W kategorii Startupy prezentujemy przełomowe pomysły, modele biznesowe, finansowanie, skalowanie oraz współpracę startupów z integratorami, vendorami i korporacjami.
Polska ma szansę zbudować jeden z najlepszych systemów edukacyjnych, co przełoży się na liczbę nowych innowacyjnych firm. Takie założenia prowadzą do zbudowania modelu gospodarki opartej na wiedzy.
Podstawową do tego, żeby odnieść sukces na rynku start-upów w dłuższym terminie, jest stworzenie środowiska sprzyjającego innowacji, a więc przede wszystkim edukacja, ponieważ podstawą innowacji są ludzie. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nasz system edukacji kształtuje wystarczające kompetencje – w szczególności te miękkie – do tworzenia nowych przedsięwzięć, podejmowania ryzyka i umiejętności ponoszenia porażek – Marek Metrycki, prezes firmy doradczej Deloitte Polska
Dwa lata temu Deloitte stworzył model dojrzałości ekosystemu start-upów i wskazał 5 kluczowych obszarów, które warunkują ich rozwój. To: finansowanie, regulacje prawne, otoczenie instytucjonalne, kapitał ludzki oraz kapitał społeczny. W badaniu firma oceniła polski rynek start-upów na tle 40 najlepiej rozwiniętych państw na świecie. Pozycja Polski została uwzględniona na m.in. tle krajów OECD oraz dodatkowo Litwy, Łotwy, Chorwacji, Malty, Cypru, Hong Kongu, Singapuru i Tajwanu. Najwyżej ocenione zostały regulacje prawne i otoczenie instytucjonalne. Słabo wypadły za to obszar finansowania i kapitał społeczny. Umiarkowanie rozwinięty był też kapitał ludzki. W czterostopniowej skali, Polska uzyskała wówczas średnią ocenę 1,93.
Po prawie dwóch latach od pierwszej próby usytuowania Polski w modelu dojrzałości ekosystemu start-upów Deloitte ponownie przeanalizował rodzimy rynek, żeby sprawdzić czy środowisko staje się bardziej przyjazne dla młodych i innowacyjnych przedsiębiorstw. Z najnowszego badania wynika jednak, że sytuacja nie uległa istotnym zmianom, a Polska nadal plasuje się poniżej średniej.
Podobnie jak dwa lata temu najlepiej wypadł obszar regulacji prawnych i otoczenie instytucjonalne. Kapitał ludzki został oceniony jako umiarkowany, natomiast kapitał społeczny i finansowanie to dwa najsłabsze ogniwa całego ekosystemu. Jednak ogólna ocena dla obszaru finansowania jest w tym roku nieco wyższa, głównie dzięki zmianom na rynku venture capital.
Pogorszenie sytuacji kapitału społecznego
W stosunku do poprzedniego badania pogorszyła się sytuacja w obszarze kapitału społecznego. W definicji Deloitte na kapitał społeczny składa się zaufanie, respektowanie wzajemnych zobowiązań, przestrzeganie norm i umiejętności współpracy. Te czynniki tworzą niezbędne dla dojrzałego ekosystemu start-upów „spoiwo” w relacjach międzyludzkich. Pogorszenie kapitału społecznego to negatywny sygnał, który może utrudnić nie tylko rozwój start-upów, ale i innych obszarów gospodarki.
Prezes Deloitte Polska zauważa, że zarówno kapitał ludzki, jak i kapitał społeczny to czynniki ściśle powiązane z edukacją. Również uchwalona w lutym rządowa Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju wskazuje na edukację jako kluczową dla rozwoju innowacyjności w Polsce. Z drugiej strony – dokument zwraca też uwagę na deficyty umiejętności innowacyjnych wśród Polaków.
To pozytywny sygnał. Pozostaje oczywiście pytanie, jak szybko jesteśmy w stanie wprowadzać rozwiązania, które zmienią tę sytuację. System edukacji to nie jest system, w którym możemy dokonywać rewolucji. Potrzebna jest mądra debata i ewolucja, która doprowadzi do szybkich rezultatów. Jestem optymistą – jeżeli taką debatę podejmiemy, to jesteśmy w stanie w stosunkowo krótkim czasie osiągnąć rezultaty, a w dłuższym terminie zbudować jeden z najlepszych systemów edukacyjnych na świecie. Mamy ku temu dobrą podstawę – Marek Metrycki, prezes firmy doradczej Deloitte Polska
B+R
Deloitte zauważa też, że w ostatnich latach w Polsce sukcesywnie rosną wydatki na badania i rozwój, podobnie jak nakłady na edukację i szkolnictwo wyższe. Jednak zmiana nie jest na tyle duża, żeby podnieść pozycję Polski w rankingu, a względem liderów wciąż jest wiele do nadrobienia.
Budowa gospodarki opartej na wiedzy oraz ekosystemu, który umożliwi rozwój innowacji i start-upów, wymaga stworzenia odpowiedniego modelu edukacji. Prezes Deloitte’a wskazuje, że powinien on kształtować kompetencje miękkie, takie jak umiejętność współpracy, ponoszenia ryzyka i wyciągania błędów z pierwszych porażek.
Właściwa edukacja kształtuje pewne cechy, by ten sukces osiągnąć. To przede wszystkim odwaga, pewność siebie, asertywność, umiejętność kształtowania rzeczywistości wokół siebie, a przede wszystkim umiejętność współpracy – łączenia kompetencji różnych osób w jeden organizm, który potrafi stworzyć unikalną wartość. Innowacyjność to umiejętność wyciągania wniosków z porażek. Większość start-upów upada w pierwszym roku działalności, góra po dwóch latach. To bezcenne doświadczenia dla uczestników takich przedsięwzięć i jest szansa, że w kolejnych osiągną już lepsze rezultaty. Można prześledzić kariery firm czy osób, które odniosły niesamowity sukces – ich pierwsze projekty wcale się tak nie kończyły – Marek Metrycki, prezes firmy doradczej Deloitte Polska
Na rynku pojawiła się nowa jednostka przetwarzania obrazu (VPU). Movidius Myriad X jest kolejnym etapem w rozwoju oferty rozwiązań sztucznej inteligencji (SI) Intela.
Myriad X pozwoli na wykorzystanie autonomicznych funkcji w wielu kategoriach produktów, np. w dronach, rozwiązaniach z dziedziny robotyki, rzeczywistości wirtualnej czy inteligentnych kamerach. Jest pierwszym na świecie systemem SoC (system-on-a-chip) dostarczanym wraz z dedykowanym mechanizmem przetwarzania dla sieci neuronowych (Neural Compute Engine) służącym do przyspieszania procesu uczenia głębokiego w rozwiązaniach końcowych. Mechanizm Neural Compute Engine jest modułem sprzętowym wbudowanym w układ scalony, dedykowanym do obsługi głębokich sieci neuronowych z wysoką prędkością i przy niskim poborze mocy, bez obniżania dokładności. Mechanizm ten umożliwia urządzeniom widzenie, rozumienie i reagowanie w obrębie ich środowisk pracy w czasie rzeczywistym. Wraz z wprowadzeniem mechanizmu Neural Compute Engine, architektura urządzenia Myriad X osiąga wydajność mocy obliczeniowej w głębokich sieciach neuronowych rzędu 1 TOPS (bilion operacji na sekundę (TOPS), maksymalna wydajność wyliczona w oparciu o szczytową wartość przepustowości obliczeniowej operacji zmiennoprzecinkowych mechanizmu Neural Compute Engine – red.).
Obecnie widzenie komputerowe i uczenie głębokie stają się standardowymi wymaganiami w miliardach urządzeń otaczających nas na każdym kroku. Udostępnianie urządzeń z rozwiązaniami inteligencji wizualnej, podobnej do ludzkiej, to wielki krok naprzód w rozwoju systemów obliczeniowych. Urządzenie Myriad X pozwala na nowo zdefiniować znaczenie jednostki VPU podczas udostępniania optymalnej mocy widzenia komputerowego oraz wszystkich dostępnych funkcji sztucznej inteligencji zgodnie z szczególnymi ograniczeniami w zakresie zasilania i temperatury środowiska pracy, jakim podlegają nowoczesne urządzenia pracujące pełną mocą – Remi El-Ouazzane, wiceprezes i dyrektor firmy Movidius wchodzącej w skład działu nowych technologii Intela
Możliwość osiągania całkowitej wydajności przekraczającej wartość 4 TOPS (oszacowanie odnoszące się do architektury oparto o maksymalną wydajność operacji na sekundę we wszystkich jednostkach obliczeniowych – red.), niewielka obudowa oraz wbudowane funkcje przetwarzania sprawiają, że Movidius Myriad X nadaje się do wykorzystania dla autonomicznych urządzeń. Wyposażone w mechanizm Neural Compute Engine łączy obrazowanie, przetwarzanie informacji wizualnych oraz głębokie uczenie w czasie rzeczywistym z:
Obsługą programowalnych, 128-bitowych procesorów wektorowych VLIW: umożliwiają one jednoczesne działanie wielu aplikacji do obrazowania i obsługi widzenia dzięki elastyczności 16 procesorów wektorowych, zoptymalizowanych pod kątem obsługi obciążeń z zakresu widzenia komputerowego.
Większą liczbą konfigurowalnych magistrali MIPI: można podłączyć maksymalnie 8 kamer RGB
o rozdzielczości HD bezpośrednio do urządzenia Myriad X z wykorzystaniem 16 magistrali MIPI wraz z bogatym zestawem interfejsów, aby osiągnąć przepustowość przetwarzania sygnałów optycznych do 700 milionów pikseli na sekundę.
Ulepszonymi akceleratorami procesów obsługi sygnałów wizualnych: można korzystać z ponad 20 akceleratorów sprzętowych do wykonywania takich zadań, jak wyznaczanie przepływów optycznych i głębi widzenia stereoskopowego bez konieczności ponoszenia dodatkowych kosztów związanych ze zwiększeniem mocy obliczeniowej.
2,5 MB homogenicznej pamięci układowej: scentralizowana architektura pamięci układowej umożliwia uzyskanie przepustowości wewnętrznej do 450 GB na sekundę, co minimalizuje opóźnienia i zmniejsza pobór mocy dzięki ograniczeniu przesyłania danych poza układ scalony.
Cechy
Myriad X to najnowsza generacja jednostek VPU z rodziny Movidius, które zostały zaprojektowane do pracy we wbudowanych rozwiązaniach do obsługi inteligencji wizualnej i wnioskowania. Jednostki VPU Movidius cechują się bardzo dużą wydajnością przy niskim poborze mocy dzięki połączeniu trzech elementów architektury. Pozwala to na osiąganie stałych poziomów wysokiej wydajności podczas obsługi obciążeń z zakresu uczenia głębokiego oraz widzenia komputerowego. Te trzy elementy architektury to:
macierz programowalnych procesorów wektorowych VLIW wyposażona w zestaw instrukcji dostosowany do obsługi obciążeń z zakresu widzenia komputerowego
i uczenia głębokiego;
zestaw akceleratorów sprzętowych do obsługi przetwarzania sygnałów optycznych, widzenia komputerowego i uczenia głębokiego;
ogólnodostępna platforma pamięci inteligentnej, która minimalizuje przepływ danych
w obrębie układu scalonego.
Wsparcie innowacyjności zawsze wiąże się z dużym zainteresowaniem inwestorów. O akceleratorze stworzonym przez firmę OVH dla startupów rozmawiamy z Anną Wieluńską, Digital Sales Manager w OVH.
Anna Wieluńska, Digital Sales Manager w OVH
BrandsIT: Czym jest Digital Launch Pad i jak działa?
Anna Wieluńska: Rynkowy sukces osiąga niestety jedynie ok. 2 procent startupów, które próbują wejść na rynek. Powodów, które decydują o porażce może być wiele, począwszy od niewłaściwych założeń już na starcie, po błędne zdefiniowanie grupy docelowej, zapętlenie się twórców w stałe udoskonalanie produktu, aż po stale rosnące koszty przedsięwzięcia. Wychodząc naprzeciw potrzebom, z którymi mierzą się twórcy startupów, firma OVH uruchomiła w 2015 roku akcelerator Digital Launch Pad. Jego zadaniem jest wsparcie innowacyjnych przedsięwzięć w początkowej fazie ich rozwoju już od momentu ich uruchomienia, aż do tzw. momentu go to market, czyli debiutu rynkowego zarówno w ich rozwoju technologicznym, jak i biznesowym. Na chwilę obecną, na współpracę z akceleratorem zdecydowało się już ponad 900 projektów. Wśród nich znajdują się raczkujące startupy, które są dopiero na początku swojej biznesowej przygody, jak i dojrzałe rozwiązania, odpowiadające na konkretne zapotrzebowania na rynku. [signinlocker id=9973]
Jeżeli chodzi natomiast o współpracę z OVH w ramach Digital Launch Pad, opiera się ona na trzech filarach, które są dopasowane do projektów na różnych poziomach rozwoju i zaawansowania produktów/ rozwiązań:
Ideation – jest poziomem przeznaczonym dla startupów w początkowej fazie pomysłu lub początkowego rozwoju. Na tym etapie do akceleratora mogą dołączyć projekty finansowane z własnych środków założycieli lub te, które mają za sobą tzw. fazę pre–seed. Przystępując do programu na jego wstępnym poziomie, twórcy innowacyjnych pomysłów mogą liczyć m.in. na przestrzeń w chmurze publicznej OVH do równowartości 1000 Euro, dostęp do technologii Metrics Data Platform, wsparcie merytoryczne ekspertów OVH (2 godziny doradztwa i analizy technicznej), dostęp do treści online oraz szkoleń w ramach OVH Academy oraz udział w wydarzeniach networkingowych organizowanych przez firmę OVH.
Build – ta faza współpracy skupia projekty, które są na etapie finalizacji swoich produktów lub usług oraz domykają strategię wejścia na rynek. Startupy wchodzące do akceleratora poprzez fazę „Build” są nadal w większości finansowane z własnych środków. Startupy współpracujące z akceleratorem OVH na tym poziomie mają do dyspozycji ekwiwalent do kwoty 10 000 Euro w dostępie do chmury publicznej, pakietów Dedicated Cloud oraz dostępu do serwerów (GPU oraz serwerów dedykowanych Game), pakiet 6 godzin doradztwa i analizy technicznej, dostęp do bazy wiedzy OVH oraz zaproszenia na wydarzenia i networking organizowane przez firmę z pakietem VIP.
Market – „firmy” dołączające do akceleratora na tym poziomie mają już gotowy produkt i duży potencjał rozwoju. Co więcej, potrzeby ich finansowania na tym etapie mogą już być częściowo zaspokajane. Startupy, które już pracują nad dopracowaniem swojego modelu biznesowego i chcą skalować swoje produkty międzynarodowo mogą liczyć na dostęp do infrastruktury OVH (chmura publiczna oraz chmura prywatna, serwery oraz usługi dodatkowe – m.in. optymalizacja infrastruktury, marketing, SEO etc.) do 100 000 Euro. Dodatkowo eksperci OVH przygotują dla nich dedykowane szkolenia online oraz odbędą sesje mentoringowe na poziomie doradztwa technicznego, ale także handlowego. Wszyscy członkowie akceleratora na poziomie „Market” mają szansę na uczestnictwo w wydarzeniach networkingowych oraz warsztatach OVH na poziomie premium.
BrandsIT: Dlaczego firma OVH decyduje się na wspieranie startupów na szeroką skalę? Jakie korzyści wynikają z takich działań?
Anna Wieluńska: Jesteśmy obecnie w momencie, w którym śmiało możemy mówić o gospodarce opartej na innowacji i danych. Jednocześnie znajdujemy się w środku czwartej rewolucji przemysłowej, której fundamentem są ogromne ilości agregowanych informacji, a zwłaszcza ich umiejętne przetwarzanie i wyciąganie wniosków. Procesy te potrzebują odpowiedniego wsparcia i rozwoju usług, które odpowiedzą na nowe, nieznane dotąd wyzwania. Jest to więc doskonały moment dla twórców startupów. Wyzwania i potrzeby biznesowe czekają na przysłowiowe wyciągnięcie ręki, ważne jest tylko to, aby odpowiednio dopasować do nich swój produkt lub usługę.
Na początku swojej działalności firma OVH także działała jako startup i do dzisiaj główną zasadą, którą kierują się wszyscy członkowie firmy i która jest na stałe wpisana w DNA OVH jest hasło „Innovation is freedom”. Doskonale rozumiemy, jak ważna dla „młodych” twórców jest idea samodzielności i dążenie do stworzenia biznesu, który zmieni krajobraz rynku, lub wprowadzenia projektu, który ma szansę zmienić oblicze branży, której będzie dedykowany – medycyny, rozrywki, edukacji czy kultury.
Bazując na latach doświadczeń i rozwijania własnej infrastruktury, OVH chce wspierać młode inicjatywy oddając do ich dyspozycji gotową, sprawdzoną i bezpieczną technologię. Dzięki takiemu wsparciu twórcy startupów mogą znacząco skrócić czas potrzebny na wprowadzenie ich rozwiązań na rynek (go to market) i mieć pewność, że ich technologia będzie miała fundamenty o najwyższym poziomie innowacji i bezpieczeństwa.
To, co jest równie ważne we wspieraniu i współpracy ze startupami, to możliwość wzajemnej nauki i wymiany doświadczeń. Mamy tu do czynienia z tzw. zjawiskiem „startupizacji korporacji” – organizacje o rozbudowanej strukturze oraz dopiero raczkujące firmy mogą uczyć się od siebie i przejmować najlepsze praktyki. Te większe mają szansę przeszczepić projektowe podejście do rozwiązywania problemów i tworzenie interdyscyplinarnych zespołów, zawiązywanych na potrzeby określonych zadań. Te mniejsze natomiast, liczyć na know-how od bardziej doświadczonych kolegów, dostęp do ich partnerów biznesowych oraz technologię i środowisko, które pozwoli im skupić się na rozwoju tego, co jest najważniejsze, czyli ich projektu.
BrandsIT: Czym zajmował się najciekawszy, Pani zdaniem, startup, jaki został objęty akceleratorem?
Anna Wieluńska: Wiele projektów, które biorą udział w programie akceleracji, skupia się wokół analizy danych. Jednym z najciekawszych przykładów jest startup, który miał wpływ na wynik ostatnich wyborów prezydenckich we Francji. Jego twórcy, Guillaume Liegey, Arthur Muller oraz Vincent Pons, stworzyli narzędzie do analizy danych, które umożliwia prognozowanie opinii wyborców z dokładnością do osób mieszkających przy danej ulicy. Liegey Muller Pons (LMP) na podstawie danych demograficznych z INSEE, francuskiego Krajowego Instytutu Statystyki i Badań nad Gospodarką oraz wyników wszystkich wyborów we Francji od roku 1981, udostępnianych przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, potrafią określić poparcie dla idei kandydata w danym okręgu wyborczym oraz współczynnik osób niezdecydowanych i osób, które nie głosują. Co więcej, ich narzędzie dostarcza także informacje o profilu socjodemograficznym osób, które kandydat powinien sobie zjednać.
Narzędzia WWW oferowane przez LMP wspomagały wolontariuszy, chodzących od drzwi od drzwi podczas wyborów, przyczyniając się do zwycięstwa François Hollande’a w 2012 roku oraz Emmanuella Macrona w 2017 r. Jeszcze kilka lat temu nie byłoby to możliwe ze względu na wysokie koszty mocy obliczeniowej niezbędnej do wykonania takich analiz. Dzisiaj rozwiązanie LMP wykonuje masywne obliczenia wykorzystując do tego chmurę publiczną OVH.
BrandsIT: Czy akceleratorem dla startupów OVH są objęte polskie startupy?
Anna Wieluńska: W ramach programu DLP działają przedsięwzięcia z całego świata, w tym także z Polski. Kilka startupów z naszego kraju już zdecydowało się dołączyć do akceleratora, są one jeszcze jednak w mniejszości. Dwa z nich znajdują się obecnie w fazie Build, czyli finalizują swoje rozwiązanie. Obecnie najwięcej startupów w programie to firmy francuskie, kanadyjskie oraz amerykańskie. Liczymy jednak, że będzie się to zmieniać.
BrandsIT: Jakie technologie są najczęściej rozwijane przez startupy? Na czym skupiają się innowacyjni przedsiębiorcy?
Anna Wieluńska: Według badań przeprowadzonych przez organizację Startup Poland, ponad połowa (51%) startupów w Polsce działa w modelu business to business (b2b), a jednocześnie co trzeci startup funkcjonuje w modelu SaaS (Software as a Service, czyli oprogramowanie jako usługa). Oznacza to, że twórcy inicjatyw biznesowych coraz lepiej rozumieją, jak działa rynek i w których jego obszarach powinni szukać swojego miejsca na startupowej mapie. Nie mam tu tylko na myśli Polski – 47% przedstawicieli startupów przyznało także, że eksportują swoje usługi. Oznacza to, że prawie co drugi startup realizuje za granicą więcej niż połowę swoich przychodów.
Trendy rozwoju startupów wynikają oczywiście z potrzeb rynku – dynamicznego przyrostu danych (liczonego w petabajtach), rosnącej popularności urządzeń mobilnych, potrzeby lepszego monitorowania naszych organizmów czy konieczności odpowiedzi na coraz bardziej złożone problemy biznesowe, czy rozwój Internetu Rzeczy.
Najpopularniejsze kierunki rozwoju, zauważamy coraz większe poruszenie w kierunkach takich jak usługi na rzecz finansów (tzw. fintechy), ubezpieczeń (insurtechy), mobilnych płatności, startupy medyczne czy te związane z szeroko pojętą analityką biznesową (business intelligence), a więc także te związane z Big data. Oczywiście na znaczeniu zyskują także projekty związane z rzeczywistością wirtualną (VR), rozszerzoną (AR – Augmented Reality, czy mieszaną (tzw. mixed reality). To trend, który dotyczy zarówno rozrywki (gry i filmy oparte na VR), jak również medycyny czy przemysłu.
BrandsIT: OVH działa już w 17 krajach. Podaje się, że jest 3. firmą hostingową na świecie. Co, Pani zdaniem, najbardziej przyczynia się do sukcesu jaki osiąga firma?
Anna Wieluńska: W tym miejscu ponownie wrócę do naszego hasła „Wolność dzięki innowacji”. To właśnie świadomość wolności i niezależności, którą daje stały rozwój, jest fundamentem działań OVH na każdym etapie rozwoju oraz tworzenia usług i technologii dla naszych klientów. Mam w tym miejscu na myśli zarówno centra danych ulokowane na czterech kontynentach, jak i własną sieć światłowodową czy dedykowane poszczególnych działom firmy zespoły R&D. [/signinlocker]
W kolejnych latach otoczenie globalne małych i średnich przedsiębiorstw najprawdopodobniej ulegnie drastycznym zmianom. Rosnące zapotrzebowanie na transformację cyfrową, zmieniające się zwyczaje pracowników i uwarunkowania ekonomiczne powodują, że MŚP będą się mierzyć z wyjątkowo trudnymi wyzwaniami.
Konkretne przewidywania co do zmian, które nadejdą, są trudne (i raczej nie mają sensu), jednak może się okazać, że niektóre wyzwania odegrają szczególną rolę dla przyszłości MŚP.
Technologia
Dla wielu przedsiębiorstw technologia odegra najważniejszą rolę w transformacji biznesowej. Migracja do chmury i wykorzystanie internetu rzeczy (IoT) to dwie główne zmiany, z którymi zetkną się firmy na całym świecie. Znaczenie tych zmian będzie rosło w miarę upływu czasu, a mówimy tutaj jedynie o trendach dostrzegalnych dziś. Migracja do chmury, gromadzenie i wykorzystanie danych oraz zapobieganie coraz częstszym i bardziej wyrafinowanym cyberatakom to tylko część zadań MŚP. Poza tym małe i średnie przedsiębiorstwa będą się musiały wykazać elastycznością i zwinnością, która pozwoli im skutecznie dostosowywać się do coraz nowszych technologii. Nowe technologie równocześnie zapewnią MŚP ogromne możliwości rozwoju.
Inwestycje
Ostatnie lata nauczyły osoby starające się przewidzieć przyszłość w gospodarce jednej rzeczy – nie należy się zbytnio skupiać na przewidywaniu przyszłości. W związku z naporem zmian technologicznych we wszystkich obszarach biznesu, od największych korporacji międzynarodowych po niewielkie startupy, planowanie inwestycji w nadchodzących latach niewątpliwie okaże się niezwykle trudne.
MŚP muszą więc planować swoje budżety w sposób elastyczny, równocześnie maksymalnie obniżając ryzyko finansowe. Im więcej obszarów biznesowych zostanie wziętych w ryzy finansowe, tym łatwiej będzie planować inwestycje.
Niezwykle ważne będzie również osiągnięcie jak najkorzystniejszej relacji jakości do ceny i stosowanie skalowalności we wszystkich obszarach związanych z zakupami i inwestycjami.
Pracownicy
Coraz bardziej mobilni pracownicy, rekrutujący się zarówno spośród pokolenia Baby Boomers, jak i Millenialsów, prawdopodobnie jeszcze bardziej zmienią strukturę MŚP w nadchodzących czterech latach. Pytania codziennego dnia pracy „kto, co, gdzie, kiedy i dlaczego“ zyskują nowy wymiar.
Działalności biznesowej nie prowadzi się już w jednej lokalizacji. Tradycyjny dzień pracy „od 9:00 do 17:00“ odchodzi do lamusa. O ile tego rodzaju zasady kiedyś hamowały produktywność przeciętnego MŚP, dzisiejsi pracownicy na bieżąco komunikują się z firmą, bez względu na swoje miejsce pobytu, głównie dzięki wspomnianym innowacjom technologicznym.
Czy możemy liczyć na stabilność?
Omówione wcześniej aspekty prawdopodobnie ulegną zmianie. Czy coś pozostanie niezmienne? Czy w kolejnych czterech latach MŚP mogą liczyć na uchwytną stabilność?
MŚP są skazane na zmieniające się warunki makroekonomiczne. Będą musiały się w nich odnaleźć i obrócić je na swoją korzyść. Mimo wszystko istnieją sfery działalności, w których firmy mogą cieszyć się stabilnością i spokojem, równocześnie minimalizując niepewność finansową, na przykład w sektorze IT.
Przyjrzyjmy się dostawcy drukarek Lexmark. Firma Lexmark rozumie sytuację, w jakiej aktualnie znajdują się MŚP i dlatego opracowała linię drukarek i urządzeń MFP z czteroletnią gwarancją, która zapewnia spokój bez niespodzianek i niespodziewanych kosztów.
Zaletą rozwiązania Lexmarka jest zresztą nie tylko wieloletnia gwarancja, ale także jakość produktów. Przystępne cenowo produkty Lexmarka posiadają wszystkie zaawansowane właściwości i funkcje, czyli druk dwustronny, zabezpieczenia klasy korporacyjnej, możliwość drukowania mobilnego i wydajny, profesjonalny druk monochromatyczny i kolorowy. Jeśli nie dziś, to może kiedyś.
Skoro w nadchodzących czterech latach tak wiele ma się zmienić, MŚP na pewno chętnie skorzystają z tego rodzaju stabilności w coraz bardziej nieprzewidywalnym otoczeniu biznesowym.
Globalny rynek usług Big Data rośnie jak na drożdżach a razem z nim polskie firmy, które zajmują się analityką danych. Monetyzacja zbiorów danych wydaje się być ciekawym i dochodowym biznesem, czego dowodem może być sukces polskiej firmy TogetherData.
Warszawska spółka TogetherData, zajmująca się monetyzacją dużych zbiorów danych w ciągu 6 ostatnich miesięcy przychód w wysokości 14 mln zł. Firma podaje, że jest to o 700 proc. więcej niż w całym zeszłym roku. Zaskakującym może być fakt, że Spółka rozpoczęła działalność w 2015 roku. W 2016 roku przychody TogetherData wyniosły 2 mln zł. Przychody z tego roku są więc imponujące. Przy przychodach rzędu 14 mln zł w I i II kwartale 2017 roku, zysk netto Spółki zawisł na poziomie 4 mln zł.
Co stoi za takimi wynikami?
Dobre wyniki finansowe TogetherData to efekt przemyślanej strategii rozwoju firmy. Od początku działalności spółka skupia się przede wszystkim na rozwiązywaniu problemów klientów, analizując duże zbiory gromadzonych przez nie danych. Wzbogaca je o informacje pochodzące z zewnętrznych źródeł. Wykorzystując inteligentne narzędzia jak m.in. IQ OCR, łączy dane offline i online. Dopiero złożenie tych wszystkich elementów – danych 1st i 3rd party, offline i online w jedną układankę, umożliwia zbudowanie pełnego obrazu klienta, jego preferencji i realnych potrzeb.
Rynek Big Data na sterydach
Duży wzrost TogetherData wpisuje się w światowe trendy. Z badań Forrester wynika, że zysk firm wykorzystujących analitykę danych w swoich procesach biznesowych wyniesie ponad 1,2 bln dolarów do 2020 roku. Wg IDC w ciągu ostatnich 2 lat aż 7 na 10 przedsiębiorstw zwiększyło wydatki na analizę danych, wpisując ją w strategię swoich działań. Ten globalny trend znajduje odzwierciedlenie dynamicznym wzroście warszawskiej spółki.
W badaniach KPMG przeprowadzonych w 2016 r.aż 58 proc. przedsiębiorstw wskazywało na problem z oceną przydatności danych oraz nieumiejętność połączenia ich w logiczny strumień wiedzy, a co za tym idzie, zmonetyzowania.
W porównaniu z gospodarkami rozwiniętymi Polska wciąż ma braki w poziomie rozwoju działalności B+R oraz kulturze innowacji. Jak wynika z raportu „Inwestycje w Polsce. Niewyczerpany potencjał”, przygotowanego przez Deloitte we współpracy z Polsko-Niemiecką Izbą Przemysłowo-Handlową, import innowacyjnych technologii oraz know-how przez inwestorów zagranicznych może korzystnie wpłynąć na wzrost produktywności Polski.
Jednym z elementów, który może ich skłonić do inwestowania w Polsce, jest system zachęt na działalność B+R. Zdaniem ekspertów Deloitte jest on obecnie najbardziej atrakcyjny i kompleksowy spośród krajów Europy Środkowej.
Jak wynika z raportu, potencjał gospodarki Polski wciąż jest daleki od wyczerpania. Jednym z powodów jest niższa niż w wysokorozwiniętych krajach UE produktywność oraz w dalszym ciągu niewielki zasób kapitału. Choć w ostatnich dwudziestu latach Polska osiągnęła około dwukrotny wzrost wartości kapitału przypadającego na jednego pracownika, co pozwoliło przegonić Słowację i Węgry, nadal jego nasycenie jest niemal dwukrotnie niższe niż w tradycyjnie uprzemysłowionych Czechach.
Niedobór kapitału z jednej strony świadczy o luce, którą Polska ma do nadrobienia w stosunku do wysokorozwiniętych gospodarek, z drugiej jednak sprawia, że inwestując tu, nadal można liczyć na ponadprzeciętne zyski. Krańcowa produktywność kapitału, czyli dodatkowa produkcja z każdej zainwestowanej złotówki czy euro, jest w Polsce niemal czterokrotnie wyższa niż w krajach strefy euro, a także wyższa niż na Słowacji, w Czechach i na Węgrzech.
Polska na początku innowacyjnej drogi
Szczególne znaczenie w świetle danych opublikowanych w raporcie Deloitte będą miały inwestycje w działalność o wysokiej wartości dodanej.
Na tle krajów Europy Środkowej Polska wypada całkiem dobrze pod względem innowacyjności, ustępując jedynie Czechom (według Global Competitiveness Index 2016/2017). Mimo to w porównaniu do krajów wysokorozwiniętych luka do nadrobienia jest nadal znaczna. Zwiększanie innowacyjności i produktywności to trudny proces, ale można go przyspieszyć m.in. poprzez import nowoczesnych technologii oraz know-how.
Inwestorzy zagraniczni doceniają polską innowacyjność
Zdaniem inwestorów niemieckich uczestniczących w badaniu Deloitte, jednym z priorytetów rządu powinno być przełamanie barier dzielących naukę od gospodarki. Zwracają też uwagę, że pomimo oczywistych korzyści związanych z rozwojem branży nowoczesnych usług dla biznesu (BPO/SSC), bez odpowiednich reform nie uda się przyciągnąć bardziej zaawansowanych usług biznesowych, a także centrów B+R. Inwestorzy doceniają natomiast zmiany, które w sferze udogodnień B+R już się dokonały. W ciągu roku o 2 proc. nastąpił wśród nich wzrost pozytywnych ocen warunków dla działalności badawczo-rozwojowej.
10 mld euro do 2020 roku na rozwój B+R
Zdaniem ekspertów Deloitte świadomość braków w wiedzy, technologii i doświadczeniu polskich przedsiębiorców w stosunku do zagranicznych firm uzasadnia skierowanie znacznych środków na wsparcie zarówno rodzimego biznesu, jak i zachęcanie inwestorów spoza Polski do rozwoju kompetencji B+R. Pomoc w finansowaniu dotyczy zarówno kosztów inwestycji w infrastrukturę badawczo-rozwojową (wsparcie głównie z Ministerstwa Rozwoju oraz z Urzędów Marszałkowskich w ramach tzw. Regionalnych Programów Operacyjnych), jak i operacyjnych kosztów działalności B+R (wsparcie w ramach RPO oraz z budżetu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju).
W ciągu najbliższych pięciu lat Polska przeznaczy ponad 10 mld euro na bezzwrotne granty dla przedsiębiorców polskich i zagranicznych na tworzenie centrów B+R (dofinansowanie nakładów kapitałowych) oraz prowadzenie w Polsce prac badawczych i rozwojowych (dofinansowanie kosztów operacyjnych działalności). Inwestorzy zagraniczni mają obecnie do dyspozycji program grantów uzupełniany przez połączenie ulg podatkowych w SSE oraz ulg na działalność B+R, jak również dostępnych w całej UE programów w ramach Horyzontu 2020. Ważnym narzędziem przyciągania inwestycji o wysokiej wartości dodanej typu B+R ma być też przyjęta Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, która zakłada stopniową ewolucję dotychczasowej polityki ukierunkowanej na przyciąganie BIZ.
System zachęt najlepszy w Europie Środkowej
Funkcjonujący obecnie system zachęt proponuje kilka ścieżek, które wzajemnie się uzupełniają – od wsparcia start-upów i młodych firm, poprzez finansowanie funduszy typu venture capital, szeroki program inkubacji w parkach technologicznych, ofertę grantów na wdrażanie rozwiązań innowacyjnych dla małych i średnich firm, aż po granty na tworzenie infrastruktury B+R i prowadzenie innowacyjnej działalności B+R przez małe i duże podmioty.
Źródła typowo grantowe, takie jak bezzwrotne dotacje, pochodzące zarówno ze źródeł funduszy Unii Europejskiej, jak i budżetu krajowego, są uzupełniane przez nowe na polskim rynku ulgi podatkowe na działalność B+R. Całościowo polski system jest największym i najbardziej atrakcyjnym systemem zachęt w regionie Europy Środkowej. Jakkolwiek poszczególne programy pomocowe, jak obecnie reformowany system grantów rządowych czy ulg podatkowych na B+R, są często znacznie mniej atrakcyjne niż w krajach sąsiednich, to przedsiębiorcy analizujący lokalizację inwestycji w Polsce otrzymują pakiet zachęt niespotykanych w regionie – Michał Turczyk
Na przeszkodzie rozwoju innowacyjności stoją skomplikowane przepisy
Zachęty na inwestowanie w B+R+I w Polsce stały się bardziej dostępne i atrakcyjne, ale jednocześnie wymagające znacznie bardziej specjalistycznego podejścia do ich pozyskiwania. Chcąc otrzymać dofinansowanie oraz zrealizować projekt B+R, niezbędne jest zaangażowanie inżynierów i naukowców w przygotowanie odpowiedniego projektu i sposobu jego realizacji. Dużą przeszkodą w rozwoju innowacyjności Polski jest nadal niespójny i niezrozumiały system przepisów prawa. Dotyczy to zwłaszcza podatków i prawa pracy, które są wskazywane przez Global Competitiveness Index 2016/2017 jako największe bariery dla przedsiębiorstw działających w Polsce.
W skrajnym przypadku te bariery mogą zniechęcić do podejmowania przedsięwzięć o wysokiej wartości dodanej.
Wielkość instrumentów pomocowych w Polsce wymaga podjęcia wysiłku szczegółowej analizy dostępnych zachęt i wyboru takich, które pozwolą na osiągnięcie pełnej synergii z realizowaną lub planowaną działalnością w Polsce. Niezbędne jest również przeanalizowanie potencjalnych zobowiązań wynikających z warunków udzielenia wsparcia w okresie rozliczania projektu i w okresie jego trwałości. Wszystko to sprawia, że decyzja o podjęciu wysiłku pozyskania finansowania niekomercyjnego musi być poprzedzona szczegółową analizą biznesową zarówno planowanego przedsięwzięcia jak i dostępnych narzędzi wsparcia – Michał Turczyk
Z badań przeprowadzonych przez Ipsos MORI dla Microsoft wynika, że 73 proc. właścicieli i pracowników polskich firm z sektora MŚP czuje się spokojna o ich dalszą przyszłość. Podobną opinię podziela jedynie 59 proc. przedstawicieli biznesów europejskich. Optymizm Polaków przekłada się na deklarowaną skalę inwestycji w nowe technologie. Aż połowa respondentów planuje zwiększenie wydatków na IT. W przypadku firm europejskich jest to tylko 35 proc.
Przedstawiciele polskiego sektor MŚP wysoko oceniają swoją przyszłość. W kategorii optymizmu biznesowego wyprzedzają nas jedynie firmy z Holandii, Rumunii i Danii. Najbardziej pesymistycznie w ocenie przyszłości są przedsiębiorstwa greckie, gdzie tylko 24 proc. respondentów dostrzega pozytywny rozwój zdarzeń oraz czeskie (41 proc.), rosyjskie (43 proc.) i tureckie (46 proc.).
Biorąc pod uwagę Polskę, optymistyczny scenariusz kreślą przede wszystkim firmy z sektora e-commerce (91 proc.), rynku handlu hurtowego (83 proc.) oraz organizacje pożytku publicznego (81 proc.). Najniższy poziom optymizmu dostrzegalny jest wśród firm z sektora dóbr konsumenckich (61 proc.), usług biznesowych (67 proc.) i transportu (67 proc.).
Wiara w dobrą przyszłość polskich firm idzie w parze z deklaracjami dotyczącymi zwiększania wydatków na nowe technologie, które są postrzegane jako podstawa do dalszego rozwoju. Połowa (50 proc.) analizowanych przedsiębiorstw z polski zamierza podnieść swoje inwestycje w IT. Plany w tym zakresie są widoczne w szczególności w sektorze e-commerce (79 proc. deklaracji) oraz handlu hurtowego (72 proc.), które charakteryzuje największy poziom optymizmu biznesowego. Analizując opinie firm europejskich, sytuacja wygląda inaczej. Dla przykładu plany inwestycyjne na IT wskazuje 28 proc. Niemców, 27 proc. Brytyjczyków i 26 proc. Czechów.
Wyższe wyniki dotyczące planowanych inwestycji w nowe technologie deklarowane przez polskie firmy niż te deklarowane przez firmy z Niemiec czy Wielkiej Brytanii wynikają głównie z ambitnych planów inwestycyjnych polskiego sektora e-commerce, który wykorzystując trendy światowe najszybciej adaptuje założenia Digital Transformation. To dobra wiadomość dla wszystkich polskich przedsiębiorców, mogących również transformować swój biznes w oparciu o najnowsze rozwiązania modelu chmurowego, który stał się akceleratorem wzrostów. Cieszy przede wszystkim to, że aż połowa przedstawicieli polskich firm segmentu MŚP dostrzega tę szansę – Tomasz Dorf, odpowiedzialny za segment MŚP w polskim oddziale Microsoft
Małe wydatki na technologię
Z kolei sektory, w których panuje przekonanie o zbyt małych wydatkach na nowe technologie to rynek dóbr konsumenckich (61 proc.) oraz usług dla biznesu (56 proc.). Z badań wynika, że najbardziej wstrzemięźliwe, jeśli chodzi o przyszłe wydatki na nowe technologie są firmy z sektora handlu detalicznego – 39 proc. wskazań. W opinii 57 proc. pracowników tego sektora, ich firmy wydają na IT za mało. Wśród nich są jednak i takie, które na nowych technologiach opierają swoją strategię rozwoju.
Przykładem takiej firmy jest Kazar. Aktywna rozbudowa sieci sprzedaży obuwia i wyrobów skórzanych wiązała się z wyzwaniami w obszarze obsługi informatycznej, a zwłaszcza koniecznością dostosowania infrastruktury IT do rosnących potrzeb związanych z obsługą nowych placówek. Biorąc pod uwagę dalszą ekspansję firmy na rynkach zagranicznych, kierownictwo musiało zdecydować czy budować własne zaplecze serwerowe, czy też wykorzystać możliwości chmury obliczeniowej, powierzając opiekę nad zasobami IT zewnętrznemu dostawcy w modelu abonamentowym.
Budowa własnej infrastruktury serwerowej oznacza spore inwestycje związane z rozwojem środowiska zapasowego. W przypadku chmury mamy natomiast zapewniony natychmiastowy dostęp do infrastruktury wraz z usługą centrum zapasowego. Mamy dobre doświadczenia związane z użytkowaniem usług Office 365 dla firm w chmurze Microsoft, stąd wybór Microsoft Azure wydawał się naturalny. Przekonała nas również niezawodność technologii Microsoft – Marcin Pudysz – Administrator IT
Biznesowy rozpęd startupu nie musi wcale oznaczać wysokich nakładów finansowych na starcie. Rzadko kiedy zdarza się, aby już w fazie początkowej projekt wymagał znaczących wydatków na usługi wspomagające jego rozwój – oprogramowanie czy infrastrukturę. Wersja testowa aplikacji lub tzw. mvp (Minimum Viable Product) – czyli produkt o kluczowej funkcjonalności gotowy do wypuszczenia na rynek dla grupy testujących użytkowników – nie wymagają od twórców zapewnienia dużej mocy obliczeniowej. Z pomocą startującym przedsiębiorcom może przyjść jedno z prostszych rozwiązań na sprawdzenie możliwości i potencjału chmury obliczeniowej – wirtualny server VPS.
Wygoda wykorzystania
Rozwojowi internetowego biznesu towarzyszy wzrost ruchu w serwisie. Oczywiście jest to scenariusz optymistyczny zakładający powodzenie pomysłu, jednak od strony technicznej dla jego twórców oznacza konieczność zwiększenia parametrów serwerów, co z kolei generuje kolejne koszty. Wykorzystując VPS mogą oni zmieniać wykorzystywane zasoby ad hoc. Oznacza to, że technologię tę można z powodzeniem wykorzystywać np. na potrzeby planowanych dodatkowych kampanii, sezonowych wyprzedaży w przypadku prowadzonego e-sklepu lub innych działań, które powodują wzrost ruchu na stronie.
VPS jest rozwiązaniem działającym w modelu chmury, które w pełni wykorzystuje elastyczność i potencjał tego modelu dystrybucji usług i rozwiązań IT. Oferuje przy tym niezależność, ponieważ serwer VPS może być instalowany, konfigurowany, zarządzany oraz automatyzowany z poziomu klienta lub API. Co równie ważne, zwiększenie zasobów, a także podłączanie dodatkowych dysków odbywa się bez konieczności ponownego instalowania danych – usługa uruchamia się automatycznie, a użytkownik pokrywa jedynie różnicę w cenie pomiędzy dotychczasowymi, a zwiększonymi zasobami.
Uniwersalne zastosowania
Dzięki swojej elastyczności, serwery VPS spełniają różnorakie potrzeby cyfrowych twórców. Mogą być z powodzeniem wykorzystywane przez deweloperów aplikacji, osoby które chcą przy ich pomocy hostować serwisy WWW, ale także przez twórców e-sklepów. Wirtualny serwer osobisty oferuje możliwości administrowania infrastrukturą bez konieczności poznawania wszystkich detali dotyczących sprzętu.
Serwer VPS powinien przede wszystkim służyć jako praktyczne i intuicyjne w obsłudze narzędzie, a jego konfiguracja nie powinna zabierać czasu użytkownikom. Dlatego, jako dostawcy technologii, zapewniamy gotowe do wykorzystania środowiska z preinstalowanymi aplikacjami, wśród których znajdują się popularne systemy CMS, WordPress, czy PrestaShop – mówi Anna Wieluńska, Digital Sales Manager w OVH.
VPS to także wsparcie
Jednym z głównych powodów, dla których VPS jest atrakcyjny dla startującego biznesu, jest zapewnienie dowolności w konfiguracji usług, połączone z elastycznością dostępną dzięki wirtualizacji. Dodatkowo pełną opiekę nad sprzętem, jego aktualizację i monitorowanie stanu działania zapewnia użytkownikom dostawca usługi. Wybierając infrastrukturę warto także wziąć pod uwagę takie elementy jak wsparcie 24/7, ochronę przed atakami DDoS (czy jest zawarta w cenie rozwiązania?), poziom gwarantowanej dostępności usługi czy ulokowanie serwera w konkretnym data center spełniającym określone wymogi bezpieczeństwa. To wszystko są istotne elementy, bo gwarantują spokojny sen przedsiębiorcy, ale i wymierne oszczędności, których szuka.
Imagine Cup, czyli technologiczne mistrzostwa świata młodych programistów, świętuje w tym roku swoje 15-lecie. Podczas jubileuszowego finału, który odbędzie się w Seattle, Polskę reprezentować będzie zespół Idea_hunters.
Tworzą go studenci wywodzący się z Wojskowej Akademii Technicznej im. Jarosława Dąbrowskiego w Warszawie. Studenci zaprojektowali inteligentne, textroniczne ubranie dla niemowląt, które dzięki wszytym w nie sensorom i czujnikom potrafi na bieżąco monitorować funkcje życiowe dziecka, np. temperaturę ciała czy rytm bicia serca oraz informować o wskaźnikach rodziców. Finałowa faza zmagań uczestników Imagine Cup odbędzie się już w przyszłym tygodniu – 24 i 25 lipca. 54 zespoły z różnych zakątków świata, w tym zespół z Polski będą walczyć o nagrodę główną w wysokości 100 tysięcy dolarów. Zwycięski projekt i drużyna ogłoszone zostaną już 27 lipca. Transmisję online z gali wręczenia nagród będzie można zobaczyć 27 lipca o godzinie 18:00 czasu polskiego pod tym linkiem.
Ubranie, które „przeczyta” dziecko
Magdalena Lebiedziewicz, Bartosz Dudziński i Paweł Pieczonka – to członkowie ekipy Idea_hunters, która będzie reprezentować Polskę podczas światowego finału Imagine Cup 2017. Ta grupa studentów Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie, pracująca pod opieką mjra dr. inż. Mariusza Chmielewskiego z tamtejszego Instytutu Systemów Informatycznych wystartowała w krajowych eliminacjach konkursu z projektem, który z militariami ma niewiele wspólnego.
Idea_hunters, od lewej: mjr dr. inż. Mariusz Chmielewski (mentor zespołu), Paweł Pieczonka, Magdalena Lebiedziewicz i Bartosz Dudziński
Elephant to projekt tzw. „textronicznego ubranka” niemowlęcego dla dzieci w wieku do 12 miesięcy. Jego głównym zadaniem jest monitorowanie funkcji życiowych dziecka, a także stymulowanie prawidłowego rozwoju układu mięśniowego. Prototyp zakłada zintegrowanie przygotowanej autorskiej elektroniki odpowiedzialnej m.in. za: pomiary temperatury i potliwości ciała, aktywności mięśniowej i oddechowej oraz funkcji serca. Zbierane w ten sposób dane tworzą całościowy obraz stanu zdrowia niemowlaka. W przypadku wykrycia niepożądanych objawów, rozwiązanie natychmiast informuje rodzica lub opiekuna o wystąpieniu nieprawidłowości i potencjalnym zagrożeniu
Wyjazd na finały światowe Imagine Cup 2017 to dla nas przede wszystkim olbrzymi zaszczyt. Konkurencja w poprzednich etapach nie była mała, ponadto niektóre pomysły naszych kolegów były naprawdę niezwykłe. Ogromnie się cieszymy, że to właśnie nasza drużyna Idea_hunters będzie jako Drużyna Narodowa reprezentować Polskę w Seattle. Mamy nadzieję, że udział w finałach pomoże nam w spełnieniu marzenia, aby ubranka Elephant trafiły do domów, aby monitorowały stan dzieci i wspomagały rodziców w codziennej pielęgnacji ich skarbów. Wierzymy, że wygrana przybliży nas do spełnienia tego marzenia – powiedziała Magdalena Lebiedziewicz reprezentująca zespół Idea_hunters.
Pomysły, które wchodzą w życie
Sukcesem podczas tegorocznej polskiej edycji Imagine Cup może jednak pochwalić się więcej ekip. Wiele zespołów od pomysłów przeszło do ich realizacji i wkroczyło na ścieżkę rozwoju. Niektóre nawet wdrażają swoje projekty dzięki temu, że ich pomysły zostały zauważone w czasie konkursu.
Dla czterech zespołów, które zajęły pierwsze miejsca w każdej z kategorii – czyli wspomnianego wyżej Idea_hunters, a także MIDI Studio Team, Pyra Squad oraz Activy, Dyrektor Generalny Microsoft w Polsce – Mark Loughran przygotował wyjątkową nagrodę. Na jego zaproszenie zwycięskie zespoły będą miały szansę wziąć udział w dedykowanym i kameralnym spotkaniu mentoringowym i sesjach coachingowych z udziałem członków zarządu Microsoft w Polsce.
Rolą Microsoft w Polsce jest zapewnienie transferu wiedzy technologicznej i wsparcie młodych przedsiębiorców w realizacji ich pomysłów, tak aby mogli w pełni rozwinąć swój potencjał. Otwierając galę krajowych finałów Imagine Cup 2017 miałem okazję poczuć naprawdę wyjątkową energię wśród zgromadzonych tam ludzi – zarówno uczestników, jak i przedstawicieli biznesu, inwestorów i kibiców konkursu. Nie mogę się doczekać wspólnej pracy ze zwycięskimi zespołami oraz wzajemnie inspirujących dyskusji. Mam też nadzieję, że wkrótce usłyszymy o ich dalszych sukcesach. – powiedział Mark Loughran, dyrektor generalny polskiego oddziału Microsoft
Dwa wyróżniające się w kategorii specjalnej Smart City Challenge zespoły – PRking i Activy – zostały zaproszone do dołączenia do Startberry. To społeczność i przestrzeń kreatywna oraz program akceleracyjny dla dojrzałych startupów, którego uruchomienie w marcu ogłosił podczas swojej wizyty w Warszawie Satya Nadella, CEO Microsoft Corporation. Projekty te odpowiadają na potrzeby rozwoju metropolii i kwestii zwiększającego się ruchu na ulicach miast. Obydwa zespoły wraz z jeszcze jednym uczestnikiem tej kategorii konkursu – Netizens rozwijają swoje pomysły pod bacznym okiem mentorów z firmy Future Processing, która odniosi sukcesy w obszarze rozwiązań informatycznych z obszaru smart city na rynku europejskim.
Trzy zespoły TechnoZone, Univerko i PRking zostały zauważone przez firmę APN Promise, która udzieli wsparcia w rozwoju tych pomysłów, tak aby miały one jak największą szansę wejścia na rynek.
W maju 2017 projekty trzech zespołów – Activy,MedBiz, TechVision zaprezentowane zostały podczas największej technicznej konferencji w Europie Środkowo-Wschodniej gromadzącej ponad 250 startupów z regionu – infoShare 2017.
Imagine Cup to trampolina dla wielu nowatorskich pomysłów, które dzięki spotkaniom z ekspertami, inwestorami VC oraz zdobywaniu biznesowego know-how, mogły przejść w fazę realizacji. Przyszli startupowcy zyskują tu możliwość rozwinięcia skrzydeł i rozpoczęcia komercjalizacji własnego pomysłu. Zwycięzcami w tym konkursie są nie tylko te zespoły, które zakwalifikowały się do finałów czy zameldowały na kolejnych stopniach na podium, lecz wszyscy, którzy mieli odwagę pokazać swoje projekty światu i skonfrontować je z biznesowymi realiami. Podczas tegorocznej edycji trzymamy więc kciuki nie tylko za reprezentujący Polskę w Seattle zespół Idea_hunters, lecz także za pozostałe zespoły, które sowimi rozwiązaniami mogą zmienić świat.
Internet Rzeczy zyskuje coraz większe zainteresowanie wśród konsumentów i jest nazywany kolejną technologiczną rewolucją o ogromnym gospodarczym potencjale. To trend, który chcą wykorzystać startupy biorące udział w programie Samsung Inkubator w Rzeszowie.
Internet kojarzony jest głównie z komputerami i smartfonami. Ku zaskoczeniu wielu coraz częściej dotyczy jednak też urządzeń, z których korzystamy na co dzień, a które na pierwszy rzut oka nie są związane z technologiami. Dotyczy to przedmiotów codziennego użytku, ale zauważamy też coraz większe zainteresowanie przemysłem 4.0, który przewiduje dalszą cyfryzację, automatyzację i wykorzystanie innowacji organizacyjnych oraz procesowych w przemyśle. Internet Rzeczy pozwala na zbieranie i przetwarzanie danych tak, byśmy łatwiej się komunikowali, szybciej przemieszczali i pracowali wydajniej. Możliwości jest bardzo dużo, dlatego młode firmy mają pole do popisu.
Startupy tym bardziej mają o co walczyć, bo Internet Rzeczy jest wskazywany przez firmy doradcze jako jeden z kluczowych motorów rozwojowych światowej gospodarki. Samsung chce w ciągu kilku lat przeznaczyć miliard dolarów na jego rozwój. Szansa na sukces komercyjny jest więc duża, tak samo jak możliwości, jakie dają nowe technologie. Stąd wiele polskich startupów decyduje się na działalność w tym zakresie, tworząc inteligentne rozwiązania dla klientów biznesowych lub indywidualnych. Osiem z nich zakwalifikowało się do programu Samsung Inkubator, który wykorzystując doświadczenie znanego na całym świecie producenta ma ułatwić im sfinalizowanie pomysłów.
Innowacje dla biznesu
Zakwalifikowane projekty dotyczą różnych branż: od bezpieczeństwa, przez ekologię i zdrowie, po rozrywkę, ale wszystkie mają duży potencjał na komercjalizację, bo odpowiadają na konkretne potrzeby współczesnego człowieka lub firmy. Projektem, który może przyczynić się do oszczędności finansowych i energetycznych jest JiTiV, czyli system typu smart home, który wspomaga użytkowników w efektywnym wykorzystaniu energii elektrycznej. Składa się z malutkich kostek montowanych w gniazdkach elektrycznych, chmury obliczeniowej oraz aplikacji mobilnej, która pozwala użytkownikowi na kontrolę systemu. JiTiV dzięki pomiarom uświadamia użytkownika o faktycznym poborze energii poszczególnych urządzeń RTV i AGD. Analiza danych umożliwia automatyczne wyłączanie urządzenia wtedy, kiedy jest ono niepotrzebne. Dzięki temu przyszli użytkownicy rozwiązania zaoszczędzą na opłatach za prąd.
Część projektów Samsung Inkubatora skierowana jest do klientów biznesowych. Jednym z nich jest A.I.R. Solutions, czyli dron inspekcyjny z laserowym czujnikiem 2D, który ma służyć do wykrywania odłamków na pasach startowych lotnisk. Pozwoli on zredukować koszty obsługi naziemnej i przyspieszy czas reakcji na niebezpieczne przedmioty zalegające na pasie. Rozwiązanie może być także stosowane do skanowania torów wyścigowych, dróg publicznych oraz przestrzeni dużych, zrobotyzowanych hal produkcyjnych. Poprzez analizę danych na serwerze tworzona ma być mapa 3D otoczenia, która poinformuje o wystąpieniu zagrożenia. Innym projektem w tej kategorii jest Control Cold. Oferuje on system wczesnego ostrzegania przed wyciekiem substancji szkodliwych dla środowiska z urządzeń chłodniczych i przeciwpożarowych w zakładach produkcyjnych. Kolejnym pomysłem są inteligentne lustra pozwalające na wyświetlanie dopasowanych reklam w miejscach publicznych. Urządzenie oferowane przez startup Wise Glass połączone z chmurą potrafi rozpoznać wiek i płeć osoby przed nim stojącej i wyświetlić jej dopasowaną reklamę.
Nowe technologie ułatwiają życie
Kilka startupów postawiło natomiast na rozrywkę i zdrowie. W tej grupie znajduje się OX Areny VR, która proponuje drużynową grę 5 na 5 w wirtualnej rzeczywistości w specjalnie przygotowanych do tego celu Arenach VR. Gracz będzie realnie biegał po arenie, a wirtualnie w niej strzelał. Osoby, które lubią strzelać do celu zaciekawi pomysł Snipe Technology. Jest to system do analizy miejsca trafienia pocisku w strzelaniu długodystansowym (100 – 1 000 metrów). Zdalny monitoring celu pozwala na precyzyjny podgląd punktu trafienia, a analiza zebranych danych dostarcza informacji treningowych. Skraca to czas i zwiększa komfort treningu, ponieważ często precyzyjny monitoring celu jest niemożliwy powyżej 200 metrów, nawet przy użyciu najlepszej optyki.
Sportowców na pewno zainteresują też projekty Senshell i Bike2VR. Pierwszy oferuje interaktywną koszulkę dla sportowców, która sprawdza wiele parametrów ludzkiego ciała, takich jak: postawa, puls, oddech, temperatura. W przyszłości ma zastąpić trenera personalnego. Wspomniany wcześniej Bike2VR to natomiast system pozwalający dbać o kondycję i sylwetkę wykorzystując wirtualną rzeczywistość. Zmienia zwykłe treningi w ciekawe gry i atrakcyjne wirtualne podróże, które dostępne będą dzięki okularom VR/AR połączonym z aplikacją oraz uniwersalnym i inteligentnym czujnikiem rowerowym dla trenażerów i rowerów treningowych.
Samsung Inkubator to kolejny krok firmy Samsung w kierunku zwiększenia swojego zaangażowania w cyfryzację Polski na poziomie gospodarczym i społecznym, który tym razem podjęła we współpracy z Politechniką Rzeszowską i Doliną Lotniczą. Nowy punkt na biznesowej mapie Polski to jednak nie tylko miejsce, ale przede wszystkim społeczność innowatorów. W ramach jego działalności zaplanowanych jest szereg spotkań, prelekcji i warsztatów, które mają być źródłem inspiracji, ale też szansą nawiązania kontaktów biznesowych. Więcej informacji znajduje się na stronie https://inkubatorrzeszow.pl/
Nestmedic S.A. został zaproszony do udziału w programie HealthTech i prezentacji swojego rozwiązania – systemu teleKTG Pregnabit – podczas spotkania „Warsaw-London bridge”, w którym wzięła udział brytyjska para książęca.
zdjęcie: nestmedic.com
Do udziału w konkursie zaproszonych zostało pięć wybranych młodych firm z branży medycznej. Wszystkie miały szansę zaprezentować swoje technologie. O systemie Pregnabit opowiedział zgromadzonym dr n. med. Robert Woytoń, który podczas trzyminutowego wystąpienia przedstawił urządzenie, jego zalety i innowacyjność. Odpowiedział także na pytania gości.
Szersze grono zwiedzających mogło poznać system także na stoisku Nestmedic zlokalizowanym w strefie targowej. To tam zaprezentowano teleKTG Pregnabit gościom honorowym wydarzenia, czyli księciu i księżnej Cambridge. Brytyjska para książęca wzięła udział w spotkaniu z młodymi przedsiębiorcami w ramach swojej pierwszej wizyty w Polsce. To wydarzenie stało się początkiem inicjatywy „Warsaw- London bridge”, której celem jest pomoc w nawiązaniu współpracy między firmami z Polski i Wielkiej Brytanii oraz ułatwienie dostępu polskim startupom do rynków globalnych.
Nasze rozwiązanie i jego międzynarodowy potencjał zostały po raz kolejny dostrzeżone przez niezależnych ekspertów, którzy zaprosili nas do udziału w tym wyjątkowym wydarzeniu. Bardzo nas to cieszy, zwłaszcza biorąc pod uwagę strategię Nestmedic, zakładającą ścisłą współpracę z placówkami medycznymi i dystrybutorami poza granicami Polski. Podczas spotkania „Warsaw-London bridge” odpowiedzieliśmy na wiele pytań, także technicznych, przedstawicieli brytyjskiego biznesu i ambasady. Nawiązaliśmy relację między innymi z Department for International Trade, instytucją odpowiedzialną w Wielkiej Brytanii za handel i inwestycje. Liczymy na to, że te relacje w dłuższej perspektywie pozwolą nam udostępnić system Pregnabit także pacjentkom w tym kraju – powiedziała dr n. med. Patrycja Wizińska-Socha, współtwórczyni i prezes Nestmedic S.A.
Polska jest największym ośrodkiem FinTech w Europie Środkowo-Wschodniej, jednak wartość inwestycji venture capital w stosunku do PKB wynosi tylko 0,005 proc. Tymczasem na świecie venture capital odpowiada za około 70 proc. wartości całkowitych inwestycji w firmy finansowo-technologiczne.
Jak wynika z analizy firmy doradczej Deloitte skutkiem takiej sytuacji jest to, że dla 72 proc. start-upów w Polsce głównym źródłem finansowania są pieniądze założycieli. Warunkiem koniecznym do osiągnięcia sukcesu i zdobycia nowych klientów dla polskich spółek finansowo-technologicznych jest ekspansja zagraniczna.
Obecnie rynek FinTech w naszej części Europy wart jest około 2,2 mld euro, z czego prawie 860 mln euro – czyli około 3,6 mld złotych przypada na Polskę. Wartość rynku oszacowano przy założeniu, że termin „FinTech” odnosi się do rozwiązań informatycznych przeznaczonych dla sektora finansowego dostarczanych zarówno przez podmioty o ugruntowanej pozycji na rynku, jak i nowe firmy. Są to rozwiązania dla bankowości, ubezpieczeń, zarządzania aktywami i rynków kapitałowych, pozyskiwania kapitału, finansów osobistych, płatności, danych i analityki, cyberbezpieczeństwa oraz pozostałych technologii.
Polska nie wyróżnia się innowacyjnością na tle innych gospodarek europejskich. Wyjątkiem jest polski sektor finansowy, który jest bardzo innowacyjny w porównaniu z innymi gałęziami naszej gospodarki. Niektóre z największych polskich banków są wręcz nazywane FinTechami, a pojedyncze rozwiązania technologiczne są już licencjonowane zagranicą – powiedział Artur Martyniuk, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte
FinTech w piaskownicy
Jak wynika z analizy Deloitte, stopa zwrotu z kapitału własnego banków innowacyjnych może być większa niż dla całego sektora bankowego. Pozytywnym czynnikiem rozwoju rynku było uruchomienie przez największych ubezpieczycieli i banki w Polsce finansowania dla branży FinTech w postaci programów akceleracyjnych, funduszy typu corporate venture capital, oraz inwestycji bezpośrednich.
Ponadto Komisja Nadzoru Finansowego chce umożliwić start-upom rozwój poprzez udostępnienie środowiska przypominającego „piaskownice regulacyjną” (regulatory sandbox) , która polega na stworzeniu bezpiecznej przestrzeni, w której firmy mogą tworzyć, oferować i testować swoje innowacyjne rozwiązania przy ograniczonych wymogach regulacyjnych. Rozwiązanie to bardzo dobrze sprawdziło się w Londynie, czyli europejskiej stolicy FinTech.
Lepiej być FinTechem zagranicą niż w Polsce
Co może pomóc polskim FinTechom? Przede wszystkim ekspansja zagraniczna. Polskie instytucje finansowe do tej pory rzadko wychodziły na międzynarodowe rynki, dlatego wciąż jest to mało znacząca część ich działalności, co spowalnia proces skalowania innowacji na rynku w Polsce i zagranicą. Jest to ważne, ponieważ FinTechy i instytucje finansowe stanowią idealne partnerstwo, w którym FinTechy dostarczają technologię, a instytucje klientów. Dodatkowo, duża część firm z sektora finansowego jest opanowana przez inwestorów zagranicznych, przez co strategiczne decyzje podejmowane są zagranicą.
Sytuacja mogła być utrudniona, ponieważ regulator w celu ochrony interesów uczestników rynku, do tej pory był konserwatywny i ostrożny w podejściu do innowacji finansowych. W takich przypadkach pomocna wydaje się także ekspansja zagraniczna, która skutkuje nie tylko pozyskaniem nowych klientów, ale również podleganiem pod obce, mniej restrykcyjne jednostki jurysdykcyjne.
FinTech potrzebuje finansowania
Wśród powodów, które blokują ekspansję polskich FinTechów należy wymienić również niechęć inwestorów i przedsiębiorców do podejmowania wysokiego ryzyka. Tymczasem sektor prywatny powinien być bardziej zaangażowany w finansowanie innowacji.
Być może rozwiązaniem byłoby utworzenie programu podobnego do brytyjskiego „Enterprise Investment Scheme” i „Seed Enterprise Investment Scheme”. Program ten pozwala na złagodzenie negatywnych skutków nieudanej inwestycji i nie wymaga angażowania środków publicznych. Konieczna jest też zmiana podejścia inwestorów i przedsiębiorców. Inwestorzy już na wczesnym etapie inwestycji powinni wziąć pod uwagę, że w przyszłości start-up może wymagać dalszego dokapitalizowania, a przedsiębiorcy powinni działać bardziej odważnie i być bardziej zdeterminowani, aby osiągnąć zakładany, ambitny wzrost i skalowalność biznesu – podsumował Artur Martyniuk, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte
Cyfrowa transformacja wywiera coraz większy wpływ na wszystkie elementy naszego życia, także te związane z ochroną zdrowia. Dodatkowo, wykorzystanie technologii informatycznych to jeden z fundamentów Europejskiej Agendy Cyfrowej, w ramach której jednym z kluczowych działań są inicjatywy zakładające poprawę sytuacji gospodarczej i dążenia do zrównoważonego rozwoju cyfrowej przyszłości społeczeństwa.
Rozwiązania telemedyczne, oferowane zarówno w formie video konsultacji przez komunikatory, jak i aplikacje mobilne monitorujące poszczególne parametry organizmu, pozwalają nie tylko oszczędzić czas niezbędny do prawidłowej diagnozy. Dzięki gromadzeniu coraz większej ilości danych umożliwiają tworzenie pełniejszego obrazu pacjenta, co w konsekwencji prowadzi do możliwości przewidywania kolejnych schorzeń, czy nagłych przypadków chorób.
Cyfrowy pomocnik
Nowe trendy związane z leczeniem pacjentów nie byłyby możliwe, gdyby nie tak dynamiczny rozwój rynku informatycznego i usług cyfrowych dla medycyny. Coraz powszechniejsze trendy technologiczne, takie jak np. Internet Rzeczy (IoT), pozwalający na podłączenie czujników przesyłających w czasie rzeczywistym ogromne ilości danych, które potem analizowane są z wykorzystanie zaawansowanych mechanizmów (tzw. Big Data), mają znaczenie także dla przyszłości naszego leczenia.
Firma badawcza Gartner szacuje, że do 2020 roku będzie 25 miliardów „rzeczy” podłączonych do sieci. Do tego dochodzą kwestie analizy ruchu możliwe dzięki czujnikom kinetycznym i tzw. rzeczywistość rozszerzona, które otwierają przed lekarzami, rehabilitantami i innymi specjalistami całkowicie nowe możliwości. Dzięki temu możemy już nie tylko liczyć na szybką konsultację przez popularnego Skype’a, ale także na to, że nasz cały organizm może być odwzorowany w systemie informatycznym/komputerze, a odpowiednie algorytmy sprawdzą, które jego obszary wymagają interwencji lekarza.
Wirtualne serce na dłoni
To, co do niedawna wydawało się jeszcze pieśnią przyszłości albo sceną z filmu science fiction, dzisiaj już jest codziennością. Startup medyczny MedApp wykorzystuje w swojej działalności okulary do rzeczywistości rozszerzonej (AI) Microsoft HoloLens. Dotychczas używane w rozrywce, coraz częściej sprawdzają się także w innych dziedzinach życia: architekturze, przemyśle, edukacji, czy właśnie w medycynie. Firma wykorzystuje chmurę Microsoft Azure jako podstawę do tworzenia swoich produktów i usług na rzecz prowadzenia zdalnych badań EKG w czasie rzeczywistym, które dodatkowo są wspierane przez mechanizmy uczenia maszynowego.
Tak agregowane dane pozwolą zbierać pełną dokumentację medyczną w jednym miejscu, dzięki czemu lekarze mają wygodniejszy i o wiele szybszy dostęp do raportów, wyników badań i analiz. Wszystkie trafiają do jednego centralnego raportu o pacjencie. Z drugiej strony firma pracuje nad stosowaniem okularów HoloLens na rzecz realizacji procedur kardiologii interwencyjnej. Wykorzystując rzeczywistość rozszerzoną lekarze mogą swobodnie przejść przez kolejne etapy zabiegu, mieć podgląd wszystkich tkanek i przygotować się odpowiednio na to, co może wydarzyć się w trakcie właściwego zabiegu.
Sprawny ruch wspomagany technologią
Aplikacje na rzecz naszego zdrowia to nie tylko te, które monitorują poszczególne parametry. To także usługi, dzięki którym mamy szansę poprawić sprawność fizyczną, skorygować postawę, czy zadbać o prawidłową rehabilitację po kontuzjach. Firma Kinetisense wykorzystuje w tym celu popularny w świecie rozrywki kontroler ruchu Microsoft Kinect 2, dzięki któremu jest w stanie szybko i dokładnie rozpoznawać ludzkie ciało i rejestrować ruchy pacjenta. Firma specjalizuje się w dostarczaniu dokładnych danych biometrycznych, które usprawniają codzienną pracę fizjoterapeutów, kręgarzy, kinezjologów, czy trenerów osobistych. Aplikacja wykorzystuje mechanizmy uczenia maszynowego dostępne w chmurze Microsoft Azure oraz autorskie algorytmy twórców w celu gromadzenia i jak najpełniejszej analizy danych dotyczących ruchu ciała w czasie rzeczywistym. Co ciekawe, technologia dostarczana przez firmę jest wykorzystywana nie tylko w medycynie, ale także w przemyśle filmowym, terapii sportowej, robotyce czy badaniach nad organizmem ludzkim.
Według IDC rynek chmury w modelu IaaS (infrastruktury jako usługi) nie jest jeszcze nasycony i do 2020 roku ma szansę wzrosnąć o 22,3%. Wśród czynników wpływających na popularność tej usługi są przede wszystkim wygoda i bezpieczeństwo. Jednak chmura chmurze nierówna, a przedsiębiorcy – wbrew obiegowej opinii, że wszystkie chmury są identyczne – powinni mieć świadomość, że wiele firm pod szyldem chmury oferuje usługi zróżnicowane pod względem technologii, ceny, wydajności i stabilności.
Stare potrzeby, nowy porządek
Chmura stała się fundamentem cyfrowej transformacji, przekształcając modele działania przedsiębiorstw. Po pierwsze, dotychczasowe rozwiązania informatyczne, odpowiadające na jedną konkretną potrzebę, ustępują miejsca komplementarnych modelom chmurowym, dostarczanym jako usługa i zakładającym stałą interakcję z klientem względem jego oczekiwań. Po drugie – i co najważniejsze – chmura dała początek kształtowaniu nowych modeli biznesowych, odpowiadających na potrzeby użytkowników, którzy mogą m.in. ograniczać wydatki, rozliczając się jedynie za faktycznie eksploatowane zasoby. Chmura zmieniła też pewien porządek, ponieważ oferuje możliwości niezarezerwowane jedynie dla dużych graczy. IaaS sprawdza się znakomicie w przypadku mniejszych firm, jak i startupów, które są na początku biznesowej przygody. Właśnie dzięki infrastrukturze IT, kupowanej jako usługa, mogą korzystać z technologii zarezerwowanej dotychczas dla największych.
„Zachmurzenie” przyniosło użytkownikom jeszcze jedną korzyść – uwolniło ich od sprzętu i oprogramowania. Centra danych oraz kosztowne w utrzymaniu własne serwerownie ustępują miejsca elastycznie zaprojektowanej usłudze, w ramach której firma otrzymuje zasoby dopasowane do konkretnej potrzeby – zdalny dostęp do sprzętu, środowiska bądź aplikacji.
Korzyści płynące z IaaS widoczne dla przedsiębiorców
Model IaaS z punktu widzenia biznesowego niesie za sobą wiele zalet. Wśród korzyści wymienić można m.in. brak bariery wynikającej z inwestycji początkowych (niskie i przewidywalne koszty), elastyczność i skalowalność, które oznaczają dynamiczne dostosowanie wymagań sprzętowych do zmieniających się potrzeb, a także wysoki standard bezpieczeństwa.
W ramach umowy z dostawcą IaaS, usługodawca dostarcza całą potrzebną infrastrukturę, czyli sprzęt, stabilny dostęp do Internetu, gwarancję stałego zasilania oraz serwisu, a także wymiany komponentów w razie potrzeby. To po jego stronie leży dbałość o funkcjonowanie całej infrastruktury, a klient rozlicza wyłącznie usługę. Wzrost popularności chmury w modelu IaaS spowodowany jest również spadającymi kosztami wynajmu mocy obliczeniowej, co może być szczególnie atrakcyjne dla startupów i małych firm, którym zależy na ekonomicznym zarządzaniu zasobami.
Różne oblicza ofert chmurowych
W najnowszym badaniu Top 10 Cloud IaaS Providers Benchmark Report, agencja badawcza Cloud Spectator przedstawia listę liderów chmury IaaS. Pierwsze miejsce w Europie zajęła w nim firma OVH, dystansując konkurentów: 1and1, Rackspace, Google, DigitalOcean, CenturyLink, Azure, Amazon, DimensonData i SoftLayer. Składowymi oceny CloudSpecs Value Score™ były kryteria uwzględniające wydajność i stabilność procesorów, storage’u blokowego oraz pamięci, testowanych na czterech instancjach różnych rozmiarów.
Cloud Spectator podkreśla także, że dostępne na rynku oferty cloud różnią się między sobą znacząco, chociaż z pozoru proponują te same usługi. Widoczne są duże dysproporcje w zakresie cen, wydajności i stabilności. Różnice dotyczą nie tylko wydajności poszczególnych maszyn, ale nawet całych infrastruktur, co ma bezpośredni wpływ na koszty. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na zjawisko noisy neighbor effect, które oznacza nierówną wydajność chmury. Polega to na tym, że użytkownik przez 80% czasu nie ma dostępu do wszystkich zasobów, za które płaci. Wpływ na to ma fakt, że firmy sprzedają więcej zasobów wirtualnych niż są w stanie zapewnić ich serwery.
Polska scena start-upowa dynamicznie się rozwija, przyciągając tym samym uwagę polskich oraz zagranicznych inwestorów. Niestety nie każda firma ma szansę pozyskać wsparcie, które ułatwiłoby jej rozwój.
Fundusze venture capital zapoznają się z setkami projektów rocznie, jednak zwykle rozmowy tylko z kilkoma z nich kończą się podpisaniem umowy. Dlaczego pomimo tylu zgłoszeń tylko część firm otrzymuje wsparcie finansowe?
Poniżej zaprezentowałam osiem najczęściej popełnianych błędów, których wyeliminowanie zwiększa szanse na pozyskanie inwestora.
Sam pomysł – to nie wartość
Do najczęściej popełnianych błędów możemy zaliczyć przede wszystkim przekonanie, że sam pomysł na biznes jest największą wartością projektu. Jest to błędne założenie, ponieważ tak naprawdę kluczowa jest jego realizacja. Nawet najbardziej oryginalny pomysł nie zainteresuje inwestora, jeżeli przedsiębiorca nie wie jak pozyskać potencjalnych klientów i w efekcie przekształcić pomysł w źródło przychodów firmy.
Brak kompetentnego zespołu
Kompetencje i doświadczenie zespołu zarządzającego projektem, to dla funduszu kluczowe kryteria przy podejmowaniu decyzji o zaangażowaniu się w konkretne przedsięwzięcie.
Fundusz inwestuje swój kapitał przede wszystkim w zespół. Jeśli start-up nie ma doświadczenia i wiedzy na temat danej branży, to nie będzie w stanie wdrożyć przyjętej strategii. Co za tym idzie – zaangażowany w przedsięwzięcie fundusz nie osiągnie na inwestycji oczekiwanej stopy zwrotu. Jeśli więc za danym projektem nie stoją ludzie z odpowiednimi kwalifikacjami, to nie powinien on liczyć na wsparcie inwestora – powiedziała Krystyna Kalinowska z Podlaskiego Funduszu Kapitałowego
Niesprecyzowana grupa docelowa
Kolejnym błędem start-upów jest źle określona grupa docelowa. Wynika to z braku badań rynkowych lub badań wykonanych na nieodpowiedniej grupie, przez co stają się one bezużyteczne. Bez zrozumienia potrzeb grupy docelowej dany start-up nie wie tak naprawdę, na jaki produkt bądź usługę jest zapotrzebowanie. Wynikiem tego są niedopasowane produkty lub usługi, których nikt nie chce kupić.
Brak strategii sprzedaży
Wprowadzenie produktu na rynek wymaga określenia grupy docelowej oraz sposobów na dotarcie do niej z przekazem marketingowym. Jeżeli start-up nie jest w stanie określić, w jaki sposób będzie pozyskiwał swoich klientów, istnieje duże ryzyko, że środki przeznaczone na marketing i sprzedaż będą wydawane nieefektywnie. Brak przemyślanej strategii sprzedaży to kolejny błąd młodych przedsiębiorców, uniemożliwiający efektywną pracę i uzyskanie założonych przychodów. Młodzi przedsiębiorcy powinni więc mieć na uwadze fakt, że fundusz nie zainwestuje w projekt, który nie będzie przynosił zysków.
Brak gotowości do poniesienia ryzyka związanego z projektem
Młodzi przedsiębiorcy często nie są gotowi do poniesienia ryzyka w jakiejkolwiek formie, co jest dużym błędem. Start-upy zwykle nie biorą pod uwagę faktu, że fundusz, inwestując w wybrany projekt nie może być jedyną stroną, która ma coś do stracenia w przypadku, gdy przedsięwzięcie się nie uda. Rozłożenie ryzyka jest wpisane w działania towarzyszące współpracy pomiędzy przedsiębiorcą a funduszem. Zaangażowanie nawet niewielkiego kapitału przez pomysłodawców silniej wiąże ich z projektem i jest dobrze postrzegane przez inwestora.
Wysokie oczekiwania odnośnie wynagrodzenia
Młodzi przedsiębiorcy często mają zbyt wysokie oczekiwania względem wynagrodzenia finansowanego ze środków inwestora. Jest to błędne nastawienie, zwłaszcza w początkowym etapie, gdy spółka nie osiągnęła jeszcze progu rentowności. W tym okresie, gdy ryzyko związane z projektem jest największe, warto przeznaczyć ponadprogramowe środki na działania bezpośrednio przekładające się na wzrost wartości spółki, co w przyszłości przyniesie korzyści zarówno przedsiębiorcy, jak i funduszowi. Fundusze venture capital lepiej postrzegają przedsiębiorców, którzy są świadomi tego, że ich wynagrodzenie musi być powiązane z wynikami osiąganymi przez spółkę. Zwykle proponowany jest więc wzrost wynagrodzenia po osiągnięciu kolejnych kamieni milowych oraz dodatkowy system premiowy.
Konkursy dla start-upów zamiast core business
Udział w konkursach to dla startup-ów przede wszystkim możliwość zdobycia funduszy na rozwój, ale także szansa na rozgłos medialny, który towarzyszy tego typu wydarzeniom. Młodzi przedsiębiorcy powinni jednak pamiętać, że udział w konkursach nie powinien odwracać ich uwagi od podstawowych kwestii związanych z funkcjonowaniem spółki. Rozwój i pozyskiwanie nowych klientów zawsze powinny być na pierwszym miejscu, gdyż to te działania tak naprawdę pozwalają na odnoszenie późniejszych sukcesów, także tych w konkursach.
Zbyt wczesne planowanie wejścia na rynki zagraniczne
Młodzi przedsiębiorcy, którzy nie osiągają założonych celów biznesowych często uważają, że dobrym rozwiązaniem będzie wejście na większe i bardziej chłonne rynki zagraniczne. Przed podjęciem takiej decyzji warto jednak dokładnie przeanalizować swoje działania, ponieważ może się okazać, że problemem nie jest dany rynek tylko przyjęty model biznesowy. Zweryfikowanie tego modelu będzie zwykle szybsze i tańsze na lepiej rozpoznanym rynku krajowym.
Każdy przedsiębiorca powinien wiedzieć, że fundusze venture capital biorą pod uwagę bardzo wiele czynników zanim zaangażują się w konkretny projekt. Dlatego firmy powinny unikać powyższych błędów, które mogą pozbawić je szansy pozyskania inwestora.
O to, czym jest karta Timate i w jaki sposób działa BrandsIT pyta CTO Timate – Tomasza Łempińskiego.
Tomasz Łempiński, CTO Timate
BrandsIT: Timate to rewolucja wśród systemów RCP. Skąd pomysł na takie urządzenie?
Tomasz Łempiński: Od prawie 15 lat prowadzimy firmę informatyczną Tenvirk i prawie przez połowę tego czasu słyszymy ciągle i wszędzie o trendzie Internet of Things, nie widząc niestety realnych jego zastosowań w biznesie. 2 lata temu postawiliśmy sobie za cel takie zastosowanie właśnie znaleźć.
Podczas wielu wdrożeń u naszych klientów zaobserwowaliśmy problemy z funkcjonującymi u nich systemami do rozliczania czasu pracy pracowników (RCP). Zaczęliśmy zgłębiać ten temat, zrobiliśmy wywiady i zdefiniowaliśmy konkretne problemy, z jakimi firmy borykają się w tym aspekcie na co dzień. Okazało się, że aktualne systemy nie są odporne na nadużycia, w wielu przypadkach bywają zawodne, budzą lęk przed inwigilacją, nie mają też możliwości funkcjonowania poza terenem firmy i co najgorsze – dają korzyści jedynie pracodawcy, a nie pracownikom. Oprócz tego, zauważyliśmy nawet na swoim przykładzie, że przy pomocy aktualnych rozwiązań RCP, trudno jest zapewnić sprawiedliwość w rozliczaniu czasu pracy.
Wszystko to spowodowało, że wymyśliliśmy Timate – nowy inteligent system RCP, którego sercem jest inteligentna karta wyposażona w technologię IoT. Rozwiązuje on wszystkie wymienione problemy, a co więcej jest zupełnie bezobsługowy dla pracownika.
BrandsIT: Jak skonstruowana jest karta? Co zawiera?
Tomasz Łempiński: Karta zawiera czujnik ruchu i prostą inteligencję sterującą, która pozwala zliczać czas pracy. Wyposażona jest w komunikację radiową 2.4Ghz, która umożliwia połączenie z centralką systemu i dalej z systemem w chmurze. Posiada ekran ePaper, dzięki któremu pracownik ma dostęp do wszystkich danych o wykonanej pracy – można wgrać na nią harmonogram pracy, zadania do wykonania, karta informuje o przerwach , zaległych urlopach, a po godzinach ma też wbudowaną stację pogody. Może też poinformować pracownika o tym, żeby założył środek ochrony osobistej (np. kask) na terenie firmy, gdzie jest to wymagane.
BrandsIT: Kiedy pracownik wchodzi do pracy, Timate włącza licznik godzin. W jaki sposób system wykrywa to, że posiadacz karty rozpoczął pracę?
Tomasz Łempiński: Karta włącza licznik, wtedy kiedy pracownik wyposażony w identyfikator Timate znajdzie się w zasięgu radiowym centralki, którą zainstalowano w firmie. Ponieważ karta mierzy ruch – ważnym warunkiem rozpoczęcia naliczania czasu pracy jest to, że pracownik będzie się poruszał. Wykrywane są nawet najmniejsze ruchy. Jeśli teren firmy jest większy, można zainstalować całą sieć centralek, które stworzą kompleksową sieć radiową.
BrandsIT: System Timate ma wiele przydatnych funkcji. Karta, miedzy innymi, wykrywa, że pracownik doświadczył wypadku. Jaki system za to odpowiada i na jakiej zasadzie on działa?
Tomasz Łempiński: Karta Timate jest w stanie wykryć na przykład upadek z rusztowania czy z drabiny. Do detekcji takich przypadków używany jest czujnik ruchu, który mierzy również przyspieszenie. Opracowaliśmy też wersję, którą można przyczepić do kasku – wtedy wykryte zostanie uderzenie w kask.
Od razu nasuwa się wątpliwość – a co z fałszywymi alarmami? Przecież nie każde „przyspieszenie” może oznaczać wypadek? Ważną kwestią jest w tym aspekcie to, że po wykryciu takiego zdarzenia karta najpierw zada pracownikowi pytanie (wyśle komunikat na wbudowany ekran) o treści „Czy nic ci się nie stało?”, jeśli pracownik zgłosi odpowiedź, unikniemy fałszywego alarmu, jeśli nie – będziemy mogli szybko zareagować i wysłać na miejsce zdarzenia pomoc.
BrandsIT: Karta Timate istnieje w dwóch wersjach. Jakie są różnice pomiędzy kartą przemysłową a zwykłą wersją Timate? Z czego one wynikają?
Tomasz Łempiński: Jedna wersja to karta dla pracowników pracujących umysłowo np. w biurze lub z klientami. Ma formę identyfikatora, wyposażona jest w elektroniczny ekran, który zasilany jest energią światła. Druga opcja to karta dla pracowników pracujących fizycznie. Jest mniejszych gabarytów, po to żeby łatwo ją było schować do kieszeni. Wyposażona jest w mocną, plastikową obudowę i dodatkowe silikonowe etui chroniące przed uderzeniami i warunkami atmosferycznymi. Ze względu na to, że może być używana w różnych środowiskach, zasilana jest z baterii a nie jak identyfikator – z energii słonecznej.
BrandsIT: Timate jest częścią spółki z o. o. Tenvirk, która zajmuje się tworzeniem oprogramowania do zarządzania organizacją i komunikacją w firmach.Jak Timate może wpłynąć na rozwój biznesu Tenvirk? Czy teraz Spółka będzie kierowała się w stronę innowacyjnych rozwiązań?
Tomasz Łempiński: W Tenvirk cały czas pracujemy nad dywersyfikacją biznesu i poszerzeniem dotychczas produkowanych systemów informatycznych o współpracę z hardware-m elektronicznym. Taką możliwość daje nam właśnie Timate, który w części softwareowej bazuje na naszych dotychczasowych systemach, a w części hardwarowej jest nowym rozwiązaniem pozwalającym wypracować nam przewagę konkurencyjną. Oparta jest ona na zupełnie nowym sposobie pozyskiwania danych i interakcji naszych systemów z otoczeniem właśnie z użyciem urządzeń elektronicznych.
Mogę powiedzieć, że Timate jest naszym „technologicznym dzieckiem”. Co prawda, zawsze w Tenvirk pracowaliśmy nad innowacją, ale dopiero Timate i udział w programie „Szybka ścieżka” Narodowego Centrum Badań i Rozwoju pozwolił nam wypłynąć na szerokie wody i pomysł wcielić w życie. Mogliśmy, dzięki temu, przyspieszyć nasze prace, zwiększyć ich skalę oraz zacząć współpracę z naukowcami. Dziś, pomimo tego, że nadal jesteśmy na etapie badań, otrzymujemy nagrody (złoty medal Międzynarodowych Targów Wynalazków i Innowacji INTARG 2017) i zdobywamy partnerów biznesowych, którzy już we wrześniu zaczną testowanie naszego wynalazku w swoich przedsiębiorstwach. Chcemy również rozpocząć współpracę z większymi firmami zajmujących się rozwiązaniami ERP, IoT oraz systemami klasy Wokforce Managment, które wspólnie z nami mogłyby korzystać z technologii Timate.
BrandsIT: Na jakim etapie jest proces testowania Timate? Kiedy i gdzie będzie można nabyć ten produkt?
Tomasz Łempiński: Do końca 2017 roku chcemy uruchomić pilotażowe wdrożenia w polskich firmach, które wyraziły chęć przetestowania naszego wynalazku w swoich naturalnych warunkach biznesowych. Mamy już listę takich firm i dopracowujemy finalne warunki udziału w takim programie pilotażowym. Cały czas oczywiście intensywnie pracujemy nad technicznymi szczegółami produktu, ale również staramy się nasz pomysł i wynalazek pokazywać światu. Jeździmy więc na targi, bierzemy udział w konferencjach, rozmawiamy, dyskutujemy. Służy to przede wszystkim temu, żeby zebrać jak największą liczbę różnych opinii, wsłuchać się w uwagi dotyczące działania systemu i przygotować go tak, żeby spełniał w stu procentach wymogi nowoczesnych przedsiębiorstw. Komercyjny produkt powinien pojawić się pod koniec 2018 roku.
Pewnie niewielu kojarzy już taki obrazek, kiedy przed wejściem do firmy co rano tworzy się kolejka ludzi stojąca, by na papierowej liście obecności zostawić swój własnoręczny podpis. Dziś trudno szukać przedsiębiorstw, które stosują takie metody ewidencji czasu pracy swoich pracowników. I całe szczęście! Uciążliwą papierologię bowiem na dobre zastąpiły elektroniczne systemy rejestracji czasu pracy (RCP).
Stosowane dziś automatyczne RCP z pewnością swoją funkcjonalnością biją staromodne, papierowe dokumenty na głowę. Standardem przecież dla wszystkich stały się karty RFID, dzięki którym każdy z zatrudnionych bez żadnego kłopotu i straty czasu dostaje się przez bramki do swojego biurka czy innego miejsca pracy. Dlaczego więc wokół tego tematu cały czas toczy się żywa dyskusja, a kontrola czasu pracy pracowników wciąż budzi sporo kontrowersji? Odpowiedź jest bardzo prosta: w wielu przypadkach wciąż systemy RCP bywają zawodne, budzą lęk przed inwigilacją, nie mają możliwości funkcjonowania poza terenem firmy i co najgorsze – dają korzyści jedynie pracodawcy, a nie pracownikom, wymagając od nich jednocześnie uciążliwej obsługi (zbliżania karty, przykładania palca do czytnika lub używania smartfona).
Recepcjonistka, ochroniarz, kadrowa
Zarządzanie zasobami ludzkimi stanowi ważną część działalności każdego przedsiębiorstwa, szczególnie takiego, które zatrudnia większą niż 20-osobową grupę ludzi. Właśnie dlatego powinno być maksymalnie zautomatyzowane, ale również inteligentne oraz przyjazne dla użytkownika. Co to oznacza? Mniej więcej tyle, że system do tego służący powinien realizować wiele zadań jednocześnie. Ma też nie wymuszać dodatkowych czynności, takich jak odbijanie karty lub skanowanie kodów, czy jeszcze gorzej – wymagać używania do raportowania czasu pracy smartfonów lub innych urządzeń. Czy jest w ogóle możliwe? Czy jest rozwiązanie, które robi wszystko za użytkownika?
W Tenvirk wpadliśmy na pomysł, jak taką multizadaniowość i bezobsługowość w zakresie obsługi pracowników zrealizować. Opracowaliśmy system RCP, który jako pierwszy na świecie nie wymaga żadnej aktywności od jego użytkowników. Bez udziału człowieka aktywizuje się i zaczyna liczyć czas w momencie wejścia w zasięg małej centralki umieszczonej na terenie firmy. Pomiar czasu pracy automatycznie kończy się, kiedy opuszczamy teren pracy. Co nie znaczy, że nie wzięto pod uwagę sytuacji, kiedy pracownicy wykonują swoje zadania w terenie lub pracują z domu – co przecież jest praktykowane w firmach, które sprzedają sprzęt i oprogramowanie IT i które zatrudniają przede wszystkim handlowców, wdrożeniowców i konsultantów spędzających dużo czasu poza własnym biurem.
IoT w realnym wynalazku
Można powiedzieć, że TIMATE to odpowiedź na pytanie, do czego może być przydatna technologia Internet of Things w biznesie. Sercem systemu jest karta noszona przez każdego pracownika – będąca inteligentną wersją zwykłego identyfikatora. W taką zasilaną energią słoneczną kartę z wyświetlaczem opartym na technologii elektronicznego atramentu udało się wbudować jednocześnie funkcje recepcjonistki, ochroniarza, kadrowej, a także szefa, który może wgrywać harmonogram pracy i rozliczać nas z wykonywanej pracy również zadaniowo.
Dziś już standardem w przedsiębiorstwach są automatyczne systemy kontroli dostępu, rejestracji czasu pracy czy monitoringu CCTV. Znamy też próby zastępowania kart dostępowych smartfonami, które pod wieloma względami się niestety w tej roli nie sprawdzają. Opracowując TIMATE, weszliśmy na inny, dużo bardziej zaawansowany poziom. To system, który jest inteligentny na tyle, że funkcjonuje i spełnia swoje zadania bez udziału człowieka – powiedział Maciej Światowski, CEO w TIMATE
Home office, delegacja, L4
Oprócz tego, że karta TIMATE jest firmowym identyfikatorem (wyświetla zdjęcie właściciela) i otwiera wszystkie zdefiniowane dla danej osoby drzwi, wspomaga również w raportowaniu przepracowanego czasu – i co ważne, nie tylko osób, które przebywają fizycznie w firmie. Może to być przydatne podczas delegacji lub w coraz bardziej popularnej formie pracy wykonywanej zdalnie – z domu.
W naszym wynalazku interesująca może być rejestracja czasu nie tylko związana z wejściem i wyjściem, ale z pracą zadaniową. Wiele firm przecież rozlicza swoją pracę z klientem na zasadzie rozliczenia godzin. Wtedy przydaje się solidna dokumentacja wykonanych prac. W systemie TIMATE jest taka możliwość – liczymy wtedy czas pracy przypadający na projekt, którego dotyczy zadanie, i na klienta – powiedział Tomasz Łempiński, CTO w TIMATE
Karta ma również wczytany harmonogram zadań i jeśli stwierdzi, że w danym dniu nie ma nas w pracy, może zapytać (za pomocą ekranu), jaka jest tego przyczyna. Mamy wtedy do wyboru kliknięcie w „delegację” lub w „L4” lub w inne możliwość zdefiniowane przez konkretnego pracodawcę.
Ruch na straży prywatności
A wszystko to dzięki analizie ludzkiego ruchu! Jak to się dzieje? Na podstawie wbudowanego w kartę czujnika, który tylko na podstawie analizy poruszania się człowieka dostarcza potrzebnych informacji, zarówno pracownikom, jak i korzystającym z jego możliwości pracodawcom. Dzięki temu system nie potrzebuje kamer i GPS-ów oraz nie zbiera wrażliwych danych osobowych, np. odcisków palca – jak to ma miejsce w przypadku wątpliwej prawnie i etycznie biometrii.
W końcu sprawiedliwie! Kto na tym skorzysta?
Oprócz stworzenia inteligentnego, nienaruszającego praw pracowników gadżetu, który jest codziennym asystentem pracy, twórcom TIMATE przyświecał jeszcze jeden ważny, można powiedzieć społeczny cel – sprawiedliwe rozliczanie czasu pracy. Dla nikogo chyba nie jest tajemnicą pracownicza „kreatywność” w każdej branży i odbijanie kart za nieobecne koleżanki i kolegów lub tłumaczenie się zgubionym identyfikatorem. Z TIMATE zwyczajnie oszukiwać się nie da. Czujnik, w który wyposażona jest karta, jeśli zauważy brak ruchu lub podobne poruszanie się dwóch kart, zgłosi to najpierw zainteresowanym pracownikom, a następnie przerwie pomiar czasu pracy lub powiadomi pracodawcę.
A jakie jeszcze korzyści w zakresie rejestracji czasu pracy osiągnie pracownik, korzystając z TIMATE? Przede wszystkim zyska asystenta, który będzie dbał o to, aby wdrożył w swoje życie zasadę work-life balance. TIMATE da pracownikowi znać, że musi zrobić przerwę, obliczy dokładnie, ile godzin spędził już w pracy, zliczy wszystkie nadgodziny, dopilnuje, aby nie przebywał za długo w pracy, zadba o to, aby pracownik miał nieustający dostęp do informacji o przysługującym i wykorzystanym urlopie. Dostarczy takie dane za pomocą wbudowanego w kartę wyświetlacza. Dodatkowo TIMATE da zatrudnionemu pewność, że nie pracuje on więcej niż wiecznie spóźniający się lub często nieobecny kolega. Innym słowem zyskują wszyscy – pracodawcy i pracownicy.
Czas na weryfikację!
TIMATE to na razie projekt badawczy. Sprawdził się już w testach. Prototyp zadziałał bez zarzutów w rzeczywistości wirtualnej i na próbie studentów śląskiej uczelni. Czeka teraz na weryfikację w prawdziwych warunkach. W związku z tym szukamy przedsiębiorstw, których pracownicy na własnej skórze sprawdzą, czy bieżący dostęp do parametrów takich jak urlopy, nadgodziny, niewykorzystane przerwy ułatwi im życie, a opcja pracy na zadaniach rozwiąże odwieczny problem z rozliczaniem delegacji czy pracy w trybie „home office”.
W każdym razie TIMATE jest gotowy do starcia (lub współpracy) z funkcjonującymi aktualnie na rynku rozwiązaniami. Już wygrywa brakiem wymogu aktywności i obsługi systemu ze strony pracowników, możliwością działania na terenie otwartym oraz tym, że nie zbiera żadnych danych wrażliwych pracowników.
Brytyjska firma badawcza IDTechEx przeprowadziła wśród firm i ośrodków badawczych działających w branży elektroniki drukowanej na całym świecie badanie dotyczące technologii XTPL. Wyniki pokazują skalę zainteresowania polskim wynalazkiem – aż 78,9% respondentów widzi możliwe zastosowania tej technologii w światowej branży elektroniki drukowanej, a 57,6% deklaruje, iż jest zainteresowane wykorzystaniem jej w swojej organizacji.
Badanie zostało przeprowadzone wśród 339 respondentów z 310 firm i ośrodków badawczych działających w branży elektroniki drukowanej na całym świecie.
Choć rynek elektroniki drukowanej znajduje się wciąż w fazie początkowego rozwoju, jego potencjał jest znaczący. Z raportu “Printed, Flexible and Organic Electronics 2015-2025” wynika, że średni roczny wzrost w latach 2015-2025 osiągnie 8,6%. IDTechEx szacuje, że jego wartość wzrośnie z 29 mld dolarów w 2016 roku do 70 mld dolarów w 2026 roku.
Firmy działające na tym rynku wciąż poszukują nowych technologii, które pozwolą im udoskonalić własne rozwiązania. Jedną z technologii, które mogą wykorzystać, jest opracowana przez XTPL metoda druku ultracienkich linii przewodzących prąd.
Badanie przeprowadzone przez IDTechEx pokazuje, że firmy i instytuty działające na rynku elektroniki drukowanej dostrzegają duży potencjał aplikacyjny i są poważnie zainteresowane zastosowaniem technologii XTPL:
78,9% respondentów widzi potencjalne zastosowania technologii ultraprecyzyjnego drukowania nanomateriałów (technologii XTPL) w elektronice drukowanej
57,6% respondentów deklaruje zainteresowanie wykorzystaniem tej technologii w swojej organizacji
38% respondentów deklaruje chęć oceny próbek technologii lub urządzenia umożliwiającego jej używanie w czasie krótszym niż rok
50,3% respondentów oceniło technologię jak wartościową lub bardzo wartościową (oceny punktowe 4 lub 5 w skali ocen od 1 do 5)
Zarząd XTPL
Wyniki badania pozwalają spółce XTPL na rozpoczęcie bardzo zaawansowanych działań business developmentowych, mających na celu komercjalizację technologii również poza branżą TCF (ang. Transparent Conductive Films).
IDTechEx jest niezależną firmą badawczą, która od 1999 roku dostarcza klientom z ponad 80 krajów wyników analiz nowych technologii wchodzących na rynek. Eksperci firmy oceniają technologie i definiują ich możliwości wzrostu.
IDTechEx ma siedzibę w Wielkiej Brytanii oraz biura z USA, Niemczech, Japonii i Korei Południowej.
Polska spółka chce znieść bariery dostępu do supernowoczesnej diagnostyki. Opracowuje mobilne urządzenie bazujące na mikroprzepływowej technologii lab-on-chip, które umożliwi personelowi medycznemu, w tym lekarzom pierwszego kontaktu i pediatrom, szybkie i tanie wykrywanie często występujących chorób zakaźnych, m.in. gronkowca złocistego czy chorób przenoszonych drogą płciową. Dzięki bardzo wysokiej czułości pomoże np. wykryć obecność wirusa HCV (żółtaczka typu C) już po kilkudziesięciu godzinach po infekcji, czyli wcześniej niż w przypadku dziś wykorzystywanych metod.
Naukowcy i laboratoria na co dzień mają dostęp do najnowszej diagnostyki molekularnej. To technika diagnostyczna służąca do określenia, wykrywania i analizy krótkich fragmentów kwasów nukleinowych (DNA lub RNA) pochodzących z próbek pacjentów, po to, aby wykryć patogeny biologiczne, czyli m.in. wirusy, bakterie czy grzyby. Takie możliwości techniczne mają jednak zwykle tylko profesjonalne laboratoria, co utrudnia lekarzom pierwszego kontaktu dostęp do szybkiej, bezbłędnej i taniej identyfikacji wielu chorób.
Polscy naukowcy – genetycy, konstruktorzy i biolodzy z firmy Genomtec – znaleźli sposób na to, aby możliwości diagnostyczne profesjonalnych laboratoriów stały się na co dzień dostępne dla tysięcy lekarzy i personelu medycznego, szczególnie w krajach rozwijających się. Wszystko po to, aby specjaliści mogli rozpoznawać niebezpieczne wirusy szybciej, taniej i na miejscu.
Czym jest Genomtec?
Efektem prac badawczych polskich naukowców stało się urządzenie Genomtec ID, czyli przenośne laboratorium, które zmieści się w kieszeni. Łączy mobilność, łatwość obsługi i szybkość analizy z profesjonalnym namnażaniem i rozpoznawaniem specyficznych fragmentów DNA i RNA. Badanie może być przeprowadzone przez osobę bez jakiegokolwiek doświadczenia diagnostycznego.
Celem zespołu Genomtec jest na pierwszym etapie umożliwienie wstępnego wykrywania często występujących na świecie chorób zakaźnych, m.in: gronkowca złocistego opornego na metycylinę (MRSA), zapalenia wątroby typu C (HCV), Chlamydia trachomatis (CT) oraz dwoinki rzeżączki (Neisseria gonorrhoeae) (NG). Urządzenie będzie też z blisko 100% skutecznością wykrywać każdy zdefiniowany wcześniej wirus, co wesprze np. lekarzy pierwszego kontaktu czy pediatrów, którzy każdego dnia diagnozują najmłodszych pacjentów. Informacja, czy mamy do czynienia z infekcją bakteryjną, czy wirusową jest ogromną pomocą przy farmakoterapii. Może oznaczać zasadniczy postęp w walce z antybiotykoopornością.
Zalety
Zespół Genomtec rozpoczął prace nad urządzeniem, które będzie wielokrotnie tańsze niż te wykonane innymi metodami. Genomtec ID będzie wielkości telefonu i wymaga wykorzystania jedynie specjalnej karty. Działa automatycznie, wystarczy nanieść kroplę materiału biologicznego na kartę reakcyjną i wsunąć kartę do urządzenia. Wynik badania pojawi się na ekranie, może zostać również przesłany na adres e-mail. Autorska metoda detekcji oraz urządzenie chronione są międzynarodowymi zgłoszeniami patentowymi.
Z metody i urządzenia będzie mógł korzystać personel medyczny stosujący lub wykorzystujący na co dzień wyniki badań mikrobiologicznych.
Rozwiązanie Genomtec wpisuje się w niezaspokojone potrzeby branży diagnostyki point-of-care (POC), prywatnej służby zdrowia i weterynarii. Globalny rynek urządzeń do diagnostyki molekularnej będzie do 2020 roku rosnąć średnio o 7.7% rocznie, osiągając wartość 2.8 mld dolarów. Rynek odczynników – ponad 10% rocznie, dzięki czemu przekroczy wartość 6 mld dolarów (Raport „Molecular Diagnostics Market, forecast to 2020”). Diagnostyka molekularna będzie najszybciej rosnącym segmentem wielkiego rynku in-vitro, który według prognoz w 2020 roku będzie wart 75 mld USD w 2020 roku.
Obecnie trwają prace nad przenośnym prototypem Genomtec ID.
Zadbaj o finansowanie na pierwsze 12 miesięcy.Pracuj nad komercjalizacją produktu ale jednocześnie prowadź sprzedaż. Wprowadzając produkt na rynek zadbaj o brak błędów. Dokładnie zdefiniuj grupę swoich Klientów- to tylko niektóre z zasad jakie zamieścili założyciele polskiego startupu w poradniku dla innych mikrofirm rozpoczynających własną działalność.
Polska firma MOTABI wchodząca w 3 rok działalności operacyjnej zwiększyła przychody o 50% w stosunku do roku ubiegłego. Rozwija swoją aplikację Business Intelligence i zatrudnia nowych informatyków. Im się udało, ale według różnych szacunków 80-90% start upów po 2 latach działalność zazwyczaj upada. Przyczyny są różne: nie są w stanie znaleźć finansowania na dalszą działalność, nie potrafią znaleźć klientów na swoje produkty lub usługi, prototyp rozwiązania nie potrafi przejść w fazę produkcyjną. Założyciele MOTABI radzą jak przeżyć najtrudniejsze momenty, przygotować się do komercjalizacji produktu i do zdobycia Klientów.
Robert Tomaszewski, współzałożyciel MOTABI: 1. Zanim rozpoczęliśmy prace nad produktem dokładnie zdefiniowaliśmy niszę rynku, która nas interesowała i na której mogliśmy zostać liderem. Wszyscy, łącznie z największymi korporacjami międzynarodowymi, dostarczali rozwiązania do raportowania dedykowane dla analityków. Managerowie tacy jak prezesi, dyrektorzy sprzedaży, generalni, operacyjni, HR, IT byli zaniedbywani przez te firmy. W efekcie byli zmuszeniu korzystać ze skomplikowanych narzędzi analitycznych. W tym dostrzegliśmy szansę dla siebie wprowadzając na rynek proste i intuicyjne narzędzie do raportowania pod postacią Motabi Intelligence. To rozwiązanie idealnie trafiało w potrzeby managerów. Znaleźliśmy nasz wyróżnik.
Managerowie potrzebowali narzędzi, na których na bieżąco mogliby kontrolować zmieniające się wskaźniki i KPI odzwierciedlające poziom realizowanych celów, np. przychód, koszty, zysk. Produkty będące na rynku były bardzo rozbudowane, a korzystanie z nich wymagało szkoleń i wsparcia osób z działów analiz lub IT. Nasz produkt jest tak intuicyjny w obsłudze jak aplikacje na androida lub iOS. Każdy manager sprzedaży, operacyjny, HR, czy prezes, który raz z niego skorzysta, nie wyobraża sobie powrotu do starych metod nadzorowania firmy i zespołów. Dodatkowo wdrażaliśmy Motabi kilka razy szybciej niż podobne rozwiązania dostępne na rynku.
Zapewniliśmy finansowanie zarówno na budowę systemu informatycznego, analizę rynku i pierwsze działania sprzedażowe. Zainwestowaliśmy własne środki, ale w obecnym otoczeniu funkcjonowania różnych programów pomocowych m.in. rządowych, działalności funduszy czy „aniołów biznesu” jest to niewątpliwie łatwiejsze niż jeszcze kilka/kilkanaście lat temu. Nie wolno zapominać o zapewnieniu sobie środków finansowych na co najmniej 12 miesięcy działalności operacyjnej! Pracuj nad swoim produktem, ale jednocześnie szukaj środków finansowych.
Finansowanie na 12 pierwszych miesięcy zapewniliśmy sobie z własnych oszczędności. Po roku firma zaczęła generować pierwsze zyski. Nie poszukiwaliśmy inwestorów, natomiast od pierwszych miesięcy działalności inwestorzy przychodzili do nas. Wtedy jednak nie byliśmy zainteresowani finansowaniem zewnętrznym. Najpierw chcieliśmy osiągnąć poziom kilku milionów przychodów, zdobyć pierwszych kilkudziesięciu klientów i zweryfikować nasz pomysł biznesowy na rynku. Aktualnie bardziej niż dodatkowymi środkami finansowymi zainteresowani jesteśmy „networkingiem” biznesowym.
Wprowadzając produkt na rynek dopilnowaliśmy, aby był w pełni dopracowany. Niedopuszczalne były choćby najmniejsze błędy typowe często dla wieku dziecięcego w momencie wprowadzania nowych produktów!
Dokładnie zdefiniowaliśmy grupę docelową wśród naszych klientów – managerów zarządzających firmami i sprzedażą w 2000 największych firmach w Polsce.
Nie mieliśmy planu B. Wszystko postawiliśmy na jedną kartę i 100% energii włożyliśmy w to, aby odnieść sukces.
Od początku dokładnie analizowaliśmy informację zwrotną od naszych pierwszych klientów. Nie można dopuścić do sytuacji, w której klient jest niezadowolony. Jeden taki przypadek oznacza co najmniej 5 utraconych szans na nowe kontrakty. Zła informacja krąży zdecydowanie szybciej niż dobra.
Nie odkryję Ameryki jeśli powiem, że należy ich słuchać aktywnie i ze zrozumieniem. Co oznacza, że trzeba klientów traktować jak partnerów i dostarczać im te rozwiązania, których im w biznesie najbardziej brakuje i których oczekują. Jeśli to my im je dostarczymy, to każdy na tym zyska.
Piotr Śmiałek, współzałożyciel MOTABI:
Postawiliśmy na totalną elastyczność produktu i mobilność zarówno w trakcie wdrożenia jak i serwisu. Klient chce natychmiastowej zmiany w oprogramowaniu? Nowej funkcjonalności? Należy to zrobić jak najszybciej i najefektywniej. Oczywiście nie za darmo. Takie „ekspresowe” podejście do potrzeb klienta daje nam przewagę w walce z największymi firmami IT na świecie a szczególnie zza oceanu, których wycena sięga miliardów dolarów, a których elastyczność jest niezmiernie mniejsza.
Co to znaczy „jak najszybciej” i „ekspresowe podejście” w przypadku Państwa produktu?
MOTABI założyło trzech udziałowców. Wszyscy byli i są zaangażowani na każdym etapie rozwoju produktu, wdrożenia i usług serwisowych. Dla nas nie ma weekendu, ale także stresującego poniedziałku każdego rozpoczętego tygodnia pracy na etacie J
Koncentrujemy się na tzw. „core” naszego biznesu. Cała reszta jest outsoursowana, tzn. księgowość, promocja, HR, administracja. Na takie poboczne acz ważne sprawy nie ma czasu.
Ciągle rozwijamy nasz produkt, wprowadzając nowe możliwości, funkcjonalności. Nasze pierwsze MORABI Intelligence to około 50% obecnego produktu. Ciągła zmiana, ciągłe dostosowanie jest ważne by przetrwać na rynku. Łam stereotypy w swojej branży a osiągniesz sukces!
Mamy wyznaczone dalekosiężne cele w kwestii rozwoju produktu i tu nie dokonujemy zbyt częstych zmian, bo to mogłoby oznaczać chaos i brak kontroli. Znacznie więcej zmieniamy na poziomie konkretnych funkcjonalności. Kilka razy w roku (3-4 razy) aktualizujemy Motabi Intelligence o grupy nowych funkcjonalności. Mówiąc o łamaniu stereotypów mamy na myśli podchodzenie do zastanej rzeczywistości w sposób twórczy, niestandardowy, ale co najważniejsze dający nową jakość np. dziś na rynku mamy systemy raportujące oraz programy do prowadzenia prezentacji. One nie są ze sobą zupełnie powiązane. A może powinny być. Dzięki temu manager zaoszczędziłby wiele godzin pracy. Takich pomysłów mamy wiele i w najbliższych miesiącach klienci korzystający z Motabi będą mogli z nich korzystać.
Rozwijając produkt w laboratoriach, intensyfikujemy nasze działania handlowe i marketingowe. To muszą być 2 równoległe drogi, którymi podążasz rozwijając swoją firmę.
Dbamy o to, żeby nasze relacje z klientami owocowały zdobytym zaufaniem z ich strony i przejawami obopólnej sympatii. To na pewno pomoże w zdobyciu referencji i polecaniu naszych usług przez zadowolonych klientów.
Przykład był 31 grudnia, nieco po południu. Jeden z naszych klientów zadzwonił, że ma problem z system raportującym po stronie swoich baz danych. Po dwóch godzinach problem był rozwiązany, klient znów miał dostęp do na bieżąco aktualizowanych danych. Prezes tej firmy był bardzo zadowolony z naszego podejścia, tym bardziej, że oczekiwał, że zajmiemy się tym tematem dopiero po Sylwestrze i Nowym Roku. Takim podejściem zapracowujemy na szacunek i zaufanie naszych klientów.
Na każdym etapie trzeba mieć jasny cel działalności firmy. Stworzenie prototypu, przekształcenie go w gotowy produkt, zdobycie pierwszego klienta, wzrost o kolejne 50%, znalezienie nowego rynku zbytu. Cele mogą być różne na etapie rozwoju firmy, ale muszą być wyraźnie sprecyzowane. I wszyscy w firmie szczególnie w jej początkowej fazie muszą być tego świadomi. Razem, w zespole cele osiąga się zazwyczaj szybciej.!
Założonemu przez 3 Polaków startupowi Motabi udało się znaleźć niszę na rynku: pomaga on innym firmom, w innowacyjny sposób poradzić sobie z natłokiem danych korzystając z systemu klasy Business Intelligence. Do ich klientów należą tacy krajowi giganci jak Orange czy BZ WBK. W sumie z aplikacji MOTABI korzysta już kilkanaście dużych firm i organizacji. Kilka kolejnych projektów jest na etapie pilotażu. Po ich zakończeniu klienci mają zdecydować, czy kupią rozwiązanie. Start-up, który niedawno rozpoczął trzeci rok działalności operacyjnej ma na koncie nie tylko pierwszych klientów, ale także generuje już zyski. Po roku zwrócił się 1 mln zł, który założyciele zainwestowali w powstanie Motabi. Spółka jest butikiem technologicznym, który dostarcza do klientów jedną usługę, za którą pobiera stały miesięczny abonament.
Założyciele Motabi nie są zainteresowani sprzedażą spółki.
Polska gospodarka po raz ostatni doświadczyła recesji w 1991 r., kiedy PKB spadł o 7 proc. w ujęciu rocznym. To jeden z najdłuższych okresów nieprzerwanego wzrostu gospodarczego na świecie przy jednoczesnym osiągnięciu wysokiego poziomu stabilności. Dobra passa skutkowała m.in. napływem inwestycji zagranicznych.
Jak wynika z raportu „Inwestycje w Polsce. Niewyczerpany potencjał”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte we współpracy z Polsko-Niemiecką Izbą Przemysłowo-Handlową, niemieccy przedsiębiorcy – którzy stanowią największą grupę inwestorów zagranicznych w Polsce – doceniają kwalifikacje, produktywność i motywację pracowników, a także jakość i dostępność lokalnych poddostawców. Potencjał Polski pod względem atrakcyjności inwestycyjnej jest nadal bardzo duży. Potwierdza to fakt, że wielkość kapitału przypadająca na pracownika jest u nas nawet cztery razy niższa niż w krajach wysokorozwiniętych i dwa razy niższa niż w Czechach. Według prognoz szczególnym zainteresowaniem inwestorów cieszyć się będzie przetwórstwo przemysłowe, jak również sektor nowoczesnych usług dla biznesu.
Polska gospodarka rozwija się nieprzerwanie od 26 lat, co jest rekordem wśród krajów Unii Europejskiej. Na dodatek jest to rozwój dynamiczny – w ostatnich dwudziestu latach PKB per capita (według parytetu siły nabywczej) rósł w średnim tempie 6 proc. rocznie. To najlepszy wynik w regionie Europy Środkowej. Polska, w porównaniu z innymi krajami, w niewielkim stopniu odczuła skutki światowego kryzysu finansowego oraz kryzysu zadłużeniowego w strefie euro. Wielkość rynku wewnętrznego była czynnikiem stabilizującym, ale mniej istotnym niż odpowiedzialna polityka monetarna, sprawny nadzór nad rynkiem finansowym i elastyczny kurs walutowy. Wsparciem dla koniunktury była także obniżka podatków w latach 2007-2008 i napływ funduszy UE.
Wskaźniki ekonomiczne sprzyjają Polsce
Głównym czynnikiem dynamicznego i stabilnego rozwoju Polski są inwestycje i napływający kapitał. W latach 2010-2015 ich udział w tworzeniu PKB Polski był znacząco wyższy niż w innych krajach Europy Środkowej. Wyjątkiem pod tym względem była Bułgaria.
Według większości indeksów mierzących konkurencyjność gospodarczą i rozwój społeczny, Polska ustępuje w regionie jedynie Czechom. Wynika to z faktu, że nasz południowy sąsiad ma wiele cech dojrzałej i uprzemysłowionej gospodarki. Czesi mogą się pochwalić najniższym w regionie poziomem ryzyka inwestycyjnego, ale w porównaniu z Polską mają dwukrotnie niższą dynamikę wzrostu PKB (średnio 1,5 proc. w latach 2010-2015). Z kolei w porównaniu do Bułgarii i Rumunii, Polska osiąga znacznie lepsze oceny w zakresie jakości instytucji, regulacji i rozwoju społecznego.
Innowacje zwiększą produktywność Polski
Potencjałowi siódmej największej gospodarki UE, którą jest Polska, wciąż jednak daleko do wyczerpania. Ważnym powodem jest niższa produktywność niż w wysokorozwiniętych krajach UE oraz w dalszym ciągu niewielki zasób kapitału. W ostatnich dwudziestu latach Polska osiągnęła około dwukrotny wzrost wartości kapitału przypadającego na jednego pracownika, co pozwoliło przegonić Słowację i Węgry. Mimo to wciąż nasycenie kapitałem jest niemal dwukrotnie niższe niż w tradycyjnie uprzemysłowionych Czechach.
Liderem w przyciąganiu BIZ (Bezpośrednich Inwestycji Zagranicznych) w latach 2004-2015 była Bułgaria, ale najbardziej korzystna struktura napływającego kapitału wystąpiła w Czechach, w Polsce i na Słowacji. Relatywnie niska wartość kapitału produkcyjnego w Polsce sprzyja też osiąganiu wysokich stóp zwrotu z podjętych inwestycji.
Produktywność Polski może się poprawić m.in. poprzez import innowacyjnych technologii, know-how oraz poprawę efektywności rynków i sektora publicznego.
Więcej robotyzacji i automatyzacji
Jak dodaje, o ile na 10 tys. pracowników zatrudnionych w sektorze produkcyjnym w skali globalnej przypada średnio 69 robotów przemysłowych, o tyle w Polsce wskaźnik ten wynosił w 2015 r. ok. 28 robotów na 10 tys. zatrudnionych. W porównaniu do innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej to wciąż niewiele, bo w Czechach, na Słowacji i na Węgrzech wskaźnik ten sięgał w tym samym czasie odpowiednio: 93, 79, 57, zaś w Niemczech ponad 301.
Przetwórstwo przemysłowe i usługi dla biznesu – te branże interesują inwestorów
Zdaniem inwestorów niemieckich uczestniczących w badaniu Deloitte, jednym z priorytetów rządu powinno być przełamanie barier dzielących naukę od gospodarki. Zwracają uwagę, że pomimo oczywistych korzyści związanych z rozwojem branży BPO/SSC, bez odpowiednich reform nie uda się przyciągnąć bardziej zaawansowanych usług biznesowych, a także centrów B+R. Nadzieją w przyciąganiu tego typu inwestycji mogą być natomiast polskie startupy. Nie brakuje również głosów, że bardziej „tradycyjne” branże, jak np. produkcja żywności i napojów czy handel detaliczny wciąż mają w Polsce potencjał. Wynika to m.in. z wysokich aspiracji i potrzeb konsumpcyjnych Polaków, przy jednocześnie relatywnie niskich płacach.
Niemcy są najważniejszym krajem eksportującym kapitał do Polski w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Do 2015 r. niemieckie podmioty zainwestowały w Polsce 135,9 mld zł, co odpowiada niemal jednej piątej ulokowanych BIZ. Niemal wszyscy (95,6 proc.) niemieccy inwestorzy ankietowani przez Polsko-Niemiecką Izbą Przemysłowo-Handlową zadeklarowali, że zainwestowaliby w Polsce ponownie. Niezmiennie wysoko cenią oni członkostwo Polski w UE, które zwiększa jakość i stabilność otoczenia regulacyjnego. Innymi czynnikami, które skłoniły niemieckie firmy do inwestycji w Polsce są kwalifikacje, produktywność i motywacja pracowników, a także jakość i dostępność lokalnych poddostawców.
Inwestorów niepokoi tempo zmian legislacyjnych
Inwestorzy doceniają wyniki ekonomiczne Polski, jej różnorodność możliwości inwestycyjnych i stabilność gospodarki, ale zwracają uwagę na zwiększającą się niepewność otoczenia regulacyjnego. Problemem ich zdaniem jest też poziom skomplikowania oraz sposób egzekwowania regulacji podatkowych, przy czym nie budzi ich większych zastrzeżeń sama wysokość obciążeń. – Z wypowiedzi inwestorów niemieckich obecnych od wielu lat w Polsce wynika, że ważnym czynnikiem stabilizującym jest członkostwo w Unii Europejskiej. Poza tym ramy prawne są w wielu wypadkach zbliżone do tych obowiązujących w Niemczech, dzięki czemu inwestorzy zza Odry dobrze odnajdują się w naszym kraju. Zwracają jednak uwagę, że obecnie tempo wprowadzania zmian legislacyjnych może dezorientować. Ważna ich zdaniem jest też spójność komunikacji planowanych zmian, a to nie zawsze ma miejsce. – mówi Marcin Diakonowicz, Partner Deloitte, Lider German Desk w Polsce i Europie Środkowej.
Zarządzaj swoją prywatnością
Żeby zapewnić najlepsze wrażenia, my oraz nasi partnerzy używamy technologii takich jak pliki cookies do przechowywania i/lub uzyskiwania informacji o urządzeniu. Wyrażenie zgody na te technologie pozwoli nam oraz naszym partnerom na przetwarzanie danych osobowych, takich jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalny identyfikator ID w tej witrynie. Brak zgody lub jej wycofanie może niekorzystnie wpłynąć na niektóre funkcje.
Kliknij poniżej, aby wyrazić zgodę na powyższe lub dokonać szczegółowych wyborów. Twoje wybory zostaną zastosowane tylko do tej witryny. Możesz zmienić swoje ustawienia w dowolnym momencie, w tym wycofać swoją zgodę, korzystając z przełączników w polityce plików cookie lub klikając przycisk zarządzaj zgodą u dołu ekranu.
Funkcjonalne
Zawsze aktywne
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Preferencje
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Statystyka
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Marketing
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.