Kategoria: Opinie

Opinie to przestrzeń ekspertów, liderów branży i redakcji, którzy komentują najważniejsze zjawiska i trendy w sektorze IT i kanale sprzedaży. Publikujemy felietony, analizy i wywiady dotyczące technologii, rynku, regulacji oraz strategii vendorów, integratorów i dystrybutorów.

  • Leasing i płynące z niego korzyści

    Leasing i płynące z niego korzyści

    Obecnie znacznie zmienia się podejście do nabywania przedmiotów, także do samego posiadania ich. Jako konsumenci szukamy nowych modeli i nowych rozwiązań. Jak nie posiadać rzeczy, a z nich korzystać? – pytamy. A biznes stara się odpowiadać.

    Coraz częściej zdajemy sobie sprawę, że posiadanie nie jest dla nas wartością samą w sobie, a jedynie sposobem na osiągnięcie jakiegoś celu – na przykład nie kupujemy wiertarki po to, żeby ją mieć, tylko dlatego że czasem potrzebujemy wywiercić dziurę w ścianie. Gdyby ktoś oferował szybkie wypożyczanie wiertarek (najlepiej z dowozem) i nie byłoby ono drogie, pewnie większość z nas bez żalu zrezygnowałaby z posiadania takiego sprzętu na własność.

    W odpowiedzi na ten trend, biznes oferuje nam rozwiązania oparte na zasadach „pożyczaj, współdziel, udostępniaj”. Zamiast kupować płyty CD – kupujemy subskrypcje Spotify, Deezer czy Tidal. Zamiast kupować rower – korzystamy z miejskich wypożyczalni. Zamiast kupować samochód – w mieście korzystamy z taksówek lub Ubera, a w przypadku dłuższych podróży bierzemy auto z wypożyczalni lub korzystamy z carpoolingowych serwisów typu BlaBlaCar. Tendencję tę wspierają dwa zjawiska ekonomiczne. Pierwsze to malejąca różnica w pomiędzy kosztem kupna „narzędzia” a nabywaniem samych „korzyści”. Kiedyś przejazdy taksówkami były drogie, więc opłacało się mieć własne auto. Dziś coraz większa konkurencja i rozwój technologii – aplikacje typu Uber – tak obniżyły opłaty za jednostkowe przejazdy, że może to być atrakcyjna alternatywa dla kupna samochodu. Drugie zjawisko, to szybki spadek wartości przedmiotów w czasie – skutecznie weryfikuje on nasze tradycyjnie podejście do posiadania. Dziś kupowanie rzeczy to nie jest smart choice, skoro już po wyjściu ze sklepu są one warte mniej, niż za nie zapłaciliśmy. A wartość ta będzie spadała z każdym kolejnym miesiącem czy rokiem.

    Leasing w Polsce dopiero rośnie

    Słowo leasing pochodzi od lease, czyli pożyczać, a jednak przez lata w Polsce standardem były umowy, w których przedsiębiorca zobowiązywał się do wykupu na koniec umowy przedmiotów, które leasingował. Mieliśmy, więc bardziej do czynienia z rozłożoną na raty sprzedażą niż wynajmem. Widzimy w naszych zagranicznych oddziałach, a jesteśmy obecni na 31 rynkach, wyraźną tendencję do rezygnacji przez klientów z wykupu. Wolą oddać urządzanie leasingodawcy i wziąć w leasing nowy, nowocześniejszy sprzęt, w ramach kolejnej umowy. Dzięki temu mają stały dostęp do najnowocześniejszych technologii, płacąc jednocześnie niższą ratę. To bardzo mocny trend, więc postanowiliśmy szybko zareagować i zaproponować na polskim rynku specjalnie przygotowany produkt, odpowiadający na takie zapotrzebowanie – powiedział Konrad Wiśniowski, Prezes polskiego oddziału Grenke

    Zalety leasingu

    Konrad Wiśniowski - Prezes Zarządu GRENKELEASING SP. Z O.O
    Konrad Wiśniowski – Prezes Zarządu GRENKELEASING SP. Z O.O

    Leasing jest bardzo wygodnym i korzystnym sposobem finansowania sprzętu czy oprogramowania potrzebnego w firmie. Po pierwsze – nie wymaga angażowania z góry żadnych pieniędzy. Można właściwie z dnia na dzień zacząć korzystać z urządzeń. Po drugie – wymogi formalne są mniejsze niż w przypadku kredytu. W GRENKE wystarczy wniosek i kilka dokumentów, które zazwyczaj są pod ręką w firmie, aby decyzję o przyznaniu leasingu otrzymać nawet w jeden dzień. Po trzecie – raty pokrywa się z przychodów, które przynosi używanie leasingowanego sprzętu, zarabia więc on sam na siebie. Ponadto rata ma stałą wysokość, czyli łatwo planować i kontrolować koszty. Kolejną zaletą jest fakt, że leasing pozwala przedsiębiorcy uniknąć skomplikowanych księgowych rozliczeń dotyczących amortyzacji sprzętu – leżą one po stronie leasingodawcy. Dla klienta po prostu cała rata co miesiąc stanowi koszt uzyskania przychodu, zmniejszając tym samym podstawę opodatkowania. Proste, wygodne i korzystne.Na koniec warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element leasingu, który działa na korzyść przedsiębiorcy. W tradycyjnym leasingu klient zobowiązuje się do wykupu przedmiotów, które leasingował na koniec umowy.   Ale to wcale nie jest konieczne! W wielu przypadkach bardziej korzystne może być oddanie urządzeń leasingodawcy i podpisanie kolejnej umowy na  nowy i bardziej nowoczesny sprzęt. Dzięki temu firma może mieć nieprzerwany, stały dostęp do najnowocześniejszych technologii, płacąc przy tym niższą ratę.

    Grenke oferuje rozwiązanie, które działa właśnie w taki sposób. To Leasing Nowoczesny. Klient używa sprzętu , a kiedy kończy się okres umowy decyduje czy chce wymienić sprzęt na nowy, odkupić go od Grenke lub dostawcy danego urządzenia, czy przedłużyć lub zakończyć umowę. To bardzo interesujące rozwiązanie dla firm, których konkurencyjność bazuje na nowoczesności i innowacji. Korzystając z Leasingu Nowoczesnego mogą one cyklicznie, co kilka lat wymieniać sprzęt i zawsze mieć nowoczesne komputery, serwery, drukarki, smartfony czy inne niezbędne urządzenia. W ten sposób łatwo mogą utrzymywać ciągłą przewagę technologiczną nad konkurencją.

  • Raport o przetwarzaniu danych osobowych

    Raport o przetwarzaniu danych osobowych

    Ostatnimi czasy wokół tematu ochrony danych osobowych wyrosło wiele znaków zapytania. Ma to niewątpliwie związek z RODO, o którym pisaliśmy we wcześniejszym artykule. W związku z tymi wydarzeniami firma Deloitte przeprowadziła badanie dotyczące ochrony danych osobowych. Jak na te kwestie patrzą polscy użytkownicy internetu?

    Według badań, tylko 4% użytkowników internetu nie korzysta z żadnych zabezpieczeń. Ale aż 76% używa programów antywirusowych. Korzystanie z antywirusów jest najczęstszą formą zabezpieczeń, drugą jest czyszczenie przeglądarki, a trzecią nie umieszczanie swoich zdjęć w sieci.  O 26 punktów procentowych wzrosła ilość osób, które nie zamieszczają swoich zdjęć w internecie. Coraz bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, że to co wrzucamy do sieci, już w niej pozostanie. Dlatego coraz bardziej unikamy pokazywania zdjęć z powodu obaw, ale często też przekonań.

    Internauci często nie mają zaufania do stron, które przetwarzają dane. Dlaczego? Bywa, że mamy za mało wiedzy na ten temat, a zapisy dotyczące przetwarzania danych nie są dla nas zrozumiałe (30% badanych).  Poza tym, 45% użytkowników uważa, że ich dane są sprzedawane przez firmy, które je przetwarzają. Wszystkie te czynniki składają się na to, że jesteśmy negatywnie nastawieni do udostępniania danych w sieci (46% użytkowników).

    Firmy starają się o dane na różne sposoby, często oferując za to korzyści dla użytkowników. Jest to stosunkowo mało efektywne, z uwagi na to, że tylko 38% badanych zadeklarowało, że mogliby się na to zdecydować. Mimo, że niechętnie patrzymy na fakt podawania danych osobowych to aż 95% użytkowników deklaruje, że udostępniło swoje dane w sieci. Najwięcej udostępniło imię (76% badanych), adres e-mail (73%), nazwisko (68%) i numer telefonu (68%). A co dla nas oznaczają dane osobowe?  Ponad połowa (51%) użytkowników twierdzi, że adres IP komputera nie należy do danych osobowych. Niestety, użytkownicy nie zdają sobie sprawy z tego, w jaki sposób ich dane mogą zostać użyte. Ma to związek z poczuciem braku wiedzy na ten temat. Jednak badania pokazują, że sytuacja ta ulega poprawieniu. Weźmy pod uwagę pliki cookie.  Jeszcze w 2015 roku tylko 32% użytkowników zdawało sobie sprawę z tego, że „ciasteczka” mogą być wykorzystywane do śledzenia ruchów internautów w sieci. Rok później ich liczba wzrosła do 44%. Proces kształtowania się świadomości użytkowników nie jest spektakularnie szybki, jednak wciąż jest w fazie wzrostu.

    rodo

    Zdecydowana większość internautów (ponad 90%) dostrzega potrzebę kontroli nad tym, kto ma dostęp do danych osobowych znajdujących się na ich urządzeniach elektronicznych, a także chciałoby gwarancji poufności swojej korespondencji przesyłanej za pomocą poczty elektronicznej. Co więcej, ponad 80% użytkowników Internetu sądzi, że narzędzia monitorowania ich aktywności w sieci powinny być stosowane jedynie za ich zgodą. Najbardziej zależy nam na kontroli tego, co się dzieje z naszymi danymi. Wynika to z zwyczajnej potrzeby prywatności i poufności. Choć można stwierdzić, że w porównaniu z krajami UE odczuwamy tą potrzebę nieco słabiej.

    Faktem jest, że większość ludzi zwyczajnie nie orientuje się w kwestiach związanych z ochroną danych w sieci. Być może dlatego aż 95% użytkowników twierdzi, że dostawcy komputerów, smartfonów i tabletów powinni zapewniać regularne aktualizacje oprogramowania w celu ochrony danych zawartych w urządzeniu. 89% badanych uważa, że powinna być możliwość szyfrowania wiadomości i rozmów, aby mogły być odczytywane wyłącznie przez adresata, a 87%, że domyślne ustawienia przeglądarki powinny uniemożliwiać udostępnianie danych.

    Wróćmy raz jeszcze do podejścia użytkownika do firmy przetwarzającej dane. Co piąty Polak (20%) ma pozytywny stosunek do udostępniania swoich danych osobowych i chętnie to robi, zaś co trzeci (34%) nie ma jednoznacznego zdania w tym temacie. Wraz z wiekiem respondentów wzrasta ich dystans do udostępniania danych osobowych różnym instytucjom lub firmom. Przykładowo wśród najmłodszych respondentów (w wieku 15-24 lata) 30% ma do tego stosunek negatywny, a wśród osób w wieku 35 i więcej lat ten negatywny stosunek podziela już ponad połowa z nich.

    A jak korzystamy z informacji o przetwarzaniu, które są dla nas dostępne? Wiele razy dzieje się tak, że jesteśmy powiadamiani o tym, że nasze dane będą przetworzone do jakichś celów, a mimo to się zgadzamy. Jednak na pytanie: czy kiedykolwiek zrezygnowałeś(aś) z jakiejkolwiek usługi w sieci (np. poczty, wyszukiwarki, aplikacji, portalu społecznościowego) po zapoznaniu się z warunkami przetwarzania Twoich danych lub zorientowaniu się, że usługa prezentuje Ci oferty handlowe dostosowane do Twoich potrzeb, 83% ankietowanych odpowiedziało twierdząco. Świadczy to o potrzebie kontroli nad swoimi danymi. Często zdarza sie też, że internauci nie do końca rozumieją w jaki sposób ich dane mogą zostać przetworzone i rezygnują z korzystania z jakiejś usługi. Druzgocący jest fakt, że ponad połowa użytkowników internetu (58%) uważa, że ich dane zostały wykorzystane w sposób, który im nie odpowiadał. W takim razie, gdzieś musiał zostać popełniony błąd. I trudno stwierdzić, gdzie leży wina wykorzystania danych osobowych w sposób nie odpowiadający użytkownikowi.

    Jak pokazują badania wykonane przez Deloitte, połowa internautów chociaż raz zażądała usunięcia danych osobowych z bazy firmy, a 34% badanych zażądało informacji o danych osobowych użytkownika, jakie posiada firma.

    Badanie pokazało, że znaczna większość internautów nigdy nie zwracała się do żadnej firmy z żądaniem dostępu do swoich danych. Natomiast w krajach Europy Zachodniej takie żądania są popularne i stanowią dla przetwarzających bardzo duże obciążenie. Dane osobowe żądającego są bowiem często zlokalizowane w wielu różnych miejscach (np. w kartotekach papierowych, na serwerach poczty, etc.). Konsekwencje błędu przy realizacji żądania mogą być poważne –np. w Wielkiej Brytanii kary za nieprawidłowości przy realizacji żądań dostępu do danych sięgają kilkudziesięciu tysięcy funtów. Po wejściu w życie RODO podobne sankcje będą groziły polskim przedsiębiorcom, więc zawczasu powinni oni przygotować odpowiednie procedury – powiedział Maciej Marek, Deloitte

    Tylko 16% ankietowanych przyznało, że zostało powiadomionych o wycieku danych z firmy. Przedsiębiorstwa nie chcą przyznawać się do błędu, jednak po wejściu w życie RODO będą musiały mówić o wyciekach danych. Co więcej, będą miały na to 72 godziny. Zwiększy to zapewne poczucie bezpieczeństwa związane z przetwarzaniem danych osobowych części użytkowników.

    A jak internauci patrzą na przyczyny zbierania danych przez firmy? Oprócz obaw związanych ze sprzedawaniem danych, internauci sądzą, że ich dane są potrzebne, aby wykorzystać je przy promocjach (51% badanych), a także po to, by dostosować oferty do ich potrzeb (45%). Tylko 15% uważa, że służy to polepszeniu jakości obsługi. Takie odpowiedzi jasno pokazują to, o czym było już wcześniej wspomniane, że internauci mają negatywny stosunek do faktu przetwarzania danych. Jednak wskazując przyczyny zbierania danych osobowych, podchodzą bardziej obiektywnie, niż w przypadku mówienia o obawach z tym związanych.

    Coraz większa niechęć do udostępniania danych osobowych może wiązać się nie tylko z obawą o niewłaściwe wykorzystanie tych danych przez podmioty i naruszeniem zasad prywatności, ale także z częstotliwością prób zdobycia tych, z jaką spotykają się konsumenci. Zbyt częste próby „wyłudzenia” zgody na przetwarzanie danych mogą spowodować negatywny stosunek konsumentów do marki, nieufność i wywołać zupełnie odwrotny skutek. Firmy stojące przed koniecznością pozyskiwania zgód na profilowanie klientów powinny podejść do tego zadania w sposób bardzo wyważony – powiedziała Joanna Miernik, Deloitte

    W ocenie większości respondentów (60%) informacje o celach przetwarzania i inne informacje podawane przez firmy przy zbieraniu danych osobowych są z reguły przejrzyste i zrozumiałe. Z drugiej strony, wśród ogółu 30% jest zdania, że zapisy proponowane przez firmy są rzadko przejrzyste, a co dziesiąty zapytany (10%) ma problemy ze zrozumieniem przedstawianych im informacji. W konsekwencji osoby te uważają, że treści te nigdy lub prawie nigdy nie są dla nich przejrzyste i zrozumiałe. Choć więc większość pozytywnie wypowiada się o zapisach na temat przetwarzania danych osobowych, to warto pamiętać, że według Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych (RODO) obowiązkiem administratorów danych jest przekazywanie informacji w sposób zwięzły, przejrzysty, zrozumiały, łatwo dostępny, jasnym i prostym językiem. Jak pokazują wyniki, z perspektywy Polaków w bardzo wielu przypadkach warunki te nie są dotrzymywane.

    Wyniki badań dotyczące wycieków danych są bardzo zaskakujące, bowiem ponad połowa badanych twierdzi, że skorzystałaby z usług firmy, z której wyciekły dane. Pomimo tego, iż w istocie wizerunek firmy w takiej sytuacji ulega pogorszeniu, to klienci byliby w większości skłonni zaufać takiemu przedsiębiorstwu.

    W związku z wprowadzeniem RODO w życie, zmieni się wiele kwestii dotyczących przetwarzania danych osobowych. Sprawi to, że administratorzy będą mieli znacznie więcej pracy. Ale czy to podziała? Może zamiast wymagać od administratorów większego nakładu starań, aby klienci mogli jasno zrozumieć kwestię przetwarzania ich danych, lepiej byłoby zwiększyć świadomość społeczną w tym zakresie? Odpowiedź na to pytanie może być różna, ale fakt jest taki, że RODO wchodzi w życie 25 maja 2018 roku, więc niejako zamyka to temat do dalszej dyskusji.

  • Naprawa drukarki zabiera cenny czas ekspertom bezpieczeństwa

    Naprawa drukarki zabiera cenny czas ekspertom bezpieczeństwa

    Ile zajmuje naprawa drukarki, gdy zatnie się papier? Zwykle kilka minut – odpowie większość administratorów zmagających się codziennie z lawiną podobnych zgłoszeń. Gorzej, jeśli to minuty pracy dedykowanych specjalistów bezpieczeństwa IT, których użytkownicy mogą dręczyć swoimi „drobnymi problemami z komputerem”. Anzena alarmuje, że przy obecnym rozwoju cyberzagrożeń kluczowe jest zapewnienie ekspertom maksymalnego komfortu pracy, o co powinni zadbać zarówno ich menedżerowie, jak i oni sami.

    „Komputer mi się nie włącza, wpadniesz sprawdzić?” – chociaż źródłem tego palącego problemu często jest listwa zasilająca, tylko 17% ekspertów bezpieczeństwa IT nie słyszy w swojej pracy podobnych próśb. Okazuje się, że w wielu organizacjach eksperci oddelegowani do uszczelniania firmowej infrastruktury co tydzień tracą czas pomagając współpracownikom z problemami administracyjnymi. W efekcie mogą oni nie być w stanie dopełnić swoich obowiązków, czym narażają biznes na straty – te wywołane awarią i te związane z marnotrawieniem cennego czasu eksperta.

    Powyższe wnioski są wynikiem ankiety przeprowadzonej wśród 350 ekspertów bezpieczeństwa IT przez firmę Firemon. 83% respondentów przyznało w niej, że inne działy często proszą o pomoc w rozwiązywaniu problemów spoza obszaru ich pracy. I robią to bardzo często. 80% ankietowanych pomaga kolegom co najmniej godzinę tygodniowo, a rekordziści (8%) nad niesprawną pocztą i innymi kłopotami współpracowników dumają nawet ponad 5 godzin w tygodniu.

    Źródła problemu upatruje się w postrzeganiu wiedzy technicznej ekspertów przez resztę ich organizacji – w końcu jeśli ktoś umie powstrzymać wirusa, to restart drukarki będzie dla niego banałem, prawda? Pokutuje tu brak świadomości, czym zajmuje się taki ekspert, przez co użytkownicy mylą go z administratorem, a i on sam – zwłaszcza jeśli brak mu asertywności – może czasem w taką rolę wchodzić.

    Sprawy nie upraszcza też biurowa wygoda, która wielu pracowników uzależniła od życzliwości osób technicznych do tego stopnia, że nawet nie próbują samodzielnie rozwiązywać problemu z komputerem.  Problem wynika też z nieznajomości polityk bezpieczeństwa własnej firmy. Powtarzają się zgłoszenia „strona / internet mi nie działa”, „komputer zwolnił”, prośby o sprawdzenie prywatnego dysku USB i odwiecznego nemesis pracowników biurowych – niesprawnej drukarki. Administrator jest w tej chwili zajęty? To nic, przecież można zadzwonić do eksperta, który wie co najmniej tyle samo!

    W każdym takim przypadku ekspert powinien mimo wszystko odsyłać użytkowników do administratora. Jeśli mimo wyraźnych wytycznych pracodawcy specjalista sam nie zadba o zagospodarowanie swojego czasu, to potrzebujący pomocy na pewno spróbują zrobić to za niego. W dobie ransomware musimy mieć czas na kluczowe firmowe zadania ochrony, które wbrew pozorom nie muszą trwać całego dnia. Już 15 minut wystarczy np. do pełnego testu plików naszego backupu w środowisku wirtualnym. Przydadzą się na wypadek kolejnej infekcji – komentuje Krystian Smętek, inżynier systemowy rozwiązań StorageCraft ShadowProtect SPX z firmy Anzena

    A ile traci firma na niewłaściwie pojmowanym „pomaganiu”? Według Raportu Płacowego 2017 firmy Hays w Polsce osoba na stanowisku Security Specialist zarabia między 12 a 22 tys. zł miesięcznie. Biorąc jako bazę dolne widełki (75 zł za godzinę pracy) godzina „bratniej pomocy” tygodniowo w skali roku wygeneruje dla firmy koszt 3 900 zł. Jeśli mowa o przodowniku, który na ratowaniu innych spędza wspomniane 5 godzin tygodniowo, to roczny koszt jego bezproduktywności w obszarze bezpieczeństwa wyniesie 19 500 zł. Naturalnie im więcej życzliwych specjalistów bezpieczeństwa, tym większa szansa, że podobne koszty będą rosnąć. By tego uniknąć, przełożeni powinni zadbać, by właściwym odruchem pracownika z problemem technicznym było każdorazowo wezwanie administratora. Warto odciążyć ekspertów bezpieczeństwa, nim okaże się, że ich dobrymi chęciami wybrukowane jest prawdziwe piekło – w zainfekowanej serwerowni.

  • Budowa wizerunku firmy – czy to się opłaca?

    Budowa wizerunku firmy – czy to się opłaca?

    Firmy kształtują swój wizerunek wśród klientów i środowiska biznesowego, a dzięki świadomemu wykorzystaniu instrumentów public relations mogą tworzyć i utrzymywać pozytywny odbiór marki. Wpływa to nie tylko na relacje między firmą a klientem, ale również kształtuje silną pozycję w branży.

    Przedsiębiorstwo zyskuje w oczach publiczności, a także zwycięża w walce rynkowej, gdy jest przygotowane merytorycznie i praktycznie do tworzenia własnej marki oraz  nastawione na otwarty dialog z otoczeniem zarówno zewnętrznym jak i z wewnętrznym. Świadomość podejmowanych działań z zakresu public relations musi być dostrzegalna na każdym szczeblu struktury firmy. W Polsce tworzenie wizerunku firm jest stosunkowo młode. Dopiero od połowy lat 90-tych polskie przedsiębiorstwa mają do czynienia z działaniami mającymi na celu jego kreowanie i dbałość o reputację.

    Wizerunek to sposób, w jaki  firma jest postrzegana przez innych. Należy pamiętać, że jest on jednak zmienny i niestabilny, więc łatwo może ulec rozpadowi. Działania Public Relations w znacznym stopniu pomagają osiągać złożone cele co przyczynia się do wzmocnienia pozycji firmy w  warunkach silnej konkurencji rynkowej. Klient zainteresowany towarem lub usługą ma możliwość dokonania wyboru spośród tysięcy ofert. W takiej sytuacji często to właśnie wizerunek przedsiębiorstwa, jego obraz w świadomości klientów jest elementem decydującym o zdobyciu zaufania rynku. Systematyczna praca nad wizerunkiem firmy jest przyczyną tego, że staje się ona rozpoznawalna, a co za tym idzie wzrasta zaufanie.

    W przypadku sektora MŚP, bezsensownym działaniem byłyby planowane z rozmachem wysokobudżetowe kampanie reklamowe i promocyjne, ze względu na małe budżety tych firm, a także niską opłacalność.  Optymalnym zatem rozwiązaniem są właściwie prowadzone, systematyczne i planowe działania public relations, których celem jest praca nad dobrym kojarzeniem firmy. Kształtowanie właściwego wizerunku przez bieżące komunikowanie osiągnięć firmy i udzielanie informacji w sytuacjach kryzysowych nie kosztuje wiele, a pozwala na stworzenie stabilnej pozycji firmy na każdym poziomie jej funkcjonowania. Właśnie szczególnie dla małych firm, dla których każdy klient jest wyjątkowo cenny w warunkach rosnącej konkurencji, bardzo ważne jest utrzymanie dobrych relacji z otoczeniem. Nawet najwyższy standard świadczonych usług w dzisiejszej rzeczywistości okazuje się niewystarczający, jeśli klient nie czuje się doceniony i odpowiednio poinformowany o działaniach firmy.

    Najistotniejszym działaniem podczas tworzenia wizerunku firmy jest rzetelne, bezpośrednie i bieżące komunikowanie się z otoczeniem – z kontrahentami, mediami i lokalnymi społecznościami. Brak informacji powoduje negatywne reakcje, firma przechodzi na drugi plan. Zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych istnieje potrzeba sprawnego komunikowania sytuacji otoczeniu, co ułatwia rozwiązać sytuacje wewnętrzną jak i zewnętrzną. Brak informacji może pogłębić kryzys. Jednak także sukcesy firmy powinny zostać odpowiednio przedstawione. Wszystko, co składa się na sukces przedsiębiorstwa powinno ujrzeć światło dzienne, powinno zostać nagłośnione. Ważną rzeczą jest przyznawanie się do błędów i sukcesów i umiejętne ich przedstawianie.

    Dzięki Public Relations osiągnąć można to, czego nie dają żadne działania marketingowe, ani reklama ani promocja ani nawet marketing bezpośredni. Public Relations pozwala odbiorcy informacji budować jego własne opinie i przekonania i z tego powodu efekty działania PR, choć nie natychmiastowe, są silne i stabilne. Kształtowanie wizerunku przedsiębiorstwa poprzez techniki Public Relations nie jest nachalne, nie wdziera się natrętnie w świadomość odbiorców, ale stopniowo i sukcesywnie poszerza ich wiedzę za pomocą odpowiednich komunikatów. Jeszcze raz należy podkreślić, że stworzenie właściwego wizerunku jest działaniem długofalowym – rozłożonym w czasie, stąd właśnie nie nachalnym. Natomiast utrata wizerunku może nastąpić gwałtownie i pociągając za sobą dalsze niekorzystne skutki. PR może pomóc przedsiębiorstwu wypracować, a następnie utrzymać opinię stabilnego i silnego podmiotu gospodarczego. Dobrym przykładem skutecznych działań PR w kreowanie wizerunku przedsiębiorstwa jest przykład stojącej na skraju bankructwa spółki, której prezes przeznaczył większość pozostałych środków na przygotowanie spotkania z ważnym klientem, od którego zależało istnienie firmy. Znając realną kondycję finansową partnera, klient prawdopodobnie nie zaryzykowałby podpisania umowy. Jednak dzięki zdobyciu dobrego wizerunku w oczach kontrahenta firma doprowadziła do zawarcia intratnego kontraktu, dzięki czemu mogła utrzymać się na rynku.

    Kolejnym przykładem wykorzystania siły wizerunku może być Johnson & Johnson. Jest to również wzorcowy przykład tego, jak należy zachowywać się w sytuacjach kryzysowych. W 1986 roku kierownictwo firmy Johnson & Johnson dowiedziało się, że po zażyciu tabletki Tylenolu, produkowanej przez firmę, zmarła jedna osoba. Reakcja firmy była natychmiastowa, ciągu kilku godzin wstrzymano ogólnokrajową kampanię promująca lek, uruchomione zostały bezpłatne infolinie, a firma zaoferowała zwrot pieniędzy wszystkim, którzy kupili preparat. Tydzień później w jednym z amerykańskich supermarketów znaleziono kolejna paczkę zatrutego Tylenolu, zarząd firmy Johnson & Johnson w ciągu kilkunastu minut poinformował media, że spożywanie tych tabletek nadal zagraża życiu. Specjaliści uznają zachowanie koncernu Johnson & Johnson za wzorowe. Dzięki niemu w ciągu kilku miesięcy firmie udało się odzyskać utracone zaufanie klientów. Sam przypadek tej firmy jest dziś chyba najbardziej znanym, wręcz podręcznikowym przykładem działań z dziedziny Crisis Public Relations. Niestety, w polskiej rzeczywistości jeszcze wielu właścicieli firm stara się bardziej chować głowę w piasek niż racjonalnie podejmować kroki zmierzające do odbudowania wartości firmy. Być może właśnie dlatego mamy tak dużą rotację. Wycofanie z produkcji i sprzedaży Tylenolu kosztowało w 1986 r. koncern aż 150 mln dolarów. Ale dzięki swej otwartości i komunikatywności już cztery miesiące później firma odzyskała 96% poprzedniej sprzedaży. Co ważniejsze, nigdy nie straciła zaufania kontrahentów i klientów. Od początku do końca informowano klientów o badaniach jakie przeprowadzano w firmie. Społeczeństwo czuło się częścią tego wielkiego koncernu, a co za tym idzie czuło się bezpiecznie.

    Na wizerunek firmy  składają się cele, treść i formy działania, które organizacja pragnie przekazać oraz utrwalić w otoczeniu – elementy służące opinii publicznej do identyfikacji firmy. Wizerunek tworzy informację o produkcie lub firmie, miejscu w rynku, prezentuje zmiany innowacyjność, wyróżnia od innych, kreuje markę. Organizacja dąży do osiągnięcia wizerunku docelowego podejmując działania o charakterze długofalowym. W krótkim okresie firma zdobywa jedynie obraz optymalny w danym momencie. Tworzenie wizerunku organizacji może podlegać pewnym modyfikacjom w czasie, wynikającym z ewaluacji otoczenia, korekt w celach i organizacji działania firmy. Najistotniejszą sprawą jest trafne określenie stopnia zmian zależnych od celów rynkowych i komunikacyjnych, a tego nie da się osiągnąć bez analiz i badań. Obraz marki – przedsiębiorstwa pozycjonuje ją na mapie społecznej percepcji, staje się bardzo ważnym atutem w środowisku wzmożonej konkurencji oraz istotnym czynnikiem kształtowania stosunków publicznych. Jest wizerunkiem zarządzania przez cele i realizowaniem wewnętrznego marketingu, zakładającego, że chcąc skutecznie sprzedawać produkt konsumentom musi motywować do stosownego działania otoczenie. Pracownicy dzięki temu postrzegają interesy firmy jako własne, są bardziej skłonni do przyjmowania dodatkowych obowiązków i zwiększa się ich zaangażowanie. Zespół traktuje reputację organizacji jako wyznacznik atrakcyjności pracy i identyfikacji z miejscem zatrudnienia. Czują się wyróżnieni, nie mówiąc już o właścicielach.

  • Technologia, która pozwala wykryć raka

    Technologia, która pozwala wykryć raka

    Naukowcy wierzą w technologię i przekonują do tego, by ich naśladować. Ma nas ona wprowadzić w inny wymiar myślenia o zdrowiu, czyli o bezpieczeństwie swoim oraz najbliższych. Obecnie rozwiązania telemedyczne, połączone z aplikacjami na tablety, czy smartfony będą na przykład uaktywniały, a potem wzmacniały system czujności onkologicznej, przypominały o badaniach kontrolnych, tłumaczyły ich przebieg oraz wytyczały szlak pogłębionej diagnostyki.

    System domowej profilaktyki raka piersi Braster – autorski projekt polskich specjalistów wywodzących się z najlepszych ośrodków badawczych ma szansę stać się ważnym ogniwem ochrony przed rakiem piersi dla kobiet w każdym wieku i być cennym uzupełnieniem badań przesiewowych szczególnie dla tych przed 40 rokiem życia.

    W naturze ludzkiej leży usprawiedliwianie zaniedbań wobec własnego organizmu i notoryczne lekceważenie badań kontrolnych, jeśli nie zmusza nas do nich ból. Tłumaczymy to zazwyczaj nadmiarem obowiązków, czy brakiem czasu. A tymczasem statystki dotyczące raka piersi są zatrważające – w Polsce to najczęściej występujący nowotwór złośliwy u kobiet[1] (22%), Dla porównania, jedynie 5% zapada na nowotwór jajnika, a 4% na raka szyjki macicy. Dane te pokazują, że nowotwór piersi stanowi naprawdę poważny problem, a skala zachorowań jest ogromna.  Dlatego pora zmienić nastawienie i pomyśleć o tym, co możemy zrobić, by wspólnie ze specjalistami wzmocnić system tzw. czujności. Niestety, nawyk zapobiegania nie został nam wpojony jako naturalny element dbania o siebie.

    braster

    W tym może pomóc Braster – system domowej profilaktyki raka piersi. Co się na niego składa? Urządzenie wykorzystujące termografię kontaktową, w celu rejestracji zmian o podwyższonej temperaturze, które mogą świadczyć o niepokojących zmianach złośliwych. Intuicyjna aplikacja mobilna, która nie tylko prowadzi przez cały proces badania, ale również za jej pomocą obrazy termograficzne wysyłane są do analizy przez systemy komputerowe oraz interpretacji lekarzy radiologów.

    Według raportu Światowej Organizacji Zdrowia, jedna na osiem Amerykanek zmierzy się w swoim życiu z diagnozą raka piersi. Czy podobny los czeka Polki? Statystyki niepokoją tym bardziej, że cały czas system, który uświadamiania nam rangę problemu i wypracowywania metod zapobiegawczych, pozostawia wiele do życzenia. Niemal każdy z nas zna osobę, która miała raka piersi lub jego podejrzenie. Najnowsze dane mówią o 18 tys. przypadków rocznie w Polsce, co gorsza prognozy WHO przewidują, że do 2025 roku wynik ten podwoi się. Ale tak być nie musi. Wystarczy kwadrans miesięcznie – tylko tyle trwa bezbolesne badanie urządzeniem Braster, którego przewodnikiem jest intuicyjna aplikacja mobilna, a wszystko może się odbyć w przyjaznych wnętrzach własnego domu. Warto podkreślić, że Braster w odróżnieniu od badania palpacyjnego wykrywającego guzy powyżej 1 centymetra, rejestruje już 3 milimetrowe zmiany. Pomaga też wypracować nawyk comiesięcznego badania.

    Urządzenie Braster 3 min

    Wcześnie wykryty rak piersi jest niemal w 100% wyleczalny. Badanie systemem Braster uzupełnia dostępne metody diagnostyczne. Jak podkreślają lekarze, żadna metoda nie daje 100% gwarancji, dlatego tak ważne jest, by je łączyć i tym samym zwiększać skuteczność wczesnego wygrywania zmian patologicznych. Żyjemy w czasach, w których medycyna oferuje nam możliwość kumulowania kilku metod, by zwiększyć szansę wychwycenia zmian we wczesnym stadium i pogłębić diagnostykę najszybciej jak to możliwe. Nabiera to szczególnego znaczenia
    w kontekście młodych kobiet, które często nie są świadome zagrożenia, dowiadują się o chorobie zbyt późno. Tymczasem na nowotwór piersi zapada coraz więcej kobiet poniżej 40 roku życia. Coraz częściej są one pierwszymi kobietami w rodzinie, które zachorowały na raka piersi (8 na 9 kobiet ze zdiagnozowanym rakiem piersi nie miało przypadków tej choroby w najbliższej rodzinie)[2].

    Jak się badamy?

    Urządzenie Braster należy przyłożyć do piersi, prostopadle do linii ciała. W zależności od rozmiaru piersi należy wykonać 1, 3 lub 5 przyłożeń tak, aby pokryć całą powierzchnię piersi. Prosta aplikacja na smartfon i tablet w czytelny sposób wprowadza nas w kolejny etap badania, a zarejestrowane obrazy przesyła do analizy.

    W procesie  interpretacji wyników badania ważny jest udział lekarzy radiologów, którzy w razie wykrycia niepokojących zmian, otaczają kobiety opieką i udzielają im niezbędnych zaleceń odnośnie dalszego postępowania.

    Niestety, z roku na rok w naszym kraju diagnozuje się coraz więcej nowych przypadków nowotworów, Mimo to, nadal duża część społeczeństwa nie wie, jaki jest mechanizm ich powstawania. W przypadku raka piersi, do rozwoju komórek nowotworowych przyczyniają się dwa procesy: proliferacja i neoangiogeneza. Ze względu na nie komórki nowotworowe charakteryzują się wyższym metabolizmem i temperaturą niż otaczające je zdrowe komórki – dr n. med. Alina Krychowska-Ćwikła, Ginekolog

    Tworzące się w ten sposób ogniska hipertermiczne, które mogą być oznaką początkowych stadiów nowotworu, są rejestrowane przez użytą w Brasterze bezpieczną matrycę termograficzną.

    [1] Krajowy Rejestr Nowotworów, 2013

    [2] American Cancer Society, 2013

  • Dlaczego warto wdrożyć system ERP? Korzyści dla firmy

    Dlaczego warto wdrożyć system ERP? Korzyści dla firmy

    System ERP to rozwiązanie, które od lat sprawdza się w wielkich korporacjach. O jego zaletach przekonują się powoli także liczne średnie i niektóre małe firmy. Dlaczego software integrujący dane jest tak pożądany?

    Enterprise resource planning (ERP) oznacza planowanie zasobów przedsiębiorstwa poprzez integrację kilku lub wszystkich działów i funkcji w organizacji. Polega to na stworzeniu wspólnej bazy danych, z której może korzystać każdy departament. Rozwiązanie jest standardem już w niemal każdej firmie.

    Korzyści, jakie daje wspólna baza danych

    Prawidłowo wdrożony system klasy ERP przede wszystkim porządkuje i integruje procesy przebiegające w firmie.

    Wszystkie niezbędne do zarządzania firmą informacje mamy zgromadzone w jednym miejscu, w sposób uporządkowany. Mamy jedno źródło prawdy o klientach, stanach magazynowych, zamówieniach klientów, rozrachunkach z dostawcami i odbiorcami, przychodach i kosztach. To daje komfort podejmowania decyzji w oparciu o wiarygodne i aktualne dane. Co więcej, wszelkie zdarzenia gospodarcze są ewidencjonowane w jednym systemie, dzięki czemu każdy uczestnik ma do nich łatwy dostęp. Możliwe jest też automatyzowanie niektórych procesów poprzez integrację z systemami automatyki czy tworzenie mechanizmów workflow, co minimalizuje ryzyko powstawania pomyłek oraz znacznie przyspiesza obsługę procesu. – mówi Renata Rokita, SI-Consulting

    Czas to pieniądz

    Automatyzacja księgowań, digitalizacja obiegu faktur czy zamówień czy integracja systemów ERP z systemami sterowania w oczywisty sposób skraca czas obsługi procesu przez użytkowników. To przekłada się na znacznie niższe koszty obsługi procesów.

    Ale głównym czynnikiem, który powoduje, że systemy ERP pozwalają na generowanie oszczędności, jest poprawa efektywności tych procesów. Ewidencja operacji biznesowych w czasie rzeczywistym w jednym miejscu powoduje, że można lepiej zarządzać zapasem, optymalizować czas pracy pracowników i urządzeń produkcyjnych, lepiej zarządzać terminowością dostaw, optymalizować wykorzystanie środków finansowych. To jeszcze nie wszystko – nowoczesne systemy ERP dają również nowe możliwości „zajrzenia w przyszłość”. Tzw. analityka predykcyjna pozwala przewidzieć np. przyszłą sytuację finansową firmy, wyniki sprzedaży oraz minimalizować ryzyko wystąpienia awarii – Renata Rokita, SI-Consulting

    Jak wybrać system ERP? Na co zwrócić uwagę?

    Kluczowym kryterium wyboru systemu zintegrowanego nie powinna być jego cena. Najważniejsze jest dopasowanie do wymagań i indywidualnych potrzeb firmy oraz dostępność wszystkich strategicznych funkcji i procesów, zarówno tych bieżących, jak i stanowiących plany rozwojowe. Dlatego należy zwrócić uwagę, czy system, który bierzemy pod uwagę, ma otwartą architekturę i umożliwia dopasowanie jego funkcjonalności do potrzeb przedsiębiorstwa. – Każde wdrożenie jest wypadkową dążenia do standaryzacji, dzięki której koszty wdrożenia i utrzymania platformy maleją, oraz w uzasadnionych przypadkach dostosowuje system do nietypowych, unikalnych wymagań klienta, które kreują jego przewagę konkurencyjną – mówi Renata Rokita.

    System musi nadążyć za dynamicznym rozwojem firmy.

    Istotnym aspektem, jaki należy uwzględnić, jest skalowalność systemu. Po pierwsze techniczna: np. pod kątem wydajności czy liczby użytkowników, ale przede wszystkim biznesowa: np. możliwość dołączania kolejnych jednostek, umożliwienie podziału firmy, lub jej integracji z innym podmiotem. Działalność gospodarcza się globalizuje, więc system klasy ERP musi być też gotowy na obsługę wielu walut i języków. Najważniejsze jednak to upewnić się, że producent systemu jest stabilną firmą, która zagwarantuje utrzymanie i rozwój systemu,  bo jest to inwestycja na kilka lat. Dodatkowe bezpieczeństwo daje również sytuacja, kiedy mamy do czynienia z platformą powszechnie wykorzystywaną przez przedsiębiorstwa, której obsługą może zająć się nie tylko jedna, lecz wiele wyspecjalizowanych firm. Daje to komfort niezależności od decyzji biznesowych jednego dostawcy – mówi Renata Rokita, SI-Consulting

  • GIODO – przygotowania do wprowadzenia reformy

    GIODO – przygotowania do wprowadzenia reformy

    Wobec przyjętego przez UE rozporządzenia, GIODO wprowadzi reformę przepisów o ochronie danych osobowych, tzw. RODO (GDPR). Dokładnie na rok przed rozpoczęciem nowych zasad przetwarzania danych, GIODO wprowadza na swojej stronie akcję pomocy dla administratorów danych.

    O reformie

    Według nowych zasad, administratorzy będą w większym stopniu odpowiedzialni za prawidłowe przetwarzanie danych. Oto kilka z najważniejszych zmian i nowości:

    • Prawo znacznie bardziej weźmie w opiekę interesy obywateli.
    • Pojawi się także obowiązek powoływania administratora bezpieczeństwa informacji (ABI), zwanego od maja 2018 Inspektorem Ochrony Danych.
    • Rejestracja zbiorów danych osobowych przez GIODO nie będzie już konieczna. Pojawi się za to obowiązek prowadzenia rejestru czynności przetwarzania wewnątrz organizacji.
    • Zakres danych wrażliwych zwiększy się o dane genetyczne i biometryczne.
    • Zwiększy się zakres uprawnień, tj. prawo do usunięcia danych i prawo przenoszenia danych.
    • Przygotowanie odpowiednich zabezpieczeń i procedur zanim w ogóle zacznie się zbierać i przetwarzać dane będzie pożądanym podejściem. Mowa o przeszkoleniu i przygotowaniu pracowników, którzy będą pracować z danymi. Konieczne będą też technologiczne rozwiązania, mogące sprostać nowym wymogom.
    • Będziemy musieli przyznać się do własnego błędu w razie wycieku danych, na co mamy 72 godziny. Wówczas możemy liczyć na łagodniejsze potraktowanie przez GIODO.
    • Lecz jeśli się nie przyznamy mogą nas spotkać dotkliwe kary. Nowa górna granica to 20 000 000 euro lub 4 % całkowitego rocznego  światowego obrotu z poprzedniego roku.

    Rozporządzenie, będące wymogiem UE, wejdzie w życie dnia 25.05.2018 roku. W wielu firmach będzie oznaczało zmianę stosowanych rozwiązań i przemodelowanie niektórych obszarów działania. Znajomość nowych przepisów będzie jednak największym wyzwaniem dla administratorów, którzy będą musieli odpowiednio projektować oprogramowania i domyślne ustawienia.

    Pomoc GIODO

    Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych wychodzi naprzeciw potrzebom administratorów danych i zamieścił na swojej stronie listę pytań, które pomogą w przygotowaniach do zmian. Jednocześnie zapowiedziano, że każdego dnia będą publikowane wyjaśnienia do kolejnego zagadnienia. W razie błędu, poza ustawowymi karami za błędy w przechowywaniu danych osobowych, administrator lub podmiot przetwarzający może zostać pociągnięty do odpowiedzialności cywilnej za szkodę majątkową lub niemajątkową spowodowaną naruszeniem przepisów.

  • Mity związane z transformacją cyfrową – co jest prawdą?

    Mity związane z transformacją cyfrową – co jest prawdą?

    Cyfrowa transformacja przedsiębiorstw ma miejsce od jakiegoś czasu i coraz bardziej się rozpędza. Dzieje się tak między innymi dzięki internetowi rzeczy. O tym, ile prawdy jest w powszechnych opiniach na temat zastosowania technologii w przedsiębiorstwach mówi Tom Bianculli, główny dyrektor ds. technologii, Zebra Technologies.

    Podczas zorganizowanej niedawno przez tygodnik  The Economist konferencji Innovation Summit, dyrektorzy firm z listy Fortune 500, decydenci i przedsiębiorcy omawiali szanse i zagrożenia związane z cyfrową rewolucją. Główne pytanie brzmiało: jak wspierać innowacyjność w erze cyfrowej? Jak powiedział Vijay Vaitheeswaran, redaktor chińskiego działu biznesowego w The Economist, „innowacyjność” to jedno z najbardziej nadużywanych słów. Co to znaczy? Mówiąc prosto, innowacyjność w XXI wieku to zdolność dostrzegania korzyści i dostarczania ich zainteresowanym stronom bliżej miejsca popytu. „Zdolność dostrzegania” ma tu kluczowe znaczenie, ponieważ dziś dysponujemy technologią, która umożliwia rejestrowanie danych z dowolnego urządzenia, analizowanie ich w celu wyciągnięcia wniosków i podejmowanie działań w czasie rzeczywistym.

    Większość dyrektorów zgadzała się, że to pracownicy, a nie technologie mają kluczowe znaczenie w efektywnym zarządzaniu cyfrową rewolucją w przedsiębiorstwie. Tym samym obalili jeden z najczęstszych mitów związanych z cyfrową transformacją.

    Mit 1

    Technologia jest kluczowym czynnikiem w zarządzaniu cyfrową transformacją. Nieprawda. Czynnikiem tym są ludzie. Technologia ułatwia proces, ale za sukces lub porażkę odpowiadają pracownicy. Owszem, sam jestem dyrektorem ds. technologii. Uważam, że technologia odgrywa szalenie istotną rolę w transformacji siły roboczej w erze cyfrowej. Zapewniając pracownikom dostęp do wiedzy opartej na danych, firmy mogą uwolnić kapitał ludzki i przesunąć zasoby do zadań, które generują wartość, jednocześnie ograniczając błędy, podnosząc produktywność i zwiększając zadowolenie z pracy. Nie wspominając już o tym, że sama technologia może pomóc w utrzymaniu personelu, oferując nowe, angażujące sposoby pracy. W ostatecznym rozrachunku wszystko sprowadza się do ludzi, którzy muszą zaakceptować zmianę metod pracy i współpracy.

    Mit 2

    Oczekiwania klientów różnią się w zależności od produktu lub usługi. Nic z tych rzeczy. Posłużę się aktualnym przykładem – korzystanie z Ubera określa nasze oczekiwania jako kupującego, pacjenta, obywatela. Zatem wysokie oczekiwania wzbudzone przez lidera jednej branży wyznaczają standardy we wszystkich sektorach. Aby spełnić te oczekiwania, marki muszą zapewnić pamiętne wrażenia swoim klientom. Trend ten potwierdzają niedawne badania opublikowane przez Zebra Technologies, z których wynika, że do 2021 roku niemal 80 proc. detalistów będzie mogło personalizować wizyty klientów w sklepie, ponieważ większość będzie wiedziała, że odwiedził ich konkretny klient. Wyznaczy to poziom odniesienia nie tylko w handlu detalicznym, ale również w usługach finansowych, opiece zdrowotnej i innych branżach.

    Mit 3

    Kreatywne przełomy wynikają z pogłębionych analiz specyficznych dla branży. Coś w tym jest. Dyrektorzy mogą szukać inspiracji w różnych branżach. Zanim zaczną wyważać otwarte drzwi, powinni zbadać najlepsze przykłady i wzorce organizacji z innych sektorów rynkowych. Zebra zapewnia organizacjom bieżący wgląd w aktywa, ludzi i transakcje. Na przykład jako oficjalny dostawca usług śledzenia graczy dla NFL, Zebra pomaga lidze i zespołom analizować w czasie rzeczywistym akcje rozgrywane na boisku. Wyobraźmy sobie, jakie możliwości mogłaby odkryć osoba będą dyrektorem zakładu przemysłowego, gdyby zaczęła zastanawiać się, jak wykorzystać te bieżące informacje operacyjne w pracy magazynu.

    Mit 4

    Jesteś w tym sam. Absolutnie nie. Nie jako firma przechodząca przez cyfrową transformację, nie jako producent doradzający firmom w procesie transformacji, nie jako dyrektor podejmujący decyzje inwestycyjne. I nie powinieneś odnosić takiego wrażenia. Metody, procesy i strategiczne sojusze oparte na otwartych innowacjach i współpracy B2B są nowym źródłem przewagi konkurencyjnej. Jak powiedział jeden z prelegentów The Economist, „XXI wiek to naprawdę złe czasy dla ludzi ogarniętych manią kontroli”. Nie chodzi o kontrolowanie informacji i sekretów – chodzi o udostępnianie danych i włączanie w procesy partnerów i klientów.

    Upowszechnianie się Internetu Rzeczy i podejścia „usługowego” stwarza nowe możliwości rozwoju. Dziś możemy określić stan zdrowotny miasta śledząc odpady biologiczne i chemiczne jego mieszkańców. Jednocześnie rewolucja cyfrowa podważa status quo. Dolina Krzemowa staje się centrum branży motoryzacyjnej. Kto by to przewidział zaledwie dziesięć lat temu? Zwycięzcami w erze cyfrowej będą ci, którzy potrafią dostrzec, jak przesuwać oferowane korzyści coraz bliżej miejsca popytu, dopasować swoje strategie do tego kontekstu, aby spełnić oczekiwania pracowników i klientów, oraz podjąć działania w oparciu o dane.

    Tom Bianculli
    Tom Bianculli
  • Wzrost poziomu niepewności ekonomicznej

    Wzrost poziomu niepewności ekonomicznej

    Wśród dyrektorów finansowych (CFO) w Polsce rośnie poczucie niepewności. Aż siedmiu na dziesięciu badanych uważa, że mamy obecnie do czynienia z wysokim poziomem niepewności ekonomicznej. W Europie Zachodniej taką opinię wyraża aż 61 proc. CFO. Z kolei 72 proc. polskich CFO prognozuje, że wzrost gospodarczy nie przekroczy w 2017 roku 2,5 proc. PKB. Jak wynika z kolejnej edycji międzynarodowego badania dyrektorów finansowych „CFO Survey”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, po Brexicie wielu menedżerów obawia się dezintegracji Unii Europejskiej. W odróżnieniu jednak od zachodnich kolegów, polscy CFO nie zgadzają się z opinią, że ratunkiem dla UE jest Europa „dwóch prędkości”.