do października 2016 r. włącznie. Przy czym największy spadek cen (-1,6%) odnotowano w lutym 2015 r.

    Wyjaśniając zjawisko deflacji, dr Piotr Maszczyk wskazuje, że „jeśli przeciętny konsument otrzymuje stałe wynagrodzenie, ale chleb tanieje o 5 proc., to liczba bochenków chleba, które za to wynagrodzenie można nabyć, rośnie. Co więcej, trudno sobie wyobrazić, żeby deflacja pociągała za sobą spadek wynagrodzeń nominalnych. Oznacza to, że deflacja powoduje wzrost siły nabywczej wynagrodzeń i poprawę sytuacji gospodarstw domowych”.

    Ekspert dodaje przy tym, że nie ma żadnego powodu, dla którego ceny wszystkich towarów miałyby zmieniać się w jednakowy sposób. Stąd zarówno pojęcie inflacji, jak i deflacji odnosi się do średniego poziomu cen.

    „Dokładniej, jest to średnia ważona liczona udziałem wydatków na dane produkty w całości wydatków przeciętnego konsumenta”wskazuje ekonomista, dodając zarazem, że warto o tym pamiętać, gdyż percepcja inflacji ze strony poszczególnych gospodarstw domowych może się znacznie różnić od jej oficjalnego odczytu ogłaszanego przez GUS.

    „Jeśli ceny artykułów dla niemowląt gwałtownie wzrosną (np. na skutek podwyżki podatku VAT na te produkty), to będzie to zmiana silnie odczuwana przez gospodarstwa domowe posiadające małe dzieci, jednak wpływ tej podwyżki na ogólny wskaźnik inflacji będzie znacznie mniejszy. Odczuwalna inflacja dla tych gospodarstw domowych będzie znacznie wyższa niż ta, która jest charakterystyczna dla całej gospodarki, w związku z czym, nawet jeżeli wzrost nominalnych wynagrodzeń będzie rekompensował wzrost cen zgodny ze wskaźnikiem inflacji, to gospodarstwa domowe z niemowlętami odczują spadek dochodów realnych”tłumaczy dr Maszczyk.

    Skąd się bierze inflacja?

    Na poziom cen wpływa wiele różnorodnych czynników. We współczesnej gospodarce rynkowej ceny, jakie za produkty i usługi płacą klienci, ustalane są przez producentów oraz handlowców doliczających swoje marże. Naturalnym hamulcem ograniczającym wzrost cen jest konkurencja.

    Na poziom cen wpływ mają ceny na rynkach międzynarodowych, zarówno ceny importu, głównie surowców niezbędnych do funkcjonowania gospodarki, jak i ceny uzyskiwane w eksporcie. Wzrost cen ma uzasadnienie w potrzebie podwyższania płac, otrzymywania rekompensaty za nakłady poniesione na badania nad nowymi technologiami i lepszymi wyrobami.

    Na zmiany cen wpływają także zjawiska atmosferyczne prowadzące do nadmiaru produktów rolnych na rynku w przypadku urodzaju, powodując spadki cen, a w przypadku niedoborów w sytuacji nieurodzaju i w rezultacie – wzrost cen.

    Przyczynami inflacji są także czynniki makroekonomiczne, leżące po stronie zarządzania gospodarką państwową, jak niezrównoważony budżet, zaburzona struktura gospodarki, czy też nadmiar inwestycji finansowanych przez państwo.

    Ekonomiści są zgodni, że dla gospodarki i konsumentów najbardziej korzystny jest stabilny poziom cen, gdyż pozwala utrzymać osiągnięty poziom życia. Ma on także znaczenie psychologiczne, umożliwiając uzyskanie trwałego poczucia bezpieczeństwa, co ma niebagatelne znaczenie przy planowaniu wszelkich działań. Jest on korzystny również dla przedsiębiorców i strategii gospodarczej rządu, bowiem umożliwia podejmowanie efektywnych i długofalowych decyzji.

    W Polsce utrzymaniem stabilnego poziomu cen zajmuje się Rada Polityki Pieniężnej (RPP), organ Narodowego Banku Polskiego (NBP). Instrumentem realizacji tego zadania przez RPP jest polityka pieniężna, w której dąży się do utrzymania wzrostu cen w przedziale od 1,5 do 3,5 procent w skali roku, przy tzw. celu inflacyjnym 2,5 procent. Szczegółowe dane o inflacji stanowią dla RPP jedno z najważniejszych źródeł informacji.

    Jak w Polsce mierzy się inflację?

    Najczęściej wykorzystywaną miarą inflacji jest zmiana wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych, tak zwanego wskaźnika CPI (Consumer Price Index). Jego popularność wynika przede wszystkim z tego, że dotyczy on cen towarów i usług konsumpcyjnych, a więc kategorii stanowiącej największą część PKB. Ponadto, jest on publikowany z dużą częstotliwością (zazwyczaj co miesiąc) i relatywnie szybko (w Polsce ok. 15 dni po zakończeniu każdego miesiąca).

    W Polsce pomiarem wskaźnika inflacji zajmuje się Główny Urząd Statystyczny, który robi to w oparciu o wyniki badania cen towarów i usług konsumpcyjnych na rynku detalicznym oraz o wyniki badania budżetów gospodarstw domowych, dostarczającego danych o przeciętnych wydatkach na towary i usługi konsumpcyjne.

    Aby policzyć ten wskaźnik, co miesiąc zbierane są ceny ok. 1400 towarów (takich jak pieczywo, mięso, owoce, gazety, środki do prania, meble, sprzęt komputerowy) i usług (internetowych, transportowych, turystycznych) z ok. 35 tysięcy punktów handlowych i usługowych. Lista tych towarów i usług jest corocznie weryfikowana, a jej zmiany odzwierciedlają zmiany w strukturze konsumpcji gospodarstw domowych.

    Aby policzyć zmianę przeciętnego poziomu cen – oprócz znajomości cen poszczególnych kategorii towarów i usług – konieczna jest także znajomość udziału tych kategorii w wydatkach konsumentów. Zmiana cen produktów, które mają znaczny udział w wydatkach w większym stopniu wpływa na ogólny poziom cen, niż zmiana cen produktów o niskim udziale. Wspomniane udziały służą jako wagi przy wyliczaniu ogólnego poziomu cen.

    Inflacja bazowa banku centralnego

    Pomiaru zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych w gospodarce dokonuje także bank centralny, który stosuje w tym celu tzw. inflację bazową. Jest ona tworzona poprzez wyłączenie cen określonych towarów i usług z koszyka.

    Od 2009 r. NBP stosuje cztery miary inflacji bazowej:

    – inflację po wyłączeniu cen administrowanych,

    – inflację po wyłączeniu cen najbardziej zmiennych,

    – inflację po wyłączeniu cen żywności i energii,

    – 15% średnią obciętą.

    Inflacja bazowa służy przede wszystkim do wyznaczania kierunku zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych w średnim i długim terminie. Może służyć także jako podstawa oceny realizacji polityki pieniężnej banku centralnego w średnim okresie (uwzględniając w szczególności czynniki, na które bank centralny miał pośredni wpływ i te wynikające z przyjętych regulacji prawnych oraz wystąpienia różnego rodzaju szoków gospodarczych, szczególnie zewnętrznych).

  • Podsumowanie XXVI Forum Teleinformatyki  „System informacyjny państwa wobec globalnej transformacji cyfrowej”

    Podsumowanie XXVI Forum Teleinformatyki „System informacyjny państwa wobec globalnej transformacji cyfrowej”

    Tegoroczne Forum rozpoczęło uroczyste wręczenie nagród: im. Marka Cara, Złotego Herolda I stopnia oraz Złotego wykładu.

    Laureatami 19. edycji nagrody im. Marka Cara, tragicznie zmarłego, pomysłodawcy Forum Teleinformatyki zostali dr hab. Dominik Batorski, socjolog i analityk danych w Interdyscyplinarnym Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego (ICM) Uniwersytetu Warszawskiego, wykładowca na studiach podyplomowych na wielu uczelniach i Kazimierz Schmidt, Radca Ministra w Departamencie Zarządzania Systemami w Ministerstwie Cyfryzacji. Nagroda przyznawana jest za wybitne osiągnięcia w tworzeniu warunków dla rozwoju społeczeństwa informacyjnego. Fundatorem nagrody był SAS Institute.

    Nagroda „Złotego Herolda”, przyznawana jest przez Radę Programową za upowszechnianie przesłania Forum: „Budowa nowoczesnego państwa opartego na powszechnym wykorzystaniu technologii teleinformatycznych nie jest celem antagonistycznym dla nikogo!”. Tegorocznymi laureatami nagrody I stopnia zostali: Asseco Poland SA i Uniwersytet Warszawski.

    Część merytoryczną Forum otworzył w sesji Zaproszonych Gości minister Marek Zagórski, przedstawiając wykład pt. „Cele i działania MC wobec globalnej transformacji cyfrowej”. Następnie prof. Jan Madey z Uniwersytetu Warszawskiego wygłosił „Złoty wykład” pt. „50 lat wspinaczki ku chmurom”. Profesor Jan Madey z Uniwersytetu Warszawskiego jest współtwórcą informatyki polskiej, inicjatorem i promotorem działań na rzecz rozwoju informatyki oraz wielu przedsięwzięć charytatywnych. Złoty wykład to nagroda i jednocześnie przywilej zaprezentowania autorskiego wykładu na zaproszenie Rady Programowej Forum w trakcie plenarnej sesji, inicjującej obrady Forum. Każdy kolejny wykład będzie rejestrowany i wraz z charakterystyką Laureata będzie dostępny w specjalnej części strony www Forum – galerii „Złotych wykładów”. Przedsięwzięcie to uzyskało Patronat Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, natomiast jego Patronami były firmy GPW Tech i Orange Polska.

    W sesji o Kluczowych projektach w administracji dr Dominik Rozkrut, prezes GUS zaprezentował nowatorskie i unikatowe w skali światowej rozwiązania, umożliwiające „bezpapierową” realizację spisu powszechnego 2020, realizowanego w warunkach pandemii.

    Przemysław Koch, pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji na przykładzie integracji rozliczeń podatkowych omówił kolejne etapy transformacji cyfrowej w Ministerstwie Finansów.

    Włodzimierz Owczarczyk, członek zarządu ZUS mówił o skutecznej transformacji działania ZUS w odpowiedzi na „lockdown” i inne wyzwania w czasie epidemii, a także o zupełnie nowych zadaniach, jak obsługa m.in. 10 mln wniosków o pomoc w ramach tarczy czy obsługi bonu turystycznego i związanych z tym transakcji płatniczych.

    Krzysztof Bonicki i Mariusz Komorowski z PKO Bank Polski mówili o usługach chmurowych, wspomagających transformację cyfrową w Banku. Sesję zakończyła prezentacja Dominika Rogowieckiego z Urzędu m.st. Warszawy – zastosowania narzędzi Business Intelligence w finansach publicznych, na przykładzie budżetu m.st. Warszawy.

    Sesji ubezpieczeniowej, tym razem zatytułowanej Zaawansowane narzędzia stymulujące i chroniące procesy biznesowe w ubezpieczeniach, już po raz ósmy patronował Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Otwierając sesję dr hab. Wojciech Bijak z UFG podkreślił, że wszystkie projekty UFG, o których mówiono na Forum zostały zrealizowane i wspomagają codzienną działalność zakładów ubezpieczeniowych, obsługując m.in. 80 mln zapytań kierowanych do UFG miesięcznie. O nowych usługach – ID UFG i Token UFG – wspierających potwierdzenie tożsamości w sektorze ubezpieczeniowym mówił Andrzej Parafian z UFG. System oceny ryzyka ubezpieczeniowego eSCOR przedstawił Mateusz Sobeczek z DahliaMatic. Sesję zakończyła prezentacja Zbigniewa Świerczyńskiego z MILSTAR o Cyberincydentach, minimalizacji ryzyka ich wystąpienia oraz doskonaleniu metodyki obsługi w przypadku ich zaistnienia.

    W sesji Architektura i technologie w infrastrukturze informacyjnej państwa, o cyfrowej transformacji działalności firmy pod presją pandemii mówili Daniel Olejniczak i Tomasz Kozłowski z firmy Bonair, która była partnerem tej sesji. Z ich doświadczeń wynika, że liderem cyfryzacji w firmach jest ostatnio COVID-19, a nie CIO, CTO czy CEO. Mówiąc o technologiach i systemach nie wolno zapominać o tzw. aspekcie ludzkim. Arkadiusz Wójcik z Asseco Poland podkreślał, jakie znaczenie mają rozwiązania IT dla Państwa w czasie kryzysu i mówił o czynnikach sukcesu, kiedy projekt informatyczny zamienia się w wyścig z czasem. Dzięki otwartej architekturze i elastyczności swoich systemów, ZUS wspierany przez firmy informatyczne zrealizował zadania, wynikające z tarcz antykryzysowych, mimo tego, że ustawy miały w praktyce zerowy okres vacatio legis.

    Joanna Gospodarczyk z Urzędu m.st. Warszawy omówiła projekt Eduwarszawa.pl, dotyczący transformacji cyfrowej zadań oświatowych w Warszawie, wspomagającej m.in. zdalną edukację we wszystkich szkołach w Warszawie.

    Sesję tę zakończyły rozważania Pawła Pisarczyka z Atende Software na temat modeli zarządzania rozproszonym wytwarzaniem i konsumpcją energii elektrycznej. Jako najważniejsze bariery rozwoju w tej dziedzinie wskazał nadal obowiązujące, przestarzałe regulacje prawne.

    Sesję Cyberbezpieczeństwo procesów informacyjnych otworzył Krzysztof Silicki, z-ca dyrektora NASK PIB, dyrektor ds. cyberbezpieczeństwa i innowacji, prezentując doświadczenia i wnioski po dwóch latach funkcjonowania ustawy Krajowy System Cyberbezpieczeństwa. W tym czasie powstały m.in. dodatkowe przepisy sektorowe, nieprzerwanie rozszerza się katalog wyzwań, opracowano także narodowe standardy cyberbezpieczeństwa chmur obliczeniowych wspólnej infrastruktury informacyjnej państwa (WIIP). Ewidentnym efektem działania ustawy jest wzrost liczby zgłaszanych incydentów naruszenia bezpieczeństwa – 6,5 tys. w 2019 roku. Wystąpienie zakończył apelem o aktywne uczestnictwo branży w opiniowaniu nowelizacji ww. ustawy.

    Doświadczenia z wdrażania systemu zarządzania tożsamością w różnych firmach i urzędach przedstawił Sławomir Szydłowski z firmy Comp. Praktyka pokazuje, że bardzo czasochłonnym elementem jest ustalenie schematów uprawnień poszczególnych grup pracowników i pojedynczych osób, które musi zdefiniować użytkownik systemu.
    Sesję zakończyła prof. Grażyna Szpor z Sektorowej Rady ds. Kompetencji – Telekomunikacja i Cyberbezpieczeństwo, omawiając problemy pojęciowe i kompetencyjne cyberbezpieczeństwa.

    Pierwszy dzień wirtualnych obrad Forum zakończył panel dyskusyjny „Analityka danych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji” moderowany przez przez dra hab. Marcina Paprzyckiego, prof. IBS PAN. Uczestnikami dyskusji byli: Patryk Choroś – SAS Institute, Marek Gajewski – Urząd Patentowy RP, Robert Kroplewski – Ministerstwo Cyfryzacji, Andrzej Sarnowski – Centrum e-Zdrowia. Dyskutowano w tej dziedzinie m.in. o źródłach danych, ich gromadzeniu i bezpiecznym udostępnianiu (wirtualne składnice danych, block chain), o danych w i dla administracji publicznej (np. publicznie dostępne www.data.gov.pl), o powstającej strategii AI w Polsce i braku kadr w tej dziedzinie.

    Drugi dzień obrad rozpoczęła sesja Forum Młodych Mistrzów. Witold Wieteska, przewodniczący jury Konkursu Młodych Mistrzów, przedstawił wyniki Konkursu Młodych Mistrzów, w którym do finału zakwalifikowano 28 prac z 11 uczelni. Nagrodzono 14 prac – pełna lista nagród i laureatów dostępna jest na stronie www.forumti.pl. Konkurs odbył się pod Patronatem Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Organizacja Konkursu tradycyjnie została wsparta finansowo przez Narodowy Bank Polski w ramach programu edukacji ekonomicznej. Partnerami sesji i Konkursu Młodych Mistrzów byli: Atende Software, Centrum e-Zdrowia i NASK Państwowy Instytut Badawczy.

    Jak w 7 minut do swojej idei, projektu czy produktu przekonać potencjalnego odbiorcę klienta – radził Młodym Mistrzom w specjalnym wystąpieniu bezpośrednio z Brukseli – dr Wojciech Wiewiórowski – Europejski Inspektor Ochrony Danych.

    W sesji Systemy zarządzania dokumentacją elektroniczną w administracji publicznej, której honorowym patronem był Bohdan Paszkowski, Wojewoda Podlaski, odbyły się dwie prezentacje.

    Mariusz Madejczyk, dyrektor Oddziału NASK w Białymstoku, pełnomocnik Wojewody Podlaskiego ds. informatyzacji prezentował stan realizacji projektu EZD RP – jednolitego, chmurowego systemu EZD, będącego własnością skarbu państwa. Projekt EZD RP podmiotowo obejmuje swoim zasięgiem administrację rządową RP (styczeń 2022), natomiast system EZD RP, będący efektem projektu, wraz z innymi produktami będzie dostępny dla całej administracji publicznej (2022/2023). Pilotażowe uruchomienie w 16 jednostkach administracji rządowej planowane jest na październik 2020.

    Magdalena Sawicka, zastępca dyrektora Oddziału NASK w Białymstoku, omawiała program rozwoju systemu EZD PUW. Od roku 2011 EZD PUW wdrażany jest w administracji rządowej RP jako jednolity system. Obecnie ma 1524 wdrożenia i ponad 92,5 tys. użytkowników w całym kraju.

    Omówiono nowo udostępnione moduły systemu: e-faktury, podpis e-Dowodem, paczka administracyjna i migracyjna, podpis xml za pomocą profilu zaufanego. Zapowiedziano także nowe moduły m.in. eDoręczenia integracja z ADE, dostosowanie do potrzeb Prokuratorii Generalnej, zastosowanie sztucznej inteligencji.

    Sesja Forum Nowych Idei, organizowana przez Polską Izbę Informatyki i Telekomunikacji, w całości poświęcona była dwóm tematom: Rynkowi telekomunikacyjnemu w analizie PIIT oraz ocenie stanu i perspektyw sieci 5G. Sesję rozpoczął Borys Stokalski z PIIT prezentacją nt. wykorzystania technologii 5G, następnie Aleksander Jakubczak z Huawei omówił stan obecny i różne scenariusze przyszłości 5G w Polsce, a Robert Kuźmiak z IDC Polska zaprezentował szanse, jakie dla rozwoju gospodarki stwarzają technologie 5G. Sesję zakończyła dyskusja nt. „Rozwój sieci 5G: raport z placu budowy”, moderowana przez Borysa Stokalskiego, w której uczestniczyli: Mariusz Busiło – Ekspert PIIT, Aleksander Jakubczak – Huawei, Marek Lipski – Ekspert PIIT, Jarosław Smulski – IDC Polska.

    Obrady Forum tradycyjnie zakończył Kocioł dyskusyjny zatytułowany – „Czy i jak doświadczenia pandemii zmienią wizję i pragmatykę cyfrowej transformacji państwa”. Dyskusję moderował Borys Stokalski, a swoimi doświadczeniami dzielili się: Hubert Gniadowicz – zastępca dyrektora departamentu informatyzacji w ministerstwie finansów, Adam Marciniak – wiceprezes zarządu PKO Banku Polskiego, Włodzimierz Owczarczyk – członek zarządu ZUS, Michał Przymusiński – dyrektor departamentu rozwoju usług w ministerstwie cyfryzacji.

    Ostatnim punktem programu Forum było wręczenie nagród „Złotego Herolda II stopnia”. Tegorocznymi laureatami nagrody zostali: Przemysław Koch – ministerstwo finansów, Adam Marciniak – PKO Bank Polski oraz instytucjonalnie PKO Bank Polski i Wojskowa Akademia Techniczna.

    Zamykając obrady XXVI Forum Teleinformatyki, prof. WAT Bolesław Szafrański, Przewodniczący Rady Programowej Forum, życzył wszystkim, by kolejna XXVII edycja Forum mogła się odbyć w tradycyjnych, konferencyjnych warunkach.

    Komitet Honorowy tegorocznego Forum tworzyli: Marek Zagórski – Minister Cyfryzacji, Anna Trzecińska – Wiceprezes NBP, prof. dr hab. Jan Madey – Uniwersytet Warszawski, Wiesław Paluszyński – Prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego, dr inż. Andrzej Dulka – Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, dr hab. inż. Bolesław Szafrański – Profesor WAT i Przewodniczący Rady Programowej Forum.

    Honorowymi Patronami XXVI Forum byli: Ministerstwo Cyfryzacji, Narodowy Bank Polski, Rektor Uniwersytetu Warszawskiego, Prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego i NASK Państwowy Instytut Badawczy.

    Partnerami XXVI Forum byli: Microsoft – złoty partner, Asseco Poland – srebrny partner.

    Patronami medialnymi byli: BrandsIT.pl, CyberDefence24, Gazeta Ubezpieczeniowa, ITWIZ.pl i Pismo Samorządu Terytorialnego WSPÓLNOTA.

    Organizatorami Forum byli: BizTech Konsulting SA i Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji.

  • Dr hab. Dominik Batorski i Kazimierz Schmidt  laureatami 19. edycji Nagrody im. Marka Cara

    Dr hab. Dominik Batorski i Kazimierz Schmidt laureatami 19. edycji Nagrody im. Marka Cara

    Dr hab. Dominik Batorski, socjolog i analityk danych w Interdyscyplinarnym Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego (ICM) Uniwersytetu Warszawskiego, wykładowca na studiach podyplomowych na wielu uczelniach i Kazimierz Schmidt, Radca Ministra w Departamencie Zarządzania Systemami w Ministerstwie Cyfryzacji zostali laureatami tegorocznej Nagrody im. Marka Cara, tragicznie zmarłego, pomysłodawcy Forum Teleinformatyki. Nagroda przyznawana jest za wybitne osiągnięcia w tworzeniu warunków dla rozwoju społeczeństwa informacyjnego.

    Nagrodę wręczono w trakcie otwarcia obrad XXVI Forum Teleinformatyki, które odbywało się online w dniach 24-25 września.

    Nagroda im. Marka Cara – tragicznie zmarłego w 1997 roku, pomysłodawcy i pierwszego Przewodniczącego Rady Programowej Forum oraz aktywnego popularyzatora nowoczesnych technologii w życiu społecznym – jest wręczana na Forum Teleinformatyki od 2002 roku. Wliczając tegorocznych laureatów, Nagrodą wyróżniono już 35 osób. Nagrodę przyznaje Kapituła, którą tworzą m.in. laureaci Nagrody z poprzednich lat (pełny skład Kapituły i regulamin Nagrody: www.forumti.pl).

    Ideą Nagrody jest wyróżnienie wybitnych osiągnięć w tworzeniu warunków dla rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Polsce.

    Laureaci. W tajnym głosowaniu Kapituła zdecydowała, że laureatami tegorocznej, dziewiętnastej edycji Nagrody im. Marka Cara są:

    Dr hab. Dominik Batorski
    Dr hab. Dominik Batorski

    Dr hab. Dominik Batorski, socjolog i analityk danych (data scientist) łączący pracę naukową, w Interdyscyplinarnym Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego (ICM) na  Uniwersytecie Warszawskim, z działalnością doradczą, popularyzatorską i biznesową. Członek Zarządu Sotrender, Zajmuje się tematami uczenia maszynowego oraz społecznych implikacji rozwoju sztucznej inteligencji. Animuje społeczność osób zajmujących się pracą z danymi i uczeniem maszynowym, organizator meetupów Data Science Warsaw. Jako ekspert wielokrotnie doradzał jednostkom administracji rządowej i samorządowej, kierował przygotowywaniem ekspertyz oraz uczestniczył w tworzeniu kilku Strategii (w tym Strategii Rozwoju Kapitału Społecznego w Polsce do 2020 roku) i Programów Operacyjnych (zwłaszcza POPC), a także Narodowego Planu Szerokopasmowego i jego aktualizacji. Był członkiem Rady ds. Informatyzacji (2011-2013) i Rady ds. Cyfryzacji (2016- 2018). W 2008 r. odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi za działania na rzecz rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Polsce.
    Od ponad 16 lat zajmuje się analizą dużych danych zbieranych przez serwisy internetowe i firmy telekomunikacyjne. Prowadzi zajęcia na studiach podyplomowych, związanych z data science na UW, SGH, ALK, Politechnice Warszawskiej i Białostockiej.
    Nagrodę przyznano m.in. za:
    §  badania nad rozwojem społeczeństwa informacyjnego w Polsce.

    Kazimierz Schmidt
    Kazimierz Schmidt

    Kazimierz Schmidt – Radca Ministra w Departamencie Zarządzania Systemami w Ministerstwie Cyfryzacji. Zwolennik, propagator i praktyk zastępowania informacji utrwalanej na papierze odpowiednio uporządkowaną informacją zapisaną elektronicznie. Od początku pracy zawodowej do dziś, ma do czynienia z gromadzeniem i zarządzaniem zasobami informacyjnymi o najróżniejszym charakterze, a od 18 lat związany z informatyzacją administracji publicznej. Był ekspertem merytorycznym Ministerstwa Cyfryzacji w pracach kilkoma ustawami m.in. usługach zaufania oraz identyfikacji elektronicznej, o doręczeniach elektronicznych (obecnie w Sejmie). Ostatnio opiekun merytoryczny projektu rozporządzenia w sprawie profilu zaufanego i podpisu zaufanego. Autor kilkudziesięciu artykułów dotyczących archiwów audiowizualnych, digitalizacji dokumentów oraz zasad zarządzania dokumentacją elektroniczną, przepisów kancelaryjnych, uwzględniających istnienie dokumentacji w postaci elektronicznej, zasad podpisywania i doręczenia dokumentów elektronicznych.
    Nagrodę przyznano m.in. za:
    §  wieloletnią działalność publikacyjną, szkoleniową i dydaktyczną, ukierunkowaną na tworzenie warunków sprzyjających powstawaniu społeczeństwa informacyjnego;
    §  wytrwałe propagowanie znaczenia informacji przekazywanej drogą elektroniczną, tworzenie aktów prawa likwidującego archaiczne bariery w elektronizacji przestrzeni informacyjnej;
    §  aktywne działanie, które w znaczącym stopniu umożliwiło przyspieszone włączanie mechanizmów uwierzytelniania osób fizycznych w relacjach z administracją publiczną.

    Nominowanymi do tegorocznej Nagrody im. Marka Cara byli także:

    ·      prof. dr hab. Jacek Gołaczyński – Kierownik Centrum Badań Problemów Prawnych i Ekonomicznych Komunikacji Elektronicznej (CBKE) jednostki naukowo-badawczej, działającej w ramach Uniwersytetu Wrocławskiego.

    ·      dr hab. inż. Andrzej Jaszkiewicz, prof. Politechniki Poznańskiej –  Dziekan Wydziału Informatyki i Telekomunikacji Politechniki Poznańskiej.

    ·      Jakub Szamałek – pisarz, scenarzysta studia CD Projekt RED (producent serii gier „Wiedźmin”).

    Kim był Marek Car? Marek Car był pełnym energii i pomysłów człowiekiem, który zawsze czynnie uczestniczył w kreowaniu rzeczywistości, również branży informatycznej w Polsce. Z wykształcenia dziennikarz, wielką wagę przywiązywał zawsze do rzetelnej informacji. Był pomysłodawcą, realizatorem i bardzo aktywnym uczestnikiem wielu przedsięwzięć. Dziś trudno je wszystkie wyliczyć. Wśród najważniejszych należy wymienić: biuletyn Boss-Komputer, tygodnik Komputer wraz z jego rosyjską wersją, pierwsze węzły sieci FIDO w Rosji, Stowarzyszenie Rozwoju Systemów Otwartych, Polska Społeczność Internetu (PSI), Stowarzyszenie PRO, początki pierwszej akcji Internet dla Szkół (IdS), tygodnik Teleinfo. Ukoronowaniem dokonań Marka Cara było sprawowanie funkcji Pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów ds. Informatyki. Zainicjował wówczas proces instytucjonalnej standaryzacji informatyki publicznej w Polsce. Po zakończeniu pracy w rządzie, w połowie lat dziewięćdziesiątych, współtworzył jedną z pierwszych polskich firm – dostawców usług internetowych (ISP) – Polska OnLine, w której był odpowiedzialny między innymi za powstanie pierwszego polskiego portalu informacyjnego. To właśnie Marek Car był twórcą celnego rozwinięcia angielskiego skrótu WWW – Wszechnica Wiedzy Wszelakiej.

    Komitet Honorowy tegorocznego Forum tworzyli: Marek Zagórski – Minister Cyfryzacji, Anna Trzecińska – Wiceprezes NBP, prof. dr hab. Jan Madey – Uniwersytet Warszawski, Wiesław Paluszyński – Prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego, dr inż. Andrzej Dulka – Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, dr hab. inż. Bolesław Szafrański – Profesor WAT i Przewodniczący Rady Programowej Forum.

    Honorowymi Patronami XXVI Forum byli: Ministerstwo Cyfryzacji, Narodowy Bank Polski, Rektor Uniwersytetu Warszawskiego, Prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego, NASK Państwowy Instytut Badawczy.

    Partnerami XXVI Forum byli: Microsoft – złoty partner, Asseco Poland – srebrny partner.

    Fundatorem Nagrody im. Marka Cara był: SAS Institute

    Patronami medialnymi byli: BrandsIT.pl, CyberDefence24, Gazeta Ubezpieczeniowa, ITWIZ.pl i Pismo Samorządu Terytorialnego WSPÓLNOTA.

    Organizatorami Forum byli: BizTech Konsulting SA i Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji.

  • XXVI Forum Teleinformatyki: „System informacyjny państwa wobec globalnej transformacji cyfrowej”

    XXVI Forum Teleinformatyki: „System informacyjny państwa wobec globalnej transformacji cyfrowej”

    Epidemia COVID-19 dobitnie uwidoczniła, jak istotne znaczenie dla sprawnego funkcjonowania państwa ma dobrze zaplanowana, skutecznie i sprawnie realizowana cyfrowa transformacja wszelkich procesów wewnętrznych państwa oraz usług dla obywateli, w szczególności możliwość realizowania ich w sposób zdalny. Tym aspektom cyfrowej transformacji poświęcone będą tegoroczne, po raz pierwszy prowadzone wirtualnie, obrady Forum Teleinformatyki.

    Dwudniowy program Forum obejmuje: osiem sesji tematycznych, panel dyskusyjny poświęcony sztucznej inteligencji i zamykający Forum, kocioł dyskusyjny o wpływie pandemii na wizje i pragmatykę cyfrowej transformacji państwa.

    Po raz pierwszy, w 26-letniej historii Forum wydarzenia ostatnich dziewięciu miesięcy w tak wielkim stopniu wpłynęły na zmieniający się niemal do ostatniej chwili program Forum i treść wystąpień. Przeniesienie obrad w sferę wirtualną pozwoliło organizatorom na większą elastyczność w kształtowaniu programu.

    Forum tradycyjnie gromadzi najlepszych specjalistów i praktyków zaangażowanych w modernizację funkcjonowania państwa oraz umożliwia publiczną wymianę doświadczeń i poglądów poprzez czynny udział w dyskusjach panelowych. O niesłabnącym znaczeniu Forum, nie tylko w branży IT, najlepiej świadczy rekordowa liczba 510 uczestników ubiegłorocznej edycji. Zdecydowaną większość z nich stanowili przedstawiciele kadry zarządzającej i informatycznej administracji rządowej oraz samorządowej, biznesu, środowisk naukowych, stowarzyszeń społecznych i izb gospodarczych.

    Pierwszy dzień obrad – czwartek 24 września

    Forum otworzą: prezentacja Marka Zagórskiego – Ministra Cyfryzacji nt. Celów i działań wobec globalnej transformacji cyfrowej i „Złoty wykład” – „50 lat wspinaczki ku chmurom” prof. Jana Madeja z Uniwersytetu Warszawskiego, wygłaszane w sesji Forum zaproszonych gości.

    W sesji INFRASTRUKTURA INFORMACYJNA PAŃSTWA – STAN, WYZWANIA, PERSPEKTYWY KLUCZOWYCH PROJEKTÓW o spisie powszechnym 2020 w warunkach pandemii będzie mówił dr Dominik Rozkrut – prezes GUS. Transformację cyfrową Ministerstwa Finansów na przykładzie integracji rozliczeń podatkowych przedstawi Przemysław Koch, pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji. Włodzimierz Owczarczyk z zarządu ZUS opowie o skutecznej transformacji działania ZUS w odpowiedzi na wyzwania w czasie epidemii COVID-19.

    O transformacji cyfrowej, wzmocnionej usługami chmurowymi w PKO BP, opowiedzą Jacek Cholc – Dyrektor Pionu Eksploatacji i Infrastruktury, PKO Bank Polski i Krzysztof Bonicki – Dyrektor Biura Rozwoju i Utrzymania Platformy DevOps, PKO Bank Polski.

    Sesję zakończy prezentacja wykorzystania zaawansowanych narzędzi Business Intelligence w finansach publicznych w dobie pandemii na przykładzie budżetu m.st. Warszawy, którą przedstawi Dominik Rogowiecki – Kierownik Zespołu Prognoz Wieloletnich i Modelowania Budżetowego Urzędu m.st. Warszawy.

    W odbywającej się pod patronatem Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego sesji ZAAWANSOWANE NARZĘDZIA STYMULUJĄCE I CHRONIĄCE PROCESY BIZNESOWE W UBEZPIECZENIACH, Andrzej Parafian z UFG będzie mówił o nowych usługach – ID UFG i Token UFG – wspierających potwierdzenie tożsamości w sektorze ubezpieczeniowym.

    Mateusz Sobeczek z DahliaMatic przedstawi system oceny ryzyka ubezpieczeniowego eSCOR. Sesję zakończy prezentacja Zbigniewa Świerczyńskiego z Milstar o Cyberincydentach i minimalizacji ryzyka ich wystąpienia oraz doskonaleniu metodyki ich obsługi w przypadku ich zaistnienia.

    W sesji INFRASTRUKTURA INFORMACYJNA PAŃSTWA – ARCHITEKTURA, TECHNOLOGIE, o cyfrowej transformacji działalności w sytuacji dynamicznych, wymuszonych zmian uwarunkowań funkcjonowania – na przykładzie wystąpienia pandemii będzie mówił Daniel Olejniczak z firmy Bonair, która jest partnerem tej sesji.

    O znaczeniu IT dla Państwa w czasie kryzysu i czynnikach sukcesu, kiedy projekt informatyczny staje się wyścigiem z czasem, opowie Arkadiusz Wójcik z Asseco Poland.

    Tematem wystąpienia przedstawiciela Urzędu m.st. Warszawy będzie wprowadzenie nowych narzędzi, wspomagających edukację we WSZYSTKICH szkołach w Warszawie wraz ze zdalnym nauczaniem.

    Sesję zakończy prezentacja Pawła Pisarczyka z Atende Software na temat rozważań, czy klastry energii i mikrosieci są przyszłością energetyki.

    Sesję CYBERBEZPIECZEŃSTWO PROCESÓW INFORMACYJNYCH otworzy Krzysztof Silicki, z-ca dyrektora NASK PIB, Dyrektor ds. Cyberbezpieczeństwa i Innowacji, prezentując doświadczenia i wnioski NASK-PIB po dwóch latach funkcjonowania ustawy Krajowy System Cyberbezpieczeństwa. Doświadczenia wdrożeniowe systemu zarządzania tożsamością przedstawi Sławomir Szydłowski z firmy Comp.

    Sesję zakończy prof. Grażyna Szpor z Sektorowej Rady ds. Kompetencji – Telekomunikacja i Cyberbezpieczeństwo, omawiając problemy pojęciowe i kompetencyjne cyberbezpieczeństwa.

    Pierwszy dzień obrad Forum zakończy panel dyskusyjny ANALITYKA DANYCH Z WYKORZYSTANIEM SZTUCZNEJ INTELIGENCJI, prowadzony przez dr. hab. Marcina Paprzyckiego, prof. IBS PAN.

    Drugi dzień obrad – piątek 25 września

    W drugim dniu Forum odbędą się trzy sesje.

    FORUM MŁODYCH MISTRZÓW – „Ekonomiczne aspekty informatyzacji państwa, cyfrowa modernizacja Polski”, na którym zostanie przedstawione podsumowanie i ogłoszenie wyników Konkursu Młodych Mistrzów. Projekt realizowany jest z Narodowym Bankiem Polskim w ramach programu edukacji ekonomicznej. Sesja dofinansowana jest ze środków Narodowego Banku Polskiego. Partnerami sesji i Konkursu Młodych Mistrzów są: Atende Software, Centrum e-Zdrowia i NASK Państwowy Instytut Badawczy.

    Systemowi EZD RP do elektronicznego zarządzania dokumentacją w administracji poświęcona jest sesja SYSTEMY ZARZĄDZANIA DOKUMENTACJĄ ELEKTRONICZNĄ W ADMINISTRACJI PUBLICZNEJ, której honorowym patronem jest Bohdan Paszkowski, Wojewoda Podlaski.

    Mariusz Madejczyk, dyrektor Oddziału NASK w Białymstoku, Pełnomocnik Wojewody Podlaskiego ds. informatyzacji będzie prezentował stan realizacji projektu EZD RP – prototyp rozwiązania, a Magdalena Sawicka, zastępca dyrektora Oddziału NASK w Białymstoku, Kierownik w Biurze Informatyki i Rozwoju Systemów Teleinformatycznych Podlaskiego Urzędu Wojewódzkiego w Białymstoku będzie omawiała program rozwoju systemu EZD PUW i pilotażowe rozwiązania: paczka administracyjna, sztuczna inteligencja, eDoręczenia i weryfikacja podpisów elektronicznych.

    Sesja FORUM NOWYCH IDEI, organizowana przez Polską Izbę Informatyki i Telekomunikacji, poświęcona będzie w całości tematowi: Rynek telekomunikacyjny w analizie PIIT, stan i perspektywy sieci 5G. Rozpocznie ją panel dyskusyjny „Rozwój sieci 5G: raport z placu budowy”, którego moderatorem będzie Borys Stokalski z PIIT, a następnie będą wystąpienia firmowe.

    Obrady Forum zakończy KOCIOŁ DYSKUSYJNY pt. „Czy i jak doświadczenia pandemii zmienią wizję i pragmatykę cyfrowej transformacji państwa”, moderowany przez Borysa Stokalskiego.

    Na Forum zostaną wręczone nagrody: im. Marka Cara (Fundatorem nagrody SAS Institute) i „Złotego Herolda”. Listę laureatów tych nagród z poprzednich lat można znaleźć: www.forumti.pl

    Komitet Honorowy tegorocznego Forum tworzą: Marek Zagórski – Minister Cyfryzacji, Anna Trzecińska – Wiceprezes NBP, prof. dr hab. Jan Madey – Uniwersytet Warszawski, Wiesław Paluszyński – Prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego, dr inż. Andrzej Dulka – Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, dr hab. inż. Bolesław Szafrański – Profesor WAT i Przewodniczący Rady Programowej Forum.

    Honorowymi Patronami XXVI Forum są: Ministerstwo Cyfryzacji, Narodowy Bank Polski, Rektor Uniwersytetu Warszawskiego i Prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego.

    Partnerami XXVI Forum są: Microsoft – złoty partner, Asseco Poland – srebrny partner.

    Patronami medialnymi są: BrandsIT.pl, CyberDefence24, Gazeta Ubezpieczeniowa, ITWIZ.pl i Pismo Samorządu Terytorialnego WSPÓLNOTA.

    Organizatorami Forum są: BizTech Konsulting SA i Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji.

    Aktualne informacje o tegorocznym Forum oraz materiały z poprzednich edycji dostępne są na stronie: www.forumti.pl

  • Kto zapłaci za rekordowy deficyt w budżecie państwa?

    Kto zapłaci za rekordowy deficyt w budżecie państwa?

    Po nowelizacji ustawy budżetowej deficyt ma wynieść 109 mld zł. Inne kraje też zwiększają swoje zadłużenie. Jednak sytuacja Polski jest inna, ponieważ nie jesteśmy w strefie euro. Problemem może stać się wysoka inflacja i kłopoty ze wzrostem gospodarczym.

    Przykładem kraju, który rekordowo zwiększa swój deficyt są Stany Zjednoczone, co może sprawiać wrażenie, że Polska także może bagatelizować skutki zwiększania zadłużenia. Już wiosną USA przeznaczyły 3 bln USD na programy pomocowe, a na tym nie koniec. Deficyt prawdopodobnie przekroczy 20 proc. PKB i będzie największy od czasów II wojny światowej.

    – Nie jest to sytuacja normalna, pewne tabu zostało przekroczone, przestało obowiązywać myślenie, że dług kiedyś trzeba będzie spłacićmówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. Amerykanie dostali po 1 200 dolarów na osobę i popyt konsumpcyjny został uratowany.

    Podobnie postępuje wiele krajów, gdzie banki centralne skupują dług publiczny. Jednak jest to niebezpieczne, o czym już wcześniej przekonała się Japonia, dochodząc do zadłużenia przekraczającego 200 proc. PKB i doprowadzając do stagnacji gospodarczej.

    – Bez skupowania rządowych obligacji przez banki centralne stopy procentowe poszybowałyby w góręwyjaśnia ekspert XTB.

    Sytuacja w Polsce jest jednak trudniejsza. Duża część zadłużenia znalazła się poza deficytem budżetu państwa, ponieważ tarcze antykryzysowe były finansowane przez Polski Fundusz Rozwoju i Bank Gospodarstwa Krajowego (należące do Skarbu Państwa). To prowadzi do tego, że polski deficyt z ukrytym długiem może nawet przekroczyć 13 proc. PKB.

    Jak dotąd skutki tego odczuwamy w postaci rekordowo niskiego oprocentowania lokat. Z bankowych lokat Polacy wycofali 16 mld zł, na bankowych rachunkach bieżących trzymamy ponad 600 mld zł. Po części finansujemy więc rosnące zadłużenie stanem naszych oszczędności osłabianych już najwyższą od niemal 10 lat inflacją.

    Na razie w Polsce dominują próby podnoszenia różnych drobnych opłat, które mogą być słabo dostrzegane przez konsumentów. Choć zadłużenie trzeba sfinansować, to rząd unika zapowiedzi o podniesieniu któregoś z istotnych podatków. Jednak dług trzeba będzie spłacić, wtedy pojawi się problem z inflacją bądź z wyhamowaniem wzrostu gospodarczego, a mogą wystąpić te oba negatywne czynniki.

    Turecki scenariusz, gdzie obligacje skarbu państwa są oprocentowane na 18 proc. jednak nam nie grozi, bo sytuacja w tym kraju już wcześniej wywołana była kryzysem politycznym i łamaniem zasad demokracji.

    Zagrożenie dla Polski związane jest z innym scenariuszem, wynikającym z tego, że nie jesteśmy w strefie euro.

    – Gdybyśmy byli w strefie euro zwiększanie długu publicznego byłoby uzależnione od tego w jakim stopniu rządowe obligacje kupowałby EBCkomentuje P.Kwiecień.Teraz NBP skup obligacji może realizować w dowolny sposób. Można się obawiać, że pojawi się silna pokusa, aby postępować tak na dłuższą metę, zwiększając zadłużenie Polski.

  • ZBP: Niepewna przyszłość rynku kredytowego

    ZBP: Niepewna przyszłość rynku kredytowego

    W pierwszej połowie tego roku banki udzieliły mniej kredytów we wszystkich segmentach rynku. Spadki wynikają zarówno z mniejszego zainteresowania klientów, jak i zaostrzania polityki kredytowej sektora. Dalsze jej zaostrzanie w kolejnych kwartałach może doprowadzić do zjawiska tzw. credit crunchu, czyli nadmiernego ograniczenia dostępności kredytu w gospodarce, czego efektem może być m.in. spadek polskiego PKB. Z raportu NBP wynika wprawdzie, że banki w niewielkim stopniu będą łagodzić swoje podejście, ale Związek Banków Polskich podkreśla, że ze względu na wzrost ryzyka i duże obciążenia sektora polityka musi pozostać bardziej restrykcyjna niż przed pandemią.

    – W ostatnich miesiącach zaobserwowaliśmy ogromny spadek zainteresowania ofertą kredytową banków. Wystąpił on właściwie we wszystkich grupach. Największy obserwujemy w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw oraz rolników. Istotny spadek, ale nie tak dramatyczny, zaobserwowaliśmy też w przypadku kredytów mieszkaniowych. Szacujemy, że na koniec tego roku poziom ilościowy i wartościowy kredytów mieszkaniowych zmniejszy się o ok. 8–10 pkt proc., czyli nie będzie tragedii, ale jednak wyraźne zmniejszenie mówi Biznes Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

    Spadek popytu na kredyty odzwierciedlają dane BIK za pierwsze półrocze tego roku. Banki i SKOK-i udzieliły w nim mniej wszystkich rodzajów produktów kredytowych, zarówno w ujęciu wartościowym, jak i ilościowym. Liczba i wartość przyznanych kredytów gotówkowych spadły średnio o 1/3. W segmencie mikroprzedsiębiorców liczba zapytań kredytowych z banków do BIK spadła w pierwszym półroczu o 23 proc. W sumie w tym czasie banki udzieliły im kredytów obrotowych na kwotę niższą o 27,5 proc., a inwestycyjnych – o 42,6 proc. w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej. Z kolei liczba klientów starających się o kredyt mieszkaniowy tylko w lipcu spadła o 6,4 proc. r/r, a wnioskowali oni o kredyty na kwotę niższą o 3,5 proc. względem tego samego miesiąca zeszłego roku. Co istotne, spadki mają zarówno charakter podażowy, jak i popytowy.

    – Mamy z jednej strony ograniczenia po stronie samych klientów, czyli po stronie popytowej. Jest to także związane z ofertą wsparcia, którą w okresie pandemii rząd skierował do przedsiębiorców. Ze zrozumiałych względów część klientów zrezygnowała w tej fazie z typowego kredytu bankowego, ponieważ uzyskała pomoc z tarczy finansowej PFR-u – wyjaśnia prezes ZBP. – Z drugiej strony banki, ze względu na pandemię, sytuację na rynku i poziom kredytów nieregularnie obsługiwanych, zaostrzyły w ostatnich miesiącach politykę kredytową.

    Na znaczne zaostrzenie warunków udzielania kredytów we wszystkich segmentach rynku już w pierwszym kwartale br. wskazywał NBP. W przypadku produktów dla przedsiębiorstw skala tego zaostrzenia była największa od 2009 roku. Prezes ZBP podkreśla, że wynika to m.in. z wysokiego poziomu nieregularnie obsługiwanych kredytów i wzrostu ryzyka kredytowego.

    – W strefie euro poziom kredytów nieregularnych mieści się w przedziale ok. 2,5–3,5 pkt proc. W Polsce niestety ten poziom utrzymuje się w przedziale 6,5–7 pkt proc., ale w przypadku kredytów dla przedsiębiorców i niektórych kredytów konsumpcyjnych przekroczył już nawet 12 pkt proc. Banki nie mogą sobie pozwolić na podwyższenie poziomu kredytów nieregularnych. Ponadto polskie rozwiązania podatkowe i ostrożnościowe są bardzo restrykcyjne i dotkliwe. Ten zbieg czynników, czyli wysokie obciążenie, stosunkowo wysoki poziom kredytów nieregularnych, pandemia i kłopoty wielu przedsiębiorstw, powodują, że polityka banków musi być o wiele ostrożniejsza, bardziej restrykcyjna – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz.

    Zarówno bank centralny, jak i ZBP wskazują, że zaostrzenie polityki kredytowej może w kolejnych kwartałach doprowadzić do zjawiska tzw. credit crunchu, czyli nadmiernego ograniczenia dostępności kredytu w gospodarce. To zaś przełoży się na spadek polskiego PKB.

    – To zjawisko credit crunchu było widoczne zwłaszcza w latach 2008–2015, zarówno na rynku amerykańskim, jak i europejskim. Taka sytuacja ma miejsce, kiedy banki, które odpowiadają przede wszystkim za bezpieczeństwo depozytów, widząc, że pewna pula kredytów się zepsuła i może zagrozić ich stabilności, mocno ograniczają swoją akcję kredytową – wyjaśnia prezes ZBP. W Stanach Zjednoczonych credit crunch był bardzo głęboki i władze federalne musiały podejmować działania zakrojone na wielką skalę, łącznie z pewnymi specyficznymi metodami finansowania przedsiębiorstw bezpośrednio przez federalną rezerwę. Z kolei w wielu krajach Europy Zachodniej władze zawierały z systemami bankowymi dodatkowe porozumienia, udzielały dodatkowego finansowania lub gwarancji, ale było to połączone z rekapitalizacją, a w niektórych przypadkach nacjonalizacją banków.

    Polski sektor bankowy zetknął się ze zjawiskiem credit crunchu w II połowie 2008 roku. Jak wskazuje ZBP, kredytowanie gospodarstw domowych spadło wówczas o 25 proc., a kredytowanie przedsiębiorstw o 33 proc, a efektem tej sytuacji był spadek polskiego PKB o 1 pkt proc.

    – W dłuższym okresie w przypadku Polski to ograniczenie kredytowania było stosunkowo niewielkie, bo w latach 2008–2015 wzrost kredytowania wyniósł w sumie ponad 48 proc. i byliśmy na drugim miejscu w całej Unii Europejskiej. W wielu krajach kredytowanie spadło w tym czasie o kilkanaście do nawet kilkudziesięciu procent. Dlatego też w Polsce PKB obniżyło się tylko o 1 pkt proc. rocznie, ale w innych krajach spadki były kilkuprocentowe. Credit crunch jest groźny, bo rzutuje na płynność firm i współpracę między przedsiębiorcami. Doprowadza do zaburzeń w różnych segmentach gospodarki realnej. Dlatego trzeba robić wszystko, aby zapobiec temu zjawiskupodkreśla Krzysztof Pietraszkiewicz.

    W lipcowym raporcie Narodowy Bank Polski wskazuje, że w III kwartale banki zamierzają już stopniowo łagodzić politykę kredytową – zarówno dla firm, jak i klientów indywidualnych („Sytuacja na rynku kredytowym – wyniki ankiety III kw. 2020”). Spodziewany jest też wzrost popytu na kredyty mieszkaniowe oraz kredyty krótkoterminowe dla firm. W przypadku konsumpcyjnych prognozy banków są zróżnicowane.

  • Zyski banków mniejsze o połowę. Kryzys napędzi cyfryzację sektora

    Zyski banków mniejsze o połowę. Kryzys napędzi cyfryzację sektora

    Można powiedzieć za Churchillem, że nie należy zmarnować dobrego kryzysu. Najważniejsze w czasie pandemii jest to, żeby zareagować na tę trudną sytuacjęmówi Leszek Skiba, prezes Banku Pekao SA. Jak wskazuje, banki przechodzą w tej chwili transformację i dostosowują swoje modele biznesowe do nowych warunków, stawiając głównie na szybszą cyfryzację i rozwój zdalnych kanałów kontaktu z klientami. Kryzys wywołany przez COVID-19 nie pozostaje też bez wpływu na kondycję finansową sektora, w którą najmocniej uderzają niskie stopy procentowe, spadek popytu na kredyty i znaczący wzrost ryzyka.

    Spadek marży odsetkowej wywołany obniżką stóp procentowych, wzrost odpisów na oczekiwane straty kredytowe oraz spadek przychodów z tytułu opłat i prowizji, spowodowany zmniejszonym popytem na usługi bankowe – to w ocenie NBP główne czynniki, które w nadchodzącym czasie wpłyną na spadek zyskowności sektora bankowego. W ubiegłym tygodniu bank centralny podał, że zysk netto sektora za I półrocze był aż o 47,7 proc. niższy rok do roku i wyniósł 3,93 mld zł. W samym czerwcu wyniósł 0,55 mld zł i w ujęciu rocznym spadł aż o 67 proc. Dla porównania zysk netto całego sektora bankowego za ubiegły rok wyniósł 14,7 mld zł.

    – Pandemia jest czasem spowolnienia gospodarczego, a nawet recesji w II kwartale. W tym okresie mamy spadek popytu na kredyt, co stanowi największy kłopot dla wszystkich banków. Klienci rzadziej wnioskują o kredyty, w związku z czym mamy mniej klientów. Jest też drugi czynnik związany z tym, że Narodowy Bank Polski, reagując na spowolnienie, obniżył stopy procentowe, a to zawsze oznacza spadek dochodów odsetkowych dla sektora bankowego – mówi Leszek Skiba, prezes Banku Pekao SA.

    Seria trzech tegorocznych obniżek stóp procentowych (17 marca, 8 kwietnia i 28 maja) mocno wpływa na wyniki banków. Główna stopa referencyjna NBP została obniżona z 1,5 proc. na początku marca do rekordowo niskiego poziomu 0,1 proc. obecnie i najprawdopodobniej w kolejnych kwartałach stopy procentowe zostaną utrzymane na tym poziomie, bo prognoza banku centralnego dotycząca gospodarki jest bardziej pesymistyczna, niż zakłada rząd. W lipcowym raporcie o inflacji NBP prognozuje spadek PKB w 2020 roku o 5,4 proc. i odbicia do stanu sprzed pandemii dopiero w 2022 roku.

    Kolejny niekorzystny czynnik to spadek popytu na kredyty, który odzwierciedlają dane BIK. W pierwszym półroczu banki i SKOK-i udzieliły mniej prawie wszystkich rodzajów produktów kredytowych – zarówno w ujęciu wartościowym, jak i liczbowym. Liczba i wartość przyznanych kredytów gotówkowych spadły średnio o 1/3. W lipcu liczba klientów starających się o kredyt mieszkaniowy spadła o 6,4 proc. r/r, a wnioskowali oni o kredyty na kwotę niższą o 3,5 proc. względem lipca 2019 roku. Z kolei w segmencie mikroprzedsiębiorców liczba zapytań kredytowych z banków do BIK spadła w pierwszym półroczu o 23 proc. W sumie w tym czasie banki udzieliły im kredytów obrotowych na kwotę niższą o 27,5 proc., a inwestycyjnych – o 42,6 proc. w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej.

    NBP wskazywał na znaczne zaostrzenie warunków udzielania kredytów we wszystkich segmentach już w pierwszym kwartale. Jednak w lipcowym raporcie bank centralny wskazuje, że w III kwartale banki zamierzają odwracać ten trend i zacząć stopniowo łagodzić kryteria – zarówno dla firm, jak i klientów indywidualnych („Sytuacja na rynku kredytowym – wyniki ankiety III kw. 2020”). Spodziewany jest też wzrost popytu na kredyty mieszkaniowe oraz kredyty krótkoterminowe dla firm. W przypadku konsumpcyjnych prognozy banków są zróżnicowane.

    Na wynikach banków odbija się też jednak znaczny wzrost ryzyka kredytowego i konieczność zawiązania rezerw na skutki pandemii SARS-CoV-2 (cały sektor odpisał na nie w pierwszym półroczu 3,1 mld zł). Wzrost bezrobocia, spowolnienie gospodarcze i bankructwa przedsiębiorstw zwiastują gorszą spłacalność i więcej tzw. złych kredytów, więc banki muszą zawiązać na ten cel wielomilionowe odpisy.

    – W związku z tym banki standardowo pokazują niższe zyski i to jest właśnie ten moment, w którym następuje spadek zysków całego sektora. To oczywiście przekłada się na cenę akcji – mówi prezes Banku Pekao SA.

    Jak podkreśla, pandemia jest czasem, w którym banki starają się zmieniać i dostosowywać swoje modele biznesowe do nowych warunków. Reżim sanitarny i zmiana sposobu, w jaki klienci korzystają z usług bankowości, głównie poprzez kanały zdalne, są bodźcem do szybszej cyfryzacji sektora. Jednak warto podkreślić, że polskie banki jeszcze przed pandemią należały do najbardziej zdigitalizowanych i innowacyjnych w Europie.

    – Można powiedzieć za Churchillem, że nie należy zmarnować dobrego kryzysu – mówi Leszek Skiba. – Najważniejsze w czasie pandemii jest to, żeby zareagować na tę trudną sytuację. Część placówek w bankach było zamkniętych m.in. z powodów sanitarnych, ale też związanych z popytem. W naszym banku też widzimy, że klienci wolą używać środków zdalnych, kontaktują się przez telefon i aplikację, rzadziej pojawiają się w oddziałach i to jest naturalne. Banki dostosowują się do tej sytuacji w przyspieszony sposób poprzez cyfrową transformację. Robią więcej niż zwykle, żeby być w kontakcie z klientami właśnie za pomocą kanałów zdalnych.

  • Co dalej ze wzrostem cen, jednak będzie wyższy?

    Co dalej ze wzrostem cen, jednak będzie wyższy?

    Inflacja zmniejszyła się w lipcu do 3,0% r/r wobec 3,3% w czerwcu, kształtując się poniżej wstępnego szacunku GUS. Analitycy spodziewali się, że może wynieść nawet 3,2%. Jak ceny będą się zmieniały w najbliższych miesiącach?

    Najistotniejszym czynnikiem oddziałującym w kierunku obniżenia inflacji było zmniejszenie dynamiki cen żywności i napojów bezalkoholowych (3,9% r/r w lipcu wobec 5,7% w czerwcu). Niższe tempo wzrostu cen w tej kategorii wynikało zwłaszcza z obniżenia dynamiki cen warzyw, owoców i mięsa, głównie ze względu na silne efekty wysokiej bazy sprzed roku.

    – Inflacja w Polsce cały czas jest na podwyższonym poziomie i w tym roku taka pozostanie, zwłaszcza że mamy kryzys i NBP przestrzegał, iż od inflacji bardziej boi się spadku cenmówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

    Do końca roku inflacja pozostanie na podwyższonym poziomie. W końcówce roku może być wyższa niż obecnie, dochodząc do 3,5 proc., ponieważ mamy już za sobą wiosenny spadek cen paliw, a ceny ropy naftowej na światowych rynkach znów rosną.

    – Spodziewam się, że na koniec roku inflacja będzie powyżej 3,0 proc.ocenia ekspert XTB.Natomiast w roku przyszłym spadnie, ale będzie bliska 2 proc.

  • Dolar w dół, a euro i złoty będą mocniejsze?

    Dolar w dół, a euro i złoty będą mocniejsze?

    Lokalnie nie ma czynników, które mogłyby nadać złotemu wyraźny kierunek. Niezłe dane bilansują się z ekspansywną polityką NBP. Najwięcej zależy od danych o gospodarce USA.

    Wyprzedaż dolara zaczęła się na początku sierpnia. Amerykańska waluta próbowała łapać oddech, ale uderzyły w nią kiepskie dane, podczas gdy mocniejsze dane z Europy ciągnęły w górę notowania euro.

    Dla kursu dolara istotne są dane dotyczą amerykańskiego rynku pracy. Po okresie powrotu czasowo zwolnionych pracowników w maju i czerwcu, dane za lipiec miały przynieść nieco wolniejszą, ale jednak kontynuację tej tendencji. Oczekiwania podgrzewał sam prezydent Donald Trump. Jednak opublikowany raport ADP, który jest próbą szacunku rządowych danych dla sektora prywatnego, pokazał wzrost zatrudnienia jedynie o 167 tys. W normalnych okolicznościach nie byłby to zły raport, jednak jak podkreśliłem, gospodarki cały czas są na etapie wychodzenia z kryzysu wywołanego ograniczeniami i poziom zatrudnienia w USA jest dużo niższy niż na początku roku. Dlatego oczekiwano wzrostu zatrudnienia o 1,2-1,5 mln osób.

    – Dolar wchodził w ten rok na wysokich poziomach, w marcu kosztował nawet w okolicach 4,30 zł. Dolar był bardzo drogi, bardzo go brakowało na rynku, bo inwestorzy byli w panice pod wpływem pandemii   mówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.Gdy banki centralne zalały rynki płynnością rekordy zaczęły bić indeksy giełdowe. Ponieważ pieniędzy na rynku jest już bardzo dużo, to nikt już nie obawia się, że zabraknie dolarów.

    Jednocześnie dane z Europy zaskakują na plus. Dane z niemieckiego przemysłu pokazały wzrost zamówień w czerwcu aż o 27,9% m/m. Zamówienia nadal były niższe niż przed rokiem, choć już tylko o 6,1%. Po części jest to efekt odroczonego popytu sektora motoryzacyjnego, który zgłosił wzrost zamówień o 66,5% m/m, jednak mimo wszystko dane okazały się bardzo pozytywnym zaskoczeniem.

    Ponieważ już wcześniej sentyment wobec dolara nie był dobry, dane dodatkowo przyczyniły się do jego osłabienia i para EURUSD ponownie zawitała w okolicach 1,19. Taki kurs może poważnie utrudnić ożywienie w Europie, ale krótkoterminowo może to mieć ograniczone znaczenie. Szczególnie, że obserwujemy samonakręcającą się spiralę taniejącego dolara i drożejącego złota i srebra.

    – Dolar jest jednak nadal drogą walutą, ponieważ kosztuje powyżej poziomu 3,70 zł, ale jest jedynie mocno wyprzedany komentuje ekspert XTB.Jednocześnie kurs dolara nie uwzględnia koronawirusa, z takim efektem moglibyśmy mieć do czynienia z walutami krajów rynków wschodzących, tak właśnie było ostatnio z randem południowoafrykańskim, co jednak należy traktować przede wszystkim jako ciekawostkę.

    Dolar był najtańszy od 22 miesięcy, ale to się zmienia. Według głównego ekonomisty XTB w tym roku będzie się osłabiał, ale już nie w takim tempie, jak w ostatnich tygodniach.

  • Wyniki finansowe ING Banku Śląskiego za I półrocze 2020 – zysk netto spadł o 26%

    Wyniki finansowe ING Banku Śląskiego za I półrocze 2020 – zysk netto spadł o 26%

    W I półroczu 2020 roku skonsolidowany zysk netto Grupy ING Banku Śląskiego wyniósł 583,5 mln zł w porównaniu z 793,6 mln zł przed rokiem. Na koniec czerwca br. bank utrzymał łączny współczynnik kapitałowy na bezpiecznym poziomie 17,47%. W minionym półroczu ograniczenia związane z pandemią przyspieszyły zmianę zachowań konsumenckich – wzrosła aktywność klientów w kanałach elektronicznych w zakresie zarówno dokonywanych transakcji, jak i zakupów nowych usług.

    Podstawowe dane finansowe Grupy ING Banku Śląskiego za I półrocze 2020 r. w porównaniu do analogicznego okresu ub.r.:

    – przychody ogółem wzrosły o 8% do 3 074,8 mln zł,

    – koszty ogółem wzrosły o 9% do 1 416,5 mln zł,

    – wynik przed kosztami ryzyka wzrósł o 8% do 1 658,3 mln zł,

    – zysk brutto spadł o 23% do 817,1 mln zł,

    – zysk netto spadł o 26% do 583,5 mln zł,

    – wskaźnik koszty/przychody wyniósł 46,1% w porównaniu z 45,9% w ub. r.,

    – łączny współczynnik kapitałowy wyniósł 17,47% w porównaniu z 15,03% w ub.r.,

    – zwrot z kapitału (ROE) wyniósł 9,0% w porównaniu z 12,5% w ub.r.

    – Na wyniki drugiego kwartału i całego pierwszego półrocza istotny wpływ miała światowa pandemia oraz środki podjęte w celu jej zwalczania. Poradziliśmy sobie z tym wyzwaniem nieprzerwanie świadcząc klientom nasze usługi, zachowując odpowiednie środki bezpieczeństwa oraz chroniąc zdrowie naszych pracowników. Wspieraliśmy klientów w zakresie czasowego odroczenia spłat kredytów oraz uczestnicząc w rządowych programach antykryzysowychpowiedział Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego. (na zdjęciu).

    – Ograniczenia związane z pandemią przyspieszyły zmianę zachowań konsumenckich – wzrosła aktywność klientów w kanałach elektronicznych w zakresie zarówno dokonywanych transakcji, jak i zakupów nowych usług. To co nas cieszy, to fakt, że bardzo liczne grono naszych klientów przekonało się do wygody rozwiązań zdalnych. W minionym kwartale wprowadziliśmy do oferty kolejne rozwiązania ułatwiające załatwianie wszystkich spraw przez internet. Wśród nich jest nowa aplikacja mobilna ING Business, wideorozmowa dla klientów korporacyjnych, możliwość założenia konta poprzez selfie, czy płatność kartą Visa zbliżeniową w telefonie zaraz po jej zamówieniudodał prezes ING Banku Śląskiego.

     – Covid-19 oraz podjęte przez rząd i NBP działania osłonowe wywołały gwałtowną zmianę w korzystaniu z usług bankowych.  Na rynku mieliśmy do czynienia ze spowolnieniem popytu na kredyty oraz jednoczesnym przypływem depozytów, szczególnie po stronie firm. W ING, w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku, wartość portfela kredytowego wzrosła o 9%. W tym okresie przyrost depozytów wyniósł 23%. Dodatkowo przyszło nam funkcjonować w drastycznie zmienionym środowisku blisko zerowych stóp procentowych. Bank, zgodnie z zasadami ostrożności, utworzył również znaczące odpisy na ryzyko kredytowe wynikające z gwałtownej zmiany prognoz makroekonomicznych. W efekcie spowodowało to obniżenie zysku netto w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego rokupowiedział Brunon Bartkiewicz.

    Najważniejsze wyniki biznesowe Grupy ING Banku Śląskiego osiągnięte w I półroczu 2020 roku w porównaniu do analogicznego okresu ub.r.:

    – wzrost wartości kredytów o 9% do 121,7 mld zł,

    – kredyty dla klientów bankowości detalicznej – wzrost o 20% do 52,7 mld zł,

    – kredyty dla klientów bankowości korporacyjnej – wzrost o 2% do 69,1 mld zł,

    – wzrost depozytów o 23% do 149,3 mld zł,

    – liczba klientów bankowości detalicznej 4,2 mln, w tym 1,9 mln klientów primary,

    – liczba klientów bankowości korporacyjnej 484,2 tys. (w tym 409 tys. przedsiębiorców oraz 75,2 tys. średnich, dużych firm i klientów strategicznych)