Autor: Eksperci

  • W IT jedno jest pewne: zmiana

    W IT jedno jest pewne: zmiana

    Rok 2023 minął zdecydowanie pod znakiem „boomu na AI”. Wpływ sztucznej inteligencji, a zwłaszcza dużych modeli językowych (LLM), jest nie do przecenienia. Pojawiły się nowe aplikacje i rozwiązania, ale także stanowiska pracy takie jak Prompt Engineer, na znaczeniu zaczęły zyskiwać stanowiska typu Machine Learning Engineer, Data Scientis, AI Engineer. Zapotrzebowanie na tych specjalistów raczej nie będzie malało. Upowszechnianie się integracji sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego spowoduje, że związane z nimi umiejętności staną się jednymi z najbardziej pożądanych na szeroko rozumianym rynku IT.

    Sztuczna inteligencja już nie tylko dla informatyków

    Z dość dużą pewnością można się powiedzieć, że pracodawcy będą oczekiwali umiejętnego i efektywnego korzystania z LLM–ów, sprawnego pisania promptów i doboru narzędzi do zadań. W naszej branży oczekiwanie to nie będzie ograniczone tylko do działów technicznych. Automatyzacja i sztuczna inteligencja będą odgrywać coraz większą rolę również i w działach administracyjnych, HR czy marketingu. Zwłaszcza, że umiejętnie wykorzystane mogą one znacząco przyspieszyć i usprawnić ich działanie. 

    Cyberbezpieczeństwo ma priorytet

    Priorytetem dla firm we wszystkich sektorach pozostanie cyberbezpieczeństwo. Wraz z postępującą cyfryzacją i coraz powszechniej stosowanymi rozwiązaniami mobilnymi – rośnie liczba cyberataków. A te potrafią mieć katastrofalne skutki w każdej organizacji – od jednostki, przez małe firmy, większe korporacje, aż do struktur państwowych czy bytów międzynarodowych. Coraz większe zapotrzebowanie na specjalistów w dziedzinie bezpieczeństwa informacji napędzać będą także regulacje dotyczące ochrony danych (GDPR czy CCPA). Specjaliści łączący techniczną wiedzę ze zrozumieniem aspektów prawnych i regulacyjnych (zarówno lokalnych jak międzynarodowych) staną się szczególnie wartościowymi pracownikami.

    Technologia kwantowa już za progiem, DevOps i niezawodność systemów

    Warto też przyglądać się rozwojowi technologii kwantowej. Choć wciąż można mówić, że jest ona w powijakach – na pewno nie należy jej bagatelizować. Słusznie przyciąga uwagę – jej rozwój może stanowić potencjalną rewolucję w przetwarzaniu danych, bezpośrednio przełoży się też na bezpieczeństwo i problemy kryptograficzne. Specjaliści z doświadczeniem w tej dziedzinie mogą spodziewać się wzrostu zainteresowania ich umiejętnościami w nadchodzących latach. 

    Niezmiennie w cenie pozostawać będą specjaliści z obszaru DevOps. Płynne poruszanie się po GCP & AWS, wiedza i doświadczenie w pracy z Dockerem czy Kubernetesem to wciąż poszukiwane atuty. 

    „Pracownicy powinni wykazywać się nie tylko umiejętnościami technicznymi, ale również zdolnością do adaptacji i ciągłego rozwoju, aby utrzymać swoją wartość na rynku.”

    Rosnąć będzie też liczba stanowisk związanych z monitorowaniem, optymalizowaniem i zapewnianiem niezawodności systemów. Przykładowo stanowisko Observability Engineer, projektującego strategie telemetryczne i wdrażającego kompleksowe systemy monitorowania, by zapobiec eskalowaniu problemów, wymaga specyficznych umiejętności połączonych z proaktywnym podejściem.

    Większa konkurencja na rynku pracy

    Obserwowane w 2023 roku zwolnienia w dużych firmach technologicznych mogą sygnalizować zwiększoną konkurencję na rynku pracy IT. Pracownicy powinni wykazywać się nie tylko umiejętnościami technicznymi, ale również zdolnością do adaptacji i ciągłego rozwoju, aby utrzymać swoją wartość na rynku. W cenie pozostaną też umiejętności miękkie takie jak umiejętność współpracy, inteligencja emocjonalna i chęć rozwoju (również soft skills) pracowników.

    Wyzwanie: zarządzanie rozproszonymi zespołami 

    Popularność pracy zdalnej wymaga od liderów i menedżerów rozwijania kompetencji w zarządzaniu rozproszonymi zespołami. Umiejętność utrzymania wysokiego poziomu produktywności i zadowolenia w takim środowisku stanie się cenną cechą na rynku pracy. Efektywne zarządzanie zespołami rozproszonymi wymaga nie tylko umiejętności technicznych, ale również kompetencji miękkich, takich jak komunikacja, empatia i budowanie zaangażowania. Organizacje, które rozwijają te umiejętności wśród swoich liderów, mogą sprawniej utrzymać produktywność i dobrostan pracowników, co jest kluczowe dla utrzymania konkurencyjności na rynku.

    Kandydaci też mają wymagania

    W kontekście zwiększonej konkurencji na rynku pracy IT, wywołanej m.in. zwolnieniami w dużych firmach technologicznych w 2023 roku, transparentność pracodawców staje się kluczowym czynnikiem przyciągającym i zatrzymującym talenty. Kandydaci coraz bardziej oczekują jasnych i uczciwych informacji o warunkach pracy, kulturze organizacyjnej i ścieżkach rozwoju. Firmy, które otwarcie komunikują swoje wartości i zasady, mogą liczyć na większe zainteresowanie ze strony potencjalnych pracowników. Tym bardziej, że nowe regulacje dotyczące raportowania ESG spowodują konieczność dużo większej transparentności co do działań podejmowanych przez firmy w tych obszarach.

    „Zmiany pozostaną jedną z charakterystycznych dla branży IT cech.”

    IT potrzebuje kobiet

    Według badania Bulldogjob odsetek kobiet w polskim środowisku IT w roku 2023 wynosił 18%, co stanowiło 4 punkty procentowe więcej niż w roku 2022. To już wynik napawający nadzieją i pokazujący zmiany zachodzące na rynku. (W Finture w 2023 kobiety stanowiły aż 37% organizacji, a odsetek ten ciągle rośnie). Wraz ze wzrostem transparentności i inkluzywności w sektorze – możemy spodziewać się, że stopniowo będzie się on zbliżać do równowagi.

    Bądź zmianą

    Dynamiczne zmiany na rynku pracy IT otwierają przed specjalistami szerokie możliwości rozwoju. Dostosowanie do nowych technologii, rozwój umiejętności miękkich i gotowość do pracy w różnorodnych i inkluzywnych środowiskach to kluczowe czynniki sukcesu. Specjaliści, którzy aktywnie inwestują w swoją edukację i rozwój kompetencji, mogą znaleźć wiele atrakcyjnych możliwości kariery, zarówno w tradycyjnych obszarach IT, jak i w nowo powstających dziedzinach związanych z AI i cyberbezpieczeństwem. Wraz z globalnym postępem cyfryzacji i digitalizacji, praca w specjalistów IT daje realny wpływ na rozwój społeczeństwa i gospodarki, choć w coraz bardziej wyspecjalizowanych obszarach. Wymaga to oczywiście chęci do ciągłej adaptacji, elastyczności i uczenia się. Zmiany pozostaną jedną z charakterystycznych dla branży IT cech. 


    Radoslaw Bzoma Finture

    Autor: Radosław Bzoma – Ekspert SoDA, CEO w Finture

  • Rzecznik Praw Obywatelskich kontra GUS: Spór o prywatność

    Rzecznik Praw Obywatelskich kontra GUS: Spór o prywatność

    Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji oraz Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji są zaniepokojone faktem zobowiązywania przedsiębiorców telekomunikacyjnych do przekazywania do GUS szczegółowych danych osobowych abonentów usług telefonicznych, a więc danych osobowych milionów polskich obywateli oraz obywateli innych państw, którzy wykupili usługi u polskiego operatora.

    Po co władzom te informacje?

    Rzecznik Praw Obywatelskich 4 kwietnia 2023 r. ujawnił odpowiedź Prezesa GUS jaką ten udzielił Krajowej Izbie Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji informując, że obecnie nie ma możliwości zwolnienia dostawców publicznie dostępnych usług telefonicznych z cyklicznego przekazywania danych dotyczących abonentów. KIGEiT oraz PIIiT, a wraz z nimi RPO, pytają, do czego w demokratycznym państwie prawnym potrzebne są tak szczegółowe dane obywateli i innych użytkowników sieci telekomunikacyjnej. Izby te wskazują, że niepokojący jest fakt, że nie został precyzyjnie określony cel pozyskiwania przez GUS tak szerokiego zakresu danych.

    Rozporządzeniem Rady Ministrów z 19 listopada 2021 r. w sprawie programu badań statystycznych statystyki publicznej na rok 2022, zobowiązano dostawców usług telekomunikacyjnych do przekazania GUS danych o abonentach tych usług według stanu na 31 grudnia 2022 r. Chodzi m.in. o tak wrażliwe dane, jak: imię, drugie imię, nazwisko, PESEL, NIP (w przypadku obywatela polskiego prowadzącego działalność gospodarczą), numer telefonu, a nawet adres miejsca zamieszkania. Przypomnijmy, że Prezes Głównego Urzędu Statystycznego to centralny organ administracji rządowej. Prezesa GUS powołuje i odwołuje Premier.

    Jaki jest cel pozyskiwania szczegółowych danych o obywatelach?

    Zgodnie z art. 3 ustawy z dnia 29 czerwca 1995 r. o statystyce publicznej, statystyka ta zapewnia rzetelne, obiektywne i systematyczne informowanie społeczeństwa, organów państwa i administracji publicznej oraz podmiotów gospodarki narodowej o sytuacji ekonomicznej, demograficznej, społecznej oraz środowiska naturalnego. Jak zastrzega art. 4 ust. 2 szczegółowy zakres prowadzonych badań statystycznych statystyki publicznej powinien uwzględniać celowość, niezbędność oraz społeczną ich użyteczność. Jaki więc jest cel, do czego niezbędne są organom coraz bardziej szczegółowe dane o jego obywatelach?

    Szeroki zakres danych osobowych pozyskiwany jest w celu stworzenia przez GUS tzw. operatu statystycznego. Ma on być wykorzystywany przez pracowników GUS do wykonywania zadań niemających bezpośredniego związku z badaniami statystycznymi w obszarze telekomunikacji. To budzi zastrzeżenia przywołanych izb gospodarczych. W piśmie skierowanym 24 marca 2023 r. do Prezesa Rady Ministrów, będącego jednocześnie Ministrem Cyfryzacji, Rzecznik Praw Obywatelskich zapytał o uzasadnienie takiego działania, skoro zadania te mogą być z powodzeniem realizowane przez GUS bez danych osobowych abonentów, na podstawie danych, którymi urząd już dysponuje jako podmiot publiczny.

    RODO nie ochroni obywatela, administracja rządowa może robić co chce

    Jednak w ustawie o statystyce publicznej zawarto przepis, który pozwala na bardzo dużo, w zakresie przetwarzania danych osobowych. Chodzi o art. 35h ust. 1, który stanowi, że do przetwarzania danych osobowych w celu wykonywania zadań określonych w ustawie przez służby statystyki publicznej nie stosuje się przepisów art. 15, art. 16, art. 18 i art. 21 rozporządzenia 2016/679 – inaczej zwanego RODO.

    A co mówią wskazane przepisy unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych? Art. 15 daje osobie, której dane dotyczą, uprawnienie do uzyskania od administratora potwierdzenia, czy przetwarzane są dane osobowe, które jej dotyczące, a jeśli tak, to jest ona uprawniona do uzyskania dostępu do nich oraz informacji takich jak: cele przetwarzania; informacje o odbiorcach, którym dane zostały lub zostaną ujawnione; planowany okres przechowywania danych osobowych, a gdy nie jest możliwe jego określenie – kryteria ustalania tego okresu; informacje o prawie do żądania od administratora sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; a jeżeli dane osobowe nie zostały zebrane od osoby, której dane dotyczą – wszelkie dostępne informacje o ich źródle.

    Art. 16 RODO, którego działanie w omawianym zakresie wyłącza wspomniany przepis art. 35h, daje prawo żądania sprostowania przetwarzanych danych osobowych, jeśli są nieprawidłowe, a także ich uzupełnienia. Derogowany art. 18 RODO umożliwia wystąpienie o ograniczenie przetwarzania w sytuacjach np. gdy: osoba, której dane dotyczą, kwestionuje prawidłowość danych osobowych – na okres pozwalający administratorowi sprawdzić prawidłowość tych danych, a przede wszystkim, gdy osoba taka wniosła sprzeciw na mocy art. 21 wobec przetwarzania – do czasu stwierdzenia, czy prawnie uzasadnione podstawy po stronie administratora są nadrzędne wobec podstaw sprzeciwu osoby, której dane dotyczą. Przywołany art. 35h ustawy o statystyce publicznej odbiera więc obywatelowi wszystkie te uprawnienia. Nawet dowiedzenia się od GUS, czy ten przetwarza jego dane.

    Podsumowanie

    Czy takie zasady powinny obowiązywać w demokratycznym państwie prawa? Ustawą z dnia 15 stycznia 2016 r. o zmianie ustawy o Policji oraz niektórych innych ustaw ustanowiono, że kontrola operacyjna może być prowadzona niejawnie i polegać na uzyskiwaniu i utrwalaniu: treści rozmów; obrazu lub dźwięku osób z wszelkich miejsc, także prywatnych; treści korespondencji; danych zawartych w informatycznych nośnikach danych; uzyskiwaniu dostępu i kontroli zawartości przesyłek. Nie bez przyczyny nowelizację tę nazwano ustawą inwigilacyjną.

    W Polsce od kilku lat działa już STIR – System Teleinformatycznej Izby Rozliczeniowej, gromadzący informacje na temat rachunków rozliczeniowych przedsiębiorstw, Split payment – kontrolujący dokonywane przez firmy płatności, czy MDR (Mandatory Disclosure Rules)– nadzorujący stosowanie schematów podatkowych. Od 1 lipca 2022 r. skarbówka może zaglądać na prywatne rachunki bankowe podatników bez konieczności wcześniejszego przedstawienia zarzutów podejrzenia o popełnienie przestępstw lub wykroczeń karnych, czy skarbowych.

    W omawianej sprawie udostępniania danych osobowych abonentów usług telefonicznych GUS przez firmy telekomunikacyjne RPO zwrócił się do Premiera o wyjaśnienia. Szczególnie o zasadność rozszerzenia katalogu danych osobowych, o którym mowa w art. 35b ust. 1 ustawy o statystyce, udostępnianych już służbom statystyki publicznej.

    Biorąc pod uwagę cały szereg nowych narzędzi umożliwiających pozyskiwanie, zbieranie i przetwarzanie rozmaitych danych o obywatelach, ich życiu, wykonywanych czynnościach, wkraczających często w sferę prywatności, należy podzielić zaniepokojenie zarówno KIGEiT oraz PIIiT, jak również Rzecznika Praw Obywatelskich. Trudno bowiem znaleźć uzasadnienie dla zbierania przez Główny Urząd Statystyczny danych, które będą przetwarzane w celach niezwiązanych z prowadzeniem statystyki. Czy zatem GUS otrzymał jakieś „tajne” zadania, spoza swojej specjalizacji, które będzie realizował w ukryciu, przy użyciu pozyskanych danych? O tym na razie nie wiadomo.

  • Został rok do obowiązkowego KSeF. Czy warto z niego korzystać już teraz?

    Został rok do obowiązkowego KSeF. Czy warto z niego korzystać już teraz?

    Korzystanie z Krajowego Systemu e-Faktur będzie obligatoryjne dopiero za rok. Jednak już teraz warto zacząć testować to narzędzie. Za błędy w fakturowaniu od początku 2025 roku będą groziły surowe kary. Teraz jeszcze wszelkie trudności można, a nawet trzeba, zgłaszać Ministerstwu Finansów. Potem będzie za późno na rozwiązywanie dylematów. Po danych resortu wprawdzie widać, że zainteresowanie przedsiębiorców tym tematem rośnie. Jednak na pewno najwięcej firm podejdzie do testowania dopiero w ostatniej chwili. Zachętą dla przedsiębiorców może być to, że fakultatywne korzystanie z ww. rozwiązania wiąże się z szybszym zwrotem VAT-u. Jednolity standard e-Faktury może też na stałe obniżyć koszty prowadzenia firmy i ułatwić zarządzanie nią, tylko trzeba biegle się nim posługiwać i nie przerzucać tego obowiązku na biura rachunkowe.

    Warto testować

    Krajowy System e-Faktur (KSeF) stanie się obligatoryjny z dniem 1 lipca przyszłego roku. Przedsiębiorcom pozostało zatem niecałe 12 miesięcy na przygotowanie się do korzystania z platformy do wystawiania i otrzymywania faktur drogą elektroniczną. To dużo czasu na zdobycie doświadczenia, wiedzy i praktycznych umiejętności. Natomiast warto już teraz zacząć testować system, żeby nie obudzić się z problemem, gdy fiskus będzie mógł sprawdzić właściwie każdą fakturę online w czasie rzeczywistym. A za błędy lub omijanie systemu będą groziły kary, które mogą wynosić nawet 100 proc. wartości wykazanego podatku z faktury albo 18,7 proc. całej faktury w przypadku faktury bez wykazanego podatku. Takie konsekwencje będą wyciągane wobec podatników od 1 stycznia 2025 roku.  

    Codzienne wyzwania związane z prowadzeniem biznesu mogą sprawiać, że rozpoczęcie testowania KSeF-u jest przekładane na „spokojniejszy czas”. Jednak już teraz w wielu przypadkach może być na to naprawdę ostatni moment. W średnich i dużych przedsiębiorstwach, w których fakturowaniem zajmuje się często nawet kilkanaście osób, trzeba wszystkie gruntownie przeszkolić i zweryfikować ich umiejętności w trakcie testów. Jednak każda firma, bez względu na wielkość, im szybciej do tego podejdzie, tym bardziej zwiększy swoje szanse na uniknięcie błędów i wszelkich problemów związanych z funkcjonowaniem systemu.

    Każdy system ma swoje wady i zalety. Podczas korzystania z KSeF-u zapewne niejeden przedsiębiorca zauważy jakąś nieścisłość, błąd lub lukę, która – w jego ocenie – powinna być poprawiona. Zgłoszenia takich problemów powinny być dokonywane na dedykowany adres resortu, tj. info.ksef@mf.gov.pl. Należy też zauważyć, że nierozwiązane trudności mogą doprowadzić do negatywnych konsekwencji i problemów w momencie, gdy KSeF będzie już obligatoryjny. I nawet, jeśli nie będą jeszcze groziły za to kary, to w dokumentacji firmowej może zapanować chaos, który trzeba będzie opanować, nie powodując zaległości w prowadzeniu interesów. 

    W firmach, które w ogóle nie przetestują KSeF-u, zanim zacznie on obowiązywać, mogą pojawić się poważne problemy z wystawianiem faktur. Jeśli będzie ich więcej, to na rozwiązanie wielu dylematów może zwyczajnie nie być czasu. Obecnie wydaje się, że najczęściej wątpliwości budzi sposób weryfikacji, czy dany nabywca prowadzi działalność gospodarczą. I tu pułapką może okazać się np. błędne uznanie, że jeśli klient nie podał numeru NIP, to nabycie miało charakter prywatny. Przedsiębiorcy domagają się wytycznych w tym zakresie od Ministerstwa Finansów, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że akurat ten dylemat zostanie na czas rozwiązany. Ale mogą przecież pojawić się inne.

    Część przedsiębiorców stroni od testowania KSeF, twierdząc, że zanim zacznie obowiązywać, jeszcze wiele się zmieni w samym systemie albo termin wprowadzenia zostanie znów przesunięty w czasie, bo resort nie potrafi tego dopracować. Warto zainteresować się tematem, tym bardziej że resort udostępnił już na swojej stronie roboczą wersję struktury logicznej FA(2). Od 1 września br. ma ona zastąpić obecnie obowiązującą schemę FA(1).

    Na ten moment resort stara się przekonać przedsiębiorców do tego, że jednolity standard e-Faktury uprości proces dokumentowania transakcji, przyspieszy i zautomatyzuje wystawianie, przetwarzanie oraz archiwizację dokumentów. Szybsze procesowanie dokumentu może rzeczywiście obniżyć koszty prowadzenia firmy i ułatwić zarządzanie, na co wskazuje Ministerstwo Finansów. Tylko trzeba nabrać w tym biegłości, żeby czerpać korzyści z tego, co i tak nieuniknione. Podkreślenia wymaga tylko to, że podatnicy, chcący przerzucić obowiązek wystawiania faktur na biuro rachunkowe, powinni się liczyć ze wzrostem opłat księgowych, w związku ze zwiększeniem nakładu ich pracy. 

    Rosnące zainteresowanie

    Z ostatnio udostępnionych danych statystycznych Ministerstwa Finansów wynika, że ze środowiska testowego faktycznie korzysta coraz więcej podatników. To dobry trend. Od 1 stycznia do 30 kwietnia br. odnotowano ponad 17,1 mln samych uwierzytelnień w środowisku testowym. To o blisko 140% więcej niż w analogicznym okresie ub.r. (ponad 7,1 mln). Natomiast w całym zeszłym roku było przeszło 44,5 mln takich przypadków.

    Można zatem przewidywać, że najwięcej przedsiębiorców podejmie próbę przetestowania systemu tuż przed samym jego wprowadzeniem. To będzie wynikać z kilku przyczyn. Po pierwsze, funkcjonalność KSeF-u z pewnością będzie w pełni odzwierciedlać jego możliwości techniczne. Po drugie, bliski termin wprowadzenia obowiązku z pewnością zachęci przedsiębiorców do podjęcia trudu polegającego na testowaniu systemu. 

    Tym bardziej rosnące zainteresowanie podatników nowym systemem już teraz odzwierciedla wzrost świadomości przedsiębiorców w kontekście obowiązku wystawiania faktur. Niemniej Ministerstwo Finansów powinno prowadzić bardziej intensywną kampanię zachęcając do wypróbowania KSeF-u, zwłaszcza po opublikowaniu drugiej wersji systemu do testowania. Mało który przedsiębiorca w Polsce ma czas aktywnie śledzić zmiany na stronie internetowej resortu. Im więcej podjętych prób skorzystania z KSeFu, tym większa szansa na to, że firmy poradzą sobie z nowym systemem.

    Zachęta dla nieufnych

    Jak wiadomo, każda zmiana podatkowa budzi w polskich przedsiębiorcach wielkie obawy. Wynika to z faktu, że nowe zasady często są nieprzemyślane i niekompletne. Ponadto znajdują się urzędy, w których dany system się nie przyjął, a nowy – zamiast ułatwiać i przyspieszać analizę danych oraz komunikację – generuje kolejne problemy. Przede wszystkim dochodzi do wydłużenia czasu oczekiwania na rezultaty. Co gorsza, urzędnicy, nie wiedząc, jak skorzystać z posiadanych już informacji, wzywają podatników do ich ponownego przedstawiania. Z praktyki można powiedzieć, że przy kontrolach i czynnościach sprawdzających takie sytuacje zdarzają się wręcz nagminnie. 

    Jednak ujednolicenie faktur i systemu KSeF to korzystna zmiana, która powinna zostać wprowadzona już wiele lat temu, jeszcze przed JPK. Jeśli jednak system ma nie zadziałać i powodować podwójną pracę po stronie podatników, bo urzędy tak czy inaczej będą wzywać ich przy kontrolach, to łatwo przewidzieć, że przedsiębiorcy nie będą zadowoleni z takiego rozwiązania. Niemniej jednak zachęta w postaci szybszego zwrotu VAT powinna doprowadzić do sytuacji, w której firmy fakultatywnie skorzystają z tego systemu. Zachęcające mogą być również pozostałe korzyści, w tym m.in. pewność dotarcia faktury do kontrahenta, choć to może mieć mniejsze znaczenie niż szybki zwrotu podatku. 

    Trzeba przy tym wyjaśnić, że aktualnie dostarczenie faktur poprzez KSeF do kontrahenta wymaga uzyskania zgody na taką czynność od nabywcy. W przypadku jej braku sprzedawca powinien dostarczyć mu fakturę w innej formie, np. elektronicznej lub papierowej z zachowaniem wszystkich danych wprowadzonych do KSeF.

    Faktury elektroniczne w Polsce istnieją już od wielu lat. System KSeF jest jedynie kolejnym narzędziem, które ma przyśpieszyć dostarczanie informacji do urzędów skarbowych. Podatnik teraz ma możliwość przetestowania obu rozwiązań, by wybrać, czy chce korzystać z komercyjnego programu do wystawiania faktur z wdrożonym Krajowym Systemem e-Faktur czy też z systemu udostępnionego przez Ministerstwo Finansów. Możliwość samodzielnego podjęcia decyzji, w jaki sposób przedsiębiorca zamierza skorzystać z KSeF, jest bardzo istotna. 

    Przedsiębiorca może również wybrać osobę odpowiedzialną za wystawienie faktury. Może wskazać pracownika swojej firmy lub biura rachunkowego. Należy się spodziewać, że podatnicy, którzy obecnie  korzystają z aktualizowanych na bieżąco systemów finansowo-księgowych, poradzą sobie ze zmianą. Oczywiście przedsiębiorca zawsze może skorzystać z narzędzia udostępnionego przez Ministerstwo Finansów.

  • Nie ma ucieczki od fiskusa – Jak pandemia zmieniła tempo i skuteczność kontroli podatkowych?

    Nie ma ucieczki od fiskusa – Jak pandemia zmieniła tempo i skuteczność kontroli podatkowych?

    Po 2 latach pandemii koronawirusa fiskus wraca do wzmożonych kontroli. W 2022 roku urzędnicy przeprowadzili ich nieco ponad 18 tys. czyli o niemal 15% więcej niż w 2021 r. i o ponad 18% więcej niż w 2020 r. Wzrost liczby kontroli jest również proporcjonalny do wzrostu liczby podatników, których grono pomiędzy 2020 a 2022 rokiem powiększyło się o 14%.

    Uszczuplenia na ponad 9 mld zł

    Dane Ministerstwa Finansów zebrał Dziennik Gazeta Prawna. Najwięcej kontroli w 2022 roku przeprowadziły urzędy podległe izbom skarbowym w Warszawie – 3 113, we Wrocławiu – 2085, i Krakowie – 1906. Pierwszą piątkę zamykają Katowice – 1 747 i Poznań 1 439. Nie dziwi więc, że największą wartość uszczupleń należności Skarbu Państwa wykryła izba warszawska – na kwotę 3 mld 354 mln zł, Katowice na kwotę 880,4 mln zł, a Wrocław – 709,2 mln zł. W sumie, w 2022 roku urzędy skarbowe w Polsce podczas kontroli podatkowych i czynności sprawdzających wykryły powodujące uszczuplenia budżetu państwa nieprawidłowości na kwotę 9 mld 141,5 mln zł.

    Urzędy zwiększają skuteczność

    W ubiegłym roku średnia skuteczności urzędów, mierzona zwieńczeniem kontroli ustaleniem dodatkowych należności na rzecz Skarbu Państwa, wyniosła 97,1%. W 2021 r. skuteczność ta wyniosła 96,6%, a rok wcześniej 85,8%. Rekordzistą pod tym względem jest izba szczecińska, legitymująca się w 2022 roku 99,9% skutecznością.

    Lepsza egzekucja

    Rośnie skuteczność i tempo działań egzekucyjnych. W 2020 roku urzędy skarbowe potrzebowały 95 dni na podjęcie działań windykacyjnych od dnia wystawienia upomnienia lub tytułu wykonawczego, a skuteczność egzekucji tytułów wykonawczych w stosunku do liczby tytułów do załatwienia wyniosła 38,5%. W 2021 r. urzędy potrzebowały 51 dni, notując skuteczność 35,8%, a w minionym roku już tylko 36 dni, zwiększając skuteczność egzekucji tytułów wykonawczych do 39,2%. Kwota wyegzekwowanych należności w 2020 r. wyniosła 4,387 mln zł, w 2021 r. 5,577 mln zł, a w 2022 r. – 7,940 mln zł.

    Przedsiębiorcy powinni pamiętać, że organy nie mają nieograniczonej swobody w prowadzeniu kontroli

    Zgodnie z art. 282b Ordynacji podatkowej, organy zobowiązane są zawiadomić kontrolowanego o zamiarze wszczęcia kontroli najpóźniej na 7 dni przed jej wszczęciem. Wcześniej mogą to zrobić tylko za zgodą lub na wniosek kontrolowanego. Nie mogą również zwlekać z podjęciem kontroli. Muszą ją wszcząć przed upływem 30 dni od dnia doręczenia zawiadomienia. W przeciwnym razie wszczęcie kontroli będzie wymagać ponownego zawiadomienia. W zawiadomieniu organ musi podać: oznaczenie swoje i kontrolowanego, zakres kontroli, pouczenie o prawie złożenia korekty deklaracji oraz podpis osoby upoważnionej do zawiadomienia.

    Ordynacja podatkowa przewiduje jednak wyjątki. Kontrolę bez zawiadomienia organ może podjąć: a) w zakresie weryfikacji zasadności zwrotu VAT, b) na żądanie organu prowadzącego postępowanie przygotowawcze o przestępstwo lub przestępstwo skarbowe, c) w zakresie dochodów z nieujawnionych źródeł, d) w przedmiocie niezgłoszonej działalności gospodarczej, e) w przypadku oparcia kontroli o przepisy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, f) w zakresie ewidencjonowania sprzedaży za pomocą kasy fiskalnej, oraz w innych przypadkach przewidzianych w tej ustawie. Warto jednak pamiętać, że nawet pomimo uprawnienia do takiej niezapowiedzianej kontroli, kontroler zobowiązany jest poinformować kontrolowanego o przyczynie braku zawiadomienia. Przepis art. 284a O.p. upoważnia do wszczęcia kontroli jedynie po okazaniu legitymacji służbowej w sytuacji, gdy czynności kontrolne są niezbędne dla przeciwdziałania popełnieniu przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego lub zabezpieczenia dowodów jego popełnienia.

    Kontrolujący musi posiadać legitymację służbową oraz imienne upoważnienie do przeprowadzenia kontroli podatkowej wydane przez właściwy organ (m.in. naczelnika urzędu skarbowego, szefa KAS, wójta, burmistrza), wskazujące m.in. podstawę prawną, zakres kontroli, datę rozpoczęcia i przewidywany termin jej zakończenia. Upoważnienie, które nie spełnia tych wymogów nie uprawniania kontrolującego do przeprowadzenia kontroli.

    Uprawnienia kontrolującego

    Dokonując kontroli podatkowej, kontrolerzy mają prawo m.in.: a) wstępu na nieruchomość kontrolowanego, b) żądania okazania majątku podlegającego kontroli, c) żądania udostępnienia akt, ksiąg i wszelkiego rodzaju dokumentów związanych z przedmiotem kontroli oraz do sporządzania z nich odpisów, kopii, wyciągów, notatek, wydruków i udokumentowanego pobierania danych w postaci elektronicznej, d) przesłuchania świadków, e) zabezpieczania zebranych dowodów.

    Uprawnienia przedsiębiorcy w trakcie kontroli

    Przedsiębiorca poddany kontroli powinien wiedzieć, kiedy zostanie zakończona. Organ zobowiązany jest wskazać ten termin w ww. upoważnieniu. Kontrolowanemu przysługuje prawo czynnego udziału, obecności podczas czynności kontrolnych. Czynności te mogą być prowadzone w godzinach prowadzenia działalności kontrolowanego. Za jego zgodą mogą być przeprowadzane również w siedzibie organu podatkowego. Przebieg kontroli musi zostać udokumentowany protokołem. Kontrolowany może w terminie 14 dni od dnia jego doręczenia zgłosić do niego zastrzeżenia i wyjaśnienia.

    Podsumowanie

    By nadążać z kontrolami skarbówka zwiększyła swoje kadry o 1%. Czynnikiem odpowiedzialnym za nasilenie i zwiększenie skuteczności jej działań nie jest jednak ten stosunkowo niewielki przyrost etatów. Organy skarbowe z każdym rokiem otrzymują coraz szersze uprawnienia i możliwości sprawdzania rozliczeń podatników. Jednolity plik kontrolny (JPK), System Teleinformatyczny Izby Rozliczeniowej (STIR), Centralne Repozytorium Kas i Centralny Rejestr Faktur, a także nabycie sprawdzające – to najważniejsze z narzędzi, które poszerzyły spektrum metod, jakich urzędnicy mogą używać do weryfikacji rozliczeń podatnika. Przeprowadzane kontrole podlegają jednak odpowiednim ograniczeniom, z uwzględnieniem ochrony praw kontrolowanych, o których przedsiębiorcy i inni podatnicy powinni pamiętać, by uniknąć konsekwencji wykorzystania niewiedzy przez kontrolujących.

  • Rola sztucznej inteligencji w e-commerce

    Rola sztucznej inteligencji w e-commerce

    Jak wynika z badania SearchNode, aż 96% właścicieli sklepów online wierzy, że sztuczna inteligencja wywiera pozytywny wpływ na ich biznes. Narzędzie ChatGPT zdominowało w ostatnim czasie narrację w branży nowych technologii i Internetu. Swoją odpowiedź na oprogramowanie oparte na AI już szykuje Google. Amerykański gigant planuje launch autorskiej aplikacji Bard. Zmiany, czekające globalną gospodarkę, są nieuniknione i nie ominą również sektora e-commerce, który już teraz jest jednym z głównych beneficjentów wszechobecnej digitalizacji.

    Sztuczna inteligencja to zdolność maszyn do wykazywania ludzkich umiejętności, jak rozumowanie, zdolność do nauki, planowania oraz kreatywność. W dużym uproszczeniu, AI zastępuje pracę ludzkiego umysłu. Za większość cyfrowych rozwiązań odpowiada uczenie maszynowe, czyli charakterystyczna dla systemu komputerowego zdolność samodzielnego uczenia się. Koncentruje się wokół tzw. Big Data – zebrane dane są w pierwszej kolejności opracowywane, a następnie na ich podstawie tworzy się odpowiednie algorytmy i modele. Dzięki zaawansowanej analizie, maszyna potrafi nie tylko zrealizować konkretne zadania, ale także zmierzyć się z zupełnie nowym problemem.

    Wiodąca rola w gospodarce

    Firmy działające w branży e-commerce coraz częściej sięgają po machine learning, realnie poprawiając wyniki sprzedaży. Jeszcze do niedawna tego typu narzędzia były zarezerwowane wyłącznie dla biznesowych liderów. Obecnie nie brakuje zoptymalizowanych rozwiązań dla mniejszych podmiotów, co sprawia, że sztuczna inteligencja zaczyna odgrywać wiodącą rolę w całej gospodarce. W e-commerce wirtualni asystenci oraz chatboty są już właściwie podstawowym standardem. 

    Światowy rynek sztucznej inteligencji jest jednym z najszybciej rozwijających się. Dla zdecydowanej większości firm AI stanowi priorytet w określaniu planów oraz kierunków rozwoju. Jej wpływ możemy już teraz zaobserwować na wielu płaszczyznach. Wystarczy wspomnieć o branży medycznej, finansowej, przemysłowej oraz logistycznej. To jednak dopiero początek, tym bardziej że przewidywany wzrost rynku sztucznej inteligencji w 2027 roku może przekroczyć wartość 407 bln USD. Tylko w ubiegłym roku był natomiast wart 86,9 bln USD.

    Neutralność oraz szybkość działania

    Największą zaletą sztucznej inteligencji w e-commerce jest oszczędność czasu oraz pieniędzy. Implementacja wielu tego typu narzędzi wspiera ograniczanie kosztów osobowych. Neutralność oraz szybkość działania mechanizmów AI wpływa z kolei korzystnie na doświadczenie użytkownika, który niemal od ręki otrzymuje odpowiedź na pytanie lub rozwiązanie problemu. Dzięki temu, że do konsumenta trafia spersonalizowana oferta lub treści oparte o jego preferencje czy poprzednie zakupy, rośnie szansa, że finalnie zdecyduje się on na transakcję. Dzięki zbieraniu danych użytkowników, można dostosować oraz sprofilować między innymi rekomendacje produktowe, przekaz reklamowy lub oferty specjalne. To z kolei wspiera sprzedaż i przekłada się na skuteczniejszą konwersję.

    Miliardy kliknięć, miliony zawieranych transakcji i tysiące sklepów online – kompleksowa weryfikacja wszystkich danych bez wątpienia stanowi olbrzymie wyzwanie. Sztuczna inteligencja jest zatem kluczowa w analizie takiej ilości informacji. Ułatwia nie tylko pozostanie na bieżąco z wymaganiami rynku, ale nawet wyprzedzić dopiero nadchodzące trendy.

  • Seria dużych wycieków danych – jak się chronić?

    Seria dużych wycieków danych – jak się chronić?

    W ostatnich dniach zauważyliśmy eskalacje wycieków danych. Bank ING poinformował o otrzymanym, z piątku na sobotę 26-27.05.2023 alercie dotyczącym wycieku danych jednego ze sprzedawców. Problem, który prawdopodobnie powoduje konieczność wymiany ok. 11 tys. kart, został nagłośniony, powodując ogólną panikę i zablokowanie infolinii banków. Jak wynika z podanych informacji problem dotyczy kart VISA.

    Organizacja ta w ramach współpracy z Bankami dostarcza m.in. informacji dotyczącymi ujawnienia lub potencjalnego ujawnienia danych kart płatniczych. Bank profilaktycznie zablokował karty VISA, o których dostał informacje, że mogły zostać wykradzione. Na chwilę obecną brak rzeczowych informacji czy wina leży po stronie operatora płatności czy samego sklepu Internetowego. Bank nie podaje także do wiadomości publicznej informacji, czy nastąpiły próba oszukańczych transakcji z wykorzystaniem zablokowanych kart. W mojej opinii opisane działania związane z blokowaniem kart wydają się być działaniem profilaktycznym, które prawdopodobnie będzie dotyczyło również innych banków współpracujących z VISA.

    W poniedziałek (29.05.2023) upubliczniono informację o wycieku do sieci bazy zawierające ok. 4,5 milionów loginów i haseł powiązanych z polskimi serwisami online oraz kontami Internetowymi. (więcej w artykule – https://dev.brandsit.pl/to-moze-byc-jeden-z-najwiekszych-jednorazowych-wyciekow-w-historii-polskiego-internetu/)

    Implikacje tego wycieku będą szerokie. Wykradzione dane stawiają przestępców, którzy wejdą w ich posiadanie u wrót sezamu i muszą oni wykonać ledwie jeden krok, aby do niego wejść. Tym krokiem będą np. działania typu scam czy phising, służące dalszemu wyłudzeniu danych i kradzieży pieniędzy. Jednak problem w rzeczywistości dotyczy nie tylko indywidualnych osób, których dane skradziono, co naraża je na próby wyrafinowanych oszustw. Skala incydentu może zachwiać zaufaniem np. do sklepów internetowych, które przecież są dość istotnym elementem polskiej gospodarki. Analizując problem i wynikające z niego konsekwencje musimy o tym pamiętać.

    Rekomendacje: o czym powinien pamiętać „Kowalski”?

    Zmienić hasła i zachować uwagę.

    Pierwszym krokiem jaki powinno się podjąć jest profilaktyczna zmiana haseł serwisach Internetowych z których korzystamy, a w których są zapisane dane naszych kart płatniczych. Stwórzmy hasło, które nie będzie słownikowe, a złożone i niemożliwe do odgadnięcia dla osób, które nas znają.

    Jeżeli podczas korzystania z kart płatniczych spotkają nas jakieś problemy, to nie powinniśmy przechodzić nad tym do porządku dziennego. Mogą być spowodowane różnymi przyczynami – takimi, z jakimi mamy do czynienia na co dzień np. osiągnięciem limitów, brakiem zasięgu, jednak nie można wykluczyć oszustwa. Dlatego w takim przypadku należy skontaktować się z bankiem lub instytucją finansową, która wydała kartę VISA by sprawę wyjaśnić.

    Warto również zwrócić uwagę na ostatnie transfery pieniędzy i salda zarejestrowane na naszym koncie. Monitorować wyciągi bankowe i sprawdzać transakcje. Visa zapewnia programy ochrony przed oszustwami, które mają na celu minimalizowanie ryzyka oszustw związanych z transakcjami kartami płatniczymi. W przypadku nieautoryzowanych transakcji lub oszustw, posiadacze kart Visa mogą zgłosić problem swojemu bankowi, który podejmie odpowiednie działania. Visa poprzez bank może oferować pewne formy ochrony zakupów dokonanych przy użyciu kart Visa. Posiadacze kart mogą być uprawnieni do odszkodowania lub zwrotu pieniędzy, zależnie od zasad i warunków danego banku.

    Szczegóły dotyczące ubezpieczeń i ochrony transakcji mogą się różnić w zależności od rodzaju karty Visa oraz warunków oferowanych przez danego wydawcę karty. Warto zapoznać się z umową i warunkami korzystania z konkretnej karty Visa, a w przypadku pytań skontaktować się bezpośrednio z wydawcą karty lub bankiem, który ją obsługuje.

    Fakt, że wymiana karty płatniczej trwa i trzeba się pogodzić z dyskomfortem tego przypadku, to powoduje frustrację. Jednak rozsądniej jest poczekać na nową kartę niż narażać się na stres, który towarzyszyłby nam, gdy dowiedzielibyśmy się o nieautoryzowanej przez nas transakcji.

    Podróż zagraniczna.

    Osoby wyjeżdżające zagranicę (zbliża się sezon wakacyjny), chcąc uniknąć profilaktycznego zablokowania karty podczas takiej podróży, powinny powiadomić bank o swoich planach, wraz z podaniem adresu w kraju, do którego się udają.

    Scam.

    Trzeba również uważać ataki typu scam (złośliwe wiadomości służące do wyłudzania danych). Będą one bardziej prawdopodobne, jako następstwo wycieku do sieci milionów loginów i haseł powiązanych z polskimi serwisami online oraz kontami Internetowymi. Baza, która wyciekła do sieci zawiera ok. 4,5 miliona wpisów, większość z Polski, a dane obejmują: loginy i hasła z dużej liczby domen .pl, polskich serwisów pocztowych itp.

    Phishing.

    Jeżeli Twój email czy numer telefonu wyciekł do sieci, to przestępcy będą chcieli wykorzystać tę okazję, aby z pomocą socjotechniki (której metody opanowali do perfekcji) skutecznie złowić ofiarę w celu wyłudzenia jej danych, podszywając się przy tym pod instytucje lub serwisy internetowe budzące zaufanie.

    Pamiętajmy, aby pod żadnym pozorem nie podawać poufnych danych osobowych, takich jak numer karty kredytowej czy hasła. Nie klikajmy w podejrzane linki ani nie odpowiadajmy na podejrzane żądania, nie otwierajmy załączników, szczególnie jeśli są one wysyłane przez wiadomości e-mail lub platformy społecznościowych.

    Nie działajmy pochopnie, przestępcy będą chcieli skłonić nas do tego, gdyż emocje nie są naszym dobrym doradcą a z drugiej strony działanie pod ich wpływem to woda na młyn hakerów.

    Sprawdź się.

    W zaistniałej sytuacji profilaktycznie warto z pewnością skorzystać z serwisu HaveIBeenPwned.com, co pozwoli sprawdzić czy również nasze dane nie zostały wykradzione.

    5 uniwersalnych zaleceń, aby być bardziej bezpiecznym w sieci

    1. Zmieńmy hasła jakich używamy, szczególnie w sklepach Internetowych.
    2. Wybierajmy zaufane sklepy internetowe, które mają dobre opinie i są znane z bezpiecznych transakcji online.
    3. Unikajmy nieznanych lub podejrzanych stron, zwłaszcza tych, które nie budzą zaufania. Unikajmy podejrzanych, nieprawdopodobnie korzystnych ofert i promocji. Jeżeli taka oferta wydaje się zbyt dobra, aby była prawdziwa, to istnieje duże ryzyko, że jest próbą oszustwa, mającą na celu wyłudzenie środków finansowych i danych.
    4. Unikajmy wysyłania informacji o karcie przez e-mail lub niezabezpieczone i podejrzane formularze. Jeżeli korzystasz z usług Internetowych to jedną z najważniejszych rzeczy jest to, aby Twoje oprogramowanie antywirusowe i anty-malware było aktualne.
    5. Fundamentem bezpieczeństwa pozostaje dwuskładnikowe uwierzytelnianie usług, z których korzystamy. Z logowania do usług w trybie 2FA warto korzystać wszędzie tam, gdzie to możliwe.

    Pamiętajmy o zwiększonej uwadze i starajmy się korzystać z usług płatności elektronicznej z rozsądkiem. Niestety upewnienie się przed dokonaniem płatności kartą Visa, że transakcja, którą dokonujemy jest zabezpieczona certyfikatem SSL w obecnej sytuacji może już nie wystarczyć.


    źródła informacji:

    wyciek kart VISA – sekurak.pl
    baza z loginami i hasłami – zaufanatrzeciastrona.p

  • Dlaczego euro spadło poniżej 4,50 zł?

    Dlaczego euro spadło poniżej 4,50 zł?

    Ostatnie miesiące mogły być dużym szokiem dla osób zainteresowanych kupnem walut obcych. Jeszcze w lutym tego roku widzieliśmy, jak euro dociera do 4,80 zł. Wiele osób zastanawiało się, czy podobnie jak dolar i frank na przełomie III i IV kwartału euro złamie barierę 5 zł. Barierę testowaną chwilowo w pierwszych dniach rosyjskiej agresji. Nie tylko nie doszło ponownie do tego testu, ale od kilku dni oglądamy atak w drugą stronę na poziom 4,50 zł. Co spowodowało te zmiany? Korzenie tego ruchu jak się okazuje, są znacznie głębsze niż nam się na pierwszy rzut oka wydaje.

    Czy to naprawdę wina wojny?

    Żeby lepiej zrozumieć specyfikę obecnych wydarzeń, trzeba spojrzeć na powody, przez które polski złoty był w tak silnym odwrocie. Oczywiście rosyjska inwazja na terytorium Ukrainy zmieniła trochę na rynkach, ale jej wpływ nie jest tak duży, by wyjaśniać całość problemów. O ile jeszcze kilka miesięcy temu można było mówić o istotnym czynniku inflacyjnym z powodu wzrostu cen surowców energetycznych to obecnie zarówno ropa jak i gaz są wyraźnie tańsze niż przed rokiem. Nie zmienia to faktu, że raz rozpędzoną inflację teraz ciężko jest zatrzymać. A to właśnie utrata siły nabywczej przez pieniądz powoduje, że traci on na wartości. Tym bardziej, że Rada Polityki Pieniężnej wstrzymała cykl podwyżek stóp procentowych.

    A może w tej inflacji jest trochę naszej winy?

    Problem zaczął się znacznie wcześniej. Walka z negatywnymi skutkami pandemii skutkowała rozdawaniem pieniędzy. Dzięki temu stopa życia wielu osób nie ucierpiała gwałtownie pomimo ogromnych problemów. Problem w tym, że rozdaliśmy ich naprawdę dużo, a do tego, by ulżyć kredytobiorcom, gwałtownie obniżyliśmy stopy procentowe. O ile nie ruszyło to chęci przedsiębiorców do inwestycji, ze względu na olbrzymią niepewność, o tyle konsumpcja ruszyła jak szalona. Nie wzbudziło to zaufania inwestorów, co powodowało, że pomimo przyzwoitych danych makroekonomicznych, złoty tracił na wartości. Z drugiej strony czemu dane miały być złe, skoro do kraju napłynęły pieniądze na kredyt. W rezultacie, o ile przed pandemią euro kosztowało 4,20-4,40 zł to od tego czasu rozpoczął się wyraźny ruch osłabiający naszą walutę, który w 2,5 roku doprowadził ją stabilnie pod poziom 4,90 zł.

    Co jeszcze przeszkadzało złotemu?

    Gdy inflacja zaczęła wymykać się spod kontroli, działania RPP były niespieszne. Owszem reagowała znacznie szybciej niż FED czy EBC, ale też problem był znacznie większy. Władza znacznie bardziej bała się recesji niż inflacji. W rezultacie tańszy pieniądz i słabsza waluta wyglądały zupełnie nie najgorzej. Na to wszystko nakładała się w końcowej fazie tego ruchu jeszcze pewna wizja światowej recesji. Jeszcze kilka miesięcy temu wyglądała ona na znacznie poważniejszą niż obecnie, stąd nie można było się dziwić, że kapitał uciekał do bezpiecznych przystani.

    Co się zmieniło, że nagle jest taniej?

    Z jednej strony część analityków może powiedzieć, trochę parafrazując prezesa Glapińskiego, że jak coś idzie w górę, to potem spada. Najwyraźniej ta mądrość dotyczy nie tylko stóp procentowych, ale również walut. O ile nie jest to oczywiście frank szwajcarski w długim okresie, o czym kredytobiorcy walutowi na pewno szybko przypomną. Faktycznie po tak długim ruchu nagle się okazało, że złoty zaczął być atrakcyjny dla potencjalnych inwestorów. W rezultacie był to pewien sygnał sugerujący rozpoczęcie korekty. Jest to ciekawa historia, brakuje tylko jednej rzeczy – sygnału do tego ruchu. Z jakiegoś powodu, ktoś zaczął kupować złotego, a reszta podłączyła się do tego ruchu.

    Czy wybory pomagają złotemu?

    Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę, że jeszcze niedawno z okazji roku wyborczego wielu analityków spodziewało się niesamowitych działań w ramach tzw. kiełbasy wyborczej. Dzisiaj wiemy, że rząd zaproponował darmowe autostrady, waloryzację flagowego projektu 500 oraz finansowanie darmowych lekarstw dla określonych grup. Rynki spodziewały się znacznie więcej, a skoro jest rozsądniej (nie mylić z rozsądnie), to patrzą na Polskę przyjaźniejszym okiem. Do tego warto dodać, że recenzujemy pomysły koalicji dlatego, że one mają szansę wejść w życie. Program głównej siły opozycyjnej jest taki sam tylko bardziej wpływający na inflację i deficyt, za to bez szans na realizację.

    Miał być kryzys, a nie ma

    Polska oprócz inflacji ma bardzo przyzwoite dane makroekonomiczne. Jest oczywiście pewien problem z inwestycjami, ale przy wysokim koszcie pieniądza nie jest to niczym zaskakującym. Tym bardziej, biorąc pod uwagę niestabilność oczekiwań związanych chociażby z pandemią. Rynek pracy ma się bardzo dobrze. Zatrudnienie cały czas rośnie pomimo wspomnianych problemów. Wyniki wzrostu PKB są solidne. Płace rosną niewiele poniżej inflacji, co powoduje, że wraz z silnymi transferami socjalnymi obecnej władzy wcale tak mocno nie biedniejemy. Rośnie co prawda zadłużenie, ale zaczynaliśmy z relatywnie niskiego poziomu, więc na tle innych państw wciąż nie wygląda to dramatycznie. W rezultacie dane makroekonomiczne wyraźnie wsparły w ostatnim czasie złotego.

    Co ze stopami procentowymi?

    Kwestia stóp procentowych w dalszej perspektywie wcale nie wygląda bardzo źle. Rynki spodziewały się, że różnica pomiędzy Polską a Zachodem będzie znacznie mniejsza. Teraz jednak trochę oddalają się obniżki u nas w kraju. Wygląda na to, że USA może obniżyć stopy szybciej niż my, mimo że cykl podwyżek zaczęto tam później. Również w strefie euro nie wygląda na to, że w przyszłości stopy osiągną niebotyczne poziomy. W rezultacie powód przeceny trochę znika.

    Polski złoty może nie tyle zyskuje, ile otrzepuje się po stratach z lat 2020-2022. Patrząc jednak, że w sporej części jest to odbicie tamtych osłabień można mieć wątpliwości, jak nisko zejdziemy realnie w tym ruchu. Z drugiej strony za kilka miesięcy czekają nas wybory w kraju. Może pojawić się wiele nowych zmiennych. Scenariuszy jest bardzo dużo, a i na świecie może się jeszcze wiele wydarzyć. Rok 2023 nie powinien być nudny na rynku walutowym.

  • Założenie firmy w Polsce przez obcokrajowca: krok po kroku

    Założenie firmy w Polsce przez obcokrajowca: krok po kroku

    W wyniku wojny na Ukrainie temat zatrudniania cudzoziemców i prowadzenia przez nich firm w Polsce stał się niezwykle aktualny. Warto jednak wiedzieć, że w tej kwestii obowiązują w naszym kraju konkretne, szczególny przepisy prawa. W jaki sposób i na jakich zasadach obcokrajowiec może założyć legalną działalność na terenie RP? 

    Prowadzenie działalności gospodarczej – dostępne formy

    W Polsce można prowadzić działalność gospodarczą w kilku formach, które przewiduje prawo. Wiele osób wybiera jednoosobową działalność gospodarczą, która podlega wpisowi do CEIDG. Poza tym przedsiębiorcy mogą zdecydować się na formę jednoosobowej spółki kapitałowej prawa handlowego, np. prostej spółki akcyjnej lub spółki z o.o. Jeśli jednak w konkretnym biznesie będzie uczestniczyć więcej niż jeden przedsiębiorca, to można założyć spółkę osobową lub kapitałową, np. spółkę komandytową, jawną, czy spółkę z o.o.

    Nie ma wątpliwości, że przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą w dowolnej formie, muszą mieć pełną zdolność do czynności prawnych. Cudzoziemcy posiadają najczęściej zdolność do czynności prawnych – jednak czy w takim przypadku również mogą prowadzić firmę na terytorium RP? Jeśli tak, to jakie zasady ich obowiązują?

    Czy obcokrajowiec może założyć firmę w Polsce?

    Ze względu na postępującą globalizację oraz powszechne, międzynarodowe stosunki gospodarcze, nikogo nie dziwi fakt, iż cudzoziemcy mogą prowadzić działalność gospodarczą w naszym kraju. 

    Z reguły więc obcokrajowcy mają prawo do założenia firmy w Polsce. Rozpoczynając działalność, muszą uwzględnić przepisy szczególne, głównie przepisy ustawy z dnia 6 marca 2018 r. o zasadach uczestnictwa przedsiębiorców zagranicznych i innych osób zagranicznych w obrocie gospodarczym na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

    Co ważniejsze, wymagania, które musi spełnić obcokrajowiec, aby prowadzić firmę w naszym kraju, są zróżnicowane. Zależą przede wszystkim od tego, z jakiego państwa pochodzi konkretny cudzoziemiec. Rozróżnia się więc sytuację, w której działalność gospodarczą zamierza rozpocząć:

    • obywatel państwa członkowskiego UE i EOG,
    • obywatel USA czy Szwajcarii,
    • albo obywatel innego kraju, który nie jest członkiem UE czy EOG (np. Ukrainy).

    Założenie działalności przez obywateli UE i EOG

    W przypadku Unii Europejskiej, jednym z założeń jest swoboda prowadzenia aktywności gospodarczej, naukowej i handlowej w ramach Wspólnoty. W rezultacie konstrukcje prawne, które przyjęto w dokumentacji założycielskiej powodują, że obywatele Unii powinni być traktowani w taki sam sposób we wszystkich krajach członkowskich. Uwzględnia się tutaj zarówno swobodę wyboru miejsca pracy, nauki, czy zamieszkania, jak i prowadzenia działalności gospodarczej. Wiele uproszczeń w tym zakresie ma charakter administracyjny, co oznacza brak obowiązku pozyskiwania szczególnych pozwoleń.

    Właśnie dlatego obcokrajowcy mający obywatelstwo dowolnego państwa należącego do UE lub EOG, mogą podjąć i prowadzić działalność gospodarczą w naszym kraju. Robią to na takich samych zasadach, jak obywatele polscy.

    Przykładowo, obywatel Niemiec czy Hiszpanii nie musi uzyskiwać żadnych dodatkowych pozwoleń i może otworzyć zarówno działalność jednoosobową, jak i spółkę prawa handlowego. Robi to na takich zasadach, jak reszta przedsiębiorców z polskim obywatelstwem. 

    Prowadzenie firmy przez obywateli USA i Szwajcarii 

    Nieco inaczej została uregulowana kwestia prowadzenia działalności przez obywateli USA i Szwajcarii. Przepisy z tym związane znajdziemy w umowach międzynarodowych, a dokładniej: Traktacie o stosunkach handlowych i gospodarczych między Rzecząpospolitą Polską a Stanami Zjednoczonymi Ameryki, sporządzonym w Waszyngtonie dnia 21 marca 1990 r. oraz Umowie między Wspólnotą Europejską i jej państwami członkowskimi, z jednej strony, a Konfederacją Szwajcarską, z drugiej strony, w sprawie swobodnego przepływu osób.

    Umowy te umożliwiają prowadzenie działalności gospodarczej przez obywateli Konfederacji Szwajcarskiej i Stanów Zjednoczonych Ameryki na tych samych zasadach, co obywatele polscy. Dlatego obywatele krajów wymienionych wyżej mogą założyć w Polsce firmę, spółkę handlową, oddział, albo przedstawicielstwo. 

    Otwarcie działalności przez obywateli Ukrainy

    Według danych udostępnionych przez CEIDG we wrześniu 2022 roku niemal co dziesiąta firma w Polsce została założona przez obywatela Ukrainy. Ze względu na dużą falę migracji w ostatnich miesiącach, nie dziwi ten ogromny napływ zarówno pracowników z tego kraju, jak i osób zakładających firmy. Mimo to trzeba przyznać, że skala aktywności gospodarczej cudzoziemców w ostatnim czasie znacząco przekroczyła wszelkie prognozy. 

    Ukraina nie jest jeszcze członkiem UE ani EOG, dlatego obywatele tego państwa muszą spełniać z reguły więcej formalności, aby założyć biznes w Polsce. 

    Jednak ze względu na ich szczególną sytuację, aktualnie obowiązuje ustawa z dnia 12 marca 2022 roku o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa. Wprowadza ona pewne wyjątkowe warunki zakładania działalności w naszym kraju. W wyniku wprowadzenia powyższej ustawy, obywatele Ukrainy przebywający w Polsce legalnie i posiadający numer PESEL, mogą założyć firmę na tych samych zasadach, co obywatel Polski. Oczywiście jak zawsze mogą zrobić to wyłącznie w formie dopuszczalnej prawem.

    Jeśli potrzebujesz pomocy w zdobyciu numeru PESEL i legalizacji pobytu, zgłoś się do radcy prawnego lub adwokata. 

    Działalność prowadzona przez pozostałych obcokrajowców 

    Jeszcze inaczej rozpatruje się możliwość założenia działalności przez innych obcokrajowców, czyli obywateli państw nienależących do UE ani EOG, USA, Szwajcarii, czy Ukrainy. Osoby z tej grupy mogą założyć w Polsce firmę jednoosobową albo dowolną spółkę pobytową – pod warunkiem, że posiadają tytuł pobytowy, których ich do tego uprawnia. Oprócz tego cudzoziemcy mogą założyć w naszym kraju i przystępować do poniższych rodzajów spółek:

    • spółki komandytowej, 
    • komandytowo-akcyjnej, 
    • z ograniczoną odpowiedzialnością, 
    • prostej spółki akcyjnej i 
    • spółki akcyjnej.

    Jeżeli więc obcokrajowiec nie ma tytułu pobytowego, to nie może prowadzić firmy jednoosobowej, ani działalności w formie spółki jawnej czy spółki partnerskiej. Z kolei gdy tytuł pobytowy zezwala mu na prowadzenie działalności na terytorium RP, może bez przeszkód prowadzić działalność w każdej formie dopuszczonej prawem. 

    Inna opcja: oddział przedsiębiorcy zagranicznego 

    Poza powyższymi regulacjami, warto omówić dość szczególną konstrukcję prawną, jaką jest oddział przedsiębiorcy zagranicznego. Gdy ratyfikowane umowy międzynarodowe nie wykluczają tej możliwości, cudzoziemiec może utworzyć w Polsce oddział przedsiębiorcy zagranicznego.

    Przedsiębiorcy zagraniczni, czyli np. obywatele RP prowadzący firmę za granicą, cudzoziemcy prowadzący działalność za granicą albo spółki prowadzące taką działalność, mogą utworzyć w Polsce oddział i wpisać go do rejestru przedsiębiorców KRS.

    Wniosek składa się elektronicznie za pośrednictwem Portalu Rejestrów Sądowych. W tym celu trzeba spełnić też liczne wymogi formalne – m.in. wykazać, że oddział rzeczywiście istnieje na terytorium Polski, wskazując np. prawa do siedziby oddziału. Wniosek należy wypełnić w języku polskim i podpisać za pomocą jednego z bezpiecznych podpisów – kwalifikowanego lub profilu zaufanego. Może to wiązać się z pewnymi trudnościami po stronie przedsiębiorców z zagranicy, dlatego warto zastanowić się nad skorzystaniem z zastępstwa procesowego kancelarii obsługującej przedsiębiorców.

    Wnioski 

    Obcokrajowcy mogą bez większych przeszkód prowadzić firmę w Polsce, choć czasem przysparza to pewnych trudności. Oczywiście w każdym skomplikowanym przypadku warto skonsultować się z wyspecjalizowaną kancelarią prawną. Eksperci od prawa pomogą w wyborze najlepszej formy prawnej i dopełnieniu wszelkich formalności. 

  • Technologia w energetyce – jak przemysł dostosowuje się do nowych regulacji?

    Technologia w energetyce – jak przemysł dostosowuje się do nowych regulacji?

    Efektywność energetyczna jest jednym z najważniejszych zagadnień w każdej gałęzi przemysłu i ma ogromne znaczenie zarówno w aspekcie ekonomicznym, jak i ekologicznym. Jest też szczególnie istotna w obecnej sytuacji, gdzie mierzymy się nie tylko ze wzrostem cen prądu, ale także niestabilną sytuacją geopolityczną. Nie można również pominąć aspektów związanych ze zrównoważonym rozwojem, które firmy coraz częściej wpisują w swoje strategie biznesowe. Wiele więc czynników skłania przedsiębiorstwa do sięgania po nowe technologie i rozwiązania, które na te wyzwania odpowiadają.

    Podobnie jak wszystkie branże, również przemysł mierzy się ze skutkami wzrostu cen za energię elektryczną. Dla tej części gospodarki, która według GUS zużywa ok. 50 TWh energii elektrycznej, co stanowi prawie 1/3 całkowitej zużywanej jej ilości w Polsce, jest to szczególnie istotny problem. Dodatkowo, przemysł w znacznym stopniu polega także na gazie, co w obliczu wojny w Ukrainie tworzy dodatkowe wyzwania związane z zapewnieniem stabilności dostaw i uniezależnieniem się od innych krajów.

    Rosnące znaczenie OZE

    Szybkie tempo wdrażania zaawansowanych technologii cyfrowych sprawia, że cały cykl zużycia energii – od wytwarzania do przesyłu, a następnie do dystrybucji, jest coraz bardziej złożony. Jednocześnie coraz więcej przedsiębiorstw użyteczności publicznej integruje odnawialne źródła energii z tradycyjnymi, takimi jak węgiel, energia jądrowa i gaz ziemny, aby spełnić wymogi zrównoważonego rozwoju.

    Również firmy zastępują paliwa na te o mniejszej emisji dwutlenku węgla, np. gaz ziemny i wodór, a także wykorzystują energię odnawialną z wiatru, słońca, elektrowni wodnych i geotermalnych oraz ekologiczne źródła paliw. Te konwersje będą wymagały dużych inwestycji i wielu lat, ale są niezbędnymi krokami, aby naprawdę wywrzeć znaczący wpływ na redukcję emisji.

    Stabilna i niezawodna sieć

    Mówiąc o efektywności energetycznej, warto zacząć już od samych operatorów, którzy zarządzają wieloma elektrowniami i zasobami energetycznymi w jednym miejscu. W tym obszarze kluczowe jest zoptymalizowanie wydajności, utrzymanie stałego działania i zapewnienie stabilności.

    Dzięki współpracy z głównymi dostawcami energii na całym świecie, udało nam się stworzyć innowacyjną platformę, która pozwala łączyć wiele odnawialnych źródeł energii w jedno centrum. Umożliwia to scentralizowanie operacji z rozproszonych geograficznie źródeł. Takie rozwiązania przyspieszają trend w kierunku zintegrowanych i zdalnych centrów operacyjnych, które mogą zastąpić model osobnego zarządzania poszczególnymi zakładami. Zarządzanie odbywa się w czasie rzeczywistym, opiera się o prognozy dostępności wśród rozproszonych zasobów energetycznych (DER) oraz ekonomiczną optymalizację wytwarzania energii, aby bezpiecznie i inteligentnie zapewniać niezawodne zasilanie sieci. Zapewnia to większą wydajność, szczególnie w dużych regionach geograficznych.

    Wśród nowych technologii wykorzystywanych przez elektrownie, warto wymienić również zastosowanie digital twins – cyfrowych bliźniaków, które umożliwiają identyfikację i wdrażanie nowych wydajności operacyjnych, poprawę bezpieczeństwa, a także zmniejszenie liczby nieplanowanych prac konserwacyjnych.

    Wszystko w oparciu o dane

    Na poziomie zakładów przemysłowych do osiągnięcia efektywności energetycznej podstawowym i kluczowym krokiem jest wiedza o tym, w jaki sposób energia jest zużywana. Wydaje się, że to oczywisty wniosek, ale wciąż wiele firm korzysta wyłącznie z podstawowych informacjach (np. rachunkach za prąd) i opiera się na swoich stałych, wieloletnich rozwiązaniach. Nie wykorzystuje więc pełni możliwości, które dają inteligentne systemy zarządzania energią. Wiedza o tym, zarówno gdzie i jak zużywana jest energia, a także to, ile dokładnie i w jakim czasie jej potrzeba – pozwala podejmować działania tam, gdzie mają szansę przynieść najbardziej opłacalne korzyści. Od weryfikacji, jakie procesy mogą zostać przeorganizowane, żeby poprawić wydajność, przez eliminację przestojów, wymianę urządzeń, które są wyeksploatowane lub mają niską sprawność, aż po wykorzystywanie traconej energii – to właśnie dokładna analiza i dane dają pełny obraz sytuacji energetycznej przedsiębiorstw i pozwalają wprowadzić efektywne rozwiązania.

    W pierwszej kolejności – zapobieganie

    W obszarze cyfrowej transformacji zakładów przemysłowych ważnym aspektem jest analiza predykcyjna, która pozwala optymalizować procesy i zwiększać ich wydajność na wielu poziomach. To istotny temat także w kontekście efektywności energetycznej. Dzięki wykorzystaniu specjalistycznych czujników i oprogramowania, w ramach filozofii IIoT, możliwe jest np. identyfikowanie wycieków, przestojów, zapobieganie awariom i inteligentne wykorzystywanie zasobów. Sprawniejsze procesy produkcyjne to nie tylko bezpośrednie korzyści finansowe wynikające ze zwiększenia wydajności, ale także oszczędność energii – szybkie wykrycie przecieku/awarii i ich naprawa, sprawiają, że straty energetyczne są minimalizowane.

    Oczywiście, kolejnym z ważnych elementów budowania efektywności energetycznej jest także wymiana sprzętu, szczególnie tam, gdzie może przynieść największe korzyści np. wymiana silników na energooszczędne z magnesami trwałymi i napędami o zmiennej prędkości. Inteligentne systemy, które umożliwiają analizę w czasie rzeczywistym, pomagają zidentyfikować te obszary, w których zmiany mogą mieć największy wpływ na wyniki. Co więcej, odpowiednie zadbanie o efektywność energetyczną pozwala także zapewniać dłuższą żywotność urządzeń i systemów.

    Wciąż wiele firm nie decyduje się na wdrażanie nowoczesnych rozwiązań ze względu na początkowe koszty. Jednak automatyzacja i wykorzystanie nowych technologii powinny być rozważane także w kontekście oszczędności, które mogą zapewnić – często już nawet w krótkiej perspektywie czasowej. Co więcej, wymogi w zakresie zrównoważonego rozwoju, a także po prostu cele związane z ESG, do których firmy coraz częściej się zobowiązują, nie będą możliwe do osiągnięcia bez podejmowania kroków w kierunku efektywności energetycznej.

  • Sieć 6G: Przełom w komunikacji

    Sieć 6G: Przełom w komunikacji

    Hologram czerwonych szpilek dotrze do nas przed zakupem. Łatwo sprawdzisz,
    czy pasują do ulubionej sukienki. Dawno niewidziana kuzynka ze Stanów wpadnie
    do Twojego salonu w postaci światła i dźwięku. To tylko kwestia czasu. Hologramy
    już teraz potrafią reagować na ruch człowieka, ale możliwości sieci 6G sprawią, że
    będą przesyłane w czasie rzeczywistym. Kolejny przełom w komunikacji to jedna z
    prognozowanych możliwości przepotężnej mocy nowej generacji sieci, która
    jeszcze przez kilka lat będzie w fazie badań.

    Sieć 6G, będąca następcą technologii 5G, obiecuje przynieść niebywałe przyspieszenie
    w transferze danych, drastyczne zmniejszenie opóźnień oraz praktycznie nieograniczone możliwości w zakresie komunikacji między urządzeniami. Wizja świata z 6G to nie tylko fantastyczne hologramy i wirtualna rzeczywistość, ale także szereg innowacji, które wpłyną na nasze życie w sposób znacznie bardziej praktyczny i kompleksowy.

    Pierwszego komercyjnego wdrożenia sieci 6G można się spodziewać już w 2026 roku w dużych miastach, które inwestują w nowoczesną infrastrukturę telekomunikacyjną, takich jak Tokio, Pekin, Londyn i Nowy Jork. Jednak 6G Flagship szacuje, że ogólne rozpowszechnienie nastąpi prawdopodobnie w latach 2030.

    Wdrożenia 5G

    Protokoły komunikacyjne 5G zostały opracowane w 2017 roku i udostępnione publicznie w 2019 roku. Wraz ze stopniową modernizacją urządzeń przez konsumentów, coraz więcej osób korzysta z szybszych prędkości. Według OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju),  niektórzy operatorzy doświadczyli nawet 60-procentowego wzrostu ruchu danych podczas  pandemii w porównaniu z okresem przed pandemią. Aby sprostać temu zapotrzebowaniu, operatorzy sieciowi przyspieszyli rozwój 5G, dzięki czemu Europa wyprzedziła planowane cele w zakresie wdrożenia o około 65 procent. Cele określone przez Komisję Europejską obejmują 100-procentowe pokrycie obszarów miejskich do 2025 r. i 100-procentowe pokrycie przynajmniej niskiego pasma 5G (sub-6Ghz) dla wszystkich obszarów do końca 2030 r.

    W Polsce wdrożenie sieci 5G rozpoczęło się na dobre w 2020 roku, kiedy pierwsze komercyjne usługi zostały uruchomione przez głównych operatorów telekomunikacyjnych, takich jak Orange, T-Mobile, Plus czy Play.

    Aukcję 5G, kilkakrotnie przesuwaną, oficjalnie rozpoczęto dopiero pod koniec 2022 roku. Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE) ogłosił harmonogram, w którym proces sprzedaży pasma C (3480-3800 MHz) ma zakończyć się po wakacjach.

    6G na horyzoncie

    Tymczasem na całym świecie trwają już badania nad 6G. W Polsce takimi pracami chwali się państwowy operator – Exatel. W 2022 roku uruchomiono projekt badawczo-rozwojowy „Szybka bezprzewodowa transmisja optyczna do bezpiecznej komunikacji”. To efekt współpracy EXATEL, Politechniki Warszawskiej oraz niemieckich partnerów — Fraunhofer Heinrich Hertz Institute (odpowiednik polskiej Sieci Łukasiewicz) oraz firmy VI Systems.

    Wymagania dotyczące 6G mogą sprawić, że opóźnienia zmniejszą się pięciokrotnie w porównaniu z 5G, a przepustowość będzie kilka razy większa. Udoskonalenia wirtualnej rzeczywistości sprawią, że będziemy się jeszcze mocniej zanurzać w światy wirtualne, dzięki szybkiemu przesyłowi danych i minimalnym opóźnieniom. Dzięki temu, IoT oraz sztuczna inteligencja będą mogły szybko zbierać dane i podejmować decyzje. 6G przyniesie również lepszą precyzję lokalizacji. Według raportów 6G Flagship, dzięki nowym technikom, położenie będzie odczytywane z dużo większą dokładnością. Może być to szczególnie przydatne dla samochodów autonomicznych, by bezpieczniej poruszały się po drogach.

    Przeszkody

    Niskopasmowe 5G może korzystać z istniejącej infrastruktury 4G, z pewnymi ulepszeniami. Dla wyższych częstotliwości, takich jak 24-100GHz w widmie fal milimetrowych, potrzeba wielu stacji bazowych blisko siebie. Właśnie dlatego obecnie 5G wysokopasmowe działa przede wszystkim w miastach.

    Wzrost liczby stacji bazowych to ciągłe wyzwanie. Po pierwsze, mieszkańcy nie są zadowoleni z umieszczania wież blisko swoich domów. Po drugie, więcej stacji bazowych oznacza większe zużycie energii – co w obliczu kryzysu energetycznego jest ogromnym problemem dla operatorów.

    Rozwiązania

    Aby nadążyć za rosnącym zapotrzebowaniem na dane przy niższych opóźnieniach, a jednocześnie zmniejszyć zużycie energii, dostawcy sieci muszą unowocześnić istniejącą infrastrukturę. Wielu dostawców sieci wciąż polega na połączeniach 10 Gb/s do przesyłania danych do i ze stacji bazowych za pomocą kabli optycznych. Takie przepustowości przestają jednak wystarczać. Modernizacja do prędkości rzędu 100Gb/s staje się konieczna.

    Osiągnięcie tego celu poprzez ułożenie większej ilości kabli czy multipleksowanie połączeń 10G jest niewykonalne ze względu na ograniczenia kosztowe i czasowe oraz zużycie energii. Alternatywą są moduły optyczne i multipleksery, takie jak te dostarczone przez GBC Photonics firmy Salumanus, które umożliwiają upgrade do 100Gbps przy użyciu istniejącej infrastruktury kablowej. Moduły O-band mogą zwiększyć transmisję danych w istniejących kablach z 10Gb/s do 100Gb/s, bez zwiększania zużycia energii czy kosztów utrzymania. Dodatkowo, zastosowanie pasywnych multiplekserów wyeliminuje potrzebę stosowania aktywnych, zasilanych urządzeń w węzłach agregacyjnych, które łączą stacje bazowe, co jeszcze bardziej obniża zużycie energii. Dzięki temu połączenie optyczne jest utrzymywane przez cały czas, a opóźnienia są minimalne.

  • Sprawa odliczenia straty podatkowej: Sąd rozstrzygnął na korzyść przedsiębiorcy

    Sprawa odliczenia straty podatkowej: Sąd rozstrzygnął na korzyść przedsiębiorcy

    Przedsiębiorca zaskarżył decyzję wymiarową 3 mln zł podatku za grudzień 2013 r. Później organy objęły kontrolą podatkową jego rozliczenia za 2015 r. W jej wyniku zakwestionowały prawo spółki do odliczenia za ten okres wygenerowanej w 2013 r. straty i zażądały zapłaty blisko 19 mln zł podatku. Przedsiębiorca odmówił jednak zastosowania się do wyniku kontroli z obawy, że skorygowanie deklaracji za 2015 r., nawet w przypadku późniejszego korzystnego dla niego rozstrzygnięcia sądu co do prawidłowości pierwotnych rozliczeń za 2013 r. zamknie mu drogę do ponownej korekty zeznania za 2015 r.

    Korekta deklaracji sposobem na uniknięcie kary

    Przedsiębiorcy zobowiązani są do dokonywania formalnych rozliczeń prowadzonej działalności z fiskusem. W tym celu składają zeznania podatkowe. Organ skarbowy może skontrolować prawidłowość tych rozliczeń. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości podatnik może skorygować złożoną deklarację, wpłacić zaległość podatkową i uniknąć kary za przestępstwo karnoskarbowe. Z obawy przed takimi konsekwencjami przedsiębiorcy często wolą dostosować się do żądań kontrolującego organu. Jednak na tle obowiązujących przepisów podatkowych mogą powstać wątpliwości, czy dokonując pokontrolnej korekty swojego zeznania za objęty kontrolą okres, przy jednoczesnym zaskarżeniu decyzji wymiarowej za inny okres, ale mający związek z tym poddanym kontroli, podatnik nie pozbawi się możliwości ponownego skorygowania deklaracji do stanu pierwotnego, po tym jak słuszność stanowiska podatnika potwierdzi sąd.

    Możliwość ponownego skorygowania deklaracji podatkowej

    Zgodnie z art. 83 ust. 1–1a ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej, w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości w zakresie przestrzegania prawa podatkowego, zakończona kontrola celno-skarbowa przekształca się w postępowanie podatkowe. W tym przekształconym postępowaniu uprawnienie do skorygowania deklaracji przysługuje nadal po jego zakończeniu, ale tylko w zakresie nieobjętym decyzją określającą wysokość zobowiązania podatkowego. Dodatkowo, przepis ust. 1c konstytuuje, że ponowne skorygowanie deklaracji po zakończeniu kontroli celno-skarbowej nie wywołuje skutków prawnych w zakresie, w jakim dokonana korekta przewiduje cofnięcie ustaleń kontroli celno-skarbowej. Art. 83 ust. 1d pkt 1) precyzuje, że reguła ta nie ma zastosowania do ponownego skorygowania deklaracji, jeżeli wynika ono z orzeczenia wydanego po zakończeniu kontroli celno-skarbowej, które ma wpływ na ustalenia kontroli celno-skarbowej zawarte w wyniku kontroli.

    Organ zakwestionował prawo spółki do odliczenia straty

    W 2017 r. organ wszczął wobec spółki kontrolę celno-skarbową w zakresie jej rozliczeń w podatku dochodowym od osób prawnych za 2015 r. Po jej zakończeniu przekształcił ją w postępowanie podatkowe. Organy podatkowe dwóch instancji zakwestionowały odliczenie przez spółkę w deklaracji CIT-8 za 2015 r. straty w wysokości połowy z ponad 68 mln zł straty wykazanej w deklaracji za grudzień 2013 r. Stwierdzono, że w miesiącu tym spółka osiągnęła dochód a nie stratę. W marcu 2019 r. naczelnik urzędu celno-skarbowego określił jej zobowiązanie w CIT za 2015 r. w wysokości blisko 19 mln zł.

    Czy zastosowanie się do wyniku kontroli zamknie możliwość złożenia korekty?

    Jeszcze przed przekształceniem kontroli celno-skarbowej w postępowanie podatkowe spółka poinformowała naczelnika urzędu celno-skarbowego, że nie skorzysta z prawa do złożenia korekty deklaracji za 2015 r., w której uwzględniłaby ustalenia kontroli. Przedsiębiorca obawiał się, że mogłoby to oznaczać, że zgadza się z rozstrzygnięciem organów podatkowych również co do podatku dochodowego za 2013 rok, podczas gdy wniósł w tym zakresie do sądu skargę. Decyzją z sierpnia 2017 r. naczelnik UCS określił bowiem spółce zobowiązanie podatkowe za grudzień 2013 r. w wysokości ponad 3 mln zł, kwestionując prawidłowość wykazanej przez nią wówczas straty. Ponadto, z uwagi na brzmienie regulacji art. 83 ust. 1a-1d ustawy o KAS, spółka powzięła wątpliwość, czy nie zamknęłoby to jej drogi do ponownej korekty rozliczeń za 2015 r. celem powrotu do rozliczenia pierwotnego.

    Korekta byłaby możliwa

    W odpowiedzi naczelnik UCS uznał, że w przypadku uchylenia przez sąd zaskarżonej decyzji dyrektora izby administracji skarbowej, czyli organu II instancji w sprawie ustalenia zobowiązania w CIT w wysokości 3 mln zł za grudzień 2013 r., wyrok ten miałby wpływ również na decyzję organu I instancji, jak i będący jego podstawą wynik kontroli. W obrocie prawnym pozostałaby wówczas powtórnie skorygowana deklaracja za 2013 rok, a spółka byłaby uprawniona do ponownej korekty deklaracji CIT za 2015 r. w oparciu o przepis art. 83 ust. 1d pkt 1 ustawy o KAS.

    Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku potwierdził stanowisko naczelnika. WSA przywołał, że Naczelny Sąd Administracyjny w listopadzie 2022 r. uchylił zaskarżoną decyzję dyrektora określającą zobowiązanie podatkowe spółki za grudzień 2013 r. Brak bowiem było dowodów pozwalających stwierdzić, że spółka nie poniosła w 2013 roku zadeklarowanej przez nią straty, której nie mogłaby odliczyć w kolejnych latach. Konsekwencją wyeliminowania z obrotu prawnego tej decyzji, będącej podstawą zakwestionowania uprawnienia podatnika do rozliczenia części straty podatkowej w 2015 r., jest wyeliminowanie również decyzji wymiarowej za 2015 r. (wyrok z 14 lutego 2023 r., sygn. akt I SA/Gd 1975/19).

    Podsumowanie

    Przedsiębiorca, mimo niezbyt klarownego brzmienia przepisów art. 83 ust. 1a-1d ustawy o KAS, nie musiał obawiać się, że zastosowanie się do wyniku kontroli podatkowej i skorygowanie objętej nią deklaracji, zamknie mu drogę do ponownej korekty w przypadku korzystnego dla niego rozstrzygnięcia sądu co do innego spornego okresu rozliczeniowego. W sytuacji tej ma bowiem zastosowanie regulacja art. 240. § 1 pkt 7) Ordynacji podatkowej, zgodnie z którą, w sprawie zakończonej decyzją ostateczną wznawia się postępowanie jeśli decyzja została wydana na podstawie innej decyzji lub orzeczenia sądu, które następnie zostały uchylone, zmienione, wygaszone lub stwierdzono ich nieważność w sposób mogący mieć wpływ na treść wydanej decyzji.

  • Polski rynek inwestycyjny a fenomen indeksu S&P 500

    S&P500 zawiera spółki z różnych sektorów, takich jak technologia, finanse, energie, konsumpcja i wiele innych, co czyni go szerokim i zdywersyfikowanym indeksem. Z tego powodu uważany jest za najważniejszy benchmark dla amerykańskiego rynku akcji. 

    Jako wskaźnik strategii inwestycyjnych, indeks S&P500, wykorzystywany jest nie tylko przez amerykańskich inwestorów i menedżerów funduszy, ale i przez ich europejskich czy azjatyckich kolegów. Dlaczego? Giełda amerykańska jest po prostu największą giełdą na świecie. Spółki z indeksu S&P 500 odpowiadają za 60% kapitalizacji spółek notowanych na całym świecie (zagregowanych w globalnym indeksie MSCI All Country World Index), w tym za 67% kapitalizacji spółek z krajów rynków rozwiniętych (mierzonych indeksem MSCI World). Zgodnie z S&P Dow Jones Indices Annual Survey of Assets na koniec 2021 roku aż 8,5 biliona dolarów amerykańskich powierzonych w funduszach inwestycyjnych było benchmarkowanych do indeksu S&P500.

    Istotną zaletą S&P 500 jako benchmarku jest również jego długa historia konsekwentnych zwrotów. Od 1957 roku indeks ten zanotował średni roczny zwrot na poziomie około 10%. Pod tym względem jest to więc ambitny indeks, a porównywanie się do niego przez inwestorów
    i menedżerów funduszy często stawia ich w nienajlepszym świetle. Wg badania  przeprowadzonego przez S&P Dow Jones Indices, w okresie ostatnich 15 lat kończących się w grudniu 2022 r. próba pobicia indeksu S&P 500 udała się tylko 7% menedżerów aktywnych funduszy dużych spółek amerykańskich. Co prawda, w krótszym horyzoncie czasu te wyniki są wyższe, jednak w dalszym ciągu w dowolnie wybranym okresie więcej jest funduszy przegrywających niż wygrywających z indeksem S&P500. Oznacza to, że bardziej opłacalne w ostatnich latach było przyklejenie się do indeksu niż aktywne inwestowanie polegające na próbie wyboru poszczególnych akcji spółek z S&P500.

    Rezultaty inwestycji silnikiem napędowym pasywnej rewolucji

    Fakt, że w długim terminie większość aktywnych rozwiązań inwestycyjnych osiąga gorsze rezultaty inwestycyjne, wywołał istotny wzrost zainteresowania pasywnymi formami inwestycji, które mają na celu odwzorowywać stopy zwrotu indeksów. Na koniec 2021 roku w indeksowe formy inwestowania powiązane z indeksem S&P500 powierzono ponad 7 bilionów USD. Analizując wzrost aktywów od 1995 roku możemy mówić o średniorocznym wzroście rzędu 11,1%.

    Dodatkowo wzrost istotności pasywnych form inwestowania podkreśla ich udział w całości kapitalizacji akcji w wolnym obrocie indeksu S&P500, który na koniec 2021 oscylował w okolicach 18% względem 10% w 1995 roku.

    Polska perspektywa

    Z perspektywy naszego lokalnego rynku istotność indeksu S&P500 widać na kilku przykładach. Indeks S&P500 był najczęściej wybieraną indeksową inwestycją w funduszach PPK. Na koniec grudnia 2022 roku na 12 mld złotych powierzonych w PPK prawie 1,1 mld był ulokowany w różnego rodzaju ETF-y, z których ponad 44% naśladowało indeks S&P500.

    Podobne wnioski można wyciągnąć w przypadku analizy składu portfeli tradycyjnych funduszy inwestycyjnych. Fundusze te na koniec 2022 roku miały ulokowane ponad 4 mld złotych
    w różnego rodzaju ETF-ach, z czego prawie 1,1 mld złotych w ETF-ach naśladujących indeks S&P500. 

    Innym przykładem fenomenu S&P500 jest to, że jest to jedyny indeks, który doczekał się dwóch funduszy ETF na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Notowany od 2011 roku Lyxor S&P500 oraz od 2021 roku BETA ETF S&P 500 to rozwiązania, które są powiązane z zachowaniem indeksu S&P500. Natomiast, różnice w ich tworzeniu opierają się na aspekcie zabezpieczenia walutowego oraz reinwestycji przepływów dywidendowych – Lyxor S&P500 nie zabezpiecza ryzyka walutowego oraz wypłaca dywidendę, natomiast BETA ETF S&P500 zabezpiecza ryzyko walutowe USD/PLN oraz akumuluje dywidendy. Aktywa pod zarządzaniem w tych rozwiązaniach na koniec 2022 roku wyniosły łącznie ponad 191 mln złotych.

    Nie mając dokładnej wiedzy o inwestycjach indywidualnych w zagraniczne fundusze ETF możemy jedynie oszacować, że poziom aktywów powiązanych z S&P500 w portfelach Polaków kształtuje się w okolicach 1,7 mld złotych. Jest to zauważalna liczba w całości aktywów powierzonych w funduszach akcyjnych, które na koniec grudnia 2022 wynosiły 27,9 mld zł.

    Podsumowanie

    Indeks S&P500 jest ważnym benchmarkiem, który jest szeroko stosowany przez inwestorów i menedżerów funduszy jako wskaźnik ich strategii inwestycyjnych. Długa historia konsekwentnych zwrotów czyni go niezawodnym benchmarkiem dla mierzenia osiągnięć inwestycyjnych. Wykorzystanie S&P500 jako benchmarku pozwala inwestorom na  monitorowanie swoich portfeli i porównanie ich wyników do średniej rynku. Natomiast, z punktu widzenia inwestora indywidualnego, statystyka pokazująca nikłe powodzenia pobijania indeksu S&P500 stwarza istotne pytanie: czy lepiej próbować go pobić czy się do niego przyłączyć? Dla większości takich inwestorów, w szczególności tych nieśledzących giełdowy rynek przez cały czas, ta druga odpowiedź wydaje się bardziej rozsądna.

  • Kto ma prawo posługiwać się symbolem „R” (®) w kontekście międzynarodowym?

    Kto ma prawo posługiwać się symbolem „R” (®) w kontekście międzynarodowym?

    Patrząc na niektóre logotypy, dostrzeżemy symbol litery „R” wpisany w okrąg. Jest to jedna z form ochrony własności intelektualnej, a dokładniej – znaku towarowego. Kiedy i kto może posługiwać się takich oznaczeniem? Co daje wykorzystywanie R-ki? Co odróżnia ten symbol od innych skrótów umieszczanych przy nazwie firmy? Wyjaśniamy!

    Co właściwie oznacza symbol R?

    Używanie symbolu przestawiającego literę R wpisaną w okrąg oznacza, że konkretne logo jest znakiem towarowym zarejestrowanym w urzędzie patentowym. Litera R pochodzi tutaj od angielskiego słowa „registered”.

    Według artykułu 120 ustawy prawo własności przemysłowej, znakiem towarowym jest każde oznaczenie umożliwiające odróżnienie towarów jednego przedsiębiorstwa od towarów innego przedsiębiorstwa. Podstawowym warunkiem udzielenia takiej ochrony jest przedstawienie znaku towarowego w postaci, którą można w jakiś sposób odzwierciedlić i jednoznacznie określić zakres oraz przedmiot udzielanej ochrony.

    Prawo ochronne udzielane na zarejestrowany znak towarowy daje właścicielowi wyłączność na używanie danego oznaczenia. Jednocześnie zdecydowanie ułatwia blokowanie prób zgłoszenia takiego samego lub podobnego znaku przez konkurencję. Rejestracja sprawia więc, że przedsiębiorca może bez przeszkód i zgodnie z prawem używać symbolu R przy swoim oznaczeniu.

    Warto pamiętać, że rejestracja firmy i wybranie jej nazwy samo w sobie nie daje upoważnienia do korzystania z konkretnego znaku. Takie myślenie to duży błąd, który może nas sporo kosztować. 

    Co daje rejestracja znaku towarowego? 

    W temacie rejestracji znaków towarowych warto podkreślić, że wyróżniamy także niezarejestrowane znaki towarowe. W ich przypadku zakres ochrony jest jednak węższy, a kolei obowiązki przedsiębiorcy – głównie podczas procesu sądowego – o wiele większe.

    Ochrona niezarejestrowanego oznaczenia odbywa się na podstawie przepisów ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Według artykułu 5 ww. ustawy, czyn nieuczciwej konkurencji to takie oznaczenie przedsiębiorstwa, które mogłoby wprowadzić klienta w błąd w kwestii jego tożsamości, poprzez wykorzystywanie:

    • firmy;
    • nazwy;
    • godła;
    • skrótu literowego;
    • innego charakterystycznego symbolu wcześniej używanego, zgodnie z prawem, do oznaczania innego przedsiębiorstwa.

    Firma, która dochodzi ochrony niezarejestrowanego znaku towarowego musi za każdym razem wykazać, że to ona jako pierwsza zaczęła używać danego oznaczenia, z kolei konkurent jedynie je skopiował. Niesie to ze sobą spore ryzyko procesowe, wiążące się z niepewnością wyniku postępowania dowodowego.

    I chociaż ochrona niezarejestrowanego znaku towarowego nic nie kosztuje, to jej zakres terytorialny pozostaje w ścisłym związku z terytorium prowadzonej działalności. Natomiast po rejestracji znaku (która wymaga już uiszczenia opłat urzędowych w urzędzie patentowym), zakres terytorialny ochrony rozciąga się na:

    • terytorium Rzeczypospolitej Polskiej – w przypadku krajowego trybu rejestracji;
    • terytorium Unii Europejskiej – w przypadku wspólnotowego trybu rejestracji;
    • na wybrane kraje świata – w przypadku rejestracji znaku towarowego za pośrednictwem WIPO.

    Ochrona niezarejestrowanego znaku, mimo iż słabsza, to jest nieograniczona czasowo. Z kolei znak zarejestrowany trzeba odnawiać co 10 lat, ale również nie jest to ograniczone w żaden sposób reżimem czasowym. Dopuszczalne jest więc przejście prawa ochronnego do znaku towarowego po śmierci na spadkobierców.

    TSUE w wyroku z dnia 29 marca 2011 roku, sygn. C-96/09 Budvar vs. Anheuser, odniósł się do art. 8 ust. 4 rozporządzenia w sprawie wspólnotowego znaku towarowego (aktualnie rozporządzenie w sprawie znaku towarowego Unii Europejskiej). Wskazano w nim, że jedną ze względnych podstaw odmowy rejestracji wspólnotowego znaku towarowego może być wcześniejszy niezarejestrowany znak towarowy albo inne oznaczenie, które jest używane w obrocie gospodarczym.

    Na czym polega rejestracja znaku towarowego?

    Wybierając formalną ochronę znaku towarowego, przedsiębiorca wybiera, w jakim trybie chce się o nią ubiegać. Istnieją trzy możliwe procedury rejestracji:

    • Rejestracja krajowa
      W ramach rejestracji urząd patentowy sprawdza bezwzględne przesłanki odmowy rejestracji. Gdy ich nie stwierdzi, odpowiednia informacja pojawia się w biuletynie urzędu. Wtedy konkurencja w terminie trzech miesięcy od publikacji ma prawo zgłosić sprzeciw (jest to okres sprzeciwowy). Ochrony udziela się na 10 lat, ale przed upływem tego okresu przedsiębiorca może wystąpić o jej przedłużenie.
    • Rejestracja wspólnotowa
      Procedurę wspólnotową koordynuje EUIPO. Obejmuje ona ochroną teren całej Unii Europejskiej, w tym Polskę. Zgłaszający może wybrać procedurę zwykłą lub przyspieszoną (ang. Fast Track), przy czym ta druga jest dostępna tylko wtedy, gdy towary i usługi oznaczone znakiem zostały zaakceptowane przez EUIPO, a zgłaszający uiścił opłatę w określonym terminie.
    • Rejestracja na wybrane kraje świata
      Ochrona międzynarodowa udzielana jest na wskazaną grupę państw świata. Jest to ochrona o charakterze uzupełniającym, czyli najpierw zgłaszający musi uzyskać ochronę w jednym ze wskazanych powyżej trybów. Wniosek należy złożyć do macierzystego urzędu patentowego, który następnie przekaże go do WIPO.

    Oczywiście model rejestracji zawsze dopasowuje się do potrzeb i strategii ekspansji konkretnego przedsiębiorstwa. W tym celu  należy rozważyć, czy chcemy oferować swoje towary lub usługi klientom i kontrahentom zagranicznym.

    Czy niezarejestrowany znak towarowy może używać symbolu R?

    Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że używanie oznaczenia „R” przez firmę, która nie ma świadectwa ochronnego na znak towarowy, jest niezgodne z przepisami prawa. Według artykułu 153 ustawy prawo własności przemysłowej w wyniku uzyskania prawa ochronnego uzyskuje się też prawo wyłącznego używania znaku towarowego w celach zarobkowych lub zawodowych na całym obszarze Rzeczypospolitej Polskiej. Ponadto w ustępie 1 ustawodawca podkreśla, że uprawniony może wskazać, iż jego znak został zarejestrowany, umieszczając w jego sąsiedztwie literę R wpisaną w okrąg. 

    Jak widać, samo wykorzystanie oznaczenia R nie daje podmiotowi żadnych uprawnień związanych z dodatkową ochroną znaku ani nie umacnia jego pozycji procesowej. Jest jedynie podkreśleniem uprawnień, które nabył z mocy samej rejestracji.

    Ponadto używanie symbolu R nie jest obowiązkowe. Wiele powszechnie znanych marek go nie używa, gdyż oczywistym jest, że posiadają zarejestrowane znaki towarowe – jak np. Google.

    Dlatego wykorzystanie R w okręgu jest możliwością, a nie obowiązkiem podmiotu objętego ochroną. Mimo to w przypadku większości przedsiębiorstw działających na rynku międzynarodowym można zauważyć tendencję do stosowania R na swoich towarach. Nic w tym dziwnego – bez wątpienia większość odbiorców postrzega taką nazwę jako bardziej prestiżową i godną zaufania.

    Konsekwencje bezprawnego korzystania ze znaku R

    Używanie oznaczenia rejestracji znaku towarowego bez stosownych uprawnień powoduje szereg konsekwencji prawnych. Firma, która zdecyduje się na taki krok, musi liczyć się z tym, iż prestiż wynikający ze stworzenia wrażenia renomy będzie skutkować dotkliwymi sankcjami.

    Kary na gruncie ustawy prawo własności przemysłowej

    Po pierwsze według art. 308 ustawy prawo własności przemysłowej, kto wprowadza do obrotu towary oznaczone znakiem towarowym z wyróżnikiem mającym wywołać mylne mniemanie, że przedmioty te korzystają z takiej ochrony, podlega karze grzywny.

    Grzywnę wylicza się w oparciu o przepisy ustawy kodeks wykroczeń. Zgodnie z art. 24 §1 ww. ustawy grzywna jest wymierzana w wysokości od 20 do 5000 zł. Mimo to sąd za każdym razem uwzględnia skalę i powagę konkretnego naruszenia. Biorąc pod uwagę, że w przypadku własności przemysłowej naruszenia często mają charakter globalny, trzeba liczyć się z wymiarem kary bliższym górnej granicy ustawowego zagrożenia.

    Kary na gruncie ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji

    Bezprawne umieszczanie oznaczenia ® sankcjonuje także ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Według jej art. 14 czynem nieuczciwej konkurencji jest rozpowszechnianie nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd wiadomości o swoim lub innym przedsiębiorcy albo przedsiębiorstwie, w celu przysporzenia korzyści lub wyrządzenia szkody. Takie informacje mogą dotyczyć przede wszystkim:

    • osób kierujących przedsiębiorstwem;
    • wytwarzanych towarów lub świadczonych usług;
    • stosowanych cen;
    • sytuacji gospodarczej lub prawnej.

    Ustawodawca z naruszeniem z artykułu 14 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji dokonał też zrównania posługiwania się:

    • nieprzysługującymi lub nieścisłymi tytułami, stopniami albo innymi informacjami o
    • kwalifikacjach pracowników;
    • nieprawdziwymi atestami;
    • nierzetelnymi wynikami badań;
    • nierzetelnymi informacjami o wyróżnieniach albo oznaczeniach produktów lub usług.

    Trzeba mieć tutaj na uwadze, że powyższy katalog naruszeń jest otwarty. Wprowadzeniem w błąd będzie również bezprawne używanie oznaczenia R. Jednocześnie wciąż stanowi to przestępstwo kierunkowe, przy którym trzeba wykazać zamiaru odniesienia korzyści lub wyrządzenia szkody po stronie przedsiębiorcy, który się do dopuścił. 

    Przedsiębiorca, którego prawa zostały naruszone albo zagrożone w wyniku czynu nieuczciwej konkurencji, według artykułu 18 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, może skorzystać z katalogu roszczeń. Wśród nich można wymienić żądania:

    • zaniechania niedozwolonych działań;
    • usunięcia skutków niedozwolonych działań;
    • złożenia jednokrotnego lub wielokrotnego oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie;
    • naprawienia szkody na zasadach ogólnych;
    • wydanie bezpodstawnie uzyskanych korzyści;
    • zasądzenie odpowiedniej sumy pieniężnej na określony cel społeczny związany ze wspieraniem kultury polskiej lub ochroną dziedzictwa narodowego w przypadku zawinienia po stronie naruszyciela.

    Sąd na wniosek uprawnionego może orzec także o przedmiotach powiązanych z popełnionym czynem. Będą to zwłaszcza opakowania, wyroby, czy materiały reklamowe – orzeczenie może obejmować obowiązek ich zniszczenia, a nawet zaliczenia ich na poczet odszkodowania.

    Ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji w art. 18a przerzuca ciężar dowodu prawdziwości oznaczeń, informacji lub wypowiedzi na podmiot, któremu zarzucono popełnienie czynu nieuczciwej konkurencji. Warto o tym pamiętać, gdy planujemy linię ofensywną lub defensywną. W przypadku sporu zdecydowanie skorzystać z usług kancelarii, która specjalizuje się w prawie nieuczciwej konkurencji.

    Co w przypadku oznaczeń „TM”, „SM” i „C”?

    Poza popularnym oznaczeniem „R”, firmy mogą dodać również inne wyróżniki obok swojej nazwy. Oczywiście nie są one aż tak powszechnie znane, ale ich użycie nie zawsze wymaga podjęcia działań prawnych w celu aktualizacji ochrony.

    Litera „C” wpisana w okrąg oznacza, że podmiotowi przysługują prawa autorskie do stworzonego utworu (z ang. copyright). Przyznaje się je na podstawie przepisów o prawie autorskim i wynikają z samego faktu stworzenia konkretnego dzieła. W ustawodawstwie polskim nie ma obowiązku ich zgłaszania ani rejestrowania. Ochrona prawnoautorska zawsze przysługuje twórcy. Może on jednak przenieść na inny podmiot prawa do autorskich praw majątkowych, np. drogą umowy licencji. Wówczas z oznaczenia „C” korzysta także inny przedsiębiorca.

    Oznaczenie „TM” (ang. trademark) oznacza po prostu znak towarowy. Można umieścić je obok loga, które przedsiębiorca uznaje za swoje oznaczenie handlowe. TM nie przynosi szczególnej ochrony formalnej, a także nie sygnalizuje, że konkretny znak zgłoszono w urzędzie patentowym (w praktyce amerykańskiej IP oznaczenie TM odnosi się do znaków niezarejestrowanych, ale w USA obowiązuje zasada first to use, z kolei owe „użycie” musi spełniać konkretne warunki, aby się kwalifikować). Mimo to przedsiębiorca wciąż może domagać się ochrony na zasadach ogólnych, np. w oparciu o ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

    Ostatnie wspomniane oznaczenie – „SM” (ang. Service Mark, znak usługowy) to alternatywa dla „TM” używana przez przedsiębiorców, którzy poza sprzedażą towarów, świadczą też usługi. Każdy z tych znaków ma walor wyłącznie wizerunkowy.

    Jeszcze inne, znacznie rzadziej stosowane oznaczenia to „G” służące do oznaczenia zarejestrowanych oznaczeń geograficznych oraz „T” w odniesieniu do zarejestrowanych topografii układów scalonych.

    Świadomość o tym, jakie oznaczenia własności przemysłowej mogą być przez nas używanie, wywiera pozytywny wpływ na tworzenie marki. Ponadto pozwala uniknąć przykrych, dotkliwych konsekwencji za naruszenie obowiązującego prawa. 

  • Banki pod presją: giełdowy komentarz rynkowy – kwiecień

    Banki pod presją: giełdowy komentarz rynkowy – kwiecień

    Kryzys bankowy wpłynął na rynki finansowe, wprowadzając wiele zmian. Eksperci VIG/C-QUADRAT TFI dokonali analizy wpływu problemów sektora bankowego na obligacje krajowe, akcje spółek europejskich i amerykańskich, oraz sytuację na rynkach globalnych i polskim.  

    Obligacje krajowe

    Marzec był niewątpliwie jednym z bardziej dynamicznych miesięcy w minionych kwartałach. Wszystko za sprawą problemów w sektorze bankowym. W Stanach Zjednoczonych upadły m.in. Silicon Valley Bank oraz Signature Bank. Amerykańscy decydenci zareagowali na to zwiększeniem płynności sektora bankowego, aby uniknąć kolejnych bankructw. W Europie zaś, Credit Suisse – jeden z największych szwajcarskich banków – został przejęty przez UBS. Wiązało się to z umorzeniem 17 mld USD obligacji AT1 (tzw. CoCos). Wydarzenia te odcisnęły swoje piętno na segmencie obligacji podporządkowanych w Europie, doprowadzając do silnej przeceny podobnych instrumentów. Znamienny jest fakt, że w Polsce żaden z banków nie wyemitował tego typu obligacji (konwertowanych na kapitał).

    W następstwie problemów w sektorze bankowym nastąpił istotny spadek rentowności obligacji skarbowych, ponieważ rynki coraz silniej zaczęły wyceniać ryzyko recesji gospodarczej. Strach o recesję jest jednak obcy bankom centralnym, które kontynuowały zacieśnianie polityki pieniężnej. Amerykański Fed podniósł stopy procentowe o 0,25 pkt proc., a Europejski Bank Centralny o 0,5 pkt proc. Pomimo kontynuacji cyklu zacieśniania polityki pieniężnej przez największe banki centralne, chwilowy kryzys w sektorze bankowym zmienił nastroje wśród inwestorów obligacyjnych. 

    Pomimo tak turbulentnego środowiska, największym zaskoczeniem okazało się niższe niż można by teoretycznie oczekiwać rozszerzenie spreadów kredytowych. W związku z napięciami w sektorze bankowym i ratowaniem niegdyś jednego z największych banków na świecie, przecena obligacji korporacyjnych, zwłaszcza high-yield (o podwyższonym ryzyku inwestycyjnym), okazała się rachityczna. Z racji tego, że obligacje zagraniczne mają zwykle stały kupon, to ich wycen bronił spadek rentowności obligacji skarbowych, a skromny wzrost spreadów nie przeszkodził high-yieldom odnotować zyski.

    Na krajowym rynku działo się niewiele w porównaniu z wydarzeniami za granicą. Na rynku wtórnym nie obserwowaliśmy nerwowych ruchów, a ceny oscylowały w okolicach widzianych miesiąc wcześniej. Na rynku pierwotnym odbyło się kilka emisji skierowanych głównie do inwestorów indywidualnych. Niewątpliwie jest to trudny okres na pozyskiwanie kapitału dłużnego przez spółki. Eksperci VIG/C-QUADRAT TFI zauważają, iż mimo obecnie istotnie wyższych stawek WIBOR niż w poprzednich latach, emitenci muszą oferować wyższe marże, aby emisje dochodziły do skutku.

    Obligacje skarbowe zaliczyły bardzo udany miesiąc. Ceny papierów rządowych rosły (rentowności spadały) w myśl zasady, że w przypadku wzrostu niepewności na rynkach finansowych, dług skarbowy pełni rolę bezpiecznej przystani. W marcu rentowności obligacji 10-letnich spadły z poziomu 6,54% do 6,06%, co przyniosło długoterminowym funduszom dłużnym pokaźne zyski (wyniki oscylowały w przedziale 1,5% – 2,0%). Pozytywnego sentymentu do polskich obligacji nie popsuł nawet wstępny odczyt inflacji. Co prawda, na danych rocznych inflacja obniżyła się do poziomu 16,2%, ale dynamiki miesięczne (+1,1%) cały czas zaskakują in plus. Bieżący rok zaczął się bardzo dynamicznie i wygląda na to, że kolejne miesiące mogą również obfitować w wiele interesujących zwrotów akcji na rynkach dłużnych, zarówno krajowym jak i globalnych.

    Rynki globalne – akcje

    Pomimo faktu, że sytuacja na globalnym rynku akcji jest dynamiczna i nadal pozostaje pod wpływem polityki wiodących banków centralnych, to jednak pierwszy kwartał 2023 roku był bardzo dobry dla inwestorów rynku akcji. Znakomita większość globalnych indeksów zaliczyła wysokie jednocyfrowe lub solidne dwucyfrowe stopy zwrotu. 

    Niemniej, walka z inflacją stała się priorytetem dla większości banków centralnych – nawet kosztem wzrostu gospodarczego oraz poziomu zatrudnienia. 

    Takie postępowanie stanowi negatywny scenariusz dla rynku akcji, a w szczególności dla spółek wrażliwych na wzrost stóp procentowych. Jak do tej pory najbardziej wrażliwym sektorem okazał się sektor bankowy. Zarzewie kryzysu bankowego, które pojawiło się w USA zostało co prawda ugaszone dzięki natychmiastowej reakcji Fed, ale nie oznacza to końca problemów.

    Działanie Fed-u określane jako „brudne QE” (pożyczki udzielane bankom amerykańskim) powoduje zwiększenie bilansu amerykańskiego banku centralnego, jednak mechanizm działania jest zgoła inny niż podczas kryzysu nieruchomościowego z lat 2007-2008. Dodatkowo, utrzymywanie wysokich stóp procentowych hamuje amerykańską gospodarkę, co najlepiej widać na przykładzie spadku aktywności w branży nieruchomości. Widzimy to w szczególności na rynku nieruchomości komercyjnych, który jest najbardziej dotknięty powyższymi czynnikami.

    Zdaniem ekspertów VIG/C-QUADRAT TFI, w tych warunkach rynkowych, w dalszym ciągu możemy się spodziewać spadku zagregowanego poziomu prognozowanych zysków amerykańskich spółek. Presja na wyniki finansowe spółek znajduje swoje odzwierciedlenie w stopniowo pogarszających się danych z rynku pracy. Docelowo, wzrost poziomu bezrobocia powinien zmniejszyć impuls inflacyjny w gospodarce.

    W tym otoczeniu – w opinii Zarządzających – warto mieć nieco wyższy poziom gotówki w portfelu, ponieważ wyceny akcji spółek europejskich i amerykańskich znajdują się wyraźnie powyżej swoich długoterminowych średnich.

    Rynek krajowe – akcje

    Polska wróciła do „starego modelu”, czyli giełdy dwóch prędkości: duże spółki – zwłaszcza te z udziałem Skarbu Państwa są wyceniane bardzo nisko, a wiodące średnie i małe spółki są wyceniane coraz wyżej i kontynuują proces zmniejszania dyskonta wycenowego do swoich zagranicznych odpowiedników. To bardzo pozytywny sygnał, który świadczy o wysokiej jakości zarządzania w polskim sektorze prywatnym. 

    Co dalej? W krótkim czasie uważamy, że powstała zbyt duża dysproporcja w poziomach wycen pomiędzy dużymi a średnimi i małymi spółkami. Wydaje nam się, że duże spółki mają obecnie większy potencjał do aprecjacji – oceniają eksperci VIG/C-QUADRAT TFI. 

    Zwracają również uwagę na fakt, że dwucyfrowa inflacja wpływa na wyniki spółek w wielu branżach. Przy braku bardziej restrykcyjnej polityki monetarnej może to – paradoksalnie – wpłynąć pozytywnie na rynek akcji jako sposób „zabezpieczenia przed inflacją”. Za główny czynnik ryzyka wskazują na nadmierne „karanie” dodatkowymi obciążeniami sektora bankowego, zwłaszcza w środowisku poważnego kryzysu zaufania na rynku europejskim i amerykańskim.

  • Sztuczna inteligencja w świetle prawa autorskiego

    Sztuczna inteligencja w świetle prawa autorskiego

    Czy „dzieło” stworzone przez sztuczną inteligencję (AI), jest utworem podlegającym ochronie na podstawie przepisów prawa autorskiego? A jeżeli tak, komu przysługują osobiste i majątkowe prawa autorskie? Czy można swobodnie kopiować, rozpowszechniać lub przerabiać „dzieła” stworzone przez AI?

    Sztuczna inteligencja, czyli co?

    AI w ostatnim czasie bije rekordy popularności. Chyba każdy słyszał już o ChatGPT lub Midjourney. Warto jednak ustalić podstawowe fakty – AI czyli co? Istnieje oczywiście szereg definicji. Według najbardziej opisowej, AI to zdolność maszyn do wykazywania ludzkich umiejętności, takich jak rozumienie, uczenie się czy kreatywność. Z bardziej technologicznego punktu widzenia, AI to dziedzina wiedzy obejmująca m.in. sieci neuronowe, robotykę, tworzenie modeli zachowań inteligentnych oraz programów komputerowych symulujących te zachowania włączając w to również uczenie maszynowe, głębokie uczenie oraz uczenie wzmocnione. Tyle teoria. 

    Czy AI może być twórcą utworu chronionego prawem autorskim?

    Narzędzia bazujące na AI, takie jak Midjourney czy ChatGPT, zyskują gigantyczną popularność. Nic dziwnego. W mgnieniu oka potrafią wykreować „dzieło”, które człowiekowi, nawet z dużym doświadczeniem zawodowym, zajęłoby wiele godzin lub dni. Potrafią przy tym wykazać się kreatywnością, choć oceny efektów owej kreatywności mogą być skrajne różne. Niemniej, powstaje zasadnicze pytanie – czy AI generując określone dzieło np. grafikę 3D, jest twórcą, a efekt owej twórczości należy traktować jak utwór w rozumieniu przepisów prawa autorskiego?
    Zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych, utworem jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze. Powszechnie przyjmuje się, iż działalność ta może dotyczyć wyłącznie człowieka. Nie jest zatem utworem dzieło powstałe w wyniku działania sił natury, stworzone przez istoty żywe inne niż człowiek, a także wykreowane przez maszyny. W konsekwencji, efekty kreacji narzędzi AI nie są utworami i nie podlegają ochronie wynikającej z przepisów prawa autorskiego.

    Oczywiście jest to pewne uproszczenie. Jak zawsze, każdy przypadek należy ocenić indywidualnie. Przykładowo: finalny efekt pracy projektantów, którzy opracowali koncepcję opakowania, przejawiając w tym działalność twórczą o indywidualnym charakterze, następnie „dopracowali” je przy pomocy narzędzia AI, prawdopodobnie będzie utworem i będzie podlegać ochronie prawno-autorskiej na rzecz owych projektantów.

    Ograniczenia prawne w swobodnym korzystaniu z dzieł generowanych przez AI

    Niezależnie od dylematów wynikających z oceny czy dzieło wygenerowane przez AI jest czy też nie jest utworem, warto pamiętać, że korzystając z popularnych narzędzi AI, takich jak ChatGPT czy Midjourney, podlegamy także indywidualnym regulacjom określonym w regulaminach tychże narzędzi. Przykładowo, regulamin ChatGPT przenosi na użytkownika prawa do dzieł stworzonych z wykorzystaniem tego narzędzia, ale także pełną odpowiedzialność, w tym wynikającą z ich publikacji. Z kolei w przypadku Midjourney, regulamin różnicuje sytuację użytkownika korzystającego z wersji nieodpłatnej i płatnej. W przypadku wersji nieodpłatnej, użytkownik może korzystać z dzieła zgodnie z tzw. licencją CC BY-NC 4.0. Oznacza to, że może dzieło kopiować, modyfikować, rozpowszechniać, ale jedynie w celach niekomercyjnych. W przypadku wersji odpłatnej użytkownik nabywa wszelkie prawa do dzieła.

    Czy sztuczna inteligencja może naruszyć prawa osób trzecich?

    Warto pamiętać, że algorytmy AI niestety nie analizują własnej „kreacji” przez pryzmat ewentualnego naruszenia praw osób trzecich. Być może kolejne wersje omawianych tu narzędzi „nauczą” się również tego. Niemniej, biorąc pod uwagę fakt, iż pełna odpowiedzialność za publikowanie i korzystanie z efektów pracy narzędzi AI spoczywa na użytkowniku, warto zachować daleko idącą ostrożność.

  • Dlaczego w obszarze innowacyjności potrzebna jest demokratyzacja?

    Dlaczego w obszarze innowacyjności potrzebna jest demokratyzacja?

    Umożliwić osobom z zewnątrz wgląd we własne technologie? Podjąć współpracę z konkurencją? Dla wielu firm to wciąż rzeczy niewyobrażalne: tego, co uważają za swoje skarby, strzegą tak, jak się strzeże złota w Fort Knox. Taki model myślenia – izolacja zamiast wspólnego rozwijania nowych rozwiązań – przestał się już jednak sprawdzać.

    Wzrost presji konkurencyjnej w wyniku globalizacji, krótszy cykl życia produktów, a tym samym silniejsza presja na innowacyjność – to czynniki, które w istotnym stopniu wymuszają optymalizację i jakąś formę otwarcia procesu tworzenia innowacji. Wiele podmiotów nie posiada po prostu środków finansowych koniecznych do tworzenia przełomowych nowych rozwiązań, często brakuje im także wewnętrznych zasobów i specjalistycznej wiedzy. To niemal automatycznie rodzi konieczność łączenia sił z parterami, dostawcami, a nawet z innymi graczami na rynku, w celu zminimalizowania ryzyka. Ten trend, dążenie do tak zwanej konkuperacji (ang. coopetition), czyli współpracy między konkurentami, nie wynika bynajmniej z bezinteresowności, lecz z silnego przekonania, że przedsiębiorstwa mogą zdobyć i trwale utrzymać udział w rynku wyłącznie poprzez poszukiwanie nowych dróg.

    W sferze prywatnej błyskawiczną popularność zyskała gospodarka platformowa – portale internetowe oferujące możliwość robienia zakupów, rezerwacji noclegu czy znalezienia partnera życiowego stanowią dziś w oczywisty sposób element codziennego życia. Należy zatem oczekiwać, że siłą rzeczy gospodarka platformowa rozpowszechni się również w obszarze B2B. Bardzo dobrym przykładem jest branża motoryzacyjna – żadna inna nie przeszła w ostatnich latach tak głęboko sięgającej transformacji. Biorąc pod uwagę fakt, że pojazdy stają się coraz bardziej autonomiczne, a mobilność już dawno stała się usługą, menedżerowie z tej branży muszą uważać, żeby lukratywna część biznesu nie przypadła w udziale innym, pozostawiając ich własnym firmom skromną rolę „blacharzy”.

    To prawda, że wszyscy producenci samochodów dążą do zwiększania poziomu kompetencji informatycznych wewnątrz własnej firmy – ale stawiają także na współpracę z innymi podmiotami. W tym celu łączą się oni w ekosystemy, których elementy składowe są odzwierciedleniem całego łańcucha wartości dodanej w branży motoryzacyjnej. Producenci zrozumieli już bowiem, że współpraca w obszarze nieróżnicujących cech produktów zwiększa konkurencyjność w zakresie ich cech różnicujących. Pozwala to na znaczne oszczędności nakładów na te technologie, które nie należą do obszaru zasadniczej działalności firmy, a także zapewnia sytuację, w której producenci oprogramowania, w warunkach już i tak ogromnego popytu na ich usługi, mogą w swojej pracy skoncentrować się na tym, co w oczach klienta wyróżnia daną ofertę spośród otoczenia konkurencyjnego. Gospodarka platformowa jest rozsądniejszą opcją nie tylko ze względów ekonomicznych, ale także ekologicznych. W czasach, gdy rośnie poziom zanieczyszczenia środowiska, topnieją surowce i zwiększa się presja organów regulacyjnych, podjęcie współpracy międzyfirmowej pozwala zaoszczędzić cenne zasoby. Tym samym stanowi ona klucz do bardziej zrównoważonego rozwoju.

    To prawda, że tak zwany próg innowacyjności jest bardzo wysoki. Niezależnie od tego, jaką nazwą się posłużymy – open innovation, platform economy, czy gospodarka informacyjna – idea jest jedna i ta sama: „Po co marnować czas na ponowne odkrywanie czegoś, co odkrył już ktoś inny i to posiadający prawdopodobnie lepszy know-how?”. Fundamentem innowacji są dziś ekosystemy i platformy cyfrowe, będące również głównym hasłem ruchu open source. Zamiast wydatkować znaczne kwoty i zasoby w tworzenie produktów i rozwiązań od zera, przedsiębiorcy mogą wykorzystywać technologie już istniejące, „uszlachetniając” je własnymi pomysłami. Szczególnie w czasach kryzysu, kiedy ogranicza się budżety na nowe projekty, koncepcja platformy w istotny sposób obniża próg innowacyjności dla przedsiębiorstw. I właśnie ta demokratyzacja jest nam pilnie potrzebna.